Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

3.08.2007
piątek

1 sierpnia – Dzień Zwycięstwa?

3 sierpnia 2007, piątek,

Nie chciałem zakłócać obchodów 63. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, ale teraz już chyba mogę poprzeć tych publicystów, którzy – jak Tomasz Łubieński, Waldemar Kuczyński, Zdzisław Pietrasik czy Jan Wróbel – wyrażają również mój pogląd: Cześć i chwała Poległym, ale to nie powinno ograniczać refleksji wokół Powstania. Sprawiedliwa opinia o Powstaniu jest bardzo trudna. Powstanie było największym przeżyciem pokolenia Kolumbów, ale tylko dla tych, którzy przeżyli. A pozostali? 150-200 tysięcy ofiar, których dokładnie nikt nigdy nie zliczy – czy oni musieli zginąć? Strach pomyśleć: w Powstaniu zginęło prawie dziesięć razy tyle ludzi co w Katyniu. Straszne. I w tej sprawie IPN żadnego śledztwa nie prowadzi.

Na temat Powstania napisano już bardzo dużo. Dominuje rozumowanie: Młodzież rwała się do walki. Pragnęła dobić hitlerowską bestię, odzyskać i ocalić niepodległą Polskę przed armią Stalina. Miasto – bohater, bohaterskie dzieci, z gołymi rękoma na uzbrojonych po zęby żołdaków, wspaniała młodzież, sanitariuszki, łączniczki… Gdyby nie Powstanie, Polska byłaby po wojnie jeszcze bardziej zsowietyzowana, być może wręcz wcielona jako kolejna republika rad. Gdyby nie Powstanie, nie byłoby Solidarności. Komunizm i sowiecka dominacja trwałyby dłużej. Moim zdaniem, gdyby nie Powstanie, nie byłoby okrągłego stołu.

To wszystko prawda, ale nie cała. Jest bowiem i druga strona: militarna i polityczna brawura, z jaką wysłano na śmierc tysiące ludzi. Uczestnik Powstania od pierwszego do ostatniego dnia, Stanisław Lakiernik, w książce („Diabelne szczęście czy palec Boży?”), pisze:

Powstanie uważam za najgorszy okres mojego życia. Bardzo szybko okazało się, że nasza sytuacja jest beznadziejna, a straty są ogromne.

Powstanie nie było przygotowane ani politycznie, ani militarnie. Rachuby na to, że Stalin będzie wspierał Powstanie wymierzone przeciwko sobie, że Roosevelt i Churchill będą umierać za Warszawę, były całkowicie bezpodstawne. Polacy poszli na pewną śmierć w imię nadziei na cud. Dziewczęta i chłopcy mogli na to liczyć, ale doświadczeni dowódcy i politycy? Świat przyglądał się zagładzie miasta z założonymi rękoma. Czy można było oczekiwać czegoś innego, kiedy podział powojennej Europy był już przesądzony i przypieczętowany przez Wielka Trójkę? Decyzja o wybuchu Powstania to był tragiczny błąd (‘błąd’ to za małe słowo), który pochłonął tysiące niewinnych ofiar, kwiat polskiej młodzieży. – To zbrodnia – jak powiedział gen. Anders, kiedy dowiedział się o wybuchu Powstania, któremu dzisiaj, po latach, nadaje się coraz większy wymiar, przy coraz mniejszej refleksji. Nikt z wyższych dowódców Powstania nie zginał. „Tak się złożyło” – pisał Łubieński. Coraz bardziej jednostronne obchody Powstania są na rękę politykom, którzy chcą być postrzegani jako jego spadkobiercy.

Dlatego z mieszanymi uczuciami obserwuję wesołe obchody, które mają zagłuszyć refleksję – rekonstrukcje, capstrzyki, inscenizacje, komiksy, koncerty, które mają stwarzać wrażenie, że Powstanie było aktem nie tylko wytęsknionym (co zrozumiałe), ale i radosnym. 1 sierpnia obchodzony jest jak dzień zwycięstwa. Rozpacz i gniew zwrócone są wyłącznie w kierunku Stalina o aliantów zachodnich.

Przyjęło się zbyt łatwo, że wszystkie możliwe błędy popełniono w imie wolności, która rozgrzesza ze wszystkiego.

O tym, co się działo przez 63 dni i jaki był koniec – mówi się półgębkiem. Oficjalną, zwycięską ocenę Powstania, dał w telewizji prezes IPN, Janusz Kurtyka (cytuję z pamięci):

Powstanie było porażką militarną, ale politycznie zapobiegło temu, żeby Sowieci mogli utrzymywać, że naród Polski zaakceptował ich panowanie.

To po to, żeby Sowieci nie mogli twierdzić, że przyjęto ich z otwartymi ramionami, musiało umrzeć miasto i jego mieszkańcy? I to mówi człowiek, który stoi na czele komisji do badania zbrodni przeciwko narodowi polskiemu?
 
PS. Przez najbliższy tydzień (4-11 VIII) będę poza Warszawą, nie gwarantuję regularności wpisów, przepraszam i pozdrawiam Blogowisko, Pass.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 282

Dodaj komentarz »
  1. Pamietam co o decyzji rozpoczecia powstania mowil sw.p. Jan Karski: byla to zbrodnia popelniona przez durniow.

  2. Obok refleksji o znaczeniu Powstania samego w sobie, myślę o nim jako elemencie ogromnego ciosu dla struktury społecznej, i o skutkach tego ciosu dla dzisiejszej sytuacji politycznej i kulturowej: o UTRACIE ELIT.

    W wyniku 63 dni walk, 63 lata temu, zginęła najmłodsza elita społeczeństwa. Gdy dodamy utratę elity w wyniku pozostania jej przedstawicieli na Zachodzie (i emigracji), eksterminacji jej przez hitlerowców na początku wojny oraz wywózki w głąb ZSRR (na wiele lat, często bezpowrotnie) i masowych mordów – ujrzymy jedną z najistotniejszych przyczyn absurdów politycznych i społecznych dnia DZISIEJSZEGO: wyrwę w „puli genetycznej” polskiego społeczeństwa tam, gdzie powinna znajdować się jego elita. Naprawa takiego braku to dzisiątki, ba setki pokoleń (prawa genetyki) lub otwarcie na imigrację elit z zewnątrz (możliwe tylko w kilku najbogatszych państwach świata). Długo jeszcze będą trwać skutki ostatniej wojny. Sama „naprawa” kulturowa struktury społecznej nie wystarczy; potrzebne jest „podłoże” genetyczne, wynik długiego procesu selekcji, głównie poziomu inteligencji osobniczej (przybiera on w populacji wystarczająco dużej, niepodlegającej istotnym wpływom zewnętrznym, rozkład normalny. W naszym społeczeństwie, wpływu, jaki miał na tę „krzywą Gaussa” przebieg ostatniej wojny i okupacji, nie sposób przecenić).

  3. Drogi Gospodarzu!
    Nareszcie coś poważnego.
    Tak trzymaj i unikaj bieżących recenzji z tego kabaretu politycznego, który nas otacza.
    Zatrzymałem się w środę 1 sierpnia przed 17-tą, jadąc na urlop, bo te 200 000 poległych i zamordowanych warszawiaków na to zasługuje.
    Wielu z nich byłoby dziś wśród nas.
    Dlatego należy z tej daniny ich życia wyciągać wnioski dla żyjących Polaków. I nikt lepiej tego nie zrobi, niż Pan, Panie Danielu.
    Co do regularności wpisów, to polecam wyposażyć się w notebooka z kartą mobilnego internetu, np. blueconnect, co z powodzeniem wystarcza do śledzenia tekstów i uczestniczenia w blogu.
    Chyba, że ma się zamiar odpocząć od tego całego zgiełku i wyciszyć.
    Serdecznie pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Redaktorze, proszę o przyjęcie moich wyrazów uznania za tak wiele treści przy tak niewielu słowach. Jest Pan niedościgniony. To ogromna przyjemność doświadczać od wielu lat Pańskich talentów w swoim, czyli moim, małym rozumku. Bardzo dziękuję!

  6. Tak. Myślę, że decyzja o wybuchu Powstania była podjęta bez należytego przeanalizowania interesów innych krajów. Oczywiście patriotyzm i walka o wolność to sprawy nadrzędne, ale ich skuteczność zależy od trzeźwej oceny wszystkich czynników mogących wpłynąć na powodzenie własnych działań. I nie można liczyć, że wszyscy będą stawiali nasz interes przed swoim.

  7. Panie Redaktorze,

    ponieważ swoje zdanie na temat Powstania Warszawskiego i świętowania rocznicy jego wybuchu, napisałem wcześniej na innych blogach, chciałbym tylko napisać, że w pełni popieram, to co Pan napisał. Cieszę się, że na łamach „Polityki” (tak traktuję także blogi) można było napisać szczerze, co się na ten temat myśli. Także to, że okazało się, że nie jestem osamotniony w swoich poglądach, jest dla mnie cenne. Przekonanie, że nie jest się samotnym, wzmacnia.

    Pozdrowienia

  8. @JKJK:
    Również cieszę się, że można o tym wprost napisać. Smuci mnie natomiast fakt, że obecnie wszystko (nawet śmierć powstańców) wykorzystuje się w grze politycznej, w tym wyborczym show, które nasi politycy nam serwują przez ostatnie 2 lata… Czy oni nie zauważyli, że kampania wyborcza już się zakończyła?

  9. Podzielajac pogląd Autora w tej sprawie chciałbym podać link do interesującego opracowania dotyczacego Powstania:

    http://portalwiedzy.onet.pl/,7455,1350647,czasopisma.html

    Zawiera wiele faktów i opinii, które dla mnie były szokujące mimo, że tematyką Powstania interesuję sie od dawna.

  10. Oboje moich rodziców brało udział w Powstaniu. Dom był pełen wspomnień o ludziach i zdarzeniach tamtego okresu. Pamiętam, jak pracowicie wklejałem do grubego zeszytu zdjęcia, artykuły o Powstaniu, jak chłonąłem wspomnienia matki. Bezmierne bohaterstwo prostych ludzi, bezmierna głupota tych, co dali rozkaz do wybuchu Powstania. Nie można było zrobić lepszego prezentu Stalinowi. Świat otrzymał dowód, że Polacy to wariaci, rzucający się z gołymi rękami na czołgi. Od takich trzeba trzymać się z daleka, bo jeszcze wciągną w jakąś awanturę. A na dodatek, dzięki Powstaniu, rękami Niemców wybito znaczną część polskiej inteligencji, jedynej warstwy społecznej, która mogła sprawić Stalinowi kłopoty.
    Co skłania nas, naszych przywódców do czczenia bitew przegranych? Dlaczego w kraju, który tyle wycierpiał mogą jeszcze istnieć przywódcy, którzy każą nam umierać za Niceę, pierwiastek? Dlaczego w kraju, który tyle przeszedł, kolejni przywódcy mogą bezkarnie zarządzać kolejną czystkę?

  11. Już w pierwszym dniu Powstania zginęło 2000 Polaków. Był jeszcze czas na refleksję… Słuchałam w radiu wypowiedzi byłych Powstańców, którzy opowiadali, jak po skończonych walkach patrzyli na zrujnowane miasto i odczuwali ogromny smutek i rozpacz. Dlaczego nie odczuwali wyrzutów sumienia? Jak powiedział Władysław Bartoszewski, ofiarę trzeba docenić i ja ją doceniam. Cały czas jednak towarzyszy mi przekonanie, że tej refleksji brakowało i brakuje…

  12. Uwielbiam książkę p. Łubieńskiego na temat powstania (wszystkim blogowiczom serdecznie polecam).
    Jesteście Panowie jednymi z niewielu, którzy mają odwagę głośno to powiedzieć. POWSTANIE BYŁO ZBRODNIĄ! Durny hura-patriotyzm. Jak w Panu Tadeuszu – zróbmy więc powstanie, ja z synowcem na koń wsiądę i przecież jakoś to będzie.
    I ta szopka jaką się robi wokół rocznicy kolejnej klęski. No, ale przecież my uwielbiamy czcić klęski, tarzać się w tym martyrologiczno-cierpiętniczo-mesjanistycznym bagnie. Mało kto ma odwagę i chęć z niego wyjść, a w szczególności dotyczy to polityków.

  13. Przy okazji takich rocznic, jak powstanie warszawskie, na marginesie pytania „czy można było inaczej?”, nasuwają mi się uporczywie porównania losu Polski z historią Czech. Przed stuleciami oba te państwa przeżywały wielkość i promieniowały swą kulturą na całą Europę Środkową. Czesi utracili swą niezawisłość w roku 1620, Polacy dopiero w 1795, a i tak udało im się uzyskać w XIX wieku dwa marionetkowe państewka z własnym sejmem i wojskiem, będące więc namiastką niepodległości. Mimo to zmarginalizowani Czesi siedzieli cicho, a Polacy występowali zbrojnie z walką o wolność, rujnując kraj i tracąc wszystkie przywileje. Bez względu na owe działania lub też ich brak, obu narodom niepodległość spadła z nieba w roku 1918. Czesi stworzyli wzorową demokrację – pod koniec lat 30. jedyną w tej części Europy, w Polakach zaś odezwał się żywioł sarmackiej anarchii, który zaowocował wprowadzeniem autorytarnej dyktatury. Oba państwa uległy Hitlerowi w przeciągu roku – Czesi bezkrwawo, poddając się układowi monachijskiemu (1938), Polacy ponosząc klęskę w kampanii wrześniowej (1939). Czesi znów postawili na przeczekanie, Polacy stworzyli podziemną armię i postawili na szali istnienie Warszawy. Mimo to wyzwolenie obu narodów spod okupacji hitlerowskiej przyszło znów w tym samym momencie, z rąk Armii Czerwonej, która zainstalowała w Polsce i Czechach podległe sobie reżimy komunistyczne. Czeski „bunt” – praska wiosna 1968 – była swego rodzaju buntem samej władzy, tymczasem Poznań’56, Grudzień’70, Radom i Ursus’78, Sierpień’80 w Polsce były wystąpieniami przeciw władzy. Zrezygnowani, z nieliczną opozycją Czesi i masowo zorganizowani przeciw komunizmowi Polacy znów odzyskali pełną suwerenność jednocześnie – w 1989 roku. Razem wstępowali do NATO (1999) i do Unii Europejskiej (2004). Jaki z tego wniosek? Cokolwiek robili Polacy, ile by krwi własnej nie przelali, znajdowali się wciąż w tym samym miejscu, co rezygnujący z efektownego działania, bardziej pragmatyczni Czesi. Dziś oni, zdystansowani wobec siebie samych, mają też mniej urazów do świata i jedną z najpiękniejszych stolic w Europie, a my pełni kompleksów wciąż rozpamiętujemy historię i nie możemy wygrzebać się z błędów przeszłości. Może walcząc głupio i byle jak, zaprzepaszczaliśmy szanse na rozwój kraju i zwiększanie jego potencjału? Może czasem, zamiast rwać się do walki, lepiej jest przeczekać? Bo przecież powstanie warszawskie nie zapobiegło zwasalizowaniu Polski przez Stalina – podało mu ją na tacy.

  14. Jestem z pokolenia które urodziło się już po wojnie ale na tyle dawno że pamiętam jak wyglądał pobitewny krajobraz w pamiątkach po rodzicach znalazłam przedmioty świadczące o tym że ojciec był po wojnie w Warszawie i że brał udział w odbudowie zapewne jak tysiące innych młodych ludzi. Polityka, ustroje, racje stanu ,interesy wielkich mocarstw ,patriotyzm ,bezimienne bohaterstwo ,a pozostają po nas zbudowane miasta drogi mosty
    Uczono mnie że o wojnach należy pamiętać czcić jej ofiary, ale pilnować aby już nigdy więcej się to nie powtórzyło
    Oby mój syn nigdy karabinu w ręku nie nosił

  15. Mamy w sierpniu jeszcze jedną rocznicę:powstania Solidarności, a więc ruchu społecznego, który odniósł niekwestionowany sukces w postaci rozmontowania komunizmu.Dlaczego tej rocznicy nie świętuje się równie hucznie?Czyżby dlatego, że gros ludzi, którzy wtedy odegrali znaczącą rolę krytykuje rządy państwa Kaczyńskich, a sami Kaczyńscy, pomimo dobrych chęci byli w tamtym okresie w ruchu „S” jednymi z wielu?

  16. Dlaczego my Polacy mamy tak silna sklonnosc do samozaglady? Przeciez powstanie warszawskie nie bylo pierwszym nieudanym w naszej historii.

    Powstanie listopadowe „zaplanowane” przez bardzo mlodych i niedoswiadczonych ludzi (zeby nie powiedziec gowniarzy). Caly plan polegal chyba na tym zeby je wzniecic, a potem „ludnosc Warszawy chwyci za bron”. Powstanie styczniowe mialo byc lepiej przygotowane i zaplanowane na pozniej, ale wczesniejsza branka spowodowala, ze przebieglo ono wedlug „schematu polskiego ” czyli z golymi rekami na wroga. O represjach jakie te zrywy powodowaly dla calego spoleczenstwa nie musze chyba wspominac (konfiskaty majatkow, wywozki na Syberie itd).

    Dlaczego nawet w „patriotycznych” piesniach (cudzyslow moim zdaniem jak najbardziej na miejscu, bo nigdy z tych zrywow na dluzsza mete dla Polski nic pozytywnego nie wynikalo) mamy slowa w rodzaju „poszli nasi w boj bez broni”? Jak nie mieli broni to po co szli i to co to byl za boj? Moze raczej rzez na wlasne zyczenie? W hymnie mamy „dal nam przyklad Bonaparte jak zwyciezac mamy”. Dlaczego akurat Bonaparte mial nam dawac przyklad? OK byl genialnym strategiem, ale generalnie w Europie ma opinie rebelianta i barbarzyncy. Dlaczego, chyba tylko w naszym kraju, jest on super-bohaterem? A poza tym czy ktos pamieta dlaczego do tej pory w naszym jezyku utrwalil sie zwrot „sumy bajonskie”? (dla zainteresowanych http://www.slownik-online.pl/kopalinski/155484CB8944AFCC412565CD004B8481.php ).

    Przyklady mozna mnozyc. Czy jako spoleczenstwo nauczymy sie kiedys szanowac prawdziwych patriotow? Tych, ktorzy swoja dzialalnoscia naukowa czy artystyczna rozslawiaja nasz kraj w swiecie? Albo tych, ktorych codzienna dzialalnosc powoduje, ze wszyskim ludziom w kraju zyje sie latwiej, dostatniej, spokojniej? Moze na tym blogu powinnismy stworzyc alternatywna liste narodowych bohaterow i chocby w ten sposob oddac im nalezny szacunek?

  17. Aaa.. Przypomnial mi sie jeszcze jeden cytat z naszej „patriotycznej piesni”: „kto przezyje wolnym bedzie, kto umiera wonym juz”. Bez komentarza

  18. Reżimowa „Jedynka” pokazała 1.08 bardzo dobry dokument, oczywiście jak już skończyły się jasnogórskie wycia z Kammelem. I warto może byłoby pokazać młodzieży tych powstańców, którzy mówią o powszechnym braku wszystkiego. Jeden z występujących podaje nawet, że cały oddział miał 1 karabin maszynowy, kilka karabinów i kilkanaście pistoletów… bez komentarza. Bo hekatomba jest hekatombą. I w cywilizowanym kraju wyskrobki rządu londyńskiego, jak Kaczorowski, zapłaciliby procesem za Powstanie Warszawskie. Za zbrodnicze wykorzystywanie małych dzieci, za skazanie 200 000 cywili na pewną śmierć. U nas to niestety nie możliwe. Wolimy żyć w micie, tak gęstym jak mgła.

  19. Ah. Jeszcze jedno. Czy zauważyli Pańśtwo zmianę poglądów zachodnich historyków ? Norman Davies 20 lat temu pisał, ze powstanie to tragiczny błąd. 2 lata temu natrzaskał 1000-stronnicowe hagiografizujące tomisko.

  20. Witam panie Danielu,
    Musiał Pan chyba zaczytac się moimi postami, które z okazji 63 rocznicy Powstania umieściłem w wielu miejscach …
    To oczywiście żart ale wydzwięk tych postów był dokładnie taki sam jak Pańskiego artykułu. I cieszę się, że ludzi trzeźwo myślących jeszcze w Polsce nie brakuje.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam.

  21. W rozważaniach nad sensownością Powstania brakuje refleksji nad tym, co by się działo, gdyby nie podjęto decyzji o jego rozpoczęciu. A przecież nie można wykluczyć, że straty miasta i jego mieszkańców byłyby jeszcze większe. Niemcy, którzy byli gotowi poświęcić własnych cywilów w obronie Wrocławia czy Berlina, nie wahaliby się poświęcić i Warszawy. Sowieci podobnie – zniszczyliby miasto i ludzi bez przykrości. Gdyby Powstania nie było, to zapewne, licząc straty i zniszczenia, potępialibyśmy przywódców za brak decyzji.

  22. Dla uzupełnienia wiedzy o rzeczywistej stronie przebiegu powstania polecam książeczkę wspomnień Bolesława Taborskiego. Taborski był poetą i intelektualistą emigracyjnym w Londynie drukującym swoje wiersze w prasie reżimowej, będąc jednocześnie stałym felietonistą od kultury w sekcji polskiej BBC.
    Panu Passentowi gratuluję przypomnienia wielu smutnych prawd o powstaniu.

  23. Krótko i treściwie!
    Dołączam się do przedpiśców…
    Pozdrowienia i powodzenia

  24. Powstanie Warszawskie – hekatomba miasta i jego mieszkańców. Kolejna odsłona „hanby domowej”. Cóż dodać – Chwała żołnierzom, niesława decydentom. Dopiero teraz zresztą widać wszystkie wady tamtej decyzji, a najsmutniejsze , że jest to powstanie w historii najnowszej zapomniane. Nic albo b.mało wiedzą o nim Europejcdzycy, zupełnie nic inne nacje. Dobrze, jeśli w ogóle ktoś wie, że było (Często zresztą mylone z Powstaniem w getcie) Marzy mi się takie wychowanie patriotyczne, aby z każdym tematem powstańczym, konspiracyjnym itp jednocześnie młodzież otrzymywała lekcję analizy krytycznej, aby nauczyć przede wszystkim myślenia, a nie tylko szacunku i pretensji do świarta.

  25. Panie Danielu,
    Może gdyby nie Powstanie, nie byłoby Solidarności. Ale silnie podejrzewam, że gdyby nie Powstanie, w którym zginęła przede wszystkim inteligencja, nie byloby IV RP.

  26. Kilka lat temu bylam na panelu dyskusyjnym, który zorganizowało Muzeum Powstania Warszawskiego (bynajmniej nie to obecne, tylko poprzednie – powołane przez prezydenta Świecickiego). Głównymi dyskutantami byli: Jan Nowak-Jeziorański broniacy decyzji o wybuchu powstania i Tomasz Łubienski, jego krytyk. Nowak Jeziorański wprawdzie przyznał, ze przybyl do Warszawy w celu uswiadomienia dowodztwu, ze nie mają co liczyć na pomoc z Zachodu, ale kiedy jego głos został zignorowany, przyłączyl sie ochoczo do powstania. Zebrani w audytorium – głównie byli powstancy – nagradzali aplauzem jego opinie. Wypowiedzi Tomasza Łubienskiego były zaś kwitowane buczeniem. Ci ludzie nawet dziś sa przekonani, ze uczestniczyli w czymś waznym i wiekopomnym, i ze warto było. Nie mozna im tego chyba odbierać…

  27. Szanowny Panie Redaktorze,
    W pełni zgadzam się z Pana opinią w sprawie Powstania, jak również komentarzem red. Pietrasika na ten temat w najnowszym numerze Polityki. Dobrze, że słychac jeszcze jakiekolwiek wyważone głosy w tej sprawie.
    Obecna władza czyni wszystko, by zawłaszczyć do własnych celów romantyczną legendę Powstania. Z roku na rok obserwujemy coraz pompatyczniejsze i dłużej trwające obchody tej rocznicy(w tym roku w Warszawie od 28 lipca do 4 sierpnia), a równocześnie – także od lat – coraz ciszej obchodzi się rocznice wybuchu II wojny światowej, kładąc nacisk na 17 września 1939 r. (obawiam się, że za parę lat w Polsce będzie to oficjalna, wbrew historii, data rozpoczęcia tej wojny!). Nie zauważa się też Dnia Zwycięstwa – jakakolwiek byłaby to data – 8 czy 9 maja – uroczyście świętowanego w Europie. Coż, widać we wszystkim musimy się różnic od reszty świata.

    PS. Dobrą rzeczą było natomiast rozpropagowanie uczczenie minutą ciszy pamieci poległych. To zadziałało w Warszawie. A w ostatnich latach było z tym, mimo włączonych syren, bardzo żle.

    Ukłony dla Pana Redaktora.

  28. alexanderson 11:22

    Dobre. Skąd ta różnica? Należymy do tego samego gatunku, co Czesi i Słowacy, do tej samej grupy jezykowo-kulturowej (?), a przecież . . . Czy myślisz, że najgłówniejszą przyczyną naszego zachowania jest wpływ religii katolickiej, a właściwie pozycji kościoła katolickiego w społeczeństwie? Wpływ w istocie, w ostatecznym rozrechunku, niekorzystny? Jeśli Cię rozważania na temat wyznaniowego charakteru państwa interesują, zajrzyj do mojego tekstu http://www.lewica.pl/?id=14326

  29. Panie Danielu!

    Dziekuje za refleksje… i popieram i zadzam sie.
    Pozdrawiam serdecznie z Barcelony, MJS.

  30. Do Alexandersona:
    Powstanie w Pradze wybuchło w 9 miesięcy po powstaniu warszawskim, między 4 a 5 maja 1945. W Pilźnie był już Patton, do Mielnika (ze dwadzieścia kilometrów na północny wschód) wkraczała II Armia WP gen. Świerczewskiego, główną rolę w walkach po stronie czeskiej odegrała armia gen Własowa, ta sama, która wcześniej pacyfikowała powstanie warszawskie, dysponująca również cięzkim uzbrojeniem. Czechosłowacja do „zwycięskiego lutego” 1948 funkcjonowała jako demokracja burżuazyjna. A Czechów lubię za ich pragmatyzm. Pozdrowienia.

  31. Alexanderson, – 11.22:

    porównanie doskonałe, pouczające i skłaniające do refleksji.
    Oczywiście tych, którzy do refleksji są zdolni.

  32. W pewien sposób cieszy mnie to, że po przeszło 60ciu latach od powstania mozna czasem spotkać wyważone opinie na ten temat. Przykre to ale prawdziwe: w sytuacji gdy żyli jeszcze uczestnicy tych zdarzeń a politycy usiłowali wykorzystać ten fakt do swoich celów nie było możliwości spokojnej dyskusji. Politycy co prawda dalej „brużdżą” w tym temacie. Koronnym przykładem są tu choćby bracia K, którzy kreując się na spadkobierców powstańców konsekwentnie „pomijają” swego ojca, autentycznego uczestnika i bohatera walk powstańczych a zawzięcie eksponują swoją matkę, która była w tym okresie daleko od Warszawy. I nie jest to przypadek odosobniony. Pomijajm tu fakt, że polscy (przepraszam za wyrażenie) politycy jakoś z lubością ekscytują się naszymi narodowymi klęskami i porażkami a nie zwycięstwami. Jedyne zwycięskie polskie powstanie (wielkopolskie w 1918 roku) zawsze „przegrywa” z pozostałymi.
    W wielu dyskusjach dotyczacych „warszawskich 63 dni” zawsze uderzało mnie to z jaką „lekkością” i przekonaniem uczestnicy twierdzili, że powstańcy zostali zdradzeni przez Rosjan. Raz tylko odwarzyłem się spytać, powołując się na Rosjan – przyjaciół Polski i Polaków, którzy w prywatnych rozmowach pytali: a dlaczego Stalin miał pomagać organizacji zbrojnej wystawionej przez nieuznawany przez siebie formalnie rząd i deklarującej niechęć jeśli nie wrogość wobec siebie.
    Po zakończeniu wojny w „polskim Londynie” przeprowadzono na temat powstania wiele dyskusji, kłótni i analiz. Było też kilka procesów. I do momentu, kiedy „bieżąca” polityka nie „przykryła” niezależnych ocen większość była przekonana o tym, że wybuch powstania w Warszawie to był największy z możliwych błędów dowództwa AK, które rękami Niemców wykończyło „dla Rosjan” kwiat polskiej inteligencji. I nie ma co tu przypominać o tym, że jeszcze kilka dni przed 1 sierpnia wysłano w teren ze stolicy transport uzbrojenia (plan „Burza” nie przewidywał akcji w W-wie) a sowiecki plan ataku przewidywał li i jedynie dojście do Bugu. Ruscy co prawda „wjechali” na niemieckich karkach pod Warszawę ale oderwali się od swych tyłów co pokazało choćby jaki łomot dostali pod Radzyminem.
    Takich faktów jest wiele. Cóż z tego. Cały czas niektórzy politykierzy usiłują zaczarować rzeczywistość i wmawiać rodakom, że są jedynie słusznymi spadkobiercami …

  33. Do PiotraG….
    Dziwna i pokrętna argumentacja. Bo niby jak inaczej określić sugestię, że niemieccy cywile broniliby Warszawy tak jak Berlina czy Wrocławia ?! Po pierwsze niewielu znich zamieszkiwało Warszawę i dlaczego mieliby ginąć w obronie Warszawy przed Stalinem?! Od tego był Wehrmacht. Berlin i Wrocław to miasta niemieckie i gdy sowieci byli na terytorium rzeszy tam wszyscy stawali do jej obrony! Po drugie stwierdzanie czegokolwiek przy tak ryzykownym założeniu nigdy nie prowadzi do właściwego wniosku.

  34. Podpisuję sie pod Pana artykułem. Szacunek dla ludzi i potępienie dla polityków i dowódców sprawców tej masakry.
    Ile można świętować i cynicznie wykorzystywać uczucia ludzi dla sprawy katastrofy miasta i mieszkańców. Przypomnę jeszcze temat medialny czy ten dzień rozpoczęcia katastrofy ma być swiętem narodowym – takie pytanie było w TVN. Autorzy powinni udać się na leczenie do Tworek. Tam jest ich miejsce i obecnych cyników mącących ludziom w głowie.

  35. Jo-Anna, alexanderson…
    Popieram w calej rozciaglosci, zawsze sie zastanawialam jak pogodzic wiare, ze Bog nad wszystkim czuwa i wszystko dzieje sie zgodnie z jego planem z obdarowaniem ludzkosci wolna wola i mozliwoscia wyboru.
    W moim agnostycznym pojmowaniu swiata doszlam do tego, ze jakimi bysmy sciezkami nie podazali, to na koncu i tak trafimy w to samo miejsce, i tu przyklad braci Czechow jest znakomitym.
    Pokretne sa sciezki historii. Historia magistra vitae, ale (patrzac na kolejne Powstania chocby) nikogo jeszcze niczego nie nauczyla.
    Znowu deszcz pada…
    Stara Zaba

  36. Piotrg !!

    O maly wlos nie napisalbym dokladnie to samo ale „na szczescie” przeczytalem wczesniej Twoj (przepraszam za poufalosc) wpis .TERAZ latwo sie wymadrzac ! (I nie mam tu NIKOGO konkretnego na mysli).NIEZALEZNIE od tego czym byla ta decyzja , Tym ktorzy walczyli i Tym ktorzy zgineli nalezy sie pamiec i chwala.

  37. Kalina „Ci ludzie nawet dziś sa przekonani, ze uczestniczyli w czymś waznym i wiekopomnym, i ze warto było. Nie mozna im tego chyba odbierać… ”

    No tak. Doceniam poswiecenie i odwage. Nie mam zamiaru nikomu niczego zabierac ale uwazam, ze gloryfikowanie tego rodzaju wydarzen jest szkodliwe dla nas wszystkich, zyjacych teraz i dla przyszlych pokolen. Wywoluje wrazenie, ze to jest cos czego ojczyzna od nas oczekuje, ze gdy sytuacja tego wymaga, taka wlasnie ofiare nalezy poniesc. Zalozenie z gruntu falszywe. 1 umierajac nikomu juz nie pomagamy, 2 jak wiemy z historii to “umieranie za ojczyzne” to nie jest rylko nasz prywatny wybor, bo jego konsekwencje ponosi cale spoleczenstwo.

    Jeszcze jedna uwaga. Proponuje chwilowa zmiane optyki.

    Ogladamy w telewizji reportaze o biednych afrykanskich albo poludniowoamerykanskich dzieciach zmuszanych do brania udzialu w jakis lokalnych wojenkach. Wzruszamy sie i litujemy, jestesmy zli na tych ktorzy do tego doprowadzaja, pytamy gdzie sa rodzice dzieci i dlaczego je wysylaja na pewna smierc. W centrum „cywilizowanej” Europy, w Polsce w powstaniu warszawskim braly udzial bardzo mlode osoby (nastolatki). Warto w tym miejscu wspomniec rowniez o Orletach Lwowskich.

    Zacytowalam juz dzisiaj „kto przezyje wolnym bedzie, kto umiera wolnym juz”. Czy to troche nie brzmi jak motto fundamentalistow islamskich wysadzajacych siebie i innych w powietrze?

  38. Drogi Autorze no i komentatorzy. Wszystkie te fakty, ich oceny oraz wnioski były i są znane od dziesięcioleci. W stosownym nastroju kolejne rocznice powstaniowe były obchodzone od wielu, wielu lat. Wydawano literaturę, kręcono filmy, stawiano pomniki. Wszystko w nastroju powagi mimo wykluczających się opinii. Hucpa i wykorzystywanie polityczne tej bohaterskiej hekatomby zaczęły się od momentu objęcia władzy przez mających dość dziwne spojrzenie (wywiady w prasie i nie tylko) braci „K” na otaczającą ich rzeczywistość . Traktowanie tego tragicznego zdarzenia historycznego jako heppeningu i świetnej zabawy budzi moje zażenowanie. Popierająć zarówno blog jak i komentarze włączyłem się do dyskusji tylko po to, aby skierować dyskusję na studium obecnej władzy. Pozdrawiam.

  39. Ach te nasze sny o potędze, patriotyzm mierzony ilością przelanej krwi, dumne tarzanie się w klęskach. Tworzymy wizerunek z Bogiem, Honorem i Ojczyzną, ale nie potrafimy spojrzeć w lustro.
    Pragmatyzm? Mój Boże! Wychowywano mnie w głęboko romantycznym duchu, w pogardzie dla pozytywistycznego nudziarstwa. Nie utonęłam jakimś cudem w tym zwariowanym sosie, a pomógł mi bardzo (nie śmiejcie się proszę) zakazany wówczas Gombrowicz.
    Heleno, dziękuję za przypomnienie słów Jana Karskiego.
    Piotrg, nigdy nie dowiemy się co by było gdyby, ale jestem pewna, że Stalin dostał prezent o jakim mu się nie śniło.
    Kalina, napewno nie można im tego odbierać, ale oni przeżyli a ja myślę o kościach, po których codziennie chodzimy.

  40. Drodzy Państwo, Towarzyszu Passent, łatwość z jaką Państwo forują wyroki jest zadziwiająca. Ja bym tego „refleksją” nie nazwał. Życie nie jest czarno białe i w tej sprawie nie ma jednoznacznej oceny. Proszę jednak o odrobinę pokory i wstrzemięźliwości w potępianiu.
    1. Cyniczne i kłamliwe jest pisanie, że „Polityka” jest forum, na którym można wypowiadać poglądy gdzieindziej zakazane. Potwierdził to nawet Pan „alburri” powołując się na program w TVP1.
    2. Pani „AnKo”, 50000 spośród tych, którzy przeżyli Powstanie zamordowano później w PRLu jako wrogów socjalistycznej ojczyzny. Dlaczego spadkobiercy PRlu tak ubolewają nagle nad zagładą polskiej inteligencji, jeżeli oni sami tę inteligencje wytrzebiali?
    3. Pani „Jaruto”, ja inaczej rozumiem słowo „hańba”.
    4. Panie „alburri”, zmianę poglądów Normana Davisa tłumaczyłbym przestudiowaniem materiałów historycznych i rozmowom, które przeprowadził pisząc tę książke. A Pan co sugeruje, że mu Kaczyńscy zapłacili? A na marginesie o jakim „reżimie” Pan mówi? To typowy chwyt PRLowskich demagogów odbierać słowom ich znaczenie.
    5. Pani „Jo-Anno”, słowa Warszawianki, w tym przez Panią cytowane „kto przezyje wolnym bedzie, kto umiera wonym juz” są dziełem Francuza Casimira François Delavigne’a. Jak według Pani powinien wyglądać ten werset? „kto sie podda wolnym będzie, kto umiera frajer jest?”
    6. Panie Sławku, świat nie interesuje się losami Polski i Polaków i nic nie wie o Powstaniu Warszawskim. Tak jak Pan nic nie wie o historii Niemiec, Francji, Hiszpanii, Włoch czy Argentyny. O jakim „świecie” Pan pisze?
    7. Panie „KB”, stosuje Pan typowa dla komunistów rewoltę logiczną i nazywa Pan katów ofiarami, a ofiary katami.
    8. Towarzyszu Passent, czy naprawdę uważa Towarzysz, że ma Towarzysz niezbędną wiedzę aby publicznie zabierać głos w tej sprawie, moralne prawo do powoływania sie na wypowiedź generała Andersa oraz prawo do ironizowania, że obchody były wesołe? Dlaczego kłamie Pan przeinaczając (z pamięci) wypowiedź Pana Kurtyki? Bo nie sądzę, aby Pan z niej nic nie zrozumiał. Wypowiedź ta jest zamieszczona na stronie internetowej polskiego radia i nie potwierdza Pana oszczerstw.
    Żegnam Państwo i Towarzysza Passenta.
    Dziadek
    PS.
    Półprawda i półprawda = dwa kłamstwa. (cytat G. Gigol)

  41. Do Bakersfielda
    Najwyraźniej niejasno się wyraziłem. Proponowałem następujący namysł: jak potoczyłyby się losy Warszawy, gdyby Powstania nie było? Sądzę, że bardzo prawdopodobny byłby taki rozwój wydarzeń, w którym Sowieci atakują a Niemcy zamieniają miasto w twierdzę, na co się w ostatnich dniach lipca zanosiło. Przy znacznej uporczywości walk, z jaką należałoby się liczyć, z miasta zostałyby bezludne ruiny. Dzisiaj obwininialibyśmy za to tych, którzy nie podjęli szansy uratowania Warszawy i jej mieszkańców – nie podjęli decyzji o powstaniu. Uważam, że w dyskusji należy uwzględnić i taki argument.

  42. „Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie spieszmy” zatytulowala swoj felieton o polityce polskiej J. Paradowska.

    „Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie spieszmy” mozna rowniez powiedziec o tych, ktorzy porywaja sie na obiektywne oceny Powstania Warszawskiego.

    A wiec „jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie spieszmy”. Najepiej poczekajmy do nastepnego pokolenia, bo pyl ruin i swad spalenizny ciagle dusi tych, co przeszli przez to pieklo.

    Pozdrowienia i udanego ‚bycia poza Warszawa”,

    Jacobsky

  43. dziadek, wydaje mi się, że Daniel Passent, nikogo nie obraził. Czemu nie chcesz odnieść się merytorycznie do Jego zarzutów ? Zrób to, przecież nikt nie mówi, że ludzie, którzy uważają Powstanie Warszawskie za niezbędne nie mogą się wypowiadać na tym forum.

  44. @dziadek: Każdy foruje wyroki, jak umie. 🙂

  45. dziadku

    Uwazam rozwiazania silowe za absolutna ostatecznosc, opcje do wykorzystania w przypadku, gdy absolutnie wszystko inne zawiodlo. Moim zdaniem problem Polski polega na tym ze wyrywamy sie nie probujac zadnych innych rozwiazan. Smiem twierdzic nawet, ze nawet nie zastanawiamy sie co w ogole w danej sytuacji mozna zrobic.

    Czasem mozna sie jakos dogadac, pojsc na kompromis. Niezaleznie jednak od tego jaki wariant sie wybierze (rowniez powstanie, wojne) ZAWSZE SIE TRZEBA ZASTANOWIC I PRZYGOTOWAC. A z mysleniem, przewidywaniem, rozwazaniem, drobiazgowymi przygotowaniami zawsze jako narod mielismy problemy.

    Nie jest dla mnie wazne kto napisal slowa warszawianki, wazny jest dla mnie fakt, ze kolejne pokolenia daja sie nimi otumanic.

  46. NIE MOW NIGDY…

    Niegdys mlody poeta Hirsz Glik z getta wilenskiego , uczestnik powstania w tymze getcie, napisal hymn partyzancki rozpoczynajacy sie od slow:
    „Nie mow nigdy: oto jest ostatnia z drog”. Zarowno powstanie warszawskie jak i wszystkie powstania w gettach nie byly aktami rozpaczy, bo dla narodu nie bylo ostatniej drogi.
    Jakis filozof powiedzia, ze ludzie sa jak ulotny piasek a jakiemus uczonemu jedyna wartoscia stala we wszechswiecie byla…predkosc swiatla.

  47. Troche mnie martwi to co pan napisal i wiekszosc ktorzy wpisuja sie pod panskim blogiem. Wydaje mi sie, przynajmniej ja to tak odbieram, ze obchody Powstania Warszawskiego to przede wszystkim chold zlozony poleglym, tej mlodej inteligencji ktora zginela w szlachetnym porywie. Czy w tej chwili wazniejsze sa oceny dowodztwa, czy podjeli decyzje madra, glupia czy bezsensowna. Wedlug dzisiejszych standardow niejeden dopatrywalby sie tam agentow ktorzy celowo chcieli wybic polska inteligencje. Obchody Powstania to przede wszystkim chold dla mlodych ktorzy plegli wedlug wlasnego uznania w dobrej sprawie. Marginalizowanie tego zrywu i rezygnacja z obchodow Powstania Warszawskiego to bylby policzek dla tych odwaznych szlachetnych ludzi. To ze wspolczesna polityka proboje wykorzystac rozne fakty historyczne do doraznych celow to sprawa przykra. Gdy idziemy na cmentarz nie rozpatrujemy jakie zle czyny popelnili zmarli, bo przeciez i takie mieli na swym sumieniu bedac tylko ludzmi. Myslimy raczej o tych dobrych chwilach i zal nam ze nie moga juz wrocic.

  48. Powstanie Warszawskie bylo polityczno-wojskowa akcja o duzym stopniu ryzyka. Nie bylo ono jednak tak pozbawioe politycznego sensu jak to Szanowny Redaktor przedstawia. Podejmujacy decyzje o wszczeciu akcji nie posiadali tak wyczerpujacej informacji o sytuacji na froncie walk ani tez o ustaleniach politycznych podjetych poza plecami rzadu II RP (w Londynie) przez naszych zdradzieckich sojusznikow jakimi my dysponujemy w chwili obecnej. Musieli oni decydowac szybko, praktycznie bez mozliwosci korekty (brak skutecznej lacznosci) na niepelne i czesciowo celowo mylne informacje. Najwazniejszym, moim zdaniem, czynnikiem byl fakt, ze w lipcu ogloszony zostal oficjalnie Manifest PKWN ( nominalnie 22 lipca 1944r., praktycznie 26 lipca) co oznaczalo, ze Stalin zadecydowal oficjalnie o utworzeniu marionetkowego rzadu komunistycznego (analogicznego do powstalego w 1920 roku, po inwazji Armii Czerwonej, rzadu J. Marchlewskiego). Lektura dekretow nie pozostawiala zludzen. Zagrozone bylo istnienie i stan posiadania samego rdzenia Narodu Polskiego i osnowy niepodleglej Polski jaka byla warstwa ziemianska. Aby zobaczyc czy czegos jeszcze nie uda sie ocalic do Moskwy (za wstawiennictwem Churchilla ) udal sie Mikolajczyk. Jednakze, Rzad Londynski potrzebowal widomego dowodu, ze przedstawia realna sile w kraju. Stad manifestacja czynu zbrojnego bylaby uzytecznym argumentem politycznym w negocjacjach. Wydawalo sie tez, ze radziecka ofensywa po przekroczeniu linii Bugu ma realna mozliwosc przekroczenia rowniez z rozpedu linii Wisly ( co zreszta nastapilo tyle, ze poza Warszawa). Wlaczenie sie w to natarcie dawalo Rzadowi Londynskiemu bezposrednia obecnosc w Stolicy kraju i w najgorszym razie pozwalalo na negocjace z przedstawicielami PKWN. Pamietajmy, ze nawet Niemcy w tym okresie (tuz po zamachu generalow na Hitlera) mieli nadzieje na odwrocenie sojuszu i badz zawarcie odrebnego pokoju z Aliantami zachodnimi badz nawet na wspolne uderzenie z nimi na ZSRR. Sytuacja byla znacznie bardziej plynna niz to sie teraz wydaje z perspektywy lat. Tak wiec rachuby Delegatury Rzadu oraz Naczelnego Dowodztwa AK nie byly calkiem bezsensowne. Nie brali oni jednak pod uwage, ze Wielki Stalin byl lepszym gracze politycznym od politykow polskich oraz, ze lobby zydowskie w USA i Anglii zrobi wszystko aby niedopuscic do odwrocenia sojuszu.

  49. Oceny wyrażone przez DZIADKA – (wpis z godziny po 15.00)są żywe, i niech i takie sobie będą . Dziadku drogi ,po owocach ich poznacie powiada pismo . Jest taki album w domu mojej rodziny na Śląsku przywieziony przez mojego Ojca z Kongresu w Warszawie, gdzie był zaproszony za Organizację na Górnym Śląsku logistycznych wsparć nad odbudową skutków Powstania . Przeglądnij album stolicy Czech z tamtego czasu . Czesi w tym samym roku doszli do wolnosci co Polacy i dalej są nieco cywilizacyjnie przed Nami .
    Rozumiem Twoj ból kiedy za życia widać bezsensowną ofiarę. Pamietaj, to nie Powstańcy odbudowali Stolicę ,tylko biedni po wojnie Obywatele państwa o nazwie PRL .
    Szkoda ,że w tonie napastliwym piszesz , zamiast po chrześćijańsku podziękować ,a raczej wspomnieć tych co latami datki dawali lub im potrącano z ich ubogich pensji- na WARSZAWĘ . Oni już też na polskich Cmentarzach .
    Na koniec ,dziadku ,naprawdę niemasz z czego byc dumny a te wszystkie rozważania ,na temat co by było gdyby nie było 1 sierpnia są nic nie warte . Wiadomo napewno jak Stolica wyglądała 3 pażdziernika 1944 roku .O tej dacie pamietaj ,domagaj sie tej pamięci ,bo ona dała świdectwo Totalnej głupocie a może nawet zbrodni na własnym narodzie .Jedna ekipa przegrała we wrześniu 1939 i dała „Dyla ” a nowa Anty -Piłsudczykowska popisała się 1 sierpnia 1944 i dokonała SPEKTAKULARNEGO dzieła ostatecznej przegranej IIRP.

  50. Popieram dziadka,

    a dostrzegam dodatkowy brak konsekwencji u „realistow”:
    jesli po Teheranie bylismy juz sprzedani sowietom w niewole, to dlaczego nikt nie mowi o nieptrzebnej hekatombie zolnierzy sil zbrojnych na Zachodzie, albo chociazby berlingowcow szturmujacych Berlin?

    Gdzie wezwania do osadzenia ich przywodcow?

    I naprawde, czy zapomnieliscie, ze Stalin nie potrzebowal pretekstu powstania, zeby mordowac polska inteligencje w Katyniu,we Lwowie i na nieludzkiej ziemi?
    A Hitler tym bardziej mordowal nas na dlugo przed powstaniem i bez zadnych pretekstow.

    Do rzezi mieszkancow Warszawy doszloby prawdopodobnie w kazdym przypadku.

    A pod rzadami Jaruzela myslalem tak:
    Gdyby nie bylo powstania, moze mniej byloby pelzajacych towarzyszy Passentow, a wiecej ludzi pokrou Zbigniewa Herberta.

  51. Dziadku drogi dziadku… kto umiera, nie zrobi już dla swego kraju nic. Kto przeżyje, może go odbudowywać.
    Warszawa była odbudowywana pod hasłem Cały naród buduje swoją stolicę. Z Wrocławia i Ziem Odzyskanych jechały całe pociągi cegieł ze zbombardowanych domów. Wyciągali je „junacy z brygady SP”.
    Czytałam niedawno, że wraz z tymi cegłami przyjechały do stolicy jakieś grzyby i pleśnie, ale to już inny wątek.
    Na odbudowę warszawskiej Starówki i Zamku Królewskiego potrącano mi z wypłaty przez kilka lat jakieś pieniądze. To samo było w biurze projektów, w którym pracował mój brat. Nikt mnie nie pytał o zgodę, a kiedy spytałam własnego dyrektora, jakim prawem bez mojej zgody…. lepiej nie mówić, jaka była reakcja. Mogę jedynie powiedzieć, że histeryczna i na całe życie zapamiętałam, że kto się pyta, ten się dowie.
    Jako prawie warszawianka – rodzice byli rdzennymi warszawiakami – cieszę się, że stolica została z gruzów podniesiona. Stało się to jednak kosztem pozostałych miast i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Byłoby miłe, gdyby aktualni warszawiacy (stołecznicy, jak ich kiedyś nazywaliśmy) pamiętali o tym, wymuszonym trzeba przyznać geście.

  52. Pani „JoAnno”, mysle, ze Pan „Bobola” odpowiedzial na Pani zarzuty o bezmyslnosci tej decyzji. Nadal nie zaproponowala Pani tekstu alternatywnego. Mysle, ze nie piesniami omamia sie pokolenia.
    Panie „TestTeq”, no widzi Pan, jaka jest jakosc wyksztalcenia PRLowskiej inteligencji, do której naleze, a chce sie pochwalic, ze w socjalistycznej szkole bylem prymasem!
    Panie Bobolo, to sie nazywa rzeczowosc az do bolu, dziekuje.
    Dziadek

  53. ras – miałam nic nie pisać i cieszyć się, że nie jestem odosobniona w braku bezkrytycznego uwielbienia dla morderstwa dokonanego na mieście, nazywanym Paryżem Północy, i jego mieszkańcach.
    Mam wrażenie, że nie bardzo wiesz o czym mowa. Wszyscy którzy szli na Berlin, niezależnie od narodowości, koloru skóry czy wyznania i niezależnie czy szli od wschody, czy zachodu mieli jeden cel – pokonać hitlerowców.
    Powstanie, mówiąc dosadnie, było porywaniem się z motyką na księżyc, a jaki miało cele, poza poderwaniem młodych do walki, nie wiemy.
    Ostatnie zdanie twojego wpisu jest wstrętne, ale jesteś robaczkiem który nie potrafi ubliżyć Panu Redaktorowi.
    Podobają ci się postawy takie jak Herberta, ale czasami trudniej jest żyć realnie.
    Trochę to wszystko poszarpane, ale poniosły mnie emocje.
    Pozdrowienia dla Gospodarza i Współbraci w myśleniu.

  54. Drogi MW gdy piszesz

    „…wyrwę w “puli genetycznej” polskiego społeczeństwa tam, gdzie powinna znajdować się jego elita. Naprawa takiego braku to dzisiątki, ba setki pokoleń (prawa genetyki)…”

    To zastanawiam sie czy nie mylisz „inteligencji” jako wyksztalconej czesci spolecznstwa z „ilorazem inteligencji” Moze wtedy mozna by zastosowac te prawa genetyki o ktorych wspominasz. Poza tym bardzo inteligentni ludzie miewaja zupelnie przecietnych rodzicow i na odwrot wiec nie stosowalbym takich uproszczen.

  55. Wątek – co by było, gdyby powstania nie było? jest trochę bez sensu – gdyż jedyna poprawna odpowiedż brzmi: nie wiemy. W Krakowie nie było powstania i miasto ocalało.
    Znamy bilans Powstania – śmierć miasta i 200 tysięcy mieszkańców, w tym elity kraju. Po 63 latach, w wolnej Polsce pora na ocenę i to nieprawda co pisze Dziadek „w tej sprawie nie ma jednoznacznej oceny”.
    Trzeba oddać chwałę bohaterom i napiętnować durniów co podjęli decyzję o Powstaniu i to bez względu na uczucia jeszcze żyjących powstańców.
    Ci ludzie mają bratnią krew na rękach, a brakło im nawet tyle honoru by palnąć sobie w łeb po tym co zrobili.
    Jeśli tego nie zrobimy wychowamy pokolenie, które następnych durniów dopuści do władzy.

    alexanderson pozdrowienia – świetny wątek czeski

  56. Panie Redaktorze Passent, jaki jest panski uczuciowy stosunek do Polski ? Czy rozumie Pan znaczenie Legendy w zyciu kazdego kraju ? Dlaczego idzie Pan na latwizne: zle o Powstaniu, odbrazowic, zszargac ? Przeciez to stereotyp, znany i powtarzamy od lat. Dlaczego przy Rocznicy Powstania nie wyeksponowac strony pozytywnej ? Innych rocznic i swiat tez nie obchodzic ? A literature, sztuke i religie tez tak traktowac ? Myslalem, ze stanie Pan ponad szablonowe kunktatorstwo i choc Powstania nie bedzie Pan tepil. Niech Pan laskawie o tym sobie pomysli.

  57. Zeszłorocze obchody „Dnia Zwycięstwa” do dziś nie dają mi spokoju. Wzięła w nich udział garstka żyjących pilotów alianckich, którzy z prawie 50-procentowym narażeniem życia wykonywali loty zrzutowe dla powstańców warszawskich. Przyjmowani byli jak bohaterowie przez uczestników obchodów, wręczono im wysokie odznaczenie państwowe, prezydent RP pokazywał się w ich towarzystwie w czasie oficjalnych imprez, prawie 90-letni kombatanci składali wieńce pod różnymi pomnikami w imieniu prezydenta.

    Jednego tylko nie mogli zrozumieć ci bohaterowie sprzed 63 lat – dlaczego prezydent nie znalazł 15 minut czasu, żeby spotkać się z nimi i wypić filiżankę herbatę, o co go prosili.

  58. ras pisze jak RAZ. Czy to pan czy tylko podszywka?

  59. Bo jakikolwiek kraj jest lepszy niż gruzowisko. Bo jakikolwiek kraj jest lepszy niż brak kraju. Bo jeśli zginę to nic już nie zrobię i nic już nie powiem. Bo jeśli nie zginę to może coś zrobię i może coś powiem. Bo umrzeć odważnie to nie to samo co żyć odważnie. Bo jeśli nas nie będzie, to po nas choćby potop. Bo jeśli będziemy, to trzeba melioracji. Powstanie Warszawskie zostawiło naród i państwo na łaskę wszystkich możliwych okupantów. Powstańcom chwała. A rządom, a generałom? Dwieście tysięcy na giełdzie to nie to samo co dwieście tysięcy na barykadach. Zadziwia beztroska z jaką wstawiono tę kwotę do gry – właśnie jakby to kwota tylko była, do gry wstawiona. A potem wstali od gry, poły otrzepali. A naród zabrał się za kopanie grobów, kopanie studni, rozgarnianie gruzów, obstukiwanie cegieł, zbijanie nosidełek. Za zwyczajną pracę. Bo jak się coś rozwali, to prędzej czy później trzeba odbudować. No to może przestańcie rozwalać – wy tam! Przestańcie nami grać.

  60. Urodziłem się kilka lat po wojnie w Warszawie. (Na marginesie: uważam, że z czasem powinno się zmienić nazewnictwo: zamiast I i II Wojny Światowej należy wprowadzić określenie Wojna Światowa XX wieku z kilkoma kampaniami: 1914-1918, 1939-1945, okres zimnej wojny etc.).
    Oficjalnie rocznica Powstania skladała sie wyłacznie z podkreślania nieodpowiedzialnego, czy wręcz zbrodniczego dowództwa AK. Nieoficjalnie – na zbiórkach harcerskich śpiewaliśmy “Marsz Mokotowa” i “Pałacyk Michla”. Na tle ówczesnej rzeczywistości powstańcy, którzy “na tygrysy mieli VISy” byli ludżmi “z całkowicie innej bajki”. Wokoło- tragiczne rocznice tragicznych wydarzeń wojennych, płaczące matki, stosy pomordowanych ciał przypominanych w Kronice Filmowej – tutaj, gdy cię kulka trafi jaka, “poprosisz pannę, da ci buziaka”. W mitologii naszego pokolenia, to byli ludzie z krwi i kości, a nie monumentalni, szarzy, ludowi bohaterowie narzucani nam przez oficjalną propagandę.
    Teraz po latach można i trzeba analizować i dyskutować okoliczności podjęcia decyzji o wybuchu Powstania. Tu w USA, gdzie od lat mieszkam, nazywają to z języka sportowego “Monday morning quarterbacking” – czyli krytykowanie/ocena wydarzeń po ich podjęciu, z perspektywy czasu. Podobnie można teraz dyskutować, czy warto było walczyć z Krzyżakami pod Grunwaldem? Być może były inne opcje i bardzo chętnie przeczytałbym taką opinię. Nie zmienia to faktu, ze bitwa pod Grunwaldem jest wyryta w duszy (takze mojej ateistycznej) każdego Polaka i Powstanie Warszawskie musi mieć tam też swoje miejsce.
    Zyjąc z dala od Polski, nie znam zakresu i sposobu celebracji obchodów. Być może są wykorzystywane nadmiernie do celów politycznych. Ale widzę tutaj, jak łatwo można poprzez rewizję historii doprowadzić do utraty patriotyzmu wśród młodego pokolenia. Boleslaw Chrobry, nasz pierwszy król był także poniekąd łobuzem i gwałcicielem – to też jest prawda, ale do czego ona prowadzi ?

    Tak więc trzeba celebrować tę rocznicę i przypominac młodym co to jest Polska: “nasza krew i czyjeś łzy”.

  61. to jest niepojete, ze nawet po 63 latach nie mozna obiektywnie ocenic tej hekatomby sprowokowanej przez paru, nie zawsze trzezwych oszolomow. Efekt: ok. 200.000 ofiar, miasto w gruzach.
    Ofiarom nalezy sie CZESC.
    Sprawcy zasluguja na ujawnienie naleznej im oceny.

  62. Przeczytajcie koniecznie w całości treść linku zamieszczonego w tym blogu przez Judyma ( 10.28 ). Jest dość długi, ale bardzo interesujący. Pozdrowienia dla p. DP i wszystkich blogowiczów.

  63. Drogi Ras,

    Widze, ze sie Pan wreszcie obodzil! Lepiej pozno nioz wcale.

  64. ➡ dziadek, ras
    Epitety zamiast argumentów . Tak najłatwiej.

  65. Do ras, dziadka i innych.
    Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można przypuszczać, że gdyby powstanie nie wybuchło, to Warszawa uniknęłaby zniszczenia. Sowieci nie zaatakowali by czołowo miasta, bo dużo skuteczniejsze byłby atak oskrzydlający miasto i otoczenie go bez atakowania (gdyby Niemcy dali się zamknąć w kotle). Raczej by się wycofali jak to zrobili w przypadku Krakowa czy Śląska – właśnie pragnąc uniknąć otoczenia.
    Powoływanie się na fakt, że zarówno Hitler jak i Stalin i tak mordowali inteligencję nie ma sensu, bo gdyby Powstania nie było, to zginęłoby tylko kilkaset ludzi więcej (może tysiąc, może trochę więcej)- ale nie ponad 200 tysięcy.

  66. Rozumiem, że jedynie słusznymi powstaniami były wiosna ludów i rewolucja pazdziernikowa…Jesteście ofiarami propagandowych książek zgodnych z socjalistyczną historiozofią…i tyle. Przykro to pisac.

  67. Dyskusje o celowości Powstania Warszawskiego toczyły sie chyba już od jego klęski, i pewnie będą sie jeszcze długo toczyć. Coś nowego mogłoby wnieść udostępnienie rosyjskich archiwów.
    Mam wrażenie że jak w greckiej tragedii role zostały rozpisane przez fatum i każdy musiał ją odegrać do końca. Takie były okoliczności i położenie Polski, że cokolwiek by się nie zrobiło i tak nie było dobrego wyjścia. Choć może bez Powstania ocalałoby więcej ludzi; i to ludzi i wartościowych, i ideowych.
    Bohaterstwo było bezprzykładne, ale ofiara też.
    Dlatego, trochę zmieniając temat – apeluję szanujmy i czcijmy Okrągły Stół. Nie dajmy sobie wmówić ze to była zdrada. Obalenie komunizmu odbyło się pokojowo bez ofiar w ludziach, a przypomnijmy że wkoło były „bratnie” kraje socjalistyczne z ZSRR na czele i np Niemcy Honeckera chętnie by u nas zaprowadzili porządek. Aż sie palili. I wydawało sie że ten system jeszcze sporo potrwa albo sie zwali grzebiąc wiele ofiar pod sobą.
    Wielu niedoszłym bohaterom marzyłby się jakiś zryw zbrojny ale w mojej opinii lepszy gorszy pokój niż każda wojna, nawet malutka. Ale to było największe osiągnięcie w dotychczasowych dziejach powojennej Polski.
    Żal że kolejna rocznica jest wykorzystywana do poprawienia sobie samopoczucia i wizerunku przez Braci K&K.
    Pozdrawiam z pięknego Krakowa, który zachował swoją substancje miejską i genius loci.

  68. Najwięcej generałów jest po bitwie, szczególnie przegranej. Czy Powstanie miało sens? Trudne pytanie. W historii drugiej wojny światowej okazało się mało istotnym epizodem. Do tego stopnia, że wyświetlany dwa lata temu przez CNN film dokumentalny o nim, stacja ta zatytułowała „Powstanie warszawskie – nieznana światu historia”. Czy dzisiaj warto się zastanawiać o racjonalności decyzji o jego wybuchu? Chyba nie. Błędy w ocenie sytuacji strategicznej, słabo uzbrojeni powstańcy i ich straty to coś co my dzisiaj wiemy. Niespełna dwa miesiące wcześniej w czasie lądowania w Normandii uzbrojone po zęby siły koalicyjne,zachowując proporcje, ponosiły porównywalne straty. Krajobraz północno-zachodniej Francji w tamtych dniach przypominał ten warszawski. Różnica to traktowanie przez Niemców ludności cywilnej. To nie powstańcy zorganizowali jej rzeź. To była barbarzyńska represja bo Polacy odważyli się. Powstańcy do obozów trafili jako jeńcy wojenni, jako żołnierze regularnej armii. Czy sens miała obrona Westerplatte, obrona Warszawy w 39r., Narwik, Tobruk, Lenino. Czy sens miało Monte Cassino? Tę bitwę wygraliśmy choć francuzi podobno mówią, że to oni. Trochę Nas tam zginęło i zatkneliśmy flagę na opuszczonym klasztorze. Wiele rzeczy w tamtej wojnie mogliśmy sobie darować, pewnie czasami racjonalniejsze od walki byłoby wymachiwanie białą flagą. „Chłopaki darujcie sobie to powstanie, będzie rzeź” przeciw „ruskie czołgi na Pradze”. Która flaga w dłonie?

    Rzecz druga. Ginęła elita narodu, obrona zagrożonego ziemiaństwa, ginęły Herberty przeżywały Passenty (przepraszam za to uproszczenie), jakaś krzywa Gaussa (drugi wpis na forum) w teorii tragedii polskiej inteligencji itd. To przerażające, że można w ten sposób podchodzić do rzezi ludności cywilnej Warszawy. Ginęli normalni warszawiacy. Bogaci, biedni, mądrzy, głupi, niscy, wysocy, łysi, rudzi,itd. Np. na krzywą Gaussa nie można mieć wpływu. Jeżeli jakaś cecha ma rozkład krzywej Gaussa w całym narodzie, to jeżeli podzielić naród na dwie, nierówne nawet części, to w obu częściach dana cecha będzie miała rozkład krzywej Gaussa.

    Rzecz trzecia. Czy Powstanie miało wpływ na Październik56, Grudzień70, powstanie Solidarności, Okrągły Stół, itd. Wątpię. To są zupełnie inne bajki. Politycy prześcigali się ostatnio w opowiadaniu głodnych kawałków.

    Raz do roku o 17.00, 1 sierpnia gdy usłyszysz syreny, stań i pomyśl przez chwilę o Nich, zwykłych Polakach, jak moja ciotka, wtedy sanitariuszka, warszawianka z podkieleckiej wsi. Warto.

  69. Stell dir mal vor: es gibt Krieg. Und keiner geht hin!

    Nie pojmuję, jak w miarę inteligentny człowiek może się dać omamić takim Kaczyńskim, prawnikom otwarcie olewającym legalne wyroki sądowe?!
    Cóż warta jest pochwała waleczności z ust takich tchórzy?!

    O wojnie powinien decydować ten, kto stworzył pokój.
    O burzeniu powinien decydować ten, kto zbudował.

    Jeżeli dorosły człowiek potrzebuje przywódcy, to nie jest dorosły. Dorosłym ludziom potrzebny jest partner i czasem koordynator. Cała reszta jest obłudą tych, którzy nie dorośli.

    Nie warto umierać za żadną ideologię czy religię. Jeżeli ktoś twierdzi coś przeciwnego, powinien dać jako pierwszy przykład. Tym samym przestanie istnieć przyczyna i po sprawie.

    Pozdrawiam zza gór i rzek
    Qba

  70. Dziadku! Jeśli w szkole byłeś prymasem To kim ty jesteś po szkole? Aż się boję pomyśleć…X-)

  71. Okon – mitowi Powstania nic w Polosce nie zagraża. Powstańcy na trwałe weszli do legendy narodowej, Chodzi o coś innego; chodzi o to, że z jednej strony ich życiem, ofiarą i śmiercią grali polscy politycy wtedy (decydując się na Powstanie) i grają teraz, wykorzystując legendę powstaniową do aktualnych celów politycznych. Brakuje zaś w świadomości społecznej rzetelnej,krytycznej analizy tamtego wydarzenia. A mówić jest o czym i nie bardzo dobrze… Rzecz ta zupełnie nie dotyczy żołnierzy powstania , ani ludności cywilnej stolicy. Dotyczy polityków i dowódców. Oni podejmowali decyzje, za które zapłacili ci drudzy, zapłaciło miasto i tkanka społeczna narodu.

  72. spoko-spoko 20:51 wczoraj

    Obserwacja życia spolecznego, historii, osobiste doświadczenia ludzi, wsparte nauką (w tym socjologią, pedagogiką, medycyną, statystyką) wskazują na NIEZWYKLE WYSOKI współczynnik wprost proporcjonalnej zależności między przynależnością jednostki do „inteligencji” a jej osobniczą inteligencją. Oczywiście, współczynnik ten w naturze nigdy nie wynosi 1,0. Więc niezawsze „inteligenci” są inteligentni (i odwrotnie). Chodzi o generalną zasadę obecną w kazdej populacji (bez wzgledu na to, czy rozpoznaje ona u siebie obecność „inteligencji” czy nie, czy może używa określenia „elita” czy innego).
    Jakkolwiek i cokolwiek byśmy nie woleli, fakt pozostaje faktem: nasze społeczeństwo zostało wytrzebione z „inteligencji”, wiec pozbawione „elity”.

  73. Szanowny dziadku. Wiek dziadka zwykle kojarzy się z mądrością, doświadczeniem, tolerancja i ważeniem słowa. A ty z taka, iście katolicką zajadłością atakujesz bogu duch winnych dyskutantów. W ten sposób to chyba nie przepuścisz psu sąsiada. Chciałeś dopiec Panu Passentowi inwektywą w Twoim pojęciu nazywając go Towarzyszem. O ile wiem Pan Passent nidgy w partii nie był. Ja to co innego, ale dla mnie towarzysz znaczy coś bardzo pozytywnego. Słowo jak wiesz wywodzi się z formacji zbrojnych Rzaczpospolitej Szlacheckiej, później używane było przez socjalistów w walce o wolność klasy robotniczej i znaczyło coś więcej niż przyjaciel. Towarzysz to ktoś na kim można było bezgranicznie polegać. Przez pewien czas słowo to kojarzyło się źle, ale na szczęście w parti było dość rzadko używane. Za czasów „wolnej Polski” zaczęto w celach odwetowych używać terminu „towarzysz szmaciak”. Po czasie zniknął towarzysz a zaczęła sią Rzeczpospolita szmaciaków / Rokita, Kaczory, Filipek, Lepper, Gosiewski, Giertych, Rydzyk, Tusk, Ziobro, Waserman, Łyżwiński, to niektóre symbole/. Jeżeli chciałeś dowalić Passentowi to mogłeś użyć któregoś z popularnych słów używanych przez młodzież wychodzącą z rekolekcji lub z bieżmowania.

  74. krakowiaczek mały -04.08., godz. 00:10.
    Tak, chwała ówczesnym rządzącym i opozycji za Okrągły Stół. Jego rocznice powinno się obchodzić w całym kraju, tym bardziej że efekty przedsięwzięcia obejmują nie tylko Polskę, ale i znaczącą część Europy, nawet – całą Europę, nawet – nie tylko Europę. Historia Powstania uzmysławia to – dla mnie – dobitnie.

    Szanowni Państwo.
    Każda rocznica Powstania Warszawskiego przywołuje mi niektóre z lektur, a jedną szczególnie. Otóż czytałam w roku może 1987, może 1988, wydaną w podziemiu książkę autorstwa zięcia Melchiora Wańkowicza „Marsz na Ostrą Bramę” zawierającą sporo przedruków dokumentów, wśród nich i petycji Sikorskiego, na których Churchil pisał „bzdura”, a której ponownie, choć chciałabym, przeczytać nie mogę, bo na rynku księgarskim jej nie ma. Żadne wydawnictwo się nie zdecydowało, czy ja szukam nieudolnie?

    Książka napisana została ku pamięci bohatersko walczącego w AK na Kresach i zaginionego brata autora. Moim zdaniem – pouczająca, choć dowodząca czegoś innego niż autor zamierzył… Może ktoś z Państwa ją ma, albo wie gdzie jej można szukać? Wtedy(1987-1988) zrobiła na mnie ogromne wrażenie, wręcz z nóg zbiła, więc ciekawe jak odebrałabym ją teraz, o dwadzieścia lat doświadczeń mając więcej. Tak, rocznice Powstania Warszawskiego tę książkę mi przywołują najbardziej.

  75. Pani Teodoro,
    oto jakich słów użyłem w moim „żywym i napastliwym“ tekście (Panie Waldemarze, po owocach duchowych ich poznacie, a nie po wielkiej płycie, a chyba duchowych owoców nie odmówi Pan Powstańcom?):
    1. Pani
    2. Pan
    3. Państwo
    4. Komunista
    5. Towarzysz
    6. Spadkobiercy PRLu
    7. Brak wiedzy historycznej
    8. Brak moralnego prawa
    9. Cynik
    10. Kłamca
    11. Oszczerca
    Rozumiem, że trzy ostatnie możnaby za epitety uznać, ale one nie były gołosłowne, lecz dotyczyły oceny konkretnych wypowiedzi, więc są smutną prawdą. Zwłaszcza wypowiedzi Gospodarza tego bloga są niezwykle pokrętne. Szkoda, że Państwo tego nie widzą.
    Pani „ANCO”, zasmuca mnie Pani zdaniem: „Na odbudowę warszawskiej Starówki i Zamku Królewskiego potrącano mi z wypłaty przez kilka lat jakieś pieniądze.” Ale jeśli chodzi o meritum, to komuniści z tego co pamiętam za udawanie, że się pracuje udawali, że płacą.
    „Warszawa została z gruzów podniesiona.” Ale po tym podniesieniu nie nazywa się już „Paryżem Północy”, niepraważ Pani „elko”?
    Ja odnoszę sie do Państwa wypowiedzi indywidualnie. Odpowiedzialność zbiorowa to zasada komunistycznej ideologii, więc proszę również wypowiedzi alternatywnych do poglądów Towarzysza Passenta nie wrzucać do jednego wora.
    Panie Wojtku, naturalnie, że każdy myślący musi sobie na tak ważne i trudny tematy własne zdanie wyrobić, a co za tym idzie jakąś ocenę decyzji rozpoczęcia Powstania. Ale ja byłbym bardzo ostrożny z takim potępianiem i uważaniem, że ma się patent na nieomylność, zwłaszcza gdy nie jest się historykiem. Powtarzam: więcej pokory i wstrzemięźliwości. Odsyłam do tekstu Pana „Boboli” z 18:25, ale wydaje mi się, że to na nic.
    Mimo wszystko dziękuję Państwu, wszystkim bez wyjątku, za szczere, jak mniemam, wypowiedzi, które dają mi dużo do myślenia o poglądach czytelników „Polityki” i jak się okazało „Tygodnika Powszechnego”.
    Dziadek

  76. JEGO SWIĄTOBLIWOŚĆ [prywatnie – Dziadek]…
    Skoro ju z w szkole była Wasza Świątobliwość – Prymasem, to teraz NA PEWNO jesteś OJCEM SWIĘTYM..Ave!!!

  77. Do RAS ;
    to dzięki” berlingowcom „dzisiaj mogę mieszkać w moim mieście Szczecinie, a nie gdzieś w Prywiślanskim kraju jeszcze bardziej okrojonym terytorialnie ,ale za to z Legendą Powstania 44?!
    Rano byłem na Wałach Chrobrego ( d. Hakena ,burmistrza z I połowy XX wieku )zaproszono 102 żaglowce na regaty The Tall Ships .Ten rejon miasta znakomicie się prezentuje zawsze a dzisiaj odresturowane w perspektywy Trasy Zamkowej (wjazd do Centrum na Odrą ) budowle , przy słonecznej pogodzie z muzyką szantową – JEST NADZWYCZAJNIE.!!! .Pierwsze pokolenia Szczecinian musiałyby mniej odbudowywać ,gdyby nie rozbieranie dla uzyskania CEGIEŁ z wielu domow i budowli np. Opery w Centrum miasta ( dzisiaj plac Solidarności ) nieznacznie uszkodzonych .Każda cegła w celu odbudowy WARSZAWY burzy Twoją Legendę .
    Zamiast uroczyście czcić 15 sierpnia -rocznice z 1920 roku ,to bez sensu upieracie sie za 1-ym sierpniem . Prywatnie radujcie się ,nic mi do tego. Jeśli tak to wążne to zróbcie uroczystosci 3 padziernika i pokazujcie Swoje owoce . Najlepiej filmy o byłej Warszawie z IV kwartału 1944 roku..
    Bardzo przytomnie określa to Aliendoc (wpis 3.08 po godzinie 22.00 ) Jak sie coś rozwaliło to trzeba samemu odbudować a Wy ” Rachowaliście ” na wieloletnią darmą pomoc tych co nie rozwalali . Dlatego to nie może być LEGENA chyba że ma mieć takie skazy jakie ma .

  78. Towarzyszu „jasny gwint”,
    wikipedia informuje: „Wraz z rewolucją październikową (1917) słowo towarzysz (ros. товарищ) zostało przyjęte powszechnie jako określenie komunisty, zamiast powszechnie stosowanego pan, pani.” To wszystko. Towarzysz to nie członek PZPRu, to raczej komunista, a czy to piecze? Prawda czasem piecze.
    Dziadek nie kojarzy mi sie z mądrością i tolerancją, a raczej z wnuczkami i rodziną.
    „Katolicka zajadłość“ niezły komplement 🙂
    Dziekuje, Dziadek.

  79. Mimo budowania prawie jedno pokolenie III RP nie potrafimy wyciągać racjonalnych wniosków z błędów przeszłości i zamiast łączyć społeczeństwo to władcy (harcownicy) iluzorycznej IV RP czynią Polskę miejscem dziwnych igrzysk.
    Kierownictwo Rządu emigracyjnego, Delegatura i KG AK mając bardzo dobry wywiad zdawało sobie sprawę z zewnętrznych uwarunkowań i ewentualnego podziału Europy na strefy wpływów, a ponadto było wewnętrznie skłócone!. Realizacja akcji „Burza” i wybuch „Powstania Warszawskiego” przyczyniły się do wielu tragedii życiowych żołnierzy AK (kwiat młodzieży) i ludności cywilnej. Deportacje w głąb Rosji, więzienia, śmierć około 100 tys. partyzantów (żołnierzy) AK do końca 1944 r. było wynikiem nieuzasadnionych decyzji części Kierownictwa oraz braku elastycznego działania wobec Rosji. Armia Radziecka i NKWD było bezwzględne w swoich działaniach szczególnie wobec AKowców, a znam ciężki powojenny los wielu z nich i oddaję im wielki szacunek i hołd, ale potępiam rozgrywki „prozachodniego” kierownictwa.
    Temat szeroki i powołanie PKWN, a wewnętrzne podziały i bratobójcze walki to następny rozdział itd. … .
    Wodzowie IV RP analogicznie uprawiają politykę zagraniczną nie biorąc pod uwagę rzeczywistych uwarunkowań i w efekcie mamy najgorsze od kilkunastu lat stosunki polityczne z Rosją i Niemcami, a skutki „tarczowych” pomysłów nie są jeszcze przewidywalne.
    Skłócenie wśród koalicji to normalka i obecnie osiągnęło apogeum paranoi, podobnie jak SLD wyrugowało z koalicji PSL, a za premiera J. Buzka oj działo się w koalicji.
    W dzieleniu społeczeństwa jesteśmy mistrzami, a w budowaniu jedności partaczami.

  80. Dziadku drogi dziadku…za udawaną pracę udawali, że płacą…
    Bardzo śmieszne ;(
    To może ten Zamek i Starówka też na niby stoją? 😛

  81. Panie Danielu,
    dawno temu, w kraju za oceanem rozmawiałem z mlodym studentem, świeżo po maturze. W jego okolicy, z powodu nieścisłości prawnych dochodziło do nadużyć (sprawa dość drobna, myśliwi ocierali się o kłusownictwo, ponieważ limity nie były doprecyzowane). Ten młody Michael napisał do w tej sprawie do SENATORA wybranego w wyborach lokalnych (oni mówia: MOJEGO SENATORA). Po kilku miesiącach otrzymał list z podziękowaniem i informacją, że sprawa załatwiona. Chlopak był wyraźnie dumny, – widzisz RafalA, ja mam wpływ na prawo w moim kraju. Nigdy sie z czymś takim nie spotkałem w Polsce. W USA tak się uczy młodzież wychowania obywatelskiego.

    Ja też chce mieć wpływ, dlatego wysyłam ten list do dziennikarzy.

    Przyszła mi do głowy myśl. Może WSZYSCY dziennikarza w Polsce połączyli by siły i przez najbliższe lata przypilnowali sprawy Euro 2012? Czyli PRAWDZIWE POROZUMIENIE PONAD PODZIAŁAMI. To by mogła być ta sprawa która Was wszystkich łaczy, także nas blogowiczów i internautów (w innych możemy się dalej naparzać!:-). KAŻDA gazeta na pierwszej stronie drukowała by licznik czasu do otwarcia mistrzostw i postępu robót, lub coś w tym rodzaju. Każdy polityk partii rzadzącej I OPOZYCJI byłby regularnie i BEZLITOŚNIE odpytywany na ten temat. Przy każdej możliwej okazji, nawet omównienia repertuaru filharmonii lub hodowli rybek akwaryjnych:-)

    To by mogła być wielka rzecz dla Polaków – masowa mobilizacja dla pozytywnego celu. Którego realizacja przyniesie nam dumę i satysfakcję. I szacunek innych.

    Z pozdrowieniami,
    RafalA

  82. Szanowny dziadku,
    przeczytałem tekst Boboli – jest to pewien punkt widzenia z którym można się zgodzić lub nie. Załóżmy, że mamy szczytny cel! Czy mieliśmy środki by go zrealizować? Tu odpowiedź jest jednoznaczna NIE! Jeśli ja bez treningu porwę się na rekord Bubki, to zostanę uznany za nieszkodliwego idiotę, ale pozostanę idiotą. Jeśli wyślę kogoś pod wodę np.30 metrów i zaopatrzę go w tlen na 10 minut, to będę mordercą, bo on ma niewielkie szanse by to przeżyć. My Polacy kochamy mitologie, David pokonujący Goliata to nasz wzór duchowy. Jak na tym wychodzimy pokazuje nasza historia. Ponoć powinniśmy z niej wyciągać wnioski, tylko dlaczego tego nie robimy?!.
    My wciąż „bohatersko” umieramy za coś, wychodząc na tym jak Zabłocki na mydle. Polska rozrosła się w potęgę jak na polskim tronie zasiedli obcy Litwini. Potem jak już się sami rządziliśmy, to ta potęga zniknęła na 123 lata z map świata. Ktoś pisał tu o genetyce, jak też mam pewne przemyślenia na ten temat – nam Polakom brak genu pragmatyzmu, mamy za to podwójny bohaterski. Tylko nie należy zapominać, że granica między głupotą, a bohaterstwem jest bardzo mała i porywanie się z motyką na słonce jest żenujące i śmieszne do momentu kiedy nie ma ofiar w ludziach, kiedy giną ludzie to jest to tragedia! Do dzisiaj opowiadamy z pogardą o rosyjskich żołnierzach, którzy byli wyganiani z okopów przez służby NKWD by gołymi rękami zdobyć niemiecki karabin maszynowy. Jaka jest różnica między tymi ludzmi, a dowództwem AK i rządem londyńskim, które dzieci wysyłało na czołg z butelką benzyny? Dla mnie nie ma żadnej!
    To byli mordercy! Jedni i drudzy!

  83. Panie „von Stirlitz”, rece opadaja. Jest taki zart, ze Stirlitza Niemcy wsadzili do aresztu i przesluchiwali go intensywnie, ale Stirlitz wciaz twardo mowil, ze nic nie pamieta. Z celi dochodzily jednak jakies podejrzane odglosy. Klawisz zajrzal przez „judasza” do srodka, a Sztirlitz wali glowa o sciane i jeczy: „Sztirlitz, przypomnij sobie!”.
    Tlumacze, bo nie licze, ze mozna sobie przypomniec cos czego sie nie zrozumialo, albo nigdy nie wiedzialo. Napisalem w moim pierwszym poscie, jako „wyksztalciuch”, zeby nie forowac wyrokow z taka latwoscia. Wyroki sie jednak feruje, za co skrytykowal mnie Pan TesTeq. Chcac sie bronic, ze to byla literowka, a nie wina mojego niedouczenia napisalem, ze w szkole bylem prymasem. Co bystrzejsi zorientowali sie, ze chodzilo o prymusa. Ale nie Pan „von Stirlitz”.
    Pani „ANCO”, a stoi Starowka, i Zamek stoi, i PKiN imienia Stalina tez stoi. Ale niestety jako „zajadly katolik” musze Pani powiedziec, ze nie liczy sie co stoi, ale w imie kogo stoi (parafraza cytatu z zajadlej katolickiej interpretacji biblii).
    Musze konczyc, bo mi sie zajady porobily.
    Rozsiewam dla Pani NRDowski piasek (Panie „von Stirlitz” blagam, niech Pan nie pisze, ze jestm drugim Honeckerem!) i zycze milych snow o potedze.
    Dziadek

  84. Disapora jest czujna! (Albo – nie)

    Gospodarzu,

    Katyn urzadzony przez Panskich Towarzyszy, to nie to samo co Powstanie.
    Ukrywanie przez lata prawdy o Katyniu, to nie to samo, co zmniejszanie znaczenia Powstania – kiedys i dzisiaj.

    Wydaje mi sie, ze rozumie Panskie obie motywacje. Czy mozna sie Panu dziwic?

    Jezyk zwierciadlem duszy – prawda?

    F.S. von/od Diasporski

  85. Panie Redaktorze,
    W pełni podzielam Pana ocenę Powstania Warszawskiego. To według mnie zdumiewające jak my polacy czcimy wydarzenia, które „de facto” zakończyły się klęską a nie pamiętamy o działaniach, które zakończyły się naszym sukcesem vide Powstanie Wielkopolskie czy Powstanie Śląskie. Dziwni jesteśmy nieprawdaż?

  86. Dziadek przed chwilą napisał:
    Dziadek nie kojarzy mi sie z mądrością i tolerancją, a raczej z wnuczkami i rodziną.
    ;
    Dziadku! czy ty dla swoich wnuczków nie jesteś mądry i tolerancyjny?
    Co z ciebie za dziadek…:lol:

  87. aliendoc 22:01
    Bardzo mi się podobał Twój komentarz.
    Pozdrawiam.

  88. Stychowski 14.57
    Twój skrajny antykomunizm w niczym nie usprawiedliwia faktu że wszystkie twoje wypowiedzi to pozbawiony jakiejkolwiek logiki BEŁKOT.Można być antykomunistą, ale nie bezmózgowcem.

  89. Kto to jest „dziadek” ?

    aliendoc: chapeau 🙂

    Jacobsky

  90. Panie Dziadek,
    moi rodzice byli wywiezieni do rzeszy do pracy. Po wojnie wraz z grupa mlodzireza ZMP czy jakos tam, odgruzowali stolice, budowali Nowy Swiat i WIESZ CO???? cieszyli sie zyciem! Ty nawet teraz tego nie umiesz!

  91. Ha, Dziadku,
    Jeszcze z tej radosci splodzili trojke dzieci, a My jestesmy z nich dumni! Robili co mogli.

  92. Przeczytałem wszystkie „posty” i dla mnie najciekawszy był tekst boboli.
    Kwestionuje w tej wypowiedzi tylko jedno zdanie „Wielki Stalin byl lepszym gracze politycznym od politykow polskich”. Nie mozna porównywać spraw nieporównywalnych.
    Sceptyk (z Katowic), twierdzi, że gdyby powstanie nie wybuchło to straty polskie byłyby minimalne i powołuje sie na manewr oskrzydlający /bowiem taki zastosowali Rosjanie zdobywając Warszawę prawie pół roku później/
    Pytam się dlaczego nie zrobiono tego przy zdobywaniu Wrocławia i wielu innych miast? Odpowiedź , bo nie zawsze można to wykonać. Można się spytac po co Niemcy zdobywali Stalingrad, powinni przecięż zrobic manewr oskrzydlający. Łatwo jest teoretyzować, teraz gdy znamy wiele faktów, wojskowi wiedzą, że czas na wojnie to bardzo ważna sprawa, to co bez problemu wykonuje się pół roku później może okazać się nie do wykonania pół roku wcześniej. Niemcy zdawali sobie sprawę, że jak nie obroni się na lini Wisły to następna naturalna linia obrony to już Odra, a z tamtąd do Berlina bardzo blisko. Gdy wybuchło Powstanie Amerykanie i Anglicy byli jeszcze daleko od granic Niemiec inaczej więc dowództwo Niemiecki używało by swych sił (nie mówiąc o tym ze Niemcy słabły szybko z miesiąca na miesiąc)
    Tak, że panie Sceptyk (z Katowic), to co panu wydaje się oczywiste mogło by okazać się nieprawdziwe.
    Można teoretycznie podawać jeszcze lepszy wariant dla uniknięcia strat , po prostu wszyscy mieszkańcy powinni opuścic stolicę – teoretycznie ok , tylko, że tego nie dało by się zrobic w praktyce.
    Fachowcy od wojskowości mają problemy z ustaleniem czy dowódzcy powstania biorąc pod uwagę znane im fakty popełnili błąd wydając rozkaz walki czy też nie popełnili, a oni na prawdę dużo więcej na ten temat wiedzą

  93. Polacy, spadkobiercy legendy i tragedi Postania.
    Powstanie Warszawskie bylo wydarzeniem epokowym na miare antycznych tragedi i jednym z ostatnich etapow „holocaustu” narodu polskiego. Piszac o nim w kategoriach politycznych swarow, kompetencyjnych przepychanek czy malostkowych ambicyjek, nie tylko trwializujemy jego znacznie i wymiar ale gubimy jego uniwersalne przeslanie. A tym przeslaniem bylo, jest i bedzie, ze w walce z tyrania, sprawiedliwosc lezy po stronie ofiar.
    W zadnej z wypowiedzi, w tym w komentarzu Gospodarza nie znalazlem najwazniejszego – moralnego wymiaru. Wyraznego podzialu na katow i ofiary. Podzialu na Dobro i Zlo.
    Tragedia Powstania Warszawskiego nie byla bowiem wynikiem blednych analiz politycznych, mylnego osadu, bledow w sztuce wojennej czy braku przygotowania. Byla ona wynikiem zorganizowanego i przeprowadzonego z zimna premedytacja aktu ludobojstwa z rak bestialskiego okupanta i jego kolaborantow. Ofiara tego barbarzynstwa padla glownie cywilna i bezbronna ludnosc Warszawy. Ofiara padla zniewolona Polska i jej stolica. Ofiara padla europejska cywilizacja.
    Nie sposob ograniczyc wymiar tej niewypowiedzianej tragedi do samych Polakow. Trzeba ja rozwazyc w kategoriach uniwersalnych, w kategoriach czlowieczenstwa i humanizmu. W kategoriach Dobra i Zla. W kategoriach uniwersalnego prawa do zycia i wolnosci.
    Prawo do wolnosci miesci sie w kanonach prawa naturalnego. Polacy, mieszkancy Warszawy mieli pelne prawo uzyc wszelkich mozliwych srodkow do jej odzyskania. Z przemoca wlacznie. W sytuacji egzystencjalnego zagrozenia, okupowanych nie obowiazuja zadne konwencje ani traktaty. Prawo do wolnosci, do walki z tyrania jest prawem nadrzednym.
    Cala odpowiedzialnosc za tragedie powstania obarcza „katow” czyli okupantow.
    I to jest jedyna ocena histori zgodna z moralnym i humanistycznym aspektem tej tragedi. Jedyna ocena ktora calkowicie rozgrzesza wszystkich bez wyjatku uczestnikow tego heroicznego zrywu i ktora kladzie cien wiecznej hanby na katow.
    Powstancom Warszawy – wieczna chwala i pamiec!

  94. Drogi Panie Redaktorze;

    Panski argument ze Powstanie Warszawskie bylo powaznym bledem mnie nie przekonuje. Logiczna konkluzja tego typu myslenia moze byc argument ze 1-go wrzesnia 1939 nalezalo poddac sie Hitlerowi bez jednego wystrzalu.

  95. Borat 23.27
    To co wyprodukowałeś w swoim poscie to sie nazywa absolutne zakłamywanie niepodważalnych faktów, przy pomocy jakiegoś absurdalnego fatalizmu i frazesów o „naturalnym prawie do wolności w sytuacji egzystencjalnego zagrożenia”. Wymienię tylko pięć nazwisk ludzi kompetentnych, którzy wielokrotnie dowiedli że Powstanie było zbrodnią dowódców AK: Ciechanowski, Anders, Karski, Nowak-Jeziorański i Stawiński. Ja też kiedyś byłem głupi, śpiewałem „Pałacyk Michla” i plułem na komunistów którzy mówili że dowództwo AK zdradziło żołnierzy i cywilów. Ale z każdym rokiem zbrodnia Okulickiego, Pełczyńskiego i Chruściela jest coraz bardziej widoczna. Na szczęście są dokładne zapisy dyskusji dowództwa w przeddzień Powstania. O Borze Komorowskim nie piszę, bo był tragiczną marionetką w ich rekach. Jakiś facet napisał że powstańcy byli świetnie przygotowani i mieli wspaniałą łacznośc. Rzeczywiście !!! Mokotów ze Środmieściem łaczył się przez radio via Londyn. Któryś z dowódców AK stwierdził że „broń zdobędziemy na wrogu”. Jakoś we wrześniu 1939 naszym ułanom nie udało się zdobyć niemieckich czołgów ??

  96. @ jasny gwint.
    Towarzyszu jasny gwincie czy tow. nie pracowal w PRL jako cenzor? Czy tow. nie przyczynil sie do tego, zeby B. Taborski poeta i intelektualista emigracyjny mogl drukowac w pana prasie rezimowej. Jesli tak, to rozumie zacieklosc z jaka pan prowadzil dyskusje od dluzszego czasu w temacie_ksiazek i dostepu do dobr kultury w PRL. Czy to pan wyznaczal jakie ksiazki mogli czytac obywatele PRL i do jakich dobr kultury mogli miec dostep? Czytam pana wpisy od dluzszego czasu. O godz. 12:24 3.8.07 dokonal pan pierwszego wpisu w ktorym nie obraza pan innych_ inaczej myslacych. Ale juz o godz. 10:46 4.8.07 znalazl pan nowa ofiare _ dziadka; wytykajac mu atakowanie innych blogowiczow i pana Passenta. Tez myslalem, ze pan Passent byl czlonkiem PZPR, ale czy to jest obrazliwe?
    Wracajac do towarzyszy, to dziekuje Bogu, ze ten nieludzki system, upadlajacy ludzi stworzony przez towarzyszy szlag trafil raz na zawsze _ drogi towarzyszu.

  97. Merci beucoup, Monsieur Jacobsky. Ma petite chanson est triste peut etre, mais du coeur. (J’apprendre le francais depuis dix mois; j’entraine continuellement pour cette raison. J’ai fait le pari que j’apprendrais; il se peut que je gagne – j’espere.) Alicja, dziękuję bardzo. To taka mała piosenka o świecie w którym błędy uczą. Kogokolwiek czegokolwiek. To kwestia poczucia winy. Własnej. Może jutro wkleję taki niebrzydki tekst o winie. Tymczasem i jak zwykle okazuje się że winni są inni, winni jesteście wy, winni są oni, winny jest ktokolwiek tylko nie ja, tylko nie my. Podczas gdy winni jesteśmy wszyscy. System społeczny który każdego obdarza – każdemu nadaje (zależy z której strony zacznie się ewolucja systemu) podmiotowość, równocześnie nadaje – obdarza, odpowiedzialnością. Okazuje się żę niesłychanie trudno dostrzec podmiot w drugim człowieku, w innym. Być może dlatego niektórzy argumenty swoje opierali o słuszność stosów trupów – ludzi przecież, żyjących jeszcze przed chwilą, niektórzy o słuszność potrzebnej melioracji – boż jak żyć bez historii, niektórzy wreszcie o potrzebę ofiary dla utwierdzenia trwania w idei. Otóż żadnego z niektórych w stosach trupów nie było, z oczywistych względów, żadnego też nie widziano na ofiarnym ołtarzu, ze względów podobnych. Owi szukający polepszenia wywodzą się z gminu – bowiem ich dotknęło nieszczęście, ich dotknęła zbrodnia, oni stracili osoby bliższe, dalsze, oni szukają możliwości polepszenia tyleż ze względów ogólnych co szczególnych – ich to dotyczy. Ich dotyczy możliwość zostania składnikiem stosów trupów, ich dotyczy możliwość przytwierdzenia do ołtarza ofiarnego. Odmiennie niż w wielu opracowaniach, nie myślę że beztroska, brak wiedzy, chęć zaistnienia, potrzeba walki – cokolwiek z tego miało znaczenie dla podjęcia decyzji o Powstaniu. Myślę że brak wyobraźni spowodował tą decyzję. Brak wyobraźni o umieraniu. O okrucieństwie umierania, o jego nieodwracalności. Jam człek gminny – chcę żyć, żyć za wszelką cenę. Chcę się budzić, myć zęby, robić pożyteczne rzeczy, bawić się. Nie chcę umierać. Być może, szczególne warunki, kiedy moja śmierć może wielu ocalić spowodują że podejmę wyzwanie. Ale cokolwiek dalej napiszę i cokolwiek dalej pomyślę nawet nie dotknie tego co stało się na Woli. Ci ludzie tam nawet nie wiedzieli o rozkazach, układach, porozumieniach, oraz że póki co obowiązuje dyrektywa Hitlera. Dlatego oceniam że decyzja o Powstaniu była zła. I nie jest ważne ilu i gdzie pozatem zabito. Ci ludzie mogli żyć, niekiedy długo i szczęśliwie. I nie są ważne inne zbrodnie – bo nie inne zbrodnie rozważamy. One zostały dokonane, z pewnością. Kiedy będziemy rozmawiać o innych zbrodniach to inne zbrodnie rozważymy. A teraz rozważamy tą zbrodnię. Zbrodnię decyzji

  98. @ dziadek
    Jest niebezpiecznie na tym blogu miec odmienne zdanie.
    Musi sie pan przygotowac na to, ze bedzie pan atakowany i obrazany.
    W przypadku Powstania Warszawskiego mam podobne zdanie jak gospodarz tego blogu, co nie przeszkadzalo mi uwaznie przeczytac panskie wpisy i sie nad nimi nie zastanowic. Pozdrawiam JanP.

  99. JARUTA, masz racje, ale dlaczego Passent, a Szostkiewicz podobnie, nie potrafia, nie chca, lub nie moga, wlasnie w Rocznice Powstania, wybic wielkosc powstancow, a nie kalkulowac ?
    Byly bledy, ale – popelnili je tamci ludzie, w tamtym czasie, w tamtych uwarunkowaniach. Piszcie o tym przy innej okazjii. Czy uczciwy czlowiek moze powiedziec, ze „byla to zbrodnia popelniona przez durniow” ? Gruba krecha odcina sie od miana Polaka, kto gen. Grota – Roweckiego nazywa „durniem”. Albo jawna wrogosc, albo mentalnosc kucharki. Nigdy nie osmielilbym sie nazywac durniem generala, ktory popelnil bledy, ale w sluzbie wlasnego narodu. A szacunku dla wlasnego narodu trzeba uczyc pokazujac wartosci Powstania. I pozytywne uzasadnienie, w sercach i umyslach zolnierzy tamtego czasu.

  100. Szanowny Gospodarzu,
    Dieki za ponowne wsadzenie kija w mrowicho. Tak to prawda, tym bardziej smutana ze historia zwlaszca ta tragiczna lubi sie powtarzac. W obecnej IV RP mamy pelno Rowackich, Jankowskich( z o. Jankowskim-zboczencem na czele), Mikolajczykow, Sosnkowskich, Komorowskich, Rydzykow, Stanczykow i Boratow( w formie obecnej opozycji !!!).
    Moj Tata byl zolnierzem AK i uczestnikiem Powstania Warszawskiego. Dlugo po wojnie studiowal PW, czytajac wszystkie dostepne materialy. Zastanawial sie nad ideologia tego bardzo patriotycznego i jeszcze bardzej tragicznego zrywu rodakow. W rozlicznych rozmowach ze mna moj s.p. Tata zawsze zadawal sobie to same pytanie ktore napewno zadawalo sobie wiekszosc trzezwo myslacych rodakow….”jaka bedze w przyszlosci ta polska prawica ( oby naprawde madra i inteligetna, oczytana i wyksztalcona?!)… Moj Tata nigdy nie doczekal odpowiedzi na to tak bardzo wazne pytanie z ktorym wiazano tak wiele nadzeji przez ponad pol wieku. Moj Tata nie dozyl tragicznego rozczarowania po raz drugi swoim bardzo bogatym zyciu. IV RP to banda Stanczykow i Boratow, ktora przynosi naszemu narodowi ogromne rozczarowanie i nastepna hanbe.

    Cheers ZAWAMI

  101. Po lekturze wspanialego komentarza alexandersona o Polakach i Czechach zaczęłam się zastanawiać, kiedy tak mocno zaczęliśmy się różnić. Bo w średniowieczu jeszcze nie różniliśm się zdrowym rozsądkiem – np. żaden polski król nie dał się namówić na wyprawę krzyżową (któryś, jak pamiętam, motywował to potencjalnymi problemami z zaopatrzenieniem w piwo).
    Zajrzalam do historii Czech. I tu niespodzianka – w czasach Jagiellonów to Czesi robili powstania. Husyckie.
    Tyle że oni z czasem zupełnie przestali interesować się religią, a my popadliśmy w ultrakatolicyzm. Może dlatego zgłupieliśmy?

  102. Jedno wiem na pewno. Ludność Warszawy w czasie Powstania była Wielka. Zawiedli ci, którym oddano władzę nad losem Warszawiaków. W przededniu Powstania moja rodzina ze strony dziadka liczyła 16 osób. Po Powstaniu pozostały tylko cztery – dwie matki i dwoje dzieci. Z tych 12, część rozstrzelano na Woli, reszta zginęła w gdzieś w mieście.
    Pytają teraz dziennikarze młodych ludzi: Czy poszliby do Powstania? Pewnie by poszli, bo zawsze trzeba walczyć ze złem. Mam tylko nadzieję, że będziemy na tyle mądzry żeby nie dopuścić do sytuacji, kiedy taka walka byłaby konieczna. A jeśli już, to że będą nami dowodzić Ci, dla których w słowach Wolność i Ojczyzna najważniejszym będzie Polak.

  103. Do maciek.g ;
    Twoja niewiedza o wojskowych operacjach Aliancko -Niemieckich jest porażajaca . Zobacz ,kiedy został poddany Berlin a kiedy Wrocław . Odra została pokonana niemal z marszu ,po bardzo krótkim przygotowaniu . Piszesz , Alinianci byli daleko od granic Niemiec, co to znaczy daleko ,byli wtedy w niezburzonym Paryżu -to daleko ?/
    Dowódcy AK w Warszawie popełnili nie błąd tylko zbrodnie cywilizacyjną na Mieście i jego mieszkańcach .Szczerze to
    Warszawa była i jest mi obojętna , i do dziś nie stanowi dobrego napędu dla państwa , jakieś fatum czy co ?
    Do Borata ;
    Pozostań przy humanistycznych aspektach, heroiżmie ,nie było błędów ?! .Idziesz tak daleko ,iż nawet twierdzisz ,że padła europejska cywilizacja – Jak to pięknie brzmi .
    ps.Czy wiesz ile pociągów cegieł pochodzących z rozbiórki innych domów w Polsce ,trzeba bylo zawieść, by wynik ostatateczny – tego Cudu Powstańczego nieco inaczej zamazać ?

  104. Borat, Bujasz bracie w obłokach. Radzę przeczytaj uważnie wpis Aliendoc 22.01. I przemyśl spokojnie.

  105. Ja trochę nie na temat.
    Szanowny Panie Redaktorze!
    Obejrzałem sobie w telewizorni Pana pobyt u Wojewódzkiego, ja wiem, że to powtórka, ale bardzo mi się podobało. Gratuluję.
    I druga sprawa. Byłem przed chwilą w Auchan w Piasecznie koło Warszawy i w stosie książek przecenionych znalazłem grube tomisko księdza Isakiewicza o kościelnych agentach. Kniga ta była w stosie rzeczy kompletnie bezwartościowych i była przeceniona z 32 zł na 10. Jakie to charakterystyczne.

  106. Mam wrażenie, ze każda dyskusja w kraju, łacznie z niniejszą musi nieuchronnie po pierwsze przerodzić się w kłótnię i po drugie utonąć w szczegółach. Trzymajmy sie tematu.
    Wracając do meritum – czy rezydenci rządu i dowództwo AK podjęli w 1944 roku słuszną decyzję o rozpoczęciu powstania.
    Wiele razy podejmowałem eksperyment myślowy wcielając sie w ich role i przenosząc w tamte okoliczności i zawsze się to kończyło fiaskiem.
    Wyrażę moje rozterki w ten sposób – gdybym wiedział wtedy, to co dzisiaj wszyscy wiemy, to bym zdecydowanie nie podjął takiej decyzji. Z drugiej strony, gdybym był na miejscu decydentów wtedy, to nie wiem, jak bym sie zachował. Tym bardziej, ze kraj był w sytuacji niewyobrażalnie trudnej, dwa reżimy, jeden gorszy od drugiego, co by sie nie zrobiło, było by źle. Jeden konał, ale jeszcze zębiska miał, drugi święcił triumfy na podeptaniu większości tradycyjnych wartości i perfekcyjnie wykorzystywał terror dla poszerzenia obszaru panowania. Sprzeciwić się pierwszemu, to ryzyko odwetu, co też się stało, bo szaleniec Hitler wyładował swoje frustracje na ludności cywilnej Warszawy – około 200 000ofiar i zniszczenie miasta. Nie pogodzić się z tym drugim okupantem, to oznaczało być natychmiast zjedzonym, ułozyć się z nim i przyklasnąć, to mała róznica – czekało nas schrupanie na deser, co tez sie stalo. Jedyną przeszodą w pełnej realizacji tych paskudnych przyzwyczajeń komunistów internacjonalistów było to, że stanowiliśmy zbyt duży kęs i to wykorzystaliśmy kilkadziesiąt lat później.
    Podsumowując cieszy mnie pragmatyczne podejście do problemu powstania, to rokuje dobrze na przyszłośc. Byle bez przegięć.
    Pzdr, TJ

  107. Maćku,

    na temat, oględnie mówiąc braku odniesień porównań powstańczej Warszawy i walk o Wrocław odpowiedział Ci Waldemar.
    Dodam do tego: porównaj łaskawie daty; kiedy skapitulował Wrocław
    ( pierwsze dni maja 1945 ) i gdzie wtedy byli Rosjanie.

    Janie P,
    mimo zapewnień, z tolerancją u Ciebie krucho. Bardzo krucho.
    Te uwagi ad personam (towarzyszu, cenzorze) są żałosne i o braku tolerancji świadczą najdobitniej.
    PS. Określanie osób per towarzyszu, ma konotacje znacznie dawniejsze niż bolszewickie. Przynajmniej w języku polskim. Ja przynajmniej z tym określeniem spotkałem się pierwszy raz w książkach historycznych.
    Tak się zwracali do siebie , wg. choćby Sienkiewicza, członkowie oddziałów husarii. Mawiali do siebie: towarzyszu pancerny, np.

  108. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    aliendoc – 5.08., godz. 00:28

    Byc moze dlatego niektorzy argumenty swoje oparli o slusznosc stosow tropow – ….

    Poruszenie sprawy dotyczacej Katynia w tekscie dotyczacym Powstania Warszawskego – delikatnie mowiac – jest przekroczeniem „umownej” bariery dzwieku.

    W tym przypadku nie mozna juz nic zrobic.
    Tego „szczoteczka do zebow” nie da sie wyprostowac.

    F.S. von/od Diasporski

  109. G.Okon (00:54) w czym przeszkadza ci kalkulowanie.
    Już nie długo rocznica „Cudu nad Wisłą” i gdyby chciało Ci się pokalkulować szybko zrozumiesz, że zwycięstwo w wojnie to nie żaden cud tyko solidna armia zdolna do osiągania zwycięstw. Liczenie na cuda kończy się tak jak w roku 44. Chylę czoła przed bohaterskimi powstańcami, ale nie mógłbym nakłaniać młodych do naśladownictwa – właśnie z powodu kalkulacji i niewiary w cuda. Jeśli warto dla czegoś umierać tym bardziej warto dla tego żyć.

  110. Zastanawia,że powstańcza młodzież,tak bezrefleksyjnie przystąpiła do samozagłady.Okazuje się,że wieksza wartość dla większości są tak sztuczne twory,jakimi są państwa,a nie ludzie.Na tym poega tragedia ludzkości,ilu walczyło,kiedy za murami getta walczyli już nie o życie,ale o godną śmierć,niedawni sąsiedi,krewni.Ilu patrzyło i czuło ulgę,że to tylk Żydzi skazani są na zagłade.Nigdy nie pojmę jak większość mogła wykazać tak ogromną obojętność na ludzką tragedię,która była tak blisko.Zastanawiam sie czy większość POLAKÓW nie ma mentalności Kobylańskiego?Polecam też wpis na blogu P.Kuczyńskiegooraz zapis rozmowy w TOK FM z jego udziałem.

  111. aliendoc ;

    Chyle czola, (za tekst).

  112. Przeczytalem jeszcze raz wpis Sz. Gospodarza i mysle ,cala powyzsza dyskusja jest troche „nie na temat „.Nie pisze On glownie o tym czym byla ta decyzja,ale o sposobie KARMIENIA SIE obecnej wladzy rocznica tamtego tragicznego czasu

  113. Słyszałam też o towarzyszach sztuki drukarskiej.
    Czy ta dyskusja ma sens? Jeden próbuje obrażać, inni próbują mu coś wyjaśnić – każdy pozostanie przy swoim zdaniu. Jak zwykle. Nie uwłaczając 😉

  114. 1. Panie „JanieP”,aż tak niebezpiecznie tutaj nie jest 😉 Moje zajady powoli się goją, moja napastliwość ma się dobrze, co prawda żadny ze mnie dziadek (Pani „ANCO“ jak się spało?), bo nie jestem ani mądry ani tolerancyjny, ale nawet takich dziadków kochają wnuczęta, co za czasy, co za młodzież!
    2. Pani Renato, a ile dzieci ma Pani? Czy Pani też wesoło żyła w PRLu? Bo ja owszem, nie narzekam. A i teraz bardzo mi wesoło, o czym świadczą moje posty. Nawet jeden żart umieściłem, o Schtirlitzu. Niech Pani weźmie przykład z Pana „maćka.g“, który wszystkie posty przeczytał (sic!). To jest, do czasu jego wpisu, ponad 60000 znaków, co za zacięcie poznawcze!
    3. Panie „maćku.g“ niech Pan sie nie zraża krytyką Pana wiedzy wojskowej. Nie może się Pan przecież równać z tak doświadczonymi genarałami PRLu jak Waldemar i Lex, a wiemy, że nie matura, lecz chęć szczera robiła wtedy z szeregowego oficera (było wesoło)!
    4. Panie „G.Okon”, Pan to chyba jeszcze z przedwojennej szkoły, nieprawdaż?
    5. Panie „ZAWAMI”, ale Pan im dowalił tym „Stańczykiem“, mają za swoje. Lewicowcom nie muszę tłumaczyć, ale dla tych prawicowców, którzy są, jak Pan podaje, niewykształceni, niemądrzy, nieinteligentni oraz nieoczytani, a być może przez przypadek tutaj zajrzą i oczywiście niezrozumieją, podaję, że Stańczyk uważany był za wielkiego patriotę, człowieka wykształconego i zorientowanego na arenie politycznej, często przedstawiany był alegorycznie jako człowiek głęboko zatroskany o swój kraj. No to mają za swoje.
    5. Panie „TJ”, gratuluję wyobraźni, dobrej woli, pokory i wstrzemięźliwości, do których smutny dziadek nawołuje już od trzech dni.
    6. Do Wszystkich, za tego cynicznego, kłamliwego i oszczerczego posta składam szczerą i ostrą samokrytykę.
    7. Pan Waldemar napisał powyzej: „Warszawa jest mi obojętna“
    A ja, „dziadek” na koniec mówię, że nie jesteście mi obojętni 🙂
    Dziadek

  115. Torlin

    W bibliotece miejskiej, z której korzystam książka Isakiewicza ma 1 wypożyczenie. Dla porównania F.Fukuyama „Wielki wstrząs” – 25. Nie jest źle.

    aliendoc

    Twoje eseje czytam z wielką przyjemnością. Jest w nich głębia.

    TJ

    Moje stanowisko jest podobne. Aby podejmować odpowiednie decyzje trzeba mieć wiedzę, a więc zasób wiadomości. Przeważająca część informacji miała jednak charakter lokalny. Kurierzy i posłańcy to za mało, mogły istnieć przekłamania i źle odczytane intencje. Oglądamy dzisiaj spektakl polityczny, liczne konferencje prasowe i też nic nie wiemy. Można tylko spekulować.
    Zadawałam sobie pytanie związane z upadkiem Jugosławii B.Tito, która zaczła produkować zbrodniarzy wojennych i pacyfikować ludność cywilną – Czy warto było?
    aliendoc dał piękną odpowiedź, reportaż w przedostatniej „Polityce” także.

    Pozdrawiam Halszka

  116. Dziadku drogi,
    nie byłem w wojsku, nie byłem przeszkolony wojskowo. Nie mam żadnego stopnia wojskowego, nawet szeregowca. Kudy mi więc do „generała” i to PRL-u.
    Jak argumentów nie masz, to odwołujesz się do inwektyw.
    Prawda, maturę mam (mam też ukończone studia wyższe). Ale co to ma wspólnego z nonsensami wypisywanymi przez Maćka. g.
    Mnie po prostu dobrzy nauczyciele uczyli historii.
    W końcu kwietnia i w początkach maja 1945 r Rosjanie byli „wszędzie” na Dolnym Śląsku, dookoła Wrocławia i nie tylko. Jaki więc „manewr oskrzydlający” przy zdobywaniu totalnie okrążonego Wrocławia, którego (manewru) wykonać jakoby nie można było, miał Maciek na myśli to pozostanie jego słodką tajemnicą.
    Do konstatacji tego nie trzeba wiedzy PRL-owskiego generała z awansu społecznego ( wiadomo; nie matura itd…. ). Wystarczy elementarna wiedza z zakresu wyższych klas szkoły podstawowej, no… góra – gimnazjum.

  117. Przeczytałem jeszcze raz swój post i dziwię sie tobie waldemarze jak mogłeś z niego wysnyć wniosek, że ja pisałem coś o chronologi wydarzweń, o operacjach alianckich. Ja podawałem jedynie przykłady szturmów na miasta które w związku z tym doznały olbrzymich zniszczeń /wspomniany Wrocła około 70%/a więc nie wiele miast zdobywano , a nie oskrzydlano i na to zwracałem uwagę . Zwracałem równiez uwagę na to, że na wojnie czas odgrywa wielką rolę i nie można tak lekko wyciagać wniosków ze zdarzeń odległych od siebie.
    odnośnie Wrocławia
    Przez cztery miesiące, od 13 lutego do 6 maja 1945, Wrocław był oblegany przez wojska 1. frontu ukraińskiego, dowodzone przez marszałka Koniewa. Podczas ciężkich walk obie strony podpalały całe kwartały domów, a załoga twierdzy, siłami robotników przymusowych i cywili, wyburzyła połowę dzielnicy w okolicach dzisiejszego pl. Grunwaldzkiego, by zbudować lotnisko zapasowe. Od 15 lutego do 1 maja Luftwaffe utrzymywała most powietrzny z Rzeszą. Przez 76 dni wykonano niemal 2 tysiące lotów i przewieziono do oblężonego miasta 1638 ton zapasów.
    Dowódca twierdzy, generał Niehoff, po negocjacjach z generałem Głuzdowskim podpisał kapitulację 6 maja 1945 roku. Jako jedno z ostatnich miast niemieckich, Wrocław padł cztery dni po zdobyciu Berlina, na dwa dni przed ogłoszeniem końca wojny w Europie. Warunkiem kapitulacji były gwarancje godnego traktowania udzielone przez Rosjan. Generał Głuzdowski gwarantował jeńcom opiekę medyczną, zachowanie własności osobistej oraz natychmiastową repatriację po zakończeniu wojny. Żadna z obietnic nie została spełniona
    Przytaczam ten cytat i po to by pokazać jak Rosjanie dotrzymywali swych obietnic

    Pisanie, że od Paryża jest bardzo blisko do Berlina jest trochę dziwne z twej strony, a przytaczanie sforsowania Odry nie jest dowodem na to że Rosjanie wszystkie przeszkody wodne też tak forswali.
    Może nie popisuj się tak swą wiedzą wojskową bo wyobraź sobie, że inni tez na ten temat coś wiedzą.

  118. ➡ dziadku – Stańczyk nie był jednym ze stańczyków, przedstawicieli konserwatystów z Galicji Zachodniej. To inne czasy, XIX wiek.
    Pozdrawiam, T.

  119. Gospodarza nie ma. Dyskurs rozwijał się coraz ciekawiej, mam nadzieję że dalej będzie. Ogromną radość zbudziło we mnie mgliste zbliżenie stanowisk – za co przede wszystkim „Dziadkowi” dziękuję. Być może osoby takie jak Pan stanowić będą nadal (bo teraz stanowią) pewnego rodzaju avant-guarde konserwatystów – w najlepszym rozumieniu tego słowa. Dość że osobą, którą uważam za jednego z najlepszych argumentatorów w dwudziestym stuleciu jest Patrick Buchanan. Można, trzeba, koniecznie trzeba się nie zgadzać, ale fenomenalna argumentacja Buchanana budzi szacunek. Wielki. Ad rem. Ponieważ tak wiele mówiło się o odpowiedzialności i winie, w trakcie dyskursu przypomniałem sobie że parę lat temu na użytek maili do przyjaciół napisałem tekst zawierający dość nowatorską koncepcję winy i odpowiedzialności. Byłem młodszy, zatem niekoniecznie uważam ów tekst za dobry (nie pod względem idei), natomiast stanowi on uzupełnienie proponowanego uprzednio dostrzeżenia ofiary. Ponieważ zirytował moich przyjaciół, mam nadzieję że i dyskutantów zirytuje. Jeśli nie – proszę go po prostu zignorować. Tekst powstał po spotkaniu z Karin Wolff, tłumaczką wielu cennych precjozów z języka polskiego na niemiecki (między innymi pamiętników hr. Lanckorońskiej) we Frankfurcie/Oder, bodajże w roku 2001. Jest to próba rozszerzenia dyskusji, być może nieuprawniona, jeśli dykutanci uznają że tak właśnie, proszę o pominięcie. Tekst jest niestety przydługi, za co przepraszam.

  120. Wrocław – moje miasto… Kiedy tu przyjechałam z rodzicami w 1948 roku był morzem gruzów. Były ulice, gdzie domy były wyburzone do poziomu 1-go piętra, wypełnione równo gruzem, a środkiem jechał tramwaj. Gruzowisko było gigantyczne. Niektóre dzielnice ocalały, przede wszystkim willowe, na przedmieściach. Obok domu, w którym mój tata otrzymał mieszkanie służbowe stało działko przeciwlotnicze, na jego lufie kręciliśmy się, jak na karuzeli. W pobliskich krzewach leżało sporo pocisków, można też było znaleźć pas z klamrą z napisem GOTT MIT UNS i bardzo nas dziwiło, że te pasy były tekturowe! Naprawdę.
    Dziś wróciłam do domu późnym wieczorem. Spacerowałyśmy z przyjaciółką po cudownie pięknym wrocławskim Rynku i okolicach, byłyśmy na kawie4, lodach i koncercie organowym. Tu impreza goni imprezę, koncerty – do wyboru, kawiarnie, ogródki, lokale duże i małe…
    Miasto żyje i jest coraz piękniejsze. Mamy szczęście do gospodarzy.
    Stara zabudowa jest pięknie restaurowana, nowych domów też wciąż przybywa. Już nikt nie żyje tu na walizkach. Jesteśmy u siebie.
    Dziadkowi melduję posłusznie; spało mi się dobrze i dziś też będę spała spokojnie w moim domu w moim mieście.

  121. Fałszerstwem, niesłychanym fałszerstwem moralnym jest niezmienna historyczność winy. Winny jest ostatni zbrodniarz, odpowiednio do skali
    oczywiście i odpowiednio do hipokryzji obserwatorów, by nie rzucić
    – czerpiących ukryte korzyści, czy to w aspekcie własnego duchowego zła
    czy też materialnej zdemoralizowanej pazerności. Potem przychodzi następna zbrodnia i starą odkłada się do lamusa historii, zazwyczaj kreując zbrodniarzy na monumentalnych wizjonerów – vide Napoleon niosący usłaną stosami trupów wolność – tylko cieszących się z takiej wolności jakoś niewielu ostało. Zatem historyczność, może następczość zbrodni jest kluczowym elementem takiej a nie innej postawy pokutników, ponieważ reszta wokół nie jest winna albo jest ofiarą – i ta reszta paluchy wyciąga i krzyczy – to wy, to wy jesteście winni! Słusznie poniekąd, ponieważ winny jest ktoś zawsze, a co najistotniejsze, winny jest ktoś inny. O tym, żeśmy i my winni, zapomniano i dzięki wielkie, teraz winni są oni.
    Otóż zbrodnia w najgłębszej istocie swojej jest ahistoryczna,
    istnieje i pozostaje w istnieniu zawsze, czy o niej pamiętamy świeżo, czy
    nie, czy też nawet dokonała się tak dawno, że pamięć o niej nie istnieje.
    Każda zbrodnia jest jednoczasowa każdej innej zbrodni i wszystkie one
    są sobie współczesne, ponieważ jedynie istotny jest fakt zbrodni, a kiedy
    jej dokonano, moralnie jest absolutnie bez znaczenia. Zbrodniarz jest
    zbrodniarzem zawsze i ofiara zawsze ofiarą. Chrystus umiera na krzyżu nieustannie i dziwne, żeśmy stąd nie próbowali choć trochę wniosków
    pociągnąć: skądinąd jest to też egzemplum jak mizernie naukę Jego
    pojmujemy.
    Że przypomnę chaotycznie: rzeż na Chios, eksterminacja Kurdów,
    transporty niewolników włóczące się parę stuleci przez ocean, wyrżnięcie
    Indian obu Ameryk, wojna w Wandei, Jerozolima w pierwszej wyprawie krzyżowej, rzezie, rzezie, rzezie. Aż zadziwia że nikt dotąd nie napisał
    kryminalnej historii cywilizacji. Co godne podkreślenia – zawsze zgodnie
    z najnowszymi zdobyczami techniki. A że były owe zdobycze coraz okazalsze to i skala urosła w milionowe rozmiary. Ale, to tylko kwestia możliwości, zamiary zawsze były te same, że zacytuję niedokładnie: „ I wygubił mężów, ich niewiasty, ich dzieci, konie, owce, woły i wielbłądy”.
    I tyle.
    Jeśli zatem tak dorozumieć zbrodnię, każdą jako dokonaną raz
    na zawsze, każdą jako pełną absurdalnego okrucieństwa, każdą jako
    realizację zamiaru ludzkiego, każdą przepełnioną nijak nie zawinionym
    cierpieniem, każdą raz na zawsze obecną w historii, to jest wszystko jedno
    czy owa zbrodnia jest w rozdziale trzecim czy siedemdziesiątym trzecim
    kryminalnej historii cywilizacji. A skoro jest? Skoro jest; nie – była; skoro
    jest ciągle, niezmiennie i bodaj czy nie wiecznie?
    Ano właśnie. Implikacja ustalonej ahistoryczności zbrodni czyni
    z nas wszystkich zbrodniarzy. Bowiem tak prowadzone rozumowanie
    zmierza do jedynie logicznego wniosku: wszyscy jesteśmy zbrodniarzami.
    My wszyscy, przeszli i obecni przynależni gatunkowi, członkowie klubu
    homo, dokonaliśmy tych zbrodni, a co najmniej dopuściliśmy by ich doko-
    nano. Toż dziesiątkotysiącletnia historia prowadziła przodków każdego z nas poprzez katów, ofiary, gapiów, tych tyłem odwróconych. I jeśli zbrodnia pozostaje na zawsze – a pozostaje, to myśmy jej dokonywali, myśmy cierpieli,myśmy klaskali, myśmy udawali że nie widzimy.
    To nie oni, mityczni i mniej mityczni są winni, winny jestem ja.
    Ja, …… , pięćdziesięciojednoletni mężczyzna mieszkający teraz na
    ……. jestem winny. Ja jestem winny tych wszystkich zbrodni, te zbrodnie
    ciążą na mnie a ofiary oskarżają mnie.
    Leonard Cohen śpiewa balladę w której refren powiada tak:
    „I will kill you if I must, I will help you if I can”. I zaraz potem: „ I will
    help you if I must, I will kill you if I can”. Tacy jesteśmy.
    Uświadomienie sobie tego wszystkiego jest jak potężny cios.
    Tak, jestem winny, bo jestem taki sam. Tak, jestem winny, bo jestem owocem tysiącleci nieustannej zbrodni. Jestem winny.
    Świadomość winy, jakoś człowieka przemienia. O tyle, że wspólnie
    z innymi ahistorycznie winnymi chciałbym coś zrobić, abyśmy
    poczuli się kiedyś mniej winni. Oby.
    (Dzisiaj: dla mnie samego uświadomienie sobie wówczas co napisałem było ciosem. Oczywiście – byłem w ofiarach. Ale byłem w katach. A nie byłbym w ofiarach gdybym w katach nie był. Myślę że dojście do świadomości wszechobecnej przemocy i zbrodni coś wówczas we mnie zmieniło. Antystenes być może nie jest bukietem fiołków (to z Mistrza i Małgorzaty przeniesienie) ale wydaje się że jest coś szalenie cennego w wymaganiu tak niewielkim: nie jest potrzebne aby ludzie kochali się wzajem, wystarczy że nie będą się nienawidzieć. Dla oddania szacunku myślicielowi który w tle uśmiechał do mojego niezdarnego porządkowania moralności trzeba żebym dodał, że wówczas nosiłem ze sobą książeczkę Emmanuela Levinasa „Czas i to, co inne”. I jeszcze jedno wytłumaczenie: przywołanie osoby Chrystusa było egoistycznie potrzebne w kręgu kulturowym w którym żyjemy – już choćby dla oddania pewnej rozpaczy, natomiast, o co proszę, nie powinno powodować przypisania mnie do akurat tego kościoła. A Augustyna czytuję radośnie. Zamknąć nawias)

  122. Do maćka g;
    Opisałeś napewno festung Breslau dobrze, nie mam tak dokładnej wiedzy w’Głowie ” Brawo !. Jednak Twoja opinia w tamtym kontekście wyrażnie wskazywała na to, że łączysz Breslau inaczej niż to teraz przedstawiasz .
    Co do postępowania Rosjan z niemieckimi jeńcami też napewno masz rację .Wojna wprawiała nieprawdopodobne decyzje mordercze, nie tylko u Rosjan . Pozwolisz na opisanie takiej oto sytuacji tym razem dotyczacej Amerykanów i Anglików .
    Kilka dni temu na podstawie dokumentow i autorskiej ksiązki Tołstoja historyka i pisarza , od urodzenia mieszkajacego w Anglii ( wnuka pisarza Tołstoja ) TV rosyjska ‚Płanieta ” wyemitowała dokumentalny program będacy ilustracją do książki „‚Zdrada w Jałcie ” Tam w Jałcie zgodzono się po wojnie wydać CCCP wszystkich jego obywateli, którzy po czerwcu 1941 znalezli sie z rożnych przyczyn w strefie niemieckiej .(jęńców ,przymusowych robotnikow obojga płci ).
    Wydano w 1945 roku 5,5 milona ludzi z tego 2,5 milona wpadało w rece NKWD ( wojenny SMIERSZ ?) i te dwa miliony ludzi rosjanie natychmiast bez zwłoki mordowali juz u siebie . Wysłano im też kilkadzisat tysiecy Kozaków (głównie z obozów w Austri ) z których część nigdy nie była obywatelami CCCP .
    Kto nie został pozbawiony życia, za tw. Izmienieje Rodiny ,to trafiał do łagrów .ŻADEN jeniec nie mial szans na przeżycie.
    Amerykanie i Anglicy bez skrupółów pozbyli sie takiej liczby ludzi ze swoich stref okupacyjnych ,przecież wiedząc co ich tam czeka !!.
    Pisze o tym dlatego , by pokazac jak Zachodni alianci kochali Wujka JOE i wniosek dla nas Polaków ,czy przy takiej fascynacji Stalinem Powstańcy w Warszawie mogli liczyć na wsparcie ,które zaszkodziłyby porozumieniom globalnym wtej wojnie? Nie mów tylko ,że Jałta była pózniej bo to bez znaczenia .
    Odpowiedz sobie na pytanie ,czy powstanie 44 mogło liczyć na wsparcia powyżej zgody Stalina ?.
    Dziękuje za wymianę myśli i opini ..
    Wróciłem z nadzwyczajnej żeglarskiej imprezy w moim mieście Szczecinie . Jesteśmy tutaj w kapitalnym miejscu należacym do Europy -takie to będzie miasto , daj Bóg by tak było .To młode pokolenie tak rozradowane z calej pewnie Polski, napewno byłoby zdziwione naszymi „problemami” na blogu -zapewniam Cię .

  123. lex’sie troche przesadziłeś z tymi „nonsensami wypisywanymi przez Maćka. g.”, albo źle mnie zrozumiałeś. Mnie chodziło o pokazanie, że wiele miast było zdobywanych i z tego powodu zostały straszliwie zniszczone i zginęło mnustwo ludzi. To była odpowiedź dla tych którzy na tym blogu twierdzili że gdyby nie powstanie to Warszawa nie została by zniszczona i straty ludzkie były by niewielki, bo to gdybanie. Mnie nie chodziło o to, że Niemcy nie wycofali sie z Wrocławia wiedząc, że są okrążani, lecz bronili i potem rzeczywiście już nie mogli się wycofać.
    Nawet w zimie próbując otoczyć Warszawę Rosjanie nie byli pewni tak radykalnego powodzenia tej operacji cytuję
    14 stycznia do natarcia ruszyły wojska 1. Frontu Białoruskiego. Natomiast 1. Armia do operacji warszawskiej miała przystąpić 17 stycznia rano, gdy zamknie się zewnętrzny pierścień okrążenia Warszawy. Aż do ostatniej chwili, tj. do 16 stycznia, nie było powodu przypuszczać, że Niemcy zrezygnują z obrony miasta. Stało się jednak inaczej. Niespodziewanie bowiem dla dowództwa niemieckiego obrona ich wojsk nad Wisłą została przerwana już na początku ofensywy. Z rejonów włamań radzieckie armie pancerne wychodziły na tyły pozycji niemieckich. W takiej sytuacji dowództwo OKH, w obawie przed okrążeniem i zniszczeniem swoich sił nad Wisła, postanowiło cofnąć je na kolejną rubież
    A więc jak widać sprawy mogły się różnie potoczyć.

  124. Cieszy mnie ta dyskusja i jej poziom.
    Gospodarza nie ma – a „koty harcują”.
    Tylko że „harcują” na poziomie.
    Pozdrawiamwszystkich, Gospodarza i „dziadka też”.
    uspokojony Spokojny.

  125. Panie Danielu,
    W pelni sie z Panem zgadzam… Co mnie smuci wsrod moich rowiesnikow ( mam 29lat) prowadzacych blogi byly tego dnia same tiu tiu wpisy- piesek zrobil kupke, dostalam okres, maz chrapie…Smutne, bo bez wzgledu na sensownosc czy jego brak w powstaniu polegli ludzie by nam sie lepiej zylo….I choc odrobina szacunku i pamieci sie nalezy. Strach pomyslec co moj 5letni obecnie syn zyjacy poza Polska bedzie myslal na ten i podobne tematy….Pozdrawiam!!!

  126. Szanowny Panie Redaktorze!

    Spór o Powstanie trwał, trwa i jeszcze długo będzie trwać, a czym dalsza perspektywa czasowa i szersze ujęcie, tym analiza i wnioski pewnie właściwsze i bardziej obiektywne.Nie będę się tu spierała o to, czy decyzja była słuszna, czy też nie, bo nie czuję się na tyle kompetenta. Ale przeciwko jednemu chciałam zaprotestować – nawet jeżeli decyzja była błędem, to nie można jej nazwać zbrodnią, a ci, którzy ją podjęli, nawet jeśli popełnili błąd, zasługują na pamięć i szacunek.

    Po raz pierwszy tak gwałtownie protestuję, bo tak w ogóle to z przyjemnością czytam wszystkie Pana felietony i na ogół podzielam zdanie.

    Serdecznie pozdrawiam

  127. aliendoc
    „… Myślę że brak wyobraźni spowodował tą decyzję. Brak wyobraźni o umieraniu. O okrucieństwie umierania, o jego nieodwracalności. Jam człek gminny – chcę żyć, żyć za wszelką cenę…”

    Sądzisz, że rok po zagładzie ghetta brakowało wyobraźni o umieraniu i cenie życia.

  128. Nie Piotrusiu! Nie zgadzam się.
    1. Nigdy w żadnym powstaniu strona powstańcza nie jest silniejsza od „rządowej”, „oficjalnej”, „państwowej”, „okupacyjnej” (czy jak ją tam zwać). Zawsze jest słabsza i wszyscy powstańcy na całym świecie liczą się z przegraną (tak jak partyzantka). G. Okon nie pisał ani słowa o Bitwie Warszawskiej, to jest w ogóle inna sprawa (starcie dwóch wojsk). Powstanie było błędem, ale tak jak opowiadał mi ojciec – młodzież dążyła do Powstania.
    2. Cud nad Wisłą jednak był. Piszesz: „zwycięstwo w wojnie to nie żaden cud, tyko solidna armia zdolna do osiągania zwycięstw”. Ale są zwycięstwa, które zasługują na miano „cudu”. Przeczytaj sobie jakiekolwiek opracowanie wojskowe dotyczące Bitwy Warszawskiej. To był prawdziwy cud, że tak skomplikowany manewr się udał. Dowódcy francuscy stwierdzili wręcz, że oni nie zaryzykowaliby tego manewru, bo w momencie niezamknięcia kotła Warszawa pada. Był to niesłychanie ryzykowny manewr i przeprowadzenie go w pełni zasługuje na miano „cudu”.

  129. Maćku,
    sam sprokurowałeś całe zamieszanie.
    Przeczytaj jeszcze raz post Sceptyka z godz. 23.07. Sceptyk założył, że do zniszczenia Warszawy nie musiałoby dojść, zakładając, że Rosjanie zdecydowali się w sierpniu 1944 zająć miasto, gdyby zastosowali manewr okrążający, (tak jak w przypadku Krakowa i G. Śląska inna sprawa czy to był zamierzony manewr, czy też Rosjanom nie udało się okrążenia zamknąć).
    Ty w swoim poście napisałeś:
    „Sceptyk (z Katowic), twierdzi, że gdyby powstanie nie wybuchło to straty polskie byłyby minimalne i powołuje sie na manewr oskrzydlający /bowiem taki zastosowali Rosjanie zdobywając Warszawę prawie pół roku później/
    Pytam się dlaczego nie zrobiono tego przy zdobywaniu Wrocławia i wielu innych miast? Odpowiedź , bo nie zawsze można to wykonać…”
    Do czego więc odnosi się ostatnie zacytowane Twoje zdanie o braku możliwości wykonania manewru okrążającego Wrocławia w kontekście oblężonego od blisko 3 miesięcy miasta ?
    Inna sprawa, że manewr okrążający wcale nie musiałby Warszawy uchronić przed zniszczeniami. Przykład zniszczeń okrążonego Wrocławia
    ( i nie tylko Wrocławia ) jest tego najlepszym przykładem.

  130. aliendoc – 05.08., godz. 22:57.
    Interesujące i inspirujące. Mnie nie irytuje, ani nie oburza.
    Pozdrawiam, tss

  131. Dobrze się stało. Książka, której poszukiwałam („Droga na Ostrą Bramę” autorstwa Jana Erdmana) będzie dla mnie chyba osiągalna. Wkrótce się dowiem, czy ją wyprawią do mnie, czy może ja wyprawię się do niej.
    Pozdrawiam Państwa, tss

  132. Bitwa, która kończy się zburzeniem stolicy kraju i śmiercią 200 tysięcy jej mieszkańców musi rodzić bolesne pytania o odpowiedzialność dowódców. Od krytycznej oceny decyzji dowódców powstania do nazwania ich zbrodniarzami droga jest bardzo daleka. Niewątpliwie zbrodniarzami byli Niemcy i ich sojusznicy wykonujący rozkaz Hitlera. Skąd zatem biorą sie oskarżenia przywódców powstania o zbrodnie? Myslę, że te oskarżenia są przejawem buntu wielu z nas wobec sposobowi myślenia o polityce (w końcu prowadzenie wojny to też polityka), które ilustruje wypowiedż generała Okulickiego na naradzie Komendy Głownej AK tuż przed wybuchem powstania – „Musimy się zdobyć na czyn, który wstrząśnie sumieniem świata. W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami, aż opinia światowa zmusi rządy 3 mocarstw do zmiany decyzji z Teheranu”

  133. aliendoc:

    Świat jest tak duży, że nie ma czegoś takiego, czego by nie było.

    Podobnie o winie śpiewał już nawet Okudżawa (A tej trzeciej co chce, przerwać nasze sny, winien będę ja, winien będziesz Ty …). Co nie tylko nie umniejsza Twoich dokonań myślowych, ale – przynajmniej według mnie – stawia Ciebie w kręgu tych, którzy włączają umysł zanim otworzą usta czy też wezmą pióro do ręki.

    Można zapytać za Koftą: Czy to cokolwiek zmieni, gdy miejsce młodych gniewnych zajmą starzy wkurwieni?
    I odpowiedzieć za Hrabalem: Zawsze dobrze jest sprawdzić z czego się rezygnuje.

    I dlatego uważam, że osiągnięcia każdego człowieka może ocenić tylko on sam, bo tylko on wie, czy to na prawdę jego. Stąd moje absolutne negowanie tzw. autorytetów, zwłaszcza moralnych i absolutna konieczność dystansu, zwłaszcza do siebie.

    A jeśli ktoś zaproponuje nam znowu umieranie za ideę czy religię, to poprośmy go o dobry przykład. Jeżeli prośbę spełni, to po kłopocie, jeśli nie, to nie powinniśmy zadawać się z kłamcą.

    Pozdrawiam zza gór i rzek
    Qba

  134. Apel do Pana Prezydenta. Prosimy o wprowadzenie od następnego roku sześćdziesięciotrzydniowej żałoby narodowej aby jeszcze bardziej wzniosłymi uczynić obchody rocznicy Powstania, tej jednej z najpiękniejszych i najbardziej bezsensownych naszych klęsk. Wdzięczny naród to doceni i nigdy tego Panu nie zapomni.
    Może należy wprowadziić żałobę narodową także np. w rocznice wybuchu innych powstań i różnych przegranych bitew. Zebrało by się tego sporo, chyba prawie cały rok. Jakiż spokój i porządek zapanowałby w kraju, żadnych imprez, koncertów, meczów (i walk kibiców) a my w zadumie moglibyśmy wszystko przemyśliwać, zachwycać się wyjątkowością naszych losów i wspaniałością naszej historii.

  135. Szanowny Panie dziadku

    Domaga sie pan ode mnie abym przedstawila swoja propozycje do zmiany tekstu warszawianki. Otoz moim zdaniem tej piosenki zmienic sie nie da bo dla mnie cala jest do kitu. Przepraszam, ale nie podobaja mi sie okrzyki w rodzaju „hej kto Polak na bagnety”, miedzy innymi dlatego, ze wyklucza on z grona Polakow osoby posiadajace instynkt samozachowawczy.

    Dla mnie na miano warszawianki zaslugiwalaby np piosenka „Budujemy nowy dom” (oczywiscie zaraz oberwie mi sie za gloryfikowanie PRL-owskiej przeszlosci). Bardziej przemawia do mnie piosenka, ktorej przeslanie to „zrobmy razem cos konstruktywnego” („niech sie mury pna do gory”), niz wezwanie do zbiorowego samobojstwa. A propos czy zwrocil pan uwage ze w drugiej zwrotce warszawianki autor daje upust swojej frustracji, z powodu bezsensownosci dotychczasowych dzialan tj bezgranicznego zaufania Francuzom:

    O Francuzi! Czyż bez ceny
    Rany nasze dla was są?
    (…)
    Bracia, my wam krew dawali.
    Dziś wy dla nas nic – prócz łzy.

  136. Dziadku. Z dwóch przyczyn nie napiszę, że jest Pan `drugim Honeckerem`. 1. Jest Pan za mały. 2. Nie powtarzam idiotycznych dowcipów i insynuacji.
    Proponuję dietę rybną – podobno skutecznie powstrzymuje sklerozę.

  137. „trudniej dla ojczyzny zyc niz dla niej umierac…”

    to chyba racja. Historia narodu polskiego zbudowna jest na martyrologii i menczennikach. Dzien swieta narodowego jest w polsce dniem pamieci o ofiarach i – najczesciej gdzeis tam poleglych – bojownikach.
    w innych krajach dzien ten jest dniem radosci, festynow. jakiejs normalnosci z ochota do zycia.
    to mlode pokolenie ma chyba jednak tego juz dosyc. oni nie maja ochoty na takie swiatki, a jakies umieranie „za ojczyzne” nie wchodzi w rachube. i dobrze. moze wreszcie rodzi sie generacja, ktora nie widzi i nie definiuje sie z pozycji ofiar.
    Powstanie warszawskie? jedno wielkie nieporozumienie. klamstwo i oszustwo. oklamano mlodych, wykorzystano ich naiwnosc. ci byli gotowi poniesc i poniesli najwieksze ofiary. A ci namawiajacy? Pili herbate w Londynie robiac powazne miny „spolczujac” ofiarom i ich rodzinom…

  138. Dajcie spokój Dziadkowi.
    „Dziadeczność” ma swoje prawa.
    Nota bene, ja też jestem dziadkiem.
    Faktycznym.

  139. Panie „von Stirlitz”, tłumaczę: pani „ANCA” zwracała sie do mnie per „dziadku, drogi dziadku…”. Pan tego może nie skojarzył, ale ja jestem bardzo czujny i przypomniałem sobie (trudno było bez diety rybnej, ale sobie przypomniałem), że była taka dobranocka „piaskowy dziadek” produkowana przez DFF, w której dzieci spiewały:”
    “Dziadku, drogi Dziadku,
    Nie chcemy jeszcze spać!
    Chodź tu zabawić nas, przecież wiesz,
    Na dobranoc bajka musi być,
    Naszym gościem bądź, gościem bądź”
    Komiczne skojarzenie, bo mi sie “dziadek” raczej z inną, realną postacią kojarzy! Co pani “ANCA” miała na myśli? No oczywiście to, że opowiadam bajki, czyli duby smalone. Jako, że ja lubię się wcielać w różne role, zdradzę panu na ucho, że to był nawet mój zawód, wcieliłem się w tego piaskowego dziadka i rzuciłem garść NRDowskiego piasku, ten senny piasek ma powodować, że dzieci mają dobre sny. I popatrz pan, pomogło. Pani “ANCA” spała doskonale, napisała nawet trochę, bardzo ożywiających ten blog, szczegółów ze swojego Wrocławia, który pewnie panu Waldemarowi ze Szczecina też jest obojętny (no nie daruję panu Waldemarowi tej obojętności, choć w nią nie za bardzo wierzę). Niech pan poczyta posty pana Feliksa Stychowskiego. Ten to dopiro potrzebuje ryb! Ale diety na bok. Tak naprawdę to mnie pana “Ave” bardzo ubawiło, a warto zauważyć, że także pani “ANCA” (post z dnia 2007-08-04 o godz. 09:49) nie zaskoczyła. I ja to rozumiem. Jesteśmy tutaj na blogu, a nie w instytucie naukowym i nie wszystkie aluzje można pojąć.
    Panie “aliendoc”, niech no mi pan przypomni (mało ryb dzisiaj zjadłem) co to jest ta “avant-guarde konserwatystów”? Muszę przyznać, że mnie pan nieźle przestraszył tym, jak mniemam, komplementem. Chyba dostanę schizofrenii (a jaka dieta jest najlepsza na schizofrenię?).
    Co do pana posta z dnia 2007-08-05, godz. 22:57 to jako “konserwatysta” (a mogą być ryby z konserwy?) zdaję się, w tematach, które mnie przerastają, na autorytety. Ten temat mnie przerasta, ale jakoś tak mnie zabolało, że pan umieszcza rozważanie o zbrodni i jej wymiarze historycznym, o winie i odpowiedzialności podając jako przykłady eksterminację Indian i wyprawy krzyżowe, że pan to zamieszcza na blogu, o Powstaniu Warszawskim. Ten tekst mi się podoba, bo jest inteligentny i pełen naiwnej pewności siebie, że ma się rację (ale czy ma pan rację?), lecz chyba tutaj nie za bardzo pasuje. A co na to mój autorytet pan “Bobola”?
    Bardzo podoba mi się natomiast to co było wysiłkiem całej filozofii Levinasa, mianowicie, żeby ważność “Innych” docenić. “Dopiero spotkanie, konfrontacja, związek z „Innymi“, asymetria pomiędzy mną i „Innym“ robi ze mnie „Ja“.

    Pisze pan o zbliżeniu poglądów? To znaczy, że ja się do Państwa poglądów zbliżam? Ale czy znaleźliśmy tutaj jakiś wspólny mianownik? Raczej nie. Ja się całym sobą z pana poglądem nie zgadzam (2007-08-03 godz. 22:01 oraz 2007-08-05 o godz. 00:28)
    Ale ta “asymetria” nie budzi we mnie żadnych negatywnych uczuć, w przeciwieństwie do mojej “asymetrii” do Towarzysza Passenta, nie jako towarzysza sztuki drukarskiej ;-), w którego dobre chęci nie wierzę!
    Pani “Jo-Anno” ja też wolę pieśni pozytywne (no może nie te, które pani zacytowała, ale na przykład “A na swiecie zbozny pobyt , Po zywocie rajski przebyt !”, dosyć stare dzieło, ale chyba na diecie rybnej, bo sie nieźle zachowało) niż wezwanie do zbiorowego samobójstwa. I właśnie o to jest ten spór. Państwo uważają, że było to wezwanie do zbiorowego samobójstwa, a tacy jak ja uważają, że nie. Argumenty obu stron już padły więc nie będę tego ponownie wałkował.
    Dzieci, drogie dzieci,
    Dobranoc, pora spać!
    Już zmrok zapada, noc jest tuż, tuż,
    Pożegnania dzisiaj nadszedł czas,
    Żegnam zatem Was, żegnam Was.

    “Daj, bym nie błagał nadaremnie. Napraw ten świat!
    Zacznij ode mnie.” (Marian Hemar)
    Żegnam serdecznie
    Dziadek

  140. G.Okon:
    „….Gruba krecha odcina sie od miana Polaka, kto gen. Grota – Roweckiego nazywa “durniem”. Albo jawna wrogosc, albo mentalnosc kucharki. Nigdy nie osmielilbym sie nazywac durniem generala, ktory popelnil bledy…..”

    a kto tu mówi o Grocie? przez to, że Powstanie wybuchło Grot-Rowecki został rozstrzelany
    w KL Sachsenhausen !!!
    poczytaj może troszkę literatury kto i kiedy dowodził…..
    bo gdyby Grot-Rowecki dowodził, to nie doszłoby do hakatomby – pogoniłby w diabły wspomnianych durniów i tego watażkę-alkolika Okulickiego !!!
    http://www.powstanie-warszawskie-1944.ac.pl/biog_bokszczanin.htm

    szkoda, że dopiero na Łubiance, a nie rękoma Polaków zakończył swoje haniebne życie,
    a teraz jest gloryfikowany: pomniki, ulice – to tylko porąbani politykierzy mogą do tego doprowadzić…..

    przeczytaj poniższy link (ze dwa razy, a może trzy) – wtedy może (?) coś ci się zmieni w poglądzie na sprawę:
    http://portalwiedzy.onet.pl/4869,7455,1350647,1,czasopisma.html

    tam też znajdziesz taki akapit (o którym jakoś się nie wspomina na ogół):
    „…. Była jeszcze jedna szansa ograniczenia skutków katastrofy, już w czasie walki. W połowie sierpnia, gdy miasto płonęło a front sowiecki stał i intencje Stalina już były znane, pojawił się w Warszawie rosyjski kapitan wywiadu – Kaługin. Zaproponował on Borowi, aby kanałami AK poprzez Londyn wysłać depesze do Marszałka Stalina, że lud Warszawy prosi Go o pomoc. Przedstawił nawet gotowy tekst depeszy, utrzymany w hołdowniczym tonie. Bór odmówił…..”

    Bór odmówił !!! do tego dnia zginęło ponad 50.000 ludzi, a On odmawia ocalenia pozostałych:
    jak to nazwać, jak nie zbrodnią – a za to kula w łeb – najlepiej z własnej broni (ale odwagi nie starczyło jak widać).

    Wszyscy „dowódcy” Powstania ani razu nie byli pierwszej lini, nikt z nich nie został nawet draśnięty – widać to na niemieckim filmie, kiedy wloką się do niewoli – wszyscy pozostali ranni, a szefostwo ? I jak ich nazwać? przecież „dureń: w tych okolicznościach to brzmi
    jak komplement.

  141. Jarek: (2007-08-06 o godz. 10:18)
    Qba: (2007-08-06 o godz. 10:20)

    dobrze to ujmujecie… zarówno w polityce, jak i wojsku (szczególnie), nie wolno dopuszczać do głosu oszołomów – vide Okulicki…. czemu sam nie dał przykładu i z pistoletem (chyba miał?) nie „poszedł w bój” – jak Warszawskie Dzieci?

  142. @Torlin,

    „…1. Nigdy w żadnym powstaniu strona powstańcza nie jest silniejsza od “rządowej”, “oficjalnej”, “państwowej”, “okupacyjnej” (czy jak ją tam zwać). ”

    Na Kubie Castro wygral ze strona rzadowa. W Nikaragui – partyzantka Ortegi, w Wietnamie – Viet-kong (czy jak tam sie ich pisze). Pal szesc kto za tym stal i komu to sluzylo. Wszyscy wiemy. Chodzi jednak o fakt, ze przy podziale na strony rzadowa i powstancza stosunek sil miedzy stronami nie jest tak oczywisty, jak ma to wynikac z proponowanego przez Ciebie podzialu.

    Never say „never”…

    Pozdrawiam serdecznie,

    Jacobsky

  143. Przeczytałam, po wizycie w Szczecinie wszystkie posty dot. Powstania Warszawskiego i o to, co mi się nasuwa po tej lekturze:
    1. nikt z tutaj dyskutujących nie odbiera chwały i czci zarówno bohaterskim żołnierzom Powstania, poległym, jak i tym, którz przeżyli, więc bez sensu inwektywy wzajemne i posądzenia o brak szacunku;
    2. nikt nie odbiera też czci poległym ofiarom – ludnośi cywilnej, którz zapłaciła okrótną cęnę za Powstanie – prawda jest bowiem taka, żołnierz idzie do walki, równiej czy nierównej, by walczyć, wygrywać bądź przegrywać, ale ze świadomą konsekwencją śmierci, z walką łączy się nieodzownie żołnierki los zawarty również w słowie ginąć, co innego ludnością cywilną, której walka powstańcza zgotowała przeokrótny los, o tym nie tylko warto pamiętać, z tego losu, okrócieństwa i ogromu śmierci bezbronnych cywilów, trzeba zdawać sobie sprawę, to jest cena Powstania, gorzka, okrótna i bezpośrednia. Na dodatek śmiem twierdzić, że nie była ona dla nikogo zaskoczeniem, bo przez całą wojnę Niemcy taką formę walki prowadzili – za walkę żołnierzy Państwa Podziemniego płacili cywile, to oni ginęli w egzekucjach ulicznych, łapnakach itd. Te represje były odpowiexzią na walkę i w Powstaniu tak samo – ginęli cywile, którzy przychylnie patrzyli na walkę Powstańców, ale nie tylko tacy. To tylko świadczy, że w wojnie ceną jest życie nie tylkożołnierzy i należy się z tą ceną liczyć, może być ogromna, co pokazuje los ludności cywilnej Warszawy;
    3. już raz to napisałam, na którymś z blogów, przy poprzednich dyskusjach o powstaniu – mój dziadek miał w chwili wybuchu Powstania 46 lat, był w AK na zamojszczyżnie i on „kibicował’ Powstańcom, rozumiał ich walkę, ich chęć nawet zwykłego odwetu, chwili wolności własnoręcznie wywalczonej i chwili pokazania Niemcom, że my możemy walczyć jawnie i wam „dokopać”. Po pięciu latach takiej okupacji to w pełni zrozumiałe, ludzie, szczególnie młodzi, ale nie tylko rwali się do walki za wszelką cenę. To zresztą widać w buncie Powstańców, którzy są oburzeni, gdy ktoś krytykuje decyzję o Powstaniu, gdy nie są w stanie się zgodzić z ocenami pokazującymi cenę tej decyzji i podważającymi jej sens, to przecież podważa sens ich walki. To przeciez bezpośrednio „bije” w ich wyobrażenie o tamtych chwilach, które dla nich szczególnie na Początku Powstania były upragnionymi chwilami walki iwolności, po 5 latach, gdy z tą walką musieli się kryć, to były ich chwile szczęścia, chwały, bohaterstwa. Nikt nie godzi się łatwo z odarciem takich chwil z nimbu legendy, bezprzykładnego bohaterstwa bez zwględu na cenę. To też zrozumiałe. Piszę to, co zrozumieć pomagał dziadek. I nikt z nas, którzy mają krytyczny stosunek do Powstania nie chce im tego odebrać. To są należne im dni chwały i chwile radości i wzruszeń.
    4. po wojnie mimo ogromengo, nie wiem jak to nazwać. „sentymentu” do Powstania i chyba zazdrości, że on nie miał szans tak walczyć, dziadek mi powiedział, że z punktu widzenia militarnego, politycznego to była głupia decyzja. Dla legendy, dla romantycznej wizji, że krew Powstańców wzruszy polityków na świecie skazano miasto i jegi ludzność oraz kwiat młodzieży na śmierć. Wiara w to, że taki zryw coś zmieni wg niego świadczyła tylko o naiwności dowódców, którzy taką decyzję podjęli. A dowódcy rozumiejąc chęć walki swoich żołnierzy nie są od tego by podejmować decyzje zgodnie z tymi chęciami. Dowódcy są od podejmowania decyzji właściwych, racjonalnych.
    5. To prawda legenda Powstania odegrała w czasach PRL ogromną rolę. Nasza tożsamość narodowa byłaby chyba inna bez tej legendy. Ale legenda to nie prawda historyczna i ta prawda, czasami dla Powstańców gorzka, w niczym nie umniejsza ich heroimu i bohaterstwa. Nie mogę się jednak zgodzić, że nalezy na Powstanie patrzeć tylko z tej perspektywy. należy pamiętać tez o cenie tego heroizmu i bohaterstwa i o tym, czy osiągnęło powstanie zamierzony cel. Nie osiągnęło. Dowódcy Powstania chcieli wstrząsnąć światem, a świat pozostał obojętny na to włanie Warszawy. O tym też trzeba pamiętać.
    Ja co roku czczę pamięć Powstania i jego ofiar, skladam hołd bohaterstwu, ale zawsze pamiętam co mówił mój dziadek. Dzisiaj zresztą świadomie się zgadzam z jego opinią, po przeczytaniu morza książek na temat Powstania. Co innego ludzkie uczucia, wspomnienia, przeżycia i odczuwanie tamtych dni, a co innego ocena polityczna tamtych wydarzeń. Dlatego razi mnie ta polityczna szopka dzisiejsza wokół tego. Pytanie młodych ludzi, czy by poszli walczyć tak jak 63 lata temu. Sorry, ale co ci ludzie mogą o tym wiedzieć – jesteśmy pokoleniem, na szczęście nie doświadczonym w ten sposób i obyśmy nigdy nie musieli dokonywać takich wyborów i podejmowac takich decyzji. Wojna to nie jest cudny czas. Jak to mój dzidek mówił z wojny nikt nie wychodzi czysty (brał udział w akcjach pacyfikowania skolonizowanych wsi na zamojszczyżnie i nigdy o nich nie powiedział, że to była walka – mówił, ze mordowali wtedy tak sami jak Niemcy, bo nic innego nie odstraszało kolonistów, tylko strach). to czas kiedy w ludziach nie samo najlepsze się budzi – ludzie ukrywający Żydów nie bali się na co dzień Niemców najbardiej, tylko sąsiada czy szmalcownika – perwszego czy nie doniesie Niemcom, jak się dowie, drugiegi czy nie doniesie, jak wyszpieguje, że tutaj Żydów ukrywają. Ci ludzie nie brali się z jakichś obcych – to byli Polacy, często sąsiedzi. Dzisja łatwo być po stronie bezrefleksyjnego poparcia, bez wględu na cenę, a mnie właśnie ta cena tak przeraża. Na pytanie, czy warto było nie ma chyba dobrej oceny – politycznie wg mnie nie warto, ale może warto aby patrzeć na Powstanie, jako na taką naszą ostatnią klęskę w imię walki za wszelką cenę i bez względu na realnośc osiągnięcia rezultatów. czasami mam wrażenie, że Powstanie też pada ofiarą nszego takiego polonocentrycznego myślenia – jesteśmy pempkiem świata, jak to żeby nie przyniosło efektów. A reakcje na Powstanie pokazuje, że byliśmy pionkami na mapie wielkich. Ceną, którą zapłacił Zachód Stalinowi w imię końca wojny. To gorzkie, dla nas tragiczne, ale prawdziwe. To też warto sobie uświadomić.
    Pozdrawiam.
    PS. Aliendoc – moje uznanie za wpisy.

  144. Torlinie (8:42) młodzież zawsze do czegoś dąży takie jej naturalne prawo. Rolą dorosłych jest takie urządzanie świata, by „wzloty ponad poziomy” nie kończyły się hekatombą.
    Przytaczając Bitwę Warszawską miałem na myśli jedynie dysproporcję sił i środków. Do bitwy z reguły przystępują strony słabsza i silniejsza. Wygrana silniejszego jest sprawą naturalną, wygrana słabszego od czasu Kann jest przedmiotem analiz, nie cudów i jasełek.
    Pomijając Clausevitza przywołam Churchilla uważająceg, że o powodzeniu decydują: – liczebność, – jakość, – dyscyplina i organizacja. Sztuka Wojenna jest normalną nauką znaną chyba każdemu oficerowi.

  145. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    aliendoc

    Ale skoro tak bylo i jest, czy mozliwe aby moglo byc inaczej?
    Czyli forma „Olimpiady”. „Igrzyska Olimpijskie” juz za pasem – prawda?

    Napewno beda „zloci medalisci”. Najlepsi z najlepszych, ktos musi wygrac – tylko jak to zrobic – jak przygotowac „boisko & zawodnikow” – prawda?

    Wazny jest okres „Olimpiady” – prawda?
    Jak uspic przeciwnika, ktory napewno bedzie wrogiem, bo tak bylo zawsze. No, no.

    Jak przygotowac „boisko”. Odwieczne pytanie.

    Henry A. Kissinger powiedzial: Swiatem rzadzi zdrowy realizm, a nie dyskusyjny inteletkualizm. Szkoda. Lepiej gdyby bylo na odwyrtke.
    Byloby rozowo.

    F.S. von/od Diasporski

    F.S. von/od Diasporski

  146. Lex , faktycznie, źle to zestawiłem i swą odpowiedzią wyjaśniłeś mnie o co poszło. Na przyszły raz bedę uważał

  147. jestem historykiem, pamietam jak na studiach omaiwalismy powstania, stycznowe i listopadowe, profesor zapytal czy powstania mialy sens, jako jedyna zabralam glos i powiedzialam ze dla mnie to bylo porywanie sie z motyka na slonce, wywolalam ogromna burze i nieopisane wzburzenie moich kolegow, no jak to moge podwazac heroizm naszych przodkow,jak ze Slowackim, ktory wielkim poeta byl i tyle. ciagle obstaje przy swoim zadaniu, wszystkie powstanie, na warszawskim konczac byly skazane na porazke juz w zalazkach, tylko my chyba lubimy umierac smiercia bohatara, jak zauwazyl K.K. Baczynski, a potem mamy nowe watkim do matyrologi naszej histori i mozemy sie zachwycac nad heroizmem i uzalaz ze my tacy dzielni tylko osamotnieni w walce. nie na tym jednak polega milosc do ojczyzny, moim skromnym zdaniem oczywiscie. nie neguje powstan, zapewne gdybym znalazla sie w tamtych okolicznosciach zrobila bym to samo, nawet z przyslowiowa motyka, ale z prespektywy czasu racjonalna ocena nie jest jednak taka dobra i jednoznacza, to ciezki temat, dlatego taka przesadan gloryfikacja naszych porazek nie miesci mi sie w glowie i czasami wrecz mnie obraza jako Polke.

  148. Brawo Andzia, podoba mi sie:))) My uwielbiamy byc umeczeni…wywolalam podobna burze w liceum gdy stwierdzilam ze mickiewicz to nudziarz i ja tego czytac nie bede poza kilkoma balladami i romansami….wszyscy sie oburzyli ale tak naprawde…kto to czytal w liceum?? pojedyncze sztuki. ale oburzenie zbiorowe…ale to taki „maly odbieg” od tematu. W kazdym badz razie ja z powstaniem jestem zwiazana emocjonalnie ale uwazam ze nie powinno miec miejsca. Swoja droga ciekawe dlaczego TERAZ nikt sie nie buntuje przeciwko tej okupujacej nasz kraj miernocie i dewocji…???

  149. Do Dziadka ; Pytanie dlaczego Obojetnie ? Odpowiedz ponizej.
    Wczoraj minęło 235 lat ,kiedy Stolica Warszawa pozwoliła sobie na pierwsze bezkarne rozbieranie z SZAT ,a potem toczyło sie podobnie przez wieki całe .Nim do tego doszło tj. do roku 1772 ,to polskie elity przez cały XVIII w. sposobiły sie do takiego Skutku .
    Moi przodkowie z woli i decyzji króla polskiego Kazimierza Wielkiego pozostawali poza granicami Państwa Polskiego .Nigdy też to państwo ,nie podjęło praktycznie żadnych działań by przywrócić władztwo na tych ziemiach . Obojętność ,brak pomocy w staranich przodków o ANSCHLUS do Polski ,a potem wieloletnie „CYCKANIE „.-
    WARSZAWA ma w historii Polski ważne ,decydujące dwa DZIEŁA ;
    1)ŚWIETNE ,ZORGANIZOWANE i ZWYCIĘSKIE z roku 1920 . . Sierpień 1980 roku urodził się na Wybrzeżu i na południu kraju a zaczęło sie w lipcu w Lublinie .
    2) OKRĄGŁY STÓŁ w 1989 roku , wspaniałe a nade wszystko mądre o światowym znaczeniu . Te dzieła ,śą warte pozostawienia Stolicy tam gdzie ona jest i nie przenoszenie jej do Krakowa .Wrocławia czy Poznania .
    .Lato 2007 roku jest dowodem na to ,iż siły witalne tego miasta dla Polski kończą sie ponownie , władza jest śmiesznia i karykaturalna ,niektórzy mówią , że grożna -dla mnie nie jest grozna tylko zła ,bardzo niekompetentna .
    Za chwilę ,wybywam na Wały Chrobrego ,gdzie Szczecin raduje się z fantastycznie zorganizowanej Imprezy spotkania 92 żaglowców z Europy ,Ameryki i Azji .Po wojnie wreszcie moje miasto pokazało ,znakomitą ,dokładną ,przemyślaną organizację dużej Imprezy .Obcy czesto mówią „Fantastisze !!
    Foto dostępne :
    http://miasta.gazeta.pl/szczecin/51,34939,4365311.html?i=0
    33 fotografi -polecam wszystkim blogowiczom.

  150. Drogi Jacobsky!
    Weź łaskawie pod uwagę, że ja napisałem „nigdy nie jest silniejsza”, a nie, że „nigdy nie wygrała”.

  151. Manolo, dawno sluchalem i czytalem, i pamiec zawiodla. Staralem sie bronic legendy, takiej jaka pamietalem. Te druga strone tez znam, z autentycznych relacji, ale kiedy ja eksponuja, z czym zostajemy ? Jak napisala Jasnaanielka na sasiednim blogu: te rany nigdy sie nie goja…

  152. Nieodżałowany Czesław Niemen napisał protest-song, który był, jest i będzie zawsze aktualny, a słowa tylko dla przypomnienia.

    Dziwny jest ten świat
    Gdzie jeszcze wciąż
    Mieści się wiele zła
    I dziwne jest to
    Że od tylu lat
    Człowiekiem gardzi człowiek

    Dziwny ten świat
    Świat ludzkich spraw
    Czasem aż wstyd przyznać się
    A jednak często jest
    Że ktoś słowem złym
    Zabija tak jak nożem

    Lecz ludzi dobrej woli
    Jest więcej
    I mocno wierzę w to
    Że ten świat
    Nie zginie nigdy dzięki nim
    Nie!
    Nadszedł już czas
    Najwyższy czas
    Nienawiść zniszczyć w sobie

    PS. Przyjemnego odpoczynku dla Gospodarza, wpisy są dla mnie pouczające, dyskusja super.
    Natomiast w „usłużnych” mediach programów historyczno-wspomnieniowych multum (jaka skuteczność edukacyjna i wnioski dla młodzieży ?). Coraz bardziej nadęte uroczystości wojskowe przypominają mi jedno państwo z Dalekiego Wschodu, ale tylko to z północy.

  153. Z niechęcią wracam do komety Dziadka na blogu. Domyślam się jednakże, że słowo „dziadek’ ma źródłosłów od słowa „dziad”, które brzmi bardziej dostojnie. Ciągle także mam w pamięci motto kadencji obecnego żałosnego prezydenta „spieprzaj dziadu”. Dotyczy to wszystkich rodaków, a nie tego szczególnego dziadka, bardzo aktywnego w ostatnich dniach , za każdym wpisem z nowym przymiotnikiem. Dodałbym jakiś od siebie także, ale się wstydzę.

  154. ola z serbii, Ty w ogóle nie wiesz nic o Mickiewiczu. Poczytaj nie tylko to co serwowali w szkole, a dowiesz się, że to genialny człowiek, a nie tylko genialny poeta. Poczytaj jego przemyślenia w postaci krótkich rymowanek – są genialne
    pare przytaczam
    „kłamca, zły moneciarz, pozwól mu fałsz szerzyć, to on sam jeden potrafi cały kraj zubożyć”
    „W ciężkiej dla wszystkich podróży życia nie godzi się własnych ciężarów na cudze barki zwalać.”
    „Wiedzę możemy zdobywać od innych, ale mądrości musimy nauczyć się sami.”
    „Krzyż wbity na Golgocie tego nie wybawi,
    Kto sam na sercu swoim krzyża nie wystawi”
    „Wołasz Boga, On często schodzi po kryjomu
    I puka do drzwi twoich, aleś rzadko w domu.”
    „Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą. ”
    „Każdy ma swoją żabę, co przednim ucieka i swojego zająca, którego się boi. ”
    „Mędrzec zwyczajnych ludzi z rozmowy ocenia a niezwyczajnych mężów poznaje z milczenia.”
    „Zwierz walczy ze zwierzęciem, boi się człowieka, Człowiek walczy z człowiekiem, od ducha ucieka.”
    „Bóg nic darmo nie daje, lecz wszystko otwiera I każdy z Boga tyle, ile chce, zabiera.”
    „Na głębszych fundamentach wyższy mur stać może, I wyższy rozum tylko, na głębszej pokorze.”
    Poczytaj ze zrozumieniem „Pana Tadeusza” zobacz ile myśli , mądrości wiedzy historycznej tam jest zawarte

  155. Stychowski 18.47
    Król i Cesarz Bełkotu = Stychowski
    Czy ktoś wogóle rozumie o co mu chodzi ????????????????????

  156. Czemu nie? Calkiem to nieglupie spostrzeżenie. Trochę zawile podane, fakt.

  157. Tegoroczne obchody rocznicy wybuchu Powstania rozrosły się do gigantycznych rozmiarów. Tak gigantycznych, że aż momentami niesmacznych, ocierających sie o szopkę, cepelię i zawstydzający kicz.

    Przez cały tydzień oglądaliśmy na mieście (i w tv) pod kolejnymi pomnikami i na kolejnych koncertach i inscenizacjach walk ramię w ramię Panią Prezydent i Pana Prezydenta oraz niby świadomą młodzież, która w rozmowach między sobą nie wychodziła ze wzburzenia że „ci (tu wulgarne epitety) Ruscy nie kiwneli nawet palcem”. Nie wychodziła ze wzburzenia i poza sztywne ramy narzuconej przez quasi-spadkobierców Powstania propagandy zwycięstwa.

    Najsmutniejsze było to, że mimo rocznicowej gigantomanii, poza ścisłym centrum miasta mało kto zatrzymał się i zamilkł o godzinie W. Ludzie wiedzą doskonale, kiedy zaczynają się wyprzedaże, a nie mają pojęcia co się wydarzyło o 17, 1 sierpnia 1944 roku.

    PS Słuchałem porannej audycji w Tok FM, 2 sierpnia – podziwiam pana Waldemara Kuczyńskiego za odwagę w głoszeniu tak niepopularnych poglądów. Szacunek.

    PS2 W przyszłym roku 45. rocznica wybuchu powstania w warszawskim getcie – podejrzewam, że nasz Polaków wybiórczy stosunek do historii uratuje obchody przed zjarmarczeniem.

    Pzdr

  158. maciek g
    Do Mickiewicza jako poety można mieć różny stosunek od Ciebie i Pan Tadeusz nie koniecznie się musi wszystkim podobać. To prawo oli z serbii. To co przytoczyłeś z Mickiewicza jest super, ale bądźmy szczcerzy rzadko się trafia belfer, który umie zaiteresować tak odległa dla dzisiejszej młodziezy lietraturą i myślę tutaj przede wszystkim o języku. Mam sporo w tym względzie doświadczeń, bo przerabiałam taki bunt na okręcie z czytaniem tej literatury w wykonaniu mojego brata – dzisiaj 22 latka. W liceum była to dla niego katorga. Dzisiaj powoli sięga do tekstów, które mu kiedyś polecałam, ale jest to proces długotrwały. A co do mnie, to Mickiewicz nie jest moim faworytem – od dawna z wieszczów Noriwd jest dla mnie niedościgniony. Ale też przecież nie zawsze. Są rzeczy Mickiewicza czy Słowackiego, kótre naprawdę lubię. To bardziej chodzi o komunikację i odpowidający nam tym wrażliwości – z lieteraturą jak z ludźmi, z jenymi masz wspólny język z innymi nie, z jednymi masz wspólnotę poglądów z innymi nie. Natomiast warto zawsze chcieć poznawać i ludzi i literaturę i chociaż spróbować zrozumieć inny punkt widzenia u ludzi i spróbować choć trochę poznać literaturę, ktore nie dońca jest dla nas cudna, piękna i wspaniała. Chociażby po to, by nasze nie było jakoś konkretnie „udokumentowane”, a nie tylko nie bo nie. Na szczęście książek i to dobrych jest całe morze i każdy może znaleźć w nim rybki do swojego akwarium. Poza tym gusta się zmieniają z wiekiem – ma 34 lata, co nie jest jakimś rekordem, ale dzisiaj z chęcią czytam np. Iwaszkiewicza, którego nie trawiłam w czasach liceum. Do pewnych pozycji trzeba dorosnąć czy dojrzeć, także emocjonalnie, więc żywię szczerą nadzieję, że z Cortazarem i pozostałą literaturą iberoamerykańską kiedyś też się zaprzyjaźnię, chociaż dzisiaj nie przemawia ona do mnie za bardzo. Przeczytałam, żeby wiedzieć kto zacz, mam pare sztandarowych pozycji w biblioteczce, ale żeby się zachwycać, to nie powiem. Co innego Shakespeare! Także olu z serbii nic straconego. Człowiek się może czasem nieźle zdziwić, jak po latach stwierdzi, że pisarz którego się kiedyś nietrawiło, nagle okazuje się całkiem do rzeczy. Ważne żeby czytać i co jakiś czas sięgać po rzeczy kiedyś omijane szerokim łukiem. A nuż widelec cóś nam się odmieniło. Ja mam ostatnio falę wspomnieniową i czytam pamiętniki i biografie, ale także hitorie rodów. Jak znam siebie jeszcze zpięć takich pozycji pod rząd i mi przejdzie i będę wracała do beletrystyki, a potem znów coś z historycznych pozycji mnie dopadnie. Wydają od nowa Jasienicę, więc może zacznę tę serię od przypomnienia sobie jego poglądu na historię Polski.
    Pozdrawiam.

  159. sympatykDP
    Wnioski dla młodzieży? Ze na tygrysy należy iść z visami jak na majówkę. Zimno się robi.

    absolwent
    Ja komentarze Stychowskiego pomijam i to samo radze wszystkim. Chocby dla zdrowia psychicznego.

  160. Maćku G.
    Ja, podobnie jak Cargo, rozumiem Olę z Serbii, choć „Pana Tadeusza” czytałem z więlką przyjemnością. Przyjemność nie płynęła z mądrości historycznej, co to, to nie, ale z ciepła, z humoru (wraz i nutką nostalgii), którymi Mickiewicz odmalował ‚dawną’ Litwę.
    Natomiast znaczenie ma nie to, co się wykuło, ale to co się zrozumiało, najlepiej przez własne doświadczenie. Pod tym względem trudno o dobrych nauczycieli-przewodników — niestety; a i pozycja lektury w kanonie, nie jest najwygodniejsza był dzieł bronić.
    To prowadzi do odpowiedzi dla SympatykaDP o wnioski dla młodzieży, ale tu włączam autocenzurę, by wniosek jaki wydaje mi się, że zostanie w głowach młodzieży, wydaje mi się straszliwie trywialny. I w sumie podobny do wniosku AnKi.

  161. cargo…. i pozostali, którzy piszcie swoje teksty en bloc;

    „Do Mickiewicza jako poety można mieć różny stosunek od Ciebie i Pan Tadeusz nie koniecznie się musi wszystkim podobać. To prawo oli z serbii. To co przytoczyłeś z Mickiewicza jest super, ale bądźmy szczcerzy rzadko się trafia belfer, który umie zaiteresować tak odległa dla dzisiejszej młodziezy lietraturą i myślę tutaj przede wszystkim o języku.

    Mam sporo w tym względzie doświadczeń, bo przerabiałam taki bunt na okręcie z czytaniem tej literatury w wykonaniu mojego brata – dzisiaj 22 latka. W liceum była to dla niego katorga. Dzisiaj powoli sięga do tekstów, które mu kiedyś polecałam, ale jest to proces długotrwały.

    A co do mnie, to Mickiewicz nie jest moim faworytem – od dawna z wieszczów Noriwd jest dla mnie niedościgniony. Ale też przecież nie zawsze. Są rzeczy Mickiewicza czy Słowackiego, kótre naprawdę lubię. To bardziej chodzi o komunikację i odpowidający nam tym wrażliwości – z lieteraturą jak z ludźmi, z jenymi masz wspólny język z innymi nie, z jednymi masz wspólnotę poglądów z innymi nie.

    Natomiast warto zawsze chcieć poznawać i ludzi i literaturę i chociaż spróbować zrozumieć inny punkt widzenia u ludzi i spróbować choć trochę poznać literaturę, ktore nie dońca jest dla nas cudna, piękna i wspaniała. Chociażby po to, by nasze nie było jakoś konkretnie “udokumentowane”, a nie tylko nie bo nie.

    Na szczęście książek i to dobrych jest całe morze i każdy może znaleźć w nim rybki do swojego akwarium. Poza tym gusta się zmieniają z wiekiem – ma 34 lata, co nie jest jakimś rekordem, ale dzisiaj z chęcią czytam np. Iwaszkiewicza, którego nie trawiłam w czasach liceum. Do pewnych pozycji trzeba dorosnąć czy dojrzeć, także emocjonalnie, więc żywię szczerą nadzieję, że z Cortazarem i pozostałą literaturą iberoamerykańską kiedyś też się zaprzyjaźnię, chociaż dzisiaj nie przemawia ona do mnie za bardzo. Przeczytałam, żeby wiedzieć kto zacz, mam pare sztandarowych pozycji w biblioteczce, ale żeby się zachwycać, to nie powiem.

    Co innego Shakespeare! Także olu z serbii nic straconego. Człowiek się może czasem nieźle zdziwić, jak po latach stwierdzi, że pisarz którego się kiedyś nietrawiło, nagle okazuje się całkiem do rzeczy. Ważne żeby czytać i co jakiś czas sięgać po rzeczy kiedyś omijane szerokim łukiem. A nuż widelec cóś nam się odmieniło.

    Ja mam ostatnio falę wspomnieniową i czytam pamiętniki i biografie, ale także hitorie rodów. Jak znam siebie jeszcze zpięć takich pozycji pod rząd i mi przejdzie i będę wracała do beletrystyki, a potem znów coś z historycznych pozycji mnie dopadnie. Wydają od nowa Jasienicę, więc może zacznę tę serię od przypomnienia sobie jego poglądu na historię Polski.

    Pozdrawiam.”

    ——————————-
    czyż to nie lepiej się czyta? myśl o tych co to będą czytali… a poza tym jesteś OK, no i ze Szczecina !
    ahoy

  162. Torlin,

    jesli ktos wygrywa, to per saldo jest silniejszy: militarnie, politycznie, moralnie (to ostatnie ma chyba najmniejsze znaczenie, ale jako „dopalacz” dla dwoch pierwszych wymienionych przeze mnie dodaje skrzydel walczacej stronie). Moralnie sila byla po stronie powstancow warszawskich, militarnie i politycznie – gdzies indziej. W wymienionych przypadkach (Kuba, NIkaragua) – wszystkie trzy sily byly po stronie powstancow/partyzantow/rewolucjonistow.

    Sila w zjawiskach historycznych, o ktorych tutaj dyskutujemy jest pojeciem dynamicznym. W danym momencie bedzie ona bardziej po stronie wladzy, a potem jej szala przechyli sie na strone rebeliantow, czesto bezpowrotnie. Liczy sie jednak ostateczny efekt.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  163. Jacobsky!
    Naprawdę uważasz, że „jeśli ktoś wygrywa, to per saldo jest silniejszy”?
    Dam Ci dość przewrotny przykład: „12.10.2002, Warszawa: Polska – Łotwa 0:1 (Laizans) – eliminacje do ME”.

  164. Torlinie,

    Naprawde tak uwazam.

    Nie porownujmy bananow z pomaranczami, ale nawet jesli, to w przytoczonym przez Ciebie przykladzie Lotwa okazala sie silnieszja od Polski 12-go pazdziernika 2002 roku. Lub inaczej, to Polska okazala sie slabsza od Lotwy i przefrala. Typowo sportowe bla-bla o przegranej mimo przewagi to chyba wymysl dziennikarzy sportowych i zagorzalych kibicow.

    Problem w tym, ze o ile jedna wpadka pilkarska nie musi rzeczywiscie swiadczyc o slabosci zespolu oraz o jego eliminacji zespolu (inaczej jest np. w tenisie, gdzie turnieje sa bardziej bezlitosne i silniejsi faworyci odpadaja z powodu „wypadkow przy pracy”, czyli porazek z potencjalnie slabszym zawodnikiem; ale nawet to nie powoduje degradacji czolowego zawodnika, co najwyzej obsuniecie sie o oczko w tabeli WTC). W sporcie istnieje odgrywka, inna okazja, mecz rewanzowy, kolejny turniej wielkoszlemowy czy inne. W polityce nie ma tak dobrze. Kto przegrywa ten okazuje sie byc slabszy i konsekwencje okazanej, nawet chwilowej slabosci sa dlugotrwale, na ewentualna odgrywke trzeba czekac czesto przez dziesieciolecia, jesli rzeczywiscie do odgrywki dochodzi (mowa tutaj ciagle o sytuacjach typu powstanie czy przewrot, a nie o przegranej politycznej w wyborach, ktore sa reguralnie co 4 lata).

    O ile w sporcie jeden sezon to tylko jeden sezon, o tyle w polityce nawet jeden rok to czesto koszmarnie dlugi czas, to czesto wiecznosc, podczas ktorej dawna dynamika mogaca dac ewentualna wygrana stronie, ktora jednak okazala sie byc slabsza nie powraca, a zaistnialy uklad po porazce okazuje sie byc nie do przelamania dla strony przegranej.

    Nie porownujmy banaow i pomaranczy, bo to naprawde nie ma sensu.

    Pozdrowienia,

    Jacobsky

  165. W trakcie Powstania wystrzelano kilkudziesięciu Żydów którzy na kontrolowanych przez powstańców obszarach miasta wyszli ze swoich jamek. Szczegółowe informacje w okolicy soboty – mam nadzieję; Universitat am Neuen Palais (Potsdam) obiecał przygotować materiały. Z relacji nie popartych dokumentami: część za wiedzą dowództwa, część bez wiedzy. Trochę jestem przygnieciony tą wiadomością – może się okazać że rozkopaliśmy wspólnie wierzchołek góry lodowej. Jest we mnie wiele niepewnośći czy należy dalej kopać.

  166. Podzielam poglądy Gospodarza i tych wszystkich blogowiczów, którzy rozróżniają w ocenie Powstania Warszawskiego dwa wątki: beznadziejną głupotę decydentów, którzy doprowadzili do jego wybuchu i zagłady miasta oraz bezprzykładne bohaterstwo żołnierzy i dowódców liniowych.
    Czy decyzję o wywołaniu Powstania można ocenić jako zbrodnię? Chyba w kategoriach moralnych – napewno tak. Czy w kategoriach prawnych także? Na to nie potrafię odpowiedzieć. Zbrodniczą naiwnością było bowiem liczenie na pomoc Stalina, przeciwko któremu Powstanie zostało wywołane. Stalin był jednym z największych zbrodniarzy ale niezwykle przebiegłym – nie był idiotą. Podjęcie tej tragicznej decyzji bez uzgodnienia z sojusznikami zachodnimi, to też zbrodniczy błąd. To nie jest prawda, że powstańcom nikt nie pomógł, tylko że skuteczna pomoc nie była ze strony aliantów zachodnich możliwa. Mimo to dali się oni wciągnąć w ograniczoną pomoc dla tego nieuzgodnionego z nimi militarnego przedsięwzięcia, mimo braku zgody Stalina na wykorzystanie sowieckich lotnisk frontowych do operacji z międzylądowaniami. Straty jakie ponosiły alianckie załogi samolotów transportowych (w tym polskie) były ogromne w porównaniu do znikomych efektów zaopatrzenia powstańców w broń. Wiele zrzutów trafiło do Niemców. Zrzuty dokonywane były również z sowieckich kukuruźników i tą drogą dostarczono powstańcom wiele broni i amunicji. Przynajmniej na Żoliborzu, gdzie jako dwunastoletni chłopiec przeżyłem Powstanie pod jego koniec żołnierze polscy – powstańcy mieli więcej broni radzieckiej niż niemieckiej, zdobycznej a angielskie steny i amerykańskie piaty były rzadkością.
    Stalin na usprawiedliwienie swej decyzji wstrzymania ofensywy miał usprawiedliwienie w postaci raportów swych dowódców o stratach w ludziach i uzbrojeniu, które należało uzupełnić przed podjęciem kolejnych działań. Są historycy, którzy twierdzą, że z punktu widzenia militarnego nie było to bezzasadne. Sądzę, że wywiad AK wiedział, iż w stronę frontu wschodniego zmierzają świeże siły niemieckie a to co mieszkańcy Warszawy odbierali jako paniczny odwrót Niemców było wycofywaniem oddziałów niemieckich dla uzupełnienia braków i było związane z wymianą niemieckiego wojska na froncie.
    Zaraz po Wojnie głoszono, że w Powstaniu straciło życie ok. 350 tys. mieszkańców Warszawy. W miarę upływu lat licba ta stopniowo „zmniejszała się”. Obecnie mówi się nawet o ok. 120 tys. i ok 18 – 20 tys. powstańców. Czy za dziesięć lat, jeżeli porządzi nadal prawica, usłużny IPN nie skryguje tych liczb do ok. 12 tys. ludności cywilnej i 200 powstańców?
    Nie jest obecnie możliwe i przecież tak ważne ustalenie dokładnej liczby ofiar. Wymordowano całe dzielnice. W pierwszych dniach Powstania, zanim do dowóctwa sił niemieckich nie dotarło oświadczenie sojuszników o uznaniu powstańców jako armii alianckiej, Niemcy rozstrzeliwali wszystkich pojmanych powstańców, nawet rannych a później już nie wszystkich. Wiele osób rannych zmarło z odniesionych ran już po Powstaniu.
    Politycznie komercyjne i propagandowe wykorzystywanie tragedii żołnierzy Postania i ludności Warszawy przez niemiłościwie nam dziś rządzących jest moralnie paskudne. Wmawianie młodzieży, że dopiero dzisiaj docenia się bohaterstwo żołnierzy Powstania, to oczywiste kłamstwo, ponieważ już po przemianach roku 1956 nie zamykano ust tym, którzy o tym bohaterstwie mówili i pisali a w nastepnych latach już oficjalna propaganda PRL gloryfikowała bohaterstwo żołnierzy Powstania i krytykowała decydentów.
    Nie można porównywać obrony 1939 roku z wybuchem Powstania. We wrześniu 1939 Polska została zaatakowana bez wypowiedzenia wojny. Miała gwarancje sojusznicze, niestety nie zrealizowane. Może rozpoczecie przez Francję skutecznych działań wojennych przeciwko hitlerowskim Niemcom zmieniłobyby losy wojny. Jednak jest to gdybanie jak o możliwości zniszczenia Warszawy podczas późniejszej ofensywy radzieckiej. Tragiczny los Warszawy w wyniku wybuchu Pwstania był już przesądzony. Gdyby Powstanie nie wybuchło, to prawdopodobnie Warszawa nie stałaby się polem bitwy, ponieważ radzieccy dowódcy nauczyli się już strategii i taktyki wojenej. Los Krakowa i wielu polskich miast pozwala liczyć sie z takim właśnie prawdopodobieństwem.
    Duże brawa dla aleksandersona za porówanie historii Polski i Czech oraz dla mw za udaną próbę przedstawienia przyczyny tej różnicy. To bardzo zbieżne z moimin poglądami na tę sprawę.
    Rzeczywiście trudno dziś powiedzieć pozostałym przy życiu powstańcom, którzy nie zginęli w walkach albo nie zostali zamordowaniu przez UB albo nie zmarli śmiercią naturalną, że ich bohaterski wysiłek i ich bojowa skuteczność w walce z wrogiem były już z chwilą wybuchu walk powstańczych daremne i skazane na klęskę. Są jednak powstańcy, którzy z tego zdają sobie sprawę i burzą się na wykorzystywanie ich żołnierskich losów do doraźnych celów politycznych. Znam takich osobiście. Ich relacje i opinie nie są jednak obecnie publikowane przez oficjalną propoagandę.
    Zainteresowanych dyskusją na tematy PW odsyłam do materiałów zamieszczonych na witrynie:
    http://www.powstanie.pl

  167. Nie wiem co z tym zrobić. Zabijanie rodzajem hobby,przyzwyczajenia? Dajcie mi kogoś żebym go zabił? Też rozsrzeliwujemy? O co chodzi, o co tam szło w Warszawie 44? Cisza za oknem, a przez okno upiory idą i idą i idą. Ktoś może ma osinowy kołek?

  168. Ja nie napisałem, że oli nie rozumiem, a jedynie, że nie zna Mickiewicza.
    Lektury szkolne z reguły uważało sie za coś uciążliwego i raczej nikt się z moich kolegów tym nie pasjonował. Przymus budzi opór i nastawia negatywnie. Niemnie po latach gdy juz szkołę ma się za sobą często odkrywa się, że część tych książek jest ciekawych i zawierają nietuzinkowe przemyślenia autorów. Często okazuje się, że to co serwowano nam w szkole i na czym skupiali się nauczyciele nie było tym na czym skupić się powinni. Mickiewicz mimo, że o nim było raczej dużo właśnie był tak przez polonistów traktowany, którzy widzieli w nim super zręcznego twórcę wierszy (poetę), fantastę i wielkiego patriotę. Zupełnie nie zauważali faktu, że człowiek ten był wielkim myślicielem i filozofem, doskonałym obserwatorem i znawcę ludzi. Ale, żeby to poznać trzeba sięgnąć do często krótkich wierszy, aforyzmów, rozpraw, przypisów itd. Można przeczytać Pana Tadeusza i nie dostrzec całego bogactwa zawartego w tym dziele , a tam mamy opisane i zwyczaje ludowe, i szlachtę z jej wadami i zaletami (zarówna tę zaściankową jak i tę bogatą) , typowe charaktery ówczesnych Polaków , zwykłe życie tego środowiska w tym czasie , polityke widzianą oczami tych ludzi itd itp, a moi nauczyciele skupiali się głównie na tęsknocie za ojczyzną , patriotyźmie i Napoleonie.

  169. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Dalej kopac, bo nie ma nic ponad prawde.

    F.S. von/od Diasporski

  170. Z mojego punktu widzenia ,dziecka Warszawy i dziecka wojny , dzisiaj 72 latka , dar krwi powstanców i ludnosci stolicy ma jednak conajmniej jedno uzasadnienie : nie powtórzylismy powstania w paździeniku roku 1956 ani w roku 1981 . Oni zapobiegli kolejnemu upustowi krwi i za to im cześc i chwała .

  171. Co roku (od lat może trzydziestu pięciu) obserwuję tę samą prawidłowośc. Około pierwszego sierpnia obchody (z czasem coraz wystawniejsze) , publikacje i gorące spory. Trwa to mniej więcej do 10 sierpnia. A 3 października petitem w siedmiu wierszach na piątej stronie gazet napomyka sie o końcu Powstania. Sprawdźcie, Kochani, jak będzie tego roku. To też jest uczciwe zwierciadło tej sprawy.
    Przeczytałem w tym roku, że zorganizowano „rekonstrukcję” walk na Czerniakowie, a w planie jest też „rekonstrukcja” walk na Woli. Chodzi o letnie widowiska uliczne. Ciekaw jestem, czy przewidywana jest też „rekonstrukcja” oddawania broni, obozu w Pruszkowie, a na koniec „rekostrukcja” zniszczenia miasta?

  172. Kropkozjad. 22.15. Masz całkowitą rację. Niestety ocene tragedii Powstania jest i będzie w niecny sposób wykorzystywana do koniunturalnych celów politycznych zmieniających sie ekip politycznych i dla kościoła.

  173. Grzegorzu:
    ja się mogę częściowo zgodzić (częściowo, bo przecież taka alternatywna historia nigdy jest czymś pewnym), tyle że o roku 1956 czy 1981 nikt w roku 1944 nie myślał. Dlateto też trudno uwzględniać to w ocenie motywacji dowódców, a to jeden z głównych punktów dyskusji.

    Miki:
    i znowu mogę się częściowo zgodzić. Uwagę mam jednak taką, że ta wyrywkowość w ujmowaniu historii nie jest tylko naszą specjalnością. Historię sprzedają często specjaliści od marketingu, którzy chcą zainteresować odbiorców, sprawić by towar był pociągający. Wątpliwości etyczne, czy z krwawych wydarzeń przeszłości można robić czasem rozrywkę, czasem wręcz beztroską zabawę, do nich nie docierają.

  174. aliendoc
    Uważam że warto pi

  175. Miki, rozumiem, że coroczna „rekonstrukcja” bitwy pod Grunwaldem również ci przeszkadza i wolałbyś aby corocznie inscenizowano np. klęski pod Maciejowicami (1794) – to była całkowita klapa i możnaby „zrekonstruować” scenę pojmania Kościuszki; pod Ostrołęką (1831) – też klęska, a do tego bardzo dużym znieszczeniom uległo samo miasto (zależało ci na „rekonstrukcji” zniszczenia miasta, może na początek coś mniiejszego od Warszawy? A poważnie: Szanowny Miki, warto czasem zastanowić się nad tym co się pisze. Pozdrawiam

  176. aliendoc
    Nie utożsamiaj całego Powstania z tego rodzaju zdarzeniami. Miej świadomość, że wśród Polaków w czasie wojny miłośc do Żydów i poświęcenie w ich ratowaniu nie było powszechne, a takie organizacje jak NSZ wcale nie utwierdzały ludzi w humanitarnym podejści do losu Żydów.

    Nie mówiąc już o tym, że ludzie się po prostu bali, bo za ukrywanie Żydów była kara śmierci dla wszystkich, całej rodziny. Moja babcia mi mówiła, że jak ktoś w jakikolwiek spoósb pomagał Żydom, nie tylko poprzez ukrywanie ich, ale np. dokarmianie, tak jak ona, to największym zagrożeniem bylo, że jakiś sąsiad, ziomek doniesie na ciebie do Niemców i kulka w łeb. To sa opowieści z Zamojszczyzny, gdzie moi dziadkowie twierdzili, że po nasileniu się niemieckich represji na Żydach dla wieli Polaków to też przestali być ludzie. W końcu szmalcownicy nie wzięli się nikąd. Stad też wielka chwała tym, którzy pomimo starchu i nienajlepszej atmosfery dla ratowania Żydów podejmowali to ryzyko życia i robili to. Moja babcia mi powiedziała wiele lat po wojnie, że ona nie zdecydowała się na ukrywanie Żydów, bo miała w domu małe dzieici a dziadek i dwie najstarsze córki były zaangażowane w AK i wydawało jej się, że to już będzie za duże ryzyko. Wielu jej krewnych też tak myślało, a mimo to zginęli wraz z rodzinami, z tych niezaangażowanych w AK, tak za nic, w łapance, w egzekucji ulicznej, w Oświęcimiu, przy kolonizacji przez Niemców zamojszczyzny. Ona przeżyła, dziadek, wszystkie jej dzieci i po wielu latach miała żal do siebie, że nie zaryzykowała, bo śmierć przychodziła beż względu na podejmowane ryzyko, a za ratowanie czyjegoś życia miałaby wg niej najgłębszy sens.

    Pisze o tym, bo antyżydowskie ekstremum w Polsce przedwojejnnej i wczasie wojny istniało. Mój dziadek (wiem, że tym co teraz napiszę wkładam kij w mrowisko) koszmarnie wspominał ludzi z NSZ’tu i jawnie mówił o ich antyżydowskich i antykomunistycznych akcjach zarówno na zamojszczyżnie, jak i w Kieleckiem, gdzie AL była całkiem silna. Zresztą z innej strony rodziny mam inny przypadek, jeden z kuzynów mojej babci był w kieleckiem w NSZ i zaraz po wojnie dopadli go Żydzi na ziemiach odzyskanych, uciekając przed nimi się powiesił i nawet wiele tal później jego brat – żeby było śmieszniej AL’owiec – najmłdszy z 5 braci (a żeby było jeszcze śmieszniej najstarszy Józek był w AK i był w Powstaniu Warszawskim) nie spominal go dobrze. A mój dziadek ostatniemu z tych braci (wylądowali w jednej wsi na ziemiach odzyskanych, moj dziadek od strony taty, ten z zamojskiego, ten ostatni dzisiaj żyjący brat z tych 5 kuzynów mojej babci od strony mamy i właśnie moja bacia od strony mamy), który jeszcze żyje, przez całe swoje życie w tej wsi na ziemiach odzyskanych, ręki nie chciał podać i podobno niezłe mecyje odchodziły na ślubie moich rodziców, bo rodzina tych kuzynów mojej babci na nim była. Dziadek był podobno oburzony święcie, jak to NSZ’towiec (bo tego braciszka o NSZ i szabrownictwo się rodzinnie posądza), na ślubie jego syna?!

    Dlaczego to opisuję, bo w tym kontekście wcale, gdzie znane mi byly wcześniej tego typu opowieści, nie było dla mnie zaskoczeniem Jedwabne, czy wcześniej pogrom kielecki. Nie są też dla mnie zaskoczeniem informacje o przypadkach zabijania Żydów w czasie Powstania. Czytałam o nich wcześniej. Żresztą we wspomnieniach Marka Edelmana też są tego rodzaju wzmianki. Nie sami aniołowie poświęcający się dla dobra ojczyzny byli wśród Polaków. Żresztą, do dzisiaj są ludzie, którzy uważają, że Żydzi są największym dla nas zagrożeniem. Na też się zdarzały zbrodnie. To że przyzwyczailiśmy się patrzeć na siebie, jako na największe ofiary hitleryzmu i nie chcemy jako naród przyjmować do wiadomości, że tak za słodko to nie było, jest efektem naszego patrzenia na siebie tylko z punktu widzenia ofiary. Ale prawda jest taka, ze w czasie wojny dla wielu tragedia Żydów była obojętna, to nie byli nasi znaczy Polacy, dla innych sposób na bwzbogacenie się, a dla innych jeszcze Hitler robił za nas dobrą robotę. W tym morzy ludzi byli bohaterowie podejmujący trud ratowania bliźniego bez względu na cenę, jaką można było za to zapłacić. I chwała im.

    Ale to wszystko nie przesądza o samej idei Powstania Warszawskiego i na pewno nie pokazuje jego prawdziwego oblicza. Ekstremiści są wszędzie. Poczytaj trochę aliendoc o antysemityźmie przed wojną, tak po 1934 roku, gdy sanacja oddawała obozowi narodowemu pole w ideologii, szczególnie w oświacze. Poczytaj o gettcie ławkowym i poczytaj trochę o NSZ. W naszej historii są też bardzo brzydkie zdarzenia. Nie jesteśmy narodem samych aniołów. Zresztą, co ja będę ci ogólnie mówiła – przeczytaj, co pisano w Rycerzu Niepokalanej przed wojną, którego założycielem jest św. Maksymilian Maria Kolbe. To nie były wcale pogadanki dla grzecznych dzieci. To był antysemityzm, co wcale nie umniejsza jego przemiany w obozie i poświęcenia oraz meczeńskiej śmierci. Zresztą jest też inny przykład – Zofia Kossak-Szczucka, przed wojną pisarka i działaczka Akcji Katolickiej, bunajmniej organizacji nie przejawiającej miłości do Żydów, ktora w czasie wojny założyła Radę Pomocy Żydom, w której z nią działał Bartoszewski. aliendoc, przeczytaj jej protest wobec tego, co Niemcy robią z Żydami, gdzie jest napisane, że ona się nie godzi na tę zbrodnie, bo mimo, że Żydzi to obcy i nieprzyjazny Polakom żywioł, są to ludzie i nie można ich bezkarnie zabijać. To tak w skrócie. Można było więc nawet nie przepadać za Żydami ale starać się ich ratować. Za swoją działalność Kossak-Szczucka wylądowała w obozie koncentracyjnym już nie pamięctam którym. A po wojnie groziło jej niemiłe spotkanie z komunistyczną bezpieką , ale wyemigrowała i z tego, co ostatnio czytałam pomagał jej w tym sam Jakub Berman, jako zadośćuczynienie za jej pomoc Żydowm w czasie wojny. Czyli, jak to złośliwie mawiał mój dzidek, kazdy antysemita ma swojego Żyda, a każdy komunista ma swojego antykomunistę i odwrotnie, za którego by w ogień skoczył.

    aliendoc, ja wiem, to trudne prawdy, ale napisałam tyle, żeby ci pokazac, że postawy mogą być bardzo różne, motywy działania też. Mam takie jedno powiedzenie, też z dziadka zamojskiego właśnie, które nam wnukom często powtarzał: „Dzieci, nie ma złych i dobrych narodów, są tylko źli i dobrzy ludzie”. I wiesz ja tego się trzymam. A „poplątana” historia mojej rodziny od strony mamy i dziadka opowieści i jego zaangażowanie we wszystko, co można, jeśli chodzi o polskie walki w XX wieku, spowodowało, ze mam świra na punkcie historii. Odkrywam w niej i dobre i koszmarne zdarzenia, ale to uczy pokory. Dlatego, tak jak pisałam w którymś z poprzednich postów – wojna to czas straszny, który budzi w ludziach dobro i zło, i nie ma gwarancji w kim, co obudzi. Dlatego mówienie dzisiejszej młodzieży, że poszłaby na pewno tak samo w bój burzy mnie tak samo jak samo pytanie. To manipulacja – myślę o pytaniu, a odpowiedź jest tylko naszą wiarą, że tak by było. Zawsze w takich momentach myślę, jaki to dar od losu, że nie musimy tego sprawdzać na sobie, że mamy to szczęście żyć w czasach, gdy ta okropna wojna jest już tylko historią.

    Pozdrawiam.

  177. Cargo, (12:45)

    Muszę przyznać, że nie tylko losy Twojej rodziny były bardzo zagmatwane, Twój tekst także. Musiałem wracać do niektórych zdań, aby połapać sie kto z kim i dlaczego. Ale muszę przyznać, że takie wpisy pokazują jakie jest i może być nasze życie. Nic nie chce dziać się wg schematu „dobre-złe”, „białe-czarne”, tylko są to różne odcienie szarości.
    Mój dziadek mieszkał niedaleko obozu w Treblince. Opowiadał mi, jak transportowani do obozu Żydzi próbowali sie ratować i co z nimi robili (niektórym udawało sie uciec z obozu lub transportu) niektórzy miejscowi chłopi. Nie były to czyny chlubne.
    Nie słyszałem, aby któryś z nich, po wojnie, poniósł za to odpowiedzialność. Nie było odpowiedniej atmosfery, aby to ukarać.
    O łuku triumfalnym na powitanie Armii Radzieckiej w 1939r, który zbudowali miejscowi Żydzi, także mi opowiadał.
    I jakie stąd wnioski?
    Powinniśmy wszystko robić, aby nic takiego nie miało szansy się powtórzyć.

    Pozdrawiam Cię serdecznie

  178. aliendoc,

    kop. Z pewnoscia wiele kamieni pozostaje do odwrocenia na tym poletku stosunkow polsko-zydowskich, polsko-ukrainskich czy polsko-niemieckich, wiele ziemi do odwrocenia. Nie trzeba jednak wpadac w pulapke generalizowania na podstawie jednostkowych wydarzen. Zachowaj zimna krew, ostudz emocje, a wtedy osinowy kolek nie bedzie Ci potrzebny. Wyjatek nie stanowi reguly.

  179. Do liczby ofiar w samej Warszawie trzeba dodać dużą ilość rannych i poległych w ramach tzw. akcji „Burza”. Jednym z nich był mój ojciec (ciężko ranny), który wraz z 2 dywizją świętokrzyską AK szedł „na pomoc walczącej Warszawie” – taka idea przyświecała akcji „Burza”. Częścią tej obłędnej decyzji „kretynów” (przepraszam, ale całkowicie zgadzam się ze słowami wielkiego, szlachetnego i mądrego człowieka, jakim był Jan Karski) były m.in. walki o Wilno, gdzie w ataku (bezsensownym) na niemiecki bunkier zginął kolega mojego ojca ze szkoły Jan Piwnik „Ponury”. Ile na sumieniu mają decydenci Powstania ? Niech ktoś to policzy. Mądrzy dowódcy uczyli młodych podchorążych przed wojną, że dowódca musi tak działać, tak podejmować decyzje, aby nie narażał swoich ludzi na niepotrzebną śmierć – wtedy jest dobrym dowódcą (zarówno mój ojciec jak i Jan Piwnik przeszli taką szkołę). Jeśli naraża niepotrzebnie życie choćby jednego podwładnego, nie jest nie tylko dowódcą, ale i człowiekiem. Co mamy myśleć o dowódcach, którzy zdecydowali o wybuchu Powstania i akcji „Burza” ? W normalnych warunkach poszliby pod ścianę – dla przykładu. Chylę głowę przed oszukanymi 200 tysiącami warszawiaków, którzy nie musieli iść do piachu i przed oszukaną młodzieżą „napompowaną” przez starszych idiotów ideą głupiej walki (oni wierzyli szczerze, że walczą za „sprawę”).
    Drugi wątek to brzydka gra Powstaniem dla doraźnych celów politycznych. Kto powiedział Kaczyńskim, że te 200 tysięcy (w rzeczywistości znacznie więcej ludzi) chciałoby dzisiaj popierać PiS i poglądy Kaczyńskich ? Fee…
    Trzeci wątek dotyczy powszechnie powtarzanej bzdury w stylu: „o Powstaniu w czasach PRL nie wolno było mówić”. O Powstaniu w latach sześćdziesiątych uczyłem się w szkole i mój durny nauczyciel historii piał na lekcjach z zachwytu na temat Powstania tak samo jak obecna propaganda Kaczyńskich.

  180. Kropkozjad: Dziękuję za pochwały (także innym Internautom, którzy je wyrażali), pozwolę się jednak, nieco prowokacyjnie, nie zgodzić z jednym z Twoich (i dość powszechnym) sądem. Polska w 1939 roku rzeczywiście miała gwarancje sojusznicze i nie uzyskała pomocy militarnej, a atak francusko-angielski na Niemcy od zachodu mógł zapewne zapobiec koszmarowi 1939-45. Coś jednak wtedy się stało: 3 września Francja i Anglia wypowiedziały Niemcom wojnę, wywiązując się choć tak z zobowiązań wobec Polski. Tym samym lokalna wojna polsko-niemiecka stała się wojną światową, angażującą już trzy (z 4 zaangażowanych stron) mocarstwa (dodatkowo przynajmniej Wielka Brytania mogła liczyć na pomoc materialną Stanów Zjednoczonych – dochodził więc piąty gracz). Hitler musiał angażować coraz większe siły, rzucać je do opanowania coraz większych terytoriów, ale przez Kanał La Manche (a w konsekwencji i przez Atlantyk) przeskoczyć nie mógł, a atakując ZSRR otwierał drugi front. Co to znaczy? – że już 3 września 1939 Hitler tę wojnę przegrał.

  181. Przewidywanie przyszlosci jest trudne przed i latwe po zajsciu zdarzen historycznych. Szanowni blogierzy znajac stan obecny uwazaja, ze uzasadnia on ich ocene wydarzen i decyzji powzietych przez politykow i dowodcow, ktorzy nie byli swiadomi wielu faktow i mozliwosci. Wiekszosc powstan w historii Polski konczyla sie niepowodzeniem a sytuacja po przegranej byla gorsza od wyjsciowej. Czy oznacza to, ze poczynajac od Kosciuszki wszyscy przywodcy powstan byli osobami niekompetentnymi badz niedoceniajacymi sily wroga? Czy tez moze Polacy przejawiaja jakis szczegolny instynkt pchajacy ich ku samozagladzie? Wojny prowadzi sie dla zysku, dla zdobycia kapitalu, ktorego wlasciciel odmawia jego dobrowolnego oddania. Natomiast powstania sa aktem desperacyjnego protestu, obrony godnosci narodu oraz proba odwrocenia niekorzystnego biegu wydarzen. Inaczej mowiac, sa one proba obrony „Polskiego Stylu Zycia ” (Polish way of life) przy swiadomosci, ze w razie braku reakcji bedzie nastepowala dalsza jego erozja. Planem maksimum kazdego powstania bylo oczywiscie zwyciestwo i przywrocenie stanu pozadanego. Ale powstania byly waznym elementem ksztaltowania swiadomosci narodowej nawet wtedy gdy konczyly sie kleska i represjami. Narod definiuje sie przez swoich przeciwnikow a potrzeba zemsty za poniesione straty utrwala jednosc populacji oraz sprzyja wytworzeniu poczucia odrebnosci. To zas sa konieczne cechy jesli pantwo i narod maja przetrwac jako organizmy historyczne. To dzieki nim Polska przetrwala okres zaborow a watle wspomnienie dawnej swietnosci pomoglo jej przetrwac infekcje zydo-komuny i byc moze zapobieglo wlaczeniu wasalnego tworu jakim byl PRL do ZSRR jako republiki zwiazkowej (jak postulowalo wielu „polskich” komunistow). Zachowanie takiej bardzo ograniczonej niezaleznosci nie udalo sie, na przyklad, Litwie, Lotwie czy Estonii.
    Powstanie Warszawskie bylo ostateczna i desperacka proba ochrony interesow polskiej warstwy ziemianskiej czy tez polskiej szlachty, ktora od poczatku istnienia Panstwa Polskiego stanowila jego sprawczy rdzen . Niezalezna materialnie i w znacznym stopniu samorzadna i samoobronna byla to warstwa polskich samurajow powiazanych wzajemnie wiezami pokrewienstwa i przynaleznosci do klanow rycerskich. Stopniowo oslabiana i przycinana przez zaborcow poniosla ostateczna kleske po inwazji komunistycznej, ktora odebrala jej materialne podstawy niezaleznego bytowania. Od tego czasu Polska pozostaje pod rzadami populistycznej tluszczy pozbawionej instynktu panstwowego i nic nie wskazuje aby trend ten zostal odwrocony w przyszlosci.

  182. Aktualia: ( przepraszam bywalców blogu W. Kuczyńskiego za transpozycję ):

    http://kuczyn.com/2007/08/07/euro2012-i-chwast/#comments.
    Nie chcę powtarzać swoich postów na wszystkich blogach, na których jestem „aktywny”.
    Dlatego link.

  183. Chodzi o mój post na blogu W. Kuczyńskiego z godz. 8.20 p.m.

  184. Midrasz, numer z marca 2007. Jacobsky, nie wpadnę w pułapkę generalizowania, natomiast dostrzegam potrzebę wyartykułowania jeszcze innego problemu. Historycy niejako urzędowi, czy też „oficjalni” uznają zdaje się pogląd że historia tego narodu jest rodzajem tortu, z którego wycinać można dowolnie co smaczniejsze kawałki, z nich jeszcze friandises wyciągać, zaś niestrawne i wymiotne części wynosić chyłkiem do kubła. Na to był mi osinowy kołek, bowiem to nic innego jak „wysysanie” historii. Pozlepiane owe smakowitości waleczne i patriotyczne wywołują jedynie mdłości w degustatorach, bo cóż innego mogą wywołać. Zdaje się, że współcześnie w pokoleniu pobierającym nauki historii mamy przede wszystkim tych co historii nie znają w ogóle, potem tych co obnoszą się z owym pozlepianym glutem po różnych plenerowych widowiskach, od żywych obrazów począwszy a na rozmaitych marszach w mocno podkutych butach kończąc, a wreszcie, co bardzo pocieszające, tych, którzy grzebią po śmietnikach szukając urzędowo tam zagrzebanych resztek. Historia, stanowiąc o tożsamości, powinna być znana. Ale historia, a nie rodzaj świeckiej hagiografii – bo od tej fałszem na kilometr cuchnie, co odrzuca. Być może stąd kłopoty identyfikacyjne u wielu, być może stąd ciągle nietrafne politycznie wybory, bowiem trafność tych przede wszystkim od historii zależy – od jej prawdziwości, bowiem po sloganach wyborczych przychodzi czas prawdziwego działania w którym rządzący ujawniają swoje prawdziwe oblicze – łatwiej byłoby je rozpoznać mając oparcie w historii narodu i państwa rzeczywistej, a nie nieuprawnionej składance co bardziej wygodnych zaszłości. Historia jest interpretacją – oczywiście – ale interpretacją faktów, a nie zacieraniem faktów, nie wynoszeniem ich chyłkiem po nocy do kubła, i to najlepiej na sąsiednie podwórko. Na to był mi osinowy kołek. To, że w miejscach takich jak ten blog trwa cierpliwa praca nad przywróceniem historii państwa i narodu jej rzeczywistego obrazu, a tym samym właściwej jej wartości, to ogromnie pocieszające. Niemniej, dopóki urzędowo skrawać się będzie lukier i bezy, a resztę walić do kosza, byle głęboko, nie należy oczekiwać żadnego postępu w budowaniu poczucia tożsamości, w budowaniu wspólnoty. Spajanej historią, nie histerią. Dzięki Cargo za słowa otuchy w gruncie rzeczy, boż końcu każdy na tym blogu mniej czy więcej przywołane fakty zna, niemniej wyskakujące z pamięci niczym wygłodzone potwory mogą przyprawić o przerażenie. dzięki AnKa, Monsieur Jacobsky, je vous remercie. Powinienem jeszcze podziękować osobie która uporządkowała okruchy wiadome mi jedynie szczątkowo i dorzuciła fakty zupełnie nieznane – dziękuję Marta. Itck. Niemniej kac pozostaje. Jakżeż inaczej toczyłyby się rozważania gdyby nie ciągłe zaklejanie historii, fragmentaryczność wiedzy powszechnie dostępnej, a wreszcie, gdyby nie pokraczne na niej żerowane dla osiągnięcia celów szkodliwych dla rozwoju narodu i państwa. Kac pozostaje. Ponieważ raz już pojawił się Borowski, sięgnę po niego drugi raz.

    …i może trzeba przyszłym losom
    dać się jak kamień z gór potoczyć
    i widzieć świat jak widzi posąg
    co ma kamienne martwe oczy

    Oby nie.

  185. cargo – piękny tekst. Nie mam nic do dodania. Bardzo Ci dziękuję.
    Moje doświadczenia są zbieżne, choć nie podobne do Twoich.
    A powiedzenie, że nie ma złych narodów, tylko ludzie bywają różni funkcjonuje także w moim środowisku.

  186. Ad vocem:
    PK z godz. 10,14
    Historia ( fakty ) to rzecz pewna. To interpretacja historii (faktów) nie jest pewna, a bywa wręcz koniunkturalna. Doświadczamy tego codziennie.

    Cargo: z 12,45
    Bardzo osobiste. Bardzo pouczające !
    Jedna uwaga. Jedwabne było przed Kielcami, nie po.
    Pozdrowienia i ukłony.

  187. Bobolo !
    To chyba nie Ty !

  188. Piotrze,
    chyba mnie nie zrozumiałeś.
    Chodzi mi tylko o traktowanie Powstania jako całości.
    Nie przeszkadza mi „rekonstrukcja” bitwy pod Grunwaldem (zwycięskiej), nie w głowie mi zastepowanie jej „rekonstrukcją” bitwy pod Maciejowicami (dlatego, że była klęską).
    Spokojnie przeczytaj mój post jeszcze raz (jeśli jest tego wart, o co bym sie nie zakładał).
    Chodzi mi o to, że w medialno-politycznej (i bardzo interesownej) wrzawie patetycznie przypomina sie początek Powstania, bo mozna w nim znaleźć akcenty narodowego dowartościowania.
    Ale Powstanie nie trwało 5 dni, ani 10 dni, ale 63, a w każdym działaniu liczy się rezultat.
    To tak. jakby reporter Szpakowski zachwycał sie pierwszymi dziesięcioma minutami meczu i wspominał je latami, bo „nasi’ kilka razy dobiegli na pole karne przeciwnika, mimo że cały mecz był katastrofalnie przegraną dwucyfrówką.
    Siegając po inną poetykę: „respice finem”. „Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca”.
    Skoro „rekonstruujemy” epizody początkowe, to zwykła uczciwość umysłowa wymaga też „rekonstruowania” finału.
    Chowanie głowy w piasek co do finału samo w sobie czegoś dowodzi.
    Pozdrawiam.

  189. Wypowiadającemu się na tym forum kilkakrotnie dziadkowi „święty Boże nie pomoże”, czyli „starość nie radość”. Dlaczego im człowiek starszy, tym bardziej mu się zdaje, że wszystkie rozumy pozjadał, gdy tymczasem, skleroza tego rozumu coraz bardziej go pozbawia. (To samo dotyczy zreszta Feliksa Edmundowicza Stychowskiego.) Swój upór w trwaniu w swych dziwnych przekonaniach zabierzecie ze soba do grobu, bo nikt z młodego pokolenia waszych przekonań nie podziela (za wyjątkiem może jakichśtam Wszechpolaków).

  190. Bobola, dziękuję za pogląd tyleż trafny, co odosobniony. Może uda się nam przynajmniej kawałek nowszej historii napisać. Niemniej Letzte Sieben Worte będę próboał sformułować inaczej

  191. aliendoc,

    kazdy kraj, ktory funduje sobie oficjalnych czy tez urzedowych historykow, funduje sobie tym samym oficjalna czy tez urzedowa historie.

    Pozdrowienia

  192. Blog zrobil sie lepszy (moze okresowo) niz kiedys. Jest co czytac. Nawet Bobola wydaje sie „puscil farbe” leciutko.

  193. cargo
    2007-08-08 o godz. 12:45
    Wspaniały tekst.

    Dla mnie też Jedwabne nie było zaskoczeniem. Jako element napływowy (ojciec nauczyciel) wychowałam się w wiosce, która po 1939 leżała niedaleko granicy niemiecko-radzieckiej. Mieszkańcy wioski chętnie przeprowadzali Żydów na stronę radziecką, po drodze mordując ich i zabierając dobytek. Po latach (a usłyszałam o tym jako młodzież w latach 80-tych) specjalnie się z tym nie kryli. Moze nawet chwalili zapobiegliwością. W końcu między szlachtowaniem świni i Żyda nie ma chyba wielkiej różnicy

  194. Bobola, piszesz,że Powstanie było „ostatnią dsperacką próbą ochrony interesów warstwy ziemiańskiej czyli szlachty”. Otóż prawdą jest, że ta próba była daremna gdyż interesy te załatwili od razu tzw zaborcy tuiz po rozbiorach. Po pierwsze zlikwidowali komprimtujący system niewolnictwa I RP i uwolnili chłopów polskich od niewolniczej zależności od tępej szlachty i magnaterii. Dalej zaborcy stworzyli niezależne sądy i nauczyli chłopów uprawy roli z zastosowaniem gnoju jako nawozu. To niby nic, ale w warunkach polskich była to prawdziwa rewolucja. Piszę wcześniej tzw „zaborcy” gdyż prawdą jest, że niepodległość POlska utraciła dobrowolnie na podstawie uchwały sejmu. Był to zresztą jedyny przypadek w dziejch świata, że własny parlament zliwidował własne państwo. Niebagatelną rolę w utrzymaniu niewolnictwa w Polsce odegrał kościół katolicki, ale na tym Ty znasz sie znacznie lepiej. Także tę uchwałę sejmową zorganizował i poparł kościół i jego urzędnicy.

  195. Jasny gwint, z jakich podręczników uczyłeś się historii? To co piszesz, to bełkot rodem z czasów stalinowskich. Współczuję…

  196. W kwestiach, związanych z Powstaniem Warszawskim wypowiadałem się w blogu Waldemara Kuczyńskiego i kieruję tam ew. zainteresowanych.
    Tutaj pragnę jako czynny uczestnik tamtych zdarzeń dodać kilka uzupełnień i nawiązać do dyskusji.
    należałem do grona bardzo młodych ludzi, którzy jednak zostali ukształtowani przez szkołę II RP i harcerstwo w duchu patriotycznym, co nie może dziwić, mając na uwadze krótki okres tak wyczekiwanej i wywalczonej niepodległości Polski po 1. wojnie światowej. Bardzo przeżyliśmy z całym społeczeństwem klęskę kampanii wrześniowej, a po tym przerażający czas okupacji hitlerowskiej. Jak wielu z moich rówieśników, a także starszego pokolenia braliśmy udział w konspiracji i przygotowaniach do otwartej walki. Było to dla większości młodzieży oczywiste.W grę nie wchodziły jakieś niuanse polityczne. Chociaż jak dziś pamiętam,ze pomimo naszego b. młodego wieku jeszcze przed wybuchem Powstania zastanawialiśmy się nad tym, czy ma ono sens po uzyskaniu wiadomości o losie oddziałów AK wyzwalających Wilno i Lwów. Ale mieliśmy pełne zaufanie do naszych dowódców i władz państwa podziemnego i emigracyjnych. Rzeczywistość była daleka od naszych oczekiwań, jednak do końca nie traciliśmy ducha pomimo olbrzymich strat. Pierwsze dni wolności to była euforia całej społeczności Warszawy. Później już było różnie. Szczególnie ludności cywilnej, która była całkowicie bezbronna.
    Ktoś kto przeżył tamte dni sierpniowe nigdy tego nie zapomni i dlatego nie można się dziwić wypowiedziom niektórych uczestników tamtych wydarzeń o tych wspaniałych chwilach. Jednak dopiero chłodna analiza post factum oparta o dostępne materiały historyczne, wspomnienia itp niestety burzy ten wyideologizowany obraz. Począwszy od kulisów podjęcia decyzji o wybuchu Powstania, tych politycznych i wojskowych, które dają wiele do myślenia. Jeszcze raz okazało się, że w naszych działaniach dało znać o sobie tak nam bliskie myślenie życzeniowe.
    Dziś trudno jeszcze o całkowicie chłodną analizę zasadności tamtej decyzji, ponieważ podchodzimy do tego z dużym zaangażowaniem uczuciowym. Dopiero w przyszłości historia być może zajmie zdecydowane stanowisko. Być może nie, ponieważ zagadnienie stanowi swoista kwadraturę koła. Bardziej zdecydowanie można już obecnie dokonać analizy działań ściśle wojskowych i tu ocena musi być niestety zła; w ferworze i gorączce ostatnich dni przedpowstaniowych popełniono wiele istotnych błędów, jak choćby wadliwy termin i godzinę podjęcia walk. Ale tak naprawdę była to improwizacja, obliczona na kilka zaledwie dni i bez planu alternatywnego Graniczy prawie z cudem, że Powstanie trwało ponad dwa miesiące!
    Całkowicie zgadzam się z Jajem: nie jest prawdą, że o Powstaniu w okresie PRL nie wolno było mówić .Po okresie propagandy przeciw AK w roku 1944-45, jednak ukazywały się wydawnictwa ,opisujące działania powstańcze jak. np. chyba Warszawski Tygodnik Ilustrowany ( tytułu nie pamiętam), wychodzący do 1949 roku. Później nastąpił ponury okres stalinowski , trwający do październikowej odwilży 1956 roku, kiedy to usiłowano wymazać z pamięci nasza historię. Jednak zawsze, nawet w tych latach odbywały się w dni 1 sierpnia 1 w dzień Wszystkich świętych spontanicznie wielkie uroczystości na cmentarzu wojskowym na Powązkach. W radio i telewizji emitowane były programy okolicznościowe, szczególnie w latach 70., a nawet 80.
    Sam, będąc członkiem ZBOWiD ( jedynej w tamtych latach organizacji zrzeszającej kombatantów i więźniów obozów) w moim kole prowadziłem do okresu stanu wojennego zespół d/s współpracy z młodzieżą , którego jedyną działalnością było organizowanie spotkań młodzieży z kombatantami na lekcjach wychowawczych i szkolnych apelach. Sam brałem udział w nich , opowiadając o harcerstwie Szarych Szeregów i Powstaniu. Brali też udział b. żołnierze Dywizji Pancernej gen, Maczka, Brygady Spadochronowe, II Korpusu, a także I i II armii WP. Nigdy nie narzucano nam tematyki i mogliśmy mówić to co uznaliśmy za słuszne i nie zakłamane.
    Nie od rzeczy należy wspomnieć, że odznaczenie Warszawski Krzyż Powstańczy, którą nosimy i którą się chlubimy ustanowił gen. Jaruzelski w 1982 roku. Mnie wręczał je gen. Edwin Rozłubirski, w czasie Powstania por. AL na Stary Mieście.
    I na koniec: zgadzam się z tym wszystkimi których mierzi wykorzystywanie Powstania Warszawskiego do bieżących celów politycznych. Niezależnie od oceny przyczyn, przebiegu i skutków Powstania pozostanie ono zawsze ważną datą w naszej historii. Czcijmy pamięć ofiar i bohaterów, ale nie zniżajmy się do używania jej do brudnej gry.

  197. Lex
    Pisząc o Jedwabnem po Kilecach miałam na myśli dowiadywanie się o nich – o pogromie kieleckim mówiło się dużo sporo wcześniej niż o Jedwabnem, więc i informacja o tym zdarzeniu dosżła do mnie jako przykład polskiego antysemityzmu jajo jedna z pierwszych, a o Jedwabnem, przyznaję, dowiedziałam się dopiero z książki Pana Grossa.
    Pozdrwienia.

  198. JKJK
    Przepraszam za zawiłość, ale piszę szybko, przeważnie jako chwilową odtrutkę na cyferki w pracy, więc nie ma za wiele czasu na szlifowanie tekstu, ale postaram się pisać krótszymi zdaniami, mniej rozbudowanymi, to zawsze był mój nazwijmy to stylistyczny feler. Gdy o nim zapominam rzeczywiście buduję zdania dość mocno piętrowe. Obiecuję poprawę, bo w końcu piszę to, żeby odbiorcy zrozumieli, co czytają, ja wiem o co w danym tekście mi chodzi.
    Pozdrowienia.

  199. Piotr 11.38. W Twoim bardzo niegrzecznym wpisie pytałeś o książki z jakich uczyłem sie historii. Otóż uczyłem sie przeważnie nie z książek, gdyż większość z nich zwykle kłamały. Teraz do zakłamywania historii powołano nawet specjalne ministerstwo kłamstwa, IPN , w którym czołowe role odgrywają tacy kłamcy jak A. Paczkowski i inni płatni falszerze. Obawiam sie, że organizują także kursy wieczorowe, coś w rodzaju WUMLu /może studiujesz tamże?/ Szczegóły, które tak Cię podnieciły znajdziesz w publikacji Daniela Zbydka w numerze 3-4 RES HUMANA.

  200. Czasami się zastanawiam, myślę sobie: Co mnie to całe powstanie obchodzi. I możemy sobie spekulować, co było ważniejsze. Zapytałem mojego chrześniaka co o tym myśli. Ma to gdzieś. Pochodziłem po ulicach mojego miasta. Nikogo 1944 rok nie obchodzi, żadna godzina „W”. Nic o tym nie wiedzą. I nie chcą wiedzieć. Żyją innym światem. Matka Boska ich nie dotyczty! Oczywiście pana Rydzyka wykluczająć.

  201. Dzisiaj wrzeszczy sie na Stalina, że niby Powstanie padło przez niego. Ale przecież ze Stalinem nikt terminu nie ustalał! Nikt go nie pytał o zdanie. Ględzenie, że niby mógł przekroczyć Wisłę jest bzdurą (jeżeli ktoś ma wyobrażenie o militariach tamtych czasów). Gdybym był powstańcem, to najpierw zapytałbym Stalina co o takim zrywie mysli. Później bym się zapytał, czy nie zechciałby podrzucić trochę uzbrojenia, aby nie było tak, że jeden karabin przypada na trzech germańców uzbrojonych po zęby. Gdyby szefowie od powstania o tym pomyśleli, gdy jeszcze mosty były przejezdne. Dlaczego nikt ze Stalinem (albo dowódcami, którzy stali na Pradze) nie dogadał się w sprawie przyczółków? Popłynęli tam w końcu Kościuszkowcy i prawie ich wszystkich wytłukli. Opowiadanie, że Powstańcy to był zryw ku niepodległości jest nieporozumieniem. Stalin już wcześniej ustalił co jest dla niego ważne. W tej sytuacji podziwiam Czechów. Są mądrzejsi…
    Dzisiaj Kaczory uprawiają tzw. politykę historyczną. Głupki!

  202. Jasny gwint, widzę, że Twój kolejny wpis potwierdza moją wstępną diagnozę. Współczuję jeszcze bardziej. Spróbuj może przeczytać jakąś książkę (tylko uważaj na autora i rok wydania).

  203. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    aliendoc

    Dalem sobie czas i przeczytalem Twoje wpisy jeszcze raz, od rozwinietej strategii generala Josepha Hellera do teraz.

    Mozna powiedziec: skoro nie dalo sie zyc z kolektywizacji panstwa, to moze da sie zyc z proby kolektywizacji winy.
    Ten numer byl juz przerabiany. Nic z tego nie wyszlo, tylko „placz” i zgrzytanie zebow.

    To jak „Bolero” Maurice Ravela, jest wszystko, oprocz muzyki.

    Jednej rzeczy nie rozumie. Dlaczego glosowac na epigonow PPR-PZPR-SLD itd.?

    Czy sa juz jakies ustalenia, realne gwarancje? Czy beda bajki, ktore nieoczekiwanie wpadaja w, spadajac z gornej polki?

    F.S. von/od Diasporski

    Ps.
    Mem zawsze mowila. Feliks ty nie masz w glowie zadnej inteligencii, ty masz tylko mus jabkowy, ale mimo to cie kochamy.
    Pozdrowienia dla Maruchy.

  204. Z wnioskami zamieszczonymi w felietonie zgadzam się prawie w 100%. Powstańcy z góry i tak skazani byli na przegraną, politycy wiedzieli, że wsparcie ZSRR jest bardziej wątpliwe niż pewne. Owszem, wydarzenie to miało znaczący wpływ na dalsze losy Polski podczas okupacji stalinowskiej, gdyż zakrzepiła w Polakch wolę walki. Powstanie miało więc jedynie charakter polityczny i ideowy niż narodowo-wyzwoleńczy. M

  205. Panie redaktorze. Czytam Pana od… czasu, kiedy trzeba było mieć odwagę oisać tak jak Pan i inni w Polityce. Pańska opinia o powstaniunapawa zóścią …. . Złością na tych co decydowali, na ich cynizm i głupotę polityczną. Tylko cynicy mogli poświęcić tyle ludzi, całe miasto wimię własnych ambicji. Takie opinie powinny być przez młodzież znane, studiowane – może wtedy wreszcie sńczyłyby się rządy KOLEJNYCH , w tym współczesnych CYNIKÓW – WŁADZY. Co ich obchodzą ludzie – byle tylko zdobyć, tzryma władzę. TO ISTNY KOSZMAR. Proszę nadal pisać prawdę, może to kiedyś zmieni nasz kraj.

  206. Jasny Gwincie;

    Mysle, ze nieco przeceniasz dobroczynna role jaka odegrali zaborcy w rozwoju polskiego rolnictwa i sadownictwa. Jest to jednak temat zbyt obszerny i specjalistyczny abym mogl go omowic na ograniczonym z natury, przez cierpliwosc czytelnikow, forum tego blogu. Nie mniej informacje jakich potrzebujesz sa dostepne. Ze wzgledu na to, ze wydajesz sie nie ufac historykom wspolczesnym polecam wydana jeszcze w „glebokim” PRLu wielotomowa Historie Polski , PWN (praca zbiorowa) gdzie aspekty gospodarcze i spoleczno-administracyjne Polski pod zaborami sa, o ile moge to ocenic, omowione wyczerpujaco i raczej bez uprzedzen.
    Co do niewolnictwa to domyslam sie, ze masz na mysli system panszczyzniany. Rzeczpospolita Szlachecka nie uznawala bowiem niewolnictwa jako systemu niezgodnego z naukami Naszego Swietego Kosciola Katolickiego. System ten mial rozne cechy w roznych okresach czasu i , jesli porownamy go z odpowiednio istniejacymi stosunkami spolecznymi w innych krajach w tych samych okresach historycznych (Anglia, Francja, Niemcy, Rosja) byl stosunkowo lagodny jesli chodzi o stosunek szlachta-chlopi. Istniala zreszta cala subklasa szlachty zagrodowej , ktora w zasadzie roznila sie od chlopstwa tylko przynaleznoscia do rejestru stanu szlacheckiego. Byla to zreszta ta czesc spoleczenstwa, ktora ucierpiala natychmiast i bezposrednio po przejeciu administracji zaboru przez Rosje (czyli w Krolestwie Polskim) . Jako posadajacy tylko jedna siedzibe zostali oni usunieci decyzja cara z rejestrow stanu szlacheckiego i traktowani jako chlopi. Ze wzgledu na to, ze w panstwach opartych na systemie stanowym przynaleznosc do stanu szlacheckiego nadawala wylacznie pelne przywileje obywatelskie, byla to degradacja bardzo bolesna. Jesli zas chodzi o praktyke dostepu do najwyzszej kasty spolecznej, czyli szlachty, to dla porownania, w panstwach Europy Zachodniej do stanu szlacheckiego nalezalo okolo 4% populacji. W Polsce szlachta stanowila ponad 10% ludnosci kraju. Cudze chwalicie swego nie znacie ….

    Co zas do wypowiedzi zwolennikow powstan, ktorych powodzenie byloby z gory zapewnione przez przewage liczebna i materialowa naszych wojsk nad wojskami przeciwnika to kryja one w sobie mentalnosc rzeznika. Z ta zas sztuka rycerska ma malo wspolnego. Tak bowiem jest, ze mestwo, dobra strategia oraz przypadek moze zrownowazyc wiele innych niedostatkow. Historia, rowniz polska, dostarcza wiele stosownych przykladow. Obecnie zreszta mamy przyklad biezacy wojny USA -Irak , ktora Stany Zjednoczone przegrywaja mimo miazdzacej przewagi w wyposazeniu i liczebnosci wojsk zaangazowanych na tym teatrze wojennym. Zauwazmy, ze wojna ta trwa juz niemal tyle czasu co II Wojna Swiatowa a do rozwiazania problemu jest rownie daleko jak to bylo tuz po pokonaniu Armii Irackiej.

  207. Bobola,z przyjemnościa się czyta twe wpisy jak zmieniłes sposób wypowiadania sie na blogu, nawet mam podejrzenia że ktos „podszył się” po nic. Oczywiście pańszczyzny nie mozna porównywać do niewolnictwa.
    A codo postu z 2007-08-08 o godz. 18:39, to początek bardzo mnie się podobał , ale twe twierdzenie „Powstanie Warszawskie bylo ostateczna i desperacka proba ochrony interesow polskiej warstwy ziemianskiej czy tez polskiej szlachty, ktora od poczatku istnienia Panstwa Polskiego stanowila jego sprawczy rdzen” jest z gruntu fałszywe- poczytaj post byłego uczestnika powstania „SZ”

  208. Feliks Stychowski,

    ręce precz o Bolera !

  209. Sehr geehrter Herr von/od Diasporski. Propozycja odebrania zbrodni historyczności pozornie wygląda na jedynie sztuczkę techniczną, wówczas też, pojmowana jako taka jedynie sztuczka, prowadzi do oblegania dróg przez tłumy biczowników, zajmowania placów miejskich przez bijących pokutnie głowami w bruki, ubierania się we włosiennice, et caetera. Było to przerabiane, prowadząc do licznych utrudnień. Współcześnie zapewne podróżować drogami by się nie dało, imprezy masowe chyba do lasu wypadałoby przenieść, a i moda by zanikła. Wracając zaś do odrobiny rozwagi: nie jest to sztuczka a propozycja odmiennej gradacji. Zapewne, cierpień uniknąć się nie da. Natomiast można zdać sobie z nich sprawę. Postawa historyczna jest prowadzeniem rozważań od efektu do efektu – jest swego rodzaju porządkowaniem słupów telegraficznych przy drodze stojących (tak mi się napisało – ale samo nasuwa się przywołanie powiedzonka o milowyc słupach historii). Postawa etyczna jest natomiast oglądem co dzieje się na drodze samej, pochyleniem głowy raczej aniżeli trzymaniem jej zadartej ku wyżynnym osiągom cywilizacji. Idąc o krok dalej, przyjmując że zbrodnia raz dokonana pozostaje niezmiennie zbrodnią, proponuję tylko świadome, przemyślane i wolne dla każdego z nas przyjęcie tego jako aksjomat z którego wychodzi nasze rozumienie świata, nasze rozumienie ludzi wśród których żyjemy, nie: ludzi którzy żyją obok nas. To zmienia nieco optykę, jeśli przyjrzeć się temu uważnie, bowiem budzi w głębi świadomości (może jestem odmieńcem, bo nawet kiedy to piszę, to ‚coś’ we mnie się budzi), coś na kształt głębszej niźli codzienna analizy okoliczności do podjęcia decyzji; to coś stara się zapytać pierwej kogo ta decyzja ukrzywdzi, a dopiero potem kogo uszczęśliwi. Nie jest to poczucie moralności, przynajmniej nie takie do którego przywykliśmy. Francuzi powiadają: je ne sais que – tyle i mnie pozostaje stwierdzić. Poczucie pewnej pogłębionej odpowiedzialności – być może, ale też nie. Proszę spróbować przemyśleć uważnie. A z polityką ma to niewiele wspólnego, z epigonami wiadomymi również; wychowanie klasy politycznej właświe kierującej losami państwa i narodu to stulecia, o przyczynach dla których jej nie mamy… od paru dni jedną z nich omawiamy i wiele się dowiedziałem i nauczyłem, za co dziękuję wszystkim wokół na blogu. Na teraz być może ważnym kryterium staje się uniknięcie wyboru tych politycznych niedorostków którzy wybijają szyby sąsiadom, donoszą dozorcy na pana z pierszego piętra a sami sikają w bramie i tak dalej. Nawet jeśli mamy wybrać tych niedorostków politycznych którzy nie mówią dzień dobry sąsiadom ale czasem staruszce wniosą zakupy – wybierzmy tych może – lepiej wróżą na przyszłość, mierzoną jednakże nie kadencją, a dziesiątkami kadencji.
    Monsieur Jacobsky, zapewne wyraziłem się niedokładnie. Miałem na myśli nie urzędową historię w ogóle, ale akurat tą urzędową historię. Każda jest zmanipulowana – oczywiście, ale skala poszatkowania tego tortu który przywołałem wyżej budzi i zgrozę, i mdłości.
    Panie Bobola, mogę tylko pozazdrościć bystrości, szczególnie w ostatnim passusie. Oczami duszy widzę Wielkiego Brata niczym Europę po Wojnie Trzydziestoletniej. Czyżby była to Schadenfreude? Trochę mi wstyd – ale spostrzeżenie świetne.

  210. Och, i ogromne podziękowania za pozdrowienia dla Maleństwa (nie takie ono małe). Wielkie dzięki, już przekazałem, Marucha dziękuje.

  211. Panie Piotrze, nasz wielce Czcigodny Kolega z tego bloga, Pan „jasny gwint” jest przypadkiem klinicznym kognitywnego inwalidy. Dyskusja z nim jest fascynująca, bo odbywa się na niebotycznie wysokim poziomie abstrakcji, w której logika i semantyka nie obowiązują. Czysty surrealizm poznawczy, czyli pomieszanie z poplątaniem, albo czeska komedia, że nawiążę do narodu, który jest niedoścignionym wzorem dla wielu tutaj odsądzających. Jednego mu nie daruję, tego mianowicie, że jest wstydliwy jak jakaś panienka i nie odróżnia przymiotnika od przysłówka. Ale poza tym to równy chłop, póki nie ma władzy.

    Panie Feliksie Stychowski, poczytałem kilka pana wypowiedzi z przeszłości i muszę powiedzieć, że nie zawsze pan tak szyfrował jak obecnie. Nawiązałem w innym komentarzu do pana alegorii z 2007-08-06 o godz. 18:44 , ale nie przeszło przez cenzurę, Enigma mi się zacięła i napisałem kawa na ławę, czasem trzeba, pomyślałem, a tu taki zawód, nie przeszło. Dziękuję panu za bohaterską obronę Częstochowy 2007-08-07 o godz. 22:59. Odebrałem ją jako wyraz prawdziwej rozpaczy i bezsilności. Jestem z panem. Pyszny mus jabłkowy, palce lizać!

    Panie „JanieP.” 2007-08-05 o godz. 00:48 dopiero teraz pojąłem pana wspaniałomyślność i dobre serce. Dziękuję. Pana z sarmacką swadą napisany komentarz 2007-08-05 o godz. 00:25 Ale mnie nie można tak łatwo obrazić, bo nie mam do swojej osoby zdrowy dystans, do moich poglądów także, w przeciwieństwie do takich szermierzy słowa jak pan „jasny gwint” (coraz jaśniej się robi na tym blogu), albo „vitronex”, lub takich „myśliwusów” jak pan „Sianin”.

    Panie „maćku g.” zaimponował mi pan.

    Panie „Bobolo” (2007-08-08 o godz. 18:39 )- poezja! Można co prawda dyskutować co do niektórych ocen, ale jest z kim. Uprzejmie informuję, że nie uszło mojej uwadze, to że pan też szyfruje nawet jeżeli podświadomie. Zamiast „blagierzy” napisał pan „blogierzy”, czy raczej chodziło o „blogerów”, a może „buldogi”, no i znowu mnie skleroza łapie, przpraszam.

    „Kózko” tak szybko wczoraj wyszłaś z przyjęcia, że zapomniałaś płaszcza z garderoby. Noce mamy tego lata nie za ciepłe, więc boję się o Ciebie, żebyś się nie przeziębiła. Jutro z samego rana (u Ciebie będzie pewnie już wieczór) przyniosę Ci płaszcz, a przy okazji pogadamy. Jak widzisz nie tak łatwo jest mnie zniechęcić, nawet „jasnemu gwintowi” się nie udało, to i Ty nie dasz rady. No to do jutra.

    Matko jedyna, z „dziadkiem” niedobrze, bredzi! Pogorszyło mu się, albo ma widziadła (co jeszcze jeden od kołków?!) A niech to szlag. Mam nadzieję, że to nie jest zaraźliwe.
    Buźka i pora spać. Chciałbym jeszcze panu Waldemarowi coś o Kazimierzu Wielkim i burmistrzu Szczecina napisać, ktoremu zawdziecza powolanie biura organizacyjnego regat (samo to sie nie zorganizowalo) oraz panią „Jo-Annę” zapytać o zdrowie, a pani „ANCE” życzyć połamania kielni, ale czas nie pozwala.

    Jeden z panów kulturalnych inaczej pisze, że nikogo nie obchodzi powstanie, ani Matka Boska, że ludzie się bawią, żyją i konsumują. Owszem to jest raczej normalne. Ale o obliczu narodu świadczy te 5 procent, które ma też inne rozterki i obchodzi go historia, wiara, nauka, ojczyzna. Aż się boję pisać, że jest to inteligencja, artyści, naukowcy, politycy, elita. Bo jakie wtedy oblicze ma polski naród AD2007?

    Pani „cargo”, dla pani śpiewam specjalnie „Dylemat” Jacka Kaczmarskiego. Podaba mi się pani wiara. Wiara w miłość i złoty środek. A na zakończenie jak zwykle w piaskowego dziadka się wcielę. Szalenie mnie cieszy wielojęzyczność tego bloga i „blażowiczów” (czy jak im tam). Były już wstawki po niemiecku, francuzku, angielsku, łacinie, a nawet po szewsku. Nie chcę być gorszy, tylko czy mi się uda….z taką sklerozą?
    „Kinder, liebe Kinder,
    das hat mir Spaß gemacht!
    Nun schnell ins Bett und schlafet recht schön,
    dann darf auch ich zur Ruhe gehn.
    Ich wünsche euch gute Nacht”
    Dziadek
    Z ostatniej chwili:
    Panie „Bobolo” 2007-08-09 o godz. 20:56 moja cierpliwość do pana jest niewyczerpywalna.
    Dziadek

  212. Jacobsky, czemu takie krzyki? De gustibus non est disputandum – co nieśmiało przypominam. Też bardzo je lubię zresztą. Dlatego podzielę się (co już zupełnie nie na temat) wiadomością o utworze, który, w ciekawy zresztą sposób stanowi jego odległe odbicie. Jon Lord (tak, tak – ten od Deep Purpli, człowiek zresztą dość gruntownie wykształcony muzycznie) w siedemdziesiątych którychś latach skomponował suitę orkiestrową zatytułowaną „Sarabande”. Wykonał to wspólnie z Budapeszteńską bodajże Orkiestrą Symfoniczną i tam, chyba trzecia część harmonicznie a i w sporej części melodycznie skonstruowana jest wypisz wymaluj jak Bolero właśnie. Jeśli Pan nie zna – polecam. Dostępne.

  213. Diaspora jest czujna! (Albo –nie)

    Bobola nawiazuje do dzialan wojennych w Iraku. Delikatnie spytam o analize roznicy poziomu decyzji podjetych w, mysle o „naszym watazce” z klubu tenisowego. No tym, ktory w Iraku (zdjecia TV) czalgi tak chetnie po „zadach” poklepywal.

    Aliendoc sugeruje (8.08., godz. 21:14) aby w wyborach razem postawic na inteligentniejszych.

    Trzeba miec humor, znalesc nastroj i miec do tego jeszcze „zelazne nerwy” – prawda?

    Reca precz od „Bolera”?
    Wybij zeby Mauricemu R a v e l o w i !!
    To sa jego slowa, kiedy sie dowiedzial jaki utwor robi sukces.

    Cytuje doslownie: „Szkoda tylko, ze tam nie ma wcale muzyki”

    Ale jak ktos urodzil sie siepaczem i wali cepem gdzie popadnie? Ten „sznyt” tak juz widocznie ma.
    Jacobsky, ale mimo wszystko Cie kochamy.

    F.S. von/od Diasporski

  214. Chyba trzeba podziękować gospodarzowi za chwilową nieobecność. Udany eksperyment. Nietuzinkowa dyskusja, prowadzona ludzkim głosem, na kontrowersyjny temat.

    Feliks, najwyraźniej nie słyszałeś Bolera w interpretacji Jana Kaczmarka.

  215. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Jacobsky – 9.08., godz. 22:40

    Sadzac jodelki w kanacyjskich kniejach , tutaj mysle o czynach spolecznych bez ktorych trudno bedzie blysnac, prosze nie zapominac, ze jodelki sadzimy „zielonym do gory”.

    Ostatecznie tam jestes naszym tjb. „ambasadorem”, rozumiesz?. Zapisz do notesika, do tego, ktory nosisz w tylnej kieszonce spodni koloru indygo.

    F.S. von/od Diasporski

  216. …Michal Cichy w swoich „przeprosinach” (opublikowanych 23.12.2006 w Gazecie Wyborczej”) za artykul „Polacy-Zydzi. Czarne karty powstania, ktory z kolei ukazal sie w „Gazecie Wyborczej” w styczniu 1994 pisze: „Cytujac relacje i dokumenty, wyliczylem znane mi przypadki mordowania Zydow przez powstancow. We wszystkich tych wzmiankach, w roznym stopniu wiarygodnych, byla mowa o kilkudziesieciu ofiarach. Najlepiej udokumentowana zbrodnia byl mord popelniony 10.09.1944 na kilkunastu Zydach przy ul.Prostej, na terenie obsadzonym przez akowski batalion kapitana Waclawa Strykowskiego „Hala”. Co gorsza, z mozaiki dokumentow wylanial sie ponury obraz serii morderstw dokonanych w roznych miejscach na odcinku tego batalionu- byc moze nie bez wiedzy dowodcy. Zandarmeria powstancza prowadzila w tej sprawie sledztwo, ktorego nie zdolala jednak skonczyc przed upadkiem Powstania. Artykul wywolal burze(…) Wielu ludzi uznalo, ze „Gazeta” zniewazyla moim artykulem pamiec Powstania (…) Kiedy pisalem artykul, chcialem jednego- zeby juz nikt nigdy nie mogl powiedziec, ze nie slyszal o morderstwach na Zydach w czasie Powstania.”

    mowi sie o ok. 60 zabojstwach , w tym 44 lub 45 w dwoch zbiorowych mordach…

    Niegłęboko było.

  217. Bobola 20.56 . Dzięki za wnikliwe i rzeczowe, co jest nowością uzasadnienie. Ja nie jestem historykiem, raczej amatorem, ale interesuję sie przyczynami degrendolady i upadku Polski. W swojej wypowiedzi korzystałem z publikacji zawodowego historyka, Daniela Zbydka zamieszczonej w numerze 3-4 RES HUMANA.

  218. Piotr, 15.10. „Nigdy nie kłóć się z głupcem – ludzie mogą nie dostrzec różnicy” Ta sentencja nie dotyczy Ciebie, ot tak, niekiedy z tej mądrości korzystam. Bądź zdrów.

  219. Wtrącę swoje trzy grosze.
    Po 100 latach zaczynają wygrywać-przynajmniej na tym blogu pozytywiści.
    O powstaniu jako fakcie historycznym będziemy pamiętać ,ale w jakim kontekście?.
    Mędrca szkiełko i oko, kontra emocje i uczucia-jakie podejście jest bardziej
    efektywne?.
    Herostratesa pamiętamy ,Leonidasa też ale konotacja emocjonalna jest inna.
    Termopile .Wizna .Hel .miały sens militarny.Spalenie świątyni Artemidy czy
    Warszawy żeby przejść do historii żadnego.

  220. Z wielkim szacunkiem do „SZ” uczestnika Powstania, który opisał bardzo zwięźle swój punkt widzenia z bardzo koncyliacyjnymi wnioskami na przyszłość. W powojennej Polsce los wielu AK-owców był gehenną: wyroki śmierci, ciężkie więzienia, brak pracy, ukrywanie itd. .
    Wiele wpisów dotyczyło również ciężkiego i tułaczego życia Polaków po Powstaniu, a także wspomniano o martyrologii Żydów i innych mniejszości. Była też część społeczeństwa, która czerpała nadmierne profity za pełną lojalność itd.. .
    W powojennej Polsce oceny wydarzeń miedzy 1918-1945 powodowały podziały, a także będąc w tym okresie w sferze wpływów Rosji („przymus pojałtański”) utrwalił dodatkowo różnice w społeczeństwie. Od 1989 w budowaniu III RP wiele energii stracono na kłótnie utrwalanie różnic, a szczególnie budowa IV RP jest tego dobitnym przykładem. PiS z koalicjantami to mistrzowie destrukcyjnego działania, a min. powołując na pewne funkcje skrajnych polityków zatracono podstawy stałej budowy państwa demokratycznego itd. .
    I tak od Powstania Warszawskiego dochodzę do wyborów 2007 ?. Prezydent przełamał lody i zaprosił D. Tuska, a może zaprosiłby inne ugrupowania do przedwyborczych rozmów jako „przedstawiciel wszystkich Polaków”. Energia społeczna uchodzi jak para w gwizdek
    i chyba czas najwyższy budować porozumienie ponad podziałami, a Prezydent ma tego asa.
    Lewica i Prawica oraz ich różnorodność to baza demokracji i w końcu czas najwyższy wyjść z prowincjonalnego grajdołka Europy, ale ktoś musi to spinać, albo po wyborach znów kłótnie. Dwa lata budowano IV RP i efekty są „O”(najgorszy przykład budowy państwa demokratycznego na początku XXI wieku w Europie) i po tych wyborach może będzie powrót do III RP, albo przeskok do V RP. Przykład Powstania Warszawskiego jest znamienny, ale wtedy była wojna, a dzisiaj jest pokój.

  221. Jasny gwint, brakuje Ci argumentów, to próbujesz być złośliwy. No coż, jak ktoś poprzestaje na lekturze „Res Humena” :-))) Warto przeczytać kilka książek, warto… Spróbuj i również bądź zdrów 🙂

  222. dziadek sklerotycznie pisze:
    2007-08-09 o godz. 22:59
    „(…) O obliczu narodu świadczy te 5 procent, które ma też inne rozterki i obchodzi go historia, wiara, nauka, ojczyzna”

    Ależ nas, bywalców tego blogu, interesuje historia (usiłujemy ją odkłamać), ojczyzna (chcemy żeby przestał ją psuć PiS z przystawkami) i nauka (sporo jest wśród nas naukowców, ale wspominają o tym dyskretnie).
    A co do wiary… Moja rodzinna, mordująca żydów wioska, o której pisałam w poprzegnim komentarzu, była bardzo wierząca i pobożna.

  223. aliendoc,

    boler bylo kilka, nie tylko Cepow, za ktorymi zreszta nie szalaje – jak piszesz: de gustibus.

    Feliks S.

    „Rece precz !” to nie „W morde go !”, a wiec jeszcze nie siepactwo, a wiec nie dramatyzuj.

    Lecz rozumiem, ze to z milosci do mnie. Niespelnionej…

  224. Jacobsky,
    Rozumiem że jakby bolerko wlożyl to mialby szanse (FvS)?

  225. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    aliendoc

    Jest w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego – budowla pokaznych rozmiarow – to jest nie mozliwe, aby nie znaleziono, spokojnego pomieszczenia na dokumentacje mordow, wyrokow – bez sadu – pojedynczych, zbiorowych itp., z powodow nie do konca wyjasnionych, bo wojna, odbudowa, brak czasu, bo… Czesto checi.

    Ci ktorzy niewinnie zgineli, maja najwieksze prawo do spokoju, beda tak dlugo zyli, jak dlugo bedziemy o nich pamietac.

    Tego jestesmy im zbiorowo winni – 10.08.2007 Feliks Stychowski.

    F.S. von/od Diasporski

  226. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Jacobsky 10.08., godz. 14:55

    Bolero i nie tylko bylo kilka? – w mojej szafie.

    Ja wiem, ze Ty wiesz, bo jest niemozliwe, abys nie wiedzial – prawda?
    A propos, tego nie da sie w internecie na chybcika „lyknac” – zoltodziobie – stad luki.

    Musisz dojsc do prywatnych wspomnien – jak narazie nieopublikowanych – Idy Rubinstein, Sergieja Diaghilewa, M. Ravela + sytuacji (lata 20/30-e XX w.) jaka byla przed prapremiera w Paryzu.

    Ps.
    Jacobsky, gdyby Vincent van Gogh – mozesz nie znac, dlatego szczegolowo – 1853-90 malarz holenderski, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli postimpresjonizmu, za zycia mialby okazje zobaczyc, wyjatkowo rzadki odcien zolci na Twoim dziobie, to on by sobie ucha brzytwa nie obciol, tylko oczy wydlubal.

    jjagr – 10.08., godz. 01:38

    Mam 4 x, + jedna perelke na tesmie, prywatnie nagranej, w wykonaniu Namyslowski-Bednarek-Przybielski. Bednarek na naszych plytach wieczorami „podpatrywal” tzw. fantastyczne dwojaczki Charlesa Mingusa.

    F.S. von/od Diasporski

  227. FvS: dziękuję. Z ukłonem. Z szacunkiem. Będziemy.

  228. Mam wrażenie, że dyskusja o powstaniu warszawskim będzie się przeciągać tak długo, aż gładko przejdzie w dyskusję o tym, jak to nie odbyły się, bo nie mogły imprezy Euro 2012. Bo tu u nas to dywagacje i filipinki bezustanne, a żeby tak popatrzeć w nieodległą przyszłość 🙂 to już jakby nie było motywacji.
    A zegar tyka i czas ucieka.
    A Tusk pogadał z prezydentem – tylko po co? 🙂
    A Lepper obiecuje kolejne odsłony… 😳
    A wszyscy dyskutują o pozaprzeszłych dniach.
    A może byśmy coś zasiali… Eeee…

  229. To piekne słowa – te które Pan napisał, Feliksie. I to naprawde kawał rzetelnej roboty, tutaj. Cargo – wydaje się że ten niesłychanie osobisty, a jednocześnie z jubilerską precyzją wpisujący się w znane już fakty tekst, powinien stać się fragmentem większej całości, koniecznie. Czytając, wystarczy chwilami zamknąć oczy. Niesłychanie silne, niesłychanie ważne. AnKa – to samo dotyczy tych raptem kilku zdań. To rdzenie, a wokół nich wiele głosów ważnych, prowokacyjnych, komentarzy z odmiennych miejsc obserwacji, uogólnień i wniosków, niekoniecznie stanowczych i jednoznacznych, rozważań w których logika wygrywała z emocjami – Bobola, to ukłon pod Pana adresem. Zdaje się, że czegoś sobie wzajem dowiedliśmy. Czuję się szalenie nieuprawniony, ale nie mogłem się powstrzymać aby nie podziękować za te kilka wspaniałych dni w których każde dołożone zdanie tworzyło coraz większą wspólną wartość, o tyleż większą od mojego zdania, od myśli pojedynczj i osobnej. Dziękuję Gospodarzowi za inspirujący tak wielu fundament, życzę Mu (egoistyczne) wielu takich. Mam świadomość pewnej egzaltacji, niemniej jest to ten szczególny rodzaj pojmowania który egzaltację usprawiedliwia. Nie umiem, i nie wiem ile ile bym czekał nie będę umiał, dlatego przepiszę zwrotkę wiersza Grochowiaka dedykowanego Zbigniewowi Krysce, podporucznikowi AK, rozstrzelanemu w Warszawie wiosną 1943 roku:

    Mamy tych braci – tych zmarłych zaledwie,
    Już przerzucanych po kartkach historii,
    Jak się przerzuca kamienie na sitach,
    Winę na innych; na jarmarkach – żywiec.
    Mamy tych braci – tych zmarłych zaledwie,
    A już dźwiganych do wtórej roboty.

  230. Jasny gwincie;
    Dotknales interesujacego ale znowu zbyt obszernego tematu. Jakie sa czy byly przyczyny upadku Najjasniejszej Rzeczpospolitej? Ogolnie mowiac ich podstawowa przyczyna byla przyjazn i braterskie stosunki z rownie mocnym badz mocniejszym sasiadem. Wezmy, na przyklad , slynny okres Zlotej Wolnosci. W Polsce rzadzi dynastia saska. Krol Saxonii jest jednoczesnie krolem Polski. Brak zagrozenia ze strony zachodniej, rozkwita liberalizm i dobre zycie. Rzeczpospolita ma wazniejsze wydatki niz obronnosc. Kto nam moze zagrazac gdy mamy tak silnego przyjaciela? Niestety okazuje sie, ze Zlota Wolnosc ma tez mniejszosci, ktore w niej niepelnie uczestnicza i czuja sie zagrozone. Szukaja one zrozumienia i pomocy w Rosji i Prusach-naszych troskliwych przyjaciolach ze wschodu i polnocy. Efektem tych przyjaznych interwencji sa kolejne rozbiory.
    A oto przyklad drugi. Mamy II RP, ktora powstala w wyniku rozpadu imperiow austryiackiego, niemieckiego i rosyjskiego. Armia kaisera Wilhelma kapituluje wtedy, gdy nie ma jeszcze zadnego obcego zolnierza na ziemi niemieckiej. Istnieja pewne animozje z naszymi sasiadami dotyczace tego, ktore tereny powinny zostac przy kim ale ogolnie biorac nasi sasiedzi sa zaangazowani w starcia wewnetrzne i nie moga poswiecic tyle uwagi peryferiom ile by chcieli. Zostawiaja to sobie na potem a Polacy usiluja scalic juz czesciowo wynarodowiona ludnosc z trzech zaborow. Oczywiscie potrzebny jest przyjaciel, ktory by pomogl powstrzymac barbarzyncow ze wschodu. Kto moze byc lepszy niz kulturalni Niemcy, ktorzy wlasnie tez likwiduja u siebie komunistow. Mamy wiec doskonale stosunki z III Rzesza. Goering , Ribbentrop i inni dygnitarze sa goscmi polowan urzadzanych przez pulkownika Becka i prezydenta Moscickiego w Bialowiezy. Okazuje sie, ze sa to prawdziwi europejczycy i mezowie stanu! Wynikiem tego zblizenia jest wspolny najazd na Czechoslowacje w celu przylaczenia Zaolzia do Macierzy. Po nim zas nastepuje wkroczenie wojsk niemieckich do II RP w celu obrony praw mniejszosci niemieckiej. W uroczystosci uczestniczy nasz drugi sasiad jako gosc honorowy.
    Przyklad trzeci: Polska po szecioletniej okupacji zostaje wyzwolona przez niezwyciezona Armie Radziecka i bratnie Ludowe Wojsko Polskie. Okazuje sie, ze z tymi komunistami ze wschodu mozna zyc. Co prawda pare osob zabili i kilka wyslali do gulagu ale za to jakie sa perspektywy dla mas pracujacych! Kultura i oswiata rozkwita. Inzynierowie dusz sa dowartosciowani i pisza jak nalezy a ci, ktorym sie nie podoba zapewne sa na garnuszku naszego wroga z zachodu. Oj zobacza oni gniew ludu! Niestety okazuje sie, ze Nasz Wielki Przyjaciel ma duze potrzeby, ktorym trzeba wyjsc na przeciw. W efekcie dla wszystkich nie starcza wiec dobrobyt moze byc udzialem tylko najlepszych synow narodu. Nastepuja kolejne konflikty wewnetrzne w miare jak sasiedzi z zachodu podwyzszaja stawke w grze na militarne przetrzymanie. Dalej to juz historia najnowsza…
    Obecna sytuacja Polski w UE rozwija sie wedlug podobnego schematu: od dopieszczania do pouczania, i dalej zapewne od pouczania do karcenia.
    Wniosek : trzymajmy przyjaciol na dystans a wrogow pod lufa.

  231. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    jjager – 10.08., godz.01:38

    Chyba zrobilem blad, gorsze, mam luke.
    Nie potrafie sprecyzowac, czy jest to nagranie
    w skladzie:

    Namyslowski-Bednarek-Przybielski, czy
    Kurylewicz-Bednarek-Przybielski. Sorry.

    To nagranie zrobilismy ½ ukratkiem, wiedzial tylko Bednarek. Chcial sie chyba zrewanzowac za Charlea Mingusa, a moze i nie, byl poprostu sympatycznym czlowiekiem. Czulismy sie swietnie, robilismy lewa „robote” czyli fuche
    bez wiedzy cenzury. Jacy bylismy dumni. Nie do wiary jak malo potrzeba do szczescia.

    Ten enigmatyczy skrawek zludnej wolnosci.

    Wszystko dzialo sie w „piwnicy” u Alego. Menagerem tergo mrocza byl Ludwik K. Wieczor, byl Zaucha z grupa D., spiewl „Spinning Wheel” Blood Sweat & Tearsow. Stalismy oslupiali pod sciana, z tylu na scianie, stylizowany na Warhola pedzla G. Schulza, wielki portret CHE, z prwaje Zappa.
    Stalem kolo CHE, popijajac dobrze rozcienczonego Rieslinga – jak tu wyrwac sie z pod „opieki” najweselszego baraku w obozie?

    Nigdy wiecej nie slyszalem lepiej zmontowanego „Spinning Wheel”. Zaucha pokonal C.Thomas’a.

    Bolero? To bardzo emocjonalne, wszystko sie rusza. Bolero to tragedia ruchu. Balet. W Bolero mozna znalesc cala kultura znanego nam swiata. Jak sie chce. Bolero to jak Modecano – to Swiat, ktory nie moze zginac

    F.S. von/do Diasporski

    Ps.
    8 czy 10-c lat po Spinning Wheel u Alego, D. Passent pisal o „lacocca”

  232. Pani „AnKo” 10-08 godz. 13:41 , posłusznie melduję, że na blogu ukrywa się pod pseudonimem „Sianin“ potencjalny morderca i degenerat. Sam się zdemaskował pisząc: 09.08 godz 14:21
    „Co mnie to całe powstanie obchodzi.(…)Zapytałem mojego chrześniaka co o tym myśli. Ma to gdzieś.”
    POZOR „ojciec chrzestny”!, a więc wierzący, praktykujący, a moze nawet pobożny, czyli według pani definicji morderca, antysemita, wariat, degenerat. A ja się pytam gdzie byli w pani wiosce ci niewierzący (no może wierzący inaczej, bo przecież pani nie można wiary odmówić tylko w co?), że nie przeciwstawili sie mordercom?
    No to odklamujcie dalej. Pa. Dziadek

  233. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Wracajac do nitki Gospodarza bo oto chodzi, nie o bolerka – prawda?

    Jezeli nie bedziemy w stanie chciec dowiedziec sie kim jetesmy, kim wielokrotnie bywamy, jezeli nie znajdziemy cywilnej odwagi i sily aby spojrzec ohydnej i strasznej obrzydzajacej prwadzie w oczy, zrobic z nia te-ta-te w cztery oczy, bedziemy „zyc w ciaglym powstaniu, ktore nigdy sie nie zakonczy”. Powstaniu, ktore bedzie sie ciaglo jak „flaki w oleju”.

    Urzadzimy w ten sposob pieklo wnuczetom. Naszym.

    Nam nie, my mamy. Odziedziczylismy, dostalismy w spadku, nijako w prezecie do kochajacych nas ponadwszystko: mamy, taty, babci i dziadka, wujostwa itp.

    Oczywiscie winni – no, jak to bylo, aha – sa inni.

    F.S. von/od Diasporski

  234. Diaspora jest czuja! (Albo – nie)

    Bobola – 11.08., godz. 03:06

    Stosuje inaczej, czy praktyczniejsze? Przyjacol trzeba miec blisko, wrogow jeszcze blizej. Lepiej w. nie miec.

    F.S. von/od Diasporski

  235. Ot logika dziadka.
    Winni nie są mordercy tylko ci, którzy mordercom nie przeszkadzali.
    No i oczywiście, ci nie przeszkadzający mordercom to byli niewierzący lub wierzący inaczej. Dziadek to odkrył i dziadek to wie….
    Poza tym, ta łaskawość: „POTENCJALNY morderca i degenerat ….”

  236. Panie „aliendoc”, pisanie historii na podstawie pomówień i nieudowodnionych faktów prowokuje zarówno antysemityzm, jak i antypolonizm. http://www.niniwa2.cba.pl/ANTY.HTM
    Panie „aliendoc” czas na dokumenty i dowody, bo sam pan napisal, ze to sa „relacje nie poparte dokumentami”! Dzisiaj jest juz sobota (2007-08-07 o godz. 22:07).

    Panie „Lex” czy ja o jakiejs winie pisalem? Winni sa zawsze mordercy. Ja tylko czekam na relacje o tych, ktorzy czynnie sie takim praktykom przeciwstawiali.
    Co tu jest grane na tym blogu? To się nazywa analfabetyzm funktionalny. Analfabeta potrafi czytać, rozumie każde słowo z osobna, ale treści nie pojmuje.

    Panie „Feliksie Stychowski”, troche pana za uchem podrapac i juz calkowicie sie panu mus zagrzewa.

    Ale wdepnalem w towarzystwo, a ostrzegano mnie, a powstrzymywano, ale ja nie, uparlem sie i wdepnalem. A mialem przeciez juz tyle doswiadczenia z towarzyszami i powinieniem sie nie ludzic. Mimo wszystko nie zaluje, bo bardzo wiele sie nauczylem przez ten tydzien. Dziekuje Panstwu wszystkim. Bawcie sie dalej beze mnie, bo ja mam za slabe nerwy na taki horror.
    Dziadek

  237. Feliks Stychowski,

    ja znowu zapraszam do zapoznania sie z wiekopomnym dzielem Pawlowa, moze tez troche Freuda. Pozwoli to Feliksowi zrozumiec samego siebie, Feliksa Stychowskiego. Rowniez jego niespelnione milosci z blogow i spowodowane nimi frustracje.

    Gdyby Vincent mial okazje przeczytac Twoje grafomanskie popisy, to obcial by sobie brzytwa palce, zeby bron boze nie pokusisc sie na pisanie w podobny sposob. Mnie na to nie stac, nie mam odwagi Vincenta. Ty tez nie masz, Feliks. Co najwyzej masz frustracje niespelnionego orginala. I dlatego Vincent sprzedaje sie na aukcjach w Londynie, zas Ty czy ja pisujemy po blogach u Passenta. Tylko ze mnie to nie frustruje, a wiec i Ty wyluzuj sie. A zolty z dzioba znika, grafomanstwo zas zostaje ja blizny po tradziku, z tego sie nie wychodzi.

    Wyrazy wspolczucia, Feliks.

    Naprawde…

    Jacobsky

  238. Bobola 03.06, Napracowałeś się co nieco. Odnośnie przykładów pierwszego i drugiego to nie mam wiele do dodania, aczkolwiek radziłbym przeczatać w całości Kitowicza lub „Podróże Inflandczyka”. Dla przykładu drugiego ilistracją może być „Wyprawa w dwudziestolecie” Miłosza. Ja mam dodatkowo opowieści mojego ojca. Niestety przykład trzeci dotyczy mojego życiorysu i tu nie dam się nabrać. Twoja interperetacja czasów Polski Ludowej pochodzi wprost z IPN. A ja mam własne przeżycia, doświadczenia, nauki i obserwacje. Polska Ludowa była moją ojczyzną, gdyż innej nie miałem. Ci co obiecywali, że nie oddadzą guzika pierzchnęli przez Zaleszczyki. Obiecywali później powrót na białym koniu. Dwa pokolenia rodaków żyło, pracowało, budowało, uczyło się i kochało. Niektórzy czakali i leniuchowali walcząc w tzw opozycji demokratycznej. Ja także czekałem z nadzieją i prawie pewnością, że Polacy potrafią. I doczekałem w „wolnej ojczyźnie” władzę pazernego kościoła i prymitywnej sitwy kato-faszystowskiej baz nadzei na jej przepędzenie. Tych co odbudowali i budowali nazwano hołotą. Ty nie reagowałeś jak większość tzw elit. Na szczęście teraz mi to wisi.

  239. Szanowny Alexanderson!
    Wydaje mi się jednak, że istnieje istotna różnica między szansami tych dwóch działań zaczepnych.
    Agresja Niemiec hitlerowskich na Polskę w r. 1939 była pierwszym etapem zamierzonej wojny o Lebensraum dla narodu niemieckiego. Lebensarum nie miał sięgać poza ocean ani na wyspy Albionu. Hitler wierzył w jej powodzenie a tę wiarę podzielało jego partyjne i militarne otoczenie. Była ona starannie przygotowana pod względem militarnym. Wermacht i SS były doskonale wyszkolone i wyposażone. Wysoki był stopień zmotoryzowania armii. Wielkie znaczenie miały siły pancerne. Luftwaffe była nowoczesna, doskonale wyszkolona w sowieckich szkołach lotniczych i doświadczona w wojnie domowej w Hiszpanii, choć pozbawiona samolotów bombardowania strategicznego. Siły te umożliwiały realizację nowoczesnej doktryny wojennej – Blitzkrieg’u. Agresja była też przygotowana pod względem wywiadowczym, co pozwalało Hitlerowi przewidywać nie tylko reakcję mocarstw sprzymierzonych z Polską ale także, to że będzie ona miała charakter formalny i nie spowoduje z ich strony reakcji militarne, do czasu zakończenia kampanii w Polsce.
    Powstanie Warszawskie było akcją niezwykle słabo przygotowaną. Oddziały AK były niedostatecznie uzbrojone, żołnierze i dowódcy niższego szczebla prowizorycznie wyszkoleni, rozpoznanie przeciwnika niepełne a znane wyniki rozpoznania niewłaściwie interpretowane albo nieuwzględniane. Zupełny był brak uzgodnienie współdziałania sojuszników a jeden z potencjalnych sojuszników traktowany był jako wróg, przeciwko któremu powstanie ma być wymierzone politycznie. Jak wynika z materiałów wspomnieniowych (www.powstanie.pl), dowódcy i decydenci z góry zakładali wysokie prawdopodobieństwo klęski, która miała potrząsnąć sojusznikami a niektórzy w ogóle nie wierzyli w zwycięstwo. Wydaje się także, iż dowódcy AK nie mieli świadomości braku technicznych możliwości udzielenia skutecznej pomocy militarnej przez zachodnich sojuszników, a sprawę sojuszniczego działania rozpatrywali głownie w aspektach politycznych, co wskazuje na ich dyletantyzm w sprawach nowoczesnej wojny. .
    Uważam więc, że wojna o Lebensraum miała realne szanse powodzenia, co oczywiście byłoby dla nas Polaków i innych narodów nieszczęściem, a w to powodzenie wierzył Adolf Hitler i jego otoczenie. Dopiero rozwój działań wojennych i rosnące apetyty Hitlera na zdobycze nadały rozpoczętej wojnie europejskiej charakter światowy, co musiało doprowadzić do klęski hitlerowskich Niemiec. Natomiast Powstanie Warszawskie było realnie z góry skazane na klęskę a decydenci i dowódcy nie wierzyli w zwycięstwo.
    Pozdrawiam

  240. Szanowny Panie Redaktorze. W pełni podzielałem, podzielam i podzielać będę pana spojrzenie na Powstanie Warszawskie. Składam hołd poległym, ale ich śmierć była zupełnie bez sensu. Bardzo podoba mi się wpis alexanderson’a. Zawsze PODZIWIAŁEM Czechów za ich rozsądek i pragmatyzm. Wiele o tym pisał swego czasu Paweł Jasienica w swoich dziełach. Jednak w tak krótkim tekście nie zdarzyło mi się znaleźć i przeczytać tak trafnego porównania losu dwóch narodów sąsiadujących ze sobą od zawsze przez miedzę. Ten tekst powinien się znaleźć w podręcznikach historii jako OBOWIĄZKOWY KANON dla naszej młodzieży. Może wreszcie zaczęlibyśmy uczyć się na własnej historii i wyciągać praktyczne i mądre wnioski. Może wówczas, ci którzy myślą podobnie i zauważają te różnice, nie wyjeżdżaliby z kraju w którym absurd goni absurd, a zachowania władzy są irracjonalne, ot choćby trzydniowe obchody głupiej, niepotrzebnej klęski. Czemu nie obchodzimy rocznicy Powstania Wielkopolskiego jako święta narodowego chociaż przez jeden dzień!? Lech

  241. Panie dziadku,
    Mam ciocię ateistkę, która mieszka na wsi. I ta ciocia ateistka podpisała się pod apełem ZChN (pamieta moze dziadek ZChN?) o zakaz aborcji. Żeby jej wierzacy sasiedzi okien nie wybili. To odpowiedź na potanie gdzie w czasie wojny na mojej wsi byli niewierzący albo wierzący inaczej.
    A ja – śpieszę dziadka uspokoić – jestem wierząca w Pana Boga, tylko od 20 lat nie mam nic wspólnego z kościołem. Katolicim ani żadnym innym, bo już mi ich wystarczy. Mogę sobie na to pozwolić, bo mieszkam teraz w dużym mieście.

  242. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    aliendoc

    Jest 239 (10.08 – 19:47) wpisow. Za kazda litere, trzymam za slowo.

    F.S. von/od Diasporski

  243. Sorry! 11.08.2007 – 19:50
    F.S.

  244. Post scriptum. Informuję Pana, „Dziadku” że podałem źródło już wcześniej – Midrasz, numer z marca 2007. Sam muszę poczekać aż przyjdzie. Informacje uważane za udokumentowane do określonego miejsca również przekazałem po ich otrzymaniu – skoro są są wiarygodne w kategoriach uniwersyteckich, nie mnie przysługuje ich podważanie. Dla mnie, stopień ich udokumentowania jest zadowalający. Prowadzę rozważania (niekiedy) o charakterze raczej ogólnym – jak Pan zapewne zauważył, powzięta przeze mnie informacja, której wcześniej nie znałem raczej mnie poruszyła – jak zresztą z samych wpisów wynika. Dyskusja prowadzona w GW na omawiany temat jest mi znana, podobnie jak, zapewne, Panu, w całości, każdy z nas waży sobie bardziej określoną jej część i dla każdego z nas nie te same osoby biorące w tej dyskusji udział są bardziej niż inne wiarygodne. Dwa tygodnie wcześniej z podobnych powodów odwoływałem się do „Kaputt” Curzio Malapartego. Jest jeszcze inna książka: „Edukacja europejska” Romain Gary’ego. Uprzedzając zarzuty informuję że okoliczności jej powstania są mi znane – niemniej może i tak być że jest to obraz prawdziwy, podobnie jak prawdziwym obrazem jest „Kaputt”. Uczestniczenie w dyskusjach na tym blogu uważam za zaszczyt; szczęśliwie, wobec ostatniego akapitu Pańskiej, skądinąd cennej, wypowiedzi, nadal będę mógł tak uważać. Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę długiego jeszcze zachowania charakterystycznej dla Pańskich spostrzeżeń pewnej „rychłości”.

  245. Tak bardzo się starałam, a dziadek sie wyniósł :{
    Ale zafrapowało mnie, co pisze na koniec:
    „Ale wdepnalem w towarzystwo, a ostrzegano mnie, a powstrzymywano, ale ja nie, uparlem sie i wdepnalem.”

    A ja do tej pory nie wierzyłam w spiskową teorię dziejów i atak PiS na nasz blog…

  246. Diaspora jest czujna! (Albo -nie)

    aliendoc – 9.08., godz. 23:29

    W Polsce (lata 60-e) na wystepach byla – przez nikogo niezauwazona – grupa Arthura Woodz.

    Czy Jon Lord z „Deep Purpil”, to ten sam Jon Lord, ktory byl w „The Artwoodz”?

    F.S. von/od Diasporski

  247. Dziadku;
    Glos wolny, wolnosc ubezpieczajacy jest zawsze potrzebny nawet gdy trafia na grunt nieco wyjalowiony. Panskie uprzejme komentarze byly szczerze doceniane.

    Jasny gwincie;
    Blog nie jest miejscem do publikacji artykulow naukowych. Staram sie wiec przykra prawde okraszac odrobina humoru. Pisze zas to co pisze bo nie jest mi obojetna przyszlosc kraju a nie mam innych mozliwosci by wplynac na bieg zdarzen. Ze wzgledu zas na to, ze mam watpliwa przyjemnosc byc starszym zarowno od Powstania Warszawskigo jak i od kolejnych przygod 8 gospodarczej potegi swiata jaka ponoc bylo PRL , widze zdarzenia przeszle z pewnej perspektywy. Stad trudno mi sie zgodzic z wizja PRLu jako socjalistycznego raju. W koncu sami jej beneficjenci wsuneli kij w szprychy rozpedzonego roweru wszechswiatowego komunizmu.

  248. Owszem. Te plakaty każdy z nas pamięta: The Artwoods – The Dakotas. W tych dwóch formacjach grali naprawdę prekursorzy nowoczesnych brzmień muzyki popularnej, Keef Hartley między innymi. Ach, czasy! Narąbane SBB, przesterowane gitary, egzotyka brzmień – jeszcze wczoraj nie myślałeś że coś istnieje a dzisiaj słyszałeś coś przy czym tamto co ci się wyśniło było wręcz nobliwe. Strange Brew Creamu grany na gitarze podłączonej jakimiś kabelkami (zjarały mi palce) do radia. Pamiętam jak pierwszy raz dostałem w łapki kamerę pogłosową. Kolejarz w Szczecinie, ta niesamowita sala pod Grandem w Sopocie – bodaj czy nie z pierwszym stroboskopem w peerelu. Cóż, czasy się zmieniły; mamy propozycje dla każdego, czyli dla wszystkich, czyli dla nikogo. A drzewiej z kwaśnym za siedem złotych, albo słodkim za jedenaście stałem i słuchałem. I było jak w balladzie Okudżawy: nas niemnoga i wrogow niemnoga. A Antymos Apostolis jechał. Nic nie ma to wspólnego… oczywiście… z omawianym tematem. Powiedzmy – kuluary.

  249. Feliksie, nie chciałem już pisać niczego, ale jesteś jak mrówkojad i wytropisz. Za jedenaście. Słodkie było za dziewięć oczywiście. Niczego nie zmyślam. Właśnie wróciłem z radosnej imprezy gdzie trochę sobie pogrywałem. Pytają mnie damy – dlaczego tak smutno? Ja na to – trubadur jestem, przepraszam panie, idę damy szukać. Pozdrawiam wszystkich.

  250. Panie „Bobolo“, pan mnie rozbraja.

    Szanowny Panie „aliendoc”, w zasadzie nie chodzi mi o informacje, lecz o insynuacje. W jednej z wypowiedzi pisze pan o „wierzchołku góry lodowej”;

    „aliendoc“ 07.08 godzina 22:07
    „Trochę jestem przygnieciony tą wiadomością – może się okazać że rozkopaliśmy wspólnie wierzchołek góry lodowej.“

    Tak po prostu, mimochodem, jakba nigdy nic. I to mnie wyprowadziło z równowagi. To jest typowa prowokacja. Pan jest zbyt inteligentnym człowiekiem (tak przynajmniej pana oceniam), aby to był przypadek. Pan nie pisze w sposób „rychły“. Pan sie ubezpiecza dodając, że podobno, że może, że oby nie, ale nawet w trybie przypuszczającym jest to potworne (z pana strony potworne). Dyskusja owszem, ale o czym. Pan pisze, o niewiarygodności ludzi mających inne zdanie, a tu nie chodzi o żadną wiarygodność, tylko o skalę problemu.

    Nie rozumiem co tu jest grane, a też tak jak pani „AnKa” nie wierze w spiskową teorię dziejów. Ale przez chwilę mi się wydawało, że coś tutaj jest manipulowane, teraz już zgłupiałem do reszty. Rozumiem, że „rychłe” wypowiedzi dziadka znaczą, że zanim dziadek pomyśli to już bzdurę napisze. Ja bym to inaczej nazwał. Pan to potrafi za uchem podrapać, ale ja nie nazywam sie Feliks Stychowski i nie dam sie nabrać na pana poruszenie. Za bardzo to jest teatralne, a na teatrze akurat sie znam. Czy uczestniczenie w dyskusji na tym blogu jest zaszczytem? Mocno przesadzone. Każdy może mieć ten zaszczyt. Czy jednak nie każdy (skoro to ma być zaszczyt) i sprawdzacie państwo numery IP komputerów, z których pisane są komentarze? Uhuuu, horror.

    Pani „AnKo”, dziękuję za odpowiedź. Niech ciocia nie daje sie tak terroryzowac. Co do mojej duszy, to muszę panią zmartwić. Nie będzie żadnej „de-maskacji“. Dziadek nie zrzuci maski i nie okaże się czołowym działaczem propagandowym PiSu. Nie należę do PiSu, ani do żadnej partii politycznej i nigdy nie należałem (*). Nie wiem, ale wydaje mi się, że troszkę przecenia pani ważność tego bloga. Tak jak pan „aliendoc”, który jest zaszczycony uczestniczeniem w dyskusjach na tym blogu. To mi troche megalomanią pachnie.
    A skoro przy zapachach jesteśmy to okazało się, że to państwo mnie nieufnie obwachiwali, węsząc w mojej osobie szpiega PiSu. Już pierwsze pytanie pana „Jakobskiego” (którego kłótnia z panem Feliksem Stychowskim też jakoś mi na teatr absurdu zakrawa) „kto to jest dziadek?” mnie zdziwiło. Bo nie wiedziałem, że to jest przyjęcie na zaproszenia, tylko dla znajomych. Ale czy blog nie jest wirtualny? Więc nie mamy pewności czy pani „AnKa“ to nie towarzysz Urban, a pan „jasny gwint“ nie jest M.F.R., który bawi się przednio, bo chyba to niemożliwe, żeby ktoś miał takie poglądy w „realu“ i jeszcze się nimi chwalił 😉 Ja już zostałem przez panią zdemaskowany jako tajny wysłannik wrogiego obozu wysłany w celu ataku zmasowanego piaskiem nasennym. A kogo pani przypominam? Swoją drogą taki blog jest szalenie czasochłonny. Czy państwo są tutaj na etacie?

    Na zakończenie tradycyjnie już zaśpiewam, tym razem dla pani „AnKi“:
    Tak bardzo się starałem, a ty teraz nie chcesz mnie!
    Dla Ciebie tak cierpiałem, powiedz mi dlaczego nie chcesz mnie?!

    Dziadek (uspokojony)

    (*)oczywiście równie dobrze mogę byc panem Gosiewskim, ale jak to napisałem to sam się wystraszyłem.

  251. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    dziadek nielogicznie 11.08., godz.15:14

    Teoria – to cos, czego nie mozna wyjasnic.
    Praktyka – to to, czego nie mozna zrozumiec.

    F.S. von/od Diasporski

  252. Feliks Stychowski,

    a propos bolera, co to ich kolekcje masz w szafie, jako ze bylo ich kilka. Ano, lyknij to i otrzyj dziubek z zolci, co to Ci sie wylewa z watrobki:

    # Les Deux Aveugles de Tolède, boléro sur des thèmes espagnols, d’Étienne Nicolas Méhul (1806)
    # Boléro pour deux guitares et Boléro pour trois voix de femme et piano, de Fernando Sor
    # Boléro de l’opéra La Fête du village voisin, de François-Adrien Boïeldieu (1816)
    # Vendôme en Espagne, boléro de Daniel-François-Esprit Auber pour orchestre symphonique (1823)
    # Boléro en do majeur pour piano, opus 19, de Frédéric Chopin (1833)
    # Air Quand j’aurai votre âge, tiré de Benvenuto Cellini (acte I n° 2) d’Hector Berlioz (1838)
    # Air Merce, dilette amiche, tiré des Vêpres siciliennes (acte V) de Giuseppe Verdi (1855)
    # Boléro de la Grande Sérénade pour guitare, opus 30, de Napoléon Coste (1856)
    # Tirana alla spagnola, extrait des Péchés de vieillesse de Gioachino Rossini (1864)
    # Danse espagnole (tempo di bolero), du Lac des cygnes de Piotr Ilitch Tchaïkovski (1876)
    # Scènes historiques, Tempo di bolero, suite pour orchestre opus 25 n° 3, de Jean Sibelius (1912)
    # Boléro pour violon et piano, opus 16 n° 2, de Moritz Moszkowski (1913)
    # Boléro de Ravel (1928)

    Nie sadze, ze musisz rozumiec po francusku, zeby przyswoic sobie powyzsze.

    Dodam: bolero z plyty Trilogy (ELP, 1973).

    Zagladaj czesciej do szafy i uwazaj, bo w szafie moga zalegnac sie mole…

    Pozdrawiam Cie Feliks 🙂

  253. Nie na temat, bo mleko się rozlało: http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=19668 .

    Zastanawiałam się nad „mlekiem”, bo w obliczu tragicznej śmierci człowieka to niestosowne określenie dla sytuacji. Użyłam go, bo kto by się spodziewał, że mimo braku komisji sejmowej czegoś się o sprawie dowiemy i to z tak niespodziewanego żródła. Słów brak. Kaczmarek był w tym rządzie za długo, za krótko, czy w sam raz? Czemu dotąd milczał, jeśli miał coś do powiedzenia?

    Biedna Barbara Blida! Za cóż to zapłaciła życiem?!

  254. Panie Danielu !
    Proszę o obraz Naszego kraju widziany z Berlina ,jeśli był pan tam zawodowo , jesli prywatnie to naturalnie dyspensa .
    Byłem dzisiaj przypadkowym widzem Panskiego wywiadu w Super Stacji ,co tłumaczy moje zainteresowanie .
    z Pozdrowieniem
    Waldemar

  255. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    I co teraz?

    Jacobsky,
    AnKa 7.08., godz 13:09 prosila, dziadek traper „pieczen” z daleka wyczul.

    Nic innego, nie pozostaje, jak zdrowie naszych dam, naszych koni i tych ktorzy je ujezdzaja, wypic.

    F.S. von/od Diasporski

  256. Jak to co?
    Je craindre, que le n’ait pas le remerciement. Si l’etait plus courtois, le serait l’interrogacion. Il est possible que le soit rusticite. Il y a l’imperatif encore, naturellement. Mais, Monsieurs! Hont soit qui bien y pense. Veuillez patienter.

    Il est vieux.

    🙂

    (A wszystko z powodu ślicznego kalamburu bliżej końca)

  257. Oczywiście „ne soit” a nie „n’ait”. Ale niechaj przynajmniej z tego błędu będę rozgrzeszony. Uczę się pilnie. W końcu roku jeszcze nie ma jakem przegrał zakład i trzeba było do szkoły wracać. Okropnie się wstydzę. Monsieur Jacobsky, ale kalambur ładny – n’est ce pas?

  258. Przy całej sympatii do Pana, Szanowny Gospodarzu, przy wielu podziękowaniach i wyrazach uznania, odnoszę wrażenie, że słowo „lekkomyślnie” użyte w tekście „Halo, tu Berlin!”, zostało użyte nieco lekkomyślnie. Chyba że istnieją przesłanki. Celowo wpisuję tutaj komentarz, aby nie popsuć niesłychanie przyjaznego obrazu Berlina jaki Pan nakreślił; widzę Berlin tak jak Pan, a kto wie czy nie w jeszcze żywszych barwach. Wstyd się przyznać, w Berlinie czuję się świetnie; obserwując przechodniów, ludzi pracujących, wycieczki, tubylców, niesłychanie pogodny i przyjazny zamęt Berlina, w którym każdy może liczyć na pomoc każdego, czasami dochodzę do nieco wstydliwego wniosku że lepiej mi tam niż tu. A na wystawie impresjonistów wisi jeden obraz Celnika – zachwycający. Wielkie dzięki za Pański obraz Berlina.

  259. Przy okazji tych obchodów tak sobie myślę: co bym zrobił, gdybym był dowódcą. I wychodzi mi na to, że najpierw bym się dogadał ze Stalinem. I to o wiele wcześniej niż ogłoszono godzinę „W”! Kiedy jeszcze były mosty. Można by wtedy było np. uzgodnić (i przeprowadzić) właściwe uzbrojenie Powstańców. A przdecież już wtedy (28 XI – 1 XII 1943 r.) uzgodniono z Aliantami podział Europy. To wodzowie Powstania tego nie wiedzieli?

  260. Feliks Stychowski 12.08 19:48
    “AnKa 7.08., godz 13:09 prosila, dziadek traper „pieczen” z daleka wyczul.”

    Panie Feliksie Stychowski ja nie jestem traperem i nic nie tropie. Ja po prostu nie moglem uwierzyc, ze to mozliwe. Nie „pieczen“ tylko smrod wyczulem. Niech pan przeczyta moj „demaskatorski“ wpis jeszcze raz i sprobuje go zrozumiec. Wedlug pana „aliendoca“ jestem zgorszony faktem, ktory tylko w mojej interpretacji jest gorszacy (“aliendoc” 12:08, godz. 21:30). Czyli stwierdzenie, ze byc moze odkryli panowie „wierzcholek gory lodowej“ nie jest, wedlug panow, gorszacy. Gratuluje bardzo oryginalnego imperatywu kategorycznego. Oj, dziadek, dziadek, interrogatywnie i koniunktywnie (glosujcie trzy razy „soit“!) bylo pisane, a ty znowu doslownie rzecz bierzesz! Ale to przeciez starosc, nieprawdaz? A swoja droga tak chetnie przez pana „aliendoca“ stosowana metoda “interrogacji” ma zastanawiajaca definicje po angielsku: „There are multiple possible methods of interrogation including deception, torture, increasing suggestibility, and using mind-altering drugs.”

    “aliendoc” 12:08, godz. 21:30
    Panie „aliendoc“, „Hont soit qui bien y pense.“ – jezeli uzywa pan cytatow to prosze to zaznaczac cudzyslowem. Ale nawet cytujac przekreca pan i robi bledy. Cytat oryginalny brzmi „Honi soit qui mal y pense.“, w ktorym uzyte jest starofrancuskie „honi“ (od XVI wieku „honni“), a nie „honte“, a w wyrazie „hont“ zapomnial pan „e“ na koncu. Jezyki tez sie panu myla, bo zamiast francuzkiego „interrogation“ uzywa pan hiszpanskiego „interrogacion“. O bledach gramatycznych nie moge za duzo powiedziec, ale moj francuski kolega powiedzial, ze jest ich zbyt wiele w tym tekscie, aby mogl go z sensem przetlumaczyc na jezyk angielski. Ale oczywiscie bedzie pan „rozgrzeszony“ przez towarzysza Passenta, po tej szczerej samokrytyce.
    Niestety dla Panstwa, zmienilem zdanie i bede ten „grunt nieco wyjalowiony“ nadal zasiewal, bo przeciez plodozmian chyba jest wskazany. Boje sie, ze klamstwo (polprawda) powtarzane sto razy wreszcie stanie sie prawda. Ale tak naprawde robie to z pobudek czysto egoistycznych. Ja sie po prostu tutaj tak wiele ucze. Najwiecej na wlasnych bledach, wlasnej naiwnosci i wpisach pana „Boboli“. Tylko czy uda mi sie poprawic?

    Zycze panom „aliendocowi“, „Jakobsky’emu“ i „Feliksowi Stychowskiemu“ (w kolejnosci hierarchii ideologicznej) dalej przedniej zabawy w sciemnianiu, „odklamywaniu“, kombatanctwie muzycznym i nie tylko.
    Za zdrowie „waszych koni“!
    Dziadek, wasz wnuk.

  261. Widzisz Dziadek,

    ja Ciebie omijalem z daleka, a wiec i Ty daj sobie siana, sobie i swoim rumakom.

  262. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    dziadek po polsku – 13.08., godz. 13:29

    Wazne abys soba byl, to jedyna droga jest. Mylimy sie wszyscy, ja tez, nie popelniac bladow wazne jest.

    Pozdrawiam.

    F.S. von/od Diasporski

  263. dziekuje Panu bardzo.

    Dziadek

  264. Podsumuję opinie większości:
    ‚Idioto, nie baw się granatem nad kołyską!’

  265. W drugim tomie wspomnien Moniki Zeromskiej jest opis jej przezyc z powstania. Spadajace na glowe stropy piwnic, glod, zabici, ranni, umierajacy, brak wody, lekarstw, nieustanne ucieczki z zbombardowanych domow itd. Ten, kto rozpoczyny walke zbrojna w kilkusettysiecznym miescie powinien byc swiadom ogromnych strat wsrod ludnosci cywilnej. Cena byla stanowczo zbyt wielka. Militarnie byla to potyczka bez wiekszego znaczenia dla losow wojny. Decyzja o rozpoczeciu powstania byla politycznie naiwna i militarnie fatalna.
    Kiedy to sie skonczy?
    emeryt

  266. W drugim tomie wspomnien Moniki Zeromskiej jest opis jej przezyc z powstania. Spadajace na glowe stropy piwnic, glod, zabici, ranni, umierajacy, brak wody, lekarstw, nieustanne ucieczki z zbombardowanych domow itd. Ten, kto rozpoczyna walke zbrojna w kilkusettysiecznym miescie powinien byc swiadom ogromnych strat wsrod ludnosci cywilnej. Cena byla stanowczo zbyt wielka. Militarnie byla to potyczka bez wiekszego znaczenia dla losow wojny. Decyzja o rozpoczeciu powstania byla politycznie naiwna i militarnie fatalna.
    Kiedy to sie skonczy?
    emeryt

  267. Drogi Panie Danielu,
    Przepraszam za te poufałość, ale jako kolejny DZIADEK, a reczej pradziadek do 4 potęgi mogę sobie na to pozwolić. Podpisuję się oboma rękami pod Pańskim powstańczym blogiem. Mam lat 80, jestem warszawiakiem, który od 1940 rolu mieszkał w Krakowie, Tu wstąpiłem do AK gdzie dosłuzyłem się stopnia plutonowego podchorążego. Byłem obserwatorem d-cy XIV kompanii Żelbetu. Miałem więc dostęp do planów akcji naszej kompanii w Akcji Burza.
    Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie w Krakowie ogłoszono stab alarmowy, co oznaczało, że od godziny „W” dzielą nas najwyżej dni. Na punkty zborne donosiliśmy broń (u nas na dwustu-osobow,a kompanię było to kilkanaście sztuk broni palnej – karabiny, pistolety – reszta to saperki, siekerki i łomy), opatrunki itd.
    Tak zwana „krwawa niedziela” w Krakowie (pierwsza niedziela sierpnia) w której Gestapo zrobiło totalna obławę w mieście i zatrzymało dziesiatki tysiecy ludzi zgarniętych z ulicy – totalnie sparaliżowało nasą działalność. Zostały porwane kontakty, około 1/3 stanu kompanii zostało aresztowanych, nie było widomo czy ktoś z aresztowanych nie sypnie… O wybuchu powstania w Krakowie w tej sytuacji nie było mowy. Przyszedł więc rozkaz: pzreostać się do Owczar (miejscowość pod Krakowem) na zgrupowanie partyzanckie, skąd przebijamy się na odsiecz Warszawie. W Owczarach kolejny rozkaz – odwołuje sie zgrupowanie, wracamy do Krakowa, odbudoeujemy poszarpane struktury Żelbetu. … Odbudowaliśmy je do końca 1944 roku. Gdy w styczniu 1945 roku Rosjanie wkraczali do Krakowa – dostaliśmy rozkaz: ze wzgledu ma bezpieczeństwo żołnierzy, po doświadczeniach Wilna, Lwowa, Warszawy – nie ujawniać się.
    Gdyby jednak powstanie w Krakowie wybuchło nasza XIV kompania miała szturmować koszary SS znajdujace się w II Domu Akademickim przy ul. 3 Maja, zamienionego w twierdzę. 200 młodych, nieuzbrojonych żołnierzy, miało szturmować twerdzę SS do której dojsie mieliśmy przez krakowskie Błonia – czyli przez zupełnie otwarte pole. Dodam, że nasz punkt wymarszu był przy ul. Senatorskiej 15.
    Gdyby wtedy to powstanie wybuchło, napewno nie miałbym szans włączenia się do tej dyskusji.
    Mimo wszystko – jeszcze przez wiele lat miałem podobne poglady na temat powstania jak wasz „dziadek”. Ale człowiek dojrzewa, przeczytałem prawie wszystko co na temat powstania napisano i tu i na zachodzie i od kilkudziesięciu lat uważam, że żaden dowódca w tamtych warunkach nie miał prawa do wydania rozkazu „zaczynamy”.
    Najwyższa cześć i chwała powstańcom. Dowództwo musi się podać pod nieubłagany sąd historii.
    Szabelki raz na zawsze powieśmy na scianie. Bardzo dekoracyjne. I pojedźmy do Pragi na piwo. Pogadajmy z Czechami. Jak stwierdziło paru poprzedzajacych mnie blogowiczów wiele się mozna od nich nauczyć.
    Pozdrawiam

  268. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    sowa – 15.08,. godz.21:54

    Chyle czola przed zolnierzem AK oraz wiekiem.

    Bardzo Czechow lubie, dobrych znajomych mam,
    chetnie sie z nimi spotykam. Dobre wina na wlasny uzytek „majstrkuja”. Kazdego roku na Wigilie w prezecie dostaje, nowa „serie” w brzuch.
    Jednej rzeczy niechcialbym przezyc z nimi,
    na „jednym wozku” jechac, w sytuacji bardzo podbramkowej.
    Oni o tym wiedza, dyskutowalismy na pewne tematy wielokrotnie. Znamy sie jak „lyse konie”.
    Gdyby wszyscy w XX w. tak jak Czesi zachowywali sie, to bysmy dzisiaj nie dyskutowali na blogu pana Daniela Passeta. Daniela Passeta wszczegolnosci. To tyle co do
    Czechow, Austryjakow, Szwajcarow i paru innych „wygodnych” – aby nie powtarzac slowa sybaryckich – „tawarzystw ubespieczeniowych”.

    Sa w zyciu kazdego czlowieka sytuacje, w takim razie jak Rajmunda (o Maksymiliana) Kolbego rozumiec? Uznac go teraz i jak wariata potraktowac ?

    Doskonale zdawano sobo sprawe z tego co odchodzi, a co przychodzi
    „zolnirzu” AK.

    Zycze Panu zdrowia i powodzenia na dalszej drodze zycia z wyrazami

    F.S. von/od Diasporski

  269. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Adolf Hitle widzac zblizajace sie wojska Aliantow do Pazyza – wydal rozkaz – zrownania miasta z ziemia. Rozkaz zostal nie wykonany.
    Podobne plany zrownania Warszawy z ziemia byl, przed faktem wybuch powstania.

    Czy w przypadku Warszawy tez znalazlby sie niemiecki general odmawiajacy wykonanie rozkazu Adolfa Hitlera?

    F.S. von/od Diasporski

  270. Feliks, chodziło mi o felieton Jana Kaczmarka z kabaretu Elita, prezentowany w magazynie 60 minut na godzinę. Zaczęło się od wybijania rytmu przez samotnika łyżeczką od herbaty a w finale cały blok dudnił. Cóż, w Krakowie muzyków była cała Zgraja, jesteś usprawiedliwiony.

  271. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    jjager, dziekuje za zdjecie klatwy z mojej skromnej osoby. Nasz kolega blogowicz do dzisiaj uwaze, ze w Bolero M. Rawela jest troche za duzo nut.
    Jego sprawa.
    M. Rawel do konca zycia nie chcial sie przyznawac, robil to z oporami, ze to jego utor. Ale kochamy go mino wszystko – prawda? Z Bolerem MR mozna zrobic wszystko. Bylem swiadkiem proby (eksperymentu) wprowadzenia Bolera z systemu symetrycznego w system asymetryczny, ktory cechuje tak bardzo muzyke arabska (muzulmanska) i azjatycka. Uwazem asymetrie za cos niesamowitego, problem w tym, ze trzeba sie w niej urodzic. Dlatego jest nam z symetri tak ciezko ja zrozumiec. Azjaci
    weszli w symetrie, robia to piko-belo, ciagnac za soba asymetrie, delikatnie „tkanke” rozciagajac w strone np. ikebany.

    Pozdrawiam serdecznie, w Krakowie wszystko to co sie znajduje midzy ul. Lubelska, Wroclawska, Alejami A. Mickiewicza na „Kleparzu”.

    F. S von/od Diasporski

  272. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    jjager. Mam to bylo z na 100% z Kurylewiczem po powrocie z Kuby. Bednarek przyszedl, dziekowal za Mingusa i tak to sie zaczelo z tym ich Bolerem.

    F.S. von/od Diasporski

  273. Pingback: anybunny.mobi/latest/

  274. Pingback: фильмы 2017

  275. Pingback: Помощь психолога

  276. Pingback: xxxlib.mobi

  277. Pingback: justindianporn.net

  278. Pingback: kashtanka.tv

  279. Pingback: chuporn.net

  280. Pingback: Ñåðèàëû, ñìîòðåòü îíëàéí

  281. Pingback: pornbit.info

  282. Pingback: pornbitter.com

  283. Pingback: pornonaft.net

css.php