Daniel Passent opowiada o swoim niezwykle bogatym życiu. Spacer zaczyna się od wstrząsającego opisu dzieciństwa: żydowskie dziecko przechowywane podczas wojny w „szafie” u polskiej rodziny. I paradoks: on uratowany, a jego rodzice zadenuncjonowani przez Polaków i zamordowani przez Niemców. Po wojnie zaczyna się w życiu Passenta dobra passa. Świetne wykształcenie, światowe życie, ciekawe spotkania, wielka miłość z Agnieszką Osiecką. O tym wszystkim opowiada z właściwą dla siebie swadą i autoironią. Książka jest pełna anegdot o ludziach, z którymi Passent pracował, przyjaźnił się, spotykał. A było ich morze: od wielkich polityków, po pisarzy, artystów, sportowców. Jest też szczerym rozliczeniem życia: przyznaniem się do błędów, ale też obroną wyborów moralnych. W biografiach wydawanych w Polsce nie było jeszcze tak szczerego rozliczenia.
Tak o książce mówi sam Passent: Kiedy pięć lat temu urodził się mój wnuk, Kubuś, rozpłakałem się ze szczęścia. Dostałem od życia wszystko. Pora na rachunek. W gazetach pełno jest ludzi, którzy wystawiają rachunki innym. Własnych nie regulują. Ja uważam, że czas się pakować. Od pewnego czasu Agnieszka Osiecka miała w swoim pokoju małe zielone pudełko, a w nim najważniejsze dokumenty – metrykę urodzenia, zaświadczenie z banku, akt własności mieszkania. Ta książka to moje zielone pudełko.
Daniel Passent, Jan Ordyński – „Passa”
Wydawnictwo Czerwone i Czarne, oprawa miękka, 450 stron
Cena: 39.90 PLN, przejdź do Sklepu Polityki
18 lutego o godz. 9:26
Szanowny Panie Danielu. Należę do czytelników „Polityki”, którzy rozpoczynają jej lekturę od Pańskiego felietonu (od wielu lat). Z ogromną przyjemnością czytałam „Passę”. Cieszę się, iż zechciał Pan opowiedzieć czytelnikom o swym niewątpliwie ciekawym życiu w sposób bardzo szczery. Dziękuję.
14 marca o godz. 9:27
Panie Danielu, bardzo dziękuję za książkę „Passa” – dzięki niej parę bezsennych nocy mogę uznać za udane. Jeden fragment trochę mnie zaskoczył. Chodzi mi o paskudny tekst pana Zanussiego. Pisze Pan, że nikt z „Polityki” na niego nie zareagował, a tymczasem pamiętam, że zareagował pan Ludwik Stomma i była to reakcja bardzo ostra. No, chyba że z moją pamięcią jest już bardzo źle alboo też czegoś nie zrozumiałam. W każdym bądź razie mam pretekst, żeby do Pana napisać i zapewnić o swoim wielkim szacunku i uznaniu dla Pana. Wszystkiego dobrego.
17 kwietnia o godz. 18:59
Kupiłem (dzięki programowi Kuby Wojewódzkiego – no tak pan nalegał
Jeszcze nie zacząłem czytać.
7 maja o godz. 9:44
Ja także kupiłam Pana książkę po obejrzeniu programu Kuby Wojewódzkiego, przecztałam ją jednym tchem, a potem długo myślałam o tym co przeczytałam.
Chętnie kupiłabym Pana książkę o czasie gdy był Pan ambasadorem w Chile.
Pozdrawiam.