Tryptyk

ASPIRACJE TUSKA
Grzegorz Schetyna i Zbigniew Chlebowski swoimi wypowiedziami na temat aspiracji prezydenckich Donalda Tuska oddają swojemu szefowi niedźwiedzią przysługę. Powinni kategorycznie odmawiać komentarzy w tej sprawie. Utrzymywać, że „w tym temacie nie posiadają żadnej wiedzy”. Wiadomo, że aspiracje prezydenckie mogą być przeszkodą w dobrym sprawowaniu funkcji premiera. Jeżeli Donald Tusk jako premier będzie unikał niepopularnych decyzji, jeśli będzie kluczył, jeśli nie będzie się chciał nikomu narazić (rolnikom bo KRUS, górnikom, lekarzom, nauczycielom, Kościołowi bo religia) – ponieważ każdy głos się liczy, to może zaszkodzić Platformie, sobie samemu i nam wszystkim.

Chciałoby się powiedzieć: „Panie premierze, proszę zapomnieć o prezydenturze, opozycja i media będą Panu o niej ciągle przypominać, na to nie ma rady, ale Schetyna i Chlebowski – po cóż oni wdają się w takie dyskusje?” Czy mało jest w Polsce spraw ważniejszych niż sen o prezydenturze? Platforma jest w tej dobrej sytuacji, że ma kilku kandydatów do najwyższego urzędu (Tusk, Komorowski, Sikorski), poza tym może wysunąć inną, jeszcze lepszą kandydaturę z poza własnych szeregów, więc przedwczesne „prawybory” mogą być zarzewiem konfliktu. Moja rada: Przez najbliższe dwa lata ani mru mru na ten temat.

SZKOŁA MARCINKIEWICZA
Jeszcze trzy sprawy na marginesie wczorajszego dnia. Szkoła Marcinkiewicza i Gowina dla polityków – popieram każdą inicjatywę edukacyjną, pod warunkiem, że nie będzie subwencjonowana przez państwo i Unię Europejską pod pretekstem wiercenia w ziemi i poszukiwania ciepłego źródła euro, tak jak pewna uczelnia w Toruniu. Sądząc po nazwiskach inicjatorów oraz pierwszych życzliwych komentarzach (Marcinkiewicz, Gowin, Rokita, Religa, J. Kaczyński), będzie to uczelnia, czy studium w Akademii Europejskiej, o charakterze prawicowym, ale mniejsza o to, przede wszystkim liczy się poziom, a nie kierunek. Jeżeli będą dobrze nauczali historii, ekonomii, geografii, stosunków międzynarodowych etc., to daj im Boże zdrowie. Może przygotują lepszą kadrę niż pp. Putra, Ziobro, Kuchciński, Giertych, Kurski i inni. Mieć kulturalną, wykształconą prawicę – każdy by chciał. Może to zdopinguje i lewicę do założenia jakiegoś latającego uniwersytetu?

Na razie lewica pokazała w Internecie film o wiarołomstwie Donalda Tuska w sprawie Karty Praw Obywatelskich – obiecywał, miał za złe premierowi Kaczyńskiemu, a jak doszło co do czego, to nie podpisał. Ten film też popieram (chociaż muzyka okropna). Mieści się w granicach działań opozycji. Co prawda Donald Tusk tłumaczył, dlaczego na razie Karty nie podpisał, ale znając premiera nie możemy być przekonani, że do tej sprawy wróci.

KSIĄŻKA GROSSA
Wreszcie sprawa trzecia – nowa książka Jana T. Grossa „Strach” o antysemityzmie w Polsce. Książki jeszcze nie czytałem, ale obejrzałem wczoraj w TVN rozmowę T. Sekielskiego z historykiem, drem Pawłem Machcewiczem oraz z publicystą Konstantym Gebertem. To była dobra rozmowa. Była widoczna różnica zdań. Gebert bliższy był tezom Grossa o polskim antysemityzmie, mówił np. o tym, że Kościół nie potępił pogromu kieleckiego, dr Machcewicz, choć uważa tamte wydarzenia za haniebne, rozumie uwarunkowania, w jakich działał kardynał Hlond, który miał usta zasznurowane, nie mógł potępić przemocy wobec Polaków, AK-owców, patriotów, milczał więc i w sprawie mordów na Żydach. Dla Geberta – nie było to żadne alibi. Dla Machcewicza Gross posuwa się zbyt daleko w interpretacji, nie daje tła historycznego, używa zbyt radykalnego języka.

Była to dyskusja na poziomie, aczkolwiek w swoim gronie wykształciuchów i dobrze, że książka Grossa ją sprowokowała. A że „Strach” wywoła kolejną pukawkę, odezwą się narodowi patrioci, którzy mają fioła na punkcie „polakożerców”, czyli „katoendencja” – jak ich nazywa Gross, a z drugiej strony ludzie, których nic do Polski i do Polaków nie przekona – na to nie ma lekarstwa. Gdybyśmy mieli z obawy przed nimi unikać mówienia o sprawach bolesnych i wszystko owijać w bawełnę, to nie można by było spojrzeć prawdzie w oczy. A prawdę każdy widzi trochę inaczej. Jak powiedział Machcewicz – fakty nie budzą kontrowersji, tylko ich interpretacja. Jest to i tak znaczny postęp, bo kiedyś w kwestii pogromów spierano się o fakty.