Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

15.02.2008
piątek

Biją naszych!

15 lutego 2008, piątek,

Na każdym kroku ktoś obraża naszą godność narodową, ktoś nas znieważa, ktoś pluje nam w twarz. Wedle posłanki Szczypińskiej, która jest tubą, a może nawet fletem lub fujarką, prezesa Kaczyńskiego, ostatnio nadepnął nam na godność premier Tusk, który wybiera się do USA samolotem rejsowym. Będzie leciał do Nowego Jorku i do Waszyngtonu jak zwykły człowiek, a nie jak przystało na szefa rządu 40-milionowego narodu, który jest (a właściwie był do 21 października ub.r.) liczącym się partnerem na arenie międzynarodowej. – To upokorzenie naszego narodu – mówi posłanka. – To wstyd! – mówią urażeni rodacy, zwłaszcza ci z opozycji. Oni chcieliby widzieć, jak nad Nowym Jorkiem pojawia się nasza poczciwa „tutka” z biało-czerwoną szachownicą na ogonie, w eskorcie amerykańskich myśliwców wysłanych przez Biały Dom. Tymczasem to nasz premier wypadnie tam spod ogona rejsowego samolotu.

Obraża nas nie tylko Donald Tusk. Prawdziwi Polacy, na czele z kardynałem, czują się obrażeni czytając książkę „Strach”. W badaniach opinii ogromna większość Polaków nie podziela opinii zawartych w tej książce. Jest z siebie zadowolona, nie czuje, żeby miała w szafie jakiegoś trupa. Trup powstał jedynie w chorej wyobraźni tego pożal się Boże autora z USA. Nie brak głosów, że Gross walczy z Polską i z Polakami, a co dopiero narusza dobre imię naszego państwa i naszego narodu. W obronie tych wartości wystąpił kardynał, wystąpili profesorowie Nowak i Wolniewicz, autorytety, jak Piotr Semka czy Bronisław Wildstein, także IPN w osobach pp. Kurtyki, Żaryna, Gontarczyka i innych. Że Gross nie ma racji? Być może (ja uważam, że dużo racji jednak ma), ale żeby odebrać jego książkę jako zniewagę dla narodu, żeby ją osądzał prokurator, to się w głowie nie mieści.

Do nagonki na Polaków przyłączyła się także ława przysięgłych oraz sędzia w brytyjskim Exeter, skazując naszego niewinnego rodaka, który został zgwałcony przez przypadkową mieszkankę Wysp Brytyjskich. Jak przekonująco wykazały polskie media, system w którym o winie oskarżonego Polaka rozstrzyga ława przysięgłych, złożona z przypadkowych obywateli, dobranych przypadkowo z przypadkowego społeczeństwa, jest w samym swoim założeniu zły. Media w Polsce obszernie relacjonowały stanowisko obrońcy Jakuba T., jego rodziny i przyjaciół. I aczkolwiek można zrozumieć ich stanowisko, to faktem jest, że 11 spośród 12 przysięgłych było innego zdania. Najwięcej do powiedzenia miał przysięgły ukrywający się pod inicjałami DNA.

Jakimś dziwnym trafem, nasze media elektroniczne, zwane także „szybkimi”, bardzo spieszyły się do bliskich Jakuba T., ale nie zdążyły dotrzeć ani do rodziny ani do bliskich owej mieszkanki Exeter. Dowiedzieliśmy się za to, że sądy przysięgłych są złe, że brytyjskie media podsycają antypolskie nastroje. Brakowało tylko opinii, że brytyjski sędzia, który wymierzył naszemu rodakowi tak surową karę, powinien uczyć się rzemiosła u sędziego Kryże. Podobnie jak ów sędzia w Chicago, który uległ naciskom i nie wydał w ręce naszego wymiaru sprawiedliwości pana Mazura. Anglosascy sędziowie wyraźnie „robią nam wbrew.” Dla nich to zwykle sprawy, ale nam chodzi o honor.

Jak gdyby tego wszystkiego nie było dość, polscy żołnierze i oficerowie zostali upokorzeni przez polski (!!!) sąd wojskowy, który przedłużył im areszt. Obrońcy honoru polskich żołnierzy mieli pod jednym względem rację: zostali oni aresztowani w sposób poniżający, co staje się już w naszym kraju normą (ale to inny temat). Natomiast, kiedy zbliżało się posiedzenie sądu, pojawiły się argumenty godnościowe: podejrzani powinni występować z wolnej stopy, w mundurach, przy pełnym poszanowaniu godności oficera. Generałowie występujący w telewizji bronią podejrzanych: toczy się wojna, w Afganistanie cywil nie różni się od terrorysty, rozkaz to rozkaz, stres to stres itd. W takiej atmosferze decyzja sądu wojskowego (nb obradującego w mundurach, o których czystość moralną też musi dbać) o zatrzymaniu w areszcie wszystkich podejrzanych, wygląda jak akt zniewagi, jak obraza polskiego wymiaru sprawiedliwości ( który powinien stać po stronie polskiego oficera) i tak też została skomentowana w telewizji przez osoby im bliskie.

We wszystkich tych sprawach mamy do czynienia z podejściem fałszywym, kiedy względy racjonalne ustępują więzom plemiennym, łączącym nas ze skazanymi lub podejrzanymi, ale swoimi. Zgadzam się z „mohawkiem”, który pisał o tym na naszym blogu (14.02. godz. 01. 38). Mamy do czynienia z brakiem współczucia dla (obcych pod względem religijnym i etnicznym) ofiar ostrzału wioski i ich rodzin, z brakiem empatii dla zgwałconej kobiety i jej bliskich, a także z jakimś fałszywie pojętym poczuciem godności i honoru, na który czyhają wszyscy – od Grossa i Tuska, poprzez sędziów i przysięgłych wszelkiej maści. „Wara od naszych!” – to jedyne, co mamy do powiedzenia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 118

Dodaj komentarz »
  1. Panie Redaktorze
    ależ Pan prowokację urządził. O mało nie dałem się nabrać. Ale przecież to niemożiwe, żeby napisał Pan takie opinie o sprawach Grossa, tej w Exeter i tej w Afganistanie nie próbując nawet zapoznać się z tym, co o tych sprawach napisano rzetelnie, nie w tabloidach?

    Bo gdyby Pan tak na serio – to musiał bym zapytać – a co z prawdą???

    Krótko:
    – co do Grossa, ta faktycznie większość z Polaków nie ma żadnego trupa w szafie. Wypowiedzi biskupa oraz nacjonalistyczno-prawicowych piesków tylko mnie śmieszą. Na głupoty Grossa jest tylko jedno lekarstwo – ignorować. Dokładnie tak samo, jak należy ignorować różne Gazety Polskie, Nasze Dzienniki, Radyja. Bo Rydzyk i Gross z jednej są parafii.
    -co do wyroku w Exeter, w dowodzie oskarżenia istniało wystarczająco dużo niespójności, w wypowiedziach (skandalicznych) sędziego było dość szczucia przeciw oskarżonemu, w atmosferze w Exeter było dość zapotrzebowania na znalezienie winnego wśród obcych, żeby widzieć jak na dłoni, że ten proces to było typowe polowanie na czarownice. Niech Pan sobie przeczyta przedostatni Newsweek (to chyba nie tabloid?)
    – co do wydarzeń w Nangar Khel, jeśli się weźmie pod uwagę całość – poprzednie losy tych żołnierzy, wyposażenie wojska, atmosferę wśród dowództwa, okoliczności – naprawdę trzeba mieć wyjątkowo dużo złej woli, żeby ich oskarżać o świadome zabójstwo, nie mówiąc już o ludobójstwie.

    A więc, Panie Redaktorze – nie „Wara od naszych”. PRAWDY!!

  2. Szanowny Panie Danielu!
    Czego juz nie mamy i szczury i hieny szakale i padalce, Premiery LOTO-wskie latawce, cyrk i kabaret w jednym.Widok zalosny i nawet juz i plakac sie nie chce.Wysylamy zolnierzy na misje, od zbrodniarzy i kryminalow ich wyzywamy a generalow pod plaszczem palestry chowamy, hierarchom koscielnym dajemy wladze w rece, bo ktoz jak nie oni szczekajacym pospulstwem manipuluja .Chce Tusk z nardodem leciec rejsowym, niech leci, tylko ze wstyd troszeczke, ze stac nas na 20 letyniej starosci fregaty wojenne, 48 F – 16, inne tajne uzbrojenie, a i o tarczy myslimy a dla wladzy nie mozemy kupic normalny bezpieczny smaoloT? A moze hierarchowie koscielni oglosza z ambony sciepe u pospulstwa? by hieny, szakale i szczury dzisiejsze i wczorajsze mogly bezpiecznie latac i o interesy wszsytkich dbac?
    Slow nie mam pogardy na to wszystko i chyba nic juz mnie nie jest w stanie zadziwic, dlatego taki nieco przygaszony tym kabaretonem udaje sie na krotki odpoczynek.
    Z wyrazami szacunku
    Roman56PL
    P.S.
    Czy mozemy zrobic zaklad, ze wiosna – najdalej latem 2009 beda kolejne wybory do Sejmu i Senatu?

  3. Panie Redaktorze,
    Nie dość, że sędziowie różnej maści,nie dość że Gross, czy Tusk…ale i sama Bozia nas nie lubi nie mówiąc już o jakimkolwiek nam sprzyjaniu. Czy jakiś inny kraj leży pomiędzy Rosją i Niemcami? Czy jakiś inny kraj ma tak fatalny klimat? Czy jakiś inny kraj dzieli z drugim swoich największych obywateli ( Kopernik, Mickiewicz, Chopin, Skłodowska itp). Czy jakiś inny kraj ma tak przytłaczającą większość powstań i zrywów narodowych jednoznacznie przegranych? Można by dalej wyliczać, ale faktu nie da się zmienić Bozia nas po prostu nie kocha. A my nie wiedzieć czemu uważamy się za jej wybranych, za najlepszych, najuczciwszych , najszlachetniejszych…za pępek świata. A tu raptem taki Gross..czy wciąż radosny Tusk. Czy aż tylu u nas nawiedzonych by nie zrozumieć prostej jak dwa metry sznurka w kieszeni prawdy?! Czy aż tak wielką sztuką jest uderzyć się we własne piersi?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Smutne to wszystko, do bólu… Ale czyż można się dziwić?… Ale czyż można się dziwić skoro miedzy Bugiem, Odrą, Bałtykiem i Karpatami beznamiętna m a s a oddała rząd dusz Rydzykom i jemu podobnych „autorytetów” spod znaku mafii watykańskiej? Brak Szpotańskiego. Ciemniacy zaś przenieśli się z Domu Partii do pałaców biskupich.
    amw

  6. Poprawiam część zdania ze swojego komentarza, powinienem napisać: „…beznamiętna m a s a oddała rząd dusz Rydzykom i jemu podobnym „autorytetom…”. Ja też, widać uległem ściemnieniu…
    amw

  7. To już na onecie można spotkać lepsze prowokacje.
    Nawet te w wykonaniu Antka_Emigranta

  8. A ja kolejny raz gratuluję posłance Szczypińskiej . To widoczny sukces . Efekt intensywnej pracy nad sobą jest coraz bardziej widoczny – coraz szybciej mówi niż myśli , a jednak intensywny trening czyni mistrza . Tylko niech jej osobisty mistrz uważa – często jak to w zyciu uczeń przerasta mistrza . I kto wtedy będzie jej guru ? A co do możliwości dyskusji lub chociażby rzeczowej rozmowy z zajadłymi [dosłownie] bałwochwalcami pana J.K. ,przepraszam za wyrażenie – z gówna bata nie ukrecisz . Nowak , Wolniewicz , Krasnodębski ,to tylko wierzcholek gory lodowej .Wystarczy poczytac wpisy do felietonu pana Gabryela . Osobiście tego nie jestem w stanie tego pojąć , ale jak się nie ma tego co się lubi to sie lubi to co się ma .Znalazlem dla mnie doskonale rozwiązanie – nie czytam ich , nie slucham i coraz bardziej doceniam techniczne mozliwości pilota , tak malo wysilku wymaga jego obsluga a efekt znakomity od kilku dni czuję się zdecydowanie zdrowszy czego i innym z czlego serca życzę .

  9. Panie Danielu dlaczego zgadzam sie z kazdym panskim slowem.Czyz jestem jeszcze jednym normalnym chociaz to tak nieskromnie brzmi ale pytam.

  10. Nasi górą! Bezprzykładne oszczerstwa Grossa (nie jest on godzien żadnego tytułu) znalazły słuszny odpór nie tylko wśród prawdziwych naukowców IPN czy słusznych publicystów „Naszego Dziennika” czy „Gazety Polskiej”. W sprawę włączył się zakon o.o. Jezuitów organizując w swojej świątyni w Krakowie przy ul. Kopernika pseudonaukową farsę z udziałem tzw.profesora Nowaka i innych „naukowców” ze stajni Ojca Dyrektora. Co gorzej wziął w niej udział krakowski biskup senior odznaczony za zasługi w dziedzinie pomocy Zydom w czasie II Wojny Światowej. Nie pisałbym o tym gdyby nie fakt, że impreza odbyła się nie w sali, tylko w katolickiej świątyni, w mieście w którym biskupem a póżniej kardynałem był Jan Paweł II, wtedy jeszcze Karol Wojtyła. Obecnie arcypasterzen krakowskim jest Jego wieloletni przyjaciel i sekretarz.
    Czy krakowska impreza nie była policzkiem dla tych, którzy jeszcze pamiętają nauki zmarłego Jana Pawła II i jego stosunek do „starszych braci” Żydów.
    Czy doczekany się komentarza arcypasterza, który tak szybko ocenił wydawców polskiego przekładu książki Grossa?

  11. Z tego co pamiętam, przeloty samolotami rejsowymi nie muszą być tańsze dla szefów państw. Chodzi o to, że państwowe samoloty VIPowskie są zwolnione z różnych opłat… Oczywiście, na takim dystansie to się zapewne opłaci, ale nie jest to jednak sprawa zupełnie jednoznaczna.

  12. Panie Danielu kochany,

    nie było mnie tutaj jakiś czas, co bardziej związane jest z ostatnim egzaminem w toku studiów i bolączką somatyczną, niż czymkolwiek innym. Ale jestem (jak Anna Maria Jopek), bo mam głęboko w sobie uśpioną zdolność bumerangu 🙂
    Biją naszych ! Ma Pan rację ! To mógłby być szczepowy pokrzyk w ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach. Ile w końcu upokorzeń znieść ten najwspanialszy na świecie naród i najnędzniejsze społeczeństwo (CK Norwid) ?
    a) Donaldu Tusuku obraża nas na jeszcze jeden sposób – pojechał na narty bez ochroniarzy. Jarosław nigdy by tego nie zrobił. Nie tylko nie pojechał by na narty, ale przede wszystkim nie pojechał by nigdzie bez ochroniarzy, bo przecież każde szwedzkie dziecko wie, że Jarosław jest współczesną ekspozycją Ulofa Palme
    b) „posłanka Szczypińska, (…) jest tubą, a może nawet fletem lub fujarką, prezesa Kaczyńskiego” – a prezes Kaczyński jest (wraz z Antonim Macierewiczem & Co) „tubą , a może nawet fletem lub fujarką” tego najlepszego z premierów – Jana Olszewskiego. Więc powtarzam, że Jan Olszewski latał samolotem rejsowym do USA, a Józef Oleksy do krajów południowo-wschodniej Azji. Choć w głuchym telefonie szeptania do uszka przez brata Jarka informacja ta może ulec nawet znacznemu zniekształceniu
    c) Ktoś – zapewne źli terroryści, którzy „mają czelność pokazywać się w Superwizjerze” (Petelicki) – płacze nad rozlanym mlekiem (mleko = życie) i opluwa „nasze dzielne wojsko, nasze orły białe” (Mickiewicz). To niesprawiedliwe. W końcu „walczy się tak jak pozwala przeciwnik” (S. Nałęcz Komornicki, członek kapituły Virtutti Militari), a przeciwnik pozwala na przyszywanie sobie do mundurów trupich główek, na cordon & clear, na zapalenie papieroska przy zwłokach dziecka… Coś mi to przypomina ? Pacyfikację Zamojszczyzny w oślepiałym zamiarze tworzenia Himlerlandu ?
    d) Jan Tomasz Gross jest mistrzem plucia. Pluje na odległość. Pluje prosto w polską, katolicką, narodową twarz. Jeśli natomiast z polskiej, katolickiej, narodowej twarzy wytryska raz po raz gejzer czułych słówek – takich jak u krakowskich jezuitów, to wszystko w porządku, to nie ma problemu i to bardzo, bardzo, bardzo ładnie
    e) Nie mam sił kolejny raz pisać o Jakubie T, już kiedyś zresztą na ten temat wypowiadałem się na Pańskim blogu. Teraz powiem tylko tyle, że wszyscy Polcacy żałują, że Jakub T. nie został osądzony przez polski sąd. W końcu to w Polsce „wypuszcza się z więzień najgorszych zbrodniarzy, tych od obcinania palców i mordowania ludzi” (Jarosław), więc pewnie i Jakub T. jakoś by się przecisnął. Warunki fizyczne upodabniają go bowiem do bąka, a jak cytował nieodżałowany Roman min. Giertych „prawo Rzeczpospolitej jest jak pajęczyna – bąk się przebije, ugrzęźnie muszyna”
    f) Skoro już przypomniałem Romana Wielkiego godność narodowa szarga jak szmatę Katarzyna Hall(-owa; obie wersje są ponoć poprawne, choć hallowa raczej łączy się z piłką przez małe pe). Jedna klasa szkoły ogólnoksztacącej a potem zawodówka sprawi, że na pewno wszyscy poczują się lepiej. I statystycznie się nam poprawi, i wyprodukujemy nowe, liczne kadry forsotłuków nie znających ani Prousta, ani Sartra ani allel RNA. Bo po co ?
    Człowiek, który więcej wie czuje się bardziej pewny siebie, godność, którą ma zatrzymuje dla siebie i nie dzieli z nią nikim – ludzie mali i ograniczeni cali są godnością, godnością wymachują jak feretronem, godnością się karmią i upijają.
    Trzeba kończyć – więc kończę lekko tylko zmienionym czterowierszem nieco zapomnianego, peerelowskiego (czyli z samego założenia złego), klasyka:
    „godność godność godność
    godnością oddycha mój brat
    a ty go strzeż opoko
    związku republik i rad”

    Pański niezmiernie, niezłomnie i w jakiejś części na wyłączność

    Ł (jak łżeelitariusz) z Gdańska, na który pada drobny, mokry śnieg

    PS. Ugodzić, flet, fujarka, gejzer, uszko – to nie miało zabrzmieć aż tak sadomasochistycznie… nie wiem skąd ten nastrój ?
    PPS. Wszystkich obrażonych przepraszam – „nie jestem z dobrej jakościowo części inteligencji, która popiera PiS” i jestem z tego dumny.

  13. Zrobiliśmy z polskości bałwana, któremu oddajemy bałwochwalczą cześć, bez względu na to, czy jest tego wart. Przydałoby się trochę takiej powszechnej refleksji na temat, jacy naprawdę jesteśmy i czy warto bronić każdego łajdaka czy każdego łajdactwa tylko dlatego, że ma ono/ono związek z krajem nad Wisłą.

  14. Buku:
    nie sposób się z tobą nie zgodzić, choć trzeba przyznać, że mieli jezuici na tyle odwagi, żeby uderzyć się we własne piersi ! A to wśród polskiego kleru rzadkość !
    Pozdrawiam,
    Ł.

  15. Były czasy pogardy?
    Były.
    Byli Żydzi w Polsce?
    Byli.
    Dużo ich było?
    Dużo.
    Są Żydzi w Polsce?
    Są.
    Dużo ich jest?
    Mało.
    Powód?
    Niemiecka eksterminacja?
    Tylko?
    Nie.
    Inny powód?
    Nagonka z 1968 w Polsce.
    Eksterminatorami Żydów w Polsce byli…?
    Niemcy.
    Czy tylko?
    Nie tylko.
    A kto jeszcze?
    Ustasze, banderowcy.
    A Polacy?
    NIE!!!!!!
    Czyżby?
    No, może jednostki.
    A ile tych jednostek było?
    No… trochę.
    To nie jest spójne z pojecięm – jednostka.
    No, ale przecież nie wszyscy Polacy …
    Co, nie wszyscy Polacy?
    ??????????:( 🙁

    No tak, nie wszyscy Polacy. Nie wszyscy Polacy zachowywali się wówczas tak godnie, jak obecnie chcą uważać, iż zachowywali się.

    Smutne.

  16. Panie Redaktorze.
    Co do lotu Tuska rejsowym samolotem – tylko jedno, niech wreszcie Rząd kupi sobie przyzwoity samolot do oficjalnych wizyt. Naprawdę jesteśmy zbyt dużym krajem, żeby najwyższa władza pętała się po świecie rejsowymi samolotami. PiS zaś niech się przymknie w tej sprawie, bo samolot mógł nabyć już 2 lata temu.
    Co do Strachu Grossa – mam stosunek identyczny jak Jerzy Urban, chociaż gdzie mi do jego doświadczeń życiowych. Ani na kolanach przed Grossem, ani z pałą w ręku na Grossa. Po prostu stosunek pełen obojętności i braku jakiegokolwiek zaciekawienia.
    Nie śledziłem sprawy Jakuba T., natomiast raziły mnie jednostronne relacje polskich mediów. Jeśli Jakub T. był niewinny, to szkoda, że media żerowały na jego niewinności, zamiast wspomóc jego obronę. Zdaje się, że obrońcy zdziałali zbyt mało, jak na swoje możliwości. Ale może się mylę.
    Nie podzielam natomiast Pana poglądów w sprawie polskich żołnierzy w Afganistanie. Ta nasza nadgorliwość w osądzaniu tych żołnierzy poczęta od przedziwnego wystąpienia PiS-owskiego Rzecznika Praw Obywatelskich w roli wszystkowiedzącego sędziego po ostatnią decyzję Sądu w sprawie przedłużenia aresztu wydobywczego w stosunku do żołnierzy, którzy nigdy przedtem nie popełnili przestępstwa, a ich sprawa wcale nie jest taka oczywista w świetle wypowiedzi oficerów amerykańskich, daje mi wiele do myślenia, niekoniecznie w kierunku przez Pana wytyczonym.
    Pozdrowienia.

  17. Nauka obraza wiare

    Pis nie jest partia polityczna.Jest partia wiary.Doglebne analizy politycznych strategii braci Kaczynskich to naukowe wrozenie z fusow.Dla mnie bylo jasne ; oni pokielbasili wszystko ze wszystkim.Trzeba bedzie lat Egzegezy,by wrocic do pierwszych slow i zrozumialych znaczen.
    Wiara jest niezbedna wobec zdarzen,na ktorych istnienie lub nieistnienie nia ma dowodow.Za takie zjawisko uznalbym sukcesy rzadow Pis-u.Tu wlasnie opuszczamy domene faktow i wiedzy , przekraczamy granice rozumu.Mozemy uwierzyc lub nie.
    Ja mam klopot, bo Pis uczynil mnie czlowiekiem malej-a w kwestii sukcesow tej partii-zadnej wiary.Jednak ci,ktorzy wierza w Pis, wierza w sukcesy i osiagniecia.To wybory podswiadome,emocjonalne.Wiedza jest brudna; odbiera wiare wykszatalciuchom.Jest sprzedajna; szlaja sie po gazetach za obcy kapital,wypelnia strony podejrzanych ksiazek,wysluguje ukladom.Wiara jest czysta.Chcialbym uwierzyc w prawo i sprawiedliwosc dla wszystkich.Chcialbym uwierzyc w partie,ktora tego dokona.Moznaby wtedy wiele wybaczyc Pis-owi;brak politycznej”kinderstuby”,dziwne sojusze,podejrzane lektury,wyzwiska,populizm…Wierzacy sa przekonani,ze wiara czyni cuda.
    Apeluje wiec od tygodni do zwolennikow Pis-u;jesli wasza wiara w sukcesy braci Kaczynskich,w prawo i sprawiedliwosc jest tak mocna,jesli wbrew rzeczywistosci i tylko za sprawa wiary zbudowaliscie IV RP,to jest pewne ,ze wyzwolily sie w was nadprzyrodzone sily.Jesli tak ,a apeluje od tygodni,to podniescie prawa reke do gory-moja prawa reke.(na razie nie drgnela).
    pozdrawiam jan mondry

  18. A może latanie rejsowymi samolotami jest po prostu bezpieczniejsze? Ten rządowy podobno wysłużony bardzo. Latanie obiektem muzealnym może wzbudzać niezdrową sensację i niepotrzebne komentarze. Rządowy czy rejsowy – chonor ucierpi tak czy siak, bo prawdziwy honor nie ma tu nic do rzeczy. Bardzo mnie zresztą śmieszy mierzenie honoru rodzajem fury wożącej vipowskie pupy.
    Reszta wpisu już nie jest do śmiechu. Byłoby lepiej, gdybyśmy pamiętali, że najpierw jesteśmy ludźmi, a dopiero potem Polakami.

  19. do alburri z h. 9.50. Jeśli teraz zdawałeś ostatni egzamin na studiach (a nie miałeś przerw lub, jak Gosiewski ,zbyt dużego umiłowania do „studiowania”przez 11 lat;podobno z pozytywnym skutkiem, choć ,oglądając Gosiewskiego, nie jestem tego pewien) znaczy, że jestem od Ciebie starszy ok. 2,6 raza (ja moje pierwsze studia kończyłem w wieku 23 lat; nie wiem, jaka jest teraz norma). Miło się czyta taki wpis, jak Twój, bo starszy, trochę stetryczały facet, obolały od sukcesów, ale przede wszystkim od różnych ran i porażek nazywanych „doświadczeniem”, przypomina sobie swoją młodość, dynamizm wypowiedzi, bezkompromisowość… I dobrze, bardzo dobrze, że jesteś taki. Taki, jak ja, będziesz za dziesiąt lat i też będą Cię takie wpisy sentymentalnie rozrzewniać, bo taki wpis wnosi świeże powietrze do nie wywietrzonego pokoju.

  20. Do listy możemy jeszcze dodać wczorajszy „wściekły atak Putina” na Polskę. Podejrzewam, że jedynym powodem dla którego TVP rozkręciła ten temat, była konieczność wciśnięcia w ramówkę wypowiedzi Wielkiej Mądrej Głowy z pałacu prezydenckiego, która korzystając z okazji mogła po raz kolejny pochylić się nad niedolą narodu, któremu znowu obcy pluje w twarz.

    Swoją drogą, to zachowania mediów, polityków, i pewnie niemałej części społeczeństwa, to zapewne efekt specyficznego, narodowego prania mózgu które każdy z nas przechodził w szkole. Na lekcjach historii przeciętny uczeń raczej nie dowie się, że jako naród równie często bywaliśmy katem jak ofiarą, oszustem jak oszukanym, rabującym jak okradzionym, itp. W książkach, nie tylko historycznych, jest cała masa niedomówień, zagadnień które się pomija, lub rozwija szczątkowo, aby przypadkiem „Polak mały” nie uszkodził sobie główki, gdy zawita w niej informacja odbiegająca od „kanonu”. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że w Polsce pod hasłem religia kryje sie katechizm KK – wiele dzieci o istnieniu innych religii dowiaduje się z gier komputerowych, albo dopiero na lekcjach historii powszechnej w liceum. Nic dziwnego, że produkt takiego wychowania, agresywnie reaguje na wszystko, co odbiega od jedynie słusznego (własnego!!!) postrzegania świata.

  21. Uprasza się wtórnych analfabetów o nieczytanie!

    Nagonka na solidarnych

    Rzecz to niesłychana światowa dama hołubi solidarnego pana.
    Onże pan wyzwolił nasz glob od barbarzyństwa wschodnio-azjatyckiego i dał prymat jedynie słusznej myśli globalistycznej i wierze.
    Bez wojny i ofiar,nie licząc ofiar z „Wujka”,które uzbrojone zaledwie w kopalniane łancuchy starały się przeciągnąć nimi kierowcę wozu opancerzonego jaki utknąl wykrocie,na solidarnościową stronę.
    Jego niegodni towarzysze uzbrojeni w karabiny maszynowe uciekli spod oczyszczających z komuny szlachetnych dłoni robociarskich tak spragnionych przejęcia kopalni na własność, by dać wolność i pracę swoim męczonym współbraciom przez morderczą komunę.
    I wyobraźcie sobie, te piekielne pomioty zomowskie,po zreflektowaniu sie, że pozostawiły swego towarzysza na uświęcającej łasce szlachetnych górników,postanowiły strzelać zabijając 6-ciu,aby uratować jednego.
    Co za matoły komunistyczne.
    Nie potrafiły przeprowadzić nawet prostego rachunku do 10-ciu i jego opłacalności.
    Żeby chociaż strzelać gumowymi kulami i wybić jedno czy drugie oko,jak to władza solidarna czyniła, ale gdzież tam, oni od razu ostrym śrutem z grubej bolszewickiej rury.
    Jednym słowem nie potrafili karabinami obronić górników przed ich własną głupotą czy mądrością,jak kto sobie życzy.
    Dzisiaj kiedy, pełni chwały i uznania górnicy przodowi zjechali na własnych tyłkach na kapitalistycznego życia zadek,oświeceni zostali mądrością klasową.
    Po wywaleniu ich na bezrobocie rzecz jasna.
    Byt kształtuje świadomość,a jak się nie ma co jeść to się nabiera świadomości,że jest się głodnym.
    Nie przesadzajmy jednak ,że jest to cierpienie szczególnego rodzaju.
    Jest to uszlachetniające zmaganie się z tłustymi brzuchami i nadmiarem cholesterolu, a zatem działanie ze wszech miar właściwe, polegające na likwidacji morderczych skutków komuny.
    Ot , jaki podły był to system, niszczył nawet własną bazę, by nie dopuścić jej do uszczęśliwiającego kapitalizmu, w którym wszyscy mają wolność, pluralizm i demokrację mogąc sobie nimi obrośnięte solidarnościowe buzie wycierać.
    Dzięki bojowym zmaganiom nieugiętych górników z „Wujka”, przywołano na pomoc osamotnionego wujka zza wielkiej wody i sprawa stała się jasna.
    Ruszyły nieprzebrane hufce miłości,miłosierdzia i solidarności.
    Dzięki ich uporowi i odwadze powołany został największy Polak na najważniejszy tron ziemski.
    On ci to poprowadził nieomylnie nasz piękny i wybrany naród, po uprzednim sprowadzeniu na naszą ziemię Ducha Świętego,drogą ku wszelakiej szczęśliwości i dobrobytowi.
    Obecnie już wszyscy mamy to na co w pełni zasługujemy.
    Wreszcie wyrwaliśmy się z ciemnych okowów bolszewizmu i dostąpiliśmy nobilitujących łask kapitalizowania się.
    Jest to najsłuszniejszy, najlepszy i najsprawiedliwszy system, bo innego już nie ma i tylko ten się ostał w swej najdoskonalszej postaci.
    Dzięki czemu bojowi robole z „Wujka” uwolnili się od męczącego potu i znoju kilofa.
    Teraz nikt ich nie morduje.
    Są już wolni od pracy i płacy.
    Osiągnęli najwyższe stadium wolności , jakie tylko człowiek może sobie wymarzyć a dotychczas jedynie eksperymentalnie mógł zrealizować Diogenes.
    Ci myślący i przewidujący bojownicy o równość,wolność i braterstwo osiągnęli stan najwyższego wyzwolenia.
    Nie muszą się oni martwić i troszczyć o nic, ponieważ nic im nie pozostało.
    W ten sposób osiągnięty został stan nieskończonej nirwany.
    W tym wspaniałym oczadzeniu trwa połowa społeczeństwa podziwiająca niespotykaną elegancję i klasę,tej drugiej błogosławionej części.
    Takie, jedyne i słuszne, rozwiązanie jest pełną miarą mądre i sprawiedliwe.
    Skończyć zatem należy raz na zawsze i definitywnie, opowiadanie komunistycznych bajek o sprawiedliwości społecznej.
    Jest to nad wyraz bzdurny i szkodliwy sposób kształtowania świata.
    Wszyscy muszą o tym wiedzieć, że świat ów jest niesprawiedliwym i złym w czym przejawia się jego piękno,humanizm i bogactwo wyrażone esencjonalnie w niepowtarzalnym Imperium Dobra.
    Do tego kapitalistycznego kompotu dobra wrzucono słodziutką i smaczniutką śliweczkę solidarnościową, która nie bardzo wiadomo,jest bardziej socjalna czy bardziej liberalna.
    Skosztować chcą wszyscy, lub pożreć, ale możliwość jest tylko jedna.
    Wystawienie tej ślicznej śliweczki, zgodnie z prawami rynkowymi, na aukcji, jak w przypadku polskich znaczków przehandlowanych przez Niemców Polakom spowoduje wyłącznie wzrost jej ceny.
    A przecież chodzi nam o obniżenie tej ceny, żeby polską śliweczkę świat wrąbał za jak najniższą cenę.
    Uzyskać to można drogą deprecjacji wartości metodą pomówień,plotek i paszkwili.
    Dlatego koniecznym jest wybicie z głów durnej bandy solidarnej przekonania o jej wyjątkowości i nieomylności sygnowanej hasłem JPII.
    Atak musi być frontalny i generalny.
    Zdławić fizycznie ich nie da rady,boć to jeszcze zbyt młody osiłek w solidarnej mentalności.
    Najskuteczniejsza jest metoda ośmieszania, ironizowania, kpienia, przerysowywania i tym podobnych błyskotliwości.
    Oczywiści, w żaden sposób, nie można tego czynić na siłę,gwałtem czy przymusem.
    Sączyć należy ten jad systematycznie,konsekwentnie i z umiarem, co najważniejsze , by zachować pozory przyzwoitości.
    Można nawet wykorzystać goebbelsowskie doświadczenia o wielokrotnym i skutecznym powtarzaniu kłamstw.
    Nie do odrzucenia są także osiągnięcia towarzysza Wyszyńskiego, który mawiał dajcie mi człowieka a ja już na niego paragraf znajdę.
    Obecnie sprawa jest jakby ciut większego kalibru, bo nie chodzi o jakąś smutną jednostkę lecz o cały naród i przyprawienie mu antyeuropejskiej i antysemickiej oraz antyliberalnej gęby.
    Jednym słowem cała Polska solidarnościowa to jeden wielki Ciemnogród.
    I mnie się to bardzo nie podoba.
    Prawica ma swoje błędy,paskudztwa i świństewka ale żeby zaraz Ciemnogród, taki zasłużony, nieoceniony i wychwalany.
    Skąd to się naraz wzięło?
    Ano, jest to wyraz nadzwyczaj ostrej walki politycznej między dwoma ugrupowaniami politycznymi polskiej prawicy.
    Proces przemian nie został zakończony i ugruntowany.
    Szeryfowie i kowboje ciągle są w bardzo dynamicznej akcji.
    Nie do końca jest jasnym kto w końcu komu założy kajdanki i wpakuje za kratki, jak na razie wyłącznie w ujęciu werbalnym, bo merytorycznie niczym się oni nie różnią.
    Rzecz idzie o to by ci, którzy nie mieli okazji mogli się stosownie obłowić.
    W związku z czym jedno pomawia drugie o najgorsze nieprawości.
    Styl ten jest znany i powszechny od zarania solidarnej prawicy w Polsce.
    Jego cechą stało się utytłanie przeciwnika w ekskrementach.
    Do tego niskiego celu wykorzystuje się instrumentalnie fobie komunistyczne,rosyjskie,niemieckie,żydowskie,religijne itp.
    Ja nie chcę powiedzieć,że tych fobii nie ma zupełnie.
    Na litość jednak ateistycznego Pana zachowajmy proporcje i przyzwoitość.
    Ja wiem, że pojedyncze androny bywają bardzo nośne i napędzają nakład prasowy.
    I tu nasuwa się refleksja ,że polskie media są nazbyt zaangażowane politycznie w proces walki, co jest zrozumiałe ale niedopuszczalne, ponieważ przedkładają nam one świadomie wypaczony obraz opisywanej rzeczywistości.
    W wyniku rozwichrzenia stosunków politycznych i społecznych, są ludzie starający się dolewać oliwy do ognia,by upiec przy nim swój interes.
    Odległe są mi uprzedzenia i nienawiści rasowe, i inne niechęci, i urazy.
    Obawiam się jednak, że jeżeli ktoś będzie mi wmawiał antysemityzm, to ja mogę w to, w końcu uwierzyć.
    Zatem Gross wyjdzie na tym jak Zabłocki na mydle.
    Jeżeli Gross ciągle będzie mi zarzucał ludobójstwo,to ja tradycją KK zarzucę mu Jezusobójstwo i zapętlimy się na amen.
    I nie oczekujcie państwo pokornego posypywania głowy popiołem.
    Gross przebrał miarkę.
    Autentyczny naukowiec rozpatruje wszelkie za i przeciw, bez tendencyjnej jednostronności.
    Wydaje się, że zainspirował on i przekroczył pewne granice mogące mieć dalekosiężne skutki.
    Nie kopie się leżącego, nawet jeśli się jest Żydem, a może i głównie dlatego.
    Nie zapominajcie panowie, że to nie Polska wywołała II-gą wojnę światową i nie Polska realizowała politykę eksterminacji Żydów.
    Z pretensjami należy zwrócić się do możnych tego świata,którzy bardzo często są Żydami.
    Polska nie może być chłopcem do bicia i pasania cudzych krówek.
    A legendy o polskiej ksenofobii należy włożyć do annałów antypolonizmu.
    Natomiast brak empatii u Polaków jest efektem braku jej u innych wobec nas.
    Goli się i strzyże nas bez litości, wobec czego bylibyśmy frajerami i idiotami gdybyśmy jeszcze mieli współczuwać tym cyrkowym cyrulikom.
    Powinniśmy zacząć od siebie.
    Poza tym na zakończenie warto również przypomnieć dewizę, że różnice w świadomości są pochodnymi wynikającymi z dysproporcji bytu.
    Muszę również zauważyć, że więzy racjonalne nie zawsze kolidują z więzami plemiennymi, ponadto jest to teza dezintegrująca świadomość narodową.
    Nie każdy czuje się obywatelem świata Drogi Panie Passent.
    I nie ma w tym nic złego jeśli potrafi on zachować rozumną harmonię między obywatelstwem świata i swojej ojczyzny.
    Lubię mieć świadomość ideowej łączności i tożsamości z Panem, ale jednak koszula bliższa jest ciału,jeśli u Pan jest odwrotnie to proszę przesłać mi swoją.
    Będę bardzo wdzięcznym.

  22. Myślę, że warto zakończyć już zmagania z problemami Grossa i Strachu. Wałkują one znane od wieków animozje pomiędzy polakami i żydami, które w czasach II Wojny nabrały bardzo tragicznego wymiaru. Polskie problemy i dramaty z pewnością nie były ani najbardziej powszechne ani najbardziej tragiczne. Skłania mnie do tego poglądu historia dramatu Żydów w Austrii przedstwiona w dokumnetalnym filmie pt. „Odzyskać Klimta” pokazanym wczoraj na kanale PLANETE. Radzę przypilnować i zobaczyć powtórzenie.
    Na tle historii odzyskania przez żydowskich właścicieli kilku kosztownych i pięknych obrazów Klimta zarysowano los Żydów w Austrii od czasów naziamu do dni dzisiejszych. Twierdzono w zakończeniu, że dzisiejsze bogate elity Wiednia nie mogą spać spokojnie w świadomości, że otaczające ich bogactwo pochodzi z rabunku zasobnych Żydów czasie miłosnych czasów z Hltlerem. A Austriacy byli w tym dziele bardziej aktywni. Na tym tle nasze problemy ze społecznością żydowską wydają się mizerne i niewarte tylu niewiele wnoszących sporów.

  23. Jezdzenie rejsowym samolotem przez szefa rzadu bardzo mi sie podoba z pwodow ekologicznych. Polska, podobnie jak caly swiat, ma w najblizszych latach znaczaco zmniejszyc emoisje dwutlenku wegla, tymczasem jednym z najwielkszych szkodnikow ekologicznych jest wlasnie lotnictwo. Ile SETEK TYSIECY ton CO2 wydycha z siebie jeden dodatkowy samolot pokonujacy dwukrotnie trase Warszaw-Waszyngton?
    Tymczasenm z Polski tylko slysze niezadowolone pomruki z powodu wprowadzania ograniczen emisji szkodliwych gazow, zas odwiedzajacy mnie w Londynie goscie z Polski nie przestaja sie dziwic, ze dobrowolnie godzimy sie na rozne utrudnienia zwiazane z ekologiuczna polityka rzadu. Ze recyklujemy co sie da, kompostujemy co sie da, ze instalujemy w swoich domach drozsze i krotsze w ekspoatacji bojlery kondensacyjne , ktore wydzielaja zero dwutlenku wqegla, za to duzo buchajacej na zewnatrz pary wodnej.
    Wiec dobrze, ze chociaz Tusk daje w Polsce przyklad pewnej ekologicznej wstrzemiezliwosci. Warto ten aspelt jego decyzji podkreslac, a nie zastanawiac sie na ile jest to gest pod publiczke. Publiczka ma dostawac dobre wzory.

    Druga sprawa: pisze Pan, och jakze ostroznie!- choc chetnie uzylabym innego slowa -, ze Profesor Gross , „ma duzo racji”. A w czym racji nie ma? Pana zdaniem? Nie sa prawdziwe przytaczane przerz niego udokomentowane fakty? Dokumenty? Listy obcych dyplomatow? Relacje swiadkow z obu stron zbrodni?
    A moze nie ma racji, ze o krwawych zbrodniach pisze z pasja i zaanmgazowaniem?
    A moze, jak uwaza byly sekretarz Papieza, jego ksiazka szkodzi oslawionemu „dialogowi” Zydow i chrzescijan w Polsce? Jest taki dialog? (tak, tak, jest mila wspolpraca miedzy garsteczka dobrych przyzwoitych chrzescijan a Zwiazkiem Gmin Zydowskich i ten ostatni jest rozpaczliwie wdzieczny za kazdy gest wyciagnietej reki. Reszta jest mniej wiecej taka jak w Krakowie)
    Zalezy Panu na dialogu przyslowiowej gesi z prosieciem? Kiedy podstawowe fakty nie zostaly wyjasnione, nazwane po imieniu, potepione, jesli na to zasluguja?
    Bo mnie nie zalezy na zadnym dialogu z klamcami i tymi, ktorzy chca aby nie podnosic nad historia Polski kurtyny milczenia, skoro nie mowilo sie o czyms od 60 lat. Ja w swoim czasie podpisywalam rozne publiczne listy w sprawie bialej plamy w sprawie Katynia i nauczania tego w szkolach. Sama pisalam o tym plomienne teksty, co najmniej kilkanascie ich bylo. Wspolorganizowalam obchody katynskich rocznic. Nie mam zamiaru godzic sie na biale plamy w mordowaniiu Zydow w wojennej i powojennej Polsce przez moich rodakow. Taki „dialog ” jest ponizej mojej godnosci.
    A Panu jak, Redaltorze?

  24. W świetle tego, co Pan napisał, to ja chyba nie jestem godna być obywatelką tego kraju.
    Jakoś nie obraża mnie fakt, że premier przeleci się samolotem rejsowym, i to pomimo, że właśnie na opozycję głosowałam. Nie obraża mnie także to, co napisał Jan Gross, choć nie neguję prawdziwości przytoczonych przez niego faktów. Ot, po prostu uważam, że wśród Polaków, jak w każdym innym narodzie, są ludzie i ludziska. Mało tego, nie obraża mnie to, co słyszę od jakichś , z przeproszeniem, kardynałów, czy innych, też z przeproszeniem, „autorytetów moralnych”. Taka jakaś jestem nienormalna, że niewiele osób mogłoby mnie obrazić. Może to zarozumialstwo jest, albo co?
    Serdecznir pozdrawiam, T.

  25. Szanowny Panie Redaktorze Gospodarzu,

    Problem Polski i Polakow polega przede wszystkim na poczuciu szczegolnosci i jedynosci poprzez historie, martyrologie ale i poprzez ciagly syndrom niedocenienia w wielkosci. To, kumulowane przez lat, prowadzi czesto prosto do poczucia nizszosci co z kolei powoduje, ze wszystkie uwagi albo opinie niezgodne z wlasnymi odbierane sa w Polsce jako napasc lub ponizanie.

    Polacy szczyca sie ciagle „Polska od morza do morza” (a kto na swiecie o tym wie, tym bardziej, ze historii Europy srodkowo-wschodniej i tak nigdzie nie ucza. Ksiazki Davisa nie sa tu wykladnia tylko wyjatkiem, i to dlatego, ze ma polska zone), walkami o niepodleglosc (zgoda, jest czym), przetrwaniem zaborow (to juz nie wyjatek, popatrzmy na panstwa kolonialne, ktore przetrwaly i odrodzily sie – moze nawet w trudniejszych warunkach).
    Polska szczyci sie pokonaniem wrogow – i pokonuje ich do dzisiaj machajac szabelka historii (do niedawna histerii). Zbyt malo patrzy w przyszlosc, zyjac pietnem minionego czasu.
    Jednym z glownych problemow Polski i Polakow jest to, ze jako (nawet protokolem Poczdamskim) uznani zwyciescy maja sie ciagle „gorzej” niz pokonani – i to odbieraja jako niesprawiedliwosc dziejowa.
    A przeciez Polacy jako jedyni (!) poza czterema mocarstwami (ich obywatelami oczywiscie) mogli wjezdzac do obmurowanego Berlina Zachodniego bez wizy!

    Jeszcze wiekszym problemem jest to, ze swiat i udokumentowana historia mowi o Zagladzie Zydow a nie o Zagladzie Polakow. Bo przeciez Zydzi to i tak „gorszy rodzaj ludzki” (a czy wogole ludzki?). A przeciez Polakow zginelo kilka milionow (z 6 milionow obywateli Polski). I to w chwale! Polacy tez chcieli by miec “swoj” powszechnie uznany Holocoust.
    Przekrzykiwanie sie kto w czasie ludobojczej wojny ucierpial bardziej – jest conajmniej nie na miejscu (patrz „wykiczanka” prezydenta dla EU w sprawie „historycznie uzasadnionych roszczen do wiekszej lichby glosow”)

    Problemem Polakow jest takze to, ze patrzac w przeszlosc zapominaja iz swiat tej postawy nie rozumie, ba nie akceptuje. Argumentuja ze „nasza” byla Solidarnosc, Walesa (odsadzony w miedzyczasie od czci i wiary – to tez bardzo polskie), Kopernik, Chopin, Papiez, tarcza antyrakietowa – i ze to ma byc przepustka do raju i polityczno-gospodarczego miedzynarodowego rownouprawnienia. Takie miedzynarodowo akceptowane i oczywiscie przyznawane „punkty za pochodzenie”

    To wszystko nie wystarczy. Polska to duzy (powierzchniowo i ludnosciowo) kraj w Europie ktory jakos nie moze zauwazyc, ze czas plynie i swiat idzie do przodu szybciej i brutalniej niz jeszcze kilka lat temu.
    Ze trzeba miec przyjaciol wsrod sasiadow (blizszych i dalszcych) a nie trwac dzialac w syndromie Kargula z „Samych Swoich”.
    (Widze, ze to sie bardzo powoli zaczyna zmieniac, ale zolw jest tu zdecydowanie szybszy i bardziej konkretny).

    Dali temu zreszta wyraz ci mlodzi ludzie, ktorzy ostatnio podwojnie zaglosowali nogami – najpierw emigrujac a potem stojac w kolejkach do lokali wyborczych by jasno dac wyraz swoim pogladom na przyszlosc.
    O tym politycy jakos zdaja sie szybko zapominac umozliwiajac w Polsce znowu ten sam – a moze nawet wiekszy chaos, afery, podjazdy, obelgi i kopanie dolow. Z Polski robi sie taka europejska „republika bananowa”.
    To nie demokracja – to wstyd!

    Polska jest krajem „przeginanaia paly”. Jeden biegun to „postaw sie a zastaw sie” a drugi to „badz biedny i cierpiacy jak Jezus”, bo jak bedziesz (udawal ze) jestes biedny, to bedziesz sredni, a jak sredni to swoj, czyli nasz, polski.

    Stad te idiotyczne dyskusje o lataniu rejsowymi samolotymi. Np. rzad GB nie ma wlasnej floty lotniczej (ani od jakiegos czasu krolewskiego yachtu „Brytania”) ale lata porzadnymi samolotymi za porzadne pieniadze, z pewnoscia nie w luku bagazowym.

    Paranoaja polska polega na tym, ze narod wysmiewa sie z Trabanta i szczyci sie Hummerem, ale nie jst w stanie znalezc sie w normalnym swiecie.
    Tworzy uprzedzenia i wyciaga jedynie sluszne wnioski sciagajac z pasja w dol do piekla tych, ktorzy ciezka praca osiagneli sukces i uwazajac, ze jak sie sredniemu Polakowi „nie udalo” to jest norma. Wszyscy inni to kombinatorzy i zlodzieje. Trzeba im zalozyc podsluchy – to sie wyda. Albo lepiej kamerowe monitorowanie, szczegolnie w lazience albo w ubikacji – to bedzie i informacyjne i smieszne i sexy. (vide Opole, ze wszystkimi tragicznymi skutkami)

    Reasumujac to cale mrowisko:

    Polska chciala by byc

    – wielka jak Rosja
    – potezna jak USA
    – bogata jak Luxemburg
    – kulturalna jak Francja (stad stary polski sentyment do francuczszyzny)
    – antyczna jak Grecja
    – martyrologiczna jak Izrael (czytaj Holocoust, Izrael to tylko miejsce na ziemi)
    – porzadna i poukladna jak Niemcy (hm?? to juz nie tak, jak kiedys)
    – skuteczna jak Japonia
    – spontaniczna jak Brazylia
    – czysta jak Szwajcaria
    – rozwojowa jak Irlandia
    – itp.

    A jak by tak raz spojrzec w lustro i odpowiedziec sobie najpierw na proste pytanie:
    – jestem Polska to znaczy?

    Przypomnial mi sie moj ukochany Koziolek Matolek…..

    I na koniec jeszcze jedna uwaga:
    problem Polski i Polakow lezy w ciaglym widzeniu i postrzeganiu wrogow.

    Niemiec – wrog
    Rosjanin – wrog
    Ukrainiec – wrog (bo UPA, choc nie dla wszystkich)
    Szwed – wrog (grabiezca, niech teraz oddaje co polskie)
    Austriak – ?? (niby Niemien a nie Niemiec, niby Polske rozebral, ale tylko troche i nie gwalcil)
    Zydzi – wrog smiertelny i grabiezca (intelektulny i majatkowy)
    Galicja (Krakow) – wrog
    Warszawa – wrog
    Poznan – (prawie Niemcy) ano wro
    KS Widzew-Lodz (zwany w Lodzi Zydzewem) – wrog i to smiertelny
    KS LKS – wrog (dla tych z Widzewa)
    itp…. itd…..

    Chcialbym doczekac czasow, gdy Polacy nie beda wszedzie widzieli zasadzek, podjazdow, zaborow, zla i wrogow.

    Chcialbym doczekac czasow, kiedy w Polsce synonimem najwiekszego zla i plugastwa przestanie byc Zyd…..

    I kiedy przestanie sie straszyc dzieci Niemcem i…… doktorem co zaraz zrobi zastrzyk….

    Ale moze man za duze wymagania…..

    Pozdrawiam
    z Berlina

    PS: czesc tekstu to „wklejki”. Staralem sie powymieniac w tych fragmentach wszystkie „” na nowe „”, by system WorldPress nie pozamienial ich na ??.
    Jesli gdzies znajdziecie bezsensownie stojace ??, to mialy to byc „”.

  26. Pan Daniel napisał m.innymi: „… Generałowie występujący w telewizji bronią podejrzanych: toczy się wojna, w Afganistanie cywil nie różni się od terrorysty, rozkaz to rozkaz, stres to stres itd.”.
    Zwracam uwagę na słowa: „toczy się wojna…”

    Kto, kiedy i w jakim akcie prawnym wypowiedział wojnę Afganistanowi ?
    Bo skoro wojna – jak chcą generałowie – to ktoś ją musiał wypowiedzieć.
    Są na to stosowne przepisy w Konstytucji RP.

  27. Szanowny Panie ! Pozwoli Pan , ze to co mam zamiar przedstawic będzie swego rodzaju listem otwartym do wielu [jeszcze] zwolennikow[ a moze już tylko sympatykow] Prawa i Sprawiedliwości którą dla wlasnych potrzeb traktuję jako ” Spólke o nieograniczonej nieodpowiedzialności ” .Bo prawa tyle co kot naplakał , a sprawiedliwości nawet mniej . Adresat :wszyscy w/w wymienieni , nadawca : ja , zwykły , przeciętny obywatel , wyksztalcony za czasow komuny , uczestniczący nie zawsze z wlasnej woli w tym wszystkim co było i dobre i zle [ też musialem spowiadać się przed SB – ecją jak wyjeżdżałem sluzbowo na zachód ,uczestniczylem w przymusowych pochodach i wiecach i brałem udzial w tzw. czynach spolecznych] . Takie to byly czasy i niech nikt z tzw. odwaznych dzisiaj nie mówi , ze robil inaczej . A teraz do meritum : dla mnie PIS to tak jakby wielka kuchnia , niemalże zaklad produkcyjny wytwarzający coś co zostalo nazwane IV RP . Początki tej kuchni [produkcji] były dla wielu odbiorców – konsumentow zachęcające , mimo , ze do wielu docieraly opinie tych którzy mieli juz okazje jeść potrawy szefa kuchni -JK [opinie Wałęsy] do tego doszedl niezly pijar w wykonaniu Kurskiego , Kamińskiego , Bielana oraz oczywiście guru medialnego Ojca Rydzyka. Przynioslo to wiadomy efekt łącznie ze slynnym meldunkiem namaszczonego „melduję panie prezesie wykonania zadania” . I wtedy rozpoczęła się produkcja . Prym wodzili szefowie poszczegolnych wydzialow Ziobro , Fotyga , Szczygło , Kaminski – ten od CBA , Dorn , Macierewicz , Gosiewski , Szczypińska , i jeszcze kilku , nazwiska powszechnie znane . Doping dla wytwórców organizowali Brudziński , Grudziński , Zybertowicz , Cymański , młodsze wilczki , Suski , oczywiscie Kurski .Wkrótce okazało się , ze albo szef kuchni jest do kitu albo zacier nie ten , dość , że postanowiono wzmocnic recepturę produktu o nowe dodatki . W owym czasie nazywano to przystawkami . Nowi : Giertych i Lepper nie tylko ,że nie poprawili smaku i widoku produktu to jeszcze bardziej go zepsuli . Ta patrawa poprostu już wtedy śmierdziala . Zmiana ilości dodatków głownie przez Ziobrę i Kamińskiego spowodowala , że potrawa zaczęła poprostu cuchnąć . Ale szew kuchni JK zdecydowal , że ten wlaśnie produkt należy promować i poddac go osądowi Konsumentow [obywateli] w trakcie przyspieszonych wyborów . Rachunek przy tej potrawie wystawiono wysoki . Publiczna degustacja została przeprowadzona 21 października . Spoleczeństwo poznalo cenę którą trzeba by placić i smak tej odrażajacej potrawy . Oferta kuchni Kaczyńskiego zostala odrzucona . Ogól zdecydował , ze każda inna , nawet nie do końca wiadoma potrawa będzie lepsza od tego co do tej pory oferowano . Okazało się przy okazji , że pisowska potrawa nie tylko cuchnie ale jest dodatkowo trująca . Ilez dziedzin zycia zatruto i zbłocono od Trybunału Konstytucyjnego zaczynając na wojsku i służbach specjalnych kończąc . Szanowni członkowie kuchni Kaczynskiego Wasza oferta została odrzucona a Wam pozostal do splacenia wystawiony przez samych siebie rachunek . Niestety wszystko to co robicie obecnie jeszcze bardziej pogarsza Waszą sytuację . Wasza potrawa jest nie do skonsumowania i nie pomogą żadne zwiększenia jadu , arogancji ,buty ani szukanie nowych konsumentów w postaci inteligencji czy niedaj Boże jak planujecie młodziezy .Pogłębia to tylko Waszą sytuację , a rachunek do spłacenia rośnie . Za cztery lata trzeba będzie zaplacic nie tylko za to co do tej pory ale jeszcze rosnące galopująco odsetki – proszę popatrzec na sondaże . W praktyce czesto obserwuje się sytuację kiedy to nieudolnego szefa kuchni poprostu wyrzuca się na bruk . jest to metoda brutalna ale bardzo skuteczna . Wiem z innych źródel , że nie wszyscy z Was tak do konca są przekonani o wybitnym talencie i wręcz nieziemskich umiejętnościach swojego szefa . Im szybciej przetrzecie oczy im głębiej wsłuchacie się w glosy plynące z zewnątrz tym możecie więcej uratować . Przyłączcie się do tego co nowe , co noromalne , co prawe , co godne i poprostu noromalne . Wasz szef jest niereformowalny co nie znaczy nieusuwalny . Nie tacy gieroje poszli w zapomnienie . Niektorym z Was nie zabraklo odwagi Zalewski ostatnio nawet Dorn , Ujazdowski i inni udowodnili , że nie tylko trzeba ale i można . Na razie są oni na malenkim aucie , ale to będzie krótkotrwale , mam takie przeczucie . Wcale to nie znaczy , że nawoluję Was do przejścia do Platformy , myślę o nowej wspolnej prawicy , mądrej , prawej , narodowej . Tak wiele jest do WSPÓLNEGO zrobienia . Wśród Was jest wielu którzy mają wiedzę , doświadczenie a przede wszystkim chęć zrobienia czegoś dobrego dla Polski , dla Polaków .Zgoda buduje niezgoda rujnuje – stare ale jakie prawdziwe i aktualne . Oczywiście aby chleb byl dobry to trzeba oddzielic ziarno od plew , a przede wszystkim oddzielić wszelkiej maści trucizny , a szef kuchni ma byc fachowcem a nie tylko politrukiem , zakompleksialym , zlosliwym nieudacznikiem . Proszę przemyślcie to . Tyle moich skojarzen kuchennych . Pozostaję w nadziei , że dożyję „smaczniejszych” czasow . A .

  28. W sporach o Grossa dla mnie rozstrzygający okazał się artykuł …ze stron dodatku Sport gazety Dziennik (sprzed kilkunastu dni). Dziennikarze opisywali tam życie ojca obecnego trenera piłkarzy Chelsea Londyn. Podkreślam – dziennikarze sportowi, z gazety dalekiej od Wyborczej, nastawieni na fakty sportowe…a tu niespodzianka. Najciekawszy, duży kęs ich relacji to opis dramatu żydów w Polsce w latach 45-47 i spowodowanego tym dramatem wyjazdu ojca trenera z Polski (do – o ile pamiętam – o niebo przyjaźniejszego wtedy Wiednia).
    Gdyby to ode mnie zależało, ten artykuł zalecałbym do czytania na lekcjach WF wszystkim polskim chłopcom kopiącym piłkę – polecając im wiązkę artykułów o sławnych trenerach czy piłkarzach przemycilibyśmy do ich głów lekcję prawdziwej historii.

  29. Często się zastanawiam nad jakże licznymi zaletami którymi został obdarowany dzielny naród polski.Zalet których nam może pozazdrościć właściwie każdy naród,poczynając od dzielnego narodu litewskiego kończąc na społeczności południowej Osetii.Nie ma chyba drugiego narodu zaprawionego w bojach swojej długiej, bo ponad 1000-letniej historii,a wychodzącego zawsze z nich jako moralny zwycięzca.Czy była to bitwa pod Cedynią,czy zajmowanie prastarego Zaolzia,zawsze Polacy mogli stawać z podniesionym czołem przed lustrem.Bitwa pod Grunwaldem ,Olszynka Grochowska ,dyszel od wozu Drzymały i teraz laptop magistra Ziobry najlepiej świadczą o kręgosłupie charakterologicznym Polaków.Dlatego również wyrażam głębokie oburzenie z powodu upokorzeń jakich doświadcza ostatnio naród polski.

  30. aleydis:
    To nie takie proste — postawa Gombrowicza też jest popularna. Ale faktycznie obserwuję wzrost takiego prymitywnego niby-patriotyzmu, podtuczonego przez brukowce.

    Stary Polak z PRL:
    Samoloty trzeba kupić i nawet nie chodzi o zastępców dwóch Tu-154M, ale o Jaki-40. Bo się wykruszają, a remonty na Białorusi nie są rozwiązaniem. Niestety, rząd po rządzie obcina ten wydatek ze względu na jego zły odbiór w społeczeństwie.

    INTJ:
    Po przemyśleniu wypowiedź Putina mi się nie podoba. Nie, co do meritum — bo to akurat rzeczy oczywiste. Ale podnoszenie tego w publicznej wypowiedzi niedługo po wizycie polskiego premiera w Moskwie — delikatnie mówiąc było mało dyplomatyczne.
    (Pomiędzy ‚nie podobała’, a ‚wściekły atak’ jest oczywiście duża różnica. Ale akurat do takich przejaskrawień w mediach przywykłem.)

    Co do źródeł — częściowo się zgodzę. Pamiętam jakim szokiem były dla mnie w szkole kpiny pani od historii z inicjatorów powstania listopadowego. Ale wysłuchawszy tego w szkole nauczyłem się widzieć historię z dystansu.

    Jasny Gwincie:
    Pisałem wczoraj u Adama Szostkiewicza, napiszę dzisiaj tutaj — przed „Strachem” podpisałbym się pod tym stwierdzeniem, że to zamknięta historia, która powinna interesować tylko historyków. Po reakcjach na „Strach” widać, że jest to historia żywa, a zatem wymagająca społecznej edukacji i narodowej dyskusji. Ta zaś się na dobrą sprawę nawet nie rozpoczęła.

  31. Nie nie nabierze Pan mnie na to, bo we wszystkim ma Pan racje, ale tylko po troszku.

    Wyprawa rejsowym

    samolotem premiera z oficjalną wizytą do USA jest dyskusyjna, na marginesie spytam, kto z premierem jeszcze zajmie miejsce w business class? Czy istnieje wogóle taka opcja, że premier zabiera ludzi z biznesu ze sobą?

    Prokurator bierze pod lupę książki

    i to też mi się w głowie nie mieści, ale Gross to nie Rushdie, Polska to nie Iran, burzliwa dyskusja o tożsamości narodu to nie religijny fundamentalizm

    DNA się nie myli,

    ale jednego przysięgłego to nie przekonało, co by było, gdyby za to groziła szubienica?

    Argumenty godnościowe,

    ci żołnierze mogli też stracić życie i tę odwagę należy szanować. Nie każdego na nią stać (nie ma takiej potrzeby w tej chwili), ale mundur się szanuje, nawet ten brudny od piachu w Afganistanie.

    Więza plemienne,

    jest Pan wyjątkowo apodyktyczny i ciut za pedagogiczny na koniec wpisu.

    Pozdr

  32. Ktoś powiedział, że wszystko można wytłumaczyć nawet ośmioletniemu dziecku, pod jednym wszelako warunkiem: ten, kto tłumaczy, musi sam to rozumieć.

  33. Panie Redaktorze, a ja proponuje inne lectio: darujmy sobie premiera Tuska. Wszystko jedno, jak dotrze do USA, i tak jego znaczenie jako premiera Rzeczypospolitej bedzie nad Potomakiem takie, jak jest i być raczej musi. Co do Grossa: napisał napastliwą, slaba metodologicznie książke, ktora jednak podaje fakty jak najbardziej prawdziwe. Tyle ze nie obraza on tym samym polskiego narodu, w kazdym razie nie mnie, jako że ani moja rodzina nigdy nie prezentowała podobnych postaw, ani mnie w glowie jakiekolwiek pomysly antysemickie. Fakty podane przez Grossa dotyczyly na ogół spolecznosci wiejskich i małomiasteczkowych, a ludzi prostych i prymitywnych. To jeszcze nie jest naród polski i nie wiem, dlaczego tamten margines spoleczny jest uparcie z narodem utozsamiany. A co do Jakuba: skad pewność, że jest winien? Wiele na to wskazuje, ale sa i watpliwosci. I nawet gdyby byl winien, nie reprezentuje on ani mnie, ani polskiego narodu. I dobrze by było, zeby ci „oburzeni” zaczeli wysuwać argumenty merytoryczne przeciw lub na rzecz konkretnych osób, a narod polski zostawili wreszcie w spokoju.

  34. Szanowny Panie Redaktorze,
    Szanowni Państwo,

    latanie premiera Turka samolotami rejsowymi jest bardzo dobrym pociągnięciem propagandowym. Lecz jak to w Polsce: duma narodowa nie jest w stanie tego faktu strawić, a co dopiero mówić o zrozumieniu.
    Dlaczego tak uważam? To gest ze strony Tuska pokazujący, ze mimo swojej eksponowanej pozycji w państwie jest tez tylko zwykłym obywatelem.

    Jakże istotny w kształtowaniu świadomości obywatelskiej jest fakt przekazania społeczeństwu, iż naczelnym zadaniem/obowiązkiem wszystkich urzędników państwowych – w tym również prezydenta, premiera, ministrów – jest „służenie” narodowi a nie „panowanie”.
    Hierachistyczno-poddańcza mentalność narodu utrudnia zrozumienie tego faktu.
    Wydaje mi się, ze pojecie tego faktu ma ogromne znaczenie w naszych relacjach z aparatem państwowym. Także tym na niższym szczeblu administracyjnym, z którym mamy styczność w życiu codziennym.
    Obserwując w Polsce zwykłych obywateli udających się do urzędów z zamiarem złożenia jakiegoś prostego podania odnoszę wrażenie, ze jest to zadanie i stres (z przepocona bielizna i wypiekami na twarzy) nie do przezwyciężenia, przyjmujący w efekcie końcowym jakąś tam formę korupcji: kwiatek, butelka wódki, czekolada czy wreszcie określona suma pieniędzy.
    Ludzie zwykle nie wiedza (albo sprawiają przynajmniej takie wrażenie), ze pewne świadczenie czy usługa ze strony aparatu państwowego/administracji porostu im się należy.
    Do tej pory nie wychowuje się obywateli w duchu „praktycznej” demokracji odczuwalnej w życiu codziennym. Historycznie uwarunkowana bogobojność w stosunku do urzędników państwowych i wiara w ich nieomylność i wszechwładność jest wręcz zastraszająca.
    Mam nadzieje, ze gesty „normalności” ze strony premiera Tuska zostaną z czasem odpowiednio zrozumiane a uzbrojone po zęby eskorty BOR-u będą odbierane jako brak taktu.

    Komentarze rekcji na „Strach” czy gwałt o podłożu seksualnym daruje sobie tym razem i polecam za to niniejszy artykuł:

    http://www.glaukopis.pl/pdf/brianporter.pdf

    Z poważaniem

  35. Panie Redaktorze! Posłanka Szczypińska, która jest tubą, a może nawet fletem lub fujarką, prezesa Kaczyńskiego, 🙂
    Ja mam nieśmiałą propozycję… FLETNIA PANA 😉 !)

  36. Panie Redaktorze,

    Polacy zyja w jakim urojonym swiecie. Co zlego ze Premier poleci rejsowym samolotem?
    Byly krol Norwegii jak udawal sie na posiedzenie Parlamentu to poprostu wsiadal w tramwaj i NIKT nie widzial w tym nic zlego.
    Oczywiscie to jest trudne porownanie. Przedwojenna Norwegia cywilizacyjnie byla bardziej zaawansowana niz wspolczesna Polska.

    Pozdrowienia

  37. … o tym wolimy nie myśleć – kończy swój wywód mohawk (2-14 o 1:38). Zaś Gospodarz Blogu konkluduje z większą finezją:

    We wszystkich tych sprawach mamy do czynienia z podejściem fałszywym, kiedy względy racjonalne ustępują więzom plemiennym, łączącym nas ze skazanymi lub podejrzanymi, ale swoimi. Zgadzam się z „mohawkiem” … . Mamy do czynienia z brakiem współczucia dla (obcych pod względem religijnym i etnicznym) ofiar ostrzału wioski i ich rodzin, z brakiem empatii dla zgwałconej kobiety i jej bliskich, a także z jakimś fałszywie pojętym poczuciem godności i honoru, na który czyhają wszyscy – od Grossa i Tuska, poprzez sędziów i przysięgłych wszelkiej maści (“wytłuszczenia” moje).

    Oczywiście Gospodarz Blogu chciał napisać, że wszyscy ONI czyhają na godność i honor nasz, a nie na poczucie godności i honoru. To ja poczyham sobie właśnie na to poczucie i zastanowi się skąd to poczucie się bierze. Czy rzeczywiście mamy, w polskich głowach i “w sercach”, konflikt między FAŁSZYWYM a RACJONALNYM. Bo mnie się wydaje, że cała fałszywość bierze się z zawierzeniu emocjom, uczuciom i empatiom, które są źle ulokowane. A są one źle ulokowane, bo zastanawianie się za głęboko nie sięga. Po co się zastanawiać, skoro jest ono zimne i wyrachowane, a przeciez mamy pod ręką gotowe uczucia i samo dobro płynące nam z serca. Wolimy nie myśleć, tylko poddać się uczuciom. Uczuciom zbyt prosto skonstruowanym, bo na to żeby wzbudzić w sobie empatię do jakieś “starszej” kobiety w Exeter, albo do afgańskich dzieci i matek, trzeba mieć trochę pomyślunku i wyobraźni. Trzeba lepiej rozumieć świat, sięgać swoim horyzontem poznawczym, heurystycznym, objaśniającym mechanizmy zdarzeń dziejących się daleko od naszej wioski, czy blokowiska. Nie można się bać (strachać), że nas ogolą i ostrzygą, wycyckają i puszczą goło i boso – bo tak myślimy, czy raczej czujemy, gdy nie rozumiemy mechanizmów tego świata.

    Sprawa robi się skomplikowana, jak się w nią wmyśleć, empatię można mieć zarowno do ofiary w Exeter, jaki i do studenta z Poznania, w końcu napastnikiem i gwałcicielem mógł być ktoś jeszcze inny, ale jest ten nieszczęsny wynik DNA. W końcu w tej tej wiosce afgańskiej, w Nangar Khel (jakby to było polskie Mi Lai) doszło do wypadku, tak sądze, chyba że uda się sądowi dowieść inaczej, więc trzeba ustalić nie tylko winnych, ale i przyczyny, aby unikać podbnych wypadków w przyszłości. Niemal tak jak w wypadku samolotu w Mirosławcu. Podstawą całego emocjonowania się powinna być zimna analiza faktów i tzw. związków przyczynowo-skutkowych. W polskim braku merytoryczności rej wiedzie niechęć do zimnej, bezstronnej analizy. Wszędzie muszą być emocje, sympatie, sentymenty – które owszem są dobre, wręcz nieodzowne, ale dopiero wtedy, gdy się ma obiektywność w garści. W końcu z Grossem jest podobnie. On podaje ileś tam faktów, do tego dopisuje interpretacje. Czytając Strach tylko w wersji angielskiej, czyli dla amerykańskich prostaków, dostrzegam wiele słusznych emocji, np. słabości empatii i identyfikacji polskiego społeczeństwa z ofiarami Holocaustu, w końcu polskimi obywatelami. Jednak Gross zbyt mocno, w mojej opinii, odwołuje się do emocji. Właściwie to nie wiem, czy w tej chwili możliwa jest zimna analiza historyczna. Ale opiniotwórcze piśmiennictwo powinno zachować jakiś chłodny dystans. W końcu wcale nie idzie o zbrukanie światowej opinii o Polakach, ani o kolejny rabunek narodu polskiego z „majatku pozydowskiego”. Nie powinna to być, jak twierdzi A. Michnik, dyskusja polsko-żydowska, lecz polsko-polska (ale idealista z Michnika!).

    W końcu poczta powstańców warszawskich była pocztą wojenną, powstańcy aspirowali do statusu żołnierzy, i uzyskali go. A poczta wojenna może być przedmiotem handlu 60 lat po wojnie. Gdybym chciał puścić w obieg handlowy kilka kartek poczty polowej mojego dziadka w armii CK, to pewnie znalazłbym amatora. Moja pierwsza reakcja też była sentymentalna, ale chwilę później zacząłem się zastanawiać. Te listy, przenoszone z wielkim narażeniem życia zostały przechwycone przez żołnierzy niemieckich, wpadły w ręce Abwehry albo SS, itd., ale to nie są “relikwie” oświęcimskie, ani z łódzkiego getta. Zapewne ma rację mohawk: sprzedawca sprytnie zagrał na narodowym sentymencie. Polski sentyment warszawsko-powstańczy jest wielki i głośny jak dzwon Zygmunta.

    Zupełnie inna dyskusja byłaby na temat ”amerykańskiego projektu militaryzacji ładu międzynarodowego” [mohawk]. Może lepiej, że takiej dyskusji w Polsce nie ma, bo mogłaby być FAŁSZYWA (racjonalność ustąpiłaby więzom plemiennym) 😉

    Podsumowując, moja teza nie jest wcale nowa i rewolucyjna: należy poznawać globalny świat, racjonalnie i analitycznie, rozumieć go jak najdokładniej, edukować się bez umiaru i uprzedzeń, a gdy przychodzi na koniec do wyboru, do wartościującej oceny zdarzeń, gdy racjonalność już dalej posunąć się nie może, to wtedy nieodzowne są miary etyczne, estetyczne, i nieuchwytne emocje.

    Krótko mówiąc, bez wnikliwego myślenia, rzekłbym bez precyzji i czystości skrzypiec i wiolonczeli, to polskie granie będzie dęte, same tuby, trąby i puzony, dudy i fujarki.

  38. „Bija Naszych” ?
    Nie zawsze, nie zawsze!

    NIE czytac przy jedzeniu!!!

    Tez chetnie popre zwycieska frakcje! Nie jestem docentem, doktorem ani nawet magistrem. Ale bede sie staral – odtad, tez pisac na tym blogu z bledami ortografycznymy.
    – A kamelonem – no coz, kto z nas nim nie jest? – niech pierwszy podniesie kij bejzbolowy…

    W 88-ym, pracowalem na rozbiorkach. Praca dla maszyn – nie ludzi.
    Pracowali przewaznie chlopi z lomzynskiego i bialystockiego. Sol polskiej ziemi. Pracowali tylko Polacy. Nikt inny by nie wytrzymal. Pracowali by kupic traktor, snopowiazalke, lub cement na budowe domu.
    Nasz szef, oczywiscie „mafiozo” bral za nas $12/h. i przypuszczam liczyl zleceniodawcom dwa razy wiecej godzin niz mysmy przepracowali.

    Przerabialismy szkole na dom mieszkalny. Budynek mial 14 pieter. Rwalismy podlogi, burzylismy wewnetrzne sciany. Caly dzien huczalo w tym budynku jak w ulu. Kurz gasilismy woda. Wielokrotnie przyjezdzala straz pozarna, sadzac ze budynek sie pali. Tak wielki oblok kurzu unosil sie nad dachem.

    Gruz, wozilismy taczkami do zsypu, czyli do rury o srednicy jednego metra, ktora wydluzalismy w miare przenoszenia sie na wyzsze kondygnacje.
    Na ulicy, pod rura, stal 60 stopowy kontener. W kontenerze pracowal Jozek. Rozgarnial gruz, aby rowno wypelnial wnetrze.
    Wszyscy zazdroscili mu tej pracy. Byla duzo lzejsza niz wszystkie inne.

    Sierpniowy upal w polaczeniu z wilgocia idaca znad jeziora wykanczal nas. Naprzeciwko szkoly byla usytuowana renomowana restauracja. W porze lunchu wypelniona lepsza klijentela.
    Nienawidzilismy tych dzianych ludzi, czystych i zadbanych.
    My brudni bez szansy umycia sie gdziekolwiek. Bo co tu duzo gadac, to prawda co mowil kiedys brodaty facet – ze byt, ksztaltuje swiadomosc.

    Moi kolezkowie siadali do lunchu przy oknach bez futryn i pustym zmeczonym wzrokiem obserwowali wykrztalciuchow jak sie zajadaja.
    Jedli z talerzy cos, czego nawet nazwac nie potrafilismy. Popijali winkiem. – My, jedlismy chleb z grubo krajanym boczkiem, popijajac mlekiem z butelek po wodce.

    Podczas przerw wiekszosc proznowala. – Ja nie.
    Myslalem jakby tu dac satysfakcje moim wspoltowarzyszom – kosztem tych, z restauracji.
    – Wymyslilem. Na 14 pietrze byly mieszkania nauczycieli z porzuconymi w nieladzie ksiazkami, ubraniami i stara bielizna. Byla tam tez lazienka z pelnym sedesem nieczystosci. Smrod z tej lazienki mogl zlamac niejednego z nas, mimo ze do wielu smrodow bylismy przyzwyczajeni.
    – Ten, byl przeogromny. Postanowilem wykorzystac sedes i podzielic sie smrodem z burzuazja w restauracji.

    Dalem moja mysl pod glosowanie gremium. Zgoda byla pelna!

    Odkrecilismy sruby laczace sedes z podloga. Uszczelnilismy go od dolu. Gore, oblozylismy koszulami i marynarka.
    Nieslismy ten sedes ustawiony na deskach na 7 pietro po schodach.
    – Stasiu, jeden z nas, ktory mial pod Lomza chodowle swin, caly obrosniety rudym klaczywem na piersiach i na plecach, po dlugiej zadumie i mysleniu powiedzial: „to gowno jest dobrze zmacerowane”.
    Wszyscy przytakneli… – gesto spluwajac na podldge.
    Pewno ze mial racje. Nie wiedzialem co to znaczy, lecz wierzylem Stasiowi na slowo.

    Nieslismy ten sedes jak kiedys popiersie „Chorazego Pokoju” na pochodzie. Szedlem pierwszy usuwajac z drogi cegly i dragi. Wolalem: „bracia, aby nie uronic”. Praca nasza bylaby niemozliwa w tym
    budynku, gdybysmy wylali zawartosc.

    Smrod gesty „ze mozna krajac” szedl za nami posuwajac sie za sedesem. Cieszylem sie z tego smrodu, ktory gwarantowal powodzenie akcji.

    Doszlismy na punkt 12-ta – w poludnie. Gwaltownym ruchem wrzucilismy sedes wraz z zawartoscia do rury.

    Tompnelo, grzmotnelo az zachwialo nami. Podekscytowani akcja nie powiadomilismy Jozka w kontenerze. – Trudno. Teraz sie w nim miotal, bijac piesciami o stalowe sciany, blagal o litosc. Nie mial sil aby wyskoczyc. W koncu, przewieszony przez jego obramowanie, rzygal gesta zolcia.

    Smrod wolno, acz niepochamowanie doszedl do restauracji.
    Eleganckie panie i panowie opuszczali pomieszczenie i stoliki ustawione przed wejsciem do renomowanej restauracji.
    – Nie! – oni nie oddalali sie z elegancka godnoscia. Oni pierzchali (mowiac dyplomatycznie) w poplochu, pozostawiajac na talerzach napoczety „Beef Strogonoff” i niedopity „Pinot Noir” w kielichach.
    Pierzchali rowniez kelnerzy przeskakujac przez maly zywoplocik z kwiatow w ogromnych doniczkach. Kwiaty byly roznokolorowe. – Pamietam jak dzis. Musialy ladnie pachniec.
    W takich restauracjach wazne sa wrazenia estetyczne.

    W pelni uzyskalismy zaplanowany efekt. Trzeba bylo widziec twarze i oczy moich kolegow. Byli dumni, bladzi i usatysfakcjonowani. Ten wyraz twarzy mial Lud Paryski po zdobyciu Bastylii i marynarze „Aurory” po zdobyciu Palacu Zimowego.

    Co ja odczuwalem? Pochodze z warstwy naszego narodu ktora kiedys specjalizowala sie w szarzach na armaty. Nie ma juz armat ustawianych w wawozach, nie ma kawalerii i szabel, amarantow zapietych pod szyje. Zostala jednak… – kawaleryjska fantazja. Ona jest w genach. Ona byla, jest i bedzie.

    Tak trzymac. Tak trzymac PANOWIE!

  39. Kompeksy istniały zawsze i istnieją teraz. Podobnie jest ze wspólnotą plemienną. Narody biedniejsze chciały by dorównać do pozimu tych bogatszych. Głupsi chcieliby, aby uważano ich za mądrych. Żyjąc między bogatym i cywilizowanym zachodem, a biednym i mało cywilizowanym wschodem trudno o stabilną tożsamość. Najlepiej, dla własnego samopoczucia, myśleć, że jest się wyjątkowym i wybranym. A wystarczy zdać sobie sprawę, że nie ma takiego czegoś jak przeznaczenie , wszystko dzieje się przez nasze własne decyzje . Wyjaśnia to teoria chaosu ( patrz np. http://www.daktik.rubikon.pl/Slowniczek/teoria_chaosu.htm).
    Nie jesteśmy wyjątkowi czy wybrani. Zjawisko PiS-u czy „problem żydowski” to następstwo głupiego zbiorowego myślenia. Sprawa wyroku angielskiego sądu to problem podwórkowy – „Chłopaki, biją naszych !”. Jeśli tekst Pana Daniela wielu z nas odbiera jako prowokację, to chyba targają nami uczucia związane z ukrytymi kompleksami. Nie chcemy widzieć, że następstwa, mimo chaosu, są jednak skutkami podjętych indywidualnych decyzji.

  40. do pielnia z godz. 11:34 :

    Mogę tylko powiedzieć: dziękuję ! Obiecywać, że nigdy się nie zmienię nie będę, bo nie ma to sensu, a słowa bez pokrycia pozostawiam z miłą chęcią politykom 🙂

  41. Znowu FAŁSZ i HIPOKRYZJA .
    Dla mnie to D.Tusk to powinien jeździć rowerem lub hulajnogą, tylko dzisiaj to oprócz tego że On jest Donkiem to jest przede wszystkim Premierem mojego kraju .
    D.Tusk nie jest moim Premierem ale jest Premierem MOJEGO KRAJU , reprezentuje mnie i p.Passenta i Was blogowicze więc nie opowiadajcie dyrdymałów że ma być źle ubrany ,że ma jeździć na ważne spotkania dyplomatyczne ” Syrenką ” (Pawlak jeździł Polonezem ) , myśląc tak udajecie że daliście się nabrać albo ….
    Trzeba wiedzieć co , jak i gdzie można robić ,dobrym przykładem jest Aleksander i jego zachowanie w Charkowie
    Czy Kwaśniewski nie może wypić wódki , oczywiście że może się nawet schlać ale na miłość Boską trzeba mówić że jego błąd polega na tym gdzie się schlał.
    Czy Kwaśniewski jako członek PZPR spadkobiercza partii odpowiedzialnej za mordy w Charkowie tak powinien oddawać im honory ?
    A jeżeli już zdarzy coś nagannego trzeba umieć zganić nawet swego ulubieńca , kiedyś ale to było za czasów W.Jaruzelskiego za krytykę rządzących trzeba było odwiedzić ” Jezuicką ” albo coś delikatniejszego ( proszę zapytać dziadków lub rodziców )
    W latach 70 -tych komuniści mówili : ” musi być mądry ,nadaje się na dyrektora bo on z PZPR ” .

  42. Pan Daniel Passent pisze: „Że Gross nie ma racji? Być może (ja uważam, że dużo racji jednak ma), ale żeby odebrać jego książkę jako zniewagę dla narodu, żeby ją osądzał prokurator, to się w głowie nie mieści.”
    „A ze Gross nie ma racji? Byc moze…” A coz to ma za znaczenie? Ma racje, nie ma racji, ma duzo racji, niewazne, ale jakas tam racje pewnie ma. (Jak to bylo w tym starym kawale z zegarkiem? Zaraz zaraz… Kowalski… Kowalski… On mial chyba cos z zegarkiem… Czy to on ukradl, czy to jemu ukradli, niewaznie, ale z zegarkiem to on na pewno cos mial….) Jak to sie moglo w glowie zmiescic? No ale jakos sie zmiescilo! No coz, moze to jeden z tych obiecanych cudow sw Donalda po drodze do Drugiej Irlandii. Jedziemy dalej, zobaczymy ile jeszcze da sie zmiescic… Zeby za antypolonizm osadzac, to sie w glowie nie miesci, ale zeby za antysemityzm osadzac, to juz sie miesci w glowie …. Jaka miarka mierzyc, zeby raz sie zmiescilo, a drugi raz nie? Zeby odebrac klamliwy paszkwil, (nawet sam Daniel Passent nie moze przyznac, ze „ksiazka” Grossa jest prawda), jaka zniewage dla narodu, to sie w glowie nie miesci. Ale zeby odbierac jakakolwiek probe prawdziwego przekazu na ten sam temat jako zniewage dla narodu (z tym tylko ze w tym przypadku jest to inny narod), to juz sie w glowie miesci. Czy tutaj aby chodzi o jedna i te sama glowe, w ktorej sie cos raz miesci a drugi raz juz zmiescic nie moze? A moze zamiast do Irlandii dotarlismy z Donaldem do Dysneylandu i jest nam juz jak w bajce, gdzie sie wszystko moze pomiescic, bo w jednej glowie to sie nijak zmiescic nie moze.

  43. Magrud, Z Berlina,

    Drodzy przyjaciele moi. Na ok . trzy tygodnie znikam z blogów „Polityki” . Kiedy wrócę, być może będę mógł powiedzieć kilka ciekawych rzeczy.

    Serdecznie pozdrawiam, do usłyszenia,
    Eddie.

    P.S.
    Z Berlina. Dziękuję za propozycję, przypomnę się po powrocie

  44. Niby nie na temat, ale bardzo warto przeczytac i pomyslec.
    Takze w kontekscie tematu zasadniczego tej dyskusji.

    http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&news_cat_id=933&news_id=245126&layout=18&forum_id=13738&fpage=Threads&page=text

    Pozdrawiam
    z Berlina

  45. Panie Redaktorze !
    Opisane przez Pana w dzisiejszym felietonie przypadki z polskiej rzeczywistości ostatnich tygodni świadczą dobitnie, że spora część naszego społeczeństwa (a na pewno duża część elity życia publicznego) zachowuje się jak reprezentanci nie nowoczesnego narodu AD’XXI wieku, członka elitarnego klubu p/n UE, położonego w centrum Starego Kontynentu i aspirującego (z tytułu różnych, często wydumanych, racji) do kluczowych pozycji w światowej kulturze, polityce, procesach cywilizacyjnych, ekonomii lecz jak przedstawiciele klanu z epoki kamienia łupanego czy plemion ludożerców z Papui-Nowej Gwinei. Tam, była ważna racja klanu, rodu, najbliższego otoczenia. Patrzono „wąsko”, z tytułu koniuszka własnego nosa – bo to dawało szansę przeżycia. Typowy trybalizm plemienny.
    Rodzi się na kanwie Pańskiego tekstu pytanie – kto to są ci „nasi” i czymżesz oni są nam tak bliscy, że zdrowy rozsądek i racjonalizm odstawiane są „na bok” (w przykładach przytaczanych przez Pana) ?
    Ja sobie odpowiadam tak – Pan Profesor Maciej Giertych jest posłem Polski w Europarlamencie. Mnie osobiście bliżej jest z racji przekonań – zdecydowanie lewicowych i laickich, modernizacyjnych i oświeceniowych – do posła z Francji, Hiszpanii, Danii czy Czech bądź Niemiec reprezentujących frakcję socjalistyczną. Z Panem M.Giertychem łącza mnie jedynie język którym sie posługuję na co dzień, w Polsce (z ww. posłami – gdyby doszło do spotkania – pewnie mówiłbym, po niemiecku). I jest to czysty przypadek – poza tym nic mnie z nim nie łączy, absolutnie. Nawet kultury w których się wychowywaliśmy i systemy wartości nas kształtujące są rozdzielne; patrzenie na świat i jego opis – przepaść: więc o co idzie
    bój ?
    Tym przykładem daję opis schizofrenii w jakiej żyjemy, jaką dawkują nam elity (a przynajmniej ich znaczna część). Ale dłużej na dwóch koniach na raz się nie da jechać – albo sie jest za Europą ze wszystkim tego konsekwencjami albo out !
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

  46. Profesorowie z Torunia a sprawa polska

    Naprawdę, coś się jednak zmieniło w Polsce przez tych ostatnich parę miesięcy.
    Dziś, w wieczornych newsach telewizyjnych – wywiady z profesorami z Torunia. Sami astronomowie. Mówią o ciekawych rzeczach.
    A jeszcze parę miesięcy temu, jeśli występował profesor z Torunia, to był to zawsze prof. Zybertowicz. Ten od wykładów w ABW i od „układu”.
    Uff…

  47. Zastanawiam sie, co sie stalo z wiadomoscia, podana dzis rano w szeregu polskich portali: „Polacy odkryli nowy uklad sloneczny”. Wiadomosc ta szybko znikla. NYT (wydanie internetowe) podalo o tym odkryciu, ale bez wspomnienia Polski; byla to wspolna zasluga profesjonalow i amatorow astronomii z 16 panstw. Pomyslalem sobie: aha, polski wydzial nawiekszych liliputow na swiecie (oczywiscie polskich), w akcji. Co jeszcze polskiego jest naj:? dziewczyny („Irlandia minus dziewczyny”), polska kuchnia, programatorzy, lekarze, lotnicy, szkoly, poczucie humoru, znajomosc geografii, historii, polska jesien i jeszcze wiele, wiele innych rzeczy. Podano nawet z duma, iz wypadek samolotu CASA, to pierwszy taki na swiecie… Smutna ironia jest fakt, ze „student Kazmierczak” dolaczyl wczoraj naprawde, tym razem, do grona jednego z naj. w Chicago…

  48. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Kto ma stracha? i to jeszcze przed tak slabo podpartym „Strachem” Gross’a opartym na wielkich oczach, ktore musi miec bo pasuje do koncepcji. Oczywiscie, ze rozchodzi sie o strach, strach przed odpowiedzialnosc (czyja?-kogo?-za co?). To bardzo dobrze, ze ta ksiazka jest, bedzie dowodem jednym z wielu, nie bedzie wykretow. To tak juz jest, ze z postepem i rozwojem roznych technologii czas pracuje na korzysc prawdy a nie na korzysc konta bankowego. Stad te ucieczki w poplochu i dusza na ramieniu np. do USA, przepisywania majatkow na zony itd. itp. Stare przyslowie mowi: Klamstwo ma krotkie nogi – ja w to wierze – Cwiakalski o tym wie.

    F.S. von/od Diasporski

  49. Godnosc Polski, Polakow i Panstwa Polskiego jest pojeciem waznym dla czlonkow Narodu Polskiego chociaz, jak widac, nie dla wszystkich polskich obywateli. Majestat Rzeczpospolitej powinien miec stosowna oprawe. Jest to istotne nawet wtedy gdy osoba, ktora go reprezentuje nie jest godna tego wyroznienia. „Jak cie widza tak cie pisza” mowi polskie przyslowie i warto aby prawda ta przeniknela do swiadomosc Premiera Naszej Znudzonej Ojczyzny, ktory na oficjalnych fotografiach robi wrazenie nieco ospalego umyslowo.
    Zas co do powiesci Grossa to tak jak to bylo w odniesieniu do podobnej miary rewelacji Kosinskiego Polacy zrobiliby najlepiej nie kupujac tego typu ksiazek i tym samym atakujac autora i wydawnictwo w to miejsce, ktore boli najbardziej i ktore im lezy na sercu, czyli portfel. Osobiscie nie rozumiem tej masochistycznej fascynacji wyssanymi z palca kalumniami na ich temat jaka przejawiaja wspolczesni polacy. Musi byc to chyba efekt wiejskiej mentalnosci tego co obecnie uchodzi za polski narod.
    O sprawie w Exter juz pisalem na blogu red. Szostkiewicza co wywolalo w nim ostra alergie do wolnosci slowa. Zapewne uzasadniona rodzinnie. Chcialem tylko zauwazyc, ze wszystko czego dowiodla identyfikacja DNA to to, ze oskarzony odbyl z poszkodowana stosunek plciowy (zakladam, ze lekarz sadowy pobral stosowna probke z „swiatyni dymania” – bo i to nie bylo powiedzane jasno) . Scisle biorac mozna go bylo wiec oskarzyc tylko o uprawianie niebezpiecznej dla zdrowia, ale zgodnej z nauka Kosciola, formy tej podstawowej ludzkiej aktywnosci. O ile wiem, poszkodowana utrzymuje, ze nic z calego zdarzenia nie pamieta a w szczegolnosci nie byla w stanie zidentyfikowc sprawcy. Nie wiemy czym zajmowala sie i co robila w poznej porze i miejscu odleglym od ludzkiej obecnosci owa zmyslowa babulenka. Jest wiec calkiem mozliwe, ze sprawca napadu i ewentualny partner seksualny poszkodowanej to dwie rozne osoby.
    W tej sytuacji warto by bylo poddac podejrzanego badaniu na wariografie w celu sprawdzenia wiarygodnosci jego zeznan. Niestety, prasa nie podaje czy taka czynnosc sledcza byla wykonana przez brytyjska policje. Jest wiec w tej sprawie wystarczajaca niejasnych punktow aby miec watpliwosci co do poprawnosci dochodzenia prowadzonego przez brytyjska policje oraz co do sprawiedliwosci werdyktu w tej sprawie.

  50. Panie Danielu,

    z Pańskich komentarzy blogowych jako przeciwieństwo polskiego Edenu, jawi nam się życzenie kraju ludzi życzliwych, mądrych i sprawiedliwych.
    Zaraz wskoczę do łóżka i z tym pogodnym obrazem moich rodaków zamknę senne powieki.
    Obiecuję, że nie zerknę na pasek ani obraz TVN 24.

  51. „Telegraphic observer” pisał

    „Krótko mówiąc, bez wnikliwego myślenia, rzekłbym bez precyzji i czystości skrzypiec i wiolonczeli, to polskie granie będzie dęte, same tuby, trąby i puzony, dudy i fujarki.”

    Wszystko świetnie i z dużą dozą humanizmu i racjonalnie (na zimno, czy na gorąco?) wystukałeś ten post na blogu. Precyzji w każdym zdaniu aż nadmiar. Nie jestem muzykiem i nie gram na instrumencie, lecz to porównanie na końcu wpisu jest, choć zgrabnie wyrażone, to apodyktyczne i wręcz drylujące. Czy tak wyraża się humanista? Bo pewnie za humanistę uważać ciebie można.
    Jaki to skrzypek, co nie interpretuje nut? Czy muzyka dęta jest do D.? Może teraz za daleko się wychylam, ale coś tu nie gra, niewątpliwie.

    Tusk napewno kierował się politycznym wyrachowaniem zamawiając lot rejsowy, ale idąc wskazanym przez Ciebie tropem logiki przyczynowo skutkowej, to nie tyle ekologia i oszczędność Premiera do podjęcia decyzji zmusiła, co narcystyczna chęć wyprofilowania się na INNEGO niż INNI polityka. Czy to dalej brzmi jak wyrafinowane i ponadczasowo zagrane solo na wiolonczeli i nie ma nic wspólnego z tanim marszem w rytm fanfar po sukces?

    Chyba zbyt wiele wymagasz…

    Pozdr.

  52. Harry_potem 16:55

    to bardzo pouczajace, co piszesz.
    Nie tylko jako wspomnienie z zycia. To kredo – i ludzkie i polityczne.

    Swoje bohaterskie czyny posdumowujesz:
    „W pelni uzyskalismy zaplanowany efekt. Trzeba bylo widziec twarze i oczy moich kolegow. Byli dumni, bladzi i usatysfakcjonowani. wyraz twarzy mial Lud Paryski po zdobyciu Bastylii i marynarze “Aurory” po zdobyciu Palacu Zimowego”.

    Brawo! Porownujesz rzucanie fekaliami do rewolucji francuskiej czy czerwonej (tej do moze nawet i blizej).

    „Co ja odczuwalem? Pochodze z warstwy naszego narodu ktora kiedys specjalizowala sie w szarzach na armaty. Nie ma juz armat ustawianych w wawozach, nie ma kawalerii i szabel, amarantow zapietych pod szyje. Zostala jednak… – kawaleryjska fantazja. Ona jest w genach. Ona byla, jest i bedzie.”

    Masz racje, ulanska fantazja polega na rzucaniu fekaliami w „wykrztalciuchow jak sie zajadaja”. I przepedzaniu ich i ich slugusow przez rabatki….
    To dziejowe pojmowanie patriotyzmu odkrryli takze niektorzy polscy politycy.
    I rzucaja fekaliami z luboscia, w imie prawdziwego naroduwego ducha.
    Ot ulanie i kawalerzysci….. klozetowi.

    Wyrazy
    z Berlina

  53. Ostatnio wymieniono Radę Nadzorczą KGHM i znależli się w niej sami utytułowani naukowcy z nadania PO, niewiele mający pojęcia o biznesie, który mają nadzorowac jak i o branży górniczej, lecz posiadający imponujące (wśród zakompleksionych cwiercinteligentów) tytuły naukowe. Takie to wasze wykształciuchowskie widzenie biznesu, polityki i Polski. Profesjonalizm odchodzi w zapomienie. Amatorstwo i telenowela górą!

  54. Wszystkim tym, którzy wypowiedzieli się w sprawie Jakuba T., a także wszystkim tym, którzy chcieliby się czegoś dzowiedzieć, polecam lokalną gazetę z Exeter. Na stronie internetowej można znaleźć relację „dzień po dniu” z procesu. Ja to wszystko przeczytałem i wątpliwości nie mam. Podobnie jak jedenastu przysięgłych.

  55. my nie mielismy tyle problemow doputy dopuki nie spotkalismy zydow na swojej drodze „berlina trzymaj sie swoich ,przedewszystkim kochaj swoj kraj swoja nacje akceptuj innyh!

  56. Kochany Harry_potem pieprzy, jak potluczony. W 1988, w Chicago, kazdy dom budowany, burzony, lub remontowany ogrodzony byl wysokim plotem-sciana i nad nim wysokimi plachtami z niebieskiego plastyku. Miejskie inspektory przychodzily piec razy dziennie sprawdzac czystosc i porzadek operacji. Praktycznie, takie robotki przebiegaly bezszmerowo w kazdym wiekszym miescie. Skargi sasiadow bali sie jak diabel swieconej wody. Sytuacja, choc barwna i cuchnaca, nie miesci sie w Chicago 1988. Owszem, bylem swiadkiem wyrzucenia noca przez okno sedesu z piatego pietra , ale to zrobily dzieci 22-letnie, pijane jak prosieta i udekorowane wczesniej dyplomem magistra praw. I na pewno nie w Chicago.

  57. Z niewiedzy spytam ile kosztowalyby dwa Boeingi w porownaniu z TU-154 ? Jaki to jest procent w reprezentacyjnym budzecie kraju ? I jak jezdza prominenci innych europejskich krajow ? Polski przypadek wyglada na blazenade. Albo – i to jest calkiem zrozumiale, Pan Premier boi sie wsiadac do TU-154 i przez ocean lata rejsowym Boeingiem.

  58. Doprawdy przykro mi to stwierdzic ale czyz jeszcze pare dni temu nie nie podobalo sie Panu handlowanie polskimi pamiatkami powstaniowymi i nie tylko, a dokladniej ,ze niemiecki rzad zamiast nam je podarowac dopuscil do ich sprzedawania. Kiedy dla nich byla to aukcja jak kazda inna. Teraz zas pokpiwa Pan sobie z polskiego tramtadractwa i falszywego patriotyzmu (co popieram) Czy czasami tamta sprawa to nie byla” ta sama beczka” , a co najwyzej beczka obok ? W dodatku ten niemiecki zbieracz podobno czesc tych cennych teraz filateliow kupil wprost od rodzin czy spadkobiercow powstancow czy osob do ktorych te listy nalezaly.
    Na ten filatelistyczno- „kieslowski” temat mam do opowiedzenia historie ale to juz moze innym razem.

  59. Ja potrzebuję – od czasu do czasu – odświeżyć swe więzy plemienne. Więzy, jak wiadomo, łączą i jednoczą, ale niektórym mogą ciążyć i dokuczać. Na przykład język – mowa ojczysta należy do więzów plemiennych – jednym w nowym świecie przeszkadza, innych trzyma w łączności, choćby z własną plemienną przeszłością. Kupuję więc bilet na lot nocny, trans-atlantycki, gdy lecę nie biję się z myślami, czym jest Polska dla mnie, ojczyzną czy synczyzną. Po prostu Polska jest krajem mojego urodzenia, bynajmniej nie w sensie ewidencyjnym, jakimś place of birth wpisanym do paszportu. Polska jest krzakiem róży, w który spadłem ze schodów zanim jeszcze zacząłem chodzić. Jest skwerkiem, gdzie nauczyłem się jeździć na rowerku i zaraz potem skrwawiłem się solidnie po upadku jak zapatrzyłem się na Zosię z sąsiedztwa siusiającą niewinnie pod krzaczkiem. Jest krową Maliną na bujnym pastwisku, która jeszcze bardziej ubrudziła mi ubranie, gdy za mocno pociągałem ją za ogon. Jest całym kontredansem więzów, całym tropem, gdy tak szło się przez życie. A najmocniejsze są więzy z ogólniaka (nr 9). Czerwona tarcza z numerem 9 wisi na ścianie na wprost mnie, gdy piszę te słowa. Powiedzieć, że tam, w klasie na drugim piętrze, w samym końcu korytarza, zawiązałem najprawdziwsze w świecie więzy plemienne, to nic nie powiedzieć. Skwerek zabudowano czterema blokami, glebę na której rósł krzak róży przekopano już setki razy, na tysiące krów od tamtego czasu wołano we wsi Malina, a Zosia po okresie bujności kształtów, pewnie już wysuszona na wiór, ale więzy plemienne z ogólniaka są niezniszczalne, realne i namacalne, bez trudności odświeżyć je można w kraju. Nie zawsze udaje nam się wszystkim zjechać, z Australii, z zachodniej Europy, czy z innych kontynentów, bo któremuś z nas coś stanie na drodze, jakiś dalekowschodni rejs się przedłuży, albo zatrzymają rodzinne sprawy. Ale jak już się zjawimy, to przeżywamy na nowo nasze plemienne więzy. Nauka szła nam lekko, nie zastanawialiśmy się długo nad ciężkością jazdy husarii czy więzienia w Szliserburskiej twierdzy. Nawet trygonometria w trzech wymiarach sama właziła nam do głowy. Zastanawia mnie tylko, jak to się stało, że nie upiekliśmy naszej geograficzki na wolnym, plemiennym, papuaskim ogniu i nie zjedliśmy jej mlaskając i klepiąc się po brzuchach, że z rusycystką nie założyliśmy wieczorowego koła hippisów, a łacinnicy nie ukrzyżowaliśmy obok Spartakusa przy via Appia. A największą plemienną pasją była oczywiście muzyka: r&b i wszelkie pochodne, z radia luxemburg, z listy przebojów, z wolnej europy o 6:10, nagrywana na szpule taśmy, przegrywana, odgrywana do wywrócenia flaków. Jimi Handrix oczywiście, the Monkees, Mick Jagger, “The House of the Rising Sun”, a z polskich na pierwszym miejscu … “Nie wiem sam”, Namysłowski i Bernolak … tak jest! POLANIE !

    Więc proszę się nie dziwić, że kultura polska taka plemienna jest.

  60. Ilekroć myślę o tym, co dzieje się dziś w Polsce, przypominają mi się słowa białoruskiego literata, Janki Bryla, który tworząc panoramę obozowego życia w powieści „Ptuszki i hniozdy” z pewną niechęcią odnosił się do Polaków. Pisał, że trzymają się osobno i poznać ich można po tym, że najgłośniej się modlą i najgłośniej narzekają, podkreślając, że to właśnie ich spotkał najcięższy los… Współczesna polityczna ksenofobia braci K. i ich wyznawców jest stara, jak stara jest polska szlachta… Niemcy muszą nas przepraszać, Rosjanie też, a przydałoby się, żeby i Ukraińcy się ukorzyli, Brytyjczycy za swoje niepoprawne sądy i może jeszcze Czesi za roszczenie sobie praw do Janosika… Polacy zaś są bez skazy… Eeeech…

  61. Wybory (plebiscyt) z 21 października 2007 r. udowodniły, że Polacy wybrali kierunek przyszłościowy tj. budowania państwa obywatelskiego, otwartego i nowoczesnego. Czy jesteśmy jeszcze społeczeństwem o silnych więzach plemiennych na przykładach podanych przez Pana Daniela Passenta ?.Wg relacji dziennikarzy i wypowiedzi wielu pytanych oraz ich reakcji na „pierwszy rzut oka” możemy uogólnić, że toczy jeszcze Polskę choroba plemienności. Dla mnie typowymi przedstawicielami „zaprzeszłości” wśród polityków jest wódz J. Kaczyński i eurodeputowany Maciej Giertych. Niewyobrażalne ambicje polityczne J. Kaczyńskiego, grupa ślepo zapatrzonych współpracowników i pomoc „ośrodka toruńskiego” pozwoliły utworzyć „pisowski obóz”. Obóz kierując się niskimi pobudkami zagrał na uczuciach części sfrustrowanego społeczeństwa, które w pewnym stopniu zostało wykluczone z przemian po 1989 r. i PiS w 2005 r. wygrał wybory. Plemię polityczne PiS po zdobyciu władzy różnymi sposobami chciało zawłaszczyć całe państwo polskie, był już swój prezydent, systematycznie poszerzano łupy plemienne, cięto wszystko w pień, ale do braku szczęścia pozostało zdobycie absolutnej władzy i w końcu po ostatnich wyborach większość społeczeństwa pokazało figę. Aktualnie PiS będąc w opozycji zachowuje się jak plemię i walczy o ponowne zdobycie władzy, nie przebiera w środkach, kąsa i atakuje, nie liczy się z interesem państwa.
    Maciej Giertych jako profesor biologii znany jest w Brukseli z głoszenia skrajnych poglądów takich jak podważanie teorii ewolucjonizmu, a w opublikowanej ostatnio broszurze popiera rasizm i antysemityzm.
    Jaka część społeczeństwa polskiego popiera PiS i inne pola po skrajnego M. Giertycha, szacunki są różne, ale nie przekraczają 25 %. Czy to jest Polska plemienna ?.
    Natomiast ponad 70 % społeczeństwa, które popiera koalicję min: PO i PSL, a także LiD, można chyba zaliczyć do społeczeństwa nowoczesnego, otwartego, które chce budować państwo obywatelskie, uniwersalne. Może są jeszcze w tej części społeczeństwa jakieś zmarginalizowane oznaki plemienności, ale szybka ewolucja i rozwój w najbliższej przyszłości wykluczy je. Mamy w Polsce obecnie wojnę dwóch „światów”; świata cywilizowanego i świata plemiennego, ten pierwszy wygrywa szczególnie za sprawą młodego wykształconego pokolenia.
    Dla mnie osobą przebojową, hitem politycznym najbliższych lat będzie biznesman, poseł PO Janusz Palikot. W książce „Płoną koty w Biłgoraju” i w swojej intensywnej działalności politycznej obnaża to za co w cywilizowanej Europie się wstydzimy.

  62. Szanowny Panie Redaktorze,
    nawiązując jeszcze do sprawy Grossa to miałbym pytanie, dlaczego redakcja Polityki przedstawia niejakiego Chodakiewicza jako „naukowca” odpowiadającego Grosowi?

    (cytuję):
    „….Praca amerykańskiego historyka polskiego pochodzenia jest traktowana jako naukowa odpowiedź na zarzuty stawiane społeczeństwu polskiemu przez Jana Tomasza Grossa w książce „Strach”.”
    (koniec cytatu).

    z:

    http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead120&news_cat_id=1094&news_id=242341&layout=16&page=text

    Przecież osobnik ów, kwestionując tezy Grossa, ba – nawet oskarżając go o świadome powoływanie się na nieudowodnione fakty! – automatycznie tym samym i jednoznacznie określa się jako antysemita!

    Z którym nie powinno się, jak słusznie napisała Helena w:
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=412#comment-80904

    (cytuję)
    „Bo mnie nie zalezy na zadnym dialogu z klamcami…”
    (koniec cytatu)

    w ogóle rozmawiać!

    Tymczasem Polityka sygnuje chodakiewiczowszczyznę np. tutaj:
    http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?news_cat_id=1009&news_id=241668&layout=18&page=text&place=Text01

    gdzie padają antysemickie i pogromowe stwierdzenia jak:

    cytuję
    „… książka Grossa pełna jest nieścisłości – autor traktuje historię jak wycinankę: bierze to, co mu pasuje, by dowieść swojej tezy o polskim antysemityźmie.”
    koniec cytatu.

    lub tutaj:
    http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?news_cat_id=1009&news_id=241634&layout=18&page=text&place=Text01

    gdzie można spotkać takie kuriozum:

    (cytuję)

    „Wydana dziś w Polsce monografia „Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947” profesora Marka Chodakiewicza – to podstawa do rzeczowej polemiki z książką „Strach” Jana Tomasza Grossa – uważa Jan Żaryn z Instytutu Pamięci Narodowej.”

    (koniec cytatu)

    lub tu:
    http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?news_cat_id=1009&news_id=241745&layout=18&page=text&place=Text01

    gdzie napotykamy:

    (cytuję)

    „Profesor Chodakiewicz powtórzył argumenty, że Gross nie stosuje metody naukowej, lecz dobiera fakty, które pasują do jego tezy o polskim antysemityźmie, a pomija te, które ją osłabiają. Podczas spotkania z publicznością w stolicy Chodakiewicz powiedział, że Gross przestał być naukowcem, a stał się przedstawicielem kultury popularnej, kimś takim jak Doda-Elektroda.”

    (koniec cytatu)

    A przecież antysemicka działalność Chodakiewicza znana jest od dawna; ot np. napisał on całą książkę polemizującą z obowiązującą w światłym i postępowym świecie tezą prof. Yaffy Eliach o dokonanym przez AK antysemickim pogromie w Ejszyszkach:

    http://www.gazetawyborcza.pl/1,75517,1850285.html

    Zresztą wystarczy posłuchać Chodakiewicza
    tu
    http://nczas.com/wideo/wideo-wywiad-z-prof-chodakiewiczem-gross-wyssany-z-palca/
    lub tu
    http://www.itvp.pl/player.html?mode=0&channel=452&video_id=30654

    by zrozumieć, cóż to za typ.

    Czy więc redakcja Polityki nie powinna się raczej skupić na dawaniu odporu Chodakiewiczowi, a nie na cytowaniu go?

    Wszak niezbywalnym obowiązkiem redaktorów Polityki jako najelitarniejszych przedstawicieli naszej żurnalistyki jest uświadamianie swych elitarnych czytelników o antysemickim zezwierzęceniu motłochu polskiego, nieprawdaż…?

    Tymczasem takie lansowanie Chodakiewicza bez należytego, potępiającego go komentarza może stwarzać wrażenie, że redakcja w jakiejś mierze podziela jego poglądy, i w ten sposób sama stacza się w otchłań antysemityzmu!

    A nie tego oczekują przecież jej czytelnicy, nie tego…

  63. sądząc po ilości komenterzy prowokacja się udała
    a może to Pan po godzinach dorabia na onecie jako antek_emigrant, czuły wojtek czy kasia z lublina czy z konina (czy skąd ona tam jest)

  64. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Strach Gross’a + glebszy (inny) aspekt zagadnienia.

    http://www.rp.pl/artykul/93348.html

    Brrry(!).. czyli co? Won?!

    F.S. von/od Diasporski

  65. Co do ksiazki Grossa

    Niepokoi mnie „jednak to, że ciągle szuka się w Polsce problemów, związanych z antysemickimi wypowiedziami. Teraz szuka się ich w literaturze polskiej. Zgadza się, one są. Nie wspomnę już o książce „Strach” Jana Tomasza Grossa, której jestem zaprzysięgłym przeciwnikiem. Uważam, że w tej chwili jest nam kompletnie niepotrzebne takie mocne epatowanie tragicznymi faktami, żeby odnieść komercyjny sukces. Te fakty, owszem, miały miejsce w Polsce, ale nie można w kółko o tym mówić. Dlaczego nie szukamy i nie pokazujemy społeczeństwu pięknych przykładów dobrego współżycia między Polakami i Żydami. Zapominamy, że Żydzi mieszkają w Polsce ponad 800 lat.”

    Symcha Keller, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi

    Źródło: Polska Dziennik Łódzki

    http://www.jewish.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1063&Itemid=62

  66. Sympatyku DP,

    w swoim wpisie

    http://passent.blog.polityka.pl/?p=412#comment-80974

    zwróciłeś uwagę na istotne mankamenty pewnej części naszego społeczeństwa.

    Więc może dla obrony demokracji i postępu byłoby wskazane chwilowe odebrania praw wyborczych tej ciemnej masie 25% społeczeństwa, będącej matecznikiem nacjonalizmu, plemienności, ostoją obskurantyzmu, radyjomaryjownictwa, pisizmu, populizmu, antysemityzmu, siedzibą antydemokratycznych ciągot totalitarno-bolszewicko-katolickich…?

    Oczywiście na czas określony, w którym będą mieli szansę dołączyć do pozostałej, światłej części społeczeństwa, szczęśliwie już pozbawionej tych zawstydzających w oczach cywilizowanego świata atrybutów zacofania.

    No i oczywiście coś trzeba zrobić z PiSem; antydemokratyczny charakter tej partii, przejawiający się chociażby w tym fakcie, że, jak słusznie zauważyłeś będąc opozycją walczy o władzę, co jest szczytem bezczelności

    (cytuję:
    „… PiS będąc w opozycji zachowuje się jak plemię i walczy o ponowne zdobycie władzy, nie przebiera w środkach, kąsa i atakuje, nie liczy się z interesem państwa.”
    koniec cytatu)

    Czy nie byłoby wskazane wszczęcie procedury delgalizacyjnej PiSu z uwagi na jego dążenie do obalenia demokracji i zaprowadzenia totalitaryzmu?

    To oczywiście ciężka sprawa odbieranie praw wyborczych i delegalizacja partii politycznej, ale mając tak uznawane i słuchane w Europie autorytety jak Panowie Michnik i Germek możemy z całą pewnością liczyć na to, że będą potrafili wytłumaczyć naszym światłym i postępowym europejskim przyjaciołom niezbędność tego dla ocalenia demokracji posunięcia.

    Tym bardziej, że już od dawna ostrzegali świat i Polskę przed totalitaryzmem kaczyzmu, i myślę, że nasi światli, europejscy przyjaciele delegalizację tej totalitarnej partii i odebranie praw wyborczych jej motłochowatemu elektoratowi przyjmą z pełnym zrozumieniem i akceptacją, a nawet udzielą pomocy w wypadku jakiegoś czynnego oporu
    dorzynanych watah.

  67. „co do wyroku w Exeter […] ten proces to było typowe polowanie na czarownice”

    Jeśli Jakub T. miałby zręcznego adwokata ten by niechybnie wykazał, że testy DNA były sfałszowane i funta kłaków niewarte. Oglądam teraz TV i przed chwilą pokazali marsz w Poznaniu znajomych skazanego w jego obronie. Niestety, nie powiedzieli oni w TV jak chcą dokonać rewizji wyroku. Chyba nie wymachując szabelką, a przedstawiając niezbite dowody na niewinność swojego kolegi ?

  68. Wszystkim wydziwiajacym na nas , za wodami czy gorami ,polecam goraco wpis telegraphic observer z 4.56.Napisalbym to samo ale Bozia poskapila talentu. Dodalbym moze Dylana i J. Joplin.

  69. Bobola pisze: „zgwalcil zmyslowa babulenke”….jakiez to cholernie typowe polskie chamstwo, przedstawiciela narodu, ktory chlubi sie calowaniem kobiet w reke. Piedziesiecioparoletnia kobiete nazywa babulenka…nastajaszczyj Ewropejczyk!. I nikt na tym blogu na to nie reaguje…reaguje natomiast Europa, traktujac gnojkow, jak na to zasluguja…

  70. „Zresztą wystarczy posłuchać Chodakiewicza
    tu
    http://nczas.com/wideo/wideo-wywiad-z-prof-chodakiewiczem-gross-wyssany-z-palca/

    Pan Chodakiewicz w odróżnieniu do pana Grossa jest dużo młodszy i nie odczuł na własnej skórze wydarzeń roku 1968. Zapewne nadrabia pracą badawczą. Z kolei pan Gross, być może, odwraca paradygmat historyczny odnośnie zagłady Żydów panujący w czasach PRL bazując na własnych odczuciach.

    Nie czytałem książek obu autorów więc nie będę się wypowiadał co do ich treści, ale przyznaję, że pan Gross ma lepszą reklamę w Polsce niż pan Chodakiewicz 🙂

  71. Syjonistycznie uchachany.

    Jego antypolski komentarz przekracza dopuszczalne granice zobiektywizowanej krytyki i mieści się w rynsztokowym stylu walki politycznej Grossmanów.
    Poniższy cytat tego Polakożercy wyjaśnia wszystko:
    „Wszak niezbywalnym obowiązkiem redaktorów Polityki jako najelitarniejszych przedstawicieli naszej żurnalistyki jest uświadamianie swych elitarnych czytelników o antysemickim zezwierzęceniu motłochu polskiego, nieprawdaż…?”.
    Nieprawda Drogi Panie!
    Przynajmniej na tym forum nie spotkałem się z tak niskimi sformułowaniami użytymi wobec syjonistów jakie zastosował rzeczywiście uchachany po sam pas.
    Jest to opinia wysoce niesprawiedliwa i niekulturalna, bardzo źle rokująca jeśli dyskurs potoczy się w tym kierunku.
    Zarzucanie komuś ludobójstwa to bardzo poważny zarzut.
    Wydaje sie , że dla dobra obu stron powinien on zostać wnikliwie rozpatrzony przez prawników i znaleźć swój finał w Trybunale Sprawiedliwości.
    Utrącenie tej kwestii w polskiej prokuraturze jest przedwczesne i pochopne.
    Jest ono bardziej niż na aspekt prawny obliczone na polityczny efekt.
    Każdy ma prawo pisać co mu się żywnie podoba, dopóki owo pisanie nie naraża czyichś dóbr osobistych na szwank.
    Tak jak istnieje pojęcie kłamstwa oświęcimskiego,prawnie ściganego,tak należałoby się dopracować formuły kłamstwa syjonistycznego godzącego w interesy poszczególnych narodów.
    Naród Izraela nie jest jedynym narodem na tej ziemi,jest on jednym z wielu semickich narodów,które nie stanowią źródła konfliktogenności.
    Obawiam się, że syjoniści są przekonani o swojej wyjątkowości wyrażającej się w religijnej słuszności i politycznej skuteczności.
    Można nawet przypuszczać występowanie symptomu konfliktu kata i ofiary przeradzającego sie w jego odwrotność jako próba rekompensaty za holocaust i doznane krzywdy oraz cierpienia.
    Przyznam,że są to być może zbyt daleko idące domniemania zrodzone jednak na tle inspirowanych awantur politycznych przez żydostwo nowojorskie.
    W moim odbiorze nie chodzi tutaj o moralny katharsis i ekspiację lecz przyświeca tym działaniom wyłącznie merkantylny efekt tym pozornie uczciwym zabiegom.
    Jeśli Żydzi oczekują od Polaków i innych narodów historycznego przepraszam ,muszą najpierw uporządkować swój własny i współczesny ogródek obecnych niegodziwości i ludobójstwa wobec Arabów.
    Jakaż to jest moralność człowieka ,który być może został ocalony przez Polaków, wychował się i wykształcił w Polsce,dzisiaj kala gniazdo swego poczęcia,wychowania i ukształtowania.
    W ostatecznym wyrazie, trzeba to podkreślić,źle ukształtowanego przez Polskę.
    Proces kształcenia i wychowania zakłada jednak, w jego przebiegu, pełny i zgodny udział zarówno wychowawcy jak i wychowanka.
    Jeżeli w tym trudnym przedsięwzięciu niektórzy żydowscy wychowankowie chcieli zachować pełną niezależność i suwerenność, to w ogóle nie można mówić o procesie wychowawczym.W ten oto sposób dotarliśmy do wypadków marcowych 1968 roku mających miejsce głównie w Warszawie.
    A konkretnie sprawę stawiając zapleczem tych wydarzeń był Uniwersytet Warszawski ulegający wpływom kadry wykładowczej polskich
    Żydów oraz związanych z nimi studentami tej samej opcji politycznej.
    Tłem tych wydarzeń stał się konflikt na Bliskim Wschodzie,w którym państwo polskie opowiedziało się za Arabami,a polscy Żydzi za Izraelem.
    W tej sytuacji doszło do ostrego konfliktu politycznego spowodowanego przez polskich Żydów.
    Gomułka uznał wówczas za niedopuszczalne tego rodzaju zachowania rozłamowe godzące w ówczesny interes polityczny Polski.
    Tym bardziej było to niebezpiecznie, że przejawy tej walki konfrontacyjnej nastąpiły ze strony aktualnych naonczas i przygotowywanych elit PRL,których centrum stanowił Uniwersytet Warszawski.
    Mimo,iż sam Gomułka miał ponoć żonę Żydówkę musiał potępić dezintegracyjne zachowania Żydów.
    W rezultacie bardzo wielu z nich zmuszono do emigracji,a inni sami opuścili Polskę.
    Wielu z nich zasiliło w istotny sposób umacniające się państwo Izrael polskimi kadrami wysokich wojskowych ,polityków i reprezentantami całej palety zawodowej ówczesnej Polski tworząc nową jakość elit rządzących tego agresywnego i niechętnie widzianego przez Arabów państwa powstałego pod parasolem i patronatem USA.
    Przypuszczam,że część z tych ludzi „marca 68” znalazła się w diasporze i z największą przyjemnością podejmuje dzisiaj ostre polemiki skierowane
    przeciw Polsce i Polakom.
    Być może zachowania te wynikają ze znalezienia swej żydowskiej tożsamości,która obligatoryjnie winna kontestować polskość.
    Jestem jednak bardziej niż przekonanym,że zawężanie kulturowe do znajomości tradycji jednego narodu jest ograniczaniem,zubożaniem i w konsekwencji zmniejszaniem bogactwa duchowego człowieka.
    Taki wybór żydowski uważam,za bardzo nieuzasadniony.
    Jeżeli oni jednak uważają nas za motłoch to dyskusja staje się bezprzedmiotową.
    Należy mieć nadzieję,że grono uchachanych Grossmannów jest nielicznym.
    Przy czym trzeba sobie zdawać z tego sprawę ,że jest ono wpływowym.
    Kontaktów praktycznie nie mamy żadnych,poza propagandowymi imprezami w Krakowie i Łodzi.
    Nasza młodzież do Izraela nie jeździ , ponieważ jest zbyt biedna.
    A izraelska przywożona jest do Polski w pełnej izolacji i obstawie Mosadu zwiedzając, zza przyciemnionych okien autobusów, wyłącznie krematoria i cmentarze swoich przodków.
    Jest to wypisz,wymaluj polityka polskiej prawicy oparta na spojrzeniu wstecz.
    Być może w sytuacji zagrożenia narodowego takie zachowania są oczekiwane i wskazane.Jednak z naszej strony takich zagrożeń dla Żydów nie ma.
    Stąd tego rodzaju postawy są nienaturalne i dezintegrujące poczynania demokratycznych społeczeństw.
    Nie można wykluczyć świadomej i celowo tworzonej atmosfery zagrożenia przez elity izraelskie dla ich społeczeństwa,co mogłoby wpływać na izolacyjno-integracyjne zachowania społeczne budujące siłę państwa Izrael znajdującego się w otoczeniu niechętnych mu krajów, co tylko potwierdza historyczną tezę o permanentnych problemach Izraelitów ze swoimi sąsiadami.

  72. jejku, panie danielu! Dlaczego znowu w Polskim Radiu (wiadomości) słyszę opinie skompromitowanego byłego ministra A. Szczygły. On juz jest spalony i powinni dać mu spokój przynajmniej na parę miesięcy. Nie ma Pan jakichś wpływów w PR, by zwrócić na to uwagę?

  73. Drogi Gospodarzu, gdybym na Pana tekstach się nie wychował, tylko zaczytywał się w „Gazecie Polskiej” lub innym „Naszym Dzienniku”, to może napisałbym że oto pokazał Pan swoje antypolskie oblicze. Wiemy jednak, że chce nas Pan pobudzić do głębszej refleksji nad naszym narodowym zakłamaniem. Człowiek musi być krytyczny, inaczej przestaje nim być.
    Wiemy również, że tylko prawda nas wyzwoli. Ten co to wypowiadał, obraca się zapewne w swoim watykańskim grobie, ze wstydu za poczynania ludzi Kościoła, którzy głoszą wszem i wobec, że KONTYNUJĄ jego dzieło!
    Wstyd mi za to co się działo w krakowskim kościele jezuitów.
    Nic więcej, tylko wstyd.
    Dodam tylko, że nie wierzyłem znajomemu, gdy relacjonował zachowanie dwóch ubranych w sutanny młodych z wyglądu księży, stojących obok grupy manifestującej przeciwko spotkaniu z Grossem. To było chyba 2 tygodnie przed spotkaniem w kościele Towarzystwa Jezusowego.
    Podszedł do nich i zapytał, czy panowie są prawdziwymi księżmi?
    Kolega jest przeciwnie niż ja, osobą głęboko niewierzącą.
    Obecność księży obok tłumu z nacjonalistycznymi transparentami i haniebnymi okrzykami – nawet jemu wydawała mu się nieprawdopodobna.
    W odpowiedzi spotkał się z dziwaczną reakcją jednego z młodych ludzi w sutannie. Otóż zaczął on, podskakując (rodzaj transu) – recytować (w młodzieżowym stylu rapowania) tekst: „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. To było na krakowskich plantach, więc o skojarzenie z drzewami było łatwo. Powiedziałem mu, że wszystko zmyślił, lub że byli to przebierańcy. Po relacjach ze spotkania w Kościele Jezuitów, przeprosiłem go za to, że zarzucałem mu kłamstwo.
    Chciałem jeszcze odnieść się do tragedii Afgańczyków w Nangar Khel.
    Odpowiada za tę tragedię Państwo Polskie.
    Funkcjonariusze państwa, wybieralni i obieralni, według hierarchii.
    Im wyższy szczebel, tym wyższa odpowiedzialność.
    Polski wojskowy wymiar sprawiedliwości, gdzie są zapewne wytrawni prawnicy w mundurach, zajmuje się w cieple swoich gabinetów, oceną zdarzenia z sierpnia 2007 roku.
    Znając ogólnie model przebiegu ich służby przypuszczam, że żaden z nich nigdy nie dowodził pododdziałem bojowym, tym bardziej w warunkach wojennych.
    Ich usytuowanie w strukturach Państwa, wyklucza z kolei niezależny osąd struktur tegoż Państwa oraz polityków, którzy odpowiadają za to, że polscy żołnierze tam się znaleźli i nie wiadomo dokładnie po co?
    Z braku odpowiedzi na to dziecięce pytanie: PO CO – bierze się dalszy ciąg zdarzeń. Przeskakując kilka poziomów, przejdę do dalszych pytań. Skoro już ich tam wysłano, dlaczego podporządkowano ich armii amerykańskiej? Przecież te pojedyncze, porozrzucane polskie kompanie, poniżej dwustu ludzi w każdej, wchodzą w skład Brygady US Army. Brygada jest związkiem taktycznym (kilka tysięcy żołnierzy), gdzie obowiązuje jedna doktryna dowodzenia. W rozpatrywanym przypadku – amerykańska W słowie DOKTRYNA chcę zawrzeć wszystkie unormowania prawne, regulaminowe i proceduralne, według których ta cała maszyneria wojskowa funkcjonuje. Masa papieru i pojemności twardych dysków. Zatem, ktoś bezmyślnie oddał pod amerykańską jurysdykcję prawną, 1000 uzbrojonych obywateli polskich. Na całe szczęście – nie ma jeszcze ofensywy Talibów, więc ilości zdarzeń i ich ciężar gatunkowy są niskie, tzn. ilości zabitych są małe. Przecież tam są setki tysięcy min, drogi i trakty na skraju przepaści, itp utrudnienia. Nikt nie musi strzelać, żeby były trupy. Tysiąc polskich żołnierzy musi podporządkować się zwyczajom i filozofii stosowania prawa wojennego zupełnie innego państwa. Czy nikt tego nie zauważył? Do tego kolejne pytanie. Czy jesteśmy w stanie wojny z Afganistanem? Przecież tam jest wojna domowa. To jest istotne dla dalszych rozważań. Co to jest wojna domowa według prawa polskiego i czy można w niej legalnie uczestniczyć? Na jakiej podstawie prawnej? Gdzie to jest zawarte i napisane? Skoro ważymy do miligrama wielkość ładunku miotającego moździerza, zmieniamy co do 10-tej części procenta stopień jego zawilgocenia, żeby określić wpływ tych czynników na zasięg ognia – to musimy odpowiedzieć sobie uczciwie na inne pytania. Przecież Republika Afganistanu obejmuje realnie i faktycznie obszar Kabulu oraz kilku miast i baz wojskowych. Realnie, nie wystarczy formalna (na papierze) dekretacja w dokumentach, że utrzymujemy stosunki dyplomatyczne z tym krajem. Tak jak realnymi ludźmi było 8-miu zabitych Afgańczyków. Dlatego dobry prawnik anglosaski, obali każdy wyrok Sądu wobec bezpośrednich uczestników tragedii w Nangar Khel, kwestionując już samo miejsce zdarzenia. Będzie przecież zapewne napisane: na terytorium Republiki Afganistanu – a taki organizm realnie nie istnieje. I to będzie koniec sprawy.
    Zwracam tu uwagę na słowo REALNE, nie formalne zapisy prawne.
    Przecież Gospodarz zachęca nas do szczerego spojrzenia w głąb nas samych, do zmniejszania stopnia powszechnego zakłamania, które nas zalewa.
    Do tego, skoro padły zarzuty o ludobójstwie ze strony OFICJALNEGO PRZEDSTAWICIELA PAŃSTWA POLSKIEGO (RPO), a REALNA jurysdykcja prawna uczestników zdarzeń była międzynarodowa (mieszana?), to być może mądrzy krewni osadzonych żołnierzy powinni zakwestionować właściwość polskich sądów do orzekania w tej sprawie. Dobremu prawnikowi wystarczy, że przynajmniej kilka stron z tysięcy procedur amerykańskich było stosowane, bo to było przecież w ramach amerykańskiej Brygady. Oznacza to wówczas inną sytuację prawną osadzonych w polskim areszcie żółnierzy. ONI powinni podlegać osądowi według amerykańskiego prawa, skoro działali w obszarze amerykańskiej DOKTRYNY wojennej.
    Taka według mnie powinna być konsekwencja decyzji, oddania polskich żołnierzy pod jurysdykcję amerykańską. Nawet czesciowo, a wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżanych. Sami tego nie rozgryziemy. Inaczej – polski wymiar sprawiedliwości nie jest w stanie tego zdarzenia osądzić obiektywnie. Tym bardziej wojskowy.
    Na zakończenie pragnę podzielić się refleksją, że teraz lepiej rozumiem, dlaczego w armiach NATO (poza Polską) – wyżsi dowódcy mają za sobą studia humanistyczne. Przechodzą normalną drogę służbową, szkolenie podstawowe, szkoła oficerska, dowodzenie, sztab, akademia, dowodzenie, urząd w ministerstwie potem znów dowodzenie, sztab. Coraz wyżej i wyżej, po drodze dziesiątki kursów, szkół, zdobytych umiejętności i sprawności. Ćwiczenia, wyjazdy na misje mniej lub bardziej pokojowe albo wojenne. Cały czas obserwacje psychologów i psychiatrów, wizyty u których nikogo tam nie dziwią. Znowu ćwiczenia. Kolejny awans, związany z kolejną przeprowadzką, itd. Oceny z misji i ćwiczeń – awans lub boczny tor albo cywil. Stąd młodzi emeryci wojskowi na całym świecie. Ale czytając ich biogramy, ZAWSZE widzimy, że po drodze są jakieś studia humanistyczne, do tego języki obce. Sadzę że wynika to z zakorzenionej demokracji w tamtych krajach. Oni doszli do systemu, który po pierwsze wyklucza psychopatów. Po drugie, na etapie UCIERANIA DECYZJI – mocno się spierają. Kapitan (referent w sztabie, od szczegółów) może się sprzeciwić generałowi i nikt się na niego za to nie obraża. Tak naprawdę, to kapitan nie ma szans na zostanie majorem, jak się kilka razy nie postawi szarżom. Bo generał kiedyś był kapitanem i też się stawiał. Taki styl. Tylko ten natowski generał doskonale wie, że kapitan stawia się w istotnej sprawie (w głupiej może to zrobić tylko jeden raz), której uwzględnienie lub przynajmniej ROZPATRZENIE – uratuje mu dupę lub MOŻE mu ją uratować. Przepraszam, ale tak to się nazywa we wszystkich armiach świata. RWD-Ratowanie Własnej Dupy. Profesjonaliści tym się różnią od amatorów, że wolą działaniom z zakresu RWD ZAPOBIEGAĆ niż potem TUSZOWAĆ skutki braku RWD, co miało miejsce w sierpniowym incydencie.
    U nas jeszcze tak nie jest. To znaczy do tego profesjonalizmu w zakresie realizacji RWD powoli dopiero dochodzimy. Pozostałości Ukladu Warszawskiego muszą zostać z mózgów wypłukane. Tylko że to trwa.
    Do tego, żeby polski generał postawił się chamskiemu politykowi (bucowi, jak mówią w Krakowie), który dzwoni i wyzywa Go od szczurów kryjących się po bunkrach – to jeszcze nie działa. Takie słowa padły rok temu wobec polskich dowódców w Iraku. Pisała o tym prasa. Wypowiedział je HBDSz, bohater poprzedniego artykułu. To co opisał Gospodarz, potwierdza, że HBDSz trzyma stały poziom. Może nawet służyć za wzorzec.
    Jakość kadr dowódczych – tu jest sedno sprawy.
    O odwagę CYWILNĄ naszych dowódców nie pytajcie Państwo blogowicze, bo to są WOJSKOWI, nie CYWILE. Dlatego jej nie mogą mieć. To jest tak proste wytłumaczenie, że aż prostackie.
    A jak inaczej wytłumaczyć przyczyny tragedii rodzinom ofiar z Nangar Khel lub rodzinom osadzonych żołnierzy?
    Jakość kadr dowódczych – to są dziesiątki lat pracy systemu wojskowego i jego otoczenia państwowego, wraz z jego kulturą prawną i polityczną. Wojsko nie jest oddzielnym organizmem, jest emanacją, niekiedy krwawą – skutków polityki Państwa.
    To Państwo Polskie przygotowuje swoich PEŁNOMOCNIKÓW do realizacji swojej polityki. Wojna jest niczym innym, jak realizacją polityki zagranicznej, gdy zawodzi dyplomacja. Prowadził tę Politykę Państwa Polskiego Nasz Gospodarz, jako nasz Ambasador w Chile, to zapewne to potwierdzi, chociaż wojny nie wywołał.
    Ścieżka kariery służbowej mającej wyselekcjonować dobrego dowódcę jest w Polsce inna niż w starych państwach NATO. Dobry dowódca, to z jednej strony fachowy twardziel, z drugiej głęboki humanista. Wiem, że to są sprzeczne oczekiwania, zwłaszcza gdy Wojsko Polskie przechodzi kilkunastoletnią transformację, przy psychopatycznym od czasu do czasu otoczeniu politycznym.
    W armiach NATO przynajmniej wymagają epizodu studiów humanistycznych u wyższych dowódców. Daje to tamtym politykom pewną gwarancję (pewności to nie mamy nigdy), że powierzają największe dobro narodowe, życie podległych im ludzi – LUDZIOM, a nie sfrustrowanym ROBOCOPOM. Postępując inaczej, to ci politycy po prostu ryzykują, że nie zostaną wybrani, bo pokazują że gardzą ludzkim życiem lub się przynajmniej o nie nie troszczą. U nas jeszcze takie standardy nie obowiązują.
    Przepraszam Gospodarza oraz Wszystkich Blogowiczów, za kolejny zbyt długi wpis.

  74. miareczka pisze:

    2008-02-15 o godz. 18:53
    Pan Daniel Passent pisze: “Że Gross nie ma racji? Być może (ja uważam, że dużo racji jednak ma), ale żeby odebrać jego książkę jako zniewagę dla narodu, żeby ją osądzał prokurator, to się w głowie nie mieści.”
    “A ze Gross nie ma racji? Byc moze…” A coz to ma za znaczenie? Ma racje, nie ma racji,

    :
    Chodzi o prawde a nie „racje” przypisana prawdzie czyli faktom ktore mialy miejsce.

  75. ajw, Bobola jest chamem i prowokatorem. Za podobne wpisy zostal wykopany z blogu Adama Szostlkiewicza z wilczym biletem.

  76. Olhado pisze:
    A więc, Panie Redaktorze – nie “Wara od naszych”. PRAWDY!!
    Na głupoty Grossa jest tylko jedno lekarstwo – ignorować.

    :
    Ignorowac fakty czyli prawde. To nieuczciwosc panie Oldaho!
    Prosze dowiezc ze Gross klamal zamiesat wysywac goloslowne zaprzeczenia.

  77. Telegraphic observer 04:56

    pieknie piszesz – slusznie i sentymentalnie.

    Tylko widzisz – Ty, Pan Redaktor Passent, ja i jeszcze paru innych na tym blogu to wyksztalciuchy a do tego ze sporym bagazem zyciowego doswiadczenia w piciu wode z roznych studni i patrzeniu na swiat z roznych grajdolkow.

    Ja tez mam takich przyjaciol, takie plemie, zjezdzamy sie przy roznych okazjach (o ile czas pozwala, czesto sama podroz w jedna strone to niemal jedna doba) z roznych zakatkow swiata.
    Ale my – tak jak Ty – znamy historie te starsza i te nowsza, wiemy tez cos o tzw. „miedzyludzkich stosunkach” i otwarcie dyskutujemy np. o ksiazkach Grossa opierajac sie na faktach.

    Z tego, co czytam na roznach blogach (pisuje tylko czasami tu i u Pani Paradowskiej) wynika jednak, ze my to garstka wolajacych na puszczy, jakis dziwny relikt, czesto oceniany jako „wrzod na patriotycznym ciele”.

    Bo coraz bardziej mi sie wydaje czytajac polskie portale internetowe, np. gazeta.pl, rz.pl, onet.pl, tvn24.pl, superstacja.pl i przedstawiane tam wiadomosci (a takze sposow ich przedstawiania) oraz wpisy niektorych Blogowiczow, ze Polska to raczej kraj Harrego-potem i takich jak on zdobywcow Bastylii czy palacu Zimoweg.

    Przeczytaj np. te linki:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4934553.html
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4934382.html

    a szczegolnie

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4934263.html

    Ten ostatni, to najlepszy komentarz do wszystkiego o czym pisze w „zadaniu dla nas” Pan Redakror Passent.

    Pozdrawiam
    z Berlina

  78. Ech ……….. łza sie w oku kręci !

    Polska – Chrystusem narodów ( cierpiącym za miliony – oczywiście niewinnie ).

  79. Najdroźsi i Umiłowani!
    A w szczgólności z Berlina,/b> i G.Okon!
    Alegoria Harry_potem’a do Was nie trafia? Jak to mówią w kraju, wyluzujcie. Nie zasługujecie na miano jego uważnych i zafascynowanych czytelników.

    Kwiz73 przypisuje mi, przez omyłkę w nawale wpisów, że zajmuje stanowisko w sprawie Tuskowego podróżowania samolotem rejsowym. Otóż ja mam za mało faktograficznej informacji w garści, aby coś orzec w tej sprawie. Kto z nim jeszcze leci,? jaki jest stan i koszt utrzymania rządowego TU? etc. Prezydent USA w takie podróże udaje się Air Force 1, za nim leci drugi samolot pełen dziennikarzy – różne są wymogi polityczne i style latania głów państwa, Amerykanie mają w nosie ekologiczne starty z takiego latania po świecie, w takiej świcie. Ale mogę się spokojnie zgodzić, że Tusk “kierował się politycznym wyrachowaniem”. Ja wzmocniłbym to dodając “pragmatyczne PR”, ale z “narcystycznym wyprofilowaniem” wstrzymałbym się. Tusk jest solistą, jako najbardziej władna (powerful) osoba w państwie i grać może solo jak mu talentu staje. Momentami orkiestra zamiera, takie też kompozycje bywają. A może Tusk jest dyrygentem?

    Za nazwanie mnie humanistą, choćby w trybie przypuszczającym, serdecznie dziękuję. Wyjaśniam, że poszedłem, nie po raz pierwszy jak mi się zdaje, za duchem języka polskiego. To co jest “dęte” jest pozbawione humoru, dystansu, zawzięte w swojej niezbyt twórczej interpretacji. Sztampowe, pozbawione ikry. I w moim, masz tutaj całkowicie rację, apodyktycznym (dodałbym) pruskim drylowaniu dostrzegam, że myślenie faktograficzne wiążące fakty jakimiś racjonalnymi metodami (przyczynowo-skutkowość jest jedynie przykładem wcale nie najważniejszym, ale widać nośnym) Polakom sprawia kłopot. Wydaje mi się, że zbyt często nie edukują się w jakiejś dziedzinie, nie starają się objąć sytuacji w możliwie najszerszej złożoności (jak na przykład podróże Tuska), tylko uciekają się do powierzchownej oceny i nazywają to emocjonalnym podejściem, lepszym od chłodnej analizy. Moralizują w nadmiarze, gdy oceny po zebraniu faktów nie muszą być wcale na gruncie etycznym, ani na zwykle widzimisie. Red. Passent nazywa to “fałszywością”. Orkiestry też czasem fałszują, nie mówiąc o solistach.

    Podróże Tuska? Ciekawe. Jakiś Jonathan Swift by się przydał.
    Pozdr.

    P.S. usznowanie i dzięki dla Otago

  80. Panie Danielu!A moze tak ktos napisze <Absurdarium”?Mistrza juz nie ma a na lokalnym rynku tematow przybylo.Pozdrowienia

  81. Michrich, Olhado bardzo przezywa ksiazke Grossa, poniewaz trudno jest mu pogodzic sie z mysla, ze ktos z jego „wspolplemiencow” dokonywal zbrodni na niewinnych, bezbronnych kobietach i dzieciach, ktore ocalaly z gehenny. Moze nawet ktos z jego najblizszej rodziny. Dlatego chce „ignorowac”, czyli przechodzic kolo zbrodni niby to (ale tylko niby) obojetnie, z odwrocona glowa – w nadziei, ze mu to pomoze. Dlatego zarzuca Autorowi, ze „zrobil to dla pieniedzy”, a wiec mial niejako niskie motywy aby o zbrodniach dokonanych na sasiadach mowic.
    Moze i pomoze. a moze nie. Nalezy mu tymczasem wspolczuc, bo ksiazka „Starch” (choc jej nie mial nawet w rekach) stala sie jego nieustajaca obsesja. Im bardziej ja „ignoruje”, tym bardziej mu doskwiera. To wlasnie do takich „czytelnikow” zostala ona skierowana. Spelnila zadanie.

  82. Spokojny,
    Znakomity jest Twój ostatni wpis, wiele wyjaśniający, gratulacje.
    Poruszyłeś dwie istotne kwestie: wszechstronnego przygotowanie kadr i odwagi cywilnej. A chodzi o kadry wojskowe!!!
    Gdybyś zajrzał do naszej szkoły to dopiero byś się przeraził. Nie tylko w wojsku brakuje u nas humanizmu i odwagi cywilnej. Brakuje jej wszędzie.
    A nasza szkoła robi wszystko, byśmy o takich wartościach raz na zawsze zapomnieli. Pomimo, że ustawa o systemie oświaty i karta nauczyciela nakładają na nauczycieli obowiązek kształtowania demokratycznych postaw to praktyka całkowicie przekreśla deklarowane przez ustawodawcę cele. I nikogo to nie obchodzi. Problem celów kształcenia i wychowania, nie mówiąc już o metodach, w ogóle wyrugowano z polskiej debaty. Przeniesiono go do działu „potrzeby rynku pracy”. I tam sczeznął.
    On nie istnieje, tak jak nie istnieje w naszej polityce człowiek i jego społeczne otoczenie. Naszą dzisiejszą publiczną wyobraznią żądzą boskie nakazy( w tym teologia antykomunizmu) oraz „potrzeby” gospodarki wyalienowane całkowicie z ludzkiego świata.
    Tym większej wartości nabiera Twój post, i na tym większą wdzięczność zasługuje. Pozdrowienia.

    Eddie,
    Powodzenia.

  83. Spokojny,
    Sama mam powazne wątpliwości czy polska prokuratura wojskowa ma formalne prawo zajmować się wydarzeniami w Nangar Khal. Ten teren nie jest przercież objęty polską jurysdykcją. Warto by tę kwestię jak najszybciej wyjaśnić, albowiem z zachowania naszej prokuratury wynika, że jesteśmy przynajmniej okupantami tej części Afganistanu.
    Odrębną sprawą jest sam zarzut. Z opisu zdarzenia, o którym coraz więcej wiemy, wynika, że prokurator mocno przestrzelił.
    Za co, jak to zwylkle u nas bywa, zapłacą wyłącznie żołnierze i ich rodziny.
    Polska to dziś kraj spełnionych prokuratorów. Bezczelnego bezprawia władzy i upokarzającej niesprawiedliwości dla ofiar.
    Pozdrowienia

  84. Szkoda ,że brak nam naszego flagowego transatlantyka(?).
    W drodze do Washington DC mogłoby odbyć się wyjazdowe(?) posiedzenie Rady Ministrów w połaczeniu z obradami Sejmu, wszelkimi jego komisjami,Pan prezydent wezwałby z dolnego pokładu ministra spraw zagranicznych na konsultacje.Opozycja i media wypatrywaliby góry lodowej,która zatopi obecny rząd.
    Premierze Tusk niech pan założy kapok.Wredne PISBoty szykują następne miny.Torped nieodpalą,mają słabe detonatory.A hoj.

  85. Wklejam tekst na wypadek gdyby się nie chciał uruchomić, czy też został zdjęty z dostępnych. SYMPATYKOWI BYWALCA dziękuję za wzmiankę o nim we wpisie z 15.02.

    Meir Granat specjalnie dla DZIENNIKA
    środa 6 lutego 2008 11:27

    Polskie korzenie trenera Chelsea
    Avram Grant został piłkarzem, a potem trenerem wbrew woli swojej matki, która dla jedynego syna planowała karierę lekarza lub adwokata. Jego ojciec Meir, choć nigdy nie grał w piłkę i nie interesował się sportem, akceptował życiowe wybory Avrama. Dziś jest z niego bardzo dumny. – Bo to jest naprawdę dobry dzieciak. Nie zapomina o starym ojcu, dzwoni do mnie po każdym meczu, pomaga finansowo – chwali syna Meir Granat, polski Żyd z Mławy.

    czytaj dalej…REKLAMA

    Pan Meir rozmawia z nami po polsku. „Robię to po raz pierwszy od ponad 50 lat” – zdradza i pyta. – A jakiej jesteście gazety? Z DZIENNIKA? Ja pamiętam tylko „Kurier Codzienny”. Czytałem go przed wojną. Lubiłem gazety – wspomina.

    Ojciec i syn noszą różne nazwiska, bo Avram pod koniec lat 80. kiedy był już uznanym w Izraelu trenerem, zmienił je na bardziej angielsko brzmiące.

    „Avram chciał nazywać się po europejsku. Ale tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia, bo po hebrajsku Grant i Granat pisze się tak samo” – opowiada nam ojciec trenera Chelsea, którego odwiedziliśmy w skromnie urządzonym mieszkaniu w samym centrum Tel Awiwu.

    Meir Granat szykuje się do wielkiej uroczystości. 21 lutego skończy 80 lat. Tego dnia odbędzie się wielki zjazd rodzinny. Z Anglii przyleci Avram z żoną i dziećmi, pojawią się też dwie młodsze siostry trenera Chelsea.

    „Mam trójkę dzieci i dziesięcioro wnuków. Wszystkie są wspaniałe i bardzo dobre, a to najważniejsze. Avram dzwoni do mnie bardzo często. Ale nie doradzam mu. Nie pytam się dlaczego wpuścił tego, albo innego piłkarza. Nie znam się na tym. Lubię futbol, ale sam nigdy nie grałem. Młode lata zabrała mi wojna, więc nie było czasu ani warunków na zabawy piłką. Teraz jednak bardzo polubiłem ten sport. Staram się oglądać wszystkie mecze drużyn Avrama. Mam nawet zaproszenie na finał FA Cup na Wembley. Syn będzie mógł sięgnąć po pierwsze trofeum z Chelsea. Problem w tym, że w tym samym czasie muszę być na weselu kuzynki mojej pierwszej żony. Jak nie przyjdę, to od razu się obrażą” – śmieje się pan Meir, który jednak bardzo chciałby odwiedzić syna w Londynie. Tym bardziej, że Avram regularnie podsyła bilety lotnicze do Anglii dla ojca i jego drugiej, brazylijskiej żony.

    „Jeszcze jak był w Portsmouth to go trzy razy odwiedziłem. Teraz nie mam czasu. Cieszę się jednak, że niedługo zobaczę go na moich urodzinach. Kiedyś widywaliśmy się regularnie, bo jego żona i dzieci mieszkali w Tel Awiwie, więc Avram w każdej wolnej chwili przylatywał w odwiedziny. Kiedy jednak podpisał kontrakt z Chelsea, to w Izraelu niemal nie bywa” – opowiada Meir Granat, który śmieje się z doniesień angielskiej prasy.

    „Jak Avram został trenerem, to pisali, że tylko dlatego, bo mówi po rusku i będzie mógł rozmawiać z Romanem Abramowiczem. A syn nie mówi w tym języku ani słowa. Ja ruskiego nauczyłem się w czasie wojny i znam go bardzo dobrze” – wyjaśnia.

    „Avrama od małego interesował tylko sport, tylko futbol. Od małego zawsze miał przy sobie piłkę. Kiedyś dostał jedną w klubie. Całkiem nową. Przyszedł szczęśliwy do domu, a moja żona Aliza wzięła nóż i całą mu rozszarpała na drobne kawałki. Żona bardzo nie chciała, by on był piłkarzem. Jej się marzyło, że Avram zostanie doktorem albo adwokatem, ale jemu w głowie była tylko piłka. Ale czemu się dziwić, przecież każda mama tak chce dla swojego syna. Jak matka pocięła mu piłkę, to Avram nawet nie zapłakał. On jest bardzo twardy. Ma mocny charakter. Ja mu zawsze pozwalałem zajmować się sportem i futbolem. Po doświadczeniach wojennych wiem, że terror do niczego nie prowadzi. U mnie zawsze jest demokracja. Żona robi co chce, ja robię co chcę i dzieci też. To jest domowa demokracja” – zapewnia ojciec trenera Chelsea.

    Rodzice na Avrama na poważnie zdenerwowali się tylko raz.

    „Kiedy był mały któregoś dnia nie mówiąc nic nikomu zniknął. Nie wrócił po szkole do domu. Szukaliśmy go wszędzie, bardzo się martwiliśmy. Okazało się, że sam pojechał do Jerozolimy, która jeszcze wtedy była w rękach Arabów i wyjazd tam był bardzo niebezpieczny. Chciał zwiedzić to miasto, jego starą częśc za murami, był ciekaw i postanowił, że sam to zrobi. Wtedy nie można było Żydom tam wjeżdżać. Ale on się uparł i mu się udało. Kilka godzin chodził i wszystko oglądał. Wrócił dopiero o drugiej w nocy, kiedy wszyscy już się strasznie martwiliśmy” – wspomina Meir Granat.

    O synu cały czas mówi z uśmiechem. Cieszy się, że Avram zarabia takie pieniądze, których on skromny człowiek, który niemal całe życie przepracował w garbarni, nie jest sobie w stanie nawet wyobrazić. Jest mu przyjemnie, że syn pomaga finansowo ojcu i siostrom.

    „Gdybym chciał, to mógłbym sobie jeździć po świecie i odpoczywać, ale ja wolę siedzieć w Tel Awiwie. Tu mam wszystko co jest mi potrzebne do życia. Odpocząć mogę iść na plażę. A jeśli chodzi o podróże, to ja już się najeździłem. W młodości”. Meir Granat nie ma z tych czasów żadnych dobrych wspomnień, ale o traumie II wojny światowej i Holocaustu opowiada bez żadnego oporu.

    „Urodziłem się i wychowałem w Mławie. Przed wojną żyło nam się dobrze. Nie było żadnych problemów. Ludzie byli dobrzy. Póki w Polsce żył Piłsudski Żydzi nie mieli problemów. On nas cenił i lubił. Gdy jednak umarł od razu zaczęly się pierwsze problemy. Ludzie mówili do nas – „wasz dziadek nie żyje”. W Mławie przez cztery lata chodziłem do polskiej szkoły. Pamiętam język polski, ale po przyjeździe do Izraela w 1947 roku chyba ani razu z nikim po polsku nie rozmawiałem. Nie byłem też od tamtego czasu ani razu w Polsce. I chyba się nie wybiorę, choć Avram kilka razy mi mówił, że powinniśmy tam pojechać, wrócić, zobaczyć stare miejsca, Mławę. Ale ja nigdy nie chciałem. Słyszałem, że jest teraz w Polsce bardzo dobrze. Wiem, że są organizowane wycieczki. Ale po prostu nie mogę. Chciałbym zapomnieć o Polsce po tym co tam przeżyłem. Choć gdybym mnie się ktoś spytał kim jestem, to powiedziałbym – jestem polski Żyd” – mówi nam Granat.

    Gdy wybuchła wojna rodzina Granatów została wygnana do Warszawy.

    „Tam wtedy jeszcze nie było tak źle. Ludzie byli dobrzy. Ale wtedy Niemcy zaczęli tworzyć getto. Nie chcieliśmy w nim mieszkać. Baliśmy się. Jeden z moich braci był komunistą i namawiał nas, żebyśmy uciekali do Sowietów, bo tam jest dobrze. Postanowiliśmy uciekać i udało nam się dotrzeć do Białegostoku. Czy ktoś nam pomagał w ucieczce? Nawet nikogo o to nie prosiliśmy. Baliśmy się. Nie odzywaliśmy się do nikogo. Okazało się jednak, że u ruskich czekało na nas wszystko co najgorsze. Od razu nas aresztowali i wywieźli na Syberię. Stalin powiedział, że polscy Żydzi to trockiści i kazał wszystkich aresztować. Żołnierze wywieźli nas do Kołymy. Zostawili w środku lasu, powiedzieli – budujcie dom, albo umierajcie. Tam latem nie było nocy, a zimą nie było dnia. Dziewięć miesięcy trwała zima i polarna noc, później przychodziły trzy miesiące lata. Musieliśmy tam ciężko pracować, a nie było nic do jedzenia. Trzyletnia siostra umarła po miesiącu, druga siostra zaraz później. Ojciec wytrzymał trzy miesiące, a matka siedem. Było strasznie zimno. Jedliśmy zgniłe kartofle, które gdzieś znaleźliśmy. Dużo nas tam było. Kilkanaście rodzin. Nie tylko Żydów. Byli tam z nami Polacy, a nawet Rosjanie. Dla Stalina nie było żadnej różnicy. To był nienormalny bandyta. Niemcy mówili, że Stalin posłał nawet swojego syna do obozu. Miałem 14 lat i miałem siłę. Przeżyłem. Jeden z moich braci też” – Meir Granat wspomina najstraszliwsze chwile swojego życia. Z bardzo licznej rodziny w Polsce nie przeżył nikt.

    „Po wojnie w 1946 roku trafiłem do Lublina. To było piekło dla nas. Baliśmy się. W tym mieście było strasznie. Ludzie zaczepiali nas na ulicach i krzyczeli – „Skąd się wzięło tak dużo Żydów? Myśleliśmy, że wszystkich was już wybili”. Tak było. Wojna strasznie zmieniła ludzi. Miasto było pełne bandytów… Trzymaliśmy się w kupie. Nie wychodziłem z domu, bo mnóstwo Żydów ginęło. Postanowiłem, że ucieknę z Polski. Najpierw do Czechosłowacji. W nocy przechodziłem granicę. Strzelano do mnie, ale udało mi się dotrzeć do Bratysławy. Ale tam też nie było dobrze. Uciekłem do Austrii. Mieszkałem w Wiedniu, potem w Linzu przez dwa miesiące. Później trafiłem do Niemiec do Landsbergu i Ulm. Muszę powiedzieć, że w Niemczech czułem się bezpieczniej niż w Lublinie. Dla mnie to byli bandyci. Widziałem co zrobili z Warszawą. Hitler był szaleńcem, mordował ludzi. Ale po wojnie w Niemczech było Żydom lepiej niż w Polsce” – wspomina Granat, który za cel postawił sobie wówczas przedostanie się do Palestyny, gdzie powstawało właśnie państwo żydowskie.

    „Przez Francję trafiłem w końcu na Cypr. Tam przez osiem miesięcy trzymali nas Anglicy, bo Żydom nie wolno było wjeżdżać do Palestyny. W końcu po dwóch latach podróży z Polski udało mi się przedostać. Przez pierwszy rok mieszkałem w kibucu. Nie miałem wykształcenia, bo jak była wojna to się nie uczyłem. Pracowałem więc na budowie. Potem przez 37 lat w garbarni. Poznałem swoją żonę – Żydówkę z Iraku, Alizę Nisan. Nie mówiła po polsku, ani w jidisz. Więc rozmawialiśmy po angielsku. Później nauczyłem się arabskiego. Na początku było tu naprawdę ciężko, bo nie miałem niczego, ani nikogo. Teraz jest już jednak dobrze. Mieszkałem w Petah Tikwie. Po śmierci żony przeniosłem się do Tel Awiwu. Wynajmuję to mieszkanie. Płaci za nie Avram” – opowiada pan Meir, którego przez wiele lat prześladowały koszmarne sny. Przypominała mu się w nich Kołyma. Moment, kiedy zakopywał martwych rodziców i piątkę rodzeństwa.

    „Avram miał wtedy 15 lat. Usłyszał, jak krzyczę przez sen. Przybiegł do mnie w nocy spytać co się stało. Wtedy opowiedziałem mu o losach naszej rodziny. Zrobiło to na nim wielkie wrażenie. W czasie wojny straciłem nie tylko rodzinę, ale i wiarę. Nie byłem ortodoksem, ale przed wojną byłem bardzo pobożny. Dziś uważam, że wszyscy ludzie są tacy sami. Nie ma różnicy. Nieważna jest religia, w którą wierzą. Dzieci moje też nie są religijne. Już się nie modlę. Urodziłem się jako Żyd i to była moja jedyna wina. Także to, że mieszkaliśmy w Polsce. Znam waszą historię. Wiem, że Polacy też strasznie ucierpieli w czasie wojny. Poza tym zawsze byli między Rosją a Niemcami. To strasznie pokrzywdzony naród. Wszystkie wojny przetaczały się przez Polskę. Wiem też co to jest komunizm. Byłem w Rosji i wiem, że to nie był żaden raj – a niektórzy u nas tak o niej mówili, choć ich tam nie było. Jak nam ruscy chleb podali, to nawet to chleba nie przypominało” – kończy swoje tragiczne wspomnienia Meir Granat.

    Słuchając jego powieści trudno się dziwić, że teraz najbardziej ceni on sobie spokój, który zapewania mu życie w ciepłym i bezpiecznym Tel Awiwie.

    „Mam 80 lat, ale czuję się bardzo dobrze. Życie tak mnie zahartowało, że teraz w ogóle nie choruję. Cieszę się, że w Izraelu wszędzie jest blisko, że kiedy mam ochotę, to wychodzę z domu i idę nad morze. Czuję, że tu jest mój prawdziwy nowy dom. A stary został w Polsce. Ale to było dawno temu. Przed wojną” – kończy swoją opowieść Meir Granat.

    Avram Grant urodził się 6 maja 1955 roku w izraelskim mieście Petah Tikwa jako Avraham Granat. Nigdy nie został profesjonalnym piłkarzem, a pierwszą pracę trenerską otrzymał w wieku 18 lat, gdy zajął się szkoleniem młodzieży w swoim klubie Hapoel Petah Tikva. Od tamtej pory już zawsze zajmował się trenerką. Z Maccabi Tel Awiw i Maccabi Hajfa sięgał czterokrotnie po mistrzostwo Izraela. Był także selekcjonerem reprezentacji narodowej. W 2006 roku został dyrektorem sportowym Portsmouth. W lipcu 2007 roku objął taką samą posadę w Chelsea, a po dwóch miesiącach i odejściu Jose Mourinho został mianowany szkoleniowcem. Nie posiada jednak licencji UEFA. Jego zatrudnienie w Chelsea było fatalnie odebrane zarówno przez dziennikarzy, jak i kibiców. Piłkarze anonimowo wypowiadali się o jego przestarzałych metodach. Ostatnio jednak Chelsea pod wodzą Granta zaczęła grać bardzo dobrze. W grudniu 2007 Roman Abramowicz podpisał z Grantem nową, czteroletnią umowę.

    Artur Szczepanik, Piotr Żelazny

  86. Z Berlina — 15:52
    (chcialoby sie napisac … Tor 3 przy peronie 6-tym)

    Harry Potem ironizuje. Skad mam te pewnosc? Z dlugiej historii jego wpisow, to raz. Po drugie, ktos kto tak stylizuje, kwiatki przed restauracja, porownanie do popiersia, umyslne bledy ortograficzne, ten daje sygnal – przymroz oko na calosc tekstu.

    Skoro moja „sentymentalna slusznosc” jest taka „piekna”, to nie powinienem siebie tlumaczyc i zalaczac objasnien. Ale faktem jest, ze miala byc dluzsza, dwuczesciowa. W drugiej czesci miala byc druga strona „wiezow plemiennych”. Ja na przekor Gospodarzowi, stwierdzilem niewinnie, ze maja one (w.p.) takze mnostwo dobra w sobie. Ostatnio w kraju termin w.p. staly sie klisza i oznaczaja cos zlego, cos hamujacego nas w postepowym mysleniu. A przeciez jest bezmiar w.p. korzystnych, nieuniknionych, nikomu nie szkodzacych, nie mozna tracic i tego znaczenia (stad te dychotomie i przeciwne strony medalu jakie wyciagam na wstepie, ojczyzna vs. synczyzna, itd).

    Druga czesc bylaby o fenomenie rozchodzacych sie watkow zyciowych i myslowych, i to rozegraloby sie w kregu tych samych facetow. Zaszliby oni w tej fikcyjnej w koncu opowiesci, na przestrzeni 20-30 lat w rozne strony: jeden gleboki prostolinijny katolik, mocno zubozaly ale na swoj sposob zadowolony z siebie; drugi do szpiku kosci sceptyczny, lustracyjny i antykorupcyjny, anty globalistyczny, ale jednoczesnie plynny w stosowaniu ironii, w chwytaniu podtekstow, lagodnym wykpiwaniu ludzkich charakterow, jednoczesnie najbardziej dramatyczny ze wzgledu na zszargane zdrowie; trzeci upraszczajacy swoje doswiadczenie, redukujacy wszsytko do wrazen z podrozy, konsumpcji, jakichs geograficznych, naturalistycznych, nic nie wazacych szczegolow. W.p. generalnie jest dobrym zjawiskiem, nudnym, jak dobre malzenstwo, ktore nie warto opisywac, dopiero jak z plemiennosci wyplywaja detaliczne rozne wymysly, wtedy robi sie ciekawie. Wcale nie sentymentalnie, calkiem dramatycznie.

    Dziekuje za polecone lektury. Musze przyznac, ze nie lubie sie wglebiac w polityczne detale, jaki jez szczerzy klujace igly na jakiego pisowego niegrzecznego szczygla. Czytam, ale trudno jest mi komentowac. Niemniej, patrzac z 30 tys stop, Polska przechodzi przyspieszona transformacje psychospoleczna. Ekonomiczna transformacja oczywiscie jeszcze trwa, ale nie ona jest teraz wiodaca. Ta transformacja tez potrwa ze dwie dekady. Dyskusje na blogach sa calkiem zywe. My (zdies) emigranty widzimy to inaczej, pod kilkoma tylko wzgledami lepiej niz inteligencka srednia krajowa. Mu przeszlismy te transforamcje w sposob przyspieszony, w nieco cieplarnianych warunkach. Musimy trzymac dystans, uwazny i spokojny. Twoje komentarze oczywiscie tez dostrzegam – sila spokoju – te dewize przywolalbym na te okolicznosc.
    Pozdrowiam
    T.O.

  87. polska Izraelem Europy!
    „Postepowe srodowiska” powinna zatrudnic wiecej amerykanskich „naukowcow”,
    by oczerniali kraj,powodujac wzrost nienawisci do Polski w krajach osciennych.
    Wtedy amerykanski rzad zacznie nam wysylac miliardy na zbrojenia
    i budowe polskich osiedli na terenie Rosji,Niemiec i Czech.

  88. „Gdybyś zajrzał do naszej szkoły to dopiero byś się przeraził. Nie tylko w wojsku brakuje u nas humanizmu i odwagi cywilnej. Brakuje jej wszędzie.”
    Magrud, co prawda te słowa nie były kierowane do mnie, ale zaciekawiły mnie. Czy mogłabyś rozwinąć temat ?
    „A nasza szkoła robi wszystko, byśmy o takich wartościach raz na zawsze zapomnieli.”
    Szkoła robi czy wszyscy obywatele razem ?

  89. Dużo się mówi i pisze o wydarzeniu w Nangar Khal. Mnie się też wydaje, że Spokojny ma rację. Dowództwo jest amerykańskie i praktycznie nie wiadomo czyja jurysdykcja nad polskimi żołnierzami. Niby polska, ale czy do końca ? Poza tym, kto wie co chciał ugrać PiS i Szczygło w ten sposób rozgrywając sprawę odpowiedzialności za ostrzelanie wioski. Z reguły, w instytucjach państwowych szuka się zawsze „kozła ofiarnego”, jeśli coś jest nie tak.
    Sprawa „humanizacji” wyższego dowództwa jest jak najbardziej na czasie, z tym, że „humanizacja” nie jest, wg mnie, równoznaczna z wykształceniem o kierunku humanistycznym. To pojęcie szersze, prawda Spokojny ?

  90. Do z Berlina z h.15.52, jestem trochę zaskoczony Twoim wpisem…Nie spodziewałem się tego po Tobie; sam zaliczyłeś siebie do grona ludzi na poziomie; nie sądzisz, że lepiej by było, aby inni Cię zaliczyli? Powiem Ci taki staropolski dowcip pasujący do Twojego wpisu, otóż przychodzi sym z roboty do chałupy i mówi do ojca: „łojciec -chwolom nos”, fto? (pyta ojciec) „wy mie, a jo wos”

  91. Z Berlina – dzięki serdeczne za przepiękne i celne określenie „kawalerzysta klozetowy” 😆
    Nic dodać, nic ująć.
    ;
    ajw – co do wpisu Boboli, nie warto komentować. Red. Szostkiewicz usunął go na stałe ze swego blogu za wpis na ten sam temat. Pozostaje go ignorować i czekać, że DP uczyni to samo, co ASz. Bez straty dla blogu, jako całości.

  92. Tusk na nartach bez ochrony
    Nie czuje sie zagrozony
    Skad ta dziwna dialektyka?
    Kijka w oko nikt nie wtyka

    Zwyklym LOTem w rejs poleci
    bez kompleksow, i z usmiechem
    Oszczedzajac grosz, energie;
    Daje przyklad – zuzyj smieci

    Ot, postawa niespotkana
    Calkiem nowy tor myslowy
    Gdy ktos Tuska za pacana
    Ma, do smiechu-m juz gotowy

    Co do anty-semi tyz mu,
    Spiesze doniesc co nie nowe
    Tyle tu oportunizmu,
    Klamstw, ze lapie sie za glowe!

    Dowiedzialem sie niedawno
    Wprost od piewcy pana Grossa
    Ze Polacy bydlo, lajno, dzicz
    A Zydzi pod niebiosa

    Wychwalani za swa szczodrosc,
    takt, i (u)cywilizowywanie
    Polakow przez 600 lat!
    „Slavic” to „slave” przeciez znaczy ty baranie!

    Uciskana Polska jest i byla –
    Zaborcy, politycy-sprzedawczycy:
    „Polak to duren i nic nie potrafi sam!” – mawiaja
    A Polak na to „WSZYSTKO lepsze zza granicy!”

    I tak z tej osobliwej niewolniczej dumy narzucanej
    Kat-o-lick iej, Narodowej
    Wciaz wyzwolic sie nie moga
    Tlumy, tlumokami zwane jednostkowo

    Czasy, jak wiemy, sie zmieniaja
    Historyczna prawda taka
    Dla Holendra, Wegra, Zyda, Baska, Tutsi
    Ale takze i Polaka

    „Z zywymi [trzeba] naprzod isc,
    po zycie siegac nowe”
    Asnyczo mi, wesolo mi,
    Depreche mi nie w Mode

    I po co durno tak tu tkam
    Na srebrnej klawiaturze
    Czy zmienie cos w mysleniu wam,
    Czy kogos znowu wkurze?

    Dobranoc Polsko mowie juz
    Choc pierwsza popoludniu
    Ja drzemke utne sobie tu
    Przyjade znowu w grudniu

    Na Swieta, ten tradycji znak
    Shopping perpetualny
    Zmorfiony, zagmatwany tak,
    O! Jez-us wirtualny!

    Znow miga i do wiernych ma
    Takie oto pytanie
    Czy w Buenos, Dehli i Warszawie
    To samo mam zadanie?

    Czy zmienia sie ta postac ma
    Po slowach kanonika
    Czy symbol to czy jakas gra
    Granica znow zanika

    Gdy lud tak do kosciola gna
    A w glowach nowa fura…,
    Wazniejsze co? Czy plazma, Podem
    Szpan, komunia czy matura?

    Gdy oddam juz co boskie Bogu
    A pralatowi zas co pralatowskie
    Poprosze was o laske – jak pielgrzym:
    Przebaczcie rymy czestochowskie.

  93. Zawsze jest godne pochwaly i uznania gdy sa wsrod naszej bogerskiej braci osoby dbajace o utrzymanie wysokiego standartu kultury wypowiedzi. Dziekuje zatem szczerze i goraca p.t. blogerom o pseudonimach AJWAJ i HELENA za subtelnie i kulturalnie zwrocona uwage. Tak to juz jest niestety, ze ta oporna malpa „bobola” w zapale pisarskim przekracza granice subtelnego smaku tych lepszych z nas i trzeba jej nalozyc wedzidlo. A ktoz moze byc odpowiednijszy do takiego zadania niz poskramiacze nastrojoni reka tego wirtuoza politycznej poprawnosci jakim jest red. Sz.
    Jeszcze raz dziekuje!

  94. Od jutra „niepodległość” Kosowa, upokorzenie Serbii. Brudna natowska wojna usprawiedliwiana medialnymi kłamstwami kończy się rozbiorem Serbii.
    Które państwo będzie następne?

  95. Michrich pisze:
    2008-02-16 o godz. 15:18

    Panie Michrich, być może zna pan taką scenę z kultowego filmu: „to pijak. I złodziej, bo każdy pijak to złodziej”.
    Dokładnie taką drogą podąża książka p. Grossa – p. Gross dokonuje nadużyć interpretując fakty. Już prościej nie da sie tego wytłumaczyć. On nie przedstawia prawdy – on przedstawia fakty, a do nich swoją własną, pokręconą interpretację, która często pada na podatny grunt.
    Najgorsze co można zrobić, to dać się zwariować i zacząć z tymi banialukami dyskutować – dasz się ściągnąć na poziom kretyna i spórbujesz z nim dyskutować (np Gross, Helena), to pokona cię doświadczeniem. Dlatego najrozsądniejsze co można zrobić w tej sprawie, to ignorować.

  96. poza tym, Gross nie musi mi opowadać, czym była okupacja, co oznacza słowo eksterminacja. Nie jestem Żydem ani żydem, ale parę osób z mojej rodziny nie wróciło – z Oświęcimia, z Majdanka. Byli też tacy, którzy stracili życie w pacyfikacjach – niemieckich i ukraińskich. To część opowiadanej historii mojej rodziny.

  97. Nalezy rozmawiac i prowadzic dialog,ale bez emocji-rozmawiac o Katyniu,ksiazkach Grossa,wypedzonych Niemcach,o przesiedlaniu Ukraincow oraz mordowanych Polakach i Ukraincach na Ukrainie, o roli jaka odegrali rosyjscy i polscy Zydzi w organach bezpieczenstwa publicznego w Polsce i Rosji.Nalezy rozmawiac a nie bronic za wszelka cene honoru Polaka,Zyda,Niemca czy Ukrainca.

  98. Szanowny Panie Danielu i Blogowicze!
    Korzystajaca z krotkiego odpoczynku obiecywalem sobie, ze i czunie sobie odpoczynek ok komputera, lecz pewene obowiazki nie pozwalaja. Zadalem sobie trudn przeczytania wszystkich od od poczatku do konca i nasuwja sie nastepujace spostrzeznia;
    1/ wszystcy doskonale znaja co sie dzieje i dlaczego tak sie dzieje,
    2/ wszyscy niemal maja w zanadzu zlote recepty na poprawe nasze Rzeczypospolitej, tylko nikt ich nie slucha.
    3/wielu przekonuja nas do glebokiego znania filozoficznego, z czego mozna byc jedynie dumnym ze narod takim swiatlym jest.
    4/kilka indywidualnosci ma wyjatkowy talent pisac byle by pisac i najczescie duzo i nie na temat – to jest jeszcze akceptowalne choc swiadczy o pewnej chorobliwosci.
    Reasumujac powyzsze sugeruje zalozyc forum blogowiczy, ktore bedzie zajmowac sie zbieraniem zlotych meysli i ideii, bedzie je przekomponowywac w powazny dokument przekazywany przykladowo na posrednictwem naszego szefa Pana Daniela na rece Premiera RP bo Prezydenta z tak niskich progow niczego nie przyjmuje, a dlaczego?

    Odsylam zainteresowanych na strone http://www.Magdalenka – ZDRADA jest tam kilka ciekawych informacji i jeszcze ciekawszych fotografii.
    No coz Rodacy burza mozgow to jedna z metod zarzadzania, bardzo efektywna, dlatego zachecam rozwazyc moja propozycje o ile Pan Daniel to zaakceptuje

  99. Pisze z Nowego Jorku. Tutejsza gazeta polonijna Nasz Dziennik od kilku dni podaje dokladnie, jak glosowac na film „Katyn” Wajdy w plebiscycie New York Times’a. I niewazne, czy film widziales, czy uwazasz za dobry – wazne, ze nasz! Niewazne zalozenia plebiscytu; publicznosc ma wybrac co jej sie podoba. Problem ten opisywal kiedys wspanialy Tym. Niestety Polacy czesto jedyne co maja to wielkie poczucie honoru i dumy. I BARDZO latwo ich obrazic. Pozdrowienia dla Autora.

  100. Dlaczego Polska, tylko Polska?
    Dlaczego wiwisekcji okupacyjnego antysemityzmu dokonuje się tylko na Polsce? Nie słyszałem o Grossie rumuńskim, francuskim, ukraińskim ani wielu innych narodów europejskich
    Eugeniusz Guz
    W „Przeglądzie” (20.01) przedstawiona została rzetelna diagnoza antysemickiej choroby w polskiej społeczności na tle kolejnej książki Jana Tomasza Grossa. Jak najbardziej słusznie obszerny tekst redakcyjny ukazuje głębokie pokłady polskiego antysemityzmu. Czy wolno nam jednak, jak to znów czynią wszystkie mass media (podobnie było z Jedwabnem), całkowicie pomijać przysłowiową drugą, ale tę lepszą stronę medalu? Bez mała rok toczyła się burzliwa dyskusja wokół hasła Jedwabne. Debata obrosła setkami artykułów i wypowiedzi prasowo-radiowo-telewizyjnych, książkami, filmem, zaangażowała najwyższe autorytety państwa i Kościoła. Teraz od kilkunastu już dni temat znów nie schodzi z tzw. łamów, i to mimo że „w przeciwieństwie do »Sąsiadów« »Strach« nie wnosi żadnych nowych faktów”. Gross już zapowiada, że na „Strachu” nie poprzestanie: „Tak mi się wydaje, że czas zrobić kolejny krok. Używając języka ministra Ziobry, trzeba wbić gwóźdź do trumny polskiego antysemityzmu” (rozmowa z „Gazetą Wyborczą” 17.01.br.). Dlaczego tylko Polska bije się w piersi, i to tak głośno, że głośniej chyba nie sposób? Nie słyszałem o Grossie rumuńskim, francuskim, ukraińskim ani wielu innych narodów europejskich. Czy kraje te dyskwalifikują się moralnie, Polskę zaś wynosi to na wyżyny? Chyba nie tylko ja bardzo w to wątpię. Dlaczego wiwisekcji okupacyjnego antysemityzmu dokonuje się tylko na Polsce? Żaden inny kraj nie przerwał milczenia, chociażby jednozdaniowym przepraszam. A przecież dźwiga się tam nieporównanie większy ciężar winy. W innych krajach okupowanych bądź satelickich takich przypadków jak

    Jedwabne było multum,

    i to w warunkach okupacyjnych wręcz komfortowych w porównaniu z polskimi. Swoje Jedwabne mieli także Anglicy i Amerykanie poprzez zbrodnię zaniechania. Jeżeli ktoś biernie przypatruje się zbrodni, nie podejmując nawet próby przeciwdziałania złu, i to bez ryzyka dla zdrowia czy życia, staje się pośrednio współuczestnikiem. Na Zachodzie doskonale przecież wiedziano, że bezczynnością prowadzi się Żydów do obozów koncentracyjnych. Czy ktokolwiek z alianckich decydentów za to po wojnie przepraszał? Za przypadkami mordowania Żydów, autorstwa kilkunastu czy kilkudziesięciu troglodytów, nie stała żadna władza polska, nawet gminna. Autentyczny był natomiast bezpośredni czy pośredni współudział w Holokauście społeczności, jednostek zbrojnych i policyjnych satelickich władz centralnych państw okupowanych czy powiązanych z Rzeszą. Oto przykłady. Po Polsce i ZSRR najwięcej Żydów europejskich zamieszkiwało Rumunię. W następstwie licznych pogromów, z rąk rumuńskich zginęło wówczas szacunkowo 150 tys. Żydów. Czy poza grupą historyków – specjalistów od Holokaustu ktoś na świecie, z Knesetem włącznie, kojarzy dziś Rumunów z krwawym antysemityzmem? W mordowaniu Żydów Niemcy wyręczali się również Ukraińcami czy Węgrami, wykorzystując policję i jednostki zbrojne krajów satelickich. Nie spotykali się tam ze sprzeciwem. Z rąk ukraińskich padło wiele tysięcy żydowskich ofiar. Węgry pierwszą antyżydowską ustawę ogłosiły już 24 maja 1938 r. Następnie publikowały dalsze, ograniczające działalność gospodarczą czy publiczną. Na początku 1944 r. na Węgrzech żyło jeszcze 750 tys. Żydów. Mimo coraz bardziej komplikujących się dla Niemców warunków wojennych, a nawet pewności ich ostatecznej przegranej, Eichmann potrafił w ciągu zaledwie kilku miesięcy przetransportować do obozów blisko pół miliona ofiar tylko dzięki sprawnej i ochoczej pomocy samych Węgrów. Czy ktokolwiek słyszał po wojnie o zagranicznych nastrojach antywęgierskich w kontekście Holokaustu? Zanim 19 marca 1944 r. wkroczył na Węgry Wehrmacht, z rąk węgierskich zginęło ponad 60 tys. Żydów. Gehennę przeżywali Żydzi w sprzymierzonej z Niemcami Słowacji. Dziesiątki tysięcy deportowanych stamtąd Żydów trafiło do obozów zagłady.

  101. michrich pisze: „Chodzi o prawde a nie “racje” przypisana prawdzie czyli faktom ktore mialy miejsce.” Oczywiscie ze chodzi tu o prawde, czyli o to, ze ta racja nie ma racji. Michrich, jezeli dziewczyna zrobilaby cie 10 razy w balona, czy ufal bys jej za razem jedynastym? No chyba ze bylbys w stanie zaslepienia milosnego, w przeciwnym razie instynkt samozachowawczy podpowiedzialby ci, ze albo warto byloby sprawdzic nieco dokladniej zawartosc relacjonowanych przez nia „faktow” albo – nie warto sie sie z nia w ogole zadawac. Natomiast niejaki Gross robi cie w konia juz nawet nie 10-tki ale setki razy [(wspomne chociazby tylko wymowny przyklad ze (swiadomym – sic!!!) przytaczaniem sfalszowanego pamietnika czy falszowania cytatow. Notabene – ukazaly sie ksiazki pod takim znamiennymi tytulami jak na przyklad „100 klamstw Grosa” czy „Nowe klamstwa Grossa”)] I ty dalej jestes gotow uwazac go za czlowieka „spolegliwego” a to co wyszlo spod jego piora za prawde. Skad wiec ten nieograniczony potencjal zaufania, ktorym obdarzasz „fakty” Grossa? Moze na tym, ze to historyk swiatowej slawy! No istotnie trudno jest zaprzeczyc prawdziwosci tego faktu bo poprzez ten rejwach wywolany wokol jego „ksiazki” nadano mu taki rozglos, ze pan G (z podrzednego socjologa – sic!) rzeczywiscie stal sie historykiem swiatowej slawy! Tutaj masz wymowny przyklad jak prawdziwy fakt bez racji moze byc falszem.
    Stosunek prawdy do racji ilustruje na przyklad wyrok sadowy, wg ktorego konsekwencje prawne poniosl redaktor ktory zarzucil swemu koledze po fachu, iz ten:”zrobil wszystko, zeby etc…”. Oczywista nieprawda, bo wiadomy redaktor nie zrobil „wszystkiego”! I chociazby autor artykulu mial najswietsza racja (przedstawiona za pomoca uzycia powszechnie znanej i akceptowanej metafory jezykowej), faktem jest, ze to nieprawda i wiadomy redaktor otrzymal prawne zadoscuczynienie z tego wzgledu. -Czy to prawda, ze wczoraj w lesie dostales po pysku? – Nieprawda, to nie byl zaden las, tylko kilka drzew!
    Jesli chodzi sprawe gwaltu na obywatelce brytyjskiej, nie posiadam dostatecznych informacji, azeby sie wypowiadac co do zasadnosci wyroku i nie musze chyba dodawac, ze gwalt jako taki powinien byc surowo karany, jezeli oczywiscie da sie okreslic jego sprawce. Sam natomiast fakt znajdowania sie spermy w ciele poszkodowanej nie stanowi automatycznie dowodu na gwalt, podobnie jak fakt posiadania roweru nie stanowi dowodu na kradziez. Zauwazylam, ze Bobola na skutek swojej wypowiedzi na powyzszy temat zostal zablokowany na sasiednim blogu. No coz, najwyrazniej wypowiedzi pana Boboli na temat polityki sa bardziej seksowne niz jego wypowiedzi na temat seksu – polityczne, niemniej jednak wcale nie jestem taka przekonana, ze to wlasnie ta druga cecha charakteryzujaca jego styl byla przyczyna tak ostrej reakcji redaktora Szostkiewicza.
    „Bija naszych!” – wola red Passent powyzej na swoim blogu.
    Na stronie internetowej wp przeczytalam artykul, iz niejaki student Kazmierczak dopuscil sie strzelaniny w wyniku ktorej kilka osob zostalo zabitych. Ten artykul pojawil sie i znikl szybko jak meteor. Cos za slabo bija… Czy to aby byl nasz…?

  102. Roman56PL – Piękna myśl i piękny projekt! Chciałoby się, za rycerzami trzema krzyknąć; HEJ SŁUSZNIE PRAWI!!! Tylko jak ty to sobie wyobrażasz? Może sam się zajmiesz katalogowaniem tych pięknych myśli i projektów, bo ja tu nie widzę innego chętnego do tak mrówczej pracy. Co gorsza, nie wyobrażam sobie aby pan prezydent, czy też jego brat chcieli korzystać z rad kogokolwiek. Przecież to oni wiedzą najlepiej, tylko im przerwano! Jak wrócą, też będą wiedzieli. Obecny rząd też chyba wie najlepiej, choć na razie tego nie pokazuje, ale wszystko przed nami. Tu po prostu można się podzielić myślami i spostrzeżeniami, można sobie pisać na temat i nie na temat. W tym cały smak i radość. Tu może zarówno Bobola, Harry kiedyśtam, Lizak jak i WODNIK, pielnia1, Tel.Observer a nawet ANCA. Na zasadzie;
    A czy może mała pchła z wielorybem tralala?
    Ależ owszem! Czemu nie? Pchełce też należy się!

  103. „Kto rano wstaje temu pan Bog daje”
    – Duzy kub kawy!

    Telegraphic Observer! Rozumiesz mnie jak MATKA;-)))

    Czytajac Twoj post, przypomnialo mi sie:

    The author reckonned as impossible to submit this article in English due to incomprehensibility of it’s sociological and cultural background for a western nurtured reader.

    abstract: This paper was prepared as an extension of the SW topic. The detailed description of a bloke called Colonel W. is given with particular attention to his strange „hygienic” habits.
    Numerous possible explanation of this phenomenon have been quoted. The author deals also with rough comparison of the IQ level of the officers at SW & SPR lacing this paragraph with two familiar to him examples.
    keywords: snot, omelan, SW, SPR

    Kazdy ma takiego Omelana na jakiego sobie zasluzyl. Nasz (AR P-n) Omelan nazywal sie pulkownik W. (mniejsza o nazwiska). Plk W. (taka sierota po Moczarze) jak go potrzeba naszla (a nachodzila niestety czesto) wyjmowal chusteczke odwracal sie do kata i smarkal – po czym (uwaga!) z powrotem odwracal sie do szerokiej grona sluczaczy studium i ostentacyjnie przez czas dluzszy ogladal zawartosc chusteczki, a nastepnie rownie ceremonialnie i ostentacyjnie ja skladal.
    Rzec by mozna swoista idiosynkrazja…
    Nigdy nie zrozumielismy do konca tego rytualu. Podejrzewano, ze kiedys wysmarkal cos cennego i mial nadzieje na replay. Sklanialem sie ku teorii, ze chcial nam pokazac ze smarcze w chusteczke, a nie w rekaw (I do apologise if anyone was eating a sandwich meanwhile).

    SW i jego staff docenilem dopiero gdy trafilem do SPR’u. Toz w SW sami tytani intelektu, rzec by mozna smietanka intelektualna LWP (IQ podchodzace prawie pod setke – nie wiem jak sie to na omelany
    rekalkuluje). Wiem, bo tlumaczylem „mojemu” komendantowi SPR’u (z „jego” na polski) przemowienie na zjazd komendantow SPR’ow. Z uwagi na stopien tajnosci rzecz sie dziala w jego gabinecie i jego obecnosci, wiec wargi mialem pogryzione do krwi. „Moj” wyszedl na zjezdzie na intelektualiste, bo sam przeczytal – inni przywiezli „swoich” podchorazych do wygloszenia (relato refero – nie bardzo mi sie chce wierzyc).
    Tak sie oto rezymowi wyslugiwalem (maly przyczynek do dyskusji o LWP – bo przeciez moglem tego nie robic i przez to oslabiac potencjal wojskowy Ukladu War- szawskiego). Kolega znowuz cala swoja aktywna kariere wojskowa spedzil na przepisywaniu tzw.”ksiazki rozkazow dziennych” sprzed pieciu lat, bo byla malo kaligraficznie wypelniona, a istnialo promilowe prawdopodobienstwo kontroli (tzw.”paniki”).

    Podobno obecnie w „moim” SW miesci sie biblioteka uczelniana, a jedynym epigonem czasow swietnosci jest tzw „komorka d/s wojskowych”. Tam dwaj starsi panowie siedzac w pokoju czekaja na wojne.

    Wszystko co kolacze we lbie to nasze wspomnienia, ktorych okruchy nalezaloby zebrac, byc moze przesiac i… – probowac dla wnukow ocalic.

    Uklony,

    Ps. Okon! – Czy Ty, poza slodkimi wodami lake Michigan zadnych innych nie znasz?

  104. Droga „Magrud” (z dn. 16.02.2008, h:23.56.)

    Masz rację – w kolejce (ten fakt uruchomi proces, którego nie będzie można zatrzymać) stoją Rep.Serbska w Bośni, Osetia pd, Adżaria, Naddniestrze, Abchazja, Katalonia, Galicja, Szkocja, Walia; a co z Bretonią, Korsyką, Lombardią, Trydentem czy Irlandią płn ? Czy rozwód Flandrii z Walonią – który też następuje na naszych oczach od ponad 1/2 roku – będzie teraz faktem trwałym ? A co z Czeczenią, Skanią czy naszym, polskim Śląskiem ? A Krym gdzie Rosjanie stanowią > 90 % ludności a język rosyjski jest wszechobecny (uniwersytet w Sewastopolu nie uznaje j.ukraińskiego i łączą go „więzi” braterskie z un.Łomonosowa w Moskwie – z kijowskim nie chce mieć nic wspólnego). To tylko europejskie problemy z „niepodległością” traktowana dosłownie, w idealistycznym i irracjonalnym stylu. A gdzie reszta świata ?
    Ok. 1/2 roku temu toczyliśmy zażarty spór na blogu A.Szostkiewicza nt. Kosowa i Bałkanów „w ogóle”. Nie wspominam w kontekście Twego „magrud” postu nt. Kosowa o Albańczykach w Macedonii, w rejonie Preszewa i Bujanowaca (pd. Serbia), w greckim Epirze (po albańsku – Czameria). Niepodległość Kosowa to krok ku Wielkiej Albanii – nikt mnie nie przekona, że jeden naród, żyjący „obok siebie” będzie miał dwa państwa. Przykład Niemiec to były nie tylko różnice ustrojowe – to było „a priori sztuczne” z punktu widzenia kultury, języka, mentalności etc.
    A Bałkany to struktura nieuporządkowana – jeden „nieodpowiedzialny” ruch powoduje wielopłaszczyznowe konsekwencje – nieodpowiedzialne (i wysoce przedwczesne) uznanie secesji Chorwacji i Słowenii przez Niemcy i Watykan w 1991 roku m.in. wywołały krwawa wojnę…..
    W tym „kotle” wybiórczość i schematyczność myślenia polskich (i większości europejskich, political corectness) publikatorów jest porażająca. Zadekretowano – dobrzy Albańczycy (czy wcześniej Bośniacy), źle Serbowie. I się ten tok myślenia kontynuuje.
    Na koniec – co zrobić np. z Sandżakiem, rejonem na granicy Monte Negro i Serbii zamieszkałym przez muzułmanów, gdzie tendencje separatystyczne wzbierają od kilku lat na sile (dochodziło już do starć zbrojnych – UCK w Kosowie też tak zaczynała). Muzułmanie z Bałkanów mają zresztą plan utworzenia na Bałkanach państwa islamskiego (a w zasadzie – islamistycznego) – Bośnia, Sandżak, Kosowo, Albania, Czameria połowa Macedonii…. to wszystko jest zwarte terytrium). Pieniądze na to płyną z Ar.Saudyjskiej czy innych fundacji islamistycznych. To duży problem i niepodległośc Kosowa jest tylko „przygrywką”; doda na pewno „przyśpieszenia” procesom dezintegracyjnym i starciom na całych Bałkanach (i nie tylko).
    Warto jest przeczytać wywiad z prof. Terziczem w sobotniej GW. Niezwykle interesujący i poznawczy (komentarz Dawida Warszawskiego – obok, to typowe idealistyczne, „gazeto-wyborcze” „wishfull thinking”).
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

  105. myślę, że w ramach cudów, Pan Premier, powinien zacząć latać na dywanie!
    ależ by to był piar,

  106. Szanowny Redaktorze!
    Panskie felietony i opinie ksztaltowaly moja swiadomosc jeszcze w latach 70-tych, kiedy to POLITYKA, ZYCIE LITERACKIE czy KULTURA byly tygodnikami, na ktore czekalo sie caly tydzien! Ale dziekuje za ten blog, ktory wypelnia mi moj niedzielny poranek z „polityka”. My Polacy potrzebujemy sformuowania pewnych pogladow „niepopularnych” (czasem „tabu”?) aby sobie o nich podyskutowac ze znajomymi po zakupach w polonijnych sklepach pelnych pet kielbas, regalow z marynowanymi ogorkami i pachnacych swiezym chlebem… Nie tylko – zapomnialem o najwazniejszej pozycji sklepu polonijnego – REGAL Z BEZPLATNA PRASA POLSKOJEZYCZNA! Trudno sie nie potknac o te majstersztyki sztuki dziennikarskiej, w ktorej reklama nieruchomosci, polskich mebli (po co komu polskie meble w Kanadzie?) i polskich biznesow miesza sie z krotkimi artykulikami majacymi za zadanie krztaltowanie polonijnej opinii I to jak i przez kogo! Sztandarowymi zlotoustymi sa panowie Ziemkiewicz i Wildstein (Bronislaw).Wystarczy? Chyba tak, dlatego tez jeszcze raz dziekuje za te odrobine „pary na gwizdek”, ktora moge sobie wypuscic po przeczytaniu Panskiego felietonu i skonfrontowaniu z opiniami tutejszych czytelnikow. Dobrze, ze nie dodal Pan jeszcze fragmentu ostatniego wydarzenia historycznego z Vancouver, w ktorym Polak- potencjalny emigrant, zostal „bestialsko” ukatrupiony przez policje… Wystarczy tego znecania sie nad biednymi zjadaczami chleba razowego z kielbasa! Prosze nas nadal edukowac i uczyc, ze nie jestesmy narodem wybranym, ze jestesmy malym, srednio pracowitym, jednym z setek plemion zamieszkujacych Ziemie, i ze mamy w sobie tyle samo dobrego co i zlego. Jesli nasz premier D. Tusk ma odwage leciec za Ocean na pokladzie samolotu rejsowego, to chwala mu, bo moze bedzie jednym z nielicznych (czogo mu zycze), ktory nie pozwoli sobie na „oderwanie sie od kolektywu”. Jeszcze do niedawna premier Kanady (kraju wiekszego kalibru ekonomicznego i politycznego niz Polska) nie wstydzil sie jezdzic do „pracy” modelem Chevroleta, ktory nie wyroznial sie zbytnio w ruchu. Ulice nie byly zamykane na jego przejazdy (za co mu dziekowali inni, spieszacy sie tez do pracy!). Mozna? TRZEBA – zstapic na ziemie i mozolnie, kroczek po kroczku uzmyslowic sobie, ze byc skromnym, nie napuszonym Polakiem, moze nam pomoc bardziej, niz chamskie i prymitywne udowadnianie „polskiej racji stanu” tam, gdzie oczekuje sie po kims rozwagi i madrosci nabytej w ciagu wiekow zmagan z przeciwnosciami.
    Z Powazaniem,
    Treff

  107. Szanowny P redaktorze sam na wlasne oczy widzialem w TV jak bohater powstania w gettcie zydowskim SZP M.Edelman zadal zamkniecie Radia Maryja i jakos umknelo to panskej uwadze ze w demokracji tej prawdziwej np w USA jak sie nie podoba to nie slucham,muj sasiad Zygmunt Wasserbrot w 68 roku wyjazd do Izraela traktowal jak przygode nikt go nie zmuszal do wyjazdu,matka ze lzami w oczach zegnala go na dworcu gdanskim.Pan zostal w tym kraju z Polakami?No tak ma Pan swoja role w 5 kolumnie wiec co moze pan innego pisac tylko to zaco placa zleceniodawcy.pozdrawiam polak z USA.

  108. „Społecznośc międzynarodowa” w rzeczywistości agresywno imperialistyczne mocarstwo w ramach akcji „humanitarnej interwncji” zniszczyły w Serbii 61 mostów, 121 zakładów przemysłowych .33 szpitale, 39 klasztorów i liczne obiekty kultu religijnego o wielkiej wartości historycznej i artystycznej. Na ten piękny i nieszczęśliwy kraj „imperium dobra” zrzuciło 50 tysięcy ton bomb zawierających zubożony uran DU. W przeliczeniu daje to 35 ton czystego promieniotwórczego uranu. Od tej trucizny umierają dzieci i chorują ludzie i tak będzie trwało przez wieki, gdyż pierwiastek ten jest niezniszczalany. O broni zawierającej zubożony uran nie wolno pisać. W Polsce temat jest zakazany, niestety także nie wolno pisać w POLITYCE. Dzisiaj „imperium dobra” organizując prowokację w postaci niepodległości Kosowa dokonało zniszczenia z takim trudem utrzymywanego porządku terytporialnego w Europie. Pięknie i mądrze pisze o tym powyżej WODNIK53 /Ukłony/. Radzę jednakże po raz któryś przeczytać dzieło Profesora Marka Waldenberga pt. „Rozbicie Jugoasławii”. 2005 r. Ujrzeć tam można obraz zbrodni dokonanej przez „społeczność międzynarodową” na bliskich nam ludach południowych słowian. Kosowo natomaist jest siedliskiem terrozyzmu, handlu narkotykami, mafii i agresii. Obawiać się należy, że dzisiejszy krok to dopiero początek.

  109. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Roman56Pl – Widoczki z „hulaj duszo” w „swiatyni dymania” Magdalenki sa – nie da sie ukryc – imponujace http://www.polonica.net/Magdalenka.htm do kolorytu brakuje atmosferki z branzy Helenki – 16.02., godz. 15:07

    F.S. von/od Diasporski

  110. Nie z zadnej „potrzeby zaistnienia”, ale z cholernych nudow w niedziele, to pisze. Mecza mnie dlugie wywody ciagle na ten sam temat: nacjonalizm w Polsce. Ile mozna ? Czy szacowne Stowarzyszenie Emerytow nie ma juz o czym ? Wodnik53 ma jak zwykle interesujace spostrzezenia, ale – krocej, na litosc boska ! Te „tasiemce” u wielu sa nie do strawienia. Wygladam zawsze wpisu Harry_potem, bo beletryzuje, a to niezwykle odswieza i bawi – bardzo cenne przy zalosnych zawodzeniach reszty. Zawilce skladniowe i placza argumentacji jakos obchodzi, a ze upraszcza i realia mu sie czasem pochrzania, to bardzo dobrze – jest do czego sie przyczepic ! Rowniez lubie Telegraphic Observer. Obiektywny i ma lekkie pioro. Wpis o plemiennosci zrobil taktownie, zrecznie i bardzo szczerze. Bylbym Mu wdzieczny za wrazenia po wczorajszych wystapieniach Clinton i Obamy w Milwaukee. Sam nie chce sie rozwodzic, bo nie powiem nic nowego. No i tyle na niedziele.

  111. Harry 13.07
    Harry, powiem ci szczerze jak na spowiedzi. Tak potwornie nudnych, jak flaki z olejem, tekstów jak twoje, nie pisze nikt na blogach „Polityki”. Skąd ci się bierze ten niezwykły talent ? . Miałeś chyba koszmarnie nudne życie ?

  112. Polak Mały z usa

    pseudonim nic dodać nic ująć.
    Włos się jeży na głowie, jak się czyta
    takie wpisy. Co za mentalność.
    Wstyd, po prostu wstyd.

  113. Wodniku53, Jasny Gwincie (no akurat nie ma na tym blogu Olka51), znowuż się z Wami zgadzam. Mam podobne obawy, choć wobec urzędowego optymizmu „przekaziorów” w realu zachowuje na ten temat milczenie. Długo nie wyobrażałem sobie co może tak naprawdę znaczyć pojęcie „bałkanizacja konfliktu”, gdy w początku lat 60-tych mówił o tym na lekcjach mój historyk. Także było dla mnie abstrakcją pojęcie, że republiki kaukazkie są „miękkim podbrzuszem” Związku Radzieckiego, którego to określenia w tym samym czasie używał mój geograf. Teraz już wiem! W pełni zrozumiałem dlaczego region bałkański już raz był beczką prochu. Teraz ponownie się nią staje. Tylko na naszych oczach wybucha on „na raty” wiadomo przez kogo detonowany. Wodniuku53 dla Ciebie przygotowałem tekst. Nie chcę go teraz umieszczać, bo jest przydługi, a blogowicze, słusznie się zżymają, ze wpis nie powinien być większy od tekstu autora. Pozdrowienia.

  114. Dlaczego niepodległość Kosowa to taka tragedia ? A może jest tak jak pisze Jarosław Giziński na swoim blogu
    http://www.newsweek.pl/blogi/blog.asp?Artykul=17559&AutorBloga=j_gizinski
    Zwłaszcza dobre jest zakończenie wpisu, do którego podaję link :
    „Zanim Kosowianie zabrali się za ogłaszanie niepodległości przez dziesiątki lat poznawali serbski bat. Tak więc jeśli gdziekolwiek pojawiają się obawy przed separatyzmem to zamiast straszyć zgubnym przykładem Kosowa może najpierw należałoby się przyjrzeć postawie „dużych”. W końcu o ucywilizowaniu społeczeństw świadczy podobno postawa wobec mniejszości.”

  115. Absolwent !
    W dziecinstwie zawsze mialem ochote pobawic sie dziadkowym stojacem zegarem, ale liczac sie z konsekwencjami, bawilem sie w konia, ciagajac po podworku kultywator. Wiec sie nie zzymaj na moje bazgroly albo, poprostu omijaj je. Proste?!

    Rada. Jak chcesz sie rozerwac troszeczke, czytaj Biblie albo, wsadz se granat (wiesz chyba gdzie) i… wyciagnij zawleczke.

  116. Szanowny Panie Danielu!
    Jedną z cech Polaków jest solidarność narodowa. Ma ona pozytywny wydźwięk – potrafimy się jednoczyć w obliczu nieszczęść dotykających cały naród. Ale też bywa i to często, że objawia się ona w karykaturalnej formie – samozwańczy wodzuś albo tzw. autorytet moralny albo publicysta głodny sensacji usiłuje i to często z powodzeniem zjednoczyć Polaków w walce o całkiem niedobrą sprawę albo wobec zagrożenia urojonego – dajemy łatwo nabierać się na to, mimo że tromtadracja tej propagandy jest oczywista.
    Pisze Pan: „Na każdym kroku ktoś obraża naszą godność narodową, ktoś nas znieważa, ktoś pluje nam w twarz.”. Podzielam Pańskie spostrzeżenie ale wydaje mi się, że nie wszystkie przykłady przedstawione w Pańskim felietonie są adekwatne to tej prawdziwej o nas Polakach opinii.
    W tej sprawie podzielam w znacznym stopniu poglądy wyrażone przez Olhado (2008-02-15, godz. 07:52). Do jego wypowiedzi warto dodać że:
    – Publicystyka prof. Grossa kwalifikuje się nie tylko do tej kategorii co „Gazety Polskie, Nasze Dzienniki, Radyja” ale także przypomina mi jako żywo produkcje propagandowe propagandzistów partyjnych wczesnego okresu Polski realnego socjalizmu. Czekałem na ukazanie się STRACHU, i miałem zamiar tę książkę przeczytać. Po zapoznaniu się obszernym fragmentem STRACHU opublikowanym w załączeniu do wywiadu red. Szostkiewicza z prof. Grossem ochota mi przeszła. Szkoda czasu! Swe opinie na temat przedstawionych faktów (jeden wyraźnie naciągany) i ich oceny wg prof. Grossa przedstawiłem w komentarzach do tego wywiadu oraz felietonu red, Szostkiewicza Pt. Antysemityzm zmodernizowany (może tytuł był nieco inny). Uważam, że prof. Gross przedstawia fakty wybiórczo, często zniekształcone a ich wybór i skomentowanie służą z góry założonej tezie: co najmniej 101% Polaków to antysemici, którzy ten antysemityzm wyssali z mlekiem matki! To wpisuje bardzo dokładnie się w fałszywe obiegowe opinie o polskich obozach zagłady dla Żydów i wiodącej roli Polaków w holokauście.
    – O procesie w Exter, który jak mi się wydaje nie był nacechowany brytyjskim nacjonalizmem, pisałem też w blogu red. Szostkowicza, że Polska nie powinna wydawać podejrzanych (nie tylko Polaków!) do osądzenia w krajach, w których wyrok w sprawie winy, wydany w pierwszej instancji nie podlega zaskarżeniu do drugiej instancji, ponieważ to obywatelom polskim i innym osobom znajdującym się w Polsce nasza Konstytucja to gwarantuje. Krytykowałem również przesądzenie o winie wobec dwu sprzecznych wyników porównania DNA i opinii tylko jednego eksperta w tej sprawie. Przypuszczam, że w Polsce wobec takiej zasadniczej rozbieżności dowodowej w sprawie o popełnienie zbrodni nie trzeba aż sędziego Kryże, ale już prokurator przed sporządzeniem aktu oskarżenia spowodowałby powtórne porównanie i wydanie ekspertyzy przez innego biegłego a sędzia brytyjski nie był kompetentny do zarządzenia uzupełnienia postępowania dowodowego.
    – W sprawie wydarzeń w Nangar Khel warto dodać, że próby zamiecenia pod dywan całej sprawy przez dowództwo i MON sugerują, że w tej sprawie może aresztowano nie tych lub nie tylko tych co należało. Być może przed aresztowaniem żołnierzy zamatoczono już co należało, aby żołnierze, którzy parzcież na te akcję samowolnie i bez określenia zadania bojowego nie wybrali się, mogli teraz posłużyć za chłopców do bicia.
    Na temat, czy Polsce są potrzebne specjalne rządowe samoloty i śmigłowce potrzebna jest normalna rzetelna analiza potrzeb transportowych i możliwości ich zaspokojenia. Wielka Brytania, kraj wyspiarski o liczbie ludności niemal dwukrotnie większej niż Polska rząd obywa się bez takich kosztownych środków transportu (nie chcę używać określenia: zabawek).
    PS. Szanowna Heleno, uważam, że Twoja ocena (2008-02-16, godz. 16:41) intencji Olhado, jako podłoża jego opinii nie jest prawdziwa a aluzja do ewentualnych grzechów rodzinnych trąci dziadkiem z Wermachtu. W odróżnieniu od prof. Grosa, który w czasach, gdy w Polsce powojennej mordowano ludzi, nie tylko Żydów, których przechowali z narażeniem życia inni Polacy, był jeszcze w życiu płodowym a następnie w okresie niemowlęcym, byłem już uczniem I klasy gimnazjalnej. Były to straszne czasy, w których życie ludzkie było inaczej cenione niż w czasach gdy dorastał Gross. W tych czasach bandy NSZ i inne bojówki partyzanckie mordowały nie tylko Żydów. Ich ofiarami byli także Polacy, nie tylko peperowcy ale także chłopi, którzy odważyli się przyjąć ziemię z reformy rolnej a czasem także ich rodziny, nie wyłączając dzieci. Szczególnie wsie i małe miasteczka były obszarem bezprawia. Później nastąpiły represje stalinowskie, które pochłonęły wiele ofiar do dziś niepoliczonych, głównie Polaków.
    Morderstwo bez względu na jego podłoże (rasizm, rabunek, porachunki polityczne itp.) jest zbrodnią. Zbrodnie popełniane są przez zbrodniarzy wszystkich narodowości. Trzeba się nie tyle godzić z tym, że zbrodniarze są wśród nas, bo z tym godzić się trudno, ale trzeba ten fakt przyjmować do wiadomości. Ja nie mam zamiaru przepraszać za zbrodnie dokonane przez innych Polaków nie tylko na Żydach ale także na ludziach innej narodowości. Zbrodni należy przeciwdziałać, wykrywać ich sprawców i karać ich jako zbrodniarzy. Niestety bardzo wiele zbrodni pozostało nieukaranych. Ja nie mam obsesji na temat STARCHU i sadzę, że nie ma obsesji również Olhado. Przypuszczam jednak, że obaj nie damy sobie wmówić polskiego antysemityzmu, za który my, nasze dzieci i wnuki mamy bić się w piersi do końca świata i jeszcze dłużej, do czego nawołują publikacje prof. Grossa. Antysemityzm był i jest zjawiskiem europejskim. Żydów mordowali nie tylko polscy zbrodniarze.
    Pozdrawiam.

  117. Wodniku53 – serdecznie dziękuję, za odpowiedź tylko dla mnie. Opowiedziana przez Ciebie historia rodziny jest typową dla naszej inteligencji. Podobna występuje wśród powinowatych mojej żony. Poza tym opowiedziałeś biografię ze zrozumieniem, czułością i dumą. Twoje poglądy są prostą konsekwencją potarganych dziejów rodu. Samo życie. Każdy rozumiał pol-skość po swojemu. W naszej historii stale występowały okoliczności zmuszające do konieczności określania się w sytuacji kryzysowej. Choćby stan wojenny i konieczność samookreślenia się wówczas!, a współcześnie – efemeryda pod nazwą IV RP. Taka samoświadomość i konsekwencja przekonuje do Ciebie Wodniku53. Imponuje zarazem. Żałuję, że nie znam tak dokładnie historii swoich korzeni. Wszystkie jednak wywodzą się z Polski centralnej i dawnej Galicji. Nie mam w rodzinie nikogo spoza tych regionów. Tym bardziej musiałem przepra-cować swoją polskość, aby zrozumieć teraz Ciebie i być przekonanym do tego, czemu obec-nie pozostaję wierny. Może pomogło mi w tym wychowanie się mieście „4-rech kultur”, czyli Łodzi. Sąsiadką w kamienicy była rodowita Rosjanka – Olga. Koledzy Żydzi opuszczali mnie w latach 1968-69 po gomułkowsko-moczarowskiej hucpie. Nawet nie uświadamiałem sobie wówczas tej różnicy. Tyle dobra od nich doświadczyłem. Niemcy z pochodzenia też pewnie byli wśród nas, ale nie wiem, którzy to, bo ze wszystkimi żyłem na podwórku w zgodzie Cóż, rodzinę miałem biedną z obu stron pochodzącą ze wsi. Tam często „mieć” oznaczało w ogóle zachować życia biologiczne, szczególnie w Galicji. W takich sytuacjach „być” pozostawało nieuświadomionym odruchem, ale jednak decydowało o postępowaniu. Określenie „galicyj-ska bieda” nie jest retorycznym zwrotem. Zapewne bieda spowodowała, że dziadek działał w strukturach PPS Piłsudskiego. Nawet dość blisko owego. Z czerwonego tramwaju wysiadł wraz z nim na przystanku „Wolność”. Pewnie, dlatego później jemu było nieco łatwiej (to jest właśnie wyjść z „właściwego lasu”). Pomagał, więc wszystkim w rodzie jak mógł, co jemu i jego rodzinie obniżało poziom bytu, ale poprawiało samopoczucie oraz dowartościowywało („być?”). W rodzinie ojca natomiast krążą nieudokumentowane legendy o mazowieckim, chłopskim pochodzeniu, udziale przodków w Insurekcji Kościuszkowskiej, zsyłce, wydobyciu z niej przez katolickich biskupów i osadzeniu w innym regionie Przywiślańskiego Kraju (Dłutówek Poduchowny k/Pabianic – Gubernia Piotrkowska). Sam źródłosłów mojego nazwi-ska sugeruje, że protoplaści rodu pewnie byli flisakami na barkach wiślanych. Z obu stron wszyscy byli pracowici. Pamiętam z dzieciństwa, że pracowali od świtu do zmierzchu. Mnie to też pozostało! Moi rodzice pierwsi w rodzie posłali swoje dzieci na studia. Ale to było za „komuny”. Punkty za pochodzenie wprowadzono, gdy ja byłem na uczelni. Zresztą i tak bym się na nie załapał, bo ojciec był już inżynierem, a matka laborantką (tzw. inteligencja pracują-ca, czyli „wesz na ciele klasy robotniczej” – czy pamiętasz to Wodniku53? Czym ta retoryka różniła się od inwektyw, którą PiS obrzucał nas obecnie!?). Potem studentów w rodzinie było wielu. Taka przeszłość określa świadomość. Nakazuje szanować sąsiadów. Rozumieć ich. Pomagać i współpracować. A ileż stereotypów wcześniej musiałem przepracować. Zapewne nie bez znaczenia był też fakt, że po studiach znalazłem się na „Ziemiach Odzyskanych” w tyglu jeszcze większej ilości kultur. Dziwi mnie tylko to, że większość obecnych Polaków miała życiorysy podobne do mojego, często bardziej tragiczne, a mimo to równo latkowie, jak ich teraz obserwuje, zachowują się tak, jakby przybyli z innego świata, albo jakby dopadła ich zupełna amnezja.
    Mam nadzieję, że Szanowny Gospodarz (i blogowicze) wybaczy mi takie wynurzenie. W życiu, na co dzień jestem zapracowanym małym człowieczkiem. Nawet byś mnie, Wodni-ku53 nie zauważył i nie wysłuchał. Pozdrawiam. Dziękuję za zauważenie

  118. Proponuję dla Pana Premiera, jako środek transportu narty wodne 🙂
    Pozdrawiam

css.php