Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

20.02.2008
środa

Castro abdykuje

20 lutego 2008, środa,

fidel450.jpg
© Jose Goitia/Corbis

Mimo, że Fidel Castro jest już od dawna ciężko chory, jego rezygnacja ze stanowiska przewodniczącego Rady Państwa oraz głównodowodzącego sił zbrojnych, jest pewnym zaskoczeniem. Mógł przecież rządzić do końca.

Mocno spóźniona rezygnacja Fidela została przyjęta przez społeczność międzynarodową z ulgą i z nadzieją, że jest to krok w stronę pokojowej, demokratycznej transformacji na Kubie. Co prawda sceptycy twierdzą, że Castro pożegnał się ze stanowiskami, a nie z władzą, tym nie mniej jego władza i siły topnieją. Wypowiedzi najważniejszych polityków, w tym Busha i Solany, oraz sekretarza generalnego Organizacji Państw Amerykańskich, Jose Miguela Insulzy, kładą nacisk na transformację.

USA, Ameryka Łacińska, Unia Europejska – nikt nie chce nowego kryzysu karaibskiego, żadnej awantury z udziałem Kuby, Wenezueli i USA. Wszyscy, prawie wszyscy, pragną, żeby Kuba obrała kurs na demokrację. Model chiński – Teng Tsiao Ping „rezygnuje”, ale rządzi i czuwa nad transformacją (wolny rynek plus powolna liberalizacja) – nie jest możliwy, na to jest już za późno, a Kuba jest za mała i za blisko USA.

Najlepiej, żeby doszło do transformacji wynegocjowanej, takiej jaka miała miejsce w Hiszpanii, w Chile, w Polsce. Na to chyba przyjdzie jednak jeszcze poczekać, ponieważ opozycja nie jest taka silna jak była w tamtych krajach. Liberalizacja będzie następowała, ale raczej odgórna, wymuszona, z konieczności, a nie wynegocjowana z opozycją i z Waszyngtonem. Na razie system trwa, blokada amerykańska również.

Castro żegna się z władzą w zupełnie innej Ameryce Łacińskiej, niż kiedy te władzę zdobył. Wtedy, prawie pół wieku temu, świat był podzielony na dwa obozy, cała Ameryka Łacińska stanowiła zaplecze Stanów Zjednoczonych. Wbrew temu, co się dziś opowiada, Kuba stanowiła kasyno i dom publiczny Ameryki. Maleńka Kuba prędko dostała się w tryby zimnej wojny, nie miała szans na trzecią drogę.

Kiedy Fidel dochodził do władzy, nie był komunistą ani sojusznikiem ZSRR, był nawet triumfalnie przyjmowany w USA, szybko jednak ich drogi się rozeszły, Waszyngton nie tolerował żadnego uszczuplenia swoich wpływów w regionie, nastąpiła inwazja w Zatoce Świń, a potem kryzys kubański, kiedy Castro i Chruszczow ulokowali na wyspie, pod bokiem Stanów Zjednoczonych, rakiety zdolne do przenoszenia ładunków jądrowych. Od tamtego czasu Kuba znalazła się w objęciach i na garnuszku Moskwy.

Fidel, z bojownika o wolność i demokrację, przekształcił się w ostatniego satrapę Ameryki Łacińskiej, budował swoiste NRD na barkach Kubańczyków. Zamiast obiecanej wolności – niewola, zamiast dobrobytu – ubóstwo. Osiągnięcia systemu – oświata, ochrona zdrowia, sport – nie zmieniają faktu, że rewolucja zawiodła.

Tym nie mniej Castro pozostaje najważniejszą postacią II połowy Ameryki Łacińskiej i przejdzie do historii jako jedna z najbardziej znaczących postaci w historii kontynentu. Zaczął jako buntownik i rewolucjonista, który rozbudził nadzieje kontynentu (stąd symboliczna wręcz przyjaźń z Garcią Marquezem) i Europy Zachodniej na trzecią drogę, na demokratyczny socjalizm pod bokiem USA.

Pomijając już fakt, że coś takiego jak demokratyczna dyktatura nie istnieje, to w tamtych czasach na zachodniej półkuli nie byłby też możliwy żaden „socjalizm”, nawet najbardziej demokratyczny. Świadczy o tym los Salvadora Allende oraz wielu innych, którzy tego próbowali. Castro nigdy tego nie zrozumiał. Nie zrozumiał też fiaska komunizmu.

Nie przyjął do wiadomości, że świat się zmienił. Kiedy Castro doszedł do władzy, Kuba miała stać pierwszym wolnym terytorium Ameryki, wolnym od panowania USA. Kiedy Castro władzę oddaje, Kuba jest ostatnią dyktaturą na kontynencie, a wpływy USA są mocno ograniczone. Dziś to jest inny kontynent, znacznie bardziej demokratyczny, stabilny, w wielu krajach – od Argentyny i Chile po Brazylię – rządzi umiarkowana, demokratyczna lewica i żadne Stany Zjednoczone już jej nie zagrażają.

Sekretarzem Generalnym OPA jest – co prawda wbrew woli USA – chilijski socjalista. Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia. W żadnym kraju nie rządzi już żaden miejscowy Batista. Wraz z końcem zimnej wojny Ameryka Łacińska odżyła, staje się coraz bardziej sobą. Paradoksalnie tylko Kuba, która te przemiany torowała, stała się czerwoną latarnią kontynentu.

Po Fidelu pozostaną dwie legendy – czerwona i czarna. Czerwona, jako tego, który powiedział „nie” wielkiemu imperium, i chociaż na krótko – zanim nie popadł w zależność od ZSRR – ożywił nadzieje na niezależność i suwerenność. Czarna, jako ostatniego dyktatora na zachodniej półkuli, który wtrącał do więzienia nie tylko opozycję, ale sam stał się więźniem własnej rewolucji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 58

Dodaj komentarz »
  1. Chyba jest Pan daleko idącym optymistą wierząc, że Kuba pod rządami Raula Castro może być przygotowywana do jakiejkolwiek, nawet niezbyt daleko idącej, transformacji. Musi chyba wymrzeć całe pokolenie „bohaterów” Ruchu 26 Lipca.

  2. Komentowanie tego felietonu byloby zarozumialstwem. Pozdrawiam.

  3. Po Castro są możliwe dwa scenariusze dla Kuby – normalny, gdy padnie w niekontrolowany sposób komuna i po dość długim okresie bałaganu i wewnętrznych starć władzę za przyzwoleniem Waszyngtonu przejmą Kubańczycy z Miami i czas się cofnie o 50 lat. Jest też scenariusz cudowny – Unia (przede wszystkim Hiszpania) i kraje Ameryki Łacińskiej pomogą Kubie w drodze do zbudowania normalnej demokracji, takiej jak jest w tej chwili np. w Chile. Ten drugi scenariusz jest mniej prawdopodobny – za daleko od Boga, za blisko USA. Ciekawe, czy gdy Kuba będzie próbowała budować normalną, nie USA-centryczną demokrację, znajdą się pieniądze na stypendia dla studentów z Kuby, którzy być może zechcą do nas przyjechać i w ogóle szeroko rozumianą pomoc, czy ograniczymy się do wysłania prze Caritas jakichś paczek (opłaconych z budżetu) i oczywiście misjonarzy, bo polską misją na Kubie będzie ewangelizacja po latach beżbożnego komunizmu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ludzkie emocje chadzają dziwnymi drogami i wydaje się, że z latami legenda „czerwona” znacznie przytłumi legendę „czarną” Fidela. Co by mu nie zarzucać, był dla milionów Latynosów symbolem nadziei przez wiele lat. Nawet jego dyktatura ze szczegółami dyskredytowana przez uchodźców i USA działała na jego korzyść. Nie będzie to pierwszy „bandyta” opiewany w mezo-Ameryce i na płd kontynencie. To jeszcze trochę potrwa zanim nie pochowają Castro w narodowym panteonie i nie straci pozycji Raul. Potem pewnie kilka lat rekonkwisty i pamięć Fidela zacznie błyszczeć w ludowej opowieści – jak pamięć indiańskiego prezydenta Meksyku, Che, Perona.

  6. Niskie ukłony z Krakowa – spokojny.

  7. Szanowny Panie Redaktorze !
    Pan zna doskonale „klimaty” latynoskie i dlatego ten felieton (oczywiście moja atencja dla Pańskiego „pióra” jest niezmienna od lat 30-35) jest hiper-majstersztykiem na „polskim” poletku publicystyki międzynarodowej. Pan w tym materiale pokazuje genialnie jak skomplikowanym „ustrojstwem” jest człowiek i jak nie wolno go jednoznacznie oceniać. Bo w czasie on się zmienia, zmieniają się warunki go otaczające, co niewątpliwie musi wpłynąć na jego wybory, jego poglądy, jego świadomość. Czarno-biały obraz człowieka (jak i zbiorowości ludzkich – co się często zdarza – bo to prostsze, łatwiejsze w „szufladkowaniu'”otaczającego nas świata) doskonale pomaga w „przypasowaniu” tej realności do naszych prywatnych przekonań ! Taka „auto-podpórka” mentalna.
    Trudno prorokować odnośnie przyszłości Kuby – popierałbym zaangażowanie się UE (przede wszystkim Hiszpanii) w to przedsięwzięcia, a to celem zahamowania „powrotu” (bo między powrotem i „powrotem” są nie tylko subtelne różnice semantyczne lecz przede wszystkim zrozumienie i dystans, do siebie i swoich pieniędzy przede wszystkim) – tu popieram Olka51 (pozdro !). Choć boję się, że „Wielki Brat” z północy, rządzony przez wyjątkowego (nawet jak na warunki amerykańskie) troglodytę nie będzie chciał w „szybki” (czyli jak w Panamie czy Grenadzie) powetować sobie upokorzenia, „plam,ę” na honorze itp. brewerie.
    Na koniec sądzę, podobnie jak Jaruta, że już niebawem F.Castro zagości w panteonie mitów latynoamerykańskich mas wpisując się doskonale w plejadę wzorców takich jak Juarez, Che, Peron, Pancho Villa, Bolivar czy Zapata itd. Zwłaszcza, ze „dał” popalić „jankesom” i „gringo”. To niosny mit i jeszcze będzie długo funkcjonował w mentalności ludzi (zwłaszcza biedoty, a tej jest tam sporo) tego kontynentu.
    Pozdrawiam serdecznie
    WODNIK53

  8. Szanowny Panie Danielu!
    Kiedy dwa lata temu odpoczywalem w Santiago de Cuba w hotelu Iberia Star mialem niejako druga okazje przygladniecia sie Kubie z bliska. Pierwsza to byla jeszcze za dawnej Poslki wyminan grup mlodziezowych im.Karola Rolofa Mijalowskiego.
    Na przestrzeni 25 lat widze jedna i te sama Kube.Nedza,brod i smrod,, kartkowy system dystrybucji doslownie wszystkiego wlacznie z rajstpami dla kobiet, lecz ludzie dziwnie weseli, usmiechnieci,zyczliwi uczynni wrecz przyjacielscy. Kiedy Fidel zaczynal swoje kilkugodzinne przemowienia zycie w miastach zamieralo. Jest to swoisty fenomen.On odchodzi tam. W Polsce do odejscia szyukuje sie Gen.Jaruzelski..
    Czy na Kubie sa mozliwe przemiany chocby takie jak w Polsce?
    Raul Castro nie bardzo jest zainteresowany utrzymywaniem obecnego stanu rzeczy. Nie nalezy on do mlodzieniazkow i zdaje sobie doskonale sprawe z tego, iz stopniowe ulepszanie warunkow zycia i dawanie pewnych swobod tylko zagwarantuje jemu spokojne dotrwanie najdluzej jak to jest mozliwe na swieczniku wszechwladzy na Kubie.Co ciekawe – to z ostatnich wiadomosci przekazywanych tutaj w USa – Hugo Chavez nie nalezy do sympatykow Raula Castro.Formalnie deklaruje swoje poparcie dla Raula, lecz juz wspomina, ze Kuba ma kolosalne zadluzenie w Wenezueli w kwestii dostaw Ropy .
    Kraje Karaibskie jak Diminikana Jamaica Costa Rica itd itp. nie sa zainteresowanie wchodzenie w lokalne konflikty tylko dla formalnego i dosc niebezpiecznego poparcie systemu, ktory w tych krajach akurat nie funkcjonuje.Kraje te maja swoje dosc powazne problemy spoleczne i ekonomiczne.Ameryka Lacinska – mam tu na mysli Kolumbia, Ekwador, Peru, przygladaja sie despotycznym dzialaniom Hugo Chaveza , ktory chce podburzyc te czesc Ameryki przeciw USA, lecz doskonale sobie zdaja sprawe z tego, ze moze to byc bunt szalenie bolesny dla nich pod kazdym wzgledem.
    Stanowisko USA – powsciagliwa nadzieja !, zadnych deklaracji jednostronnych. Jak Kuba zechce, tak bedzie.Szkoda ze USA tak sie nie zadeklarowaly w kwestii Kosova, no coz, nie nam sadzic.!
    Reasumujac uwazam, ze Raul Castro tylko po smierci Fidela Castro zacznie stopniowe reformowanie kraju w strone czegos co przypomina gospodarke rynkowa. Poki co, bedzie po cichu odblokowywal gospodarczo Kube na rzecz poprawy zaopatrzenia, stworzenia nowych miejsc pracy,podnoszenia standartow zyciowych.
    Tu moze troszeczke rozegrac sie wyscig o prymat wplywow pomiedzy Rosja i USA, ale nie bardzo widze sens dla Rosji przy sporej ilosci swoich – jakze bliskich geograficznie – punktow walki o wplywy i dominacje.
    Reformy na Kubie zaczna sie stopniowo i bezrewolucyjnie tylko po smierci Fidela. Kubanczycy wiedza doskonale, ze i ich armia w kwestii uzbrojenia to typowe zywe eksponaty muzealne, to przyslowiowa motyka dla podrozy na ksiezyc.
    Szalenie lubie ten kraj i kubanczykow .Zycze im spokoju i dostatku oraz przywodcow nie bioracych przykladow i nauk z Polski

  9. W Havanie ma byc wybudowana specjalna, potezna biblioteka, zeby pomiescic stenogramy z przemowien Fidela.

    Nie znosze Fidela, kubanskiego „socjalizmu” oraz wkurza mnie zauroczenie kubanskim cyrkiem tutejszych, quebeckich kanapowych „rewolucjonistow”, ktorzy po cyber-kawiarniach i modnych coffe-shopach snuja wizje przemian rewolucyjnych na swiecie, majac Castro za wzor w glowie i Che na koszulce. Zal za siedzienie sciska, kiedy widze tych intello-komunistow gawedziarzy.

    Fidel Castro: w koncu nadszedl czas polityczny na tego dinozaura, ale to jeszcze nie jest zaglada calej populacji. Odszedl car, nastal car. Nie pisze „niech zyje”, bo zarowno po Fidelu, jaki i po jego bracie nie bede szlochac, i bede sie cieszyc dopiero wtedy, kiedy Kuba odzyska wolnosc. Poki co, jedyna zmiana na Kubie to tylko znaczne skroconie czas przemowien na wiecach w Havanie.

    Pozdrawiam.

    Pozdrowienia.

  10. Panie Danielu kochany,

    w podobnych dniach poświęciliśmy posty tej samej osobie – wspaniałemu człowiekowi, politykowi przez duże pe, człowiekowi z całą jego złożonością. I tylko jedno mnie martwi, że kiedy Fidel umrze Kuba znów zacznie przypominać amerykański burdel z kasynami i salonami masażu, a na ulicach bogaci biali niekoniecznie protestanccy przywrócą seksturystykę w najgorszym tego słowa znaczeniu. Przecież za Batisty najwięcej pedofilskich gwałtów popełniali na Kubie Amerykanie (jankesi)…

    Łukasz martwiący sięo to, co będzie dalej…

    PS. Słuchałem wczoraj o poranku Tok FM i Janke rozmawiającego przez telefon z Wałęsą. Wałęsa, który oczywiście jest „praktykem” skrytykował Kubańczyków, że „walczą polytycznie a nie tak jak trzeba, ekonomicznie”. I pusty śmiech mnie ogarnia… Przyganiał kocioł garnkowi a sam smoli mogę tylko powiedzieć.

  11. Ukłony i pozdrowienia ze słonecznej prowincji

  12. Kiedyś, mając jakieś 12 lat zacząłem rozmawiać z ojcem o polityce, ja z nim na poważnie, a on ze mną oczywiście jak z 12 latkiem. Zapytał mnie o znanych mi mężów stanu, natychmiast odparłem, że Józef Piłsudski oraz… Fidel Castro. Ojciec pochwalił w paru ciepłych zdaniach celny wybór Marszałka, natomiast na Fidela lekko zmrużył oczy i z uśmiechem, jak to on powiedział, że co do Fidela, to nie miałby pewności. Zawstydziłem się tak, że do dziś pamiętam tę scenę.

    Jednak po wielu latach wydaje mi się, że mogłem mieć trochę racji. Wtedy osądzałem, jak każde dziecko, zupełnie intuicyjnie, słuchając przejmującego brzmienia pieśni „Grandola, vila morena”, której słów zupełnie nie rozumiałem, mając w oczach telewizyjne obrazy partyzantki południowoamerykańskiej, która kojarzyła mi się z heroizmem partyzantki polskiej – ale mimo tego powierzchownego osądu mogłem jednak mieć trochę racji. Bo trzeba być prawdziwym mężem stanu, żeby mieć odwagę przeciwstawić się bezkompromisowemu kolonializmowi Stanów Zjednoczonych, największego mocarstwa militarnego świata i to w imię idei, a nie dla zysku, w imię jak mi się wydaje autentycznego pragnienia, żeby ludzie żyli w świecie lepszym, bardziej humanitarnym i sprawiedliwym.

    Moim zdaniem nie ma dziś sensu rozważanie efektów realizacji tej idei, ponieważ wieloletnie amerykańskie embargo wykończyło Kubę kompletnie, tak jak wykończyło Irak. Obiektywny sąd można by wydać, gdyby Kuba miała szansę podążyć swoją drogą bez przeszkód, wtedy moglibyśmy powiedzieć coś sensownego w tej materii. Dość prosto jest osądzić Fidela Castro jednoznacznie negatywnie, nie biorąc pod uwagę kontekstu, nie chcąc dostrzec faktów dotyczących przyczyn panującej na Kubie od dziesięcioleci biedy.

    Pan Redaktor słusznie stwierdza, że niemożliwa jest demokratyczna dyktatura, jednak równie niemożliwa powinna być dyktatura kapitalistyczna, a jednak zdaje się istnieć. Oficjelom społeczności międzynarodowej ulżyło ostatnio w dwójnasób, chcą dostrzegać wyraźny krok Kuby w kierunku demokracji, chcą także dostrzegać proces demokratyczny w Kosowie, ale co dziś oznacza słowo demokracja, czy podporządkowanie się „jedynie słusznej opcji”, quasi-kapitalistycznej dyktaturze globalnych koncernów oraz partykularnych interesów jednego państwa jest na pewno demokracją?

  13. Co będzie efektem kubańskiej transformacji? Biorąc pod uwagę nędzę Kubańczyków i bliskość bogatego „wielkiego brata” ten kraj może znów zostać kasynem i domem publicznym USA. Czy taka wersja wolności będzie lepsza od dyktatury Fidela? Może Kuba zgłosi akces do UE? Kiedyś prezydent elektryk wpadł na pomysł żeby Polska weszła w skład NAFTY.

  14. Herr „z Berlina”, mój towarzyszu emigranckiej (i nie tylko emigranckiej) niedoli.
    Na sąsiednim blogu p. Paradowskiej zauważasz mniej chamstwa, bo jest to blog suchych faktów i chirurgicznych analiz, prawnych ekspertyz i bez porównania większej ilości detalicznej informacji. Na tym Passentowym Blogu są szerokie choryzonty i soczyste opinie. Czy wyobrażasz sobie, żeby JP pisała o schorowanym Fidelu i jego abdykacji, co najwyżej wspomni o chorobie prez. W. Jaruzelskiego (Boże! daj Mu jak najlepsze zdrowie i długie lata spokojnego życia), a i te wydarzenie o niezbyt przyszłościowym wydźwięku zapewne pominie, bardziej ono pasuje do DP. Kiedyś napisałem, gdy ogłaszano wyniki konkursu na blogi, że blog JP jest lepszy niż DP (dosłownie, że blog JP jest najlepszy) – jakże nieroztropny byłem, przecież nie można porównywać rzeczy nieporównywalnych.

    Na przykład, pisze DP: Kiedy Fidel dochodził do władzy … – cóż za finezyjna fraza – oczami wyobraźni widzimy Fidela, jak idzie skacząc pod górach Sierra Maestra i bezszelestnie, bezwybuchowo dochodzi z końcem 1958 roku do władzy w Hawanie. Albo ta surowa obserwacja, magicznie realistyczna: Kuba stanowiła kasyno i dom publiczny Ameryki. A gdzież są konkursy i lekcje rumby, gdzie showy dla turystów (nawet w Las Vegas więcej pieniędzy zarabia się ostatnio na produkcjach z Celine Dion, niż na kasynach), gdzie sa rozległe plaże pokryte dziewiczym piaskiem, gdzie muzea sztuki i dom Hemingwaya. W torontońskim radiu leci reklama na okrągło, męski, głeboki głos z mocnym hiszpańskim akcentem i muzyką rumby w tle oświadcza: Cuba is land of tranqulity, Cuba is life, Viva Cuba!. Turystów kanadyjskich nie obowiązuje amerykańskie embargo i jeżdżą tam stadami, sam nie byłem, ale muszę zobaczyć, zanim coś się diametralnie zmieni. Tymczasem zastanawiam się, z czego będzie żyła Kuba po abdykacji reszty dyktatury, po zniesieniu embarga i otwarciu na amerykański świat? Z cygar i trzciny cukrowej? Z turystyki! Przecież ZSRR pompował kilka miliardów dolarów rocznie w kubańskiego satelitę. Czasem mam wrażenie, że o gospodarkach Ameryki Łacińskiej, o ich bolączkach i ograniczeniach myślimy jakby im kokosy spadały z drzew, i problem polegał jedynie na tym, kto je będzie z ziemi zbierał. Czy będzie to żarłoczny amerykański kapitał, czy biedny latynoski lud.

    Jedno stwierdzenie Gospodarza mile mnie zaciekawia – co tam jedno stwierdzenie, cała recenzja książki Domosławskiego ”Ameryka zbuntowana” (do przeczytania w “Polityce”) jest wypełniona prawdziwym realizmem – oto Gospodarz pisze nam: Nie przyjął [Castro] do wiadomości, że świat się zmienił. … Kiedy Castro władzę oddaje, Kuba jest ostatnią dyktaturą na kontynencie, a wpływy USA są mocno ograniczone. Dziś to jest inny kontynent, znacznie bardziej demokratyczny, stabilny, w wielu krajach – od Argentyny i Chile po Brazylię – rządzi umiarkowana, demokratyczna lewica i żadne Stany Zjednoczone już jej [Kubie] nie zagrażają.

    Widzisz Herr zB, na tym blogu operuje się bardziej opiniami, niż faktami. Tutaj krzyżują się wizje, które z zadziwiającą lekkością wznoszą się na faktach ponad wzburzonymi wodami turbozglobalizowanego i imperialnie zamerykanizowanego, mitologicznego świata. Szpiegowski satelita spadnie! gdzie spadnie? Oczywiście na Polskę, umęczoną i wygłodzoną. Kto może uratować Kubę przed żarłocznymi Amerykanami? Oczywiście Hiszpania i Unia Europejska, one otoczą ją ochronną kurtyną, włączą do swojej strefy zakupów, rolników kubańskich obejmą systemem Wspólnej Polityki Rolnej.

    Widzisz Herr zB, na tym blogu muszą padać najśmielsze fantasmagorie, taka jest historyczna konieczność, prawo historycznego rozwoju. Bowiem ludzie są różni, żyją i doświadczają na wiele sposobów, gadają ze sobą, śnią im się cudeńka, po prostu człowiek jest “ustrojstwem” i już. Dlatego muszą wśród blogowiczów tworzyć się koterie i koła adoracji wzajemnej, i tworzą się najprościej jak na dzisiejszą Polskę przystało, lewicowe i prawicowe, prorosyjskie i proamerykańskie (w tym proniemieckie), antyrynkowe i prorynkowe, czyli generalnie rzecz biorąc dwie. A z wpisów Gospodarza wybiera się to, co się chce w nim uwypuklić, co najbardziej pasuje do dawno ugruntowanego systemowi twierdzeń. Gospodarz jest dla nas wszystkich, tych z lewa i tych z prawa, wyrocznią i odskocznią, do dalszych snów i fantasmagorii, do kolejnych wpisów Blogowiczów – ja nie widzę w nich chamstwa. Ja widzę w nich, w tym wszystkim, fabrykę wyobrażeń.

    Pozdrawiam — T.O.

  15. G.Okon, mój sąsiedzie zza południowej granicy. Odpowiedź moja jest spóźniona nieco, ale co tu komentować. Ogier wyszedł na prostą w pełnym galopie, klacz choć ostra, powoli zostaje w tyle. Tydzien, dwa tygodnie temu dawałem klaczy więcej szans, bo nie byłem pewien ogiera.

    Nie byłem pewien umiejętności kampanijnych Obamy, nie mogłem przewidzieć jak publika zareaguje na jego umiejętności oratorskie. Niewątpliwie wybitne. The Economist na pierwszej stronie zamieścił jego portret i podpisał: Can he deliver? Aktorstwo dramatyczne w polityce odgrywa rolę – to wiadomo co najmniej od roku 1980 (podobno już Gaius Julius był znakomity w roli Ceasara), ale po mało efektownych poprzednich oratorach-prezydentach, GHW Bush był praktycznie niemową, WJ Clinton mówił językiem plebsu, GW Bush jest połączeniem ich obu – myślałem zatem, wątpiłem czy swoim oratorstwem Obama daleko zajedzie. Dzisiaj już można spokojnie powiedzić, że zajechał na ostatnią prostą, Texas i Ohia leży u jego stóp, nominację ma prawie w kieszeni. Ms. Clinton z kolei przypomina mi niekiedy na swoich wiecach nauczycielke szkolki niedzielnej.

    Oczywiście ten wpis jest w zwiazku z niegdysiejszym komentarzem Gospodarza Blogu na temat amerykańskiego kandydata Baraka Obamy.
    T.O.

  16. Do wygrania na Kubie ma dużo Hiszpania. I to nie tylko na Kubie – ale również w całym basenie Morza Kaaraibskiego.

    Jeżel Hiszpanii – za poparciem UE – udałoby się rozwiązać problem na Kubie – to byłoby doskonale. Ale wola jest po stronie… Raula Castro… i to może być problem

    Uikłony

  17. „Reformy na Kubie zaczna sie stopniowo i bezrewolucyjnie tylko po smierci Fidela.”

    Skoro jest tak dobrze na Kubie, to dlaczego jest tak źle ? Jankesi nie ingerują, Wenezuela dotuje darmową ropą itd. itp.

  18. Więcej informacji o Fidelu :
    http://www.fidelcastro.pl/
    Strona ta reklamuje się tak :
    „Ani jedna kropla krwi nie została przelana w USA, ani jeden atom zdrowia nie został stracony przez 43 lata kubańskiej rewolucji z powodu zamachów terrorystycznych zorganizowanych przez Kubę.”
    Wniosek : Lepszych 100 Fidelów Castro niż jeden Bin Laden.
    Ale co tam, w Polsce też mogło by tak być – wystarczyłyby jeszcze 4 lata rządów braci Kaczyńskich i Antoniego Maciarewicza jako szefa służb specjalnych.
    Gdyby nie było Castro, to Amerykanie mogliby zrobić z Kubańczyków obywateli na swój obraz i podobieństwo. A co to znaczy być obywatelem amerykańskim tłumaczy na „blogu cywilizacyjnym” we wpisie „Broń to cywilizacja” pewien amerykanin, którego posta przetłumaczono na j. polski :
    http://www.portaprima.com/
    Czy tego chcieliby Kubańczycy ? Nie wiadomo, ale na szczęście Fidel w odpowiednim czasie sprawy w swoje ręce.

  19. Panie Danielu to jeszcze raz ja,

    tak sobie śledzę dzisiejszą prasę (tę bardziej znaczącą) z różnych stron świata, i co widzę ?
    Le Monde cytuje wczorajszą wypowiedz Wałesy w TOK FM, przywoływaną przeze mnie w peesie przy ostatnim wejściu (14:51). Nie pisze wprawdzie, gdzie padła wypowiedź, ale cytuje ją bardzo dokładnie – oczywiście w języku francuskim tzn:
    „L’ancien président polonais et chef historique du syndicat Solidarnosc, Lech Walesa, est lui moins optimiste.” Le communisme tient toujours bon” à Cuba, a-t-il indiqué. „Si Castro continue à transmettre le pouvoir à ce rythme, il le passera dans deux cents ans, a-t-il ironisé. Ce n’est malheureusement qu’un premier pas vers la démocratie à Cuba, car Castro contrôle toujours le parti [communiste] et l’armée.”
    Całość artykułu, o tutaj: http://www.lemonde.fr/archives/article/2008/02/19/lech-walesa-ce-n-est-malheureusement-qu-un-premier-pas-vers-la-democratie-a-cuba_1013053_0.html

  20. Zeby pociagnac watek dywagacji, wczoraj David Letterman zakonczyl swoj monolog przypuszczeniem, ze wladze na Kubie przejmie albo brat Fidela Raul Castro, albo idiota syn Fidela – Fidel W. Castro.

  21. Cuba is a land of tranquillity.
    Kuba jest krainą spokoju, i zastoju. Kuba od lat nie jest domem publicznym Ameryki – niektórzy bywalcy donoszą mi, że ostatnio jest tanim domem publicznym dla wszystkich. I kasyna też są dla turystów.

    Chyba długo już tak nie pociągnie, szczególnie jeśli idzie o spokój. Gospodarzu, dlaczego nie jest już możliwe powolne wprowadzanie wolnego rynku i liberalizacji politycznej na Kubie? Na internetowej stronie jakieś amerykańskiej gazety znalazłem pytanie o zniesienie embarga. Ponad 2/3 respondentów było za zniesieniem. Kandydat Obama podobno opowiedział się kiedyś za zniesieniem, obecnie unika tematu. Dość podejrzliwie przyglądają mu się wyborcy latynoscy, kubańscy w szczególności. Interesujący jest ich pogląd, jak i farmerzy w południowych stanach, dla których Kuba może stać się konkurentem. Różne interesy się krzyżują. Jedno jest pewne, powrotu do reżimu a’la Batista nie będzie.

    Produkt narodowy Kuby (11 mln mieszkańców) spadł niemal o połowę, w okresie pierwszych lat po wycofaniu braterskiej pomocy ZSRR , zwanym Período especial en tiempo de paz. Obecnie w wyniku stopniowego odchodzenia od gospodarki ściśle planowanej i kontrolowanej, dzięki taniej ropie z Wenezueli, pomocy zagranicznej oraz wymianie z Europą i Chinami, gospodarka dźwiga się, ale Okres Specjalny trwa. Z jednej strony to dobrze, bo ekstensywny kubańsko-sowiecki socjalizmu był marnotrawny i szkodliwy, np. w rolnictwie i energetyce. Niemniej Kuba jest biedna, powiedzmy sobie jasno, w porównaniu z Polską bardzo biedna.

    Czy możliwe jest na Kubie szybkie przejście do kapitalizmu? Prawdopodobnie nie, z powodów politycznych, reżim trzyma się mocno, choć naciski zewnętrzne mogą teraz przybrać na sile. Ze względów ekonomicznych, przy współudziale organizacji międzynarodowych, jak najbardziej.

  22. Szanowny Panie Danielu!
    To co Pan napisał daje wiele do myślenia o Fidelu. Jakim człowiekiem jest Fidel Castro? Sadzę, że jest to człowiek, który wierzył w słuszność swych socjalistycznych idei mimo niepowodzeń gospodarczych. Chyba wierzył w to, że jego reformy społeczne przyniosą kiedyś sukces gospodarczy. Jest więc na swój sposób uczciwy, mimo stosowania drakońskich metod rewolucjonisty. Zapisał się na trwale do historii tego regionu Świata.
    Czy rewolucja kubańska – jego dzieło – naprawdę zawiodła Kubańczyków?
    Nie byłem na Kubie, ale miałem wielokrotnie kontakty z Kubańczykami poza granicami Polski. Moje spostrzeżenia są zbliżone do spostrzeżeń Romana51PL (2008-02-20, godz. 14:35), wyniesionych z pobytu w tym kraju. Kubańczycy, z którymi współpracowałem, byli „ludźmi dziwnie wesołymi, uśmiechniętymi, życzliwi uczynnymi, wręcz przyjacielskimi”, jak ich ocenił Roman51PL, w kontaktach nie tylko obcymi ale także w ich wzajemnych relacjach. Ja i moich koledzy, którzy również kontaktowali się z nimi, podziwialiśmy zupełny brak jakichkolwiek rasowych uprzedzeń między nimi.
    Sądzę, że przyszłość Kuby zależy w dużym stopniu od przyszłej polityki USA wobec niej a to z kolei zależy od tego, kto republikanin czy demokrata zawita na kolejną kadencję do Białego Domu. Jeżeli będzie to republikanin (a republikanie to taki amerykański PiS), to polityka wrogości USA może być utrzymana. Demokrata na fotelu prezydenckim może doprowadzić do ustania wrogości i rozwoju współpracy między tymi krajami, co przyniosłoby wymierne materialnie korzyści Kubie i może niezbyt wymierne Stanom. Demokraci mogą zaakceptować współpracę Hiszpańsko – Kubańską. Podejrzewam, że republikanów stać tylko na eksport demokracji e stylu USA, której próby wprowadzenia nie dają szans na powodzenie.
    Gratuluję świetnego felietonu i pozdrawiam.

  23. Dear Mr. T.O.,

    piszesz:

    „Tutaj (na tym blogu) krzyżują się wizje,….”

    Niech sie krzyzuja, mieszaja, rozmnazaja… ale bez osobistych wycieczek i prostego, polskiego chamstwa nawet jesli to nostalgiczne czy, jak piszesz, wizjonerskie.

    Zegnam Was wszystkich serdecznie i przenosze sie na stale do Pani Janiny Paradowskiej, gdzie jest – „sucho od faktów i chirurgicznych analiz, prawnych ekspertyz i bez porównania większej ilości detalicznej informacji.”

    Mnie to znacznie bardziej odpowiada niz wizjonerskie obrzucanie blotem!

    Z ostanim namaszczeniem
    z Berlina

  24. Kuba wyspa jak wulkan gorąca…

    Mnie sie wydaje,że tak jak nie bardzo rozumiemy Azjatów,Afrykańczyków tak i problemy mamy również z Ameryką Środkową i Południową.
    Staramy się te wszystkie narody przymierzać do własnego lub amerykańskiego szablonu postrzegania świata i zachodzących w nim procesów.
    W naszych ocenach nie uwzględniamy indywidualnych dróg rozwoju tych narodów.
    Oznacza to,że nie szanujemy ich tradycji i doświadczeń.
    Natomiast próbujemy te narody niekiedy o wielkiej kulturze i tysiącletnich tradycjach wcisnąć do pudełka pojęć zupełnie młodego, amerykańskiego narodu o systemie wartości absolutnie nie przylegającym do tych starych kultur.
    Nie oznacza to, że te kultury są gorsze.
    One są inne,często tak wspaniałe i niepowtarzalne w swej przeszłości,że wymagają wyjątkowo starannej i troskliwej opieki oraz pielęgnacji i kultywowania.
    Ich wartość dla kultury światowej jest ogromna i nieprzemijająca.
    Zestawienie tych wartości z dominującą obecnie kulturą styropianu i plastiku rodzi konieczność uzmysłowienia sobie zagrożeń i niebezpieczeństwa nieodwracalnych zniszczeń.
    W tej sytuacji koniecznym jest udzielanie wsparcia tym narodom i państwom ze strony państw bogatszych oraz organizacji powołanych po temu.
    Pomoc ta zaledwie jest symboliczną jeśli w ogóle ma miejsce.
    Są to generalnie państwa tak zwanego trzeciego świata, traktowane jako poligon doświadczalny wdrażanych koncepcji globalistycznych.
    Ich istota sprowadza się do penetracji kapitału obcego celem wyeksploatowania źródeł naturalnych niezbędnych krajom rozwiniętym.
    Lukratywność tych przedsięwzięć dla państw inwestujących jest oczywista.
    Natomiast zyski republik bananowych nie pozwalają na ich dynamiczny rozwój i poprawę standardów życia ich mieszkańców.
    W tej sytuacji trudno jest mówić o partnerskich warunkach współpracy ekonomiczno-gospodarczej między podporządkowanymi państewkami i dominującymi metropoliami.
    System ten o znamionach feudalnego podporządkowania w Ameryce funkcjonuje nie od dzisiaj i należy przypuszczać będzie trwał jeszcze latami.
    W układzie świata dwubiegunowego istniała dla tych państw satelitarnych pewnego rodzaju szansa.
    Układ jednobiegunowy wyeliminował tę możliwość zwiększając uzależnienie państw Ameryki Południowej od Stanów Zjednoczonych.
    Wpływ USA na państwa latynoamerykańskie nie wyeliminował występującej tam krańcowej biedy i zapóźnienia cywilizacyjno-gospodarczego.
    Nie udało się dokonać transmisji dobrodziejstw postępu,nowoczesności i zabezpieczenia elementarnych warunków godnego życia.
    W tym stanie rzeczy powiedzieć należy obiektywnie ,że Stany Zjednoczone nie spełniły pokładanych w nich nadziei.
    Na tym tle dopiero można rozpatrywać zachowania polityczne państw latynoamerykańskich i poszukiwania przez nich własnej drogi rozwoju.
    Zdawały one sobie sprawę,że często sprawujące władzę proamerykańskie dyktatury,koterie nie reprezentują interesu danego narodu.
    Podejmowane próby zmiany istniejących relacji politycznych kończyły się zwykle fiaskiem z uwagi na interwencjonizm USA ,które zainteresowane były utrzymaniem status quo.
    Narodowy zryw Kubańczyków wobec dyktatury gen.Batisty, będącego wasalem USA, stanowił ogromny sukces polityczny tego sympatycznego narodu.
    Dla wielkiego brata był to ogromny policzek.
    Kubańczycy udowodnili ,że mogą prowadzić suwerenną politykę,niezależnie od wpływów Ameryki Północnej.
    Był to trywialnie ujmując kopniak w podbrzusze północnego sąsiada.
    W rewanżu wobec Kuby stosowano inwazje,blokady,kilkaset zamachów CIA na Castro.
    W taki to sposób Imperium Dobra dziękowało malutkiej Kubie.
    A przecież trzeba zdać sobie sprawę,że Castro ze swoimi kilkudziesięcioma rewolucjonistami nie miał najmniejszych szans na zwycięstwo.
    Dopiero kilkuletnia walka z reżimem Batisty i powszechne poparcie narodu kubańskiego dla rewolucji pozwoliło obalić znienawidzonego dyktatora.
    Wraz z nim musiały odejść w przeszłość amerykańskie wpływy na Kubie.
    Kuba dzięki własnemu wysiłkowi i krwi wybiła się na niepodległość.
    Wypada się zastanowić dlaczego Imperium Dobra nie odpowiadała kubańska wolność i demokracja.
    Wynikało to z tego,że kubańska wolność była ograniczeniem bezwarunkowej i nieograniczonej wolności USA i eliminowała władzę ludu amerykańskiego nad ludem Kuby.
    Od tego momentu Kuba stała się miejscem stałych ataków polityczno-propagandowych i blokad morskich.
    Zakładano,że Kuba dotychczas powiązana z gospodarką USA wskutek zerwania więzow gospodarczych i zastosowaniu generalnej blokady amerykańskiej musi upaść jako struktura państwowa.
    Mimo oczekiwań nic takiego się nie stało, po części dzięki pomocy krajów socjalistycznych.
    Castro od tego momentu stał się celem frontalnych ataków czarnej propagandy.
    Starano się wielokrotnie wyeliminować go fizycznie i dyskredytować ideologicznie, by poderwać zaufanie Kubańczyków do wodza ich rewolucji.
    Jak zawsze bezskutecznie.
    Upadek Castro wieściła również polska klerykalna prawica w związku z wizytą Papieża na Kubie,ze skutkiem zdaje się dokładnie odwrotnym,bowiem można przypuszczać ,że ta wizyta wręcz umocnłla władzę Castro.
    Następnie przebierano nóżkami kiedy,Castro zachorował,a tutaj nic…nie odszedł.
    A teraz Castro sam odchodzi, przecież to nie odpowiada wizerunkowi dyktatora i upiora komunizmu.
    Ten nieugięty przeciwnik USA wiele razy już im spłatał niespodzianki i pewnie nie będzie to ostatnia.
    Z drugiej strony podnosi się ,że jest to spóźniona rezygnacja.
    Cóż za brak konsekwencji.
    Zapewne jest ona spóźniona dla amerykańskiej demokracji ,która tym nieeleganckim sposobem traci nieuchronnie krocie dolarów.
    Powiada się,że społeczność międzynarodowa przyjęła z ulgą i nadzieją ten krok Castro zapominając uzupełnić,że ma się na myśli społeczność burżuazyjną.
    Ach, ta piękna cukiernica świata,jej niepowtarzalny klimat i urok,piękne plaże,cudowne Kubanki i niebanalne hotele oraz casina.
    Najśmieszniejsze jest to,że Castro jeszcze nie odszedł,a Bush już snuje marzenia o transformacji na Kubie,czyli o wywłaszczeniu narodu z jego dóbr naturalnych.
    Wszyscy zastanawiają się jaką metodą Kubańczykom odebrać ich środki produkcji.
    Czy skuteczniej zastosować metodę chińską czy może polską?
    Na razie amerykańska blokada trwa i wiedzą oni doskonale jak mają Kubańczyków uczynić ludźmi szczęśliwymi.
    Przypisywanie Fidelowi,bojownikowi o wolność i demokrację cech satrapy jest nieporozumieniem.
    Satrapami można określić tych spod władzy,których wyzwolił on Kubę.
    Czynienie Kubie zarzutu,że zechciala ona się znaleźć w objęciach Moskwy a nie Waszyngtonu zakrawa na żart.
    A cóż z wolnością wyboru?
    Rozumieć należy ,że wolność to wyłącznie trzymanie z USA.
    Ale przecież niektórzy redaktorzy także trzymali z Moskwą ,więc czy wypada im z tego powodu czynić innym wyrzuty?
    Dokonywanie syntetycznych ocen, że rewolucja zawiodła należy do kompetencji narodu Kuby.
    Pewnym jest natomiast ponad wszelką wątpliwość ,że nie zawiodła amerykańska blokada demokratyczna.
    Zgodzić się natomiast wypada,że Castro pozostaje najważniejszą osobą Ameryki Łacińskiej.
    I obawiam się,że gdyby tam przeprowadzić test popularności Busha i Castro to wynik byłby bardzo zaskakującym.
    Podejmowanie wysiłków przypisywania Castro, będącemu prawnikiem, cech osobnika intelektualnie niedorozwiniętego jest bardzo nieładne, niezgodne ze stanem faktycznym i mieści się w klasycznych kanonach czarnej propagandy.
    Bezspornym natomiast pozostaje, iż Castro pozostawi po sobie czerwoną legendę na użytek krajów rozwijających się i czarną legendę,którą dyskontować będzie prawica.

  25. telegraphic observer
    Pod Partacze i Fachowcy z 2-20 0017 brak zrozumienia mojego wpisu. Dopiero reakcja Systemu nadaje sie do oceny. Nie – sam przypadek. O to prosilem red.Passenta – jak System zareagowal (sad, prokurator) ? Narazie, rzeczywiscie jest to historyjka p. Piecyka, a Blogowicze probuja wyreczyc System.

  26. Dla „niewierzacy lecz praktykujacy” Azrael,telegraph observer!
    Uwaznie wnikajac w wasze dywagacje, w ktorych Azrael jest najblizszy istoty i pozadanego scenariusza, chce dodac, ze Kuba dzisiaj nie jest skladowa jednostka panstwowa bedaca z jednej z obu stron zimnej wojny.Obrazuje sie cos na wizerunek i podobienstwo zimnej wojny, lecz tu i nie ma miejsca dla Kuby.
    Nie bedzie zadnych transformacji na Kubie poki zyw Fidel. Te,ktore nastapia, beda pod kontrola Raula Castro i jego czlonkow wladzy proFidelowskiej i korzystac beda jedynie z pomocnych nieinterwencyjnych rak np. Hiszpanii.Musi znalezc sie ktos, kot pomoze Kubie w stopniowym zamienieniu negatywnych aktywow i pasywow handlu zagraniocznego i zagranicznego zadluzenia na nowe kredyty stwarzajace podwaliny pod stopniowe przechodznie do gospodarki rynkowej.Kubanczycy potrzebuja czas na akceptacje zmian, jednoczesnie potrzebuja zwiekszonych swobod i poprawy warunkow zycia.sami tego nie osiagna!

  27. Szanowny Panie Redaktorze. Nie zamierzam dyskutować, bo ma Pan rację. Fidel Castro kojarzy mi się także z okrzykami wiecującej młodzieży w roku 60’tym w Łodzi: „nie damy Kuby wykastrować!”. Poza tym F. Castro to mit i symbol. Niemniej jednak wolę myśleć o Kubie słowami starej piosenki: „Kuba wyspa jak wulkan gorąca!”. To jednak wspomnienie marzeń o tym, że zwiedzę jeszcze cały świat. Niestety nie zwiedziłem. A co do Kuby to myślę , że będzie jeszcze gorąco. Pozdrawiam.

  28. Fidel abdykuje, Hillary coraz dalej za Obamą się snuje, tylko usiąść i płakać. Nie to, żebym nie lubił Obamy, bo lubię. Ale lubi go również Bill O’Reilly z kanału Fox i to mi właśnie odbiera spokój. Bo jaki interes może mieć taka zakuta konserwa jak O’Reilly, żeby lubić Obamę? Wiadomo jaki. Taki, że Obama, w przeciwieństwie do Hillary, może nie pokonać McCaina.

    Istnieje poza tym jeszcze jedna bardzo bolesna dla mnie kwestia, ta mianowicie, że Obama nawet jak z McCainem wygra, to na stanowisku prezydenta nie da sobie rady. Jego kampania to remake kampanii Jimmy Cartera, za którym Amerykanie też poszli owczym pędem, ujęci świeżością jego naiwności, a potem przeklinali swoją głuptę, tkwiąc w kilometrowych kolejkach za benzyną i pławiąc się latami w ponad 10-cio procentowym bezrobociu.

  29. telegraphic observer
    Pani Michelle Obama i – plama. Duza plama. Przedwczoraj w Wisconsin powiedziala „…first time in my lifetime I am proud of my country.” Tego jej nie puszcza plazem. Pierwsza ruszyla na nia Pani McCain. Potem, Senator dwukrotnie podkreslal „I am proud of my country”. Zespoly wspomagajace: byly prezydent i malzonki Obamy, i McCain maja wlasna, swoista konkurencje. Zaskakujaco slabo wypada byly prezydent. Jak zdarta plyta. Nancy McCain jest raczej bezbarwna. Za to Mrs Obama bryluje nie gorzej od malzonka. Wyznaczono jej prezentowanie Senatora „od kuchni”, z perspektywy hauswife. Jak to oboje splacili student’s loan dopiero trzy lata temu, jak to Jego chora mamusia walczyla z ubezpieczeniami, jaka to biede i upokorzenia przechodzili, kiedy on reprezentowal w sadach robotnikow, bezrobotnych i bezdomnych w South Chicago. Jezdzilem z Downtown na poludnie, przez Gary (IN) wielokrotnie, a jedzie sie 40 – 60 minut, i wystarczylo popatrzec z wysokich wiaduktow w dol, na biedne drewniane domki w cieniu wielkich stalowni, ktore dymily dniem, a noca swiecily luna piecow, na zaniedbane stawy-zalewy od jeziora z resztkami umierajacej trawy, na wraki samochodow, zeby teraz wiedziec o czym Obama mowi i jak wdzieczna prace sobie wymyslil po Harvard. Ten marazm Ameryki nie B, a Z warto widziec dla wlasciwych proporcji. Z takimi obrazkami w garsci, elokwentna, przystojna, bardzo bezposrednia Michelle zgarnia na swoja strone tlumy pan uwielbiajacych przedtem Pania Clinton. A sen. Clinton nieco sie zagubila. Nie jest efektowna jak Panstwo Obamostwo i nie jest szczera, i patriotyczna jak Mc Cain. Jutro sie okaze. O osmej wieczorem ET beda debatowac. Dobra obserwacja, ze wyglada jak „nauczycielka ze szkolki niedzielnej”, dodalbym – ciocia-klocia. I to machinalne (nerwowe ?) kiwanie glowa i potakiwanie wlasnym slowom. Jej racjonalne wywody nie wzbudzaja u tlumu emocji. Przecietny wyborca oczekuje od przyszlego prezydenta wiecej. Kto by nim nie byl, Castro podsunal mu niezla zabe na stole. Znam bardzo wielu imigrantow kubanskich, z kilku lat spedzonych w Coconut Grove i Boca, i wiem, ze chyba milion Kubanczykow tutaj, nie pozwoli rzadowi na opieszalosc. Nacisk na otwarcie granicy bedzie ogromny. Demonstracje i ekscesy w Miami sa gwarantowane. Ciekawe kto i na ile pojdzie z nimi w kampanii wyborczej, i czym sie to zakonczy. Pozdrowienia.

  30. Ma rację Jaruta.Na wielu wyspach latynoskich rzeżbione w drewnie figury nie mają twarzy.Bo też korzenie miejscowej ludności płytkie i „bez twarzy”.Twarz Castro, mimo wszstko wybitmej jednostki, wypełni te figurki.

  31. Obawiam się, że nie będzie łatwo. Kuba to nie Korea Północna. Ludność nie była odcięta od informacji. Setki tysięcy uchodźców osiadłych na Florydzie, będą chciały wrócić na wyspę. Raul będzie musiał w dalszym ciągu utrzymywać dyktaturę. Zbyt wiele zbrodni popełniono, więc jeśli tylko trochę „popuści”, może to się skończyć krwawo.
    Bardzo chciałbym się mylić.

  32. Panie Lizak,
    Z wdzięczności za to, że przypomniał mi pan o szyneczce zanim udałem się na zakupy (u nas etykiety sa dwójęzyczne: ham & jambon, a na tym wszystkim prosciuto), piszę do pana bo mi żal, normalnie żal, do tego wstyd. Jest pan gramotny człowiek, to pan zrozumie.

    Pozwoli pan, że powtórzę pana zdania, do których mam coś w odpowiedzi. Na resztę nie jestem w stanie, zbyt niezrozumiałe, a chyba i nie na temat.

    Odnoszę przykre i nieodparte wrażenie przyjęcia konwencji towarzystwa wzajemnej adoracji. Najlepiej jest zgadzać się ze sobą, popierać wzajemnie i serdecznie pozdrawiać. … pluralizmu polityczny wśród blogowiczów … ma charakter zaledwie szczątkowy …

    Ja też mam takie wrażenie. Czy mam wymienić blogowiczów, którzy adorują się od dawien dawna, zanim jeszcze Lizak pojawił się na tym blogu? Czy podać jakie słodkości wymieniają między sobą – och, jakie szlachetne serce, och, jaka mądrość od początku do końca – bez zadawania sobie trudu na pisanie, skąd te czułości się wywodzą? Pan też jest w tym kręgu. Ale nie jest mi przykro z tego powodu, co najwyżej głupio i dziwnie.

    Dominującą większość stanowią tutaj emigracyjni “politycy” o wyraźnie skrystalizowanym prawicowo profilu.

    To jest w odniesieniu do wzajemnej adoracji. Muszę się przyznać, że bliżej mi do HP niż do Ab, choć obaj dysponują niespotykaną wulgarnością. Sądze, że dałoby się udowodnić, że najczęściej inicjuje ją Ab. Podobnie czuję pewną więź z J-y., czy zB, ale różnimy się często – jest wiele przykładów. Ale równie bliskie mi są poglądy i posty C, AN, Tor, WzP i kilka innych osób, których nicki wyleciały mi z pamięci, wszystkie/cy mieszkają w Polsce. Druga rzecz, że najwyraźniej łączy nas długoletnich emigrantów wspólnota rozumienia świata, i jest to dla mnie pewne odkrycie. A jest ten świat jednako kapitalistyczny, indywidualistyczny, oparty na niezależności osobistej, w kraju i zagranicą. Jest to model życia, któremu najdokładniej można przeciwstawić model sowiecki, w którym jednostka nie istnieje niezależnie, musi się bezwarunkowo podporządkować nadrzędnej, narodowej, partyjnej władzy, albo po prostu wodzowi, Stalinowi. Mam wrażenie, że tak chciałby Pan widzieć ludzi wkoło siebie, Polskę, może cały świat. Przykro mi, szanse na spełnienie tej wizji są nikłe. I zaryzykuję tezę, iż z tej pańskiej wizji człowieka wynika przypisanie nam “skrystalizowanego prawicowego profilu”.

    Ponieważ w społeczeństwie układ poglądów politycznych lewica-prawica jest fifty-fifty,więc zarówno odbicie politycznej reprezentatywności władzy jak i prezentowanych tutaj poglądow jest nieadekwatny.

    Dzielenie poglądów na prawicowe i lewicowe dawno zarzucono jako niemożliwe. Równie dobrze ktoś może przyjąć, że jest 80-20, albo 35-65. A czy musi być na tym blogu jakaś adekwatność? Kto to zarządził?

    Mało tego zauważam agresywne skłonności,w ramach pluralizmu politycznego,do wyeliminowania lewicowych odmieńców.

    Pan chyba jest mimozą ludzką. Kto Pan eliminuje? Ja mogę nie odczuwać przyjemności dyskutowania z Panem, albo nie mieć czasu. Chyba mam prawo nie pasjonować się pańskim wywodem i pomijać go, kiedykolwiek mam taką ochotę. A pańskie obrażanie się, pardon, zauważanie agresywnej skłonności, jest objawem wybujałej wrażliwości na własne rany.

    (…)

    Mimo to prawica próbuje zawrócić wyroki bogów i przekonać nas o swojej wyższości. Zdajemy sobie doskonale sprawę ,że jesteśmy wstrętnym czyrakiem na bardzo intymnym miejscu pańskiej wrażliwości .

    Jeśli do mnie się pan zwraca – tutaj ma pan szansę mnie wyśmiać – to bynajmniej nie odczuwam najdrobniejszej wyższości. Po prostu, nie rozumiem pojęcia własnej wyższości nad kimś innym. Nota bene, odczułem i w tej sferze właśnie coś odwrotnego, coś jakby chęć ukazania własnej wyższości moralnej. Otóż moja intencja jest prosta. Oto toczy się dyskusja w kraju, oto są tam problemy, oto ja widziałem jak podobne kwestie rozwiązywano tutaj, jak do tych spraw się podchodzi, z całą odpowiedzialnością widzę w nich wiele sensu i ładu. Dlaczego nie mam się podzielić z blogowiczami w kraju? Jeśli ktoś dostrzegł w tym moją arogancję, to jest to ten sam rodzaj “arogancji” jaką przypisuje się ludziom w kraju, którzy starają się poprawić sytuację z narażenie samego siebie. Jest tu problem niemożności zrozumienia się. Po prostu ręce opadają. I tu zaleje mnie pan potokiem czystych swoich wizji …

    Ludzie jak zwykle są bardzo zróżnicowani, zgodnie z krzywą Gaussa, co jest naturalnym odbiciem stanu rzeczy.

    Musi pan podać jakąś cechę mierzalną, wzrost, obwód klatki piersiowej, średnią na maturze, aby mógł poprawnie użyć pojęcia rozkładu normalnego. Inaczej jest to ble-ble.

    Często zauważam tutaj przejawy rozgoryczonego antypolonizmu i nawiedzonego syjonizmu “narodu wybranego” wyrzuconego z Polski po wypadkach marcowych 1968 roku i rozrzuconego po całym świecie.

    Mógłym napisać, że mnie to nie dotyczy. Ale na tym blogu znana mi jest jedna taka osoba, H, i z nią w pełni się solidaryzuję. Nie widzę w tym żadnego zagrożenia dla interesu Polski, ani jej dobrego imienia. Mamy do czynienia z objawem jeszcze innej pańskiej nadwrażliwości, czy wręcz obsesji.

    Drugą wyraźnie zaznaczającą się cechą jest uporczywy i chorobliwy antykomunizm upatrujący całe zło tego świata w “ciemnym” ludzie i idei sprawiedliwości społecznej przy jednocześnie występującym patologicznym uwielbieniu dla Dobra w postaci akceptacji agresji,wojen i odbieraniu cudzej własności.

    Jest to dosyć histeryczny zarzut, czy raczej zlepek zarzutów. Jeśli pan widzi wyraźny związek między antykomunizmem i wrogością do prostych ludzi, to jest pan bolszewickim propagandzistą. Sprawiedliwość społeczna ma swoje słabości jako sformułowanie na gruncie nauk politycznych i społecznych, i nie podpisuję się pod nią bezwarunkowo. Ale z odbieraniem cudzej własności musi się pan zdecydować, raz był pan przeciw własności, czy prawu własności, teraz jest pan walecznym jej obrońcą. Podejrzewam, że “własnością” potrafi pan manipulować jeszcze lepiej niż “sprawiedliwością społeczną”.

    Trzecim elementem wyraźnie wyróżniającym polską emigrację jest jej zaściankowość i skłonność do pouczania tuziemców przy ewidentnie występującej ignorancji i arogancji.

    W tym punkcie już pana uprzedziłem.

    Zapomina się przy tym, że to nigdy uciekinierzy nie decydowali o losach Polski, a ci którzy pozostali wnosili swoim codziennym trudem i żmudną pracą podwaliny pod przyszłość Polski.

    Nikt nie zapomina, ja nigdzie nie dałem dowodu na swoje zapominalstwo w tej sprawie. Aczkolwiek emigracja odegrała w przeszłości niezaprzeczalną rolę i wpłynęła na losy Polski. Tu należy się panu lekcja historii.

    Z tego też punktu widzenia pouczenia płynące ze strony naszych byłych ziemlaków są bardzo mało wiarygodne i skuteczne.

    Wiarygodność rzecz trudna, skuteczność bez wiary w “pouczenia” niemożliwa. Pańska sprawa, co pan z nimi zrobi. Moje pouczenia, realnie na nie patrząc, są ze sfery rozumienia procesów, które w Polsce przebiegają. Na prawdę, nie musi pan się tłumaczyć z tego, że ich pan nie trawi, ani procesów, ani “pouczeń”.

    Polonia amerykańska, dla przykładu, nie ma żadnego wpływu na politykę amerykańskiego rządu wobec Polski …

    Jest to zarzut częściowo słuszny, ale nie widzę powodu, aby pan się tak odżegnywał. Nigdy nie wiadomo, co może mieć wpływ, czego będzie się potrzebować. Ja myślę, że jest kilka nazwisk Polonusów, których trudno ot tak sobie pominąć. Jan Nowak Jeziorański przychodzi mi na myśl jako jeden z nich.

    Swego czasu Gierek oczekiwał inspirującego wpływu Polonii na gospodarczy rozwój Polski, zawiódł się jednak srodze.

    Wielu się zawiodło, prymas Glemp, może także T.Rydzyk. Aczkolwiek wie pan doskonale, że ja nad projektami tych dwóch nie uronię ani łezki.

    … przez wywłaszczone i wyautowane bezrobotne masy.

    Masy były już wywłaszczone przez władze PRL, faktycznie bezrobotne były też już wtedy, w sposób ukryty, a dopiero urealnienie tej sytaucji w ramach otwartej gospodarki “wyautowało” ich, jeśli dobrze rozumiem sens tego nieznanego mi słowa. Masy również skorzystały na zmianach systemowych, jedynie otwartość komunikacji i uwidocznienie różnic wuautowało niezadowolenie. Ale to na marginesie, nie zamierzam otwierać jakiejkolwiek dyskusji.

    Polonia bierze werbalny udział w korzystnych dla niej przekształceniach Polski.
    Dla przykładu amerykański Polonus bez ograniczeń może przyjeżdżać do Polski.
    Natomiast polski demokrata może wyjechać do USA wyłącznie za specjalnym zezwoleniem rządu tegoż kraju
    .

    Wykorzystujemy Polskę? Nie jestem pewien, czy przekształcenia są zawsze korzystne dla emigrantów. Na przykład spadek wartości walut zachodnich w Polsce jest niekorzystny dla emigrantów – to chyba oczywiste. Owszem, swoboda przekraczania granicy Polski, która dorównuje swobodzie przekraczania innych granic jest korzystna w porównaniu z okresem przed 1989 rokiem. Ale również korzystają z niej Polacy. Jeśli idzie o wizy do USA, Kanady i szeregu innych krajów, to na prawdę za ten stan Polonia nie jest winna.

    … Oni już jednak w najmniejszym zakresie za Gdańsk nie zamierzają umierać.

    Ten argument jest bardzo ogólny, w pewnym sensie zupełnie nieprawdziwy. Bezsensowny i histeryczny. Taka jest moja opinia.

    Ponoć dwóch najważniejszych Panów tego Świata rozważało możliwość posolidarnościowego podziału Polski będącej żródłem i konfliktogennym zarzewiem stosunków politycznych w Europie.

    Czy mógłby pan rozwinąć tę myśl, czy wątek?

    Dlatego powinniśmy zdaniem twórców takich idei zapomnieć o swej historii, tradycji, o języku i zastąpić go angielskim.

    Czy to odnosi się nadal do emigrantów, czy blogowiczów, czy już pan zupełnie w inne pofrunął przestworza?

    Zatem zamiast przeżuwać podawaną nam papkę propagandową powinniśmy zacząć samodzielnie myśleć o interesie Polski i w interesie Polaków.

    Brawo. Właśnie. Na papkę propagandową łatwo zwalić winę. Więc gdzie pana samodzielność myślenia? Co konkretnie pan proponuje, oprócz ograniczenia werbalnego udziału emigrantom?

    Z poważaniem

  33. Ja wiem, że to głupia uwaga, ale czy nie wydaje się Wam, że uśmiech Fidela na tym zdjęciu jest podobny do uśmiechu Pana Passenta na zdjęciu wyżej?

  34. Bardzo ciekawy artykul.
    Ameryka nie interweniuje na razie w Ameryce Lacinskiej.
    bo jest uwiklana w ” wojne bez konca „na Bliskim Wschodzie.
    Kiedy tylko NATO zacznie ja wyreczac w wiekszym stopniu,
    rozprawi sie z demokracja w Wenezueli,tak jak rozprawila sie z demokracja w Iranie w 1953 roku.

  35. Castro traci wpływy i jego brat podobnej pozycji nigdy nie osiągnie. Władza Fidela opierała się przede wszystkim na jego autorytecie. Pod tym względem Raul nie może się z nim równać. Być może rezygnacja Fidela to jego początek końca. Zapraszam do lektury o tym samym u mnie:

    http://demokrata.blox.pl/2008/02/Pieklo-zamarza.html

  36. W artykule brakuje mi wzmianki o blisko 600 nieudanych zamachach na życie Fidela Castro dokonanych przez CIA. Dla tych, którzy chcieliby CIA powiązać z Rosja wyjaśniam, że jest to Centralna agencja Wywiadowcza rodem z USA. Tak, tak chodzi o amerykańskie nieudolne, wielokrotne usiłowania popełnienia zbrodni.

  37. NRD jest rodzaju żeńskiego, a nie nijakiego

  38. Mnie zadziwia fenomen ludu kubańskiego (też poznałam kilku Kubańczyków i podzielam opinie na temat tego narodu), który tak cierpliwie znosi biedę i brak wolności (owszem, uciekają, ale to nie załatwia sprawy). A przecież ideami nie napełni się garnków…

  39. Panie Redaktorze, Kilka dni temu wolne media, gdyż tylko takie są w Polsce, podały z licho skrywaną radością, że Generał Jaruzelski znalzł sie w szpitalu. Dla wielu, a szczególnie dla uczetników onetu była to okazja do wyrażania radości i jednocześnie dzikiej nienawiści wobec wielkiej postaci w naszej historii. Jak zwykle bez reakcji nawet ze strony szerzącego miłosierdzie wobec bliźniego, KK. Jest pewna zbieżność losów Generała i Fidela, niewątpliwych bohaterów i symboli drugiej połowy XX wieku. Pierwszy jest poniżany i wleczony po sądach, drugiego czeka los podobny, już dostrzegalny w światowych wolnych mediach. Oczekiwałem od Pana innej reakcji. Jest Pan znawcą i ekspertem zarówno losów Polski jak i Ameryki Południowej. Prorokuje Pan dla Kuby podobną „wynegocjowaną” transformację ustrojową jaką mieliśmy w Polsce. Zbyt lekkomyślnie moim zdaniem. Los Generała, Pana, mój i milionów rodaków jest jej zaprzeczeniem. Pan był przy tym, gdy pół roku po Okrągłym Stole jedna ze stron tego honorowego porozumienia dokonała haniebnej zdrady, mianując się zwycięzcą. Przystąpiła natychmiast przy pomocy specjalnych instytucji państwowych do zemsty, odwetu i upodlenie dla tych, którym los wyznaczył czas odbudowy i organizacji życia powojennego. Czy Pana i miliony Polaków nie zaczęto natychmist znieważać, włóczyć po sądach, wymazywać z pamięci życiorysu, zakłamywać wprowadzając bez pytania dominację Kościoła i najbardziej brutalny rodzaj kapitalizmu, eufemistycznie zwanym neolibaralizmem? A Pan chce podobna procedurę zalecać Kubańczykom. Dla mnie Fidel jest bohaterem gdyż nie tylko przeżył ponad 600 zamachów CIA ,ale wyzwolił swój kraj od kolonialnej zależności, wyzysku, poniżenia i krawawego reżimu Batisty. Mimo totalnej blokady ze strony największej demokracji świata potrafił przez kilkadziesiąt lat utrzymać niepodlegość, zapewniając Kubańczykom nie tylko dostęp do pracy, nauki, kultury, sportu i szpitala, ale co najważniejsze, mimo nędzy przysłowiową kromkę chleba. Sam Pan wie, że o dostępie do tych podstawowych dóbr mogą tylko marzyć setki milionów mieszkańców slamsów miast Ameryki Południowej. Pan to wszystko powinien wiedzieć z własnych doświadczeń i o losie Fidela wypowiadać sie bardziej wstrzemięźliwe, przynajmniej z szacunkiem.

  40. Bravo telegraphic observer!
    w pelni podpisuje sie pod tym tekstem-wyjasnieniem na wszelkie zaczepne wrecz uwagi tego goscia.Wystawia siebie ten facet ponad przecietnosc , lecz tak do konca nie wiadomo czym chce zaimponowac?
    Zgadzam sie ,ze byc moze posiada ponad [przecietne znania, ale jak co do czego, to pisze duzo i nie zawsze na temat.
    Nie zaczepiam go wiecej, bo i nie warto.Najlepiej obok takich przejsc obojetnie.
    Pan odpowiedzial bardzo wlasciwie merytorycznie.
    Przykladowo w moim przypadku fakt, ze Polse opuscilem w 1989 roku nie swiadczy ze jestem uciekinierem. Ja nie przyjechalem do USA na bazzie statusu REFUGE i ani przez moment nie czulem sie uciekinierem od czego? przed kim?To byl moj swiadomy wybor osobisty i wykorzystanie mozliwosci stworzenia sobie wowczas normalnego zycia.
    Dodatkowo obrazliwosc tego Pana swiadczy o jego malostkowosci i brakju skromnosci.Skromnosc cecha ludzi w istocie wielkich.Ja tkwilem wczesniej w sferze nauki i moze w jakims stopniu bardzo blisko osrodkow decydenckich i co z tego? Dzisiaj robie to co robie, nie przynosze ujmy nikomu , a w szczegolnosci Polsce – choc od niej pozostalo mi jedynie zachowane obywatelstwo.Dzisiaj zyje wyborami nowej mojej ojczyzny, aczkolwiek los tej starej nie jest mi obcy.
    Panie Lizak, jezeli juz tak trudno zrozumiec, ze czuja ze sie ma racje, w istocie nie zawsze ma sie te racje! To taka najprostsza filozoficzna maksyma.Pozdrawiam
    Roman z Nowego Jorku

  41. przepraszam wszystkich blogowiczow i Pana Passenta za ten wpis, ale najzwyczajnie mam juz dosyc!

    do telegraphic observer:

    masz racje, wynies sie juz do bloga Pani Paradowskiej i mecz ja dalej twoimi „przemysleniami”. Nie moge cie juz zniesc. Nie moge cie juz sluchac/czytac. Tyle wynioslosci, dumy i arogancji w jednej osobie dawno juz nie spotkalem. Wydaje ci sie, ze wiesz wszystko i na kazdy temat masz cos do powiedzenia. Nie wiem na jakim tle, ale wedlug mnie jestes zwyklym frustratem. Zasiegnij porady fachowcow. Psychoterapeuci moga byc w twoim przypadku bardzo pomocni. Polemiczna forme na blogu DP krytykujesz wlasna…polemika. I do tego jeszcze w ekscesywnie dlugiej formie wpisow.
    Widzisz swiat z pespektywy USA-centryzmu i czerpiesz swoje informacje z „gazet” amerykanskich. Mowisz rzeczy oczywiste („Kuba ma tyle i tyle mieszkancow”), robisz wyklady na temat najnowszej historii Kuby i tlumaczysz, ze snieg jest bialy a woda mokra. Chyba kazdy z nas ma dostep do…wikipedii i moze sie – jak ty – „doinformowac”.

    „WIKIPEDIA”: dla wszystkich ktorzy nie wiedza ale chca wierzyc…”

    z powazaniem

  42. Do “wiem ale nie powiem”:

    Dziękuję za sympatyczną korespondencję i życzliwe rady. I za miłe słowa pożegnania. Ale zanim ono nastąpi, proszę koniecznie podzielić się ze mną uwagami na temat red. Passenta, w odniesieniu do jego stwierdzenie, cytuję: “Fidel Castro nie przyjął do wiadomości, że świat się zmienił…, że żadne Stany Zjednoczone Kubie już nie zagrażają”. Czy red. Passent czerpie swoje informacje z “gazet” amerykańskich i patrzy na świat z perspektywy USA i ich dominacji w swiecie?

    Będę wdzięczny za odpowiedź, gdyż prowadzę badania o opinii publicznej w kraju i zbieram cenne uwagi od tysięcy respondentów.
    Tymczasem …

  43. Za swoją działalność Fidel i spółka powinni skończyć w więzieniu, tak uważam i zdania pewnie nie zmienię. Ale z drugiej strony tylko zagwarantowanie im, że tam nie skończą, pozwoli na demokratyzację Kuby. Dlatego licze jednak na jakiś kompromis między obecną władzą a tymi, którzy mieliby ich zastąpić. To będzie z pożytkiem dla całej wyspy, bo dośc już wycierpiała.

    Pozdrawiam
    W78
    http://warszawa78.blox.pl

  44. Świetnie, Jasny Gwint:
    „Mimo totalnej blokady ze strony największej demokracji świata potrafił przez kilkadziesiąt lat utrzymać niepodlegość, zapewniając Kubańczykom nie tylko dostęp do pracy, nauki, kultury, sportu i szpitala, ale co najważniejsze, mimo nędzy przysłowiową kromkę chleba.”
    Cudowna pochwała pomocy radzieckiej. To chyba my nie wiedzieliśmy co czynimy walcząc z początku, aby nie być republiką radziecką, a ostatnio, aby się wyrwać z Układu Warszawskiego.

  45. G.Okon,
    Dzięki za relację, za ważne i ciekawe informacje. Stwierdzenie Ms. Obama nie musi obrócić się przeciw niej, a raczej być lamentem i wyzwaniem najniższych warstw wobec systemu. Ciekawe, że baza poparcia dla Obamy wyszła z klas edukowanych. Mam wiele sygnałów o wręcz entuzjaźmie nie tylko wśród studentów, ale także profesorów i osób innych profesji. Gdy piszesz “Potem, Senator dwukrotnie podkreslal ‘I am proud of my country’”, to chodzi o senatora z Illinois czy z Arizony?
    Kampania roku 2008 dopiero się rozkręca. Ameryka się budzi. Zastanawiające było to przyzwolenie na powolny, ale już długoletni wzrost rozwarstwienia w dochodach i dostępie do “dóbr publicznych”, łatane doraźnie, a to m.in. doprowadziło do kryzysu sub-prime mortgages. Widziałem “ten marazm Ameryki”, wiele lat temu na kilkanaście tygodnie dojeżdżałem z Toronto do Houston. Hotel miałem w pobliżu dzielnicy latynoskiej, office w downtown, i jeździłem na stację rozdzielczą kolei Southern Pacific na wschód od miasta. Strach było jeździć przez te dzielnice rozpadających się ruder i strzelaniny. Raz nas dopadło na stacji benzynowej po zmroku, zapomnieliśmy wcześniej zatankować – cudem uszliśmy z życiem. Takie sytuacje w Kanadzie są rzadkością, mozna powiedziec niewyobrazalne, aczkolwiek Toronto robi się coraz niebezpieczniejsze.
    Serwus

    Roman51L,
    Dzięki za solidarne słowo. Ale nie za bardzo, aby nie wyszło, że założyliśmy koło wzajemnej adoracji, czyli prawicowo-różańcowe. A życiorysy mamy nieco podobne. W sprawie przyszłości Kuby, ciekawe te gdybania. Jeśli w USA zwycięży bardziej otwarta polityka zagraniczna, nawet może być pod republikańskim prezydentem, to Amerykanie mogą swoją inicjatywę w sprawie restytucji Kuby przekuć w sukces polityczny w Ameryce Łacińskiej. Mogą, niektórzy chceiliby, ale czy potrafią. Jak sobie poczytać historię Kuby lat 1940-tych i 50-tych, to widać jak bezwolne, niekontrolowane były ich akcje w świecie. Przypomina mi się “The Quiet American” Grahama Greena. I teraz pytanie, czy przyglądanie się Amerykanom z ich punktu widzenia, aby ich zrozumieć, jest takie karygodne?

    Z Berlina,
    Nie denerwuj się aż tak. Brak ci nieco poczucia humoru, albo ja tego blogowania nie biorę zbyt poważnie. Oczywiście masz rację, chamstwo i głupkowatość nie są miłe. Ale weź pod uwagę przyczyny rozgoryczenia, nie są one błahe. Bloujesz przy otwartym dostepie, wiec podejmujesz ryzyko oblocenia sie. Jakbys wyszedl na ulice po saznistym deszczu, a jest ona niewybrukowana. Niemniej, milo bylo, trzymaj dystans do dyskusji i dyskutantów na Blogu Paradowskiej. I do siebie. Zawsze czytam. Powodzenia.

  46. Witam Gospodarza i blogowiczów. Na temat Kuby moja wiedza nie jest rozległa, więc nie wiem co naprawdę sądzą o Fidelu Castro i swoim losie sami Kubańczycy którzy tam żyją. Pewnie chcą w wiekszości mieć wygodne życie, jedzenie, rozrywki i spokój a spieszyć się chyba nigdzie nie chcą.
    Fidel „postawił się” USA i to jest mitem który przetrwa w świadomości /zwłaszcza/ wielu mieszkańców Ameryki Środkowej i Południowej.
    Nie wiem czy ta demokracja, jaką niosą rzekomo rozwinięte kraje innym /np.Irakowi, w Kosowie itd/, jest im faktycznie potrzebna. To może być na obraz wojen krzyżowych, gdzie grób Chrystusa to jedno, a rabunek dokonywany „przy okazji” to był cel drugi. Wszystko wówczas było uświecone dobrem ale silniejszego. A teraz jest inaczej?

  47. Telegraphic Observer,

    first of all – dzieki za dobre slowo.
    Ja nie lubie spacerow w deszczu, pewnie dlatego wybralem na przystan „suchy Blog”

    Jak widac moje ostatnie namaszczenie bylo przedostatnie,
    ale to dlatego, ze chcialbym Tobie i wszystkim innym Bloguskom i Blogusom (taka odmiana Blogowiczek i Blogowiczow) przypomniec, ze – co prawda dopiero od 08 lutego 2008 roku – ale istnieja pisane „zadady dzialania” na blogach Polityki:

    http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead10&news_cat_id=404&news_id=244517&layout=18&forum_id=13550&fpage=Threads&page=text

    Ten link jest zreszta obecny „u dolu” calej plejady linkow przy wszystkich blogach. Moze umknac uwadze.

    Wprowadzenie w.w. zasad nie spowodowalo (niestety), ze zarowno Panstwo jak i Szanowna Redakcja zaczeli sie natychmiast do niego stosowac….
    Ale, niech zywi nie traca nadziei….

    Pozdrawiam
    po raz ostatni na tym Blogu
    z Berlina

  48. Errare humanum est Drogi Mister T.O.

    Na samym wstępie pozwalam sobie zauważyć ,że panowie Jodłowski i Taszycki określili konieczność pisania słowa „dwujęzyczny” przez u otwarte i jest mi bardzo przykro, że nie ma w tym zakresie żadnej wolności,pluralizmu i demokracji.
    Taki niesympatyczny czerwony dyktat, by zatruć życie nawet czołowym reprezentantom prawicowego życia polonijnego.
    Więcej się już nie będę rozpisywał w tej prozaicznej kwestii.
    Jak można mieć ambicję pisania, kiedy ma się problemy z elementarzem?
    Przecież jest to nic innego aniżeli przerost ambicji nad możliwościami.
    Bardzo chciałbym aby ta wstępna uwaga nie została mi poczytana jako przejaw nietaktu wobec pierwszej szabli prawicowej na tym wielce zacnym forum.
    Moje polityczne potyczki z tak wysoce wykształconym adwersarzem sprawiają mi niezwykłą przyjemność i dają głębokie poczucie spełnienia i satysfakcji.
    To,że pan faszerujesz się pojęciem,czy treścią słowa „Ham” nie stanowi dla mnie zaskoczenia,czemu dałem wyraz w tytule poprzedniego postu.
    Jednak jest dla mnie pewnym wyróżnieniem,że altruistycznie próbuje się mnie także obdarzyć tym pojęciem.
    Przy tym wszystkim doskonale rozumiem pański nastrój żalu i wstydu,ja go również w całej rozciągłości podzielam,może dlatego,że jestem „gramotny”,jak pan elegancko zauważa i pewne obligatoryjne reguły nie są mi obce.
    Stąd zapewniam,że rozumiem nie tylko słowo pisane ale równiez intencje piszącego,zawarte w podtekstach.
    Natomiast zaskakuje mnie brak umiejętności rozumienia moich postów zaprezentowany przez wielce szanownego polemistę.
    Domyślam się,że nie dość precyzyjnie formułuję swoje myśli lub nie rozwijam ich stosownie do potrzeb adresata.
    Dlatego, zgodnie z oczekiwaniami, pozwalam przytaczać zdania z mojego tekstu, jako iż repetitio et maters studiorum.
    Szkoda tylko,że przytacza pan tylko wygodne sobie akapity,co mnie oczywiście w niczym nie przeszkadza.
    Mam nadzieję, że nie poczyta mi pan za złe wejście w jego konwencję i prowadzenie polemiki w sposób uszeregowany i określony przez Niego.
    Acz z oczywistych względów nie będę się powoływał na cudze myśli.
    Nie odbieram również prawa prawicy do myślenia.
    Im będzie ono bardziej logiczne,zwarte i komplementarne tym bardziej będę szczęśliwy.
    W swych wywodach starałem się zwrócić uwagę na dominującą rolę prawicowych poglądów na naszym forum,co nie odpowiada realnej rzeczywistości.Bardzo proszę także wybaczyć mi słodkości,pana zdaniem kierowane w adres Pani Magrud,ponieważ jako mężczyzna czułbym się bardzo niezręcznie gdybym miał to czynić w pański adres.
    Chcę również zaznaczyć,iż w otoczeniu inteligentnych ludzi posiadających szerokie horyzonty czuję się dowartościowanym.
    I tak się sympatycznie układa,że ja sam mogę sobie dobierać znajomych i przyjaciół stosownie do swego widzenia świata.
    Z tego względu nie zachodzi potrzeba wspierania mnie i współczucia.
    To ja uśmiecham się na widok ludzi głoszących,że Zło jest Dobrem.
    Pańska teza sugerująca,że emigracja składa się z ludzi kulturalnych,a tuziemcy wyłączeni są z tej właściwości, pozbawiona jest logiki.
    Być może miał pan nieszczęście przyciągania do siebie ludzi tego pokroju.
    Niepotrzebnie stara mi się pan wyjaśniać co łączy emigrację,was łączy to co nas dzieli.
    Panowie jesteście apologetami egoizmu klasowego najdelikatniej rzecz ujmując.
    A w modelu sowieckim jednostka bardziej istniała niż w pańskim modelu, gdzie 60% społeczeństwa nie posiada ubezpieczeń zdrowotnych.
    Jednostka miała pracę ,a w pańskim nie ma.
    Każda zdolna jednostka kształciła się i rozwijała swoją osobowość w tamtym systemie, w tym niestety nie stać każdego na naukę.
    I tak można by mnożyć przykłady w nieskończoność.
    Wobec tego czy nie należy uznać,że stosuje pan demagogię?
    Wypada podkreślić również ,że cały świat na który tak chętnie się niektórzy powołują nie jest proamerykańskim i kapitalistycznym w globalistycznym ujęciu.
    W bardzo wielu przypadkach jest to świat wręcz bardzo wrogi pańskiemu widzeniu, które musi być upowszechniane i umacniane kanonierkami wiadomego autoramentu.
    Koszt tej ideologiczno-materialnej dominacji jest potworny,wystarczy obserwować Irak,by nie wspominać o dziesiątkach interwencji militarnych w powojennych okresie w różnych zakątkach świata.
    Czyżby na przymusie miała polegać wizja pańskiego świata?
    Odnoszenie się natomiast do Stalina jest nieporozumieniem ,ponieważ jest to świat historyczny,którego od pół wieku nie ma.
    Na podobnej zasadzie można wytknąć polityka o nazwisku McCarthy,który zlikwidował lewicę w USA.
    Czy to także nazywa się pluralizmem?
    Zresztą Stalin nie działał w próżni politycznej,jego zachowania były w jakimś sensie pochodną uwarunkowań zewnętrznych.
    No i muszę wyjaśnić, że ja nikomu nie przypisuję skrystalizowanego profilu prawicowego,ten profil afirmują sami delikwenci.Moją wizją jest świat uczciwy i sprawiedliwy,bowiem wolę tę piękną i szlachetną ideę od tej utytłanej we krwi i błocie.
    Jakie są szanse realizacyjne pańskiej czy mojej wizji,nie my zadecydujemy.
    Stąd pańskie przekonanie do słuszności własnych koncepcji jest cenne ale nieuzasadnione.
    Świat znajduje się w stałej dynamice, przeminęly kultury, i przemijały systemy polityczne, odejdzie również pańska skompromitowana wizja świata opartego na niesprawiedliwości ludzkiej.
    To po prostu niehumanitarne i haniebne.
    Starania prawicy o zacieranie różnic klasowych w tym i klasyfikacyjnych stanowi naturalną skłonność prawicy do unikania i zamazywania piętrzących się i narastających sprzeczności wewnętrznych.
    Poglądów nie da się zadekretować,ale można nimi manipulować by stwarzać pozorne wrażenie,że większość posiada wizje zgodne z burżuazyjnymi oczekiwaniami, co jest ewidentną nieprawdą, ponieważ biedna większość ma zupełnie inne oczekiwania niż bogata mniejszość.
    Stąd na tym blogu winno być odbicie poglądów całego społeczeństwa,jeżeli ma on ambicje bycia obiektywnym forum.
    Wszelkie zakrzykiwania i wygaszania koncepcji innych niż liberalne jest śmieszne i szkodliwe.
    Jeżeli nawet przyjmiemy,że jestem przewrażliwionym na punkcie zadanych mi ran , to jak pan przypuszcza kto mógłby mi je zadać?
    Czyżby zadawanie ran miało stanowić o walorach pańskiej opcji?
    To na tym ma polegać miłość bliźniego?
    Wystarczy,że Jezusowi zadawaliście rany.
    Dziwne są deliberacje na temat wyższości,której nie rozumie się ale wyższość moralną się posiada,więc brak jest tu konsekwencji i logiki,ponieważ gdy powie się A należy również wydusić z siebie B.
    Ja nie mam zamiaru kwestionować szczerości pańskich intencji,problem jednak polega na tym ,że jak pan słusznie zauważył, należymy do dwóch różnych światów i to co dla pana może być dobrym ,dla mnie już niekoniecznie takim musi być.
    To co dla zachodniego „inwestora”kupującego za symboliczną złotowkę polską fabrykę jest dobrym interesem, dla mnie jest zwykłym złodziejstwem.
    I tutaj przebiega linia podziału i nie rozumienia się.
    Ot, po prostu zupełnie inne systemy wartości i postrzegania świata.
    Ma pan w tym przedmiocie istotnie rację…ręce opadają…jak można prezentować takie podejście?
    Mówiąc o krzywej Gaussa pan się trzymasz, niczym tonący brzytwy, wartości zmierzalnych, jak na kapitalistę przystało,a ja jak godzi się socjaliście mam na uwadze wartości wyższego rzędu.
    Mam nadzieję,że człowiek mądry i wykształcony w liberalnych opcjach nie jest zwykłym ble-ble?
    W pańskim wykonaniu problem narodu wybranego jest matactwem politycznym.
    Tutaj nie chodzi o naród taki, siaki czy owaki, lecz o nadreprezentację polityczną narodu którego nie ma w Polsce.
    Jeżeli władza jest w jakimś zakresie obsesją, to nie z mojej strony…
    Jeżeli sądzi pan , że jestem bolszewickim propagandzistą,bowiem wolę propagować idee biednych i przyzwoitych ludzi,to jest to pański problem.
    Wolę takie podejście niźli opowiadanie andronów o wspólnych żonach.
    Co zaś do mojego stosunku wobec własności jest on stały i niezmienny.
    Istnieje kilka form własności.
    Ja nie kwestionuję własności osobistej czy prywatnej, ja kwestionuję prawo własności do posiadania środków produkcji.
    Cieszy mnie,że zamierza mi pan dać lekcje historii z zakresu ogromnego wpływu emigracji na losy Polski.
    Chętnie posłucham.
    Mam nadzieję jednak , że nie będzie mi pan mówił o szlacheckiej emigracji paryskiej, amerykańskich legendach Kościuszki czy Pułaskiego, lub angielskich baśni o powrocie Andersa na białej klaczy.
    Pomijam teraz cały blok drobniejszej miary uwag i sugestii żadną miarą nie obniżający sugestywnych wartości interlokutora.
    Na uwagę zasługuje poniższy zapis oponenta:
    „Masy były już wywłaszczone przez władze PRL”.
    Jeżeli takie podejście jest właściwe to oznacza ,że nareszcie kapitalizm przywrócił sprawiedliwość społeczną i uwłaszczył masy.
    O ile sobie przypominam ,to jednego z nich uwłaszczył fabryką makaronu i to nie wykluczone ,że na zdecydowaną interwencję CIA.
    Wyrzucenie milionów ludzi na bezrobocie nie jest winą kapitalizmu lecz socjalizmu, jest to zwykła i paskudna zemsta Stalina zza grobu.
    Mało tego dowiedziałem się, że ci ludzie bezrobotni skorzystali na tym.
    Tak daleko posuniętych dyrdymałów propagandowych już dawno nie czytałem.
    Ktoś tutaj kiedyś mądrze napisał zamiast opowiadać bzdury, powiedzcie lepiej człowiekowi jak ma przeżyć miesiąc za 500zlp.
    Postawiono mi pytanie czy emigracja wykorzystuje Polskę?
    A ja tego,uczciwie powiem,nie wiem.
    Nie są mi znane tego rodzaju statystyki.
    Kiedy jednak słyszę nazwiska Kobylański czy Mazur, wówczas mam mieszane uczucia, a nie chciałbym skrzywdzić kogokolwiek.
    Dalej powiedziałem, że emigracja nie zamierza umierać za Gdańsk.
    Tak uczy historia, wówczas wielu uciekło z kraju unikając konieczności bronienia go, poza pojedynczymi przypadkami ludzi lewicy, którzy wyszli z więzień i poszli bronić Ojczyzny z bronią w ręku.
    Jeżeli ta nieodległa historia jest dla oportunisty histerią, to powinien on mieć żal do swojej opcji a nie do mnie.
    No i na koniec, ja niczego nie będę proponował tym, którzy się uwłaszczyli, po prostu każdy ma swoich znajomych i ja moralnie oraz prawnie krętymi ścieżkami chodził nie będę.
    Do nawracania także skłonności nie mam.
    W wystarczającym zakresie za mnie wykonuje to emigracyjna prawica na łamach tegoż forum.
    Ja zajmuję sie wyłącznie twórczą krytyką, jest to jedyna rzecz jaką mogę bezinteresownie dla państwa uczynić.
    Zatem bardzo proszę życzyć mi dużo zdrowia i powodzenia po linii i na bazie oraz na niwie…
    Ja ze swej strony życzę obligatoryjnego poszerzania horyzontów,koniecznie przez samo h.

  49. Dopisuje do komentarzy „gdybajacych” o przyszlosci transformacji Kuby.

    Rola Hiszpanii moze byc co najwyzej ceremonialna, kulturalno-pompatyczna. Trudno mi sobie wyobrazic, aby Hiszpania miala jakies istotne wplywy w Ameryce Lacinskiej, poza sentymentalnymi.

    Gospodarczo szanse Kuby nie wygladaja zle. Oprocz zloz niklu, ktorego cena wzrosla na rynkach, i podobno znacznych zloz ropy w szelfie, jej mocna strona podobno (Wikipedia-ang, i inne zrdola) sa biotechnologie i przemysl farmaceutyczny. Do uruchomienia tego potencjalu potrzebne sa inwestycje, niewatpliwie zagraniczne, bo Kuba jest bankrutem finansowym. Oraz renegocjacja, ew. czesciowe darowanie dlugu zagranicznego. Otwarcie ekonomiczne, jak zauwaza Gospodarz Blogu, nie jest mozliwe bez liberalizacji politycznej (metoda Denga jest niemozliwa do powtorzenia). Czyli musza nastapic jakies negocjacje miedzy Kubanczykami rezimowymi i z opozycji. Kto moglby zasiasc po drugiej stronie „okraglego stolu”?

    Ale przeciez ten kraj nie moze tkwic w nedzy. Castro zmarnowal Kubanczykom co najmniej 20 lat zycia, kazdemu i kazdej z nich. W Toronto tez jest mala Kuba. Mezczyzni udawali sie w poszukiwaniu mlodych, atrakcyjnych, wyksztalconych malzonek. Wladze za odpowiednia oplata wydawaly je – posag nie byl potrzebny. Zapewne smutno jest tym kobietom, najbardziej w lutym, gdy tkiwa w srodku 15-stopniowych mrozow, gdy tam nasi „chlopcy” wygrzewaja sie na sloncu, nurkuja wokol raf za smuklymi barakudami, a wieczorem w barach za kandydatkami. W barach obsluguja lekarze, dentysci, artysci, nauczyciele – aby dorobic, glownie z napiwkow, trzy razy tyle do kubanskiej pensji. Podziwiam Fidela za to, ze potrafil utrzymac ten raj na ziemi. Utrzymac w ryzach i posluszenstwie.

  50. Kwant 15.13. Better think, then ink! Tak dla porównania, „imperium dobra” finasuje Izrael w wysokości ponad 10 mld. USD rocznie. Irak 150 mld. Afganistan 20 mld. Nikaragua, Chile, Granada 30 mld. Na Kambodżę zrzucono więceju bomb niż w II Wojnie na całym świecie. Fidel otrzymywał żywnośc i paliwo. Są jednak różnice.

  51. Dear Sir, telegraphic observer 18.30. Jeżeli jesteś tak skrupulatny w obliczeniu zmarnowanych lat zycia Kubańczyków, to proszę policz przy okazji zmarnowane lata pod okupacją kolonialną i demokracją Batisty. Wtedy Kubańczycy posiadali wiele kasyn, burdeli i uciech jankesów. I byli szczęśliwi.

  52. Czytajac ten blog…
    – tak se mysle:
    Ch.. szczelil psa, bude i lancuch! Stracilem robote (krzyz, isjasz lub syfilis)!
    Czas by zastanawiac sie, co tez moglbym robic gdy zajdzie potrzeba.
    Do pracy fizycznej nie mialbym dosc sil – zreszta, jestem dwie lewe reNce.
    Nie bylbym tez dobrym taxi drver.
    – Isc do firmy? Ale jakiej?!
    Przeciez nie mam dyplomu z ekonomii, finansow, prawa.
    Najchetniej zostalbym psychoanalitykiem – pomagalbym ludziom, i dobrze przy okazji zarobil. No, ale do tego tez potrzebne sa studia.
    – Podobny problem zauwazylem, gdy chcialem ludzi leczyc. Kiedys!

    Moze wiec… ludziom pomagac, ale tak ogolnie, psychicznie, no i troche dlatego ze grupy ludzkie zachowuja swoje sprawy dla siebie. To jest TO!
    – Juz wiem! Bede pomagac glownie Polonii! – zostane polonijnym wrozem.

    Wiec do dziela! Wyobrazam sobie to tak:

    Szkoda, ze nie urodzilem sie kobieta, a transwestytom Polonia raczej nie ufa. Nie bede kryl wiec swojej meskosci, zmienile jednak imie. – Wroz Harry? Kto go wezmie serio!
    Co innego Georgin, Walerian, Victor, Kamaz, Anastaz, Adrian! Tajemnicze, powinno byc nie tylko imie, ale i wnetrze gabinetu. Powiesze w moim slonecznym gabinecie purpurowe zaslony. Pochowam nowoczesne lampy, telewizor i komputer, a nawet maszynke do espresso, nakupuie natomiast swieczek i kadzidelek. Nastawie choraly gregorianskie, zaloze czarna, jedwabna koszule i doczepie prorocza brode. I dam ogloszenie do gazety:
    „Jestes nieszczesliwy? Samotny? Chory? Szukasz sensu zycia? Rozczarowales sie do lekarzy, psychologow, przyjaciol? Ja Ci pomoge, ulecze, pociesze. Tylko gotowka!”

    Wyobrazam sobie pierwsza klientke (ANCA), od razu wiedzialem, jakie ma problemy i co jej powiedziec. Kiedys dosyc ladna, teraz ze zmeczona twarza, wyblaklym spojrzeniem, dosc zniszczonymi praca
    rekami. Na oko piecdziesiatka, przynajmniej matura w Polsce, ale tez bez brawury, zadne doktoraty. Ma byle jaka prace, nie ma przyjaciol i mezczyzny; pewnie rozwiedziona, a dzieci odchowane. Ma depreche i klimakterium.

    Dbajac, aby moje ruchy byly dostojne, posadzilem ja naprzeciwko siebie i spojrzalem cieplo w oczy. Pytam, czy ma jakies zdjecia rodziny, abym lepiej zobaczyl ich aure. Pokazala dwoch podrostkow; zgadlem, meza juz nie miala. Powiedziala, ze synowie z nia nie mieszkaja i maja partnerki. A co ona robi? Mieszka na North York i zajmuje sie staruszka. W Polsce byla ksiegowa w Toruniu.
    Juz wszystko wiedzialem. Delikatnie ujalem jej reke, przyjrzalem sie jej, zasepilem troche, potem jakby rozpogodzilem, i zaczalem mowic:
    – Jestes wyjatkowo wrazliwym czlowiekiem, choc starasz sie tego nikomu nie pokazac (zerknalem na nia – jackpot!). Niby lubisz towarzystwo, czasem sie zabawisz, ale w srodku jestes nieslychanie samotnym czlowiekiem. (nawet nie musialem sprawdzac jej reakcji). Potrafilasz kochac, ale nigdy nie znalazlas w zyciu wielkiej, idealnej milosci, o ktorej zawsze najbardziej marzylas (dostrzeglem, ze w jej oczach pojawily sie lzy.). Masz do mezczyzn zal, wydaje ci sie ze mozesz sie bez nich obejsc. Partnera zastepowali ci synowie, ale teraz nie mozesz sie pogodzic ze odeszli z domu do innych kobiet. Miewasz okresy depresji; wtedy wydaje ci sie – ciagnalem – ze zycie nie ma sensu, ze jestes nic niewarta i nikomu niepotrzebna. Wtedy tez folgujesz swoim zachciankom; moze nie alkohol, ale (spojrzalem na jej dosc korpulentna sylwetke) lubisz podjadac slodycze i potem tego zalujesz.
    – Jesli chodzi o zdrowie, uwazaj (postanowilem nie ryzykowac) na system nerwowy, bo od niego mozesz miec problemy z zoladkiem, czy tez bole glowy (przyszla pora na pocieche.).
    Ale widze tez u ciebie dluga linie zycia. Duzo cierpienia tez, ale potem madrosc; wszystko sobie w koncu wytlumaczysz i pokochasz sama siebie. Zblizysz sie tez do rodziny, nawet tej dalszej. Przypomnij sobie tez o starych przyjaciolach. Moze to oni czekaja na twoj pierwszy krok (w pore przypomnialem sobie taka porade z pism kobiecych, ojej kamyczek-talizman, przytulilem ja delikatnie i powiedzialem, ze
    wszystko bedzie od tej pory dobrze). Powinnas tylko uwierzyc, ze jestes kims wyjatkowym – bo jestes!

    Schowalem banknot do kieszeni i zaczalem szykowac sie do wizyty nastepnego klienta. Przez telefon wzialem jego date urodzenia, jako warunek skutecznej porady.
    Wiedzialem, ze 40-latka po studiach finansowych kadzidelka tylko rozsmiesza. Wyeksponowalem wiec sprzet stereo i ekspres do kawy, wlaczylem muzyke New Age i otworzylem laptopa, gdzie mialem opracowanie ktore sciagnalem sobie z Internetu: znaki zodiaku i typy charakterologiczne wedlug daty urodzenia.

    Nadchodzi Baran!

    Zaczalem mu czytac, czasem robiac przerwy, patrzac mu w oczy, dodajac cos lub odejmujac:
    Jestes perfekcjonista, niezwykle dumny i uparty, ambitny w sprawach zawodowych, wladczy, pewny siebie… ale… (tu usmiechnalem sie w duchu, ze mi tak gladko idzie) to tylko powloka! W srodku jestes bardzo wrazliwy, choc tego nikomu nie pokazujesz. Jestes bardzo inteligentny (spojrzalem na niego – nie oponowal) i jestes tez czlowiekiem czynu, ale – w odroznieniu od innych, np. twoich kolegow w firmie – zastanawiasz sie czasem nad sensem tego co robisz, i w ogole zycia. Gdy tego sensu nie widzisz, szukasz – czemu nie, masz przeciez otwarty umysl – porady u fachowca, tak jak teraz u mnie.
    – Nie ulegasz zabobonom, nie ufasz ksiezom, wrozkom, pasjansom. Ale ja mam program naukowy, w dodatku uwzgledniajacy dawne madrosci: o runach, czakramach, tantrach i mantrach. …
    – Pokaz mi jeszcze reke, nie usmiechaj sie, co prawda to stara nauka, ale korzysta z niej i KGB i CIA… hmm…

    – jestes w srodku bardzo samotny. (spojrzalem szybko na jego twarz i ubranie.) … Nie brakuje ci pieniedzy, masz tez powodzenie u kobiet, ale to ciagle nie to, czego szukasz – nie zadowoli cie zwyczajna, mieszczanska egzystencja. Bedziesz zyl dlugo i w koncu posiadziesz madrosc i spokoj wewnetrzny, ale (zerknalem na jego szczuple cialo pracownika umyslowego) musisz dbac o zdrowie, wiecej ruchu i wypoczynku. No i… stron od odzywek! – dodalem, bo co mi szkodzi. Wydrukowalem diagram jego osobowosci oraz wykres stanow depresyjnych, zwlaszcza po piecdziesiatce.

    Wyszedl pewniejszy siebie i wewnetrznie uspokojony.
    Ani ksiadz ja, czy niewierny, psychiatra z dyplomem, pomagam przeciez ludziom.
    – W dodatku rodakom!…

  53. Banderra Rossa

    Fidela Castro staje się historią. Ten charyzmatyczny rewolucjonista przekazuje pałeczkę i odpowiedzialność za kubańczyków w ręce brata. Czy aby młodszy brat jest równie tępy i zapatrzony w siebie jak ten starszy, który jałowo na wiecach zanudzał głodnych ludzi, czego rzekomym powodem miały być USA. Mieszkam w Nowych Landach Niemiec i tutaj też obserwuje po części mentalność, że wszystkiemu winni są inni, a mi się należy. Nie, nie należę do grona neoliberałów, dla których niewidzialna ręka rynku jest sposobem na wszystko. Nie chcę zadzierać nosa, ale nie wchodzi mi to do głowy, jak można żyć w biednym kraju tyle lat i tyle mów wygłosić, a nie zrobić nic przeciw biedzie, poza czekaniem, aż ktoś tam, może ten albo tamten coś pomoże?

    Kasyna i domy publiczne,

    znajdzie Pan redaktor wszędzie, nawet w mieszczańskim i przebogatym Hannover w Dolnej Saksonii. To zbyt oklepany i płytki zarzut, jeśli miał nim być. Ale niech ich tam będzie jak najwięcej, jeśli z tego nie tylko na chleb ale i na naukę i lepszą przyszłość dla dzieci miałoby być.

  54. Panie Lizak,
    Nie mam wiele czasu na polemiczną sążnistość, graniczącą z “biciem piany”, niemniej …

    repetitio et maters studiorum

    Winno być repetitio est mater studiorum, ewentualnie repetitio mater studiorum est upodabnijąc pod względem konstrukcji do errare humanum est. Radziłbym nauczyć się choćby podstaw łaciny. Lepiej jest znać znaczenie poszczególnych wyrazów oraz reguły gramatyczne i nie rypać sententiarum latinorum, które się kiedyś źle usłyszało, albo zapamiętało.

    Pańska teza sugerująca,że emigracja składa się z ludzi kulturalnych,a tuziemcy wyłączeni są z tej właściwości, pozbawiona jest logiki.

    Gdzie pan znalazł u mnie tę tezę? To raczej pana uwagi zbliżają się do tezy, że emigranci in toto są podejrzani moralnie (bo uciekinierzy), a Polacy w kraju szlachetni i roztropni, i nie wywyższają się.

    Emigracja kanadyjska w ostatnich miesiącach zaangażowała się w szeroko zakrojoną akcję wysyłania listów do władz, zdaje mi się z premierem kraju włącznie, z apelem o zniesienie wiz dla obywateli polskich. Dlatego niekulturalni?

    Ja nie kwestionuję własności osobistej czy prywatnej, ja kwestionuję prawo własności do posiadania środków produkcji.

    Powodzenia.

    A w modelu sowieckim jednostka bardziej istniała niż w pańskim modelu, gdzie 60% społeczeństwa nie posiada ubezpieczeń zdrowotnych. Jednostka miała pracę ,a w pańskim nie ma. Każda zdolna jednostka kształciła się i rozwijała swoją osobowość w tamtym systemie, w tym niestety nie stać każdego na naukę. I tak można by mnożyć przykłady w nieskończoność. Wobec tego czy nie należy uznać,że stosuje pan demagogię?

    W Kanadzie i wielu innych krajach wszyscy (legalni) rezydenci, nie koniecznie obywatele, są ubezpieczeni, a dokładniej, uzyskują bezpłatną opiekę zdrowotną. W USA, o ile się nie mylę, liczba ubezpieczonych przekracza 60%, zupełnie na odwrót niż pan tu błędnie, przeto demagogicznie rozgłasza.
    Czy pisząc, każda jednostka (w systemie sowieckim) miała prawo do pracy, odnosi pan to również do systemu Gułag, czy choćby do przymusowej pracy w kopalniach jak to było w Polsce w latach stalinizmu.

    O ile wiem, liczba studentów w PRL była o wiele niższa niż w większości ówczesnych krajów zachodniej Europy i Ameryki Płn, jak również w porównaniu z III RP. Czy uważa pan, że poziom kształcenia akademickiego w naukach społecznych i ekonomicznych był zadawalający?

    Na podobnej zasadzie można wytknąć polityka o nazwisku McCarthy,który zlikwidował lewicę w USA.

    Porównuje pan McCarthy’ego i Stalina? Czy chodzi panu o to, że jest różnica między “zlikwidować” i “zlikwidować przez rozstrzelanie”?

    Mówiąc o krzywej Gaussa pan się trzymasz, niczym tonący brzytwy, wartości zmierzalnych, jak na kapitalistę przystało,a ja jak godzi się socjaliście mam na uwadze wartości wyższego rzędu.

    Ja rozumiem, że matematyka nie jest pana mocną stroną, więc lepiej jest zamilknąć i nie ośmieszać się. http://pl.wikipedia.org/wiki/Rozk%C5%82ad_normalny
    Rozkład normalny (…) jest częstym założeniem w praktyce, jednak w świecie rzeczywistym nigdy nie występuje. Zatem, panie Lizak, jakikolwiek rozkład jest konstrukcją pojęciową wprowadzoną przez człowieka. Do tego odnosi się do zmiennych, albo teoretyczno-symbolicznych, albo w przyrodzie mierzonych jakąś metodą, takich jak Inteligencja, Wzrost, Natężenie światła, Błędy pomiaru …

    Jak zawsze odwracanie stron, to pan się brzytwy chwyta, ucieka w konstrukcje zupełnie innego języka formalnego: kapitalista, socjalista, walka klasowa – wiele z nich zarzuconych w tychże rozważaniach.

    Kiedy jednak słyszę nazwiska Kobylański czy Mazur, wówczas mam mieszane uczucia, a nie chciałbym skrzywdzić kogokolwiek.

    Tu mnie pan zaskoczył. Zestawiając ich poglądy i pańskie, wydawało mi się, że macie wiele wspólnego, a przynajmniej tych samych wrogów, “wrogów narodu polskiego”.

    Wystarczy,że Jezusowi zadawaliście rany.

    😆 😆 😆

    Cieszy mnie,że zamierza mi pan dać lekcje historii z zakresu ogromnego wpływu emigracji na losy Polski.

    Zostawiam to panu, jednostce ambitnej i zdolnej. Proponuję hasła w encyklopedii: Maria Curie, Błękitna Armia, Cyprian Norwid, Czesław Miłosz, Zbigniew Brzeziński …

    “Masy były już wywłaszczone przez władze PRL”.
    Jeżeli takie podejście jest właściwe to oznacza ,że nareszcie kapitalizm przywrócił sprawiedliwość społeczną i uwłaszczył masy.

    Kapitalizm nie przywraca sprawiedliwości społecznej. Sprawiedliwość społeczna jest konstruktem, zresztą nigdy nie urzeczywistnionym w PRL, chyba, że się go odpowiednio nagnie do ówczesnych faktów. Kapitalizm nadrabia zacofanie PRL-u, niski poziom życia i wydajności pracy, niską jakość i róźnorodność towarów, zaniedbaną infrastrukturę, a także fatalną etykę pracy oraz brak samodzielności życiowej i odpowiedzialności za własny los. Powoli kapitalizm nadrabia rozliczne zaległości, bo zapaść była poważna. Gdyby było inaczej, to socjalizm przeżyłby, nie uległby strajkującym robotnikom, rzuciłby na rynek szynki i serki, zapchałby im usta, tym tzw. “właścicielom środków produkcji”, “zwycięskiej klasie pod przewodnictwem…”, itp.

    Ktoś tutaj kiedyś mądrze napisał zamiast opowiadać bzdury, powiedzcie lepiej człowiekowi jak ma przeżyć miesiąc za 500zlp.

    Czy miał(a) on/ona na myśli lata 70-te?

    Zastrzegam sobie prawo wycofania się z tej niezbyt produktywnej dyskusji w każdej chwili, z braku czasu, albo z … cokolwiek łaskawca sobie wymyśli. Mam wrażenie, że podstawową potrzebę pluralizmu na tym blogu zaspokoiłem, że satysfakcji udzieliłem, oraz nadzieję, że lamentów, iż się eliminuje lewicowych odmienców, już nie usłyszę.

  55. Telegraphic!
    Mniej dokuczliwa jest nieznajomość łaciny aniżeli polskiego.
    Rozumiem, że brak merytorycznych argumentów doskwiera.
    Najchętniej zbombardował by mnie pan w amerykańskim stylu,jeno amunicji brakuje.
    Na papranie się w bzdurach szkoda mi czasu.
    Jak nie masz się pan czego uczepić to czepiaj się pan płotu, pozwala to utrzymać zachwianą równowagę.

  56. Szanowny Jasny Gwint, @21:34

    Nie byłem na tyle skrupulatny, aby doliczyć się niemal 50 lat rządów Castro. Chodziło mi w tej arytmetyce, że mógł on zorientować się, że jego komunistyczny ustrój (niemal kompletna kontrola nad rynkiem i wytwarzaniem, plus mastodonty państwowych programów wspiera przez ZSRR (dopóki dzban wodę nosi …) nie dają ideologicznie uzasadnianych efektów w postaci dobrobytu mas. Mógł to zrobić w środku lat 80-tych, albo i wcześniej, i rozluźnić kontrole na drobnym, prywatnym gospodarowaniem Kubańczyków. Mógł po zamknięciu kurka z pomocą radziecką jeszcze bardziej otwarcie sobie poczynać, w moim przekonaniu, mógł poważną transformację rozpocząć już 10-15 lat temu.

    Nie znalazłem żadnej książki o historii Kuby w latach 1898 – 1959, od uzyskania niezależności od Hiszpanii, w czym pomogły Kubie Stany Zjednoczone, aż po rewolucję. Batista był jednym z wielu rządców, mam wrażenie, że jego krwawość jest symboliczna raczej. Castro był tylko jednym z jego przeciwników politycznych. Jest tu wiele mitów, niektórę są bardzo uproszczone – uciechy jankesów, etc. W moim przekonaniu sami Kubańczycy mieli problemy z ustaleniem, kto ma nimi rządzić. Castro najpierw Amerykanie potraktowali dość lekceważąco, piszą, że Eisenhower poszedł grać w golf, gdy tamten pojawił się w Waszyngtonie, a w czasach zimnej wojny (bipolarnego świata, jak to pan nazywa), zdecydował się paść w ramiona Chruszczowowi, pewnie popychany przez Guevarę, wobec którego miał wiele zobowiązań z czasów leśnych i górskich. Historia obrosła wieloma warstwami, była opowiadana na wiele sposobów. Niech pan pamięta, to wszystko dzieje się w tropikach, w rytmie młodzieńczej rumby. I ten Nikita w słomkowym kapeluszu … kubańskie cygara na zdjęciach lotniczych CIA, kubańscy kozacy (znaczy z Kubania) … ciekawa historia.

  57. “Uciechy jankesów”, hę. A co? Wolałby Szanowny Jasny Gwint, aby Jankesi chodzili w cieniu palm po karaibskiej promenadzie w czarnych garniturach, i całymi wieczorami nad wódką opowiadali jak dzielnie bili faszystów. Jak znam Jankesów, to zbyt wiele pan od nich wymaga.

    Jak pan myśli, dlaczego nasz Gospodarze, red. Daniel Passent, który zna oba bieguny, jeden to ZSRR, studiował przecież z rok w Leningradzie, i wielokrotnie bywał na drugim biegunie w USA, ten bliski towarzysz Rakowskiego, niektórzy mówil, że l’enfant terrible redakcji starej, proletariackiej “Polityki”, teraz tak łagodnie wyraża się o Amerykanach, popiera instalację tarczy, chciałby, aby założyli solidną bazę w Polsce i podpisali traktat dwustronny. Dlaczego pisze tak o Castro, i o tym, że Jankesi Kubie i całej Ameryce Łacińskiej już nie zagrażają? Dlaczego? Czy nie przychodzi Wam (adresuję do szerszego grona) na myśl, że coś jest bez sensu w tym nieustannym gonieniu za “uciechami jankesów”?

  58. Diaspora jest czujna!(Albo – nie)

    DP
    „Najlepiej, żeby doszło do transformacji wynegocjowanej, takiej jaka miała miejsce w Hiszpanii, w Chile, w Polsce. (…..) Tym nie mniej Castro pozostaje najważniejszą postacią II połowy Ameryki Łacińskiej i przejdzie do historii jako jedna z najbardziej znaczących postaci w historii kontynentu.” http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,4950498.html
    Jak to ladnie brzmi? „Od tamtej pory Raul przekształcił armię w superkoncern gospodarczy, którego zwierzchnicy są udziałowcami wszystkich spółek mieszanych z kapitałem zagranicznym, m.in. w turystyce, i który zarządza dziś ok. 80 proc. całej gospodarki wyspy.”

    Jest mi bardzo przykro i nic ale to nic na to nie poradze – mam skojarzenia. Kuba wyspa jak „wulkan” goraca. Bardzo ciekawym bedzie moment wchodzenia w tzw. demokracje. 80% to pokazny dorobek jak na „hiszpanska kulture”. Tanczac kubanskie „Carman” klekotac beda koscmi – jak w Polsce – czy kaskanietami? Ach ci panowie „rowolucjonisci” ile uspionej energii w nich drzemie – prawda?

    F.S. von/od Diasporski

  59. Panie Danielu,
    Pominal Pan wazna sprawe embarga czyli amerykanskiej blokady Kuby, ktora zubozyla i odizolowala zwyklych Kubanczykow, oslabila opozycje i umocnila rezim Castro. Do dzisiaj Kubanczycy mieszkajacy w Stanach nie moga legalnie posylac pieniedzy swoim biednym krewnym. Amerykanom nie wolno podrozowac na Kube. Najlepsze na swiecie kubanskie cygara oferowane sa w Stanach „spod lady” gdyz pochodza z przemytu. Jedyna nadzieja ze nastepny prezydent Barak Obama zniesie embardo i da Kubanczykom szanse na normalnosc.

css.php