Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

30.05.2006
wtorek

Z mojego podwórka

30 maja 2006, wtorek,

Zauważyłem, że blog mój nosi charakter codziennego komentarza do wydarzeń, głównie politycznych, które bulwersują Internautów i wywołują liczne komentarze (dzięki!). Niektórzy czytelnicy domagają się jednak również wpisów bardziej osobistych, takich jakie znalazły się  w mojej książce „Codziennik”, gdyż interesuje ich nie tylko „Polska w ogóle”, ale konkretny człowiek w tej Polsce (w „tym kraju”, jak to się nieładnie pisze).

Oto co robił ten konkretny człowiek wczoraj, 29 maja Roku Pańskiego 2006: Rano pisałem artykuł o Ameryce Łacińskiej do „Polityki”. Konkretnego tematu  nie podam, ponieważ – po pierwsze – nie wiadomo, czy artykuł się ukaże, a po drugie – konkurencja nie śpi. Około południa udałem się do redakcji celem dopilnowania felietonu „Zostań z nami” oraz „Fusa”, które mają się ukazać w najnowszym numerze „P”. Po południu, na godz. 15.00, pomknąłem do radia TOK FM, gdzie rozmawiałem o Katalonii – najbogatszej prowincji Hiszpanii. 18 czerwca odbędzie się tam referendum na temat nowej konstytucji (tzw. statutu) tej prowincji. W odróżnieniu od Polski, która jest państwem jednego narodu, w Hiszpanii jest kilka regionów, które odczuwają dużą odrębność (Kraj Basków, Katalonia) i trwają nieustanne tarcia pomiędzy regionami oraz państwem hiszpańskim.

Następnie udałem się na Uniwersytet, na Krakowskie Przedmieście. Najpierw z przykrością  zauważyłem, że cukiernia Pomianowskiego została zlikwidowana i do dyspozycji klientów pozostaje już tylko filia na ul. Broniewskiego. Odebrałem tę wiadomość ze smutkiem, gdyż cukiernia Pomianowskiego była jedną z pierwszych odbudowanych po wojnie, była dla mnie jednym ze stałych miejsc koło uniwersytetu, tak jak bar mleczny i pracownia ramiarska Gracjana Lepianki (już nieżyjącego) oraz pobliskie księgarnie. Bar i pracownia ramiarska nadal istnieją, wcisnęły się tam też – niestety – dwa bary tureckie, kebaby, które omijam z daleka. Idąc na Uniwersytet liczyłem, że napiję się kawy i zjem babeczkę śmietankową u Pomianowskiego. Jaka szkoda, że to już jest niemożliwe!

Na uniwersytecie byłem z powodu promocji książki prof. Andrzeja Dembicza „Filozofia poznawania Ameryki”. Promocja odbywała się w Sali Senatu w Pałacu Kazimierzowskim, tam gdzie  kiedyś mieścił się wydział ekonomii, który ukończyłem. To dziwne uczucie wchodzić po 50 latach do budynku, w którym było się studentem. Tym razem też pełno było profesorów, ale już nie moich. Promocja książki to na ogół wydarzenie nudne, i tym razem też nie było pasjonująco. Prof. Andrzej Dembicz, z wyksztalcenia geograf, z zamiłowania latynoamerykanista, jest dyrektorem Centrum Studiów Latynoamerykańskich UW, na sali przeważali latyno-amerykaniści i dyplomaci, przemawiali trzej profesorowie („Hundert Profesoren Vaterland Verloren”, jak mówią Niemcy). Sama księga to gruby „Buch”, głównie dla studentów i pasjonatów Ameryki Ł., do których i ja się po trosze zaliczam. Po części oficjalnej, przy lampce wina, z której nie mogłem skorzystać (samochód), podszedł do mnie pewien profesor – Niemiec, Urs Mueller-Plantenberg, który wykłada na UW. Okazuje się, że  w zeszłym roku był na publicznej dyskusji o Pinochecie, w której  byłem jednym z  panelistów. Dyskusja była zorganizowana przez młodzieżowe organizacje prawicowe w auli Collegium Civitas – cała sala (z wyjątkiem działacza Amnesty International, jednego dziennikarza i mnie) była ZA Pinochetem, i to jak! „Nie mogę uwierzyć, że w Europie coś takiego jest możliwe”- mówił mi niemiecki profesor. A jednak, w Polsce wszystko jest możliwe.

Może mnie Internauci poprawią, ale odnoszę wrażenie, że w środowisku akademickim najbardziej aktywna i głośna jest młodzież prawicowa, w tym endecka/wszechpolska, co nie byłoby dziwne, bo tak podobno było przed wojną też. Rektor pewnego uniwersytetu opowiadał mi, że niedawno zaprosił do siebie przewodniczących organizacji młodzieżowych celem współpracy dla dobra uczelni. Okazało się, że „czerwoni i czarni” byli wobec siebie wrogo ustosunkowani i mocno najeżeni, aż  magnificencja był zdziwiony.

Z uniwersytetu pojechałem do ambasady francuskiej na uroczystość wręczenia Legii Honorowej mojemu dobremu znajomemu, Janowi Truszczyńskiemu, wybitnemu dyplomacie, od 1992 r. do niedawna w MSZ, był ambasadorem, a potem naszym głównym negocjatorem w rokowaniach akcesyjnych do Unii Europejskiej, w końcu sekretarzem stanu (czyli nr II) w MSZ. Pan Jan  wygłosił przemówienie piękną francuszczyzną, mówi też świetnie po angielsku i niemiecku (teraz jest prezesem Fundacji Polsko-Niemieckiej, czyli na uboczu). W gronie znajomych żartowaliśmy, że jak na obecne czasy, JT ma zbyt wysokie kwalifikacje, żeby był wykorzystany. Jakież było moje (miłe!) zdziwienie, kiedy podobny pogląd znalazłem dziś w komentarzu Jędrzeja  Bieleckiego w „Rzeczpospolitej”. „Władze francuskie nagradzają, polskie wolą nie pamiętać o swoich unijnych ekspertach”, czytamy w artykule pod wymownym tytułem „Legia zapomnianych negocjatorów”. Autor przypomina, że świetni fachowcy i dyplomaci (J.Pietras, J.Plewa, J. Truszczyński, J. Saryusz-Wolski) są na bocznym torze. „Dziś Polska, rezygnując z usług wytrawnych ekspertów, zdaniem wielu zachodnich dyplomatów sama sobie strzela gola” –pisze Bielecki. Brawo autor, święte słowa.

Wróciłem do domu w sam raz na „Wiadomości”, wieczorem czytałem świetną książkę („Walczę więc jestem” wspomnienia wielkiego szermierza i świetnego architekta, Wojciecha Zabłockiego, o których jeszcze napiszę, znakomita lektura).  Tak minął dzień. No, i – oczywiście – napisałem kolejny wpis do bloga.

Dziś udało mi się zakosztować  odrobinę  życia rodzinnego,  zobaczyć fragment meczu z Kolumbią (ale na szczęście nie ten najbardziej kompromitujący) i fragment meczu tenisowego Fernando Gonzalez (Chile!) – Marat Safin. Po starej znajomości kibicowalem Chilijczykowi (wygrał).

We środę, 31 maja, jadę do salonu „Polityki” w Sopocie, prowadzić spotkanie z Grzegorzem Miecugowem z TVN, a nazajutrz, 1 czerwca, sam spotkam się z Czytelnikami w „ogrodach Polityki’” w Elblągu. Zapraszam!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 38

Dodaj komentarz »
  1. Dziekuje za ten wspis, za mozliwosc krotkiego spojrzenia w panski „Alltag”:-). Szczerze, ale zdrowo zazdroszcze przyjaciol i mozliwosci rozmow z wieloma interesujacymi ludzmi. Pozostaje satysfakcja, ze czesc dnia spedzilem podobnie. Co prawda mam na mysli jedynie urywki meczu przeciwko Kolumbii i mecz tenisowy,ale zawsze cos:-). Ja za to bylem za Safinem. Szkoda, ze nie ma zadnych polskich chocby umiarkowanie uzdolnionych tenisistow grajacych w singla. Domachowska..bez komentarza, pozostaje nadzieja w siostrach Radwanskich.A z odstawieniem polskich doswiadczonych dyplomatow to naprawde kpina i idiotyzm.

  2. Po pierwsze chciałem Panu podziękować za tak częste wpisy do bloga, które zawsze czytam z przyjemnością, choć nie zawsze zgadzam się z prezentowanymi w nich poglądami. Po drugie, jako student donoszę, że dominacja prawicy w polskich środowiskach studenckich jest widoczna, choć nie powszechna i zaznacza się zdecydowanie bardziej w podejściu do ekonomii niż do „sfery ideologicznej”.
    W tej chwili przebywam na Universite Libre de Bruxelles i tutaj nie ma dominacji, tu jest monopol – lewicy. I to najczęściej skrajnej. Prawie codziennie, przemierzając główną uniwersytecką aleję można natknąć się to na uśmiechającego się z plakatów Che Guevarę, to na dzielnego Hugo Chaveza wymachującego pięścią Stanom Zjednoczonym. Być może to specyfika tego uniwersytetu, ale nie wierzę, aby na innych było radykalnie inaczej. Reasumując: zdecydowanie wolę polskie prawicowe „zboczenie” od belgijskiego lewicowego „monopolu”.

  3. też chciałbym mieć taki dzień, jak Pan

    mogę opisać swój

    10.00 wstałem

    do 13.00 uczyłem sie prawa cywilnego

    o 13.30 pojechalem na uczelnie

    o 15.30 wrocilem do domu, zjadlem obiad

    do 17.00 uczylem sie prawa administracyjnego

    od 17.00 do 19.00 surfowalem po intenecie

    od 19.30 – powrót do cywila

    o 23.00 zakonyczlem nauke, obejrzalem film

    teraz pisze ten wpis….ech, sesja…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. W konwencji wpisu do bloga mój komentarz jest następujący: 6 lat temu rzuciłam palenie.Jednego dnia. Z marszu.
    W maju bieżącego roku popadłam w uzależnienie od Passenta. Jednego dnia. Z marszu.
    Dobrze mieć przy sobie mądrego faceta.

  6. Szanowny Panie Danielu !!!!
    Jak na emeryta to Pan się nie nudzisz. Mój wczorajszy dzień nie był tak bogaty w wydarzenia:
    7:30 – 15:30 praca – na szczęście, że ją mam,
    16:00 – 18:30 oczekiwanie na poprawę pogody(było deszczowo) w tym czasie oprócz rytualnego już przeglądu prasy obejrzałem pierwsze pół godziny meczu naszych kadrowiczów- na szczęście nie jestem niewolnikiem TV,
    18:30 – 20:00 ponad godzinny bieg w tempie 4:50 na kilometr- na szczęście zdrowie pozwala mi na to,
    Po kąpieli i krótkim wypoczynku jeszcze spacer z żoną która jest moim szczęściem i na koniec przegląd internetu w poszukiwaniu czegoś nowego od D.P – na szczęście aktywnie bloguje.

  7. Nabrałam ochoty na kawę i babeczkę śmietankową. Babeczki nie mam, zrobię sobie kawy.

  8. Panie Danielu, też chciałabym zwiedzic te wszystkie kraje, moim marzeniem jest Ameyka Południowa ale, no cóż, wszystko jeszcze przede mną 🙂 Cieszę się, że Pan o tym piszę, mogę przynajmniej poczytać 🙂

  9. Panie Danielu!
    Jako przedstawicielka środowiska akademickiego pozwolę sobie skomentować kwestię dominujących poglądów wśród studentów.
    Panuje teraz moda na nijakość polityczną, dyskusje w większych gronach na ten temat nie są po prostu w dobrym smaku. Wśród przyjaciół, a i owszem, byle nie za bardzo”dogłębnie”.
    Prawdą jest, że środowisko prawicowe robi koło siebie najwięcej „szumu” i jest najbardziej krzykliwe, ale bynajmniej (wynika to z moich skromnych obserwacji), nie jest takie znowu liczne.
    Nie ma w Polsce młodzieży zaangażowanej w kwestie polityczne (tak jak np. we Francji), no oczywiście z chwalebnym wyjątkiem parad „normalności” kiedy to bliźni miłujący bliźnich rzucają w nich kamieniami, ale o tym jakże dobitnym akcie uczestnictwa polskiej młodzieży w szeroko pojętym życiu politycznym staram się zapomnieć…

    Pozdrawiam serdecznie i powiem cichutko, że zazdroszczę tylu ciekawych znajomych. 🙂
    Miłego dnia!

  10. Wie Pan, Panie Danielu, jeżeli tak miałby wyglądać przeciętny
    dzień polskiego inteligenta, wypełniony zarówno własną twórczością ( bo wpisy do bloga to też twórczość 😛 ), plus kilka spotkań, gdzie człowiek się odświerza intelektualnie, plus kilka refleksji o zyciu… to fajnie by było… i ani słowa o polityce..
    A Katalonia to taki KRAJ, któremu Polacy powinni się przyjglądac dokładnie i brac z niego przykład.

    Azrael

  11. Brawo Panie Danielu! Więc takich – stricte osobistych – wspisów! Co za dużo to nie zdrowo, więc odetchnijmy raz na jakiś czas od polityki…

  12. Bardzo,bardzo ciekawy dzien!!! Ale ja rowniez podgladam gre najlepszych w Paryzu i czekam na tenisistow z Polski.Moze siostry Radwanskie spelnia te nadzieje!!!
    Mnie rowniez zaskoczyla reakcja polskich studentow odnosnie Pinocheta.Mysle,ze my wszyscy uczuleni jestesmy na wszystko co „”czerwone””,dlatego nawet dyktator juz jest lepszy od komuny!!!
    Musze sie spieszyc,bo dzisiaj w Holandii polski dzien!!!
    General Sosabowski zostanie odznaczony posmiertnie orderem za bitwe o Arnhem.Nareszcie po tylu latach,
    sprawiedliwosci stalo sie zadosc!!!!

    Ps.O naszych europarlamentariuszch napisano tutaj,ze sa to ludzie bez oglady,nieznajacy jezykow i w czasie sesji mowiacy nie na temat.
    Pozdrowienia.

  13. Nie do końca zgodzę się z tezą o dominacji prawicowych idei wśród młodzieży. Standardem jest raczej bezideowość i brak zainteresowania polityką, którym towarzyszy okazjonalne wygłaszanie prawicowo brzmiących frazesów, należących do języka polskiej poprawności politycznej. Oczywiście konserwatywnej. Prawicowość młodzieży jest, zdaje się, powierzchowna i koniunkturalna. Nazywam to poglądami a’la Newsweek Polska, bo reprezentują je często bezkrytyczni konsumenci prawicowej propagandy, marketingowo sformatowani przez macherów od politycznego PR.
    Tak to wygląda na Wydziale Prawa dużego uniwersytetu.
    Wyróżniam się tam jako homo politicus, który potrafi odróżnić „new labour” od „neue mitte” , Gramsciego od Negriego i wie, kim jest Segolene Royale…
    Dla porządku muszę jednak dodać, że znam sporo osób, które w polityce dobrze się orientują, a przy tym wyznają paradygmat lewicowo-liberalny. Myślę, że gdyby zorganizować debatę: my kontra reszta roku, nie bylibyśmy bez szans…

  14. Kolejny raz przekonuję się,że najwięcej czasu mają ludzie zapracowani. Podziwiam i pozdrawiam. Vale!

  15. Zgodzam się z Natalią, że młodzież nie bardzo interesuje się polityką, więc na tym tle nawet mała grupa prawicowa może zrobić spory szum. Ja sam z olbrzymią przyjemnością czytam Politykę od siedemnastego roku życia, więc ciągle z nieodmiennym zdumieniem odkrywam, że moja córka (studentka) nie odróżnia np. Leppera od Millera, i wcale jej to nie przeszkadza.

  16. Dużo dziwnie fajnych zajęć-pozdrawiam…

  17. Od dawna marze, by byc emerytem 😉

  18. Widzę na blogu kilku kolegów studentów prawników.

    Mój dzień był wyjątkowy. Po 1,5 rocznym powracaniu do zdrowia wizyta na Wydziale Prawa w Poznaniu. Na razie tylko po to, żeby zmienić promotora bo ten …zachorował. Ale od października wrzucam ekspresowe tempo i wreszcie skończę ten V rok.

    Ten wydział jest nadal „mój”, ale już nie „mój” Twarze studenckie nieznane a profesorowie już Cię nie poznają jak kiedyś ( jeżeli kiedykolwiek poznawali) Mimo to, a może właśnie dzięki temu było mi przyjemnie choć dziwnie. Wyobrażam sobie co Pan czuł Panie Danielu po tylu latach.

    Zgadzam się z Łukaszem. Panuje bezideowość w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie chodzi o studencki pragmatyzm, bo to akurat popieram, ale o kompletny brak chęci zainteresowania się polityką. Powtarzanie frazesów, zwłaszcza tych z Newsweeka w stylu Rafała „na wszystkim się znam” Ziemkiewicza to rzeczywiście jakaś plaga. Z lewicowcem( miałem na roku trockistę) mogę jeszcze się posprzeczać, skrajną prawicę omijam. Ze względów estetycznych i nie tylko.

    Mnie najbardziej zadziwiła miałkość studenckich komentarzy i uleganie Ziobrowskiej propagandzie w sprawie dostępu do zawodów prawniczych. Szkoda, że „Polityka” nie opisała tego zagadnienia.

  19. Ja się cieszę, że „salon” studentów prawa jest tu silnie reprezentowany:)

    Może to archaiczny pogląd, ale wydaje mi się, że przyszłych prawników powinno interesować szerokie tło wydarzeń społeczno-politycznych, a nie tylko studiowanie podręczników i ustaw.

    Powinniśmy reprezentować szczególnie wysoką kulturę prawną i szacunek względem wartości demokratycznego państwa prawa. Powinniśmy mieć poglądy polityczne, własne przemyślenia, powinniśmy umieć dyskutować, wiele czytać, na tym polega chyba kultywowanie „etosu inteligenckiego”.
    Nie możemy wszechpolakom oddać monopolu na obecność młodych ludzi w publicznym dyskursie!

    Pozdrowienia dla wszystkich pzyszłych lumpenjurystów!

  20. To smutne i straszne zarazem, że za polityką Pinocheta jest tylu młodych Polaków. Sądzę jednak, że za Odrą i Bugiem myślą podobnie. Jeżeli chodzi o „nadfachowość” to jest cdomeną Polaków nie tylko w kraju. Fakt szkoda, że takich ludzi nie wykorzystuje się. W sumie miał Pan udany dzień i proszę o jak najmniej polityki w Polityce, to jest już za nadne.
    pozdrawiam serdecznie

  21. A co z absolwentami Politechniki? Spójrzcie co to za czasy, kiedy to programista (w przerwie od pracy) włącza się żywo do dyskusji. Oto Kaczyńscy pospołu z Giertychem i Lepperem prowadzą działalność aktywizującą obojętnych do tej chwili ludzi. Odmówicie im dobrej roboty? 😉

  22. Alez Pan ma zdrowie – chcialoby sie pwiedziec. I oby tak dalej!

    Co prawda bardziej nadaje sie do pisania depesz, niz jednej dluzszej wypowiedzi, ale co mi tam, inni nadrabiaja. Tak wiec kilka spostrzezen.

    Nie ma cukierni?, i nie ma w tym nic dziwnego w czasach, kiedy kroluje moda na zdrowe odzywianie sie. Waleczek tluszczyku na damskim brzuszku wywoluje zawstydzenie i zazenowanie. Po wybiegach spaceruja polprzezroczyste, kosciste zjawy nie z tego swiata, trudno poznac plec, ale podobno sa to kobiety. Tak wiec bar, ktory pozostal jest jak najbardziej na miejscu, z tym, ze prawdopodobnie nie ma tam dan macznych, jak pierogi, makarony, czy nalesniki, ale surowki do wyboru do koloru i do ataku watroby 🙂 Fitness klub moglby sie znalezc na miejscu cukierni i bylby to znak czasu.

    Nie chce Pan podac tematu artykulu? – blad. Konkurencja i tak by nie pisala, bo kuda im do Pana. Nikt sie nie bedzie kompromitowal na wlasne zyczenie. A tak moze sie zdarzyc zwyczajny zbieg okolicznosci, ktos moze napisac w tym samym czasie na ten sam temat i wyjdzie na to, ze chytrze wpuszcza Pan innych w maliny, zeby potem miec ucieche czytajac jakies wypociny(za przeproszeniem) 🙂

    „odnoszę wrażenie, że w środowisku akademickim najbardziej aktywna i głośna jest młodzież prawicowa, w tym endecka/wszechpolska, co nie byłoby dziwne” – a mnie to dziwi, bardzo dziwi. Zawsze mialam wrazenie, ze mlodziez akademicka to osoby o szerokich horyzontach. W tym wypadku trudno mowic o horyzontach – jakichkolwiek.

    O unijnych ekspertach sie nie pamieta i poki Kaczynscy u wladzy nie bedzie sie pamietac, wszak to liberalowie(eksperci) w najlepszym razie 🙂

    Czytam w Panskim „Codzienniku”, ze nie zna Pan jezyka francuskiego i w jkims stopniu jest temu winien Mieczyslaw Rakowski. Panie Danielu, mial Pan jeszcze tyle czasu i mozliwosci, ladnie to tak szukac winnego? 🙂

    Jesli chodzi o zaproszenie na spotkanie z Panem w Sopocie i Elblagu, serce krwawi, niestety, te odleglosci… 🙂

  23. Z jednej strony cenię sobie bardzo lekturę prasy online a także wzbogacających mą wiedzę o aktualnej Polsce tak blogów jak i komentarzy, z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że z racji kilkunastoletniego pobytu za niedaleką, ale jednak granicą i pełnionych bądz też nie pełnionych przez siebie funkcji, w wielu sprawach nie mogę, nie potrafię i nie chcę już zabierać głosu. Jedynie może w kwestii babeczek, a także za mych czasów popularnych WZ-etek z „Europejskiego” oraz w świetle niedawno publikowanego w „Polityce” artykułu o zanikających rzemiosłach, w tym m.in. zamknięciu cukierni na Pradze ośmielę się zastanowić, czy temu nie winna jest nadmierna motoryzacja Warszawy i związane z tym dziwaczne fitnessowo-dietetyczne mody? Bezsensowne samochodowe spacery tracących linię Warszawiaków rzucają mi się w czasie wizyt nie mniej w oczy niż wszechobecne kupska bardzo rasowych piesków. Pozdrowienia.

  24. Jestem zaskoczony, tym ze wsrod blogowiczow dominuja przyszli prawnicy. Ja rowniez studiuje ten kierunek, tyle ze za zachodnia granica ojczyzny. Moge jedynie powiedziec, ze postawa kompletnego braku zainteresowania jest rowniez bardzo popularna wsrod Niemcow i to nietylko we Frankfurcie nad Menem. Od kilku tygodni sie to co prawda zmienilo, po ogloszeniu zamiaru wprowadzenia oplat za studia. Ludzie zaczeli sie organizowac, manifestowac, rozgorzaly zaciete dyskusje o tym czy oplaty to dobra badz zla decyzja. Ogolnie panuje jednak ogolne rozczarowanie i niechec do rzadzacych w Niemczech. Niepokojace jest to, iz zyskuja na tym ekstremisci, coraz bardziej widoczni i agresywni szczegolnie we wschodniej czesci kraju.

  25. Nie wiem, jak jest z młodzieżą ogólnie, ale ta część młodzieży, którą ja znam, w przytłaczającej większości ma poglądy centrowe lub centroprawicowe. Dla przykładu, gdy w moim mieście (Olsztyn) organizowana była demonstracja przeciwko Romanowi Giertychowi, wiele osób zastanawiało się, czy iść ze względu na organizatora (Zieloni). Jeżeli kogoś popierają, to zazwyczaj PO, chociaż rzadko jest tak, ze bronią zacięcie swojej opcji – gdy jest powód do krytyki każdemu się dostanie. Przede wszystkim jednak nie lubią radykalizmu i populizmu, są dosyć liberalni, ale przede wszystkim w sprawach gospodarczych, rzadziej w spolecznych (tutaj umiar).

    A poza tym bardzo ciekawy dzień 🙂 Pozdrawiam

  26. Dziękuję za wpis. Bardzo wyczuwalny jest w nim klimat ‚Codziennika’. A tego odrobinę mi brakowało. (Proszę jednak nie przestawac komentować bieżących wydarzeń!).
    Można pozazdrościć tak bogatego w ciekawe spotkania dnia.. Ja jadę dziś nad morze. Nie mogę się doczekać zapachu wiatru.. Jednak cos za coś, tydzień bez lektury Pańskiego bloga, oj ciężko ;). Będę miała co czytac po powrocie. Pozdrawiam.

  27. Szanowny Panie Redaktorze,

    Istotnie, na promocji ksiązki nie było za ciekawie – przysypiał Pan nawet, ale wcale się Panu nie dziwię, sam byłem bliski uśnięcia. 🙂

    Refleksja na temat poglądów politycznych studentów smutna, ale niestety chyba prawdziwa. Miałem wątpliwą przyjemność uczestniczyć w „dyskusji” na temat Pinocheta, odbywającej się zresztą na kierunku którym kieruje prof. A.D. Byłem zaskoczony – większość studentów w ogóle nie była zainteresowana problemem, a ta część która juz zabrała głos „argumentowała”, że BYĆ MOŻE i owszem, Pinochet odpowiada za śmierć tylu a tylu, ale GDYBY komuniści przejęli władzę, to ZGINĘŁOBY znacznie więcej. Ręce z hukiem opadają…

    Niebywała jest też agresja pod adresem Gazety Wyborczej. Aż strach zaglądać na forum GW – chyba całe gromady prawicowo-narodowych internautów czekają tylko na to by móc dokopać „lewakom” (określenie jak „żydokomuna”, wszystko i każdy może pod nie podpaść), „pederastom” i Michnikowi w szczególności. Podobnie w konkurencyjnych mediach, z których symbolami są wspominany już „Newsweek” i nowa- opiniotwórcza-ciekawa-gazeta-codzienna, której „niezależność” i „obiektywność” są tak prawdziwe, jak jej reklama wisząca onegdaj na Pałacu Kultury („nie stoi za nami żaden pałac” – a gołym okiem widać że jest zupełnie inaczej).

    Nic więc dziwnego, że wśród większości (choć na szczęscie nie wszystkich) studentów Pinochet to przede wszystkim starszy Pan, który może i trochę przesadził, ale dał odpór tym wszystkim przebrzydłym lewakom. Żydokomunie zresztą też.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru.

  28. Bardzo ekscytujący dzień Panie Danielu, mój wyglądał bardzo niepodobnie 😛 . Upłynął mi pod znakiem prawa rzymskiego 🙂 … widać kolejny przyszły prawnik (czyt. osoba, która do niczego innego się nie nadaje, jak mówi mój „kofany” prof.) na Pana blogu 🙂 .

  29. Cieszę się że jest tutaj sporo przyszłych prawników 😉

    Z jednej strony obserwuje na mojej 600-letniej uczelni te same zjawiska które Wy opisujecie- bezideowość, nijakość, powatarzanie frazesów wygłaszanych przez medialne „autorytety”. Nie to jest jednak najgorsze.

    Przeraża mnie bowiem postawa wielu moich znajomych, młodych ludzi – także prawników, ślepo oddanych „nowej” ideologii.

    W czasie jednej z dyskusji jeden z moich inteligentych (tak mi sie przynajmniej wydawało wtedy) znajomych powiedział żebym „zaczął słuchać Radia Maryja, bo już jest ok”. Kiedyś także wspominał że ‚to dobrze że ludzie PiSu zajmują stanowiska w radach nadzorczych i KRRiTV”

    Merytoryczna dyskusja z takimi osobami jest niemożliwa (podobnie jak z politykami PiSu). I to jest najgorsze w całej tej sytuacji – bo jeśli to nasze pokolenie ma budować w przyszłosci ten kraj i stanowić jego elity, to czym on bedzie sie różnił od IV RP?

    Pozdrawiam wszystkie łże-elity!

  30. Właśnie wróciłem ze spotkania z Panem Grzegorzem Miecugowem i Panem redaktorem Passentem. Spotkanie bardzo ciekawe i pouczające, redaktor Miecugow w końcu bardziej bezpośredni niż na antenie 😉
    Zdziwiła mnie tylko opinia, że według niego Papież uległ wpływowi polskiego nuncjusza, który zachęcił go do spotkania się z członkami Trybunału Konstytucyjnego. Nie zgadzam się z tą opinią, nie wierzę, że głowa kościoła nie była zorientowana w sytuacji jaka się wokół tego urzędu wytworzyła. Także dlatego, że był doskonale zorientowany w każdej innej sprawie.
    Zabawne było także wystąpienie pana z publiczności, który domagał się podania rozwiązania sytuacji polskiego wybrzeża ze Stocznią Gdańską w szczególności. No cóż, ja miałbym dla tego przedsiębiorstwa rozwiązanie – wolny rynek. Stocznia jest nierentowna, więc musi upaść, być może powstanie na jej miejsce firma high-tech, ale głoszenie takich poglądów na forum publicznym, szczególnie w obecności tego pana mogło grozić pobiciem, bo to przecież kolebka Solidarności 😉 Ileż jednak może pasożytować ten relikt na naszym społeczeństwie? Ile czasu można utrzymywać socjalnie potrzebne miejsca pracy?
    Pozdrowienia dla Pana redaktora

  31. Widzę, że zaczynają się tworzyć korporacje w fanklubie D.P. To ja przyjmuję zapisy do korporacji ździebełko przeterminowanych cheerliderek.

  32. No cóż, po prawnikach przyszedł czas na zwykłego budowlańca. Miło mi spotkać Pana, Panie Danielu, na blogu! Odkąd wziąłem w młodości do ręki Politykę i przeczytałem Pana felieton („Raz w roku w Sikołapkach” bodajże ), nie odstępowałem Pana na krok:) Wróciłem nawet do książkowych wydań wcześniejszych felietonów, po prostu się z nimi utożsamiałem. Cieszę się że mam okazję bezpośrednio się do Pana zwrócić, był Pan przecież moją wyrocznią:) Po 11 latach pracy zawodowej w kraju, przyszło mi to pisać już z zagranicy niestety, ale internet to taki zmyślny wynalazek, że odległość nie gra roli. Ma Pan więc już we mnie stałego czytelnika. Pozrawiam i życzę dużo zdrowia i sił.

  33. Ludzie, ludzie, alez „nas” tu duzo! Pozdroweinia od prawnika w trakcie produkcji, tyle ze z pierwszego roku 😉

    Jest faktycznie sporo prawdy w obserwcji, ze trudno prowadzic dyskusje z osoba o wyraznych pogladach prawicowych, bo jest przekonana, ze „za nia stoja zelazne, niezmienne wartosci”. A taka moja, skromna osoba, to lewak. A „lewakow trzeba wieszac, ale wiesz, stary, to tylko moje prywatne zdanie”, jak to pewnego razu mialem nieprzyjemnosc uslyszec.

    Z drugiej strony, ostatnio zwrocilem uwage, ze bardzo latwo wpasc w niebezpieczna pulapke. Kiedy papiez krytykowal „duchownych-politykow”, usmiechalem sie…a potem pacnalem w czolo, bo rownie dobrze jego wypowiedz mozna zrozumiec jako potepienie, dajmy na to, teologii wyzwolenia, ktorej w czambul potepic nie potrafie. Trywialna to obserwacja, ale chyba za czesto o tym zapominamy.

  34. Do Jesieni: jestem przeciwna zbijaniu się w bojaźliwe czy też odwrotnie – nadpobudliwe grupki wiekowe czy zawodowe. Jeśli już, to nazwijmy rzecz z cheerleaderkami po imieniu a wtedy zostaje tylko frakcja ciotek kanapowych, których doświadczenie, zdanie, strój stosowny z mini włącznie owszem-owszem, za to przesadne tak solowe jak i grupowe podskoki entuzjazmu nie wzbudzą. Serdeczne pozdrowienia.

  35. No proszę,zgłasza się pierwszy(? )nauczyciel.Kiedyś na lekcji mówilam o potrzebie pasji w życiu, o rozwijaniu zainteresowań, o potrzebie czytania (Lektury, głupcze-E.Bendyk) maturzystka wykrzynęła odkrywczo-„Boże, ja nie mam żadnych zainteresowań!, ale i to dobrze,że odkryła w sobie ten swoisty stan chorobowy. Czy epoka Gutenberga już minęła?Czy kiedyś przyszłe pokolenia będą szukały pożółkłych kartek i przechowywały je jak relikwie?W jakim kierunku tak NAPRAWDĘ się to wszystko potoczy? Uciekłam z dużego miasta na wieś, bardzo mi brakowało takich drożdży,jak Pana artykuły i komentarze intenautów. Dziękuję.

  36. Na początek chciałbym podziękować za bloga i tym samym za gwarancje ciekawej lektury. Jako student chciałbym się jednak odnieść do Pana stwierdzenia o dominacji organizacji prawicowych wsród młodzieży akademickiej. Myśle, że niestety ma Pan trochę racji. Wsród studentów istnieją organizacje prawicowe i lewicowe. Jednak radykalne i skuteczne działania i poglądy reprezentowane przez organizacje prawicowe, a mało wyraziste i mające trudności z prostym przekazem pozostałe organizacje, stwarzają ogromne możliwości do dominacji tych pierwszych. Mimo to myślę, że największym problemem jest jednak bardzo małe zaangażowanie młodzieży akademickiej w jakiekolwiek działania i organizacje społeczne i polityczne. Takie postawy są pewnie jednak charakterystyczne dla większości społeczeństwa.

  37. Panie Danielu, jak to miło, że Republika Francuska docenia stare dobre kadry dyplomatyczne zapominając wprawdzie, że P. Truszczyński był agentem wywiadu (PRL). Znajomość języków chwalebna; no cóż miał okazję się nauczyć zagranicą, inni wszak musieli wystawać godzinami pod urzędami paszportowymi i często odchodzili z kwitkiem! Pozdrawiam

  38. Cięte pióro Krystyna i jego przenikliwość intelektualna powoduje, że dostałem na grzbiecie gęsiej skóry. Myślę, że problem znajomośći języków obcych dobrze rozwiązali bracia K. Żeby uniknąć kłopotów z żylakami na stare lata zrezygnowali z wystawania w kolejkach w biurze paszportowym i ostentacyjnie obstawali jedynie przy języku polskim, co jest widoczne gołym okiem w krasomóstwie Prezydenta. Za to talentów naukowych przyszłego prezydenta RP nie udało się ukryć i błyskawicznie, w wolnej Polsce, zrobił on habilitację i uzyskał tytuł profesorski ku pożytkowi jaki mamy z nowej jakośći ustaw sejmowych.

  39. Dzien dobry Panu.
    Chcialbym nawiazac do Pana felietonu z ostatniej POLITYKi pt.: O jedno zdanie za duzo i chcialbym Panu za ten felieton podziekowac. Jestem grafikiem. Przez wiele lat (w latach 70 – tych) zajmowalem sie m. in. rysowaniem komiksow dla dzieci, ktore byly drukowane w nieistniejacym juz Swiecie Mlodych, a potem w roznych wydawnictwach albumowych. Nie byly to historyjkii o dzialalnosci milicjij (jak np. Kapitan Zbik), ani zadne inne SLUSZNE. Mozna powiedziec abstrakcyjne. Nie nalezalem tez do zadnych owczesnie istniejacych stowarzyszen, partii, pracowalem glownie w pismach dla dzieci. Dziwnym trafem historyjki te funkcjonuja do dzisiaj i sa nazywane modnie: KULTOWYMI.
    W zwiazku z czym od czasu do czasu spotykam sie z moimi fanami – ja, w sumie malo wazny tworca pop kultury. Kilka lat temu mialem takie spotkanie podczas jakiegos festiwalu komiksowego w Warszawie i to spotkanie zostalo zapowiedziane mala notka w G.W. przez wlasnie p. Orlinskiego.
    W tej notce znalazlo sie od razu na poczatku zdanie: ” odbedzie sie spotkanie z … autorem kultowych komiksow z okresu PRL”…
    Widac facet tak ma. Pozdrawiam serdecznie t.b.

css.php