Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

13.05.2006
sobota

Autocenzura

13 maja 2006, sobota,

W piątek, 12 maja, kiedy została ogłoszona nominacja Bronisława Wildsteina na prezesa TVP, słuchałem porannej dyskusji komentatorów w Radio TOK FM. Jak przystało na prestiżowy, opiniotwórczy program, w dyskusji udział wzięli czterej znakomici komentatorzy – trzej wybitni dziennikarze (Tomasz Lis, Tomasz Wołek i Jacek Żakowski) oraz historyk i publicysta prof. Wiesław Władyka. Zazwyczaj elokwentni i dowcipni, a jak trzeba i złośliwi, kiedy przyszło do nominacji Wildsteina, jak gdyby ich sparaliżowało. Kluczyli, stąpali ostrożnie, niczym na paluszkach, jak gdyby chodzili po cienkiej warstwie lodu. Mówili, że nominacja jest „logiczna”, „jasna”, „wyraźna” i „polityczna” 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Nikt ze znajacych osobiscie Wildsteina nie chcial pod swoim nazwiskiem, z odkryta przylbica, wypowiadac sie krytycznie na temat tego pana. Nie dlatego, ze jest to czlowiek bez wad, lecz po prostu… ze strachu. Ale strach budzi w rezultacie agresje i gniew. Warto o tym pamietac.

  2. Znając metody Wildsteina, widocznie wolą nie drażnić tego szerszenia.

  3. 1. Myśle, że „wybitność” dziennikarzy powinni oceniać anonimowi czytelnicy a nie redakcyjni koledzy. 2. Akurat ci dziennikarze nie mają nic do stracenia, bo chyba cokolwiek by powiedzieli (lub nie powiedzieli) i tak na współpracę z TVP szans nie mają. 3. Wildstein co by o nim nie mówić na pewno nie zrobi telewizji reżimowej a’la Kwiatkowski.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dziennikarz czy propagandysta. Na codzień posługuję się takim kryterium: Jeśli po kilku zdaniach czyjejś wypowiedzi nie jestem w stanie okreslić jaką opcję polityczną reprezentuje, to jest to dziennikarz. W przeciwnym przypadku jest to propagandysta. U Wildsteina wystarczało pierwsze zdanie.

  6. Zawsze jest dla mnie podejrzane jak ktoś tak się szasta i obnosi ze swoją dziennikarską niezależnością. A ci panowie czynią to do przesady. Szczególnie dyżurny „etyk” i „moralista”, ględzący stale o „kwestii smaku” (jakby od tego od razu stawał się Herbertem) – Tomasz Wołek, admirator krwawego dyktatora Chile – Pinocheta. Ich niezależność kończy się tam gdzie się zaczyna Wildstein. Więc że Lis rozumiem, bo lis. Że Wołek rozummiem, bo obłudny. Że Żakowski mniej rozumiem, bo za Wildsteinem nie przepada. Ale że prof. Władyka, niezależny uczony i publicysta „Polityki”?

  7. A propos niezależności. Pewien znakomity publicysta (Pan go zna, Ekscelencjo) zwykł był mawiać: „jestem zależny tylko od mojej maszyny do pisania” – jeśli wiernie cytuję.

  8. I tak powinniśmy być wdzięczni, że zamiast Wildsteina szefem TVP nie wybrali Kurskiego…

  9. Okazuje się, że z tą „maszyną” niezbyt wiernie Pana zacytowałem, więc przepraszam i śpieszę sprostować. Ostatnio znów czytam Pański zbiór felietonów „Bałwan pod klucz” (wyd. I, Czytelnik, Warszawa 1986) i z przyjemnością stwierdzam, że dalej są aktualne a do tego, jak zawsze, dowcipne i krzepiące. Dziś mają także dodatkowy walor historyczny. Niektóre nazwiska, już dawno zapomniane, żyją jeszcze tylko dzięki tym felietonom. Kto dziś pamięta np. kim był Maziarski?
    Prostuję. W felietonie pt. „Rekolekcje” pisze Pan tak:

    „Już po raz drugi moje stwierdzenie, że ‚wierzę tylko w [swoją] maszynę do pisania’, wywołało potępienie ze strony jezuitów (…) (chodzi o jedną z wypowiedzi w dyskusji, która odbyła się w redakcji ‚Przeglądu Powszechnego’ – przyp. mój – Dm.). A przecież w kontekście stanu wojennego, kiedy to powiedziałem, intencja moja była jasna: moim jedynym obowiązkiem jest pisać, mimo wszelkich ograniczeń, jakie napotyka człowiek piszący. Poza tym, w odróżnieniu od mojego krytyka jestem i zawsze byłem sceptykiem, nie należałem do żadnej partii ani do żadnego Kościoła (…) Od 26 lat siedzę na tym samym stołku przy tej samej maszynie – trudno, bym się do niej nie przywiązał i przeżywał kolejne nawrócenia. Co drukują – oddaję, co zwracają – zabieram, może kiedyś ogłoszę. Taki mizerny będzie ślad po mnie. Nie każdy lubi zostawiać po sobie ślady opon na zakrętach.”

    Przytoczyłem Pańskie słowa w szerszym kontekście w nadziei, że oprócz sprostowania wyjaśnią one także co nieco tym, którzy tak łatwo szermują epitetami pod Pańskim adresem. Nie brak ich, niestety, także na tym blogu. Ukłony.

css.php