Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

22.12.2008
poniedziałek

Kłopoty Pana Boga

22 grudnia 2008, poniedziałek,

Święta Bożego Narodzenia nie były beztroskie dla Pana Boga. Z najbardziej kiedyś katolickich państw Europy – z Polski i z Hiszpanii – płyną do nieba niepokojące sygnały. W ankiecie „Europy” (dodatek do „Dziennika”) prof. Marcin Król, historyk idei, żaden ateista ani komunista – wręcz przeciwnie – pisze o „niesłychanym upadku cnót opartych na religii czy wierze w życiu publicznym”, „tę podłość widać także w episkopacie (…) wiem, jak biskupi zachowują się na co dzień. Niskość tych zachowań jest zdumiewająca. Dokonało się coś fundamentalnego – Kościół w Polsce stracił cnotę. (…) Nie ma żadnych racjonalnych powodów, by szanować episkopat”. Król pisze o „degeneracji Kościoła”, „dramatycznym” spadku frekwencji podczas nabożeństw. Kościół zajmuje się ciągle „walką z permisywizmem seksualnym we wszystkich możliwych postaciach i walką z alkoholem, co zresztą jest nieszczera, bo znaczna część księży często po niego sięga”. W ostatnim zdaniu Król pisze, że „sekularyzację Kościół zafundował sobie sam”.

W tejże ankiecie prof. Bronisław Łagowski, „lewicowy konserwatysta”(jeśli tak można napisać), często i z aprobatą na tym blogu cytowany, stwierdza, że polityczny katolicyzm, który funkcjonuje obecnie w Polsce, wydaje mu się „głupi i szkodliwy”. Kościół jest zachłanny, „Stał się potęgą, która nie zadowala się niczym i korzysta z koniunktury politycznej, aby odzyskiwać dobra materialne. Czyni to bez żadnych hamulców, dokonując rażących nadużyć”. Moralność od religii została w Polsce rozdzielona. „Hierarchowie oraz politycy i dziennikarze, demonstrując religijność i zaangażowanie w sprawy Kościoła, pozwalają sobie na niebywały cynizm (…) Wszystkie telewizje, zarówno prywatne jak i państwowe, są tubami propagandowymi Kościoła (…) organizuje się coś w rodzaju zbiorowego obłędu moralno – religijnego. Z Kościołem liczy się Sejm, władza wojewódzka i – co zdumiewające – także uniwersytet: nie ma już uroczystości akademickich, które nie zaczynałyby się od mszy.”

Takim językiem o Kościele nie mówiło się już od dawna. Kryzys tej instytucji, a także i wiary, jest znacznie bardziej rozległy niż to się wydaje. Na drugim końcu Europy, w Hiszpanii, dzieje się to samo. Wybitny socjolog i politolog Victor Perez-Diaz (kilka jego książek ukazało się w Polsce), odległy od lewicy, skądinąd krytyk obecnego rządu Zapatero, w eseju „Religijność hiszpańska na rozstajach” pisze, że od kiedy w latach 70. rozpoczęła się transformacja demokratyczna, „tysiące księży i zakonników zerwało śluby”, liczba zakonników spadła do poziomu lat 1930., a liczba księży pozostaje bez zmian, chociaż ludność Hiszpanii prawie się podwoiła. Kościół nie umie odnaleźć się w nowych warunkach. Był przyzwyczajony do układania się z władzą – dyktatorską, a potem liberalną – tymczasem teraz trzeba układać się ze społeczeństwem obywatelskim, a tu brak wspólnego języka. Skutek: wzrost liczby rozwodów ( w ub. roku 200 tys. zawartych małżeństw i 125 tys. rozwodów), 28 proc. dzieci urodziło się poza małżeństwem, spada zainteresowanie lekcjami religioznawstwa (wybiera je połowa uczniów szkół średnich), tylko 1/3 podatników godzi się przeznaczać odsetek podatku na Kościół. Spadek liczby zawieranych małżeństw prowadzi do spadku odsetka dzieci chrzczonych.

A jakie są w tej sytuacji priorytety Kościoła? Według Pereza-Diaza są trzy: Pieniądze, edukacja i kontrola moralności publicznej. Podobnie jak w Polsce, rośnie przepaść pomiędzy deklarowaną wiarą, a uprawiana moralnością. Podczas kiedy (socjalistyczny) rząd i Kościół wojują, „społeczeństwo odpływa”. (Cały esej Perez-Diaza ukazał się nakładem Fundacji Bertelsmanna.)

Co na to Watykan? Przed świętami „Watykan ostro upomniał Madryt” – czytamy w „Rz.” Abp Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych i bliski współpracownik Benedykta XVI, w ostrych słowach skrytykował Hiszpanię za kult państwa, jego wynoszenie ponad Kościół, mówił o „pogańskim kulcie państwa, które indoktrynuje młodzież” a w szkołach, na lekcjach wychowania obywatelskiego dochodzi do „antychrześcijańskich prześladowań.” A sławny watykanolog włoski, Marco Politi, podsumowuje dotychczasowy pontyfikat B. XVI jako zastój i „nie, nie, nie”.

Wyszło na to, że najbardziej zgubny dla Kościoła okazał się sukces w walce z bezbożnym komunizmem.  Od kiedy zabrakło diabła, Pan Bóg nie może się odnaleźć.

***

Radosnych, beztroskich świąt życzy gospodarz bloga.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 133

Dodaj komentarz »
  1. Skladam Panu i Panskim Czytelnikom zyczenia zdrowych i spokojnych swiat.

    Jacobsky

  2. Temat w sam raz na nadchodzace swiata. Czemu nie ? Kazda okazja jest dobra, zeby podyskutowac o tym, co jest wazne. I choc temat stosunkow panstwo-kosciol-spoleczenstwo jest tak rozwalkowany jak ciasto na makowiec, to tego walkowania nigdy nie za malo, bo zmiany patologiczne w polskim Kosciele postepuja coraz dalej.

    Osobiscie marzy mi sie chwila, kiedy podobne do hiszpanskiego upomnienie z Watykanu otrzyma polski rzad i organizacja panstwowa jako calosc. Bedzie to widomy znak tego, ze cos sie w koncu ruszylo w polskim grajdole. Taka gwiazdka na mrocznym firnamencie…

    Pozdrawiam.

  3. „Wyszło na to, że najbardziej zgubny dla Kościoła okazał się sukces w walce z bezbożnym komunizmem. Od kiedy zabrakło diabła, Pan Bóg nie może się odnaleźć.”

    *****************************

    Sukces przypadkowy i niezamierzony. Bo gdzie było lepiej kościołowi, niż w PRL-u? Nie taki więc ten diabeł straszny, jak go kościół malował.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szkoda atramentu?

    Geje maja odwage demostrowac ,a ateisci nie.
    I co wy na to?

    Slawomirski

  6. Kościół katolicki, jak udowodnił to na przestrzeni wieków, umie dostosowywać metody działania do zmieniającego się otoczenia i związanych z tym nowych potrzeb i jakkolwiek w ostatnich dekadach stracił wielu swych wielbicieli, szczególnie w rejonach gdzie był już mocno osadzony, to nie sadzę by trend odchodzenia od kościoła przybrał formę masową i permanentną.

    Organizacje scentralizowane o hierarchicznej strukturze i członkach całkowicie podporządkowanych tym strukturom w warunkach kryzysów czy zagrożeń najczęściej dzialają bardziej sprawnie w stosunku do organizacji o charakterze demokratycznym, a przecież nie należy się spodziewać by w tym kierunku miały następować zmiany w KK.

    W ostatnich czasach największą ilość wątpiących i przez to stających się bardziej biernymi członkami kościoła, czy wręcz odchodzącymi od niego są ludzie, którzy nie godza się na ewidentny rozziew pomiędzy pięknymi zasadami głoszonymi przez kler, a obserwowaną praktyczną działalnością i postawami tegoż kleru w ich codziennym życiu. Drugim elementem tego zjawiska jest doktrynalne nieprzystosowanie cząści kanonów do dzisiejszego stanu nauki, potrzeb i oczekiwań z jednoczesnym żądaniem od wiernych posłuszeństwa i podporządkowania się tym zasadom. Tak jedno jak i drugie można zmienić i tak się przecież wielokrotnie działo w przeszłości , z tym tylko że w tej strukturze zmiany wprowadzane są powoli, z dużą ostrożnością i w stanie konieczności. Większe straty wśród wiernych jedynie przyspieszą zmiany.

    Ja pójdę z życzeniami parę dni dalej aniżeli gospodarz, życząc wszystkim pomyślności w Nowym Roku, ktory jak wszystko na to wskazuje, pomimo szczerych życzeń nie zapowiada się na pomyślny, ale to zupełnie odrębny temat.

  7. Dziękujemy za życzenia i życzymy Panu Wesołych Swiąt i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

  8. Kosciol w Polsce po 1989 roku zajal miejsce po nieboszce PZPR i stad ten problem,biskupi pelnia role pierwszych sekretarzy wojewodzkich.
    Kosciol nie zostal powolany to rzadzenia,powinien pelnic inna role i trzymac sie jak najdalej od wladzy.To sie zle skonczy dla kosciola katolickiego w Polsce.Ale jest to tez wina wiernych ktorzy na to pozwalaja,kosciol to nie tylko koscioly i hierarchia koscielna to przede wszyskim wierni ktorzy ten kosciol tworza.
    Zdrowych i radosnych swiat Bozego Narodzenia.

  9. Mnie w kościele najbardziej zraża nie wołanie na każdym kroku o pieniądze(chociaż też) ale politykowanie niekoniecznie wyrobionych wikarych i ich pryncypałów.Na każdy temat i prawie zawsze stronniczo cisną co niektórym wiernym tzw.kit a ci niestety to kupują,bo po co myśleć samodzielnie.

  10. Kosciol katolicki wpadl we wlasne sidla, gdyz chce rzadzic na zasadach dyktatorskich – nie, i Amen! A tak sie dzis nie da. Juz pod koniec XX wieku miala racje Uta Ranke-Heinemann, ale wowczas niewielu jej sluchalo, bo byl JP2 i tryumf po obaleniu komunizmu zakrecil w glowach. Nie wiem jak w hiszpanskim, ale w polskim Kosciele sytuacja jest wrecz tragiczna. Kryzys przywodctwa trwa w najlepsze. Kilku swiatlych biskupow stara sie to jakos posklecac, ale co oni moga przeciwko masie apodyktycznych i, co tu ukrywac, dosc ciemnych, biskupow z episkopatu. Na samym dole w hierarchii nie lapiej, trudno zreszta spodziewac sie czegos przy takim rozbiciu i zagubieniu Kosciola (szalony Rydzyk, jakby zywcem wyjety z lat 1930, nadaje ton). Patrze na to z troska. Ale nie z troska o Kk, bo on mnie malo obchodzi. Z troska o Polske, bo ci panowie maja ogromny wplyw na samych Polakow i polska polityke. A to troche tak jakby ten wplyw mial chwiejacy sie na nogach pijaczek.

  11. A niesamodzielnie można myśleć?

    Jak więc taki proces nazwać?

    Bezmyślność?

    No to mamy problem gdyż termin ten wyklucza założenie że „myśleć trzeba samodzielnie”.

    Ukłony

  12. „Przy kościołku,
    Mój aniołku,
    Koronka,
    Żonka,
    Pieczonka.

    Przy organku,
    Mój B…gdanku,
    Szumka
    I dumka…

    Przy klasztorku,
    Mój kaczorku,
    Świętość,
    Wziętość,
    Nadętość.

    Przy krzyżyku
    Na stoliku
    Fakta,
    Dwa akta…”

    c.d. przez Juliusza i Daniela zainspirowany

    Z Świąt okazji
    Łyk małmazji
    Hosanna
    Manna
    Sutanna!

    Przy kominku
    Mój ty gminku
    Przędzą
    I zgrzędzą…

    Przy lekturze
    Mój gburze
    Złostka?
    Troska?
    Zazdroska?

    Przy życzeniach
    Coś pozmieniać
    Kuchtę
    i Kruchtę…

  13. Jakie problemy może mieć instytucja, która skupia 90-95% społeczeństwa? Żydzi, masoni i cykliści znowu knują?

  14. Przyłączając się do życzeń dla Wszystkich z Gospodarzem włącznie chciałbym zaznaczyć, że życzenia składam z okazji Świat Bożego Narodzenia Jezusa Chrystusa w Betlejem małym mieście Żydowskim. I uważam, że te Narodziny od 2-tys lat dalej mają znaczenie i żadne supermarketowe dziadki mrozy w czerwonych szatach oraz pseudowyznawcy tego nie zmienią.

    Jesli o politykę zaś chodzi, to :

    – Kto i jakiego uzył haka przeciwko Napieralskiemu, żeby zmienił zdanie
    w sprawie Ustawy Pomostowej i innych?
    – Kto ma interes w tym, żeby rozbijać TVP? Przecież bez wiedzy służb oraz zainteresowanych TVN czy Polsatu takie akcje byłyby niemożliwe?

  15. Ja proponuje coby do drzwi koscielnych przybic tabliczke:

    – dozwolone od lat 18stu!

    … bo owe budowle szczegolnie teraz bardziej przypominaja SM Studios albo przygraniczny bazar niz miejsca spirytulanej medytacji.

  16. Najlepszego Panie Danielu.

  17. Podpisuje sie pod tym, co Pan napisal z calkowitym przekonaniem, ze kosciol pelni na ogol negatywna role w ksztaltowaniu swiadomosci naszego spoleczenstwa. Chciejstwo i pazernosc, rozdete ambicje polityczne oraz nieznosna indoktrynacja, tak – niestety – widze obecna aktywnosc naszego kosciola. Zycze wszystkiego dobrego.

  18. Cóż, ten brak wroga widać, trzeba poszukać nowego. Czasami przybiera to zabawne formy obrony przed nieistniejącym atakiem: http://my.opera.com/Jurgi/blog/2008/09/11/powiedzial-co-wiedzial
    A ja życzę Gospodarzowi bloga i wszystkim jego Czytelnikom, żeby – niezależnie od wyznawanej wiary i poglądów – nadchodzący okres świąteczny odzyskał choć część tej magii, jaką czuliśmy w dzeiciństwie.

  19. Przed laty niektórzy mówili: partia kieruje – rząd rządzi.
    Czyżby w otaczającej nas rzeczywistości aktualnym było: kościół kieruje – rząd rządzi (lub udaje, że rządzi) ?

  20. Władysław Kopaliński w swoim Slowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych pisze: – „wg anegdoty papież Klemens VIII Aldobrandini (1592-1605),w czasie,gdy był nuncjuszem w Polsce,tak się rozsmakował w piwie wareckim,że póżniej,w Rzymie,na łożu śmierci,wzdychał: O sancta piva di Polonia!,a otaczający papieża prałaci,sądząc,że mowa o jakiejś świętej,przyłączali się do tych westchnień”słowami: O Sancta Piva ora pro eo! ( O Swięta Pivo,módl się za nim! ).
    Przypuszczam,że umysłowość zdecydowanej większości polskich katolików – z wieloma politykami i prałatami włącznie – nie odbiega zasadniczo od tej,którą zaprezentowali owi dostojnicy kościelni w cytowanym powyżej tekscie.
    Smutna to rzeczywistość, wywołująca we mnie uczucia oscylujące pomiędzy zdziwieniem,a zachwytem kopniętego psa. Chwilową przewagę zachwytu nad zdziwieniem mogłby wywołać we mnie jedynie nasz prezydent, symbolicznie przystrajając się do wygłoszenia orędzia
    noworocznego w sutannę. Do zachwycania się takimi widokami nie jesteśmy chyba jeszcze jako naród dostatecznie religijnie sformatowani.
    Polska to przecież nie Iran. I chwała Bogu!

  21. Kościołowi może pomóc tylko jedno.
    Rzeczywisty rozdział koscioła od państwa…
    To co się dzisiaj dzieje pokazuje, że najwięcej maja do powiedzenia w KK ci, którzych każdy myslący człowiek zalicza do zapiekłych doktrynerów, ze skłonnosciami do działań typu inkwizycyjnego lub nawet sekciarskiego. Przykładów nie bedę podawać, wszyscy znają te nazwiska…

  22. „Święta Bożego Narodzenia nie były beztroskie dla Pana Boga” – pisze DP.
    Które? Chyba nie nadchodzące? Albom coś przespał, co się nie wydaje możliwe, albo redaktor uważa, że:

    czas koledę kończyć, bo
    święta, święta i już po…

    Tak, lub inaczej, Pan Bóg może mieć kłopoty ze swymi Kościołami, jeżeli się nim w ogóle zajmuje na codzień. Raczej jest odwrotnie. To Kościoły zajmują się Panem Bogiem na różne sposoby. Miałże Pan Bóg ochotę na dzieci Boże, to i kłopoty mu nie obce z nimi. Od kiedy Kościoły powstały gromadząc dzieci Boże, a było to dawno, dawno temu, to mógł się już Pan Bóg do nich nawet przyzwyczaić.

    Większe kłopoty niż Pan Bóg ma z ludżmi, mogą mieć ludzie z Panem Bogiem, ale to temat nie na blogi.

  23. największym kłopotem Pana Boga
    są redaktorzy, którzy nie doceniają i lekceważą diabła:
    „od kiedy zabrakło diabła” (co go mocno prowokuje),
    i obrażają Boga: „Pan Bóg nie może się odnaleźć”.

    Zapewniam Pana Redaktora, że Bóg potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji, tyle że bezwzględne rozprawienie się z Diabłem doklejonym do części Tortu, zwykle sprawia, że pozostała Boska część tortu, również może się ‚rozpierniczyć’.
    Dlatego w okresie świątecznym, najlepiej skoncentrować się na sobie, przynajmniej na tyle, żeby Bogu nie sprawiać kłopotu, żeby mógł wytchnąć i się w jakim takim spokoju Narodzić.

    Czego Państwu na te święta życzę,
    Iwona,

  24. Panie Redaktorze ! Drodzy Blogowicze !
    Najlepsze życzenia świąteczne na początek. A co o Panu B. lub raczej – o Jego ziemskiej instytucji zwanej potocznie Kościolem katolickim (czyli powszechnym – sic !) ?
    Felieton porusza „nie nowe” zagadnienie, znane Tej-właśnie-instytucji od wieków. Otóż kard. Wiednia F.Koenig, animator Vaticanum II, zwolennik progresizmu katolickiego, przyjaciel K.Wojtyły i jeden z jego gorących adherentów – nader wpływowy i silny – w kręgach „purpurackich”, animator wyboru K.Wojtyły na „stolec piotrowy” w 1978 roku tak oto mówił nt. egzystencji Kościoła w poszczegolnych formacjach cywilizacyjno-społeczno-politycznych (opinię ową wyraził na łamach TYGODNIKA POWSZECHNEGO z dn.31.05.1964 r w tekście pt. „Kościól i demokracja wczoraj i dziś”):
    „Kościół będzie egzystował w każdej formie społeczeństwa, nawet z każdą z tych form będzie do pewnego stopnia współpracowalł Nie jest naczelnym zadaniem Kościoła powodować zmiany stosunków społecznych. Ale nie jest również jego zadaniem przeciwstawiać się takim zmianom. Kościół powstal w absolutnym cesarstwie antycznym. Rozprzestrzenial się i przyjął w państwach i rzeszach germańskiego feudalizmu. Żył i dzialał w republikach miejskich kończącego się średniowiecza i początków ery nowożytnej, szukał swego miejksca w absolutystycznych państwach książąt 17 i 18 wieku, walczyl o swą przestrzeń życiową w liberalizmie. Żyje dziś z demokracją i w demokracjach. Ale tak samo żyje on w krajach komunizmu. Kościołowi w środowisku kapitalistycznym pozostaje nic innego jak żyć w formach obowiązujacych w tym czasie i środowisku. Kościól w feudalizmie żył w sposób feudalny, w wieku masowego społeczeństwa przemysłowego żyje w formach…..(etc.etc.etc.)”.
    Trzeba dodać do tego prawdziwie logicznego i realnego stwierdzenia jeszcze drobny komentarz. Po pierwsze – naczelną zasadą kapitalizmu jest generacja zysku, przez każdy podmiot dzialajacy na rynku – Kościół w Polsce szczególnie (w świecie też to ma miejsce lecz jest widoczne bardziej w krajach zapóźnionych cywilizacyjnie i jurydycznie koślawych). Tu nie ma logicznej sprzeczności. Razić moze jedynie pewna – o ktorej potem – uzurpacja.
    Po drugie – wnioskujac z tei wypowiedzi prominentnego hierarchy KK w komuniźmie Kośćiol działał po „komunistycznemu”. Taki jest wymóg warunków społecznych – i marksowskiej dialektyki. Kościól w Polsce też jest więc „post-komunistyczny” jak wszystko wokolo.
    Nikt nie zabrania Kościolowi mieć swojego zdania, ale jest on w demokracji jedynie głosem jednym z wielu (zwłaszcza w świetle tego co wyżej skonkludowano) i nie może sobie Kosćiół i jego funkcjonariusze uzurpowac szczególnie priorytetowego miejsca w tym względzie. W Polsce ta sytuacja zostala zachwiana i szkodzi ona przede wszystkim samemu Kościolowi (co opisuje Autor jak i kilku Blogowiczow). Jednak trzeba zwrócić też uwagę na serwilizm wielu reprezentantów tzw „wolnych mediów” wobec prezentowanych w felietonie zagadnień: np. pp. Kolenda-Zaleska czy Schymalla gdy mówią o sprawach „kościelnych” tonują i modulują swój głos jakby miały za chwile przeżyć orgazm. W ich relacjach zagadnienia kościelne (obojętnie jakiej proweniencji) są zawsze „mistyczne”, „nadnaturalne”, „wspaniale” i apriori „sacrum” z nich bije. Ów serwilizm wg mnie jest tej samej proweniencji co np. „ukąszenie” marksowskie (a w zasadzie „stalinowskie”) jakie doznalo wielu dziennikarzy czy intelektualistów w Polsce po II wojnie światowej.
    Mam mimo wszystko nadzieję, że obecność Polski w UE skoryguje tę (i inne także) przypadłość i cywilizacyjną aberację, negatywnie wyróżniającą moją Ojczyznę na tle nowoczesnej Europy. Proces ruszył i raczej nic go nie zatrzyma. Pytanie tylko ile trzeba czau na wyrownanie zapóźnien w tej mierze.
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK 53

  25. Notable Koscola doswiatczyli swojej socjalizacji wszyscy jeszcze w systemie dytatorskim i z niego przejeli swoje nawyki. Kosciol polski jest kosciolem restrykcyjnym, ktory stara sie zachowac „rzad dusz” przede wszystkim za pomaca wpajania poczucia winy. Wykorzystuje do tego z luboscia seksualizm, w czasach mojej mlodosci zartowalem, ze moje zycie seksualne zabiera Kosciolowi wiecej czasu jak mnie. Zgadzam sie ze Zgrywusem ze czas PRL byl najszczesliwszym okresem Kosciola, za olbrzymi autorytetem w spoleczenstwie, szla kontrola panstwowa, ktora przynajmniej czesciowo chronila przed naduzyciami. Brak takiej kontroli jest dla kazdej organizacji, w ktorej dzialaja ludzie, a nie tylko swieci, zgubny. W demokratycznym i obywatelskim panstwie Kosciol tez podlega takiej kontroli, niestety do Kosciola Polskiego to jeszcze nie dotarlo. Glosowanie odbywa sie nogami, o czym tak bolesnie przekonal sie Kosciol w Hiszpani.
    RADOSNYCH SWIAT BOZEGO NARODZENIA.

  26. Na tematy kościoła bardzo profesjonalnie i z pasją wypowiada się Profesor Obirek w świątecznym PRZEGLĄDZIE w mądrym wywiadzie Przemysława Szubertowicza. Swoja drogą Szubertowicz wydaje się być /poza Lizakiem, ukłony!/ jednym z najlepszych dzisiaj dziennikarzy i otrzymać nagrodę roku. Jest poza układem, a tam nagrody otrzymują w sumie popierani przez POLITYKĘ dziennikarze typu hien medialnych. Obirek cytuje Jerzego Urbana w prognozie, że „po czerwonych przyjdą czarni”. I przyszli! Także na święta Profesor Łagowski przypisuje rezerwowanie niebiańskich wartości w Wolnej Polsce, partiom politycznym styropianu, CBA i IPN,- dla świętych krów i świętych świń kombatanctwa. To ładnie brzmi zwłaszcza pod choinkę.

  27. Kilkadziesiąt lat temu mając sześć lat, pod nieobecność rodziców a będąc pod opieką kilka lat starszej siostry zostałem porwany przez sąsiadów katolików i ochrzczony.Sam sobie wybrałem imię i wszystko pamiętam. Po pewnym czasie gdy rodzice dowiedzieli się o mało nie popękali ze śmiechu. Jak historia uczy takie afery między religiami kończyły się pogromami na szczęście jesteśmy ateistami. Kiedy niechciana świętość pcha się na chama reaguj śmiechem,śmiech przedłuża życie. WESOŁYCH ŚWIĄT!

  28. Poganinie,

    To ty robisz sobie chichi smichi z najwyzszego aktu milosierdzia swoich sasiadow katolikow? Ty naprawde nie zdajesz sobie sprawe z tego, zes dostapil, dzieki swoim sasiadom, najwyzszej laski: ZOSTALES KATOPOLAKIEM. (A moze powinno byc POLAKOKATEM? Pomylilo mi sie wszystko. Znowu ten kumys do glowy uderzyl!)

  29. Największa porażka, do jakiej mimo woli przyznaje się hierarchia kościelna, to brak wpływu na postępowania /w szerokim rozumieniu/wiernych. Mając tyle ambon i tak wielu mimo wszystko słuchaczy, trzeba swoje przekazania kierować do państwa, zapisywać w ustawach, itd. Jak wobec tego traktuje się i za kogo się ma tę rzeszę ludzi kościoła?
    Dzięki za życzenia, pozdrawiam i wzajemnie życzę pogodnych, beztroskich Świąt.

  30. Puenta na koniec wpisu

    nie wyraza chyba zalu do kosciola o czesciowo aktywne uczestnictwo w rozmontowywaniu PRL – u?

    za to wyraza ona taka osobista Schadenfreude

    Pana Redaktora i jest wiec takim maluskim prezencikiem dla siebie od siebie pod choinke

    Moja puenta wynika z pragmatyzmu,

    w skrocie – otoz jesli nie byloby kosciola, to nie byloby wlasnie tych Swiat

    Wesolych Swiat

  31. Pan Redaktor cytuje i opatruje komentarzem wypowiedzi Marcina Króla I Bronisława Łagowskiego, które zamieścił „Dziennik” w swojej ankiecie na temat „Bóg i rozum” (warto zajrzeć na internetową stronę tej gazety i zapoznać się z refleksjami pozostałych uczestników ankiety).
    Zjawisko polityzacji religii (i w ogóle instrumentalnego traktowania wiary) jest tak stare jak uczynienie z niej instytucji. Warto przywołać w tym miejscu słowa Eugena Drewermanna. W książce „Nowe czasy Jeremiasza” (wyd. Sokrates, Warszawa 1995) pisze on: „Wciąż czynię Kościołowi zarzut, że stawia się na miejscu Boga (…) Chce pełnić funkcje aparatu między niebem i ziemią. I to jest właśnie zarzut, jaki Jezus swego czasu postawił teologom: siedzicie na tronie Mojżesza, w ręku trzymacie klucz do Królestwa Niebieskiego, ale sami tam nie wejdziecie, nikogo też doń nie wpuścicie. Jest dokładnie tak samo, gdy z chrześcijaństwa czyni się obiektywną naukę, która zarządza nieomylny Urząd Nauczycielski i instytucje hierarchiczne. Na koniec ginie sam Bóg gdzieś za całą fasadą postaci pośredniczących, od Matki Bożej poprzez anioła stróża, księdza, aż po papieża i biskupów. Przez wszystkie możliwe instancje pośredniczące deszcz w końcu musi być sprowadzony na ziemię, lecz tymczasem ona sama zmienia się w pustynię”.
    Pragmatyzm, materializm i oportunizm polskiej hierarchii kościelnej powodują niepowetowane szkody. Zresztą sojusz tronu i ołtarza zawsze niszczył sacrum. Wymuszał konformizm poglądów, wyjaławiał duchowo i intelektualnie, często prowadził do zachowań nieetycznych.
    Sadzę, że konkluzja Pana Redaktora jest nadto uproszczona. Komunizm to tylko jedno z wcieleń diabła. Diabeł tkwi w samym zinstytucjonalizowanym Kościele…
    Polecając Pana uwadze słowa Khalila Gibrana (autora „Proroka”): Jezus z Nazaretu nigdy, przenigdy nie spotka się z Jezusem chrześcijan”, życzę spokojnych świąt.

  32. WODNIK 53

    nie sadze, zeby Twoj cytat kardynala oddal istote historii kosciola na przelomie wiekow, ale w szukaniu zrodel jestes rewelacyjny i tak trzymaj.

  33. Gospodarzowi bloga i czytelnikom życzę zdrowych, spokojnych Świąt oraz pomyślnego Nowego Roku.

    Ewa :)

  34. Bywa, ze i w niebiesiech budza sie z przyslowiowa glowa w nocniku. Kryzys siegnal i kolsciol mkatolicki , i to nie tylko w Polsce. Kosciol w Polsce mial najwiecej jednak tzw. kacji zaufania spolecznego i ich wartosc pada w ogrmnym tempie. Nie mam nic przeciwko temu,by kosciol w Polsce i imperatorzy jego prowadzacy i reprezentujacy sprowadzeni9 zpostali do pozycji wrecz marginalnej.Mamy wiec sznse na to, ze tzw/ ciemnogrod” przejdzie zdecydowanie do przeszlosci i normy zycia spolecznego, tzw. etyka moralna i dalej prawa czlowieka beda w istocie wartosciami dostrzeganymi i przestrzeganymi.
    PANIE DANIELU
    NADCHODZACE SWIETA NIECHAJ BEDA SPOKOJNYM OKRESEM , W KTORYM STOSUNKI RODZINNE, WZAJEMNE SYMPATIE, PEWNE CENNE TRADYCJE URZECZYWISTNIA SIE I DOSTARCZA WIELU NOWYCH CIEPLYCH, NIEZAPOMNIANYCH WRZEN, REFLEKSJI.
    NOWY ROK TRAKTUJE NIECO ODMIENNIE, BO TO O KOLEJNY ROK NIBY SIE STARZEJEMY, ALE DOZE OPTYMIZMU W LEPSZE”JUTRO” NADCHODZACEGO ROKU NALEZY ZACHOWAC I ZYCZYC JEJ SWYM NAJBLIZSZYM – CO NINIJESZYM I JA CZYNIE TU I W TYM MIEJKSCU

  35. „Wyszło na to, że najbardziej zgubny dla Kościoła okazał się sukces w walce z bezbożnym komunizmem. Od kiedy zabrakło diabła, Pan Bóg nie może się odnaleźć.”

    Raczej to kościół nie może się odnaleźć, ale nie dotyczy to Polski. U nas, sądząc po ilości nowowybudowanych kościołów, nie jest z nim aż tak źle. Czy jest to tylko wierzchołek góry lodowej przykrywających n.p. pranie brudnych pieniędzy ? Only time will tell :)

  36. Stwierdzić, ze Szatana zabrakło, to jak powiedzieć, że zarówno w Polsce jak i na świecie zapanowało dobro – obawiam się, że może być spory problem z obroną takiej tezy. Osobiście odnoszę wrażenie, że jest całkowicie na odwrót i Szatana mamy obecnie w nadmiarze, a jego zastępy, poprzebierane w ornaty, dzwonią nam ogonami na msze zarówno w kraju, jak i na świecie. Wystarczy spojrzeć w telewizor, aby ujrzeć maskujące rogi facjaty, gwałcące dekalog dla swych partykularnych korzyści oraz dla władzy, dające fałszywe świadectwo („nie będę premierem”, oskarżenia o agenturę), kradnące (casus 300zł, czy utrzymanie pasożytów w kancelarii prezydenta za pieniądze podatników), zabijające (Irak, Gruzja, Afganistan, Afryka), czczące mamonę („Mojżesz!” w brytyjskim parlamencie), pożądające cudzego (ropa, diamenty, surowce), uciskające bliźniego (Guantanamo, areszty wydobywcze w Polsce, aparat represji i inwigilacji) itd.

    O Pana Boga nie martwiłbym się specjalnie, pewnie w niebiosach ma się całkiem dobrze. Kłopot jest raczej z kondycją etyczną części boskiego, dwunożnego dzieła, które mimo iż stworzone na Jego podobieństwo, obdarzone wolną wolą, umiejętnością odróżniania dobra od zła, to wbrew sobie oraz Darwinowi od tysięcy lat nie chce ewoluować i wciąż nie może dorosnąć Mu do pięt, stać się czymś więcej niż tylko żądnym gumy do żucia, coca-coli oraz burdeli dla każdego człowiekiem.

    Pan Król wolałby, aby kościół zaprzestał walki, zresztą wg niego nieszczerej, z permisywizmem (ciekawe słowo! może fuckizm też się przyjmie) seksualnym, alkoholizmem, bo jak rozumiem poznał tematykę dogłębnie z autopsji, dając w szyję ze wszystkimi księżmi, podczas codziennych wypadów na panienki.

    Kto więc ma w Polsce walczyć z rozpasaniem seksualnym, sprowadzającym miłość pomiędzy dwojgiem ludzi do poziomu aktu drażnienia łechtaczki sklepowym gadżetem, czy kopulowania z dmuchanym manekinem? Kto ma walczyć z przyczynami ciąż nastolatek, zapłodnionych przez ich nastoletnich partnerów, pobudzonych wszechobecną w Internecie pornografią? Kto ma walczyć z medialną gloryfikacją homoseksualizmu, oskarżającego swych adwersarzy o tzw. homofobię, tak jak krytycy niektórych, ze wszech miar zasługujących na krytykę Żydów, oskarżani są natychmiast o tzw. antysemityzm, a krytycy braci Kaczyńskich o sowiecką agenturę? Kto ma walczyć z przyczynami odbierania sobie świadomości alkoholem i tłuczeniem żon, bo zupa za gorąca? Szkoła nie wnika, nauczyciele z reguły pomagają jedynie (jeśli potrafią) przyswoić wiedzę z podręczników i tu się ich rola kończy. Rodzice nie mają czasu, gdyż wzorem swoich odpowiedników z amerykańskiego „raju” muszą pracować ponad siły, aby spłacać zaciągnięte pożyczki. Media, zamiast walczyć ze złem, głównie je propagują. Więc czy to tak bardzo źle, że choć Kościół stara się, jak potrafi, dbać o moralność naszych dzieci?

    Sądzę, że to nie Kościół „organizuje się w coś w rodzaju zbiorowego obłędu moralno-religijnego”, a w zbiorowy amok popadli raczej wyznawcy konsumpcjonizmu oraz hipermarketyzmu, a także fundamentalistyczni czciciele ateizmu.

    Tyle refleksji. Życzę Państwu Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

    PS A dla wciąż wątpiących w niecną szatańską obecność, świąteczna piosenka, smutna: http://www.youtube.com/watch?v=fvNRHrKyaX4

  37. Nasza Swieta Wiara Katolicka przetrwala wieksze proby niz te, o ktorych wspomina Szanowny Redaktor. Kosciol oslabily herezje II Soboru Vatykanskiego i nadmierny liberalizm pozniejszych papiezy. W tym rowniez JP II, ktory zapewne bedzie sie musial sie gesto tlumaczyc w Niebiesiech z rozpuszczenia stadka wiernych. Szczesliwie jednak istnieje jeszcze zdrowy trzon w Naszym Swietym Kosciele, ktory powroci do nurtu prawdziwej wiary Swietego Piusa X. W Polsce powinnismy dziekowac Bogu Najwyzszemu za zeslanie nam Wielebnego Ojca Rydzyka. Z jego to pomoca odeprzemy zgnile prady masonsko-zydowskiej zgnilizny moralnej.
    Modlmy sie zatem aby Pan Nasz oswiecic raczyl niedowiarkow i pogan i w swojej laskawosci zechcial ich ocalic od potepienia wiecznego. Amen

  38. Diabły na bezrobociu

    Niezależnie od religijnego kontekstu Święta Bożego Narodzenia mają również swój bardzo głęboki i znaczący aspekt familijny. Święta te zawsze skłaniają do myśli o rodzinie, najbliższych, a także obcych, w rezultacie czego jedno miejsce pozostawiamy przy stole dla zbłąkanego podróżnego. Ci, którzy nie mają możliwości uczestniczenia w rodzinnych uroczystościach, często ze łzą w oku próbują się mentalnie łączyć z kochanymi osobami. To bardzo humanistyczny, głęboko ludzki wymiar tych świąt w rozbitym i zróżnicowanym społecznie świecie. Święta te stanowią szansę na integrację i pogłębienie ludzkich więzi. Ale są też one przesłanką pacyfikacji ludzkich emocji, napięć i stresów. A zatem wydaje mi się, że jak gdyby spełniają dwoistą rolę, zależnie od uwarunkowań politycznych.

    KK jak dowiodła historia ma swoje blaski i cienie, zarówno w wymiarze europejskim jak i polskim. Stąd dobrze jest starać się go widzieć w całej złożoności i oddać Bogu co boskie i cesarzowi co cesarskie. W historii Polski KK zapisał niezwykle piękne karty walki o niepodległość i suwerenność oraz utrzymywanie tożsamości narodowej Polaków i nie da się przecenić tych zasług. Ma on jednak również swoje wstydliwe i ciemne strony zapisane nie tylko w europejskim panteonie kultury ale także na rodzimym gruncie. Ma on swój udział w konserwacji i umacnianiu systemów politycznych, a także ich obalaniu stosownie do własnych żywotnych interesów często bardziej wyrażanych w płaszczyźnie materii aniżeli ducha.

    Z inspiracji KK nastąpiła pełzająca kontrrewolucja w Polsce, która doprowadziła do zmiany stosunków własnościowych w rezultacie czego wielomilionowe rzesze Polaków pozbawiono nominalnej własności i faktycznej władzy politycznej, którą przekazano nominatom kościoła. W wyniku takich działań kościół bardzo często odchodził od swych naturalnie lewicowych korzeni, przechodząc na konserwatywnie wsteczne pozycje. Wejście KK w sferę stosunków politycznych uczyniło zeń stronę, w społecznym sporze o władzę, pozbawiając go atrybutu arbitra moralnego. Struktura ta świadoma, iż w nowych warunkach o jej sile decydować będzie nie morale a pozycja rynkowa wynikająca z zasobów kapitałowych przeszła do ostrej polityki oszczędzania przy pomocy konkordatu poprzez zrzucanie kosztów utrzymania własnych struktur na barki państwa. Z drugiej strony przeszła do ofensywnej polityki pozyskiwania majątku trwałego poprzez zdominowanie swoimi reprezentantami organu przyznającego KK ogromne wartości materialne.

    W wyniku takiej postawy KK nastąpiło ewidentne zrażenie się części wiernych wobec ziemskiej polityki purpuratów. Agresywne postawy wielu z nich nacechowane nieprzyjemnym antykomunizmem i antypeerelowskim nastawieniem powoduje szczególnie wśród biedniejszych warstw społeczeństwa wzrost nastrojów antyklerykalnych. Materializm kleru, antyklerykalne nastroje i wejście do UE powodują oczywiste osłabianie pozycji KK po śmierci JPII. Tym tendencjom sprzyja także polityka Benedykta XVI sprowadzająca się do rugowania z Watykanu ekipy polskiego Papieża. Należy się spodziewać, że wskazane zjawiska doprowadzą w końcu KK do zajęcia właściwego miejsca, niejako struktury pozarządowej, w istniejącym układzie społecznym. Wydaje się, że KK w wystarczającym zakresie zdyskontował materialnie swe wpływy polityczne i teraz nastaje już czas wprowadzenia nieodzownej równowagi materialno-duchowej.

    Niekiedy ma się wrażenie, że Hiszpania, Polska i Włochy wzięły w chrześcijańskie kleszcze Europę. To o tych zapewne układach i tęsknotach oraz ciągotach mówiła „Solidarność” nawiązując do polskiego umiłowania kultury śródziemnomorskiej, przy jednoczesnym nieustępliwym akcentowaniu roli wschodniego kordonu sanitarnego wobec rosyjskiej Cerkwi. Dopuszczenie wyznań i kościołów do udziału w grze politycznej na szachownicy świata, wprowadza nowych partnerów wraz z ich oczekiwaniami i ambicjami do rozszerzania terytorialnego własnych wpływów. Ta gra staje się wyjątkowo twarda, brutalna i bezwzględna z uwagi na uruchomienie emocjonalnych czynników wzmacniających motywację walki w imię swego Pana. Wojny religijne na tyle okazały swe potworne oblicze, że nie tylko nie wolno do nich dopuszczać ale nie wolno także doprowadzać do grania nimi w imię przyziemnych interesów burżuazyjnych elit.

    By zachować obiektywizm i uczciwość wobec kościoła rzymskokatolickiego, należy podkreślić jego zdecydowany i konsekwentny opór wobec amerykańskiej polityki wojennego awanturnictwa w Iraku. Szkoda, że nie zauważa się konsolidacji wielu znaczących kościołów świata we wspólnej walce przeciw tendencjom do zmiany politycznej mapy świata drogą wojen, agresji, przymuszeń i gwałtów. Niektóre kościoły bardzo często poprzez zawstydzające milczenie biorą udział w militarnych eskalacjach imperialnych. Inne natomiast wskutek inspiracji do walki niepodległościowej zachęcają do krwawych aktów i zmagań o charakterze ciągłym.

    Nie zamierzam nikomu odbierać prawa do suwerenności i niepodległości oraz do walki o te wartości. Musimy jednak zdecydowanie odróżniać konflikty o charakterze obronnym od akcji mającej znamiona agresji, której nie mogą przysłonić jakiekolwiek obłudne hasła o konieczności walki prewencyjnej i wyprzedzającej interwencji. Agresja jest złem bezdyskusyjnym, a obrona konieczna niezbywalnym prawem. Reszta zaś jest politycznym bełkotem w procesie pożerania małych przez wielkich. I w ten oto sposób powstają imperia, niezależnie od tego jak będziemy je zwać imperiami dobra czy zła. Imperium zawsze przyjmuje dominującą postawę wobec mniejszych i słabszych. Dlatego każde imperium ze swej natury stanowi zagrożenie dla innych. Im większe imperium, tym większe niebezpieczeństwo. A szczególne zagrożenie wytwarzają imperia , które określają się mianem dobrych, ponieważ ich metody podporządkowywania są szczególnie perfidne i wyrafinowane, często ubrane w garnitury demokracji, za którymi stoją systemy rakietowe niszczenia, tankietki i kanonierki.

    W tej powszechnie znanej historii, KK miał również swoje miejsce zaznaczone ogniem i mieczem. W tak oczywistej kwestii nie będziemy zadawać pytania co upoważniało KK instrumentami zła, i wyrządzaniem krzywdy oraz pisaniem krwawych rachunków, nieść „nowinę” innym narodom. Każdy naród ma prawo do swoich Bogów i nic nam do tego. Tak nakazuje tolerancja, pluralizm i demokracja w połączeniu z wolnością. I jeżeli nie potrafimy uszanować tych wartości to oznacza tylko tyle, iż są one pustymi parawanami dla czynienia kapitalistycznych łajdactw w imię górnych i oszukańczych haseł. A największą podłością jest odbieranie życia innemu człowiekowi, który nie chce nam ulec, w imię poszanowania swego systemu wartości.

    Jednocześnie chcę zdecydowanie powiedzieć, że nie mam absolutnie żadnego zaufania do Królów, i nieważne czy tych z lewa czy też z prawa. Wszyscy ci królowie i monarchowie umoczeni byli wraz KK we wspólną walkę z komuną. Po upadku komuny i zwycięstwie KK, dzisiaj opluwają go w sposób nieelegancki i niegodny, traktując tę strukturę wyłącznie w kategoriach politycznych i obowiązujących w tym zakresie poniżających metod walki. W istocie rzeczy to KK sam sobie zafundował tę sytuację, której nie mógł nie przewidzieć jako instytucja z doświadczeniem dwóch tysięcy lat. Nie wolno jednak dopuszczać do wylewania dziecka z kąpielą. Kościół posiada swą bardzo istotną funkcje społeczną do spełnienia i tego nie wolno mu odbierać. Bo w gruncie rzeczy chodzi o to, żeby KK miał obowiązek wyprowadzenia mnie nogami do przodu, a nie tylko wybiórczą i dyskusyjną przyjemność za niemałe pieniądze. W końcu ktoś rzekł wielce mądrze, jeśli w ostatniej chwili zwrócisz twarz ku Bogu to on przyjmie Cię do siebie. I nie chodzi tutaj o teoretyczno abstrakcyjne rozważania lecz o realną władzę kościoła na ziemi, która winna się sprowadzać do obligatoryjnej posługi człowieczej, niezależnie od tego czy to odpowiada wiejskiemu „faroszkowi” czy też nie. Zatem pointując królewskie podejście zauważamy, że również na prawej stronie polskiej sceny politycznej kościół zbiera spore cięgi.

    Także konserwatywna lewica nie pozostaje obojętna wobec KK zarzucając mu, że jest „głupi i szkodliwy”, co z mego punktu widzenia jest znacznym nadużyciem, niestosownym wobec konieczności zrównoważenia i stabilizacji duchowych wpływów kościoła. Nadmiar tej odwagi spowodowało odejście Jana Pawła II. Zamiast pomstowań i urągań KK należy przywrócić właściwe miejsce w naszym życiu społecznym poprzez weryfikację konkordatu, odcięcie kościoła od państwa i likwidację przesłanek państwa wyznaniowego.

    Na dzień dzisiejszy jest faktem, że KK jest strukturą bez mała feudalną i niekompatybilną z postępującymi procesami demokratyzacji życia społecznego. Można przypuszczać, że zauważana sekularyzacja kościoła jest nieuchronną. Jednak kolejni namiestnicy Stolicy Piotrowej czynią wszystko by zachować jego miniony kształt w obawie przed wyjmowaniem cegiełek z jego budowli, co może doprowadzić do jej zrozumiałego umniejszenia znaczenia lub nawet upadku.

    Najbardziej dokuczliwą jest ingerencja KK w osobiste życie obywateli, poprzez umacnianie swych wpływów w strukturach państwowych. KK chce trzymać rękę na pulsie w kwestii płodzenia, rodzenia i śmierci, co stanowi niebezpieczny dyktat moralny, dyktat władzy i środowiska. Kapłan na ulicy, w szkole, wojsku i więzieniu. Tak jak nic nie mam przeciwko Dekalogowi i jego przestrzeganiu, tak się obawiam omnipotencji kościoła. Stąd uważam za nieodzowne podniesienie roli i znaczenia innych religii i wyznań w Polsce dla zmniejszenia i zrównoważenia politycznych wpływów KK na polskie państwo. Nawet w tym znaczeniu potrafię zrozumieć, jak czarnooki Prezydent w jarmułce zapala świeczki by uczcić święto Chanuki. Nie potrafię jednak ciągle pojąć dlaczego większość polskich Prezydentów, Premierów i Ministrów Spraw Zagranicznych, a nawet Episkopatu jawi się zwolennikami światła. Niby nic w tym złego, że mamy światłe elity.Tylko dlaczego tak marnie nam idzie?

    Ja nie uważam się za przeciwnika KK w Polsce, ale razi mnie status dwupaństwowców polskiego kleru, polskich ministrów itp. W tej sytuacji mam poczucie rozdwojenia jaźni i nie bardzo wiem komu na czym zależy. Widocznie już taki jestem kostyczny ciołek, że nie potrafię zrozumieć nowoczesności, postępu i jeszcze paru innych obecnie obowiązujących posłań. Nie dociera również do mnie istota Świętopietrza, jego skala i wpływ na nasz kapitalistycznie pocięty i porżnięty budżet. Oburzam się także na zablokowanie przez KK przyjęcia Pakietu Praw Podstawowych UE dla moich rodaków, a cóż to zwierzęta jesteśmy jakieś, czy co? I bardzo zawstydza mnie wkładanie księżych rączek w damskie rejony zarezerwowane dla męskiego pospolitego ruszenia. Aha, no i koniecznie należy wyłączyć cmentarze z parafialnego włodarzenia, chodzi o to, żeby nie poniżać samobójców grzebiąc ich pod płotem niczym jakieś tam domowe zwierzątko.

    No i na koniec chciałoby się powiedzieć szanujcie wrogów własnych,bo swego nie znacie a cudze chwalicie. Tym to sposobem Anioł Archanioł pozbył się diabła czerwonego i teraz nie ma mu kto pod kotłem palić. Trzeba to było tak lekkomyślnie wysyłać na bezrobocie?
    _________________
    Z tyłu łata, z przodu łata a jam cały demokrata

  39. Do „Janusza” (z dn. 22.12.2008 h:21.16.0
    Wydaje mi się, że zarowno „szatan” jak i „bóg” (lub „Szatan” i „Bóg”) to określenia – czy konstrukcje-abstraakcje- pochodzące z naszego umysłu, a będące odzwierciedleniem „ducha czasu” (heglowski „Zeist-geist”), umyslowości „naszych” czasów, kultury aktualnie panujacej – no, i naszego „języka” ktorym wszystko ordynujemy publicznie. Zauważ jak zmieniało się „w czasie i przestrzeni” i jak je3st zmienne kulturowo-cywilizacyjnie (i tym samym – religijnie) samo pojęcie „szatana” (czyli zła – pozostałość wierzeń staro-irańskich, przeniesiona do Europy i chrześcijaństwa z judaizmu – epizod babiloński – przez manicheizm). I jak w tym kontekście, dialektycznym, kulturowym, mentalnościowym, no i przede wszystkim w tzw. „mainstreamie” (czyli political corectness charakterystycznym dla danej i każdej epoki) oznaczało to za-każdym-razem-co-innego. Nawet w doktrynie Kościoła kat. (uznawanej przez gros Rodakow „za niezmienną” – bo to nauka boska – „a priori”).
    Aby Cię nie męczyć przykladów nie będę przytaczał.
    Odsylam Cię jednocześnie do mego poprzedniego wpisu (z dn. 22.12.2008 h; 14.20.) i cytatu z wypowiedzi kard.F.Koeniga – to czyste, heraklitwoe „pantha rhei”……. Ten schalgwort tlumaczy wszystko w tej mierze.
    Pozdrwaim.
    WODNIK53

  40. Przeczytałem Całą dyskusję w EUROPIE.
    Kościól katolicki, rozumiany jako episkopat i kler gnije w przyspieszonym tempie. a proces gnilny ma to do siebie że (ku mojej radości) jest NIEODWRACALNY !

  41. Do kwiza73 z dn. 22.12.2008 h: 19.14.
    I bez Kk te święta też by były – pod inną postacią, inną nazwą, z innym „ountoragem” ale były by na pewno. Okres przesilenia jesienno-zimowego jest we wszystkich kulturach sakralizowany i świętowany od tysięcy lat. Chrześcijaństwo zaadoptowalo ten okres, mocno zakorzeniony w tradycji i tożsamości religijno-kulturowej ludów Lewantu (a potem i całego „pax romana”, a jeszcze potem i „pax germanica”) dla swoich potrzeb……Synkretyzm religijny i irenizm między-wierzeniowy działaly i działają niezależnie od naszych „chcic”, wyobrażeń i pragnień. Nie będę Cię zanudzal przykładami – np. dlaczego boskość Marii (czyli Theotokos) uznano akurat w 431 r ne na soborze w Efezie, gdzie od wieków znajdowała się największa światynia matki-ziemi: wcześniej zwano ją Kybele, potem Izydą, Aszerą, Junoną, w końcu – Artemidą (stąd Artemizjon) ? Dlaczego tak wiele kościołów poświęconych św.Jerzemu, patronowi rycerstwa powstało w czasach wczesnego średniowiecza w miejscach gdzie Germanie czcili swych bogów wojny: Odyna bądź Wodana, a jeszcze wcześniej odprawiali tu egzekwie ku czci bóstw wojowniczych i krawawch Celtowie ? Takich epizodów z historii religii jest całe mnóstwo.
    Ten gmach zwany chrześcijaństwem zawiera w sobie tradycję zgoła „nie-chrześcijańską” ale uniwersalną, ogólnoludzką – na równi z islamem, buddyzmem, judaizmem i innymi wierzeniami. Religia – każda – jest jak rzeka, wypływająca z gór na równinę, zabiera wszystko ze sobą aby dotrzeć do morza. Po drodze jednak osadza tzw. „osady” – wymieszany dokładnie ze sobą materiał skalny z terenów przez które przepłynęła. I to jest właśnie „tzw. tradycja” religijna.
    Trzeba zrobić profil osadów i go obejrzeć, aby zorientować się „who is who”.
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

  42. Marzy mi się polski parlament, który byłby w stanie uchwalić ustawę wprowadzającą t.zw. podatek kościelny. Wyjaśniła by się sprawa iloma „duszami” KK administruje.
    Podawane 90-95% nijak ma się do rzeczywistości.

  43. Każdy swojego Boga ma sercu. I jemu powinien być wierny. Jest to idea do której się dąży. Nie jest potrzebny do tego personel naziemny Pana B., ani hierarchowie. Kościół Katolicki stał się instytucją, która dąży do kontroli przepływu wszelkich dóbr materialnych wśród ludzi niezależnie od formacji społecznej, tylko po to by pomnażać swoje bogactwo. W całej rozciągłości zgadzam się z wpisem „Alex pisze: 2008-12-22 o godz. 06:37”. Nic dodać, nic ująć. Im mniej kościoła jako instytucji w życiu społecznym, tym zdrowsze społeczeństwo.
    Gospodarzowi dziękuję za życzenia. Sam też życzę Gospodarzowi i wszystkim Blogowiczom Zdrowych, Pogodnych Świąt. Zakończę cytatem: „Kochajmy się!”

  44. 2008 sie konczy i zadna choinka nie stanie w willi „Julisin” – zamordowanej przez tandeciarzy z „Real Estate”, Arch. Anatola Kuczynskiego i tego tandeciarza Wejcherta – Parteigenosse Tuska…. Ile zabytków spotkal taki los w naszym po…..ym kraiku gdzie dziennikarze zastanawiaja sie nad samopoczuciem Pana Boga w dniu urodzin syna i powoluja sie przy tym na Fundacje Bertelsmanna która fundowala lektury niemieckim Landserom zeby sie na wiezach KZ-ów, okopach pod Stalingradem itd. nie nudzili !!! Zeby bylo smieszniej pisze to Zyd – nie przerobiony na mydlo przez klientów Bertelsmann Stiftung.
    „Smieje sie” (cytat za p. Mindla Danielak czyli Helena Wolinska) i pozdrawiam autora projektu podatku koscielnego !!!

  45. Póki co – Kościół ma się doskonale, i faktycznie jest ponad prawem. W Świnoujściu jedyne kino zamieniono – na kaplicę, choć w promieniu 2 km jest sześć kościołów! Wyświęcono już wszystko co się dało, tylko patrzeć jak zaczną wyświęcać szalety.. Śmiech to zdrowie (jak ktoś wcześniej zauważył), zatem – Wesołych Świąt!

  46. ZŁOTA RYBKA

    Złota rybkę kupiłem na rynku
    O tem, że jest złota nie wiedziałem
    Rzecz pojałem wtedy, gdy ją w domy
    W zlewie pełnym garów rozmrażałem

    Me zdziwienie było niebotyczne
    Toć ta rybka dawno już nie żyła
    A w dodatku (tu sie proszę nie śmiać)
    Od miesięcy już…filetem była

    Zagadała do mnie ludzkim głosem
    – Słuchaj, stary du.rniu. Świat się zmienia
    Złote rybki też ewoluują
    Musisz spełnić moje trzy życzenia

    – Pierwsze brzmi: hodowców karpia zastrzel
    Drugie: zastrzel tych, co nim handlują
    A po trzecie: zastrzel wszystkich ludzi
    Co go w Wilię z pasją konsumują

    Na to dictum wziąłem się do pracy
    I karabin dziadka wyczyściłem
    Pomyslałem: będzie trochę trudno
    Toż nikogo, nigdy nie zabiłem

    – Jak życzenia złotej rybki spełnić?
    Strasznie się z myślami memi szarpię
    Rzeź to będzie. Lecz mnie zbudził zapach
    Smażonego na oleju karpia

  47. Boze Narodzenie siega dalej niz polemiki wokol kosciola. Wiecej koled i wina a mniej adrenaliny zyczylbym kazdej polemizdzie. A myslalem, ze i Pan Passent skloni sie raczej ku filozoficznej aprobacie dobra, ktore niosa swieta. Tutaj, wszyscy spiewaja koledy, foxtroty o Rudolfie i na te chwile nikt nikomu nie truje o polityce czy kryzysie. Warto czasem usmiechnac sie do wartosci, jak Lizak w pierwszym akapicie, a odpuscic sobie darcie pazurami.
    Szczesliwych Swiat Bozego Narodzenia wszystkim zycze !

  48. Gospodarzowi i wszystkim blogowiczom zycze dobrych, spokojnych swiat, pieknej zimy i smacznego jedzonka.

    http://au.youtube.com/watch?v=I4QBTot7ObM

  49. serdecznie życzę wszystkich wesołych świąt! i przy okazji zapraszam na moją stronę!

  50. whats the weather like in brno say something in white its cold and raining jest bzdura

  51. Oczekiwanie na MESJASZA.

    Już od czasów Sumerów świątynie na Bliskim Wschodzie zwane są zikkuratami. Mają schodkową budowę przypominającą piramidy, jednak zamiast ostro zakończonego szczytu jest taras, z którego łatwo śledzić ruch Słońca, Księżyca i planet. Od tysięcy lat wtajemniczeni kapłani wiedzą, że wspomniane obiekty wędrują w stosunkowo wąskim pasie gwiaździstego nieba – Zodiaku. Składa się nań 12 konstelacji, a skoro wyznaczające rytm życia Słońce i Księżyc ukazują się wyłącznie na ich tle, Zodiak musi mieć magiczne znaczenie. Podobnie zachowują się „błądzące gwiazdy”, czyli planety.Dla Babilończyków Wenus była uosobieniem bogini płodności Isztar, Jowisz symbolizował króla bogów Marduka, a Lew był znakiem triumfu dobra nad złem.Merkury był postrzegany jako bóg zwiastun ważnych wydarzeń.
    Zauważono dziwny taniec Jowisza z Regulusem najjaśniejsą gwiazdą w konstelacji Lwa.Mędrców w osłupienie wprawiło,że nad zachodnim horyzontem zamiast dwóch planet świeci jeden obiekt.To Jowisz i Wenus,do których dołączył póżniej Merkury.Uczeni ruszają na zachód w kierunku tajemniczej gwiazdy.
    Dziś wiemy,że była to opisana przez św.Mateusza Gwiazda Betlejemska astrologiczny symbol,że „Bób się rodzi…”,wyreżyserowany przez Najwyższego dzięki jego prawom stworzenia i natury.
    Uczeni kapłani byli wyznawcami zoroastryzmu,monoteistycznej religii,w której to tradycji było oczekiwanie na MESJASZA.
    A SŁOWO CIAŁEM SIĘ STAŁO.
    Może transformacja judeo-chrześcijaństwa w zorostryzmo-chrześcijaństwo.Bliżej byłoby do antycznej kultury greckiej i PRAWDA,a nie ŁAMSTWO mogłoby być czynnikiem rozwoju intelektualnego człowieka.W ewolucji ludzkiego myślenia mamy do czynienia ze zbliżaniem do siebie wiary i rozumu.Dało to efekt w postaci uświęconej myśli filozoficznej KK,że „Bóg jest Prawdą,kto szuka prawdy szuka Boga,choćby sam o tym nie wiedział”
    „Bóg się rodzi moc truchleje…” to refleksyjna kolęda ze spiewnika Franciszka Karpińskiego,której zestawienie sprzeczności stanowi podstawę
    do umacniania się w wartościach,które powstały wraz z życiem.

  52. Cicha noc, jasna noc
    Drzewko dźwiga grzechów moc
    Błyskają bombki pozawieszane
    Chętne zagoić by każdą ranę
    W tę cudowną noc
    W tę radosną noc…

    Jasna noc, gdy mroczny był dzień
    Mień-że się, choinko, mień!

    Dziś ma nadejść przyobiecane
    Znikną żale niewypłakane
    Z kim by tu do Wigilii siąść
    By bezmiar nieszczęścia zdjąć?
    W tę cudowną noc
    W tę radosną noc…

    Wielka jasność przysłania cień
    Mień się więc, choinko, mień!

    Zatrzymane złe myśli w biegu
    Brud się pierze w bieli śniegu
    Ciepło nadziei tu wnet zagości
    W żłobie miejsce już sobie mości
    W tę cudowną noc
    W tę radosną noc…

    Takie gałęzie, jaki jest pień
    Mień-że się, choinko mień!

    Gasną spory, cichnie wrzask
    Wskroś ciemności gwiazdy blask
    Głosy zwierząt – ludzką mową
    Kiedy milknie – stać się mogą
    W tę cudowną noc
    W tę radosną noc…

    Kraju tych Świąt, zmień się, zmień…
    Mień się więc, choinko mień!

    Wszystkim Adamom i Ewom oraz ich potomkom, wierzącym w cuda składam najserdeczniejsze życzenia wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

    Gospodarzowi – Panu Danielowi Passentowi oraz Wodnikom, Strzelcom, Bliźniętom, Wagom, Pannom i Mężatkom, Rybom, Rakom, Skorpionom, Koziorożcom, Baranom, Bykom, Lwom oraz innym zwierzątkom blogowym życzę wesołych Świąt Grudniowych i częstego przemawiania ludzkim głosem!

  53. Gospodarzowi, calej redakcji Politka i bologwisku zyczę wesołych świąt, mniej amerykanskich kolend i szczesliwego nowego roku 2009.

    No Blood For Christmas! Stop the Carp Massacre!

    Dante

  54. na redaktora Passenta możecie oddawać swe głosy w rankingu http://asycieniasy.pl

    Zapraszamy i życzymy dobrej zabawy :)

  55. ŻYCZĘ Panu Danielowi i Blogowiczom przyjaznych dni świątecznych , szczególnie tym, którzy podobnie jak ja goszczą bliskich stale przebywających z dala od Europy.

  56. Kościół jest dzisiaj jedną z wielu organizacji, ciałem całkowicie świeckim, bo i (szczera) wiara w jakiegokolwiek boga wymaga dziś niezwykłego uwstecznienia rozumu. I nie pomaga na to fundowanie wydziałów teologicznych na uniwersytetach. Stąd kłopoty Kościoła to kłopoty jednej z wielu organizacji społecznych, co z tego że ponadnarodowych. Jego autorytet jest autorytetem całkowicie ludzkim i zależy od aktualnego przywódcy, jego osobowości. Zauważmy – większy autorytet wśród Polaków ma dziś np. dalajlama niż papież. Summa sumarum: nikt poważny nie wierzy dziś w Stwórcę Wszystkiego który wydaje na śmierć włąsnego syna, a więc Kościół wart jest tyle ile sam tej wartości, jako ludzka organizacja, posiada.

  57. Gospodarzowi naszemu i wszystkim piszącym na jego blogu oraz czytającym tylko nasze wpisy – życzę szczęsliwych, pogodnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia.
    Lex

  58. Wiele radości, serdeczności, ciepła we wszelkich jego postaciach, wspaniałych wrażeń smakowych, pięknego tła muzycznego do tych wszystkich zaszłości, jednym słowem WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

  59. wesolych swiat gospodarzowi i blogowiczom. lizakowi rowniez :)

  60. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    a.barbarus

    Domyslam sie, ze spora czesc bywalcow na bolgowisku mysli podobnie, ale dla swietego spokoju napisz prosze list do Adasi Michnika i zapytaj dlaczego w Australii chodzi w tzw „stroju ludowo-narodowym” inaczej mowiac w „kapelusiku sombrero” a w Polsce nie. Czy AM sie czegos wstydzi? Albo dlaczego w oficjalnej rezydencji polskiego Prezydenta urzadzana okresowo jest „kregielnia” czy cos w tym rodzaju. Zaznaczam, ze nie jestem przeciwnikiem sportu. Jak to wyjasnisz to porozmawiamy o dziwnych zjawiskach wystepujacych w naturze – ok?

  61. Powtórzę za jackiem kaczmarskim
    ,,Bóg inaczej spogląda na tych którzy maja,,

    Spokojnych i zdrowych
    Świąt Bożego Narodzenia
    oraz wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!!
    Gospodarzowi oraz wszystkim jego gościom
    Życzy joanna Małoszczyk

  62. Gospodarzowi i wszystkim blogowiczon bez wyjątku wszystkiego, co najlepsze na Święta, zdrowia i pogody ducha jak najwięcej w czas Świąt i w całym Nowym Roku, miłych chwilmz rodziną i ani jednej myśli o polityce. WESOŁYCH ŚWIĄT.

  63. Do toczącej się tu dyskusji doskonale pasuje, wcześniej już tu podany, link – głos prof. Hartmana: http://www.liberte.pl/spoeczestwo/161-moj-dziwny-kraj-i-jego-dziwna-religia.html
    Pozdrawiam gospodarza i wszystkich tu obecnych z najlepszymi światecznymi i noworocznycmi życzeniami.

  64. Gospodarzowi i calej Redakcji oraz Czytelnikom
    „Polityki” skladam zyczenia Radosnych Swiat Bozego Narodzenia oraz Zdrowego, Szczesliwego i Spokojnego Nowego Roku 2009 !

  65. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę sobie wszystkiego dobrego.

  66. Spokojnych, przyjemnych, serdecznych, rodzinnych ŚBN dla Gospodarza, blogowiczów i czytających wędrowców.
    PS. Koniec Grudnia to także okres refleksji, podsumowań. Ostatnio krążą w mediach wyniki badań przeprowadzone na zlecenie Katolickiej Federacji Biblijnej. Problem jest poważny, ponieważ badania zostały przeprowadzone wśród dorosłej ludności 9-ciu krajów, chyba mocarstw, a nstp., wyniki te zostały przekazane w odpowiednie miejsce. Zasadniczo zadano tylko jedno pytanie: „ Ile % obywateli danego kraju przeczytało przynajmniej jeden fragment Biblii w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy”, wyniki są interesujące. Najwięcej przeczytało obywateli USA i jest to wynik 75%, pozycję drugą zajęli Polacy z 38%, a outsiderzy odpowiednio z % to: Włosi 27%, Francuzi 21%, a na końcu Hiszpanie z 20%. Polacy i ich marzenia to interesujący temat w porównaniu do globalnej recesji. Wszystkim mocarstwom PKB spada, a Polsce rośnie, może to „niewidzialna ręka” efektywnego wykorzystania największej puli środków finansowych z UE do 2013 spośród 27 krajów lub miękkiego lądowania, albo cuda. Może 2009 rok będzie dla Polski przełomowym, ale pod warunkiem budowania konsolidacji i współpracy.

  67. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    a.barbarus

    Widocznie w ten sposob pokazac chcial do czego zdolni sa barbarzyncy w momecie kiedy maja w reku ster wladzy. Wiadomym jest tez, z nauk i wiedzy o kryminalistyce, ze zbrodniarzy cos tajemniczego na miejsce zbrodni ciagnie, to tak juz jest.

    Post Christum.
    Jako czlowiek prosty i z gruntu pogodny, zycze wszystkim chrzescijanom dobrej woli wszystkiego najlepszego z okazji kolejnej rocznicy urodzin Jezusa z Nazarem, urodzin ktore niestety nie wszystkich uszczesliwily, wrecz przeciwnie, nosza z soba siare, zolc i inne materialy toksyczne do dzisiaj. Wiela szkoda – prawda? Witam szczegolnie serdecznie blogowicza Bobole 22.12., godz. 21:57, skladam jednoczesnie gratulacje – lamiac sie wirtualnym oplatkiem – za bardzo rzeczowo-ciekawe-analizy-ekonomiczne dotyczace kryzysu nie tylko ekonomicznego.

  68. Dla Pana , Rodziny, Przyjaciół i wszystkich Blogowiczów życzenia spokojnych świąt i pomyślności w Nowym Roku

  69. Panu Redaktorowi i blogowiczom- Wesołych Świat!!!!

  70. Panie Redaktorze,

    Wszystkiego najlepszego z okazji Swiąt, dużo zdrowia, radości i szczęścia życzę Panu i bywalcom Pańskiego blogu. :smile:

  71. A prawdziwa lewica mówi głosem Józefa Oleksego tak ( całość w wywiadzie dla Dziennika )http://www.dziennik.pl/opinie/article287772/Oleksy_Wachowski_grzal_whisky_z_cola.html

    „Mamy wrażenie, że prezydentura Kaczyńskiego nie jest taka zła, tylko źle się ją sprzedaje.
    Kwaśniewski mógł liczyć na przychylność mediów, o której Kaczyński nie ma co marzyć. Media są obecnemu prezydentowi doktrynalnie nieżyczliwe, depczą go za każdą pomyłkę i każdy lapsus, gdy innym takie rzeczy uchodzą płazem.

    Prezydent nie zasłużył na takie traktowanie?
    Nie zrobił niczego, co byłoby naruszeniem fundamentalnych reguł. Nie zasługuje na taką nienawiść. To poważny problem, bo mamy właśnie do czynienia z procesem dezawuowania jednej części władzy wykonawczej, czyli prezydenta, i dowartościowywania ponad miarę drugiej części władzy wykonawczej, czyli rządu. A rząd wcale nie jest taki sprawny. To bardzo niebezpieczne zjawisko dla demokracji. Jest bardzo dużo zwykłej nieżyczliwości w stosunku do Kaczyńskiego. To nie chodzi o barwy partyjne, ale o zasady na dłuższą metę.

    Co pan ma na myśli?
    Dokopywanie Kaczyńskim stało się bardzo modne i politycznie poprawne. Antypisizm urósł do rangi ideologii. Celem polityki nie może być wdeptywanie w ziemię prezydenta i największej partii opozycyjnej, choćby było ku temu wiele powodów. Tymczasem w niektórych kręgach coraz bardziej popularna jest teza, że walka z PiS wszystkimi metodami jest usprawiedliwiona. Bo samo istnienie braci Kaczyńskich to tragedia dla kraju. To jakiś absurd. Mam świadomość błędów i potknięć tej prezydentury. Chciałbym, żeby wiele rzeczy wyglądało inaczej. Nie podzielam wielu poglądów PiS i prezydenta. Ale uważam, że są granice szydzenia z głowy państwa i przyzwyczajania obywateli do rzekomo uprawnionej pogardliwości.

    Głupio panu, jak pan słyszy, że Kaczyńskiego nie wpuszczą na jakiś szczyt. Że brakuje dla niego identyfikatora albo krzesła przy stole?
    Raczej jest mi wstyd. Dziennikarze, którzy całymi dniami wałkują takie sensacje, uwłaczają swojemu zawodowi.

    To znaczy, że Lech Kaczyński nie popełnia żadnych błędów? Nie idzie mu tylko dlatego, że media i elity go nie lubią?
    Oczywiście, że popełnia błędy. Na przykład Kwaśniewski miał dobrą cechę. Ciągle z kimś się spotykał: a to artysta, a to naukowiec. Tym ujmował ludzi. Podobało im się, że „prezydent ich zaprasza”. Szkoda, że Kaczyński tego nie robi, a może i robi, ale nikt o tym nie słyszy. Powinien wciągać w swoją orbitę ludzi spoza polityki. Bardzo szkodzi wizerunkowi prezydenta całkowite utożsamianie go z PiS i bratem Jarosławem. Rzecz nie w tym, żeby wyrzekał się brata i poglądów, ale musi umieć oddzielić funkcję głowy państwa od związków rodzinnych.

    Szansą dla Kaczyńskiego może być kryzys gospodarczy, który będzie ciągnął Tuska w dół. Prezydent trafnie przewidywał na jesieni, że możemy się znaleźć w trudnej sytuacji. Zebrał za to potworne cięgi. Krytykowano go, że uprawia czarnowidztwo, że przyciąga nieszczęście.
    To dobry przykład. Tusk i jego ludzie gorliwie uspokajali: „Nic się nie martwcie, nie ma żadnego kryzysu, wszystko jest pod kontrolą. Polski to nie dotyczy”. Dziś prezydent powinien wyjść i powiedzieć twardo: „Opinie rządu, które były totalnie uspokajające, okazały się błędne. Moim zdaniem należy zrobić następujące rzeczy… Moją opinię podzielają tak znani eksperci jak… Tymczasem rząd jest niefrasobliwy, nie ma żadnego programu, budownictwo jest w tragicznej sytuacji, istnieje groźba wzrostu bezrobocia, propozycji dla wracających z zagranicy nie ma”. Prezydent miałby pełne prawo tupnąć nogą. Brakuje mu tylko tych ekspertów i dobrego przemówienia.

  72. Moim zdaniem Kościół działa wtedy dobrze gdy nie wszystko mu wolno
    wtedy naprawdę zajmuje się nauczaniem swoich wiernych. pamiętam
    okres zaraz po wojnie co to były za nabożeństwa co to była za nauka
    naprawdę chciało się iść do kościoła, ale z roku na rok kościół dostawał
    co raz więcej niezależności miał coraz mniej czasu na naukę wiary bo
    musiał walczyć z kierowniczą rolą partii i kiedy już zwyciężył i w jakiejś
    mierze pełni kierowniczą rolę w Państwie musi zajmować się sobą choćby
    odbieraniem majątku i wierni widzą że to nie oni są najważniejsi w kościele dla tego coraz mniej ludzi chodzi do kościoła. Myślę tak że jeśli Hierarchowie
    nie zmienią swego postępowania to dzisiejsi szóstoklasiści jak dorosną to
    przestaną całkowicie chodzić do kościoła. Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt i Nowego Roku.

  73. Wierzącym i niewierzącym, partyjnym i bezpartyjnym, biednym i bogatym, poniżonym i wyniesionym wpisując się w obowiązującą konwencję czynienia dobra przesyłam prośbę o chwilę refleksji nad sobą.
    Niechaj to święto symbolicznego narodzenia przyczyni się do uwolnienia, wielu z nas, od trywialnego hedonizmu kiedy bardzo wielu cierpi choroby ból, głód i pragnienie.
    A jest już nas bez mała 7 miliardów.
    Sytych, szczęśliwych i pełnych nadziei jest zaledwie niewielka cząstka z tej ogromnej liczby.
    Nie chodzi o to by wraz z nimi przechodzić gehennę nędzy życia nie z ich winy.
    Niemniej zastanowić się również wypada nad sensem życia sybaryty.
    Tworzenie obiektywnych warunków rozwoju żywiołowego i często brutalnie zwierzęcego kapitalizmu nie sprzyja idei wdrażania chrześcijaństwa, czynienia pokoju i miłości bliźniego.
    O tych wartościach musimy myśleć i mówić w znacznie szerszym aspekcie, aniżeli tylko nauka jednej religii.
    W tym znaczeniu wszystkie wyznania i religie winny się jednoczyć wobec wartości uniwersalnych zabezpieczających prawa człowieka.
    Każdego człowieka, a nie tylko tego namaszczonego faktem posiadania kapitału, przynależnego często nie wskutek osobistego wysiłku i godziwych poczynań.
    Człowiek, to brzmi dumnie i pięknie.
    Zatem stwarzanie człowiekowi godziwych warunków życia i rozwoju winno obligować wszystkich decydentów do tworzenia autentycznie demokratycznych przesłanek określających jakość ludzkiej egzystencji.
    Bowiem to warunki życia materialnego określają możliwości kształtowania pełnej palety bogactwa duchowego i moralnego.
    Życie nędzne materialnie jest moralnie skarlałe, co nie oznacza, że życie w luksusie musi być przejawem niebiańskiej doskonałości.
    Wypatrując owej gwiazdki na niebie poszukajmy jasności w sobie, która nas uszlachetni, wskaże właściwą drogę i pozwoli swoim ciepłem ogrzać innych, spragnionych i oczekujących tego ludzkiego ciepła będącego najlepszym gestem ludzkiego serca.
    Miej serce i patrzaj w serce.
    Tyle jesteś wart, na ile jesteś pomocny innym.
    Do ludzi dobrej woli chciałoby się powiedzieć promieniujcie swym humanitaryzmem nadal.
    Tym, którzy dezintegrują i odstają w dziele tworzenia ludzkiej koegzystencji, pomóżmy.
    Łącząc się przy wspólnym stole zapalmy świecę nadziei, by płomień jej łączył nasze piękne wspomnienia z godnymi oczekiwaniami.
    A lata nastają trudne, nie z naszej woli i winy.
    Zatem o solidarność wołajmy wielkim głosem, wśród nocnej ciszy.

  74. Zdrowych i pogodnych świąt. Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku dla Pana i wszystkich Blogowiczów. Serdecznie pozdrawiam manna.

  75. No cóż, Michnik zwrócił uwagę, że Watykan nie nazwał cywilizacją śmierci ani komunistycznej Rosji ani nazistowskich Niemiec. Zarezerwował ten „zaczytny” tytuł dla państw liberalnych…
    Wesołych Świąt, Panie Redaktorze!

  76. Okey popieram Pańskie poglądy aczkolwiek jestem zdania że musimy przeczekać Kaczynśkość a prawda sama się wyzwoli……

  77. Lizak,

    Pięknie napisane! Widać i czuć serce. A nawet prawie ze i dosłyszeć je mozna. Jeśli jeszcze potrafisz wejrzeć w serce czyjeś, będę na ciebie głosować!

    Muszę jednak, nieśmiało, zadać jedno pytanie: a o którą solidarność mamy wołać? Bo tę światu z Polski znaną tak żeś zeszpecił swoimi wywodami, że o nią akurat wołać będzie bardzo trudno!

    I ja dla wszystkich bez wyjątku życzę Wesołych Swiąt. Również dla hedonistów i sabarytów, cokolwiek by oni sobą reprezentowali.

  78. Na kolana niewdzięczni Judasze i módlcie się za burżuazyjną władzę, którą wam KK w krwi i pocie czoła wywalczył,powiada wam Lizak.
    Zamiast myśleć o podwyżkach, strajkach, głodnych dzieciach i bessach, módlcie się za tych,którzy te nieszczęścia sprowadzili na was.
    A i o czerwonych kapturkach nie zapomnijcie w zapamiętaniu waszym.
    Módlcie się jednako intensywnie za przyjacioły i wrogi swoje, bowiem who is who zadecyduje Pan Najjaśniejszy,a nie wy czerwone i niedomyte ćwoki bolszewickie.Pan z wami.

    „By miłość Boga płynąca ze żłóbka betlejemskiego zagościła w naszych domach, sercach, zakładach pracy, a także u osób sprawujących władzę – życzył w orędziu do Polaków na Boże Narodzenie i Nowy Rok prymas Polski, kardynał Józef Glemp. – Za mało modlimy się za osoby sprawujące władzę – apelował do wiernych.”

  79. Witam Pana, Panie Danielu.

    Zgadzam się ze stwierdzeniem ze stwierdzeniem Diaza Pereza. Otóż, jeśli chodzi o polskie społeczeństwo, to uważam, że chrześcijańskiej jest oparty na trzech podstawowych filarach : bezmyślnej ortodoksji, powierzchownej wierze i tradycji. Ci pierwsi do których można zaliczyć tzw „moherowe berety” oraz tych zaślepionych w Kościół Katolicki, przyjmują wszelkie wystąpienia z ambon jako jedyną prawdę objawioną, bez konieczności myślenia co do przekazywanych treści. Ci drudzy to przeważnie ludzie, którzy zostali chrześcijanami obrządku katolickiego poza swoja wolą, bo chrzest ich został dokonany bez ich własnej woli ( po urodzeniu). Zatem jeśliby zapytać ich o szczegóły Pism Świętych, nikt nie byłby w stanie nawet omawiać swoimi słowami ( nie mówiąc o cytatach ze wskazaniem miejsc tych cytatów). Ostatnia grupa to ludzie, którzy nie koniecznie uczęszczają na msze do kościoła, być może wewnątrz siebie sa krytyczni ale nie śmią obchodzić świąt katolickich z uwagi, że ich ojcowie, dziadkowie i wszyscy inni to czynili lub czynią. Zatem, jakie społeczeństwo takie władze, które po prostu boi się Kościoła katolickiego, w szczególności jego hierarchów. Taki stan rzeczy pcha nas ku mrocznej rzeczywistości, albowiem powszechnie uznaje się, że z Bogiem jedynie można obcować w świątyniach, i nikomu do głowy nie przychodzi, że Bóg może być wszędzie. Taki system wiary powoduje, że spowiedź oczyszcza a zaraz potem można grzeszyć w nieskończoność, bo właśnie w wyniku spowiedzi nikczemne czyny zostaną anulowane, co znaczy, że wierzący katolicy po prostu nie znają pism świętych a tym samym nie znają istoty spowiedzi. I tak jest na każdym kroku. Kościół Katolicki tym czasem, nie bacząc o swój wizerunek toleruje amoralność swoich hierarchów, bo ciemny i głupi naród i tak im będzie wierzyć.

  80. Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów w życiu osobistym i wspaniałych blogów w 2009 roku. Ostatni blog wspaniały i takich więcej.

  81. Panie Danielu życzę spokojnych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
    Artykuł przedstawia rzeczywistość Polski, którą może da się zmienić.
    Pozdrawiam
    ELA

  82. Wszystkiego najlepszego na Swieta i po.
    Panski glos w sprawie Polski jest niezwykle wazny i potrzebny.
    Bernard

  83. pogodnych i pelnych refleksji swiat rzycze szanownemu redaktorowi i jego wiernym owieczkom

    zappatist

  84. pogodnych i pelnych refleksji swiat zycze szanownemu redaktorowi i jego wiernym owieczkom

    zappatist

  85. Szestow:
    Jaki Prezydent PiS jest, każdy widzi……..
    Teza o jego mądrości jest nie do obrony………

    W porównaniu z kim jest politykiem wiarygodnym, mężem stanu?
    Znajdź proszę punkt odniesienia..

    Wesołych, sytych i szczęśliwych świąt!!!!!!!

  86. Religia jest zmienna w czasie.
    Kto pamięta o wyznawcach Zeusa, Amona, Baala?
    Jaką religię będą wyznawać ludzie za 500 lat?
    Ekologia? Matka Ziemia? Konsumpcja?
    Nic nie jest wieczne, poza kapłaństwem, złodziejstwem i cudzołożeniem…….

    Jacy kapłani będą odcinać kupony od przyszłej wiary?
    Jaki dochód przyniesie strzyżenie przyszłych owieczek?
    Tego nie wie nikt………

    Jako zatwardziały agnostyk pozdrawiam wszystkich i życzę racjonalizmu.

  87. A tymczasem dla Prokuratorów, dla Ćwiąkalskiego i Schetyny…bo bez jego wiedzy nic się nie dzieje prezent od J&S za umorzenie kary…przedświąteczny…żeby nikt się nie połapał i nikt nie komentował…

    http://www.rp.pl/artykul/238873.html

  88. księża też ludzie, a bracia starsi w wierze niech zajmą się własnymi problemami.

  89. To smutne ze w PRL-u walka odbywala sie miedzy czerwonym i czarnym eliminujac wszelkie inne kolory (lub przynajmniej sie o to starajac). Kosciol bez grzechu vide Diabla by nie instnial tak samo jak czerwoni nie istnieli by bez robotnikow i chlopow. Zalozenia tych dwoch nurtow ludzkiego myslenia sa tak podobne do siebie, ze wcale sie nie nie dziwilem, ze az tak zajadle ze soba walczyly. Oba nurty deklaruja pomoc najbiedniejszym a z ta pomoca nie majac nic wspolnego. Chodzi tylko o gre pozorow i dobrych pozorow jak w polityce albo Wall Street. To smutne , ze czlowiek w swym ograniczeniu um yslowym stworzyl Boga i Komunizm. Jedno i drugie nie jest warte zdmuchniecia swieczki. Wesolych Swiat Chanuka!

  90. Czytam „Doktrynę szoku” Naomi Klein. Panie Redaktorze, był Pan w Chile, czy może Pan się odnieść do książki, jeśli ją Pan zna?

  91. Z OKAZJI NADCHODZĄCEGO NOWEGO 2009 ROKU, JESZCZE DŁUGICH LAT ŻYCIA W ZDROWIU I W SZCZĘŚCIU, ŻYCZY STAŁY, WIERNY CZYTELNIK

  92. Olek51. Drogi Olku51, jeżeli 51 to Twój rocznik urodzenia (tak sądzę), to jestem od Ciebie niewiele starszy. Zawsze czytam Cię skrzętnie. Ostatnio na blogu P. Gadzinowskiego. Ponieważ tam już nie chcę się wpisywać (wygłupiać!), odniosę się do tamtego wpisu tutaj, bo tutaj czytuję Ciebie najczęściej. Zgadam się z Tobą, że młode „lwy lewicy” okazały się kociętami, które na dodatek są na poziomie dziecinnych igraszek w stylu „koci boks”. Ze Szmajdzińskim kiedyś osobiście rozmawiałem. Odnoszę wrażenie, że teraz jest to zmęczony bohater, zużyty w walkach i bez wiary w powodzenie nowych poczynań. Podziwiam Ciebie za erudycję i wierność idei. Ale tak naprawdę kogo jeszcze obok Szmajdzińskiego widzisz jako ratunek dla lewicy. Sprawa jest pilna i ważna. Mamy kryzys gospodarczy. Tak mówią media i nasz Rząd ukochany. Sytuacja jednak jestgroźniejsza, bo jest to globalny kryzys neoliberalizmu, ideologii, którą nadal realizują nasze władze i nasza prawica (cała). Toż to prowadzi nas do KATASTROFY. Nie widzę na lewo nikogo, kto jak Gordon Brown mógłby ująć ster i skierować nawę naszego Państwa i gospodarki w LEWO. Odpowiedz mi proszę. Będę tutaj zaglądać czekając na Twoją odpowiedź.

  93. Teresa Stachurska,

    niech sie Pani nie przyznaje do tego, ze czyta Pani TAAAAAKIE ksiazki. Tutaj to nie uchodzi…. Przeciez NK to…

    Pozdrawiam

  94. Do Adams

    Piszesz jak antysemita.
    Nie lubie tego.

    P.S.
    Duchowni to ludzie?
    To sprzedawcy biletow do nieba.

    Slawomirski

  95. Jacobsky, to się przyznam jeszcze, że jestem w strachu, chociaż dopiero 110 stron przeczytałam. Tym bardziej, że nie widzę grosza refleksji u naszych neoliberałów!

  96. A to Polska właśnie, pieniędzy w bród – http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6100829,Bialystok_ma_logo_jak_nowojorscy_homoseksualisci.html , a potrzeby niewielkie, ledwie kosmetyczne.

  97. Wodniku53

    Szanuję twoje opinie, ale wydaje mi się, że tym razem uprościłeś nieco problem. Oczywiście muszę się z Tobą zgodzić, że odwieczna relatywizacja dobra i zła jest faktem – jednak jest ona czyniona przez ludzi i nie ma wpływu na samo niezmienne, obiektywne dobro, czy na obiektywne zło. Jak słusznie zauważasz, na przestrzeni wieków różne rzeczy nazywano dobrem, różne złem – Adam Michnik świetnie to pokazuje w swoim „Poszukiwaniu utraconego sensu”, opisując dla ilustracji zła tzw. IV RP i jej zakłamanych apologetów czasy Rewolucji Francuskiej, gdzie las szafotów zasilał strumieniem krwi uliczne rynsztoki, ponoć w imię dobra. Można też sięgnąć do sławnych szubrawców, do Hitlera, Lenina, do współczesnego nam Georgea W. Busha i s-ki, czy do globalnej finansjery – w opiniach reprezentujących ich sofistów będą to ludzie czyniący dobro, jednak obiektywnie zawsze pozostaną kanaliami.

    Piszesz o zmianach w określaniu dobra i zła zachodzących w czasie i przestrzeni, o różnych definicjach tych pojęć przedstawianych przez filozofów, reprezentantów różnych religii – ale te zmieniające się definicje nie dotykają dobra i zła w czystej formie. Zauważ proszę, że każda księga objawiona określa jasno dobro oraz zło. Koran, Biblia (jej części, Pismo Święte), Bhagavat Gita z Mahabharaty, a nawet „święte księgi” nieposiadających żadnych wątpliwości w kwestii swej wiary fundamentalistów ateistycznych – wszystkie mówią to samo na temat dobra i zła. Inaczej niż liczni ich niedoskonali wyznawcy, pozwalający sobie na interpretację treści nie podlegających interpretacji, aby usprawiedliwić swój brak moralności, swoją małość, nikczemność, chciwość, rządzę władzy i swoje zakłamanie.

    Czy Bóg i Szatan są konstrukcjami abstrakcyjnymi? Nie sądzę. Intuicyjnie czuję, że są bytami jak najbardziej realnymi, ale próbując czasem dociec ich natury, zawsze dochodzę do punktu Sokratesa.

    Nie mam wątpliwości, że na początku było słowo, a bez niego nic nie było. Ktoś musiał słowo stworzyć. Ktoś sam niepotrzebujący słów, niepojęty naszymi ludzkimi kryteriami.

    Pozdrawiam

  98. Janusz,

    to, ze „czujesz intuicyjnie”, jak i fakt, ze „nie masz watpliwosci” maja prawdopodobnie niewielkie znaczenie dla wartosci dyskusji.

  99. Przedwczoraj w restauracji przysiadlem sie do stolika znajomych,przedstawiono mi koreanskiego pastora z kosciola luteranskiego.Prosil o wspolna modlitwe.modlilismy sie wspolnie.
    Na nastepny dzien spotkalismy na wspolnej kolacji,siedzac na podlodze pastor opowiedzial mi jak zostal chrzescijaninem.
    W wieku 32 lat przeszedl na chrzescijanstwo,jak to sie stalo to trudne to uwierzenia,wiec nie bede o tym pisal.Dzisiaj cala jego rodzina lacznie z rodzicami sa chrzescijanami a pastor najwieksza msze jaka odprawil-uczestniczylo w niej piec tysiecy wiernych.
    Azja,Afryka,Rosja,Ameryka poludniowa, to przyszlosc chrzescijanstwa,Ameryka czeka na przebudzenie,Europa jest martwa.
    Cywilizacja zachodnia przezywa kryzys ,gdzie materializm mial zajac miejsce przynalezne duchowi.Po dzisiejszym kryzysie gospodarczym,widac ze to sie sprawdza.

  100. Do
    Lizak pisze:

    2008-12-25 o godz. 09:05
    Szanowny Panie Lizak,
    w tej domenie Bog nie pomoze, obecnie nalezy zajac sie lektura Marksa i innych specjalistow od kryzysow.
    Z powazaniem.
    MA

  101. Do
    Lizak pisze:

    2008-12-24 o godz. 15:09
    Tak dlugo jak mozliwe zachowanie jest tzw. pokoju spolecznego w tzw. krajach „bogatych” (mozliwe przy proporcjach; 2/3 syto-samozadowolone kosztem 1/3 spoleczenstwa), pozostana Pana zyczenia poboznymi. Tym prostym rachunkiem posluguja sie politycy i tzw. donatorzy.
    Z powazaniem.
    MA

  102. W spoleczenstwach Zachodu nie ma cenzury, istnieje więc swobodna wymiana idei i pogladow. Dogmaty religijne są czesto nie do pogodzenia z teoriami naukowymi i to jest główny powod kryzysu wiary. Są oczywiscie i inne powody jak np. demoralizacja części kleru i społeczeństwa, chciwość i obłuda elit politycznych.
    Jest prawdą, ze w Polsce Kościół integrował narod do walki z komunizmem i mial w tym okresie wielki autorytet. Obecnie nie ma juz z kim walczyc, chyba że z jakims mitycznym szatańskim ” ukladem”?
    Oslabienie Kościoła jest zagrożeniem dla zachodniej cywilizacji – juz obecnie kościoły chrześcijanskie w Europie są zastępoiwane przez muzulmańskie meczety. Sytuacja obecna jest podobna do tej z schyłkowego okresu Cesarstwa Rzymskiego, ktore zostalo zniszczone przez barbarzyńcow lekkomyslnie wpuszczonych na jego terytorium.

  103. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Ostatnio wiele sie mowi o kryzysie, o ktorym Andrzej Altenberger (Bobola) mowi od lat, szkoda ze mowil do sciany. Przed paru dniami Norbert Walter (Deutsche Bank) w wywiadzie dla TV dal do zrozumienia (miedzy wierszani), ze system finansowy w ktory jestesmy wmontowani jest do tego stopnia zdegenerowany, ze wlasciwie trudno mowic o systemie finansowym sensu stricto. Wydaje sie, ze chcial powiedziec, to jest instrument na zasadzie piramidy a la Berni Madoff rozgrywany li tylko w innej wadze bokserskiej. Madoff boksowal w piorkowej. Ciekawe czy p. L. Balcerowicz o tym wiedzial jako wytrawny bankowiec, czy raczej pali glupa? Tschubajs mimo powaznych naciskow w Rosji nie zafunkcjonowal?

    Post Christum.
    Na blogach internetowych w USA i nie tylko mozna znalezc bardzo niemile okrzyki, ktore z czasow zaprzeszlych slyszalem z tasm celulojdowych.

  104. Jacobsky,

    Użyłem tych sformułowań własnie dlatego, że w mojej opinii mają one istotne znaczenie dla przedmiotu dyskusji.

  105. PETRASZKI:

    Wolska to kraj bohaterów
    Którzy gardzą byle strachem
    Pierwszym pośród nich jest Giertych
    Całą wyrżnął sam watahę

    Równie dzielny jak Koń Lis jest
    W mordę lać chce dziennikarzy
    Wygląd ma cokolwiek miętki…
    Ale fajnie jest pomarzyć

    Jarek wygrał znów w rankingu
    A więc gratulacje szczere
    Ustalono, że kaczorek
    „Najnudniejszym był premierem”

    Za mą kasę Lech – cham znany
    Ma znów robić swą kampanię
    Ciekaw jestem, ile jeszcze
    Ta kanalia zasad nagnie

    To a’propos tego wyżej
    Facet o IQ robaka
    Chce inteligencję wabić
    Jest przeszkoda. Pewna. Sraka

    Czy „kruk” to jest może „mamrot”
    Jeśli tak, to gratuluję
    Chce Palikot trzy obalić
    Zanim na noc kapcie zzuje

    Kroi w PiS się bunt „aktorów”
    Bo chcą wrócić na ekrany
    TVN się cieszy. Jarek
    Może być wnet zadziobany

    Anglia chce, by Sikorskiego
    Sam Mikołaj przyniósł w worze
    I uczynił szefem NATO…..
    A ból wora? O mój boże

    Gryzie znowu Żyd Araba
    Arab dłużny nie zostaje
    Będzie strasznie, bo na Gazie
    Rzuca bombką się, nie jajem

    Zamknąć Lecha Kaczyńskiego
    Niech gnom już nie agituje
    Trzy posiłki, wiadro wina
    To mu naród zafunduje

    REKLAMA

    Jeśli chcesz grać świetnie w nogę
    Albo golfa, czy tenisa
    Musisz naszą brzytwę kupić
    Lecz uważaj gdy ci zwisa

  106. Do Janusz

    „Ktos musial slowo stworzyc”

    Artystyczne dusze tak to widza jak ty to widzisz.
    Naukowe dusze widza to natomiast innaczej i poszukuja gradientu protonowego na Marsie. Nasz biologiczny poczatek to membrana i protonowy gradient. Nasze cialo jest zbudowane z komorek bakteryjnych.
    Slowo powstalo bez niczyjej pomocy Januszu. Nikt nam nie pomaga ani nikt nam nie szkodzi.

    Slawomirski

  107. Do Alex

    Chrzescijanstwo to taka sama choroba psychiczna jak judaizm czy inne religie.

    Slawomirski

  108. Do Feliks Stychowski

    Podzielam pana obawy.
    Czy to co widzimy to czubek gory lodowej?

    Slawomirski

  109. Pewien narod wybrany, choc w tym nie jedyny
    chelpiac sie swa wiara naduzywal sliny
    Powstawal z tego widok dosc oblesny raczej
    Lecz wybrancy wierzyli ze jest inaczej
    i coraz bardziej naduzywali tej wydzieliny!

  110. Polecam Państwu – http://janiszewska.blog.onet.pl/ .

  111. @Teresa Stachurska poleca, ale nie tłumaczy, kto sponsorował tę konferencję i dlaczego jako symbole zła w branży marketów wybrano Walmart i Lidla…Przypomina to bezstronnośc komisji Palikota Przyjazne państwo. Polecając ten artykuł, w wielu miejscach mijający się z prawdą występuje Pani świadomie lub nieświadomie w kampanii czarnego piaru. tego Pani chce? A w czym Carrefour, Real czy Tesco są lepsze od Lidla czy Walmartu?

  112. Janusz,

    osobiscie watpie, ze ma znaczenie. Ja dla przykladu, po kilku dniach „swiatecznej” wyzerki czuje intuicyjnie, ze pekne. Fakt ten nie oznacza jednak, ze pekne naprawde, bo abym pekl fizycznie potrzeba czegos innego niz przezarcia, zwlaszcza ze nie mam problemow z ewakuacja. Co do tego ostatniego nie mam zadnych watpliwosci.

    Innymi slowy narzucanie innym swoich przeczuc intuicyjnych oraz braku watpliwosci co do…, a takze budowanie na tych dwoch podstawach wywodu o dalekosieznym i uniwersalnym znaczeniu (dobro, zlo, „ktos, kto to napisal…”) wpisuje sie doskonale w problematyke wspolczesnego swiata znana pod haslami typu „dogmatyzm”, „fundamentalizm” itp.

    Chyba lepiej, zdrowiej i bezpieczniej jest miec watpliwosci (do czego zapraszaja filozofowie, ale nie przywodcy religijni) oraz kierowac sie intuicja tylko i wylacznie w sprawach damsko-meskich lub mowiac ogolniej: w sprawach sercowych. Albo stawiajac w totka.

    No a juz zdecydowanie lepiej jest zrewidowac swoj poglad na jedzenie oraz… na otaczajaca nas rzeczywistosc. W obydwu przypadkach wyjdzie nam to na zdrowie, z tym ze nie narzucajac naszych przekonan intuicyjnych i subiektywnych pewnosci co do tego, czego i tak nie jestesmy w stanie sprawdzic TERAZ, przyczynamy sie do uzdrowienia czegos wiecej niz wlasny uklad krazenia, poziom cholesterolu czy nadcisnienie.

    Pozdrawiam

  113. Slawomirski

    Szczęśliwe naukowe dusze, wiedzą swoje, gradient z membraną z Marsa i pełna jasność w temacie.

    Jednak mnie, duszę artystyczną, nurtuje takie oto pytanie: czyż zanim powstał ów gradient (z membraną), nie musiało wpierw paść słowo: „niech się stanie gradient z membraną” ? (niech się stanie jego składnik, czy składnik składnika, z kolei jego składnik, itd.? Słowem, niech się stanie pierwsze COŚ z naszego świata, coś z czegoś dla nas niepojętego? OK, może to coś powstało z innych światów, wymiarów, z nieznanych nam energii, form materii – a skąd one się wzięły?

    Słyszałem, że energia dała początek ewolucji (pewnie wkrótce potem powstał gradient z membraną). A co dało początek energii? Chemia może? A tej chemii i jej składnikom i składnikom jej składników?

    Jeśli słowo nie było pierwsze, to skąd my mielibyśmy świadomość istnienia jakiejkolwiek rzeczy (nie wspominając już nawet o gradiencie z membraną)??

    Mam wrażenie, że prof. Jan Sztaudynger dotyka samego sedna naukowej wiedzy w swej fraszce pt. „Mędrzec”.

  114. Do
    Lizak pisze:

    2008-12-24 o godz. 15:09
    Zastanawiam sie dlaczego i gdzie nalezy wdrazac idee chrzescijanstwa. Zastanawiam sie jednoczesnie, gdzie i przez kogo sa dzisiaj tworzone obiektywne warunki do zywiolowego i czesto brutalnie zwierzecego kapitalizmu. Tutaj moze pomoc faktycznie li tylko sacrum.
    Z powazaniem.
    MA
    Tworzenie obiektywnych warunków rozwoju żywiołowego i często brutalnie zwierzęcego kapitalizmu nie sprzyja idei wdrażania chrześcijaństwa, czynienia pokoju i miłości bliźniego.

  115. Szestow, doczytałam się że organizatorem konferecji był Uniwesytet Gdański, zaś autorka miała na swój referat 15 minut. Nie widzę by pisała, że inne sieci są „lepsze”, a płaca minimalna jest ustalana z dala od sieci, wyraźnie ku pognębieniu pracowników. 3/4 etatu z 14-godzinnym dniem pracy robi wrażenie!

  116. Do
    Teresa Stachurska pisze:

    2008-12-28 o godz. 09:23

    Dziekuje za polecony artykul; zapomniala Pani jednak o podobnych artykulach z przed lat 35 we Francji i Niemczech. Jedyna szansa na zmniejszenie „manka” w tych koncernach jest reakcja konsumentek i konsumentow. Jedynym problemem jest jednak niechec konsumentek i konsumentow do organizowania sie i kupowania „drozej”. Niestety nie znam wiele konsumentek i wielu konsumentow chetnie kupujacych produkty zdrowe i drogie, chociaz innej drogi nie widze. Dobry towar, bo tani? Czy drogi, bo dobry?
    Z powazaniem.
    MA

  117. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Slawomirski – „Czy to co widzimy to czubek gory lodowej?”

    Dobrze by bylo, Szanowny Blogowiczu, gdyby to co widzimy bylo li tyko czubkiem gory lodowej. Wystarczyloby poczekac aby zostac dolarowym milionerem. Obawiam sie jednyk, ze to co widzimy jest / moze byc / przypudrowanym czubkiem dla zmylki, inaczej mowiac, czubkiem Krakatau’m. Bardzo rzeczowo, jako hobbysta zreszta, do sprawy podchodzi Bobola. Pan Andrzej Altenberger wielu zawodowym „bokserom” wielokrotnie wybil zeby ze szczeny paplajacej bzdury, operujac li tylko faktami, ktore wielokrotnie podparl wysublimowanym humorem. To lubie – miazdzaca wiedza + wdziek & bezwzgledna dosadnosc slowa.

    Przy okazji;
    Diennikarzy ktorzy w mediach ( np TV ) podpierali koniecznosc wejscia do Iraku w okienku juz nie widac – kamfora? Widocznie dostali intratne posady w prezecie tzw wykladowcow na uniwerstetach w USA – forna spluwaczki z Rio Brawo (scena 1-a ) jalmuzny na odczep sie panie za uslugi dokonane. Olek z luboscia lape tam wklada (?), nazywajac to z zona wyroznieniem. Ja ich rozumiem. Won!

    Trudno przekonac jest myslacego czlowieka do intelektu Olka i jemu podobnym – prawda? W zasadzie bez znaczenia. Niepokojacym jest jednak fakt, iz wielu bywalcow blogowiska DP (Szanownego Gospodarza nie wykluczajac) wychodzi-li z zalozenia iz Olek byl/jest(?) najwiekszym „Mezem Stanu”. Cytatow przytaczal nie bede abys po „gwintoweke” nie siegal, Szanowny Blogowiczu – ta „roslinka” tak po prostu ma. To jest autentyczny czubek „gory lodowej” sensu stricto….

    Lizak w rozmowie z MA bedac przypartym do muru sugeruje aby reszte potraktowac tak aby mozna bylo ogarnac ja poprawnie koniecznym milczeniem – wycieki sa zle widziane.

    Ja go rozumiem – tylko jak to zrobic w momecie kiedy wlasnie o te przemilczana resztke prawdy, o ten ulanek X, jak to A. Falicz nazwal (jade ckm z rekawa ) „zacierana prawda lisin ogonem za wszelka cene i na wszelkie sposoby” wlasnie sie rozchodzi?… O nic innego!

    Post Christum.
    Nosily wilczki razy kilka …
    Nie, nie, tylko bez paniki. Nazwisk, stanowisk, dat przestepst dokonanych wymienial nie bede. Tylko spoko….., zrobi to historia bardziej dokladnie, historia ktora – niestety – w przeciwienstwie do przedstawianych „Faktow” XX w.” w TV pracuje na innych parametrach – prawda? I chwala jej za to, a nam za nie ulegnie serwowanej z kazdej strony, nazywan to; historyczna hibernacja.

  118. Polacy to lenie i lizodupki,
    w innych krajach europejskich juz dawno sobie poradzono z sukienkowymi. Tylko Polak sie ociaga i daje mamic, z lenistwa i z lizodupstwa.
    W Anglii w XVI wieku powiedziano pa pa Watykanowi. Niemcy mieli swojego Lutra, Czesi Husa, wszystkie koscioly skandynawskie sa upanstwowione. Wlosi oczywicie tkwia w tym systemie, bo „pecunia non olet”. Czerpia z tego procederu wielkie pieniadze, wiec niby dlaczego mieli odciac galaz na ktorej siedza. W Hiszpanii jeszcze niedawno kler+faszyzm to byla dobrana para, i dopiero od niedawna Hiszpania podnosi sie z kolan. A kiedy Polska ???
    Szkoda mi molodego pokolenia Polakow indoktrynowanego za panstwowe pieniadze, w panstwowych lokalach.

  119. Komuno wróć, jak widać najlepszy kurs wobec kościoła był za komuny i to tej wczesnej do 1956 roku, świat bez Kaczorów, bez neoliberałów, bez Rydzyka, za to nagłówek w gazecie „prymas aresztowany”, … kurczę rozmarzył się człowiek.

  120. Do Lecha (2008-12-26 o godz. 22:21):
    Drogi Lechu, jeżeli chodzi o program ekonomiczny dla lewicy to ciągle jest Grzegorz Kołodko i jest to facet na poziomie Gordona Browna albo i lepszy, zauważ co o nim pisał Joseph Stiglitz w „Globalizacji”. Problem w tym, że najpierw lewica, czyli dokładnie SLD, bo reszta się nie liczy musiałaby dojść do władzy, a z obecnym kierownictwem i mając przeciw sobie wszystkie media to naprawdę niemożliwe. Olejniczak dał się podpuścić mediom na bycie tym „lepszym milicjantem” w SLD, więc Napieralski ma dość ograniczone pole manewru i w dodatku opozycję wewnątrzpartyjną.Napieralskiego znam, więc nie będę o nim pisał, Szmajdzińskiego rozumiem, bo do ugrania ma niewiele, a zdrowo by się naszarpał. Dlatego nie dziwię się kolegom z SLD, którzy są mniej więcej w naszym wieku i szczytem marzeń jest dla nich spokojne bycie w Parlamencie Europejskim. A ponieważ za nimi jest dziura pokoleniowa, młodzi jeszcze niewiele umieją, więc czeka nas dobrych parę lat rządów prawicy, wraz z przynależną porcją indoktrynacji religijnej. Zresztą prawdziwą, republikańską prawicę jak we Francji dałoby się znieść, nasza jest zbyt gowinowata i śmierdzi kruchtą. Mimo wszystko szczęśliwego Nowego Roku, może będzie lepszy.

  121. Wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzącego 2009 Roku – dla Pana Redaktora i uczestnikow niniejszego Blogu !

    PS: Olku 51 – świetna ta Twoja analiza sytuacji na lewicy. Popieram ją w zupełności. Dodać trzeba tylko, iż społeczeństwo cywilizacyjnie i kulturowo „zacofane” (lub inaczej mówiąc – peryferyjne) nie może mieć ani światlej lewicy a tym bardziej – prawicy. Ograniczenia w „nadbudowie” (ale tej subiektywnej – czyli świadomosći indywidualnej). Pozostaje jedynie – edukacja durnie, edukacja……
    Pozdrawiam też „Lecha”. Najlepszego w Nowym Roku.
    WODNIK53

  122. „Od kiedy zabrakło diabła, Pan Bóg nie może się odnaleźć.”

    No właśnie, gdzie ten Bóg się ukrył jak pytał Nietsche i w końcu ogłosił, że Bóg umarł co skutkowało kilkoma wojnami.

    Zastanawia mnie obecnie ten szum medialny odnośnie poczęć „in vitro”. Sądziłem, że to znowu ciemnogród daje znać o sobie na Wiejskiej, ale kiedy przeczytałem trochę o metodzie :

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Zap%C5%82odnienie_In_Vitro

    naszły mnie wątpliwości. Oczywiście, nie ma większego szczęścia niż posiadanie swojego potomka, ale koszty … mogą być spore. Nie chodzi mi o ratowanie embrionów, ale o to że dzieci z probówki mogą mieć przykre choroby. Innymi słowy eksperymentowanie z embrionami nie zawsze musi dać dobry i pożądany efekt w postaci zdrowego dziecka. Ale może mnie ktoś przekona, że jest inaczej ?

  123. Olek51
    Wodnik53
    Obu wam dziękuję za odpowiedź i to tak życzliwą. Całkowicie się z oboma Panami zgadzam.
    Gospodarzowi i Wam Drogim Interlokutorom blogowym życę szczęśliwego Nowego 2009 roku. Pozostawajcie przde wszystkim zdrowi. – Lech

  124. Senior, o jakim zagrozeniu kosciola ty mowisz ? Kosciol nie ma nic do powiedzenia w krajach zachodnich. Ani chrzescijanski ani muzulmanski. Tylko w Polsce codziennie mozna uslyszec w glownych programach TV co biskup/papiez sadzi na temat X. Nawet w Turcji religia jest oddzielona od panstwa i nie ma nauki religii w szkolach ani religijnych ornamentow w budynkach szkolnych. Od tego sa meczety/koscioly. Zagrozeniem cywilizacji sa religie i religijni fundametalisci. Meczety na zachodzie buduje sie dla garstki starszawych emigrantow, aby nie popadli w jakies choroby psychiczne. Mlodziez traktuje to jak fajny relikt przeszlosci. Zreszta, wsrod emigrantow z krajow muzulmanskich wiele osob ma awersje do islamu i to oni sa w wiekszosci. Wiec nie siej propagandy zagrozenia, bo to rodzimi fundamentalisci niszcza mozgi mlodych Polakow.

  125. niewierzący lecz praktykujący:
    Prawde mowiac, wole kontrolowane zaplodnienie niz tzw naturalne zaplodnienie „po polsku” (czytaj po pijaku). W Polsce 50% to ciaza po wodce, stad tyle debili i ograniczonych umyslowo.
    Jesli chodzi o ewentualne choroby i statystyki ktore sa podane na Wiki to tutaj trzeba by zapytac jakiegos eksperta na ile te dane sa wiarygodne. Zreszta, w przypadku in vitro latwiej chyba kontrolowac DNA i wykluczyc zarodki z wadliwym DNA. Brzmi to moze brutalnie, ale przeciez nawet w metodach naturalnych (=akt malzenski) sa badania DNA i w przypadku np. ryzyka Downa jest mozliwosc usuniecia ciazy (mowie tu o krajach zachodnich , a nie ciemnogrodach).

  126. Ucieczka Lizaka od brzydkiej rzeczywistości do kolorowego świata iluzji

    Istnieją bardzo różne sposoby zabawy. Najsensowniej jest kiedy bawiąc się w piaskownicy mamy jednocześnie możliwość uczenia się. Nie wszystkie jednak dzieci wykorzystują tę oczywistość, co później odbija się poważnymi problemami w wieku dojrzałym. Całe szczęście, że w ostatnich latach wprowadzono w szkołach podstawowych nauczanie zintegrowane podczas, którego nasi milusińscy przyswajają sobie równocześnie zasady pisania, czytania, rachunków a w ich tle myślenia, logiki i dyscypliny pracy oraz tworzenia. Nie wszystkich jednak oświeciło to błogosławione nowatorstwo.

    Część z nas wychowała się w stalinowskich szkołach, gdzie wyrzucono ze szkół religię stanowiącą opium dla narodu, wyrugowano także rózgę tak gloryfikowaną w II RP, uczono dzieci na przykładach stosownych galeryjek związków z ludową władzą, która folwarcznej hołocie dała chleb, dach nad głową, pracę i perspektywy godnego oraz stabilnego życia. Nie wszystkim tak ślicznie się powiodło, bowiem dzieciom obszarników i fabrykantów odebrano piękne i francuskojęzyczne guwernantki, kolorowe kanikuły wakacyjne oraz beztroskie życie w przepychu z perspektywami na nierobów i pasożytów społecznych.To doprawdy niezwykle traumatyczne przeżycie kiedy dzieci pana hrabiego musiały się wspólnie bawić w piaskownicy, gdzie pieski sobie hasały, z progeniturą proletariacką.

    Ten uraz pozostał do dzisiaj niektórym królewiątkom odstawionym od dorodnego cyca Rzeczypospolitej. Dlatego Polska Ludowa była im nie w smak, gardzili nią i sabotowali ją. Tak rodziła się antykomunistyczna opozycja mająca za cel restytucję minionych i niesprawiedliwych stosunków społecznych. Bo dla niej sprawiedliwość polegała na tym, że była ona wdrażana nahajką granatowego policjantka, trzcinką pana nauczyciela, lagą karbowego i mszałem proboszcza. Dzisiaj zauważamy nawrót do wartości II RP, które to rozwiązania ponownie do wierzenia się nam podaje licząc na krótką pamięć czerwonych huncwotów z piekielnego PRL-u.

    Po pogrzebaniu czerwonej babuleńki hrabiowscy synkowie pokazali na co jest ich stać. Kmiotkom odebrali fabryki, lewusom z pegeerów ziemię, Polskę zadłużyli po uszy, a prawowitych właścicieli i mieszkańców tego kraju wygnali za chlebem do dalekich krajów. Rozbicie państwa, jego struktur, dezatomizacja społeczeństwa,oto ich cel.W takich warunkach mogli już bez ograniczeń wywłaszczać, przewłaszczać i uwłaszczać według tylko im znanych kryteriów. Przyszło nowe oparte na niekompetencji, brutalności, naiwności oraz wyrządzaniu krzywdy innym.To się niezwykle lotnie nazywa transformacją, by ciemny naród nie zorientował się na czym cały wic polega, osłonięty hasłami wolności, demokracji i pluralizmu. Kiedy solidarne masy zorientują się o co chodzi władza zostanie już przejęta, dobra rozdysponowane. Masom natomiast pozostaną już tylko modły, w intencji władzy, zgodnie z życzeniami Glempopodobnych.

    Stąd z ogromnym zaciekawieniem i zainteresowaniem pojawiłem się na tej platformie, by bliżej poznać owych cudotwórców, dobrodziejów i wybawicieli z krwawych łap czerwonych oprawców. Interesowało mnie głównie co prezentują sobą ci ludzie, jakie mają horyzonty intelektualne, walory moralne i umiejętności kreślenia wizji rozwoju Polski w imię jej obywateli. Zawiodłem się, niestety, srodze. Kadry tych janczarów burżuazji okazują się być nieprzygotowanymi do kierowania nawą państwa. A i sami idole ruchu przemian w znakomitej części skompromitowali się i odeszli w niesławie.

    Na dzień dzisiejszy nie potrafi się nam nakreślić wizji rozwoju państwa i społeczeństwa.Brak jest jasnych koncepcji politycznych i programów ich realizacji. Oczekiwania rządzących opierają się o pomoc duchową ze strony kościoła i liczeniu na jego szczególną siłę sprawczą w zakresie zjawisk nadprzyrodzonych. W kwestii życia materialnego wszystko sprowadza się do liczenia na niewidzialną rękę rynku, która póki co raczej wyjmuje aniżeli wkłada.

    Zdegustowane i sfrustrowane społeczeństwo dystansuje się coraz wyraźniej od politycznych oszołomów nie potrafiących sprostać oczywistym i naturalnym potrzebom państwa w zakresie rynku pracy, bezpieczeństwa i perspektyw rozwojowych. Suweren początkowo obserwował zmiany z zadziwieniem, potem zaskoczeniem, zgorszeniem,by w końcu kląć jak szewc po oczywistym ogołoceniu go, a teraz już tylko kpi i gorzko żartuje z elit jakie sobie zafundował przy pomocy niebiańskich i ziemskich sił napływających ozdrowieńczo ze wspaniałego Zachodu.

    Pomazańców nowych sił mamy dość sporo na tym forum. Jeden z nich jest bardzo dynamiczny, profesjonalny i sugestywny. Zatem jako głównemu dysponentowi wiedzy o doskonałości nowych rozwiązań warto jest poświęcić nieco uwagi.W końcu nikogo nie można lekceważyć a i należy żywić przekonanie, że można się od niego czegoś pożytecznego nauczyć. Nie można także wykluczyć, że i adwersarz coś od nas pozyska. Pewnie nie przyzna się do tego, ale cóż, taka już dola kagańca kultury ,oświaty i sztuki. Sterczymy niczym ten pałac im. Józefa Stalina budząc krańcowe emocje, a obok przepływają wzburzone fale by polec u wrót Gdańska, a niektóre znacznie wcześniej. Pienią się i burzą zostawiając za sobą zanikający biały ogon pyłu wodnego by zginąć w ciemnym i spokojnym nurcie rzeki.

    W tej niesamowitej bieli, kipieli i topieli próbują nas niektórzy ludkowie zawistni pogrążyć ostatecznie i do dna, byśmy nie kojarzyli się im z zafundowaną sobie polityczną hucpą zbliżającą się coraz bardziej do granicy krachu.Póki co jednak wierzgają oni, kopią, gryzą i kwiczą niczym nieokiełznane klacze wszystkich naszych dzielnych wodzów, którzy wpław starali się przepłynąć wezbrane rzeki rzucając się przez morze dla ojczyzny ratowania.

    Nasz ludowy udział w tych bohatersko-patriotycznych zmaganiach był żaden,bowiem wszem i wobec jest wiadomym, że najdzielniej biją króle a z zasady najgęściej giną chłopy.Dlatego sami musimy zadbać o swoje dobre imię i nie będziemy oczekiwać pańskich peanów.Ciecie również mają poczucie swojej wartości, godności i szacunku.A uzbrojeni wumlowskim orężem i bibułą z biblioteki gminnego aktywisty potrafimy góry przesuwać, koryto rzekom zmieniać, mosty stawiać i spławiać barki pełne zboża, do morza. Kiedy zajdzie potrzeba potrafimy także walczyć o swoje jako osoby ludzkie z namiestnictwa osoby boskiej.

    W tej nieuchronnej i uporczywej walce musimy się głównie borykać z pomówieniami i niekompetencjami wynikającymi z oczywistych niedoborów wiedzy podyktowanych bohaterską koniecznością noszenia ulotek i naukowym pauzowaniem dla zbudowania bardziej wykształconej, inteligentnej i wrażliwej Polski a la solidarity.

    Zarzuca się nam lewicowcom śladową wiedzę na temat socrealizmu w Polsce. Mój ty Boże,a któż może więcej na ten temat wiedzieć aniżeli my jego twórcy. Ponadto my nie uważamy, że apoteoza ludzkiej pracy dla likwidacji zapóźnień II RP i likwidacji zniszczeń wojennych była szkodliwa dla kraju. Wręcz odwrotnie, dzięki temu pobudowano tysiące szkół, szpitali, teatry, muzea by wyprowadzić naród z zapóźnień Polski szlachetnie urodzonych. Mogę nawet przyznać się nieskromnie, że z tego powodu momentami jesteśmy bardzo dumni.

    Dąży się do kompromitowania nas ze skutkiem dokładnie odwrotnym, w dowód czego poczytajmy sobie:”…ciagle wypisuje bzdury krytykując skad inad slusznie bledy obecnego porzadku gospodarczego.” Przyznam, że tyle błędów w jednym zdniu jest raczej dość trudno spotkać,ale nie u entuzjasty kapitalizmu.Więc albo wypisuję bzdury, albo mam rację, na coś się należy zdecydować, bo to że system gospodarczy jest na glinianych nogach, to odczuwamy wszyscy.

    Z uporem maniaka delikwent odwołuje się do swej znajomości różnic w pojęciach marksistowski i marksowski zarzucając mi zapominanie o tym ostatnim. Zresztą bardzo chętnie zapoznam się z wykładem znawcy przedmiotu. Z punktu widzenia robociarza, podnoszone subtelności są zupełnie nieistotne.Szermowanie nimi może jedynie służyć zaspokajaniu własnej ambicji w zakresie znajomości dwóch pojęć, a przecież słownik wyrazów obcych jest znacznie bogatszy. Piszę o marksistowskim ujęciu problemu, ponieważ ujmuje ono klasowy charakter w konflikcie między pracą i kapitałem.A dialektyczne ujęcie kwestii wzbogaca je o zmianę w czasie, co eliminuje podejrzenie o kostyczność rozważań.
    Błędnie zarzuca mi się, że ja piszę o socjalizmie. W żadnym przypadku nie można mnie o to posądzać, bowiem ja piszę krytycznie li tylko i wyłącznie o kapitalizmie. Kwestie natury socjalnej mogą wynikać jedynie mimochodem w kontekście, na przykład, ich likwidacji w obecnych uwarunkowaniach.

    Równocześnie nie można mieć o to pretensji do mnie, że PRL nie upowszechniał postaw socjaldemokratycznych. Skutki politycznej działalności SLD w obecnych uwarunkowaniach są aż nadto widoczne i nie dziwmy się, że socjalizm nie akceptował lewicy z burżuazyjnego namaszczenia. Nigdy nie spotkałem się z oficjalnym zakazem funkcjonowania socjaldemokracji. Dziwnym jednak byłoby gdyby PZPR sama sobie stworzyła w gruncie rzeczy wrogą opozycję.W polityce każdy z zasady stara się unikać samobójczych działań. Partyjna literatura jest nadzwyczaj bogata w wiedzę dotyczącą polskiej socjaldemokracji.

    Moje zdziwienie budzi następujące stwierdzenie:
    ” Zapewniam Pana, ze nikt rozumny jako pracobiorca nie cieszy sie polityka neoliberalna i jej nie propaguje”.
    Jeżeli to założenie jest sensowne to rodzi się pytanie dlaczego rozumni ludzie przyjmują niezbyt rozumne rozwiązania.Tym bardziej, że zgodnie z zasadą demokracji, pracobiorców jest bez porównania więcej aniżeli pracodawców. Chętnie wysłucham szerszych wyjaśnień,by móc poznać ich głębię.

    Z kolei łaskawie się mnie oświeca, że „coś mi się pomieszało”. Być może, że ma Pan rację , ja jednak starałbym się unikać tego rodzaju określeń wobec adwersarza , nawet wówczas gdyby on był malarzem pokojowym.W każdym bądź razie nie zamierzam kontynuować dysputy, co jest pierwotne a co wtórne, jajo czy kura, bowiem nie o dosłowność w tym wszystkim chodzi, a o pewnego rodzaju przenośnię.W tym znaczeniu proszę samemu zadecydować czy to życie spłodziło historię czy historia życie.

    Dziękuję za uznanie mego prawa do krytyki. Czy jest to krytyka demokratyczna? A tego już nie jestem pewien. Dla mnie krytyka jest instrumentem uniwersalnym w klasycznym rozumieniu. I nie zamierzam jej przeprowadzać z pozycji demokratycznych, ponieważ zapewne różnimy się w interpretacji tego pojęcia.

    W dalszej kolejności, co czynię z pełną konsekwencją polemicznego wywodu,wnosi się do mnie prośbę o poważne traktowanie interlokutorek i interlokutorów. Zapewniam, że interlokutorki traktuję ze szczególną sympatią, estymą i uniżeniem.Z interlokutorami zaś bywa różnie, zależnie od ich stopnia kultury osobistej, zacietrzewienia i merytorycznych odniesień. Życzyłby sobie także mój milutki oponent, by jak to on nazywa:” rugowac biesiadny tenor Pana wypowiedzi”. A co to, to nie, drogi panie. Zechce pan pozwolić na autonomię formy i klimatu moich wypowiedzi. Pan możesz nawet z trenów korzystać jeśli to panu przystoi, ja złego słowa nie powiem. Dyktowanie mi nie tylko co mam pisać ale i jeszcze jak, to już wykracza daleko poza granice przyzwoitości, że nie wspomnę o wolności, pluralizmie i takich tam jeszcze solidarnych zawołaniach, o których zdaje się acan zapomniałeś już. A szkoda.

    Następnie zapewnia się mnie o kwestiach, które mnie zupełnie nie interesują, że Międzynarodówka Socjalistyczna ciągle pracuje. A cóż mnie to obchodzi, niech sobie pracuje, pewnie ze skutkiem takim jak dotychczas. Jeszcze trochę a zaczną mnie nagabywać i prowokować do rewolucji socjalnej, nie ze mną te numery Brunner. Jestem za stary wróbel na twoje plewy. Nie interesuje mnie także problem ten, że socjaliści nie posiadają większości parlamentarnej.Niech ją sobie budują sami, i beze mnie.

    Jest także bardzo śmiesznym kiedy imputuje się, iż coś się może emanować kiedy ja użyłem sformułowania: ”Poza tym niesposób dyskutować o polityce z czeladnikiem aspirującym do roli mistrza, gdzie zamiast wiedzy w kontekście socjalizmu emanuje się emocjami.” Patrz słownik wyrazów obcych: emanatio-wypływ, wydzielanie się, promieniowanie.Uważam, że jest tutaj dopuszczalna zarówna forma bezokolicznikowa jak i czasownika zwrotnego. Coś może się wydzielać. Nawet gdyby dopuścić tutaj błędną interpretację, to nie ma ona wymiaru salomonowego. Na temat zdań „dialektycznie utajonych” nie będę się wypowiadał, jako iż w mojej ignorancji nic mi o nich nie wiadomo, żałuję bardzo.Widocznie do tych wtajemniczonych rozumiejących własne neologizmy należy grono wybranych adeptów i magów sztuk sekretnych i objawionych szczególnym wybrańcom. Jam zaś jestem zaledwie chłopek roztropek.

    Dziwnym jest również przekonywanie mnie do tego, że w bez mała trzy milionowej partii mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem oportunizmu tak znanego w ruchu robotniczym. Ludzi bez stałych zasad i naginających się do bieżących okoliczności, mogących przynieść korzyści jest wszędzie bez liku, a w szczególności zapchany jest nimi uroczy kapitalizm. Zjawisko to jest dość dobrze opisane w historii ruchu robotniczego. Na tych oportunistach często bazował kapitalizm podkupując ich dla sobie wiadomych celów, czyniąc z nich np. łamistrajków itp.

    Rozbijanie procesu wytwarzania na stan zatrudnienia i proces pracy jest zajęciem dość jałowym, bowiem nie wnosi to niczego nowego w kwestii prawnego zaangażowania pracobiorcy i umiejętnego zorganizowania procesu produkcji przez pracodawcę. Sugerowanie, że w socjalizmie wszyscy „wisieli” sztucznie na etatach i nikt nie pracował jest poważnym nadużyciem, ponieważ w takim stanie rzeczy nie mógłby się ten system utrzymać przez 50 lat, chyba że przyjmiemy do wiadomości, iż utrzymywali nas przy życiu radzieccy, co będzie „nie w nos”przeciwnikom Matuszki Rassiji, tej dawnej i obecnej. Wówczas, za komuny, miliony ludzi miały pracę , źródło utrzymania i rozwoju osobistego. Dzisiaj tę szansę społeczeństwu odebrano traktując je jak bandę nieudaczników i przestępców, kiedy za takich należy poczytywać organizatorów życia politycznego i społecznego. Na kierujących nami spoczywa elementarny obowiązek tworzenia warunków pracy i życia narodu. Jeżeli nie potrafią oni wypełnić tego elementarnego zadania, to dyskredytują swoją przydatność do kierowania i zarządzania newralgicznymi procesami państwa. A jeśli tak jest w istocie, to niewiele różnią się oni od krytykowanej przez siebie komuny i powstaje pytanie o sensowność tej całej rewolty, w której koszty są potworne a sukcesy mierne lub żadne.

    Neoliberalne chrzanienie:”Dzsiaj miliony nie maja wpradzie zatrudnienia, lecz ponad 90% majac prace moze z niej wyzyc” kupy się nie trzyma, kiedy miliony ludzi są poza marginesem udziału w procesie wymiany pieniężno-towarowej. Fakt, iż rosną obroty w supermarketach niczego pozytywnego nie dowodzi, poza ewidentnie postępującymi procesami koncentracji kapitału. Świadczy to wyłącznie o tym, że wąska społecznie grupa ludzi bogaci się coraz bardziej, bez uzasadnionych przyczyn, kosztem szerokich rzesz biedniejących konsumentów. Sprowadzanie kapitalizmu do stwierdzenia, że można w nim wyżyć, jest doprawdy żałosne, i nie stanowi argumentu na jego wyższą przydatność i sprawność społeczną.

    Moje resentymenty w przeprowadzanych polemikach nie są konsekwencją zapatrzenia w przeszłość. Ja widzę konieczność zrównoważonego widzenia przeszłości-tu i teraz oraz nadchodzącej przyszłości. Bez harmonijnego ujęcia tych kwestii nie może być i mowy o rozwoju, i postępie społecznym. Stąd razi mnie i zniechęca opluskwianie przeszłości, do szewskiej pasji doprowadza mnie czynienie żałosnego cyrku ze współczesności i załamuje mnie kompletny brak perspektywicznych wizji. Bez serc i bez ducha, to szkieletów ludy…

    Nie można także połowy pracującej populacji pozbawić pracy i wywalić ją za granicę w poszukiwaniu gorzkiego chleba emigracyjnego, rżnąc przy tym głupa, jakie jest to doskonałe rozwiązanie. Rozumiem procesy emigracyjne jako szansę rozwojową a nie jako przymus ekonomiczny, by uchronić się od widma głodu i braku perspektyw w źle kierowanej i zarządzanej ojczyźnie. Przecież takie myślenie woła o pomstę do nieba.

    Tego rodzaju polityka rozbija i dezatomizuje naród osłabiając państwo i jego siły sprawcze biologicznego trwania i odtwarzania. Być może ta droga ma swoje miejsce do rozważenia w dalekiej przyszłości, jednak na dzień dzisiejszy jest to chore science fiction, gdzie nawet w tolerancyjnej UE ten sposób myślenia nie może znaleźć swego miejsca. Póki co z silnych jednostek trzeba tworzyć dynamiczne i konkurencyjne związki państw. UE może być tylko silna siłą swych członków a nie ich słabością, dlatego winduje w rozwoju członków słabeuszy. Stąd wszelkie destrukcyjne i rozbijackie działania elit postsolidarnościowych uważam za wysoce niekorzystne dla naszego kraju.W politycznych rozgrywkach UE liczą się głównie silni.Kto osłabia Polskę jest w praktyce winien zdrady polskiej racji stanu.

    Polacy winni pracować i tworzyć w Polsce, by pomnażać jej dobra, zwiększać PKB otwierając poprzez jego powiększanie możliwości rozwoju gospodarczego i poprawę statusu ekonomicznego narodu.Kreowanie siłami Polaków stymulacji rozwojowej innych państw jest nieporozumieniem, marnotrawstwem, nieudolnością i zaprzepaszczaniem szansy na Polskę, z której moglibyśmy być dumnymi.

    Nie podzielam także poglądu, że obecne społeczeństwo jest podmiotowo traktowane przez elity solidarne.Wynika to z prostej przesłanki, że społeczeństwo jest traktowane instrumentalnie jako krwioobieg przepływu kapitału.Tutaj nie chodzi o człowieka i jego rozwój lecz o konieczność odtwarzania i pomnażania kapitału, w którym to procesie człowiek jest elementem wykonawczym a nie podmiotem. Dlatego wyrzuca się go z pracy, pozbawia świadczeń socjalnych i rentowych, ogranicza się jego możliwości rozwoju osobistego chociażby poprzez odpłatność kształcenia, dąży się do wyeliminowania bezpłatnej opieki zdrowotnej itd.itp.etc.

    W tej trudnej i złożonej sytuacji nie jest moim zadaniem dążenie do wyeliminowania aktualnych elit. To prawo przypisane jest narodowi i on ma zadecydować, kogo sobie wybierze. A tego sobie wybierze kogo mu się do wyborów zaproponuje. I tutaj jest pies pogrzebany, że nie decydują wybory o zmianie kursu lecz siły formułujące listy wyborcze. Stąd też w nowym Sejmie będzie podobny układ PO i PiS z kosmetycznymi retuszami, co w istocie niczego nie zmienia, ponieważ są to dwie bratnie partie różniące się stopniem zaczerwienienia i nic poza tym, reszta jest medialnym bełkotem.Dlatego bardzo proszę nie wpuszczać mnie w rewolty i awantury międzypartyjne dwóch burżuazyjnych, w gruncie rzeczy, kanapowych koterii. Po pierwsze dlatego, że rewolucje są mało estetyczne, a w po wtóre, poprawę przynoszą zaledwie na krótką metę przy ogromnych kosztach społecznych, że wspomnimy chociażby solidarnościową kontrrewolucję. Zresztą nie po drodze mi z tymi braćmi solidarno-liberalnymi.

    Natomiast akcentowanie swoich tęsknot za idealnym światem jest dążeniem pięknym, chwalebnym, godnym polecenia i wdrażania. Jest to świat suwerenny i niepodległy, pozbawiony policyjnych pałek, więzień, przymusu, głupoty, nienawiści i zwykłej ludzkiej podłości. Ten świat jest nieodzowny jako swoisty wzorzec do naśladowania. Świat bez miłości, piękna i dobroci stanowi zaledwie skarlałą gałąź dorodnej winorośli. Ludzie bez marzeń i tęsknot tworzą zazwyczaj ułomny świat na miarę swego kalectwa. Oni nie mają żadnej szansy na ucieczkę do innego i lepszego świata. A ja ją mam.
    _________________
    Z tyłu łata, z przodu łata a jam cały demokrata

  127. Kapitalistycznym oszołomom polecam,ku rozwadze:

    „Subiektywne podsumowanie roku 2008: pękły rozpalone do czerwoności lewary
    (Wealth Solutions, ak/01.01.2009, godz. 09:33)
    Niezależnie od narodowości i koloru skóry najnowsza generacja inwestorów w tym oto roku namacalnie poznała na swojej skórze znaczenie słowa bessa. Wobec powagi załamania gospodarczego termin ten i tak należy uznać za eufemizm. A jeszcze kilkanaście miesięcy temu próbowano udawać, że jest tak pięknie i beztrosko. Tymczasem wedle prawidła „więcej pijesz – mocniejszego masz kaca” przeciąganie znieczulicy na nadciągającą recesję nie tylko odroczyło wyrok, ale znacznie zwiększyło jego wymiar.

    R E K L A M A czytaj dalej

    Najgrubsze od całych dekad giełdowe minusy w skali roku zniweczyły dorobek prawie pięciu lat hossy. Bezlitośnie obnażono naiwność kilku haseł inwestycyjnych i wizji gospodarczych, lansowanych na wyznaczniki lepszej jakości mającej generować wieczny strumień bogactwa. W gruzach legły kolejno: carry trade, „decoupling”, miraż krajów BRIC czy Next-11. Płonnymi się okazały zapewnienia, jakoby kryzys śmieciowych kredytów subprime miał pozostać lokalnym problemem bez wpływu na realną gospodarkę. Na zasadzie znanego w teorii chaosu deterministycznego „efektu motyla” przebita w USA bańka kredytowo-nieruchomościowa rozesłała swą negatywną energię za ocean i wprowadziła ceny mieszkań w licznych krajach Europy na równię pochyłą.

    Rzutem na taśmę zdołano jeszcze rozdmuchać megabąbel na metalach przemysłowych oraz surowcach energetycznych i rolnych, który także pękł z głośnym hukiem. Było to już agonalne tchnienie dzikiej spekulacji, podzwonne hossy na wszelkich klasach aktywów pompowanych za pożyczone, powtórzmy: pożyczone pieniądze (czytaj: do zwrotu kiedyś). Rynki kredytowe weszły w fazę zlodowacenia w pełni adekwatnego do wcześniejszego niezdrowego przegrzania. Paraliż wzajemnego zaufania doprowadził do strukturalnej, jakościowej zmiany w dynamice całych gospodarek. Dumne, prężne banki inwestycyjne stanęły nad czeluścią niebytu, w którą liczne z nich powinny były wpaść. Ale wpadli weń bardzo nieliczni, a to dzięki socjalistycznemu rozmywaniu odpowiedzialności tak niewielu nietykalnych (bankierów) za pomocą setek miliardów wszelakiej waluty, ostatecznie wyłożonej przez nas wszystkich.

    Kolokwialnie rzecz ujmując, wszędzie pękły rozpalone do czerwoności lewary. Rok 2008 metaforycznie można nazwać rokiem pożaru w fabryce fajerwerków ze wszystkimi tego tragicznymi konsekwencjami. Przez cały styczeń 2009 będziemy epatowani dramatycznymi podsumowaniami i statystykami z mijającego roku na giełdach. Dlatego tutaj pozwólmy sobie na abstrahowanie od nieprzebranych zestawień i liczb, za to spróbujmy (subiektywnie) wskazać najbardziej spektakularne wydarzenia finansowe AD 2008 (ze świadomością, że poniższa lista nie wyczerpuje tematu) oraz pokusić się o kilka prognoz natury jakościowej na nowy rok. Wiele z omawianych wydarzeń pozostaje we wzajemnych relacjach przyczynowo-skutkowych.

    1. Czerwony październik i deszcz pieniędzy rządowych

    Giełdowe powiedzenie: „jaki styczeń, taki cały rok” tym razem sprawdziło się idealnie. Po defekcie stycznia przez kolejne pół roku z okładem zdołano na indeksach giełdowych wygenerować nędzne korekcyjne fale (a raczej ząbki), po których nadchodziły kolejne zniżki. Prawdziwy wodospad nadszedł z przytupem na początku jesieni, gdy upadający Lehmann Brothers uświadomił wszem i wobec, że jednak w systemie jest poważny problem lub używając języka komputerowego, krytyczny wyjątek. Pośród tąpnięć rzędu 8-10 proc. w skali dnia na czołówki serwisów poczęły wypełzać słowa dotąd zakazane: krach, kryzys, recesja. Dość przypomnieć, że wskaźnik Dow Jones Industrial Average od końcówki września do dołka z połowy listopada zapadł się o 4000 punktów, a nasz zacny WIG20 w ciągu 18 październikowych sesji zjechał o 1000 pkt, czyli o 40 proc. Rynki wschodzące stały się rynkami schodzącymi, gdyż to one zawsze płacą największą cenę za zbiorowy powrót świadomości ryzyka.

    Straty z kryzysu subprime sięgają już biliona dolarów, przy czym wobec faktu że kryzys się rozlał na inne sfery trudno o kategoryzację źródeł tych strat. Plan Paulsona i pompowanie pieniędzy w wysychające rynki ma zastopować staczanie się gospodarki amerykańskiej w przepaść. Skoordynowane akcje pomocowe mnożą się również w Europie Zachodniej, a za słowem bail-out stoi de facto upaństwowienie licznych instytucji wraz z rozmywaniem odpowiedzialności głównych aktorów poprzednich wypaczeń. Trudno nawet zliczyć, na jaką łączną kwotę opiewają obietnice wyborcze Barracka Obamy.

    Co najgorsze, stopy dolarowe kilkoma szybkimi ruchami ścięto do zera, a więc nie wyciągnięto wniosków z błędów ery Greenspana. Nadal uważa się, że dodruk pieniędzy stanowi remedium na każde dolegliwości, w rzeczywistości natomiast zamyka się koło coraz bardziej niszczycielskiej machiny cyklicznych boomów i załamań. Stanowi to pożywkę dla powrotu napięć inflacyjnych i nowej fali megaspekulacji zrodzonej przez tani pieniądz. I przypuszczalnie będzie to już absolutnie ostatni taki boom za czasów kapitalizmu w obecnym kształcie, po czym po kilkuletnim okresie indukowanej prosperity nastąpi krach jeszcze większy i ostateczny.

    2. Ropna gorączka

    Pośród gwałtownie hamującej globalnej gospodarki odpowiednie grupy interesów podjęły duży wysiłek w kierunku zasiewu propagandy o topniejących w oczach zasobach ropy. Temat został podchwycony na kilku odmiennych frontach: od spekulacyjnych przedsięwzięć tytułujących się mylnie funduszami hedgingowymi (odsyłam do definicji słowa hedging), przez siejący nagonkę kartel OPEC, a skończywszy na Rosji tęskniącej za swoją imperialną potęgą. Najbardziej skrajną prognozą ceny ropy, jaką zdołałem wychwycić było 400 dolarów za baryłkę (szef OPEC, Algierczyk Chekib Khelil pod koniec czerwca 2008). Rosyjscy możnowładcy bez zażenowania sypali z kapelusza wycenami 200-250 dol. U szczytu ropnej bańki szacowano, że na giełdach towarowych otwarte kontrakty terminowe w rękach spekulantów opiewały na ponad miliard baryłek. Oceniano też, że spekulacyjny narzut cenowy mógł sięgać wtedy nawet 50 dolarów na baryłce.

    Jesienna, najbardziej jak dotąd dramatyczna odsłona kryzysu przyspieszyła falę spadkową wskutek panicznego ucinania długich pozycji. Z opóźnieniem uświadomiono sobie, że globalna recesja przełoży się na drastyczny spadek popytu na ropę. Zdecydowane cięcia wydobycia przez kartel OPEC są dostosowaniem wolumenu do słabnącego zapotrzebowania. Niedawno cena baryłki wyznaczyła lokalne minimum w okolicy 35 dolarów, co daje spadek od szczytu o 75 proc. Jednakże nowa odsłona intifady na Bliskim Wschodzie oraz jakiekolwiek dalsze zaostrzanie retoryki ze strony Rosji władne są wywołać gwałtowne zwyżki ceny czarnego złota, choć nie w skali widzianej do połowy 2008 r. Warto także obserwować na ile mocno ukonstytuuje się kartel gazowy, co oprócz dużej zmienności cen gazu może wywoływać dalsze napięcia geopolityczne.

    3. Rzeź deweloperów

    Indeks WIG-Deweloperzy od chwili powołania go do życia w połowie czerwca 2007 doznaje jednej bardzo stałej tendencji: ciągle spada. Jak dotąd o 75 proc., choć należy mieć na uwadze dominację w nim dwóch zaledwie spółek (GTC i Echo odpowiadają za 70 proc. indeksu). Swoim zachowaniem od samych narodzin niewygodnie kontrastował z szampańskimi nastrojami przedstawicieli branży, bo przecież „mieszkania mogą wyłącznie drożeć”.

    Spadki cen na rynku wtórnym trwające już niemal 2 lata musiały się przełożyć na przeceny nowych lokali. Jak na razie skromne, ale ta skromność nie wytrzyma presji czasu i rachunku ekonomicznego. Kompletny zastój sprzedaży to czytelny sygnał, że należy odważnie zejść z cenami, no chyba, że chce się popadać w coraz większe koszty i grawitować ku upadłości lub w najlepszym razie zostać przejętym na fali nieuchronnej konsolidacji. Pomimo zastopowania nowych projektów zapasy czekających na nabywców lokali są bardzo duże i upłynie kilka lat zanim korek ten zostanie rozładowany. Szczątkowy popyt skierował się ku rynkowi wtórnemu, gdzie spadki dochodzą do 15-20 proc. w skali roku. Ciężko o precyzyjne statystyki, gdyż liczne opracowania bazują na cenach ofertowych, które są zazwyczaj pobożnymi życzeniami niedoszłych sprzedawców.

    Wzrost podaży towaru musi wywołać spadek cen i to niezależnie czy mówimy o wołowinie, ciecierzycy, usługach notarialnych czy mieszkaniach. W br. oddanych zostało do użytku około 150 tys. nowych lokali, co oznacza wzrost o 35 tys. względem 2007 r., natomiast w 2006 oddano 95 tys. Kredytowe zlodowacenie dodatkowo powiększa nierównowagę popytu i podaży. Czyli drożej jeszcze przez długi czas nie będzie nawet gdyby RPP obniżyła główną stopę złotową do 4 proc. Natomiast taniej jak najbardziej być może i to nawet o 15-20 proc. w przypadku rynku pierwotnego (w miejsce długotrwałego quasi-oligopolu powinniśmy wreszcie doczekać się prawdziwej konkurencji cenowej).

    Znakami mizernych realiów branży i nie mniej ciemnych zapatrywań na przyszłość stały się kolejno: przeceny akcji deweloperów nieraz o 90 proc. (subindeks WIG-Deweloperzy spadł od swojego debiutu sprzed półtora roku o ponad 80 proc.); mocne korekty naiwnych prognoz finansowych; wreszcie, pojawiające się publiczne wypowiedzi szefów spółek, że faktycznie nie jest dobrze (lepiej zaniechać medialnej gry późno niż wcale). Należy także wspomnieć o projekcie Sky Tower we Wrocławiu, w którym najpierw zmniejszono liczbę lokali (życzono sobie za metr kwadratowy od kilkunastu do ponad 20 tysięcy zł), a który następnie zawieszono (budowla nadal nie wyszła z poziomu gleby). Paradoksalnie, jak w każdej branży, jest to dobry czas na rozpoczęcie procesu konsolidacji w branży. Zadanie należy powierzyć jedynie wybitnie odważnym i pewnym siebie. Jeśli takowi się znajdą, to nie należy wykluczyć pokaźnych zarobków z niektórych akcji spółek deweloperskich.

    4. Walutowe turbulencje

    Gonitwa za tanio pożyczonym pieniądzem dobiegła końca. Już nikogo nie kusi, aby lewarować się w Japonii celem uzyskania kokosów np. z obligacji tureckich. Mgłą zapomnienia okrywane są poziomy ponad 100 jenów tudzież 2 zł za dolara amerykańskiego. Siła wielu walut rynków wschodzących wynikała w dużej mierze z nadużywania procederu carry trade.

    W kryzysowych okolicznościach nadszedł czas delewarowania, czyli procesu odwrotnego, który przybrał kształt bezładnej ewakuacji z rynków. Dolar zdrożał względem złotego o ponad 50 proc. w ciągu 3 miesięcy, natomiast jen wobec dolara umocnił się do poziomów niewidzianych od lat 80. ubiegłego wieku (siła jena szczególnie mocno uderza w kondycję gospodarki japońskiej). Postępuje skokowa dewaluacja rubla, a ukraińska hrywna przeżywa dramat (dolar zdrożał w tej walucie dwukrotnie od lata). Kapitał z opóźnieniem ucieka do inwestycji bezpiecznych, a za synonim takowych nadal uchodzą amerykańskie papiery dłużne (pytanie: ile jeszcze można ujechać na historycznej, a dziś coraz bardziej dyskusyjnej reputacji?). Wyjątkowo źle się dzieje w Wielkiej Brytanii, co widać po funcie wycenianym już porównywalnie z euro.

    System naczyń połączonych jest bardziej rozbudowany niż się wydawało nawet przedstawicielom rządu. Polska nie jest spokojną przystanią odporną na światową burzę, toteż i u nas podaż kredytów hipotecznych gwałtownie wyschła. Zwłaszcza tych walutowych. Kampania promocji kredytów mieszkaniowych denominowanych we frankach bujnie rozkwitła w chwili gdy kończyła się era napompowanej jak balon złotówki. Przy dzisiejszym kursie 2,75 świeżo upieczonym kredytobiorcom miesięczna rata skoczyła o dobre 150-200 zł.

    Obecnie panuje negatywny sentyment wokół walut rynków wschodzących z wydatnym akcentem niechęci kierowanej ku Polsce. Dochodzą do tego niedawne kontrowersyjne zachowania niektórych instytucji finansowych. Swej sztucznej siły sprzed pół roku złotówka nie odzyska, a jej ewentualna dalsza słabość zależeć będzie najmocniej od dwóch czynników: skali recesji w Zachodniej Europie (od której nasza gospodarka jest dość silnie zależna) oraz głębokości redukcji stóp przez RPP. Tak duża skala niepewności czyni wybitnie trudnym planowanie finansowe wielu przedsiębiorstw handlujących z zagranicą.

    5. „Toksyczne” opcje walutowe

    Niezgłębioną tajemnicą pozostanie to, w jaki sposób setki polskich firm (również giełdowych) uległy zbiorowej hipnozie i dały się złapać w sidła opcji walutowych. „Nagle”, bo po 5 latach trendu umacniania się złotówki udzielił się powszechny pęd do zabezpieczania wpływów z eksportu przed dalszym jej umacnianiem. Katatonia ta zsynchronizowała się czasowo (przypadek?) z masowym nakłanianiem klientów detalicznych na hipoteczne kredyty we frankach po kursie około 2 zł.

    Nie byłoby nic złego w samym zabezpieczaniu, czyli hedgingu. Ale eksplozja strat z tytułu wystawionych opcji każe pytać, w którym miejscu hedging został zastąpiony samobójczą spekulacją. W przypadku wielu firm wyparował dorobek kilku lat działalności, ba powstały wielkie zobowiązania. Bardzo prawdopodobne jest, że firmy zajęły niesymetryczne pozycje w opcjach. Jedną z takich złożonych strategii mogły być: nabycie długiej opcji put na kurs wymiany euro lub dolara do złotówki (czyli gra na dalsze umocnienie złotego) powiązane z wystawieniem opcji call ale po nieco wyższej cenie wykonania. Haczyk mógł tkwić w barierowym charakterze opcji call, które mogły się aktywować np. po osłabieniu złotego do 3,6 za euro z ceną wykonania 3,4 generując w sposób nagły duże zobowiązania. Ocenia się, że straty ogółem sięgną kilku miliardów złotych, przy czym światło dzienne ujrzy tylko część strat zanotowanych przez spółki akcyjne zobowiązane do publikacji raportów okresowych.

    6. Islandia

    Iceland czyli dosłownie kraj lodu. Zlodowacenie przybrało wybitnie ostrą formę w postaci – nie oszukujmy się – bankructwa państwa. Gejzery kredytów musiały się kiedyś wyczerpać. Przed początkiem końca aktywa islandzkiego sektora bankowego zbliżyły się do 10-krotności tamtejszego produktu krajowego. Banki począwszy od prywatyzacji sektora w 2000 r. dokonywały ekspansji na rynkach zagranicznych, przy czym w ostatnich latach mocno wzrósł odsetek finansowania zagranicznego. Wszystko zdawało się dobrze funkcjonować dopóki waluta tego 320-tysięcznego wyspiarskiego tygrysa nie zaczęła popadać w tarapaty. Kulminacja dramatu nastała wraz z jesiennym globalnym załamaniem, choć symptomy zagrożenia pojawiły się już wcześniej.

    6 października 2008 r. premier Islandii w swej odezwie do narodu przestrzegł przed możliwością bankructwa państwa. Równocześnie podjęto akcję nacjonalizacji zagrożonych banków (Glitnir, Landsbanki, Kaupthing). Gwałtownie wzrosło napięcie w relacjach z Wielką Brytanią, której obywatele nie mogli wycofać depozytów z Landsbanki. Inflacja i stopy procentowe osiągnęły dwucyfrowe poziomy (odpowiednio 12 i 15,5 proc.), a w mediach pojawiły się nawet pogłoski o rosyjskim ratunku dla tonącej wyspy. Międzynarodowy Fundusz Walutowy wyasygnował 2,1 mld euro na stabilizację, choć ocenia się że potrzebne jest drugie tyle z nawiązką. Cały ten rozgardiasz spowodowany nadmiernym lewarowaniem wywołał protesty społeczne, a indeks giełdy w Reykjaviku OMX-15 spadł 14 października po wznowieniu handlu o 76 proc.

    7. (Akcyjny) upadek Nowej Europy

    Pamięta ktoś jeszcze wielki szum inwestycyjny wokół wspaniałych, perspektywicznych, mających dać ponadprzeciętne zyski rynków krajów tzw. Nowej Europy? Byłoby wspaniale, gdyby kampanię tę uruchomiono najpóźniej w 2005 r. W rzeczywistości manię tę medialnie sprowokowano w czerwcu 2007 r., a nastawione na prowizję ze sprzedaży jednostek funduszy gadające głowy z branży TFI wieściły świetlaną przyszłość tej klasy aktywów.

    Wrodzona niechęć do zachowań stadnych sprowokowała mnie w listopadzie 2007 r. do opracowania materiału pt. „Spóźnieni poszukiwacze zysków”, w którym m. in. odsłaniałem gromadzące się czarne chmury nad opanowanymi przez bąble spekulacyjne rynkami Nowej Europy. Polakowi-szarakowi który dał się wciągnąć w tłumną nagonkę każdej zainwestowanej złotówki pozostało ledwie dwadzieścia kilka groszy. Utopijne wizje kokosowych zysków rozpierzchły się wskutek krachu, który niedoszłe zyski przekuł w straty sięgające – w zależności od giełdy – nawet 70 proc.

    Dzieła zniszczenia dokonało załamanie kursów walut tych krajów względem dolara i euro (np. skok z 5 na 10 hrywien za dolara). Dotkliwie ucierpiały niedawne bałtyckie tygrysy: Łotwa i Estonia, których niedawne dwucyfrowe tempo rozwoju przerodziło się w recesję naznaczoną spadkiem PKB o 4-5 proc. Tutaj był nieco podobny mechanizm jak w Islandii, tzn. posiłkowano się zbyt łatwo dostępnym kredytem, pompując bańki na lokalnych rynkach nieruchomości i ogólnie przegrzewając gospodarki. Giełdy w Tallinie i Rydze spadły w ciągu roku o ok. 70 proc., podobny jest wymiar poakcesyjnej bessy w Rumunii i Bułgarii.

    Nie lepiej jest na Ukrainie, której PKB wedle i tak ostrożnych prognoz skurczy się w 2009 r. o 5 proc. (mówi się też o spadku o 7 proc.) Załamanie w przemyśle stalowym oraz niepewna sytuacja polityczna stanowią tło dla inflacji przekraczającej 20 proc. Fatalnie sytuacja wygląda w uzależnionej od przemysłu surowcowego Rosji, która systematycznie dewaluuje rubla. Giełdy w Moskwie tąpnęły o blisko 80 proc. w ciągu pół roku, co się nie przypadkowo zbiegło z coraz ostrzejszą retoryką geopolityczną władz na Kremlu.

    Operacja w Gruzji okazała się bardzo kosztowna, gdyż w samym pierwszym tygodniu po ofensywie z Rosji odpłynęło przynajmniej 15 miliardów dolarów. Od tamtego czasu rezerwy walutowe topnieją w oczach: z 600 mld dol. jeszcze w sierpniu do ok. 450 mld obecnie. Mnożą się zatory płatnicze w przedsiębiorstwach, co rodzi ryzyko społecznej destabilizacji kraju. W przyszłym roku zagości deficyt budżetowy rzędu 70 mld dolarów. Kurczą się majątki rosyjskich oligarchów, którzy w każdym przypadku nieposłuszeństwa wobec władz mogą zostać wydziedziczeni. Nie widać specjalnie mocnych przesłanek, aby Nowa Europa stała się hitem inwestycyjnym w nadchodzącym roku, choć nie można wykluczyć silnych korekcyjnych odreagowań.

    Podsumowanie podsumowania

    W grudniu 2007 r. napisałem, że w obecnym, mijającym roku żadnych cudów na kształt drugiej Irlandii nie będzie i faktycznie nie było. Nie było ich także w skali globalnej, gdzie zwyciężyły zimne realia gospodarcze zaklęte w niskich odczytach kluczowych zmiennych makroekonomicznych. I to do nich giełdom przyszło się dostosować, bo przecież nie ogon macha psem. Kapitalizacja giełd uszczuplona w ciągu roku o 40, 50 czy więcej procent to niebagatelny, niszczycielski wyczyn, po którym w naturalny sposób oczekuje się odreagowania. Mijający rok można nazwać czasem prawdy, który ujawnił toksyczny wpływ na całe gospodarki piętrzących się przez długie lata patologii w sektorze finansowym. Każdy brak umiaru ostatecznie okazuje się zgubny, a ogromny wymiar strat jest zasługą przerośniętego rynku instrumentów pochodnych. Czy normalne jest, aby był on kilkadziesiąt razy większy niż realna gospodarka mierzona wytworzonym produktem?

    W najbliższym roku cudów również nie będzie, no chyba że ziści się zapisany w budżecie 3,7-procentowy wzrost PKB. Na pocieszenie można dodać, iż będzie również dalszych bessowych fajerwerków w obserwowanej dotąd skali. Z drugiej strony, na pewno w oczy nie zajrzy nam nuda, gdyż każde większe szarpnięcie indeksów w górę będzie rodziło pytania o nadejście nowej hossy. W najbliższej zimowej perspektywie przyjdzie rynkom przełknąć fatalne dane z USA, na czele z nadal rosnącym bezrobociem oraz odczytem PKB za ostatni kwartał 2008. Co do tej ostatniej statystyki pytanie nie jest natury: czy spadnie ale: o ile spadnie – mówi się nawet o 6 proc. W takiej sytuacji nie powinna dziwić jeszcze jedna silna fala spadkowa, sprowadzająca indeks Dow Jones Industrial Average poniżej 7000 pkt. Na naszej giełdzie ujawniony zostanie rozmiar zniszczeń poczynionych przez chybioną spekulację opcjami walutowymi i niektóre spółki mogą tego nie przetrwać.

    Jeśli październikowe dołki miałyby zostać poprawione, to stanie się to raczej w pierwszej połowie roku. W dłuższym horyzoncie jednak bardzo niskie stopy sprowokują kapitał do zainteresowania się akcjami kosztem obligacji. Zatem w dalszej części roku może istnieć pole do popisu dla tzw. smart money, czyli trafnych i długoterminowo zyskownych inwestycji wyprzedzających działania tłumu. Pośród ogółu rozstrzelonych prognoz wszelakiego rodzaju można być w miarę pewnym jednego wyniku: strumień danin dla państwa z tytułu podatku giełdowego w najbliższych latach dramatycznie wyschnie, co tym bardziej zrodzi pytania o zasadność tego obciążenia w kontekście kosztów jego egzekucji.

    Bartosz Stawiarski, Wealth Solutions

    Przedruk z ONET

  128. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Lizak
    Lewizna ktora przez lata ( nota bene wczesniej byly ostrzezenia) uwila sobie cieple gniazdka w poblizu Wall Street odpompowala +/- 10,8 bilionow USD. Mozna powiedziec nie popelniajac wielkszego bledu, ze tym razem „smietanka” zachecona tzw ruchem Lenina podniosla li tylko cene swoich uslug. Mnie to wcale nie zaskoczylo, wrecz przeciwie, bylbym zaskoczony gdyby bylo inaczej. Ciekawe czy to prawda, ze kradzione nie tuczy?

  129. # Lucek pisze:
    2008-12-30 o godz. 20:25

    „Jesli chodzi o ewentualne choroby i statystyki ktore sa podane na Wiki to tutaj trzeba by zapytac jakiegos eksperta na ile te dane sa wiarygodne. ”

    No właśnie, na ile wiarygodne są takie twierdzenia jak w Wikipedii. ? Pamiętam, że w Polsce zapoczątkował „dzieci z probówki” profesor Szamatowicz w 1987 roku, czyli upłynęło już sporo czasu, aby wyjaśnić czy metoda jest bezpieczna czy nie.

    Co do usuwania niechcianych i niebezpiecznych ciąż pełna zgoda, choć należy przyjrzeć się tragicznej sytuacji aborcyjnej na wschodzie Europy, mam na myśli przede wszystkim Rosję. Obyśmy nie popełniali takich błędów jak oni.

  130. Pan się głęboko myli Drogi Feliksie, rzec chciałoby się Edmundowiczu, to komuniści z Czerwonego Placu Defilad przenieśli się na Wall Street.
    A w ramach współpracy kapitaliści wsadzili ruskim paru Chodorkowskich do odpompowywania ruskiej ropy kapiącej złotem do zachodnich banków.
    Tyle tylko, że Putin się szybko połapał i zapuszkował zachodnie koncepcje Pandory.
    Najpierw były krzyki, że bogactwa Syberii powinny być dobrem międzynarodowym, a potem że niedźwiedź dał po łapał i po jarmułkach chodorkowym demokratom, co to ruskim bogactwem chcieli karmić nienasycone amerykańskie żądze.Boć to ogólnie jest wiadomo, że zachodniemu kapitałowi wolno się bogacić , natomiast ruskiemu, Boże broń.
    W Anglii to być może sporo agentów sowieckich uwiło sobie gniazdka,pisała nawet o tym prasa.
    Ale w Ameryce…nie,to niemożliwe.
    O ile mi wiadomo to były takie próby,nawet generał Zacharski pozwolił sobie na coś podobnego,ale zimne i przenikliwe oko CIA każdego czerwonego rozpozna i spacyfikuje, nie ma silnych.
    Poza tym, tam już była swoista komisja dekomunizacyjna ,która skutecznie odpluskwiła ten piękny kraj.
    Zatem bardzo proszę się już nie spuszczać na czerwonych i nie pokrywać własnej nieudolności i systemowej klapy, nadaktywnościa czerwonej błyskotliwości.
    Jeśli już, to powinien Pan zgodnie z obowiązującą propagandą przejechać się po tych sukinkotach terrorystach, co to też niczym ci podli ruscy nie chcą was ropą poić i dlatego musicie sobie łapy po łokcie ubabrać czerwonym czy to na Bliskim, czy na Dalekim Wschodzie.
    Dobrze przewidział polski jasnowidz międzynarodowy konflikt militarny.
    Może zechciałby pan w swej uprzejmości odnieść się do morderczych skłonności palestyńskich dzieci ,kobiet i starców co to ze stalinowskim uporem mordują niewinnych synów i córy spod góry Syjonu.
    A to ci cholerny antysemityzm na, który nawet znana „małpa drogowa” ulubionego nafciarza Busha i jego Czarnej Madonny niewiele zaradzić mogą.
    Coś by w końcu trzeba zrobić z tym Iranem, tyle tam tego czarnego złota, że wreszcie Dziki Zachód mógłby spokojnie odetchnąć.
    A tak, musi on pertraktować z azjatyckimi hordami Ivana i pompować w niego petro i gazodolary, które ten łobuz zamienia w piekielne rakiety Iskander zagrażające wolności, pluralizmowi i demokracji.
    To wszystko ruskich wina, że ten kryzys nawiedził cały świat, ci bezbożnicy mają dojście nawet do pana Boga, by pozyskać go na swoją stronę, kosztem umiłowanych w wierze dzieci chrześcijańskiego świata Zachodu.
    Trzeba w końcu coś z tym fantem zrobić.
    A tu jeszcze chiński miecz Demoklesa wisi nad biedną amerykańską głową w postaci wieluset miliardowych amerykańskich zobowiązań.
    Jak Waszyngton nie zewrze szeregów z Watykanem i nie zaangażuje w tej dramatycznej dla siebie sytuacji sił nadprzyrodzonych, to czarnymi barwami maluje się nowy rok w jaki weszliśmy co dopiero.
    A może w ramach sojuszu militarnego z USA, przekażemy im nasze doświadczenia z „Cudu nad Wisłą”, by mogli przekuć go w cud nad Potomakiem.
    Kilka mszy można by także odprawić.
    W ramach wprawek Glemp wezwał do modłów za naszą ukochaną polską władzę liberalną.
    Cóż to za problem stuknąć jeszcze kilka różańców i gorzkich żalów w intencji naszego ideowego idola i przewodnika od teorii i praktyki Greenspana oraz Sachsa z takim sukcesem wdrożonych w Polsce.Pamiętajcie, że jakby co, to zawsze na kilka koców dla swoich bezdomnych możecie liczyć od nas, szlachetnym wzorem Pana Jaruzelskiego i Urbana.
    My mamy serce, w odróżnieniu od waszego kamienia.
    Pamiętajcie, że zawsze możecie liczyć na nas, jak na Zawiszę.
    Pan z wami.

  131. Szczególnie miłe i ciepłe życzenia noworoczne kieruję w adres Pani Teresy Stachurskiej.
    Przy okazji pozdrawiam Panią Magrud, której brak osobiście bardzo odczuwam.
    Ponieważ pamiętam, że ma Pani jej adres zatem bardzo proszę pokłonić się jej ode mnie.
    Z wyrazami uznania i szacunku.Lizak

  132. Podobal mi sie dowcip Gretkowskiej, z Partii Kobiet. Polski sejm obraduje na temat ksztaltu Ziemii. Swiat twierdzi, ze Ziemia jest okragla, reprezentanci Partii KK uwazaja, ze jest plaska. Polacy ida na kompromis: Ziemia jest polplaska ! (albo polokragla !).

css.php