Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

19.08.2006
sobota

Piekło i Raj

19 sierpnia 2006, sobota,

Los (a właściwie Redakcja, z którą mój los jest od prawie 50 lat związany) rzucił mnie na 3 dni do Bawarii. Mam tu do wykonania pewną misję, którą we właściwym czasie opiszę, na razie tylko kilka banalnych obserwacji.

Bawaria jest taka piękna, że każda złość na Niemców przechodzi. Wysokie do 3 tys m. góry, dookola rozległe zielone pastwiska (akurat trafiłem na sianokosy), strumienie, rzeki i jeziora, ale największe wrażenie robią domy na wsi i w malych miasteczkach – zbudowane w stylu alpejskim, pokryte drewnem; wszystko tonie w kwiatach – przed domem, pod płotem, na balkonie, na tarasie, na parkingu, w bramie, na dziedzińcu – kwiaty, kwiaty, kwiaty, podlewane, zraszane, pryskane. Dookoła krząaja się mieszkańcy, często ubrani w stroje ludowe, panie w bluzkach z bufiastymi rękawkami i w fartuszkach, panowie w kapeluszach z piórkiem.

Na tym tle łatwo rozpoznać turystę niemieckiego. Turysta pieszy jest ubrany odpowiednio do wędrówki górskiej – solidne buty, grube skarpety, na pleach nieodłączny plecak, z którego wystaje butelka z wodą, w ręku lornetka. W drugim ręku kijek do podpierania, podobny do narciarskiego, składany jak teleskop do plecaka. Jeżeli turysta jest w grupie, to wszyscy noszą identyczne koszulki. Turysta rowerowy jest bardzo osprzęcony, rower obwieszony torbami, dwie przerzutki, na kierownicy skrytka na mapę i lortnetkę, z tyłu namiot, plecak; taki rower to prawdziwa ciężarówka.

Jestem w okolicy wymarzonej do zwiedzania, niedaleko Salzburga, Innsbrucku, Koenigssee i Berchtesgaden. Bawaria to moim zdaniem – obok Prowansji – najpiękniejsze miejsce do życia w Europie. To nie tylko przyroda, ale cała kultura, sposób bycia, który – od kiedy Niemcy są demokratyczne – nie stanowi zagrożenia dla innych. Co tydzień Heimattag – dzień ojczyzny, śpiewanie piosenek i tańce.

Niestety, jest i druga strona medalu: tutaj w klinice od 5 lat przebywa mój przyjaciel, którego po latach niewidzenia przyjechałem odwiedzić. Szpital, a właściwie granica między Rajem a Piekłem, nie jest miejscem wesołym: dużo ludzi o kulach, na wózkach inwalidzkich, z plecakami lub wózkami, na których mają butlę tlenową, a z niej rurki do nosa – smutny widok, że takie miejsce cierpień i brzydoty, bo starość i choroba ładne nie są, położone jest wśród takiego piękna. Niestety, także dlatego, że to okolica ulubiona przez Fuhrera, tu mieściło się „orle gniazdo”, jego kryjówka podczas II wojny, tu też największym poparciem cieszyła się patriotyczna i nacjonalistyczna konserwa niemiecka.

Ze wszystkich stron dociera do nas współczesność, góry nie oddzielają nas od świata. Niemieckie media pełne są Grassa („Byłem ostatnim dowódcą Grassa” itp), terroryzmu (Niemcy rozważają kontrolę bagaży na dworcach kolejowych, których maja 5700), a także Adama Krzemińskiego, którego esej o Grassie znalazłem w „Die Welt”. Tak więc nawet taka oaza piękna jak Bawaria nie jest miejscem, gdzie można o wszystkim zapomnieć. Na pewno nie o Blogowiczach, których pozdrawiam tą pocztówką do poniedziałku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 44

Dodaj komentarz »
  1. od jakiegoś czasu czytan pana bloga super!zapraszam do mnie

  2. Jak byłem mały, to przeczytałem „Dzisiaj umrą dwie osoby” /bo miała fajną okładkę/ i nic już nie pamiętam.Niedawno przeczytałem „Codziennik” /bo mi się podobały felietony w Polityce/ i kupiłem „Chorobę dyplomatyczną” /bo mi się podobał „Codziennik”/ i chyba zachorowałem na Passenta.Lekarza nie szukam.
    Serdeczne pozdrowienia!

  3. Ja również pozdrawiam. Też z pięknego regionu – lasów, rzek no i oczywiście jezior pod dostatkiem – wszak to Kraina Tysiąca Jezior 😀

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. p. Danielu!
    Szkoda tylko,że żaden porządny Niemiec nie ma odwagi przyznać się że Bawaria to Niemcy. A szloda

  6. Gdyby to nie Bawaria była a Davos pomyślałbym że odwiedził Pan Hansa Castorpa w sanatorium Berghof …

  7. Cóż, Panie Danielu, również w Niemczech zapanowała moda na bezwzględne osądzanie ludzi za błędy popełnione w zamierzchłej przeszłości. Może to jakaś zaraza, która promieniuje z Polski, a której pierwszą ofiarą padł Guenter Grass, ale wielu Niemców ma wyrażną satysfakcję, że można dokopać moraliście. Ja w każdym razie mocno trzymam kciuki za Grassa, który całym życiem potwierdził, że młodzieńczy epizod zaczadzenia totalitaryzmem był wyłącznie efektem potworności propagandy nazistowskiego systemu, a którego „Blaszany bębenek” uważam za jedną z najwybitniejszych powieści współczesnych.

    PS. A propos problematyki niemieckiej, proszę, jeśli to nie kłopot, przekazać ode mnie wyrazy najwyższego uznania red. Adamowi Krzemińskiemu, który o Niemczech dawnych i współczesnych pisze niewątpliwie najbardziej przekonująco i kompetentnie w Polsce.

  8. Mój Ojciec się broni przed śmiercią. We wtorek wypiszą Go z powiatowego szpitala żeby nie psuł statystyk.
    Pozdrawiam Pana

  9. Panie Danielu,
    Szczerze Pana podziwiam. Nie potrafilbym tak cieplo tego odbierac. Ciagle pamietam palace sie Ghetto. Moze jestem zbyt prymitywny. Okon.

  10. Misja nie misja wypocząć trzeba!

    A Pana przyjacielowi dużo zdrowia i pogody ducha!

    Pozdrawiam, jak zwykle spod lipy 🙂

  11. Przez trzy dni, to rzeczywiscie, mozna pozachwycac sie widokami w Bawarii i pozwolic sobie nie dostrzec calkiem licznych reliktow hitleryzmu, ktorych doswiadczenie – chocby nie wiem jak sie chcialo – nie pozwala na zapomnienie straszliwej historii.

    Mieszkalam w Bawarii trzy lata. Wiem, ze w gospodach na tych urokliwych wsiach nadal sie spiewa hilterowskie piosenki, zas „nie aryjskich” gosci bezceremonialnie wyprasza ( w tym wypadku, Slowian).

    Nie mozna zyc tylko historia, ale jezeli ktos z zapamietaniem historie w ogole pomija – to tez zyc jakos dziwnie i nijako. Mowi sie, ze Niemcy maja juz dosc wypominania tej historii. Czegoz te mlodsze pokolenia, ktore rzeczywiscie nie maja rak umaczanych w hitleryzmie, moga miec dosc – jesli w ogromnej wiekszosci niemal nic o niej nie wiedza?

    Zbyt wielu moich rowniesnikow, Niemcow. przyznawalo, iz o hitlerowskich zbrodniach dowiadywalo sie dopiero podczas pobytu za granica, aby spokojnie mogla mi minac „zlosc na Niemcow” w zamian za podziwianie krajobrazow i schludnych domostw. Ich znajomosc historii w temacie, konczyla sie na bardzo ogolnych informacjach, ze nazizm byl zly, sterroryzowal narod i mordowal Zydow.
    Trudno sie dziwic niecheci Niemcow do zachowania czy pielegnowania takiej historii, ale jezeli dzis mowia, ze maja „dosc wypominania”, to wypada sie przynajmniej zastanowic nad deklarowana zarliwoscia potepienia. Potepienia – czego? Hitlera, ktory „sterroryzowal” narod?

    Znalam mlodego czlowieka, ca 10 lat mlodszego od nas, ktory naprawde interesowal sie ta historia. Uwazany byl, w najlepszym wypadku, za dziwaka, najczesciej otaczala go wrogosc: najpierw w szkole, potem w pracy.

    Moze sama nie zauwazylabym wielu symptomow, uzyje eufemizmu: nieprzejmowania sie historia, gdyby nie pomoc moich niemieckich przyjaciol, lepiej rozeznanych w miejscowych, niespisanych kodach zachowania, ujawniajacych sie w typach uwag, reakcji, roznych rozpoznawczych sygnalach, niejasnych dla czlowieka z zewnatrz.

    Zdaje sobie sprawe z tego, iz niektorzy z nich mogli byc przewrazliwieni, a moze nawet wykazali w pewnym sensie zrozumiala nadgorliwosc przy polskich znajomych. Ja sama zreszta wcale nie bylam nastawiona na wyszukiwanie postaw czy zachowan, ktore by mi ew. „pasowaly do obrazka”. Oczywiscie, ze wole pamietac swoich przyjaciol Niemcow, niz wiele haniebnych zachowan, ktorych bylam swiadkiem, ale na zapomnienie o tych drugich, po prostu zapomniec nie moge sobie pozwolic. Z przyczyn oczywistych.

    Dlatego apeluje o nieco przytomosci w zachwytach nad krajobrazem bawarskim.

    Bodajze w „Dymach nad Birkenau” ( ale glowy nie daje, moglo to byc gdzi e indziej) wspomniana jest historia, jak to wiezniarki Auschwitz pocieszaly sie,ze po wojnie Niemcy nigdy nie odrodza sie, swiat im na to nie pozwoli i- tak jak Rzesza miala istniec 1000 lat, przez tysiac lat beda placili za swoje zbrodnie. Jedna z nich nieomal nie sracila zycia, bo kiedy zaczela je wysmiewac, ze caly swiat to bedzie pomagal Niemcom podniesc sie z pozogi powojennej, rzucily sie na nia z razami i przeklenstwami. No i okazalo sie, ze miala racje.

    W tym sporze stoje po stronie wiezniow i pomordowanych. Po innej stanac nie moge.

    Kaska

  12. Panie Danielu

    Podzielam pana zachwyt Bawaria.To rzeczywiscie piekny zakatek Europy.Mam to szczescie bywac w tamtych okolicach przynajmniej raz w roku.I przyznam szczerze malo mnie obchodzi przeszlosc.Jade tam podziwiac piekno gor,pachnace laki,zadbane domy pelne kwiatow.I tak sobie mysle,czy kiedys w Polsce bedzie tak pieknie i czysto.
    Mam nadzieje,ze odwiedzil pan Saldzburg.To piekne miasto i atmosfera przypomina Krakow.

  13. Sianin
    Wspolczuje Panu BARDZO,Bardzo!!!

    Pozdrawiam Pana. Ana

  14. Teraz już wiadomo, skąd się wzięły faszystowskie ciągotki u Farfała i innych wesz-polaków. To po prostu bezgraniczna fascynacja wojenną przeszlością Grassa!

  15. Pyzolko przemiła! Dośc już rozpamiętywania i memłania spraw zamierzchłych. Te zachowania opisane przez Ciebie , cóż biologia jest czynnikiem wyrównawczym choć niekoniecznie w pierwszym pokoleniu. Zatem patrzmy w przyszłość z lekką nutką dekadencji i optymizmu wszelakiego życząc wszystkim bez wyjatku pogody ducha . Tobie też.

  16. Niemcy są piękne, ludzie są przyjaźni… Czyżby piekło minęło bezpowrotnie? Raj na ziemi? Niestety chyba nie ma takich miejsc… Pozdrawiam z równie pięknych Tatr i życzę udanego (mam nadzieję) wypoczynku w Bawarii.

  17. Czy Kaska vel Pyzol nie mogłaby wreszczie zając się jakimś prostym nieskomplikowanym i pożytecznym zajeciem, np przeprowadzaniem dzieci na pasach przez jezdnie, zamiast siedzieć 24 godziny na dobę przy komputerze na wszystkich możliwych blogach, i zajmowac się martyrologią własną (komary na Mazurach) swojej rodziny i swojego/naszego narodu ? Nie napisał bym tego postu, gdyby nie bzdury którymi się zaczeła popisywac u Kuczyńskiego w sprawie Powstania Warszawskiego. Okazało sie że Kaska jest także ekspertem od niemieckiej strategii wojennej i wie że gdyby nie wybuchło powstanie to i tak Niemcy zamienili by Warszawę w Stalingrad i bronili się w niej do ostatniej krwi, niczym na Unter der Linden. Otóż niemiecka strategia na wszystkich frontach II wojny swiatowej opierała się na szybkich manewrach (tzw Blitzkrieg) i nawet w najbardziej umocnionych rejonach (Wał Atlantycki czy Wał Pomorski) żadnego Stalingradu nie było. Miast Niemcy nie bronili, a obrona Wroclawia czy Berlina były wyjatkami potwierdzającymi regułę. Czy zamiast się mądrzyć na wszystkie możliwe tematy nie byłoby lepiej przeczytać jakąs książkę o historii II wojny swiatowej albo chociaż obejrzeć kanał Discovery ?

  18. ABSOLWENT.8-19.

    Dzieki Bogu na tym Blogu ad personam nie przechodzi. PYZOL pewno nie zareaguje, ale ja bym proponowal przeprosic. Poniosl temperament – to trudno, ale przeprosic wypada. Mozna bylo napisac to samo, ale ladnie, z taktem. Blitzkrieg z dama ? Nie po polsku.

  19. a mój przyjaciel dziś właśnie zmarł…
    umierał dwa miesiące
    nie wąchał kwiatów ani palm
    węgielny pył miał za ambrozję
    a śmierć uwiodła go
    tam, gdzie żył
    wśród lasu
    szybów kopalnianych

  20. Absolwencie, musisz chyba spedzac na necie jeszcze wiecej czasu ode mnie ( bo nie wierze, ze czytasz tylko Pyzola!:) – a moze tak bys staruszki przez ulic poprzeprowadzal? Bosz, ilez ta twoja doba moze miec godzin!

    Na temat niemieckich strategii s p i e r a j a sie nie takie tuzy jak ty i ja – ciagle sie spieraja, przyjmujac do wiadomosci takze zdania i opinie inne od wlasnych. Dziwne, ze taki zapalony ( jak sie domyslam) wielbiciel programow na Discovery, jak ty, nie zauwazyl tego.

    ( to tyle w temacie tzw. osobistym, doprawdy twoje zycie nie interesuje mnie na tyle, aby cie scigac po necie i potem interpretowac „Co obserwator chcial powiedziec przez…”:):):) Sorry….

    Milego weekendu,

    Kaska

  21. O, przepraszam, powinno byc „absolwent”, nie „obserwator”.

    K.

  22. Heja! Pogodnie rzucony przez Autora blogu temat krajobrazowo-turystyczny,zamienia się jak to zwykle u nas, Polaków, w duskurs martyrologiczny (Pyzol) zakończony ostrym opr (Absolwent).
    No i po co to wszystko?
    Wszyscy w kraju mniej lub więcej ucierpieli w czasie wojny, ale zostawmy wreszcie groby na cmentarzu, żałobę w sercu i nie wypruwajmy sobie bez przerwy flaków.
    Miliony ludzi żyją bez wiecznych „Dziadów”, żyją tu, teraz i myślą o przyszłości. Cieszą się życiem; tak zwyczajnie i poprostu.
    Nikt nie ma ochoty słuchać permanentnych narzekań, a wokół osób które usiłują wszystkim dookoła opowiadać o swoich nieszczęśiach wytwarza sie pustka. Uznajemy ich racje, współczujemy, ale nie pozwalamy sobie zatruwać dnia. Z biegiem czasu wygasa współczucie, narasta lekka irytacja i zaczynamy takie osoby omijać szerokim łukiem.
    Takie jest zycie. A Bawarię oglądam oczami pana Passenta i jest mi żal, że mnie tam nie ma.
    Co do starości – wszędzie jest taka sama. Ciężka, nieestetyczna fizycznie,coraz bardziej samotna psychicznie i wogóle nieudany wytwór Pana Boga. Wtedy dobrze jest mieć bliskich którzy od czasu do czasu zapytają czy mamy ochotę na lody.

  23. Jadwigo A. podpisuje sie rowniez pod pani wpisem!!!
    Tak sie zdaza,ze w jednej chwili Ziemia dla kogos moze byc Rajem,a dla drugiego Pieklem.Niestety takie jest zycie.
    Mysle,ze Polacy to urodzeni meczennicy.Porownuje ich z moimi teraz tubylcami,ktorych rowniez irytuje to obracanie sie bez konca za siebie!!!!!!
    Nie bylam w Bawarii,a w te wakacje w Sauerland.Bylo rownie pieknie i czysciutko,a i Niemcy zawsze zyczliwi.
    Lata cale zatrzymywalismy sie w drodze do Polski w pewnym pensjonacie,w Niemczech.Pani,ktora go prowadzila,zawsze zyczliwie mowila o Polakach.
    Mile ja wspominam,bo juz niestety nie zyje.Takich wpomnien zycze wszystkim blogowiczom.Pozdrowienia.Ana

  24. Moje myśli bardzo zgrabnie wyartykułowała przed chwilą JadwigA. Właśnie tak radziłam sobie z własnymi zmartwieniami i dramatami, których niemało w życiu się uzbierało. Dlatego pociągały mnie góry. Zachwycałam się widokami, zmiennością pogody, niewzruszoną stabilnością skał i umiłowaniem piękna detalu u górali. Te rzeżbione chałupy, parzenice, portki, chusty! Gwara góralska, gościnność i serdeczność. Być może teraz się skomercjalizowali, ale ja pamiętam te cudowne widoki z dawnych lat. Chodziłam wiele i po innych górach, ale charakterystyczne było, że idąc szlakiem w Karkonoszach, Beskidach, Bieszczadach, czy Świętokrzyskich (których wielkość mnie rozśmieszała) – wspominało się o tamtych… o Tatrach.
    Nie istniały żadne zmartwienia, ani problemy dnia codziennego, kiedy szło się z plecakiem po górskich ścieżkach. Brak mi tego najbardziej, bo nogi mi się zdeptały i nie chcą już nosić, jak dawniej. Z tego dla mnie wynika wniosek, że trzeba coś pokochać, polubić i pielęgnować to w sobie.
    Trzeba mieć jakąś pasję. Kiedy najważniejsze są wygodne buty i wyznaczone miejsce, gdzie chcemy dojść, nie zmartwimy się nawet, gdy osa utnie w czułe miejsce. Tak też bywa.
    Masz rację JadwigO, nie należy całemu otoczeniu narzucać się z własnymi problemami, bo nas z nimi zostawią i pójdą swoją drogą.
    Autorowi felietonu dziękuję za przywołanie do moich wspomnień widoków gór i ukwieconych domków. Takich widoków w naszych Karkonoszach i Kotlinie Kłodzkiej jest coraz więcej. Ludzie zaczynają czuć się u siebie. Walizki już chyba i na strychu nie czekają.
    To chyba dobrze.

  25. Nie wiem jak bardzo jest winna przyroda niemiecka w sprawie Hitleryzmu.Rozumiem, że te góry, lasy polany glosowaly na Hitlera a potem brały udział w wojnie. Rozumiem, że przeszłośc niemiecka nie pozwala na komplentacje piekna Bawarii. Przedwojenna kultura niemiecka, która często przewyższała Polska tez jest pewnie winna i wszelkie zachwyty nad Kantem sa niemozliwe bo potem było palace sie getto.

    Osobliwa to teza ale jak sie ktos uprze to lansowac mozna wiele postaw.Ot jak chocby te, że „wiadomo kto za komuny dostawał paszport”. I okazała sie ze wyjeżdzał też Herbert i prowadził gre z łapsami.Prawicowy radykalizm sypie sie na naszych oczach.

    Tak myslałem, ze prawie nikt nie poruszy teamtu choroby i smierci. Mam wazenie, że śmierć to jeden z ostatnich tematów tabu w naszej cywilizacji. W szpitalach czas zwalnia niemal staje w miejscu. Minuty z wolna jak plyn w kroplówkach. Wszędzie nieszczęscie, tragedie, zawiedzione nadzieje.Ktos kto wpadnie z zewnatrz naładowany codzienna energia , którego problemy są z punktu widzenia pacjenta zabawne, od razu poczuje inny klimat. Dlatego jak najszybciej chce wyjsc choc oczywiscie na trochę zostaje.

    Jan Paweł II powiedział , że cierpienia uszlachetnia.Nigdy nie widziałem tej szlachetnosci i uwazam te słowa za przykład religijnej frazy, która ładnie brzmii ale nic nie znaczy.

  26. Siedzę przed komputerem, piszę i zerkam przez okno. Za oknem łąka i las. Na łące klacz ze źrebięciem oraz ciekawski kot sąsiada. Słońce świeci – choć juź nie jest tak upalnie jak w lipcu. Cisza. Do końca urlopu jeszcze dni z dziesięć. Chce się żyć…

    Trawnik mam przystrzyżony, kwiaty tu i ówdzie. Ludzie wokół mili i uczynni. Może ja też w tej Bawarii?

    Parę tygodni temu ofiarowałem Bernardowi bloga. Czy może jeszcze ktoś z państwa chciałby zacząć własną działalność na tym polu?

  27. Zapomniałem zupełnie dodać, że ojciec przyjechał na dwa tygodnie. Wczoraj zapytałem czy ma ochotę na lody.

    Miał. Były waniliowe.

  28. Starość może być piękna:). Moja drużyna na obozie w Bieszczadach spotkała 78-letniego partyzanta (byłego:), któremu tężyzny fizycznej pozazdrościć mogą takie młokosy jak ja. Skoro on może zrobić szpagat, to ja też:). Rozpoczynam akcję rozciągania się:). Mam nadzieję że w jego wieku również będę w stanie zdobywać szczyty:). Pozdrawiam i trzymajcie się zdrowia:).

  29. Ja w kwestii zrozumienia wypowiedzi Pyzola-Kaska:

    Co to znaczy „spieraja”. Bo mi się jakoś brzydko kojarzy.

  30. A propos tych demokratycznych Niemiec, w których jest tak bezpiecznie, to nie tak dawno chyba spalono tam parę osób ze schroniska dla uchodźców ? Ciekawe, jekie zdanie na temat niemickiej demokracji mają ich rodziny ? No , ale może ja się czepiam, w końcu to podobno w Polsce wszystkie -fobie się schroniły.

  31. TesTeq:
    spierac sie – wadzic sie, sprzeczac sie, polemizowac ( za Slownikiem Jezyka Polskiego)

    Kaska

  32. Jadwigo, gdyby nasz Autor do pogodnie rzuconego tematu krajobrazowo-turystycznego” nie dorzucil „drobiazgu” w postaci „przechodzenia zlosci na Niemcow” – nie tuszalabym „watkow martyrologicznych”. Ale wrzucil, wiec po d j e l a m d y s k u r s. A ze jest, bezdyskusyjnie, martyrologiczny ( za coz nasz Autor mialby miec „zlosc na Niemcow” i co mialoby mu „przechodzic”?) – to juz nie moja wina. Tj. mam nadzieje, ze przynajmniej mnie o wywolanie IIWW, jej przebieg i konsekwencje nie posadzasz.

    Kaska

  33. Odnaleźć radość życia w najmniejszych nawet drobiazgach nauczył mnie pobyt w szpitalu, siedem lat temu. Najpierw stwierdzenie lekarza, że dobrze, że teraz, bo za 2-3 m-ce byłby koniec, potem operacja i kilkumiesięczna rekowalescencja.
    Miałam wtedy 16 lat i wszystko wydawało się być takie proste i nieskończone…

    Ośmieliłam się na te kilke słów zwierzeń, gdyż pojawił się tu temat choroby, śmierci, radości życia, poza tym część z Państwa także opowiedziała o swoich emocjach i przeżyciach…

    A takich osób jak Pani Pyzol po prostu mi szkoda. Szukać dziury w całym przez całe życie? Nie! Szkoda czasu, naprawdę szkoda!

    Życzę wszystkim pogody ducha i cieszę się, że na naszym blogu atmosfera robi się coraz bardziej prywatna, a czasami nawet intymna.

    Pozdrawiam serdecznie!

  34. Galopujacy Majorze, Jadwigo. Zgadzam sie z Waszymi komentarzami, tak odmiennymi w nastroju ale bardzo mi bliskimi.
    Nie znam fizycznego cierpienia, ale wiem, ze przebaczenie w waznych (kazdy na wlasna miare) sprawach moze byc wyzwoleniem. Obserwacja wojennego pokolenia mnie o tym przekonala, przekonaly mnie o tym wlasne, skromne, i nieporownywalne do wojennych doswiadczenia. Benedykt XVI swa obecnoscia na terenie Oswiecimia po raz kolejny prosil o przebaczenie. Przebaczenie dla swego narodu, ktory wielokrotnie juz o nie prosil i przepraszal za straszliwa przeszlosc. Czy ktokolwiek w sposob oficjalny przebaczyl Niemcom? To chyba jeszcze trudniejsze od przeprosin. Mysle, ze swiatu dobrze zrobilyboby zastapienie oskarzen, atakow z fabrykowanych powodow wlasnie przebaczeniem. Ze slowami Benedykta o (nie)obecnosci Boga w czasach Oswiecimia nie zgadzam sie w pelni. Gdy czytam aktualne wiadomosci czy ogladam filmy dokumentalne z czasow tuz po wyzwoleniu, czesto strach mnie ogarnia, jak ludzie malo nauczyli sie z doswiadczenia II wojny i jakichze to bog (taki czy inny) musi dopuscic sie srodkow, by ludzie zaczeli myslec samodzielnie, odczepili sie od boskiego fartucha i przestali do niego na siebie wzajemnie skarzyc rwac sie przy tym za lby.
    Pozdrowienia dla Wszystkich.

  35. Dla Pani Natalii specjalne pozdrowienia – Pani komentarze sa jak porcja orzezwiajacego powietrza! Ciekawe, czy czytala Pani „Polyanne”?

  36. Pani Kasiu, Pyzolu. Podziwiam Pani wiedze, umiejetnosc podejmowania niewygodnych tematow i syntetyczne (dzieki!!!), bardzo interesujace wypowiedzi. Gdyby zalozyla Pani kiedys blog, chetnie do niego zajrze!!! Serdecznosci, Joanna.

  37. Droga Pani KS.
    Bardzo mi miło! Dziękuję za te jakże sympatyczne słowa!!!
    „Polyanny” niestety nie czytałam, aczkolwiek potać kojarzę, możliwe, że z filmu…
    Lekturą mojego dzieciństwa były „Dzieci z Bullerbyn”, nadal z ogromną chęcią wracam do tej książki i swoim dzieciom w przyszłości życzyłabym tak szczęśliwego dzieciństwa jak miały owe dzieci i jakim było moje 🙂

    Serdecznie pozdrawiam!

  38. Pani Natalio, cala przyjemnosc po mojej stronie. „Dzieci z Bullerbyn” czytalam takze, choc chyba duuuuzo wczesniej, za czasow mego rowniez szczesliwego (wsrod kochanych i kochajacych osob) dziecinstwa w PRL-u. „Polyanna” przyszla mi na mysl wlasnie ze wzgledu na Pania. Fabula ksiazki zatarla sie w mej tetryczejacej pamieci, ale bohaterka jest rozsadna, dowcipna a kiedy trzeba szczera wobec otoczenia optymistka. Mam nadzieje, ze to jednak do optymistow nalezy i bedzie nalezal swiat, czego zycze nam wszystkim juz narodzonym jak i tym czekajacym w kolejce na zrzut na ziemski padol. Pozdrowienia, Joanna

  39. Drogi Pyzolu-Kasku,

    Dzienkujem ze wyjasinienie jenzykowe.

    TesTeq

  40. Nie mam zadnych problemow z zachwycaniem sie krajobrazem, nawet bawarskim. Co ma krajobraz do historii ???
    Przeciez nie to nie hitlerowcy i nie wiezniowie KL wybudowali Alpy…
    Procesy naturalne ksztaltujace krajobrazy sa apolityczne, o ile sie nie myle.

    W ten sposob dla przykladu ni jak nie idzie poruszac sie po naszych tzw. ziemiach odzyskanych. Wszedzie czaja sie hitlerowcy, wszedzie jest jakas przeszlosc, NIE NASZA w dodatku.

    A ja tak lubie Mazury (hmmm… Wilczy Szaniec), Sudety (hmmm… Gross Rosen, sztolnie Gor Sowich), jeziora pomorskie (hmmm… Czarne, Podgaje), czy brzeg Baltyku (hmmm… Stutthoff).

    Pech chce, ze wiele miejsc w Europie moze sie kojazyc. Ze wszystkim. I nie tylko w Europie.

    Czy z tego powodu mam siedziec w domu albo nie podziwiac piekna natury ? Na szczescie ono jest absolutne, a wiec kontemplujac to piekno nie musze zadawac sobie pytania „co autor chcial przez to powiedziec ?” ani „no i co z tego krajobrazu wynika ?”. Nic nie chcial powiedziec, nic nie wynika.

    Jesli chce dowiedziec sie sensu historii, to nie poprzez negowanie piekna natury.

    Co za absurd !

    Typowe gadanie w stylu :”my to gadu-gadu, a tam, Panie, Wehrmacht sie zbroi”…

    Jacobsky

    PS. Kiedys moj znajomy po powrocie z Francji powiedzial, ze dzieki podrozy, ktora odbyl zrozumial on potrzebe istnienia bomby neutronowej. „Piekny kraj, ale ludzie…” – rzekl.

    NIektore powyzsze wpisy to mniej wiecej tego typu logika.

  41. I jeszcze jedno:

    ja tez nie czuje zlosci do Niemcow. Nie czuje zlosci do nikogo. Moze dlatego, ze od 17 lat mieszkam poza Europa, w kraju, gdzie chodze na piwo z Rosjaninem, pracuje na codzien z Serbem i z Palestynka, gram w pilke z Niemcem, jezdze na rowerze z Bulgarem, kupuje zielenine o mojego Tamula, jem sniadanie z Francuzka, robie zdjecia z marokanskim zydem.

    To taka „L’Auberge espagnole”, tyle nie w kinowym, a „real life” wydaniu.
    Inaczej nie mozna. Dzieki temu wyleczylem sie z kompleksow wobec innychy nacji i choc swiadom jestem historii, to nie wywlekam jej przy byle okazji, bo po co ? I takm kazdy ma swoja historie, wiec lepiej nie kopac w ten zmurszaly pien, bo mozna niechcacy wykurzyc z niego szerszenie. Znowu.

    Dziekuje za pocztowke z Bawarii (takze te o „wirtszafcie”) i mam nadzieje, ze Pana przyjaciel ma sie lepiej.

    Jacobsky

  42. Jakobsky – otóż to!

    Tyle że w Europie też można. Mieszkam w kraju z Polską sąsiadującym.

    W pracy – szef Niemiec. Jego szef – Szwed. koledzy: Rumun, Chorwat, Irakijczyk, Polka, Irańczyk, Rosjanka, Anglik, Amerykanka, Fińczyków dwóch, Szwedka i kilku Szwedów. O studentach nie wspomnę.

    W mieście – katedra Protestancka, kościół katolicki, synagoga, nie tak dawno wybudowany meczet i całe mnóstwo świątyń innych odłamów religii chrześcijańskiej. Autobusem czy taksówką powozi często arab albo hindus czy murzyn. Zdarzają się policjanci obojga płci i róźnej karnacji. I nic.

    W domu – żona do mnie w obcym języku, dzieci zresztą też. Na codzień trzeba się posługiwać kilkoma językami. To i perspektywa inna i horyzont jakby szerszy.

    I okazuje się, że Niemiec wcale nie ma ochoty pluć mi w twarz! Zresztą on też jakiś taki sudecki chyba 🙂

  43. Andrzej Szyszkiewicz,

    ciesze sie, ze sa miejsca i ludzie, dla ktorych wektor czasu ma kierunek do przodu, a nie do tylu.

    O historii trzeba pamietac, ale nie trzeba nia stale zyc. To tak, jak z podstawowa zasada wspolzycia z drugim czlowiekiem, szczegolnie z kims bliskim: latwo przebaczam, choc nie koniecznie latwo zapominam. Mozna robic dowolny uzytek z wlasnej pamieci, ale zawsze trzeba sie nad konsekwencjami. Podobnie z pamiecia zbiorowa.

    Jacobsky

  44. Poznań, 1.09.2006

    Szanowny panie Danielu,

    Niestety, każdy medal (nawet przecudna Bawaria, kiedyś udało mi się tam dotrzeć) ma dwie strony – wiem z doświadczenia. Mam od niedawna 15 lat, uczę sie lepiej niż dobrze, jestem finalistką dwóch konkursów wojewódzkich, umiem świetnie angielski i historię, pisuję do szkolnej gazetki (gdyby tylko miała większy zasięg;-)), nauczyciele i rówieśnicy mnie lubią. Czego wiecej mozna chcieć od zycia?

    Mozna. Żeby ojciec żył (zm. 1996), żeby pieniędzy starczyło do kolejnej wypłaty i zeby mamusina praca w ubezpieczeniach nie była tak beznadziejnie niestabilna (mama jest bardzo dzielna). Dobrze, że w ogóle jest jakaś praca. Gdyby nie renta po tacie, to nie wiem, co by z nami było…

    Mimo wszystko mój medal jest najwspanialszy, lepszego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Jest bowiem mój własny – i mogę od czasu do czasu ‚dorobić’ co nieco po obu jego stronach, co sprawia, ze drugiego takiego nie znajdzie się nigdzie. A nuż, mój medal znajdzie się kiedyś w pierwszym tomie enyklopedii PWN? 😉

    Mam nadzieję, że pana przyjaciel poczuje się choć troszkę lepiej.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Ania

    P.S. Niech pan pozdrowi pana M. Turskiego (mam nadzieję, ze na hasło „Harry Truman był wiceprezydentem 20 I – 12 IV 1945, a więc nie przez lata, jak zostało napisane w artykule o Poczdamie” pan Turski mnie skojarzy; choć nie jestem pewna czy mnie pamięta, warto spróbować – wie pan, mój medal, a szczególnie ta pozytywna strona, jest w produkcji;-))

    A.

  45. to b. piękne – o Sewerynie K. ale jak pisze Masłoń w Bananowym Songu to Czerwone (!) Gitary napisały hymn SZMS i in. ( np. Niebieskooką . Biały Krzyż – ładne ale na określone zapotrzebowanie) .

    Pozdrowienia

css.php