Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

26.07.2009
niedziela

Od czerwonej gwiazdy do Coca-Coli

26 lipca 2009, niedziela,

Turystyka polityczna, czyli  drugą część relacji z Budapesztu, gdzie byłem zaproszony do szkoły letniej na temat humanistyki po 1989 roku, czyli jak pisać po upadku komunizmu. Konkurs na organizację szkoły letniej wygrała dr Magdalena Radomska z Uniwersytetu Poznańskiego, imponująca młoda osoba, podopieczna prof. Piotra Piotrowskiego, wieloletniego dyrektora Instytutu Sztuki UAM w Poznaniu, a od przyszłego tygodnia – dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie. (Moje gratulacje!)

Magda Radomska napisała doktorat z neoawangardy na Węgrzech, przeanalizowała prace 60. artystów popieranych, tolerowanych i zakazanych w latach 70. i 80., ich drogę od realizmu socjalistycznego do głównego nurtu sztuki zachodniej, od czerwonej gwiazdy do Coca-Coli.  Jak zapewnia jej promotor, takiej pracy nie ma nawet na Węgrzech. W szkole letniej, zorganizowanej przez Uniwersytet Środkowo – Europejski, poznałem środowisko młodych historyków sztuki, których pasjonują zjawiska artystyczne i społeczne w Polsce, Czechosłowacji, na Węgrzech, w okresie schyłku komunizmu – sztuka alternatywna, gry z cenzurą, drugi obieg. Jestem pełen podziwu dla dr Radomskiej, która wykłada z wielką pasją i kompetencją.

Programowi kursu (na który zgłosiło się  dwa razy więcej chętnych z kilkunastu krajów, niż można było przyjąć,  wykładali m.in. znany pisarz i dramaturg węgierski Gyorgy Spiro, którego książka o Mickiewiczu i Towiańskim wychodzi lada miesiąc w Polsce,  prof. Piotrowski i inni) towarzyszyły pouczające wycieczki – do parku rzeźby w Dunajvaros (węgierskiej „Nowej Huty”), do mieszkania – muzeum wybitnego filozofa marksistowskiego, Gyorgy Lukacsa, a także do archiwum OSA (Open Society Archive).

Archiwum Lukacsa mieści w jego dawnym mieszkaniu w Budapeszcie, w starej kamienicy nad Dunajem, z pięknym widokiem na Budę.  Kamienica z piękną, krętą klatką schodową i mikroskopijną windą, mieszkanie urządzone  bardzo skromnie, całe, od podłogi do sufitu zastawione książkami (jedna wielka szafa to książki Lukacsa wydane na Węgrzech i w innych krajach) oraz  fiszkami. Poza tym stół, tapczan, nad nim fotografie żony.

Lukacs (1885-1971) był wybitnym filozofem marksistowskim, teoretykiem sztuki, zwłaszcza powieści, studiował w Heidelbergu, pisał po niemiecku, wywarł duży wpływ na teorię estetyki, zwłaszcza w ruchu komunistycznym. Do partii komunistycznej wstąpił w 1918 roku, rok później, w krótkotrwałej Węgierskiej Republice Rad, był komisarzem oświaty, okres II wojny światowej spędził w ZSRR, gdzie pracował naukowo, po wojnie powrócił na Węgry, w 1956 roku, w rządzie Imre Nagy’a, przed interwencją sowiecką,  był ministrem kultury. Po 1989, mimo że na Węgrzech prawica już rządziła, a i dziś ma wielkie wpływy i sięga po władzę – archiwum Georgy Lukacsa nadal istnieje, pozostaje pod opieką Instytutu Filozofii oraz niewielkiej fundacji. Podejrzewam, że gdyby Lukacs był Polakiem, to dziś IPN kazałby zmienić nazwę fundacji i zdjąć tablicę pamiątkową z budynku, w którym filozof mieszkał. Zwiedzania archiwum nie polecam, gdyż normalnie jest dostępne tylko dla osób pracujących naukowo, a dla szkoły letniej CEU zrobiono wyjątek.

Polecam za to wycieczkę do Archiwum Społeczeństwa Otwartego (OSA) w  centrum Budapesztu, na ulicy Arany Janos 12. Archiwum stanowi część Uniwersytetu Środkowo – Europejskiego, założonego i finansowanego przez George’a Sorosa. OSA została założona w 1995 r., żeby zapewnić miejsce dla archiwum Radia Wolna Europa i Radia Liberty z Monachium i z USA (instytucji utworzonych przez CIA – jak objaśnia dyrektor archiwum Istvan Rev), archiwów różnych instytucji Sorosa, a także archiwum praw człowieka, konfliktów etnicznych (m.in. archiwum dokumentów z konfliktu etnicznego na Bałkanach). Archiwum Wolnej Europy jest własnością USA, natomiast OSA jest tu powiernikiem.

Archiwum zawiera m.in. pisemną transkrypcję codziennych nasłuchów radia i telewizji z państw obozu sowieckiego, włącznie z prognozą pogody (zatrudniano ponad sto maszynistek), przeglądy wszystkich gazet codziennych z państw „obozu”, analizy własne Wolnej Europy, opracowania na wszelkie tematy – od Aborcji do Zagłady, kartoteki biograficzne działaczy partyjnych, pracowników aparatu władzy do stopnia brygadzisty, dziennikarzy, artystów, nauczycieli, sportowców (w przypadku Węgier – 14 tys. osób), poufne i jawne opracowania RWE, relacje imigrantów oraz uciekinierów dla osób podstawionych przez stronę amerykańską, wywiady jawne i relacje z rozmów, o których osoby wypytywane nie wiedziały, że wypowiadają się dla potrzeb RWE, rozmowy i wywiady z mieszkańcami państw zachodnich, którzy jeździli  za żelazną kurtynę, 2500 godzin nagrań radia i TV ZSRR, kolekcję samizdatów (2 tys. eksponatów z Polski), archiwum Międzynarodowego Trybunału ws. Jugosławii, archiwum ONZ w sprawie bałkańskiej,  archiwum Index on Censorship, archiwum studia filmowego milicji węgierskiej, dokumenty CIA i Departamentu Stanu USA z czasów Zimnej Wojny, i wiele, wiele innych.

Są tam rzeczy arcyciekawe, np. 150 tys. fotografii prywatnych, oddawanych na Węgrzech do wywołania i odbitek, zakwalifikowanych jako „nieudane”, oraz inne kolekcje fotografii prywatnych, pomocnych do odtworzenia życia codziennego po 1945 roku, archiwa sowieckie z lat 1920., archiwa nazistowskie z lat 1930., i zdygitalizowane archiwa Kominternu (OSA nie gardzi kopiami, wersją elektroniczną etc.) , a nawet nagrania słynnych audycji jazzowych Głosu Ameryki, które przez 35 lat prowadził Willis Connover.
Achiwum zatrudnia 26 osób, które mówią doskonale po angielsku, jest otwarte dla publiczności, prowadzi badania, organizuje wystawy i dyskusje. Jeden z tematów dyskusji: jak traktować materiały propagandowe, jak odróżniać ziarno od plew zimnej wojny.

W odróżnieniu od biednego i przykurzonego archiwum Lukacsa, OSA jest lśniąca, , klimatyzowana i nowoczesna. W pewnym sensie cmentarz, pobojowisko bitwy o nasze serca i umysły.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 118

Dodaj komentarz »
  1. PIotr Ikonowicz, który swoim postępowaniem sprawia wrazenie że chce całkowicie skompromitować głupotą pseudolewicowe idee w skali globalnej, wlazł do KDT, nawąchał się gazu i opowiada o tym w telewizji.
    Zdaje się że mu to jeszcze bardziej zaszkodziło niż kibolom Legii.
    Mam pytanie do Ikonowicza: Gdzie był jak usuwano handlarzy ze Stadionu 10 lecia i gdzie był jak trzy miesiace temu burzono supermarket Marcpolu na Placu Defilad i równiez usuwano tamtejszysch handlarzy ?
    Czemu tam nie protestował ?
    Nie było tam jego znajomych ?

  2. Lizak do Absolwenta:” bardzo kompetentny tekst”, …czyli: „Matulu, chwala nas!”…”kto taki?” – „Wy mnie, a ja was”.

  3. Lizak,8.30

    Twarz Leszka Kołakowskiego przypomina mi wyglądem sędziego trybunału inkwizycyjnego. Takim też był, borąc pod uwagę polską skalę ocen. Jednak jego droga życiowa zaowocowała głębokimi biegunowo różnymi przemyśleniami na politycznie kluczowe zjawiska naszych czasów. Przeczytałem jedynie Fetysze i kultura i parę artykułów, bo chłodny styl jego pisania nie należał do tych, które preferowałem.
    Jego wskazania jak przeżyć godziwie życie są pochodną własnych, trudnych doświadczeń. Nadają się do wykładów na lekcjach religii, a nie do stosowania w realiach kapitalistycznego życia, które zaleca filozofię agresywnego działania.
    Już dwukrotnie ta metoda tzw. popularnej bańki mydlanej, doprowadziła społecznośc międzynarodową na skraj przepaści. Teraz ten diabelski amerykński wynalazek pedagogiki spolecznej stosuje już cały świat, więc cykle powstawania kryzysów pewnie się skrócą.
    Może więc warto zacząć od nauki w szkołach wskazań etycznych Leszka Kołakowskiego.

    Warto tu także przypomnieć innego hunwejbina, który w młodości pozbawił katedry jednego z profesorów malarstwa. Dzisiaj Andrzej Wajda jest na drugim biegunie i ośmiesza system którym zdołał się w młodości brzydko zaraźić. Jego radykalne poglądy na styl rządzenia acien regme’u nie przeszkadzały jednak mu w skutecznym wystawaniu w kolejkach do znienawidzonego ministra kultury o zniesienie mu wysokich podatków w okresie, gdy na rynku brak było przysłowiowego dzisiaj papieru toaletowego.

    Jeśli idzie o Twoje wywody prywatyzacyjne, to możemy teraz z goryczą stwierdzić, że lucrum sine damno alterius fieri non potest.
    Oczywiście, przy ograniczonym polu widzenia organów wymiaru sprawiedliwości.

    P.S.

    Pozwoliłem sobie wkleić mój ostatni wpis na wypowiedź Lizaka, za co przepraszam Gospodarza i blogowiczów.
    Początek ostatniego zdania powinien brzmieć: W III RP, oczywiście często ….

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pisze Pan:

    „od Aborcji do Zagłady, kartoteki biograficzne działaczy partyjnych, pracowników aparatu władzy do stopnia brygadzisty, dziennikarzy, artystów, nauczycieli, sportowców”

    Czy odnalazl Pan tam siebie ?

    Pozdrawiam

  6. Najpierw rocznice z ostatnich dni. Czterdzieści lat temu zmarł Witold Gombrowicz. Wspomniałem to jednej emigrantce z peerelu, po maturze – a jakże. Ledwo znała nazwisko, tak szkolnictwo PRL kształciło wiedzę Polaków o ich literaturze.

    W Moskwie 60 lat temu odbyła się “kuchenna debata” (podaje to w zwiazku z CIA i jej propagandowymi działaniami):

    http://news.bbc.co.uk/onthisday/hi/dates/stories/july/24/newsid_2779000/2779551.stm

    http://www.wired.com/science/discoveries/news/2007/07/dayintech_0724

    (Obywatelom radzieckim zwiedzającym pawilon USA wręczano butelkę Pepsi-Coli).

    Teraz Lukacs. Studiuję go namiętnie już od tygodnia. Oczywiście powierzchownie i wstępnie, jak na blogowicza en passant przystało. Około roku 1922, jeszcze większy kawał czasu temu, napisał on byl w dialektyczno-marksistowskim zapale, czy tez powtorzyl za klasykami: “To nie świadomość człowieka determinuje jego egzystencję, lecz przeciwnie, jego społeczna egzystencja determinuje jego świadomość”.

    Gdy przyłożę do tej tezy swoje życiowe doświadczenie, doświadczenie jednostkowe, emigranta z PRL do kraju kapitalistycznego, to doprawdy … rece opadaja, Gospodarzu bloga. Oczywiście marksizm ma dla mnie w tej sprawie proste wyjaśnienie. To była – wg. marksistów – świadomość fałszywa podszyta przywiązaniem do rzeczy, do płatków na mleku i orzeszków, do roweru i krótkich spodni, do kiełbasy wiejskiej i pączków. Kanadyjscy bourgeois poczęli mnie wyzyskiwać już w pierwszym dniu stąpnięcia na ich ziemię (Thanksgiving Day 1985). Od mojej pracy trzy tygodnie później zaczęli odcinać kupony. Oddzielać skwapliwie wartość dodatkową, jak słoninę od chudego mięsa. I podobne abstrakcje wyjaśniające klasie robotniczej co ją czeka z rąk kapitalistycznych oprawców, tyle, że Leniny, Lukacsy i inne mądrale tego świata muszą jej to wyjaśnić w prostych slowach.

    Otóż w 2009 roku, a nawet 25 lat temu, ten wywód już zdechł. To już było ścierwo 80 lat temu, z punkt widzenia “rozwoju sił wytwórczych” w krajach rozwiniętego kapitalizmu. O tym już napisano zyliony rozpraw i zamknięto miliony rozdziałow. Lukacs z mojego oglądu nie był zbyt udanym krytykiem, w każdym razie nie trafił. Myśle, że Węgrzy mają powody (co najmniej dwa), aby pokazywać światu zachodniemu, że pielęgnują spuściznę po marksiście, który pochodził z zamożnej budapeszteńskiej rodziny żydowskiej.

    Wracając do literackiej teorii Lukacsa, jest w niej niemożebny dualizm (ciągnący się za nami od Kartezjusza, a nawet Platona). Jednym jest co subiektywnie sobie odczuwamy i błądzimy przy tym, a drugim jest upierdliwa obiektywność tego swiata. Realiści jak Tomasz Mann ten dualizm świetnie ukazują w kontrastach, moderniści zaś oddają się jednostkowym przeżyciom. Obiektywność to wszystko wiedzący narrator, który nota bane narzuca nam czyjeś “obiektywne” przekonanie o tym co było, jest i będzie, a tu szamocze się jednostka nieświadoma wielu spraw. Przede wszystkim swej przynależności klasowej. Tu jest autor – teraz przechodzę na język o lata świetlne po Lukacsu – który wie o świecie i ma nam czytelnikom to przekazać, pouczyć go, ale się okazuje, że czytelnik przychodzi na ten literacki “piknik” ze swoim bagażem doświadczeń, np. czyta “Czarodziejską Górę” ukształtowany, klasowo i bezklasowo. Im więcej czytam o krytyckich pomysłach Lukacsa, tym bardziej wyrzucam go na śmietnik. Tak już nikt nie myśli o literaturze. Może to jest błąd, może mnie kapitaliści otumanili, ale zrobili to udacznie i nie tylko wobec mnie.

    Więc mnie jako emigranta (nota bene, nie mam na imię antek, ani żadnego związku z tym symbolem nie wykazuję chyba) i moją świadomość nie ukształtowała w pierwszych dniach i tygodniach jakaś przynależność klasowa. To moja świadomość doprowadziła do takiej a nie innej klasowej przynależności. Moglem zostac zmywakowym, albo miec firme sprzatania ofisow, albo pielegnowac im pola golfowe – tysiace zajec mogly sie mnie chwycic. Byłem przeciez jak ta społeczna tabula rasa, byłem z PRL, byłem z rodziny, za którą ciągnęły się klasowe przynależności przed PRL, z rodziny inteligenckiej, byłem wykształcony, ale w ogromnej większości nie w szkole sensu stricto, wychowany bynajmniej nie wg. socjalistycznej zasady “czy się stoi, czy się leży”. Byłem bez klasowych właściwości. Aspirowałem do profesjonalistów, do klasy starym marksistom nieznanej, przez nowych lewicowców polskich wyklinanej, bo przez kapitalistów oszukanej, a w mojej rodzinie stawianej za wzór. Moją egzystencję wyznaczyła świadomość. W warunkach rozlicznych ograniczonych emigracji i przemieszczeń świadomość wyznacza ludziom kierunek. Jest to świadomość przygodna, ale to nie znaczy, że dająca się wcisnąć w ramy klasy społecznej. Marksizm jest trupem. Z mojego widzenia nad jeziorem Ontario jest marksizm trupem. A takze dlatego, ze klasy spoleczne nie sa dzisiaj takie wyrazne: tu kapital, tu praca. Praca tworzy wiele warstw, miesza sie z zyciem z kapitalu, praca z kapitalem wspoldziala, w grupach i jednostkowo. I to wie ludzkość od dłuższego już czasu.

    Pozdrawiam Gospodarza i blogowych k.
    T.O.

  7. Nemerze,
    (http://passent.blog.polityka.pl/?p=590#comment-119422 )

    Twój wpis jest jak film Hitchcocka. Napierw z każdym zdaniem narasta fascynacja kopperkiem, a na koniec eksplozja – dowcip tak oryginalny, że chyba wszyscy blogowicze z uciechy nakryli się klawiaturami.

    Wracając do tematu, napisałem faktycznie “Największym wrogiem prywatyzacją były i są (ostatnio w KGHM) związki zawodowe”. Czy przytoczyłeś jakiś dowód na to, że nie są, szczególnie – nie były? Stoczniowcy gdańscy w pewnym momencie też chcieli prywatyzacji. Ale czy te kilka przykładów zaprzecza mojemu ogólnemu stwierdzeniu? Poza tym punkty ci się mieszają. KGHM nie ma być sprzedawane inwestorowi strategicznemu, ani ja tak nie napisałem. Tyle by było merytorycznej dyskusji. Poza tym nie przypominam sobie, abym cię upoważnił do nazywania mnie “fachowcem na prywatyzację”.

    Sytuacja polskiego budżetu i sprzedaży akcji KGHM nie ma chyba najmniejszego wpływu na ceny miedzi. Mam nadzieję, że handlujesz futures używając jakiejś solidnej metodą, a nie na nosa. Specjalizujesz się w copper, czy szerzej w metalach? Uważaj na długą pozycję copper, bo jest duża szansa, że się odwróci w najbliższym tygodniu lub dwóch. Powodzenia.
    T.O.

    P.S. Generalnie, jestem zwolennikiem progresywnego podatku od dochodu. To z perspektywy kraju tasera (d. “pachnącego żywicą”). Jednak w obecnej sytuacji polskiej gospodarki wprowadzanie 50% dla najwyższych dochodów nie wydaje się wskazane.

  8. Pan Daniel Passent pisze:

    „Turystyka polityczna, czyli drugą część relacji z Budapesztu, gdzie byłem zaproszony do szkoły letniej na temat humanistyki po 1989 roku, czyli jak pisać po upadku komunizmu.”

    Pisac nalezy tak, aby nie bylo „Wielkiego Zamazywania” w tym pisaniu. A o reszte sprawy nie ma potrzeby sie martwic bo ludzie sa coraz madrzejsi i dokonaja slusznego wyboru.

    Slawomirski

    Slawomirski

  9. Ja myslalem ze ‚Zar w Budapeszcie” bedzie tematem politycznym roku. A tu niespodzianka. Temat sugeruje ze bedzie okazja burknac na Rosje. Ale nie przesadzjmy z coca-cola. W kazdej butelce jest osiem lyzeczek cukru co pomaga w otylosci, wysokim cisnieniu krwi i cukrzycy. Szkanka wody z syberyjskiej rzeki jest znacznie zdrowsza.

  10. Z tego wszystkiego, jedyne autentyczne, jak się okazuje, pozostają audycje jazzowe Głosu Ameryki wspaniałego Willisa Connovera. Reszta to działalność szpiegowska i dywersyjna CIA, po której nie powinno postać śladu. Powinna być spalona podobnie jak zbiory IPN.

  11. To fantastyczne, ze jest na swiecie jedno miejsce gdzie takie archiwum jak OSA istnieje! I pewnie mozna im spokojnie przekazywac rozne wlasne zbiory.
    Solidny narod – Wegrzy.

  12. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    W 1-szym szeregu maszeruje – Marine Corps …
    W 2-gim szeregu – Coca Cola …
    W 3-cim – Marime Corps …
    W 4-m – McDonald …
    Itd. itp …
    Gdzie ja to juz slyszalem? Kto to mowil juz wczesniej? …

    No tak, o w/w sponsorach nalezy dobrze mowic, to jest zrozumiale.
    Jezeli sobie dobrze przypominam, Wlodzomierz Ilicz po wyrwaniu wladzy z bolszewikami natychmiast przeslal do USA rosyjskie rezerwy zlota wartosci 100 miliardow U$D. W tamtym czasie byla to wartosc niewyobrazalna. Domyslam sie, ze dzisiejszy wpis jest forma podziekowania Iliczowi od tzw. serca, inaczej mowiac „prawdziwy posmak plynacej czerwieni”.
    Forma darwinowskiej ewolucji – prawda?

    Jak slysze slowo kultura automatycznie siegam po rewolwer!

  13. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Od czerwonej gwiazdy do Coca Coli …

    Dziwne rzeczy zaczynaja sie dziac w bolgosferze. Wroble na dachu cwierkaja, ze Boboli na jego blogowisku `wycieto´ caly jego esej-wpis na temat zblizajacej sie rocznicy Powstania w Warszawie 1.07 – 3.11 – 1944 r. Ciekawe co Bobola napiscl, ze `niewidzialna reka rynu´ go pokarala? Widocznie napisal historyczna prawde i li tylko prawde, ktora niestety jak wiemy z doswiadczenia zyciowego jest bardzo zle widziana.
    Samo zycie – prawda?

  14. Telegraphic observer
    Pisze z jakiegos upiornego centrum handlowego, na hiszpanskiej klawiaturze bo w moim kompie cuda sie dzieja i nie chce laczyc sie z siecia. Dzieki za kolejna mila recenzje, ale mam uwage. Skonczylem jedno hiszpanskie camino i jestem na drugim. Tak sie rozpedzilem, ze wkrotce bede na trzecim a potem diabli wiedza gdzie, bo nie moge sie zatrzymac. No, goni mnie cos do przodu – sam nie wiem co.
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoja Towarzyszke zycia.

  15. Glowny problem socjalizmu!
    ktos nam powiedzial , „wszyscy ludzie sa rowni ” i my ,my za cholere
    nie potrafimy tego zrealizowac ! A chcielismy ! Naprawde!
    SALUTE
    egeszegedre! —-szowoniu !

  16. Czy archiwum Lukacsa nie napimina czegos co w Polsce tkwi w strukturavh IPN?
    Jest to bez cienia watpliwosci jedno z najbogatszych miejsc w Europie mogace pokazac wymiar europejskiego antykomunizmu, perfidie dzialania tych, ktorzy podstwwy ustrojowe starali sie utrzymac wszelkimi srodkami ( wloacznie z srodkami przymusu bezposredniego).
    OSA jednak nie oddaje ( mimo bogactwa swoich eksponatow) tego, czego jan osobiscie noczekiwalem w sferze poznawczej.My Polacy jednak mamy bardziej wyostrzony punkt widzenia i dlatego takie cos jak OSA nie do konca do nas przemawia.
    Panie Danielu ! W kazdej stolicy bylego kraju scoajlistycznego mozna cos takiego znalezc. Osobiscie – ku mojemu zdziwieniu – ciekawa wystawe ogladalem dwa lata temu w Pradze.Dowiedzialem sie o opozycyjnym ;odziemiu tego kraju w wymiarze, ktory przerastal moje oczekiwania i opinie o tym kraju i jego mieszkancach.
    Takie wakacje moze i maja swoj sens i cel poznawczy.Gratuluje Panie Danielu trafnosci celow podrozy

  17. Tak , kopanie w archiwach moze byc zajeciem pasjonujacym, bo mozna znalesc cos , czego sie wcale nie szukalo (to nie jest zadna aluzja bron Boze )
    Z okazji sobotniej rocznicy http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6862378,Odnalezione_listy_porucznika_Wehrmachtu___Powstanie.html

  18. Passentowe peregrynacje
    Od czerwonej gwiazdy do czarnej coca-coli

    Zgodnie z powiedzeniem z kim przestajesz takim się stajesz, coraz bardziej zaczyna mnie ciągnąć w stronę twórczych inklinacji naszego przemiłego Gospodarza.Wydaje mi się, że ja jednak nie mam takiego rozdarcia między kremlowską gwiazdą i zgniło-kapitalistyczną coca-colą. Dziwnie zauważam komponowanie się w sobie w trakcie spaceru po Placu Czerwonym obrazu diamentowych gwiazd czerwonych z dźwiękiem kremlowskich kurantów w trakcie popijania przynoszącą ulgę coca-colą . Doprawdy są wspaniałe odczucia estetyczne połączone z gastronomicznym spełnieniem. Z tego też względu wolę łączyć różne a nawet odległe ingrediencje,aniżeli z góry skazane na klęskę, ich dzielenie prowadzące do ubóstwa organo-leptycznego.Ponieważ węgierska dżdżownica podobnie jak trąba rosyjskiego słonia ma analogiczne pierścienie,więc jest mi łatwiej fascynować się trąbą i w konsekwencji słoniem, nawet jeśli świecą nad nim czerwone gwiazdy komunistycznej przeszłości.A czarna coca- cola w perwersyjnej poświacie czerwonych gwiazd rubinowych jakby też zaczynała opalizować czerwienią. Jednak wyraźnie i uczciwie trzeba powiedzieć, że jej kryzysowy smak jest jakby bardzo wyraźnie wysycony goryczą.

    W ogromie przestrzeni architektonicznej Placu Czerwonego jakby giną wszystkie drobiazgi i uciążliwości życia powszedniego. Lenin ciągle trwa nieustępliwie na swoim miejscu. A jego wielkości i spokoju, spod kremlowskiego muru, pilnują nieodłączni towarzysze walki i życia ze wspólnej drogi do komunizmu. Parady, marsze i orkiestry okolicznościowo uświetniają to miejsce w świetle nie tylko czerwonych gwiazd, ale gdzieś jakby z oddali prześwitujących także białych gwiazdeczek sojuszniczych. I wszystko to jest jakby obwieszone girlandami kolorowych rac strzelanych z Leninskich Gorek. Widok upajający i niepowtarzalny. Ostatnio sam Pan Obama zapałał chęcią poznania przepychu Kremla.Ten wschodni przepych i bogactwo nobilitowało nie tylko niektórych durnych carów ale i także innych niezwykle mądrych przedstawicieli zachodniego świata. Rosja jest łakomym kąskiem dla wszystkich.Jednak z uwagi na swój ogrom i specyfikę jest bardzo trudna do przełknięcia. O czym przekonali się nasi przodkowie chcący ingerować w carsko-dynastyczne decyzje tego imperium.Poznał jej smak Napoleon i Hitler także musiał pójść w jego ślady. Pana Chodorkowskiego z zachodniego namaszczenia również nieszczęście spotkało.

    Nikt dzisiaj nie chce już rozmawiać o czerwonych gwiazdach .Stanowią one tabu. Pomijają je media i nowe elity. Co najwyżej można w ramach poprawności politycznej zestawiać je z coca-colą. Gwiazdy i cola są dwoma krańcowymi symbolami starej i nowej kultury.Kultury starych i minionych wartości z kulturą konsumpcji.Tego co kościół nazywa zderzeniem lultury chrześcijańskiej z kulturą śmierci.Poprzez tę zbitkę niektórym wydaje się, że bardzo delikatnie i taktownie deprecjonują oni nieprzemijającą rolę gwiazd z idiotycznym symbolem coca-coli niszczącej nie tylko wątrobę. Sądzą , że zarobią oni wobec nowego nieodzowne punkty i preferencje dla luksusowego życia zgodnie z nieuchwytnym stylem bourgeois.

    Dlatego poszukiwanie gwiazd w Moskwie jest w złym tonie.Można je upatrywać w Pradze czy Budapeszcie by zagrać Moskwie na nosie. Salon nawet nie rozmawia o Moskwie, obecna kultura nie pozwala na to. Można jedynie o tej nowoczesnej i zmienionej jakże radykalnie stolicy Wschodu mówić źle lub w ogóle o niej nie wspominać. Ci ,którzy ją doskonale znają z racji pracy w tym mieście lub studiów, które tam odbyli, unikają tego słowa niczym diabeł święconej wody. Boją się być pomówieni o przynależność do partii rosyjskiej,co oznaczałoby ich śmierć cywilną na salonach , skazanie na męczeńskie warunki egzystencji za upokarzającą emeryturę demokratyczną.

    Stąd i dziwić nie może poszukiwanie takich rozwiązań , które gwarantują Panu Bogu świeczkę, diabłu ogarek a zainteresowanemu korzyści duchowe i materialne. Oto i cała symbolika nowych czasów.Za chrupiącą bułeczkę z masełkiem i szyneczką oddaje się wartości, które powinny stanowić konstrukcję ideowo-moralną człowieka. No bo i cóż innego inteligent lub intelektualista może wystawić na sprzedaż? Co prawda jest dość trudno rozstać się z bagażem własnej przeszłości, tym bardziej jeśli ona nie była chłodna, głodna i bezpłodna. Niemniej życie toczy się dalej i nie zawsze można liczyć na kuroniową zupkę.W tej sytuacji nie dziwmy się, że wielu nawołuje nas do odcięcia od przeszłości czarną grubą krechą. A jeszcze inni wrzeszczą, że lustracja nie została dokończona i nie wiadomo co mamy za skórą i pazurami.

    Dobrze jest w takiej sytuacji ogólnego rozprzężenia, pomówień i kociokwików różnych palikotów, rzucić to całe draństwo, na czas jakiś w jasną cholerę, i pojechać sobie posłuchać walczyka nad jasnym, modrym i pięknym Dunajem. A, że nasze media są tak demokratyczne i zajęte czyszczeniem własnego podwórka,więc dobrze jest otrzymać bezinteresowną i obiektywną informację o tym, co też porabiają nasze bratanki i od od bitki, i od szklanki.

    W niektórych krajach demokratycznej „Pribałtyki”, byli SS-mani organizuja sobie zloty i parady w ramach nowo wprowadzonej wolności i pluralizmu, a nasze media dumnie milczą.Na sypiącej się Ukrainie striłci z OUN-UPA także coraz bardziej wspieraja nową władzę ,by nie powiedzieć wprost, że integrują się z nią, a nasze publikatory ani słowa .
    Cenzura demokratyczna nastała czy jakaś inna cholera? Żadnych konkretnych informacji o błogosławionych przemianach własnościowych w dawnych republikach poradzieckich i krajach satelitarnych. Cisza jak makiem zasiał. Żeby nie pochwalić się sukcesami transformacji, to wręcz zakrawa na wrogą komunistyczną robotę. Nam jest potrzebna przecież propaganda sukcesu jak chleb i woda, a nie paskudne czarnowidztwo kryzysowe, którego tak naprawdę w ogóle nie ma. Ten kryzys funkcjonuje wyłącznie w chorej imaginacji czerwonych ,by wstrętnie dokuczyć wspaniałym czarnym i ich organicznej pracy od podstaw.

    Jakże zatem cenne są chociażby najmniejsze i najmniej pocieszające wiadomości z Europy drugiej predkości.A nuż nabiera ona szybkości i czy my za nią nadążamy? Obyśmy zdążyli chociaż do ostatniego wagonu zabrać się tym ekspresem do raju, przecież tam na nas czekają.Nie sposób ciągle pozostawać na etapie Piasta Kołodzieja. Przecież my mamy takie ambicje i nadzieje, niekoniecznie do szorowania podłóg na europejskich salonach. Jakże więc ważne są dla nas chociażby szczątkowe informacje o tym co porabiaja inni, i jaki nas dzieli do nich dystans.

    Szczególną zaś wymowę mają wyniki turystyki politycznej w wyniku jakiej możemy poznać pogłębione wyniki i analizy braterskich sukcesów, co prawda niekiedy zakłócanych zamieszkami ulicznymi, no ale któżby się przejmował takimi detalami. Szczególnej rangi jak się okazuje nabierają letnie szkoły na temat humanistyki po 1989 roku, czyli jak pisać po upadku komunizmu. Z czego może wynikać, że na Węgrzech do 1989 roku humanistyki nie było, no bo szandorowych kacapów w egzemplifikacji Janosa Kadara nie było stać na takie subtelności. Resztki humanistyki można było znaleźć u Imre Nagy, za co został on bezwzględnie i sadystycznie prze ruskich rozstrzelany. Na razie jeszcze nie wiadomo ,czy rumuńską metodą zgładzenia Ceausescu,czy katyńską techniką.

    Co do tego jak należy pisać po upadku komunizmu,to niewątpliwie jest to ciekawe pytanie.Szkoda, że Gospodarz nie znalazł czasu by rozwinąć ten wątek. Jestem głęboko przekonany ,że po upadku socjalizmu, jakby nie było, należy źle pisać o przeszłości a dobrze o przyszłości. Taka to już jest brzydka naleciałość przeniesiona z socjalizmu i rozwinięta twórczo w kapitalizmie.Co prawda świadczy to wyraźnie o braku obiektywizmu, no ale cóż, zwycięzcy zwykle mają racje.

    W ekonomii na bezrybiu i rak rybą jest, którego coraz rzadziej spotkać można, stąd warto się pochwalić polską specjalistką od węgierskiej neoawangardy. Wiadomo, że każda awangarda powinna jakiś tam mniejszy czy większy sukces za sobą ciągnąć, stąd warto byłoby pewnie dokonać jej transplantacji na Polski grunt. Szkoda tylko, że doktora Garlickiego zniszczono dokumentnie.
    Dzięki temu sukcesowi polskiej neoawangardzistki jej opiekun i promotor awansował na warszawskie salony kultury Zachodu.Wreszcie oderwiemy się od polskiego,ludowego wesela i powszechnie znanych komunistycznych chochołów przechodząc na wyższy poziom kapitalistycznego mariażu władzy i pieniądza.

    Śliczna polska Madzia załatwiła wszystkich Madziarów,bez mydła, z wielka pasją i kompetencją.

    Przy okazji dowiedzieliśmy się, że w sezonie ogórkowym Letnia Szkoła Humanistyczna obsadzona była samymi tuzami zarówno po stronie słuchaczy jak i wykładowców. Z tego wynika, że poziom musiał tam być wysoki i gwarantujący sukces wszystkim uczestnikom przedsięwzięcia. Przy takim poziomie, klasie i elegancji tematu, nie wypada już ciągnąć bolszewickim uporemwątków ekonomicznych przedsięwzięcia, ponieważ sprawa dotyczy dżentelmenów.

    Na uwagę natomiast zasługuje fakt, że nie tylko my mieliśmy Nową Hutę,bowiem paskudnie i podstępnie skopiowali ją od nas także bracia Węgrzy. A ponieważ rudę żelaza zapewne ściągaliśmy wspólnie z Krzywego Rogu po szerokich torach,więc nie ma im czego zazdrościć.

    Dla nas, znawców i degustatorów węgierskiej palinki jest zaskakującym odkrycie, że Węgrzy mieli własnego filozofa. Eeeee tam, pewnie po ruskich szkołach. Mieszkał on nad Dunajem z widokiem na Budę.Te zdarzenia niewątpliwie bardzo humanizowały jego przemyślenia w kierunku biednego Węgra. I zobaczcie węgierscy kapitaliści nawet uchowali muzeum tego komunistycznego naukowca. Co prawda zbyt dużo oni w to bolszewickie truchło ideologiczne nie zainwestowali.My natomiast mamy pierwszej sławy, dopiero co odeszłego filozofa uciekiniera, co się pięknie przekręcił na prawo.W podzięce za to organizujemy mu wspaniały lotniczy transport wojskowy do kraju i pogrzeb z honorami wojskowymi. W końcu warto wiedzięć, że zawsze lepszy jest własny nowoczesny filozof od cudzego i kostycznego.

    Z tej też właśnie przyczyny nie rzucim ziemi skąd nasz ród…bogata tradycja i krwawe doświadczenia i pozostaniem w ciasnym ale własnym,ubogim ale chędogim.

    Wegrzy , żeby zaimponować i pognębić nas wywalili sobie archiwum Radia Wolna Europa i Radia Liberty, że mucha nie siada, cyc, pic i wysoki połysk. Wszystko wyszło jak szydło z worka spod precyzyjnej ręki CIA. Jest w nim pełna zawartość wiedzy o czerwonych aparatczykacvh z socjalistycznego obozu. Ponoć IPN przy nich to mały Kazio. Warto więc byłoby skorzystać z ich dokumentów dla celów naszej lustracji, nareszcie będziemy mieli nieodparte dowody zdrady polskich pachołków Rosji. Co za radość i szczęście dla pana Macierewicza oraz jego spółki. Jest tylko jeden feler, że są tam również dokumenty opisujące jak nasi patriotyczni i solidarni rodacy turystycznie będąc na Zachodzie zdradzali PRL kablując agendzie szpiegowskiej CIA o naszych słabościach. Jednym słowem nie ma tego dobrego co by na złe nie wyszło.

    Są tam rzeczy tak ciekawe, że prawdopodobnie solidaruchom na samo wspomnienie o nich serce bić zaczyna szybciej. Co by to było gdyby one zostały zlokalizowane w Polsce. Pewnie byśmy się powyrzynali. Przewidujący Amerykanie zdecydowali więc o lokalizacji węgierskiej zdając się na doświadczenie, precyzję i solidność potomków faszystowskich renegatów węgierskich. My, niestety, takich osiągnięć nie mieliśmy, jako europejski zapyziały zaścianek,to i teraz na każdym kroku musimy płacić cenę swego zacofania.

    Tyle sezonowego i ogórkowego kwękania na okoliczność naszych przyjaciół. Przyroda jakby nieco zwariowała, komary rąbią niemiłosiernie, co nie pozostaje bez wpływu na nasze zachowania. Zamiast więc grillowania mamy trochę trajlowania.
    _________________
    Tua res agitur

  19. „Od czerwonej gwiazdy do czarnej coca-coli” kojarzy mi sie z plakatem z lat 70tych lewicowego artysty z Ruhrpott. Plakat przypominal flage niemiecka z czasow NS przyczm polowa swastyki bylo przedstawiona jako pol-kapsel od Coca-Coli. Na dole plakatu widnial napis: WASCHTAG!

    (Waschtag jest odpowiednikiem PRLowskiej wolnej soboty)

    Dziekuje za ciekawe inforacje z Budapesztu.

    Co do antylewicowej obsesji IPNu to nie trzeba daleko szukac, Bruno Jasieński tez sie dostalo. Natomiast Arthur Schopenhauer nadal nie moze sie doczekac tablicy pamiatkowe w Gdansku i tu widac kontynuacje … PRLowskiej obsesji.

  20. Tow. Lizak napisał:

    „Zamiast więc grillowania mamy trochę trajlowania.”

    Korekta:

    „Zamiast więc grillowania mamy trochę trollowania.”

    Pzdr, TT.

  21. Telegraphic Observer,

    dzieki za przypomnienie tego wesolego epizodu z historii, jakim byla amerykanska wystawa w Moskwie oraz dzieki za ciekawy dialektycznie, albo za dialektycznie ciekawy wpis.

    Pozdrawiam.

  22. Ujawniono , że wczoraj wolny /a jakże!/ sąd uniewinnił w tajnej rozprawie /a jakże!/ Andrzeja Milczanowskiego w sprawie Oleksego. Pamiętamy brutalny i chamski głos „państwowca” i bohatera walki o wolność w sejmie, oskarżający z polecenia Wałęsy i Wachowskiego, demokratycznie wybranego premiera o szpiegostwo i zdradę. Niespotykane w normalnym kraju. Oleksy powinien złoczyńców natychmiast aresztować, osądzić i rozstrzelać, jak normalnie postępuje się za zamach stanu. Rozstrzelać łącznie z generałami w nagrodę mianowanymi przez Wałęsę. I w ten sposób przestępcy czują się wolni i żyją w splendorze i dostatkach. Tylko biedny Profesor Romanowski krzyczy bezradnie, że mamy świński system. Wszyscy się godzą bez sprzeciwu, jakby deszcz padał. A to plują prosto w mordę.

  23. “Klimatyzowna i nowoczesna OSA w Budapeszcie jest pobojowiskiem bitwy o nasze serca i umysły”.

    Muszę się przyznać, że na mój umysł nie było żadnego ataku ze strony CIA czy założonych przez nią organizacji radiowych. Mó umysł “zdeprawowali” wykładowcy ekonomii na UW. Na I roku dr. Z. Chrupek, wkrótce został “docentem marcowym”, I sekraterz POP UW, który nie potrafił mi wyjaśnić podstawowych kwestii ekonomii kapitalizmu, tylko walił na odlew dogmatami. Potem prof. prof. Z. Morecka (socjalizm) i W. Baka (planowanie), truli o łataniu doktryny na wszelkie sposoby. Nie mam pojęcia skąd mi się wziął ten pomysł, że studiowanie nie jest usilnym ładowaniem formułek do głowy, lecz otwartą wymianą myśli i poszukiwaniem sensu w teoriach i szkołach. Chyba od Żeromskiego.

  24. Dzis piwo marki Boris bardzo zgrabnie laczy image robotniczego protestu, wprzegnietego w kola nowoczesnego, efektywnego marketingu.

    I nie trzeba sie temu dziwic. Skoro rewolucja, tak jak kontrrewolucja, eksportuja sie latwo, to tym bardziej symbole z nimi zwiazane.

    Pozdrawiam.

  25. Jacobsky,
    Wiem ze dialektycznie przynudzam, ale to pod wplywem Ralfa Dahrendorfa. Mam wrazenie, ze Marks na przemian z Engelsem trafili w dziesiatke ze swoim opisem krotkiego, manchesterskiego wycinka kapitalizmu i wyciagnieciem z niego steku abstrakcyjnych fantomow. To dopiero byla dywersja i atak na umysly ludzi. Musze jednak przyznac racje Lukacsowi. Polecal on lekture Romain Rollanda – a czymze bylaby powiesc XX wieku bez postaci Colas Breugnon?
    Juz pod koniec opowiesci Colas dostal straszliwej goraczki i mial wkrotce umrzec. Wiec zamknal sie na ostatnie chwile swego zycia, wzial ze soba kilka przedmiotow, m.in. trzy flaszki wina: chablis, chardonney i cos jeszcze. Nie daje mi spokoju, co to bylo za wino. To ze Colas przezyl juz nie zrobilo na mnie takiego wrazenia. Poza tym „Jan Krzysztof”, nie dlatego zebym sie zgadzal z przeslaniem, ale te dywagacje o bogactwie i nedzy byly ciekawe …
    Pozdrawiam

  26. Dawno temu opowiadano, że Rosjanie lecą na Księżyc by namalowć na nim czerwone gwiazdy, co miało nie szkodzić, jeśli po nich polecą Amerykanie, uzupełnią czerwone na całej powierzchni i wykonają napis Coca Cola.

    PS. http://gudzowaty.blog.onet.pl/2,ID386581039,SL386739800,index.html .

  27. O rewolucji i bitwie na fotokopiarki i podobne bronie wspomina Soros:

    http://biznes.onet.pl/soros-w-czasach-rewolucyjnych-niemozliwe-staje-sie,18491,3024166,1,news-detal

  28. • telegraphic observer pisze:
    2009-07-27 o godz. 04:06

    Telegrafic Observer’ze.

    Dziękuję za uwagi. Momentami jednak się niektórym z nich dziwię, szczególnie tym, co do których pewnie nie byłoby sporu.
    Ja nie twierdziłem, że prywatyzacja KGHM natychmiast wpłynie na cenę miedzi ale np. jej konsekwencje, w tym strajk załogi, to już tak.
    Chyba tu jesteśmy zgodni.

    Nie jestem fachowcem od miedzi czy metali w ogóle. Bo czy można będzie mnie nazywać np. pasjonatem handlu złotem gdy zajmę na nim krótką pozycję gdy dowiem się, że w RPA wynajdą tanią szczepionkę na HIV czy lekarstwo na AIDS?
    No przecież nie, ja tylko sobie ocenię wpływ pojawienia się tych farmaceutyków na wydajność kopalń w RPA w momencie, gdy stan zdrowia 90% zjeżdżających tam pod ziemię murzynów się gwałtownie poprawi.

    Jak huragany rąbały pola ryżowe w Chinach i Indochinach, to żałowałem, ze nie mam dostępu do giełd w USA bo ten kraj, ku memu zdumieniu jest piątym w eksporcie ryżu, i ceny spółek ryżowych popędziły w górę.
    Czy to znaczy, że pasjonuje mnie ryż jeśli naprawdę z ryżu toleruję tylko sake?

    Na pozycje uważam zawsze i nigdy nie gram bez stop lossa, czego nauczył mnie ten podły France Telcom, który tepsę kupił w ramach prywatyzacji (koń ks. Benedykta Chmielowskiego by się pokładał ze śmiechu, gdyby wiedział, że prywatyzacją nazywa się sprzedaż państwowej, strategicznej firmy zagranicznemu, też państwowemu koncernowi, który w moim Kraju zachowuje się tak jakby go właśnie wygnano z afrykańskich kolonii i swą kolonię ten okupant założył sobie teraz tutaj).
    Przerwał mi on nagle, bez ostrzeżenia, dostawę Internetu i zbankrutowałem, bo nie mogłem zareagować na rynek a „Telegrafic’znie” już się nie dało zadziałać.

    Ale za radę dziękuję uważając, że wypływa ona z życzliwości nauczyciela dla ucznia. Postaram się być pojętnym.
    Zaznaczam, że na nosa nie gram nigdy, preferuję używanie synaps.

    A co do żartu, to przy wyborze broni satyrycznej dobrze jest najpierw sprawdzić, kogo chce się trafić i czy to przypadkiem nie jest bumerang, nieprawdaż?

    Pozdrawiam, Nemer.

  29. • jasny gwint pisze:
    2009-07-28 o godz. 15:14

    Szanowny Jasny Gwincie.

    Chyba Pan raczy sobie żartować.
    Żyjemy przecież w państwie prawa a wyroki sadów są obiektywne i sprawiedliwe.
    Uznano, że usiłowanie dokonania zamachu stanu jest społecznie mało szkodliwe i słusznie, bowiem szkodliwe byłoby tylko w państwie względnie poważnym, np. w znanym już w Polsce Gabonie czy np w Górnej Volcie.
    W państwie niepoważnym przeprowadzenie zamachu stanu nie może być uznane jako społecznie szkodliwe – czyż nie?

    Jak już podkreślałem na blogu red. Paradowskiej, wg ministra sprawiedliwości, niejakiego Czumy, ochraniarze Zubrzyckiego mieli prawo się bronić przed napastliwymi handlarzami-huliganami.
    Wg Sądu Najwyższego zomowcy z Wujka nie mieli tego prawa.
    I to jest to.

    A z „pluciem w mordę”, to już u nas taka moda. Pawlak opluł w Newsweek’u Tuska i PO a sondaż dot. prywatyzacji i podatków, wykonany na zamówienie (czyje?) potraktował cytatem z Dżugaszwilego o liczeniu głosów wyborczych i co?
    Tusku się obtarło i udaje, że deszcz pada – czyż nie?

    Serdecznie pozdrawiam, Nemer.

  30. Zlosliwych i drwiacych komentarzy nie brakuje. Przejaw typowego polskiego malkontenctwa.Najbardziej mnie jednak draznia wy[powiedzi tych, ktorzy w przedmiotowych miejscach nie byli choc z pewnoscia Budapeszt od Rakci Utca popatrzeli i w lepszym wypoadku na Gore Gellerta pojechali.Wychodzi na taka dyskusje w temacie, bez tematu, czyli prawdziwe trajlowanie.
    Ja Panie Danielu mam jednak pewna odmienna asocjacje tj. od czerwonej gwiazdy przpelatanej paczkami UNRY z papierosami Camel po Coca Cole

  31. Teresa Stachurska:
    Kawał brzmiał inaczej:
    Chińczycy zamalowali Panie Prezydencie pół księżyca na czerwono- nie szkodzi, już trzy czwarte!!!, nie szkoodzi, cały!!!
    To teraz wyślijcie nasze „Apollo” i napiszczcie Coca Cola……….

  32. Kartko z P.

    Juz zauwazylem, ze masz pzesadny stosunek do wszelkich towarzyszek. A tu masz, moja towarzyszka podrozy do Hiszpanii awansowala na towarzyszke zycia. Co jednakze rozumiem. Sciegno juz nie boli, but nie uwiera, ciuchy zmoczone w jednej czesci Galicji sa suche w drugiej – zatem hulaj dusza, z jednego camino na drugie, aby dalej od kraju; ergo: Hiszpania = zycie (cbdo).

    W polowie maja kapalem sie w Atlantyku, nieco na poludnie, przy wydmach Parque de Doñana. Woda nie byla zbyt ciepla. Centra handlowe sa upiorne z definicji (wszystko w nich jest na sprzedaz). Zycze scislejszego kontaktu ze swiatem (Ralfowi bym nie przepuscil tej kolacji 😉
    http://kartkazpodrozy.blog.onet.pl/Kto-rano-wstaje-temu-Pan-Bog-d,2,ID386603151,n
    – w tym kontaktu ze swiatem w sensie scislym, czego sobie tez zycze.

    Dobrych wrazen, Kartko

  33. KADETT

    Nudza mnie te dywagacje tam i z powrotem. U mnie 95 w cieniu, a u Ciebie 71. Idz, pospaceruj sobie….Albo lepiej – pobiegaj. Obama dalej wierzy, ze zreformuje system ubezpieczen, Pani Palin wyniosla sie z gubernatorstwa na Alasce, Ruskie i nasi scigaja sie kto pozniej schudnie, moje wrozenie z fusow sie sprawdza. Nic, tylko szmoncesy z Kadettem snuc pod wierzba. Albo podgrywac sobie karaibskie calypso i pic wode. Coca-Cola w Polsce kwitnie, a tu ze szkol wycofuja automaty z tym nektarem. Wycofuja tez fast food ze szkol. Zanim farmerowi brzuch spadnie, ruskim krawacik przylepi sie do kregoslupa. Poki co, wczoraj, kiedy bez koszulki zrzucalem funty, uslyszalem „What a nice body !” Rozdziawilem sie ze zdumienia, a mloda sportsmenka w dresie powtorzyla „Yes, you’ve got such a nice body !” Zostawila mnie z otwartym dziobem i pobiegla. Polecialem do klopa wsrod drzew i przez dobre kilka minut lustrowalem przed lustrem swoja posture. Nie moze byc ! Nawet nie powiedzialem dziekuje. Zamurowalo. Dalej, pomaszerowalem na wydechu, ale mdlilo. Ze temu Passentowi chcialo sie w taki upal latac po budapesztenskim bruku i wyszukiwac dla swoich blogowiczow „rarytasy” ze smietnika demoludow….Lepsze by mial porownanie, gdyby napisal: biuro „W”, a teraz IPN ! To samo gmaszysko przy Towarowej. Wtedy, radzieckie wagony zapraszaly na „bezpieczna” wycieczke do Moskwy, a teraz „Lustro z lustrem i znow do lustra”(J.T.). Tylko pan Lizak sie ostal na srodku Krasnoi Ploszczadi, zapatrzony w czerwone brylanty na Spasskoi Bashne. A mial wyjechac….

  34. telegraphic observer – 16:00 – to było tak…
    Colas siedział chory w szałasie w swojej winnicy, aby po jego śmierci nie spalono świeżo wybudowanego domu. Bo domy zmarłych na zarazę (chyba cholerę?) palono, aby się zaraza nie rozprzestrzeniała.
    Przyjaciele dostarczyli mu, na jego prośbę trzy butelki wina chablis, pouilly i irancy w starym koszyku, uwiązanym do liny.

  35. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Teresa Stachurska – À propos 2 x Gudzowaty

    To ze partia jako II obwod zastepczy stworzona przez jednego z aparatu PZPR-u pojdzie do samego poczatku `wydra´ po bandzie na tasme nie ulegalo zadnej, ale to zadnej watpliwosci Metoda HGW na Palcu Defilad jest tego najlepszym przykladem – nic nowego w Gwardii – tym bardziej, ze kupcy czesciowo juz sie wyprowadzili. Domyslam sie, ze znalezienie odpowiedniego miejsca zastepczego – od tak z marszu – do prowadzenia dzialalnosci kupiecko-handlowej nie jest sprawa prosta w W-wie – prawda?
    Najbardziej jednak w tej calej wyjatkowo brudnej sprawie dziwi mnie `Koka kola´ w ustach Strelnikowa w stylu `Wyszlem´ zaraz wracam!
    Tak jak pisalem wczesniej, serdeczne pozdrowienia http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Kotwica_symbol.svg

    Post Christum.
    Co przypomina panstwu zdjecie to? > http://kontrowersje.net/node/3725
    .

  36. Nemer, TO,
    Związki, związkami, ale pomysł prywatyzacji KGHM i prawa do czerpania zysków z naszego wspólnego dobra, jakim są złoża miedzi, bogactwa naturalnego przecież, uważam za skandaliczny.
    Czy Anglicy sprywatyzowali złoża naftowe na morzu północnym ? Nie.
    Czy Norwegowie swoje? Nie!
    Zaq co Rosjanie kochają Putina? Za renacjonalizację swoich bogactw naturalnych. Itd. Itp.
    Na pomysł prywatyzacji KGHM, ENEI i innych producentów energii mógł wpaść tylko rząd, który traktuje własne państwo, jak dojną krowę , dla reszty świata.
    Tylko debile, prostaccy geszefciarze, mogą dziś jeszcze powtarzać, że prywatne jest lepsze. Prywatne jest lepsze tylko wtedy, kiedy własność jest skojarzona z zarządzaniem, bądż efektywną jego kontrolą.
    W spółkach tej wielkości co KGHM, lub giganty energetyczne, jest akurat odwrotnie. I tak się dla nas nieszczęśliwie składa, że potencjalnymi nabywcami, będą zapewne państwowe spółki innych krajów.
    A zatem sprzedaż, tych firm, jest równoznaczna ze sprzedażą istotnej części interesów strategicznych naszego państwa, państwu obcemu.

    Jasny Gwint, Nemer

    Jasne, że plują. I jasne, że SLD udaje, że deszcz pada. Na co chłopcy, eseldowcy liczą? To, że są obywatelami drugiej kategorii, a nie n-tej jak niegdysiejsza SO, to nie znaczy, że nie dosiągnie ich prowokatorska ręka np. CBA. Biją przecież zawsze potulnych.
    Przecież ten wyrok, wskazuje, że ich dosięga nawet dłoń byłego Wałęsy i to do tego bezkarnie. A cóż dopiero , zbrojne ramię IV RP.
    Ciekawe, jakaż to – zdaniem sądu – wyższa konieczność pozwalała bezpodstwanie oskarżyć publicznie urzędującego premiera Najjaśniejszej o szpiegostwo na rzecz Rosji?
    Czy przypadkiem nie była, to- i nie jest – dobrze znana z czasów stalinizmu – konieczność sprawiedliwości dziejowej?
    Wstyd, Wstyd, Wstyd.
    Za milczenie w obliczu tego wyroku mam ochotę splunąć komuś w twarz.
    Któremukolwiek z byłych lub obecnych liderów SLD.

  37. Absolwent,
    Niestety, p.Ikonowicz jest w pierszej kolejności wiecznym rewolucjonistą, w następnej, dopiero, lewicowcem.
    Szlachetność intencji, nie rozgrzesza fanfaronady.

  38. Pani Stachursko i Panie Wiesieku,

    Powtarzacie, co wpisalem poprzednio. Docip przywiozl do Warszawy Ignazio Graul, w 1972, kiedy negocjowal kontrakt w MHZ.

    http://passent.blog.polityka.pl/?p=589#comment-118997

    Pozdrawiam

  39. Nemer, 18.04

    Nie powinieneś pisać w obecności profesora Jacobski’ego, że usiłowanie (czytaj zamach stanu) na gruncie polskiego prawa karnego ma niewielką społeczną szkodliwość.
    Jak on to teraz wytłumaczy swoim anglosaskim studentom?

  40. Nemer,

    Jesli rozmowa jest o polskiej prywatyzacji, a ty piszesz o wzroscie ceny miedzi, to domyslam sie, ze jest zwiazek. Przeciez nie moge dopuscic, ze piszesz bez zwiazku nie ostrzegajac nas o tym.

    Piszesz: „A co do żartu, to przy wyborze broni satyrycznej dobrze jest najpierw sprawdzić, kogo chce się trafić i czy to przypadkiem nie jest bumerang, nieprawdaż?”

    A czy to ma zwiazek z czyms konkretnie? Masz cos na watrobie, ze tak zapytam?

    T.O.

  41. Duch socjalizmu

    Dziękuję Panu Rybie za odniesienie się do przemyśleń Leszka Kołakowskiego. Ocenił je Pan bardzo surowo i niejako ironicznie.Jest to pewnego rodzaju odwaga z pańskiej strony za co należy się panu szacunek.W zasadzie jestem z panem zgodnym w generalnym zarysie tego tematu. Wydaje mi się, że on nie miał innego wyboru jak po ucieczce na Zachód poszukiwać swego rodzaju trzeciej drogi w sporze dwóch systemów. Stąd zapewne ta jego skłonność do niejako katechetycznego moralizowania ,co w rzeczy samej nie bardzo korelowało z brutalną agresywnościa tamtych postaw i rozwiązań. Stąd też zapewne te jego nauki były bardziej kierowane do tamtejszych elit aniżeli naszych. Przypominam sobie jedną z jego telewizyjnych rozmów z Bartoszewskim starającym się zakrakać Kołakowskiego, swoimi jedynie słusznymi wywodami.

    Zapamiętałem jego nie odcinanie się od lewicowości,a wręcz uczciwe przyznanie się do dawnych sympatii politycznych i pewnego rodzaju zawstydzenie oraz zniecierpliwione i jakby protestujące szamotanie się na krześle wobec solidarnych zachęt i nawoływań Bartoszewskiego do uzyskania wyrazów akceptacji dla jego przegadanej polityki.
    Bez skutku. Ale pamiętam także jego wspomnienia jak to urządzał niejako psikusy ówczesnej politycznej władzy, z czego miał ogromną satysfakcję,a jego naukowi koledzy ,traktowali to w kategoriach młodzieńczych wygłupów. Bardzo negatywnie wypowiadał się o ludziach radzieckiej nauki poczytując ich bez mała za durniów. Myślę, że był on swoistym zbłąkanym synem ojca polskiej filozofii Tadeusza Kotarbińskiego niekwestionowanej sławy polskiej nauki znanej m.in z „Traktatu o dobrej robocie”.

    Przy okazji śmierci Kołakowskiego nie można udawać, że takiego naukowca Polska nie miała. Urodził się w Radomiu. W Warszawie przeżył wojenną gehennę dziecka żydowskiego uratowanego przez Irenę Sendlerową. Na UŁ wstąpił do najbardziej radykalnej frakcji ZWM spod znaku Dzierżyńskiego. W 1950 roku doprowadził do zaatakowania Władysława Tatarkiewicza za dopouszczanie do antysocjalistycznych wystapień na jego zajęciach. W rezultacie Tatarkiewiczowi odebrano prawo wykładania i prowadzenia seminariów.

    Kołakowski był pracownikiem Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR.
    Wraz z Kotarbińskim sporządzili opinię wykorzystaną przez obrońców Kuronia i Modzelewskiego oskarżonych o rozpowszechnianie fałszywych wiadomoście w „Liście otwartym do partii”.
    Za radykalną krytykę władz i odchodzenie od socjalistycznych treści w pracy ze studentami odebrano mu katedrę i wydalono z partii.
    W 1968 roku za udział w wydarzeniach marcowych pozbawiono go prawa wykładania i publikowania. W rezultacie swojej aktywności wyemigrował do Anglii. Tam jego poglądy zaczęły ewoluować od marksizmu do myśli chrześcijańskiej. W wyniku tych zmian w jego wystąpieniach zaczął się zaznaczać słusznie zauważany ton moralizatorsko-katechetyczny.

    Tyle uwagi poświęciłem Kołakowskiemu ze względu na jego mimowolne zderzenie na blogu z węgierskim filozofem o nazwisku Lukacs Gyorgy. Chodzilo o to by wskazać, że Polska jednak filozofami stała. Niemniej jednak były to dość różne postacie. Urodził się on w 1885 roku i żył do 1971 roku. Był on teoretykiem i historykiem literatury a także estetykiem. Członek Komunistycznej Partii Węgier. Przebywał na emigracji w Austrii , Niemczech i ZSRR.

    Od wyzwolenia Węgier brał aktywny udział w życiu, naukowym, politycznym i społecznym swego kraju. Reprezentował on marksistowską humanistykę. Zajmował się on kształtowaniem i rolą świadomości społecznej. Interesował się badaniem realistycznej twórczości literackiej XIX i XX wieku. Stworzył teorię powieści. Jego podstawowe prace to „Theorie des romans” , „Geschichte und Klassenbewusstsein”, „Probleme des Realismus” oraz prace poświęcone estetyce.

    Zapewne twórczość Lukacsa jest wysoce specjalistyczna w filozoficznym ujęciu.Fachowcy oceniają, że twórczość Lukácsa, złożona i miejscami kontrowersyjna, stanowi wybitny wkład w rozwój myśli marksistowskiej oraz do ogólnoświatowej myśli filozoficznej.

    Przytoczyłem tutaj dwie postacie z życia międzynarodowej filozofii by skonfrontować je z trzecią postacią blogowego „filozofa” rodem z kraju klonowego liścia. Przyznaje on szczerze, że już tydzień czasu studiuje namiętnie Lukacsa. I po tych głębokich studiach doszedł do wielce rewolucyjnego wniosku, że należy odrzucić tezę o tym , iż byt kształtuje świadomość, bowiem jego zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Nie wiem co przemawia przez tego geniusza, zaściankowa buta i ignorancja czy coś jeszcze gorszego.

    Dramatem się staje kiedy ignorant zabiera się za pouczanie mądrego. Jak nam znawca przedmiotu wyjaśnia gdy przyłoży on swoje jednostkowe doświadczenia z PRL-u do prawidłowości, że byt kształtuje świadomość, to ręce mu opadają, a ja myślę, że i głowa także. Problem nasz delikwent ma nie tyle ze świadomością ile z nieświadomością.

    Zakłada on w swoich rozważaniach, że nie może być , iż kiedy on się nażre dużo kiełbasy to powinien być mądrzejszym, no bo przecież kiełbasa to byt a świadomość to mądrość. Jego błąd polega na tym, że nie rozumie on , iż jeśli posiada pieniądze na dużą ilość kiełbasy, to stać go również na stosowne studia. Postawmy sprawę odwrotnie i jaśniej. Jeśli kogoś nie stać na kiełbasę to równiez nie będzie go stać na naukę. Biedny musi myśleć o pozyskaniu pożywienia a nie o rzeczach górnych i bzdurnych. Stąd biedny z czasem nabywa świadomość konieczności walki o swoje elementarne prawa ludzkie. Bourgeois natomiast nabywa świadomość źródeł swego bogactwa i konieczności obrony ich. Co stawia te obie klasy w przeciwstawnej i wrogiej pozycji.

    Nasz delikwent skarży się, a może i cieszy się, że już po trzech tygodniach kiedy jego stopa zstąpiła na burżuazyjną ziemię, owi niegodziwcy a może i dobroczyńcy, zaczęli odcinać kupony wartości dodatkowej od świadczonej przez niego pracy. Było to jego zdaniem tak radosne i cudowne doświadczenie, że poleca on je wszystkim robotnikom
    na socjalistycznym wikcie. Otóż nie ma już takiej potrzeby, ponieważ miliony polskich emigrantów znają te pańskie uniesienia. Pański kraj nie doświadczył zniszczeń rozbiorów i wielu wojen, mało tego pański kraj miał możliwość korzystania z dobroczynnych możliwości korzystania z imperialnych wpływów.

    Dlatego proszę sobie darować propagandowe chwyty poniżej pasa z repertuaru leśnego bojownika prawicowego.Tego rodzaju mędrzyki klonowe nazywają wykształconych ludzi lewicy, międzynarodowe autorytety naukowe, deprecjonującymi określeniami mądrali. Daje tutaj o sobie znać po raz n-ty niekompetencja ideologiczna i brak merytorycznej argumentacji. W tę lukę wchodzą oni żenującym zwyczajem pomówień, obrażaniem i potrząsaniem kapitalistyczną pałeczką.

    Ich nie znoszącym sprzeciwu zdaniem system socjalistyczny już dawno „zdechł”, a panujące w nim stosunki rozwoju sił wytwórczych nazywa się „ścierwem”, jakby zapominając kto był zaliczany do owych ścierwojadów politycznych w bliskich im rozwiązaniach społecznych.

    Wypada przypomnieć apologetom kapitalizmu, że nigdy nie doszłoby do powstania socjalizmu gdyby kapitalizm był systemem spełniającym oczekiwania społeczne. Nie jest też żadnym argumentem na ludzką szczęśliwość jeżdżenie samochodem , jak i jazda na rowerach nie może być symbolem nieszczęścia. Kultura Zachodu ma zupełnie inne pojęcie szczęścia aniżeli kultura Wschodu. I dobrze by się stało gdyby Zachód przestał innych uszczęśliwiać ogniem i mieczem.

    Wytykanie Węgrom jak i samemu Lukacsowi, że był Żydem przejawem nowoczesnej zachodniej tolerancji raczej nie jest. Dobrze byłoby przy tym również pamiętać, że Kołakowski także był polskim Żydem. Jak widzimy jeden pozostał do ostatnch dni w swojej ojczyźnie a drugi prysnął na dziki zachód. Człowiek człowiekowi równym nie jest, ale zrozumienia i tolerancji wymaga, jeśli nie popełnił zbrodni pospolitej lub zbrodni politycznej.

    Filozofia jest nauką na bardzo wysokim poziomie uogólnienia. Traktuje ona o rozważaniach na temat istoty i struktury bytu. Zajmuje się ludzkim poznaniem, miejscem człowieka w świecie, jego poglądami na świat. Filozofia znaczeniowo jest lubieniem mądrości. I jeśli ktoś ma z tym problemy to nie powinien się zajmować filozofią.

    Niekoniecznie marines powinien być filozofem, boć to nie ułatwi mu umierania, on powinien być poddany specjalistycznej obróbce jak najdalej odległej od filozofii. Właściwe umieranie za ojczyznę i najlepszy system na świecie realizuje się zazwyczaj nie w wyniku wykształcenia lecz wyszkolenia. Stąd do tego celu nie zawsze potrzebni są ludzie najmądrzejsi.

    Niszczyć każdy głupiec potrafi a mądrych należy zachować na czasy powojennej odbudowy. Wskutek tego zachodnia kultura kreuje taki typ człowieka jaki jej jest potrzebnym. Kościół to bardzo trafnie i boleśnie określa kulturą śmierci.

    W takiej sytuacji osobiście bardziej sobie cenię 100 niepłodnych filozofów aniżeli jednego skutecznego sołdata. Rzecz dotyczy rozważań z wyłączeniem wojny obronnej, która nie ma żadnego odniesienia do Imperium Dobra.

    Kontynuując swe błędne dywagacje,w typowym dla siebie stylu arogancji, nasz oponent przecina wszelkie dyskusje oznajmiając ostatecznie:”Marksizm jest trupem”.
    A czym że jest słaniający się na nogach kapitalizm?
    Zapomina się przy tym o nieśmiertelności ludzkich idei i o ich dialektycznej zmienności. Kostycznym bałwochwalcom Zachodu wydaje się, że kapitalizm dał im Pan Bóg na zawsze i jest on jedynym słusznym na świecie sytemem.
    W tym właśnie zawiera się ich zaściankowość i Ciemnogród, wsparte kulejącą potęgą militarną.

    Nie potrafią oni przy tym zauważyć, że ich własne Ojczyzny w mniejszym lub większym stopniu, z USA na czele, zaczynają skręcać na lewo. I nie dlatego, że kochają komunizm,a dlatego,że mają dość kapitalizmu.
    _________________
    Tua res agitur

  42. magrud pisze:

    2009-07-28 o godz. 20:57

    Lizak:
    Ostre wejście naszej Ukochanej Miss Intelektu.
    Taką Panią cenię i szanuję.
    Potulność i ułożoność wobec prawicy jest traktowana wyłącznie jako słabość i powód do niewybrednych ataków.
    Z uśmiechem i dystansem Miła Pani, ale z lewicowym zdecydowaniem, ponieważ to my mamy rację.
    Oni są niesprawiedliwi i nieuczciwi w upierdliwym gloryfikowaniu systemu niesprawiedliwości społecznej.
    Ich wielkość zauważamy w jednozdaniowych komentarzach noszących charakter bąków i bzdetów zaprawionych językowym rynsztokiem niektórych potentatów prawicowego intelektu.
    Nie przeczę,że przejechałem się z niekłamanym zadowoleniem, acz bez sadyzmu, po bandzie prawicowej beczki wypełnionej dziegciem, smoła i pierzem.
    Pani, jako kobiety, nie namawiam do tak niskich i zdecydowanych chwytów, by nie dać im asumptu do czerpania nieuzasadnionych przyjemności.
    Natomiast gorąco Panią namawiam do prezentowania się w letniej, zwiewnej i kolorowej sukience na obraz i podobieństwo swego intelektu,by stanowić przedmiot nieosiągalnego pożądania zachłannej prawicy.
    Myślę ,że nie sprawi im Pani przyjemności.
    Niech ich zżera kapitalistyczne pożądanie w tantalowym wydaniu.
    Jeżeli zbytnio Panią zdyskontowalem politycznie, to awansem przepraszam i życzę dobrego nastroju, bo o to przecież w tej zabawie idzie.
    Z ukłonami poważania i wyrazami sympatii, niepoprawny Lizak.

  43. G.Okon
    Wyczuwam u Ciebie zawód spowodowany tematyką. Muszę Cię jednak zmartwić. W klasycznej wersji wypracowania trzyczęściowego (wstęp, rozwinięcie, zakończenie) – może nastąpić cz. III pt. ‚Dziady cz. III czyli Soros i demoludo-kracja’. Nie po to się poci człek w żarze Budapesztu, żeby nie wypocił należycie co trzeba. W końcu nie wszyscy muszą biegać, pocąc się tylko estetycznie z myślą o bella donna. Są też tacy, co lubią pocić się całkiem intelektualnie, przy czym, niejako w odróżnieniu, nie tolerują oni luster i procesu przyglądania się sobie w lustrach (lustracji).

    Lukacs to osobna sprawa. Wątek można potraktować podtekstowo i tego wymaga chyba bardziej wyrafinowane spojrzenie na twórczość DP. Wojny gwiezdne (Star wars) George’a Lucasa (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa) to epopeja walki Dobra ze Złem. Obie zwalczające się gwiazdy są czerwone, a zamiast krwi popłynęła w happy end-owym zakończeniu Coca – Cola. Czego można chcieć więcej w sezonie letnim..?

    PS.
    Marksizm jest trupem w podwójnym sensie. Drugi sens wywodzi się z pojęcia ‘trupizm’. DP pośrednio to potwierdza, mówiąc, że choć kamieniczka ładna z ładnym widoczkiem, to schody do archiwum kręte, a winda ciasnawa i samego archiwum Lukacsa zwiedzaniu nie poleca (stół, tapczan i szafa z książkami).

    Coś na kształt i podobieństwo komnaty sypialnej wielkiego wodza rewolucji. Czort tolka znajet kto pod… knigi.
    http://www.swistak.pl/a3227810,Bialy-Dunajec-Muzeum-Lenina-pokoj-sypialny.html#

  44. Polecam polemikę z Kuczyńskim w Rzepie o antykonstytucyjnych pomysłach Platformy Obywatelskiej

    http://www.rp.pl/artykul/9133,341269_Syska__Platforma_przeciwko_konstytucji.html

  45. Po zachecaniu do spadania przyszla kolej na plucie. (znow ?!). Nastepny krok to juz chyba publiczne egzekucje z tabliczkami na szyjach ? A moze cos po drodze przeoczylem ? (tajemnicze nocne znikniecia ?)

  46. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Magrud – 28 / 20:57

    W obrabianiu KGHM na Pani miejscu bylbym ostrozniejszy w doborze fonetyki. Nie chce wchodzic w szczegoly zwiazane z parametrami istniejacymi. Oplacalnosc urobiska o % zawartosci po przecinku na glebokosci ponizej 1000m jest scisle zwiazana z koniunktura, inaczej mowiac cena gieldowa miedzi – LME. Najwiekszy odbiorca koncentratow rudy midzie w Europie Norddeutscher Affinere Hamburgo, ktorego wlascicielem byl nie dawno zmarly slynny Wolff von Amerongen (kiedys wysoko szycha w NSDAP, bezposrednio nadzorujacy handel via Szwajcaria papierami wartosciowymi przejetymi przez III Rzesze w obozach zaglady. Dobry kolega HG Globke, ktorego nota bene D. Passent + POLITYKA Rakowskiego chronili w ruchu koordynowanym po II WS. Mysle, ze w przypadku KGHM jest Pani w powaznym bledzie emocjonalnym.
    Tego typu wyrobiska prywatyzuje sie w koniunkturze, a nie na odwrot. Nie zrozumiem, dlaczego tego nie przeprowadzono?, poza rozumieniem wysokich pensji-apanazy dla `menagerow´ z nadania partyjnego. Czyzby zabraklo wigoru p. Hanny Gronkiewicz-Waltz? Eee, eee ? ….
    Moze dojsc do sytuacji gdzie KGHM bedzie nie do sprywatyzowania i podzieli los polskich stoczni – plynacych w sina dal – gdzie wyraznie przespano dogodny moment. Najwyrazniej miescilo sie w widelkach koordynowanej `kuncepcji cudu´ gospodarczego L. Balcerowicza.

    To samo dotyczy kolosow chemicznych. Decyzje Buzka bedace decyzjami wyraznie pod dyktando Corporacji byly bardziej niz fatalne, niemniej rozumiem zachwt i zachlystywanie sie w mediach jego osoba i wynoszenie pod niebiosa.
    O stanie technicznym + metodach budowy polskich autostarad ( podstawy sprawnie dzialajacej logistyki ) lepiej jest nie rozpoczynac jakiejkolwiek dyskusji, po prostu szkoda czasu. To okret flagowy nieudolnosci zespolowej. Trudno wyobrazic sobie bardziej skoordynowany sabotaz polskich interesow, nie liczac tego z okresu II WS, ale to jest inna albo ta sama historia tylko ciag dalszy …

    Ps
    Patrzac na uklony Lizaka i uchylanie cylindra w Pani strone mozna rzeczywiscie dostac stalego orgazmu.

  47. Feliks Stychowski pisze:

    2009-07-29 o godz. 13:05

    Lizak:
    Móglby pan zachować nieco prywatnej intymności.
    Nas doprawdy nie interesują pańskie bardzo osobiste reakcje.

  48. Ryba pisze:
    2009-07-28 o godz. 21:33

    Studentow mam frankofonow, a tlumacze im biologie, jesli juz jestes taki dociekliwy.

    W kazdym razie czytajac Twoj wpis mozna dojsc do wniosku, ze z tym psuciem sie od glowy to wiecej niz madrosc ludowa.

  49. Nemer,

    nie wiem, o co chodzi Rybie. Mozesz pisac to, co Ci sie zywnie podoba i nie martw sie o zrozumienie Twoich tekstow, zas na temat wyroku w sprawie Milczanowskiego nie mam nic do powiedzenia, wbrew temu, co pisze Ryba.

    Pzdr.

  50. KADETT

    Czy myslisz, ze to ma sens ?:
    Pan red. Stasiak wzial sie do oceniania i szufladkowania internetu. Glowna konkluzja to, ze internet w Polsce zmienil sie w „medium frustratow ociekajace jadem, zazdroscia i wulgaryzmami”. I dalej: „fora internetowe kipia zloscia, nienawiscia i ksenowfobia”. Tytul calosci: „Chamowo”. Dalej ida, porownania z USA, Francja i Niemcami, i wszyscy oni sa daleko bardziej kulturalni i opanowani niz Polacy, twierdzi Autor. Jakis czas temu zrobilem probe zasiegniecia opinii naszych Blogowiczow o Polakach i ich odpowiedzi byly calkowicie zbiezne jego konkluzja. Czyli – jakie spoleczenstwo, taki internet. Ameryki Pan redaktor nie odkryl.

    Dalej, uklada Pan blogowcow w szesc kategorii. Rowniutko i akuratnie – posprzatane mieszkanie z balkonem. Byly systemy polityczne, ktore tez katalogowaly ludzi – na dobre to nie wyszlo. Naiwnosc ?

    „Zestaw narodowych cech i kompleksow, ktore wyrozniaja Polakow na tle innych nacjii” wskazywaloby, ze red. Stasiak sam ma „polski kompleks”. Mysle, ze blogi w Rosji, Bialorusi, na Wegrzech, Pernambuco i wielu innych maja te same cechy i nie ma potrzeby machania flaga z „polskim chamstwem”, jako wyroznikiem Polakow w ONZ. Porownano Polske z czterema europejskimi krajami o najstarszej kulturze i demokracji i wynik jest zaiste sensacyjny !

    „Bezrobotni i zyciowi nieudacznicy” to wg red. Stasiaka, grupa wnoszaca brud do internetu. Skoro tak, to wydaje mi sie, ze znakomita wiekszosc naszego blogu to smietnik. A emeryci ? A chorzy ? A leniwce, co juz nie pracuja ? A studenci ? Naukowcy ? A panie lub panienki w ciazy ktore nie pracuja ?Wszystkich do bezrobotnych i nieudacznikow ? Macha ta szufla pan Stasiak i nie patrzy kogo moze w leb wyrznac.

    I to przedkladam ku uwadze Szanownego Grona.
    Nie wypisalem sie pod artykulem red. Stasiaka, bo tu sie razniej czuje. Ponadto, mamy z nim stare porachunki, kiedy to nie odroznial I-Poda od I-Phone i wrozyl im kleske na rynku. Spod sklepu na MDM.

    KADECIE, laskawco, daj mi cos strawic.

  51. Gospodarzu Drogi,

    Śpieszę donieść, że Polacy w drodze od czerwonej gwiazdy do Coca Coli, od socrealizmu do zachodniego modernizmu i jeszcze dalej nie potrafią jasno się wyrażać. Pierwszy z brzegu przykład biorę:

    ”Tylko debile, prostaccy geszefciarze, mogą dziś jeszcze powtarzać, że prywatne jest lepsze. Prywatne jest lepsze tylko wtedy, kiedy własność jest skojarzona z zarządzaniem, bądż efektywną jego kontrolą.

    W spółkach tej wielkości co KGHM, lub giganty energetyczne, jest akurat odwrotnie. I tak się dla nas nieszczęśliwie składa, że potencjalnymi nabywcami, będą zapewne państwowe spółki innych krajów”.

    Czytasz dalej ten tekst i nie wiesz na czym polega odwrotność; czy na tym, że w spółkach wielkości KHGM zarządzanie jest skojarzone z własnością (a nie na odwrót – własność z zarządzaniem), czy własność nie jest kojarzona (zamiast być kojarzona), a priori prywatne jest gorsze (a nie lepsze), jak w nich faktycznie jest, bo zdanie jest asertywne jak jasna cholera, ale co stwierdza, nie domyślisz się nawet Blogowiczu Szanowny. A może należałoby KGHM podzielić na mniejsze spółki i problem prywatnego rozkojarzenia byłby rozwiązany. Bardzo mnie drażni ta zinternalizowana przez niektóre osoby wygodnicka fraza – JEST AKURAT ODWROTNIE. Nie muszę objaśniać, że pochodzi ona z frontu wojny z imperializmem i rewizjonizmem, a bazą dlań jest naukowość marksisty. Bowiem, aby świat “obiektywnie” opisać, należy go uprościć, najlepiej my tu, a tam oni. My wrażliwi, oni geszefciarze. My narodowe, oni prywatne. My efektywna kontrola, oni obce interesy. I tą drogą idąc już jesteśmy w kaczyźmie.

    Oczywiście miesza magrud państwowość złóż i prywatność ich eksploatacji. Z brytyjskich, norweskich, irackich pól wydobywają Shell, BP (sprywatyzowane w latach 1979-87) i inne firmy. Każde z tych państw pobierają od nich opłaty licencyjne. Dużo andronów krąży na temat prywatyzacji KGHM i ratowania tą drogą budżetu. Pan premier i jego ministrowie nie są wyjątkami w puszczaniu ich w obieg, ale oni są politykami. Polityk to sprzedawca, jego szpil jest dopasowany do uszu i umysłu słuchacza. Tak mi się bezklasowo zdaje.

    Pozdrawiam,
    T.O.

  52. Magrud pisze bzdury:

    „Tylko debile, prostaccy geszefciarze, mogą dziś jeszcze powtarzać, że prywatne jest lepsze. Prywatne jest lepsze tylko wtedy, kiedy własność jest skojarzona z zarządzaniem, bądż efektywną jego kontrolą.”

    Slawomirski

  53. Nemer,

    z doniesien wynika, ze Oleksy zamierza zlozyc apelacje (ale moze sie myle), wiec poczekajmy z tymi hiobowymi deklaracjami n/t aktualnego stanu panstwa prawa.

    Pzdr.

  54. @G.OKON
    „…daj mi coś strawić…”
    Nie poganiam. Lunchuj na spoko. Take your time. Jak już strawisz, daj znać, to będziemy roztrząsać Pana Stasiaka, jak obornik na polu chwały.
    Który to ze Stasiaków? Pan Kierownik z Polityki?

    Gostek z Chamowa (d. Ciemnogród, jeszcze dawniej E.Wedel)

  55. Telegraphic Observer

    Wdales sie w polemike o zarzadzaniu, prywatnosci, lub nie, i w imie czego ? Zadna z osob na blogu nigdy (mniemam) nie zarzadzala zadnym przedsiebiorstwem – to co sensownego moga Ci napisac ? Wala komunalami, doktrynami z PRL a nie widzieli (lub nie chca widziec) roznicy. Nie napatrzyli sie na „panstwowe” w Polsce ? Wybacz, ale cala ta dyskusja to jak rozmowa ze slepym o kolorach. Albo – cwiczenia dla studentow zarzadzania. Jesli tak, to niech sie dzieci bawia. Ich ideologowie mowili: czem by ditia nie teshilos’ lish by nie plakalo. A ze dzieciaczki swintusza z Dama, to juz ich grzech.

  56. Przepraszam, kilka słów na odrębny temat,

    wczoraj w faktach o godz.21.00 w tvn24, pokazano reporterską prowokację w warszawskich szpitalach , opartą na motywach „nieprzyzwoitej grypy”. Panie red.Jędrzejowska i minister Ewa Kopacz trosdzkę przy okazji tego zdarzenia pogaworzyły sobie. Pani minister zwróciła rezolutnie uwagę, na pomieszanie ról w relacjach lekarze-pacjenci/ lekarze w odkrywczym skojarzeniu pani minister są dla pacjentów a nie odwrotnie/, zadeklarowała wyciągnięcie konsekwencji wobec przyłapanych niedouczonych/opinia pani minister/ i… przeszła na stronę pacjentów, których z ekranu telewizora nawoływała do energicznej walki o swoje , składkami nabyte prawa. Minister prowadzący pacjentów do boju przedciwko kiepsko zarządzanemu resortowi którym , przynajmniej teoretycznie kieruje, i za którego działanie odpowiada to dopiero wspaniała ewolucja dyplomatyczna. W każdym normalnym kraju, widzowie mogliby w osłupieniu nie wiedzieć o co chodzi. Nam , łącznie bz panią redaktor zrobiło się tak miło i swojsko.
    I jak tu nie głosować na taką SWOJĄ panią minister.

    Pozdrawiam,Sebastian

  57. KADETT

    Sniadam pozno. Lanczyk odpuszczam. Pisz, bo znowu ten dzial pana kierownika zamkna. Pan kierownik dzialu internetowego „Polityki” redaktor Piotr Stasiak zamyka swoj kramik ok. szostej wieczorem.

  58. KADETT

    Nie wiem kto zacz Gostek z Chamowa i co mial z Wedlem, ale kiedy kajakowalismy na Jeziorku Skaryszewskim, tata opowiedzial mi historyjke o Pilsudskim: Gosc, prezydent wysiadl na Glownym, zobaczyl wszedzie napisy i stosownie przywital Marszalka: Ewedel Ewedel ! A Dziadek na to: Dungsram, Osram, Phillips, Argenta ! Bardzo byl z siebie zadowolony.

  59. Lizak,
    Wybacz, ale strój dobieram zawsze stosownie do okoliczności.
    Na tym polega elegancja.
    Nie czas na łagodność, gdy chcą nam odebrać resztki gospodarczej suwerenności. A rząd polski zachowuje się jak łupieżca.
    Jeszcze raz powtarzam, że tylko debile mogą jeszcze wierzyć, że opłaca się sprzedać rodowe dobra w okresie dekoniunktury, tj,. za psie pieniądze, zamiast podwyższać podatki np. PIT do 50 %.
    Tylko debile, albo skrajni cynicy ( niech tam sobie T.O. wybierze) mogą pieprzyć, przy tej skali firm, o wyższości prywatnego nad publicznym, po upadku GM, AIG, aferze Enronu, piramdy Madoffa i nacjonalizacji wiekszości angielskich banków, oraz bilionach dolarów redystrybuowanych z kieszeni amerykańskich podatników w czeluście prywatnych instytucji finansowych.
    Tej skali malwersacje i marnotrastwo, którego byliśmy świadkami nie są możliwe w instytucjqach publicznych, ze względu na skalę kontroli, także społecznej , jakiej podlegają, czyli relatywnie skuteczny nadzór właścicielski.
    O oddawaniu w obce ręce sektorów strategicznych, takich jak energetyka, wybudowana w PRL- za cenę niższej indywidualnej konsumpcji- w ogóle nie można dyskutować spokojnie. Bo jest to, po prostu, skrajna niesprawiedliwość i nieodpowiedzialność.
    Do tego rząd urbi e orbi ogłasza, że jest na musiku. Znaczy, sprzeda nawet ponizej wartości.

    Drogi Lizaku, larum nam grają! Nie czas na muślinowe kreacje i seksizm.

  60. Jacobsky pisze:
    2009-07-29 o godz. 15:38

    Jacobsky.

    Z całym szacunkiem, ale rezultat apelacji niczego nie zmieni ponieważ w państwie prawa, w sprawie Oleksego-Milczanowskiego wynik powinien być taki, że jeden lub drugi musiałby oglądać słońce przez kraty, albo Oleksy za szpiegostwo albo Milczanowski za zamach na sprawiającego urząd Premiera RP.

    Ja nie staję po stronie żadnego z nich, bo nie znam materiałów. Akta są tajne ale fakt, że obydwaj są na wolności jednoznacznie wskazuje na to, że żyję w chorym kraju i to mnie boli.

    To, że np. mając przed sobą zobowiązanie do współpracy z SB a także pokwitowanie pobierania wynagrodzenia za tę współpracę Sąd Najwyższy orzeka że zaprzeczający tej współpracy nie jest kłamcą lustracyjnym jest może śmieszne dla obserwatora z zewnątrz ale nie dla myślących jeszcze tubylców.

    W trybie wyborczym jedna z partii politycznych złożyła pozwy identycznie brzmiące w czterech okręgach wyborczych. Zapadły cztery zupełnie różniące się od siebie rozstrzygnięcia.Itd. Itd.

    Tego jest tysiące, mogę sypać dziesiątkami przykładów cudacznych orzeczeń, których treść przytłacza kompromitując zarówno aparat ścigania jak i sprawiedliwości.

    Moim zdaniem jest to dzisiaj najważniejszy polski problem.
    Między innymi dlatego, wymieniając się poglądami na temat potencjalnych kandydatów na prezydenta wymieniłem Zbigniewa Bujaka, już nie tylko byłego robotnika Ursusa i działacza „Solidarności” ale politologa, który przejrzał na oczy i którego poglądy na wiele spraw warto byłoby poznać.
    Np. treść jego przesłania do Ukraińców wskazywała, że dostrzega on wyraźnie potrzebę budowy prawdziwego państwa prawa. Zresztą proszę ocenić jego wypowiedź samemu :

    „Najważniejsza dla zmian systemowych, a w szczególności dla jakości demokracji i wolnego rynku jest jakość i sprawność władzy sądowniczej. Nie znam postkomunistycznego kraju, w którym by tej tezie przeczono. Nie znam zarazem kraju, w którym zrobiono by to, co należy. Władza sądownicza jest chyba wszędzie w najgorszej sytuacji finansowej, lokalowej, jest gorzej wyposażona niż władza ustawodawcza i wykonawcza. Tymczasem to na Sądy i Sędziów w pierwszym rzędzie spadają nowe zadania wynikające z systemowej transformacji. Dla przykładu wraz z wolnym rynkiem wchodzą na scenę publicznego życia całkowicie nowe instytucje i nieznane dotąd konflikty. Giełda i papiery wartościowe, banki, fundusze, domy akcyjne, spółki i transakcje o najróżniejszym charakterze. Rozstrzyganie sporów i konfliktów, które ze sobą niosą wymaga najczęściej nieznanej i niedostępnej do niedawna wiedzy. Wymaga też zmian i rozwoju w organizacji i zarządzaniu zapleczem Sądów i Sędziów. Potrzebna jest sprawność władzy ustawodawczej i wykonawczej, ale stokroć bardziej potrzebna jest obywatelowi sprawność władzy sądowniczej. Potrzebne są kontakty ministrów i parlamentarzystów z ich partnerami z innych krajów. Z punktu widzenia potrzeb obywatela stokroć bardziej potrzebne są kontakty i wymiana wiedzy, doświadczeń Sędziów z Sędziami z innych krajów Europy i świata. Brak mechanizmów i możliwości wymiany myśli, wiedzy i doświadczenia w sferze władzy sądowej, jej wręcz ekonomiczna degradacja to najcięższy grzech rządzących w okresie transformacji”.

    Teraz może jest bardziej jasne dlaczego ta cała prywatyzacja kojarzona jest przez 90% społeczeństwa jako grabież państwowego mienia. Żaden z „przekrętów” nie został właściwie osądzony a sprawcy wzięci na państwowy wikt. Zawsze znajdzie się pretekst do umorzenia postępowania, a to przedawnienie a to debilizm i niekompetencja urzędnika itd. itd., zgodnie z aktualnym politycznym zapotrzebowaniem. Jednym słowem, zgroza.

    POzdrawiam. Nemer.

  61. Sebastian,
    Twoja ocena skali demagogii obecnej Kopacz jest trafna.
    Nasza minister prowadząca lud do ataku na instytucję , która kieruje, mogłaby być nawet śmieszną, gdyby nie była tak żałosną. I gdyby nie skala zagrożenia, jaką to jej ministerowanie stwarza dla obywateli i systemu ochrony zdrowia w Polsce.
    Dorn wysyłał lekarzy w kamasze, za to, że strajkowali. Kopacz z Tuskiem obarczają ich winą za najniższy w Europie poziom finansowania systemu.
    POPIS, żeby rządzić musi dzielić. Ale tegp typu podziały niszczą kraj. Jak tak dalej pójdzie, to przegramy nie tylko terażniejszość, ale i przyszłość.
    PS.
    Kiedyś u Lisa w TVP2 Manuela Gretkowska trafiła w sedno porównując nasze partie z tymi, w rozwiniętych demokracjach.
    Tam są to firmy, których produktem jest państwo. Nasze oferują wyborcom, wyłącznie władzę. Państwo w ich ofercie nie występuje.

  62. @G.OKON
    Piszpany i pismaki teraz łapankie na trolów uskuteczniają jak sie masz. Taki trolak jak im nie podejdzie, to gotowe stronę przymrozić karnie na dzień cały i ani muchi nie przepuszczą, żeby ferajna z tonu ostrego spuściła i w pierwszem rzędzie szaconek okazać umiała saskokępski do Pana ciecia. Poczeka pode drzwiami to się oduczy szatkować w te i nazad po swej drętwej mowie po cudzych podwórkach w rozpędzie. A jak?

    Pan cieć Szostkiewicz to nawet Moderatorem się zastawił i ogłosił przybłędom i łapserdakom od wszelkiej maści, co to jeden z drugim zachowa się potrafi jak zza rogatek, że jak moresu nie będą przestrzegać co na towarzystwo aleganckie przystało, to klamkie im przyjdzie całować jak ament w pacierzu. Niech wiedzą kto tu trzyma fason i regułe kształtuje moralne, zeby traktiernie w trzyrzedówkie pozapinać. Uważa Pan, Panie Gienek i fasonu trochie przysposobić racz Pan, bo inaczej szlaban na blog zobaczysz w miejsce drzwi rozpostartych.

    Możesz Pan perswadować i czwanić się z nachalnością sałaty, ale my tu bastujemy o 22.00 i zaraz potem w obowiązywaniu powszechnem jest cisza nocna i każden porządny obywatel rąbać w kimę idzie. Miejsca na nocne gościne to szukaj Pan u panny Lili, jak będzie w przystojnem nastroju, to może i przyjmie na księżycowe romanse…

  63. G.OKON
    Moja uwaga nie dotyczy zarządzania firmą prywatną i państwową. Ani nie spodziewam się, aby wszyscy zabierający głos (ze mną włącznie) mieli w tej dziedzinie doświadczenie. Chodzi mi o jasność wywodu. Jest oto zdanie złożone, a jak się weźmie całość myśli, to cały akapit. A następny zaczyna się od stwierdzenie, że jest odwrotnie to tego co się wcześniej sformułowało jako teze ustawiona do krytyki. Odwrotnie do której części, odwrotnie w którą stronę. Prawdopodobnie chodziło, że prywatne nie jest lepsze. Czyli, jest PRZECIWNIE, a nie ODWROTNIE. Jakaś mania językowa. Jeśli 2+2=4, to odwrotnie jest 4=2+2, zaś przeciwnie 2+2≠4. I tyle.

    Inna sprawa, że zarządzanie firmą szewską nie daje automatycznie wiedzy o tym jak w innych krajach funkcjonują sektory surowcowe i energetyczne. Samo zestawienie KGHM (producent miedzi) z eksploatacją złóż naftowych, czy to w Rosji, czy w UK jest nieuzasadnione. O tych sprawach pisza gazety, opowiadaja media i zrodla internetowe.

    Od przyjecia miedzi i jej produkcji jako kierunku strategicznego i wielce dochodowego, zatem koniecznosci nacjonalizacji, krok na drodze do nadawania innym branzom tego statusu i nacjonalizowania ich jedna po drugiej.

    Ale wracając do języka, jak ci się podoba taka fraza – “dosięga ich dłoń byłego Wałęsy”?

  64. Szanowna Magrud.

    Czasami, jakiemuś skarżypycie tak zabraknie oficera prowadzącego, (który może właśnie pojechał sobie na wakacje), że aby nie wyjść z wprawy i tak musi jakiś donos złożyć. A że wybrał sobie akurat jako adresata Gospodarza bloga, to nie rozumiem dlaczego.

    Pozdrawiam, Nemer.

  65. Nemer 18.23
    Twoje uwagi o systemie prawnym podzielam w całości. Wprawdzie postanowiłem nie zabierać głosu na tematy w których nie mam specjalistycznego wykształcenia, ale gdyby to odemnie zależało, to po tym co widzę, np w komisjach sejmowych, wysłałbym całą prokuraturę i większośc sedziów do robót kanalizacyjnych !

  66. magrud 18.29
    Widać że nie wierzysz w te nieprawdopodbne sukcesy prywatnego zarządzania w AIG, Lehman Brothers, Chryslerze, Fordzie ( za czasów Edsela), General MOTORS, OPLA, BMW SAUBER ,itd i setkach innych bankrutów z najwyższej półki ( Madoffa i Stanforda sobie podarujmy, bo to po prostu złodzieje, a nie menadzerowie)
    Jak ci nie wstyd !
    Przeciez na blogu mamy mnóstwo superekonomistów z uchodzstwa, któzy w dodatku są biznesmenami cała gembą ( przez M) i oni WIEDZĄ LEPIEJ że prywatne jest lepsze !
    Najbardziej mi się podoba ten co opowiada dowcipy !
    Nie tylko WIE WSZYSTKO o tym że nikt nigdy i nigdzie poza nim nie prowadził żadnej firmy, ale jeszcze tak skopał dowcip o przyjeździe króla Afganistanu Amanullaha do Polski i jego spotkania z Piłsudskim, że to się nie mieści w żadnym zbiorze dowcipów o blondynkach !
    PS Jedno się zgadza: ten dowcip słuszałem pierwszy raz w latach 50 tych, ale jeżeli ten dowcipniś tak prowadził swoja firmę, jak opowiada dowcipy chyba jest na zasiłku !

  67. Profesor Jacobsky, 15.01

    Widać, że wybierając się do lepszego świata zabrałeś ze sobą z kraju radosną głupawkę panującą wśród studentów NZS-su.
    To nie pierwszy raz występują u Ciebie kłopoty ze zrozumieniem prostego ironicznego wpisu.
    Czasu na osobisty rozwój nie wykorzystałeś, a do tego doszła jeszcze histeria wywołana zapewne przez warunki klimatyczne.

    Będę się za Ciebie modlił.

  68. Magrud,

    Szanowna Pani, Manuela Gretkowska stwierdzając publicznie, że :” Nasze /partie/oferują wyborcom, wyłącznie władzę. Państwo w ich ofercie nie występuje.”musiała być chyba w dobrotliwym stresie, który ściągnął ją w pozory przyzwoitości. Czy Pani naprawdę widzi w tym kraju jakieś władze? Przyjmując za kryterium współczynnik kompetencjni , pomnożone przez IQ, podzielone przez osiągane efekty pozorowania rządzenia plus/może być minus/ godność osób , którym wyborcy ZAUFALI!!!, z całości wyliczamy pochodną i… wychodzi na to, że partie polityczne nie oferują wyborcom władzy, tylko sobie koryto.
    Przyład pani Kopacz, której właśnie ujawniono w placówkach za które ona odpowiada „murdel bęski” , a jej ani powieka drgnie . NHawet jej do głowy nie przyszło, że to z jej pracą może być coś nie tak.
    W sprawie KGHM-u , całkowicie popieram Pani hipotezę z „debilem” w podmiocie.
    Przy prawie pewnej perspektywie pogłębienia się kryzysu, przy obecnej dekoniunkturze- złotą zasadą jest- NIE SPRZEDAWAĆ w czasie , kiedy ceny są w dołku. Wszelkie „analizy” pchające sprawę do etapu sprzedarzy zarówno w wersji uczciwej, jak i nieuczciwej muszą być w którąś stronę podrasowane/jeśli kopalnie są mało atrakcyjne to „podrasówka” pod tego „debila” któremu chcemy ten „pasztet ” wcisnąć/.Opłacalność kopalń takich surowców jak miedź , z upływem czasu /ubytek surowców/ będzie rosła niezależnie od głębokości zalegania złóż. Koronnym argumentem ad hoc ,na realną wartość KGHM-u, może być istnienie „frajera” który chce to kupić. Głupi jakiś czy co? Złotym Pani argumentem jest przykłas Putina, który zrenacjonalizował biznes surowcowy, dzięki czemu Rosję wyciągnął z przedwczesnej zapaści. Gdyby nie to Rosja byłaby cdisiaj drugą Nigerią.
    Postęp techniczny w górnictwie jest wyzwaniem koniecznym i nieuchronnym, więc spekulowanie na temat wartości kopalni tak cennego surowca jakim jest miedź,w oparciu o obecne metody wydobywcze, jest conajmniej zagapieniem się.
    Przy sprfzedarzy dóbr o randze strategicznej, wolno sobie odgryźć łapę, ale myśl o pozbyciu się jakiegokolwiek atutu z puli strategicznej jest zbrodnią wobec przyszłych pokoleń. Wszelkie kombinowanie uzasadniające takie przedsięwzięcie, to małość , na którą wprzy sprawach zawierających choćby przesłanki o walorach strategicznych przedmiotu rozważań- absolutnie nie może być miejsca. Ci , którzy dopuszczają takie myślenie, niech w obecnej sytuacji posprzedają swoje domy i mieszkania, przeczekają kryzys w namiotach, a kiedy wróci koniunktura na nieruchomości, to niech sobie wtedy odkują…

    Pozdrawiam,Sebastian

  69. Nemer i Absolwent,

    To wszystko co dzieje się w wymiarze sprawiedliwości jest pochodną chorego systemu politycznego. Od ulegania naciskom politycznym, które zdarzały się i za acien regime, po zwykłą korupcję będącą znakiem rozpoznawczym obecnego sytemu politycznego, a także przez pospolite nieuctwo powodujące degrengoladę całego wymiaru sprawiedliwośći.
    Na temat niesprawnośći systemu można by pisać opasłe tomy.
    Pytanie jest proste. Dlaczego nie reformuje się wymiaru sprawiedliwośći.
    Nawet niezbyt lotny minister Czuma mógłby sięgnąć do sprawdzonych wzorów najbliższych sąsiadów.
    Premier Tusk sięgnął jednak po ministra z niższym IQ żeby zastąpił lepszego profesora.
    Dlaczego?
    W Gdańsku arcybiskup Gocłowski zażądał żeby w sprawie jego przekrętów wybrany prokuratór pofatygował się do niego osobiście na przesłuchanie.
    Taki sam warunek postawił składowi orzekającemu Sądu Okręgowego w Gdańsku, który wezwał go na rozprawę.
    Dodam, że leciwy arcybiskup cały czas jest aktywny publicznie.
    Każde zatrzymanie w areszcie może się skończyć, że zatrzymanego tym, że wyniosą go nogami do przodu.
    Sopotem i Zakopanem (wg. lokalnej prasy sprzed paru laty) porządek utrzymują osoby nie pobierający za to pensji ze środków publicznych.

  70. Nie chcę się wtrącać do dyskusji ekonomicznych………
    Ale , czy nie najważniejszą sprawą w kapitalizmie jest stopa zysku?
    Jeżeli koszty produkcji miedzi w Chile, Kongo, czy Polsce będą różne, to czy nie zamknie się najmniej rentownej kopalni?
    Prywatny egoizm, prywatnego właściciela……….
    Narodowość, wyznanie, patriotyzm, to chyba dla miliardera rzeczy wtórne?
    Przykład- raje podatkowe-
    Gudzowaty powiedział kiedyś , że jest patriotą bo płaci podatki w Polsce, choć mógłby założyć firmę w Luksemburgu, Panamie, Bermudach………
    Czy płacenie podatków w KRAJU!!!!!!!!! nie jest najwyższą- w czasach obecnych- formą patriotyzmu?, poświęcenia? miłości Ojczyzny?
    Ilu ze stu najbogatszych polaków, zdobyło się na taki heroizm?
    Inne czasy, inni herosi? patrioci? obywatele?

    Niedawno czytałem o Hiltonie.
    Czy był patriotą, przeznaczając 97% majątku na działalność charytatywną w innych krajach? Ilu miejsc pracy pozbawił USA?
    Czy menedżerowie Opla nie są patriotami, nie zamykając zakładów w Gliwicach, zamiast w Niemczech?
    Czy identyfikują się z Niemcami, czy z międzynarodowymi akcjonariuszami, pragnącymi dywidendy?

    Nowe czasy, definiowanie na nowo pojęć, nazwa zostaje, zmienia się niespostrzeżenie desygnat……………

  71. W moim wpisie z 22.36 w piątym wierszu od dołu po wyrazie skończyć powinno być … dla zatrzymanego tym, …..

  72. PS:
    Co obecnie jest miarą patriotyzmu?
    Umierać dla Kraju, czy pracować dla Kraju?………….
    UMRZEĆ MOŻNA RAZ, pracować, wiele lat…….
    Romantyzm, czy pozytywizm?……….

  73. Telegraphic Observer

    Dosc sie nasluchalem barwnej retoryki kilku mlodych absolwentow Stanfordu, Princeton i Harvard, zeby ich potem widziec, jak probowali uruchomic wlasne firmy. Kazdy dostal od ojca znaczne sumy i kazdy zbankrutowal. Dwoch ojce wziely za leb i wrzucily do warehouse, accounting, sales, marketing i planning. Jeden wyszedl na swoje, drugi sie zepsil, bo byl len. Ten co pociagnal interes, uczyl sie praktycznie przez szesc lat zanim podpisal pierwsze czeki. Wszyscy zgodnie przyznaja po latach, ze to czego nauczyli sie w szkole starczylo na pierwszy rok, zeby opanowac terminologie. Wprowadzalem chlopczyka 33 latka, ktoremu tatus kupil firme, do interesu. Nie umial buzi otworzyc w zadnej sprawie. A gadac umial jak rzadko kto. Teoretycznie. Dlatego z niejakim powatpiewaniem odnosze sie do Waszych polemik. Patrze, jak zdecydowanie rozstrzygacie prywatyzacje lub nacjonalizacje kombinatow przemyslowych bez zadnej wiedzy, jak tam rzeczywiscie jest. Kazdy, powtarzam, kazdy CEO ma ogromna wiedze zanim dotrze do takich decyzji. A i to, kazdy mowi ostroznie, liczac sie z wlasna omylnoscia. Zdarza sie, bardzo rzadko, matolek trzymany przy zlobie przez tatusia, (a za drzwiami przez management) ktory nic nie robi tylko bierze swoj czek. Teoretyczni bywaja doradcy, konsultanci, ale ci nie maja dostepu do decyzji. Ani przed, ani potem. Z potoku ich elaboratow wybiera sie zazwyczaj to, co pomoze oglupic kunkurenta, wykrecic sie w sadzie, uatrakcyjnic oferte, ale nigdy, nigdy nie polega sie na ich opinii. Sa to zreszta ludzie swiatli, ostrozni i taktowni, i wiedza, gdzie ich granice. Nic nie gwarantuja – jak dobry adwokat – nic nie radza, a wypowiadaja sie z tysiacem zastrzezen. Streszczaja sie w miare krotko, bo wiadomo, ze im ktos dluzej ciagnie swoj wywod, tym mniej jest go pewien. Pisza jasno, logicznie, foolproof. Wnioski sa niezwykle czytelne i konkretne. To o zawodowcach. Amatorom zostaja gazety i blogi. I bary, jesli ich na to stac…
    Wylozylem Ci mniej wiecej, co mialem na mysli wchodzac ze swa szewska filozofia w Wasze rozwazania. Pisze do Ciebie, bo jestes bardzo elastyczny, blyskotliwy, masz wiedze i przykro mi jak Cie kroja na kawalki. Good Luck !

  74. ‘Od czerwonej gwiazdy do Coca-Coli’. Czy to ma oznaczac postep ?. Dlaczego amerykanizacja kojarzy sie z postepem ? Coca-Cola i inne symbole amerykanizacji jak hot-dog i hamburger kojarza sie z wysokim cisnieniem krwi, cukrzyca i otyloscia. Byc moze sa osoby ktore widza w tym postep. Ja bardziej cenie zdrowie. W USA i Brytani okolo 50% spoleczenstwa jest otyla. Wlasnie te symbole amerykanizmu sa tego przyczyna. W Brytani zakazano je w szkolach a w USA zaproponowano podated na kazda butelke coca-coli. (i podobnych symboli postepu). Malo kto wie ze Coca-Cola company sprzedaje obecnie wiecej wody (w butelkach) niz coca-coli. Coca cola jest symbolem amerykanizmu z przeszlosci. Dzisiej Ameryka kojarzy sie z super nowoczesnym samolotem bojowym, przelatujacym nad krajami trzeciego swiata i zrzucajacym satelitarnie kierowane bomby na ludzi spiacych w swoich gliniankach. Produtem tego barbarzynstwa sa zabici, ranni, nieznani i niewinni. Tak zwana ‘colateral damage’ bez ktorej hordy politykow nie mialo by satysfakcji z zycia.
    Wracajac do czerwonej gwiazdy, czy to bylo takie zle? Dzisiej wiemy ze kapitalism i wolny rynek sa najlepszymi systemami ekonomicznymi. Ale…. jak nie pracuja poprawnie to metody czerwonej gwiazdy okazuja sie pozyteczne. W ostatnich miesiacach tak sie wlasnie stalo w kapitalistycznych rajach zachodu. I…. niespodzianka ekononomie sie ustabilizowaly.
    Posdumowujac – ilez to zaklamania w tych slowach ktore opisuja ‚postep’.

  75. Ryba,

    lepsza glupawka niz suszone dafnie w akwarium.

    Jak widze, Ty nie masz problemow ze zrozumieniem wpisow. I oto chodzi. Moj (ten o glowie), w odniesieniu do Ciebie, mozesz rozumiec doslownie.

    Za modlitwe dziekuje. Chciaz nie sadze, zeby pomogla.

    Ponoc dzieci i ryby… i tak dalej.

    Pozdrawiam.

  76. absolwent pisze:
    2009-07-29 o godz. 21:29

    Absolwencie.

    To miłe, że bywają na tym blogu postaci, które czasami podzielaja moje poglądy.
    W dowód, że z uwagą czytam Twe wpisy również pozwalam sobie nawiązać do tego z 2009-07-15 o godz. 22:59 a skierowany do Kadett’a i wskazać na art. z Rzepy:
    http://www.rp.pl/artykul/340551.html
    w szczególności chodzi mi o rolę mec. Marka Piotrowskiego.
    Jeśli art. jest znany, to przepraszam, że zawracam …. uwagę.

    Pozdrawiam, Nemer.

  77. VDM

    Coca-Cole juz wycofano w szkolach, z vending machines, w wielu stanach. Podobno ma kwas szczawiowy, ktory rozpuszcza zwiazki wapnia w organizmie. Nie zalecano jej stanowczo dzieciom juz w latach siedemdziesiatych i kobietom w ciazy. Wycofuje sie bardzo energicznie potato chips. Fast food jest na cenzurowanym. Kiedy juz tu polewano zardzewiale sruby tym napojem, w Polsce trwala euforia „To jest to !”. Razem z nia wprowadzono wtedy Marlboro i kilka innych „smacznych” gadzetow. Ameryka szukala nowych rynkow, probowala pozbyc sie smietnika i na wschodzie Europy znalezli chetnych.

  78. Nemer,

    wszystko sie zgadza, z tym ze osobiscie rozlozylbym akcenty nieco inaczej. To, o czym wspomina Bujak to nic nowego i odkrywczego. W kraju takim jak Polska, wychodzacym z 45 lat …. no, darujmy sobie okreslenia, trudno wyczuc, za co zabrac sie najpierw, prawda ? Generalnie chodzi o budowanie/odbudowywanie panstwa opartego na trzech filarach wladzy. Z tych trzech filarow w sumie zaden nie jest najwazniejszy. To system naczyn polaczonych, gdzie poziom/jakosc jednej wladzy automatycznie rzutuje na poziom dwoch pozostalych.

    Tym nie mniej – jak napisalem wyzej – od czegos trzeba zaczac. Najlepiej od wszystkiego na raz, ale to raczej jest niewykonalne. A wiec najpierw – i tutaj moja opinia bedzie roznic sie z opinia Bujaka – wypadaloby jednak uzdrowic wladze ustawodawcza, a co za tym idzie – system polityczny. Dlaczego ? Dlatego ze jakosc stanowionego prawa automatycznie bedzie rzutowac na jakosc pracy wymiaru sprawiedliwosci, czyli na to wszystko, co Bujak stawia jako po stokroc wazniejsze niz inne.

    Kazda ustawa interpretowana jest miedzy innymi wedlug zamiaru/intencji ustawodawcy. Jest to element bardzo wazny, gdyz odwierciedla on miedzy innymi jakosc myslenia o sprawach publicznych, jakosc, z jaka wybieralni przedstawiciele traktuja obywatela, spoleczenstwo i panstwo. Dopoki zamysl ten nie jest jasno sprecyzowany, doputy produkowane prawa beda takie, jakim jest stan umyslu stanowiacych prawo. Bez watpienia tutaj wlasnie jest najwiecej do zrobienia, mimo ze intencja ustawodawcy zawarta w niektorych aktach prawnych czasem jest bardzo wyrazna, i choc czesto mozna sie z nia nie zgadzac, to jednak taka ona jest, z jako taka musi borykac sie administracja i sadownictwo. Typowym przykladem tej wyrazistosci jest moim zdaniem sprawa kioskarki, ktora nie wydala paragonu za fotokopie, przez co zostala skazana z ustawy karno-skarbowej na kare grzywny. Sprawa absurdalna na pierwszy rzut oka: chodzi o 5 gr, na jakie kioskarka oskubala fuskus. Ale najwyrazniej w ustawie karno-skarbowej nie ma czegos takiego jak klauzula ulgowa zwana dajmy na to znikoma szkodliwoscia spoleczna czynu albo jest ona zdefiniowana inaczej, lub nie stosuje sie ta klauzla do wykroczenia polenionego przez kioskarke. W wziazku z tym sad nie ma wyboru jak orzec kare przewidziana w ustawie, bo sad jest od tego, co oczywiscie powoduje ostre komentarze glownie na temat sadu i sadownictwa przede wszystkim. Jednak skoro ustawodawca skonstruowal tak ustawe karno-skarbowa, ze znikoma szkodliwosc spoleczna czynu nie aplikuje sie, to widac to bylo jego intencja, – i tutaj mozemy spekulowac na temat tej intencji – ale z niej trzeba rozliczac ustawodawce, a nie sad. Czyli mozemy juz miec dwie rozne sytuacje: intencje ustawodawcy sa chwiejne, niejasne i pogmatwane, albo sa one jasno sprecyzowane, ale z roznych powodow moga sie one klocic z tzw. ogolnym poczuciem sprawiedliwosci, do ktorego nawiazuje Bujak. Jednak to nie wszystko.

    Podany przez Ciebie casus jednej sprawy i czterech roznych orzeczen mnie osobiscie nie dziwi. Przeciwnie: uwazam, iz dobrze jest, ze tak sie dzieje. Prawo nie jest skodyfikowanym systemem wszystkich mozliwych stanow faktycznych i ich jedynej interpretacji prawnej. Przeciwnie: normy prawne pisane sa z reguly w sposob ogolny, zas ich stosowanie oraz intepretacja stanow faktycznych z punktu widzenia prawa nalezy do organow stosujacych prawo. Cztery sklady orzekajace – cztery rowne interpretacje tego samego stanu faktycznego, co oczywiscie moze szokowac, ale nie musi – i nie powinno, jesli kazda z tych interpretacji jest poprawna i zawiera sie w kadrze prawnym wyznaczonym przez odpowiednie przepisy prawa. Nie zapominaj, ze prawo interpetuja ludzie, a nie maszyny, a wiec roznice ocen sa rzecza normalna, zas samo prawo musi byc elastyczne (w dobrym tego slowa znaczeniu), jego interpretacja rowniez, ale wszytko to w granicach przepisanych prawem, i tego nalezy sie trzymac. Jest to miedzy innymi przejaw respektu ustawodawcy dla wlasciwego stopnia autonomii organu stosujacego prawo. Dopiero wtedy, kiedy dopuszczono sie bledu przy interpretacji, wtedy nalezy krzyczec na alarm i domagac sie rewizji w odpowiednim trybie. W podanym przez Ciebie przypadku intencja ustawodawcy moze byc np. danie w miare szerokiego pola do interpretacji organom stosujacym dane prawo, co mozna zrozumiec zwlaszcza w dziedzinach dosc mlodych i nowych dla naszego porzadku prawnego, jak np. prawo wyborcze. Byc moze z czasem, w miare gromadzenia doswiadczen i ich analizy ten szeroki margines ulegnie zawezeniu i prawo stanie sie bardziej precyzyjne, ale nadal wystarczajaco elastyczne i owszem – nadal pozostawiajace pole do roznych interpretacji w zaleznosci od czynnika ludzkiego. To sa uniwersalne reguly gry: prawo stanowia ludzie, dla ludzi, i wykonywane jest ono (czyli sprawiedliwosc jest dokonywana) przez ludzi.

    Zreszta istnieja przeciez tryby odwolawcze, nadzor sprawowany przez wyzsze instancje, oraz inne mechanizmy konktroli. Raz jeszcze: lepiej wstrzymac sie z ocenami stanu panstwa prawa na przykladzie sprawy Oleksego do samego konca, o ile oczywiscie Oleksy zrealizuje swoja zapowiedz i zlozy odwolanie.

    Jedno jest pewne: panstwa prawa nie zbuduje sie natychmiast i nie zbuduje sie go latwo w spoleczenstwie, ktore wyszlo zdemoralizowane i zruinowane pod katem postaw konstruktywnych (w sensie socjologicznym) przez 45 lat socjalizmu naukowego. Moim zdaniem, w ciagu ostatnich 20 lat zrobiono juz bardzo wiele, ale zgoda – byc moze jeszcze wiecej pozostaje do zrobienia. Z tym ze nie koniecznie musi wiac zgroza i nie zgodze sie tym, ze wszystko to „przekret”, w co ma wierzyc 90% spoleczenstwa. Taki sam procent wierzy w wiele innych rzeczy, w tym np.w zycie pozagrobowe, co nie znaczy automatycznie, ze zycie pozagrobowe istnieje. Jednak jesli chodzi o sprawy przyziemne, to nie ma nic bardziej zgubnego niz ogolne poczucie niesprawiedliwosci, z pieczolowitoscia kultywowane tak z lewej, jak i z prawej strony politycznego spektrum. I dlatego bezpieczniej jest powierzyc wymierzanie sprawiedliwosci – czyli oceniania legalnosci prawnej obserwowanych zjawisk – powolanym do tego organom, a nie opierac sie na tym, w co aktualnie wierzy spoleczenstwo, bo to zmienia sie jak w kalejdoskopie.

    Od spoleczenstwa trzeba za to wymagac, by ono wzielo wreszcie swoj los w swoje rece i zaczelo domagac sie od swoich przedstawicieli spelniania postulatow majacy miedzy innymi na celu poprawe tzw. poczucia sprawiedliwosci spolecznej. Czyli stanowienia praw sprawiedliwych, jasnych i precyzyjnych, o intencjach odpowiadajaych porzadkowi konstytucyjnemu (co nie znaczy, ze wiekszosci).

    Pozdrawiam.

  79. Ryba pisze:

    „Warto tu także przypomnieć innego hunwejbina, który w młodości pozbawił katedry jednego z profesorów malarstwa. Dzisiaj Andrzej Wajda jest na drugim biegunie i ośmiesza system którym zdołał się w młodości brzydko zaraźić.”

    Ryba nie rozumie systemu totalitarnego i dlatego uraga Wajdzie od hunwejbinow.
    Wajda ma wiecej ikry niz Ryba jest w stanie zamarzyc.

    Slawomirski

  80. Do:G.Okon

    Tytul „Ch@mowo” zniecheca mnie do czytania.
    Widze ze nic nie stracilem.

    Slawomirski

  81. Prawicowe lewactwo

    Zainteresował mnie temat, jaki wziął na swój warsztat prof.Winiecki. Brzmi on następująco:”Cele edukacji, czyli co chodzi po głowie lewaka”. Zapoznając się z tymi przemyśleniami możemy zapoznać się z tym co chodzi po głowie prawicowego ekstremisty.Komentarz ten ukazał się na portalu Liberte czyli wolność kapitalisty,co jakby z góry definiuje znanego nam prawicowego naukowca.

    Urodził się on w Sopocie, w 1938 roku. Jest on produktem IIWS i PRL-u, co z pewnego rodzaju przykrością należy zauważyć, że morderczemu komunizmowi udało się tak skrajnie prawicowy produkt wytworzyć, na uczelniach gdzie rządzili i wykładali prymitywni i komunistyczni agenci NKWD. A może stanowi on specjalną odtrutkę na tamto bolszewickie zniewolenie?

    Jest on kontrowersyjnym laureatem polemicznej nagrody Kisiela otrzymanej w 1992 roku z rąk prawicowego opozycjonisty i jednocześnie mało sympatycznej i pociagającej postaci.
    Z uwagi na swą niechęć do socjalizmu i solidarne zaangażowanie w mateczniku tego związku otrzymał tytuł doktora Honoris causa na Uniwersytecie Gdańskim.

    Był on doradcą prawicowego Wałęsy i równie prawicowego Bieleckiego. Żródła nie bardzo informują czy Wałęsa dzięki jego doradzaniu podniósł swój poziom ogólny. Czy też Profesor musiał go dostosować do poziomu noblisty. Faktem pozostaje bezspornym, że przy owym doradzaniu historia dwóch znakomitych przywódców zmiotła. Jeden z nich utrzymał się na stołku prezesa Banku a drugi został mędrcem Europy. Sam zaś doradca dostał takiego przyspieszenia, że wylądował w wolnoeuropejskiej Viadrinie, gdzie mógł się odkuć finansowo i przemyśleć swoje sukcesy polityczno-ekonomiczne.

    Obecnie naukowo osiadł na bliskiej sobie ścianie wschodniej w Rzeszowie i utrzymuje intensywne stosunki pośmiertne z Ks.Tischnerem poprzez wykłady na Wyższej Szkole Europejskie Jego imienia w Krakowie. Jednym słowem całą gębą Wschodni Europejczyk w Zachodnim Surducie.

    Literatura jego osiągnięć naukowych zaznacza około 8 pozycji, w których dominującymi określeniami są Soviet, transformation, political, transition oraz powalająca na kolana „Gospodarka bez ekonoma”.

    Powracając do meritum sprawy nasz janaczar kapitalizmu wziął sobie na celownik Michnika wraz z „Gazetą Wyborczą”. Ponieważ postanowił on odkryć ciemne strony gazetki wybiórczej ,więc my wzięliśmy sobie z niego przykład świetlany i postanowiliśmy się pobawić jego skrajnie prawicowym zaangażowaniem.

    Powszechnie znany ekonomista eksponuje swoje polityczne żale, że Wyborcza dochowała się dość solidnego stadka lewaków. A ja uważam, iż bardzo dobrze ,bowiem właśnie na tym polega idea pluralizmu. I jeżeli panu Profesorowi nie udało się wychować czeredy skrajnie prawicowych bojowców ,to już jest tylko problemem jego pedagogicznych kwalifikacji i naukowych predyspozycji. Zawsze co do tej kwestii miałem pewnego rodzaju wątpliwości, chociażby studiując jego teksty bardziej polityczne niźli ekonomiczne. Widocznie tak już mu pozostała ta skłonność z ekonomii socjalizmu.

    Natomiast uroda myśli gazety Wyborczej polega na tym, że są one przeciwstawne wobec nieświeżych, mało odkrywczych i antykomunistycznych hasełek pana Profesora.Tym razem poczucie estetyki pana naukowca poruszył fakt niecnego przeanalizowania przez Wyborczą systemu edukacji kapitalistycznej w konwencji raczej mało sympatycznej dla jego burżuazyjnych uniesień.

    Przecież nikt cieszył się nie będzie likwidacją wielu tysięcy szkół i przedszkoli, bardzo niskim wskaźnikiem nakładów na szkolnictwo, niskim uposażeniem kadry nauczycielskiej i wykładowców, programami nauczania kwestionowanymi na każdym kroku, niskim poziomem nauczania,bandytyzmem w szkołach, głodującymi w nich dziećmi. A jest to zaledwie wierzchołek lodowej góry. Pan Profesor wolałby w bolszewickim stylu mówić wyłącznie o sukcesach edukacji. Być może te sukcesy edukacyjne zauważane są tylko przez pana Profesora , oraz panie Hall i Kudrycką, ponieważ cała reszta jest wobec tych osiągnięć zdecydowanie krytycznie usposobiona

    Ja natomiast zauważam w polskiej edukacji wybitną klerykalizację, co ma się tak do kształtowania postępowych ,otwartych, chłonnych i odkrywczych osobowości jak pięść do nosa. Klerykalizm jest hamulcem edukacji. Dzisiaj w szkole jest ważniejszym Dekalog aniżeli twierdzenie Pitagorasa. Jestem pełen szacunku i zrozumienia dla wartości jakie niesie ze sobą dekalog. Jednak jego wdrożenie do szkolnictwa nie poprawiło zachowań adeptów szkoły. Mało tego możemy śmiało powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z odwrotną proporcją. Im więcej nauki religii tym mniej etycznych zachowań, mniej dobra i miłości, poza wskaźnikiem brzemienności uczennic.Między katechizmem a antykoncepcją nożyce się coraz bardziej rozwierają ze szkodą dla nowego pokolenia Polaków.Ilość materiału pamięciowego wdrażana przez programy nauki religii jest zastraszająco przytłaczająca wobec innych przedmiotów „pamięciożernych”. Tę niebezpieczną tendencje należy odwrócić .My nie kształcimy w szkołach potencjalnych księży i zakonników, naszym zadaniem jest wykształcenie i wychowanie obywateli nowoczesnego państwa, sic.

    Pan Profesor przełknąć nie może, że redaktor GW nie widzi kapitalizmu w kolorowych barwach ,a opisuje go na czarno. Bardzo go boli i koli, że rynek został nazwany kapitalistycznym okropieństwem kiedy wszyscy powinni wiedzieć , że jest on I-szym cudem świata, burżuazyjnego rzecz prosta. Na którym to rynku ceni się bardziej specjalistę robociarza od specjalisty erudyty. Tak głosi wybiórczy redaktor. Ja pozwolę sobie na skromne uzupełnienie, że nie dotyczy to kisielowców wyróżnianych i nagrodzonych, przez samozwańcze gremia kapitułami zwane,o wyraźnie klerykalnym podtekście, walczących nad wyraz rześko i skutecznie pokrzykując Apage Satanas.

    Gazeta wytyka, że tak jak kiedyś uczelnie grzeszyły przygotowując robotników do roli inżynieró, tak obecnie przygotowują obiboków do zadań właścicielskich. Przez grzeczność pewnie onże redaktor nie wspomina , że obecna jakość kadr przygotowywanych na prywatnych uczelniach jest zawstydzającą i prezentuje opłakany stan wiedzy. A prywatne miało być takie śliczne i godne hołubienia jak propagandowy, roczny bobas „Solidarności” sprzed ćwierć wieku ,co to już zamienił się w wąsatego robola wałęsającego się bez roboty.
    Ten akt płodzenia jakby okazuje się być bardzo cudownym, gorzej zaś jest z wyprowadzeniem tego owocu kapitalistycznej ruchawki, na porządnego i uczciwego człowieka, który nie ma perspektyw bez rąbnięcia pierwszego miliona, pierwszej szyny na kolei ,i pierwszej bułki u piekarza. Nie ma on również szans na przeżycie, jeżeli godnie się będzie prowadził. Zatem najgorszy jest pierwszy raz,by cnotę utracić, a potem to już ciurkiem poleci, aż do kryminału i prywatnego życia na państwowym wikcie. No więc dlaczego to drodzy prywaciarze tak się czepiacie państwowych kryminałów .Wy nam namnożycie przestępców, a my ich mamy utrzymywać, przecież jest to nieuczciwe jak cały wasz przestępczy proceder.

    Szkoła, która chce uczyć rzeczy praktycznych, jak domaga się Pan Profesor, powinna się nazywać zawodową jak za babci komuny. Natomiast stosowane przez niektórych zwolenników kapitalizowania się, szwarcowanie szkół zawodowych jako wyższych, jest zwykłym oszustwem tak typowym dla prawicowego lewactwa.
    Pan Profesor opowiada komunistyczne bajki o kapitalistycznym systemie edukacji jako bodźcu w rozwoju osobowości człowieka, co prowadzi do osobistego rozwoju i kariery człowieka.Ten życzeniowy model rozwoju człowieka był realizowany w socjaliźmie, gdzie na absolwenta uczelni czekały zakłady pracy, a kiedyś nawet czekały na niego nakazy pracy.Obecnie, w tzw. demokracji, na absolwenta wyższej uczelni nikt nie czeka ,nawet jeśli i włada on kilkoma obcymi językami. Bardzo często spotykanymi są ogłoszenia poszukiwania pracy przez ludzi z cenzusem. Najłatwiej natomiast znajdzie pracę robol bez żadnego przygotowania i za nędzną płacę.

    Kiedy ruszyła „Solidarność”, to jak państwo pamietają, opustoszały polskie szkoły i uczelnie.Polskiej młodzieży marzyło się, że jak pójdzie do pracy to w natychmiastowym trybie drogą uczciwej pracy skapitalizuje się i chwyci pana Boga za kolana. Gorycz jednak była przeogromna, ponieważ tę młodzież wyzyskiwano, pomiatano nią i lekceważono na rynku pracy. Bańka mydlana kapitalistycznego raju szybko prysnęła. Młodzież ta utrzymywana przez zbolszewizowanych rodziców i dziadków wnet powróciła do szkół, by jak najbardziej oddalić od siebie moment bolesnego zderzenia swoich kolorowych oczekiwań z brutalną rzeczywistością rozbitego rynku pracy.

    Stąd opowiadanie mitów o realizacji potrzeb wyższego rzędu, w sytuacji kiedy młoda pani inżynier siedzi w okienku pocztowym,by zarobić na minimum skromnej egzystencji jest nieuczciwym odbieganiem od realiów obecnego życia. Nie wiem czy czyni się to wskutek nieznajomości rzeczy, głupoty czy bezwzględnej bezczelności. Oczywiście zaraz nam się wyjaśni , że te potrzeby wyższego rzędu trzeba mieć, żeby chodzić do teatru czy opery. A że zwykle takich potrzeb w stopniu rozwiniętym nie ma bolszewicka hołota, to trudno jest o to obciążać kapitalizm.

    Zapomina się jednak, że to socjalizm a nie kapitalizm budował teatry, muzea, kina, akademie artystyczne, które miały swą stałą i liczną klientelę. Polska zaś była znana z wielu szkół aktywności artystycznej, że wspomnimy polską szkołę filmową, szkołę plakatu , rzeżbiarstwa ,teatru itp.To co dzisiaj pozostało z tego okresu nie napawa optymizmem,a nawet można twardo powiedzieć, że powoduje obrzydzenie wskutek nieszczycielskiej działalności”Solidarności” i jej promotorów. Jest to rezultatem zarzynania kultury narodowej poprzez metodyczne obcinanie nakładów budżetowych na sferę pro publico bono. Tnie się wszystko i wszędzie, co wiąże się z polityką społeczną a uzyskane środki przekręca się na kierunek potrzeb prywatnego kapitału.

    Profesorowi nie odpowiada, że znajdują się ludzie, którzy walczą o świadomość ludzi pokrzywdzonych i wywłaszczonych.Jego zdaniem powinni oni pozostawać w głupocie i ciemnocie narzucanej im przez burżuazję jako jedynego i najcennieszego systemu na ziemi. Oni chcą edukacji rzeczywistej dla swoich elit i edukacji malowanej i pozorowanej dla pozostałych ćwoków. Jest to mówiąc krótko gra na wszystkich frontach o interes wybrańców.

    Jeżeli Pan Profesor stara się tak bardzo dowartościować wiedzę praktyczną to dlaczego sam się nie przeniesie do majstra krawieckiego, by udowodnić wyższość nauki praktycznej nad teoretyczną.To co on proponuje jest zwykłą błazenadą polityczną nie godną poważnego naukowca. Smutne jest tylko, że Profesor wdaje się w tak mizerne gierki.

    Zdaniem tego liberała niski poziom polskiej młodzieży idącej na studia , jest wynikiem działania Lenina i polskich lewaków oraz w niewielkim zakresie solidarnych władz wraz z usadowionym w centrum tego edukacyjnego ładu Profesorem, tako rzecze onże prawicowy lewak.

    Sprawa jest do tego stopnia zaawansowana w urazach psychicznych liberała, że stara się on doszukiwać poprawności politycznej lub jej braku w różnicach między jazzem japońskim i nowoorleańskim. W końcu wiadomo, że dla skrajnej prawicy dobry jest każdy argument, byle tylko zdefasonować przeciwnika.

    Dla kogoś kto zatrzymał się w rozwoju na poziomie Keynesa,czytanie jakiejkolwiek literatury odbiegającej od profilu znanego ojca kapitalizmu jest śmieszne. Natomiast dla mnie zakrawa na kpinę samoograniczanie się w czytaniu wyłącznie jednstronnej literatury politycznej,bowiem jak praktyka i bliskie przykłady dowodzą zubaża to niezwykle takiego czytacza czytadeł. Oznacza to bowiem pozostawanie w wąskiej sferze zatęchłych stosunków wytwarzania poddawanych obecnie gwałtownej i burzliwej weryfikacji wskutek popełnionych nie tyle błędów ile kolosalnych nadużyć przez liberalny świat często przestępczy i nieodpowiedzialny.

    Z tego też względu jest mi znacznie bliższy prorok Marks, wg. ironicznej nomenklatury Profesora, aniżeli gorszy prorok Winiecki .Chodzi o to, że Marks już czymś się wykazał w światowej literaturze a Pan Profesor zaczyna zaledwie nieudolnie raczkować.

    Z uwagi na tak znaczące przywiązywanie wagi do kwestii praktyki zalecam Panu Profesorowi zdobycie takiego autorytetu, aby mógł on zostać ministrem finansów RP i potrafił udowodnić, że jego umiłowany kapitalizm jest rajem dla Polaków. A jeśli tego nie uda się mu uczynić, wówczas jedynym rozwiązaniem pozostanie wytarzanie go w pierzu na kształt białego anioła.

    Poza tym życzę Panu Profesorowi pewnej oszczędności i ostrożności językowej, by nie prowokować takich jak ja, zwolenników ludu pracującego miast i wsi, do zachowań poniżej profesorskiego poziomu prawicowego lewactwa, ponieważ i ideowo jest to nam obce i przyczynia niezwykłej przykrości osobistej.

    Łączymy się z Panem Profesorem w eleganckich ukłonach, przekazywanych sobie znakach pokoju i bezgranicznym miłosierdziu wobec zwiedzionych braci naszych, pozostających zbłąkanymi na pokrętnych ścieżkach czarnej prywatyzacji.
    Pan z wami i duchem waszym.
    Ora et labora.
    Tua res agitur.

  82. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Sebastiam – KGHM ?

    To jest wyjsce. Podejsc do zagadnienia jak do Siarkopolu. S byla kiedys brylantem w koronie polskiego eksportu. Z racji ochrony srodowiska i koniecznosci odsiarczania nosnikow energetycznych, odkrywki Sirkopolu stracily sens, mimi mozliwosci zastosowania metod termicznego wyplukiwania siarki. Jezeli sie nie myle, metode termicznego wyplukiwania siarki cwiczono w Baszni kolo Lubaczowa, z perspektywa rozbudowy polimeryzacji na miejscu. Okazalo sie, ze krok ten byl krokiem zbyt ciekawym aby mogl wypalic. W Kanadzie pod Montrealem zbudowano w ramach eksperymentu zaklad doswiadczalny + odcinek autostrady w oparciu o polimeryzowana siarke aby sprawdzic produkt w praniu
    Lobby cementwo-finansowe udusilo projekt smialkow w zarodku, i p Kulczyk mogl spokojnie budowac wspaniale autostrady w Polsce – c`est la vie.
    Z Sebastianem moza sie zgodzic,wmomencie dlugiej perspektywy kryzysu kopalnie zamknac jezeli nie ma innego wyjscia
    Podkreslam jeszcze raz: zloza miedzi w Polsce maja % zawartosc rudy gora jednego miejsca po przecinku (0,?)
    Dla orientacji – na swiecie zamknieto kopalnie o wartosci dochodzacej do 17 % m³. Oczywiscie nie sprzedano – zamknieto!
    _______________________

    Pare dni temu zachodnie TV wyemitowaly ciekawy program na temat zwiazkow proteiny w produktach firmy Monsanto, tylko paluszki lizac http://www.tagesspiegel.de/wirtschaft/art271,2229282 Zycze smacznego … “Quod Deus vult perdere prius dementad”, ( co w mowie naszych ojców znaczy: ) “Kogo Bóg chce pokarać odbiera mu rozum”.

  83. Feliks Stychowski ,

    Szanowny Panie, do Pańskiego wpisu:”Feliks Stychowski pisze: 2009-07-30 o godz. 09:36 ”

    —————————
    Moje spostrzeżenia w kwestii naszego- obywateli doinformowania o wszelkich sprawach, o których informacje są dla nas dostępnesą takie: ile żródeł informacji- tyle wersji. Jesteśmy nauczeni, że jeśli mówi prezydent USA ,Papież, naukowiec, jakaś organizacja etc.- to z konieczności, jak absolutną większość przekazów przyjmujemy na wiarę i zaufanie. Kilka miesięcy temu, były ważny doradca prez. Clintona, zwierzał się jak korporacje radzą sobie z preparowaniem informacji, wspomniał o zespłach naukowców, którzy zgodnie z wymogami naukowości „udowodnią” wszystko co potrzeba. Jak Pan na pewno doskonale wie, przeprowadzanie jakichkolwiek analiz przy choćby jednym elemencie nieprawdziwym, mija się z sensem, a co dopiero, kiedy istnieje wiele różnych wersji. Ostatnia uwaga dotyczy rozważań ogólnych, nie konkretnie KGHM.
    Po takich obserwacjach , żeby mieć poczucie jako takiego czucia obserwowanych zjawisk i zdarzeń, stosuję tradycyjną rosyjską metodologię- prodstota pokona najbardziej wyrafinowane taktyki.
    W przypadku , kiedy słyszę, że KGHM ma zawartość rudy miedzi tyle co nadmorski piasek, a znacznie bogatsze złoża się zamyka, to dlaczego ten „Idfiota” inwestor tego nie bierze pod rozwagę?/…/
    Jeśli chodzi o trudności z wdrażaniem postępu technicznego, to jak Pan słusznie zauważył, jest to kwestia dłuższej pertspektywy czasowej.
    Do niedawna koncerny naftowe blokowały wdrożenie napędu hybrydowego do samochodów wykupując z sowite pieniądze prawa ochronne. Czas minął i … już nie blokują. Warto pamiętać, że technologie wyglądające dzisiaj na rewelacyjne za jakiś czas będą archaiczne, muzealne. Prawdziwie dobra technologia zawsze się obroni, a prawie dobra , pomimo pozorów rewelacyjności – jest po prostu zła.

    Pozdrawiam,Sebastian

  84. G.OKON
    Pokrojony leżę. I krew ze mnie zeszła.

    Tak dokładnie było, obudziłem się dziś jeszcze o zmroku ze snu straszliwego. Leżałem na stole, pokrojony, pocięty, otoczony stadem ludzi jak sępy. Jeszcze mnie dotykali, sprawdzali puls i ciepłotę ciała. Oczami duszy nań patrzyłem, Do uszy duszy dochodziły zuchwałości i okrzyki radości … to ja mu przycięłam ostatnia … a ja mu wyciąłem aż tyle, ale bez sadyzmu … jak sobie rzucał żarty jak bumerangi, to spotkało go to … głupek i skrajny cynik zarazem … W kącie stała ANCA z butelką pouilly, nieodkorkowaną nawet. Żałosna scena, widmo mara i zjawa nieczysta. A OKON na trupa kieruje światło. Kompletny holenderski obraz.

    Lecz spójrz na te postacie wkoło. Czy chciałbyś się z nimi zamienić miejscami na karuzeli życia? Pokręcić się przed Gierkiem, albo nawet i to nie. A teraz co? Jedyne co im pozostało, to udział w blogowych bachanaliach. O prof. Winieckim, płynie z ust potok, nieskończony stumień niestrawności, zanim dotrzesz do meritum już jesteś upaprany po pachy. Nic tylko nos zatkać, odstąpić jak najdalej. Ale na Boga, niech mają oni radość z życia jakąś. Niech magrud sądzi, że udowodniła coś. A że to mit z pomieszaniem faktów, to czy ci to na prawdę przeszkadza? Ileż jest firm prywatnych w USA, które prosperują? Wystarczy spojrzeć na listę Dow Jonesa, to normalny proces kapitalizmu. Jak się zwą te dwie państwowe firmy hipoteczne, od których zaczął się cały kryzys finansowy w USA i rozlał na świat? To dopiero było marnotrwastwo (uwaga na ortografie). Wystarczy sprawdzić w gazecie, czy w internecie, znaleźć ich nazwy. Ja mam za nich to robić? Przecież im nie chodzi o słuszność, czy o faktograficzną prawdę, im chodzi o dobre samopoczucie. O prawdę z góry założoną. Chcesz im to odbierać?

  85. G.OKON:
    Ja wyrazilem opinie, wyrazalem ja wielkokrotnie, ze progresywnosc podatku dochodowego mnie sie nie podoba – bo o to chodzi w sprawie KGHM i innych molochow, dylemat jak zalatac dziure w budzecie: czy sprzedac akcje, czy podniesc podatki, a moze obciac wydatki marnotrawnych funduszy specjalinych, kazdej opcji daje sie przypisac kwote,czyli prosta wydawaloby sie sprawa; moze zaoszczedzic we wszystkich kierunkach po trochu, ale wtedy nie byloby sporu ideologicznego.

    Ale moze we wschodniej Europie zdewastowanej moralnie i ekonomicznie przez ustroj, ktory minal 20 lat temu, jakas quasi liniowosc jest potrzebna dla utrzymania jakze niezbednej dynamiki. Napisalem, ze podnoszenie podatkow w obecnej fazie nie jest najlepszym rozwiazaniem, nikt na swiecie tego nie robi. Napisalem w dobrej wierze, aby unaocznic istotne fakty. Ale po co im to. Oni czuja sie pouczani, obrazaja sie, jak mozna im tak mowic. Do tego ich wlasne poczucie interesu mowi im, wola do nich, wydziera sie wrecz – odebrac bogatym, Balcerowiczom, Bieleckim, Kowalskim, Wisniewskim, a mnie dac. Jaki jest argument, oczywiscie najmocniejszy – „narodowy”. Ilez tego mozna sluchac!? A ty chcesz, abym parowal i cial. Przeciez to ich sprawa, ich interes, a nie moj. Moj interes jest, aby strajk smieciarzy sie skonczyl, aby lokalny socjalizm sie oslabil, aby wreszcie przywrocic lato … i podobne zmartwienia. A ty lepiej zjedz lunch dzisiaj.

    Ja wyrazalem opinie, zadawalem w dyskusji pytania. Proste pytania nakierowujace na trop. Czy dostalem odpowiedz? Czy pojawil sie znak zrozumienia? Czy zawiazala sie nic wymiany pogladow? OKON – nie zadawaj nie madrych pytan. Zjedz lepiej lunch.

  86. Jacobsky pisze:
    2009-07-30 o godz. 04:02

    Szanowny Jacobsky.

    Piszesz : „wypadaloby jednak uzdrowic wladze ustawodawcza, a co za tym idzie – system polityczny. Dlaczego ? Dlatego ze jakosc stanowionego prawa automatycznie bedzie rzutowac na jakosc pracy wymiaru sprawiedliwości”.

    Przykro mi ale uważam, że jest to tylko część prawdy, bo jakość pracy wymiaru sprawiedliwości nie ma wiele wspólnego z rodzajem systemu politycznego. Ta jakość może być wysoka bez względu na panujący system.
    Przyjęcie Twego poglądu pozwalałoby na usprawiedliwianie fatalnego poziomu trzeciej władzy a na to nie ma zgody.

    Przykład kioskarki i jej skazania właśnie ilustruje w jaki sposób usprawiedliwiane są chore wyroki.
    Trzecia władza zwala winę na pierwszą a ty to prawie bezkrytycznie przyjmujesz. Ja postaram ci się krótko dowieść, że w naszych sądach każdy wyrok jest możliwy.

    Po wielokrotnym przestudiowaniu sentencji wyroku SN na milicjantów z Wujka, z którą możesz się zapoznać na stronie SN z orzeczeniami, zdaje się z 22 kwietnia, doszedłem do następujących konkluzji:

    1. Strzelenie komuś w głowę i zabicie go może zostać potraktowane (w zależności od widzimisię sądu) jako pobicie ze skutkiem śmiertelnym przy użyciu broni palnej;
    2. Milicjant lub policjant wysłany służbowo do wymuszenia przestrzegania porządku prawnego może być uznany jako ten, który wszczyna bójkę i tym samym pozbawić go prawa do obrony koniecznej.
    3. Każdy zomowiec, który wszczął bójkę przed 1989 rokiem a także sokista, strażak, konduktor czy nauczyciel bądź klawisz jest do dziś zagrożony odpowiedzialnością karną ponieważ z definicji dokonał komunistycznej zbrodni (albowiem każdy z wymienionych miał status urzędnika państwowego), która nie podlega przedawnieniu.
    4. Każdy kibol-bandyta, który dostał od zomowca pałą przed 1989 rokiem może ubiegać się o odszkodowanie jeśli tylko przekona sąd, a jak widać nie jest to trudne, że interweniujące zomo wszczęło bójkę na stadionie, a to nie podlega przedawnieniu.

    Dla takich debilizmów, jakość stanowionego prawa to jedna sprawa a jego stosowanie, to zupełnie odmienna para kaloszy.

    Sam mówisz: „Nie zapominaj, ze prawo interpetują ludzie, a nie maszyny…” – i oto właśnie chodzi, jak to robią, czy profesjonalnie, czy na polityczne zapotrzebowanie, jak np. robili to Wolińska czy Stefan Michnik.

    Uważam, że najwyższy jest czas, by trzecia władza zawalczyła o swą godność i zacytowała tym, flirtującym ze sobą pierwszym dwom, początkową zwrotkę blues’a:

    http://www.youtube.com/watch?v=PP8Gu7dfTlo lub
    http://vodpod.com/watch/1618212-big-joe-turner-low-down-dog-1965

    Obawiam się jednak, że ta trzecia władza tego bluesa niestety nie czuje.

    No to po rozładowaniu atmosfery, jedziemy dalej.
    Piszesz: Jedno jest pewne: panstwa prawa nie zbuduje sie natychmiast i nie zbuduje sie go latwo w spoleczenstwie, ktore wyszlo zdemoralizowane i zruinowane pod katem postaw konstruktywnych (w sensie socjologicznym) przez 45 lat socjalizmu naukowego. Moim zdaniem, w ciagu ostatnich 20 lat zrobiono juz bardzo wiele, ale zgoda – byc moze jeszcze wiecej pozostaje do zrobienia”.

    Sorry, ale odbieram te tezy jako demagogiczne.
    Wyobraź sobie, że znajdziesz adwersarza, który bez trudu Ci udowodni, że po 1989 przestępczość znacznie wzrosła i utrzymuje się na tym wysokim poziomie po 20 latach katechizacji i nieustającej walki z konsekwencjami „socjalizmu naukowego”.

    Przecież więzienia przepełnione są nie komunistami i ich dziećmi a dziećmi ludzi spod znaku solidarycy i wychodzącym spod reki katechetów pokoleniem JP2.

    Jeżeli chcesz mnie przekonać, że jest to konsekwencja ćwiczonego przez 45 lat „socjalizmu naukowego”, to możesz próbować dalej ale bez zakładania, że czarne będę widział jako białe – I beg you.

    Co do ostatniego akapitu: „Od społeczeństwa trzeba za to wymagac, by ono wzielo wreszcie swoj los w swoje rece i zaczelo domagac sie od swoich przedstawicieli spelniania postulatow majacy miedzy innymi na celu poprawe tzw. poczucia sprawiedliwosci spolecznej. Czyli stanowienia praw sprawiedliwych, jasnych i precyzyjnych, o intencjach odpowiadajaych porzadkowi konstytucyjnemu (co nie znaczy, ze wiekszosci)”.

    Tu nie byłoby sporu, gdybyś zamiast słów „tzw poczucia sprawiedliwości społecznej” użył tylko : „poczucia sprawiedliwości”.
    Dla mnie sprawiedliwość tym się różni od sprawiedliwości społecznej co demokracja od demokracji socjalistycznej lub prawo od np. prawa moralnego.
    Tzw. sprawiedliwość społeczna, choć jest to pojęcie konstytucyjne to, IMHO, jest kancerą sprawiedliwości.
    Wiem, że tu się narażam tym, co maja serca po lewej stronie ale cóż, nie będę tu nikogo oszukiwał co do swoich przekonań.

    Która to sprawiedliwość, ta zwykła czy społeczna pozwala na ukaranie tej kioskarki za zlekceważenie 5 groszowego przychodu? Chyba jestem za tępy by to pojąć, bo nie mogę znaleźć odpowiedzi.
    Winię za to nie tylko I i II władzę ale głównie III. Ona się po prostu nadal kompromituje.

    Tobie łatwiej być cierpliwym ale mnie nie. To ja zapłacę, uiszczając podatki, odszkodowanie milicjantom z Wujka, gdy przedstawią swą sprawę tam gdzie trzeba, podobnie jak i za to, że odbierze się nabyte prawa do emerytury przyznane funkcjonariuszom legalnego państwa, którym nie udowodniono żadnego przestępstwa a nawet ich zweryfikowano pozytywnie dając właśnie tę moralną legitymację do dalszego pełnienia służby innej Rzeczpospolitej.

    Tak, że nie wycofuję się, to zgroza.

    A w ogóle to bardzo dziękuję za dyskusję, bo m.in. pozwoliła mi ona na zwerbalizowanie moich poglądów, z posiadania których do tej pory może nie do końca zdawałem sobie sprawę.

    Serdecznie pozdrawiam, Nemer.

  87. @G.Okon
    Zabawa trwa. Proszę się nie nudzić, proszę się nie trudzić, proszę się nie łudzić. Nudzić i trudzić – odgadywaniem, co też ludzi pcha do pisarskich wyczynów, łudzić, że coś się zmieni wskutek załamywania rąk, podnoszenia zdziwionego głosu, czy kwitowania tych agitkowych wypracowań litościwym uśmiechem.

    Nie, Panie Okon, takie reakcje tylko ośmielają i rozzuchwalają zuchwalców do łapania za coraz dłuższą motykę i sięgania nią w ksieżyc. Tym razem na firmamencie pojawiła się gwiazda prof. Kołakowskiego.

    ‚Hero of our days’, który nie zostałby nawet dopuszczony, żeby drzwi przed filozofem otwierać i teczkę za nim nosić, zabrał się za krytyczne ocenianie spuścizny ś.p. prof. Kołakowskiego. Na deser łyknął sobie prof. Walickiego.
    Proponuję nie zniechecać się i poczekać na dalsze podrygi. Jak nie będzie mądrze, to przynajmniej będzie śmiesznie. I o to chodzi.

    PS.
    Ogladałem wczoraj fragmenty wypowiedzi L. Kołakowskiego. W jednym z nich wspominał on swoje spotkanie z moskiewskimi naukowcami. Jedynym określeniem, jakie cisnęło się temu doświadczonemu pod każdym względem człowiekowi na usta, gdy wspominał po latach ową wymianę myśli z filozofami i historykami z ZSRR było – „PRZERAŻAJĄCE”. Powtorzyl to słowo kilka razy. Myśliciela coś kiedyś przeraziło, część z nas dzisiaj z tego się śmieje, zupełnie jakby słuchało anegdot.
    Chyba tylko dlatego, że to co kiedyś filozofa przeraziło i raziło, dziś – na szczęście – wydaje się po prostu zaledwie śmieszne.

  88. Telegraphic Observer

    Pamietasz, jak mnie dawno temu okresliles ? Ze siedze sobie, krece mlynka i perdziuuuu te wszystkie gimnastyki ? Szkoda, ze nie wiem skad Ty przychodzisz. A mlynka moglem krecic, bo co by mi baletmistrze od kredytow nie tlumaczyli, zawsze widzialem ten licznik smierci, ktory mi zostanie a on zwieje z suta prowizja w kieszeni. Wiesz kto to jest konserwatysta ? To konserwa, ktora przetrwa, kiedy nas juz nie bedzie. ENRON texaski w 2001 powinien byl byc odczytany jako dzwonek alarmowy, a zignorowano. I z tym, kapitalizm czy socjalizm, nie ma nic do czynienia; zwykla glupota lub cynizm, chciwosc. Jak piszesz, tysiace firm i cala gospodarka rosnie na kredytach, ale – „znaj proporcjum mocium panie !”. Funny Mae i Fredy Mack to przestepstwo Wall Street, podobnie jak Madoff i setka innych, ale to znow – swiadoma dzialalnosc kryminalna, human factor, which has nothing to do with the system. Nasi interlokutorzy wiedza to rownie dobrze jak my, ale lubia sie paprac w absurdzie i musisz sie zamoczyc. If there is a smelly poop on a street, walk around. Otherwise it will stick to your shoe and say: O.K., so we walk together !
    Mam naiwna nadzieje, ze moj poprzedni wywod dal cos do myslenia politycznym kamikaze. A Ciebie serdecznie pozdrawiam. Napisz, jak popadles w pasci i jak rybki brali na wakacjach ?

  89. Panie Sebastianie,
    Pozwoli Pan, ze wniose malenka popraweczke do Panskiego wpisu: President Clinton lgal jak pies i wszyscy to wiedzieli. Rumsfeld, Bush i Cheyney chrzanili w bambus i tez wszyscy to wiedzieli. Czesto ludzie milcza, bo „gdy sie milczy, milczy, milczy to apetyt rosnie wilczy” na jakas Obame, ktora juz wyglada znacznie lepiej. Wybory zalatwiaja sprawe, bo System dziala. Pozdrawiam.

  90. Panie Sebastianie,
    Jeszcze moment, prosze, ale jak nazywa sie w oryginale ta „tradycyjna rosyjska metodologia”, ktora Pan przywoluje ?

  91. T.O. – Ja mam korkociąg do tej butelki 🙂
    Jak tylko zrobi się koło ciebie troszkę luzu, to ci flaszkę dostarczę na jakiejś mocnej wędce – bojąc się jakiej zarazy – z tego kąta, w którym mnie widziałeś. Odkorkuję jeszcze i te dwie pozostałe, abyś wyzdrowiał, jak ten Colas 😆
    Wędkę pozostawię na miejscu i oddalę się żwawym krokiem.
    Okonia łowić nie będę, bo on nawet nie zauważył, jakie ładne obrazki mu zadedykowałam. Więc go skreślam 🙁

  92. G. Okon pisze:
    2009-07-30 o godz. 17:22 do Telegraphic Observer’a.

    Zatrybiłem, od teraz zgodnie z treścią maksymy będę was obchodził bokiem.

  93. Anca!
    Nie łów okonia, on ma dużo ości 😀

  94. Nemer pisze do Jacobsky,ego w poważnej tonacji i rzeczowej argumentacji, więc i ja mógłbym dorzucić parę wątpliwości, które mnie dołują w poruszanych sprawach. Przed snem wyznam tylko, że zaczynam się bać tzw. wymiaru sprawiedliwośći.
    Do dziś chodzi za mną pierwsza w Polsce rozprawa lustracyjna z tzw. listy Maciarewicza. Byłem pełnomocnikiem pokrzywdzonego w tej sprawie. Minister Milczanowski nie przeprosił, czyli nie wykonał postanowienia prawomocnego wyroku. Poszkodowany, mimo oczyszczenia go z zarzutów, został moralnie zgnojony. I tyle. Więc kiedy czytam różnych głupców wspierających różne gry polityczne, to mam ochotę dać im w dziób, za ślepą niewinnośc.
    Wystarczy.

    Wybitny publicysta Polityki pojechał do Budapesztu by dowiedzieć się jakie zaczną obowiązywać oficjalne trendy intelektualne w stosunku do już politycznie wymiecionych (skąd my to znamy?)przeciwników. Miał do tego prawo i obowiązek dziennikarski. Przekazał nam informacje, bo problem jest ciekawy.
    Osobiście wolę ocenić miniony system różniąc się, czasem zasadniczo z Jacobsky’m niż pisać i czytać według wskazań metodologicznych opracowanych przez rządzących.

    Profesor Sławomirski,

    Oj Profesorku, widzę że starasz się na blogu, który przestrzega etykę ponad wszystko, przemycić fiskalne ruchy Wajdy jako wzór do naśladowania.
    Będzie o czym deliberować, gdy na starość spotkamy się pod jednym dachem.

    Stanowczo nie podzielam Twojego twierdzenia, że Andrzej Wajda ma lepszą ikrę niż ja. Zapewniam Cię, że warunki klimatyczne służą mojej ikrze, jest ona okazała i cieszy się powszechnym uznaniem.
    Żaden leciwy mistrz srebrnego ekranu nie powinien ryzykować bezpośredniej konfrontacji z moją ikrą.

    Profesor Jacobsy,

    Trochę powtarzasz się z tym przysłowiem (stać Cię na więcej), które użył
    Eddie w momencie, gdy był przyciśnięty do muru. Zaraz potem podał się do dymisji.
    Byłbym niepocieszony (jak w przypadku Eddie’go) gdyby sytuacja miała się powtórzyć. Byłaby to wielka strata dla blogu.
    Mogę też przywoływać to przysłowie przy każdym Twoim lapsusie popełnionym we wpisie.
    Lepiej jednak będzie, gdy będziesz pisał na luzie psychicznym którego na razie Ci brakuje.
    Życzę powodzenia.

  95. G. Okon,

    Szanowny Panie, kiedy polityk nie łże , to jest to tylko korzystny zbieg okoliczności – tego co mówi a sprawą o której nadaje.
    Ja pisałem nie o clintonie, a doradcy Clintona, który „denuncjował” mechanizmy funkcjonujące w korporacyjnym lobbyngu.
    Z oceną Obamy , ja bym się nie spieszył. Póki co wygląda na to, że Obama trochę uwierzył w swoją „misyjność” . Jeśli by tak było, to ma on szanse zostać największym szkodnikiem piastującym stanowisko prezydenta USA. W moim odczuciu, został on dyskretnie wmanewrowany w rolę Wielkiego Kozła Ofiarnego. W amerykańskim układzie sił, bezpieczną rację bytu mają Clintonowie,Reganowie etc- bezwolne marionetki. Ktoś, kto przejmie się rolą, nie daj Bóg swoim posłannictwem, stanie naprzeciw nierozwiązywalnych problemów i zależności. Już widać, że orłem to on nie jest. To taki Kaziu Marcinkiewicz od dobrze pozowanych występów i szmirowatych przemówień. Tak to widać z tej strony wody.

    Pozdrawiam,Sebastian

    P.S. Tradycyjna rosyjska metodologia , to oczywiście mądrość ludowa.

  96. ANCA – juz sie zluzowalo, jak tylko otrzasnalem sie ze snu wywolanego OKONia przerazeniem i oburzeniem. Uff. Znow jestem zdrow i w jednym kawalku.

    Zdjecia z Wroclawia sobie obejrzalem po raz drugi i podobaly mi sie.

    OKON nabyl wolnosciowy paradygmat handlu detalicznego. Nie pomysli, ze kazda rynkowa zjawe ktos wczesniej ujal w jakies ramy. A on przychodzi na gotowe, zdaje mi sie.

    Chablis, pouilly (teraz zwane fuisee) i irancy, to ostatnie calkiem podupadlo, to regiony i metody robienia wina z gron chardonnay w Burgundii.

    Ty musisz miec sciany ksiazkami zastawione, od podlogi do sufitu, jak ten filozof w Budapeszcie. Poeci na jednej scianie, poetki naprzeciw, z boku powiesci z Romain Rollandem, a w kacie pare podrecznikow ksiegowosci, o ile pamiec mnie nie myli. Chyba wscibski nie jestem, a jak jestem, to nic nie poradze.

  97. Dzien dobry
    Juz trzeci dzien wyleguje sie na cabo Fisterra. Plaza pusta, bo kryzys i turystow jak na lekarstwo. W zwiazku z tym tez tanio – mysle, ze taniej niz nad Baltykiem. Rano w barze przegladalem gazety – ETA na calego eskaluje wojne. Zamach w Burgos, zamach na Mojorce – strzelaja w serce zdychajacej w tym sezonie hiszpanskiej turystyki. To nowa forma walki, bo gdy 5 lat temu szedlem przez Nawarre i Kraj Baskow turystow nie tykano zadawalajac sie tylko malowaniem na murach nacjonalistycznych hasel. W tym roku lewaccy gowniarze z ETA mowia ;no compromis; i staraja sie sparalizowac ten sektor gospodarczy. Juz w Santiago czulem, ze cos sie swieci. Policja blokujaca w fieste plac katedralny, kontrole dokumentow – nawet w hostellach wlasciciele zerkaja czujnie na zdjecie w paszporcie i twarz. Niemiec z ktrym doszedlem do Fisterra przeslal sms, ze koczuje na lotnisku w Santiago bo komunikacja lotnicza jest sparalizowana przez rygorystyczne kontrole. Wiec taktyka ETA przynosi skutki – kto mile bedzie wspominal kraj w ktorym musial godzinami lezec na lotniskowej podlodze. No ale nie ma co uogolniac – wczoraj niezla impreza z baskijka. Rude, rozczochrane wlosy i iskrzace oczy. Jakby sie z Woodstock urwala. Cos zaczalem jej mendzic o polityce i nagle ostre spojrzenie – zadnej polityki. Wlasnie – zadnej polityki na pustej atlantyckiej plazy. Lepiej sie napic wina niz myslec, ze jakis gowniaz wysadzi w centrum miasta furgonetke z trotylem.
    To tyle o polnocy z internet baru w Fisterra
    Pozdrawiam blogowiczow

  98. ANCA 20.48

    Ganisz, ze przeoczylem projekty Zbigniewa Mackow. Nie przeoczylem. Jak sie te geometryczne bryly maja do zieleni i wody Wroclawia ? Takie stoja wszedzie. Gdzie jest specyfika miasta, charakter ? Teraz robia tak, ze nie zauwazasz, gdzie sie konczy park a zaczyna miejsce handlu. Jak pamietam Wroclaw, z festiwali teatrow studenckich, miasto ginelo w drzewach, rododendronach, klombach, bylo cieple, miekkie i bardzo naturalne. Fosa, wszedzie fosa i mosty, ladne to bylo. A teraz widze krzysztaly kwarcu, zimne i drapiace. Zeby delikatnie powiedziec – do dupy. Jeszcze brakuje apartamentowca jak lewatywa. Przedobrza chyba ten pan Mackow. Albo sie spoznil. Miekka, przyjazna architektura jest na czasie, jesli ja baran cos o tym wiem. A jesli nie wiem, to wybacz. Pozdrawiam i przepraszam za spozniona reakcje.

  99. KADETT

    Kochanienki, ani sie nie nudze, ani trudze, ani ludze, ja to wszystko pierdziu…..jak napisalem do T.O. Szkolne wypociny tez mnie nie frapuja; sam przystalem na blog w tygodniku, ktory jak nie „Chamowo” to „I don’t want to make love. I want to fuck” reklamuje sie na pierwszej stronie. Tym nie mniej cenie Tygodnik i zycze mu lepszego smaku. Niestety, wczoraj nie zechciales „rozstrzasac obornika” i to chyba rozumiem. Profesor Kolakowski glosil, co wiekszosc wiedziala. Bariera byla dla ludzi „terra incognita” po tamtej stronie. Nieznajomosc (bo skad ze ?) systemu, w ktorym na wszystko trzeba zapracowac, w zestawieniu z wszechstronnym opiekunczym mitem socjalizmu, obezwladniala. Wiele rozmow mialem z mlodymi Rosjanami a oni, kiedy pojeli kapitalistyczne gwarancje, rwali na Zachod jak mlode konie. Podobne reakcje widzialem u Chinczykow. Wtedy jeszcze nie bylo internetu, prasa byla wybiorczo dozowana, a kontakty osobiste utrudnione. Spolecznosc zydowska byla w lepszej sytuacji, przez rozleglosc i nasycenie kontaktami rodzinnymi. Co zostalo, mysle, to ci co umieli przetrwac i doczekac, albo zgorzknialce wypisujace teraz peany o komunizmie. A co biedakom pozostalo ? Matka Boska i skrzypce.. Przepraszam – blogi. Przeto warto chyba wspolczuc i tlomaczyc, poki ma sie ochote. A Profesor „przerazal” sie widocznie latwo, jak dziecko. Ale nie sadze. Moze uzyl slowa dla lepszej ekspresjii w rozmowie, dla asocjacji ze sluchaczami ? Dla lepszego zrozumienia ? A Ty, opowiadajac o kanibalach, nie uzylbys tego slowa ? I wiesz, ze zamiast przerazac sie, lepiej jest zrozumiec – dlaczego ? Ponadto, przypuszczam, ze jego rozmowcy bali sie mowic. Infiltracja byla tam tak gleboka i finezyjna, ze kazdy, zawsze bal sie „nie bac”. Widzialem jak wyprowadzano trumne z samolotu i czyniono honory, i pomyslalem ze moze nareszcie w Polsce jest raw model. To dobrze. Przez dwadziescia lat chyba nie bylo. To bardzo dobrze. Tylko – oby go nie strzepili, jak portki na Walesie.
    Struktura, w bolach co prawda, ale sie umacnia. A czescia tych boli porodowych sa wpisy, ktore tak Cie zniesmaczaja.
    Wypisuje sie, ignorant, siedzac daleko i bez pojecia o tym, jak to jest tam, na miejscu. Jesli tak, to przywal mi „two by four between the eyes” i z pokora to przyjme.

  100. Zakłamanie w solidarności

    Tym razem chcę się zająć, z gruntu innym profesorem niż Winiecki. Chodzi mi o Stefana Chwina i jego artykuł ogłoszony w „Przeglądzie” pt.”Polska walcząca,Polska milcząca”.Chwin jest profesorem filologii na Uniwersytecie Gdańskim. Z uwagi na gdańskość środowiska musi on na swoim grzbiecie nieść tę solidarną skazę ale wydaje się jednak, że do końca nie zatracił lewicowo-centrystycznego spojrzenia. Zatem przyjrzyjmy się bliżej jego odbiorowi Polski i to co się w niej stało. Na dobrą sprawę można by się zgodzić z jego wprowadzeniem, że aktualnie mamy do czynienia z jednej strony z Polską walczącą a z drugiej strony z Polską milczącą. Polska walcząca to jest ta, która dławi Polskę milczącą.Polska walcząca jest Polską bardzo wąskich elit zabiegających o swój pazerny i antynarodowy interes. Natomiast Polska milcząca jest zadziwioną i zastraszoną Polską większości przyglądającej się w milczeniu własnemu wywłaszczaniu, w imię niskich ideałów takichże elit.

    W troskach dnia codziennego borykamy się z polemicznym mitem „Solidarności”, z problemem tzw kłamstwa katyńskiego. Zdegustowani jesteśmy totalnie negatywną oceną PRL-u.Nie wiemy jak mamy podejść do faktu stanu wojennego, gdzie większość przyjęła go z ulgą a mniejszość z rozpaczą i wściekłością w obawie by nie podzielić losu wielu pokoleń polskich rewolucjonistów.

    Chwin stara się rozprawiać z zakłamanymi mitami solidarnościowej historii. Zarzuca on tworzenie instytucji propagandowej historii sukcesu, kiedy w istocie mamy do czynienia z narodową klęską materialną. Stara się on odcedzić prawdę historyczną od propagandowego fałszu stosowanego na użytek rządzących.

    Przedstawianie historii Polski jako pasma stałego buntu stanowi deformację rzeczywistego obrazu Polski,bowiem mimo trudności obiektywnych i subiektywnych Polska w mniejszym lub większym tempie rozwijała się stale. I o tym rozwoju decydowała większość pokojowo usposobionych Polaków widzących sens życia w tworzeniu.Rewolucyjny margines Polski mógł stanowić drożdże rozwoju lub jego hamulec, zależnie od tego , w którą stronę to ostrze było skierowane.Właściwie zgodnie z bolszewicką terminologią należałoby raczej mówić w tych przypadkach o ruchu rewolucyjnym i kontrrewolucyjnym.

    Tak się jakoś utarło, że narodowe lub klasowe bunty zwykle miały charakter rewolucyjny.Natomiast ich tłumienie zazwyczaj przez panujących uważało się za działanie kontra, czyli wsteczne. Oczywiście znaleźć by można pojedyńcze odstępstwa od tej reguły ale one raczej ją potwierdzają aniżeli dezawuują.

    Co zaś się tyczy własnoręcznego obalenia przez naród komunizmu w Polsce, to powiedzmy precyzjnie , że 10 milionów statystycznych solidarnościowców nie wypełnia definicji 40 milionowego narodu. Nie byłoby to także możliwe gdyby nie było parcia w tym kierunku ze strony Zachodu. Nie wiadomo także jak potoczyłyby się losy Europy gdyby po miesiącu pontyfikatu nie zmarł poprzednik Wojtyły na Stolicy Apostolskiej , co umożliwiło niespodziewane wybranie nikomu nieznanego biskupa z Polski. Ten fakt stał się dominującym czynnikiem procesu „Aby Solidarność rosła w siłę a ludziom się żyło coraz gorzej”.

    Kto wie, czy kluczowym w tym procesie nie była pierestrojka Gorbaczowa przygotowywana w ZSRR obligatoryjnym czytaniem jego książki dotyczącej nowego myślenia w czasie przerw w pracy. W Rosji zawsze z dużym wyprzedzeniem przygotowuje się zmiany polityczne, jak choćby nawiązanie kontaktów politycznych z Chinami po długim okresie braku stosunków dyplomatycznych. Jeżeli Rosja w trakcie IIWS połknęła pół Europy bez problemu, to nic nie stało na przeszkodzie,by jej tanki rozjechały Polskę 45 lat później. I nikt by jej w tym dziele nie przeszkodził. Interes strategiczny USA nie pozwoliłby Ameryce wplątać swego kraju w konflikt atomowy. A atomowe ataki w centrum Europy stałyby się prawdopodobnie początkiem jej końca.Toż to dzisiaj USA nie chcą urazić Rosji wybudowaniem swego systemu antyrakietowego w Polsce, a miałyby wówczas dokonać ataktu wspierającego Solidarność. W jaki sposób? Przez NRD,czy przez Czechosławację zaatakować swoimi wojskami ,czy może bezpośrednim atakiem jądrowym na Polskę ,aby usmażyć połowę narodu i całą „Solidarność”? Jest naiwnym myślenie życzeniowe nieodpowiedzialnych ludzi o ograniczonych horyzontach intelektualnych w rodzaju elektryka zwarciowca.

    Los Polski jak dotychczasowa historia dowodzi był zawsze konsekwencją wypadkowych działania sił zewnętrznych, nawet w sytuacji gdy Polska parła na Wschód. A wszelkie wewnętrzne zrywy polskie były zazwyczaj nieprzemyślane i tragiczne w swej wymowie,łącznie z Powstaniem Warszawskim, jedynie ostatnia solidarna transformacja odbyła się bezkrwawo. Niemniej takim kosztem, który stawia uzasadnione pytania co do sensowności, w znaczeniu praktycznym, pełnego wywłaszczenia Polski i utraty suwerenności. Czegoś takiego historia Polski nie zna,a myślę, że ten zabór znacznie przekracza polskie granice i doświadczenia innych narodów. I pomyśleć, że coś takiego dotknęło naród, który w całej swej historii borykał się o utrzymanie swej tożsamości.

    Chwin obciąża kłamstwem katyńskim wszystkich łącznie z solidarnymi doktorantami na peerelowskich uczelniach. I jest w tym podejściu sporo prawdy. Myślę jednak, że jest prawda znacznie ważniejsza. Polegała ona po prostu na dalekowzrocznej polityce Stalina, który potrafił przewidzieć swoje zwycięstwo w IIWS i określić nieprzydatność wrogich sobie polskich oficerów burżuazyjnych. Oficerów, którzy powinni walczyć o Polskę do końca a nie poddać się do rosyjskiej niewoli, i jak opisuje Wajda, iść jak stado baranów na zatracenie.Świadczy to o niczym innym jak o braku wyobraźni i realizmu ze strony polskich kadr politycznych i militarnych.To jest jeden aspekt sprawy.

    Drugą kwestią jest to, , że Polska w wyniku IIWS światowej poniosła ogromne straty ludzkie sięgające 6 milionów swych obywateli. W tej liczbie łatwo było utopić 20 tysięcy zamordowanych oficerów. Powstaje pytanie czy po wojnie domowej w Polsce i kolejnych ofiarach, należało rozdzierać rany i opłakiwać kolejnych zabitych , czy zapomnieć o nich i pamiętając o żyjących zacząć odbudowywać nowe życie.

    Ten dylemat musi osądzić każdy w swoim sumieniu. Ja optuję za tworzeniem warunków dla pozostałych i żyjących.Te ofiary na dobrą sprawę były nie tylko wynikiem polskiej linii politycznej ale głównie konsekwencją zwarcia dwóch przeciwnych obozów. Może i dobrze się stało, że w tej sytuacji Polska nie opowiedziała się po żadnej stronie, co pozwala nam, mieć czyste ręce. Nie zapominajmy jednak, że za każdy wybór polityczny należy zapłacić.
    I katyński dramat, przepraszam za wniosek, jest dramatem ludzi biorących zawodowo pieniądze za to, żeby umierać za bliżej nieokreśloną przyszłość własnego narodu. Przy czym żołnierze odchodzą, polityka się zmienia a naród pozostaje.I ta kolej rzeczy określa gradację wartości.

    Nie zbudujemy w Polsce niczego nowego i wartościowego tchnąc sobie nienawiścią twarzą w twarz. Podzieleni jesteśmy dokładnie fifty fifty. Po obu stronach stoją dwudziestomilionowe armie ziejące polityczną wrogościa i nienawiscią.
    Alternatywa jest taka albo potrafimy się zrozumieć,wybaczyć i zapomnieć albo skoczymy sobie do gardeł. Mądrzy ludzie i rozumni politycy wiedzą , że jest to w gruncie rzeczy bezalternatywna sytuacja. Chcemy czy nie, musimy stojący po przeciwnej stronie rzeki budować do siebie most. Kwestia jest tylko taka by nie popełniać więcej błędów i zapłacić za to zbliżenie jak najniższą cenę.

    Wydaje mi się sprawą niezwykle rozumną kiedy Chwin pisze:”Ja o tym wszystkim piszę bez satysfakcji, raczej z pewnym bólem i niepokojem. Również dlatego, że część z tych mitów podzielam. Bez nich nie da się żyć.” I zaraz uzupełnia swoje wywody: „Wszyscy sobie poprawiamy, tymi mitami samopoczucie, żeby jakoś żyć. Więc ja nie występuję jako ktoś, kto sobie z tymi mitami poradził, na zasadzie: ja jestem ponad tym wszystkim. Nie. Bo te mity to jest jednak tkanka życia, dzięki której jakoś się psychicznie trzymamy.”

    Obecna prawicowa Polska poddawana jest manipulacjom niemniejszym aniżeli w PRL-u.Dzień napaści hitlerowskiej na Polskę próbuje się zastąpić dniem Powstania Warszawskiewgo. A jego uczczenie jest obligatoryjne decyzją wojewody poprzez użycie syren alarmowych. Poszukuje się konsolidacji ogólnonarodowej wobec wytłumienia zamordowania 6 milionów Polaków przez hitlerowskich zbrodniarzy na rzecz wymordowania przez nich 200 tysięcy Polaków. Ileż w tym wszystkim jest bezdennej głupoty w zamazywaniu historii.

    Słusznie jest podnoszony mit „Solidarności” i bezzasadnie wynikające z niego prawo do legitymizacji władzy. Życie przecież dowiodło wyraźnie, na przykładzie Wałęsy , że te elity nie dorosły do kolan lewicowym elitom. Efekt jest taki, że Polska kłótniami, awanturami i nierządem stoi. W związku z czym polskie prawodawstwo oddaje się w pacht unijnego.Przykładem jest oddanie ostatniej ustawy, podpisanej przez Prezydenta, w sprawie pakietu antykryzysowego do Komisji Europejskiej w sprawie jej ratyfikacji. Niczego sobie suwerenność prawna. Czegoś takiego nie uświadczyło się nawet w najbardziej pijanych i nikczemnych poczynaniach bolszewickich czasów PRL-u. Prawicowe pokrzykiwanie wobec lewicy: Polityczni Zdrajcy Pachołkowie Rosji, są dla prawicy doprawdy komplementem wobec ich poczynań.

    W swych wywodach Chwin równiez zapędza się w ciemny i solidarny zaułek twierdząc, że w domach przeklinano komunę. Jak mógł komunę przeklinać robotnik, który otrzymał pracę,mieszkanie, darmową opiekę medyczną,wczasy, no i nie musiał pana wraz z Plebanem całować rękę w intencji ich zakłamanej dobroci. Przeklinali jedynie panowie właściciele ,którzy stracili swoje mająteczki i włości. Ale tych przeklinających był margines wobec dominującej większości jaka skorzystała na zmianach ustrojowych. Dlatego należy umieć zachować poprawność proporcji, by nie zohydzać ludowego państwa. Państwa , które było dyktaturą większości proletariatu wobec wyzyskującej mniejszości. Dzisiaj natomiast chce się cofać koło historii prowadzące do restytucji dyktatury mniejszości wobec większości, co jest niezgodne z naturalnym porządkiem rzeczy i etycznym ujęciem.

    Zarzucanie peerelowi, że:”Realny socjalizm był bardzo silnie związany ze zjawiskiem korupcji moralnej” jest o tyle dziwne i śmieszne, że przygadywał kocioł garnkowi.
    Obecna skala korupcji i przestępczości przynajmniej dwukrotnie przekracza osiągnięcia PRL-u mierzone ilością osadzonych w więzieniach. A zjawisko gwałconych i molestowanych kobiet w pracy było w ogóle nie znanym. Nie mówiąc o dość powszechnych aferach sprzedaży polskich niemowląt przez zakonnice, czy przestępczym wywożeniu Polek dla celów zachodniej prostytucji jako formy zarabiania na życie. Stąd ówczesny realny socjalizm był zaledwie malutkim pikusiem wobec dokonań realnego kapitalizmu. Ale do takich ocen jest potrzebna przynajmniej elementarna uczciwość jeśli już nie stać na obiektywną wiedzę.

    Jeśli chcemy omawiać morale człowieka z peerelu to spróbujmy je zestawić z morale obecnego właściciela-kapitalisty.Tamten człowiek generalnie nie miał możliwości wyrządzania krzywdy bliźniemu, poza przypadkami donoszenia do SB na zamachowców na PRL. Obecny pracodawca, często molestuje kobiety, moralnie poniewiera robotnikiem,wyrzuca go z pracy na bruk nie licząc się z tym, że jego rodzina nie ma co jeść. Zatem jest to postawa wysoce naganna, niemoralna i niezgodna z prawami współżycia społecznego. Taka postawa jest aspołeczna, destruktywna i demoralizująca.

    Gdyby tamta przeszłość była tak przykra dla wielu Polaków to nie byłoby u nas tak powszechnego sentymentalizmu dla epoki Polski Ludowej, tak nie w nos i kłującej w oczy obecnie rządzących. PRL nikomu nie zabraniał chodzić do Kościoła i wierzyć w to co chciał, poza elitami kierowniczym, które łaski nie robiły.Wóz albo przewóz.
    Jak na tamte siermiężne warunki odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych należy uznać, że było to państwo opiekuńcze wobec dzieci, młodzieży ,chorych i potrzebujących, których obecna RP ma często w głębokim poważaniu, co procentuje bardzo dużą ilościa odrzuconych jak to się teraz ładnie powiada,a mówiąc po imieniu wyróżnia się to sporym wskaźnikiem samobójstw.

    Mój bezpartyjny ojciec nie dopuszczał się żadnych dwuznaczności moralnych w Polsce Ludowej by wychować i wykształcić swoje dzieci. Być może, iż ojciec, który wysadził pomnik Lenina znalazł się w dwuznacznej sytuacji i musiał zacząć kombinować i kręcić by się wywinąć ze swojej głupoty. Dobrze by było gdyby to pan Chwin zechciał przytoczyć z jakimi to dwuznacznościami moralnymi musiał się borykać jego tatuś. Pewnie nie przechodziło mu przez gardło, że codziennie musiał szorować do pracy w stoczni im.Lenina.
    Nie musiał, mógł zostać kościelnym w świętej Brygidzie, podobnie jak wielu innych.Widocznie jednak los kościelnego w tamtych czasach do najbardziej światłych i świętych nie należał.

  101. Telegraphic O. do G. OKONA, ten do kadetta lub do ANKI, i tak trwa wakacyjne gaworzenie tam i z powrotem bez sensu ładu i składu. Nudziarstwo. A tymczasem „słowo boże” wypowiedziane z okazji rocznicy bohaterskiego PW ostrzega przed „wnukami Wermahtu, którzy prowadzą Polskę na zatracenie”. Bądźcie czujni!

  102. Nemer pisze:
    2009-07-30 o godz. 16:24

    Z mojego doswiadczenia na tym blogu wiem ze Jacobsky wolalby by go wyzywac innymi paskudztwami zamiast ‚szanowny’.

    Popieram w calosci twoje motywacje.
    Jacobsky to hypokryzja. Chcialby teraz cirpliwosci i czasu zeby wasalska wladza nauczyla sie rzadzic. 20 lat to dla nich za malo. W 1980, roku przejsciawych trudnsci Jacobsky krzyczal ‚precz z komuna’ a cirpliwosc byla potrzebna.

    Teraz moglby sie on zasluzyc w Polsce, wrocic i rozebarac palac kultuty, rozebarac komunistyczne kilowaty z Gierkowskich elektrowni ktorych nienawidzi, oddac ziemie zachodnie niemcom i ruszyc na kresy wschodnie.
    Jest tyle rzeczy do zburzenia po PRL ale Jacobsky siedzi w Jackowie i bredzi i miesza i podzega. I po co ??? Jaki jest z tego zysk ???

  103. G.OKON –
    Promenada nad fosą jest bardzo ładnie odbudowana po tragedii powodzi, bulwar poszerzony, wzdłuż Odry można wędrować od Wyspy Piaskowej do Arsenału i oglądać pięknie odrestaurowany kompleks Ossolineum, Uniwersytet i część kamieniczek /jeszcze nie wszystkie.
    W tych dniach doszła jeszcze taka kładka, przypominająca łódź uniesioną ponad miejską fosą. Zieleni też nie brakuje.
    http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,6878691,Psia_kladka_dla_pieszych_i_rowerzystow.html
    Miejskie parki dobrze utrzymane i zadbane.
    Szklana ściana w odnowionym PeDeCie jest tak usytuowana, że patrząc od ul. Świdnickiej jej nie widać, bo cała dobudowana bryła jest nieco cofnięta od ulicy i niższa od bryły głównej. Przez tę ścianę widać właśnie fosę, zieleń i pomnik Bolesława Chrobrego.
    Z przeszklonego budynku na pl. Uniwersyteckim można sobie popatrzeć na główny gmach uniwerku – niewątpliwie piękny i wart, aby na nim oko zawiesić. Nie bardzo rozumiem, czemu jesteś taki najeżony na wszystko, co się u nas dzieje. Zapewniam cię, że nie wszystko jest tak beznadziejne, jak nam próbujesz udowodnić z dalekiej perspektywy.
    Uśmiechnij się 😆

  104. http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,6878755,Sa_miliony_na_hale__awantura_trwa_dalej.html
    To też się odrestauruje – tak, jak należy.
    A obok całe hektary cudownego Parku Szczytnickiego.
    Zieleni ci u nas dostatek 😀

  105. @G.Okon
    Może i „pierdziu”, ale z mojej (odbierajęcej impulsy) strony, nie widać jednoznacznie tej letniej obojętności, ani tego zimnego dystansu. Co mnie do końca i nie dziwi. Pierwszy raz spojrzysz na linoskoczka, oczy z orbit wyskakują i serce mało klaty nie rozsadzi. Oglądanie go, gdy po raz setny gibie się na lewą stronę 200 m nad ziemią, sprawia, że zaczynać mysleć, ze inaczej w jego wypadku być nie może, a zdziwienie i zaskoczenie wywołuje mijanie go, stąpającego po ziemi bez tyczki (motyki).

    Prof. L. Kołakowski użył „przerażające” dla podkreślenia nicości intelektualnej i miałkosci ideologicznej, jaką tam zobaczył. To go wpierw przeraziło, a po 68-ym poraziło. W wyniku porażenia – został wystrzelony, krążył, krążył aż wylądował w końcu w Oxfordzie. Teraz spoczywa w Alei Zasłużonych. Gazeta W., którą czytam niezwykle krytycznie, sprawiła mu sprawiedliwe i godne owocu jego żywota pożegnanie.

  106. @G.Okon

    „…od teraz zgodnie z treścią maksymy będę was obchodził bokiem”.

    Słuchajcie, Okon, czy Wy się rozmnażacie? Z tego wpisu, który kawałek zacytowałem, to raczej powinniście się wykruszać, jak się wysuszycie…

  107. @Jacobsky
    Nie moim zwyczajem jest wcinać się między wódkę a zakąskę. Pytam tylko, czy Profesor pociągnie ten prowokacyjny już teraz wątek z Nemerem..?

  108. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    No wlasnie …

    „ Nie jest w każdym razie przypadkiem, że Norman Davies nie został profesorem w Stanford, a został nim Norman Naimark. I gdy dzisiaj nie wypada pisać już o Niemcach jako o kolektywnych sprawcach, to należy tak pisać o Polakach. Hitler, który doszedł do władzy w rezultacie wyborów i którego władzę jako Führera potwierdziło w plebiscycie w sierpniu 1934 r. 90 proc. głosujących, słusznie nie uchodzi za reprezentanta współczesnych Niemców, natomiast mordercy z Jedwabnego (nazwę tego miasta zna już niemal każdy student, a aktualny przykład pokazuje, że odmowa ostentacyjnej ekspiacji za ten mord może mieć poważne konsekwencje ” http://www.rp.pl/artykul/2,342407_Krasnodebski__Dlaczego__patrza_na_nas__z_gory.html

    Dzisiaj w godzinach bardzo wczesnego poranta, to znaczy miedzy godz. 3 – 4 TV Phoenix wyemitowal material w ktorym min. byla mowa w Katyniu. Pokazano orginalne dokumenty (liste polskich oficerow do fizycznej likwidacji) przygotowana przez Lawrentiego Berie i zaakceptowane przez 4 wysokich urzedniko wlasnorecznymi podpisami, nazwisk tych 4-ch nie bede wynienial aby nie bylo awantury.
    Dokument posiada wpis > Do wiadomosci J. Stalin(?) Powtarzam raz jeszcze, to bardzo istotne: Do wiadomosci J. Stalin.

    Mowiac szczeerze rozumiem, niechec do Polakow w Europie i USA? Sa w Polsce grupy spolecznenstwa, ktore traktuja Polske nie jako swoja ojczyzne ale jako geszeft.

    A propos. Znalazl sie esej Boboli dotyczacy Powstania Warszawskiego, ktory zniknol na pare dni. Pomyslamem sobie, przykleje go do Passenta wtedy napewno nie zginie. Mowi sie, ze dobeltowo przybite lepij trzyma http://bobolowisko.blogspot.com/2009/07/historia-nie-jeden-zna-blad.html

  109. jasny gwint – 09:01
    Polecam mój sposób na nudę: kiedy spoglądam na niektóre wpisy – przeskakuję automatycznie dalej i dalej, aż mnie coś zatrzyma.
    Nikt nie musi czytać i komentować wszystkiego.
    Mamy, na szczęście, możliwość wyboru.

  110. Nemer,

    ja rowniez dziekuje za ciekawa dyskusje. Nie przypuszczalem, ze bedzie ona miec kibicow, a nawet kiboli, ale taki jest juz urok dyskusji na blogach.

    Moze tylko osmiele sie zauwazyc na zakonczenie, ze wedlug statystyk Ministerstwa Sprawiedliwosci, rocznie sady rozpatruja ponad 10 mln spraw, Ty zas zdajesz sie budowac Twoja opinie o zgrozie na przykladach jednostkowych, jakkolwiek oczywiscie szokujacych. Poza tym, wedlug raportu Fundacji Helsinskiej, 44% ankietowanych nie jest zadowolona z funkcjonownania sadow w Polsce, co oznacza, ze 56% nie jest niezadowolne, co oczywiscie nie oznacza, ze 100% z tych 54% sa zachwycone wymiarem sprawiedliwosci. Co prawda nie jest wiadome jaki odlam wsrod nezadowolonych stanowia ci, ktorzy rzeczywiscie mieli do czynienia z sadownictwem, a jaki procent zna problemy ze slyszenia. To samo zreszta mozna powiedziec o 56% nie niezadowolonych. Innymi slowy nie jest jeszcz az tak zle i Twoje wolanie „zgrozo” moze byc z lekka przesadzone.

    Oczywiscie, ze wymiar sprawiedliwosci cierpi na wiele schorzen. Chroniczne niedofinansowanie, zacofanie jesli chodzi o adopcje nowych technologii i sposobow komunikacji z klientami, czy w ogole – ze spoleczenstwem. Co do jakosc kadr to bylbym bardziej ostrozny. Osoboscie mam podstawy uwazac, ze na tym odcinku akurat jest najlepiej. Z drugiej strony nie trzeba zapominac, ze sedziowie to tez ludzie i maja oni prawo do swoich osobstych interpretacji, ale te ciagle musza miescic sie w kadrze wyznaczonym przez prawo. Tak jest wszedzie w krajach demokratycznych: sedzia jest niezawisly w swym orzekaniu, czy sie to podoba publicznosci, czy tez nie.

    Jesli chodzi o kioskarke, to chora jest ustawa, wedlug ktorej orzeka sad, a nie sam sklad orzekajacy. Teoretycznie sedzia mogl wydac wyrok uniewinniajacy, ale taki wyrok spotkalby sie z rzadaniem rewizji przez oskarzyciela, i sad wyzszej instancji i tak musialby skorygowac lagodny wyrok, skoro prawo (ustawa) nie przewiduje lagodnosci. Raz jeszcze: pytajcie poslow dlaczego uchwalaja tak represyjne przepisy karno-skarbowe.

    Czytajac uzasadnienia wyrokow sadow najwyzszej instacji mozna dojsc do roznych konkluzji, szczegolnie kiedy nie jest sie zawodowym prawnikiem, i to w dziedzinie, ktorej dotyczy wyrok. Ja nim nie jestem, choc mam prawie pelne wyksztalcenie prawnicze (wujechalem przez zlozeniem pracy magisterskiej, z prawa karnego zreszta), ale tez rozne interpretacje tego samego stanu faktycznego nie dziwia mnie az tak bardzo. Wielokroc decyzje sadu najwyzszego zapadaja przy mocno podzielonym skladzie orzekajacym, kazdy z sedziowm pisze swoje uzasadnienie, i owszem – wielokroc kazdy z sedziow pisze co innego, nawet jesli znajduje sie on w tej samej grupie sedziow jesli chodzi o stosunek do sprawy. Jesli chodzi o przytoczony przez Ciebie wyrok w sprawie pacyfikacji kopalni Wujek, to mi osobiscie intepretacja udzialu w bojce ze skutkiem smiertelnym odpowiada i jest ona byc moze najblizsza ocenie stanu faktycznego dokonanej przez sad. Czy ten wyrok byl zaskarzony przez oskarzyciela ? Przez obrone ? Pytam, bo nie wiem.

    Na koniec: nie mieszalbym do dyskusji czegos, co nie istnieje, czyli generacji JPII. To wymysl nakreconych publicystow oraz kibicujacych im hierarchow. Jesli napisalem poprzednio o dewastacji spowodowanej przez 45 lat socjalizmu naukowego, to mialem ku temu podstawy. Znajduja sie one tutaj:

    http://jacobsky.wordpress.com/2009/04/09/

    Zawsze zapraszam do przeczytania tego tekstu oponentow, ktorym wydaje sie, ze pod wzgledem socjologicznym i pod wzgledem postaw indywidualnych wszystko zawalilo sie z chwila przelomu, i stad m.in wzrost przestepczosci, korupcja, „przekrety” i inne plagi, ktore przypisywane sa okresowi ostatnich 20 lat. Ciebie rowniez zapraszam. Tu nie chodzi o przekonanie do kolorow, ale o zapoznanie sie ze stanem spoleczenstwa polskiego u progu Przelomu, czyli na jakim fundamencie probuje sie zbudowac Polske post-komunistyczna. Wychodzi na to, ze nawet katecheci orza na ugorze, czego zreszta sami czesto nie ukrywaja.

    I dlatego czesto pytam, czy 20 lat moze wystarczyc na przemeblowanie ludziom w glowach, na wyplukanie zgubnych nawykow i przekonan odziedziczonych z poprzedniej epoki, na kompleksowe odbudowanie konstruktywnych postaw obywatelskich w wystarczajaco wielkim sektorze spoleczenstwa, aby zagwarantowac rozwoj panstwa prawa. Sa to pytania wazne, gdyz I, II czy III wladza ciagle bedzie sprawowana przez tych samych ludzi, dla tych samych ludzi.

    POzdrawiam.

    PS. Nie wyjezdzaj prosze z argumentami, ze to Ty bedziesz placil, a przez to mi jest latwiej. Taka sama demagogia jak ta, ktora mi zarzucasz.

  111. Droga prawico na czele z Kołakowskim!

    Możecie sobie Rosjan uważać za kogo chcecie.
    Zgodnie z waszą koncepcją oni właśnie na swojej głupocie i sierpie z młotem polecieli na Księżyc, wyprzedzając wasze tęgie intelekty i najlepszą na świecie technikę oraz technologię, by w końcu przyznać się do tego, że to lądowanie było zwykłą mistyfikacją na miarę waszych skłonności do oszustw i kombinacji.
    Ot, poprostu wstyd, zaplute karły reakcji, jak drzewiej o was mawiano a i teraz na to samo wychodzi niezależnie od tego jakbyście się napinali,wygrażali i pokrzykiwali.
    Musicie uważać, żeby wam żyłka nie pękła z nienawiści i wściekłości, drodzy bracia nasi od Wałęsy i proamerykańskiego lizania.To wam ja, Lizak, mówię.

  112. Z mitomanią jak z alkoholizmem, jedne mity trzeba sklinować innymi. Pisarz Chwin mówi “Przeglądowi”: zmiana władzy w Polsce w roku 1989 była konsekwencją porozumienia między Zachodem a reformującą się Rosją Gorbaczowa. Jest to moim zdaniem mit bardziej szkodliwy, niż ten “PiSowski” o powstaniu warszawskim. Oczywiście można bronić litery tego sformułowania, wszak Reagan oraz Bush podpisywali porozumienia, umawiali się z Gorbaczowem, ale sens historyczny jest taki, że ZSRR przegrało zimną wojnę i upadła stalinowska interpretacja układów jałtańskich i poczdamskich. A mówiły one o granicach, o strefie wpływów w tej części Europy, ale i o demokratycznym porządku i prawidłowych wyborach. Narzekało się na “aliantów”, że nas sprzedali Stalinowi, to w końcu nas odzyskali w 1989 roku, patrząc z naszego punktu widzenia.

    Drugi mit-klin Chwina, może nie aż tak ważny, wyraża się w tych słowach: Opozycja antykomunistyczna w PRL przed 1980 r. to było kilkadziesiąt osób, od których „zwykli ludzie” trzymali się z daleka!. Zależy co się nazwie opozycją i działalnością opozycyjną. Ale opozycja poza-sejmowa, poza porządkiem realnego socjalizmu, całkiem aktywna w latach 1976-80 przekraczała tysiąc ludzi, lekko rzecz licząc. KIK-i, KOR-y, roznoszenie ulotek, dywagowanie o możliwości finlandyzacji – to było w modzie w moim kręgu, nie tylko warszawskim, ale również krakowskim, przede wszystkim gdańskim, zapewne wrocławskim i innych, w mojej (i Chwina) grupie wiekowej. Czy był to przejaw bojowniczego hurra zapału, czy zdrowego rozsądku? W każdym razie było to dobre 30 lat po doświadczeniu Powstania. Chwin zdaje mi się, mówi za siebie, za zwykłego człowieka, który trzymał się z daleka. Co wcale nie musi ujmować mu honoru, ja też trzymałem się z boku 😉

    Oczywiście pozycja Chwina i Miłosza w tych wszystkich swarach jak najbardziej mi odpowiada. (Jakiś wpływ może mieć Nietzsche w tej sprawie). Trudno do końca rozstrzygnąć słowami po fakcie. Miłosz być może też miał wątpliwości na temat niesłuszności Powstania, ale w całym morzu argumentów musiał dać ostry i zdecydowany głos. Pamiętam jaką gorączkę w mózgu robiło nam w liceum przedstawienie dylematów i ocen wokół powstania styczniowego. Dla naszych rodziców, a na pewno dziadków była to świeżo przerobiona lekcja. Mam wrażenie, że pod koniec wywiadu Chwin w tę stronę się skłania, że w obecnej sytuacji geopolitycznej młodzież polska nie ma tego dylematu. Pakuje plecak, wsiada w pociąg do Sewilli albo Neapolu i nie czuje powstańczego bluesa. Ale dla nas to był dylemat. Musieliśmy wybierać między sztywnością kręgosłupa i nienaruszalnością czaszki – my żyliśmy w PRL. Sewilla i Neapol nie wchodziły rzecz jasna w grę, ponadto musieliśmy pogodzić się, że Stalin nigdy nie mordował Polaków bez powodu, że państwowa własność i centralne planowanie przynosi szczęście całemu ludowi z inteligencją na samym końcu, że imperialiści zachodni jedno co mają dobre to Coca-Colę. Te dylematy dla młodego pokolenia Polaków są księżycowe. Czy my wiemy jak oni odbierają te obchody? Czy ktoś ich słucha, zastanawia się nad ich tokiem myślenia?

    A dla nas, wyjaśnienie tego jak, Powstanie wpłynęło na “Solidarność” i inne “decyzje narodu” będzie ciągle aktualne. Może dlatego 1956 rok przebiegł inaczej w Polsce niż na Węgrzech. Póżniej Węgrzy “wyjęli cegłe z muru berlińskiego”, jak to opisuje T. Olszański w dziale historia (“Polityka”, nr 31) bez potrzeby siadania do stołu z opozycją, bo u nich wcześniej nie było “Solidarności”. Itd. O historii można spokojnie rozmawiać, również o ekonomii. Ale nie ze wszystkimi Polakami. Ja bym ich wszystkich dla potrzeb jakiejkolwiek dyskusji podzielił raczej na spokojnych i zacietrzewionych, a nie na dobrych patriotów i komunistów.

  113. Do:Ryba pisze

    „Żaden leciwy mistrz srebrnego ekranu nie powinien ryzykować bezpośredniej konfrontacji z moją ikrą.”

    Ego kawioru.

    Slawomirski

  114. Szanowny Jacobsky.

    Z uporem godnym lepszej sprawy odwołujesz się do problemu z kioskarką więc proszę Cię o porównanie spraw, tej kioskarki do sprawy HGW.
    Sędzia Trybunału Konstytucyjnego przez blisko 4 godziny odczytywała uzasadnienie, że HGW wprawdzie nie wywiązała się w terminie z obowiązku ściśle związanego z obejmowaniem urzędu Prezydenta Warszawy ale przepis, zdaniem TK, przewidywał zbyt wysoką sankcję w postaci zakazu objęcia tej funkcji za głupie niedotrzymanie terminu i dlatego HGW Prezydentem zostaje mimo złamania przepisu prawnego, który mówił wyraźnie, że bez jego spełnienia w zawitym terminie funkcji tej objąć nie może.

    Wniosek, im wyższa czy ważniejsza instancja w systemie III władzy tym bardziej może sobie ona lekceważyć przepisy prawa.

    Tak, że to nie chodzi o te przepisy tylko o to jak je traktuje III władza.
    To pełny Orwell.
    Dla kioskarki – „dura lex set lex” , dla HGW już nie, „równiejsza”?

    Prawie ten sam skład TK orzekł m.in. że asesorzy, jeśli sądzą, to robią to w sprzeczności z Konstytucją ale może nie za bardzo, bo do maja czy czerwca tego roku to trochę legalnie a potem już nie.

    A co to, Konstytucja się zmieniła? No nieeee.
    Więc możemy oczekiwać, że TK w całej swej powadze uznać może niebawem, że można być trochę w ciąży chociaż nie za bardzo i już.

    Toż to jaja są jakieś.

    I czy ktoś ma czy nie ma studiów prawniczych to przeciera oczy zdumiony.

    Ja jak widzę tych sędziów TK, to łapię od razu za pilota bo nie mogę patrzeć jak po zdjęciu z głów tych dekli (pożyczonych jakby od proboszcza), resztki przyzwoitości im z łbów wyparowują.

    I dziwić się tu Mularczykowi, że chcąc mieć oczekiwane orzeczenie to pierwsze kroki skierował do Kurtyki po teczki na sędziów TK. Do dziś nie wiem, by ich szantażować czy wyeliminować jeśli się szantażowi nie poddadzą.

    A wracając do milicjantów z Wujka, to zostali skazani za udział w bójce, którą rzekomo wszczęli i za pobicie ze skutkiem śmiertelnym przy pomocy broni palnej. Ale nie dlatego, że kogoś tą bronią uderzyli tylko z niej oddali śmiertelne strzały.

    Czy dla OMC magistra karnisty to nie dziwne że strzelanie do kogoś to nie strzelanie a bicie?

    Dla mnie nie, bo jakoś dziwnie jestem przeświadczony, że art. dot. bójki zastosowano by pozbawić milicjantów możliwości zastosowania przepisów o obronie koniecznej a art. o pobiciu ze skutkiem śmiertelnym by nie stosować art. 148 z pewnością Ci znanego, zaczynającymi się słowami – „Kto zabija człowieka….”

    I popatrz jaki ten sąd łaskawy, jak to sobie wykombinował żeby zabójcy mieli niski wymiar kary, bo ze 148 z użyciem broni palnej to min. 12 lat do 25 albo dożywocie.

    Milicjanci w brudne pięty powinni sąd całować za taką przychylność i może zrezygnują z odwołania się do Trybunału Praw Człowieka?

    Tobie ten wyrok odpowiada, takich jest wielu, a wg mnie sąd dokonał zbrodni na polityczne zapotrzebowanie. Dla mnie dowódca oddziału powinien zostać odznaczony za to, że nie dopuścił do tego, by mógł zginąć milicjant z jego oddziału gdy zostali zaatakowani przygotowaną uprzednio bronią wyprodukowaną w kopalnianej kuźni i przeznaczonej do walki z milicją, funkcjonariuszami państwa.

    Ten wyrok jest ostateczny i nie wiem czy skazani odwołali się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka domagając się prawa do rzetelnego procesu a jeśli to zrobią, to wcale się nie zdziwię i stąd mój wtręt o podatkach, którym jak widzę Cię dotknąłem, więc przepraszam i lekko mi to przychodzi bo nie miałem zamiaru robić Ci przykrości.

    Wymienioną przez Ciebie Fundację Helsińską uważam za bandę darmozjadów i wydrwigroszy, którzy najbardziej skupiają się na tym, by dowieść że ich działalność jest ważna i istotna. Teraz np. koncentrują się na walce ze naszym wojskowym wywiadem o to, by ujawnił im tajne porozumienia jakie ma z CIA. Tylko nie wiem dlaczego nie zwrócili się do CIA.
    Takie bzdety jak linczowanie kioskarki za 5 groszy czy milicjantów z Wujka, areszty wydobywcze, to nie ich brocha.
    Liczy się efekciarstwo, Tybet, kontakty SWW z CIA i zabiegi o sponsorów oraz ich przychylność.

    A podane przez Ciebie dane z tej Fundacji mówiące, że tylko 44% ankietowanych nie jest zadowolona z funkcjonowania sądów w Polsce to są one tragiczne i w pełni oddają obraz sadownictwa, bo mniej więcej tyle populacji miało z sądami do czynienia co oznacza, że każdy, kto tylko w sądzie się zjawił, ocenia go negatywnie i tyle.

    Czyli blisko 100% „po przejściach”, czy to jako świadek czy podsądny, sądy ocenia źle. Mnie to martwi, nie ocena sadów ale że sobie na tę ocenę zapracowują.

    Jak widzisz zjawiska i dane można interpretować różnie.
    Jeżeli tresowanej pchle wyrwiesz ostatnią nogę i nie wykona ona polecenia „skacz”, to można wysnuć wniosek, że ogłuchła na przykład.

    Pod link zajrzałem, mam uwagi i refleksję, ale jak na dzisiaj, to już dla mnie za wiele.

    Serdecznie pozdrawiam, Nemer.

  115. Nemer,

    pare uwag do powyzszego wpisu.

    1. Wydaje mi sie, ze zdrowiej dla dyskusji byloby wyciagniecie wniosku o nierownym traktowaniu przez prawo na podstawie tej samej lub bardzo zblizonej sytuacji prawnej. To znaczy albo HG-W scigana z ustawy karno-skarbowej, albo przyslowiowa kioskarka scigana z ustawy, co do ktorej wypowiedzial sie TK. Zlamanie przepisu nie jest wartoscia absolutna, nie kazde musi byc scigane z takim samym ladunkiem „duralexu”, i moim zdaniem nie ma w tym nic dziwnego, ze TK wydal w sprawie HG-W orzeczenie, na ktore sie powolujesz. Owszem, mozna dociekac dlaczego sad orzekajacy, prezydent czy sam TK nie zainteresowal sie przepisami ustawy karno-skarbowej, ale to jest zupelnie inne zagadnienie, bo nigdzie nie jest powiedziane, ze w sytuacji podobnej, HG-W czy kazda inna osoba nie zostalaby skazana na ta sama kare, tj, na grzywne 300 zl za 5 gr.

    Jesli chodzi o asesorow: TK postapil slusznie dajac czas na uregulowanie roli asesorow. Czy wyobrazasz sobie postanowienie odsuwajace asesorow od sadzenia ze skutkiem natychmiastowym ? Sady i tak sa zawalone sprawami i nie nadazaja z przerobem, a wiec ? Niezgodnosc z konstytucja to jedno (i TK wypowiedzal sie na ten temat), a zdrowy rozsadek i zapewnienie sprawnego funkcjonownania systemy sadowniczego to drugie. Obydwie sprawy sa wazne, ale tez wazna jest elastycznosc aby nie sparalizowac sadownictwa pochopnym rygoryzmem.

    Problem wlasnie na tym polega: ktos, kto nie ma studiow prawniczych wyrabia sobie latwo opinie, najczesciej bledne, gdyz w przedmiocie funkcjonowania systemu prawnego wiele rzeczy z pozoru ewidentnych ewidentnymi nie sa. Przeciwnie. Tak jak nasze zycie codzienne, tak i obrot prawny to zjawiska bardzo zlozne, daleko bardziej zlozone niz prosty Dekalog czy Kodeks Hamurabiegio. Zreszta wyrafinowanie prawne w sposobie analizy stanow faktycznych to nie nasz wynalazek, ale dziedzictwo rzymskie, bo z tego okresu wywodzi sie wiele konstrukcji prawnych, dzis okrzeplych i ewidentnych, ale wtedy, 2000 lat temu raczej dziwacznych i z pozoru sztucznych.

    Istnieje roznica z interpretacji czynu z art.148 oraz czynu z art. 158/159 (bojka/bojka z uzyciem broni). Roznica lezy w znamionach czynu i te sa inne w przypadku bojki, a inne w przypadku zbrodni zabojstwa. W bojce nie chodzi o zabicie, ale o pobicie, dlatego tez dodatkowa kwalifikacja jest dodana za uzycie w bojce broni. Ale tez: uzycie broni nie koniecznie wynika z tego, ze uzywajacy jej stanal do bojki z zamiarem bezposrednim zabicia przeciwnika. Liczy sie wlasnie zamiar bezposredni plus caly mechanizm psychiczny (motywacja) prowadzacy do popelnienia czynu. Jest on inny w przypadku art 148, a inny w przyadku art 158/159. Wlasnie na takich niuansach opiera sie prawo, a nie na przeswiadczeniach Jana Kowalskiego. Skazanie kogokolwiek z art.148 wymaga przekonywujacych dowodow na to, ze sprawca wypelnil WSZYSTKIE znamiona czynu opisanego w tym artykule. Zdaje sie, ze w przypadku tragedii w kopalni Wujek cos takiego byloby niemozliwe, ale gdyby istnialy takie dowody chocby wobec jednego z oskarzonych, to sad z pewnoscia wydalby taki wyrok. Byc moze nie ma w tym tak wiele z polityki, jak to zdajesz sie przypuszczac. Natomiast jesli juz, to zomowcy powinni calowac tych, ktorzy przyczynili sie do rozmycia dowodow, a zatem i sprawy tak, ze sad nie mogl ustalic dokladnej odpowiedzialnosci zadnego z uczestnikow, szczegolnie odpowiedzialnosci za smierc poszczegolnych gornikow. Innymi slowy: wszyscy strzelali, ale nie wiadomo kto strzelal z jakiej broni, bo akurat dane o numerach broni wydanych kazdemu z milicjantow zaginely, jak rowniez inne dokumenty pomocne w ustaleniu stanu faktycznego i lancucha przyczynowego tamtych zdarzen oraz tego, co po nich nastapilo.
    Wedlug tego, co czytalem o procesie i o ustalonym stanie faktycznym wydaje mi sie, ze wnioskowanie o odznaczenie Cieslaka powinno sie raczej traktowac jko zart niz jako powazny przyczynek do dyskusji.

    Sąd ustalił przy tym, że podczas starć między zomowcami i strajkującymi górnikami w „Wujku” nie doszło ani razu do bezpośredniego zwarcia grup. Według sądu, to kluczowe ustalenie dla oceny, czy milicjanci mogli postrzelić kogoś przypadkowo. Żaden z milicjantów nie doznał obrażeń na skutek postrzałów – zaznaczyła sędzia. Tym samym sąd obalił argumentację, zgodnie z którą życie i zdrowie zomowców było w starciach z górnikami bezpośrednio zagrożone.

    Kluczowym okresleniem jest tutaj Sąd ustalił , a wiec to, na co pozwolily materialy zgromadzone w sprawie. Przypominam, ze nie byl to sad kapturowy, i taki wyrok. Oskarzeni mieli obroncow, mieli do dyspozycji wszystkie dostepne srodki procesowe, z ktorych zreszta korzystano, o czym swiadczy historia procesu oraz rewizje wyrokow dokonywane przy roznych okazjach oraz intepretacja watpliwosci (tam, gdzie one wystapily) na korzysc oskarzonych. W tym swietle ewentualne odwolanie sie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka moze wniesc nie wiele nowego do sprawy.

    Przy okazji: Sad Najwyzszy oddalil wnioski o kasacje wyroku, a wiec musial uznac, ze sprawiedliwosci stalo sie zadosc biorac pod uwage caloksztalt przedstawionych dowodow w tej zlozonej sprawie. Byc moze tutaj roznimy sie w tym sensie, ze ja mam wiecej zaufania do sedziow oraz wymiaru sprawiedliwosci, a wiec daleki jestem od teorii, ze sprawe i wyrok „ustawiono”. Mozna miec swoje wlasne zdanie o sedziach, a nawet o ich strojach, ale generalnie rzecz biorac, jesli chodzi o wiedze oraz praktyke prawna, racja jest raczej po ich stronie, a nie po stronie tzw. ogolu.

    Co do reszty: mozemy roznic sie co do oceny osobistej Fundacji Helsinskiej, ale te roznice nie zmieniaja postaci rzeczy, ze akurat ich analizy co do polskiego wymiaru sprawiedliwosci dalekie sa od efekciarstwa i stanowia one ciekawy material do analiz. Procent niezadowolonych (44%): dla Ciebie to tragedia, dla mnie owszem – powod do zadumy, ale w kraju, gdzie czesto obowiazuje kargulowe postrzeganie wymiaru sprawiedliwosci (sad sadem, ale sprawiedliwosc musi byc po mojej stronie) nie jest az tak tragiczny rezultat.

    Innymi slowy: dla Ciebie szklanka do polowy pusta, a dla mnie – do polowy pelna. I na tym poprzestanmy.

    Pozdrawiam

  116. cala kupa liter i slow a obrazka ni sztuki.

  117. Cóż za felietony – ciągle pełne lęku i uniżoności. Daniel Passent nawet po wyżwoleniu zkomuny pozostał unizonym sługa Rosji i Zachodu pełen nieufności do Polski. I upomina się o naszą jakąs dziwna madrość – co to jest to przerabialiśmy juz w histori i jak się skończyło ? Moim zdaniem to fatalna filozofia na życie moze dobra dla ludzi , którzy przeżyli wojny holocaust komunę ale nie idee dla młodych polaków – Panie Danielu niech Pan przemyśli da spokój tym samobiczowaniem jako sposobowi istnienia Polaków w świecie

css.php