Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

11.04.2007
środa

Święto państwowe

11 kwietnia 2007, środa,

Ledwo minęła Wielkanoc, a już mamy nowe święto, tym razem państwowe: święto z okazji pozytywnego artykułu o Polsce pod rządami braci Kaczyńskich w dzienniku „Washington Times”. Ten fakt odnotowały największe i najpoważniejsze dzienniki w naszym kraju. „Bracia Kaczyńscy radzą sobie w rządzeniu doskonale, rząd Kaczyńskich ma bardzo wąskie pole manewru, a musi pozbyć się wielkiego postkomunistycznego balastu, więc w tych okolicznościach radzą sobie oni niezwykle dobrze” – czytamy. Przy okazji dowiedzieliśmy się, (ale to z „Wyborczej”), że inny dziennik, „Boston Globe”, nazywa ustawę lustracyjną „groteskową i destrukcyjną”, przypominającą antykomunistyczne polowania na czarownice z czasów senatora Joe McCarthy’ego. Ten artykuł nie był już świętowany przez wszystkie media.

Żywa reakcja na fakt, że ktoś zainteresował się naszym krajem, i to w dodatku w sposób pochlebny dla rządu, świadczy o pewnym kompleksie prowincji, albo brzydkiego kaczątka, które z radością odnotowuje, że ktoś chce się z nim bawić. Podobna reakcję obserwowałem w Chile – radość z każdego słowa uznania za granicą. Ale tam to było zrozumiałe – niewielki (liczebnie) naród, zamieszkały za górami, za lasami, cierpiący (niesłusznie!) na kompleks prowincji. Ale u nas – w kraju prawie 40-milionowym, w sercu Europy, takie kompleksy?

Ten ktoś życzliwy, to „Washington Times” (nie mylić z najważniejszą gazetą w stolicy USA – „Washington Post”, która ma inne poglądy). „W.T.” to najbardziej prawicowy dziennik w Waszyngtonie, o czym nasze świętujące media taktownie milczą, i nic dziwnego, że autorka (socjolog polskiego pochodzenia, p. Ewa Thompson) chwali rząd braci Kaczyńskich. Z kolei „Boston Globe” należy do grupy „The New York Times”, jest gazetą liberalną, i nic dziwnego, że mu się lustracja po polsku kojarzy z McCarthym.

Co do mnie, to cieszę się z każdego życzliwego głosu o Polsce, pochlebnego czy krytycznego, ale takiego, który przyczynia się do dobrego klimatu wokół Polski, bo sami, wbrew opinii międzynarodowej, niewiele zdziałamy, stamtąd płynie współpraca, bezpieczeństwo, fundusze, inwestycje. Na wolne media, także zagraniczne, nie warto się obrażać. Mam nadzieję, że tym razem bracia Kaczyńscy nie zagrzmią z oburzenia na „Washington Times”, nikt nie będzie sugerował, skąd popłynęła inspiracja życzliwego artykułu, ani dochodził, kto naopowiadał autorce tak dobrze o Polsce. Nie ma również sensu dyskutować z „Washington Times”, ponieważ w Polsce dzieje się TAKŻE wiele dobrego – choćby szybki wzrost gospodarczy, spadek bezrobocia, napływ unijnych funduszy. Szkoda, że „także”, a nie wyłącznie, ale cudów nie ma, a teczka z cudami została już zalakowana. Miejmy nadzieję, że z czasem, kiedy będziemy już mieli dobry rząd, dobrych artykułów o Polsce będzie więcej i nie będzie można każdego z nich świętować.
 

PS. Dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne, w tym m.in. Torlinowi, Olkowi 51 i Sympatykowi. Cieszę się, że znów się spotykamy na blogu.

Jasny gwint – nie dam się namówić na polemikę z Maciejem Stasińskim z „GW”, który pisze, że USA nie są winne, iż Ameryka Łacińska jest biedna. Kiedy czytam tego autora, zwłaszcza kiedy pisze o Hiszpanii i o Ameryce Łacińskiej, mam ochotę sięgnąć po pióro, często się z nim nie zgadzam, ale to jeden z nielicznych w naszej prasie, którzy śledzą świat iberoamerykański, choćby jednym – prawym – okiem. Wolę bardziej wyważone spojrzenie Artura Domosławskiego (w tejże „GW”), ale ten od pewnego czasu pojawia się rzadko. A jak się nie ma, co się lubi…

Kropkozjad nie lubi agresji dziennikarek, które przepytują polityków. To prawda, maniera to drażniąca, każdy woli rozmowę elegancką, bez przerywania rozmówcy, strojenia min etc., ale jak rozmawiać z takimi politykami jak min. Aleksander Szczygło, od których „po dobroci” niczego się nie można dowiedzieć? Dziennikarz musi poruszać się po cienkiej linii pomiędzy dociekliwością a napastliwością (o lizusach nie mówię). Wbrew pozorom nie jest to łatwe.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Daniel Passent pisze: „Dziennikarz musi poruszać się po cienkiej linii pomiędzy dociekliwością a napastliwością (o lizusach nie mówię). Wbrew pozorom nie jest to łatwe.”

    Myślę, że inteligentny dziennikarz nie musi być napastliwy, żeby zapędzić w kozi róg opornego rozmówcę i taktownie wydusić z niego informacje albo obnażyć pustkę za fasadą.

  2. Jak się nie ma co się lubi to się lubi BYLE CO.

  3. Fakt, to odrażająca domena zwłaszcza młodych dziennikarzy typu Karnowski. Zero szacunku dla starszych. Inna rzecz, że niektórzy politycy zaproszeni do studia uważają, iż mogą manifestować program swojej partii. Zadawanie pytań przez dziennikarza odbierają jako arogancję w stosunku do swojej osoby, jak on, ona śmie pytać go o takie rzeczy. Moim ulubionym politykiem przpytywanym przez dziennikarza jest minister Szczygło. brr
    Wszystkiego dobrego po Świętach marekk

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kompleksów ci u nas dostatek…. ostatnio głównie „KOMPLEKS DWÓCH BRZYDKICH KACZĄTEK”

  6. Autor blogu, TesTeq, marekk, kropkozjad (popoprzednim wpisie) prezentują dziś NIEZROZUMIENIE, czym jest DZIAŁANIE POLITYCZNE, którego celem jest zdobycie i utrzymanie władzy, a nie sprawianie przyjemności przeciwnikowi politycznemu lub estetom. Takie niezrozumienie charakterystyczne bywa dla postaw elitarnych trącących myszką. W ten sposób, tak widząc świat, z „miłościwie nam panującymi” się nie wygra. A więc:

    Istnienia co najmniej zrównoważonych, a w istocie chyba przeważająco krytycznych, a nie pozytywnych, opinii zagranicznych na temat sytuacji w Polsce, świadoma jest tylko garstka ludzi w tym społeczeństwie: wyksztalconych, czytających, obytych z kontaktem z mediami zagranicznymi. Przeważająca część „elektoratu” wie tylko to, co prezentują najczęściej oglądane i czytane (?, też chyba głównie oglądane) media, tzn. rządowe i faworyzujące rząd w zamian za bycie przezeń faworyzowanymi. Dlatego jeden artykuł, zamówiony np. w jednej gazecie tam, rozpowszechniony przez te wyżej wymienione media tutaj, ma znacznie większy wpływ na wybory większości niż wiele nawet opinii odmiennych, znanych jednak (względnie) niewielu.
    Działa tu też element psychologiczny, emocjonalny: większość ludzi sprzyja prostej (prostackiej) wizji świata przedstawianej przez obecnie rządzącą Partie, więc daje posłuch raczej głosom potwierdzającym ich wybór niż go kwestionujacym. PiS o tym wie i będzie to wykorzystywał. Przecież znacznie lepiej wykształcone i „politycznie” świadome społeczeństwo niemieckie utrzymywane było w takiej samopotwierdzajacej akceptacji, wykreowanej przez propagandę, przez kilkanaście lat.

    Oczywiście, że inteligentny dziennikarz (dziennikarka) „nie musi być napastliwy, żeby zapędzic w kozi róg opornego rozmówcę i taktownie wydusić z niego informacje albo obnażyć pustkę za fasadą.”
    Problem w tym, że w taki sposób wyduszoną informacje lub tak obnażoną pustkę, spostrzegą tylko NIELICZNI, przygotowani do tego intelektualnie, ze wzgledu na wykształcenie, doświadczenie w obcowaniu z sytuacją dyskursu. Nistety, głosami LICZNYCH, zupełnie niezdolnych do percepcji taktownego wywiadu, wybierane są rządy takie, jak obecny.
    W rozmowach dziennikarzy chodzi o ujawnienie szalbierstw, pustki, informacji w taki sposób, aby skłonić masowego odbiorcę do pozoru chociaż zastanowienia i zmiany decyzji wyborczych, a nie do sprawienia przyjemności elicie, i tak przekonanej.

  7. ależ wpadka! Pani Thompson z WT chwali rząd PiS, a tymczasem PiS sam dostrzega że król jest nagi i planuje rekonstrukcję gabinetu 🙂
    http://wiadomosci.onet.pl/1516991,11,1,1,item.html
    fragment:
    Premier Jarosław Kaczyński myśli o powołaniu rządu fachowców. Według nieoficjalnych wypowiedzi działaczy PiS z rządu mają odejść przywódcy partyjni, którzy będą pilnować swoich ugrupowań w Sejmie. Odeszliby też ministrowie-politycy, jak Ludwik Dorn.

    przynajmniej oficjalnie, bo przecież nigdy do końca nie wiadomo, co tak naprawdę planuje Słońce Mazowsza, J.K. Jeśli oczywiście w ogóle coś planuje.

  8. borsuk pisze: „Premier Jarosław Kaczyński myśli o powołaniu rządu fachowców.”

    A to ci! A ja myślałem, że obecny rząd, to rząd fachowców!

  9. Testeku – surprise surprise jak mawiał jeden mój znajomy Szwajcar 😉

  10. He he, Washington Times… Renomowany dziennik waszyngtonski…

    Ale najwazniejsze, ze pisza dobrze !

    Widzi Pan, kiedy pisza na ogol zle, wtedy tlumaczy sie wszem i wobec, ze nie ma co sie oburzac na zla prase zagraniczna, gdyz skoro nas tak widza, to maja racje. Czasem sie trafi, ze osoba trzecia wyjasni uprzejmie, kto stuka w klawiature za kulisamy niesprzyjajacego dziennika, tak jak to bylo w przypaddku artykulu w El Pais, ale z reguly zadowalamy sie krytyka.

    Az tu nagle taki szpas: pisza dobrze, a wiec wyjasniamy, ze…
    Miedzy innymi wyjasniamy dlaczego tak dobrze pisza, choc to zupelnie niepotrzebne, gdyz za kazda gazeta stoja jakies okreslone interesy, sympatie i antypatie. Dziennikarze (oraz redakcje) to tez w koncu ludzie, no nie ?

    A swieto jak swieto: na bezrybiu i rak ryba. To troche jak w piosence Grotowskiego/Waligurskiego:

    U Dreptaka jest wielkie swieto
    Ciesza sie mama i tato

    A swieto jest dlatego, ze Henio Dreptak dolozyl wreszcie koledze, ktory go do tej pory napastowal.

    I tak rozumiec trzeba Jalte, jak mawial ktos na tym blogu.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  11. borsuk
    Słońce Mazowsza planuje trzymać się pazurami źłobu i RZĄDZIĆ.

  12. >święto z okazji pozytywnego artykułu o Polsce pod rządami braci >Kaczyńskich w dzienniku „Washington Times”.

    Jaki rządy taka pochwała. Polecam bloga Wojtka Orlińskiego:
    http://wo.blox.pl/2007/04/Sekta-Moona-w-Polsce.html

    „„Washington Times”[…] jest to pismo wydawane przez News World Communications, wydawnictwo należące do Kościoła Zjednoczenia, na czele którego stoi wielebny Sun Myung Moon. Tak jest, ten Moon.”

  13. Carlos Fuentes twierdzi, że Stany Zjednoczone najlepiej rozumieją siebie, najgorzej innych. Miał chyba na myśli, że przede wszystki nie pojmują Latynosów. Wygląda na to, że to jest największy grzech Amerykanów, bo nie rozumieją jak inni mogą tak fatalnie organizować sobie życie. I jeszcze mieć pretensje do Amerykanow. Przecież różnice dochodów w krajach tego regionu są wyższe niż w USA, a to głównie z powodu porządków feudalnych i nieporządków rasowych, o jakich Amerykanom się nie śniło. I z powodu bałaganu i korupcji w biurokracji publicznej. I jako efekt mentalności macho, która ogranicza swobody kobiet, również te gospodarcze. Kobiety są przecież od pichcenia i wychowania dzieci, a nie od robienia karier i chodzenia do pracy. Różnie to jest w poszczególnych krajach i warstwach, ale dokladnie tak jest w 98% przypadków. Zapytać światłego Argentyńczyka, co jest przyczyną, że ich kraj, do którego miał należeć XX wiek, tak zmarniał. To nie jest wina Gringos, zgodzi sie on, lecz rezultat rozbuchanego do granic możliwości aparatu państwowego, syndykalizmu, latynoskiego mentalizmu i ogólnego bałaganu. Bieda Ameryki Łacińskiej jest w 1% efektem polityki amerykańskiej, reszta to ich własne dzieło. Twierdzi sie, ze imperializm amerykanski utrzymuje ich w biedzie, aby taniej dostac ich zasoby naturalne – ale przeciez od dziesiecioleci zasoby sa w rekach Meksykanow, Chilijczykow, Wenezuelczykow, i nic sie nie poprawilo. Dalej rzadza nimi Amerykanie. Twierdzi sie takze, ze tyle krwi rozlano, ale gdy sie poczyta historie tych krajow, to bylo mordowanie ich wlasnymi rekami, z ich wlasnej woli. Latynosi mówią, że tak im się żyje pełniej, i że ich nikt nie rozumie. Wolnoć Tomku w swoim domku …

    Przeglądam artykuły i wywiady M. Stasińskiego w GW, całe 12 miesięcy przejrzałem … i nie znalazłem nigdzie stwierdzenia “USA nie są winne”. Pewnie Gospodarzowi chodzi o wskazanie na jego prawicowość. To jest sprytne. Po pierwsze językowo: oto jest prawicowec, tkoś kto “patrzy prawym okiem” (z którym nie ma co polemizować, bo może się okazać, że nie ma racji, ale jest doskonałym polemistą), a obok ktoś ma spojrzenie “zrównoważone”. Po drugie pojęciowo: podział lewica-prawica ma jakże ograniczony sens. Przecież są poglądy tzw. lewicowe wymieszane w tej samej głowie z tzw. prawicowymi. Ale gdzie tam, najważniejsze jest kto na lewo, a kto na prawo, byle w dyskusji wszystko było prosto i jasno. Otóż, takie usztywnianie pojęciowej przestrzeni jest celowe: lewica jest za wolnością do pigułek antykoncepcyjnych i lekkich obyczajów, zatem kto jest lewicowy obyczajowo musi automatycznie być lewicowy w kwestiach ekonomii, czyli etatystyczny i antyrynkowy, czyli przede wszystkim za dobrobytem dla wszystkich po równo, a nie za odpowiedzialnością za własny los i wyniki swojej pracy. A jak już ktoś miesza lewicę z prawicą, konserwatyzm z liberalizmem, to transwestyta jakiś.

  14. Obserwując większość wpisów niektórych twórców treści „łyżeczkowych” ma się wrażenie jakby pisali tu ludzie z jednolitym,lekko przytłumionym nieśmiertelnym nadpobudzeniem.Co może w taki sposób walcować człowieka w środku,że z taką pasją zatraca się w pisaniu?

  15. Mw (10:14) jesteś bardzo kategoryczny w ocenie społeczeństwa.
    Społeczeństwo jest takie jakie jest, a nie takie jak byc powinno – tak jest na całym świecie od wielu wielu lat. Szef kuchni utrzymuje sie z tego co smakuje masowemu konsumentowi, specjały poleca nielicznym.
    Środki masowego przekazu zaspokająją gusta (w formie i treści) masowego konsumenta. Na poparcie mojej teori przywołam wyniki tegorocznego konkursu publiczności telewizyjnej gdzie wygwizdana została telewizja publiczna ze swoją niestrawną misją.
    Władza od pierwszej po czwartą pełni funkcję usługodawczą wobec społeczeństwa – a jak to w usługach klient płaci, klient wymaga. Od czsu do czasu mozna kupic kota w worku – każdemu się zdarza. Taki zakup jest jednak czynnością jednorazową, a sprzedawca spalony. Na nic kularstwo i wyciaganie króliczków (afer) z kapelusza.
    Teraz tak mi przyszło do głowy. Skoro w pierwszym roku króliczkiem było napięcie koalicyjne (zawiąże sie – rozpadnie się). W drugim drugim roku giełda – kogo tu jeszcze panowie (w kajdankach) być moze w trzecim dla podwyższenia napięcia publiczny wymiar kary. Już się nie mogę doczekać:
    – łapownikowi na rynku ciach lewą dłoń.
    – jawnogrzesznicy na stadionie ciach paskiem po gołej …
    Ale ubaw. Co nie ma w kodeksie? – a czy to problem zmienić kodeks gdy ma się większośc, oraz rację oczywiście.

  16. Ja tak z innej beczki. Chciałbym pana Daniela i czytelników zaprosić do obejrzenia i skomentowania mojego krótkiego filmu pt. „Dziura” http://dziura.eu/

    Pozdrawiam!

    PS – Do dziś mi się gęba śmieje jak sobie przypomnę Pana występ u Wojewódzkiego.

  17. Przecież wiadomo, że nikt zdroworozsądkowy nie pisze pozytywnych opinii o rządzie pod batutą JK. U dziennikarzy, naszych własnych, irytują mnie następujące rzeczy:
    1) z jakiegoż powodu nikt z „przepytujących” premiera na konferencji prasowej nie zwraca mu uwagi, że ciągle jesteśmy w III RP i nie można mówić „oni żyli w trzeciej R..”. Przecież wszyscu żyjemy w tejże Trzeciej, realnej a nie w jakimś wirtualu premiera i kamandy;
    2) napastliwość w stosunku do osób, które prowadzą z dziennikarzem rozmowę normalnie a nie jak cyborg Szczygło. Popisem arogancji było zachowanie panów Morozowskiego i Sekielskiego w ich programie „Teraz My”, w którym uczestniczył Pan Prezydent Kwaśniewski. Autorzy programu nie muszą lubić Pana Kwaśniewskiego ale mają obowiązek okazać Mu szacunek.

  18. > jeży
    „ten Moon” to jest także sponsor Bush’ów mający doskonałe notowania na ich dworze i stosowne wpływy w radykalnym odłamie Republikanów.
    Taki amerykański ks.Rydzyk – po amerykańsku Bardzo Potężny. 🙂

  19. Sorry, what is a Washington Times ?

  20. Gdyby Washington Times napisał zle o Polsce to pewnie byłoby na tym forum więcej wpisów radośnie lewicowych, bo przecież dla większości wychowanych w PRL-u wykształciuchów Polska kojarzy się tylko z zaściankiem, z którego należy jak najszybciej uciekać, a jeśli nie to przynajmniej nań narzekać. Tymczasem zaścianek jest w nas wszystkich. Tylko niektórzy to dostrzegają i się zmieniają, a inni widzą go w swoich rodakach tylko nie w sobie.
    Nawet Daniel ciut mniej agresywny dla rządzących…wiosenny.

    „W Polsce dzieje się TAKŻE wiele dobrego – choćby szybki wzrost gospodarczy, spadek bezrobocia, napływ unijnych funduszy. Szkoda, że „także”, a nie wyłącznie, ale cudów nie ma”

  21. Marcin , bardzo mi się twój film podobał. Obawiam się jednak że na dotacje z polskiego Instytutu Filmowego (czy jak mu tam) , nie masz co liczyć. Co innego gdybyś się wziął przykład z mistrza Andrzeja i zabrał się za jakiej tematy martyrologiczne albo patriotyczno ojczyźniane. Wtedy może z ciebie by coś było. A tak, ciemność widzę …. Niestety.

  22. TesTequ: twoja wizja inteligentnego dziennikarza „wyduszającego” informację z polityka jest dość odległa od rzeczywistości. Jeremy Paxman z BBC stał się sławny, gdy 12 (!) razy zadał to samo pytanie Michealowi Howardowi. Ale jednoznacznej odpowiedzi na „it’s a straight yes or no question” nie uzyskał.
    To była Wielka Brytania, gdzie są wysokie standardy zarówno w dziedzinie dziennikarstwa jak i polityki, a tu jest Polska, gdzie pytania zadają „małpy w czerwonym”.

css.php