Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

20.08.2006
niedziela

Deutsche Wirtschaft

20 sierpnia 2006, niedziela,

Drodzy Blogowicze, w Polsce Ludowej istniała tzw. publicystyka interwencyjna. Polegała ona na tym, że dziennikarz opisywał dziurę w moście, albo brak chleba w sklepach w  poświąteczny poniedziałek, i opisywał to („interweniował”) w gazecie, żeby coś zaradzić. Pozwólcie, że opiszę sceny hotelowe w południowej Bawarii (czy ktoś pamięta do jakiego filmu to jest aluzja?).

Przed wyjazdem wyszukujemy w Internecie hotel w pobliżu kliniki, w której mamy spotkanie. Miejsca są tylko w hotelu Alpejskim. Zapytujemy e-mailem , czy hotel jest blisko kliniki? – Blisko. – pada odpowiedź. – Czy jest pokój 1-osobowy? – Nie ma, może być „dwójka” po niższej cenie, do wykorzystania przez jedną osobę. – OK, proszę o rezerwację. – Ma pan rezerwacje nr 9876. Czekamy. – Jak dostanę się do hotelu z lotniska? – Hotel mieści się 18 km od Salzburga. Za opłatą wyślemy po pana samochód, transfer kosztuje… – Trudno, zgoda – godzę się zrezygnowany.

Nadchodzi godzina „0”. Na lotnisku w Salzburgu żaden samochód z Alpejskiego nie czeka. Jak tam dojechać? – pytam w informacji. Uprzejmy urzędnik na lotnisku znajduje połączenie dwoma autobusami z przesiadką, w sumie ok. 3 godzin i wręcza mi wydruk z komputera, na nim numery autobusów, rozkład jazdy etc. Żeby było tanio, mijam rząd kuszących taksówek, i czekam na autobus. (Oszczędność dla redakcji 30 Euro). Przed nami prawie godzina jazdy na trasie Salzburg – Berchtesgaden. Trasa piękna, cały czas mam nos przyklejony do szyby. Po drodze mijamy niepostrzeżenie (żadnej kontroli) granice Austria – RFN.  W Berchtesgaden – końcowa stacja autobusu. Godzina czekania na inny. Czekam (po powrocie żona mówi ironicznie „Opaliłeś się, widać, że byłeś w Alpach”). Autobus wysadza mnie ok. kilometra od hotelu, dopiero tam biorę taksówkę, którą z fasonem podjeżdżam pod „Alpejski”.

W recepcji urocza niewiasta w stylu bawarskim, w tradycyjnym stroju ludowym, przeprasza: Kierowca „zapomniał” (tak dosłownie) pojechać na lotnisko. OK., mówię, całe szczęście, że odwiedziny w klinice dozwolone są do wieczora. – Jest jeszcze jeden problem – mówi słodka Bawarka. – ??? – pytam. – Nie ma dla pana pokoju dwuosobowego. Jest „jedynka”, ale tylko na jedną dobę, jutro pana przeprowadzimy. – To świetnie, mówię, że znalazła się „jedynka”.  Czy nie mógłbym pozostać w „jedynce” do końca pobytu, jestem sam i byłoby taniej dla redakcji. – Niestety – mówi szefowa, Starsza Bawarka, z nieodłączną konewką do podlewania kwiatków – od jutra „jedynka” jest zarezerwowana. – No, dobrze – mówię – ale skoro „sprzedała” Pani moją „dwójkę”, to może teraz by mnie Pani  pozostawiła w „jedynce”? – Nie mogłam wyrzucić dzisiaj gości z „dwójki”, tam jedna  pani zachorowała… – broni się Bawarka. – To się każdemu zdarza, a czy ja nie mógłbym „zachorować w jedynce”? – pytam. – Wygląda pan czerstwo – odpowiedziała Starsza Bawarka i na jedną dobę znalazłem się w „jedynce”. (Oszczędność  dla redakcji 25 Euro).  – Coś niedobrze z tą Bawarią – myślę w windzie. Szofer „zapomniał”, rezerwacja „stimmt nich” – zaczynam być podekscytowany.

Po chwili wybieram się do kliniki. W recepcji pytam o drogę. Bawarka wyciąga i rozkłada mapę terytorium pomiędzy Salzburgiem i Innsbruckiem. Niemcy świetnie czytają mapy, nawet rowerzyści jeżdżą z mapą w ręku. Chwilę szuka i pokazuje palcem: „Tu. Tu jest klinika”. – Ale to miało być blisko hotelu! – mówię z wyrzutem. – To jest blisko, samochodem 15 minut – odpowiada. I tak wybrałem się w pierwszą z trzech wędrówek do kliniki (miałem do odbycia trzy rozmowy). Plecak, magnetofon, aparat foto, kasety, zapasowe baterie, notatnik i w drogę. Wesołe jest życie dziennikarza.

Drugiego dnia, po kolejnej wycieczce do kliniki, wracam zziajany do hotelu. Okazało się, że zostałem w międzyczasie wysiedlony z „jedynki”. (Prasa pełna jest rozważań etycznych, przesiedleńcy, Gunther Grass, artykuł w „Die Welt” pt. „Antyniemieckie głosy w Polsce”, a ja tu zawracam głowę drobiazgami.) – Czy mogę poprosić o wodę mineralną? – pytam pokojówki w stroju ludowym. – Woda przysługuje tylko w dniu przyjazdu – odpowiada sympatyczna konewka. – Ależ to jest hotel ****, wody nie ma, lodówki w pokoju nie ma, ani się napić, ani upić – mówię do Bawareczki, ale ona tylko wymachuje konewką i szmatką pucu, pucu…

Minęły dwa dni, jutro o świcie trzeba wracać, więc idę do recepcji zapłacić za hotel. – Jaka szkoda, że pan nie przyszedł trochę wcześniej. Koleżanka, która to zazwyczaj robi,  pracuje do 15-ej, ale spróbujemy, co się da zrobić – mówi Bawareczka i pełna dobrych chęci zasiada do komputera. „Mam prośbę – wtrącam nieśmiało. Czy mogłaby pani nie wliczać jutrzejszego śniadania, bo wyjeżdżam o świcie? – Nie mogę. Możemy panu zostawić dziś wieczorem w pokoju kanapkę i termos z kawą. – Ale ja nie będę rano jadł kanapki i pił zimnej kawy, zjem na lotnisku, albo w samolocie. – To możemy nie robić kanapki, ale śniadanie panu przepadnie…” Kolejny raz daję za wygraną. Ordnung muss sein. Bawarka walczy z komputerem, narzeka, klnie (ale dodaje „pardon”), już, już,  z drukarki ma wyjść rachunek, ale niestety, wychodzi niedobry, moje prywatne grzechy (kawa i inna rozpusta) wydrukowały się na rachunku za pokój. Próbujemy raz jeszcze. „Może przyjdzie pan później?” „-Wrócę z kliniki dopiero wieczorem… Pani już nie będzie…”. Wreszcie: sukces! Mamy rachunek! Hurra! Rzucam okiem na sumę, która mieści się w ustalonych granicach, podpisuję, biorę plecak i marsz do kliniki. „Czy zamówić panu samochód na lotnisko?” – pyta zadowolona z rachunku Bawarka. „Koniecznie –  mówię. Tylko żeby jutro kierowca nie zapomniał”.

Po powrocie, wieczorem, po całym dniu, siadam przy stoliku w barze i zamawiam… herbatę. Barman przynosi mi mój „trunek”, po kilku minutach podchodzi i pyta, czy ja już zapłaciłem za hotel. „Tak” – odpowiadam. A on na to, z pretensją w głosie, że on nic o tym nie wie, trzeba było powiedzieć przy zamawianiu herbaty (!), bo on powinien wiedzieć, że ja za herbatę zapłacę już gotówką, a nie przy regulowaniu rachunku za hotel. „Ważne, żebym ja wiedział” – powiedziałem, przekonany, że ja go na herbatę nie okradnę. Ale kelner pozostawał nieprzekonany i niezadowolony. Jakoś pogodziliśmy się z pomocą 3 Euro, ale ja miałem już nowy problem: Kto mnie obudzi jutro rano o 6-ej? Recepcja – nie, bo już zamknięta (jesteśmy na bawarskiej wsi). Barman – nie, bo idzie do domu. Ale tak się rozczulił, że jednak zostawił kartkę pierwszej osobie, która przyjdzie do pracy rano. Poza tym nastawiłem budzik w swojej „komórce” i  budzik/radio w pokoju hotelowym. Zabezpieczyłem się na trzy sposoby. Mimo to byłem niespokojny, że albo mnie nic nie obudzi, albo taksówkarz znów zapomni i spóźnię się na samolot. Na wszelki wypadek nie spałem od 4.21 rano.

O 5.30 zadzwoniła „komórka”, zadzwoniła pokojówka, włączyło się radio i przyjechał taksówkarz. Wszystko grało! „Co Bawaria – to Bawaria” – pomyślałem. Po powrocie do Warszawy wyciągnąłem rachunek z hotelu, żeby rozliczyć go  w redakcji. Przy bliższej lekturze okazało się, że Bawarka pomyliła się o jeden dzień na własną niekorzyść. A jednak Bawaria schodzi na psy…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. Out of Rosenheim? Panie Danielu, „pomylony” rachunek niewatpoliwie za Panski osobisty urok wzglednie jakas szemrana Bawarka rodem z Polski wystawila. Mnie, niedaleko w sumie od niemieckiej poludniowej granicy maz przy byle okazji przycina w sensie „polnische Wirtschaft”. Ale jak z Ameryki mopa z gabka wiozlam (z lenistwa, bo bezblednie i blyskawicznie okruchy z kuchennej posadzki zbiera), to pukal sie w czolo i przyznal, ze nawet Szwajcarki przelicytowalam… W swietle Pana wpisu mysle sobie, ze moze to po prostu entropia w swiecie rosnie, ot co.

  2. Zawsze jest Pan w znakomitej formie.Gratuluję.Po przeczytaniu tych tekstów większość (ok.99%) powinna skończyć z pisaniem i nie zaśmiecać Internetu.Pozdrawiam.

  3. Happy end ! Jak przaśno i po naszemu w tak uregulowanej krainie. Panie Danielu czy Pańskie samopoczucie bliżej było Mazur, Pcimia czy innego Szczebrzeszyna. Po przeczytaniu ‚komedii pomyłek” silnie w Bawarce widziałem blondynkę. Pozdrawiam i ciesze sie z niższego rachunku bom czytelnik Polityki.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Pozwólcie, że opiszę sceny hotelowe w południowej Bawarii (czy ktoś pamięta do jakiego filmu to jest aluzja?).”

    Odpowiedź: „Sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii” prod. RFN [a raczej jeszcze NRF].

  6. Właśnie przekonywałem swoich własnych czytelników, że wpisy w blogach powinny się obowiązkowo mieścić w 2000 znaków, jednak przezornie zastrzegłem, ze moja Reguła 2K nie dotyczy znanych nazwisk i frapujących tematów. Pana 7054 znaki przeczytałem jednym tchem, a na Bywalcu wychowywałem się jeszcze jako uczeń i student. Ukłony 🙂

    http://poradnikwebmastera.blox.pl/2006/08/Regula-2K.html

  7. a wszystko z powodu (chyba jednak błędu) w znajomości wyszukiwarki internetowej… żeby nie znależć w danej miejscowości miejsca do spania (chyba, że poniżej **** się nie schodzi….) to prawie niemożliwe… a jednak?
    ale gdyby nie to – to nie byłoby, skądinąd świetnego, opisu epizodu bawarskich scen hotelowych… (ale filmu nie kojarzę…?),
    pozdrowienia,

  8. Ależ Ty musisz mieć mnóstwo czasu, żeby 99% przeczytać. Podziwiam. 🙂

  9. Do N-a : Wszyscy mają „zamknąć twarz” bo Ty akurat nie gustujesz.
    A może zmień obiekt zainteresowania? Irytując się na 90% blogowiczów gwarantujesz sobie zaostrzenia choroby wrzodowej.

  10. Panie Danielu,
    Relacja, jak zwykle, znakomita, acz niezgodna z duchem czasu. Moim zdaniem odpowiedniejsze byłoby coś takiego: – W tę podróż wybieram się wbrew sobie. Jadę podobno do jednego z najpiękniejszych zakątków Europy, lecz nie potrafię bawraskiego krajobrazu oddzielić od piekła, które tutaj się rodziło. Niemiecka precyzja i solidność zawodzą wobec przybysza z Polski. Choć właściwie nie. Z niemiecką precyzją daje mu się odczuć pogradę należną podczłowiekowi. Na lotnisku nie czeka na mnie umówiony szofer, w hotelu przekonam się, że także rezerwacja była fikcją. Nawet wręczony mi przez urzędnika plan dotarcia do pensjonatu ma mnie upokorzyć. Rzekomo prosta, krótka droga jest gehenną przesiadek i parogodzinnego oczekiwania na kolejne autobusy. Stojąc na przystankach obserwuję nimieckich turystów. U każedego mapa, lornetka, kompas. 67 lat temu z takim samym oporządzeniem ich dziadkowie wyłamywali szlabany na granicy z Polską. Byli równie butni i pewni siebie. W hotelowej restauracji nordycki kelner podejrzewa, że nie zapłacę rachunku. Nieufnie podaje mi płonące naleśniki. Jestem głodny, ale ten widok odbiera mi apetyt. W naleśnikach widzę płonącą Wraszawę i piece krematoriów.

  11. A to dlatego, że najczęściej wystarczą dwa pierwsze zdania.
    Z tym podziwem to przesada. Pozdrawiam.

  12. od lat juz obserwuje, ze w „deutschen Wirtschaft” besser war es schon (lepiej juz bylo). Ze jest juz az tak zle, ze w hotelu **** nie potrafia wypisac rachunku, albo, ze kierowca „zapomina” o zleceniu, nie przypuszczalem. Zastanawiam sie, czy byl to rzeczywiscie hotel, czy maly prywatny pensjonacik z czterema gwiazdkami?

  13. Podejrzenia, że wejście Polski do Unii Europejskiej będzie miało zgubny wpływ na porządek społeczny stowarzyszonych w niej krajów zaczynają znajdować potwierdzenie. Nie wiedzieli, co czynią przyjmując nas do wspólnoty.

    A tak serio – wirus olewania klienta toczy zachodnią cywilizację.

    Na przykład na kartach kredytowych Bank of America wydrukowany jest telefon interwencyjny dla klientów przebywających poza granicami USA (gdyby na przykład bankomat odmówił wypłaty pieniędzy). Niestety telefon ten nie działa (jest odłączony) i w tak krytycznym momencie (bez środków w obcym kraju) klient pozostaje sam ze swym problemem.

  14. No fajnie ,fajnie. No i co z tym niemieckim ordnungiem. U nas własściciel pensjonatu w szybkich abcugach i kurcgalopkiem gnałby ugościć przybysza. Zza Odry osobliwie. Wracaj Pan

  15. Dom schadzek u Passenta

    Pozdrowienia z wakacji. Zasiadłem w kawiarence internetowej, więc tylko krótko – „strzyknę jadem”.
    Rzepa GW i inne gazety prowadzą zaawansowaną antylustracyjną akcję rozmydlania. Po delegacie (a przed Herbertem) wzięli się za Micewskiego. A w artykule miedzy wierszami informacja, że na polecenie Rakowskiego w domu Passenta odbyło się spotkanie Micewskiego z Urbanem. Mam pytanie (NOWE) do Pana Daniela – czy często takie spotkania różnych agentów odbywały się w Pana domu?
    Poniżej wyjasniam kto jest kto:

    Mieczysław Francisdzek Rakowski – działacz komunistyczny, aparatczyk, sekretarz i premier. Zaczynał karierę jako politruk w stalinowskim LWP. Politruk był najgorszym ścierwem w wojsku, gorsi byli tylko prokuratorzy i tajni współpracownicy tacy jak TW Wolski. Karierę zakończył jak zaczynał – nielegalne (przestępcze?) transfery pieniędzy sowickickich dla i od PZPR. Sprawie łeb ukręcili dyspozycyjni prokuratorzy.
    Micewski – tajny współpracownik, czyli zwykły kapuś o przerośniętych ambicjach – na zmianę kapuś i osoba inwigilowana.
    Jerzy Urban – ryszard Bender nazwał go „Goebelsem stanu wojennego”, za co stanął przed sądem, zwykła swinia po prostu i wredny kłamca – najbardziej pamiętne – „rząd się sam wyżywi”, oraz wystąpienia antypopiełuszkowe.

    Jak Pan Panie Danielu dzisiaj ocenia to towarzystwo?

    Do usłyszenia po wakacjach

  16. KS, dziekuje za uznanie.

    Nie czuje sie powolana do przebaczania, nie mnie osobiscie wyrzadzono te krzywdy, jakkolwiek musze zyc z ich konsekwencjami.

    Przebaczenie to, poza tym, co innego niz zapomnienie. Nie dziwe sie, ze Niemcy pamietac nie chca, ale nie sadze, aby moim zadaniem bylo zapewniac im dobre samopoczucie. Znam wielu Niemcow, ktorzy taka postawe doskonale rozumieja, mam z nimi wspolny jezyk i bynajmniej nasze kontakty nie polegaja na bezustannym wspominaniu przeszlosci, kiedy ja wystepuje w roli kata, a oni sluchaja ze spuszczonymi glowami, niejako w imieniu narodu.
    Rozumieja, ze swiat ma uraz i ze dlugo jeszcze potrwa, zanim sie z tego urazu bedzie mogl wyleczyc. To praca na pokolenia, ale aby byla owocna, nie wolno pozwolic na zapomninie, relatywizowanie, badz manipulowanie historia. Nie uroki krajobrazu i huebsch und gemuetlich domostwa moga pokonac ten uraz i przekonywac, ze to sie juz nie powtorzy.

    Kaska

  17. Przypominaja mi sie raczej klimaty ‚Ballady hotelowej’ p. Gornickiego (tak, TEGO Gornickiego). Tlumaczenie wloskiej recepcjonistki, z ktora nie mozna sie porozumiec: ‚Ragazza, ktora zna jezyk angielski pojechala na wazna uroczystosc rodzinna’;((chrzciny, wesele, pogrzeb) = niepotrzebne skreslic- przypis moj – Sceptyk2)

  18. Przepraszam, ta wypowiedz powinna byc zamieszczona w poprzednim watku.

    Co do przygod – okresle je: z zakresu uslug w Bawarii.

    Bylam kiedys na obiedzie z politykami CSU ( oczywiscie,w superniemieckim lokalu) , ktorzy nas zaprosili, wiec i podjeli sie placenia rachunku. Zdumialo mnie z lekka, kiedy starannie zaczeli go przegladac. Ostrzegli, ze kelnerzy ( bez wzgledu na pochodzenia etniczne!;) maja sklonnosc dopisywac do nich date urodzenia ( niczym u nas nr butow;)
    I co ciekawsze, rzeczywiscie owa „date” na tym rachunku znalezli!

    Ale nie uwazam, aby nierzetelnosc czy niesympatycznosc zachowan personelu obslugujacego szeroko rozumianych turystow byla jakas bawarska specjalnoscia. Bylam kilka razy w Bostonie;), a poza tym wszedzie mozna miec pecha i trafic na podobne zachowania. I, bynajmniej, ilosc gwiazdek nie gwarantuje braku problemow.

    Kaska

  19. Pierwszorzędna opowiastka! Dobrze robi człowiekowi świadomość, że nie tylko u nas pracują blondynki i leniwi kierowcy; wygląda na to, że możemy spokojnie skreślić jeden z polskich kompleksów i przerzucić go do sąsiadów zza Odry. 🙂

  20. tegoroczne wakacje ( 17 dni ) spedzilem w polsce , wraz z dwoma przyjaciolkami . obie to hiszpanki . do tej pory sa pod wrazeniem tak fantastycznej obslugi , czy to w hotelach, czy w lokalach . oby tak dalej . niemilym zgrzytem byli tylko kelnerzy w „lwowskiej ” – wroclaw , oraz recepcjonistka w hotelu „slask” . ale coz , nikt nie jest doskonaly .

  21. Mam pewną teorię co do tych niedogodności, które Pana Redaktora spotkały. Być może muszą one spotykać ludzi jak Pan utalentowanych, aby dzieła były urozmaicone 🙂 Chwała więc (umiarkowanym) niedogodnościom!

  22. Panie Danielu!
    Proszę mimo wszystko spojrzeć optymistycznie na tę komedię pomyłek. Przez kilka dni był Pan bowiem pozbawiony dostępu do takich polskich „kwiatków” jak np.:
    – wypowiedź członka rządu, który określił (publicznie!) poprzednich ministrów spraw zagranicznych mianem sowieckich agentów,
    – gorączkowe majstrowanie koalicji przy ordynacji wyborczej – aby tylko zdążyć ze zmianami przed wyborami,
    – etc., etc…
    Pozdrawiam

  23. I znów napiszę coś niepopularnego, a co tam. Zupełnie nie rozumiem działań wielu naszych czołowych polityków, które bazują na tradycyjnych polskich fobiach antyrosyjskich i (zwłaszcza ostatnio) antyniemieckich, rozdrapują lepiej czy gorzej zabliźnione rany wojennych przeżyć sprzed 60 lat, podważają powstający dopiero w zachodnich społeczeństwach wizerunek Polski jako kraju w miarę normalnego, cywilizowanego, nastawionego pokojowo wobec sąsiadów, jednoczącego się z resztą Europy. I po co to wszystko ? Aby garść wojennych kombatantów i ich rodziny uznali, że jedyną prawdziwie patriotyczną partią jest PiS, a reszta to „płatni zdrajcy pachołki” Niemiec (parafrazując słynne słowa Leszka Moczulskiego sprzed lat) i przysporzyli im część głosów w paru najbliższych wyborach. Obraz Niemców i Niemiec w oczach Polaków oficjalna propaganda cofnęła do stanu z lat 50-tych XX wieku, gdy straszyło się niemieckimi rewizjonistani a wybitny historyk pisał na zamówienie książkę pt. „Polska – Niemcy 10 wieków zmagania”. Potem było słynne „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” polskich biskupów z 1964 r., uklad o granicach z RFN w 1970 r., gesty pojednania i traktat pokojowy 4+2 z 1990 r. I tę całą tradycję się dziś przekreśla ! Nikt nie kwestionuje przecież polskich strat i cierpień w czasie II wojny światowej i nie tylko, nikt nie wybiela Hitlera. A tymczasem… Polski premier wydaje służbowe polecenie sympatycznej marionetce, expremierowi aby ten broń Boże nie jechał do Berlina, bo trwa tam jakaś wystawa muzealna. Wystawa, na którą nikt nie zwróciłby uwagi, gdyby nie ten gest. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ta wystawa jest kontrowersyjna ? Wystawa o cierpieniach cywilnej ludności różnej nacji, która musiała w minionym już XX stuleciu, w wyniku zupełnie niezależnych od siebie politycznych perturbacji porzucać cały dobytek i w bydlęcych wagonach jechać do nieznanego kraju, który miał z woli wielkich tego świata stać się ich nową ojczyzną. Każdy naród ma prawo wspominać cierpienia wojenne swoich rodaków. Polacy czczą np. Katyń i Powstanie Warszawskie i nikt im tego nie broni. Dlaczego więc polscy politycy, czujący za soba poparcie sporej części narodu, odmawiają Niemcom prawa do czczenia swoich wojennych i powojennych ofiar? Czy ofiary bombardowań Drezna i Hiroszimy były mniej warte niż ofiary bombardowań Londynu i Pearl Harbour? A sporo cierpień doświadczyli cywile – Niemcy w tych pierwszych powojennych latach, wystarczy poczytać np. relacje byłych mieszkańców Aleksandrowa, powszechne rabunki, gwałty, praca przymusowa, nawet bezkarne morderstwa na nich były na porządku dziennym. Żądza odwetu była wtedy uczuciem powszechnym wśród Polaków, a komunistyczna władza chętnie to wykorzystywała dla pozyskiwania zwolenników i odwracania uwagi od innych istotnych spraw. Relatywizacja historii – kolejne słowo wytrych tej ekipy. Fakt – w Niemczech wymiera pokolenie wojenne, odchodzą powoli ludzie czujący osobistą odpowiedzialność za zbrodnie hitlerowskiej III Rzeszy. Pokolenie wnuków nie czuje już odpowiedzialności za winy i zbrodnie dziadków, to naturalne. Niektórzy zachwycają się minioną potegą militarną i polityczna Rzeszy. Tym bardziej że winy te przez całe dekady w rodzinach wstydliwie przemilczano, aby dało się normalnie żyć i budować nowe, cywilizowane Niemcy. Ten proces jest na pewno nieunikniony, ale nie nam z tym walczyć, to sprawa Niemców. A tymczasem jacyć polscy politycy pouczają Niemców co powinna pisać ich niezależna prasa, które wystawy w Berlinie są ok a które be itp. Jakaś Erika S. urasta nagle na postać pierwszoplanową w niemieckiej polityce, bo nasi politycy widzą w niej główne zło. Skruszeni muzealnicy i kombatanci wycofują eksponaty z tej kontrowersyjnej wystawy. To ostatnie szczególnie mnie przeraża, obawa przed naciskami władz i towarzyskim ostracyzmem środowisk powoduje takie niepotrzebne reakcje zwykłych ludzi, nie wyrachowanych polityków. Przecież właśnie nam, Polakom powinno zależeć aby polskich wątków i eksponatów było tam jak najwięcej! Inna sprawa – zasłużony pisarz i noblista, znany przyjaciel Polaków, rodowity gdańszczanin ma być pozbawiony honorowego obywatelstwa swego miasta, z powodu młodzieńczego zauroczenia nazizmem, którego dawno się wyrzekł. A wypomina mu to kto – Jacek Kurski, „wzór moralnego polityka”. Gdy jednocześnie inny, bo polski neonazista za młodu pełni dziś eksponowane funkcje w państwowej telewizji, choć w jego szczere nawrócenie nikt nie wierzy. Bo „nie bedzie Niemiec plul nam w twarz” – Paranoja ! Ciekawe kiedy Kaczyńscy zarzadają od Austriakow rekompensaty za odsiecz Wiednia przez Jana Sobieskiego ?

  24. DO PSA bernard-YNA !!!
    (przepraszam wszystkie psy B.) – kiedy kolejny raz potykam się o „wydzielinę bernarda” na tym forum (ludzi na ogół b. ciekawych, kulturalnych i dowcipnych !!!), to szlag mnie trafia…..
    widać, że dość często „bernard” przeprowadza masturbację swego mózgu, doznając prawicowego (?) szczytowania, a „wytryski” jego radosnej „tfur-czości” są, nie wiadomo czemu, nam wciskane, przez co zanieczy-szcza-ją (najczęściej bez składu i ładu) obraz i ład na forum – a sio, ty kundlu….!!!

  25. Kasko, Pyzolu
    Jein, czyli tak i nie. Twoja recepta na partnerstwo wymaga sporej dojrzalosci obu stron. Wiadomo, przyklepywanie i nadmierne ustepstwa prowadza czesto do odwrocenia rol. Z drugiej strony taktyka utrzymywania permanentnych wyrzutow sumienia u partnera, ktory nas skrzywdzil partnerstwu tez moze zaszkodzic.
    Swiat ma uraz i leczy sie do dzisiaj. To jest troche tak, jak z prewencja antyterrorystyczna. Wzmacnia sie srodki ostroznosci w miejscach, w ktorych dokonano zamachu, a przeciez kolejny na pewno zdarzy sie gdzie indziej. Pozdrowienia.

  26. W filmie”Sceny myśliwskie…..”jest sekwencja opisująca lokalny piknik przedwyborczy.Przemawiają kandydaci.Wygrał ten,którego przemówienie brzmiało:”Będę mówił krótko! Piwo dla wszystkich.”Pozdrowienia.

  27. Drogi Panie!
    Jako człowiek bywały nie próbował Pan uroczej Bawarce przedstawić swój punkt widzenia bądź też dyskutować z nią na temat zasad obsługi klienta/ gościa hotelu. Postępowanie niewątpliwie słuszne , bo ułatwiające życie. Ale jakaż strata dla reportera! Miałby Pan niewątpliwą okazję poznać tzw. „jedyny słuszny punkt widzenia”. Spotykałam się z nim niejednokrotnie: „Was auf unserem Mist gewachsen ist, muss richtig sein” Wszelka dyskusja jest zbędna i bezcelowa. Nie należy jednak zapominać, że Bawarczycy, mimo wielu wieków germanizacji, wykazują jednak beztroskę i niefrasobliwość typową raczej dla Austryjaków. Oczywiście pod warunkiem, że leży to w ich interesie.
    Serdecznie pozdrawiam
    H.S.
    P.S. Próbował Pan kiedyś zrozumieć niemiecki system segregacji śmieci i odpadów? To moja największa porażka życiowa. Coś tak skomplikowanego mogli stworzyć tylko Niemcy, niewątpliwie na pohybel obcokrajowców. Uważam, że wprowadzone niedawno dla imigrantów egzminy można spokojnie ograniczyć do jednego zagadnienia: System segregacji odpadów. Umiejętnie stwiane pytanie wykluczą korzystanie ze ściąg lub wykucie odpowiedzi na pamięć.

css.php