Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

21.11.2007
środa

Wizyta białej flagi

21 listopada 2007, środa,

0tuskFlaga600.jpg

Fot. Sławomir Kamiński, AG  

Trwają dyskusje i domysły, dokąd nowy premier wybierze się z pierwszą wizytą.

Sukcesy polskiej polityki historycznej, wewnętrznej i zagranicznej spowodowały, że nie bardzo wiadomo dokąd jechać, gdzie można liczyć na dobre przyjęcie i pomyślne echa w kraju. (Kiedy byłem ambasadorem zauważyłem, że nasi politycy, którzy wizytowali Chile, najbardziej interesowali się tym, co piszą i mówią media w kraju. Ja im pokazywałem lodowce i pustynie, a oni tylko udawali zainteresowanie – tak naprawdę interesowały ich faksy, które przychodziły z Kraju.). Kiedy Tusk i Sikorski oglądają globus, niełatwo im się zdecydować, dokąd nowy premier powinien pojechać. Politolodzy nazywają to „efektem Kaczyńskiego”.

BRUKSELA? Czekoladki, owszem, dobre, owoce kandyzowane – znakomite. Ale zaraz rzuci się na Tuska PiS, że Bruksela to celowa demonstracja pod publiczkę, bo Unia to zło konieczne, ogranicza naszą suwerenność, zagraża naszej tożsamości, neguje nasze wartości rydzykowo – kurasiowe, kantuje nas na każdym kroku, nie chce preambuły, wymyśla kartę praw podstawowych dla gejów, a poza tym – co na to powie nasz najważniejszy sojusznik – Dżordż Dablju Busz?

WATYKAN? Niby trudno coś zarzucić, zwłaszcza że mamy duże zasługi, świadczą o tym kaplice na komisariatach i kapelani w urzędach celnych (kto nie ma nic do zadeklarowania, będzie mógł ominąć). Donald Tusk – podobnie jak Bush – już jako osoba dorosła wrócił do Kościoła, jako osoba prywatna ćwierć wieku po ślubie cywilnym wziął ślub kościelny, jako osoba państwowa, premier desygnowany, zgromadził swój przyszły rząd w wigilię zaprzysiężenia na wspólnym nabożeństwie, a do treści ślubowania dodał sakramentalne cztery słowa. Więc niby Watykan jak najbardziej za, wszak mamy teokrację, ale czymś trzeba się różnić od poprzedników, od Giertycha i Jurka. A poza tym, czy Ratzinger i Grass nie mieli czegoś wspólnego? I co na taką pielgrzymkę powie świecka Europa? Więc jednak raczej nie.

WASZYNGTON? Najważniejszy sojusznik – to fakt. Jedyny, na którego możemy liczyć, gdyby przyszło co do czego. Ale mówimy, że Kaczyńscy są zbyt proamerykańscy, jesteśmy koniem trojańskim i chłopcem na posyłki, chcemy zmienić priorytety (czytaj: lepsza byłaby Bruksela), poza tym offset jakiś kusy, samoloty F16 wybrakowane, tarcza wątpliwa, Irak kłopotliwy, Republikanie na wylocie. Wniosek: „no rush”, jeszcze poczekajmy.

BERLIN? To by była kapitulacja, wizyta białej flagi. Chyba że pozwolą nam ją zatknąć na Reichstagu. Wszak Niemcy usiłują nas wykiwać, zmarginalizować w Europie, dogadują się z Ruskimi, kantują w Brukseli, rewidują historię, wyciągają łapy po prastare ziemie piastowskie. Podróż do Berlina byłaby przedstawiona jako Canossa, ustępstwo wobec Eriki S., pielgrzymka do kraju dziadka z Wehrmachtu. Wniosek: „langsam”, Angela musi poczekać.

PRAGA? Owszem, jest złota, ale na Hradzie siedzi Klaus – przyjaciel prezydenta, znany eurosceptyk i kapitulant, który zgodził się na amerykańską tarczę bez warunków – po czesku. Poza tym Czesi to protestanci. Co by na to powiedział Watykan? I Toruń? Wniosek: Vaclav, ale nie ten…

MOSKWA? Co prawda to jest nasz największy sąsiad, ale na takie wyróżnienie jak pierwsza podróż polskiego premiera nie zasłużył. Rosjanie mają tyle na sumieniu, że jeszcze długo, długo będą musieli czekać na taki zaszczyt: niech przyznają się do zbrodni, odkłamią historię, wprowadzą u siebie demokrację, zwrócą niepodległość podbitym narodom, przestaną świętować „1612”, zrezygnują z broni energetycznej, niech Mołotow nie buduje rurociągu z Ribbentropem, niech zabiorą łapy od Ukrainy, niech obalą Łukaszenkę, niech, niech, niech nie liczą, że nasz premier popełni polityczne samobójstwo. Poza tym Putin na wylocie. Wniosek: niet. Niech Kreml sam wywiesi białą flagę.

WILNO? Rzeczpospolita obojga narodów? Niestety, mało że dyskryminują naszą mniejszość, rewidują historię, nie doceniają dobrodziejstwa, kiedy Wilno było nasze, to jeszcze chcą nas oszwabić przy podziale energii z elektrowni atomowej. Poza tym za mały kraj. Trochę nie do honoru dla premiera jednego z najważniejszych państw Unii Europejskiej i regionalnego mocarstwa. Litwinom mogłoby się przewrócić w głowie. Wniosek: niet.

Wniosek końcowy – wszystkie te stolice przez swoją błędną politykę są izolowane od Polski, są same sobie winne i trzeba jeszcze potrzymać je w napięciu. Która ofiaruje nam największy pierwiastek i zgodzi się umierać za Warszawę – tej przypadnie najwyższa nagroda: wizyta następcy Jarosława Kaczyńskiego na polskiej stolicy. Na razie nie wiadomo, gdzie Tusk zatknie białą flagę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 86

Dodaj komentarz »
  1. A może Wielka Brytania? Tylu naszych rodaków tam już mieszka 🙂

  2. Pingback: SuperJogos - Todos os jogos da internet » Wizyta białej flagi

  3. Osłabiła mnie z lekka faliczowa kaskada na zakończenie poprzedniej dyskusji.
    Może więc owocuje to brakiem pomysłu na pierwszą wizytę naszego premiera za granicami kraju. Myślę, że powinien być może usiąść wygodnie i spokojnie poczekać na propozycję? Jak w starym przysłowiu – mądrości narodu – „siedź w kącie, znajdą cię.” 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Redaktorze,

    Najgorsze ze pan nic premierowi nie doradza, tylko sobie zarty stroi. Biedny Donald nie ma gdzie jechac po kaczory zafajdaly caly globus. Dlaczego robi pan z premiera takie miekie kluchy? Sarkozy umial po poprzedniku poustawiac szybko klocki tak jak chcial.

    Niech mu pan podsunie wizyte w Minsku, bedzie to po mysli wielu politykow i dziennikarzy. Powodzenia.

  6. Pan Tusk juz dawno powinien byc w M O S K W I E, jezeli tego nie zrobi, a wyglada na to ze nie, to znaczy nie rozumie gdzie powinna byc Polska w przyszlosci?

    Go now, what you waiting for, Prime Minister.

    Gospodin Putin jest biznesmenem, a zatem nalezy zbudowac most pomiedzy Eu i Moskwa, jako architekt Polska, a wtedy ropa sama bedzie plynela do Poski, a z powrotem rura bedzie plynela do Moskwy tuszonka.

  7. Pierwsza stolica powinna byc Canberra,w ten sposob rzad polski pokazalby ze jestesmy otwarci na swiat.Po drodze z Anypodow nieoficjalna wizyta w Jerozolimie, i wilk syty i owca cala.
    No a pozniej Bruksela,Waszyngton i Pekin.

  8. Wie Pan, Panie Danielu, jestem nieco rozczarowany Pana akapitem o Wszyngtonie…Pan, czlowiek bywaly w Ameryce, pozwala sobie na nieco wyswiechtane kpinki i nie sprawdzone informacje, otoz Dablju, ktorym Pan ta pogardza zgodnie z moda, nie jest az tak bardzo u nas nielubiany jak sie Panu wydaje, wielu, (w tym ja) uwazam jego polityke za sluszna. Przypiepszyl tam gdzie trzeba bylo przypiepszyc i kiedy obiecal ze przypiepszy…nie wiem, czy zna go Pan osobiscie, by wydawac takie opinie, czy tylko z artykolow jego wrogow, naszych liberalow drukowanych w „Forum”…sa rozne zdania na temat jego intelektu, ja go podziwiam…Historia go kiedys oceni moze inaczej niz oni(tzn. jego wrogowie), my tego raczej juz nie doczekamy…Czy rzeczywiscie Republikanie sa na odlocie??? hm…tak sie Panu tylko wydaje, ze to pewna sprawa…Demokratyczny Kongres ma nizsze notowania niz Dablju…The jury is out….Jeszcze o tych nieszczesnych F16 i o offsecie. Z dobrze poinformowanych zrodel wiem, ze wina za te problemy obarcza sie Polakow, niedoroslych do tego poziomu technologii i ogolnie balaganiarskich airheads (wie Pan co to znaczy, zapewne)..Nie poczyta Pan o tym nigdzie, bo to jest anglosaski understatement, nie krytykowania, nawet wrogow. Reasumujac: nadal ma Pan swietny styl, ale gorzej z Fingerspuetzengefuehl….and common sense.
    A tak w ogole, uwazam, ze Pan Tusk powinien najpierw jechac do Brukseli.
    Take care.

  9. Tusk pojedzie do Nowego Jorku, tam minister Radek Sikorski pracował pięć lat w kuźni neokonserwatystów American Enenterprise Institute.
    Tusk o tym nawet nie wiedział , ponieważ on bardzo kocha piłkę nożną.

  10. Szanowny Panie Redaktorze
    Anty-PiSmowy charakter komentarza nie pomaga w rozwiązaniu zagadki.

  11. Świetne – jak zawsze. Po takie felietony tu przychodzę.
    Dziękuję

  12. Berlin albo Paryz.
    Bedzie tak jak teraz bywa wiec na podstawie tworzenia wizerunku i zasad marketingu:
    Wegierski Francuz z niemieckim Polakiem, bedzie na prawde europejsko… – obaj prawica – Sarkozy mizdrzy sie do Busia wiec bedzie to posrednio uklon w strone Ameryki – Tusk nie pojechalby do Czyraka ale do Sarkozego moze.
    Odetnie sie od podejrzen co do lewicowych sklonnosci (niePiS ale tez na pewno nieLiD – to sie nazywa „In marketing”-” product differentiation”)
    Predzej Paryz i w drodze powrotnej Berlin – latwiej bedzie strawic chociaz chcialoby sie do Berlina ale trzeba bedzie do Paryza…
    Waszyngton na pewno nie – „bo ma byc inaczej”…patrz powyzej
    Moskwa – no chyba zarty, zostawmy to innym formacjom beda sie mogly wykazac oryginalnoscia.
    Watykan tez nie – bo „sa inni”.
    A co gdyby Londyn?
    Tez Europa a juz prawie Ameryka a ani Francji ani Nemcom nie bedzie wypadalo sie obrazic.

  13. Swoja droga sprawy sie pokomplikowaly…Kiedys za czasow mlodosci Pana Daniela bylaby to wizyta czerwonej flagi i wiadomo gdzie.
    I nawet Pan Passent nie smialby sie z tego smiac.
    Wiadomo, zamiast:”wszystkich tych stolic, ktore przez swoją błędną politykę są izolowane od Polski” – towarzysze mieli tylko jedna prawdziwa gdzie na Kremlu najmocniej bilo serce partii i gdzie mozna bylo otrzymac wszystkie konieczne instrukcje by prowadzic samodzielna polityke panstwowa.
    Mysle i mysle, chyba za malo czytalem „Polityke” ale nie wydaje mi sie by fakt koniecznosci wizyty na dywaniku przy Placu Czerwonym byl tematem do rozwazan a tym bardziej chichotow zadnego z rzutkich i samodzielnie myslacych medrcow.
    Pewne temat (I SLUSZNIE !) byly poza DYSKUSJA.

  14. MOSKWA? Co prawda to jest nasz największy sąsiad, ale na takie wyróżnienie jak pierwsza podróż polskiego premiera nie zasłużył. Rosjanie mają tyle na sumieniu, że jeszcze długo, długo będą musieli czekać na taki zaszczyt: niech przyznają się do zbrodni, odkłamią historię, wprowadzą u siebie demokrację, zwrócą niepodległość podbitym narodom, przestaną świętować „1612”, zrezygnują z broni energetycznej, niech Mołotow nie buduje rurociągu z Ribbentropem, niech zabiorą łapy od Ukrainy, niech obalą Łukaszenkę, niech, niech, niech nie liczą, że nasz premier popełni polityczne samobójstwo. Poza tym Putin na wylocie. Wniosek: niet. Niech Kreml sam wywiesi białą flagę.
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Jestem PRZECIW! – Dlaczego? Ano dlatego:

    Polecalbym Tuskowi Moskwe, najpierw! Lud tam charoszyj, tolko rukawudztwo… – Ale, gdy nie pogardzi sie wodka i salanka, to wszystko mozna zalatwic!
    A wiem to wszystko z atopsji. Bywalem w tej ogromnej krainie nie raz. W Leningradzie (owczesnym), Moskwie wiele razy – nawet w Erywaniu i innych „stranach Sojuza”.

    Co prawda nie na temat ale, polityka rozne przybiera znamiona, a stolica ta wlasnie mnie zainspirowala.
    Kiedys, jadac do Moskwy (i’m truck driver, kiedys PEKAES’u, pozniej Auto Transport SA – teraz, jakby autocracy. Wlasnie jade do Seattle akurat przez ND (North Dakota) pusto tu jak za komuny w miesnym w keleckim wiec sobie skrabie. Jesli nudze to powiedzcie. Przestane) z kolezkom, o naz’wisku (sorry, nie mam ogonkow, nie potrzebne mi sa) – jak mawiaja Wilniuki: „Poplawski”. Tankowalismy paliwo gdzies pod Smolenskiem. Podjechala „Wolga” tez zatankowac. Wyladowali sie z niej jakies oficery „Krasnej Armii” obstawili nasze naczepy i leja po kolach – wymieniajac uwagi na temat naszych gruznych maszyn (Volvo F-10).
    Jeden – otrzepujac – podchodzi do nas i pyta sie kolesia: „Kakaja u was familja?” Koles mowi: Poplawski. Uch bladzina! – taz u was byl takij gienieral. Byl – potwierdza kolega – ale zaznacza; czy lal po kolach kak wy? – nie znaju? On imiel ordynansa katoroj dzielal za niewo szto eto ja dzielajut – odpowiedzial ruski.

    Tam bylo wesolo jak nigdzie, a zaczynalo sie od Brzescia. „Barysznia” (oficer pogranicznikow) dajaca „Vize” w Briest (malenki skrawek papieru ze stemplem) zawsze mowila ze jak zgubie ten kwit, to broda urosnie mi do pasa zanim opuszcze „sajuz”. Chowalem ten kwit skwapliwie z pietyzmem jak drzazge-relikwie z krzyza – na ktorym, znajomego nam Polakom – Zyda powiesili ziomale.

    Hotele bywaly rozne, ale te w miasteczkach w jakich sie przyszlo nieraz zatrzymac, „kamnaty” w nich skladaly sie z zeleznego lozka, jak w wojsku, malego stolika i krzesla (toze zeleznego) na ktorym stala miednica + pogiete cynkowe wiadro w ktorym byla woda do mycia dopelnialo reszty. Ale, na stoliku staly latem zawsze swieze polne kwiatki w sloiku po agorcach. Te kwiatki robily mila atmosfere.
    Bywala tam tez mala restauracyjka w takim hotelu, a niej zelazne menu: „Rasolnik z kuricy” i „Rozbef”. Liche to bylo zarcie, ale zawsze cos cieplego. I staly element restauracyjny, w kacie gramofon, ktory non-stop zaiwanial „Czastuszki”.

    Wokol Mnska bylo „kalco” (obwodnica). Zawsze jezdzilem prosto, przez miasto. Byl znak zakazu; konski leb przekreslony po przekatnej (zakaz wjazdu dla „Gruznych Maszyn”). Jechalo sie do czasu zatrzymania przez milicjoniera ktory pytal: ty nie widial znaka? Widial, widial mu mowie, ale taki jak ty skazal mienia nada priamo wadzic maszynu. Tak i jedu.
    Stal na stopniu auta i oczkami zerkal po kabinie. Zauwazyl dlugopis, dalem mu ten dlugopis (byl z gola baba jak nim sie pokrecilo), oglada i pyta kto takij zdzielal? Mowie ze kitajce. Rzucil mi go
    spowrotem, zeskoczyl ze stopnia, machnal ujezdzaj w pizdu…

    Minsk. Szerokie ulice, wiele zieleni i wielkie gmaszysko w centrum „Kamiteta Partii”. Po drodze do Moskwy jest kilkanascie miejscowosci. Mijalem slynna Bereze przez ktora przeplywa Berezyna. Wstepowalem do „Bieriozki”, tak nazywaja sie przydrozne lokale gastronomiczne, a w nich; winco i smietana, makaron i ocet. Smietana byla dobra – choc bierz i nozem rznij.

    Na polach wokol pustki, krzaki i dziki lubin – kwitnacy niebiesko. Ugory.
    Na szosie od czasu do czasu widzialem kobiety lepiace dziury w drodze.

    1074 km. od Brzescia za mna. Dojechalem do Moskwy. Jeszcze na Sokolniki ktore znajduja sie we wsch. czesci sedna stolicy wsiech stran mira. Trzeba bylo przejechac cala Moskwe – „szagom”. Milicji zatrzesienie. Na blokach mieszkalnych ogromne hasla. Mijajac miasta wsie i posiolki w kazdym stal Lenin, przy wjezdzie i przy wyjezdzie, w charakterystycznej pozie. Albo siedzacy i dumajacy „Szto stwieril”. Albo stojacy i wskazujacy gdzie dobrobyt (reka skierowana na zachod).
    – A propo. Dobrobyt, to slowo istnieje w jezyku rosyjskim?

    Na Sokolnikach, bo tam mialem dostarczyc ladunek, spotkalem kolegow z firmy. Byl to piatek, powiedziano nam ze „Tamoznia” nie rabotajet, trzeba czekac do poniedzialku. Siedmiu chlopakow – bedzie wesolo pomyslalem. Idziemy w Miasto. Siedlismy w Metro – jedziemy. Rosjanie sa bardzo komunikatywni. Juz w Metrze wzbudzalismy ciekawosc. Uchodzilismy za lotczykow, ze wzgledu na „gapy” na lewej piersi (emblemat firmy).

    Wyladowalismy na placu Feliksa (Dzierzynskiego). Pomnik „Gieroja” na 7 pieter, Felek byl odlany ze spizu. Przy placu Hotel „Maskwa” w hotelu restoran na ostatnim pietrze. Wiechalismu „lesnica”. Pojedli, popili i parazgarywali.

    Nie lubie stada. Urwalismy sie z kolega. Wrocilismy do aut. W tym parku Sokolniki stalo mnostwo kioskow z pamiatkami; statuetki Lenina i masa ksiazek i co najlepsze; sliczne predawczyce w nich. Idac, zatrzymalismy sie przy jednym. W srodku prikrasna dziewoczka. Zaczelismy rozmawiac. Od slowa do slowa, zaprosila nas do srodka, ciasno tam bylo, ale b. przyjemnie. Zawolala z sasiedniego kiosku kolezanke. Rozmowa toczyla sie wartko. Nawet znalazla sie butelka bimbru, co ciekawe z nalepka po „Wyborowej”. Inne bukwy to i lepiej bimber smakowal?
    Zaproslismy te dziewczyny do restauracji na kolacje. Zgodzily sie chetnie byc naszymi przewodnikami po Moskwie. W restauracji po zjedzeniu kolacji, zaczely sie tance. Gdy zabawa zaczynala sie dopiero rozkrecac, kelnerki zaczely sprzatac ze stolow i powiedzialy nam ze o 23-ciej zamykaja (zawtra, na robotu nuzna padimajet sia).

    Jedna z przewodniczek zaproponowala przenesienie sie do jej domu. Zrobilismy zapasy, w taxi i jedziemy. Po malej godzinie jestesmy na miejscu. Wielkie blokowisko. Wjechalismy na ktores tam pietro. W mieszkaniu czysto, podlogi gole, dywany na scianach. Trzy pokoje z kuchnia, lazienka i balkonem. Nina – bo takie imie miala nasza gospodyni – wlaczyla sprzet grajacy i zabraly sie z kolezanka za przyrzadzanie zakasek. A my spogladamy na siebie z usmieszkiem zadowolenia z zaistnalej sytuacji.

    Trzeba dzialac jak czlowiek myslacy, trzeba myslec jak czlowiek czynu –
    nakazywal Henri Bergson.

    Bylo juz po polnocy. Radio gralo cicho jakies gruzinskie dumki. Dziewczeta w kuchni, przy robieniu zakasek glosno sie smialy, nie wiedzielismy czy z nas? Wszedlem do kuchni i mowie, mowcie glosno to i my sie posmiejemy. A szto ty takij ciekawy – odparla Tamara. Zapytalem czy mamy im pomoc? Wygonily mnie. Kolezka byl zabojczo przystoinym mezczyzna (przed przyjsciem do firmy jezdzil „WesolymAutobusem”,z „Kierdziolkiem”.
    Adorowal Tamare. Widzialem ze Tamara jest w siodmym niebie, szczebiotala jak „pticzka”, trafila na swoj dzien. Bogus pewny siebie siedzial rozparty w fotelu saczac „Ararata”.
    Nina, byla spokojna dziewczyna, dobrze sie rozumielismy. Zakaski zostaly podane. Nina zaprosila do stolu, na stole kawior, ryba, jakies wedliny, salatka tomatna, agorce. Czaj dopelnial menu.
    Toasty spelnialismy „Araratem” i „Sowieckim Szampanem”.
    Gdy szybko mowilem do Bogdana po polsku, dziewczeta nie rozumialy wszystkiego, wychodzily z tego smichoty. Panowal swietny nastroj i humory dopisywaly. Zapamiatalem dowcip jaki uslyszelismy od Tamary, zapytala czy wiemy? Szto eto takoje: „Dwie krupki w tamatie, i dwie pi… w chalatie”…?… – Eto wielikij magazin „Akiean” (Siec sklepow spozywczych).
    Nina i Tamara pracowaly w „Uniwermagu”, (najwiekszy dom towarowy w sajuzie) przy „Krasnych Plaszciach” (Plac Czerwony). W tych kioskach, mialy tylko pracowaly w czynie- ku chwale. Nina pracowala w stoisku „Zolotnym”, Tamara „Sprzet gospodarstwa domowego”.

    Nina nastawila jakas muzyczke do tanca, zachowywalismy sie cicho, mieszkanie w bloku. Pociagnalem Nine do tanca, Tamara Bogdana. Atmosfera zaczela gestniec. Szum w glowach, zapach cial i „Diekalonu” robil swoje. Muzyka byla coraz bardziej wolna i cichla. Widzialem zamglone oczy Tamary. Na Nine tez wplywal nastroj.
    Szczesliwym jest czlowiek, ktory w zyciu nie tylko cieszy sie, ale tez ma z czego sie cieszyc. – Czego zycze Tuskowi!

  15. Zapomnialem dodac. Dodaje! – jako znak, ze zawsze sie mozna dogadac:
    http://www.youtube.com/watch?v=GalPjsNX6mE

  16. Przyjdzie Tuskowi się wybrać na Spitsbergen. Demonstracja nie bardzo wiadomo czego ale nikt się nie przyczepi…

  17. Proponowalbym spotkania w pol drogi, kazdy jechalby do swoich:
    USA – Chicago,
    Niemcy – Gelsenkirchen
    Belgia – Liege
    Watykan – odwiedzic rodaka
    Praga – Karwina
    Londyn i Wilno – tam gdzie swoi.
    Rosja – ?

  18. Panie Redaktorze, dzięki za wspaniały tekst! Wprawił mnie w świetny humor od rana. No cóż, premier powinien obdarzać Miłością, o której powiedział że jest jego kierunkowskazem, wszystkie stolice. Wybór pierszeństwa zaiste niełatwy!

  19. A może Paryż i Londyn? Co prawda nie pomogli nam w roku 1939, ale chyba mozna im już wybaczyć?

  20. Gruzja, ale po stronie opozycji, a nie Saakaszwillego (do niego jedzie Wódz).

  21. Rozumiem, że Sztokholm odpada? Szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł współpracy w ramach państw nad Morzem Bałtyckim. No, ale był potop, więc nie można…

    Może Dublin?
    Można nakłaniać Polaków do powrotu 🙂
    Tyle, że krytycy by mówili, że dopiero po wyborach Tusk się zainteresował jaki tam jest system podatkowy.

    Może Ramallah?
    Byłby sygnał dla Prezydenta, że Tusk potrafi rozmawiać z każdym, z PiSem też?

    A może w ogóle jakieś miejsce na świecie bez stolicy? Jakaś Antarktyda — mamy tradycje w badaniu i byłoby oryginalnie.

  22. Wklejam tekst nie na temat, ale może D. Passent jak przystało na rzetelnego dziennikarza, który potrafił wyśledzić i napiętnować w rządzie Kaczorów wiele sytuacji nieetycznych, niemoralnych, zgodnych z prawem ale niezgodnych z racją stanu, przestanie chować głowę w piasek i odniesie się do takiej sytuacji, mimo że wsytąpiła ona w szeregach PO.
    Jakoś „niezależne” media, typu TVN, „Wyborcza” czy jej płatny dodatek „Newsweek” nie dostrzegają w tym przypadku żadnych problemów. No ale czy ktoś spodziewał się czegoś innego.

    „Zbigniew Ćwiąkalski jako obrońca Henryka Stokłosy, Ryszarda Krauzego i Piotra Bykowskiego, a także poszukiwanego dotąd Tomasza Wróblewskiego, właściciela przestępczej firmy Bioferm, posiadł wiele tajemnic swoich klientów. Jako adwokat jest zobowiązany do zachowania w ich sprawach tajemnicy zawodowej. Jak prokurator generalny Ćwiąkalski chce pogodzić to ze skutecznym ściganiem osób, których bronił?
    W latach 70. Zbigniew Ćwiąkalski działał w komitecie uczelnianym PZPR na Uniwersytecie Jagiellońskim pod okiem ostatniego szefa tego komitetu, Andrzeja O. Potem O. wszedł do rady nadzorczej Banku Współpracy Regionalnej, którą tworzyli głównie dawni działacze PZPR.

    Andrzej O. pomagał załatwiać kredyty Barbarze K., znanej jako Aleksis z afery węglowej. Dzięki znajomościom w BWR Aleksis obracała wierzytelnościami kopalń – mówi jeden z prokuratorów krakowskich. Zbigniew Ćwiąkalski był doradcą prawnym Aleksis w wielu sprawach – dodaje.

    To właśnie Barbara K., szara eminencja branży węglowej, „wsypała” Barbarę Blidę. Aleksis była związana od połowy lat 90. z politykami SLD. Śląska policja zatrzymała ją w lipcu 2005 r. Jej zeznania były sensacyjne. Twierdziła, że w zamian za łapówki zdobywała bardzo korzystne kontrakty na handel węglem. Dzięki łapówkom dostawała od Skarbu Państwa duże rabaty. Aleksis miała zeznać, że Barbara Blida brała łapówki za lobbing na rzecz prywatyzacji polskich kopalń i wspierała ją w staraniach o dotacje z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

    Zajmowałem się doradztwem prawnym – udzielałem porad prawnych BWR, ale nie byłem pełnomocnikiem w sprawach banku – mówi „GP” minister Zbigniew Ćwiąkalski. Dodaje: Natomiast Barbary K. zwanej Aleksis nie znam, nie miałem z nią do czynienia.

    Ludzie popełniali samobójstwa

    W 1993 r. wstrząsnęła opinią publiczną afera Biofermu, jedna z największych afer lat 90. Przestępcy naciągnęli wówczas 46 tys. ludzi na około 9 mln zł. Niektórzy stracili cały dorobek życia. Kilka osób popełniło samobójstwo. Właściciel Biofermu sprzedał firmę Niemcowi, który posługiwał się fałszywym paszportem, a ten dokonał przelewu gotówki za granicę. Trafiła na konta spółek współpracujących wcześniej z Biofermem w Liechtensteinie, Kanadzie i Hiszpanii.

    Transakcję sprzedaży firmy Bioferm obsługiwała spółka komandytowa SPCG, której współwłaścicielem był Zbigniew Ćwiąkalski – przygotowała plan biznesowy, udzielała też Biofermowi porad prawnych – mówi jeden z krakowskich stróżów prawa.

    Spółka SPCG – kancelaria adwokatów i radców prawnych, powstała w 1988 r. Jej nazwa to skrót od nazwisk współzałożycieli: T. Studnicki, K. Płeszka, Z. Ćwiąkalski, J. Górski. Siedziba kancelarii znajduje się w Krakowie, ale SPCG swoim działaniem obejmuje teren całego kraju. W 1999 r. utworzono jej oddział w Katowicach.

    Nie pamiętam, byśmy zajmowali się sprawą Biofermu, ale mogę się mylić, bo to sprawa sprzed kilkunastu lat. Ale nawet gdybym pamiętał, nie mógłbym tego panu powiedzieć, bo wiąże nas zasada tajemnicy wobec klienta – mówi „GP” Tomasz Studnicki ze spółki SPCG.

    Bioferm powstał w 1993 r. Pomysł był prosty. Chałupnicza produkcja miała być wynagradzana ze stuprocentowym przebiciem. Produktem miał być susz mleczny do produkcji szwajcarskich kosmetyków, skupowany przez Bioferm. W siedzibie firmy za kaucję o równowartości dzisiejszych 800 zł (stare 8 mln) dostawało się porcję tzw. aktywatora, czyli preparatu spożywczego, który dosypany do mleka zamieniał je w suche granulki. Za dostarczony do siedziby Biofermu susz mleczny jego producent otrzymywał zwrot 800 zł plus drugie 800 za wytworzony towar. Ludzi ogarnął amok. Produkcja suszu, nazywanego „serkiem”, była niezwykle prosta. Można ją było prowadzić w zwykłym mieszkaniu w bloku. Bioferm bardzo szybko założył filie w ośmiu miastach.

    Nagle 27 października 1993 r. krakowski sanepid wydał decyzję o zakazie dalszej działalności firmy. Pod siedzibami Biofermu w Krakowie i na Śląsku wybuchła panika. Ludzie rzucili się do kas, żądając wypłaty pieniędzy, ale biura były zamknięte, a z konta Biofermu zniknęło około 8 mln dolarów. Zniknął również i nadal jest poszukiwany właściciel Biofermu, Tomasz Wróblewski. Wyszło też na jaw, że wytwarzanie serków rzekomo do produkcji kosmetyków było mistyfikacją.

    Nie zajmowałem się sprawą Biofermu. Byłem obrońcą Tomasza W., jej właściciela, ale wypowiedziałem swoje pełnomocnictwo w tej sprawie, gdy zostałem ministrem – mówi „GP” minister Ćwiąkalski. Kiedy otrzymałem nominację ministerialną, złożyłem wniosek do Okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie o przeniesienie mnie na listę osób niewykonujących zawodu – dodaje minister.

    AntyZiobro

    Zbigniew Ćwiąkalski był zaangażowany w obronę ludzi, przeciwko którym minister Ziobro wytoczył najcięższe armaty. Napisał analizę prawną dowodzącą, że nie można postawić Ryszardowi Krauzemu zarzutów karnych, ponieważ wezwanie na przesłuchanie nie zostało, jego zdaniem, skutecznie doręczone biznesmenowi.

    Do czasu otrzymania nominacji był też obrońcą Henryka Stokłosy, ukrywającego się przed wymiarem sprawiedliwości. Kilka dni temu zatrzymała go policja niemiecka. To Ćwiąkalski miał zabiegać, by biznesmenowi wystawiono list żelazny. Stokłosa był poszukiwany m.in. za afery podatkowe w Ministerstwie Finansów. Zniknął, kiedy prokuratura chciała postawić mu zarzuty, głównie korumpowania państwowych urzędników, dzięki którym miał załatwiać sobie umorzenia podatków. Stokłosa zarobił na umorzeniach i innych korzystnych dla niego decyzjach fiskalnych szacunkowo 40 mln zł.

    Według Zbigniewa Ćwiąkalskiego akcje CBA w ministerstwie rolnictwa i przeciw byłej posłance PO Beacie Sawickiej „graniczyły z podżeganiem do przestępstwa”. Skrytykował także konferencję wiceministra sprawiedliwości w rządzie PiS Jerzego Engelkinga, na której ujawnił on materiały operacyjne w sprawie Janusza Kaczmarka i Ryszarda Krauzego. Według niego „zupełnie niepotrzebnie” ujawniono niektóre dane osobowe.

    Nie ulega wątpliwości, że nowego ministra można nazwać antyZiobro.

    Jest sprawa obrony pana Stokłosy, pana Bykowskiego. To nie jest zwykły adwokat. To jest adwokat od szczególnego rodzaju spraw i szczególnego rodzaju ludzi – powiedział o kandydaturze Ćwiąkalskiego, jeszcze jako premier, Jarosław Kaczyński.

    REKLAMA Czytaj dalej

    Piotr Bykowski, poznański biznesmen, którego reprezentował Ćwiąkalski, był bohaterem jednej z największych afer w polskiej bankowości. W jego finansowym imperium najważniejsze były dwa banki: Staropolski i Invest-Bank. Po kontroli nadzoru bankowego w 2000 r. okazało się, że Staropolskiemu brakuje ponad 500 mln zł. Ogłoszono upadłość banku. Do dziś nie wiadomo, co się stało z pieniędzmi. Wypłaty dla 250 tys. klientów kosztowały fundusz gwarancyjny ponad 400 mln zł. Wcześniej Bykowski założył firmę Drewbud, która miała budować tanie domy z drewna na nisko oprocentowany kredyt, ale nigdy ich nie wybudowała. Za zebrane od ludzi pieniądze Bykowski utworzył Invest-Bank.

    Bykowski był doradcą premiera Pawlaka. Wymyślił piramidę spółek państwowych i prywatnych, które miały udzielać gwarancji w handlu ze Wschodem. NIK uznała, że groziło to utratą kontroli nad majątkiem państwowym. Pomysły Bykowskiego wcielali w życie ministrowie współpracy gospodarczej z zagranicą – Lesław Podkański i Jacek Buchacz (obaj z PSL).

    Zbigniew Ćwiąkalski był też obrońcą w procesach Andrzeja Modrzejewskiego, byłego prezesa PKN Orlen. Reprezentował także Donalda Tuska i Hannę Gronkiewicz-Waltz w procesie o zniesławienie z powództwa byłych działaczy PO związanych z Pawłem Piskorskim.

    Mecenas Zbigniew Ćwiąkalski zna wiele szczegółów ze spraw swoich klientów, także tych, którymi nadal zajmuje się prokuratura. Mogą to być fakty, które skrywają oni przed prokuratorem. Czy tę wiedzę prokurator generalny Ćwiąkalski przekaże podległym prokuratorom, by ułatwić im pracę, czy jako były adwokat zachowa je w tajemnicy?

    Nie mam obowiązku, by przekazywać takie informacje. Poza tym nie zajmowałem się sprawami kryminalnymi, ale głównie gospodarczymi, a w tych ustalenie prawdy opiera się przede wszystkim na dokumentach i ich analizie – argumentuje minister sprawiedliwości.

    Ostrzegano mnie przed Ćwiąkalskim

    Profesor Władysław Mącior, który pracował z dr. Ćwiąkalskim prawie 30 lat w Katedrze Prawa UJ, niechętnie godzi się na rozmowę o dawnym współpracowniku, który wyrządził mu krzywdę, pomawiając o współpracę z SB. Ćwiąkalski z prof. Zollem wypowiedzieli się w tygodniku „Newsweek”, że Mącior na początku lat 80. przekazywał SB cenne informacje. Okazało się jednak, że prof. Mącior nie występuje w aktach IPN ani jako tajny współpracownik, ani nawet kontakt operacyjny. Po nominacji Ćwiąkalskiego na ministra prof. Mącior zrezygnował z funkcji wiceprzewodniczącego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego.

    Ćwiąkalski wyróżniał się tym, że był typowym lizusem, mizdrzył się do prof. Kazimierza Buchały, szefa katedry prawa. Słyszałem wiele razy, że był aktywnym członkiem PZPR. Gdy „Solidarność” urosła w siłę, wystąpił z partii i stał się opozycjonistą. Dorobek naukowy Ćwiąkalskiego jest mizerny, typowe przelewania z pustego w próżne. Jeden z pracowników naukowych z Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego kiedyś ostrzegał mnie przed Ćwiąkalskim, że choć jest nadmiernie ugrzeczniony, wręcz do lizania ran, może spotkać mnie z jego strony przykrość. Potem zrozumiałem, że miał rację – mówi prof. Mącior i wspomina zdarzenie sprzed lat: Kiedyś prof. Buchała wyjechał na trzy miesiące za granicę i ustanowił mnie swoim zastępcą. Któregoś dnia wyszedłem z pracy, Ćwiąkalski podszedł do mnie i powiedział, że idziemy w tę samą stronę, po czym wyciągnął rękę po moją teczkę, chciał ją nieść. Nie pozwoliłem na to. Na uczelni nasłuchiwał, co mówi się na temat Buchały. Powiedziałem kiedyś studentom, że jeśli chcą, by jakaś wiadomość rozniosła się lotem błyskawicy, niech powiedzą to doktorowi Ćwiąkalskiemu z zastrzeżeniem, że to tajemnica.

    Leszek Misiak

    Jacek Bąbka, prezes Fundacji Badań nad Prawem: To kuriozalne, że adwokat Ćwiąkalski bronił przestępców, a teraz ubiera się w skórę tego, który ma ich ścigać. Budzi to mój niesmak. Zawsze pozostanie wątpliwość, czy nie będzie wpływał na przebieg śledztw w sprawach swoich dawnych klientów. Wprawdzie minister mówi, że nie będzie naciskał na prokuratorów, ale wiadomo, że takie naciski zawsze są nieformalne, trudno je stwierdzić. Zobaczymy, jak potoczą się śledztwa dotyczące Stokłosy czy Krauzego. To będzie miernikiem prawdziwości deklaracji ministra”.

    Gazeta Polska

  23. Kijów! Zapomnial pan o Kijowie. Chociaz jesli chodzi o mnie, pojechałbym na Krym. Na plażę oczywiscie.

  24. Harry_ potem (wpis 21.11.g.07.19)
    ale z Ciebie światowiec ! trzymaj sie tej Półocnej Dokoty ,jeśli spotkałeś to CA tj Sowiecką a nie Czerwoną ,poza tym ubawiłem się twoimi meczarniami pisanymi nie na temat, w kabinie dużego samochodu ?.

  25. Panski felieton pokazuje trafnie jaka jest polska polityka zagraniczna. Przynajmniej w odbiorze spolecznym. Jechac nalezy tam, gdzie mamy cos do zaproponowania, wynegocjowania itd. Jestem szczerze zawiedziony, ze premier Tusk zaraz po zaprzysiezeniu nie wycofal sie z blokowania unijnej karty praw. Moze bedzie w mowie programowej. Byloby to minimum pokazujace chec wspolpracy z Unia. Moze zechcialby Pan wyjasnic szczegolowiej zagrozenia wynikajace z dwuwladzy rzadowo-prezydenckiej w polityce zagranicznej.
    Wyrazy szacunku i pozdrowienia.

  26. proponuję LONDYN 🙂

  27. Harry_potem – ty nie znikaj z tego blogu! Pisz kolejne odcinki! 😆

  28. WITAM PANA REDAKTORA !!!

    A może tak żart za żart ? – niech Pan Premier Tusk zaprosi wszystkich razem do siebie do Warszawy. Odwali za jednym machem wszystkie spotkania.
    I poważnie – mój świętej pamięci Ojciec mówił -„dbaj zawsze o swoich najbliższych i naturalnych sąsiadów, ucz się ich języka i kultury, bo nigdy nie wiadomo kiedy ci się to przyda „. Ja się z Nim zgadzam. Moim zdaniem powinniśmy pilnować interesów tu, w Unii Europejskiej – to priorytet. Jednocześnie powinno się dbać o interesy euroatlantyckie. Powinniśmy wreszcie zacząć żyć naszymi interesami nie cudzymi. Nie zapominając o współpracy. Naturalnie.
    Wierna czytelniczka. Pozdrawiam …………………….

    barni 70 ! – czytając pańskiego posta i inne podobne, zadaję sobie pytanie – czy są jeszcze w Polsce ludzie uczciwi ???
    Włos jeży się na głowie ! Pozdrawiam ……………

  29. Barni70. To co napisałeś, to typowy obrazek Polski, niewżane czy lewej czy prawej, zawsze jednakże będzie ona czarna. Tak na marginesie, miałem kiedyś okazję być blisko Profesora Buchały, nie jako prawnikiem, ale jako człowiekiem. To wyjątkowa postać dzielnego i prawego człowieka. Zdumiewa jednakże,że w jego spuściźnie znajdują sie takie robaczywe jednostki prawne jak Ziobro, Rokita, chyba Ćwiękalski i wielu innych. Mój biedny UJ, jakże nisko upadł, znijaczał.

  30. Bardzo ciekawy tekst, ale z jednym pozwolę się nie zgodzić. Czechy to bardziej kraj laicki (czego i Polsce życzę) niż protestancki.

  31. Zanim przeczytałem czytałem artykuł i powyższe komentarze zadałem sobie trud odpowiedzi na własne pytanie. Dokąd pojechałbym na pierwszą wizytę zagraniczną? Rozum i intuicja podpowiada mi Rosja!
    Dlaczego Rosja?
    1. Taki gest byłby dobrze przyjęty przez Moskwę i spotkałby się ze zrozumieniem zarówno Washingtonu (sprawa tarczy) jak i Berlina ( sprawa rurociągu paliwowego);
    2. Cud gospodarczy można zbudować w dobrosąsiedzkich stosunkach z tym mocarstwem ekonomicznym;
    3. Priorytetowe sprawy ekonomiczne do rozwiązania to: zniesienie embarga na Polski eksport do Rosji, budowa rurociągu po dnie Bałtyku z ewentualną odnogą do Polski, budowa drugiej nitki gazociągu Jamalskiego do Polski ( a dywersyfikację dostaw surowców energetycznych można rozwiązywać na wiele sposobów);
    4. Usytuowanie geograficzne (geopolityczne) i ekonomiczne Polski z Rosją (bliskość transportowa);
    5. Niewykluczone perspektywiczne wejście Rosji do U.E.
    6. Słowiański rodowód obu narodów (bliskość językowa).
    Zadawnione sprawy kłamstwa katyńskiego trzeba odłożyć o co najmniej jedno lub dwa pokolenia (tak mawiał uratowany z Kozielska Ś.P. wuj zmarły w Anglii).
    Pojednanie z Rosją powinno być moim zdaniem priorytetem naszej polityki zagranicznej.

  32. Wciaz jade.. Cholera. Kalino! lubisz tanczyc moze?! Ja, uwielbiam. Ale…
    Jestem Wodnik (ponoc dla dziewczyn znak zodiaku jest niezmiernie waznym) a wodnika latwo poznac po tym, ze stale cos pierze, mimo prania wszystko ma brudne. Wbrew nazwie znaku, Wodnik niczego nie pierze w wodzie, tylko wszystko chemicznie, dlatego smierdzi siarkowodorem, chlorkiem rteci, nitrodwuetylotoluenem, dwuchloro-dwufenylo-trojmetyloheksanem – oraz, przeterminowana naftalina.
    Karaluchy, mole i przedziorki czuja sie u wodnika jak ryby w wodzie. Ba, wodnik bywa zawsze – ZAWSZE singlem, chocby mial harem.

    Spod znaku Wodnika: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

    Poznamy sie?

    Uwielbiam tanczyc, jam tancer jak Fred Astaire – nie mowiac o tym jak tanczyc przestaje…
    Od dawna wiem o tym, zeby zaczac badania gdzie u partnerki jest miejsce opisane przez Grafenberga, znaczy sie ten slynny punkt „G”, najprostsza droga prowadzaca do tych badan jest wlasnie taniec.
    Bardzo mnie martwi fakt, ze w czasach schamienia (jakie mamy obecnie), degeneruje sie wszystko, nawet taniec.

    Bylem na weselu (kolega zglupial). Nie powiem, bylo huczne!
    Obserwujac (moja druchne, pogonila niestrawnosc) dantejska scene parkietu, a na niej podochoconych, spoconych grubasow wymachujacymi weselnymi slicznotkami, oczywiscie niezgodnie z rytmem. Jak te
    oslinione olbrzymy rozplaszczaly buzie filigranowych damulek o swe brzuszyska, wycierajac tluste od jedzenia lapska o ich byle rozowe szale, tiule i sukienki, pomyslalem ze swiat sie konczy.
    O ile tanczono wolne, nikt nie rozmawial, bo i o czym, za to wszyscy tulili sie do siebie na sposob Pinokia. Wygladalo to jak klinika lalek podczas trzesienia ziemi. – Ale, jest jak jest – zreszta, widac to na dyskotekach, bankietach czy wlasnie weselach.

    Byli tacy ktorzy tanczyli solo, zeby osoba ktora uwodzili mogla zauwazyc ich mozliwosci ruchowe – jakze przydatne pozniej. Innych powodow nie zauwazylem.

    Czytalem ze kiedys taniec, byl jedynym sposobem na dotykanie sie obcych sobie ludzi. Zakochani marzyli od balu do balu, zeby sie musnac chocby palcem. Teraz, jakis obcy mezczyzna, wpychajac swe sflaczale udo miedzy nogi partnerki, pchajac ja od sciany do sciany, masujac pupe brudna, spocona reka, nie zastanawia sie dlaczego tanczy, czy jak to nazwac, bo tancem raczej ciezko.

    Tancerzom mniej erotycznym chodzi o to, zeby zrobic z partnerki kaleke. Skacza niczym Winnetou. Celuja w wylamywaniu stawow i rozdeptywaniu im stop, przy jednoczesnym zerkaniu czy wszyscy obserwuja jaka z nich super para.
    Jest i mokroreki smutas, jak sama nazwa wskazuje, tancerz ten powinien byc zalamany, zaziebiony lub chory na pluca. W zadnym razie nie moze miec sluchu i poczucia rytmu, bo to psuje efekt.
    Taniec z ta glista polega na oddzielnym szuraniu i wzajemnym wyzymaniu dloni i tworzeniu sobie na twarzy „bruzd smutku”. Zaden z tych tancerzy nie zna powodow tej tortury i jej terminu koncowego. Tfu!

    Gdziezes Recie Butlerze tanczacy walca ze Scarlett?!
    Placze muza Terpsychora. Wyja dusze Josephine Bakier, Freda Astaire’a, Isadory Duncan, Ludwika Sempolinskiego i innych cudownych tancerzy.

    Od wiekow tanczono aby uwodzic. Tanczyli piekni mlodziency greccy, kaplanki egipskie, rajskie hurysy. Tanczyla Salome taniec siedmiu zaslon, czym zapoczatkowala striptiz (za co dostala ucieta glowe eks-kochanka).
    Tanczyly niewolnice i damy, bo taniec w sferze erotycznej ma niewyobrazalna sile razenia. Kobieta (trzezwa!) w tancu pieknieje i staje sie demonem.
    Mezczyzna (jw.!) nabiera sily i meskosci. Taniec moze byc zapowiedzia wspanialego seksu – pod warunkiem, ze partnerzy wiedza po co tancza.

    No i… – Karolino! – zatanczymy?

    Milczysz. Hmm…, moze masz racje.

    Mysle ze nie ma co dalej tkwic w schematach.
    Proponowalbym w ramach slusznej emancypacji udreczonych tancerek permanetne „biale tango”.
    Panie – od dzisiaj depcza panow. Porykujac, burza im fryzury.
    Panie slinia panow.
    Panie wycieraja ubabrane jedzeniem dlonie o panow.
    – Wreszcie, panie czochraja sie o panow jak warchlaki o pien, zeby sie bez sensu podniecic.

    Na koniec, panie usypiaja z glowa w salatce, a panowie ssia pietruszke.

    Ps. Dzieki temu ognisku na kominku, dotarlem tam, gdzie powinienem i nawet nie bardzo wiem kiedy.

    Dziekuje!

  33. barni70
    Adwokaci zwykle bronią podejrzanych, taki mają zawód.

  34. Panie Danielu…
    A może do Czadu?! Tam wkrótce mają się zjawić nasi żołnierze zgodnie z obietnicami braci K. Warto zrobić taki rekonesans by wiedziec w co się pakuje grupę młodych ludzi.
    Pozdrawiam.

  35. Gdzie Tusk „zatknie białą flagę” ?
    Pozostał tylko Dahomej ( czy teraz to nie jest Sierra Leone lub Togo ? ).

  36. Harry potem ;Kiedy jestesmy mlodzi nic nam nie przeszkadza a potem jest co opowiadac.

  37. „a do treści ślubowania dodał sakramentalne cztery słowa.”
    Kiedy oglądałem transmisję ze ślubowania posłów, myślałem o tym, czy nie jest to łamanie Konstytucji. Było to żenujące widowisko, takie popisywanie się swoją „wiarą”, tym bardziej, gdy przypominałem sobie z Ewangelii opis ucieczki Jezusa, gdy chcieli obwołać, Go królem oraz Jego słowa: „Nie jestem ze świata i oni nie są ze świata”.
    Ta ciągła presja na ludzką wolność wyboru światopoglądu przekracza już miarę wytrzymałości. A jeszcze stopnie z religii na cenzurkach.
    Niech więc Premier jedzie do Francji. Może tam się czego nauczy.

  38. Taka dola oraz rola adwokata. Jak przyjdzie co do czego, to ma obowiązek bronić każdego – … Barniego 70 też.

  39. Moskwa, wystarczająco długo skupiamy się na przeszłości. Historię i dyskusję na temat zaszłości pozostawić fachowcom, historykom. Więcej pragmatyzmu. Rozmawiajmy o gospodarce, skupmy się na dobrosąsiedzkich stosunkach z Moskwą. Osobiście nie mam nic przeciwko Rosjanom i myślę, że przeciętny Rosjanin absolutnie nas nie rozumie, bo nie interesuje go przeszłość i nie czuje się za nią odpowiedziany. Ja też nie jestem odpowiedzialna za historyczne wyczyny Polsków .

  40. Barni70
    dłuższeg wpisu nie mogłeś zrobić? Jak już musisz pisać, a nie umiesz
    sensownie, to przynajmniej mniej litość i ogranicz się do kilku linijek!
    A poza tym: brom brać, brom, brom na uspokojenie.

  41. Jestem zdecydowanie za Moskwą. Rosja to jedyny kraj, w którym możemy coś zrobić i zarobić. Polacy i Rosjanie czują do siebie nieskrywana sympatię mimo ponurych doświadczeń przesłości, jak i lat pełnienia roli osła trojańskiego USA wobec wszystkiego co rosyjskie lub putinowskie. Rosja odzyskała swoja stabilność i wiarygodność, posiada niebotyczną dla nas wysoką kulturę i niezbędne do przeżycia surowce energetyczne. Będąc w EU kochajmy więc Rosję i Rosjan. Ale to są naiwne moje marzenia, gdyż Tusk nigdy do Moskwy nie pojedzie. Wywodzi sie on z pokolenia kombatantów, a tam rozum lub intelekt zostały zdeptane przez słonia. Ciągle będzie miał w uszach hasło agenta Sikorskiego, „Ribbentop – Mołotow”. A ono pali wzystkie ścieżki.

  42. Szanowny Panie Redaktorze,
    przypominam, że Tusk w Londynie już był,
    kilka dni po wygranych wyborach.
    Wprawdzie nieoficjalnie, ręki premiera Gordona
    ani rękawiczki królowej nie uścisnął,
    ale urzędnika imigracyjnego na lotnisku Heathrow na pewno oglądał.
    Czyli czas na Paryż (Berlin? Moskwę?).
    Wizyty u Putina zazdrościliby mu obaj bracia.

  43. A może do Czadu, gdzie usiłuje wysłać nasze dzielne wojska nowy Minister Obrony Narodowej?
    Gdziekolwiek by się udał, Premier może już wracać z zagranicznych wojaży. Jest już bezpiecznie.
    Ze ściany budynku URM usunięto wykryty pocisk z czasów II-giej wojny.
    Ciekawe czyj to był pocisk? Wermachtu czy Armii Czerwonej?
    Może dziadek mówił, jak będziesz w Warszawie, to uważaj na ściany …
    Nic dotąd nie wykryto, jak szukano podsłuchów? A zapewne robiono to wielokrotnie.
    Pocisk przez ponad 62 lata tkwił i zagrażał.
    Czy kolejni lokatorzy URM nie mają prawa do odszkodowań, za lata pracy w zagrożeniu?
    Czy nie ujmie się za nimi, bardzo aktywny ostatnio – wypowiadający się w IMIENIU PAŃSTWA i NARODU – Rzecznik Praw Obywatela ?
    Ważne, że Jego Oczywistość Jarosław K. też jest już bezpieczny.

  44. W tłumaczeniu na polski:

    Bruksela – mniam, mniam
    Watykan – brrr
    Waszyngton – hmmm
    Berlin – uuhaha
    Prage – łeee
    Moskwa – uuuuuh
    Wilno – łyyy

    Wniosek końcowy – prrr

  45. GW: „LiD będzie głosował przeciw wotum zaufania dla rządu Tuska”

    Hahahahahahaha
    hahahahahahahahha
    hahahahha
    haha
    ha…
    O kurde, nie mogę…

  46. Wszędzie, byle nie do Watykanu. Może pora skończyć z tą tradycją, że każdy polski przywódca musi obowiązkowo odwiedzić Papę.

  47. Juki
    Mam to samo zenujace odczucie co ty, ale moze dlatego, ze mieszkam od 30 lat we Francji, gdzie rzad jest neutralny swiatopogladowo

  48. Ulan Bator?
    I niech sie Ziemkiewicz z Lisickim glowia co z tym fantem zrobic.

  49. Stawiam na Watykan. Polska to specyficzny kraj. Bez Watykanu nie ma „prawdziwego Polaka”. Czy sądzicie, że naprawdę rządzi rząd ?
    A szare eminencje Kościoła ? Kto odważy się nie brać Kościoła pod uwagę ? Możemy sobie snuć różne domysły, ale najważniejszy jest Kościół. Przynajmniej w Polsce.

  50. Harry_potem,

    Pisz, pisz, Twoje opowiesci sa wspaniale!

  51. Niech jedzie do Kanady. Nie po to żeby go potraktowali paralizatorem już
    na lotnisku aż by mu się włosy wyprostowały, te juz obcięte, ze zdjęć,
    ale by po powrocie w Polsce wprowadził drugą „Kanadę”. Ostatnio
    gdzieś czytałem, że tam mają taką nadwyżkę budżetową, że muszą
    obniżyć VAT z 7% (!!!) do 5%. Podobieństwa jakieś w końcu są bo też
    mamy potężnego sąsiada ( nawet dwóch). Nie chce mi się wierzyć, że
    to tylko kwestia gęstości zaludnienia- ta różnica w bilansie budżetowym.
    Pozdrawiam

  52. Sądzę, że celem pierwszej wizyty zagranicznej naszego nowego premiera będzie:
    Ukraina – bo razem organizujemy Euro2012.
    Jako drugi cel stawiałbym na Irlandię – trzeba „ten cud” zobaczyć na własne oczy.
    I jako trzecia Słowacja – bo mają już euro.

  53. Włoszczowa.

    I Sydney lub Melburne. Zeby Andrzej Falicz mial blizej.

  54. Kolejny fajny tekst (lekki, latwy i przyjemny). Tematyka niby powazna a podejscie zartobliwe. W koncu cala polska polityka zagraniczna to jeden kiepski dowcip. Wie o tym dobrze Pan Daniel, byly dyplomata.
    Wybor trasy trudny bo jak tu pogodzic symbolike z pragmatyka.
    Pan Premier Tusk napewno opowie sie za tym drugim. Tak przystoi liberalowi – czlowiekowi wolnemu i pieniadze szanujacemu.

    A skoro tak, to nalezy w pierwszej kolejnosci odwiedzic sponsorow polskiego „cudu” gospodarczego czyli „os kasy” – Berlin-Bruksela-Paryz. To w koncu najwieksi darczyncy i dobrodzieje, bez ktorych wsparcia o cudzie trzeba bedzie szybko zapomniec.

    Dopiero z pelnym trzosem mozna podrozowac dalej – do Watykanu, by dac na tace, do Waszyngtonu – z kolejnym czekiem za F-16 i do Moskwy – by „przekonac” rosyjskich inspektorow (takich od Gogola), ze polska tuszonka nie jest zla.

    A potem? Mniej jezdzic a wiecej zapraszac.

  55. Wydaje mi się, że Bruksela jest miejscem w tej chwili najbezpieczniejszym, później Praga.
    Trzeba też zadać sobie pytanie, czy Rosja i USA mają dla Pana Tuska wolne terminy w najbliższym półroczu.
    Może z tym być problem.
    Francję i Niemcy machnął bym jako dwa w jednym, tak jak Anglię i Irlandę.
    Na codzień polecam jak najwięcej „wizyt gospodarskich”.
    Panie Danielu niech pan nie tworzy węzłów gordyjskich, bo tych mieliśmy ostatnio nadmiar.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Skoool Berlin.
    Ps. O wizytach w Pałacu Prezydenckim też nie powinien Pan Premier zapominać.

  56. Passent jest bezbłędny. Nikt nie pisze tak jak on. Można sie uśmiać, co nie przeszkadza w jasności przekazu. Żarty ironiczno-absurdalne na najwyższym poziomie. Tak trzymać!

  57. Po co wlasciwie Tusk mialby jezdzic gdziekolwiek. Czy malo jest spraw do zalatwienia na miejscu? Wydaje sie chocby, ze trzeba szukac innego kandydata na ministra sprawiedliwosci. Od utrzymywania stosunkow z zagranica mamy stosownego ministra. On sie powinien tym zajmowac jezeli istotnie nie wystarczaja kontakty przez ambasadora.

  58. Jesli Tusk bedzie sie ogladal na opinie Kaczynskich i PiSu, a ich krzyki beda go paralizowaly i wplywaly na jego decyzje, to pytam: po co te wybory byly?

  59. Taaak. Ciężki orzech do zgryzienia zostawili polskiej dyplomacji spece od polityki zagranicznej, prowadzonej „nie na kolanach”. Wygląda na to, że Tusk powinien najpierw polecieć na Marsa, bo tylko tam PiS-owcy nie narobili sobie i nam wrogów. Trzeba tylko poprosić „wielkiego brata” o wypożyczenie wahadłowca. No i do historii się przejdzie taką wizytą międzyplanetarną!
    Pozdrawiam.
    R.N.

  60. Watykan, jeśli jeszcze kto nie wie. Nie rozumiem. Może z prośbą o rezygancję z podatkowych środków na rzecz KK? Czy przeciw T.Rdzykowi?

  61. Proponuję metodę z zapałkami…na kogo wypadnie..na tego bęc..:))
    W końcu głowa państwa ma prawo być wszędzie…i komentarze są zbędne.A jeszcze się nie zdarzyło,aby jednym pociągnięciem wszystkich zadowolić…
    Pozdrawiam

  62. O tym, że mamy w kraju nawrót PRL-u wiedzą wszyscy. Zgody nie ma tylko, czy “po odnowie moralnej IV RP”, czy “wskutek dwóch długich lat IV RP”. Ale mniejsza o większość, mamy też nawrót STS-u na blogu. Na tym blogu.

    W jednym z Gospodarzem zgodzić się mogę, ale jednak nie chcę. Otóż faktem jest ta nieznośnym polska szczególność granicząca z zaślepieniem, wręcz ze skłonnością do ignorowania tego co inni o nas myślą, mówią i piszą. Z tym upośledzeniem mentalnym Tusk z Sikorskim muszą się zmierzyć, zapewne nie ich własnym, ale pewnego szerszego grona. Ale z drugiej strony interesowanie się co podają media w kraju na temat rządowych dokonań na forum zagranicznym jest jednak najważniejsze. Polityka zagraniczna jest na użytek wewnętrzny, choćby nie wiem jak o tym deliberować. Przypomina mi się proces obalania rządu Chamberlaina i jego polityki appeasmentu wobec Hitlera, gdy bunt zinicjowała wąska grupa młodych gniewnych parlamentarzystów w szeregach jego własnej Partii Konserwatywnej, aby z biegiem czasu odwołać się do szerszej opinii publicznej, która uznała, że jednak nie ma innej drogi do pokoju jak Hitlera pokonać. I tak w 13 grudnia 2007, czy raczej 21 października według nowego stylu, wyborcy wzięli pod uwagę rozliczne “dokonania” ostatniej ekipy, i kto wie, polityka zagraniczna może odegrała znaczącą rolę w ich ocenie. Może prosty lud nie uwierzył w słowa Kaczyńskiego (i Rydzyka), że Unia to zło konieczne, a Niemiec nigdy nie będzie Polakowi bratem. Może zaczął się prostu lud domyślać, że na sojuszu z Ameryką wychodzimy jak Zabłocki na mydle, oraz że z Moskwą metodą tupania nóżką nic nie osiągniemy, ani w krótki ani w długim okresie. Bowiem w tych czasach polityka zagraniczna nie jest już tylko domeną salonów i tajnych rokowań, lecz masy chcą zgłaszać do niej różne propozycje i różne o niej czynić komentarze.

  63. I jeszcze jeden kwiatek ze sporego bukietu wyczynów stachanowskiej prokuratury. http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,4682248.html

  64. Czy jest sens na gdybanie,skoro priorytety z pewnością powinny wynikać z zamierzeń programowych,których tak na dobrą sprawę trudno było odczytać.Nawet minister Sikorski nie potrafił wydukać jaka będzie istota jego działania,musi z tym poczekać do oficjalnego wystąpienia premiera.Tak sobie myślę,że wizja działania,a nie tylko sama przyjażń w negowaniu poprzednika powinna być podstawą do objęcia funkcji ministerialnej.Slogany proEuropa,proAmeryka,Bartoszewski z patentem na mądrość do zadań specjalnych,to już nie ten czas i nie to miejsce przy wzroście świadomości w Świecie i w Polsce.Zawsze nieustająco,ale dziś jak nigdy są potrzebne impulsy dla budowania nowego porządku w świecie.Polska i Polacy mają moralne prawo aby to artykułować w kontekście „cnoty nieprawdomówności:o kłamstwie w polityce”.Dobrze to ujął C.K.Norwid w wierszu WIELKI.Warto do niego sięgnąć aby dowiedzieć się kto jest wielkim.Szczególnie polecam ten wiersz duetowi Bartoszewski-Sikorski mającym patent na realizację ukrytych celów w polityce zagranicznej.

  65. Tekst jest pico bello Panie Redaktorze,gratuluję.
    Jedynym jego zwornikiem z dyskusją jest pańska sentencja wcześniej przytoczona:”Ja rzucam myśl,a wy go łapcie”.
    No i ganiają w piętkę,do upadłego.
    Może w końcu go znajdą?

  66. Rosja -widziana oczami red.Batera jest Rosją grożną ,śmieszną i co tam jeszcze chcecie ,on ukazuje Rosję z pozycji mocarnego Polaczka .Puki Bater i jemu podobni polscy dziennikarze, będą przekazywać koślawy obraz Rosji ,to fatalnie dla obu stron .Od dawna nie widziałem w telewizji rosyjskiej żadnej informacji o Polsce , może nie trafiam .
    Ważna wizyta strony polskiej nie możliwa w I połowie 2008 roku z powodu kampani wyborczych .Mimo to
    postawić trzeba już teraz na ludzi Putina ,bo tam władza się nie zmieni mimo wyborów w grudniu 07 i marcu 08r..
    Dziennikarze polscy wykonując dobre usługi mogliby pokazywać Rosję i Rosjan po prostu mniej stronniczo , bez perspektywy Katynia i 17 września 1939r. .Dotychczasowa propaganda prowadzi do nikąd .a Polska jest państwem bez sensu szukajacym dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych poza Rosją- powtarzam bez sensu .Kaczyńscy wprowdzili nas w” Tupik”.

  67. telegraphic observer pisze:
    2007-11-21 o godz. 18:56

    O tym, że mamy w kraju nawrót PRL-u wiedzą wszyscy.
    ???????????????????????????????????????????????????????????????????????????
    Czego zaś powtórką była według Pana końcówka działalności PiS?
    Do czego lub kogo porówna pan aktualne „prezydentowanie” i fochy Pana Prezydenta Kaczyńskiego?
    Nic się nie przypomina?
    Żadnych historycznych porównań tutaj nie ma?
    Pytania, pytania, pytania…

  68. Polityka zagraniczna III RP była ponad podziałami politycznymi, jednocząca, stabilna i były też skromne, nawet rosnące sukcesy w perspektywie przyszłości. Rezygnacja S. Mellera ze stanowiska ministra MSZ, to początek „fotygowania” = bzdurne pomysły, kłótnie, zaścianek. PiS to główny przeciwnik wstąpienia Polski do Unii, a Premier i Prezydent wg mnie mając słabe wyobrażenie o sprawach zagranicznych przekreślili dokonania poprzedników i zapoczątkowali majsterkowanie z negatywnymi skutkami widocznymi dzisiaj, które będą się odzywać jeszcze jutro i pojutrze.
    Premier D. Tusk powołał dzisiaj W. Bartoszewskiego na sekretarza stanu dlatego też odbudowa pozycji Polski na międzynarodowym forum zacznie nabierać racjonalnego rozpędu mając na uwadze tryskającą energetyczność, potencjał intelektualny i autorytet wciąż młodego Profesora.
    Najtrudniejszy pierwszy jest krok, a nowo powołany Premier ma pozycję uprzywilejowaną i pośpiech też chyba nie jest niewskazany. Jako obywatel proponuję następującą kolejność wizyt: Bruksela, ONZ, Niemcy lub Rosja ewentualnie Rosja lub Niemcy i główny warunek tj. po Rosji USA, Ukraina, Czechy, Słowacja, Watykan, Chiny, Francja, Wielka Brytania. Nie uzasadniam, ponieważ Prof. W. Bartoszewski z zespołem na pewno będzie super doradcą dla Premiera i minister Radosław Sikorski też ma swoje koncepcje i realne pomysły, a z takiej „burzy mózgów” dla Polski będą same pozytywy.
    PS. Na pożegnaniu w Sejmie były Premier J. Kaczyński, a Prezydent L. Kaczyński podczas desygnowania większość czasu w swoich wystąpieniach poświęcili polityce zagranicznej. Winni negatywnego wizerunku Polski zagranicą coś za długo się tłumaczą, burzenie to chwila, a odbudowa jest mozolna. Koncepcja IV RP była chora, a skutki będą długotrwałe

  69. Jestem za Moskwą.Trzeba zacząć od spraw najtrudniejszych. Zmiana rządu została oceniona pozytywnie przez ten kraj. Ocieplenie wzajemnych relacji polsko-rosyjskich spotkałoby się również z uznaniem krajów członkowskich UE, ustanowiłoby platformę współpracy.
    Cieszyłabym się również, gdyby Tuskowi udało się to, co nie udało się PISowi . To byłby milowy krok w de-PIS-yzacji Polski.Moment wart miejsca w Historii.

    Barni, pozwól, że zacytuję bardzo trafne powiedzenie prof.
    Jana Widackiego
    „Zarzucać adwokatowi, że broni przestępcę, to tak jakby księdzu zarzucać, że spowiada grzeszników i w dodatku daje im rozgrzeszenie.”
    Ponadto, nie zapominaj, że większość Polaków odrzuciła ten specyficzny dla IV RP sposób pisania nie swojego cv

    Harry_potem
    -to widać, że nie jesteś Mugolem..

    ANCA
    Ja myślę, że zaangażowałaś się na poważnie w „Wrocławski Dzień Życzliwości” (dot wpisu 1:22)
    Jesteś lekko oszołomiona? – ja też.Szukam usilnie w literaturze (przedmiotu) wytłumaczenia takich postaw, których przedstawicielem jest Pan A.F.
    Temat jest frapujący, będę o wiele spokojniejsza kiedy odpowiem sobie na to fundamentalne pytanie DLACZEGO.
    Pozdrawiam Halszka

  70. … a ja go złapałem.

    Pierwsza podróż powinna prowadzić do Vaduz w Liechtensteinie.
    Piękny krajobraz, dobre wino no i pan premier Tusk jadąc do Vaduz, żadnej innej nacji nie obrazi. O ile jestem dobrze zorientowany, żaden polski premier jeszcze nie przebywał z oficjalną wizytą w tym pięknym, wolnym i demokratycznym kraju. Odwagi!

  71. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Byl okres w Polsce, kiedy to milicjant – z wiadomych powodow – na sluzbe w teren wychodzil z psem na krotkiej smyczy – historia lubi sie powtarzac.

    F.S. von/od Diasporski

  72. … „na dzień dzisiejszy” można już chyba wielkodusznie wybaczyć i zapomnieć nierycerskie postępowanie Kunona von Liechtenstein w „temacie” Zbyszka z Bogdańca, a więc Vaduz w Liechtensteinie!!!

  73. Aż się teraz boję pisać tu na niepopularne w Zjednoczonej Europie tematy: Że w XX wieku były dwie wojny światowe i że obie wywołali Niemcy, że po II Wojnie Światowej dla pokonanych Niemiec był plan Marshalla, a dla zwycięskiej Polski plan Stalina, że Niemcom demokrację wbijali do głowy Amerykańcy, a Polakom Ruski, że obozy zagłady to niekoniecznie były Polish concentration camps, czy German health and recreation centers, jakby wynikało z zapewnień Eriki Schwein… sorki, Steinbach.

    Boję się pisać o tym wszystkim, bo rewelacje takie tchną polityczną kontrabandą i Autor mógłby mieć kłopoty, gdyby komuś w Brukseli wpadło do głowy przyjrzeć się bliżej jego blogowi. Szansa jest jedna na trylion, bo choć Bruksela niewątpliwie wpisy Autora regularnie czyta, to wpisy blogowiczów z jeszcze większą regularnością olewa. No ale niech trafi się jakiś wyjątkowy gorliwiec, co sięgnie głębiej do tego worka. Dobrze jeszcze, gdyby wpadł mu w łapy jakiś prawomyślny absolwent akademii poprawności politycznej, cham bo cham, ale nasz. Ale niechby się akurat pechowo nawinął jakiś inny blogowicz, na przykład taki haha ze swym rewizjonizmem na odwrót. Aaa – wykrzyknąłby wówczas ów brukselski skrupulat – to takie rzeczy się tu wyprawiają pod przykrywką Passenta! Ano jazda na dywanik do Brukseli, panie Autorze!!!

    Nie, na takie coś nie mogę narażać Autora, dlatego od pewnego czasu staram się nie rozpuszczać jadaczki, gdy Zachód ma do Polski jakieś anse. Pod warunkiem jednak, że dzieje się to w granicach Europy. W przeciwnym razie czuję się zwolniony z rygorów samodyscypliny i mogę jednak coś nierozważnie chlapnąć.

    I jak się okazuje nie tylko ja. Wolna od narzuconych samej sobie skrupułów poczuła się również GW, która bez osłonek napisała, że zdaniem amerykańskiej stacji telewizyjnej Fox, „Polacy mają we krwi współpracę z nazistami”.

    Oczywiście w Europie wszystkim jest to od dawna dobrze wiadome i wszyscy swobodnie mogą o tym mówić, ku powszechnej zresztą aprobacie, z wyjątkiem paru zajadłych narodowców z PiS-u. No ale co wolno Europie, to nie Ameryce, i Ameryka musiała przeprosić. Rzecz prosta nikt nie zmuszał do przeprosin Busha, sprawa była na to zbyt błaha. Ale przeprosił Fox i to dwukrotnie. Raz byle jak, za drugim razem już bardziej na serio, bo sprawa się oparła o samego Sikorskiego, a oni jednak chcą tej tarczy.

    Ktoś teraz powie, że co wolno GW, to nie tobie blogowiczu haha, i nie mogąc temu komuś odmówić racji, z góry za ten post przepraszam, i na wszelki wypadek zaznaczam, że nie głosowałem za PiS-em, tylko za PK.

  74. Ja dopiero co bylem w Polsce Jacobsky.
    Ale dziekuje za dobre zyczenia – jezeli chcesz przekazac namiary Donaldowi to mieszkam na Gold Coast – latwo znalezc -dom stoji na plazy i ma na maszcie polska flage.
    Dziekuej tez za tytul hrabiego – a co do „awansu spolecznego” mas to w PRL-u
    chlopi rzadziej szli na strudia niz za Sanacji…
    Owszem mnostwo chamstwa dorwalo sie do wladzy – zasady moralne nie byly zbyt konieczne… (jezeli o taki chodzi awans to dziekuje) i do dzisiaj placimy za to slono.
    A co do tysiecy szkol i kolorowych telewizorow, ktore zawdzieczamy PRL-owi to:
    „Należy teraz odpowiedzieć na ważne pytanie: dlaczego PRL należy ocenić negatywnie? Wymagającą analizy, ale po rzetelnym rozpatrzeniu bezsporną przyczyną wystarczającą do negatywnej oceny PRL, była gospodarka. Gospodarowanie przy odrzuceniu zasad ekonomii, kończy się niedoborem produktów na rynku, na początku są to dobra „luksusowe” takie jak samochody czy papier toaletowy, a później również żywność. Jak pokazują przykłady krajów, które nadal starają się utrzymać podobny system, może prowadzić to do głodu na szeroką skalę. W Polsce wprawdzie do tak skrajnej sytuacji nie doszło, ale gdyby nie było możliwe uzyskanie pożyczek z zagranicy, byłaby to groźba zupełnie realna. Inną przyczyną, która niestety dla wielu jest mniej ważna, było ograniczanie wolności obywateli, już sam ten fakt również powinien wystarczyć do negatywnej oceny. Reżym odmawiał Polakom wyjazdu za granicę. Obywatele nie mieli wpływu na sprawowanie władzy. Nie mieli też prawa swobodnego wypowiadania się i stowarzyszania. To wszystko wyrażało się najbardziej w braku szacunku dla życia ludzkiego i to chyba najważniejszy z argumentów, który wystarcza by negatywnie ocenić PRL.”

  75. Jacobsky wierze, ze sprawi Ci to przyjemnosc…
    W Polsce mieszkalem u bylego dobrego znajomego Pana Passenta, ktory nie mogac „wytrzymac Solidaruchow”…osiadl na 5 hektarach dziewiczego polskiego lasu mazurskiego (piekny doskonale zachowany kompleks dawnej lesniczowki).
    Od taki „pokrzywdzony” weteran budowy PRL-u… – po kielichu pomogl mi zrozumiec Pana Passenta i te „kregii”…bardzo pouczajace – polecam.

  76. Falicz z w miarę obiektywnego krytyka rzeczywistości (z którego poglądami się często nie zgadzałem, ale je jednak szanowałem), staje się wyłącznie krytykiem Passenta. No szkoda… Marnuje się.
    Powiedzmy, że mnie pan Falicz nawet przekona i przestanę lubić Passenta, no ale co z tego wynilknie?

  77. Zdaje się, że sprawa sie już wyjaśniła i Premier Tusk pojedzie do Wilna z pierwszą zagraniczną wizytą…
    W oczach PiS gdzie by nie pojechał, będzie źle….
    Dzisiaj Pan Brudziński w ramach polityki nieatakowania rządu Tuska przez 100 dni zaczął od oceniania jego talentów muzycznych z okazji spotkania z niejaką Dodą.
    Dody nie słucham więc trudno mi ją oceniać, ale miałem „okazję” wysłuchać innego piosenkarza, co niemiłosiernie fałszował hymn narodowy na zjeździe PiS w dodatku nie znając jego słów… To był występ… Myślę, że takie standardy muzyczne raczej potwierdzają opinię, że mamy jako Polacy, słuch „jakby nam słoń na ucho nadepnął..”

  78. Moskwa-cala Europa Zachodnia stara sie dobrze z Nimi zyc,wiec nalezy
    otworzyc rynek dla naszego rolnictwa.
    Jerozoloma jako druga,by zarobic na pomocy wchodzenia produkcji
    Izraelskiej na na rynek Wspolnoty.
    Bartoszewskiego wstepnie do Merkelowej,niech wybada grunt.
    Ameryka zbyt oslabiona gospodarczo i politycznie , by dawac jej priorytet.

  79. g. 1200 … Harry, nie potem,
    ale przedtem się zastanów co piszesz….!
    to że jesteś „wodnik” (być może, bo pleciesz jak Piekarski…) nie znaczy, że Ci których wymieniasz (Stalin, Lenin, Hitler, Goebbels) są także wodnikami – masz wikipedię, sprawdź!

    zabaw dłużej w North Dakota, a potem do Northwest Territory może coś ciekawszego napiszesz; opis Rosji – cuś cienkawy.

  80. Tuska z Bartoszewskim powiedzieli do kamer, że Watykan. Nikt nie słyszał? Czy to fotomontaż był?

  81. Dziadku! – co mam robic (pytalem kiedys)?
    „Cokolwiek zrobisz, bedziesz zalowal” – odpowiadal dziadek. Mial racje!

    Nie bardzo wiem co Gospodarz mial na mysli tworzac ten blog, czy jedynie poklepywanie gospodarza po lopatkach, krytyke, recenzje na temat postingow gospodarza, czy rowniez (znaki na niebie wskazuja – widze „Bliznieta” na wschodnim niebosklonie – i na blogu) ze traktuje ten zakatek jako salon a nie przydrozna knajpe, i to salon z kominkiem! – dla zdrozonego (kazdego?) wedrowca, ktory tu moze wejsc, ogrzac sie, przekasic cos i porozmawiac z podobnymi sobie.

    Dylemat szachisty… – Dlatego, Gospodarza i grono tu juz zasiedzialych blogierow za moje niestosowne tu zachowanie. PRZEPRASZAM.

    Ps. Zagladal tu bede Anca, milo tu i przytulnie – jedynie postaram sie nie halasowac. Dziekuje Renato. Jesli bede mial asumpt do podczepienia sie, podczepie. manolo, przypominasz mi Brudzinskiego. Czytaj, czytaj, jeszcze raz czytaj! – nie bedziesz mial czasu na (glupot) pisanie.

  82. Jaśnie pańska miłość wobec Polski.

    Jaśnie hrabia był uprzejmy dopiero co zwizytować kraj swoich przodków.
    Jakież to wspaniałe nieprawdaż?
    No i jak się mają jego pobratymcy grzebiący po śmietnikach dzięki wdrożeniu cennych osiągnięć myśli prawicowej pana Sachsa w wykonaniu tow.Balcerowicza?
    Falicz nie musi w zadufany sposób afiszować się gdzie mieszka.
    I bez tej wizytówki wiadomo czym i gdzie skorupka nasiąknęła.
    Nadto przyznawanie się do faktu bycia uciekinierem niczego pozytywnego nie dowodzi, a raczej wręcz przeciwnie.
    Jakoś tak dziwnie się składa, że tym, którzy sami wyjechali na emigrację wiedzie się niespecjalnie,również mieszkają w slumasach i łażą po śmietnikach jak i krajowi pobratymcy.
    Znakomicie powodzi się tam, niestety, tym których ekspediowała tam „komunistyczna” władza.
    A zatem różnego autoramentu Światłom,Olszowskim,Rurarzom i Kuklińskim.
    Nic im tutaj w Polsce nie brakowało prócz ptasiego mleczka, a i ono się w końcu pojawiło.
    Jest to kwestia moralności, na którą oni się tak często powołują, ponieważ jej imponderabiliów bardzo im brakuje.
    No i teraz oderwani od brutalnych realiów zafundowanego nam życia zza wielkiej wody próbują nas pouczać.Kierowane do nas słowa,przez tak doświadczonych ludzi, zwykle nasycone są goryczą,a nawet jadem złości.
    Nie do nas jednak te żale i nieuzasadnione pretensje, że nie potrafiliście zrobić kariery Barbary Johnson-Piaseckiej.
    Widocznie zbyt mało miłości i poświęcenia w was było.
    Znany piosenkarz Krawczyk, kiedy kazaliście mu dachówki wymieniać na dachach,miał w sobie dość odwagi,by zwinąć manatki i powrócić do Ojczyzny, gdzie jest nadal cenionym artystą.
    Nie wszystkich jednak stać na powrotne przepłynięcie oceanu.
    Bardzo często tłamszą się tam w slumsach topiąc w podłej gorzale zawinione przez siebie frustracje.
    Często zamienili schowane głęboko na dno walizki dyplomy doktorskie na styliska od łopaty.
    Znam wasze uzasadnienie, że żadna praca nie hańbi i bardzo słusznie.
    Po prostu każdy ma to na co zasługuje.
    Widocznie zamiast porządnie sie uczyć za „komuny” zbyt dużo lataliście z ulotkami tracąc bezcenny czas i szanse.
    Niektórzy obnoszą się ostentacyjnie i nieprzyzwoicie ze swoją polskością eksponując na okrągło polską flagę nad miejscem swojej egzystencji.Ja rozumiem,że jeżeli opuszcza się Ojczyznę to odcinamy sie od niej.
    No chyba,że podkładamy różne treści pod to wielkie słowo.
    A może po prostu małpujemy na amerykańska modłę manierę obnoszenia się wszędzie i przy każdej okazji z amerykańską flagą, by nikt nie zapomniał przyrzeczenia na wierność kapitału.
    Chcę powiedzieć uczciwie, że ja poniekąd współczuję nawet zdrajcom, no bo przecież to też ludzie, dotknięci szczególnie niełaskawą ręką losu.
    Wypadałoby ich zrozumieć i wybaczyć.
    Taka intencja wymaga jednak zachowania przynajmniej skruchy i przyzwoitości.
    Nie będę wymagał stosowania wobec nich lustracji, desiajejizacji, dekapitalizacji i innych tak typowych bzdur, ponieważ jestem wielkodusznym i nie ma we mnie ani krzty nienawiści.
    Jeśli już, to nienawidzę wyłącznie głupotę, lecz i w tym przypadku staram się być tolerancyjnym, jako iż jest to choroba ,na którą nie ma lekarstwa,poza pracą oczywiście.
    Najdowcipniejsze stwierdzenie hrabiego polega na tym, że za sanacji studiowało więcej chłopów niż w PRL-u.
    Mogę się zgodzić z tym założeniem, a nie faktem, ponieważ kobiety naonczas jakby były mniej uprawnione zgodnie z przepływającą do nas ze światłego Zachodu niezwykle popularną dewizą 3 K.
    Ponadto dobrze jest od czasu do czasu postudiować jakieś roczniki statystyczne, a nie tylko oddawać się namiętnie hazardowi i pismom kolorowym.
    Bliższy kontakt ze słownikiem języka polskiego zaowocowałyby niewątpliwie również większym bogactwem naszego języka ojczystego a nie tylko epitetami stosowanymi w miejsce argumentów merytorycznych.
    Jest to przykład niezwykłej elegancji i błyskotliwości językowej naszych umiłowanych kaczych hrabiów.
    Wyjątkowo śmiesznym jest kiedy kapitalistyczni złodzieje afiszują się z pretensjami do zasad moralnych.
    A cóż to jest moralnego w okradaniu innych, ich wyzyskiwaniu lub też mordowaniu z chęci zysku?
    Jeżeli chce się coś sensownego powiedzieć, to mam wrażenie, że najpierw należy się zastanowić.
    Podzielam stanowisko Falicza, że rzeczywiście do dzisiaj słono płacimy,tzn.my chamy, za woluntaryzm i anarchię jego totumfackich.
    I wypada wyrazić optymistyczna nadzieję, że nie zechcą oni tutaj powracać by wprowadzać swe barbarzyńskie przekonania i niesprawiedliwe prawa.
    Z Faliczami nie można dyskutować z tej racji, że zostali oni wyzuci z materialnynej bazy swego pasożytniczego jestestwa pokoleniowo generowanego.
    Nie potrafią się oni zintegrować z obywatelskim żywiołem, żywiąc nadzieję na swą wyjątkowość,niepowtarzalność i szlachetne urodzenie dające im prawa do wszystkich dóbr i wartości tej ziemi.
    Cechy te są wspaniałymi w kontekście naukowców,artystów i innej sympatycznej bohemy tworzącej niepospolite dobra ich umysłów i dusz.
    Natomiast pasożytnicza egzystencja nie ma żadnego społecznego uzasadnienia poza egoizmem.
    Wracając ,np:do zbudowania tysiąca Tysiąclatek na tysiąclecie państwa polskiego,mogę się domyślać, iż ta idea jest niezbyt miła pewnym kręgom ludzi o konserwatywnym światopoglądzie.
    Wynika to z bardzo prozaicznej przesłanki polegającej na tym, że głupimi jest znacznie łatwiej sterować bez zbędnego zachodu,perturbacji i oczekiwań.
    Pan zrobił łaskę i dał, a dureń wziął i podziękował nie zdając sobie z tego sprawy co robi.
    Oto i intencje tych nawiedzonych i oświeconych, którzy zabrali sie obecnie za wdrażanie swoich wartości miłosiernych wśród terroryzujących Arabów w rozpadających się łapciach.
    Nawracanie odbywa sie przy pomocy wysoce wyspecjalizowanych samolotów, czołgów i dział.
    Atrybuty tej demokracji są niezwykle sugestywne i przekonujące, jedynie ciemnota arabska nie pozwala na ich ostateczne wdrożenie.
    A,że giną tam kobiety, dzieci i starcy, kto by się tam przejmował takimi detalami w eleganckim świecie.
    Dlatego u nas ostatnio zamyśla się wdrożenie profesjonalnej armii zawodowej czyli oficersko -podoficerskiej i jej najbardziej wykwalifikowane i świadome oddziały szturmowe wysyła się na odcinki demokracji wyjątkowo zagrożone.
    Tych oficerów nie trzeba niczego uczyć ani do niczego przekonywać ,oni sami przed zadaniem już doskonale wiedzą kogo należy wyeliminować czyli zabić i nie przeszkodzą im w tym chwalebnym dziele, ni kobiety, ni dzieci-no wprost bohaterowie nowych czasów w stylu dziadków naszych strategicznych sojuszników, i dziadków naszych wiodących polityków ,by nie musieli przewracać się w grobie…
    W rezultacie za łamanie Konwencji Haskiej i Genewskiej możemy zostać uznani jako ludobójcy.
    W piorunującym tempie solidarnościowa demokracja podprowadziła nas do czasów , bez mała nazizmu, rozsnuwając szeroko zasłonę dymną walki z komunizmem.
    Oto i cały bezmiar koszmaru i głupoty politycznej przyodziewanej we wspaniałe szatki racji stanu.
    Pozostaje tylko pytanie, jakiej racji, i którego stanu?
    Hrabia Falicz niewątpliwie domyśla się, z dużą dozą prawdopodobieństwa, o kim mowa.
    Zoologiczni antykomuniści mają to do siebie, że przyswoili sobie kilka frazesów, którymi operują na okrągło dla uzasadnienia funkcjonowania Imperium „Dobra” i jego przydatków.
    Przykład stanowi karkołomna teza, że nie ma to jak na Dzikim Zachodzie ,bo nikt nic lepszego nie wymyślił.
    Pewnie państwo razem ze mną znają parę innych kultur aniżeli styropianowa, które wymyśliły kilka niezwykle istotnych dla ludzkości wynalazków.
    Trzeba przyznać, że w zakresie m.in.broni i uzbrojenia są perfekt.
    Przy czym akurat te wynalazki do życia nie są potrzebne.
    One raczej się mieszczą jakby to określił Watykan w kulturze śmierci.
    Nasz znawca przedmiotu stwierdza autorytatywnie, że powodem negatywnej oceny PRL-u była gospodarka.
    Dotychczas oświecano mnie, że powodem negatywnej oceny w PRL-u było wszystko co czerwone.
    Okazało się , iż tej absurdalnej tezy nie udało się utrzymać, ponieważ w zakresie kultury, ochrony zdrowia, sportu, szkolnictwa, ochrony społecznej i wielu innych dziedzin, Kapitalistyczna RP, z bólem serca trzeba przyznać, niestety,nie dorasta do pięt PRL-owi ,a wręcz wykazuje skłonności likwidatorskie i cofa się w tamtych osiągnięciach.
    Wobec powyższego atak należy skierować na gospodarkę.
    No więc powiedzmy tak, że zwierciadlanym odbiciem polskiej gospodarki jest rynek.
    Tej prawdy nawet największy fan kapitalizmu zakwestionować nie może.
    Wobec tego ci, którzy mają wiek ponadpampersowy doskonale mogą ocenić rynek w tamtym i obecnym okresie.
    Dosłownie rzecz ujmując rynki w socjaliźmie, w każdej miejscowości tętniły życiem,dzisiaj są poza nielicznymi przypadkami martwe.
    Prywatne sklepiki są puste, a znajdujące się tam ekspedientki z utęsknieniem oczekują klientów.
    Rynek to jest również międzynarodowa wymiana handlowa, która ma bardzo mały parytet wielkości w porównaniu z poprzednim okresem i cechuje ją horrendalne niezrównoważenie, wymierne w potwornym zadłużeniu państwa polskiego, przy którym ca 25 miliardów zadłużenia Gierka z jednoczesnym zbudowaniem Drugiej Polski,to doprawdy nieosiągalne marzenie dla solidaruchów nie potrafiących jeszcze osiągnąć czerwonych wskaźników gospodarczych z roku 1989!
    Wystarczy poczytać statystykę.
    Kudy nam do dawnego budownictwa mieszkalnego, łza się kręci w oku.
    Potężny sektor stalowo-hutniczy, rozsprzedany i leży na łopatkach.
    Górnictwo przyjęło scherlałe formy wydobycia z okresu Gustawa Morcinka.
    Energetyka na etapie rozkradania.
    Gospodarka morska praktycznie zlikwidowana, trzy wielkie polskie floty de facto nie istnieją.
    Przemysł cementowy zlikwidowany ,cegielnie zlikwidowane.
    Cukrownie zlikwidowane.
    Prasa oddana w zachodni pacht,banki również.
    Nerw gospodarki, kolejnictwo w kompletnej zapaści.
    PGR-y zniszczone, rolnictwo ledwie dyszy i utrzymuje się z rent starych ludzi, przyznanych im przez Gierka.
    Kontrargumentując pewnie użyje się hasła, że na tym właśnie polega zmiana struktury.
    I owszem, tylko nie naszej i nie dla nas,i nie my o tym decydujemy, i nie my z tego czerpiemy korzyści.
    W wyniku rozbicia gospodarki wywołano ogromne bezrobocie nie notowane w annałach nawet zasłużonych państw kapitalistycznych.
    Ignorancko zarzuca się nam nieznajomość praw ekonomii, kiedy każdy polski student obligatoryjnie tłukł na blachę ekonomię kapitalizmu, nie mówiąc o ekonomii socjalizmu.
    U nas dla przykładu pilota wojskowego kształciło się 3 lata,a w USA dla porównania 3 miesiące.
    Zatem jeśli gdzieś chcemy szukać braku inteligencji i nieuctwa to nie w Polsce.
    Znam bardzo znaczące kraje z aspiracjami, gdzie prostactwo, prymitywizm i brutalność są nagminne by nie powiedzieć złośliwie zasadą.
    Polski niedobór produktów rynkowych nie był pochodną ignorowania praw rynkowych, te prawa znano doskonale.
    Wynikał on z kilku faktów.
    Jak wszystkim wiadomo Polska nie jest krajem autarkicznym, co rodzi ściśle określone konsekwencje finansowe w zakresie koniecznego importu.
    Ten stan rzeczy pogłębiło otwarcie Gierka na Zachód, co wiązało się z zakupem wielu licencji i adekwatnych komponentów.
    W ten sposób ściśle określona gospodarka planowa poddana została żywiołowym prawom rynku międzynarodowego wprowadzającego korzyści technologiczne ale i także wewnętrzne perturbacje techniczne, finansowe i polityczne.
    To otwarcie odsłoniło słabą stronę gospodarki planowej w zakresie mechanizmów ochronnych i obronnych.
    Poza tym poddane zostało ściśle określonym działaniom Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
    Polska została wprowadzona w niebezpieczną pętlę zadłużenia kredytowego.
    I ta pętla zaczęła ją coraz bardziej uwierać i zaciskać.
    Konkurencja zwykle posiada całe sztaby operacyjne analizujące możliwości kija i marchewki.
    Jedną z nich była zimna wojna napędzająca spiralę zbrojeń.
    Tak jak dla kapitalizmu zbrojenia te stanowiły ożywczą siłę rozwoju gospodarczego, a potem wojenka tu i wojenka tam,tak u nas zbrojenia stanowiły kulę u nogi rozwoju gospodarczego.
    Narzucały one konieczność dynamicznego rozwoju I działu gospodarki narodowej przy zrozumiałym niedoinwestowaniu działu II-giego.
    Oznaczało to sytuację wypływu ogromnych pieniędzy na rynek z przemysłu ciężkiego bez zabezpieczenia równoległego wzrostu podaży produkcji towarowej na rynek z działu usług i konsumpcji.
    To musiało napędzać nierównowagę rynkową, ale przecież nie Polska zabierała się podbijać Stany Zjednoczone.
    Polska starała się wyłącznie wzmaniać swój potencjał obronny,a nie siły ataku i agresji, bowiem nie miała takich
    możliwości ekonomicznych ani też takich tradycji zniewalania i kolonizowania.
    Domniemywaliśmy zaś miłość innych państw wobec Polski chcących nas wyzwolić z rąk sił ciemności i zakłamania na rzecz światłości i prawdy.
    No i teraz mamy to co chcieliśmy.
    Odnoszenie do PRL-u pojęcie reżimu jest niewłaściwe, pozwolę sobie zauważyć , że bardziej jest mi bliskim reżim większości wobec mniejszości, aniżeli odwrotnie, jako że ma to znamiona zbliżone do sprawiedliwości.
    Ja tam wolę Panie hrabio żyć biednie,uczciwie i sprawiedliwie.
    Natomiast pewna niezwykle elegancka dama w Polsce powiedziała, że ona woli płakać w mercedesie aniżeli na rowerze.
    Tak czy inaczej dochodzimy do trywialnej pointy, że jeden lubi poezję a drugi jak mu skarpetki cuchną.
    Z wyrazami szacunku,Panie Hrabio-kmieć Lizak.
    _________________
    Qui tacet, consentire videtur

  83. Do kmiecia Lizaka od kniazia Dreptaka:
    Pana artykul sprawia wrazenie przemowienia, nie wiem tylko z jakiej okazji…czy na rozpoczecie roku akademickiego, czy rocznice smierci Lenina, czy w ONZcie…w kazdym razie po czym takim, mozna juz wyniesc sztandar…Duzo tu dobrych mysji, ale tez sporo manipulowania pod plaszczykiem estety i „idacego przez zycie czyniac dobro”: duzo nienawisci.
    A w ogole: za duzo cufilu.

  84. Dlaczego nikt nie pomyslal o Chinach?

  85. Drogi „ajw” bardzo dziękuję za odniesienie się do mego postu.
    Często intencje są bardziej istotne aniżeli zawartość merytoryczna.
    Rozumiem, że pański nick jest lustrzanym odbiciem jego możliwości polemicznych.
    Dlatego traktuję wniesione uwagi z właściwą sobie delikatnością i zrozumieniem.
    Wyjątkowo cennym dla kmiecia jest pochylenie się nad nim przez kniazia, mimo tak wielkiej różnicy geograficznej, a może i właśnie dlatego.
    Chociaż z zupełną otwartością przyznać muszę, że większą przyjemność sprawiłoby mi zatroskanie losem kmiecia wyrażone przez księcia.
    Zawszeć co swoje,to swoje.
    Ciasne ale własne.
    Co zaś do odniesionych przez Pana wrażeń, to myślę, że albo moja sugestywność jest do bani , albo pańską wrażliwość Pan Bóg potraktował per nogam.
    W kwestii zaś sztandarów to istotnie jedni nadają się do ich wnoszenia a inni do wynoszenia…
    I jeżeli uzna Pan, iż elegancko i ze smakiem zmanipulowałem pańską wypowiedź, to a priori przepraszam.
    W końcu ja nie nie mogę znać pańskich intencji, proszę mi wybaczyć.
    Chcę również skorygować wypowiedź sugerującą, że idąc przez życie starałem się czynić dobro.
    To bardzo wzniosła i misyjna droga mijająca się z moim powołaniem.
    Ja uznam za właściwe jeśli idąc przez życie nie czyniłem zła.
    W kontekście zasygnalizowanej nienawiści u mnie, chcę powiedzieć, że jako u praktykującego bolszewika moje serce jest przepełnione miłością do Pana, bowiem zdaję sobie sprawę, iż nie wiecie co czynicie i mówicie.
    W odniesieniu do podniesionej, ostatniej refleksji tyczącej „cufilu”, powiem że ja mam dokładnie odwrotne spojrzenie.
    Osobiście wolę zu viel aniżeli zu wenig, bowiem w pierwszym przypadku jest z czego wybrać, a w drugim alternatywy już nie ma.
    Z poważaniem.
    Lizak.

  86. do kmiecia Lizaka, ponownie od kniazia Dreptaka.
    Jestem bardzo ciekawy, skad u Pana ta uwaga o „roznicy geograficznej”?
    Bardzo podoba mi sie Panski styl i polszczyzna a takze, doskonale udawana lagodnosc i cywilizowana oglada. Cos mi to na bolszewizm nie wyglada, w kazdym razie nie na ten z „konarmii”…Zycze Panu wszelkiej pomyslnosci w Nowym Roku.

  87. Do Pani/Pan Lizak.
    Rozumiem doskonale, mając taki zasób wiedzy trzeba chronić swoje dane osobowe. Brazylia już raz prawie zbankrutowała poprzez głoszone hasła populistyczne.
    Tyle dobrze, że chociaż ma Pani/Pan tego świadomość.

css.php