Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

21.11.2007
środa

Pozytywista czy kolaborant?

21 listopada 2007, środa,

0Iwaszkiewicz200.jpgNiektórzy blogowicze domagają się ode mnie więcej refleksji – mniej informacji. Ponieważ nie sądzę, bym mógł sprostać tym oczekiwaniom, w poszukiwaniu inspiracji udałem się do siedziby „Gazety Wyborczej” na dyskusję o pierwszym tomie „Dzienników” Jarosława Iwaszkiewicza (lata 1911-1955, ale z ogromną wyrwą, jaką jest okres międzywojenny). To wstrząsająca lektura, gorąco polecam – dom, rodzina, Kijów, Rzym, kawał życia, ale „Gazeta” zorganizowała dyskusję pod prowokacyjnym tytułem „Iwaszkiewicz – pozytywista czy kolaborant?”, bo dzisiaj to wydaje się najważniejsze. Sprawozdanie z tej dyskusji jest zapowiedziane w „GW”, na pewno będzie lepsze od mojego, ale ja spieszę ze swoimi notatkami do moich blogowiczów. Notatki poniższe są wyrywkowe, gdyż pochodzą z pamięci i zapisków, w żadnym wypadku z nagrania. W dodatku nie wysiedziałem do końca, musiałem wyjść.

Pierwsze, co rzucało się w oczy, to prawdziwy tłum. Obliczona na kilkaset osób sala była wypełniona po brzegi, ludzie stali pod ścianami, a niektórzy przysłuchiwali się przez drzwi otwarte do hallu. Mój przyjaciel, obok którego siedziałem, zauważył, że dla terrorystów byłby to cel znacznie lepszy niż najważniejszy urząd w państwie – bo „Gazeta” + „salon” to potęga, a na sali było wiele znakomitości. Widać, że osoba wielkiego pisarza, a także dylematy naszego, starszego pokolenia, budzą wielkie zainteresowanie. Nie ukrywam, że poszedłem na dyskusję wstrząśnięty lekturą, a także własnymi dylematami z owych czasów. (Z nich spowiadałem się w „Chorobie dyplomatycznej” i w „Codzienniku”.)

Panelistów było trzech – Adam Michnik, Marek Radziwon i Tomasz Łubieński, wśród głosów z sali odnotowałem wypowiedzi Ryszarda Matuszewskiego – nestora krytyki literackiej i Jerzego Pilcha, ale ich nie będę referował (Pilch zapowiedział felieton, zrobi to lepiej niż gdybym ja miał streszczać jego wypowiedź. Ogólnie rzecz biorąc, był dla Iwaszkiewicza litościwy).

Michnik zaczął łagodnie, przykładał mędrca szkiełko i oko. Przypomniał, że Gustaw Herling-Grudzinski nazwał Iwaszkiewicza „liberałem w liberii”, a Konstanty Jeleński określił go łagodniej – jako „Petaina polskiej literatury”, tj. człowieka, który pragnie coś ocalić ze swojej ojczyzny, za cenę potwornego kompromisu, może wręcz zdrady. Za to Michnik im dalej od komunizmu, tym bardziej jest dla Iwaszkiewicza wyrozumiały. Mówił, że już sama tradycja, z której pisarz się wywodził, była sprzeczna z komunizmem. Przy lekturze „Dzienników” odniósł wrażenie, że pisało je dwóch różnych ludzi – jeden do 1945 r., a drugi po wojnie, w nowej rzeczywistości, w której pisarz nie umiał się odnaleźć. – Bezrozumny oportunizm czy rozumny heroizm, Europejczyk bez złudzeń, kolaborant bez nadziei, „poddany próbie historii spuszczonej z łańcucha” (określenie J. Stempowskiego) – to zagadnienia, które omawiał Michnik.

W sumie zagajenie redaktora naczelnego „Gazety” było wyważone, nie było jednym wielkim oskarżeniem, widział wielkość dzieła i małość autora. W miarę dyskusji Michnik jednak się rozkręcał i przemawiał w tonie coraz bardziej oskarżycielskim, oddał Iwaszkiewiczowi sprawiedliwość, jako pisarzowi i redaktorowi „Twórczości”, ale zarzucał mu oportunizm, podkreślał jego całkowity brak zrozumienia dla opozycji, kiedy inni podpisywali „list 34” i podobne – on podpisywał kontrlisty, nie chciał widzieć zła, odwracał głowę od ludzi opluwanych, był lizusem, a od pisarza tej miary wymaga się więcej niż od Putramenta, podobnie jak Niemcy wymagali od Heideggera. Zapisał piękną kartę podczas okupacji, bohatersko pomagał ludziom, ratował Żydów, ale po wojnie pogubił się. Intelektualnie był Iwaszkiewicz wobec komunizmu bezradny. „Dzienniki” stanowią wstrząsające świadectwo podłej epoki, najlepsze obok dzienników Marii Dąbrowskiej (ktoś z dyskutantów wymienił jeszcze dzienniki Zygmunta Mycielskiego). Iwaszkiewicz – mówił Michnik – sfotografował w nich „spaskudzenie i znikczemnienie”.

Drugi z panelistów, Marek Radziwon, wyraził ubolewanie z powodu niefortunnego tytułu dyskusji (pozytywista czy kolaborant?), wolał mówić o Iwaszkiewiczu jako o zwolenniku Realpolitik. Taka postawa pisarza miała jego zdaniem kilka przyczyn. Iwaszkiewicz debiutował w języku rosyjskim, w Polsce, do której przyjechał w 1918 r. czuł się trochę emigrantem. Zrazu nie czuł się u siebie, przyjechał z jedną walizeczką, jak ubogi krewny. Po II wojnie znalazł się w rzeczywistości komunistycznej, którą mógł uważać za „wieczną”, nie doczekał masowego protestu i Sierpnia (zmarł w marcu ’80). O tym, czym jest komunizm, wiedział dobrze, m.in. z licznych listów od brata, Bolesława, który dotarł na Stawiska dopiero w 1943 r. Iwaszkiewicz nie mógł się tłumaczyć niewiedzą czym jest komunizm, raczej przeciwnie – jego ugodowa postawa mogła wynikać z faktu, że wiedział czym to pachnie w gorszym wydaniu. Innym źródłem konformizmu pisarza mógł być los jego ojca, powstańca 1863 r., który do końca życia nie mógł podnieść się z traumy Powstania Styczniowego.

Tomasz Łubieński także skrytykował tytuł debaty. Powiedział, że Iwaszkiewicz nie był ani pozytywistą, ani kolaborantem – był artystą. Nie pozostawił po sobie dzieł kompromitujących, ale dzisiaj biografia autora przykrywa dzieło. „Dzienniki” świadczą, że autor pozostawał w nieustannym konflikcie z sobą, jak gdyby był świadom swojej dwuznacznej roli. Mimo rozmaitych rozterek, mimo że był wrażliwy jak mimoza, wiódł niezwykle aktywne życie i był nie byle kim: erudyta, znawca muzyki, wielki pisarz, dyrektor teatru, redaktor naczelny „Twórczości”, prezes Związku Literatów, „obrońca pokoju” i uczestnik fasadowego życia publicznego. Miał na koncie karty wstydliwe („list do Bieruta” etc.), ale przede wszystkim dokonania wielkie, obok własnego pisarstwa – także „Twórczość” (Michnik mówił o tym piśmie jako o jednym z najbardziej suwerennych pomiędzy Łabą a Kamczatką). Konformiści też są potrzebni – powiedział Łubieński – bez nich nie byłoby bohaterów. Są potrzebni, żeby nosić więzionym bohaterom paczki.

Na tym etapie dyskusji doszło do zabawnej licytacji, mianowicie kto – Iwaszkiewicz czy Słonimski – bardziej opluł Miłosza, kiedy ten wybrał wolność? Zwaśnione strony pogodziła Anna Bikont przy pomocy cytatów, z których wynika, że obaj poeci sięgnęli po porównanie do hitleryzmu. A co do paczek, dodała, to Iwaszkiewicz ich nie nosił.

Sala sprzyjała oskarżycielom, ich wystąpienia zyskały więcej oklasków. W takim duchu utrzymane było też pierwsza, krótka wzmianka w „GW” zapowiadająca szersze sprawozdanie z dyskusji.

Moje refleksje, których żądają Szanowni Blogowicze: Nie trzeba być wielkim człowiekiem, żeby tworzyć wielkie dzieła. I tylko one przejdą do historii. Na obiektywną ocenę Iwaszkiewicza jest jeszcze za wcześnie. Dziś żyjemy w czasach, kiedy dominują kryteria polityczne. Biografia liczy się bardziej niż dzieło. Był pisarzem dworskim, ale wielkim pisarzem był. Dla mnie był przede wszystkim pisarzem i erudytą, człowiekiem, który nie pasował do siermiężnej i odciętej od kultury Zachodu Polski Ludowej. Nad większością środowiska górował pod każdym względem, z wyjątkiem charakteru – byli tacy, którzy go pod tym względem przerastali. Ale poza Michnikiem nie widziałem na sali nikogo takiego, kto miał prawo pierwszy rzucić kamieniem.

Iwaszkiewicz lubił podróże do swoich ukochanych Włoch, lubił muzea, kolacje, kontakty z wybitnymi ludźmi, chciał być akceptowany przez Europę i przez Kreml. Liczył na nagrodę Nobla (która mu się należała), a dostał Nagrodę Leninowską. Dla Iwaszkiewicza najważniejsza była jego twórczość (i „Twórczość”). Tego strzegł, a w życiu szedł na rozmaite kompromisy, a nawet czyny niegodne, które – jak sądził – będą odkupione przez jego pisarstwo i dobre uczynki. Ale dzisiejsze, pierwsze pokolenie porewolucyjne, jest surowe i koteryjne. Bo czyż zasługi Iwaszkiewicza dla literatury polskiej są mniejsze niż zasługi Antoniego Słonimskiego – mistrza Adama Michnika, oraz pisarzy opisanych („Lawina i kamienie”) z dużym zrozumieniem przez Joannę Szczęsną i Annę Bikont? Wątpię. Iwaszkiewicz miał szczęście – umarł w porę, tuż przed śmiercią systemu. Gdyby żył dłużej, „rozpięty na pręgierzu życia” doczekałby się „policzku od kata”. Jedno jest pocieszające: Nie trzeba być wielkim człowiekiem, żeby stworzyć wielkie dzieło.

(Przepraszam, że się rozpisałem.)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 128

Dodaj komentarz »
  1. Przeczytałam jendym tchem. Trafne i lapidarne przemyslenia

  2. Filson przykro mi, ze to tak odebrales.(autentycznie)
    Ja po prostu uwazam ze: „Jak Kuba Bogu tak Bog Kubie” i jezeli stosuje sie pewnego rodzaju chwyty polemiczne przeciwko powiedzmy Kregom Kaczorowym to samemu ustala sie reguly „dyskusji”.
    Jezeli mozna sie (generalizuje) nabijac z przysadzistego jak kartofel bezbarwnego i naburmuszonego Pana samemu zwraca sie uwage na swoja urode szpiega z krainy deszczowcow.

    Dyskusja o tym czy mozna byc wielkim pisarzem i kolaborowac ma oczywista odpowiedz:
    MOZNA.
    Czy fakt posiadania zdolnosci usprawiedliwia nas i daje prawo do bycia poza ocena naszego postepowania – NIE.
    I na tym nalezaloby poprzestac.
    Jest ciezki do zniesienia coraz trudniej ukrywany (jakze lewicowy…) elitaryzm Pana Passenta.
    Iwaszkiewicz bylby wielkim pisarzem i moze nawet WIEKSZYM bez pierwszych sekretarzy i komuny.
    Jest to jedynie dowod jaki paskudny byl to system, ze wybitni ludzie byli czasem zmuszani do obzydliwych kompromisow, przez ktore byc moze nie sypiali po nocach i umierali 10 lat wczesniej…
    A ilu wybitnych nigdy nie zaistnialo zgniecionych zaklamatym buciskiem bolszewii?

    Teraz od Hrabiego dla chlopa Lizaka o osiagniaciach PRL-u:
    „Jedną z ambicji „władzy ludowej” po II wojnie światowej było wyrównanie struktury społecznej studentów. Ponieważ na studia szły głównie dzieci inteligenckie, wprowadzono do zasad rekrutacji punktację za „pochodzenie społeczne”. Rezultat był zaskakujący (dla rządzących) – odsetek dzieci robotników i chłopów kończących studia był niższy niż za sanacji, a Polska zajmowała przedostatnie miejsce w Europie pod względem procentowego wskaźnika ludności z wyższym wykształceniem! To skutkiem „zrównywania klas społecznych” w PRL jest poziom wynagrodzeń szkolnych nauczycieli czy lekarzy, a pensja wykładowcy wyższej uczelni bywa niższa od faktycznego wynagrodzenia (zwłaszcza z „fuchami”!) hydraulika czy glazurnika! Takie rezultaty nie zrażają bynajmniej, ani nie prowokują do refleksji, współczesnych politpoprawnych „wyrównywaczy”. Do dziś powszechne jest czysto bolszewickie oburzenie na różnice w płacach, bo „przecież żołądki mamy takie same”!
    To zupelnie jak zaslugi Gierka w w osiagnieciach pisarskich Iwaszkiewicza…
    Mozna sobie jedyne wyobrazic jakie wielkie dzielo by stworzyl gdyby Ziutek Sloneczko wladal dodatkowe 10 lat.
    Byc moze jak Solzenicym zawdzieczalby Nobla wielkiemu jezykoznawcy.

  3. To pewnie tez konformizm ale Jego dzialalnosc a tym bardziej zycie nie bardzo mnie obchodza. Caly „stosunek ” do Niego to tych kilka tomow na polce kupionych kiedys tam (przeczytanych). Kilka filmow z Olbrychskim obejrzanych kiedys tam.(wtedy byly niezle) Generalnie rzucanie kamieniami to nie moje ulubione zajecie bo to zawsze moze byc ryzykowne ( znow chyba konformizm ).

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Milosz sam chyba przyznal ze wyemigrowal zeby uniknac proby charakteru (czy aby to tez nie konformizm ?)

  6. Gospodarz pisze:Intelektualnie był Iwaszkiewicz wobec komunizmu bezradny.

    Jak wielu innych ktorzy zostali rzuceni na szerokie wody oceanu czasu i miejsca w ktorym przyszlo im zyc.
    Czlowiek to tworca,ktorego nalezy oceniac za pozytywna tworczosc.
    Zostawil po sobie nie tylko wspomnienia,ale kilka ksiazek ktore warto przeczytac.Byc moze byl kolaborantem ale wykupil sie tym co stworzyl.
    Trudno byc jest czlowiekim,nasza rola jest tak wieloplaszczyznowa,ze oceniajac nasze zycie mozna oceniac czlowieka zarowno pozytywnie i negatywnie.
    Czlowiek to bestia ale z anielskim sercem.

  7. Oczywiscie, jedni siedza, drudzy nosza paczki, inni te paczki finansuja, a jeszcze inni siedza jak mysz pod miotla,… jest to spoleczny podzial obowiazkow w moim zabim rozumieniu. Mozna bohatersko zginac na pierwszej linii, ale ktos sie musi zajac sierotami…
    Mozna Iwaszkiewicza oceniac tak, albo inaczej, mozna go lubic lub nie, ale jego zaslugi dla jezyka polskiego sa nie do przecenienia

  8. „Wagą zabraną Temidzie
    Bawimy się w sprawiedliwość.
    Na jednej szali zło kładziemy
    Na drugiej dobro i litość”.

    Ps.
    Andrzejowi nie trzeba urody.
    Andrzej nie musi byc mlody.
    Andrzej sie nie ma podobac nikomu –
    Andrzej potrzebny jest blogu!

    Z madroscia to takze przesady –
    intelekt to – blogu – nie wszystko.
    Andrzej nie musi byc madry –
    wystarczy, ze obral se stanowisko.

    Andrzeja z nieba zeslali,
    Blogu – nie po proznicy:
    Andrzej w sercu plomien rozpali,
    i wegla przyniesie z piwnicy!

    Czasami zaprosi do tanca,
    podskoczy w rytmie klawiszy
    i wtedy Andrzej… –
    ma w sobie cos z samca:
    tak dyszy, na blogu, tak dyszy!

    Choc czasem,
    gdy mowic juz szczerze,
    nachodza go mysli niezdrowe
    wtedy, w Andrzeju wrecz budzi sie zwierze!
    Domowe, blogu, domowe!

  9. ObRzydliwy blad.

  10. Daniel Passent napisał:

    „Po II wojnie znalazł się w rzeczywistości komunistycznej, którą mógł uważać za „wieczną”, nie doczekał masowego protestu i Sierpnia (zmarł w marcu ’81). ”

    Doczekał.
    Sierpień był w 1980.
    Wciąż jeszcze wypada pamiętać.

  11. Daniel Passent napisał:

    „Po II wojnie znalazł się w rzeczywistości komunistycznej, którą mógł uważać za „wieczną”, nie doczekał masowego protestu i Sierpnia (zmarł w marcu ’81). ”

    Poprawka.
    Zmarł w marcu 1980, a nie 81.
    Też wypada pamiętać, gdy się o Iwaszkiewiczu pisze (ale już mniej niż datę powyżej:).

  12. Co do flagi.
    Kto by przypuscil, ze moze byc Lizbona…

  13. Uff!!! przepraszam za nadmiar wpisow nie na temat…
    Ale „biala flaga” nie dawala mi spokoju.
    Jako blogowicz w przeciwienstwie do publicysty postanowilem sprawdzic…
    Jak podaja w Paryzu, Berlinie i Brukseli oraz
    w PO:
    „Bruksela, Paryż, Berlin – te stolice Donald Tusk planuje odwiedzić tuż po zaprzysiężeniu na premiera. Wszystkie w ciągu jednego dnia …

    Tusk chce dobitnie pokazać, że będzie innym partnerem w Europie niż Jarosław Kaczyński. Wizyta w Brukseli ma oznaczać, że za jego rządów polityka europejska nie będzie stała w cieniu stosunków z Ameryką.
    Z Niemcami wiadomo sytuacja klopotliwa wiec rozwiazano ja
    kompromisowo – Berlin znalazł się na końcu podróży nowego polskiego premiera po Europie – tak by nikt nie mógł mu zarzucić, że faworyzuje Niemcy.

    No coz wygladaloby na to, ze Donald jak zauwazylem jest przewidywalny.
    Daje slowo nie pisalem mu planow podrozy.

  14. Iwaszkiewicz?

    A kto to jest Iwaszkiewicz?

    Nowy gitarzysta Ich Troje?

    Nowy towarzysz życia Pani Dody?

    Starożytny pisarz? To co mi Pan zawraca głowę, Panie Danielu? 🙂

  15. Święta prawda ostatniego zdania. Villon wszedł do historii nie dlatego, że był rzezimieszkiem; także Kraszewskiemu niewielu pamięta wysługiwanie się zaborcom w charakterze agenta.

  16. Tak łatwo z perspektywy lat, z dzisiejszą wiedzą i doświadczeniami osądzać historię. Ale były pokolenia, które tę historię musiały przeżyć – piękniej, czy nieco mniej pięknie, bohatersko czy kunktatorsko, aleć przecież osobiście. Nie każdy ma zadatki na Katona. Dalczego mam się oburzać na Iwaszkiewicza i Słonimskiego za ostre słowa pod adresem Miłosza, jeżeli sama wtedy myślałam podobnie? Tu się działy sprawy ważne, trudne, straszne i piękne, a On wolał gdzie indziej – wygodnie i bezpiecznie. Tak myślałam. Miałam niewiele lat i byłam równie rewolucyjna, jak młodzieńcy pomstujący na p.Jarosława dzisiaj. Jednak On pięknie pisał i niósł ze sobą tradycję salonu literackiego przez lata i dom otwarty dla ludzi różnych prowadził i obiady literackie organizował jak nikt inny. I był po prostu polskim inteligentem o tradycji ziemiańskiej. Nie był żołnierzem, nie miał takich ciągot. Człowiek na zwykłe, spokojne czsy, a żyć mu przyszło w czasach zgoła paskudnych. I co? Pamiętam, że kiedy wyszła „Sława i chwała” ktoś recenzujący nie tyle książkę, co Iwaszkiewicza w Radio Wolna Europa pokrzykiwał, że to „Sława bez chwały”, a dla mnie była i jest to książka ważna, zapis dziejów pokolenia moich rodziców. I Iwaszkiewicz pozostał dla mnie pisarzem ważnym, bliskim, smutnym. Nie wymagam od pisarzy i innych artystów, żeby nieśli sztandary na barykady. To nie ich rola.

  17. Stara Żabo 02.43:
    bardzo trafna uwaga. Zgadzam się w 100%!

  18. Jurata z godziny 8.25
    Kilka razy przecztalem Twoj wpis ,po prostu dzięki za myśli tam zawarte ,które w całości akcptuję.
    Pozdrawiam

  19. A dlaczego mamy się bawić w prokuratorów i sędziów? Ileż to każdy z nas wybiera na codzień wygodnych kompromisów, nie potępia widzianego zła, nie ryzykuje własną karierą czy tylko wygodą życia, aby zaprotestować przeciw złu. Wybieramy sobie wygodne kryteria oceny: czy ktoś aktywnie zwalczał reżim komunistyczny. Każdemu, kto żył w czasach PRL, stawia się oskarżycielskie pytanie: Dlaczego nie wywołałeś powstania i nie zginąłeś? Wtedy udowodniłbyś, że możemy cię cenić.
    To strasznie infantylne.
    I w obecnych czasach mamy do czynienia z narzucaniem ideologii, wymuszaniem milczenia lub posłuszeństwa, wykorzystywaniem władzy do zwalczania krytyków i przeciwników. Protestowałeś gdzieś głośno? Powiedziałeś szefowi, że nie powinien wyrzucać twojego kolegi tylko za to że miał swoje zdanie, czy może przemilczałeś? Potępiłeś kogoś za jego faszystowskie poglądy czy śmiałeś się z jego dowcipów? Stanąłeś w czyjejś obronie narażając się na nieprzyjemności?
    Może pamiętasz, ile osób protestowało przeciw postawie Iwaszkiewicza wtedy? Ja nie pamiętam nikogo. A może pamiętasz ile osób protestowało przeciwko świństwom, które widziałeś teraz? Nie przeciwko „zbrodniom komuny”, bo jej już dawno nie ma, ale chamstwu, ciemnocie, wykorzystywaniu władzy, narzucaniu swoich poglądów? Może to ty byłeś taką osobą?

  20. Ale lepiej się czyta wielkie dzieła, gdy stoi za nimi moralny autorytet. Czy wierzyć pięknym i mądrym słowom wielkich pisarz/filozofów, którzy pouczają, zaprzeczając jednocześnie swoim życiem swoim naukom? Ja myślę, że temu krajowi potrzeba dziś autorytetów, ludzi z charakterem. Te dwa lata, które przeżyliśmy, pokazały, że bardzo niewielu ludzi na to stać. Spójrzmy na zachowanie choćby prokuratorów, którzy zbuntowali się przeciw ziobrzyzmowi dopiero wtedy, gdy stało się to bezpieczne. Rzeczą literatów jest nie tylko pięknie pisać, ale i godnie żyć i dawać innym przykład. I choć każdy ma prawo do słabości, są granice, których przekraczać się nie powinno. Faktem jest, że jak się czyta prozę Iwaszkiewicza, to postać autora schodzi na drugi plan, ale pozostaje żal, że napisał ją właśnie ktoś taki.

  21. Faliczu! Co powiesz – w kontekście treści napisanych przez siebie wyżej – o niejakim np. biskupie Felińskim?, co to bogobojny naród bije przed ołtarzami z nim na nich? To dopiero sfałszowana biografia pospolitego zdrajcy! Czy dlatego został Feliński bohaterem, ponieważ był przede wszystkim agentem najpotężniejszej w świecie mafii? Nic nie jest całkowicie białe, nic w pełni czarne. Ta filozofia uratowała pamięć innego agenta Watykanu, niejakiego H. Kołłontaja. Jego zasługi dla Polski przeważyły jednak. Kto dzisiaj pamięta, że ważył się być pospolitym złodziejem? Ukradł bowiem kasę, z zasobów jakiej finansowano narodowe powstanie.
    Wyjątkowo łatwo nadsyłać komentarze nt. naszej polskiej, między Odrą i Bugiem pędzonej jakości życia, najczęściej z punktu widzenia własnej arogancji i kompleksów, grzejąc się ciepełkiem emigranta (w Twoim przypadku: uciekiniera). Mentorów, którzy nie jedzą na codzień tutejszego chleba Polacy nie lubią i – najczęściej – nie rozumieją. Staram się być przyzwoity w stosowaniu słów, więc nie będę opisywać odległości, jaka dzieli Twoją mentalność od rozsądku Jerzego Giedroyca, którego ducha chciałbyś – widać to miedzy wierszami Twoich tekstów – bardzo zastąpić.
    amw

  22. W problematykę roztrząsania biografii Iwaszkiewicza wpisuje się mimo woli dzisiejszy felieton Pana Profesora Łagowskiego w Gazecie Wyborczej na temat fałszerzy historii z IPN /inaczej Instytutu Podłości i Nienawiści/, jako instytucji szkodliwej i działającej bezprawnie. IPN inaczej zwany także Ministerstwem Prawdy jest narzędziem odwetu i wykuczenia milionów ludzi żyjących i działających w tamtej realnej rzeczywistości. Jest on narzędziem w rękach wszystkich tzw elit etosowych, styropianowych lub szyderczo określających się autorytetami moralnymi. Organ ten jest narzędziem walki i zniewolenia mnie, Redaktora i milionów bezimiennych bohaterów odbudowy i budowy zrujnowanego kraju. Zruinowaanego także jako spadek po sanacji, Powstaniu Warszawskim i po bałamuceniu ludzi po wojnie powrotem Andersa na białym koniu lub innych bohaterów czmychających prze Zaleszczyki. Nie było łatwo, można było uciec jak Miłosz lub powrócić jak Broniewski, Gałczyński i wielu innych do swoich domów. Nie było łatwo pojąć i zrozumieć po wojnie ogromu wyzwań stojących przed narodem lub dokonać wyboru jak w tym sie pomieścić. Przeżyłem sam ze soba ten dylemat, ciągle nie godząc się z systemem i zaleznościami, ale mimo wszystko bywałem cząsto dumny z każdej nowej szkoły, domu, fabryki, nowej, książki lub filmu. Polskiej książki i polskiego filmu, nie sowieckiego lub co gorzej jak utarło sie w dziesiejszej propagandzie nie komunistycznego. Teraz w nowych okolicznościach dyskredytowania tego wszystkiego co stworzono w moim kraju po wojnie jestem coraz bardziej dumny i oburzam się na każdą próbę eliminacji i zakłamywania ówczesnych lat. Mojej młodości. To, że było często niedobrze, że były podłości i zbrodnie to inna rzecz. Należy ukarać lub opisać jak to uczynil Miłosz w „Moim Dwudziestoleciu. Podjęcie próby dyskredytowania Iwaszkiewicza, nie mojego pisarza, traktuję jako kolejny etep niszczenia i zakłamywania historii narodu. Bierze w tym udział nie tylko specjalna instytucja państwowa do tego powołana, ale wydawałoby się intelektualiści w rodzaju Michnika i podobnych mu. I czynią to oni praktycznie bezkarnie, bez sprzeciwu, czyniąc dobre miny do głupiej gry. W czym niestety znaczną rolę odgrywa POLITYKA wpisując się w oportunistyczny nurt porawności.

  23. Stara Żaba pisze mało, ale smacznie. Jaką korzyść odniosła by nasza literatura, gdyby Mickiewicz i Słowacki dali się zabić w powstaniu?
    A o ich charakterach też można by to i owo. Ale DZIEŁO jest ważne.

  24. halszka31/3 – z poprzedniego wpisu – 20;56 – Ależ u mnie Dzień Życzliwości trwa cały rok! Jestem z natury ludziom życzliwa i abym kogoś skreśliła, musi zasłużyć. A co do typów w rodzaju AF, to ja na sam widok niektórych nicków pędzę na następną stronę nie czytając. Zdarza mi się czasem przeczytać jakiś – kontrolnie – ale okazuje się, że jednak nie warto. Czasu szkoda najzwyczajniej.

  25. Panie Danielu, artykul, jak zawsze, świetny. I zgadzam się w pelni z Jarutą, która pisze, że rolą pisarzy nie jest walka, oni mają inną misję do wypelnienia. Oprócz tego wydaje mi się, że takie osądzanie kogoś po śmierci nie ma sensu, on i tak nic nie może powiedzieć na swoje usprawiedliwienie.

  26. Dla mnie Jarosław Iwaszkiewicz był/jest przykładem konformisty i oportunisty zarazem w skrajnej postaci. Mama na mysli postawę jego jako człowieka, – nie pisarza.

  27. Harry_ potem, g.02;58 – wiersz doskonaly, podaj tylko początek i zakończenie, gdyż bardzo bym chciala sobie przypomnieć jak to Zaluski /chyba?/ opisywal ponoć rozmowę swojej żony z córką, …”która, z glębi swojego fotela, rad mojej córce udziela”

  28. Panie Redaktorze ! Szanowni Blogowicze !

    Roztrząsanie kolaboracji (rzekomej) Iwaszkiewicza – czy kogokolwiek – z państwem polskim jakim było PRL jest nierozsądne, płaskie i wręcz „głupie”. Po pierwsze – jak można „kolaborować” z państwem polskim (A.Michnik i inni Katoni mówią o systemie, ale ogólnie liczy się i tak państwo !). Innego być nie mogło. A po drugie – Iwaszkiewicza można oceniać jedynie, za jego wkład w rozwój polskiej kultury, polskiej literatury czy „poddzierżywanie” znaczenia Polski na arenie międzynarodowej.
    W ogóle stawianie takich dylematów nie jest szczególnie mądrym zajęciem, dziwię się więc A.Michnikowi i środowisku GW, iż stale szukają tych
    „trucheł”. Katonów ci w Polsce zawsze był dostatek, dlatego nasza historia jest tak pogmatwana i tragiczna.
    Na zakończenie warto tylko dodać, że takie dyskusje i takie tezy podające z ust intelektualistów w rodzaju A.Michnika, jak przedstawił to Pan Redaktor Passent, służą jedynie szerzącemu się w naszym kraju „oszołomstwu”, irracjonalizmowi, a nawet głupocie. A.Michnik i GW wykreowali już atmosferę „układu” – w walce z lewicą (bo jej „mniej wolno” – super-demokratyczny schagwort E.Milewicz). W wyniku tego dostali sami potem potężne „kuksańce” od swoich, styropianowo-kombatanckich towarzyszy broni. Widać, że nie wynieśli z tego żadnych nauk. Dalej gonią „króliczka” dla samej gonitwy – złapać go i nie chcą i nie mogą.
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

    PS.Nt. temat wielokrotnie pisał prof. B.Łagowski, ale jego mądre felietony i nauki są przysłowiowym wołaniem „na puszczę”.

  29. # otago pisze:
    2007-11-22 o godz. 01:52

    „Milosz sam chyba przyznal ze wyemigrowal zeby uniknac proby charakteru (czy aby to tez nie konformizm ?)”.

    Chyba nie. To raczej ucieczka przed konformizmem.

  30. Torchę nie na temat. Wczoraj w lokalnej TV usłyszałem, że prokurator IPN z Koszalina Bukowski Krzysztof natrafił na ślad zbrodni komunistycznej, popełnionej w roku 1985 przez Kiszczaka Czesława, lat 81. Zbrodnia polegała na zwolnieniu ze służby w Milicji Obywatelskiej funkcjonariusza w stopniu porucznika, za urządzenie w sposób ostentacyjny komunii córki. Ciekawe, co grozi za taką zbrodnię? 25 lat odosobnienia w bazie Guantanamo czy kara śmierci? Na marginesie, w styczniu 1982 roku dowiedziałem się od Krzysztofa M., porucznika SB, że właśnie przestałem pracować z powodu „niezakwalifikowania do pracy w jednostce zmilitaryzowanej”. Czy w związku z tym powinienem się zgłosić do Kazimierza Wóycickiego, szefa IPN w Szczecina, powiadomić, że padłem ofiarą zbrodni komunistycznej, zażądać wszczęcia postepowania w tej sprawie i przykładnego ukarania winnych? Pewnie nie mam do tego prawa, bo jako ateista nie afiszowałem się wtedy ostentacyjnym przywiązaniem do świętej wiary katolickiej.
    A z jasnym gwintem się zgadzam. pozdrowienia.

  31. Maurice Bejart wielkim artysta byl.

  32. Z innej beczki:
    pan b. Wiceminister Spraw Zagranicznych z PiS, pan Karski ocenił, że prof. Bartoszewski, jest używając łagodnych określeń, – średni.
    Zo to pan Karski jest „the great”…. Co tam „great” – pan Karski jest;
    „the giant”.

  33. ANCA
    Ja przepraszam, że na inny temat. Czytam właśnie „Wołokę” i jestem zachwycona. Poleciłaś mi Mariusza Wilka już dawno temu, ale na swoje usprawiedliwienie podaję, ze mialam mało czasu na czytanie, a za to długą listę czekających na mnie lektur. Teraz wpiszę na nią inne książki autora.
    Dziękuję!

  34. Jesliby oceniac tworce przez pryzmat jego biografii to mozna sie przyczepic do kazdego. I dlaczego w tej ocenie „maralnej” brac pod uwage tylko zaangazowanie lub nie w sprawy spoleczno-polityczne?
    Ot chocby taki Mickiewicz; romansowal na boku (Xawera Deybel), zone doprowadzil do choroby umyslowej, a przeciez „wielkim poeta byl”.
    Ponadto „kolaborant” to ktos kto szkodzil, wystawial na niebezpieczenstwo innych dla wlasnych korzysci. To chyba za mocne slowo w stosunku do Iwaszkiewicza, ktory nie pomagal, nie angazowal sie.
    Jaruta, lubie „Slawe i chwale”, mysle jednak, ze Iwaszkiewicz to przede wszystkim mistrz opowiadan.
    Jasny gwint, Michnik i POLITYKA dyskredytuja Iwaszkiewicza???
    Pozdrawiam Redaktora i Blogowiczow E.J.

  35. Zabawne dyskusje pod zabawnymi tytułami inicjuje GW. A może by tak:” Malcolm Lowry – klasyk czy degenerat?”. Pomyślałem o nim bo jego powieść wywarła na mnie wpływ i co kilka lat do niej wracam. Może by jakiś panel dyskutantów odsłonił, obnażył i ocenił zdegenerowane życie angielskiego pisarza? Czy ten bywalec kolonialnych burdeli, wyrzutek społeczny z mózgiem strawionym gorzałą zasługuje na miano klasyka literatury? Czy jego głęboko aspołeczna postawa upoważnia do bycia wzorcem moralnym? Biedna Anglia dla której azymutem moralnym są losy pijanego w sztok Konsula. Oj biedna, biedna… .Z utęsknieniem czekam na dalszy ciąg dyskusji kto na co zasługuje.

  36. Hortensjo! Jestem przedstawicielem tych, ktorym podoba sie pisanie w celach czysto komercyjnych – latwe, nieprzeintelektualizowane kawalki. Kiedys (a z 20 lat temu) czytalem „Dzienniki gwiazdowe”. Lyknalem je jak kostke ptasiego mleczka, usmialem sie i ubawilem, choc nie dotarlo do mnie co Lem chcial przemycic.
    Niedawno, pomny tych milych wspomnien, siegnalem po nie znowu, mniej sie smialem, wiecej rozumialem i choc zgadzam sie z innymi ze Lem jest wielki, to nie dalem rady go strawic. Po grzyba mam wlazic na 20 pietro po elewacji jak moge na piate – po schodach – albo winda. Zdecydowana wiekszosc tych ktorzy potrafia czytac, a dokladniej, ktorzy czytaja miast lazic na stadiony robic rozroby lub wydeptywac chodnik pod budka z piwem, sa to ci, ktorym czytanie sprawia przyjemnosc. Dla jednych ta przyjemnoscia jest lamaniem sobie lba w kwestii; „co autor chcial powiedziec”, a innym wrecz odwrotnie i ja sie do nich zaliczam. Czy to zle?- nie wydaje mi sie. Jest tyle ambitnej literatury ze mozna by cale zycie tylko taka czytac i jeszcze by sporo zostalo. Ja przynajmniej, mam jakies usprawiedliwienie dla siebie. Caly dzien, nieraz i noca, wytezam mozgownice w pracy i nie mam najmniejszej ochoty dobijac sie niczym ciezkim i Bog strzez by ‚pisz-a-rze’ przestali slabo pisac.

    Poza tym pomysl, czy jest jakikolwiek temat, watek, problem moralny czy filozoficzny czy spoleczny… – cokolwiek, co nie zostalo juz poruszone gdzie indziej! – Ni-Ma! Nawet jesli trafisz na cos nowego, zachwycisz sie tym, wydaje ci sie to nowe i odkrywcze, to swiadczy tylko o tym ze mialas pecha i wczesniej sie z tym nie spotkalas. Wszystko, absolutnie wszystko juz bylo to tylko my ciagle ocieramy sie o cienie tych samych rzeczy, tylko swiatlo pada z innej strony.
    Mnie osobiscie ta swiadomosc oslabia. Wiem ze cokolwiek ktos zechcialby napisac, znajdzie sie ktos inny, kto dostrzeze zbieznosc z czyms co juz bylo, lecz czyz nie wiecej jest takich, dla ktorych bedzie to novum i zachwyca sie tym?
    Pieprzone rozterki. Nawet jesli cos pobrzmiewa na novum za cholere nie dasz temu wiary. Znam zycie!
    Wychodzi na to ze bronie tu marna (marna to bardzo zle slowo; latwa – moze lepiej) literature. Jak najbardziej! – bo jest potrzebna. Taka literatura daje wytchnienie tym, ktorzy jej potrzebuja. Przenosi w fantastyczne swiaty gdzie wszystko jest proste i latwe. Innej czytac nie mysle, bo wlasnie taka mi najbardziej lezy i nie obawiam sie ze ktos za moimi plecami bedzie sie ze mnie podsmiechiwal.

    Dziwie sie ze w ogole komus chce sie pisac. Mnie sie chce. Sam za bardzo nie wiem po co to robie. Moze dlatego ze czas podrozy mi szybciej mija.
    Moze dla ciebie. Nie wiem ?

    Ps. Tak! – masz racje. Podroba M.Zaluckiego.

  37. Nareszcie Szanowny Gospodarz powraca na poziom, na którym jest od lat.
    Wikłanie sie w bieżącą politykę zostawmy innym blogom.
    Niskie ukłony.

  38. Pawle, racz czytać uważniej („którą mógł uważać za „wieczną”, nie doczekał masowego protestu i Sierpnia (zmarł w marcu ’80”).

    Zarzucają krytycy „Dziennikowi”, że ich autor w wielu miejscach zdawał się nie zauważać, co się działo w kraju, zupełnie jakby żył na pustyni; wolał się zachwycać pomnikami starożytności podczas częstych wyjazdów zagranicznych. Nie wiem, jeszcze nie czytałam, ale mam taki zamiar. „Panien z Wilka” i tak nikt mu nie odbierze.

  39. Bylam gowniara, ktora po kryjomu , pod lawka na lekcjach roznych, czytala „Slawe i chwale”. Dopiero pozniej, juz jako dorosly zab, weszlam w opowiadania i inne utwory Iwaszkiewicza. Ale tamto czytanie pod lawka pamietam do dzis. I do dzis wracam do tej pierwszej lektury. I raz na jakis czas znowu czytam… Dla mnie to wielkie dzielo o przemijaniu i przypadku. Dopiero pozniej bylo „Sto lat samotnosci” a juz calkiem niedawno „Prawiek i inne czasy”. A co mnie to obchodzi kim byl jako czlowiek?! Pewnie! Chcialo by sie, zeby autorzy naszych lektor swiecili tylko pozytywnym swiatlem! Tyle ze to jest niemozliwe. Jedni boja sie zycia i jego konsekwencji i uciekaja w tworczosc, a inni co tez sie boja tego samego, ale nie maja talentu, wiec egzystuja z dnia na dzien, i maja za zle tym drugim. Ze zyja zle a pisza dobrze. Nie tylko pisza! Czy ktos zna artyste w jakiej kolwiek dziedzine, ktory by byl krysztalowym czlowiekiem? To nie jest usprawiedliwienie, a absolutna koniecznosc! Tylko ze skluconej duszy powstaje cos, co ma wartosc dla innych. Nie mozna zyc letnio i tworzyc goraco! A ze artysta powinien byc autorytetem? A kto tak powiedzial?! Czas to taki gosc, ktory zwryfikuje dokonania artystow. Tworczosc Iwaszkiewicza trwa nadal w dobrej kondycji. I mnie to w zupelnosci wystarcza.

  40. „Ludzi, ktorzy twierdza ze cierpienie uszlachetnia, nazywamy masochistami”

    Andrzej MW pisze:
    2007-11-22 o godz. 10:33
    (…)
    Wyjątkowo łatwo nadsyłać komentarze nt. naszej polskiej, między Odrą i Bugiem pędzonej jakości życia, najczęściej z punktu widzenia własnej arogancji i kompleksów, grzejąc się ciepełkiem emigranta (w Twoim przypadku: uciekiniera). Mentorów, którzy nie jedzą na codzień tutejszego chleba Polacy nie lubią i – najczęściej – nie rozumieją. Staram się być przyzwoity w stosowaniu słów, więc nie będę opisywać odległości, jaka dzieli Twoją mentalność od rozsądku Jerzego Giedroyca, którego ducha chciałbyś – widać to miedzy wierszami Twoich tekstów – bardzo zastąpić.
    * * *
    Andrzeju MW! Moze masz, a moze nie masz racji, wypowiadajac sie w imieniu _Polakow_ o _uciekinierach_. Wiem ze to tylko Twoja opinia (moze i wielu innych PPP Prawdziwych Polakow Patriotow) o nas, o tych ktorzy wyemigrowali z Polski.
    Jedni musieli – pamietaj, inni nie widzieli swej przyszlosci, w marazmie owczesnej Polski. Wiele powodow sklada sie na to ze Polske opuscili.
    Moze przyblize Ci Andrzeju perspektywe emigranta, moze zrozumiesz co za tym slowem sie kryje. Moze?

    Tylu ich znam, emigrantow zyjacych kazda noga w innym swiecie. Sa to tacy, ktorzy tesknia strasznie za SWOIM domem i chca wracac do niego, ale jak tylko pojada na miesiac wakacji, to tesknia strasznie by wracac spowrotem.

    Moj dom w „GH” (Golden Horseshoe) jest moim domem. Czego chciec wiecej? Spedzone tu lata uwazam za najlepsze jakie mi sie przydarzyly, a jesli mialabym umrzec jutro, uwazalabym nadal ze wyjazd z Polski byl najlepsza rzecza jaka mi sie w zyciu przydazyla.

    Oswajanie nowych terytoriow trwa czasem dluzej, czasem krocej.
    Dosc szybko oswoilem sie z miejcem ktore lubie – bez tego, zawsze trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie plotu.

    Znam takich, ktorzy nie wracaja bo ich wiza dawno stracila waznosc, wiec wyjazd oznaczalby opuszczenie Kanady na zawsze.
    Siedza tu nadal nielegalni obiecujac sobie ze jeszcze tylko kilka tygodni, jeszcze kilka dolarow na koncie i juz koniec tej meki. Wreszcie wyjada, na zawsze.
    Jedni i drudzy i trzeci – jakkolwiek ich sytuacje dziela lata swietlne – kiedy mysla dom – mysla o innym miejscu, innym kraju.
    Chocby siedzieli tu niewiarygodnie dlugo. Wracaja, czasem na stare lata dopiero.

    Wyjezdzaja ci co emigracje traktuja jako stacje przesiadkowa – epizod – szanse na ekonomiczne odkucie sie, nauczenie czegos, zobaczenie innego swiata. Ale i ci, pelni energii i ciekawosci zalamuja sie kiedy okazuje sie ze bez wzgledu na bagaz umiejetnosci i doswiadczen w nowym kraju, trzeba zaczac wszystko od zera.
    Wracaja zdolne, wyksztalcone dziewczyny zmeczone praca sprzataczki czy kelnerki, ktora okazala sie byc jedynym dostepnym sposobem zarabiania na zycie – i ci, co po wielu latach, nieraz wypelnionych sukcesami zawodowymi i osobistymi nie potrafia odnalezc sie w kraju, ktory na zawsze pozostanie dla nich obcym. Czasem, potrzeba masy czasu by zrozumiec, ze Polska jest prawdopodobnie jedynym na ziemi krajem, gdzie obcych traktuje sie lepiej niz swoich i nawet dlugie lata przezyte tu, nie gwarantuja wpasowania sie w dlugi ciag ludzkich pokolen ktore ten kraj tworza. Ze nie wystarczy umiec odpowiedziec bezblednie na wszystkie pytania w tescie na obywatelstwo by przynalezec, byc czescia, byc u siebie. Sa tu w miejscu ktore wybrali z takich czy innych powodow, ale bez wzgledu na to skad pochodza i co tu przezyli – tesknia. Za zbieraniem grzybow w lasach lubuskich. Za domowym drim-sum i pora deszczowa na Tajwanie. Za gremialnym szalenstwem malomiasteczkowych Oktoberfest. Za dziadkiem w Pendzabie ktorego pewnie juz nie zdaza zobaczyc. Za pewnym magicznym miejscem w parku miejskim w Seulu, o ktorym nikt nie wie…
    Paradoksalnie, to zwykle male rzeczy budza najwiecej tesknot.
    Ci co mowia ze chca wracac nie uzywaja wielkich slow.
    Mowia; „mama” ale, nie „Ojczyzna”.
    Mowia; „przyjaciele” ale, nie „Patriotyzm” (slowo patriotyzm = „patriotism” tu jest prawie nie uzywane).
    Mowia; „domowy krupnik” ale, nie „tradycja”.
    Tych wielkich rzeczy, ktore sa suma malych jakos w nich nie widac – dopoki, nie wyjada naprawde, nie stopia sie ze zrodlem swoich tesknot, nie powroca do tego, co – choc moze nie wiedzieli o tym – pozwala im czuc sie czescia czegos wiekszego, stabilnego, dajacego poczucie sily.

    Znam tez innych, takich co zostali tu i najpewniej zostana juz na zawsze, ktorzy zyja ponad tesknota, zadowoleni z losu przesadzonego drzewa.
    Najczesciej, zostaja ci ktorych trzymaja tu mieszane malzenstwa – i dzieci urodzone tu, albo sukces w interesach, czy fakt nabycia swojego, pierwszego domu, takiego ich, prawdziwego. Ci predzej czy pozniej zaczynaja czuc sie u siebie, nawet wtedy, gdy po latach tu spedzonych nie umieja zaspiewac urodzonemu dziecku kolysanki po angielsku, nie rozumieja wszystkich angielskich dowcipow. Po czesci, dlatego zapewne ze nowa, kochana amerykanska rodzina daje rownie mocne poczucie przynaleznosci jak tamta, zostawiona gdzies tam. Pewnie jest w tym takze cos z ciazenia rzeczy, ktore zgromadzone, wytwarzaja wlasne pole grawitacji – co trzyma mocniej niz stare tesknoty.

    Sa jednak i tacy, ktorzy nie maja tu nic, nie dorobili sie niczego godnego. Nie zasiadaja w zarzadzie zadnej wielkiej korporacji, a mimo to zostali i zostana i nawet tesknia mniej niz inni lub zgola nie tesknia wcale. Czasami dlatego ze swiadomosc mizerii ekonomicznej kraju z ktorego przyjechali, jest wystarczajaco mocna by nie miec najmniejszej ochoty porzucac kraju masla orzechowego i taniej benzyny. Czasami dlatego, ze zbyt boja sie zaczynac wszystko od nowa, po raz kolejny, tym razem w kraju co powinien byc bliski, a stal sie obcy, bo nic nie stoi w miejscu, ludzie i miejsca sie zmieniaja. Powstale od czasu ich wyjazdu i zapetlone przez lata nici miedzyludzkich zaleznosci tworza juz siec w ktorej nikt, kto nie uczestniczyl w jej budowie, nie zdola sie polapac. Czasami powrot rowna sie przyznaniu do porazki, a ambitna dusza woli raczej dac sie upokarzac obcym w obcym kraju, niz znosic ironie i docinki ziomali. Czasami… – oh, bywa tyle powodow zupelnie roznych, czasem madrych czasem nie. Jednak fakt pozostaje. Dlaczego?

    Emigracja nie jest dla kazdego, gdyby bylo inaczej, zapewne nikt z tych co urodzili sie w biednych lub miotanych niepokojami krajach nie zostalby w miejscu skad pochodzi. Nawet nie to jest najtrudniejsze ze czasem wyjazd, rowna sie dlugiemu okresowi wyrzeczen, odkladania na bilet kazdych zarobionych pieniedzy, czasem ryzykowaniu zdrowiem czy zyciem by dostac sie do upragnionej Coca-Cola plynacej ziemi obiecanej. I nie tym ze bilet czasem, bywa w jedna strone. Najtrudniejszy jest krok, ktory wyrywa ze znanego, ze wspolnoty pokolen budujacych wspolna rzeczywistosc, jezyk, obyczaje i prawa, historie i legendy. Wszystkiego, co pozwala czuc sie bezpiecznie, mogac liczyc na czyjas pomoc w potrzebie, na czuly gest w smutku, slowo pociechy czy rade w zgryzocie.

    Ci co zostaja, czesciej niz inni potrafia zyc ze swiadomoscia nieustannego bycia odmiencem-Guliwerem w krainie Liliputow, lub odwrotnie. Odmiencem, jakkolwiek czesto uznanym za pozytecznego czlonka spolecznosci i porzadnego w sumie czlowieka. Nawet wtedy, gdy bez chwili zastanowienia odpowie na pytanie; „Crunchy or smooth”, albo; „Yankees or Mets”. Nawet, jesli z niepoprawnie obcym akcentem wyrecytuje tekst: „Star Spangled Banner”. Dowodza miliony przykladow, daje sie tu zyc w taki sposob i niekoniecznie trzeba sie w tym celu zamykac w etnicznym getcie Chinatown, dzielnicy zydowskiej, ruskiej, Little Poland czy innych.

    Czesto lapie sie na tym, ze nie rozumiemy sie zbyt dobrze. Jest jednak cos, co nas laczy. Ameryka wierzy bardziej w prawo ziemi niz w prawo krwi. Ktokolwiek wybral jej ziemie na miejsce gdzie narodzi sie jego dziecko, automatycznie czyni je amerykanskim obywatelem – niezaleznie z jakiego kraju sam pochodzi w jakim mowi ojczystym jezyku, do jakich modli sie bogow. To pewna emocjonalna wlasciwosc. Cenie sobie bardziej wiezy wynikle z wyboru – niz te, co wynikly z niezaleznego od mojej woli zbiegu okolicznosci. Bardziej wierze w przywiazanie wynikajace z glebokiego szacunku do osob ktorych dotyczy, niz z biologicznego pokrewienstwa. Moich rodzicow kochalem duzo bardziej za to ze byli cudownymi, prawymi i ciekawymi ludzmi, niz za to ze podarowali mi calkiem przyzwoity zestaw chromosomow. Ludzi z ktorymi sie wiaze, kocham za to jacy sa, a nie za to ze sa w ogole. Niby drobiazg, a robi caly hektar roznicy.

    Nie wroce do Polski. Obserwowanie glupot zycia tam codziennego, malych i podlych politykow. I nie dlatego ze paczki u Bliklego nie tak juz dobre jak kiedys. Nie wroce bo w odroznieniu od pierwszego – ten drugi dom, to sprawa wyboru i choc kochac mozna oba ta wybrana milosc znaczy dla mnie wiecej.
    Jakkolwiek zdarza sie – jak to w zyciu – czasem ubolewac nad konsekwencjami raz podjetych decyzji, to moj wybor, akt woli, may way!

    http://www.youtube.com/watch?v=G1tGdoA6mCc

    Najpiekniejsza i najstraszniejsza konsekwencja bycia doroslym czlowiekiem. Dom moj jest tam, gdzie sam sie mecze, poce, by go od fundamentow budowac, czasem blogoslawiac, a czasem przeklinajac wybor, zawsze powtarzajac (a jakze – z ciezkim, obcym akcentem) moze zbyt podniosle w calej tej do gruntu zwyczajnej sytuacji zdanie, od dwoch wiekow martwego Amerykanina:
    „Give me liberty, or give me death”…

    Byc Polakiem… – to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. To samo jest z oddychaniem. Nie spotkalem jeszcze czlowieka, ktory jest dumny z tego ze oddycha.
    Polakiem jestem jednak, bo sie w Polsce urodzilem, wzroslem, wychowalem, nauczylem, bo w Polsce bylem szczesliwy i nieszczesliwy.
    Polak, bo dla czulego przesadu, ktorego zadna racja ani logika nie potrafie wytlumaczyc.
    Polak, bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano, bo mnie tam polska mowa od niemowlectwa karmiono, bo mnie matka nauczyla polskich wierszy i piosenek.
    Polak, bo po polsku spowiadalem sie z niepokojow pierwszej milosci i po polsku belkotalem o jej szczesciu i burzach.
    Polak dlatego takze, ze brzoza i wierzba sa mi blizsze niz palma i cyprys, a Mickiewicz i Chopin drozsi niz Szekspir i Beethoven. Drozsi dla powodow, ktorych znowu zadna racja nie potrafie uzasadnic.
    Polak, bo przejalem od Polakow pewna ilosc ich wad i zalet narodowych.
    Polak, bo moja nienawisc dla homofobow i faszystow polskich jest wieksza, niz homofobow i faszystow innych narodowosci. I uwazam to za bardzo powazna ceche mojej polskosci.

    Ale, przede wszystkim Polak dlatego, ze mi sie tak podoba.

  41. Uważam, że pisarz jest przede wszystkim artystą. Artysta całe życie podporządkowuje temu, aby tworzyć. To jest jego misja i cel. Sytuacja zewnętrzna jest jakby na marginesie. Artysta jej się przygląda, analizuje, opisuje, ale nie uczestniczy. Oczywiście w jakiś sposób musi jednak uczestniczyć, ale to jakby opędzanie się od muchy. Bzyczy, to się człowiek wzdryga, opędza, aczkolwiek niechętnie i tylko tyle ile trzeba. W ten sposób widzę zachowanie Iwaszkiewicza. Można nazwać to komformizmem i kolaboranctwem. Chęć tworzenia jest większa niż bohaterstwo polityczne. Weżmy Andrzeja Gwiazdę, który walczył politycznie, ale nic nie tworzył. Był żołnierzem tamtych czasów, ale ludzkości nie pozostawił żadnych dzieł wielkich. Więcej, ma nieskazitelny życiorys polityczny, a obecnie pozostała mu tylko gorycz, że to się szczęśliwie skończyło i nie chciało nadal trwać. Zatem kto jest wielkim człowiekiem, Iwaszkiewicz czy Gwiazda ? Każdy z nich dał z siebie to, do czego się nadawał. Dlaczegóż rozpatrywać te postawy człowieka, do których nie przywiązywał kiedyś uwagi, bo całą siłę witalną wpakował w to co go fascynowało ? Uważam, że dyskusje o pisarzach nie powinne polegać na przeciwstawianiu jego drogi życiowej temu co tworzył. Czy jego dzieła miałyby większą wartość literacką gdyby zaangażował się w dysedentyzm i pisał w więzieniu, a wydawałaby to jedynie Paryska Kultura ?

  42. Po poprzednim blogowym wpisie Szanownego Redaktora Gospodarza mialem tak dosc, ze z wrazenia wpisalem sie do przedpoprzedniego. Postanowilem tym samym skonczyc z soba na Pana blogu, bo to miejsce juz nie dla mnie. zauwazylem rzeszta, ze znaczna wiekszosc Panskich blogowiczow zrobila przede mna to samo – juz nie pisza. Zostala garstka wiernych, ktorzy jak mawiala moja wielokrotnie juz cytowana babcia polonistka, miedla w kolko to samo.

    Teraz, za „rada narodu” z polityki biezacej rzucil sie Pan Redaktor w nowy nurt i zostal czynnym czlonkiem grupy ludzi trzymajacej prawde.

    Poprzednio probowal Pan Redaktor Gospodarz wskrzesic czy tez podtrzymac w blogowiczach myslenie swiadome i rozsadne, ostatnio przez przekore i dwuznacznosci. Dzis przybiera Pan szaty „Pilatow”.

    Pisze Pan: „Nie trzeba być wielkim człowiekiem, żeby tworzyć wielkie dzieła. I tylko one przejdą do historii. Na obiektywną ocenę Iwaszkiewicza jest jeszcze za wcześnie. Dziś żyjemy w czasach, kiedy dominują kryteria polityczne. Biografia liczy się bardziej niż dzieło.”
    Nie wdaje sie w dyskusje o Panu Iwaszkiewiczu jako czlowieku, nie znalem osobiscie (znali go moje sp. babcia i matka, ale juz nie moge zapytac). Wszystko inne co o nim wiem (takze z Panskiego wpisu) to oceny subjektywne. To taki IPN bis to ci, co maja (dzis) monopol na prawde absolutna. Bo jak sam Pan pisze, rozumem kieruja w dzisiejszych czasach kryteria polityczne.
    Jak rozum zdrowy, to w ocenie nauki, sztuki i literatury kierowac sie powinien „wszystkim” tylko nie polityka. To juz przerabialismy wielokrotnie.

    To Panskie wyznanie jest tragiczne, bo przepowiada dalszy ciag „jedynie slusznych biografii”, mentalnosci BMW (przepraszam marke BMW, a swoja droga niezgodnne z pierwotnym przeznaczeniem stosowanie tego skrotu powinno byc karane zgodnie z prawem o ochronie znakow towarowach).
    Oznacza to, ze przychodzi znowu moze przyjsc czas na czystki umyslowe i tylko ci „prawdziwi Polacy, nie-kolaboratorzy i patrioci przez duze „P” beda godni zaszczytu pozytywnego zweryfikowania przez intelektualna grupe trzymajaca prawde.

    Tak, jak nie bylo co deliberowac i przypuszczac gdzie najpierw pojedzie Premier Donald Tusk (pojedzie tam, gdzie bedzie uwazal za stosowne, blogi i spekulacje nie maja na to wplywu) tak nie ma sensu wpadac w nurt dzielenie naroduwego dorobku kultury (bo tym sa np. Iwaszkiewicz, Kapuscinski, Milosz, etc.) na ten poprawny i ten, jak to ladnie nazwala GW „kolaboracyjny”. Oczywiscie sensacyjnosc spekulacji i kolaboracyjnosc nagania czytajacych i zwieksza naklad.

    To co Pan jako „relacjonista” opisuje to dobra dziennikarska robota. Do czasu, jak nie staje sie Pan jednym z opisywanych i wpada w zasadzke koniecznosci posiadania ostatniego zdania: „moje refleksje, których żądają Szanowni Blogowicze”.
    A moze czasem lepiej poczekac, nie zawsze trzeba byc od razu opinotworca, wielkim czlowiekiem i wielkim dziennikarzem.
    Kiedys plyna Pan pod prad i wygrywal. Teraz tego „pod prad” wyraznie Panu brakuje.

    Na koniec pozwole sobie na troche prywatnosci: moj dziadek (ze strony ojca, medyk) pojechal jednym z pierwszych transportow do Oswiecimia (mial numer trzycyfrowy!). Po tym jak go powieszono, wladze obozowe odeslaty (!!) rodzinie rzeczy osobiste (futro, srebrna papierosnica, dokumenty!!!) z adnotacja, ze zmarl na tyfus. Brat mojej matki byl w lesie cala wojne, jej matka (czyli moja babcia) uczyla polskiego na tajnych kompletach. Moi rodzice wykstalcili sie w PRL (tak jak i ja zreszta). Osiagneli sukcesy i stanowiska. Na nas wszystkich sa teczki i dokumenty. Ja wyjezdzalem duzo, bo robilismy w zespole kawal dobrej naukowej roboty i nas zapraszano. Bylem dumny z tego, ze wlasna praca i umyslem moge zaistniec. Wajezdzalem na “Zachod” nawet w stanie wojennym, co juz budzi powazne podejrzuenia. Ale wracalem (to jeszcze bardziej podejrzane). Mialem kilkadziesiat rozmow ze sluzbami (nie tylko na uczelni, takze w tzw. tajnych mieszkaniach) przed wyjazdem i po powrocie. Nikt nie wymagal ode mnie aktow lojalnosci a rozmowy dotyczyly glownie tego, co przywiozlem z zagranicy. Jestem z pewnoscia na liscie tajnych wspolpracownikow lub agentow, bo kazdy z moich oficerow prowadzacych musial sie przeciez wykazac. Czy jestem przez to wrogiem, komunista i kolaborantem?… Teraz przyjdzie najgorsze: w polowie lat 80′ wyjechalem i nie wrocilem. Chcialem wrocic i byc katalizatorem wspolpracy miedzy moim polskim osrodkiem naukowym a wiodaca placowka w RFN (wtedy jeszcze), ale jak mi moj owczesny polski szef i rektor uczelni powiedzial „ty juz sie nachapales, teraz pojedzie tam Basia a potem Ania” (imiona zmienione) to moj niemiecki szef zbaranial i powiedzal – albo ja albo nikt (ani Basia ani Ania nie znaly jezyka, nie pracowaly naukowo, nie mialy pojecia o tym, co mialyby robic, ale chcialy sie „nachapac”, bo przeciez po to jezdzilo sie za granice), to w koncu zlozylem w uczelni wymowienie. Za mna po kilku latach w roku 1988 pojechala zona i syn. Czy przez to jestem zdrajca? W polowie lat 90′ przyjelismy (z wlasnej woli) niemieckie obywatelstwo (trzeba w zyciu dokonywac wyboru) choc dziadek mojej zony (rodzina przedwojennych spoldzielcow i Powstancow Warszawskich) zginal w Dachau a ja nie mialem dziadka w przyslowiowym juz Wernachcie a i moj pies nie szczekal po niemiecku.
    Takie sa nasze losy: komuch i wyksztalciuch, tajny wspolpracownik, kolaborant (?) zdrajca i Niemiec.

    Musze przyznac, ze nie bawia mnie ironiczne komentarze o bialych flagach ani oceny wielkosci.

    Na maturze (w Lodzi, 1972) pisalem na temat “Rozwin mysl Zofii Naukowskiej – warunki sa tylko warunkami, a czlowiek jest az czlowiekiem-” Tego tematu z “komunistycznej” matury nigdy nie zapomne. I tego co na ponad 20 stronach papieru A4 wtedy napisalem. Moze uda sie to kiedys odzyskac. I to byloby swiadectwo czasu.

    Teraz wszyscy sa madrzy i wspaniali, oceniaja i wiedza lepiej.

    Na zakonczenie mojego udzialu w Pana blogu przytaczam komentarz nie moj, tylko Pana Rafala A. Ziemkiewicza, takiego raczej horagiewkowatego autora, nie lubie go specjalnie, ale tym razem pisze trafnie. Niby nie ma to nic wspolnego z Panem, Michnikem, Iwaszkiewiczem….:

    “Wspólne wystąpienie trzech wiceprezesów PiS wszyscy nazywają buntem, zupełnie nietrafnie. Dorn, Ujazdowski i Zalewski nie przypominają buntowników. Przypominają bojarów, którzy ze łzami w oczach klęczą przed szalonym carem i błagają go, żeby nie gubił swojej armii. Car, nieprzywykły, by ktokolwiek kwestionował jego nieomylność, wścieka się na to i wymachuje im nad głowami mieczem, grożąc, że za bunt pościna, a ci z pokorą: ścinaj, panie, ale posłuchaj, zastanów się, nie gub kraju, nie gub armii!

    Wszystko wskazuje na to, że łaska opamiętania nie będzie szalonemu władcy udzielona. Zamiast przemyśleć swe plany, tylko utwierdzi się w przekonaniu o własnej słuszności. To nie jego strategia zawiodła, to buntownicy ją sabotowali. Ale teraz już nie będzie buntowników, teraz car postawi na ludzi tak wiernych i tak pozbawionych własnego zdania, że bez szemrania wykonają każdy, nawet najgłupszy i najbardziej zgubny w skutkach rozkaz.

    Barbara Tuchman nazwała podobny syndrom zacinania się przez przywódcę w uporze i obrażania na fakty „szaleństwem władzy”. My mamy właśnie spektakl szaleństwa opozycji. Niezdolność przyjęcia do wiadomości, że przez ostatnie dwa lata popełniło się różne błędy i to one właśnie, a nie spisek niecnych mocy, decydująco przyczyniły się do przegranej, wpycha PiS na drogę, jaką przebyła przed nim KPN.

    Trudno pojąć, co stało się z Kaczyńskim, że najwyraźniej nie rozumie, iż przegrane wybory to nie nocna zmiana, a scena polityczna może zostać podzielona między dwie duże partie wyłącznie wtedy, gdy będą wielonurtowe, zdolne komunikować się z szerokimi grupami wyborców i odzwierciedlać różne polityczne aspiracje. Zamiast powrotu do władzy, szykuje swej partii całkowitą marginalizację (koniec cytatu, RZ, wtorek, 20 listopad, 2007 20:19).

    Panowie trzymajacy prawde, nie robcie tego samego bledu!

    Zegnam Pana Redaktora Gospodarza i Szanownych Blogowiczow.
    i pozdrawiam jak zwykle serdecznie
    z Berlina

  43. Irina pisze o godz. 13:59

    Pawle, racz czytać uważniej (”którą mógł uważać za „wieczną”, nie doczekał masowego protestu i Sierpnia (zmarł w marcu ’80″).

    Poprawka w tekscie felietonu Passenta została wprowadzona dopiero po moim zwróceniu uwagi na błąd.
    Gdy pisałem, tam była data ’81

  44. O rany Julek, znowu ten Falicz !
    Czego bym nie otworzył, od kranu zaczynając, wszędzie Prof. dr.rehab. A. Falicz, wybitny specjalista od gotowania na gazie, tym razem o dyplomacji i Iwaszkiewiczu.
    Dlaczego takie zera intelektualne z którymi najwyżej mozna by podyskutować o tym jaki browar obalić: Fostera, Millera czy Heinekena, muszą sie z nami dzielić swymi żałosnymi przemyśleniami na wszystkie możliwe tematy…..
    A co sie tyczy Gaz. Wyb. to rzeczywiście wybrała sobie świetny temat. Proponuję żeby teraz urządzić dyskusje o Marku Hłasce pt. Geniusz czy drobny kapuś i pijaczek ( przecież sam się przyznał !).
    Przecież do licha twórcę ocenia się po dziele, a nie po moralności. Co byście zrobili z Jean Genetem lub Francois Villonem ?

  45. Andrzeju Falicz- nawiązując do dyskusji prowadzonej właśnie w „Polityce” nt. czy internet wpływa ujemnie na kulturę proponuję, abyś pisał schludniej, wtedy czytać Cię będzie się lżej. Dalej proponuję, abyś zaczął używać polskich trzcionek- po prostu przyciskając „Alt”. Z poważaniem

  46. Tak się składa, że byłam na tym spotkaniu. Zastrzegam, że nie należę do nieprzyjaciół Adama Michnika, jest mi raczej obojętny, a niekiedy miewam doń stosunek pozytywny, ale podczas tego wieczoru wywoływał we mnie uczucie coraz głębszego niesmaku. Choć biorę poprawkę i na to, że niechęć do Iwaszkiewicza zaszczepił mu prawdopodobnie jego mentor, Antoni Słonimski.

    @Wodnik53 (z 12:13) – świetnie ująłeś to, co chciałam napisać. I dodam, że pan Tomasz Łubieński upomniał się o właściwe rozumienie słowa „kolaborant”. Spokojne, wyważone wypowiedzi Łubieńskiego i Radziwonia kontrastowały z – przepraszam za nieeleganckie słowo, ale samo ciśnie mi się na klawiaturę – zapluwaniem się red. AM.

    Słuchając wypowiedzi Ryszarda Matuszewskiego, idącego w sukurs Michnikowi, zastanawiałam się, gdzież to on sam mianowicie był na początku lat 50-tych? Jak się zapisał w kontekście forsowania socrealizmu?

    Jerzy Pilch trafnie zwrócił uwagę, że złośliwa opinia Iwaszkiewicza o Ważyku i jego „Poemacie dla dorosłych”, którą Michnik z taką satysfakcją cytował, kojarząc z publicystyką pomarcową, nie została opublikowana na łamach „Trybuny Ludu”, ale w dzienniku intymnym, nie przeznaczonym wówczas do publikacji.
    Pani Bikont zbyt chyba dosłownie wzięła owo „noszenie paczek”, któremu zaprzeczyła. Z przekazów ludzi z nieco starszego pokolenia wiem, że Iwaszkiewicz pomagał wielu osobom.
    No i na koniec dictum red. Michnika o tym, jacy to jesteśmy wstrętni, bośmy „wszyscy” wyszliśmy skażeni „spaskudzeniem i znikczemnieniem” epoki. Mów pan za siebie. A najlepiej, trawestując słowa Młynarskiego, „to weź pan siekierkę i rąb SIĘ pan w łeb, i to już”.

    P.S. Pozdrawiam Starą Żabę, koleżankę z ławy szkolnej.

  47. Sam nie palę, mam jednak kolegę, który owszem. Otóż pewnego dnia roku 1981 latem, w Dziwnowie, gdy byliśmy na urlopie, przed kioskiem ruchu stała kilometrowa kolejka. Oczywiście po fajki. Andrzej podszedł pod okienko i – przepraszając kolejkę- rzekł: przepraszam, ja tylko po papierosy. Dostał aplauz… Czasy były ciężkie, ale ludzie wspaniali.

  48. Oswiadczenie ex-Premiera,ze wychowal sie w lepszych,jego zdaniem, miejscach niz podworko,daje do myslenia.

    Kubly w plomieniach-poczatek czwartej „erpe”

    Swiadomosc wlasnej egzystencji w wyalienowanym swiecie…,moze odwrotnie, fizyczne poczucie egzystencjalnej bezdomnosci…,kiedy podobne mysli dopadaja piecioletniego meszczyzne, ma to dobre i zle strony;
    Dobre,bo swiadomy zla, bedzie mial dosc czasu na walke z Szatanem.Zla strona moze okazac sie, ze walczac,nie znajdzie czasu na rower, pilke, i powszednie, a nie zawsze przyzwoite slowa.

    Tylko firanka odzielala mieszkanie panstwa K. od podworza,od chuliganskich ukladow,lamania prawa przez rowery na trzech kolach,od plonacych piwnic, kradzionych owocow,wybitych szyb,od biblijnej wrzawy dzieciarni,piekla piaskownicy… Stali ukryci za firankami. W plowych czuprynach bladzily miekkie dlonie matki, a w czola wrzynaly sie slowa;” Tak dalej byc nie moze,ktos musi tych chuliganow nauczyc Rezonu!”.

    Zaczelo sie pod choinka.Blizniacy dostali „Na Gwiazdke” zabawke z serii „Zrob to sam”pt.”Porzadek”- zestaw dla dzieci . Wg.deklaracji producenta * ; gra umyslowo-sprawnosciowa. Jest Wielka puszka,po otwarciu wieka, trzeba jak najszybciej zorientowac sie, ktory misio jest farbowany,ktora lala z ktorym miskiem,kto ?kogo?z kim?itd..Trzeba bystrym oczkiem wypatrzyc uklady,lajdakow,podsluchac rozmowy,sprowokowac „wziecie” a potem… i tu czesc sprawnosciowa;zlapac winnych za gardlo i szybko zagryzc.Grana regularnie,zabawa zmienia na trwale charakter,w specyficzny sposob, na cale zycie, naznacza grajacych.

    W zgodzie z rodzicami,babcia i ksiedzem proboszczem, bracia zrezygnowali z bramy,brzydkich slow i otartych kolan.Postanowili cwiczyc „ Porzadek” .Niedowiary, jak wczesnie przyszedl ich czas.

    W dloniach mamy,w dwoch rownych przedzialkach i rowno zaprasowanych kantach spodenek, czaila sie Sprawiedliwosc.Dumne piersi mlodych zuchow napinaly szelki i wykrochmalone koszule z flaneli.Za oknem wrzawa, ,pogiety trzepak,krzywe slonce,podarte rajtuzy,a tuPorzadek,odrobione lekcje i same piatki. Nic dziwnego wiec,ze lokcie, tych wyjatkowych chlopcow, nigdy nie oparly sie na stole. Ze widelec zawsze w lewej, a noz w prawej dloni. ”Prosze i Dziekuje” w karnym usmiechu ,maniery od sniadania do kolacji,Pacierze… choc tuz za firanka,czail sie pijany palacz i tropikalny smutek.
    Twierdza Prawosci w otchlani Kurwy i Szatana.Wyspa makowca i herbatki w oceanie wina i kiszonych ogorkow. Nic wiec dziwnego,ze szybciej niz chlopcy, roslo poczucie Obowiazku.Oczywiste stalo sie ,ze dla dobra swiata byloby lepiej,gdyby zamienil sie w mieszkanie panstwa K,a bron Boze na odwrot.(przeciez gdyby wszystkie dzieci, jak bracia,chodzily spac po „dobranocce”,nie byloby dzisiaj tylu zdrajcow i kretaczy).Pod grzywkami w Prawo, rodzily sie troski postanowienia, i plany. Mali meszczyzni wypelnieni misja,zabrali sie za zycie z duzej litery i tlustym drukiem;Dobre jest lepsze od Zlego,Zdrowe od Chorego, Sprawiedliwe musi byc przed Niesprawiedliwym a Prawe przed Lewym

    Zaczynajac od Polski, Bracia K probuja zmienic swiat;Gorsze na Lepsze..Trzeba przyznac; sa sprawni,cwicza na miskach,sa skuteczni i maja Plan*(Formula na dobre).Tylko program „Ksiadz i Ojczyzna”jest podobnie skuteczny.„Formula na Dobre” staje sie,wg.Palacu, podstawa zamoznosci Polakow i gwarancja rozkwitu.Wszechstronna,zastosowana do walki z korupcja odnosi,wg.Palacu sukcesy, rowne tym z gospodarki. Idzie dobrze,to znaczy szlo.

    Okazalo sie ,ze niewielu chce mieszkac tak jak panstwo K. Wyszlo na jaw,ze przyzwyczyjenia z podworka na stale zostaja w glowach.Wyszlo tez,ze oprocz podworka i mieszkania panstwa K.sa przestrzenie,ktorych BraciaK. zza firanki,nie mogli dostrzec.Z ich punktu widzenia podzial jest spojny i pewnie nie ma Boga,ktoryby im tego nie wybaczyl.Ludzie musza pomyslec.

    *Firma ,Kandora-Polska walczy o przetrwanie.Urzad Antykartelowy zarzuca firmie monopolizm.Zarzuca dalej,ze wbrew interesowi konsumentow, wykorzystuje puszke na rynku.Grozi likwidacja.Gdyby tak sie stalo,istnieje obawa,ze Bracia wyjda wreszcie „na dwor” i podpala kubly.

    *Plan”Formula na Dobre” Precyzyjny. Prosty jak zdun pod koniec miesiaca . Dzieki zaufanym doradcom, ekspertom globalizacji chmur i wiatru, lekki jak oddech.Od spodu cienko podszyty poezja. Przebiegly;” 37,8%-owa stopa zwrotu,przyjmujac 19,7% WAT ,a to liczone przy miesiecznym celu platnosci ,daje 13%-owy roztwor chmur, targany wiatrem po slowach i kamieniach”.

  49. zupelnie niepotrzebne przeprosiny pod notka, bede bardzo szczesliwa, jezeli bedzie pan czesciej tak sie rozpisywal

    jezeli chodzi o temat – panskie przemyslenie, ze iwaszkiewicz przewyzszal innych wszystkim, za wyjatkiem charakteru, jest bardzo trafne. nie kazdy jest adamem michnikiem, ale wielu pozostawilo po sobie swiadectwo innego rodzaju

    nie uwazam, ze charakter tworcy umniejsza dzielo, ernest hemingway byl alkoholikiem, a franciszek villon drobnym zlodziejaszkiem, (…)

    pozdrawiam serdecznie
    stala czytelniczka

  50. Ot, jeszcze jeden wyciągniety z mętnej wody bolszewji, aby wyostrzyć (focus) dyskusyjne literackie osiągnięcia a wyretuszować niegodne człowieka zachowania i napisać – IDEAŁ!

  51. Z Berlina 16,35

    Szkoda by było i mam nadzieję, ze zmienisz zdanie.Chyba zauważyłeś,że te blogi/w Polityce/ są lepsze od wielu innych wcale nie dlatego,że firmują je tacy dziennikarze jak J.Paradowska,D.Passent czy A.Szostkiewicz.Są lepsze bo mają lepszych blogowiczów:-).
    Tematy podrzucane przez Gospodarzy są często zdawkowe,bardzo często nie nadają się do rozwinięcia i dyskusji/ostatni wpis J.Paradowskiej/ czasami mocno kontrowersyjne.Trzeba to zrozumieć,przyjąć do wiadomości i jak się ma coś do powiedzenia to napisać-dla tych innych a nie autora.
    Pozdrawiam

  52. Bóg stworzył artystów, aby przemawiali do nas swoim dziełem, a nie życiem.I tego się intuicyjnie trzymam oceniając twórcę.
    Socjologia literatury wyrażnie wyodrębnia rolę społeczną, rolę pozaliteracką (poddanie się dyscyplinie zorganizowanych ruchów społecznych i politycznych) od przekazu ściśle artystycznego.
    Wszechstronny Iwaszkiewicz (poeta,eseista, dramaturg, autor librett) zafascynowany życiem, chłodno i bez uniesień które mogłyby być udziałem każdego tzw. szarego człowieka z tłumu tworzył ponad zmiennością czasu. Jeśli miałam w życiu okres „Iwaszkiewiczowski” to znaczy, że przekaz artystyczny poruszył we mnie jakieś struny wrażliwości i konformista?żyjący w symbiozie z władzami PRL zupełnie mnie nie interesował.

    I jeszcze jedno. Jako mloda, idealistycznie nastawiona do życia dziewczyna, bywałam w wrocławskim Klubie Związków Twórczych. Były to czasy Z.Cybulskiego,Z.Maklakiewicza, Himilsbacha,Tomaszewskiego, Dziedziula.To chyba w tamtych czasach ukształtował się mój pozytywny stosunek do inności i rozgraniczenie przekazu artystycznego od zachowań poszczególnych twórców….Początek drogi dla tolerancji, wolności,samostanowienia, harmonii wewnętrznej i pewności, że mam do tego prawo.

    Harry_potem

    Urzekłeś mnie swoim wpisem, tą całą gamą ciepłych uczuć ,odczuć ,tak róznych od czytanych ostatnimi czasy.
    Dziękuję i pozdrawiam

  53. Harry – potem, z Berlina – nigdy nie byłam emigrantką ale znałam emigrantów – Rosjan, Wietnamczyków, Gruzinów. I jestem szczęśliwa, że o tych, którzy wyjeżdżają dzisiaj nie mówi się „wychodźctwo” – to po prostu obywatele globalnego świata. Nie przestają być przecież Polakami nawet, jeżeli przyjmują inne obywatelstwo. To jest świetne we współczesności, w jednoczącej się Europie, w tym, że cały świat nam zmalał. I nie matrwię się, gdy w Polsce osiadają innoziemcy. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy przybyszami – wystarczy zagłębić się w badania demograficzno – genetyczne. I nie martwią mnie odmieńcy. Już Grecy wynaleźli sposób, jak się bezboleśnie pozbyć niespokojnych duchów – wystarczy posłać ich, aby założyli nową kolonię. I miasto zyska i oni zyskają. Współczesne narody mają ok 200 lat – budowały się ok 1,5 tysiąca lat. Najczęściej powstawały w drodze podboju, który prowadził do zjednoczenia większych obszarów. Podziękować historii, że już powoli wyrastamy z plemiennych opłotków.

  54. „Liczył na nagrodę Nobla (która mu się należała), a dostał Nagrodę Leninowską.”

    No cóż, komitet przyznający nagrody patrzy również na zaangażowanie premiowanych pisarzy w politykę, tak jak w przypadku nagrody Leninowskiej. Dlatego nagrodę Nobla dostał Czesław Miłosz (choć należała mu się ona nie z powodu polityki), a nie dostał bohater felietonu, choć, być może, w innych warunkach politycznych by ją otrzymał. Jednak Czesław Miłosz zapewne nigdy by nie otrzymał nagrody Nobla, gdyby nie wyemigrował z PRL-u.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Nagroda_Nobla

  55. haha, 21.XI, godz.14:35
    nie rozumiem
    i 14:42 nie rozumiem.

  56. TesTeq o godz. 07:31
    a to Ich Troje mają gitarzystę? No to dobrze o nich świadczy.

  57. Szanowny Harry_potem!
    Dziękuję za pouczenia. Akurat, jeśli chodzi o mnie, zadałeś sobie sporo niepotrzebnego trudu. Zrobić akurat mnie taaaaki długi wykład, rozkładając na wybiegu tego słowotoku same banały i aż nudne truizmy? W moim odbiorze tak go odebrałem.
    Dokonałeś wyboru, piszesz. Twoja więc tylko sprawa. I dobrze. Nie chcesz wrócić do Polski? Trudno. Polacy tutaj, czyli w Polsce mieszkający, znakomicie ten fakt, niezauważenie znieśli. Żadna to dla nich tragedia.
    I w związku z tym Twoim TAM pozostaniem: skoro nie ma Cię TU, to co Ty możesz wiedzieć o TYM WSZYSTKIM TU? Z gazet, z radia, z doniesień telewizyjnych? Z plotek? Chłopie!, napiszę krótko, zaznaczyłem to zresztą wyżej: aby komentować to TUTAJ, trzeba tutaj być na co dzień i tu borykać się z TĄ rzeczywistością, trzeba o niej mieć pojęcie z autopsji, a nie z – na ogół – tendencyjnego słyszenia. Skoro dokonałeś wyboru, o jakim piszesz, nie oczekuj od nas STĄD, litości. I komentuj sprawy ze swojego otoczenia. Tego oczekuję również od Falicza. Polacy na pewno powitają Was serdecznie, jeżeli wpadniecie między nich na okres urlopu, jako turyści. Albo napiszecie coś miłego o Waszym obecnym otoczeniu. Ale nie starajcie się być z oddali mentorami w sprawach, o jakich, tak po prawdzie, nie macie pojęcia. Zwłaszcza przekazując swoje myśli przez pryzmat nienawiści lub arogancji, także do własnej przeszłości. A czasami jesteście w treściach swoich enuncjacji blogowych po prostu śmieszni.
    I na zakończenie. Znam z autopsji uczucia wynikające z oddalenia od bliskich (nie uciekałem jednak w godzinach prób życiowych, może trudniej, ale legalnie wyjechałem). Ale one – te uczucia – wynikały z moich, właśnie, wyborów i dlatego nigdy się ich najmniejszą nawet skalą przed nikim i niczym nie obnażałem. Otwarcie się „w tym temacie” może nawet być podejrzane.
    Mieszkam znowu w Polsce, choć gdybym myślał jak Ty, powinienem napisać, że skoro tu żyję, to właśnie dlatego jestem na emigracji (sprawa pochodzenia)…
    amw

  58. Jasny gwint:
    „To, że było często niedobrze, że były podłości i zbrodnie to inna rzecz. Należy ukarać lub opisać jak to uczynil Miłosz w “Moim Dwudziestoleciu.”

    Tym wlasnie zajmuje sie IPN, ktory pare linijek wyzej obrzucasz obelgami. Opisywaniem i karaniem. Czemu zatem jego istnienie tak cie oburza?

    Zgoda, ze na jego czele stoi obecnie czlowiek malego formatu, a obecne ustawodawstwo lustracyjne jest zlej jakosci. Co nie przeszkadza, ze funkcja jego jest wlasnie taka: opisywac i karac.

    Albo rybka, albo akwarium, jasny gwincie: albo karanie i opisywanie jest ok, i wtedy IPN jest ok, albo karanie, a juz szczegolnie opisywanie nie jest ok, i wtedy IPN jest instytutem Podlosci i Nienawisci.

  59. Problem z ludźmi, a w tym twórcami, artystami etc. jest stary jak świat: do rzadkości wśród ludzi należy bezwzględna spójność słów i czynów, bezkompromisowa etycznie postawa wobec zła, nieustanny heroizm itp. Fakt genialności w jakiejś dziedzinie, bycia w niej wyjątkowym autorytetem prawie zawsze dotyczy tylko tej jednej dziedziny i nie może być powodem do oczekiwania przez otoczenie, że ten oto autorytet (pisarz, poeta, uczony etc) ma być też bohaterem w walce z komunizmem, wzorem cnót obywatelskich czy w ogóle przyzwoitym człowiekiem. Przedsadą jest wymaganie, aby autorytet w jakiejś dziedzinie był też wzorem do naśladowania. Zabawnie to sparafrazował dziewiętnastowieczny filozof, gdy zarzucano mu niezgodność jego postępowania w prywatnym życiu z naukami, które głosi: „czy ktoś widział, aby drogowskaz szedł w kierunku, który wskazuje?”

  60. kwant pisze:
    2007-11-22 o godz. 16:03
    (…)
    Zegnam Pana Redaktora Gospodarza i Szanownych Blogowiczow.
    i pozdrawiam jak zwykle serdecznie
    z Berlina

    Eee tam, Berlinczyku wyluzuj. Wszechswial, powstal z chaosu i chaos nes otacza. Nikt, kto probujac to wszystko poprawic nie jest bez wad!

    Posluchaj: http://www.youtube.com/watch?v=ezescW24nQE
    pomysl i… Wroc bumerangiem.

    Szkoda byloby bys zamilkl. Wielu rzeczy dowiedzialem sie z Twoich postow.

    Uklony
    e

  61. AnKa – 13;04 – Bardzo się cieszę, że chwyciłaś za książki Mariusza Wilka. Mówiłam, kto spróbuje – nie pożałuje. 🙂

  62. No coz przyciskam ale chyba zle Macku.
    Pozostane nieschludny.
    Pozdrawiam uroczego jak zwykle absolwenta – co do kultury, ktorego nie ma chyba watpliwosci… drogi „absolwencie” moze bys sie tak przedstawil – spotkalibysmy sie i wymienili „poglady” – ty mozesz znalezc moj adres na internecie a „absolwent” (chociaz tyle) to troche malo na takiego dzielnego polemiste – podnies przylbice – przeciez to Ty maz racje.

    Dziwie sie wnioskom wyciagnietym z felietonu o Iwaszkiewiczu.
    Ze pisarza ocenia sie po jego dzielach – oczywiscie ze tak.
    A jak ocenia sie obywatela, meza, przyjaciela itd. tez po jego dzielach?
    Oczywiscie, ze nie musi byc aniolem albo bohaterem i nikt go do tego nie zmuszal…
    Wiec bohaterem nie byl jedynie lasuchem wladzy reprezentujacej obce interesy i zaklamana ideologie.
    Na pewno z tego powodu nie przestaniemy czytac dobrych ksiazek…
    Chociaz budzi sie pytanie na ile brak kregoslupa moze wpelznac miedzy wiersze dziela.
    Czy nie mozna o tym dyskutowac bo swietnie pisal?
    Gdyby nie byl dobrym pisarzem czy warto by bylo pisac o jego politycznych i moralnych wyborach?
    Na pewno bylo setki spotkan i jego pisarstwie – warto by bylo chociaz raz pogadac o „Iwaszkiewicz i jego psy” np.
    A moze to jednak bylo wszystko jedno co sie robilo za komuny…?
    Czy taki ma byc wniosek?
    Ja jego ksiazki lubilem i czytalem – jest mi mimo wszystko przykro, ze wielki pisarz robil rzeczy- o ktorych Zenek z pod budki z piwem powiedzialby dosadnie wlazenie w d…

    Ciekawy jestem co ludzie sadza o Leni Riefenstahl – byc moze jednym z najwybitniejszych filmowcow XX wieku – nie dawno zmarla w wieku 101 lat.
    Robila filmy o pieknych chlopcach i dziewczynach jak nikt wczesniej – no coz ale znowu wrocimy do oceny moralnej systemu.
    Znowu mozna stosowac wszystkich argumentow na temat tworcy, ktorego nalezy ocenic po jego dzielach (czy tylko?).
    Dlaczego absolwent nie ocenia mnie na podstawie moich projektow architektonicznych?…

  63. Za wszystkie (nie – „wszystkich argumentow”- powinien byc chyba biernik a nie dopelniacz) argumenty i brak polskich literek serdecznie wszystkich kulturalnych blogowiczow przepraszam.
    Absolwencie mimo magicznej sily moich wpisow probuj ich nie czytac.
    Po co masz sie denerwowac.

  64. Sorry! Zle klicklem, albo.. – zlosliwosc rzeczy martwych?

    Przepraszam kwant’a.
    To co powyzej, kierowalem do Berlinczyka.

    Przepraszam.

    Ale, jak juz tu jestem to.. Moze bardziej zrozumiale dla Polakow:
    http://www.youtube.com/watch?v=3CxF1wCgQeY
    Jest tu mi dobrze. Poprostu.
    Kazdy zakatek ziemi jesli jestes czlowiekiem, zdolnym do zadoptowania istniejacych realiow…

    – Kanadyjczycy – na pierwszy rzut oka nie fascynuja; dopiero dluzsze z nimi obcowanie sprawia, ze nabieramy do nich sympatii, szacunku i uczymy sie cenic ich styl zycia, zycia bobra, upartego zwierzecia ktory buduje „swoje” uparcie.

    Kanada? Naprawde, to tego kraju nie ma. Dla kazdego, kto tu przyjezdza, Kanada bedzie tym, czym sam ja potrafisz sobie zrobic. Zlozy sie na nia to, czym sam ja potrafisz wypelnic. Bedzie taka, jaka ja sobie zbudujesz.

    Alem sie rozpedzil.
    – Okay! juz robie stop – tym bardziej, ze przypomnialo mi sie ze mam kupe do zrobienia. Pa!

  65. Berlinczyku:
    Ciekawe do jakiego Liceum chodziles?
    Ja tez robilem mature w Lodzi w tym czasie…
    Mam nadziej, ze nie oceniasz swojego rektora, ktory:
    „powiedzial “ty juz sie nachapales, teraz pojedzie tam Basia a potem Ania”
    Ani nie oceniasz funkcjonariuszy z ktorymi:
    „Mialem kilkadziesiat rozmow ze sluzbami (nie tylko na uczelni, takze w tzw. tajnych mieszkaniach) przed wyjazdem i po powrocie. Nikt nie wymagal ode mnie aktow lojalnosci a rozmowy dotyczyly glownie tego, co przywiozlem z zagranicy. Jestem z pewnoscia na liscie tajnych wspolpracownikow lub agentow, bo kazdy z moich oficerow prowadzacych musial sie przeciez wykazac.”
    Tym bardziej nie oceniasz chyba vice-prezesow PiS-u, ktorzy:
    „Przypominają bojarów, którzy ze łzami w oczach klęczą przed szalonym carem i błagają go, żeby nie gubił swojej armii…”
    itd.
    Bo widzisz oni tak jak Ty mieli i maja swoje racje a i „komuna” byla przeciez jedyna Polska jaka byla itd.
    Bojarowie mieli rodzicow tak jak Ty i dzielnych dziadkow rowniez byc moze.

  66. @maciek pisze:
    2007-11-22 o godz. 16:43

    Proponuje…
    http://www.youtube.com/watch?v=Iv2lPe5OMrw

    Zdrowsze. Tak mysle?

  67. I to, w zwiazku z komercjalizacja Swiat Bozego Narodzenia – ktore tu, juz zaczelo dzialac…

    http://www.youtube.com/watch?v=ITkCiJufMVA

    anywey. Wzieloby sie Jakas w ramiona… i posuwiscie…

  68. Z Berlina : Naukowska???
    MAciek: trzcionek???

  69. Andrzej Falicz pisze:
    2007-11-22 o godz. 03:34
    ObRzydliwy blad.

    Eeee Tam. Posluchaj Falicz:
    http://www.youtube.com/watch?v=BHqAllSQ_eM&feature=related
    Napewno „cus” Ci drgnie – chociaz.. Na dwoje babka wrozyla…

    Powodzenia, uspiechow, happu day & asta lawista beybe…

  70. Widze ze.. Naczalstwo zaspalo. Moze, no pewnie nowyj salon odbyl sie..
    Anywey… na dobry sen polecam tak blogowiczom jak i GASPADINU:

    http://www.youtube.com/watch?v=rViD7ynm-Us

  71. Jest Pan niezwykłym Gospodarzem.
    Umie Pan informować inspirując zarazem. To wielka sztuka.
    Podzielam w pełni Pańskie zdanie w kwestii oceny biografii J.Iwaszkiewicza.
    Sam temat spotkania zaproponowany przez „GW” , podobnie jak wielu blogowiczów, uważam, nie tyle za prowokacyjny co, po prostu, głupi. Tak głupi, że aż żałosny.
    Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego p.Adam Michnik za swoich duchowych mistrzów obrał Słonimskiego i Kołakowsiego. Pierwszy był przecież kawiarnianym poetą, drugi jest dla mnie, po prostu, bełkotliwym akademikiem.
    O ile Słonimski napisał parę ładnych, choć drugorzędnych, kawałków, o tyle ten drugi w ogóle do czytania się nie nadaje. Jeżeli, jest w tym co pisze jakaś myśl, to tak głęboko zakonspirowana, że po prostu niewidzialna.
    Teraz to zrozumiałam. Jaki mistrz taki uczeń. Po prostu intelekt p. Michnika mocno jest przereklamowany.
    To, że człowiek, uważany za wielkiego moralistę, podejmuje się roli sędziego życia bliżniego swego, jest czymś
    dalece nieetycznym. A fakt, że ten sam człowiek, uważany przez wielu za sztandarowego polskiego intelektualistę, posługuje się tak wąskim i szczególnym kryterium, w ocenie kogokolwiek, budzi we mnie głębokie wątpliości co do myślowych i duchowych horyzontów, tak tegoż człowieka, jak i jego apologetów.
    I na tym można by było porzestać, gdyby nie charakterystyczny polski klimacik, który sprzyja prowadzeniu tego typu publicznych debat.
    Tu warto przytoczyć refleksje Miłosza nad przyczyną niechęci Dostojewskiego do Polaków. Nie pamietam w tej chwili tytułu eseju, w którym poeta zdefiniował te przyczyny. Ważne, są wnioski do których doszedł. A one sa nastepujęce:
    dla Dostojewskiego Polacy byli kwintesencją arogancji, wynikającej w dużej mierze z katolickiej doktryny.
    Arogancji przejawiającej się w dążeniu do moralnej wyższości i przekonaniu o możliwości jej osiągnięcia przez kogokolwiek.
    To właśnie przekonanie pozwala formułować tak absurdalne wymagania pod adresem ludzi, których bylibyśmy gotowi obdarzyć szacunkiem i uznaniem. A z oczywistego braku aniołów nie szanujemy nikogo, nie szanujemy siebie nazwzajem, ani naszych , często znaczących osiągnięć.
    Ten atrybut boskości, jako warunek miłości i akceptacji bliżniego był czymś nie do przyjęcia dla Dostojewskiego, tego wielkiego, miłosiernego znawcy immanentnych i uniwersalnych ludzkich ułomności.
    Ciągle, jak widać, unikamy konfrontacji z prawdą o naturze tego świata. Ciągle nie potrafimy zaakceptować prostej i oczywistej prawdy, zawartej m.in. w buddyżmie, że w człowieku najwartościowsze jest to, co bezosobowe. Nie tylko, z resztą, w człowieku.

    Wielkie brawa dla Juraty. Za prawdę i odwagę.

  72. Pawle, to przepraszam.

  73. Powtorze za Spokojnym ( choc kilka tygodni temu ubolewalem nad poziomem tworczosci Gospodarza ) – nareszcie czyta sie Pana z przyjemnoscia, jak dawniej.

  74. Nie przeczytałam wszystkich wpisów
    ale większość, i rozbawił mnie wpis aleydis 10:14.
    *Rzeczą literatów jest nie tylko pięknie pisać, ale i godnie żyć i dawać innym przykład.*
    Zeby to tylko Malcolm Lowry, Wojtku z Przytoka… wystarczy rozejrzeć się po życiorysach (no ale my to wiemy, aleydis chyba nie). Ciekawa jestem, skąd pisarz ma wiedzieć o życiu tyle, by móc napisać niejedną świetną książkę, jak w przypadku Iwaszkiewicza. Zmyślać? Niebo/piekło mu zsyła twórcze pomysły? Wątpliwe.

    Zab 14:24
    chyba mamy podobne gusta literackie 🙂

    Pozdrawiam Jarutę i Starą Zabę oraz wiele innych osób, które pierwsze nie rzucą kamieniem. Trzeba trochę przeżyć, żeby oceniać, co Jaruta pięknie (jak zwykle) ujęła.

  75. Harry_potem, g.13;37, ależ ja nikogo, ani tym bardziej Ciebie, nie zamierzalam krytykować. Powinnam byla zastosować emotikona, aby nie wyszlo śmiertelnie poważnie. Przyznaję, mój , bląd, ale nie umiem skorzystać z tych piekielnych kuf mimo, że parokrotnie próbowalam. Czytalam tyle razy jak tego używać, próbuję i znowu fiasko. Uznaj to za żart. Ale początek i koniec wiersza móglbyś mi przypomnieć, bo o to prosilam. I masz rację twierdząc, że literatura latwiejsza jest potrzebna, przecież od czasu do czasu czlowiek potrzebuje wytchnienia. Pozdrowienia

  76. Dorobek zarówno pisarza J. Iwaszkiewicza i poety A. Słonimskiego są ponadczasowe. Odeszli wcześniej niż wybuch protestu w Sierpniu 1980, a po ogłoszeniu Stanu Wojennego w !981 i społeczeństwo np. nie dokonało negatywnego osądu twórczości J. Iwaszkiewicza. Historia Polski w XX to wielka gmatwanina i przeróżne ludzkie życiorysy. Jako praktyk i pragmatyk twórczość, J. Iwaszkiewicza odnajduję w wybitnych filmach A. Wajdy, a teksty, pomysły A. Słonimskiego dla współczesnych kabaretów to Himalaje i żyją szczątkowo.
    PS. Ojciec komunista, syn opozycjonista, a wnuczek może być w PO, PiS lub LiD. PSL to ponad 100 letnia tradycja i współcześni ludowcy maja te same korzenie co ich dziadkowie.
    Polska to jedna wielka gmatwanina życiorysów, doli i niedoli, skrzyżowanych losów i lepiej nie grzebać w przeszłości i dzielić i itd . Wartościowy dorobek jest ponadczasowy.

  77. Nie mam w tej chwili czasu na dokladne przeczytanie „wpisow” .Jednak zareaguje na „Falicza”:niedawno robilem prace hudrauliczne(we Francji) oczywiscie hydraulik robil to „na czarno”-i prosze mi wierzyc,ze hudraulik tez zarabia wiecej od prof.Sorbony;

  78. Cus widze ze nasz gospodarz przysypia.
    HELLO! Gospodarzu!!!
    Ja juz wykapanym, ogolonym – nawet! Zemby myje z nawyku – lsnia mi biela jak perla (co jeden to przerwa) a Wy Szefie co? – do cholery?! Zdrozony?!
    Moze tym szlagierem (zapewne Wam znanany) pobudze do zycia?

    http://www.youtube.com/watch?v=Nt54PW1G9ek&NR

    Tfu! zas zmyle zem walnal – sorry! Toto – mialem na mysli:

    http://www.youtube.com/watch?v=Gtq4cSB6hH8&feature=related

    a moze w tym wydaniu? U mnie jak u Zyda (co zauwazyl hrabia), co sie chce to sie ma.

    http://www.youtube.com/watch?v=Xdozj_FuoqU&feature=related

    pobudze do czynu?

    Ps. Gospodarzu! Chyba nie robie Wam pod dzwi, podajac linke do muzy? Tak mysle ze milo Wam, ze ktos podaza sladami, co?
    A muza – jakby, nam wszystkim znajoma. Co prawda tom gowniarz wobec gospodarza, ale dzwi otwarte to wlazlem i rubta co chceta! Ostrzegam, zem ciezki (92kg.) i dlugim (186cm.) horyzontalnie! Wiec, sie nie zaczynac. Przypierdole! Jakby co.

  79. Doskonała lektura. Czytam wszystko, Falicza i jemu podobnych też. Tworzą tło, na którym pozostałe komentarze błyszczą niczym diamenty.

  80. hortensja pisze:
    2007-11-23 o godz. 08:57
    Koch.. NIe Drog.. Tyz nie.
    Hortensjo! Dobrze, ze nie potrafisz robic tych glupot.
    Od lat sie wieszam gdzie mogie. Na wszystkich portalach, Nawet w Mongoli i co? – i nic. Dupa blada. Tfu!
    Moze Ty mi pomozesz w skorygowaniu mej matrymonialnej oferty? Bylbym wdzieczni i zobowiazanym. bo to co stworzylem, jakos nie daje rezultatow. Popatrz i popraw. Bede dozgonnie wdziecznym.

    Wlasnie!
    Chcialbym cie poznac!
    Mezczyzna wola, ktoremu znudzily sie klotnie z pralka, o pogubione przez to zelastwo skarpetki.
    Czy jestes panienka? – Gotowa, by mnie od tych klotni wyzwolic? Jesli tak, to obiecuje w kazdy piatkowy wieczor bukiet kwiatow (czerwone roze) Ci wreczac – wracajac z podrozy (truckier ci jam).
    Jesli sie odwazysz. Bede opowiadac ci przy lampce wina i swiecach – wieczorami przy kominku, na niedzwiedziej skorze lezac, o dziurze ozonowej – az usniesz mi na piersiach, a w kazdy niedzielny poranek – obiecuje (dwa paluchy w gorze)! – pyszna jajecznice – na boczku Ci do lozka podawac.
    Odwazysz sie sliczna i madra panienko?

    Wypada cos o sobie napisac.
    – Wiec pisze; witaj w moim snie…
    Nie wygladam sympatycznie jak na tym zdjeciu:

    http://images33.fotosik.pl/43/f0c8393aa75c1e6c.jpg

    Zebym sie usmiechnal, nie zobaczysz.
    Jestem zly, okropny… Tak, tak!
    Uparcie wpatruje sie w to, co jest nie warte spogladniecia. Rozczula mnie przeszlosc i ciagle spogladam za siebie.
    Interesuja mnie ludzie blahostkowi, nieszczerzy i z reguly beznadziejni. A juz malkontenci i nieszczesnicy sa moim natchnieniem.

    Szczescie daje mi to, co nieosiagalne.
    – Kobiety? Hmmm… – obrzydliwie bogate, najlepiej ksiezniczki, – i wogole hetery, a… – i jeszcze, z nie rzucajaca sie w oczy glupota, sa moja nadzieja.
    Krecic mnie bedzie pani, nie umiejaca radzic sobie z niczym, taka, co we wszystkim widzi problem i jest biedna ofiara beznadziejnego zycia.
    – Najlepiej pedantka, bo bedzie mnie tlukla i kopala pod stolem, gdyz jestem big balaganiarz.
    – Ale…, jesli bedzie mnie nosila na rekach, to wystarczy, bo sam mobilny nie jestem.

    Kazda chetna, moze pisac do mnie plomienne listy, pelne ortograficznych bledow – tym lepiej! Juz jestem jej.

    Z tego „pisanego rozpedu” sam juz nie wiem, co tu do mnie pasuje, a co nie? Zreszta… – nie mnie oceniac.

    Powaga !
    Nie znosze glupoty, bo glownym zadaniem nog ludzkich, jest noszenie ciala i co wazne – mozgu, a on bywa bardzo, i to bardzo przecenianym przez – przeprzaszam za wyrazenie – „ludzi”.
    Zachowania co niektorych kreujacych swoje wystepy na Internecie ocenial nie bede. Zenujace doprawdy.
    Coz, kretymi i idioci tez moga chodzic po swiecie – inaczej, swiat bylby nudnym.

    Majac na uwadze ze klamstwo ma krotkie nogi, lub tez inaczej ujmujac; „nic w przyrodzie nie ginie”, oszczedzcie panieny czasu i sobie i tym bardziej mnie.
    – Acha, jeszcze jedno! Nie przysylajcie mi prosze; oczek, usmiechow, serduszek itp. ect.
    Nie lubie kurwa! NIE LUBIE !!!

  81. Ja uwazam, za przeproszeniem ze uderze w strune, ktora Panu moze uroni lze, ale sadze ze dla kultury polskiej wiecej wniosla ś.p. zona Pana Pani Agnieszka Osiecka, anizeli pan Iwaszkiewcz – a jaki naklad maja jego ksiazki. Moze te piosenki nalezaly do gatunku lekkie, latwe i przyjemne, ale byly znane przez niemal cale owczesne pokolenie. Ta sala, o ktorej Pan mowi, ze pekala w szwach, jaka ona duza – pomiesci 100, 1000, 10000 – czy tez wiecej ludzi.

  82. Harry_potem! Jak dobrze, że tacy, jak Ty porzucili myśl o powrocie do Polski! Współczuję tym, pośród których jeszcze udaje Ci się przebywać, no, bo nie żyć…
    amw

  83. topolówka 21.40. Zanim zaczniesz pisać takie nielogiczne nonsensy o IPN, radzę przeczytaj wczorajszy felieton Łagowskiego w GW. Znajdziesz tam kwintesencje zła i podłości, do której została powołana ta instytucja. Chyba, że w niej pracujesz?

  84. magrud, 02.24. Nic dodać, nic ująć. Obiema rękami! pozdrawiam!

  85. Hortensjo, początek pamiętam tak:

    Nie szukaj dzieweczko mołojca,
    Nie trzeba, popatrz na ojca.
    Nieraz z głębi fotela moja żona
    Mojej córce rad udziela

    Załuckiego miałam, ale wyszedł był bardzo dawno temu. Moja wina, bo nie trzeba było pożyczać. Pamiętam okładkę i urywki z zawartości, np:

    Chcę zostać uczciwym człowiekiem
    Dałem taki anons do dziennika
    Sam się nie będę wygłupiał.

    Pozdrawiam, Teresa

  86. Teresko – w polskich realiach Załuski bywa nieśmiertelny :

    „Jednorodzinny domek’
    jadnorodzinny potomek –
    żona też być powinna,
    niueduża, jednorodzinna.
    Ogródek, bez, konwalijka
    i wszystko, proszę ja Was
    i pięciorodzinna pensyjka
    na jedna rodzinkę w sam raz.

  87. Panie Danielu,

    Jakiś czas temu chciał Pan autolustracji. Były również zarzuty przeciwko panu Mroziewiczowi. Inne osoby pracujące w Polityce również były pomawiane o współpracę z tajnymi służbami PRL.

    Czy nie uważa Pan, że byłoby dobrze, gdyby redakcja Polityki pomogła Panu oczyścić sie z takowych pomówień? Czy Polityka nie mogłaby pójść drogą “Więzi”? – wysłać swoich własnych dziennikarzy do IPNu, by przeczytali materiały i napisali co o tym sądzą. Nikt nie byłby posądzany o stronniczość, a Pana pragnienia o zlustrowanie zostałyby dokonane. I nie byłoby mowy i dzikiej lustracji, a o obiektywnej i życzliwej analizie dokumentów?

    pozdrawiam
    Bernard

  88. Se jade ..slucham radia tok-fm, wlasnie Preisner jest spiewany. A propo znasz kolede o nieobecnym? – spogladam w ekran komputera – prawym okiem.

    http://images32.fotosik.pl/53/ad932ebcdc55a013med.jpg

    Halszko, Jaruta (co za nick?) chociaz… Czlowiek… Coz, kazdy ma te kreske, jeden umiera w lozku, inny na vancuverskim lotnisku…

    Pozdrawiam i zycze tego.. co mogloby sprawic Wam radosc.

    Sciskam w pasie i… gdzie tylko dacie sie…

    e

  89. Hop, hop Hortensjo! Zapomnialem dodac, o co mnie prosilas. Dodaje:

    Wszystko o mężczyźnie
    (M.Załucki)

    Moja żona to mądra niewiasta.
    Moja córka, proszę państwa, dorasta –
    moja żona więc z głębi fotela
    nieraz rad mojej córce udziela.

    – Nie szukaj, córeczko, mołojca!
    Nie trzeba – popatrz na ojca:
    nikt się na oko nie wyzna,
    a jednak mężczyzna.

    Mężczyźnie nie trzeba urody.
    Mężczyzna nie musi być młody.
    Mężczyzna się nie ma podobać nikomu –
    mężczyzna potrzebny jest w domu!

    Z mądrością to także przesądy –
    intelekt to – dziecko – nie wszystko.
    Mężczyzna nie musi być mądry –
    wystarczy, jak ma stanowisko!
    Mieć życie wewnętrzne bogate?
    A po co mu? Popatrz na tatę!

    Mężczyznę nam z nieba zesłali,
    córeczko, nie po próżnicy:
    mężczyzna i w sercu płomień rozpali,
    i węgla przyniesie z piwnicy!

    Czasami zaprosi do tańca,
    podskoczy w rytmie klawiszy –
    i wtedy mężczyzna
    ma w sobie coś z samca:
    tak dyszy, córeczko, tak dyszy!

    Choć czasem,
    gdy mówić już szczerze,
    nachodzą go myśli niezdrowe
    i wtedy w mężczyźnie wręcz budzi się zwierzę!
    Ale domowe, córeczko, domowe!
    Nie szukaj, córeczko, mołojca!
    Nie trzeba – popatrz na ojca…

    Wtedy posłuszna swej mamie
    córeczka spojrzała na mnie
    z tkliwością i czcią nienaganną
    i z płaczem:

    „Ja chcę być panną!”

    Ps. Przeslicznie deklamowal ten wierszyk Michnikowski !
    Zyje jeszcze? Przefajny staruszek. Razem z Dziewonskim niezapomniani w „Seku”…

  90. Andrzej MW, dziwie sie ze tacy, jak ty, wogole zyja.
    „Audentes Fortuna iuvat”. Napewno, tego nie zrozumiesz. Postaraj sie to rozgrysc.
    Powodzenia zycze ci asinus asinorum.

  91. Teresa Stachurska g.11;08 – Tereso, dziękuję Ci bardzo, początek, o ile sobie przypominam jest podobny, ale zakończenie? Ja tylko pamiętam:…”có reczka spojrzala na mnie z milością wprost nieustanną/?/ i krzyknęla: mamo, ja chcę być panną!” W kazdym razie dziękuję Ci bardzo i pozdrawiam.

  92. O Iwaszkiewiczu: Mam wszystkie jego ksiazki na polce. Zaczytane. Nie kupuje nowych wydan, bo ich nie ma – to wyjasnienie dla „Obcego Mozna sprawdzic w Merlinie. Sa opowiadania na uzytek szkol. Iwaszkiewicz jest mi bardzo bliski, a jego pisarstwo i kunszt poetycki oceniam wysoko. O jego smierci dowiedzialam sie z rozmowy pasazerow w kolejce Gdynia-Gdansk. Mowiono glosno i zlosliwie, smiano sie, ze odszedl kolaborant, sprzedawczyk i najwiekszy pedal PRL. Ze byl pisarzem, ani mru-mru. Ale jeszcze wczesniej, na studiach filologii polskiej, doktor P. mowiac o literaturze wspolczesnej, nie mogla sie powstrzymac od zlosliwosci, zarzucajac Iwaszkiewiczowi, ze jako chlystek z Ukrainy omotal bogata panienke i wzenil sie w grube pieniadze. A wiec juz od dawna mowiono o pisarzu zle. Jestem przekonana, ze wiekszosc prawomyslnych i moralnie czystych jak lza blogowiczow i uczestnikow dyskusji, o kt. pisze DP, nie skazonych bron Boze zadnnym flirtem z komuchami itd. nie czytalo zadnej ksiazki JI, jesli nie „przerabiali” czegos w szkole. Chodzi tylko o hece i zeby komus „dowalic”, im bardziej ten ktos znaczacy, tym lepiej, wieksza heca. Ja nie przyjmuje tego tak spokojnie, ze pierwsza generacja niekomunistyczna jest taka surowa w ocenach i ze to normalna kolej rzeczy itd. Mnie trafia szlag i juz. Irena Krzywicka w swoich wspomnieniach pisze duzo dobrego o Iwaszkiewiczu. Ale pisze tez:” To byl zawsze czlowiek bardzo psychicznie skompliwowany, bardziej od innych, ktorych znalam. Trzeba go bylo ogladac z roznych stron, aby objac calosc. Dalsze jego dzieje tlumaczyly sie przez te wlasnie wieloosobowosc jego natury.” („Wyznania gorszycielki”).
    Jeszcze jedna uwaga: trudno porownywac Iwaszkiewicza ze Slonimskim czy Herling-Grudzinskim. Jeden zyl w Londynie a drugi w Neapolu i o tym. czego Iwaszkiewicz byl swiadkiem albo uczestnikiem, wiedzieli tylko z opowiadan. Pozdrawiam – F.

  93. jasny gwincie:
    Topolówka ma trochę racji. Bo to nie jest tak, że pewne zło można opisywać i karać, a innego nie wolno dotykać.
    Ale też możesz się bronić — w końcu Miłosz to nie IPN. Nie był urzędem, nie działał za nasze podatki — te rozliczenia były w gruncie rzeczy prywatne, do czego każdy ma prawo.

    magrud…
    Michnik ma swoje ograniczenia. Ma wady. I za nie płaci.
    Ale jedno na jego obronę mogę powiedzieć: łatwo mogę sobie wyobrazić, że mógł być dużo gorszy. Bo wielu wad i ślepot, dość w Polsce popularnych, zdołał uniknąć.

  94. kakasia 2007-11-22 o godz. 23:56

    no i stalo sie! oprocz (czesto fatalnej) ortografii jeszcze literowki.
    Oczywiscie powinno byc Nałkowska (Zofia) – specjalnie włączyłem polskie litery, żeby nie było watpliwosci.
    A swoja szosą, i tak wiesz o kogo chodzi, wiec po co się czepiać.

    Andrzej Falicz 2007-11-22 o godz. 23:07

    chodzilem do jedynie słusznego liceum, to były czasy! Poszlismy tam niemal calą klasą z jedynie słusznej podstawówki, troszkę nowych nam dołożyli – no i tak trzymamy sie do dzis mimo, że rozsiani po Polsce i świecie. Ale o tym kiedy indziej.
    Twoje wpisy (chyba masz dużo czasu, pozazdrościć) nie zawsze dają się zrozumieć, ale może to kwestia inteligencji (mojej oczywiście).

    Harry_potem 2007-11-22 o godz. 22:11

    dzięki za link.
    Ubawiłem sie jak za dawnych lat.
    Tyklo uważaj, bo chyba troszkę za bardzo się rozdokazywujesz w swoich wpisach.

    owal40 2007-11-22 o godz. 18:13

    Masz rację, blogi Polityki są o niebo lepsze niż inne. Gospodarze mają lepsze lub gorsze dni.

    Jaruta 2007-11-22 o godz. 18:21

    Musze jednak troszke skomentować:
    W Twoim wpisie brzmi nuta nostalgii i pewnego niezrozumienia dla emigrantów. Typowego zresztą w Polsce.
    Pozwole sobie na taką tezę:
    W tradycyjnym zrozumieniu emigracja polska miała albo podłoże zarobkowe albo polityczne. Inne formy (podłoża) emigrowania nie mieszczą się w kategorii. Emigracjia w Polsce miała też zawsze w sobie coś tajemniczego, nienaturalnego. Bo naturalnie jest urodzić się i umrzeć pod (tą samą) gruszą. Ma to podłoże historyczne, bo zanim Polska stała się niepodległa i państwowa – to od państwowości, nie formy własności społecznej – (po I wojnie), to najpierw Polski nie było a potem, po któtkim okresie wzglednej normalności, były granice uniemożliwiające praktycznie wolny przepływ ludności miedzy państwami ościennymi. To co piszesz „Już Grecy wynaleźli sposób, jak się bezboleśnie pozbyć niespokojnych duchów – wystarczy posłać ich, aby założyli nową kolonię. I miasto zyska i oni zyskają” to nie emigracja tylko banicja.
    Mamy więc już dwa pojecia: emigracja i banicja.
    Tych jednako nie należy mylić z migracją, czyli naturalnym przepływem ludnoćci między terytoriami państw, z prawem (lub nie zawsze) do swobody wyboru miejsca osadzenia, wykonywania zawodu, etc.
    Piszesz: „To jest świetne we współczesności, w jednoczącej się Europie, w tym, że cały świat nam zmalał.” Racja – ale to co teraz w jednoczącej się Europie można, to właśnie migracja. Bo można pojechać, zostać i wrócić, jak się uzna że wystarczy.
    Z tą emigracją i pojmowaniem emigrowania w Polsce to tak jak z „komunizmem” czy „kolaborowaniem”. Używamy pojęć często nieadekwatnie do znaczeń, używamy ich jak synonimów. Tak się może potocznie przyjęło, ale to powoduje niedomówienia, przeinaczenia i niesmaki.
    Ja byłem zawsze zwolennikiem definiowania pojęć, których się używa. Tak jak robi się to w przypadku umów, patentów czy naukowych publikacji (przynajmniej w moim świecie). O ile ułatwia to sprawę.
    Ale z powrotem do emigracji. Emigracja – z definicji – to wyjazd bez powrotu. Czesto zerwanie więzów, zostawienie przyjaciół, palenie mostów. Emigracja to forma dobrowolnego przesiedlenia. Dla jednych całkowita, dla innych fizyczna (bo dusza pod gruszą łka). Widać i słychać to także z wpisów niektórych emigrantów.
    Wszyscy ci, któży wybraliśmy na miejsce swojego pobytu kraj inny niż Polska (zakładam, że w Polsce się rorziliśmy, jak rodzice) jesteśmy genetycznymi Polakami. I chyba nikt z nas blogowiczów „emigrantów” tego nie neguje. Przez lata zasymilowalismy sie w kraju, który wybraliśmy. Staliśmy się jego obywatelami, z nim się identyfikujemy. Może też wyobcowaliśmy się (mniej lub bardziej) z Polski, a na pewno patrzymy na ten kraj z innej perspektywy.
    Ja nie uważam się za emigranta – zawsze miałem i mam możliwość powrotu. Wybraliśmy tyklo inną formułę na życie i na przyszłość. Poszliśmy tam, gdzie była perspektywa. Staliśmy się migrantami, obywatelami świata. Na tamte, polskie warunki, nieco wcześniej, niż inni. Tradycyjnie uważa sie w Polsce – emigrant, to musi czuć się obco tam gdzie jest, może nawet żałuje, płacze w kącie. My ani przez chwilę nie żałujemy decyzji.
    Piszesz: „Podziękować historii, że już powoli wyrastamy z plemiennych opłotków”. Oceniasz – zrozumiale, ale nie zawsze słusznie – przeszłość poprzez teraźniejszość.

    I na koniec sprawa najważniejsza: piszesz „nigdy nie byłam emigrantką ale znałam emigrantów – Rosjan, Wietnamczyków, Gruzinów”… I to jest Twoj i wielu innych Polaków problem. By do końca zrozumieć „wyjechanych” trzeba być jednym z nich. A że jak dyskutuje dwóch Polaków, to mają trzy różne zdania – i taka opcja nie daje jednoszaczności.

    Aby moje sprawy migracyjne zagmatwać do końca, to nasz syn (obecnie 27 lat) przed 10 laty postanowił opuścić Europę i z błogosławieństwem (i portfelem) rodziców pojechał do USA, skończył tam szkołe, dwa fakultety, MBA, pracuje z zadowoleniem i pasją. Ma meksykańską dziewczynę, jest u siebie i patrzy na nas wszystkich z dystansu (ale nie z dystansem).
    Bo Europa, to ciągle kraj „sztywnego myślenia” i szufladek.

    Dobrze byłoby, gdyby do popaździernikowych (tych ostatnich, a nie tych ludoworewolucyjnych) przemian w Polsce dołączyła zmiana definicji i postrzegania „emigrantów”. Ale nad tym muszą też popracować sami wyjechani.

    PS: Jedna bardzo bliska mi osoba, gdy okazało się, że postanowiliśmy te ponad 20 lat temu przenieść się do Zachodniego (wtedy) Berlina „na stałe” powiedziała ze zdumieniem: „wyjachać, no w końcu można, tylko dlaczego do Niemiec?”. Ale to już inna historia.

    Pozdrowienia, jak zwykle serdeczne
    z Berlina

  95. Od czasu gdy czytywałam głośno gościom M.Załuckiego upłynęło wiele lat. Dziś przyszło sobie przypomnieć tamte rymy i okazało się, że pamiętam nie dość, że mało, to jeszcze i nie początek. Jedyne co mi się nie zmarnowało to nastrój satyrycznej roboty autorstwa M.Z., ten w piśmie i ten w mowie.

    Pamiętam jeszcze „o wiernej żonie, co się z nią wszyscy żenią”, oraz „o Polsce, przez którą wartko płynęłaby Wisła z czerwoną kartką gdyby tak Polak stworzył świat (Świat?)”. Nienieśmiertelna okazała się ta kartka (pijanych prawie się nie widuje), ale wiernych żon, a mężów tym bardziej, przybyło.

    Harremu_potem należy się wyjaśnienie, że Jaruta to polskie imię. Mnie się podoba a jego właścicielka – imponuje na wielu polach/blogach i nie tylko.

    Pozdrowienia wszystkim

  96. Felicja pisze:
    2007-11-23 o godz. 13:50 O Iwaszkiewiczu: Mam wszystkie jego ksiazki na polce.
    ~~~~~~~~~~~~~~~~
    Zaskoczylas mnie Felicjo – jak cholera!!!

    Zadziwiajace. Hmm.. Czy zdecydowalas sie nas o tym wszystkim, (vide up:) poinformowac dlatego ze oczekiwalas na expose-anastygmat, bez stygmatow – Premiera – nowego RP ? Czy moze jedynie dlatego ze chcesz sie wykazac jako spamerka – inaczej mowiac; ktos, kto chce byc widzanym? A wiedz ze podziwia Cie caly swiat. Ja Cie lapie akurat pomiedzy Madison a Chicago.
    Jeszcze dwa takie posty wykonasz i… – moze Nobla chapniesz – czego Ci Felicjo zycze, z calego serca..

    Bozesz moj boze.
    Dawniej, komputra mial ktos, kto miec go musial. Dzis, nie, nie mowie ze to zle, ludzie ucza sie poprawnie pisac i formuowac zdania, kiedy komputry trafily pod strzechy, do czworakow, ba! komputra wypada miec! Podobnie, jak rasowego psa z ktorym wychodzi sie by obsrywal okoliczne trawniki – podobnie jest z komputerem. Mam komputer, dostep do INetu wiec… goo.
    Matka robi 20 lat z syna czlowieka a pierwsza lepsza robi z niego w 20 min. idiote – internet, potrafi szybciej. Dowodow az nadto!

    Taz kurwa! Jak nie masz co robiec przyglupie jeden z drugim, to sie rozbierz i ciuchow pilnuj – albo… hmm… – ucz sie tanczyc „Poloneza” idioto!

    Zawsze marzylem by umiec Poloneza tanczyc, niestety. Tfu!

  97. DO „Z bERLINA”- chyba mnie nie zrozumiałeś. Broń mnie Boże socjalistów, żebym miała emigracje taką czy inną wiązać z banicją. Skądże. Przecież i Grecy młodzieży zbuntowanej nie wyrzucali – przeciwnie, dawali im niezłe wyposażenie na osiedliny i kilkudzxiesięcioletni okres parasola militarnego – dostawali trzody, okręt, broń, nawet kilku niewolników. Wszystko, żeby tylko poszli wyżywać się gdzie indziej.Ludzie migrują z różnych przyczyn i często są nader zadowoleni ze swojego wyboru. I o ten wybór mi chodzi. Wolny wybór jest nieodzownym warunkiem wolności.

  98. Nie da rozgraniczyć się wielkości od małości. Nie mozna być wielkim pisarzem i maleńkim człowiekiem.

    Skundlenie ma swoje granice. Nie można głosić prawd objawionych bedąc ich zaprzeczeniem w codziennym zyciu!

    Bądąć mordercą, nie wystarczy napisać za Mojżeszem: nie zabijaj.

    To hipokryzja i takim tEN wIELKI mALUTKI Jarosław raczył być. Amen. 😉

  99. Czytajac o Iwaszkiewiczu nie moge oprzec sie wspolnoscie jego losow tworczych z inna ciekawa postacia, uwiklana w klincz ze zbankrutowana morlanie wladza. Mam na mysli Leni Riefenstahl.

    Prawde mowiac dzis, jesli czytam Iwaszkiewicza, czynie to bez emocji, choc z przyjemnoscia. Za to kiedy ogladam filmy Leni Riefenstahl, jestem nie tyle podekscytowany, ile zahipnotyzowany potega sposobu, w jaki filmowala ona przedstawianw tematy. I nie chodzi tutaj tylko o jej filmy robione na zamowienie Goebelsa, ale rowniez o tworczosc filmowa z lat powojennych, kiedy to Leni Riefenstahl krecila filmy typu „Z kamera po swiecie” czy „Podwodny swiat, ktory nie moze zaginac”.

    Tak jak Iwaszkiewicz pisarzem, tak Leni Riefenstahl byla filmowcem dworskim. Jednak miala ona to szczescie, ze przezyla dwor, ktoremu miala watpliwy przywilej sluzyc.

    No a poza tym jej filmy od strony warsztatowej sa naprawde doskonale.

    Pozdrawiam.

  100. Inspiracje Pana Daniela uważam za bardzo trafione i cenne.
    Pozwalają zwracać one naszą uwagę na rzeczy drobne ale jakże ważkie politycznie.
    Prawica ciągle destruuje, niszczy, rozkłada.
    Kompromituje autorytety nie proponując nic pozytywistycznego w zamian.
    Nie będę rozwijał zbędnie tego tematu, ponieważ został on wyjątkowo szeroko,rozumnie i analitycznie opracowany przez internautów.
    Za szczególnie cenne uważam wypowiedzi:Jaruty,AndrzejaMW,jasny gwint,Wodnik 53.Olek 51,elaem.Ich głosy pozwalają wierzyć, że są jeszcze wśród nas ludzie nie pozbawieni realizmu.
    Jestem dumny,że spotkałem ludzi podobnie myślących ,co utrwala mnie w sensie naszej egzystencji, która nie musi być szarą ,egoistyczną i rodem z Ciemnogrodu.
    Dziękuje PT. Państwu za możliwość znalezienia się z wami.
    A teraz chciałbym przejść do nieco frywolnej oceny wiary Pana Daniela w Powagę Pana Premiera.

    A jednak poważny Premier.

    Zaprezentowane expose w sensie czasowym nie do podrobienia.
    Bolszewiccy szefowie rządów nawet się nie umywają.
    Gaduła pierwszej wody na miarę Profesora Bartoszewskiego absolwenta „Solidarnościowej” Akademii i Komunistycznych Kryminałów, Boże co też musieli z nim mieć ci biedni klawisze.
    Słowotok pięknych marzeń sennych na niespotykaną skalę.
    Niesłychany potok słów niezwykle pojemnych a alternatywnych znaczeniowo i uniwersalnie stosowanych haseł i zawołań, także za nieśmiertelnej babci komuny, jak widać na zaprezentowanym nam fascynującym obrazku.
    Takie expose nie może nie budzić zaufania, mimo iż Premier tak bezwzględnie eksploatuje to kluczowe słow:zaufanie.
    Jeszcze trochę a zawołałbym z płomiennym entuzjazmem, gdyby padło historyczne pytanie, pomożecie?Pomożemy!
    Mamy w tym wystąpieniu bratnie słowa pieczęcie dekretujące prawość,solidarność,miłość i powoływanie się na Papieża itp.określeniowe dopełnienia realizujące oczekiwania mauczkich.
    W sumie wystąpienie to utrzymane w tonie sympatycznych marzeń stanowi zbiór niezwykle szlachetnych i ambitnych postulatów z zakresu państwa o szwedzkich możliwościach budżetowych.
    Zakreślone w nim granice nie posiadają wartości brzegowych umożliwiając bardzo intensywną aktywność mojej wyobraźni,dzięki czemu ten lepszy i bogatszy świat już jest we mnie.
    Odnosi się wrażenie jak gdyby reprezentant „Dobra” miał w swojej intencji zdominowanie i zaklajstrowanie ostrego i porowatego w swj fakturze”Zła”.
    Dotyczy to zarówno tego zła bliższego,spod wspólnego korzenia,jak i tego dalszego równiez spod wspólnego ale jednak wrogo-bolszewickiego korzenia.
    Dają się w nim zauważyć pozornie nierozwiązywalne sprzeczności z dziedziny polityki budżetowej polegające na ograniczaniu wpływów i wzroście wydatków, co stanowi swoisty cud gospodarczy szczególnie ostro rysujący się w związku z nadchodzącym amerykańskim kryzysem gospodarczym.
    Z cudami jesteśmy już za pan brat, wiadomo, że na nie możemy liczyć.
    I żaden kryzys strasznym nam nie będzie.
    Po bessie musi przyjść hossa i wówczas zaśpiewamy radośnie hosanna.
    Najbardziej budującym jest konstruktywny optymizm i wiara w skuteczność działań liberalnych mechanizmów gospodarczych,przy jednoczesnym ograniczaniu roli państwa, jednym słowem pełna kontynuacja cudownej polityki niewidzialnej ręki rynku.
    Polityki,która zakończyła się przecież epokowym sukcesem Balcerowicza et consortes i dlatego suweren zmuszony był odsunąć okresowo liberałów od władzy, po okresie potwornego i wyczerpującego wysiłku,by dać im konieczną szansę na nieodzowne wytchnienie, dopuszczając w ich miejsce równie błyskotliwych i skutecznych, ścigających świętych szeryfów.
    Dzisiaj kowboje liberalni wracają ponownie obiecując nam klimat powszechnej radości ,miłości i szczęścia, bez mała w komunistycznym stylu, odcinając się od jego ponurej przeszłości jakby zapomnieli, że są jego produktem czy im się to podoba czy też nie.
    Dlatego wypada im współczuć serdecznie i z całego serca, za doznane krzywdy i uopokorzenia, zwieńczone komunistycznymi doktoratami, z którymi ,z przyczyn sentymentalnych, trudno im się rozstać.
    Niewymownie głęboki i zaangażowany charakter miało potężne i wszechstronne expose dotykające wszystkich dziedzin życia społecznego przy jednoczesnym zapewnianiu o ograniczaniu wpływu państwa w mechanizmy rozwoju żywiołowej gospodarki rynkowej.
    Gospodarka prywatna musi mieć wpływ kontrolujący na państwo ale państwo, niech Pan Bóg uchroni.
    Są to procesy wyłącznie jednokierunkowe, bez bzdurnej koegzystencji i kooperacji.
    Święta własność jest ponad strukturami państwa ,które stanowi rachityczny przeżytek naszych niedouczonych dziadów i pradziadów przelewających krew za piękne mity nie mające nic wspólnego z wolnością odkrytą przez liberałów.
    Bardzo ciepło przyjąłem,że ostatnio nawrócony Premier darował sobie retoryczny zwrot obnażający totalną ignorancję i niemoc, tak mi dopomóż Bóg.Teraz mam już niemal pełną gwarancję realizmu,skuteczności i konsekwencji zawartych w zadziornych enuncjacjach liberalnych.
    Dowiedziałem się również z wywodów Premiera, że cechą sprawczą tego raju na ziemi będzie wolność, a wolność jest pochodną własności prywatnej.
    Może zechciałby by mnie Pan Premier uwolnić od kłopotów i podrzuciłby jakąś fabryczkę makaronu, ponieważ bardzo usilnie chciałbym zostać wolnym człowiekiem.
    Ten wspaniałomyślny gest mógłby się przyczynić do rozważenia ewentualności przekręcenia się na prawo w kierunku liberalizmu, co oznaczałoby zwiększenie możliwości w zakresie charytatywnej pomocy biednym, jak mi przyjdzie ochota.
    Dziwnym sposobem zapomniał jakoś Pan Premier , że to jego opcja polityczna, miłująca bezgranicznie własność prywatną, będąca permanentnie u władzy od 1989 roku, z małymi korektami na cykliczną zmianę szyldów uwolniła Polaków od ciężąru własności.
    No, cóż nieszczęścia się zawsze zdarzają.
    Obecnie Pan Premier wespół z Panem Prezydentem Wałęsą zwrócą każdemu obiecane a tak niefortunnie zapomniane sto milionów.
    Teraz,w końcu, nadchodzi kres rozwiązania ponurego komunistycznego dziedzictwa.
    I nikt już, nigdy więcej, nie będzie nas karmił gorzkim chlebem komunizmu zaprawionym słonymi łzami i nie będzie poił zatrutym, czerwonym mlekiem.
    Skończy się.
    Skończy się także z grzebaniem po śmietnikach i przywłaszczaniem sobie cudzej i świętej własności prywatnej.Europejscy liberałowie nie pozwolą byśmy się zachowywali niegodnie i uwłaczająco wszystkim wolnym narodom.Jeśli ktoś chce koniecznie grzebać to won do Korei lub na Kubę,albo i jeszcze lepiej,do Rosji.
    Nie ma wolności bez solidarności i nie ma wolności bez własności,tak wykoncypowała „Solidarność” i jej ideowi przywódcy wyszkoleni na zachodnich bułeczkach z masełkiem.
    Podłączyła się do tych zawołań jeszcze jedna struktura wołając, o integrację miłości i solidarności.
    Interpretacja tych banalnych komunałów sprowadza się do konieczności miłowania „Solidarności” jako dawczyni haseł wszelakich a oczekiwanych ale bez pokrycia.
    Natomiast rozumieć należy, bez wybrzydzania, że własność otrzymali tylko ci ,którzy gloryfikowali „Solidarność” na bazie wielkiej Wiary,Nadziei i Miłości.
    Czyli jakby na sprawę nie patrzeć zgodnie ze słuszną oceną zaangażowanych oszołomów:Bierni,Mierni ale Wierni.
    Cóż za ironiczny kaprys losu, prawa ogólne nie omijają nawet zasłużonych tusko-michnikowców.
    W tworzeniu krainy powszechnej szczęśliwości materialno-moralnej posuwają się oni coraz bardziej.
    Pamiętajcie o naiwni, że dotychczas taka kraina dla większości nazywałą się bolszewią i tworzona była na Wschodzie.
    Na Zachodzie będącym awangardą postępu i cywilizacji taka kraina będzie tworzona odmiennie niż na dzikim Wschodzie.
    Będzie to wspaniała enklawa luksusu dla nielicznych.
    No bo chyba nie liczycie,że dadzą wam tuski dobra doczesne tego świata.
    To już było, to był elementarny błąd komunizmu i tego powtarzać nie będziemy.
    Teraz będzie zdecydowanie inaczej i odwrotnie, ciemna i naiwna maso.
    Otrzymacie w pełnym zakresie i zgodnie z potrzebami Dobra Najwyższe Przyszłego i Nieskończonego Świata Pozamaterialnego.
    Dla takich wspaniałości warto ciut potrudzić się na tam nędznym padole łez i cierpień.
    To jest zaledwie krótka chwilka w perspektywie wiecznej nieskończoności , anielskiej szczęśliwości i doskonałości.
    Naprawdę warto.
    Odrzućcie wszyscy ułomni i wykluczeni, wasze kapitalistyczne i grzeszne ciągoty.
    Oddajcie wszystkie boskie i naturalne prawa tym wybranym, nielicznym:młodym,pięknym i zdolnym,do wszystkiego.
    A jak im nie oddacie po dobroci, to sami wam zabiorą zgodnie z zasadami państwa prawa, w myśl demokratycznych reguł.
    Oni mają czołgi ,armaty i granaty, a może i także tarczę ochronną dostaną.
    Wy możecie co najwyżej dostać po buzi jeśli się będziecie nieelegancko zachowywać.
    „Wolni ludzie, tworzyć czas” powiedzial Norwid a za nim Premier Optymista.
    A zatem zgodnie z definicją Tuska, kapitaliści bierzcie się do roboty.
    My, hołota, szczególnie ta czerwona, ocenimy wasze predyspozycje, profesjonalizm i zaangażowanie.
    Załamał nas fakt porozumienia tusków z kaczorami i kościołem w zakresie odrzucenia Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.
    Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko ustawienie Polaków, na życzenie polskiej prawicy, w rzędzie obywateli trzeciego gatunku. Ta decyzja polityczna obnaża istotę intencji prawicowych wobec własnego narodu. Podważa ona szczerość intencji Premiera i możliwość wyrażenia mu pełnego zaufania.

  101. Jaruta 2007-11-23 o godz. 15:44

    Rzeczywiscie, chyba sie nie rozumiemy.

    Piszesz: „Przecież i Grecy młodzieży zbuntowanej nie wyrzucali – przeciwnie, dawali im niezłe wyposażenie na osiedliny i kilkudzxiesięcioletni okres parasola militarnego – dostawali trzody, okręt, broń, nawet kilku niewolników. Wszystko, żeby tylko poszli wyżywać się gdzie indziej.”

    Ani migrowac, ani emigrowac, to nie znaczy wyżywać się gdzie indziej (chyba, że masz na myśli kibiców piłkarskich). No może jeszcze dzieciaki (ostatnio modne słowo) oligarchów (to odpowiada Twojemu przykładowi). Ale to nie ma nic wspólnego z naszą (e)migracją.

    Piszesz: „Broń mnie Boże socjalistów, żebym miała emigracje taką czy inną wiązać z banicją.”
    I tu też się chyba nie rozumiemy. Taka czy inna emigracja to czasem jest banicja. Ale ani ja, ani inni „wyjechani” (przynajmniej na tym blogu) tak swojego „wychodzctwa” nie traktujemy.

    Piszesz: „Ludzie migrują z różnych przyczyn i często są nader zadowoleni ze swojego wyboru. I o ten wybór mi chodzi. Wolny wybór jest nieodzownym warunkiem wolności.”
    Jesli chodzi Ci o wolny wybór – to Polacy, zawsze – czesto w odróżnieniu od innych demoludów – byli wolni. Czasem na wyborze się kończyło, bo w pewnym okresie historycznym można było nie dostać paszportu. Generalnie jednak łatwiej było dostać paszport niż wizę na „zachód” (przykładów nie będę przytaczał, a są).

    Próbowałem swoim wpisem przekazac informację, że emigracja – wychodźctwo – migracja – etc. nie zawsze znaczy to samo. I że dobrze się z tym naszym „(e)migranctwem” czujemy.

    Pozdrowienia
    z Berlina

  102. Z Berlina
    Poruszyłeś i dodałeś wiele nowych elementów do problemu, który mnie od dawna nurtuje: migracje, emigracje i związane z tym zagadnieniem pojęcie patriotyzmu w okresie gwałtownych przemian i zmasowanej presji całkiem nowych czynników politycznych, ekonomicznych i światopoglądowych. W takim kontekście problem autoidentyfikacji i przynależności staje się problemem palącym tym większej, że sama ojczyzna traci kontury do jakich byliśmy przyzwyczajeni.

    Definiujesz i uściślasz zakresy pojęć dla zjawisk migracji i emigracji , rozumiem, że pojęcia te w nowej rzeczywistości zacierają się,bo ma się świadomość wyboru autoidentyfikacji i przynależności (w każdej chwili odwracalnej)

    Jednak nie dla wszystkich jest to takie proste.Trzeba jeszcze posiadać określony światopogląd.Dla niektórych patriotyzm jest narzędziem legitymizowania swojej władzy lub pretensji do niej i delegitymizowania pretensji przeciwnika. Patriota kocha w gruncie rzeczy sam siebie, „swoich” i nie lubi obcych.

    Zarzuca się liberałom, że są kosmopolitami, ja uważam, że kultura liberalno-demokratyczna nie wyklucza patriotyzmu, tyle tylko, że ojczyzną człowieka ukształtowanego przez tę kulturę jest liberalno-demokratyczny system wartości czyli te same elementy, ale przekształcone przez wyznawany przez niego system wartości.

    Chyba się nie mylę, ale ta teza znajduje potwierdzenie w wpisach magrud, która nie lubi wszelkich „-izmów”.

    Pozdrawiam Halszka

  103. I jeszcze taki krótki komentarz ad rem (własne rem bo z aktualnym rem(em) Gospodarza ma to mniej wspólnego):

    Kiedys szlismy na zachod
    Za chlebem
    Albo za wiedza
    Wierzac
    Ze na zachodzie
    Same geniusze siedza
    Ze wszystko
    Spada z nieba
    Ze tam wszystkiego
    W brod
    Dzisiaj
    Z tego powodu
    Zachod idzie na wschod
    Az strach pomyslec
    Co bedzie
    Gdy sie posrodku spotkaja
    Uniwersalni w wszechwiedzy
    Czy tez po prostu …. jajo

    Lutherstadt Wittenberg, 26.04.2005, 23:05
    (notas benas, jak mawiano w Łodzi – Wttenberga – piękne miasto, tyle że umarłe)

  104. PAK,
    Ja też cenię i szanuję p.Michnika. Doceniam też jego ostatnie dzieło „Gazetę Wyborczą”. Moje kąśliwe uwagi miały na celu wyłącznie ukazanie, że nikt z nas doskonałym nie jest, i nikt od nikogo doskonałości nie ma prawa wymagać. Tylko to, co słabe budzi miłość- caritas, i to w nas samych i w innych nauczmy się dostrzegać, a świat stanie się odrobinę lepszy. Pozdrowienia

  105. @Jacobsky 2007-11-23 o godz. 19:27

    „Czytajac o Iwaszkiewiczu nie moge oprzec sie wspolnoscie jego losow tworczych z inna ciekawa postacia, uwiklana w klincz ze zbankrutowana morlanie wladza. Mam na mysli Leni Riefenstahl. ( … )”

    Przepraszam bardzo, ale kiedy i w jakiej sytuacji Leni Riefenstahl była „uwikłana w klincz ze zbankrutowaną morlanie wladzą”???

    Pisze Pan o tym z takim przekonaniem i taką pewnością siebie, że podejrzewam iż jest Pan jedyną osobą na całym świecie, która dostąpiła zaszczytu rozmowy z L. Rifenstahl, w której ta rewelacja została Panu zdradzona.

    A teraz konkrety:

    „Triumph des Willens” (Triumf woli)
    „Sieg des Glaubens” (Zwycięstwo wiary)
    „Tag der Freiheit! – Unsere Wehrmacht” (Dzień wolności!- nasza Armia)

    gloryfikowały nazistowską ideologię i tworzyły z niej nową religię. „Dzieła” te były filmami jak na tamte czasy naprawdę wspaniałymi (w sensie osiągniętego efektu). Wszyscy współcześni fachowcy od PR dużo mogą się nauczyć o oddziaływaniu na społeczeństwo przy pomocy psychomanipulacji ideologicznej przy wykorzystaniu estetycznych zdjęci/sekwencji filmowych.

    Filmy te miały osiągnąć tylko jeden cel: apoteoza nazizmu oraz ascetyczne i sterylne przedstawienie wspaniałych osiągnięć hitlerowców, a w pierwszym rzędzie ich „bogów” (przywódców) oraz w konsekwencji ukształtowanie/wymodelowanie bezkrytycznego i ślepo wierzącego w nazistowską ideologię społeczeństwa niemieckiego.

    Podłością jest porównywanie Jarosława Iwaszkiewicza z taką osobą jak Leni Rifenstahl.

  106. Pamiętam jak lata temu dowiedziałam się, że Lech Jęczmyk jest prawicowym ultrasem. Nie mogłam pojąć, jak tłumacz „Paragrafu 22” może mieć takie poglądy. Ale moja zdolność pojmowania nie miała szans w zetknięciu z rzeczywistością. Więc przyjęłam do wiadomości ów nie mieszczący się w moim rozumie kontrast. Ciągle o tym pamiętam. To niczego nie wyjaśnia, ale bardzo pomaga, gdy dopada mnie chęć czarno-bialego klasyfikowania. Pewnie czasem lepiej byłoby tego i owego nie wiedzieć (było mi bardzo przedziwnie, gdy czytałam jakim parszywcem był dla „swoich” kobiet Bułhakow), ale nie jestem strusiem. Podoba się czy nie – trzeba przyjąć do wiadomości pełne, ludzkie spektrum zachowań.
    A dla takiego człowieczka jak ja, gdy chce się pobawić w Katona, niezastąpionym sprzętem okazuje się lustro.

  107. Wszystko jest bez sensu,
    Wszystko pogmatwane,
    Jak te winorośle,
    Gąszcze cmentarniane.

    Wszystko, co się złączy,
    Znowu się rozłączy,
    Na kształt pogmatwanych
    Na cmentarzach pnączy.

    Wśród wielkiej miłości
    Wszystko jest poczęte
    I wszystko – bez sensu-
    Lecz bardzo jest święte

    Ktoś kto tak potrafił pisac powinien dostac Nobla lecz niestety żył w czasach nie dla filozofów i estetów. Herbert też powinien zostac doceniony, choc zaiste odmienną przyjął postawę na przeżycie PRL-u.
    Dostał Nobla Miłosz, dostała Szymborska.
    Żyjemy w kraju wspaniałych poetów lecz większośc z nich jest już po tamtej stronie…Kto teraz zastapi ich na Olimpie?

  108. Drogi Panie Danielu

    W „Ja rzucam mysl…” pisal Pan : „Ja tylko prowadze schronisko …”

    To jest schronisko wysokogorskie.Na szczycie.
    Gratuluje blogowiczow ktorych Pan tu przyciagnal.
    „Prowiant” ktorym czestuja/dziela sie Magrud, AnKa, Jaruta, Halszka31,
    Harry_potem i inni – to smakolyki.
    Oby tch mysli rzucal Pan jak najwiecej – to one pokazuja szlak do
    schroniska (wysokogorskiego).
    Pozdrawiam

  109. Harry potem 14.59
    Stary, przynudzasz gorzej niż historia WKP(b). Jak musisz się wypisac to otwórz własny blog i pisz sobie tam co chcesz i ile WLEZIE, a nie właź na cudzy blog w którym się pisze i dyskutuje na tematy, które są poza twoim zasięgiem. Leja się z ciebie te teksty, jak woda z zepsutej spłuczki klozetowej, tymczasem ja i paru innych blogowiczów nie możemy dotrzeć do rzeczywiscie ciekawych wypowiedzi innych autorów, bo musimy przesuwac na ekranie twoje niekończące się bzdety. Nie masz nic do powiedzenia na żaden temat ( sprawdziłem), twoje odkrycia intelektualne są na poziomie szkoły podstawowej, a przeciez jestęś już dużym i starym chłopem. Skąd ty sie wogóle wziąłeś, bo znałem kilku kierowców TIR-Ów (trucków) i byli to inteligentni i ciekawi faceci ?

  110. Po sukcesie pierwszego wpisu Harry_potem wpadł w samouwielbienie i bisuje w nieskończoność. Dawno nie widziałam kogoś tak z siebie zadowolonego.
    Szczęśliwy człowiek. 🙂

  111. Jak sie wydaje z wpisow wyzej wsrod Szanownych Blogersow panuje prawidlowosc odwrotnej zaleznosci tresci wpisu do jego dlugosci. Inaczej mowiac im mniej ma ktos do powiedzenia na temat podjety przez Szanownego Ojca Inicjatora tym dluzsza jest jego wypowiedz. Tak to juz jest niestety, ze gdy nie mozna zawrzec mysli w pieciu zdaniach to nie uda sie tego zrobic rowniez po napisaniu piecdziesieciu. Oczywiscie w powsciaganiu grafomanskich zapedow nie pomaga bohater dzisiejszego bloga, ktorego tworczosc moze byc smialo o ta ceche posadzona. Historia literatury PRLu zawiera wielu pisarzy lepszych i bardziej plodnych od Iwaszkiewicza. Wsrod prawdziwych mistrzow fikcji literackiej tego okresu wymienilbym Golubiewa, Parnickiego czy Kossak-Szczucka oraz Malewska. Z nowszych talentow wartow wspomniec Lysiaka i Nienackiego. Wsrod czepiajacych sie komunistycznej klamki pisarzy wyprzedzali talentem oraz charakterem Iwaszkiewicza chociazby Lem, Putrament czy Andrzejewski, ktorzy to pisarze tez usilowali swego czasu wskoczyc na czerwony parowoz dziejow i nawet niekiedy placili za bilet. Ja osobiscie uwazalem Iwaszkiewicza zawsze za nudziarza. Tak to juz jest, ze srodowisko literackie produkuje takie mydlane banki autorytetow, ktore z reguly nie wytrzymuja proby czasu.

  112. KoJaK Moguncjusz,

    wstrzymaj konie, rycerzu. Sarkazm – dobra rzecz dla tych, ktorzy go niepotrzebnie nie naduzywaja. A takze prosze oszczedzic sobie rzucania oskarzeniami o podlosc. To troche staroswieckie….

    Obydwie zestawione przez mnie osoby sa wybitne w tym, co robily, a ich talent oraz owoc tych talentow w jakms sensie byly pomocne/uzyteczne rezimom, w czasie trwania ktorych oboje tworzyli. Czyz nie tak ? Ale ja nie oskazam i nie bawie sie w sedziego ani wobec Iwaszkiewicza, ani wobec Rifenstahl.

    Red. Passent napisal o Iwaszkiewiczu, ze szedl w swym zyciu na rozne kompromisy i najwazniejsza dla niego byla jego tworczosc. Mysle, ze znajac zyciorys Rifenstahl (choc nie w stopniu, o jaki Pan mnie podejzewa) to samo mozna powiedziec o niemieckiej rezyserce, gdyz Rifenstahl nie bylaz przekonan faszystka, tak jak Iwaszkiewicz nie byl komunista. Oni tworzyli, i to w sposob nietuzinkowy. Rifenstahl nie lawirowala tak, jak to czynil Iwaszkiewicz (takie przynajmnej mozna odniesc wrazenie czytajac jego rozne zyciorysy – co nie znaczy, ze wspomnienia osobiste). Za przyklad niech posluzy postawa Iwaszkiewicza wobec sprawy listu 34-ch intelektualistow z 1964 roku. Warto jest tez zapoznac sie z jego opinia na temat przyznania nagrody Nobla Solzenicynowi. Nie jest to bynajmniej czysto krytyka literacka Solzenicyna.

    Zwracam uwage na te fakty nie po to, zeby bawic sie w szukanie haka i w potepianie Iwaszkiewicza, bo ani nie mam takiego zamiaru, ani nie znajduje sie na pozycji, zeby to uczynic. Prawde mowiac nie mam zalu do tworcow, ktorzy ida trudna i ryzykowna droga sliskich kompromisow jesli czynia to z gracja Iwaszkiewicza. To tez trzeba umiec – umiec na tyle, zeby sie nie poslizgnac i nie wywrocic na pysk. Skoro jednak pomawia mnie Pan o podlosc, tak wiec staram sie bronic przed tym pomowieniem wskazujac – fragmentarycznie – na kretosc zyciorysu Iwaszkiewicza, aby mogl Pan sobie go zestawic z wybranymi faktami i okolicznosciami z zycia tworczego Leni Rifenstahl i jej stosunkow z rezimem nazistowskim. Obie postacie uwiklane byly moim zdaniem w splot (= klincz – byc moze niezbyt fortunne uzycie tego slowa, ale w jezyku, jakim operuje na codzien „klincz” ma szersze znaczenie niz splot w walce) z rezimami, ktorych tak naprawde nie potrzebowali do tego, zeby moc tworzyc (ich talenty byly bezsporne i autentyczne, a nie wyprodukowane przez propagande rezimowa), ale z ktorymi to rezimami nauczyli sie zyc, skoro – patrzaz z ich pozycji – zyc sie dawalo, i to niezle. Raz jeszcze powtorze: Rifenstahl miala szczescie (a my razem z nia), ze doczekala sie ona pogrzebu rezimu, ktory ja wzial pod opieke tworcza, przez co mogla narodzic sie na nowo, z niemalym powodzeniem zreszta, ale juz bez akceptowania ideologicznej nadbudowy, nad dzwiganiem ktorej chyba sie nie zastanawiala, i ktorej pozbyla sie bez wiekszych problemow. Czy Iwaszkiewicz akceptowal nadbudowe, czy tez – jak chce red. Passent – stal sie elementem nadbudowy, ale nie mogl sie w niej odnalezc ? – nie wiem, z tym, ze nie wiem, bo nie wiem, a nie dlatego, ze nie jestem pewien. Byc moze tutaj lezy istotna roznica miedzy nim a Rifenstahl ? Byc moze, ale z rozmow z rezyserka (ktore moim zdaniem maja w pewnym sensie range Dziennika Iwaszkiewicza) wynika, ze czula dusznosc rezimu hitlerowskiego, szczegolnie jesli chodzi o kontakty z jego ekspozytura d/s artystow (a szczegolnie artystek), dr Goebelsem. Obydwoje tworcy czyli te dusznosc. Po wyborze na przewodniczacego ZLP podczas zjazdu w poczatkach lat 70 Iwaszkiewicz powiedzial, ze w Polsce nie ma koron dziedzicznych, sa tylko korony cierniowe, po czym poprosil czlokow o pomoc w dalszym niesieniu tego brzemienia na glowie.

    Powtorze raz jeszcze: Rifenstahl miala to szczescie (a my wraz z nia), ze to ona byla swiadkiem smierci i pogrzebu rezimu, ktory jej patronowal, przez co mogla ona bez przeszkod narodzic sie na nowo, pomimo pregieza i przylegajacych do nie etykietek, przyjmujac „policzki od katow”. Bez watpienia pomogl jej w tym autentyczny talent filmowca, fotografa oraz pasja dla zycia i dla przygody.

    Iwaszkiewicza pochowal rezim, ktory przejal nad nim patronat, pochowal z honorami, i tutaj mozna sobie gdybac co by bylo, gdyby Iwaszkiewicz przezyl PRL. Bogatszy o doswiadczenia polskie z ostatnich lat wydaje mi sie, ze Iwaszkiwicz rowniez padl by ofiara pregieza, oberwalby „policzki od katow”, choc na innych postawach moralnych.

    Ja jednak nie o moralnosci chcialem, zwlaszcza zem ponoc czlowiek podly. Nie chodzi mi tez o to, co zawieraja ich dziela (wiadomo, ze nie zawieraja tego samego i nie musi mi Pan przypominac filmografii Rifenstahl. W koncu – jak widac – wikipedia jest dla wszystkich). Inny byl rowniez charakter rezimow, ktorym sluzyli – ja o tym wiem, a wiec nie musi mnie Pan juz pomawiac o podlosc. To zbedne.

    Co mnie fascynuje w temacie wielkich tworcow to najpierw ich wielkosc tworcza, ale takze to, dlaczego jedni wybieraja droge kreta i sliska, a drudzy – prosta i niemal niezlomna. Dla Pana (i byc moze nie tylko) zestawienie Iwaszkiewicz – Rifenstahl bedzie szokujace, wrecz podle, a dla mnie nie jest, bo oboje, moim zdnaniem, wybrali drogi bardzo podobne.

    Pan oczywiscie moze myslec inaczej.

    I natym ta cala zabawa polega.

    Pozdrawiam.

  113. Dziele ludzi (nie ja oczywiscie wymyslilem to „kryterium” , ale mi odpowiada )na takich ktorzy zyskuja przy blizszym poznaniu i na takich co traca.Czyli przedtem jako tako a ….potem … duzo gorzej. Nie znam blizej A. Michnika ale czuje przez skore, ze nalezalby do tych drugich.
    Z Berlina; Bylem pod wrazeniem ale lubie tych co dotrzymuja slowa. Oczywiscie mna nie musisz (przepraszam za poufalosc ) sie przejmowac.
    Ps. Jak latwo zgadnac druga kategoria jest w wiekszosci.

  114. …czy tworce da sie oddzielic od tworczosci?…oczywiscie ze tak…ale gdy to zrobimy Poeta przestaje byc Poeta a staje sie wierszokleta…a Pisarz zwyklym popychaczem dlugopisu…chyba ze wystarcza nam „science (?) fiction”…mnie nie…i dlatego wazne jest nie tylko to co i jak pisal Iwaszkiewicz ale takze i to kim byl…

    …widze ze Andrzej Falicz nie cieszy sie wsrod pt Blogowiczow zbyt wielka popularnoscia…bywa i tak…ja go czytuje mimo tego ze prawie nigdy sie z nim nie zgadzam…ale za to zmusza mnie do myslenia…

  115. Harry_potem, 23.11.07, g. 12; 16, dziękuję Ci za calość wiersza Zaluskiego.

  116. Berlinczyk – do jedynego slusznego?
    Nie gadaj…bo ja konczylem III… i to bylo „sluszne” liceum.
    No wiesz z rosyjskim…
    Chociaz jedynka byla lepsza.
    To „trudne” co piszesz to byl sarkazm.
    Jezeli spodziewasz sie znalezc wytlumaczenie na wszystkie Twoje zyciowe decyzje to nie zdziw sie, ze inni tez moga zawsze wszystko wytlumaczyc…
    Poczytac mozna Pana Passenta.
    Od tak sobie zazartowale, bo przypomniala mi sie mama mojego kolegii.
    Prosta kobicina, z ktorej opowiesci wynikalo ze wszystkie glupie tylko ona jedna madra…

  117. Do Andrzeja MW:
    Chlopie wyluzuj sie!
    Ja nie jestem emigrantem – czasy latarnika juz minely…
    Ja jestem polskim architektem chwilowo pracujacym w Australii.
    Fakt, ze chwila sie nieco (…) przedluzyla bo roboty kupa…ale wczesniej pracowalem w Chinach, Indiach, Niemczech, w Polsce oczywiscie itd.
    W miedzyczasie bywam tez w Polsce gdzie dzieki Bogu mam gdzie mieszkac.
    Widzisz to takie czasy – globalizacja.

  118. Najdłużej poza Polską wytrzymałem około 4-ech miesięcy i zawsze szybko wracałem do swoich. Spotykałem wielu Polaków z syndromem sieroco-tęsknotowym, ale temat bardziej jest złożony. Na blogu Redaktora DP jest liczna i aktywna grupa polskich emigrantów, których komentarze czytam z wielkim zainteresowaniem i są bardzo pouczające. Jednak ostatnio brudny „Harry” mimo paru interesujących wpisów zaczął snuć takie epistoły, że przerósł narcyza Chrisa geniusza „wspaniałego”, a dla mnie wariata. Harry trzymaj trochę umiaru. Jest jeszcze zazdrośnik hrabia Halicz Chwaliczowski, zawistnik, którego emigracja zatrzymała na stliniźmie. Jest także „czujna diaspora”, piękny Feliks i nie jest złośliwcem, ale nie rozumiem 99 % jego wpisów.
    PS. Ww obywatele świata zapraszam do Polski, pół roku pobytu w kraju nad Wisłą to najlepsza diagnoza. Po 21 października polska wraca do normalności, taką mam nadzieję i tak trzymam. Premier jest Kaszubem i warto odwiedzić Muzeum Hymnu Polskiego w Będominie. Można uderzyć w barabany, glową lub pałeczką.

  119. Hm!Może to z powodu listopadowych mgieł i nastrojów,ale odnoszę jakieś takie wrażenie,że ci,którzy wypowiadają się o Iwaszkiewiczu i przypinają mu łatki,Iwaszkiewicza nie czytali;że ci,którzy oceniają expose Premiera,tego expose nie słuchali;a poza tym są tacy,którzy nie muszą czytać ani słuchać,ale wiedzą.Tych ostatnich podziwiam najbardziej! 😉

    Ale może to tylko te mgły i nastroje?

    a.j

  120. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Jacobsky – Leni Rifenstahl to tak jakby drugi etap rozwoju Majakowskiego pod batuta Lunaczarskiego, takie mam wrazenie. Plakat w ruchu. Inaczej mowiac, doskonaly warsztak kadr-ruch-emocje w sluzbie slusznej sprawy. Jej filmy dokumentalne po 1945 sa dobre ale bez efektu emocjonalnego zwiazanego z ideologia odbierane sa inaczej. Czy L.R. byla zafascynowana III Rzesza? Czy jest mozliwe aby nie byla? Nalezy do tzw. oprawcow zza biurka, tak jak wielu innych zdolnych ludzi z tej branzy. Ona tylko lubila poklepywanie po ramienu – to tak niewiele – dlatego caly czas sie lasila. Jacobsky, wiesz na czym polega roznica charakteru lwa a k…. spolecznej?

    F.S. von/od Diasporski

  121. Feliks Diasporski,

    jesli mam potepiach LR, to musze rowniez dobrac sie np. do Kapuscinskiego za jego okres zetempowski, czy do innych wielkich pisarzy, ktorzy – jak piszesz – produkowali plakaty, na zamowienie czy z wlasnej, nieprzymuszonej woli. A nie chce i nie bede tego robic. Inni grzebia sie w przeszlosci znacznie lepiej, z zamilowania, i maja wyjatkowego nosa do wyciagania wszystkiego, co tylko produkuje ulomnosc ludzkiego charakteru.

    Przypominam Ci, ze nawet Churchill byl zafascynowany przemianami w Niemczech i podczas pobytu w tym kraju omal nie doszlo do spotkania miedzy nim a Hitlerem. Nalezy przy tym dodac, ze Churchill dobrze znal program NSDAP. III Rzesza, postrzegana przez wielu ludzi jej wspolczesnych mogla fascynowac, bo w koncu propaganda niemiecka nie pokazywala powstajacych obozow koncentracyjnych, ale entuzjam tlumow czy radio i eintopf w kazdym niemieckim domu. Poza tym, dla przylkadu, lata 30-te to byly czasy, kiedy w USA i w Kanadzie na powaznie przymierzano sie do szerokiego stosowania eugeniki celem udoskonalenia „rasy” (bialej, zeby nie bylo niejasnosci). Lata 30-te to taze ciagle okres, kiedy w USA istnial spory sektor obywateli II i III kategorii, a zamiast „Jude raus” pisalo sie „No black allowed” i rowniez wywieszalo sie to w miejscach publicznych. Takie byly czasy, Feliksie Stychowski. Dla wielu to, co dzialo sie w III Rzeszy nie bylo szokujace, bylo czyms nowym, i byc moze dlatego fascynujacym, bo taki byl owczesny poziom swiadomosci spolecznej. To my, teraz, mamy luksus oceniac ludzi z tamtych lat wedlug nowszych kryteriow. Z pewnoscia mamy racje, ale byc moze nie do konca, przynajmniej moim zdnaniem, i dlatego nie potepiam nikogo: LR, Iwaszkiewicza, Kapuscinskiego i setek innych. Przeciwnie, so to dla mnie postaci ciekawe, trojwymiarowe, ludzkie, a nie wyciete z marmuru reliefy, dwuwymiarowe pastacie latwe do zaszyfladkowania: albo zle, albo dobre. Owszem, takich wzrocow nam potrzeba, ale z mego prywatnego punktu widzenia te postacie sa mniej ciekawe niz pstacie zlozone.

    Nie sadze, zeby LR byla oprawca zza biurka tylko dlatego, ze nakrecila „Sile woli”, nie sadze tez, zeby byla k… spoleczna, a co najwyzej osoba zatracona w niezaspokojonej rzadzy tworzenia. Podobnie jak Iwaszkiewicz, ktory moim prywatnym zdaniem nie mial charakteru lwa. Mial charakter czlowieka interesujacego, bogatego, zlozonego.

    Pozdrawiam.

  122. Comming out Iwaszkiewicza.

    „Wątek homoseksualny, tak ważny dla zrozumienia autora „Dzienników”, pojawia się w wielu miejscach, co potwierdza zapewnienia córki pisarza Marii Iwaszkiewicz, że w publikowanym tekście „Dzienników” nie dokonano żadnych opuszczeń.”

    pozdrawiam
    Bernard

  123. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Jacobsky – fascynujace resztki amerykanskich prac nad „lepszym czlowiekiem” mozna ogladac do dzisiaj w Wiednu. Ja sabie zdaje sprawe z tego, ze uprzemyslowione metody spalania czesto jeszcze zywych ludzi moga byc widokiem fascynujacym. Przekonany nawet jestem, ze fascynujaca moze byc sama juz masa, ktora tak jakby dobrowolnie sama w zwartym szyku maszerowala do raju. Dziwne, wszyscy chca do raju ale nikt nie chce umierac. Oczywiscie, ze W. Churchil zafascynowany byl (to zadna tajemnica) tym co dzialo sie w III Rzeszy. Ta fascynacja bedzie bardziej zrozumiana jezeli opublikowana zostanie jego korespondencja z amarykanskimi politykami okresu miedzywojennego, jak narazie jest zaryglowana na cztery spusty i nic nie wskazuje na to aby chciano ja odryglowac. Trzeba ja wykrasc, i tyle. Co do R. Kapuscinskiego? Jezeli sie nie myle to juz w latach 50-ch XX w. przejrzal bo dojrzal zbawienny urok „lepszego czlowieka” na jakiego go formowano w „odlewni”. Pan Ryszard do tej formy nie dal sie wlac, jego zycie dopiero sie zaczyna. Sa ludzie, ktorzy dadza sie wlac, bo jest to wygodne, i sa ludzie ktorzy ropoznaja cene wygody. W bagnie tez sa cieplarniane zgola sympatyczne zakatki, co prawda z widokiem na brzezine ale sa. Dobrowolne gnuranie sie w bagnie mozna postrzegac jako kapiel lecznicza w borowinie – prawda? Kapuscnski nie chcial byc gwiazda borowiny, wrecz na odwrot. Miewaj sie cieplo, ja zacieram rece spokojnie czekajac na korespondencje Churchila OK? Moge sie tylko domyslac co w niej jest, nie bede spekulowal, dam sobie czas bo mnie na to stac.

    F.S. von/od Diasporski

  124. Feliks Diasporski,

    nie wydaje mi sie, zeby LR dokumentowala spalanie zywcem ludzi, i to metoda przemyslowa. Od tego SS mialo swoich ludzi. Zapraszam do skonsultowania jej filmografii na http://www.imdb.com/name/nm0726166/.
    Ostatnie jej filmy, z czasow, kiedy kominy juz dymily na calego, mowia o czyms innym niz spalanie ludzi zywcem. Co najwyzej o sposobie uwiecznienia nadczlowieka w marmurze czy w granicie. Kolejne dwa produkcyjniaki. Gdyby rzeczywscie LR byla az tak wielka nazistaka, to nie przeszla by z powodzeniem denazyfikacji (She was investigated by postwar authorities several times but never convicted, neither for her alleged role as a propagandist nor for the use of concentration camp inmates in her films). Oczywiscie, ze podobnie do wielu Niemcow, tak i ona zaslaniala sie naiwnoscia i niewiedza co do zbrodniczosci systemu, ktoremu sluzyla. Wydaje mi sie jednak, ze stojac za kamera i filmujac parteitagi przed wojna, LR wyrzadzila zlo mierzone inaczej niz np. Werner von Braun, ktory wiele razy „zwiedzal” podziemne fabryki V-2 w Dora-Nordhausen i wiedzial, co tam sie dzialo. A jednak nie tylko zostal zdenazyfikowany, ale rowniez zasluzyl sie dla Ameryki w sposob wybitny. Z drugiej strony, wraqcajac na teren branzy filmowej, co powiedziec o Sergiuszu Eisensteinie ? Nikt nie kwestionuje jego roli w historii kinematografii, mimo ze swa kamera sluzyl rezimowi rownie zbrodniczemu co hitlerowski, krecil filmy rowniez wtedy, gdy na Ukrainie metodycznie glodzono miliony niewinnych ludzi, a za kolem polarnym wykanczano podobne ilosci osob uznanych za winne przez oblakany rezim. Dzis Eisensteina pokazuje sie adeptom sztuki filmowej jako klasyka i czyni sie to bez wiekszych zahamowan ideologicznych. A chyba powinno, sadzac po stosunku, jaki ogol ma do LR, prawda?

    Wszystko to wskazuje na to jak arbitralnie przylepiamy latki ludziom, ktorych zyciorysy nie sa proste, ktorzy popelniali bledy, szczegolnie jesli oceniac ich czyny z perspektywy czasu. Moze wiec lepiej tego nie robic ?

    Ja nie ocenialem ani Iwaszkiewicza, ani Reifenstahl, ani innych wymienionych przeze mnie. Ich losy wydaja mi sie podobnie pogmatwane bez koniecznosci wchoddzenia na sliski grunt ocen moralnych. Zestawienie Iwaszkiewicza i Reifenstahl moze sie nie podobac – trudno. Dla mnie nie jest ono az tak strasznie skandaliczne, o ile nie bawimy sie domoroslych moralizatorow.

    Pozdrawiam.

  125. picasso tez zwiedzal polskę. ciekawe czy na jarka zaproszenie. odróżnijmy formę od tresci. za chwile zaczniemy się podniecać greckim świetem w pekinie jesli do tego wydarzenia odniesc sie z przyszlej perspektywy cos juz takiego na kadrach pani R. widzialem. apollo sie w grobie przewraca po raz wtory? . a u nas myslmy o przyszlosci, a nie o tym jak nami kręcily wiry historii, obysmy omineli tamten przekret…

  126. Drogi Panie Bobola,w poście z dn.2007-11-23 o godz. 23:48 zaapelował Pan o powściąganie grafomańskich zapędów, co ceni się waści niezwykle.
    Jako pewnego rodzaju kryterium kwintesencji określił acan 5 zdań.
    Podpisuję się pod tym wezwaniem czterema kończynami.
    Nie bardzo jednak rozumiem dlaczego sam Pan umieścił 10 zdań.
    Czyżby stosował Pan podwójne kryteria, dla siebie i dla innych.
    To byłoby niezwykle nowatorskie w odbieraniu określonych treści.
    Rozumiem,że mądry ma prawo wypowiadać się na tym forum, głupiemu zaś próbuje się to prawo ograniczać.
    Jest to bardzo nośne kryterium podziału społecznego w liberalnym świecie.
    Z niego bowiem wynika, że wszyscy liberałowie to bardzo mądrzy ludzie.
    Natomiast cała reszta to zwykła tabula rasa.
    Z tej to prostej przyczyny bardzo zdecydowanie protestuję przeciwko tego rodzaju tezom.
    Bowiem zmierzają one do umacniania niesprawiedliwych i właśnie niemądrych stosunków społecznych.

  127. Magrud napisała :

    „dla Dostojewskiego Polacy byli kwintesencją arogancji, wynikającej w dużej mierze z katolickiej doktryny.
    Arogancji przejawiającej się w dążeniu do moralnej wyższości i przekonaniu o możliwości jej osiągnięcia przez kogokolwiek.”

    Owszem spotykam się dosyć często z określeniem Dostojewskiego jako polakożercy, ale nie był on takim polakożercą jakim go niektórzy malują.
    Był mistrzem analizy duszy rosyjskiej (jej ciemnej strony), ale dla „nowych ruskich” nie jest taki kryształowy, bo … miał polskie nazwisko 🙂

    A jeśli wytykał Polakom arogancję to niebezpodstawnie. Słusznie wskazał również na jej korzenie. Przepraszam, jeśli uraziłem czyjeś uczucia religijne.

  128. Czy trzeba każdego oceniać także za poglądy polityczne? Czy nie możemy po prostu oceniać twórczości litrackiej bez odniesień politycznych i moralizowania. Może to nasza przypadłość narodowa? Dla mnie Iwaszkiewicz to pisarz, literat bez którego polska literatura byłaby uboższa, a jego postwa polityczna z pewnością miała głębsze dno. Nie odważyłaby się nazwać go kolaborantem, może zwyczajnie człowiekiem zagubionym w realiach w jakich przyszło mu żyć.

  129. Przeczytalam Dziennik, zachecona przez Pana Daniela; a takze dlatego, ze do Iwaszkiewicza mam wielki sentyment z czasow wczesnej mlodosci.
    Czyta sie ten tom znakomicie. Co nie zmienia faktu, ze Iwaszkiewicz o komunizmie nie chcial wiedziec absolutnie nic.
    Wystarczy porownac go z Dabrowska, nie mowiac juz o Dzienniku 1954 Tyrmanda.
    Nie kazdy musi oczywiscie walczyc na pierwszej linii frontu, ale zeby z taka konsekwencja zatykac sobie uszy i oczy, jak czynil to Iwaszkiewicz, i nie zajaknac sie do 1955 roku o tym kto – i jak – rzadzi w Polsce, to juz naprawde szczegolnego rodzaju osiagniecie.

css.php