Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

9.06.2006
piątek

„Polityka”? Pierwsze słyszę.

9 czerwca 2006, piątek,

Niedawno w „Gazecie Wyborczej” („Duży format”) ukazał się wybór kilku znakomitych reportaży z czasów PRL, m.in. Hanny Krall, Ryszarda Kapuścińskiego i Janusza Rolickiego. Tak się złożyło,  że akurat te trzy teksty pochodziły z dawnej „Polityki”, czego w „Gazecie” nie wspomniano. Być może dla dzisiejszych redaktorów i czytelników „Gazety”, „Polityki”,  a na pewno dla  czytelników mojego bloga, nie ma to już dziś znaczenia. Ja patrzę na to inaczej – dla mnie „Polityka” to prawie 50 lat mojego życia i nie jest mi obojętne, że dawne zasługi naszej redakcji tak prędko ulęgają zapomnieniu. Drodzy Internauci, jak będziecie starsi, to też się przekonacie, że to, co dla Was jest dziś ważne, może najważniejsze, dla innych nie będzie warte nawet przypisu w gazecie.

We wczorajszej „Wyborczej” przeczytałem z zadowoleniem, że nagroda im. Zygmunta Kałużyńskiego będzie przyznawana w Toruniu. Z notatki dowiadujemy się, że ZK był „postrachem polskich reżyserów”, że „nigdy nie ukrywał swoich sympatii do PRL”, a nawet, że słynął z „nietuzinkowego wyglądu i sposobu bycia”. Jednego tylko z notatki się nie dowiemy: że Zygmunt Kałużynski od pierwszego numeru „Polityki” aż do swojej śmierci był w zespole naszego pisma i stanowił jeden z jego filarów. Bez Kałużyńskiego nie sposób wyobrazić sobie „Polityki”, ale roztargniona „Gazeta” o tym akurat nie wspomina. Być może autor notatki nawet o tym nie wie i znał Zygmunta tylko z telewizji?

Wczoraj po południu, wracając z „Polityki” do domu autobusem nr 157, znów czytałem „Gazetę”, a w niej całkiem obszerną informację Bartosza Wielińskiego  „CIA kryła Eichmanna”. Okazuje się, że amerykańska agencja wiedziała, iż Eichmann, jeden z organizatorów Holocaustu, ukrywa się w Argentynie, ale trzymała to w tajemnicy, gdyż w razie aresztowania mógł on wydać swoich wspólników (m.in. Hansa Globke) nadal czynnych w RFN, nawet we władzach tego kraju. W 1960 r. Izraelczycy na własną rękę odkryli, osądzili i powiesili Eichmanna. Podczas procesu Eichmann nie sypał, „a CIA przechwyciła część jego pamiętnika, w którym wspominał o późniejszym doradcy kanclerza RFN” – czytamy. 

Ale z „Gazety” nie dowiemy się tego, co być może już tylko dla mnie jest istotne: że pierwszym pismem na świecie, które przez szereg tygodni w 1960 r.  publikowało pamiętniki Eichmanna była… „Polityka”. Jak  by to było nie do wiary – tak było, pisze o tym Michał Radgowski w książce „’Polityka’ i jej czasy”, M.F.  Rakowski w swoich „Dziennikach”, wreszcie piszę o tym i ja, który te pamiętniki  dla „Polityki” pozyskałem. Wtedy  wydawało  nam się to najważniejsze na świecie, dziś pies z kulawą nogą o tym nie pamięta. Tak widocznie być musi, czas jest bezlitosny.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 60

Dodaj komentarz »
  1. To akurat tak samo, jak np. w artykułach o Linuksie nigdy nie wspomina się o projekcie GNU (i jego ideach), do tego stopnia, że jego użytkownicy nie wiedzą, że nimi są („dzięki czemu” nie rozumieją, co jest złego w DRM; przy okazji polecam http://list.7thguard.net/, mam nadzieję, że nie zgrzeszę tym za bardzo).

    Wygląda na to, że gorszy pieniądz nadal wypiera lepszy, a koniunkturalizm dyktuje warunki gry.

  2. Panie Danielu,
    To nie czas jest bezlitosny. To czasy są wredne. Selektywna amnezja jest w nich sposobem na trwanie, często bardzo komfortowe. W codzienniku wspomina Pan o znanym aktorze, który zapomniał w jakim serialu zdobył popularność i znanym reżyserze niepomnym skąd czerpał pomysły. Od tego gdzie się mówi ważniejsze jest raczej co się mówi. „Ludziom kultury” można wybaczyć artystyczne traktowanie przeszłości. Gorzej, gdy amnezja dopada tych, co decydują o naszych podatkach.

  3. Czas jak to czas
    Krawiec kulawy…
    pisala Maria Jasnorzewska-Pawlikowska.

    Panie Danielu,
    Nie wszyscy zapomnieli, ale mam niejakie wrazenie iz niektore osobniki po prostu wola nie pamietac.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. >> wreszcie piszę o tym i ja, który te pamiętniki dla „Polityki” pozyskałem.

    Wow! To ciekawa historia na cały artykuł! Czy może Pan przybliżyć tę historię, czy to na blogu, czy też w paierowej Polityce.

    Co do Polityki, to zaglądałem do niej w latach 80-tych. Była to najbardziej niezależne pismo wysokonakładowe w oficjalnym obiegu w tamtych czasach. Respect! ale minęło parę lat i dzisiaj Polityka w przekazie wartości i kadr coraz bardziej przypomina poskomunistyczny skansen.

    Czy wystąpił Pan do IPN’u o status pokrzywdzonego?

  6. Panie Danielu,ja mysle,ze pamiec o Polityce pozostanie „‚wiecznie zywa”‚.
    Doskonale pamietam wymienionych przez pana kolegow.Ksiazki R.Kapuscinskiego przeczytalam wszystkie.Sa one rowniez znane w Holandii.Ze lza w oku wspominam R.Kaluzynskiego.Pamietam rowniez jego rozmowy w TV z p.Raczkiem(?).Zawsze pelne humoru i przekory.
    Pozdrawiam Pana i wszystkich milosnikow Polityki.
    A p. Bogusiowi W dziekuje za slowa pokrzepienia.

  7. Panie Danielu!!!
    Proszę się nie martwić, tylko pisać w blogu, pisać jak najwięcej, a już przedstawiciele młodego pokolenia się o to dalej zatroszczą!!!
    Dawniej nie pisano, tylko ustnie z pokolenia na pokolenie przekazywano i proszę spojrzeć jaką miało to moc, ile pięknych opowieści, historii przetrwało!
    Widać dzisiejsze czasy, a raczej dzisiejsza prasa jest bezlitosna, ale naprawdę wśród młodych ludzi są jeszcze i tacy, którzy chcą się czegoś dowiedzieć i zapamiętać!!!
    Proszę nie tracić nadziei!
    Pozdrawiam serdecznie i słonecznie! 🙂

  8. drogi panie „polityka” juz nie jest modna. teraz trzeba czytać Nasz Dziennik, OZON i oczywiście W(y)prost. Polityka to pismo ktróre pan prezen i jego kompania zamkną za pogląday, dlatego proponujesz szukac innej pracy.
    Ale to tylko czarna wizja jaka mnie maszał. Czekamy na więcej wspsów

  9. To niewskazanie źródeł przez GW w przewrotny sposób może dowodzić jak ważnym pismem na czytającym rynku jest Polityka. Każda gazeta chciałaby być najbardziej opiniotwórcza, więc konieczność przywołania zasług najbardziej opiniotwórczego zespołu ( i to od 50 lat) uwiera. Poza tym co nie nazwane to nie istnieje. W końcu bezczelność Polityki nie ma granic, skoro istniała w czasach skundlonej komuny, zatrudniała pieszczochów reżimu, to jakim cudem nadal jest najbardziej poczytnym tygodnikiem w swojej kategorii ?

  10. Czas ma też pozytywny wpływ na obraz „Polityki” w społeczeństwie. Pokolenie 20-30latków nie kojarzy Pana tygodnika z przeszłym systemem. A mogłoby, prawda?
    A tak pisze Pan w bardzo dobrym i wpływowym tygodniku opinii. Który naprawdę obiektywny jest od kilkunastu lat. Zostawmy to w ten sposób.

    Klątwa polskiego hymnu

  11. Wg mnie gafy GW są żałosne (jeśli poczynione świadomie) i świadczą tylko – co zauważyli inni Internauci – o kompleksie GW wobec Polityki. Jeśli natomiast są to zwykłe dziennikarskie błędy wynikające z banalnego niechlujstwa i braku profesjonalizmu – to tym gorzej dla GW („to gorsze niż zbrodnia, to błąd!”). „Po prostu” się GW skompromitowała!

    A Polityka, jej Historia i jej znakomici Autorzy bronią się sami!!!

    Życzę Panu kolejnych 50 lat z piórem w ręku 🙂

  12. Jako wierny czytelnik „GW” zauważyłem, że redakcji sporadycznie zdarzają sie tego typu „przemilczenia”. Szkoda, bo cierpi na tym w jakiś sposób wiarygodność najlepszego polskiego dziennika. „Gazeta” lubi być na piedestale i może trudno jej redaktorom pogodzić się z tym, że istnieje pismo, które dla polskiej inteligencji jest co najmniej równie ważne jak „GW”, a na dodatek towarzyszy jej od tylu już lat. Nie dziwię się też rozżaleniu Daniela Passenta, który ma prawo (podobnie jak my wszyscy) wymagać od „GW” więcej niż od mediów springerowskich. W końcu noblesse oblige.

  13. „POLITYKA „, moj Boze w latach 60-tych moze troche w egzaltowany sposób nosiłem Ją w reku jako student ,prawie jako znak rozpoznawczy przynależności do elity .Przez mgłe jedynie pamietam dziennik Eichmanna, ale ileż cotygodniowych oczekiwań, a Co Oni napisza ???!!.Jeszcze raz ,na Pana rece Panie Danielu przesyłam podziekowania .Dla moich doroslych dzieci , dzisiaj w Stanach , ” Polityka” pozostała IM jako stała pozycja do czytania !! .A co do innego obszaru pamięci ,to mamy Mundial i słyszymy raczej tylko o dryżynie Gorskiego a polska drużyna z trenerem Piechniczkiem była Trzecia w 1982 roku .Nie dobra data?! .a jeszcze wczesniej w 1958 roku na stadionie Dziesięciolecia Nasz Wunderteam Cudownego trenera Mulaka pokonał Lekkoatletyczną reprezentację USA !!
    Czy to kiedyś będzie możliwe do powtórzenia . No nie, niemożliwe !!
    Oj, łza cudownych wspomnień wraca . Kiedyś tu napisano ,ze „Po Prostu ” było pismem wyprzedzajacym ukazanie się POLITYKI . Z wypiekami na twarzy jako nastolatek kupowalem i czytalem ” Po Prostu”.w Mojej wtedy szkole średniej przez co najmniej 2 tygodnie wisiał duży plakat przedstawiający zgliszcza Budapesztu z napisem „Nigdy wiecej Budapesztu ” i dla ilustracji bombyi czołgi z napisem CCCP. To taki wolnościowy „Pażdziernik ” w Polsce -pozostał w pamieci , a potem to ” Po Prostu ” i … zniknęło.Po kilku latach zerknąłem do „POLITYKI ” i tak już zostalo.
    B.lekkoatleta
    Serdecznie Pozdrawiam wszystkich

  14. Reprezentowany przez „Politykę” profesjonalizm jest po prostu nie w modzie. Dziś w Polsce niepodzielnie panuje amatorszczyzna (na estradzie, w mediach, polityce), a im kto mniej nadający się do roli, w jakiej występuje, tym bardziej eksponowany. Jak tu przywoływać zacne tytuły i nazwiska, skoro telewizyjnym Dzienikarzem Roku zostaje postać klasycznie antytelewizyjna (wielki łeb osadzony na wątłym ciałku, chorobliwa afektacja i wręcz kabaretowe kaleczenie zasad polskiej akcentuacji).

  15. Skoro z prasy nie dowiemy się wszystkiego i dokładnie, proponuję aby Pan częściej prostował przeinaczenia oraz przywracał pamięci epizody, które uległy zapomnieniu. Inna rzecz, że w ostatniej POLITYCE, „GAZETA” nie jest dużo lepiej potraktowana od „DZIENNIKA” czy jak mu tam, co nie znaczy, że źle. Dlatego też informacje zawarte w tym dzienniku są nieścisłe. Ponadto jak już któryś z blogowiczów zaznaczył należy z pokolenia na pokolenie przekazywać, choćby ustnie, informacje mające znaczący wpływ na historię.
    Ciekawe cz JK zamówił lekcje hymnu?
    pozdrawiam serdecznie

  16. Właściwie trudno powiedzieć, dlaczego informacje o źródle tych materiałów nie pojawiły się w tekście – chyba jednak powinny, choćby przez szacunek dla ich autorów.

    Swoją drogą, w dzisiejszych czasach tak sobie „Gazetę” w autobusie czytać… gratuluję odwagi 😉

  17. Cieszę się z informacji, że ufundowano nagrodę im. Zygmunta Kałużyńskiego, który był jednym z najwybitniejszych europejskich krytyków filmowych. Także człowiekiem właśćiwym do promowania osiągnięć tego wybitnego krytyka jest Tomasz Raczek. Osobiście podczas jednego z Pana pobytów w Sopocie chciałem zasugerować powołanie fundacji im. Kałużyńskiego, która by promowała polską twórczość filmową i teatralną o wysokich walorach artystycznych i ideowych. Sam Z. Kałużyński, to człowiek o szerokich horyzontach (z wykształcenia prawnik – adwokat, aktor, a wreszcze krytyk) i dramatycznym życiorysie. Nie sądziłem jednak, Polska jest we władaniu (na wzór południowych Włoch) skłóconych rodzin, które między sobą się biją, ale gdy ktoś naruszy ich papkę moralną, wówczas solidarnie stają w jednym szeregu żeby go zniszczyć.
    Publikację pamiętników w Polityce pamiętam. Pozdrawiam.

  18. Panie Danielu !!! Pana teksty to miód na nasze zszargane codziennością nerwy (nasze tzn. żony i mnie w tej właśnie kolejoności). Miło jest zobaczyć, że jest więcej ludzi, którzy myślą podobnie, tzn. racjonalnie i bez ideologicznego zacietrzewienia. Mamy i przeczytaliśmy Pana ostatnie, świetne książki (Choroba dyplomatyczna, Codziennik).
    Nawiązując do Pana wpisu o dotkliwych brakach w wiedzy wielu młodych dziennkarzy, muszę napisać, że to już mnie nie dziwi. Ale czego wymagać od „nieopierzonych intelektualnie” żurnalistów jeżeli przykład idzie z góry. Ostatnio Prezes wiadomo jakiej partii powiedział, że „w jego teczce są liczne akty na jego temat”. „Inteligient z Woli” nie odróżnia akt dokumentowych od aktów kobiecych. Ręce i spodnie opadają, jak mówił niezapomniany Zygmunt Kałużyński. Chociaż w kontekście Prezesa może być to niestosowny cytat.
    Pozostając chwilkę przy Prezesie i jego teczuszce. Byłem ostanio na spotkaniu z Mirosławem Chojeckim, który gdyby tak jak Pierwsza Osoba chciał pokazać dziennikarzom ksero swojej teczki miałby spory problem. Materiały zgromadzone na jego temat to około 4 tysiące stron (!). Ciekawe jakby to wyglądało od strony technicznej. A Prezes marne kilka stronniczek i jeszcze tyle krzyku o prześladowaniach i „inwygiliacji”.
    Pozdrawiamy
    P.S.
    Cierpliwie czekamy kiedy Polityka zorganizuje swój salon w Szczecinie!!!

  19. Panie Danielu!
    Nie przypuszczam aby pominięcia w GW wynikały z niechęci do Polityki.W
    GW pracują młodzi ludzie i tych czasów nie pamiętają.Tak to odczuwam.A
    że „Poltyka”była pismem nie wszędzie lubianym to przypomnę taki fakt.
    Jechałem samochodem przez dawną Jugosławię do Bułgarii i celnicy i pograniczycy zabrali mi egzemplarze”Polityki”,które miałem do czytania na urlopie.Pozdrawiam.JP

  20. Ja znajduję się w dość komfortowej sytuacji, bo od 1972 roku z polskich gazet czytam jedynie „Poltykę” i ona głównie kształtuje mój obraz współczesnej Polski.

    Zarówno Kałużyński jak i Passent, Rakowski, Urban, Krall, Kobyliński i cała plejada innych przyczynili się w jakimś stopniu do kształtowania mojego światopoglądu i smaku. Od Pamiętników Eichmanna, poprzez artykuły Rakowskiego o dobrych fachowcach, Urbana o pożytku z rozwiązywania krzyżówek, reportaże niezliczone – aż po dzisiejsze recenzje płyt Manna, rysunki Mleczki i recenzje kulinarne Adamczewskiego.

    Jednak i w „Polityce” trafiają się błędy i wypisuje się czasami głupstwa, przez przeoczenie, niedoskonałą korektę czy nieznajomość rzeczy.

    Tygodnik jest jaki jest, laurek wystawiać mu nie trzeba, bo broni się sam. Mnie wystarcza sam fakt, że – póki co – każdego tygodnia go biorę do ręki.

    P.S.
    Co to jest „Gazeta Wyborcza” ? ;-))

  21. Widać „Gazeta” coraz bardziej troszczy się o pozyskanie najświeższych neewsów na pierwszą strone niż o skrupulatne podawanie sprawdzonych informacji. Ale taki los już ją chyba czeka zwłaszcza że pojawił się dla niej wreszcie jakiś konkurent w formie „Dziennnika”; stracą na tym ci którzy niechcą aby podawano im dziennie garściami niesprawdzone dokońca informacje. Alternatywą sąchyba już tylko tygodniki. W zasadzie niedało się nigdy odczuć między nimi jakiejś wyjątkowo silnej konkurencji, prynajmniej tej komercyjnej (chyba).
    Co pan myśli o tym Panie Danielu?

  22. Pozwolę sobie polemizować się z tym, co napisał marekk. Przeczytałem jeszcze raz artykuł Agnieszki Rybak „Wojna gazet, wojna światów” w ostatniej „Polityce”. Zdecydowanie przychylniej odnosi się w nim autorka do „GW” niż do „Dziennika”, o którym pisze, że posługuje się językiem zastrzeżonym do tej pory dla tabloidów. Nie wierzę, że ta publikacja mogła sprowokować redakcję „GW” do tak finezyjnych działań odwetowych.

  23. Oczywiście polemizować z tym, a nie się z tym:) Za błąd przepraszam. Nie będziemy przecież wygłaszać tutaj filipinek!

  24. Dziwi mnie ta niechlujność w „Gazecie”. Zauważyłem , że niemal co drugi numer zawiera sprostowania dotyczące właśnie takich pomyłek. Oczywiście umieszczone gdzieś w kącie gdzie czytelnik rzadko je dostrzeże. W przypadku „Polityki” sprostowania nie było co jest dowodem, że „GW” popełnia jeszcze więcej gaf niż się do nich przyznaje. Być może redaktorzy chcieliby aby R.Kapuściński i H.Krall byli kojarzeni jedynie z Wyborczą. Zadanie tyle karkołomne co absurdalne. Jak pisał Krzysztof Mroziewicz każdy artykuł autora „Cesarza” był wydarzeniem a pomijanie źródła gdzie owe wydarzenie zostało opublikowane świadczy o braku profesjonalizmu.

    Zygmunt Kałużyński miał odwagę nazwać Krzysztofa Zanussiego „Zanudzim” wtedy gdy ten stał na piedestale kina moralnego niepokoju. Zauważył, że film powinien bronić się sam bez dopisywania mu sensu przez krytyków. Z dużą sympatią i przekorą opisał p.Zygmunta Jerzy Urban w swoim „Alfabecie”( motyw z siostrami Wahl- przekomiczny). Zresztą Pan też panie Danielu jest opisany w owym alfabecie. Swoją drogą nie wie Pan czy to prawda, że sławni polscy reżyserzy prosili redakcje by jakoś wpłynęła na popularnego krytyka aby ten przestał ich maltretować w swoich recenzjach? Jeżeli tak, to chociażby to świadczy to o celności i roli jaka pełnił Zygmunt Kałużyński.

    Ciekaw też jestem gdzie można przeczytać „traktat o brudzie” (jeżeli nie przeinaczyłem) Zygmunta Kałużyńskiego o którym przypomniał na jego jubileuszu Krzysztof Teodor Toeplitz.

    Panie Bernardzie „poza tym uważam , że Katragina powinna byc zburzona”
    Katon

  25. No dziś to już z Szanownym Panem naprawdę się zgodzić nie mogę, iżby nikt Panu kolaboracji z PRL i Polityką nie pamiętał. Pamiętają, oj pamiętają, bo im Polityke w kiosku do teczki wkładali całe lata 70.

    Jak teraz te teczki wyciągną na światło, to się Pan już nie wykręci. Pan Szanowny był z Polityką w Układzie! A jak z Polityką, to pewnie i z tym pamiętnikarzem Eichmannem! Pan PRL pewnie przesiedział w Werhrmachcie!

  26. Panie Danielu, nie wiem jakie sa stosunki miedzy „Polityka”, a „Wyborcza” – przyjazne, obojetne, wrogie?, ale wiem jedno – nikt, a tym bardziej gazeta adresowana do podobnego „elektoratu”, nie bedzie robila „Polityce” darmowej reklamy. I to w momencie kiedy „Gazeta” zwarla sie w smiertelnym pojedynku z „Dziennikiem” (art. w ostatniej Polityce). Nie takie subtelnosci Wandzie Rapaczynskiej teraz w glowie.

    W interesach nie ma zmiluj sie. Powinien Pan sobie z tego zdawac sprawe, a pisze Pan, jakby Pan byl nie z tego swiata, a jest Pan tylko nie z tej epoki i ma Pan wszczepione poczucie przyzwoitosci, co tylko przemawia przeciw Panu w czasach, kiedy buraki w stanie surowym sa podstawowym daniem na stolach naszych wladcow. O slomie i kamaszach nawet nie wspomne 🙂

  27. Panie Danielu ,

    niektórzy zwyczajnie mogą nie wiedzieć . Dzisiejsze czasy sprzyjają młodym „pistolecikom” nastawionym na szybką karierę i w wielu wypadkach pewnie te nieścisłości . Pozdrawiam.

  28. Pan Redaktor Szanowny ponarzekał i poutyskiwał – i co z tego?

    Może lepiej zakasać rękawy – i tak jak TP – udostępnić WSZYSTKIE stare roczniki na jakichś współczesnych nośnikach, typu DVD i CD?

    To byłoby coś. Z korzyścią nawet dla tych początkujących studenciaków, którzy najwyraźniej pisują dla GW…

  29. Majorze, to fakt, ze Zygmunt Kaluzynski wymyslil Zanussiemu te ksywke, ale nie zgodze sie, ze pierwsze filmy Zanussiego byly nudne. Tzn, dla mnie nie byly nudne. Swietnie opisywaly bliskie mi srodowiska i tamten czas, ktory dla Pana jest czasem przeszlym i malo atrakcyjnym.

    Jesli chodzi o „Traktat o brudzie”(?) – tez nie pamietam tytulu dokladnie – to chyba czytalam w „Polityce” wlasnie – ale glowy nie dam.
    Jakos nikt nie wspomina o ksiazkach autorstwa Zygmunta Kaluzynskiego. Ostatnia, jaka czytalam to „Pamietnik orchidei”. Swietna rzecz(tam tez jest fragment o brudzie). Erudycja Pana Zygmunta byla powalajaca. No ale tez i wiele widzial, nie tylko czytal.

    Kiedy mysle o Zygmuncie Kaluzynskim, mysl pomyka mi do Tomasza Raczka, ktory jakis czas, krotki czas, pisal recenzje do „Polityki” i zastanawiam sie dlaczego z takiego swietnego autora „Polityka” zrezygnowala? A dalej skojarzenia kaza mi zastanawiac sie i zadac pytanie, dlaczego rownie swietny Marcin Meller tak krotko zagrzal tam miejsce?

    Ale te dwa ostatnie pytania sa oczywiscie nie do Pana, ale do Daniela Passenta, moze kiedys w jakims odcinku bloga zechce o tym wspomniec 🙂

  30. Dzień dobry. Jak miło wrócić.. Spędziłam wspaniały tydzień nad Bałtykiem, bez komputera, internetu, telefonu oraz telewizji. Odpoczynek po prostu. Ale ‚Polityka’ była. Była ze mną na plaży, była w ośrodku wczasowym.. była przez cały tydzień. A teraz jest następna.. Za parę dni będzie kolejna. I teraz ona mnie wprowadza w życie. I bardzo mi się to wprowadzenie podoba. Zawsze bedą ludzie, którzy docenią.. i na pewno nie zapomną. Jak miło wrócić do lektury bloga. Pozdrawiam.

  31. Vox populi Ja nie oceniam twórczości tego przecież wybitnego reżysera. Wskazuje jedynie na cywilną odwagę pisania o sławnych reżyserach w sposób wolny od bałwochwalstwa uczciwie, dowcipnie- tak jak Kałużyński myślał. W niektórych filach Zanussi poruszał tematy ponadczasowe, więc wiek widza gra roli. Przykładem znakomite „Barwy ochronne” -aktualne i dzisiaj Jeżeli chodzi o felietony Krzysztofa Zanussiego to ksywkę P.Zygmunta uważam za bardzo trafną.
    Nie wiem dlaczego odszedł Tomasz Raczek ale wiem, że Marcin Meller został redaktorem naczelnym polskiej edycji „Playboya”. Przyznasz chyba, dla każdego mężczyzny jest to z wielu względów propozycja kusząca. Czytałem wywiad red.Mellera z Kazimierą Szczuka i byłem zawiedziony, zwłaszcza mając w pamięci świetne teksty z „Polityki”( np. ten o polskich wykidajłach)

    P.S. do prywatnej listy moich autorów zapomniałem dopisać świetnego Piotra Pytlakowskiego.

    pozdrawiam

  32. Panie Passent!
    („Panie Danielu” wydaje mi sie zbyt oficjalne, spoufalam sie wiec, ale tylko dlatego, ze jestesmy kolegami z tej samej lawy uniwersyteckiej, tyle ze ja ciutek pozniej).

    Otoz historia „Polityki” jest chwalebna, a wiadomo, ze bez znajomosci historii nie ma tozsamosci. Ale co z „Polityka” teraz i w przyszlosci. Mnie na przyklad przez ostanie lata doskwiera ubostwo tematyki ekonomicznej w tym opiniotworczym, ogolnopolskim, inteligenckim tygodniku. Przeciez to co pisze Bendyk, co przytacza ze swiata Zakowski nie jest zadna ekonomia, przynajmniej w jej glownym nurcie. Dlaczego tak malo jest o prywatyzacji bankow w Polsce, o „schladzaniu” Balcerowicza, o przebiegu makro reform w krajach nowej UE. O Irlandii, o Estonii i Litwie, dlaczego tam wzrost jest wyzszy niz w Polsce, co decyduje o wzroscie gospodarczym, czy Balcerowicz ma racje postulujac wzmocnienie sadownictwa i prawa w transakcjach gospodarczych. Czy budownictwo moze przyspieszyc, czy bezrobocie moze spasc, czy wzost moze siegnac 12 procent rocznie. Czy warto wprowadzic euro? Czy solidaryzm PiSu jest alternatywa dla Polski?

    Nic, w „Polityce” na te tematy cisza, same tylko salonowe dyskursy i pogadanki, o reklamach i tanim lataniu w ostatnim numerze. I dosc niewydarzony komentarz, plytki i nie calkiem zrozumialy, p. Wladyki o podatkowej wojnie na gorze. Nie dosc, ze „Polityka” nie opisuje polskiego zycia gospodarczego, to nawet nie probuje ksztaltowac myslenia o nim.

    Za komuny bylo lepiej, przynajmniej w „Polityce” o ekonomii, relatywnie rzec biorac.

  33. Trafne spostrzeżenia. Dodam, że Wyborcza ‚zapomniała’ umieścić Zygmunta Kałużyńskiego na swojej corocznej liście wybitnych osób które zmarły w danym roku. Byłem zbulwersowany, ale też mam do Wyborczej podejscie Wybiórcze.

    Poza tym zgadzam się z krytyka telegraphic observer’a. Sam zresztą wspominałem już, że poziom Polityki wyraźnie opadł. Galopujący major przedstawił mi swoją listę ulubionych autorów. W zasadzie się zgadzam, ale niektóre teksty są bardzo nierówne. Ostatni artykuł Szostkiewicza o kulcie relikwii to istne banialuki i bajania. Dobre dla pierwszej klasy liceum. Gwoli ścisłości, relikwie Mahometa znajdują się i owszem w Stambule (a nie Istambule jak chce pan Szostkiewicz. Albo Stambuł, albo Istanbul) ale nie w jakimś meczecie tylko na terenie pałacu sułtańskiego w specjalnej sali, zwanej ‚sala relikwii’. I tak dalej. Czepiam się, ale od Polityki oczekuję wiarygodnych i ambitnych tekstów a nie czegoś co mogło by się ukazać w Przyjaciółce. Z tego samego wzgledu nie lubię raportów Polityki, które starają sie być odkrywcze a są najczęściej płytkie i mierne. Ostatnio się załamałem czytając raport o blogach. Autorzy są przekonani, że nie ma dobrych polskich blogów politycznych. Może jednak warto zapytać zanim się coś takiego napisze, he?
    Panie Danielu, czy nie można by przekonać redakcji żeby jednak zrezygnować z żółtych podkreśleń w notkach?? Błagam, toć to upokarzające dla czytelników.

  34. Drodzy Internauci, dzięki za komentarze, tylko dwie odpowiedzi ad hoc:

    P. KoVal: Konkurencję pomiedzy tygodnikami może widać mniej niż pomiedzy dziennikami, ale ona istnieje. Na sytuacje tygoników maja tez wpływ dzienniki (ich dodatki etc), a także media elektroniczne. Prasa codzienna, np GW czasami podaje tendencje i aktualne dane. Polityka utrzymuje się na pierwszym miejscu wśród tyg.opinii, ale rynek jest trudny.

    Vox-populi: Pan Tomasz Raczek odszedł z Polityki wiele lat temu do Wprost, gdy z po dokładnym rozważeniu wszystkich za i przeciw, doszedl do wniosku, że to jest dla niego bardziej korzystne (sam mi to mówił).

    P.Marcin Meller został naczelnym polskiej wersji Playboya.
    To chyba normalne, że ludzie zmieniają pracę, niektorzy sa przywiązani do jednego tytułu całe życie, a inni szukają nowych możliwości.

    Pozdrawiam, Pass

  35. Juz mialem napisac o dziwnej dla mnie formie zwracania sie per
    „Panie Danielu” ale mnie uprzedzono.
    Wlasciwie powinien Pan zaproponowac swoisty bruderszaft ze swoimi czytelnikami. Tym, ktorym imie tylko nie przeszloby przez …keyboard,
    radze uzywac Panie z grzecznosciowymi przymiotnikami, albo jak przyjete na swiecie – Panie Passent.

  36. Szanowny Panie Redaktorze.
    Niech Pan się nie dziwi „Gazecie”. Zawsze miała ambicję być opiniotwórczą ale nigdy nie była obiektywną. Choć jest dziennikiem a nie tygodnikiem i rynkowo nie stanowicie dla siebie konkurencji, to widocznie „Gazeta” zazdrosna jest o wpływ na kształtowanie opinii publicznej. Widać „Łonda Rapaczyński” już goni w piętkę i rzeczywiście nadchodzi chyba już zmierzch „Gazety”. Zarozumiała „Gazeta” nie może pogodzić się z tym, że jej epoka się już kończy, nie potrafi zmienić stylu i funkcjonuje po staremu w dobie degeneracji elit politycznych. Wydaje się, że rośnie dystans między tymi psiejącymi elitami a społeczeństwem, które czuje, że coraz bardziej to nasze państwo staje się wrogie ludziom – a tam „Gazety ” tak naprawdę nie ma. „Polityka” natomiast jest ważna co najmniej dla dwóch pokoleń Polaków i cieszy się ich uznaniem, co widocznie nie jest w smak „Gazecie”. Pamiętam ojca, który czytał „Politykę” od deski do deski i wyławiał istotne podteksty. Na „Polityce” uczył nas, swoich synów, jak czytać prasę. „Gazeta” wyrosła w czasach gorączki przemian, była kiedyś wielka, większa i największa, ale to już historia. Sposób traktowania „Polityki” wskazuje, że „Gazeta” zeszła do poziomu przywódcy PIS-u i to jej chyba wróży klęskę. A może się mylę, może jako naród i społeczeństwo kretyniejemy, podążamy za elitami politycznymi i „Gazeta” nadal będzie ważnym, kształtującym opinię medium?
    Czytając Pański blog przypomniałem sobie korytarz redakcji i pouchylane drzwi pokojów. Twarze redaktorów Mroziewicza i Baczyńskiego a także Zygmunta Kałużyńskiego, (którego jednak wolałem czytać niż oglądać i słuchać), no i oczywiście Pani Ewy Nowakowskiej, która mnie „pilotowała” gdy przyszedłem ze swoim tekstem i którą proszę przy okazji serdecznie pozdrowić. Jeśli Pan to zrobi, to proszę powiedzieć, że pozdrowienia przesyła taki jeden gliniarz, o którego „wypociny” zatroszczyła się zaraz po wielkich przemianach 1989 roku.
    Gratuluję Panu ilości komentarzy, stąd nie będę zaskoczony, gdy nie znajdzie Pan czasu na danie sygnału, że mój e-mail do Pana doszedł.
    Pozdrawiam – Nemer.

  37. Panie Redaktorze Passent
    Specjalista w dzisiejszych czasach jest na ogół ignorantem w każdej dziedzinie, ktora nie wiąże się z jego specjalizacją.Zalew informacji sprawia,ze każdy z nas może opanować zaledwie niewielki ulamek całkowitej wiedzy.Ktoś kiedyś powiedział, że Goethe był ostatnim człowiekiem, który wiedział wszystko. Ochrona własności intelektualnej jest nie w modzie.Uczniowie nic złego nie widzą w ściąganiu, studenci nie przejmują się bibliografią, prace magisterskie niekoniecznie pisane są przez magistrantów, a w kręgach naukowych kradzież myśli zdarza się wcale nie sporadycznie. To o czym Pan pisze jest częścią tej wszechobecnej praktyki. To symptom naszych czasow. Nie zgadzam się z opinią dotyczącą Raportów Polityki. Uważam te raporty za wstępną próbę zdiagnozowania rzeczywistości. I jako takie są bardzo pożyteczne, bo jak rzekłam nikt nie jest omnibusem, próby zwrócenia uwagi czytelników na zjawisko jako proces są znakomitym pomysłem.Artykuły, z którymi się nie zgadzam, traktuję jako drożdże w myśl zasady, „Otwórz książkę i przeczytaj co inni myślą, zamknij książkę i zacznij sama myśleć”

  38. Wszystko już na tym świecie zostało powiedziane,panie Danielu . Nie można więc pierwsze słyszeć o „Polityce” Pozdrawiam weekendowo.

  39. Witam, straszna burza z ” Panem Danielem ” . Dla mnie natomiast Panie Passent brzmi niezwykle urzędowo i dudniąco jakoś . Żywcem wyjęte z dawnej epoki . Mr.Passent brzmi much better , ale jesteśmy w Polsce . A może Pan wskaże jakąś formę przez siebie ulubioną ? Pozdrawiam.

  40. Cóż za wspaniałą intryżkę uknuły kacze dziobki, najpier jakiś TW w otoczeniu Zyty wmanewrował ją i Marcinkiewicza w podwyższenie podatków łże-elitom, potem J.K. podkręcił atmosferę na kongresie PiS sprowadzając zera na właściwe dla nich miejsce, chwila na zagotowanie się środowiska, i jest, proszę bardzo pan prezydent jak Rejtan rzucił się, o mało nie rozdarł koszuli, bohatersko odparł knowania rządu, PiS-u i własnego brata. I już elity podatkowe mogą biec, cmoknąć dobrodzieja w łapkę. Temu groźnemu sapnięcie pana prezydenta nikt nie może się oprzeć.

  41. Panie Redaktorze, poniewaz zostalismy skrytykowani za forme zwracania sie per Panie Danielu,chce spytac Pana wprost,czy ta forma jest wysoce niestosowna???Bo jesli tak..to ja od razu przechodze na bardziej oficjalna!!
    Ale pocichutku chce dodac,ze juz bardzo mocno sie w panskim blogu zadomowilam! No,ale „wie ben ik”(ktoz ja jestem) jak mawiaja Holendrzy.
    Jak zawsze serdecznie pozdrawiam.Ana

  42. Szanowny Panie Redaktorze !!!!!
    Popieram Anę. Niech pan napisze czy forma Panie Danielu jest dopuszczalna, czy może Pana razi?

  43. Ponieważ blog pana Passenta jest wielowątkowy a sam autor w ostatnim numerze Polityki przy okazji Mundialu napisał tekst o kraju naszego wczorajszego rywala, pytam Was co sądzicie o postawie naszych kadrowiczów?
    Dla mnie osobiście wynik meczu był ogrom…………………nym rozczarowaniem. Totalny zawód. Należałem bowiem do ogromnej grupy kibiców optymistów. Myśląc o kolejnych meczch w naszej grupie JANAS w każdym bądź razie w w następnej rundzie nie widzę.
    Po tym co nasi pokazali, po tym jak reagował na wydarzenia na boisku trener( a właściwie brak szybkiej reakcji gdy aż prosiło się o zmiany) trudno być optymistą nawet umiarkowanym. Kolejna mundialowa szansa stracona. Kiedy doczekamy następców śp. K. Górskiego i A. Piechniczka. Może trener Kasperczak?

  44. „Polityka” byla i jest jednym z lepszych polskich pism.Pozostaje jej wierny od lat bez mala 40-tu – z czego 20 w RPA.Pan z kolei jest najchetniej przeze mnie czytanym felietonista.Do dzis pamietam panski felieton zaczynajacy sie slowami-cyt:”Od czasu jak w Piotrkowie Tryb na stacju benzynowej wydano mi reszte prezerwatywami – myslalem , ze juz nic mnie nie zdziwi”- koniec cyt.Ciekawe czy pamieta pan o czym ten felieton traktowal?
    A poza tym przezywam porazke Polski z Ekwadorem , ale to temat na blog z Pilchem- o ile wiem chyba jeszcze nie bloguje?

  45. Tak na marginesie: Niemcy nas zgniotą, a Kostaryka przejdzie po naszym trupie! 🙁

  46. Bylas klatwa Piechniczka jest klatwa Pelego? Parafrazujac Pilcha mozna by rzec wszystko czego sie mozna dowiedziec o wspólczesnej polskiej pilce bylo widac w meczu z Ekwadorem..niestety

  47. Szanowne Blogowisko, Drodzy Blogowicze, jeżeli będziecie się do mnie zwracać per „Panie Danielu”, to będę ZACHWYCONY! Oczywiście, „Panie Danielu”. Yes. Yes. Yes.

    Przy okazji wspomnę, że kiedy Henry Kissinger, profesor uniwersytetu Harvarda, został sekretarzem stanu, czy doradcą prezydenta, to współpracownicy zapytali jak mają się teraz do niego zwracać, „panie ministrze”, „panie profesorze” czy jak? A on na to odpowiedział „Ależ nie zawracajcie sobie głowy, wystarczy ‚Ekscelencjo’.

    Drogi Wojtku, jak możesz uważać, że porażka z Ekwadorem to temat nie dla mnie? Oglądaliśmy mecz całą rodziną i mam świadków, że przewidziałem taki wynik (ale świadek nie może być spowinowacony?. Nie było to takie trudne, ponieważ taki jest poziom piłki nożnej w POlsce. Mundial 1972 (na którym byłem z ramienia ‚Polityki’), to był wyjątek, tak jak kiedyś Wunderteam w lekkiej atletyce. Wczoraj nasi grali mw na swoim normalnym poziomie, może ciut słabiej, ale z próznego i Salomon nie naleje. Kiedy się patrzy jak graja Niemcy czy Anglicy, to widać róznice klasy w lopanowaniu piłki, przyjeciu podaniam szybkości. Oczywiście, piłka jest okrągła itd, ale ja bym nie liczył na cud i nawet nie byłem oburzony na nich, tylko na nas wszystkich, którzy raz na kilka lat żyjemy w malignie. Trochę mi to przypomina Chile, gdzie też maja fioła na puinkcie piłki i ogromne złudzenia (byli w Mundialu w Paryżu), już pierwszego dnia obliczają, że jak wyjda z grupy, to w pólfinale trafią na Kamerun i jeśli Kamerun nie bedzie dobrze dysponowany, to final jest w zasięgu ręki, czyli nogi.

    Pozdrawiam, Pan Daniel

  48. Kiedys Jerzy Pilch napisal felieton na temat form grzecznosciowych stosowanych przez Polakow.
    Forme „Panie X” uznal za malo elegancka i p r o w i n c j o n a l n a. Wyrazil sie bardziej dosadnie, jak to Jerzy Pilch, ale nie bede cytowac. W kazdym razie wspomnial cos o strozach(gospodarzach domu) i sekretarzach partii 🙂

    A oto inna opinia na ten temat, wydaje mi sie, ze miarodajna:

    „Zwracanie się do kogokolwiek – i w relacjach prywatnych, i zawodowych – za pomocą formy panie lub pani poprzedzającej nazwisko nie uchodzi w Polsce za eleganckie (inaczej jest na przykład w Niemczech). Wyjątek stanowią małe miejscowości, w których wszyscy na ogół się znają i w których zwyczaj zwracania się do siebie w tej formie jest przyjęty.
    Zgodnie z zasadami polskiego savoir-vivre’u formy zawierającej imię, np. panie Marku, możemy używać wobec kogoś, z kim nie jesteśmy wprawdzie na ty, ale z kim łączą nas bliskie stosunki towarzyskie.”
    — Małgorzata Marcjanik, prof., Uniwersytet Warszawski

    Jakie stosunki lacza nas z Redaktorem Danielem Passentem? Panie Redaktorze prosze rozwiac nasze watpliwosci.

    *****
    „Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą.
    Niełatwą, bo nie na tem kończy się, jak nogą
    Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo;
    Bo taka grzeczność modna zda mi się kupiecka,
    Ale nie staropolska, ale nie szlachecka.”

    Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”

  49. Dla jeszcze nieprzekonanych link 🙂
    http://slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?id=875

  50. Panie Danielu,
    Tym razem nie do konca sie zgadzam z moimi niektorymi „przedmowcami”. Nie ulega watpliwosci, ze Polityka, za czasow PRL, zgromadzila swietnych dziennikarzy. Byla chyba najlepszym tygodnikiem. Wydawac gazete, ktora unikala nowomowy, starala sie przynajmniej podjac gre z cenzura, bylo sztuka. Oczywiscie, ze Polityka musiala tez pisac bzdury (przepraszam za slowo), po „jedynej slusznej linii”, takie byly czasy, i oskarzanie kogokolwiek o to byloby nie fair. Zreszta nawet z najczarniejszych czasow (1968) Polityka wyszla obronna reka czytaj: zachowano sie przyzwoicie. To sztuka. Polityka nigdy nie byla gazeta opozycyjna, bo po prostu w totalitarnym systemie nie istnieje oficjalne pojecie „opozycji”.
    Uwazam, ze przemilczenia GW, przynajmniej w tym wypadku, nie sa celowe. Coz naprawde Gazeta walczy o przetrwanie i chyba nie bawi sie w delikatne gry z Polityka. Malo kto taka gafe zauwazyl. Nie ma tez raczej zadnego kompleksu polityki czy schodzenia do poziomu PIS, jak uwaza. Nemer. Przyszlosc Agory widze czarno. Raz jeszcze wygral kapital zagraniczny. Wiekszosc sie cieszy, bo przegral znienawidzony Michnik. Zreszta to cud, ze Gazeta ma taka sprzedaz, choc naczelny jest uwazany za Wroga Publicznego Nr. 1, a Prezydent atakuje gazete bezposrednio. Jest to zmierzch pewnej epoki. Moze niemiecki koncern tez zacznie wydawac neoendeckie szmatlawce, ludzie uciesza sie. Oby przynajmniej Polityka sie utrzymala, na dotychczasowym poziomie!. I polemizowala z rzadem, a niech prezydent od samego oltarza ja atakuje, oznaczac to bedzie pelny sukces.

  51. Jest byc moze prawdopodobne, ze GW, a raczej Agora szykuje sie do stworzenia tygodnika alternatywnego do P. W. N-week, etc. i stad jest ten pewien „opor” w cytowaniu zrodla.

    A moze powod jest bardziej prozaiczny – moze te teksty funkcjonuja juz niezaleznie, w antologiach czy tez w public domain. I tak dobrze, ze pamietali kto to napisal…

    .d

  52. No coz, Wyborcza ostatnio zaczela mocno konkurowac. Wczesniej z Faktem, teraz z Dziennikiem, wiec po drodze takze z Polityka.

    Uderzajace jest jak dziennikarze Wyborczej doszukuja sie bledow w innych gazetach. Ostatnio czytalem o tym jak to Dziennik na pierwszej stronie napisal o buncie rektorow w odpowiedzi na pomysly podatkowe Ministerstwa Finansow. Wyborcza dotarlo do jakis-tam rektorow, ktorzy twierdzili ze wczale wielkiego buntu nie ma, ze Dziennik przesadzil, itp. Potem ogladalem Wiadomosci, ktore wlasciwie powtorzyly to samo co Dziennik, lecz Wyborcza zdazyla zrobic juz wielki artykul o tym jak to Dziennik klamie.

    Niedawno mialem okazje rozmawiac z dziennikarka z Wyborczej (wiecej o tym na moim blogu http://camell.blox.pl). Poopowiadalem jej pare rzeczy, nazajutrz na blogu przez nia prowadzonym, ktory mial byc wstepem do serii artykulow jakie maja sie w czerwcu ukazac w Wyborczej, przeczytalem rzeczy ktorych nie mowilem.

    No comments.

  53. Panie Danielu.
    Troche goryczy daje sie wyczuc w tym ostatnim blogu…Zupelnie niepotrzebnie!
    Powinien Pan sie czuc dumny,wyrozniony przez los, uprzywilejowany.
    Przez kilkadziesiat lat robil Pan „kawalek dobrej roboty”, dzieki felietonom w Polityce dawal satysfakcje dziesiatkom tysiecy czytelnikow,lacznie z nizej podpisanym (rocznik 1949). Do dzisiaj, mimo 35 lat na emigracji(Szwecja).sledze Pana dzialalnosc, i mam wielka frajde z tego, co Pan tworzy.

  54. Jesli dzial gospodarczy w „Polityce” rozrosnie sie znaczaco kosztem innych dzialow, a nie daj Boze kosztem felietonow – ja sie wypisuje 🙂

  55. Pani Elżbieto, mnie osobiście bawiło w tamtym czasie czytanie „Polityki” „między wierszami”. Często również zastanawiam się jakie byłyby losy J.Urbana i F.Rakowskiego gdyby nie ich romans z wielką polityką. To były dobre pióra. Serdecznie pozdrawiam.

  56. Panie Danielu!
    Przypomina mi się fragment wywiadu z Jeremim Przyborą, który na temat fraternizacji opowiadał tak : dawniej, (to znaczy przed wojną) nawet w rozmowach między nastolatkami mówiło się Pan, gdy minął czas jakiś czasem długi, pozwalano sobie dodać do tego imię np. panie Jerzy ale tak czy owak oznaczało to faktyczne, ogromne skrócenie dystansu. Obecnie stosują je nagminnie wszelkie odmiany komiwojażerów próbujących nam sprzedać coś o czym nawet nie przypuszczaliśmy, że może się nam przydać, ale skoro Pan będzie zachwycony to przyjmuję, że chce się Pan wzorować na Francu Fisherze, który pono „tykał” się z każdym, choćby młokosem, o ile nie uważał go za idiotę. Nawiasem, zapytany jak go tytułować, panie prezesie, hrabio czy też inaczej odparł „możesz ewentualnie Boże ojcze” ale tę anegdotę na pewno Pan zna jako, że opisana jest w „Pamiętnikach bywalca” Jerzego Zaruby, a to jakoś koresponduje z Pańskim psedonimem. Co do pretensji o nieakuratność Wyborczej myślę, że może to po trosze kompleksy, a może problem polega na tym, że warsztat tych pacholąt szwankuje. Najbardziej prawdopodobna wydaje mi się teoria, że teksty te funkcjonują już niezależnie od ich edytora, weszły w krwioobieg, można je zaliczyć do klasyki, którą każdy adept dziennikarstwa poznać powinien by czerpać z nich wzór. Może to też być przejaw ogólniejszej tendencji do traktowania zasobów kultury jako odmętu, z którego wyławia się to czy owo nie bacząc, która to była zatoka czy jak głęboko rzucona była sieć. Poza tym historia naszej publicystyki siłą rzeczy obejmuje w przeważającej części czasy PRL-u a w tamtych czasach niewiele było czasopism odgrywających tak istotną rolę jak Polityka, a skoro tak, to można przyjąć, że więszość istotnych tekstów musiała się ukazać na jej łamach. Zatem milcząco przyjęto, że każdy wi i już.
    Co do piłkarzy – koń jaki jest każdy widzi, a właściwie konik garbusek.
    Łączę ukłony.

  57. Panie Danielu,
    Podobnie jak Pan, przewidziałem rezultat (nawet bramkowy) spotkania Ekwador – Polska. Cieszę się, ten wynik jest dla mnie budujący. Oglądając w tv inaugurację kampanii samorządowej PiS byłem prawie pewien, że nędzne polskie medaliki na zimowych igrzyskach w Turynie są zasługą Kazia, Jarka i Lecha Aleksandra. Ta ekipa osiągnęła mistrzostwo w przyisywaniu sobie problematycznych sukcesów i prezentowaniu porażek w opakowaniu niebywałych tryumfów W codzienniku niechętnie wypowiada się Pan o radiowym żurnaliście wątpiącym w rozmiary brukselskiego sukcesu Marcinkiewicza. Wberw Panu sądzę, iż (w gruncie rzeczy nieśmiałe) próby zachowania proporcji między tym co z krzywych ust słyszymy a tym co widzimy są niezmiernie cenne.

  58. „Polityka”, jak powszechnie wiadomo jest najlepszym tygodnikiem na rynku i nic tego nie zmieni. A już na pewno nie jakieś zaniedbanie, nieuwaga czy celowe niedopatrzenie.
    „Gazecie” można tylko życzyć żeby kiedyś doczekała się równie dobrych autrów, bowybitnych tytułów praswych nie tworzą dziennikarze nieświadomi tego, że cały rok noszą w plecaku dyktafon z nagraną rozmową Rywina z Michnikiem.

  59. Do Vox Populi — dzial „Gospodarka” nie musi sie rozrastac, aby lepiej spelniac edukujaca role, a tej edukacji inteligencji polskiej, potykajacej sie na kazdym banalnym pojeciu, potrzeba bardzo. Wystarczy, ze ten i inne dzialy beda pisac o ekonomii na wyzszym poziomie, ze beda podejmowac najistotniejsze tematy. Owszem, panie Paradowska i Solska poruszaja tematy istotne, ale sa one spowite polityka, biezaca perspektywa, bez poruszania calej masy grzezawisk, z ktorych niemozliwoscia jest sie wydobyc. Czy nie jest interesujacym pytanie, jak reformy gospodarcze i wzrost dobrobytu sie posuwa u nas, a jak w innych krajach nowej Unii?

    A jesli o felietonistow, to z jednym mozna sie spokojnie rozstac, moim zdaniem, tym od ptaszkow, czeresni i parahistorycznych dykteryjek. Wiem, ze sie narazam wielu, ze wiosluje pod prad. Niechby chociaz pisal o wisni, o ilez to szlachetniejsze drzewo, juz nie wspomne o nalewce z jej owocow.

  60. W sprawie tytulowania i grzecznosci, mam wrazenie, ze maniera polska jest wyraznie cukierkowa. Jakos tak sie sklada, ze forma „Panie ” w uchu brzmi mi nienajmilej, nie wiem dlaczego. Kiedys przelozeni mowili do mnie „Panie Kolego”, co na poczatku zbijalo mnie z tropu, albo z nog, w zaleznosci od okolicznosci. Ale przeciez byla filmowa piosenka, calkiem sympatyczna, zaczynajaca sie od slow „Panie Kowalski, Panie Wisniewski …”

    Niedawno, na obczyznie, ze sie tak wyraze, pewien krajan, niebyly w Polsce od dziesiatkow lat, calkiem oczywiscie zwracal sie do mnie „Panie „. Gdy za pierwszym razem przez twarz przebiegl mi skurcz, on mitygowal sie i pytal, czy przypadkiem nazwiska mi nie przekrecil. A ja wnioskowalem, ze przed laty grzecznosc dopuszczala taka odzywke bez jakichkolwiek zastrzezen.

    Wydaje mi sie, ze przewrazliwienie objawia sie w tym dryfowaniu formalizmow miedzyludzkiego dialogu. Gdy na ulicy bluzga sie, gdy swiat wyzwala sie od rozlicznych towarzyskich przesadow, takie bawienie sie wlasnym jezykiem jest anachronizmem. Jest przy tym dowodem na przypisywanie wielkiego znaczenie oznakom pietnastorzednym. Bo co mnie obchodzi jak urzednik, czy pasazer pociagu zwraca sie do mnie, gdy jednoczesnie odprawia mnie bezpodstawnie z kwitkiem, albo probuje wypchnac w czasie jazdy sciaskajac moj portfel w reku.

  61. Trochę szkoda, że poważny dziennik jakim jest „Gazeta Wyborcza” ma tak nie doskonałe artykuły i dziennikarzy. Bo należy mieć nadzieje, że nie jest to przejaw wszechobecnej ostatnio w „Gazecie” walki z konkurencją i celowe działanie. Cóż, wsród dzienników ostatnio zrobiło się bardzo ciasno. Podobnie jest również wsród tygodników, zaskakująca jest rosnąca sprzedaż katolickiego tygodnika „Gość Niedzielny” i niestety malejąca sprzedaż pozostałych tygodników. Miejmy jednak nadzieję, że „Polityka” będzie wciaż na 1 miejscu wśród tygodników. Osobiście pozostane wierny „Polityce”, za jej rzetelne artkuły i dobrych dziennikarzy. Może sprzedaży pomogłóby jeszcze cotygodniowy felieton Pana Daniela, nie tak rzadko jak jest teraz:)

css.php