Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

4.05.2008
niedziela

Tusk do Chin

4 maja 2008, niedziela,

Jestem za tym, żeby prezydent i premier pojechali do Chin. Niekoniecznie muszą zaszczycić otwarcie igrzysk olimpijskich. Lepiej niech pojadą w głąb kraju, a po powrocie niech nam opowiedzą, co zobaczyli. Od pewnego czasu bowiem polscy politycy, a zwłaszcza media, budują „oś dobra” – Warszawa, Tbilisi, Lhasa. Ma to być alternatywa dla „osi zła”, czyli Moskwa – Pekin. Jak zwykle szukamy przyjaciół daleko, a wrogów blisko.

Z tego, co wiadomo, system panujący w Chinach sympatyczny nie jest ani nie był. Wystarczyło przeczytać „Prywatne życie przewodniczącego Mao”, pióra jego osobistego lekarza, Li Zhsui (polskie wydanie 1996), przypomnieć „biały terror” z 1927 r., oraz „wielki skok” i rewolucję kulturalną z lat 60. Od tamtego czasu Chiny zmieniły się nie do poznania, ale nawet dzisiaj, w wersji soft, jest tam najwięcej wykonywanych egzekucji, bieda na poważnych obszarach kraju, monopartia, cenzura nawet w Internecie, a wolność słowa, stowarzyszeń, wolne wybory – wszystko to daleka przyszłość. Słusznie protestując przeciwko łamaniu praw człowieka, warto jednak pamiętać, że Chiny to nie tylko dyktatura, a Tybet to nie tylko aneksja.

Ani w Chinach ani w Tybecie demokracji w stylu Izby Gmin nigdy nie było. Hongkong jako kolonia brytyjska też demokratyczny nie był. Chiny nigdy nie były państwem demokratycznym, ale w porównaniu z dyktaturą Mao postęp jest ogromny, i nie ominął nawet praw obywatelskich. Mam w pamięci słowa jednego z byłych ambasadorów USA w Pekinie, który powiedział, że Chiny przeżywają najlepszy okres w swojej długiej historii. Także Tybet odniósł z tego pewne korzyści. Jeżeli George Bush skreślił Chiny z listy państw łamiących prawa obywatelskie, to poza interesem gospodarczym Stanów, musiał mieć jakieś przesłanki. Także z Tybetu i od rządu emigracyjnego otrzymujemy sprzeczne wiadomości – raz mówi się o buncie mnichów, innym razem, że bunt był chińską prowokacją, żeby rozprawić się ze zwolennikami niepodległości. Dalajlama apeluje o autonomię Tybetu w ramach Chin, oraz by nie bojkotować igrzysk. U nas inaczej – rząd zbojkotuje inaugurację, media nie zostawiają na Pekinie suchej nitki.

Chciałbym zwrócić uwagę na publikację wyjątkową: fragmenty książki „The New Asian Hemisphere” Kishore Mahbubani, historyka, filozofa i politologa z Singapuru, profesora tamtejszego uniwersytetu, byłego ambasadora w USA, człowieka, który widział jak wygląda prawdziwa demokracja, a także zna Chiny. Oto niektóre tezy publikacji, jaka ukazała się w „Dzienniku” (26 kwietnia), a więc w gazecie dalekiej od komunizmu.

  • Od czasu wprowadzenia gospodarki wolnorynkowej, w latach 1981-2001, liczba ludzi żyjących w nędzy w Chinach spadła o 400 mln. Gospodarka wolnorynkowa toruje drogę do demokracji, z czasem podważy hierarchiczny światopogląd Azjatów.
  • Dziś Azjaci przyswajają sobie zasadę praworządności nie z przyczyn etycznych, lecz przede wszystkim funkcjonalnych. – Stajemy na czerwonym świetle nie dlatego, że tak jest etycznie, ale dlatego, że tak jest funkcjonalnie – czytamy. Większość Azjatów już rozumie, że zbudowanie nowoczesnej gospodarki wymaga ram prawnych pozwalających zawierać umowy, które zostaną dotrzymane. „Kiedy Chiny porzuciły centralne planowanie na rzecz wolnego rynku, prawo, jako regulator działalności ekonomicznej stało się niezbędne.” Rząd przekazał wiele uprawnień organom terenowym, przyciągnięcie kapitału zagranicznego wymagało spójnego i budzącego zaufanie systemu prawnego. „Państwo za Wielkim Murem musiało się dostosować do norm międzynarodowych”, choćby po to, żeby wstąpić do Światowej Organizacji Handlu. Jeśli chodzi o zmiany w konstytucji ograniczające nadużywanie władzy w Chinach, to „budzą one podziw”. Od 1991 r. w oficjalnych dokumentach mówi się o prawach człowieka. „Szybki rozwój gospodarczy Chin tworzy presję na dalsze zmiany systemu prawnego. Kształtująca się wielkomiejska elita za priorytet uważa ochronę swoich indywidualnych praw. Mimo oczywistych postępów, większość partyjnych nadal jest traktowana jak tak, jakby stali ponad prawem. Rozciągnięcie praworządności na wszystkich obywateli, to wielkie wyzwanie, jakie stoi przed Chinami.
  • Mao rozniecił w chińskich chłopach ogromną dumę i poczucie, że oni też są obywatelami. „Największy pragmatyk w dziejach Azji, Deng Xiaoping, odszedł od komunistycznych dogmatów na rzecz zasady ‘Nieważne, czy kot jest biały czy czarny, byle łapał myszy’. Kiedy Deng wprowadził zasady wolnorynkowe, gospodarka ruszyła z miejsca tak szybko m.in. dlatego, że rewolucja społeczna rozpętana przez Mao zburzyła bariery klasowe zagradzające drogę do sukcesu ekonomicznego. To Deng, po wizycie w Chinach (1979) zerwał z oficjalnym komunistycznym kłamstwem, że w USA panuje nędza, pozwolił powiedzieć Chińczykom prawdę i ta prawda podziałała na nich mobilizująco.
  • „KP Chin stosuje zasadę merytokracji równie konsekwentnie jak Harvard czy McKinsey. Skutki są widoczne. Amerykański sektor prywatny jest bardziej dynamiczny niż chiński z przyczyn historycznych i z racji swojej merytokratyczności.” Sektor prywatny wypada lepiej w Chinach z powodu większej determinacji. W ciągu dekady przeciętna wieku członków KC KPCh spadła z 62 do 55,4 lat. Prawie wszyscy (98%) członkowie KC są po studiach wyższych. W latach 1978-2003 za granica studiowało 580 tys. Chińczyków, z czego 1/3 powróciła do Chin. Każdego roku studiuje w USA ponad 60 tys. młodych Chińczyków. Ci ludzie nigdy już nie będą tacy sami, jak gdyby całe życie mieszkali za Wielkim Murem. W rankingu „Timesa” z 2006 roku, uniwersytet w Pekinie znalazł się wśród 25 najlepszych na świecie, obok uniwersytetów w Tokio i w Singapurze.
  • Skupienie Chin oraz innych państw regionu na postępie gospodarczym i cywilizacyjnym przyniosło pokój, „milczenie armat”. Od ponad 20 lat w Azji Wschodniej panuje pokój. Po stuleciach wojen i konfliktów, musi to budzić najwyższy podziw. Żadnych widoków na wojnę pomiędzy jakimikolwiek dwoma państwami.

Przed Chinami jeszcze długa droga, żeby stały się zamożnym, demokratycznym krajem na wzór Zachodniej Europy czy Stanów Zjednoczonych. Byłoby dobrze, gdyby premier Tusk i jego ministrowie, którzy zbojkotują otwarcie igrzysk, a może i cale igrzyska, pojechali w tym czasie w głąb kraju, lub do nadmorskiego miasta Szenczen. W 1979 r. było to mały, cichy port rybacki, miał 30 tys mieszkańców, w 2005 roku liczył już 11 mln mieszkańców,, w latach 1980-2005 jego gospodarka rosła w tempie 28 proc., jest dziś 4. portem kontenerowym na świecie. „Statystyki te nie oddają jednak skali zmian w ludzkiej mentalności, które towarzyszą tak błyskawicznemu wzrostowi”. Większość Chińczyków nigdy nie marzyła, że będzie bogata. „To, co się wydarzyło w końcu XX wieku, graniczyło więc z cudem. Gospodarstwa domowe przyzwyczajone do kilkuset dolarów rocznego dochodu zaczęły zarabiać kilka tysięcy, kiedy młodzi ludzie przenieśli się z pól do fabryk butów Nike. Po raz pierwszy w dziejach Państwa Środka mieszkańcy otrzymali możliwość uwolnienia się z kieratu pracy na roli. Nareszcie jest jakaś nadzieja na lepsze życie – pisze Kishore Mahbubani.

Oczywiście, Donalda Tuska nikt nie wpuści do obozu pracy ani nie zaprosi na miseczkę ryżu do dysydenta, ale w drodze do Pekinu warto przeczytać choćby tę jedną książkę o Chinach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 102

Dodaj komentarz »
  1. Od dluzszego czasu przygladalem sie „popisom” sily Polski wobec Chin i demonstracyjnym breweriom wyprawianym przez polski rzad i wreszcie przeczytalem pare slow prawdy. Znam Chiny na tyle na ile mozna znac po ponad pietnastu latach pracy i systematycznych dluzszych wyjazdach do nich, glownie Szanghaj, Suzhou, Wenzhou, Ningbo, i wyspa Sanya. Jest to calkiem normalny kraj o przyspieszonym rozwoju i kolosalnym, niewymiernym w skali myslenia Polakow, potencjale. Nie wiem czy polskie protesty i inne wyglupy byly nawet tam zauwazone. Cala operetka z Tybetem i Dalaj Lama jest smieszna, a jesli przez kogos brana powaznie, to zalosna. Miliony mlodych, wyksztalconych ludzi, dobrze ubranych, oblozonych elektronika i innymi gadzetami ze wszech stron, prze ku lepszemu z bezwzglednoscia i uporem godnym szacunku. Na moich oczach trzech braci zyjacych z rodzinami w parterowym raczej szalasie niz domu, bez kanalizcji, w ciagu trzech lat dorobilo sie nowego murowanego, bardzo przyzwoitego domu (kazde pietro dla jednej rodziny), trzech samochodow, fabryczki wyrobow precyzyjnych dajacej bardzo dobry dochod wszystkim rodzinom i godziwego zycia. Sprobujcie im wyperwadowac, ze w ich kraju nie ma wolnosci slowa, sa egzekucje, wiezienia i powinni sie temu przeciwstawiac. Albo, ze Tybet. Albo, ze Polska ma im za zle….Kazdy widzi sprawy z perspektywy wlasnego zycia, a to zycie poprawia sie bardzo szybko. Moje trzy braciszki nie sa jedynym przykladem. Mam ich setki. Mimo ogromnych czerwono-zoltych napisow ku chwale komunizmu, zadnego komunizmu, zadnego gnebienia ludzi przez policje nie widzialem. Policja jest bezwzgledna wobec przestepcow, lub zaklocajacych porzadek publiczny (moze dlatego polska delegacja nie wie czy jechac), ale policjanta widzi sie na ulicy rzadko. Porzadek za to jest idealny i niewymuszony, tak sie nauczyli i tak zyja. Inwestycje dla Olimpiady byly niewyobrazalne. Kolo lotniska Pudong w Szanghaju zbudowano nowe miasto, z Hatatt’ami, Hiltonami, szerokimi ulicami, nasycone handlem i usluga do maksymum. To jest nie do wiary, jak ten kraj poszedl do przodu w ciagu ostatnich kilkunastu lat. I w tej sytuacji pytac „Czy tam jechac ?” Swieta racja – Tusk do Chin ! Po nauke.

  2. Brawo za odwagę! Dobrze że Pan powiedział to głośno.

  3. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Faktem jest, ze nasz Orzel premierowy (pupil lewicy) blysnol juz intelektem. Mysle, ze w ramach rekapensaty za fopa winnismy zrobic Chinczykom „sympatyczny” prezet – ‘Polska Szkole Ekonomiczna’ przelomu XX – XXI w. Dopiero po przyjeciu prezetu (z otwartymi ramionami) widze pewne szanse. Po krotkim czasie bedziemy mieli wspolne doswiadczenia i forme „platformy obywatelskej” do wymiany zdan. Miejmy nadzieje, ze minister R. Sikorski nie bedzie protestowal jak w sprawie polskego obywatelstwa dla Mehmet’a Ali Agca (?)

    Post Christum.
    Zwei gewonnene Kriege haben wir verloren – hoffentlich gewinnen wir den dritten nicht auch noch!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Danielu kochany,
    dziwi mnie Pański nadwieczorny pesymizm, dziwi mnie dojmujące wrażenie, że „Donalda Tuska nikt nie wpuści do obozu pracy ani nie zparosi na miseczkę ryżu do dysydenta”. Czyżby zapomniał Pan – nie wierzę – że miłość jest w stanie przez drzwi zamknięte przenikać i góry przenosić. Czy nie pięknym byłby obrazem Donald prowadzący lud na barykady ?

  6. Tusk do Chin – jak najbardziej. A przed wyjazdem odrobina edukacji poprzez Internet, aby uniknąć na miejscu szoku. Premier jest bystry, wystarczy, że zobaczy kilka niedawnych zdjęć z Szanghaju, czy Pekinu, o Hongkongu nawet nie wspominając, obejrzy strony internetowe targów w Kantonie i w dziesiątkach innych miejsc, trafi na portal B2B alibaba.com, a zrozumie, że jego wizja Chin jest wizją historyczną, nijak mającą się do czasów współczesnych.

    Lubię chłopa, ale jego poza na człowieka starej daty, który od Internetu stroni, niczym pewien kołtun-inwigilator, snujący się nocą po bibliotekach, trochę mnie irytuje i nie dlatego, że prezentuje konserwatyzm w złym stylu, a dlatego, że Internet, szczególnie w Polsce, pozbawionej niezależnych mediów, jest niemal jedynym źródłem prawdziwych informacji, a te premiera rządu powinny interesować, aby żył w świecie realnym, a nie wykreowanym przez różnych podpowiadaczy, którzy inspirację prawdopodobnie czerpią z instrukcji przekazywanych im wraz z wynagrodzeniem, niekoniecznie w PLN.

    Dzisiejszych Chin nie można oceniać przez pryzmat historii. Jeśliby przyjąć taką zasadę, to po obejrzeniu filmu Martina Scorsese Gangi Nowego Jorku już nikt nigdy nie powinien pomyśleć o Ameryce, jak o kraju, w którym możliwa jest demokracja i gdzie rządzi choćby jeden uczciwy polityk. A przecież tam są uczciwi politycy, np. przyszły prezydent, Barack Obama.

    Panie premierze, do Chin trzeba jechać, choćby po naukę, ale przede wszystkim dlatego, że igrzyska olimpijskie od czasów starożytnej Grecji są międzynarodowym świętem pokoju, na czas ich trwania niegdyś przerywano wojny. Czy pan wie, ile istnień ludzkich przeżyłoby w Iraku, ile osób nie utraciłoby dachu nad głową, ile nie zostałoby wygnanych z domów, gdyby tą starą zasadę zastosowano podczas olimpiady w Pekinie?

  7. Szanowny Panie Redaktorze!

    Przekonał mnie prawie Pański pragmatyczny wywód o szybkim rozwoju Chin i konieczności docenienia wysiłku 1/4 ludności Planety.
    Jest jednak drugas strona medalu o której Pan nie wspomina. Poza pragmatyzmem są ideały (demokracji, wolności) które raz złamane prowadzą do katastrofy w przypadku Chin katastrofy globalnej. Jeżeli teraz pozwoli sie mocarstwu na wybiórcze traktowanie prawa w stosunku do własnych obywateli to za kilka lat będziemy mieli wybiórczo traktowane prawo międzynarodowe
    Aby poprzeć moją teze proszę przypomnięć sobie igrzyska olimpijskie w 1936 r. ówczesne Niemcy też przeżywały fenomenalny rozwój za cenę drobnych ograniczen wolności obywatelskich, władze zostały wybrane w sposób demokratyczny, popierał je naród a oponęci Hitlera w Europie byli uznawani za niepoprawnych idealistów. I aby nie „umierać za” Tajwan, Koreę czy Syberię należy teraz poważnie wyarytkułować swoje zastrzeżenia do porządku w Chinach.

    Z poważaniem

    M. N.

  8. Szanowny Panie Danielu!
    Ciekawy i pouczajacy wyklad, ktory istotnie moze i szokowac i zadziwiac.Ja chcialbym jednak zwrocic uwage na kilka aspektow tzw. monowladztwa w Chinach, chinskiego wolnego rynku, otwartosci na tzw. zachod i doc specyficzna kokieteryjna gre polityczno-ekonomiczna z Rosja.
    Odnosze wrazenie, ze Chiny w zmodernizowanej strukturze wladzy ( niby zdemokratyzowanej ) z ograniczonym zamordyzmem maja scisle nakreslony krotko i dlugoterminowy plan dla ekspansji gospodarczej dzisiaj w swiecie a w przyszlosci politycznej i militarnej.
    Czytalem pewien raport i wywiad z osoba majaca do czynienia z bezpieczenstwem ekonomicznym i technologicznym w USA, gdzie pokazana zostala analiza za minione 15 lat wzrostu aktywnosci szpiegostwa gospodarczego w tym i mysli technologicznej Chin w USA i kilku innych wiodacych krajach w tym Wielkiej Brytanii i Niemczech.Stwierdzono przypadki kpiowania przez Chiny wielu rozwiazan tyechnologicznych i nawet ich udoskonalania w tym w materii mozliwosci wykorzystania nowych technologii w obszarze militarnym.
    Konkurencyjnosc cenowa w handlu zagranicznym doprowadzila do tego iz praktycznie caly swiat zaczal kupowac chinskie produkty od przyborowo szkolnych i zabawek po tekstylia a nawet niektore artykuly tzw. elektroniki uzytkowej. Miliardy dolarow wprowadzone w obrot zachwialy wewnetrznymi rynkami wielu krajow – producentow analogow znacznie trwalszych lecz i znacznie drozszych. Chiny zaczely oferowac krotkoterminowe i niskooprocentowane kredyty handlowe ( obrotowe) na ktore daly sie m.in. zlapac Stany Zjednoczone. W krotkim okresie czasu Chiny urosly do rangi potentata finansowego z ogromnymi rezerwami finansowymi. Dynamika rzowoju wlasnej motoryzacji plus improt samochodow z Koreii i Japonii wywolalo solidne zachwianie na rynku paliw, co i nie bez znaczenia pozostalo w stosunku do obecnej sytuacji na gieldach przy jednoczesnym sklonie Chin w kierunku improtu pewnej czesci paliw z Rosji po konkurencyjnych cenach.
    Siegnijmy dalej do militaryzacji chinskiej armii.Konwencjonalne uzbrojenie chinskiej armii to mieszanka najnowoczesniejszych systemow rakietowych ziemia powietrze, ziemia – ziemia i ziemia – woda krotkiego zasiegu , zakupiona na bazie ciekawych kredytow finansowych z w Rosji. Lotnictwo jednak to mieszanka francuskiego Mirage, Rosyjskiego Su29 i innych swiatowych producentow w tym i amerykanskich. Jednoczesnie Armia Chin to potega nuklearna, ktlora wlasnymi silami wypracowala srodki przenoszenia,i tzw. taktyczno-operacyjne srodki razenia nuklearnego sredniej mocy. Chiny ostroznie wystepuja w roli strony sprzedajacej bron a chetnie zakupuja i kopiuja w pozniejszym niby wlasna.
    Towarzyszy temu jednak szereg ustaw i przepisow prawnych, ktore surowo nakazuja tych, ktorzy – w szeroko rozumianym sensie – naruszaja dobro Chin . Tu mamy do czynienia z zelaznymi okowami naruszajacymi prawa czlowieka.Tu tkwi zrodlo ogromnej ilosci wyrokow smierci za przestepstwa, ktore w innych cywilizowanych panstwach mialyby wymiar najwyzej moze 10 lat pozbawienia wolnosci. Ograniczenie swobod w podrozowaniu ludnosci cywilnej dotyczy tych, ktorzy moga naruszyc szczelnosc nwewnetrznych tajemnic.
    W dluzszym okresie czasu Chiny jednak maja inny bardziej startegiczny plan. Dla Chin ich terytorium jest dalece niedostateczne i maja gleboko w pamieci to co utracili na przestrzeni minionych 150-200 lat. O tym dosc pilnie uczy sie dzieci w szkolach. Pokazano mi podreczniki z historii, gdzie wiele czasu dydaktycznego poswieca sie tym okresom i faktom, ktore wplynely na okrojenie terytorialne Chin na polnocy i polnocnym zachodzie tj. dzisiejszych terytoriach Rosji i czesci Mongolii. Chiny nie moga sobie pozwolic na polityczny precedens z Tybetem i nie patrzac na nic i na nikogo za wszelka cene zdlawia wszelkie proby oslabienia politycznego Chin w oczach swiata. Wracajac jednak do nauki historii w szkole, musze stwierdzic, iz nie zauwazylem w tym ducha nienawisci do Rosji. Jest to chyba pewna gra. Chinczycy jednak sa mistrzami w manilpulowaniu nastrojami spoelcznosci chinskiej. Kiedy bedzie potrzebna psychoza natyrosyjska, wtedy umiejetnie te psychoze sie wywola. Na dzien dzisiejszy Chiny niby pokojowy mogacy silny kraj, liczacy sie w wielu pokojowych inicjatywach. W moim odczuciu jest to plaszcz ( peleryna) tego co tak naprawde rosnie jak na powlnych drozdzach. UWazam, ze oblicze swiata to ekonomiczne, polityczne i nawet militarne, bedzie coraz bardziej ulegac chinskiej ekspansji i moze wywolac szereg konfliktow, w tym o sporym zasiegu terytorialnym w Azji.
    To taka moja reminiscencja.
    Jak sie ma do tego Tusk i nasz Prezydent? Nie wiem,! ale zgadzam, sie ze obojgu potrzebna jest podroz do Chin taka wlasnie wglab Chin i to na kilka tygodni, bez ochrony. Tak zobaczyc idotknac przyslowiowo chinska rzeczywistosc. To ogromna lekcja i wielce przydatna szczegolnie nam .
    Przepraszam za obszerna wypowiedz, ale i temat jest ogromny i wielowatkowy. Staralem sie bardzo skrotowo jego potraktowac.

  9. A może tak zamiast do ChRL, gdzie komunizm (tak, jak kiedyś faszyzm w Niemczech) flirtuje z korporacyjnym, sterowanym kapitalizmem, Tusk pojechał na Tajwan dla przykładu… ? Również Chińczycy, również bardzo dynamiczni, a jednocześnie jacy tacy inni… Przynajmniej dla mnie.

    Nie wiem, jak dla Pana…

    Pozdrawiam.

    PS. Co do tego spokoju w Azji poczekajmy jeszcze troche. Monsuny coraz bardziej niszczycielskie, ryż coraz droższy, Chiny stepowieją (klimat, ale również kontrolowana politycznie wycinka lasów, przez co gleba spływa do rzek razem z deszczami monsunowymi), a ludzie głodni zdolni są do bóg wie czego…

  10. Szanowny Gospodarzu, bardzo Pana przepraszam, za to co poniżej napiszę, ale to wszystko już w wielkim skrócie napisałem około miesiąca wsześniej na blogu (o pożal się Boże – ja stare pacholę) Piotra Gadzinowskiego. Zaiteresowanych odsyłam więc do archiwum owego blogu. Nie będę się więc powtarzać, aby mi ktoś nie wypomiał, że mój wpis należy przewijać jak pampersa. Pozdrawiam. Gospodarza i blogowisko.
    PS: a następny już rząd mimo wszystko nam się udał! Nadal macha szbelką czym robi niepotrzebnie smrodliwe wiaterki. No nie potrafi wręcz chłopaki zapanować nad nimi, nie przymierzając jak żeglarze Odyseusza (nie umieli zapanować nad wiatrami!) Chińczycy tylko nozdrzami poruszą, bo są:
    a) za madrzy na to by takie gesty potraktować inaczej,
    b) za kulturalni aby potraktować to jak by należało.
    c) ich kultura lekko licząc jest o około 2.000 (dwa tysiące) lat starsza od naszej i według innych kanonów się kształtowała. Poza tym wytworzyli ją sami znikąd nie importując – my z Rzymu! Jakimżeż możemy być więc autorutetem!?, odnośnikiem? dla nich – Państwa Środka – więć „Pępka Świata”, a w tym pępku żyje do chyba co 4 Ziemianin. Czy z takiej prspektywy w ogóle można zauważyć Polską, czyli aktualnie nie całe 40 milionów w tym wiele (około 15%) „szlaceckich czubów” (no gdyby nie II wojna to byłoby nas prawie 66 milionów (też z mniejszościami) ale tutaj prawie nie czyni różnicy.
    Nistety… oni jednak są górą. Z komunizmu też wychodzą NAJLEPIEJ na świecie. Dowodem: trzy wszędzie znane na świecie dziś słowa to: Made in China (sic!). Co do Tybetu, to sami Tybetańczycy mają bardzo podzielone zdania i chyba większość nie życzyłaby sobie uszczęśliwiania ich na siłę wbrew swej Woli. Dla większości z nich Chiny jednak przynisły im postęp. Co będę się wymądrzać. Sam Dalaj Lama zajmuje w sprawie stanowisko mało adekwatne do obrazu sytuacji impututowanego nam przez nasz własny rząd. Pozdrawiam z satysfakcją (za którą wg zasad savoir vivr’e należałoby mnie głową w zaspę wetknąć) a nie mówiłem! I poparł mnie Autorytet – DP!!. Lech

  11. Panie Danielu,
    ten fragment Pana felietonu powinien ulec korekcie bo jest nielogiczny:
    „…To Deng, po wizycie w Chinach (1979) zerwał z oficjalnym komunistycznym kłamstwem, że w USA panuje nędza…”
    Merytorycznie ma Pan jak zwykle racje. Tylko dlaczego Pana nie czytaja?
    Pozdrowienia i uszanowania

  12. Szanowny Panie Redaktorze,
    Dziekuję za dzisiejszy artykuł. Wpis naocznego swiadka -G. Okona-dodatkowo go wzmacnia.
    Mnie walka narodowo-wyzwoleńcza przestała krecić, gdy tylko poznałam jej zastępczy charakter. Dlatego egzaltowane zabiegi o powrót feudalnej teokracji w Tybecie, od poczatku wydawała mi się czymś kuriozalnym, w zderzeniu z demokratycznymi ideami wyznawanymi przez animatorów protestów.
    Jedno należy do Pańskiego tekstu dodać. Chiny przystępujęc do swoich reform, owocujących dziś tak spektakularnym rozwojem, wybrały krańcowo odmienną niż Polska drogę. Odrzuciły, a raczej zbojkotowały zalecenia narzucanego przez MFW, na przełomie lat 80 i 90-tych, konsensusu waszyngtońskiego. Do dziś pilnują, by o warości ich waluty nie decydowały spekulacje rynkowe. Sami ustalają ten kurs na takim poziomie, by eksport był bezkonkurencyjny, a import nieopłacalny.
    Dostępu do własnego rynku chronią, jak oka w głowie. Władza centralna i rzady prowincji aktywnie kreują politykę gospodarczą, wyznaczjąc jej kierunki i inwestując w infrastrukturę.
    Jedna z zaprezentowanych przez Pana tez Kishore Mahbubani brzmi:
    ” Kiedy Deng wprowadził zasady wolnorynkowe, gospodarka ruszyła z miejsca tak szybko m.in. dlatego, że rewolucja społeczna rozpętana przez Mao zburzyła bariery klasowe zagradzające drogę do sukcesu ekonomicznego.”
    Otóż to. Dzięki utrzymaniu władzy przez partie komunistyczną uratowano i wzmocniono kulturowy impuls modernizacyjny. Postąpiono słusznie. Ludzie i narody zmieniają się nie wtedy, gdy chcą – bo chcą rzadko- tylko wtedy, gdy są do tego zmuszone. Nie inaczej działo się przecież na naszym kontynencie. Każdy prawie etap emancypacji mas okupiony był „krwią , potem i łzami”. Zbyt drogo okupiony, by rezygnować z jego dobrodziejstw.
    A u nas w Polsce odwrotnie. Przez ostatnie 19 lat mentalnie i kulturowo cofnęliśmy się już nawet poza horyzont sanacyjnej Polski. Feudalne klimaty, z premierem w roli elekcyjnego króla, z powszechnym katolickim szkolnictwem w szkołach publicznych, z prywatą, jako jedyną ” Społeczną” wartością i stanowym prawem korporacyjnym zdominowały nasze życie społeczne.
    Tym samym przekreśliliśmy najcenniejszy, bo modernistyczny dorobek PRL-u.
    I żadna dziś reforma finansów publicznych, czy inna liberalizacja, decentralizacja, dekomunizacja itp. i itd. nie jest w stanie uruchomić impulsów rozwojowych, kiedy nasze mózgi i relacje społeczne zaczadzone zostały oparami rodem z XVII w.
    Żadne tam u nas: „liberte, egalite, fraternite”. U nas: artyści do kruchty, chłopi do gnojowicy, panowie szlachta na salony władzy, a reszta pospólstwa niech sie cieszy, że za darmo ma pracę. I gerneralnie: jeden w nas duch, jedna droga przed nami, jedna religia w naszych sercach, jeden patriotyzm a la Sobecka i Jurek. Reszta to warchoły, Mości Panowie.
    I tak zmarnowaliżmy coś niezwykle cennego, coś, za co drogo nasi dziadkowie i ojcowie zapłacili, czyli postep społeczny.
    I teraz gonić mamy świat z głową odwróconą w głęboką przeszłość.
    Tak to nasi przywódcy, z aprobatą większości inteligencji, odreagowującej egalitarne, peerelowskie „zniewolenie” wyznaczyli naszemu narodowi zadanie nie do wykonania. I jak Pan myśli? Kiedy nie uda nam sie pogoń za światem, to kto będzie temu winny? Oczywiscie ten nieudaczny polski lud, Niemcy, Europa i, przede wszystkim, Rosja. Może, gdy przesiąkniemy globalizacją, to do tej listy dopiszemy jeszcze Chiny. Może.., ale tylko w optymistycznym wariancie.

  13. Zgadzam się z Pańską intencja, ze Chiny są silnym faktorem gospodarczym i politycznym a arogancja jest złym doradca. Subtelność w decyzjach jest wskazana.

    Do paru sformułowań mam jednak zastrzeżenia:
    „…byłego ambasadora w USA, człowieka, który widział jak wygląda prawdziwa demokracja…”. No chyba Pan trochę przesądził. Ja proponuje w tym miejscu: „demokracja w wydaniu USA”.

    „Przed Chinami jeszcze długa droga, żeby stały się zamożnym, demokratycznym krajem na wzór Zachodniej Europy czy Stanów Zjednoczonych.”
    Skąd ta pewność, ze oni chcą być „krajem na wzór”? Jestem raczej zdania, ze będą po prostu „systemem chińskim” w sensie politycznym nieporównywalnym z amerykańskim czy europejskim. W sektorze ekonomicznym powstają z konieczności porównywalne systemy prawne. Z demokracja czy liberalizacja w pojęciu obywatelskim nie ma to nic wspólnego.

    Z ta „osią dobra” (dodam Washington), Warszawa, Tbilisi, Lhasa to Pan ma świętą racje. Stawiają na fałszywych sprzymierzeńców. Doigrają się. Przyszłość leży nad morzem żółtym a nie nad Hudson River.

    Z poważaniem

  14. Jak komuś się zdaje, że polityk jest w stanie podczas wizyty zobaczyć prawdziwy obraz totalitarnego kraju, to powinien leczyc się na nogi.

  15. Chiny i Rosja wyciagnely wnioski z hipokryzji Stanow Zjednoczonych;
    mowiac o wolnosci,jednoczesnie gnebia slabszych.
    Chiny maja Tybet,Stany maja Puerto Rico i Hawaje.

  16. Brawo Gospodarzu!

    Książka ledwo trzy miesiące w księgarni (w Nowym Jorku), a już mamy relację z jej lektury. Takie tempo tylko w En passant. Sikorski może się zapozna, Rosati pewnie już czytał. Zaś Tusk, na którego powszechnie się utyskuje (red. Paradowskia go broni), zbytnio jest uwikłany w krajową politykę, aby udać się w podróż poznawczą aż do Chin.

    Zachód teraz się głowi co zrobić z dynamicznie rozwijającymi się Azjatami, którym wyeksportował model wolnorynkowej gospodarki oparty na przedsiębiorczości. A oni sprawdzili, że model działa w ich specyficznych warunkach, odkuwają się teraz za lata biedy i zostawania w tyle. Jeszcze chcą znieść wszelkie pozostałości zachodniej dominacji i zająć należne im miejsce w globalny układzie. Stąd podtytuł książki: The Irresistible Shift of Global Power to the East – Nieodwracalne przesuwanie się globalnych wpływów na wschód.

    Bez wątpienia pozytywne jest “milczenie armat”. Chińczycy nie wysyłają już do Moskwy kolejnych poważnych ostrzeżeń, nie napadają na Indię i Wietnam, nie zagrażają Japonii, ani Korei Płd., nie zbroją z premedytacją Pakistanu. Widać przeszli na wyższy szczebel globalnego konkurowania. Największym bodaj dobrodziejstwem globalizacji jest to, że kraje będące dotychczas we wzajemnym ostrym konflikcie o kilka wysp lub ideologicznych wersetów, zaczynają handlować ze sobą na pokaźną skalę, wymieniają studentów i przenikają się siecią powiązań biznesowych, a to w efekcie wyklucza wszelki konflikt zbrojny. Obie strony mają w nim zbyt wiele do stracenia.

    Gospodarzu, dzięki!

  17. No to wrzucił Pan bombę. I co najciekawsze, trudno się z Panem nie zgodzić.
    Chiny nigdy nie będą demokracją stylu zachodniego, tak zresztą jak Rosja.

  18. Panie Danielu !
    Serdeczne dzięki za analizę i przedstawione opinie o Chinach ,ważny głos ,ważnego Komentatora .
    Polecałbym do przeczytania tekst pana Daniela koledze redakcyjnemu, panu Adamowi Szostkiewiczowi. Kilka tygodni temu , w programie „Skaner ” wTVN24 z red.Łetowskim ,w zasadzie apelowali o drogę a”la Solidarność z 1980/81 dla Tybetu – oponowałem w swoim wpisie wobec takiej oceny bliskiej egzaltacji politycznej i pan Adam był uprzejmy ocenić mój wpis za niedorzeczny .Odpisałem, że pozostaję przy swoim niedorzecznym . Jeszcze zdanie prywaty – moja córka za kilka tygodni z grupą studentów Ekonomi Uniwersytetu Du Paul z Chicago będzie na wyjężdzie w Chinach na 2 tygodniowym pobycie .To jest zwyczajna norma byc w Chinach ,tak mówią moi bliscy z USA .
    Przeczytałem jedyny publikowany o tej porze wpis G.OKONA ,uzupełniłeś znakomicie.
    Byłbym rad wpisów blogowiczów którzy w ostatnich latach poznali bliżej Chiny lub po prostu byli tam turystycznie .

  19. Tusk do Kłaja

    Ja zdecydowanie sprzeciwiam się wysyłaniu dokądkolwiek naszego Pana Premiera i Pana Prezydenta,bowiem nie tylko,że banialuki opowiadają to i wstyd przynoszą naszej solidarnościowej Ojczyźnie.Jeżdżą po świecie żadnych merytorycznych kwestii nie załatwiając a i opowiadają jeszcze do tego obcym, że Polskę im w pacht oddadzą.Panowie,książęta prałaci,na jakim my świecie żyjemy?Dlaczego Pan Bóg musiał nas pokarać małymi sercem,duchem,umysłem i podłą posturą?

    Naszym prawicowym oficjelom obligatoryjnie należy zafundować mapy Eurazji zawieszone na ścianie czołowej ich gabinetów by mogli się w nie wpatrywać z uporem i konsekwentnie rozpoznawać proporcje dzielące Polskę,Rosję i Chiny.Jak łatwo daje się zauważyć, ich brak elementarnej wiedzy w tym przedmiocie jest porażający,co łatwo można wyjaśnić sobie wiedząc,że swój cenny czas zamiast na naukę musieli poświęcać na latanie po plebaniach i roznoszenie tajnych ulotek oraz spiskowanie przeciw własnej Ojczyźnie.Teraz nie uszanują już nikogo i niczego.A Rosja i Chiny idą kursem zbieżnym i jak im się zechce to Polskę braku prawa i solidarności beretmi zarzucają.O tyle, o ile głupota jednego czy drugiego pryncypała jest do przełknięcia,to próby dramatycznego ogłupiania Polaków są niezrozumiałe,by nie powiedzieć wręcz karygodne.Spacerowanie umundurowanych Polaków po świecie, pobrzekujących szabelkami jest niezgodne z naszą konstytucją państwa prawa i moralną przyzwoitością.Wskutek tej szaleńczej polityki znajdujemy się na krawędzi uznania nas o zbrodnie ludobójstwa.Określoną konwencję w tym przedmiocie podpisaliśmy w Hadze,z wyłączeniem Wuja Sama,który doskonale wiedział co czyni.

    Polski nie stać na prowadzenie agresywnej polityki wobec światowych mocarstw w znaczeniu ekonomicznym, militarnym i moralnym.Liczenie zaś na parasol ochronny USA i amerykańską wdzięczność jest równie naiwne co i nieodpowiedzialne.W tej sytuacji nawoływania przez nawiedzonych prawicowo polskich polityków do kolejnych awantur międzynarodowych,tym razem z Chinami,jest skrajnym przejawem infantylizmu.Nie daliśmy sobie rady z Białorusią,a na Chiny się poważamy,było nie było Członka Rady Bezpieczeństwa ONZ.

    Ukrywanie tej polityki pieniactwa i międzynarodowej samowoli,pod płaszczykiem suwerennych decyzji Polski zasługuje na najwyższe potępienie.Żadne idee i zamierzenia nie upoważniają polską klasę politycznę do konfrontacyjnych działań wobec innych państw,a w szczególności wobec mocarstw bowiem taka polityka nosi znamiona szaleństwa politycznego.Szerzenie nienawiści rasowej oraz nacjonalnej jest w Polsce konstytucyjnie zabronione.W jakich kategoriach wobec tego należy oceniać polską politykę agresji wobec innych państw?I proszę w tej sytuacji nie przypominać mi idei tzw.demokracji,bowiem nie może służyć ona zniewalaniu innych nacji i państw,zmuszania ich do myślenia naszymi kategoriami.Jak my w ogóle mamy odwagę pouczać państwo o wielotysięcznej historii i tradycji.Wobec wielkości Państwa Środka jesteśmy po prostu karłem geopolitycznym,wstyd to powiedzieć ale taka jest realna rzeczywistość.

    Należy zdawać sobie z tego sprawę ,że Chiny i Rosja wcześniej czy później znajdą z USA wspólny język i platformę porozumienia,ponieważ innej alternatywy dla nich nie ma aniżeli współpraca gospodarcza.Konflikt natomiast grozi klęską wszystkim i jest wytworem niespełnionych i chorych umysłów.My zaś natomiast, w tym wszystkim, w końcu wyjdziemy na durniów.

    Szukanie argumentów dla naszej ingerencji w Chinach stanowi naruszanie suwerenności tego państwa.Jest wewnętrzną sprawą Chin ich system polityczny,rozwiązania gospodarcze i tryb przekształceń cywilizacyjnych na bazie określonej mentalności Wschodu,której nie znamy i nie rozumiemy.Zarzucamy Chinom stosowanie kary śmierci znęcanie się nad ludźmi.A dlaczego tych zjawisk nie zauważamy w USA i nie wytykamy ich po przyjacielsku sojusznikowi strategicznemu.Czyżby podwójna miara?A cóż to ma wspólnego z obiektywizmem i rzeczowością.Jest to przejaw zwykłej prostackiej propagandy politycznie zaangażowanej w określonym kierunku.Ani Polska ,ani też Stany Zjednoczone nie są w stanie wziąć na własny garnuszek 1,5 miliardowego narodu.Ten naród sam musi się określić i znaleźć własną drogę rozwoju.Ponadto my nie potrafimy zaspokoić oczekiwań własnego narodu,zatem jakie mamy moralne prawo by pouczać innych.Zwykła arogancja ,tupet i buta na bazie ciemnoty rodem z prawicowego Kłaja.

    Problem Chin polega na tym,że w ich rękach znalazł się bez mała pakiet kontrolny akcji amerykańskiej gospodarki.To one w każdej chwili mogą wezwać Stany Zjednoczone do raportu wypłacalności i położyć je na kolanach jak i całą światową gospodarkę wolnorynkową.W rezultacie USA zaczynają się bronić zarzucając Chinom wędkę z marchewką Igrzysk Olimpijskich.Następnie inicjuje się kociokwik z Dalajlamą i wytacza się starą i zużytą armatę praw człowieka.Cel jest prosty, podporządkowanie Chin własnym koncepcjom rozwojowym.Chiny to potworny rynek zbytu ,na który ostrzą sobie zęby wszyscy możni tego świata.Obawiam się,że te oczekiwania i ingerencje spalą na panewce,ponieważ jest to zbyt duży kraj by móc go sobie podporządkować i uzależnić.

    W tym kontekście łamanie praw człowieka i brak demokracji stanowią zaledwie instrument międzynarodowej, niechlubnej walki politycznej z Chinami.Jest wiele innych państw w tym, w bezpośrednim sąsiedztwie USA,które jakoś dziwnie tych problemów nie zauważają i traktują je nader tolerancyjnie.
    Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

  20. Rowno 70 lat temu w roku Panskiego urodzenia Ferdynand Goetel starał sie dostrzec w faszyzmie (nawiazujac do jego włoskiej idei) szanse dla Polski.
    Nie mozna zaprzeczyc ze z perspektywy intelektualnej F.G Wlochy wtedy byly kuszacym przykladem awansu cywilizacyjnego.
    Innym ale podobnym do F.G. intelektualistom „plonely piece Magnitogorska”.
    Pan smialo nawazuje do tej dawnej juz tradycji.

  21. Romanie51:
    Chiny robią wielkie postępy, ale też nie przesadzajmy. To czwarta potęga nuklearna świata (po USA, Rosji i Francji). Sprzętu wojskowego trochę zakupili za granicą (choćby Su-27), w znacznej mierze dlatego, że ich własna produkcja nowoczesnego uzbrojenia rozwija się powoli. Chiny nie są już państwem z anegdoty, które uderzenia milionów piechurów wspierają pojedynczymi czołgami, ale są państwem, gdzie nasycenie nowoczesną techniką nadal jest dosyć słabe. Są w czołówce regionalnej, obok Korei, Tajwanu i Japonii. Ale obok — nie ponad, mimo ogromnej przewagi demograficznej.

  22. Telegraphic observer,
    Wyciagam lape przez Jeziora, bo zgadzamy sie idealnie choc skrajnie roznimy doswiadczeniem. Z Polski wyjechalem bardzo dawno i po to, by tam nigdy nie wrocic. Elegancki, obyty Canadian zderza sie z, jak ktos woli, nawet – an american chauvinist, bullhead’em z Midwestu. Kudy mie do takiego przeswietlania kraju na codzien i analiz. A jednak – kibicuje temu krajowi zawziecie. Znacznie lepiej niz Chiny znam Rosje, z ktora sie zadawalem przez ponad 30 lat i tu moze moglbym na cos sie przydac. A od dziecka nie lubilem lizakow. Mdlilo mnie. Po tych oswiadczynach, do rzeczy: dobrze i madrze pisze Pan Passent o Chinach i nic tu dodac. Natomiast, w naszym starym temacie wyborow przyszedl czas na podsumowania i wrozenie z fusow. Dzis byl historyczny moment, bo na koniec Pani Hillary zadala sie Panem Barackiem. Zadala sie nieodwracalnie. Oboje na jednym wiecu w Indianapolis, z jednej mownicy, jedno po drugim, kameralnie, przyjaznie i bez kopow. Brykajacego osiolka zastapila ogromna Old Glory, w imie wspolnej wojny przeciwko McCain, w imie dobra kraju. Pani Clintonowa sciera z siebie miano klamczuchy(bohaterskie ladowanie helikopterem pod ostrzalem), a Pan Obama otrzasa sie od smietnika, jaki na niego wysypal byly proboszcz (pastor) Wright. Obmywaja sie skutecznie i oboje klamia jak z nut. Zostalo piec tematow: ubezpieczenia zdrowotne, recesja, paliwa, edukacja, Irak.
    I czterech wrogow: Bush z Cheney’em, koncerny paliwowe, koncerny farmaceutyczne, degeneraci przemyslowi przenoszacy produkcje za granice. Nawet o Meksykanach i Chinczykach im sie zapomnialo. Co prawda obiecuja wychowac Chinczykow na partnerow, zeby nie byli „panami sytuacji”, ale jakos to im wychludlo. A ze klamia ? Klamia, ze poprawia ubezpieczenia, bo trzech przezydentow po kolei sie za to bralo (plus Pani Hilary znany lapsus, jako First Lady) i wiadomo, ze nic sie nie zmieni. Recesji nie jest w stanie wstrzymac prezydent; samo sie musi wyprostowac, lgarstwo. Systemu edukacji nie poprawia, kazdy nowy prezydent o tym mowi, nauczyciele ciagle zarabiaja grosze, a dyrektor mojego banku dalej nie wierzy, ze Polska nie jest na Kamczatce. Wreszcie klamstwo najwieksze, o ktorym wszyscy wiedza, ale jestesmy narodem madrym, powsciagliwym, brudow nie pierzemy publicznie i wszyscy gramy w jednym teamie; lamentuja, ze wojna w Iraku jest strasznym bledem Republikanow, ze Obama od poczatku byl przeciw, a Clinton na poczatku za, a potem przeciw, ze wyjdziemy stamtad w 2009, natychmiast jak Two Oil men wyniosa sie tylnym wyjsciem z Bialego Domu. I dlatego przegraja wybory. Wygra republikanin McCain, ktory bezczelnie twierdzi, ze w Iraku mozemy jeszcze posiedziec i sto lat. Bezczelny, ale ma racje i wszyscy o tym wiemy. Cale klotnie ida o to, jak lepiej, czy – inaczej, ulozyc pieniadze w amerykanskiej kasie, zeby bylo na wszystko. Nie uloza, czego nie ma. Ledwie kilka dni temu inny bezczelniak – Bush publicznie stwierdzil, ze wyjscie z Iraku spowoduje kryzys paliwowy (bo Iran sie zaangazuje) jakiego jeszcze nie bylo. I mial swieta racje. I ma ja McCain, i dlatego wygra wybory. Wszyscy wiemy co jest grane. Stara mentalnosc Middle – Westu: you go where your bread and butter is. A dla nas chlebek z maselkiem to ropa. Bez niej poradzi sobie Papua, ale nie USA. I dlatego wygra McCain, suponuje. I wielkie koncerny. I system, z recesja czy bez, jaki jest. A pobozne zyczenia odnosnie sprawiedliwosci miedzy narodami, milosci blizniego, moralnosci itp mozna sobie zlozyc na krzyz, zrobic dziurke i wyjasniac poborowym, jak sie tego uzywa.

  23. Ma pan swietne pioro, dlatego pana czytam. Zanim jednak pan wysle kogos do Chin, niech pan sam zwiedzi Chini i to nie tylko w zwiazku z Olympiada. To prawda, ze Chiny przezywaja niespotykany rozkwit gospodarczy. Byc moze to kiedys da szanse na demokracje w Chinach.
    Dzis Chinczycy nie wiedza co to demokracja, bo skad maja wiedziec.
    Dzis przecietnych Chinczykow boli, ze Swiat demonstruje przeciw niedemokratycznej wladzy Chin strzelajacych do Nepalczykow chcacych byc soba. Tylko tyle. Dzis przecietni Chinczycy w poczuciu solidarnosci narodowej demonstruja w Paryzu, czy Londynie przywiazanie do, nie tyle do antydemokratycznych rzadow Chin, ile do dumy narodowej. A to bardzo groznie panie Danielu, szczegolnie w kraju gdzie nie ma tradycji demokratycznych.

  24. Na wszelki wypadek: Gdyby kogoś oburzyło zestawienie Daniela Passenta z „faszysta” F.G. to pragnę przypomnieć ze Goetel był tak samo „faszysta” jak Passent „komunista”. W Obu wypadkach to oszczerstwo. Zarówna F.G. jak i Daniel Passent to publicyści którzy starają się udzielać rad (pierwszy 70 lat temu, drugi dziś) na dostępnym im poziomie wiedzy.
    Oboma kierowała/kieruje właściwa im rzetelność intelektualna.

  25. Panie Redaktorze,
    nie mogę sobie wyobrazić, żadną miarą, że premier Tusk mógłby być zaproszony w głąb Chin i swobodnie je sobie zwiedzał.
    G.Okoniu, przeraża mnie ta bezwzględność, o której piszesz. Mnie, tak jak wielu innym osobom, ta sytuacja kojarzy się z 1936 rokiem…
    Ja jestem zadowolona z reakcji premiera…
    baa

  26. „Podróże kształcą”, ale jest jeszcze druga strona medalu, że do podróży trzeba się odpowiednio przygotować. Żyjemy wśród krajów wysoko rozwiniętych, a wybieramy do „rządzenia” takich polityków np.; prezydent czy premier, którzy swoimi wypowiedziami, zabiegami, zachowaniem powodują, że Polacy (wyborcy) gęsto i często muszą się czerwienić ze wstydu. Zatroskani „ojcowie narodu” martwią się o wolność Tybetu, Gruzji czy ze łzami w oczach opowiadają o głodnych dzieciach, a od 1989 roku nie zdolni rozwiązać skupu butelek ze szkła białego czy kolorowego nie zapominając o makulaturze. Podobnie jest z mlekiem dla uczniów gdzie rządowa Agencja Rynku Rolnego po wstąpieniu do UE gwarantuje z dopłatą „szklankę życiodajnego napoju”, ale administracja i samorządy mają to w nosie i może w rezultacie około 15% funduszy jest wykorzystane.
    „G. Okoń” dodaje do felietonu bardzo cenne praktyczne spostrzeżenia. Nie byłem w Chinach, ale nieoficjalne tempo przyrostu wynosi prawie 15-20% i wszystko rośnie „w oczach jak drożdżach”, a wskaźnik HDI przeskakuje w górę o kilka pozycji rocznie. Jak to się robi w Chinach, aby zostać trzecią potęgą gospodarczą świata ???. Nasi „ojcowie” swoimi wypowiedziami zamknęli sobie na dzisiaj otwartą drogę i znów muszą kombinować, żeby wrócić do normalnego poziomu stosunków dyplomatycznych. Np. Chiny mają problem ekologiczny (pustynnienie, nadmierny wyrąb lasów), a polscy leśnicy to fachowcy, wzrost dochodów pracowniczych wymusza duży popyt na żywność i są to min: szanse dla współpracy polsko-chińskiej, ale premier zrobił już odpowiedni wkład czyli smrodliwą atmosferę. Wypowiedzi ważnych polityków powinny być wyważone, ponieważ przynoszą wiele szkody, a w przypadku Chin wycieczka premiera z cyklu „podróże kształcą” oficjalnie nie zostanie zrealizowana na własne życzenie. Ale jest jeszcze szansa: jako fan olimpiady może pojechać do Pekinu incognito, jako „niewidzialna ręka” w akcji na wakacjach.

  27. Panie Redaktorze,
    Jak zwykle znakomicie. Spędziłem ostatnio kilka tygodni w Szanghaju i bliskiej okolicy (promien ok. 400km). Jest to kraj niewątpliwie rozwijający się dynamicznie,ale zarazem kraj smutnych zapracowanych ludzi. Pracuje się również w niedzielę a często zatrudnia się także dzieci. Póki co kraj wielkich kontrastów. Czy mamy mieć o to do nich pretensję , że chcą siłą i ekspansją ekonomiczną pokazać swoje miejsce w swiecie?! Dalaj Lama i Tybet to juz jakby inna bajka. A jakże można się z tym nie zgadzać …ale my jak zwykle pouczamy i na dodatek to bezmyślne wymachiwanie szabelką.Po co to komu?!

  28. Jestem wdzięczny Szanownemu Gospodarzowi, że pisze, co pisze, bo to zgadza się całkowicie z moją wizją świata”nie dzielić w Polsce, w mediach itd ludzi na lewicę, prawicę, wierzących, niewierzących, liberałow, konserwatystów, czarnych, białych, żółtych itp, lecz rozróżniać ludzi mądrych od głupców”. Napisałem już na te tematy tu, na blogach morze słów…Red. Passent daje wyrażnie do zrozumienia, że Chińczycy, władze chińskie, to mądrzy ludzie, a Polacy z naszymi fobiami, klerykalizmem, kołtuństwem i tromtadractwem jesteśmy właściwie głupcami…Pełna zgoda;(chyba zgodzi się ze mną Magrud).
    Jest i drugi wątek(z dyskusji na blogu): otóż możni tego świata mówią, że ten, kto lubi kolor niebieski, jest postępowy. Na tej zasadzie Zachód uzurpuje sobie prawo uczyć i pouczać wszystkich w okół, co to są prawa jednostki itd, a Polacy- tak trochę na zasadzie doklejonej kupy do okrętu, mówiąć: „no, to płyniemy razem”, też pouczają wszystkich w okół. Chiny zasługują na całkowity podziw; znam się trochę na ekonomii i zarządzaniu; to, co robi się w Chinach,to jest pociąg ekspresowy na tle pojazdu konnego Europy. Oznacza to, że Chińczycy, to mądry naród.
    Trzeci wątek: poglądy polonusów zza „Wielkiej wody” na sprawy Chin; poglądy przejęte od USA:”wszystko, co jest groźne dla Ameryki, jest obiektywnie złe i niemoralne i obiektywnie szkodzi ludzkości”. Jest to -może nieuświadomiony- pogląd Romana i innych(Okon, to pozytywny wyjątek).
    Dlaczego ja to piszę? otóż mierzi mnie to ciągłe pouczanie i etykietowanie „innych”, a polskie media, szczególnie prawicowe, w tym brylują(na to nakłada się kołtuństwo polskiego KK;to,co wczoraj wygłaszali Glemp i bp kielecki jest dowodem absolutnej prowincjonalności i spleśniałej zaściankowości).
    Wystarczy poczytać „Podróże Guliwera”; tam jest wyjaśnione, że na świecie są różni i że jest to NORMA.
    Cieszę się, że red. Passent myśli podobnie.
    Pozdrawiam wszystkich

  29. Czytam i jest mi smutno, ta akceptacja „chińskiej drogi do demkracji” jest dla mnie nie do przyjęcia, , ja proponuję panu Danielowi aby pojechał w głąb Chin i zwiedził więzienia (zapoznał ze stosowanymi tam torturami) oraz niewolnicze obozy pracy.

  30. Gratuluję Gospodarzowi i Blogowiczom !. Od wielu miesięcy nie było na tym blogu tak ciekawej i kompetentnej dyskusji. Oczywiście zgadzam się z tezami DP, a chciałbym dodać, że podobne informacje na temat gospodarki i sytuacji społecznej Chin mam od moich przyjaciół, wybitnych szwedzkich ekonomistów, zajmujących się od wielu lat tym krajem. Nie tylko doskonale znają cały region Azji PD wsch, ale także wiele lat wykładali na tamtejszych uniwersytetach, prowadzili badania terenowe, także na chińskiej wsi i wychowali wielu chińskich doktorantów.

    Chichotka 10.15
    Analogiami należy posługiwac sie w sposób entelygentny. Goetel i inni polscy miłośnicy faszyzmu z ONR, chcieli pełnego wprowadzenia recept faszyzmu w Polsce. Czy sugerujesz, że Passent dąży do wprowadzenia w Polsce konfucjanizmu, czy czerwonych książeczek Mao ?

  31. Mam zasadniczy dylemat moralny czytając wypowiedź G.Okona. Jego wypowiedź co do reakcji Polski na sytuację w Tybecie budzi mój sprzeciw. Niezależnie od tego, jak stara i obca nam jest to kultura, ile milionów ludzi „obwiesza się elektroniką” – napad pozostaje napadem, tortury torturami, agresja agresją. Bo ich błyskotliwe kariery gospodarcze, wzrost PKB oraz wolność gospodarcza… no i co z tego? Kontynuując Pana tok myślowy, trzeba byłoby swoje sumienie „temperować” w zależności od grubości portfela oponenta? A sprzeciw dawkować w zależności od tego, czy go ktoś zauważy?
    Nie chodzi mi tu o pragmatyzm polityczny. Jasne jest, że Polska może z równym skutkiem pokiwać palcem w bucie. Ale czy stąd MUSI wypływać wniosek, aby nic nie robić? Pisałam już z tej okazji, że najwięcej sensu miałaby konkretna pomoc Tybetańczykom na uchodźstwie – stypendia, programy pomocowe.

  32. Na marginesie tematu chińskiego chciałbym dorzucić pewną konstatację, a mianowicie – funkcjonowanie społeczeństwa tego olbrzymiego kraju było właściwie do wczoraj i na dzisiaj jest w olbrzymiej mierze oparte na tradycjach feudalnych – najważniejsze jest nie prawo lecz posłuch wobec władzy. To się oczywiście zmienia.
    Chiny jescze są bardzo odległe od państwa prawa w naszym europejskim pojęciu. Napędem zmian, które tam zachodzą, jest kapitalistyczny system gospodarowania, czyli chciwość, a gwarantem zmian jest państwo o komunistycznym zrębie. To jest niezwykle ostra sprzeczność, która moim zdaniem musi rodzić konflikty. Jak dotychczas komunistyczna administracja daje radę.
    Rozwój gospodarczy Chin objął wg szacunków fachowców nie więcej niż 20 % populacji. Reszta, jest tak odległa od dobrodziejstw nowej gospodarki, jak my od Antarktydy. Co będzie, gdy ta reszta się zniecierpliwi i zacznie domagać udziałów w zyskach? Przejeżdżanie czołgami po ludziach jest niezwykle skuteczne, ale nie jest możliwe powielanie tej metody zawsze i wszędzie, nawet w państwie, w którym przemoc stosowana w celu utrzymania porządku ma absolutny priorytet i długoletnie tradycje.
    Chiny się modernizują w przyspieszonym tempie dzięki dwóm czynnikom – władzy, która, co by nie mówić, ma wizję i konsekwentnie ją realizuje oraz dyscyplinie i pracowitości swoich obywateli.
    Już dziś Chiny zostawiły daleko w tyle Rosję pod względem globalnego dochodu narodowego i są mocarstwem regionalnym. Jest pytanie – czy nie zechcą być mocarstwem światowym? Pod pewnymi względami już nim są. Nie będzie to łatwe, ale już dzisiaj widać, jakim potężnym kapitałem dysponują przywódcy Państwa Środka na drodze do tego celu – demograficzna potęga, pracowitość i dyscyplina (nie ważne w jakiej części wymuszona, a w jakiej dobrowolna) jego obywateli.

    Pzdr, TJ

  33. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Pak – 5.05., godz. 9:51

    Nigdy nie slyszalem w rozmowie z Azjatami niedorzecznosci: „Zbudujemy druga Japonie/Irlandje”.
    Na takie kozackie pomysly Azjaci nie wpadaja – to domena bardziej umyslowo rozwinietych politykow.
    Pomalu Krakow budowano, wiedza o tym Chinczycy. Sposob w jaki „budowe krakowa” rozpoczeli jest imponujacy, nie majac wcale lepszej pozycji startowej, wrecz odwrotnie. Oni po prostu lapy fachowcow typu Balcerowicz trzymaja zdala od sakiewki. Wynoszony pod niebiosa „Messie Deficyt” (tak go nazywaja) jest w ich oczach postacia zenujaca. Co do Chinskiego przemyslu zbrojeniowego (lotnictwa) tu bym sie zabardzo nie wychylal. Kooperacja i produkcja leci na najwyzszym poziomie jaki byl do uzyskania – w ramach geopolitycznych mozliwosci. Inaczej mowiac, na glowe nie upadli, jak to bywa w rodzimych przypadkach. Robia interesy bez koniecznosc przepisywania w poplochu efektow inteligiencji na zone…

    Czytelne i wymowne w azjatyckiej kulturze – prawda? Nasi eksperci nadaja sie do wszystkiego tylko nie do rozwoju – Erziehung ist das einzige, was die Kerle nicht genossen haben – to jest to…

  34. A ja sie boje.

    Chiny to miejsce gdzie religia panujaca jest panstwo.l

    Wloczac sie od dwudziestu lat po swiecie mialm „przyjemnosc” poznania roznych Chinczykow, glownie studentow i profesorow uniwersyteckich.
    Ci ktorzy pojawili sie na zachodzie pod koniec lat osiemdziesiatych byli otwarci na demokracje, prawa jednostkich i ogolnie na innych. Dzisiejsza mlodziez studencka to cos absolutnie innego niz ci ktorzy protestowali pod ambasadami Chin po 4 czerwca 1989 roku. Sa to dzieci rzadzacej kasty chinskich aparatczykow, juz od kolyski bardzo bogaci , wychowywani w pogardzie dla tych ktorym sie nie udalo, ktorzy sa tylko i wylacznie masa do produkowania sukcesu gospodarczego aparatu komunistycznego. Arogancje tych mlodych mozna tylko probowac porownywac do nowobogackich z Rosji.
    A dlaczego jest to straszne? Bo za 15 lat kiedy ci mlodzi ludzie przejma
    wladze w Chinach beda musieli cos zrobic z nadwyka 40 milionow mezczyzn (juz dzis tysiace kobiet rocznie jest porywanych w Chinach by
    zapewnic sobie zone bo na „rynku” jest niedostatek kobiet.
    Po rewolucji agralnej w sredniowiecznej Europie nadwyzke synow rycerskich wysylano na wymyslone w tym celu wyprawy krzyzowe. Gdzie sie wysle te 40 milionow?
    I moglabym sie uspakajac ze to tylko mojo obsesja, strach bialego czlowieka, niestety podobnie jak ja boja sie ci Chinczycy ze starszej juz emigracji dobrze znajacy i Chiny i mlodych Chinczykow. Tyle ze mowia o tym tylko w bardzo prywatnych rozmowach, bo Chinczyk sie boji drudiego Chinczyka.

  35. To jest jakas paranoja z tymi Chinami…

    … ale dobrze obrazuje merytoryczne przygotowanie do tematu zarowno polskich politykow, jak i polskich mediow.

    Przeciez to kompletnie nie jest istotne czy Donek pojedzie na impreze otwarcia igrzysk czy nie. Znacznie wazniejsze jest jest pytanie czy polski rzad ma jakas(jakakolwiek) strategie polityczna na najblizsze lata w stosunkach ze wschodzacymi potegami na swiecie(Chiny-Indie-Brazylia) i to o to powinni pytac dziennikarze i o tym powinni myslec politycy a nie robic gesty Kozakiewicza, skakac przez plotki w stylu Lecha, czy pokazywac cycki jak Rejtan…

    Niestety dzisiejsza tablopolityka i tablodziennikarstwo skupiaja sie na rzeczach drugorzednych i to zarowno w kwestii polityki zewnetrznej jak i wewnetrznej. Nikt nie pyta(powaznie) o reformy w sluzbie zdrowia, szkolnictwie, gospodarce i nikt(powaznie) takich rozwiazan ani projektow nie przygowuje. Ciagle tylko mamy jakies igrzyska(a to kamasze dla lekarzy, a to likwidacja przywilejow dla nauczycieli, a to jeden posel drugiego posla nazwie idiota i juz media maja frajde)

    W Polsce nie toczy sie powazna debata na absolutnie zaden (zaden!) temat i to jest przerazajace.

    Czy Donek”smukla lydka” powinien pojechac do Chin? A po co? Zatrudnia w swoim gabinecie jaiegos specjaliste w dziedzinie dalekiego wschodu? Czy ma jakiekolwiek pojecie o czym bedzie rozmawiac z przywodcami z tamtego regionu? Czy ma swiadomosc jaki jest bilans handlowy miedzy Polska a Chinami i jak go zwiekszyc?

    Jezeli Donek ma tam pojechac tylko zeby wlozyc koszulke z napisem”I love Lama” czy „Nie kupuje chinskich butow” to jest to strata czasu, pieniedzy podatnikow i nerwow urzednikow czwartego szczebla z komunistycznej partii Chin, oraz kamerzystow obslugujacych transmisje.

    Ach i jeszcze straty dla polskich eksporterow swin, ale kto by tam w Polsce przejmowal sie trzoda chlewna skoro jeszcze raz, jak za 80 roku, mozna wejsc na barykady i krzyczec precz z rezimem…

    Zenua

  36. absolwent
    Tak, sugeruje ze:
    W tonie w jakim Gospodarz pisze o Chinach pobrzmiewa cien zalu do Mieczysława F.Rakowskiego ze zamiast w romantycznym gescie odsylac Sztandar nie stanal on na czele Partii i Narodu i nie wprowadzil centralnie sterowanego programu Budowy Kapitalizmu 😀 .

    Moze jednak sie myle.

  37. Istotnie, ciekawa dyskusja. Po jednej stronie obóz „ekonomia i wzrost gospodarczy, głupcze !”. Po drugiej: ci, dla których obok ekonomii oraz drapaczy chmur z Szanghaju liczy się jeszcze coś wiecej. Innymi słowy: ekonomia dla ludzi czy ludzie dla ekonomii.

    Dziś naturalna rzeczą jest zachwyt nad osiągnięciami Chin, nad ich siłą gospodarczą, która ChRL eksponuje poprzez swoje witryny, takie jak Szanghaj czy Pekin.

    Tylko nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie będą konsekwencje tego rozkwitu gospodarczego – rozkwitu wcale nie opartego na kanonicznych regułach gospodarki rynkowej, tak miłej liberałom ekonomicznym, ale na dziwacznym modelu gospodarczym, dalekim od liberalizmu, a zasilanym z zewnątrz przez kraje jak najbardziej liberalne gospodarczo.

    Z gospodarka sterowana ideologicznie można czynić cuda. Jednak myślę, że do czasu, i ten czas nadchodzi. Pierwsze oznaki już są odczuwalne.

    Nie rozumiem dlaczego Tusk, a ja wraz z nim, mam patrzeć z uwielbieniem na ChRL, kiedy są w tym regionie kraje dużo bliższe modelowi, do którego dąży Polska, kraje również zaawansowane ekonomicznie, jeśli to ma być takie ważne: np. Korea, Japonia, czy wspomniany wyżej Tajwan. Znaczy się rozumiem: dla mnie ekonomia jest tylko jednym z elementów, na których opiera się organizacja społeczeństwa, ale zamiast powtarzać jak mantrę: „ekonomia, głupcze !” wolę podejście bardziej kompleksowe do życia, zwłaszcza, że teorie ekonomiczne są tak samo arbitralne jak chiński model życia sterowanego żelazną ręką przez KPCh.

    Bo w tym regionie możliwy jest inny model niż chiński, i nie należy o tym zapominac.

  38. „Jeżeli George Bush skreślił Chiny z listy państw łamiących prawa obywatelskie, to poza interesem gospodarczym Stanów, musiał mieć jakieś przesłanki.”

    Gratuluje autorytetu panie Danielu (…chyba, ze byl to zart).

    Chiny sa i byly panstwem feldalnym z jego aplikacjami jak np. niewolnictwo.

  39. Dziękuję Okonowi za wrażenia z pierwszej ręki z Chin. Mam nadzieję, że jak córka Waldemara stamtąd wróci, to też nam opisze, co widziała. Zachęcam tych z Państwa, którzy byli w Chinach, żeby podzielili sie swoimi spostrzeżeniami. Pozdrawiam, Pass

  40. Szanowny Gospodarzu !
    Pełna zgoda. Jest w tym wszystkim tylko jeden szkopuł – dlaczego „coś” co zaistniało tylko „tu i teraz”, w określonych warunkach społeczno-ekonomiczno-kulturowo-cywilizacyjnych, na „wyrostku robaczkowym” Azji zwanym Starym Kontynentem, w wyniku reformacji i oświecenia ma być uniwersalną i jedyną do przyjęcia „sztancą” dla innych kultur, cywilizacji czy społeczności zarówno w materii ekonomii, koegzystencji ras, ludów, religii czy mentalności jak i organizacji społecznej, hierarchii, wyznawanych wartości etc. I czy w świetle historycznych „dokonań” naszej cywilizacji łacińsko-atlantyckiej nie może taki patriarchalny i imperialny stosunek do innych cywilizacji czy kultur być przez członków tych wspólnot odbierany jako nowy kolonializm (tym razem kulturowy, cywilizacyjny, „świadomościowy”). Jako próba ujarzmienia i zdeptania ich tradycji, doświadczeń, historii (nie wnikam tu w aksjologiczne meandry i oceny moralne, bo nie miejsce tu na nie).
    Polska „perspektywa” w tej materii jest moim zdaniem wybitnie „żabia”: jak Kali ukraść krowę – to cacy, jak Kalemu – to be. Tak więc i 100 podróży Pana Premiera do Państwa Środka czy „Matuszki Rosiji” nic nie zmieni: jak napisano w Talmudzie – biada ludziom, którzy widzą, a nie wiedzą co widzą.
    Pozdrawiam.
    WODNIK53

    PS: „Pielnia-1” z dn.5.05.2008 h:11.04. Popieram w całej rozciągłości zwłaszcza w przedmiocie skandalicznych wypowiedzi polskich hierarchów Kk w majowe święto (jeśli Cię interesuje moje zdanie nt.temat odsyłam do blogu A.Szostkiewicza i J.Paradowskiej gdzie dokonałem stosownych wpisów).

  41. Panie Danielu!
    Bardzo przepraszam,że tą drogą proszę o pomoc w znalezieniu przepisu na potrawę pod nazwą”Specialite de la maison Daniela Passenta”,którą dawno temu jadłem i była przepyszna (kurczak gotowany w mleku z curry).
    Z góry dziękuję i pozdrawiam.

  42. t.o.
    Irresistible to raczej nie do opanowania a nie nieodwracalny.

    Okon.
    Problem z edukacja amerykanska to zbyt WYSOKIE zarobki uzwiazkowionych (czytaj brak konkurencji i rownanie do miernoty) nauczycieli i brak bodzcow dla mlodziezy. Po wyjezdzie informatyki do Indii, produkcji do Chin, a o lataniu na Ksiezyc tez jakby ucichlo, mlodziez nie bardzo widzi do czego ma niby aspirowac, a uzwiazkowieni nauczyciele odwalaja chalture.

  43. Moglbym tylko dodac, ze warto nauczyc sie odrobiny relatywizmu w polityce. Chiny, tak jak Irak i wiele innych panstw, nigdy nie beda panstwem demokratycznym na modle europejska lub amerykanska. Widac to chocby na przykladzie Tajwanu lub Singapuru, ktore rowniez sa chinskie z natury. Niby demokracja, ale nie do konca. Hipotetycznie demokratyczne Chiny kontynentalne nie zrezygnuja z Tybetu jako kolonii chinskiej, tak jak demokratyczna Serbia nie chce zrezygnowac dobrowolnie z Kosowa ( a mowiono i przekonywano nas w przeszlosci, ze przeszkoda w sprawie mial byc tow. S.M.). No i ta cala dyskusje o stosunkach gospodarczych i politycznych mozna zaczac od tego punktu. Chyba ze, wciaz istnieja w Polsce fantasci budujacy modele polityczne na miazmatach Solidarnosci, czego, ogladajac w tv ministra Sikorskiego i innych polskich ministrow, czasami sie obawiam. Swiat cywilizowany dawno zrozumial, ze trzeba brac Chiny takimi jakie sa, bo kompromizm jest terminem polityki realnej.

  44. Ideowy antykomunista,aktualny prezydent USA nie ma cienia wątpliwości w sprawie współpracy ekonomicznej z ChRL.Wprawdzie niekiedy bąknie coś na temat praw człowieka, jednak na tyle delikatnie by nie obrazić najlepszego partnera handlowego. Jest to najlepszy przykład amerykańskiej demokracji pragmatycznej. Inaczej jest oczywiście w Polsce. Już za czasów tzw. pierwszej komuny władza ludowa specjalnie nie kochała chińskiego brata, byliśmy przytłoczeni „przyjaźnią, pomocą i przykładem” pierwszego kraju zwycięskiego socjalizmu. Mimo pewnych śladów samodzielności (zdalnie sterowanej) po 1956 roku prawie nic się nie zmieniło, mimo że ChRL sprzeciwiała się interwencji ZSRR w zbuntowanej wtedy Polsce. Horyzonty umysłowe genseka Wiesława nie były zbyt szerokie, wówczas zresztą Chiny były biedne, nikt nawet nie liczył obywateli tego mocarstwa zmarłych z głodu.
    Ta tradycja pozostała i chociaż połowa towarów z dolnej półki sprzedawanych w USA nosi dumny napis „made in China”, nasi kierownicy życia ekonomicznego tego nie zauważają. Gdyby nie heroiczne wysiłki firm prywatnych nie byłoby śladu chińskich towarów w polskich sklepach.
    Milczą nasi humaniści w sprawie masowych mordów Kurdów w demokratycznej Turcji, zamieszki w Tybecie też wprawdzie haniebne wywołują zmasowane ataki słusznych polityków i publicystów.
    Tak więc red. Passent ma rację, niech Pan Premier uda się do Chin i na Taiwan PO OLIMPIADZIE, tam zobaczy gospodarkę w różnych wariantach, połączoną wspólnym celem: taniej, więcej i trochę lepiej.
    Po drodze warto wpaść do Południowej Korei i zobaczyć to samo.

  45. G.Okon
    Uważaj na słowa, jesteś na polskim blogu – nie zamieszczaj “oświadczyn” – wyłapią każdy podejrzany dźwięk, są bardzo wyczuleni. 😉

    Passent ze swoimi zainteresowaniami światowymi wraca do swej młodości i pobytu w Azji. W tym wpisie rewelacyjne jest jego pięć punktów: o efektach wprowadzenia gospodarki rynkowej dla poprawy jakości życia; o etyce, która w Azji ale również na Zachodzie ma wymiar funksjonalny, pragmatyczny, czego w katolickiej Polsce zupełnie się nie rozumie;o zniesieniu barier klasowych, czego na tym blogu też się nie rozumie, albowiem w Polsce komunizm (chwała mu za to) zniósł klasę ziemiańską, której dominacja i inne feudalne anachronizmy poważnie osłabiała kapitalistyczny dynamizm przed II wojną; o merytokracji, która w Polsce leży, chociaż buduje się instytucje demokratyczne, ale widać jedno z drugim nie ma związku, przynajmniej nad Wisłą; o pokoju (o czym już pisałem).

    Nota bene, kapitalizm w Polsce budzi opory, wolny rynek, indywidualizm, równość praw – nierówność efektów. Wszędzie na świecie pojawia się ten fenomen, już nie jest to krytyka zmasowana, marksowskiej walki klas, bo kapitalizm jest już inny. Ale opory polskie są powyżej średniej europejskiej, mam takie wrażenie, przynajmniej na tym blogu, oczywiście z wyłączeniem Gospodarza. I nie jest to wina jedynie doświadczenia z komunizmu. Wywodził to kiedyś Ludwik Stomma – bowiem Polska nie doświadczyła nigdy znaczącej warstwy mieszczańskiej, etos mieszczański jest słabiutki w polskiej kulturze, wręcz nieobecny.

    A w temacie kluczowym, zawsze miałem wątpliwości, jak Ameryka przyjmie Obamę. Po części skłaniają się Amerykanie przeciw waszyngtońskiemu establishmentowi, a z drugiej strony boją się. Taka prezydentura widzi im się jak ryzykowny eksperyment. Nie mają pełnego zaufania, czy Obama jest wystarczająco osadzony w patriotyźmie amerykańskim. Tu nie chodzi o uprzedzenia rasowe, czy inne, to jest poważna sprawa. Obamę mogą spokojnie popierać imigranci, znam kilka takich osób, jest też G.Okon jako przykład 🙂 , mogą spokojnie popierać go jajogłowi z kosmopolitycznym zacięciem. Ale amerykańskie jądro się waha. To jest ciekawy test, niezwykłe wybory, fascynujące czasy.

    W odniesieniu do tego co piszesz, partia demokratyczna ma dwa fantastyczne argumenty: błąd wojny w Iraku, oraz błąd polityki gospodarczej przez dopuszczenie do deficytu (rzetelnie i fachowo pisze o tym Alan Greespan) oraz złej kombinacji polityki fiskalnej i monetarnej. Nie idzie o to jak to teraz odwrócić, lecz o podważenie patriotyzmu i fachowości partii republikańskiej, która dopuściła Busha do ich popełnienia. I tu McCain jest w doskonałej pozycji outsidera, może powiedzieć, że on z tym nie miał nic wspólnego, że on zamierza przywrócić partię narodowi. Retoryka wyborcza, ale przecież nie można doprowadzić w kraju do rewolucji. Nie jest przecież aż tak źle. Różnice dochodów i bogactwa są jakoś tolerowane. Zdaje mi się, że w swych wystąpieniach McCain nie wali zbytnio w ten bęben wyrównywania różnic. Ameryka jest jednak krajem twardych ludzi. Dla twardych ludzi?

  46. Panie Danielu, Drodzy Blogowicze
    Bardzo interesujace wpisy…
    Jakkolwiek nastopil tu ledwozauwalny skrot myslowy.
    Wrzucamy do jednego worka niedemokratycznosc Chin (co jest ok) z Chinska okupacja Tybetu i Xinjang (co wedlug mnie ok nie jest).
    Jak wszyscy sie tu swietnie orientuja Chiny juz dawno nie sa dyktatura proletariatu. W Chinach od jakichs 20-30 lat retoryka komunistyczna zostala wyparta przez nacjonalistyczna. Otoz ta wszechobecna propaganda nacjonalistyczna powoduje ze przecietny chinczyk przyjmuje za fakt ze Tybet „nalezy” do Chin. Malo tego ten przecietny Chinczyk bedzie reagowal defensywnie i ze zloscia gdy sie ten fakt zakwestionuje.
    To ze Chiny ida swoja droga ustrojowa to wspaniale. Bedac w Chinach bylem wielokrotnie pytany jak to sie w Polsce dokonywaly zmiany lat 80-tych ( za pierwszym razem zostalem kompletnie zaskoczony tym pytaniem bo raczej myslalem ze oni nie wiedza nawet gdzie Polska lezy). No i wszyscy przyznawali ze w Chinach wszystko musi sie dokonac wolniej, duzo wolniej. Tam nie tylko wladza ale i ludzie nie chca zametu. To co sie stalo w Rosji przeraza ich.
    A wracajac do nacjonalizmu to po politologicznemu w Chinach panuje „soft facism”. Ktos wczesniej napisal o merytokracji, zgoda ale tylko w kwestii doboru kadr i to tylko czesciowo bo „znajomosci” (guanxi) to jest najwazniejsze slowo w jezyku chinskim. Jesli spojrzymy natomiast na propagande, ktora karmiony jest narod od kolyski jest to calkiem niesmaczny nacjonalizm (zwany oczywiscie patriotyzmem). Jesli wezmiemy antyniemiecka propagande PRLu i pomnozymy przez 1000 to jeszcze nie przyblizy „uczuc” jakimi Chinczycy daza Japonie. Dla mieszkancow Zachodu pozostaje ciepla pogarda nalezna barbazyncom. Dlatego tez na tyrady zachodnich mediow Chinczycy reaguja ze zloscia.
    Wracajac do Tybetu i argumentu ze Chiny wybawily go od Mnisiego Feudalizmu? Chinczycy maja takie samo prawo mowic Tybetanczykom jak maja zyc jak my Chinczykom.
    Jak bylem w Tybecie w 2000 pierwsza rzecz ktora mi przyszla do glowy to los Indian Polnocno-Amerykanskich.

    Tak dla kontekstu to jestem zwolennikiem Chin (krytycznym jak widac), i milosnikiem kultury, spedzilem tam 2 lata, pracujac m.in. w chinskiej szkole.

    May all living beings be liberated

  47. NTPNo1 – irresistable, rzecz oczywista i masz racje. Ale trudno powiedziec, ktore slowo polskie lepiej oddaje intencje autora. Zastanawialem sie nad tym, ciekawy postawienie sprawy przez Azjatow, nieprawdaz.

  48. Droga rozwoju jaka wybraly Chiny Ludowe byla juz wielokrotnie przerabiana w historii spoleczenstw i z reguly konczyla sie spektakularna klapa. Autorytarny rzad o populistycznym charakterze przeprowadzajacy reformy gospodarcze na skale panstwowa pojawial sie wielokrotnie. Wyzej podano przyklad III Rzeszy Niemieckiej ale podobna droga kroczyly takze Wlochy Mussoliniego, Hiszpania gen. Franko czy Portugalia Salazara. Nie jest to tez droga rozwoju nieznana Rosji. Wspomnijmy tylko cesartstwo Piotra Wielkiego czy wielkie budowy socjalizmu batiuszki Stalina. Nowsze przyklady to Japonia lat 90tych, ktora ponoc miala wykupic caly rynek nieruchomosci w USA za dlugi wywolana negatywnym bilansem platniczym. Wszystkie te wysilki konczyly sie kleska o trudno wyobrazalnych proporcjach dla zainteresowanego „rozwojowca”. Tak tez bedzie z Chinami. Osobiscie daje im jeszcze jakies 4 lata do chwili katastrofy. Tyle bowiem czasu bedzie potrzeba aby dotarly do ich rynkowych realiow oraz azjatyckiej mentalnosci spazmy, byc moze smiertelne, amerykanskiej potegi. USA jest bowiem ich glownym rynkiem zbytu oraz warunkiem gospodarczej koniunktury.
    Inaczej mowiac, przyspieszona i sterowana przebudowa gospodarki kraju i mentalnosci jego obywateli jest z reguly niewypalem. Nawet Nasza Umeczona Ojczyzna doznala tego na wlasnym ciele kiedy to komunistyczna rewolucja po roku 1945 zniszczyla ekonomiczna strukture panstwa i doprowadzila, po sekwencji widowiskowych katastrof do kompletnego upadku calego systemu. Pamietajmy niesmiertelne slowa Wielkiego Marszalka: „G….o chlopu, nie zegarek, bo go bedzie klonica nakrecal”.

  49. Drogie blogowisko! Czas na syntezę tak wielu ocen i pomysłów. Tu Chiny, tam USA, Niemcy, Rosja, a w kraju: prawica bez żadnego programu (zawsze mieli tylko jeden: dokopać lewicy), lewica dzieli się i szuka elektoratu, nie wiadomo czy gospodarka będzie reformowana i jak oraz czy my to wytrzymamy, ciemnota opanowuje coraz więcej dziedzin itp., itd.
    Widzę światło w tym tunelu!
    Trzeba zebrać co zostało światłych komunistów i oddać im władzę.
    Od razu będzie jasne kto i co ma robić. Komuniści wezmą się za gospodarkę, wzorując się na chińskich towarzyszach. Jednocześnie wdrożą hasła sprawiedliwości społecznej i dowartościują ludzi pracy. Lewica będzie mogła naprawić wszystkie błędy jakie popełniała.
    Prawica nareszcie będzie miała cel – obalić komunę, i wreszcie ci, którzy jakoś nie mieli czasu za PRLu, teraz będą mogli się wykazać dzielnością i niezłomnością. Wybudujemy specjalne płoty, przez które w razie czego da się łatwo przeskoczyć.
    Zrobi się opcję Zero. Majątki Kościoła wracają do państwa. To samo z różnymi pałacami odbudowanymi po wojnie, które teraz otrzymują za friko potomkowie właścicieli. Religia wraca do kościołów i wszyscy księża też. Zabrać z Sejmu podstępnie zawieszony krucyfiks (swoją drogą, jakoś nasi prawicowi misjonarze polityczni nie ośmielili się zawiesić go w Brukseli, choć ta pogańska Europa podobno potrzebuje takich symboli). Żołnierze do domu.
    Dla zagranicy będziemy ciekawym partnerem i wiele rządów będzie o nas zabiegać.
    To uczciwa propozycja. I politycy i naród zdobyli wiele doświadczenia i teraz naród będzie mógł wybrać. Jeśli tym razem źle wybierze, sam będzie sobie winien.
    Role będą jasno rozdzielone, każdy będzie wiedział gdzie jego wróg a gdzie przyjaciel.
    Ja stawiam tylko jeden warunek: nie przyjmować do PZPR byłych towarzyszy, którzy opluwali socjalistyczną ojczyznę i tłumaczyli jak podstępnie walczyli z reżymem. No, chyba że zapłacą zaległe składki.
    Czy ktoś z Was zna może jakichś światłych komunistów?

  50. Panie Danielu.
    Dlaczego kraj rozwinięty, cywilizowany i przestrzegający podstawowe prawa człowieka musi być demokratyczny? Ten reżim próbuje się wprowadzić w Iraku, próbowano w wielonarodowościowym Pakistanie, a co z tego wyszło sami dziś widzimy. Te kraje, a także Chiny i wiele innych posiada inną od naszej kulturę oraz inny system wartości i nie można ich na siłę „uszczęśliwiać” demokracją. Istnieją inne, lepsze niż demokracja ustroję, np. monarchia konstytucyjna, które mogą się tam znacznie lepiej sprawdzić.
    Pozdrawiam

  51. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Lizak – 5.05., godz. 9:41 – pisze:

    / – Polski nie stać na prowadzenie agresywnej polityki wobec światowych mocarstw w znaczeniu ekonomicznym, militarnym i moralnym. Liczenie zaś na parasol ochronny USA i amerykańską wdzięczność jest równie naiwne co i nieodpowiedzialne – /

    Co to znaczy, ze nas nie stac? Widziales Blogowiczu ile pieknych odznaczen, tytulow zarobil A. Kwasniwski? Myslisz czlowieku, ze to wszystko jest za frico? Czy Ty wiesz ile musieli sie nalatac, ile klamek jezykiem polerowac aby to zalatwic?

    Wiadomo przeciez kto w Polsce na czele Wojowniczej Szajki stoi.

  52. W „temacie chińskim” i w związku z oświadczeniem Premiera Tuska, że do Pekinu na otwarcie Olimpiady nie pojedzie wyrażając tym poparcie dla dążeń Tybetańczyków.
    A mnie się nasuwa takie przekorne pytanie raczej ze sfery stosunków dyplomatycznych (pisanych małą literą, chociaż…. niekoniecznie).
    A czy rząd chiński w ogóle zapraszał Pana Premiera i innych polskich oficjeli na otwarcie Olimpiady do Pekinu ?
    Bo jeśli nie zapraszał, to ostentacyjne odżegnywanie się od wyjazdu wygląda dość ….. pretensjonalnie, i co tu dużo mówić, – niepoważnie.
    Więc: był/jest Premier Tusk zaproszony, czy nie ?

  53. @ Autor:

    „Skupienie Chin oraz innych państw regionu na postępie gospodarczym i cywilizacyjnym przyniosło pokój, „milczenie armat”.”

    Kłamstwo. Niech sobie Autor sprawdzi gdzie Chiny eksportują broń i „doradców”. Najlepiej zacząć szukanie od Sudanu.

    „Mao rozniecił w chińskich chłopach ogromną dumę i poczucie, że oni też są obywatelami. „Największy pragmatyk w dziejach Azji, Deng Xiaoping, odszedł od komunistycznych dogmatów na rzecz zasady ‘Nieważne, czy kot jest biały czy czarny, byle łapał myszy’.”

    I efektem działań Mao i Denga jest strasznie patriotyczny i dumny ze swojego obywatelstwa chłop pańszczyźniany, który z głodu musiał uciekać do miasta, gdzie teraz jest strasznie patriotycznym i dumnym ze swojego obywatelstwa robotnikiem-niewolnikiem?!

    Co to za bzdury?!

  54. Do „telegraphic observer”:
    Cytuje: „…Chińczycy nie wysyłają już do Moskwy kolejnych poważnych ostrzeżeń, nie napadają na Indię i Wietnam, nie zagrażają Japonii, ani Korei Płd., nie zbroją z premedytacją Pakistanu”.
    Szanowny Panie, przepraszam bardzo, ale jakie źródła były Panu pomocne w tworzeniu tej wypowiedzi? Podejrzewam tu bardzo silny wpływ indoktrynacji USA. Wypowiedzi typu „Chiny napadły na Wietnam, zagrażały Japonii i zbroja Pakistan” są łagodnie mówiąc raczej niedopuszczalne czy wręcz karygodne. Chciałbym się dowiedzieć, jaki „podręcznik historii” pozwala sobie bezkarnie na takie tezy (czytaj „bzdury”). Z zasady staram się być tolerancyjny przy tak beztroskich interpretacjach historii, ale to zakrawa już na bezczelność!
    Przykro mi, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu i to nie po raz pierwszy, ze stara się Pan cos napisać dla samego faktu napisania. Wiem, ze publicystyka to styl niezbyt zobowiązujący, ale nie powinniśmy chyba tego nadużywać i wzajemnie wciskach sobie kitu. To brak respektu dla innych blogowiczow.
    Bardzo mi przykro za te ostre słowa, ale najzwyczajniej mi się przelało i nie wytrzymałem z komentarzem, choć nie mam w tej chwili na to czasu.

    Na koniec, kiedy miał Pan szanse dodać wreszcie cos od siebie wyszły te „dobrodziejstwa” globalizacji… Ręce mi opadły. Pozostawiam to bez komentarza.

    No bad feelings!

    pozdrawiam serdecznie

  55. My w Krakowie od ponad stu lat wiemy, że Chińczycy trzymają się mocno.
    Nie rozumiem, o co tyle hałasu?

  56. Zappatist, dzisiaj ma pan wyraźnie zły dzień, proszę sprawdzić:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_chi%C5%84sko-indyjska

    http://en.wikipedia.org/wiki/Sino-Vietnamese_War

    ponadto, jest chyba panu znana długa seria konfliktów między ZSRR a ChRL o jakieś wysepki na granicznej rzece Amur i tysiące “poważnych ostrzeżeń”, o których krążyły miliony dowcipy. Owszem, Chiny nie były jedynym agresorem, ale odgrywały swoją rolę azjatyckiego supermocarstwa. A próba przejęcia Indonezji oraz represje i etniczne czyszczenie, które potem spotkały mieszkających tam Chińczyków z rąk gen. Suharto. O zbrojeniach Pakistanu przez Chiny czytałem już w starej polityce przed laty, może nawet tekst pióra Passenta (nie pamiętam). Wiele z tych kroków było efektem polityki Nixona, który pojechał z Kissingerem do Pekinu. Rozgrywało się to w trójkącie mocarstw, ze szkodą dla ZSRR. Wietnam był sojusznikiem ZSRR w tej grze, podobnie India. Pan może tego nie pamiętać. Teraz Chiny nie są takie agresywne, na to zwraca uwagę red. Passent: Od ponad 20 lat w Azji Wschodniej panuje pokój. Po stuleciach wojen i konfliktów, musi to budzić najwyższy podziw. Żadnych widoków na wojnę pomiędzy jakimikolwiek dwoma państwami.

    Nie napisałem, że “Chiny zbroją Pakistan” jak pan mi imputuje, lecz że dawno przestały to robić (z zamiarem osłabienia Indii i Rosji) – proszę cytować mnie poprawnie.

    Ja wiem, że indoktrynacją USA można wiele “udowodnić”, ale na ogół wychodzi się na durnia. Pozdrawiam – T.O.

  57. magrud
    Trawilas znowu w czarne,gratuluje!!!
    Gospodarz-jak zwykle ekstraklasa!!!

    pozdrowienia

  58. jak na względnie młodego gościa

    miałem okazję zdobyć osobiste wrażenia w Chinach, a o te pan redaktor się dopytywał. Przebywałem tam służbowo po kilka tygodni i zgadzam się z frakcją „ekonomia głupcze” , bo interesy w Chinach naprawde można ubić i to na dużą skalę. Chińczycy to dla mnie wogóle świetni partnerzy w biznesie.

    Do czasu jednak,

    bo wszystko, co chcieli, to jedynie myśl technologiczna i wogóle know how z każdej branży, i to wiadomo po co (parę blogowiczów już o tym pisało). Wszystko pod motto: Buduj Pan sobie fabryczkę, a za pół roku stoi obok taka sama, tylko że artykuły są „made in china”. Ochrona patentów to dla chińczyków obce słowo i tak ma być. Jak się nie podoba to spadaj dziadu:-) To apropos „ekonomia głupcze”

    Omijam względnie całą otoczkę pobytu

    czyli nienarzucającą się nonstop kontrolę przybyszów z zachodu. Bo to stoisz sam na placu w Pekinie a tu ni z gruszki ni z pietruszki i niby spod ziemi wyrasta młoda studentka, która „in english” serwuje ci sightseeing, bo akurat ma cały dzień czasu dla turysty. Ona opowiada, gdzie jest ok. a gdzie nie, i tak oglądasz durne wyczyny ze smokami etc. ale do swojego domu na obiad nie zaprosiła. Co tu się uczyć, co nie jest w durnych prospektach?

    Ten wspomniany i ceniony pragmatyzm chińczyków

    jest dobijający, bo nieszczery aż do bólu, ale każdemu polecam ten skąd innąd wyjątkowy kraj, ale może Wietnam byłby ładniejszy…

  59. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Bobola
    Masz sporo racji, ale nie racje calkowita. Dzisiejsze Chiny to miszmasz.
    Bardzo wielki wplyw na rozwoj gospodarczy Chin ma Tajwan przez sprytnie uchylone pragmatyczne furtki w Hongkongu. Tajwan gospodarczo urzedzali Japonczycy. To funkcjonuje. Zegarek nakrecany jest (to nie lata gdzie Japonczycy nie wiedzieli gdzie lokowac nadmiar wypracowanych „zotowek”) Mysle, ze za 5/8 lat dopiero beda pierwsze widoczne efakty. Nie zapominajmy o jednym, Chiny eksportuja li tylko +/- 12 – 15% wytworzonego produktu koncowego, reszte wchlania coraz silniejszy Binen-Markt. Oczywiscie, ze sie troche przegrzali, ale to nie byla wina Chin tylko parcia z zewnatrz. To parcie zostalo delikatnie wystudzone. Sa probleny z ekologia, ktora zaczyna dokuczac nie tylko im – zgadza sie. Pracuja nad problemem i to bardzo intensywnie, czego na pierwszy rzut oka nie widac. Az tak bardzo oni sami nie zachlystuja sie soba. Znaja swoja slabosc tak jak znaja swoj potecjal. Im potrzeba 20 – 30 lat aby ustabilizowac mechanizm do tego stopnia aby mogli odetchnac. Napewno beda sie liczy. Postawili na kooperacje a nie na podboj w stylu USA. To zaprocetuje.

  60. Jacobsky, na Boga! Ty sie robisz Jacobinsky.

    My tu nie mowimy ‚ekonomia glupcze’ dla samego mowienia. Ci Chinczycy faktycznie zyli w biedzie, wypalali rude zelaza w dymarkach, bo Mao postanowil przescignac caly swiat w produkcji stali, i nie mieli czasu uprawiac ryzu, nie mowiac o kurach na rosol na nowy rok. A tu cud spada na te miliony nedzarzy, zaczyna im sie nowe zycie, musisz to sobie wyobrazic jakos. A jesli myslisz, ze demokracja w Korei i Japonii ma swietlana przeszlosc, to jestes niedoinformowany. Poza tym w Chinach nie mozna popuscic dyktatorskiej wladzy, bo sie kraj rozpadnie i utona w wojnie domowej. Taka jest ich historia, chyba bardzo sie tego obawiaja, z drugiej strony licza na mocarstwowosc.

    Nie czytasz ze zrozumieniem, juz nie mowiac o wnikaniu w podteksty, tylko uczepiles sie jednej teorii i nic odmiennego nie ma szansy w twojej glowie. Poczytaj. Jeszcze raz. Passent nie mowi, ze Chiny sa idealna demokracja – wiadomo, ze system panujacy w Chinach sympatyczny nie jest … przed Chinami jeszcze dluga droga. Rosja poszla droga poluzowania/glasnosti, nie probujac wolnego rynku tylko jakas niezdecydowana pierestrojke, potem niby wolny rynek – wyszla jak Zablocki na mydle, teraz im sie powodzi, bo rynki surowcowe poszly w gore, ale kudy im tam z ekonomiczna sila do Chin. Ten wpis, a po czesci dyskusja, wcale nie jest tylko o ekonomii. Jest takze o spoleczenstwie, kulturze politycznej, obyczajach, polityce. Tym razem nic nie ma o filmie. Nic o muzyce, czy naukach biologicznych. Sa problemy ekologiczne z Chinami, to fakt. Rozwoj Chin prowadzi do zaburzen swiatowych na rynkach energii i zywnosci, bo kupuja samochody i jedza wolowine z wieprzowina na sklodko-kwasno. Ale cos cie gniecie, przyznaj sie, ze znasz jakas ucisniona Chinke, albo dwie.

  61. Myślę, że pomysł z wysłaniem Tuska do Kraju Środka, mimo iż rzucił go poważny dziennikarz, należy potraktować z najwyższą ostrożnością. Obawiam się skutków ubocznych. Wiem, że Autor chce dobrze, że pragnie oświecić Tuska, wskazać mu drogę poszerzenia horyzontów politycznych. Ale czy pomyślał, co Tusk zrobi wróciwszy z tej krajoznawczej wycieczki? Otóż obawiam się, że opowiedziawszy po łebkach narodowi, co zobaczył, natychmiast się weźmie do budowy drugich Chin? Nie jest to obawa płocha. Wszak już raz po podróży zagranicznej Tusk wziął się do budowania drugiej Irlandii. Poza tym mamy bogate tradycje w budowaniu nad Wisłą kolejnych ojczyzn. Po wojnie PZPR budowała drugą Polskę. Wałęsa rzucił hasło budowy drugiej Japonii. Mazowiecki podwyższył numerację do Trzeciej Rzeczpospolitej, Kaczyńscy ambitnie postawili na Czwartą. Ktoś po drodze proponował drugą Koreę, ktoś inny (nie będę wskazywał palcem kto) drugie Chile. Ostatecznie stanęło na budowie drugiej Irlandii. Z tym że przedsięwzięcie to nikogo już nie bawi, nawet samego pomysłodawcy. Jak na razie nie zanosi się, żeby Tusk wpadł na kuriozalny pomysł, by po prostu dokończyć budowy Polski, stąd moje obawy, że zalecana mu przez Autora kolejna podróż natchnie go myślą przerzucenia się na drugie Chiny. Nie wiem, ale z jakiegoś powodu, na myśl o takiej możliwości zaczynam dostawać zmarszczek poniżej pleców. Powtarzam, Autor chciał dobrze, w to nie wątpię, ale niechże nam wyraźnie powie, po co właściwie Tusk i Prezydent mieliby jechać w głąb Chin. Żeby się nimi zachwycić i przestać popierać Lhasę i Tbilisi? Obawiam się, że to nie wystarczy. Musieliby jeszcze pojechać w głąb Gruzji i Tybetu, żeby się odpowiednio wystraszyć. Wtedy byłaby szansa, że pokochają Moskwę.

  62. WALDEMAR
    Po starej przyjazni, kilka informacji dla Twojej Cory jadacej do Chin:
    Historycznych zabytkow zostalo niewiele. Glownie w Bejining, w okolicach Muru i na poludniu. Dla przecietnego Chinczyka historia, religia, etyka, filozofia nie znacza wiele. Dominujacy jest instynkt samozachowawczy i walka o przetrwanie. Darwin na 100%. Liczy sie tylko jutro i pieniadze. Moralnosc, sumienie i skrupuly zyja tylko w rodzinie, ale nie zawsze. Z zasady dzieci opiekuja sie rodzicami na starosc, ale sa drastyczne wyjatki. Prawo jest przestrzegane tylko tam, gdzie jest dorazna grozba kary. Cala sfera uczuciowa, jak n.p. w Polsce, tam prawie nie istnieje. Okrucienstwo w naszym rozumieniu, w Chinach jest na porzadku dnia. Mlody dzentelmen wiezie sobie zywnosc: koza przywiazana na poprzek do zderzaka skutera z glowa na bruku. Otwarta ciezarowka zaladowana moze setka, moze dwoma swin, ktore rzucono jadna na druga, az do szczytu skrzyni, swinie kwicza przerazliwie i nikt nie zwraca na to uwagi. Pod eleganckim hotelem w Ningbo, menadzer w garniturze i krawacie zagaduje przechodniow: luka, luka, luka ! Otwiera drzwi do mikrobusu, a tam siedzi stloczonych kilkanascie dziewczyn w wieku szkolnym, 12 – 15 lat, do kupienia na godzine, dwie, ile klient sobie zazyczy. Podobno przywoza je za zgoda rodzicow, oplaconych, na zarobek, z innych odleglych regionow, gdzie bieda az piszczy. Obok przechadza sie policjant i nie zwraca uwagi na mikrobus. W pieknych hotelach Szanghaju, od momentu rejestracji, rozni posrednicy oferuja ten sam business. W kazdym jest sauna i masaz, i te przybytki sa baza dla streczycielstwa. Panienki chodza po hotelu tam i spowrotem, nie niepokojone przez personel hotelowy. Calosc nastawiona na przyjezdnych.
    Warto wiedziec, ze w kazdym wiekszym miescie, zwlaszcza na poludniu, jest mnostwo sklepikow tekstylnych, gdzie za grosze uszyja przyzwoite ubranie w ciagu jednego dnia. Rano miara, wieczorem odbior. Warto pamietac o sklepach „For Americans”, tam sa rozmiary europejskie, inaczej piekna jedwabna pizama czy koszula dalaby sie naciagnac na ucho i tyle… River pearls, rzeczne perly, sa po bardzo przystepnych cenach i dobrej jakosci. Rowniez, bardzo tanio mozna kupic wyroby z jade (dejd), zielony polszlachetny kamien. Zdazaja sie piekne plaskorzezby z sandalowego drewna. Ceny smieszne. Targowac trzeba sie wszedzie. W sklepie do 15 % w dol, na bazarze moga opuscic o 70 %. Pojecie napiwku w restauracji nie istnieje. Wrecz boja sie brac. Drobny business wybuchl tam jak bomba. Wszyscy staraja sie cos robic i zarobic. Pracuja po 12 i wiecej godzin na dobe. Uczciwosc na codzien jest gwarantowana zwyczajowo. Uprzejmosc obslugi zaskoczy przyjemnie nawet Twoja Core po latach pobytu w Chicago. Oni nie sa uprzejmi, sa usluzni do przesady. Tym nie mniej ten sielski – anielski obrazek zmienilby sie radykalnie w glebi kraju. Moj cicerone Zhang twierdzil, ze tam nie przezylbym samodzielnie jednego dnia. Podsypalem Ci garsc szczegolow do felietonu wiodacego. Moze sie to komu przyda.

  63. Lex 18.08
    „A czy rząd chiński w ogóle zapraszał Pana Premiera i innych polskich oficjeli na otwarcie Olimpiady do Pekinu ?”

    Ciekawe co mówi w tym względzie protokoł dyplomatyczny, bo Olimpiady, przynajmniej teoretycznie, organizują miasta nie państwa.

  64. Istotą mojego pytania zadanego wcześniej było: czy Premier Tusk był/jest zaproszony na otwarcie Olimpiady w Pekinie. Kto ewentualne zaproszenie wysłał lub miałby wysłać jest sprawą drugorzędną. NIie bądźmy nadto drobiazgowi. Problem jest nie w tym kto zapraszał, tylko, czy zapraszał w ogóle.
    Nawet jeżeli organizatorem jest miasto Pekin to zgodnie z protokołem dyplomatycznym zapraszanie oficjalnych gości reprezentujących państwa i rządy należy do odpowiednich organów władzy państwa zapraszającego.
    Zresztą czy rzeczywiście problem organizacji Olimpiady to sprawa zarządu miasta Pekin a nie rządu Chin ? To w takim razie o co chodzi z tymi protestami. Zarząd miasta Pekin o ile mi wiadomo Tybetu nie pacyfikował, a zatem protesty przeciwko władzom państwowym i politycznym Chin w związku z Tybetem kierowane do władz miejskich Pekinu byłby przysłowiowym strzałem w płot albo, jak kto woli ilustracją polskiego przysłowia: kowal zawinił, a Cygana powiesili.

  65. Do G.OKON ;
    Dzieki < Nika przeczyta .
    Pozdrawiam

  66. Jacobsky:
    Dyskusja jest o tyle też ciekawa, że często (nie twierdzę, że zawsze) odwracają się fronty. Wielu zwykle stawiających na ‚ludzi dla gospodarki’ w Polsce, w Chinach biada nad losem nieszczęsnych pracowników… I odwrotnie — we wzorzec chiński wpatrzyli się często z zachwytem ci, którzy w Polsce krytykują rozwarstwienie dochodów i błędy przemian (związane z nadmiernymi kosztami dla obywateli). Chyba Chiny są częściej problemem ideologicznym, niż prawdziwą obiektem zainteresowania.

    Feliksie Stychowski:
    Zwykle się z Tobą nie zgadzam, ale tym razem ograniczę się do wątku militarno-produkcyjnego. Otóż wiele analiz wskazuje, że militarnie Chiny nie są silniejsze od Japonii, państwa którego wydatki zbrojeniowe bardzo ograniczono po drugiej wojnie światowej. Mówisz o kooperacji, o dobrych wzorcach? Tak, to wszystko prawda — to Chiny, obok Japonii, Tajwanu i Korei mają najnowocześniejsze modele nowego uzbrojenia w Azji Wschodniej. Wszystko to dzięki szpiegostwu przemysłowemu i utajonej współpracy. Ale posiadanie modeli nie przekłada się na nowoczesność całej armii. Produkcja nowoczesnego sprzętu rozwija się powoli. Chiny mają na przykład kilka dobrych konstrukcji lotniczych, ale wielkie problemy z dobrymi silnikami lotniczymi — tu opierają się na imporcie. Mają względnie dobrą elektronikę wojskową (uchodzi za lepszą od rosyjskiej) i niezłe projekty — ale jeszcze parę lat temu musiały zamawiać okręty w Rosji, bo stocznie nie dawały sobie rady z zamówieniami.

    Trzeba też pamiętać, że choć Chiny nie uchodzą obecnie za państwo agresywne, to jednak lubią imponować swoją siłą. Sugerują większe ilości nowego sprzętu niż posiadają, inspirują kontrolowane przecieki dotyczące najnowszych technologii, pojawiające się w mediach fotomontaże udające nowy sprzęt, itp. Nie zawsze są to kłamstwa — czasami, tak jak w przypadku zestrzelenia własnego satelity, jest to pokaz możliwości. Ale pokaz obliczony na zaimponowanie siłą militarną, na nastraszenie potencjalnych przeciwników.

    Nie wiem ile w tym chińskiego nacjonalizmu i dbałości o dumę narodową obywateli, a ile militaryzmu; ale warto pamiętać, że Chiny uprawiają ‚militarną propagandę’ i rozróżniać ich autoreklamę od faktów.

  67. Ad vocem Bo-boli

    Procesy rozwoju państw są ciągłymi procesami rozłożonymi w czasie. Oczywiście ich intensywność i kierunek zależą od wielu uwarunkowań wewnętrznych ale także zewnętrznych. Chiny jako struktura państwowa nie działają w próżni. Gdyby kapitalizm był tak życiodajny i błogosławiony jak się niektórym wydaje, to nigdy komunizm nie zostałby z Niemiec zawleczony do Rosji i Chin. Komunizm stanowił szansę i odtrutkę na nieprawości kapitalizmu, próbę ucieczki od biedy, nieszczęść i niesprawiedliwości oraz pomiatania ludzką godnością. Oblicze kapitalizmu ma swój awers i rewers. Kiedy istniał komunizm kapitalizm prezentował zwodnicze uroki swej witryny reklamowej od strony frontonu budowli. Po upadku komunizmu możemy z autopsji poznać również wątpliwe walory slumsów kapitalizmu.

    Najbiedniejsze państwa miały prawo dokonywania wyboru modeli rozwoju gospodarczego zgodnie ze swoimi doświadczeniami. Nigdzie nie jest powiedziane, że wyjście z feudalizmu musi się obligatoryjnie odbywać poprzez kapitalizm, podobnie jak nigdy nie twierdzono, że z komunizmu nastąpi obowiązkowy nawrót do kapitalizmu, co wydaje się być rozwojową anomalią polegającą na cofaniu historii. Pomijam już fakt, że w Polsce nigdy komunizmu nie było. Jeśli już to wspominało się raczej o konwergencji obu systemów. Jedno jest pewne ,że systemy nie mogą funkcjonować dla siebie lecz muszą być podporządkowane oczekiwaniom społecznym.

    Na obecnym etapie rozwoju Chin Ludowych trudno jest krakać o spektakularnej klapie, ponieważ jak narazie mamy ewidentny i spektakularny sukces. Jeżeli gdziekolwiek mieliśmy do czynienia z ową klapą, to nie z oczywistych przyczyn narastania nierozwiązywalnych sprzeczności,lecz wskutek zewnętrznej agresji Stanów Zjednoczonych, dążących do destabilizacji równowagi politycznej w świecie. W wyniku takiej ekspansjonistycznej działalności USA, przekształcono świat dwubiegunowy w jednobiegunowy. Nie oznacza to wcale, że ten układ polityczny jest lepszym i efektywniejszym. Jak na razie owocuje on jedynie rosnącą dominacją Imperium Dobra oraz upowszechnianiem owoców Zła.

    Przypisywanie autorytaryzmu rządowi Chin w sytuacji kiedy zmuszony on jest sterować procesami rozwoju blisko 1/3 ludności naszej planety jest bardzo odważne.Rozumiem, że wielu znawców przedmiotu chętnie puściłoby na żywioł procesy rozwojowe takiego molocha narażając go na wewnętrzne perturbacje i wstrząsy, co mogłoby owocować nieobliczalnymi skutkami społeczno-politycznymi dla całego świata. A przecież już dzisiaj Bush w nieuprawniony sposób obarcza Indie o wywołanie krachu na rynku produkcji i zaopatrzenia w ryż. Chiny póki co o ryż jeszcze nikogo nie proszą. Dlatego wymagana jest pewnego rodzaju rozwaga przy ocenie zachodzących przemian. Nie ma zmian wyłącznie złych lub wyłącznie dobrych, liczy się efekt uzyskanej wypadkowej,

    Przyrównywanie drogi rozwojowej Chin do historii ludobójczych poczynań państw faszystowskich na arenie międzynarodowej jest nieeleganckim nadużyciem. Jak narazie Chiny wydają się być gwarantem stabilizacji politycznej tego regionu,na przekór USA, co wywołuje ich irytację i niezadowolenie, ponieważ jak powszechnie wiadomo, mają one wszędzie na świecie swój interes strategiczny.

    Ma się także żal niejako, że Chiny nie realizują modelu rosyjskich przemian. Chiny chcą uniknąć błędów popełnionych przez Rosję w trakcie przemian i oddanie swych złóż naturalnych zasobów w obce ręce. Przykład Chodorkowskiego jest tutaj nadto wyrazistym. Poza terytorialnie imperialnym charakterem Chiny i carska Rosja nie miały wiele wspólnego. Mnie wiadomo, że Rosja Piotra Wielkiego znana była jako dążąca do europeizowania swoich rozwiązań,natomiast Chiny zajmowały się raczej reperowaniem Wielkiego Muru. Nie rozumiem również porównań Chin z Rosją Stalina. Nie to miejsce, na ówczesnej mapie politycznej świata, gdzie Stalin wszystkim naonczas dyktował warunki.

    Nie przekonuje mnie również teza głosząca,że:
    „Nowsze przyklady to Japonia lat 90tych, ktora ponoc miala wykupic caly rynek nieruchomosci w USA za dlugi wywolana negatywnym bilansem platniczym. Wszystkie te wysilki konczyly sie kleska o trudno wyobrazalnych proporcjach dla zainteresowanego “rozwojowca”.
    Przede wszystkim nie zauważam w oparciu o podany przykład klęski o niewyobrażalnych skutkach dla Japonii. Natomiast, rzeczywiście, wszyscy jednoznacznie dostrzegają oczywistą klęskę na rynku nieruchomości w USA. Zatem podany przykład zaliczyć należy do tych z arsenału nietrafionych.

    Podobne rokowania Chinom,czyli przewidywania ich upadku gospodarczego w perspektywie najbliższych 4 lat oznacza zgodnie ze znanym czarnowidztwem Pana Boboli dokładnie odwrotne skutki czyli krach rynku nieruchomości w USA.Wypada po prostu współczuć Ameryce takich propagatorów jej wielkości.

    „Inaczej mowiac, przyspieszona i sterowana przebudowa gospodarki kraju i mentalnosci jego obywateli jest z reguly niewypalem”, twierdzi znany naukowiec ze świata liberalizmu w odniesieniu do dynamicznych zmian w Chinach. Stąd domniemywać można prawem przeciwstawienia, że byłby on usatysfakcjonowany gdyby w odniesieniu do Chin znalazła zastosowanie reguła opóźnionej i żywiołowej przebudowy tego kraju. No i na tym właśnie polega liberalna metoda utrącania konkurencji na „wolnym” rynku.

    Kwiecistą reasumpcję przedstawionych poglądów liberała w kontekście Chin stanowi ich odniesienie do polskich uwarunkowań. Otóż punkt pierwszy tego wywodu stanowi stwierdzenie, że Nasza Ojczyzna Umęczoną jest. Boże broń, w żadnym przypadku przez uwłaszczonych się liberałów. Ona, jak się można domyślać, umęczoną została przez wywłaszczonych komuchów. Oni mieli odwagę pozostawić sobie jeszcze duszę i ciało. Te pozostałe wartości stanowią tak poważny powód udręki i umęczenia liberałów. Stąd przypuszczać można, że nie spoczną oni tak długo dopóki nie odbiorą nam wszystkiego.

    Dalej z dużą swadą i pewnością siebie informuje się nas, starych repów i niedouczoną solidarną młodzież,co następuje:
    „komunistyczna rewolucja po roku 1945 zniszczyla ekonomiczna strukture panstwa”.
    Wielkie słowa użyte wobec małych spraw.
    A jakież to mieliśmy struktury ekonomiczne w II RP?
    Nędzę na wsi i biedę oraz bezrobocie w mieście okraszone sławetnymi „sławojkami” a także kasztankę Wielkiego Pana Marszałka.
    Dopełnienia tej naszej sromoty dokonali pierwsi Europejczycy i obecni nasi sojusznicy strategiczni,zawsze pięknie ogoleni,odziani w eleganckie mundury SS nosiciele europejskiej kultury.

    Na koniec swej epistoły sławetny profesor przywołuje,w walce z komunizmem,socjalistycznego i Wielkiego dla niego Marszałka,który ponoć uważał:
    “G….o chlopu, nie zegarek, bo go bedzie klonica nakrecal”.
    Socjalistą zwalczać komunizm to doprawdy iście szatańskie pociągnięcie.
    Faktem jednak bezspornym pozostaje,iż niektórzy usilnie starają sie kłonicą nakręcać historię.

  68. Do „telegraphic observer”:

    WIKIPEDIA!! DLA WSZYSTKICH, KTORZY NIE WIEDZA ALE CHCA WIERZYC.

    z powazaniem

  69. Na zaproszenie pana Passenta, trzy grosze od kogos kto troche „zna”
    Chiny z pierwszej reki.

    Ktos kiedys powiedzial, ze po tygodniu spedzonym w Chinach chcial
    napisac artykul w czasopismie, po miesiacu czul ze moglby napisac
    ksiazke, a po roku nie mial ochoty na napisanie czegokolwiek.

    Chiny sa gigantycznym krajem, zarowno ludnosciowo jak i terytorialnie,
    o prastarej i ogromnie zlozonej kulturze calkiem odmiennej od
    „naszej”. Do tego kraj ten przechodzi obecnie przemiany gospodarcze w
    tempie niespotykanym dotychczas w dziejach ludzkosci. Przez ostatnie
    30 lat, godpodarka podwaja sie tutaj co 7 lat (dla przykladu,
    rewolucja przemyslowa w Wlk. Brytani w XVIII/XIX w. wymagala 70 lat by
    podwoic gospodarke tego kraju). To nie jest tylko statystyka,
    wystarczy wyjrzec za okno w dowolnym miescie chinskim (nie tylko
    Pekinie czy tez Szanghaju) aby sie o tym namacalnie przekonac.

    Praktycznie wszystkie budynki, ktore widac na zdjeciu:

    http://www.eoliveoil.com/olive-oil/shanghai-view.jpg

    powstaly w ostatnich 10 latach.

    W tej sytuacji, obecnie w Chinach mozna latwo zetknac sie z wszystkim
    co najgorsze: skrajna nedza, okrucienstwem w stosunku do ludzi i
    zwierzat, brutalnoscia, bezprawiem, oszustwem, zlodziejstwem,
    znieczulica, niesprawiedliwoscia, wyzyskiem, zanieczyszczeniem
    srodowiska itp. Mozna tez, z drugiej strony spotkac sie co krok z
    ambicja, pracowitoscia, przyjaznia, lojalnoscia, odpowiedzialnoscia,
    altruizmem, poswieceniem, postepem, zyczliwoscia, ogromnymi
    osiagnieciami, wielkimi nadziejami na przyszlosc.

    Percepcja Chin, ktora mozemy sobie wyrobic na bazie relacji w
    Zachodnich srodkach przekazu, jest w ogromnej mierze falszywa. Wynika
    to z kilku powodow.

    Po pierwsze, wiele tematow „istnieje” w mediach na skutek nacisku
    rozmaitych grup interesu oraz geopolitycznych rozgrywek, pod haslem
    „dokopac Chinolom”. Niezaleznie od meritum sprawy, kwestia Tybetu
    odbierana jest przez samych Chinczykow podobnie jak kwestia oddania
    Niemcom (lub Kaszubom) Pomorza Zachodniego odebrana byla by przez
    Polakow. Podobnie ma sie sprawa z „przesladowaniem religijnym”,
    wydarzeniami na placu niebianskiego spokoju oraz „demokratycznymi
    dysydentami”. Sa to tematy wylacznie dla konsumpcji zachodniej. Nie
    dlatego ze Chinczycy nic o tych sprawach nie wiedza, lecz po prostu
    nie maja one dla nich najmniejszego znaczenia, a nie maja znaczenia
    poniewaz sa bez zwiazku z rzeczywistymi problemami z ktorymi ten kraj
    oraz jego obywatele musza walczyc. Selektywne nadmuchiwanie kwestii
    „ludobojstwa kulturalnego” w Tybecie, poprzez protesty
    anty-olimpijskie, mialo jeden pozytywny skutek – wladze chinskie
    zniosly w ostatnich tygodniach (idiotyczne zreszta) blokady stron
    internetowych BBC, Wikipedii oraz innych, by Chinczycy mogli sami sie
    przekonac o „bezstronnosci” zachodnich mediow. Zaoszczedza mi to kilka
    sekund, ktore dotychczas zajmowalo mi obejscie tych blokad.

    Po drugie, wszelkie ogolne opisy tego co dzieje sie w Chinach, staraja
    sie zredukowac to zjawisko do „naszych” kategorii –
    feudalizm/kapitalizm/komunizm, demokracja/totalitaryzm, prawa
    czlowieka/zniewolenie itp. Te kategorie zupelnie nie pasuja do
    sytuacji chinskiej. Sa one uzyteczne dla celow propagandowych, ale
    bezwartosciowe jezeli chcemy zrozumiec ten kraj, oraz jego
    ludnosc. Chiny nigdy nie byly panstwem „feudalnym” w naszym tego slowa
    znaczeniu. Nie byly tez nigdy „komunistyczne”. Przez ponad dwa tysiace
    lat, ziemia nalezala wylacznie do panstwa (tak jak i teraz) – w
    postaci cesarza. Chiny zarzadzane bylo przez rozbudowana,
    scentralizowana biurokracje, wybierana za posrednictwem niebywale
    konkurencyjnych egzaminow panstwowych. Kandydat na stanowisko rzadowe
    musial przygotowywac sie do tych egzaminow przez ponad 20 lat, i tylko
    niewielki procent kandydatow pomyslnie je konczyl. Stanowiska rzadowe
    nie byly dziedziczne. Arystokracja, ziemianie, instytucjonalny kosciol
    nigdy tutaj nie istnialy (w kazdym razie w takiej postaci jak u
    nas). Ten system w swojej istocie istnieje nieprzerwanie do dzis (z
    przerwa na wojny domowe w latach 1911-1949). Bez uwzglednienia
    historii tego panstwa, zwiazanych z nia koncepcji Konfucjanskich,
    Taoistycznych oraz Buddyjskich, oraz ich wplywu na ksztalt obecnej
    swiadomosci Chinczykow, nie sposob niczego zrozumiec.

    Na zakonczenie, kilka ogolnych obserwacji.

    To co najbardziej czlowieka uderza po pewnym czasie obcowania z
    Chinczykami to ich bezgraniczne przywiazanie do wlasnego narodu i
    kultury. Kazdy Chinczyk, niezaleznie od tego czy jest sprzataczem czy
    tez profesorem uniwersytetu jest calkowicie pewien ze wszystko co
    chinskie jest po prostu najlepsze. Do glowy im nawet nie przyjdzie ze
    moze byc inaczej (w tym sensie przypominaja troche Amerykanow, chociaz
    szczerze mowiac maja ku temu wiecej powodow). Nie jest to wynikiem
    indoktrynacji czy tez propagandy, po prostu jest to czescia ich
    tozsamosci. Mozna by to nazwac nacjonalizmem, ale w odroznieniu od
    wielu nacjonalizmow, postawa chinska nie zwiazana jest z pogarda do
    innych kultur czy tez narodowosci. Wrecz przeciwnie, Chinczycy
    wykazuja znacznie wieksze zainteresowanie innymi kulturami niz
    inni. Czesto, nawet niezbyt wyksztalceni Chinczycy zaskakiwali mnie
    tym, ze nie tylko wiedza gdzie Polska sie miesci, ale rowniez slyszeli
    np. o Marii Sklodowskiej czy tez Mikolaju Koperniku.

    Kolejna cecha jest gleboka znajomosc wlasnej historii. Ich koncepcja
    historii jest inna od naszej – cykliczna a nie liniowa. Dlatego w
    dyskusjach na temat bezacych wydarzen, stale powracaja do wydarzen
    sprzed 500, 1000 lat. Skala historyczna jest calkiem inna niz na
    Zachodzie. Dlatego Czou En Lai mogl na pytanie o ocene rewolucji
    francuskiej odpowiedziec ze jest na taka ocene jeszcze za wczesnie.

    „Obalenie Komunizmu” tutaj nigdy nie nastapi. Nie ma w Chinach zadnych
    srodowisk ktore by tego typu zmiany mogly, lub chcialy by
    przeprowadzic. Zreszta cala koncepcja „obalenia komunizmu” w Chinskim
    kontekscie nie ma wiekszego sensu. By to zrozumiec, trzeba siegnac do
    chinskich teorii panstwa. Od tysiacleci wladza panstwowa czerpala swoj
    autorytet z tzw. „mandatu niebios”. Wladca mial prawo rzadzic tak
    dlugo jak dlugo mogl zapewnic swoim poddanym bezpieczenstwo, dobrobyt
    oraz spokoj spoleczny. Niespelnienie ktoregos z tych wymogow bylo
    znakiem ze niebiosa odebraly mu (a raczej jego dynastii) swoj mandat i
    oznaczalo ze ludnosc mogla przemoca wladce obalic, zastepujac go
    innym. Taki sposob myslenia trwa tutaj do dzis. Nikt nie mowi tutaj o
    „komunistach”, tylko o „naszym” rzadzie. Tak dlugo jak rzad chinski
    bedzie konsekwentnie dbal o szerokie interesy wlasnego narodu, tak
    dlugo utrzyma sie przy wladzy. Nie da sie ukryc, ze przez ostatnie 30
    lat udawalo im sie to dosyc dobrze, czego niestety nie mozna
    powiedziec o wielu, rzekomo „demokratycznych” panstwach.

    Chinczycy sa prawie bez wyjatku zyczliwie nastawieni do
    Europejczykow. Doceniaja nasza szeroka kulture, historie oraz liczne
    osiagniecia. Wykazuja duze zainteresowanie w dziedzinach gdzie moga
    sie czegos nowego od nas nauczyc. Polacy sa w szczegolnie dobrej
    pozycji, gdyz w odroznieniu od Anglikow, Niemcow czy tez Francuzow,
    nie uczesniczylismy w awanturach kolonialnych XIX w. Puste gesty, typu
    bojkot olimpiady, moga tylko zaszkodzic, nie dajac zadnych korzysci
    nam ani ludziom w ktorych imieniu je podejmujemy.

  70. „telegraphic observer”:

    człowieku, odpuść trochę! widać, ze wpadłeś w furie. Włącznie z gospodarzem obrażasz tu wszystkich na tym, blogu, którzy nie są twojego zdania. Gdzie te dobre maniery? Masz tupet i do tego jesteś arogancki i bezczelny. Dla ciebie Pan red. Passent jest „Passentem” a inni blogowicze „durniami” i „nie czytają ze zrozumieniem”. Dzisiejszy konflikt z „zappatist” czy „Jakobsky” jest tego najlepszym przykładem. Może twoi znajomi pozwalają ci na takie grubiaństwa, ale tu musisz się zachowywać.
    Ze swoją dyletancką i wikipediową argumentacją wychodzisz w efekcie końcowym na KRECJONISTE i ci głupio. Masz ogromne kompleksy i czujesz się niedowartościowany.

    Zastanawiam jak długo będziesz jeszcze w takiej formie na tym blogu tolerowany.

    do „zapaptist”:
    z tą WIKIPEDIĄ dla WIERZACYCH to dobre. musze sobie zapamiętać

    pozdrawiam

  71. Do wikipedii pasuje tez aphorism Marie von Ebner-Eschenbach (austriacka pisarka z XIXw.) : kto nic nie wie, musi we wszystko wierzyc!.

  72. Do Anglika

    Osobiście bardzo się cieszę, że zdarzają się jeszcze tacy ludzie jak Pan na tej platformie.
    Jest Pan doskonałym przykładem, że nie wszyscy zatracili jeszcze rzeczowej i obiektywnej percepcji otaczającego nas świata.
    Dowodzi to również tego, że na co dzień zdominowała nas ignorancja,niekompetencja i niekiedy zadufany prymitywizm w liberalnej edycji.
    Ale niech żywi nie tracą nadziei.
    Stąd tak bardzo cenne są głosy ludzi,którzy mimo nawałnicy propagandowego omamiania nie zatracili rozsądku i przyzwoitości.
    Znakomity tekst, gratuluję Panu i chciałoby się, by częściej gościł Pan tutaj.
    Z poważaniem.
    Lizak.

  73. Lizak 11.02
    Zaskoczyłeś mnie całkowicie. Nie tylko dlatego, że tekst jest zwiezły ( jak na ciebie)ale w dodatku bardzo rozsądny. Chyba to twoja najlepsza wypowiedz na blogu Polityki w tym roku, a może nawet od kilku lat !

  74. T.O.,

    dzięki za odpowiedź, choć przecież nie adresowałem mego wpisu personalnie do Ciebie. Chyba coś z nożycami, czy jakoś tam…

    Pozwól, że również zrewanżuję Ci się zaproszeniem do uważnego czytania wpisów, w tym bardzo ciekawych, jak np. ten od Don Fuego (2008-05-05 o godz. 16:48). Tylko przeczytaj uważnie, do końca, a nie telegraficznie (to uszczypnięcie w zadek za Jakobińskiego 😉 ), jak mi to sugerujesz.

    Słusznie zauważa PAK, Chiny to problem ideologiczny, co na jedno wychodzi, bo ekonomia to ideologia, a nie nauka, a więc Ty wierzysz w jedno, ja wierzę w co innego, i w ten sposób obydwaj się mylimy.

    Jednak obok ekonomii jest jeszcze coś innego. System wartości obowiązujący z ChRL to nie jest mój system. Daleki jestem od akceptacji modelu społecznego przyjętego przez Chiny komunistyczne i z uporem powtórzę, że w tym regionie świata są modele społeczne dużo bardziej mi przyjazne niż model pekiński. A ze nie doskonałe ? Czy coś jest doskonałe na tym świecie (oprócz teorii niektórych ekonomicznych, oczywiście) ?

    Patrząc na ChRL mam nieodparte wrażenie „deża-wu” (serwer nie akceptuje francuskich znaków, a tych pełno w powyższym określeniu, jeśli chce się je napisać poprawnie). Ja już to kiedyś przerabiałem, T.O.

    Na szczęście na lekcjach historii. Historii o której lubię czytać, bo to jedna z epok, która mnie interesuje.

    I nie chodzi tutaj o rewolucję jakobińską, ale o Niemcy lat 30-tych. Być może to mnie gniecie, a nie Chinka ze sklepu na rogu (a może Wietnamka czy Koreanka – sam już nie wiem, ale nie wnikam).

    Resztę dośpiewaj sobie sam.

    Jednak niech Ci będzie: myślę prymitywnie, nie po nowoczesnemu (cokolwiek to oznacza). Wiesz, ostatnio zginął mi kot, a tu ci Azjaci w sklepiku na rogu… Z pewnością jest jakiś związek.

    Zadowolony ?

    Pozdrawiam.

  75. Lex
    nie chodziło mi o to kto wystawia zaproszenia, tylko czy protokoł wystawianie takowych przewiduje, bo to byłaby odpowiedź z „automatu” na twoje pytanie. Pewnie nie przewiduje i jak mi się wydaje Tusk jako kibic I kategorii po prostu rezygnuje z nabycia wejściówki na imprezę po wieloletniej zadumie nad losem Tybetańczyków. Bo to chyba niemożliwe by tak poważny polityk podejmował decyzje pod wpływem migawki w dzienniku, wzruszony postawą aktorki i jakiegoś kierowcy odmawiających niesienia pochodni w geście solidarności.

  76. DO G.OKON ! Szanowy kolego, uwaznie przeczytalem wszystkie komentarze i musze ( czego praktycznie nigdy nie robie ) powiedziec, ze jestes jedynym, ktory wypowiedzial sie w temacie na temat bez niepotrzebnego euforycznego politycznie zabarwionego sensacjonizmu populistycznego. Rowniez mialem okazje ogladnac Chiny od tzw, podszewki. Bywalem w domach, gdzie zamast posadzki byla prosta gliniana ubita podloga.Szczur byl delikatesem na talerzu, a garsc ryzu nagroda. Dzisiaj nieco te Chiny , ktore ogladalem 20 lat temu nieco sie roznia i widoczny jest postep. trzeba jednak byc tam wewnatrz, by poczuc i zrozumiec chinska specyfike. Ty zrobiles to doskonale.Widze, jednak, ze niektorzy blogowicze maja problemy z j.polskim w kontekscie pojmowania zawartej w danym tekscie okreslonej mysli i logiki.Blogi jednak maj to w sobie, ze pomagaja w swoistym samoksztalceniu i to cieszy.
    Obok Ciebie, warto wczytywac sie w wypwiedzi Telegraphic Observer i Lex, ze juz nie wspomne o przedtsawicielu naszej ( Waszej Diaspory) ktora mimo wszystko czuwa.
    Oddzielnie brawo dla Pana Lizak. Kolejny raz widze ciekawy i rzeczowy punkt widzenia wolny od emocji i subiektywizmu.

  77. Jacobsky,
    Musisz się z tym pogodzić. Jak walniesz, że ekonomia to gnój, to na tym stole, padron, blogu, jakiś fanatyk ekonomii się odezwie. Tym bardziej, że ekonomia rządzi stosunkami ludzkimi, czy to w skali lokalnej, czy globalnej. (Chociaż niektórzy twierdzą, że w skali lokalnej większy wpływ na nasze decyzje ma erotyka).

    Słowem “Jacobin” posłużyłem się w sensie – osoba głosząca poglądy skrajnie rewolucyjne – jak zawsze, zrobiłem to z przesadą, dla większego efektu dźwiękowego. Po prawdzie, dostrzegłem stanowisko Don Fuego, jak również artykuł John Graya w GW, “Idą wojny, idzie głód” http://wyborcza.pl/1,76842,5158500.html (na który zwróciła moją uwagę nieoceniona PT Blogowiczka o wdzięcznym nicku baa – serdeczne podziękowanie). Gray ostrzega przed możliwością światowego kataklizmu, który nadciąga z “winy” wzrostu gospodarczego Chin i wzmożonego zapotrzebowania na surowce. Jak również wypowiedź Anglika (11:51) plasującą się niejako po drugiej stronie sporu, bo wychwalającego “chińszczyznę”. Dochodzę do przekonania, że przyjęcie stanowiska za Chinami bądź przeciw, jest dla mnie zbyt ryzykowne. Żartuję. Jest całkiem bez sensu, bo nie chodzi o wartościowanie tych zjawisk, lecz o zrozumienie ich, oraz wynikających implikacji. Nawet (flegmatyczny) Anglik nie jest bezstronny: Kazdy Chinczyk (…) jest calkowicie pewien ze wszystko co
    chinskie jest po prostu najlepsze. Do glowy im nawet nie przyjdzie ze
    moze byc inaczej (w tym sensie przypominaja troche Amerykanow, chociaz
    szczerze mowiac maja ku temu wiecej powodow)
    . Ta próba zestawienia, która nacja ma więcej powodów do dumy z siebie jest rozweselająca, naiwna, na siłę. Nawet jeśli uzwględnimy, że Chiny są najdłużej nieprzerwanie funkcjonującą cywilizacją w historii ludzkości, a Ameryka, powiedzmy sobie, najkrócej.

    Inna uwaga w stosunku do anty-Amerykanów na tym blogu. Oczywiście ich sentyment jest silny, silnie antyrynkowy, nieco bezrozumny. W tym przypadku z dwóch powodów. (1) To jednak wolny rynek był siłą napędową chińskiego sukcesu gospodarczego, wolny rynek z dominacją etyki indywidualizmu i innych wynalazków europejskiego Oświecenia z Adamem Smithem włącznie. (2) To Chiny mogą stać się bardziej antyrosyjskie. Ale jak na razie ich ekspansja gospodarcza nabija rosyjską kabzę. Ekonomia Jacobsky, ekonomia chłopcze 😉

    Nie podoba mi się Twój jakby antyazjatycki szowinizm. Nie byłem w Chinach i nie wybieram się, opieram się rodzinnym naciskom, aby zwiedzić Japonię, wolę eksplorować europejską domenę kulturową. Niemniej mam wiele uznania dla Azjatów, że tak telegraficznie to sformułuję. Znam ich z Toronto, różni są, bardzo odmienni również w poglądach na sprawy społeczne, ale niewątpliwie interesują się osiągnięciami zachodu. Są jakby drugą Japonią, hehe, adoptują z zachodu co im pasuje, tylko na wiele większą skalę. Kto wie, może na skalę rozsadzającą cały glob. Inna sprawa, że nie jest prawdą (jak twierdzi Anglik) iż nie gardzą innymi nacjami. Np. Japończykami gardzą. W filmie “Lust. Caution” (Passent pisał o tym, pardon, red. Passent to był) jest taka scena …

    Nie zgadam się również z Twoją propozycją dla Chińczyków, aby przejeli któryś z ustrojów ich sąsiadów. Wygląda to na pobożne życzenie – telegraficznie mówiąc. Ale ogólnie jestem zadowolony, że odpowiedziałeś. Dałeś mi okazję do kolejnego zademnstrowana efektów “amerykańskiej indoktrynacji” 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

  78. Nie jestem specjalnie biegły w problematyce protokołu dyplomatycznego. Moje luźne odniesienia do tej problematyki wiążą się z zajęciami z prawa międzynarodowego publicznego, które miałem jakieś…. +/_ 45 lat temu. Sądzę, że o wiele aktualniejszą wiedzą w tej materii, tj. obyczajów i zwyczajów towarzyszących oficjalnym i prywatnym wizytom oraz zapraszaniu przedstawicieli państw obcych – popartą stosowną praktyką dysponuje p. Daniel Passent jako b. ambasador w Chile.
    W pamięci mi się kołacze, że jest zwyczajem w stosunkach międzynarodowych, że głowę państwa zaprasza głowa państwa, premiera – premier itd.
    Oczywiście, każdy może (?) jechać do dowolnego kraju na dowolną imprezę jako osoba prywatna (głowy państw i premierzy nawet jeśli wyjeżdżają jako osoby prywatne to w państwach pobytu tak całkiem prywatnymi osobami nie są i jako takie nie są traktowani. Inaczej mówiąc – każda taka wizyta wymaga uzgodnień między zainteresowanymi państwami.
    Ale zupełnie inną wymowę ma odmowa skorzystania z oficjalnego zaproszenia; inną odmowa wyjazdu gdy zaproszenia nie było, a jeszcze inną gdy zapowiedź pozostania w kraju dotyczy wyjazdu „prywatnego”.
    Nie wszystkie głowy państw zamierzały do Pekinu wyjeżdżać. Premierzy także i nikt z wyjazdu lub „nie wyjazdu” problemu nie robił.
    O ile wiem np. królowa Elżbieta II do Pekinu się nie wybiera. Czy to stanowi jakiś problem ? Nie. Problem by był gdyby chciała jechać i to zapowiedziała.

  79. Do Lizaka:

    Dzieki za mile slowa. Przez dlugi czas zastanawialem sie czy wlaczyc sie do tej dyskusji, ale lektura niektorych wpisow, w tym Pana, przekonala mnie ze sa tutaj rowniez ludzie rozsadni. Dawno temu, kazdy wiedzial, ze „komuna klamie”, co niestety nie oznaczalo ze mozna bylo okreslic kiedy, ani latwo dotrzec „prawdy”. Obecnie, dzieki internetowi, wiele „faktow” podawanych przez media mozna skonfrontowac z odmiennymi stanowiskami i przynajmniej za pomoca logiki oraz zdrowego rozsadku odrzucic przynajmniej najbardziej absurdalne pozycje. Niestety, jak mawial biskup Berkeley, „niewielu ludzi mysli, za to kazdy ma wlasna opinie”. Mozna dodac, ze najczesciej taka jaka uslyszal w telewizji. Jest to bardzo przygnebiajace…

    Nie moge powiedziec ze jestem ekspertem od spraw tybetanskich, ale w odroznieniu od wiekszosci osob wypowiadajacych sie na ten temat, spedzilem kilka tygodni podrozujac po tym kraju. Nie byla to zwyczajna wycieczka do Llhasy (z obligatoryjnym jednodniowym wypadem na oboz pod Mt. Everest), tylko podroz jeepem, konmi, lokalnymi autobusami oraz motocyklem po dosyc odleglych miejscach jako jedyny obcokrajowiec w grupie chinskich buddystow, z noclegami w klasztorach oraz prywatnych domach. Bylem tez gosciem przez kilka dni w domu „niesmiertelnego” lamy, ktory zarzadzal lokalna okolica (w mlodosci byl przeszmuglowany do Nepalu, a nastepnie spedzil siedem lat studiujac u boku Dalaj Lamy, przed powrotem do Tybetu). Z licznych rozmow z napotkanymi ludzmi oraz bezposrednich obserwacji wyrobilem sobie pewien poglad, przynajmniej w zarysach, co do sytuacji tego narodu oraz jego wewnetrznych napiec i stosunku do Chin. Niestety, sytuacja ta jest tak zlozona i tak odbiega od tego czym karmia nas zachodnie media, ze nawet nie bede staral sie jej tutaj strescic.

    Patrzac zdroworozsadkowo na „oficjalne” zarzuty wobec Chin, ostrozny czytelnik nie zauwazy zarzutow ludobojstwa, wysiedlania Tybetanczykow z wlasnych ziem rodowych, burzenia ich domostw i swiatyn, czolgow strzelajacych do chlopakow rzucajacych kamieniami, pacyfikacji wsi, bombardowan, blokad ekonomicznych, odcinania dostepu do elektrycznosci, zywnosci i lekow itp. akcji przeprowadzanych dzisiaj przez najbardziej „postepowe” i „moralne” sily na swiecie. Najgorsze zarzuty to „ludobojstwo kulturalne”, polegajace na tym ze Chiny rozbudowuja infrastrukture Tybetu poprzez budowe drog, kolei, elektrowni wodnych oraz eksploatuja bogactwa naturalne, w zwiazku z czym odsetek naplywowej ludnosci Chinskiej stale sie zwieksza. Nie twierdze ze Chinczycy robia to z mysla o dobrobycie Tybetanczykow, ani ze jest to w interesie narodowym tej mniejszosci, ale powiedzmy sobie szczerze, „gorsze rzeczy wydarzaja sie na morzu”, jak mawiaja Anglicy. Biorac pod uwage ze ludnosc Tybetu liczy sobie 3mln ludzi (czyli niewiele wiecej niz 10% ludnosci Szanghaju), to gdyby Chinczycy w 2003 r przyjeli sobie model ktory zastosowali Amerykanie w Iraku, obecnie 30% problemu mieli by z glowy…

    Pozdrowienia.

    Do Jacobsky

    Niech sie Pan nie martwi, system chinski Panu nie grozi (zakladam ze nie jest Pan Chinczykiem). To samo dotyczy systemu japonskiego, koreanskiego itp.

  80. Diaspora jest czujna!(Albo – nie)

    PAK – 6.05., godz. 10:38

    Rozumiem, ze znalezlismy wspolna wypadkowa.
    Dobrze, ze dostrzegamy (co prawda w rozny sposob) roznice zasadnicza jaka wystepuje miedzy lotnictwem ofenzywnym a defenzywnym. Li tylko oto sie rozchodzi. Pozdrawiam. Tak trzymaj.

    Anglik – 6.05., godz. 11:51

    Bardzo rozsadnie, co najwazniejsze z ujeciem sporych „widelek” na czas i meandry, ktore sa faktami, faktami ktorych z roznych powodow nie chca dostrzegac. Chyba przez okres imperialistyczno/kolonialny, ktory w Polsce doprowadzil do skomplikowanego bolu glowy i okresowego zakladanie roznych czapek…

  81. Anglik pisze:

    2008-05-06 o godz. 11:51
    Cytuję:
    „Po pierwsze, wiele tematow “istnieje” w mediach na skutek nacisku
    rozmaitych grup interesu oraz geopolitycznych rozgrywek, pod haslem
    “dokopac Chinolom”. Niezaleznie od meritum sprawy,
    kwestia Tybetu
    odbierana jest przez samych Chinczykow podobnie jak kwestia oddania
    Niemcom (lub Kaszubom) Pomorza Zachodniego odebrana byla by przez
    Polakow.”

    Przedstawiając powyżej hipotetyczną możliwość oddania Pomorza Zachodniego Niemcom Autor bardzo obrazowo, choć nieco populistycznie przedstawił problem, no bo wszyscy wiedzą Erika Steinbach czeka na rekompensaty, najlepiej w naturze, ale dodając poprzez slowo „lub” do tej hipotezy Kaszubów Autor przegiąl i to bardzo – uczynił z niej „równprawną” alternatywę. Za takie coś Kaszubi utopiliby go w łyżce wody.
    Być może w mniemaniu Autora miało to dodać dydaktycznej mocy i przystępności jego wywodom, ale moim zdaniem świadczy o głębokiej, bardzo głębokiej ignorancji Autora, jeśli chodzi o historię Polski. Takie chybione paralele nasuwają watpliwości, czy wygłaszane przez Autora tezy o Chinach również są dostatecznie przemyślane.

    Pzdr, TJ

  82. Lizaku;
    Wspominajac Japonie pisalem o kryzysie azjatyckim lat 1997-2005.

    Feliksie Stychowski;

    Z cala pewnoscia polityka gospodarcza i wewnetrzna Chin ma wiele aspektow. Nie znajac jezyka chinskiego (mandarin) nie mam dostepu do tubylczej swiadomosci. Uwazam tylko, ze chinczycy nie posiadaja wlasnych, orginalnych produktow technologicznych a zycie ich przemyslu jest animowane przez joint ventures z firmami z USA i zywotnie zalezy od stanu rynku w USA. Kryzys gospodarczy w Stanach Zjednoczonych rozwija sie w najlepsze a z nim spadek zakupow towarow importowanych. Obecnie z rynku amerykanskiego zniknely niemal wszystkie produkty
    europejskie a firmy amerykanskie likwiduja swoje eurpejskie przyczolki produkcyjne (na przyklad Ford zlikwiduje swoje udzialy w Volvo i Jaguar).
    Ceny robocizny sa juz w Europie zbyt wysokie by sie oplacalo tam produkowac. Chinczycy jak dotad ratuja sie tym, ze zwiazali swoja walute z dolarem (1 USD = 7 jen chin.) . To jednak znaczy, ze sprzedaja swoja prace za coraz nizsze wynagrodzenie w efekcie zubazajac wlasny kraj.

    Nie jestem jednak ekspertem od ekonomii Dalekiego Wschodu wiec chetnie czytam informacje podawane przez osoby lepiej poinformowane.
    Jak wiemy, tradycyjna odpowiedz na pytanie:” Co tam Panie w polityce?
    jest „Chinczycy trzymaja sie mocno.”

    Przy okazji zapraszam Szanownego Lizaka oraz innych interlokutorow do mojego blogu http://bobolowisko.blogspot.com gdzie wlasnie poswiecilem troche czasu dynamice polskiej polityki lat ostatnich. Uwagi mile widziane.

  83. T.O.,

    anty-azjatycki szowinizm ? C’mon ! Mieszkam o rzut beretem od Ciebie i mam taki sam kontakt codzienny z Azja, jak Ty, oraz podobne wrażenia na temat ludzi z tamtego zakątka świata, ludzi których spotykam na codzien, i których nie unikam, a więc nie wiem gdzie i w czym jestem szowinista. Z drugiej jednak strony nie mam powodu żebym piał z zachwytu nad Chinami i Chińczykami. Być może dlatego, że nie pasjonuje mnie to samo, co pasjonuje tych, którzy się zachwycają .

    Z tym ze brak zachwytów nie oznacza automatycznie pogardy czy szowinizmu. Ja nie muszę wszystkich kochać i kochać nie będę. Również nie będę wstrzymywać się do wypowiadania krytycznych ocen jeśli to uznam za stosowne, zwłaszcza ze ocena krytyczna nie oznacza automatycznie szowinizmu, jak to zdajesz się sugerować. NIe popełniaj błędu metodologicznego polegającego na zrównaniu krytyki państwa chińskiego z pogardą czy wrogością wobec Chińczyków. To trochę trąca byciem posądzonym o anty-semityzm wyrażając się krytycznie o polityce Izraela.

    Co do ekonomizmu stosowanego, to pozostańmy na swoich stanowiskach. Tak czy owak, i z Ciebie, i ze mnie ta sama ekonomia zrobi kiedyś … chłopca 😉

    Tylko być może moje rozczarowanie będzie jakby mniejsze…

    Pozdrowienia

  84. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Bobola
    Panskie analizy na Panskim blogu sa doskonale nie tylko pod wzgledem stylistycznym. Mysle, ze „fachowcy” w Polsce po prostu nie maja zbyt wielkich lotow pod ciezarem faktow jakie Pan serwuje. Jestem swicie przekonany, ze poruszenie ekonomicznych zagadnien w polskich mediach spowodowane zostalo niczym innym jak wlasnie Panskimi wpisami. Niech sie Pan nie martwi, oni to czytaja, przezuwaja, i sprzedaja jako swoje. W PRL-u tak robili doktoraty, „profesorowie” wpisywali sie w projetky innych. ..To umieja. Efekt kolektywnej wspolpracy jest znamy. Mimo to gratuluje. Oczywiscie, ze Chiny traca tak jak wszyscy, na kryzysie lokomotywy. Pod wzgledem technologicznym USA jest jeszcze dlugo nie osiagalne. Pytaniem jest do jakiego stopnia kryzys przewage zniweluje. Zaczyna tworzyc sie tak jakby bardzo wielka platforma kooperacyjna poza obszarem doninujacych wplywow USA. Takie odnosze – jak na dzisiaj – wrazenie. Przygrzali dajac ciala i to mocno. Oby rozeszlo sie po kosciach. Dobrze wiem czyja matka jest nadzieja. Czytamy z wielkim zainteresowaniem Panski Blog. To perelka Problem w tym – jak do tej pory – nie wiemy jak dobrac sie Panu do skory, nie ma luk.

  85. Do Anglik,

    Niech sie Pan nie martwi, system chinski Panu nie grozi (zakladam ze nie jest Pan Chinczykiem). To samo dotyczy systemu japonskiego, koreanskiego itp.

    Ja się nie matwię. Proszę mi tylko wyjaśnić, czy mam się cieszyć czy martwić z powyższego.

    Z góry dziękuję za jakiekolwiek wskazówki.

    Jacobsky

  86. Jacobsky,
    Nie chce Ci wchodzic w parade w innych dyskusjach, ale czy nie jest tak, ze chcesz wszystko ocenic podlug swoich odczuc i wartosci, zamiast pozostawic to bez oceny, jako fakt obiektywny, gdzies tam, czy tu obok, na ktory wplywu miec nie mozesz. Widzisz jak sie troskam o Ciebie 🙂

    Rozumiem, ze ekonomizm stosowany jest Ci wstretny. I mnie czasami tez, wiekszosc ma takie odczucia. Ekonomizm to obraza Pana Boga. Ale z drugiej strony tak zostalismy skonstruowani, czy stworzeni, czy wyewoluowalismy sie. Ekonomia czasami jest dobrze pojac, niekiedy nawet uzyc. Nie uwazasz.

    Na Chinczykow tez nie ma rady. Czesc tutejszego blogu pala nienawiscia do przemian w Polsce i nie moze odzalowac upadku komunizmu – widac to jak na dloni. Dlatego poszukuja oni i one wszelkiego pocieszenia. Jak sie nadazy Chinczyk, aby „udowodnic”, ze nowy ustroj w Polsce jest zly, albo jak sie Ameryka zachwieje w posadach – wszystko ich rajcuje. Nie wazne sa fakty, nie wazna logika, nie wazne czyjes argumenty – liczy sie poprawa wlasnego samopoczucia.

    Ale w sumie, co mnie to obchodzi. Sam powiedz, skad ten moj bulwers niezdrowy?
    Pozdrawiam

  87. Roman51PL
    WALDEMAR
    Red. D. Passent
    Nasmarowalem tu o tych Chinach do woli: 5-4 20.25, 5-6 10.55, 5-6 1.21 a dzisiaj koncze.
    Jesli jestes z General Electric, albo z Forda to mozesz z nimi pracowac, jak wszedzie. Ale – sredni business wymaga, zeby ich polubic. Jesli szczerze, to odplaca ci wzajemnoscia, a jesli bedziesz „smart ass”, to pozalujesz zes sie urodzil. Wyja u nas, ze amerykanskie dzieci zra olow w farbie z chinskich zabawek. Widzialy galy co braly. Dwanascie wielkich kadzi z roztopionym aluminum i dwanascie pras. Przy kazdej robotnik z chochla w garsci. Nalewa do maszyny, strzela i – nastepny wlew. Obok inni czyszcza odlewy, kontroluja, pakuja, sprawdzaja temperature w kadzi „na nos” i cisnienie w maszynie, czas przetrzymywania, sile zaprasowania. Kazdy pracuje po 12-14 godzin na dobe. Na dwie zmiany. Roztopione aluminum „paruje” jak cholera. Czy ktos policzyl ile metalu idzie do pluc takiego Chinczyka na jednej zmianie ? Ile on bedzie zyl ? A kazdy obowiazkowo z papieroskiem w ustach, a zabki bardziej zolte niz niebo nad miastem. I trzyma sie (zabek) co drugi. Panie wykonuja lzejsza prace: laduja recznie dwudziesto – trzydziesto kilogramowe skrzynie na rampie, czyszcza odlewy w reku wdychajac pyl z metalu i tluka stal na prasach recznych lub polautomatycznych. Jedna podmiata gliniana podloge, bardzo sprawnie i szybko jak na osobe z jedna dlonia. Co z druga ? Ano, kazda prasa o mocy 200-250 ton ma dwa lewarki, lewy i prawy. Jeden i drugi trzeba przekrecic razem, zeby forma uderzyla. Wtedy obie rece zajete i nie ma co podstawic pod forme. Na wszystkich prasach lewarki sa zdjete i uderzenie idzie z pedalu. Tak jest szybciej i wydajniej. Duzo macie wypadkow ? Nie, najwyzej piec-dziesiec rocznie. Robotnicy sami postulowali pedal, bo placeni sa od sztuki, a przez 14 godzin, z pedalu, ho ho ile tego mozna nastrzelac ! Chinczyk nigdy nie mowi nie. I zawsze sie usmiecha. I jest absolutnie odporny na wszelkie tlumaczenia, instrukcje, treningi itd. Wyjdziesz za drzwi, a on juz robi jak robil, bo dalej tej maszyny i gotowki co tydzien nic nie widzi. Jack chodzil codziennie przeszlo kilometr do Kentucky Fried Chicken, zeby jesc, bo chinszczyzny nie lubil. Po kilku miesiacach wpylal z nimi i ryz, i zaby, i fasole i jeszcze sie fotografowal. Rok tak przezyl. Jego koledzy tez. Gdyby nie stali kazdemu robotnikowi nad glowa przez caly dzien i nie pilnowali, jakosc produkcji by nie istniala. A oni tu placza nad zabawkami. Tam trzeba zainwestowac i ludzi, i maszyny, i czas, i pieniadze, zeby przeedukowac feudalnego chlopa. Mentalnosc wielkich wlascicieli firm i dyrektorow niewiele sie rozni od mentalnosci robotnika na prasie.
    Z zadziwiajaca lekkoscia podpisuja kontrakty. Tu – pieciu prawnikow wyciaga kupe pieniedzy za medytacje nad kazda klauzula , a tam: wylacznosc – prosze bardzo, lojalnosc – prosze bardzo, ilosci – nie ma problemu, jakosc – dziesiec podpisow dziesieciu Chinczykow od reki. A potem takim kontraktem mozna sobie nos wytrzec. Nic, powtarzam: nic nie jest respektowane, czy wykonane. Kij i marchewka – jedyny sposob. Pieniadze za dobry towar, po sprawdzeniu. I wyyylacznie !
    Dojsc swoich praw w Chinach przez sad to jak odszukac zlodzieja na szanghajskim bazarze. Prawa autorskie ? Dalem rysunki i wzory oryginalnego wyrobu do produkcji wylacznie dla okoniostwa obwarowujac to wszelkimi mozliwymi kontraktami. Wzory mieli po miesiacu. Bardzo dobre. Ale nie dla mnie. Pojechali z nimi do szesciu innych, konkurencyjnych firm, ale do mnie nie przyjechali. Cena byla za niska, a podpisali ! Nastepnego dnia moi ludzie zaczeli wywozic z ich fabryki w Wenzhou maszyny, co im dalem. Kolejne dwa dni i wszystkie skosnookie kombinatory przyjechaly przepraszajac i wycofali swoje oferty od konkurentow. Potem wspolpracowalismy jak rodzeni bracia: zawsze zalegalem im z platnosciami na dwa – trzy miesiace i bylem nieczuly na ich placze. Dzialalo przez wiele lat. A nasz kontrakt ? Nawet nie pamietalem gdzie go wsadzilem. Oni tez. Czy ci co zamawiali zabawki o tym nie wiedzieli ? A ze polubic ? Owszem. Po latach. Kiedy wyczerpaly sie wszystkie mozliwe podchody w fabryce w Ningbo, a polityka „kija i marchewki” byla wdrozona nabralismy do siebie szczerej sympatii i tzw negocjacje cenowe, wielkie misterium wedlug tzw ekspertow, zalatwialismy od reki, w pol godziny. Jedyna przeszkoda byla malzonka ich prezydenta, ktora zaczela przychodzic na rozmowy, wtracac sie, i szczypac (szczypac bolesnie, z zakretasem) meza, kiedy jej sie cos nie podobalo. Wzialem na siebie bowiazek pozbycia sie baby, bo on sie bal, i znienawidzila mnie do grobowej deski. A jego przyjaznia ciesze sie do dzis. I pomaga mi rozumiec bardzo uczone wywody P.T.Blogowiczow na temat Chin. Wielce to pouczajace. Ale – wszystko, co napisal red. Passent, potwierdza.

  88. Do Jacobsky:

    „Ja się nie matwię. Proszę mi tylko wyjaśnić, czy mam się cieszyć czy martwić z powyższego.

    Z góry dziękuję za jakiekolwiek wskazówki.”

    To zalezy od tego czy Pan sie cieszy czy martwi z tego powodu ze nie jest Pan Chinczykiem (Japonczykiem, Koreanczykiem). Ja, dla przykladu, martwie sie tym ze nie jestem Szwajcarem…

    Pozdrowienia

  89. T.O.,

    obiektywnym faktem jest to, że Slońce świeci. I na to nie mam wpływu, a więc nie będę dmuchać na Slońce. Jednak na wszystko to, co czynią ludzie można mieć wpływ, pośrednio lub bezpośrednio. Czasem nawet trzeba starać się mieć wpływ, choć ten imperatyw podlega oczywiście ocenom subiektywnym. I w ten sposób, dla jednych wydarzenia wydają poza kontrolą, a więc nie ma się co szarpać z motyką na Słońce, a dla innych… warto spróbować, choćby po to, żeby być w zgodzie z samym sobą i z wyznawanymi wartosciami. I nie musi być to postawa rewolucyjna. Bynajmniej ! Dla przykładu: kupowanie to też forma głosowania, wyrażania własnej opinii, w sposób pośredni, choć czasem skuteczny. Również mogę próbować wpłynąć ma mego reprezentanta, żeby zmienić to i owo. Myślę, że nie muszę dalej wyjaśniać, prawda ?

    Powyższa strategia może odnosić się również do przedmiotu dyskusji, tj. stosunków z Chinami. Teoretycznie cóż ja znaczę wobec oceanu Chińczyków i rozpędzonej lokomotywy tamtejszej godpodarki. Z pewnością nic, i nie zawróce kijem Huang-ho. Jednak nie oznacza to, że muszę paść na kolana przed tą lokomotywą i przez oceanem. To znaczy jak będę musiał, to padnę, ale raczej trzeba mnie będzie do tego przymusić, jeśli Chiny ciągle będą oznaczać ich wersję czerwoną a.d. 2008.

    Ekonomia… gdybym nie stosował jej zasad to bym dawno poszedł z torbami. Ale ta ekonomia, o której tak często rozprawiasz to po prostu polityka w przebraniu, a więc nadawanie jej absolutnego znaczenia w stosunkach międzyludzkich jest dla mnie nieporozumieniem. Przyznam że interesują mnie bardziej anty-papieże ekonomii niż jej oficjalni kapłani. Bardziej mnie ciekawią heretycy kwestionujący model ciągłego (i nieograniczonego) wzrostu ekonomii, podważający takie dogmaty jak słuszność GDP jego w obecnym wydaniu, czy postulujący – o zgrozo ! – opodatkowanie przepływu kapitalow. Tak, należę również do kwestionujących oficjalne stanowisko nt. dobrodziejstw płynących z globalizacji w wydaniu, jakie obserwujemy. Jestem ekonomicznym heretykiem, T.O., i takim pozostanę, choć oczywiście nie wydaję więcej niż zarabiam, oszczędzam, inwestuję, zyskuję i tracę. Homo economicus, tylko o dysydenckim zacieciu.

    Dziękuję za troskę o mnie. Są rzeczy na które nie mam wpływu. Jednak jeśli chodzi o całą resztę, to mam nie tylko MasterCard, ale również, a może przede wszystkim, swój własny osąd i światopogląd.

    Pozdrowienia.

  90. Telegraphic observer
    Ty sie za przeproszeniem odstosunkuj od przezywania mnie imigrantem. I od kojarzenia z jajoglowymi. To jest pierwsze powazne niechinskie ostrzezenie. Ja jestem stara zapuszkowana konserwa od czasow kiedy na Ciebie jeszcze sie muchi nie gonili. A konserwa wie co jest niestrawne. Dynastia, reputacja i klamliwe oczka. To zostawia dwoch. Jeden, zeby nie przeszedl, musialby doswiadczyc pokrectw ze strony superdelegatow. Marzy Ci sie jeszcze jeden 1969 ? Widziales juz superdelegata na latarni ? Pewno jeszcze w szkole byles, kiedy Chicago, L.A. i Detroit dymily jak barba w Louisiana. Supercwaniaki nie zaryzykuja. Zostaje jeden. Krewka pier..la, ale wlasna. Wytrawna. Sprawdzona. Nienaruszalna jak USA.
    A ze na polskim blogu pisze, juz sie przekonalem. Guzik macie a nie wolnosc slowa. Kiedy po laurkach napisalem slowo prawdy o systemie, zdjeli wczoraj wpis i dopiero dzis o 17.28 opublikowali. Widocznie Premier mial jechac, ale juz nie jedzie ,to co im zalezy…Mimo wszystko pozdrawiam i zycze dalszych slodkich flirtow z lizakiem w reku.

  91. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    G.Okon – 7.05., godz. 17:28 – pisze:

    / – Dojsc swoich praw w Chinach przez sad to jak odszukac zlodzieja na szanghajskim bazarze. – /

    Domyslam sie, nie popelniajac wielkiego bledu, ze z tym co w Chinach juz w tej materii jest, to tak jak z tym co u nas dopiero w tej materii bedzie?

    Wyprzedzili nas…

    Tak sadzilem, ze „profesor” Cwiakalski po prostu „toczka w toczke” zrzyna od innych myslac ze sie nie wyda…
    Mozna i tak zostac nie tylko profesorem….Nalezy tylko ustalic precyzyjnie czy jest to fakt obiektywny, subiektywny czy po prostu fakt.

    Post Christum.
    So, das hatten wir. Jetzt wäre noch zu überlegen, wie man den inneren Menschen für die kommende Saison ausstaffiert.

  92. G.Okon,
    Z reką na sercu przyznaję, że od dawna widziałem w Tobie żar. Bił od Ciebie. Ale że aż taki, ufff. Przyznaję też, że literackość Twojej opowieści z jądra żółtości mi odpowiada. Jest w nich dystans, odpowiedni w stosunku do tematu, jest gra kolorów, metaforycznie rzecz ujmując, słów, zdań, etc. Jest to również ważny dokument. Świat biały zna te sprawy z różnych dykteryjek, a tutaj jest świeży buchający dokument. Jeszcze, nie daj Boże, Lizak zmieni zdanie, że chińska “trzecia droga” nie jest idealnie odpowiednia dla Polski. 🙂 Z jednym najbardziej się zgadzam, życie najciekawsze jest w “średnim biznesie”.

    Myślałem o Tobie dzisiaj rano (przy goleniu). Myślałem sobie – napiszę o G.Okoniu, że jest taki sobie “inżynierek”, świat dla niego jest schematycznie ułożony wokół maszyn i podobnych ciężarów. Ale czy się nie obrazi – pomyślałem zaraz. I natychmiast puknąłem się w czoło. Prawdziwy Polak obraził by się po pierwszym słowie. Natomiast G.Okon nawet się nie skrzywi, nawet uśmiech pobłażliwości nie przekrzywi mu się na twarzy. Jemu jest dobrze, w pełnym sensie tego słowa, z tym kim i czym jest (what you are is what you eat, what you read, what you think, or what you feel?). On jest spełniony, szczęśliwy i … podobne ble-ble. Powiedz jeszcze, co jest z tą ksywką. G.Okon to nazwa twojej firmy, czy co? (Jak nie przymierzając PKP Cargo).

    W sprawie demokratycznej, znaczy się partii i jej nominacji, zaczyna wyglądać na to, że the super delegates got the message. Oni kalkulują raczej nie to, czy zawisną na latarni, ale ile głosów dostaną w ten listopadowy wtorek. Czy z Hillary, czy z Barakiem. I wychodzi im powoli z kalkulacji, że więcej stracą, gdy kandydatem nie będzie Barak, że bez Hillary jakoś sobie dadzą radę.

    O zawieszenie (bo nie zdjęcie) Twojego wpisu nie powinieneś się pieklić. Mam wrażenie, że administrator sprawdza długi, wielowarstwowy tekst z większą atencją. Albo po prostu zarykuje się w kułak z narzeczoną. Mnie też się zdarzyło coś takiego raz czy dwa. Poza tym, sam widzisz, że mam słabość do słodyczy. Mdłe są, ale człowiek jak mucha idzie na ten lep. Tym razem idę na solenną dietę bezcukrową. Pozdrowienia dla Ciebie i dla MidWestu.

  93. G.Okon,

    P.S Piszesz – “pozostaje dwóch”. W Nowy Rok miałem gościa z TN. Pytam go więc, Południowca z dziada pradziada skrzyzowanego z Midwestem, zadeklarowanego republikanina, ojciec jego pracował w jednym ministerstwie dla prez. Forda – jak będzie z wyborami, Giuliani, Huckabee, a może McCain? McCain, powiedział, Giuliani nie jest brany poważnie, a o Huckabee nawet nie wspomniał, chociaż wiedziałem jaka z niego jest konserwa. Ok, a gdybyś miał wybierać spośród demokratów? Obama, oczywiście, nigdy Clinton. To mnie oczywiście zszokowało, ale ja w takich przypadkach jestem od słuchania, a nie od gadania, zapamiętałem to sobie.

    Wyobrażam sobie, że Amerykanie też mają wyobraźnię. W Białym Domu odbywa się narada, Hillary dostała telefon o 3-ciej nad ranem, obecny jest szef Połączonych Sztabów, są doradcy od spraw Bezpieczeństwa Narodowego, poważna sprawa, napięcie i trudne decyzje. A w drugim skrzydle, Bill prowadzi rekrutację asystentek i stażystek, niemniej poważne decyzje. Hello … lata 1990-te minęły, błogie, na samym końcu historii, minęły bezpowrotnie.

    A słyszałeś, że sen. Clinton wysupłala kolejne miliony na kampanię? Pytasz skąd. Ano podpisuje już kontrakty reklamowe. Kwota kontraktu nie jest jeszcze ustalona. Nie jest też pewne, czy będzie to Duracell, czy Energizer … SHE IS GOING AND GOING AND GOING …

  94. Jacobsky,
    nie musisz mi wyjaśniać dalej. Powiem tylko dwie rzeczy. Ogólnie, jest różnica między “ekonomizmem”, jako postawą, światopoglądem (w sensie pejoratywnym), czy może “filozofią” (w sensie JP II, też nagannym), a ekonomią jako nauką, z jednej strony techniczną, z drugiej polityczną. A po prawdzie, oddzielną nauką i domeną życia społecznego jedynia wykorzystywaną do polityki – inaczej to ujmując. Np. polityka – tak się mówi – wygładza, koryguje, “demokratyzuje” alokacje dóbr powstałe w świecie wolnorynkowej ekonomii. Czyli polityka oddzielnie i technicznie rozumiana ekonomia oddzielnie. Po drugie, GDP jako miernik się jakoś trzyma, nie jest to jedyny miernik i trzeba go używać z zastrzeżeniem, ale chciałem powiedzieć z całą mocą, że opodatkowanie przepływu kapitałów (?), a właściwie operacji transferu dużych kwot, jest bez sensu. Spowoduje to utrudnienie dla całkiem uzasadnionych operacji, oraz spowoduje “czarny rynek”. Bez sensu.

    Nikt nie neguje, teraz o Chinach, że jest to dyktatura, niekoniecznie już czerwona. Oczywiście śmieszne jest padanie niektórych tutaj blogowiczów na twarz. Anglik rzecz jasna wie co mówi, acz nie robi tego bezstronnie. Ale ma do tego prawo, pamiętam jak kiedyś zachwycałem się Bułgarią, innym razem Włochami, Wlk. Brytanią od zawsze, i Hiszpanią – to normalne, ale ja już nie dożyję zachwycania się Chinami. Obok tego wychodzi na jaw ignorancja i lekko mówiąc bezmyślność innych zacietrzewionych ideologicznie komentarzy, ale jak powiedziałem, koniec dla mnie ze słodyczami 😉

    Pozdrawiam

  95. Telegraphic observer
    „Administrator zarykuje sie w kulak z narzeczona” ? Niezle.
    Wiesz jak tam jest ? Niebo jest zawsze zoltawe. Azzuro nie widzialem. Albo viodro – na Syberii, sloneczny blekit i minus czterdziesci. Nima. Zolc idzie z gliny wszedzie. I z wody. Nawet malowniczy ocean kolo Sanyo, jak nasze Hawaii, tyz zoltawy. I siapi. Stad im rosnie. Kazdy kawalek idzie pod uprawe. Siapi nieustannie. Niby deszczu nie bylo, ale od Shanghaju do Wenzhou nie wylaczalem wycieraczek. Ta mgla o siodmej rano mazala, chyba stumetrowy, napis na planszy przez pole: My Chinczysci Komunisci Nam Sie Zisci Obiad Z Lisci , moze tlumacze niezbyt dokladnie. Dokladnie za to widzialem malutki pomniczek przed napisem, blizej drogi. Kiedy wracalismy okolo szostej wieczorem, podciagnalem blizej, zeby obejrzec tego „Leninka”. Trzymal w wyciagnietej rece wiszace za lapy dwa polzywe zolwie, oblocone i niemrawe. Zupa z zolwia jest smaczna i pozywna. Moze ktos kupi. Deszczyk siapil po gumowym plaszczu, a on nie nagabywal. Po prostu stal. Od rana. Jak ja ze swoim wpisem. „Umiejetnosc czekania jest umiejetnoscia wygrywania” mowili mi tam. Sniadanko przy stolikach w hallu na dole ciagnelo sie ponad godzine, bo po wczorajszej podrozy musialem dogodzic zoladkowi, cos mu sie czasem nalezy. Wreszcie, po zwyczajowym beku (komplement dla kelnera) potoczylem niemrawym oczkiem wokol i – o trzy kroki dalej, w hallu, stal moj Zhang. Siadaj ! Dziekuje, poczekam az skonczysz. Dawno tu jestes ? Od siodmej, umowilismy sie o osmej. Byla 8.45. To co sie chowasz ?! Moglismy zjesc razem ! Ja sobie poczekam… Mozecie podlozyc Chinczykowi gwozdz pod siedzenie, a on bedzie sie usmiechal i pytal czy smakuje. Bardzo niebezpieczni ludzie. W podeszlym wieku – tez. Hun Shi zemerytowal sie u Zhanga dwa lata temu i mieszkal z zona w domku z ogrodkiem i wysoka siatka. Wysoki, siwy, po studiach w Moskwie, inzynier przyszedl na narade po poludniu. I sobie siedzial. Przeciez on juz nie pracuje ? Ale sobie przychodzi. I co ? I nic. Co tydzien, dwa, przynosi jakies rysunki z pomyslami. Wdrazasz ? Prawie zawsze. Placisz mu ? Nie. Widzisz, u nas jest zwyczaj opiekowania sie starymi ludzmi, to jade do niego na Nowy Rok, albo na 1-maja i zawoze prezenty. Prezenty za modyfikacje produkcji !? Plac mu ! Widzisz, u nas jest inaczej. Przyjazn i dobre stosunki sa wazniejsze niz gora zlota. Suan Li chciala byc buchalterem. To musiala przychodzic do pracy przez dwa miesiace, bez wynagrodzenia, az Zhang przekonal sie ze warto ja przyjac. Lojalnosc wobec szefa jest nieograniczona. Dom, dzieci i zona sa do uslug, jesli sobie zazyczy. Do czasu. Hui Pi dostal lepsza oferte placy, obrazil sie na szefa, wykradl mu poufne kontrakty z szafy, ceny, kalkulacje, zrobil fotokopie dokumentacji technicznej i wszystko przyniosl nowemu pracodawcy. Przyjales go ? Oczywiscie. Przeciez on ci zrobi to samo ! No, to co, takie jest zycie. Narazie pracuje. Wszyscy o wszystkich nieustannie plotkuja. Non stop. Tajemnica, lojalnosc jak w polskiej tradycji (?), to czwarty wymiar. Dlaczego ukrywac, jesli mozna na tym skorzystac ? Korzysc. To sie liczy. Pieniadze. Stanowisko. Zadnej roznicy z Ameryka czy Polska. Historia oderznela ich murami, Mao’ami i totalitaryzmem od swiata, ale sa tacy sami, jak my. I wszystkie swiatle teorie sa funta klakow warte. Rosna, jak moga, jak setki innych spoleczenstw na tym globie, i nad czym tu konfucjuszowac ? Chyba, ze ktos umie. I lubi.

  96. Komentarze polityczne Żakowskiego z ostatnich kilkunastu miesięcy, nie
    były emocjonalne.Były spokojne i rzeczowe niemal zimne.Jednocześnie
    tak celne i przerażające swoją trafnoscią, że potrafiły otrzeżwić spore
    odłamy opinii publicznej, jeżeli coś takiego w tym naszym marnym kraju
    istnieje.

  97. Do Jerzego:
    A w zeszlem roku na Litwie much bylo ze czterdziesci tysiecy ! A moze mniej…Trudno policzyc.

  98. G.Okon,
    I’m confused. Przez twoje konfucjowanie. Końcówka jest dobra – żadnej różnicy z Polską – tum się uśmiał. Aż musiałem sięgnąć z powrotem w głąb tekstu aby sprawdzić – tam w Chinach lojalność wobec szefa jest nieograniczona. Dobre. Żadnej różnicy z Polską. Faktem jest, że chińska lojalność szefa wobec pracowników też nie ma granic. Znam to z Kanady. Ale w Polsce dawno temu tak przecież było. Pamiętam na wsi, moja ciotka wysyłała pół bochna chleba, w wydrążoną dziurę wpychała łychę masła, i wysyłała do sąsiadów na wieść, że się im ojciec upił i nie mają co jeść. Moja rodzina ich zatrudniała w polu. Myślę, że podobieństwa między Chinami i Polską faktycznie istnieją, jeśli przyjąć chłopską perspektywę. A może realny socjalizm, walcząc z kułactwem, z wrogim politycznie rzemioslem, z religią, z zacofaniem przez wymuszone, masowe, gigantycznie bezduszne uprzemysłowienie zlikwidował tę zdrową, przedsiębiorczą tkankę? Pamiętam jak po Październiku (nie chodzi mi o rok 2007, ani 2005), moja rodzina na wsi przerodziła się nagle w przedsiębiorców. Założyli dwa sady i sprzedawali jabłka, a między nimi cegielnię. Sam w niej pomagałem w czasie wakacji. Podobno jeszcze wiele domów w okolicy stoi, postawionych z tej cegły. I wiele osób we wsi pracowało w cegielni. Pamiętam gliniankę na zboczu pastwiska, muskularne postacie wywożą z niej ciężką glinę w małych taczkach po deskach w dół ku potokowi, tam maszyna miesza glinę i wodę, z drugiej strony wypycha ciasto, szybko je tnie na trzy miękkie cegły, które szerokie ręce składają w rządki na szerokie taczki, i dalej po deskach wio do suszenia w szopach pod dachem, warstwami, jedne na drugich. A po tygodniu, czy dwóch zależnie od pogody, znów ręcznie składany jest piec, gdzie cegły są wypalane. Przez kilka dni z leniwą błogością patrzyliśmy na dym unoszący się między pagórkami, woń palonego drzewa, dotyk ciepłych cegieł – to były nasze radosne wrażenia. Po kilku znów dniach podjeżdżały furmanki, wypełniały się gotowymi cegłami. Nad procesem czuwał jeden wujek technik, drugi wujek był głównym dyrektorem od sprzedaży i zatrudnienia, mój ojciec był w “radzie nadzorczej”, ale ze sporym udziałem kapitałowym. Z osiem lat to szło, jedni ludzie się budowali, 20-30 osób miało dobre zatrudnienie. Później już “nie było odpowiedniego klimatu”. Trawa powoli zarosła gliniankę, szopy rozebrano. Pamiętam te obiady w środku roboczego dnia, gdy mężczyźni i kobiety schodzili się u jednej z ciotek, rodzinne jakby, wyczuwało się więź i dumę ze wspólnego działania. Przywiązanie. Wzajemną lojalność może. Nie było wypadków przy pracy, z wyjątkiem jednego, gdy niemal utunąłem w gliniance, bo chciałem się pochwalić, że potrafię łapać żaby.

  99. Telegraphic observer
    Co Ty mnie tak z rana – cegla miedzy oczy ? W dodatku – „miedzy jablkami”. Ale – jak byl „kulak z narzeczona”, to i to lata. Przecie nasmarowalem, w pierwszym kawalku, ze sa w przyspieszonym rozwoju. Od takiej cegielni do obrabiarek przejezdzaja w trzy dni, jesli zdarzy sie narwaniec, ktory wierzy ze na nich mozna zarobic i da maszyny. Albo, jesli GE postawi fabryke. To samo dzieje sie w kazdym kraju, kraiku, a nawet a zwiazku zdradzieckiem sie dzialo. Domorosle teorie i popisy wiedza encyklopedyczna i gazetowa sa niestrawne. A wyglupy z Dalaj Lama i Tybetem – jeszcze gorsze. Trzeba zaakceptowac, ze zlo jest naturalne, jak dobro, a przeciwstawiac mozna sie w granicach zdrowego rozsadku. A jak sie zdarzy cos ciekawego po drodze, to mozna opisac, ale – bez egzaltacji i nie wiecej niz pol strony. I lepiej pokazac bawola na autostradzie, niz watpliwe migotania wlasnych szarych komorek. Z przyjemnoscia przeczytalem Twoja cegielniana historie, bo to jest the real thing.
    Z Wyborami mi wychludlo, az do sierpnia. Gentelman z Tennessee ma racje, wszystko pojdzie utartym torem. A jesli chcemy sie posmiac to trzeba siegac do realiow.
    Zasranstwo straszne z ta akceptacja wpisow. Zdechly dialog. Zamiast tego akceptowania i czekania powinni ograniczyc ilosc tekstu. Albo umiesz krotko, albo w ogole nie umiesz i idz na grzybki. Jesli odpiszesz, bede bardzo rad. Pozdrawiam.

  100. Do G. Okon
    Swietne obserwacje, kunsztownie wyrazone. Co innego wiedziec, co innego doswiadczyc. Sa calkowicie zgodne z moimi wlasnymi doswiadczeniami. Pewne rzeczy mozna tylko pokazac, trudno jest je wytlumaczyc. W mojej branzy (elektronika), na szczescie nie stykam sie z obcietymi konczynami, ale system za tym stojacy ten sam. Darwinizm, jakiego nie bylo u nas od co najmniej 100 lat, ale ktory byc moze wroci…

    Do Jacobsky i Telegraphic observer
    Cieszy mnie to, ze sa jeszcze ludzie autentycznie starajacy sie zrozumiec otaczajaca ich rzeczywistosc i potrafiacy myslec samodzielnie. Wiele ciekawych spostrzezen. Zycze Panom powodzenia w swojej drodze i mam nadzieje ze bede mogl sledzic Wasze dalsze wymiany na blogach „Polityki”.

    Na zakonczenie, wszystkie komentarze dotyczace moich wpisow stwierdzaja ze biore w obrone Chinczykow oraz ze ich system mnie „oczarowal”. Jest to falszywa interpretacja. Nie jestem oczarowany systemem chinskim, lecz nim przerazony. To co mnie wkurza to prymitywny, propagandowy obraz tego problemu, tak jak jest serwowany nam przez media. Jezeli „opinia publiczna” stwierdzi ze kazdy Cygan ma czarne podniebienie, a ja napisze ze jest to nieprawda, to czy znaczy to ze „biore strone Cyganow”? Gdy bogowie chca zniszczyc ludzi, najpierw odbieraja im rozum. Gospodarka, ktora polega prawie wylacznie na wzajemnym sprzedawaniu (i odsprzedawaniu) sobie coraz to drozszych (tych samych) domow, za pieniadze pozyczone z banku, ktory drukuje je na zamowienie nie ma wiekszej przyszlosci. Byc moze dozyjemy jeszcze czasow, kiedy Europa to bedzie takie miejsce, ktore Azjatyccy goscie beda odwiedzac ze wzgledu na tanie kobiety…

    Pozdrowienia

  101. „Jestem za tym, żeby prezydent i premier pojechali do Chin.”

    Ale po co ? Jest świetny blog :

    http://podgladaniechin.blox.pl/html

    i można podglądać Chiny bez sprzeniewierzania się swoim poglądom i wartościom 🙂

  102. Anglik
    To o jednym tylko swiadczy – obaj bylismy w Chinach. Niewierzacy lecz praktykujacy cytuje doskonaly material. W tym kontekscie moje wypociny zdadza sie psu na bude. Zamykamy sklepik ? Zamykamy. I – dzieki za pochwale. Okon.

  103. Anglik,
    G..o prawda ! Deska do prasowania zawsze bedzie tansza nic kobita. Sie nie ludz.

css.php