Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

25.01.2008
piątek

Premier rozgrywa, prezes gwiżdże, brat sędziuje

25 stycznia 2008, piątek,

0atusk450.jpg

Fot. Witold Rozbicki / REPORTER

Nominacja Jacka Cichockiego, byłego szefa Ośrodka Studiów Wschodnich, na stanowisko doradcy premiera ds. bezpieczeństwa (w tym służb specjalnych), spotkała się z prawie powszechnym poparciem – od lewicy do prawicy, od Zbigniewa Siemiątkowskiego po Jarosława Kaczyńskiego. To zjawisko budujące i szkoda, że tak rzadkie.

Wyłamał się jedynie Konstanty Miodowicz (poseł Platformy!), który z nieukrywaną ironią powiedział, że ta nominacja to „eksperyment na skalę światową i należy tego rządowi pogratulować. Premierowi w sferze bezpieczeństwa będzie doradzała osoba, która nie osiada żadnych doświadczeń w zakresie pracy wywiadowczej, kontrwywiadowczej lub policyjnej” – powiedział Miodowicz. Tusk jest święty, jeżeli nie zmyje mu głowy.

Poseł Miodowicz jest – jak mówią Warszawiacy – w mylnym błędzie. Każdy, kto znał choć trochę publikacje OSW, wie, że ośrodek ten zajmował się tzw. białym wywiadem, także skupionym na bezpieczeństwie, np. energetycznym, jak również na problemach armii, strategii, stabilizacji na Wschodzie Europy, szczególnie na terytorium post-radzieckim. Wypowiedź posła Miodowicza jest nie fair wobec pana Cichockiego, ale trudno od tego posła wymagać elegancji. Być może przez posła Miodowicza przemawia rozgoryczenie, że to nie on został „Wassermannem Tuska”. Całe szczęście! Tandem Brochwicz – Tusk powinien jeszcze wytłumaczyć się z afery p. Jaruckiej, której to aferze Donald Tusk dużo zawdzięcza i nigdy jej nie potępił. Być może p. Miodowicz liczył, że Donald Tusk będzie wdzięczny do grobowej deski, tymczasem premier może uważać, że wynagrodził Miodowicza otwierając przed nim drogę do Sejmu. Tusk – jak to Tusk – wybrał mniejsze zło: do Sejmu – tak, do służb – nie.

Tusk to zręczny polityk, ale poparcie dla Platformy spadło i trudno się dziwić. Oczekiwania i nadzieje większości wyborców, że po odsunięciu PiS od władzy wszystko pójdzie jak z płatka, nie mogły się spełnić. W dodatku premier ma pecha: zmasowane roszczenia płacowe, krach na giełdzie dotknął około trzech milionów ludzi, którzy mają oszczędności ulokowane w funduszach inwestycyjnych, wreszcie katastrofa samolotu wojskowego – wszystko to działa przygnębiająco.

Premier ma ograniczone pole manewru. Jeżeli serio myśli o prezydenturze (a nigdy temu nie zaprzeczył), to będzie dbał o to, żeby się nikomu nie narazić. Jeśli natomiast serio myśli o reformach, to musi się narazić praktycznie wszystkim – pracownikom ochrony zdrowia, których oczekiwań nie zaspokoi, nauczycielom, którym na razie nie może dać podwyżki większej niż 200 PLN miesięcznie, górnikom, podatnikom, Kościołowi instytucjonalnemu – każdemu. Z jednej strony premier słyszy, że najważniejszych jest pierwszych sto dni, że powinien wykorzystać poparcie wyborców i kredyt zaufania– z drugiej wszędzie zapala się żółte światełko ostrzegawcze.

Niektóre problemy wobec których stoi Tusk są obiektywne, takie jak zapaść ochrony zdrowia i chora sytuacja nauczycieli. (W oświacie panuje egalitaryzm na niskim poziomie, brak konkurencji szkół i nauczycieli, zasada ‘czy się stoi, czy się leży…’). Ma też Donald Tusk problemy subiektywne, wywołane na własne życzenie. Takim problemem jest CBA i Mariusz Kamiński. Platforma Tuska głosowała za powołaniem tej instytucji oraz bezpośrednim podporządkowaniem jej szefa premierowi, a nie Sejmowi. Jaki jest skutek – każdy widzi. Zaufany człowiek Jarosława Kaczyńskiego siedzi na newralgicznym miejscu u premiera Tuska. (Zupełnie jak prezes Urbański w TVP). W dodatku Julia Pitera i sam Donald Tusk tak atakowali Mariusza Kamińskiego, że zanosiło się na jego odwołanie, a teraz okazuje się, że „to echo grało”. Echo własnych oskarżeń, których nie udało się na tyle udokumentować, żeby szefa CBA odwołać. Donald Tusk słusznie wybrał mniejsze zło i Kamińskiego postanowił na razie nie odwoływać, bo nie ma nań paragrafu. Żeby uniknąć awantury na sto fajerek, Tusk wolał się wycofać. Zgoda, ale mógł taką ewentualność przewidywać wcześniej. W pierwszym badaniu opinii ponad 40 proc, zapytanych popiera jego decyzję, ale jest to decyzja kosztowna dla wizerunku szefa rządu oraz p. Pitery, która w dymisję szefa CBA mocno się zaangażowała..

Ulubionym sportem Donalda Tuska jest piłka nożna. Nie widziałem go nigdy na boisku, ale odnoszę wrażenie, że najlepszy jest w dryblingu, kiwka w lewo – kiwka w prawo, gra w środku pola, natomiast samotne rajdy, strzały z dużej odległości czy długie podania na skrzydła nie są jego specjalnością. Czy okaże się bramkostrzelny – na to musimy poczekać przynajmniej do przerwy. Na razie publiczność klaszcze, Jarosław Kaczyński gwiżdże i grzmi, że Tusk nie gra o Polskę, tylko o własną prezydenturę. (Na tym polega ten nowy, przyjazny język i wizerunek PiS, który prezes zapowiadał.) Sędziuje pan prezydent. Niestety, w polityce FIFA nie istnieje.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 77

Dodaj komentarz »
  1. Przy tych kiwkach i dryblingach łatwo popełnić faul. Miotanina Tuska jest może widowiskowa ale wymiernych efektów ani jego drużynie ani tym bardziej widzom nie przyniesie. Trzeba poczekać do przerwy a potem może jakaś zmiana?

  2. Nigdy nie darzyłam Tuska wielką estymą. Żeby zrobić coś dobrego dla Polski trzeba reform, które nie będą popularne. Tuska na nie nie stać.
    Priorytetem państwa powinny być bezpieczeństwo kraju, zdrowie i edukacja. Jeśli chodzi o zdrowie, Państwo powinno – moim zdaniem – utrzymywać z podatków (nie oszukujmy się – ZUS to zwykły podatek) wszelkie działania służące szeroko pojętej profilaktyce zdrowotnej (obecna profilaktyka to kpiny), powinno objąć opieką matkę i dziecko oraz refundować ratownictwo medyczne i kliniki. Reszta musi być opłacana z prywatnych ubezpieczeń. Nigdzie na świecie nie stać wszystkich na wszystko. Ale powiedzenie tego ludziom wprost jest niepopularne. Tak samo trzeba zreformować od podstaw system edukacyjny. Na marginesie mówiąc, poziom nauczania upada w fenomenalnym tempie. Niedługo matura będzie tym, co kiedyś wykształcenie podstawowe, studia magisterskie staną się odpowiednikiem matury a może dopiero doktorat będzie tym czym kiedyś było wykształcenie wyższe. Szkoda tylko dzieci, które tyle lat marnują w szkołach. Taki upadek edukacji jest chyba tendencją światową – w każdym razie jeśli chodzi o Europę i Ameryką Północną.
    Moim zdaniem Tusk nie zdoła przeprowadzić żadnych reform, bo jest na to za słaby a poza tym nie ma pomysłu. Pani minister zdrowia i pani minister edukacji też chyba nie mają.

  3. Panie Redaktorze
    Szkopuł nie tylko (albo nie tyle) w braku zdecydowania D.Tuska ile w słabości jego zaplecza. Wydawało się, że dwa lata to dosyć czasu żeby wybrać ludzi do realizacji programu, a nade wszystko do konkretyzacji tego programu. Tymczasem co najmniej dwa newralgiczne ministerstwa obsadzone zostały kiepsko (oświata i zdrowie), a co gorsza PO raczej wie, czego nie chce, niż czego chce i jak to osiągnąć. Pani Pitera może być niezłym punktem wiecu wyborczego albo zagończykiem sejmowym ale nie ma za grosz kompetencji na zajmowanym stanowisku. Jej wystąpienia medialne to najkrótsza droga do ośmieszenia działań rządu w walce z korupcją (inna rzecz, że jesteśmy chyba jedynym krajem, który walczy z korupcją powołując wciąż nowe urzędy do jej zwalczania).
    Pan Prezydent? No cóż, Pan Prezydent ogłosił w Mirosławcu całej Polsce, że nim Klich i premier Tusk dobrego serca wcale nie mieli. Obiecali rodzinom ofiar to, co jest prtzewidziane prawem i łaski nie robią. Taktownie, serdecznie i po chrześcijańsku.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Annam33 – analiza genialna. Czemu taki geniusz marnuje sie na lamach forum. Prosze przy nastepnych wyborach zglosic swoja kandydature na prezesa, premiera i prezydenta lacznie. Sukces murowany.

  6. To, ze Tusk nie daklaruje czy pojdzie w prezydenty to pewien problem. Ale Tusk nie jest idiota. Jesli nie deklaruje, tzn. ze pojdzie. Powinien wiec czym predzej wskazac swojego przyszlego nastepce jako premiera. A takiego nie widac, bo przeciez nie bedzie nim Pawlak. Piszac to zastanawiam sie wlasciwie dlaczego nie Pawlak?

  7. Tusk sobie nie poradzi. Tu potrzeba faceta z ikrą, partii która ma wizję na „tak” a nie tylko na „nie”. Ten pseudoliberalny rząd działa przez zaniechania, a przewyborcze obiecywanie „cudu” bokiem już mu wychodzi. Do koszyka skutków tego „cudu”, czyli narastania roszczeń płacowych należy dorzucić celników. To nie żarty – chodzi o granicę Unii Europejskiej i za chwilę – słusznie – wtrąci się Bruksela okładając Polskę karami wiekszymi, od żądanych podwyżek płac celników. Jeśli pragniemy mieć sprawne państwo trzeba – jak robił to Bismarck – dobrze płacić policji – spokówj wewnetrzny, wosjku – spokój zewnetrzny i nauczycielom – kształtrowanie przyszłości. Tego nasze rządy nigdy nie rozumiały i dlatego maja dziś na głowie górników, kolejarzy, lekarzy. Jeśli sie mylę – prosze o sprostowanie i ukazanie mi choćby okrojonej wizji Polski autorstwa PO! Hasła liberalne, klękanie przed biskupami, klaskanie wszystkim, blyskawicznie roztrwania powyborczy kredyt. Polacy moga dojśc do wniosku, że program miała i ma jedynie PiS. I co wtedy?

  8. annam33 2008-01-25 o godz. 08:42
    Co do jakości edukacji, to chyba zbyt duży optymizm, jakość doktoratów u nas jest dużo, dużo niższa niż kiedyś matury. Ilu wśród doktorów (nie czytać lekarzy) ludzi ograniczonych umysłowo to łatwo stwierdzić rozglądając się chociażby wśród przedstawicieli narodu – w sejmie takich nie brakuje

  9. Najlepiej udaje się im wszystkim (a więc nam?) ulubiona narodowa żałoba. Ktoś obliczył, ze to już 10-a po 1989 roku, przedtem, od 1918 (!) 6 razy.

  10. „Nie widziałem go nigdy na boisku”

    Kilka najnowszych fotek :

    http://www.pardon.pl/artykul/3552/premier_truchta_w_nowy_rok_po_boisku_foto

    W niedawnym wywiadzie w Przekroju premier Tusk znowu nie zaprzeczył, że ma ambicje prezydenckie jednak podkreślił, że wie iż Polacy nie wybiorą na prezydenta osobę, która nie sprawdziła się na stanowisku premiera.

    Tak więc musi się wykazać jako premier i doskonale o tym wie 🙂

  11. Oczekiwać od Tuska, że zrobi cokolwiek innego niż popieranie za wszelką cenę własnej, personalnej kariery, graniczy wręcz z naiwnością.Wystarczy prześledzić jego polityczną drogę, by dojść do wniosku, że należy on do takich ludzi którzy poza lenistwem i umiejętnością „pływania”, wyróżniają się jedynie umiejętnością usuwania ludzi zagrażających kolejnym szczeblom kariery(vide casusy Rokity,Gilowskiej,Płażyńskiego czy też Ojca Założyciela PO)Zostają przy nim tylko bezwzględni wykonawcy, czy też egzekutorzy jego woli(np.Gensek PO Schetyna)lub bezbarwni karierowicze jak Chlebowski.Ludzi wartościowych jak np.Zdrojewski, w więc potencjalnych kontrkandydatów zsyła się do Ministerstwa Kultury.Ot, Tusk jaki jest każdy widzi!(Oczywiście poza Red.Paradowską)Pozdrowienia dla Gospodarza blogu.

  12. Szanowny Panie Danielu!
    Tak prawde powiedziawszy to Zal mi Tuska, bo nie wie biedaczysko co czyni, a niby chce tak dobrze.
    Proponowalybym jednakowoz dyskusje od stworzenia czegos w rodzaju naszej podpowiedzi dla Tuska a dotyczy bezprecendensowej, bezmyslnej rozbudowy sluzb specjalnych w Polsce Piec ogromnych instytucji ze stawkami placowymi z pewnoscia nie jak w szkolnictwie zjadaja ogromne islosci srodkow budzetowych, zaczyna wzajemnie ryzwalizowac a nie wspolpracowac i wogole, jezeli ktos cos rozumie w temacie zasad pracy operacyjnej, sposobu pozyskiwania operayjnych informacji ich obroki i wymiany z innymi sluzbami zainteresowanymi w temacie, wowczas zrozumie ze przyklad z Polski to potwierdzenie powiedzonka „GDZIE KUCHAREK SZESC TAM NIE MA CO JESC” Tylko ze to wszystko ogromnym kosztem finansowym i nie tylko.
    Podejrzewam ze Tusk jeszcze przy nawale spraw dotyczacych coraz wiekszej ilosci placowych punktow zapalnych nie zainteresowal sie blizej tym problemem – a szkoda, wowczas nie byloby Pana Cichockiego tam gdzie aktualnie z wyboru Tuska jest.
    Przypominam sobie wrecz warczace zapowiedzi Jaroslawa Kaczynskiego z okresu jego zwycieskiej kampanii wyborczej gdzie wrecz za punkt pierwszy uwazal redukcje administracji i urzedow centralnych. Kiedy tylko takimi czy innymi drogami ( niczym Walesa przez plot ) na stolek Premiera pierwsze co uczynil to rozbudowal sluzby specjalne, stworzyl dodatkowe urzedy o charakterze centralnym.Czyzby obiecanki cacanki a glupiemu radosc. Tylko kto powinien byc tym glupim? Poki co zbytnio madrosci politycznej niestety u Tuska nie widac choc nie mozna odjac mu woli dzialania.Lecz nie nad tym chcialem sie skupic w tym komentarzu.
    Przedpole do bardziej sukcesywnego dzialania dla Tuska winno byc oczyszczone z PIS-owatych pozostalosci.Pozostawienie Kaminskiego i Urbanskiego odbieram za zagranie taktyczne.Tusk chyba ma swiadomosc ze pod dzialaniach Maciarewicza rodzime sluzby specjalne zostaly rozebrane i obnazone nie tylko w skali kraju.
    W istocie rzeczy nie bardzo okolicznosci sprzyjaja Tuskowi w realizacji swojego cudu gospodarczego.Rosnace rzadania placowe, nabrzmiale problemy w sluzbie zdrowia,nieciekawa sytuyacja miedzynarodowa w sensie sytuacji gieldowych – co nie bez wplywu jest na rodzima warszawska gielde.Trudno jest wybrac kolejnosc waznosci by w jakims systematycznym ladzie porzadkowym rozwiazywac wszystkie problemy.Nie pomaga mu w tym Prezydent RP – no bo i w imie czego ostatni bastion PiS-u mialby pomagac Platformowym Obiecankom?
    Pozwole sobie w mysl tytulu poniekad futbolowego zaprognozowac wynik meczu.
    Premier prowadzacy gre pozycyjna z nielicznymi kontratakami napotyka jednak na niezla gre skrzydlowa PiS-watych, ktorzy z dwojka wysunietych do przeodu prowadza oskrzydlajaca gre faul w ktorej dominuja lekarze i nauczyciele a w obronie PiS-owatych kler no i w bramce LechuII.
    Co prawda z trybun doping kibicow wyrazny w sukurs Premiera i slychac skandowanie ” Lechu nie rob nam do smiechu” ale wydaje sie ze gra pozycyjna Premiera nie gwarantuje zwyciezstwa.W najlepszym wypadku remis ze wskazaniem.To jednak nie jest wynik oczekiwany kibicami i druzyna Tuska moze nie przejsc do dalszych eliminacj rozgrywek o stolek Prezydenta.
    A moze to nie ten stadion lub jak w przypadku Malysza forma pozostala w szatni?.
    Trudno jest byc prorokiem.Moja opinia i uczucia sympatii pozostaja po stronie lepszego.

  13. Okrojona wizja Polski wg PO: służba zdrowia wg Sawickiej, sprawiedliwość wg Miodowicza i Jaruckiej i podatek liniowy. No może jeszcze religia na maturze. Więcej pomysłów nie było.

  14. „Premier rozgrywa, prezes gwiżdże, brat sędziuje”
    W takim razie sytuacja polityczna jest taka sama jak sytuacja polskiego futbolu przed Leo Benhaker’em. Tylko, że nie można zatrudnić premiera zza granicy.

  15. Chociaz nie siedze w strukturach, przypomina mi Tusk troche Romea.
    A szlo to tak:

    Zjechalem wczoraj poznym wieczorem do chalupki.
    – Jak zwykle, prosto do lazienki – by splukac kurz amerykanskich drog ze swego jestestwa.
    Po goracym tuszu, poczulem sie jak nowo narodzony.

    Rzegotka potraktowala mnie kolacyjka przy swiecach.
    Po zaspokojeniu potrzeb ciala – czas, na potrzeby duchowe, czyli kulture bez duze „K” – by na tym blogu nie odbiegac od sredniej.

    Wlepilem sie w swoj fotel z przyjemnoscia… – z pilotem w lewej a musztardowka w prawej garsci.
    Joging po kanalach i… – jest cus – co powinno spelnic te role.

    William Shakespeare (po polsku Szejk-spir – piora powiedzmy)
    – „Romeo i Julia”

    Rzegotka tyz siadla na sofie, przybierajac wyczekujaca pozycje do odbioru kultury – z filizanka jakiejs herbaty ziolowej na letki sen.
    – Oznajmiajac jednoczesnie, ze widziala to dzielo Wiliama onegdaj w wersji „Mosfilmu” – ktory, jako przewodnik robil w owczesnej polskiej kulturze.

    Zaczelo sie romansidlo i czarny kryminal w jednym.
    Zakonczenie ponure i bez happy endu – mowiac krotko. – A dokladniej, odebralem to tak:

    Rzecz dzieje sie grubo przed I wojna swiatowa (sadzac po ciuchach aktorow) w kraju Makaroniarzy (dokladniej, w Veronie).

    Romeo Monteki (Tusk, chociaz z podworka), dziany koles i dziedzic rodzinnej firmy (po dziadku z Wermachtu) dostaje fiola na punkcie Julii (prezydentury) Kapuleti (nie brzydka), panienki na wydaniu z rodziny
    (zoliborskiej) o dochodach rowniez powyzej sredniej krajowej.

    Obie familie zra sie serdecznie i podkladaja sobie swinie, gdzie tylko moga. Uklad jest niezreczny, bo mlodzi faktycznie czuja do siebie miente co okazuja mysla, mowa i czestymi uczynkami.
    Od westchnien zakochanej parki moze zemdlic, ale takie to byly wtedy czasy.

    Nie baczac na nienawisc miedzy zgredami, Romeo i Julia chajtaja sie potajemnie. Slubu udzielil im ludzki klecha; ojciec Laurenty – facio, ktory odegra jeszcze swoja role w dalszej czesci dramatu.

    – Tymczasem, podczas bojki pod jakas knajpa w Weronie, ginie kumpel Romea – Merkucjo (Pitera?), dostajac pare razy kosa od kuzyna Julki – Tybalta (Edgar?). Romeo, na wiesc o tym, wkurza sie maksymalnie i honorowo ukatrupia zabojce.

    Wracam teraz do autora dramatu. Czytacz, niech se sam podklada postacie…

    Staje za to przed kolegium do spraw wykroczen, ale wyrok dostaje lagodny – wygnanie z Werony i musi opuscic niedopieszczona Julke.

    Stary Kapuleti wymyslil zas sobie, ze wyda ja za maz za krewniaka (czyste kazirodztwo. Tfu!) ksiecia z Werony – Parysa.

    Dziewczyna dostaje chyzia, bo jest juz przeciez zamezna z Romkiem.
    – I tu, do gry znow wchodzi klecha Laurenty.
    Daje Julce flaszeczke mun-szchajnu wlasnej roboty, aby lyknela go sobie przed slubem z Parysem, to padnie bez czucia i bedzie wygladac jak trupek, ale tylko przez 40 godzin.
    Julcia czyni to – strzela sobie sete pod rekaw i odwala kite.

    Nieutulona w zalu rodzinka wraz z Parysem, sklada ja do przytulnego, rodzinnego grobowca na cmentarzu miejskim.

    Niejasnym zbiegiem okolicznosci, o smierci Julii, dowiaduje sie Romek do ktorego nie zdazyl dotrzec goniec od Laurentego z wiadomoscia, ze to wszystko blamarz i lipa i ze moze sobie zabrac schlodzona, ale zywa malzonke z katafalku.

    Chlopak szaleje z rozpaczy, mimo wyroku wygnania wraca do miasta. Wpada na cmentarz i dostaje sie do grobowca Kapuletich, gdzie znajduje Julie bez zycia. Rozum mu sie miesza, wyciaga „Wino Gromowe” i truje sie ze skutkiem smiertelnym.

    By dramatu stalo sie zadosc, za niedlugo budzi sie Julia. Spostrzega
    sztywnego juz Romea, wiec niewiele myslac wykonuje zreczne harakiri kozikiem Romka i pada rzetelnym trupem na zwloki malzonka.

    W takich pozycjach znajduja ich zgredy, ktorzy teraz dopiero godza sie i wchodza w spolke „Joint Venture” z ograniczona odpowiedzialnoscia.

    Po tej uczcie duchowej, Rzegotka splakana, a ja letko szurniety (wchisky) poszlismy spac z PELNOM KULTUROM.

  16. Nie rozumiem protestu (i żądań!) nauczycieli. Najpierw trzeba umieć nauczać, a później żądać. Nauczyciele to dzisiaj marna grupa zawodowa.

  17. Panie Redaktorze,

    Pańska metafora z Tuskiem -piłkarzem , który całą uwagę skupia na „kiwkach” – to samo sedno Tuska- premiera. Po przyjęciu tego obrazowego stwierdzenia, nie ma się wątpliwości, że nie takie są predyspozycje lidera drużyny. Przykro mi to stwierdzić, ale ten jegomość, który nie potrafił wyrzec się ambicji prezydenckich zostając premierem,a jako premier uprawia mało stylowe kunktatorstwo, to biorąc pod uwagę problemy przed jakimi stoi kraj- premier zaczyna nam coraz bardziej ciążyć.
    Każda sytuacja ma w swoim biegu rozwojowym różne fazy. Czasami „milczenie jest złotem”. Bywa że śliski kunktator ,”realista” bez ksztyny godności osobistej/takiej humanitarnej/ jest najlepszym rozwiązaniem. Są jednak momenty, kiedy potrzebna jest nieobliczalna brawura, fanatyczny „ciąg na bramkę” , działanie zwane „pójściem na całość”, bez oglądania się na jakiekolwiek przeszkody.Polska jest już kilka „minut” w potrzebie posiadania takiego przywódcy. Dotacje unijne się ślimaczą/każdemu po trochu, bez żadnej strategii”/, recesja za progiem, na zewnątrz trwa cywilizacyjna galopada… A Donek? Donek „walczy ” tak jak Pan to dzisiaj opisał. Najszczęśliwsza z tego wszystkiego jest, jak widać pani Julia Pitera. Jej ego rozkwita w trybie eksplodującym. Te „eksplozje” to niepochamowane salwy wewnętrznej, autentycznej radości, kiedy osiąga wrażenie, że jej przeciwnik w rozmowie ,może nie mieć racji w odbiorze widzów. Odnoszę dodatkowo wrażenie, że ta pani posiada niewyczerpalne zasoby tej „amunicji szczęśliwości”.
    A teraz autentyczna ciekawostka dla mistyków, daję słowo!!!
    Pod koniec lat osiemdziesiątych miałem przejmujący, upiorny sen. Wędrowałem przez puste, dość zrujnowane miasto. Póżny wieczór, deszcz, troczę sztucznego oświetlenia. W pewnym momencie z jakiegoś gmaszyska wyszła kobieta z mocno naszminkowanymi ustami, i wyginając szyję do tyłu , o jakieś 70 stopni , przez te przeszminkowane usta wydawała salwy „huraganowego”, upiornego śmiechu. Obudziłem się …aura pozostała do dziś.

    Pozdrawiam, Eddie

  18. Szanowny Panie Redaktorze,
    Pozwolę sobie na szersze omówienie nastepującego akapitu, z Pańskiego komentarza:
    „Premier ma ograniczone pole manewru. Jeżeli serio myśli o prezydenturze (a nigdy temu nie zaprzeczył), to będzie dbał o to, żeby się nikomu nie narazić. Jeśli natomiast serio myśli o reformach, to musi się narazić praktycznie wszystkim – pracownikom ochrony zdrowia, których oczekiwań nie zaspokoi, nauczycielom, którym na razie nie może dać podwyżki większej niż 200 PLN miesięcznie, górnikom, podatnikom, Kościołowi instytucjonalnemu – każdemu.”

    W tym akapicie jest to, co w obowiązującej propagandzie najgorsze i najpowszechniejsze. Tak powszechne, że już nikt, także i Pan nie zastanawia się nad znaczeniem rutynowej mantry.
    Spróbujmy więc wspólnie zrozumieć jej przesłanie i powód, dla którego większość społeczeństwa odrzuca „promodernizacyjne” elity.

    Z przytoczonego akapitu wynikają następujące aksjomaty:

    1. Reformy nie mogą zostać zaakceptowane przez większość obywateli.
    2. Trzeba je przeprowadzić wbrew woli społeczeństwa.
    3. Reformy muszą być bolesne

    oras sugestia: reformy są potrzebne.

    Zajmijmy się najłatwiejszym czyli sugestią o potrzebie a nawet konieczności reform.
    I tu natychmiast nasuwają się pytania:

    a. Jak to możliwe, że po 18 latach reformatorskiej biegunki w trakcie, której zmienino praktycznie wszystko, co w państwie można zmienić od najwyższego prawa czyli Konstytucji poczynając, przez ustrój gospodarczy, wymiar sprawiedliwości, na społecznej hierarchii kończąc, pozostało coś jeszcze do zreformowania?
    Zwłaszcza, że niektóre dziedziny, jak choćby podatki zmieniane są permanentnie.
    Zaliczyliśmy także ustrojowe reformy administracyjną oraz usług publicznych w oświacie i ochronie zdrowia.
    Każda z tych reform wiele obiecywała i sporo kosztowała.

    b.Jak się żyje w kraju permanentnych reform?
    Na to ostatnie pytanie odpowieć jest prosta: tak, jak w remontowanym mieszkaniu.
    Na pierwsze zaś nie umiem odpowiedzieć, bo wyobrażni nie staje. Chyba, że zamierzamy teraz reformować reformy. Bo przecież czym innym niż reformami są działania zmierzające do porawiania i doskonalenia.

    Tyle sugestie gorzej z aksjomatami.

    ad1. Jeżeli do jakiegoś przedsięwzięcia nie można przekonać mając cały aparat państwa do dyspozycji i przychylność, lub choćby nawet neutralność mediów to albo polityk jest do d… albo przedsięwziącie.
    Innej opcji brak. Wtedy albo zmieniamy polityka albo przedsięwzięcie.
    Polityków zmieniamy permanentnie a postulowane reformy dalej nie znajdują akceptacji. Ergo postulowane reformy są do d…

    ad2. Jeżeli w demokratycznym kraju, nie można uzyskać akceptacji większości obywateli dla czegokolwiek to władza przedstawicielska nie ma madatu do czynienia tego. Koniec i kropka.
    Jeżeli zaś parlament i wyłoniony z jego akceptacją Rząd wprowadza reformy wbrew posiadanemu mandatowi to łamie ducha prawa i niszczy demokrację. Tym samym dopuszcza się zdrady suwerena poprzez złamanie ślubowania niezbędnego do podjęcia mandatu. A zdrada to podwójne bezprawie.

    ad.3 Reformy, które są bolesne i uderzają w interesy większości społeczeństwa. społeczeństwu temu po prostu nie służą. Są jak owo lekarstwo gorsze od choroby.
    Tu nasuwa się zatem zasadnicze pytanie, w czyim interesie owe reformy maja być przeprowadzone?
    Na to pytanie odpowiedż znajdziemy wsłuchując się w publibczne wypowiedzi. Jstnieje bowiem podejrzenie graniczące z pewnością, że te środowiska, które domagają się owych „niezbędnych ” reform zamierzają na ich przeprowadzeniu najwięcej skorzystać, i zapewne kosztem tych, którzy owe „niezbędniki” odrzucają.

    Szanowny Panie Redaktorze, a teraz wzorując się na najepszej na świecie szkole dyplomacji, oboje wiemy czyjej, podsumuję moje do Pana przesłanie.

    Na podwórku, gdzie się wychowałam w odpowiedzi na w kółko bezmyślnie powtarzane frazy , zaklęcia itp. używało się takiej oto rymowanki:
    ” Nauczyć g…niarza to chodzi i powtarza.”

    Więc gdy widzi się tych fachowców, specjalistów i bankowych ekonomistów czy analityków a za nimi dziennikarzy, którzy z zetempowską dojrzałością i pewnścią siebie ferują wyroki w państwowych czyli politycznych sprawach to, sygnał alarmowy w mózgu myślącego człowieka winien włączać się automatycznie.
    Jeżeli jednak się nie włącza, to pozwoliłam wystąpić sobie w roli serwisanta. Albowiem intelekt Pana jest najwyższej próby i szkoda by z powodu drobnej awarii systemu alarmowego zniżał się do poziomu owych młodzieńców, którzy powtarzają bezmyślnie to czego ich nauczono i za co im płacą.
    To oni za Panem powtarzać nie godni. Taka jest moja ocena.
    Z wyrazami najgłębszego szacunku, magrud

  19. „Rzepa” cierpi na braki kadrowe!
    I zatrudnia ludzi, którzy piszą takie coś (dzisiejsze wydanie internetowe):

    „…uczeń, który nie chodził na religię lub etykę, automatycznie ma niższą ocenę średnią, bo składa się na nią mniej stopni z poszczególnych przedmiotów”.

    Wysokość średniej nie zależy od ilości stopni, tylko od ich wysokości. Uczeń, który nie chodzi na religię lub etykę będzie miał niższą średnią (od uczęszczających), jeśli ocena z religii lub etyki będzie wyższa od średniej z ocen innych przedmiotów (co się przypuszcza).

    Wygląda na to, ze autor tekstu nie chodził na matmę.

  20. Glosowalam na PO, bo wybor byl ograniczony, zwlaszcza biorac pod uwage realne mozliwosci pokonania poprzednikow. Obecna najwieksza partia opozycyjna ze swymi liderami i swym superliderem nadal mnie odrzuca, moze jeszcze bardziej. Jaka wiec alternatywa? Mam wrazenie, ze ludzie, ktorzy tak stanowczo domagaja sie podwyzek (a sama jestem uboga budzetowka) i to od zaraz, wszyscy naraz, co najmnie jakies 40%, sami sobie podcinaja galaz, na ktorej siedza. No chyba, ze sa zwolennikami PiS. Bardzo sie boje, do czego to wszystko doprowadzi. Celnicy powinni zarabiac wiecej, ale dlaczego ich protest musi kosztowac zycie innych ludzi (byc moze podobnie jak protesty lekarzy)? Czy nie mozna by dac szanse temu rzadowi, by mogl zajmowac sie tymi sprawami po kolei, a nie wszystkimi naraz? Tusk mowil wpawdzie o cudach ale chyba nie mial na mysli rozdzki czarodziejskiej.
    Co do zaloby narodowej, zgadzam sie z przedmowcami, ze to zaczyna byc nasza narodowa specjalnoscia. Jesli dobrze pamietam za prezydentury Kwasniewskiego (10 lat) mielismy jedna zalobe narodowa i to taka raczej spodziewana, po smierci papieza. Za Kaczynskiego (2 lata) juz trzecia. Moze powinien uznac to za palec bozy (ostrzegawczy)?
    Oczywiscie jak wszyscy, bardzo wspolczuje ofiarom tragedii i ich rodzinom.
    Pozdrawiam E.J.

  21. Harry_ p.
    dzieki, lykend dzieki Tobie juz sie udal, dlugie i celne podanie po skrzydle polityki sprawilo mi duza przyjemnosc, mam nadzieje, ze Rzegotka juz sie pozbierala po dramie

  22. Przeczytałem wywiad Najsztuba z Tuskiem w Przekroju. Do tej pory myślałem, że on na tą zabawkę policyjną, jaką jest CBA, zagłosował nieświadomie (powszechnie wiadomo, że jest wręcz ostentacyjnym leniem i nic nie czyta). Jednak zamordyzm policyjny jaki miała sprawować ta firma bardzo mu się podoba. Według mnie z przepisów ustawy o CBA nie wynika, że można prowokować do przestępstwa. Jak widać, w Polsce boruska zastąpił guguś, ale obaj lubią ostrą zabawę w podchody. Jest prawidłowośćią psychologiczną, że z chwilą, gdy nowy rząd mocno usadowi się w siodle, to zacznie się odłów motywowany względami politycznymi.

  23. Panie Danielu,
    za FIFA chyba zostanie Pan wygwizdany przez kibicow druzyny kopiacej po kostkach.

  24. Ludzie !!! Odkryłem straszną prawdę– blogowiczowi pod tytułem Harry_
    potem wydaje się ,że jest DOWCIPNY. Mój Boże!

  25. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    No coz p. Tusk? Byli tacy ktorzy Tuska na boisku widzieli, trudno uwierzyc aby byl W. Lubanskim i strzelil w „koszulke”, majac noge typu „lelum po lelum”. Natomiast lepszy numer – bardzie pikantny – zaserwowal nasz msz p. R Sikorski wypowiadajac sie na temat ewentualnego uczestnictwa Wojska Polskiego w Kongo. Wypowiedz podparl: Polacy lubia „ Za nasza i wasza wolnosc ” to pasuje do pakietu operacji. Cynizm czy kolejna glupota? Dal kogo ten „zawodnik” gra tak naprawde?

    F.S. von/od Diasporski

  26. slawek
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=402#comment-77733

    Czy moglbys KOCHANY Slawku powiedzec, kto wlancza ci komputer?

  27. Myślę, że fakt, iż premierem jest Tusk, a nie pieniacz Kaczyński, ani technokrata Balcerowicz, ani ideolog Rokita, jest obiektywny. Myślę również, że fakt, iż Tusk jest premierem, a nie prezydentem, też jest obiektywny. Obiektywne było i to, iż społeczeństwo jeszcze nie tak dawno i masowo poszło na lep idei IV RP: autokratyzm+lustracja+antykorupcja. Zatem dzisiaj obiektywne jest CBA. Ponadto, obiektywne jest, iż szef podporządkowany jest premierowi (a nie Sejmowi, albo prezydentowi, albo Sądowi Najwyższemu). Ale jeszcze bardziej obiektywne jest to, iż premier nie może zwolnić szefa CBA bez udowodnienia mu czegoś poważnego, zgodnie z ustawą.

    Subiektywna pozostaje natomiast kwestia, czy ustawa o CBA zostałaby wstrzymana, gdyby PO na nią nie głosowało. W moim przekonaniu, nie zostałaby wstrzymana. Jeszcze bardziej subiektywne jest to, czy PO ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność za niedoskonałości tej ustawy. Moim zdaniem, również nie. Jest tradycją w polskim Sejmie, moja pamięć w tym względzie sięga tylko do schyłku rządu AWS, kiedy SLD głosowało za populistycznymi ustawami gospodarczymi pogłebiającymi tzw. dziurę Bauca w celu nabicia sobie elektoratu, a po wyborach natychmiast te ustawy obaliło (nabijając elektorat w butelkę), że partie głosują, a Pan Bóg kule nosi, znaczy się nie odpowiadają one przed historią za poprzednie swoje głosowania.

    Wracjąc do tego co obiektywne, dwa lata temu PiS wygrał oba wybory, a w słynnym dniu 21 października dostał PiS od wyborców obietnicę szansy powrotu do władzy. Obiektywnie Tusk musi się z tym liczyć, również z tym, że musiał sporo naobiecywać, aby wygrać ten plebiscyt, i to wygrać zdecydowanie, bo wyobrażam sobie, że gdyby PiS przegrał z PO tylko 1-2% i miał szanse na jakieś koalicje większościowe np. z PSL, to tworzenie rządu pod kierunkiem Pana Prezydenta trwałoby jeszcze do Nowego Roku, i że Tusk zdawał sobie z tej możliwości sprawę.

    Teraz nie wiem, czy subiektywnie, czy obiektywnie, ale cudu w Polsce być nie może. Bowiem w Irlandii doszło do reform i, co będziemy się oszukiwać, chwilowego zaciskania pasa, dopiero wtedy, gdy zawarto szeroką koalicję i ugodę między wszystkimi partiami politycznymi, i ze związkami zawodowymi o zamrożeniu płac. Niektórzy krajowi pundits (słownik Stanisławskiego podaje, że to znaczy “uczony hinduski”) utrzymują, że Irlandia była w roku 1990 przyparta do muru przez rosnącą emigrację i niespotykaną w UE biedę, oraz inflację, i że, per analogiam, dopiero jak te zjawiska przyprą Polskę do muru, to coś się ruszy w sercach, coś pchnie Polaków do ugody. Wtedy kiwki politycznych graczy, z jakimkolwiek numerem i nazwiskiem na plecach, nie będą wcale aż tak niezbędne. Ale chyba wszystkie przewidywania tego, co się w Polsce jeszcze zdarzy, są wielce subiektywne.

    P.S. Elaem dramatycznym głosem, i w moim subiektywnym przekonaniu całkiem sprytnie stwierdza, że wszyscy naraz, co najmniej jakieś 40%, sami sobie podcinają gałąź, co ma jeszcze ten walor semantyczny, że jeszcze nie zeszli z drzew.

    P. P.S. Z debaty nad wybranym z wpisu Gospodarza akapitem i mantry o “promodernizacyjnych” elitach i nad innymi aksjomatami z góry rezygnuję.

    Miłego weekendu

  28. Slawku, ucko mi, a chcaoem podac po lewym skrzydle… – Coz, bywaja zle podania i… Efety. Tfu!

  29. P.P.P.S.
    http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4867977.html
    W związki z opisanym przez GW wydarzeniem, zwracam uprzejmą uwagę Gospodarzowi, iż sprzeniewierza się On tradycji tego blogu: (1) nie opisuje ważnych wydarzeń, w których uczestniczy, (2) nie dyskutuje o przyszłości polskiej lewicy, (3) nie obwieszcza nam jakie lektury wpadły mu w rękę. TRZY RAZY NIE.

    Nieładnie. A przecież prof. Reykowski, nota bene nauczyciel prof. J. Czapińskiego, stwierdził w wywiadzie, po złożeniu raportu dla LiD, m.in., cytuję:

    Dawna lewica myślała prosto. Na pytanie, co zrobić z upośledzeniem społecznym, odpowiadała: przesuwać część dochodu narodowego na pomoc dla najbiedniejszych. Dziś wiadomo, że polityka zaspokajania roszczeń jest niebezpieczna, bo rodzi postawy roszczeniowe, co jest hamulcem cywilizacyjnego i społecznego postępu. Zamiast „dawać”, należy stwarzać warunki do rozwoju.

  30. te kiwki, to, jak aksjomaty w akapicie, w sam raz na luzny lykend

  31. PPPPS:
    Dziennikarz Rzepy nie uczęszczał na matmę – bezbłędnie konkluduje mw – bo nie rozumie istoty obliczania średniej (arytmetycznej? geometrycznej?). Nasuwam mi się przeto (z niczym nie graniczące) przypuszczenie, że na matmę nie uczęszczało 40% albo i więcej zatrudnionych w budżetówce. Stanowczo i natychmiastowo (lekarze zapewne cito, a pozostali chrześcijanie subito) domagają się podwyżki płacy do poziomu powyżej średniej. Niektorzy chcą dwóch średnich, inni za sprawiedliwą płacę dla siebie uważają trzy średnie krajowe. Więc kto, na Boga, będzie zarabiał poniżej średniej?

  32. Popieram wniosek, by niniejsza dyskusja była rodzajem podpowiedzi dla p. Premiera. Jak widać nie tylko z sondaży, dał się on wciągnąć jak łoś Kaczyńskiego w niezłe bagno. Nie da się z niego wyjść natychmiast, więc musi w nim żyć jakiś czas jak prawdziwy łoś.
    Wiadomo, że w ciągu ostatnich lat narosło wiele rzeczywistych i wydumanych problemów społecznych. Nasze członkowstwo w UE przyniosło naturalną tendencję do poprawy jakiści życia w Polsce wszystkim i natychmiast. Zyczenia te podchwycił PiS i uczynił swoją główną bronią. Nie mam najmniejszycvh złudzeń, że po zaspokojeniu żądań lekarzy, pielęgniarek, ciała pedagogicznego, celników, górników te życzenia ucichną.
    Opozycyjne radio i TV, przy wykorzystaniu przecieków ze strony niektórych służb, ochoczo podpowiedzą następne. Do czego to doprowadzi wiadomo,przeszliśmy to pod koniec lat osiemdziesiątych.
    Co więc robić? Tutaj mam rozwiązanie mocno dyskusyjne. Moim zdaniem należy szybko zmienić ustawę „telewizyjną”, wyrzucić prezesów i kilku spadochroniarzy PiS, wiekszość załogi tradycyjnie popiera „Platformę”, więc nie będzie buntu na pokładzie. Gorzej jest z CBA. Tu nic nie pomogą reformy, cała instytucja MUSI być zlikwidowana razem z szefem.
    Bawienie się tym biurem w białych rękawiczkach skończy się przykro a organy zamiast śledzić złoczyńców będą pilnowały CBA.
    Sprawy społeczne trzeba załatwić planowo, ewentualny „okrągły stół” nie może dotyczyć jednej branży, bo wnet zabraknie w kraju stołów.
    Komisje specjalne Sejmu winny ożywić swoją pracę, nie można czekać rok na wyniki. Minister Sprawiedliwości ma robić porządek nie tylko po Ziobrze, do tej pory czeka sprawa Oleksego nie mówiąc o ” biednej chorej kobiecie”.
    Jak widać problemów jest wiele i p. Premier musi chwilowo zawiesić na kołku piłkarskie buty.

  33. „Miód Waćpanu płynie z gębu” kiedy podnosi Pan egalitaryzm nauczycieli. Każdemu po równo, jak domagają sie tego wszyscy strajkujący – to filozofia działaczy związkowych, pogrobowców PRL. W normalnej firmie, każdej: małej (kopalnia) i dużej (państwo) zróznocowanie płac podwyższa jakośc kadry. Moze tego nie rozumiec górnik ale nierozumiejący nauczyciele kompromituja się.

  34. mw – piszesz, ze „wysokość średniej nie zależy od ilości stopni, tylko od ich wysokości”. Mozesz mi wyjasnic zasady, wg ktorych tak sie dzieje, bo stosujac zasady matematyki, jesli oceny z jakiegos przedmiotu by brakowalo, to ilosc punktow do wliczenia z tegoz przedmiotu wynosila by oczywiscie zero, ale nie rozumiem, dlaczego ow przedmiot mialby sie nie wliczyc do sredniej. No chyba ze tu chodzi o jakies rozporzadzenia w szkolnych przepisach, a wtedy to juz o matme nie chodzi. Mw – w matematyce jest takze taki dzial pod nazwa logika i na to tez sie kiedys chodzilo.

  35. Podryblować każdy może lepiej albo gorzej. Nowa koalicja przejmując stery władzy nie była chyba dobrze przygotowana do rozwiązywania problemów w tym min: wprowadzenia z marszu kompleksowych i niezbędnych wewnętrznych reform. Globalizacja i przynależność do UE to poważne wyzwania, ale rząd doznał „zauroczenia i zakręcenia” w stanie constans. Poprzednicy tj. PiS i przystawki uprawiając propagandowo IV RP nie podjęli próby wprowadzenia wielu trudnych reform, natomiast brylowali w ustanawianiu fikcji, która trwała dwa lata, a obecnie jako opozycja wygwizduje (ma prawo) wszelkie wpadki PO i PSL. Nowy rząd np.: w polityce zagranicznej dokonał pewnego przełomu, ale może wyłożyć się na zakręcie pt: reformy. Skąd czerpać wiedzę i jak należy je wprowadzać , ale w tym miejscu zaczyna się chyba pustynna pustka w praktyce administracji rządowej.
    W państwach wyżej rozwiniętych bardzo skutecznie działają „think tank” (zbiorniki myśli), około 2 tys. na świecie, przeważnie pozarządowe i niezależne ośrodki myśli, które przygotowują dogłębne analizy min: dla potrzeb rządu, partii etc. . W Polsce uznanych jest około 10 ośrodków, które borykają się z brakiem środków finansowych ( Niemcy 100 ośrodków). Z budżetu finansowane są min: PISM, Ośrodek Studiów Wschodnich (duży dorobek, ale zbyt małe zainteresowanie ze strony rządu), funkcjonują także instytuty branżowe i ośrodki akademickie. Ważną pozycję i potencjał wśród typowych „think tank” mają : Instytut Spraw Publicznych, Centrum Stosunków Międzynarodowych, Centrum A. Smitha, fundacja CASE, Instytut Sobieskiego i inne, które dysponują znaczącym kapitałem ludzkim.
    PS. Przy takim dużym zaufaniu społecznym stawiam na rząd, ale tylko 1:0 do czerwca, jest już ciepło, a za 3 miesiące może być już za gorąco. Kapitan drużyny kieruje grą i może strzelać bramki, ale przy takiej „kopaninie” czasem zdarzają się samobóje, a umiejętności niektórych zawodników raczej są niskiego lotu, potrzeba także zmienić taktykę. Na boisku nie widzę trenera, najwyższy czas na import, ale skąd.

  36. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    O czym mysli Lizak, i co ma na mysli MSZ p. Radoslaw Skiorski, mowiac, ze wymarsz do Konga miesci sie w mentalnosc kazdego Polaka – Urywki & fragnenty z innej „planety”. – chyba nam obcej?

    „ Wyżej wspomniany proces Ekwadoru, w imieniu 30,000 Ekwadorczyków o odszkodowanie w wysokości 6 miliardów dolarów przeciwko Texaco, wynikł z powodu grabieży nafty i zatrucia środowiska od 1968 roku, przy jednoczesnym spadku stopy życiowej Ekwadorczyków i pozostawieniu osiemnastu miliardów galonów trujących odchodów w puszczy tropikalnej. Lokalni Indianie masowo umierają na raka i inne chorób powodowane tym zatruciem w dorzeczu rzeki Amazonki. Ropa naftowa została wydobyta i wywieziona z Ekwadoru, a Ekwador stał się najbiedniejszym krajem Ameryki Południowej. Za przykładem Ekwadoru prawdopodobnie pójdzie Nigeria, Indonezja, Boliwia i Wenezuela i inne kraje. Świadomie wyrządzano im szkody, żeby wyciągnąć tym większe zyski. Sprawcy zbrodni w Ekwadorze są obecnie pociągani do odpowiedzialności, ale nie wszyscy. Perkins wspomina jak miał przekupić w latach 1970tych prezydenta Ekwadoru Jamie Rodos i prezydenta Panamy Omara Torrijos, żeby byli posłuszni i nie sprzeciwiali się planom korporacji międzynarodowych. Każdemu nich powiedziano: „Jak będziesz posłuszny, będziesz bogaty, ale jeżeli nie, to skończysz tak jak Allende w Chile, Arbenz w Guatemali lub Lumumba w Kongu. Obydwaj byli nieposłuszni i obydwaj zginęli w katastrofach lotniczych w 1981 roku. Ciekawe, czy niedawna śmierć w Poznańskim polskich generałów dowódców lotnictwa, była analogiczna, ponieważ nie zgadzali się na budowę „Tarczy” w Polsce i nie chcieli narażać ojczyzny na rosyjskie bomby nuklearne. Polacy powinni zbadać fortuny osobiste Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Balcerowicza i im podobnych, którzy są bardzo bogatymi ludźmi dzięki ich posłuszeństwu kosztem polskiego mienia narodowego w ramach globalnej korupcji „
    Czy mozna sie dziwic, ze PiS byl i jest nie na reke i to wiadomo czyja – prawda? Gdyby Ewa wiedziala jakie „owoce” beda fabrykowane to by ciala nie dala. Wozu brauchen wir Erdöl & Gas? Julius Cäsar hat die Barbaren auch ohne Erdöl & Gas geschlagen. SympatykDP nie widzi trenera. Po co? Polskie „muchy” same leca do „swiatla”, bez gwizdania.

    F.S. von/od Diasporski

  37. Reformistyczne reformowanie reform

    Szanowna Pani Magrud!
    Zaprezentowała Pani najwyższej próby perełkę logiczno-polityczno-językową.
    Od dzisiaj ci przysłowiowi i faktyczni gówniarze winni Pani zacząć składać czołobitne hołdy,ponieważ nie dorastają jej do kostek.
    Inna sprawa czy Pani zechce przyjąć tego rodzaju afirmacje oparte na negatywnych emocjach,zakłamaniu i fałszu.
    Potraktowała pani rzeczowo i komplementarnie obecną rzeczywistość ukazując jej autentyczne oblicze.
    Kiedy nie ma zwartego zespołu nauk społeczno-politycznych operuje się kilkoma podręcznymi chwytami propagandowymi by ukryć miazmaty skrzecząco chorej koncepcji społeczno-politycznej.
    Koncepcji opartej na mniejszości,jej interesie i podporządkowaniu mu potrzeb większości.
    I ten system jak na ironię nazywają oni demokracją.
    Dla nich demokracja to władza mniejszości.
    Ludziom odebrali fabryki i miejsca pracy.
    Odebrali stanowiska w aparacie władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, także w aparacie ścigania.
    Majątkiem narodowym, który przynajmniej nominalnie należał do wszystkich dzielą się ze swojakami.
    Wykręcają różne świństwa i podłości by udokumentować, że naród nie jest godzien tych przywilejów,ponieważ jest głupi.
    W tej wierze przekonują go inspirując do modłów intensywnych w pozycji kolankowej,co zmiękczy go wydatnie i zmusi do oderwania się od świata materialnego pozostawiając go kościołowi i jego pomazańcom.
    To co obecna propaganda tłucze jako działania modernizacyjne,w swej zakłamanej istocie nie ma nic wspólnego z unowocześnianiem systemu.
    Jest to zwykłe cofanie się do rozwiązań II RP,co podkreśla się na każdym kroku.
    Przywraca się struktury z tamtego okresu, nomenklaturę wówczas obowiązującą oraz symbole i znaki, a co najważniejsze restauruje się wsteczne stosunki społeczno-polityczne oparte na tryumwiracie władzy Pana,Wójta i Plebana,próbując je wmontować w nowoczesny system przemocy,ucisku i wyzysku.
    Za wzorce stawia się nam stare imperia kolonialne oparte na dominacji i drenażu kapitałowym,zapominając jakby o tym,że Polska raczej nie miała rąk splugawionych uciskiem innego człowieka.
    By upokorzyć naszą godność i sprowadzić do poziomu obowiązującego we współczesnym świecie imputuje nam się głupotę,antysemityzm i mentalność homosovieticus.
    Dla odczynienia tych podłych przywar polskich wprowadza się nas do czyśćca Afganistanu i Iraku, gdzie otrzymujemy moralne szlify nobilitujące nas i dopuszczające na światowe i europejskie salony poprzez zabijanie innych ludzi w imię demokracji nielicznych.
    To doprawdy niezwykle szlachetne, pozbawiać życia ledwie dyszących oberwańców w piaskach pustynnych.
    Nasz naród tego nie chce, konstytucja nie pozwala, ale nowe i oszalałe ze szczęścia polskie elity kapitalistyczne elity wiedzą lepiej, jak zassać dla siebie kapitał, w państwie z uwagi na brak praworządności, państwem prawa zwanym.
    W którym to niezgodnie ze stanem faktycznym, mówią o demokracji,wolności i pluralizmie.
    Bowiem wartości te nie mogą być dostępnymi powszechnie,dla biednych, w systemie państwa burżuazyjnego.
    W jego strukturach nawet sprawiedliwość można kupić pod postacią kaucji sądowej a potem uciec od karzącej ręki Temidy.
    To państwo jest tworzone przez bogatych,którzy wzbogacili się psim swędem,i działa ono w interesie bogatych.
    Na tym właśnie polega klasowy charakter państwa.
    Odmawianie politycznych zdrowasiek,że nikt nic lepszego nie wymyślił niż typ obecnego państwa prawa jest naiwne i śmieszne.
    Każde państwo jest państwem jakiegoś prawa,takiego czy siakiego,ale jednak.
    W naszym przypadku ta mantra ma stanowić propagandową przykrywkę dla stosowanych w nim nieprawości.
    Nieprawości te sprowadzają się do zmian godzących w interes ogółu obywateli.
    Mają one charakter dla nich dokuczliwy, bolesny i niesprawiedliwy.
    Takich zmian społeczeństwo obywatelskie zaakceptować nie chce, nie może, i nie powinno przyjąć, ponieważ nie jest ono towarzystwem samobiczującym się.
    Nadto wymuszanie zmian antyobywatelskich jest antydemokratyczne, co cofa władzom mandat społecznego zaufania do jej sprawowania.
    Grzesznikami są tutaj inni i ich należałoby odziać w wory pokutne.
    Oni okradli naród ze środków produkcji a teraz próbują wmówić, że są dobroczyńcami dającymi społeczeństwu pracę.
    Po pierwsze jest to ewidentna lipa.
    Po wtóre w kapitalizmie niczego się nie daje,lecz wyłącznie sprzedaje i to z horrendalnym zyskiem.
    Nasz kapitalizm cechuje się tym, byle tylko sprzedać ,nawet bez zysku i z pominięciem rynku,oby tylko założyć podwaliny starego-nowego systemu.
    Dramat polega dla Polski na tym, że system ten jest budowany przez ludzi o mentalności i doświadczeniu kramikarskim.
    Ich horyzonty nie wykraczają poza cztery ściany własnego butiku, co żadną miarą nie może znaleźć przełożenia na skomplikowane procesy rozwoju społeczno-politycznego.
    Jednostki formatu ks.prof. Węcławskiego należą do rzadkości na prawicy.
    Uniemożliwia to jej nowoczesność,wizjonerstwo i skuteczność działania.
    Zamknięci są oni w opłotkach konserwatyzmu i katolicyzmu.
    Brak jest nam odwagi myślenia,łączenia oczywistego z potrzebnym i kojarzenia elementu patriotycznego z internacjonalistycznym,nie wyłączając nawet pojedynczych elementów pozytywnie rozumianych jako nacjonalne,nie pomijając pozytywnej roli i miejsca KK w historii Polski.
    To wszystko musi być postrzegane przez pryzmat interesów Polski i Polaków widzianych jako składnikowa szerszej zbiorowości.
    Polska jednak nie może być zbiorowością ,w której dominującą pozycję zajmują elementy liberalno-kosmopolityczne,z natury rzeczy zainteresowane rugowaniem patriotyzmu i narodowych elementów, na rzecz bezimiennego kapitału.
    Rzeczą znamienną jest, że w wielu krajach liberalnych,poczucie tożsamości narodowej ma charakter nieporównanie wyższy aniżeli w Polsce.
    Tam nie wstydzą się mówić,śpiewać i tańcem wyrażać swą miłość dla ojczyzny.
    I o to mam żal do tych tzw .niedorobionych elit,półinteligentów,które nie mają zielonego pojęcia o Ojczyźnie i nie mają moralnych przeslanek do stwarzania wzorców,godnych naśladowania przez pokolenia.
    Mało tego, oni rozbili,zniszczyli i skompromitowali polskie autorytety, ponieważ nie sięgali im do pięt.
    Poetów i wieszczów narodu sprowadzono do rynsztoków a solidarnych clochardów wyprowadzono na piedestały.
    Jest to zjawisko typowe dla kontrrewolucyjnych sytuacji.
    Niewątpliwie ta fala ignorancji,arogancji i nonszalancji cofnie się.
    Otwartym pozostanie pytanie jakie przyjdzie zapłacić koszty za jej przejście.
    Faktem pozostaje bezspornym,że gospodarka została rozbita a finanse państwa zostały obciążone takim garbem, przy którym Gierek jest niezłym żartem.
    I nie ma na kogo już zrzucić swego nieudacznictwa i niekompetencji.
    Komuchów już nie ma.
    A do klęski nie ma się komu przyznać.
    Winnych zaczęto szukać wśród Arabów.
    Teraz pewnie się okaże ,że wszystkiemu winien jest naród, który nie dorósł do pięknych idei solidarnościowych.
    Musicie sobie koniecznie zmienić naród drodzy panowie.
    Najpewniejsze jest przejście na syjonizm,to teraz bardzo modne.
    Życzę wszystkim powodzenia.

  38. Szanowny Panie Redaktorze !

    Pozostając w poetyce futbolowej należy jednak dodać, że ten mecz z udziałem dryblującego D.Tuska, sędziego L.Kaczyńskiego i „kiboli”
    Jarosława K. & comp. (zachowujących się właśnie jak stado chuliganerii stadionowej) to mimo wszystko III lub IV liga; w polskim wydaniu. Beznadzieja elit politycznych naszego kraju wychodzi zaraz po wyborach, każdych. Z „dmuchanych” w okresie opozycyjno-przedwyborczym projektów i przygotowanych (w szufladach) ustaw schodzi nagle powietrze, głowy pełne pomysłów i nadętych frazesów okazują się pustymi „wydmuszkami”, prężne torsy opozycyjne grzmiące pryncypialnie na rządzących nagle więdną i flaczeją.
    Panowie – bez względu na przynależność partyjną i zasługi kombatancko-styropianowe, trzeba zakrzyknąc za Ch.Andersenem:
    (podobnie jak nieświadome popełnianego faux pas dziecko w jednej z jego bajek): „…król jest nagi !”. I to od „lewa” do „prawa”, ze szczególnym uzwględnieniem „centrum” – co to za paranoja, iż wszyscy „chcą do centrum” (bo wyobrażają sobie iż w tym „centrum” można się schować w swojej nijakości, w swoim braku określoności, można lawirować – albo jak P.Premier woli poetykę piłkarską – dryblować na brazylijską modę sprzed 30 – 40 laty – sztuka dla sztuki, lecz nic z tego nie wynika).
    Czy nie czas już drodzy blogowicze na „wicher historii”, podobny do włoskiego, który zmiecie całą pożal się Boże elitę kraju znad Wisły i Odry, obecną na scenie publicznej od prawie 20 lat w niebyt ?
    Tylko co dalej…..
    Pozdrawiam
    WODNIK53

  39. Ryba pisze:

    2008-01-25 o godz. 18:51

    „Przeczytałem wywiad Najsztuba z Tuskiem w Przekroju. Do tej pory myślałem, że on na tą zabawkę policyjną, jaką jest CBA, zagłosował nieświadomie (powszechnie wiadomo, że jest wręcz ostentacyjnym leniem i nic nie czyta).”

    Zwracam się z prośbą o odpowiedź na pytanie, skąd Autor zaczerpnął powszechną wiedzę o tym, że Tusk jest „wręcz ostentacyjnym leniem” ?Piękne sformułowanie – samo w sobie sprzeczne, dotychczas myślałem, że gdy ktoś jest leniem, to stara się to ukryć.

    Pzdr, TJ

  40. aj, nie rozumiem, o co chodzi w tym przegadywaniu się o średnią z religii. Przecież jeżeli religia nie jest przedmiotem obowiązkowym, więc automatycznie, jeśli ktoś nie chodzi na religię, nie może być ona brana u niego pod uwagę przy obliczaniu średniej. mw ma rację!!!

  41. Bigo
    Czego nauczyciele nie rozumieją ?
    Ja na przykład nie rozumię dlaczego będąc po studiach, mając wieloletnie doświadczenie i prowadząc całą szkołe jednoosobowo zarabiam netto 2300 zł. Moja córka zaczęła pracować, ale w firmie z branży przemysłowej. To jej pierwsza praca, dopiero się uczy i pracuje w sekretariacie, a już zarabia 1800 zł netto. Mój uczeń dopiero co skończył szkołę zawodową. Kładzie kafelki. Fakt, że pracuje po 12 godzin na dobę, czyli tyle co ja, ale zarabia 3500 zł netto. Moja odpowiedzialność, a ich odpowiedzialność, to przepaść. Człowiek w pracujący gdziekolwiek indziej, nawet dyrektor szpitala, z porównywalną odpowiedzialnością za ludzi i za zakład pracy zarabia minimum 5000 zł netto.
    Tam gdzie wynagrodzenie ustala Państwo, ni jak się ono nie ma do ponoszonej odpowiedzialności. To jest socjalizm. Powiecie, że dodatki ustala samorząd – ale on się wiernie wzoruje na Państwie. Czego bym chciał ? Sprywatyzowania i szkół i szpitali. Wolę, aby rynek decydował o moich zarobkach, a nie jakiś urzędnik w ministerstwie. Jak będą za mało płacili, to po prostu nie będzie miał kto pracować. Tak jak w przemyśle.

  42. PPPPPS:
    Przeglądam onetowe wieści z kraju (słońce tymczasem wschodzi nad kanadyjskim horyzontem): prezes Kaczyński twierdzi, że on jeszcze będzie premierem; a Adam Bielan (też PiS) zauważa, że Tusk z trudem opuszcza Pałac Prezydencki. W tym ostrym świetle widzi mi się, że przeciągłe domyślanie się czy Tusk … serio myśli o prezydenturze (a nigdy temu nie zaprzeczył) jest nie fair, gorzej, jest szkodliwe, bo jest wodą na młyn PiSu.

    Warto jeszcze dodać do komentarzy o słupkach popularności, że LiDowi wiedzie się coraz gorzej (to co ubywa PO, przybywa PiS) i zapowiada się kolejny “plebiscyt” wyborczy. W tym jeszcze ostrzejszym świetle, warto zauważyć, że walka z korupcją może znów wrócić jako pierwszorzędna amunicja w tej populistycznej wojnie. Tusk o tym wie lepiej.

    Populistyczny świat jest fenomenem obiektywnym, a wg. prof. Karola Modzelewskiego, skoro słowo to wywodzi się z łaciny (populus=lud), więc musi być właściwym i słusznym. Co prawda Rzymianie nie znali powszechnych wyborów, głosowało się tylko w Senacie, a ludem manipulowano demagogicznie i do woli, szczególnie ludem wojennym, aż przekroczono Rubikon i została tylko bez wątpienia populistyczna wskazówka dla władców panem et exercices.

    Później, od Rzeczypospolitej Szlacheckiej do Rzeczypospolitej Trzeciej, populizm wykorzystywano nieodmiennie i z pomyślnym skutkiem. Gdy władza nad polską ekonomią leżała na ulicy, wtedy gdy już wcześniej ustalono, czyj jest premier, a czyj prezydent, gdy nikt nie chciał się schylić i podnieść jej z rynsztoka, którym już za chwilę miała się przelać fala hiperinflacji (hiperinflacja to jest takie zjawisko, gdy po bochenek chleba idzie się do piekarni z walizką papierowych pieniędzy, i to szybkim krokiem, bo pieniędzy może nie starczyć), wtedy Sejm i Senat przegłosowały hurtem ustawy, które zmieniały ustrój. Czy był to krok wbrew populizmowi, wbrew woli ludu? Ciekawy byłby argument w tej sprawie, np. za hiperinflacją. Potem, gdy w kilka miesięcy wygrano drugą bitwę o rynek (pierwsza była u schyłku lat 1940-tych), gdy się populus ocknął, a wraz z nim urzędnicy państwowi zaczęli odzyskiwać stołki z których Plan ich zrzucił, i ponownie zaczęła się odradzać i rosnąć staropolska biurokratyczność, wtedy – wracam pamięcią do październikowych wyborów roku 1991, bo byłem przejazdem w Warszawie – wszystkie partie populistycznie odrzuciły, wręcz zdeptały Plan, chciały go wymazać, powrócić do statusu sprzed Planu, tak można się było domyślać, bo zmiany były zbyt bolesne, za szybkie (chyba najbardziej dla biurokratów), można się było domyślać, że wolniejsze zmiany byłyby mniej bolesne, ale tego nie udowodniono w żaden sposób. Czyli populizm, interes pewnej warstwy został przekuty w język propagandowy, populistyczny, pr-owy, i lud był przeciw Planowi. Tylko dwie partie, łącznie z 15% głosów w tych wyborach otawrcie mówiły niepopulistycznym głosem. Teraz, po latach, procent ten jest wyższy. Może jeszcze nie większość … ciekawe jak to się dalej potoczy w kolejnych latach i dekadach. Może będzie cud gospodarczy nad Wisłą.

  43. O ile pamietam, to naj-najpierwsze strajki i żądania płacowe wyszły od aneztezjologów. Poniewaz pacjent z kopertą do nich w zaden sposób nie docierał. Wszystko kasowali ordynatorzy pod pretekstem osobistego przeprowadzenia zabiegów (co nie zawsze bylo prawdą, bo mniejsze sprawy kroili asystenci).
    Teraz ograniczenie czasu pracu do norm europejskich skraca czas dyzurów, wprawdzie gorzej platnych, ale dajacych dostep do pracowni diagnostycznych dla prywatnych pacjentów. I tu jest pies pogrzebany.
    Górnicy – kilku cwaniaków rozwala i doprowadza do ruiny kopalnie, bo im sie najpierw nie spodobało, że są kontrolowani na wejsciu i wyjściu, czyli „Gułag dla polskiego gornika, hańba i obelga.
    Zapomnieli, że w czasach ogolnokrajowej nędzy handlowali na lewo węglem, talonami i wszelkim dobrem, jakie bylo dostepne tylko i wylącznie dla nich.
    Teraz strajkuja celnicy – kilka tygodni temu krew ich zalała, że przy niedostatecznej obsadzie i marnych poborach zasadniczych wpakowano im na etaty z oficerskimi gażami kapelanów, ktorzy maja pilnowac moralności czyt.: łapownownictwa.
    I to wszystko trafilo na Tuska, ktory zamiast kręcic na scenie tylkiem ku zaspokojeniu wszystkich gustów powinien iśc na calość!
    Reformy twardą reką i morda w kubel.
    Więcej by mu to w przyszłosci dało glosów na prezydenture niz takie
    „ciamcialamcia”.
    Amen.

  44. PPPPPPS:
    Tak sobie myślę jeszcze, zimowe słońce przesuwa się nisko nad Wielkim Jeziorem gdzieś w oddali, że po słynnym 21 października nastała pora karnawału. Hulaj dusza, piekła nie ma. Bolszewicy i inni barbarzyńcy zostali odepchnięci od bram miasta i brzegów rzeki Wisły, i nic już nam nie grozi. Taka myśl jest natrętnie łatwa, a słowo jest tanie. Ja rozumiem, że słowo blogowicza jest bardzo tanie, nie warte złamanego obola. Ale chciałem też zwrócić uwagę, a zbliża się data 100 dni (nie do matury, tylko od objęcia rządów przez Tuska) i dzień podsumowania jego rządów, obiecane przez Miłego Gospodarza. Ja wiem, jestem upierdliwy z tymi swoimi budżetowymi wyczuleniami. Ale Tuska budżet przyniósł oddech drobnego wytchnienia. Zaciśnięto w nim trochę pasa urzędom centralnym, znaleziono kilka miliardów dla potrzebujących nauczycieli i zmniejszono, ledwo bo ledwo, ale zredukowano deficyt budżetu. Czy to nie są punkty pozytywne? Tym bardziej, że nie było czasu na ten cały młyn przerabiania budżetu, odrzucenia tego co populistyczny PiS w przedwyborczej nagonce na liberalizm rozdymał po stronie wydatków, i sklecania na nowo. O tym zapominają zwolennicy obniżek podatków i innych przedsiębiorczych kroków. Bo inaczej, nad graczem Tuskiem (nr 10) staje sędzia z gwizdkiem w zębach, i już wyciąga nie żółtą kartką, ale czerwoną. Było ryzyko rozpisania nowych wyborów przez prezydenta. Można oczywiście spekulować, że przy takiej przewadze PO w sondażach PiSowi nie byłyby wybory na rękę. Ale ja bym na miejscu Tuska chuchał na zimne. Mógłby lud wyborczy uznać, że Tusk niepotrzebnie się zakiwał, zagrał ryzykancko i stracił piłkę, naraził kraj na chaos i straty. Mógłby go wygwizdać aż do zejścia z boiska. Kciuki pokazywałyby w dół, do piachu.

  45. Pensje celników w odróżnieniu od pensji Premiera prowadzą do strat w budżecie Państwa – stwierdza Premier Pawlak – http://wiadomosci.onet.pl/1680747,11,item.html :

    Kraj PAP, PU /15:48

    Pawlak apeluje do celników o odpowiedzialność

    Wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak zaapelował do protestujących celników o „odpowiedzialność”. Poinformował jednocześnie, że on sam nie zamierza włączyć się w negocjacje rządu z celnikami; sprawę tę zostawia Ministerstwu Finansów.
    – Liczymy na odpowiedzialność ludzi, którzy pracują w tym obszarze (celników), bo to nie jest sposób na uzyskanie wysokich wynagrodzeń, jeżeli równocześnie prowadzi się do strat w budżecie państwa – powiedział Pawlak na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Naczelnej PSL.

    Celnicy protestują od 11 października ubiegłego roku, jednak sytuacja zaostrzyła się w ubiegłym tygodniu. Domagają się m.in. podwyżki wynagrodzeń o 1.500 zł, wprowadzenia dla funkcjonariuszy celnych uprawnień emerytalnych służb mundurowych oraz zapewnienia właściwej ochrony prawnej przy wykonywaniu obowiązków służbowych.

  46. FIFA ?? Przecierz to tylko gigantyczna kasa .

  47. Teresa Stachurska
    „Pensje celników w odróżnieniu od pensji Premiera prowadzą do strat w budżecie Państwa – stwierdza Premier Pawlak.”
    Trafiła Pani w sedno – cytat w dziesiątkę.
    Podobnie z pensjami lekarzy, nauczycieli i innych pracowników budżetówki. Te pensje przynoszą tylko straty. To myślenie leży u podstaw tak tragicznej sytuacji inteligencji na państwowych etatach.

  48. Diaspora jest czjuna! (Albo – nie)

    ” M.I. pisze: 2008-01-22 o godz. 15:34
    Do Pana F. Stychowskiego:
    prosze o korekte zamieszczonego (Pana) tekstu:
    Kopf hoch, liebe Freunde – einstecken und nicht verzagen! Es ist doch gut, Mister Linker daß Sie nicht alle Munition ins Ausland geliefert haben!
    Pozdrawiam.
    MI ”

    Ps:
    Czy moge prosic o sprecyzowanie, w ktorym miejscu uwiera(?), mozna byloby – skoro juz – zmienic, wzbogacajac aspekt, / na zasadzie 90° + / dajac pole do dyspozycji, ktorym nie dysponuje p. A. Michnik.

    F.S.von/do Diasporski

  49. TJ,

    myślałem, że fakt braku inicjatyw senatorskich i poselskich Donalda Tuska; poważne zainteresowanie meczami piłkarskimi w czasie prowadzenia obrad, czy też „naturalna” niechęć do posługiwania się językami obcymi są demonstracją wrodzonej niechęci do złożonej pracy umysłowej.

  50. Ja w sprawie katastrofy lotniczej w Mirosławcu. Kolejna okazja, żeby w tym tak smutnym momencie prezydent mogł pokazać kolejne fochy. Minister obrony narodowej nie był uprzejmy go osobiście o tym zawiadomić! No bo przecież minister MON nie miał nic pilniejszego do roboty w takiej chwili, jak wydzwaniać do prezydenta.
    Lesiu nie wiedział. Można podejrzewać, że nawet o inwazji na Polskę (odpukać!) też by się dowiedział ostatni. Radia nikt w jego otoczeniu pewnie nie słucha, o telefonach komórkowych pewnie nie słyszeli. I to jest zwierzchnik sił zbrojnych i jedna z najważniejszych osób w państwie. Wnoszę poważnie o poważną refleksję nad tym, czy ten wiecznie rozgrymaszony, rozkapryszony i wiecznie niedoinformowany pan nadaje się do sprawowania swojej funkcji. Ja się przy nim nie czuję bezpiecznie.

  51. Droga Magrud,

    Podobnie jak Lizaka, dzisiaj mnie też zafascynowała Twoja intelektualna brawura.
    Oczywiście analiza problemu kapitalnie zdyscyplinowana, za wszystkimi „smaczkami” formalnymi, i wdziękiem , który…tylko u Magrud.
    Jeśli pozwolisz w ramach twórczej polemiki, pozwolę sobie wtrącić kilka haseł, które w moim odczuciu mogłyby trochę wzbogacić horyzont problematyki, którą poruszyłaś w swoim wpisie.
    Co powiesz o takich obiektywnych zjawiskach towarzyszących „dyskretnie” przeanalizowanym przez Ciebie zjawiskom i mechanizmom, jak:
    1.Polska w roku 1990 była całkowitym bankrutem!!!!!!!!
    2.”Okrągły stół”, za cenę spokoju społecznego, pozostawił „stare” struktury społeczne, z olbrzymim wpływem na bieg spraw naszego kraju. Przemiany systemowe wymagają zasadniczych zmian strukturalnych.
    3.”Nowi” /działacze opozycji/ u władzy, to byli niewolnicy, ze względów obiektywnych , trzeba ich akceptować z błędem „niemowlęctwa” w poważnym ,życiu publicznym. Po trochu, wszyscy jesteśmy tym skażeni/mniej lub bardziej/
    4.Jak osiągnąć skuteczność działania, przy zachowaniu chociaż pozorów demokracji, kiedy nas tak naprawdę stać tylko na „udawanie demokracji” i to we fragmentach. Przy PiS-ie, zaczynało to już wyłazić.Grabski przed wojną , w podobnej sytuacji jak nasza/brak środków i możliwości do wzorowego działania/ uratował!!! polską gospodarkę blefując/forma oszustwa/ , że państwo ma dużo więcej szmalu niż te trzy miliony, które rzucił na giełdę.Zrobił to w imię skuteczności działania w sytuacji bez dobrego ruchu.
    5.Społeczeństwo jest przemęczone „wyczynami „rządzących , z ostatnich siedemnastu lat. Jak osiągnąć przychylność tego społeczeństwa dla kolejnych reform, zachowując dalej pozory demokracji, które to pozory , naród bezrefleksyjnie wchłania jak gąbka? We Francji, najszczęśliwiej osiągnięcia demokracji przeżywają wyznawcy Mahometa. Spróbuj z nimi zrobić cokolwiek dla dobra Francji?

    To tyle.
    Pozdrawiam,Eddie.

  52. Mówi Premier Donald Tusk – http://przekroj.pl/index….=3391&Itemid=57 :

    Popieram prowokacje CBA

    Rozmawiał Piotr Najsztub
    Strona 1 z 4

    Fot. Kuba Dąbrowski

    Donald Tusk, lat 51. W rządzie premier, na boisku napastnik. Z Andrzejem Olechowskim i Maciejem Płażyńskim założył w 2001 roku Platformę Obywatelską. W 2003 roku został jej szefem. Wcześniej prowadził założony w 1991 Kongres Liberalno‑Demokratyczny, a gdy partia połączyła się z Unią Wolności, był jej wiceszefem. Z wykształcenia historyk – pracę magisterską poświęcił legendzie Józefa Piłsudskiego. Na Uniwersytecie Gdańskim w 1980 roku współtworzył NZS. Działalność opozycyjną przypłacił siedmioma latami pracy dorywczej: od sprzedawcy bułek po konserwatora kominów.

    Państwo nie jest od uszczęśliwiania obywateli – uważa premier Donald Tusk – za to musi dysponować siłą do poskramiania tych, którzy chcą być szczęśliwi cudzym kosztem

    22 stycznia 2008

    Ile już razy poczuł się pan bezsilny jako premier?
    – Ani razu. Bezsiła dyskwalifikuje na takiej funkcji. Jednak codziennie odczuwam, że istnieje kategoria problemów, które rozwiązać można jedynie dzięki wielkiemu wysiłkowi.
    Jaka?
    – Czasem premierzy, ministrowie mają problem z obawą, ze strachem, z niechęcią do podejmowania decyzji i ten problem mnie nie dotyczy. Ale bywa drugi, że sama determinacja i odwaga nie wystarczą.
    Trzeba się jeszcze znać na rzeczy?
    – Trzeba czasu.
    Żeby się na rzeczy poznać?
    – Nie tylko. Teraz doświadczam tego, że rządzenie dużym państwem to także wielki opór materii, procedur, biurokracji. To wrażenie człowieka, który ma w sobie zdrową niecierpliwość.
    I trzeba zostać premierem, żeby to zrozumieć? Pan jest politykiem już 17 lat.
    – Rozumiałem to wcześniej, ale pytał mnie pan, jakie uczucie w moim doświadczeniu po wyborach dominuje. Muszę koncentrować wokół siebie prawdziwych mocarzy, żeby przełamywać rutynę i procedury. Premier rządzi poprzez biurokrację. A my szliśmy do władzy między innymi po to, żeby ograniczać rolę biurokracji oraz przepisów.
    Więc ona bardziej niż dotychczas będzie stawiała opór.
    – A ja muszę przy pomocy tych ludzi i istniejących przepisów działać jakby wbrew ich oczywistym interesom. Kiedy słyszę po dwóch miesiącach, że miał być cud, gdzie jest ta Irlandia, gdzie są ci dobrze zarabiający lekarze i pielęgniarki, to z jednej strony zżymam się i myślę sobie: kochani, jak możecie oczekiwać, żeby w ciągu 50 dni zrobić coś, na co czasami 50 lat nie starczyło niektórym. Jednak z drugiej strony wiem, że tak musi być.
    Nie myśli pan: trzeba było nie gadać tych głupot o cudach i Irlandii, to teraz by mi nie wypominali?
    – Tego nie żałuję. Pamiętam dokładnie, jak mówiłem, że polski lekarz i polska pielęgniarka muszą godnie zarabiać.
    Może rząd ufundowałby na razie farbę do włosów, rudą, dla obywateli? Mielibyśmy taki przedsmak Irlandii. Ja bym się nie obraził, gdyby po ulicach chodziło więcej rudych kobiet.
    – Mam inny typ poczucia humoru, panie redaktorze, szczególnie w ostatnich miesiącach, ale…
    Spoważniał pan…
    – No i Bogu dzięki.
    Czuje pan, że rodzi się w panu mąż stanu?
    – Jeden człowiek powie, że się starzeje, drugi, że dojrzewa, a trzeci, że staje się pełnowymiarowy.
    To ciężar czy poczucie szczęścia, że doznaje się pełnowymiarowości?
    – Nie mam wahań w sprawach, w których akt woli, odwaga czy wyobraźnia wystarczą. Nawet w tych dotyczących bezpieczeństwa państwa, na przykład misji w Iraku, rząd podejmuje szybkie i niełatwe decyzje. Podobnie w sprawie naszego weta w UE wobec rosyjskiego embarga na polskie mięso. Irak był przedsięwzięciem coraz mniej akceptowanym przez ludzi, bo ci nie rozumieli, jakie mają być dalsze kroki. Trzeba było mieć w sobie odwagę, żeby powiedzieć: „Decyzja wtedy była słuszna, ale dalsza obecność tam nie znajduje uzasadnienia”. Długie tygodnie zastanawialiśmy się, jakie są dalsze cele, jaki ma być powód, dla którego…

    Tego nawet Amerykanie nie wiedzą.
    – Do niedawna prezydent i ekipa PiS też nie umieli podać powodu, dla którego trzeba tam pozostać, a nie potrafili zdecydować o wycofaniu wojsk. Natomiast jeśli chodzi o embargo, chcemy poprawić relacje z Rosją, więc wykonaliśmy gest odblokowujący negocjacje Rosji z OECD. Podjąłem bardzo trudną decyzję, bo wiem, co znaczy w Polsce powiedzieć: chcemy poprawić relacje z Rosją i wykonujemy gest wobec niej. Zaraz usłyszałem wszystko, co najgorsze, na swój temat od opozycji i części komentatorów.
    Że zdrajca.
    – Tak ostro nie, ale ciepło, ciepło. Pamiętam, że embargo było traktowane jako coś bardzo uciążliwego i gospodarczo, i politycznie, jako namacalny dowód zimnej wojny z Rosją, bo przecież użyliśmy naszej najcięższej broni, czyli weta w UE. A jak sprawdziłem, Europę zmusiliśmy do tego, żeby stała się…
    Zakładnikiem naszego embarga?
    – Tak, a to nie budziło – delikatnie mówiąc – entuzjazmu. Więc jeśli zniknął powód, dla którego to weto zostało użyte, to wszyscy są zadowoleni. Choćby Jarosław Kaczyński krzyczał na mnie jeszcze osiem razy, że jestem rusofil, to ta decyzja wszystkim przynosi korzyści.
    Wprowadziliśmy swoje najcięższe działo – weto – z powrotem do garażu. Czy premier Tusk byłby skłonny wykorzystać to działo, gdyby Rosja znowu wykonała nieprzyjazne gesty?
    – Nie cofnęliśmy jeszcze weta. W odróżnieniu od poprzedników uważam, że państwo polskie powinno korzystać ze wszystkich dostępnych nam instrumentów w taki sposób, który nie spowoduje zbyt szybkiego ich zużycia. Nie zakładajmy złych scenariuszy wtedy, kiedy sytuacja się poprawia.
    Jedzie pan do Rosji. Czy odtąd będziemy traktowali Rosję jak firmę, dostarczyciela surowców energetycznych, czy jak mocarstwo, byt polityczny nieprzestrzegający demokratycznych reguł?
    – Nie można wybierać spośród takich możliwości. Większość krajów traktuje Rosję z polityczną nieufnością i równocześnie z nadzwyczajną energią nawiązuje z nią kontakty gospodarcze. Czasami mam wrażenie, że przez nadgorliwość czy zapalczywość polskich polityków, szczególnie w ostatnich dwóch latach, doszło do sytuacji dla nas niebezpiecznej. Polska wzięła na siebie obowiązek surowego krytyka, który ciągle napomina Rosję. Dzięki temu Europa miała czyste sumienie i mogła z nią handlować, a my nie. My i Europa szybko musimy nauczyć się tego nowego wymiaru konkurencji międzynarodowej, gdzie energia stała się substytutem konfliktu.
    Północna rura i tak powstanie.
    – Niekoniecznie. I to nie dlatego, że mam jakiś tajny plan, który uniemożliwi budowę Gazociągu Północnego. Nasze możliwości przeciwdziałania takim projektom są obiektywnie niewielkie. Możemy tłumaczyć, utrudniać, przekonywać, nie dawać akceptacji – i to Polska robi. Natomiast jeśli- Rosja- i Niemcy się uprą, to rurociąg powstanie. Jednak przekonujmy jednych i drugich, że może powstać wariant zadowalający i Rosję, i Niemcy, i Polskę. Chciałbym zmienić sztywne założenie, że w tej części świata nie można robić interesów, które są korzystne dla wszystkich. Coś złowieszczego było w polityce wewnętrznej i zewnętrznej moich poprzedników, ponieważ uważali, że gospodarka, polityka wewnętrzna i polityka międzynarodowa jest taką grą, w której zawsze ktoś musi wygrać i zawsze ktoś przegrać.
    Poczuł pan przez te 60 dni jakąś taką nieludzką moc, moc panowania, decydowania o wielu ludziach?
    – Nigdy nie koncentrowałem się na tym wymiarze władzy politycznej, który można by nazwać takim właśnie potencjałem władztwa. Mam wrażenie, że mój poprzednik miał poczucie wszechwładzy. Nie muszę przypominać, czym kończy się taki sposób myślenia o państwie.
    Nie było momentu, że podjął pan decyzję i pomyślał: ona dotknie tysięcy?
    – Mnie nie pociąga fenomen faustowski w polityce, że wygranie wyborów jest niczym podpisanie paktu, a potem wszystko mogę zmienić, że mam armię ludzi, mogę wydawać rozkazy. Nie jest źródłem mojej satysfakcji poczucie władzy nad rzeczami, ludźmi, procesami. Dobra polityka polega na takim działaniu, które daje satysfakcję maksymalnej liczbie ludzi, a wtedy oni akceptują swojego przywódcę. Nowoczesne przywództwo to zdolność do współwpływania na procesy bez jakiejś szczególnej wiary w to, że polityka i władza są po to, żeby zmieniać świat i ludzi. Nie wierzę politykom, którzy chcą zbawić świat i ludzi.
    Czyli nie wie pan lepiej od nas, co nam jest potrzebne do szczęścia?
    – Nie wiem. Mniej więcej wiem, co mnie jest potrzebne do szczęścia. Miłość i uwarunkowania – powiedziałbym – biologiczne każą mi też czasami myśleć za moje dzieci czy żonę o ich szczęściu. I wcale nie dzieje się to z korzyścią dla nich. Na szczęście dzieci są już w takim wieku, że same mówią, czego chcą.
    W przemówieniu po wygranych wyborach położył pan nacisk na słowo „miłość”. Poczuł pan wtedy, że sam kocha czy że jest kochany, że ten wybór był niemalże miłosny? Przemawiał pan o miłości jak natchniony.
    – Jeśli władzę dostaje ktoś, kto uważa, że sama władza, naga władza jest ważniejsza od miłości, zawsze będą z tego nieszczęścia. W takich chwilach jak ogłoszenie wyników wyborów wszyscy mówią coś najbardziej oczywistego, a nie najbardziej oryginalnego. Jeden mówi…
    „Panie prezesie, zadanie wykonane”.
    – Na przykład, a drugi mówi, że od władzy ważniejsza jest miłość. I że ludzie, którzy dostając władzę, fiksują na jej punkcie, przynoszą nieszczęście.

    Czasem z miłości, bo kochają tę władzę. To też miłość, panie premierze.
    – Jak będziemy jeszcze godzinę rozmawiali o miłości, to naprawdę ludzie pomyślą, że jestem zakochany.
    A jest pan?
    – Zawsze, w tej samej osobie od 30 lat.
    Czuje się pan teraz bardziej samotny?
    – Im bardziej ekstremalne doświadczenie życiowe, tym bardziej zostawia człowieka samego z sobą, wtedy samotność przychodzi natychmiast. I to niezależnie od tego, ilu bliskich ludzi jest wokół ciebie. Nie mam wtedy wrażenia, żeby mnie ludzie odstępowali, ale odpowiedzialność premiera jest osobista, konkretnie wynikająca z podpisów, decyzji indywidualnej. Za każdym razem, kiedy wiem, że zaraz wypowiem zdanie, które o czymś ważnym zdecyduje, czuję się człowiekiem samotnym, bo ponoszę odpowiedzialność za skutki podjętych decyzji.
    W takim ataku samotności przestaje pan widzieć otoczenie, słyszeć je?
    – Dla mnie urzędowanie nie jest jakąś psychodramą. Staram się nie filozofować nadmiernie i nie psychologizować: „Och! Cóż teraz ze mną się dzieje!”. Nie mam natury Hamleta. Jestem raczej łagodnie bezwzględny.
    Skoro jest pan premierem, to wie pan już, że w Polsce prezydent to władza fasadowa, że nie ma większego sensu się o nią zabijać. Czy to doświadczenie będzie decydowało w sprawie pańskich ambicji prezydenckich?
    – Nie rozumiem obaw dziennikarzy czy komentatorów, którzy mówią: a Tusk będzie źle rządził, bo będzie dbał tylko o to, żeby wygrać przyszłe wybory prezydenckie. Rządząc źle przez nadchodzące trzy lata, przekreśliłbym swoje szanse. A ja nie jestem człowiekiem wynajętym do stwarzania dobrego wrażenia.
    Skąd pan to wie?
    – Bo w Platformie to ja wynajmuję ludzi do roboty, a nie ktoś mnie. Zabrzmi to nieskromnie, ale realnie rządzę. Nawet jeśli ktoś musi mi podpowiadać w sprawach, na których się nie znam, to ja podejmuję decyzje.
    Aż prezes Kaczyński zazdrości panu tej władzy nad partią.
    – Więc nic mnie nie zwolni z odpowiedzialności za to, co się dzieje w Polsce. Jeśli będę złym premierem, jeśli będę źle rządził, przejdę do historii jako ten, który wzbudził – może od czasu Wałęsy – największą nadzieję na zmianę na lepsze i najbardziej rozczarował. Wtedy nie tylko nie będę kandydował, ale wiadomo, że dostanę w łeb.
    Nie tacy straceńcy kandydują.
    – Nie chcę zostać w pamięci ludzi jako żałosna figura.
    Czy podobają się premierowi Tuskowi prowokacje policyjno-służbowe stosowane przez CBA – funkcjonariusze prowokujący do przestępstw urzędników, posłów?
    – Zaskoczę pana, ale to nie jest w tej chwili mój główny dylemat.
    A jednak to trzeba rozstrzygnąć ustrojowo.
    – Są do podjęcia dwie decyzje. Osobiście muszę podjąć decyzję wobec Mariusza Kamińskiego, szefa CBA*, a w drugiej będę współuczestniczył jako premier i poseł, czyli w zmianach ustawowych. Jeśli mamy do czynienia ze złą ustawą, bo na zbyt wiele pozwalała, to Kamiński w zasadzie byłby w porządku. W ramach prawa wykazał maksymalną determinację i chęć do walki z korupcją. Tu muszę mieć stuprocentową pewność podczas podejmowania decyzji. Muszę też wiedzieć, czy metody stosowane przez CBA w przypadku byłej posłanki Sawickiej to uwikłanie jej przez CBA w przesadną prowokację na granicy intrygi, a Sawicka to tylko osoba o słabym charakterze, czy też metody stosowane przez CBA pokazały jakiś groźny, istniejący mechanizm.
    To przeszłość konieczna do wyjaśnienia, ale ważniejsza jest przyszłość. Czy służby specjalne będą mogły prowokować do popełnienia przestępstwa, na przykład łapówkarskiego, urzędników, posłów, obywateli, czy nie? Pan jest zwolennikiem możliwości takiej prowokacji?
    – Tak.
    Nie uważa pan, że to jest jednak poniżające dla obywateli?
    – Nie zabronię też używania przez policję pałek, jeśli trzeba.
    Ale na szarżujących demonstrantów, a nie na spokojnego przechodnia?
    – Tak. I jestem zwolennikiem tego, żeby CBA używało kontrolowanej prowokacji w celu przeciwdziałania bądź zatrzymania konkretnej osoby, o której CBA, prokuratura albo policja pozyskały wiedzę operacyjną, że bierze łapówki, a nie ma możliwości udowodnienia tego.
    Taką wiedzę operacyjną można sztucznie wytworzyć.
    – Staram się bronić zdrowego rozsądku i równocześnie twardości walki z korupcją, choć nie jest wykluczone, że w sensie politycznym byłem głównym celem intrygi czy nadużywania władzy CBA. Jeśli CBA przekroczyło prawo, stosując prowokację, aby udowodnić z góry założoną tezę, to kierownictwo biura powinno odpowiedzieć politycznie i karnie. I Kamiński nie będzie dalej szefem CBA. Jeśli jednak było tak, że któryś z funkcjonariuszy przesadził, nadużył swoich uprawnień, ale generalnie ta służba działała zgodnie z ustawą, rozwijając tę prowokację, i trafiała celnie w korupcję, to utrzymam Kamińskiego i wspólnie z nim zastanowimy się, co zmienić w przepisach prawa, żeby funkcjonariusz CBA miał bardziej precyzyjne ramy, które nie ograniczą skuteczności jego działania. Nie chcę szukać przepisów, które ich obezwładnią. Słyszałem o dziesiątkach, setkach przykładów, kiedy urzędnik, policjant, prokurator, polityk – i to w Polsce jest jak zaraza – szukał oparcia w prawie, żeby nic nie robić.

    Ma pan wątpliwości, że kalendarz ujawniania „sukcesów” CBA był związany z kalendarzem wyborczym i pokazał, że jej szef co najmniej jest gotów pomagać partii, z której się wywodzi?
    – W moim otoczeniu ludzie mówią: zwolnij go, przecież wiesz, co on robił, słyszałeś jego słowa na konferencji „wiadomo, na kogo głosować”. Wiesz, jak bardzo jest przeciwko tobie, a za Kaczyńskimi. Wielu ludzi w moim obozie mówi: on jako szef CBA będzie polował na Platformę. Jeśli będzie to robił w ramach prawa, to lepiej dla mnie. W jakimś sensie będzie pilnował mojego interesu. Jest też drugi powód, dla którego zwlekam z decyzją w sprawie Kamińskiego. Musiałaby zaistnieć bardzo poważna przesłanka, żeby go zwolnić, bo broni go zasada kadencyjności. Nie przyjmuję argumentu: co z tego, że jest kadencyjność, skoro jest z nadania politycznego. Czy jest kadencyjność, czy jej nie ma – i tak jest ktoś z nadania politycznego!
    Kadencyjność jest w swoim najgłębszym sensie porządną ideą.
    – Też tak uważam. Nawet jeśli mam zastrzeżenia do Kamińskiego, jego politycznych asocjacji i namiętności, w jakimś sensie zaprzeczyłbym własnym poglądom, gdybym go teraz odsunął, tylko dlatego że podejrzewam go o niechęć do mnie czy mojej formacji. Mam dużo informacji o tym, że Kamiński poświęcał wiele energii, żeby chronić CBA od nadmiernych nacisków i oczekiwań politycznych swojej ekipy. Niewykluczone, że nie on jest najczarniejszym charakterem tego serialu z ostatnich dwóch lat.
    Wiemy już sporo o wadach III RP. Można powiedzieć, że zalety IV RP poprzednia władza sama aresztowała i skazała w pokazowym procesie. Nadszedł czas, żeby sobie powiedzieć, jakie ma być nasze państwo. Jakie służby specjalne, jaka służba zdrowia, jaka opieka socjalna, jaki model stosunków państwo–Kościół.
    – Moja wizja państwa nie opiera się na żadnym nadmiernie zideologizowanym projekcie. Staram się być praktykiem.
    Stosunki państwo–Kościół wymagają zmiany?
    – Mamy konkordat i pewien typ politycznego ładu, którego w jakimś sensie patronem duchowym był Jan Paweł II. Prawo aborcyjne było tego klasycznym przykładem, będę bronił tego kompromisu.
    To nie jest żaden kompromis, po prostu nie ma aborcji i koniec, Kościół ma to, czego chciał.
    – Tak długo, jak starczy mi sił, mimo nacisków, żeby liberalizować albo zaostrzyć, będę bronił status quo. I uważam, że obronię.
    Państwo od wielu lat łoży spore sumy na Kościół katolicki: refundacja nieruchomości, wspomaganie działań charytatywnych, edukacyjnych. Czy dalej mamy utrzymywać ten stan pewnej uległości państwa, ale też samorządu wobec Kościoła? Czy nadal powinniśmy pozwalać wpływać biskupom na edukację?
    – W tej drugiej sprawie zareagowałem natychmiast. Biskupi podobnie jak inni obywatele mają prawo wyrażać swoje poglądy, ale decyzje muszą zapadać na sali posiedzeń Rady Ministrów, a nie w Kościele. Moi ministrowie nie mają mojej zgody na to, aby traktować jakiekolwiek instytucje, osoby, autorytety ze świata zewnętrznego inaczej, niż przewiduje ustawa. Urzędnik odpowiada przed konstytucją, przed swoim przełożonym, a nie przed Kościołem. I jeśli którykolwiek z ministrów lub ich zastępców uzna, że źródłem decyzji w sprawie biznesu jest biznesmen, a w sprawie pieniędzy publicznych na rzecz Kościoła Kościół, przestanie być urzędnikiem.
    Kiedy tylko się ociepli, pod pańskie okna przyjdą tysiące z żądaniami podwyżek.
    – Tego się nie boję. Ludzie mają prawo manifestować, nie można lekceważyć tego, że ludzie wychodzą na ulice. Trzeba wtedy bardzo uważnie słuchać, co krzyczą i co mówią.
    Trzeba im będzie dać.
    – Jeśli dałbym im pieniądze tylko dlatego, że przyszli pod moją kancelarię, to może pan złożyć wniosek o moją dymisję, a ja go bardzo poważnie potraktuję.
    Nie omieszkam. Już pan się pogodził z tym, że prezydent Lech Kaczyński nigdy pana nie będzie kochał?
    – Zaczęliśmy od miłości, ale nie skończymy chyba na temacie miłość między prezydentem a premierem?
    Już zawsze będzie pan złym premierem, popełniającym błędy i zaniechania, działającym na rzecz ciemnych sił.
    – Moje premierostwo nie będzie tak dobre, jak mogłoby być, ponieważ prezydent na pewno nie będzie ułatwiał pracy rządowi. Wkalkulowałem sobie, że prezydent Lech Kaczyński będzie widział złe scenariusze. I to nawet nie on osobiście, ale jego zaplecze, brat, pętla emocji, interesów – to wszystko będzie mu podpowiadało scenariusze nieprzychylne rządowi.
    A jak by się panu rządziło, gdyby nie było PiS?
    – Na pewno spokojniej. Trzeba jednak widzieć też pozytywne strony istnienia opozycji. Jak ktoś mocno uderza, to łatwiej pokazać opinii publicznej swój punkt widzenia. PiS pomaga mi uzyskać odpowiedni poziom ekspresji. Żałuję tylko, że nie mam władzy odrzucania weta prezydenta.

    rozmawiał Piotr Najsztub
    Rozmowa odbyła się 10 stycznia 2008 roku w Warszawie

    Czytaj także:

    Co Donald Tusk mówił Najsztubowi przed wyborami: http://przekroj.pl/index….=3056&Itemid=57 .
    _________________

  53. Po przeczytaniu calego szeregu wypowiedzi winika ze, nowa ekipa/stara/ nie spelnia postawionych jej zadan, bardzo duzo mowi sie o tym ze Tusk chce zostac Prezydentem, z mojego punku widzenia Prezydent to emerytura, czy jako Prezydent dokona w ostatecznosci cudu???, powiedzmy sobie prawde, ten czlowiek nigdy nie byl przygotowywany do pelnienia funkcji Premiera i to sa konsekwencje.

    Caly szereg wypowiedzi prowadzi do tego ze nikt sie w Polsce nie nadaje na stanowisko Premiera, otoz azeby byc Premierem przypuszczam ze powinno sie dopuscic ludzi biznesu, a nie jakichs pajacy podworkowych kopiacych szmacianke, w tej chwili kreuecie Tuska jako zbawiciela, czego? nastepne Prezydent za jakie zaslugi? to co Premier w tej chwili robi/ nierobi otrzymuje, sowite uposazenie.

    Bardzo niepokojacym faktem jest ze Rzad boi sie krytyki mediow, albo opozycji, bo kto sie boi krytyki , czlowiek ktory niebardzo wie co robi, nie jest pewny siebie, i to jest problem!

    Pragne nadmienic fakt ze Pan Sikorski/prawdziwego nazwiska nieznam/ opowiada wszystkim ze poprzedni Rzad ponosi wine za nierozwiazanie calego szeregu problemow Polski, ale Pan Sikorski to chipokryrta, albo ma zwiedly mozg, zapominajac ze od poczatku poprzednich rzadow on stal na czele, i on podejmowal decyzje, razem z Lepperem?

    Wydaje mi sie ze tak jak piosenka mowi o milicjantach, ze to nie byli milicjanci bo to byli przebierancy.

    A zatem zafundowaliscie Polsce Rzad przebierancow.

  54. Zmiana – http://www.mofnet.gov.pl/…e402a82be2ebfdf :

    KOMUNIKAT
    2008.01.26 01:40

    W dniu 25 stycznia 2008 r. w wyniku negocjacji Podsekretarza Stanu, Szefa Służby Celnej Jacka Dominika, przy udziale Sekretarza Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michała Boniego ze związkami zawodowymi działającymi w Służbie Celnej (w spotkaniu ze strony związków zawodowych uczestniczyli przedstawiciele :

    Federacji Związków Zawodowych Służby Celnej : – Jacek Staniszewski – Zastępca Przewodniczącego – Violetta Kroina – Sekretarz FZZSC – Henryk Kowalski – Sekretarz FZZSC – Jacek Kraj – Skarbnik FZZSC – Sławomir Siwy – Delegat FZZSC Rady Sekcji Krajowej NSZZ „Solidarność” Pracowników Skarbowych w Warszawie – Tomasz Ludwiński – Przewodniczący – Wiktor Gil – Pełnomocnik RSK ds. Służby Celnej Związku Zawodowego Szczególnego Nadzoru Podatkowego i Akcyzy – Mirosław Sałata – Sekretarz Zarządu Krajowego), wypracowano następujące propozycje rozwiązań:

    I. 1. Od dnia 1 stycznia 2008 r. nastąpi wzrost uposażeń i wynagrodzeń w Służbie Celnej, odpowiadający wzrostowi uposażeń i wynagrodzeń w innych służbach mundurowych, to jest o 500 zł na jeden etat.

    2. Środki finansowe na podwyżki będą rozdzielone proporcjonalnie do ilości etatów w każdej z izb celnych.

    3. Podział środków finansowych przeznaczonych na wzrost wynagrodzeń w izbach celnych będzie dokonywany przy udziale czynnika społecznego.

    II. 1. Przygotowywany projekt ustawy o zmianie ustawy o Służbie Celnej uchylający restrykcyjne – w porównaniu z uregulowaniami innych służb – przepisy pkt 8a i 8b w art. 25 ust.1 zostanie skierowany na szybką ścieżkę legislacyjną.

    2. Przygotowywany projekt ustawy o zmianie ustawy o Służbie Celnej zawierać będzie regulacje określające maksymalnie pięcioletni okres pomiędzy kolejnymi awansami.

    III. 1. Do dnia 15 maja 2008 r. Szef Służby Celnej przedstawi do dyskusji projekt ustawy modernizacyjnej, której celem będzie zrównanie warunków pracy Służby Celnej z warunkami innych służb mundurowych.

    2. Uregulowania zawarte w ustawie modernizacyjnej wejdą w życie 1 stycznia 2009 roku i będą wdrażane do roku 2011.

    3. Do dnia 31 stycznia br. powołany zostanie zespół, który będzie miał na celu wypracowanie założeń ustawy modernizacyjnej. Realizacja ustaleń rozpocznie się po przystąpieniu funkcjonariuszy celnych i pracowników do służby/pracy. Strona związkowa przedstawi powyższe propozycje funkcjonariuszom i pracownikom Służby Celnej.

  55. Ryba napisał:
    2008-01-26 o godz. 19:35

    „TJ,
    myślałem, że fakt braku inicjatyw senatorskich i poselskich Donalda Tuska; poważne zainteresowanie meczami piłkarskimi w czasie prowadzenia obrad, czy też “naturalna” niechęć do posługiwania się językami obcymi są demonstracją wrodzonej niechęci do złożonej pracy umysłowej.”

    Odpowiadam:

    Tusk był przez lata we władzach KLD, UW oraz od kilku lat jest przewodniczącym Platformy. Aby zrozumieć, że to jest zajęcie czasochłonne, zdecydowanie nie wskazane dla lenia, nie trzeba wielkiej wyobraźni. Leń na takich stanowiskach zostałby zweryfikowany negatywnie przez efekty swojego nic nie robienia dosłownie najdalej po miesiącu urzędowania, czyli dobrych kilkanaście lat temu.
    Zainteresowanie meczami piłkarkimi w czasie obrad ogarnia wszystkich polityków, którzy starają się coś ugrać na popularności demonstrując to. Co nie znaczy, że kamieniem siedzą przy telewizorach, tylko naiwny obserwator może tak sądzić.

    W prasie często poruszana jest kwestia znajomości języków obcych wśród parlamentarzystów. Jest z tym krucho bardzo. Większość posłów (chyba aż 85 %) deklaruje, że zna co najmniej jeden język obcy, ale w praktyce (sprawdzonej wyrywkowo przez dziennikarzy) deklarujący znajomość obcej mowy nie są w stanie porozumiewać się w niej, nawet w najprostszych kwestiach.

    Tusk zna w mowie i piśmie język angielski.

    W pytaniu chodziło mi o termin „ostentacyjny leń” użyty w stosunku do obecnego premiera i o kontekst „powszechnej wiedzy”. Zapoznając się z powyższą argumentacją Autora o nicku Ryba mogę powiedzieć, że jest wysoce niedostateczna, a tym samym użycie słów umieszczonych powyżej w cudzysłowach wysoce niestosowne.

    kangur pisze:

    2008-01-27 o godz. 08:33

    „Pragne nadmienic fakt ze Pan Sikorski/prawdziwego nazwiska nieznam/ opowiada wszystkim…”

    Panie Autorze powyższych słów, podpowiadam – prawdziwe imiona i nazwisko ministra Sikorskiego brzmią – Mosze Oneg Meisenkranz. Oczywiście żartuję (żart taki sobie, bo inspirowany niejasnością dyskutanta), ale może ktoś z Czytelników zna?

    Pzdr, TJ

  56. annam napisał(a):
    „Jeśli chodzi o zdrowie, Państwo powinno – moim zdaniem – utrzymywać z podatków (nie oszukujmy się – ZUS to zwykły podatek) wszelkie działania służące szeroko pojętej profilaktyce zdrowotnej (obecna profilaktyka to kpiny), powinno objąć opieką matkę i dziecko oraz refundować ratownictwo medyczne i kliniki. Reszta musi być opłacana z prywatnych ubezpieczeń.”
    *
    Wg. doniesień medialnych firmy ubezpieczeniowe nie są zainteresowane dodatkowymi ubezpieczeniami zdrowotnymi dla osób, które ukończyły 64 rok życia. Dotyczy to paru milionowej rzeszy emerytów i starszych wiekiem rencistów.
    Tak się składa, że ludzie około tego wieku i starsi (jeśli dożyją) najczęściej chorują.
    Co to oznacza dla nich „wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych” jako reguły, jeżeli nikt ich nie będzie chciał ubezpieczyć bo tzw. ryzyko ubezpieczeniowe za wysokie (pomijam, czy będzie te osoby stać na dodatkowe ubezpieczenia) ?
    A jeżeli już się taka firma znajdzie, to ile będzie wynosiła stawka ubezpieczeniowa dla tych osób już przecież w większości kiepskiego zdrowia, jeśli nie chorych i utrzymujących się z rent i emerytur, których wysokość w większości oscyluje wokół minimum socjalnego albo i niżej ?
    Pozbawienie elementarnej – podstawowej opieki zdrowotnej, o specjalistycznej już nawet nie wspominam?
    To ma być ten ideał ?

  57. Mecz toczy się nadal. Napastnik PiS nieznacznie sfaulował pomocnika wojskowych telefonem a mimo to stracił piłkę, bo „Platforma przytomnie zagrała billingiem. Wprawdzie porządkowy gości niejaki skrzypek, przygrywający pisiakom z trybuny wyrzucił na twarz dwóch kibiców gospodarzy, jednak porządkowi tego nie zauważyli. Rozgrywający platformersów leciutko przestrzelił, tuż tuż nad poprzeczką lecz bramkarz posiaków wykopał piłkę prosto do nogi obrońcy przeciwnika.
    Celnicy kibicujący posiakom zaczęli głośno gwizdać, porządkowy Pawlak zagroził im wyrzuceniem ze stadionu. Wynik spotkania ciągle 0:0 ale już się rozgrzewa czołowy napastnik posiaków Edgar, być może on ustali zaszczytny remis dla swojej drużyny.

  58. Jak juz jestesmy przy pilce kopanej . Znow czarno to widze. ” My ” mamy nawet problem z wykonaniem jednego telefonu, kto do kogo ma dzwonic w sytuacji kryzysowej (katastrofy itp). Biuro Bezpieczenstwa Narodowego pracuje podobno tylko do 19 tej.(SIC!) Itp itd . Zeby przeprowadzic Euro 2012 trzeba by tych telefonow domyslam sie, wykonac troche wiecej. Czarno to widze, czarno to widze.

  59. Zdumienie moje siega zenitu!.Budzet narodowy z ogromnym deificytem wystarcza na wszystko i dla wszystkich.Istotnie mamy do czynienia z cudotworcami.przyklad prozumienia z celnikami jest przykladem, ze mozna sie porozumiec systemowo ze zrozumieniem i dosc szybkow. Temat sluzby zdrowia jest jendka glebszy.Nie ma cienia tapliwosci ze tzw.personel pomocniczy dla lekarzy a wiec pielegniarki labroanci i nawet anestocjolodzy zasluguja na znaczne npodwyzki wynagrodze.W przpadku jednak lekarzy Premier i Rzad nie powinien ustepowac szantazom i rzadaniom do momentu przyjecia przez Sejm za prawomocne dyskutowanych obecnie rozwiazan systemowych w sferze ubezpieczen zdrowotnych w tym prywatnych i wprowadzenia okreslonego ladu w sluzbie zdrowia. A moze ktos jednak odwazy sie powiedziec troche prawdy o rzeczywistych dochodach lekarzy?Ilezz mamy przyakladow w skali calego kraju gdzie lekarzy pracujacy niby na caly etat w szpitalu, maja godziny porzyjec w rejonowych przychodniach – gdzie tlumy ludzi godzinami i tygodniami czekja na przyjecie plus prywatne praktyki lekarskie za juz inne pieniazki i jakosc serwisu medycznego inna.Co mamy w efekcie. Podam przyklad z zycia wziety. W minionych Wszystkich swietych przybylem do Polskie z wiadomych wzgledow. gdzie jak gdzie ale na szpitalu spotykam znajomego, kolege z mlodzienczych lat, lekarza laryngologa. Pracuje w szpitalu na pelny etat plus dyzury w widelkach placowych z-cy Ordynatora. W szpitalu powinien byc do godzina 15 -tej ale juz o 13-tej biegnie do przychodni rejonowej by tam przyjac srednio 25 chorych dziennie dalej trzy dni wn tygodniu przyjmuje u siebie w swoim domku jednorodzinnyym za pieniazki okolo 27 pacjentow tygodniowo. Nie zauwazylem po tym, jak on zyje, by biede klepal? Nieopacznie powiedzial mi ze miesiecznie musi miec nieco ponad 15 tys. zlotych inaczej jest zle w domu.Satyra tio czy co? Jedna praca kosztem drugiej i na rzecz trzeciej. Gdzie w koncu on wykonuje swoj zawpod lekarski prawidlowo. Z jakich dochodow spowiada sie przed fiskusem? zadne bo koszty uytrzymania prywatneggo gabinetu niby sa ogromne, sami rozumiecie gaz, swiatlo,instrumenty, pomoc medyczna kawa, cukier i do tego balagan przed wlasnym domem jednorodzinnym trzeb wiec posprzatac. Kpina ? nie rzeczywistosc na ktora pozwala polskie ustawodawstow, to co w dlaszym ciagu funkcjonuje odziedziczone po radosnych latach PRL-u.A ile zarabia w takim ukladzie ginekolog, dentysta,kardiolog pulmunolog. Chyba rzeczy samej lekarz medycyny sadowej w prosektorium zarabia najmniej, bo jakaz u niego moze byc praca w przychodni , a juz zupelnie nijaka praktyka prywatna.
    Wczytuje sie w glosy blogowiczy i wszyscy kraza obok zasadniczej kwestii tj. gangreny przeszlosci w sluzbie zdrowia, ktora powouje wspolczesna gnilizne.
    Tym nie bardzo optymistycznym akcentem wszystkim zycze zelaznego zdrowia na dlugie dlugie lata.

    Roman p.Strokosz ( jeszcze nie lekarz acz nie wiadomo moze warto?)

  60. Przy Kaczynskich, to niestety tramkarz i to niemieszczacy sie nawet w rezerwie. Wykreowany przez media na Pelego, ciagle nie moze zrozumiec do ktorej bramki trzeba strzelac, mimo ze UB-cy podpowiadaja mu to dniami i nocami.

  61. TJ,

    Pamiętam, że w pojedynku wyborczym o urząd prezydencki D. Tusk deklarował, że język niemiecki zna „tak sobie” teraz dowiaduję się, że świetnie zna agielski. Oczekuję, ze w dalszych dyskusjach miłośnicy premiera dopiszą mu znajomość kolejnych języków i w ten sposób stanie się on poligotą. Nigdy nie twierdziłem, że obecny premier nie ma zręcznośći politycznej, ale mistrzostwo jej uzyskał terminując w salonach i salonikach partyjnych. Krótką mówiąc jego wysoki kunszt polityczny sprowadza się do specyficznych gier personalnych w których rzeczywiście kroczy od sukcesu do sukcesu. Za acien regime mówiło się o takich politykach, aparatczyk.
    W świecie zdarzają się cuda. Było już, że woda zamieniła się w wino, więc nie należy tracić nadziei, że z kanapowca uda się zrobic męża stanu.

    magrud,

    poruszyłaś mnie swoim wpisem o reformach. Czytałem go dwa razy i wydaje mi się on zbytnio akademicki. Szkoda, że na blogu mie ma miejsca na robienie głębokich analiz i sięganie do korzeni obecnej półzapaści.
    Ponieważ przeczytałem dwie interesujące polemiki, więc rezygnuję z wtrącania swoich trzech groszy.
    Jednak Twój tekst śnił mi się w nocy.

  62. Ryba pisze:

    2008-01-27 o godz. 19:40

    Proszę nie nie stosować zużytej do cna metody sprowadzania argumentów ad absurdum.
    Nie twierdziłem nigdzie, że Tusk „świetnie zna angielski”, napisałem, ze zna angielski w mowie i piśmie.
    Na podstawie tego stwierdzenia nie można nijak przypuścić, że Tusk stanie się kiedyś poliglotą.
    Cieszę się, że już nie podtrzymuje Autor tezy, że „Tusk jest „wręcz ostentacyjnym leniem” zastępując ją łagodniejszym, ale szyderczym i słabo definowalnym terminem – „wysoki kunszt polityczny”, co ma suponowac, ze nie praca jest pierwszą przyczyną sukcesów dzisiejszego premiera, tylko umiejętne wykorzystanie tegoż kunsztu w czasie terminowania w „salonach politycznych” (co za protekcjonalne wyrażenie, obecnie użytkowane masowo przez funkcjonariuszy PiSu – parti ukształtowanej ideowo przez działaczy w dużej mierze wywodzących się z drobnych partyjek typu salonowego.

    Pzdr, TJ

  63. Drogi Edziu.

    Mnie Pani Magrud zafascynowała nieco inaczej aniżeli Pana.
    Ja bym to określił jako pozytywne zainteresowanie kobietą,która ma coś do powiedzenia.
    Natomiast u Pana zauważam interesowne podejście do tematu sprowadzające się do dyskredytowania rzeczonej Magrud.
    W białych rękawiczkach, ale jednak.
    Nieważna jest forma ale istota zawarta w intencjach.
    Oczywiście Pan apriori zakłada, że wie lepiej i postanowił interlokutorkę propagandowo potarmosić.
    No bo jak to jest możliwe,żeby za komuny mogło być nieźle.
    Za komuny obligatoryjnie musiało być źle.
    Komuna wszystkich mordowała,wszystko niszczyła, jako system stworzony dla immanentnego czynienia zła.
    Taką jej wizję,na użytek walki politycznej mają janczarowie kapitalizmu, szczególnie ci zamieszkali poza granicami kraju.
    Oni wiedzą najlepiej, często wspierani wiarą i dogmatami Radia Maryja.
    Stworzyli oni dla odmiany system bezwzględnego Dobra uszczęśliwiający nas wszystkich wolnością ,pluralizmem i demokracją opakowanymi w społeczną gospodarkę rynkową zawartą w państwie prawa.
    Ostatecznie kak zwał,tak zwał,ważne żeby było lepiej.
    I jest lepiej ale tylko nielicznym Edziom,zaś zdemokratyzowanym Józiom stolarzom, będącym w większości, aż się gotuje.
    Józio może wyłącznie heblować jak ma co, jak dostanie surowiec i odpowiednie błogosławieństwo.
    Z braku powyższych może się jedynie modlić o lepsze i bogatsze czasy.Jego proletariacko-robotnicza dusza straciła już wiarę,nadzieję i miłość.
    Te szlachetne wartości znajdują się wyłącznie na górnej półce i sa dostępne dla młodych,wysokich i silnych a głupich jak Bos Taurus Primingenius Boyanis.
    Oni nam dzisiaj określają warunki i dyktują wzorce dostępne dla mentalności sklepikarzy.
    Mimo, że wywalczyli nam pluralizm nie mogą przyjąć i pojąć ,że lewica może mieć w wielu przypadkach rację.
    Rację uargumentowaną nie emocjami a faktami i cyframi oraz kompletną klapą tzw.demokracji,która ma tyle wspólnego z władzą ludu, ile burżuazja ma w spólnego z miłością i solidarnością.
    A śmieszne i propagandowe bale charytatywne mają to do siebie,że starają się ukazać parazyta w wymiarze ludzkim,nie rozwiązując żadnego istotnego problemu w kontekście systemowym.
    Ot,nasz miły polemista zamierza „wrzucić kilka haseł” niczym za starej bolszewii ,drzewiej bywało.
    Sam fakt zabawiania się hasłami niczego groźnego w sobie nie niesie, jeśli nie zmierza on, że użyję solidarnościowej nomenklatury,do czynienia nam „wody z mózgu”.
    Ach jakież to było mądre, piękne i uniwersalne hasło do zwalczania wszystkiego co było czerwone czyli ludowe.
    Wręcz intelektualna wieża Eiffla burżuazyjnych „elyt”.
    Takim to sposobem nauczono paru haseł podwórkowych gówniarzy,którymi chcą oni zdyskredytować nasze dojrzale życie.
    Ze swoim niech sobie robią co chcą,a od naszego im wara.
    Wielu z nich potrzebne są najpierw różnego rodzaju szkółki i to nie tylko niedzielne, dziesiątki lat doświadczeń i umiejętności kierowania dużymi zespołami ludzkimi przy odpowiednio szerokich horyzontach.
    Niekiedy infantylne uwagi z zakresu niedojrzałego życia jednostkowego, nie mają żadnej wartości i nie mogą stanowić przesłanek do szerszych uogólnień społecznych.
    Społeczeństwo to nie jest maszynka do tłuczenia pieniędzy,a one jako takie nie stanowią celu życia ludzkiego i społecznego.
    Zamierza się bardzo kulturalnie zwrócić nam uwagę na obiektywne uwarunkowania budowy kapitalizmu w Polsce czyli na zło socjalizmu.
    Jestem za mówieniem prawdy o negatywnych zjawiskach.
    To i powiedzmy,że przez bez mała 10 lat Polska była wstrząsana gorączką strajkową,dzień w dzień.
    A znany elektryk iskrzeniowy jeździł cały czas po kraju w obstawie SB, i w otoczeniu całego sztabu tłumaczy, „z naszego na polski”,by gasić pożary tak twierdził,a ja jestem przekonany,że dążył do ich rozszerzania.
    Jaki kraj w takim stanie rzeczy mógł wytrzymać dywersyjną politykę gospodarczą „Solidarności”.
    Historia socjalizmu i kapitalizmu nie zna takiego przypadku.
    Ale tutaj nie chodziło o górne i bzdurne hasła oraz interes robotniczy czy kraju.
    Gra toczyła się o podporządkowanie systemu socjalistycznego rękoma Polaków,bez ryzyka konfliktu jądrowego,drogą jak najniższych nakładów.
    Reszta jest propagandową bzdurą.
    Dali nam wędkę kapitalistycznego raju i śmieją się z nas w kułak,z naszej naiwności,niekompetencji i głupoty.
    W tej kompromitującej sytuacji dla nowych rozwiązań część obrońcow kapitalizmu umilkła skonfundowana ogólnym brakiem akceptacji społecznej dla agresywnych rozwiązań.
    Pozostała część, bez większego przekonania, przyjmuje taktykę spychotechniki własnych grzechów na czerwonego,którego już dawno trafił szlag.W ten sposob rzuca nam się sugestywne hasło,że: „Polska w roku 1990 była całkowitym bankrutem!!!!!!!!”.
    W tej sytuacji bardzo niegrzecznie muszę zapytać, a kim mogła być Polska po 10 latach strajków solidarnościowych, kiedy młode byczki leżały na dachach opalając się i popijając piwko przy lekturze solidarnych i partyjnych organów.
    Przy tak ogromnym wzroście wydajności pracy w leżakowaniu na dachach,rosła obiektywna nadzieja na cudowne przekształcenie Polski w solidarnościową potęgę światową umocowaną w Watykanie.
    I ponieważ cuda są bardzo mocną bronią naszego kraju istniała ogromna nadzieja na przekształcenie siermiężnej Polski w kraj mlekiem i miodem płynący.
    Wszystko mogło być tak pięknie gdyby nie te czerwone skurczygnaty,które czarnym tak paskudnie szyki pomieszały.
    Po prostu w niebiańskim rachunku modłów zabrakło czerwonych zdrowasiek.
    Gwoli przyzwoitości i prawdzie chcę jeszcze tylko przypomnieć, że ów „bankrut” naonczas był zadłużony na 25 mld dolarów, a dzisiejszy raj dobrobytu jest obciążany,po wielu umorzeniach, 205 miliardami dolarów zadłużenia.
    Przy tym, za tamte 25 miliardów coś dla Polski kupiono.
    A co się stało z obecnymi 205 miliardami to Bóg Jedyny i Jego Opatrzność mogą wiedzieć.
    Zatem wypada by nasi polemiści rozpoczęli nauki poczynając od przyswojenia sobie rachunku elementarnego,by potem móc wygłaszać tezy polityczne oparte na realiach a nie na kłamstwie.
    To jest podobnie jak z tym kłamstwem o wspólnych żonach w komunie by odstraszyć od niej prosty lud.
    Chociaż dzisiaj ci obłudnicy wprowadzili w systemach kapitalistycznych rozwody a nawet wielożeństwo.No jakżeż tak można?Bazować na nieprawdzie,kiedy cała „Solidarność” oparta jest na poszukiwaniu prawdy, jako źródle szczęścia i radości demokratycznej.
    Pointując podniesiony problem bankructwa Polski należy z pełnym przekonaniem powiedzieć , że dzisiaj w znacznie większym zakresie wyczerpuje ona znamiona bankruta,zarządzanego przez nawiedzonych kapitalistów,aniżeli wówczas kiedy była zarządzana przez bolszewików.
    Nieudacznictwo lub świadome szkodnictwo.
    Że też nie ma żadnej odpowiedzialności za szkodnictwo polityczne.
    Niedoskonała jest ta demokracja.
    Prawdę mówiąc to jest tak wysokie obłożenie miejsc więziennych dla skazanych za kradzież szmelcu,że nie wystarczyłoby już miejsc dla przestępców politycznych.
    No ale jak tu można skazać kogoś kto intencje ma świetlane, tylko w praniu nie bardzo mu wychodzi.
    Żeby te zdarzenia były jednostkowymi wówczas łatwo byłoby zrozumiec takie przypadki.
    Kiedy jednak dotyczą one wszystkich liberalnych mądrali, jest to znacznie trudniej zrozumieć nie posiłkując się mądrością ludu o złodziejach.
    I tak to dobrodzieje zamienili się w złodziei.
    Niebywale ale prawdziwe.
    Arogancko i nieodpowiedzialnie kwestionuje się „Okrągły stół”,przy którym zasiadły wszystkie znaczące siły konfliktu poza skrajną prawicą,której niewiele udało się uszczknąć z polskiego tortu i teraz kwestionuje ona zaszłe zmiany by wymusić korektę podziału fruktów.
    W pewnym sensie można się z nimi zgodzić, bowiem proces uwłaszczenia przeprowadzono na żywioł bez transparentnych kryteriów dokonywania zmian praw własności.
    Przekonuje się nas ,że za cenę spokoju społecznego pozostawiono stare struktury.
    Otóż moim zdaniem najwyższą wartością jest spokój społeczny.I kontrrewolucyjne zamiary „Solidarności” targania po szczękach należało powstrzymywać, bowiem ci ludzie nie wiedzą co czynią.
    Albo inaczej,wiedzą co czynią,tylko nie interesują ich koszty społeczne dążenia do osiągnięcia prywatnych ,małych celów.
    Sugerowanie,że pozostawiono”stare” struktury społeczne z ich olbrzymim wpływem na bieg spraw społecznych kraju jest oczywistą nieprawdą.Jedyną starą strukturą jaka pozostała z tamtego okresu jest Kościół Katolicki.
    W aparacie władzy wymieniono wszystko,łącznie z podłogami jak to powiedział jeden z solidarnościowych wojewodów.
    Na kluczowych stanowiskach kierowniczych wszędzie znajdują się,tam gdzie to było możliwe, absolwenci KUL-u.
    Problem nie leży w murach i strukturach lecz w kadrach.
    To one decydują o stwarzaniu warunków rozwoju i kierują procesami postępu,jeśli się znają na tym.
    To co nam obecne kadry prezentują to żenująca amatorszczyzna ze spuszczaniem się na pomoc Bożą.
    Bóg pomaga profesjonalistom a nie nieudacznikom,którzy im więcej mają wiary,tym mniej posiadają specjalistycznej wiedzy.
    Różnica między starą a nową władzą polega na tym,że czerwoni ukierunkowani byli na tworzenie,zaś solidarnościowcy na niszczenie.
    Destrukcyjne kadry dobre były na etapie walki.Obecnie nastaje czas tworzenia i potrzebne są kadry koncepcyjne i twórcze
    .Oznacza to konieczność wymiany pokoleniowej kadr solidarnościowych obciążonych skazą walki.
    Tych zasłużonych kontrrewolucjonistów należy wymienić na nowy element ludzki na miarę nowych czasów.
    Jednak ich umocowanie w nowych strukturach władzy jest bardzo silne i nie oddadzą oni swoich przywilejów za frico.
    To nieprawda, że władza leży na ulicy i można ją podnieść,o władzę się walczy.
    Ta prawidłowość dotyczy w równym stopniu lewicy jak i prawicy.
    Nawet nasi oponenci przekonali się , że nie stać ich ani na skuteczność , ani też na demokrację.
    A w podtekście daje o sobie znać tęsknota by systemem autorytarnym wziąć to całe towarzystwo za buzię.
    Zdaje się , że podobnie zaczynali myśleć i działać powszechnie znani nam bracia,ze skutkiem raczej opłakanym politycznie.
    Obecna władza nauczyła społeczeństwo,z okresu swej opozycji, braku szacunku dla władzy,protestowania,oponowania i strajkowania.
    Społeczeństwo nie da sobie odebrać tych wzniosłych wartości.
    Można je wyłącznie czołgami rozjechać.
    Nie wiem czy stać na taką odwagę,lub zdradę własnego narodu,ze strony rządzących postawionych przez los w zupełnie nowej i przewrotnej dla siebie sytuacji.
    Inna kwestią jest strajkować i oponować a inną tworzyć nowe wartości.
    Społeczeństwo można porwać za sobą wzniosłymi i humanitarnymi hasłami ale nie prywatą, na to nikt sie nie da już nabrać.
    Podobnie uznania nie znajdą reformy zmierzające do bezpośredniego ogałacania społeczeństwa jak i ich stonowane korekty nie zmieniające istoty tej niesprawiedliwej działalności.
    Przekonuje mnie tylko jedna teza Edzia:
    „Społeczeństwo jest przemęczone “wyczynami “rządzących , z ostatnich siedemnastu lat.”
    Wyczyny rządzących ukierunkowane są wyłącznie na urwanie jak największego połcia czerwonego sukna.
    To społeczeństwo widzi i nie akceptuje takiego modelu niesprawiedliwych rozwiązań społecznych ,które minęły się bardzo daleko z zapowiadanymi rozwiązaniami i oczekiwaniami.
    Dopóki mamy ów rozziew między stanem faktycznym i oczekiwaniami potrzebni są idealiści pokroju Magrud,którzy wypełnią istniejąca lukę marzeniami o równości,wolności,sprawiedliwości i paru innych wartościach ,których kapitalizm zabezpieczyć nie potrafi.
    Ja osobiście wolę autentyczne dobro, od zła drapującego się ślicznymi szatkami.
    To tyle Drogi Edziu, na temat przypinania łatek Szanownej Magrud.

  64. Wielce Szanowny Panie Lizak,

    jeśli sprawi to Panu frajdę , to mogę dla Pana być „Edziu”, czy jak się Panu będzie podobało. Przyznaję, że nie wykrzesałem tyle siły ,że by całą Pańską rozżaloną tyradę przeczytać. Przykro mi, ale to ponad moje siły.
    Jeśli chodzi o Magrud, zapewniam Pana, że ona mnie również fascynuje jako osoba inteligentna o nieprzeciętnej osobowości, i… faktycznie pełna kobiecego uroku, co delikatnie czasami zaznaczałem. Ponieważ jest to blog polityczny, w miarę solidny, to nasza pupilka Magrud, głownie występuje tutaj ,jako -Intelekt.
    Przyznaję bez Pańskiej przenikliwej umysłowości, że faktycznie , trochę ją chciałem „zadrażnić”. Z kobietami inteligentnymi ZAWSZE!!! prowokująco się droczę. W normalnym życiu doceniają to, nawet bardzo.
    Jeśli Magrud to przeczyta, to bardzo ją proszę o wypowiedzenie się czy ją dotknęły moje uwagi. Starałem się być fair. Ale , jeśli Magrud powie ,że ją uraziłem, to coś wymyślę, żeby ją udobruchać.

    Pozdrawiam, Eddie

    P.S.
    W 1990 roku w kasie państwowej było ok.200mln USD. Wystarczało to na kilka tygodni finansowania działalności państwa. Sprawę uratował Balcerowicz, cudem załatwiając w USA kilka miliardów USD kredytu, plus oczywiście reformy.

  65. telegraphic observer, i wszyscy drodzy blogowicze broniący Premiera w sprawie CBA

    Polecam Wam lekturę art.7 i 8 ustawy o CBA
    Art.7 stanowi:
    Szefem CBA lub zastępcą szefa CBA może zostać osoba, która m.in.
    (ust.3) wykazuje nieskazitelną postawę moralną, obywatelską i patriotyczną.

    Natomiast w art. 8 ustawodawca pozwala Premierowi odwołać szefa CBA lub jego zastępcę w przypadku , gdy ten uchybi któremukolwiek warunkowi zapisanemu w art. 7.
    W przypadku Mariusza Kamińskiego, jako że spełnia on wymogi formalne art.7 , premier może przy odwołaniu powołać się wyłącznie na w/w ustęp lub na poprzedzający, stawiający wymóg niekaralności.

    Otóż z treści tak sformułowanego art.7 ust.3 wynika, że Premier może Szefa CBA odwołać kiedy zechce. Czyli w każdej chwili gdy Premier uzna, że szef CBA lub jego zastępca przestał być n i e s k a z i t e l n y.
    Na tym m.in. polega podporzadkowanie CBA premierowi.

    Natomiast, pomijając inne wybryki Mariusza Kamińskiego, dopuścił się on ewidentnego złamania Konstytucji i to co najmniej dwukrotnie.

    Pierwszy raz gdy, gdy wyrzucił swojego podwładnego z tytułu jego pracy w peerelowskiej milicji. Naruszył normę ar. 32.pkt2: „Nikt nie moze być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.”
    Po raz drugi, kiedy na sławetnej konferencji prasowej, na której były Ziobro zadekretował , ze doktor Garlicki zabijał pacjentów, nasz nieskazitelny republikanin zechciał określić kardiochirurga mianem , pominę przymiotniki bo było ich kilka, łapówkarza.
    Tym samym Szef CBA naruszył zasadę domniemania niewinności, czyli złamał art.42 pkt.3 Konstytucji w brzmieniu:
    „Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.”
    Ten dwugłos przyczynił się do spadku liczby samych tylko przeszczepów serca ze 100 planowanych przez NFZ na rok 2007 do 54.
    Wykończenie Wicepremiera Leppera i jego partii zapewne równie bezprawne przy wyżej opisanym dorobku owego nieskazitelnego patrioty jawi się dziecinną psotą.
    Jeżeli więc Premier Tusk nie odwołał Mariusza Kamińskiego to zapewne z innych niż prawne powody.
    Pozdrowienia, mój Zacny i Błyskotliwy Oponencie

    Do Eddiego i Lizaka
    Eddiemu dziękuję za pytania, które wyglądają raczej na ważkie, bo są integralną częścią mitu założycielskiego IIIRP, niż lekceważące. I, na które chętnie wkrótce odpowiem, zważywszy na osobę pytającego.
    Lizakowi zaś gorąco dziękuję za wsparcie.
    A poza tym to miło się z Panami spotykać na blogach.
    Pozdrowienia

  66. Do Feliksa Stychowskiego:

    chodzilo o korekte gramatyczna.
    MI

  67. Drogi Lizaku,

    Czujesz tą wspaniałą lekkość bytu u Magrud?Tu na szczęście się zgadzamy.
    Je sli chodzi o mnie to wobec Ciebie ,bez najmniejszej urazy.

    Pozdrawiam,Eddie

  68. Faktycznie Szan. Pani Magrud. Nie jestem az tak wprowadzony w paragrafy odnosnie zasad zwalniania szefa CBA – dziekuje za cenne wyjasnienia. Komentatorzy i dziennikarze w Polsce pisza o kadencyjnej formie zatrudniania tegoz szefa, cokolwiek to znaczy. Doszukuja sie analogii, np. z (wice)prezesem NBP. Aczkolwiek W. Kuczynski zdecydowanie Tuska potepia. Wyciagnal bym z tego wszystkiego wniosek, ze cos jest na rzeczy z ta nielatwoscia zwolnienia szefa CBA, dalej, ze Tusk obawia sie rozruby z dowodzeniem Kaminskiemu braku nieskazitelnosci lub innych kwalifikacji. Ale nie wydaje mi sie zasadne oskarzania Tuska o sojusz z PiSowcami w tej sprawie, czy wrecz spiskowanie przeciw praworzadnosci. W koncu to jego polityczna decyzja, moze sie komus nie podobac i moze on(a) przejsc nad tym bez wzniecania niepotrzebnej wrzawy. Nie insynuuje chyba niczego?

  69. Observer,
    Pan się na wszystkim znasz doskonale , więc powinien pan wiedzieć,że „rozruby”piszemy prze „ó”,ponieważ rozrobić.
    A jeśli ma się elementarne problemy to należy zachować więcej skromności i umiaru powściągając swój wschodni temperament i nabytą niemiecką butę.
    Bez poważania i szacunku.
    Lizak.

  70. Pytanie do Lizaka;

    Co to jest niemiecka buta?
    MI

  71. M.I.

    To jest coś takiego co może Pan sobie obuć na kończyny dolne.

  72. Do Lizak pisze;

    Nie wiedzialem, ze kondycja szewcow nie jest Panu obca; wole wloskie: Wracajac do buty, to „unaro(a)dawianie jakichkolwiek „atrybutow” prowadzi prosto do…?
    MI

  73. Lzak pisze do Edzia;
    Szanowny Panie,
    z troska i rozbawieniem przeczytalem Pana rozterki dotyczace nowej ekonomii politycznej. Oczywiscie myslenie lewicowenie nie powinno byc obce pacobiorcom; tu sie zgadzam z Panem calkowicie. Przyczny i skutki, ktore Pan opisuje sa jednak li tylko zyczeniowo-wspomnieniowe i maja sie nijak do rzeczywistosci ekonomicznej.
    MI

  74. M.I.
    Proszę jeszcze raz przeczytać to co pan napisał.
    Jeżeli pan zrozumie o co mu chodzi,to będę dla niego pełen podziwu.O ile wiem to ekonomia nie polega na łupieniu słabszych.
    I pana rzeczywistość ekonomiczna ma zbójecki charakter,co stanowi raczej powód do wstydu aniżeli dumy.
    Zresztą nie wiem czy jakikolwiek zbir,rozumiany przez panów jako ekonomista posiada uczucia wyższego rzędu.
    Cóż tu dużo mówić każdy ma swoich znajomych i prezentuje ich punkt widzenia.

  75. Do Lizak pisze:

    Szanowny Panie,
    szkoda ze Pan nie rozumie pewnych koniecznosci i porusza sie w obszarze marzen i zyczen; to nie ma nic wspolnego z ekonomia i jej prawami oraz prawidlosciami; moze przekona Pana marksistowskie pojecie wolnosci do czegos; to nie jest powiedziane ironicznie. Zapewniam Pana, ze jestem z przekonania socjalista (socjalna gospodarka rynkowa) i nie popieram „lupienia” slabszych. Pana problem polega chyba na tym, ze projektuje Pan swoje fobie na obecna rzeczywistosc, ktora oczywiscie nie jest idealna, lecz obecne zmiany nieuniknione. Idac Pana tokiem myslenia i bedac tak jak Pan bardzo „personalnie-emocjonalnie-niewstrzemiezliwie” zaangazowany na nie, moglbym Panu zaproponowac wycieczke na Kube; skad inad piekna wyspa. Wtedy jednak osiagnelibysmy ten sam poziom i oscylowalibysmy w obszarze „anty”, co z ekonomia nie mialoby nic wspolnego. Warto sie jednak zastanowic nad pamiecia spoleczna i dlatego czytam Pana i innych wywody; moze wyjdzie z tego tytul doktorski.
    Z powazaniem.
    MI
    PS
    Do czerwonego prosze dodac kolor zielony, wtedy bedzie mial Pan obraz uzupelniony bez trudu z przescieradlem. Ekonomia polega jednak na lupieniu; Pan mial na mysli prawdopodobnie podzial dobr i zyskow.

  76. M.I.

    Kuba niczym nie różni się od amerykańskich republik bananowych,poza tym ,że jest wolną.
    Zaś prawicowe sugestie wysyłania na Kubę inaczej myślących są wyłącznie przejawem braku merytorycznej argumentacji,braku kultury osobistej i poszanowania pluralizmu.
    Krótko mówiąc jest przejawem politycznego prymitywizmu i chamstwa.
    Tak ja istotnie nie rozumiem potrzeby narzucania komukolwiek systemowych rozwiązań po to by świat sprowadzić do jednobiegunowego,co czyni go uboższym.
    A uzbrajanie sie w broń rakietow-jądrową nie jest argumentem ideowym lecz militarnym.
    Mnie natomiast przymus nie interesuje.
    Ja kocham wolność,sztandarowe hasło amerykańskie,bez ich kanonierek oraz bez wiejskiej arumentacji neoliberalnej.
    Ekonomia nie jest sztuką dla sztuki,ona ma służyć szerokim rzeszom ludzkim anie jednostkom.
    I tutaj sie różnimy.
    Pan jesteś wypranym z humanizmu.
    Ja wole szersze horyzonty.

  77. Do wpisu Pana Felka z dn.o8.o1.26 z godz12.29

    Podziwiam pańską,okresową niezależność sądów zupełnie odbiegającą od obowiązującej tutaj sztampy.
    Przykre jest jednak,że pańskie rozumne teksty nie znajdują reakcji.
    To ,że są one niezauważane przez drobnicę jest zrozumiałym,ale żeby taki tuz prawicowego intelektu i obrońca wywyższonych nie potrafił się do pańskich uwag odnieść jest rzeczą niebywałą.
    Widocznie Panie Felku ma pan bezsporna rację.
    Nawet Observer w tej sytuacji pozostał bezbronny jak solidarnościowe dziecię 3o lat temu.
    Dziecięcy urok prysł,a zwodnicze,ohydne wąsiska solidarnościowe nie są żadnym argumentem,poza partyzancką atrapą do ukrywania niekompetencji i ignorancji.
    Wobec każdego dwupaństwowca mam zahamowania,dotyczy to nawet własnej bratanicy.
    Kiedy taki fakir zajmuje stanowisko szefa MON lub MSZ, wówczas szczególnie jestem zdegustowany.
    Najlepiej niech sobie bezpośrednio angażują ludzi z centrali CIA przynajmniej będzie gwarancja,że są kompetentni.
    Wie Pan tak prawdę mówiąc ,to nie mam przekonania żeby Rosjanie uwierzyli Sikorskiemu,który do nich strzelał z Talibami zza drugiej strony barykady.
    Jego ukryty serwilizm wobec USA jest dla mnie oczywisty.
    Świadczą o tym zagrywki na rzecz przedłużenia misji w Iraku oraz pobudowania tarczy antyrakietowej.
    Sprawa Czadu jest kolejnym daniem czadu, nie w naszym interesie.
    Dla mnie jest to zwykle awanturnictwo polityczne.
    Pieniędzy na nic nam nie starcza ,budżet tną z każdej strony, ludzie głodują , samoloty się rozwalają, bezrobotni szlifują bruki, a im się marzy zwiększony zakres militarnych interwencji.
    Znalazł się mały brat wielkiego wuja Sama.
    Teraz już nie ma znaczenia miał czy nie miał bombę Saddam Husajn.
    Tam trzeba teraz bronić ropy jak demokracji.

  78. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Lizak

    Oczywiscie, ze Saddan Husajn musial miec „bombe”. Inacze nie zrobil by tego bledu jaki zrobil. On powinien przed atakiem wsiasc w samolot pasazerski, wyladowac w UAS i poporosic wladze federalne o Azyl polityczny. Uchronil by w ten sposob nie tylko Irak od tragedii, ktorej jestesmy naocznymi swiadkami, ale i naszych „Najwiekszych Mezow Stanu” od stanu wskazujacego na to, ze „bombe” musieli miec – wszyscy w gabinecie rzadowym „Bokassy” – kiedy podejmowali bombowa decyzje. Pozostal kac. Wszystko wskazuje na to, ze chca go leczyc klinem nad ktorym MSZ usilnie pracuje zmieniajac kolorowe krawaty w groszki, mowiac, ze to tez jest bomba. Nie potrzeba zbyt wielkiej fantazii aby przewidzeic co z pajacowania bedzie.

    F.S. von/od Diasporski

css.php