Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

26.05.2006
piątek

Demaskujemy łże-elitę

26 maja 2006, piątek,

Skuszony fotografią boskiej (i skąpo ubranej) Naomi Campbell zajrzałem do dodatku  „Dziennika” pod kuszącym tytułem  „Życie jest piękne”,  poświęconego urodzie, figurze, pielęgnacji ciała i jego uciechom, o których dawno już zapomniałem, albo wręcz nigdy nie słyszałem, takich jak orzechowe masło do ciała, telewizory serii BRAVA X, złocisty samoopalacz i majtki Sophie Malagola. Nie rozumiałem z tego prawie nic. Dlatego z nadzieją rzuciłem się na kronikę z życia wyższych sfer, pt. „Piękne życie ważnych i sławnych”. Tu, nareszcie, zobaczę prawdziwą elitę, dowiem się, kto jest dzisiaj ważny i sławny – pomyślałem,  bo jeszcze wczoraj nie wiedziałem kto to jest pani Kruk ani  pani Lubińska.   Im więcej czytałem – tym bardziej byłem zrozpaczony, bowiem nie wiem nic o (prawie) nikim z tej elity.
 
Oto WSZYSTKIE  nazwiska ważnych i sławnych.  Drodzy Internauci – pomóżcie analfabecie,  napiszcie „who is who”, dlaczego to są ludzie ważni, bo ja jestem ciemny jak tabaka w rogu:
 
Stanisław Trzciński z Jagną Ambroziak – nie wiem, kto zacz. Dorota Wróblewska i Michał Starost – j.w. Małżeństwo Karina Kunkiewicz i Piotr Narożnik – nie mam pojęcia. Szymon Majewski (hura, wiem!) i Marcin Prokop – nie kojarzę. Tomasz Dedek –  nie kumam. Agnieszka Fitkau-Perepeczko (wyjątkowo wiem). Małgorzata Teodorska – ??? Marysia Sadowska – ?! Reni Jusis – jamais couche avec. Joanna Liszowska z narzeczonym Tadeuszem Głażewskim – ani, ani. Katarzyna Kupisiak i Hanna Wolska – ani ciut. Marzena Rogalska i Marysia Góralczyk – pierwsze słyszę. Robert Kochanek i Joanna Koroniewska z narzeczonym Maciejem Dowborem – nigdy nie słyszałem, ale kochanek z narzeczonym to brzmi intrygująco. I wreszcie Marcin Meller z „Playboya” – mam przyjemność znać, bo pierwsze kroki stawiał w „Polityce”.

Albo to jest elita, a ja zatrzymałem się na  Irenie Kwiatkowskiej i Romanie Polańskim, albo to jest ta słynna łże-elita, którą miał na myśli Jarosław Kaczyński, o której wszyscy mówią, a której nikt nie widział i dopiero my ją zdemaskujemy!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 27

Dodaj komentarz »
  1. guzik mnie obchodzi, kim jest ta „elita”. Lepiej niech Pan powie co u Pana. W Codziennniku czarowne było to stałe przeplatanie codziennego politykowania z wątkami osobistymi. W tym blogu jakoś nie może się Pan na to zdobyć, czasem tylko zasłoni się Pan Osiecką jak tarczą, ale ona już nie jest Pana osobista, ona jest publiczna. Pozdrowienia dla p. Marty, Agaty i Łukasza. No i mam nadzieję, że zabawki dla Jasia kupił Pan odpowiednie.

  2. Stanisław Trzciński – właściciel fabryki trzciny. Produkuje tam watę cukrową.

    Jagna Ambroziak – patrzy, jak Stanisław Trzciński dzielnie produkuje watę.

    Dorota Wróblewska – właścicielka trzech karmników na Żoliborzu.

    Michał Starost – dokarmia wróble.

    Karina Kunkiewicz – jej prapraprapra(…)dziadek powiedział kiedyś Stańczykowi: a będziesz

    miał wydać ze stówki?

    Piotr Narożnik – magazynier z domu meblowego Emilia przy Centralnym. Przenosi głównie sofy.

    Marcin Prokop – ósmy krasnoludek Sierotki Marysi Wellman.

    Tomasz Dedek – Dedek to pseudonim operacyjny. Zupenie jak KTT, tylko że DDk [czyt. :dedek’].

    Małgorzata Teodorska – Panie Redaktorze, nie zna Pan Małgorzaty Teodorskiej? Małgorzaty

    Teodorskiej, pytam się?!?!?!?!?! Jestem w szoku. Bo ja też nie mam pojęcia, kto zacz.

    Marysia Sadowska – w dzieciństwie pomagała pp. Sadowskim robić wykałaczką rowki na winylach.

    Reni Jusis – moi aussi.

    Reszty grzechów nie pamiętam, albowiem muszę coś zjeść.

  3. Panie redaktorze, jeżeli te „Vipy” nie są Panu znane, to polecam „Życie na gorąco”, albo „Vivę” 😀 Jakiś czas temu jeden z kolegów z pracy naraził się na śmieszność, bo nie wiedział kto to Doda. Całe szczęście dzięki wynalazkowi internetu zaraz mu uświadomiliśmy dlaczego powinien wiedzieć kto zacz 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Marysia Sadowska – to panna, której nikt nie powiedział, że nie umie śpiewać.
    A Joanna Koroniewska gra w „kultowym” serialu E – jak ELITA.

    Z taką „elitą” walka jest uzasadniona.

  6. Powiedzałbym krótko: to jest elita na miarę gazety, która ją kreuje…

    Nie wierzę tylko, że Daniel Passent nie wie, kim są pani Koroniewska i pan Kochanek, kilkakrotnie bowiem dał wyraz swojej znajomości programu „Taniec z gwiazdami”, ba, sympatii wobec tego widowiska, a w.w. państwo brali przecież w nim udział:))

  7. To nie są Łże Elity tylko Elity IV RP dlatego ich Pan nie zna Panie Danielu 🙂

  8. No właśnie.Dzisiaj elity to nie pisarze, poeci, wybitni aktorzy tylko jakieś sezonowe gwiazdki, „szołmeni” debilnych programów telewizji, która ma misje do spełnienia.Biada nam

  9. Panie Danielu ,
    takie „elity ” jakie czasy . Odwrót od cech i spraw istotnych na rzecz gwiazd i gwiazdeczek jednego sezonu . Osoby w większości znane głownie z tego ,ze gdzieś bywają , w sensie przyjęć , z Bywalcami nie mylić.
    Prosze napisać jak Pan odbiera Pielgrzymkę Benedykta potocznie zwanego B16. Pozdrawiam.

  10. Nic dziwnego, że Pan nie zna. Ja mimo tego, że jestem młoda i niby powinnam te ‚gwiazdy’ znać, też mało kojarzę.. A zresztą, taka ‚elita’ .. Ja bym tam kogo innego zaliczyła..

  11. Dzisiaj przeczytalam w holend.Telegrafie artykul o „”polskiej koszulce””.Otoz sa to damskie gacie rozmiar XL z wycietym kroczem(co za wyraz),zakladane do gory nogami.Delikwent ubrany w to cudo, wchodzi do sklepu i skradzione dobra upycha w te gatki!!!
    Kochani i to tez jest „”polska zlodziejska elita”,ktora zalewa Europe.
    Eh,szkoda gadac.Ja tez tesknie ,ze ta prawdziwa madra elita.Pa Ana.

  12. Wow! Ja myślałam, że coś na temat osób przez Pana wymienionych wiem, ale znam (z widzenia) tylko Majewskiego (ze względu na wzrost 😉 ). Łatwiej byłoby mi chyba wymienić naukowców z wszystkich wydziałów prawa w Polsce i napisać z czego są znani, niż chociaż skojarzyć, jak wyglądają podane przez Pana osoby 🙂 . No cóż najwięcej się wie o środowisku, w którym się człowiek obraca, więc może dobrze, że nie wiem, kim są Ci ludzie… 🙂

  13. No cóż – taki dodatek przede wszystkim dla tych, którzy średnio rozumieją zawartość właściwą pisma 😀 Zresztą jak ma być to życie „piękne”, to, bez urazy, trudno żeby opisywać życie faktycznie sławnych, bogatych i elitarnych 50-cio czy 60-ciolatków. A trafić trzeba do każdego odbiorcy 😉

  14. Ciekawa sprawa, nie wie Pan co to maslo orzechowe? Ja tez nie wiem… ale przypuszczam, ze to cos w rodzaju masla kakaowego. W czasach glebokiej komuny, kiedy to nic tylko ocet stal na polkach, mlode kociaki(tak to sie wtedy mowilo, teraz podobno mowi sie „lachony” ) smarowaly nim na plazy swoje bezczelnie mlode 😉 ciala, aby nabraly pieknej zlotobrazowej opalenizny. Tak wiec naomipodobne tabuny(na pewno mialy wiecej wspolnego z Naomi, niz wyrob czekoladopodobny z czekolada) biegaly po polskim piasku nad polskim morzem, ku nieskrywanej radosci, z pozadliwoscia w oczach spogladajacych na nie, panow 🙂

  15. Panie Danielu!
    Lepiej Panu wychodzą eseje polityczne i proszę niech Pan przy nich pozostanie.Pozdrawiam.

  16. Pojęcie elitarności straciło na znaczeniu, moim skromnym zdaniem. Pokoleniowo jestem młodym wilkiem, a połowy nazwisk z wymienionej listy nie znam. Nawet jednak, jeśli miewam przebłyski świadomości, nie wydaje mi się, by w tych personach było coś, co uprawniałoby je do tego miana.
    Sława przestała być już elitarna. Włącznie z tą pośmiertną.

  17. żadne elity, zwykły szoł biznes, pewnie drugoligowy, bo teraz tylko tacy (jak wiadomo bywanie jest passe) lecą na darmowego kotleta

  18. Ja rowniez psosilbym o pozostanie przy tematach politycznych. Co prawda czytam chetnie wszystko spod Pana piora, lecz to felietony polityczne sa Pana prawdziwa mocna strona i slyna celnym, rzetelnym i dowcipnym spojrzeniem na poszczegolne problemy. pozdrawiam

  19. Czegóż więcej się spodziewać po kraju teleturniejów i seriali?

  20. Hm…otóż większość tych osób to postacie znane z tego, że są znane. A są znane dzięki istnieniu całych zastępów paparazzich, którzy się za nimi uganiają i zapełniają ich (prawdziwymi lub wyimaginowanymi) perypetiami łamy szmatławców, choć już nie tylko (bo nawet ambitniejsze czasopisma damskie jak „Twój Styl” i „Pani” zaprowadziły na swoich łamach kretyńskie rubryczki pod nazwą „Styl bywania” i „Opis obyczajów” – m.in. dlatego orientuję się w tożsamości kilkorga wymienionych). Ale chyba się specjalnie nie przejmuję, że nie znam reszty…
    Niezupełnie natomiast zgadzam się z częścią moich przedmówców, że treść „En passant” powinna się ograniczyć do polityki sensu stricto; każda polityka wyrasta z jakiegoś środowiska, więc celne obserwacje dotyczące naszego kontekstu kulturowo-obyczajowego są jak najbardziej pożyteczne… I jaka to przyjemność czytać, że ktoś znany i mądry myśli i czuje podobnie…

  21. „Są gwiazdy niezasłużenie sławne, w rodzaju Wielkiej Nidźwiedzicy” (Ilf i Pietrow)

  22. W tekstach, które My czytamy nic nie piszą o tych osobach.I bardzo dobrze, bo jak by pisali,to My byśmy tych tekstów nie czytali.Cała filozofia.

  23. Z okazji Dnia Matki dostalam od swojego dziecka Panski „Codziennik”. Czekalam i sie doczekalam. Do kompletu przydalaby sie dedykacja i jestem pewna, ze wczesniej, czy pozniej… Tak wiec nieco prywatnosci Autora bedzie mi dane poznac, ale jesli w tym blogu tematyka bedzie sie przeplatac, od powaznej do nawet nieco frywolnej, nie bede miala nic przeciwko temu. Wrecz odwrotnie, roznorodnosc wzbogaca i przyciaga rozne indywidua i wtedy dopiero bywa ciekawie 🙂

  24. A ja się nie zgadzam z dyskutantami forum, którzy sugerują by Pan Daniel nie poruszał tematów apolitycznych. Drogi Panie Danielu- wszystko co wychodzi z pod Pana pióra jest badzo smakowite. To wielka przyjemność czytać tekst mądry, dowcipny a do tego napisany piękną polszczyzną. Każdy Pański komentarz jest jak deser, po wielu często zdawałoby się pośpiesznie napisanych artykułach prasy codziennej.
    Pozdrawiam serdecznie!:-)

  25. Elita? Małe pytanko: co to słowo oznacza? Czy coś jeszcze oznacza???
    Dewaluacja wartości, słόw ba pojęċ całych zalewa falą nie tylko massmedia w Polsce. To już nie fala, to prawdziwe tsunami.
    A globalizacja pomaga, ach jak bardzo pomaga.

    Mamy bohaterow bo pięknie skoczyli wzwyż lub tez o 0.001 sekundy pokonali rekord światowy w jakichś tam biegach, pływaniach, marszach*… (* niepotrzebne skreślic).
    Bohaterowie?
    Sportowcy?
    Elita?

    PS
    Masło orzechowe nie tylko ma ładny zapach.
    Pięknie, bez mazania rozsmarowuje się na skόrze.
    Promienie słoneczne wzmagaja oryginalny aromat wabiac wszelkie okoliczne owady.
    Cudowności!!!

  26. Szanowny Panie Danielu,
    Ze zdziwieniem przeczytałem majowy prześmiewczy tekst „Demaskujemy łże-elitę” opublikowany na blogu „En passant”.
    Jacek Kuroń – mój guru i nie boję się powiedzieć – dobry kolega przez lat pięć (bo przyjaciel to na pewno zbyt zobowiązujące sformułowanie) nauczył mnie wybaczać zarówno wrogom i nieprzyjaciołom, jak i idiotom oraz demagogom. Nie mam wpływu na to w jakim gronie omawiana przez Pana nieznana mi publikacja „Dziennika” wymienia moje nazwisko określając mnie elitą (czy łże-elitą). Nie rozumiem także dlaczego Pan po raz kolejny dopieprza mi publicznie. Przyznam, że podziwiam Pański brak poczucia obciachu w obrażaniu obcych, nieznanych Panu ludzi. Obawiam się, iż Pańska krytyka mojej osoby ma niewiele wspólnego z demaskowaniem mało wykształconych dziennikarzy, którzy na oślep próbują określić elity tego kraju, nie znając specjalnie znaczenia tego słowa. Ale niestety – Pan także niczego nie rozumie. Zniżając się do poziomu powiatowego dziennikarzyny, który uraził co najmniej 10 szalenie przyzwoitych i wartościowych osób młodego pokolenia, po częstokroć z pięknymi biografiami, a także ponad drugie tyle innych – w tym tzw. tanich gwiazdorów (pracowitych, ale rzeczywiście niespecjalnie myślących aktorów seriali kolorowych) wykazuje się Pan niesamowitym brakiem klasy i poczucia godności. Jak już powiedziałem, ludzie tacy jak Jacek Kuroń – będący dla mnie wzorem i przykładem (często, choć nie najczęściej, będący o wrażliwości lewicowej) nauczyli mnie żeby nie atakować i nie „oddawać” w takich polemikach. No bo oczywiście najchętniej dołożyłbym Szanownemu Panu etykietę koniunkturalnego komucha (którym Pan zresztą bywał w najgorszych czasach, włącznie z ostatnią dekadą) albo zakompleksionego niskiego łysego facecika, którego pies z kulawą nogą nie sfotografuje na żadnym bankiecie, nawet Polityki. Ale przecież taka reakcja byłaby przesadą.

    Zadziwiające i przykre dla mnie osobiście jest także to, że z pogardą napisał Pan o mojej narzeczonej, psychoterapeutce, nie wiedzieć dlaczego tak jak ja sfotografowanej na jakimś koncercie. Wcześniej pastwił się pan nad tym, że moje nazwisko kojarzy się Panu z moim ojcem. Co prawda występowanie w sąsiedztwie Marcina Mellera czy Szymona Majewskiego, których lubię i znam od wielu lat pochlebia mi. Ale muszę wreszcie Panu przypomnieć, że poznaliśmy się dawno temu, gdy wracał Pan na Żoliborzu ze swoją córką z kortów tenisowych, a także po latach – przy okazji nagrania w 2004 roku świątecznego programu dla telewizji Polsat. Bo tak jak i Pan, tak i ja występowałem wtedy tylko dlatego, że promowałem jakieś własne wypociny, pan książkę, ja moje kompilacje muzyczne. Wtedy nawet ucięliśmy sobie przed nagraniem miła pogawędkę przy kawie razem z Ewą Bem przed nagraniem.

    Cóż, ja przyjaźniłem się z opozycjonistami, Pan przede wszystkim z sekretarzami KC, Pan wybierał PRL-owskie lokale, ja jako gówniarz w porównaniu do Pana – bywałem w modnych klubach, zapewne z przyzwyczajenia – bo kiedyś prowadziłem z przyjaciółmi swoje miejsce – legendę „Filtry”, w którym na pewno słabo by się Pan bawił. A później jako dziennikarz „Playboya” z Pańskim redakcyjnym kolegą Krzysztofem Mroziewiczem przeprowadziłem wywiad z Jaserem Arafatem, Pan zapewne nie miałby dość fantazji by w wieku 22 lat zrobić coś takiego. Pan balował w ambasadzie w Chile, ja pracowałem w dużym międzynarodowym koncernie. Pan grzeje tyłek w fotelu jak każdy przyzwoity emeryt, a ja prowadzę własną firmę gdzie zatrudniam 11 osób. Pan tworzył elity komunistyczne w warunkach czarno-białego podziału my i oni, ja i przyjaciele próbujemy zmieniać coś dookoła każdy na swoim podwórku, bo wybór dla młodych ludzi jest inny niż w czasach PRL-u. Szczególnie, że mimo tego, tak wielu z nich wyjeżdża z Polski.

    Słowem – abstrahując od elit – czuję się patriotą i kocham swoje miasto, kraj, ludzi wokół. Pan nie ma prawa mnie oceniać i oczerniać swoimi drwinami. Nie pozwalam Panu na to. Nawet jeśli zgadzam się z generalną tezą Pańskich wystąpień o upadku elit, nie znoszę Pańskiej nonszalancji i kompleksów towarzyszących każdemu tekstowi.

    A zatem oddalając się ostatecznie od nauk Jacka K., zniżę się do poziomu Pańskiej dyskusji jeszcze w dwóch sprawach. Po pierwsze zrewanżuję się za ten tekst sprzed kilku lat na temat mojego ojca, i pogratuluję Panu córki, z którą zresztą znamy się i lubimy od lat kilkunastu. Ona jest inna niż Pan. Co niesamowite – Pan pięknie potrafił byc przy Niej przez te wszystkie lata. Oraz po drugie, skoro już obsmarował mi Pan dwa razy tyłek to zachęcę Pana do odnalezienia mojej skromnej biografii na przykład w Internecie, który Pan sobie ostatnio upodobał. Być może zrozumie Pan wtedy, że nie przypadkiem nie mając w telewizji programu, nie występując w serialach, ani na przykład nie kurwiąc się jak Pan w reżimowej prasie, i nie mając (co mnie szalenie smuci) na swoim koncie wiekopomnych i poważnych dział pisarskich i filmowych (jakże bym chciał…), można mieć swoja pasję oraz być osobą pracowitą, szanowaną i robiącą spore zamieszanie w swoim środowisku. Sądzę, że także intelektualne, choć niewątpliwie to mogłaby być kolejna kość niezgody między nami więc zostawmy ten temat.

    Panie Danielu, od wielu lat (może nawet dwudziestu) nie zgadzałem się z większością tez zawartych w Pańskich felietonach i książkach. Ale lubiłem Pana (zawiodła mnie intuicja), lubiłem Pański styl pisania, Pana odwagę w formułowaniu swoich myśli. Im bardziej Pana atakowali, nawet słusznie, tym bardziej podziwiałem Pana opanowanie i konsekwencję w głoszeniu swoich konserwatywnych poglądów. Jest Pan bardzo inteligentny, mądry, Pana młodośc upłynęła Panu wśród pięknych kolorowych wyrazistych osób. Polańskiego cenię przecież tak jak i Pan, z Ireną Kwiatkowską, przy całym do Niej szcunku, lokko Pan chyba przesadził. Teraz jednak zaatakowany po raz drugi w żenujących okolicznościach (bo to takie kopanie po kostkach, opluwanie przez małe „o”) definitywnie odstawiam Pana książki i artykuły na bok, zamierzam wprowadzić embargo na kupowanie Pańskich książek.

    Dodam, że Politykę będę czytał nadal i z ochotą.

    Z poważaniem
    Stanisław Trzciński

  27. O rany, ale jaja… Jagna zawsze miala tendencje do narwanych facetów z rozdętym ego, ale tutaj już mamy przyklad rozdęcia równie patologiczny, co biust Pameli Anderson…
    Ja dowiedzialem sie kim jest pan Stanislaw Trzciński podczas wizyty u dentystki. W poczekalni leżalo pismo Viva… Zobaczylem w nim zdjęcie Jagi z z jakimś przystojnym kawalerem i zainteresowalem się kim jest wybranek.
    No ale ja życiem dobrze urodzonych oraz opozycji antykomunistycznej nigdy się nie fascynowalem , wiec pewnie stad moja niewiedza, za którą rzecz jasna przepraszam…

  28. No dobrze, przyznaję… Wczoraj zdarzyło mi się brać udział w pewnej goracej dyskusji o Panu Danielu z jego zagorzalymi zwolennikami i przyjaciolmi. Co prawda nie zmieniłem zdania, a nawet przeciwnie – utwierdzilem sie w swoich pogladach. Niemniej jak widze dzisiaj, szczegolnie kwestia formy (z mojej strony) pozostawia wiele do zyczenia… Zerknąłem wlasnie dzisiaj po 2 latach w obydwa teksty i na pewno nie odpisywałbym dzisiaj juz na taka zaczepke Pana Daniela. A jesli nawet – to nie uzylbym tylu niewatpliwie zbędnych słów. I nieco mniej faktycznie obciachowych nawiazan do Jacka. Zdaje się, że zaślepiło mnie ze złości. Nie wiedzieć czemu wyjatkowo wyczulony jestem na punkcie oceniania naszego pokolenia na podstwie studiowania pisemek kolorowych… Natomiast Pan Daniel przezyl w swoim zyciu wiecej,i nawet jesli wg mnie po raz kolejny myli sie, i niepotrebnie atakuje ad persona (nie znajac prawie nikogo i nie wspominajac ani slowem o Agacie), to bardzo zaluje kilku sformulowan ktorych uzylem. To tyle. Pax. S.T.

css.php