Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

12.08.2007
niedziela

Halo, tu Berlin!

12 sierpnia 2007, niedziela,

Kiedy tylko mogę – wyskakuję do Berlina. Coraz bardziej lubię to miasto, w którym po wojnie spędziłem kilka lat dzieciństwa. Być może dlatego, że w czasie wojny miałem zaledwie kilka lat i prawie niczego nie pamiętam, nie żywię do Niemców żadnych uczuć, nie należę do tych, którzy na dźwięk języka  niemieckiego dostają gęsiej skórki i chętnie ją pokazują. Nie jestem podatny na tak modne dziś straszenie Niemcami, które było już modne w czasach Gomułki (słynna „oś Bonn – Telawiw”).

Na wieczorny spacer wybrałem się banalnie, do dzielnicy Charlottenburg, gdzie mieści się słynna Kurfurstendamm, pełna sklepów i wspomnień. Tym razem ruch kołowy był zamknięty, wzdłuż jezdni ustawione były barierki, mające powstrzymać przechodniów. Na jezdni trwały biegi narodowe pod hasłem „Energia dla Berlina”. Biegły dziesiątki tysiące ludzi, wszyscy mieli przypięte numery startowe, dzieci, rodzice, dziadkowie, mężczyźni i kobiety, startowali w rozmaity konkurencjach – bieg na 10 km, na 21 km, na rowerach, bieg otwarty i bieg dla sportowców.

 

Napisałbym, że cały Berlin biegał, ale to nieprawda, ponieważ tysiące ludzi stały wzdłuż ulicy oklaskując biegaczy, dodając sił tym, którzy już ledwo unosili nogi. Do biegu zagrzewały ich też zespoły perkusyjne, ustawione wzdłuż ulicy, które wydawały z siebie miarowy, rytmiczny łomot. Sybaryci, których tez nie brak, rozsiedli się w okolicznych kawiarniach, podziwiając biegaczy znad kieliszka wina czy kufla piwa. Dookoła pełno było ludzi z numerami startowymi, jedni dopiero rozgrzewali się przed startem, inni, wycieńczeni, ale szczęśliwi, wracali z trasy. Noc była ciepła. Berlin biegał do północy. W poprzek Kurfurstandamm strażacy uruchomili prysznice dla biegaczy spragnionych ochłody. Niektórzy uczestnicy byli w moim wieku – patrzyłem na nich z zazdrością.

W poniedziałek rano sięgnąłem po prasę. W „Der Tagesspiegel” rzadkość: na pierwszej stronie komentarz Sebastiana Bickericha o braciach  Kaczyńskich na tle Europy. Zaczynało się jak zwykle: „Czy Polskę można jeszcze brać poważnie?” – pyta autor. Padają słowa „operetka”, „były bokser”, „nacjonalista – antysemita”. „Cała Polska wydaje się Niemcom ultrakonserwatywna, wroga wobec homoseksualistów, wręcz antysemicka” – czytamy. Ale taka Polska nie istnieje – zapewnia autor, i przypomina, że na Wschód od Niemiec rozpościera się kraj demokratyczny, w którym prawo jest respektowane, a gospodarka kwitnie. Warto ten artykuł podsunąć braciom Kaczyńskim.

Zdaniem autora, choroba, której objawy zdradzają Kaczyńscy – syndrom oblężonej twierdzy, niechęć do Unii Europejskiej, ksenofobia – trawi całą Europę. Polska jest antyniemiecka nie bardziej niż Niemcy są antyamerykańscy. „Niechęć Niemców do Kaczyńskich przypomina naszą niechęć do Busha” – pisze Bickerich. Nie tylko Kaczyńscy, ale i Niemcy są niezadowoleni,  że Unia zbyt szybko otworzyła się na Wschód, że Niemcy muszą za to płacić.

W gruncie rzeczy był to komentarz w duchu: „To nie Polska jest chorym człowiekiem Europy, to Europa jest chora”. Rozejrzałem się dookoła, w mojej ulubionej piekarni-kawiarni BioBakchaus na Guntzelstrasse. Kilkanaście rodzajów bułeczek, aromatyczna kawa, apetyczna businesswoman, sama przy stoliku,  cały czas „mówi do siebie”, czyli do mikrofonu połączonego z komórką, młoda para wpatrzona w ekran laptopa. Chora Europa ma swoje uroki.

Niestety, następną gazetą, po jaką sięgnąłem (Niemcy dużo czytają, w kawiarniach na ogół są gazety i pisma dla gości), był najnowszy „Der Spiegel”, a tam obszerny artykuł o dziełach sztuki wywiezionych z Niemiec  przez zwycięskich aliantów. Artykuł zaczyna się od opisu groźnej sceny: Strażnik w Muzeum Gdańskim zatrzymuje dziennikarza „Spiegla” – „Stój! Tu nie wolno fotografować. Całkowicie zakazane. Ściśle tajne” – mówi strażnik, i to nie bez powodu, ponieważ wewnątrz znajdują się cenne płótna malarzy holenderskich, zrabowane przedtem przez nazistów i umieszczone na polecenie Goeringa w Gdańsku, który wpadł w polskie ręce.

Bohaterem artykułu nie jest jednak Goering, ale alianci – od Ermitażu w Petersburgu po Metropolitan Museum w Nowym Jorku, nie mówiąc już o  Krakowie (Biblioteka Pruska) – wszędzie pełno jest skarbów kultury wywiezionych z Niemiec (inaczej by brzmiało „z Trzeciej Rzeszy”). Rodowód tych obrazów nie zawsze jest możliwy do ustalenia, część należała np. do kolekcjonerów żydowskich i została im odebrana przez hitlerowców, a następnie nabyta za bezcen przez banki zachodnioeuropejskie, część została zrabowana przez hitlerowskie Niemcy (niektóre lekkomyślnie zwrócił Francuzom kanclerz Kohl), część była od pokoleń  niemiecka. Jedno jest zdaniem autorów  pewne: Teraz wszystko to pozostaje bezprawnie w rękach niepowołanych – rosyjskich, amerykańskich, węgierskich, polskich, francuskich (aczkolwiek Chirac dużo zwrócił). Niektórzy muzealnicy niemieccy pogodzili się z tym, np. dyrektor muzeum w Kolonii kazał kilkadziesiąt brakujących obrazów spisać z inwentarza, jako odszkodowanie za szkody wojenne. Ale inni milczą, pisze „Spiegel”, ponieważ tak jest poprawnie politycznie.

Czytałem ten artykuł z mieszanymi uczuciami. Wydawał mi się niesmaczny. Owszem, od co najmniej stu lat obowiązuje konwencja, która zabrania w czasie wojny wywozić dzieła sztuki z kraju przeciwnika, ale kiedy przychodzi do II Wojny Światowej – o jakich można mówić konwencjach? Pointa artykułu „Spiegla” zmierza do tego, by uszanować niemieckie prawo własności, ponieważ tak jest sprawiedliwie.

Owszem, myślę sobie, ale kiedy przychodzi do II Wojny, gdzie jest sprawiedliwość? Czy Niemcy nie powinni być najbardziej zainteresowani, żeby zamknąć już ten rozdział?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 28

Dodaj komentarz »
  1. dziekuje Panie Danielu
    jest Pan lykiem czystej i chlodnej wody

  2. Gdyby każąde światowe muzeum oddało eksponaty, które trafiły do niego nielegalnie ( w rozumieniu aktualnego stanu prawnego) większość ekspozycji mogłoby zmienić nieodwołalnie swoje miejsce w świecie. I jakoś żaden kraj się nie spieszy do oddania tego, co ma u siebie, a co nie jest jego własnością Niemcy nie są wyjątkiem – kradli, nie oddali, im ukradziono i nie oddano.

  3. Och, och panie Danielu.
    Niech nie zachwycają pana wypociny niemieckich dziennikarzy na temat Polski, którego to tematu nie rozumieją, o czym wielokrotnie pisał Gombrowicz czy nadworny krytyk literacki Reich-Ranitzki. Teraz jest czas ponownego buntu wysiedlonych Niemców w sprawie zabranych po II Wojnie Światowej ziem zachodnich i pomorskich. Musi się Pan zastanowic po której stronie w tym sporze się opowiedziec. Może czas przestac wywyższac inne nacje i zacząc pisac jak Tuwim w polskim interesie, a nie rosyjsko-niemieckim.
    A w kraju tymczasem spór Ziobro-Lepper czyli medialnie Ziobro kontra Agora, ITI oraz Polityka. Czy nie przeraża ta alternatywa obrony Leppera?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Redaktorze

    Jeśli Europa jest chora, to jak nazwać stan, w jakim znajduje się nasz kraj? Chociaż…nagle
    na naszych oczach politycy przechodzą zasadniczą metamorfozę. Na planie kolejne przejawy hipokryzji. Przed przewidzianymi wyborami przydał by się nam wszystkim trening w biegach do urn wyborczych pod hasłem „Energia dla Polski”.(obawiam się jednak, że hasło mogłoby wywołać złe skojarzenia polityczne.)

    „Czy Niemcy nie powinni być najbardziej zainteresowani, żeby zamknąć już ten rozdział? ”
    Powinni, ale tam też wyrosło nowe pokolenie weryfikujące historię w oderwaniu od źródeł

  6. Panie Redaktorze, gratuluję wyprawy. Miał Pan możliwość się odpocząć, wręcz – przewietrzyć. Tu wydarzenia pędzą coraz prędzej, a i jest ich coraz więcej. Tu czekają na Pana odmienne niż w Berlinie doświadczenia. Tutaj ma się wrażenie, że się siedzi na beczce prochu i nie ma gdzie się dowiedzieć o jej rozmiarach.

    Miło, że w Berlinie elegancko się o nas wyrażają, że się z nas nie naśmiewają. Miło, że Pan może nam o tym stanie zaświadczyć.

    Może nas te ciepłe gesty odmienią, odczarują? Wreszcie? Chciałabym, żebyśmy w Polsce żyli jak Niemcy w Niemczech, żebyśmy wiedzieli, że to jest możliwe.

  7. Jakas polska gazeta juz komentowala nieobiektywnie ten artykul, opisujac tylko jego poczatek.
    W koncowce tego artykulu pan Sebastian Bickerich wyraza sie natomiast pozytywnie o Polsce i wymienia korzysci jakie czerpia Niemcy z rozszerzenia Unii.
    Niemcy podejmuja probe odzyskania swoich dziel sztuki i na probie prawdopodobnie sie to skonczy. Jest to zenujace, ze to wlasnie Niemcy, ktore ograbily cala Europe z dziel sztuki, a tego co nie zdazyly wywiesc, niszczyly, stawiaja sie w roli pokrzywdzonego. Ciekawe, ze z taka determinacja zadaja zwrotu dziel sztuki tylko od Polski. W stosunku do Francji i Rosji zachowuja postawe bardziej umiarkowana albo wrecz ugodowa. Na dziela niemieckie wywiezione do Rosji, Niemcy moga sobie tylko popatrzec w Ermitzu w Petersburgu.

    Szestow1
    Jesli to Marcel Reich-Ranicki, a pan Bickerich i jeszcze paru innych niemieckich dziennikarzy ma pojecie o Polsce.

  8. Ja również mam mieszane uczucia odnośnie zwrotu dzieł sztuki z dużym prawdopodobieństwem niesłusznie posiadanych, ale jednak moje wcześniejsze i krótkie więc może i płytkie przemyślenia skłaniają mnie do nieco innych wniosków aniżeli te, do których doszedł Pan Daniel Passent. Poruszyła mnie nieco wcześniej metafora użyta przez jednego z dziennikarzy Gazety Wyborczej, który przyrównał żądania strony niemieckiej dotyczące zwrotu „Berlinki” do żądań złodzieja, który ukradł nam cenne rzeczy sprzeniewierzył je, a następnie po jakimś czasie zaczął żądać od nas cennego płaszcza, który zagubił był podczas rabowania. Nie pasowało mi w tej metaforze to, że to już nie ten sam złodziej, że to jego potomkowie, a sam płaszcz może dla tych potomków mieć wartość sentymentalną i pochodzić od przodków złodzieja, którzy byli ducha bogu winni. A to już trochę zmienia postać rzeczy. Ja wiem, że wyrządzono nam ogromną krzywdę w sferze kultury również, i że zatrzymanie „Berlinki” można traktować w kategoriach zadośćuczynienia, ale jednak coś gdzieś mi zgrzyta. Może taki gest spowodował by i podobne gesty w odpowiedzi, nie koniecznie tylko ze strony wobec której został uczyniony. Choć nadzieja matką głupich, ale sądzę, że dawanie dobrego przykładu nie jest bardzo naganne. Prowadzić to może również do obudzenia się z ręką w nocniku i zaliczenia takiego „darczyńcy” w poczet frajerów, ale może prowadziłoby to do wykształcenia odmiennych zwyczajów międzynarodowych, odległych od zwyczajów kolonialnych (wbrew ostatnim inklinacjom „arktycznych kolonizatorów” rosyjskich).
    Pozdrawiam wszystkich i znowu przepraszam za przydługie przynudzanie.

  9. Drogi Panie Danielu,
    tak na wstępie: ze Niemcy nie zamykają tego „rozdialu”, to według mnie całkiem słuszne. Życzyłbym sobie, aby i w Polsce doszło kiedyś do solidnej, kompetentnej, popartej samokrytyka i nieobciążoną uprzedzeniami rozprawy z tym „rozdziałem”.
    To dziwne, ale i w Niemczech pojawiają się co jakiś czas wypowiedzi albo sugerujące albo bezpośrednio postulujące za zamknięciem tego tematu. W sumie pomimo faktu, iz jest to przecież temat niewygodny glosy te nie spotykają się z poparciem.
    Przyczyn jest wiele. Jedna z nich to podejście czysto pedagogiczne a mianowicie obawa, ze fakt zamknięcia tego rozdziału może oznaczać jednocześnie zapomnienie, zepchniecie na dalszy plan. Mając przed oczami następne pokolenia i świadomość obywatelska, za której kształtowanie jesteśmy przecież odpowiedzialni, wydaje się to jednak trochę problematyczne.
    Spojrzenie na temat II WS z perspektywy Polaka i Niemca jest zawsze spojrzeniem z dwóch perspektyw: ofiary albo sprawcy.
    Niemcy maja ten zaszczyt spojrzenia na problem z pozycji sprawcy. Dlatego sprawa poznania, wgłębienia czy wręcz identyfikacji z niemieckim kręgiem kulturowym zawsze jest identyfikacja z kultura „sprawcy”. Jest to fakt uwarunkowany historycznie, z którym trzeba się pogodzić, chcąc w tym kręgu kulturowym jakoś dojść ze sobą do ładu. „wer bin ich? woher komme ich?” to pytania, na które często przez cale życie bezskutecznie szukamy odpowiedzi.
    W Niemczech powstał nawet dowcip przedstawiający mężczyznę, który budzi się rano zlany potem i z trwoga na twarzy zadaje sobie pytanie: kto jest winny? (wer ist schuld?).
    Co do tego artykułu w „Spieglu”, to nie przywiązywałbym do tego zbyt wiele wagi. „Spiegel” jak to się w Niemczech mówi, to „Bild” dla intelektualistów. Pracując jak dziennikarz od wielu lat wie Pan z pewnością, ze sa i tak zwane tematy „letnie”. „Spiegel” jest magazynem ukazującym się tygodniowo, a ma czasem i ze 180 stron. Cos trzeba pisać…

    Zgadzam się z Panem w zupełności, ze sprawiedliwość w pojęciu moralnym, to jedna z wartości, które w obliczu wydarzeń II Wojny Światowej strąciły na znaczeniu.
    To przecież Theodor W. Adorno powiedział kiedyś: „Pisanie poezji po Auschwitz jest barbarzyństwem”.

    Z poważaniem

  10. Diaspora jest czujna! (Albo – nie, tez biega)

    W warszawskim kabarecie „Pod Egida”, Pietrzaka nabijal sie, z redaktora Hoppfera „Biegu po zdrowie” – pamietacie? Jaki oni tam ubaw mieli
    Jezeli sobie dobrze przypominam – widownia prominentna – smiala sie do rozpuku.

    Inna kultura – prawda?

    Elita sybarycka „wiskacza” pijac sie nabijala,
    czyny spoleczne organizowali, obecnosci sprawdzali, dzisiaj do steru Panstwa sie pchaja, no, kto to widzial.

    Jest fakt, ze podczas II WS wiele dobr „przeflancowano”. Zbior Gaustker’a bezpowrotnie przepadl, jako calosc przepadl.
    To jest nie do odtworzenia. Zbior, jako majstersztyk, nie gora obrazow na oslep kupionych. Zbior jako osobne dzielo, dzielo samo w sobie.

    Gdzie sa jego strzepy?

    Gdzes sa, wisza, oko „nowego wlasciciela” napewno ciesza.
    „Dure” Lubomirskich? Czy cos slychac, w tej sprawie, cisza?

    Ja wiem, wojna byla, nie tylko obrazy dziela szkuki gina, bezpowrotnie czesto tez, na zawsze zreszta.

    Kambodza?
    Irak? No wlasnie. Witam w klubie! Czy „Prezes Klubu” na wczasach juz, czy jeszcze?

    Nasz rozsadek jest nie mniej na lasce losu niz nasze mienie – chyba – ze zdazymy szbko na zone przepisac – prawda?

    To sie determinacja nazywa. Brrrry.

    F.S. von/od Diasporski

  11. ad szestow,
    dlaczego wypociny? Czy twoje pisanie to nie są wypociny?!
    Każdy przedstawia swój pogląd. Potem zastanawia się nad argumentacją X czy Y. Wyciąga wnioski! Przedstawia kontrargumenty, pisze gdzie ma wątpliwości, pisze gdzie się zgadza. W tym nie ma NIC ZŁEGO.
    To nazywa się DYSKUSJA!
    Myślę, że pan Daniel jasno wyraźił swój punkt widzenia!
    Jest on dla mnie jasny – pro polski.
    Piszesz o wywyższaniu się innych narodów, a może My przestalibyśmy być tym „Mesjaszem narodów”?
    Bo, cóż my mamy do zaoferowania?
    Kiełbasę, ogórki kiszone?
    Mamy wspaniałych ludzi, ale musimy to im udowodnić, a nie wciskaś na siłę! Na opinię się długo pracuje, to nie działa jak dekret Rady Rad.
    Jak będziemy mieli połowę ilości noblistów niemieckich (123), to możemy zacząć znów marzyć o naszej wyjątkowej roli w dziejach świata. Narazie uczmy się od innych, bo nie potrafimy rozwiązać problemu pustych butelek, a staramy się innym narzucać nasze standardy.
    Polska butelka bezzwrotna w jest warta w BRD 8 lub 15 cent. :=))

  12. Tym wszystkim , od polityków do obywateli którzy oczekują ,iż Polska jest lub ma być na poziomie ważności Rosji czy Niemiec – doradzam LECZENIE sie z tej choroby poprzez zauważanie ,że Szwedzi ,Duńczycy ,Finowie , Czesi czy Słowacy dobrze czują sie w swoim formacie .
    Berlin ,odwiedzam niemal każdego miesiaca i tak jest od Lat IIIRP ( autostradą ze Szczecina -niedaleko ) . Tam, w tej stolicy ,byłoby nie do pomyślenia, by w sztandarowych sprawach kryminalnych Niemiec , główne role dowodowe grali Gangsterzy , czy mniejszego znaczenia przestępcy , a kiedy Skruszony b. Minister Spraw Wewnętrznych zgłasza gotowość bycia świadkiem Nr.1 – jest lekceważony .
    A miało być o zwrocie lub wymianie dóbr kultury ,wyszło jak zwykle .
    W sprawie zwrotu lub wymiany dzieł sztuki ,doradzałbym rozmowy i … nie załatwianie niczego . Niemcy nie mogą mieć jako państwo żadnych roszczeń ,szczególnie w stosunku do państwa Polskiego .

  13. Gdyby Anglicy oddali wzystkie niesłusznie posiadane dzieła sztuki, w British Museum nie zostałoby nic. No, prawie nic.

  14. Niemcy patrzą w przyszłość, burzą mury, są państwem prawa i sprawiedliwości, demokracja stabilna, partie normalne, społeczeństwo i władza proeuropejskie itd.. , to także 3-cia potęga gospodarcza świata, największy eksporter, autostrad 20 x więcej niż u nas i 2mln Polaków.
    Społeczeństwo polskie w znakomitej większości jest proeuropejskie i też chce żyć w „krainie mlekiem i miodem płynącej”, ale jeszcze daleka droga przed nami. W Niemczech odzywają się czasem pojedyncze upiory przeszłości, „trup” w szafie spoczywa na wieki chyba w miarę spokojnie, a władza konsekwentnie naciera do budowy europejskiego społeczeństwa i nie jątrzy, ale łączy.
    W Polsce wszystko na odwrót, bracia uprawiają bezprawie i niesprawiedliwość, a mury podziału pną się tak do góry, że za parę lat Wielki Chiński Mur z perspektywy „księżycowej” zostanie zdetronizowany. Winnych tego stanu demokracji jest więcej, ale.. .
    PS. W kawiarniach bywam rzadko i czasami spotykam czytelników tabloidów, magazynów, tygodników, dzienników, ale jeszcze nie widziałem czytelnika Naszego Dziennika.

  15. Pisze Pan: – `…na polecenie Goeringa w Gdańsku, który wpadł w polskie ręce.` Czy rzeczywiście – w polskie? Czy też koks stylistyczny zaowocował merytorycznie?
    Pozdrawiam

  16. Pisze Pan: – `…płótna malarzy holenderskich, zrabowane przedtem przez nazistów i umieszczone na polecenie Goeringa w Gdańsku, który wpadł w polskie ręce.` Czy rzeczywiście? A może Pański kiks stylistyczny zaowocował `stworzeniem nowego faktu`?

  17. szestow 1 ;
    Jeśli Ziobro contra Lepper kojarzy sie Tobie jako Ziobro contra Agora to dla przyzwoitości napisz
    To Konflikt Springer – Agora .
    Twoja Polska jest miedzynarodowa , zrozum to Chłopie , a Twoj Ziobro usta słodsze ma od Malin. Dwóch niewyżytych starych kawalerów o widocznych aberacjach osobowościowych kieruje państwem Polskim ,tak jakby w Polsce nie było mądrych Kobiet i pełnokrwistych mądrych męższczyzn.
    SZESTOW zrób coś z tymi starymi kawalerami ,postraj sie chociaż ,OK??

  18. Ja również bardzo lubię Berlin, a jedną z rzeczy której im zazdroszczę są właśnie piekarnie z tzw Stehkaffee i belegtes Brötchen. Czekam, aż w końcu się to przyjmie w Polsce i będę mógł wyskoczyć do zaprzyjaźnionej piekarni na drożdżówkę „na miejscu” i filiżankę kawy 🙂

    A co do zwrotu dzieł sztuki, to pomimo moich dwóch dziadków w Wehrmachcie, uważam że Niemcy nie powinni wysuwać tego postulatu.
    Moim zdaniem jednak, w najbliższym czasie możemy sie spodziewać coraz więcej takich „akcji” ze strony Niemców. W końcu nie każdy jest tak wytrawnym politykiem jak pani Merkel i bez zmrużenia okiem znosi obelżywe wręcz traktowanie przez polskich polityków udając że nic się nie stało. Pokolenie, które nigdy nie wysunęłoby takich roszczeń, jest w RFN coraz starsze i ma coraz mniej do powiedzenia. Do głosu dochodzą młodsi, którzy nie chcą już czerwienić się za swoim dziadków. Nie powinniśmy się spodziewać, że jak będziemy ich okładać kijem, to oni będą się uśmiechać. ..

  19. Jestem zapewne w mniejszosci, ale jestem za tym aby skradzione dziela zwracac prawowitym wlascicielom – niezleznie od tego czy byli nimi indywidualni Niemcy, czy niemieckie muzea. Zadne dziela sztuki nie zrekompensuja strat (przede wszystkich ludzkich) poniesionych w czasie drugiej wojny swiatowej i dobrze jest aby Niemcy nie mieli poczucia, ze skoro drezdenska Madonna znajduje sie w Ermitazu, to rekompensuje to chocby w najmniejszym stopniu straty poniesione w czsaie blokady Leningradu.
    Kradziez jest kradzieza. Wlasnoscv jest wlasnoscia.
    A zeby juz kompletnie sie „pograzyc” – ja nie uwazam tez, ze panstwo polskie ma jakiekolwiek prawa do freskow znajdujacuych sie w czyims prywatnym domu, albo ze ma prawo do „ochrony dziel kultury narodowej” polegajacej na zakazie wywozenia artefaktow znajdujacych sie w rekach prywatnych, a nie polskich muzeach (pisze o tym takze i dlatego, ze parenascie lat temu likwidowalam w Warszawie dom zmarlego Wujka i okazalo sie, ze nie tylko srebrne lyzki, ale nawet portret Jego Ojca wcalee nie nalezy do niepelnosprawnej corki w Londynie, tylko do polskiego panstwa, ktopre moze i pozwoli na wywioezienie, ale przedtem zazada ciezki haracz. Musialam w tej sytuacji popelnic pierwszw zyciu powazne i swiadome przestepstwo, wywozac lyzki i obrazy nielegalnie).

  20. AnKo, co innego „nieslusznie posiadane”, a co innego kradzione z muzeow i prywatnych domow. Kontestowane przez Grecje t.zw. marmury lorda Elgina nie zostaly Grekom skradzione. Zostaly legalnie wywiezione po uiszczeniu i po wydaniu na to zgody owczesnych wladz Grecji, czyli administracji tureckiej. Zapewne gdyby nie zostaly wywiezione, dzisiaj by nie istnialy lub zostaly rozkradzione przez pulkownikow.
    Tym niemniej dopuszczam mysl (choc mi szkoda bo lubie marmury Elgina), ze lepiej byloby im pod slonecznym niebem Ellady niz w murach Muzeum Brytyjskiego. Stanowia czesc Partenonu i byc moze nalezaloby Grekom te marmury zwrocic. But it’s a different argument altogether.

  21. Ja chyba też jestem w mniejszości razem z Heleną. Wg mnie to, że Berlinka jest w Krakowie nie zmienia jej faktycznej własności izawsze będzie nie tylko niemieckim punktem do żądań zwrotu, ale również naszym wyrzutem sumienia, bo nigdy na prawdę nie była polskim zabytkiem. Nie zmienia to faktu, że nie jestem z drugiej strony Bóg wie jak szybka w oddawaniu Berlini Niemcom. Powiem trochę cynicznie, może to być całkiem dobra karta przetargowa, żeby utworzyć fundacje, za której Niemcy pomagaliby w odzyskiwaniu zrabowanych podczas wojny naszych dzieł sztuki. Tu nie chodzi o sprawiedliwość, bo jej w odniesieniu do strat, jakie Polska poniosła w II wojnie światowej, nie da się osiągnąć, ale chociaż można te straty próbować niwelować, poniekąt poprzez ich autorów. W końcu nawet młode pokolenie Niemców nie może zaprzeczyć, że wojna to był wymysł państwa niemieckiego i brutalna prawda brzmi następująco, że wielkiego oporu w narodzie niemieckim nie było dopóki były zwycięstwa. Gdy nastały czasy klęsk, to i w Niemczech narastał terror, więc mogę wtedy zrozumieć brak wielkiego oporu, ale wcześniej też go nie było, gdy ten terror był mniejszy. Dlatego uważam, że śledzenie aukcji niemieckich, gdzie co jakiś czas się pojawiają polskie dzieła sztuki należy uprawiać dalej i o wątpliwym pochodzeniu tych dzieł trzeba mówić głośno i wywierać presję na ich wykup i zwrot na rząd niemiecki, jako pomoc warunkującą nasz zwrot nie tylko Berlinki, bo kiedyś i tak będzie się trzeba w tym zakresie dogadać. Może dzisiaj na postawienie sprawy oddania w Polsce jest jeszcze za wcześnie po prostu.

  22. Helena
    Jesli zwracac skradzione dziela prawowitym wlascicielom; to ten proces powinien odbywac sie w dwie strony. Z tego co wiem wiekszosc skradzionych dziel w Polsce znajduje sie w rekach prywatnych, a ich walasciciele nie maja zadnych zamiarow zwrotu tych dziel ich wlascicielom.

  23. JanP. – czywiscie, ze w obie strony. I sady na swiecie chetnie uznaja prawa wlasnosci, kiedy chodzi o dziela znajdujace sie w rekach prywatnych. Bo latwiej jest odebrac dzielo panu Muellerowi niz Muzeum Narodowemu.
    Oczywiscie, ze w obie strony. Wlasnosc skradziona lub w dobrej wierze nabyta od zlodzieja powinna byc zwracana prawowitym wlascicielom. Tak postepuja sady francuskie, niemieckie, austriackie i brytyjskie – to te o ktorych wiem.
    Pare miesiecy temu w POlsce trwal gorszacy, gorszacy! spor o to, ze mieszkajacy we Francji syn czlowieka zamordowanego w Auschwitz rozpoznal walizke swojego ojca wsrod eksponatow. Wlasnosc walizki potwierzdaly takze dokumenty muzeum w Oswiecimiu, ale dyrekcja tego muzeum uznala, ze jest to ich „eksponat” i odmowila zwrotu jedynej i ostatniej pamiatki po zamordowanym ojcu. Tlumzcac to tym, ze „inni tez zaczna sie zglaszac” po pi..one „eksponaty” znajdujace sie w muzeum.. Ciekawa jestem ilu jeszcze potomkow pomordowanych milionow ludzi zazadaloby od Muzeum w Oswiecimiu – czego? – wlosow? – zlotych zebow? zgnilych butow? – dymow, ktore sie rozwialy?
    Stanowisko muzeum bylo tak absurdalne, tak irracjonalne, tak nieludzkie i tak aroganckie, ze to sie nie miesci w glowie. O ile mi wiadomo syn, ktory jako male dziecko zapamietal ojca z ta walizka zegnajacym sie na zawsze, nigdy tego ‚eksponatu’ nie odebral. Moze sie myle, ale wydaje mi sie, ze tak sie ta sprawa skonczyla.
    I tak nie powinno nigdy byc.

  24. Stychowski 1.18
    Czy ten facet jest zdrowy na umyśle ? Przecież jemu wszystko się pieprzy. Pod Egidę chodziłem jako student i jakoś nie widziałem tam prominentów „pijących wiskacza” i „śmiejących sie z „HOPPERA”.
    A może to byli „panowie w stolicy palili cygara, radzili o braciach zza Buga”. Bosh, co za bełkot……
    Alzheimer to straszna choroba. I nieuleczalna.

  25. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Jezeli ktos ma jakies zastrzezenia Gopgle proponuj „Goudstikker Sammlung” wystukac, odwolac – OK?
    Takich „przypadkow” jest cala masa znana, drobnych swinstw nie liczac, prawda jest taka jaka jest, co zrobic? Boli?

    F.S. von/od Diasporski

  26. Popieram stanowisko pań Heleny i Cargo. Również dlatego, że dla przeciętnego Polaka „Berlinka” nie jest specjalnie ciekawa. Co innego dla Niemców czy Austriaków. Czy „Berlinka” jest w stałej ekspozycji (tak, jak byłaby w Berlinie)? Pomysł ze zwrotem i stworzeniem fundacji (na który Niemcy prawie na pewno się zgodzą) – uważam za świetny.

  27. Trudno w tym przypadku jw stwierdzic, co naprawde jest nieuleczalne – prawda? Lepiej bylo nie chodzic, szkoda bylo kazdego miejsca.

    Polskie Nagrania, Muza – CK-343 atr. A-B + CK-342 str. A-B. ZAIKS

  28. Wrescie ,ktos trzezwo spojrzal na ten temat, ale nie ma co sie dziwic kazdy narod chcialby by mniec spowrotem swoje skarby , ale skoro to nie mozliwe, to przynajmniej powini sobie je wypozyczac , tak sobie mysle , w berlinie jest duzo pieknych ekspozycji , polecam warto zobaczyc.

  29. Zapraszamy na czata o Berlince

    W środę o godzinie 18:00 zapraszamy do udziału w czacie moderowanym z dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej, prof. dr hab. Zdzisławem Pietrzykiem. Rozmowa będzie dotyczyła prezentacji dokumentów z tzw. „Berlinki” przechowywanych w Bibliotece Jagiellońskiej, która odbędzie się 7 maja o godzinie 12:00.
    Zobacz więcej -> http://czateria.interia.pl/czat-magazyn/wiesci,nr,1104939,Zbiory%20z%20by%C5%82ej%20Pruskiej%20Biblioteki%20Pa%C5%84stwowej%20przechowywane%20w%20Bibliotece%20Jagiello%C5%84skiej

css.php