Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

3.01.2011
poniedziałek

Obce słowa

3 stycznia 2011, poniedziałek,

Aleksander Kwaśniewski w noworocznym wywiadzie dla Polskiego Radia (Program I, Jan Ordyński) zauważył, że modne są teraz trzy słowa: NARRACJA, EMPATIA i ASERTYWNOŚĆ.

Faktycznie, gdziekolwiek spojrzeć, trwa spór o narrację, o to, czyja wersja, czyje widzenie świata zwycięży. Najlepiej widać to po katastrofie smoleńskiej, którą każdy tłumaczy jak chce (a niektórzy – jak im wygodnie), ale zostawmy ten bolesny temat. Weźmy na przykład PRL. Trwa „narracja” IPN, telewizji (właściwie każdej), podręczników, wedle której PRL = samo ZŁO, areszty, bicie, okupacja, egzekucje, ZOMO, kłamstwo, cenzura, pięć lat czekania na paszport, dziesięć na telefon, dwadzieścia na mieszkanie, pięćdziesiąt na wolność. I to wszystko prawda! A obok tego, może mimo to, może wbrew tej narracji, trwa festiwal PRL. W muzeum ma być otwarta wystawa wzornictwa przemysłowego z czasów PRL, filmy i seriale cieszą się ogromnym powodzeniem, mimo, że były zakłamane, stanowiły opium dla ludu, mnożą się nostalgiczne książki („PRL na widelcu” – o jedzeniu i o „żywieniu”, świetna), każda nota biograficzna z okazji czyjegoś jubileuszu, pełna jest jego dokonań. Skąd się ta moda bierze? Wszak nie ma jednego źródła gloryfikacji PRL, nie ma żadnego instytutu pamięci PRL, nie ma telewizji ani innych mediów PRL, a niepoprawna politycznie legenda tamtych czasów żyje. Wystarczy przeczytać biografię Kaliny Jędrusik, o której na tym blogu wiele napisano, żeby zobaczyć, że życie nie było takie proste – Stanisław Dygat był represjonowany za podpisywanie protestów, ale lepiej jest pamiętana jego małżonka i jej dolce vita.

To tyle o narracji, a teraz – empatia. Tylu ciepłych słów i wyrazów sympatii, jakie kierowane są pod adresem Jana Pospieszalskiego – dawno już nie czytałem. Ogromne są pokłady empatii w światku politycznym. Mówi się, że Polak – Polakowi wilkiem, że wielka jest nieufność, nieżyczliwość, a okazuje się, że jest odwrotnie. Kiedy Grzegorz Gauden zwalniał Bronisława Wildsteina z „Rz” – pod oknami redakcji odbyła się demonstracja poparcia. Kiedy zwalniano Krzysztofa Skowrońskiego z Radiowej Trójki – to samo. Teraz, tylko dlatego, że Jan Pospieszalski ma stracić swój program i prowadzić jakiś inny – podnosi się alarm w obronie zagrożonej wolności słowa i pluralizmu. Jak gdyby programy i posady były dożywotnie. Marek Migalski apeluje, żeby pozostawić Pospieszalskiego, podobnie jak Tomasza Lisa i Monikę Olejnik (choć ta druga pracuje w telewizji prywatnej, a porównanie jej do Pospieszalskiego jest bez sensu). Zaś Bronisław Wildstein pisze: „Trudno sobie wyobrazić bardziej stronnicze postacie niż Monika Olejnik, Tomasz Lis czy Jacek Żakowski”, którego nazywa elegancko „funkcjonariuszem” mediów III RP. Jak widać, pokłady empatii są u nas ogromne, przynajmniej na prawicy, bo w czasie kiedy K. Czabański dyrygował Radiem, a Telewizją kierował B.Wildstein czy A. Urbański, lewica nie potrafiła wyprowadzić na ulice psa z kulawą nogą.

I jeszcze słówko o asertywności. W polityce zagranicznej ma ona oznaczać zdecydowana obronę polskich interesów narodowych, najlepiej w formie obrażania się, walenia pięścią w stół, czyli politykę w stylu Chruszczowa, który walił butem w stół ONZ. Za brak takiej asertywności trudno mieć do Tuska pretensje. Trudno mieć także za złe hamletyzowanie w sprawie systemu emerytalnego itp. Ale już w sprawie in vitro? Pomysł posła Tomczykiewicza, żeby rozpisać w Platformie ankietę (!) w sprawie in vitro, wydaje mi się dziwaczny. Odwagi i przywództwa można jednak od partii rządzącej oczekiwać. I więcej asertywności w sprawie kupowania głosów w Wałbrzychu też by się przydało. A w sprawie ewentualnej dymisji ministra Grabarczyka? Na pewno jego odwołanie nic by nie zmieniło, bo od tego by wagonów i lokomotyw nie przybyło, ale byłby to sygnał, że katastrofa kolejowa jest bardzo ważna, a nie średnio ważna. Zapewnienia, że w czwartym roku kadencji rząd zabierze się za porządkowanie sytuacji na kolejach brzmią niepoważnie. Ktoś powinien był ten kryzys przewidzieć i ostrzec naiwnych pasażerów. Premier Tusk rzadko jest asertywny, i to w nieoczekiwanych momentach. Ćwiąkalskiego zwolnił – Grabarczyka trzyma. Jacka Karnowskiego w Sopocie poturbował, a na temat ludzi Platformy w Wałbrzychu na razie milczy. Czasami trudno się zorientować, czy Donald Tusk gra w ataku czy w obronie…
Może w tym tkwi jego siła?

To tyle na temat trzech słów, które – dziwnym trafem – wszystkie są pochodzenia obcego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 259

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie Redaktorze,
    zapomniał Pan o KK który kocha wszystkich( empatia) , pod warunkiem, że są wyznawcą „jedynej prawdziwej religii”.
    Zbliża się kolejna wizyta księdza po tzw. kolędzie . Znowu się dowiem, że jako niewierzący, nie istnieję.
    A może mu coś zrobić, aby się przekonał, że to nieprawda?
    Oczywiście żartuję. Niech sobie o mnie mówią, co chcą.
    Pozdrawiam

  2. To nie jest dzisiejszy temat,bo bez słów obcych.
    Do:
    JKJK wpis z 23.12.2010
    Kalina Jędrusik „Przepraszam” do posłuchania i przypomnienia
    http://www.youtube.com/watch?v=-oP-EnVl_oE

  3. Myślę, że premier Tusk jest na tyle asertywny na ile może sobie pozwolić. A chyba na niewiele może sobie pozwolić, bo jak sobie przypominam, to ostatnio wykazał pokazowo silną asertywność jedynie wobec niejakiego Dawida Bratki – handlarza specyfikami łagodzącymi mękę życia w tej ponurej krainie. Z drugiej strony wykazując asertywność wobec Bratki wykazał brak empatii wobec jego klientow. To, że Donaldowi Tuskowi jest tu dobrze wcale nie oznacza, że równie optymistycznie są nastrojeni jego poddani.
    Poza tym jakiś innych przejawow asertywności nie widzę. Coraz cichsze są te jego slynne nerwowe fuknięcia, ktore nazywam „wzmożeniem moralnym”. Wręcz przeciwnie – daje się zauważać zagubienie premiera, brak wlasnego zdanie a nawet labilność psychiczna.
    Czasem się zresztą zastanawiam czy asertywnośc premiera tylko od niego zależy. Może ma tyle asertywności na ile mu nieznani nam ludzie pozwalaja? Mam nadzieję, że się już wkrótce dowiem kim są sternicy asertywności Donalda Tuska.
    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. JKJK
    U mnie dziś byl – mlody, zagoniony, nawet sledztwa żadnego nie probowal robic. Usiadł, chwilę pomilczał i powiedział – „Wie pan jak mnie te ludzkie lamenty już męczą …”. Rozczulił mnie tym. Warto mu bylo z nudow drzwi otworzyć.
    Pozdrawiam

  6. Spośród wszystkich obcych słów najbardziej obce wydaje się ‚przepraszam’.
    Wydaje się, bo oto red. Daniel Passent wypoczęty i przemieniony pobytem na Mazurach, wziął w końcu swój róg i zagrał cichutko dawno oczekiwany hejnał do odwrotu. Czyżby znak to, że po okresie upojenia przyjdzie okres trzeźwienia i ‚Polityka’ kiedyś wydusi z siebie pełnym głosem ‚przepraszam’ za Tusku, musisz!..? Z wpisu innego red. ‚Polityki’ „po sąsiedzku” wygląda na to, że nic tak nie wpływa na proces trzeźwienia, jak pobyt na Mazurach.

  7. JKJK,

    … i w ten sposób, przy okazji kolędy, Ty też będziesz mieć swoje trzy słowa magiczne:

    Narracja = słowo boże przy okazji wizyty po kolędzie;

    Empatia = już napisałeś w swoim wpisie;

    Asertywność = a spróbuj nie dać (albo daj za mało) za niechcianą wizytę, to się dowiesz jak wielki ładunek empatii buchnie nawiedzającego po kolędzie księdza. Szczęść boże ? Bóg zapłać ?

    NIe, Ty zapłać. 5 dych, albo i więcej.

    Pozdrawiam.

  8. Balladowa narracja
    Na obce słowa w naszym codziennym języku trafia się bardzo często i wręcz coraz częściej i wielkiej nie byłoby szkody, gdyby choć myśli wyrażały własne. Z narracjami na temat PRL różnie pod tym względem bywa, gdyż o treściach tych przekazów decydują nie tyle dawne już realia, co całkiem bieżące polityczne opcje. Stąd równie kategoryczne, choć wzajemnie przeciwstawne oceny formułują zarówno ludzie starsi, którym osobista pamięć najwyraźniej nie służy, jak i młodzież inspirowana wyłącznie opowieściami dziadków i to przeważnie nie swoich.
    W średniowiecznej satyrycznej balladzie syn powracający z rycerskiej wyprawy przywiózł oczekującej go matce nieprzyjacielską rękę zamiast obiecanej głowy, a wyjaśnił to stwierdzeniem: „Matko, nie miał głowy…”.
    Ze zwycięstwem nad PRL jest mniej więcej tak samo, lecz trofea nie wyglądają równie jednoznacznie. Wróg poddał się przed walką, więc większość zwycięzców nie zdążyła wziąć w niej udziału, w efekcie zdobyto nie to, o co walczono i trzeba było historyczną rangę tych wydarzeń uzasadnić jakąś narracją dodatkową, stworzoną specjalnie na tę okoliczność.
    Przesada, w którąkolwiek skierowana stronę, sama się w swym rozwoju sprowadza do absurdu. Jeśli był PRL krainą powszechnej szczęśliwości (narracja nostalgiczna), to dlaczego tak mało znalazło się chętnych, by go próbować bronić przed ostatecznym upadkiem? Jeśli zaś było to państwo wszechogarniającego krwawego terroru (narracja postsolidarnościowa), to jakież to przeciwstawne siły wewnętrzne zdołały je pokonać?
    Zwolennikami pierwszej w obecnej konfrontacji nie są bynajmniej beneficjenci poprzedniego porządku, lecz tzw. przeciętniacy doświadczani teraz całkiem realnymi przewnościami losu. Drugiej kibicują (mniej lub bardziej gorliwie) uczestnicy jak najbardziej wspólczesnej walki politycznej. To oni wykazują empatię wobec ich zagrożonych czymkolwiek przywódców i rzeczników. Przciętniacy takowych wciąż jeszcze nie mają.

  9. Prawdę mówiąc to obłuda Wildsteina jest niewyczerpalna.

    NIe tylko zresztą Wildsteina.

    Na onet.pl. Nelly Rokita żali się, że „…cały wagon śmierdział ubikacją”.
    I dalej: „Sytuacja na kolei jest koszmarna już od trzech lat”.

    Od trzech lat ??? Lato 2006 (a więc rządy PiS-u), ekspres „Malinowski” z Krakowa do Warszawy. Bilet za cenę InterCity, a w brudnym wagonie syf i smród taki sam, na jaki skarży się Rokita. Wstydziłem się przed gościem z Kanady, ale na szczęście gość rozumiał, że kraj na dorobku, i nie wszystko będzie błyszczeć od razu.

    Nelly ma chyba jakiś zadawniony uraz w związku z podróżowaniem transportem publicznym. Być może po Monachium. I pewnie stąd zaniki pamięci oraz horyzont, który skurczył się do zaledwie trzech ostatnich lat.

    Pozdrawiam.

  10. A może by tak o ZŁOTYCH ŻNIWACH
    jest rzeczownik jest przymiotnik o które trwała taka kłótnia.

  11. Kartka z podróży pisze:
    2011-01-03 o godz. 22:08
    Myślę, że premier Tusk jest na tyle asertywny na ile może sobie pozwolić. …Czasem się zresztą zastanawiam czy asertywnośc premiera tylko od niego zależy. Może ma tyle asertywności na ile mu nieznani nam ludzie pozwalaja? Mam nadzieję, że się już wkrótce dowiem kim są sternicy asertywności Donalda Tuska.

    Szanowny Kartko z Podróży

    Ja natomiast sobie myślę, że pewnie masz rację ale na pewno nie dowiesz się „kim są sternicy”.
    Wręcz przeciwnie, przypuszczam, że z tej żądzy poznania będziesz leczony już pewnie na tym blogu jako osobnik z aberracją w kierunku „spiskowej teorii dziejów”.

    Pozdrawiam, Nemer

  12. Obce słowa

    Szanowny panie redaktorze

    Pan pisal o biografii Kaliny Jedrusik a panscy zauroczeni o biologii.
    Co pana i ich laczy to wasza wspolna alergia na IPN.
    Moim zdaniem IPN jest instytucja sprzyjajaca polskiej demokracji.

    P.S.
    Kto byl szefem TPPR w „Polityce” jednoczacej proletariuszy wszystkich krajow?

    Slawomirski

  13. Magiczne „Obce słowa”, karierę w naszym medialnym narodzie/politycy, dziennikarze etc./ swój boom przeżyły już kilka ładnych lat temu.
    Ja bym nie dopatrywałał się w zauważalnym/!/ ich wykorzystywaniu większych odkryć w zdarzeniach , tymi słowami opisywanych.
    Dla mnie, takie „obnoszenie” się z takim słownictwem, to obraz prostego ewoluowania/jeszcze nie rozwoju/ w zakresie jednego pokolenia byłych zniewolonych…
    Żaścianek, po prostu ,zaczyna mieć potrzebę bycia cool, i ay to bezpiecznie osiągać -pogrywa trochę „trendy”…
    Jeśli chodzi o mnie, to może być np.tak
    1. NARRACJA- to jest np. zapewnianie nas ,że VAT będzie warunkowo/słowo bardzo narracyjne/ podniesiony, jeśli dług publiczny przekroczy 55%PKB. Cały czas nas się zapewnia, że dług puliczny jest poniżej 55%PKB a…VAT się podnosi
    2.EMPATIA- może się spełniać podczas podwyższania dopuszczalnych prędkości na autostradach, kiedy zawiesza się wiele przetargów na ich budowę
    3.ASERTYWNOŚĆ- to u nas tradycyjnie wspaniałe wiadomości o naszych gospodarczych perspektywach, których /perspektyw/ odbiciem są cięcia i podwyżki rządu…

    Z Noworocznymi pozdrowieniami ,Sebastian

    P.S. Pan Aleksander Kwaśniewski-to jedna z postaci naszego serialu politycznego, który ASERTYWNIE informował nas „widzów” o swoimv magisterium, EMPATYCZNIE błogosławił /z Siwcem/ ziemię ojczystą, oraz korzystał z takich figur NARRACYJNYCH, jak „choroba filipińska”…Wyciąganie zbyt poważnych odniesień z takich jego „spostrzerzeń” jak dzisiejsze tytułowe, może nie być KOMPATYILNE z charakterem naszego narodowego serialu medialno-politycznego. To są tylko takie dialogi , akurat tego momentu tego serialu. My-odbiorcy wszelkich takich dialogów- zawsze, zgodnie z naszą naturą, będziemy snuć swoje tych dialogów interpretacje. Nasze psychiki podpowiadają nam złudnie, że mądrze uczestniczymy w debacie pulicznej, a tak naprawdę , wykonujemy bezsensowną szamotaninę, jak byśmy wszyscy byli w pułapce intelektualnej bez wyjścia…

  14. Tusk nieasertywny

    Krótko odnośnie domniemanej asertywności premiera

    Dziś, tj 3 stycznia, w „Kropce nad i” premier dał się poturbować Monice, chwilami wyglądał żałośnie, bo zasady pijaru broń boże nie pozwalają wykazywać niepewności, a wobec problemu bałaganu na kolei, jak zauważył Redaktor, premier bezradnie zapowiadał, przyrzekał, że zabierze się już natychmiast za porządki (po trzech latach), co zabrzmiało jak próba ogrania widzów tanią obietnicą.

    Na żadne pytanie o machinacje z OFE nie odpowiedział wyczerpująco trzymając się jak pijany płotu zadanej przez pijarowców, a niestety niedouczonej wersji-opisie ingerencji w OFE w języku liberałów, w którym słowa uczciwość, pewność, solidność, restrukturyzacja, operacja, itp. są zwykle są ersatzem sedna problemu.

    Premier starał się mówić bardziej politycznie niż Zagłoba opowiadał o swoich zwycięstwach, niestety nie wyszło inteligentnie. Pijar przysłonił mu siebie. Wypadł sztucznie, odpychająco, nie żwawo, pasywnie, ściemniająco. Najwyraźniej Donek do pijaru nie ma serca. Niech lepiej wraca do siebie, bo się stanie kukiełką.

    Wychłostam również prezydenta. Rzeczywiście jego kilkanaście ostatnich zachowań i wypowiedzi świadczy o jego zuchostwie, skłonności do gawędziarstwa, niekiedy etnocentrycznego, dydaktycznej wylewności, słabego wyczucia politycznego metrum na rynkach światowych i o niedostatku jakiejś adekwatnej do urzędu formy, chociażby pijarowsko wyćwiczonej.

    Na obronę premiera powiem, że w „Kropce nad i” uczciwie przyznał, że odebranie części składki od OFE służy zmniejszeniu deficytu budżetowego
    Monika nie dała mu dokończyć – co dalej ze ściągniętymi pieniędzmi do ZUSu, czy będą waloryzowane, czy może inwestowane, czy zostaną natychmiast wydane na dzisiejszych emerytów, a dług pozostanie do spłacenia, choć nie będzie zaksięgowany?

    Skomplikowana sprawa technicznie, politycznie, społecznie, empatia i asertywność niezbędna.

    Pzdr, TJ

  15. Oj @Kartko, podobno nie jest aż tak źle w sferach zbliżonych do Tuska, bo jak wieść świeża niesie, wciąga się tam i wlewa. Ironią losu jest, że wciągający i wlewający postrzegani są jako kompetentni ludzie.
    W tym małym jak na razie skandaliku wyszła na powierzchnię asertywność indagującego i indagowanej. http://www.tvn24.pl/2403147,28377,0,0,1,wideo.html
    Skoro było o asertywności, to teraz trochę o empatii, która jednak trwała tylko do momentu ogłoszenia wyników wyborów samorządowych w Wałbrzychu, skutkiem czego darzeni tym uczuciem nabywcy głosów dla pryncypała, zostali przez niego wykiwani.
    Narrację zapewni nam z całą pewnością Tomczykiewicz, o ile usłużne media uznają, że jeszcze nie czas na reklamę innego proszku do prania.
    Nie wierzę w spiski, ale cosik mi się wydaje, że właściciele OFE nie darują Tuskowi uszczuplenia ich portfeli.

  16. Donal Tusk nie ma łatwo – musi dziś być Gorgoniem, Lato i Lubańskim zarazem, musi bronić oraz skutecznie bramki strzelać, także z zaskoczenia, np. rogalem wprost z kornera, albo nagle zaatakować z obrony. Jednak daje radę, to dobry piłkarz, wszechstronny.

    Widziałem dziś Tomasza Grossa w telewizorze, u p. Lisa, i wszystko nagle stało się jasne. Wybaczam mu jego obce sensowi oraz prawdzie słowa, gdyż teraz już mam absolutną pewność, że jest niewinny, a nawet na swój sposób święty, nie wie bowiem biedaczysko, co mówi i czyni – to jest bez wątpienia człowiek wybrany, pod ochroną samego św. Walentego, jak każdy jemu podobny.

    I pomyśleć, że jeszcze wczoraj chciałem zakładać witrynę internetową: http://www.grossdopierdla.pl i wytoczyć mu proces o znieważenie narodu polskiego. Skrzywdziłbym nieszczęśnika niechcący…

    Ciekawa rzecz i tajemnicza: wkrótce po programie pojawiła się migawka z p. Prezydentem, który mówił zupełnie a propos u górali, choć Grossa nie mógł tam przecież widzieć, że chciałby upolować takiego wielkiego jelenia, jak niegdyś św. Hubert. jakiś przekaz telepatyczny, czy co..?

  17. I jeszcze ta DYWERSYFIKACJA. Tu:roznica miedzy prymitywnym politykierem a czlowiekiem myslacym i mowiacym normalnie. Moze to nie na temat ale tez irytuje

  18. Obce slowa ale jezyk swojski ;
    „Patrząc na ten film wiedziałam, że obserwuję urzędników wolnego państwa polskiego, w momencie, kiedy to państwo jeszcze istniało, bo ja mam wątpliwości, czy dzisiaj z takim wolnym, suwerennym państwem wciąż mamy do czynienia. Jest dla mnie wielkim zaszczytem, że obejrzałam ten film w obecności premiera tego wolnego niezawisłego państwa, które jak wierzę – będzie miał jeszcze kiedyś szanse to państwo odbudować – „

  19. Ad 1: podobnie jak nostalgiczna fala dopada obywateli III RP,
    tak samo identyczne trendy można zaobserwować w nowych
    Landach BRD. Niegdysiejsi DDR-owcy, już od dłuższego czasu z zapałem godnym lepszej sprawy, szaleją po wszelkich wystawach związanych
    z ich minionym „rajem utraconym”. Rekordy obrotów finansowych
    na gadżetach i przedmiotach codziennego użytku, osiągają handlarze
    staroci na wszelkich flohmarktach (targowiskach staroci) na terenie nie
    tylko dawnego DDR-u, ale i w Landach zachodnich!
    Moda, nostalgia, kuriosum ? Sam diabeł wie!

    Ad 2:empatia, magiczne słowo które oznacza i współczucie, i współ- rozumienie, a i po prostu litość. Najciekawsze w tym wszystkim to to, że
    w tym Narodzie działa zawsze wtedy gdy osobnik dotychczas rugowany
    i opluwany, traci nagle stanowisko lub znaczenie. Zjawisko Dopplera?
    Fala wysłana (umowny „-„) musi po odbiciu od przeszkody powrócić z tą
    samą wartością ( umowny „+”) do tegoż samego odbiorcy ?
    Niekoniecznie, ale tak to funkcjonuje w polskim społeczeństwie – do tej
    pory potępiany, opluwany – nagle staje się obiektem współczucia i masowej obrony. Cecha narodowa, „automatyzm polski”, kod Piasta Kołodzieja ? Sam diabeł wie!

    Ad 3: asertywność, czyli: „w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych. Jest to umiejętność nabyta.” (Wikipedia).
    Pełna gama: Rydzyk, Brudziński, Kempa, Fotyga, Macierewicz, no i
    gwiazda nad gwiazdami czyli Prezesiątko Sekty J.Kaczyński.
    To taka typowo polska odmiana asertywności, ale po cóż nam więcej ?
    Sam diabeł wie!

    Panie Danielu, pisze Pan na zakończenie:
    „To tyle na temat trzech słów, które – dziwnym trafem – wszystkie są pochodzenia obcego. ”
    No tak – pochodzenia obcego, ale jak dobrze zadomowiły się w tym
    naszym społeczeństwie! Widać „polski czarnoziem” im dobrze służy.
    A czemu ? Sam diabeł wie!

    Pozdrowionka.

  20. @staruszek pisze:
    2011-01-03 o godz. 17:16
    (jeszcze z poprzedniego wpisu Gospodarza)

    Ależ staruszku! Jam Cię w pełni zrozumiał! To co napisałem było tylko
    gwoli wyjaśnienia i „samoobsypu” popiołem (szarym, z natury).
    Przecież ja dokładnie wiem, że z takiej gęsi to nie tylko pierze się ma!
    Z takiej gęsi ma się przede wszystkim smalec !
    No, raz się zdarzyło że z takiej gęsi i jej współsióstr, a i współbraci też,
    miało się ratunek Rzymu. Ale po tym ratunku, Rzymianie urządzili taką
    balangę, że ino pierze fruwało (z gęsi) i smalec topiono (z gęsi), nie
    mówiąc już o pieczystym (z gęsi).
    Sytuacja w tej kwestii jest dokładnie taka sama, jak ze słoniem:
    nie dośc że ów słoń jest bodaj najlepszym specjalistą/sprzedawcą w
    składach porcelan wszelakich, to na rynkach światowych jest świetnie
    notowany jako najlepszy, najdoskonalszy i bodaj jedyny dostawca
    doskonałych gatunków słoniny!
    Czego więcej chcieć? No, chyba że ambrozji !
    Ale to już jest zajęcie dla Ambrożego i jego współimienników.
    Na zakończenie, dowcip za dowcip (produkt własny mój):

    Spotykają się na ulicy dwa mózgi (ludzkie). Ten pierwszy gładki i
    porządnie „ułożony”, pyta tego drugiego:
    – Hej, hej, a coś ty tak dzisiaj pofałdowany, pomarszczony ?
    Drugi odpowiada:
    – Ach, bo najpierw wynalazłem gwóżdż …
    – No stary! to chyba dobrze ?
    – Niby tak, ale zaraz potem wynalazłem ścianę – mówi ten pofałdowany.
    – No to już prawie bomba – dwa wynalazki w jeden dzień? czegoż chcieć
    więcej? – powiada ten gładki.
    – Niby tak, ale za cholerę nie mogę nic wymyślić , czym ten przeklęty
    gwóżdż wbić w tą, diabli nadali, ścianę !
    Na to rzecze ten wygładzony, z wyrażnym oburzeniem w głosie:
    – No wiesz ty co! w życiu bym nie przypuszczał, że taki z ciebie młotek!

    Tak to drogi staruszku: „Wszystko płynie” !
    „Panta rhei kai ouden menei”.
    A może tylko Rej. Ten z Nagłowic.

    Pozdrowionka.

  21. Witam Panie Danielu w Nowym Roku i skladam najlepsze życzenia Panu i wszystkim Blogowiczom. Gratuluję tego wpisu bo to zapowiedź, że będzie warto czytać pana blog no i kupować POLITYKę. Jeśli chodzi o premiera Tuska to zdecydowanie gra w obronie ( nic nie odkryję bo Ćwiąkalskiego i system emerytalny już Pan poruszył) no i pozostaje takim grajacym managerem. Wczoraj w RMF słuchłem wywiadu z premierem Bieleckim, który jest doradcą premiera. Było dużo analogii do świata pilki nożnej. Ale kiedy pan Bielecki tłumacząc konieczność praktycznej likwidacji systemu emerytalnego opartego na OFE zaczął nazywać londyńskich bankierów spekulantami w pejoratywnym sensie we mnie odżyły wspomnienia z PRL i pomyślałem sobie może reaktywują takie trójki chłopsko-robotniczo-policyjne żeby sprawdzić czy przypadkiem w związku z podwyżką stawki VAT sklepikarze-spekulanci za bardzo nie podwyższyli cen. To żart oczywiście bo wolny rynek i konkurencja skuteczniej działają niż kiedyś ” siepacze” Jaruzelskiego i Kiszczaka. Vat obecnie wzrósł ale biedni przedsiębiorcy będą musieli go zapłacić z własnych prowizji bo na wolnym rynku nie ma miejsca na wzrost cen ( nie dotyczy paliw). Pozdrawiam

  22. Większość polskich wyrazów jest pochodzenia obcego, z jakieś 90 %.
    JKJK!
    Przyznaję, że wiecznie jeździłem autostradami w kierunku Alp i Lotaryngii, w życiu samochodem nie byłem na północy Niemiec. A trzeba podkreślić zasadę Sobiesława Zasady – „Bezpieczna prędkość”, w tej książeczce Szymon Kobyliński narysował stary samochodzik z napisem „45 km/h” i superszybki samochód z napisem „200 km/h”, a rysunek był podpisany „Obydwaj jadą z szybkością bezpieczną”. Jak szosa się nie nadaje na szybką jazdę, to normalny człowiek tak nie jedzie. Spróbuj przedrzeć się z Austrii do Włoch z mniejszą szybkością, przecież to jest bez sensu.

  23. Szanowny panie redaktorze

    Czy slowa radzieckich wykladowcow byly to „Obce slowa” czy swojskie?

    Slawomirski

  24. Znowu zaskoczyl mnie Gospodarz nowym wpisem. Na kanwie jego

    „trwa spór o narrację, o to, czyja wersja, czyje widzenie świata zwycięży. Najlepiej widać to po katastrofie smoleńskiej, którą każdy tłumaczy jak chce (a niektórzy – jak im wygodnie)”

    ja nastepujace rozwazania przytaczam. Pomimo nawolywan do pozostawienia tego bolesnego tematu w spokoju.

    POMROCZNA BYLEJAKOSCIA STOI.

    Do tej konkluzji musi dojsc kazdy, kto slucha opowiesci o “wielu przyczynach” katastrofy smolenskiej. Ukul te brednie, nawet mozna sie domyslic z czyjego nadania, p. plk. E. Klich zaraz po tragedii. I premier jego rzadu do dzisiaj to powtarza, wciskajac Putinowi i Miedwiediewowi kit o “wspolnej odpowiedzialnosci”. Hadko sluchac, jak kiedys mowiono na Kresach.

    Ciekawsze natomiast stanowisko zajal ostanio p. byly minister W. Kuczynski. Popelnil on na swoim blogu taki tekst:

    “Prof. Kuźniar w piątkowym TOK FM powiedział, że smoleńsk był zbiegiem wielu przyczyn. To banał. Każde zdarzenie jest takim zbiegiem, a wyliczanka nie wyjaśnia lecz ukrywa prawdę. I po to bywa. Zdecydowało „odebranie sterów statku” załodze, by prezydent był na czas w Katyniu i zgoda załogi na tę uzurpację. Pod presją obecności prezydenta padł formalny system kierowania statkiem i dlatego napotkano brzozę.”

    Co panu ministrowi wyszlo z tego antybanalu, to nastepny banal. Bo on sie wplasowal w sama koncowke zaleznosci przyczynowo-skutkowych, ktore spowodowaly katastrofe. On pominal, jestem przekonany, ze celowo, wszystko to, co nastapilo zanim odebrano stery zalodze. A wiec najwazniejsza przyczyna, czyli pozwolenie na poroniony, na pol gwizdka organizowany “lot na Katyn” 10 kwietnia, zostala szurnieta pod dywan. Bez tego szurniecia pod dywan musialby cos powiedziec o bylejakosci popisowskiej. Nie tylko wiec pisowskiej. A tego juz p. b. minister nie mogl z siebie wydusic. Obiektywizm nie byl nigdy jego najsilniejsza strona.

    Ja bym zas poszukal jeszcze praprzyczyny, dla tej prawdziwej przyczyny.
    Praprzyczyna, czyli zrodlem smolenskiej bylejakosci naszej, byl on sam, pan b. minister, oraz doradca premierow RP. To on bowiem wymyslil Kaczynskich, jak przypomniano w swiatecznej “Polityce”. A nie bylo wiekszej bylejakosci nad Kaczynskich, w naszej w bolach rodzacej sie demokracji. To bylo widac, slychac i czuc na odleglosc. Panu Kuczynskiego zawiodly wszystkie trzy zmysly. W rezultacie, musialo dojsc do katastrofy.

    Takim to rezultatem moze zaowocowac kiepska rada kiepsko ASERTYWNEGO (!) doradcy premiera. Na pocieszenie mozna tylko rzec: pelno takich w polskim realu.

  25. Szanowny panie redaktorze

    Czy slowa towarzysza Rakowskiego byly to „Obce slowa” czy nie?

    Slawomirski

  26. Szanowny panie redaktorze

    Czy slowa redaktora Passenta ze w Rosji jest demokracja to sa „Obce slowa” czy nie?

    Slawomirski

  27. Szanowny panie redaktorze

    Czym sie rozni cytowanie Kwasniewskiego od cytowania Kowalskiego?

    Slawomirski

  28. Jakoś nie mogę zapomnieć Kwaśniewskiemu, że podpisał
    Konkordat. Paru innych rzeczy też. „Głodziowd.połaz”.

  29. Szanowny panie redaktorze

    Pan o empatii a ja mam przed oczami Urbana dzielacego sie z panem kromka chleba.

    Slawomirski

  30. cd.
    Kuczynski, z sobie tylko znanych powodow, wskazal Lecha Kaczynskiego na ministra sprawiedliwosci. Nikt nie wie dlaczego pan doradca wybieral i wskazywal miernoty na najwyzsze stanowiska panstwowe. Moze sie ta przypadlosc wziela z Okraglego Stolu? Tam tez zwykla nasza bylejakoscia nowa Polske budowano. Az ten pokrecony, byle jaki mebel madrzy ludzie do kata wepchali i zdroworozsadkowo przez jakis czas rzadzili. Bylejakosci i nasarmateryzmu rodacy nigdy sie jednak nie wyzbyli i skutecznie do ladowania w lasku smolenskim dazyli.

    Na moment wypchniecia brata blizniaka do gory tylko czekal Genialny Strateg. Podczepiwszy sie pod taki wypych, niczym lajno pod krowi ogon, JK nie popuscil w niczym. 10 kwietnia skierowal na Katyn, wedle swojego, jemu tylko znanego azymutu, 96 przedstawicieli narodu. Na azymut nie dalo sie, niestety, w Smolensku wyladowac. Tyle to nawet p. b. doradca premierow potrafil ostatnio wydedukowac. Troche jednak jakby za pozno. Niestety.

    Co go, nawiasem mowiac, stawia ponad ok. jednej czwartej narodu. Do dzisiaj wierzacej w teorie spisku i udanego zamachu na zycie Najlepszego Prezydenta.

    Tych nie widzacych miernoty tego wszystkiego co soba reprezentuje prezes Kaczynski i jego kaczyzm, jest, wydaje sie, o wiele wiecej niz jedna czwarta. To jest tajemnica, oraz wytlumaczenie, naszej bylejakosci narodowej. Bez niej KK nie mialby najzyzniejszego w swiecie „Bozego Poletka” nad Wisla wlasnie.

  31. Obce słowa

    Ta koncepcja ogranicza poznanie i dzieli ludzi.

    Slawomirski

  32. Wracajac do tematu dyzurnego, taka rozmowe z chrzesniakiem na nowo przezywam.

    – Chrzesny, Kaczynski naprawde byl najlepszym prezydentem.

    – No a co On takiego najlepszego zrobil?

    – Wszystko, co udalo Mu sie zrobic przez 4 i pol roku, bylo lepsze i wazniejsze niz dokonanania jego poprzednikow. Absolutnie wszystko!

    – A konkretnie, co?

    – Konkretnie, to nie wpuscil na palace zadnych niedomytych Wachowskich. Nie obalal zadnych rzadow bez daj racji. Nie podpieral sie lewa noga, niby dla utrzymania rownowagi. Nie miewal chorob filipinskich. Te niby malpki i naduzywanie alkoholu to zwyczajne klamstwo. Nie tworzyl fortuny pod nazwiskiem zony. Nie…

    – Czekaj, czekaj. Ja nie kazalem ci wymieniac czego On NIE zrobil. Ja prosilem o konretne przyklady Jego dokonan. Tych, ktore uczynily Go najlepszym prezydentem RP.

    – Toz ja wlasnie je wymieniam. Dopiero prezydent Kaczynski pokazal, ze prezydentowi pewnych rzeczy nie przystoi robic. Jego poprzednicy swoim postepowaniem i zachowaniem tylko osmieszali kraj.

    – Przeciez mowi sie, ze to dopiero Kaczory zaczely na calego osmieszac kraj. The Terrible Twins i tak dalej. rozmawialismy o tym. Wszystko co bylo nas osmieszajacego za czasow jego dwoch poprzednikow to maly pikus w porownaniu do wyczynow blizniakow. Nie bylo tak?

    – Chrzesny, to wroga propaganda pelowska. Jesli chrzesny takie bzdury czyta to o czym my rozmawiamy.

    – Myslalem, ze rozmawiamy o dokonaniach prezydenta Kaczynskiego.

    – Niech Chrzesny wymieni wielkie dokonania Jego poprzednikow.

    No i tak doszlismy do “a u was Murzynow bija”. Wielkosc prezydentow odrodzonej, wolnej Polski dalej pozostala niezglebiona.

  33. Kropka nad „i” bylejakosci naszej, nowoczesnej ciag dalszy. Ze Monisia Olejnik tego tematu jeszcze nie dopowiedziala do konca to dziw nad dziwy.

    1. Byle jaki byl „Okragly Stol”. Tam „na sarmater” gorowalo nad „jak my to zrobimy”. Wygralo „jakos to bedzie”.
    2. Byle jakie byly wybory 4 czerwca 89. Urban przegral a mial wygrac!
    3. „Solidarnosc” wziela wladze byle jak. Bo nawet jej nie chciala jej brac! Co by nastapilo w swiecie, gdyby tej wladzy Mazowiecki odmowil, strach bac sie. Tam moglo nie byc Roku Cudow! Na szczescie, Mazowiecki nie odmowil. And the rest is history.
    4. Dalszych rozwazan historycznych powinni dokonac eksperci blogowi. Zapraszamy!

  34. Zadno z tych; NARRACJA, EMPATIA i ASERTYWNOŚĆ nie pasuje do dyktatora Donka Tuska. Dyktator Donek Tusk to NIEMOTA. Manipulaowal i cwaniakowal, zdobyl wladze absolutna i nie wie co z ta wladza zrobic. Bo historycy nie interesuja sie przyszloscia. Dyktator Donek Tusk marnuje czas i poglebia kryzys.

    To Tusk jest odpowiedzialny za kryzys na PKP. To on decyduje o poziomie inteligencji na kazdym szczeblu zarzadzania krajem. PKP jak kazda z instytucji pod kontrola panstwa to przedewszystkim parking dla paryjniakow. Na pewno rowniez maja ksiezy kapellanow.
    Niedawno zostal powolany nowy prezes PKP. Oczywiscie paryjniak PO a o jego specjalistyczniej wiedzy nic nie napisano. Nie bylo konkursu.

  35. Narracja:
    Nie ma się czym przejmować. W Sylwestra miałem przyjemność podróżować z młodzieżą pociągiem. Trochę posłuchałem ‚narracji’, wbijanej w szkołach do głów, ale przefiltrowanej przez młodzieżowe widzenie świata, wysłuchałem. Nie o PRL było, ale o Oświęcimiu, Holokauście i wojnie.
    „I zrobił [PAK: uczeń podczas wycieczki do Oświęcimia] przed Ścianą Śmierci Sieg Heil — szacun!”
    „I trzystu uciekło [PAK: z Sobiboru], choć było stu strażników — pełny szacun!”
    „I poszedł do sklepu z mundurami, by sobie zamówić mundur SS na wycieczkę do Oświęcimia — szacun!”
    „Ale papież powiedział Stalinowi by nie burzył Krakowa, i Stalin posłuchał i zakazał Żukowowi — taki miał szacunek do papieża!”
    Można być więc zupełnie spokojnym, że to co zostanie w głowach będzie mieszanką niezrozumiałą różnych narracji, mało mającą wspólnego z rzeczywistością.
    (Gwoli sprawiedliwości — ta sama młodzież, sztubacko odreagowująca wizytę w Oświęcimiu twierdziła, że po jakimś czasie ogrom zbrodni do nich dotarł.)

    Empatia, Jan Pospieszalski i asertywność:
    Mam pełną empatię, ale też empatii asertywnie wymagam. Skoro misja mediów publicznych obejmuje niesienie zrozumienia świata przez widzów i słuchaczy, to program Jana Pospieszalskiego należy uznać za antymisję, która zrozumienie świata oddala.
    A skoro tyle misji, co abonamentu, to może i odwrotnie — tyle abonamentu co misji, a w przypadku antymisji abonamentu płaconego przez media publiczne widzom?
    Ja mogę nawet Pospieszalskiego oglądać, byle mi KRRIT za to płaciła i ubezpieczyła na wypadek wypadku przy oglądaniu telewizji, polegającym na zgłupieniu.

  36. PAK, 12.50. Szkoda, że mądre słowa Prusa potraktowałeś tak frywolnie. Szczególnie we fragmencie o odkryciach i wynalazkach. W zakończeniu swej „Kroniki” Prus pisze; A jednak wiele dałbym za to, ażeby dowiedzieć się choćby w najogólniejszych zarysach, jak będzie wyglądał świat ucywilizowany w ogóle, a nasz kraj w szczególności, na początku dwudziestego pierwszego wieku, czyli w roku 2001″ Mógłbyś mu opisać i wyjaśnić przy okazji znaczenie wielu nowych słów. Oto kilka dla przykładu:
    Aktywa
    Bańka spekulacyjna
    Conduits
    Deregulacja
    Dysonans poznawczy
    Dźwignia finansowa
    Fundusze hedgingowe
    Krótka sprzedaż
    Księgowość pozabilansowa
    Margin trading
    Prawo poboru
    Rekapitalizacja
    Strukturyzacja finansów
    Subprime
    System Pnziego
    TARP
    TED spread
    Zrestukturyzowany dług

  37. Torlin,

    aby zakończyć dyskusję o szybkości bezpiecznej, autentyczna historia.
    Droga Tarnów-Kraków. „Na ogonie” siedzi mi samochód dostawczy, tak, że nie widzę jego tablic rejestracyjnych. Szybkość ok. 110km/h. Postanowiłem zatankować, aby on sobie pojechał dalej. Okazało się, że on także tankuje.
    Przy kasie pytam się, czy wie, że dobre samochody mają wspomaganie hamowania i nawet nie zdąży zareagować, gdy ja przycisnę gwałtownie hamulec. On mi na to: oni mają bardzo dobre ubezpieczenie.
    I co Ty na to?
    PS. W RFN swego czasu robiono (może dalej robią?) akcję zachowania tzw. bezpiecznych odstępów. Na wiadukcie były ustawione kamery, a na jezdni namalowane białe pasy, ułatwiające ocenę odległości między samochodami.
    Wiesz dlaczego to robiono? Bo zbyt często samochody, przy gwałtownym hamowaniu, wpadały na siebie.
    To, że Ty będziesz „dobrym kierowcą” nie oznacza, że ten za Tobą jest także świetny.

    Pozdrawiam

    Jacobsky, Kartka z podróży,

    Co roku mam ten sam dylemat: dyskutować i bronić swoich poglądów, czy dać sobie spokój.
    Po jednej z dyskusji, mam rodzinny zakaz odzywania się w czasie duszpasterskiej wizyty.

    Może w tym roku znowu podejmę próbę?

    Ściskam

  38. My dalej nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak smieszni sa nasi wladcy. I jak, mimo wszystko, kraj dobrze na tym wychodzi.

    – Czy to nie wasz prezydent byl za a nawet przeciw?

    – Nasz. Dzieki temu Polska rosla w sile a ludzie zyli dostatniej. W dwadziescia lat po ogloszeniu tej polityki narodowej przez jego komunistycznego poprzednika.

    – Czy to nie u was dwukadencyjnym prezydentem byl byly minister w komunistycznym rzadzie Rakowskiego? Na dodatek, pijacy jak gabka?

    – U nas. On do dzisiaj butelki nie odstawil. To tylko stad sie bierze jego poparcie w narodzie.

    – Czy uroczystosc zaplanowana na 10 kwietnia nie miala byc kasacja pojednawczej z Rosjanami uroczystosci z 7 kwietnia?

    -. Miala byc. I dlatego sie nie odbyla. Tego jednak nie mozemy juz sobie przypisac jako nastepne osiagniecie narodowe. W Smolensku bowiem o tej kasacji zadecydowal los. Nasza przyslowiowa madrosc historyczna nie miala z tym nic wspolnego. Nie wszyscy w to chca uwierzyc. No bo gdzie sie podzialo nasze dobre wychodzenie na wlasnej smiesznosci?

  39. Jeszcze o „reformie” emerytalnej.
    Jest ona typowa dla tego rzadu i najlepiej mozna ja okreslic slowami piosenki: „chcialabym , a boje sie”. Na choryzoncie pojawiaja sie liczne poprawki do i tak juz kunktatorskie reformy. Calym jej efektem bedzie niewielka spadek doraznych doplat z budzetu do ZUS-u, a przedewszystkim dalsza komplikacja systemu emerytalnego i gwarantowanie wzrost biurokracji.
    Ale czy to rzeczywiscie jest tym, co powinien gwarantowac system emerytalny ?

  40. Obywatele, zacznijcie być asertywni !

    1. Konstytucja RP
    Art. 104. 1. Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców

    więc karanie posła za nieprzestrzeganie dyscypliny głosowania klubu jest przestępstwem !!

    marszałek sejmu bezpośrednio jest karnie odpowiedzialny za zaniechanie działania mające na celu realizację ochrony posłów przed przestępczym przekroczeniem uprawnień przez osoby ich karające ( przewodniczących klubów lub rzeczników dyscypliny a najlepiej obu )

    UZASADNIENIE
    uprawnienie to ( niezależność ) jest związane ze stanowiskiem POSŁA i sprawujący tę funkcję nie ma uprawnień do dysponowania tym prawem a wszyscy są zobowiązanie do przestrzegania tego uprawnienia.
    PS
    10 stycznia 2010 wysyłam pismo w tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich

  41. Taktyka posmoleńska

    Kilku blogowiczów, m.in. orteq bardzo się obrusza na lansowanie w mediach taktyki interpretacji katastrofy smoleńskiej polegającej na zawiązaniu i rozpowszechnianiu dogmatu mówiącego, ze każda katastrofa ma wiele przyczyn i dlatego nie może być wskazana jedna główna, podstawowa, to by było nierzetelne.

    Otóż, o dziwo taka metoda jest wygodna dla wszystkich zainteresowanych stron, zarówno dla tych, którzy zdejmuje winę z dysponenta lotu i pilotów, jak i dla tych którzy lansują zamach, jak również dla tych, którzy plasują przyczyny daleko w tyle, w fazie remontowej, szkolenia pilotów i organizowania lotu, dla prokuratorów i adwokatów.

    W ten sposób publiczność może zostać zasypana gradem przyczyn, uwikłana w tłumaczeniach w skomplikowane techniczne i prawne uwarunkowania, opleciona niekończącymi się łańcuchami przyczyn i skutków, co z pewnością uczyni ją głupszą niż przed wypadkiem.

    Moim zdaniem jest to chytry, cwany, typowo krajowy sposób postępowania – palić głupa, rżnąć fachowca, specyfikować w nieskończoność potencjalne podejrzenia, wyrażać racjonalny sceptycyzm, dyskretnie zapraszać do winy ICH.
    Mieszanina niby empatii, niby asertywności, narracja pozorna, niby racjonalnie błądząca po dziesiątkach prawdopodobieństw a rozcieńczająca i kawałkująca winę na setki fragmentów.

    Piloci (czy mieli akceptację dysponenta?) wprowadzili samolot w gęstą mgłę podejmując manewr lądowania, nie mając zgody na przyziemienie od wieży, ani od przepisów.
    Nie udało się. Konsternacja i zawód w kraju, niby troskliwe, a głupie i bezczelne komentarze szeptane po kątach w sąsiedztwie politycznym.

    Nie ma wyjścia. Metoda krajowa domaga się natychmiastowego odreagowania, więc pisowska masa idzie w zamach.

    Rządząca wierchuszka pół roku kalkuluje po czym uznaje również, że metoda krajowa jest niezastąpiona i zaczyna po odreagowywanie od rozcieńczania przyczyn, jakoś dziwnie w kierunku od siebie.

    Topienia w zaprzeczeniach, zapieraniach, dywagacjach problemu, to staropolska choroba. Z niej wyrosło pieniactwo, warcholstwo i przekonanie, ze my nie winni, tylko ONI, a jeśli nie da się w żaden sposób zwalić na ONYCH, to jest jeszcze Opatrzność, która podarowała nam ten cudowny, męczeński czyn, aby nas wzmocnić, aby krew przelana nie została na próżno.

    Gdzie tu jest asertywność, empatia? Otóż staropolski wokabularz nie zawierał tego rodzaju pojęć. Możliwe było tylko – ONI lub siły wyższe. Nigdy my. W ten sposób rodziła się tradycja egocentrycznego, etnocentrycznego rozumienia świata przez krajan.

    Proszę pamiętać o tym, że przejaskrawiam i nie sądzić, że jestem za natychmiastowym rozstrzelaniem Tuska et consortes.

    Pzdr, TK

  42. Cóz tu pisac Aleksander Kwasniewski jest inteligentnym człowiekiem, cóz który nieraz trafnie opisuje życie publiczne, czy politycznie, cóz polityka, jest dla ludzi, ambitnych, majace własnie zdanie i opinie, dla ludzi niezaleznych,
    dla ludzi myslacy, cóz bardzo lubie program Faktypofaktach, T EN PROGRAM TRAFNIE OPISUJE NASZA rzeczywistośźć, ciekawy goście, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia o aktualnej sytuacji, mozna dyskutowac czy pioziom dziennikarstwa Justyny Pochenko, jest na tyle dobry, zeby realizowała z Kamilem Durczokiem, cóz tu pisac chyba dlatego występuja na zmianie, zeby się nie soba w konflikcie, w sporze, który bywa trudny, jak zycie jest skomplikowanie,w tym programie występuja rózny ludzie, od prawicy do lewicy, cóz debata o naszej emeryturach, czyli o zmianie ustawy o OFE jest nawet ciekawa dyskusja, cóz tu pisac muzeum o PRL brzmi ciekawe, po warunkiem, ze to tylko historie, nie ma nic wspólnego z obecna sytuacja polityczna,
    polska polityka moze potrzebuję świężości, nowego powietrza
    cóz nowych sensowych pomysłow jak ustawa o żłobkach , i PROGRAMÓW OPINIOTWÓRCZYCH jak Rozmowy Rymanowskiego, który przedstawiaja punkty widzenia róznych lludzi, róznych polityków, róznych partii, cóz tu pisac Monika Olejnik jest dobrą dziennikarką i na tym skończę
    pozdrawiam serdecznie

  43. JKJK,

    „nie lekajcie sie” – tak zwykl mawiac JPII, a wiec zacytuj papieza bojazliwej rodzinie i podyskutuj sobie.

    O ile bedzie z kim dyskutowac, ale to zalezy chyba od parafii.

    Co do limitow szybkosci to pelna zgoda. Kiedy ktos mi uparcie siedzi na zderzaku, to pieszczotliwie muskam pedal hamulca, tak tylko, zeby zapalily sie swiatelka z tylu, ale bez hamowania. Z reguly to pomaga w zachowaniu
    dystansu, przynajmniej na jakis czas…

    Swoja droga to ciekawa jest ta koncepcja wynikajaca z rysunku Kobylinskiego, ze bezpieczna szybkosc zalezy od klasy bryki. Szkoda, ze cytujacy ten koncept Torlin nie chce rozwinac zlotej mysli, ktora stara sie rozpropagowac.

    Pozdrawiam

  44. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Inaczej mowiac „muzeum-festiwal” za albo krotko przed tzw. synonimem Albanii – prawda?

    Post Christu.
    Juz widze te szalejace tlumy walczace o wejsciowke do muzeum autentycznych gwiazd PRL-u. z czolowym lingwista na czele.

  45. Spośród słów obcych, niekoniecznie używanych według zasad semantyki, a raczej na użytek bieżących „potrzeb wyrazu” zgodnie z modą, która wydaje sie równiez służyć (niekiedy) potrzebom politycznym, wymieniłabym jeszcze kilka, dla przykładu: trauma, PR (pablic relations), celebryta, kondominium. Nadużywanie słowa trauma, poczynając od osobistego przeżycia w dziecinstwie, które rzutowało negatywnie na los indywidualny, po traumę posmoleńską, która dzisiaj usprawiedliwia każdą, nawet najbardziej szaloną opinię na temat prezyczyn katastrofy, która ową traumę wywołala. Gdzieś pośrodku są traumy wywołane np. brakiem zrozumienia nastoletnich pociech przez ich rodziców lub jako skutek szykanowania nas przez złego szefa, do utraty pracy włącznie. Nieustanna trauma powoduje, że samo jej pojęcie się zdewaluowało. Trauma jako wytrych do naszej psychiki i usprawiedliwienie wszystkiego co nam nie pasuje.
    PR czyli pijar jest już nie tylko działaniem promocyjnym w jakiejś sprawie, ale głównym zarzutem wobec tych, którzy sie nim posługuja, no bo przeciez nas oszukują i chca, co niewygodne , zamieść pod dywan. Celebrytą bywa zarówno Doda, żałosny polityk (byle miał parcie na szkło), jak i ktos, kto autentycznie zasługuje na „bycie autorytetem”,ale ten autorytet się podważa wyłacznie dlatego, że nie pasuje do naszej bajki (czytaj: narracji). Kondominium, czyli kolonia w opozycji do państwa niepodległego, stwarza wyjątkowo trudne pole do interpretacji. Albo zgodzimy sie, że pojęcie to jest używane metaforycznie (wyjątkowo to kiepska poezja), albo dosłownie – jeśli tak, to uchowaj nas Boże przed używaniem słów obcych bez opamiętania.

  46. Torlin napisal:
    „Jak szosa się nie nadaje na szybką jazdę, to normalny człowiek tak nie jedzie.”
    JKJK tez napisal: „Postanowiłem zatankować, aby on sobie pojechał dalej. Okazało się, że on także tankuje. Przy kasie pytam się, czy wie, że dobre samochody mają wspomaganie hamowania i nawet nie zdąży zareagować, gdy ja przycisnę gwałtownie hamulec.”

    Obaj pisza odkrywczo. Kto by przypuszczal ? Jedno, to jezdzic tak, zeby nie placic, drugie – zeby sie nie zabic. I dlaczego wszyscy mowia o maksymalnej szybkosci ?

    I co oni wlasciwie dyskutuja ? Jak jesc chlebek ? Balbym sie jechac w kraju, gdzie nie wiedza. Jest wrazenie, ze zeszli z drzew do samochodu. Wszystko to jest dla nich nowe i dlatego pisza. Czy zdaja sobie sprawe, ze rozumki sa na poziomie orangutana ?

    Maniery dochodza. Bez powodu, przypadkowy facio zaczyna mnie uczyc o hamowaniu. Nie wyobrazam sobie. Wariat albo maniak, albo tzw „lewus”. Odsunal bym sie pospiesznie i rozejrzal za policja.

    Ta niewiedza jest podstawa roznic. I w jezdzeniu, i w manierach. Daj Bog przeczytaja i sie obraza. Bedzie to jedyny pozytek z walkowania tematu.

  47. JKJK!
    „Co roku mam ten sam dylemat: dyskutować i bronić swoich poglądów, czy dać sobie spokój”. To chyba nie o mnie mowa? Toż toczymy sobie taką letnią dyskusję.

  48. Jakobsky,

    Czasami przychodzi taki ksiądz, że mógłbym podyskutować. Ale to rzadkość.
    Gdy patrzę na doniesienia z otwarcia „czegoś tam” i widzę świtę z biskupami, którzy koniecznie wszystko muszą poświęcić, to zastanawiam się czy ja mam jeszcze jakieś prawa w Polsce?
    Czy podyskutuję w tym roku? Dam Ci znać, jak było.

    Co do ruchu drogowego. Popatrz wyżej. Nie wiedziałem, że to Kleofas siedział mi wtedy „na ogonie”. Kogo to się nie spotka na drodze i w Internecie?
    Serdecznie pozdrawiam

  49. JKJK,

    czekam na relację. W moich stronach nie ma zwyczaju kolędowania.

    Kiedy patrzę dookoła, to wydaje mi się, że na drogach pełno jest Kleofasów.

    Być może w Polsce nawet więcej niż gdzie indziej…

    Pozdrawiam.

  50. Daniel Passent:

    „Aleksander Kwaśniewski w noworocznym wywiadzie dla Polskiego Radia (Program I, Jan Ordyński) zauważył, że modne są teraz trzy słowa: NARRACJA, EMPATIA i ASERTYWNOŚĆ.”

    Idę o każdy zakład, że ta „pogolenność filipińska” jeszcze do dzisiaj nie potrafi samodzielnie zdefiniować tych trzech pojęć, choć już z nie jednego pieca bezy jadł(a)!

  51. Jacobsky

    Ciekawe sa te twoje pieszczoty z hamulcem. Mam jeszcze kilka patentow. Migam kilka razy, lepiej lewym, zderzak mam wolny. Rzucam raz w lewo, raz w prawo, na pustej szosie, przesladowca boi sie, ze pijak i odpuszcza. Zjezdzam na pierwszej stacji, potem go doganiam, wyprzedzam i pokazuje wszystkie piec – zeby i dla mamusi starczylo. Zwalniam i tak go trzymam, poki nie wyprzedzi. Mozna jeszcze otwierac drzwi, zapalac hazzard, kierunki zmiennie, mozna wyrzucic tesciowa. Na pewno bedzie ja podnosil. Mozna otworzyc bagaznik, ale trzeba uwazac – przycisk maski jest blisko. A mozna, jak pan JKJK, stanac, zatrzymac go i spokojnie wytlumaczyc dlaczego jazda na ogonie gubi. Mozna tu dostac w leb, ale mozna tez odstawic agresora. Jesli jest sprawny pasazer, mozna sciagnac rifle z sufitu i kazac wystawic przez okno do tylu. Nie pamietam juz wszystkich sposobow, bo po latach okoliczni, kiedy widza, ze wyjezdzam na szose, odczekuja, albo od razu jada okrezna droga. Przy mijaniu czolowym, odrazu zjezdzaja do rowu i czekaja az przejade. Przed laty wozilem panienke, ktora jak ty stosowala pieszczoty z hamulcem, ale mialo to odwrotny efekt, bo przesladowca zawsze chcial jechac obok, zeby lepiej widziec.

    Bede wdzieczny jesli podrzucisz wiecej sposobow na tych, co „wachaja pod ogonem”. Na szosie.

  52. Aga pisze:
    2011-01-04 o godz. 13:10

    Aga – no cóż, pozostaje tylko „cóż”!
    Dobrze że nie „cudż”
    Byłoby blisko do „cud”, ale tego by już nikt nie przeżył !!!

    Pozdrowionka.

  53. @ Kartka z podrozy :
    Bez rozczulania.
    Zapisac:imie,nazwisko,nazwe parafii i na Prymasa Go.
    Moze bedzie normalnie.
    Z Uklonami

  54. TJ pisze:
    2011-01-04 o godz. 12:52
    —————————————————————————————–
    Niezły wpis.

  55. Kleofas pisze:
    2011-01-04 o godz. 19:08

    Chłopie! przy JKJK nie pojeżdzisz !
    Szeryfy już tak mają !
    Po szeryfowsku, nie znając tematu ?!
    Gnaj , zanim cię dopadną !!!

    Pozdrowionka.

  56. JKJK – szanuję twoje przyzwyczajenia ! Naprawdę !!!
    Ale jak ktoś ma „furę” z 300 PS , to co ma barany ciągać ?
    Barany by się obraziły !

    Pozdrowionka.

  57. Szanowny Nemerze z 2011-01-03 o godz. 23:19
    Jaka tam „spiskowa teoria dziejów”. Raczej teoria wędkarska, bo patrząc na premiera mam wrażenie, że splawik patrzę. Coś nim rusza, telepie, podtapia, podrywa a nic nie widać pod lustrem szlamowatej wody. Mam nadzieję, że grobla wkrotce pęknie, woda splynie i się dowiem co za żyjątka splawikiem się zabawiały.
    Pozdrawiam

  58. JKJK
    Napisz, proszę, jak było.
    Pozdrawiam

  59. Monteskiusz z 2011-01-04 o godz. 00:17
    Też słyszałem, że ci egoiści nieczego sobie nie odmawiają. Zresztą to widać po ich szmapańskich nastrojach.
    Pozdrawiam

  60. Kleofas,

    nie musze niczego podrzucać. Sam osbłsugujesz siebie wyśmienicie. Czego jak czego, ale wyobraźni, to Ci nie brak, a więc naucz się ją stosować w praktyce.

    Szerokiej drogi.

  61. Zaplatal mi sie komentarz pod starym (Gwiazda na Gwiazdke) wpisem Gospodarza. Nie wiem jak to sie stalo. Od Sylwestra minelo wtedy juz trzy dni. Ludzie poczynaja trzezwiec pod koniec 1-go stycznia. Nie wiem co mnie trafilo z ta pomylka.

    Orteq pisze: 2011-01-03 o godz. 07:01
    aqa (2010-12-31 o godz. 10:48)
    “pocieszam się, że w realu na pewno byś mnie z Agą nie pomylił…serdecznie pozdrawiam (s nowym godam! też)”

    I ja tez, i ja tez. S nowym godom, i everything.

    Wyjasniam ci, droga aqo, ze moja uwaga o pisaniu do aqy, a nie do Agi, byla poprzedzona uwalonym postem. Nie wiem czy ciebie to dotyczy, ale mnie jak najbardziej tak. Chlopcy w kominiarkach buszuja po blogu i posty, ktorych nie lubieja, uwalaja. Nie chodzi nawet o jezyk czy o niecenzuralne slowa. Tam, w tym uwalaniu, wyraznie chodzi o nielubienie. To sie dzisiaj nazywa zycie wirtualne. W poprzedniej epoce nazywalo sie to welcowanie na jezyk ulicy Mysiej. Red. Passent byl czestym przedmiotem przetargow MFR z Mysia. Pewnie zapomnial o tym Ja pamietam. Przylbicy na wszelki wypadek dalej nie odslaniam. Bo po co?

    Niby wtedy, przed 89, bylo inaczej, a jednak jest tak samo. Gospodarz w ogole nie ma pojecia, o co biega. On daje wolna reke chlopcom (i dziewczynkom) w kominiarkach, a ci buszuja. Jak Bush w Iraku, bez broni masowego razenia Saddama.

    Bo my tej broni tez nie posiadamy. A to daje sile bucom. Po angielsku – bully. Ktos uzyl tego slowa wczesniej. Na szczescie my sie obracamy w swiecie wirtualnym. Tutaj do wykonania wyroku przez powieszenie – a nie przez roztrzelanie, jak o to prosil Saddam Husejn – trudniej jest doprowadzic niz w realu. I tylko dlatego wolno nam wypisywac te bzdury, ktore wypisujemy. Samych sukcesow w Nowym Roku zycze!

  62. Jakobsky,

    nie przypuszczałem, że między nas „wejdzie” jakiś Kleofas. Super wpis!!
    Gdyby dało się to przetłumaczyć np. na niemiecki, wtedy turyści z Niemiec wiedzieliby dlaczego tak u nas na drogach niebezpiecznie i czego należy unikać. Ulotki z tym tekstem można by dawać na granicy.
    Co myślisz o takim pomyśle?
    Wszystkim Kleofasom życzę, aby trafili na siebie w czasie jazdy po Polsce i normalnych kierowców zostawili (także swoje palce) w spokoju.

    Pozdrawiam

  63. Jacobsky!
    Coś się mnie czepiasz ostatnio. To nie chodziło tylko o klasę bryki, trzeba przeczytać książkę, aby oceniać rysunek. Zależy od samochodu, stanu jezdni, pogody, szerokości autostrady, natężenia ruchu, umiejętności kierowcy itd, itd. Kończę dyskusję o szybkości i emeryturach. Znudziło mnie.
    Też pozdrawiam.

  64. Nareszcie ktoś to nazwał – BYLEJAKOŚĆ [Orteq 01-04 o godz. 07:08]

    I narracyjnie rozwinął. A jest to dokładnie to, co chodziło mi po głowie. Bohater mojej narracyjki, niejaki Dede, w swej bylejakości nie potrafił niczego sensownego ze swoim życiem zrobić, nie mówiąc już o nastawieniu porządnej ratafii, zlaniu jej i sfiltrowaniu, a na sam koniec uwolnieniu się ze szponów radiomaryjnego i gazetopolskiego jadu pt. „Jak towarzysz Tusk nas wszyskich przej—ł”.

    Pytanie mnie drąży, jaka jest i skąd ta polska bylejakość. Ano zda się, że kuśtyka ona na dwóch nierównych nogach. Prawa noga to pewna narodowa lepkość do mistyki, a zaraz za tym – do mistyfikacji. I na niej, jak zauważa Orteq, opiera się RÓWNIEŻ „żyzność Bożego Poletka” zwanego Polską, żyzność dla KK, dla nadzwyczajnej wielkości mesjanizmu narodowego, dla nadwiślanego sentymentalizmu i specyficznego romantyzmu.

    Lewa zaś noga jest rodem z PRL. Bowiem system z doktryną opiekuńczości od kolebki po grób zwalnia człowieka z walki o jakość, o zwykłą jakość życia i jakość produktów swojej pracy. Odpowiedzialność za jakość rozmywa się w takim systemie. Dlatego może rozłazi się Redaktorowi Gospodarzowi cała narracja o PRL. I nie tylko jemu. Gdyż na PRL reagowano różnie, upraszczająco powiedzmy – dwojako. Raz opozycją, i w dalszym kroku desperacją bądź ucieczką; drugim razem wybujałym dramatyzmem twórczości (np. Kalina Jędrusik, hehehe). Jakość nie była ważna dla PRL, w porównaniu do systemu kapitalistycznego, nie była sztadarowym hasłem, bo niepoporawnością (marksistowską) było powszechnie chwalić konkurencję, wysiłek twórczy jednostek (zawsze mógł być niebezpieczny dla linii społeczno-politycznej), wysiłek murarzy i górników, inżynierów i księgowych był oczywiście masowy i apolityczno-społeczny więc był w porządku. Nie ważna była jakość życia jednostki, nie ważna była jakość i atrakcyjność obuwia i ubioru – oczywiście po stronie oficjalnej, bo prywatnie kto nie zdezerterował w ten czy inny sposób, ten gonił za jakością, za jakością konsumpcji, ale często także wytwarzania, w końcu wielu ludzi w PRL należało do podgrupy homo faber wbrew wszystkim przeciwnościom, w efekcie ci gonili za jakością, ale nie za jakością na sprzedaż. Kariera nie zawsze, a jeśli już to w zupełnie niezrozumiały sposób wynikała z jakości. PRL i III RP to są dwa różne kierunki w organizowaniu życia społecznego. Tyle że III RP następuje po PRL, więc dziedziczy wiele przyzwyczajeń tyczących jakości i bylejakości. Dlatego w III RP problemu bylejakości nie da się rozwiązać do razu, z marszu, bez bolesnego wykorzeniania niekiedy. Dlatego tak łatwo III RP zarzucić bylejakość, oczywiście bylejakość w nowej oprawie.

  65. Chłopcy i Dziewczeta!
    Nie czepiajcie się kolędującego ksiedza.

    Ma szybko oblecieć; zebrać i przenieść z noszonej części kartoteki na arkusz Excela. Jak przyjdzie potrzeba sakramentu to usłyszycie ileście na skąpstwie zaoszczędzili. Ja kolędującego zapytałem na koniec jak to jest z ich podatkami.
    Coś bąknął, później znów otworzył kartoteke. Chwilę popisał i poszedł.
    A teściowa: „Nie wtrącaj się w nie Twoje sprawy Ty bezpożniku!” Ma rację!
    Święta kobieta. Nie mój guru. Nie moja kasa.
    Nie moje użeranie się z zazdrośnikami.
    K+B+M na drzwiach nie koreluje z uczciwym płaceniem komornego.

    Co za starcy! Co za dojrzali! Co za młodzież! Co za obyczaje!
    Takie będą Rzeczpospolite jakie obywateli nawzajem się kiwanie!

  66. Ogólnie powiem tak: wolność (w Polsce to pojęcie potocznie tłumaczy się hasłem o śliskim podtekście pt. NIEPODLEGŁOŚĆ) zabija kulturę i sztukę. Widać te gremialne pogrzeby, jakoś bezkarne dla idiotów, którzy je powodują, idiotów, mieszczących się we wszechprzestrzeniach Najjaśniejszej, od sejmosenatu i tych, pożal się boże, europosłów polskich, w większości migalskich (tak, tak, przez małe „m”, nie pomyliłem się), poprzez TV wszelkich maści, wydawców, dzisiaj tzw. literatury, MEN niejakiej pani Hall (ustawicznie się zastanawiam od trzech lat, kto to jest?), tFórcóF beresiowatych, no, wtedy przynajmniej posługujących się poczuciem humoru (ale za „komuny” w Beresiu tkwił jeszcze jakiś sens, właśnie, to poczucie humoru, np. słynna rzeźba wyrzezana przez niego siekierą w pniakach – drewnianych: umieszczona na sznurowych dźwigniach ręka klepiąca niby ludzką dupę, za ówczesną cenę fiata-malucha, 69.000 zł), po – już w niższych kręgach rzeszy zawracającej nam zmysły – dziennikarzy wszelakiej maści. Jestem wiekowy więc mogę skwitować: od 1945 roku zaledwie na palcach jednej dłoni wymienię prawdziwych dziennikarzy typu Melchiora Wańkowicza (konia z rzędem, kto dzisiaj wie, co za tym nazwiskiem się kryje). Lis? Olejnik? Durczok?… Oni przede wszystkim powinni udać się do szkółek początkowych, zacząć się dopiero uczyć pisać i mówić po polsku.
    Przepraszam za wyrażenie swoich myśli długimi zdaniami. Czy dzisiaj jeszcze ktoś, je czytając, potrafi opanować ich treść? amw

  67. Janusz/Zulu z 2011-01-04 o godz. 20:31
    Niech lepiej wędruje jak Apostoł po świecie. Szkoda faceta deprawować na biskupich dworach
    Pozdrawiam

  68. Polnische Wirtschaft czyli bylejakość

    telegraphic observer pisze:
    2011-01-04 o godz. 22:19
    „Pytanie mnie drąży, jaka jest i skąd ta polska bylejakość. Ano zda się, że kuśtyka ona na dwóch nierównych nogach. Prawa noga to pewna narodowa lepkość do mistyki, a zaraz za tym – do mistyfikacji. I na niej, jak zauważa Orteq, opiera się RÓWNIEŻ “żyzność Bożego Poletka” zwanego Polską, żyzność dla KK, dla nadzwyczajnej wielkości mesjanizmu narodowego, dla nadwiślanego sentymentalizmu i specyficznego romantyzmu.
    Lewa zaś noga jest rodem z PRL. Bowiem system z doktryną opiekuńczości od kolebki po grób zwalnia człowieka z walki o jakość, o zwykłą jakość życia i jakość produktów swojej pracy.”

    Mój komentarz

    Przypisywanie dla PRL 50 % roli (lewa noga) w kształtowaniu byle jakości brzmi doktrynersko.
    Moim zdaniem jest to znacznie mniej.

    Metaforę Poln. Wirtsch. tyczącą się polskiego patrzenia na świat, oznaczającą praktykowanie luźnych rygorów w planowaniu i wykonywaniu zamierzeń, zna historia od stuleci.

    Cechy społeczne, czyli mentalność, czyli kod społeczno-kulturowy są kształtowane przez wieki całe. Dziedzictwo, które na nas ciąży jest dziedzictwem wieków, w tym PRLu.

    Przeprowadźmy krótką analizę porównawczą.

    W Polsce, Czechosłowacji NRD, na Białorusi w Rosji, w Estonii był ten sam ustrój socjalizmu realnego. Popatrzmy teraz na takie produkty tego ustroju, jak drogi, na ich utrzymanie i budowę.
    W NRD, Czechosłowacji, na Węgrzech, w republikach Bałtyckich drogi główniejsze gładkie jak stół. Na Ukrainie, Białorusi, w Polsce – na niektórych strach jeździć.

    W NRD, CS ekspedientki w sklepach za komuny jeszcze mówiły pierwsze gutentag i dobry deń, W Polsce, na Ukrainie, w Rosji w większości sklepów wyniosłość obsługi aż biła w oczy.

    Dlaczego auta Skoda i Wartburg (choć przestarzały) cieszyły się większym wzięciem niż syrenka, duży fiat czy maluch? Dlaczego aparaty Practica i Exacta Varex były lepsze i droższe od Zenitów i Kijewów, czy polskich Startów? Dlaczego w DDR produkowano takie pierdółki, jak sól czosnkową i porządne buty dla dzieci, a w Polsce ze świecą szukać?
    Kultura panie TO, kultura, wieki.

    Ten sam ustrój, ten sam uspołeczniony handel. W DDR i CS ekspedientka po podaniu towaru starała się doradzić, a przynajmniej patrzyła w oczy. W Rosji, w Polsce patrzyła się w okno i bywało, że obgryzała paznokcie.

    W DDR pasażerowie grzecznie ustawiali się w kolejce do autobusu, czy tramwaju, w Polsce – na łeb na szyję. Itd., itp.

    Dziś wkraczają do nas nowe standardy, zasady, obyczaje. Weźmy taki termin, jak empatia.
    Jeśli chodzi o rozumienie tego złożonego pojęcia, to krajanie dzielą się na dwie grupy. Jedni mylą go z sympatią, drudzy deprecjonują pojęcie jako nowomowę poprawnościową przywleczoną do Polski z obłudnej, lewackiej, odduchowionej, płytkiej kultury Zachodu. I jak tu dotrzeć do nieufnych krajan?

    Dziedzictwo wieków panie TO, dziedzictwo historii. Kultury nie można przemalować wieszając hasła na murach. We wszystkich demoludach w przestrzeni publicznej było mnóstwo haseł, lecz tylko w nielicznych była kultura.

    Co jest charakterystyczne w Polsce dla samoświadomości ludzi? Jak my odbieramy siebie? Ano twierdzimy, że „to wszystko jest chore”, a choroba, to bolszewizm, socjalizm, agenci, laicyzacja, rugowanie tradycyjnych wartości, itd.

    Potrafimy się trzymać tradycyjnych wartości, ale o ich modyfikacji, unowocześnieniu, nowemu zrozumieniu nie chcemy słyszeć.
    Filozofia, która jest potrzebna ludziom dla tłumaczenia, objaśniania świata i sensu istnienia, to w żadnym wypadku nie była nie jest do dzisiaj polska specjalność.
    Konserwatyzm owszem, lecz bez filozofii, a za to z mnóstwem amatorskich interpretacji.

    O dziedzictwie wieków nikt się nie zająknie, choć mamy do dyspozycji przebogatą literaturę na ten temat, od Paska i Morsztyna poczynając. A kim, jak nie typowym pieniaczem i warchołem złożonym w całości z bylejakości, z niekompatybilności i ubranym w ojczyźniane intencje przez Sienkiewicza był ten sympatyczny pyknik Zagłoba?

    Jeżeli uznajemy, że to był typowy Polak i to jest ponadczasowy model i wzorzec, to może dajmy sobie spokój z głupią zachodnią poprawnością?

    Niech ONI będą handlarzami i bankierami (bo ONI mają do tego smykałkę), a my będziemy patriotami.

    Pzdr, TJ

  69. Ancymon, przepraszam – Cynamon29. 19.59

    Na JKJK jeszcze sie muchi nie golili, kiedy ja juz toczylem boje z Jacobsky. A teraz on mi radzi, zebym „zostawil w spokoju normalnych kierowcow”. Normalnych ? Co dyskutuja szkolny program nauki jazdy ? Co pisza, ze 170/godz to normalna szybkosc ? Normalni, co podnosza jak jezdzic samochodem ? A jak sobie wycierac pupcie nie przedyskutuja ? Co opisuja przejazdzki z miasta do miasta, bo to cos szczegolnego ?

    JKJK chce ulotek dla Niemcow. Musialem zrobic Warszawa-Gdynia z kolesiem z Tennessee, w obie strony. Po sniegu. W nocy. To bylo wiecej niz cwierc wieku temu, ale moj Delikwent do dzis czeka na uroczysty moment w Thanksgiving i wtedy opowiada swoje wrazenia z tej podrozy. Do konca zycia sobie zapamietal. Sam jest niezla rozrabiaka, zna wszystkie joints od Knoxville do Jackson, ale to co przezyl w nocy miedzy Warszawa a Gdynia zostawia jego wyczyny i przygody w marnym cieniu. W glebokiej koleinie widzimy swiatla na przeciwko.
    -Zjedz w snieg ! Na bok !
    -Spokoj. Bawimy sie w zmokla kure !
    -???
    -Ktory ustapi i zjedzie, ten jest zmokla kura !

    Koleina za ciezarowka prowadzila nas wiele mil i wreszcie ten Star stanal. My tez. Czekamy. Pol godziny, godzine, snieg sypie. Noc. Wreszcie wylaze, a ten stoi na parkingu.

    -O, jest jakis joint ! Napijemy sie kawki !
    -Dwie kawy prosze.
    -Nie ma.
    -Dwie harbatki ?
    -Tyz nie ma !
    -To co jest ?
    -Orenzada i paczki. Tylko tygodniowe.

    Nad ranem, juz na Helskim, tlumaczylem mu, ze nie wolno wierzyc kierunkowskazom bo czasem maja podlaczone odwrotnie. Juz mu bylo wszystko jedno. Padl.

    Z satysfakcja patrzylem na tego wielkiego chlopa, co rozpedzal drwali pod Tennessee i rwal wszystko co sie ruszalo, jak skomlal potulnie i litosci prosil po grudniowym daniu: Gdynia-Warszawa.

    Tak, ze JKJK, drukuj sobie na zdrowie, moze Niemcow nastraszysz.
    A paluszek mi sie przydaje. Na cwaniaczkow z Tennessee.

  70. Aga pisze:

    2011-01-04 o godz. 13:10

    „cóz polityka, jest dla ludzi, ambitnych, majace własnie zdanie i opinie, dla ludzi niezaleznych”

    Czy to jest cytat z Andersena czy mysl wlasna?

    Slawomirski

  71. JureczekP pisze: 2010-12-24 o godz. 15:27
    =======================

    >>>”I’m sorry” jako „PRZEPRASZAM” w wykonaniu Kaliny Jedrusik z 1962 r…>>>
    Dzieki serdeczne za ten link. Przezen trafilem na Ludmile jakubczak. Ten glos pamietalem cale zycie i nie wiedzialem do kogo nalezy. Dzieki raz jeszcze.
    „Alabama” jest genialna. Szkoda…

    Pozdrawiam dziekczynnie.
    georges53

  72. Do Pana Nemera.

    Szanowny Panie,

    Czy ja czyms Panu podpadlem? Czym?
    Jesli mozna, prosze o wyjasnienie;
    To juz, co prawda, ma tylko teoretyczne znaczenie, bo ja dryfuje coraz bardziej poza horyzont blogu, ale gryzie mnie to ze wzgledu na nasze poprzednie ciekawe kontakty.

    Pozdrawiam noworocznie. Georges53.

  73. Do Pana Antoniusa.
    ================
    Nie zapomnialem. Replika nadejdzie, jak obiecywalem.
    Temat nie bardzo nadajacy sie na swieta…Poza tym obecnie coraz rzadziej tu bywam.
    Tymczasem pozdrowienia noworoczne.
    Georges53.

  74. Feliks Stychowski pisze:

    2011-01-04 o godz. 14:51

    Ciezko jest sie przyznac do zmarnowanego zycia.
    Stad jest prawdopodobnie ta chec gloryfikacji PRL.
    Gosc wdepnal po pas, Diorem sie polewa ale gdzie stanie slad.

    Slawomirski

  75. Gospodarz napisal:
    PRL = samo ZŁO, areszty, bicie, okupacja, egzekucje, ZOMO, kłamstwo, cenzura, pięć lat czekania na paszport, dziesięć na telefon, dwadzieścia na mieszkanie, pięćdziesiąt na wolność. I to wszystko prawda! „

    I Ty, Brutusie?

    To wszystko „tyz prawda”. A poniewaz „tyz”, to znaczy, ze „g..no prawda”.

    Czy naprawde tak trudno odroznic prawde od IPN-owskiego parcia na podwyzki uposazen?

    Mam nadzieje, ze konstrukcja mojego wpisu nie byla zbyt trudna dla umyslowych produktow IV Rzeczpospolitej (Slawimirskiego, kadetta, i innych podobnych). Jesli byla, to przepraszam.

  76. T.O 2011-01-04 g.22.19 pisze Tyle że IIIRP nastepuje po PRLu………..
    nie mój drogi Panie ,IIIRP nastepuje po II RP ;tak przynajmniej ustaliły elity tej własnie RP III -ciej.
    PRLu nie było ,nic nie było ,a jeżeli juz to czarna dziura , 40letni sen elit przynajmniej .
    Tylko naród na prowincji uciekał przed ZOMO ,milicja ,UBecją ,kształcił sie i po kryjomu kraj odbudowywał i Waszą Warszawke przy okazji .
    Elity gdy sie przebudziły zaprowadziły nowe porzadki a naród napowrót do nicnierobienia i do kościoła .
    Howg….

  77. pif !! paf !!
    Uwaga
    rozpoczął się się okres polowań na głuszce na tym forum

  78. S Nowym Godom, Narciarzu! Dawno ciebie nie widzialem.

    Z tymi prawdami to inaczej bylo. Zacznijmy od tego, ze zapewne chodzi ci o prawdy ks. Tischnera. Te zas byly takie, cytuje:

    „Są w życiu tylko trzy prawdy: święta prawda, tysz prawda i gówno prawda”
    http://klub.poezji.w.interia.pl/tischner.htm

    Ortograf zatem ci sie trafil: z tischnerowskiego ‚tysz’ tobie wyszlo ‚tyz’. Ale i sam ks. Tischner – niech mu ziemia w Lopusznej jak najlzejsza bedzie – pozwolil na uproszczenie w tej waznej sprawie. On bowiem, dla taniego efektu, zredukowal liczbe prawd do trzech tylko. A to przeciez gowno prawda!

    Wszyscy bowiem wiedza, ze oprocz owych, niedysputowanych trzech prawd obiektywnych, istnieja jeszcze trzy prawdy subiektywne. Sa to:
    moja prawda, twoja prawda i, na koniec, prawda pana redaktora Passenta. Wszystkie te trzy subiektywne prawdy, jak sama nazwa wskazuje, sa prawdami prawdziwymi w mniemaniu ich wlascicieli i wara malkontentom niedomytym od tych naszych prawd!

    Jesli konstrukcja tego mojego wpisu/postu wydala ci sie, drogi narciarzu, zbyt trudna, to spiesze z translation z naszego na amerykanskie:

    moja prawda na temat PRL jest inna od twojej. Twoja zas jest jeszcze inniejsza niz p. red. Passenta. A co jest najistotniejsze w tym to to, ze wszystkim nam trzem wolno te nasze trzy prawdy glosic i wara niedomytej reszcie od tej naszej wolnosci gloszenia naszych prawd!

    Prawd subiektywnych, dodajmy. Ks. Tischner operowal w innej sferze, obiektywnej. Dlatego jego przemyslenia zostaly uwiecznione na CZEŚĆ JEGO WIECZNEJ PAMIĘCI !!!, jak to ujela Góralka Krystyna Kupnick. Nasze przemyslenia moga zas byc jedynie uwiecznione w swiecie wirtualnym. I to tylko wtedy, gdy Pt. Moderatorstwo na to laskawie pozwola. Uczynia zas to wedle jeszcze innej prawdy: ICH prawdy.

    Ile bedzie prawd o katastrofie smolenskiej to tylko plk. E. Klich wie.

  79. georges53 pisze:
    2011-01-05 o godz. 04:07

    Czy ja czyms Panu podpadlem? Czym?

    Szanowny Georges53

    Nic o tym nie wiem by mi ktoś ostatnio „podpadł”, a poza tym, to nie jestem pewien, by jeśli tak nawet było, to czy byłby to akurat powód, by ktokolwiek się mną przejmował.

    Acha, melduję jak brat bliźniak bratu, że „Wag The Dog” obejrzałem z zainteresowaniem, nie żałuję, jeszcze raz dziękuję za wskazówkę. Szczególnie mnie ubawił leitmotiv, bo dawno temu, w czasie gdy ten jeden bandyta zaczął bombardować pewien europejski kraj, zwrócił się do mnie dziennikarz jednej z poczytnych gazet chcąc na ten temat przeprowadzić ze mną mały wywiadzik ale zrezygnował po rozmowie telefonicznej, gdy wyłożyłem mu w trzech zdaniach mój pogląd w tej sprawie bowiem był on bardzo politycznie niepoprawny.

    Dawno Pana tu nie było, bo od czasu ciekawej wymiany zdań na pewien temat z Antoniusem i Markiem, więc nawet nie byłem pewien, czy zagląda Pan na blogi „Polityki”.
    Ponieważ mam pewne podejrzenia co do miejsca, w którym Pan kompa odpala to wymyśliłem sobie – może będąc w „mylnym błędzie” – że tam „cóś” bardzo wilgotno może być ostatnio i że to może być przyczyną absencji.

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, Nemer

  80. Kleofas pisze:
    2011-01-05 o godz. 02:53

    Kleofasie, ja sobie jeżdżę po niemieckich Autobahnach (dla niektórych,
    gwoli wyjaśnienia: autostradach) i mimo że w BRD nie ma teoretycznie
    górnej granicy prędkości (dlatego „amis” przyjeżdżają chętnie tutaj
    porządnie się porozpędzać, m.in.), to w praktyce co parę kilometrów
    stoją jak te świece w zgniłym torcie, znaki ograniczenia prędkości.
    To wkurza, ale z drugiej strony nie jest to tak jak w Polsce, że urzędnik
    wedle swego „widzimisię” nakazuje postawić znak ograniczenia. Postawić
    i basta!
    Tutaj od decyzji nakazu takiego ograniczenia są specjalne firmy, a na
    końcu urząd zatwierdzający ich zalecenia, które nieustannie badają stan
    nawierzchni drogi, jej nachylenie, tzw. poślizgowość, łuki i wzniesienia
    terenu etc., etc. Sam nie jeżdżę prędzej niż 180 km/h (wtedy gdy jest
    to dozwolone ) i uważam że jest to prędkość maksymalna do panowania
    nad samochodem. Wszystko powyżej to wariactwo.
    Wyobraż sobie rozpędzone Porsche do 250 km/h któremu „trzaska”
    opona! Szans na przeżycie tenże kierowca, tegoż Porsche nie ma żadnych!
    Na dokładkę, cała okoliczna gawiedż na Autobahnie jest dosłownie
    rozstrzelana odłamkami byłego już Porsche.
    Pamiętam jak w latach 90-tych ubiegłego wieku, kolega kupił sobie
    BMW serii 900 (o ile się nie mylę), najszybsze wtedy BMW.
    Tenże kolega postanowił nocą na autostradzie A7 pomiędzy Neumunster,
    (gdzie wtedy mieszkałem) a Flensburgiem na duńskiej granicy, sprawdzić
    maksymalną prędkość swojego nabytku. Odległość między N. a F. to
    równiutko 100 km, noc, godz. 1:30, ruch żaden, ja siedzą jako pasażer,
    jedziemy. Powiem tak – przy 305 km/h obaj daliśmy sobie spokój.
    Auto mogło więcej, ale my dwaj byliśmy już na granicy wytrzymałości!

    Tak że drogi Kleofasie – móc to jedno, a zdrowy rozsądek to drugie.
    Ja wybieram zdrowy rozsądek.

    Pozdrowionka.

  81. @narciarz2
    Trudne..? Vraimant, comme trou de nez.
    Jak odróżnić narciarza od narciarza w 2 gatunku? Pierwszy sam wie kiedy zjedżać, drugi dopiero po komendzie: zjeżdżaj!

  82. Pan Cezary sie wstydzi….. Moglby. Gdyby mu gatki spadly na srodku Marszalkowskiej. Pan Cezary przeprasza….za co ? Ze sie nie nadaje ? Poprawia srebrna plereze i wraca do rolowania rodakow. Ludzi stlamsil na dworcach, firmy zostawil bez dostaw, spieprzyl milionom Swieta. I przeprasza ? To nie on jest bezczelny. Narod jest bezczelny w swojej glupocie.

    Mendza o nim bez konca i rezultatu. Dlaczego nie ma „generala” – kolejarza, ktory powie: ja to zrobie ! Zamiast bidolenia da Sejmowi propozycje jak on zorganizuje resort i poprosi o wladze. W armii, dowodca idzie pod sad za taki burdel. W innych krajach stu zdolnych i agresywnych biegnie do premiera: ja to zrobie ! Premier tu jest rybia lipa i kryje kolesia z partii. To obaj – won ! Gdzie ten Sejm ? Gdzie ich wladza ? Gdzie prezydent ? Nie ma mocnych na pana Czarusia ? Mdli mnie jak widze tego picusia-glancusia w szarym garniturku, co ma czas na pogaduchy z pania Olejnik, udzielanie wywiadow, klajstrowanie winy i branie wysokich poborow za swoja glupote, i nierobstwo.

    O trzeciej rano wstalem, zeby zobaczyc jak go wypieprza i g…. Jutro tez nie. Nie naciesze oczu smiercia kretyna w Polsce.

  83. Cynamon

    Dla mnie jestes Nadczlowiek. Ja sie boje kiedy nie widze, kiedy zmienilem okulary, kiedy jest deszcz. Ja sie zawsze boje. Bede, daj Boze, tak sie bac nastepne kilkadziesiat lat. Zrob cos dla mnie – prosze ! Nie jezdzij tak szybko, O.K. ?

  84. TJ pisze: 2011-01-05 o godz. 00:13

    „O dziedzictwie wieków nikt się nie zająknie … ”

    Krzywdy kropeleczkę w me oczko wwlałeś TeJocie.

    Króciuteńko, ale chyba dwa razy jąknąłem bez echa o Statutach Nieszawskich.
    O tym, że wokół mnie honorne nieustannie narzekające Pany chodzą, co to przy nich czerniakowskie cwaniaki to Wielkie Książęta też parę razy jąknąłem.
    Ale może trza staruszkowego elaboratu aby zatrybiło – jak mówi Adam Małysz.

    A co do kultury sąsiadów. Lat ponad 40 temu wysiadłem z „relacji” Zakopane – Tatrzańska Łomnica. Chodnik, od jezdni dzieli nas między innymi szerokości metrowej pas zieleni i w jego przekroju sześć gatunków roślin. Dalej ruchliwa wąska jezdnia. Stoję i gapię się. Bogactwo botaniczne i coraz szuuu …, szuuu … śmigają samochody. Jak te roślinki to wytrzymują? No to korzystam z możliwości przejścia przez ten pas zieleni na krawędź jezdni daleko od zebry.
    Cicho i płynnie zatrzymuje się auto i zaprasza mnie kierowca gestem do przejścia przez jezdnię. Gestami wskazuję mu pas zieleni, jakbym coś z niego chciał podnieść. Trawy gęste zaslaniają buty idących chodnikiem. Zatrzymuje się następne auto. Żadnych klaksonów. Koledzy ściągają mnie na chodnik. Hamujesz ruch na jezdni! Nie wchodziłem na nią! Coś ty! Życzliwej grzeczności nie widziałeś? Chcieli Ci pomóc przejść. Ale tu przejścia nie ma! Ale byłeś Ty chcący przejść. Ale ja nie machałem, że muszę tędy przejść! Nie machałeś, ale byłeś tam z plecakiem. Oni są silni, grzeczni i tolerancyjni. Skoro przechodzisz daleko od przejścia, to widać musisz. Czerwienię się ze wstydu.

    Idziemy do zebry. Nie ma swiateł. Gdy zbliżamy się do jezdni zapobiegliwie oba strumienie samochodów stają. Nasz lider rzuca: „Szybko, ale spokojnie!” Więc bez ociągania przechodzimy. Za nami klakson i z auta wysiada szpakowaty pan i podaje coś co odpadło komuś naszemu od plecaka. Na zdar! czy cos takiego.
    Kiwamy i uśmiechamy się.

    Wchodzimy do baru samoobsługowego. Ponoć mają wspaniałe sałatki. To ja chcę śledziową. Już umiem po ichniemu powiedzieć śledziowa. No to proszę. Koleżanka wyjaśnia: ona pyta którą z ośmiu i czy tanią? No to zaszaleję: najlepszą! Ona z czarującym uśmiechem nakłada nam. Gdy sięgam po swoja porcję dodaje mi jeszcze łopatką do porcji! Odpowiadam uśmiechem, a ona już uśmiecha się do nastepnego klijenta i widząc jego skupienie na gablocie odwraca do mnie i „Na zdar” czy coś takiego. Pierwszy raz jestem w CSRR. Ona mnie polubiła! Nie. Ona tu pracuje, wyjaśnia mi kolega. Zgaszony, błyskiem świadomości uświadamiam sobie sedno zadbanego wąskiego pasa zieleni.
    Tam nie ma tabliczek „Szanuj zieleń!”

    Pojutrze nasze święto narodowe. Jestem w Słowackich Tatrach. Dlaczego ja się urodziłem po smutniejszej stronie Tatr? Do dziś nie wiem. Ale stało się.

    Pozdrawiam.

  85. Vraiment!!!

  86. TJ (2011-01-05 o godz. 00:13)

    **Polnische Wirtschaft czyli bylejakość. Prawa noga to pewna narodowa lepkość do mistyki, a zaraz za tym – do mistyfikacji. I na niej, jak zauważa Orteq, opiera się RÓWNIEŻ “żyzność Bożego Poletka” zwanego Polską, żyzność dla KK, dla nadzwyczajnej wielkości mesjanizmu narodowego, dla nadwiślanego sentymentalizmu i specyficznego romantyzmu. Lewa zaś noga jest rodem z PRL.**

    Po co ja te bylejakosc w ogole wyciagnalem. Zobaczcie co sie z tego porobilo. Wyszlo na to, ze byle jakosc lewonozna jest rodem wylacznie z PRL. A ja wcale nie chcialem tego wyglosic. Bo bylejakosc lewonozna jest produktem nie tyle miedzynarodowym co miedzypartyjnym. Czy tego nie widac w realu?

    Owszem, przez 45 lat naszej tforczej historii w okresie 1945-1990, Polnische Wirtschaft rozkwital nieskrepowany. Ale czy byl on inny od Polnische Wirtschaft z innych okresow naszej historii?

    Uwazam, ze nasze przetrwanie, przez niemal pol wieku, bez naruszenia jakosci naszych cech narodowych, jest wielkim osiagnieciem. Wszelkie proby przewelcowania tego osiagniecia na jakas blizej nie okreslona ujme narodowa, zaprowadza promotorow tych prob do nikad.

    Oglaszam niniejszym, ze Pt. promotorzy dotarli do punktu docelowego. Czas odkorkowac szampana. Z 5-dniowym opoznieniem.

  87. Aż trudno nie wkleić!!!
    http://wyborcza.pl/1,75477,8906849,Jaruzelski_do_Birmy_.html

    Jak to leciało?
    „cudze chwalicie, swego nie znacie,
    sami nie wiecie co posiadacie”……

    Okazuje się, że oprócz Wałęsy, mamy jeszcze jeden towar eksportowy- technikę przekazywania władzy która może inspirować innych i jej MISTRZA
    generała Jaruzelskiego…..

  88. Kleofas pisze:
    2011-01-05 o godz. 10:52

    No coś Ty! Kleofasie te 180 to tylko w porywach i na nocnych przejazdach letnich, kiedy to autostrada pusta i równa jak stół! Jam normalny, jam nie kamikadze !!! Poza tym, moja mała żonka boi się szybkiej jazdy, a ja jej
    upodobania hołubię, podobnie jak i ją samą.

    Pozdrowionka

  89. Rozważana noworoczne – zamiast orędzia.

    Ktoś (chyba ET) skojarzył moją psyche z inteligencją telewizyjno-krzyżówkową. Miał rację, trenuję mózg na krzyżówkach „z przymrużeniem oka” w Angorze, bo te tysiące typowych krzyżówek z takich książeczek (po 500 lub więcej sztuk) znudziły nawet moją żonę. ET posiada ponadto genialną intuicję, pomawiając mnie o przyprószenie jednego oka, co nie pozwala mi widzieć, a tym samym zrozumieć jego opisu otaczającego nas świata. Nie wiem po czym poznał, że mam kłopoty z widzeniem? Niestety szwankują u mnie oba oczęta, być może jest to  efekt cukrzycy. Chwilowo radzę sobie przy komputerze, powiększając litery do 200 %, co będzie dalej, nie wiem. Gdy dojdę do 300 %, to pieprznę komputer do śmieci, położę się do lóżka i poczekam na śmierć.
    Na wszelki wypadek zmniejszę już teraz aktywność blogową, zważywszy, że staje się też coraz bardziej jałową. Tematyka na blogach „Polityków” nie zawsze mnie pociąga, Pan S. i Pani P. stosują „Sztukę Zapominania” o blogu, mają tez popsute urządzenia techniczne („Megafon Watykanu”) – cóż mi pozostaje? Na mój ulubiony temat „Katastrofa Smoleńska” powiedziano już dużo za dużo, choć nie zawsze mądrze, OFE-lia mnie nie pociąga, bo jest zbyt smarkata (ostatnio nawet zmienna i niestała w uczuciach jak każda kobieta), a z ekonomii pamiętam tylko , że wykresy mają specyficzny układ współrzędnych (odwrócone role x i y), nieużywany w zwyczajnej matematyce i fizyce. Przewijam więc wszystkie komentarzy genialnych ekonomistów blogowych i to z bardzo prostego powodu. Dowiedziałem się, że „szewc bez butów chodzi”, tzn. laureat Nagrody Nobla z ekonomii zbankrutował, bo nie przewidział światowego kryzysu, który mi zabrał dużą część moich oszczędności, umieszczonych w funduszach. Miały mnie uczynić „zamożnym” według naganiaczy bankowych i dać spokojny żywot na emeryturze. Zawsze ceniłem Balcerowicza, choć nigdy się nawet nie starałem zrozumieć jego metod, szanowałem go jako człowieka i zawodowca z różnych powodów. Kołodkę uważałem za pajaca i jego grubych książek nawet nie oglądałem. Nowych „Rybinskich” itp. nie znam i nie chcę poznać, przecież nawet nie są laureatami NN. Całe życie (wbrew temu co sądzi ET) naszymi finansami rządziła żona (tak było dla mnie wygodnie – brak odpowiedzialności) i mieliśmy żelazną zasadę, bardzo prostą, nigdy nie wydawaliśmy więcej pieniędzy niż zarabialiśmy. Nie mieliśmy nigdy długów i nie mamy i teraz mimo strat w funduszach i niewysokich emeryturach. Czy ministrowie finansów nie potrafią zrozumieć tak prostej zasady? Pożyczanie to straszna rzecz, bo pożycza się cudze, ale musi oddać swoje pieniądze i więcej niż się pożyczyło.
    Zastanawiałem się nad tym, czy da się w ogóle wyjść z tej samonapędzającej się lawiny zadłużenia państwa, która przepełnia kieszenie anonimowego bankiera (chyba Chińczyka?). Próbował przerwać taką lawinę Ceausescu i wiadomo, jak to się dla niego skończyło. Naród polski jest bardzo inteligentny i każdy Polak wie, że konieczne są cięcia kosztów i zmniejszenie dochodów i absolutnie na to się zgadza (choć z bólem serca) – stawia tylko jeden warunek: Proszę ominąć moją rodzinę i zacząć od pozostałych Polaków (i tak trzymać! chwatit!). W tym dążeniu prym wiodą politycy, podwyższając swoje diety, wydatki na nikomu niepotrzebne kancelarie, sejmy i senaty, prezydenty itp. Jeśli budżet prezydenta przewyższa koszt utrzymania monarchii brytyjskiej to wybierzmy króla, ograniczmy wydatki na premiera i rząd, może to coś da? Nie są gorsi np. weterynarze i chcą likwidacji hodowli zwierząt i przejście narodu na wegetarianizm, zapominając jednak, że bez gnoju (odpady z produkcji zwierzęcej) trudno wyhodować ekologicznie nawet kukurydzę lub soję. Gospodarka to naczynia połączone, ruchy w jednej rurce wpływają na drugą itd. Lekarzy od lat walczą o „godne” warunki życia, tzn. zarobki jak na Zachodzie, ale bez odpowiedzialności za popełnione błędy, które w USA pochłaniają duże pieniądze na ubezpieczenia. W Polsce wygrane procesy z mafią medyczną  z powodu błędów sztuki można policzyć na palcach jednej ręki i jeszcze trochę zostanie, poza tym odszkodowania są śmiesznie niskie. Każdy chciałby, aby drugiemu zabrano i jemu nawet dołożono, bo tak rozumie sprawiedliwość społeczną, polska gospodarka zmierza do bankructwa i nie pomoże ostrzegający zegar Balcerowicza. Tym to optymistycznym akcentem chcę zakończyć moje refleksje noworoczne.
    PS
    Na temat znaczenia ważnych słów wypowiem się może później.

  90. Kleofasie drogi,

    za wysokie są progi
    na opozycji nogi!
    sejmowa arytmetyka
    głąbów nie dotyka!

    Gdy Czarek dymisję chciał złożyć
    Donek mu nakazał PKP chędożyć

    Prędzej osioł się w robocie sprawi
    jak ten co zepsuł po sobie naprawi!

  91. TJ pisze:

    2011-01-05 o godz. 00:13

    Morsztyna wyrzucić, wstawić Krasickiego. Przepraszam.

    Pzdr, TJ

  92. Orteq pisze:
    2011-01-05 o godz. 11:21

    Dopowiem….
    Nasza bylejakość wynika z Darwinizmu.
    Zabrakło dobrych genów….
    Ginęli ludzie światli, heroiczni, mądrzy. Emigrowali co bardziej bystrzy.
    A rozmnażała się intensywnie w dużej mierze hołota i ciemnota.
    Wzorce współczesnego Polaka to Dyzma i Dulska?
    W końcu Gowin i Terlikowski dla wielu jest ucieleśnieniem cnót wszelkich…

  93. Wiadomości z mediów pokazujące sposób gospodarowania zasobami (także umysłu) i środkami – Poln. Wirt.

    „przebiegający pod Gliwicami odcinek autostrady, położony pomiędzy węzłami Ostropa i Bojków, jest w lesie i na obniżonym terenie. Z tego powodu często tworzą się w tym miejscu mgły.

    Tak było też we wtorek. Przy słabej widoczności doszło tu do karambolu. W sumie zderzyło się czterdzieści samochodów, dwie osoby zginęły. Trasa była całkowicie zablokowana. Dwa tygodnie temu w tym samym miejscu zderzyło się 36 samochodów, a miesiąc wcześniej 12.”

    „Dorota Marzyńska, rzeczniczka katowickiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad jeszcze we wtorek mówiła, że droga spełnia wszelkie warunki bezpieczeństwa i nie ma potrzeby umieszczać w tym miejscu dodatkowych znaków.

    Innego zdania są śląscy policjanci, którzy zażądają ich ustawienia…”

    Mój komentarz

    Cytaty powyższe, to próbka pokazująca sposób wypracowywania decyzji nacechowany Poln. Wirtsch, czyli bylejakością oraz krótkowzrocznością, czyli krótkim horyzontem przyszłości – maksimum, to tak gdzieś trzy dni w przód.

    Trzy groźne wydarzenia i żadnych wniosków, żadnej analizy o syntezie nie mówiąc. Te trzy wydarzenia bez echa, to jeden z dowodów na egocentryzm (cecha aspołeczna) krajan – ee, po co jechali tak szybko, trza było uważać, droga szeroka, gładka, więc o co chodzi, nie wiedzieli, że wieczorami i rankami występuje mgła, nie oglądają prognoz w TV?

    Jeden z blogowiczów wzmiankował o istnieniu w BRD specjalnej firmy, która zajmuje się oznakowaniem, analizuje profile drogi, nawierzchnie, promienie łuku, widoczność, itd. i dopiero po przedstawieniu analiz i zaleceń przez tę specjalistyczna firmę odbywa się dyskusja przed podjęciem decyzji – jaki znak i w którym miejscu postawić.

    Na A1 odbywało się to jak dotychczas na wariata, policja swoje, wydziały komunikacji swoje, GDDKiA swoje, w sumie wychodzi – co to nas obchodzi.
    Bynajmniej nie chodzi tu o inteligencję zwykłą, tylko o specyficzny dar – inteligencję społeczną..

    Nie jesteśmy społeczeństwem, w którym, jak napisał staruszek wszystko ma się zatrybiać, tylko zlepkiem, w którym może coś najwyżej zaszorować o drugie coś.
    Fakty powyższe są ilustracją tego stanu rzeczy.

    Oczywiście, gdybyśmy byli jakimś zapomnianym krajem otoczonym prze jemu podobne, to nikt przy zdrowych zmysłach nie czepiał by się przyrody. Jest dolina, musi być od czasu do czasu mgła, decyduje zdrowy rozsądek jak się zachować. I koniec dyskusji.

    Pzdr, TJ

  94. cynamon29 pisze:
    2011-01-05 o godz. 10:18

    Drogi Zimt29, przezwany Ancymonkiem – ulubieńcze ET!
    Wreszcie temat, na który mam coś istotnego do powiedzenia. Jedź sobie spokojnie po autobanach, dla mnie ta nazwa jest tak samo zrozumiała jak banhof, cug i tritbret. Natomiast „strada” mi się źle kojarzy z paskudnym Grekiem Zorbą, który gnoił Giulettę Massinę, a to taka miła dziewczyna.
    Znam ten ból kierowcy, który dorwał się do niemieckiej autobany i ma auto szybsze niż syrenkę, w której jazda ponad 100 km/h powoduje przed-śmiertelne drgania – elementów auta i pasażera – o próbie rozmowy można zapomnieć. Miałem jeden wyczyn idiotyczny, który na szczęście przeżyłem, kiedy w strugach potwornego deszczu jechałem za powinowatym „swieżym” Niemcem, który mi chciał zaimponować szybkością swego samochodu, a miałem go nie zgubić. Wstąpił we mnie jakiś diabeł i moim nowym fiatem eksportowym (większy stopień sprężana) jeździłem 170 km/h – kompletne wariactwo w takich warunkach, choć podobno opony Klebera były dobre na deszcz, ale to nie była jazda po szosie, a ślizg po jeziorze. Gdy go pod koniec wyprzedziłem, to odpuścił. Innym razem byłem spokojniejszy, ale też chciałem sprawdzić, czy moja dwulitrowa Lantra, prawie pusta, wyciąga to co producent obiecuje (206). Na absolutnie pustej autobanie przy idealnej pogodzie stwierdziłem, że nie zostałem oszukany (210), ale więcej nigdy, żadnej prawdziwej przyjemności tylko strach – mój i żony. Natomiast 180 w dobrych warunkach uznawałem za rozsądne. Żona nawet tego nie zauważała, ale dziwiła się, że prawie stoimy, gdy zjechałem do setki. Opona mi pękła w polonezie przy około 120 km/h, rzucało mną w lewo, odbicie od bandy, obroty i w prawo aż do „Böschungu”, gdzie hak się wbił i koniec jazdy! Było to przed znakiem drogowym Wuppertal Nord (nie zapomnę tego przeżycia), w zimie, ale na idealnie czystej drodze. Na szczęście miałem za sobą dobrych kierowców i nikt we mnie nie wjechał, ja nie miałem żadnego wpływu na bieg wydarzeń, auto robiło co chciało. Pasażerowie mieli sine pręgi od pasów, ja tylko lekki szok psychiczny i koszt kupna koła (felga naruszona), bo ściąganie z autostrady załatwiło ubezpieczenie. PZU nie uznało mi zakupu nowego koła, choć dowód przywiozłem niepotrzebnie do domu. Gdyby to było przednie koło, wtedy nie pisałbym dziś na tym blogu.

  95. Aktualia:
    Posłowie Platformy po wygranym głosowaniu w sprawie pozostawienia min. Grabraczyka wręczyli mu piekny bukiet kwiatów. Niewątpliwie doceniając jego osobisty wkład w totalny burdel na polskich kolejach trwający zresztą od 11 grudnia ub. r.
    Do listopada zostało jeszcze 11 miesięcy. W listopadzie będę o tym pamietał, Panie Premierze Tusk i panie i panowie posłowie Platformy ( i PSL).

  96. Zaczyna mnie wkurzać, że panowie Kleofas, Staruszek, Kadett, a nawet Cynamon czy Kartka (b. rozsądni faceci) przerzucają się ostatnio głównie bon motami i zachowują sie trochę tak, jak u cioci na blogu.
    Rozumiem, że możemy tu rozmawiać o wszystkim i o niczym, bez związku z tematem podjętym przez Gospodarza, ale – na litość boską – trochę samodyscypliny w gadulstwie.
    Jakoś nikomu nie chciało się odnieść do mojego wpisu (4 01, g. 15.51), w którym poszerzam zasób słów obcych, które są trendy. Zawsze wydawało mi sie, że język (czytaj: nowomowa określonej epoki) bardzo dużo mówi o ludziach.
    Pozdrawiam z Nowym Rokiem wyżej wymienionych panów, a także innych blogowiczów.

  97. zezem pisze:

    2011-01-03 o godz. 19:13
    Wiedzialbym, ze to Cie zajmuje, ulozylbym inaczej. Radze czytac Cynamona i jego zalosne tlumaczenie pochodzenia (lub raczej wiary) babki czy prababki. U Cynamona sa wlasciwe przyklady mowy anty.
    ET

  98. do
    staruszek pisze:

    2011-01-03 o godz. 17:16
    Zdziwila mnie Twoja uwaga dot. polskiego sukna. Narodowe milostki niejednokrotnie prowadzily do degrengolady.
    ET
    Mimo grubosci materialu jest wreszcie jasniej w blogosferze. Jesli chodzi o Ciebie, to prawie transparentnie. Pora wiec na malowanie sztandarow, plakatow etc..

    do
    TJ pisze:

    2011-01-03 o godz. 16:28
    Dziekuje za rzeczowa odpowiedz. Oczywiscie widze aspekt ekologiczny inaczej. Obnizenie predkosci, rowniez na drogach panstwowych i komunalnych, w miastach do 30 km/h, obnizyloby znacznie zanieczyszczenie srodowiska.
    ET
    PS
    Moze wroci temat dobrych i szybkich pociagow.

    do
    Kleofas pisze:

    2011-01-03 o godz. 15:56
    Szkoda, ze nie zauwazyles akcentu na sluge. Pozostaje pytanie, kto komu sluzy?
    ET

  99. Pytanie do blogujacych. Czy mozna w Niemczech zejestrowac samochod bez ogranicznika predkosci? Jesli nie, jaki jest limit?

  100. Prosba do antoniusa: Prosze o ponowne przeczytanie mojego listu do Slawomirskiego z

    2010-12-21 o godz. 14:41

    celem unikniecia komentowania cytatow Cynamona jako moich wlasnych.
    ET

  101. Jaruzelski nie przekazal wladzy, ona zostala mu odebrana.
    ET

  102. Staruszku,
    Ty naprawde nie widzisz bredni wypisywanach przez Twojego ulubienca do Kleofasa o ruchu samochodowym w Niemczech?
    ET
    PS
    Jesli widzisz, to przepraszam.

  103. mag,

    Jakoś nikomu nie chciało się odnieść do mojego wpisu

    Ano nie chcialo. I co w tym zlego ?

    Na ogol jaki wpis, taka reakcja.

    Wiecej szczescia w nastepnym wpisie !

  104. Mag z godz. 13:30
    Przepraszam za wątek poboczny. Masz rację, nie powinienem odbiegać od tematu. Mogę się wytłumaczyć tylko tym, że dotyczył sprawy ludzkiej a zarazem aktualnej czyli poświątecznych, księżowskich nalotów na domy. Chcialem tylko dodać otuchy JKJK czekającemu na tę wymuszoną wizytę.
    Pozdrawiam serdecznie

  105. NARRACJA, EMPATIA i ASERTYWNOŚĆ.
    Słowa, słowa, słowa! A słowo ciałem się stało. Lubię wiedzieć o czym ludzie piszą i zrozumieć też to co ja klepię na komputerze. Mimo pewnych zastrzeżeń co do stopnia czystości tego źródła, używam Wikipedii dla wstępnej orientacji w temacie.
    Obejrzałem wpis na temat hasła „asertywność”. Już wstępna definicja tego pojęcia z psychologii napełniała mnie niepokojem, ale wypunktowane cechy człowieka asertywnego mnie dobiły. Wydają mi się wewnętrznie sprzeczne i dlatego niemożliwe do spełnienia w „reality” przez JAKIEGOKOLWIEK CZŁOWIEKA. Pozostaje mi tylko użyć tego słowa jako epitetu, gdy mi ktoś podpadnie.

    Lepiej jest z „empatią” choć i ta róża ma kolce. Można ją łatwo pomylić z „sympatią” a wtedy mi się to nijak nie kojarzy z prezesem, który korzysta z tego słowo i bywa ono użyte wobec niego. Mam wtedy zawsze „absmak”.

    Nie mam problemów z pojęciem „narracja”. To pojęcie dobrze rozumiem, słyszałem i czytałem w moim życiu już niejedną narrację, ale często w nich nie widzę ani prawdy, ani sensu. Nie jest to wina pojęcia, a narratorów, np. typu Pospieszalskiego z narracją o prawdziwych Polakach, pożal się Boże, obrońcach krzyża.

    W „Faktach po faktach” spotkali się kiedyś Panowie Kutz i Kowal (jeszcze przed zaistnieniem klubu „Pomidorowa jest najważniejsza”, albo podobnie). Pan Kowal powiedział, że trzeba ich szanować i z nimi rozmawiać. Tak się składa, że kilka godzin wcześniej oglądałem na Youtubie inną narrację – konkurencyjnych „Solidarnych 2010”, nakręconych przez amatora, który właśnie chciał rozmawiać z tymi indywiduami, przezwanymi „obrońcami krzyża”.
    Gdy otworzyłem stronę z linkiem do reportażu „Oszołomy pod pałacem 1/5” i widziałem „modlących” się (tak sądziłem) obrońców krzyża, udzielił mi się natychmiast uroczysty nastrój pielgrzymkowy i przypomniałem sobie, gdy jako młodzieniec targałem ciężką figurę Św. Mikołaja 18 km na Górę Św. Anny. Śpiewaliśmy piękne pieśni, nie zawsze religijne i odpoczywali po okrzyku „…halt, procesyjo, bo placek się stracił…” i po odpoczynku maszerowali dalej – pewnie tak jak inicjatorzy zadymy pod pałacem (harcerze), gdy szli do Częstochowy. Mój podniosły nastrój prysł, gdy włączyłem głos w komputerze!!!
                Jestem dość “wiekowy”, dużo przekleństw słyszałem w moim życiu, ale tak ohydnej i bogatej językowo wiązanki jak z ust umownego Polaka-Patrioty-Katolika-Obrońcy-Krzyża jeszcze nie słyszałem (wypowiadających się było kilku). Najbardziej niesmaczna była ta starcza sperma Jaruzelskiego, konsumowana przez modlącego się pod krzyżem człowieka (??? Nie wiem czy to nazwa adekwatna). Ciekaw jestem opinii prezesa, który takim ludziom powierza ratowanie honoru swego zmarłego brata. Jest mu wstyd czy nie? W tym miejscu skojarzyłem wypowiedź Kowala, że ci bogobojni ludzie tam odmawiają różaniec, z dziełem Kutza „Paciorki jednego różańca”. Wspominając te liczne „kurwy”,  ich matki, wyrazy na „h” lub „ch”, czynności typu pierd… z różnymi przedrostkami (przy.., odp.., sp…) i „obciąganie czegoś na „h” generałowi Jaruzelskiemu” to pomyślałem: „Dziwne to paciorki różańca – i różaniec nietypowy, jego cząstki są gorsze niż u zwyczajnego kloszarda, choć też trwają długo”. Kutz miał rację – to specyficzni kloszardzi – ultra katoliccy! Chciałbym nagrać rozmowę Pana Kowala z tymi delikatnymi istotami z wysokiej półki kulturowej – co najmniej tak wysokiej jak żoliborskie salony. Nie byłem w stanie obejrzeć dalszych części, bo zbierało mi się na wymioty i ogarnęła mnie szewska pasja, zimna furia, porównywalna do podniosłych nastrojów oglądanych istot.
    Widać, że wydźwięk dwóch narracji z tego samego zdarzenia może być bardzo różny.
    Ostatnio dociera do świadomości naszego społeczeństwa fakt radykalizacji działań przedstawicielek rzekomo słabszej płci – w walce o równouprawnienie, parytety itp. rzeczy. Również fanki tzw. ojca Tadeusza starają się dorównać degeneratom spod znaku krzyża. W tym reportażu (w części 1, bo dalej już nie mogłem oglądać) nie były bardzo aktywne, choć pełne pogardy dla prezydenta żyjącego (niepotrzebnie ich zdaniem), ale pamiętałem inny obrazek, kiedy na ulicy przed kamerą TVN toczyła się dyskusja na temat „państwa toruńskiego” i jego władcy. Rozsądna młoda kobieta, handlująca chyba warzywami lub owocami wypowiadała się spokojnie i kulturalnie na ten temat aż napadła na nią staruszka, wyzywająca ją i przy wrzasku „..Ty kurwo..” wyleciała jej proteza z ust z emocji. Zrobiło mi się zimno gdy pomyślałem, że miliony zaczadzonych przez aferzystę toruńskiego ludzi decyduje o ustroju państwa, w którym przyszło mi żyć i jego losach, bo nie da się schować wszystkim dowodów osobistych w dniu wyborów. Będąc już na Youtubie obejrzałem inne filmiki i nawet natrafiłem na opisany wyżej epizod, który miał miejsce bardzo dawno temu. Może ta staruszka już nie żyje i dlatego inne kobiety ją godnie reprezentują, szczególnie „osobista” fanka prezesa, siwa kobieta w okularach, która chciała umrzeć na tym niepoświęconym krzyżu – przywiązawszy się – i towarzyszy prezesowi we wszystkich wystąpieniach, od wieczoru wyborczego do płomiennego wystąpienia w Gdańsku („semper fi”)?

  106. mag pisze:

    2011-01-05 o godz. 13:30 i gani Bonifacetow zapatrzona w siebie.
    ET

  107. antonius pisze:

    2011-01-05 o godz. 12:57

    Dziekuje za wyroznienie. Moje przemieszczanie sie po Europie i Polsce bylo mniej spektakularne. Poruszalem sie najczesciej autostopem, takie byly czasyl ub Ilem 18 (bilety byly dostepne za zlotowki), po Polsce podobnie, tyllo zamiast Il 18 Antkiem za 100 zlotych (tzw. miejsca poselskie ustepowane stutdentkom i studentom na godzine przed odlotem).
    Obecnie ciesze sie na kazda podroz szybkimn pociagiem, samolotow nie znosze. Po miescie poruszam sie rowerem ( w Berlinie jest to tanie i bezpieczne, w Paryzu troche sie boje, poza tym taksowki sa tam tanie). W domu, kolo domu tylko rowerem. Samochod pozyczam tylko w razie wyzszej koniecznosci. Przyznam jednak, ze czasem tesknie, szczegolnie w lecie za Saab cabrio.
    ET

  108. @ET- tyle twoich wpisów, a nic do czytania,
    czas stracony w jakiś zupełnie przygnębiający sposób

    a prosiłem grzecznie- jeszcze w starym roku- 2010-12-31 o godz. 16:35 , przytaczam:
    „…ET pisze i pisze i pisze… @ET- bez urazy ale czy nie można Ci wytłumaczyć jak komu dobremu, żebyś już zakończył te nikogo poza tobą nieinteresujące “językowe” rozważania- przyszpilania. (…) Cierpliwie ci to wyłuszczali różni, i to z uzasadneniem (Aqa 2010-12-31 o godz. 10:48 , TJ 2010-12-30 o godz. 13:35) – a i ja się przyłaczam – zbastuj Waść, proszę…”

    szanowny @ET – czyżby tak jak i Sławomirskiego trzymała cię przy życiu tylko niechęć do niektórych ludzi i chęć dolożenia im za wszelką cenę? I na wszelki temat ?
    Czy tylko to cię rajcuje ?
    Za cenę śmiertelnego przynudzania nam, innym gościom tego bloga …
    Wierz mi, nikogo to nie interesuje, te namolne przepychanki. (I odpowiedzi na nie – choćby najbardziej kunsztowne )
    A zabierają one tyle miejsca (niektórzy adwersarze niestety też nie odpuszczają), że to tylko zniechęca do zaglądania tutaj.

    Zatem, drogi ET -czy nie mógłbyś ograniczać się do tematów, w których masz coś ciekawego do powiedzenia ?
    (a miewasz)
    Proponuję tematy właśnie te już zaproponowane – przez Gospodarza.

    Zaprawdę, powiadam ci – odpuść .
    Jako i inni niech ci odpuszczą

  109. @mag

    tu trauma po 90 i sześciu
    tam jar, a rząd pijarem stoi
    ktoś w Szwecji w nieszczęściu
    po awarii kondomu się boi

    a Jar nam mówi,
    że zamiast ojczystego domu
    co nas zgubi
    mamy ledwo minimum kondomu

    (czy coś… podobnego)

    PS.
    Upraszam się, by mnie nie stawiać w żadnym szeregu, szczególnie w jednym ze zbyt pomiętą kartką, jak na mój gust.

  110. antonius 11:57: „Niestety szwankują u mnie oba oczęta, być może jest to efekt cukrzycy. Chwilowo radzę sobie przy komputerze, powiększając litery do 200 %, co będzie dalej, nie wiem. Gdy dojdę do 300 %, to pieprznę komputer do śmieci, położę się do lóżka i poczekam na śmierć.”

    Prawdopodobnie ma pan kataraktę, czyli zaćmę. Zamiast kłaść się do łóżka i czekać na śmierć, natychmiast do okulisty. Niech skieruje pana na operację. Wymienią panu zmętnione soczewki na sztuczne. Operacja jest bezbolesna, trwa ok. 15 minut. Najpierw jedno oczko, po miesiącu czy dwóch drugie. Piszę to lekkim tonem, bo dzisiaj to jak pójście do fryzjera. W sensie ścisłym, gdyż w godzinę po operacji pacjent może już oddawać się w domu lekturze ulubionych blogów na internecie, a na drugi dzień prowadzić samochód. Mój tata (60 lat) też to miał i teraz wyzywa mnie na pojedynki, kto pierwszy przeczyta jakiś napis na ulicy, zupełny dzieciak, ale najczęściej wygrywa.

    Wszystko co wyżej napisałam to oczywista „interwencja”. Bądź co bądź też obce słowo, czyli pisałam na temat, ale na wszelki wypadek od razu przepraszam.

  111. NARRACJA, EMPATIA i ASERTYWNOŚĆ – to rzeczywiście popularne słowa, jak i akceptowanie cudzej wypowiedzi słowem: DOKŁADNIE. Ludzie kretynieją, i nie ma na to ratunku. Dążność do uproszczeń, kwitowanie cudzych myśli modnymi słowami (zawsze zapożyczonymi z obcej mowy) świadczy o intelektualnym ubożeniu. Nie posądzam o to Pana Redaktora, ale uderzył mnie brak w akapicie o PRL-u słowa-opinii: SMUTNY.

  112. Szanowny panie redaktorze

    Katarakta trzyma pana umysl w ciemnosci.

    Obrona PRLu jest obrona Klamstwa Katynskiego. Jest obrona radzieckiej wersji Powstania Warszawskiego. Degraduje indywidualizm osadu historycznego do towarzyskiej wersji/perwesji. Do tej pory pamietam totalne zaklamanie zycia w totalitarnym PRL.

    Czy nie jest panu wstyd tak pisac w Wolnej Polsce?

    Slawomirski

  113. TJ (01-05 o godz. 00:13)

    T.O.: Jaka jest i skąd ta polska bylejakość? Ano zda się, że kuśtyka ona na dwóch nierównych nogach.

    TJ: Przypisywanie dla PRL 50 % roli (lewa noga) w kształtowaniu byle jakości brzmi doktrynersko.

    Brzmi doktrynersko, ale przecież nikt PRL-owi nie przypisał 50 procent winy. Ja co najwyżej zostawiłem otwartą sprawę ustalenia proporcji i wyrażenia jej liczbowo. Oczywiście dyskusyjna sprawa (byle nie do usranej śmierci). Ale faktycznie moja doktryna jest antysocjalistyczna, i jest ona w połączeniu z teorią PolnWirt, wcale nie w sprzeczności z nią.

    Otóż antysocjalizm, zwany także liberalizmem (z przedrostkami i przymiotnikami) dyscyplinować może zapędy i zachcianki bylejakości. Oczywiście liberalizm wolnorynkowy nie zawsze wykazuje swoją arbitralność i spolegliwość. W tych pomieszanych czasach wiele jest dowodów (w dużej części niepotwierdzonych głębszą analizą) na to, że wolnorynkowość nie prowadzi do właściwych decyzji i zachowań. Bowiem zyjemy w czasach opiekuńczości i etatyzmu i dlatego trudno o czystość modelu. Niemniej jeśli spojrzeć na doświadczenie polskie, szczególnie z daleka, to prywatny system finansowy pod zarządem liberałów-państwowców spisał się nie najgorzej. Mam na myśli giełdę GPW, która wybiła się na lidera w regionie, na wzrost inwestycji zagragranicznych BIZ, które przekładają się na wzrost produkcji, eksportu i zatrudnienia, na uniknięcie kilku błędów, jakie swojego czasu popełnili Czesi i Węgrzy, już nie mówię o dość zdyscyplinowanych Irlandczykach i Islandczykach.

    Tu muszę odnieść się do komentarza TJ o występie premiera Tuska w Kropce nad I (3-I-2011). Tusk kluczył, wręcz motał w sprawie OFE, bowiem sprawa jest poplątana nawet dla eksperta modelowania makroekonomicznego, wielokryteryjna i wielowątkowa. Gadanie to drobna część każdego problemu. Owszem, przekonywanie ludu wyborczego jest ważne, ale co by i jak ładnie nie powiedzieć o emeryturach i budżecie to lud zrozumie na opak. Lepiej poplątać nieco, zrobić wrażenie, że się na prawdę głęboko studiowało sprawę, bo studiowali. A już najlepiej rozwiązać porządnie problem. I tego dokonali tą ostatnią decyzją roku 2010 z realizacją od kwietnia 2011: obcięto zarobki OFE, nie zmniejszono przewidywanych emerytur, jakoś zaklepano sprawy deficytu (prawdziwe decyzje i tak nie mogą być podjęte przed wyborami).

    Tak więc, w całym tym szaleństwie PolnWirt jest metoda jaką stosują polscy liberałowie, ekonomiści opozycjoniści i ekonomiści doradcy Tuska lącznie. A że lud nie kapuje nic z tego, to taka jest jego w tym wszystkim rola niestety. Bo robota jest dla ekspertów i trudna do jasnego wytłumaczenia. Jak Józio idzie do doktora to kapuje coś z tego, co doktor rozważa w sprawie jego dolegliwości i leczenia? Bardzo niewiele, a z tego co mówi to już nic.

    Wracając do socjalizmu a la polacca, wszak zbliżoną bylejakość demonstrują narody śródziemnomorskie. Trochę w innym stylu. Z podanych przykładów widać, że nie jest to styl bałtycki, raczej słowiański, a dokładniej – centralno-wschodnio słowiański z wyłączeniem Czechów. W tym stylu ciągle trzeba lud biczować, ale tak aby nie poczuł, kto biczuje, bo np. jak podniesie się budownictwo dróg to zapadnie się kolejnictwo, wszędzie front walki o jakość i taka jest polska dola. Zda się, że nie tylko polska, więc nie ma co biadolić na okrągło w tym temacie. Tylko robić, każdy na swoim odcinku, że tak powiem.

  114. Staruszku, Lewy Polaku, Antoniusie, Kanio, Mag, Kleofasie, Zosieńko,
    Kartko z Podróży i wielu, wielu innych miłych memu blogowemu sercu
    uczestników tej naszej „małej Wieży Babel” – uwaga:
    postanowiłem w moich poczynaniach „ogrodniczych” odpuścić sobie raz
    na zawsze pielenie „chwastów” w tym naszym „ogrodzie rajskim”!
    Idzie powoli ku roku 2012, wtedy kończy się Kalendarz Majów, starzy
    górale mówią że pierwej wyginą chwasty, to po co ja mam się męczyć
    (a męka była to okrutna i ogromniasta!) ?
    Od dziś hoduję róże!!! Najpierw 99 dla staruszka, póżniej 999 dla wszystkich Pań na blogu, następnie 9999 dla Gospodarza (to taka noworoczna łapówka, żeby broń boże nie zamknął „interesu”!), kolejne 99 999 dla dzieci całego Świata, 999 999 dla całego Świata i ta jedna, najważniejsza – dla jakiegoś nieznajomego człowieka, któremu gorzej na tym ziemskim padole, niż Nam wszystkim tu razem wziętym!

    Pozdrowionka.

  115. z prowincji (01-05 o godz. 08:54)

    Wy tam na prowincji, od czasu jak dostaliście telewizory w latach 1970. szlifujecie stołeczne umiejętności gadania na okrągło i odwracania kota ogonem. III RP jedynie w sensie insygniów i propoców, mitów i symboli, (z ledwością trumien) następuje po II RP – może ktoś tak mówi w tv, ale ja tego nigdzie nigdy nie powiedziałem, więc proszę mnie w tę narrację nie mieszać, bowiem tweirdzę, że w sferze cywilizacji materialno-duchowej nie da się zaprzeczyć, że z II RP ma niedużo wspólnego. Natomiast wiele dziedziczy po PRL, nie w osławionej kwestii ZOMO i opozycyjnego nastawiania tyłka, lecz w codziennym działaniu. Nie wiem dlaczego nie zwrócił pan uwagi na ważniejsze różnice między PRL i III RP, jak rozmiary „prywatnej inicjatywy”, biurokratyzmu i rozwoju rynku konsumpcyjnego, itd. To są ogromne różnice, fundamentalne, wpływające na zachowania i mentalność – jakże mało rozpoznane i dyskutowane.

  116. A ja wciąż jestem senna pisze:
    2011-01-05 o godz. 15:58

    Droga istoto niekoniecznie śpiąca!
    Dziękuję za współczucie i dobrą radę. Niestety to nie jest u mnie katarakta, tylko pięknie brzmiąca „degeneratio retinae”, czyli po naszemu zwyrodnienie siatkówki, choroba nieuleczalna i niestety postępująca, powoli ale systematycznie. Po prostu potrzebuję idealnego oświetlenia i dużych liter i mimo tego jest coraz gorzej. Konsultowałem fachowców i nie ma dla mnie ratunku, to nie rogówka, ani soczewka, które można zastąpić. Słyszałem o jednym przypadku próby przeszczepienia siatkówki od zmarłego dawcy, ale nie wiem czy pacjent przeżył. Częściej wychodzą przyklejania odrywającej się siatkówki laserem.

    Zabawny jest fakt, że to ja powinienem przyjąć nick – „wiecznie śpiący”, bo od wielu lat usypiałem natychmiast po wejściu do auta i tylko ogromnym wysiłkiem utrzymywałem otwarte oczy. To mi popsuło każdy wyjazd wakacyjny. Teraz jest już tak daleko, że i bez samochodu mam te same ciągoty, choć nie potrafię się wyspać w dzień, a w nocy z kłopotami.
    Pozdrawiam!

  117. mag (01-04 o godz. 15:51)

    Zgoda, blog jest ciotowaty, nie da się ukryć. Ale od „blogowego ciotowania” gorszy byłby „chór wujów”.

    Wracając do słów obcych, PR/piar (nota bene, jest on od public relations) razi mnie katastrofalnie. Nie dość, że nieładny językowo i pokrętny, to semantycznie tak z wulgaryzowany, że aż kichy wywraca. Najgorsze, że Redaktor Gospodarz go używa w najlepsze. Z kondominium sprawa jest natomiast całkiem elegancka. Nadużycie jest polityczne, podobnie jak ze słowem rodzimym „solidarność” kontra liberalizm. Każdy chciałby być solidarny i mieć za kondominium państwa ościenne, a przecież musi być jakaś równowaga w tej przyrodzie. I jest, i Polak z całą lekkością i wdziekiem widzi wkoło siebie zjawy liberalizmu i pragmatyzmu (obce słowa), które pozbawiają go wolności i bezpieczeństwa, a wszystko dlatego, że towarzysz Tusk zrobił kondominium i pokrywa to piarem.

    Za Gierka wyciągnieto z tv i spuentowano coś takiego:

    Każdy nosi nos na kwinte,
    chciałby żyć jak Kunta Kinte,
    ale G. wszystko robi
    żeby jednak żył jak Tobi.

    Wystarczy zastąpić Gierka Tuskiem i jest trauma jak ta lala.
    Czy to nie jest piar ludowy?

  118. cynamon29 pisze:
    2011-01-05 o godz. 16:55

    O Cynamonie, miły aromacie w ryżu z jabłkami!
    Cieszy mnie, że się załapałem na podium, czego i Małyszowi życzę, choć oberwało mi się trochę od wspólnego przyjaciela ET za mylne, jego zdaniem, cytowanie genialnych wypowiedzi w lingwistycznym sporze.

    @ET
    Zadałem sobie trud odszukania w zamierzchłej przeszłości blogowej (Prezent dla PIS) list do Sławomirskiego, gdzie było wiele ciekawych historii, które wydawały mi się Pana autorstwa. List jest strasznie długi, a dopiero w PSIKU, wspomniano o przyprawie korzennej, nawet tego kiedyś nie zauważyłem, ale dziś uważnie przeleciałem całość i szukałem wyrazu Cynamon, faktycznie był na końcu komentarza w „post christum”. Przepraszam wszystkich za moje niedopatrzenie, ale męczy mnie bardzo czytanie tekstu bez polskich znaków i zarzucam czasem czytanie na pewnym etapie.

  119. USTAWA ŻŁOBKOWA

    http://www.polityka.pl/kraj/rozmowy/1511964,1,ustawa-zlobkowa-nareszcie.read

    Czy to jest PolnWirt? Nie! To kawał dobrej roboty!!!
    Więc kto Polak na …, do roboty na indywidualnym odcinku.

  120. cynamon29 ( i inni ) pisze: 2011-01-05 o godz. 10:18
    ===============

    >>>Kleofas pisze:(…) >>>

    Obserwuje te dyskusje o Autobahnach. Obiecalem sobie, ze Kleofasa nie tykam, ale nie moge… ( wyjsc ze zdumienia… na taki brak wyobrazni ).

    Nie sztuka docisnac do dechy; to kazdy glupi potrafi. Sztuka sie zatrzymac w niespodziewanej sytuacji; to juz nie kazdemu sie udaje…

    To powiedzial mi Ojciec jak zdawalem ma prawko, majac 16 lat. Puscilem oczywiscie, mimo uszu, jak wszystko co mi Ojciec mowil, bo bylem programowo arogancki szczyl. Zrozumialem sens tego wiele, wiele lat pozniej, gdy mi sie nie udalo zatrzymac…

    Pan Kleofas tez kiedys zrozumie; oby te nauke odebral sam…

    Dawno temu, mieszkalem w Reichu dwa lata; kiedys w pracy pewien mlody kleofas, chwalil sie ze wracal z urlopu 300kmh motocyklem. Na uwage ze wypadki, prychnal ” Ja jeszcze nigdy nie mialem wypadku”. Zdobylem sie na intelligentna uwage, ze oczywiscie, przy takiej predkosci mozna miec tylko jeden wypadek w zyciu.
    Pare lat pozniej, juz w innym kraju doszla mnie wiadomosc, ze wlasnie mial ten swoj wypadek, RIP…

    Powoli kleofasy mam sie wykrusza…
    Pozdrowienia. Georges53.

  121. # georges53 pisze:
    2011-01-05 o godz. 04:08

    ***Do Pana Antoniusa.
    ================
    Nie zapomnialem. Replika nadejdzie, jak obiecywalem.
    Temat nie bardzo nadajacy sie na swieta…Poza tym obecnie coraz rzadziej tu bywam.***

    Drogi georgiusie!
    Mam świetną pamięć, ale krótką. Nie mam pojęcia o czym mówisz.

  122. Rozmilowanym w obcych slowach dedykuje

    ALFABET SLOW OBCYCH
    (w obcych slowach napisany)

    ADULT:
    A person who has stopped growing at both ends and is now growing in the middle.

    BEAUTY PARLOR:
    A place where women curl up and dye.

    CANNIBAL:
    Someone who is fed up with people.

    CHICKENS:
    The only animals you eat before they are born and after.

    COMMITTEE:
    A body that keeps minutes and wastes hours.

    DUST:
    Mud with the juice squeezed out.

    EGOTIST:
    Someone who is usually me-deep in conversation.

    HANDKERCHIEF:
    Cold Storage.

    INFLATION:
    Cutting money in half without damaging the paper.

    MOSQUITO:
    An insect that makes you like flies better.

    RAISIN:
    Grape with a sunburn.

    SECRET:
    Something you tell to one person at a time.

    SKELETON:
    A bunch of bones with the person scraped off.

    TOOTHACHE:
    The pain that drives you to extraction.

    TOMORROW:
    One of the greatest labor saving devices of today.

    YAWN:
    An honest opinion openly expressed.

    And MY Personal Favorite!!

    WRINKLES:
    Something other people have,
    Similar to my character lines.

    Kto moze, niech zrozumie. Kto nie, niech sobie przetlumaczy. Liczne przyczyny katastrofy zesmy sobie przetlumaczyli to i alfabet mozemy, nie?

  123. @ET o 15:36 – napisał jakby mi na złość ludzkim głosem !,
    a mój komentarz który ukazał się tuż pod nim – a czekał parę godzin na wejście – własnie do tego wzywa.
    ET, przyjemnie jest czytać ciebie takiego.

    Rozważań Antoniusa , o godz. 15:26, też „wysłuchałem” z ciekawością i z EMPATIĄ
    Znałem to na bieżąco, były też w swoim czasie dyskusje o tym, co się pod „Krzyżem”, „w imię Wartości” wyprawia, i nie wiadomo, czy ci, którzy tak namiętnie występowali w „obronie” tych – w istocie- terrorystów , rzeczywiście nie widzieli, nie wiedzieli, nie oglądali -chociażby tych filmików) ?
    Czy może dużo gorzej ? – wiedzieli, ale udawali, że nie wiedzą.

    i teraz mam kłopot – bo nie wiem, co jest bardziej obrzydliwe :
    – czy te rynsztokowe bluzgi tych zmylonych i pomylonych ludzi
    – czy te zdania podrzędnie złożone bez wulgaryzmów, wygłaszane z mównicy przez ludzi w garniturach, którzy tych pierwszych wykorzystywali

  124. Drogi Jacobsky! Może mój wpis jest gówno wart, ale dotyczy konkretu. Odnoszę się do tematu, jaki poruszył Gospodarz. Ty, natomiast, chyba najlepiej czujesz się w przedziwnym towarzystwie wzajemnej adoracji. Przedziwnym, bo macie różne poglądy i lubicie sobie przywalać, ale łączy Was jedno: ple, ple, ple, bla, bla, bla, przerzucanie się słówkami, mizdrzenie się na zasadzie: a to zacytuję filozofa, a to błysnę łaciną , francuskim itp. W sumie pieprzycie często bez sensu, byle dogodzić własnej próżności. Może trochę przegięłam, wybaczcie (i tak Was lubie, blogowicze spod znaku Polityki). Wszelka krytykę biorę na własną klatę.

  125. Sloneczka wy moje,
    Przestancie partolic ! „Predkosc” jest tylko obrotowa. „Szybkosc” jest liniowa. Zycze Wam wylacznie szybkosci. Nigdy – predkosci.

  126. @Cynamonie, (godz. 16:55 ) – oklaski ! Tak trzymaj!

    @Antoniusie – tak mi przykro !, ze nie można ci pomóc przy tej cholernym zwyrodnieniu siatkówki ! To truizm, nie zaniedbuj jednak diety i zasad „higieny dla ócz” – a kto wie, doczekamy się na to paskudztwo lekarstwa
    – w każdym razie wiedz, że towarzyszy ci cała moja EMPATIA
    (żeby nie było,że prywata i nie na temat)

    @mag (01-04 o godz. 15:51) i
    @telegraphic observer ,17:25

    Nie- zgoda, blog NIE jest ciotowaty, ażeby pozostać w tym kręgu skojarzeń- to raczej czasem jak we włoskiej rodzinie, gdzie też się zdarzają wyrzuty i wyrzutki, albo chuligani przelotem
    panuje ogólny rozgardiasz, ale jeśli nie ma bezposredniej reakcji na czyjeś przemyślane, mądre zdanie – nie oznacza to, że nikt tego nie usłyszał.
    Łatwiej jest reagować na oczywistą bzdurę lub obelgę.
    Trudniej gdy się z czyimś zdaniem zgadzamy.
    Trudno jest coś dodać, jeśli ktoś tak ujął sprawę w słowa, że nie mamy już nic do dodania. Albo ktoś inny już nas wyręczył. Zostawiamy to tylko we wdzięcznej pamięci. Albo zapisujemy sobie na boku co celniejsze wypowiedzi.
    Żałując, że są dla cierpliwych, którzy przebrną czasem przez muł, chwasty i small tok

  127. Do tej pory powinnam już wiedzieć, że w życiu nigdy nie sprawdzają się proste diagnozy i recepty, mimo to wciąż pcham się z dobrymi radami, bo a nuż okażą się zbawienne. Mój tata jak niewinny nagietek chodził sobie po świecie, do ostatniej chwili nie wiedząc, co mu jest, pan przynajmniej był u specjalisty. Właśnie znalazłam coś o terapii fotodynamicznej, od kilku lat dostępnej w Polsce. Pewnie pan już dawno o tym słyszał i może stwierdził, że to też nie jest rozwiązanie dla pana, ale rzecz właśnie w tym, że teraz w każdej dziedzinie medycynie co rusz wdrażane są nowe metody i coraz bardziej wzrasta prawdopodobieństwo, że któraś z nich to będzie to.
    http://www.okulistyka.katowice.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=101&Itemid=109

    P.S. Ja już nie jestem senna, pora zmienić nick, może na Namolną Samarytankę, nie wiem, jeszcze pomyślę.

  128. Powyższe jest do antoniusa

  129. ET pisze:
    2011-01-05 o godz. 13:45
    —————————————————————————————
    1. To nie tak. To raczej pana kiedyś zajęło, ja śmiałem tylko zwrócić uwagę po pewnym czasie. Dlaczego? To proste. Pisze pan dużo, niekiedy nawet aż nadto, chyba z zamiarem aby czytali inni. Tu zacytuję p. antoniusa (rady pańskiej posłuchałem, czytając nie tylko Cynamona 29, ale i innych co sądzą na temat niektórych wypowiedzi w tym i pańskich) , otóż: „ale męczy mnie bardzo czytanie tekstu bez polskich znaków i zarzucam czasem czytanie na pewnym etapie”.
    2. Zgadzam się też i z tym wpisem:kania pisze:2011-01-05 o godz. 15:38
    Stąd kończę, bo można tak bez końca. Odpowiedzią pańską jak i
    wcześniejszymi nie czuję się rozczarowany.

  130. A ja wciąż jestem senna pisze:

    2011-01-05 o godz. 15:58

    „Prawdopodobnie ma pan kataraktę, czyli zaćmę. ”

    Tu juz byla taka Pani co chciala leczyc chirurgicznie redaktora Passenta.
    Nastepna kobieta nasaczona wiedza medyczna swiadczy o wadze problemu niespelnionej znachorki czy babki.
    Moja rada.
    Prosze sobie pomoc ze snem zanim zacznie Pani innym udzielac prad medycznych.

    Slawomirski

  131. cynamon29 pisze 2011-01-05 o godz. 16:55 -o różach

    Chwyleczke-chwyleczke , cynamonie jeden: dlaczegóż to
    najpierw róże dla staruszka , a w dalszej kolejności dla pań ?
    (staruszek sio! do kolejki, do panów)
    A dlaczego więcej dla Gospodarza ? (on jest jeden, a pań jest – niejedna)
    A dzieciom po co ?

    Zatem na poczatek proponuję wyhodowanie tej jednej
    dla tej jedynej

    (mozna to nazwać :”kompromis”
    oczywiście nie zgniły, bo róża się zasusza
    … ale „piar” cynamona niezły… – co ?)

  132. antonius pisze:

    2011-01-05 o godz. 17:23

    „Słyszałem o jednym przypadku próby przeszczepienia siatkówki od zmarłego dawcy, ale nie wiem czy pacjent przeżył.”

    Ja slyszalem o przeszczepie mozgu. Powodem nie byla narkolepsja. Pacjent sie zgodzil bo mozg byl prawie nowy, polski, nie uzywany.

    Slawomirski

  133. @”A ja wciąż jestem senna” –
    -czy ty masz jeszcze jakieś inne imię ? (Jestem pewiem, że znam cię pod innym.)
    Bo dosyć smiesznie wygladają te wszystkie odniesienia się do ciebie , pisane (akurat) przez facetów (wszyscy nagle zapadają w senność i damskość…)
    Sorry, że późno, chciałam ci dużo wcześniej podpowiedzieć, że tajemniczy (i melancholijny) @otago zostawił liczne tropy, ze mieszka nieopodal Ontario Lake. Ale i tak byłas dzielna ! (z tym Conradem, no no).
    Cóż , kiedy jego tylko ten klucz i ten krzyk interesuje. Tylko tych dzikich…
    Zostawmy go jego melancholii, a czasem nam się objawi i coś nam rzuci mimochodem… Jakąś perłę albo zgubione pióro…

    (perła – syntetyczna, (bo zwięzły ci on) , a pióro-gęsie
    grunt, ze nie własne i że nie zlamane …)

  134. telegraphic observer pisze:
    2011-01-05 o godz. 16:49
    TJ (01-05 o godz. 00:13)
    „T.O.: Jaka jest i skąd ta polska bylejakość? Ano zda się, że kuśtyka ona na dwóch nierównych nogach.
    TJ: Przypisywanie dla PRL 50 % roli (lewa noga) w kształtowaniu byle jakości brzmi doktrynersko.
    Brzmi doktrynersko, ale przecież nikt PRL-owi nie przypisał 50 procent winy. Ja co najwyżej zostawiłem otwartą sprawę ustalenia proporcji i wyrażenia jej liczbowo. Oczywiście dyskusyjna sprawa (byle nie do usranej śmierci). Ale faktycznie moja doktryna jest antysocjalistyczna, i jest ona w połączeniu z teorią PolnWirt, wcale nie w sprzeczności z nią.
    Otóż antysocjalizm, zwany także liberalizmem (z przedrostkami i przymiotnikami) dyscyplinować może zapędy i zachcianki bylejakości.”

    Mój komentarz

    Problem Poln. Wirt., to nie tylko rynek, aczkolwiek rynek zmusza do przestrzegania konkretnych reguł, pełni bardzo ważną rolę, wręcz pierwszoplanową w kształtowaniu pragmatycznego, trzeźwego oglądu świata. Rynek, to pierwsze realia, które każdy obywatel ma przed sobą.

    Aby podjąć próbę opisania źródła Poln. Wirt. należałoby wejść na działki ustrojowe – państwo, sądownictwo, kastowość, zakres władzy królewskiej lub książęcej, prawo to regulujące, ustrój samorządowy miast, prawo do zrzeszania się, np. gildie kupieckie, związki miast, przepisy regulujące funkcjonowanie handlu i rzemiosła, podmiotowość obywateli w miastach (poza miastami obowiązywała w Polszcze uniwersalna maksyma – co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie), prawa wyborcze, współfunkcjonowanie tronu i ołtarza (zakres autonomii ołtarza, ale i zakres autonomii państwa), traktaty o państwie i prawie, o przyrodzonych regulowanych wolnościach ludzi (Erazm), rozwój filozofii rządzenia, itp., itd.

    Tego wszystkiego prawie nie było na większości terenów, gdzie rodziła się polskość lub było zbyt mało (zachodnie ziemie) by zapłodnić, zaindukować nową filozofię egzystencji.

    I rezultat widzimy, do dziś mamy mentalność w pewnych obszarach zastygłą, skamieniałą gdzieś na etapie styku romantyzmu i pozytywizmu – druga połowa 19 wieku, po części niestabilną, rozmemłana, chwiejną, co skutkuje w funkcjonowaniu współczesnej demokracji chwiejnością, wręcz wahadłowością dużej części elektoratu – raz na tę partie, bo jest przeciwko zapinaniu pasów i alkomatom, drugi raz – dobrze gada, w górę dziada.

    Ludzie po prostu nie zdają sobie sprawy, czym jest społeczeństwo, państwo, czym demokracja i najczęściej odwołują się w swoich oczekiwaniach, życzeniach, marzeniach do arkadii (dzieciństwo, infantylizm), ponieważ innych opisów świata ich kod kulturowy nie jest w stanie odczytać. Stąd tak powszechne szafowanie obietnicami przez panów kandydatów.

    Skoro ludzi to kupują? A że tymczasowo? To co, ja mam ich uczyć myśleć?

    Szczególne trudności sprawiają przeciętnemu obywatelowi dwie kategorie – prawdopodobieństwa oraz czasu.

    Jeśli coś jest tylko prawdopodobne, to „poprawnie”, idealistycznie, maksymalistycznie, po polsku myślący obywatel zaraz uderza w nuty wrogości – knowania, spiski, celowe zwlekanie, ile można czekać, i… jest zaspokojony, bo utwierdził się w swojej racji, prawidłowo odczytał podchwytliwy, zmyłkowy przekaz.

    Jego kod kulturowy odczytał wszystko, koniec dyskusji, można co najwyżej odsłuchać, jak antonius pisze, wrzutek, np. związanych z seksem oralnym.

    Jeśli wskazuje się, że nic nie od razu i być może raport z katastrofy będzie za pół, a nawet za rok, jak to bywa zwykle w przypadkach katastrof lotniczych, to obywatel zaraz uderza w zamach, czyli znów wrogie siły i znów jest usatysfakcjonowany, wyszło na jego.
    Jego kod kulturowy nie przewiduje myślenia z wyprzedzeniem na więcej niż np. tydzień, miesiąc.

    Kod (nadbudowa) jest silniejszy od ludzi, których populacja czerpie z niego spoistość.
    Populacja taka niekoniecznie to musi być społeczeństwem obywatelskim, może być równie dobrze społeczeństwem nieobywatelskim lub okazjonalną, np. złożoną z najodważniejszych osobników grupą plemienną wędrującą w poszukiwaniu nowych siedzib, jak to się działo w pierwszej połowie pierwszego tysiąclecia w Europie.
    Niektóre grupy ewoluowały, organizowały się na wyższym poziomie, zakładały własne państwa, inne znikały po ustaniu przyjaznej koniunktury.

    Powyższa „socjologiczna” teoria o konfrontacji kodu społeczno-kulturowego społeczeństw zapóźnionych ze współczesnym rozumieniem państwa tłumaczy łatwość, z jaką np. PK na tym blogu rozprawiał się ze wszelki i argumentami. Po prostu traciły one automatycznie ważność rozpadając się na proszek, jak kadłub Tu-154 po wybuchu bomby izowolumetrycznej, z chwilą przeniesienia ich na wrogich, opłacanych suto srebrnikami adwersarzy.

    Wrogość jest uniwersalnym medium obronnym. Jest skuteczną tarczą, chroni efektywnie tożsamość, ale zarazem jest bardzo szkodliwym narzędziem, bo nie sprzyja zmianom, hamuje ewolucję świadomości, blokuje kanały informacyjne, nie dopuszcza do odbioru i przetwarzania informacji (indywidualnie i wspólnotowo) stanowiących bodźce dla ewolucji.

    Pzdr, TJ

  135. @Jacobscy 14:42

    A co z empatia ? Mag sie skarzy na brak odniesienia, a ty mu brutalnie, w stylu Komorowskiego; jaki prezydent taki wpis(cos mi sie pokrecilo, ale wiadomo o co chodzi). A slyszales, ze internauci zlozyli sie na Kononowicza, bo maja dosc nabijania sie z tego biednego czlowieka.
    Klaniam sie z szacunkiem
    LP

  136. antonius pisze:

    2011-01-05 o godz. 15:26
    NARRACJA, EMPATIA i ASERTYWNOŚĆ.

    Z przykroscia przeczytalem ten wpis. Jak smutny musi byc panski swiat skoro tyle w nim wulgaryzmu. To jest Pana wybor. Pan chce zyc w takim swiecie jaki Pan nam przedstawia. Ja sie na to nie zgadzam. Ja wymagam i domagam sie humanizmu na codzien. Pomylony czlowiek czy ludzie sa takimi tylko przez chwile. Zycie jest lepsze pomimo faktu nieistnienia jutra.

    Slawomirski

  137. Droga i Szanowna Mag!

    Skazany jestem nieustannie na stawanie w obronie Kartki z Podróży.
    Ja jestem z natury gaduła, ale zarzut wobec Kartki o przerzucanie się bon-motami jest nietafiony. O ile trudno mi przeciwstawić się zarzutowi ciotowatości, o tyle puste gadu-gadu jako zarzut dla Kartki … ręce mi opadają.

    Proszę wszystkich o zrozumienie mechanizmu opóźniania publikacji komentarzy.
    Dopuszczam możliwość, że w czasie kwarantanny komentarze późniejsze są kwalifikowane wcześniej do publikacji. Zróbcie to, proszę, co możecie: przywołujcie nick i czas komentarza komentowanego. Niekedy mam wrażenie grochu z kapustą.

    Na potrzeby chwili użyto mego przywołania „zatrybiania” przypisując mi nie wyrażony postulat. Nie wzywałem do zatrybiania! Chodziło mi o potrzebę użycia wielu słów aby zauważono coś napisanego przeze mnie. I to co najmniej kilka dni wcześniej. A Ty Mag necierpliwisz się i wyrażasz lekki żal z powodu braku echa na Twój wpis, którego jeszcze nie miałem szansy przeczytać. Czy to nie citowatość? Mając na końcu języka nicki tych których lubisz, w tym samym akapicie zarzucasz ciotowatość nie wymienionym z nicka – tak to rozumiem.

    Ograniczę się do Kartki. To postać z mojej manii – przyjmijmy na potrzebę tego zadania taką platformę. Wykonaj pracę odszukania komentarza Kartki wkomponowującego się w ciotowatość z okresu ostatniego miesiąca z któregokolwiek blogów e-Polityki. To jest mała moja bezczelność. Nie prosiłem Kartkę o pozwolenie dokonania takiego zabiegu obronnego. Może mu taki adwokat nie potrzebny. Ba nawet może jest źródłem niedźwiedzich przysług.
    Znajdź czas, wolę i serce do tego zadania. Lub napisz: nie chcę mi się.

    Jestem dumny, ze jesteś Tu. Jestem dumny, że mogę bezpiecznie dla mego serca, dla umysłu, dla duszy czytać blogi e-Polityki. To mocny ton. Ale ja się tej podniosłości nie wstydzę. I chętnie wymienię Ciebie gdy będę tę dumę wyjaśniał. Dawaj więcej do tego powodów. Także starannością ilustrowania słusznych tez.

    Składam wyrazy szacunku! Bądź proszę naturalna! Bądź proszę liczącym się uczestnikiem mądrych rozmów blogowych. I szukaj w sobie wielkości.
    Ja jestem malutki i nie muszę ćwierkać. A czytania i rozumienia jestem głodny.

    Zwróć uwagę na moją zasługę. ET i Cynamon będą komentowali swoje wpisy, tylko wtedy gdy nie będą ciotowate. Ten stan mógł nastąpić beze mnie.
    Ale jest okazja podsunąć żabią nóżkę.

    Ruszam do czytnia zaległych.
    Radości z przejmująco ciekawych rozmów w 2011-m życzę!

  138. Blogowi mędrkowie swoje, a życie swoje – tragedia na A4

    „Zginęły dwie osoby…. Według policji, do wypadku przyczyniła się mgła i gołoledź, a także niedostosowanie przez kierowców prędkości do bardzo trudnych warunków… Był to kolejny w ostatnich tygodniach podobny karambol na tym odcinku A4… Dlatego niewykluczone, że w przyszłości zostanie tam znacząco ograniczona prędkość, dziś można tam jechać nawet 140 km na godzinę…”

    Nie pora na żarty, ale warto by wśród mędrków blogowych przeprowadzić ankietę, kto jest najbardziej winny:

    a) człowiek za kółkiem,
    b) piloci naszej nawy państwowej i ich radosna twórczość legislacyjna,
    c) strona rosyjska

    http://auto.dziennik.pl/artykuly/316306,tragiczny-karambol-na-a4-szokujace-sceny-okiem-kamery.html

  139. @mag
    No to przeczytałem.

    Jeszcze nie był u nas ksiądz z kolędą. Będzie to pierwsza kolęda po upublicznieniu krytycznego wobec herarchii kościelnej listu zakonnika.
    Sądzę, że moja dumna teściowa cierpiąca nieustannie mniej będzie w czasie spodziewanej wizyty narzekała niż zmęczony kolędą ksiądz.
    To pierwszy z napotkanych w tym zestawie ciotowaty element rzeczywistości.
    Swe przepraszam Kartka umieścił. W tej kwestii chwilowe zamknięcie salda.
    Karawana idzie dalej. Cnót chrześcijańskich przypływu nie spodziewam się.

    Ktoś napisał: „Każdy chciałby, aby drugiemu zabrano i jemu nawet dołożono …”
    Napisałem gdzieś na blogu e-Polityki coś takiego: „Mogę zrezygnować z piwa i kawy, jeśli ujmie to cierpień moim rodakom.” Tępię użycie „każdy”, „wszystko” itp.
    Taki jestem ciotowaty.

    Są barwy kłócące się. Sa nicki nieprzystawalne do innych.
    A ja obiecałem nie gadać. Chyba, że będzie o czym.
    Mam manię nie używania obcych wyrazów.
    I PRAWIE zawsze zaglądam gdzie mogę jak to jest po naszemu.
    Pani ewentualne zauroczenie obcymi słowami może być fascynacją ciotowatością. Nie znam obcego odpowiednika wujowości.
    Więc milknę z przyjaznym uśmiechem.

  140. Cynamonie, piękne dzięki za jedną z 999 róż. Przed chwilą krytykowałam naszych współbraci i współsiostry z blogu za to, że zdarza im się pieprzyć bez sensu i nie na temat, ale doceniam przyjemności drobne, jakimi możemy się nawzajem obdarzać. Cóż mam Ci dać? Umówmy się, że wirtualnie całuje Cię w serce, które jak podejrzewam, jest czułe i empatyczne.

  141. mag pisze:
    2011-01-05 o godz. 21:39

    Tak się zarumieniłem, że aż poszło na meble i ściany! Dziękuję !!!
    Poza tym: Twój „bunt” był bardzo kobiecy i skuteczny!
    Popatrz tylko ile reakcji !!!

    A co do mnie: wyznaję zasadę „Żyj i daj żyć innym” (w miarę godnie
    i pięknie).

    Pozdrowionka (wciąż zarumienione!).

  142. Orteq pisze:

    2011-01-05 o godz. 18:08

    Dziekuje.
    Przyjemne i zabawne.

    Slawomirski

  143. ET pisze do mnie:
    „Zdziwila mnie Twoja uwaga dot. polskiego sukna. Narodowe milostki niejednokrotnie prowadzily do degrengolady.”

    Gdy ktoś mnie nie rozumie to moja wina, a czesto i mój ból.
    Więc wyjaśniam.

    PKB rośnie. Bałagan w Polsce także. Nie wiemy co zrobić, by ludzie nie zamarzali, nie ginęli w mgle w zmiażdzonych samochodach, chorzy doczekali sie ulgi a nie miejsca w kolejce w 2014-m. A Wyście się spierali, już nie kto pierwszy przeprosi, ale komu się pierwszemu znudzi. ET i Cynamon. Mijajcie się nie zachacając się o siebie, tak jak obiecaliście. Ojczyzna potrzebuje sukna waszych myśli. Egotyzm Polaków i rozdrapywanie wspólnego Polskiego nazwane zostało kiedyś szarpaniem do siebie postawu sukna. Dokładniej żródła nie pamiętam. Nie bierzecie udziału w konkursie z nagrodamy lecz w rozmowie o sprawach bardziej wspólnych niż blog e-Polityki. Ojczyzna w potrzebie a Wy taplaliście się w śmieszności. Nawet WIELKIE I SłUSZNE RACJE mogą mieć śmieszne suknie.

    Umizgom Telimeny do Tadeusza daleko do źródła degrengolady.
    Ot miłostka podniecająca niedorostka. Proszę więcej życzliwej troski o mnie i innych oraz mniej armatnich słów. Od rewolucji to ja mam tu jednego ulubionego.

    Dziękuję Wam obu za ochłonięcie i ciesze się na Wasze mądre komentarze.

    Miało być 100 kwiatów w ogródku Seniora Daniela Passenta.
    Czy chwilowe 99 też bylo niejasne?

  144. Kartka z P. o 21.23
    Są jeszcze wieści na temat dwóch dochodzeń antymonopolowych. Jedno, o połączeniu dwóch spółek SP w energetyce, źle świadczy o liberaliźmie rządu. Z drugiej strony Polska jest liderem wykorzystania funduszy UE. Słodko-gorzkie jest życie i wszystko – teraz dopiero odkrywam sens tej słynnej frazy.

  145. mag,

    wyluzuj sie ! Ten blog to rozrywka, gdzie kazdy bawi sie jak potrafi, i czym potrafi. Ani Ty, ani ja, ani nikt z produkujacych sie tutaj swiata nie zmieni, bez wzgledu na ilosc znakow we wpisie, i bez wzgledu na jego tresc. Po co wiec te zaczepki wobec innych i wkurzanie sie, ze nikt nie dostrzegl jakosci Twych przemyslen ? Blogowe zainteresowanie na pstrokatej chabecie jezdzi – pora pogodzic sie z tym, pisac swoje jesli taka ochota, i nie frustrowac sie z byle powodu, a juz zwlaszcza tym, ze pisujemy nie o tym, co Ty uwazasz za istotne. Chcesz narzucac dyscypline ? Zrob sobie swoj blog i na min prowadz tak glebokie dyskusje jak studnia bez dna. Ale nie pisz prosze, co inni powinni na tym blogu, bo wlasnie takie wpisy sa gowno warte, jesli juz nalegasz na tego typu porownania.
    Calkiem mozliwe, ze my wszyscy razem wzieci i kazdy z osobna, nie mamy nic do powiedzenia poza sterylnym bla-bla. Zaplodnij nas zatem, ale w bardziej inteligentny sposob niz wkurzanie sie na to, ze nikt nie zainteresowal sie Twoim wpisem.

    Pozdrawiam

  146. aqa pisze:
    2011-01-05 o godz. 19:53

    Odpowiadam w kolejności:
    Ad 1: dla staruszka, ponieważ to On pierwszy i bodaj jedyny na tym
    blogu, wielokrotnie „wysyłał” Nam róże. Jeśli łaskawie cofniesz się do archiwów, to je na pewno znajdziesz – o ile pamiętam zawsze mówił
    o „90 różach”.
    Ad 2: dla Gospodarza, ponieważ to dzięki jego blogowi w ogóle TU się
    spotykamy – My wszyscy (napomknąłem zresztą że to „noworoczna
    łapówka” żeby Nam „interesu” nie zlikwidował).
    Ad 3: dzieciom, ponieważ sam kiedyś byłem dzieckiem i jako takie
    nie otrzymałem nigdy róży! A chciałem otrzymać! A więc niech je
    (te róże) inne dzieciaki mają!
    Ad 4: „dla tej jedynej” jak piszesz, czyli mojej małej żonki, tą jedną
    różę zacznę hodować gdy tylko aura zewnętrzna postanowi zamienić
    się na „tą zdatną do życia” człowiekowi i różom.

    Aqa, dedykowałem Wam, wszystkim Paniom na tym blogu 999 róż.
    Jeśli dobrze policzyć, powinnyście otrzymać każda po kilkadziesiąt
    róż – każda z Pań! Czy to mało?
    Aquś, nie bądż proszę zachłanna.
    Wiosną obdaruję Was fiołkami. Pisząc Was, mam na myśli tylko Panie!

    Pozdrowionka.

  147. Szanowny i drogi Staruszku! Potraktowałes mnie dośc łaskawie i chwała Ci za to. Rownież za coś w rodzaju przestrogi: „ja jestem malutki i nie muszę ćwierkać”. Uwierz mi, ja też nie muszę, a czytania i rozumienia (czytania ze zrozumieniem?) też jestem głodna. Chyba opacznie zrozumiałeś mój może nienajwyższej próby dowcip o zachowaniach wielu blogowiczów, jak „u cioci na blogu”. „Każdy mówi o czym innym, jak zwykle w życiu rodzinnym” (Boy-Żeleleński). I to właśnie miałam na myśli. Rozumiemy się?

  148. TJ o 20.06

    Ten wpis wraz całokształtem teorii o kodzie kulturowym Polaków umacnia moją egotyczną niewątpliwie tezę, do tego banalną, że te sprawy najlepiej widać z zewnątrz. Pozytywizm a romantyzm – he, a bo to jest najważniejsze spięcie idei w ostatnich dwóch stuleciach? A bo to Węgrzy są jacyś inni, a Portugalczycy, a Bułgarzy, albo nawet Irlandczycy w tych sprawach?

    Nie, nie i nie. Nawet nie ma słowa o oczynszowaniu, to rozumiem bo jego było brak, ale o pańszczyźnie brak jednego choćby zdania. „Ludzie po prostu nie zdają sobie co to społeczeństwo”, a jak mają „zdawać” skoro nowoczesne społeczeństwa w różnych krajach kształtowały się przez 200-300 lat, a w Polsce raptem ile? Dwadzieścia, bo nawet poprzedniego 20-lecia nie da się w tamtych międzywojennych, sfaszyzowanych, izolacjonistyczno-etatystycznych gospodarczo czasach nazwać dobrym okresem historycznym. Ale przecież narody, choćby te wymienione powyżej, jakoś wybijają się na nowoczesność. Więc to oglądanie się do tyłu daje mi ból w dolnych częściach kręgosłupa. Krótko mówiąc, każdy naród niesie bagaż historii, doświadczeń i instytucji, i każdy jakoś sobie daje radę i prze do przodu. Pamiętajmy przy tym, że Polska z regionu była najgorzej rozwinięta materialnie, o wiele gorzej niż CSRS, NRD i WRLD, a nawet Estonia/ Do tego w dobrym tonie jest mówić o Polsce jako mocarstwie regionalnym pierwszej wielkości, a nawet światowym. Pamiętajmy też, że PRL ten nacjomegamagnetyzm rozwijał solidnie przez co najmniej 20 lat. Z tego wyszło niezłe discopolo.

    W 1991 roku mówię w gronie rodaków w kraju, że m.in. będą rozwijać się usługi i to będzie motorem gospo… ale jak zobaczyłem ich miny zdziwione, jak poleciały na mnie słowa oburzenia i wzgardy o to, że nic nie pamiętam już z kraju rodzinnego … .

    Spotkałem raz emigrantów z obozu w Hiszpanii (rok 1987/8), ach, z jaką wyższością rozprawiali o brudnym, zabobonnym i niepozbieranym tamtejszym ludzie. Innym razem w kraju całkiem lewicowa dama uraczyła moje towarzystwo odśpiewaniem „My, Pierwsza Brygada”, jakby Marszałek kojarzył jej się tylko z PPSem. Śmieszne sa te polskie skojarzenia, każdy naród ma je dziwne, nielogiczne, przypadkowe, niewytłumaczalne, ale polskie są najsmieszniejsze ze wszystkich.

    Pzdr. T.O. cha-ha-cha…

  149. A ja wciąż jestem senna pisze:
    2011-01-05 o godz. 19:14

    Ja już naprawdę jestem senny (po Szkle Kontaktowym), patrzę „co nowego w Polityce…”, naciskam „Start” i coś tam, coś tam i idę spać. Krótko: Dziękuję za link, skopiowałem artykuł i gdy stopi się śnieg pójdę do mojego okulisty, oczywiście prywatnie, bo NFZ-owo utrudni mi ruchy nowy śnieg w listopadzie.

    Czuję się zaszczycony, że Pan S. przeczytał moje komentarze, ale go nie rozumiem w pełni.

    Slawomirski pisze:
    2011-01-05 o godz. 20:26
    ***z przykroscia przeczytałem ten wpis. Jak smutny musi byc panski swiat skoro tyle w nim wulgaryzmu. To jest Pana wybor. Pan chce zyc w takim swiecie jaki Pan nam przedstawia***

    Już napisałem Georges’owi, że mam krótką pamięć, więc wulgaryzmów w moim życiu i świecie nie zauważyłem. Muszę jeszcze raz przeczytać mój tekst, może zrozumiem w czym rzecz.

  150. antonius pisze:
    2011-01-05 o godz. 17:23
    antonius pisze:
    2011-01-05 o godz. 17:39

    Antoniusie, Twój „miły aromat do ryżu z jabłkami” melduje się ponownie.
    Po Twojej odpowiedzi do @A ja wciąż jestem senna, zadałem sobie nieco
    trudu rozpoznania, rozgryzienia i poszukania ewentualnych środków
    zaradczych przeciw „degeneratio retinae”.
    No i mam. To nie jest tak jak Ty myślisz. Owszem na dzień dzisiejszy
    choroba jest nieuleczalna, ale jest do zastopowania!
    Po pierwsze: Dr. Steffen Schmitz-Valcenberg z Augenklinik Uniwersytetu
    w Bonn stosuje już od lat metodę iniekcyjną (zastrzyk w gałkę oczną –
    podobno bezbolesny) za pomocą leku o nazwie „Lucentis”. Ten lek
    atakuje i likwiduje proteiny niszczące mini naczynia krwionośne w Twoim
    oku. Ten zabieg trzeba powtarzać raz w miesiącu.
    Jest jeszcze inny lek „Visudyne” – tu zastrzyk otrzymujesz w ramię, też
    raz w miesiącu ale po nim potrzebne jest naświetlanie oka laserem.
    Druga metoda to leczenie za pomocą genów. Stosuje ją Profesor Uwe
    Wolfrum z Uniwersytetu w Mainz. Polega ona „wymianie” genów
    odpowiedzialnych za zakłócanie transportu substancji białkowych. Idzie
    tu o komórki genetyczne zwane Cilien.
    No i trzecie rozwiązanie, bodaj najbardziej sensacyjne i nawet powodujące powrót do jakości wzroku sprzed lat.
    Prof. Eberhart Zrenner z Uniwersytetu w Tubingen wszczepia w dno
    gałki ocznej mały chip (3 x 3 mm) powodujący powrót do pełnej jakości
    widzenia. Jak to się dokładnie odbywa niestety jako laik nie jestem Ci
    w stanie powiedzieć. Ponoć tenże Profesor ma na swoim koncie setki
    bardzo zadowolonych i wdzięcznych pacjentów!
    O ile moje informacje będą Tobie w czymkolwiek pomocne, o tyle sam
    się ucieszę.
    Tymczasem dobrej nocy i …

    Pozdrowionka.

  151. antonius pisze:
    2011-01-05 o godz. 18:01
    Drogi georgiusie!
    Mam świetną pamięć, ale krótką. Nie mam pojęcia o czym mówisz.

    Szanowny Antoniusie

    Przepraszam, że się „wcinam” ale zainteresowała mnie Wasza wymiana zdań na temat pewnego sfilmowanego incydentu dot. potraktowania palestyńskiego dzieciaka przez żołnierza izraelskiego i myślę, że Georges53 zapowiedział przekazanie swych refleksji na temat Pańskiego komentarza. Może to o to chodzi? Odnotowałem w tej kwestii wypowiedzi Georgesa53, Marka i Pana, obejrzałem linkowany film i mam też na ten temat własne refleksje wynikające trochę pewnie i stad, ze niestety dane mi było zobaczyć nie tylko na filmie a w realu okrucieństwa wojny. Ale czy tak naprawdę, to poza jakimś wąskim gronem to kogokolwiek interesuje? – pozwalam sobie wątpić chociażby dlatego, że na wpis Wodnika53 u red. Szostkiewicza dot. wyczynów Hasima Thaci reakcja była żadna.

    Pozdrawiam, Nemer

  152. mag (18:29)

    „moj wpis gowno warty…krytyke biore na wlasna klate”

    esli wlasna krytyka to i wlasna klata, nie? Fair jest fair.

    Ogromnie podniecajace sa panie, w ktorych samca sie czuje. One powinny byc pierwszymi, ktorym swiecenia kaplanskie zostana przyznane. Benek XVI juz nad tym pracuje w pocie czola.

  153. Na blogu pana bylego ministra W. Kuczynskiego bryluje, praktycznie nie oponowany przez nikogo, pan mecenas Glos Zwykly. Ostatnio zajal sie on, na moment, najnowsza ksiazka Jana Tomasza Grossa, „Zlote zniwa”.
    http://fakty.interia.pl/historia/news/zlote-zniwa-polacy-czerpali-zyski-z-holokaustu,1576965
    Zastanawiam sie dlaczego na tym tutaj blogu jakos cicho w tym temacie. Zbyt trudny to dla nas, niedomytych, temat? Czy tez zbyt juz umeczony medialnie?

    Glos Zwykly przemowil niezwyklym, jak na ten temat, glosem. Takie jego zlote mysli przytocze:

    „taki stan rzeczy jak ten, że w czasie II wojny światowej w żydowskim getcie umierał człowiek z niedożywienia, co ileś tam minut, a dziesiątki tysięcy było zabijanych w sposób zorganizowany…to jest stan rzeczy, który trwał przed II wojną światową, po II wojnie światowej i wydarza się dzisiaj każdego dnia. Tak więc zachowania Polaków wobec tragedii żydowskiej były analogiczne wobec wszystkich podobnych przypadków…” (głos zwykły napisał(a): 5 stycznia 2011, o godzinie 21:16)

    Pomine fakt, ze nie „dziesiątki tysięcy było zabijanych w sposób zorganizowany”, tylko miliony. Nasz glos (nie)zwykly ma wyraznie na mysli REWIZJE cyfr holokaustowych. Ale mniejsza o to. Ja skoncentruje sie na jego przemysleniach na temat Holokaustu. Wskazujacych na normalke tego wydarzenia:

    „to jest stan rzeczy, który trwał przed II wojną światową, po II wojnie światowej i wydarza się dzisiaj każdego dnia.”

    Holokaust wydarza sie kazdego dnia! To ile powstanie, w rezultacie, muzeow kazdodniowych Holokaustow? A ile Oswiecimiow bedziemy musieli zabrac naszym katozakonnicom i oddac Izraelitom w ich jurysdykcje? No bo oni nie przepuszcza zadnej okazji, nadajacej sie do celebrowania meczenstw Narodu Wybranego.

    Napisze otwartym tekstem. Pan mecenas o nicku glos zwykly mogl byc tylko i wylacznie wyksztalcony i uksztaltowany tam gdzie byl. To znaczy, w komunie. Oraz w srodowisku rodzinnym o odpowiednich tradycjach i przekonaniach. Czyli, tych katonarodowych. On zreszta zapewne nie zdaje sobie z tego sprawy. Polacy wychowani bez takiego podkladu, ale ktorzy uksztaltowali w sobie takie same poglady, sa zupelnie inni niz glos zwykly. Oni sa, po prostu, moherami.

    Tez szkodliwymi, i tez nas osmieszajacymi. Ale tak jakby troche mniej.

  154. W GW młody żurnalista napada na młodego posła PZPR, pardon, SLD:

    http://wyborcza.pl/1,75968,8909882,Poslowie_nie_maja_pojecia_o_emeryturze.html

    Podobno reformy Buzka nie były takimi wielkimi porażkami. Te rozwiązania przygotowano za poprzedniego rządu(-ów) SLD. Na przykład prof. J. Hausner przygotował reformę emerytalną, za którą cały świat chwalił odważnych reformatorów w Polsce i okazuje się, że naśladował. Więc jakie są fakty, obiektywnie …

    Eh, wszystko to mainstreamowe media namanipulowały, żeby nie powiedzieć – neoliberalne, na usługach Chicago Boys (niektórzy piszą boy’s) i macherów z Wall Street i teraz nie wiadomo co białe, a co czarne. Ale choć wiadomo, kto jest czerwony!?

  155. #antonius pisze: 2011-01-05 o godz. 18:01
    ====================

    >>>Mam świetną pamięć, ale krótką. Nie mam pojęcia o czym mówis>>>

    Szanowny panie Antonius,
    Sluze podporka…

    http://passent.blog.polityka.pl/?p=787#comment-188472
    (cyt. z georges53 )
    „antonius pisze: 2010-12-23 o godz. 12:37
    ========================
    Szanowny Panie,
    Szanuje Panski wlozony wysilek ( to nie kpina ); przygotuje odpowiedz i sie odezwe. Obecnie bywam tu wyrywkowo, wiec minie dni pare.”

    …i w miedzyczasie pozdrawiam.
    Georges53.

  156. Czytając ten wpis wzdychałem – Jarosławie, odezwij się! Wydaje mi się, że komentowanie wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego, to jedyny temat, w którym autor bloga potrafi zaprezentować swoją asertywność.
    Jest to również jedyna okazja, w której premier Tusk nie wydaje mi się az taki zły.

  157. Dear TJ,

    Co bys powiedzial o polszczyznie /teoria/ kadetta ?
    Sa artysci, nieprawdaz ?
    Ja niestety nie potrafie za bardzo budowac zdan zlozonych
    /Zasadnicza Szkola Zawodowa przy Panstwowych Wyscigach Konnych/
    i jestem pod wrazeniem, kiedy ktos tak intersesujaco pisze.
    Moim zdaniem /dzokeja/ ty nalezysz do PASSENT Corps TOP TEN.
    C 29, the mentor, absolwent, TO, Kartka, Lewy to sa kozacy.
    Tesknie za ANCA_NELA. To tez byla niezla artystka.

    Greetings

  158. Szanowny Panie Redaktorze
    Z komentarzy wynika, że użyty przez Pana zwrot „niepoprawna politycznie legenda PRL” jest rozumiana jako legenda nieprawdziwa, a chyba chodziło o „poprawność polityczną” stanowioną przez IPN, Radio Maryja i PiS. Praca nad tą poprawnością przynosi słabe efekty, czego dowodem choćby ostatnie badanie oceny stanu wojennego: ponad 40% za i tylko nieco ponad 30% przeciw.
    Jakże łatwo się Panu napisało po kilku epitetach o PRL „I to wszystko prawda”. Tymczasem choćby problemy mieszkaniowe są obecnie znacznie większe niż za PRL. W latach 70-tych budowano nawet ponad 250 tys. mieszkań rocznie gdy teraz nieco ponad 100 tys. Wówczas czekało się na tanie mieszkanie a teraz wiele nowych mieszkań stoi pustych bo ich ceny są astronomiczne, co między innymi jest istotną przyczyną spadku liczby nowych rodzin i ich dzietności. Kogo stać na mieszkanie za 500 tys. PLN przy średniej pensji nieco ponad 3 tys. PLN.
    Spożycie wołowiny i cielęciny jest znacznie mniejsze niż w PRL bo konsumuje się sztucznie pędzone brojlery i świninę.
    Na kulturę i postęp naukowo-techniczny wydawało się więcej niż obecnie.
    Gdyby nie jałmużna z Unii, wyprzedaż majątku wytworzonego przez PRL, wielka emigracja zarobkowa, olbrzymie zadłużanie się (patrz na tablicę Balcerowicza), sięganie do kieszeni emerytów itp. to III RP byłaby bankrutem.
    PRL była zła dyktaturą, uzależnieniem od ZSRR i izolacją od krajów rozwiniętych, ale żelazną kurtynę zawiesiły obie strony. III wojna światowa wisiała nad nami do lat 70-tych, do klęski USA w Wietnamie.
    W ogóle to jestem optymistą dzięki członkostwu w Unii niezwykle zamożnych krajów i życzę rządowi Tuska następnej kadencji i mądrych ministrów – managerów poszczególnych resortów takich, jak ta pani świetnie wykorzystująca środki unijne.
    Panu życzę szczęśliwego roku.

  159. do staruszek pisze:

    2011-01-05 o godz. 22:33
    Moj dystans do codziennych katastrof wynika z faktu zjamowania sie nimi wlasnie „nacodzien”. Do moich obowiazkow nalezy mi.innymi ewaluowanie socjalnych projektow UE. Dla mnie taka mala apokalipsa jest cynamon i nie ze wzgledow osobistych (wyobrazam sobie bowiem ktoregokolwoek Bonifaceta, niekoniecznie Cynamona, w jednym z badanych projektow).
    ET

  160. Szanowny Staruszku,
    uwazam ze „pieprzenie z roza” jest rowniez bez sensu. Do endokratycznych wpisow Cynamona wroce w przyszlym tygodniu í oczywiscie poprosze Cie o ich ocene.
    Pozdrawiam.
    ET

  161. WULKAN pisze:
    2011-01-06 o godz. 07:16

    Jak to była? Co znaczy była? Jest, ale nie zawsze ma co napisać…
    Jednak czyta 😀

  162. Droga Mag!

    Przejechaliśmy się trochę jak po łysej kobyle.
    Mam nadzieję, że nie wyrządzając krzywdy.
    O pożytkach z grochu z kapustą to poczytaj sobie u Cynamona i ślepcach.
    Jeśli antonius doznałby poprawy widzenia, to byłby to duży sukces tego bloga.
    Narazie małym sukcesem jest to, że nie zgasiliśmy Twego poczucia humoru.

    Do Ciebie i do wielu innych!

    Zdarza się Wam zapomnieć, że ten blog NIE JEST NA ŻYWO!
    Zdarza się Wam nie czytać tego co napisaliśie – przed „Dodaj komentarz”
    Zachwycająca lekkość czytania wpisów TeJota, TO, mw, Monteskiusza, ….
    bierze się nie z ich genialności. Oni swój geniusz lokują poza błahostką bloga.
    Ta lekkość – to moje głębokie przekonanie – bierze się z szacunku dla mnie, dla Ciebie Mag i w ogóle dla ludzi. Oni nie chcą zaśmiecać i czytają przed zatwierdzeniem. Ja jestem nałogowy grzesznik! Gdybyś Mag dokonała w jakimś temacie podobnej kwerendy jak Cynamon dla antoniusa, to blog moja droga amazonko klaskałby Ci na stojąco.

    Do siebie i do niecierpliwych: poczekajcie aż moderator zaparzy herbatę. Poszukajcie u góry i we wczorajszym. I czytajcie SWOJE niechętnym okiem przed zatwierdzeniem. Zabawa będzie przednia, a kryzys nas zignoruje i będzie lub nie będzie, bo kryzys nas nie czyta.

    Pozdrawiam.

  163. @ kapitan – http://www.faktyimity.pl/Forum/Forum_postsm21627/Gos-w-sprawie/Default.aspx#21627 :
    „” Zdaniem prof. Leokadii Oręziak, kierownik Zakładu Finansów Międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej: OFE rujnują nasz kraj. To 22 miliardy rocznie dodatkowego przymusowego obciążenia. To lobbing banków i funduszy inwestycyjnych, którym zupełnie za nic przekazujemy ogromne pieniądze w formie jednorazowych i comiesięcznych prowizji – uważa prof. Oręziak. ”
    ————
    Ofierdolili nas poraz kolejny z kasy. hehehe”

  164. Orteq pisze:
    2011-01-06 o godz. 04:41
    Na blogu pana bylego ministra W. Kuczynskiego bryluje, praktycznie nie oponowany przez nikogo, pan mecenas Glos Zwykly. Ostatnio zajal sie on, na moment, najnowsza ksiazka Jana Tomasza Grossa, „Zlote zniwa”.
    …Zastanawiam sie dlaczego na tym tutaj blogu jakos cicho w tym temacie. Zbyt trudny to dla nas, niedomytych, temat? Czy tez zbyt juz umeczony medialnie?

    Szanowny Orteq’u

    Tak się zastanawiam, o co Panu właściwie chodzi?
    Chadza Pan po blogosferze o czym świadczy chociażby komentarz do wypowiedzi blogowicza z bloga Waldemara Kuczyńskiego. Jak widać, bywa Pan też na blogach Polityki.
    Czyżby redaktor Szostkiewicz ze swoim blogiem dla Pana jakiś trędowaty był?
    Odbywa się tam właśnie burzliwy dyskurs z komentarzami mądrymi i głupimi, rzetelnymi i tendencyjnymi, językiem zarówno stosownym do tematu jak i brutalnym, pełen wachlarz – a Pan udaje?- czy naprawdę tam nie zajrzał?

    Nasz Gospodarz kwestię „Złotych żniw” sygnalizował już przecież w poprzednim swoim blogu.

    Nie wiem skąd Pan pisze, pewnie nie z Polski (co wnoszę po braku w tekście polskich znaków diakrytycznych), więc uprzejmie Pana informuję, że nasze meNdia i meRdia bębnią na ten temat jeszcze intensywniej niż kiedyś o wyprowadzaniu przez 200 policjantek stada pingwinów z podobno bezprawnie zajmowanej posesji co mnie zdumiewa, bo książka jest jeszcze niedostępna. Sprawia to wszystko wrażenie prowadzenia nachalnej promocji i proszę wybaczyć, Pan też się swoim wpisem w ten klangor wpisuje choć usprawiedliwia z góry pytaniem o „medialne umęczenie”.

    Jeżeli chodzi o mnie, to już tak podejrzliwie zaczynam być nastawiony do tej publikacji, że z pewnością jej nie zakupię. Jeśli mi się uda pożyczyć, to ją przeczytam ale już nie tyle po to by poznać fakty, bo one są znane a jeśli nie wszystkim to można je poznać chociażby z publikacji GW (wskazanej przez Kartkę z Podróży właśnie na blogu „Gra w klasy”).
    Mnie już tylko interesuje rzetelność historyczna Grossa, do jakiej grupy go sobie zaliczyć przy okazji tej ostatniej publikacji, czy do historyków czy „historyków” (na zamówienie).

    Poza tym, to proszę mnie wyłączyć z grupy „niedomytych. Środków do mycia „ci u mnie dostatek” i nawet jestem gotów część odstąpić potrzebującym.

    Pozdrawiam higienicznie, Nemer

  165. Okaryna pisze:
    2011-01-06 o godz. 09:29

    Nie potrafię tak rzucać danymi statystycznymi jak ten „gliniany instrument”, ale mam odczucia zbliżone. Psioczyłem cały czas jak wszyscy a te zjawiska, które wydawały mi się bzdurne (również pamiętam, jak się jeździło kolejami od końca wojny) chętnie wyeliminowałbym w ramach PRL, która w teorii odpowiadała mojej „idée fixe” ustroju sprawiedliwości społecznej, tylko ta praktyka…. Tym niemniej uważam, że chyba nieporozumieniem totalnym Wałęsy jako „przywódcy klasy robotniczej” było wywalczenie bezlitosnej wersji kapitalizmu i zniweczenie tego wszystkiego co moje pokolenie (nie ja osobiście) wytworzyło w gospodarce i kulturze. Ukradziono już lub sprzedano za bezcen cały majątek narodowy, moje dzieci i wnuki będą sługusami anonimowych bankierów w gołej i kompletnie oddartej z majątku i powagi Polsce i nie ma na to rady, bo sprzedawać to samo kilka razy tylko dobry cwaniak potrafi, i to musi natrafiać na naiwniaka. Czym minister finansów „n-tej Rzepy” zatka dziurę budżetową, gdy i lasy zostaną przeszachrowane? Został np. dostęp do morza. Może Czesi wykupią korytarz do Bałtyku (Racibórz-Szczecin) i to na miesiąc opędzania długu wystarczy? Byłby jeden plus – wreszcie nie graniczylibyśmy ze znienawidzonymi przez większość narodu Prusakami.

  166. @georges53 pisze:
    2011-01-06 o godz. 05:52

    Przybyłem, ujrzałem i przeczytałem! Czekam cierpliwie na wyjaśnienie istotnej różnicy – broń Boże, nie do pomylenia – między „antysemita” a antysemita!
    W moim odczuciu cudzysłowy mają zbliżone działanie do wykrzyknika – wyróżnianie czegoś z szarego tła, różnica tylko w środkach prowadzących do celu – jedne optycznie, drugi akustycznie, ale nadal nie widzę związku z miłością (lub jej brakiem – ogólnie „em- lub sym-patią”) do starszych braci w wierze.
    Pozdrawiam z empatią!

  167. PolnWirtsch4
    telegraphic observer pisze:

    2011-01-05 o godz. 23:05
    TJ o 20.06

    „Ten wpis wraz całokształtem teorii o kodzie kulturowym Polaków umacnia moją egotyczną niewątpliwie tezę, do tego banalną, że te sprawy najlepiej widać z zewnątrz. Pozytywizm a romantyzm – he, a bo to jest najważniejsze spięcie idei w ostatnich dwóch stuleciach? A bo to Węgrzy są jacyś inni, a Portugalczycy, a Bułgarzy, albo nawet Irlandczycy w tych sprawach?”

    Mój komentarz

    Wszystkie państwa mają swój bagaż, co nie oznacza, że nasz bagaż jest taki jak wszystkie.

    Nasze położenie geograficzne – sąsiedztwo Niemiec, kraju najbardziej zaawansowanego cywilizacyjnie jest tutaj najważniejszym kontekstem. Przeciętny obywatel po zetknięciu się z rynkiem i kulturą codzienności u naszych zachodnich sąsiadów zawsze zadaje jedno pytanie – dlaczego u nas tak nie jest – takie zarobki i kierowcy, którzy płynnie zmieniają pasy, a przed zebrą zapraszają pieszych do przejścia przez jezdnię?

    Zawsze w obliczu takich pytań próbuję tłumaczyć, ze ten dystans nie powstał za komuny, tylko pracowały na to wieki,zaszłości, zabory, itd. Po czym interlokutor puka się w czoło i odchodzi. Dziś ludzie są pragmatyczni. Historia do niczego im nie jest potrzebna.

    Ścigamy się z Rumunią i Bułgarią, lecz sąsiadujemy, mamy najczęstsze kontakty z Niemcami, Czechami, Słowacją Austrią, czyli państwami wyżej rozwiniętymi cywilizacyjnie.

    Tłumaczenia, ze tacy jesteśmy, bo byliśmy kiedyś słabo rozwinięci, to masło maślane. Taka Finlandia np. również była słabo rozwinięta, a Szwecja tyż bidowała, a dziś każdy młody ma Nokię i chciałby Saaba.

    Po II wojnie światowej Niemcy były doszczętnie poharatane i upokorzone. Co sprawiło, że tak szybko się odbudowały i mało tego, wyszły na prowadzenie? Oczywiście kapitał ludzki, a w nim kod społeczo-kulturowy.

    Co sprawia, że drogi w Polsce nie były traktowane, zarówno za sasa, jak i za komuny jako priorytet? I dzisiaj to samo? Nasze cechy narodowe, paskudna historia, brak okazji do wykazania się? A może nasza mentalność?

    Co sprawiło, ze w 19 wiecznym cesarstwie niemieckim, które, jeśli chodzi o GDP było relatywnie biedne, do każdej większej wioski prowadziła utwardzona droga, a każdy region miał rozwinięta sieć kolejową? Może to była umiejętność patrzenia w przyszłość? Itd., itd.

    Oczywiście rozwój cywilizacyjny sprawił, ze dziś preferencje w infrastrukturze są inne. Ale, czy mamy plan dogonienia Niemiec?

    Jak na razie, z czego sobie nie zdaje sprawy większość obywateli, to nie mamy odpowiedniego prawa pozwalającego sprawnie planować, implementować w strukturę przestrzenną kraju, wytyczać, wywłaszczać, itd. sieć drogową. A takiego prawa nie było, ponieważ nasz kod kulturowy nie rozpoznał w porę potrzeb mając na uwadze doraźność, czyli dziś nie pora, a potem jakoś damy radę.

    Myślenie o przyszłości, planowanie długofalowe, przewidywanie nie były silną stroną naszej kultury, powiedziałbym, że nie były żadną stroną.

    Dopiero dzisiaj w zetknięciu z pomocą, jej wymaganiami, przepisami, regulacjami zaczynamy otwierać oczy. I to nam się jakoś udaje na trójkę z małym pluskiem. Tyz piknie.

    Pzdr, TJ

  168. Orteq 04.41
    Jestęś Pan pierwszy chyba , który zauważył temat od mojego wpisu z 3.01.
    Przez ostatnie dni trwała tu walka kto lepiej umie stawiać UMLAUTY albo bardziej pilnuje ogonków przy POLSKICH literach.
    ZŁOTE ŻNIWA nikogo nie obchodziły.
    Pewnie ze łatwiej PLE PLE o niczym / o sorry/ to nasza spuścizna narodowa
    za którą jak mi ktoś napisał NIE WIE CO ZA TO KUPIĆ.

  169. WULKAN pisze:

    2011-01-06 o godz. 07:16
    Dear TJ,

    „Co bys powiedzial o polszczyznie /teoria/ kadetta ?
    Sa artysci, nieprawdaz ?”

    Mój komentarz

    Bardzo oszczędnie staram się zabierać głos ad personam, a jeśli już, to preferuję uznanie niż przygany, ponieważ mam zakonotowane, wręcz wygrawerowane w pamięci, że krajanie to lud inteligentny, sokole oko, ale i wrażliwy, honorny, niepotrzebnymi wstrętami lepiej się nie drażnić, bo często skromna i niewinna wycieczka osobista wzbudza falę, epidemię typowej przypadłości – walki wszystkich ze wszystkimi o pietruszkę.

    Para w gwizdek, perkusja zagłusza kapelę, momentami dodekafonia, lecz bez Schonberga.

    Pzdr, TJ

  170. Prof. Orłowski w GW:

    http://wyborcza.pl/1,76498,8887129,Gonimy_Europe_tak_jak_Chiny_swiat.html

    Ci ekonomiści są szaleni optymiści, jeden mówi tak:
    „… coraz więcej ludzi zaczęło wierzyć, że Polska się zmieni. Że tu też się da dobrze żyć. A więc generalnie ta dekada pokazała, że poszliśmy w dobrym kierunku.”

    I co na to ekspert od kwaśno-gorycznych komentarzy, pan Kartka z P.?
    Nadmiar świątecznego cukru uderzył im do głowy?

    Już nie pytam o to ekspertów od niepoprawności politycznych legend.

  171. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    To rowiez doskonale nadaje sie do Muzeum Wzornictwa & Wzorow PRL-u, oczywiscie jako przyklad, „Na wstępie chciałbym zaznaczyć” ze glupota w kazdym systemie pozostanie glupota, „nie mam wielkich pretensji, nie ze wszystkim się zgadzam, bo to jednak bardzo blisko darwinizmu społecznego (…) ze szkoły marksisty Balcerowicza słyszę o „reformach finansów” ” …

    http://www.kontrowersje.net/tresc/z_dwojga_doktrynerskiego_wole_liberalizm_skrzypka_niz_marksizm_balcerowicza

  172. aqa pisze do mnie 2011-01-05 o godz. 20:02: „czy ty masz jeszcze jakieś inne imię ? (Jestem pewiem, że znam cię pod innym.)”

    Rzeczywiście udzielałam się już kiedyś tutaj, ale niedługo, chyba jeszcze za J. Kaczyńskiego, jako Ania z psiej górki, czy coś w tym rodzaju, nie pamiętam. Potem wyjechałam i… niestety kompletnie zapomniałam o tym sympatycznym blogu. Tak więc jest to jakby mój comeback.

    Jak widzisz odpisuję ci pod nowym nickiem. Kreacja pod tytułem „A ja wciąż jestem senna” szybko się zdezaktualizowała. W poście do antoniusa przymierzyłam „Namolną Samarytankę” – brrr. „Samarytanka” bez żadnego przymiotnika wyglądała o wiele lepiej, ale była na mnie co najmniej o pięć numerów za duża. Zawierała za to obiecującą zbitkę liter: ryta. Wystarczyło zastąpić y przez i, żeby powstała Rita. To jest imię jednej z moich najukochańszych postaci literackich – tej z „Edukacji Rity” – i pomyślałam sobie: może być.

    Co do tego czy innego współblogowicza, tej czy innej współblogowiczki, to przekonałam się, że wszyscy ludzie są interesujący. Zdarza się osoba na codzień nudna i milkliwa, ale każ jej do siebie napisać list – oderwać się nie można. I na odwrót, obcujesz z osobnikiem będącym uosobieniem humoru i inteligencji, a potem czytasz korespondencję od niego, która brzmi jak drewno. Gość po prostu nie chce przelewać siebie na papier; jakby chciał, na pewno by potrafił. I co z nim zrobić, trzeba go przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Warto też wziąć pod uwagę specyfikę internetu, pozwalającego jedynie na powierzchowne i najczęściej przelotne poznanie się nawzajem. Mój profesor, u którego pracują przybysze z całego świata, powiedział mi kiedyś: „Wszyscy oni z początku wydają się prości i zwyczajni, dopiero po jakimś czasie widać jacy to skomplikowani i wewnętrznie bogaci ludzie.” Zrozumiałam wtedy dlaczego zawsze od pierwszej chwili świadczył każdemu szacunek i zainteresowanie. Trafiają się u niego ludzie tak niepozorni, że na pierwszy rzut oka nie dałoby się za nich trzech groszy, a potem okazuje się, że warci są miliony. Nie przesadzam.

  173. Swój komentarz zaczynam biblijnie: „A słowo ciałem się stało”! Gospodarz pastwił się nad trzema ważnymi słowami w ustach Kwaśniewskiego, moc rażącą mogą jednak posiadać również inne. Skoro słowo było tak istotne jako warunek naszego zbawienia (proszę pamiętać, jaki obecnie mamy okres) to należy mu się powszechny szacunek. A ono biedne bywa tak haniebnie profanowane i poniżane, np. do nazwania partii politycznej, że tylko wspomnę „Prawo i Sprawiedliwość”. Oba składniki sugerują niewtajemniczonym coś bardzo godnego, a jak wyglądają realia?
    Bywało, że bawiła mnie mania stosowania wyrazów obcych przez prezesa, jak „deprecjacja”, „dywersyfikacja” i inne słowa na „d”. Droga wolna dla obcych wyrażeń. Gdy mu ich zabraknie, niech skonsultuje prof. Iwińskiego. Mam jednak żal do ludzi, którzy polskie wyrazy poniewierają jak w wyżej podanym przykładzie nazwy partii. Już lepsza jest jedna z interpretacji skrótu PJN, pojawiających się masowo w SMS’ach w Szkle Kontaktowym: „Pomidorowa jest najważniejsza”. Często postulowałem, aby sejm – najlepsze …syny narody polskiego (plus córy Koryntu w ramach parytetu) – wymyślił ustawę ochraniającą odpowiednie słowa przed profanacją, na wzór ustawy o zmianie nazwisk, gdzie nazwiska historyczne są zastrzeżone, aby po kraju nie latały same Mickiewicze, Sienkiewicze, Potoccy i diabli wiedzą jakie ważne historycznie osoby.

  174. # Nemer pisze: 2011-01-05 o godz. 10:12
    ===========================

    Szanowny Panie Nemer,

    Dziekuje za odzew i przepraszam za namolnosc.
    Bezposrednim powodem tego bylo to, ze oczekiwalem reakcji na trzy swoje wpisy skierowane imiennie do Pana. Byc moze zaczalem panikowac niepotrzebnie, ale myslalem ze Pana czyms urazilem i czulem sie podle.

    Interesowaloby mnie czy zajrzal Pan pod link do A. Lubowskiego o FEDzie; takie byly zazarte dyskusje ekonomiczne, a na proste pytania nikt nie chce odpowiedziec – chyba sie experci blogowi taka prostota brzydza…(?)

    >>…od czasu ciekawej wymiany zdań na pewien temat z Antoniusem i Markiem>>>
    Mam szczera ochote dokonczyc; to jest interesujace. Tylko …Markiem? nie kojarze tego nicku…

    >>>…nie byłem pewien, czy zagląda Pan na blogi “Polityki”.>>>
    coraz rzadziej; coraz mniej mozna liczyc na expertow, ze cos sie ciekawego dowiem; natomiast kopanie po kostkach i obgryzanie nogawek wyglada rozwojowo…

    >>>Ponieważ mam pewne podejrzenia co do miejsca, w którym Pan kompa odpala to wymyśliłem sobie (…) że tam “cóś” bardzo wilgotno może być ostatnio …>>>
    Panskie podejrzenia co do miejsca sa uzasadnione, ale mnie nie dotyczy, bo 3tys. km ode mnie. To jest jednak cholernie duzy kraj…
    A z klimatem to albo susza, albo powodz; rzadko posrodku; czas tradycyjnych pozarow tez sie zbliza.
    jak to sie mowilo za mlodu ( mojego mlodu… ); „…jak nie urok, to przemarsz wojsk radzieckich”
    A jak juz jestesmy przy klimacie to kojarzy mi sie nie na temat, inny duzy kraj, gdzie przyjezdny skarzy sie na dluga zime; na co tubylec „…jaka tam dluga? Tylko od wrzesnia do czerwca, a potom uze wsio lieto i lieto” ( tak to chyba bylo…).

    Tak ze… nie macie co narzekac, hi, hi…
    I tym optymistycznym akcentem koncze.
    Pozdrawiam serdecznie i noworocznie.
    Georges53.

  175. zezowaty,

    a może włóż na nos soczewki korekcyjne i poatrz obok, na blog red. Szostkiewicza. Chcesz otwierać drugi kanał dyskusji toczącej się już od jakiegoś czasu ?

    Kolejny blogujący, który chce mówić innym o czym rozmawiać na blogu…

    Jakiś wysyp po Nowym Roku. Rezolucja ?

  176. TJ pisze:
    2011-01-06 o godz. 13:17
    ——————————————————————————————–
    Znowu ciekawy wpis. Przymyślenia mam podobne. Spostrzeżenia (ha,ha)
    w kwestii uprzejmych kierowców na przejściach dla pieszych w Niemczech, nieco inne – za to w Szwecji byłem faktycznie bardzo mile zaskoczony, by nie powiedzieć zdumiony. Zdumiony byłem też na południu Portugalii, gdzie o dziwo (południowcy, więc i gorąca krew) spotkałem się też z dużą kulturą na „zebrach”.

  177. cynamon29 pisze:

    2011-01-05 o godz. 23:34

    ancymon gra cyrulika

    Slawomirski

  178. Telegraphic Observer
    Wywiad ciekawy ale za sprawą swego optymizmu pozbawiony niezbędnej dramaturgii. Profesor może trochę rozmijać się z katastroficznymi oczekiwaniami czytelników. Mnie zainteresowała wymiana poglądów na temat biurokracji. Profesor grzecznie ale jednak zwraca uwagę, że żaden z premierów tej hydrze nie ukręcił głowy. Nawet podkreśla, żę to nie premierzy ale owa hydra biurokratyczna nami rządzi. Jakby mi to z ust wyjął – o niczym innym w zasadzie nie pisze.
    To żeby nie było za slodko przypomnę, że pan prezydent ma zamiar zawetować ustawę, która miala ograniczyć – dość nieśmiało – rozrost rakowy komórek biurokratycznych z ostatnich trzech lat. Szkoda, że nic nie wyjdzie z tego heroicznego gestu Donalda Tuska.
    A może jednak taka przepowiednia – jest bardzo sugestywna! I doskonała dramaturgia.
    http://www.polityka.pl/polska2020/1511938,1,wysiadam-na-centralnym-ciemno-i-zimno.read
    Pozdrawiam

  179. @ET
    @Cynamon

    Szanowni Panowie!

    Ja nie rozumiem „endokratycznych wpisow”.
    Ja mam mały rozumek i duże serce (powiekszenie prawej komory od dzieciństwa).

    Ja nie chcę zrozumieć i oceniać „endokratycznych wpisow”.
    We mnie nie ma sanizacyjnych tendencji. Od tego mamy … wiadomo.
    Ja Was obaj Panowie zapraszałem do mądrych wpisów.
    Na moje głupie nie ma zapotrzebowania.

    Z szacunkiem i nadzieją pozdrawiam obu.

  180. Rita ,15:37
    Witaj zatem @Rito-już nie senna –
    Skoro więc aż tak dawno ciebie tu nie było – to się pomyliłam, gdy pisałam (po Twoim zacytowaniu widzę, że z błędem-zbitką słów) : „…Jestem bowiem [pewna] , że znam cię pod innym [nickiem]” . Nie będę więc już ciebie kojarzyć ze znanymi mi damami tego blogu, które od jakiegoś (nie tak dawnego) czasu nie daja znaków (literowych ani interpunkcyjnych ani widu ani słychu)
    Pocieszam się, że one jednak nie znikły zupełnie a wrócą a może blog śledzą – tak, jak Anca_Nela (oj, Nelu , ty nadal w czerwonym! -a niesłusznie…)
    Pocieszam się, że nie zniechęciły się targaniem się po wąsach panów, którzy tak lubią mieć zawsze ostatnie słowo.
    Odpowiada mi tu pogląd TJ (wyrazy sympatii i EMPATII !), który-2011-01-06 o godz. 14:28
    pisze o łatwym wzbudzaniu „…epidemii typowej przypadłości – walki wszystkich ze wszystkimi o pietruszkę.
    Para w gwizdek, perkusja zagłusza kapelę, momentami dodekafonia, lecz bez Schonberga…”

    PS. A mnie się tak swawolnie kojarzy: Rita-Margarita-margarytka-Stokrotka … ho ho – niebezpiecznie zabrnęłam, wróć. Zatem Rita, oki.
    PS 2. Zazdroszczę profesora ! Zresztą już nie raz się przekonałam , ze im większy format, wyższe własne osiągnięcia tym większy szacunek dla innych, mniejszych, nieznanych.

  181. TJ (01-06 o godz. 13:17)

    „Wszystkie państwa mają swój bagaż, co nie oznacza, że nasz bagaż jest taki jak wszystkie”.

    Ja posunąłbym się dalej z tą tezą – bułgarski bagaż nie jest taki jak wszystkie inne (ileś wieków bizantyjskiej, a potem tureckiej niewoli); portugalski (niewola hiszpańska); itd … niemiecki bagaż też jest inny. Ale co zastanawia mnie najbardziej to to, że Włosi są też najbliższymi sąsiadami Niemców, a wcale im nie zazdroszczą dróg, ani kolei, ani wogóle niemieckiego stylu życia. Bo nie tylko o „wyższość cywilizacyjną” tu chodzi. Gdyż są różne style, jest cywilizacja amarykańska, kanadyjska (najlepsza!), francuska, niemiecka, słynna w świecie staje się powoli cywilizacja polska !!!

    „Taka Finlandia np. również była słabo rozwinięta, a Szwecja tyż bidowała, a dziś każdy młody ma Nokię i chciałby Saaba”.

    To jest odkrywcze, lecz tylko w połowie. Bowiem Polska tyraz tyż biduje jeszcze nieco, ale kiedyś będzie miała swoje narodowe globalne korporacje (prywatne i państwowe) – idę o zakład, że kilka bądź kilkanaście za 20-30 lat. Jeden z dyskutantów pewnego noworocznego panelu na TVN/CNBC twierdził, że warunkiem sine qua non jest edukacja ekonomiczna społeczeństwa. Gnębiące pytanie – dlaczego tak powoli to idzie? Ta edukacja i ta pogoń.

    Mam wrażenie, przez analogię do Niemiec, że przez ostatnią dekadę PRL Polska była także poharatana i upokorzona, i do tego rozbita. Pamiętam rozmowy z moim ojcem, przedwojennym inteligentem pochodzenia chłopskiego. Dla przedwojennego inteligenta jedną z najważniejszych cnótą była prawość i uczciwość. Czyli PERSONAL INTEGRITY. Uczciwość etyczna, intlektualna, działania. Pamiętam jak ojciec stosował te zasady w gąszczu codziennych nagonek, podgryzań i wygryzań, protekcji i ukłonów, a była to skomplikowana etyka nieześwinienia się. W moim przekonaniu to nie tylko utrudniało działanie, ale wypaczało sens życia. A w wielu przypadkach złamało, czy choćby poważnie zniechęciło poszczególnych ludzi.

    Oczywiście nie twierdzę, że „ten dystans powstał za komuny”, nawet nie chce się zastanawiać, czy komuna powiększyła go o tyle a tyle. Nawet trudno obiektywnie skonstatować co składa się na ten dystans. Ja np. twierdzę, że skoro od pierwszego dnia III RP była demokratyczne, to opinie i przyzwyczajenia wyborców decydowały o planowaniu. A ich potrzeby najpierwsze to oprócz nadrobienia zaległości w konsumpcji i w pielgrzymowaniu do Częstochowy ujawnił się też ciąg do indywidualizmu i chęć zrzucenia nakazów władzy. Ale władza też miała, po przepoczwarzeniu się i weryfikacji, swoje priwyczki, których obywatele zrazu nie zdali sobie sprawy.

    Kiedyś w 1994 mój kuzyn odwiedził mnie w Toronto i zachciało nam się przejechać do USA, bo miał on wizę, ale nie był pewien czy kanadyjska jest dobra na powrót, czyli wjazd po raz drugi. No to dzwonimy do immigration. Po kilku minutach przedzierania się przez system telefoniczny i oczekiwania na urzędnika, wreszcie po zadaniu pytania i jej uzyskaniu, i odłożeniu słuchawki, kuzyn ze zdziwieniem mnie zapytał – ty wierzysz tej urzędniczce na słowo. I to jego pytanie dopiero mnie zwaliło z krzesła. Albo obowiązek meldunkowy, rozumiem w hotelu, w podróży należy się rejestrować dla potrzeb policyjnych. Polska biurokracja jest nadal porażająca, a przecież w stu procentach jest to produkt komuny. Te papiery, stemple, ich sprawdzanie – jeszcze rozumiem, że w banku chcą mnie zaksięgować, albo w rejestrze kredytobiorców…

    A jeśli idzie o konkrety, to jaki będzie los reformy szkolnictwa wyższego? Bo się ją szykuje, dyskusja ostatnio zupełnie przycichła, nawet red. Żakowski nie zabiera głosu jako przeciwnik wielkich doktrynalnych reform. A ta chyba na taką się zapowiada. Generalnie, Polska zmienia się szybko, cywilizacyjnie, mentalnie, można powiedzieć – nadrabia wielowiekowe zaniedbania i zapóźnienia. Tak mi się zdaje.

  182. Sorry! Pomyliłem źródło wyjaśnienia skrótu PJN – „Pomidorowa jest najważniejsza”. To nie ze Szkła Kontaktowego a zblogu Leszka i autorstwa Opolskiego.

  183. Nemer (2011-01-06 o godz. 12:35)

    **Szanowny Orteq’u, Tak się zastanawiam, o co Panu właściwie chodzi?
    … Jak widać, bywa Pan też na blogach Polityki. Czyżby redaktor Szostkiewicz ze swoim blogiem dla Pana jakiś trędowaty był? Odbywa się tam właśnie burzliwy dyskurs z komentarzami mądrymi i głupimi, rzetelnymi i tendencyjnymi, językiem zarówno stosownym do tematu jak i brutalnym, pełen wachlarz – a Pan udaje?- czy naprawdę tam nie zajrzał?**

    Szanowny Nemerze!
    No nie zajrzalem. Juz tlumacze jak to sie stalo.
    Podczas mojej niedawnej wizyty w redakcji „Polityki” natknalem sie, przy windzie, na red. Szostkiewicza. Akurat tlumaczyl komus, z wielkim przejeciem, zawilosci duskusji na swoim blogu. Pozdrowilem go serdecznie.

    (My sie nie to ze soba znamy, co raczej bywamy u siebie. On u siebie, ja u siebie. On ze zdjeciem w wirtualu, ja tylko z egzemplarzem w realu. Raz ten jeden w redakcji. Krotko mowiac, red. Szostkiewicz nie mial najmglistszego kto ja zacz.)

    I zapytalem, jak wiele radosci mu dostarczaja nasze, blogowiczow, okazyjne podjazdy pod niego. A pan Adam na to: zadnych radosci nie odczuwam z podjazdow. Na moje zdziwienie, nie udawane wcale, on sie tez jakby zadziwil. ‚No, przeciez przyjemniej jest jak sie czyta o sobie komplementy, a nie jakies tam, niewybredne najczesciej, podjazdy’.

    Poniewaz tworcy mojej osobowosci i charakteru nie wyposazyli mnie w miernili, wskazniki i promptery komplementarne, od razu zrozumialem, ze blog „Gra w klasy” nie jest dla mnie. Od tamtej pory przestalem zagladac na blog Szostkiewicza. A wiec, niezupelnie tredowaty. Ale tam jakos nie ciagnie mnie by zagladac. Ot, i cala prawda. Moze nawet sprawiedliwoscia poparta.

  184. Orłowskiego wrażenia z kryzysu i czarne wróżby dla Polski

    telegraphic observer pisze:

    2011-01-06 o godz. 15:12
    Prof. Orłowski w GW:

    http://wyborcza.pl/1,76498,8887129,Gonimy_Europe_tak_jak_Chiny_swiat.html

    Ci ekonomiści są szaleni optymiści, jeden mówi tak:
    “… coraz więcej ludzi zaczęło wierzyć, że Polska się zmieni. Że tu też się da dobrze żyć. A więc generalnie ta dekada pokazała, że poszliśmy w dobrym kierunku.”

    Mój komentarz

    Dominującym wątkiem wywiadu jest przyszłość polskiej gospodarki. Orłowski wskazuje na to, ze dzisiejszy rozwój Polski, to rezerwy proste – kapitał, który gości przejściowo.
    Jedynym magnesem dla niego jest niski poziom płac. Orłowski ocenia, ze gdy w zarobkach krajan zostanie przekroczony próg jakieś 60 % niemieckiej płacy, to kapitał odpłynie.

    Na pytanie – czy są u nas jakieś długookresowe źródła rozwoju – odpowiada standardowo – praca własnych obywateli, oszczędzanie, inwestowanie, innowacyjnośc, przedsiębiorczość.
    Nie ma innych cudownych środków.

    Na pytanie – ile mamy jeszcze czasu, zanim nasz model rozwoju się wyczerpie? Orłowski odpowiada:

    „- Może pięć lat, może dekadę. Albo będziemy mieli własne firmy zainteresowane inwestowaniem w Polsce i tworzeniem tutaj miejsc pracy – firmy, w których prowadzi się badania rozwojowe, zarządza finansami, tworzy najwyższą wartość dodaną – albo zatrzymamy się w rozwoju. Z dochodami na poziomie 60 proc. niemieckich. I przestaniemy ich gonić.”

    Poza tym Orłowski komentując wiadomość:

    „Ostatnio media pisały, że są ze strony Unii naciski na Polskę i Czechy, żebyśmy przyspieszyli swoje przygotowania do wejścia do strefy euro.”

    przypomina, że ma się jednak dobrze pewien stereotyp:

    ”- To są bajki. Prawda jest taka, że dziś Niemcy nikogo nowego by do strefy euro nie wpuściły. Może poza Szwajcarią, która nie ma takich planów. Niemcy zaczynają powoli doceniać to, co zrobiliśmy w ostatnich latach, ale ciągle myślą o wejściu Polski do strefy euro na zasadzie: Polacy byliby jak Grecy, pewnie zaraz trzeba będzie wykupywać ich długi. Stereotyp Polnische Wirtschaft trzyma się mocno. Łatwiej już jest im zaakceptować Czechy, mimo że czeska sytuacja finansowa w zasadzie od naszej się nie różni.”

    Moim zdaniem takie niezwykłe, niebywałe przypadki, jak katastrofa smoleńska podtrzymują stereotyp PW.

    Jednym z najbardziej szkodliwych aspektów katastrofy jest utwierdzenie części dalekowzrocznych polityków w Europie (przede wszystkim w Niemczech) w przekonaniu, że jeśli chodzi o Bolandię, to z przewidywalnością nie jest dobrze, w Polsce wszystko się może zdarzyć.
    Skoro samolot w prosty sposób spadł na ziemię, to w taki sam zwyczajny sposób może np. się obsunąć znacząca część systemu finansowego. Jednym słowem – czort znajet.

    Mimo, że dzisiaj sytuacja finansowa Polski nie jest tak zła, jak Węgier, to jednak Europa środkowo-wschodnia jest traktowana na rynkach jako blok charakteryzujący się wspólnymi własnościami finansowymi.

    Żadne głośne tłumaczenia nie są w stanie tego zmienić. Na rynkach decydują stereotypy (w dużej części dla nas negatywne) i skorelowane z nimi zaufanie, ocena ryzyka, a te czynniki są bardziej zależne od finansowych owczych pędów, spekulacyjnych trendów, wędrówki wektorów niż od naszych politycznych wewnętrznych sporów.

    Wróćmy do poczucia czasu we wschodniej Europie.

    Czy brak wizji, życie chwilą, to nadal będzie nasza słabość?

    Czy mamy jakiś pomysł na następne 10 lat, gdy odstawieni zostaniemy od cycka? Kapitał, którzy poprzez taniość płac napędza nas, w przyszłości z całą pewnością odpłynie, jeśli nie znajdzie nowych bodźców. Taką ma właściwość, że nie da się wykorzystywać bez odpowiedniej renty mu płaconej.
    Na razie tą rentą jest taniość pracy. Co będzie dalej?

    Czy jakiś think tank jest w stanie podjąć temat? Bo przygotowywać się należy już dzisiaj. Ostatnia chwila na to.

    Pzdr, TJ

  185. TJ poza tym też (z TO) ciekawie analizuje fenomen polskiego „i-jakoś-to-będzie” (tu zaraz oczyma duszy mojej widzę wspaniałego Andrzeja Seweryna- Sędziego: „szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele i!…- jakoś to będzie !”)
    czyli Polnische Wirschaft (kilka wpisów, np. 2011-01-05 o godz. 00:13
    ostatni : 2011-01-06 o godz. 13:17) .
    Jak ktoś już tu zauważył, trudno jest coś dodać gdy podziela się zupełnie czyjś pogląd, tym bardziej, jeśli ktoś napisał to dobrze, albo i lepiej, niż my bysmy to zrobili. Powstaje wtedy wrażenie braku odzewu, echa, dziury. A blog gwarzy na 10 innych tematów, przekrzykuje się, ględzi, szemrze , leci dalej.
    (To, na co tak się wściekała „mag”).
    A jest to efekt mylący.
    Trudno jest bowiem dotrzymać kroku, gdy rzecz wymaga czasu i staranności.
    Trudno jest na gruntowną analizę odpowiedzieć banałami.
    Oczywiście trudno też się ustosunkowywać do truizmów, tych „oczywistych oczywistości”, też tu licznie produkowanych .Wtedy odzew może wyglądać tak samo, a przecież to NIE to samo .

    à propos, @mag, (prawie) zgadzam się z twoim wpisem z 2011-01-04 o godz. 15:51. Zauważyłam go. Tylko akurat nie miałam nic do dodania , naprędce.

    Łatwiej jest zaprotestować, toteż to teraz zrobię – aczkolwiek niechętnie , bo wiem, że znów zadziałał ten stary wytarty i zużyty sposób na zwracania na siebie uwagi. Ale trudno, nie zawsze wystarczy wzruszyć ramionami.

    @Sławomirski (ad 2011-01-05 o godz. 20:26 ) – ty po prostu nie czytasz ze zrozumieniem ! Ale żeby aż tak ? Tak przekręcać sens wypowiedzi @antoniusa ?
    To bez sensu ! – chciałoby się rzec, ale ja mam wrażenie, że to własnie cały w tym TWÓJ sens, panie S., żeby zwrócić na siebie uwagę

    PS. Jeszcze jedno @mag – rozumiem też Jacobscky’ego, który nie lubi być przymuszany do interakcji. Tak tu jest – wolnoć Tomku w cudzym domku.
    Tu jest rozgardiasz. Tobie wolno karcić, Jacobsky,emu odburknąć
    nie każdy ma dystynkcję Kartki
    i nie każdy jest Słonecznym Staruszkiem
    pozwólmy zgryżliwym na zgryźliwość,
    I nie zawsze ple ple jest żle,
    nie zawsze są naganne cytaty, bon moty i anegdoty

    no nie bądź taka zasadnicza-zawodowa, @mag, uśmiechnij się

  186. zezowaty (2011-01-06 o godz. 14:02)

    **Jestęś Pan pierwszy chyba, który zauważył temat od mojego wpisu z 3.01.
    Przez ostatnie dni trwała tu walka kto lepiej umie stawiać UMLAUTY albo bardziej pilnuje ogonków przy POLSKICH literach. ZŁOTE ŻNIWA nikogo nie obchodziły. Pewnie ze łatwiej PLE PLE o niczym / o sorry/ to nasza spuścizna narodowa za którą jak mi ktoś napisał NIE WIE CO ZA TO KUPIĆ.**

    Nie jestem pewien, czy ja cos tam naprawde zauwazylem. Jest natomiast spora mozliwosc, ze to ja napisalem kiedys, ze nie wiadomo co mozna kupic za jakies nasze wartosci narodowe. Tak czy owak, staram sie jak moge, zeby swoja cegielke dolozyc do naszego narodowego bogactwa ple ple ple.

    Serdecznosci lacze.

  187. Kontynuując temat braku odzewu:
    ad @zezowaty pisze: 2011-01-03 o godz. 23:18
    Orteq pisze: 2011-01-06 o godz. 04:41
    i znów zezowaty pisze: 2011-01-06 o godz. 14:02
    .. o złotych żniwach…

    @ zezowaty, Ortequ (koniecznie z przecinkiem pomiędzy)
    – otóż jestem 100% pewna , że bedziemy tu jeszcze na ten temat (i pewnie zaciekle) dyskutowac.

    Ale jak tu dyskutować teraz ?
    Kto z nas tu obecnych przeczytał tę książkę ?

    dziękuję.

    (PS. A dyskutować na ten temat tylko na podstawie naszych wrażeń z audycji Lisa to trochę za mało )

  188. A żeby nie zostawić bez echa dowcipnego wpisu Orteqa
    2011-01-05 o godz. 18:08
    dodam :

    PIŁKA NOŻNA :
    przyrząd do obcinania nóg futbolistom

    PS. Orteq napisał (2011-01-04 o godz. 08:23) też o BYLEJAKOŚCI
    Ortequ! – zauważyłam !
    Obśmiałam się !

    PS. Głowacki pisze: 2011-01-04 o godz. 10:05
    – polecam !

  189. @JKJK, Kartka , staruszek, Jacobsky 2011-01-03 o godz. 23:08 – o kolędzie

    jestem właśnie na bieżąco
    U nas 10 dych

  190. georges53 pisze:
    2011-01-06 o godz. 17:37

    Szanowny Panie Gerorges53

    Biję się w piersi za marudzenie z odpowiedziami i pomyłkę „Marka” z „Michałem” który to przesłał Antoniusowi linka. Mam nadzieję, że mi pomyłkę w nick’ach wybaczą.

    Pośmiałem się szczerze oglądając wspomniany link o (FED).

    Cieszę się, że Wielka Woda niewiele Panu dokuczyła, a mnie od jesieni zalewa hydrofornię, taki urok widać, jak się skończy, to przynajmniej wiem co bedzie dalej – za informacje dziękuję.

    A generalnie, to proszę się mną tak bardzo nie przejmować bo chyba nie warto.
    Acha, wczoraj zadebiutowałem sobie w dyscyplinie ostatniego Mistrza Świata z Antypodów, Robertsona, ale nie szło mi za dobrze, niestety.

    Pozdrawiam, Nemer

  191. Szanowny panie redaktorze

    Czy slowa dwa Kraj Rad sa obce?

    Czy slowo jedno Leningrad jest obce?

    Slawomirski

  192. Panie Danielu,
    mam do Pana żal. Osobisty żal.
    Krytykujemy PKP, ministra Grabińskiego, rządy Premiera Tuska,
    krytykujemy wszystko co „nie na czas, nie punktualne”.
    Dlatego, bardzo delikatnie ale i stanowczo zarazem, chciałbym zapytać:
    jak to jest możliwe, że o godz. 00:15 ostatni „dopuszczony” wpis jest
    z godziny 17:37 ?
    To co się „dzieje” z wpisami blogerów (olewanie czasowe – trudno to
    inaczej określić) jest kpiną z pojęcia zwanego potocznie „dyskusja”.
    Ja rozumiem, że nie sposób siedzieć non-stop przy „kompie”, ale aż
    takie odstępy w dopuszczaniu komentarzy poszczególnych blogerów
    do ekranu komputera , zatracają sens i ciągłość „rozmowy” na Pańskim
    blogu.
    Mam cichą nadzieję że moja skromna uwaga, da „tym i owym” deczko
    do myślenia, a Panu Redaktorze Passent asumpt do „pogonienia
    niektórych”.

    Pozdrowionka.

  193. Staruszku, uwielbiam Cię. „Cicer cum caule” to jest to! Kto się załapie, ten złapie. Wybacz, ale nie mam ochoty „nawracać” niektórych naszych współbraci blogowiczów na miększe, radośniejsze lądowania na blogach „Polityki”. Ponurość i powaga przystoi, zwłaszcza gdy mowa o finansach państwa, opiece zdrowotnej itp. Więcej nawet, przystoi znajomość rzeczy. Z podziwem czytam kolumny cyfr, procentów, cytaty myśli światowych głów ekonomii itp. O matko, myślę sobie, ja zwykły wprawdzie, ale jednak magister (magisterka?) nie nadążam. Może dlatego, że jestem filologiem? Może stąd bierze się moja pokora? Bo nie ośmielam wypowiadać się w sprawach, o których nie mam pojęcia i wierzę, być może, naiwnie, że ktoś za mnie te trudne sprawy załatwi? W końcu Ci „ktosie” utrzymują się również z moich podatków i mam prawo zakładać, że znają się na rzeczy. Miało być śmiesznie, a zrobiło się smutnawo. Pozdrawiam, Staruszku i do zobaczenia u Gospodarza, jak wyskoczy z nowym tekstem. Na razie wyczerpała mi się amunicja.

  194. Co zrobić, aby tragedia smoleńska więcej się nie powtórzyła? Przede wszystkim nie planować lądowań na nieczynnych, zamkniętych i wyłączonych z eksploatacji lotniskach. Jest takich lotnisk dużo na całym świecie, nie tylko w Rosji. Nie ma tam obsługi technicznej samolotów, stacji paliw, aby można było uzupełnić w samolocie paliwo, nie ma magazynów części i materiałów eksploatacyjnych, brak obsługi stanowisk dowodzenia oraz stanowisk logistycznych. Jest stróż, albo i nawet stróża nie ma. Lotnisko wojskowe w Smoleńsku od października 2009 roku było zamknięte, nieczynne i wyłączone z ruchu. Bardziej zamknięte już być nie mogło, niż zamknięte było. Siedzieli tam tylko strażnicy wojskowi na 3 zmiany pilnujący wojskowego złomu przed rozkradaniem. Decyzja o lądowaniu tam najwyższych rangą delegacji rządu i prezydenta Rzeczypospolitej w dniach 7 i 10 kwietnia 2010 roku stworzyła Rosjanom kolosalny kłopot i niczym nieusprawiedliwione wymuszone zagrożenia. Jako gospodarze tego szaleńczego polskiego przedsięwzięcia musieli posłać tam kilku byłych pracowników lotniska z poleceniem próby uruchomienia od pół roku wyłączonych i nieczynnych instalacji i urządzeń. Nic dziwnego, że wyznaczeni do tych prac byli pracownicy lotniska przeklinali siarczyście swój los, a także bezdennie głupie szaleństwo Polaków, którego kompletnie nie rozumieli. Moim zdaniem ten, kto podjął decyzję o zaplanowaniu lotu i lądowania w Smoleńsku na zamkniętym i nieczynnym od pół roku lotnisku jest (między wielu innymi) także winien bezpośrednio zaistniałej katastrofy. Zrobiliśmy Rosjanom straszne i niczym niezasłużone świństwo. Powinniśmy ich przepraszać za to co zrobiliśmy conajmniej przez następne 10 lat. Było to podłe, prostackie i chamskie wymuszenie niezgodne z wszelkimi zasadami stosunków międzynarodowych, a także z ogólnie przyjętymi normami zachowań między normalnymi szanującymi się ludźmi. I straszny dla nas wstyd. Ten wstyd jest nawet dla nas gorszy od samej katastrofy.

  195. Nasze słowa.

    Powiązał Gospodarz bloku En passant obce słowa z politykami.
    Trudno rzec, że felieton nie pasuje do miejsca.

    A ja jak przedwojenni lwowscy kloszardzi(?!) z piwnicznych faweli(?!) upomnę się ciutkę o nasze półinteligenckie gadanie. Gdy sztygar Edward Gierek zafundował nam wysokociśnieniowe prasy do kawy, dzięki którym nareszcie poczuliśmy smak ciężkich olejów kofeinowych i mogliśmy już nie obawiać się stłuczenia szklanki wyciśniętej wajchą z wtórnego polistyrenu to zaczął się wyciek. Na początku wyciek był skromny jak przeciek. Przybrał postać Polimpexu.

    Później dobra ciec przestały, więc zgodnie (ależ obłuda) postanowiliśmy oczyścić najlepszy ze znanych ustrojów z wypaczeń. No i wpadliśmy w sidła kosmopolitycznego megamarketu neoliberalnego długo krystalizującego szmatex.

    Ależ nie! Jestem zadowolony! Najsamprzódy firma Stasiex robiła mi xero, później sprzedała mi za centy volvo z recyklingu (samo prosiło się o ukraść), a teraz poszukuje chłopaka na kebab.

    Już na niedawnym przełomie jesieni pytałem współblogowiczów czy ich duch był wraz z Harrym na peronie 9a. Jak przystało na trolowego zgreda po liftingu udającego nerda swoiście do siebie przywiązanego i cierpliwego głosiłem klawiaturową dwupalcófkom, że będzie moje tylko trza poczkać. No i kompy sfalowały i niezaplanowany pociąg nie odjeżdża w zaplanowany format z przewidywanego peronu o ile unia nie obetnie.

    A może byśmy tak najbliżsi wpadli na dłużej do Tomaszowa?
    Może tam jeszcze polskim blaskiem ta sam cisza trwa … wrześniowa?
    Może byśmy wzorem nacjonalistów francuskich zakazali second gęby i zabronili używać targetowi obcojęzycznych formatów obliczonych na menelską klikalność?

    Na trolle nie pomagają mole. Wyżreć nie idzie. I nie uchodzi, nie uchodzi ….

  196. Czy to jest jedno z tych trzech powyzej ?

    „Do tej pory nie mogę uwierzyć, że zwłoki Lecha Kaczyńskiego leżały na niebieskim brezencie w błocie. Mam pretensje, że ambasada nie postarała się, by przykryć ciało prezydenta chociaż biało-czerwoną flagą – stwierdził Opara. Na pytanie dziennikarza, czy ludzie prezydenta sami nie mogli się o to zatroszczyć, po długim milczeniu odparł, że „rzeczywiście trudno mówić o winie jednej strony”. – Mogliśmy o tym pomyśleć – dodał. ”

    Raczej zadne .

  197. dla rozrywki 2 cytaty z felietonu Ziemkiewicza

    1) Drobna insynuacyjka, wiem, nie powiem

    „Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej nie jest potrzebne. Kto chce znać słuszne wyjaśnienie, ten i tak od pierwszej minuty wie, jaka była przyczyna katastrofy”

    2) Taki żarcik-analogia o „rozłażeniu się po całej Europie”

    „Skoro wszystko jest tak „najboleśniej proste”, to po co tyle ściemniania? Zapewne, gdyby pilot nie próbował wylądować, to by się nie rozbił, tak jak, można rzecz z tą samą kategorycznością, nie byłoby pogromów i ostatecznie holocaustu, gdyby Żydzi nie rozleźli się byli z Bliskiego Wschodu po całej Europie.”

    Mój komentarz

    Ziemkiewicz sprzedaje produkty bylejakości swojego rozumowania (Poln. Wirt.) i otrzymuje, a jakże, gromkie brawa i wołania o jeszcze od audytorium PiSowkiego przekonanego, a jakże, że to jest właśnie ten – prawdziwy Polak.

    Schlagworty-diamenty, wykwintne bon-moty, gówniane paramenty, zdechłe koty.

    Pzdr, TJ

  198. Chcę przynajmniej udawać, że piszę na temat przedstawiając garść przemyśleń na temat słów, obcych lub rodzimych, ale bliskoznacznych. Są często stosowane zamiennie, a mają nieraz zupełnie inny wydźwięk lub kompletnie inne znaczenie. Zacznę od banalnego przykładu – wyrazy „wielkość” i „rozmiar”. Gdy moja żona kupuje mi koszulkę polo, wtedy to dla niej „ganc pomada”, oznaczają to samo a i tak szuka koszuli, wahając się tylko między XL i XXL. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa, gdy te wyrazy są stosowane wobec polityka, kandydata do określenia „mąż stanu”. Wtedy „wielkość” człowieka nie ma żadnego związku z jego liniowymi rozmiarami (np. 150 cm). Czy na pewno Państwo się domyślają kogo mam na myśli? Nie jestem o tym przekonany. Nie mówię tu o małostkowości – proporcjonalnej do wzrostu – też znanej mi osoby, (mówi się też o jej „kieszonkowym” formacie), ale myślałem oczywiście o Napoleonie. Ha, ha, ha.!
    Pozostając w ramach tematów poruszanych na tym blogu – komentarze do zmian w kodeksie drogowym – zauważyłem rozróżnienie pojęć „prędkość” i „szybkość”. Przeciętny kierowca stosuje te pojęcia zamiennie i dobrze, byleby podał poprawny wymiar – m/s lub km/h! Istotne różnice występują jednak zarówno w życiu codziennym, jak i w naukach ścisłych. W życiu staruszka wiadomo, że zmierza do cmentarza, czy szybko czy prędko to dla nikogo nie ma znaczenia. Tempo przebiegu wielu procesów, życiowych i technologicznych, zachodzi z określoną „szybkością”, wtedy nie używa się wyrazu „prędkość” z w/w wymiarami, np. szybkość produkcji amoniaku podaje się w tonach/godzinę, albo zanik substancji promieniotwórczej można podać w g/rok. W znanych mi językach obcych występuje dokładnie ta sama dwoistość i rozgraniczenia. Tłumacze tekstów technicznych mają z tym często kłopoty. Bywa, że nawet w podręcznikach fizyki nie ma zdecydowania, które z dwóch określeń bliskoznacznych jest poprawne – to może być sprawą umowy lub próby logicznego uzasadnienia. Myślę tu o pojęciach „częstość, częstotliwość”, gdzie jest to raczej problem umowy, a wyrazy „liczba, ilość” próbuje się rozróżnić logicznie. Jeśli czegoś jest dużo, ale nie da się ściśle policzyć „na sztuki”, to mówi się o ilości ( rozmaite substancje, płyny, biust kochanki po operacji plastycznej) a jeśli ktoś podaje ilu „Prawych Polaków” broni krzyża przed pałacem i podaje np. 13 (albo 3000), wtedy jest to liczba (wielkość przeliczalna – np. przez policję, albo prezesa).

    Dodatek filozoficzno-satyryczny: Na sąsiednim blogu zapytano mnie o zdanie na temat użytego przeze mnie wyrazu „abcug”: @ Czesław

    „Mam pewna wątpliwość: szybkie czy krótkie abcugi?”

    Obiecałem odpowiedź na tym blogu pod wpisem o „Słowach”. Zastanawiałem się nad etymologią słowa „abcug”. Podejrzewam, że pochodzi od niemieckiego „Zug’u” (czyli odpowiednik urządzenia, brakującego, lub źle działającego w PKP), a „ab” oznacza, że odjechał i ja się spóźniłem. Może być jednak i tak, że ten „Abzug” to po prostu odbitka fotograficzna, albo proces zdejmowania osłony w pułapce na muchy (bo o „kondominium” nie chcę pisać). We wszystkich przypadkach można to skojarzyć z szybkością procesu (wtedy szybkie) albo z długością pułapki i osłony, lub fotki a wtedy lepiej pasuje „krótkie”. Nie rozstrzygnę więc problemu (sorry!) i przestaję dzielić włos na fragmenty lub zapałki jak w sanacyjnej Polsce. Nie dotyczy to PRL i dalszych Rzep, bo w Sianowie zawsze było dużo zapałek (wczoraj widziałem reportaż ze wspaniałą rzeźbą -klasyczny absurd naszych czasów!). W trudnych gospodarczo chwilach pracownikom płacono nawet wynagrodzenie w naturze – w „zapałkach” i stać ich było na równoczesne palenie czterech zapałek zamiast dzielenia ich na czworo.

    Na koniec kilka uwag na temat gorąco dyskutowanego podwyższenia limitu prędkości. Skomentuję tylko skrajne wypowiedzi – od słusznego zdania, że żadne przepisy nie zwalniają kierowcy od stosowania rozsądku. W niektórych instrukcjach obsługi GPS’u pisze wręcz: „Po włączeniu urządzenia proszę jednak nie wyłączać mózgu”. Zabawne przypadki nieprzestrzegania tej dobrej rady widzimy od czasu do czasu w TV. Ja jeszcze nie kupiłem GPS’u, bo żona oświadczyła mi, że zawsze wskaże mi drogę do supermarketu i lekarza i nie potrzebuję GPS’u. Są to jedyne moje cele oprócz stacji obsługi Peugeota, do której drogę znam na pamięć.
    Nie zgadzam się, bez podawania konkretnych wyników pomiarów, na stwierdzenie, że tempo 30 km/h zdecydowanie zmniejszy wydzielanie zanieczyszczeń. Jestem starym – w podwójnym sensie – kierowcą i mogę powiedzieć, że doświadczonym. Moja definicja doświadczenia jest taka: „Doświadczenie kierowcy to suma niebezpiecznych sytuacji, z których wyszedł cało”.
    Przejechałem na najrozmaitszych drogach Europy ponad pół miliona km, tzn. kilkanaście razy otoczyłbym kulę ziemską na równiku, gdyby tam była autostrada, a poważnych wypadków nie miałem, choć sam, lub dzięki innym, przeżyłem dziesiątki lub setki niebezpiecznych chwil. Chyba mogę powiedzieć jak na spowiedzi globalnej – pewnie nie ma typowych błędów, których nie popełniłem. Gdyby każdy kończył się punktami (Shella) to mógłbym dostać nowe auto. Zawsze oceniałem swoje postępowanie jednak jako bardzo ostrożną jazdę.
    Jestem (tzn. byłbym kiedyś) za zwiększeniem limitu prędkości i to nie tylko na autostradzie, ale i w terenie zabudowanym, gdy sytuacja na to pozwala. Teraz mam samochód, przy którym jest mi to obojętne (automat), ale pamiętam udrękę i ryk silnika poloneza przy prawidłowej 50-ce w mieście. Horror! Trzebi bieg, ryk i wysokie obroty i zużycie paliwa – coś dla ekologa, który żąda 30-ki? Przy 60 km/h (dawny limit) i na czwartym biegu jazda była przyjemnością. Kto miał od zawsze zagraniczne wozy, nie zna tego uczucia.

    PS
    Manipulowałem stronami i znikł mi wpis, dlatego powtarzam.

  199. Panie Danielu,

    pisze Pan, że „Premier Tusk rzadko jest asertywny, i to w nieoczekiwanych momentach, Ćwiąkalskiego zwolnił – Grabarczyka trzyma. Jacka Karnowskiego w Sopocie poturbował, a na temat ludzi Platformy w Wałbrzychu na razie milczy”.
    Widzę, że dał się Pan nabrać (jak wielu innych) na kamuflaż Premiera.
    Mam przed sobą współfinansowaną przeze mnie gadzinówkę, Kuryer Sopocki, który bałwpchwalczo reprezentuje interesy sopockiego Ratusza.
    W czasie kampanii wyborczej, gdy wahały się losy b. skarbnika Platformy na trzecią kadencję prezydencką w Sopocie, ten piłkarz amator pozostawił stolicę i Najjaśniejszą na pastwę losu by wspierać swojego kumpla z boiska.
    A kłapał językiem bez żadnych zahamowań (wspomagali go w tym niejaki Buzek i pełniący obowiązki Prezydenta p. Komorowski) cytuję Pana Premiera.
    „Mnie rozum i serce podpowiadają, że Karnowski jest wyraźnie lepszym kandydatem”
    A konkurent?
    „Bardziej poeta niż prezydent miasta. Ambitny, ale ma kłopoty z podejmowaniem decyzji. Przez długie lata wspólpracował z Karnowskim, zawsze w jego cieniu, raczej bierny i wierny niż kreatywny buntownik. Swoją szansę widzi w kłopotach Karnowskiego, a nie we własnych atutach czy pomysłach”.
    Ale to Jacek karnowski ma, jak to Pan nazwał, kłopoty.
    Tak. Dlatego twardo stwierdziłem, że w takim przypadku nie powinno się kandydować, ale dziś wybieramy między prezydentem a jego zastpcą, a więc ludzmi którzy współodpowiadają za ostatnie lata w Sopocie. …Mnie też serce i rozum podpowiadają, że jest wyraźnie lepszym kadydatem, nawet z bagażem znanych problemów i rozumiem sopocian, w tym moich najbliższych, kiedy mówią mi: „Człowieku, chcemy żyć w Sopocie lepiej rządzonym, a Karnowski może ma wady i robił błędy, ale naprawdę dobrze rządził w Sopocie”.
    W tym miejscu mój nieśmiały i krótki komentarz, wszak jestem wspólfinasującym tego medium.
    – Pan Premier w czsie wywiadu był chyba w słabszej formie.
    I dalej.
    „Sopot nie zasłużył na takie szyderstwo”, bo szanse współrządzenia, w wypadku zwycęstwa Fułka, miałaby koalicja z pisem.

    W czasie kampanii wyborczej zjeżdzali się różni dygnitarze (o czym pisałem wyżej) popierający Karnowskiego.
    Wielki człowiek honoru, Kawaler Orderu Orła Białego, wyrównał do stanowiska żony (minister edukacji w rządzie Tuska), i zmienił zdanie w ocenie kontrkandydata (Fułka) na pięc mninut przed głosowaniami.
    Barawo panie Hall, takich autorytetów nam potrzeba.
    Przypomnę, że zwycięski kandydat ma szesć zarzutów prokuratorskich za korupcję.
    Premier w ten sposób dezawuuje konstytucyjny organ dla kumpla z którym wiązały go interesy i przyjaźń.

  200. aqa,

    Nie jestem i nie bede ani Kartka z podrozy, ani blogowiczem pod pseudonimem „staruszek”. I nie mam zamiaru nimi byc. Albo nie mam ku temu predyspozycji – jak chcesz. Lepkie od wzajemnosci blogi sa dostepne po sasiedzku. Prawde mowiac, to odkad bywam na tym blogu ( juz prawie piec lat), nigdy nie przyszlo mi na mysl wkurzyc sie, ze nikt nie odpowiedzal na moj wpis, a juz tym bardziej mazgaic sie z tego powodu publicznie, na blogu. To jakas nowa jakosc.

    Koledy za 10×10 PLN tylko powinszowac. A jednak poprawia sie w Polsce z roku na rok.

  201. @Orteq pisze:
    2011-01-06 o godz. 22:16
    Gwoli wyjaśnienia: To ja nie rozumiałem kiedyś ukrytych, pewnie genialnych, myśli „zezowatego” i użyłem śląskiego porzekadła („co se za to mam kupić?). Może do tego „pije” lub konsumuje coś innego?

  202. Antoniusu,
    abcugi zdecydowanie krótkie 😎
    Uciekać w krótkich abcugach vel kabanich podskokach = szybkim truchtem 😉

  203. TJ pisze dziś , 12:54 o słownych wyczynach Ziemkiewicza kończąc :

    ” Schlagworty-diamenty, wykwintne bon-moty, gówniane paramenty, zdechłe koty.”

    @TJ – i jak ciebie nie kochać ?

    (pozdrawiam omdlała)

  204. Ma racje Cynamonowy Naczelnik; zwroce sie niebawe z prosba do Pana Passenta o „pogonienie” Cynamona za mowe anty…
    ET

  205. Antonius 13.09

    Wywiodles obszernie o szybkosci, ale pomijasz strach. Trzeba sie chyba bac zaskakujacej sytuacji zawsze. Przy kazdej szybkosci, w kazdych warunkach. Wypadkow mam zero, mil chyba prawie/ok 1.2 mln. Nie ma nic do rzeczy ile wyciagnie auto albo ile ja wytrzymam psychicznie. Rutynowe korekty musza byc: poczatek okularow, akomodacja, wiek, stan psychiczny, zmiana auta i dwadziescia tysiecy innych, jesli ma sie wyobraznie. Przygnebiajace sa opisy jazdy z duza szybkoscia, ci ludzie prosza sie o smierc. W Polsce samochod jest nadal czyms wyjatkowym. Stad chyba te „popisy”. Dla mnie jest to zlo konieczne. Musze jechac, to robie to najnizszym kosztem. A najlepsze nie jest najszybsze auto, ale to ktore sie nie psuje. Swego czasu mialem metode – zanim kupilem, zwiedzalem stacje obslugi. Jesli mieli duzo napraw, koniec sprawy. Nie zachwycam sie Niemcami i ich non limit jazda. Podobnie Wlochami – 150/godz noca i tylna lapa na dashboard. Auto jest narzedziem, ale nigdy celem samym w sobie.
    Jesli chcesz poplesc o samochodzikach i Trzech Krolach przyjdz na
    http://kleofas.blogspot.com/2011/01/za-te-wachi.html
    Pozdrawiam. Kleofas.

  206. do
    staruszek pisze:

    2011-01-06 o godz. 20:04

    Dziekuje poslusznie za ustawienie mnie w jednym szeregu z Naczelnikiem.
    ET

  207. Jacobskiemu
    Gdyby szanowny zechciał sprawdzić daty to mój wpis był z 03.01 godz 23. 18
    a blog p. Szostkiewicza na w/w temat zaczął swą egzystencję 04.01 godz 18.05.
    Nie mam kryształowej kuli by gdybać co będzie następnym tematem blogu.
    Co do wzroku to kłopoty moje usunięto w Katowicach u p. Gierek.
    Więc od mojego zeza wara ,ja się nie czepiam rodziny Jacobskich
    Może pamięta ktoś z obecnych dupka w TV oglądającego jej niewymowne.
    I tak pewnie zmarnowano porządny szpital okulistyczny gdzie każdy dosłownie był przyjęty w dniu zarejestrowania i to z całej Polski.
    Dla aqa
    Ja nie mam zamiaru spierać się z Orteqiem kto pierwszy TU przywołał frazę ZŁOTE ŻNIWA – chce być on pierwszy ? oklaski.
    Mnie chodziło nie o książkę , ważny jest temat , książek na ten temat jednak sporo wydano ale jakoś podobnie jak na TYM blogu ważniejsze było udowodnić Ranickiemu że nie zna niemieckiego , lub wyjaśnić różnicę między wielkością a rozmiarem niż zastanowić się nad stwierdzeniem bardzo popularnym poza granicami kraju – POMOŻE CI MURZYN ,CHIŃCZYK ALE NIE POMOŻE CI POLAK-ON CIE TYLKO WYKORZYSTA.
    Ale widocznie ważniejsze są znaki diakrytyczne
    Nie pamiętam też by ktoś zapytał o archiwa kościelne w powyższej sprawie – zamknięte na głucho – podobnie jak przekazane „komunistyczne” znowu cisza jak na pogrzebie organisty.
    Trzy słowa Passenta spowodowały tsunami a co byłoby gdyby w ich miejsce wstawił UCZCIWOŚĆ , RZETELNOŚĆ ,PRAWDOMÓWNOŚĆ .
    Uklony

  208. Cynamon29 1-5 11.49
    1-7 00.29

    Widziales, jak niektore osobniki czuja zart, parodie itp.? I jak traktuja wlasne tesciowe, kiedy wyrzucenie jej z auta biora powaznie….Widziales tez pewnie moj dzisiejszy wpis o jezdzeniu.

    Bylbym zaszczycony, gdybys zechcial skorzystac z no limits, publikacja natychmiast !
    http://kleofas.blogspot.com/2011/01/za-te-wachi.html
    Choc jeden bezpieczny! – Poza tym, moja mała żonka boi się szybkiej jazdy, a ja jej upodobania hołubię, podobnie jak i ją samą.- Brawo !
    Klaniam sie. Malzonce rowniez. Kleofas.

  209. Artur o Smolensku. Inni o bylejakosci. Wspolny, niewyczerpany temat.

    Teraz jest jweszcze “Łańcuch błędów” Janiny Paradowskiej w “Polityce”. Jakie kluczowe slowo tam wystepuje? Bylejakość! Tyle, ze tym razem nie tylko nasza ale i rosyjska:

    “Łańcuch błędów. Po stronie rosyjskiej mamy tę samą bylejakość, niejasność procedur (status lotu, tryb zachowania się kontrolerów), na dodatek strach przed podjęciem twardych decyzji, uwarunkowany także tym, że na pokładzie znajduje się prezydent Polski i może wybuchnąć skandal dyplomatyczny, jeżeli nie pozwoli się na lądowanie…Dość charakterystycznym przykładem zachowań i reakcji Rosjan jest to, co działo się przy wcześniejszym lądowaniu Jaka 40, kiedy warunki już były bardziej niż marne. Rosjanie nie zezwalali na lądowanie, wydali podobne komendy jak później Tupolewowi, ale najwyraźniej nie były one rozumiane przez załogę (znajomość rosyjskiego w załodze Jaka była jeszcze słabsza niż w przypadku Tupolewa) albo po prostu zostały zlekceważone. Jak 40 wylądował więc bez zezwolenia, z trudem zmieścił się na pasie … A jak wyjaśnić zachowanie kontrolerów przy próbie lądowania rosyjskiego Iła, który wiózł samochody dla polskiej delegacji oraz ochronę Federalnej Służby Bezpieczeństwa? Podczas pierwszego podejścia omal się nie rozbił, chociaż pilotował go były dowódca smoleńskiej jednostki, pilot wyjątkowo doświadczony i znający lotnisko jak własną kieszeń. Mimo to pozwolono mu na drugie podejście, po którym załoga ostatecznie zrezygnowała.”
    http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1511822,1,bez-wybielania.read

    Te fakty sa opisywane przez przednia komentarzystke. Wszystkie sie w pelni nadaja do tematu. Komentarzystka jednak nie widzi tam zadnego wspolnego mianownika. A tym wspolnym mianownikiem jest

    ***Rosjanom narzucono ten kolejny, niepotrzebny polski lot na Katyn 10 kwietnia. ***

    Uczyniono to pomimo wszelkich przeciwnosci logistyki i losu. Oraz wbrew znakom na niebie i ziemi. O narzuconych kosztach tez nie da sie nie wspomniec. Kazdy zdrowo myslacy ruskij czelowiek mogl siebie zapytywac, i napewno zapytywal: a po jakiego my mamy wywalac pieniadze na te bzdury polskich rusofobow? Uruchamiac lotnisko, sprowadzac oficerow, ladowac samochody do przewozenia licznych delegacji Polakow? I jeszcze zarowki wkrecac do latarn znakujacych nieczynny pas startowy. Nie dziwota, ze z opoznieniem to zrobiono.

    Wszystkie trzy przyklady ogniw lancucha rosyjskich bledow, wymienione przez p. Paradowska, wiaza sie z jednym: z polskim WYMUSZENIEM na Rosjanach ich wspolpracy. Rosjan zmuszono do umozliwienia tej powtorki uroczystosci Putin-Tusk z 7 kwietnia. Ta powtorka 10 kwietnia juz w zamierzeniach miala kasujacy charakter POJEDNANIA z Rosjanami trzy dni wczesniej. Prezydent Kaczynski lecial do Smolenska, niczym wczesniej do Tbilisi, by wyglosic swoje antyrosyjskie przemowienie „Zadamy i Domagamy sie”.

    Wyliczmy rosyjskie bledy p. Paradowskiej. A moze raczej, “bledy”.

    1. Rosjanie nie zamkneli lotniska dla prezydenckiego samolotu polskiego, pomimo panujacej mgly. Powod? Bardzo prosty: na pokładzie znajdowal się prezydent Polski i mogl wybuchnąć skandal dyplomatyczny, jeżeli nie pozwoli się na lądowanie. Zal mi tych rosyjskich kontrolerow. Naprawde.

    2. Przy wcześniejszym lądowaniu Jaka 40, kiedy warunki już były bardziej niż marne, Rosjanie tez nie zezwalali na lądowanie, wydali podobne komendy jak później Tupolewowi, ale najwyraźniej nie były one rozumiane przez załogę (znajomość rosyjskiego w załodze Jaka była jeszcze słabsza niż w przypadku Tupolewa) albo po prostu zostały zlekceważone. Jak 40 wylądował więc bez zezwolenia, z trudem zmieścił się na pasie. Byl to polski samolot z obsluga prasowa dla PREZYDENCKIEJ wyprawy. Ten sam skandal dyplomatyczny grozil, jesli by nie pozwolono na ladowanie.

    3. A jak wyjaśnić zachowanie kontrolerów przy próbie lądowania rosyjskiego Iła, który wiózł samochody dla polskiej delegacji oraz ochronę Federalnej Służby Bezpieczeństwa? Tak samo: chodzilo o polska, narzucona Rosjanom, powtorke imprezy z 7 kwietnia. Te same problemy dyplomatyczne grozily. No i oczywiscie ta sama byla mgla. I to samo lotnisko, na ktorym tylko Polacy wymusili jego “miedzynarodowy” status, w swoim parciu na Katyn. Nikt inny “miedzynarodowy” tam nigdy nie ladowal.

    Posumujmy.
    Rosyjski “Łańcuch błędów” dotyczyl tego samego problemu: narzuconego Rosjanom, nikomu niepotrzebnego lotu 10 kwietnia. Po pojednawczej uroczystosci 7 kwietnia. No i potem niemozliwego do wykonania ladowania we mgle. Tez wymuszonego na rosyjskich kontrolerach. Tu oddajmy glos p. Paradowskiej:

    “Kontroler Paweł Plusnin był zdecydowanie przeciwko lądowaniu – niech spieprzają, po co oni tutaj? – to podobno jedno z jego najbardziej parlamentarnych zarejestrowanych wyrażeń, jakich używał w tych ostatnich, pełnych emocji minutach. Ale jednocześnie ludzie z wieży chcieli uniknąć skandalu. Plusninowi odebrano mikrofon, a jego przełożony Mikołaj Krasnokutski zaczął telefonować do ośrodka Logika w Moskwie, czyli do centrum operacyjnego, z pytaniem, co robić?”.

    Ja na miejscu Plusina, uzywajac, wbrew naturze i okolicznosciom, parlamentarnego wyrazenia, bym zapewne krzyczal: spieprzaj, dziadu!

    Tez by to nic nie pomoglo. Rozumu pozbawionego samobojcy, z ogromna szybkoscia zmierzajacego do przepasci, nikt nie byl w stanie zawrocic z drogi.

  210. Nieuczciwa ankieta GW

    Czy w Polsce powinno się zalegalizować palenie marihuany?

    GW rozgrywa to w cwany sposób, podsuwając ankietowanym cztery odpowiedzi:

    44% – tak, jest mniej groźna od alkoholu
    24% – nie, bo to narkotyk
    20% – nie, ale nie karać za posiadanie
    12% – nie, trzeba jeszcze zaostrzyć kary

    Jak łatwo sprawdzić, odpowiedzi na NIE jest więcej (56%) niż odpowiedzi na TAK (44%). Ale GW, która najwyraźniej preferuje legalizację, przebiegle rozflancowuje odpowiedzi na NIE, żeby odpowiedź na TAK zyskała optyczną przewagę.

    Nie wiem jak państwo, ale ja myślę, że ankieta GW to czysta MANIPULACJA – poniekąd też obce słowo.

    Ach GW, kak ja tiebia lubliu!!!

    http://wyborcza.pl/0,0.html

  211. ET pisze:
    2011-01-07 o godz. 15:42

    Odpowiem tak:
    Różę ślę ci czerwoną, soczystą i żywą,
    Tak to już ma Naczelnik – z wdzięcznością Prawdziwą!

  212. zezowaty,

    szklana kula też może pomóc w korekcie zeza.

  213. ET pisze: 2011-01-07 o godz. 15:42 i wiele razy to samo, wciąż i wciąż …

    @ET- uprzejmie żądam :

    … daj se siana

  214. aqa pisze:

    2011-01-07 o godz. 15:40
    TJ pisze dziś , 12:54 o słownych wyczynach Ziemkiewicza kończąc :

    ” Schlagworty-diamenty, wykwintne bon-moty, gówniane paramenty, zdechłe koty.”

    @TJ – i jak ciebie nie kochać ?””

    Mój komentarz

    Erotyk wstrzemięźliwy, a szczery

    W największym lęku
    Wreszcie w przyklęku,
    A suknia Twoja tuż, tuż,
    W górę unoszę,
    pokornie proszę…
    12 czerwonych róż.

    Uśmiech uroczy i ramion gest,
    Niepewność starta, przyjętym jest.
    Nóżki w objęciu, czułe kolanka.
    Ach, jaka słodka przytulanka.

    Pzdr, TJ

  215. Jacobsky , 13:18
    hej, jeśli to tłumaczenie to mnie akurat tłumaczyć nie musisz

    (godz. 22:16) http://passent.blog.polityka.pl/?p=790#comment-189784

    Napisałam wszak do @mag : (rym zadźwięczał mile) tak :
    ” wolno Jacobsky’ emu odburknąć !”

    poczem dyskretnie wskazałam, że się różnisz od Kartki i Staruszka i masz do tego prawo
    (a wzajemność nie musi być lepka, jeśli usprawiedliwiona
    dobrze jest być dosłyszanym w zgiełku, dobrze też się o tym dowiedzieć)

    z nadzieję, że czytasz mnie uważnie jako i ja ciebie
    -serdecznie pozdrawiam

  216. Jurek Cedro pisze:

    2011-01-07 o godz. 16:29

    Polski jezyk istnieje dzieki „obcym” dla niektorych slowom. A to ze przecietni dziennikarze pisza bzdury wie przecietny obywatel. Ostatnio nawet redaktor Passent dowodzil tego piszac o zwyciestwie demokracji w Rosji.

    Slawomirski

  217. Ortequ (drogi mój laureacie niodebranej nagrody),

    w porównaniu z Tobą i innymi dyskutantami jestem uboższy o różne niuanse techniczne tragicznego lotu do Smoleńska. Czytałem jednak stenogram rozmów w kabinie pilotów. Natychmiast na blogu Kuczyńskiego ustaliłem odpowiedzialność na ca 30% ze strony Rosjan i pozostale 70% po stronie Polakow. Teraz myślę, że ta odpowiedzialność w procentach kształtuje się jeszcze bardziej niekorzystnie dla Polaków.
    Wiedziałem od razu (czego nie dostrzegł Pan Premier), że to jemu groźi za tą katastrofę śmiertelne niebezpieczęstwo polityczne.
    Jego podkomendnym groźi Trybunał Stanu albo zwykły sąd powszechny.
    Dopiero teraz (mniej bystry od Kaczyńskiego) Premier zorientował się co mu groźi i zrobił (nazwijmy to tak) głośną woltę.
    Gdy Premierowi, na dodatek, dorzucą odpowiedzialność za inne katastrofy spowodowane (no nie, nie użyję tego słowa) chaosem organizacyjnym, to może być krucho. Jak wiesz nasz wymiar sprawiedliwości wiele potrafi, a w związku z tym może się trafić nawet areszcik wydobywczy.
    Co wtedy będzie z kopaną, no co?
    Nawet o nartach w Alpach nie ma co marzyć, nie mówiąc już o spędzeniu radosnej starości w umiłowanej przez naszego Gospodarza, Prowansji.

    Pozdrawiam

  218. Jurek Cedro (16:29)
    dziękuję za utwierdzenie mnie w przekonaniu, które mnie złapało na dobre i jakoś nie chce opuścić od 1994. Wczoraj dopadła mnie refleksja, na szczęście krótkotrwała na tyle, żeby jej dolegliwość mogła popsuć nastrój świąteczny.

    Przez chwilę zastanawiałem się wczoraj, czy wybory mają w Polsce jakikolwiek sens, gdy gazeta największego koncernu medialnego – Agory, mająca ogromne oddziaływanie na świadomość Polaków, często traktowana przez inne media (o nie mniejszej sile rażenia i porażania) niczym Pismo święte, która skutecznie może narzucić innym mediom w kluczowych sprawach (np. ‚Polityce’ w sprawie Rywina) swą polityczną wolę „gospodarza”, że gazeta, której obecni i byli pracownicy oraz współpracownicy zasilają szeroką ławą b. opiniotwórcze i wpływowe poletka w wielu miejscach poza samą Agorą, że ta gazeta zachowuje wciąż w swej nazwie przymiotnik „Wyborcza” i wciąż chce uczyć Polaków demokracji.

  219. TJ pisze:

    2011-01-07 o godz. 12:54

    „rozleźli się byli z Bliskiego Wschodu ”

    Biologia uczy ze wszyscy bez wyjatku rozlalismy sie z Afryki +/- 60 000 lat temu. A jezyk cytatu jest paskudny antysemicki degradujacy czytelnika. Podobny do jezyka/jezora prasy PRL.

    Slawomirski

  220. cd.

    Ortequ,

    na polskiej agorze decydujące znaczenie mogła by mieć informacja o teści rozmowy telefonicznej jaką Prezydent przeprowadził ze swoim bratem z pokladu samolotu.
    Wówczas mógłby pogrążonym, całkowicie i nieodwracalnie, zostać Jarosław Kaczyński, co równało by się ze śmiercią polityczną.
    Treść tej rozmowy znają Rosjanie i Amerykanie, ale nie przyznają się, że podsłuchują tak ważne rozmowy.
    Ci pierwsi odkryli by karty, gdyby groziło im zatonięcie. Amerykanie nie będą się ujawniać z powodów swarów w polskim śmietniku politycznym.
    Taki los (przy błogosławieństwie kościola) zgotowały nam siły polityczne, które obiecywały, obiecywały, obiecywały …..

  221. Bardzo mnie ucieszył wywiad z prof. Witoldem Orłowskim, b. doradcą Balcerowicza i Kwaśniewskiego, a potem równie mocno, jeśli nie mocniej, głośne jego czytanie na blogu w wykonaniu TJ (01-06 o godz. 22:13).

    Z jedną marksistowską – na pierwszy rzut oka – frazą TJ’a zgodzić się nie mogę:

    Czy mamy jakiś pomysł na następne 10 lat, gdy odstawieni zostaniemy od cycka? Kapitał, którzy poprzez taniość płac napędza nas, w przyszłości z całą pewnością odpłynie, jeśli nie znajdzie nowych bodźców. Taką ma właściwość, że nie da się wykorzystywać bez odpowiedniej renty mu płaconej. Na razie tą rentą jest taniość pracy. Co będzie dalej?

    Odstawienie od cycka? – to jeszcze przejdzie, aczkolwiek cyckiem jest budżet Unii, który jest okrajany, albo trzymany w ryzach przez Brytyjczyków i Niemców. A interesy polskiej pracy z kosmopolitycznym – lepiej powiedzieć – globalnym kapitałem nie mają w sobie nic z renty. Kapitał daje lepsze narzędzia do pracy i ze swojej strony podnosi wydajność, a przez to i płace, zaś pracy pozostaje nauczyć się te nowe narzędzia obsługiwać. Ponadto, nie samym kapitałem i pracą, lecz także przedsiębiorczość, zarządzanie i marketing (wejście na rynek bogatych ze złożonym produktem) bogactwo narodów pomnaża.

    No ale powiedzmy, że idzie o rentowność jednostki pracy – to co ją podnieść może? Czy Orłowski jakieś odpowiedzi daje? Ano owszem:
    (1) ograniczyć biurokrację państwa,
    (2) uporządkować finanse publiczne, co oznacza zajęcie się wydatkami sztwynymi, czyli ograniczyć niepotrzebne świadczenia, KRUSy, (Balcerowicz mówi o centralizacji zakupów spinaczy i ołówków z gumką dla państwowych gryzipiórków), bajzel z emeryturami i wiekiem emerytalnym, brak motywacji do odchodzenia z rolnictwa, etc.,
    (3) infrastruktura transportowa, komunikacyjna i jeszcze inna,
    (4) edukacja. To samo już się dzieje, bo rośnie popyt na studia inżynierskie, matura z matmy została przywrócona, ale to za mało. Wreszcie
    (5): usprawnianie instytucji i budowanie nowych, np. polskich firm globalnych z kapitałem państwowym, ale nade wszystko prywatnym, Kulczykowo-Grobelnym i zagranicznym.

    Prof. Orłowski gorzko stwierdza, że to wszystko wiadomo, ale nic się nie robi. Nie ma masy krytycznej, moim zdaniem. Po wejściu do UE znikła konieczność reformowania, przyszedł Kaczyński ze swoją belejaką doktryną silnej władzy narodowej, przejął władzę Tusk, ale … masy krytycznej nie ma. Udało mu się przepchnąć ustawę o emeryturach pomostowych, ale nic więcej nie mógł/nie chciał zrobić – gorzko żali się Orłowski. Aby powstała masa krytyczna dla dalszych reform, w tym przełamywania Poln. Wirt. – i o tym coraz głośniej się mówi – potrzebna jest głeboka edukacja ekonomiczna społeczeństwa. Mówi o tym Orłowski, Balcerowicz, któryś prezes dużej firmy (zapomniałem nazwy i nazwiska), i wielu innych.

    Jak czytam te schlaworty-bon moty-zdechłe koty zbudowane z pojęć zebranych w PRLu, z fraz budowanych w stanie niewolniczo-opiekuńczego zamroczenia, ten ciężki wysiłek przełamywania starcyh nawyków myślowych – tak jest, bogactwo i postęp cywilizacyjny będzie nie z ssania słodkiego cycka, lecz z coraz bardziej kwalifikowanej, coraz bardziej konkurencyjnej pracy Polaków. No bo jaki ma być wizja? jaki model rozwoju poza rok 2020? Generalnie oparty na pracy własnej, na akumulowanie własnego kapitału – na tym także będzie się opierała pozycji polityczna Polski w świecie. Wymaga to wysiłku, ale nagroda jest sowita.

  222. Jacobsky
    Przyznaję że PRAWDOMÓWNIE , RZETELNIE I UCZCIWIE jest mówić o cudzym zezie przez szklaną kulę.
    I wyobraż Pan sobie dopiero teraz skojarzyłem // perfidię// p Passenta
    co nam wszystkim WIELKIM , MAŁYM , PRAWYM I LEWYM POLAKOM podsunął takie obcojęzycznie brzmiące wyrażenia .
    Narracja ,empatia i asertywność.
    Jak tu w blogu trwała walka o pierwszeństwo w NIEMIECKIM ,nikt nie przypomniał że // TO CO NIE NAZWANE TO NIE ISTNIEJE//.
    Mnie ta dyskusja dała pewność // człek się uczy// że zarówno zagwozdka p. Passenta jak i moja do niej przyczepka są znane i stosowane tylko w światłach rampy – na codzień to chyba nikt poważnie ich nie traktuje – TO TAKI OBCY JĘZYK.

  223. Orteq pisze: 2011-01-06 o godz. 22:03

    @Ortequ, a więc boczysz się na Szostkiewicza ! Ach, szkoda – zachęcam się, żebyś się już odboczył . Warto. Zaglądaj więc , a potem rób, co chcesz.

    wczoraj (godz. 22:28) odnosząc się do ksiązki Grossa napisałam :
    „… Ale jak tu dyskutować teraz ?
    Kto z nas tu obecnych przeczytał tę książkę ?
    … nikt ?
    dziękuję !”

    -w błogiej nieświadomości, że nieznajomość tej książki nie przeszkadza zażartej dyskusji , jaka od 3 dni toczy się na blogu Szostkiewicza pod wpisem „Oskarżony Gross”.
    Tam też walczy Jacobsky, dzielnie odpierając ataki. Aż się dziwię, że ma czas zaglądać tutaj.

    PS. wybacz jeszcze banał blondynce, Drogi Ortequ – nie warto wyrokować w oparciu o szczegół, który może polegać na niedorozumieniu wzajemnych intencji. Detale ubarwiają, mogą wiele powiedzieć – ale nie mogą przesłonić całości.
    Nie warto zaraz skreślać z powodu błahostki. Poza tym wrażenie może być mylące. Redaktor powedział przecież truizm (a i ty żeś nie zabłysnął) .

  224. Nemer pisze:
    2011-01-06 o godz. 12:35

    Nick, do którego się zwracasz został z blogu W. Kuczyńskiego wyeliminowany. Gospodarz parę razy upominał, aż nie wytrzymał i ustawił skuteczny szlaban. Nick daleko nie odszedł.

  225. Zasłyszane

    Wersja Zbawiciela: Niech mowa wasza będzie TAK-TAK, NIE-NIE

    Wersja Ludowa: Niech mowa wasza będzie 3 x TAK

    Wersja Wyborcza (ulepszona): Niech mowa wasza będzie TAK-NIE-NIE-NIE, NIE-TAK-TAK-TAK

    W ten sposób doszło nam jeszcze jedno obce słowo: MODYFIKACJA

  226. Nie przepadam za klerem, ale czytając wywiad z Pieronkiem szczene mi opadła…..
    Są jeszcze mądrzy ludzie…..
    http://www.przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,8054.html

    „A nie ma przesady w stwierdzeniu ojca Wiśniewskiego, że ponad połowa księży jest „zarażona ksenofobią, nacjonalizmem i wstydliwie skrywanym antysemityzmem”?
    – To zależy od diecezji, środowiska. Ale te proporcje mogą być w niektórych miejscach jeszcze gorsze. Takich mamy duchownych, jakie mamy społeczeństwo.”…..

  227. Aqa – pozdrawiam. Ja nawet lubię Staruszka, Jacobskiego, Cynamona i innych panów, których szare komórki są wciąż w ruchu, nawet jak bywają nieraz upierdliwi (pardon!) i lubię się z nimi podroczyć w mniej lub bardziej ważnych kwestiach. Wyluzuj się, kobieto. Też miałam chwilami żal, że oni sobie nawzajem nierzadko …ple, ple, ple, ja im łąduję perły moich myśli, a oni… nic i tylko czasem… coś. Przestałam się tym przejmować i Tobie tez radzę.

  228. antonius pisze:
    2011-01-07 o godz. 13:09
    Zastanawiałem się nad etymologią słowa “abcug”.
    ——————————————————————————————–
    Jest także i inne pojęcie w języku niemieckim: Abzug => dygestorium, wyciąg laboratoryjny – tu można pogdybać co może znaczyć np. w krótkich abcugach (skończył w krótkich abcugach ajerkoniak amboswiksa …)
    Z okresu średniego Gierka przypomina mi się inny problem, swego czasu wspomniany w jakimś kabarecie – gdzie kończy się żona a zaczyna małżonka.

  229. „Obce słowa”!

    POLITYKA robi właśnie „odpytkę”:
    „Polska 2020, intelektualiści i artyści przewidują, jak będzie wyglądał nasz kraj za 10 lat.”

    Aktualnie jest tam wpis pana Janusza Palikota. Zawartość jest taka, że tylko; „Upadni na kolana, ludu czcią przejęty………”, nic to jednak w obliczu podpisu pod tym „grypsem”,
    uwagaahtóngwinimanjeiinneatansjony:

    Janusz Palikot jest politykiem i F I L O Z O F E M (sic do potęgi „n”!)

  230. Ryba o 18:01

    To, że prawda może być czasem banalna nie znaczy wcale, że banalizowanie (upraszczanie, spłycanie) może być wytrychem otwierającym prawdzie wrota.
    Z tą ‚śmiercią polityczną’ uważałbym, bo nic tak człowieczeństwa w nas nie zabija, jak własne przekonanie o mocy oszczerczego słowa w uśmiercaniu innych (tu nielubianego). Może oszczerstwo wrócić z przebiegłością bumerangu. I co wtedy..?

  231. Pośpieszalski wiedział ze jedzie po bandzie, nie ma ryzyka nie ma zabawy

  232. Marzenia w temacie utworzenia w Polsce firm o zasięgu globalnym

    telegraphic observer pisze:

    2011-01-07 o godz. 18:02

    „(5): usprawnianie instytucji i budowanie nowych, np. polskich firm globalnych z kapitałem państwowym, ale nade wszystko prywatnym, Kulczykowo-Grobelnym i zagranicznym.

    Prof. Orłowski gorzko stwierdza, że to wszystko wiadomo, ale nic się nie robi. Nie ma masy krytycznej, moim zdaniem.”

    Mój komentarz
    tym razem składający się z samych narzekań.

    Najtrudniejsze, najistotniejsze dla zapuszczenia trwałego rozwoju zadanie spośród zaproponowanych przez TO, to punkt 5, przytoczony powyżej.

    Jednak śmiem twierdzić, że nagi postulat pt. „budowania polskich firm globalnych” rzez swą bezosobowość jest mało konkretny, jakby życzeniowy.

    Kto to ma robić? Kto ma być odpowiedzialny za strategię ze strony państwa, jaka instytucja przede wszystkim? W jaki sposób te firmy mają być budowane?

    a) Od podstaw, niemal nakazowo i ze wsparciem prawnym i finansowym państwa, jak słynne czebole w Korei Płd?

    b) Z silnym wsparciem finansowym państwowych instytucji, w tym banków, jak w Chinach?
    Otóż te drogi, choć na świecie przetarte, nie mogą być u nas powtórzone ze względu na rygorystyczne przepisy pomocowe Unii Europejskiej, które to regulacje w dodatku wielcy łamią dość bezczelnie, a żuczkom jak Polska pozostaje skomlenie. Tak więc nie ma tej drogi dla nas.

    c) Czekać, aż w gospodarce uzbiera się masa innowacyjna i kapitałowa w danej niszy i forsować wszelkimi dozwolonymi metodami rozwój takich firm?

    Gdzie są wzorce? Bo mamy przecież już tego typu firmy, jak Lotos, Orlen, Polska Miedż, Kompania Węglowa.

    Na razie są bardziej przechowalniami dla polityków i związkowców (którzy nota bene w Polsce także są politykami) niż lokomotywami rozwoju.

    Kompania Węglowa? Gigant, monopolista prawie, a malutkie spółeczki z Czech gotowe są ją realnie podgryzać.
    Czy jest w niej przygotowana kadra do konkurencji oraz do ekspansji? Na 100 % wątpię.
    To jest problem, od którego odbijają się nasze życzenia umiędzynarodowienia.

    Czy państwo ma stwarzać warunki rokującym firmom do szybkiego wzrostu i przekraczania masy krytycznej, wynajdywać nisze, wspierać specjalne strefy ekonomiczne na rzecz polskich przedsiębiorstw, kreować tzw. parki technologiczne, itd. i wszystko to czynić z mocą maksymalną na jaką stać polityków?

    Jak najbardziej powinno. Czy to robi? Moim zdaniem cherlawe to wszystko, werbalne, chaotyczne, obiecankowe, bezplanowe, bo nieinteresowne, bo nie przynoszące natychmiastowego zysku politycznego i sławy reformatorskiej. Politycy tradycyjnie panie dziejku liczą szabelki i co rusz jeden drugiemu podstawia nogę, by zająć opróżnione miejsce po przewróconym.

    Taka niestety jest tradycja, taki jest praktykowany stereotyp rządzenia, powiedziałbym podniośle – paradygmat.

    Wizje, to w telewizji, dla gospodarki – niestety, musi ona polubić odgrzewane kotlety.

    Pzdr, TJ

  233. O Krzysztofie Kolbergerze mogę mówić długo i ciepło, jak wszyscy bodaj, bo był z nami przez lat kilkadziesiąt jako ktoś wyjątkowy; niekontrowersyjny, niekwestionowany i pełen wdzięku najwyższej próby: wdzięku bez wdzięczenia.
    Ale wzrusza mnie – też od paru lat bratającego się ze skorupiakiem – nie to, że walczył przez tyle lat, że wykazał się wielkością we „współżyciu ze śmiercią”, ale że tak pięknie potrafimy docenić człowieka cichego, niegwiazdorskiego, bezinteresownego. Świeżo odebrałem rozmowę w TVN z udziałem Małgorzaty Zajączkowskiej i Kazimierza Kutza. Pani Zajączkowska mnie nie zawiodła – mówiła o nim z klasą i wielkim wyczuciem…, no, po prostu tak, jak musi mówić osoba o podobnej wrażliwości i skromności, co Kolberger… To piękna i wspaniała osoba, dla której trudno znaleźć godne talentu zajęcie aktorskie w dzisiejszym skomercjalizowanym świecie filmu czy teatru. Nie było momentu nawet, kiedy bałem się o wejście w tonację nachalnego banału, przesadnego idealizowania, zacmokania nieboszczyka… Przypuszczam, że podobnie zachowałaby się w takim wywiadzie Gabriela Kownacka, gdyby zdążyła przetrwać Krzysztofa. Znam ich oboje tyko z ekranu, ale czuję, że to były wielkie postacie z tej samej półki…
    Wszakże, jednakże… powalił mnie Kutz – znany jako „marchołt gruby a sprośny” – też mówił dużo, ale i tak – cudem jakimś – niczego nie lapnął, nie zaperzył się, nie postawił na prowokację, nie popadł w wątki rubaszne i niesposobne. No, pełna kultura, znakomity dowód na to, że w tym światku, w którym wszystko na sprzedaż (i czasem z dużymi rabatami!) – jest jednak miejsce na szlachetność ponadprzeciętną i wyżyny wrażliwości.
    A wszystko to – choć nie tylko dzięki wspomnianej dwójce wywiadowanych, bo generalnie większość zaprezentowanych licznie wspomnień pośmiertnych o Krzysztofie Kolbergerze „raziła” szczerym podziwem i bezpretensjonalnością – wszystko to najwięcej jednak mówi o klasie Krzysztofa Kolbergera.

  234. Brawo „zezem pisze”! Pracowałem długo przy Abcugu, z truciznami (cyjanek potasu) i żrącymi cieczami. Abzug ma też pistolet. Ponadto Abzugiem był wymarsz wojsk radzieckich.

  235. Telegraphick Observer
    Wizje wizjami, żarty żartami ale to naprawdę boli. Smutny materiał i bardzo prawdziwy. Proza życia od wielu lat w tym kraju.
    http://wyborcza.pl/1,75480,8908485,Czekam_na_przelew.html
    Pozdrawiam

  236. „Nie poznamy przyczyn tragedii smolenskiej, i nie dowiemy sie nigdy o czym byla
    rozmowa telefoniczna tragicznie zmarlego Prezydenta RP i jego brat Jaroslawa,
    krotko przed podchodzeniem samolotu do ladowania w dniu 1O kwietnia 2O1O.
    Byc moze to jest lepiej, ze na zawsze pozostanie to tajemnica dla Polski”.

    WULKAN

  237. Kleofas pisze:
    2011-01-07 o godz. 16:22

    Kleofasie! „Byłbym zaszczycony…” , tak pięknie do mnie piszesz!
    Serdeczne podziękowania i na pewny tam, do Twojego „zaułka
    prywatności” zapukam.
    To też będzie dla mnie duży zaszczyt!
    Jeno z mym czasem jest często „na bakier”.
    Muszę nieustannie pamiętać o podstawowej regule ekonomicznej:
    „Pamiętaj rozchodzie, żyj z przychodem w zgodzie.”, dlatego
    produkcja pieniądza na użytek rodziny, też mnie niestety pochłania.
    Ale na pewno się „zamelduję”!

    Pozdrowionka.

  238. Kartka z podróży pisze:
    2011-01-08 o godz. 00:00
    Smutny materiał i bardzo prawdziwy

    Smutny i przygnębiający, bo tak naprawdę, to problem dotyczy nie tylko tzw. freelancerów ale też np. o małych firm ludzi, którzy „wzięli los we własne ręce”.
    Proszę popatrzeć ile małych firm zbankrutowało po tym jak np. zbudowały Błękitny Wieżowiec w Warszawie. Wielkie firmy budowlane posługujące się podwykonawcami nie zapłaciły im ani za robotę ani za materiały. Popadali jak muchy. Nie wiem jak to się skończyło ale ten system złodziejstwa stał się normą.

    Płacisz państwu podatek za ochronę a ono tworzy i stosuje prawo coraz bardziej w interesie złodziei i bandytów. Ono skuteczne jest tylko w nękaniu rencistów nielegalnie zbierających chrust w lesie na opał albo łapówkarza, narąbanego rowerzysty który zaoferował dwa cukierki-krówki policjantom za odstąpienie od interwencji, czyli cały majątek, który przy sobie miał.

    Nie wiem jak jest teraz, po założeniu na stadion „wiechy” ale wcześniej roboty wykonywane były przez podwykonawców zatrudniających na czarno „ruskich” (czyli Ukraińców i Białorusinów) strzeżonych przez kilku łysych dresiarzy w jakimś biemdablju, których zadaniem jest narracja w kierunku „ruskich” – „sp….ć”! – na wypadek, gdyby na budowie pojawił się jakiś niespodziewany i asertywny bhp-owiec czy inny tego typu intruz. Tylko takim podwykonawcom jest płacone bez szemrania a jak oni z kolei płacą to już kwestia ich empatii w stosunku do tych „ruskich”.

    Taki to jest obraz tego państwa. Nie zdziwię się jak niedługo powstanie jakiś portal równoległy do czekamnaprzelew o nazwie np. „wrogiepanstwo” , w którym będą świadectwa jak chroni złodziei i bandytów i jak gnębi maluczkich. Ale wtedy pewnie jedna z kilkunastu inwigilujących nas służb specjalnych szybko tę stronę ukatrupi. Ostatecznie od tego są, by chronić to państwo, szkoda tylko, że muszą je chronić przed normalnymi i uczciwymi obywatelami.

    Pozdrawiam, Nemer

  239. Cynamon29

    Tatus mi zawsze pokazywal na paluszkach: kciuk – co zarabiasz, wskazujacy – co wydajesz.
    Haruj, haruj, a jak zajrzysz – bardzo sie uciesze !
    Sie klaniam Szanownemu Panu. Kleofas.

  240. Cynamon29

    Wskazujacy-co zarabiasz. Kciuk-co wydajesz.
    Przepraszam !

  241. Panie Redaktorze !

    U nas na Dln.Śląsku w czasie wyborów samorządowych “zaszła” afera rodem z Białorusi czy Iranu (jej finał ma być w sadzie choć nie do końca jest to takie pewne). O tych państwach nie-całkiem-demokratycznych (lub autorytarnych w 100 %) pisał mainstream w Polsce dużo – fałszerstwa i jawne przekręty wyborcze……. Pouczano i oburzano się na praktyki białoruskie, irańskie (czy wenezuelskie) w płaszczyźnie kupowania głosów, fałszowania wyników, późniejszego zastraszania świadków etc. etc.
    Natomiast tu, w woj.dolnośląskim – Wałbrzych, miasto prawie 200 tysięczne, byłe “wojewódzkie” – w kraju UE, w państwie które szczyci się zapoczątkowaniem demokratycznych przemian w Europie Środkowo-wschodniej i pretenduje do roli “pouczacza” sąsiadów (z tytułu tradycji “S”), vide Białoruś czy “janukowyczowa” Ukraina, w kraju który od 1.07.br będzie przewodniczył Unii, kupuje się jawnie głosy na skalę porównywalną z Białorusią czy Wenezuelą, mataczy się w skali wyborów na niespotykaną skalę (zastraszanie świadków, odwoływanie zeznań o kupowaniu głosów, groźby pobicia czy śmierci wobec skarżących komitet wygranego kandydata na Prezydenta Miasta , człowieka nota bene rządzącej Partii “najwyższych standardów moralnych” itd.) – prosiłbym aby Pan Redaktor coś nt.temat napisał. Bo to jest skandal na mega-skalę, dziwnie przemilczany (tylko Gazeta Wybiórcza – lokalna, lokalna – nt. temat „grzmi”) przez ogólnopolski mainstream.
    W tle pozostaje jeszcze – tej smutnej, gorszącej i podłej sprawy – senator P0, prezes PZKosz (czyli osoba podwójnie publiczna – raz jako reprezentant demokratycznie wybrany przez społeczeństwo i je reprezentujący w parlamencie, tworzący prawo i porządek tego państwa, czyli – elita, po wtóre – szef poważnego Związku Sportowego, gry zespołowej mającej niespotykany wydźwięk “społeczny” i wychowawczy – koszykówka) niejaki pan Ludwiczuk:
    Trzeba autorytatywnie stwierdzić, że;
    – 1/ – ujawniony publicznie język (w stosunku do “Innego”, w dyskursie “pół-publicznym”) tego przedstawiciela elity państwa, P0, sfer rządowo-parlamentarnych – to plugastwo, prymitywizm, obscena i totalne chamstwo (jak ten Pan może w ogóle tworzyć prawo i innych obywateli o czymkolwiek pouczać !)
    – 2/ – mentalność Pana Senatora L. wg mnie odbiera mu jakiekolwiek dziś podstawy do reprezentowania kogokolwiek: i złożenie członkostwa w P0 tu nic nie wyjaśnia (podobnie było z “mirem”, “zdzichem” i “grzechem”).
    Szef P0 i Premier, a także naczelne gremia “partii najwyższych standardów moralnych” dziwnie w tej sprawie zamilkły – zwłaszcza „eminencja” specjalnej troski J.Gowin
    Niczym Pan Ludwiczuk nie różni się w płaszczyźnie (na razie, na razie ! – zobaczymy co nt.temat powie sąd) moralnej i etycznej od np. niejakiego Pęczaka z Łodzi, lokalnego “bat’ki” lewicowego estabilishmentu gdy SLD rządziła w początku XXI wieku. Porównania i skala nasuwają się same. Chodzi o to, że mainstream wówczas grzmiał niesamowicie……… A dziś dziwna cisza.
    Prosiłbym Pana Redaktora na kanwie wydarzeń w sferze wyborów na Białorusi, w Iranie czy Wenezueli (w kontekście tamtejszych “przekrętów” wyborczych i cudów nad urną) o zajęcie się tym smutnym, bo naszym nadwiślańskim (a w zasadzie – dolnośląskim), polskim przypadkiem deprecjacji ważności aktu wyborczego.
    WODNIK53

    PS: Ten fakt potwierdza mój od dawna propagowany na Blogach “”Polityki” wybór odnośnie wszelkich “wyborów” w dzisiejszej RP – nie chadzam, olewam, a jeśli uczestniczę w tych “jasełkach” to oddaję a’priori głos nieważny, celowo, świadomie i z tytułu “nie-chcenia-babrania-się w-tym-
    g…nie”. Wałbrzyski przypadek daje asumpt do dedukcji, iż tak przebiegają wszelkie wybory nader często w “wolnej Polsce”. Zwłaszcza w tzw.”terenie”.

  242. Namawiam do posluchania na TOK FM jak sen.Stanislaw Kogut „rozstrzelal” rzad Tuska za Koleje. Bardzo ciekawa rozmowa. A dyskusja tu:

    http://kleofas.blogspot.com/2011/01/za-te-wachi.html

  243. Zwyczajna guma (flat tire) zlapana chyba juz kilkanascie lat temu (lata 9-dziesiate ubieglego wieku . Boze jak to brzmi !) sprawila , ze spoznilem sie z kupnem biletu na Mazepe w St. Lawrence Centre ( kiedy dotarlem kasy byly juz zamkniete a kilka dni pozniej bilety wyprzedane)(moze byly wyprzedane juz wtedy) z Jego i Holoubka udzialem .
    Chyba powinienem napisac Holoubka i Jego , ale teraz nie robi im to mysle , roznicy .
    Tym sposobem nigdy nie udalo mi sie zobaczyc ani Jego ani Holubka na scenie.

  244. Mialo byc Holoubka. Nie bede sie rozpisywal dlaczego zrobilem ten blad , zeby nie narazic sie na darmowe porady … no wlasnie jakie ?

  245. Kartko!
    Inni w wolnych zawodach!

    Jeśli sądzicie, że zleceniodawca będzie Wam placił tyle, ile obiecał, to sądzicie.
    Sędziom zwykle wypłacają, a często i na boku sędziowie dorabiają o czym pośrednio wspominał Hamlet. Temat jest mi znany od czasu lektury Lorda Jima.

    Jestem za takim unormowaniem prawa i praktyki jego egzekwowania, aby niesolidny płatnik trafiał na publiczną listę dłużników. Rozrośnięty do idiotycznych rozmiarów paradygmat praw człowieka pozwala czuć się bezpieczniej mordercy niż rodzinie ofiary. Kinematografia jest pełna opowieści z krwawymi obrazami o tych co nie płacą w terminie. Temat jest znany.
    A hasło „Czekam na przelew” tyleż minie emocjonuje, co regaty australijskie w kategorii do lat 18-u.

    Żyję w kraju, w którym miliony ludzi i ich przywódzcy uważają, że dobrobyt bierze się z modlitwy. Rządy PiSu zmniejszyły stawkę płaconą ZUS i zezwoliły na niegaszenie zbędnych żarówek. A Największy Obrońca Ludu głosi, że wczorajsza prawda brała się z podstępnie podanych prochów. Niesolidni płatnicy kłamią bezczelnie. Bo kłamstwo jest zagwarantowane przez prawa człowieka.

    Więc o co en krzyk?

  246. Kartka z podróży pisze:

    2011-01-08 o godz. 00:00
    Telegraphick Observer
    Wizje wizjami, żarty żartami ale to naprawdę boli. Smutny materiał i bardzo prawdziwy. Proza życia od wielu lat w tym kraju.
    http://wyborcza.pl/1,75480,8908485,Czekam_na_przelew.html
    Pozdrawiam

    Mój komentarz

    Dlaczego taki stan rzeczy trwa w kraju, kto go nam narzucił, kto nam kazał nie płacić za usługę, kto namawia nas powszechnie do niedotrzymywania umów, zwlekania, kręcenia, obrażania się i wszelkich szkolnych kombinacji?
    Szatan, inne złe duchy, marsjanie, uśpieni agenci?
    Wpływy zewnętrzne, rządy układu, KPP, kondominium? Jesteśmy na pasku, bezwolni, bezradni?
    A może TOTO tkwi w nas od dawna? I się nazywa PW?

    Każdy miał i ma z takim obrotem spraw do czynienia, jeśli nie jako freelancer, to jako zamawiający usługę, np. naprawczą, remontową.

    Często się zdarza, zbyt czesto, że freelancer wykonuje umowę i nie dostaje kasy, zamawiający usługę wpłaca zaliczkę i przez długie tygodnie nie może się doczekać finalizacji.

    Krajanie generalnie mają w małym poszanowaniu swoje słowo, swoją godność i godność swoich bliźnich. Empatia potrzebna? Nie da się od zaraz. Trzeba nad tym popracować .

    W przypadkach konfliktowych najczęściej słuszną asertywność, jaką prezentują wierzyciele, dłużnicy starają się przefarbować na agresję – pretekst do kontroskarżeń i obrażań. W ten sposób dłużnik zyskuje cenne punkty i kręci bat na wierzyciela, nawet gdy tylko zauważy, że ta cała Krystyna, to ruda małpa.

    Czyli cała ona – mentalność (PW), której piewcą był Wiech, a którą popularyzuje (jako formę odcedzoną co nieco z treści) jeden z blogowiczów.

    Empatia, rzetelność? Nie jesteśmy z nimi w zgodzie, bo nie mamy jejich w naszym kodzie.

    Mnie też ciężko idzie implementacja tych prostych wartości. Trudno, człowiek całe życie się uczyć ma.

    Pzdr, TJ

  247. …Rozrośnięty do idiotycznych rozmiarów paradygmat praw człowieka pozwala czuć się bezpieczniej mordercy niż rodzinie ofiary…

    Zastanawiam sie; co maja wspolnego z trudem wywalczone prawa czlowieka z samnopoczuciem? Zastanawiam sie rowniez nad tym, kto bylby kompetetny owe prawa przycinac, aby lepie rosly?
    ET

  248. … purysci mogliby sie przyczepic, ze nie na temat. Mieliby racje, ale…
    Holoubek jest wspomniany kilka wpisow powyzej…
    Kalina dwa tygodne temu…
    A krajowe zycie polityczne – forever…
    Enjoy!

    „Gustaw Holoubek w miesięczniku „Charaktery”:
    „Przytoczę taki obrazek obyczajowy, który moim zdaniem dobrze ilustruje to, co się teraz dzieje w polskiej polityce.
    W jednym z teatrów na próbie Kalina Jędrusik zapaliła papierosa. Na scenie nie wolno palić papierosów. Zbliżył się strażak i powiedział: »Proszę zgasić papierosa, bo tu nie wolno palić«. A Kalina jak Kalina – z wdziękiem odparła: »Odpierdol się strażaku«. I on strasznie się zamyślił, poszedł za kulisy i tam trwał jakiś czas. Potem nabrał powietrza, wrócił na scenę, ale tam już nie było Kaliny, tylko Basia Rylska. On jednak tego nie zauważył, bo oczy zaszły mu bielmem z wściekłości, i krzyknął do Rylskiej: »Ja też potrafię przeklinać, ty kurwo stara!«. Kompletnie zdumiona Basia pobiegła do Edwarda Dziewońskiego, który był reżyserem spektaklu, i powiedziała mu, że strażak zwariował, bo ją zwyzywał bez żadnego powodu. Dziewoński strasznie się zezłościł, poszedł do strażaka i powiedział: »A pan jest chuj!«. Przy czym strażak na posterunku też był już inny.
    Więc tak wygląda życie polityczne w naszym kraju”.

    ( Polityka i Obyczaje – 5 lat temu )
    Czy dzisiaj jest inaczej?
    Georges53.

  249. ANCA_NELA (2011-01-07 o godz. 18:43)

    Wiesz co, jasnisto? Nemer ma racje. Hunwejbinstwo mozna tylko olac. Co tez niniejszym czynie. I nieustajaco pozdrawiam.

  250. mag pisze: 2011-01-07 o godz. 20:24
    mag, mam wrażenie, ze chyba nie bardzo mnie zrozumiałaś (2011-01-06, 22:16)
    Ale (w myśl twoich zaleceń) nie będę się tym przejmować
    pozdrawiam

  251. Ryba (2011-01-07 o godz. 17:48)

    **Ortequ (drogi mój laureacie niodebranej nagrody)…Wiedziałem od razu (czego nie dostrzegł Pan Premier), że to jemu groźi za tą katastrofę śmiertelne niebezpieczęstwo polityczne…Gdy Premierowi, na dodatek, dorzucą odpowiedzialność za inne katastrofy spowodowane (no nie, nie użyję tego słowa) chaosem organizacyjnym, to może być krucho. Jak wiesz nasz wymiar sprawiedliwości wiele potrafi, a w związku z tym może się trafić nawet areszcik wydobywczy. Co wtedy będzie z kopaną, no co?**

    Rybenko uwazajemyj wielce! Czy mowimy o Malzonce Szefa w krotkich spodenkach? Bo i ogrodek i pies sa rodzaju meskiego…

    Wydobywczy natomiast ostatni raz byl podobno probowany na osobie dr. G. Z wiadomym skutkiem. A zatem, nawet gdyby Genialny wygral wybory w tym roku, i nawet jakby Ziobera znowu zrobil Najwyzszym Szeryfem swojej IV Republiki – czy pamietasz, ze oglosil sie on Republikaninem jakis czas temu? – to wydobywcze areszty moga nie wrocic. Chociazby tylko ze wzglegow praktycznych.

    Z reszta twoich wywodow pelna zgoda, ale z jednego, jedynego powodu: podobuje mi sie twoj sposob ujmowania problemow, przy zastosowaniu klawiatury komputerowej. Ile ludzkosc wirtualna by stracila jakbysmy musieli zyc z tym, ze ryby glosu nie maja.

    Pozdrowienia sle.

    PS. Adres do przeslania nagrody juz ci kiedys podawalem, nie? Wciaz czekam na przesylke pod choinke. Choinka juz co prawda wyniesiona za stodole, ale nic to. Książka Jerzego Illga „Mój znak” bedzie tam akurat jak znalazl. Do poczytania za dnia.

  252. aqa (2011-01-07 o godz. 18:31)

    **@Ortequ, a więc boczysz się na Szostkiewicza ! Ach, szkoda – zachęcam się, żebyś się już odboczył.
    PS. wybacz jeszcze banał blondynce, Drogi Ortequ – nie warto wyrokować w oparciu o szczegół…Nie warto zaraz skreślać z powodu błahostki… Redaktor powedział przecież truizm (a i ty żeś nie zabłysnął).

    No, jak bocze! Ja tylko nie mam czasu i na pisanie i na tlumaczenie z polskiego na wolskie swoich pierdol. A tak by musialo u p. Adasia byc. Bo on, poczciwina rodem z TP, bralby je na szczene jak najpowazniej. Przykro mi niepomiernie ale takie smutackie wrazenie sprawil. Komplementy mu przyjemniejsze niz pierdoly! A mnie akurat komplementy przez klawiature nie przechodza.

    Przepraszam za niezablysniecie.

  253. Można sie boczyc, ale karty sa w grze i każdy ciągnie na swoja stronę
    http://prawiepoprawny.bloog.pl

css.php