8.01.2012
niedziela

Prawo do niesłuszności

8 stycznia 2012, niedziela,

Jedną z atrakcji bywania na blogu jest możliwość zetknięcia się z poglądami, które by nam nigdy nie przyszły do głowy, czytając tylko książki i renomowane czasopisma papierowe. Na przykład „jestem polaczek Szczecin” sugeruje, że sprawa pieczątek jest korzystna dla rządu i „celowo sprowokowana”. Zdaniem blogowicza, ustawa refundacyjna jest „narzędziem eksterminacji narodu przez własny rząd”. „Polaczek ze szczecina” twierdzi, że  „Tusk katem narodu” i pyta, czy chcę odpisać.

Odpowiadam: Odpisać nie chcę, ale cieszę się, że i takie poglądy trafiają do „en passant”. Często ręka mnie swędzi, kiedy czytam komentarze na blogu, ale wyciągam spluwę tylko wtedy, kiedy ktoś kogoś obraża. Poza tym jestem zwolennikiem tezy Kisiela, że najważniejsze jest prawo do niesłuszności. Na wiosnę ’80 roku Kisiel pisał:  „prawo do niesłuszności to najważniejsze prawo  mojego mózgu”. Gdyby wszyscy mówili i pisali  słusznie, to byłby koniec świata. W sprawie refundacji leków przemawia do mnie „Dr Skues”, który pisze, że „ta jedna rzecz może docelowo obalić rząd Donalda Tuska”. Nie twierdzę, że jutro koalicja się rozleci, a rząd padnie. Jestem natomiast zdania, że to jest sprawa tak poważna, iż nie zostanie prędko zapomniana i przebaczona.   Trudno sobie wyobrazić, jak rząd wyjdzie obronną ręką z tej plątaniny chciwości koncernów, nie zawsze zrozumiałych zachowań lekarskich, (zgadzam się z Moniką Olejnik, że dr Bukiel „się nabzdyczył”), niedoli pacjentów,  uwikłań polityków (Arłukowicz – Kopacz – Tusk) i – last but not last – własnej nieudolności. Nie lubię, kiedy dziennikarz jest mądry po szkodzie, ale ktoś w szeroko pojętym „rządzie”, w  świecie lekarskim i aptekarski, mógł chyba przewidzieć, że wejście w życie ustawy refundacyjnej jest nie do końca przygotowane i pociągnąć za ręczny hamulec? Przecież każda gazeta chętnie by taki alarm opublikowała.

Niestety, taka nuda, że wszyscy będą mówili słusznie,  nam nie grozi. Czytałem w Onecie wiadomość o premierze filmu Agnieszki Holland „W ciemności”. Lektura komentarzy blogowiczów pod tą wiadomością jest przerażająca. Himalaje antysemityzmu, Niagara obelg i insynuacji. Może mi ktoś odpowie – czy taka jest Polska? Czy taki jest Internet? Czy w wirtualu  udzielają się jakieś brygady nienawiści, podczas gdy ludziom normalnym nie chce się zabierać głosu? Czy nienawiść to stan normalny i powszechny?

Słyszałem przez radio, że ktoś usiłuje zohydzić działalność Jurka Owsiaka i Wielkiej Orkiestry? Trudno mi to pojąć. Rozumiem, że Kościół jest największą instytucją  dobroczynności w Polsce, ale jeśli w tej dziedzinie rodzi się konkurencja – to tylko dobrze. Na naszych oczach rodzi się  społeczeństwo obywatelskie, powstają rozmaite inicjatywy, organizacje pożytku publicznego, fundacje itd. Im więcej – tym lepiej. Działalność charytatywną Owsiaka popieram, nie czepiam się też niektórych jego haseł, w rodzaju „róbta co chceta”, bo „oni” i tak będą robić co chcą. O Woodstocku za mało wiem, żeby się wypowiadać.

I na koniec jedna prośba: Może ktoś (najchętniej z KRRiTV) wyjaśni, dlaczego telewizja Trwam nie dostała zgody na przyszła obecność na platformie cyfrowej (cokolwiek to znaczy). Kiedy słyszę posła Rozenka z Ruchu Palikota, który mówi w radiu Zet, że to jest „skandal” – nic nie rozumiem. Na szczęście jestem za prawem do niesłuszności – tylko kto tu jest niesłuszny, Krajowa Rada czy poseł Rozenek?

Komentarze: 137

Dodaj komentarz »
  1. mag, 18.56. Ubogie to wszystko i nie warte kontynuacji. Taki sobie „płytki moralitet”, jak jeden z zakompleksionych windziarzy określił doskonały film „Chciwość”.

  2. @ jestem polaczek Szczecin pisze , a Pan Daniel Passent celnie komentuje .
    Mam cichą nadzieję, że ten epizodyczny blogowicz nie jest ze Szczecina mimo , że z tego miasta wyfrunął do Warszawy Joachim Brudzinski i być może kilku takich podobnych pomyleńcow znajdzie się w tym mieście , które powoli i ociężale , ale jednak rusza w kierunku dawnego znaczenia miasta Hanzeatyckiego , współcześnie aspirujacego do faktycznej stolicy Euroregionu Pomerania ( obejmuje niewielkie tereny RP ,BRD i Szwecji ) – gospodarczego Centrum nad Odrą i Zatoką Pomorska .

  3. Redaktor napisał: „W sprawie refundacji leków przemawia do mnie „Dr Skues”, który pisze, że „ta jedna rzecz może docelowo obalić rząd Donalda Tuska”.

    Do mnie również przemawia @dr Skues, ale w szerszej perspektywie – docelowej. Słowo „docelowo” chyba zostało użyte podświadomie ukazując nadzieje organizacji lekarskich, ambitnych przedstawicieli kasty lekarzy na odegranie roli pięciominutowego podmiotu politycznego w specyficznej sytuacji „protestu pieczątkowego”.

    Buta przywódców i niezłomność w demonstrowaniu rzekomo wyższych racji nie wróży znalezienia dobrego wyjścia z zapętlenia rząd/ministerstwo/niedorobiona ustawa/nieopierzony minister.

    Organizacje lekarskie w sytuacji, w której mają odegrać pięciominutową rolę polityczną, liczą na dwie rzeczy – zjednanie mocnych sojuszników, co już się objawiło w postaci totalnie przeciwnego wszystkiemu co rządowe PiSu, hapenningującego Palikota, wypatrującej bazy części SLD i w takim szerokim froncie wygranie wiele więcej niż korekcja ustawy.

    Niektórzy liderzy środowiska medyków ni mniej nie więcej tylko liczą na podyktowanie ustawodawcy (poprzez rząd w narożniku) pożądanego prawa. A jeśli nie, to w czortu niech idzie Tusk – razem damy mu radę.

    Pozostała tylko mała przeszkoda – wychachmęcenie dobrego stanowiska w sprawie ustawy od partii obrotowej, a ta dobrze wie, że zaryzykowałaby śmiertelnie, jeśli nieopatrznie, ad hoc weszła w nieprzemyślane układy. Gębować mogą, ale raczej na pomoc nie ruszą.

    Pzdr, TJ

  4. @Jacobsky, niedziela 15:17 i 21:09
    Mój komentarz był próbą obrony miejscowych blogerów/ek, wypowiadających się na tematy zagraniczne w oparciu o prasę, Internet, telewizję, jakieś wspomnienia, relacje bliskich, itp.
    Mnie te opinie interesują, mogę je łatwiej konfrontować z moimi.
    Nie pamiętam Jacobsky, abyś komuś odbierał prawo głosu nt Kanady czy USA. Jeśli robisz za nożyce na stole, to Twoja sprawa.
    Przeczytałem jeszcze raz swój tekst i nic bym w nim nie zmienił. Dla mnie każde potępianie na blogu to jazgot.
    Np. bloger axiom1 (the mentor) jazgocze.

    Wartość moich wypowiedzi pozostaw, proszę czytelnikom, wartościowanie naszej grafomanii jest nadużyciem.
    Jako inżynier, potrzebuję do wartościowania przynajmniej kryteriów i jednostek,

    Pamiętam, jak chciałem przez kojarzenie z istotą swojego zawodu automatyka, udowodnić, że rynki żyją z zakłóceń, więc pewnie te zakłócenia wywołują.
    Ty zrozumiałeś, że chcę zaprojektować układ regulacji tego procesu.
    Czasami się nie rozumiemy Jacobsky, to właściwość polemik blogowych.
    Czytam Ciebie z radością, o wielu sprawach się od Ciebie dowiedziałem.
    Pozdrowienia
    PS
    Nie ciągnijmy tego wątku, proszę

  5. Drogi Gospodarzu!
    Podzielam wszystkie pana obawy i zdziwienia. Przydzielam sobie równiez prawo do niesłuszności. Tylko, wobec KOGO, na litość boską? Kim są ci „słuszni”? (starannie unika pan pokazywania palcem: kinderszuba? dyplomacja?). Podrzucę więc – Kościól, Kaczyści wespół z Rydzykowymi?
    Chwilami szczypię się w rękę, bo juz nie wiem, gdzie żyję. A żyję, niestety, na tyle długo, że pamiętam (dorośle) wszystkie zawirowania – od PRL przez tzw. transformację do dziś. Dlatego myślę, że czad nas jakiś dopadł, dziwaczna maligna. Jak zwykle, gdy opadł kurz bitewny i zwyczajnie trzeba żyć.
    Skąd wziąć tabuny psychologów, socjologów, a zwłaszcza sensownych pasterzy krk
    , jak „pogonić” media od newsów jątrzących i manipulujących po to, by ludzie poczuli się nie tylko raz w roku, z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy , LEPIEJ?

  6. Zamieściłem przez pomyłkę wątek z „Gry w klasy”, za co Szanownych przepraszam.
    Jednak Kisiela zdanie „prawo do niesłuszności to najważniejsze prawo mojego mózgu”…

  7. Panie Redaktorze,

    sprawa wykluczenia telewizji Trwam z platformy cyfrowej ma podobno związek z kasą, której brak może rzucić na łopatki cały projekt.
    Tako rzecze członek KRRiT.

    P.s.

    telegraphic i stasieku,

    myślę, ze nasz świetny felietonista blogowy zagalopował się, porównując świetnie smeczującego innego tenisistę blogowego z draniem (Ironsem) z filmu Chciwość.
    Jeśli idzie o mój odbiór tego dzieła, to zapewniam, że na razie nie zamierzam z powodu tego obrazu filmowego zamoczyć się w wodach Zatoki Gdańskiej, które mają dużo jodu pobudzającego twórczo Tomasza Manna (chyba gdańskie morsy wiedzą co robią mocząc się zimą).

    Jestem ukształtowany estetycznie w odbiorze filmów przez niezapomnianego krytyka Zygmunta Kałużynskiego, który nawet w bananych wydarzeniach potrafił się dopatrywać niesamowitych analogi i porównań oraz nieziemskich związków przyczynowych.
    Ja dopatrzyłem się w tym niezwykłym dziele analogii działania rządu pewnego mocarstwa i pod znakomicie zarysowane przez aktorów postacie podstawiłem znane postacie z życia politycznego tego ‘kolosa na glinianych nogach’.
    Pasowało jak ulał, a jeden z liderów korporacji, który dla podkreślenia wagi dramatu wypowiadał się krótko: ‘pierdzielę’ świetnie urealniał wymowę artystyczną filmu.

    Mimo tych zalet filmu, jak zaznaczyłem wyżej, nie zamierzam wzmacniać swojego napięcia twóczego zatokowym jodem.

  8. Znów felieton na kanwie aberracyjnych dyskusji blogowych wywołanych przez neurotyczny przekaz medialny. No ale rozumiem, że Gospodarz jest dziennikarzem z kilkudziesięcioletnim stażem i trudno jest mu pojąc, że jego jego młodsi koledzy oszaleli goniąc za wierszówka.
    A propos zagadnień poruszonych w tekscie.
    1. Nie wiem czemu rząd ma polec z powodu pieczątek „Refundacja NFOZ” na receptach. Nie słyszałem by stemple, zresztą o prawdziwej treści obalały rządy. Takie historie są możliwe tylko w TVN24. Choć z drugiej strony zastanawiające (i śmieszne!)jest zaangażowanie premiera w tą idiotyczną historię.
    2. Antysemityzm był i będzie. Ja bym się nad tą skazą Polaków nie zastanawiał, bo chyba już wszystko na ten temat powiedziano. I nic z tego nie wynika mimo utrzymywanego z pieniędzy podatników systemu wychowania młodzieży – firmowanego przecież od kilku lat również przez premiera Donalda Tuska. A chyba jej głosy tak Gospodarza przejęły. Ja bym się raczej zastanawiał czemu Agnieszka Holland znów podjęła temat holocaustu. Przepraszam, ale mam wrażenie, że polskie refleksje na ten temat już nikogo nie ruszą, nie obchodzą. Żydzi swoje wiedzą a publikaq zyje innymi problemami. Oskara z tego nie będzie, bo czasy się zmieniły.
    3. Jakie ma znaczenie, że się komuś nie podoba orkiestra Owsiaka. Zdaje mi się, że kościelnemu imperium żebraczemu się nie podoba odkąd powstała. No i co z tego?
    4. Też nie wiem co za nadgorliwość kazała biurokratom nie dawać koncesji Rydzykowi. Słucha go przecież wymierająca powoli populacja – tym starym ludziom to się należy. Tak jak słuchaczom TVN24. Zgadzam się z posłem Rozenkiem – to skandal by starym ludziom odcinać wenflon z medialną narkozą. Czegokolwiek by nie słuchali… To jak eutanazja
    I gdzie tu prawo do niesłuszności? Mam wrażenie, że Kisiel – wspomniany w felietonie – setkę by wypił, przegryzł sledziem i nic nie powiedział. Bo i o czym tu mówić.
    Pozdrawiam

  9. Trudno sobie wyobrazić, jak rząd wyjdzie obronną ręką z tej plątaniny chciwości koncernów, nie zawsze zrozumiałych zachowań lekarskich, niedoli pacjentów, uwikłań polityków i – last but not last – własnej nieudolności – pisze red. Passent (pominąłem to co ujęte w nawiasy).

    Skoro odgrywam na nieomylnym, nie nudnym blogu rolę „zakompleksionego windziarza”, to powiem, że zadziwia mnie postawienie tych składników na jednej płaszczyźnie, w dodatku w takiej nieprzypadkowej, nie tylko stylistycznej kolejności. Chciwość koncernów farmaceutycznych! Nie bajerujym się, ale co to jest? i co z niej wynika? Firmy te, które sprzedają na polskim rynku, w dużym stopniu zatrudniają polskich pracowników, w większości są z zagranicznym kapitałem (i dywidendą) oraz know-how – nie analizuję tutaj szczegółów tej branży. One oczywiście działają dla zysku. Tak jest ich rola i gdyby przestały to robić na dużą skalę, to straciłyby wszyscy: pracownicy, konsumenci, inwestorzy. Chyba nikt nie oczekuje od „koncernów” dobroczynności na skalę masową. Firmy farmaceutyczne uzyskują wyższą sprzedaż i zysk, gdy rząd więcej refunduje (w ostatecznym rachunku z kasy podatników), dlatego, że zakupy leków z powodu refundacji w sumie rosną (co nie zawsze musi być z korzyścią dla pacjentów), oraz zakupy leków droższych rosną. Refundacja jest dobra dla koncernów, zła refundacja, źle zorganizowana jest jeszcze lepsza. A jak z koncernami współpracują lekarze to jest niebo na rynku polskim.

    Albowiem lekarze w tym układzie są w zupełnie innej roli niż koncerny, przynajmniej powinni być. Powinni oni wspierać swoich głównych pracodawców, którzy w znacznym stopniu są państwowi. Poza tym etyka zawodowa nakazuje dbanie przede wszystkim o pacjenta. Jeśli lekarze są przeciw rządowi to de facto wspierają firmy farmaceutyczne. Jeśli usiedliby z rządem do nie niszczących negocjacji to można by przyjąć, że chcą dobra pacjenta, z pewnością nie wspierają zysków firm farmaceutycznych. Rząd bez poparcia lekarzy i ich organizacji nie uzdrowi służby zdrowia, w tym refundacji leków. Czy to będzie rząd Platformy, czy SLD, czy nie daj boże PiS.
    (Tak mi … się zdaje).

    p.s. Panie Red. Passent. Z mojej obserwacji tych i innych blogów i twiterów, nie można liczyć na rzetelność podawanych informacji i sensowność pojawiających się opinii. Bazą powinna być wiarygodna, weryfikowalna prasa i inne profesjonalne media. W polskiej sytuacji, gdy to szwankuje trzeba w trudnych sytuacjach zdać się na opaczność boską. Albo strzelić sobie kielicha.

  10. Rzeczywiście blogi oraz sam Internet dają możliwość zetknięcia się z opiniami, do których w inny sposób dostępu nie ma. Weźmy taką Jane Bürgermeister, do niedawna poważną dziennikarkę, której odebrano prawo wykonywania zawodu po tym, jak naświetliła światu sprawę śmiertelnie skażonych szczepionek, co miało pewnie bezpośredni, lub pośredni wpływ na słuszną i odważną wtedy decyzję p. minister Ewy Kopacz, za którą globalne koncerny farmakologiczne nękają ją swoimi mackami po dziś dzień.

    Otóż p. Jane Bürgermeister, jak właśnie przeczytałem, napisała niedawno książkę pt. Czwarte Imperium, i gdyby nie blogi, czy sam Internet, niewielkie byłyby możliwości zapoznania się z opisem treści tej książki – a tak, proszę bardzo, wprost od blogowicza o nicku „monitorpolski”, który pisze tak:

    „Generalnie chodzi o mało znaną powszechnie formę podboju krajów – finansowego. „Czwarte Imperium” wyjaśnia w jaki sposób ten podbój działa, jak zniewala się całe narody najpierw je zubażając – za pomocą instrumentów giełdowych, ale i prywatnego systemu generacji pieniądza. Ten system zniewolenia został wytłumaczony na przykładzie Europy, ale dotyczy praktycznie całego świata, poza krajami takimi jak Iran, Pakistan, Białoruś, a wcześniej Libia i Irak. Kraje arabskie w większości były odporne, stąd pewnie tajemnicze „rewolucje” jakie się w nich dokonują. Można więc się domyśleć dlaczego zbrojnie zniszczono Irak, a ostatnio Libię.

    Nie ulega wątpliwości, że celem tego działania jest stworzenie Nowego Ładu Światowego (NWO) ze światowym rządem, światową armią i światowymi finansami oraz ministerstwami. Zalążki tego światowego terroru już funkcjonują – to właśnie NATO wypełnia rolę światowej armii, a WHO – światowego ministerstwa zdrowia. Kluczowym elementem podboju jest jednak światowe ministerstwo finansów, którym na razie jest Goldman Sachs z podległymi bankami. Niebezpieczeństwo tworzonego globalnego systemu tkwi w tym, że jeśli do niego dojdzie, to będziemy mogli zapomnieć o państwach, narodach, religii, naszej kulturze i zwyczajach. Nowa planowana waluta będzie zakodowana w czipach, a opozycja pozbawiona środków do życia (zerowe konto w banku światowym) wymrze z głodu, albo zostanie zamordowana na ulicy przez globalną policję lub armię.
    Lasy, które będą własnością globalnych bankierów, też będą niedostępne – detektory podczerwieni zainstalowane na bezzałogowych samolotach szybko wykryją obecność zbiegów i ich zniszczą jedną bombą. Nie będzie gdzie uciekać. Żywi zostaną tylko bezmyślni oprawcy systemu, ale nie na długo, bowiem jako niepotrzebni, zostaną też zlikwidowani.

    Thriller ma na celu obudzenie ludzi w momencie gdy jeszcze można temu przeciwdziałać. W przystępny sposób wyjaśnia jak działają banki, jakie diabelskie mechanizmy są wprowadzone po to tylko by zubożyć społeczeństwa i doprowadzić do sytuacji gdy wszyscy będziemy dłużnikami. I nie chodzi tylko o osoby indywidualne – głównie chodzi o państwa, które aby się stać częścią globalnego imperium, muszą najpierw oddać swoją suwerenność.”

    Książki nie czytałem, ale opis brzmi całkiem interesująco. Może dzięki Internetowi po nią sięgnę, kto wie…

  11. stasieku (23:37, adresowane do Jacobsky’ego)
    Pamiętam, jak chciałem przez kojarzenie z istotą swojego zawodu automatyka, udowodnić, że rynki żyją z zakłóceń, więc pewnie te zakłócenia wywołują.

    Nieprawda. Rynki nie żyją z zakłóceń, rynki po części wolą spokój, może niektórzy gracze próbują zarobić w zamieszaniu wynikającym z zakłóceń. „Rynki” żyją z całej, zmieniającej się w zależności od warunków makroekonomicznych gamy źródeł. Część zarobków firm brokerskich rejestrowanych na giełdzie, albo posiadającyh dostęp do rynku obligacji, etc., pobiera opłaty za transakcję – im więcej obrotów, tym wyższe marże. Ale nie są one znaczącym wpływem, konkurencja i regulacje wyżyłowała marże w dół. Z czego „rynki”, a raczej banki tam obecne, żyją to informacja. Informacja o rządach w przypadku długu państwowego – ich niestabilności i wymysłach, o notowanych firmach, o rynkach na których te firmy działają, o towarach, pogodzie, kataklizmach, patentach i wynalazkach, etc. Informacja! To ma swoją wartość, nie tylko dla banków, ale dla wszystkich graczy, z niedostatecznej informacji bieże się ryzyko. Strata i zysk. Z pierszeństwa jej uzyskania. Często nielegalnymi metodami. Informacja ekonomiczna jest ciągle towarem deficytowym.

    Nadużyciem w filmie „Chciwość” (ang. Margin Call) było upłynnienie aktywów o aktualnej wartości niższej niż cena sprzedaży. Nadużyciem CEO i jego szefa działu ryzyka, tej Sarah’y Robertson (Demi Moore) było bezwiedne nagromadzenie ryzykownych aktywów (MBS-ów), a dokładniej ich dynamicznie zmieniającego się salda w ciągłym procesie zakupu i sprzedaży. Sytuacja taka w przypadku indywidualnego detalicznego inwestora jest właśnie nazywana – a margin call. Saldo obarczone coraz większym ryzykiem groziło bankructwem, więc trzeba było je sprzedać. Ale oskarżanie banku inwestycyjnego o chciwość jest jakąś paranoją. Racją bytu banku inwestycyjnego jest chciwość. Super chciwość. Alternatywą dla chciwości rynkowej jest biurokratyczna nieudolność i łapówkarstwo – oczywiście upraszczam, ale nie rozumujmy o świecie jak pensjonarki.

    Kto nie wierzy w sensowność mojego wywodu, kto potrzebuje weryfikacji, niech skopiuje powyższy tekst, zaniesie na blog do P. Kuczyńskiego, gdziekolwiek, poda za swoje, broni tego, niech uzyska „the second opinion”. Jak dotąd nikt na blogu nie zbliżył się do sensownego podważenia moich opinii.

  12. >Rozumiem, że Kościół jest największą instytucją dobroczynności w Polsce, ale jeśli w tej dziedzinie rodzi się konkurencja – to tylko dobrze.

    Z punktu widzenia Kościoła (jako instytucji – bo wśród księży są jednostki-wyjątki) niedobrze, bo Kościół z zasady dąży do monopolu. Każda konkurencja jest złem, nawet na polu charytatywnym. Tak w sumie, to Kościołem powinien się zająć Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów :-)

    >Lektura komentarzy blogowiczów pod tą wiadomością jest przerażająca. Himalaje antysemityzmu, Niagara obelg i insynuacji. Może mi ktoś odpowie – czy taka jest Polska? Czy taki jest Internet?

    Pan redaktor mieszka sobie w Warszawie, w której dominują jednak poglądy umiarkowane. Ja mieszkam w Trójmieście, gdzie sytuacja jest – na szczęście – podobna. Należę i obracam się w środowisku naukowym (młodzi pracownicy nauki – w tym IPN! – oraz doktoranci), choć lekko skrzywionym „na prawo” ze względu na dziedzinę nauki (historia). Pomimo tego, nasze poglądy odpowiadają z grubsza średnim poglądom Trójmiejszczan – większość ma poglądy centrowe, względnie centroprawicowe (czyli dosłownie PO), a „partyzantów PiSu” jest mniej, niż lewicowców. Poglądy skrajne (NOP, ONR) to margines zupełny. Jedyna różnica z ogółem jest chyba taka, że mniej wśród nas ludzi wobec polityki obojętnych.

    Zdarza mi się jednak bywać w podobnych środowiskach „w Polsce” (konferencje itd.), i zauważam pewne różnice. W Poznaniu, Wrocławiu czy Białymstoku (co może wydawać się dziwnie) sytuacja jest w sumie podobna. W Warszawie jest już zauważalny pewny skręt „na prawo” – mniej na UW, bardziej na UKSW. Ale wciąż prawica jest w mniejszości, tyle że w większej. Podobnie w Krakowie. Zaś w takim Lublinie, w którym byłem niedawno – to „my” jesteśmy w mniejszości. Plakat ONR (zachęcający do udziału w marszu 13.12) radośnie wisi sobie na uczelni. Antysemickie aluzje nikogo wśród tubylców nie rażą. Prezydentem jest „Komoruski”. Można tak dalej wymieniać.

    Oczywiście, pewnie conieco przejaskrawiam. Z jednej strony środowisko nietypowe (historycy), z drugiej – jednak przynależne do szeroko rozumianej elity intelektualnej. Chcę jednak zwrócić uwagę na zapominany fakt podziałów politycznych, które wciąż tkwią wśród Polaków – które w 2005 roku nie zostały bynajmniej wywołane, lecz obudzone – gdyż korzeniami sięgają minimum II RP i XIX wieku. Te podziały są wręcz genetyczne – gdyż przenoszone głównie poprzez rodzinę i otoczenie. Swoisty chów wsobny. Stąd możliwe są takie sytuacje, jak wioski, w których 90% głosów pada na jedną partię. Zresztą proszę się zastanowić, panie redaktorze – bez żadnych aluzji – czy pańskie jednak lewicowe (choć umiarkowane) poglądy nie wynikają z tego, że wychował się pan u Jakuba Prawina, a od dzieciństwa obracał wśród komunistów? Oczywiście, zdarzają się wyjątki, które odrzucają swoje korzenie – np. Wildstein – ale to są własnie wyjątki od reguły. Niestety, często skażone tzw. gorliwością neofity.

    W Warszawie tego dobrze nie widać, a i w dużych metropoliach jest na pewno owe zjawisko rozmyte. Ale jeśli widać to w Lublinie, to co się dzieje w takim, z głowy strzelając, Tomaszowie czy Hrubieszowie? A jeżeli dodać do tego radykalizujący anonimowością internet – to nie ma się co dziwić temu, co można gdzieniegdzie w komentarzach przeczytać.

    Zresztą, czy gdzie indziej na świecie jest inaczej? Poglądy skrajne zdarzają się wszędzie. Przecież umiarkowanie jest wręcz zdefiniowane przez istnienie skrajności. Póki skrajność jest skrajnością, a nie normą – póty nie ma się czym martwić.

  13. mag
    zapomniałbym napisać Ci recenzję z flimu „Melancholia”. Podobał mi się, choć się melanchlijnie ciągnął w I cześci. Ale ta część jest sensownie związana z II, w moim rozumieniu filozofii życia. Obrazy są fajnie zrobione, warto zobaczyć.

    p.s. Twój wpis (23:44): sensownie, ktoś musi być nieco bliżej słuszności. Wielka część jątrzenia wg. mnie to walka polityczna. Już nawet nie o wygranie wyborów, lecz o ustawy i rozdział pieniędzy, czym zajmuje się rząd. Życie nie jest lekkie, chyba że wypleni się chciwość, hehehe.

  14. mag
    (c.d.) ale nie bądźmy naiwni, czyja słuszność? W takich sprawach słuszność trzeba pragmatycznie powiązać z interesami grup. W tym przypadku nadrzędny jest interes pacjentów i płatników do NFZ (i budżetu). Tu należy szukać mierników słuszności.
    Pamiętam z deciństwa (ca. 1960) jak mój ojciec lekarz dostawał korespodencję od Pfizera i Ciba. Kolorowe koperty i kartki wyjmowałem ze skrzynki pocztowej, piękny kolorowy kredowy papier używałem potem do szkolnych wycinanek. Po co oni to przysyłali, zastanawiałem się później. Ano, może lekarzowi trafi się pacjent z jakąś trudną chorobą leczoną danym specyfikiem, który ma środki płatnicze za granicą, rodzinę, znajomych, etc. Firma farmaceutyczna oprócz działu badań i produkcji ma dział sprzedaży. Obecnie powiązania koncernów z profesją lekarską w Polsce są na wiele większą skalę. Co ma robić Ministerstwo Zdrowia?

  15. W kalumniach pod adresem filmu „W ciemności” i samej Agnieszki Holland prym wiedzie prawicowy portal bliźniaków Karnowskich „wPolityce.pl”. Ksenofobiczny artykuł z 2 stycznia Witolda Gadowskiego („…wstając po skończonym seansie, czuję się jakbym dostał w twarz…”) wywołał tam lawinę nienawiści, chamstwa i wylanych w komentarzach brudów. Tamże (na portalu) insynuacje i kłamstwa na temat Wielkiej Orkiestry Owsiaka, odbrązowianie Gombrowicza, laudacja Wolskiego z okazji nagrody Człowiek Roku „Gazety Polskiej” dla Jarosława Marka Rymkiewicza „za niezłomną postawę w obronie wolności słowa i polskiej duszy”.
    I taki właśnie jest polski internet, kumulujący i rekompensujący (najczęściej nienawistnie, rynsztokowo, bo anonimowo), niegdysiejsze i teraźniejsze faktyczne i wydumane krzywdy i klęski, wyidealizowane historie, antysemityzm, narodową megalomanię i nieudacznictwo, posłannictwo, kompleksy i lęki…

  16. Odpowiadam.
    Taka jest Polska, tacy są Polacy.
    Nienawiść i zazdrość to stany normalne i powszechne.

    Gdzieś tam na górze walczą o stołki,
    Na dole cwaniak goni cwaniaka,
    Ten oszukuje, a tamten kradnie,
    Ów schlany łazi – to gmina taka!

    Nasza ta gmina, dobrze się znamy
    I w kaszę napluć sobie nie damy,
    Mamy zasady i mamy wiarę,
    Ojców sprawdzone mądrości stare,

    Mamy Dekalog, mamy wartości,
    Wiemy, co święte, wiemy, co gówno,
    I wzorce mamy w historii wielkie,
    Lecz wszystko wokół wisi nam równo!

  17. myślę że Pan Daniel wyolbrzymia antysemityzm na portalu ONET i nie tylko tam, bo tak naprawdę my Polacy najbardziej nie lubimy Polaków. Prawie tak samo jak Rosjan, potem Niemców, a praktycznie wszystkich po trochu. Z pobłażaniem odnosimy się do Czechów, bo chociaż to Słowianie, to jednak brakuje im tego animuszu i hardości jaką nas obdarował nas Stwórca. Ma natomiast pan redaktor rację, że nasz kościół jest największą instytucją w zakresie dobroczynności i harytatywności. Nie dalej jak tydzień temu, mieszkańcy Katowic obdarowani zostali przez biskupa Lwowa, relikwiami Jana Pawła II. Podobno kardynał Dziwisz też nosi się z podobnym zamiarem w stosunku do wiernych z diecezji płockiej.

  18. pardon!… ma by oczywiście „ch” a nie „h”.

  19. „Zohydzanie” WOŚP nie rozpoczęło się w tym roku. Próby trwają od dosyć dawna – a wszystko dlatego, że jest to inicjatywa całkowicie świecka, naruszająca rzekomy kościelny monopol na czynienie dobra. Stąd oskarżenia o nihilizm, relatywizm i 101 pozostałych grzechów głównych. Ten paskudnik Owsiak udowadnia – gorzej, pokazuje! – że empatia jest uczuciem ogólnoludzkim. Tfu, na psa urok! Żeby chociaż jeden biskup… Nawet nie en face, a z profilu. A tu nic. Próbowano „podczepić się” do Przystanku Woodstock – nie wyszło. „Podwiązano się” parafialnie do Olimpiady – też zdechło. A takiemu Owsiakowi nie zdycha! I to pomimo nieustających prób wytłumaczenia, jaka to z niego paskuda. Skarania boskiego na niego nie ma!!! DLACZEGO?

  20. Marek pisze o książce p. Burgermeister: „Ten system zniewolenia został wytłumaczony na przykładzie Europy, ale dotyczy praktycznie całego świata, poza krajami takimi jak Iran, Pakistan, Białoruś, a wcześniej Libia i Irak”.
    Ciekawe, dlaczego pominięto tu Koreę Północną – przecież to logiczne, że jest ona krajem najbardziej niezależnym, gdzie żadne koncerny ani banki nie prowadzą swojej kreciej roboty i nie zubażają społeczeństwa, by przejąć nad nim kontrolę… Oczywiście dzięki światłemu przywództwu Ukochanego Wodza, który w swej przenikliwości wiedział to wszystko już wcześniej.

  21. @Zosienkko
    Alez chardosc pisze sie przez *h*, no chyba, ze chodzi Ci o harytatywnosc.

  22. @Czy taka jest Polska? Czy taki jest Internet?
    Przed erą internetu nie zdawałem sobie sprawy z liczby antysemitów i ze znaczenia antysemityzmu w Polsce.
    Skłaniałbym się więc do twierdzenia, że to fora przyciągają frustratów. Ale też i frustratów mamy znowu nie tak mało…

    @Zohydzanie WOŚP.
    Myślę, że Gospodarz trochę upraszcza. To bardziej złożone.
    Po pierwsze, wyraźnie są ludzie, którzy uważają, że świat jest czarno-biały a dobrzy są tylko ‘swoi’, do których Owsiak nie należy.
    Po drugie, mamy frustratów uniwersalnych, dla których każdy pretekst jest dobry.
    Ale jest i po trzecie — mamy ‘kontrkulturę’, ruch któremu nie tyle chodzi o bronienie własnych wartości, co o ich kreowanie w opozycji do tego, co postrzegają jako mainstream. Takich, którzy czytają Wyborczą by wiedzieć z czym się nie zgadzać, i którzy, gdy Wyborcza napisze, że 2+2=4, zaczną głosić, że 2+2=7, i że mają do takiej arytmetyki prawo.

    @TRWAM na platformie cyfrowej.
    Sam chcę wiedzieć. Rozenek broni pluralizmu w mediach, bo odczytuje decyzje KRRiT politycznie. Może jest to odczytanie słuszne, ale może i słuszny jest powód formalny, czyli kwestia braku wiarygodności finansowej? Zwłaszcza, że i ‘macierzyste’ Radio Maryja łamało praktycznie warunki koncesji?

  23. Na marginesie występów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomomocy, ilu jest dzisiaj oburzonych sukcesem i zasięgiem tej orkiestry. Czy raz w roku nie możemy się po prostu cieszyć i przy okazji coś ofiarować, dlaczego „prawdziwi i dyskryminowani polacy” mają nam tego zabraniać poprzez opluwanie i wyszydzanie tej inicjatywy. Czy w Stanach akcja „Domy Ekstremalne” spotkałaby się z taką krytyką ekstremalnej prawicy. Odnośnie filmu Pani Agnieszki Holland to czy każda opowiedziana historia musi się spotykać z takimi atakami jedynie słusznej opcji. Przecież Schindler był, Jedwabne też było, bracia Bielińscy też byli. Ocena zachowania „prawdziwych polaków” powinna pozostać dla historyków a nie dla osób, którzy nie znają histori a powtarzają slogany.

  24. lekarze strajkują wg. instrukcji :
    http://www.pulsmedycyny.com.pl/mod/archiwum/15318

    okazało się też gdzie leży pies pogrzebany w całym tym proteście – otóż nasi medycy wymyślili sobie zniesienie przepisów które nakładają na nich karę za korupcję z koncernami medycznymi. więcej na:
    http://wyborcza.pl/1,75248,10930419,Lekarze__kara_za_korupcje_nie_moze_byc_dozywotnia.html

  25. masz LEWY rację, ale z tymi naszymi „h” i „ch” to skaranie boskie. Podobają mi się Francuzi, bo „h” mają w „d”. A co Rozenka, to mówił wzruszająco – chociaż udaje frajera, bo raczej wie że nie o to chodzi.

  26. Rozenek być może /walczy z cenzurą/?

    Nienawiść jest stanem powszechnym choć nie normalnym, aczkolwiek komentarze na onecie zapewne nie są reprezentatywne.

    Brak wizji prowadzi do braku wody w kranie. Rząd chciał zaoszczędzić na lekarstwach, ale tak, żeby się nikt nie dowiedział, że oszczędza i żeby się nazywało, że walczy z koncernami itp. NFZ postanowił wkręcić lekarzy i wyszło jak wyszło. Teraz rząd dalej myśli /jak uspokoić lekarzy/, najłatwiej byłoby dać im jakiś zastrzyk, ale kto miałby to zrobić. Powiedzieć wprost, że nie ma kasy, rząd ni potrafi i będzie oczekiwał na kolejny pożar w innym miejscu, aż do wyborów.

  27. Panie Danielu,
    Internet bywa być anonimowy. Nie od dziś wiemy (wnioskując z rzetelnych badań psychologicznych), że anonimowość sprzyja zachowaniom agresywnym czy obraźliwym.
    Ponadto proszę przyjąć do wiadomości, że część obraźliwych wpisów jest ‘zabawą’. Pewien całkiem inteligentny i niespecjalnie autorytarny znajomy, gdy miał nudny dzień w pracy wpisywał jakieś obraźliwe brednie w komentarzach internetowych, by potem ogromnie się bawić śledząc odpowiedzi, jakie internauci udzielali na tenże jego wpis. Nie mówię, że to zachowanie właściwe, ale zwracam uwagę, że nie każdy opinia zamieszczona w internecie musi być autentyczna.
    I jeszcze jedna uwaga: mieszkam w Łodzi. W moim mieście jest wiele obraźliwych i groźno brzmiących napisów na murach. Jeśli przyjąć, że są one autentycznymi opiniami dorosłych ludzi to strach chodzić po ulicach… jednak z tego co wiem, te napisy i mrożące krew w żyłach malunki są najczęściej (choć oczywiście nie zawsze) dziełem dzieciaków. Motywacje nimi kierujące to materiał na artykuł do polityki.
    Zatem proponuję traktować lekturę wielu wpisów z dystansem.

  28. @Daniel Passent: Jako profesjonalista manipuluje Pan słowami po mistrzowsku. Wystarczy zmienić opisujące rzeczywistość obiektywnie słowo „skrytykować ” (np. Owsiaka) na wyrażające Pana tezę do zilustrowania słowo „zohydzić” (np. Owsiaka) i już otwiera się cały, nowy świat propagandy jak z Pańskiej młodości.

    Mistrz niezrównany.

  29. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    „Polaczek ze szczecina”

    ‘Ostatnio przebija się prawda tam i ówdzie, ale jakoś po cichu „Odpisać nie chcę, ale cieszę się, że i takie poglądy trafiają do „en passant” (…) na przykład …
    http://kontrowersje.net/tresc/duzo_zrobil_duzo_gdyby_nie

    Post Christum.
    Rozumiem, ze istnieja priorytety

  30. @Zosieńka
    9 stycznia o godz. 6:11

    Zosieńko!
    Nie przejmuj się tymi „haha-chachami”. Ja mam kłopoty przy pisaniu innego, bardzo krótkiego wyrazu!

  31. Świat wirtualny jest idealny dla wszelkiej maści frustratów i osób, które w życiu przegrały. Tam jest anonimowość i brak odpowiedzialności za to co się pisze. Uważam, że większość jest normalna, ale w sieci niestety zagłuszona przez wariatów.

  32. Lekarze dziś to peryferia dla koncernów farmaceutycznych jak drukarki względem komputerów. Sami są skutkiem tego pacjentami częściej od tych, którym zarobkowo wystawiają recepty. Medycyna się popisuje nie leczy, bo nie wylecza jesli organizm chorego nie jest w stanie pomóc sobie sam.

    Proces o adnotację w Księdze Chrztów w środę w warszawskim sądzie – http://www.stachurska.eu/?p=6253

  33. Rafał
    Nie muszę zapewniać, że z tysiąca powodów jestem ZA WIELKA ORKIESTRA. Wczoraj przez chwilę mogłam pooddychać „świeżym powietrzem” i współodczuwać radosny nastrój, przechadzając się po Galerii Arkadia w Warszawie, gdzie kwestowały przesympatyczne młodziaki (niektórzy byli w strojach z „Gwiezdnych Wojen”, więc dzieciaki chętnie robiły sobie z nimi zdjęcia). Nie chcę popadać w jakiś tani sentymentalizm, ale tylu bezinteresownych uśmiechów zwyczajnych przechodniów dawno nie widziałam.
    A potem… licho mnie podkusiło. Po powrocie do domu odpaliłam kompa, weszłam na salon.24, niezależna.pl i dopadło mnie wielkie przygnębienie.

  34. @jagat
    9 stycznia o godz. 9:26

    ***lekarze strajkują wg. instrukcji :***

    Skorzystałem z obu linków i nieco jaśniej widzę pewien problem, który mnie nurtuje od dłuższego czasu, postawiłem odnośne pytania na blogu, ale nie dostałem żadnej odpowiedzi.
    Zasadnicze pytanie jest takie (alternatywne):
    Czy ruch „pieczątkowy” to spontaniczny i szlachetny zryw skrzywdzonej przez sejm grupy obywateli, którzy dzień przed wigilią dowiedzieli się, że ich kochani pacjenci będą płacili więcej za lekarstwa od 1. stycznia,

    czy była to świetnie przygotowana i to od dłuższego czasu prowokacja, połączonych sił OZZL i NRL, aby uderzyć w nowy rząd i ugrać przywileje dla tej grupy i/lub unikać kar za łajdactwa???

    Częściową odpowiedź dały mi informacje z w/w linków. Skoro instrukcję o protestach NRL uchwaliła 16. grudnia, a ustawa w ostatecznej postaci była znana od lipca, to w ten „spontaniczny” protest świąteczny 120000 lekarzy trudno mi uwierzyć – taki trochę niedowiarek jestem.
    Mam tylko żal do NRL, że zebrała się o 3 dni za późno, bo postępowanie OZZL i NRL dokładnie przypomina mi zdarzenie z 13. grudnia „anno domini”. Analogiczny ZZ(szef – noblista) straszył władze siłową konfrontacją, a generał wyciągał rękę do zgody tak mocno, że aż zatrzeszczała w stawach – a w Moskwie już drukowały się obwieszczenia o stanie wojennym.

    Oburzeni nową listą leków refundowanych lekarze postanowili gremialnie (przy stole wigilijnym) odżegnać się od 1. stycznia od odpowiedzialności za refundację i zastanowili się jak tego odważnego czynu dokonać? Po kilku dniach rozmyślań i dobrych trunków postanowili ten protest ujednolicić i ktoś (właśnie kto???) opracował wzór pieczątki, znalazł wykonawcę 100000 pieczątek, zamówił i zakupił pieczątki i kurierami (bo poczta przeciążona korespondencją noworoczną) rozprowadził po całym kraju i to między świętami, bo 1. stycznia podobno już gorliwcy podbijali tymi pieczątkami recepty.
    Takiej wspaniałej organizacji w przygotowaniu produkcji, wykonaniu jej i dystrybucji świat jeszcze nie widział, kłania się i otwiera szeroko księga Guinnessa! Brawo! Tego człowieka, który tak szybko i wspaniale działa wybrać na premiera, a przynajmniej zastąpić nim strażaka, speca od gospodarki i drogiego gazu. A propos! Kto finansował tę akcję i ile kosztowała?
    Dołożyć na ministra zdrowia i szczęścia powszechnego specjalistę od dopisywania leków na zatwierdzonej liście, po natchnieniu dobrym obiadem z producentem drogich leków i ….Polska uratowana, bo zdrowa, i Jarosław nie będzie musiał marnować swoich sił zbawieniem narodu i może pieścić nowego kota.

  35. Chciwość napędem, czy popędem?

    telegraphic observer
    9 stycznia o godz. 2:24

    „ Ale oskarżanie banku inwestycyjnego o chciwość jest jakąś paranoją. Racją bytu banku inwestycyjnego jest chciwość. Super chciwość. Alternatywą dla chciwości rynkowej jest biurokratyczna nieudolność i łapówkarstwo – oczywiście upraszczam, ale nie rozumujmy o świecie jak pensjonarki.”

    Mój komentarz

    Autorze, to jest poważny problem. Socjobiologia uczy nas, że zwierzęta kierują się popędami i posiadają (każdy gatunek) swój behawior, czyli model zachowań, co czyni ich postępowanie w dużym stopniu (nie w 100 %) przewidywalne, sprawdzające się, pomijam wyjątkowe pogryzienia swojego pana przez psa.

    Z ludźmi jest inaczej, znacznie inaczej, ale i podobnie. Podłoże ludzkiego działania jest analogiczne , kierują nami podstawowe popędy – miłość, sława i pieniądze, czyli przepraszam za wulgaryzację – seks i chęć dominacji z najsilniejszą tendencją do realizacji w formie posiadania cora większej ilości dóbr (chciwość).
    Te trzy podstawowe popędy, a szczególnie dwa ostatnie, doskonale się uzupełniają, chciwość znakomicie wzmacnia pozycje dominującego, a dobrana para dołuje wszystkich zawistnych.

    Powstaje pytanie, czy ekonomia, to nauka o obrocie dobrami i pieniędzmi, o rynku, popycie, podaży i związanymi z tym finansami, czy również włączyć w nią należałoby naukę o człowieku i społeczeństwie?

    Pytanie, od którego większość przeciętnych znawców ekonomii ucieka i nie ma w tej sprawie zdania. A indagowani poważni ekonomiści rutynowo udzielają odpowiedzi ogródkami jako że nie chcą naruszać kompetencji socjologów, psychologów, etc.

    Moim zdaniem ekonomia, to jest w takim jak wyżej ujęciu (z pieniędzmi, miłością i sławą) wszystkologią, co zresztą widać w marksiźmie-leniniżmie, do którego twórcy nie zdołali tylko włączyć miłości, co zresztą postulowały (z miernym skutkiem) pewne purytańskie odłamy rewolucjonistów (chodzi o regulowanie indywidualnych partnerstw w społeczeństwie).

    Problem leży w tym, że dzisiejsi marksiści starają się być nadal holistyczni i to naraża ich na śmiechy.
    Z kolei współcześni ekonomiści nie postmarksistowscy widząc nie te kolory co trzeba w swojej nauce szybciutko dystansują się od problemu i wchodzą w sztywne, nieco protekcjonalnie wypowiadane formułki typu – chciwość jest motorem.

    Otóż jest to prawda, straszna prawda, ale nie cała prawda. Chciwość powinna być regulowana, kanalizowana, kontrolowana. Samo słowo chciwość nie może w pewnych okolicznościach, gdzie ekonomiści są bezradni, stanowić alibi dla szarej strefy w wiedzy ekonomicznej.

    Jako przykład podam słynny mechanizm oscylatora wymyślony przez dwóch chciwych, nagrzanych na sytuację amatorów-finansistów przed laty. Podwójne oprocentowanie na kontach w dwóch różnych bankach, chociażby przez jeden dzień, działało – przy dużym obrocie dawało duże zyski.
    I też można by tłumaczyć – motorem była chciwość, a prawo ex definitione tego nie zabraniało.

    Tu leży problem. Czy prawo do końca jest w stanie okiełznać chciwość? Moja odpowiedź dla tego typu kwestii brzmi – nie, odkąd dowiedziałem się, jak wiele jest w matematyce, która powinna być wzorcem jednoznaczności, problemów niejednoznacznie interpretowanych.

    Banał – świat nie jest doskonały – stale każe nam przypominać o sobie.
    Ale należy próbować korygować co się da, a w pewnych przypadkach nawet pilnie.

    Problem obszerny, więc bez zanudzania – kończę.

    Pzdr, TJ

  36. Witam,
    pan Rydzyk, jako jedyny nadawca, doczekał sie poświęconej jego „dziełu” sesji sejmu. Oficjalnie chodziło o przydział częstotliwości. Posiadał ich jednak już wtedy znacznie więcej, niż np. Polskie Radio. Jemu chodziło o wymuszenie pełnego finansowania przez państwo Radia M., jako instytucji użytku publicznego. Otrzymał co chciał i tak jest do dziś. To samo wymyślił dla swojej telewizji na platformie cyfrowej. Czyli chodzi o pieniądze.
    A wszystko dlatego, że wszystkie rządy Polski za mojej pamięci (od Wiesława G.) stosują utajnianie informacji ze względu na ważny interes społeczny (lub podobnie) pomimo, iż chodzi o nasza wspólną własność, którą tenże rząd jedynie czasowo zarządza. W tej sytuacji nie może powstać wiarygodna rządowa gazeta/telewizja. Jesteśmy skazani na domysły.
    A sytuacja stale się pogarsza, o czym świadczy m. in. ustawa o utajnianiu przepchnięta przez PO tuż przed wyborami.
    A tak na marginesie, czy ktoś ma pojęcie (oprócz bezpośrednich sprawców) o sumach wyprowadzanych przez kk do Watykanu? Biorąc pod uwagę rekompensaty Komisji Majątkowej, dopłaty UE oraz przedsiębiorstwa kk poza kontrolą fiskusa (bez cła i podatku), jest to prawdopodobnie kwota daleko przekraczająca reparacje PRL dla ZSRR. Ponieważ nikt takich danych nie publikuje, więc twierdzę, że moje przypuszczenia sa mocno zaniżone.
    Pozdrawiam zza gór i rzek
    Qba

  37. Smolensk SMIERDZI !!!

    „Poznański prokurator strzelił sobie w głowę podczas konferencji dot. podsłuchów ws. Smoleńska”
    „Płk Mikolaj Przybył zwołał konferencje prasową, na której miał odnieść się do zarzutów, że prokuratura wojskowa w Poznaniu sześć razy złamała prawo, inwigilując dziennikarzy „Rzeczpospolitej” i tvn24.pl w związku z badaną przez nich sprawą odsunięcia od śledztwa smoleńskiego prokuratora Marka Pasionka.”

    „Podczas konferencji prokurator płk Mikołaj Przybył odczytał 15-minutowe, bardzo emocjonalne oświadczenie w sprawie domniemanej inwigilacji, w którym bronił prokuratury i mówił, że jest szkalowana, a media zostały zmanipulowane, co miało wynikać z faktu, że prokuratura „prowadzi bardzo poważne śledztwa związane z przestępczością zorganizowaną w Wojsku Polskim”.

    „W wystąpieniu zaatakował media i Prokuraturę Generalną. – Nie było żadnych nieprawidłowości w śledztwie prokuratury wojskowej o przeciek do mediów ze śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej – podkreślał w oświadczeniu, które do rąk dostali dziennikarze. Mówił też, że prokuratura wojskowa w Poznaniu miała podstawy prawne, by żądać od operatorów telekomunikacyjnych danych personalnych, danych połączeń i treści esemesów.”

    „Na koniec oświadczenia płk Przybył zapewniał, że jako prokurator „nigdy nie przyniósł ujmy Rzeczypospolitej Polskiej” i że będzie bronić „honoru oficera Wojska Polskiego i prokuratora”.

  38. Uzupełnienie do nocnego komentarza o oszalałych, mlodych pracownikach mediów, którzy goniąc za wierszówką robią z tego kraju jakieś neurotyczne piekło. Przed chwilą obejrzałem dwa filmy relacjonujące próbę samobójczą płk Mikołaja Przybyła. Jak zrozumiałem materiał pochodzi z niewyłączonej na czas przerwy kamery TVN24. Jak zrozumiałem płk Przybył chciał być sam w obliczu tego co zaplanował. Trudno mu się dziwić. Niestety nie był, bo jak się okazuje okazuje, śledziła go kamera. Chwilę próby samobójczej TVN24 podaje publice do momentu przeładowania broni i strzału. Gazeta Wyborcza ten sam film przerywa w momencie przeładowania i strzału napisem na ciemnym tle „Pada strzał”. Natomiast później, w kilkusekundowym ujęciu tej samej kamery, relacjonuje wpadających do gabinetu pułkownika dziennikarzy, którzy chwytają za kamery, aparaty i pochyleni – zgodnie, bez słów – filmują leżącego, powalonego desperacją prokuratora. Zapewne za kilka godzin zdjęcia rozwalonej kulą twarzoczaszki – jak piszą – bedą dramatycznym tłem do kolejnej politycznej wojny w tym kraju. Jeszcze nie wiem o co będzie ta wojna, bo przecież nie o nielegalne podsłuchy, bo od tego się ta cała historia zaczęła.
    Po prostu słów brak … .

  39. Potwierdzenie za portalem Onet tego co widziałem na filmie
    ” … – Zobaczyłem, że za biurkiem leży prokurator, myślałem, że zemdlał. Kiedy podszedłem, zobaczyłem, że ma zakrwawioną głowę, chwilę później zauważyłem broń. Próbowałem mu pomóc i prosiłem o pomoc operatorów kamer, ale oni tylko filmowali – powiedział Łukasz Cieśla z „Głosu Wielkopolskiego”. …”

  40. @max, 12:48
    Tenże prokurator w podobnej sprawie nieudanego samobójstwa przy pomocy pistoletu służbowego oskarżałby innego żołnierza o nieuzasadnione jej użycie (bo to nie była wojna ani strzelnica ani czyszczenie czy też nauka o broni) oraz o cały szereg wielu naruszeń prawa i obowiązujących przepisów, w tym zasad bezpiecznego obchodzenia się z bronią.
    Na końcu mógłby też postawić zarzut użycia sprzętu państwowego (bo to była broń służbowa) do celów prywatnych, plus zażądać zwrotu kosztów amunicji, z należnymi odsetkami za zwłokę od dnia nieuzasadnionego zużycia amunicji służbowej …
    Jak się bawić w przestrzeganie prawa – to do końca.

  41. @Zosienko
    To nie tak. Oni tej litery nie wymawiaja, ale pisza, gdzie sie tylko da. Narazie nie udalo mi sie ustalic skad u nich ten nadmiar.

    @antoniusie,
    ja tez bo ten wyraz nie wystepuje w zadnej encyklopedi, nawet w wikipedii, za to spece od tego wyrazu, wypisujacy ten wyraz na murach i klatkach schodowych kiedy maja np jakies pretensje do policji nie uzgodnili ortografii. Jedni pisza przez *ch* inni przez *h* I badz tu madry

  42. max@12.48
    …”prokuratura „prowadzi bardzo poważne śledztwa związane z przestępczością zorganizowaną w Wojsku Polskim”….

    Tego sie nalezy spodziewac. Zaden z chlystkow ministrow nie kontroluje swego ministerstwa i nie ma o swym ministerstwie najmniejszego pojecia. Dyktator Donek Tusk historyk jest skandalicznie niepoczytalny.
    Nominowal chlystkow na ministrow, chlystkow ktorych intelekt mu nie zagraza. Kraj za to placi. Zorganizowana przestepczosc rzadzi w kazdym ministerstwie nie tylko w wojsku.

    Pomysl, cywile bez jakiejkolwiek znajomosci wojska na czele armi !!! Przeciez to skandaliczene lekcewazenie obowiazku ze strony dyktatora. Czego sie spodziewac od Klicha psychiatry lub obecnego Siemioniaka ???

    Oczywiscie ze sledztwo w tej sprawie rowniez sie rozleci. Bo wszystko jest juz przegnite bez szansy na odnowe. Tusk jest wrogiem publicznym No1. Za swa niepoczytalnosc, za brak kwalifikacji za zachlannosc za absolutna wladza. Czas najwyzszy zdac sobie z tego sprawe.

    Polska potrzebuje kuratora z Uni. Jak najszybciej.

  43. Staruch tak – Owsiak nie
    Wspólnym głosem za taką opcją opowiada się KK i nasza prawica.
    Szmacić Owsiaka zaczął JE kardynał Glemp porównując Owsiaka do pieska i tak już naszemu KK zostało.Kłopot w tym że wszystkie akcje kościoła zdychają jedna po drugiej a W O Ś P
    trwa i ma się coraz lepiej. Nawet wypychanie z obrzeży kościołów młodych ludzi z puszkami
    przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego.
    Jeśli chodzi o ubogacanie społeczeństwa polskiego to z powodzeniem udała się tylko jedna inicjatywa – działalność komisji kościelnej przehandlowującej dobra doczesne komuny.
    Ciekawe , czy z całej tej komisji została chociaż jedna osoba co do której nie prowadzi się dochodzenia o przekręty finansowe.
    Co do Starucha to wystarczyło że pokazał się na Wałach Jasnogórskich by okrzyknięto go
    porządnym katolikiem.Pewnie łatwiej jest opluwać kobiety , dawać w mordę zawodnikom
    niż zbierać grosiki dla zacukrzonych matek.
    Widać takich świętych potrzeba naszemu KK.
    uklony

  44. Cóz co robi JUREK Owsiak jest dobre, pozyteczne społeczne, cóz man nadzieje, ze moje pisanie, moja poezja tez jest dobra i sensowna, cóz szukać w życiu celu, moze byc trudnie i zawiera troche czasu, cóz tu pisać jak wszystko jasne, cóz służba zdrowa to tez cel na sensownie i co najważniejsze zdrowie zycie, pacjent ubezpieczony, powinien leczyć się wygodnych warunkach, cóz a nagroda Kisiela dla pani Paradowskiej jest moim zdaniem słuszna, cóz tu pisac a Polityka PO jest dosyc przewidywalna, żeby było lepiej, także z zdrowiem polaków, cóz tu pisać ustawy, ustawami, byle dobre napisanie, i posłużyły się do zdrowa polaków, cóz może inaczej zdrowa społeczeństwa, zeby zauważyły także role społeczna, cóz to bedę zyskiem,na nasz wszystkich, to takze przyda się Telewizja Publiczna niestety

  45. Kartko!

    Nie wiem co dokładnie rozumiesz przez „neurotyczny przekaz medialny”.

    Po pierwsze: jeśli będziesz używał polskich okresleń, to zyskasz w oczach inteligentów, choć ułamkowym inteligetom wydmiesz wargi w grymasie. Miałeś zapewne na myśli nerwicowy przekaz medialny.

    Otóż ten przekaz nie jest nerwicowy. Oto co zeznaje w tej kwestii Wikipedia: „Między innymi ta cecha – krytycyzm wobec swoich objawów – różni nerwicę od psychozy.” … „Osoba znajdująca się w stanie psychozy ma przekonanie o realności swoich przeżyć i wydaje się jej, że funkcjonuje normalnie.”

    Otóż wielokrotnie krytykowałeś obecnie rządzacą formację polityczną – na potrzeby polemiki nazywanej przez Ciebie POPiSem – za zajmowanie się nakładaniem łat lepiszcza (po polskiemu: klajstrowaniem) na polski postaw sukna. Tusk sprawia wrażenie strażaka, bo w Polsce odbywa się od wielu lat zabawa w policjantów i złodzieji. Minister Arłukowicz i premier Tusk koncentrują się na ukruceniu korupcji wśród lekarzy. Masz rację, że przejęcie premierostwa od Kaczyńskiego przez Tuska jest zmianą pozorną. Było: „Ten pan już nikogo nie zabije.” a jest „Ci państwo nie będą już latali polskim latem z żoną i dziecmi na Bali na szkolenie z terapii lekami nowej generacji.”

    Idea „Odbierzmy złodziejom, a będzie dobrobyt.” jest wiecznie żywa.
    Bierze się to zaburzenia afektywnego przez psychologów i psychiatrów określanego jako deficyt uwagi i polegającego między innymi na unikaniu zadań wymagających porządku działań.

    Jako osoba bardzo emocjonalna i przesycona anarchizmem (przyjmijmy na potrzebę chwili tą charakterystykę) zyjesz także jak Oni(!) impulsywnie.

    Kradzież jest epizodem lub co najwyżej procederem. Natomiast praca jest procesem. Podobnie jest z miłością o czym pisałem dawno na Twoim blogu. Przyrodzone nam lenistwo umysłowe (niech mi się za słowo blogowi intelektualiście nie czepiają) oraz potrzeba przeplatania wysiłków na jawie okresami snu sprawia, że mówimy i myślimy o dotknięciu weny, olśnieniu, iskrze bożej, akcie łaski oraz wielu innych zdarzeniach(!). A sprawa jest jak z pogodą. Pogoda nie bywa. Pogoda jest. To nasza prymitywnie rozumiana ekonomia myślenia i wyrażania się obcina nam określenia takie jak „dobra”.

    W Polsce mamy po wybuchu wolności w 1989-m dobrą pogodę do psstrykania: pstryk – i zrobi się trzydniowe okno do importu morza alkoholu bez akcyzy, pstryk – i zarobimy na emisji akcji Banku Śląskiego; pstryk – i modlitwa o deszcz podniesie poziom wód gruntowych.

    W Polsce po okresie PRLu z jego reglamentacją niedoborów pozostała herezja kultu Świętej Okazji. Premier Donald Tusk znalazł okazję do obrony nas przed pazernością lekarzy i farmaceutów, bo przez miesiące opracowywania fatalnej ustawy okazji nie było. Magnat Konstanty Radziwiłł znalazł okazję do zareklamowania swojej prywatnej przychodni w której opata za krótką poradę w sprawie kataru kosztuje więcej niż okazjonalnie zarabia za 12 godzin intesywnej pracy sprzątaczka.

    W Polsce myślenie ma charakter zdarzeniowy. Powszechnie wiadomo, że poetą się bywa. Oraz powszechnie uważa się, że się godzinami myśli. A to jest złudzenie. Gdyby premier Polski nieustannie o niej myślał i nieustannie dla niej pracował, to by miał czym się pochwalić na cotygodniowej konferencji dla mediów. Premier niestety jest zajęty szukaniem finansowania katechetów wprowadzanych do żłobków.

    Bo człowiek sę panu bogu nie udał. I za pisanie tych dwóch słów małymi literami można dostać po łapach od salonowców. Bowiem PROCES odbierania wiary w człowieka zaczął się 4 czerwca 1989. Zakomunikowano nam wówczas śmierć wspólnoty ludzkiej. Bo rozczłonkowanym stadem, nieustannie skłócanym, trzymanym na krótkiej uździe wiary, ze jak bóg dał dzieci, to da i na dzieci łatwiej sterować. Mamy sie bać wybuchów złości Tuska i jego zaplecza.

    A Owsiak i inni nihiliści niech się odprzyprawią od dzieci bożych.
    My mamy Kartko skupić uwagę, na tym co sąsiad kradnie. Bo „zróbmy coś razem” to wymysł żydokomuny.

    Pani Holland nakręciła film mający zwrócić uwagę, że Polska będzie nieszczęśliwa do czasu, aż po Żydach nie zostanie nic. I na to ma iść gorąca para i inne nośniki energii spoleczeństwa Polskiego. Bo paradoksalnie Polak, taki zwykły Polak jest bez winy. On jest tylko winy skąpstwa tacowego, do czego skłania Owsiakowe wcielenie Złego.

  46. Przypis.
    Ukrucanie jest formą istnienia krucjaty.

  47. Można palcem na mapach śledzić miejsca gdzie padnie bomba atomowa, gdzie uderzą rakiety lub torpedy i gdzie umieścić kamery telewizyjne. Powinni także zaplanować miejsca na cmentarze.
    http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=28516

  48. Portal TVN24 opublikował całe oświadczenie pułkownika Mkołaja Przybyła, więc znowu dzięki Internetowi możemy dotrzeć do ciekawych informacji – wart zacytowania wydaje mi się poniższy fragment:

    „…Również za skandaliczne uważam zachowanie Rzecznika Prasowego Prokuratora Generalnego Mateusza Martyniuka, prokuratora Jacka Skały ze Związków Zawodowych Prokuratorów i Pracowników Prokuratury oraz prokurator Małgorzaty Bednarek reprezentującej Stowarzyszenie Ad. Vocem, którzy poprzez swoje oświadczenia w mediach wydali wyrok skazujący na śmierć zawodową prokuratora Łukasza Jakuszewskiego nie znając stanu faktycznego sprawy, ani obowiązującego stanowiska ekspertów z tej dziedziny prawa.

    Sprawdzana w toku śledztwa wersja o udziale obcych służb specjalnych zainteresowanych sprawą katastrofy smoleńskiej uzyskała swoje potwierdzenie w materiale dowodowym.

    Prokurator nadzorujący postępowanie w sprawie katastrofy smoleńskiej, nie informując o tym wcześniej przełożonych wszedł w kontakt z przedstawicielami obcych służb specjalnych. Prokurator nie posiadał ochrony kontrwywiadowczej, która pozwala na weryfikacje z kim się tak naprawdę kontaktuje.

    Jest rzeczą oczywistą, iż przedstawiciel obcych służb specjalnych może przykładowo twierdzić, że pracuje na rzecz zupełnie innego państwa niż to, jako agent którego się przedstawia. [ciekawe jakie to służby zakonspirowane w amerykańskich, mógł p. Pułkownik mieć na myśli? Nawet nie będę strzelał...] Próba weryfikacji z kim faktycznie kontaktował się prokurator nadzorujący śledztwo smoleńskie i zapewnienia takiej ochrony ze strony Służby Kontrwywiadu Wojskowego podjęta przez gen. bryg. Krzysztofa Parulskiego została w artykule autorstwa Pana Redaktora Łukasza Orłowskiego z TVN 24 info przedstawiona jako donosicielstwo!!!!

    O tym, że przedmiotem rozmowy pomiędzy prokuratorem nadzorującym „śledztwo smoleńskie” ( i jak się na szczęście okazało) funkcjonariuszami amerykańskich służb FBI i CIA były fakty dotyczące bezpośrednio postępowania przygotowawczego świadczą jednoznacznie zeznania przesłuchanego przeze mnie agenta FBI.

    Działania tego prokuratora oceniam jednoznacznie jako dalekie od profesjonalizmu i obowiązujących reguł. O śledztwach prokuratorskich, z agentami innych państw, zwykle nie rozmawia się w restauracji. Tak mnie szkolono.

    Pragnę podkreślić, że w toku całego postępowania przygotowawczego prowadzonego w sprawie ujawniania osobom nieuprawnionym informacji ze śledztwa kilkukrotnie referowałem w szczegółach stan śledztwa Prokuratorowi Generalnemu Andrzejowi Seremetowi. Łącznie z przesłuchaniem Pana Prokuratora Generalnego w charakterze świadka. Pan Prokurator Generalny Andrzej Seremet miał szczegółową wiedzę na temat stanu śledztwa i podejmowanych czynności i je akceptował. Ostatni referat ze stanu sprawy składałem Panu Prokuratorowi Generalnemu na odprawie służbowej Prokuratorów Wojskowych w Ryni w marcu 2011 r.”

    @ Marit

    Przepraszam, ale to nie ja pisałem, tylko blogowicz „monitorpolski”, który mógł coś niechcący pominąć, choć tematykę książki z grubsza nakreślił. W zgodzie z twoim twierdzeniem stoi natomiast stanowisko Komunistycznej Młodzieży Polskiej, rozpaczającej w swym słynnym już oświadczeniu za byłym przywódcą Korei Północnej, niczym sami Koreańczycy, a na ich stronie internetowej, można zobaczyć na centralnie umieszczonym socrealistycznym bohomazie dorodnego bolszewika w szpiczastej czapie, z czerwoną gwiazdą jak byk. Flaga z sierpem i młotem także zajmują tam honorowe miejsca.

    Swoją drogą, nigdy nie byłem w Korei Północnej, lecz intuicja mi podpowiada, że ten kraj może wyglądać zupełnie inaczej w rzeczywistości, niż to prezentują nasze (zachodnie) media, sporą rozbieżność widać już choćby na YouTube.

  49. @Antonius, 10:38
    Ja przez pewien czas miałem skojarzenie, że „czym dłuższy, tym lepiej”
    CH jest dłuższe od H.
    Ściskam serdecznie

  50. Powstaje pytanie, od którego większość przeciętnych znawców ekonomii ucieka, czy ekonomia, to nauka o obrocie dobrami i pieniędzmi … , czy również włączyć w nią należałoby naukę o człowieku i społeczeństwie? – TJ, 12:13.

    Drogi TJ,
    Nie znam się na ekonomii marksistowskiej, aby Cię stosownym wywodem zadowolić. Jednak słyszałem, że Marks opierał swą epokową teorię na trzech filarach. Jednym z nich była ekonomia klasyczna. Oto co pisze klasyk, A. Smith „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” (1776):
    It is not from the benevolence of the butcher, the brewer, or the baker that we expect our dinner, but from their regard to their own interest.
    Nie dzięki chęci czynienia dobrych uczynków przez rzeźnika, piwowara czy piekarza spodziewamy się spożywać posiłek, lecz z tego, że oni dbają o własny interes. (tłum. T.O.)

    Jest to wykładnia filozofa moralnego epoki oświecenia (szkockiego), która stała się podstawą współczesnej ekonomii. Ta i inne stwierdzenia w znacznym stopniu dla ekonomii sprawę zamykają. Własny interes, ktoś może powiedzieć z przekąsem – chciwość, nakręca machinę gospodarczą, pieniądz jak wiadomo ją smaruje. W ekonomii zakłada się, że uczestnicy gry ekonomicznej kierują się swoim własnym interesem. Preblemem szczegółowym jest zapewnienie w miarę równego dostępu do informacji. Albo czy własny interes zawsze jest na bazie racjonalności decyzji, czy może większa rolę odgrywa ułomność człowieka w przetwarzaniu informacji, szczególnie probabilistycznej. Oraz czy altruizm odgrywa jakąś rolę w decyzjach, czy udałoby się ten czynnik wzmocnić.

    Oczywiście jest różnica między „własnym interesem” i „chciwością”. Ta ostatnia jest „własnym interesem” rozpustnie rozpasanym, że tak powiem, nurzającym się w bezsensownym nadmiarze soków życia. Jeśli mamy mówić o popędzie, to mam nadzieję – w nowszym, psychoanalitycznym sensie, o popędzie wywodzącym się gdzieś z szerokiego pogranicza naszej biologii i kultury.

    Wracając do ekonomii, problemem jest ustalanie, jak rozbuchany motyw własnego interesu ma kierować decyzjami alokacji inwestycyjnej. Weźmy przykład oscylatora, który z alokacją realnych środków nie miał wiele wspólnego. Aczkolwiek, czy ta nieco kosztowna metoda nie przyczyniła się do usunięcia wad systemu?
    Tak więc – świat nasz społeczny i ekonomiczny nie jest doskonały, zatem ciągle jest mamy możliwość jego ulepszenia.
    Pozdrawiam

  51. mag
    Właśnie przypomniałem sobie, gdy do TJ’a pisałem powyżej o popędach i rozpędach, o filmie „A Dangerous Method” – „Niebezpieczna metoda” z Keirą Knightley, Cronenberga. Pożyczyłem książkę – dokument o tych wydarzeniach (Johna Kerra), i brnę przez nią z uporem, powolnie. Ciekawi mnie. W najbliższy weekend wchodzi do kin, więc się wybieram. W Polsce już od początku listopada! Widziałaś ten film?

  52. przemorsky
    9 stycznia o godz. 10:55
    Świat wirtualny jest idealny dla wszelkiej maści frustratów i osób, które w życiu przegrały. Tam jest anonimowość i brak odpowiedzialności za to co się pisze. Uważam, że większość jest normalna, ale w sieci niestety zagłuszona przez wariatów.”

    Mój komentarz

    Myśl powyższa jest może wyrażona w formie cokolwiek ekstremalnej, ale zawiera dużą dozę zgodności z praktyką życia.

    Ogólnie wiadomo, że przy wszelkich przesileniach, gdy wystąpienia ludzi stają się masowe, wszelcy frustraci i nawiedzeni nagle wysuwają się naprzód, bo zamęt i masowość zapewnia im anonimowość. Obserwowałem to na własne oczy zarówno po wprowadzeniu stanu wojennego jak i przedtem podczas niepewności w czasie rokowań 1980 roku, jak i w momencie rewitalizacji Solidarności w 1989. W każdym przypadku na froncie wystąpień była bardzo duża nadreprezentacja ideowców byle jakich, skrajnych, siłowych, sekciarskich, wyzwoleńczych. Masa ich unosiła, selekcja nie działała.

    Pamiętamy wszyscy skład pierwszego wolnego sejmu, a w nim bojówki nawiedzeńców, uzdrawiaczy, posiadaczy jedynej prawdy, ideowców-natychmiastowców. Dla przykładu, gościu, któremu zatruto w lodówce jedzenie i który był wynoszony przez straż marszałkowską w pozycji poziomej kopiąc wszystko co popadnie.

    Podobnie jest w internecie. Anonimowość zachęca, zaprasza nie tylko do dyskusji na argumenty, lecz także na żale, wymówki, pretensje i epitety. Trzeba uczciwie powiedzieć, że w każdym kraju tak jest. Tylko pozostaje kwestia proporcji.

    To jest tak jak ze złodziejami – są wszędzie, tylko u nas jakoś więcej ginie aut niż gdzie indziej. Podobnie jest z polskim internetem. A dlaczego miałoby być inaczej?

    Pzdr, TJ

  53. „W Polsce po okresie PRLu z jego reglamentacją niedoborów pozostała herezja kultu Świętej Okazji”.
    Herezja? To słowo krótsze jest od Chciwość?

    W PRLu piło się trzy razy w roku, dwa razy od święta – 1 maja, 22 lipca, trzeci raz – przy okazji. Nu, to zdjełajem okazju – powiedział do mnie zaprzyjaźniony Petersburczyk, wonczas Leningradczyk w pewien upalny lipcowy poranek u wejście do MHS Riwiera – najdi w stołowoj kusoczek chlieba i noż.

  54. „Skąpstwo tacowe, a sprawa polska” – tę pracę już napisano. Teraz pisze się – „Puszka Owsiaka w rękach Szatana”.

  55. Dzieki inspiracji sąsiada wysłuchałem na żywo relacji od 14.00 i dodatkowo dlatego , że Blogowicze zamieścili tekst oswiadczenia płk Przybyła , sam wyprowadzam wnioski dla siebie , niekoniecznie zgodne z rzecznikiem Seremeta . Jeszcze posła Kalisza wysłuchałem i basta . Nie mam zamiaru być dalej manipulowany przez pracowników mediów polskiej telewizji i radia oraz zapraszanych do studia XYZ do późnego wieczora .
    Wystarczy mi opis zachowania bydlaków ( filmowanie , fotografowanie pułkownika po strzale ) które opisał @ Kartka z podrózy .
    Jutro polskie Tabloidy na pierwszych stronach ,dadzą popis MY …dotarlismy !! .
    Wracam do mojego codziennego radia niemieckeigo i odzyskuje powoli dobry nastrój .
    Czy ktoś zechce mi opowiedziec rzetelnie o tym co sie dzieje miedzy Pisowskim prok. gen. Serementem i jego przybocznymi z Ziobrowego zaciagu , a antypisowcem Gen . Parulskim ??!!- w sprawie Smoleńskiej i nie tylko .
    Umorzyli prok. Pieczonkowi, a prawidlowo ? ,czy na zlecenie polityczne ??!

  56. Za każdym razem gdy jestem w kraju dziwi mnie nabożeństwo jakie się odbywa wokół przekazu medialnego. Jakby już nie było realu, lecz każdy przeniósł się na drugą stronę przeżywania. Autobusy jeżdżą punktualnie, do Wierzejek wędliny i serki dowożą świeże, pieczywo jest chrupiące jak w bajkach ministra Krasickiego, piwo w ciągłej sprzedaży, w supermarkecie super słodycze i wina importowane z trzech kontynentów, łosoś w trzydziestu rodzajach, w knajpie pstrąg palce lizać, wszystko w przystępnych cenach, kantory wymieniają moje kanadyjskie stówy bez nadmiernego spreadu – żyć nie umierać, w realu. Po co mi włączać TVN24. Ale włączałem, nic neurotycznego nie znalazłem. Bo trzeba sięgnąć pod podszewkę, zajrzeć tam, gdzie tubylcy zaglądają, obrócić sprawnie zasłyszaną frazą, wniknąć pod powierzchnię, sięgnąć do głębi, w poszukiwaniu duszy tego oto narodu. Ona się przegląda w neurotycznym przekazie medialnym. A gdyby tak uciąć, w któryś zimowy niedzielny poranek, poprosić Generała Jaruzelskiego, sprawdzonego w tej roli, niech on założy swoje ciemne okulary i swoim spokojnym, odpowiedzialność za naród, jego honor i historię ujmującym głosem oznajmi – koniec z neurotycznym przekazem medialnym, z telefonią drutową i komórkową, z pogaduchami w knajpie i na drugim końcu miasta po godzinie policyjnej, decyzją Rady Państwa.
    Niech się wtedy naród, każdy obywatel na osobności, na trzeźwo i bez podpowiadania, pochyli nad swoim własnym realem i odpowie sobie na pytanie – jak żyć? Bo w tym jazgocie nie da się nawet spokojnie pomyśleć.

  57. wiesiek59
    8 stycznia o godz. 19:53

    Dobry link, dobra publikacja, dzieki.
    To obraz martyrologi polskiej z lat 1989-2011+ I tragedia trwa, biernie obserwowana i tolerowana.

  58. Podczas ostatniej afery z ustawą o lekach wyłączyłam tv, bo poczułam się w końcu jak gęś ładowana karmą na foie gras. Dziś nieustająco rozszarpują przypadek postrzelonego prokuratora. Ja wymiękam, odmawiam udziału w widowisku, nie chcę takiej telewizji, nie chcę takich mediów, zabawiajcie półgłówków zachwycających się walkami gladiatorów.

    Odnośnie antysemityzmu – mam świetną ciotkę, wesołą kobietę po 40-tce, która niedawno była krytykiem mojej pracy wysłanej na konkurs na reportaż pt. obcy i inni wśród nas. Przegrałam. Najlepsza okazała się opowieść o losach Żyda. Wysłałam do ciotki maila z informacja o wynikach konkursu.

    I ta moja świetna, pogodna ciocia, którą znam od dziecka i bardziej niż lubię, sypnęła mi w odpowiedzi tak antysemickim bluzgiem, że mnie, proszę Państwa, zatkało na amen. Oczy zrobiły mi się wielkie jak spodki, dobrze to poczułam i dobrze pamiętam.
    Gdzie się tego nauczyła?? Osoba, która w życiu nie spotkała Żyda? Nawet nie wiem, czy pokazałaby na mapie Izrael. Zaznaczam, że rodzina jest w zasadzie przyzwoita, życzliwa i nic nie wskazywało na żadne ksenofobie.

    Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Dwa dni później wysłałam jej pdf z opowiadaniem Borowskiego pt „Proszę państwa do gazu..”
    „…Poruszające to opowiadanie. U nas wszystko w porządku, babcia przestała kasłać…” – mniej więcej tak zakończyła się pierwsza faza rozmów na temat Żydów.
    Druga ciągle przed nami.

    pzdr

  59. Andrzej Lubowski cytuje z książki J. Bogle’a „Dość. Prawdziwe miary bogactwa, biznesu i życia” smutny fragment:
    znaleźliśmy się w świecie, w którym zbyt wielu spośród nas niemalże nic już nie wytwarza, a świat opanowali pośrednicy. Handlujemy tylko kawałkami papieru, wymieniając między sobą tam i z powrotem akcje i obligacje, przy okazji wypłacając za to naszym finansowym krupierom prawdziwe fortuny.

    Zastanawialiśmy się w korporacji, dlaczego wielka córka w USA (fabryki, oddziały) nie daje oczekiwanych wyników. Kiedy szef Ameryk przeszedł na szefa Europy i zapytałem go przy winie „why”, odpowiedział ze smutkiem w oczach:
    „stasieku, tam jest inna kultura pracy, tam inżynier sprzedaży nie widzi endusera, tam jest kilka ogniw pośrednictwa i wszystkie muszą zarabiać”.

    A w Polsce, przy sprzedaży inżynierskiej elementów automatyki, inżynier robi u endusera prawie projekt wstępny, a co najmniej analizę efektywności inwestycji.
    Dopiero wtedy enduser daje szanse na kontrakt.
    Dlatego miałem ROCE ca 150% i niezłą kasę.
    God bless America!

  60. telegraphic observer
    9 stycznia o godz. 15:52

    Wetne sie w wasza dyskusje tzn miedzy Toba a TJotem na temat roli interesu wlasnego w ekonomii. Cytujesz Adama Smitha, ale czy znasz *Bajke o Pszczolach* Bernarda Mandevilla (1714 rok a wiec 60 lat przed Smithem) ?
    Przytaczam tekst francuski, a potem zrobione na chybcika moje tlumaczenie(Tobermory blagam o wyrozumialosc)
    La Fable des abeilles, développe avec un talent satirique la thèse de l’utilité sociale de l’égoïsme. Il avance que toutes les lois sociales résultent de la volonté égoïste des faibles de se soutenir mutuellement en se protégeant des plus forts1.
    Sa thèse principale est que les actions des hommes ne peuvent pas être séparées en actions nobles et en actions viles, et que les vices privés contribuent au bien public tandis que des actions altruistes peuvent en réalité lui nuire. Par exemple, dans le domaine économique, il dit qu’un libertin agit par vice, mais que « sa prodigalité donne du travail à des tailleurs, des serviteurs, des parfumeurs, des cuisiniers et des femmes de mauvaise vie, qui à leur tour emploient des boulangers, des charpentiers, etc. ». Donc la rapacité et la violence du libertin profitent à la société en général.
    Les vices des particuliers sont les éléments nécessaires du bien-être et de la grandeur d’une société. L’Angleterre y est comparée à une ruche corrompue mais prospère et qui se plaint pourtant du manque de vertu. Jupiter leur ayant accordé ce qu’ils réclamaient, la conséquence est une perte rapide de prospérité, bien que la ruche nouvellement vertueuse ne s’en préoccupe pas, car le triomphe de la vertu coûte la vie à des milliers d’abeilles.

    *Bajka o pszczolach* przedstawia z duzym satyrycznym talentem teze o spolecznej uzytecznosci egoizmu. Suponuje, ze wszelkie spoleczne prawa wynikaja z egoistycznej woli slabych, ktorzy wzajemnie wspieraja sie broniac sie w ten spsob przed silnymi.
    Jej glowna teza polega na tym, ze nie mozna oddzielac szlachetnych dzialan od dzialan nikczemnych i ze wady poszczegolnych osobnikow sluza publicznemu dobru, gdy tymczasem altruizm moze mu szkodzic. Np. w zwiazku z ekonomia twierdzi, ze libertyn jest egoista, ale jego rozrzutnosc, marnotrastwo, stwarzaja prace dla krawcow, sluzacych, producentow perfum, kucharzy i kobiet o watpliwej reputacji, ktorzy to z kolei daja zatrudnienie piekarzom, ciesla itd.Tak wiec zachlannosc i namietnosc ktora kieruje sie libertyn jest zasadniczo korzystna dla spoleczenstwa.
    Wady jednostek sa koniecznymi skladnikami pomyslnego rozwoju spoleczenstwa.
    Anglie porownuje on do skorumpowanego , ale zasobnego, dobrze prosperujacego ula, ale ubolewa sie z powodu braku cnot. Wiec Jowisz ulega tym ubolewaniom i udziela ulowi to czego ci cnotliwi domagaja sie. W konsekwencji nastepuje blyskawiczny zanik dobrobytu, chociaz mieszkancy ula stajac sie cnotliwymi, wcale sie tym nie martwia, poniewaz triumfujaca cnota spowodowala smierc tysiecy pszczol

  61. Staruszek z 9 stycznia o godz. 14:40
    Dziękuję, że zwróciłeś mi uwagę na nieodpowiadające stanowi rzeczy, używane przeze mnie określenie „neurotyczny przekaz medialny”. Długo się zastanawiałem jak je zastąpić i nic innego nie wpadło mi do głowy jak „przekaz wywołujący psychozę”. No bo jak wytłumaczyć stan którego doświadczyła część społeczeństwa polskiego po katastrofie smoleńskiej jeśli nie masową psychozą porównywalną do tej jakiej doświadczali Koreańczycy Północni po śmierci kolejnych Kimow na skutek emocjonalnej, agresywnej propagandy? Jak wytłumaczyć jego ciągłe echa – np dzisiejsze wydarzenie? Przecież mieliśmy dziś, mamy i będziemy mieć w najbliższych dniach do czynianie z obnażeniem warsztatu tworzenia owych psychoz. I tak jak Koreańczycy Północni są pewni, że jaskólki zdychały w locie na wieść o śmierci Kimów tak większość polskiego społeczeństwa będzie na skutek przekazu dorabiać równie fantastyczne teorie do gestu desperacji zagubionego psychicznie człowieka. To zwiastują pochylone nad zranionym prokuratorem grzbiety kamerzystów szukających jak najbardziej efektownych ujęć. Choć jak czytam, jednak coś do nich dotarło – w każdym razie do tych spietych z rządem -, bo zaczynają po kiku godzinach namysłu bagatelizować postrzał prokuratora. Dodam, że bagatelizować sprawę niespotykaną w cywilizowanym swiecie. Nie znam bowiem przypadku, by wysoki urzędnik państwowy był tak osamotniony, zagubiony, przerażony by dokonywać aktu autodestrukcji na wizji – przed oczami ludzi. To jest straszne. I nie pisze o polityce tylko o psychologii. Tak jak straszne było jego filmowanie po tym akcie.

  62. @LEWY
    9 stycznia o godz. 14:16
    Krótko o pisowni nazwy pewnego organu męskiego. Przykro mi „stasieku” – w opinii znawczyń tematu nieważna jest długość, a inne cechy. Zarzut, że ów wyraz nie znajduje się w słownikach, jest niezupełnie prawdziwy. Znalazłem dawno temu w słowniku francusko-polskim Langenscheidta wyraz „hujec”, nie pamiętam tylko jak było po francusku – może „con”?

  63. @Waldemar
    9 stycznia o godz. 16:41

    Nie uratuje Cię niemieckie radio. Die Welt pisze o tym wydarzeniu i to paskudnie zakamuflowanie, tak jakby ta próba medialna pułkownika była związana z katastrofą Smoleńską.

  64. Marek,
    mój wpis był ironiczny. Niezależność od reszty świata często oznacza też niezależność od zdrowego rozsądku. Intuicja podpowiada mi też, że Korea Kimów niekoniecznie wygląda inaczej niż pokazują to doniesienia światowych mediów. Na ogół ufam temu, co ludzie piszą nt. innych krajów, gdyż nie mam możliwości jeżdżenia po świecie i sprawdzania wszystkiego organoleptycznie. Kiedy zaś pojechałam np. do Albanii, to okazało się, że ten kraj istnieje i wygląda mniej więcej tak, jak jest opisywany. To oczywiście tylko wycinek, ale się zgadza.

    Nie jestem skłonna również ulegać teoriom spiskowym. Nie przypuszczam, że arabskie rewolucje wywołał jakiś światowy spisek, zapewne żydowski, który miał na celu opanowanie tych krajów przez światowe banki. Są pewne procesy społeczne itp. , w które nie będę się zagłębiać, a które wywołują czasem bunty. Rzadko który jest sterowany, bo trudno byłoby zmusić np. Syryjczyków, by ginęli w walce ze swoim przywódcą państwa. Oni chyba naprawdę chcą wolności? Inna sprawa oczywiście, co się z tego wykluje.

  65. Zgadzam się z Kartką z podroży,sam bym tak napisał z jednym zastrzeżeniem .TV Trwam jest nadawane z satelity i nie grozi mu zanik o noech tak pozostanie. Nie podzielam tez Pańskiego zachwytu palikotowymi wymoczkami intelektualnymi!

  66. ……Aga
    9 stycznia o godz. 14:32…coz….

    ET

  67. Lizakowych Ludzi serdecznie prosze o zaniechanie naduzywania prawa do nieslusznosci….

    ET

  68. TO (16:14)
    Dopiero teraz odpowiadam na kilka Twoich postów do mnie, rozsianych tu i ówdzie (zajrzyj, proszę, pod poprzedni wpis Gospodarza – piszę do Ciebie i Lewego pospołu)).
    „Niebezpieczna metoda”(owszem, ogladałam) to niezły film, ale aż tak bardzo mnie nie poruszył jako dramat (thiller?) psychologiczny ze znanym, skądinąd, sporem miedzy Freudem a Jungiem w tle. Cynizm kontra idealizm akademicki bla, bla, bla. Plus trochę wyrafinowanego melodramatu. W sumie – nie takie halo.
    Ale nie o tym chciałam.
    Siedzę tak sobie w skupieniu, odkąd wróciłam dzisiaj z kina, i ciągle mam w oczach poszczególne sekwencje z filmu „Wciemności”. To dopiero jest kino!!!
    Czujesz (to znaczy czułam) kazdym nerwem tę przerażającą, a zarazem krystalicznie czystą (formalnie) opowieść o dojrzewaniu, poniekąd przypadkowym, do heroizmu i człowieczeństwa w czasie wyjątkowo okrutnym i paskudnym. Wybacz te „duże” słowa, ale tutaj sa na miejscu.
    Zwyczajny lwowski cwaniaczek, taki sobie batiar, ukrywa w kanałach (których jest tzw. inspektorem) grupkę Żydów ocalałych z getta. Najpierw robi to za pieniądze, a gdy te się kończą, robi to, bo po prostu robi, coraz bardziej ryzykując życie własne i swojej rodziny.
    Historia jest na swój sposób prosta i banalna (przyjmując za Arendt, że zło jest banalne), ale jak pokazana!…
    A chocby tylko genialny w roli kanalarza Sochy, Robert Więckiewicz wart jest Oscara. Nie mówiąc o świetnych zdjęciach w nieoświetlonych kanałach, gdzie kłębi się życie zbiegów „od śmierci” i szczurów.
    Co ważne, Holland nie epatuje np. obrazami z likwidacji getta. Dawkuje je proporcjonelnie do rozpaczliwej „normalości” kanałowej.
    Koniecznie obejrzyj!
    Wyczytałam w Wikipedii, że In Darkness był prezentowany we wrześniu na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto.
    P.S. Mam nadzieję, że Gospodarz i Goście wybaczą mi ten post nie na temat.
    Pozdrawiam ciepło z ciepłej (nie zimowej) Warszawy.

  69. Czy chciwość jest aksjomatem w ekonomii?

    Lewy
    9 stycznia o godz. 18:14

    W epoce Oświecenia nie istniała socjologia ani psychoanaliza, świat tłumaczono przypowieściami, wierszowanymi bajkami, a te można zawsze, przy dzisiejszym stanie wiedzy interpretować skrajnie – zarówno idealistycznie, jak i darwinistycznie. Ani na jedną skrajność u mnie nie ma zgody. Dwa porządki, choć należące do tej samej przyrody są inne, choć częściowo się nakładają na siebie – ludzki i darwinistyczny.

    Z przypowieści można wyciągać wnioski, jakie w danej epoce bywały jej przypisywane, a można też interpretować zachowania ludzi współcześnie, że tak powiem – naukowo, poprzez psychoanalizę, w myśl praw odkrytych przez psychologów społecznych i socjologów.

    I jedno, i drugie daje nam pogląd na sprawę. Ale jeśli już mamy ten pogląd, to zapytajmy się odnośnie chciwości, czyli interesu własnego w ekonomii – czy jest to predykat opisujący podstawową pierwotną cechę rynkowej aktywności ludzi, rodzaj aksjomatu, pod którym już nie znajdziemy dna?

    Jeśli potraktujemy chciwość jako cechę immanentną, niemodyfikowalną, nieelastyczną, niepodlegającą moderacji, to znaczy, że się poddajemy fatum, jak w tragediach greckich, czy bajkach białoruskich. Rynek (los) zadecydował i nic nie poradzimy na to, widocznie taka była wola bogów. Jednego wynagrodził, drugiego wystawił do wiatru.

    Pozostaje praktyczne pytanie na dzisiaj – w jakim stopniu chciwość jest do okiełznania przy pomocy instrumentów prawnych. W przypadku walki z popędem chciwości prawo będzie zawsze czynnikiem sztucznym, zacieśniającym, modyfikującym rynkowe zachowania, czyli w jakimś stopniu fałszującym ekonomię. Ale czy mamy inny wybór?

    Pzdr, TJ

  70. @Lewy, slowo z „h” – owszem, istnieje w Slowniku Jezyka Polskiego. Nie jest calkowicie jasne, jaka pisownia jest poprawna.
    http://www.sjp.pl/huj

  71. Temat pewnie drugorzędny
    bo wiadomo recepty , i strzelanie i Owsiak zagarniający nieswoja kasę ALE
    /piszę to w nadziei że ktoś rozwieje moje wątpliwości/
    W niedzielę była w TV transmisja mszy z Lublina a dokładniej z kościoła KUL.
    Na jej zakończenie umieszczono w murach kościoła relikwiarz z /podobno/ krwią Jana Pawła II jako relikwią.
    No cóż taka była wola Rektora i chyba całego gremium by tego dokonać.
    Ich kościół , ich KUL ich relikwiarz – tylko pytanie relikwia to czy nie?
    Podobno relikwią staje się część ciała świętego czy błogosławionego PO JEGO ŚMIERCI.
    Krew będąca w posiadaniu Kardynała Dziwisza była pobrana przed zgonem , więc jest czy nie jest relikwią?
    Ja się nie czepiam dalszych losów / wysylki krwi facetowi co za szybko jeżdzil/ bo to inna sprawa ale chętnie usłyszałbym kompetentą wypowiedż

  72. Chciwość nie występuje w ekonomii (jako nauce)

    chciwość = silne, zwykle nieuzasadnione pragnienie posiadania czegoś.
    Tym zajmuje się religia, psychologia, literatura. Jak napisałem, ekonomia zajmuje się interesem własnym i jego wpływem na decyzje ekonomiczne. Jeśli reguły prawne są przestrzegane, chciwość nie podlega penalizacji, ani żadnemu ograniczeniu. Interes własny jednej osoby często nie koliduje z interesem innej osoby, to odkryło oświecenie i ekonomia klasyczna. Oczywiście jeśli jednak dochodzi do konfliktu interesów wówczas wkracza prawo i ono rozstrzyga. W roku 1924 nakręcono film w Hollywood pt. „Greed” (Chciwość). Nie miał on nic wspólnego z ekonomią, Wall Street, rynkami finansowymi. We wspólczesnej kinematografii słowo to występuje we frazie „Greed, for lack of a better word, is good” w filmie Wall Street (1987) w przemowie Gordona Gekko (Michael Douglas). Nie jest to żadne prawo ekonomii, ani motto biznesu, lecz filmowa, jedna z wielu interpretacji świata biznesu lat 1980-tych.

    Nadawanie nadzwyczajnych konotacji temu słowu, jak i dychotomie: idealistyczny – darwinistyczny, ludzki – darwinistyczny, jest grubą przesadą. Czy koncerny farmaceutyczne (w swej „chciwości”) są darwinowskie? Czy tylko konkurują zgodnie z regułami i przepisami prawa?

    Czy jest wybór? Zadziwia mnie to pytanie, to zaiste rezygnacja wobec „greckiej tragedii”. Oczywiście należy doskonalić reguły konkurowania i rozstrzygania konfliktów między jednostkami, instytucjami i grupami; niejako kanalizować dążenia do zaspokajania własnego interesu. A chorobliwą chciwość zostawić psychoanalizie.

  73. mag
    Dziękuję za obie recenzje, ta pierwsza o filmie „Niebezpieczna metoda” mimo wszystko zachęcająca mnie. „In Darkness” wejdzie do kin w Toronto w ostatni weekend stycznia. Wszystko doskonale się składa.

    p.s. Faktycznie mogłaś o „W Ciemności” A. Holland rzucić kilka antysemickich obelg i insynuacji, byłoby zupełnie na temat „prawa do niesłuszności” ;)
    Nie rozumiem dlaczego zaraz „Niagara obelg i insynuacji”! Nie mogą być Wodospady Wiktorii, przecież są wyższe i szersze?

  74. Wczoraj byliśmy z żoną na „W ciemności”.Chociaż zastanawialiśmy się czy iść
    (po lekturze wielu recenzji),bo ciężko jest znieść filmy i książki o Zagładzie.
    Straszne i przygnębiające przez to,że prawdziwe.
    Sala była pełna,żadnych czipsów i coca-coli.Zupełna CISZA w trakcie filmu i po.
    A dzisiaj byłem u mojego lekarza rodzinnego.Ubezpieczenie sprawdzone kartą
    czipową,recepta wypisana prawidłowo bez durnej pieczątki,w aptece bez problemów.Czyli można?Pani w recepcji mi wyjaśniła:Ustawa ustawą,ale jak
    się spotkają życzliwy lekarz,rozsądny aptekarz i wyrozumiały pacjent,to wszystko
    gra.

  75. Z forum Faktów i Mitów:

    Michał_564 pisze

    „Witam
    Od jakiegoś czasu zainteresowałem się tematyką gazu łupkowego,z początku wydawało mi się zgodnie z przekazem medialnym, że to samodobro, ale jak się okazuje koszty środowiskowe jego wydobycia sąporażające. Czy RPP jest zainteresowane w ogóle tą tematyką? Na prawej stronie sceny politycznej na rozsądek raczej liczyć nie można.

    Podpinam kilka filmików
    Zdjęcia lotnicze miejsc wydobycia, polecam przewinąć gdzieś na środek.
    http://www.youtube.com/watch?v=mw1d7zp2vB8&feature=related
    http://www.youtube.com/watch?v=ZF8veSUvVgA&feature=related

    protesty społeczne w Polsce
    http://www.youtube.com/watch?v=IOOh-yGp1Yk&feature=player_embedded
    http://www.youtube.com/watch?v=KBRy5bKtQA0

    inne materiały
    http://www.youtube.com/watch?v=nxrD67firXA – polskie napisy
    http://www.youtube.com/watch?v=Vr6b-WzIcyo

    pozdrawiam”

  76. Telegrafic 2.24
    Pychę Telegrafika moża mierzyć wyłącznie w parsekach.Uważa oln mianowicie że NIKT nie podważył słuszności jego poglądów. Otóż na tym blogu podwazono je i skompromitowano setki razy. Ale do TO to po prostu nie dotarło bo on WIERZY ze jest najmadrzejszy na swiecie !
    A z wiarą niestety nie może polemizować nawet PIOTR KUCZYNSKI.
    A teraz co do chciwości która zdaniem TO nie tylko jest DOBRA. Ona jest Doskonała i Jedyna . Jezeli zatem grupa kilku ludzi z banków inwestycyjnych albo nawet GRUPA banków inwestycyjnych w drodze porozumienia i kolejnych baniek zagarnie najpierw całe bogatwo USA a potem całgo swiata (Jest to mozliwe i Investment banks właśnie do tego dąza aby bogacić sie do kresu a obywateli swiata zmienic w kastę roboli pariasów) to czy taki jest CEL GOSPODAROWANIA ?
    Czy to jest czynienie ROBOTY BOGA ?
    No to już wiemy po co istnieje Goldman i Sachs oraz ich wyznawca TO !

  77. Telegrafic 2.24
    Pychę Telegrafika moża mierzyć wyłącznie w parsekach.Uważa oln mianowicie że NIKT nie podważył słuszności jego poglądów. Otóż na tym blogu podwazono je i skompromitowano setki razy. Ale do TO to po prostu nie dotarło bo on WIERZY ze jest najmadrzejszy na swiecie !
    A z wiarą niestety nie może polemizować nawet PIOTR KUCZYNSKI.
    A teraz co do chciwości która zdaniem TO nie tylko jest DOBRA. Ona jest Doskonała i Jedyna . Jezeli zatem grupa kilku ludzi z banków inwestycyjnych albo nawet GRUPA banków inwestycyjnych w drodze porozumienia i kolejnych baniek zagarnie najpierw całe bogatwo USA a potem całgo swiata (Jest to mozliwe i Investment banks właśnie do tego dąza aby bogacić sie do kresu a obywateli swiata zmienic w kastę roboli pariasów) to czy taki jest CEL GOSPODAROWANIA ?
    Czy to jest czynienie ROBOTY BOGA ?
    No to już wiemy po co istnieje Goldman i Sachs oraz ich wyznawca TO !

  78. Marit

    Poważnie? A to mnie nabrałaś, pomyślałem, że Ty tak na poważnie, z przekonania ideologicznego.

    Oczywiście masz prawo do ufania własnej intuicji, jednak moja skromna intuicja kompletnie nie może zgodzić się z twoją, choć jako kobieta teoretycznie powinnaś mieć w tej materii sporą przewagę, wiadomo – intuicja rzecz kobieca. Przyczyna może być jednak prozaiczna, gdyż twoja intuicja, jak piszesz, oparta jest na naturalnej intuicji jedynie, podczas gdy moja wynika raczej z praktycznego doświadczenia – ja, nie chwaląc się, w wielu krajach byłem, a odwiedzając kraj, który mnie interesuje, nigdy nie zdaję się na biuro podróży, tylko sam aranżuję sobie pobyt i zwiedzam to, co chcę zobaczyć, a nie to, co chcą mi pokazać. Z reguły mam też więcej czasu na pobyt, niż na standardowym turnusie.

    Dlatego ja, w przeciwieństwie do Ciebie, na ogół wręcz przeciwnie – zupełnie nie ufam temu, co piszą współcześnie dziennikarze na temat zdarzeń w innych krajach, a już szczególnie ci, którzy pracując w mediach Murdocha, tudzież innego Rotszylda, siłą rzeczy reprezentują ich załgany punkt widzenia (czyli prawie wszyscy niestety), albo ci, którzy w krajach, o których piszą, nigdy nie byli, ewentualnie byli w nich na zasadzie dziennikarstwa tzw. „embedded” i nie rozumieją nic z tego, co widzą, a właściwie co mają dozwolone zobaczyć, piszą więc niczym ślepy o kolorach, robiąc przy tym krecią robotą twojej intuicji, albowiem wprowadzają ją w stan zmylenia. Zdarza się także, że niektórzy z nich jednak sporo potrafią zrozumieć, np. kilkuset z tych, siedzących wtedy w luksusowym hotelu w centrum Bagdadu i przyglądających się z wygodnej, hotelowej restauracji, jak amerykański żołnierz windowany jest żurawiem na szczyt pomnika Husajna, do którego przyczepia stalową linę, którą potem ciągną jakąś machiną w celu obalenia tego pomnika, co światowe media pokazują wyciętym kadrem jako spontaniczne działanie okutanych w szmaty Irakijczyków, których dla celów tej inscenizacji zapędzono do owej liny, żeby udawali, iż ją ciągną, co bardzo ładnie wyglądało także i w „naszej” telewizji. Nie wierzysz? To proszę oglądnij film dokumentalny Johna Pilgera, pt.: The War You Don’t See. Ci dziennikarze dobrze rozumieją, gdyż wszystko widzą, ale łżą w żywe oczy, za pieniądze i karierę.

    Cieszę się jednak, że nie jesteś skłonna ulegać teoriom spiskowym, gdyż w takim razie nie dajesz wiary spiskowym absurdom, wyrażanym w oficjalnych stanowiskach wobec ataku 9/11 na przykład, albo w kwestii napaści na Irak, czy Libię ostatnio; nie możesz także wierzyć w przypadek, w kwestii obecnego kryzysu finansowego – inaczej musiałabyś założyć, że globalne instytucje finansowe, najsprawniejsze korporacje na świecie, zatrudniające najtęższe ścisłe umysły, przeliczające w pamięci ludzki genom w jakieś góra 15 minut, nie planują zupełnie swoich działań, funkcjonują w chaosie, oddając swój los w ręce przypadku, a przecież nawet prosty właściciel najmniejszego biznesu potrzebuje planu, dokładnego rozpoznania rynku, szczegółowych wyliczeń oraz wariantowych scenariuszy. Naprawdę się cieszę, że nie uważasz tych szczwanych złodziei oraz perfidnych oszustów i masowych morderców niestety, za durniów. Podnosisz poziom tego bloga. Szczerze mówiąc, nie jesteś taka w tym wyjątkowa, znakomita większość ludzkości nie daje się nabrać na te wszystkie sfabrykowane bzdury.

    Przy okazji polecam całkiem niezłą moim zdaniem prelekcję, na którą trafiłem wczoraj, w języku polskim, Davida Icke (nie każdy David jest taki straszny), który kieruje swoje uwagi do „Oburzonych”, na pewno utwierdzi Cię w twoich racjonalnych przekonaniach jeszcze bardziej:
    http://www.youtube.com/watch?v=_4eCf6UclR4&feature=player_embedded

    Jeszcze może film o szczepionkach, na deser:
    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=8vNQcmEw0WE

    PS Popatrz, ludzie nie są tacy głupi, jak się niektórym wydaje – nikt nie klika na blogowego Pejsbooka…

  79. Marszałek był łaskaw stwierdzić, że „Rzeczpospolita to wielki burdel”.
    Rządzimy się sami już prawie 23 lata.
    To zdecydowanie przekracza nasze możliwości.
    Nie pamiętam już, kiedy ostatnio tak długo sami się rządziliśmy.

  80. „Może mi ktoś odpowie – czy taka jest Polska? Czy taki jest Internet? Czy w wirtualu udzielają się jakieś brygady nienawiści, podczas gdy ludziom normalnym nie chce się zabierać głosu? Czy nienawiść to stan normalny i powszechny?”

    Przepraszam, ze przeszkadzam, ale chciałbym tradycyjnie się przypomnieć (to ja, happypolishman, jak kiedyś bywalo).

    Juz pisałem onegdaj, ze komentowanie twórczości pana redaktora nie widzę w zasadzie sensu, bo mam wrażenie, ze obcuje z dzieckiem. Pan redaktor wybaczy, bo to tez może odbierać jako złośliwość a pro po wieku, gdzie jak wiemy wszyscy na starość dziecinniejemy, ale spostrzeżenia i zdziwienia pana redaktora wzbudzają tylko litość, niestety.

    Prosze pana i wszyscy nie wiedzący, w tzw nazwanym przez pana wirtualu to jest prawdziwe życie, tam się dyskutuje, a nie pudruje. To nie polska telewizja, radio, czy gazety i główny nurt uważany za jedynie słuszny. Tak się zrobiło, ze jeżeli ktoś coś ma do powiedzenia, to musi zejść do podziemia, bo będzie miał przechlapane, a w najlepszym przypadku, zostanie uznany za faszystę. Przeciez to takie proste jest, a pan redaktor się dziwi.

    I jeszcze na koniec „Trwam”. To nie moja bajka, ale dotychczas przynajmniej była ona na powierzchni medialnej. Teraz to i ta telewizja zejdzie do drugiego obiegu.

    Moge się założyć o wszystkie pieniądze, ze dziwić się pan nie przestanie. To dopiero początek.

    A myślącym, proszę się nie zrażać zaraz autorem, polecam gorąco tekst, będący podsumowaniem nas wszystkich.
    Mnie tez.
    http://www.rp.pl/artykul/774489,788044-Zycie-z-dziura-w-potylicy–Subotnik-Ziemkiewicza.html

  81. Joanna i inni forumowicze: słowo na „ch” pisze się oczywiście przez „ch”. Nie ma tu żadnych wątpliwości.
    Podany przez Joannę link nie zachwiał moją niezachwianą pewnością :)

  82. @ Joanna 21:13.
    Gdyby miało być przez samo „h”, to po rosyjsku byłoby „гуй”. A nie jest. Pozdrowienia.

  83. Waldemar
    9 stycznia o godz. 16:41

    Wystarczy mi opis zachowania bydlaków ( filmowanie , fotografowanie pułkownika po strzale ) które opisał @ Kartka z podrózy
    ………………………………………………………………………………………………………………….
    Pogon za sensacja, „grzebanie w bebechach” jest problemem nie tylko w Polsce. Swego czasu na ekranach chyba tylko kin studyjnych (kto pamieta, ze cos takiego bylo? ;-) ) wyswietlany byl doskonaly film Haskell’a Wexler’a „Chlodnym okiem”,ktory zajmowal sie tym tematem. Jako menmento dla braci dziennikarskiej czy fotoreporterow moze byc scena koncowa filmu…

  84. @zezowaty
    9 stycznia o godz. 21:53

    Jako zezowaty patrzysz na wszystko z boku, ostrość obrazu i inne parametry zależą zdecydowanie od kąta widzenia (przypomnij sobie ekrany laptopów!). Nie wypowiadam się niestety w sprawie definicji relikwii, ale o jej działaniu psychologicznym. Wyjaśnię to na przykładzie Kubicy. Obaj leżeliśmy w tym samym szpitalu, być może poznaliśmy te same pielęgniarki, a on już myśli o Ferrari a ja o rolatoraze – inwalidzkim balkoniku na czterech kołach. Widać wyraźnie, że jemu ta relikwia pomogła, ja leżałem tam jeszcze za życia JPII. Jeżeli rektor KUL uważa, ze ta relikwia ochroni jego studentów od pedofilii i pazerności typowej dla jej absolwentów, to tylko przyklasnąć! Wiadomo, że wiara czyni cuda. Nie martw się więc tym, że krew żywego świętego może nie ma tej mocy co zmarłego. Erytrocyty mają pamięć, choć ograniczaną do trzech miesięcy w temacie spożycie cukru, wartości nadprzyrodzone może mają od chwili „napoczęcia” potencjalnego świętego i chyba nigdy nie znikną (aż do grudnia 2012 – koniec świata).

  85. telegraphic observer
    9 stycznia o godz. 21:59
    „Chciwość nie występuje w ekonomii (jako nauce)”

    Mój komentarz

    Stwierdzenie ex catedra.
    Jeśli się tłumaczy postronnym, że chciwość jest jednym z najważniejszych jeśli nie głównym napędem podmiotów rynkowych, to należy powiedzieć B i zinterpretowac to orzeczenie, oczywiście nie w kategoriach ekonometrii, bo to się nie da ze względów oczywistych, ale np. w postacji jakościowej, związków przyczynowo-skutkowych, z czego żyją i propsperują np. analitycy rynków.

    Pzdr, TJ

  86. „cbrengland” jest tak zauroczony bobasem, że pomieszało mu się inernetowe chamstwo z tzw.”otwartością” mówienia. Trwaj tak dalej bohaterze.

  87. Warzecha zgwałcony przez rozwydrzone nastolatki
    Tak chyba należy rozumieć wystąpienie tegoż pana.
    Wczoraj widzieliśmy go u Lisa z siniakami i śladami po wyrwanych mu kieszeniach , porozrywanym portfelu , i śladami jodyny na miejscach sprofanowanych przez bezczelną ,
    zboczona w swych staraniach by sprowadzić z dobrej drogi takiego propagatora troskliwości nad ludzkim nieszczęściem jakim jest szlachetny pan Warzecha.
    A on się nie dał , pozaszywał kieszenie , zamiast portfela kupił atrapę ,drobne co mu w domu zostały dzień wcześniej wpłacił na kont Komisji Majątkowej i TAK OCALIŁ SWĄ CNOTĘ.
    Teraz p. Jan Pospieszalski ze swą ekipa powinien // a może już to zrobił// nakręcić film biograficzno- dokumentalny // aktorzy są znajomi// o niedoli człowieka poczciwego co chciałby być filantropem codziennie ale nie może bo rząd mu nie pomagał przez ostatnich 20 słownie dwadzieścia lat w tym było parę przestępnych.
    Nikt go nie zapraszał do TV by zrealizował cokolwiek co by ulżyło doli nowo narodzonego człowieczka a on całe życie o tym marzył i nawet ma projekt na plakat .
    Nikt go nie wpuścił do hospicjum pod którego drzwiami bezskutecznie od lat wielu przesiaduje chcąc pomagać umierać ludziom.
    A Owsiaka wpuszczają , razem ze sprzętem
    I gdzież tu sprawiedliwość
    Owsiakowe serduszka wiszą na aparaturze kpiąc i drwiąc z pacjentów gdyż nikt nie widział
    łóżka z napisem podarowane przez Caritas.Pewnie gdzieś celowo pochowali
    Co wyrośnie z młodzieży napastującej na ulicach porządnych filantropów właściwie rozumiejących instytucje dobroczynności.
    To straszne , i tak dzieje się już od lat dwudziestu.
    Czas z tym skończyć – Owsiak na gilotynę
    uklony ,życzę miłego dnia bez takich padalców

  88. Panie Redaktorze,

    wielokrotnie podzielałem pańskie opinie, mimo że były one podawane czytelnikom w blogowej szacie, to jednak z właściwym Panu kunsztem. Były przeto strawniejsze dla konsumenta blogowego.
    Obecny wpis nieco przekracza bariery możliwości zwykłego blogowicza, bo odwołanie się do prawa Kisiela (o prawie do niesłuszności) nie dotyczy, powiedziałbym, sytuacji trywialnych.
    Wybitny ten publicysta sformułował go (prawo do niesłuszności), mając na myśli intelektualistów operujących poza prozaiczną sferą usługową, jaką jest napisanie nieskomplikowanej ustawy refundacyjnej i sprawdzenie czy w jej tekście nie występują pospolite błędy, które powinien dostrzec zwykły ekonomista (tak się w PRL-u określało niezbyt rozgarniętych urzędników).
    Tak więc prawo Kisiela należy traktować jako przywilej do błędu dla wybrańców bogów,
    a nie prawo do amnestii dla Premiera, ktory proces myślowy zostawia o godzinie 15.30 za biurkiem, gdy opuszcza już znudzony pracą swój gabinet i udaja się na długo oczekiwane igrzyska zwane harataniem w gałę.

    Przywilej prawa do niesłuszności może Pan położyc sobie na biurku po lewej stronie, gdy zasiada do pisania wpisu lub bardziej wyszukanej formy (nie wszystkim emerytom dostępnej ze względu na ekluzywne koszty papierowej Polityki), felietonu, ale już przedstawiciel nowej lewicy blogowej, ET musi jeszcze dużo pracować na uzyskanie takiego przywileju.
    Uznał on wprawdzie, że stan spoczynku to dobry okres do rozpoczęcia pościgu za korefeuszami publicystyki, ale nie ukrywajmy, że ma on trasę równie trudną i jeszcze dłuższą niż Justyna Kowaczyk w czasie niedzielnego podbiegu na Ape Cermis. Dopiero więc na szczycie, ten wojujący socjaldemokrata otrzyma prawo przenaczone tylko dla wybrańców.

    Poki co usługodawcy podlegają prawu powszechnemu.

  89. Choć generalnie z Kisielem należałoby się zgodzić, to jednak moim zdaniem nie wszyscy powinni mieć prawo do niesłuszności. Nie mogą go mieć na przykład ani p. Premier, ani p. Prezydent, gdyż ich niesłuszność godzi bezpośrednio w nas, obywateli. Dlatego oczekiwałbym od obu panów, urzędników państwa będących na służbie Polaków (a nie Izraelczyków z Mosadu, czy Amerykanów z Mosadu, CIA, FBI, itp.), iż nie ulegną atakowi zagnieżdżonych w naszym kraju, jak się teraz pokazuje całych hord obcych agentów oraz zwykłych zaprzańców, zarówno w mediach, jak i w polityce, czego przykładem może być choćby zaaranżowana wczoraj naprędce Kropka nad I z udziałem przedstawicieli obu tych koterii, z założoną już na dobry wieczór konkluzją „zdymisjonować Parulskiego”. Od tego momentu cały mainstream uczestniczy w niebywałej wprost nagonce na gen. Parulskiego, usiłując wymóc na nim dymisję oraz wpłynąć na przyśpieszenie likwidacji prokuratury wojskowej, która jako jedyna chyba w tym kraju ma odwagę działać w interesie państwa polskiego, słusznie ścigając zabójców z Nangar Khel, ich zagranicznych zleceniodawców oraz oszustów i sabotażystów ze sztabu generalnego, hańbiących polski mundur, narażających polskich żołnierzy na śmierć oraz okradających polskie społeczeństwo.

    Palikot posunął się nawet do chamskich kpin z próby samobójczej płk. Przybyły, mówiąc:„ Dziwię się, że żołnierz, pułkownik, prokurator wojskowy nie potrafi tak strzelić, żeby zrobić to skutecznie”. Jak jest taki cwany, to niech sam spróbuje palnąć sobie w łeb, zobaczymy, czy będzie skuteczny – założę się o flaszkę bimbru i dżointa, że spudłuje. Flacha czeka.

  90. Marek, 13.10. Gdzie dotkniesz to gangrena. Pozdrawiam

  91. bacha (g.12:17)
    Szkoda słów na cbrenglanda.
    Grunt że załapał sie na „nurt podziemny”. A tego, że go nikt w tym totalitarnym państwie nie ściga i scigać nie będzie za tzw. prawde, nawet nie zauważy. JUŻ jest bohaterem.

  92. Ja też sobie wiele razy zadaję pytanie – która twarz Polski jest ta właściwa: ta milcząca, która nie pluje nienawiścią do wszystkiego, co nie reprezentuje jej opcji, czy ta, która nawet w najbardziej niewinnym artykule czy felietonie widzi pretekst do wylewania antysemickich i anty-Tuskowych pomyj. Czy milczy większość czy mniejszość? Mierzi mnie ten kraj straszliwie z tym gnojem nienawiści do wszystkich, którzy nie są spod znaku PiS, Gazety Polskiej, Wielkiej Polski, Polski katolickiej, antysemityzmu, homofobii itd. Piękny kraj, tylko gdyby nie ci ludzie… Jesteśmy wredni, po prostu wredni, a tych kilka pięknych przykładów to być może tylko wyjątki. A jeśli nas normalnych jest więcej, to dlaczego milczymy? Słusznie ktoś napisał, że gdyby nie internet, nie wiedziałby, że istnieje tylu kretynów. Ja bym dodała do tego – podłości (przykładem stosunek do WOŚP, trudno doprawdy zrozumieć, co tym ludziom tak przeszkadza w tej szlachetnej akcji), chamstwa, prymitywizmu itd. Jaka więc jest ta normalna Polska? Jak ja mam promować ten kraj, jak tu się odechciewa mieszkać. Polska to jest straszliwy psychiczny balast, od którego wielu potrafiło się uwolnić wyjeżdżając stąd. Ech! Ale może gdzie indziej jest tak samo?

  93. cbrengland
    10 stycznia o godz. 5:30
    „Tak się zrobiło, ze jeżeli ktoś coś ma do powiedzenia, to musi zejść do podziemia, bo będzie miał przechlapane, a w najlepszym przypadku, zostanie uznany za faszystę. Przeciez to takie proste jest, a pan redaktor się dziwi.”

    Mój komentarz

    Autorze, masz coś do powiedzenia? Twoje miejsce jest w podziemiu.
    Tuskowi tajniacy już za Tobą węszą, kazamaty WSI czekają. Jesteś na liście.

    Pzdr, TJ

  94. Ze spraw zaległych… Staruszku, już się ciesze na wspólny pobyt w kotle, a i towarzystwo Antoniusa miłym mi szalenie będzie. Zapowiada się ciekawie. Pod warunkiem, że te wszystkie internetowe szumowiny (patrz: wpis wyżej) smażyć się będą na innym ogniu!

  95. TJ (12:09)
    Nie wiem dlaczego moje pisanie ex cathedra „oeconometrica” tak Cię wzburza? Masz kompleks niższości na polu ekonomii, czy matematyki? Moim zdaniem Twoja niechęć do Freuda też jest zastanawiająca. A może jesteś kryptoantysemitą ;) ;) ;)

    Jeśli chciałbyś rozwikłać jądro naszego sporo, to proponuję spokojnie przeczytać moje teksty, pomijając ew. ironiczne, półżartem uwagi, których tym razem nie było wiele, i skupić się najpierw na moim rozróżnieniu między „dbaniem o własny interes” a „chciwością”, które to rozóżnienie w mojej opinii stało się jednym z oświeceniowych przełomów i napędów rozwoju cywilizacji śródziemnomorsko-atlantyckieji. Albowiem w szlachecko-chłopsko-peerelowski kodzie kulturowym – mówiąc Twoim językiem – to rozróżnienie niemal nie istnieje. Przejawia się to choćby w tym, jak red. Passent używa frazy – „chciwość koncernów”. Czy Ty też uważasz, że koncerny chcą chciwe? Czy może tylko dbają o swój interes, a dokładniej o poziom zysków, do czego nota bene zostały powołane umową społeczną opartą na ekonomii klasycznej. Tyle mojego uproszczonego „ex cathedra”. Czekam na Twoje, o popędach i napędach, naukowe i antyliterackie (przypowieść o pszczołach).

    A może jest różnica w języku polskim, o której nie wiem, między „ex cathedra” i „ex catedra”? ;)

  96. Czytam bardzo ciekawy blog Piotra Kuczyńskiego. Nieraz dobrze o nim piszą;
    http://www.parkiet.com/artykul/1177106-Jak-trwoga–to-do-bloga.html
    Dobrze, że nie dotarli do niego jeszcze niektórzy mędrcy od ekonomii.

  97. jasny gwint
    10 stycznia o godz. 14:04
    Marek, 13.10. Gdzie dotkniesz to gangrena. Pozdrawiam

    Mój komentarz

    W rządzie, to wiadomo, rodacy na służbie Mossadu, ale na Pejsbooku też? I tam się to zagnieździło? Nie do wiary.
    Nie damy się zglobalizować przez pejsatych wielkorządców. Schodzimy do podziemia.

    Pzdr, TJ

  98. Ciekawy cytat z podsumowującego artykułu Andrzeja Lubowskiego.
    „W książce „Dość. Praw­dziwe miary bogac­twa, biz­nesu i życia”, J. Bogle napi­sał, że „zna­leź­li­śmy się w świe­cie, w któ­rym zbyt wielu spo­śród nas nie­malże nic już nie wytwa­rza, a świat opa­no­wali pośred­nicy. Han­dlu­jemy tylko kawał­kami papieru wymie­nia­jąc mię­dzy sobą tam i z powro­tem akcje i obli­ga­cje, przy oka­zji wypła­ca­jąc za to naszym finan­so­wym kru­pie­rom praw­dziwe for­tuny”. Para­fra­zu­jąc Chur­chilla dodał, że „nigdy tak wiele nie pła­cono za tak mało.””
    http://studioopinii.pl/artykul/5316-andrzej-lubowski-swiat-bez-wizji

  99. Czyżby przykład Owsiaka był przykładem [i]prawa do słuszności[/i] ;) Bo łapię się na tym, że krytyka mainstramu, tych wszystkich oklepanych schematów medialnych, uproszczonych do bólu narracji pociąga; ale rozum mówi stop. Bo te mainstreamowe poglądy są prawie zawsze rozsądniejsze od tych wszystkich nerwowych anty-izmów.

  100. Dotychczas z uwagą śledziłem działania PR-w w głównych ośrodkach decyzyjnych w kraju.
    Po części robię to, po to żeby zrozumieć fenomen gry w cymbergaja, którą jako dziecko oglądałem kilka razy za systemu, ale nie znalazłem powodów do fascynacji nim, jak uczynił to Pan Premier, ktory nie dość, że osiągnął mistrzostwo w tej grze, to jeszcze stosuje jej zasady w życiu politycznym z dobrym skutkiem.

    Wydaje się, ze część opiniotwórcza społeczeństwa popadła wręcz w nałóg tej gry.
    Na parkietach politycznych i w mediach stan napięcia podnosi ciśnienie pod przykryciem kotła i ciągle rośnie.
    Mamy już konieć pierwszej dekady stycznia, a czujemy się jakby listopad straszył nas nadal wczesnym mrokiem i pluchą deszczową.
    Zmęczony Premier odstawił poharataną futbolówkę i udał się w Dolomity, gdzie oprócz jazdy na nartach opracuje nową strategię dla Polski, a przy okazji utrwali w pamięci stopniowanie rzeczowników nieregularnych popularnego języka parkietów politycznych oraz nie dopuści do tego żeby się zmarnowały pieniądze publiczne przeznaczone na ten cel.
    Po grudniowych sukcesach w Brukseli trzeba przecież z większą uwagą przyjrzeć się pewnej damie, która jakby znudziła się Warszawą i w porze jesienno-zimowej woli Paryż.

    Tymczasem w kraju Prezes wzywa Premiera do kraju, bo nie godzi się żeby cysorz (ten wyśpiewany przez Chyłę) miał klawe życie.
    Prezes (też zaczął się interesować grą, która przyniosła tyle sukcesów Premierowi) pewnie uznał, że pułkownik Przybył strzałem w głowę starał się zrobić przykrycie dla rządu na niefortunny ruch reformatorski pani Ewy Kopacz, ktora gryzie się teraz że pacjenci i koledzy po fachu nie docenili jej trudu.

    Na blogu czytam fantastyczną recenzję mag z filmu W ciemości. Mag bez ogródek sugeruje, że Więckiewiczowi należy się Oskar (Holland zapewne też).
    Zastanówmy się co będzie się działo jeśli Jankesi ulegną presjii mag.
    Otóż mag swoim tekstem wywróci do góry nogami hierarchię w polskim kinie.
    Wiadomo bowiem, ze Oscar dla Wajdy, tej ikomy polskiej kinematografi, to jakby nagroda pocieszenia, a wszyscy którzy w Polskiej kinematograhi coś znaczą przechodzili czyściec u Wajdy albo byli conajmniej przez niego akceptowani, teraz mogliby zmienic orientację (ale by się działo!).
    W tej sytuacji nasuwa się pytanie: przykryciu czego służy wyśmienita recenzja mag z filmu W ciemnościach i o ile podniesie ciśnienie w polskim kotle?

    Obserwująć ogień buchający z życia codziennego rodaków, mamy już prawo zażądać od Brukseli utworzenia specjalnych funduszy na osłonę psychiatryczną dla innych.

  101. Po pierwsze to: „last but not least”. Trzeba bylo spytac sasiada Szostkiewicza ktory sie chwali, ze zna angielski.
    Ciekawe czy czytal Pan Redaktor o sobie w dziennikach Kisla? Bardzo ciekawa lektura, polecam.

  102. Zezem z 10 stycznia o godz. 7:57
    Masz rację, „Chłodnym okiem” było grane w kinach studyjnych w połowie lat siedemdziesiątych. Wtedy własnie, jako uczeń ogolniaka, ten obraz widziałem i sam nie wiem czemu mnie przejął – byłem przecież jeszcze dziaciakiem trzymanym z dala od polityki. Może dlatego, że to po prostu dobry film. Wtedy w kinach był doskonały repertuar, wbrew temu co się dziś pisze. Jak myślę krytycy przemycili ten film pod pretekstem, że jest dowodem na totalizację Ameryki. No ale kilka lat później zrozumiałem, że historia dziennikarza „chlodnym okiem” filmującego rzeczywistość zrewoltowanych młodzieżowymi rozruchami USA i sprowadzającego państwowe represje na swych przyjaciół ma wymiar uniwersalny. Wtedy dość prymitywnie w agitce „Człowiek z żelaza” usiłował pułapkę dziennikarskiej profesji w tamtych latach oddać Wajda kreując redaktora Winkla oddanego systemowi za sprawą alkoholizmu – dobra rola Opanii. Wajda to zrobił prymitywnie bo jednostronnie w ujęciu zły reżim kontra święta opozycja. Ale do mnie jednak „Chłodnym okiem” wtedy wracało. I jak napisałeś wraca teraz. Ciekawa dyskusja toczy się w necie na temat kamerzystów filmujących niedoszłego samobójce. Ludzie piszą, że oni musieli filmować, bo za to im płacą. „Wyborcza” nawet pisze, że oni są tak wytresowani w filmowaniu, iż nic innego w takich sytuacjach nie potrafią zrobić. A potem dodaje, że gdyby tak nie postępowali to by się znaleźli na bruku – na marginesie, jak przypomniany przez Ciebie bohater „Chłodnym okiem”. No i może wtedy ktoś by ich filmował – jak w scenie filmu o jego końcu o której piszesz. Kozacki obraz świata. Przypomina mi się wątek w dyskusji po katastrofie smoleńskiej. Wtedy też pisano, że piloci musieli lądować, bo gdyby odmówili to z pracy, z awansów nici a rodziny na utrzymaniu, kredyty, kłopoty… . Więc lądowali … . Tak jak ci filmowali…. . Słowem kluczowym w tych rozważaniach jest „musieli”, bo przecież tak naprawdę nikt nic nie „musi”. Co najwyżej musiał wspomniany wyżej wajdowski redaktor Winkiel – z powodu alkoholizmu.
    Pozdrawiam
    Ps. Kina studyjne jeszcze jakoś się uchowały. Czasem tam uciekam na dwie godziny wytchnienia.

  103. Szanowny redaktorze Polityki

    Slusznie potepia pan polski antysemityzm. Musze jednak z przykroscia stwierdzic ze nie pamietam panskich glosow potepienia z lat PRL. Wrecz przeciwnie pamietam glos oredownika totalitaryzmu.

    baltazarsaldo

  104. Jeżeli chodzi o przypadek Owsiaka, to osobiście słyszałem Łukasza Warzechę w programie T. Lisa. Jezeli podejdzie do niego dziecko kwestujące na rzecz Orkiestry, to on nie da datku, ponieważ od tego jest rząd.
    Bardzo mocne i to mówi wykształcony człowiek.
    pozdrawiam

  105. Marek 1-10-13.10

    O takich „Palikotach” pisal Tuwim:

    „Tak wylazla z Archaniola

    Stara swinia reakcyjna

    Absolutnie apolityczna

    I cudownie bezpartyjna…”

    Pozdrawiam

  106. Biją się prokuratorzy. Oficerowie strzelają sobie w łeb a w tle widać wielką forsę, korupcję, przekupstwo i machloje w Wojsku Polskim. Parulskiego, generała mają wykurzyć za to, że ukończył akademię polityczną LWP i był członkiem historycznej już PZPR. Czy to wszytko spadło z nieba? Słuchałem dzisiaj w południe w niszowej „dwójce” bajdurzenia profesora Andrzeja Zolla wywodzącego się ze sławnego, starodawnego krakowskiego rodu prawników i profesorów UJ. Andrzej Zoll był jak pamiętamy prezesem Trybunału Konstytucyjnego, który wsławił się odrzuceniem skarg w sprawie bezprawnego wprowadzenia religii w szkołach i ustawy o zakazie aborcji. Oba werdykty stanowiły sztukę naginania prawa dla potrzeb władzy kościelnej. Pan profesor we wspomnieniach z dawnych lat sukcesów w TS, roztoczył nad słuchaczami rzekę obrzydliwej manipulacji, kościelnej słodyczy, przewrotności, kłamstw, fałszerstw, sofistyki, obłudy i cwaniactwa dla uzasadnienia wątpliwych i oportunistycznych tez. Czynił to profesor prawa dostojnej uczelni /mojej uczelni/, uczeń sławnego i wielkiego Kazimierza Buchały. I wielu nie obeznanych w kulisach słuchało i wierzyło. Tak tworzy się mity i zakłamuje rzeczywistość. Profesor Buchała prawnik karnista był aktywnym działaczem PZPR i miałem szczęście przez pewien czas z nim współpracować. I wychował takiego tępego następcę.To częste przypadki niestety. Wielu redaktorów POLITYKI także pracowało w cieniu wielkiego hasła; że „Proletariusze wszystkich krajów…..” I co pozostało? Nie trzeba się dziwić, że pułkownicy strzelają sobie w łeb, że prokuratorzy się kłócą a ustawy o lekach biją w miliony chorych, a rząd czaruje, że to czerwone pieczątki lekarzy. Wielka bzdura dookoła.

  107. TJ

    Tam to dopiero się zagnieździło, ale od samego początku, a właściwie od momentu, kiedy niejaki Zuckerberg wydymał był koleżków od jeszcze wtedy Facebooka (za co wybulił im później bez łachy ładnych parę baksów, jak go przed sąd za uszy przywlekli), bo idea jego promotorom jawiła się tak piękna, tak wspaniała, że nie można było przegapić tej wyjątkowej okazji utworzenia i wypromowani bajkowego celebryty – gówniarza, supermana, bohatera dla otumanionej młodzieży, żywego potwierdzenia propagandowego mitu „American dream” oraz urojonego nacjonalistycznego geniuszu; ale przede wszystkim niemal doskonałego narzędzia inwigilacji oraz zdalnego sterowanego pospolitym tłumem, syntetycznego zwiastuna wszelkich wiosen – Pejsbooka – istnego perpetuum mobile dla służb specjalnych, które samo działa na zasadzie pełnego wolontariatu: imiona, nazwiska, poglądy, rodzina, bliższa, dalsza, koledzy, dziewczyny, żony, mężowie, zdjęcia, profile, preferencje, zamożność, kontakty, słabe strony, mocne strony, próbki języka do analizy psychologicznej, filmiki, fotki domów, kotów, psów, chomików, numery butów i staników – istny, z przeproszeniem światopoglądowym, raj dla Mosadu oraz ich młodszych braci w wierze – CIA, którzy mają całe działy analizy tych wszystkich spontanicznych gotowców, co jest tajemnicą samego Poliszynela.

    Idea jest niespecjalnie błyskotliwa zresztą, pamiętam początki tego typu przedsięwzięć z raczkującego Internetu, ale we współczesnym, wyalienowanym, samotnym, sfrustrowanym społeczeństwie globalnym, wyzutym programowo z więzi społecznych, a nawet rodzinnych, działa nad podziw dobrze. Każdy chce mieć konto na Pejsbooku i 500 sztuk „przyjaciół” od zaraz, za ca 7PLN od pakietu, którzy klikną „lubię to!”. Ale co? Czym jest to „to”, co oni lubią? Sami nie wiedzą. A to ten biedny, naiwny, samotny człowiek, suszący zęby sam do siebie w nieszczerym uśmiechu, szukający azylu w wirtualu, bo prawdziwego realu, w którym wciąż goni w wyścigu szczurów i codziennie doświadcza potężnego dysonansu poznawczego konfrontując swój intelekt z przekazem medialnym, nie może już psychicznie znieść, nie wyrabia.

    Wszystkie portale „społecznościowe”, Twittery, nie Twittery, są tylko zwykłymi narzędziami. Jeśli jednak ktoś ma ochotę i świadomość w czym uczestniczy, może z nich korzystać, tak jak z telefonu, który jest na podsłuchu, a mimo to przydaje się czasem.

  108. Kartka z Podróży!

    Opisujesz swoje wspomnienia z czasów gdy świat był o wiele prostszy.
    Ja też „Medium cool” oglądałem i mam główne przesłanie tego filmu płytko wpamięci. Ale myśmy (to my jest szersze niż jesteśmy przyzwyczajeni je ogarniać) już przywykli i do obrazów bardziej strasznych i wypalony mamy już żar spojrzenia.

    Dziś możesz obejrzeć uspakajający reportaż ze statku porwanego przez somalijskich piratów: członkowie załogi żyją, mniy mają wystraszone ale nie są okrwawieni. Bo nad oceanami wiszą satelity z których kamery przekazują obraz o dużej rozdzielczości, loakalizują statek wybrany na ofiarę z dokładnością do 100 m, a nowoczesne programy zainstalowane na komputerach piratów określają czy porwanie statku jest operacyjnie i logistycznie wykonalne.

    Położenie okrętów ochrony i ich uzbrojenie jest dokładnie znane i … albo już, albo jutro przed wtargnięciem piratów na pokład wpierw będzie porwana córka kapitana w mieście o 15 tys. km odległym.

    Piraci podziękują ekipie telewizyjnej zaproszonej na pokład i pozwolą jej relacjonować wizytę na porwanym statku via satelita do studia CNN w Bostonie. Następnie pomachają na pożegnanie śmigłowcowi z odlatującą ekipą reporterów. Jakiekolwiek próby siłowego odbicia statku mogą skończyć się katastrofą ekologiczną po wysadzeniu tankowca z ropą naftową o długości 250 m. Linie lotnicze będą omijały ten rejon i podróżom biznesmenów chcących podpisać miliardowe kontrakty w Szanghaju będą towarzyszyły załamiania na giełdach światowych zainicjowane paniką na giełdzie w Singapurze.

    A somalijczycy chcą tylko 10 milionów dolarów.

    Niestety! Ani kilka kompanii gwardii narodowej, ani żadna flotylla kanonierek nie zmieni gotowości do samobójczej śmierci piratów.

    I napiszesz wtedy komentarz na jakimś politycznym blogu o degrengoladzie czwartej władzy. Relację CNN będzie ogładało około 200 mln ludzi na bieżąco i 400 mln ludzi odtworzenie, bo wpierw trzeba zjeść obiad po powrocie z pracy do domu. Nikt nie został ranny, nikt z załogi nie został posinaczony. Nie ma krwi, nie ma śmierci.

    Jest strach.

    I po wpłacie okupu na marginesie socjologiczno-filozoficznych esejów ktoś stwierdzi, że kryzys kubański on i jego rodzina przeżywała mniej dramatycznie.

    Myśmy w Medium cool oglądali lokalne zamieszki w nieznanym większości europejczyków mieście i po wyjściu z kina nie myśleli o rzucających się z okien wieżowców włascicieli wielkich biur podrózy do Indii.

    Więc w ramach trenningu wyobraź sobie sunnitów grożących szyitom bombą atomową. O tym, że istnieją takie dwie formacje religijne rózniące się poglądem na dpouszalną liczbę milionów ofiar ekspansji isłamu, to nie wiedziałeś wiele lat patrząc na świat chłodnym okiem.

    Hartman niedawno w papierowej Polityce namawiał nas do oswojenia się z codziennością konfliktów w demokracji liberalnej. Musimy nauczyć się patrzyć chlodnym okiem opis horrorów śniących się poecie Rymkiewiczowi i chlodnym umyslem znaleźć łącznik między niedawnymi rozbojami w Londynie oraz podatkami od kapitału o których gardłuje Cameron. Opozycja: anarchistyczna młodzież – gazująca policja jest bliska twemu młodzieńczemu doświadczeniu.

    Teraz to jest bajeczka dla dziewczynek jeszcze przed gimnazjum.
    Jutro jakiś taksówkarz ostrzyżony na irokeza zrobi w Złotych Tarasach w Warszwie masakrę, aby zprotetować przeciw prostytucji dziewczyn które jeszcze nie przetańczyły swego pierwszego lata.

    Są problemy bardziej złożone niż te które miały dzieci kwiaty.
    I gdy te problemy nabiorą dramatyzmu, to bedziesz pytany: „No i co ty na to Kartko.”

    Rosyjski okręt odpłynął od krwawego władcy Syrii. Zwróciłes na to uwagę? To taka mało ważna woadomośc trzeciego planu …

    Czy będą pytali tutejszych piewców ewolucji społeczeństw czy Kartkę? A konkurencja w mediach idzie oduuuuuuuużo więcej niż 10 mln.

    Masz co czytać i analizować. I za przyszłe wyzwanie przyjmij: „Opisz to Kartko!” I przeczytaj sobie – może jutro – o Kiszu(!).

  109. telegraphic observer
    10 stycznia o godz. 16:27
    TJ (12:09)
    „Nie wiem dlaczego moje pisanie ex cathedra „oeconometrica” tak Cię wzburza? Masz kompleks niższości na polu ekonomii, czy matematyki? Moim zdaniem Twoja niechęć do Freuda też jest zastanawiająca. A może jesteś kryptoantysemitą

    Jeśli chciałbyś rozwikłać jądro naszego sporo, to proponuję spokojnie przeczytać moje teksty, pomijając ew. ironiczne, półżartem uwagi, których tym razem nie było wiele, i skupić się najpierw na moim rozróżnieniu między „dbaniem o własny interes” a „chciwością”, które to rozóżnienie w mojej opinii stało się jednym z oświeceniowych przełomów i napędów rozwoju cywilizacji śródziemnomorsko-atlantyckieji. Albowiem w szlachecko-chłopsko-peerelowski kodzie kulturowym – mówiąc Twoim językiem – to rozróżnienie niemal nie istnieje.”

    Mój komentarz

    W moim odczuciu polemika, czy tez dyskusja na temat chciwości pomiędzy mną a Tobą Autorze nie zaistniała, więc nie ma czego kontynuować.

    Wydaje mi się, że schodzisz z linii konfrontacji na wygodne sobie pozycje przebywając stale w bezpiecznym dystansie do głównego wątku dyskusji. A oto przykłady:

    1) telegraphic observer 9 stycznia o godz. 21:59

    „Nadawanie nadzwyczajnych konotacji temu słowu, jak i dychotomie: idealistyczny – darwinistyczny, ludzki – darwinistyczny, jest grubą przesadą.”

    Mój komentarz

    Dychotomia idealistyczny-darwinistyczny nie dotyczyła słowa „chciwość” lecz możliwych interpretacji oświeceniowych bajek.

    2) telegraphic observer 10 stycznia o godz. 16:27

    „Nie wiem dlaczego moje pisanie ex cathedra „oeconometrica” tak Cię wzburza? Masz kompleks niższości na polu ekonomii, czy matematyki? Moim zdaniem Twoja niechęć do Freuda też jest zastanawiająca. A może jesteś kryptoantysemitą”

    Mój komentarz

    a) Nie pisałem o wzburzeniu moim.
    b) Nie demonstrowałem kompleksu niższości.
    c) Postawienie pytania – a może jesteś kryptoantysemitą, to tani chwyt tabloidowy. Poprzez dołączenie znaku zapytania do zwykłej kalumnii markuje metodę dochodzenia do prawdy. Uważam to za bardzo nie w porządku, chwyt poniżej pasa.

    Oczywistą sprawą jest, że chciwość, to nie kategoria ekonomiczna. W naukach ekonomicznych liczą się przede wszystkim cechy policzalne, kwantyfikowalne, takie, które można przedstawić ilościowo i wbudować do algorytmów modelujących, objaśniających procesy rynkowe.

    Chciwość w ekonomii jest reprezentowana przez, jak napisałeś, interes własny, a ten dalej idąc – przez kategorię popytu.

    Jednakże są pewne procesy, w których czynnik chciwości (tej nagiej, biologicznej prawie) ma istotny wpływ na procesy rynkowe, jak np. trendy do nieustannego wzrostu wynagrodzeń szefów banków i innych instytucji finansowych, które uzasadniane są po pierwsze odpowiedzialnością za kapitał powierzony zarządom, po drugie intensywnością wzrostu zysków z operacji finansowych.

    Dążenie do windowania w górę zarobków sprzęga się i uzupełnia doskonale tu z dążeniem do windowania zysków na granicy jeśli nie legalności, to poprawności korporacyjnej, a już na pewno na granicy uczciwości.

    Tu przypominam szeroko znany przykład przez Ciebie Autorze interpretowany – polityczne decyzje poprzednich prezydentów USA, które były rękojmią powodzenia dla prywatnych instytucji finansowych, zainicjowały wzmożenie chciwości bankierów na rynku kredytów mieszkaniowych i pchnęły miliony ludzi oraz same banki w niewypłacalność.
    Tu się kryje chciwość wpleciona w procesy ekonomiczne.

    Ten problem jest trudny do interpretacji, niewygodny politycznie, ulotny, nieuchwytny dla wszystkich – zarówno dal rządów jak i reprezentantów nauk ekonomicznych. Jest klajstrowany próbami regulacji, cięć, namów, apeli, przyrzeczeniami, że już nie będę i jak dotychczas chciwość zwycięża nad regułami ekonomii, czy w ogóle nad ekonomią,

    Ekonomia formalnie nie zawiera w sobie kategorii chciwość, co nota bene daje asumpt do wysuwania przeciwstawnych twierdzeń – w pewnych okolicznościach, że chciwość jest wrogiem ekonomii, w innych okolicznościach, że jest napędem gospodarki.

    Przy takich usprawiedliwieniach zarobków, jak czynią to szefowie prywatnych instytucji finansowych to szef rządu powinien zarabiać krocie, więcej od największych bankierów, bo odpowiada za wszystko, a minister finansów, powinien mieć kilka worków na pieniądze, ponieważ obraca grubszą gotówka niż największe banki.

    Wobec powyższych uwag nr (1) i (2) uważam, że raczej EOT.

    Pzdr, TJ

  110. Panstwo tu sobie tere fere a tam prokuratorzy cywilni i wojskowi ulegaja emocjom i udzielaja nieprzemyslanych wypowiedzi popelniaja nieprzemyslane (?) czyny emocjonalne (ma sie rozumiec ) . FBI (?) CIA(?) przecieki SMS-y do FBI (?) CIA(?)
    Jakie ? Smolenskie !? Gdzie po co , dlaczego ? Sporo pytan.
    Dawniej ( przed wojna ) podobno strzelano sobie w leb bo plama na honorze oficerskim i nie tylko , byla nie do wywabienia. Wydaje sie (obym sie mylil) , ze teraz chodzi raczej o wybawienie.
    Jezeli jakikolwiek prokurator ulega emocjom i udziela nieprzemyslanych wypowiedzi to chyba nie bardzo nadaje sie do tej roboty.

  111. Kartka z podróży
    10 stycznia o godz. 19:43
    ……………………………………………………………………………………………………………..
    Dziekuje za uwage , komentarz. Dorzuce jeszcze inny b. dobry film z tamtego okresu, takze wyswietlany w kinach studyjnych „”Incident” (z 1967 – to istotne), krecony w (dobrej!) konwencji czarnobialej.Znakomite, ujete prostymi srodkami (budzet filmu musial byc b. skromny) zachowanie ludzi w sytuacji zagrozenia. Chyba ktos dostal tam Oscara. Polecam , gdyby pan nie ogladal.

  112. @złolipa:
    „Wykształconych ludzi” spotykam na tyle często, że już nie robi to na mnie wrażenia. Ale, że to mówi publicysta, który sobie nie zadał trudu sprawdzenia, skąd szpitale na Zachodzie biorą pieniądze na sprzęt, to rzeczywiście mocne…
    Cóż, pamiętam, że kiedyś Fakt zrobił na mnie fatalne wrażenie, choć czytałem artykulik na jakiś nieinteresujący mnie temat, o gwiazdce sportu, czy mikrofonu… Gdy teraz słyszę Warzechę to zaczynam rozumieć ten odruch na lekturę Faktu — nazwałbym to: „budowaniem wspólnoty podłości między autorem a czytelnikiem”.

  113. PAK
    11 stycznia o godz. 10:48
    ” Gdy teraz słyszę Warzechę to zaczynam rozumieć ten odruch na lekturę Faktu — nazwałbym to: „budowaniem wspólnoty podłości między autorem a czytelnikiem”.

    Mój komentarz

    Podoba mi się to sformułowanie, jest trafne.
    Właśnie tak rozumieją świat aktywiści jedynie słusznej sprawy – dwudzielność absolutna, rozseparowana, zło lub dobro, prawda lub fałsz, miłość lub nienawiść, patriotyzm rytualny lub żaden, jeśli dobroczynność, to od słusznych ludzi, od pozostałych, to gra, cyrk, komedia, etc.

    Pzdr, TJ

  114. @otago
    11 stycznia o godz. 1:19

    Masz rację z tym honorem oficera. To taka „tionkaja” sprawa. Nałajdaczył oficer niezbyt honorowo, a wystarczy jeden dobry strzał i honor oficera uratowany, popełnione szkody nigdy nie zostaną naprawione, ale co tam! Honor najważniejszy. Nasi oficerowie nie mają innego wyjścia – chyba, że zadrży im ręka ze strachu przed rykoszetem, bo taki rykoszet bywa paskudny i może uderzać w niezaplanowany policzek, a nawet zabić!!! Wystarczy potem potwierdzić swój niezłomny zamiar na prędko zorganizowanej konferencji prasowej – to taki substytut ratowania honoru. Wprawdzie nie słyszałem o rykoszetach z szyb niepancernych, ale nie można tego wykluczyć.

    Dużo czytałem o honorze pruskiego oficera w czasach Wilhelma. Gdy narobił tyle długów karcianych ( to są tzw. honorowe) , bo na wódkę to zupełnie co innego, a nie mógł ich spłacić, wtedy miał jednak dwa wyjścia, lepiej niż polscy prokuratorzy. Mógł się zastrzelić – honor uratowany – albo wyemigrować do Ameryki – honor też uratowany! Dlaczego nie daje się polskim, bardzo honorowym oficerom tej drugiej możliwości zupełnie legalnie (USA to przecież nasz przyjaciel wojskowy), tylko zdrajcy muszą uciekać po kryjomu (honorowy obywatel – posągowy miasta Krakowa). To krzywdzi prokuratorów wojskowych i powinno się niezadowolonym załatwiać „zielone karty”. Może trafią do Langley?

  115. „Jedną z atrakcji bywania na blogu jest możliwość zetknięcia się z poglądami, które by nam nigdy nie przyszły do głowy, czytając tylko książki i renomowane czasopisma papierowe.”

    Panie Redaktorze, poglądy nie czytają książek i czasopism.
    (Gdybym nie cenił tego, co Pan pisze, to bym się nie czepiał.)

  116. My naród

    Hasło na jednym z transparentów na kolejnej podpałacowej smoleńskiej miesięcznicy 2012-01-10:

    „My naród, oni ziomale nergale”

    W nowoczesnym anturażu, zamiast literek „o” na transparencie tkwiły emotikony internetowe – buźki-śmieszki.

    Patriotyczna megalomania nie opuszcza zwolenników PiS-u. A partyjni ideolodzy uparcie twierdzą, że są jedynymi posiadaczami prawdy polskiej i że „tego już się nie da skleić”.

    To ostatnie jest ulubionym hasłem publicystów propisowskich. Zasadą, które zapewnia czystość ideologiczną PiSu poprzez separację od wrogich nurtów oraz implikuje długi marsz do zwycięstwa z reedukacją reszty po zwycięstwie, a w stosunku do niepoprawnych, relegację ze sceny publicznej.

    Stąd odwoływanie się radykałów pisowskich do koncepcji przetrwania prawdy i pracy organicznej (solidne przygotowanie do przebudzenia) „w podziemiu”.

    Pzdr, TJ

  117. Daniel Passent
    w jednym z wątków dzisiejszego felietonu (Polityka nr2), opisuje swoje trudności w zrozumieniu intrygi i motywów działania postaci w filmie „Szpieg”.
    Widziałem ten film kilka tygodni temu i choć 5 lat młodszy od DP, musiałem konsultować temat u dzieci.
    Pod koniec wyjaśnień zadałem pytanie:
    „ale dlaczego gej, geja zastrzelił pod koniec filmu”
    Córka odpowiedziała:
    „tato, zdrada ojczyzny czasami nie jest dookreślona (Kukliński, Pawłowski, Staufenberg, gdyby mu się udało) a w miłości nie ma zmiłuj”.
    Spojrzała przy tym znacząco na narzeczonego.
    Pozdrowienia
    PS
    O tym orgazmie też przeczytałem i pognałem do kina w poszukiwaniu rzadkich ostatnio wrażeń.
    Film znakomity, polecam gorąco.

  118. @TJ, 23:20
    Cóż tu więcej pisać, Szanowny TJ.
    Też mnie klawiatura swędziała, ale postanowiłem dać spokój.
    Ściskam dłoń i pozdrawiam najcieplej.

  119. staruszek
    10 stycznia o godz. 22:35

    których kamery przekazują obraz o dużej rozdzielczości, loakalizują statek wybrany na ofiarę z dokładnością do 100 m
    ……………………………………………………………………………………………………………….
    Mysle,ze ta rozdzielczosc jest dzisiaj juz duzo lepsza. W roku 1970 czytalem w magazynie przeznaczonym tylko dla wojskowych (dostep mialem przez tzw. „dziki” przypadek) ,ze Amerykanie dysponowali aparatami mogacymi robic fotki z satelity z dokladnoscia do 1 m. Aparatem do tego uzywanym byla ponoc robiona na specjalne zamowienie kamera f-my „Hasselblad”.

  120. W normalnym stanie stosunków, TO odpisałby
    „stasieku, swędzą to palce, a nie klawiatura”
    Drogi TO, nie idź ta drogą! Kup sobie psa.

  121. TJ (23:20)
    Rzeczywiście ta wymiana nie ma sensu. Oto 9 powodów, pierwszych z brzegu:

    1. Moje żarty TJ przerabia na „chwyty poniżej pasa”. Przepraszam, odtąd z TJ będzie na super poważnie.

    2. Oczywiście jest dyskusja między nami, adwersarz mój na coś nie daje przyzwolenia, inaczej rozumie główne pojęcia, są różnice, jest spór, robi się dyskusja trudna, ale ona jest.

    3. To TJ robi uniki, nie ja, stając z boku głównej sprawy którą ja postawiłem na pocżatku i kolejne zadając te same dwa pytania: czy jest różnic między „dbanie o własny interes” a „chciwością”, i czy „koncerny są chciwe”. TJ (w uniku) sięga po inne przykłady:

    4. „Decyzje prezydentów (tj. administracji USA) zainicjowały wzmożenie chciwości bankierów na rynku kredytów mieszkaniowych i pchnęły miliony ludzi oraz same banki w niewypłacalność”.

    Z tego wynika, że TJ nie robi różnicy, każde dbanie o interes i o podnoszenie zysku równa się CHCIWOŚCI. Tu mamy „wzmożenie CHCIWOŚCI bankierów”. Nie jestem bankierem, posidadam akcje kilku banków kanadyjskich – nic więcej, ale sądzę, że tego właśnie oczekuje się od banków, aby udzielały jak największej ilości kredytów, jak banki nie udzielają kredytów to podnosi się wrzask, że są chciwe i byle komu nie pożyczają, tego kredytowania oczekiwano w USA nie dbając o równowagę na rynku nieruchomości w dłuższym okresie, administracja dotowała tę akcję, gwarantowała kredyty, „CHCIWE banki” były jedynie sprawnym wykonawcą (proszę sobie nie kojarzyć, że bronię ich tutaj oprawców nazistowskich, bo to nie ten przypadek). Wszystkie te zagmatwania myślowe wynikają z wstawiania wszędzie gdzie popadnie i bez zrozumienia kontekstu i znaczenia słowa CHCIWOŚĆ.

    5. „Chciwość zwycięża nad regułami ekonomii”.

    Jeżeli musimy wstawić CHCIWOŚĆ, to była to chciwość polityków USA, którzy chcieli prześcignąć możliwości realnej ekonomii i narzucali bankom takie reguly gry. W Kanadzie politycy nie byli chciwi i do bańki na rynku nieruchomości nie doszło. Dlaczego w Hiszpanii i Irlandii doszło, a w Polsce i w Niemczech nie? Czy bankierzy byli mniej „chciwi” w jednych krajach, czy może politycy od ekonomii, którzy woleli schłodzić rynek.

    6. „Ekonomia formalnie nie zawiera w sobie kategorii chciwość”.

    Ale nieformalnie straszne rzeczy się dzieją, czy to sugeruje TJ? Ekonomia, jak już kilka razy pisałem, uznaje „dbanie o własny interes” …

    7. „… asumpt do wysuwania przeciwstawnych twierdzeń – w pewnych okolicznościach, że chciwość jest wrogiem ekonomii, w innych okolicznościach, że jest napędem gospodarki”.

    To jest „laickie” pojmowanie. Problem stawia się inaczej: jak uregulować banki i innych uczestników rynków, aby ich dbanie o interes i osiąganie zysków przyczyniało się do osiągania celów stanowionych przez politykę i proces demokratyczny w długim okresie.

    8. Wysokie zarobki CEO i w sektorze finansowym są kształtowane przez rynek, niemniej bez wątpienia wymagają korekty regulującej ich poziom w dół!. Pojęcie chciwości w tych rozważaniach niczego nie wnosi, wręcz zamula myślenie. Żeby nie powiedzieć – jest rozumowaniem proletariackim, sankiulockim.

    9. „Oczywistą sprawą jest, że chciwość, to nie kategoria ekonomiczna. W naukach ekonomicznych liczą się przede wszystkim cechy policzalne, kwantyfikowalne …”

    W naukach ekonomicznych występują wielkości „policzalne” oraz cechy jakościowe, pojęcia, założenia, prawa zachowania, regulacje, metody analizy …

    Pozdrawiam, T.O.

  122. stasieku (15:11)
    To jest dowcipne na bazie pluralizmu, jednych swędzi klawiatura, to drugich musi pies.

    Stasieku podgrzewał i zachęcał mnie do pisania na „lewicowym blogu” En passant i innych blogach POLITYKI. Ludzie czytają – mówił – podobają mi się Twoje opinie, ja się się z tym zgadzam, ale Ty pisz (z pamięci odtwarzam sens, może nie do końca dokładnie). Teraz, jak moje opinie mu nie pasowały już zbyt wiele razy, trudno mi określić dokładnie ile to razy, to karze mi drapać psa. C’est la vie!

  123. … karze mnie drapaniem psa, każe mi drapać psa – jeden pies.

  124. @zezem

    Dziękuję za uzupełnienie.

    Co innego statyczna fotografia pozwalająca z orbity odczytać nagłówki podrozdziałów felietonu w paierowej Polityce, a co innego nadążne kierowanie szybkiej łodzi pirackiej na tankowiec znajdujący się 400 km dalej.

    Być może sieć satelitów stacjonarnych z kamerami dającymi dobre zdjęcia pozwała Ci obejrzeć mój blok mieszkalny i rozpoznać moje okno. Rzecz w tym, aby Twój gołąb bojowy na pełnej szybkości wleciał przez jedno z moich okien otwarte przeze mnie na kilkanaście sekund, dla rzucenia okiem, co dzieje się pod blokiem.

    Współpraca GPS, kamery satelity oraz programu komputerowego sterującego sterem łodzi oraz „pedałem gazu” nie wymaga znajomości celu co do metra. Chodzi raczej o to, że łódź musi optymalnie być wyposażona w paliwo i poruszać się po drodze omijającej ewentualne pola obserwacji kanonierek patrolujących teren.

    Gdy tankowiec będzie w odległości wzroku, to precyzja manewrów będzie większa a optymalizacja energetycznego kosztu przechwycenia zejdzie na plan dalszy. To jest kwestia podobna jak problem ostatniej mili w dostarczaniu energii lub sygnału komputerowego. Nie jest ważne czy torpeda minie wraży okręt o 1 metr czy o 100 metrów. Trzeba ustawić się do nieprzyjacieskiego okrętu prostopadle.

    Swego czasu zajmowałem się oprogramowaniem naprowadzania samolotu bojowego. Manewry w walce „skrzydło w skrzydło”, aktywność dopalacza, nasza pozycja wobec wiązki namiarowej przeciwnika itp itd poprzedzone muszą być odpowiedzią na pytanie: czy zapas paliwa wystarczy na zestrzelenie wroga i powrót na lotnisko. Wiele zaplanowanych ataków pirackich nie powiodło się bo opary paliwa w łodzi pirackiej skończyły się o 500 m przed punktem przecięcia się kursów a namierzony cel płynął w zasięgu wzroku powolutku.

    Gdybyśmy chcieli nacelować rakietę na statek „bazę paliwową” piratów dryfujacą po oceanie, to dokładność jest potrzebna większa,
    a nadążność telekonferencji w ostatniej fazie będzie istotna. Trzeba wykluczyć zatopienie kutra niewinnych rybaków.

    Naszego widzenia, czucia i rozumienia przestrzeni z czasów myśliwych na prerii nie możemy przenosić na zadanie zniszczenia wrogiego VIPa z wykorzystaniem sygnału jego aparatu telefonii komórkowej. Konie lassem zniewala się po sznurku. Koń i kowboj czarują się wzrokiem.

    Somalijscy piraci zapewne w czasie ataku wędrują po bardzo szerokim paśmie częstotliwości i używają szyfrowaniu sygnału hasłami „dużej mocy”. Ich bronią są najnowsze osiągnięcia techniki. 5 mln dolarów inwestycji w koszt przygotowań może dać 10 mln dolarów zysku netto, oraz pozwoli mieć dożywocie na Jamajce.

    Przepraszam za sprowokowanie korekty mego komentarza przez mą niedbałość opisu możliwości optycznych nowoczesnych kamer.

    Moja opowieść o piratach miała stanąć w domyślnej opozycji z opowieścią o kowbojach zabijających za 5 dolarów. Świat się bardzo skomplikował i myśliwce z niewielkim zapasem paliwa w każdym z nich mogą być poderwane do lotu aby rozproszyć cel jakim jest lotnisko dywizjonu. Dziś nie startuje się aby zniszczyć cel z niższym prawdopodobieństwem niż 98% procent (odrobinę zmyślam).

    Dwoma najcenniejszymi częściami najnowszego myśliwca załogowego jest pilot i komputer olbrzymiej mocy.
    Trzeba rozumieć atraktory i teorię chaosu.
    A mikroskopowe widzenie zostawmy aptekarzom.

    Znamy dwudziestowieczny atraktor ekonomiczny: pierwszy ukradziony milion. Aktualny kurs tej waluty jest sprawą trzeciorzędną.

    Pozdrawiam.

  125. @baltazarsaldo
    „Slusznie potepia pan polski antysemityzm. Musze jednak z przykroscia stwierdzic ze nie pamietam panskich glosow potepienia z lat PRL. Wrecz przeciwnie pamietam glos oredownika totalitaryzmu”

    No co Ty. Red. Passent popelnil w przelomowym momencie ksiazke o W. Fibaku – wtedy byl juz to glos oredownika jednostki, prywatnej wlasnosci ;-) oraz wartosci rodzinnych …

  126. Dodam do punktu 4, o „decyzjach prezydentów USA, które wzmogły CHCIWOŚĆ banków”. Otóż w Kanadzie stosowano (i nadel się stosuje) stanowcze regulacje odnośnie warunków udzielania kredytów na zakup domu czy mieszkania, podobnie zresztą dla biznesów. W USA władza pozwalała bankom na wiele więcej, wręcz zachęcała systemem gwarancji i ekspansji rynku kredytów hipotecznych. Do tego prawo podatkowe daje natychmiastowy odpis od dochodu w wysokości procentu od tego kredytu. Ponadto polityka niskiego procentu The Fed Greenspana nakręcała tę bańkę. Bankami można sterować stosując parametry makroekonomiczne, tj. polityki piniężnej oraz rozliczne regulacje. Można to oczywiście nazwać wzmożeniem chciwości, ale po co? Aby skorzystać z prawa do przesady w wypowiedzi publicznej?

    Krótko mówiąc: kowal zawinił, cygana powiesili. „Chciwe banki” cyganem? – też nie najlepiej może się kojarzyć. Ale z dwojga złego, chodzi o jasność przekazu nt. relacji między działania systemu bankowego i polityki państwa. Nie piszę TJowi o cyganach, bo może uznać, że to chwyt poniżej pasa. ;)

  127. Cyganem „chciwe bank”, kowalem politycy USA

    Oczywiście z największym zapałem „wiesza się cygana”, albo „psy na chciwości koncernów i banków”, właśnie w Polsce. Bo nie w USA, gdzie ruch oburzonych nie wzniecił rewolucji.

    W Polsce chce się wykazać, że kapitalizm jest niemoralny, bo nagradza chciwość, a America – niech jej bóg błogosławi, he-he – jest po*rdolona. Film Margin Call (pol. „Chciwość”) ukazuje wypaczenia systemu, podważa sens niebotycznie sprośnych zarobków, gdy popełnia się błędy w korzystaniu z modeli ryzyka – i dobrze. Ale faktem pozostaje, że ta sytuacja została stworzona przez administrację rządową. Ryzyko MBSów (instrumentów, które bank nagromadził w ciągu wielu miesięcy operowania, w nocy się zorientował, że ryzyko przekracza normy i przez następny dzień sprzedał per saldo ze stratą, stworzył rząd. Bank inwestycyjny, ten albo inny, pęknięcie tej bańki spowodowałby w imię własnego interesu. Tak jak rynki w końcu stwierdziły, ktoś może argumentować, że za późno bo nie były wystarczająco ostrożne ze swoimi lokatami, czyli „chciwe”, że Grecja jest bankrutem. Albowiem politycy greccy i całej unii już dalej tej farsy z odpowiedzialnością budżetową dalej nie pociągną. Krótko mówiąc, tzw. „chciwość banków”, czyli ich dbanie o własny interes, najpierw rozkręciły akcję kredytową, a potem doprowadziły do krachu, bo dalej jej nie można było ciągnąć ponad stan. Polski kowal od polityki bankowej nie zawinił, może nad tym ubolewają krytycy rządu polskiego.

  128. @telegraphic observer, 16:26
    Psa drap, ale pisz!
    Bez Ciebie blogi Polityki straciłyby siłę przyciągania.
    Jeśli chwilowo straciłem ochotę do sporów z Tobą, to tylko dlatego, że muszę odpocząć, zebrać siły i wtedy zobaczysz…
    Ściskam w pasie.

  129. Napisałem w pędzie – banki dbały o własny interes, najpierw rozkręciły akcję kredytową, a potem doprowadziły do krachu, bo dalej jej nie można było ciągnąć ponad stan.

    Aha, mamy go, z „chciwości” rozkręciły kredyty, skubaniutkie.
    Ale w ten sposób wykonywały zalecenia biur politycznych od Brukseli, Berlin, Paryż pod Rzym, Ateny i Dublin – wyjaśniam. Pisze w newsweeku psycholog-zakonnik-publicysta Szymon Hołownia o niechybnym końcu świata w roku 2012:

    Nie zauważyliśmy, jak pod bokiem wyrósł nam w tym czasie nowotwór chciwości. Jak pieniądz z czegoś, co było funkcją ludzkiej chęci zmieniania świata, stał się bytem samym w sobie, który ma moc dawać i odbierać ludziom nadzieję i życie. Bogacze deklarują, że 2012 r. przesiedzą na swoich miliardach, wypatrując kataklizmu.

    Wybornie. „Chciwość” zatacza coraz szersze kręgi. Należy ją operacyjnie usunąć, wszelkie przerzuty rediologicznie „wypalić”, cały organizm poddać chemoterapii. Bo banki pożyczają tłustym Niemiaszkom na ujemny procent, a biednym Grekom, Włochom i Hiszpanom na procent iście lichwiarski, gdy są w potrzebie, zamiast robić odwrotnie. Albo siedzą na swoich miliardach nie pożyczając potrzebującym, czekają na kataklizm. Co bankami kieruje? Cóż może być innego – chciwość. Wypalić ją!

    Istotnie nie ma polemicznego sporu z TJem o chciwość. Jest co najwyżej pogaduszka o tym, co to słowo znaczy, i kiedy można je używać. Jak to w polskich dyskusjach bywa, od słowa do awantury. Polacy boją się kryzysu – tak wynika z badań. Co robić? Wtrąca się amerykański mądrala ze swą nieproszoną radą:
    http://wyborcza.biz/biznes/1,109170,10945170,Barry_Eichengreen__Europe_s_Vicious_Spirals.html

  130. Brytyjska organizacja Open Europe zrobiła zestawienie kosztów unijnych prezydencji różnych krajów. Wynika z niego, że polska prezydencja była najdroższą w historii UE.

    Popatrzmy:

    Prezydencja:

    Polska w 2011 r. 115 mln euro
    Węgry w 2011 r. 81 mln euro
    Belgia w 2010 r. 74 mln euro
    Dania w 2002 r. 52 mln euro
    Szwecja w 2009 r. 42 mln euro

    Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=2700.from1326299962#new

    Może ktoś ma możliwość sprawdzić te dane?

  131. staruszek
    11 stycznia o godz. 16:55
    Dziekuje takze za wyjasnienia. Przyznaje, nie wiem co to jest czy sa :”Manewry w walce „skrzydło w skrzydło”, aktywność dopalacza, nasza pozycja wobec wiązki namiarowej ” czy tez „nadążność telekonferencji”. O teorii chaosu slyszalem ,jednak nie zajmowalem sie nia (chyba przez lenistwo ;-) ). Tym nie mniej wpis przeczytalem z zainteresowaniem.

  132. telegraphic observer
    11 stycznia o godz. 20:31
    „Istotnie nie ma polemicznego sporu z TJem o chciwość. Jest co najwyżej pogaduszka o tym, co to słowo znaczy, i kiedy można je używać. Jak to w polskich dyskusjach bywa, od słowa do awantury. „
    Mój komentarz

    Z mojej strony EOT. Zauważam jednakże, że podkręcasz niepotrzebnie emocje, jak np. powyżej refleksją, „jak to w polskich warunkach bywa, od słowa do awantury”.
    Jaka awantura?

    Pzdr, TJ

  133. Rezydencja była droga, bo u nas obowiązuje zasada zastaw się a postaw się, a dodatkowo takie ekstra wydatki są idealnym sposobem na dorobienie paru złotych przez znajonych

  134. OK. Polska prezydencja była droga, ale czy przypadkiem te różnice cen ( o ile dane są wiarygodne) nie mają zwiazku z recesją? Nie znam sie na tym, po prostu pytam.

  135. staruszek,

    czy Pan nie pracował przypadkiem w ITWL-u ?
    pozdrawiam

  136. A propos Owsiaka: nie mam nic do gościa osobiście, ale sens tej akcji jest już od dawna niejako bez sensu. Tutaj to dokładniej wytłumaczone:
    http://typnegatyvny.blog.pl/dzis-oczywiscie-o-wosp,15599940,n

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane *.

*


*