Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

20.12.2006
środa

Co karp to obyczaj

20 grudnia 2006, środa,

Całe szczęście, że miałem zapięte pasy, bo chyba bym wyskoczył z samochodu. Słuchałem, jak w moim ulubionym Radio PIN roztrząsano kwestię świątecznych karpi. Gazety przyniosły informację, że połowa Polaków nie zamierza jeść karpia, tylko inne ryby. (Jak to się elegancko mówi: „preferuje” filety z pangi etc.) Jak zwykle, dziennikarka zwróciła się do autorytetu, czy tak można, czy te inne ryby są koszerne z katolickiego punktu widzenia? Na to autorytet kulinarno-obyczajowy odpowiedział, że nie ma w tym nic złego, religia nakazuje jeść tego dnia ryby słodkowodne, a dominacja karpia bierze się z PRL, kiedy innych ryb nie było. Że innych ryb słodkowodnych nie było – to szczera prawda, ale że karp wypłynął w PRL – to mnie trochę zdziwiło, bo w PRL nawet o karpia było trudno.

Przypomniałem sobie, że w Stanach ludzie (przez ludzi rozumiem Polaków, bo Amerykanie w ogóle tego nie biorą do ust) też jedzą karpia, którego można kupić tylko w nielicznych sklepach etnicznych, polskich i żydowskich. Są to na ogół karpie wielkości delfinów, niesmaczne, trzeba je skrobać w goglach, bo każda łuska jest rozmiarów monety 25-centowej (i tyle kosztuje), a jeść w masce gazowej – tak jadą kanadyjskim błotem. (Pozdrowienia dla Diaspory!) A przecież do nich PRL nie dotarł! Chcąc znaleźć odpowiedź na pytanie, czy w Polsce jadano karpia przed 22 lipca 1944 roku, zadzwoniłem do Barbary Adamczewskiej – autorki (i współautorki) licznych książek kulinarno-historycznych, których napisała więcej niż Józef Ignacy Kraszewski powieści. Basia utrzymuje, że równanie „karp = PRL” jest nie do udowodnienia, ponieważ hodowle karpi istniały w Polsce już w XII-XIII wieku. Popyt na tę rybę wzrósł znacznie w XIX wieku, kiedy ilość dni postnych dochodziła do stu w roku.

„Karp nie jest rybą klasową, tylko regionalną” – mówi Basia i dodaje, że w różnych regionach jadano różne ryby.

A oto moje komentarze do innych wydarzeń: Łapanka na prezesa NBP to kolejna kompromitacja naszej władzy, która szukała następcy znienawidzonego przez nią Balcerowicza od marca! Zgodnie ze swoją metodą znaleźli na to nazwisko, jak mówią Anglosasi, Mr. Nobody. Ten wycofał się, zanim jeszcze okazał się być Mr. Somebody. Bracia K. mają taki system, że na ważne stanowiska proponują ludzi nieznanych, którzy stają się od nich całkowicie zależni, taka jest np. pewna pani minister, która stara się mówić jak najmniej, ponieważ kiedy już coś powie, to potem tego żałuje (np.: posłowie opozycji nie powinni reprezentować interesów innych niż nasze, co może było aktualne wobec Targowicy, ale chyba nie wobec Platformy i lewicy w obecnym Sejmie). Brak godnego następcy Balcerowicza to żenada, bo taki kandydat powinien być oglądany pod światło miesiącami przez policję, środowisko, rynki, polityków i media. A będzie tak jak zwykle, jak z sędziami Trybunału Konstytucyjnego i wieloma innymi nominatami: w ostatniej chwili, bez dyskusji, kto jest za?, dziękuję.

Jeszcze gorzej jest, kiedy Mr. Nobody staje się Mr. Somebody. To casus Marcinkiewicza. Premier z kapelusza uzyskał własną tożsamość, głównie zresztą medialną, bo specjalnej treści w nim nie widzę, i zaczął żyć własnym życiem. Było żenujące jak ze stanowiska premiera został „rzucony” na Warszawę, jak przełknął tę pigułkę, a po nieznacznie zresztą przegranych wyborach, ląduje w spółce Skarbu Państwa. O tym, żeby powrócić do pracy w szkole, czy do wyuczonego zawodu fizyka, nikt nawet nie ośmiela się wspomnieć. Marcinkiewicz to człowiek wielu talentów, prawdziwa „Mädchen für alles”. Poszukiwanie następcy Balcerowicza i poszukiwanie zajęcia dla Marcinkiewicza przypominają zabawę w komórki do wynajęcia. PKO S.A. dla premiera Bieleckiego, PKO BP dla premiera Marcinkiewicza; który bank będzie następny – I kiedy zaczniemy znów mówić o układzie na styku polityki i gospodarki?

Pozostałe newsy: polskie media nie ulękły się władzy i przyznały nagrodę Press twórcom „Teraz My” (Morozowski i Sekielski – moje gratulacje!), autorom haniebnej prowokacji Begerowa/Lipiński. Roman Giertych wprowadza religię na maturę, podobno dlatego, żeby uczelnie i wydziały teologiczne nie musiały organizować egzaminów wstępnych. Co za obłuda! Przecież lekcje religii nie mają wiele wspólnego z nauką, już raczej z katechezą. To kolejny krok w kierunku państwa wyznaniowego – dokładnie odwrotnie niż w Europie i w naszej kochanej „Hameryce”, która jest bardzo wierząca, ale pilnuje rozdziału Kościoła od państwa do tego stopnia, że oficer w mundurze nie może uczestniczyć w procesji, ani nawet wejść do kościoła, a co dopiero całymi jednostkami w szyku zwartym, jak u nas. Co kraj to obyczaj – jak z tymi karpiami.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 82

Dodaj komentarz »
  1. Wprowadzenie egzaminu ze znajomosci religii katolickiej na maturze to krok w dobrym kierunku. Miejmy nadzieje, ze bedzie to egzamin zarowno pisemny jak i praktyczny. Kazdy Prawdziwy Polak musi umiec sie przezegnac . Zwlaszca przed zjedzeniem karpia po zydowsku. Moze to byc bowiem jego ostatni posilek w zyciu jezeli osc stanie mu w gardle. To ostatnie zas staje sie coraz bardziej prawdopodobne.

    Co do kandydatury przyszlego prezesa NBP to wybor jest prosty. Prawie kazdy bylby lepszy od obecnego dzierzawcy tego fotela. Osobiscie odpowiadalaby mi kandydatura Prof. Wlodzimierza Bojarskiego. Ale moze sa lepsze propozycje?

  2. Od dłuższego czasu żeby nie wypaść z samochodu albo nie wjechać w Bogu ducha winny inny pojazd na drodze, najlepiej radia w aucie w ogóle nie słuchać. Dziękuję za kolejny świetny tekst, jak mało kto potrafi Pan podładować akumulator sfrustrowanemu rzeczywistością.

  3. Komentarz o amerykanskich karpiach jest bez pudla. Lecz to nic nowego. W Ameryce nie tylko karpie sa wielkosci delfinow, i jest bardzo tanio, wszystko mozna kupic za cwiartke dolara.
    Ale z karpiami to prawda, ze w Ameryce pachna kanadyjskim blotem. Jak kanadyjskie dzikie gesi przygotowywuja sie do wyprawy na poludnie, jak zaczna przed odlotem obsry***wac trawniki – wiadomo, u siebie w domu im wolno, nie to co w tej sfaszyzowanej Ameryce, to zaraz karpie ruszaja w podroz na poludnie, z blotnistej Kanady do mlekiem i miodem splywajacej Ameryki.
    Z ta religijnosci karpi tez jest cos na rzaczy (jak mawia JP). Moja mama, gdy zaczela narzekac na nadmierna religijnosc mojej cioci, a jej siostry, na jej rzekoma chorobliwa dewocyjnosc i przywiazanie do LPR i Ojca Dyrektora, dokladnie wtedy zasmakowala w lososiu i halibucie. O karpiu na wigilie nie chce nawet mowic. Najbardziej jej smakuje losos, albo pstrag z jeziora, oblozony dwoma deseczkami i pieczony na roznie, jak mawia, ryba po kanadyjsku popijana lokalnym chardonnay.

    Ale z tym nastepca Balcerowicza, a raczej jego brakiem, to nie jest taka blacha sprawa. Tak sie rozpedzili z tym „odchodzeniem Balcerowicza”, ze jego nastepca odszedl zanim go mianowali. Czytalem, ze jak pojawi sie nagla potrzeba zwolania „sabatu czarownic”, czyli Rady od Salaty, to nie bedzie komu. I rynki na to reaguja. Takie experciachy jak Axel na ten przyklad, ze swada i lekkoscia wyrazaja sie na blogu Passenta o ekonomii zamiast na spadkach gieldowych zarabiac duza kase. Musi byc tam cienko w tych rynkach. Ale nie ma tego zlego … dostalismy solidna recenzje najwazniejszych mediow finansowych: Radio M, Nasz Dziennik, Trybuna, Polityka, blog Passenta, no no. Widac statek tonie, bo szczury zen uciekaja. Zle to wrozy calej gospodarce.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Prawda, nie jedza karpia po tej stronie Wielkiej Kaluzy i jak Pan wspomnial, mozna dostac w skupiskach Diaspory, hodlowlanych karpi chyba nie ma, w kazdym razie nie slyszalam.
    Karp krolewski powinien miec okolo kilograma mniej wiecej, tak mi sie zdaje, bo jak bedzie w tym mule dluzej sie mulil, to czego oczekiwac?
    Ale wypraszam sobie twierdzenie, ze kazdy amerykanski karp „jedzie kanadyjskim blotem ” !!!
    Tu Pan obrazil Diaspore na polnoc od Jankesow – a co to, my jestesmy wszystkiemu winni, karpiom smierdzacym mulem tez?! Bo jak sie tu zaraz wsciekne to… wiory poleca!
    A propos, podsluchalam dzisiaj w teleexpresie, ze Kazio chcial te pozycje zajeta przez Gilowska. Ja tam sie nie znam, miarkuje sobie jednak, ze z racji wyksztalcenia (wyksztalciuch jakis…) pasuje na to stanowisko bardziej, niz fizyk-ryzyk Kazio, zeby nie wiem, jaki atrakcyjny byl. Zapowiedzial, ze tak calkiem do podziemia nie schodzi! Mamy sie cieszyc? Aha, ja Diaspora, to co mnie tam powinno obchodzic…
    Wesloych Swiat!
    P.S. Bardzo mnie Pan ucieszyl ta anegdotka o Bulacie Okudzawie i coca-coli, obsmialam sie i rozeslalam znajomym 🙂

  6. Panie Danielu, dzisiejszy Pana wpis wprowadził mnie w znakomity nastrój, mimo mniej znakomitej pogody! Dziękuję i pozdrawiam!

  7. Panie Danielu! nalezy dodać do tego ukrywaną skrzętnie do dzisiaj wiadomośc, że Sejm bedzie głosował wniosek o ustanowienie Chrystusa królem Polski.
    To chyba pierwszy w świecie przypadek że królami będą równocześnie Maryja (matka) i Jezus(syn).
    W przypadku ustanowienia tego typu monarchii proponuję zamienić koronę na głowie Orła Białego z królewskiej na cierniową, a wszystkich mało pokornych pognać na pokutne pielgrzymki boso, w odzieniu z worków i pod dozorem biczowników. Bo sami się katować nie będą. Za bardzo rozpieszczony naród. I znowu pokażemy całemu światu……!!!!!!!

  8. Coś z tymi karpiami mi nie pasuje. Nawet nie chodzi o karp=PRL, co nie jest prawdziwą równością (co słusznie wytknięto), ale o to, że „połowa Polaków” nie zamierza jeść karpia. Jakoś mi nie pasuje. Dopiero co, w niedzielę, byłem świadkiem jak na ‚imprezie kulturalnej’ konferansjer przepytywał obecnych. I owszem, kilka osób stwierdziło, że woli inne ryby od karpi, ale to nie było 50%, ale raczej 5%. Nawet biorąc poprawkę, że na taką imprezę wybierają się ludzie choć umiarkowanie zamożni (odpada więc możliwość, że kogoś na karpia nie stać) i bardziej przywiązani do tradycji (mniej skłonni do eksperymentów kulinarnych), to trudno mi w te 50% uwierzyć.

    Co do Mr Nobody i Mr Somebody — ja wciąż sobie myślę, że Marcinkiewicz to idealny (dla Prezydenta, nie dla Polski) kandydat na prezesa NBP: miły, uśmiechnięty, przytakujący. I w sumie też byłby to bank…

  9. Redaktor Passent przeoczył lub zaniechał temat bulwersujący: przyszły metropolita warszawski – tajnym i oddanym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. I czy Rzym o tym wiedział? Rzym wie wszystko, jeśli nie z papierów, to z konfesjonałów. Rzym podejmuje decyzje świadomie i na ogół się z nich nie wycofuje. To nie abp W. był TW w SB, ale był on wtyczką Watykanu w SB i dlatego teraz awansuje. Taka jest żwelazna zasada każdej nomenklatury, a najstarszą ze znanycyh nomenklatur jest katolickie kapłaństwo. Temat polskich karpi jest przed Świętami niczego, ale abp W. jest smaczniejszy. Będzie o czym rozmawiać pod choinką, podczas zakrapianej (nie ma postu) Wieczerzy Wigilijnej. Nawet Bliźniacy by tego nie wymyślili.

  10. No cóż może po prostu ci z XII i XIII wieku nie wiedzieli, że na jedzenie karpi jest jeszcze za wcześnie 🙂
    Pan Nikt napewno niedługo sie pojawi. Zresztą co ma do zrobienia nie będzie wymagało aż takich umiejętności. W końcu ciągle słyszymy że trzeba odwócić proces który za sprawą Barcelowicza niszczy Polske. Jak znam mozliwości fachowców lub ekspertów od braci K.(jeden z moich profesorów mawiał że świat dzieli się na fachowców, ekspertów i tych którzy się znają), to oznacza to mniej więciej tyle, że Balcerowicz zmienił stope inflacji z 300 do 6% z Pan Nikt zrobi odwrotnie.
    „I kiedy zaczniemy znów mówić o układzie na styku polityki i gospodarki?” Pewnie nigdy. W koncu bez względu na to, kto rządzi i tak zachowuje się jak Ronin Hood, który zabierał bogatym a dawał biednym, czyli sobie.

  11. Panie Danielu, A Niemcy? Kaczory chca nowej wojny kaczynsko-niemieckiej, a pan milczy? Za szable, sorry, za pioro nie chwyta?

  12. Z tym karpiem , to podobno jest tak (za drabinkę mogę ręczyć),ze w jego głowie można znaleźć ostki podobne do „narzędzi męki pańskiej” – młotek, gwoździe , krzyż i drabinkę. Przyznam ,ze teraz kupuję tzw „półtusze” i nie mam jak, ale kto chce może sprawdzić. Wesołych Świąt Panie Danielu!

  13. Panie Danielu,
    skonczylam wlasnie czytanie „Choroby dyplomatycznej” – bardzo mi sie podobala, szczegolnie ostatni rozdzial. Jutro wracam do Polski na Swieta i tez mi sie bedzie podobalo.
    Dzisiejszy tekst jest rewelacyjny – dziekuje!
    Pozdrawiam serdecznie

  14. Zjedzmy wszystkie karpie, bo

    KARP = Komunistyczny Agent i Reżymowy Pachołek

  15. Balcerowicz odchodzi, następcy ani słychu ani widu, Bobola zaś mówi, że KAŻDY będzie lepszy od dotychczasowego… No to nauczyciel fizyki w szkole średniej z pewnością ma wystarczające kwalifikacje!!! Nie rozumiem tego zamieszania wokół Atrakcyjnego Kazia. No – chyba że on też nie chce???
    ;
    Karp zaś jest bardzo smaczną rybą i nie rozumiem całego hałasu, związanego z jego wzmożonym spożyciem w święta. Przecież jadamy inne ryby i stworzenia z pierzem i sierścią i to od zawsze! Czy śledż w sieci nie odczuwa dyskomfortu? Że o flądrze nie wspomnę…
    Nie dajmy się zwariować. Można oczywiście pomyśleć nad inną formą transportu i uboju, ale ogólnopolska dyskusja coroczna jest głupia i pretensjonalna. Tam, gdzie powinni się sprawą zająć fachowcy, wszczyna się pospolite ruszenie bez sensu, ale za to z wydżwiękiem. Tu każdy może się wypowiedzieć…:-x

  16. I co z tym procesem?
    Chce pan chodzić z piętnem kapusia? Nie lepiej pójść w ślady Solorza? Może się uda. Może zniszczyli na tyle te akta, że się Pan przesmyknie.

  17. Tes Teq,
    KARP = Kulinarna Antyteza, Rzekoma Potrawa

  18. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Karp?…..Smacznego.

    „Karp diaspora” jest tradycyjnei. Wigilie diaspora robi tradycyjnie.
    Czekamy na pierwsza gwiazdke na niebie, i do stolu.
    Do kolacji wigilijnej (czesc meska) wklada koszule ze spinka-
    mi w mankietach, najmlodsza’y w domu kladzie pod stol wiazke
    siana, oplatek, i karp tradycyjnie – po Zydowsku. Stol jest skrom-
    ny, bialy obrus i obowiazkowo wylaczone sa wszelkie media:
    Radio, TV, internet itp. Wieczorem, po 23°° wychodzimy na
    spacer i wracamy po 2°° do domu. Otwieramy butelke bialego
    wina, i to wszystko. W dniu (Wigili) staramy sie bardzo tradycyj-
    nie, nie jak na codzien. Ryba? tylko! karp – tradycyjnie! – po
    Zydowsku.

    Rosjanie w dzien Bozego Narodzenia witaja sie tradycyjnie,
    Jezus woskriest! (Jezus zmartwych wstal)

    Otoz, L. Brezniew w ostatnie Swieta B. N. swojego urzedowania
    na Kremlu, w dniu Wigili po sniadaniu wracal z kremlowskiej
    kantyny do swojego biura.
    Aby dojsc do biura, musial przejsc przez sekretariat.
    Mloda sekretarka, ktora miala w tym dniu dyzur (chciala byc
    mila) i przywiatala I-go Sekretarza KP ZSSR tradycyjnie po
    Rosyjsku – Jezus woskriest! ….Tow. I-szy Sekretarzu!
    Brezniw spojrzal na mloda sekretarke… burknol cos nie zrozu-
    mialego pod nosem? i wszedl do swojego biura, trzaskajac
    drzwiami!
    Za 20-a minut wszedl do Brezniewa z codziennym raportem
    Szef KGB, i tradycyjnie po Rosyjsku – Jezus woskriest!…
    …Tow… Sekretazu!
    Brezniew >.. – juz mnie dziaj informowano.

    Zdrowych i pogodnych,

    F.S. von/od Diasporski

  19. Same jaja na te swieta…

    Smacznego (pomiom ze z PRL’u) karpika! 🙂

  20. Witam Panie Danielu
    Redaktorze, karp czy nie karp, ważne, aby wieczerzę wigilijna spożywać za pomocą koszernych sztućców umytych w koszernej zmywarce do koszernych naczyń!!
    Kto by pomyślał, że Polacy (czy spokrewnione plemiona) potrafili w XXI w. hodować karpie!? Ja bym im nie powierzył rybki z akwarium.;)
    A wracając do cyrku rozpętanego przez braci K. Doprawdy nie mam pojęcia, kiedy oni zdąż zrobić porządki domowe i przyrządzić 12 potraw, kiedy musza na gwałt szukać stołka (przy korycie) dla niedopuszczonego do rządu Marcinkiewicza. Ja mam dla nich receptę. Proponuje zatrudnić go w szkole jako nauczyciela z pensją ministra i wszyscy będą szczęśliwi.
    Następcy Balcerowicza już szukają Gosiewski i Kurski, biegają po supermarketach i bankach w poszukiwaniu najzdolniejszych kasjerów(mile widziane wykształcenie ekonomiczne, choć nie koniecznie i niekoniecznie wyższe). Sam bym się zgłosił, bo pieniądze lubię, ale sesja przed mną, więc niestety;(
    Pan Roman Giertych wprowadzając religie na maturę bezwstydnie i jawnie podlizuje się panu Tadeuszowi z Torunia.
    Ja tez przyłączam się do gratulacji dla Mrozowskiego i Sekielskiego.

    Pozdrawiam.

  21. P.S Czy karp z PRL czy do wnuczków Mieszka II to w galarecie z rodzynkami musi być!! 😉

  22. No to skoro Bobola poleca prof. Wlodzimierza Bojarskiego, to ja podrzucę parę perełek:
    „Znacznie zawyżone bankowe stopy procentowe prowadzą, w stosowanych formułach wyceny istniejącego majątku trwałego (gruntów, zabudowań i zagospodarowania), do poważnego zaniżania jego wartości i taniego wykupywania tego majątku przez bogatych od biednych. Spotyka się parokrotne zaniżanie wartości nabywanego majątku trwałego.”
    „Wszechstronny i katastrofalny rozmiar skutków gospodarki neoliberalnej zarówno w Polsce, jak i na całym świecie przeczy powierzchownemu poglądowi, że wystarczy zwalczyć zdradę, przestępstwa gospodarcze i obce mafie, aby uczynić gospodarkę narodową sprawną i sprawiedliwą. Przedstawione powyżej złe skutki liberalizmu wskazują, że również usankcjonowany prawnie system liberalny jest błędny i zły sam w sobie.
    Po pierwsze, liberalizm uznaje maksymalizację wartości materialnych za jedyne i najwyższe dobro człowieka i społeczeństw. Pomijając nawet perspektywę nadprzyrodzoną, myli on środki materialne z ich celem, jakim jest podnoszenie i wzbogacanie jakości życia każdego człowieka. A o tej jakości w znacznym stopniu decydują także inne, niematerialne aspekty życia (np. sprawiedliwość, przyjaźń, bezpieczeństwo, ojczyzna i inne) często niszczone przez praktykę liberalną.
    Po drugie, liberalizm lekceważy i częściowo zrywa istniejące wzajemne powiązania gospodarcze i społeczne między podmiotami i nie uwzględnia istotnego wpływu zachowań jednych na drugich. Nie bierze pod uwagę sieci sprzężeń zwrotnych, decydujących o dynamice gospodarki. Jego sposób postrzegania i oceny zjawisk jest więc abstrakcyjny i nierealny.
    Po trzecie, liberalizm całkowicie odrywa wartość i funkcje pieniądza oraz operacje finansowe od obsługi realnej działalności gospodarczej. Przypisuje też sztucznie samemu pieniądzowi i jego substytutom absolutne prawo oprocentowania wartości (błędnie zakłada produktywność samego pieniądza).
    Po czwarte, liberalizm pozwala bankom i kapitalistom na czerpanie nieuzasadnionych korzyści majątkowych za pośrednictwem systemu pożyczkowo-kredytowego i mechanizmu wyzysku biednych przez bogatych.”
    „Słusznie podkreślił ks. prof. Bartnik: „pomiędzy liberalizmem a katolicyzmem rozciąga się w zasadzie przepaść, mimo pewnych zbieżności peryferyjnych (…) Jeśli ktoś jest katolikiem w pełnym znaczeniu, tzn. nie tylko ochrzczonym, to nie może być jednocześnie liberałem w pełnym znaczeniu, ponieważ obie te doktryny się wykluczają”. Zostało to także pięknie i plastycznie przedstawione w książce J.A. Rossakiewicza[6]. Tak więc nie wolno oszukiwać siebie i innych, szczególnie nie powinni robić tego katoliccy politycy i działacze. Nie można służyć jednocześnie Bogu i mamonie.”
    „Wielkie kraje azjatyckie nie poddały się jednak zwodniczej, liberalnej ideologii zachodniej i kroczą własną drogą. Łączą umiejętnie interwencjonizm państwowy i własną kulturę z gospodarką rynkową, rozwijają najbardziej nowoczesne technologie, ale przeciwstawiają się też bezrobociu i kontynuują tradycyjne zajęcia ludowe. Po latach niezwykłe sukcesy rozwojowe „azjatyckich tygrysów”: Japonii, Singapuru, Korei, Chin czy Tajlandii wskazują, że ich droga jest bardziej prawidłowa od liberalnej.”
    „Rząd jest bardzo skrępowany licznymi wcześniejszymi zobowiązaniami zagranicznymi i pozostawionymi przez poprzedników ogromnymi długami oraz wielkim bezrobociem w kraju i dywersją wewnętrzną wrogich ugrupowań i obcej agentury. Ma więc bardzo trudną sytuację i trzeba to po obywatelsku rozumieć.”
    „Na stanowiska ministerialne, sekretarzy, prezesów, doradców i pełnomocników w radach nadzorczych zostało zatrudnione średnie i młode pokolenie, zaangażowane już wcześniej w gospodarce liberalnej okresu transformacji. Kolejni liberałowie powoływani są na szczególnie ważne stanowiska ministra finansów i ministra Skarbu Państwa, tak jakby to Platforma Obywatelska, a nie PiS, zyskała większe poparcie społeczne i wzięła odpowiedzialność za realizację programu uzdrowienia państwa.
    Dziwi, że do współpracy z rządem nie zostali zaproszeni doświadczeni fachowcy starszego pokolenia, którzy przez lata budowali gospodarkę narodową i najlepiej ją znają oraz dobrze służyli interesowi narodowemu, a nie własnemu.”
    „Te działania są całkowicie obce naszej tradycji i narodowym oczekiwaniom, a ponadto wyraźnie zagrażają bezpieczeństwu narodowemu. Psują stosunki gospodarcze z Rosją, naszym najpoważniejszym wschodnim partnerem, oraz z krajami arabskimi zaprzyjaźnionymi z nami od wielu lat.”
    całość na http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20061219&id=my11.txt
    Zapraszam do zaczerpnięcia z krynicy mądrości….

  23. Bobola jesteś niereformowalny. Ja jestem przekorny i chcę aby moje dzieci zdawały maturę z Koranu, w myśl zasady, że myśli przeciwników trzeba znać Proszę mi powiedzieć dlaczego nie mogą tego zrobić?
    Panie Danielu uszło Pana uwadze to, że rząd Niemiec odcina się od żądań Powiernictwa Pruskiego, a Kaczyńscy z tego powodu chcą rewizji układu z 1991 roku. O co tutaj chodzi? Co oni przez to rozumieją ? Czyżby mrówka groziła słoniowi?
    Pozdrawiam serdecznie, życzę wszystkiego dobrego w Święta, po Świętach i zawsze.

    marekk

  24. Szanowny Panie Redaktorze,

    rzecz w tym, że nie ma jasności w temacie – w temacie jasności nie ma. Skoro tradycja „ z przeszłością” niepewną, trzeba nam nowej – jednoznacznej. Teraz już można, zatem – może coś z mięsa ? – nie ma ości. A kością w gardle i tak już nam przecież stanęło.

    Zdrowych i spokojnych świąt!

  25. Kazimierz Krzywousty powinien zostać zawodowym spacerowiczem. Jego codzienna trasa Frascati-Łazienki z obowiązkowym odsłuchaniem dzwonka polifonicznego przy pomniku Chopina stanowiłaby niesamowitą atrakcję turystyczną.

  26. Bedac jeszcze po drugie strony kuli ziemskiej (kuli – wolno jeszcze tak powiedziec ?) w spieczonym upalami i obleznony smogiem palacej sie botaniki Melbourn doszedlem do wniosku, ze kto jak kto ale tylko Aborigin karpiem by nie pogardzil no i Dingo albo jakis zglodnialy jaszczur.
    Albo i Japonczycy, ktorzy co prawda Koi-Karpi nie jedza ale nie dlatego, ze sa kolorowe tylko, ze sa bardzo drogie.

    Na naszym stole wigilijnym byl Barramundi potrawa postna jak i owoce morza,
    cytrusy i dobry Merlot a potem odwrotnie.

    Osobiscie jestem przeciwnikiem corocznej rzezi, exscesu, holocaus’u Karpi w Polsce , w USA, w Kanadzie i w ukladzie slonecznym. W tym spirytualnym czasie przedswiatecznym badzicie laskawi dla Karpi, one wam tego nie zapomna.

    No Blood for Christmas , Stop the Carp Massacre !!!

    Zdrowych i udanych Swiat i szczesliwego i mniej drobiowego Nowego Roku 2007.

    Pozdrawiam,
    Dante

  27. Panie Redaktorze, to w zeszłym roku przed Świętami (a może 2 lata temu, ten czas tak leci) jakiś felietonista prasy lokalnej, bodajże z Katowic, jeden z tych, co im się wszystko z komuną kojarzy, jak małemu Jasiowi z d..ą, napisał, że karp wigilijny to wymysł PRL-u. Nawet cały wywód przeprowadził, mieszając w to nieboszczyka Hilarego Minca jako głównego winowajcę.

  28. NBP-KARPIOLODZY-EXPERCI
    Nie dałym nawet obola
    za to, co pieprzy Bobola
    A tuż – niestety – po Boboli
    `bopier` nie `pieprzy` bo pier….

  29. Czarne chmury nad Passentem

    W Dzienniku:

    „Co dalej z Danielem Passentem?

    Dziękuje Piotrowi Zarembie za przypomnienie haniebnych zachowań Daniela Passenta w czasie stanu wojennego („Dyskretny urok stanu wojennego”).
    Odbyłem rozmowę z szefem „Polityki” Jurkiem Baczyńskim, w trakcie której chciałem zrozumieć, dlaczego toleruje on obecność Passenta na swoich łamach. Usiłowałem tłumaczyć, że to nie ewentualna agenturalna działalność D.P. ma wiele do rzeczy, lecz przede wszystkim jego niegodne teksty pisane w tamtym okresie: kłamliwe, odsądzanie jego dawnych kolegów od czci i wiary, sankcjonujące usuwanie z zawodu niepokornych. ci zaś nie mieli żadnych szans publicznej obrony… Przecież w dużej mierze dzięki takim tekstom odeszła wtedy z „Polityki” znaczna część zespołu. Ważniejsze od tego, czy ktoś donosił, jest to, jak się zachowywał jawnie, co np. wtedy pisał.
    Odniosłem wrażenie z rozmowy z Baczyńskim że ten nie bardzo wiedział, o czym mówię. – Przecież w tamtym okresie byłem we Francji i uwierz mi, że nie znałem tamtych tekstów. Teraz do nich zajrzę – powiedział. Znamy się od lat i mu wierzę. I z ciekawością czekam co zrobi po ich lekturze.
    Andrzej Bober, dziennikarz”

    pozdrawiam
    Bernard

  30. Bobola ! Ja zawsze zegnam sie przed przeczytaniem kazdego Twojego wpisu.

  31. Mnie zastanawia, dlaczego tak wiele osób się Marcinkiewiczem zachwyca, przecież oon nie wiele reprezentuje sobą, premierem był moim zdaniem od przecinania wstęg, ubierania kasków, tańczenia na studniówkach, jezdżenia motorem i inych błazeństw, to już wolę Kaczyńskiego pod tym wzgledem. Poza tym proszę zwrócić uwagę jak on akcentuje, przecież to w ogóle nie brzmi jak polski język. Oczywiście jest sympatycznym człowiekeiem, szczególnie na tle burzczących i bełkoczących Kaczyńskich, Gosiewskiego, Złotoustego Cymańskiego, nie mówią c już o Giertychu , Wierzejskim czy Lepperze. Ale wyobraźmy sobie go bez tego tła, to co on takiego osiągnał, czym się wykazał, że apelował o koalicję PiS-PO i jest kulturalny, to jeszcze nie tłumaczy uwielbienia i mediów i społeczeństwa do niego. No, al Grześ musi być zawsze w mniejszości, dlatego dziekuję panu za komentarz o Marcinkiewiczu, bo dziennikarze też jakoś bez specjalnego uzasadnienia się nim zachwycają. A te obecne jego gadki o pracy współkach skarbu państwa i szukanie dla niego posady, w sumie jak wiadomo, że nie maani wykształcenia ekonomicznego ani kwalifikacji( doświadczenia) na takich stanowiskach jest żałosne. Rozumiem jako doradcę tak czy niech jeździ z wykładami, ale banki, państwowe firmy? A gdzie standardy, konkursy, gdzie IV RP, wiem, że to fantom, ale myslałem, że może jednak twórcy fantom chcą uczynić rzeczywistością i naprawdę wprowadzić choć w niektórych fragmentach naprawde lepsze rozwiązania. Obrzydliwe, szczególnie, że częto ludzie po kilu fakultetach, ze znajomością języków nie moga znaleźć dobrej i satysfakcjonującej pracy. A tu ,,panowi Nikt”, sympatycznemu ale nijakiemu, który został premierem tylko dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu, oferuje się pracę na takich stanowiskach i za takie pieniądze.

  32. PS> Już widać, że święta to czas cudów, zrozumiałem cały wpis Feliksa Stychowskiego, nawet mi się spodobał. Cud podwójny, a może i potrójny, bo może pan Feliks Stychowski zaczął pisać lepiej, aczkolwiek w soim stylu. Pozdrawiam wszystkich, łącznie z ową mityczną diasporą.

  33. Bernardzie, nie wierzę, że jesteś tak naiwny, by wierzyć w to co zacytowałeś. Redaktor naczelny nie wie co pisał jego dziennikarz przed 25 laty? Przecież to jest do sprawdzenia w krótkim czasie, było nawet na tym blogu cytowane wielokrotnie, mnie śmiech ogarnia jak te wypowiedź pana Bobera przeczytałem

  34. Bobola napomknal,ze kazdy musi umiec sie pomodlic.Oczywiscie,juz to czynie!!!!!
    _ Panie Boze Wszechmogacy zadbaj o Polske
    Uwolnij nas,narod wystawiony na posmiewisko,
    od wszystkich leperropodobnych,kaczynskopodobnych i giertychow!!
    i uchowaj nas Boze od podobnej halastry!
    Na wieki wiekow- Amen!

    No,p. giertych i jego wyznawcy powinni byc ukontentowani,nieprawdaz?

    Panie Danielu pozdrawiam serdecznie.Ana

  35. Ja z diaspory, ja z diaspory, ja z diaspory : tutejszy karp ,jak tutejsze bloto, nie do jedzenia, dlatego nikt oprocz niektorych upartych rodakow tego nie robi. Kanadole to wogole sa troche dziwni np. kiedy zlowia rybe na wedke to potem wrzucaja ja spowrotem do wody. W Polsce nie do pomyslenia !

  36. Acha, skoro Jezus ma zostac krolem Polski,to ja proponuje na krolowa
    MYSZKE MIKI!!!!!!!!!!!!!!

    Ana

  37. Dante:
    Jeżeli byłeś w Australii, to albo jestem Marsjaninem, albo jesteś wiedzoodporny. Pisownia! Pisownia rzeczowników własnych zdradza całkowitą INDOLENCJĘ!
    Nawet Aborygeni spod Melbourne piszą lepiej.
    Stychowski gorzej,
    Bobola głupiej.
    Bernard `chamściej`
    Mery Christmas for You.
    I ODCZEPCIE SIĘ OD KARPIA!!!! NIE JADAM GO, BO Z OCZU PRZYPOMINA MI WIERZEJSKIEGO I MDLI MNIE…SMACZNEGO…

  38. Panie Danielu . Ma pan racje karp w Kanadzie kompletnie

    nie jadalny ..Zamienilismy go od dawna na lososia .

    Zyczymy zdrowych i wesolych swiat i codziennych blogow ..

    Ps. A Bernarda olac !!

    matti i mala

  39. Szanowny Panie Redaktorze,
    przegadałem cały miniony wieczór
    z dawno niewidzianym kolegą z czestochowskiego liceum,
    teraz biznesmenem z Kanady.
    Sławek, mieszkaniec Montrealu od 25 lat,
    sprzedaje po świecie helikoptery i samoloty.
    Czy Diaspora kanadyjska potwierdza
    nienajlepszą opinię o amerykańskich produktach?
    Sławek do sałaty dołożył tylko
    grilowanego pstraga i łososia, bo nosił w nosie
    przykre wspomnienie o karpiu.
    Natomiast podzielił sie ze mną świeżym pomysłem
    co do obsady prezesa NBP.
    Otóż młody Giertych!
    Z dwóch powodów: zniknie z Sejmu
    i, jako posiadacz b. ładnego podpisu,
    pięknie się zaprezentuje na stuzłotówce.
    A monety i banknoty są świetnym miejscem
    dla propagowania treści narodowych.
    Ja w tej nominacji dostrzegam możliwość
    zagospodarowania mgr Marcinkiewicza
    na gruncie oświaty.
    Życzę ciepła na Święta!
    I smacznej wigilijnej kolacji!

    PS. Bernardzie, czytałem Politykę w czasie stanu wojennego
    i nie pamiętam w tekstach Daniela Passenta tego,
    co ty wypisujesz. Następnym razem wzbogać swoje wypracowania
    o cytaty. Ale może za dużo wymagam?
    Trudno o zwycięstwo faktów w starciu z przekonaniami.
    Tobie też ciepłych Świąt.
    Polska to duży kraj. Mamy obaj w niej swoje miejsca
    pod choinką, chociaż nasze rankingi
    najlepszych publicystów polskich nie pokrywają się.
    Obiecaj przy opłatku, że nie zawołasz do tych z mojej listy: won!

  40. Chciałem nadmienić, że za bernardem zatęskniła Janina Paradowska i nawet prosiła, żeby mu się przypomnieć.
    Widać się Pani Janiny (jak wiadomo, kobiety energicznej i dyskutanta nieustepliwego) nasz Bochater wystraszył, a tutaj, bo Gospodarz gołębiego serca a i w pyskówki sie nie wdający blogowe, sobie używa.

    A co do „Polityki” Jerzy Baczyński wie, kto, i dlaczego kupuje „Politykę”.
    My , jej Czytelnicy ! Póki co, to my decydujemy, kto ma w naszej „Polityce” pisać, nie bernardy…

    Nie ma w „Polityce” Bobera, jest Passent . Od pół wieku. A „Polityka” nie jest własnością „niezależnego” zachodniego koncernu medialnego (trzeba trafu konserwatywno prawicowego) a spółdzielni dziennikarzy.
    Jak rozumiem, ani Bober ani bernard (dla małych ludzi małe litery) „Polityki ” nie czytają.
    I świetnie.

    Goodbye i won (z bloga )

  41. Panie Stychowski!!!
    Rosyjski Pan znasz, ale święta sie Panu pomyliły. Powitanie „Chrystus Zmartwychwstał” (połaczone z odpowiedzią : „Zaprawdę zmartwychwstał”) w sposób oczywisty dotyczy święta zmartwychwstania (to te na wiosnę – z jajami, królikiem i dyngusem). Poza tym nie kojarzyłbym ich na siłę z Rosją – ten obyczaj bywał (i bywa) także w katolickiej Polsce. Erudycja – tak, ale na czasie. Choć anegdotka smakowita jak tłusty karpik. Pozwolę sobie zapamiętać, i do wiosny zachować na użytek własny i społeczny.
    Świąt życzę wesołych.

  42. Lubię zawiść i nienawiść bo ja szlachcic ze Zborowa k. Buska-Zdrój. Japończycy spożywają około 50 kg ryb na „głowę” a my 10 kg i w tym jest różnica.
    Zdrowych i Pogodnych Świąt dla wszystkich !!!!!

  43. Ze tez pozwole sobie zacytowac blogowego klasyka:

    „Diaspora jest czujna! (Albo – nie)”

    Czujna, czujna ! I dziekuje za pozdrowienia 🙂

    Z tym karpiem polnocno-amerykanskim to ma Pan 110% racji. Nie bede sie z Pane scigal w opisach, bo Pan juz to zrobil z nalezyta finezja. Owszem, w koszernych sklepach mozna kupic wyrob karpiopodobny, ale na szczescie jedza go tylko koszerni odbiorcy, bo prawdopodobnie Tora czy Talmud sa jeszcze bardziej wymagajace kulinarnie niz katechizm. Za to koszerne sledzie…

    W Montrealu nie ma lepszych jak ze sklepu „Montreal’s kosher” – cymes, ajwaj i wszystko inne. Listery importowane z Polski nie umywaja sie do sledzi w myckach.

    W moim domu rodzinnym popisowym daniem byl karp w szarym sosie z rodzynkami (a.k.a po zydowsku, tak przynajmniej mowilo sie w domu). Tak wiec chrzescjanska wigilia byla z karpiem po zydowsku, ale to mozna zrozumiec wychowawszy sie w rodzinie z ekumenicznego Lwowa. Ukrainska kutia tez byla na stole.

    W Montrealu przerzucilem sie na lososia, dlatego ze jest on latwiejszy do kupienia i smaczniejszy niz kapio-delfin amerykanski. Losos wiadomo – ryba mieszna: raz slodkowodna, raz morska. Nie wiem, jak to sie ma do zasad katechizmu (moze Bobola mi wyjasni), ale mi ten ekumenizm lososia jak najbardziej odpowiada. Dodatkowo, przyrzadzany jest on wedlug przepisu „Losos po rosyjsku”, czym na koniec znowu nawiazuje do wpisu naszego blogowego klasyka, obeznango jak widac w dworskich obyczajach Kremla w zlotej epoce CarskiejCCP.

    Czuj-czuj, czuwaj, diasporo !

    Jacobsky

  44. Do Jan_Zbik
    Świetne.
    marekk

  45. Jan Zbik,
    Może założymy „Koło starych czytelników Polityki” i nie damy takim jak Bernard pluć nam w czytane teksty?
    Proponowałem już, aby „olać” teksty Bernarda, to się wyniesie tam, gdzie go będą czytać.

    Pozdrowienia dla Grzesia, ponownie widzę, że mamy bardzo zbliżone poglądy.

  46. BERNARD:
    `Spieprzaj, dziadu!` [to tylko cytat – dziś jednak KLASYKA!!!].

    BOBOLA:
    PISZESZ: `Kazdy Prawdziwy Polak musi umiec sie przezegnac`
    A JAK UMIE A NIE CHCE?
    A JAK JEST MAŃKUTEM?
    A JAK JEST INNEGO WYZNANIA?
    A JAK JEST NIEWIERZĄCY?
    I CO TO ZNACZY `PRAWDZIWY POLAK`?
    Stopniowanie regularne przymiotników; prawdziwy-prawdziwszy-najprawdziwszy, nieregularne ;szalony-szaleńszy – bobola,
    opisowe; nawiedzony- bardziej nawiedzony – szajbus dyplomowany
    Czy J.Piłsudski – eweangelik urodzony na Żmudzi – był MNIEJ PRAWDZIWYM Polakiem niż katolik – książę J. Poniatowski mający w sobie krew czeską, niemiecką, austriacką, litewską? BRAK POLSKIEJ!!! A CO Z ATEISTĄ – księdzem Stanisławem Staszicem? Był Polakiem? Nie był?
    Co z prawosławnym Ga łczyńskim i mojżeszowymi – Słonimskim, Staffem, Tuwimem, Brzechwą i Leśmianem?
    Ty człowiek – najwyraźniej – oświecony, ty nam powiedz, ciemniakom zaciemnionym…
    I przede wszystkim powiedz nam, czy Bobolo, dobrze się czujesz?
    Może to przez te niże? tedy – Wyrazy współczucia dla rodziny…

    CZY TO PRIMA APRILLIS [ z tym wyborem króla]? Kiedy elekcja? Czy to wolna elekcja? Kto wybiera – Naród, Skonfederowane Stany, Zgromadzenie Narodowe, LPR [a wtedy Roman II Dinozaurowicz PRAWIE PEWNY].DLACZEGO TYLKO JEDEN KANDYDAT? WYBIERZEMY SYNA – OBRAZIMY OJCA,lepiej od razu cały PRZEŚWIETNY AREOPAG!!!

    DLACZEGO RoMan przemówił ludzkim głosem 5 dni przed terminem i nie o północy? Dlaczego? – pytam? Cała tradycja na nic!!!

  47. Redaktorze Baczyński,
    proszę zastąpić Passenta Boberem (Bobrem?) i zobaczyć, w którym kierunku pójdzie sprzedaż: w górę czy w dół?

    Teksty Passenta z 1982 r. się bronią. Można do nich łatwo zajrzeć, niekoniecznie zamawiając stare roczniki „Polityki”. Wystarczy sięgnąć do zbiorów tych felietonów w wersji książkowej (dostępne na przykład na allegro.pl).

  48. ZDEGUSTOWANY ? … pogadaj z karpiem.

  49. W naszym pięknym kraju jest już tak dobrze, że największy problem stanowi kondycja karpia przed wigilią i szukanie posady dla atrakcyjnego Kazimierza. A tymczasem:
    1. Dwa tygodnie przed końcem kadencji Balcerowicza nadal nie ma kandydata na szefa NBP. Słyszałem (o ile to nie dowcip) że pod uwagę brany jest Bugaj. Dlaczego nie od razu Gierek?
    2. Władza bierze się za majstrowanie przy traktacie z Niemcami. Przy talenice dyplomatycznym Kaczyńskiego może się to skończyć zerwaniem traktatu i unieważnieniem granicy na Odrze i Nysie.
    3. Zostajemy w Iraku na kolejny rok, a może i dłużej. Pierwotnie mieliśmy się wycofać w grudniu 2005. Włosi dawno odpuścili, Anglicy szykują się do wyjazdu. Nawet Bush po cichu przyznaje się do porażki. Tylko my, najwierniejsi z wiernych zostajemy. Przy tobie Najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy. Do-ostatecznego-zwycięstwa. Gott mit uns.
    4. nieoficjalny organ rządu denuncjuje biskupa jako TW. Ciekawa będzie reakcja rydzykoidalnych – czyżby groziła nam schizma? A lustracja leży i kwiczy. Wygląda na to, że naiwniacy nie doczekają się poprawek prezydenta i prawny knot, na którym wszyscy z prezydentem na czele nie zostawili suchej nitki wejdze w życie w najbardziej absurdalnej formie.
    5. Potomek konia (nie małpy) wprowadza religię na maturze. I cicho sza, nikt nie protestuje. Zresztą kto miałby protestować w kraju, w którym lewica jest bardziej pobożna od prawicy?
    6. Wszystko stoi na głowie – politycy się modlą a księża politykują. Przy okazji tylnymi drzwiami wprowadzają monarchię z Chrystusem jako królem. Choć religijny specjalnie nie jestem, zacząłem się ostatnio modlić. Modlitwa brzmi następująco: Religię do kościołów racz przywrócić Panie, amen.
    7. Afera rozporkowa zatacza coraz szersze kręgi. Połowa Samoobrony jest już kilentami prokuatury, a premier nie widzi najmniejszego powodu, żeby przynajmniej zawiesić Leppera. Andy Warchoł jest OK i będzie OK nawet jeśli mu udowodnią zgwałcenie kota Kaczyńskiego. Bo to wprawdzie sk…syn, ale nasz.
    8. Drożeje beznyna, gaz, mieszkania, samochody i tak dalej do nieskończoności. Stanieć mają (podobno) bilety lotnicze. Lokomotywy też.
    Wesołego karpia.

    6.

  50. Religia nie nakazuje jedzenia ryb slodkowodnych w wigilie, co za bzdura! moze Tradycja?? A co do religii w szkolach to dlaczego my mamy patrzec na siebie przez pryzmat Europy a nie moze Europa na siebie przez nasz pryzmat raz spojrzec? NAAPRAWDE TAK pan ceni to co wyprawia sie we Francji? Sami francuzi maja tego dosyc.

  51. Jest Pan, Panie Danielu, antypaństwowy jak karp po żydowsku. Przecież wiadomo, że karp nie jest rybą rdzennie polską, a wrogim elementem napływowym (vide u góry). Zresztą każde dziecko wie, że karpie (pars pro toto ryb) i dzieci głosu nie mają. Redaktorzy SkM niedługo już też nie 🙂

    Pozdrawiam,

    Łukasz 🙂

  52. Primo:
    Szalenie przepraszam p. Feliksa Strychowskiego, ale mam wrazenia, ze mu sie swieta pomieszaly. Slowa „Christos (nie: Jezus) woskries” sa tradycyjnym pozdrowieniem w dzien Wielkanocny. W Boze Narodzenie mogloby byc jedynie „Christos rodilsa” a to z kolei nie nadawaloby sie do dowcipu, bo coz dziwnego, ze ktos sie urodzil?
    Secundo:
    Wielu Jedynie Prawdziwych Polakow zyczy (w ich opinii mniej prawdziwych) wspolblogowiczom udlawienia sie oscia z karpia – oczywiscie z karpia po zydowsku. Z przykroscia informuje ich, ze taka mozliwosc nie istnieje. Mianowicie karp po zydowsku, wedlug stosownego przepisu, jest po prostu karpiem faszerowanym zmielonym karpim mieskiem i szanse na to, zeby jakas osc sie w nim przechowala sa rowne zeru.
    Tertio:
    Post w Wigilie jest juz tylko sprawa polskiej tradycji, bo Watykan nie znalazl podstaw aby w ten dzien poscic (czym tu sie umartwiac, jak Bog sie rodzi?) i zakomunikowal to Urbi et Orbi. W tym roku dodatkowo Wigilia przypada w niedziele a w niedziele nigdy nie ma postu. Ergo: ci. ktorzy we wczesniejszych wpisach zyczyli (zlosliwie w swoim mniemaniu, a tak naprawde po prostu po chamsku) „tlustej golonki na wigilie” – wiem, co chcieli przez to powiedziec – nie do konca w swojej jadowitosci byli celni.

    Pozdrowienia,
    Stara Zaba

  53. U mnie zamiast blotnistego karpia beda owoce morza.
    Pogodnych Swiat dla gospodarza i diaspory ( bom z diaspory )

    Ela

  54. Szanowny Panie Danielu ! Dziwie się , że Pan się dziwi jak rzucają Marcinkiewiczem: a to na Orlen , a może PKO BP lub NBP. Kto łaskawie pytam się nauczył lat temu naście u Pietrzaka takich zachowań ? No kto ? Garściami z historii PRL kaczy ród czerpie inspirację. Co do karpia mam od bardzo wielu lat ugruntowaną opinię , po jatce jaką dokonałem bez obecności 3 letniego syna. Młodzieniec zobaczywszy co stało się z rybka z wanny awanturę rodzinną taką wyfasował ,że od tego czasu nie jadamy zestresowanych wigiliantów. Otrzymawszy lat temu kilka – żywego, przed wigilią ochoczo zwodowaliśmy do stawu w Parku Południowym we Wrocławiu. Czego życzę pozostałym wymęczonym świąteczną atmosferą. Wszystkiego najlepszego , ciepła rodzinnego i smacznego!!!

  55. Stara Żabo, dziękuję za celne i zabawne podsumowanie dyskusji :-> która trochę zboczyła na manowce. Od Prawdziwych Polaków już sobie Blogowicze wymyślają 😉 i ćwiczą rzut karpiem w adwersarza 😉
    Pozdrawiam
    Cassandra

  56. Bernard jeszcze nie raz nas zadziwi przenikliwoscia swego umyslu, oj zadziwi. Ciezki przypadek.

  57. panu RoManowi rada bym przypomniec aby w szczegolnosci przed Swietami BN wcielil w czyn swoje teoretyczne poglady tzn:

    – kochal blizniego swego i odpuszczal winy swoim winowajcom

    Swoja droga ciekawe jak bohatersko aktywnym byl on i jemu podobni w czasach PRL

  58. Marius21!
    Nie chce mi się znowu pisać tego samego, co wałkowaliśmy przez kilka dni. Jeżeli jesteś w blogach „Polityki”, to napewno czytałeś cały stos temu tematowi poświęcony w „Wojnie polsko – jaruzelsko – polskiej” u Redaktora Adama Szostkiewicza. Mogę właściwie dodać do tego spisu to, o co mi chodzi: uratował Polskę przed wojną domową i dobrowolnie oddał władzę. I kropka.
    A jeżeli chodzi o spis Kaczyńskich, to rozpatrywać go trzeba nie w stosunku do komunistów z PRLu, tylko w stosunku do demokracji XXI wieku. I tutaj leżymy na wszystkich frontach. Mamy po ustawie antysamorządowej nowy bubel. Wprowadzenie tylnymi drzwiami 160 ustaw, pewnie jak zwykle nieprzygotowanych, które Prezydent oczywiście natychmiast podpisze, a dopiero później zacznie się zastanawiać, co on najlepszego zrobił.
    Ja nie mam czasu wypisywać Ci błędów, jakie zrobił Kaczyński. Mogę jedynie podkreślić, że moralność IV RPRL wykuwa się w rozmowach z Bergerową i w sojuszu z Samoobroną. No przecież byli na Jasnej Górze i dostali rozgrzeszenie.

  59. Karp z PRL-u ? dziwne. Prędzej śledź, cały ,z łbem ,z beczki, bo najtańszy.
    Taki pamietam….ech….
    Pozdrawiam serdecznie, przedświątecznie.

  60. Jacek:
    Pozbawić Bernarda tego, czym myśli, że myśli – i nam da spokój i nie przekaże genów…Zero strat – `dwa w jednym` zyski.

  61. Łączę się we wspólnej modlitwie z Aną.

    Dante
    Rzeź, holocaust , zjadanie siebie to stały element natury.
    Cytuję za Z.Kuchowiczem:Obyczaje staropolskie (wpływ zachodnioeuropejski)
    „podawano na stół żywy drób np kurę lub gęś ,upijano alkoholem, nieprzytomną pieczono żywcem, chłodząc jej mózg i serce wilgotną gąbką…i podawano na półmisku.Gdy biesiadnicy sięgali po nią,ptak cucił się, zrywał, resztkami sił próbował ucieczki. Ucztujący traktowali to jak wspaniałą zabawę pochłaniając upieczoną-żywą kurę.” Wolę już los naszego karpia.
    Stoły biedaków były bardziej humanitarne. Podawano drób…..aby pozbierał okruszki
    ze stołu.

    Bernard
    Czy czasami słuchasz muzyki? – ona naprawdę łagodzi obyczaje…

    Bobola
    Człowiek uczciwy, albo ma wiarę w SOBIE, albo nie. Zapewniam, że ani w jednym, ani w drugim przypadku,nie ma tu jego zasługi, tym bardziej winy. Religia interesuje mnie jako przejaw kultury człowieka, na tyle zainteresowała, żeby podjąć w swoim czasie studia religioznawcze(podyplomowe).Fascynujące studia. Polecam – nie będziesz zmuszony zdawać egzaminów, zrobisz to sam, z przyjemnością.

    Chrystus królem Polski!!! Obłęd!!!! Sacrum i Profanum w jednym stoją rzędzie.
    Polacy zburzyli Mur Berliński (i za to im chwała) , a teraz biorą się za obalanie porządku Wszechrzeczy. Zaiste kopernikanski to naród.

  62. Religia na maturze to kolejny chory pomysł ministra G.Kto ma przygotować do zdania tak obszernego materiału? Nie sądzę, aby zrobili to przyuczeni świeccy katecheci. Dla części z nich to ciepła posadka za nicnierobienie.Tajemnicą poliszynela jest przebieg lekcji religii.W wielu przypadkach urąga to metodyce, nie mówiąc o brakach merytorycznych.Księżom nie można zarzucić luk w wiedzy religijnej , ale nie radzą sobie z porządkiem na zajęciach, metodyką.Często zdarza się brak szacunku dla uczniów czy braki w elementarnej kulturze.Spotykam wspaniałych ,młodych księży mających świetny kontakt z młodzieżą,rzetelnie wykonujących swoje obowiązki, ale to są śladowe wyjątki.Religia powinna wrócić do parafii. Jest jednak zasadniczy problem- nie byłoby zarobków z budżetu.A tak na marginesie: w 3-letnim cyklu nauczania chemii, fizyki są 3 godziny a religii 6 godzin.

  63. Bernard, pani Janina za toba teskni. My mniej.

  64. „Roman Giertych wprowadza religię na maturę, podobno dlatego, żeby uczelnie i wydziały teologiczne nie musiały organizować egzaminów wstępnych”.
    Wydziały teologiczne są na uniwersytetach, nie tylko katolickich ale i protestanckich, w Europie, Ameryce, nawet w Azji (Tokio), więc wbrew temu co pan pisze z nauką mogą mieć coś wspólnego. Z pewnością więcej niż ekonomia polityczna w czasach pańskiej młodości.

  65. Jozef Pilsudski jako przyklad Prawdziwego Polaka? Sprawa conajmniej pochyła 🙂 : urodzony katolik, zmienil wyznanie na protestanckie, zeby sie drugi raz ozenic, a zona tez taka nie do konca Prawdziwa Polka, zdaje sie, ze podobnie jak matka Mickiewicza. A jak ordynariusze polowi mieli u niego przechlapane!
    Moze sie myle?

  66. Bober (za pośrednictwem Bernarda) rozbawił mnie do łez. Tak się sklada że na tym blogu gości parę osób które pamięta tą „Jednosobową Radę Etyki Mediów” zarówno z całego przebiegu kariery dziennikarskiej jak i nawet studiów na WEP UW. Oddany i zasłuzony towarzysz AB wprawdzie w ostatniej chwili załapał się do opozycji, a nawet ustawiał Wałesę jako sekundant w słynnej dyskusji z Miodowiczem, ale za nim to nastąpiło, zarówno w Zyciu Warszawy jak i innych gazetach, a takze jako wiceszef dziennika TV, nie szczędził sił w utrwalaniu jedynie słusznych poglądów.
    Równie parszywych tekstów D.Passent nigdy nie napisał, więc byłoby nie od rzeczy żeby niektóre z osiągnięć AB tu przedrukować, chociaż takiego szajsu szkoda nawet na te miliardy Gb które plączą sie po internecie.
    Kiedy jednak taki facet zgłasza się do Baczyńskiego i przeprowadza z nim „rozmowę dyscyplinującą”, to może warto się zastanowić kto go wysłał i jaki ten ktoś ma stopień służbowy. No i gdzie ostatnio publikuje AB, w Gazecie Polskiej czy Głosie ?

  67. „Brak godnego następcy Balcerowicza to żenada, bo taki kandydat powinien być oglądany pod światło miesiącami przez policję, środowisko, rynki, polityków i media”.
    Słyszał pan cokolwiek o Balcerowiczu zanim Mazowiecki zrobił go ministrem finansów, ale tak szczerze? A o HGW pan słyszał, zanim Walęsa z Falandyszem wyjęli ją z kapelusza? Nie przypuszczam. I jakoś najgorzej z nimi nie było, prawda? Pańska rada może jest dobra dla państw o stabilnej demokracji, ale niekoniecznie dla kraju w którym sektor bankowy ma zbyt wiele spraw, o których wolałby nie pamiętać. Dlatego kandydat na szefa NBP powinien być nie tyle ulubieńcem różnych lobby, mediów i salonów, co osobą niezależną (i rzecz jasna kompetentną), a o takch niełatwo. Ale niech pan nie traci nadziei.

  68. Jan_Zbik

    „Jak rozumiem, ani Bober ani bernard (dla małych ludzi małe litery) “Polityki ” nie czytają.
    I świetnie.
    Goodbye i won (z bloga )”

    Kiedy jesteś gościem (w tym przypadku Gospodarza bloga) to bądź łaskaw nie wycierć nosa w zasłonkę, ok?

  69. Mnie też zadziwia popularność Kazimierza Marcinkiewicza w społeczeństwie, gdyż mam takie samo przekonanie, co do jego osoby jak autor bloga.
    No, choć może jest jedno adekwatne wytłumaczenie, że przeciętność dobrze komunikuje się z przeciętniakami.

  70. Co do karpii. Karp w Polsce zyskał popularność po 1880 r. kiedy to Pan nazwiskiem Dziech wyhodował w Kaniowie koło Białej Krakowskiej karpia nazwanego królewskim. Więcej o tym na majej stronie. Zapraszam i serdecznie pozdrawiam.

  71. A ja pamietam zdumienie z jakim przeczytalam korespondencje w jakiejs gazecie bylego warszawsiego korespondenta BBC ( w czasie stanu wojennego) Kevina Ruane’a,ktory pisal, ze Polacy jedza na Swieta „vile fish called carp”. Nigdy nie przyszlo mi do glowy, ze karp jest „vile”, ale to jedno zdanie bylo pocalunkiem smierci dla karpi w moim domu. Call me a snob…
    Nereszcie ktos (nasz Gospodarz) powiedzial, ze pan Marcinkiewicz jest kompletnym zerem. Nie malam przyjemnosci za duzo go ogladac czy sluchac, ale wystarczyl mi godzinny t,zw. „wywiad” z nim w Telewizji Trwam. Jakis ksiadz (Krol, ale chyba nie Jezus) zadawal mu lizusowskie pytania, ale ten odpowiadal na cos zupelnie innego. Bylo to monotonne bubnienie o niczym. Bubnil i bubnil. Nie moglam sie oderwac od ekranu, bo nie chcialo mi sie wierzyc, ze toto jest premierem sporego kraju w sercu Europy. On we mnie wywoluje morbid fascination: takie ciele, a premier! Jedno co mozna o nim dobrego powiedziec, to ze jest uprzejmy i nikogo nie obraza. Jak bardzo Polacy pragna kogos uprzejmego i usmiechnietrego w polityce, swiadcza sondaze, w ktorych to ciele nieustannie prowadzi. Ta jego popularnosc bardziej swiadczy o znuzeniu spoleczenstwa niz o Marcinkiewiczu.

  72. Co do religii jeszcze, to na maturze może sobie być, ale religioznastwo, nie religia, zresztą co by się z tej religii oceniało, bo np. u mnie to były dyskusje filozoficzno-etyczne, zresztą ciekawe, ale trudno z tego egzamin by było przeprowadzić.

  73. Tu, gdzie gościnnie jestem , karpie można kupić w polskich sklepach ,ale coż to za Ameryka skoro chodzi o Chicago .
    Życzę Panu Danielowi i sympatycznym blogowiczom – Szczęśliwych dni świątecznych i pracowitych w 2007 roku .
    Waldemar
    świątecznie nad j. Michigan .

  74. Zdegustowanemu radzę nie patrzeć karpiowi w oczy! W moim domu jest podawany w szarym sosie z rodzynkami, migdałami doprawiony piernikiem i czerwonym winem, a także – w drugiej wersji – potrzymany w cebuli i soli, a następnie upieczony na blaszce w ostatniej chwili przed podaniem, bez dodatkowego tłuszczu… Obydwa pyszne na gorąco i na drugi dzień, na zimno.
    ,
    Bronku miły! Zarówno Balcerowicz, jak HG-W po wyciągnięciu „z kapelusza”, jak sugerujesz, zabrali się do pracy i spełnili swą rolę jak rzetelni zawodowcy, wybór był więc nieprzypadkowy. Czasu na tan wybór było też bez porównania mniej. W przypadku schedy po Balcerowiczu… nie było pośpiechu, można było wyszukać najlepszego z najlepszych, a jednak tego nie zrobiono. Może wiesz jaka przyczyna jest tego powodem?
    Ja przypuszczam, ale nie będę się przed świętami wyzłośliwiać 😉
    Wrodzona słodycz charakteru…

  75. – Paniusia kupi gaske, juz oskubana, tylko zabic nie mialam serca…-
    Halszko, czy ten drob byl pieczony w piorach? Przepraszam, ale nie ma takiej mozliwosci, zeby drob byl na tyle upieczony, zeby go mozna bylo zjesc i zostal zywy. Byc moze ptactwo mialo udawac upieczone i dla zabawy (brrrr…) biesiadnikow uciekac z polmiska, ale zjesc tego sie nie dalo…A biesiadnicy pewnie byli pijani w trzy dupy.
    Jedrzej Kitowicz o niczym takim nie wspomina, co nie oznacza, ze nie moglo zaistniec.
    Pozdrawiam
    Stara Zaba (jeszcze surowa)

  76. absolwencie (ale właściwie czego?) …

    Pisząc: „Równie parszywych tekstów D.Passent nigdy nie napisał, więc byłoby nie od rzeczy żeby niektóre z osiągnięć AB tu przedrukować ….”, pewnie coś masz na myśli. Rad bym wiedziec co właściwie Andrzej Bober pisywał, mówił lub robił, ale wygląda, że tylko smęcisz i włączając komputer niepotrzebnie powiększasz entropię Wszechświata. Poza tym, czy to elegancko na blogu Gospodarza insynuować bez podania konkretów (cytatów), że „równie parszywych tekstów D. Passent nie gdy nie napisał”, co sugeruje, że nieco mniej paskudne to owszem, pisywał? Zatem, once more, konkrety, konkrety, cytaty ….

  77. Do Bronka,

    Oczywiscie, ze slyszalem o Balcerowiczu za PRLu. Tyle, ze byly to dosc ambiwalentne opinie (dzis sadze, ze jest to wielki czlowiek, ekonomista i polityk – to tak dla jasnosci). Byli bardziej mezni ekonomisci, ktorzy potrafili np. rzucic legitymacja PZPRowska Gierkowi w twarz (takich co nigdy nie mieli tej legitymacji chyba na SGPiSie nia bylo). Oczywiscie trzeba dac sznase nowym. Tyle, za ja nie rozumiem slow DP w taki spoosb, ze zenada jest dany kandywat. Zenada jest, ze ta wladza szuka kandydata po omacku. To wladza jest smieszna, a nie kandydaci.

  78. Drodzy przyjaciele, bardzo mi się spodobało na Waszym blogu, cenię też wysoko jego Gospodarza, dlatego postanowiłem dorzucać od czasu do czasu swoje trzy grosze. Wprawdzie z językiem polskim jestem raczej na bakier (do perfekcji opanowałem tylko jeden język, mianowicie rosyjski), ale mam nadzieję, że wielkodusznie wybaczycie mi ewentualne błędy ortograficzne i potknięcia stylistyczne.

    W zasadzie miałem zamiar partycypować wyłącznie w tematyce politycznej, ale słowo karp, które padło zaraz w tytule dzisiejszego wpisu, niespodziewanie potrąciło we mnie emocjonalną strunę (jak każdy prawdziwy Rosjanin, bardzo łatwo się wzruszam) i natychmiast chwyciłem za pióro, a ściślej mówiąc, zasiadłem do swojego trofiejnego laptopa z polską klawiaturą. Skąd to trofeum? – to znaczy gdzie i na kim uskutecznione, za długo by opowiadać, może uczynię to innym razem, jak Gospodarz, lub któryś z blogowiczów, nawiąże do powszechnie znanej na świecie skuteczności Rosjan w pozyskiwaniu niezbędnych im dóbr materialnych – od zegarka poczynając, a na całych kontynentach kończąc.

    Zapytacie być może, drodzy przyjaciele, cóż takiego jest w słowie karp, że było ono w stanie poruszyć czułą strunę w szerokiej jak rosyjski step duszy radzieckiego człowieka. Otóż w samym słowie nie ma nic szczególnego, być może u innego radzieckiego człowieka potrąciłoby ono jakąś kulinarną strunę, ale ja nigdy nie zakąszam rybą, a jeśli już w ogóle, w drodze wyjątku czymś zakąszam, bo na przykład nie wypada odmówić komuś, kto nalega (zakąście towarzyszu, zakąście, bo tam jeszcze 5 litry spirtu czeka), to wzorując się na prawdziwym człowieku Szołochowa, wychyliwszy musztardówkę, co najwyżej ułamię od kromki okruch chleba. Przebywałem wystarczająco długo w waszym kraju, by uważać się za Polaka i jak większość Polaków automatycznie doznawać pozytywnych uczuć na myśl o skonsumowaniu karpia. U mnie jednak jest to emocja w ścisłym sensie indywidualna, wynikająca wyłącznie z indywidualnych wspomnień oraz indywidualnych doświadczeń, choć nie zaprzeczam, że tu też chodziło o kalorie.

    To było w 1980 roku, czyli 63 lata po wybuchu Wielkiej Rewolucji Październikowej, a trochę więcej niż rok przed Wielkim Grudniem, kiedy towarzysz Wojciech w końcu stracił cierpliwość i zaprowadził w Polsce porządek. Na krótko, bo na krótko, ale osiem bez mała lat to jednak nie w kij dmuchał, był czas, żeby umocnić socjalizm, cóż kiedy diabli nadali Gorbaczewa i wszystko się rozpizgało. Wtedy oczywiście nikt jeszcze takiego zakończenia nie przeczuwał i w całej Polsce na widok czołgów na ulicach zapanowała zrozumiała, acz krótkowzroczna euforia, czego jako pracownik radzieckiego konsulatu byłem naocznym i wiarygodnym świadkiem, gdyż w ramach szlifowania waszego pięknego języka regularnie czytałem „Politykę” i „Trybunę Ludu”, nie wspominając codziennego oglądania dziennika telewizyjnego oraz wystąpień towarzysza Urbana.

    Konsulat mieścił się w pewnym wojewódzkim mieście, którego nazwy nie ujawnię, powiem tylko, że co roku odbywają się w nim słynne na cały świat Targi Poznańskie. Byłem tam zatrudniony z poręki – nomen omen – towarzysza Karpowa na stanowisku gospodarza obiektu, czyli jak to się ładnie u was mówi, w charakterze ciecia. Nie będę wyliczał, ile otrzymanie tej posady – w zachodnim bądź co bądź kraju – mnie kosztowało, zarówno w twardych rublach jak i w naturze, o to ostatnie zresztą niech się upomina moja ówczesna nieślubna żona, jeśli uważa, że coś jej się wymydliło, tym bardziej, że poszła na to z chęci zysku (wysyłałem jej co miesiąc dwie trzeciej mojej pensji), w dodatku za moimi plecami, podając się za moją kuzynkę. Rzecz nieuchronnie się wydała, towarzysz Karpow wbrew rybim obyczajom nie hamował języka, tu i ówdzie coś chlapnął, tu i ówdzie się pochwalił jaki to z niego… nie powiem co, ale zaczyna się na je-, a kończy na –baka, no i w końcu do mnie też dotarło. Ile łez gorzkich wtedy wylalem, jak bardzo krwawiło mi serce, nikt by nie uwierzył na widok wielkiego chłopa, jakim jestem, metr dziewięćdziesiąt wzrostu w skarpetach, dziewięćdziesiąt kilko wagi, morda jak kilo gwoździ.

    Towarzysz Karpow – któremu wybaczyłem, bo w końcu ta czerwona małpa wprowadziła go w błąd, skąd biedny miał wiedzieć kogo naprawdę obraca, i któremu tyle zawdzięczam w sensie międzynarodowej kariery – to poniekąd jeden z dwóch powodów, dla których jestem tak wyczulony na słowo karp. Drugi powód, znacznie ważniejszy i o znacznie większym ładunku emocji, wiąże się bardziej z jego funkcją niż osobą. Chodzi mianowicie o to, że oprócz normalnych dyplomatycznych obowiązków, czyli uczestnictwa w bankietach wydawanych dla lokalnej komunistycznej elity, powierzono mu misję nawiązywania przyjaznych kontaktów z tubylczą ludnością. Jedno i drugie było równie ważne. Różnica między bankietami i kontaktami sprowadzała się jedynie do tego, że bankietowiczów przywoziły limuzyny, z których natychmiast przenosili się oni do prywatnych apartamantów konsula, a tubylcy dobrowolnie przyjeżdżali z zakładów pracy tramwajem i od razu po podpisaniu listy obecności byli doprowadzani do sali, gdzie już czekały na nich krzesła naprzeciw podwyższenia, po którym na tle sierpa i młota, oraz portretów towarzyszy Lenina, Breżniewa i ówczesnego naczelnego zwierzchnika naszego resortu, towarzysza Gromyko, przechadzał się w tą i z powrotem towarzysz Karpow, prowadząc z przybyłymi swobodną pogawędkę. Co prawda tubylcy głównie milczeli, niewątpliwie w słusznym przekonaniu, że gospodarzowi nie wypada przerywać. Poza tym różnica, rzecz prosta, polegała też na tym, że w przeciwieństwie do pogawędek z tubylcami, na bankietach było co i czym zakąsić. Ale za to tubylcom wolno było przynieść własne kanapki.

    Pogawędki towarzysza Karpowa w okresie po sierpniu przestała cechować swoboda, i ze zrozumiałych względów zaczynała je zabarwiać zręcznie maskowana, trzeba mu to przyznać, nieufność i rezerwa. Zresztą na kontakty z tubylcami strona radziecka machnęła ręką na długo przed grudniem następnego roku, jako na rzecz pozbawioną większego sensu w świetle krystalizujących się już w łonach obu bratnich partii zamiarów. Niemniej w grudniu 1980 jeszcze się one odbywały, pamiętam to dokładnie, ponieważ właśnie wtedy, a było to krótko przed waszymi pięknymi świętami, na ostatnim już bodaj spotkaniu z tubylcami pojawiła się ONA.

    Jakżesz mam opisać tę zjawiskową dziewczynę? Nie potrafię, zresztą chyba nie muszę. Wyglądała zupełnie jak Galina Polskich, tylko że była jeszcze piękniejsza. Galina Polskich w pewnym okresie, zanim nie zniknęła z ekranów, była marzeniem każdego radzieckiego mężczyzny, poczynając od tych, którzy dopiero opuszczali przedszkole, a kończąc na dokonujących żywota. Co w niej było takiego? O czym każdy z nich myślał patrząc na nią? O czym marzył? O seksie? – w tamtych latach słowo to nie było jeszcze tak oczywiste i wszechobecne – owszem o seksie też; jej piersi, nogi, biodra, pełne usta, wszystko to prędzej czy później doprowadzało do myśli o seksie, ale przede wszystkim i w pierwszym rzędzie cała jej postać porażała poezją kobiecego piękna; ze swymi jasnymi, opadającymi na ramiona włosami, błękitnymi, zasnutymi melancholią oczami, łagodnym pochyleniem głowy, stanowiła uosobienie wszystkiego co w kobiecie wzniosłe i szlachetne, co kojarzy się z delikatnością uczuć i prawością postępków. W Polsce też puszczano z nią filmy, nawet za moich czasów, i jeśli ktoś je oglądał musi potwierdzić, że nie łgam.

    I taką oto dziewczynę, tylko że jeszcze piękniejszą, tak piękną, że człowiek myślał, co ona tu robi w tym targowym co prawda, lecz przecież nie za bardzo znanym na świecie mieście, dlaczego siedzi na twardym, przeznaczonym dla tubylców krześle, które własnoręcznie przed chwilą ustawiałem, czemu zamiast patrzyć na stojącego na podwyższeniu towarzysza Karpowa, sama nie stoi w tej chwili na podium i wśród spojrzeń holywoodzkiej widowni nie odbiera należącego jej się za samo istnienie Oskara – taką oto dziewczynę ujrzałem wtedy na tej udekorowanej sierpem i młotem sali, na której skończywszy ustawianie krzeseł zostałem, żeby się napatrzeć na nią.

    Trzeba powiedzieć, że między sierpniem i grudniem 1980 roku, tubylcza widownia zrobiła się bardziej rozmowna i towarzysz Karpow musiał coraz częściej odpowiadać na kłopotliwe pytania. Nic zatem dziwnego, że również i tym razem dyskusja nieuchronnie zeszła na drażliwą sprawę niedoborów mięsa, czyli na kalorie, o których już zdaje się wspominałem. Towarzysz Karpow przez jakiś czas dawał wymijające odpowiedzi, jednak bez właściwej mu i wytrenowanej ostatnio w podobnych starciach finezji, coś wyraźnie mu przeszkadzało, i nietrudno mi było stwierdzić, że tym czymś, a raczej kimś, była ONA, polska Galina Polskich, tylko że jeszcze piękniejsza, a ściślej mówiąc jej szczere utkwione w nim ufnie oczy, którym nawet Gebels nie potrafiłby skłamać, a cóż dopiero on, trzeciorzędny urzędnik radzieckiego konsulatu w mało znanym na świecie targowym mieście. I tak się stało, że pod jej wzrokiem coraz bardziej plątał się w zeznaniach, aż w końcu, naciskany przez jakiegoś bezczelnego typka – który się wyraźnie przed „Galiną” popisywał, bo co parę słów spoglądał na nią – nie wytrzymał i wypalił typkowi w odpowiedzi: – Mięsa nie ma, to ryby jeść trzeba.

    Sala zamarła. Co tam sala, sam towarzysz Karpow zamarł, zamarła w pół drogi jego ręka, którą chciał sobie poniewczasie zatkać usta, zamarli na ścianie towarzysz Lenin, Breżniew i Gromyko, sierp i młot wyglądały jakby miały się zaraz odlepić i sfrunąć przedwcześnie na podłogę, nie czekając 1991 roku. Mi w uszach wciąż brzęczały nieśmiertelne słowa żony Ludwika XVI, Marii Antoniny: „Chleba nie ma, to niech jedzą ciastka”, i bałem się poruszyć, bo wydawało mi się, że w ten sposób uruchomię mechanizm jakiejś gilotyny, która towarzyszowi Karpowowi natychmiast odetnie jeśli nie głowę, to przynajmniej język.

    I wtedy wśród śmiertelnej ciszy powstała z krzesła ONA i rzeczowym tonem osoby nie zdającej sobie sprawy z powagi sytuacji zapytała: – Ryby? Jakie ryby?

    To rozładowało napięcie i towarzysz Karpow, jeszcze nie wierząc w swoje wybawienie, zdołał jednak wyjąkać: – No, ryby, takie, no, z płetwami. – A potem widząc wpatrzone w siebie ufne oczy znanej mu z ekranu kobiety, tylko jeszcze piękniejszej, nabrał do reszty animuszu i powiedział ze swadą, świadczącą, że znów zaczyna być sobą: – Przyznaję, że innych ryb słodkowodnych obecnie w Polsce nie ma, to szczera prawda, ale trochę bym się zdziwił, gdyby się okazało, że nawet o karpia trudno.

    Redaktor Passent napisał to wprawdzie inaczej, cytuję: – Że innych ryb słodkowodnych nie było – to szczera prawda, ale że karp wypłynął w PRL – to mnie trochę zdziwiło, bo w PRL nawet o karpia było trudno.

    Niemniej słowa te od razu wydały mi się znajome i po nitce wartko snujących się wspomnień wnet dotarłem do kłębka toczonej wówczas dyskusji.

    Dziewczyna powiedziała: – A gdyby się jednak okazało, że o karpia nie tylko trudno, ale że go w ogóle, tak jak innych ryb, nie ma, to czy przyznałby pan, że gadał tu głupstwa?

    Wtedy on: – Nie przyznałbym, ponieważ to niemożliwe.

    Na co ona: – Taak? To proszę mnie oświecić, ale zaraz, w tej chwili, gdzie w tym mieście można dostać karpia.

    – Proszę bardzo – odpowiedział natychmiast – w Polskiej Centrali Rybnej. Nie haha, nie hehe – to było nie do niej, tylko do całej sali – ponieważ mam tam znajomych i jeszcze dziś do nich zadzwonię, a jutro towarzysz Fiodor – tu wskazał na mnie – tam z panią pójdzie i dopilnuje, żeby przyznano przydział karpi dla całego waszego biura projektowego, do odbioru przed wigilią. – Oni wszyscy pracowali w biurze projektowym pewnego zakładu przemysłowego, którego nazwy nie ujawnię, powiem tylko, że robotnikom płacono tam pięć złotych od granatu. Tak, tak, to odgrzewany kawał, niemniej oparty na prawdzie, chociaż nie wiem, jak tam jest z tym teraz, i czy ten zakład w ogóle jeszcze istnieje.

    Wskazał na mnie, a pode mną nogi się ugięły. Ze szczęścia i niedowierzania – ja miałbym spotkać się z tym bożyszczem na mieście? Iść z nią jakby nigdy nic ulicą, torować jej drogę przez portiernię, obcować z nią przez długie kwadranse, kto wie czy nie całe godziny? Jednym słowem, straciłem dla niej głowę. I serce.

    Ledwo towarzysz Karpow wyrzekł powyższe słowa, zerwały się oklaski, autentyczne, spontaniczne oklaski, po których nie było już mowy o kłopotliwych pytaniach, i czuło się, że przyjaźń polsko-radziecka na powrót nabiera mocy i sensu. Nikt nie stawiał niemądrych i zbędnych pytań, czy towarzysz Karpow załatwi też karpia dla reszty miasta, albo chociaż dla reszty zakładu, tak daleko jednak solidarność ludzka nie sięga. Chociaż powinna, ale cóż, bliższa ciału koszula.

    Wbrew memu niedowierzaniu wszystko odbyło się gładko, telefon towarzysza Karpowa jednak coś jeszcze wtedy znaczył, i rzeczywiście przy załatwianiu sprawy spędziłem z „Galiną” – nomen omen, okazało się, że ma na imię Halina – długie godziny, bo trochę się tam jednak odwlekało, wystarczająco długie, by nawiązała się nić, nie powiem sympatii, ale pewnej zażyłości. Przyznałem się jej do mojego prawdziwego zawodu – też byłem inżynierem – ale ukryłem, że w konsulacie pełniłem funkcję ciecia.

    Nie będę ukrywał, zacząłem zamęczać ją telefonami, nęcić biletami do teatru, kartami wstępu do kabaretu. Czasem się udawało, czasem nie, częściej jednak tak, ona nie potrafiła odmawiać, nie do wiary jak łatwo jest omotać przyjaźnią naprawdę piękną kobietę, takie kobiety po prostu każdemu ufają i nie przychodzi im do głowy, że za czyjąś życzliwością może czaić się podstęp, a nawet jak przychodzi, to natychmiast tę myśl odrzucają, brzydząc się własną podejrzliwością. A najgorsze jest to, że z nimi nigdy nie wiadomo jak jest naprawdę, że nie wiesz, czy nie wyznając im miłości, nie tracisz jedynej w życiu szansy. I tylko dlatego któregoś dnia jednak przebrałem miarę. Wiedziałem, że spędza ze mną te wybłagane, wycyganione chwile, wyłącznie w imię tej wmówionej jej przyjaźni, mimo to musiałem w końcu sprawdzić czy jest, czy może być coś poza tym. Było to w kawiarni na rogu, gdzie czekaliśmy na rozpoczęcie spektaklu w oddalonym o kilkadziesiąt metrów teatrze. Ująłem ją w pewnym momencie za rękę, i to był koniec, nie poszliśmy już więcej razem do teatru, ani do kabaretu, ani nawet na spacer. Powiedziała: – Fiedia – ale takim smutnym, bezradnym głosem – puść mnie. – Natychmiast puściłem jej rękę, chociaż wiedziałem, że nie o to jej chodzi, w każdym razie nie tylko o to. – Zrozum, Fiedia, ja mam chłopaka, on jest daleko, jest w Ameryce, ale wróci. Albo ja pojadę do niego. – Wiedziałem o tym chłopaku, ale nie przyjmowałem go do wiadomości, bagatelizowałem jego istnienie. – Puść mnie, Fiedia – powtórzyła, chociaż już nie trzymałem jej ręki.

    O parę kroków od nas kelnerce spadła z tacy filizanka. Drgnęliśmy oboje. – Dobrze, Galina – powiedziałem, podnosząc się w końcu od stolika. Stałem tam jeszcze przez chwilę, ale nic w jej oczach, nic w jej twarzy mnie nie zatrzymywało.

    Potem spotkałem ją jeszcze przypadkiem na ulicy, było to kilka miesięcy po ogłoszeniu stanu wojennego, o karpiach nikt już wtedy nawet nie marzył. Powiedziała, że jej chłopak wrócił, jak tylko się o tym dowiedział, i że niedługo potem go internowano, bo wdał się w jakieś podziemne sprawy. Co było robić, teraz już chyba rozumiecie, drodzy przyjaciele, dlaczego słowo karp było w stanie poruszyć czułą strunę w szerokiej jak rosyjski step duszy sowieckiego ciecia.

  79. Tak tak Halszko, to byly czasy gdy jeszcze sie botanike szanowalo i nikt nie zjadal niezywych roslin i zwierzat, ktorych genozid w obecnych czasach osiagnol equiqalvencje masowej lustracji w IVRP.

    Kiedys na biwaku w Outback skromnie ubrani, rockowcy 🙂 grajaca wjeczorem na didgeridoo zaprosili nas do kuchni. Gotowanie i pieczenie polegalo na wrzucaniu polzywych i niewypatroszonych jaszczurow, eh… zab(mlodych) i innych reptyli do ogniska albo do tzw. pieca ziemnego. Czym chata bogata tym rada.

    Gdyby nie psychoaktywne uzywki to pewnie bym nic nie przelknol.

    Co do ornitologicznych reprezentantow kuchni Aborigines wcale sie nad nimi nie znecali wyrywajac opierzenia jak to sie np. z gesiami praktykuje w dorzeczu Odry i Wisly, tylko oblepiano je glina i … do ognia, bez chlodzenia mozgu czy innych organow. Zadnych protestow nie bylo slychac jak i zaden ptak nie prubowal uciekac, widocznie bylo mu dobrze tak.

  80. Pojawił sie nam i uaktywnił kolejny klon Bernarda i Geralta, niejaki Bronek, no i zaczął od obrony Bobera. Jeszcze wcześniej postanowił dowiedzieć sie jaki to absolwent i czego, więc ani chybi chce mi załozyć teczkę. Wprawdzie już raz wyjaśniałem ten nick, ale Bronek wtedy rył w IPN-nie i nie zaglądał do blogów Polityki. ( potem podobno ogłosił jakąś listę, a może chodzi o inną osobę ?) Otóż sprawa jest prosta. Absolwent jest absolwentem do wyboru: Akademii GRU ( razem z Suworowem),Akademii FBI ( razem z Jodie Foster) i oczywiście Klasztoru Szaolin, razem z Brucem Lee. Przy okazji studiował też w Cambridge razem z Philbym. Zadowolony ?
    Jeżeli zaś rozchodzi się o towarzysza Bobera, to dla osób znających historię polskich mediów jego osoba jest tak świetnie znana , a jego publikacje tak jednoznaczne, że nie ma potrzeby ich wywlekania. Jestem zresztą przeciwny takim metodom, bo tak się składa że nawet najwybitniejsi ludzie pióra mają różne kłopotliwe wycinki, nie wyłaczając Szymborskiej czy Kapuścińskiego. Ale liczy się całokształt, no i Bober w roli Katona jest nie tylko śmieszny ale też żałosny.

  81. powinno byc: equivalent’cje w miejsce equiqalvencje.

  82. Czesc *En passant*,

    Mieszkam w USA ponad 20 lat, tu jest jezyk angielski.
    W Polsce jest polski.

    „Pan Nikt i Pan Ktos”.

    Mysle ze wiecej dobrego by Pan i inni zrobili bez wprowadzania
    angielskich slow do swoich tekstow, polski jezyk jest bogatszy
    od angielskiego i innych.

    Po polsku w Polsce po angielsku w USA…

    TV Polonia pokazala program sylwestrowy po angielsku!?

    Brawo dla tych artystow – znaja angielski!!!!!

    Z powazaniem,

    Tadeusz

    Szczesliwego Nowego Roku!

  83. Jak to ? Czy można spaść z fotela w samochodzie bez zapiętych pasów?

css.php