Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

4.07.2007
środa

Z kanonu lektur

4 lipca 2007, środa,

Dzisiaj święto państwowe Stanów Zjednoczonych, a u nas – podpisanie kanonu lektur. Z tej okazji chciałbym podzielić się wrażeniami z lektury dwóch książek dwóch bardzo odmiennych Amerykanów – Richarda Pipesa („Żyłem”) i Richarda Feynmana („Pan raczy żartować, panie Feynman”).

Richard Pipes (ur. 1923 r. w Cieszynie w zamożnej rodzinie żydowskiej), zdążył zbiec z Polski w 1939 roku, wkrótce trafił do Stanów Zjednoczonych, gdzie został cenionym historykiem, przez ponad 40 lat profesorem uniwersytetu Harvarda, chyba najbardziej znanym specjalistą w dziedzinie historii Rosji. Napisał ponad 20 książek, z których kilka ukazało się w Polsce, m.in. „Rewolucja rosyjska”, „Rosja pod rządami bolszewików”. W sprawach współczesnych i politycznych dał się poznać jako zdecydowany antykomunista, zwolennik twardej linii wobec ZSRR, co nie przysparzało mu popularności wśród na ogół bardziej umiarkowanych kremlinologów amerykańskich. W latach 70. był członkiem tzw. Zespołu B (do spraw polityki wobec Moskwy) w CIA, utworzonego przez George’a Busha (ojca), kiedy ten był szefem agencji. Godzina Richarda Pipesa wybiła jednak w Waszyngtonie dopiero kiedy prezydentem został Ronald Reagan. Pipes został wówczas szefem wydziału Europy Wschodniej i Rosji Sowieckiej w Krajowej Radzie Bezpieczeństwa.

Wydawałoby się, że Pipes powinien być szczęśliwy – wybitny historyk o zacięciu politycznym dostaje biuro vis a vis Białego Domu i ma wpływ na politykę supermocarstwa wobec kraju Sowietów, o których wie wszystko. Tymczasem okazuje się, że dwuletni pobyt Pipesa w Waszyngtonie to jedno pasmo cierpień. W korytarzach władzy co chwilę ktoś podstawia Pipesowi nogę, ma na pieńku z sekretarzem Stanu Alexandrem Haigiem, z przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Allenem, i z wieloma innymi, wśród nich z najbardziej wpływowymi osobami na dworze Reagana – jego żoną Nancy i kluczowym doradcą, Johnem Deweyem. Na dworze króla Reagana Pipes czuje się niedoceniony, lekceważony, marginalizowany, nie jest dopuszczany przed oblicze prezydenta, tylko raz jest zaproszony na kolację do Białego Domu, notatki, które pisze, są wykorzystywane przez przełożonych, ale bez podania kto je napisał, cały Waszyngton sprzysiągł się przeciwko profesorowi, nawet media – „New York Times” poświęcił jego nominacji, a następnie odejściu, dużo mniej miejsca niż jego poprzednikowi i następcy.

To, że Waszyngton, jak każda stolica, to kłębowisko żmij – to wiadomo, podobnie jak to, że polityka to brudna gra i walka o wpływy. Ale czytając „Żyłem” trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet najbardziej znany uczony i polityk jest tylko człowiekiem, spragnionym pochwał, względów i zaszczytów, wręcz uczulonym na punkcie atencji, jaka go spotyka lub omija. Widać to, kiedy pisze o recepcji jego książek za granicą – w Niemczech nie było ani jednej pochlebnej recenzji, a we Francji książka prędko zniknęła z witryn księgarskich, prawdopodobnie dlatego, że – jak sugeruje – historia Rosji była w Europie domeną komunistów.

Jak było – tak było, książkę czyta się dobrze, bo Richard Pipes ma nie tylko warsztat świetnego historyka, ale i dobre pióro. Pozostaje jednak wrażenie, że obcujemy z człowiekiem próżnym, który cierpi na kompleks Brzezińskiego i Kissingera.

RICHARD FEYNMAN (1918 – 1988) to zaprzeczenie Pipesa, fizyk, laureat nagrody Nobla, człowiek, który nie miał nic wspólnego z polityką, stronił od jakiejkolwiek celebry, jego pasją było myślenie i poznawanie świata. „Pan raczy żartować, panie Feynman” (Znak, 2006, w rewelacyjnym przekładzie Marka Demiańskiego, fizyka w UW) to rozkoszna lektura, którą gorąco polecam. Rewelacja, nawet dla czytelnika tak tępego do nauk ścisłych jak gospodarz blogu. Książka, będąca swoistą autobiografią i zbiorem anegdot Feynmana, została spisana przez jego „przyjaciela po bębnie”. Tak! tak! Do licznych pasji Feynmana należała bowiem gra na bębnie, występował nawet w klubach.

Richard Feynman urodził się w Nowym Jorku, był cudownym dzieckiem, od najmłodszych lat prowadził w domu doświadczenia i eksperymenty, w szkole się nudził, więc nauczyciel dawał mu do czytania podręczniki uniwersyteckie całkowania i różniczkowania, które to umiejętności posiadł do perfekcji i na studiach miał reputację doskonałego „całkowacza”. Studiował w MIT, doktoryzował się w Princeton, na jego referat przyszedł nawet Einstein. W 1942 r. został najmłodszym uczestnikiem „Projektu Manhattan” (budowa pierwszej bomby atomowej). Po wojnie był profesorem Uniwersytetu Cornell i California Institute of Technology. Fenomenalnie uzdolniony, został jednym z najbardziej znanych fizyków w USA i na świecie, jego wykłady to podobno klasyka.

Poza fizyką miał wiele rozmaitych pasji, od biotechnologii po naukę rysunku (zapisał się na kurs, miał wystawę, udało mu się nawet sprzedać dwa rysunki po 60 dolarów), rozszyfrował hieroglify Majów i został autorytetem w tej dziedzinie, grał na bębnie, był specjalistą w otwieraniu kas pancernych, miał wspaniałe poczucie humoru. „Pan raczy żartować…” to najbardziej dowcipna książka, jaką ostatnio czytałem. I jakże odmienna od książki prof. Pipesa!

Feynman w ogóle nie zwraca uwagi na to, jak traktują go inni, nie ma kompleksów, o nagrodzie Nobla wspomina tylko raz i to mimochodem, ma poczucie własnej wartości i nie poluje na jej dowody. Facet na wielkim luzie, kawalarz i dowcipniś. Ktoś powiedział, że „Feynman to pół-geniusz i pół-bufon”, ale potem się poprawił: „To pełen geniusz i pełen bufon”. Z książki wynika tylko to pierwsze. Ma rację Marek Demiański, że spoza anegdot i dykteryjek wychyla się ważne przesłanie o tym, co w życiu liczy się na prawdę i jaki powinniśmy mieć stosunek do świata, który nas otacza. Ja bym tę książkę wpisał do kanonu lektur.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 43

Dodaj komentarz »
  1. Człowieka określa jego stosunek do świata. Cieszmy się z tego, co mamy, bo są ludzie, którzy nawet tego nie mają.

  2. Feynman to rzeczywiście geniusz, zapewne najwybitniejszy fizyk drugiej połowy XX stulecia. Rodzina pochodziła z Białorusi. Ciekawe dlaczego w naszych regionach Europy geniusze mogą się co najwyżej urodzić i jeśli nie zostaną szybko wywiezieni, to mają przechlapane. I to nie chodzi tylko o supernaukę w USA, ale o coś takiego jak dobra szkoła i ciekawość świata, która nie jest tłumiona od dziecka. W Polsce nikt tak naprawdę od lat nie zajmuje się poziomem nauczania ani tworzeniem sprzyjającej atmosfery do poznawania świata. Brak zajęć pozalekcyjnych, brak szans na samodzielną pracę z pomocą nauczyciela, a nie wbrew szkole. Zamiast dyskusji nad lekturami i mundurkami, należałoby szybciej wprowadzić matematykę na maturę i dowartościować nauki przyrodnicze, bo one przesądzają o poziomie i prestiżu kraju. Oczywiście wcale to nie musi zastępować czytania Gombrowicza, ale obawiam się, że dzieci teraz ani Gombrowicza nie czytają, ani matematyki nie umieją.

  3. Panie Danielu,

    Mała uwaga: książkę „Pan raczy żartować …” (to zresztą już jej drugie polskie wydanie) przełożył Tomasz Bieroń, a prof. Marek Demiański napisał wstęp do polskiego wydania.

    A książka jest rzeczywiście znakomita i warto ją przeczytać chociażby dlatego, by przekonać się, że co prawda aby być (dobrym) fizykiem trzeba być trochę wariatem, ale wcale nie wariatem niesympatycznym!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bardzo fajny wpis, Panie Danielu, wreszcie trochę oddechu od kwaczącej rzeczywistości! Przekonał mnie Pan do kupna książki Feynmana, a dodatkowo do książek Pipesa o Rosji – chodzę wokół nich od jakiegoś pół roku, teraz mam wrażenie, że po południu wrócę z nimi do domu… 😉 Dziękuję!

  6. To ja jeszcze polecam biografię Ulama – genialnego matematyka, który żył w podobnych czasach i również brał udział w projekcie Manhattan („Przygody matematyka”, Warszawa 1996).

  7. Chyba żeby być KIMŚ trzeba, oprócz wiedzy i charyzmy, mieć odrobinę dystansu i samokrytycyzmu do siebie. Brak tych cech ( samokrytycyzmu i dystansu) powoduje, że mamy do czynienia z zakompleksionym ( mimo posiadanej wiedzy i trafności diagnoz) frustratem.
    Frustracja może WIELKICH uczynić MAŁYMI.

  8. Szanowny Panie Danielu,
    Już sama Pańska rekomendacja wystarczy by sięgnąć po książkę Feynmama. Tak się jednak składa, że zdążyłem już ją przeczytać i rzeczywiście, genialna. Zresztą bardzo lubię książki pisane w ten sposób traktujące mniej lub bardziej poważnie o nauce (polecam „Naukę Świata Dysku I i II, niech nikogo nie zwiedzie tytuł). Książki prof. Pipesa nie czytałem, ale sięgnę po nią zapewne, bo z Panskiego opisu wyłania sie obraz człowieka myślącego schematami: cały świat przeciw mnie (nam), wszechogarniający układ… Skąd my to znamy?
    JerzyK – ma Pan rację, szkoła nie uczy tego, co jest podstawą nauki – krytycznego myślenia, wyciągania i formułowania wniosków (tego uczy się co prawda na studiach, ale to trochę późno) W szkole (mam na myśli zwłaszcza liceum) dominuje strach przed władzą i serwilizm wobec niej (vide zdejmowanie tablic o ewolucji człowieka, bo co na to przełożeni). Z jednej strony cieszę się, że szkoły mam już za sobą, ale przerażeniem napawa mnie fakt, że moje dzieci mogłyby chodzić do takiej dzisiejszej szkoły… czy muszę wyjeżdżać z mojego kraju? (to jest pytanie retoryczne.. 🙂
    Pozdrawiam wszystkich

  9. Masz rację JerzyK. Mam ponad 500 książek. Jestem już stary. I nikt tych książek nie chce. To smutne… A to znowu nie byle jakie ksiązki. I „Historia filozofii”, i „Encyklopedia Gutenberga”, i „Encyklopedia staropolska”, i cały Gombrowicz… To smutne…

  10. Kompleksy są trudne do leczenia, szczególnie do samoleczenia, bez udziału samoświadomości jak i wiedzy w zakresie świadomości innych. Napisano w tej dziedzinie wciąz mniej niż w innych, dlatego kompleksów brakować nie może…

    Moim zdaniem kompleksy są wynikiem doświadczonych w niemowlęctwie i dzieciństwie świadomych bądż nieświadomych zaniedbań (nieadekwatnych zachowań wobec potrzeb fizycznych organizmu człowieka) rodziców/opiekunów. Gdy ktoś dostanie taki „posag”, to z nim żyje.

    To najczęściej – jak mniemam – występująca przyczyna kompleksów, a niepowodzenia, choćby i nieobiektywne, je jeszcze utrwalają… Trudno jest wyzwolić się z okowów raz nabytych kompleksów, bo wiele wskazuje na to, że kompleksy to rodzaj upośledzenia, inwalidztwa.

    Można sobie i innym pomóc przez edukację na ten temat. Najlepiej powszechną, powszechnie dostępną. Bez niej będziemy skazani na skutki kompleksów własnych i innych, na przykład rządzących, o czym się ostatnio sporo mówi.

  11. @ Sianin:

    Ja te książki, wszystkie, wezmę! Skataloguję i się nimi dobrze zaopiekuję. Proszę o kontakt 🙂

  12. Warto zajrzeć do drugiej części „swoistej autobiografii” Feynmana – What Do You Care What Other People Think? – wydaje mi się, że też już była wydana w Polsce. Trochę powazniejsza niż pierwsza, ale równie ciekawa

  13. Janusz Oprynski z Prowizorium cytowal w radiu w czasie wywiadu z Anna Laszuk fragmenty z Transatlantyku.
    Zrobilo mi sie zimno.To faktycznie paskudna ksiazka. Szkodliwa jak cholera. Nie dziwie sie Giertychwi. Tez bym nie chciala aby uczniowie czytali w klasie o mojej glupocie i prymitywizmie i potem rzucali we mnie kamieniami.
    Gombrowicz nalezy spalic w pierwszym rzedzie. Goethego tez by sie przydalo za Fausta, na szczescie Fausta nie ma w lekturze, tylko Cierpienia mlodego Gier.. tfu… jak mu tam…, Wernera (mam nadzieje, ze ten Werber jesr czystej krwi aryjczykiem, bo roznie z Wernerami bywalo).

  14. ># TesTeq pisze:
    >2007-07-04 o godz. 08:30

    >Człowieka określa jego stosunek do świata. Cieszmy się z tego, co mamy, >bo są ludzie, którzy nawet tego nie mają.
    >
    Jeśli to nauką,którą Ty chcesz kierować do mnie ( w skrucie: Ty do mnie) to jesteś artystycznie perwersyjny. Czy masz odwagę? Co to jest Twoja odwaga?

  15. Krzysiek Drozdowski
    2007-07-04 o godz. 09:39
    Pipes’a Rosję carów i Rosję bolszewików można powiedzieć, że połknęłam. Teraz mam na tepecie Rewolucję jego autorstwa. Wszystkie są świetne. Facet ma po prostu świetne pióro, które pozwala te książki czytać z równym zainteresowaniem, co dobrą beletrystykę czy kryminał. Kupuj nie pożałujesz.
    A Feynmana ja też kupię.
    Pozdrawiam.

  16. Helena,
    w kanonie sa Cierpienia młodego Wertera, nie Wernenera ani Werbera. Cierpi się też, jak się czyta. Po doświadczeniu z Werterem oddechem wydały mi się nawet cierpienia Konrada i Kordiana w częściach dotyczących ich cierpień z miłości do kobit. No ale przecierpiałam, a dzisiaj wiem, że to podstawa romantyzmu z Byronem razem wzięci. Fausta się lepiej czyta i się nie cierpi.
    Transatlantyk jest cieżką lekturą dla licealisty, którą ja tak naprawdę zrozumiałam dopiero parę lat temu jak przeczytałam go ponownie. No ale wtedy miałam już za sobą Dzienniki Gombrowicza i to jest dopiero bajkowa lektura:
    Pierwszy dzień: Ja
    Drugi dzień: Ja
    Trzeci dzień: Ja.
    Czasem mam wrażenie, że Pan Premier i Wicepremier Giertych nieudolnie go naśladują i wychodzi, że zacytuję Lestata „parodia i satyra”. Bo Gombrowicz też w dziennikach zajmował się tylko sobą i swoimi przemyśleniami. Do zrozumienia Transatlantyku oprócz znajomości lietratury i polskiej historii potrzebne jest duża dawka ironii, dystansu do samego siebie, nawet sarkazmu. To jest bardzo cięty tekst na temat polskości, naszego stosunku do historii, która dla Gombrowicza jest bardziej histerią i patriotyzmu, gdzie bez cienia szacunku wyśmiewał ten w wydaniu dzisiaj reprezentowanym właśnie przez Wicepremiera Giertycha – nadęty, patetyczny, bezkrytyczny, z jednyną wizją polskości i jej dziejów. W formie zaprezentowanej już w Ferdydurkę przy prezentacji Słowackiego – Słowacki wielkim poetą był. Brakuje tylko indiańskiego Hough! Zero dyskusji, zero tłumaczeń, zero uzasadnienia. I dzisiaj Pan Giertych chce nas edukować w tym samym stylu. Dlatego mu tak Gombrowicz nie leży. Może młodzież nie do końca go zrozumie, ale nabierze po przeczytaniu nie daj Bóg odwagi do wlasnego zdania nie tylko na temat tego co było, ale też na temat tego co dzisiaj jest i zacznie to wyrażać, również w szkole. A uczeń ma zakuć na wiarę, to co mu się poda. Bez dyskusji. Słowacki przecież wielkim poetą był. Ja sie nawet z tym zgadzam, ale czy musi on być wielki dla wszystkich? Można się przeciez zgadzać z tym na poziomie literackim, ale z tego powodu nikt nie musi tego Słowackiego kochać. Gusta są różne.
    Pozdrawiam.

  17. Polska jest krajem, w którym nawet humaniści są uzdolnieni matematycznie

    (Np. felietony Gospodarza mają precyzyjną konstrukcję matematyczną, za każdym razem inną.) W szkole średniej usłyszałem opinię, że uczeń, który stwierdza u siebie brak zdolności do przedmiotów ścisłych mówi, że jest humanistą. O tym, że ta opinia jest błędna przekonałem się już na studiach, kiedy dawałem korepetycje i czasem udało mi się dokonać cudu i zachęcić do matematyki nawet zatwardziałego humanistę. Po wyjeździe z Polski coraz wyraźniej widziałem, że Polacy są narodem matematyków (to nie są tylko geny, ale także wychowanie i edukacja). Konkurować z nami mogą tylko mieszkańcy Dalekiego Wschodu. Dzieci polonijne nie mają problemów z przedmiotami ścisłymi i górują nad rówieśnikami z innych krajów.

    Dlaczego w Polsce ludzie uzdolnieni, wykształceni i mądrzy nie mają nic do powiedzenia? Twierdzę, że zostali zawładnięci przez grupę Polaków, którzy są fachowcami w piastowaniu urzędów. To oni rządzili i dalej rządzą naszym krajem, nie mają żadnych sukcesów w wyuczonych zawodach, ale są wystarczająco cwani, żeby utrzymać swoje posady. Trzymają całą resztę w ryzach, płacą im tyle, żeby nie umarli, straszą kamaszami i Ukraińcami, a kiedy żadna metoda nie skutkuje – wypędzają z Polski. Właśnie ci skazani na banicję, albo ci wyjeżdżający z własnej woli, po opuszczeniu kraju, szybko osiągają sukcesy, awansują, dobrze zarabiają, pracodawcy dbają o nich i szanują.

    Jeżeli tytułowe stwierdzenie jest słuszne, Polska szybko powinna się stać krajem mlekiem i miodem płynącym. Chociażby sprzedając na cały świat usługi projektowania oprogramowania. Z tego co wiem, to tylko kilka korporacji eksplatuje zasoby matematyczne w Polsce – z wątpliwą korzyścią dla całego narodu.

  18. Rachitycznie brzmi to zestawienie dwóch memuarystów –

    “Richard Feynman to zaprzeczenie Richarda Pipesa, fizyk, laureat nagrody Nobla, człowiek, który nie miał nic wspólnego z polityką, stronił od jakiejkolwiek celebry, jego pasją było myślenie i poznawanie świata”.

    Tak jakby pasją Pipesa nie było myślenie, ani poznawanie świata. Choćby to właśnie, poznawanie. Być może poznawanie świata jest czynnością samą w sobie, nie przydatną, wyrafinowaną i niezbrukaną praktyką, a szczególnie w waszyngtońskim kłębowisku żmij.

    Jest jeszcze druga poszlaka. Dlaczego Gospodarz pomija drugą część tytułu pamiętników Pipesa. Oryginalny tytuł brzmi: “Vixi. Memoirs of a Non-Belonger”, który przetłumaczono z wielkim trudem na “Żyłem. Wspomnienia niezależnego”. Już sam tytuł wskazuje na niezależność sądów autora, który spogląda z boku na swoje dwa lata na stanowisku dyr. Dept Europy Wschodniej i ZSRR w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Reagana, a przedtem w opiniotwórczym Team B, który miał kontrować opinie “ekspertów” CIA na temat ZSRR. Czy Pipes eksponuje swoje ego i porównuje się z Kissingerem i Brzezińskim? To trzeba przeczytać, aby wyrobić sobie opinię. A może po prostu opinie Pipesa, choć w wielu punktach bliższe prawdy niż obiegowe pewniki krążące wśród amerykańskich biurokratów i sowietologow, wskazują właśnie na jego umiejętność poznawania świata i stronienie od celebry, popularności itp. A może te alternatywne opinie przyczyniły się choćby w małym stopniu do wybory Reagana i jego jastrzębiej polityki lat 80-tych?

    Może to Pipes przyśpieszył upadek komunizmu!? No i Kissinger, i Brzeziński. Nixon i Reagan. Ale nie Feynman.

  19. Książka Pipesa bardzo ciekawa. On był rozżalony nie tyle pomniejszaniem jego zasług, co – działaniem koterii w sferach rządowych, dla których interes własny, był ważniejszy od interesu państwa! Jak pisze, podobnie było w innych systemach (tu sięgał nawet do carskiej Rosji). Tu analogia do wynurzeń pana Oleksego (prawdziwych, czy nie – inna sprawa), któremu alkohol zwolnił hamulce..

  20. Śledzę właśnie z zapartym tchem z zaświatów (mamy tam TVN 24) debatę nad kanonem lektur i nie wiem, czyją stronę weźmie premier pierwszego rządu wyzwolonej Polski: czy ministra Giertycha, który słusznie czuje, że nie jestem faszystą, czy też ministra Ujazdowskiego, który stanął po mojej stronie. Trzymajcie za mnie kciuki! Gombro wielkim pisarzem był.

  21. Ponieważ fizyki uczylem się na „Feynmana wykłady z fizyki” i do tego jeszcze to lubiłem więc kupiłem po latach książkę „Geniusz” Jamesa Gleicka. Jeżeli ta jest podobna to warta czytania a w ogóle to Feynman jest wart czytania. Motto z „Geniusza”: „Gdy się urodziłem, nic nie wiedziałem i miałem mało czasu, żeby się czegoś dowiedzieć”.R.F.
    To ON ,na odchodnym,przy pomocy szklanki i lodu pokazuje fizyczną przyczynę katastrofy promu kosmicznego.

  22. Cargo, ja przecie wiem, ze Wertera, a nie Wernera, to byl zart, bo slyszalam Giertycha tak mowiacego.
    A dzienniki Gombra przeczytalam w 1971 roku, w Paryzu, i ta ksiazka jak zadna inna, mnie zmienila. Jestem po prostu innym czlowiekiem po przeczytaniu Dziennikow. Powiem wiecej. Kiedy Dzienniki zostaly przetlumaczone na rosyjski (ze 20 lat temu) , redakcja Serwisu Rosyjskiego BBC poprosila mnie o napisanie i zrealizowanie programu o Gombrowiczu- az 1-godzinnego! Co jest bardzo duzo w radiu.
    I tak sie wlasnie ten program zaczynal:
    Poniedzialek – ja,
    Wtorek – ja,
    Sroda – ja.
    I w tym programie, jak pamietam, mowilam bardzo duzo o szoku jakiego doznalam czytajac Dzienniki. I dlaczego POlske zawsze juz bede wiedziala przez pryzmat Dziennikow.
    Duzo bylo cytatow, nawet taki, ze wystarczy pojsc do pierwszego lepszego szpoitala, aby zobaczyc rzeczy duzo okropniejsze niz cierpienia pod jarzmem komunizmu w Polsce. Pamietam, ze mnie toi zdanie powalilo jako mloda osobe. Nie pamietam dokladnie brzmiacego cytatu, ale o to dokladnie chodzilo.
    I generalnie uwazam, ze Dzienniki, nawet przed Ferdydurke i Transatlantykiem, powinny byc w kanonie lektur.

  23. Richard Feynman był także prekursorem nanotechnologii, której pełną, realną wizję miał już w czasach, kiedy inni naukowcy na dźwięk słowa nanotechnologia pukali się znacząco w czoło.

    Innym amerykańskim profesorem, którego książki warte są polecenia jest Noam Chomsky, szczególnie jego ostatnia książka „Failed States” będąca dogłębną, krytyczną analizą dawnej oraz obecnej polityki zagranicznej USA, jest ze wszech miar godna uwagi. Niestety nie została jeszcze wydana po polsku i wygląda na to, że nieprędko zostanie, zwarzywszy na bezkrytyczny serwilizm aktualnie rządzących w Polsce wobec administracji Busha.

    „Failed States” to lektura fascynująca, rzetelnie udokumentowana, przedstawiająca amerykańskie motywacje, cele oraz metody. Ci, którzy sięgną po tą książkę, zyskają nowy obraz dzisiejszego świata. Moim zdaniem „Failed States” powinna stać się lekturą szkolną. Póki co, dostępna w księgarni internetowej amazon.com… :

  24. Państwo tu sobie tak o literaturze, a tymczasem tyle ciekawych rzeczy się dzieje w RP nr 4:

    – znowu Ludwik z kamaszami wyskakuje jak diabełek z pudełeczka. Skromny repertuar.
    – jakoś tak cicho o liście naczelnego Gazety Polskiej do p. Ratzingera w sprawie radyja.
    – i prawdziwe konfitury: niejaki Pleśniak zamieścił na internetowej stronie Polskiego Radia taki oto tekst (przytaczam za tvn24.pl):

    „W tejże kancelarii [chodzi o biuro prasowe SLD – przyp. Aero], siedzi sobie jeden taki chuderlawy młodzieniec, którego chód zdradza, że może być innej orientacji seksualnej niż męska większość społeczeństwa. Nawiasem mówiąc wśród dziennikarzy jest bardzo duży odsetek tak zwanych gejów (…..) Tenże chuderlawy młodzieniec o innych zapatrywaniach seksualnych siedzi na kolanach SLD i wyznacza dziennikarzy, którzy chcą posłów rzucić w krzyżowy ogień pytań”

    Cóż za wykwintny smak zdradza Pleśniak. Cordon bleu?

  25. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    No to przyszlo robic za internetowego komiwojazera.
    Kto dzisiaj sam pisze „swoje ksiazki”?
    Ci co umieli swoje ksiazki sami pisac, jako gatunek sa na
    wymarciu….

    Swieto „Za wasza wolnosc i nasza” gdzies to juz czytalem,
    gdzies juz widzialem – stop klatka – chyba w POLITYCE.

    Apropo – Thomas Mann 1875 – 1955 jeden z najwybitniejszych
    prozaikow XX w. po powrocie z emigracji do ojczyzny odmo-
    wil przyjecia przyznanej mu nagrody panstwowej za caloksztalt
    pracy – stwierdzil, ze jeden z jurorow komisji byl podczas
    II-j W.S. czlonkien faszystowskiej NSDAP.

    Kto to jest Pipes ?

    F.S. von/od Diasporski

  26. Cargo:
    Ja „Cierpienia młodego Wertera” przeczytałem z przyjemnością, choć podobno byłem wyjątkiem. (A! Jak dla Heleny, to mogę nawet pisać o „Cierpieniach młodego Werbela” 😉 ).
    A „Transaltlantyk” i „Dzienniki” czytałem we własnym zakresie (polonista chyba Gombrowicza nie lubił) — dzięki czemu uczyniłem to we właściwej kolejności 🙂

    Telegraphicu:
    Nie bardzo Cię rozumiem — gospodarz CHWALI wspomnienia Pipesa, zachowując cierpki dystans w stosunku do osobowości jaka ze wspomnień się wyłania. No i co z tego? Podobno Popper był strasznym autokratą — czy to coś ujmuje „Społeczeństwu otwartemu i jego wrogom”?
    (To o jakimś niemieckim kanclerzu Wilhelm II miał powiedzieć, że „Jest jedynym człowiekiem, który popełnił samobójstwo po śmierci” — to oczywiście o jego wspomnieniach…)

    A ostatnim swoim stwierdzeniem wprost mnie prowokujesz — czy my nie przeceniamy polityki? A czy bardziej komunizmu nie obalił postęp naukowo-techniczny, pośrednio wynikający z amerykańskiego ustroju, ale bezpośrednio wynikający z pracy naukowców i inżynierów?

  27. A ja teorię piastowania urzędów w Polsce posunąłbym jeszcze dalej. Otóż Polakom tłumaczy się, że humanistyczne myślenie musi być nielogiczne, co samo w sobie moze nie jest logiczne, ale jest oczywiste. Musi polski humanizm być przepełniony emocją, a nawet zawierać pierwiastek fantasmagorii, urojenia lub czystej fantazji. Kultura narodowa wypełniona jest przeciez duchami, tzw. dziadami, a za symobole obiera sobie chochoły. Do historii ze ścisłymi regułami przyczyn i skutku nie przystępuj. Do powstań narodowych z wariantową analizę decyzji nie podchodź. A skoro teraz, po obaleniu diabelskiego ustroju (jeszcze nie do końca, bo układ zapiera się i broni), który budował na materialiźmie i praktyce jako kryterium prawdy, gdy mamy już idealizm i oderwanie od realiów życia, przynajmniej w sferze demagogii politycznej, to efekty są anielskie, takie czyste, śnieżno-białe, górnolotne.

    Jedna z nauk, bodaj jedyna, łączy humanistykę z matematyką. Ekonomia. Aby dostać się na jakikolwiek program studiów ekonomicznych lub biznesowych trzeba wykazać się solidną bazą z probabilistyki i analizy matematycznej, a także z jakieś dyscypliny humanistycznej lub społecznej, najczęście historii lub geografii. A biznesmenów i teoretyków makroekonomii w ludzie polskim jest multum ogromne, więcej nawet niż lekarzy.

    Zaś rządzących polityków mamy wykształconych wszechstronnie. Odważnie pominę prezydenta i premiera, bo choć są prawnikami to ich umiejętności są jak najbardziej praktyczne. Ale weźmy taką sławę naukową jak wicepremier z wieloma doktoratami, jeden z blokowania dróg, drugi z wysypywania zboża na tory, albo z brania kredytów tzw. bezzwrotnych. Czy to jest humanistyka, czy nauki ścisłe? Co za ignoranckie pytanie! To jest kwintesencja wiedzy stosowanej i międzydyscyplinarnej. To jest nasz polski wklad, nasz odpowiedz na alienacje Hegla i Marksa, na walke klas i wykluczenia. Tak jest, banicja na jakiejs odleglej wyspie, jak za czasow greckich i napoleonskich, w Irlandii, albo wsrod gejzerow w Islandii nawet, a to jest łagodny wymiar dla tych co śmią podważać osiągnięcia Odnowionej Rzplitej. Niech opuszczaj ten kraj, który wkrótce spłynie miodem i mlekiem. Niech żrą śledzie i dorsze i popijają piwem ale.

  28. „Ja bym tę książkę wpisał do kanonu lektur.”

    Jeśli kanonu lektur szkolnych to jest jeszcze na to szansa. Podobnie jak takie szanse mają jeszcze książki Gombrowicza, czy też nawet Pipesa.

    Obawiam się jednak, że nasza szkoła zmierza ku narodowo-kościelno-radykalnemu kanonowi lektur.

  29. @ cargo (2007-07-04 o godz. 14:45):

    Hehehe, dobry komentarz – ale zacytujmy to dokładnie:

    „Poniedziałek
    Ja.
    Wtorek
    Ja.
    Środa
    Ja.
    Czwartek
    Ja.”

    pozdrawiam

  30. Koniec i bomba,a z Giertycha Wielka Trąba!;)

  31. Ta:
    telegraphic observer pisze:
    2007-07-04 o godz. 15:42

    „Może to Pipes przyśpieszył upadek komunizmu!? No i Kissinger, i Brzeziński. Nixon i Reagan. Ale nie Feynman.”

    Zgadza się, też uważam, że te fizyki to dla świata nic dobrego nie zrobili, co najwyżej jaką bombkę, albo co. A Faynman’a elektrodynamika kwantowa to posłużyła tylko do przyznania mu wspomnianego przez szanownego gospodarza Nobla.
    Słowa o pól-geniuszu i pół-bufonie wypowiedział inny facet, który jako wielki fizyk, którym na pewno był, nic dla świata nie zrobił, no poza napisaniem kilku książek fantastyczno-naukowych (co jest zajęciem daleko szlachetniejszym aniżeli jakaś tam fizyka) niejaki Freeman Dyson. Padły one jako komentarz do faktu znalezienia się Feynmana tuż poza 20 największych naukowców XX wieku w plebiscycie tygodnika „Time” (czyli pewnie gdzieś w okolicach roku 2000 )
    Co do drugiej części książki (KamilaC pisze:
    2007-07-04 o godz. 13:11 ) to wyszła również w Polsce pod tytułem „A co ciebie obchodzi co myślą inni. Dalsze przygody ciekawego człowieka”. Rzeczywiście nie tak zabawna jak pierwsza część (która jest również jedną z moich ulubionych książek), ale też ciekawa, dodatkowo z dwoma zabawnymi reminiscencjami z wizyty w Polsce w latach 60-tych bodajże, ale i z nutami bardzo poważnymi.
    Z podobnych książek polecam również spisane wspomnienia innego noblisty z fizyki Dick’a Ledermana współautora książki pt. „Boska cząstka” . Gwoli zachęty przytoczę tylko dlaczego przyszły noblista wybrał akurat fizykę jako kierunek swych studiów – ano dlatego, że koledzy, którzy wybierali specjalizację (major) z fizyki lepiej grali w koszykówkę, aniżeli chemicy (nad chemią też się zastanawiał). Jak dla mnie to również całkiem zabawna książka.
    Ciekawe czy te lektury i postać R.P. Feynmana mogą zatrzeć popularną definicję fizyka jako człowieka, obok którego na pewno nie chciało by się siedzieć na przyjęciu (słyszałem to wprawdzie w odniesieniu do matematyków, ale do bliskich im fizyków chyba też w opinii wielu pasuje 🙂 ). Pozdrawiam pięknie wszystkich.

  32. Janku, ile dajesz za to bym przeczytala „doglebna analize” Chomsky’ego?
    Za pol miliona jestem gotowa moze byc zlotych…
    Ali G. w jednym z wywiadow (patrz YouTube) zwraca sie do niego per „Norman”.

  33. @PAK 18:53
    Juras wali prosto z mostu nt. co moze sie nie podobac w ataku (!) na charakter i osobowosc Pipesa, ktory nam serwuje Sz. Gospodarz. Z jednej strony ladnie napisany memoir waszyngtonskiego politykiera, ktorym Pipes nie byl, a z drugiej jego pokretny charakterek egotyka. Nawet w recenzji tej ksiazki (w merlinie) A. Szostkiewicz twierdzi, ze egotykiem Pipes nie jest. I mam swoje podejrzenia dlaczego gospodarz tak robi – w Team B siedzial mlody Wolfowitz, i inne wilki. Ale chyba to sa dwie rozne sytuacje: wtedy zimna wojna z komunizmem, oraz teraz otwarta i niezbyt szczesliwie poprowadzona „wojna z terroryzmem”.

    Oczywiscie prowokuję ostatnimi zdaniami. Jednak nie, nie przeceniam(y) polityki. Nauka i wiedza musi przejsc przez mlyn technologicznej zmiany, ktora jest kosztowna. Wybor co technoloigcznie popchnac naprzod w firmie jest decyzja finansowa i marketingowa. A w panstwie polityczna. Gdyby nie Reagan, nie byloby gadania o gwiezdnych wojnach, pewnej fikcji popartej pewna technologia, ktora byla ostrzezeniem dla sowietow, zapowiedzia przeniesienia zimnej wojny i wyscigu technologicznego na wyzszy szczebel. Nie wystarczyly sowietom doswiadczenia z Kennedym, ktory podjal decyzje wyprzedzenia ich na ksiezycu, to dostali SDI.

    Czy jak kupujesz samochod, albo elektroniczny gadzet to podejmujesz decyzje technologiczna, czy „polityczna”? Oczywiscie uwzgledniasz parametry, ale jesli jestes zimnym decydentem to zastanawiasz sie po co, komu zaszpanowac, i za ile. Jest to par excellence wybor polityczny.

    @TW/OZI 0:06
    Richard Feynman byl, jak sie dowiaduje z Wiki, niezywkle zgrywnym facetem i na pewno wielkim fizykiem z waznymi osiagnieciami. I komus jego pamietniki moga sie bardziej podobac. Ale to co napisal Gospodarz w cytowanym przeze mnie akapicie jest niefortunne, albo moze nieco manipulujace. Kto to wie?

  34. Heleno, słyszałem o Platonie, Kancie, Jungu i o wielu innych autorytetach, ale kim u licha jest Ali G, Ali C, czy Ali D nie mam zielonego pojęcia i przyznam, że niespecjalnie mnie to zajmuje.

    Jednak z czystej ciekawości skorzystałem z podanego przez Ciebie linku, niestety filmik nie chciał się załadować, ale zerknąłem na komentarze, polecam niedawne wpisy erikshade oraz Zackdelarocha92

    Odpowiadając na twoje pytanie powiem tak, żadna kwota nie uczyni człowieka bardziej inteligentnym.

  35. Pewnie to już nie aktualne, ale mała poprawka – książka o której pisałem wyżej tj. „Boska Cząstka” ma za jednego ze współautorów Leona Ledermana, a nie jak napisałem Dick’a, natomiast drugi ze współautorów to Dick Teresi, w zasadzie to pewnie redaktor mocno ingerujący w treść, który ujął w zgrabne słowa wspomnienia mało literackiego fizyka :).

  36. Telegraphicu:
    OK, więc była prowokacja za prowokację? 🙂

    Co do zdania Gospodarza — owszem, twierdzenie, że Pipes to ‚zaprzeczenie chęci poznawania świata’ (co pośrednio można wydedukować z cytowanego zdania) jest stwierdzeniem głęboko niesprawiedliwym, ale z całego tekstu jasno wynika, że chodzi o to, że Feynman miał o wiele szersze zainteresowania. A więc ‚niefortunność’, ale nie aż taka by się nadawała do wytykania.

    Co do oceny charakteru Pipesa — nie czytałem wspomnień, więc nie ocenię, czy Gospodarz ma rację. Zdaję sobie jednak sprawę, że to w znacznej mierze kwestia umiejętności czytania między wierszami i wyczulenia na to, co kryje się pod powierzchnią opowieści. To zaś nie jest dane wszystkim czytelnikom w ten sam sposób i w tym samym zakresie. Gdzie jedni dostrzegą egotyka, tam inni nic nie widzą. Nie doszukiwałbym się więc tu spisków, czy politycznych podtekstów — przynajmniej tych świadomych.

  37. Janku Niewinny! Ali G jest jedna z person fenomenalnego brytyjskiego satyryka Sachy Barona Cohena. Inna jego persona jest Borat, dziennikarz z Uzbekistanu.
    Robi on wywiady tylko wtedy, kiedy ma pewnosc, ze osoba z ktora rozmawia nie domysla sie, ze ma do czynienia z satyrykiem, aktorem.
    Przeistaczajac sie w Ali G potrafi on wszystkich przekonac, ze jest murzynskim(!!!) rapperem, zadawac niby glupawe prowokacyjne pytania i obserwowac jak sie ludzie zachowuja. Lingwista Chomsky, ktoremu zdaje Ali G oblakane pytania (To ile tak na oko znasz slow? Wymien troche!) oczywiscie odpowiada jak najbardziej serio, strajac sie z calych sil nie obrazic ‚prostego czlowieka’. Jest to i komiczne i wzruszajace zarazem. To jakby Sacha Baron Cohen mowil nam, ze strajac sie z calych sil byc politycznie poprawnymi, traktujemy drugiego czlowieka nieraz nader protekcjonalnie. On nam, swiatlym liberalny,m ludziom, uswiadamia pewne mechanizmy. Poszukaj sobie w YouTube Ali G, jest go tam pelno.
    Inna jego przybrana persona jest dziennikarz niemiecki, homoseksualista. Tez nieslychanie smieszny.

  38. Dygresja

    Wiecie, że Bertie Ahern (odpowiednik Premiera w Irlandii) też nie ma konta osobistego?? Cholera, nawet był ministrem skarbu. A zainteresowanych odsyłam do poszukania, jakie afery go otaczają.

    Hahaha.

    Za prawdę powiadam Wam, Irlandia jest bardzo podobna do Polski, a Polska do Irlandii.

  39. PK:
    „Niefortunnosc nie az taka …”. Ja nie wytykam gospodarzowi, jedynie go sobie recenzuje, co jest po czesci tym, czemu oddaje sie wiekszosc piszacych na tym blogu. Precyzja i dobor slow – to lubie, tam gdzie sa potrzebne. Rozne sa przeciez formy i style wpisow, a do tego rozliczne tematy i cele. Podobal mi sie wpis o Zizku, calosc i czesci, ladnie ulozone i skontrastowane, chociaz Zizka nie traktuje ze zbytnia powaga, to mnie co nieco zainteresowal. Teraz nie mam ochoty na Feynamna. Wystarczy mi dla podtrzymania nastroju kilka zartow w najblizszym moim gronie. Zas losy Pipesa w Waszyngtonie wzbudzily moj apetyt niczego sobie.

    I tak napusciles mnie na siebie samego.

  40. Telegraphic observer, 7.04, g.19 + Au, g.15.40

    Coś o uzdolnieniach matematycznych Polaków. Do przedostatniej klasy liceum miałam nałogowo oceny niedostateczne z matematyki. Ubrdałam sobie, ze muszę studiować na PW, więc całe wakacje spedziłam na nadrabnianiu zaległosci, które zresztą były wynikiem mojej bardzo dziurawej edukacjiw szkole powszechnej (wojna na dawnych kresach). Poprawkę z matematyki imfizyki zdałam ku osłupieniu moich profesorów na 5, i dalej utrzymywało się to, łacznie ze studiami na wybranym kierunku. Zachęcona takim sukcesem podjęłam studia na fizyce jako na równoległym kierunku i …. okazało się, że brakło mi pewnej specyficznej wyobraźni matetatycznej lub zdolnosci do abstrakcyjnego myslenia. Oczywiscie zrezygnowałam z UW ale studia na politechnice skończyłam na przecietnym poziomie. To bardzo dało mi do myslenia, i przyczynpolitycznych wywalono mie z pracy,przez wiele lat udzielałam korepetycji z matematyki i to z poziomem politechnicznym włacznie. Jedyna osoba, której nie zdołałam nauczyć matematyki na poziomie liceum był mój osobisty bratanek. Piszę o tym, bo uważam, że szkolna matematyka, i to nawet dla klas humanistycznych powinna być na poziomie klas mat.-fiz. Matematyka naprawdę rozwija logiczny sposób myślenia, a to w każdej dziedzinie nawet w np. muzyce niezwykle potrzebny.
    Domyślam się observerze, że trochę żartujesz pisząc, że w tzw kierunkach humanistycznych logika nie jest potrzebna. Mam jednak wrażenie, że mylisz humanistę twórcę, z naukowcem humanistę. W tej ostatniej „branży” logika myślenia jest niezbędna. To nie jest prawda, że historycy z reguły błądzą w obłokach, podobnie jak np. literaturoznawcy. Nie można żadnej kwestii wchodzącej w ramy historii czy literaturoznawsrwa rozpatrywać, bez umiejetności logicznego myslenia. Ocvzywiscie, wielu pseudohistoryków działa na potrzeby aktualnej władzy. Tak niestety było zawsze i boję się, że zawsze bedzie. Zresztą same studia, z doktoratami włącznie nie zapewnią, że ktoś będzie dobrym historykiem czy literaturoznawcą. Do tego trzeba jeszcze dużo, dużo dowiedzieć się o róznych aspektach życia. Ktoś, kto pisze o XVII wieku w Polsce, musi mieć na zapleczu umysłu Izaaka Newtona i wielu innych . Tylko ktoś,kto umie ten zalew informacji logicznie uporządkować, może zostać dobrym naukowcem humanistą. Młodzi historycy z IPN nie mają jeszcze takiego zbioru.podejrzewam, że mój „ulubieniec”dr Girzyński, też nie ma wielu sznas na wielka karierę jako historyk – biedak nie umie obserwować i wyciągać wniosków.
    Mam wrażenie, że to co piszę jest zbyt serio. Chciałabym umieć pisać tak jak Wy obaj Panowie – z dystansem i poczuciem humoru
    Pozdraswiam

  41. Heleno, widać mamy odmienne poczucie humoru oraz inny ogląd świata. Ciebie bawi „fenomenalny” Cohen swoim wykonanym na zamówienie wywiadem z prof. Chomsky’m, mającym za zadanie stworzyć wrażenie w prostym ludzie, że profesor nie do końca jest tak bystry jak jest w istocie, mnie bardziej bawi obiektywny humor Woody Allen’a.

  42. wracając do tematu R. Feynmana, polecam również jego książkę: ” Sens tego wszystkiego : rozważania o życiu, religii, polityce i nauce”. Pozdrawiam!

  43. @jerzyK:
    Nie masz racji. Są w Polsce osoby, które dostrzegają w dzieciakach chęć nauki, chęć robienia czegoś więcej, czegoś ciekawego. Jest to bardzo dobrze widoczne w informatyce, gdzie to, czego naucza się w szkole (obsługa komputera i programów biurowych) nie ma nic wspólnego z zagadnieniami pojawiającymi na Olimpiadzie Informatycznej, Międzynarodowej Olimpiadzie Informatycznej i innych konkursach (np. TopCoder). Mimo to, w tych konkursach polska młodzież startuje (i nawet zajmuje bardzo wysokie miejsca). Zazwyczaj jest to jednak zasługa wykładowców wyższych uczelni (i studentów) którzy poświęcają swój czas organizując różne obozy, wykłady, treningi… I powoli ta chęć wspierania zdolnych dzieciaków zaczyna się rozszerzać – np. Wrocław bardzo hojnie wspiera wszelkie tego typu przedsięwzięcia…

css.php