Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

15.11.2007
czwartek

Świadkom już dziękujemy

15 listopada 2007, czwartek,

Chociaż komunizm dawno już leży w grobie, nie brak ludzi, którzy nie wierzą, że on zdechł. Ich zdaniem system ciągle żyje i należy go dobić.

Mimo że ukazało się wiele książek o Gułagu, mimo rekordowej widowni filmu „Katyń”, mimo że „Czarna księga komunizmu” ustala liczbę jego ofiar jako wyższą niż liczba ofiar nazizmu, mimo ożywionej działalności IPN, komunizm – zdaniem swoich dzisiejszych przeciwników – nadal jest żywotny. Gdzie on żyje? Otóż uwił sobie podobno gniazdko w naszej pamięci. Ludzie śpiewają komunistyczne piosenki, bezwstydnie oglądają komunistyczne filmy i seriale, przypominają sobie bramki strzelone przez Deynę i Szarmacha, monologi Holoubka, z nostalgią wspominają komunistyczne czasy, rozmaite STS-y, Piwnice pod Baranami, kompozycje Pendereckiego, a nawet nie wypierają się swoich osiągnięć – komunistycznych dyplomów, doktoratów, lodówek, profesur, komunistycznych domków na Mazurach, nie mówiąc o dzieciach deformowanych w komunistycznych szkołach. Wszystko to spędza niektórym sen z powiek.

Kilka dni temu w bezsennej z tego powodu „Rzeczpospolitej” przeczytałem artykuł „Komunizm wyprany ze znaczeń” Autor, Paweł Laufer, jest „filozofem, pisarzem i podróżnikiem”, doktorantem na KUL. Filozof, pisarz i podróżnik ubolewa, że komunizm – w odróżnieniu od nazizmu – jest w Polsce traktowany pobłażliwie. Przytacza opinię Anne Applebaum, że z Hitlerem w klapie nikt nie paraduje, a z sierpem i młotem, albo z Che Guevarą – czemu nie?

Pokolenia wcześniejsze niż moje – pisze Laufer – jeszcze nie oceniły komunizmu z całą surowością i obiektywizmem, z jakimi łatwo przyszło im ocenić choćby przywoływany po wielokroć nazizm. Oczywiście dlatego, że łatwo i ochoczo przychodzi nam ocena tego, w czym nie miało się osobistego udziału.

Sądząc po fotografii autora, jest on młodym filozofem, pisarzem, podróżnikiem i doktorantem, a ja należę do pokolenia wcześniejszego, odchodzącego. Usiłuję zrozumieć, dlaczego pokolenie p. Laufera nie może pojąć, iż pokolenie wcześniejsze nie jest tak „surowe i obiektywne” w sądach, jak doktorant KUL. Czyżbyśmy byli pobłażliwi wobec komunizmu, pragnęli jego recydywy, znowu chcieli stać w kolejkach, czekać 20 lat na mieszkanie albo na telefon, czyżbyśmy postradali zmysły? Nie zamierzam wdawać się w uczone polemiki, ale mam swoją hipotezę: otóż czysty (a raczej brudny) komunizm w swej postaci syntetycznej w Polsce skończył się dużo wcześniej niż ogłosiła to Joanna Szczepkowska. Zgadzam się z Andrzejem Walickim, że Polska zaczęła oddalać się od totalitaryzmu w połowie lat 50., a to co było później – tzw. socjalizm realny – aczkolwiek nie miało wiele wspólnego z demokracją ani ze zdrowym rozsądkiem, zapisało się w naszej pamięci inaczej niż Auschwitz czy Ghetto. Nie było całkiem zgodne z literą komunizmu, nie mieliśmy wspólnych żon. To, w czym myśmy żyli, różniło się od tego, jak wyobraża sobie komunizm Paweł Laufer. Było jednak nieszczęsne 16 metrów kwadratowych z ciemną kuchnią – obiekt marzeń, a dla niektórych – szczęście.

Byłoby dobrze, gdyby filozof i podróżnik Laufer przeczytał wywiad („Duży Format”) z Małgorzatą Tusk (lat 50), która spędziła trudną, acz nie pozbawioną uroków młodość u boku opozycjonisty Donalda Tuska, w ciężkich czasach „PRL”. Oto fragmenty:

– Na mieszkanie starczyło?

– Nie. Byliśmy i tak szczęśliwi. Jak urodziłam Kasię, dostaliśmy segment w hotelu asystenckim. Po 10 latach mieszkania w jednym pokoju. Rewelacja.

– Jak się mąż spisywał jako ojciec?

– Do Donka należało m.in. pranie pieluch. Kupiłam tetrę na metry i uszyłam kilkadziesiąt pieluch, ale przez pierwsze miesiące trzeba było prać co wieczór. Białe chorągwie szczelnie wypełniały wielką suszarnię. Wszyscy rodzice tam suszyli. Mieszkaliśmy w hotelu asystenckim na szesnastu metrach, ale byliśmy naprawdę szczęśliwi, dookoła ludzie tacy jak my, młodzi z małymi dziećmi. Pogodna wyspa na szarym oceanie tamtej rzeczywistości.

Tak wspomina swoją młodość dziewczyna z opozycji, z komitetu zakładowego „S” na uniwersytecie, żona wiecznego opozycjonisty, który okresami był bez pracy, wykluczony i szykanowany, a dziś jest premierem. Może oni byli szczęśliwi wbrew systemowi, może przeciw systemowi, może byliby też szczęśliwi w Trzeciej Rzeszy, zapewne w innym systemie mieliby się lepiej, tak jak miliony ludzi. Wśród nich dziennikarze (i – oczywiście – ich czytelnicy spragnieni prawdy), którzy byliby bardziej szczęśliwi, gdyby nie było cenzury, ale cóż począć na to, że dziennikarz był szczęśliwy, kiedy udało mu się przechytrzyć cenzurę, a czytelnik, kiedy doczytał się czegoś między wierszami? Cóż począć na to, że chwilami byli szczęśliwi pomimo nieszczęśliwego systemu i nie mogą zdobyć się na taki, hm, obiektywizm, jak filozof i podróżnik, Paweł Laufer? System był nieludzki, ale ludzie jednak żyli (co to było za życie – to inna sprawa), słońce wschodziło i zachodziło, za dnia ludzie cierpieli, ale w nocy się kochali, a nawet bywali szczęśliwi.

Jedyne, co my – starsi – możemy zrobić, to zejść ze sceny, co też i po kolei czynimy. Kiedy zabraknie już ostatniego sentymentalnego świadka, który z rozrzewnieniem wspomina swoją młodość (a nie system!), wówczas nikt już nie będzie przeszkadzał filozofom i pisarzom w jego racjonalnej, obiektywnej ocenie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 194

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie Redaktorze,
    Jestem zapewne nieco młodsza od Pana, bez urazy, kobiety zawsze są młodsze. Ale na tyle starsza od owego filozofa -który powołany jest raczej do kapłaństwa, gdyż znać po poglądach, iż wiara dla niego jest cnotą – by życie w PRL pamiętać.
    Lata siedemdziesiąte to czas mojego dorastania, lata osiemdziesiąte, kryzysowe, to czas studiów i pierwszej pracy.
    I tu, w empirii, w doświadczeniu życiowym, a nie w wieku tkwi różnica. Ten młody sofista jest produktem 18 letniej antykomunistycznej propagandy, i tyle.
    Ale jest jeszcze coś, co całkiem niedawno odkryłam, a co potwierdziła lektura ostatniej książki J. Żakowskiego p.t.: Nauczka.
    Otóż w początkowych rozdziałach, opisuje on genezę swojego rozczarowania III RP. Podaje przykłady prywaty, chciwości, czy zwykłej nieuczciwości, z którymi się zetknął. Oraz wynikłe z nich refleksje, które sprowadzają się do krótkiego: zupełnie jak w PRL. Ta oczywista wydawałoby się myśl, jest dla autora szokująca. I to właśnie mnie zastanowiło.
    45 lat PRL, ponad 5 lat okupacji, 123 lata zaborów , cała ta nasza narodowowyzwoleńcza teologia, doprowadziła do pewnego rodzaju kalectwa intelektualnego. Braku zdolności myślenia i oceniania w kategoriach ogólnoludzkich, uniwersalnych. Złem , które jest immanentną cechą świata i człowieka obarczaliśmy wrogów kraju. A patriotyzm był swoistym katarsis oczyszczającym nas z grzechów żywota. Tak jak dziś, być antykomunistą znaczy tyle co być uczciwym człowiekiem. Dzięki prostemu zabiegowi, wyparciu zła z polskości, mogliśmy obejść się bez tych pytań o etykę i sprawiedliwość w życiu społecznym.
    Zaborcy przminęli, okupacja się skończyła, mieliśmy niepodległe, o ograniczonej suwerenności państwo, wiec winnym za ten stan rzeczy był Moskal i PZPR. W końcu i Moskal sobie poszedł, i PZPR przestała istnieć a zło trwało nadal.
    A młodzi ludzie wychowani w ruchu oazowym i kulcie Papieża wierzą, że dobry Pan Bóg stworzył dobry świat, więc zło w nim musi być dziełem diabła. A Szatan lubi zwodzić. W latach Pańskich 1990-2007 przebrał się za komunistę. I ten młody niby filozof w to wierzy. W przciwnym wypadku, gdyby odrzucił rzekomy komunizm, jako żródło zła we wszechświecie musiałby szukać jego prawdziwej przyczyny. A mógłby ją znależć także w sobie. A to przerażająca, przyzna Pan Redaktorze, perspektywa.
    Nie pierwsza H.Arendt dostrzegła banalność zła. Ale ona pierwsza umiejscowiła go poza ideologiami. Te albowiem, nigdy nie są żródłem. Choć mogą i, często tak się dzieje, uświęcać zło tkwiące w człowieku.
    Nie twierdzę, że PRL była rajem ( jak na raj to konsumpcja była zbyt skromna), ale była czymś o niebo lepszym od obowiazującej propagandy. A i zasługi nieboszczki dla rozwoju cywilizacyjnego są znaczące. Cóż jednak, jeśli z tego, co jednostkowe, narodowe, ustrojowe nie potrafimy wyprowadzić uniwersalnych prawd o ludzkiej kondycji. Nie po to, żeby się batożyc, ale po to, by żyć twórczo i godnie w wielkiej ludzkiej rodzinie, cierpiącej na te same skazy co i my, bez względu na kraj i ustrój.
    Na koniec dodam, ze antykomunistką nigdy nie będę. Wyznaję religię praw człowieka, a ta z antykomunizmem i każdym innym „izmem” jest sprzeczna.

  2. Panie Danielu!!

    Co tu komentowac?? Z tego Laufra to filozof jak z koziej d… traba,

    co on wie o zyciu w tamtych czasach..

    pozdrowiam matti

  3. Gospodarz zajal role filozofa i ocenil przeszlosc spogladajac na to wszystko z dystansem.A mlody filozof Laufer jest jak male dziecko ktore spoglada na swiat w kolorach czarno-bialych.
    System komunistyczny byl mrocznym systemem ale to nie oznacza ze ludzie sie nie kochali albo nie doznawali dozy szczescia,bo to nie prawda.
    Ludzie zyli w tamtym systemie totalitarnym ktory uwieral wiekszosc,ale kazdy z sentymentem wspomina swoja przeszlosc,a ludziom przeszlosci nie wolno zabierac.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wydaje mi sie, ze jest dokladnie tak, jak Pan napisal – ludzie, ktorzy z rozrzewnieniem wspominaja czasy komunizmu – w tej grupie moi 53-letni rodzice – zawsze mowia ‚za moich czasow’, a maja na mysli wlasna mlodosc w latach 70-tych. Moja babcia mowila ‚za moich czasow’ majac na mysli lata powojenne, a czescia ‚moich czasow’ bedzie nieslawna IV RP, bo to wlasnie teraz jestem mloda i mam ‚the time of my life’. To, ze czyjas mlodosc wypada w trakcie takiego czy innego systemu politycznego, nie odbiera im wszak prawa do wspomnien? Oni tez byli szczesliwi, mimo wszystko, cieszyli sie z malych codziennych sukcesow i zdarzen w ich zyciu prywatnym. Ta ich nostalgia za czasami komunistycznymi to nostalgia spowodowana tylko i wylacznie faktem, ze byly to czasy ich mlodosci. Pozdrawiam serdecznie.

  6. Jak wiadomo nikt nie jest tak malo wiarygodny jak naoczny swiadek. Emocje chwili, wyobrazenia jak byc musialo oraz brak dostepu do zrodel i dokumentow powoduje, ze wspomnienia wlasne zabarwione sa czesto nostalgia i samochwalstwem. Stad wynika znaczenie odkrywczego spojrzenia na przeszlosc dokonywanego przez mlodych badaczy takich, na przyklad, jacy byli jeszcze niedawno zatrudnieni w IPN. Trzeba jednak pamietac, ze najdokladniejsze nawet studia zachowanych dokumentow nie moga oddac calkowicie atmosfery czasow, w ktorych mlody acz niewatpliwie obiecujacy badacz sie zaglebi. W dokumentach bowiem nie umieszcza sie wszystkiego a wiele faktow w nich podanych moze byc niepewnej prawdziwosci. Dlatego sklaniam sie do zdania Szanownego Redaktora, ze PRL na codzien nie byl, przynajmniej dla ludzi, ktorzy nie byli bezposrednim obiektem zainteresowania UB, ponura katorga jak by to moglo niekiedy sie wydawac. Jest to moje osobiste wrazenie, ale moim zdaniem zycie w PRLu bylo inteligentniejsze niz obecnie tak jak zycie obecnie jest wygodniejsze ale nieco glupawe. Do tego, ze czlowiek jednak z pewnym oczekiwaniem biegl do kiosku po „Polityke” i czytal ja potem z zaciekawieniem przyczynil sie rowniez Szanowny Redaktor i Bywalec za co mu bede wdzieczny do grobowej deski. Komunizm tak jak i Narodowy Socjalizm mial dobre intencje i szkoda, ze oba te tak w istocie podobne ruchy zeszly na manowce. Jak widac slusznie mowia, ze dobrymi intencjami pieklo jest wybrukowane i tak tez te dobre intencje stworzyly faktyczne pieklo dla zainteresowanych narodow. Baczmy jednak aby nie wylac dziecka z kapielom. W obecnej „szczesliwej ” i demokratycznej Polsce czyli PRLu bis 80% populacji (jak podaje GUS) zyje w oparciu o dochody mniejsze niz socjalne minimum. Ja osobiscie jestem zwolennikiem spolecznego darwinizmu. Nie mniej, oprocz nauki wolnego rynku istnieje tez cos takiego jak zwykla przyzwoitosc. Ale moze to juz nie ta epoka Panie Redaktorze.

  7. Im dalej od upadku realnego socjalizmu, tym w mediach pojawia się więcej jego tropicieli. Zazwyczaj są to młodzi ludzie, którzy w czerwcu 1989 mieli kilka, no góra kilkanaście lat, afiszują się ostentacyjnym katolicyzmem, są absolwentami lub doktorantami KUL albo innych uczelni katolickich i mają poglądy polityczne oddalone co najmniej dwa tysiące lat świetlnych na prawo od zdrowego rozsądku. Masowy wysyp tego gatunku nastąpił zwłaszcza w ostatnich dwóch latach. Dla nich każdy, kto w okresie realnego socjalizmu normalnie funkcjonował – skończył jakieś szkoły albo uczelnię, pracował, jest co najmniej podejrzanym, nawet jeżeli nie należal do nieboszczki PZPR, pod koniec lat 70. otarł się o opozycję (prawdziwych opozycjonistów było w tym czasie góra kilkuset, więc większość wspomnień kombatanckich z tego okresu jest po prostu konfabulacją), a w stanie wojennym spotkały go jakieś represje, np. wyleciał z roboty. I w gruncie rzeczy ten gatunek najlepiej po prostu zlekceważyć i nie tłumaczyć się z niczego, bo i tak nie zrozumieją, że nawet za późnego Gomulki można było wyskoczyć do Warszawy (12 godzin jazdy pociągiem ze Szczecina) na Jazz Jamboree a potem za Gierka np. do Budapesztu ( 14 godzin jazdy pociągiem ze Szczecina) na koncert Uriah Heep albo do wschodniego Berlina na wieżę, do Muzeum Pergamonu i oczywiście na piwo. Wszyscy cieszyli się z sukcesów kadry Górskiego. My byliśmy wtedy po prostu normalni, o obecnych tropicielach śladów komunizmu nie odważyłbym się tego powiedzieć.

  8. Autor pisze: „Nie było całkiem zgodne z literą komunizmu, nie mieliśmy wspólnych żon. To, w czym myśmy żyli, różniło się od tego, jak wyobraża sobie komunizm Paweł Laufer.”

    Bo gdyby były wspólne żony, to komunizm byłby do zaakceptowania dla szerokiej rzeszy filozofów, pisarzy, podróżników i doktorantów. 🙂

  9. Diaspora jest czujna! (Albo –nie)

    D. Passent pisze:

    Mimo że ukazało się wiele książek o Gułagu, mimo rekordowej widowni filmu „Katyń”, mimo że „Czarna księga komunizmu” ustala liczbę jego ofiar jako wyższą niż liczba ofiar nazizmu, mimo ożywionej działalności IPN, komunizm – zdaniem swoich dzisiejszych przeciwników – nadal jest żywotny. Gdzie on żyje?

    – „ Ustruj, jaki nami rzadzi, to polaczenie starej nomenklatury, rekinow finansjery, falszywych demokratow i KGB (SB/UB). Tego nie moge nazwac demokracja – to…. w s t r e t n a, nie majaca precedensu w historii hybryda, o ktorej nie wiadomo, w jakim kierunku bedzie sie rozwijac….[ ale ] jesli ten sojusz zwyciezy, beda nas eksploatowac nie przez 50, ale przez 150 lat ” –

    Otóż uwił sobie podobno gniazdko w naszej pamięci – twierdzi p.r. Daniel Passent. Post scriptum: Diaspora wierzy Panu bezgranicznie z przyzwyczajenia.

    F.S. von/od Diasporski

  10. Kaczmarek był takim sentymentalnym świadkiem, który właśnie zszedł ze sceny.
    Ale zchodzenie ze sceny potrwa chyba dłużej. Ja na przykład w 1989 miałam 20 lat. Wszystkie blaski i cienie PRL zapamiętałam dokładnie (bo były i cienie, i blaski, żadna propaganda mi nie wmówi, że było inaczej!) i potem mogłam już korzystać z kapitalizmu.

  11. Nie zgadzam się ze słowami autora „Jedyne, co my – starsi – możemy zrobić, to zejść ze sceny, co też i po kolei czynimy.”
    Zanim „zejdziemy” powinniśmy dawać świadectwo prawdzie o tamtych latach, co autor w poprzedzającym cytat tekście uczynił. Gratulacje!
    Jest również w interesie filozofa Laufera, żeby nie powielał uogólnionych i spłyconych kłamstw. Wnuki wykorzystają kiedyś te jego dzisiejsze manipulacje przeciw niemu i będzie na starość wstydził się dzisiejszych „ekscytujących odkryć” zbrodni komunizmu.
    Wczoraj z trybuny sejmowej niejaki poseł Przemysław G. obraził i znieważył Prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego. Jeżeli będziemy na to pozwalać, to wkrótce rozlewające się chamstwo, kłamstwo i agresja może dotknac każdego z nas.
    Majchrowski jest w Krakowie bardzo szanowany, pełni drugą kadencję urząd Prezydenta 800 tysięcznego miasta.
    To co zrobił Przemysław G. i jego otoczenie, obraża większość krakowian, którzy na niego głosowali.
    To jest jedna z przyczyn porażki kaczyzmu.
    Moze niech robią tak dalej – to zupełnie wyparują, ale co ze zniewagą?
    Czy naprawdę nie ma sposobu wyegzekwowania sporej kary pienięznej na znieważającym kogoś pośle, lub chciażby wejść mu na hipotekę własności (zastawem sądowym – do czasu działania immunitetu), bo zapewne coś tam posiada.

  12. Nie zgodzę się z samym tytułem — świadkowie zawsze będą opowiadać o czymś, co może było największym doświadczeniem ich życia. To nie kwestia świadków.

    Czy u nas nie ma ‚komunizmu’? Myślę, że na to można odpowiedzieć bardzo pewnie, że komunizmu nie. Trochę inaczej jest już z ‚realnym socjalizmem’, bo tęsknota za osłoną socjalną, za może siermiężnym, ale jednak bezpiecznym życiem, za zamknięciem się przed ‚szalonym’ światem w naszej polskiej swojskości jest wciąż obecna i znalazła swój bardzo wyraźny wyraz w poparciu dla PiSu.

    Tyle, że w tym wszystkim brakuje komunistycznej symboliki i mitologii. I ‚świadomości klasowej’ (tej ostatniej może za bardzo — jak przekonuje Ost.) To z nimi walczono przez ostatnie kilkanaście lat; i to one były praktycznie martwe już w czasach ‚realnego socjalizmu’. Jeśli więc ktoś dzisiaj nosi w klapie sierp i młot, to nie dlatego, że toleruje się komunizm; ale dlatego, że komunizm nic już nie znaczy — że stał się pustym symbolem. Czego wcale bym nie był taki pewien w odniesieniu do faszyzmu…

    W gruncie rzeczy najbardziej mnie dziwią nasi ‚antykomuniści’. Bo jeśli komunizm jest martwy (a jest), to z czym oni walczą? Czy ta etykietka w ogóle coś znaczy? Czy może tylko pozwala zamknąć oczy na problemy i potrzeby kraju, licząc że załatwi się jeszcze bardziej zwalczając nieobecny komunizm?

  13. Szanowny Panie Redaktorze !

    Niech się Pan nie łudzi – nawet jak nas „starych komuchów” nie będzie już na tym świecie takie Laufry (nie wypada sie czepiać nazwisk ale w tym przypadku jest ono znakomitym wyznacznikiem znaczenia jakie posiada w szachach – skoczek, „biegacz”, figura „na posyłki” – i poglądów na świat czy historię p.Laufra opisanych przez Pana Redaktora) dalej będą „goniły króliczka”. Bo tu nie chodzi o prawdę, tu nie chodzi o rozjaśnienie historii i w miarę obiektywne jej opisanie. Tu chodzi „o gonienie tego właśnie króliczka”.
    Laufry & const. są ahistoryczne, kierują się swym indywidualnym, wąsko-zarysowanym „zniewolonym umysłem” anty-anty-komunisty zoologicznego, nie sytuują opisywanych przez siebie sytuacji w kontekstach społecznych, politycznych, kulturowych i cywilizacyjnych. Oglądając ostatnio TV TRWAM (tak, tak, oglądam – bo jeśli chce się poznać poglądy i sposób rozumowania adherenta przede wszystkim trzeba go słuchać !) wysłuchałem podobnych do ww. „laufrowych” mniemań opisanych przez Pana red. wykład prof. dr. hab J.Bartyzela z UMK o dziedzictwie Wlk.Rewolucji Francuskiej. I z jednym się tylko zgadzam – tak, Wlk.Rewolucja Październikowa jest dziedzictwem tej „francuskiej” …. Tak to jest dziedzictwo całej formacji zwanej lewicową – ucieczka od tego jest błędem. A że są po tej stronie „ciemne karty” – no, tak zawsze bywa w życiu. Czy np.po stronie chrześcijaństwa (stworzonego przecież przez Boga, nie przez ludzi !) instytucjonalnego nie jest także mnóstwo epizodów i całkiem sporych wydarzeń wstydliwych, wręcz zbrodniczych i
    totalitarnych ? Laufry, Bartyzele – a i przykłady z tego blogu o tym również świadczą dobitnie: Bobole, Domaradzkie, Szestowy itp osobniki – nie zadają sobie tylko jednego pytania (o próbie odpowiedzi na nie nawet nie wspomnę), niesłychanie istotnego w perspektywie każdej ludzkiej działalności i społecznego „odzewu” tych przedsięwzięć: dlaczego myśl ludzka zrodziła taką ideę i dlaczego tak wielu ludzi zostało nią uwiedzionych (czy wg mnie – poszło za nią) ?
    I jeszcze jedna sprawa – jeśli Laufry, Bartyzele i „towarzystwo” z niniejszego blogu wyżej wymienione imputuje takiemu agnostykowi, „komuchowi”, „śmieciowi metrykalnemu” i „unter-menschowi” wszechogarniające i bezwarunkowe znaczenie wartości chrześcijańskich dla kultury i cywilizacji Europy to czemu nie uznają również odpowiedzialności tegoż chrześcijaństwa za komunizm i faszyzm ? Ze swej strony dodam, iż widzę wiele elementów w nauce chrześcijańskiej (tego pierwotnego, judeo-chrześcijaństwa jak i już instytucjonalnego, pozostającego w sojuszu „z tronem”) które odzwierciedlając odwieczne ludzkie tęsknoty, marzenia czy odczucia leżące u podłoża sukcesu i zasięgu zarówno faszyzmu jak i komunizmu.
    Prof.dr hab J.Redpath – kreacjonista, filozof, socjolog z uniwersytetu St’John’s NY – na wykładzie inauguracyjnym rok akad. 2007-08 w „kuźni kadr” dziennikarstwa o.Tadeusza R. powiedział: Prawdę nie trzeba poznać, prawdę trzeba kochać. No, to Laufry, Bartyzele, Jaroszewskie, Bartniki czy Czuby, a za nimi Bobole, Domaradzkie, Szestowy, prawdę (swoją) kochają – i im to wystarczy.
    Dlatego Panie Redaktorze – miłośc jest ślepa, nienawiśc – też. Kochać i nienawidzieć to co prawda antynomiczne uczucia, ale ich źródła i mechanizmy powstawania są tożsame.
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

  14. Wspomnienia mlodosci sa piekne, ale moga byc szokujace dla innych pokolen gdy sa sprzeczne z polityczna poprawnoscia, np. mozna spotkac w Niemczech ludzi, ktorzy powiedza, ze najlepiej sie zylo za Hitlera. Jest to szokujace dla mnie jako Polaka urodzonego dawno po wojnie, ale staram sie rozumiec ten sentyment, tak jak opisuje to wpis na blogu. Moge sobie na to jednak pozwolic tylko o ile w tej samej rozmowie padnie spontaniczne i stanowcze potepienie nazizmu i jego ideologii bo inaczej nie moglbym dobrze zyc ani z soba ani z tymi ludzmi, mimo, ze nie zylem nigdy pod rzadami nazistow. Mysle, ze Lauferowi chodzi wlasnie o takie potwierdzenie antykomunizmu u swoich rozmowcow, choc nie moge wykluczyc rowniez zacietrzewienia ideologicznego o co zdaje sie go oskarzac gospodarz. Tylko lektura innych tekstow p.Laufera moze nam pomoc trozwiazac to pytanie. Problem glowny to przepasc miedzypokoleniowa i nie zniknie ona nigdy, ale mozemy sie nad nia chyba jakos dogadac, lub chociaz wymienic doswiadczenia. :-))

  15. Do Magrud:
    Ładnie i mądrze napisałaś swój post, zgadzam się gdzieś w 98%, tylko czy zabory i inne okupacje to usprawiedliwienie? Co zrobić z Czechami, którzy nie mieli swojego państwa 300 lat, od Bilej Hory w 1621 roku, a mimo to w dwudziestoleciu międzywojennym stworzyli naprawdę demokratyczne państwo, czego już nie można powiedzieć o II Rzeczpospolitej, a i teraz są rozsądniejsi od nas? Pozdrowienia.

  16. Pozdrawiam serdecznie.

  17. Było dokładnie tak, jak opowiada żona Donalda Tuska. Ja też mieszkałem z żoną i dzieckiem przez sześć lat w hotelu asystenta (w innym mieście, w nieco innym okresie) na 11 metrach. I też byliśmy szczęśliwi pośród innych ludzi nam podobnych, miłych i życzliwych. W PRL, bo innej Polski chwilowo nie było. Nie do pojęcia dla doktorantów ?

  18. Moje uszanowania dla „magrud” i „olka 51”. Chapeau bas ! Blogowicze.

    Pozdro – WODNIK53

  19. Do Boboli:
    Z przyjemnoscia konstatuje, ze po raz pierwszy zgadzam sie z Panem na tym forum. Mimo cenzury i rozmaitych „zapisów” personalnych dla autorów – bylo co czytać, a potem dyskutowac z przyjaciółmi chocby do rana. Ale nie bylo to zasluga systemu, a raczej faktu, że autorom blizej bylo pokoleniowo do II RP. Wielu z nich chodzilo jeszcze do tamtych szkół, a przynajmniej wychowało sie w klimacie inteligenckiego, kulturalnego domu. Dzis jak jest, wielu z nas widzi (bo nie każdy niestety). A co do „ciemnej strony Mocy” – zawsze jest dziełem ludzkim. Tak wtedy, jak i dzis.

  20. Jestem niezmiernie podbudowany dzisjszą wypowiedzią Pana Passenta. Także komentarzami sympatycznych dla mnie Olka51 i magruda. W opinii wyrażonej tkwi moim zdaniem źródło nieszczęścia w jakim pogrążyła się Polska po 89 roku. Sam jestem równieśnikiem Redaktora i cały okres „wolnej Polski” jest wyrazem nieprzerwanego buntu przeciw załganiu i wymazaniu mojego i milionów Polaków życiorysu. W realnej rzeczywistości Polski Ludowej osiągnąłem – ze znaczna jej pomocą – wielkie dla mnie sukcesy zawodowe i inetelektualne dające mi poczucie dumy i satysfakcji. Pan Redaktor powołuje się – co także podziwiam – na prace Pana Profesora Walickiego, jednego z niewielu myślicieli, który zdolny był postawić prawdziwą diagnozę powodu rozpętania przez tzw „opozycje demokratyczną” i kombatantów Solidarności walki z mitem komunizmu w Polsce. Była to potrzeba ukrycia totalnej nieudolności i braku pomysłu co zrobić z otrzymaną od starej ekipy władzą. Otrzymaną w darze, praktycznie bez wysiłku, na tacy. Odwdzięczyli się natychmiast, po katolicku, bezczelną zdradą, nękając i wodząc po sądach prawdziwego darczyńcę Generała Jaruzelskiego. Teraz natomiast budują fałszywy mit kombatanctwa i bohaterstwa. Zgadzam się z Olkiem51 w ocenie liczby „walczących bohaterów”, nieco moim zdaniem przesadził, nie kilkuset. a max. dwustu, w tym wielu opłacanych przez obce wywiady.
    Podobne oceny odnośnie przyczyn rozpętanej walki z cieniem głosi nieprzerwanie Profesor Łagowski, zresztą przyjaciel Walickiego.
    Spokojny 07.39. A czegoś innego spodziewł się po takich prymitywnych bęcwałach. Pozdrawiam.

  21. W niedzielne wieczory moja babcia daje się czasem namówić na wspomnienia ze swojej młodości. Pochodzi z małej wioski w Pieninach, jest sierotą, przygarniętą przez krewnych, oczywiście pod warunkiem wykazania się użytecznością. Mieszkała w stajni, żywiła się głównie parowanymi ziemniakami i zsiadłym mlekiem. W wieku kilkunastu lat ona i wielu podobnych jej wyrzutków z okolicy wyruszyło budować Nową Hutę. Hotele robotnicze, śpiewy, tańce (a miałą wtedy, jak wspomina, warkocz gruby jak przedramię, „do samego tyłka”). Do dziś utrzymuje kilkanaście serdecznych znajomości z tamtego czasu; kiedy słucham, jak rozmawia z przyjaciółmi przez telefon, mam wrażenie, że odjęło jej z 50 lat.

  22. WODNIK53. Jak zwykla sympatycznie i mądrze. Pozdrawiam. Zachęcam przy okazji do zapoznania sie z druzgocącą recenzją z propagandowego filmu Wajdy „Katyń”, autorstwa Jarosława Pietrzaka w najnowszym Le Monde Dipl. „Andrzej Wajda, największy konformista polskiego kina, złota rybka gotowa spełnić filmowe życzenia każdej władzy, byle zawsze być na wierzchu” Tak się zaczyna. Tekst Pietrzaka wpisuje sie mimo woli w temat dzisiejszego wpisu Redaktora DP.

  23. Pan doktor, filozof, KUL to chyba symbole szerszego, nieśmiertelnego jak widać, zjawiska jakim są objaśniacze rzeczywistości. Szkalowali kułaków, zgniłych imperialistów, syjonistów, ruskich, komunistów, liberałów itd. Starali się otworzyć oczy narodowi na to, jak podli to byli ludzie, idee. Przekonywali, jak wspaniały jest komunizm, socjalizm realny, solidarne pństwo, że nie trzeba mieć konta w banku, że reszta do ZOMO, jak ważne jest, żeby nie zginać karku przed Europą itd. Zawsze z tym samym skutkiem – odwrotnym do zamierzonego. Zawsze z tego samego powodu – obrazek, który malowali nie pasował do tej układanki, którą pracowicie każdy z nas sobie w głowie układał, nie pasował do realiów.

  24. Skoro tak wrzucacie, to i ja wrzucę:

    http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=5

    Temu za PRL-u było najlepiej.

    „W czasach, gdy było to przez władzę mile widziane, Wajda był marksistą święcie przekonanym, że świat nie składa się z narodów ani religii, tylko z klas społecznych (Ziemia obiecana). Kiedy zanosiło się na zmianę systemu, będąc i tak niezagrożonym pupilkiem ówczesnej władzy Wajda zaczął zgrywać opozycjonistę, żeby dobrze usadowić się po ewentualnym „przełomie” (Człowiek z żelaza).”

    To się dopiero nazywa świadek naszych czasów.

  25. To zabawne jak antykomuniści z zapałem odtwarzali przez ostatnie dwa lata opiekuńczo- represyjne państwo pod hasłem dobijania komunizmu. Nie potrafię wyjaśnić tego ideologicznego zaczadzenia. No ale przyznam, że na studiach nie przykładałem się do obowiązkowej dialektyki marksistowskiej. Może gdybym przebrnął przez te upiorne bryki Ładosza łatwiej by mi było chłopaków (filozofo – podróżników) teraz zrozumieć.

  26. Panie Danielu. Z tym polskim ‚antykomunizmem” jest troszkę tak, jak z naszym antyseminizmem. Najłatwiej być antykomunistą gdy po komuniźmie ni dymu ni popiołu. Nie zamkną za to. I komuch nie da w gębę. No, to mamy antykomunizm bez komunistów i antysemityzm bez Żydów. I tak, jak za antykomunizm nie dostaje się klapsa, nawet za najgłupsze antysemickie wypowiedzi, jakoś teraz, nikomu nie pogrożono nawet palcem. Śmieszne, prawda? Mozna kochać ten nasz Naród, ale polubić go, w całości, nie sposób.

  27. Szanowny panie Danielu,

    po co to porownanie i wspomnienie III Rzeszy w blogu „Swiadkom dziekujemy”? Ani dowcipne ani na miejscu. Albo naleza tego typu wypaczenie juz i do pana dobrego tonu ? Das haben Sie wirklich nicht nötig !

    Pozdrawiam

  28. Miałam może ze dwa lata, gdy razem z mamą jeździłam syrenką wujka do internowanego w Głogowie taty. Mama wsadzała do wewnętrznej kieszeni mojego dziecięcego kombinezonu butelkę czystej. Podczas widzenia tata ją dyskretnie przejmował. Widocznie służba więzienna nie podejrzewała niemowlaków;> Te butelki umiliły z pewnością niejeden wieczór w celi dla „politycznych”. Takie są moje wspomnienia. Nie zastanawiam się, po której „stronie” mnie sytuują – tych od socnostalgii czy bezkompromisowych tropicieli „zła”.
    Za nic nie chciałabym żyć w tamtych czasach. Nie oddałabym moich czasów za nic. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby system komunistyczny oparł się wiatrowi zmian. Pewnie świat z ponurych wizji P.K. Dicka. Cenię moją wolność, to moje tu i teraz.
    Uważam, że powinno się rozliczać konkretnych zbrodniarzy tamtych czasów, a nie same „czasy”. I trzymajmy się z dala od wszelkich uogólnień.

  29. Maus, du uebertreibst!

  30. Szanowny Panie Redakzorze Gospodarzu,
    i Bobola (2007-11-15 o godz. 06:45):

    zgadzam sie tak jak, tym razem niemal w calosci (jeden wyjatek, o tym na koniec), z Panem redaktorem Gospodarzem.

    Mlodzi nie do konca rozumieja, ze w Polsce po polowie lat 50′ socjalizm (nie komunizm, bo tego w Polsce chocby z definicji komunizmu nie bylo i byc nie moglo; szkoda, ze te okreslenia uzywane sa zamiennie jako synonimy, choc nie sa) rozwijal sie inaczej niz w innych krajach bloku.
    Nie byla to wylaczna zasluga wladzy, ani tez wylaczna zasluga spoleczenstwa, ale moze faktu, ze dzialo sie to w jak zawsze trudnej do okielznania Polsce. Probowano, z niewielkimi okresami „bledow i wypaczen” znalezc „zloty” srodek na to jak wladza moze przezyc z narodem, a narod przezyc pomimo wladzy. Obie te formacje czesto zyly wiec obok siebie, i nie dziwilismy sie, ze co innego widac a co innego slychac. Nie chodzilismy tez masowo do okulistow i laryngologow. Po prostu przetrwalismy. Dlatego tak trudno zaszufladkowac polski okres 1956-89 i skatalogowac go wedlug sztywnych polityczno-socjologicznych definicji kreowanch – jak zwykle przez uczonych w pismie – post factum.

    Szczegolnie trudno analizowac to ludziom, ktorzy w rzeczonym czasie mogli juz moze nawet nosic jednorazowe pieluchy (pamietacie te sztywne, celulozowo-plastikowe, troche deskopodobne wkladki, prawie tak duze jak dzieciak – ale co byla za ulga, niemal luksus, choc drogi).
    Wiedze o czasach ktore analzuja czerpali z ust i umyslow nauczycieli, ktorzy przekazaywali „wlasna” prawde i postrzeganie czasu, czesto poprzez pryzmat wlasnych krzywd, spelnionych (lub czesciej niespelnionych) marzen. Nauczyciele ci (zaleznie od uczelni i wplywow) mieli tez bardzo ludzka tendencje do koloryzowania (w systemie czarne-biale, to nie sprzecznosc) wlasnych zaslug i udzialow. To bylo nie tylko ludzkie, ale i w czasach „post” bardzo praktyczne. Tacy ludzie „walczyli z komunizmem” najbardziej zaciekle. I tak powstawaly obrazy z przeszlosci, obrastaly w mity i moze nawet polprawdy.
    Opieranie sie wylacznie na dokumantacjach SB, WSW, UB (czy jak teraz WSI, ABW i CBA) tez nie jest zrodlem wiedzy o Polsce i Polakach lat minionych. Do dzis nie rozumiem, dlaczego zaklada sie z gory, ze wszystko co w tych aktach „siedzi” to jedyna, absolutna i niepodwazalna prawda historyczna. No moze z wyjatkiem teczki Pana JK, bo ta jest oczywiscie chaniebnie sfalszowana.
    Faktem jest, ze bylo w Polsce wielu ktorzy (wzgledy zostawny na boku) usluznie donosili. Ale nie tylko oni maja teczki i „dokumenty”.
    Dlatego, im wiecej i dluzej czerpac bedziemy z wiedzy i zycia swiadkow, tym bardziej obraz pozostawiany pokoleniom bedzie odpowiadal rzeczywistosci.
    Gdy zaczniemy w analizie przeszlosci opierac sie wylacznie na opracowaniach opracowan, nie siegajac do zrodel i puki ich jeszcze mamy, swiadkow – osiagnieny tylko przeklamania.

    Ten fakt czesto spotyka sie (niestety) w nauce, gdzie juz nikt nie czyta „zrodel”, czyli oryginalnych prac sprzed lat, tylko ich „opracowania”, „skroty”, „tlumaczenia”. Czesto wymaga tego (bzdurna moim zdaniem) redakcja periodyku naukowego, ktora pisze „references not fully up-to-date, please use papers max. 5 years old, only” (literatura nie na czasie, korzystaj z pismiennictwa nie starszego niz 5 lat).
    Brak zrodel (swiadkow i „autorow” opisywanych faktow) powoduje, ze nauka ubozeje, a historia staje sie wybiorcza.
    Opublikowano kiedys prace pokazujaca, jak jeden z „dogmatow” z mojej dziedziny (hodowla komorek i tkanek) to wynik… przeklamania wyniklego z blednego tlumaczenia tekstu zrodlowego, powtarzanego potem przez nastepnych autorow, bo ten co sie pomylil byl w owym czasie swiatowym autorytetem.

    Mlodzi ucza sie wiec tego co bylo i jak bylo z uprzednio przetrawionego materialu.

    I to dlatego w Niemczech ponad 75% dzisiejszych gimnazjalistow (od 10 klasy w gore, w duzych miastach) nie wie co oznacza skrot SED prawie 60% w zachodnich landach nie wie co to „DDR”, 75% uwaza, ze w Niemczech wschodnich (NRD) zylo sie tak samo jak w Niemczech hitlerowskich…
    W NRD byly zakazy studiowania, szykany, zabieranie dzieci, zakazy i nakazy pracy, typowy system kija i marchewki. I to az do upadku muru. Tzw. „Zachod” (fatalny i anarchiczny podzial, ale trudno od zarania cywilizacji mamy „kraje wschodu” i „kraje zachodu”, w Europie okreslenie to jest bardzo zawezone, zachod konczy sie na Odrze i Nysie) do dzis uwaza, ze w Polsce bylo tak samo jak w DDR, tylko gorzej i bardziej rezimowo, bo blizej ZSRR i bez pomocy NRF.

    Niestety i w Polsce wizje czasow przed 1980/81, stanu wojennego lat 1984/89 przekazuja coraz czesciej opracowania nie autorstwa swiadkow (bo ci zostali w ostatnich latach systematycznie szufladkowani jako slugusy systemu minionego, nieobjektywna gawiedz gloryfikujaca komunizm, wyksztalciuchy, itp.) tylko „nowych wybitnych specjalistow” nieskarzonych i posiadajacych monopol na prawde absolutna..

    Nie wstydzmy sie swojej przeszlosci, swojej historii, swoich dokonan. Nie wstydzmy sie powiedziec, ze osiagnelismy sukcesy uczac sie i pracujac w czasach PRL (nie komunizmu, patrz wyzej). Nie dajmy sie wymazac z historii i wmowic sobie, ze my i nasi rodzice to hanba dla „prawdziwej Polski”. Zostanmy swiadkami epoki, dokonan wlasnych i kraju.

    Byloby dobrze, gdyby w Polsce rozpoczeto prawdziwa dyskusje o przeszlosci i terazniejszosci. Rzeczowa, nie skaczaca do oczu, nie ziejaca jadem i uprzedzeniami.
    To wymaga nie tylko wiedzy i kultury. To wymaga takze odwagi.
    Bez rzeczowej rozmowy z sama soba Polska moze zaprzepascic nowa szanse – dialogu wewnetrznego. Bogatsza o bledy popelnione w latach 89/90, o bledy popelnione za Odra (kopanie coraz glebszego mentalnego dolu Ost-West prez totalna negacje „Ost” i gloryfikacje „West”), o bledy i fanatyzm ostatnich lat.
    Polska demokracja jest mloda, ale juz pelnoletnia!

    Rola swiadkow, takich jak Pan Redaktor Gospodarz, jak wielu z nas Blogowiczow, jest uswiadomienie Polakom i ich demokratycznie wybranej wladzy, ze rzeczowa alanlza przeszlosci, bledow i skukcesow, jest najepszym sposobem by nie powtarzac ich w przyszlosci.
    To jest zreszta przejeta z zycia zasada Good Quality Management, o czym pisalem juz przy innej okazji.

    Pozdrawiam
    jak zwykle serdecznie
    z Berlina

    PS: teraz to jedno „ale”: Pisze Pan – „….Tak wspomina swoją młodość dziewczyna z opozycji, z komitetu zakładowego „S” na uniwersytecie, żona wiecznego opozycjonisty, który okresami był bez pracy, wykluczony i szykanowany, a dziś jest premierem. Może oni byli szczęśliwi wbrew systemowi, może przeciw systemowi, może byliby też szczęśliwi w Trzeciej Rzeszy, zapewne w innym systemie mieliby się lepiej, tak jak miliony ludzi….” Merytorycznie to moze wszystko prawidlowo, ale jakze (w Polsce, a i w Niemczech) niefortunne porownanie. Z roznych wzgledow…, takze historycznych. Stawia Pan Polske 56-89 (lub fragmenty tego okresu, wlaczajac rok 1968-9) jednym tchem (pociagnieciem piora) na rowni z (cala) Trzecia Rzesza. Niebezpieczne…., bo jednak nieporownywalne. Proponuje w przyszlosci wiecej samodyscypliny.
    A co do bycia szczesliwym w Trzeciej Rzeszy lub przynajmniej widzenia czegos pozytywnego w tym, co (nie analizujac jak i w jakim politycznym celu) w Niemczech przed wojna nastapilo, to inna historia…
    (Dla dociekliwych i wladajacych niemieckim polecam najnowsza historie / histerie wokol Evy Herrmann)

  31. Z wywodów Passenta wynika, że nie było na świecie ani złego faszyzmu, ani złego komunizmu, bo przecież w obu systemach większości obywateli żyło się niezgorzej(kochali się, uczyli, bogacili itd.itd.). Oba systemy oprócz
    niegodziwości, mordów i obozów miały też sukcesy na innym polu. Dlaczego więc w środowiskach lewomyślnych postępowców oraz pogrobowców komunizmu (do których można też zaliczyć Passenta)niejednakowo traktuje się oba dziejowe kataklizmy?

  32. Spodziewałem sią ataku, wykorzystania tekstu redaktora do stwierdzenia, że po raz kolejny jest adwokatem zła czy coś w tym stylu a tu taka niespodzianka,

    Bobola – w pełni się zgadzam, właściwie z każdym zdaniem
    (i chyba pierwszy raz; oby nie ostatni)!

    Muszę też przyznać, że zgadzam się z wpisem Boboli nawet bardziej niż Olka51, choć i ten mi odpowiada.
    Mam tylko zastrzeżenie – czy przyznawanie się do katolicyzmu jest „skazą” dla historyka (nawet IPN)? Tego akurat nie popieram, nie uznaję i nie rozumiem.

    Pozdrawiam!

  33. Nie, może jeszcze zdrowy rozsądek.
    „Czarne jest czarne”.
    Pozdrawiam.

  34. ZSRR po Jałcie za zgodą sojuszników zafundował nam od 1944 r. żabę, która w różnych odmianach trwała 04. czerwca 1989. Urodziłem się po śmierci kata Józefa „S”, nie widziałem spływających łez żałobników i nie byłem na Placu Defilad w październiku 1956 jak rodziła się polska odwilż. I tak w zmiękczonym realnym socjalizmie w polskim wydaniu, wychowany na podwórku, mieszkając w „luksusowej” kamienicy tj. z prysznicem i toaletą, a koledzy zazdrościli, ponieważ sławojka, kubeł i studnia to był standard i itd… .
    Związek Radziecki od 1985 r. nie chciał już bękarta min: widząc swoje dno ekonomiczne i pozwolił ( pozbył się problemu ) na wolne wybory w Polsce 04. czerwca 1989 r. Krótka diagnoza Redaktora D. P. dotycząca tego okresu jest bardzo trafna.
    Tego okresu nie wymażemy z naszej pamięci i było wiele osiągnięć naukowo-technicznych, była Polska Szkoła Filmowa, była wybitna inteligencja i nie wspominam o innych dokonaniach i osiągnięciach. Były też okresy haniebne i niepotrzebna śmierć i emigracja wielu Polaków. W „klasycznym” wydaniu komunizm zaistniał wśród narodów ZSRR i pochłonął kilkadziesiąt milionów niewinnych obywateli. W NRD 20 lat indoktrynacji „ideologii zła” uczyniło wiele spustoszenia i bogatym Niemcom do dzisiaj odbija się to czkawką.
    Jan Paweł II, Solidarność i L. Wałęsa, opozycja czynna ( KOR ), opozycja bierna społeczeństwa polskiego były wielkim sukcesem budowy podstaw demokratycznego państwa patrząc retrospektywnie z 2007r , a IV RP to strata czasu i były też słabsze momenty po 1989r nie mając już na plecach Rosji.
    Polski realny socjalizm to taka hybryda gdzie żyło się z przymrużeniem oka, kręciliśmy najbardziej skomplikowane piruety itd. …,a twardogłowy beton partyjny albo nie rozumiał, albo udawał, że ma kontrolę nad społeczeństwem.
    PS. Doktorant P. Laufer dla pełnego rozwoju myśli filozoficznej o komunie w Polsce powinien skontaktować się min z: stałym wojownikiem A. Macierewiczem, Prof. JR Nowakiem, Prof. J. Szaniawskim, ideologiem IV Rzepy Prof. A. Zybertowiczem, a najlepsza medioteka jest w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Powodzenia w pracy badawczej, dla praktyki warto odwiedzić Syberię.

  35. Do Iriny, z dn. 15.11.2007 r h; 12.17.

    Szanując Twoje pro-wolnościowe przekonania i miłość do tej kategorii (w sensie „duchowym” jak i praktycznym) chciałbym Ci tylko Droga Blogowiczko zadedykować sentencję Dobrego Wojaka Szwejka: „W domu wariatów jest dopiero taka wolność, o jakiej sie nie śniło socjalistom” (to w zasadzie złota myśl Jaroslava Haszka ale takie kosmetyczne „naciągnięcia” chyba są dopuszczalne…).
    Pozdrawiam serdecznie mimo różnic empiryczno-rocznikowych.
    WODNIK53.

  36. Die Ostalgie

    Jak dla mnie, to tutaj troche za duzo peerelostalgii i w komentarzu i w postach. Kiedys na pewno bylo wsjo w deche, 16m2 i pelno pieluch z tetry, jasne,ze nikt nie klal. Ja naprawde chcialbym zobaczyc fajny film o tym wszystkim, o owczesnym szczesciu, niewspolnych zonach etc.

    DFPzKULu

    Jak sie jest i doktorem, i filozofem, i podroznikiem i do tego absolwentem KUL’u, czyli patrzy sie na rzeczywistosc objektywnie (sic!) to ja mam takie pytanie osobiste do…. Jak objektywnie i rownoczesnie najsurowiej wybraza sobie DFiPzKULu rozliczenie. Czyzby to mialo znaczyc, ze kompletnie cala rzeczywistosc byla popaprana i dlatego kolektywna wina spada i na Pana D.P, i na mojego szanownego tatusia (bo mial ksizeczke partyjna przez rok), i na kota filemona, i nawet na na S, no i jeszcze na „Kraj Rad” itd. itd
    Nie wiem jak inni na blogu, ale ja faceta doktora…nie kapuje. Bo jak to rozliczyc, policzyc, ocenic i pokazac swiatu. W glowie mi sie nie miesci, sorki

  37. Do „jasnego gwinta’ z dn. 15.11.2007, h; 10.38.

    Dziękując za pozdrowienia i uznanie chciałbym Ci tylko zwrócić uwagę na jeden fakt – ostatnio na rosyjskojęzycznej stacji Viesti (całodobowe, na wzór CNN) był przeprowadzony wywiad z profesorem, akademikiem (nazwiska „nie pomniu”) prześladowanym jak zrozumiałem „za komunizmu” – był w obozie i tzw. „psichuszce” – który mówił o Wlk.Rewolucji Radzieckiej. Nie można go posądzać o sympatie dla tego dziedzictwa rosyjskiej historii absolutnie. Jednak ten historyk (i filozof i socjolog) stwierdził, że jest to tradycja jego państwa, kultury rosyjskiej, jej dorobku i historii – trzeba wyciągać wnioski na „przyszłość”. I dlatego mówiąc m.in. o popularności W.Putina wśród zwykłych ludzi (abstrahując od umocowania „władzy” w Rosji „od zawsze” i jej stosunku do „poddanych”, a także stosunku „w odwrotną stronę”) – stwierdził on, że stara się Prezydent połączyć w jedno tradycje Rosji carskiej i bolszewickiej. Bo to jest jedna historia…..
    Utkwiły mi w pamięci te słowa i sposób postrzegania czasów minionych. Gdy stale będziemy się oglądać „za siebie” to prędzej czy później potkniemy się „o własne nogi”, poplątane i idące „na różne strony”.
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

  38. Poniższy tekst wyleczył mojego syna (studenta historii zresztą) z czarno-białej bezkompromisowości. Wisi teraz nad jego biurkiem, „na oczach”. Wklejam z archiwum „Polityki”, może p. Laufer jeszcze tego nie czytał?
    Magrud, Olek 51, Wodnik 53 – czuję pokoleniową bliskość, bardzo serdecznie pozdrawiam,.
    Polityka – nr 4 (2589) z dnia 27-01-2007; s. 89
    Kod
    Ludwik Stomma
    Młodym historykom i publicystom piszącym dzisiaj książki o czasach PRL polecam pozornie zgoła niezwiązaną z ich zainteresowaniami lekturę. Są to „Akta Trybunału rewolucyjnego” opracowane i przypisami opatrzone przez Gerarda Waltera. Zawierają one stenograficzne relacje z ośmiu najgłośniejszych procesów czasów terroru. Od morderczyni Marata Charlotte Corday po Dantona. Ten ostatni jest może najciekawszy dla polskiego czytelnika, gdyż skonfrontować on może dokumenty z sugestywną wizją Andrzeja Wajdy. U Wajdy, który oparł się, acz z dużą miarą dowolności, na dramacie Stanisławy Przybyszewskiej, Danton zagrany żywiołowo przez Gerarda Depardieu niszczy i ośmiesza swoich sędziów brawurowymi ripostami, jest mówcą nieposkromionym i błyskotliwym. Bardzo niewiele z tego odnajdujemy, czytając dzisiaj wspomniane akta. Dziewięć dziesiątych wypowiedzi Dantona to przeważnie dosyć mętne tłumaczenie się, próby wykorzystywania kruczków prawnych, umniejszania swojej roli… Sławetne repliki giną w powodzi słów, trudno je wręcz wyłuskać. – A jednak to Wajda miał rację! Danton przemawia po prostu językiem swoich czasów. Mniejsza o dziewięć dziesiątych. Ta jedna dziesiąta, często aluzyjna, często schowana między wierszami, to były dla decydującego o jego losie Trybunału najdziksze herezje, najsroższe i najbardziej niedopuszczalne oskarżenia krwawych nadużyć rewolucji. Doskonale zrozumiała to publiczność, zrozumieli sędziowie, którzy zrobili wszystko, żeby odebrać mu głos, zrozumieli wszyscy współcześni, dla których postawa Dantona jawiła się bez mała bohaterską. Gdybyśmy tego nie wiedzieli, nie znali reakcji ówczesnej opinii publicznej, zaiste bardzo trudno byłoby się nam dzisiaj doczytać tego w bezdusznych protokołach. Zmienia się świat, zmienia się poetyka aluzji, zmieniają się sensy i waga słów. Żeby się o tym dobitnie przekonać, nie trzeba zresztą cofać się aż w końcowe lata osiemnastego wieku.

    W „Tygodniku Powszechnym” (14 stycznia 2007) dyskusja redakcyjna o książce Romana Graczyka „Tropem SB. Jak czytać teczki”. Mówi Tomasz Fiałkowski: „Teksty z przeszłości należy czytać kontekstowo. Przykład koronny: sławne wystąpienie Jerzego Turowicza w styczniu 1966 na ogólnopolskim zebraniu Frontu Jedności Narodu w związku z listem biskupów polskich do niemieckich. Wiemy, że wywołało ono furię Gomułki, tymczasem czytane po latach jest blade, właściwie trudno zrozumiałe. »List 34«, którego Turowicz był sygnatariuszem – pierwszy akt protestu intelektualistów tej rangi przeciwko polityce kulturalnej władz – również wydaje się blady, a przecież odwetem za podpis Turowicza było ograniczenie nakładu »Tygodnika Powszechnego«, które postawiło pismo przed realną groźbą bankructwa”. Święte słowa.

    Ktoś czytający dzisiaj tekst przemówienia Turowicza, nie rozumiejący, a bardziej jeszcze nie czujący ducha tamtych czasów, mógłby być skłonny do posądzenia Turowicza wręcz o konformizm. Tyle tam maskujących sedno sprawy pustych zdań i ochronnych zawijasów. A przecież Gomułka się wściekł. Jak sędziowie Trybunału rewolucyjnego na Dantona. Bo on po prostu rozumiał kod. Wyłowił spomiędzy wierszy to dokładnie, co Turowicz chciał powiedzieć i powiedział w ówczesnym języku. Uznał też najzupełniej słusznie przesłanie redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego” za krytykę swojej polityki, obronę episkopatu, sprzeciw, czyli za publiczne wystąpienie opozycyjne. Tak samo zresztą odebrali sens wydarzeń wszyscy obserwatorzy. Bo znali kod, rozumieli niuanse języka swoich czasów. Otóż mam smutne wrażenie, że dziewięćdziesiąt procent młodych historyków i publicystów języka owego nie rozumie, odczytuje przeszłość w dzisiejszych, zgoła odmiennych, kategoriach, po czym, co gorsza, na podstawie nieprzetłumaczonych tekstów feruje wyroki moralne.

    W przypadku Turowicza wściekł się zresztą Gomułka nie po raz pierwszy. W 1961 r. ukazała się na przykład książka Jacka Bocheńskiego „Boski Juliusz. Zapiski antykwariusza”. Rzecz była pozornie o starożytnym Rzymie i wojnie galijskiej, więc cenzura zgodziła się na publikację (tu jeszcze pytanie, czy bez premedytacji, bowiem cenzura to też nie był monolit i niektórzy jej funkcjonariusze lubili mieć swoje uciechy). Kto jednak przeczytał pierwszych pięć stron, już rozumiał, że Bocheńskiemu o żadne przypadki sprzed dwóch tysięcy lat nie chodzi. Z historycznego punktu widzenia jest to paszkwil i karykatura. Jednocześnie jednak fenomenalne studium podszytej ideologią władzy absolutnej i postaw wobec niej. Na studiach czytałem „Juliusza” z wypiekami na twarzy, gdyż była to analiza otaczającej mnie rzeczywistości. Czytałem egzemplarz wystrzępiony i pośliniony, krążący już długo z rąk do rąk, gdyż było to już po tym, kiedy ktoś podsunął książkę pierwszemu sekretarzowi, który – znowu słusznie ze swojego punktu widzenia – dostał szału i o żadnych wznowieniach nawet mowy być nie mogło. Niedawno młody historyk zajmujący się właśnie latami sześćdziesiątymi PRL na moje niewinne pytanie, czy czytał „Boskiego Juliusza”, odpowiedział beztrosko, że nie, bo on się przecież zajmuje polską historią współczesną, a starożytność to nie jego działka.

    W przypadku Turowicza wściekł się zresztą Gomułka i nie po raz ostatni. „Polityka” zaszeregowana jest przez młodych mędrków jako pismo w swoim czasie partyjne, a więc kolaboranckie. Roczniki jej czytane we współczesnym języku są dla nich tego żelaznym dowodem. Dlaczego więc towarzysz Wiesław się złościł, a Mieczysław Rakowski targował z cenzorami o trzy słowa na krzyż, które dzisiaj odczytywane są jako właściwie jednoznaczne? – Bo wtedy jednoznaczne nie były. Krauze rysował owce i wilki, a nie powiatowych sekretarzy – ot oportunista. Ludzie z „Tygodnika Powszechnego” nie pisali, że są przeciw reżimowi, tylko że „myśmy z Aurory nie strzelali” – czyżby zabrakło im odwagi? Krzysztof Teodor Toeplitz w „Akyremie” zaznaczał oczywiście, że imperializm amerykański jest paskudny, jednocześnie jednak przemycał tak apetyczne informacje o kulturze Stanów Zjednoczonych, że śmiało można to było uznać za dywersję. Podobnie pisał Zygmunt Kałużyński o światowym kinie. Nie, nie porównuję jednych, drugich i trzecich. Różne były wymiary odwagi, ryzyka czy czasem zwykłej przekory. Domagam się jednak, żeby czytać, co pisali, w kontekście i języku ich czasów. Inaczej bowiem dostajemy zafałszowany i nierzetelny obraz historii. Powie ktoś: po co tu krzesła łamać. Grosso modo były to niedobre czasy i nie ma co dzielić włosa na czworo. Niestety, nie może być na to zgody. Czasy i historie zaludniają bowiem ludzie z krwi i kości. A w tym momencie prawo do łatwych wyroków się kończy. W każdym zaś już razie trzeba przynajmniej chcieć zrozumieć, co oni naprawdę mówili. Najpierw nauczyć się języka, potem dopiero czytać.

  39. Chciałbym zwrócić uwagę na inny aspekt tej sprawy.

    Pokolenie „Solidarności” zapisało jedną z najpiękniejszych kart naszej historii. Wspomniany przez Pana „doktorant i podróżnik” należy do pokolenia (podobnie jak ja), które niczego wielkiego nie dokonało.
    Czasem bywa tak, że denuncjacja innych służy nam do ukrycia braku własnych zasług. Myślę, że jest to jedna z ważnych motywacji dzisiejszych „anty-komunistów”.

    Czytałem artykuł – autor zdecydował się wylać światu swoje osobiste frustracje strojąc je w szaty obiektywnych mądrości. Szkoda cennego czasu na takie lektury.

  40. Dzięki serdeczne za ten nostalgiczny, ale nie pesymistyczny wpis.
    Należę do równolatków Pana Redaktora i podzielam w znacznym stopniu jego poglądy i obserwacje, wyciągając podobne wnioski. To od człowieka zależy, jak przeżyje czas, w którym przyszło mu żyć. Gdyby tak każdy mógł się urodzić w wybranej przez siebie epoce i jeszcze w bogatej rodzinie! 😆
    O dziwo, jeszcze nie ma tych, co się nawykowo czepiają całokształtu dorobku D.P., nawet Bobola się rozmarzył, a TesTeq puścił oczko figlarne. 😉
    Chcący, czy niechcący, schodzimy pomału ze sceny…
    Odszedł Jan Kaczmarek, prawdziwa ozdoba i radość naszej młodości.
    Jeden z tych, co rozśmieszając i bawiąc innych, przemycali w swych utworach głębokie przemyślenia i bawili się świetnie, wraz z publicznością. Z tej starej gwardii pozostają jeszcze… Poniedzielski, Andrus – trochę młodsi. Nowe czasy nie wypromowały takich samorodnych talentów. Te liczne kabarety, których mamy w nadmiarze silą się aby nas rozśmieszyć, ale mnie np. nie do śmiechu, kiedy ich oglądam. Pilot załatwia sprawę.
    mak – 10;55 – dzięki za link do artykułu o Wajdzie! Jako osoba z natury przekorna, kiedy słuchałam, że oto film, który każdy Polak MUSI obejrzeć, uznałam, że nie ma takiej siły, która mnie do kina zawlecze. To, co przeczytałam o samym reżyserze i jego drodze kariery, oraz kolejnych zmian osobowości, to dokładnie to samo, co myślałam o nim już dawno, a już z całą pewnością od momentu, gdy sam ocenzurował własny film. Kiedy z Ziemi Obiecanej wyciął scenę w pociągu z Kaliną Jędrusik i Danielem Olbrychskim! Sama nie jestem amatorką takich scenek, ale tu była ona na właściwym miejscu i jej wycięcie jest oznaką oportunizmu do N-tej potęgi.
    Filozof Laufer ma jeszcze sporo życia przed sobą i jeszcze nie jednego olśnienia na tej drodze dozna, zanim się zestarzeje tak pięknie, jak profesor Bender – czego mu jednak nie życzę.

  41. O wielkosci panstwa swiadczy mozliwosc dania szans najzdolniejszym. W kazdym narodzie rodzi sie ich znikoma ilosc. To tak jak z uroda ze wiekszosc nas jest przecietna, od czasu do czasu urodzi sie jedak ktos od kogo trudno oderwac wzrok. Ci najzdolniejsi musza miec warunki rozwoju i mozliwosci, bo oni tylko sa w stanie doprowadzic do dobrobytu danej nacji. Od 1981 roku do USA przyjechalo mnostwo Polakow. Bardzo czesto zapraszalem ich do siebie do domu, utrzymywalem az staneli o wlasnych nogach. Bardzo duzo dyskutowalem z nimi o Polsce i do tej pory utrzymuje z nimi kontakty. Osiagneli w USA wszystko o czym marzyli. Kupili wspaniale domy, zdobyli wysokie pozycje zawodowe, wyksztalcili dzieci w najlepszych na swiecie uczelniach itd.. Blizny komunizmu i te psychiczne i fizyczne w postaci preg na plecach juz sie pogoily. Dlaczego tu na ziemi amerykanskiej osiagneli tak wiele, a Polsce jak opowiadali nic. Odpowiem Wam, bo tu u nas licza sie zdolnosci, ciezka praca a nie czy ktos nalezy do partii X czy Y. Czlowiek uczy sie aby zdobyc wiedze, a nie papierek. Wiem ze nie ma raju na ziemi, ale od tych ludzi, najzdolniejszych ktorzy uciekli z Polski przez Wlochy, Niemcy do USA wiem jakim pieklem byl komunizm. System ktory byl okrutny dla ludzi prawych, zdolnych, pracowitych a promowal miernote, sluzalstwo, zaklamanie. Dawal miernocie dozywotnie profesury za popieranie jedynie slusznej linii, ktorzy dopisywali sie do publikacji swoich asystentow, bez czytania nawet tych publikacji, ktorzy promowali tych najglupszych, bo Ci zdolni byli dla nich zagrozeniem. Szkody wyrzadzone Polsce przez ten system sa tak rozlegle ze Polska nie ma zadnych szans na utrzymanie swej niepodleglosci. Jest to powod ze mlodziezy juz jest wszystko jedno kto bedzie rzadzi Polak czy Szwab. To jest powod dlaczego polonia glosowala za PIS-em, bo ta partia obiecala normalnosc. Szkoda mi tych co poszli glosowac, wierzyli jeszcze w odrodzenie wlasnej starej ojczyzny, przegrali, zrozumieli wrescie gdzie jest ich prawdziwa ojczyzna.

  42. Młodi doktoranci z KUL czy równie młodzi doktoranci i naukowcy z IPN mają do czynienia z dokumentami UB, PPR, PZPR, lub wspomnieniami osób prześladowanych przez władzę ludową. Dokumenty te z reguły nie są całkiem obiektywne. Zupełnie inaczej przedstawia się historia np. Pawła Jasienicy lub Stefana Kisielewskiego wyczytana w aktach służb specjalnych czy PZPR, co innego mówią ludzie, którzy ich znali a jeszcze inaczej było naprawdę. Drugim najczęstszym grzechem jest schematyczne kierowanie się tendencjami czasu wydarzeń. Podam przykład wczesnych lat czterdziestych. Jeszcze trwały walki z ocalałymi odziałami partyzantki, starcia w których żadna ze stron nie przestrzegała podstawowych zasad humanitarnych. Ocalałych przeciwników nowej władzy bez cienia skrupułów wywożono do lagrów na Syberii lub osadzano bez wyroku w krajowych więzieniach. Nikt z pracowników UB czy NKWD nie miał skrupułów gdy stosował coś, co później nazwano ” niedozwolonymi metodami śledztwa”.
    Jednocześnie tysiące ludzi wracało z hitlerowskich obozów do kraju, wracali żołnierze Armii Polskiej na zachodzie, przedwojenni urzędnicy zgłaszali się do pracy, aktorzy do teatrów, pisarze opisywali swoje doświadczenia z czasów walki i pogardy. Nawet niektórzy przedwojenni politycy zgłaszali się do pomocy ludowej władzy.
    To prawda, nawiązywano wtedy do tradycji II RP, pan premier Cyrankiewicz nosił baldachim na procesji, pan prezydent udawał bezpartyjnego zwołując późną nocą posiedzenia KC PPR. Nikt z władzy nie używał publicznie słów „Polska Ludowa” na określenie ustroju państwa, mówiono „Polska demokratyczna” by odróżnić ją od „sanacji” jak nazywano II RP.
    Wszyscy, może z wyjątkiem nielicznego aparatu PPR wiedzieli, że ta „demokracja” to fikcja, nie przeszkadzało im to w pracy nad odbudową kraju, czy w samorządach lokalnych niskiego szczebla.
    Skończyło się to falą represji w latach 1948-55. Wtedy skończyło się udawanie, nastąpiła nieudana próba budowy podstaw socjalizmu. Oczywiście z socjalizmem nie miało to nic wspólnego, była to poprostu fala terroru już bez żadnych złudzeń. Wtedy obowiązywała zasada ” kto nie z nami to przeciw nam” i przeciwnika niszczno dosłownie.
    Gdyby tak dalej zostało nikt nie pisałby o szczęśliwych latach młodości.
    Chciałbym napisać jeszcze o latach siedemdziesiątych, znanych mi z autopsji. Wtedy obowiązywała po cichu zasada ” co innego mówisz, co innego robisz, co innego myślisz”.
    Nie przeszkadzała ona młodym zdolnym w powrocie do kraju z rzadkich wprawdzie ale już uznawanych studiów, praktyk, czy szkoleń zagranicznych i to nie jak dotychczas w ZSRR lub zaprzyjaźnionych krajach socjalistycznych. Trudno przypuszczać, że te powroty wynikały z miłości do władzy ludowej, poprostu wracano do Polski. Gdy ktoś odmówił powrotu tracił szanse na zobaczenie kraju i rodziny, mógł jednak spokojnie pracować na Zachodzie. Takie przypadki też miały miejsce, zwłaszcza że zdolni młodzi ludzie byli do tego wręcz zachęcani nie tylko materialnie lecz swobodą i warunkami pracy naukowej.

  43. Podpisując się pod poglądami wypowiedzianymi przez magrud (godz. 01:27), WODNIKA53 (godz. 08:30), Olka51 (godz. 07:08) i jasnego gwinta (godz. 10:04), zwracam uwagę blogowiczów na to, że nie tylko w Polsce ale i w innych krajach świata komunizm jako ustrój gospodarczy, w którym „od każdego wedle jego możliwości i każdemu wedle jego potrzeb” nie istniał! Nie znaczy to, że komunizm jako ideologia, której celem było doprowadzenie przez zwycięstwo rewolucji proletariackiej i ustanowienie ustroju przejściowego – socjalizmu („od każdego wedle jego możliwości a każdemu wedle jego zasług”) nie istniał i nie istnieli polscy komuniści tj. ludzie te idee wyznający i działający dla jej urzeczywistnienia. Jednak w miarę „postępów budownictwa socjalistycznego” ubywało ideowych komunistów (z wieloma rozprawiło się już UB i chłopcy z lasu) i wśród działaczy PZPR zastępowali ich koniunkturaliści albo pragmatycy, którzy uważali, że jeżeli narzuconego Polsce systemu nie da się zmienić („ruscy” mieli dużo dobrych karabinów!), to należy w tym układzie działać pragmatycznie z pożytkiem dla siebie nawet środowiska a nawet społeczeństwa. Wraz z ideowymi komunistami odszedł do historii komunizm jako idea. Realny socjalizm wytworzył układ gospodarczy zmierzający do samounicestwienia się i społeczny, w którym występowali równi i równiejsi.
    Dlatego też głośna wypowiedź pewnej aktorki ogłaszająca zakończenie w Polsce komunizmu była kosmiczną bzdurą, ponieważ komunizmu-ustroju nie było nigdy a komunizm-idea umarł w Polsce znacznie wcześniej. Była może kamuflażem na to, że środowisko jej rodziny i ona sama zaliczali się do równiejszych w realnym socjalizmie a może było nadzieją na to, że ten akt ułatwi jej karierę w nowym układzie politycznym.
    Po realnym socjalizmie pozostał sposób życzeniowego, ideologicznego myślenia, nieprzystający do realiów gospodarczych i społecznych. Ale nie tylko po socjalizmie jak teraz nam wmawiają ideolodzy prawicy. Postawy roszczeniowe znacznej liczby Polaków nie są tylko spuścizną niespełna pół wieku realnego socjalizmu, okresu okupacji i rozbiorów, jeżeli sięgnąć dalej wstecz. Sądzę, że to skutek odrzucenia przed pięciuset laty przez naszych przodków reformacji, co potwierdza nierównomierność rozwoju cywilizacyjnego krajów europejskich. W Polsce indoktrynacja katolicka przysparzała Kościołowi Katolickiemu instytucjonalnemu wpływów politycznych i materialnych do jego przepaścistej kasy oraz była mentalną i obyczajową zaporą dla myślenia racjonalnego, pragmatycznego, co prowadziło do nieszczęść Polski jako państwa i Polaków. Przykład Czechów, którzy mieli swoją reformację też jest wiele mówiący. Mieli oni też szczęście nie mieć swojego papieża.
    Fałszerze historii działają od pokoleń, przedstawiając ją zgodnie życzeniami panujących. IPN w fałszowaniu historii miał też swych prekursorów w Polsce międzywojennej i wcześniej.
    Drogi tuciu (godz. 08:51) nie o sentymenty chodzi a o prawdę historyczną co do faktów, których prawdziwe opisanie pozwoli na ocenę tego okresu państwowości polskiej oraz gospodarki i życia społecznego, który umownie nazywamy PRL-em.
    A jeżeli chodzi o realny PRL-bis albo PRL II to właśnie ostanie wybory usunęły, oby na trwale, niebezpieczeństwo jego ustanowienia w Polsce.

  44. To sie nazywa ahistorycyzm.

  45. haneczka 2007-11-15 o godz. 13:43

    Dzieki za przypomnienie i wklejke.

    Tylko kto ma tych mlodych uczyc jezyka, jak nie ci starzy.
    Zanim zejdziemy ze sceny, co też, jak slusznie zauwaza Gospodarz, i po kolei czynimy. Zanim zabraknie już ostatniego sentymentalnego świadka, który z rozrzewnieniem wspomina swoją młodość (a nie system!), nauczmy mlodych jezyka by zrozumial o co codzi(lo) a nie jedynie filozofowal w imie wlasnej jedynie slusznej oceny.

    Niestety, glos tych starych ale jarych jakos slabnie. Ustepuje pedzacej maszynie sensacyjnosci, domyslow domniemywyn, posadzen… Im jakas wiadomosc bardziej nieprawdopodobna, tym lepiej. Ton i jezyk znanej nie tylko z „Zachodu” prasy „popoludniowej” czy „brukowej” staje sie coraz bardziej powszechny. Bo trzeba nabijac naklad i byc na „tapecie”.
    W mojen branzy mowi sie o „naukawcach” (pamietacie jeszcze to okreslenie?) „one paper a day keeps problems away” (czyli: jedna publikacja dzienne i masz spokoj). Kto pisze, ten istnieje.
    Tyle, ze to nie wystarczy by zaistniec….

    pozdrowienia z dzis slonecznego choc zimnego
    Berlina

  46. Szanowny Redaktorze, szanowni forumowicze, ja widocznie mam skazę mentalności, bo -jako człowiek „bazy”, a nie „nadbudowy” (mam wykształcenie techniczne, ekonomiczne i prawnicze i ok.40 lat stażu pracy w przemyśle i w biznesie) nie rozumiem i nie potrafię się wczuć w te rozterki humanistów na temat; „komunizm – antykomunizm”. Jako małe dziecko zawsze byłem głodny, potem pasałem krówki. Po studiach 20 lat pracowałem w „komuniźmie” i następne 18 lat w „kapitaliźmie”. Nie należałem do partii, mimo tego awansowałem chyba z15 razy w „komuniźmie”, nikt mnie nigdy nie prześladował, mimo, iż należałem zawsze do ludzi z niewyparzoną gębą.
    Z okresu już „kapitalizmu” też pełniłem znaczące stanowiska. Bywałem w świecie. Nie narzekam,materialnie mi się powiodło. Przede wszystkim powiodło mi się ambicjonalnie; zawsze czułem się dowartościowany w pracy; w moich środowiskach liczyły się przede wszystkim kwalifikacje i profesjonalizm (może to była wyspa?). Z całego okresu moich doświadczeń zawodowych i intelektualnych najbardziej zniewolony czułem się przez ostatnie 2 lata (rządy K&K wraz z tym dusznym ciemnym rydzykowatym katolicyzmem).
    Jak słucham (czytam) tego bełkotu „filozofów” po KULu i innych,to wiem, że oni piszą o innym kraju,niż ten, w którym ja żyję i żyłem. Rozumiem, potrzebne im kontrastowanie, tak, jak rysowane było za Gomułki i za późnego Gierka ( „socjalizm” był tym ustrojem końcowym, docelowym – raj i pełna szczęśliwość, a żeby było wyrażniej, czasy minione rysowane były w ponurych barwach, dla kontrastu), ale panowie „filozofowie”, bez przesady! Wasze dywagacje mają z prawdą i naukowym profesjonalizmem tyle wspólnego co komiks z prawdziwą sztuką.

  47. ➡ magrud – „gdyby odrzucił rzekomy komunizm, jako żródło zła we wszechświecie musiałby szukać jego prawdziwej przyczyny. A mógłby ją znależć także w sobie. A to przerażająca perspektywa.”
    ➡ PAK – „W gruncie rzeczy najbardziej mnie dziwią nasi ‘antykomuniści’. Bo jeśli komunizm jest martwy (a jest), to z czym oni walczą? Czy ta etykietka w ogóle coś znaczy?”
    Otóż wydaje mi się, że poszukiwanie zła w sobie – to nie dla takiego antykomunisty – zawsze dziewicy. Tacy ludzie potrzebują dowartościowania, a to daje im właśnie pokazywanie „zła” komunizmu. Oni zostali „uformowani” do walki z komunizmem, i gdyby nawet odkryli, że z tym złem komunizmu to nie do końca tak było, jak się im wydawało, że – być może – nie było żadnego komuniżmu, to i tak uznaliby, że jest on czymś potwornym, gdyż pozbawia ich dobrostanu dawanego przez poczucie bycia tymi nieskazitelnymi, jedynymi sprawiedliwymi. I w związku z tym jest jednak źródłem zła. Bo czyż nie jest złem odbieranie komuś dobrego samopoczucia?
    Serdecznie pozdrawiam, T.

  48. kwiz73 – 13;31 – Proszę bardzo! Na początek proponuję „Nie ma róży bez ognia”, a potem parę innych filmów Barei z Fedorowiczem, Dobrowolskim, Łazuką, Tymem i paru innymi gwiazdami tamtych czasów. Oni świetnie oddawali klimat życia w tamtych ciekawych czasach. Kto tego nie przeżył, może uważać, że to fikcja, ale to prawda, choć nieco ubarwiona i przejaskrawiona, a nade wszystko – pokazana zabawnie.
    Pieluchy i mały metraż mieszkań, też tam znajdziesz.

  49. ubiegła mnie Kalina…. dotyczy Boboli !!!

    jestem zdumiona postem ww – jest to najlepszy dowód, że jest ich tam całe mnóstwo, bo to nie możliwe, by ktoś mógł pisać takie idiotyzmy i zarazem spokojny, wyważony, bez chamskich ataków tekst.

    nie mam teraz czasu, ale potem dopisze pare zdań o moim PRL-u (w Szczecinie – jak kilku tutejszych blogerów).
    pozdrowienia,

  50. Kiedyś rozdawali talony na „małe fiaty”. Kiedyś dawali przydziały na M-3 i do tego kredyt. Na dogodnych warunkach. Nie każdemu! Wtedy byłem uprzywilejowany. Wtedy byłem funkcjonariuszem Partii, przewodniej siły. Mogłem brać!
    Ale nie wziąłem.
    Moja koleżanka, tzw. opozycjonistka (nie wiem komu się opierała) obśmiała mnie! Głupi byłeś, trzeba było brać!
    Walczyła wtedy o równość, wolność, braterstwo… A ja byłem po tej drugiej stronie, po tej, po której się kradło, brało i w wigilię miało się karpia.
    Mieszkam sobie dzisiaj na strychu, na tym samym, na którym zasypiałem 30 lat temu, kiedy wydawało mi się, że komunizm ma rację 🙂 Nawet ukończyłem tę samą szkołę co Pana przyjaciel, Janek Pietrzak. I jestem szczęśliwy. Może mają na mnie teczkę?

  51. No coz kiedys bywalismy szczesliwi , teraz za to musimy byc poblazliwi (dla mlodych doktorantow ,ba nawet troche starszych sila rzeczy , profesorow – zdarza sie ).

  52. Przepraszam za błąd w moim komentarzu (14:41). W ostatnim wierszu zamiast „jego” powinno być „niej”.
    Dzięki haneczce (13:43) za przypomnienie „kodu” i jego znaczenia. Posługiwano się nim w peerelowskiej publicystyce dość powszechnie. Stanowił lekarstwo na cenzurę. Przypuszczam, że niektórzy cenzorzy świadomie puszczali „kodowane” teksty. Był obecny również w ówczesnej telewizji nie tylko w prasie. Wbrew temu, co się dzisiaj na ten temat głosi, „kodowane” komentarze, tak z pozoru politycznie poprawne, były antypropagandowe. Wiele entuzjastycznych wiadomości gospodarczych było tak zredagowanych, że można było odczytać w nich zakamuflowana prawdę. Oczywiście trzeba było rozumieć „kod” – mieć oczy lub uszy szeroko otwarte. W POLITYCE, o ile dobrze pamiętam , „kodowali” nie tylko KTT i Zygmunt Kałużyński ale inni autorzy również. Nasz Gospodarz też chyba posługiwał się „kodem”.

  53. Poki co ” jestesmy ” w formie. (to do Pana, Panie Danielu )

  54. Wodniku53, dziękuję za pozdrowienia i komentarz:)

    Pewien góral, taki spod samiuśkich Tater, jak go podły nastrój nachodził, zwykł był mawiać, że wolność jest tam, gdzie nas nie ma. Za patrona mojej „prowolnościowości” uznaję nieodmiennie H.D.Thoreau.

    Art63, może i szkoda czasu, ale ile przy okazji materiału do przemyśleń:).

    Pozdrawiam gorąco

  55. Olek51,
    Nie zabory nie są usprawiedliwieniem, są wymówką, przykładem eksterioryzacji zła. Widocznie niezbyt czytelnie to ujęłam.
    Co do Czechów, to słusznie przytaczasz ich przykład. Widać można pozostać narodem bez popadania w niepodległościwą i mesjanistyczną egzaltację. I, co więcej, można jednocześnie zbudować spójne i twórcze społeczeństwo. To właśnie próbowałam ukazać, wraz z tym, że miast wyciągnąć wnioski z dotychczasowych błędów, upieramy się przy nich oddalając się od rzeczywistych wyzwań. Tym jest dziś dla mnie antykomunizm. Ucieczką przed samowiedzą i samonaprawą. Pozdrawiam.

  56. Brawo haneczka z 13:43
    „Najpierw nauczyć się języka, potem dopiero czytać.”
    Jestem pod wrażeniem, T.

  57. To jak to jest wg Passenta…

    Z Hitlerem w klapie to be a ze zbrodniarzem Guevarą jest ok czy tez nie? Bo na to proste pytanie odpowiedzi jakieś pokrętne. Może by tak WPROST napisać. Brakuje odwagi?
    Otta

  58. ..a tym niezłomnym dziennikarzem co to ” był szczęśliwy, kiedy udało mu się przechytrzyć cenzurę” był oczywiście Pan- złote dziecko PRL-u!!!
    Wstydź się Pan takie bzdury wypisywać i młodzież tumanić z iście bolszewickim zapałem. Doputy tacy jak Pan i Pana pisemko truć będziecie polską przestrzeń medialną o końcu komunizmu w Polsce mówić niepodobna!!!!

  59. Wodnik53, Magrud, Olek51, jasny gwint, Wojtek z Przytoka, a także większość powyższych wpisów – jestem z Wami.

  60. Art63
    zgadzam się z tobą całkowice, bo też czytałam artykuł. Dodam tylko, że ja sobie chwalę ten stan kiedy w ujęciu historycznym niczego wielkiego nie muszę robić na polu walki o wolność mojego kraju czy jego suwerenność, bo jest mi to dane – wolny i suwerenny mój kraj. My jesteśmy pokoleniem, które będzie pamiętane nie z walki z komunizmem czy innym izmem lub z kolaboracji z nim, albo z choćby samego życia w nim, ale z tego jak górnolotnie rzecz ujmując budujemy ten dzisiejszy wolny kraj. Czy on już za naszych czasów decydowania o jego losie wykorzystał swoje szanse czy nie, czy się rozwijał czy nie, czy radził sobie z problemami czy nie. To może frustrować. Efektów naszych działań nie będzie widać od razu, trzeba na nie poczekać lata. Nie da sie ich tak od razu dzisiaj ocenić dobre – złe, na zasadzie współpracował znaczy dobry, nie współpracował znaczy zły, należał do partii znaczy zły, nie należał – raczej dobry, bo nie firmował reżimu swoim nazwiskiem itd. To nie wymaga odwagi, o którą było w PRL’u trudno, bo nie oszukujmy się opozycja nie stanowiła 90% społeczeństwa, jak się nam dzisiaj stara to przedstawiać w czarno – białych barwach, ale za to to wymaga konkretnych i bardzo różnych umiejętności i wiedzy. A o to dzisiaj jest dość trudno. Dodatkowo wymaga to umiejętności odporności na krytykę i argumentów na obronę swoich racji czy stanowiska. To wymaga posiadania własnego zdania i do jego obrony potrzebna jest czasem i dzisiaj odwaga. Po moich doświadczeniach twierdzę, że jest o nią równie trudno, jak w PRL’u. Lepiej iść z prądem, zgodnie z przewodnią siłą, która się sobie obierze. Dzisiaj jest moda na potępianie PRL w czambuł i mówienie, że to w całości czas stracony, reżimowy i że lata do 1956 roku nie różnią się lat 80-dziesiątych. Niuanse nie są w modzie. Historycy, którzy mówią, że nie można tak tego pokazywać nie cieszą się zbytnią estymą „środowiska”. To od nich zależy jaką postawę przybiorą, zgodną z nurtem, czy ze zdrowym rozsądkiem. Tak łatwo było do tej pory zaistnieć ferując te czarno – białe osądy PRL’u.

    Nie chciałbym żeby tamte czasy wróciły. Też tych dzisiejszych za nic nie zamieniłabym na tamte. Ale do swojego podwórka mam ogromny sentyment. Z rozrzewnieniem też zawsze oglądam powtórki Czterech pancernych wspominając, jak prawie rok w rok w wakacje lat 80-siątych oglądało się to rano. Mam świadomość przekłamań historycznych tego serialu. Odcinek, gdy załoga zostaje ranna u niejako wrót Warszawy, a nie ma słowa na temat jej powstańczej agonii, wkurza mnie jako jeden z nielicznych. Ale to ten serial jest moim wspomnieniem z dzieciństwa, które generalnie było szczęśliwe i nie dam sobie tego odebrać żadnemu PRL-owi pokazywanemu jako czarna noc okupacji sowieckiej. Ocena generalna historyczna lat 80-dziesiątych dla Polski to już inna sprawa. Ale czy lat dogorywającej utopii realnego socjalizmu, nawet z paroksyzmem stanu wojennego, za który zaangażowani w walkę opozycyjną ludzie zapłacili swoją cenę więzienia, a w skrajnych przypadkach śmierci stoi jakoś w opozycji do mojej pamięci o moim dzieciństwie. Czy to, że ludzie walczący o wolność Polski i ich cena za tą wolność, odbiera mi prawo do szczęśliwego dzieciństwa w tym samym czasie. To grube nadużycie, bo to by świadczyło, że nasze dzisiejsze małe radości i szczęśliwe chwile też są do bani, bo tyle jest jeszcze krzywdy i nieszczęścia, tyle że nie związanego już walką o wolność Polski. Absurd.

    Pozdrawiam.

  61. ANCA 14:15, mam jota w jotę to samo – gdy słyszę, że coś MUSZĘ to zapieram się zadnimi łapami i ani drgnę. Co do „Ziemi obiecanej” również najpełniejsza zgoda, ta scena była znakomita! Z Wajdą jest tak, że im dalej tym gorzej („Pan Tadeusz” był okropną chałą).
    A Bender okropny, widziałam niedawno z bliska niestety, brrr.

  62. Panie Passent, komunizm żyje w głowach chorych ludzi na komunizm, takich jak Pan. A prawda w oczy kole. Widzę, że boli to Pana. Nie mogę się doczekać czasu kiedy ludzie Pana pokroju i pokroju Urbana, usuną się na zawsze z naszego życia publicznego.
    Pozdrawiam
    Marcin Żminkowski

  63. Panie Redaktorze,
    też jestem młodą doktorantką, tyle, że na UW. I nie potrafię łatwo i obiektywnie rozliczać tamtego okresu, choć z PRL nie łączy mnie więź emocjonalna (miałam 9 lat, gdy Szczepkowska ogłosiła koniec komunizmu). Inspirujące jest dla mnie Pańskie stwierdzenie dotyczące pamięci i martwi mnie fakt, że świadkowie PRL należą do pokolenia odchodzącego. Obawiam się, że nie zdązymy skorzystać z Waszych wspomnień i doświadczeń, poglądy mojego rówieśnika z KUL-u wyraźne na to wskazują. Magrud słusznie zauważyła, że jest on „produktem antykomunistycznej propagandy”, myślę, że większa część naszego pokolenia jest nią (w różnym stopniu) skażona.
    Efektem jest niebezpieczne zjawisko wyparcia- jeśli utożsamiamy PRL jednoznacznie ze złem, to łatwo odrzucić w całości ponad czterdzieści lat naszej historii. Niebezpieczeństwo polega na tym, że to właśnie dla naszego pokolenia PRL będzie problemem, działający mechanizm wyparcia jest wyraźnym dowodem na istnienie społecznej traumy. Jedyną szansą na uleczenie jest tu pamięć, a najcenniejszym jej źródłem- świadkowie odchodzącego pokolenia. Żadne teczki i dokumenty nie zastapią Waszej wiedzy, naszym zadaniem jest jej gromadzenie i krytyczna analiza. Z uwaga i cierpliwością, nawet jeśli drażni sentymentalny stosunek do PRL.
    Nie jest prawdą, że lepiej radzimy sobie z historią II wojny, skutkiem łatwych i jednoznacznych ocen tego okresu jest jego banalizacja (wypowiedź Ołdakowskiego, o której Pan pisał, jest jednym z przykładów). W przypadku historii wojny i PRL działa podobny mechanizm- chęć łatwych ocen i rozliczeń powoduje, że właściwa historia zostaje wyparta z pamięci, a społeczeństwo pogrąża się w traumie. Zapewne rację ma Magrud, szukając genezy tego stanu rzeczy w dawniejszych jeszcze czasach.
    „Filozof, pisarz i podróżnik” powinien wiedzieć, że pisanie historii może być zarówno powtarzaniem, ponownym odgrywaniem traumy, jak i sposobem na jej przepracowanie. Mam nadzieję, że we współczesnej historiografii zwycięży druga możliwość. Ale zeby tak się stało, musimy zawiesić naszą „całą surowość i obiektywizm” (zwłaszcza, że ten drugi nie jest już żadną kategorią w badaniach historycznych), i wysłuchać narracji odchodzącego pokolenia.

  64. Bobola 06.45. Czyś to Ty? Ten sam? niesamowite! Mierzyłeś sobie gorączkę? Zawsze unikałem czytania Twoich wpisów, a dziś coś mnie podkusiło i jakaż niespodzianka! Pozdrawiam.

  65. @cargo, widzę to tak samo jak Ty.

    Tamte czasy wspominam z łezką w oku (głównie z nostalgii za dziewczynami), choć w latach 80 moi rodzice oboje stracili pracę z powodów politycznych. W ich środowisku miałem okazję widzieć co znaczy prawdziwa odwaga w obliczu prawdziwych trudności.

    Dlatego nie mam zaufania do gości, którzy 18 lat po końcu PRL wymachują szablą, nauczają o moralności i zajmują się publiczną denuncjacją. Nie potrzebuję od nich lekcji i nie mam czasu zajmować się brudem, który istnieje wyłącznie w ich głowach.

    Wolę czytać ludzi, którzy mają coś do powiedzenia. A czterech pancernych lubię, tym bardziej, że mój trener grał japońskiego żołnierza w pierwszym odcinku!

    Pozdrawiam,

  66. ANCA14:15 i haneczka16:37

    Co za przyjemnosc przeczytac krotkie ale bardzo tresciwe wypowiedzi , ktory daja wiecej do myslenia niz te strasznie dlugie posty, ktore juz naprawde nudza.

    Serdecznie pozdrawiam obie Panie,oraz pana Redaktora, oczywiscie .
    June

  67. podczas Powstania Warszawskiego ludzie tez sie kochali, smiali, co nie znaczy ze nie mozna nazizmu nazwac zlem. Wlasnie Pana artrykul rozciencza, rozmydla a nie nasacza znaczenia. Mialem okazje czytac artykul p Laufra – on pisze o czyms zupelnie innym – pewnie tak jak zona Tuska – nie wartosciuje okresu historycznego poprzez wlasne subiektywne (piekne) doswiadczenia (ciekaw jestem skad ta nagla sympatia do P Tuskow….) Ja wagary wspominam przez piekne slonce, co nie znaczy ze nie powinienem miec nieobecnosci w dzienniku. A Pan?

  68. Drodzy Blogowicze ! Panie Redaktorze !

    Jak widać dyskusja się rozwija niezwykle twórczo i szeroko. Chcę tylko teraz skierować kilka słów do „awangardy” tutejszego blogu, pp. M.Dziarmagi, Domaradzkiego, otta itp. person. Nikt z nas, którzy się ambiwalentnie (nie jedynie śledzienniczo, ponuro, złowrogo itd) wypowiadają o historii PRl-u nie chce powrotu tego ustroju – i to z wielu powodów. Podstawowym jest racjonalizm „naszego” myślenia i „nasza” empiria; to se uż ne vrati – jak mówią bracia Czesi – i my o tym dobrze wiemy. Traktujemy minione dzieje z dystansem, a nie w perspektywie „chciejstwa” Wańkowicza. To nas zdecydowanie różni, nie stosunek do PRL-u (to jest dopiero wynikiem tamtych postaw życiowych i spojrzenia na rzeczywistość).
    Szanowni adherenci i może (?) zdeklarowani wrogowie; w XVI w miała miejsce w Hiszpanii, w uniwersyteckim Valladolid dysputa między bp B.de las Casasem a dostojnym Sepulwedą, nadwornym filozofem, mistrzem nauk humanistycznych i protegowanym prymasa Hiszpanii nt. czy prześladując Indian w Nowym Świecie Hiszpanie popełniają grzech i czy nie jest to przeciwne zasadom religii Chrystusa. Otóż Sepulweda dowodził – i jemu przyznał rację Kościół hiszpański w osobie Prymasa – że Indian można prześladować gdyż nie posiadają duszy, czyli nie są ludźmi. Nie przysługują im więc paradygmaty chrześcijańskie odnoszone jeno do homo sapiens. Więc drodzy „nasi”, „moi” krytycy i oskarżyciele -oskarżacie „nas” o PRL-izm, o zaprzaństwo, o….różne brzydkie rzeczy;
    1/ Czy przykład z las Casasem i Sepulvedą nie jest analogią lecz przesuniętą w czasie, do tego o czym tu dyskutujemy – pantha rhei powiedział 500 lat przed Mistrzem z Nazaretu Heraklit z Efezu…..
    2/ Czy stygmat „łagodnej twarzy”, o jakiej tu mówimy w większości kojarzony z młodością, okresem „burzy i naporu” nie „jest warty mszy” (przykład z historii Francji…..)
    3/ Czy odbierając „Indianom miano człowieczeństwa” (bo nie mają duszy) Kościół katolicki na wieki stracił oblicze i moralne prawo do oceny…..
    Pozdrawaiam serdecznie.
    WODNIK53

    PS. Przepraszam Blogowiczów, iż pozwoliłem sobie bez Waszej zgody wystąpić tak „w liczbie mnogiej”. Ale nie chodzi chyba o „dobre maniery” lecz o zasadę i twórczość dalszej dyskusji. Jeszcze raz „przepraszam” i cześć.

  69. To wszystko nie jest takie proste. Jesli mowimy o PRLu to konkretnie jaki okres mamy na mysli? Czasy zaraz po wojnie – bieda, ruiny, wszy, terror stalinowski, ubeckie przesluchania, wszechogarniajacy strach, bo: krewny za granica, zazartowalo sie z wladzy, milosc do ZSRR nie dosc mocna.

    A moze lata 70.? Gierek i otwarcie na Zachod. W miare pelne polki, wczasy w Bulgarii i na Wegrzech, a jak sie udalo to i Europa i Ameryka i Kanada. Niezle prosperujacy przemysl: Celia, Lechia, Ewa, Wawel, Wedel/22Lipca, Cora, Moda Polska, Bytom, Vistula, Odra…
    Kina, teatry, kabarety, prywatki, rajdy, kawiarnie, zagraniczne ciuchy w komisach. Dziewczyny jak kolorowe motyle – chcialo sie zyc!

    A moze lata 80.? Stan wojenny, ocet na polkach, kartki na wszystko, internowania, sciezki zdrowia, ZOMO, gaz lzawiacy, Kopalnia Wujek, pozwolenie na wyjazd do innego miasta – straszny, ponury czas.

    Nie da sie wszystkiego wrzucic do jednego worka, wymieszac i wyciagnac srednia.

  70. Wodnik 53 g. 08:30
    Znakomity tekst. Jedno małe sprostowanko: laufer to goniec, a konik to skoczek; dwie różne figury.
    We wpisach dotyczących PRL-u często przewijają się określenia: system totalitarny, mroczne czasy, walka z komunizmem, itp. Podobnie jak pielnia-1 mówiłem i robiłem co chciałem, i jakoś włos mi z głowy nie spadł przez te wszystkie lata. Władza i SB była daleko, jak i teraz rząd z CBA, ABW i diabli wiedzą co jeszcze. Nie obchodziła mnie zbytnio. Podobnie dziesiątki moich bliskich, przyjaciół, znajomych. I żeby wszystko było jasne: nie miałem żadnego „parasola”. Więc pytam, jaki totalitaryzm? Przyjaźniliśmy się, kochali, jeździli latem nad morze, a w pozostałe pory roku w góry, na koncerty, zloty, słowem żyliśmy całą gębą i do tego śmieliśmy być szczęśliwi. Nie tylko sentyment za utraconą młodością nam pozostał. Nie było wcale tak źle, ani ponuro jak nam to teraz chce wmówić paru oszołomów. Jeśli walczyliśmy to z codziennymi problemami, a te niewiele, wbrew pozorom się zmieniły. Czym różni się stanie w kolejce po dowód, od stania w kolejce za pralką? Czym różni się gamoń na stanowisku z PZPR, od takiego samego nieuka a SLD, PiS, czy PO? To swojski, polski „burdelizm”, nas trochę myślących uwiera, nic więcej. Mimo, że żyję w naszym kraju już dość długo, nigdy nie pojmę tej skłonności rodaków do improwizacji, bałaganu. Tego wybierania na kierowanie PGR-em, choć pod przymusem, największego pyskacza. Czesi ( tu ukłon w stronę Olka 51 )zmuszali do tego najlepszego rolnika i z tego do dziś się śmieją. Wyjaśnia to różnice systemowo- gospodarcze. Ale te w mentalności? Dlatego też, nie uznaję przy nazwie kraju żadnych numerków. Mamy swoją ciągłość ponad historyczno-rozbiorowo-okupacyjnymi podziałami, i jest nią właśnie ta nieporadność w usiłowaniu stworzenia mechanizmów, składających się na poprawnie funkcjonujące państwo. Można starać się codziennie troszeczkę to zmieniać, każdy na swoim mikroskopijnym podwórku. Pisząca te słowa mróweczka tak czyni i pozdrawia Cargo, która parę tygodni temu o tym pisała.
    Dziś już żegnam się z Państwem. Pozdrawiam Gospodarza. Było mi bardzo miło. R.N.

  71. Wychodzi na tyo, ze musimy nienawidziec. Wszystko jedno co, ale nienawidziec. Ministerstwo MIlosci nam wskazuje cele: PRL, ktora przeciez nie byla panstwem komunistyczny.

    Byc moze nienawisc stanowi to uniwersalna sile napedowa ludzkosci i stad jej waznosc w systemie wartosci co poniektorych, ale ja sie na to nie pisze, wole inne paliwo.

    Nie koniecznie milosc.

    Po prostu normalnosc i patrzenie do przodu, a nie w tyl.

    Pozdrawiam.

  72. Po przeczytaniu blogu Gospodarza chce sie wrecz zawyc:
    – komuno wroc !
    … przynajmniej w ramach archeologi eksperymentalne 🙂

  73. Czasami przyglądam się na ludziom w moim wieku i zastanawiam się ilu z nich przemieni się w fundamentalistów, a ilu już jest ortodoksami.

  74. Panie Redaktorze! Czy można poznać nazwisko promotora tego młodego filozofa, doktoranta i podróżnika? Warto wiedzieć, jakie to nieuki (odpady koniunkturalne z uczelni peerelowskich) kształcą dzisiejszą, nadzwyczaj mało zdolną młodzież. Warto, bo czynią to za pieniądze podatników.
    Pomyśleć: filozof, który nie potrafi myśleć…
    amw

  75. A z Wajda to sie nic zupelnie nie zmienilo. Jak za PRL-u atakuja go ze wszystkich stron, odkrywaja brak talentu i mialkosc pomyslu. „Kobiety u niego takie aseksualne jakies” – no, to niestety juz mocno zuzyte. W kazdym filmie Wajdy one takie same, zawsze bylo to wytykane, ale ten z uporem je aseksualne takie jakies pokazuje.

    Tylko warto powtorzyc swieza mysl p. Pietrzaka, ktory wie jak to mozna latwo poprawic: Zmijewski ma podmacywac kolegow wspolwiezniow a nie snuc sie i bazgrac !!!

  76. Witam Gospodarza i Blogowiczów.

    @Daniel Passent

    „(…) Kiedy zabraknie już ostatniego sentymentalnego świadka, który z rozrzewnieniem wspomina swoją młodość (a nie system!), wówczas nikt już nie będzie przeszkadzał filozofom i pisarzom w jego racjonalnej, obiektywnej ocenie.”

    Ale TYM filozofom, pisarzom i „wiecznie wyjaśniającym i odkrywającym” będą przeszkadzały książki-dokumenty, eseje i felietony takie jak ten. Na szczęście i dobrze tak, im więcej takich publikacji tym bardziej przyszłe pokolenia będą mogły się informować i wyrabiać własne zdanie o nie tak dalekiej przeszłości … a poza tym … pantha rei.

    Proszę się nie zniechęcać i nadal pisać o tym jak było, jak jest i jak być powinno.

  77. Panie Danielu
    Tylko narodziny i śmierć są jednoznaczne. Między nimi jest rozwój, niejednoznaczny proces powolnego dojrzewania.Nie mam za złe młodym, że próbują jak mogą ustawić sobie świat. Są na początku drogi. Nasze myśli dzięki wieloletniemu treningowi są bogate w konkrety znaczeniowe.Młodzi nie mają takiej sieci połączeń. Oni te ścieżki dopiero tworzą. Są jak osoby, które w nieznanym sobie mieście dochodzą do celu okrężną drogą, gubią się, pytają o drogę. Widzą przy tym wyłącznie znaki, a przecież nie one są istotne, istotne są znaczenia, a drogami do nich związki. Szukanie związków i budowanie znaczeń to jest ta twórcza praca przydatna w każdej dziedzinie życia.
    Biografie wielu autorytetów – z perspektywy czasu-wydają się niejednoznaczne i jest to dla mnie zupełnie zrozumiałe (L.Kołakowski, R.Kapuściński, że choćby o nich wspomnę), wspomniany Ładosz czy Kozyr-Kowalski interpretując Marksa rozśmieszali do łez w zderzeniu z realną rzeczywistością lub choćby z Marksem czytanym w tłumaczeniu.Dajmy panu Laufrowi czas, może kiedyś będzie się wstydził swojego tekstu…może młodzi czytający Pana publicystykę kiedyś będą stroną w dyskusji, bo są w historii spory wieczne posiadające swoich zwolenników i przeciwników. Będą tacy co będą szukali związków i budowali znaczenia.
    „Kiedy się tak zbierze jeden po drugim związki, naturalnie rodzi się znaczenie. A jak się zbierze dużo związków znaczenie się pogłębia” Haruki Murakami:Kafka nad morzem
    Pozdrawiam Halszka

  78. Mój kuzyn – naukowiec po powrocie ze stypendium na Zachodzie w połowie lat 70-tych oznajmił rodzinie, że komunizm oznacza regres cywilizacyjny dla Polski i stał się politycznym wrogiem systemu. Potem był w Solidarności, był internowany, potem emigrował, by wrócić zaraz po wyborach w 1989…. Chciał w Polsce rozwijać high-tech. W 1992 poszedł po pożyczkę do banku i okazało się, że będzie na ten temat rozmawiał ze „swoim” esbekiem. Ten przywitał go słowami: „Co, po prośbie?” Właśnie mija 15 lat, jak mój kuzyn jest w pewnym wielkim kraju szanowanym, uznanym specjalistą z wielomilionowym kontem…

  79. tuciu 2007-11-15 o godz. 08:51.
    Jaki rozumny i wywazony wpis. Dzieki za ten wklad do dyskusji.

  80. Wracając do sprawy „kodów”- których dzisiejsi konformiści nawet nie próbują zrozumieć – to właśnie Politykę czytało się wówczas szukając wiadomości między wierszami, zaczynając od ostatniej strony (KTT, Passent, Radgowski).
    I to właśnie felieton Gospodarza „Dzień w którym padła Dhakka” (ilu pamięta jeszcze dziś o co chodziło) pozostał mi na zawsze w pamięci, jako błyskotliwe obnażenie istoty ówczesnej propagandy.
    Chapeaux bas!

  81. Karin 15.12
    Już kilka miesiecy temu pisałem że Bobola to Najwiekszy Jajcarz i Parodysta Tego Blogu i średnio inteligentny czytelnik powinien bez wiekszego trudu odkryć zjadliwą ironie w jego zachwytach nad Kaczorami albo Rydzykiem lub Świętym Kościołem Katolickim.
    No i co ? No i nic !
    Przynajmniej dwa razy w tygodniu ktoś doczytuje sie w tekstach Boboli że „coś z nim jest nie tak” i odróżnia jednak czarne od białego.
    Czasami jednak Bobolę coś napada i zamiast kontynuować styl Janusza Głowackiego z jego felietonów ” W nocy gorzej widać”, pisze otwartym tekstem tak jak dziś i można powiedziec że wcale nie jest mniej dowcipny i merytoryczny od naszego Gospodarza.
    Potem nadrabia.
    Już sobie wyobrażam jaki numer odwali następnym razem.
    Jedno mnie jednak śmieszy: Jak starszy, słaby czlowiek może udawać darwinistę ( nawet społecznego). Przecież nie przeżył by pięciu minut w wielkim mieście.

  82. Od jutra ma byc w Polsce nowy rzad. Chyba bedzie.

    Odchodzacy zgotowali Polakom nie lada uczte intelektualna (byly premier to wszak ponadwymiarowy intelektualista) „na pamiatke”.
    Intencja byla chyba inna, ale oto co z tego wyszko (przewrotny narod znow okazal sie niewdzieczny i sterowalny, tyle ze teraz przez samego Jaroslawa – Wielkiego z Kaczynskich:

    Urzędnicy z Centrum Informacyjnego Rządu przygotowali kilkusetstronicowe opracowanie obraźliwych wypowiedzi polityków PO wobec Lecha i Jarosława Kaczyńskich i rządu PiS-u.
    CIR odmawia odpowiedzi czy agenda rządowa pracowała na zlecenie rządzącej partii. Trudno jednak sobie wyobrazic, ze to opozycja zlecila takie tadanie rzadowej agencji.

    Oto spis dzialow „obrazliwcow”:

    1. Ataki Platformy Obywatelskiej na Prawo i Sprawiedliwość (wybór tematów i wypowiedzi, październik 2005 – październik 2007) (07-11-07, 02:00)
    2. Ataki personalne polityków PO na polityków PiS (wybór, październik 2005 – październik 2007) (07-11-07, 02:00)
    3. Ataki personalne polityków PO na polityków PiS (październik 2005 – październik 2007) (07-11-07, 02:00)
    4. Ataki PO na PiS (październik 2005 – październik 2007) (07-11-07, 02:00)
    5. Obietnice Platformy Obywatelskiej złożone w kampanii przed wyborami parlamentarnymi 21.10.2007 r. (07-11-07, 02:00)
    6. „Zobowiązania” Platformy Obywatelskiej i wypowiedzi polityków PO (07-11-07, 02:00)
    7. Obietnice złożone przez Platformę Obywatelską w okresie 15-31 października 2007 r. (07-11-07, 02:00)
    8. Deklaracje polityków PO wybór z okresu 15 – 31 października 2007 r. (07-11-07, 02:00)

    To wszystko na http://www.gazetawyborcza.pl/8,75402,4648561.html

    Gdyby to nie byla prawda, to byloby smieszne. Ale dopiero teraz widac cala (?) chorobe.

    Pozdrowienia z Berlina

  83. Po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego czytałem opis jego syntemetalnej podróży w roku 1992 do rodzinnych korzeni z polskich kresów w dzisiejszej Białorusi . Wracał pociągiem na trasie Pińsk(?) -granica RP, opisał między innymi władztwo konduktora na pasażerami w czasie tej kilkugodzinnej podrózy, a to prawie 40 lat po smierci wujka Joe .Zalecałbym Laufrowi z KUL-u przeczytanie tego tekstu o tamtej społeczności wyćwiczonej w CCCP , może przestałby głupoty wypisywać o Polsce po roku 1956 którą pamietam od wczesnej młodości jako lata nauki ,wspinania się w pracy i wielkiej rodziny przyjaciół ,znajomych , które dopiero po 89 roku „zatrzeszczały” w gonitwie biznesowej w której sam aktywny byłem .
    Mam szczególny szacunek dla Młodego Pokolenia które zdecydowało o wyrwaniu CHWASTA podlewanego przez Kaczyńskich i gromady pisowczyków .
    Zostało jeszcze trzy lata bitwy o Polskę XXI wieku tj. do czasu zmiany lokatora w dużym Pałacu .

  84. Roznica pomiedzy komunizmem i faszyzmem jest bardzo prosta. Pierwszy oparty byl na slusznych przeslankach. Drugi na z gruntu falszywych. Potem praktyka obu byla bledna, zbrodnicza i wredna. Ta mala roznica na poczatku zmienia jednak wszystko. W Mein Kampf nie bylo niczego ciekawego ani prawdziwego, w Kapitale Marksa jest bardzo wiele ciekawych i slusznych rzeczy.

  85. Myślę, że pan Laufer ma po prostu za dobrze. Zazdrości Wam (bo ja już niezbyt się łapię, PRL mi się skończył, jak jeszcze byłem w podstawówce, choć stan wojenny i płacz matki pamiętam), że żyliście w trudnych czasach. On też by tak chciał – chodziłby z dumną i zachmurzoną miną, nie śmiał z dowcipów, bo nie wypada, nie cieszyłby się, bo przecież Ojczyzna cierpi, nie podałby ręki nikomu, kto się przyczynił do budowy ustroju… A w każdym razie on tak sądzi. Ja sądzę raczej, że zostałby działaczem PZPR i ścigał wrogów ustroju, burżuazję, reakcjonistów, imperialistów i sanacjonistów.
    Na razie mogę mu zaproponować włosiennicę i biczowanie w ramach namiastki.

  86. @ z Berlina
    Spis obelg PiS wobec przeciwników politycznych i narodu byłby o wiele bardziej soczysty. Może ktoś się pokusi? Mnie ręce opadają, to jak katalogowanie ludzkiej głupoty.

  87. Panie Redaktorze,

    Swietnie Pan wie,że komunizm to była niezła ideologia, która z tzw. zbrodniami komunistycznymi miała tyle wspólneho co święta Inkwizycja z Chrystusem. Psychopata Stalin wykorzystał tę słuszną,szczególnie na przełomie XIX i XX wieku ideologię zrodzoną z autentycznych przesłanek, i bezwzględnie ,zbrodniczo wykorzystał do swoich upiornych politycznych wizji. Dziwnym trafem rzadko używa się ścisałego terminu dla dzieła Stalina-Stalinizm, tylko używa się idei na której kanwie powstał stalinizm -czyli komunizm. Obecnie mamy za krótki dystans historyczny, żeby zjawisko związane z okresem stalinizmu i poststalinizmu móc oceniać obiektywnie. Swoją drogą pierwsza połowa XX wieku ,to był w rozwoju kultury europejskiej czas przemian cywilizacyjnych , które uzewnętrzniły się w intensywnych totalitaryzmach.
    Podchodzę z pełnym zrozumieniem do takich przemian, i mimo wielu krzywd jakich moja rodzina doznała zarówno w Rosji jaki i w Polsce nie zaślepiam się euforią poprawnej nienawiści i potrafię dostrzec wiele pozytywnych rzecze które ideologia komunistyczna wniosła.Gdyby nie Stalin i zawzięta wykańczająca gospodarczo kraje dotknięte stalinizmem zimna wojna- prowadzona przez całą potęgę gospodarczą Zachodu- z czystym sumieniem uznałbym powstanie tej idei jako eksplozję czystoludzkiego humanitaryzmu, jako próbę zaistnienia Człowieka jako takiego.
    Wyszło jak wyszło, pierwsze próby były nieudane, ale sygnał o istnieniu potrzeby obiektuwnego zaistnienia ludzkości jako świadomej autonomicznej zbiorowości był.
    W przyszłości na pewno powstanie odpowiednik, następca takiego jednoczącego Ziemian systemu ogólnospołecznego, jednak nie będzie on już tak romantyczny, jak to odczuwali pierwsi prawdziwi rewolucjoniści, będzie to sproceduralizowana, skrępowana totalnym prawodawstwem republika ziemska. Najpierw oczywiście musimy „odbębnić IIIwojnę światową, żeby zniszczyć stare skostniałe struktury. Tak będzie, bo nasz gatunek tak ma, i od nikogo to nie zależy . Coś się zużywa, następuje eksplozja wszechnarodowa i można budować nowy wspaniały świat. W drugiej połowie XXI wieku będzie możliwa nieśmiertelność, wieczna młodość i nanotechnologiczne robienie wszystkiego z niczego , np. z piasku.
    Więć Panie Danielu Szanowny- wypraszam sobie ogłaszanie publiczne pospolitego oczekiwania na moje odejście ze sceny, tylko dlatego, że łono, które mnie wydało na świat, zostało zapłodnione w okresie poststalinowskim, w kraju ciemiężonym przez tę podłą mutację ideologii komunistycznej. Po tym co Pan napisał, to się mnie w ogóle nie pozbędziecie!/Ci , którzy zaczną mnie przeczekiwać/

    Pozdrawiam, Wiecznie żywy Eddie.

  88. ma Pan racje: mlode wilczki czy to wystepujacy jako historycy, czy jako naukowcy z IPN, czy jako beneficjenci wierszowek w roznych tytulach prasowych, czy tez kasujacy honoraria za wystepy w radio i/lub telewizji KONTYNUUJA falszowanie historii, nazywajac okres sprzed „Solidarnosci” komunizmem.
    Chodzi tylko i az o KONTYNUACJE. Mocno mylace pojecie KOMUNIZMU, ktory jakoby kiedykolwiek w Polsce istnial, wprowadzili przeciez dinozaury, z ktorych niewielka czesc dzisiaj spija smietanke ze swojej owczesnej bohaterszczyzny. Wiekszosc klepie biede.
    Kiedy swiadkowie zejda z tego swiata, wtedy te mlode wilczki beda mogly do woli rozprawiac o komunizmie w Polsce, ktorego nie bylo. To jest historia, ktora ma pretensje do miana nauki. Swiadkowie czasow jej tylko przeszkadzaja. Dlatego trzeba im odziekowac.

  89. Polecam Łukasza Szreibera „Gabinet Dretwych Teoretyków” gdzie opisuje członków nowego rządu Tuska…

    http://lukasz-schreiber.salon24.pl/46996,index.html

    Oj, naiwni, naiwni…jak dziecko we mgle

  90. Olek51, Wodnik53, Jasny Gwint, Haneczka,
    Dzięki za miłe słowa i Wasze posty. Pozdrawiam

  91. @ mysha_b
    w zupełności się z tobą zgadzam, PRL to nie monolit, co innego totalitaryzm lat 50., co innego posttotalitarne rządy gierowskiej „dekady”. dlatego powtarzam- musimy słuchać świadków, to dziś najcenniejsze źródło wiedzy historycznej. bo ono uzmysławia, że nie tylko PRL czy każdy inny system polityczny nie jes monolitem, ale przede wszytskim- że historia to nie monolit, musimy się pogodzić z faktem, że nigdy nie otrzymamy jednolitego obrazu.

  92. Jedno pokolenie wczesniej, „dobrzy Niemcy”-ci,ktorzy pracowali w fabrykach
    i gospodarstwach rolnych,nie mordowali wiezniow,ale prowadzili zycie na tyle
    normalne,na ile system im pozwolil,tez z sentymentem wspominali zycie
    w latach ’33-’45
    G.Grass tak sie wstydzil wyjscia przed szereg,ze dopiero w tym roku
    przyznal sie do niepotrzebnego entuzjazmu.

  93. jasny gwincie;
    ad:17:22

    Ciesze sie Synu, ze wstapiles znowu do winnicy mojej aby posluchac slow moich madroscia gleboka nasyconych. Dziekuje Ci tez (i innym blogersom) za troske o moje zdrowie. Istotnie Pan Bog w laskawosci swojej probowal mnie bolescia jakowas. Majaczylo mi sie nawet, ze bylem marksista z czego wnosze zem wycieczke duchowa do odchlani piekielnych odbyl. Ale juz mi lepiej teraz bo cyrulik chybcikiem wezwany krew mi puscil i mam nadzieje, ze wkrotce do dawnego animuszu powroce.

  94. Diaspora jest czujna! (albo – nie)

    Zawsze twierdzilem, ze do Barcelony do Wladywostoku nikt nie jest w stanie lepiej od Daniela Passenta tego sformulowac.

    „Otóż uwił sobie podobno gniazdko w naszej pamięci.”

    To, ze sobie uwil nie ulega zadnej watpliwosci,
    doprowadzajac – w „pamieci” – do czwartego rozbioru Polski. Jestem swiecie przekonyny, ze akurat nasza pamiec Pan redaktor Daniel Passent ma serdecznie gleboko w d….. Znam ten „sznyt”.

    Bobola – ja tez biegalem – mnie nie wciaglo. Dym z kominow Magnitogorska byl nieodsiarczany, jechali kodem otwartym i tylko na pewniaka. To byli bardzo ale to bardzo brutalni pozbawieni jakichkolwiek skrupulow ludzie.

    F.S. von/od Diasporski

  95. wodnik53 z 8.30:
    Wodniku, moze bys tak przeczytal, co napisal Bobola tuz przed Toba? Akurat cos nadzwyczaj rozsadnego (no, z wyjatkiem tego „spolecznego darwinizmu”).

  96. Kropkozjad napisal:
    „Dlatego też głośna wypowiedź pewnej aktorki ogłaszająca zakończenie w Polsce komunizmu była kosmiczną bzdurą, ponieważ komunizmu-ustroju nie było nigdy a komunizm-idea umarł w Polsce znacznie wcześniej. Była może kamuflażem na to, że środowisko jej rodziny i ona sama zaliczali się do równiejszych w realnym socjalizmie a może było nadzieją na to, że ten akt ułatwi jej karierę w nowym układzie politycznym.”

    Fuj, Kropkozjadzie, co za paskudna uwaga. Mizantropia, zawisc, niewiara w dobre ludzkie intencje, niechec do wyksztalciucha.

    Jakbym slyszala braci Kaczynskich i ich akolitow.

  97. Czy jazdą Syrenką – w pełnym zachwycie z jej pędu oraz podniecenia zawartością bagażnika (połówka prosiaka) – może być potraktowane jako udział w zbrodni komunistycznej? Jeśli tak, to CZY i EWENTUALNIE KIEDY się to przedawnia? Chciałbym już opuścić swoją leśną ziemniankę, idzie kolejna zima a kości mam coraz starsze.
    Blogowicze! Pomóżcie!

  98. Bywalo okropnie, ale jak zawsze i wszedzie, na szczescie bywal czas.
    Czy to wladzuni podobalo czy nie. Dziekuje za wspanialy, celny komentarz!

    Gabriel Mazurkiewicz, USA

  99. Panie Redaktorze Gospodarzu.

    Dzis zamiast odchodzacego premiera uscisnie dlon nowemu premierowi wicepremier. Przekaze mu cieply list od bylego. No i cacy.
    Tak by sie wydawalo. Sytuacja ta odzwierciedla jednak nie tylko „gesty malych ludzi” (przepraszam wszystkich niskiego wzrostu, ze wzrostem nie ma to bowiem nic wspolnego) ale i ogolne nastawienie tej grupy Polakow do swiata ich otaczajacego.

    Ciekawe, takze w tym kontekscie, jest bardzo wyrywkowo opublikowane(a szkoda) opracowanie w dzisiejszej GW, ktore wklejam ponizej.

    To tez temat do dyskusji w Polsce „popisowskiej” (a przedtem „postkomunistycznej”, „postmazowieckiej”, „postmillerowskiej” etc.). Nietolerancja w Polsce jest bowiem problemem uniwersalnym.
    Nietolerancja to bowiem problem ogolny i miedzynarodowy – taka troche inna forma globalizacji. Jeszcze nie tak dawno slynacy z tolerancji Dunczycy czy Holendrzy wybieraja dzis partie spod standarow nietolerancji. We Francji prawicowa nietolerancja to tez juz nie ulamek spoleczenstwa.
    Stare teorie mowily, ze im kto biedniejszy, to tym mniej tolerancyjny bo nie chce podzielic sie tym, czego i tak ma malo.
    Ale dzisiaj? Propagowanie idei panstw narodowych rasowo, ideowo czy seksualnie „czystych” to nie tylko historycznie bioroac niebezpieczna gra.
    Ale najprosciej skuteczna forma uzyskania posluchu – jak widac z ponizszego opracowania oraz lektury i obserwacji wlasnych.

    (poczatek wklejki)
    Świr, Żyd, gej, Cygan nie będzie nami rządził.
    Witajcie w Polsce nietolerancji.
    2007-11-16, ostatnia aktualizacja 2007-11-15 19:51:57.0 (GW)

    Szukaliśmy w badaniu uprzedzeń, które my, Polacy, skrywamy. Dlatego nie pytaliśmy respondenta wprost o jego poglądy, lecz o to, na jakiego szefa „zgodziliby się Polacy”. Jest to tzw. projekcja – ludzie, domyślając się postaw wszystkich, przypisują im własne.

    Pytaliśmy nie o deklaratywną akceptację „innych”, lecz o to, czy „inni” mogą kierować „nami”. I wylało się morze nietolerancji i niechęci.

    Dyskryminacja nie dotyczy na szczęście kobiet – choć praktyka w firmach utrudnia im awans. I mężczyźni, i kobiety w 90 proc. godzą się: Szefowa? Może być.

    Ale już szefa na wózku nie chciałoby 31 proc. Jeszcze się taki zaklinuje w windzie, nie podjedzie na krawężnik i trzeba będzie szefa podnosić… Godność urzędu pryska, wstyd dla firmy.

    Wiara szefa – wydawałoby się – rzecz prywatna: a niech sobie wierzy, w co mu się podoba. Ale nie w Polsce.

    Szefa „katolika podkreślającego swą religijność, np. odmawiającego różaniec” akceptuje 75 proc. To drugie miejsce w naszym sondażu. Ale na szefa-świadka Jehowy godzi się ledwie 41 proc. Tyle samo – na szefa-ateistę.

    Katolicyzm, nawet ostentacyjny, jest wciąż u nas atutem, także w pracy.

    Polaka z USA akceptuje 73 proc., choć tu się nie urodził. A jeśli obywatel polski urodził się w Afryce? No nieee… Na ciemnoskórego szefa godzi się tylko 45 proc.

    A jeszcze gorzej, gdy Polak ma pochodzenie romskie lub arabskie. Aż trzy czwarte z nas takich szefów sobie nie życzy i już.

    Biały Polak, katolik, może być nawet kobietą z USA… Ale śniady czy wręcz czarny? Nie.

    No, nie każdy biały. Bo jeśli ma taki, no wiecie, haczykowaty nos – to już nie bardzo. Połowa z nas nie życzy sobie szefa „Polaka żydowskiego pochodzenia”. Jest tak samo trefny jak czarny Polak. Często mówimy, że antysemityzm w Polsce osłabł, że po Jedwabnem już nie wypada… Ale uprzedzenia wychodzą na wierzch – nie będzie Żyd kierował Polakami.

    Przygnębia poziom homofobii. Tylko 16 proc. Polaków dopuszcza geja lub lesbijkę jako szefa.

    Wiele piszemy o homofobicznym pakcie milczenia: żyjcie w cieniu, a my damy wam spokój, najwyżej chuligan wrzaśnie: „Pedały do gazu”. Jak to ujęła głowa państwa (jeszcze jako głowa stolicy): „Nie będzie publicznego propagowania homoseksualizmu. Ja im nie zabraniam demonstracji, jeśli będą je robić jako obywatele, a nie jako homoseksualiści”.

    Z sondażu wynika, że jest w nas, Polakach, coś więcej niż ten pakt milczenia. Są wrogość i wykluczanie. Pamiętacie, jak minister Giertych szurnął z pracy szefa ośrodka szkolącego za europejski podręcznik tolerancji, w którym proponowano, by zapraszać do szkół przedstawicieli organizacji gejowskich? Protestów nie było.

    A jak Giertych ogłosił w Heidelbergu homofobiczną krucjatę w imieniu narodu? Aż 40 proc. Polaków (w ówczesnym sondażu „Gazety”) zgodziło się, że „w Europie narasta propaganda homoseksualna, dociera do coraz młodszych dzieci i osłabia rodzinę”, a 44 proc. – że „homoseksualiści są odchyleniem od prawa naturalnego”.

    Cóż jest winny facet, którego pociągają inni faceci? Kobieta, która zakochuje się w innej? Dlaczego nie może być moim, twoim szefem? W Islandii, społeczeństwie do niedawna zamkniętym i tradycyjnym, narodowy Kościół luterański udziela homoseksualistom ślubów – i jakoś morze nie zalało wyspy.

    A co winny jest człowiek, który kiedyś chorował psychicznie, ale się wyleczył?

    Rozejrzyjcie się, może znacie taką osobę, która stanęła na nogi. Pracowałem kiedyś na oddziale psychoz i spotkałem tam jako pacjentów ludzi sukcesu, także sławnych, którzy po szpitalu wracali do zawodu.

    Ale 93 proc. rodaków uważa, że świr to świr. Do kierowania normalnymi Polakami nadaje się jeszcze mniej niż czarny, Żyd, Rom, a nawet – niż gej czy lesbijka.

    Podobnie chrześcijańskie podejście mamy do ludzi, którzy popełnili kiedyś przestępstwo. Tylko 14 proc. Polaków uważa, że takiemu człowiekowi wolno po latach kierować innymi.
    I jeszcze jeden bolesny wynik – trzy czwarte rodaków skreśla jako szefa osobę po siedemdziesiątce.

    To rodzaj polskich uprzedzeń, o którym mało się mówi. Za stary – nie nadaje się! Mam nadzieję, że Leo Beenhakker nie zauważy tego sondażu.
    Autor: Piotr Pacewicz (koniec wklejki)

    Zapraszam do dyskusji, pod przewodem Gospodarza.

    pozdrowienia z dzis ponurego i zimnego
    Berlina

  100. Panie Redaktorze, dla Pana.

    Profesor Bartoszewski: http://gala.onet.pl/0,1451546,1,1,wladyslaw_bartoszewski,wywiady.html .

    Pozdrawiam, Teresa

  101. Waldemar, to jest chyba gdzieś w „Imperium”, opis tej podróży.
    Margud, doskonałe podsumowanie.
    Halszka też napisała to, co ja myślę. A teraz uciekam z politycznych blogów, bo tu można dostać choroby nerwowej.
    Uśmiechnijmy się do siebie na chwilę. 🙂

  102. post mighdal (15.11.07 o 17:03)

    Jak sie myle, to mnie popraw, ale twoj przekaz brzmi w moich uszach mniej wiecej tak:

    Polacy po traumie (antykomunistycznej) powinni ja przepracowac, wsluchujac sie w narracje samych swiadkow (i uczestnikow) przeszlej historii.

    Pytanie moje brzmi: Czy swiadkowie nie przezywaja kazdy na swoj sposob rzeczywistosci? ( np. Co mysla np. Polacy dzisiaj , po aresztowaniu zolnierzy,o wojnie w Iraku i w Afganistanie? A co beda mowili potem, za 30 lat o tym zdarzeniu?). Rozmawiamy publiczniie o tym? Czy sa to wylacznie tematy nadajace sie na dysertacje?

    Kiedys (w latach 50, 60, 70, czy 80) byc moze nie brakowalo debat na wazne dla kraju tematy, ale istnialy tematy tabu i cenzura slowa. Dzisiaj mamy to samo, ale sie nie musimy bac i mowimy, bo nam wolno. Debaty ksztaltuja opinie publiczna i wciagaja ja w proces historyczny (kto tego chce?).

    W tej chwili latwo mojej generacji mowic o zlym i plugawym systemie, bo sie nie boje represji ze strony panstwa. A tamta generacja miala prawo sie bac lub miec to wszystko gdzies. Pan Redaktor i jego generacja nie bedzie sie wiec dolowac i przyznawac, bo i nie musi, do pragmatycznego konformizmu, ktorym to wszyscy w jakis sposob zarazeni jestesmy.

    Psychologia nam wyraznie mowi, aby dalej zyc i sie uczyc nowych rzeczy musimy moc zapominac to co niepotrzebne

  103. Topolówko droga – „z definicji” nie czytam Boboli, a i to coś mi poleciła (tylko ze względu na Ciebie to uczyniłem) też mnie szczególnie nie „ruszyło”. Zgadzam się z „absolwentem” – Bobola to „jajcarz” albo prowokator….. Pisząc o nim mam na myśli zawsze Jego poglądy głoszone na blogu (jego intencji nie jestem w stanie przeniknąć).
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

  104. Bobola 05.18. Drogi Ojcze. Daremne Twoje modły, jestem co najwyżej agnostykiem. Więc nie wstąpię do Twojej winnicy. Jest tam chyba bardzo nudno. Poza tym mam zasady. Zastanawiam się jednakże, dlaczego niektórzy zwą Ciebie jajcarzem. Pozostań z ….

  105. Kiedy cenzura szalała, nie było wolności słowa, siepacze znęcali się nad prawdziwymi patriotami, obowiązywały nakazy pracy w konkretnym przedsiębiorstwie, żywność była na kartki, budowano małe klitki z ciemną kuchnią, a dzieci biegały z kluczami na szyi po podwórkach 😥 to jak na złość kwitła twórczość satyryczna i artyści pomagali ciemnemu ludowi odreagować zdrowym śmiechem. Wtedy nakręcono nasze najlepsze komedie filmowe, działały i dobrze się miały kapitalne kabarety. Poczucie groteskowości całej sytuacji powodowało, że byliśmy najweselszym barakiem w obozie państw socjalistycznych.
    Teraz mamy upragnioną wolność. Każdy może mówić, co chce, sklepy pełne, w każdym domu lodówka, pralka, telewizor, odkurzacz – produkty, które stopniowo, za życia naszego pokolenia wchodziły do użytku. Tego wszystkiego jeszcze kilkanaście lat wstecz zwyczajnie nie było. Ręcznie się robiło i patrzało w telewizor. I ludzie umieli się śmiać.
    A teraz chyba nie ma się z czego śmiać. Młodzi ludzie, kształceni w dobrych warunkach bytowych, nie mający pojęcia o „prawdziwym życiu” bez technicznych udogodnień, próbują za nas odcierpieć to wszystko, z czego się całe życie wyśmiewaliśmy.
    Mnie to i śmieszy i dziwi.
    Czy nie mogli by się zwyczajnie cieszyć życiem, zamiast wmawiać nam, jak bardzo byliśmy zniewoleni? Wolność jest sprawą wyboru człowieka. Wolność trzeba mieć w duszy, w głowie, w sercu.
    I nie zależy ona od zawartości portfela – (bez przesady jednak).

  106. Błąd! ręcznie się robiło i nie patrzało w telewizor.

  107. Pan wie, ja wiem,a ten biedny doktor z kul i tak bębzie przekonany,że powiedział coś mądrego.Biedny zadufek.Szkoda Kulu i doktorów i czasu na dyskusje z nimi oni sa nawiedzeni i chcąmi objaśnić co widziałem i przeżyłem przez moje 62 lata.Z wielkim szacunkiem dla Pana.broono

  108. post ANCA z 12:11

    to co niby, ze mlodzi i ryby glosu nie maja?

    zanim dojdzie sie do tak trywialnej i troche aroganckiej konkluzji to pozwole sobie na dygresje mala.

    Fight for your right!

    Wolnosc mozna miec, i mozna byc wolnym obywatelem w suwerennym panstwie, ale to nie znaczy przeciez, ze sie wie co to jest wolnosc. Chyba Mitterand powiedzial raz, ze aby zrozumiec terazniejszosc nalezy poznac przeszlosc. Przeszlosc PRLu to chyba nie tylko groteska i tragikfarsa, to chyba tez byla walka i ofiary. Jak MLODY, „nie majacy pojecia o prawdziwym zyciu” ma sie utozsamiac z idealami np. wolnosci ( przestrzegajac tym samym praw czlowieka), jesli nie ma tez prawa zapytac co miedzy innymi generacja PRL’u wtedy wyrabiala? To tyle

    POdworko

    Gdy ogladam i slucham chlopcow z PO dworka (bo wszyscy wazni z PO kochaja grac w noge i wychowalo je podworko w PRLu) , nasuwa mi sie sposob patrzenia na historie z punktu widzenia tzw. ducha dziejow, czyli Pan Hegel i jego Dialektyka sie klania

    Teza: gruba kreska „wyksztalciochow z ukladu michnikowszczyzny”, bojownicy po przejsciach
    Antyteza: agresywny antykomunizm patriotow z pod znaku „Kaczyzmu”, lalusie bez prawka
    Synteza: PO i zyjemy wdlug motta „All we need is love” wdrazana przez pragmatycznych Schetynizjanow
    prawdziwi faceci z szalikiem i VISA Card

    Jak nikt tego nie pokapowal, to i tak sie nic nie stalo:)
    Pozdrawiam serdecznie z RFN

  109. Szanowna topolowko (godz. 07:49)!
    W przytoczonym przez Ciebie fragmencie mojej wypowiedzi było jedno twierdzenie („wypowiedź ….. była kosmiczną bzdurą”), które poprzedziłem dowodem oraz dwa przypuszczenia: pierwsze: „Była może kamuflażem …” i drugie: „może było nadzieją …..”.
    Możesz z twierdzeniem nie zgadzać się – to sprawa poglądu albo nieuznania dowodu. Możesz moją uwagę uważać za paskudną – to sprawa gustu. Ale dlaczego zarzucasz mi mizantropię (nie wygłosiłem nienawiści), zawiść (nie byłem nigdy aktorem, a wykonywałem zwód, dający satysfakcję bez popularności), niewiarę w dobre intencje (raczej podejrzenie o intencje nienajwyższego lotu) i niechęć do wykształciucha (nie wypowiedziałem się emocjonalnie i nie odnosiłem się do poziomu jej wykształcenia i osobowości). Owa aktorka z racji wykonywanego zawodu jest osobą publiczną i wypowiedziała się publicznie. Każdy ma prawo krytyki jej publicznej wypowiedzi i ja z tego prawa skorzystałem. Moje drugie przypuszczenie uprawdopodobnia to, że przed tą sławną wypowiedzią była bardziej znana jako córka aktora, którego aktorstwo szczególnie komediowe bardzo ceniłem, a ona sama jako aktorka stała się dopiero później bardziej znana szerokiej publiczności. Ale to tylko przypuszczenie, ponieważ być może zawdzięcza to rozwojowi jej aktorstwa.
    Czy nie uważasz, że sposób Twej polemiki z moją wypowiedzią bardziej przypomina styl używany przez panów o przypadkowo identycznych nazwiskach, niż to co ja napisałem?

  110. Jak to sie dzieje ze komentarz (tekst) magrud jest lepszy niz Passenta (inne tez sa wcale wcale)? Oj Daniel, starzejemy sie.

  111. OŚWIADCZENIE
    Ja, jako świadek i uczestnik walk z „bolszewią” z czasów pierwszej Solidarności oświadczam :
    Byłam członkiem NZS. Brałam udział w strajku okupacyjnym, którego głównym postulatem było odwołanie jakiegoś Hebdy z funkcji rektora jakiejś radomskiej lub kieleciej uczelni.
    W stanie wojennym miałam kilka niewykorzystanych okazji by być represjonowaną.
    Największą straciłam, nie zwłasnej winy , tylko przez szwagra.
    W pierwszym tygodniu stanu wojennego zostałam wysłana przez sprytnego i zawsze dbającego o moją przyszłość ojczyma po benzynę do szwagra. Uzbrojona w torbę podróżną z 10 butelkami po wódce i occie przejechałam komunikacją miejską z Sadyby na Pragę Pn. Niestety szwagier nie miał benzyny, więc nie przewoziłam koktajlu Mołotowa.
    Drugą, gdy podczas udanej wyprawy po bożonarodzeniową choinkę złamałam, zakaz opuszczania miasta, zakaz przektraczania granicy województw itd. Do tego procederu ponownie użyłam transportu publicznego. I pomimo, iż drzewka, z którymi wspólnie z kolegą defilowaliśmy triumfalnie po centrum budziły zachwyt i zazdrość, żaden patrol, ani na rogatkach , ani w mieście, nie zaiteresował sie nami.
    Trzeci, czwarty itd, gdy uczestnicząc, jak najbajbardziej czynnie, we wszystkich chyba nielegalnych warszawskich demonstracjach, od tej z 3 maja 1982 r. począwszy, nie dałam się złapać.
    Mój kolega natomiast, tegoż 3 maja , po brawurowym szturmie na pozycje ZOMO, z białoczerwoną flagą w ręku, został zatrzymany. Sankcje spotkały go srogie. Został relegowany ze studiów. Niestety tylko na jeden tydzień. Ale represjonowany był. I to się dziś liczy.
    Wiem, że kilka tysięcy osób było internowanych, ale wiem, że zastosowane wobec nich represje budziły powszechny sprzeciw, a ofiary tychże cieszyły się niezwykłą sympatią i szacunkiem. Cieszyły się także zaszczytnym mianem więżniów sumienia. A III RP odwdzięczyła im się karierami i uznaniem.
    Wiem, że były osoby , które traciły z politycznych powodów pracę. Ale i oni wiedzieli przynajmniej , że nikt ani ich, ani ich rodzin na bruk nie wyśle. A ich dzieci głodne chodzić nie będą.
    Nie każdy w III RP doświadczył tej pewności.
    Nie każdy też, jak najbardziej więzień sumienia, od Szeremietiewa, Wieczerzaka poczynając na Łyżwińskim kończąc, ma ten, co niegdysiejsze ofiary komfort. Też siedzą, bądż siedzieli za politykę, ale nie jako bohaterowie, tylko jako kryminaliśći.
    I jest im, o niebo ciężej, niż tamtym.
    Dlatego wzywam Was, wszyscy przeszli i przyszli bohaterowie antykomunistycznej batali, o zaprzestanie lewitowania poza granicami śmieszności i powrót na Ziemię.
    Rzygam Waszą bohaterszczyzną. Nie stać mnie na dalszą milczącą akceptację Waszych uroszczeń, wynikajacych nie z faktycznych osiągnięć, ale z krótkich epizodów w Waszych , jak najbardziej pospolitych, życiorysach.
    Uroczyście ninniejszym oświadczam, że wszelkie argumenty odwołujące się do „pięknego życiorysu”, mogę akceptować tylko i wyłącznie w odniesieniu do symbolicznych instytucji i wspominkowych uroczystości. Odwoływanie sie do powyższych w innych okolicznościach traktować będę jako bufonadę i megalomanię. Tak mi dopomóż Wasz Bóg.

  112. Mnie się wpis p. Boboli z 15.11 podobał, Panie Wodniku53. A że najczęściej zamiast racjami kierowal sie emocjami, to inna sprawa. Może i Chris Domaradzki coś w koncu zrozumie? Miejmy nadzieję!

  113. Magrud! Bądź potępiona! Ale gratuluję realizmu i poczucia humoru.
    Pozdrawiam

  114. Dobrze że są różne opinie na tym blogu, bo jest ciekawie.
    Czy skłonność do „uzyskiwania” jednolitych poglądów u niektórych rodaków, nie bierze się aby z przeważającej płaskości naszego równinnego krajobrazu na większości obszaru Polski?
    Jestem mazowieckim emigrantem w Małopolsce i inaczej niż mój syn, urodzony już w Krakowie – obieram krajobrabrazy.
    Jego Mazowsze nudzi, mnie uspokaja.
    Mnie małopolskie wzgórki, górki i pagórki lekko denerwują i niepokoją. Syna te „rozmaitości” napawają radością, zwłaszcza gdy jako „małolat” mógł maluchem rozpędzać się do nieosiagalnych na równinach predkości.
    Czy jest coś w otaczającym nas krajobrazie, co wpływa na nasz charakter?

  115. Z haneczką,
    nijak nie mogę się zgodzić w kwestii oceny ekranizacji „Pana Tadeusza” przez Wajdę. Wg mne film ogląda się znakomicie. Gra aktorska jest fenomelna, bije na głowę bardzo wiele zagranicznych produkcji, a każda scena z A.Sewerynem to w zasadzie majstersztyk. Muzyka idealnie dopasowana do chwili (przypominam choćby moment tuż po tym, jak Gerwazy opowiada Hrabiemu historię zamku, a ten na koniec wypowiada kwestię: „Szkoda że ten Soplica stary nie ma żony,
    Lub córki pięknej, której ubóstwiałbym wdzięki,
    Kochając i nie mogąc otrzymać jej ręki;
    Nowa by się w powieści zrobilą zawiłość:
    Tu serce, tam powinność! tu zemsta, tam miłość!” … i muzyka narasta, świetne).

    Mam wrażenie, że „znęcanie” się nad najnowszymi produkcjami Wajdy (Pan Tadeusz, Katyń) jest wynikiem ogromnych wobec niego oczekiwań (może i słusznie), a nie faktycznej oceny wartości filmu.

  116. magrud! HEJ SŁUSZNIE PRAWI! (Rycerzy trzech!)
    Nieznośna jest roszczeniowa postawa dawnych opozycjonistów przekonanych, że należy im się od społeczeństwa; dożywotnia intratna posada, albo funkcja – możliwie wysoka, status autorytetu moralnego, patent nieomylności
    i jeszcze różne inne honory, odpowiednio płatne.
    Otóż ja, jako zwykły obywatel uważam, że należy im się miejsce w podręczniku szkolnym/encyklopedii, ulica imienia…, tablica pamiątkowa, a nawet pomnik, czy inny monument.
    A na życie powinni zarabiać tak, jak wszyscy inni normalni ludzie zgodnie z wyuczonym zawodem. I nie obrażać się, robiąc zamieszanie na cały kraj i poza jego granicami, gdy nie wybrano ich tam, gdzie się wchodzi z wyboru bo piękna karta opozycjonisty nie powinna być kartą do bankomatu, bez określenia górnej granicy wypłaty. Pisałam już o tym.
    ;
    kwiz – 13;45 – wybacz, że nie odniosę się do twego wpisu, bo najpierw mi oddech odjęło, a potem tak się uśmiałam, że jeszcze mnie boki bolą. 😆
    Pozdrawiam mimo wszystko.

  117. Stefanie – subiektywne odczucie obiektywnej rzeczywistości (to J.Ładosz – pamiętam jego wykłady i egzamin).
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

  118. Szanowny Blogowiczu z Berlina (godz. 09:12)!
    Poruszasz sprawę nietolerancji i jej uaktywnienia się. Brak akceptacji dla ludzi innej narodowości lub innej rasy wynika, jak mi się wydaje, bądź z poczucia obcości (brak kontaktów albo zderzenie się z innością kulturową) bądź z kontaktów ze skutkami przykrymi. Dla nas Polaków normalne jest, że wśród nas są ludzie poczciwi czy niegodziwcy. To samo odczuwa Duńczyk albo Holender. Spotkanie niegodziwca – człowieka innej nacji albo rasy przenosi doznanie niegodziwości na całą nację albo rasę. To ludzka skłonność do bezkrytycznych uogólnień.
    Uważam, że wyraz „tolerancja” nie jest właściwy dla określenia pozytywnego, przyjaznego stosunku do ludzkiej inności. Tolerować można coś przykrego. Tak rozumiana tolerancja może mieć wyraz pozytywny (toleruję hałasy budowlane u sąsiada, ponieważ wiem, że nie da się ich uniknąć i liczę na jego wzajemność, gdy będę wiercił dziury w murze moim mieszkaniu) i negatywny (muszę tolerować autobusie chamskie zachowanie kilku podpitych osiłków, ponieważ reagując na nie mogę oberwać dotkliwie).
    Uważam, że nie należy mówić o tolerowaniu Niemca czy Afrykańczyka w swym otoczeniu – trzeba akceptować fakt, że nasz sąsiad albo współpracownik – nawet szef – jest innej nacji albo rasy. Również należy akceptować fakt odmienności wyznania czy seksualnej orientacji albo ateizm. Trzeba je akceptować jako niedokuczliwe i przekonywać, że takie właśnie są. Nie można w tych przypadkach mówić o potrzebie tolerancji a właśnie należy mówić o akceptacji inności, która jest przecież normalnością w różnorodnym świecie.
    Sądzę, że brak akceptacji dla odmiennych preferencji seksualnych wynika z fobii seksualnych Kościoła Katolickiego, który wśród Polaków cieszy się autorytetem moralnym. Naiwny pogląd przekazywany ludziom przez księży, że aktywność homoseksualna jest grzechem, że heteroseksualista może zostać homoseksualistą, ulegając propagandzie, albo że można wyleczyć homoseksualistę z jego preferencji zabiegami psychoterapeutycznymi lub modlitwą, niestety jest bezkrytycznie przyjmowany przez Polaków-katolików. Nie wierzą oni lekarzom seksuologom, że preferencja seksualne to cecha somatyczna, bo przecież to asystenci diabła. Niestety szkoła i niektóre media są propagatorami tych szkodliwych poglądów.
    Polak-katolik, to coś lepszego niż Polak-świadek Jehowy czy ewangelik, nie mówiąc już o ateistach, którzy w ogóle Polakami nie mają prawa być!
    Oczywiście nie wszyscy Polacy tak myślą, ale jeszcze jest ich zbyt mało, aby inność ludzka nie spotykała się z ostracyzmem. Pocieszenie w tym, że młodzież zaczyna już akceptować różnorodność ludzi.
    Pozdrawiam.

  119. Magrud,

    było dokładnie tak jak piszesz.
    Ja pochodzę z Trójmiasta, z racji wykonywania wolnego zawodu, byłem trochę z boku. Pamiętam jak w Gdańsku Wrzeszczu ,Wałęsa agitował robotników. Ponieważ , robotnicy chodzili wówczas do pracy, a zajęcia nie starczało na wszystkie godziny etatu, proponował im ,wywalczenie wolnych piątków, „bo zamiast siedzieć bezczynnie w zakładzie pracy, mogą w tym czasie z żoną pójść na grzybki, albo coś jeszcze zrobić przyjemniejszego…” za to ręczę ,sam słyszałem. Przed stanem wojennym spotykałem ówczesne „babcie moherowe” ,które synchronizowane” przez księży nosiły w torbach opatrunki, bo zbliżała się krwawa rewolucja. To akurat gen,Jaruzelski im popsuł.
    Pamiętam głupawych SB-ków, którzy jak to w Polsce, byli bardzo rozleżli. Ci , których miałem możliwość obserwować, sami byli zagubieni .Spotkałem dwóch agentów STASI, którzy uparli się mnie i mojemu koledze zafundować elegancki obiad . Kolega rozmawiał z nimi po angielsku, a ja „paliłem głupa” i nie mówiłem ani słowa, tylko tyle ,że płacę za siebie/przez kolegę/. Kiedy się zrobiło „milej” jeden z nich pokazał koledze zdjęcie swijej rodziny, żona dwóch chłopców. Zdjęcie dotarło do mnie, popatrzyłem i rzekłem: „Szejne Knabe”. Po tych miłych słowach, ten od zdjęć dostał nerwowych drgawek, zostawił pieniądze za nich i dosłownie w ciągu dwóch minut, skrajnie po angielsku, ekspresowo uciekli. Taka była u nich wtedy psychoza. Na rogatkach faktycznie nikt się nie wysilał, i Bareja „leciał” na całego. Generalnie gdyby Sojuz się nie zawalił od środka, to tamto nasze swojskie powstanie nie miałoby szans. Papież Polak, który był dla mnie najbardziej oczywistym kandydatem do „białego dymka” w tamtym układzie sił już w roku1997, był tylko subtelnym dodatkiem do dobicia bankruta, jakim był Sojuz. Eddie.

  120. … SZANOWNY PANIE DANIELU PASSENT … NARÓD PODZIĘKOWAŁ JUŻ KOMU TRZEBA … CZYLI ODSTAWIŁ ” PIS ” NA BOCZNY TOR … PROWADZĄCY DO VIRTUALNEGO ” PGR ” … CHYBA TROCHĘ ŚMIESZNE … HA … HA … HA … … PRZEPRASZAM PANA … CZY PAN ŚMIEJE SIĘ CONAJMNIEJ TAK JAK JA … ??? … PANIE SZANOWNY DANIELU PASSENT … JA JESTEM TYLKO ZWYKŁYM ZJADACZEM CHLEGA … PIENIĘDZY … VIDEO … I KODÓW PROGRAMOWALNYCH W SIECI … ITD , ITP … !!! … I CHCIAŁBYM PANA GORĄCO POPROSIĆ … O TO … BY PAN … POWIEDZIAŁ PANU PREMIEROWI DONALDOWI TUSKOWI W MOIM IMIENIU ( JEŻELI MA PAN TAKĄ SZANSĘ , BO JA TAKIEJ NIE MAM ! ) , CO NASTĘPUJE : GŁOWA DO GÓRY PANIE PREMIERZE , UŚMIECH I TAK TRZYMAĆ … PAŃSTWO MA DZIAŁAĆ JAK WSPANIAŁY SAMOCHÓD ” ROLLS & ROYCE” : CICHO , SZYBKO I SPRAWNIE … BEZ ” ZIOBROSHOW ” I „KACZORINWEKTYW” , ITP , ITD … W WIELU PAŃSTWACH TZW ”ZACHODNICH” PRZECIĘTNY OBYWATEL NAWET NIE WIE JAK NAZYWA SIĘ JEGO MINISTER Z RZĄDU OD SPRAWIEDLIWOŚCI CZY JAKIŚ INNY … PO PROSTU JEGO MINISTER NORMALNIE PRACUJE I NIE POTRZEBUJE MEDIÓW … BY NORMALNIE PRAGMATYCZNIE PRACOWAĆ … … NIE WIEM CZEMU PARTIA LIBERALNA W POLSCE , A MOŻE RÓWNIEŻ W EUROPIE ŚRODKOWEJ … KOJARZY SIĘ Z CZYMŚ ZŁYM I NAGANNYM … PODATEK LINIOWY KOJARZY SIĘ Z CZYMŚ ZŁYM I CZYMŚ NIE DO PRZYJĘCIA … O KURNA NIE ROZUMIEN … JEŻELI PAN „MALINOWSKI” ZARABIA 500 PLN I PŁACI X% OD TEJ SUMY , A PAN „BOGACKI” ZARABIA 500.000 PLN I TEŻ PŁACI X% OD SWOJEGO DOCHODU … TO CO JEST W TYM ZŁEGO … GDZIE JEST TA NIESPRAWIEDLIWOŚĆ … O KURNA NAPRAWDĘ NIE ROZUMIEM … UWAŻAM RÓWNIEŻ , ŻE …. TO PRZECIĘTNY OBYWATEL RP JEST SUWERENEM … A NIE JAKIKOLWIEK LIDER PARTII RZĄDZĄCEJ … MAM TAKIE „ SEMANTYCZNE I KNAJACKIE „ WRAŻENIE ŻE , PANOM 2xK. ” NARÓD SUWEREN ” POMYLIŁ SIĘ Z ” SATRAPĄ PREMIEREM ”
    … SZANOWNY PANIE DANIELU PASSENT … JEŻELI BĘDZIE MIAŁ PAN SZANSĘ MOJE SKROMNE SUGESTIE PRZEKAZAĆ PANU DONALDOWI T. … TO BĘDĘ BARDZO WDZIĘCZNY ! …

    Z POWAŻANIEM :

    ZWYKŁY PODATNIK ACD

    P.S.
    ( WNUK DZIADKA Z WERMACHTU Z KATOWIC
    I WNUK DRUGIEGO DZIADKA – POWSTAŃCA ŚLASKIEGO RÓWNIEŻ Z KATOWIC )
    JEŻELI PAN ZECHCE … TO PROSZĘ COŚ DO MNIE ODPISAĆ NA MÓJ E-MAIL …

  121. Stefan – Ja mam wiedze ugruntowana, nie poddaje sie zadnej manipulacji, wiec – ni ch..a – jak mowia Wasi rodacy.

  122. „Byłam członkiem NZS. ”

    A ja nie byłem, za to pojechałem na obóz przed studiami zorganizowany przez ZSP popularnie zwany ZSyPem 🙂

    Choć nie należałem nigdy do ZSP, ZSMP, PPR, PPS, PZPR itp itd. zabawa na Mazurach była przednia. To były piękne dni. 🙂

  123. magrud 15.01. Jestem pełen szacunku i podziwu za Twój desperacki krok. Niewielu z dawnych kombatantów zdolnych jest do takiego wyznania. Ja byłem wtedy „po drugiej” stronie. Pracowałem w ważnej dziedzinie przemysłu, na wielu kierowniczych stanowiskach i nigdy w życiu nie spotkałem funkcjonariusza SB. Namnożyło się niestety tysiące kombatantów i bohaterów tworząc mit oparty na kłamstwie, podłości i nienawiści. Pozdrawiam!

  124. Mamy rząd PO – PSL.
    Wrażenia z pierwszej konferencji prasowej nowego rządu bardzo pozytywne. Swoboda, wystarczające “ciut” luzu, nawet dowcip. Chodzi mi o zachowanie i wypowiedzi D. Tuska. Podobało mi się.
    Niejakie wątpliwości w składzie rządu nasuwa mi obecność
    pana Schetyny – w związku z jego osobą słyszało się to i owo, – co na to wrocławianie na blogu ?
    Pytanie do blogowych warszawiaków: czy standardy tzw. dobrego wychowania jakimi (podobno) cechują się inteligenci z Żoliborza są tożsame z zachowaniem b. Premiera RP ? A i Pan Prezydent w tej materii zdaje się bratu pola nie ustępować.
    Mnie ,- zagłębiakowi, wygląda to (zachowanie b. Premiera a i Pana Prezydenta też) na totalny zanik umiejętności zachowania się stosownego do chwili i piastowanych funkcji czy urzędów.
    A umiejętność taką dawało tzw. dobre wychowanie. Żoliborskiego nie wykluczam, byle było autentyczne, tzn. rzeczywiście dobre !

  125. Do kropkozjada, ktory napisal:

    „Czy nie uważasz, że sposób Twej polemiki z moją wypowiedzią bardziej przypomina styl używany przez panów o przypadkowo identycznych nazwiskach, niż to co ja napisałem? ”

    Nie, Kropkozjadzie, nie uwazam. Bronisz swojej niesympatycznej wypowiedzi o Joannie Szczepkowskiej jak zwykle ze swada i inteligentnie, ale ona wypowiedz sie od tego nie robi ani troche sympatyczniejsza. C’est le ton qui fait la chanson, i ten ton jest wybitnie nieladny: patrzcie, dobrze urzadzona cwaniara, chciala sie przypodobac moznym.

    Przyjmuje zyczliwie, ze masz zly dzien.

    Co zas do tego, ze nie powoduje Toba zawisc, bo nie jestes aktorem, jak ona, to czyz nie mowimy, ze w Polsce szewc zazdrosci ksiedzu, ze ten zostal kanonikiem?

    Tym mechanizmem poslugiwali sie Kaczynscy, napuszczajac tych, co sie dali napuscic, na tych, co im sie jakos udalo (hajze na wyksztalciucha, na oligarche, na lekarza, na pielegniarke, na prawnika, na sedziego). No i widac, ze metoda chwycila. Nie spodziewalabym sie po Tobie tekstu takiej klasy.

  126. Mnie tam ojciec powiedzial: popatrz: komunista byl a ratowal kaplice w szpitalu zeby jej nie zamkneli ( o pewnym znajomym, sekretarzu partii), a tamten cale zycie byl antykomunista: nie mial wyboru, bo go do partii nigdy nie chceli, wiec byl przeciw. A ten jeszcze sam sie zdecydowal, i nigdy cale zycie sie nie zapisal, i byl ucziwy i zyl dobrze.
    Kim kto jest nie zalezy ani od tego jakei legitymacje posiada, ani od tego jak go ocenia jakis podroznik.
    Szkoda ze osoba taka przedstawia sie samozwanczo jako filozof. Filozof znaczy milosnik wiedzy, medrzec, a przynajmniej kots kto do tego aspiruje.
    Nie do bycia poprawnym politycznie.

  127. Uderz w stół a nożyce się odezwą:)
    Oj panie Passent. Jak miło, że się pan oburzył:)

  128. Magrud,

    oczywiście w roku1977.

    Eddie

  129. @kwiz73
    zgadzam się, że musimy zapomnieć i iść dalej, patrzeć w przeszłość. ale żeby móc zapomnieć, paradoksalnie trzeba pamiętać. nie wypierać, zniekształcać obraz przeszości, ale poznać, pamiętać, żeby uniknąć koszmaru (czy jak wolał Marks- farsy) powtórzenia.
    zgadzam się, że każdy żył i pamiętał inaczej, inaczej też dzisiaj tamte czasy wspomina. na tym polega praca pamięci, dziwi mnie tylko, że „filozof, pisarz, podróżnik” nic na ten temat nie wie. pokoleniu, które odchodzi, nie zaszkodzi, problem będziemy miec raczej my, młodzi, bo nie wierzę w przyszłość bez przepracowania przeszłości i jestem pewna, że trauma PRL już nas dotknęła (gdyby tak nie było, nikt nie wypowiadałby tak kategorycznych i jednoznacznych sądów, dla mnie są to klasyczne przykłady wyparcia).
    nie wiem, czy odpowiadam na Twoje pytania, moje refleksje wynikają z zaintersowania współczesną historiografią, w której populrność zdobywają sobie „mikrohistorie” (pisane właśnie z perspektywy jednostkowoego doświadczenia, kwestionujące monolit „wielkiej historii”), metody badawcze typu „oral history”, w których podstawowym źródłem wiedzy jest wypowiedź świadka poddawana krytycznej analizie (sama chętnie przeprowadziłabym rozmowę z Gospodarzem Blogu), w których zastosowanie znajdują niektóre teorie psychoanalityczne.
    wreszcie- czy to materiał na naukowe dysertacje, czy do publicznej dyskusji: ten blog jest po częsci odpowiedzią na to pytanie. nalezę do naiwnych młodych doktorantów, którzy wierzą, ze ich aktywność naukowa przekłada się jakoś na dyskurs publiczny, nawet jesli za pośrednictwem publicystów.
    pozdrawiam 🙂

  130. Niby sie komunizm skonczyl,ale PO likwiduje abonamenty radiowo-telewizyjne,
    przejmujac kontrole nad dobrem spolecznym jakim jest panstwowe radio i telewizja,czyniac z nich narzedzie partyjnej kontroli nad spoleczenstwem.
    A myslalem juz,ze budujac druga Irlandie,postaraja sie umocnic wyspiarskie
    tradycje panstwowych srodkow przekazu(niezaleznych od rzadzacej partii).
    Anglicy dotuja swoje publiczne stacje w wysokosci 75 %.
    Skoro PO nie pozwoli na polskie BBC,a komunizmu juz niema,to pewnie
    analizuja osiagniecia dziennikarza Mussoliniego.

  131. Magrud
    post z 16.11.2007 z 15:01

    Już za pierwszy wspis pod tym komentarzem Pana Passenta z mojej strony wielkie wyrazy uznania, ale za ten ostatni padam Ci do stóp!!!!!!! Jesteś wielka! ja pamiętam tamte czasy jako film z dzieciństwa, ale mój stryj mowi dokładnie to samo, co ty, a należy do tych represjonowanych. Boże, jak to dobrze, że nie wszyscy zwariowali na punkcie utwierdzania w wielkości martyrologii wcześniejszych pokoleń, szczególnie własnego i pamiętają tych martyrologii własnych wilekość i potrafią bez ujmy na honorze przypiąć do nich właściwą miarę.

    Pozdrawiam.

  132. „może byliby też szczęśliwi w Trzeciej Rzeszy”
    Czy moglby Pan, Panie Danielu wytlumaczyc mi co te slowa Pana zdaniem maja znaczyc? Wiadomo jest ,ze to jest delikatna sprawa Panstwa Tuskow , ktora byla wykorzystywana przez tych prostakow Kaczorow ale , ze przez Pana tez to mnie b. smuci tym b. ze Pana blog jest b. wysoko na mojej liscie blogow.
    Marulek.

  133. Doskonałe! Jestem młody i komunizmu za bardzo nie pamiętam, ale fantastycznie Pan to wszystko tutaj wyklarował. Nie rozumiem tego owczego pędu do rozliczania historii ponad to, co rozliczyć należy. Dochodzi do takich absurdów właśnie, że smarkacz wnuczek mówi babci czy matce, że jej całe życie jest do d… bo spędziła je w OKROPNYM *KOMUNIZMIE*. Ja tego nie rozumiem…

  134. Jasny Gwincie;
    ad: 11/16 g.10:24

    Nie nalegam ale w dalszym ciagu zapraszam. W winnicy spiewamy bowiem piosenki, ktore moga Cie zainteresowac.

    http://www.youtube.com/watch?v=nTMQJi_wDi8

    Niestety ich urok jest jak sie wydaje stracony dla Szanownego Redaktora.

  135. Panie Redaktorze, bardzo dziękuję
    Magrud, bardzo Ci dziękuję

  136. topolówka
    Uwazam że przesadzasz. W Twoim sporze z Kropkozjadem jestem po jego stronie. I chyba nie ja jedna na tym blogu.

  137. Magrud
    post z 16.11.2007 z 15:01

    Piękny komentarz!
    Prościej by było wymienić tych blogowiczów, którzy się z Tobą nie zgadzają a do ich zliczania (Domaradzki&Co) wystarczyłyby moim zdaniem palce jednej ręki.

  138. Magrud, przyłączam się do gratulacji.
    Człowiek był młodszy, głupszy i nie wiedział, co dla niego dobre. Po co zwiewałam przed zomowcami, trzeba było rzucać się im w ramiona, może na jakąś kusą aureolę by wystarczyło :-).
    Filson, moja ocena dotyczy filmu jako całości. Kondrat i Linda byli rewelacyjni. Co do muzyki też zgoda. Ale ten film nie istnieje bez książki, jeżeli nie znasz literackiego pierwowzoru za nic nie połapiesz się o co chodzi. Przykładem in plus jest dla mnie np. Ziemia obiecana, czy Panny z Wilka. Moja ocena nie ma nic wspólnego z wartościowaniem Wajdy jako człowieka, w takie rzeczy w ogóle się nie bawię. Chodzi mi tylko i wyłącznie o KINO, bo na tym punkcie mam niezłego bzika. Pozdrawiam serdecznie.

  139. Ja nie dbam o ilosc a jakosc. Dzieki ze urodzilem sie w USA a nie Polsce. Od Bozi dostalem w nagrode, wszystko to o czym wiekszosc z Was marzy. Wzrost,urode zdolnosci. Kazdy moj ruch byl notowany przez moje kolezanki ze szkoly w swych pamietnikach szkolnych, bylem ach, och. W sporcie reprezentacja kraju. Ulubiona zabawa to przeczytanie ksiazki i zabawa z kolegami i kolezankami typu, jaki jest wyraz na str. 586, 12 linijka od gory, 6 slowo. Nigdy sie nie pomylilem i wydzialem ich podziw i uwielbienie. 2 godzinny test z matematyki, czy fizyki po 10 min zrobiony itd, itd…Wyobrazcie sobie jak byscie mi zazdroscili, jak staralibyscie mnie zniszczec, ale za krotkie raczki, moj kraj mnie nie niszczyl tylko nagradzal. Wcale sie nie dziwie, ze nic nie rozumiecie co sie wkolo Was dzieje. Zobaczycie w przyszlosci, co znaczy moj geniusz. A teraz prosze o typowy atak polskiego zawistnika.

  140. ACD – 16.11.2007 r., godz. 18:04.

    Podatek liniowy. Pensja razy X. Papier. W życiu jest tak:
    – pensja brutto – 1000 zł
    – podatek dochodowy – 26 zł
    – podatek do ZUS – 157,10 zł
    – podatek-składka zdrowotna – 75,86 zł
    – pensja netto 741,04 zł.

    Gdzie tu Pan widzi miejsce na podatek liniowy? Ponadto wiele osób ma wrażenie, że jak ocenia Bobola, skutkiem darwinizmu społecznego zbieraliśmy grzyby dla kilku procent spośród nas i teraz słyszymy, że już pora zbierać każdy sobie.

    Wie Pan jak się zmieniły relacje płacowe? Podam trochę danych. W 1996 roku przeciętne wynagrodzenie brutto pełnozatrudnionych wyniosło 747,24 zł, zaś w 2004 roku (nowszych danych nie mam, ale jestem niespokojna, że zrobiliśmy znaczący „postęp”) – 2.150,44 zł (287 %).

    Pełnozatrudnieni w grupie „Parlamentarzyści, wyżsi urzędnicy i kierownicy”,których nb w 100% było procent 5,1 osiągnęli w 1996 r. przeciętne wynagrodzenie brutto w kwocie 1301,80 zł, w roku 2004 (6,3%) – 4.382,76 zł (336%). W porównaniu do wynagrodzeń przeciętnych ogółem, wynagr. grupy „Parlamentarzyści…” w 1996 wynosiły 174 %, zaś w 2004 – 203%. Ile w 2007?

    Pełnozatrudnieni w grupie „Pracownicy usług osobistych i sprzedawcy” osiągnęli w 1996 r. przeciętne wynagrodzenie brutto w kwocie 521,40 zł, w roku 2004 – 1268,88 zł (243 %). W porównaniu do wynagrodzeń przeciętnych ogółem w 1996 r. – 70 %, zaś w 2004 r. – 59 %.

    Pełnozatrudnieni w grupie „Pracownicy przy pracach prostych w handlu i usługach” osiągnęli w 1996 r. przeciętne wynagrodzenie brutto w kwocie 499,50 zł, w roku 2004 – 1239,96 zł (248 %). W porównaniu do wynagrodzeń przeciętnych ogółem w 1996 r. – 67 %, zaś w 2004 – 58 %.

    Nie lubię procentów, bo nie nimi się płaci rachunków, jednak tendencję widać.

    Dane dotyczą wynagrodzeń kobiet. Mężczyżni (w grupie „Parlamentarzyści…” aż o 40 % (w 1996 r. – 32 %), w innych 15 – 25 %) mają trochę więcej pieniędzy, ale nie procentów w porównaniu do okresu ubiegłego. Ciekawe to jest.

    Pozdrawiam, Teresa

  141. A Chris się bawi coraz lepiej… Chris, może Pan jest PC-et IBM i Microsoft do spółki? Kto jest Szanowna Babcia, niech ktoś inny zgadnie.

    Pozdrawiam Pana

  142. Mial Pan racje (zwracam honor ) to jednak jest Panteon .Na dodatek bardzo momentami wesoly. (Wesoly Panteon , to niezla nazwa ale narazie nie wiem jeszcze czego ) Pozdrawiam.

  143. Chris Domaradzki,
    Tu polska zawistniczka( taka sama jak typowy polski zawistnik, tylko o oczko ładniejsza):
    Po tym, co o sobie napisałeś, w pierwszej chwili myślałam, że wreszcie odnalazłam Boga. Ale nic nie napisałaś o seksie. I nie wiem czy mam żałować, czy też nie, że nie byłam jedną z twoich koleżanek. Bo rozumiem mat-fiz O’K ale co z „tymi rzeczami”. Jeśli łaska, to proszę o pisemne referencje. Z wyrazami ciekawości. Magrud

  144. Tusk: „Co pół roku najgorszy minister odpadnie”

    Wprawdzie jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale od razu robi się cieplej na sercu. Takiej wypowiedzi nie powstydziłby się nawet Giertych. Jakże jednak miło jest w tym naszym kochanym polskim grajdole.

  145. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    waltharius – 17.11., godz. 1:38 – pisze:

    „Dochodzi do takich absurdów właśnie, że smarkacz wnuczek mówi babci czy matce, że jej całe życie jest do d… bo spędziła je w OKROPNYM *KOMUNIZMIE*. Ja tego nie rozumiem…”

    Co innego jest byc wiezniem „najweselszego baraku obozu” a co innego jest byc jego filarem, filarem czynnym, inaczej mowiac wspolorganizatorem. Podobne pytania zadawali i nadal zadaja wnukowie-corki-synowie bylych czlonkow z NSDAP, organizatorow totalitarnego systemu faszystowskich-szowinistyczno-rasistowskich Niemiec pierwszej polowy XX w. Dlaczego kochana babciu-dziadku mamo-tato pomagales w organizowaniu miedzy innymi Holocaustu(?) – bo rozdawali babany. Ciekawe czy dzisiejsza polska mlodziez tz. wnuki-corki-synowie dojrzeja i dorosna do zadania podobnego pytania swoim ukochanym krewnym? Dlaczego? – bo banany? Mysle, ze to kwestia i rola edukacii, edukacji ktore pod tyn wzgledem jak narazie w Polsce totalnie w przedszkolach-szkolach-studiach absolutnie jest brak – prawda? Znakow rownanie stawiac nie bede, bo(?) juz raz to dzisiaj zrobilem. Moge zrobic to na innym blogu kierujac zainteresowanych j/w problematyka pod wskazany adre, czyli tu, w gniazdo PZPR-owkich os, to znaczy aby bylo do konca jasne > En passant (?)

    F.S. von/od Diasporski

  146. „Pan Tadeusz” był okropną chałą, stwierdza Haneczka, i niestety ma abolutną rację, gdyż Wajda nakręcił niepospolitego gniota. Członkowie komisji, która zadecydowała, żeby to to przedstawić do Oskara, powinni zawisnąć na wirtualnej gałęzi drzewa o nazwie „nadzieja jest matką głupich”. Mój dobry znajomy (mieszkający w Nowym Jorku Polak), zabrał na pokaz tego kaszana swą piękną znajomą (mieszkającą od urodzenia w Nowym Jorku Amerykankę), i widząc kątem oka jak szczęka jej opada coraz niżej z każdą minutą projekcji, wziął ją delikatnie za rękę i wyprowadził z sali na czyste powietrze. Film obejrzał następnego dnia sam. Niedawno dzwonił do mnie i pytał, czy „Katyń” to też jest film dla samotnych. Obiecałem, że sprawdzę, ale jeszcze się nie przemogłem.

  147. Christ Domaradzki (z godz.12.38) to według mnie któraś z nw. postaci:
    1. Autor kabaretowy (ale średniego lotu)
    2. Pacjent Prywatnej Kliniki Psychiatrycznej (stąd dostęp do Internetu)
    3. Nowe zjawisko religijne, czyli 4 osoba Wiekuistego Boga. Przypominam katolikom, że Według Katechizmu Kościoła, Bóg występuje w trzech osobach: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Teraz dochodzi Christ Domaradzki.
    4. Jego Oczywistość b. Premier Jarosław K. (lub brakująca część zjawiska biologicznego).
    5. Niedoszły podróżnik do Afganistanu, Antoni M. (widoczne rozgoryczenie)
    Omawiam po kolei.
    1.Przypadek pierwszy zostawiam do rozpatrzenia Gospodarzowi blogu, bo On pisywał (pisuje nadal?) dla kabaretów i zna rzemiosło.
    2.Przypadek drugi pozostawiam lekarzom.
    3.Przypadek trzeci jest dla teologów. Chociaż oficjalny Kościół będzie zapewne skłaniał się do 2-giej możliwości, bo zmiany w doktrynie mogłyby zachwiać jego stabilnością, podważyć autorytet, czego oczywiście nie chcemy. Z kolei „Czwórca Święta” mogłaby wiele spraw wyprostować w zawiłej teologii. Otworzyłaby drogę dla starań feministek o uznanie jakże oczywistej prawdy, że przecież Bóg jest Kobietą. Jeśli Christ D. okazałby się kobietą – to wszystko staje się jasne.
    Ja skłaniam się do uznania Christa D. za Boga.
    Idąc w myśleniu za Pascalem i jeśli założyć, że Christ D. Bogiem nie jest … to ja już wolę przyjąć że On Nim jest, bo bojaźliwy i nędzny człek oraz wielki grzesznik jestem. Zatem możemy po pascalowsku przyjąć, że Christ D. jednak Bogiem jest. Skoro udowodniono powyżej, że to prawda, to może być też kobietą, bo jako Bóg może być kim tylko zechce. Feministki to podchwycą i nie ma już odwrotu, bo wiadomo, że z babami nikt nie wygra. ZATEM: Christ D. Bogiem naszym jest i już. Drobiazgi o genialności są tu nieważne, wobec dogmatu o jego boskości.
    4.Za czwartą możliwością silnie przemawia ją następujące fragmenty:
    – Od Bozi dostałem w nagrodę […] Wzrost, urodę, zdolności
    – koleżanki ze szkoły w swych pamiętnikach szkolnych, byłem ach, och
    – zabawa z kolegami i koleżankami typu
    5. Jednak chyba Christ D. nie jest Antonim M. Gdyby nim był, a sam przyznaje się do genialności, to worki z dokumentami d. WSI już dawno umieściłby w jakimś suchym miejscu, na jakiejś pustyni, w pustynnych górach Hindukuszu? No i nie przenosiłby jakże tajnych dokumentów w ostatniej chwili, podczas opadów śniegu i prac drogowych wokół wiadomego Pałacu. Nie narażałby tak ważnych akt na takie trudne warunki. Zatem Antoni M. nie jest Christem D.
    P.S.
    Jednak możliwość trzecia jest najpewniejsza. Przemawia za tym zachowanie mojego MS Word-a, przy pomocy którego wstępnie przygotowałem ten tekst. Wszędzie tam gdzie napisałem Chris D. Word dodał „t” i wyszło jak wyszło. Niech już może ten Chris D. zostanie dla nas na tym blogu Christem D?

  148. Coś takiego !!!
    Bobola zgadza się z Gospodarzem !!!

  149. … a gruszki rosną na wierzbie.

  150. Końcówka wpisu przypomniała mi zasadę Boya: „Jak takiś rozumny, to właźże do trumny!”.

  151. Chris Domaradzki,

    Czy mówi Ci coś pseudonim „Krzysek”? To nie atak zawistnka z Polski.Może być ciekawie.

    Pozdrawiam, Eddie.

  152. magrud,
    W tym czasie byłem w RFN i przez ich „okienko na świat” czyli TV oraz dostępne mi pisma patrzyłem na Polskę i na to co wyprawiali niektórzy działacze. „Wspaniałe” były udzielane wtedy wywiady reporterom niemieckich telewizji. Ilu tam było bohaterów. System padał już od samej ich liczby.
    Masz rację, że powoływanie się przez wielu na ówczesne zasługi budzi zażenowanie. Tak jak kiedyś do ZBOWIDu wraz z upływem lat wzrastała liczba kombatantów, tak i teraz „zasłużonych bohaterów”. Ci, którzy na prawdę byli zaangażowani w ruch oporu przeciw władzy siedzą cicho, gardłują ci z tylnych szeregów.
    Gratuluję odwagi napisania, co o tym myślisz. Mimo demokracji i wolności, nie jest to takie łatwe mówić coć, co nie pasuje innym.

    Pozdrawiam

    PS. Ale Narcyz trafił nam się na blogu. Czegoś takiego jak wpis Ch.D. z 12.36 nigdy jeszcze nie trafiłem. On jest pacjentem kliniki psychiatrycznej, któremu udostępniono, w ramach kuracji manii wielkości, komputer i biedak wypisuje, co mu do głowy przyjdzie.
    Moje współczucie panie Chris. Życzę poprawy zdrowia.

  153. Jest oczywiście rzeczą interesującą, że komunizm – zdaniem swoich dzisiejszych przeciwników – nadal jest żywotny. Jednak niemniej interesujące jest to, że – zdaniem swoich zwolenników (ówczesnych i współczesnych) – komunizm dawno umarł. I komu tu wierzyć? Pierwszy odruch nakazuje oczywiście uwierzyć Autorowi – komunizm zdechł już w latach pięćdziesiątych. Niestety pod wpływem drugiego odruchu człowiek zaczyna skrobać się po głowie: Czyli co, marzec 1968, grudzień 1970, Radom 1976, grudzień 1981, rządy junty do 1989 – wszystko to robiły krasnoludki? Szambo za rządów SLD – też? Pięćdziesięciu posłów w nowym Sejmie to ma być trup komuny? Towarzysz Cimoszewicz, który zmartwychstawszy po żądle Jaruckiej, uwił sobie gniazdko w Senacie – to też trup?

    „Ciemny naród” owszem śpiewa sobie piosenki z tamtych lat, ale bardzo by się zdziwił słysząc, że są to piosenki komunistyczne. To może i „Solidarność” była komunistyczna, skoro powstała w tamtym okresie?

    Nie, nie, panie Danielu, to nie tak. Tego kota już się nie da odwrócić ogonem, próżny trud.

  154. AnKa, 8.38:

    Alez suit yourself, AnKa. Ocena elegancji rzecz subiektywna, i ja pozostane przy swojej, a Ty – przy swojej.

  155. Chris 12.36
    Są trzy możliwości Krzysiu. Jedna jest taka, że to wszystko ci sie przyśniło, druga że się naćpałeś, a trzecia że to ty jesteś tą samochwałą z wierszyka Brzechwy.
    A w jakiej dyscyplinie grałeś w reprezentacji kraju ? W basketballu ? a naprawdę nazywasz sie Shaquil O’Neill ?

  156. LEX, Bracia K. i ich sposób zachowania nie mają nic wspólnego z ich żoliborskim pochodzeniem. Na Żoliborzu wszyscy porządni ludzie wychowywali się na podwórkach, a tych dwóch wychowywano „w znacznie lepszych miejscach”. Z pewnością mieli za opiekunkę jakąś biedną nic nam nie przeszkadzającą kobiecinę z głebokiej prowincji, która przyjechała do „Warsiawy” dorobić jakieś grosze „u państwa miastowych”. To widać po manierach bliźniaków…

  157. Chris,
    po co mam ci zazdrościć? Ja jestem po polskim ogólniaku w klasie matematyczno- fizycznej oraz po polskiej ekonomii. gdzie była statystyka, po której różne lambdy ołmogorowa śniły mi się koszmarem po nocach, ekonometria i badania operacyjne. Wszystko to w kanonie – czyli obowiązkowym pakiecie wiedzy matematycznej i pochodnych od niej dla ekonomisty. Tu byś tak nie brylował tym swoim geniuszem, bo miałbyś w tym geniuszu sporą konkurencję. Ja z matmą ani z fizyką, chociaż fizyka nie byla moja pasją, nie miałam żadnego prblemu – z matmy 4,5, bo tylko konkursowicze mieli 5 (za moich czasów nie było 6), a z fizyki bez żadnego zbędnego wysiłku spokojne 4. I nie bylam w swojej klasie żadnym wyjątkiem. Stąd tez nie myślę o sobie jak o geniuszu tylko jak o normalnej osobie z przyzwoitym ogólnym wyksztalceniem oraz z wyższymi studiami, po których nie mam żadnych kłopotów teraz w pracy.
    Nie chlebiaj sobie więc! My rozumiemy co się wokół nas dzieje i dlatego nikt ci nie zazdrości. Całe życie szkolne i studia byłam prymuesem. I dpóki mi za to nie zaczęli płacić na studiach całkiem porządnego stypendium naukowego wcale nie uważałam, że to coś wyjątkowego, bo nie musiala w to wkładać żadnego przesadnego wysiłku. Ale jak powiedziałam, jak sporo moich kolegów z klasy i z grupy – paczki na studiach. I nie dowartościowowuj się sam tak bardzo, bo nie za bardzo widzę tutaj kogoś, kto by ci zazdrościł i wtedy i teraz. Nie chę się wypowidać aż tak za wszystkich na tym blogu lub prawie wszystkich, ale mówiąc za siebie – ja jestem zadowolona z tego co mam, z tego co osiągnęłam w pracy. Sama i bez porównań do ciebie. A jeśli chodzi o zrozumienie rzeczywistości, to jeśli ty budujesz swoją wartość na: „Od Bozi dostalem w nagrode, wszystko to o czym wiekszosc z Was marzy. Wzrost,urode zdolnosci. Kazdy moj ruch byl notowany przez moje kolezanki ze szkoly w swych pamietnikach szkolnych, bylem ach, och. W sporcie reprezentacja kraju. Ulubiona zabawa to przeczytanie ksiazki i zabawa z kolegami i kolezankami typu, jaki jest wyraz na str. 586, 12 linijka od gory, 6 slowo. Nigdy sie nie pomylilem i wydzialem ich podziw i uwielbienie. 2 godzinny test z matematyki, czy fizyki po 10 min zrobiony itd, itd…”, to twój wybór. Dla mnie to żenujące, bo widać w tym wpisie, że już ci to mineło „i se ne wrati”. I ciebie tutaj boli, bo myślałeś, że my ci to damy, a tu zima. My nic. Żadnego podziwu dla twojego geniuszu i piękna. My tylko podziw dla tych prokomuszych autorów wpisów. Straszny żal. I wiesz mnie też żal, bo przez to, że urodzileś się w Stanach, to ty nas nie rozumiesz i masz obraz Polski, której nie ma. I to jest dla ciebie najtrudniejsze do zrozumienia. Twoja Polska jest czarno biała. Dla nas nie. Dlaczego? Bo my tu żyliśmy i żyjemy, a ty tylko bywasz i starasz się utwierdzać w swoich wyobrażeniach zupełnie nie starając się skonfrontować swoich „polskich” stereotypów z rzeczywistością ani dzisiejszą ani historyczną PRL’u. Nikt z nas nie chce powrotu do PRL’u. Nikomu on się nie podobał. Ale też nikt z nas się nie pozwoli sobie go wtrzeć gumka myszką z pamięci takim, jakim i był i napisać od nowa. To jest nasze życie, które mimo PRL’u potafiło być piękne i szczęśliwe. Składało się z rzeczy wielkich, dla tych którzy walczyli z PRL’em i małych dla wszystkich, ale nie małych w ich życiu. Nasze prywatne szczęście i naszych dzieci nawet jak było ubogie i bez wolności, jaką chciałoby się mieć, było tym cenniejsze, bo na przekór i pomimo. I nikt nie będzie się katował i kajał za to, że urodził się w tym miejscu i czasie oraz że jego najpiękniejsze lata młodości przypadły na czas PRL’u. Daruj. To właśnie pomimo PRL’u będą zawsze nasze najpiękniejsze lata młodości w nienajpiękniejszym systemie, Tylko dlaczego mamy pamiętać sam ten system, a nie swich małych szczęść i piękna młodości?Dla mnie to tylko lata ogólniaka o to nie całego. Ale ja na studiach już nie miałam takiej klasy – grupy, jak w ogólniaku. I już nigdy po tem nie szlałam z nikim taj jak ze swoja klasą ogólniaczą, nie zachłystywałam się piosenkami Kaczmarskiego i nie odkrywałam jak nieznany ląd Kabaretu Starszych Panów. Swoją droga posłuchaj Kaczmarskiego „Autoportretu Witkacego”. Polecam wykonanie Przemysława Gintrowskiego, dla mnie lepsze od wykonania autora. Do dzisiaj slowa tej pieśni są dla mnie rewolucją w myśleniu o otaczającej mnie rzeczywistości i tej PRL’owieskiej i tej dzisiejszej. Gdy JK mówił o rewolucji moralnej, to zaraz mi się przypominało „że rewolucja dla mnie to czerwone paznokcie”.

    Pozdrawiam.

    PS. haneczka, ja miałam 8-12 lat jak na Placu Zwycięstwa z okna obserwowałam różne demonstracje w Szczecinie, z okna dziadków, którzy mieszkali przy Krzywoustego 1 i ich okna na ten Plac wychodziły. Powinnam chyba dzisiaj wnieść skargę do moich rodziców, że mnie od tego okna zabierali i nie dali wyjść do tego tłumu ze sobą tylko co najwyżej mogłam sobie popłakać od gazów łzawiących u dziadków. A tak by się przydało mieć jakąś pręgę, tak jak oni, po którejś z tych demonstracji, od pały zomowca. Aureolka za „gehennę” dzieciństwa z ZOMO w tytule dzisiaj by była do zdobycia, a tu przez rodziców kojających córeczkę wtedy jedyną chała.

  158. Cargo 23.45
    Ciekawy wpis, ale czy ty wogóle traktujesz tego „chrisa”poważnie ? . Winszuję ale nie zazdroszczę.
    Jego teksty sa dowodem kompletnej paranoi politycznej, połaczonej z zaburzeniami na tle jakichś wyimaginowanych sukcesów. Nawet gdybym był noblistą z fizyki i MVP w NBA, to bym się nie popisywał i nie przechwalał tak jak on. Przecież to jest chore !

  159. HaHa 20.34
    Czy tobie razem z logika wyprano z mózgu także pamięc ? Nie pamiętasz tak na transparencie Solidarności stało jak byk: SOCJALIZM TAK – WYPACZENIA NIE !
    A 21 postulatów to było co: MANIFEST KAPITALISTYCZNY ?????????????????

  160. Macie racje, u Was geniuszy jest mnowo. Tylko u Was Ci geniusze to albo obslinieni z nienawisci do wlasnego kraju, jak Walenza, Bartoszewski, Tusk ,albo pijacy jak Aleksander Kwasniewski. Specjalnie napisalem troche prawdy o sobie ale tylko w celu sprawdzenia tego co mowili mi moi polscy przyjaciele. Jak ktos jest w Polsce zdolny zostanie natychmiast sprowadzony do parteru, to taka nacja. I dlatego nic nie osiagniecie dopoki nie wezmiecie sobie na premiera np. Eskimosa. O dziwo nie wszyscy wysylali mnie do szpitala, to mile rozczarowanie. Drugi wniosek to w Polsce nie wolno mowic o sobie prawdy, dobrze o kims moga mowic tylko gazety, np. o waszym najwiekszym patryjocie Jaruzelskim. Czy Was ktos o zdrowych zmyslach rozumie?

  161. Chris Domaradzki, Kolego, czy byłbyś tak dobry i mógł jakąś drogą przesłać na blog Twoją fotografię. Myślę, że większość byłaby ciekawa ujrzeć Twoja zewnętrzną postać. O Twoim wnętrzu wiedzą już dostatecznie wiele. Hi!

  162. Trup komunizmu ciągle puka do wieka, a jest już 2007 r. IPN, Ustawa Lustracyjna, Komisja Weryfikacyjna i ostatnia akcja przewozu akt do BBN w wykonaniu „niewidzialnej ręki” pod osłoną nocy itd. .. , pokazuje jak zabawa w teczki jest wciąż żywa. Wypowiedzi otoczenia Prezydenta i polityków PiSu ( wojowników przeszłości ) to hipokryzja doskonała i może być przykładem podręcznikowym. Nowa koalicja musi przeciąć ten wrzód i szybko doprowadzić do cywilizowanych metod i sposobów rozwiązania „problemu teczkowego”, ponieważ min: nikt nie będzie poważnie traktował Polski posiadającej rachityczny wywiad czy kontrwywiad. Większość sejmowa PO, PSL, LiD ma szanse na stworzenie „ustawy doskonałej” i przywrócić w tym zakresie powagę sądów, a sprawiedliwość nie powinna być zmienna i politycznie koniunkturalna.
    Na blogu aktywny jest geniusz z USA, ale geniusz ma zawsze coś z wariata. Jako polski zawistnik życzę Ci dalszych sukcesów i Nagrody Nobla w dziedzinie za samouwielbienie. W mitologii rzymskiej był Kaligula, który posiadał uwielbianego konia, senatora Incitatusa, a w mitologii greckiej był Narcyz poszukujący własnej tożsamości. Jesteś po prostu mitomanem i chcesz być w centrum zainteresowania i spełniam Twoje życzenie. Doda Elektroda ma IQ 156, a Marek Borowski tylko 131, bardzo interesujące.

  163. A nie mówiłam, że jak się wpisuje Chris, to zaczyna być wesoło?
    On już przestał tu ludzi denerwować. Teraz śmieszy, bo już nie tumani i nie przestrasza. Po tym, co napisała cargo – nie mam nic do dodania.

  164. Krytykujący Chrisa Domaradzkiego,

    Czy nie nazbyt pochopnie ujawniliście swoje reakcje na jego „samochwalczy wpis”. Czasami można uwzględnić „przewrotność” piszącego , w tak przerysowanym opisie.
    Chyba chciał Was trochę obnażyć w pochopnym, jednostronnym reagowaniu. Chris wymyślił ewidentną anegdotę, która odbierana bez uprzedzeń jest nawet zabawna i wskazuje ,że jest on osobą ineligentną. A to, że czasami nie zgadzamy się z jego poglądami , nie ustawia nas atomatycznie na pozycjach wyroczni. Wrzućmy trochę na luz, w końcu o mały włos pozostałą część jesieni i całą zimę , mógł nas „dołować PiS.

    Pozdrawiam, Eddie.

  165. Szanowni Forumowicze, wracam na blog po 4 dniach od mojego ostatniego wpisu, trochę rozczarowany, że tematyka (miała być rozwinięciem i polemiką z tezą Autora: „Świadkom dziękujemy) jest zbyt jednostronna;dotyczy wyłącznie spraw „nadbudowy”; nie znalazłem nawiązania do por. przeze mnie tematyki(być może niektórzy pomyśleli, że zbliżam się do C. Domaradzkiego w samochwalstwie i stąd brak reakcji). Oświadczam: treścią i powodem mojego wpisu z 15.11.07 nie była chęć błyszczenia ( teraz, jako dla pracującego emeryta te wszystkie moje „doznania” zawodowe są dla mnie wspomnieniem, czasem przeszłym dokonanym); chciałem pokazać na własnym przykładzie, że te wszystkie obecne bajdy o ponurym mroku komunizmu,o terrorze, o tłamszeniu ludzi, to fałsz gorszy, niż sam „komunizm”. Komunizm, czy mówiąc precyzyjnie „realny socjalizm” upadł nie dlatego, że był okrutny, lecz dlatego, że okazał się niesprawny gospodarczo i ekonomicznie (wiem coś na ten temat, jako długoletni menadżer). Jedyną zasługą komunizmu było to, że dzięki istnieniu komunizmu i bloku „wschodniego” kapitalizm nabrał cech bardziej ludzkich. Komunizm w Polsce nie był oczywiście rajem; był formacją znacznie bardziej opresyjną, niż zachodnie demokracje _ zwłaszcza dla ludzi zajmujących się działalnością w kulturze, oświacie itd (pomijam tzw. komunizm wojenny w ZSRR, bo to inna sprawa), ale nieprawdą jest, że panował wyłącznie terror, mrok i ocet na półkach czały czas. Prześladowań nie było?, Owszem, były i były one dla niektórych bardzo dotkliwe, ale nie dotyczyło to całego narodu lecz kilku %% populacji (zgadzam się, że to i tak za dużo). A teraz nie ma polowań na czarownice metodą prok. Wyszyńskiego, że znajdźcie człowieka, a paragraf sam się znajdzie? Nieprawdą jest, że warunkiem awansu pionowego była wyłącznie wiernopoddańcza postawa wobec PZPR. Owszem, przynależność do partii czasem pomagała, ale teraz za czasów K&K było znacznie drastyczniej, bo przynależność do PiSu wystarczała do awansu bez względu na kwalifikacje (dużą rolę odgrywa też rekomendacja biskupów na wysokie stanowiska). Rozlegają się śmiechy o awansowaniu kombatantów w PRL, a teraz co mamy?, każdemu ważniejszemu drukuje się w życiorysie zasługi styropianowe i prokościelne ….itd., itd. i nikt tego nie wyśmiewa. „Zbrodnie komunistyczne”, co to takiego?Toż to samo, co w ZSRR pojęcie: „wróg ludu”. Taki człowiek pozbawiany był de facto praw obywatelskich do obrony. Za kilka lat powstanie nowosłowo „zbrodnia kaczyzmu” i też Ziobro będzie miał utrudnioną obronę.. A za 100 lat młodzież w szkołach będzie się dziwiła, jakie to meandry przechodziła polska historia.Po co ja to piszę? otóz piszę po to, żeby uczciwi forumowicze nie szli drogą infantylnych doktorantów z KULu i nie rozpatrywali historii w sposób koniunkturany oraz czarno-biały. Generalnie „realny socjalizm” był gorszym ustrojem, niż liberalno-demokratyczny kapitalizm, ale tu i tu są blaski i cienie.
    W moim środowisku zawodowym zawsze z niechęcią ,wręcz z odraza traktowaliśmy propagandzistów (vide Doktor KUL), bowiem większośc z nich, to byli oportuniści i tak jest do dzisiaj. Najlepszym dowodem są wczorajsze wyczyny IPN. Cały czas wymachiwali toporem nad głowami „postkomunistów”, a od wczoraj zabrali się za pana Kryżego.
    Pytam się, co ci ludzie mają wspólnego z uczciwością, nauką i profesjonalizmem?
    Nie dajmy się zwariować. Powtarzam, ja w ostanich dwóch latach czułem się intelektualnie bardziej upokorzony, niż za czasów „komuny”, bo poczucie panowania wszechpotężnej sitwy odczuwam tym mocniej, że przecież miało być inaczej!!!
    I to by było na tyle. Pozdrawiam wszystkich, łącznie z C. Domaradzkim.

  166. jasny gwint – wygladam jak krzyzowka Bartoszewski-Walenza. Po pierwszym odziedziczylem wyglad po drugim rozum. Czy nie moge wiec uwazac za przystojniaka i geniusza. Zazdroscie mi prosze jeszcze bardziej.

  167. Stosując żelazną logikę Absolwenta, muszę stwierdzić, że tak, że niestety, „Solidarność” też była komunistyczna. A że w obecnym rządzie większość to ludzie „Solidarności”, wychodzi na to że i ten rząd jest komunistyczny. Czyli Autor trochę jednak przesadził twierdząc, że komunizm dawno już leży w grobie. Dziękuję Ci Absolwencie. Bez Ciebie nikt by Mu tej pomyłki nie uświadomił. Ty jednak jezdeś genialny.

  168. „A teraz prosze o typowy atak polskiego zawistnika.”

    Chris, twoja edukacja polegała na kuciu na pamięć podręczników ? Współczuję 🙂

  169. Widze ,ze na naszym wesolym Panteonie wszystko po staremu . (Co prawda jednoosobowym , ale boski CD zapewne nastapi.)

  170. Panie Chrisie Domaradzki, jest pan głupi.

  171. Panie Redaktorze, z tym komunizmem to ma Pan oczywiście rację. Ja sądzę, że i nazim nie był taki zły. Zbudowano autostrady rozwnięto przemysł, który mimo wojennych zniszczeń przyczynil się do powojennego cudu gospodarczego Niemiec. Ludzie byli młodzi, szcześliwi. Podobnie we Włoszech za Mussoliniego. Zawsze uważałem, że ściganie nazistowskich przestepców jest przesadą i nadużyciem. Pozdrawiam pana serdecznie.

  172. Haha 13.09
    No widzisz, jak chwilę pomyślisz to ci się wszystko ułozy. A teraz ubierz się ciepło i idz pobaw się na podwórku, bo przeszkadzasz dorosłym w dyskusji.

  173. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Chris Domaradzki – najbardziej podobalo sie Diasporze i znajomym jak prosiles aby sie przyznali, ze sa agentami. Wspaniale. Zrywalismy boki przez dwa dni. Trzymaj towarzyszy na wedzisku, oni wciaz ucza sie plawac, to im dobrze robi.

    F.S. od/von Diasporski

  174. Szanowna Migdal (2007-11-16, godz. 21:21)!
    Masz rację pisząc: „żeby móc zapomnieć, paradoksalnie trzeba pamiętać; nie wypierać, [nie] zniekształcać obraz przeszłości, ale poznać, pamiętać, żeby uniknąć koszmaru (czy jak wolał Marks – farsy) powtórzenia”. Ale właśnie historia nie może być fałszowana, ani na etapie badań ani na etapie publikacji, szczególnie przeznaczonych dla tych, którzy nie będąc historykami nie są w stanie ich krytycznie ocenić. Już jako uczeń szkoły powszechnej i później średniej uczyłem się historii z przedwojennych podręczników, w których przedstawiano zakłamany, bogoojczyźniany obraz historii, pełen bohaterów narodowych, dzielnie wygrywających bitwy i nie wiadomo dla czego oddających z entuzjazmem życie za Ojczyznę w przegranych wojnach, zamiast w nich zwyciężać, szczególnie wówczas, gdy przewaga militarna była po ich stronie (Powstanie Listopadowe).
    „Polska – Chrystusem narodów”, „Za wolność waszą i naszą” to chwytliwe hasła. Za ich wcielanie w czyn wiele pokoleń Polaków płaciło wysoką cenę.
    W czasach realnego socjalizmu wiele faktów z najnowszej historii było ukrywanych albo zniekształcanych w publikacjach i przekazach telewizyjnych (indoktrynacyjne programy mgr N, później dr N i wreszcie prof. N). Nie wszyscy to pamiętają a młodzi tego nie oglądali i nie słuchali. Dziś jesteśmy świadkami natrętnego i zafałszowanego przedstawiania historii tamtych niedawno minionych czasów jako tylko wielkiej traumy, a wszyscy, którzy uczestniczyli na różnych szczeblach władzy w rządzeniu, jako niegodziwi zdrajcy, pachołki bolszewickie. To też zakłamywanie historii, chociażby dlatego, że podporządkowanie Polski Związkowi Radzieckiemu nie było dziełem Polaków, tych rzekomych zdrajców, a dziełem mocarstw zachodnich. Trauma nie występowała wszystkich fazach PRL a ograniczenie polskiej suwerenności nie było jednakowe.
    Masz rację, że historię należy poznawać również z relacji jej świadków, ustnych i zapisanych. Jednak świadkowie mogą przedstawiać obraz wydarzeń jednostronnie i nieprawdziwie, niekoniecznie świadomie, tak jak dokumenty mogą zawierać też zapisy nieprawdziwe. Historyk powinien krytycznie odnosić się do relacji świadków i treści dokumentów, a do oceny i komentarza zdarzeń przystępować dopiero wtedy, gdy został ustalony co najmniej prawdopodobny przebieg zdarzeń.
    Wybacz mi te truizmy, ale zapominali i zapominają o ich stosowaniu utytułowani historycy.
    Życzę powodzenia w dociekaniu prawdy historycznej i pozdrawiam.
    PS. Barwo pielnia1 (2007-11-18, godz. 12:15) – podpisuję się pod tym!

  175. @Chris Domaradzki

    Czyżby Granada Hills Charter High School musiałaby się wstydzić?
    Na poważnie: Environmental Testing Laboratories zatrudniają takich fachowców o takim poziomie intelektualnym?

    Jeżeli nie to współczuję „przypadkowym” immiennikom.

  176. Dear Chris D.,

    I’ve precisely recognized your preferences and a given sign. Because of my preferences are the same, I’d like to meet you at the place you point. Do not forget to shave off hair between your fingers, ’cause you could betray yourself and this could be dangerous.

    PS. Please say me the word on 253-th page, line 23, word 2 of Pamela Redmond Satran’s „The man I should have married”. Waiting…

  177. pielnia 1. 12.15. Doskonale! Pozdrawiam

  178. Absolwencie, miło że Cię wreszcie usatysfakcjonowałem. Wiadomość z podwórka: dzieci nadal są szczęśliwe, chociaż komunizm podobno już umarł.

  179. Droga AnKo!
    Dziękuję za wsparcie i solidarność w poglądach (2007-11-17, godz. 08:38). Przykro, że Ciebie też dotknęło sympatyczne inaczej pouczenie topolowki (2007-11-17, godz. 21:18).

    Szanowna topolowko (2007-11-16, godz. 18:54)!
    Niczego nie bronię, a wyjaśniam to, co jak mi się wydaje, trudno Ci rozumieć. I proszę nie imputuj mi, że przedstawiam panią, której wypowiedź uznałem za kosmiczna bzdurę jako „ dobrze urządzoną cwaniarę”, „która chciała przypodobać się możnym”. To jest tylko Twoje twórcze rozwinięcie mej wypowiedzi niemające nic wspólnego nią.
    Nie zamierzam się wycofać z obu moich wypowiedzi (z dnia 2007-11-15, godz. 14:41 i z dnia 2007-11-16, godz. 14:15), w tym z mojego przekonania o podobieństwie stylu Twych krytycznych uwag na mój temat, do objawów pomyślunku braci K&K. Tym bardziej, że przypisanie mi zawiści na podstawie generalizowania przez Ciebie popularnego porzekadła o zawiści Polaków z wykorzystaniem szewca i kanonika właśnie to potwierdza. Czy nie rozumiesz, że zazdrość i zawiść to różne pojęcia?
    Ludzie ze środowisk scenicznych w PRL należeli nie tylko do równiejszych (oczywiście nie wszyscy), ale wielu z nich zaliczało do grona peerelowskich pieszczochów. Po upadku realnego socjalizmu (nie komunizmu!) niektórzy z nich stali się bezkompromisowymi krytykami niesłusznego systemu i świadczyli hałaśliwie przeciw jego niegodziwościom. To cecha neofitów wszelkiej maści. Ten temat wpisuje się w tematykę felietonu Gospodarza. Nie rozwijałem jego, ponieważ zająłem się niewłaściwym używaniem wyrazu „komunizm” w odniesieniu do ustroju PRL i do tej właśnie sprawy pasował przykład tej bzdurnej wypowiedzi, który wywołał Twoje jedynie słuszne oburzenie.
    PS.
    Topolowko, rozbraja mnie Twoja życzliwość dla mnie, ale 15 listopada miałem bardzo dobry dzień. Właśnie zakończyłem lekturę bardzo ciekawej książki, na temat historii jednego z działów techniki, autorstwa mojego dobrego znajomego i pośpieszyłem z telefonicznymi gratulacjami, do których dodałem przyznanie, że zazdroszczę mu łatwości i prostoty narracji i chciałbym mu w tym dorównać. Możesz to uznać za dowód mego zawistnego charakteru, jeżeli sprawi Ci to satysfakcję.

    Pozdrawiam obie Panie.

  180. KoJak – pudlo, zgadles tylko stan – California. Moze teraz bedzie Ci latwiej.

  181. Przeczytałem właśnie artykuł Pawła Laufra (Laufera?), przyznam, że ani mnie nie zachwycił, ani nie zbulwersował. Nie ze wszystkim się tam zgadzam. Pewne obserwacje na temat percepcji komunizmu wydaja mi się prawdziwe, rzeczywiście jest on dużo częściej niż nazizm sprowadzany do parodii, traktowany z przymrużeniem oka, aczkolwiek w przeciwieństwie do autora nie uważam, żeby było to aż takie groźne zjawisko, w końcu nie musi ono oznaczać, że zapominamy o zbrodniach tego systemu (a aspekty komiczne przecież były i wszyscy je znamy)…

    Ale tak naprawdę to ja chciałem o czym innym. Zaskakują mnie mianowicie ataki na pana Laufra pojawiające się w powyższych komentarzach. O tym jaki to z niego filozof, o tym, że nic dziwnego, bo on z KUL-u, że warto by poznać nazwisko promotora, by się przekonać kto za nasze pieniądze kształci tak mało zdolną młodzież.

    Nie znam człowieka, gdyby nie wpis pana Passenta, być może nigdy bym o nim nie usłyszał. Z notki pod jego artykułem dowiadujemy się, że jest doktorantem, publicystą, podróżnikiem. Brzmi jak dla mnie trochę megalomańsko, ale możliwe, że redakcja wymagała od niego krótkiej charakterystyki, a ta akurat okazuje się być prawdziwa, więc chyba nie warto z niej drwić.

    Wydaje mi się, że możemy się zgadzać lub nie z tezami artykułu, ale na tej tylko podstawie nie jesteśmy w stanie wyciągnąć wniosków co do jakości pracy naukowej autora. Nie wiemy nawet czym w filozofii się zajmuje, może to nie mieć żadnego związku z komunizmem, PRL-em, etc. A nawet gdyby miało, nie musi to rzutować ani na autora jako doktoranta, ani na jego promotora (który być może według niektórych powinien po tekście w Rzeczpospolitej wnioskować o odebranie podopiecznemu stypendium).

    Autora atakowano tu zresztą także jako człowieka, doszukiwano się ukrytych lęków przed znalezieniem zła w sobie samym, będących skutkiem rzekomego wychowania oazowego (osobiście nigdy nie byłem fanem oazy, szczególnie, gdy śpiewali ;), ale czy to nie za dalekie uogólnienia?).

    Mam wrażenie, że jest to skutek tego, co działo się w Polsce przez ostatnie dwa lata, zostaliśmy tak zantagonizowani, że w przypadku jakiejkolwiek różnicy zdań, automatycznie traktujemy drugą stronę jako przedstawiciela wrogiego obozu i staramy się mu dokopać. Mnie przynajmniej często korci (akurat nie w tym przypadku). A w sumie chyba nie warto, szczególnie, że pan Paweł nie napisał chyba niczego aż tak bulwersującego…

  182. magrud

    Zgadzam się z Tobą. Mój czas to 1949~… .

    Doświadczyłem tego, czego „to szczeniactwo” [młodzież, z której jestem baaaaaaardzo dumny] nie mogło nawet polizać. I co? Jestem lepszy?

    Oni (młodzi) pokazują jak do przodu przeć. Ja swój ruch już wykonałem (w 1987 roku wyemigrowałem z rodziną – w „świat”).

    Wróciłem do WOLNEJ POLSKI w 1997. Chciałem być w środku wydarzeń. Zostawiłem dobrą pracę. Naraziłem moje dzieci na stress spowodowany Ich walką o przetrwanie w polskiej szkole.

    Z 5 000 $ miesięcznie, wskoczyłem na 450 $ miesięcznie (pensja nauczyciela w wiejskiej szkole).

    I co jestem jełopem? I co głupio zrobiłem?

    Oceny mogą być tylko RÓŻNORODNE tak jak różnorodne są uwarunkowania na ludzkie losy wpływające.

    Przy okazji – ja także Pana Prezydenta przepraszam!

  183. Wokół politycznych dyskusji

    Ostatnio spotykam bardzo często sympatyczne dywagacje polityczne oderwane od realiów tego i tamtego świata.
    Ważnym jest jednak, że te rozważania zaczynają się pojawiać coraz częściej, bez jednostronnego samograja prawicowego.
    Wręcz chciałoby się powiedzieć przekornie, że Pan Bóg tak urządził ten świat ,iż są w nim nieodzowne zarówno prawa jak i lewa rączka.
    Wszelkie odstępstwa od tej reguły stanowią przewinienie ogromne zwane grzechem ciężkim, bowiem zmierzają do zachwiania porządku kierującego boskim porządkiem rzeczy a wyrażającym się w społecznej nauce kościola katolickiego.
    Warto o tym nie zapominać formułując oskarżenia przeciw braciom swoim, jako iż Pan Bóg jest nierychliwy ale sprawiedliwy.
    Miotane kamienie kalumnii, pomówień i oskarżeń budowane są na zmiennej bazie emocji i w sferze dyskusyjnej ideologii.
    Szermuje się nad wyraz często nieuchronnym i ostatecznym argumentem prawdy, jak gdyby placet na prawdę miała tylko jedna strona, nie rozumiejąc całej złożoności tej kategorii.
    Poszukiwania prawdy opiera się na antynomicznych uczuciach miłości i nienawiści.
    Prawdę stanowi to co ja kocham, a także to co nienawidzę.
    Zaiste jest to zadziwiająca logika.
    Jak widać ta cała prawda ma wymowę niezwykle subiektywną i charakter, rzec by można, niezwykle tischnerowski powołując się na kościelny autorytet.
    Odnoszenie się do PRL-u jako źródła zła i nędzy jest tendencyjnie nieobiektywne bowiem pomija schedę biedy i zacofania społecznego II RP i wojenne zniszczenia dokonane w naszym kraju przez obecnych sojuszników strategicznych, z łaski biskupów polskich.
    Obecny stan Polski jest także pochodną politycznych przetargów między sprzymierzonymi oraz wyraźnej niechęci udzielania nam militarnej pomocy przez Zachód przy jednoczesnym bezwzględnym wykorzystaniu krwawego trudu polskiego żołnierza w wojskach podporządkowanych Brytyjczykom.
    Oprócz szlachetnej legendy i kwiatów na Monte Cassino nic nam nie pozostało z bezpowrotnie zmarnowanego wysiłku żołnierskiego.
    Najdzielniej,co jest zrozumiałe, bili się tam prawicowi króle,książęta i prałaci, a najgęściej ginęli polscy chłopi-jak zawsze.
    Zatem kto ma moralne prawo do tej Polski?
    Jest to pytanie retoryczne ale jakże ważne.
    Kto jest w końcu chlebem i solą tej ziemi?
    Oczywiście pytania te jak zwykle i zawsze utoną w zgiełku nieistotnego szumu politycznego zamazującego prawdę suwerena, a nie pojedyńczych klas czy koterii politycznych.
    Słowiańskie budowanie koncepcji i ich politycznych ocen na emocjach jest pozbawione praktycznego uzasadnienia, by nie powiedzieć za poetą niezwykle górne i bzdurne, często nie mające nic wspólnego z twardymi realiami życia politycznego zarówno historycznie rzecz ujmując jak i we współczesnym wymiarze.
    Prezentowane oceny polityczne przez domorosłych politologów mają niezwykle zindywidualizowany charakter, różnią się one od siebie niekiedy bardzo radykalnie,a w częstych przypadkach wręcz wykluczają.
    Z tego też względu należy podkreślać ich subiektywny charakter mający z obiektywizmem niewiele wspólnego.
    Dopiero wyprowadzenie wypadkowej sumy wszystkich odczuć i doświadczeń mogłoby być w miarę adekwatnym opisem rzeczywistości.
    Nikt nie podejmie jednak tak oczywistych działań w sytuacji ostrej walki politycznej wyrażającej się ewidentnie zrównoważonym podziałem społeczeństwa, co świadczy o głębokiej potrzebie tolerancji światopoglądowej.
    Każda inna alternatywa może zmierzać wyłącznie do niepotrzebnego procesu zaostrzania napięć społecznych.
    Gdyby tylko chodziło wyłącznie o różnice ideowe to byłoby pół biedy.
    Ale te różnice stanowią przede wszystkim odbicie stosunku do obowiązujących rozwiązań w świecie materialnym,którego syntetyczną istotą jest prawo własności i jego interpretacja.
    Zatem ciągle kruszy się kopie o to kto zostanie właścicielem materialnych dóbr przyrody oraz dóbr wytworzonych przez człowieka.
    Cała reszta wobec zasygnalizowanego problemu stanowi głównie prozaiczne bicie piany dla zaciemnienia obrazu,często z powodu niekompetencji a i świadomego gmatwania problemu sprowadzającego się do podrzucania tematów zastępczych.
    Dyskutanci często wskazują na oczywistą manipulację propagandową w sferze walki ideologicznej nakierowanej na kształtowanie pożądanych przez siebie postaw i zachowań.
    Tak realizowana praca ideowo-wychowawcza była charakterystyczną nie tylko dla minionej epoki, znamionuje ona ,niestety, również współczesność kształtującą konsumenta o niskich wymaganiach i możliwościach intelektualnych, wychowanego na żenujących wzorcach reklamowych.
    Nie należy zapominać, że współczesność wyprowadza zazwyczaj korzenie z przeszłości.
    Stąd spotykane zarzekanie się żabki, co do taplania się w typowym dla niej błotku jest niezmiernie naiwne i śmieszne przy tryumfalistycznym zadęciu w tzw.prawdy.
    Głoszenie prawd wszelakich jednej opcji z pominięciem opozycyjnych jest oczywistym i świadomym zniekształcaniem całości obrazu.
    Jest problem jak rozpatrywać te kwestie, na wysokim poziomie ogólności, czy w bardzo zindywidualizowany sposób?
    Wydaje się, że zachodzi potrzeba wysłuchiwania wszystkich opinii i ocen, aby móc dokonać poprawnych uogólnień dla celów polityki społecznej i procesów zarządzania.
    Jak z powyższego wynika każdy indywidualny głos niesie swoistą dla siebie prawdę, która może zupełnie nie przystawać do prawdy sumarycznie uogólnionej drogą wprowadzenia wartości wypadkowej.
    Dlatego przypuszczać trzeba, że powinno się mieć bardzo ostrożny, wyważony i zdystansowany stosunek wobec prawd pojedyńczych, nawet najbardziej szanowanych autorytetów, ponieważ ludzi nieomylnych nie ma.
    Prawdy ulegają zmianie w czasie i przestrzeni.
    Ich weryfikację należy pozostawić mądrości zbiorowej narodu.
    Apeluje się do nas by czytać wypowiedzi w kontekście języka i klimatu minionego okresu podając jako przykład list biskupów polskich do niemieckiego episkopatu z prośbą o wybaczenie.
    Ja nie mam zamiaru analizować moralnej strony tego przedsięwzięcia.
    Mnie interesuje wyłącznie aspekt polityczny rysujący się chcąc niechcąc w tym posunięciu.
    Z generalną ideą porozumienia i koegzystencji wypada się zgodzić, jednak samo wykonanie budzi zastrzeżenia.
    Uważam,że podany przykład jest niewłaściwym, jako iż tego rodzaju inicjatywa polityczna w wykonaniu KK nigdzie i nigdy nie zdarzyła się na arenie międzynarodowej w zakresie bezpieczeństwa narodowego państwa.
    Żadne napadnięte i zniszczone państwo nie pozwoliło sobie na przepraszanie agresora.
    Ponadto dokonała tego struktura, czy agenda podległa obcemu państwu w okresie kiedy problem konsekwencji i skutków powojennych nie został jeszcze rozstrzygnięty ostatecznie i do końca.
    Rezultatem tej inicjatywy stał się upadek socjalizmu i odtworzenie kapitalistycznych stosunków społecznych w Polsce.
    Jak widać jasno każde poczynania winno się oceniać z punktu widzenia ich skutków a nie intencji, nawet najbardziej szlachetnych.
    Gdyby to, nienotowane w historii, cofnięcie epok politycznych przyniosło potwierdzoną statystycznie poprawę standardu życia wszystkich Polaków dyskusja w tej kwestii byłaby bezprzedmiotową.
    Rzeczywistość jednak nie przyniosła obiecywanych i oczekiwanych efektów.
    Połowę Polaków wyłączono z udziału w korzyściach z transformacji.
    W bardzo wielu przypadkach poddano ludzi o niezwykle wysokich kwalifikacjach formalnych i merytorycznych niesłychanej degradacji społecznej.
    Miliony Polakow straciły pracę i kolejne miliony zmuszono do emigracji zarobkowej.
    Gospodarka została zniszczona, a państwo zadłużone w skali zmuszającej do dźwigania tych ciężarów przez wiele generacji Polaków.
    I co gorsza stan ten dotyczy wszystkich, bez wyjątku, dziedzin życia naszego narodu.
    Sytuacja ta zmusza do formułowania ocen niezwykle wyważonych ale także obiektywnych i krytycznych w poczuciu odpowiedzialności za losy i przyszłość 40 milionowego narodu.
    Niektórzy fascynują się zapisaną przez „Solidarność” ponoć najpiękniejsza kartą w historii Polski.
    Nikt w tym przypadku nie pyta o materialne koszty uzyskania dyskusyjnej i abstrakcyjnej wolności.
    Jeżeli indywidualne obłowienie się majątkiem narodowym, jego całkowitą wyprzedaż za bezcen,milionowe bezrobocie i głód nękajacy polskie dzieci uznamy za sukces to jest to wolność i bezkarność na miarę ludzi niezrównoważonych i leczonych w lecznicach specjalnej troski.
    Ludzie tego pokroju nie powinni mieć prawa do decydowania o losach średniej wielkości narodu w sercu Europy.
    Polityków jednak nikt nie pyta o świadectwo lekarskie.
    A skala i zakres odpowiedzialności obligowałyby do tego.
    Przez 10 lat swego istnienia wiadomy ruch polityczny ukrywający się za parawanem związku zawodowego,stworzony odgórnie, nękał swoimi strajkami i abstrakcyjnymi żądaniami ekonomicznymi, których to po przejęciu władzy przez lat 18 swoich rządów nie potrafił zrealizować.
    Dyktat narzucił 10 milionowy ruch wobec 40 milionowego narodu.
    Jednym słowem mniejszość zadecydowała o losach większości, co w rozumieniu tych pierwszych nazywa się demokracją.
    W tym niezwykle złożonym okresie i procesie brało udział wiele służb specjalnych naszych sąsiadów i możnych tego świata.
    Polska jest jednym z bardzo wielu podmiotów politycznych biorących udział w nader skomplikowanej grze międzynarodowej, której celem winien być interes suwerena a nie pojedyńczych jego wybrańców.
    W pierwszym przypadku możemy mówić o polskiej racji stanu, a w drugim przypadku o możliwości potencjalnej zdrady stanu.
    Dramat polega na tym, że Polska nie rozgrywała samodzielnie własnej partii szachów.
    Po owocach możemy to dzisiaj rozpoznać.
    Celem tej gry było osiągnięcie zdecydowanej dominacji USA w dowolnym określaniu interesu strategicznego w każdym zakątku globu ziemskiego.
    Drugim celem była gra UE ukierunkowana na wzmocnienie wpływów ekonomicznych w relacji z USA.
    Ich wspólnym zamierzeniem, w pełni zrealizowanym, było przewłaszczenie polskiego majątku narodowego z korzyścią dla obu tych struktur oraz rozszerzenie własnych rynków zbytu.
    Dla politycznego podporządkowania Polska została zadłużona w niedopuszczalny i pozbawiony logiki sposób.
    Polityka zadłużenia i podporządkowania rodzi nadzieje rodzimych ekonomistów na cząstkowe umorzenia naszych zobowiązań w sytuacji pełnej spolegliwości Polski,np:szamotania się w Iraku i Afganistanie.
    Natomiast ewentualność suwerennej polityki niezgodnej z ideą globalizmu oznacza kompleksowe restrykcje wobec Polski.
    W tym stanie rzeczy gloryfikowanie wasalnych relacji politycznych jest jedyną alternatywą polityczną dla Polski.
    A systematycznie przedłużany udział Polski w międzynarodowych awanturach militarnych, mimo sprzeciwu narodu i wbrew zastrzeżeniom konstytucyjnym stanowi tylko potwierdzenie wyżej zgłoszonej tezy.
    Z powyższych rozważań, w oczywisty sposób, można wyprowadzić wniosek, iż nie wszystko co się świeci jest złotem.
    Ostatnie poczynania USA jednoznacznie dowodzą, że nie ma żadnego wolnego rynku i burżuazyjnych prawd objawionych.
    Jest wyłącznie globalny interes możnych tego świata oparty na orężu militarnym.
    I jeśli ktoś tego nie rozumie to oni chętnie i bez zbędnych zahamowań mogą mu to wyjaśnić.
    W końcu każdy winien znać swoje miejsce w szeregu.Wokół politycznych dyskusji

    Ostatno spotykam bardzo często sympatyczne dywagacje polityczne oderwane od realiów tego i tamtego świata.
    Ważnym jest jednak, że te rozważania zaczynają się pojawiać coraz częsciej, bez jednostronnego samograja prawicowego.
    Wręcz chciałoby się powiedzieć przekornie, że Pan Bóg tak urządził ten świat ,iż są w nim nieodzowne zarówno prawa jak i lewa rączka.
    Wszelkie odstępstwa od tej reguły stanowią przewinienie ogromne zwane grzechem ciężkim, bowiem zmierzają do zachwiania porządku kierującego boskim porządkiem rzeczy a wyrażającym się w społecznej nauce kościola katolickiego.
    Warto o tym nie zapominać formułując oskarżenia przeciw braciom swoim, jako iż Pan Bóg jest nierychliwy ale sprawiedliwy.
    Miotane kamienie kalumnii, pomówień i oskarżeń budowane są na zmiennej bazie emocji i w sferze dyskusyjnej iedeologii.
    Szermuje się nad wyraz często nieuchronnym i ostatecznym argumentem prawdy, jak gdyby placet na prawdę miała tylko jedna strona, nie rozumiejąc całej złożoności tej kategorii.
    Poszukiwania prawdy opiera się na antynomicznych uczuciach miłości i nienawiści.
    Prawdę stanowi to co ja kocham, a także to co nienawidzę.
    Zaiste jest to zadziwiająca logika.
    Jak widać ta cała prawda ma wymowę niezwykle subiektywną i charakter, rzec by można, niezwykle tischnerowski powołując się na kościelny autorytet.
    Odnoszenie się do PRL-u jako źródła zła i nędzy jest tendencyjnie nieobiektywne bowiem pomija schedę biedy i zacofania społecznego II RP i wojenne zniszczenia dokonane w naszym kraju przez obecnych sojuszników strategicznych, z łaski biskupów polskich.
    Obecny stan Polski jest także pochodną politycznych przetargów między sprzymierzonymi oraz wyraźnej niechęci udzielania nam militarnej pomocy przez Zachód przy jednoczesnym bezwzględnym wykorzystaniu krwawego trudu polskiego żołnierza w wojskach podporządkowanych Brytyjczykom.
    Oprócz szlachetnej legendy i kwiatów na Monte Cassino nic nam nie pozostało z bezpowrotnie zmarnowanego wysiłku żołnierskiego.
    Najdzielnej,co jest zrozumiałe, bili się tam prawicowi króle,książęta i prałaci, a najgęściej ginęli polscy chłopi-jak zawsze.
    Zatem kto ma moralne prawo do tej Polski?
    Jest to pytanie retoryczne ale jakże ważne.
    Kto jest w końcu chlebem i solą tej ziemi?
    Oczywiście pytania te jak zwykle i zawsze utoną w zgiełku nieistotnego szumu politycznego zamazującego prawdę suwerena, a nie pojedyńczych klas czy koterii politycznych.
    Słowiańskie budowanie koncepcji i ich politycznych ocen na emocjach jest pozbawione praktycznego uzasadnienia, by nie powiedzieć za poetą niezwykle górne i bzdurne, często nie mające nic wspólnego z twardymi realiami życia politycznego zarówno historycznie rzecz ujmując jak i we współczesnym wymiarze.
    Prezentowane oceny polityczne przez domorosłych politologów mają niezwykle zindywidualizowany charakter, różnią się one od siebie niekiedy bardzo radykalnie,a w częstych przypadkach wręcz wykluczają.
    Z tego też względu należy podkreślać ich subiektywny charakter mający z obiektywizmem niewiele wspólnego.
    Dopiero wyprowadzenie wypadkowej sumy wszystkich odczuć i doświadczeń mogłoby być w miarę adekwatnym opisem rzeczywistości.
    Nikt nie podejmie jednak tak oczywistych działań w sytuacji ostrej walki politycznej wyrażającej się ewidentnie zrównoważonym podziałem społeczeństwa, co świadczy o głębokiej potrzebie tolerancji światopoglądowej.
    Każda inna alternatywa może zmierzac wyłącznie do niepotrzebnego procesu zaostrzania napięć społecznych.
    Gdyby tylko chodziło wyłącznie o różnice ideowe to byłoby pół biedy.
    Ale te różnice stanowią przede wszystkim odbicie stosunku do obowiązujących rozwiązań w świecie materialnym,którego syntetyczną istotą jest prawo własności i jego interpretacja.
    Zatem ciągle kruszy się kopie o to kto zostanie właścicielem materialnych dóbr przyrody oraz dóbr wytworzonych przez człowieka.
    Cała reszta wobec zasygnalizowanego problemu stanowi głównie prozaiczne bicie piany dla zaciemnienia obrazu,często z powodu niekompetencji a i świadomego gmatwania problemu sprowadzającego się do podrzucania tematów zastępczych.
    Dyskutanci często wskazują na oczywistą manipulację propagandową w sferze walki ideologicznej nakierowanej na kształtowanie pożądanych przez siebie postaw i zachowań.
    Tak realizowana praca ideowo-wychowawcza była charakterystyczną nie tylko dla minionej epoki, znamionuje ona ,niestety, również współczesność kształtującą konsumenta o niskich wymaganiach i możliwościach intelektualnych, wychowanego na żenujących wzorcach reklamowych.
    Nie należy zapominać, że współczesność wyprowadza zazwyczaj korzenie z przeszłości.
    Stąd spotykane zarzekanie się żabki, co do taplania się w typowym dla niej błotku jest niezmiernie naiwne i śmieszne przy tryumfalistycznym zadęciu w tzw.prawdy.
    Głoszenie prawd wszelakich jednej opcji z pominięciem opozycyjnych jest oczywistym i świadomym zniekształcaniem całości obrazu.
    Jest problem jak rozpatrywać te kwestie, na wysokim poziomie ogólności, czy w bardzo zindywidualizowany sposób?
    Wydaje się, że zachodzi potrzeba wysłuchiwania wszystkich opinii i ocen, aby móc dokonać poprawnych uogólnień dla celów polityki społecznej i procesów zarządzania.
    Jak z powyższego wynika każdy indywidualny głos niesie swoistą dla siebie prawdę, która może zupełnie nie przystawać do prawdy sumarycznie uogólnionej drogą wprowadzenia wartości wypadkowej.
    Dlatego przypuszczać trzeba, że powinno się mieć bardzo ostrożny, wyważony i zdystansowany stosunek wobec prawd pojedyńczych, nawet najbardziej szanowanych autorytetów, ponieważ ludzi nieomylnych nie ma.
    Prawdy ulegają zmianie w czasie i przestrzeni.
    Ich weryfikację należy pozostawić mądrości zbiorowej narodu.
    Apeluje się do nas by czytać wypowiedzi w kontekście języka i klimatu minionego okresu podając jako przykład list biskupów polskich do niemieckiego episkopatu z prośbą o wybaczenie.
    Ja nie mam zamiaru analizować moralnej strony tego przedsięwzięcia.
    Mnie interesuje wyłącznie aspekt polityczny rysujący się chcąc niechcąc w tym posunięciu.
    Z generalną ideą porozumienia i koegzystencji wypada się zgodzić, jednak samo wykonanie budzi zastrzeżenia.
    Uważam,że podany przykład jest niewłaściwym, jako iż tego rodzaju inicjatywa polityczna w wykonaniu KK nigdzie i nigdy nie zdarzyła się na arenie międzynarodowej w zakresie bezpieczeństwa narodowego państwa.
    Żadne napadnięte i zniszczone państwo nie pozwoliło sobie na przepraszanie agresora.
    Ponadto dokonała tego struktura, czy agenda podległa obcemu państwu w okresie kiedy problem konsekwencji i skutków powojennych nie został jeszcze rozstrzygnięty ostatecznie i do końca.
    Rezultatem tej inicjatywy stał się upadek socjalizmu i odtworzenie kapitalistycznych stosunków społecznych w Polsce.
    Jak widać jasno każde poczynania winno się oceniać z puktu widzenia ich skutków a nie intencji, nawet najbardziej szlachetnych.
    Gdyby to, nienotowane w historii, cofnięcie epok politycznych przyniosło potwierdzoną statystycznie poprawę standardu życia wszystkich Polaków dyskusja w tej kwestii byłaby bezprzedmiotową.
    Rzeczywistość jednak nie przyniosła obiecywanych i oczekiwanych efektów.
    Połowę Polaków wyłączono z udziału w korzyściach z transformacji.
    W bardzo wielu przypadkach poddano ludzi o niezwykle wysokich kwalifikacjach formalnych i merytorycznych niesłychanej degradacji społecznej.
    Miliony Polakow straciły pracę i kolejne miliony zmuszono do emigracji zarobkowej.
    Gospodarka została zniszczona, a państwo zadłużone w skali zmuszającej do dźwigania tych ciężarów przez wiele generacji Polaków.
    I co gorsza stan ten dotyczy wszystkich, bez wyjątku, dziedzin życia naszego narodu.
    Sytuacja ta zmusza do formułowania ocen niezwykle wyważonych ale także obiektywnych i krytycznych w poczuciu odpowiedzialności za losy i przyszłość 40 milionowego narodu.
    Niektórzy fascynują się zapisaną przez „Solidarność” ponoć najpiękniejsza kartą w historii Polski.
    Nikt w tym przypadku nie pyta o materialne koszty uzyskania dyskusyjnej i abstrakcyjnej wolności.
    Jeżeli indywidualne obłowienie się majątkiem narodowym, jego całkowitą wyprzedaż za bezcen,milionowe bezrobocie i głód nękajacy polskie dzieci uznamy za sukces to jest to wolność i bezkarność na miarę ludzi niezrównoważonych i leczonych w lecznicach specjalnej troski.
    Ludzie tego pokroju nie powinni mieć prawa do decydowania o losach średniej wielkości narodu w sercu Europy.
    Polityków jednak nikt nie pyta o świadectwo lekarskie.
    A skala i zakres odpowiedzialności obligowałyby do tego.
    Przez 10 lat swego istnienia wiadomy ruch polityczny ukrywający się za parawanem związku zawodowego,stworzony odgórnie, nękał swoimi strajkami i abstakcyjnymi żądaniami ekonomicznymi, których to po przejęciu władzy prez lat 18 swoich rządów nie potrafił zrealizować.
    Dyktat narzucił 10 milionowy ruch wobec 40 milionowego narodu.
    Jednym słowem mniejszość zadecydowała o losach większości, co w rozumieniu tych pierwszych nazywa się demokracją.
    W tym niezwykle złożonym okresie i procesie brało udział wiele służb specjalnych naszych sąsiadów i możnych tego świata.
    Polska jest jednym z bardzo wielu podmiotów politycznych biorących udział w nader skomplikowanej grze międzynarodowej, której celem winien być interes suwerena a nie pojedyńczych jego wybrańców.
    W pierwszym przypadku możemy mówić o polskiej racji stanu, a w drugim przypadku o możliwości potencjalnej zdrady stanu.
    Dramat polega na tym, że Polska nie rozgrywała samodzielnie własnej partii szachów.
    Po owocach możemy to dzisiaj rozpoznać.
    Celem tej gry było osiągnięcie zdecydowanej dominacji USA w dowolnym określaniu interesu strategicznego w każdym zakątku globu ziemskiego.
    Drugim celem była gra UE ukierunkowana na wzmocnienie wpływów ekonomicznych w relacji z USA.
    Ich wspólnym zamierzeniem, w pełni zrealizowanym, było przewłaszczenie polskiego majątku narodowego z korzyścią dla obu tych struktur oraz rozszerzenie własnych rynków zbytu.
    Dla politycznego podporządkowania Polska została zadłużona w niedopuszczalny i pozbawiony logiki sposób.
    Polityka zadłużenia i podporządkowania rodzi nadzieje rodzimych ekonomistów na cząstkowe umorzenia naszych zobowiązań w sytuacji pełnej spolegliwości Polski,np:szamotania się w Iraku i Afganistanie.
    Natomiast ewentualność suwerennej polityki niezgodnej z ideą globalizmu oznacza kompleksowe restrykcje wobec Polski.
    W tym stanie rzeczy gloryfikowanie wasalnych relacji politycznych jest jedyną alternatywą polityczną dla Polski.
    A systematycznie przedłużany udział Polski w międzynarodowych awanturach militarnych, mimo sprzeciwu narodu i wbrew zastrzeżeniom konstytucyjnym stanowi tylko potwierdzenie wyżej zgłoszonej tezy.
    Z powyższych rozważań, w oczywisty sposób, można wyprowadzić wniosek, iż nie wszystko co się świeci jest złotem.
    Ostatnie poczynania USA jednoznacznie dowodzą, że nie ma żadnego wolnego rynku i burżuazyjnych prawd objawionych.
    Jest wyłącznie globalny interes możnych tego świata oparty na orężu militarnym.
    I jeśli ktoś tego nie rozumie to oni chętnie i bez zbędnych zahamowań mogą mu to wyjaśnić.
    W końcu każdy winien znać swoje miejsce w szeregu.

  184. Kropkozjadzie, mozna i tak: w zaparte.

    Pozdrawiam.

  185. Do lizaka z 19.47
    Misternieś Waszmość to wywiódł i w znacznej mierze słusznie. Wywód ten – obok głębokich i słusznych refleksji- ma jednak dwie podstawowe wady, otóż jest niekonstruktywny i wręcz fatalistyczny. Dewiza: „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba” nie jest słuszna; (nie jestem odkrywczy; każdy dzień w przyrodzie temu zaprzecza pokazując, jak słabszy co dzień odkrywa nowe taktyki obronne przeciw silniejszemu i na tym polega równowaga w przyrodzie). Nie można, licząc na sprawiedliwość obiektywną, czekać z założonymi rękoma. O „swoje” trzeba walczyć!. Nie dać się zakrzyczeć i zaszufladkować infantylnym doktorantom, ale -tu masz 100% racji – należy znać swoje miejsce w szeregu, bo inaczej, to wygląda się, jak pijany szlachciura z wiechciami w butach.
    Z szacunkiem pozdrawiam

  186. Serdecznie dziękuję ichmości za zaszczycenie mnie personalnym odniesieniem się.
    To niezwykle eleganckie i bardzo miłe.
    Szczególnie cenię sobie dokonanie oceny głębokości i słuszności przedłożonych refleksji.
    Mam nadzieję, iż nie spowodowałem zbędnych niepokojów i perturbacji intelektualnych.
    Onże zgłoszony wywód ma to do siebie, że każda teza ma swój dowód, co jest być może niezwykle nudne w zgłębianiu ale niezwykle ważkie w udowadnianiu.
    Zatem nie wystarcza odniesienie się do wprowadzenia i pointy.
    Wydaje się to, jakby ciut, zbyt mało w procesie życzliwego i kompetentnego recenzowania.
    Przepraszam, że na wstępie aroganckiego wtargnięcia na platformę Nobliwego Konesera przedmiotu oraz jego adeptów w zakresie akceptacji i negacji nie uznałem za właściwe pokłonić się nisko i z szacunkiem, co niniejszym czynię z właściwą sobie elegancją licząc na wspaniałomyślną wyrozumiałość i tak bardzo oczekiwany znak pokoju i miłości bliźniego.Jednocześnie nie uwzględniłem na wstępie dokonania zastrzeżenia, że pozwoliłem sobie zakłócić spokój PT bloggerów, nie z racji niskiej chęci Waszego aplauzu i akceptacji,bowiem z tego wieku już wyrosłem.
    Pozwolę sobie nieskromnie zauważyć, że jakoweś rozeznanie z zakresu polityki posiadam i na peany nie liczę, a dokładnie odwrotnych reakcji zwykle się spodziewam,bowiem istotą polityki jest ostra walka o dobra doczesne tego świata.
    Zatem cel jest znany i oczywisty jedynie instrumentów stosowanych mamy moc, z klasą lub poniżej pasa, zależnie od intelektualnych możliwości adwersarza.Chcę zaznaczyć, iż mimo niezwykłego szacunku dla Lema generalnie dystansuję się od widzenia świata przez pryzmat science fiction,jak również znane formy konfabulowania są mi raczej obce.
    Natomiast,tak sądzę, cechuje mnie twardy realizm ukształtowany także w jakimś sensie przez socrealizm i kaprealizm.Dlatego przypisywanie mi niekonstruktywności i fatalizmu uważam za swego rodzaju nieporozumienie.Ja nie uważam się za inspiratora i ojca obecnej rzeczywistosci,z tej też prostej przyczyny proszę mi wybaczyć, iż nie będę hołubił solidarnościowego niemowlaka, który przedzierzgnął się w infantylnego wasala z ryngrafem Matki Boskiej w klapie.
    A potem sklonował tysiące podobnych mu intelektualnie janczarów nowego, mięśniaków o wygolonych czaszkach z kijami „bejsbolowymi” na podorędziu,według znanej matrycy:skóra,fura i komóra.
    Ja staram się jedynie w ułomny sposób opisywać tę pokraczną rzeczywistość, z którą nie potrafię się utożsamić, a także wziąć za nią odpowiedzialności, która obligatoryjnie z biedoty została przeniesiona na szlachetnie urodzonych.
    Ci zaś , którzy byli łaskawi wziąć za nią odpowiedzialność winni znaleźć się w Afganistanie i Iraku, by personalnie udokumentować zgodność słów i czynów.
    Najłatwiej jest budować wolność,pluralizm i demokrację czyimś potem, krwią i cierpieniem.
    Ja swoim nazwiskiem i życiem nie będę żyrował najogólniej mówiąc procesów niesprawiedliwości społecznej, także negowanej przez KK. Apelowanie do mnie bym włączył się w nobilitację opcji aferałów,zakrawa na ciężki, angielski humor będący mi wyjątkowo odległym.Żeby była pełna jasność,cały aktualnie sprawujący władzę układ polityczny jest zdemoralizowany i przesiąknięty degrengoladą moralno-polityczną.Nie ma żadnego znaczenia PiS,PO,LiD czy PSL.
    Wszystkie te nurty polityczne w sensie ekonomicznych rozwiązań stanowią stricte liberalne ruchy.
    Jakiekolwiek wybory w obecnym układzie nie zmienią w istotnym sensie sytuacji społecznej połowy zmarginalizowanej populacji.
    Ademokratyczność obecnych rozwiązań polega między innymi na tym, że ca 20 milionów Polaków nie może wyartykułować swych potrzeb i oczekiwań, ponieważ nie posiada własnych reprezentantów.
    I ewentualna konstruktywność zakładałaby danie szansy wszystkim rodakom.
    Natomiast bezwzględnym fatalizmem burżuazyjnym jest skazanie tych ludzi na pokoleniowo generowaną klęskę.
    Oni nie mają systemowej alternatywy i szansy.
    Są solidarnie przegrani.
    Między innymi dzięki osiągnięciom liberalnej opcji „Poważnego Premiera”.Wskutek czego mamy sytuację,sprzed dwóch lat,dzięki której doszli do władzy Kaczyńscy et consortes.
    Żenująco westernowa sytuacja, pojedynek szeryfa ze złodziejami nie jest perspektywą dla nas.
    Dewiza: “Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba” jest prawicową dewizą charakterystyczną historycznie dla kół szlachecko-klerykalnych,stąd imputowanie mnie jej,jest zabiegiem błędnym i nietrafionym.
    I istotnie klerykalizm z darwinizmem nie ma zbyt wiele wspólnego.
    Charakteryzuje go nie tyle wyszukiwanie form obronnych przez słabszych ile generalnie ewolucjonizm dotyczący wszystkich gatunków a przejawiający się w adaptacji do zmieniających się warunków bytowania.
    Bardzo dowcipnie w moim odbiorze brzmi nawoływanie mnie do zachowań reformatorsko-rewolucyjnych.Proszę się nie zapominać i pamiętać o tym, że CBA ciągle czuwa i szkoda byłoby kolejnych poświęceń i ofiar.
    Być może ,iż nawoływanie do walki „o swoje” jest niezwykle uzasadnione w obecnych uwarunkowaniach.
    Przyznam jednak,że jestem przerażony rozmiarami i skalą tej walki „o swoje”.
    Immanentnymi jej przejawami jest egoizm, brutalność,prymitywizm i dominacja zer w naszym społeczeństwie czyli ochlokracja.
    Jak łatwo zauważyć każdy ma swoich znajomych i bardzo się cieszę, że wolno mi przebywać wśród moich.
    Krzykacze zaś również mnie nie przekonują, jako iż zamiast merytorycznej argumentacji stosuja gardłowanie co jest raczej stosownym na jarmarku.
    Proszę się również nie obawiać, że dam się zaszufladkować doktorantom od paciorka.
    Co zaś do ustalania miejsca w szeregu, to nigdy nie posiadałem takiej mocy sprawczej i pozostawiam ją bardziej stosownym siłom ziemskim i boskim.
    Z wyrazami niekłamanego podziwu dla zaprezentowanej błyskotliwości.
    Skromny i uniżony Lizak.

  187. wodnik 2007-11-15 o godz. 08:30 i byc moze kolejne: to wszysko niestety jest tylko apoteoza dazenia do slonca w amazonskiej dzungli. finezyjnosc dzialania jest naturalna funkcja zlozonosci mozliwosci. przykro mi.

  188. Szanowny Panie Passent,
    za komunizmem tesknic jet trendy i bardzo wlasciwe tresciowo. Za jego ikonami natomiast nie powinno sie tesknic. Prawdopodobnie tesknimy wszyscy za mlodoscia i latami z dziecinstwa. To wcale nie znaczy, ze nalezy bagazelizowac byle rezimy realnego i calkowicie nieracjonalnego socjalizmu. Tenor Pana pisania sklania mnie to takich refleksji. Tesknoty i marzenia za idea komunizmu, jesli nie towarzyszy im ideologia Towarzyszy, moga miec pastelowe odcienie; tylko to nie ma nic wspolnego z polska rzeczywistoscia lat ubieglych. Jak juz kiedys raczylem zauwazyc, bagatelizujac czasy minione probje Pan niejako je legitymizowac, co jest nie tylko infantylne, lecz rowniez nie jest spojne politycznie. Pozostaje pytanie, czy bylo warto sie angazowac. Teraz pozostaje li tylko czas na tesknoty i ratowanie swojej twarzy. Dlatego prosze pisac o socjalizmie i jego mozliwosciach: wczoraj, dzisiaj i jutro. Mozliwosci socjalizmu nie nalezy bagatelizowac, tylko kto go za nas zbuduje? Obawiam sie, ze ponownie nie zabraknie oportunistow.
    Z powazaniem.
    Marek I.

  189. Szanowny Panie Passent,
    to nie byl komunizm, to nie byl rowniez socjalizm, o ktorych Pan raczy pisac. To byly grupy i grupki kolegow, ktorzy tak jak Pan pod logo tychze interesujacych dla kazdego czlowieka idei, ukladali sobie, a utrudniali innym zycie. Jesli chodzi o Pana, to nie smiem Pana posadzac o utrudnianie innym. Prosze tego jednak nie bagatelizowac. Zakladam, ze kazda krytyka, powiedzmy, „prob” podejmowanych na wschod od Laby jest sluszna, lecz niejednoznaczna z krytyka filozofow, ktorzy przewracaja sie w grobie.
    Marek I.

  190. Szanowny Panie,
    podziwiam i dziwie sie, skad jest Pan tak poinformowany. Moze li tylko przekonany i stad te pochopne porownania w Pana wywodach dotyczacych Polski i Niemiec. Dobrze jednak, ze nawet z usmiechem, zawsze jednak, zauwaza Pan polityczna poprawnosc jako pewnego rodzaju jakosc w zyciu spolecznym. Usmiechajac sie do niej mozna sobie oraz drugim zawsze i prawie zawsze wszystko wytlumaczyc. O EH nie warto wspominac; naczytal sie Pan.
    Z powazaniem
    MI

  191. Stringi a polityka

    Wydaje mi się, że mówienie „trendy” jest stosowniejsze raczej w odniesieniu do noszenia stringów, niż wobec regulowanych prawami rozwoju procesów społecznych.
    Między stringami a polityką istnieje taki związek jak między ich funkcjami.
    Stringi obnażają najbardziej piękne i intymne części ludzkiego ciała a polityka te sfery zakrywa całunem milczenia.
    Stąd wypada systemowo osuwać piękne i tajemnicze bermudy by ukazać fascynujące kolanka naszej oblubienicy.
    Polityka jak każda inna dziedzina ma swoisty i typowy dla siebie arsenał środków.
    Nie opowiadam się tutaj za kostycznym konserwatyzmem ale jednak optuję za adekwatnością określeń.
    Mniej lub bardziej otwarcie dające o sobie znać tęsknoty za komunizmem, to nie jest specialite de la maison Polaków, bowiem jest jeszcze zbyt krótki okres od upadku socjalizmu w Polsce.
    Opisywane ciągoty za lepszym życiem skłaniają do myślenia o komuniźmie głównie w Europie zachodniej,sfrustrowanej niedoskonałościami systemu, w którym przychodzi jej funkcjonować.
    W końcu komunizm nie jest rosyjskim produktem intelektualnym a stricte niemieckim, sygnowanym przez Marksa i Engelsa, o czym warto nie zapominać.
    Jedna sprawa to idee a druga sprawa to sposób ich wdrażania zależny od niezwykle wielu uwarunkowań, także istnienia agresywnego systemu kapitalistycznego.
    Najczęściej kobieta lekkich obyczajów nie zostaje nią dlatego, że ma taką przyjemność lecz w rezultacie oddziaływań zewnętrznych.
    By mówić o reżimie czyli władzy z pejoratywnym kontekstem najpierw należy ocenić czy funkcjonująca w nim opozycja była postępową czy wsteczną.
    Jeżeli w rezultacie jej działania następuje cofanie epoki rozwojowej, wówczas możemy mówić o cofaniu się , a zatem o ruchu wstecznym związanym z brakiem postępu, co eliminuje imputowanie władzy charakteru reżimowego.
    Oczywiście w populistycznym ujęciu dla każdej opozycji, każda władza będzie reżimem.
    Warto również zwrócić uwagę, że sporo reżimów funkcjonowało po prawej stronie światowej sceny politycznej, z którymi niezwykle przyjaźnie i twórczo współpracowały demokratyczne Stany Zjednoczone.
    Uznawanie zysku za siłę motoryczną rozwoju jest równie nierealne jak i nieracjonalne, bowiem ich immanentnym elementem jest wyzysk czyli wyrządzanie krzywdy często przy pomocy aparatu przymusu i militarnego gwałtu.
    Socjalizm nigdy ideowo nie zakładał takiej ewentualności.
    Wystarczy porównać w okresie powojennym jedną interwencję militarną ZSRR z dziesiątkami amerykańskich inwazji na obce kraje.
    I nie chodzi tutaj o propagandę, a zwykłe, obiektywne, rachunkowo-statystyczne podejście.
    Liczą się fakty.
    Upadek komunizmu nie jest również przejawem jego agresji a dokładnie odwrotnie.
    Tęsknoty i marzenia zwykle przybierają kształt myśli , by można je było przekazywać innym.
    Zbiór zbieżnych i podobnych myśli zwanych ideami możemy nazwać ideologią, której zwykle centralnym punktem jest stosunek do własności środków produkcji.
    Wyrażanie przekonania, że być może idee socjalizmu są pastelowo piękne tylko zdeformowali je towarzysze poprzez ich zaczerwienienie jest naiwne.
    Pozwani towarzysze starali się jedynie mniej lub bardziej sprawnie a może i nieudolnie w niektórych wypadkach wdrożyć ideę centralną, przejąć aparat produkcyjny , pozostający w prywatnych rękach.
    Problemem otwartym pozostaje sposób nacjonalizacji, strona organizacyjna, kultura osobista wykonawców a także sposób zachowanie się wywłaszczanych, są to zjawiska komplementarne, wzajemnie na siebie oddziaływujące.
    Chciałoby się powiedzieć nie ma dymu bez ognia.
    Towarzysze nie spadli z nieba.
    Ich powołał i wykształcił sprzeciw wobec biedy, wielogodzinnej pracy dzieci i kobiet, analfabetyzmowi, brakowi opieki społecznej i wielu innych negatywnych zjawisk zaserwowanych przez błogosławiony kapitalizm.
    Jeżeli się uważa, że ten stan rzeczy nie miał nic wspólnego z polską rzeczywistością to jest się w głębokim błędzie i należy skorzystać z dostępnych podręczników historii Polski.
    Najlepiej wielu, by uniknąć nieuchronnej manipulacji politycznej.
    Opisywanie minionych i obiektywnie, historycznie, zaistniałych faktów odeszłej rzeczywistości, będących konsekwencją zbrojnego wysiłku sprzymierzonych i zapisanych w dokumentach obowiązującego prawa międzynarodowego,stanowi odbicie realnej rzeczywistości.
    Zatem w pełni jest tutaj uzasadnione mówienie o legitymiźmie, czyli nienaruszalności praw historycznych ale nie w znaczeniu historycznych praw dynastii.
    Czerwona władza uzyskała legitymizację nowych stosunków społecznych w Polsce w wyniku powitania jej kwiatami, czego nie można było uczynić w odniesieniu do Andersa, który nie zdążył oporządzić i oczyścić białej klaczy na paradę zwycięstwa w Warszawie.
    A może się wstydził po upokarzającym laniu jakie dostał od ojców obecnych sojuszników strategicznych i po obłędnej oraz kompromitującej ucieczce przez Zaleszczyki do Rumunii.
    Takie to argumenty prawne, militarne i moralne miała prawicowa opozycja w Polsce.
    Teraz musi ona zrobić bardzo dużo by zadbać o odbudowę prawicowego obrazu swej twarzy, którego nie da się podreperować nawet tragedią katyńską, gdzie Rosjanie wycięli polską inteligencję burżuazyjną a socjalistyczne chłopstwo puścili do domów.
    Gdyby zaledwie tylko grupki popierały ideę sprawiedliwości społecznej w Polsce, wówczas nie byłoby żadnego problemu.
    Do wyborów nie idzie jednak połowa społeczeństwa polskiego, a to już zmusza do postawienia pytania o tzw.charakter demokracji u nas.
    Zatem czyja jest to władza?
    Czyżby również, przypadkiem, nie występował tutaj brak legitymizacji? To byłoby nader smutne, bowiem prowadziłoby do deligitymizacji solidarnych.
    No i końcowa refleksja, bardziej sobie cenię tych, którzy sporo przeczytali i napisali, aniżeli tych którzy nic nie przeczytali poczytując to sobie za powód do dumy i banialuki wypisują.

  192. Precz z komuną.

css.php