Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

29.06.2006
czwartek

Ja rzucam myśl

29 czerwca 2006, czwartek,

Autorem powiedzenia „Ja rzucam myśl, a wy go łapcie” nie był  (jak pisał wczoraj w  tym miejscu „De Mode”) Zbigniew Czarzasty, lecz Roman Werfel, jeden z czołowych ideologów PPR, a później PZPR, wieloletni redaktor naczelny „Nowych Dróg” – organu teoretycznego partii. Dał on się poznać jako partyjny sztywniak; marksizm, a nie polszczyzna,  był jego najmocniejszą stroną.

Nie mam do „De Mode” zbytnich pretensji o to, że myli Romana Werfla z Czarzastym. Dobrze, że nie pomylił go z austriackim pisarzem Franzem Werflem (ur. 1890), którego sztuka „Jacobowski i pułkownik” była w Polsce grana, bo to dawne dzieje. Ja sam – zanim nie sprawdziłem – sadziłem, że „Ja rzucam myśl, a wy go łapcie” powiedział Paweł Hofman – inny intelektualista partyjny, w latach ’50. kierownik Wydziału Kultury KC PZPR, później redaktor naczelny „Nowej Kultury”. Hofman był znacznie mniej dogmatyczny i bardziej wyrafinowany od Werfla. Jako redaktor „Nowej Kultury” wziął na siebie w 1955 r., na przednówku „odwilży”, druk słynnego później „Poematu dla dorosłych” Adama Ważyka, w którym awangardowy i lewicowy poeta rozlicza się ze stalinizmem.  Ten poemat to była prawdziwa rewolucja, na jego temat obradowało Biuro Polityczne. Towarzysz Ważyk zdradził! Jak do tego doszło –  polecam „Mój wiek”,  rozmowy Czesława Miłosza z Ważykiem. Kierując poemat do druku, Hofman powiedział: „Ja wiem, jak to się skończy – byłem kuchcikiem w tej kuchni” (to jest w komunie). Hofman to był człowiek na poziomie, zabierał redaktorów na koncerty i kiedyś powiedział refleksyjnie do siedzącego obok KTT (który mi to opowiadał): „Ale my jesteśmy gnomy przy tym Haendlu”, co wskazuje, że jednak znał miarę. Zygmunt Kałużyński nazywał go Lord Paradox – postać, która występowała w „Myślach ludzi wielkich, średnich i psa Fafika”, w nieocenionym kiedyś „Przekroju” za czasów twórcy jego wielkości, Mariana Eile.

Może ktoś zawiedziony zapyta, po co  te wspominki, więc odpowiem: ponieważ  dziś króluje nowe pokolenie, które nie odróżnia Czarzastego od Werfla, a Werfla Romana od Werfla Franza, trzeba więc nieść kaganek oświaty. Roman Giertych was tego nie nauczy – toć to młokos, a  nie żaden erudyta, zaś  historycy nowej generacji są zajęci teczkami. Jeżeli chcecie wiedzieć, co się działo, kiedy Was nie było na świecie, a my już byliśmy – czytajcie pamiętniki. Ja teraz czytam „Wspomnienia” Władysławy Jaworskiej – wybitnej historyczki sztuki, największej znawczyni Tadeusza Makowskiego i jego malarstwa, która świetnie opisuje m.in. jak Sowieci w 1942 r. usiłowali jej rodzinie skonfiskować odbiornik radiowy, przez który słuchali  BBC, jak po wojnie, jako pracownica MSZ, jeździła do Szwecji, a później – jako historyk sztuki –  do Francji, gdzie odnalazła dzienniki Makowskiego, które opublikowała w Polsce w 1961 r. Kilka dni temu skończyłem lekturę wspomnień Wojciecha Zabłockiego  („Walczę,  więc jestem”) – architekta, mistrza świata w szabli, człowieka Renesansu, którego kariera – podobnie jak pani prof. Jaworskiej – przypadła na ’50. Jak to było możliwe? Czytajcie wspomnienia, żeby wiedzieć, że świat nie zaczął się od Czarzastego i na nim się nie kończy. Żeby nie pochłonęły nas bez reszty jałowe często spory polityczne lewica – prawica, golono – strzyżono.

A poza tym piszę o tym, ponieważ „Ja rzucam myśl, a wy go łapcie” to esencja tego, co  powinien robić felietonista i autor bloga.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 42

Dodaj komentarz »
  1. Pamiętniki wydawały mi się zawsze czymś nudnym. W dodatku ile w nich kreacji, autokreacji, czy wręcz pisania pod publiczkę? Które z pamiętników uznałby Pan za najciekawsze i najbardziej wiarygodne? 

  2. Bernardzie ! ,powtarzam ( ostatnio ,do tekstu łze -elity -dzis rano ) jest pan nudny.

  3. Bernardzie,

    swego czasu Konwicki (przeszłościowo „nieczysty”, ale…) stwierdził, że może go teraz „dopaść każda menda, którą ktoś przypadkowo począł dziesięć lat za późno, i wyr***ać bezwstydnie na oczach rozbawionej gawiedzi”.

    Powiedz, Twoja „nieznośna lekkość bytu” opiera się jedynie na tym, że uszedłeś próbom ognia wszelakim, boś urodził się w „bezpiecznym teczkowo” czasie?

    Stalinizm upadlał większych, za przeproszeniem, od Ciebie, dlatego Twój głos w „rzeczonej kwestii” jest co najmniej nie na miejscu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowni Panowie,
    nie zamierzam nikogo „wyru**ać”, ani publicznie, ani prywatnie. Po prostu pytam. To że ktoś wystąpił o czymś świadczy, to że ktoś nie występował – jeszcze o niczym nie przesądza. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie.

    pozdrawiam
    Bernard

    PS
    fiksacja, fiksacja i wiadomo co.

  6. Dorzuciłabym tu jako lektury również wywiady-rzeki. Np. wywiad p.Torańskiej z Jarosławem K.
    W tym celu jednak trzeba poprostu czytać. Co w łapy wpadnie. Dzięki temu Bernardzie można zweryfikować autoreklamową beletrystykę pamiętników. Ale ty jak widać wolisz gotowce i stąd takie pytanie do Autora blogu.
    ” ….idź ty raczej koziołeczku
    szukać swego Pacanowa…..”

  7. Ja zaczynam lekturę wspomnień od ‚Dzienników politycznych’ M.F. Rakowskiego. A potem zobaczymy, może złapię myśl autora bloga i sięgne po jego propozycje.
    pozdrawiam .

  8. Wywiady-rzeki, alfabety, kontr-alfabety to jednak całkiem inna para kaloszy. Wiadomo o co chodzi. Sprawa jest klarowna, nie ma tu złudzeń. Ale pamiętniki, zwłaszcza te w zamierzeniach szykowane do druku – jakoś nie dowierzam autorom. I jeszcze jedna rzecz, pamiętniki publikowane w czasach PRLu musiały przejść przez sito cenzury. Autorzy musieli więc swoje wspomnienia „modernizować”, tak aby czytelnicy się domyślili, a cenzorzy przepuścili. Dzisiaj może być już to nieco nieczytelne.

    Ps
    fiksacja, fiksacja, wiadomo co

  9. Ciekawe jak autorzy pamiętników radzili sobie z cenzurą. Czy cięte były tylko wątki polityczne, czy też obyczajowe?
    Ps
    nieznośna lekkość wolności słowa…

  10. Błądzisz Bernardzie. No cóż, błądzić jest rzeczą ludzką

  11. Panie Danielu!
    Jak się chce pouczać warto wcześniej sprawdzić. Cz. Miłosz przeprowadził wywiad z Aleksandrem Watem pt. „Moj wiek”.
    Pozdro od młokosa

  12. Wyrażnie nie ma szans na wyciszenie się tego blogoqwiska, maszynka zaczęła napędzać się sama.

  13. Doskonałe są pamiętniki i felietony Słonimskiego, bardzo wszystkim polecam. Podobno niezłe są również pamiętniki Lechonia, ale ciągle jakoś do nich nie dotarłem. Wybory felietonów z lat minionych też bywają ciekawe – ja osobiście czytałem zbiorki pana Passenta (wyszperane po antykwariatach) i równolegle felietony Jerzego Urbana (jako Kibic, Jan Rem i pod własnym nazwiskiem, chyba jeszcze jako Klakson). Świetnie mi się czytało zwłaszcza polemiki jednego z drugim.

    Także podpisuję się pod tym wpisem, panie Danielu – o wiele lepiej czytać pamiętniki, niż gazety codzienne. Poziom kwasu w żołądku mniej się podnosi.

  14. A Sceptyk bezcenny
    dziś – jak co dzień – ocenny…

  15. Drogi Panie Danielu.
    Dostało mi się od Pana – i słusznie – ale poczytuję to sobie za wielki zaszczyt, gdyż: po pierwsze – żebym ja mógł sobie poczytać Pan zechciał moje wynurzenia przeczytać, a po drugie – mój nieporadny wpis posłużył Panu jako pretekst do rozważań ogólniejszej natury (i przy okazji podzielenia się, nie tylko ze mną, swoją wiedzą o czasach zamierzchłych), a nie był jedynie wycieczką ad personam.
    Chcę się jednak jakoś wytłumaczyć. Napisałem: „(słynne: ‚ja rzucam myśl a wy go łapcie’ – przypisywane tow. Czarzastemu – nie, nie temu)” mając na myśli wysokiego ongiś rangą dygnitarza partyjnego (bodajże I sekretarza KW PZPR w Słupsku), a nie byłego sekretarza KRRiT i działacza stowarzyszenia „Ordynacka”. Zanim się od Pana dowiedziałem jak było na prawdę z tym „rzucaniem myśli” byłem przekonany, że autorem tego powiedzenia jest właśnie ów były dygnitarz. A ponieważ nie byłem w stanie odtworzyć na podstawie jakiego źródła mam to swoje przekonanie (przeczytałem gdzieś, nie pamiętam gdzie i kiedy dokładnie, ale dawno temu) – użyłem sformułowania, że słowa te „przypisywane są (czy też były kiedyś – przyp. mój Dm) tow. Czarzastemu”. Tak, czy inaczej wyszło, że i ja mu te słowa przypisuję.
    Nawiasem mówiąc, jestem z pokolenia (rocznik ’54), które „Nowe Drogi” czytywało, więc Romana Werfla z Czarzastym (niestety, nie znam imienia)mylić nie powinienem. Nazwisko redaktora naczelnego „ND”nie utkwiło mi jednak w pamięci. W ogóle niewielu szefów redakcji z tamtych czasów byłbym w stanie wymienić. Wśród nich jednak zawsze M. F. Rakowskiego. Zastanawiam się nieraz czy MFR zajmie kiedykolwiek należne Mu miejsce w historii Polski? Raczej wątpię, ponieważ – jak Pan słusznie zauważył – „historycy nowej generacji są zajęci teczkami” i dla nich to nie Historia lecz polityka (nomen omen) magistra vita est.
    O pożytkach płynących z czytania wspomnień (jak i z czytania w ogóle) jestem przekonany podobnie jak Pan. „Walczę, więc jestem” Wojciecha Zabłockiego – zachęcony Pańskim felietonem w ostatniej „Polityce” – właśnie zacząłem czytać. Do „Wspomnień” Władysławy Jaworskiej też z przyjemnością sięgnę. Pora luki w wiedzy i pamięci nadrabiać. 🙂
    Do tego także Pański blog wyśmienicie się nadaje. Proszę „rzucać” jak najwięcej.
    Pozostaję z niezmiennym szacunkiem
    Pański Dm

  16. Poniewaz czytam pamietniki z wielka zachlannoscia, wiem, ze „Moj wiek” to spisane rozmowy Czeslawa Milosza z ALEKSANDREM WATEM (wlasciwe nazwisko A Chwat), a nie z Adamem Wazykiem, jak przez pomylke Pan Daniel napisal 🙂

    A co do Romana Giertycha, erudyta z niego zaden, ale belfer moglby byc jak sie patrzy, sadzac po tym, jak przepytywal dziennikarzy i uczniow z dat z naszej historii. A skoro tak, kto smie teraz powiedziec, ze nie nadaje sie na ministra edukacji? 🙂

  17. Bardzo ucieszył mnie dzisiejszy wpis Pana Daniela, ponieważ mam teraz wspaniałą okazję nadrobić zaległości i poczytać sobie coś dla tzw. przyjemnosći (trudno nazwać czytanie ustaw, szczególnie tych nowszych i komentarzy do wszelakich kodeksów „przyjemnością”), a poza tym rozpoczęłam wakacje małym wypadkiem, który niestety uniemożliwił mi sprawne poruszanie na jakiś czas 🙁 , więc naprawdę BARDZO CHĘTNIE sięgnę po zaproponowane przez Pana Redaktora pozycje.

    Jeśli chodzi o wspomnienia to bardzo lekko i przyjemnie czytało mi się „Niedemokratyczne wspomnienia Eustachego Sapiehy” (mam nadzieję, że nie przekręciłam tytułu, ponieważ egzemplarz ten mam w Krakowie, a jestem obecnie na wsi zielonej, lipą i poziomkami pachnącej).

    Czekam z utęsknieniem na kolejne propozycje i serdecznie pozdrawiam!!!

  18. My tu głównie o Bernardzie, a przecież zasadniczo chodzi o felieton.
    Panie Danielu, nie uważam za kompromitujące włożenie w usta Czarzastego aforyzmu Werfla (bardziej rzuciło mi się kiedys w oczy wywodzenie pojęcia V Kolumny z wojny domowej w Hiszpanii), natomiast zwrócił Pan uwagę na niepokojące zjawisko publicznego posługiwania się półwiedzą, niedowiedzą, czy wręcz niewiedzą. My blogowicze nie musimy błyszczeć znajomością rzymskich paremii, gorzej jeśli nader powierzchowną orientację w temacie prezentują tzw. czynniki opiniotwórcze. Jak sądzę, dla większości obywateli podstawowym żródłem informacji o świecie jest publiczna telewizja. Od pewnego czasu jest to telewizja „tematyczna”. Zaglądając w rozkład państwowych i kościelnych świąt (co na jedno wychodzi) można z góry ustalić czym uraczy nas prezes Widstein (tak jak za komuny wiadomo było, że w listopadzie czeka nas przegląd filmów radzieckich). Problem w tym, że propagandową papkę preparują teraz kompletni ignoranci. Własnie mamy za sobą tydzień „czerwcowych rocznic”. Sposób przypominania o nich u młodego pokolenia może nie tylko wywołac odruch wymiotny, ale po prostu dokładnie zamieszać mu w pale. Nie chodzi tu nawet o emitowanie gniotów w rodzaju „Czerwca 56” Bajona, czy „Krótkiego dnia pracy” Kieślowskiego, lecz o „wiedzę” jaka po takich rocznicach zostanie w głowach. Na aktualnej stronie „Polityki” mozna przeczytać, iż do dziś trwają w środowisku naukowym spory jak zakwalifikować poznański czerwiec (powstanie czy raczej nie). Środowisko jeszcze nie wie, że wczoraj późną porą ów spór jednoznacznie rozstrzygnął (w I programie TVP) dr Dudek z IPNu (wolę Dudka z Liverpoolu). Szczytem kpiny był sobotni (lub niedzielny, nie pamiętam) blok poswięcony robotniczym protestom w Radomiu. Młody i zangazowany człowiek miał co chwila „wejścia na żywo” w mniej więcej tym samym składzie rozmówców (świadków i uczestników pamietnych wydarzeń). Pod koniec dnia byłem juz w pełni świadom, że milicjanci posługiwali się w Radomiu pałkami o wadze 500 kilogramów, a za brutalne rozprawienie się z robotniczą bracią odpowiedzialny jest Mazowiecki (za kazdym razem wykrzykiwał to jeden z gości prowadzącego). Początkowo uznałem, że to lepsze od Latającego Cyrku Monty Pythona. Potem naszły mnie dość smutne refleksje.

  19. Drogi sceptyku
    chętnie bym Ci odpowiedział, ale nie mogę, nie mogę
    bo zabija mnie nieznośna lekkość wolności słowa.
    Ps
    i wiadomo co…

  20. Skoro zeszlo na wspominki o ludziach, to ja tez rzucam mysl, a wy go lapcie. Chodzi o redaktora Pilcha, ktory niedawno zegnal sie z czytelnikami Polityki. Niestety ci ostatni, chocby chcieli, nie mieli jak w miare szybko mu odpowiedziec, bo w wirtualnej „Polityce” trwa jeszcze remont. Ten blog jest jednym z niewielu otwartych obecnie kanalow komunikacyjnych, sprobujmy wiec go wykorzystac i przemycic Pilchowi po pare cieplejszych slow. Ja zaczne i miejmy nadzieje, ze Gospodarz zechce laskawie przymknac oko na ta kontrabande:

    Z czytaniem Pilcha bywa jak z piciem albo paleniem. U niektorych przechodzi to w nalog. Ale u innych jest to raczej jak obcowanie z piekna dziewczyna, albo wspanialym facetem. Najpierw oczu nie mozna oderwac. Potem przychodzi przyzwyczajenie, a z nim swiadomosc, ze wokol jest pelno innych cudownych facetek i facetow, na ktorych tez warto oko zawiesic. Dla pisarza zdecydowanie lepszym wariantem wydaje sie byc ten pierwszy. Dlatego poczatkowo chcialem Pilchowi zyczyc na pozegnanie samych nalogowych czytelnikow. Po namysle jednak nie moge mu nie zyczyc i tych niewiernych. Albowiem wyobrazam sobie, ze ich przemijajacy zachwyt jest dla pisarza jak ciete kwiaty dla kobiety, ktora wie, ze biedne zwiedna, jednak nie przestaje oczekiwac nastepnych.

  21. Panie Redaktorze,

    bardzo dziękuję za historyczne wspominki, gdyż jestem przekonany, że takie pyszne anegdoty („My gnomy przy tym Haendlu”) w pigułce oddają ducha czasów minionych i łatwiej zapadają w pamięć niż np. – przy całym szacunku – kolubryniaste eseje Pana Red. Michnika.

    Bardzo proszę o więcej tego typu wspomnień, to super odskocznia dla łże-debaty, jak Pan to ładnie ujął.

    Serdecznie pozdrawiam.

  22. „Walczę wiec jestem ” ,pamiętniki -prawdopodobnie nie przeczytam ,ale kilka dni temu w Programie autorskim pana Miecugowa „Inny punkt widzenia ” -TVN-24 Pan Wojciech Zabłocki w niezwykle interesujacy sposób przybliżył siebie jako sportowca i architekta . Przypomne, 1952 rok Olimpiada w Helsinkach On i drużyna bodaj Srebrny medal i potem lata sławy polskich szablistów .Oni w 1945roku mogli kończyć szkoly podstawowe lub jeszcze nie . Pan Zabłocki jest przykładem razem z wieloma innymi ,niekoniecznie sportowcami ,ze juz pierwsze pokolenie powojenne ścigalo sie z powodzeniem z życiem i jego rozlicznymi wysokimi progami .Wczoraj rocznica Poznania 56 roku . uszanowanie i czapki z głów przed Poznaniakami !!.Nie tylko jednakMartylologia wpisywała sie w te czasy choc niewątpliwie najczarniejsze to lata 1948-56 w Historii PRL .” Walczę wiec jestem ” Jesli kolejną cezurą niech bedzie 1989 rok i uwczesni absolwenci szkół podstawowych , Gdzie ONI dzisiaj są w Jakiej szczegolnej dziedzinie swiatowe osiągnięcia .-prawie pokolenie JPII ? pełna wolność i grupowa możliwość wybicia sie .Natomiast sporo chetnych „prokuratorów i sędziów ” czasów przeszłych i dzisiejszych .
    Z rozbawieniem sluchałem tych mlodych wilków komentujących (TVN 24) orzeczenie Sadu wsprawie Z.Gilowskiej . Wniosek im ,bardziej rzeczywistość odbiega od moich wyobrazen tym gorzej dla Niej .Szkoda ,ze występuję równocześnie nie znajomość procedur prawa ale dla tychpanów nie ma to żadnego znaczenia.

  23. Na metodologii uczyli nas, ze pamietniki to wazne zrodlo historyczne, ale przy korzystaniu z niego trzeba byc ostroznym, bo subjektywne (o ile w ogole historia moze byc obiektywna…).

    Metodologia to jedno, ale frajda z czytania pamietnikow to drugie, zwlaszcza gdy sa one pelne zakulisowych anegdotek i innych smaczkow, do ktorych maluczcy normalnie dostepu nie maja. Jesli przy okazji mozna sie z pamietnika czegos naprawde dowiedziec, to juz super bonus.

    Chyba najwieksze wrazenie zrobily na mnie pamietniki Speera. Najwieksze, bo oto opisano w nich do czego moze prowadzic slepy, bezrozumny, i bezduszny technokratyzm.

    Dobrze, ze ludzie pisza pamietniki, i ze robia to nie do szuflady, a do druku.

    Czytajmy pamietniki, ale uczmy sie jednoczesnie historii, w jakiej sa one osadzone, o ile to nas naprawde intresuje.

    Jacobsky

  24. No prosze, JERZOL na blogu Daniela Passenta.
    Na wirtualnej Polityce juz dosc dawno po remoncie i kto chcial mogl sie z Jerzym Pilchem pozegnac – co oczywiscie w dosc lzawy sposob, ale wybaczalny dla kobiety, zrobilam.
    Oczywiscie nie znaczy to, ze, za pozwoleniem Daniela Passenta, nie mozna tego zrobic na tym blogu. Pozegnan nigdy dosc.
    Czy nadal piszesz te swoje sliczne opowiadanka? Moze lepiej nie pytac, bo moze znowu, jak kiedys, zmyjesz mi glowe? Juz sie boje 🙂

    Widze, ze towarzystwo spod Pilcha przenosi sie pod blog Daniela Passenta. Jest nas tu juz dosc sporo(niektorzy pod zmienionymi nickami), co cieszy 🙂
    mysha_b

  25. Do wiadomości „sceptyka”

    Wypisałem ze słownika j. polskiego na http://www.wp.pl

    piąta kolumna,
    przen. określenie utajonych stronników wroga; pierwotnie użyte 1936 podczas hiszp. wojny domowej, gdy 4 kolumny armii F. Franco atakowały Madryt, a „piąta” (jego zwolennicy w mieście) miała dokonać dywersji od środka.

    Podrzucam bez żadnych podtekstów. Po prostu mnie się akurat V kolumna kojarzyła z wojną domową w Hiszpanii i gen. Franco. Postanowiłem sprawdzić i dzielę się świeżo nabytą wiedzą. Nie jestem pewien (muszę sprawdzić) czy jest to wypowiedź samego Franco, ale o ile pamiętam brzmiała tak: „Kiedy moje cztery kolumny maszerują na Madryt piąta już tam jest”
    Pozdrowienia

  26. Hej mysha_b, milo powitac. Wlasnie stwierdzilem, ze faktycznie juz po remoncie. Co to moze zrobic te 6 godzin roznicy, czlowiek jest normalnie niedoinformowany i daje plamy. Ale nic. Pozdrowienia dla pozostalych Pilchowcow. Pora wychodzic z ukrycia.

  27. Zglaszam swoje sceptyczne votum separatum. Rozumiem zarlocznosc, czy zachlannosc na pamietniki artystow, literatow i podbnych indywidua(lonosci), ale postacie polityczne, to pachnie plotkarstwem na zdrowym ciele historii. A wynika zapewne z przesady w przypisywaniu znaczenia Gomulce, Gierkowi, Bushowi, Hitlerowi, Churchillowi, Stalinowi, Brezniewowi, Hofmanowi czy Czarzastemu. Kazda taka postac jest odpowiedzia na wyzwanie historii, taka z grubsza jest moja inklinacyjna teza, aczkolwiek zapewniam, ze nie jestem heglista w kwestii ducha historii czy kultury. Chociazby Kaczynscy, przeciez byliby nikomu nie znanymi, zapomnianymi kanapowcami, gdyby nie padlo ich ziarno populistycznej retoryki na podatny grunt masowych zachcianek.

    W takim ukladzie, ze tak powiem, nie bardzo trafia do mnie wezwanie do czytania pamietnikow niemal wspolczesnych, po to aby one zblizyly nas do prawdy historycznej i wyzwolily z nalogu przewracania tych paciorkow: lewica-prawica, dobro-zlo, patriotyzm-zdrada, krysztalowosc-dranstwo, albo na odwrot. Rzecz jasna, wspomnienia pp. Jaworskiej i Zablockiego sa przyczynkiem, sa dykteryjka, moze na polskim rynku czytelniczym sa kompensata za brak solidnych powiesci, ale czy wystarcza za objasnienie i przestawienie perspektywy? Czy wystarczajaco rozczepia swiatlo z tamtych lat, aby tecza kolorow raz na zawsze odwrocila uwage od obrazu czarno-bialego?

  28. Panie Danielu, dzieki serdeczne za dwa ciekawe tytuly.Postaram sie jak najszybciej sciagnac z Polski!Zawsze uwielbialam czytac pamietniki i biografie.Z tymi ostatnimi wiaze sie taka mala anegdotka.W czasie studiow mielismy wypelnic anonimowa ankiete z filozofii.Miedzy innymi nalezalo napisac,jakie mamy zainteresowania itp.Napisalam,ze uwielbiam w/w gatunki.No i prosze sobie wyobrazic wywolalam na sali ogolny smiech!!!
    Do dzisiaj sie zastanawiam ,co moich kolegow tak rozbawilo!?

    Ps.A na wpomnienie Przekroju Mariana Eile,az mi sie lza w oku zakrecila.
    Gorace pozdrowienia.Ana

  29. Panie Danielu!
    Czy pan nie uważa, że to początek końca ery.Najpierw było odzyskanie
    MSZ potem MF później program oświatowyPiS czyli przeciw LPR i t.d.
    Następne bedzie rolnictwo potem wielkie panowanie ,póżniej wielkie bum i
    koniec.Pozdrawiam.

  30. Wiele nazwisk wymienione przez pana Daniela sa mi znane, jestem przeciez o rok starszy. Pamietniki MFR. czytałem , przeglądam od czasu do czasu dla przypomnienia , przy okazji innych tekstów. Ale mimo wszystko , mimo ,że wiele spraw znam, przezyłem, w niektórych wynurzeniach postawa p. Rakowskiego jest zbyt „anielska” Z pewnością retusz zapiskow byl. Ale nie mam pretensji. Fakty sa najwazniejsze. Szanuje p.Rakowskiego jako wybitnego poltyka. Ciekawe ,że za pogląd o jego wybitnej roli w dniach kryzysu, miałem sporo nieptzyjemności. Ale twardo obstawałem ,że byl jedna z najjaśnieszych postaci minionych czasów.Takie zdanie mam do dzisiaj.

  31. To słynne: ‘ja rzucam myśl a wy go łapcie’ ja uslyszalem po raz pierwszy, gdzies w latach 1950-tych jako ‘ja rzucam mysz a wy go łapczie’ – z zydlaczaca wymowa. (Przepraszam za brak polskich czcionek i za blahy przyczynek.)

  32. No to i moje trzy grosze:

    Leopold Tyrmand – Dziennik 1954

    Stefan Kisielewski – Dzienniki

  33. Oczywiście pamiętniki i biografie to ważny przyczynek do historii, który trzeba wszkże traktować z odrobiną soli bo pamięć, bo pamięć nie ta, a autorzy często koloryzują by we własnych nawet oczach wypaść ładnie. Jednak historia to nie tylko traktaty, układy podpisane i zerwane, ale również właśnie drobne smaczki, anegdoty i dychteryjki czasem lepiej obrazujące nastroje i w ogóle atmosferę panującą w czasach minionych niż solenne opracowania jajogłowych. Bywa też, że nudny z pozoru jajogłowy czy polityk odsłania w pamiętniku nowe, znacznie ciekawsze oblicze. Tak samo będąc za granicą dobrze jest nie tylko zwiedzać muzea, galerie sztuki (są jeszcze tacy turyści) ale warto też wypić piwo w knajpie odwiedzanej prawie wyłącznie przez tubylców, pójść na mecz, (osobiście polecam hokej w Czechach) itp. Takie doświadczenia niewiele nas być może nauczą bezpośrednio ale dadzą szansę wejścia w skórę innych nacji i skłonią do refleksji. Znacznie łatwiej wtedy poradzić sobie z etykietami, którymi narody oklejają się nawzajem.
    Co do przynudzania Bernarda mam wrażenie, że nie bierze on pod uwagę ewentualności krótko skomentowanej przez wspominanego dzisiaj Jerzego Pilcha. Na temat „listy Wildsztajna” lustracji i pochodnych napisał: „mam to w dupie” i jest to jedyny rozsądny, moim zdaniem stosunek do tych spraw. Każdy inny konczy się kacem tak jak w przypadku Zyty Gilowskiej.
    Na zakończenie: prof. Rostworowski, śp. naczelny Polskiego Słownika Biograficznego zwykł był pod rękopisami listów oddawanych maszynistce pisać łwp. albo łwpp. co oznaczało „łączę wyrazy poważania” czy „łączę wyrazy prawdziwego poważania”. Tych skrótów było więcej, a każdy obrazował inną temperaturę uczuć.
    W związku z powyższym
    Łwpp. Panie Danielu
    Jacek Jurys

  34. Podpisujac sie pod uwagami Jakobsky’ego, wobec literatury wspomnieniowej i pozostajac w kregu pamietnikarstwa osob, w swoim czasie popierajacyh komunizm, polecam „Wielka czystke” Aleksandra Weissberga-Cybulskiego.

    Kaska

  35. Rowniez podpisuje sie pod wypowiedzia Jakobsky’ego.

    I pod JadwigI pochwala wywiadow-rzek takoz 🙂

    Stad tez:

    „My”
    „Oni”
    „Byli”
    „Dwie na jednego”

    Niekiedy naprawde otwieraja oczy. I klapki w mozgu.

    Pozdrawiam i zegnam sie na tydzien z kawalkiem!

  36. Jak to miło wrócić do normalności. Rozmawiamy o literaturze!!!Temat-rzeka.
    Polecam: Vollard-„Wspomnienia handlarza obrazów „(impresjonizm)
    albo Churchill
    albo biografię Theilarda de Chardin Panasa (jezuita wyrzucony z Kościoła za głoszone poglądy)
    Wodnik

  37. Szanowny Krtku,
    możęsz “mieć to w dupie” jeśli chcesz oczywiście, jeśli dotyczy to sąsiada, kolegi z pracy, wujka itd. Ale nie radziłbym lekceważyć w przypadku takich person jak Maleszka, czy Czajkowski. Jeden wykuwał linię Gazety, drugi wykuwał linię względem Żydów. A tacy ludzie jak Kuna, Żagiel, Mazur, Kulczyk i wieli wielu innych? Ci wykuwali prywatyzację i linię względem np. Rosji. A wysocy funkcjonariusze państwowi – czyżby było to bez znaczenia kto i dlaczego może mieć niejawny wpływ np. na prezydenta (a myślę, tu raczej o poprzednich prezydentach)? A czołowi dziennikarze, naczelni rozlicznych mediów – czy to może mieć znaczenie, czy nie? No chyba, że ma się pojemną, jak to dosadnie ujałeś „d***”, ale wówczas trzeba ją nadstawiać za często.
    Ps
    a tu wiadomo co: nieznośna lekkość wolności słowa

  38. Do Gosi:
    Pytasz, Gosiu, p.Daniela i blogowiczów, cyt.:
    ” co sądzicie o postępowaniu premiera Marcinkiewicza w sprawie Zyty Gilowskiej? Bo ja naprawdę nie rozumiem..”

    Nie martw się, premier też nie rozumie.

    Jedyną dobrze poinformowaną osobą jest Rzecznik Interesu Publicznego, wraz z zastepcą.
    Oskarżana nie wie, zgodnie z obowiązującym PRAWEM, jakie papiery wpięto do tej cholernej teczki. Sąd orzekł – powiedziała dziś Szymanek-Deresz – zgodnie z prawem. Jak wiadomo jest to sąd kapturowy. Oskarżony nie wie jakie są przeciw niemu zarzuty. Dowie się o nich pewnie znienacka, na sali sądowej.

    „Czarownice i czarowników”, kiedyś, też znienacka oskarżano, stawiało sie przed sądem, torturowano co krnąbrniejszą i krnąbrniejszego, a potem paliło na stosie. Dziś tę funkcję przejęła ustawa lustracyjna. Oskarżeni maja szczęście, że stosy juz nie płoną.

    Co media – to inne doniesienia w sprawie Zyty Gilowskiej. Jedne obwieszczają, że to rozłam w PiS, drugie – to czysta manipulacja, a inne – draństwo. A naród skołowany.
    …a wystarczy otworzyc archiwa…

    Jesli kolego/kolezanko chcesz zasiadać w rządzie, a i w ławach poselskich także – pokaż swoja teczkę; Aż chce się dokończyć:- a powiem ci kim jesteś. 🙂

    Naszła mnie taka myśl, a własciwie pytanie – jaka ustawa odcina od władzy byłych oficerów prowadzących?? Czy są, a jesli tak, to ilu ich jest w Sejmie i Senacie? Przecież nie wyparowali.

    Dla p. Gilowskiej mialabym radę. Niech pośpiewa sobie z Szymonem Wydrą – pełnym głosem – poniższą piosenkę:
    „Teraz to wiem,
    komu ufać ,a komu już nie
    gdy chodzi o śmiech i fałsz
    ….
    Ref.
    Do nieba nie chodzę,
    Bo jest mi nie po drodze
    Teraz jestem tu.
    Co ma byc to będzie
    niebo znajdę wszędzie
    Gdy zabraknie tchu.
    …itd

    Wiem, wiem, to nie poezja A.Osieckiej ani Jonasza K. Ale pośpiewać można, bo piosenka jest z gatunku tych, podnoszących na duchu. 🙂
    🙂

  39. PS. Nie w tym wątku miałam sie wpisać. Sorry.

  40. Do De Mode,
    Rozprawiam o ignorancji, sam nią epatując. Oczywiście wiązanie V Kolumny z wojną domowa w Hiszpanii nie powinno budzić moich wątpliwości. Nie wiem dla czego „marsz na Madryt” pomyliłem z „marszem na Rzym”. Chyba jakaś fiksacja.

  41. ERRATA (by Krisowi nie dawać satysfakcji):
    Rzecz jasna, nie „dla czego”, lecz „dlaczego”.

  42. I jeszcze na zakończenie o lustracji:
    „Agenci Stasi w Bundestagu”:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3451520.html
    „43 deputowanych Bundestagu zasiadających w izbie na przełomie lat 60. i 70. utrzymywało kontakty z Głównym Zarządem Wywiadowczym Stasi, w skrócie HVA, bądź wprost było jego informatorami. Wywiad NRD do końca istnienia prowadził w RFN 1,5 tys. agentów.
    […]
    Po zjednoczeniu Niemiec wydawało się, że HVA udało się wyczyścić archiwa. Ale wkrótce okazało się, że akta, a właściwie mikrofilmy, istnieją i trafiły do rąk CIA. Najprawdopodobniej sprzedali je rezydujący we wschodnim Berlinie agenci KGB, którzy odpowiadali za ich transport do ZSRR.

    Dopiero w 1993 r. Amerykanie zgodzili się oddać akta. Zza oceanu wróciły jednak tylko nagrane na 381 płyt CD mikrofilmy dotyczące Niemców. Akt cudzoziemców CIA wydać nie chciała. ”

    A teraz pytanie Krtku:
    czy to może mieć wpływ np. na budowę gazrurki bałtyckiej, czy nie, albo na politykę prorosyjską czy nie?
    Na listach Stasi byli też Polacy, rosjanie mają takie kopie również polskich archiwów (czy mają je Amerykanie?).Może to tłumaczyć pewne zachowania polityków, czy publicystów. Można się zastanawiać, zarówno nad działaniami prorosyjskimi, jak i proamerykańskimi (np. wysyłanie polskiej armii na każde skininie amerykanów bez żadnych porzytków dla Polski). Czy to ma wpływ? Nie wiem, ale może mieć wpływ. Więc trzeba mieć bardzo pojemną „d***”, żeby to lekceważyć.

    A Pan Panie Danielu, był Pan dyplomatą – co pan o tym sądzi – może mieć znaczenie, czy nie?

    Ps
    No i wiadomo co – nieznośna lekkość wolnoścci słowa.

  43. Panie Danielu, dziękuję za tę historyczną analizę cytatu. Mnie, młodemu człowiekowi, kojarzył się głównie z Wałęsą. Który jak widać słów tych nie wypowiedział, choć wiele jego słów pasowało do tego cytatu 😉

css.php