Samobóje PiS

Największym sojusznikiem opozycji jest Prawo i Sprawiedliwość. Opozycja jest dość niemrawa, ale pracuje na nią PiS. Kolejne porażki władzy są zasługą obozu rządzącego – opozycja nie musiała ruszyć palcem w bucie, wystarczyło nie przeszkadzać.

Od ponownego wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej po ostatnie rewelacje dr. Berczyńskiego, który „wykończył” caracale, rząd kroczy od potknięcia do potknięcia.

Samobój nr 1: Trudno wyobrazić sobie większą głupotę niż zaangażowanie Polski przeciwko polskiemu przewodniczącemu i piruety z Saryuszem-Wolskim (przez krótki czas przed głosowaniem oficjele mówili zawsze „doktor” Saryusz-Wolski, ale po wyborach już o doktoracie zapomnieli).

Polska dyplomacja (bo wyczyny PiS idą w świecie niestety na konto Polski) ośmieszyła się, poniosła sromotną porażkę, usiłując przedstawić ją jako sukces (triumfalne powitanie premier Szydło na lotnisku w Warszawie). Oni mają ludzi za głupków. Gdyby minister Waszczykowski kierował się honorem, to natychmiast złożyłby rezygnację. Mimo upokorzenia kurczowo trzyma się jednak władzy.

Dlaczego do tej kompromitacji doszło? Dlatego, że w elicie rządzącej panuje strach. Zwykły strach. Nikt, powtarzam, nikt, żaden z utytułowanych mądrali, PP. Szczerski czy Waszczykowski, a także premier Szydło i prezydent Duda, nie miał zwykłej odwagi ostrzec prezesa Kaczyńskiego przed kompromitacją. Albo to są amatorzy, którzy nie mieli rozeznania, albo ludzie mali duchem, którym nie starczyło odwagi.

A prezes nie bardzo ma kogo za wpadkę ukarać, bo to przecież jego własna nienawiść do Tuska kierowała tymi ludźmi. Klęska 27:1 spowodowała spadek poparcia dla PiS, tym bardziej bolesny, że nawet najbardziej karkołomne interpretacje nie zmieniają wymowy liczb. Wynik poszedł w świat.

Samobój nr 2: Obsesja smoleńska jest dla PiS coraz bardziej kosztowna. Tusk i Smoleńsk (czyli znowu Tusk) to główne motywy postępowania prezesa i jego partii. Po ponad roku pracy podkomisja MON do sprawy ponownego wyjaśnienia katastrofy wydała z siebie kolejną hipotezę: wybuch kilku małych ładunków bomby termobarycznej, której nikt nie widział, nie słyszał, ani nic jej nie zarejestrowało. Nawet specjalny film propagandowy kończy się znakiem zapytania.

Prezes Kaczyński zapewnia, że hipoteza jest prawie pewna, ale jednak „prawie” nikt nie chciał się podpisać w stu procentach pod teorią wybuchu. Więc PiS gra na czas. Wysłano próbki do laboratoriów zagranicznych, zaangażowano prokuratora z Argentyny, ciągle coś dorzuca się do ognia smoleńskiego, byle tylko nie zgasł, byle najbardziej oddani wyborcy mogli się przy nim ogrzać.

A do tego dojdą pomniki na Krakowskim Przedmieściu, filmy, wystawy, miesięcznice – wszystko, byle był ruch wokół Smoleńska. Przemianowanie Krakowskiego Przedmieścia na Smoleńskie Przedmieście jest tylko kwestią czasu. Na trudne pytania wokół innych hipotez – o mgłę, o celowe sprowadzenie samolotu przez kontrolerów ruchu, o zamach – odpowiedzi się nie doczekamy.

Chyba, chyba że przewodniczący podkomisji, dr Wacław Berczyński, znów coś palnie. Zaufany Macierewicza powiedział, że to on zniszczył caracale, które Polska miała już prawie kupić. Berczyński wrzucił granat w szambo. Albo powiedział prawdę, wtedy okazałoby się, że to on zatrzymał caracale, a nie żaden przetarg. Wielomiesięczne negocjacje Polska – Francja byłyby fikcją, nie szło o żaden – zbyt mały, zdaniem strony polskiej – offset, ale o opinię dr. Berczyńskiego, który w międzyczasie został pełnomocnikiem min. Macierewicza do spraw helikopterów i przewodniczącym rady nadzorczej zakładów lotniczych w Łodzi.

Czyli osobą jak najbardziej oficjalną. Ba, jest przewodniczącym podkomisji MON ds. Smoleńska. MON w specjalnym oświadczeniu zdementował to, co Berczyński powiedział na temat caracali. Kto mu teraz uwierzy w sprawie Smoleńska? Kolejny ból głowy Macierewicza i Kaczyńskiego. A opozycja zbiera owoce.

Samobój nr 3: Misiewicz. Trwająca pół roku zabawa w Misiewicza osłabiła Macierewicza, bo jednak jego pupil w końcu wyleciał z hukiem, osłabiła premier Szydło, bo Macierewicz nic sobie nie robił z jej zapewnień, że sprawa jest zamknięta, osłabiła Brudzińskiego i innych, którzy z dnia na dzień rozczarowali się do Misiewicza, osłabiła prezesa, z którego Macierewicz sobie kpił, wreszcie osłabiła PiS, pokazując (zaraz po rozgrywce o posadę prezesa Rady Nadzorczej PZU), jak panowie sobie wyrywają stanowiska i idące w ślad za nimi pieniądze w spółkach Skarbu Państwa.

Samobój nr 4: Cała seria wypadków samochodowych („zdarzeń drogowych” w oczach życzliwej prokuratury) z udziałem dygnitarzy IV RP – kosztownych i dotychczas niewyjaśnionych – nie pasuje do władzy, którą – jak zapewniała premier Szydło – miały cechować pokora, służba i jeszcze raz pokora.

W sumie Prawo i Sprawiedliwość przegrywa same z sobą. Nawet prezydent Andrzej Duda zaczął mieć wątpliwości dotyczące „demokratyzacji” (czytaj: aneksji) Krajowej Rady Sądownictwa . Jeżeli nie jest to żadna „mgła belwederska”, tylko prezydent zechce w końcu podnieść głowę, to będzie znaczyło, że bramka prezesa jest oblężona i grozi mu samobój strzelony przez środkowego obrońcę, Andrzeja Dudę, a asystę zaliczy Zbigniew Ziobro.

Zaproszenie
Joanna Miziołek („Wprost”), Adam Szostkiewicz (POLITYKA) i Bartosz Węglarczyk (Onet) będą naszymi gośćmi w Radiu TOK FM we wtorek, 18 kwietnia, o godz. 20.05.