Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

30.04.2007
poniedziałek

Najlepszy i najzdolniejszy

30 kwietnia 2007, poniedziałek,

Trudno jest pisać o Przyjacielu, który odszedł. Dawid Halberstam, jeden z największych (także pod względem postury) i najwybitniejszych reporterów amerykańskich, blisko związany z Polską, zginął 23 kwietnia w wypadku samochodowym w Kalifornii.

Dawida poznałem w Polsce pod koniec lat 60., kiedy przyjechał do naszego kraju, jako korespondent „The New York Times”. Choć zaledwie po trzydziestce, był już owiany sławą byłego korespondenta w Wietnamie, gdzie należał do najpierw małej, a potem coraz bardziej licznej grupy korespondentów amerykańskich, którzy kwestionowali oficjalną wersję wojny wietnamskiej, jaka obowiązywała w USA za czasów Johna Kennedy’ego i jego następcy – Lyndona Johnsona. W skład tej grupy wchodzili m.in. Charles Mohr, Neil Sheehan i inni. Mimo ogromnej daniny krwi, wysiłku zbrojnego, politycznego i finansowego, Stany Zjednoczone nie były w stanie wygrać tej wojny, a w samych Stanach coraz bardziej narastał protest i zwątpienie. Główny front wojny coraz bardziej przebiegał w USA – na kampusach uniwersyteckich, na ulicach wokół Białego Domu i przed pomnikiem Lincolna, w sercach i umysłach Amerykanów, a także, może przede wszystkim – w mediach. Była to pierwsza wojna relacjonowana w telewizji i od dziennikarzy – pisarzy, kamerzystów, wydawców, fotoreporterów, którzy byli na miejscu, w Indochinach – zależało bardzo wiele: to, co o tej wojnie wiedzą i myślą Amerykanie.

Dawid przyjechał do Warszawy owiany sławą. Korespondent najważniejszej gazety amerykańskiej. Był już autorem nie tylko wielu korespondencji z Wietnamu, za które otrzymał liczne nagrody, na czele z nagrodą Pulitzera, ale także książki „The Making of a Quagmire: American and Vietnam during the Kennedy Era”. „Quagmire” znaczy po angielsku „grzęzawisko”, co mówi wiele o konkluzji książki.

Nie pamiętam jak długo Dawid przebywał w Polsce, chyba nie dłużej niż dwa lata, u schyłku lat 60., kiedy kryzys ekipy Gomułki i rosnąca pozycja moczarowców, „narodowych komunistów”, wraz z ich antysemicka fobią, była coraz bardziej widoczna i Dawid tego nie ukrywał. Był solą w oku ówczesnych władz, a jedna z korespondencji, w której pisał o antysemityzmie, rozwścieczyła Gomułkę i Dawid został usunięty z naszego kraju.

Zanim to się jednak stało, zyskał w Polsce wielu przyjaciół, a przede wszystkim żonę – Elżbietę Czyżewską, pierwszą wówczas gwiazdę teatru i kina polskiego, którą „porwał za ocean”. (Ich związek trwał około 10 lat i zakończył się rozwodem). Miałem szczęście należeć do kolegów Dawida, to pod wpływem jego sugestii i pisania sam pojechałem do Wietnamu w 1966 roku.

Po powrocie do Stanów, Dawid skupił się na pisaniu swojej najważniejszej książki – „The Best and the Brightetst” (Najlepsi i najzdolniejsi), która pokazywała jak to się stało, że rząd złożony z tak zdolnych i wykształconych ludzi, zasłużonych na innych polach, reprezentujących establishment Wschodniego Wybrzeża, absolwentów najlepszych uniwersytetów, jak bracia John i Robert Kennedy czy sekretarz Obrony Robert McNamara, mógł doprowadzić do katastrofy wietnamskiej. Książka Halberstama nosiła już wszystkie cechy jego twórczości – fenomenalną pracowitość, wielką pasję, bezwzględną wierność prawdzie, zdolność do empatii i poczucie humoru. Kiedy go odwiedziłem w jego mieszkaniu na 48 Ulicy, byłem zdumiony ilością notatek, których stosy, wysokie do pasa, leżały pod ścianami. Tyrał od rana do nocy, jego książki są fantastycznie udokumentowane. Jest jednym z twórców dokładnego, faktiograficznego reportażu z najnowszej historii, którego kontynuatorem jest m.in. Bob Woodward i jego trylogia „Bush na wojnie”.

Halberstam jest autorem dwudziestu książek, do najważniejszych – obok wymienionych – należy książka o potędze i mechanizmach mediów w USA („The Powers That Be”), „The Fifties” (o latach pięćdziesiątych), „War in a Time of Peace: Bush, Clinton and the Generals”, książek o tematyce sportowej, zwłaszcza o koszykówce i wioślarstwie – pasjach całej Ameryki, szczególnie studentów. Potrafił cały sezon podróżować z drużyną zawodowych koszykarzy, żeby pokazać ich świat. Do końca był reporterem. Napisał także książkę o zamachu 11 Września, na przykładzie akcji jednego oddziału straży pożarnej.

Chociaż był z Polski usunięty przez reżim, który nie cierpiał wolnego słowa, Dawid zachował dla nas i dla naszego kraju wiele ciepłych uczuć. Zawdzięczam mu bardzo dużo. Spotykaliśmy się niejednokrotnie, zawsze wypytywał o Zygmunta Kałużyńskiego i Andrzeja K. Wróblewskiego. Kilka razy w życiu dobrze mi poradził, a nawet pomógł. Po raz pierwszy – kiedy namówił mnie na Wietnam, skąd przywiozłem książkę. Po raz drugi – kiedy zachęcił mnie do pisania o sporcie, dzięki czemu napisałem książkę o Igrzyskach Olimpijskich w Monachium. Po raz trzeci, pod koniec lat 70., kiedy byłem znużony pisaniem felietonów, których czepiała się cenzura, zachęcił mnie do starań o stypendium Niemana, wreszcie po raz czwarty, kiedy czuwał nad naszą rodziną w Bostonie.

Kiedy widzieliśmy się ostatni raz, zapowiadał, że na starość przeniesie się na Zachód, do stanu Wyoming, żeby pisać i cieszyć się życiem z dala od zgiełku Nowego Jorku. Marzenie to pozostało niespełnione, ponieważ Dawid był kronikarzem zgiełku, wojen, pojedynków, na polach bitew, na boiskach, w szatniach stadionów, w zacisznych gabinetach polityków i szefów korporacji. Pustkowie mogło być jego marzeniem, ale nie było Jego żywiołem.

Dziękuję Ci, Dawid.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 48

Dodaj komentarz »
  1. Piękny jest świat człowieka, który ceni (czynnie) wierność prawdzie, zdolność empatii i poczucie humoru. Gratuluje, Panie Redaktorze.
    I współczuję bolesnej straty Przyjaciela.

  2. „Chociaż był z Polski usunięty przez reżim, który nie cierpiał wolnego słowa, Dawid zachował dla nas i dla naszego kraju wiele ciepłych uczuć.”

    Hmmm, czy to nie ten reżim wspierał Pan myślą, mową, uczynkiem? Ten wredny i opresyjny rezim, któremu poświęcił Pan młodość, wiek dojrzały i po dziś Pan służy popłuczynom po tym reżimie?

    „wypytywał o Zygmunta Kałużyńskiego” – czy to o tego Kałuzynskiego, który wiele lat „Politykował”, a w 1990 odszedł w proteście przeciw „postkomunistycznej” linii pisma?

    „namówił mnie na Wietnam, skąd przywiozłem książkę” – pana ksążki nie czytałem – w Indochinach CIA zwerbowało wielu agentów (zdaje się, że Kukliński wówczas nawiązał kontakty). Czy może napisać Pan cos więcej na ten temat? Czy CIA przymierzało się do Pana? A nasz kontrwywiad?

    pozdrawiam
    Bernard

  3. Podpisuję się pod wypwiedzią tss. Jedtem informatykiem (informatyczką?) i pisanie tekstów nieinformatycznych przychodzi mi z trudem. Ale cos takiego jak tss napisalabym, gdybym tylko potrafila

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Danielu
    Kiedyś zastanawialam się nad liczbą – gronem osob, które
    były mi bliskie, których słuchałam, czytałam, oglądałam, które zaważyły w jakiś sposób na moim życiu. Ich odejście, zawsze traktuję jako sprawę osobistą i mówię oto Ktoś ,kto odszedł z mojego życia.
    Wyrazy współczucia Panie Danielu

    Halszka

  6. AnKa – 30.04., godz.15:07.
    Dziękuję. Za dobre słowo i solidarność z DP, nie jest tego za wiele.
    Pozdrawiam

  7. Wyzej mozna wyczytac taki passus:

    „wredny i opresyjny rezim, któremu poświęcił Pan młodość, wiek dojrzały i po dziś Pan służy popłuczynom po tym reżimie?”

    Rozumiem, ze e popluczyny do Rzeczpospolita, ktora istnieje od 1989 roku az do dzis, tak ?

    Po kim jak po kim, Bernardzie, ale po Tobie nie spodziewalbym sie tak ostrego okreslenia wobec Rzeczpospolitej. Trzeciej i Czwartej RP, bo jako ciagle aktywny dziennikarz, nawet jesli w opozycji wobec obecnej wladzy, D. Passent ciagle sluzy tej Rzeczpospolitej poprzez wyrazanie opinii pewnej czesci spoleczenstwa. Podobnie, i tym samym popluczynom sluza Michalkiewicz, Ziemkiewicz, Michalski, tyle ze wyrazaja oni opinie innej czesci spoleczenstwa. Ani gorszej, ani lepszej. Po prostu innej. Przyklady dziennikarzy wyrazajacych rozne opinie mozna mnozyc, ale niezaleznie od tego, co oni pisza, i jesli piszac nie nawoluja do obalenia legalnej wladzy i demokratycznego systemu, to sluza oni tym samym deokracji.

    Jesli dla Ciebie demokracja i roznorodnosc wyrazanych opinii to sa popluczyny po „tym” czy „tamtym” rezimie, to chyba cos Ci sie pomylilo, i Twoja ktytyka – w tym wypadku juz czwartej z kolei RP idzie chyba za daleko.

    Rozumiem, ze nie takie popluczyny, – oh pardon ! – nie o taka Polske walczyles.

    No to o jaka ?

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  8. Panie Danielu!
    Najważniejsze jest to, że miał Pan wspaniałego przyjaciela.
    Teraz zostały wspomnienia, to bardzo dużo.
    Pozdrawiam
    Ryszard

  9. Bernard. Czy Tobie płacą od ilości słów we wpisie, czy od jednego wpisu?

  10. Najpierw musze powiedzieć, że kiedy czytam wpis taki jak powyższy Bernarda, zamieszczony obok wspomnienia o wybitnym człowieku, który dopiero co zginął tragiczną i bezsensowną śmiercią robi się niedobrze. To czywisty i kolejny dowód, że jeśli Pan Bóg chce kogoś ukarać to odbiera mu rozum. Najpewniej należałoby Bernarda zignorować, ale żeby mu się nie wydawało, że brak reakcji na jego wpis oznacza dla niego aprobatę, chcę do niego zaapelować, żeby jak najszybciej skonsultował się z psychiatrą.

    A teraz o Dawidzie Halberstamie. Prawdę powiedziwaszy czekałem na ten wpis, bo nikt z Polski nie znal go tak dobrze jak Pan Daniel Passent. wydaje mi się, że należałoby pewnie polskiej publiczności opowiedzieć o nim więcej. Niektóre jego ksiażki, nie tylko sportowe, np. „The Fifties”, albo „Children” nadawałyby sie do wydania w Polsce, choć tłumaczenie Halberstama jest nielatwe, nawet w Ameryce we wspomnieniach o nim podkreślano, iż nie był wybitnym stylistą, nie unikal językowych powtórzeń, próbowałem kiedyś przełożyć na polski rozdział z „The Fifties” o wynalezieniu pigułki antykoncepcyjnej, wtedy przekonałem się, że to nieprosta łamigłówka. Ale to co u Halberstama rewelacyjne to dramaturgia jego książek, sam przeprowadził kiedyś analogię między dobrą publicystyką a pisaniem sztuk. I jeszcze imponuje dobór rozmówców, Halberstam docierał do wszystkich którzy na opisywany przez niego temat mieli coś do powiedzenie, konfrontowal ze sobą różne wersje tych samych zdarzeń. W jego ujęciu historii znaczenie odzyskują szczegół, detal, gest, przypadkowo wypowiedziane slowa, zaniechania świadome i nie, u Halberstama historia jest sumą tych właśnie przypadków, z nich można odczytać jej sens.

    Jego tragiczna śmierć na autostradzie pod San Francisco zszokowała Amerykę, w gazetach ukazały się tysiące wspomnień i artykułów. Wydawca New York Timesa przypomnial jak administracja w Waszyngtonie domagała się, by gazeta wycofala go z Wietnamu, swymi artykułami Halberstam wywarł wpływ na historię Stanów Zjednoczonych, podkreślał legendarny korespondent CNN z Bagdadu Peter Arnett.

    Spotkałem go dwa razy, pierwszy raz przyjął mnie u siebie w domu, na 48ej ulicy, żeby się na pewno nie spóźnić na Penn Station wsiadłem do taksówki, hinduski taksówkarz, choć pokazałem mu adres napisany na kartce zawiózł mnie na na jej wschodni odcinek, teraz żeby dotrzeć na miejsce musieliśmy przedrzeć się na Zachód przez Central Park. Tak, Halberstam przyjął moje przeprosiny za spóźnienie, trzydzieści, czterdzieści lat temu z każdym nowojorskim taksówkarzem mozna bylo pogadać o ostatnich meczach baseballu, lub footballu, za kierownicą, wspominał, siedzieli rodowici Amerykanie, to się zmieniło, sam tego doświadczył, z nowojorskim taksówkarzem coraz trudniej się porozumieć, ale przecież Ameryka powstała i rozwijała się dzięki imigrantom…

    Po raz drugi spotkałem go na Florydzie, w Key West, na kilka miesięcy przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w USA. Rano łowil ryby, potem pisał, ale miałem szczęście, udalo mu się napisać więcej niż zaplanował, okazało się, że przez trzy popołudnia i wieczory mial więcej czasu, niż można się było spodziewać, przeszedłem wowczas przyspieszony kurs współczesnej historii Stanow Zjednoczonych, zaglądaliśmy za kulisy wydarzeń, opowiadał o znanych sobie kongresmenach, senatorach i gubernatorach, generałach, admirałach, działaczach ruchu praw obywatelskich, mediach, sportowcach, pisarzach, miastach, regionach. Ameryka była jego życiem i pasją, rozumiał jak mało kto, jak wielka spoczywa na niej odpowiedzialność za losy całego świata. I o swojej wielkiej pasji, łowieniu ryb, był zachwycony niedawną rybolowiecką wyprawą na Kamczatkę.

    Halberstam pytał także o Daniela Passenta (był Pan wtedy ambasadorem w Chile), jego córkę, jego zainteresowanie, prawdziwie wybitnego amerykańskiego intelektualisty, pisarza, starymi polskimi przyjaciółmi bylo szczere, serdeczne, wzruszające. Powiodło mi się o tyle, że nasze spotkanie odbylo się kilka lat temu i odpowiadając, nie musiałem relacjonować zdarzeń, czy wypowiedzi podobnych do tej pana Bernarda.

    Po fascynującym spotkaniu w Key West, na końcu Ameryki, w cieniu innego wielkiego pisarza Ernesta Hemingwaya, wydawało mi się, że kiedy znów pojadę do Nowego Jorku spróbuję do niego zadzwonić… Teraz kiedy Halberstam zmienil numer telefonu, pytanie tylko gdzie i jak go odnaleźć.

  11. Panie Danielu,

    czy „Polityka”, szczycąc się w swojej „stajni” najwyższej marki końmi, poprzestanie tylko przy okazyjnych ciepłych wspominkach o takim doborowym „ogierze” jakim był Zygmunt Kałużyński?

  12. W „Warto rozmawiać” senator Kutz broni szlachetności pani Barbary Blidy. Minister Ziobro powtarza co już wielokrotnie mówił. niewzruszony. Zamknął się we własnym widnokręgu…

    Ziobro… rozumie, że senator jest pod wpływem emocji, o swoich nie wspomina, ale intencje prokuratury w sprawie Barbary Blidy ocenia jako …szlachetne. Dla mnie zdumiewające jest niezłe samopoczucie ministra. Ciekawe, że nie zauważa, że im bardziej problem odpycha tym większy on jest.

  13. Bernarda wypowiedzi wpisują się w ten imperatywny ton wypowiedzi Ziobry, Wassermana i podobnych troglodytów umysłowych. Ton bez jakiegokolwiek cienia. Jasny jak myśl Pawki Morozowa. Rewolucyjna czujność wszędzie bez względu na tragedie , którą ta czujność wywołała! Bez miłosierdzia także tego na który w swoich homiliach wygłaszanych w tv się często powołują. Gdzie jest wasze chrześcijaństwo?????????

  14. Panie Danielu,
    w „niezawodnej” encyklopedii Wikipedia znalazłam info, że w minioną sobotę obchodził Pan urodziny!!!
    Spóźnione, ale szczere życzenia proszę przyjąć! 100 lat w zdrowiu i codzienności bez cienia agresji!
    Jest Pan Wielki!

    pzdr. Justyna

  15. K.W. – jak to dobrze, że są ludzie tacy, jak pan. Dla mnie nazwisko Halberstam nie było znane. Dziś, dzięki wspomnieniom DP i pańskim, dowiedziałam się jakim był ciekawym i znaczącym dziennikarzem, jaki wpływ na dzieje USA mógł, dzięki swemu potencjałowi intelektualnemu wywrzeć. Jak szanował i cenił przyjaciół. Dziękuję za te wspomnienia.
    Bernard nas, blogowych bywalców już niczym właściwie nie zaskoczy. Jest dyspozycyjny wobec obecnej ekipy rządzącej, jak to się mówi „do bólu”, a także do granic przyzwoitości i dobrego smaku. Powtarza także pewne kwestie aż do znudzenia. Chyba mu płacą od wpisu, bo czasami pisze zupełnie bez sensu, ale pisze z przekonaniem. To też należy docenić. To taka blogowa zepsuta płyta, odtwarzana na zdezolowanym patefonie.

  16. Do „tss”! Podziekowania i uszanowania za piekne i zwiezle slowa o czyms
    co tylko dojrzaly moralnie i zyjacy w prawdzie (nawet tej gorzkiej)czlowiek zrozumie.
    Niestety typy „Bernarda” (a jest ich niemalo…) ciagle grzebiace sie w gnoju, nie zwazajace na dyshonor zajecia, jak hieny wesza mozliwosc
    latwego lupu. To ofiary tzw „ciasnych obrozy” wychowane na wzör moralnosci „ciecia” i przeznaczone tylko do jednego rodzaju poslugi.
    Dla nich poziom „tss-a” jest niesiagalny, bo i nie ten „kregoslup”
    moralny!
    P. Danielu! chociaz jako sztubak 10 letni zaczynalem czytac Was w roku
    60-tym (a zawsze zaczynalem od felietonöw ostatniej strony!) nie zawiodlem sie na was nigdy przez te wszystkie lata. Za te wasza obecnosc w moim zyciu bardzo Wam dziekuje. Jest rzecza piekna napisac o czlowieku ktöry odszedl, dla pamieci innych. Szkoda, ze kiedy ja odejde nikt o mnie nic takiego napisze. Dlatego P. Danielu, trzeba zyc! I zyc jak
    njdluzej, aby hieny typu „Bernarda” nie mialy powodöw do „harcowania”
    po blogach bez konsekwencji.
    Pozdrawiam wszyskich z „kregoslupem” i bez „obrozy” na sercu!
    s.c (Helsinki)

  17. Felieton: lekki, utrzymany w osobistym tonie, czesto skrajnie zlosliwy…
    No tak ale to jest Blog – nie felieton.
    Umarl kolega Passenta (przepraszam przyjaciel) i byl wybitnym dziennikarzem amerykanskim.
    Zostal wywalony z Polski za bezkompromisowosc i dalej sie przyjaznil z Panem Passentem mimo jego zwiazkow z rezimem.
    Wniosek: zwiazki Passenta byly bardzo luzne i tak naprawde to byl wrogiem systemu.
    Chcialbym przeczytac te bojowe felietony anty-moczarowskie chociazby wydane w drugim obiegu, lub przez przyjaciela w Ameryce…(na prozno chyba, Pan Daniel protestowal jak zwykle po cichu chociaz zdecydowanie).
    Sugerowal stypendium i to jest okazja by napisac jak nekany byl Pan Passent cenzura.
    Pewnie rowniez za bezkompromisowosc i milosc do prawdy.
    Poniewaz Dawid H. byl wybitnym i bezkompromisowym dziennikarzem i zwierzal sie ze swoich osobistych planow Panu Passentowi wydaje sie oczywistym, ze Pan Passent zaslugiwal na te szczegolna przyjazn gdyz sam (no co tu ukrywac…) tez musi byc bezkompromisowy i wybitny ale to wiedza najlepiej w Ameryce gdzie lepiej sie znaja na ludziach.
    Wiadomo na wielkich ludziach poznaja sie jedynie zagranica a najlepiej w Ameryce.
    Polska pelna przeciez jest zawistnikow i Kaczorow.
    KW potwierdza: „Dawid pytal o Daniela”.
    KW tez znal DH…
    A teraz najlepsze:
    Ksiazka i tytul tematu:
    U Pana Passenta „najlepszy i najzdolniejszy” w angielskiej wersji przetlumaczone w liczbie mnogiej…najlepsi i najzdolniejsi – dwaj wielcy dziennikarze zlaczeni prawdziwa przyjaznia i duchowym zrozumieniem ponad glebina Antlantyku i tragiczna historia geopolitycznych wyrokow historii…(no moze jeszcze KW)
    Malo tego mozna sie nawet domyslec, ze Pan Passent jak Kennedy tez najzdolniejszy i oczywiscie najlepszy a bezsennsowna i zbrodnicza komune wcmacnial mimo, ze jak i Kennedy chcial co innego…tak po prostu JEST.
    Dobrym wychodzi na odwyrtke a takiemu Kaczorowi OK…choroba jasna!
    Przypomina to nieco inny temat z przed paru miesiecy, w ktorym Rychu (Pan Kapuscinski) jest przedstawiany przez pryzmat poziomu szacunku i wiarygodnosci dla Daniela.
    Malo tego nawet jakos tak wyszlo, ze niby Rycho tez byl oskarzony o agentowanie chociaz tak naprawde to „MY” dotyczylo Toeplizta i Passenta…
    Piekne to zaprawde i takie wiernie prawdziwe jak zawsze bylo i jest jezeli chodzi o Pana Passenta.
    Splakalem sie razem z tse-tse.
    Zaczynam ponure nagonki na innych tylko niestety polskich przyjaciol Pana Passenta w czasie stanu wojennego rozumiec inaczej.
    Taki piekny czlowiek z takimi pieknym przyjaciolmi musi byc pieknie wierny prawdzie – to jedynia ja jestem wstretnym zaslepionym i zazdrosnym nienawistnikiem PIS-owskiego msciwego kaczyzmu!
    Jednym z tych, ktorym jak Bernardowi na pewno placa pewne ciemne sily…
    Bynajmniej nie zacni komunisci.

  18. Jest na pewno Panu przykro tak często ostatnio żegnać swoich przyjaciół, smutne, ale jest taki zegar życia. Pozostaną w pamięci i są także impulsem do dalszej bardziej intensywnej pracy. Odszedł Dawid Halberstam guru amerykańskiego dziennikarstwa, przyjaciel Polski i też odszedł wybitny Polak Ryszard Kapuściński. Jako obywatel RP innego zawodu szczególnie szanuję wielkich, niezależnych dziennikarzy, tytanów długoletnich zmagań o miejsce min: na czytelniczym rynku, a takimi byli D.H i R.K. Miałem możliwość podarować młodemu adeptowi aktywnego uprawiania sportu i fanowi M. Jordana książkę D. Halberstama „ Grać i wygrać ….”.
    PS. Za mało wydawnictwa tłumaczą i rozpowszechniają zagraniczne wybitne publikacje, może decydują o tym czynniki ekonomiczne, albo niskie czytelnictwo, a może obawa przed „polityczną cenzurą” IV RP.

  19. Panie Danielu prosze sobie wyobrazic:
    „Daniel Passent tytan zmagan…” Tylko z czym?
    „Tragicznegom dokonal wyboru itd itd” zna to Pan.
    To o rewolucyjnym pragmatyku..o Panu
    Nareszcie teraz ma Pan okazje.
    Proponuje sie zapisac do nowej organizacji obroncow demokracji z glownie komunistycznym rodowodem.
    Cimoszewicz, Kwasniewski, Borowski, Olszewski i inni tytani zmagan z pod znaku „proletariusze wszystkich krajow laczcie sie”
    plus bacia Noblistka i dwoch niegdys opozycjonistow.
    Szkoda, ze brakuje swietej pamieci Gorskiego na pewno by sie przylaczyl by sie zmagac.
    A tak poza tym co bylo tak wyjatkowego u Kenediego oprocz kontaktow z mafia, kochliwosci i bujnej grzywki?
    Wychodzi na to, ze najzdolniejszemu daleko do prostego aktorzyny Reagana.
    I tak w ogole to czy mamy sie zachwycac amerykanskimi wybitnymi dlatego, ze sa amerykanscy?
    No wie Pan zabili 4 miliony kobiet i dzieci w Indochinach napalmem i Orange Agent ale niektorzy byli tak wspaniali, ze im sie to nie podobalo…
    Moze by tak o wybitnych Czechach albo Francuzach tez ich nie malo umiera.
    W Ameryce to to w Ameryce to tamto.
    Bale z kultura
    Dziennikarze jakby specjalniejsi itd.
    Strasznie nam to imponuje…

  20. Czy pan Andrzej F. jest synem (wnukiem) pani Wandy Odolskiej, czy tylko jej naśladowcą?

  21. Panie Danielu,
    czytam wszystko pilnie, o Halberstamie – mile.
    duzo zdrowia i …. karawana jedzie dalej,

    Mctus
    (autor Panskiego zdjecia z Festiwalu Piosenki niepokornej w Gdansku -1981)

  22. stacio – 01.05., godz.02:47.
    Informacje zwrotne są w Polsce „towarem” niedocenianym, więc deficytowym. Dziękuję, i drugi raz za zgodę „w sprawie”, co cenne.

    Andrzej Falicz – 01.05., godz. 05:47.
    Dziękuję. Miał Pan ciężkie życie? Ma? Inni, jak im się przyjrzeć, też? Doświadczyliśmy traum bez liku, nie usznowano ich w porę, ani nawet potem, skutkiem czego i sami ich nie mogliśmy usznować. Jest okropnie. Pocieszjące jedynie to, że jesteśmy wciąż jedna ludzka rodzina.Może kiedyś się porozumiemy? My, ludzie. Ja doceniam edukację, bo mnie pomogła.

    Pozdrawiam!

  23. Niestety. Musze to napisac, bo inaczej pekne. Raz, wiele lat temu rozmawialam z bl.p. Davidem Halberstamem, choc przyznaje, ze bylo to przez telefon. A bylo to tak:
    Ja (dzwonie rano w niedziele): Hello. My name is XYZ. Can I talk to Ela, please?
    DH: Right. Just a moment! Elaaa!

    Pamietna chwila.

  24. Andrzeju Faliczu! Bernardzie!
    Zapraszam Was do napisania jakiegoś ciepłego wspomnienia o waszych wybitnych i wartych wspomnienia przyjaciołach. Chętnie zapoznam się z ich sylwetkami, chętnie sięgnę po ich dzieła. Myślę, że i inni blogowicze nie byliby przeciwni, a gospodarz nie wykasowałby takiego tekstu.
    Zamias się wyzłośliwiać (wyłącznie!) napiszcie coś dobrego o kimkolwiek.

    Program „Warto rozmawiać” obejrzałam wczoraj przypadkowo, rzec można, bo normalnie go nie trawię. Jednak ujrzawszy sen. Kutza, zostałam do końca.
    To są dwie cywilizacje i nigdy nie będzie między nimi porozumienia, nie przenikną się. Min. Ziobro i senator Kutz… Nie wystarczy znać język, aby mieć możliwość porozumienia i zrozumienia racji drugiego człowieka.
    Zresztą pod koniec programu padły takie znamienne słowa; pan senator jest artystą i poddaje się emocjom… Czy potrzeba komentarza?

    I to wielkie zatroskanie o zwichnięte kariery funkcjonariuszy, którzy chcieli być ludzcy, bo bali się mediów, a gdyby postąpili zgodnie z przepisami, to też spotkaliby się z zarzutami, że brutalni. No dramat wręcz szekspirowski!!!
    A to, że posłano ludzi, którzy zostali funkcjonariuszami z przypadku i mieli tylko w twarzowych mundurkach wystąpić w filmie w telewizji, to się nikt nie zająknął. Czy oni przeszli testy psychologiczne i odpowiednie przeszkolenie, aby znależć się w tym miejscu i w takiej roli?
    Czekam na proces, który pan Henryk Blida wytoczy ABW i mam nadzieję, że się tego wszystkiego dowiemy. To jest zadanie dla dziennikarzy.

  25. K.W., Jacobsky!!

    Czy warto tracić czas na polemiki z Bernardem?
    Na pewno obaj pamietacie co to były „popłuczyny po czymś lub po kimś”. Przecież Berbard to własnie wytwór „tych” panów (lub nawet sam jest twórcą). Jest to osobnik, który nie przepuści okazji (nawet śmierci przyjaciela), aby popisać się swoją nienawiścią.

    Chyba, że ma rację owal 40, że Bernard ma płacone, za to co robi (wypisuje). Przecież nie jest możliwe, aby w jednym człowieku było tyle jadu.

    Pozdrawiam

  26. Pan H.Blida zeznał, że wbiegając do łazienki po usłyszeniu strzału minął siedzącą na oparciu fotela agentkę ABW. Decydujące będzie porównanie czasu potrzebnego na przebycie drogi od miejsca w którym się znajdował w momencie strzału do dotarcia do ciała B.Blidy z czasem potrzebnym do wyjścia z łazienki,przymknięciem drzwi i usiądnięciem na fotelu. Jeżeli różnica w czasie obu czynności jest znaczna, nie da się wykluczyć, że w momencie strzału agentka była w łazience. Poza tym, ze względów psychologicznych jest nieprawdopodobne aby po usłyszeniu strzału za drzwiami agent ABW nawet źle przeszkolony nie poderwał się z fotela. Chyba, że jest głuchy albo dopiero co usiadł i jest sparaliżowany tym co się stało. Będą decydowały sekundy.

  27. Kutz znany jest z bezposredniosci.
    Bynajmniej prosze go nie mieszac z bylymi beneficjentami komuny i pseudo autorytetami moralnymi co zawsze jedynie dbali o swoja wygode tylko dlatego, ze w jakiejs sprawie sie zgadzaja…
    Jezeli posiada sie lub posiadalo wybitnego znajomego to czesto opowiadanie o tym bynajmniej nie dodaje blasku ale wypukla malosc – i oto mi chodzi.
    Co nam wlasciwie chcial przekazac DP piszac o DH?
    W co wierzyl?
    Jakie sprawy byly dla niego wazne?
    Ze nalezy byc odwaznym i wbrew wlasnym interesom bronic zasad?
    Jakich zasad?
    robienia fiszek…czy, ze byc moze przez niego komuna zwyciezyla w Wietnamie albo, ze nie nalezalo wcale z nia walczyc?
    Nie, Passent przekazuje nam, ze DH go znal i szanowal…
    Jestem z zasady wrogiem „celebrities” (nienawidze nawet tego slowa… oj za duzo we mnie nienawisci ale coz DP takie we mnie wzbudza odruchy warunkowe…) i nadmuchanych wielkosci.
    Specjalni, najzdolniejsi i „najlepsi” prawie zawsze takimi nie sa wlasnie dlatego, ze za takie uchodza…zwykle stoi za nimi jakis general…
    Znam wiele wybitnych osob, ktore naprawde pomogly lub pomagaja innym no coz ale one zostaja (i tak wola) bezimienne.
    A narazie zachwycajcie sie ocieraniem o „wielki” swiat jaki udostepnia Wam DP.
    Wiadomo bywalec…
    Niestety prosci ludzie mieli zbyt proste zasady moralne by zdobyc szlify bywalca i pomacac „wielkosci”.
    Umra nieznani z czystymi sumieniami.
    Kapuscinski ryzykowal zyciem przez dekady jedzac byle co byle gdzie pod gradem kul – porownywanie go do DP tylko dlatego, ze sie znali to wstyd.
    Nam mlody piewca udomowionego komunizmu moze opowiedziec o balu w Pricenton…

  28. ANCA : z 1maja 11.30
    Dziękuje za przybliżenie wczorajszej audycji z udziałem Kutza .
    Wczoraj moja koleżanka która uczestniczyła w pogrzebie Barbary Blidy sprawozdawała mi telefonicznie ten dzien i implikcje środowiskowe na Górnym Śląsku powstałe po śmierci BB.
    Ten dramat swiadczy o tym co piszesz , zbudowano MURY cywilizacyjne miedzy PiSem ,jego wyznawcami a większością obywateli RP.
    Proces usnięcia ich od władzy , tych wielowymiarowo złych ludzi demonstrujących instrumentalnie katolicyzm, uzyska dynamizm z powodów wewnętrzych ale i też zewnętrzych .
    ps.
    Panu Danielowi przesyłam słową współczucia .
    Pożegnałem ponad 10 lat temu przedwcześnie zmarłego przyjaciela , pozostaje wyrażnie pusto w wielu sytuacjach .

  29. Diaspora jest czujna! ( Albo – nie )

    stacio – 05.01., godz. 02:47

    Po wykonaniu „konsekwencji” beda zasypywani w lesnych
    rowo-dolach czy spalani?

    Metody (Wam) jak na dzisiaj, koliduja z zagadnieniami
    zwiazanymi z ochrona „ludzkiego” srodowiska.

    F.S. von/od Diasporski

  30. Do niektórych autorów komentarzy do wspomnienia D. Passenta o Dawidzie Halberstamie (Bernard, Falicz, tsetse).

    Wasze wpisy głupie i obraźliwe sprawiają szczególnie przykre wrażenie kiedy towarzyszą pośmiertnej refleksji o przyjacielu. Jak się ludzie poznają, jaka chemia każe im przyjaźnić się przez diesięciolecia, tych zagadek w wypadku Passenta i Halberstama nie da się wyjasnić przy pomocy prymitywnych i głupkowatych złośliwości. To jest po prostu niesmaczne i nie na miejscu. Rozumiem, że na dźwięk nazwiska Passenta dostajecie gęsiej skórki, przecież nikt nie każe go Wam czytać, jest niedowcipny, jego teksty draznią stylistycznym ubóstwem, trudno w nich znaleźć jedną oryginalna myśl, biografię ma paskudną, bez niego można by odniesć wrażenie z Waszych tekstów PRL zawaliła by się pod swoim ciężarem znacznie wcześniej, a Wasze życie w wolnej Polsce byłoby godniejsze i szczęśliwsze, więc jeśli tak jest na prawdę, skąd czerpiecie te pokłady masochizmu, by czytać i jeszcze komentować felietony tak obrzydliwego autora. Ja na przykład nie cierpię Ziemkiewicza, albo Wierzejskiego ale ani do głowy mi nie przyjdzie, no i nie mam czasu, żeby zasmiecać ich blogi swoimi obelgami i zgryźliwościami.

    Znów o Halberstamie. Chcę powiedzieć, że podobne uczucie nieoczekiwanej utraty kogoś szalenie ważnego i nie do zastąpienia odczułem wcześniej, gdy dowiedzieliśmy się o katastrofie samolotu którym do Iranu leciał wielki reżyser teatralny Konrad Swinarski. Albo gdy szaleniec zabił Johna Lennona. Nie znałem ani Lennona, ani Swinarskiego, a jednak piosenki pierwszego i przedstawienia drugiego jeszcze za ich życia stały się częścią otaczającej nas rzeczywistości, były odkrywcze i piękne, czekaliśmy na nowe, słusznie oczekując, że być moiże otworzą przed nami nowe horyzonty. To dlatego ich gwałtowną śmierć, „przerwanie lotu”, jeśli można tu sparafrazować tytuł książki aktorki Mariny Vlady o royjskim aktorze i poecie Władimirze Wysockim ludzie na całym świecie odczuli tak boleśnie.

    Przypadek Halberstama jest podobny, choć nie byl juz mlody, nie brakowało mu energii i sił twórczych, czytelnicy czekali na jego nowe książki, mieli do niego zaufanie, wielu traktowało poważnie proponowaną przez niego interpretację współczesnej historii.

    Ameryka odczuła stratę Halberstama boleśnie, W Polsce, kraju gdzie narodowym sportem stalo sie kopanie autorytetów, może trudno uwierzyć, że w innych krajach niekoniecznie chce się z niego zrobić dyscypline olimpijską.

    Wybrałem dla przykładu jedno wspomnienie o Halberstamie z prowincjonalnej gazet The Salem News (zapewne wydrukowane w ramach syndication, bo autor jest redaktorem gazety z Pittsburgha. Ciekawe, że jego tytuł, tak jak i tytuł wpisu D. Passenta także nawiązuje do tytułu ksiazki Halbestama o wojnie w Wietnamie.

    Halberstam will be remembered as one of journalism’s best and brightest
    By David M. Shribman
    Salem News

    David Halberstam once was fired by the smallest daily newspaper in Mississippi – not only fired but told to leave right away so that he, at age 21, might not contaminate his successor.

    The president of the United States once asked one of Halberstam’s later bosses – the publisher of The New York Times – to remove him from Vietnam, so toxic to the Kennedy administration’s war strategy was his coverage.

    Mr. Halberstam once told graduating students not to go to law school if their interests were elsewhere, counseling them that they would never get around to serving their passions if they only served their paymasters.

    Mr. Halberstam, who died in an automobile crash last Monday at age 73, was a creature of the American establishment (Harvard, The New York Times, E.B. White’s Manhattan apartment) at the height of American power, influence and wealth. Indeed, it is impossible to conjure David Halberstam anyplace else than in post-World War II America, with its nuclear weapons and neuroses, mass communications, and mass culture. Had he been born in Bulgaria a century ago, his name may never have been known outside his family or village.

    Mr. Halberstam himself had power, influence and wealth. But he used them in the service of his twin passions: to understand the world he inhabited and to tell the truth about the world he saw. At a time when journalism is losing so much of its soul, it was a twin tragedy to lose one of its greatest avatars.

    Mr. Halberstam loved a good story. He loved politics, he loved searching beneath the surface, he loved sports. He loved long sentences, sentences so long that they doubled back on themselves and defied the steely logic that Mr. Halberstam applied to the rest of his work.

    He understood the country and culture and was misunderstood by them. To this day, many people swear Mr. Halberstam was one of the founding fathers of the anti-war movement in the Vietnam years, and they celebrate or revile him for that. In truth, his early opposition to John F. Kennedy and Lyndon B. Johnson’s war efforts wasn’t because he thought the war was wrong, but because he thought the war wasn’t being fought in a way that would lead to victory.

    Bill Prochnau, who wrote a landmark history of the early journalism of the Vietnam era, captured the Halberstam view: „(If) Vietnam couldn’t defend itself against the advance of the Communists, then his powerful country not only should help but had a moral duty to do so.”

    His interests were as wide as his books, which sometimes yawned beyond 700 pages. He wrote about Vietnam, of course, but also about the big news organizations of America; about the Yankees and the Red Sox; about the 1950s and the year 1964; about pro basketball and, in his last work, about the greatest game in pro football, the 1958 playoff between the Baltimore Colts and the New York Giants. His choice of topics seemed to be symbolic – the big subjects, the big passions, in American life. Thus books on Michael Jordan, Bill Belichick and the auto industry.

    His greatest achievement was to lend to the English language and the American (guilty) conscience one of the most powerful phrases of the 20th century, the title of his fifth book, „The Best and the Brightest.” This was a morality tale, a cautionary tale and a tragic tale all in one, as it was the story about how the most righteous and best-educated people in America got wrong the biggest moral and geopolitical issue of their time – the Vietnam War.

    Speaking of the best and the brightest, he wrote: „So they had lost it all. There was a sense of irony here, as if each player had lost, not just a major part of his personal reputation, but much of what he had truly believed and wanted, much of what he had manipulated for in the first place.”

    He used his baroque writing style, one part reportage, one part stream-of-consciousness, to capture the figures who held America in their thrall, or who simply, in the case of midcentury House Speaker Sam Rayburn of Texas, held immense power in their hands. Here is Halberstam on Rayburn, a giant of his time now half-forgotten in a world he would never have recognized:

    „He seemed in a somewhat grumpy and sour mood in the car, but that was not surprising, he had been that way on and off for several weeks. He was still bothered by the forthcoming election campaign. Everyone knew he hated Nixon, he had never made any secret of that. Rayburn was a man of the party and of old-fashioned loyalties, and he believed that Nixon had slandered the Democratic Party and some of his friends. But Rayburn was still wary of Kennedy, he had not completely accepted him as a man of presidential stature. Kennedy represented much of what he was coming to distrust in politics.”

    That excerpt is from his giant book, „The Powers That Be,” another phrase with resonance for the Halberstam age.

    But consider for a moment something he wrote this very year for a book almost no one will read. It is the foreword to „Finding the Words,” which is the childhood memoir of the late president of Dartmouth College, James O. Freedman. It appears in a volume published by Princeton University Press, not one of the great pop-culture houses, and the shame of it is that the memoir, set in the darkest corners of Manchester, N.H., and written by a man I admired as one of my own greatest mentors, may be the saddest, most powerful and most ignored American memoir of our time.

    This is what Halberstam wrote: „I have a sense of Jim that he was from the start much stronger than he ever understood, that he had taken strength in that sad little home far beyond what he realized (for the uses of adversity are never to be underestimated), that his father, for all his modesty, was a more important man and a better role model than Jim had understood when he was younger: The senior Freedman had lived a moral life based on serious principles – respect for others, giving back to a community more than you take out – and he had understood the quiet pleasure of being an important, if easy to overlook, part of a community, where he, at least, had understood the value of his own life and his own calling.”

    Halberstam’s searching, questioning manner makes you cringe in sympathy for the poor teacher who had him and Ralph Nader in the same elementary-school class in Winsted, Conn. But he became one of the poets laureate of Pax Americana. Let us say, too, and without irony: one of the best and the brightest.

    David M. Shribman, a North Shore native and Pulitzer Prize-winning journalist, is editor of the Pittsburgh Post-Gazette.

    lMr. Halberstam loved a good story. He loved politics, he loved searching beneath the surface, he loved sports. He loved long sentences, sentences so long that they doubled back on themselves and defied the steely logic that Mr. Halberstam applied to the rest of his work.

    He understood the country and culture and was misunderstood by them. To this day, many people swear Mr. Halberstam was one of the founding fathers of the anti-war movement in the Vietnam years, and they celebrate or revile him for that. In truth, his early opposition to John F. Kennedy and Lyndon B. Johnson’s war efforts wasn’t because he thought the war was wrong, but because he thought the war wasn’t being fought in a way that would lead to victory.

    Bill Prochnau, who wrote a landmark history of the early journalism of the Vietnam era, captured the Halberstam view: „(If) Vietnam couldn’t defend itself against the advance of the Communists, then his powerful country not only should help but had a moral duty to do so.”

    His interests were as wide as his books, which sometimes yawned beyond 700 pages. He wrote about Vietnam, of course, but also about the big news organizations of America; about the Yankees and the Red Sox; about the 1950s and the year 1964; about pro basketball and, in his last work, about the greatest game in pro football, the 1958 playoff between the Baltimore Colts and the New York Giants. His choice of topics seemed to be symbolic – the big subjects, the big passions, in American life. Thus books on Michael Jordan, Bill Belichick and the auto industry.

    His greatest achievement was to lend to the English language and the American (guilty) conscience one of the most powerful phrases of the 20th century, the title of his fifth book, „The Best and the Brightest.” This was a morality tale, a cautionary tale and a tragic tale all in one, as it was the story about how the most righteous and best-educated people in America got wrong the biggest moral and geopolitical issue of their time – the Vietnam War.

    Speaking of the best and the brightest, he wrote: „So they had lost it all. There was a sense of irony here, as if each player had lost, not just a major part of his personal reputation, but much of what he had truly believed and wanted, much of what he had manipulated for in the first place.

    Mr. Halberstam loved a good story. He loved politics, he loved searching beneath the surface, he loved sports. He loved long sentences, sentences so long that they doubled back on themselves and defied the steely logic that Mr. Halberstam applied to the rest of his work.

    He understood the country and culture and was misunderstood by them. To this day, many people swear Mr. Halberstam was one of the founding fathers of the anti-war movement in the Vietnam years, and they celebrate or revile him for that. In truth, his early opposition to John F. Kennedy and Lyndon B. Johnson’s war efforts wasn’t because he thought the war was wrong, but because he thought the war wasn’t being fought in a way that would lead to victory.

    Bill Prochnau, who wrote a landmark history of the early journalism of the Vietnam era, captured the Halberstam view: „(If) Vietnam couldn’t defend itself against the advance of the Communists, then his powerful country not only should help but had a moral duty to do so.”

    His interests were as wide as his books, which sometimes yawned beyond 700 pages. He wrote about Vietnam, of course, but also about the big news organizations of America; about the Yankees and the Red Sox; about the 1950s and the year 1964; about pro basketball and, in his last work, about the greatest game in pro football, the 1958 playoff between the Baltimore Colts and the New York Giants. His choice of topics seemed to be symbolic – the big subjects, the big passions, in American life. Thus books on Michael Jordan, Bill Belichick and the auto industry.

    His greatest achievement was to lend to the English language and the American (guilty) conscience one of the most powerful phrases of the 20th century, the title of his fifth book, „The Best and the Brightest.” This was a morality tale, a cautionary tale and a tragic tale all in one, as it was the story about how the most righteous and best-educated people in America got wrong the biggest moral and geopolitical issue of their time – the Vietnam War.

    Speaking of the best and the brightest, he wrote: „So they had lost it all. There was a sense of irony here, as if each player had lost, not just a major part of his personal reputation, but much of what he had truly believed and wanted, much of what he had manipulated for in the first place.”

  31. ANCA – 01.05., godz. 11:30.
    Każdy poddaje się emocjom, tyle, że nie takim samym. Wielu jedynie usiłuje „trzymać fason”, co ich mniej lub bardziej upodabnia do robotów.
    We wczorajszym „Warto rozmawiać” widzieć to było łatwo, prawda?

    Nadal jednak poziom świadomości siebie i innych jest w naszym kraju marny, może nawet tragiczny.

  32. K.W. – 01.05., godz. 14:30.
    Jak się stało, że moje – tss – wypowiedzi stanęły obok Bernarda, Falicza?
    Nieporozumienie. Przykro mi.

  33. Jako zwyczajna i normalna osoba po wielu przejściach jestem zbulwersowany postawą kilku „wpisaków”. Mój przyjaciel nie żyje od ponad 20-tu lat, ale na stałe jest w mojej pamięci, a do równowagi dochodziłem bardzo długo.
    PS. Wdeptywanie na blog Redaktora oraz wylewanie nienawiści i „zakompleksionej żółci” wobec DP i osób zmarłych to po prostu chamstwo.

  34. Ukazalo sie (z data 3 maja 2007) Oswiadczenie Ruchu na Rzecz Demokracji:

    http://www.rrd.org.pl

    Nareszcie! Niektorzy twierdza, ze poplakali sie przy jego czytaniu.

  35. Do TSS, przepraszam, nie sprawdziłem, jest mi głupio, liczę na rozgrzeszenie.

  36. Przeczytałem WSZYSTKIE wypowiedzi Andrzeja Falicza w tym ostatnim blogu i mam DOBRĄ Wiadomośc.
    Ta kreatura już niedługo zdechnie od własnego jadu.
    Poziom nienawiści, złości, zawiści i kompleksów juz osiąga punkt krytyczny.

  37. TadeuszuK

    Dla porządku: Morozow był Pawlik. Pawka to z kolei Korczagin. Zupełnie inna historia.

    Już to kiedyś na tym blogu przerabialiśmy…

  38. Miałam nadzieję, że wpis Pana Daniela przynajmniej dzisiaj nie wywoła takiej reakcji „dyżurnych” opozycjonistów, ale nie, Oni jak rzepy przyczepieni do każdego słowa Redaktora, nicują, wywracają, manipulują… Wypowiedzi dokładnie odsłaniają Ich wnętrze charakterologiczne i intelektualne.
    Dedykuję Im słowa B.Pascala:
    „Trzeba umieć wątpić, tam gdzie trzeba
    twierdzić tam gdzie trzeba i poddać się ,tam gdzie trzeba.
    Kto czyni inaczej nie pojmuje siły rozumu.
    Są ludzie, którzy grzeszą przeciw tym trzem zasadom:
    albo przedstawiając wszystko jako rzeczy dowiedzione z braku rozumienia dowodów
    albo wątpiąc o wszystkim z braku zrozumienia, gdzie trzeba się poddać;
    albo poddając się we wszystkim, z braku świadomości o tym,
    gdzie trzeba sądzić”
    „Myśli” s.248

    Jestem osobą, która naukę uczyniła swoim hobby. Niejednokrotnie zauważałam, że mając do analizy określony tekst, każdy wyciągał z niego inne sformułowania nadając im inną hierarchię ważności. Ostatecznie weryfikował to egzaminator, tutaj weryfikujemy się sami.

    I jeszcze pytanie: Czy mój ojciec, więzień Gułagu przyjmując posiłki i pracując w tajdze ,chcąc nie chcąc, podtrzymywał reżim sowiecki i był odpowiedzialny za trwanie systemu?
    Halszka

  39. Bernard pisze : w Indochinach CIA zwerbowało wielu agentów (zdaje się, że Kukliński wówczas nawiązał kontakty). Czy może napisać Pan cos więcej na ten temat? Czy CIA przymierzało się do Pana? A nasz kontrwywiad?

    No cóż , pan Bernard jako stary weteran rozgłośni z Monachium finansowanej i nadzorowanej przez CIA, powinien dobrze wiedzieć jak CIA werbowała agentów.
    Panie Bernardzie mam prośbę, czy może napisać Pan cos więcej na ten temat? Czy CIA przymierzało się do Pana? A nasz kontrwywiad?

  40. Panie doktorze Falicz, znajomych się nie posiada , znajomych się ma. Znajomi to nie posiadłość , a doktorat doktoratowi nie równy. Jak widać.

  41. Panie Falliczny!

    Pan Kennedy, a nie Kenedi (od „Kenediego”sic! ), to a propos przekręcania nazwisk (w końcu uczę się od najlepszych). Skoro tylko jego koafiura się liczyła to wina naszych czasów, że takich właśnie wynoszą, a o prawdziwych cnotliwy i wartościowych ludziach, właśnie takich jak pan Andrzej Falicz cicho i jakoś nie brylują na salonach tudzież ław rządowych nie grzeją. Jedyną aktywnością na jaką pozwala takim wspaniałym i świętobliwym ludziom żydokomuna rządząca tym światem jest jedynie blogowisko śmiertelnego wroga.
    Ten świat naprawdę jest niesprawiedliwy i schodzi na psy. Do tego, tego okropnego Pana Redaktora Passenta czytają tysiące (pewnie same komuchy) i to mimo heroizmu wykazywanego przez co niektórych na F i na B w walce z wrogiem ludu (prawdziwy Dillinger). Jak by tego było mało
    śmią, ci odszczepieńcy obrzydliwi, się z nim zgadzać i szanując jego poglądy, wiedzę i polot wyrażają to bezwstydnie na blogu.
    Nie wiem co tu z tym fenomenem zrobić, sam będąc umaczanym po szyję w szambie zwanym komuną (tzn. tylko w głowie bom przed 40-stką przecie) niewiele mogę, a i dusza u mnie poślednia, miałka i wredna, a do tego charakterek słaby. Natomiast skoro walka werbalna jest nieskuteczna wzywam jedynych sprawiedliwych na B i na AF do zadenuncjowania tego siedliska myśli reakcyjnej najlepiej do ABW, CBŚ albo też i do CBA, no bo przecież bez łapówek nikt by tu nic pochlebnego nie napisał.
    Pozdrowienia dla łagodnych i w ogóle nie agresywnych adwersarzy naszego Gospodarza. No dobrze, dla pozostałej sitwy również.

  42. Aha, byłbym zapomniał!
    au – wielkie dzięki za odnośnik do oświadczenia! Z miłą chęcią skorzystam.

  43. Posiada, nie posiada, ma, nie ma.
    Co za pelny glebi i mocy pstryczek w moj zakomplesiony nos.
    Mam wrazenie, ze jest tu tak gesto od wrazliwej kultury, ze az trudno mi uwierzyc, ze to ci sami, ktorzy „kartoflanych czarnosecinnych kaczystow’ mieszaja w blocie nie przebierajac slow.
    Pewnie beda ich w przyszlsci gdy zdarzy sie okazja z bolszewicka bewzglednoscia karac dla dobra kultury i wrazliwosci…wieszajac wrazliwie na latarniach.
    Passent miesza wpisy, raz pisze o chamach by nastepnego dnia odkryc swa wrazliwa dusze.
    Bezwgledny a jednak wrazliwy jak zawsze.
    Ja do Dawida H. nic nie mam, ani do jego Pulitzerow i niezwykle waznych dla swiatowej kultury ksiazek o koszykowce.
    No coz poniewaz byl wybitnym dziennikarzem amerykanskim zastanawiam sie jakie ma to przelozenie na nasz podziw dla niego.
    Ja nie ufam Passentowi bo on nauczyl mnie sobie nie ufac.
    Zaklada sie swoj blog by prezentowac siebie i wystawiac na „publiczna ocene”.
    Moja ocena, ktora podpisuje wlasnym nazwiskiem jest bardzo negatywna.
    Passent zieje nienawiscia i obsesyjnie wylewa kubel za kublem na nasza demokratycznie wybrana wladze.
    Szydzi z tradycji. podsmiewa sie z katolickiego chamstwa jest bardziej falszywy niz Urban ale pisze to samo.
    Nastepnego dnia przybiera stroj glebokiego medrca zaczytanego w czterech ksiazkach na raz, ktore oczywiscie potwierdzaja jedynie JEGO zyciowe wybory.
    Nastepnego dnia poucza nas balami w Princeton i smarka w chusteczke po tragicznej smierci Najlepszego i Najzdolniejszego…
    Jutro bedzie za to nastepny kubel pomyj.
    Passent pisze o zawsze o sobie a ja zawsze (na tym blogu) o nim.
    Mozecie sie oburzac i nie zgadzac ale bynajmniej nie ja jeden mysli inaczej
    niz pompatycznie afiszujacy sie swoimi intelektualnymi aspiracjami
    poskomuszy sierociniec.
    Acha dla ciekawych znam osobiscie Dalaj Lame czy mam o tym napisac uwypuklajac w tej znajomosci swoja osobe – czy doznalibyscie intelektualnego drzenia zastawek sercowych jak przy czytaniu Bywalca?

  44. KW kto ksztaltowal Twoj swiat i swiatopoglad to Twoja sprawa.
    Jak sie domyslasz dla mnie Twoja amerykanska smietanka powoduje niestety wzruszenie ale jedynie ramion.
    Oni nie sa dla mnie tak jak dla Ciebie autorytetami moralnymi.
    Piosenki Lennona lubilem ale bardziej plakalem po Grechucie.
    No coz nie kazdy jest tka swiatowy jak Ty i bywalec.
    Placzemy lokalnie i po cichu bez fanfar i pompy.
    Dla mnie autorytetem jest Pan Staszek z ulicy Bednarskiej.
    Podoba mi sie rowniez delikatne stwierdzenie, ze DH nie mial nic przeciwko zabijaniu zoltkow uwazal tylko, ze robi sie to malo wydajnie…(oswiec mnie bo jedynie tyle wyczytalem w angielskich apologiach przez Ciebie zalaczonych).
    Problemem jak zwykle dla Amerykanow bylo jak zameczyc innych dla ich szczescia i wbrew ich zyczeniom.

    Tse Tse znalazlas sie w tym wstretnym towarzystwie bo Twoj entuzjazm i uwielbienie bylo nawet dla „sympatykow” zbyt wielkie by moglo byc prawdziwe…zachowaj umiar w holdach bo moga Cie zaliczyc do Kaczyzmu i powiesza Cie na latarniach obok Bernardow i Faliczow – tego bys chyba nie wytrzymala. Mysle o towarzystwie oczywiscie.

    Jako ciekawostka; Amerykanie zabijali protestujacych przeciw wojnie studentow – NA ROZKAZ… wyszly na jaw nagrania.
    Teraz widze kolejne polaczenie Danielowe:
    kopalnia Wujek – Kent State- Kennedy- general- przystojni- najlepsi – najzdolniejsi – Daniel- tragizm-wielkosc…itd.

  45. K.W. – 01.05., godz.17:58.
    Nieporozumienia nie ma. Dziękuję.

    absolwent – 01.05., godz. 18:29.
    Przykro czytać. Wypada przytoczyć B.Hellingera:
    „Istnieją dwie grupy grzeszników:
    tak zwani żli i ci,
    którzy chcą dla nich złego.
    Drugą grupę nazywa sie sprawiedliwymi.”
    I następny cytat:”Odrzucenie upodabnia.”

    halszka 31/3 – 01.05., godz. 19:28.
    Dot. pytania. Czy nie bywa tak, że analogicznie dziś jedni osądzają drugich rodaków za PRL w ich życiu? Aby szybciej, na skróty?

    I pytanie: Czy chodzi o to, żeby dziś było PRL mniej, czy o to by go było więcej? Tamtej aury, metod, porządku, chcemy mieć mniej, czy więcej? Czy się mylę sądząc, że coraz więcej osób chce tego, czego nie znosi?
    Pozdrowienia.

  46. Moja rada dla polemistów Fallicza i Bernarda. ” Nigdy nie kłóć się z głupcem – ludzie mogą nie dostrzec różnicy”. Nie czytam, traktuję jako białe plamy. Stosuję i dobrze na tym wychodzę. Pozdrawiam

  47. Andrzej Falicz – 02.05., godz. 06:41.
    Np. „Problemem … dla Amerykanów było jak zamęczyć innych dla ich szczęścia i wbrew ich życzeniom.” Rozumiem, że dla szczęścia Amerykanów, a wbrew życzeniom innych, ale nie o to chodzi.

    Razi mnie u o g ó l n i e n i e nt Amerykanów. Amerykanie się między sobą różnią, jedni np robią wojnę w Iraku, drudzy pierwszych popierają, trzeci są im przeciw, czwarci się nad tą sprawą nie zastanawiają, kolejni…
    Uogólnienia zamazują rzeczywistość, fałszują jej obraz, ba – krzywdzą.
    Ludzi o gołębich sercach w Ameryce też jest bez liku. Mało tego, i mądrym czy głupim częściej się bywa niż się jest. Istotna jest częstotliwość, czy tak?

    Drugie. Pisze Pan, że towarzystwo Benardów i Faliczów byłoby dla mnie nie do wytrzymania. Nie do wytrzymania byłyby te latarnie, nikt tego nie wytrzymuje. A towarzystwo jak towarzystwo, bywa różne.

    Pan moje -mam wrażenie- znosi. Wciąż zabieramy, Pan i ja (ja krótko, ale bardzo się cieszę, że mnie Gospodarz oraz obecni w Jego salonie nie wysłali za drzwi, by nie zaniżyć poziomu dyskursu, na który dane mi było trafić przez przypadek; tym przypadkiem było uzyskanie dostępu do internetu) głos w gronie dyskutantów u Pana Passenta. Nie wyrzucił nas Pan Redaktor, ani moderator (tak się nazywają kwalifikatorzy tekstów?) i my, Pan i ja, nie uciekliśmy, gdzie pieprz rośnie.

    Lubię porozmawiać, a w tak licznym doborowym towarzystwie jestem po raz pierwszy! Dziękuję za gościnę. Cieszę się jak dziecko. Mam też nadzieję wiele się nauczyć, bo lepiej póżno niż wcale.

    Odnoszę wrażenie, że dużo Pan umie, ale używa tego dobra w kontekście z kiepskim samopoczuciem, życzę więc zdrowia.

  48. Brawo, „tss”! Masz wielkie serce!
    Niestety dialog z AF i B to wielkie dla nich „wyröznienie”, lepiej byloby nie reagowac wcale. Wyrzucani „za drzwi” przez wszystkich, wciskaja sie
    oknami albo i przez komin ponownie. Nie stac ich na wlasny blog, bo dobrze wiedza ze gosci na nim mieliby niewielu. Wiec jak „rzepy na psim
    ogonie” sa upierdliwi az do bölu, dla innych. Nawet usuniecie sie im z drogi
    nic tu nie pomoze, zawsze znajda pretekst dla swoich „trzech groszy”
    Pozdrowienia!
    s.c

  49. stacio – 03.05., godz., 06:08.
    Dziękuję, rzeczywiście mam się nieżle w kwestii serce. Bez tego ani rusz, chyba, że zgliszcza, czego szukać nie ma po co.

css.php