Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

22.05.2008
czwartek

O kulcie jednostki i jego następstwach

22 maja 2008, czwartek,

Żeby wykończyć lewicę – prawica w Polsce wcale nie jest potrzebna. Lewica wykończy się sama.

Mamy w Polsce jedno nowe, prężne środowisko lewicowe – „Krytykę Polityczną” i jej animatora, Sławomira Sierakowskiego. Zamiast się z tego cieszyć, coraz częściej słyszę na lewicy pomruki niezadowolenia. Że na przykład „Krytyka” nie zastąpi partii politycznej, albo że Sierakowski spotkał się w kawiarni z Olejniczakiem i wydał komendę „W lewo zwrot”. Nawet gdyby to była prawda, to Olejniczak jest już na tyle dużym chłopczykiem, że sam odpowiada za swoje kroki.

Kliniczny przykład niezadowolenia z „Krytyki Politycznej” i jej szefa daje Grzegorz Konat, ekonomista, asystent w SGH, w artykule „Krytyka, ale jaka?” na łamach lewicowego „Przeglądu”. Młody człowiek (bo asystenci są przecież młodzi), wystrzelił całą serię zarzutów pod adresem „Krytyki”. Pierwszy – że wykazuje ona „całkowity brak zainteresowania kwestiami gospodarczymi, nie wydaje książek ekonomicznych, nie organizuje spotkań poświęconych problemom gospodarczym”. Rozumiem niezadowolenie asystenta SGH, gdyż sam ukończyłem studia ekonomiczne, dzisiaj wszyscy są ekonomistami („Gospodarka, głupcze!”), ale gdzie jest powiedziane, że „Krytyka” powinna zajmować się gospodarką, a nie filozofia, kulturą czy estetyką – jak to czyni dotychczas? Czy wszyscy muszą pisać, że podatek liniowy jest burżuazyjny? Przecież Sierakowski z Agnieszką Graff i Magdaleną Środą nie muszą być spadkobiercami Oskara Langego. Jeżeli pan Konat tęskni do środowiska lewicowych ekonomistów (a tęsknotę tę w pełni rozumiem i podzielam), to niech skrzyknie kilku kolegów z SGH, z uczelni prof. Koźmińskiego, z Uniwersytetu Łódzkiego (alma mater wielu ekonomistów, w tym m.in. prof. Belki) – i do dzieła! Nie będzie Sierakowski pluł wam w twarz.

Dalej, p. Konat ma za złe, że „Krytyka” stała się… modna. „Redakcja stała się miejscem najzwyczajniej modnym i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu” – pisze, bo nie wszyscy, którzy się wokół tej redakcji kręcą, czynią to z lewicowego przekonania. Zamiast się cieszyć, że nareszcie powstało środowisko lewicowe, którego inni nie omijają szerokim łukiem, lecz się do niego garną, środowisko, które nie jest zamilczane na śmierć przez prawicowe media, któremu nie wymyślają od spadkobierców, pogrobowców i postkomunistów, Grzegorz Konat ubolewa(!), że powstało lewicowe środowisko, do którego ludzie lgną, a nawet się na nie snobują. – Panie Konat, chciałbym mieć Pańskie zmartwienia!

Wśród innych trosk ma pan Konat i tę, że „Krytyka” zamiast bronić osiągnięć PRL („odbudowa kraju, alfabetyzacja, industrializacja…”), wywodzi swe ideały „zdecydowanie z opozycji demokratycznej czasów PRL”. A co szanowny autor widzi w tym złego? Czyżby wstęp na lewicę prowadził tylko przez drzwi z napisem „Polska Ludowa” i PZPR? Czy wreszcie opozycja demokratyczna przed 1989 r. była tylko prawicowa? A Kuroń, Michnik, Modzelewski, Bugaj lub bliski autorowi prof. Kowalik się nie liczą?

Pan Konat ma także za złe Sierakowskiemu i jego ludziom, że zwracając się ku młodym i wykształconym, z dużych miast, odwracają się plecami do ludzi starszych, dla których PRL to był kawał życia, a dziś nie mają tak wszechstronnych zainteresowań, ani nie posługują się elitarnym, „kastowym” językiem „Krytyki”. „Czas przypomnieć sobie o tym , co ważne dla pokoleń rodziców i dziadków bywalców ‘Krytyki’” – apeluje. Jako osobnik starszy, który mógłby być ojcem i dziadkiem „Krytykantów”, pragnę zadać kłam słowom asystenta Konata – mnie nie przeszkadza, że język „Krytyki” jest hermetyczny, że przynosi ona nowinki (jeżeli Brzozowski jest nowinką) z filozofii, socjologii i estetyki, nie denerwuje mnie Slavoj Żiżek, Alain Badiou, nawet Święty Paweł i inni idole Sierakowskiego. Wręcz przeciwnie – jeżeli mam pretensje, to do siebie, że nie wszystko, co piszą inni rozumiem, i że chwilami nie nadążam. Jestem jednak zadowolony, że na lewicy powstał prężny ośrodek intelektualny, z którym trzeba się liczyć, a świat nie kończy się już na „Frondzie” i „bruLionie. Nikt nam, starym, nie zabrania czytać ani chodzić na dyskusje do klubów „Krytyki”.

Pan Konat jest jednak bardziej czujny. Nie podoba mu się, że Sierakowski i inni wypowiadają się w mediach prawicowych, gdyż owszem, to jest przepływ idei, „ale w obie strony!”. Prawica może lewicę rozmiękczyć. I to się p. Konatowi nie podoba, gdyż on, owszem, lubi przepływ idei, ale w… jedną stronę. Składa nawet mały donosik: Że, mianowicie, „Krytyka” jest sojusznikiem prawicy, gdyż ta „woli, aby lewica ta była li tylko środowiskiem kulturalno – obyczajowym, a nie prawdziwym ruchem o charakterze społeczno – ekonomicznym.”

Pod koniec swojego artykułu autor zdejmuje rękawiczki i pisze wprost: Problemem „Krytyki” jest jej twórca i redaktor naczelny, Sierakowski. „Promuje w mediach głownie samego siebie. (…) Czas najwyższy pokazać światu inną niż ta Sławomira Sierakowskiego twarz nowej polskiej lewicy”, bo gdy osłabnie zainteresowanie jego osobą, obnażona zostanie słabość ‘think tanku’ zbudowanego na medialnej obecności jednego tylko człowieka. Tak pisząc, Grzegorz Konat – jak przystało na młodego przedstawiciela starej lewicy – deklaruje się jako przeciwnik kultu jednostki. Ówczesny przedmiot kultu – przypomnijmy – był nie tylko wielkim językoznawcą, ale i wybitnym ekonomistą, szczególnie w dziedzinie prawa wartości. I takiego geniusza nam trzeba.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 76

Dodaj komentarz »
  1. Panie Danielu. Wreszcie coś sensownego zaczyna się dziać na lewej stronie polskiej sceny politycznej. Oby to się rozwijało, potężniało i fascynowało coraz większą ilość młodych, myślących i mądrych Polaków. Oby coraz więcej oczu ze wszystkich stron ku tej części sceny z zaciekawieniem się zwracało. Oby też pracownicy najemni w kraju zauważyli, że tylko tam jest ich prawdziwa polityczna reprezentacja (nie związki zawodowe). Aby uniknąć wściekłych ataków prostackiej polskiej prawicy wyjaśniam, że pracownicy najemni dzisiaj to nie wielkoprzemysłowa klasa robotnicza. Jej już nie ma. To klasa średnia!, ludzie z wyższym wykształceniem np: lekarze, nauczyciele, w większości prawnicy, pracownicy naukowi – ludzie o wysokich kwalifikacjach. To ONI. To w sumie około 70% społeczeństwa. Teatr lewicy jest ogromny. Byle znaleźli się dobrzy i autentyczni aktorzy na tej scenie grający. Oby Sierakowski okazał się dobrym reżyserem. Salieryzm – przypominam. Pozdrowienia. .

  2. Coś mi się spać nie chce i wpadłam na samiutki początek wpisów!
    Bardzo mi się pan Konat podoba, bo zachowuje czujność rewolucyjną. Takich nam potrzeba. Warto zapamiętać to nazwisko, jeszcze o nim usłyszymy. 🙁

  3. Cud! Istny cud! Nie chodzimy mi o cud gospodarczy, które to pojęcie skutecznie rozpropagowała niestety zapomniana w ostatnim już roku prof. Zyta Gilowska. Niestety, bo czuję do niej od wielu lat ogromną sympatię – uwaga, to jest sygnał dla niezorientowanych, że dalej będzie ironicznie.

    Cud stał się dlatego, bo liczyłem, że Gospodarza opisze co ostatnio przeczytał, to po pierwsze. I że wreszcie napisze o lewicowym ekonomiście, na jakimś konkretnym, świeżym przykładzie. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że termin wytłuszczony powyżej, to pospolity oksymoron. Muszę? Proszę bardzo. Lewica rządzi na dwa sposoby, zamordystycznie, czyli nie dając żadnych szans, i wtedy ekonomia zupełnie się nie liczy, ekonomia staje się polityczna, gorzej, ekonomia stacza się poniżej językoznawsta w hierachii nauk. Nie liczy się ekonomia do czasu, jak się okazało na przykładzie ZSRR. Ale jeszcze bardziej do czasu w systemach demokratycznych, bo znacznie krócej. Mianowicie polityka ekonomiczna lewicy opiera się na pryncypium dbania o najsłabszych, najbiedniejszych, najbardziej przez egoistyczny, liberalny system wykorzystanych – tutaj czerpię z krynicy wiedzy jaką jest niniejszy blog, zresztą o tym wiadomo powszechnie. A w systemie demokratycznym, gdzie rządy opierają się na poparciu tzw. większości, lewica musi zdobyć poparcie właśnie tych chłonnych na ideę postępową, czyli wykorzystanych, wykluczonych, wyciućkanych, etc. Ich musi być większość, powiedzmy 50 procent w górę. Gdy wszystko idzie dobrze, gdy gospodarka się rozwija i stawia czoła wyzwaniom z obu stron, wewnątrz i zewnątrz, to tacy ludzie są w mniejszości, jakiś spauperyzowany proletariat – może kilkanaście procent, emigranci zza wschodniej granicy (na wschodzie jest zawsze biedniej) – kilka procent, zaściankowa szlachta po powstaniu styczniowym – ci już wymarli, itp. Lewica, aby być prawdziwą lewicą i utrzymać się u władzy, z takich ludzi musi utworzyć większość, a jak trzeba, to ich stworzyć, czyli musi nieco gospodarkę rozłożyć, ludzi uzależnić od rent i emerytur centralnie prowadzonych (to mój ulubiony temat-konik), od zasiłków, na dziecko, na chorą babcie, na leniwą żonę, krótko mówiąc od ubezpieczeń na wszelkie możliwe kataklizmy. Jeśli przyjąć tę definicję ekonomii, w jakimś sensie za Robinsonem Cruzoe – KTT w poprzednim numerze “Polityki” bronił tej książki i tej postaci jako ostatniego bastionu przed zalewem postmodernistycznej poprawności w kulturze zachodniej (to ładnie się łączy z poglądami Alaina Badiou) – definicję, że ekonomia to nauka zajmująca się ludzkimi zachowaniami dla osiągania mierzalnych celów przy wykorzystaniu ograniczonych zasobów o różnych możliwościach zastosowania to paradoksalnie, niszczymy koncepcję lewicowego ekonomisty. Albo mierzalne cele, albo pochylanie się nad słabymi, trzeciej drogi niema. A jednak jesteśmy w zgodzie z Oskarem Lange (z Paulem Samulesonem, a nawet z J.M.Keynesem). Na przykład, w sali im. O.L. w Pałacu Kazimierzowskim odbyło się wiele wykładów, w minionej i zapewne w obecnej epoce, o maksymalnym zaspokojeniu ciągle rosnących potrzeb ludności przy istniejących ograniczeniach, Lange brzydko je nazwał ograniczeniami brzegowymi, na środki i materiały, które muszą, (siła wyższa!) być użyte.

    Ha, sami państwo widzicie. Ekonomia to nieczysta, w dużym stopniu “egoistyczna” nauka i sprawa. Tyle udowodniłem na pewno. Zatem, powiedzmy sobie szczerze, lewicowy ekonomista – szczególnie w przypadku młodego asystenta – nie brzmi dumnie. Powiem więcej, żaden szanujacy się lewicowiec w towarzystwie nie tylko nie powinien tęsknić do tego środowiska. Nie powinien wypowiadać tego słowa na literę “E”. Etyka, estetyka, ewolucja, erudycja, elokwencja … wszystko jest w porządku … elewacja, erystyka, eutanazja, elita …

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Centrum wykończone.

    Lewica i prawica wykańczają się same.

    W Tańcu z Gwiazdami wygrywa Pudzian.

  6. Bo nam jest potrzebna autentyczna socjaldemokracja, a nie niedobitki po Partii (nawet młodzi mają dla mnie mentalność Starych Wodzów).

  7. To typowo polskie piekielko. Kazdy wychodacy przed szereg bedzie wzywany od razu do raportu. A niech sobie wzywaja. Siero ten szum wokol niego tylko sprzyja.

  8. Posiadam zdecydowanie lewicowe poglądy jednakże męka ogarnia mnie czytając i śledząc poczynania tych wszystkich, – na czele z Kwaśniewskim i Millerem-, którzy perorują nie o rozwoju, ale wręcz o przeżyciu tej formacji. Jako lewicowiec chcę chociaż ostrzec mieszkańców okolic Słupska i Debrzyna przed czakającymi ich zagrożeniami. Tekst poniższy jest cytatem z artykułu B. Galocha z majowego DZIŚ. Dziwić się należy, że nie dokonano na nim zapisu cenzury. Tekst dotyczy tarczy antyrakietowej /lepiej antyrosyjskiej/ i brzmi; „Do zniszczenia rakiet /tych skierowanych na Rosję/w silosach, potrzebne są naziemne wybuchy jądrowe niosące maksymalne promieniotwórcze skażenie terenu. Skuteczna więc moc ładunków jądrowych musi wahać się od 100 do 500 kiloton, a nawet 1 megatony, czyli musi być 5 do 50 razy silniejsza niż ten, który Ameryklanie zrzucili na Hiroszimę. Próbne wybuchy jądrowe o sile 100 kiloton wykazały,że strefa skażenia o stężeniu śmiertelnym dla człowieka może sięgać 200 km długości i 60 km szerokości, w zalezności od warunków atmosferycznych….. Strefa śmiertelnego skażenia może pozbawić życia kilka milionów ludzi /polaków/, niezależnie od tego gdzie silosy te będą wybudowane.
    Pozdrawiam mieszkańców okolic Słupska i Debrzyna. Radzę jednakże poczytać inne publikacje na ten przyjemny temat w tymże majowych DZIŚ.

  9. Sorry Redaktorze, ale byłbym ostrożny w ustawianiu Ryszarda Bugaja na lewicy, obok Kuronia i Modzelewskiego, z Michnikiem też mam niejakie wątpliwości. Flekowanie Oskara Lange też jest chyba nie na miejscu, bo jego poglądy ekonomiczne (i nie tylko jego) ukształtował Wielki Kryzys i J.M.Keynes, w odbudowie państw po II wojnie mało kto wierzył w „niewidzialną rękę rynku”, większość państw stosowała elementy gospodarki planowej i daleko posunięty interwencjonizm. Zresztą i teraz, po doświadczeniach ze szkołą chicagowską, którą za sprawą Leszka Balcerowicza intensywnie ćwiczyliśmy akurat przez ostatnie prawie 20 lat, to co proponuje Stiglitz czy Kołodko wygląda szalenie rozsądnie. A wracając do „Krytyki politycznej” lubię czytać Magdalenę Środę (i słuchać, gdy jest w TokFM), Agnieszkę Graff też.

  10. Lepszy kult sprawiedliwości aniżeli okradania

    Lepsze jest nawet złe mówienie o lewicy aniżeli zagłaskanie jej milczeniem.
    Proces upadku polskiej lewicy zainicjował znany polityk pezetpeerowski, ze skłonnościami do demokratyzowania, niejaki pan Rakowski, który tak długo intelektualizował, aż osobiście sztandar wyprowadził. Oczywiście działo się to długo i skutecznie, nie bez wstrząsów społecznych. Zmiany te nie byłyby możliwe bez aktywnego udziału w nich aparatu bezpieczeństwa oraz milczącej akceptacji wojska. Nie bez znaczenia było zaangażowanie sił zewnętrznych. Stawkę stanowiła zmiana układu sił politycznych w Europie i świecie poprzez korektę mapy polityczno-gospodarczej. Polska w tych zmaganiach dwóch systemów politycznych była zaledwie pryszczem inicjującym jego zmiany. Na uwagę zasługuje fakt, że po raz pierwszy dokonano tak ogromnych korekt systemowych bez udziału sił militarnych. Na ringu walczyły dwa imperia Rosja i USA. Polska w tych zmaganiach była zaledwie terenem ich sparringu. Beneficjentem tej bezkrwawej wojny o zwiększenie zakresu panowania nad światem okazały się USA. Wschodni miś musiał się cofnąć w głąb matecznika celem lizania swoich ran. Nie oznacza to jednak, jak niektórzy mniemają, że przeistoczył on się tam w tchórzliwego zajączka.

    Polityka rozszerzania amerykańskich wpływów, drogą kwiatowych rewolucji a właściwie kontrrewolucji, okazała się niezwykle skuteczną i efektywną. Tym sposobem rozbito federację jugosłowiańską, osłabiono Serbię poprzez rozpalenie konfliktu etnicznego z Albańczykami, oderwano Ukrainę od Rosji. Na podobną drogę skierowano Gruzję.W Czeczenii krwawy konflikt trwa po dziś dzień. Mało tego, próbuje się jeszcze kij dezintegracji wsadzić w szprychy Chińczykom poprzez wykorzystanie Dalaj Lamy. Jak więc widzimy,wykorzystuje się wszelkie dostępne instrumenty, militarne,j ak w przypadku Serbii, religijne animozje, oraz uprzedzenia i niechęci rasowe dla przewłaszczania cudzych majątków i pozyskiwania nowych stref wpływów surowcowych i energetycznych przy uzyskaniu dominujących wpływów politycznych.

    Na tym tle Polska wypełniła znaczącą rolę polityczną w sensie instrumentalnym, na korzyść umacniania wpływów amerykańskiego imperium. W tej sytuacji zachowanie się USA w kwestii wiz dla Polaków, otwarcia rynków gospodarczych dla polskich firm w Iraku, braku postępów w sprawie realizacji warunków umowy o zakupie amerykańskich samolotów, odmowy na unowocześnienie polskiej armii , wdrażanie umowy o lokalizacji w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej, jednostronnie korzystnej dla USA, rodzi zasadne pytanie o naszą miłość wobec Imperium Dobra. By nie rzec złośliwie, zamienił stryjek siekierkę na kijek.

    Ogromną rolę w omawianych przemianach spełnił polski kościół katolicki, by nie powiedzieć wręcz wiodącą, który dzięki temu stał się głównym beneficjentem zachodzących zmian, poza rzecz oczywista, niekwestionowanymi wpływami obcego kapitału. W tym kontekście należy powiedzieć jedno zdanie natury fundamentalnej, że koszty polskich przekształceń przekroczyły granice zdrowego rozsądku, ponieważ kierowano się wyłącznie intencją polityczną i interesami ekonomicznymi zachodnich kół gospodarczych.

    To szersze tło jest niezbędne by ukazać w nim rolę i miejsce polskiej lewicy oraz jej obecny stan i ewentualne perspektywy na fonie przeprowadzonego wywodu przez pana Passenta. Eliminacja wpływów lewicy w Polsce nie jest przypadkiem. Jest ona konsekwencją zmiany systemu politycznego jaki sobie , a właściwie jaki nam zafundowano. Dla przeprowadzenia przekształceń własnościowych w Polsce koniecznym była likwidacja lewicy, która stała na straży polskiego majątku państwowego. By przeprowadzić tak ogromną i niekorzystną dla szerokich mas operację polityczną należało najpierw stworzyć niebywały klimat negacji PRL-u i nagonki wobec ludzi lewicy, realizowanych zresztą po dzisiejszy dzień. Wszystko zaczęło się od głośnego hasła;”Telewizja kłamie”, co zdaje się nic nie straciło ze swej aktualności i świeżości.

    Pierwszym krokiem na drodze demokratyzacji była likwidacja w KW MO komórek w d/s walki z przestępczością gospodarczą.
    Dało to zielone światło różnym kombinatorom, często uwikłanym w aparat wywiadu, do najprzeróżniejszych kombinacji i spekulacji, nazywanych wzniośle działalnością gospodarczą. Kolejną decyzją była likwidacja komitetów partyjnych, które patrzyły na ręce administracji gospodarczej i państwowej. Po zlikwidowaniu partyjnej blokady przystąpiono do usuwania dyrektorów firm z czerwonej nominacji. Po dokonaniu tych czystek i wprowadzeniu dla firm państwowych podatku od wielkości posiadanego majątku trwałego, zaczęły one padać jak muchy pod zarządem nowych i niekompetentnych dyrekcji, które często świadomie prowadziły politykę ekonomicznego rozkładania firm ,by móc je przejmować za marne grosze. W ten sposób pogłębiano sztuczny i niesprawiedliwy klimat, że wszystko co państwowe jest nieopłacalne, podobnie jak za komuny dławiono świadomie sektor prywatny.

    Najbardziej jest interesującym, że w tych demoralizujących poczynaniach brała udział prawica wespół z „lewicą” namaszczoną przez Rakowskiego. Rzucali się oni nawzajem i w konkurencji na truchło obalonej babci komuny, próbując jak najwięcej czerwonego sukna wyszarpać dla siebie. Jestem głęboko przekonanym, że od tego momentu nie mamy już do czynienia z klasyczną lewicą lecz pojawiła się się lewica typu burżuazyjnego, ukształtowana i przekształcana przez Kwaśniewskiego oraz Millera. Ta pseudo lewica oparta była o post pezetpeerowską bazę wyborczą. Jej dramat narodził się z momentem jej powstania, bowiem z formy była ona klasyczna a z treści burżuazyjną. Przy czym nie głoszono formalnie jasnych i czytelnych programów społecznych o lewicowym charakterze. Zastąpiono je natomiast konglomeratem niespójnych haseł na użytek bieżących potrzeb politycznych, które miały tyle wspólnego z lewica co pies z kotem. W rezultacie ta lewica nowego typu coraz bardziej brała rozbrat ze swym elektoratem. Dzięki temu dochodzi do sytuacji, w której dość często połowa społeczeństwa nie bierze udziału w ważnych politycznych aktach, zwanych wyborami. Oznacza to, że połowa wyautowanego własnościowo i politycznie społeczeństwa znalazła sie poza wpływami partii politycznych, a tym samym tzw.lewica znalazła się w drugiej części pro burżuazyjnego społeczeństwa. Tutaj widać jasno jak na dłoni, że ta pozorna lewica znalazła się wśród prawicowego elektoratu wespół z innymi partiami prawicowymi. Reprezentanci tej tzw.lewicy we władzach ustawodawczych okazali się bardzo często milionerami, a zatem okazali się ludźmi materialnie i ideowo obcymi swemu elektoratowi. Tym właśnie ludziom suweren musiał pokazać czerwona kartkę w rezultacie dokonanego faula politycznego wobec narodu. Niezależnie od subtelności językowych omawiana opcja, bardziej skutecznie, efektywnie, i konsekwentnie niż prawica budowała kapitalizm w Polsce, wbrew interesom wyłączonych. Taka „lewica” nie znajduje żadnych przesłanek prawnych i moralnych do swej nazwy, stając się pożywką dla różnej maści cwaniaków i kombinatorów. W ostateczności lewicowy elektorat musiał się zdystansować wobec politycznych degeneratów. Ta partia na dzień dzisiejszy jest skompromitowana nie tylko na lewicy ale również na prawicy, która nie zna słowa dziękuję.

    Nie podzielam poglądu,iż „Żeby wykończyć lewicę – prawica w Polsce wcale nie jest potrzebna. Lewica wykończy się sama.” Po pierwsze, nie odpowiada mi słownictwo tego rodzaju, w ustach było nie było konesera przedmiotu. Po wtóre, koniecznie musimy precyzyjniej zdefiniować lewicę, by nie ładować wszystkich do jednego wora. Po trzecie, może i teza o utracie wpływów lewicy jest bezdyskusyjna ale nie można w tym wszystkim nie zauważać bezwzględnej i wręcz zwierzęcej nienawiści prawicy, która ostatecznie zdeprecjonowała ludzi ze swej natury rzeczy niosących ich na swoich grzbietach, przywracając skompromitowane zjawisko pasożytnictwa społecznego.

    Jak narazie widać zmierzamy do bezlewicowego modelu społeczeństwa na amerykańską modłę, którego zapewne nigdy nie zbudujemy z uwagi na zupełnie inną historię, tradycje, doświadczenia i stan emocjonalno-intelektualny naszego społeczeństwa. Tym niemniej w sytuacji degradacji polskiej lewicowej myśli i praktyki cennym jest pojawienie się chociażby jednego ośrodka lewicującego. Tak go określam, ponieważ na dzień dzisiejszy nie jest w pełni jasnym czy coś się z tego wykluje i przybierze kształt jaja niejako, mogącego dać początek kurce znoszącej złote jajeczka polskiej lewicy.

    Sierakowski jest ciekawym zjawiskiem na firmamencie polskiego życia intelektualno-politycznego. Jest to nietuzinkowy i odważny chłopak z szerokimi horyzontami intelektualnymi. Z uwagi na swój młody wiek wydaje się on znajdować na etapie poszukiwań i dyskusji kształtującej jego własną osobowość. Na razie jest trudno oczekiwać od niego zwartych i komplementarnych recept na uzdrowienie naszego życia społecznego. Wydaje sie, że te rozważania są niekiedy zbyt patetyczne, niekiedy przeintelektualizowane często pozbawione praktycznego pierwiastka uniemożliwiającego transmisję w rzeczywistość. Odnoszę nieuchronne wrażenie, że Sierakowski tkwi prawą nogą w prawicowej rzeczywistości a lewa tkwi w lewicowej, podobnie jak Passent. Pan Passent zdaje się uczynił już zdecydowanie kolejny krok na prawo. A jak pójdzie ten młody człowiek, poki co jeszcze nie wiadomo.

    Moim skromnym zdaniem, jeżeli lewica burżuazyjna, nie wykona zdecydowanego zwrotu na lewo to niechybnie umrze śmiercią naturalną, przechodząc coraz bardziej na prawicowe pozycje, by w końcu przejść do lamus historii. Ta partia musi powrócić do swoich korzeni i do bazy, i to nie tylko w sensie taktycznym. Ona musi się stać rzeczywistym reprezentantem pokrzywdzonej części społeczeństwa. Mało tego, ona musi umieć wyartykułować jego potrzeby i walczyć o nie. Lewicujący milionerzy doskonale bez niej sobie dadzą radę.W organach władzy muszą się znaleźć przedstawiciele polskiej biedy uczynionej przez prawicę, by być jej wyrzutem sumienia. Nie może być w ten sposób, że jedni są od rządzenia a inni od tyrania, że jedni rodzą się bogatymi a inni biednymi. Nie ma nigdzie takich praw ani ludzkich ani boskich, poza kapitalizmem. Jesteśmy wszyscy wobec siebie równi i wobec Boga. A własność ziemi, wody i nieba jest wspólną własnością. Reszta jest zwykłym złodziejskim bełkotem, dla uprawomocnienia własnych nieprawości.

    Ludziom należy przywrócić ich przyrodzoną godność. Prawo do szacunku dla ich życia i pracy, dla płodów ich pracy i przeszłości. Ponieważ nie da się zbudować jasnej przyszłości na krzywdzie i poniżeniu bliżnich nieodzownym jest oddanie prawdy o PRL-u, inaczej przyjdą nowe generacje i również oplują III RP, co już w tej chwili wielu czyni. Tylko wzajemny szacunek i tolerancja, mogą stworzyć fundamenty nowoczesnego i pożądanego państwa przez wszystkich Polaków. Nie da się tkwić w nienawiści, niesprawiedliwości, swarach i kołtuństwie. Taką Polskę już mieliśmy. Nawiązywanie nielicznych do tego rodzaju wartości dla wszystkich jest niezrozumiałym wybrykiem historii.

    Dlatego Polsce potrzebna jest lewica silna ideałami humanistycznymi, szansami życia dla wszystkich. Polska lewica musi być sprawiedliwa i uczciwa. Musi wyraźnie odwoływać się do najlepszych tradycji PRL-u, czy to się niektórym agresywnym sępom prawicy podoba czy też nie. Musimy mieć pełną jasność, że produktu narodowego nie wytwarza burżuazja lecz naród jak sama nazwa wskazuje. On jest twórcą dóbr, zatem ma pełne moralne prawo do jego podziału.

    W tym prawie do kształtowania form współrządzenia krajem powinien mieć także możliwość udziału pan Konat. Myślę ,że jego uwagi są bardzo słuszne i cenne. Jak rozumiem, sugestie ekonomisty dążą w stronę przybliżenia górnych rozważań humanisty w stronę prozy życia codziennego. Dlatego nie odbierałbym głosu Konata jako ataku na Sierakowskiego. Widziałbym go raczej jako próbę wzbogacenia politycznego poprzez przybliżenie dyskusji do jej przedmiotu. Pan Passent wyraźnie ulokował swoją sympatię po stronie Sierakowskiego dezawuując jednocześnie Konata. A ja rozkładam swoje emocje proporcjonalnie po obu stronach, niczego nie ujmując Sierakowskiemu,a Konata stawiając w partnerskiej sytuacji.

    Tylko mądra i zwarta lewica może być ogromną szansą dla Polski. Wyeliminowanie lewicy z życia będzie stanowiło ogromną przegraną dla nas wszystkich, któż będzie likwidował 100 miliardowe dziury w budżecie czynione przez nieudolną i rozrzutną prawicę?Niestety przebieg ostatnich wyborów na lewicy cechujący się nowym odtwarzaniem starych baronów lewicy niczego pozytywnego nie zapowiada.Coraz bardziej rysuje się ewentualność konieczności ostatecznego upadku skompromitowanych i zdemoralizowanych władz lewicy,by na ich zgliszczach utworzyć autentyczny ruch lewicowy.

    Oceniając odniesienia pana Passenta coraz częściej wydaje mi się, że stara się on stosować nader widowiskową technikę jazdy konnej, na oklep, z jednoczesnym wykorzystaniem dwóch klaczy. Trudna to szkoła jazdy, wymagająca niebywałej wirtuozerii. Ze swej strony nie życzę Panu aby na najbliższym zakręcie, któraś z nich spłoszyła się i poniosła w swoją stronę. O ile znam życie to da się Pan ponieść niewątpliwie na prawo,jak przystało na autentycznego lewicowca po prawicowych przejściach.Bardzo proszę częściej powracać do tematu lewicy, ponieważ jest on niezwykle palący, na czasie i będący w centrum uwagi naszej prawicowej widowni na lewicowym blogu.

  11. Lizak,
    zlituj sie. Ja rozumiem, ze czasem można walnąć coś przydługiego, ale Ty nie masz kompletnie funkcji pod tytułem – streszczam. Nawet jak chcę Ciebie przeczytać, to wymiękam w połowie. Zrób sobie chociaż raz ćwiczenie – wyrażanie myśli i poglądów w 500 słowach maximum. Jak Ci się uda, to wiesz jaki to będzie sukces!!!!!!!!!! Napewno docenimy, na wszystkich blogach Polityki.

    Panie Redaktorze!
    Czytam Krytykę, bo rzeczywiście jest w końcu z kim na lewicy podyskutować – chociaż w moim przypadku zawsze muszę przetrawić, bo ich poglądy społeczno – ekonomiczne, w szczególności socjalne burzą mi krew notorycznie. Ale się to czyta, a w odniesieniu do innych tematów całkiem sensownie, czego nie można powiedzieć o takich prawicowych pismach. Nie mieszałabym tu Frondy, bo o jej poziomie nie da się mówić w parlamentarnyc słowach. To nie to porównanie. Ja totalnie nielewicowo poglądowa w swerze gospodarczej i chyba częsciowo społecznej vel socjalnej też, to mówię. A Krytykę czytam. Przyznaję. Zeby była dyskusja trzeba mieć oponenta – Krytyka jest całkiem sensownym, jak na polskie warunki. Sierakowski to spina, chociaż mnie sam w sobie nie zachwyca, ale skupił wokół siebie sensownych ludzi i to daje efekt i chyba jest jego największą zasługą. Jest gdzie poczytać Panią Srodę czy Kingę Dunin, nawet gdy się nie jest aż tak walczącą feministką.
    Pozdrawiam.

  12. Panie Danielu kochany,
    jeśli czegoś potrzeba polskiej lewicy to ducha. Ducha ożywczego, ducha oświecającego, ducha dobrej rady, ducha pocieszenia, ducha zrozumienia, ducha prawdziwej rewolucji, rewolucji lewicowej, której w Polsce nie było i nie ma. Bez przełomu roku 68, bez przełomu mentalnościowego, kulturowego, bez przełomu wyzwalającego z zastanych form, bez wywarzenia drzwi świata nigdy nie powstanie lada jaka lewica polska. Lewicowość – lewicowość zachodnioeuropejska – jest lewicowością zrozumienia, a nie zarozumiałości i zadufania, jest lewicowością nieometkowania wymykającą się jakimkolwiek kwalifikacjom. Bo lewicowość to bunt, to postęp, to ciągły rozwój. Bo lewicowośc to ciągła zmienność przekształcania formy A w A prim, bis czy tris czy tiret, a następnie zmiany jakościowej A w dalsze, lepsze B. I dla takiej lewicowości łączę się z „Krytyką” w Gdańsku. Łączę się, bo mam dość tych głupich i prymitywnych żartów, że kto w młodości był socjlaistą ten jest i zostanie świnią. 🙂 Panie Danielu, liczę na błogosławieństwo 😀
    Pozdrawiam zbierając się do wyjazdu nie za chlebem, bo nie samym chlebem żyje człowiek
    Łukasz 😀

  13. Nie da się ukryć, Pan jest zdolnym gościem i potrafi zrobić cuda – niewidy z tekstu, który Panu nie leży. Mam nadzieję, że blogowicze sięgną do oryginału, by się przekonać, czy jakiś „młody asystent” może i ma rację. Mnie on bardziej przekonuje, niż Pan.
    Ale niech się Pan nie smuci – Pan też pisze fajnie, tu jakoś nie wyszło;-)

  14. Zdanie odrębne.

    „Nieistotne jest czy kot jest biały czy czarny, ważne jest by łapał myszy.”

    Kto to powiedział? Wielki Deng.
    I Chiny się rozwijają od paru dziesięcioleci.

    Czy 70% Polaków obchodzi kto rządzi?
    Chcą się bogacić i bawić.

    Zabawy w ideologię, zawsze źle służyły ekonomii.
    Czy powinno mnie obchodzić że pan X czy Y reprezentuje jakąś partię?
    Czy to jak sprawdza sie jako dyrektor, manager, specjalista?
    Czy istotne jest jaką szkołę kończył oficer?
    A może ważniejsze jest jak dowodzi?Czy nie naraża niepotrzebnie ludzi?

    Rewolucja Francuzka pożarła swoje dzieci.
    Ale Talleyrand, Vidoc, Fuche służyli z powodzeniem wiedzą i doświadczeniem kolejnym władzom.

    Katonów ci u nas dostatek.Tylko kto nie kręci przy tym własnych „lodów?”
    Stare wraca.
    Kiedy w Polityce ukazał się tekst „Dobry fachowiec, ale bezpartyjny”?
    Minęło chyba 25 lat i dalej jest aktualny.

  15. Widze, ze nadszedl czas rzeczowej, merytorycznie poprawnej dyskusji o naszej narodowej lewicy i osobach nia poki co kierujaca.
    Ja raczej osoby Kanta i Sierakowskiego a Olejniczaka w szczegolnosci potraktuje nieco marginalnie, a skupie sie nieco nad innym momentem. tj. wskazaniem chwili, w ktorej lewica w Polsce weszla na droge samounicestwienia.
    Mam coraz powazniejsze podejrzenia iz lewica wewnetrznie byla podzielona i uformowala sie grupa, ktora zainicjowala wrecz rozpracowywnie tych, ktorzy ( na bazie solidnych komunistycznych korzeni ) wyraznie przeszkadzali im w przeobrazaniu – uwspolczesnianiu – ruchu lewicowego. Mozna , a nawet nalezy sobie powiedziec, ze w 80% za Okraglym Stolem i w Magdalence rozmowy prowadzila Lewica demokratyzujaca z lewica stalinowskiego modelu. Ruch prawicowy formowal sie, lecz nie stanowil on silnego, wplywowego monolitu.
    Aparatczyki stalinowskiego modelu stopniowo, w mysl kompromisowego consensusu okraglego stolu odcgodzili w cien i na margines zycia politycznego Polski w przekonaniu, ze Ci, ktorzy wszystko wzieli w swoje rece nie dadza im zrobic krzywdy.No i wlasciwie tak sie stalo i tak jest do dnia dzisiejszego.
    W moim przekonaniu momentem przelomowym staly sie wychodzace na swiatlo dzienne afery gospodarcze i ;polityczne w tym slynne tasmy Oleksego. Uformowal sie dalszy rozklad lewicy na rozne male i jeszcze mniejsze formacje.Jozef Oleksy stal sie niejako porzykladem zdecydowanego oponenta wzgledem pozostalosci skostnialych wrecz neostalinowskich metod i systemow dzialania – a w szczegolnosci byl i jest negtaywnie ustosunkowany wzgledem osob wowczas ztym szambem kojarzacych sie.Wzglednie pozytywna prezydentura Aleksandra Kwasniewskiego nieco przygasila pewne tarcia w lewicy.Oleksy stal sie personan nongrata, Leszek Miller oficjalnie odcial sie od tego kotlujacego sie szamba w ktorym w lidery wysunieta Olejniczaka. Przeto koziol ofiarny musi byc!.
    Dzis mamy Sierakowskiego i jemu podobnych, ktorzy – nie bardzo poki co wiadomo – zmierzaja ku czemus, co niby powinno uratowac lewice przed calkowitym zniknieciem ze sceny politycznej w Polsce.W istocie nie bardzo rozumiem tych intencji – w kilku momentach wzajemnie sie wykluczajacych.
    Moja prognoza sprowadza sie do tego iz lewice, czeka najglebszy wewnetrzny kryzys i programowy i kadrowy.Bardzo zle, ze krytycznie , negatywnie postrzega sie Leszka Millera, gdyz on jest tym typowym przykladem wlasciwej lewicowej transformacji. On nie neguje swoich postkomunistycznych korzeni, ale whyraznie i glosno deklaruje – pomny okreslonych doswiadczen – dosc ceikawy p[rogram ekonomiczny.
    Temat jest ogromnie zlozony i obszerny. Nie chce swoim komentarzem konkurowac z szacownym Lizakiem wiec w koncowej konkluzji pozwole sobie wyrazic poglad iz jest pora zakonczyc obdarowywac lewice poskomunistycznymi inwektywami a raczej wszystkim zastanowic sie nad tym czy i jaka powinna bhyc lewica, czy i kogo nalezy odprawic na tzw. zasluzona emerytyure polittyczna by wyczyscic przedpole dla tych, ktorzy realnie i praktycznie moga stworzyc formacje lewicowa. Lewica jest potrzebna. To polaryzator tarc politycznych, to gwarant antymonopolizacji panaceum na wladze, madrosc i decyzyjnosc.Lewica silna to gwarancja rywalizacji ( konkurencji ) progranmowej, autentycznej rywalizacji demokratycznej wszystkich sil politycznych, a w efekcie rzeczywisty postep io rozwoj kraju we wszystkich plaszczyznach.Krytyka tak! krytykanctwo nie!
    Cos mi wewnetrznie podpowiada, ze najprawdziwszym, wrecz najsurowszym egzaminem dla calej lewicy w Polsce bede kolejne wybory do Sejmu i Senatu, a ze Tusk i jego druzyna coraz wyrazniej w tym kierunku zmierza prognozuje, ze wiosna przyszlego roku moze byc baaaaaaaaaaaardzo ciekawa w Polsce.
    Tym” optymistycznym” akcentem zycze wszystkim przyjemnego i udanego weekendu, slonac, smacznego piwa i wszelkich przysmakow z rozna na swiezym powietrzu.

  16. a może. pana konata zazdrośc zżera?

  17. Cargo

    Nie ma litości dla „Solidarności”.
    Nauczcie się chociaż czytać.

  18. Muszę tego spróbować. Na sobie. Naciskam klawisz: FUNKCJA STRESZCZAM.

    Oto co wyszło:
    Cały kontrowersja w tej sprawie leży między Lubatem (14:10), którego młody asystent SGH “bardziej przekonuje” niż red. Passent, a samym red. Passentem, którego mgr Konat jako wcielenie Chruszczowa denucjującego kult jednostki w “Krytyce Politycznej” wcale nie zachwyca. Albowiem red. Passent jest krytykiem krytyki krytyki politycznej.

    A ja jestem krytykiem takiej krytyki … Taka hermetyczność jezykowa, neomarksistowski antypostmodernizm i podobne zjawy w KP i na lewicy, wyzute z ekonomii doprowadzić jedynie mogą do marginalizacji i pół procenta poparcia dla lewicy. Jedyne co wydaje się być słuszne to to zdanie z najmocniejszego, drugiego akapitu: Jeżeli pan Konat tęskni do środowiska lewicowych ekonomistów (a tęsknotę tę w pełni rozumiem i podzielam), to niech skrzyknie kilku kolegów … . I on to zdaję się w dramatyczny sposób właśnie robi tą swoją pierwszą w życiu zawziętą publikacją w “Przeglądzie”. Młodość idzie, panie red., którąś nogą musi zacząć swój marsz.

    Powiedziawszy tyle i skrótowo, nie mam pojęcia co mgr Konat tam w “Przeglądzie” pisze, bo nie mam dostępu. Pewnie bym i to skrytykował, jeśli wolno. Tak na niucha, bo oczywiste jest, że całą żółć narodową na przekręty prywatyzacji i korupcję dzikiego kapitalizmu skanalizował już PiS. Legenda już została napisana, komuchy z liberałami dogadali się w Magdalence, a zaczęli już w 1970 roku za pośrednictwem Lecha W., itd, itd. Z dwóch sprzeczności: Polska Ludowa była rajem, oraz PRL był piekłem, można spokojnie wywieść te same rozliczne wnioski o kradzieży i wyprzedaży majątku, upadku gospodarki w ostanich 20-tu latach, katastrofie zadłużenia zagranicznego Polski, itd. Warto przypomnieć jako fakt, że słynna dziura Bauca była efektem sojuszu legislacyjnego AWS i SLD, kiedy to uchwalono szerokie i sprawiedliwe społecznie rozdzielnictwo, i gdy policzono jego efekt, to wyszła dziura na 100 miliardów.

    Kultywowanie sprawiedliwości społecznej jako jedynego elementu ekonomii jako nauki i polityki gospodarczej jest ułomne. Praktyka temu przeczy. Gospodarowanie nie może opierać się jedynie na dzieleniu, na redystrybucji podatkowej i innej, i tworzeniu teorii, że jak się da mniej zamożnym to oni natychmiast skonsumują i w ten sposób nakręcą gospodarkę najlepiej jak tylko można. Gospodarowanie musi mocno stać na drugiej, ważniejszej nodze podażowej, na oszczędności i oszczędzaniu, na inwestowaniu (również w edukację młodego pokolenia), na wzroście wydajności pracy. “Nie będziemy rozdawać pieniędzy, (..) musimy bogacić się poprzez pracę” – jak widać nie krytykuję bez ustanku, oto popieram premiera Tuska w tym stwierdzeniu. Ale to tylko słowa, zobaczymy jakie za nimi pójdą czyny. Ucz się lewico.

  19. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Bardzo ciekawy wpis na stronie „Agnieszka jakiej nie znamy” zrobiony przez leon – 23.05., godz. 11:10, warto sie cofnac i dac sobie czas. Leon!, dobra robota – to lubie, mam slabosc do prawdy…..

    Ach jak przyjemnie kolysac sie wsod fal…..

  20. Trzeba uderzyć się w piersi panie redaktorze i napisać wprost :
    odpowiedzialność za upadek lewicy ponosi Polityka .
    Redaktor Passent wychwalając PO zapomniał o lewicy,
    ciągłymi atakami na Kaczyńskich nie pomagacie lewicy tylko PO.
    Panowie Kot i Sierakowski atakując PiS atakują też PO,minęło pół roku rządów PO i czy Polityka choć raz ” przyłożyła ” im ,
    nie bo po co.
    Kto zniszczył Oleksego i Milera i kto próbuje tego samego z Olejniczakiem i Sierakowskim na pewno p.Kot nie jest bez winy ale największą winę ponoszą Paradowska i Passent.

  21. Krytyka Polityczna wraz z zespołem i liderem Sławomirem Sierakowskim oraz kilkoma klubami w dużych miastach stanowi dobre teoretyczne zaplecze dla socjaldemokraci, ale w przyszłości. Ostatnie wojewódzkie zjazdy SLD były miejscem głównie rozgrywek personalnych, a tożsamość programowa działających na dzisiaj ugrupowań lewicowych to wielka huśtawka i pustka. Mimo raportu Reykowskiego i zakreślonego szerokiego pola programowego przez Krytykę, socjaldemokraci sami szarpią się wewnętrznie, drążą bardziej regionalne problemy podstawowe: jak wykorzystanie funduszy UE, służba zdrowia i itp., a ponadto na niektórych zjazdach wygrywają bardziej osoby o ciągu karierowiczowskim. Może to co głosi grupa Krytyki Politycznej jest daleko teoretyczne jak na polskie warunki, jest „bardziej dla ducha”, ale jest konieczne dla systematycznej budowy nowoczesnego społeczeństwa w przyszłości. Drugim takim polem, ale „dla ciała” może być właśnie problematyka ekonomiczna w tym ostatnio nośny tzw: zrównoważony rozwój, która nie musi być w zakresie programowym Krytyki, ale może. Redaktor DP wspomina o silnych ośrodkach akademickich z zakresu ekonomii, które są jeszcze aktywne. Młody i nieopierzony G. Konat zamiast łączyć wypisuje dziwactwa, bezpodstawnie krytykuje i wbija klin. „Nowy” program ekonomiczny sam się wpisuje jako uzupełnienie programu Krytyki, który niekoniecznie musi być z nią pod jednym dachem. S. Sierakowski i grupa współpracowników ma już za sobą wiele konkretnych dokonań i ma plany, a młody G. Konat jeszcze nie zaczął, a wystrzelił z grubej armaty ostrą i bezpodstawną krytyką, tym samym wpisuje się w nurt jednej z najgorszych cech Polaków: pieniactwa i atawizmu, zamiast łączyć co lewicy na dzisiaj jest tak bardzo potrzebne.
    Czy S. Sierakowski nie powinien zaprosić do współpracy prof. Grzegorza Kołodkę, a podróżujący profesor jeżeli wyrazi zgodę, to wspólnie z prof. M. Środą mogą być super duetem w Krytyce i dodatkowo przewodzić na lewicowej liście przebojów.
    W. Olejniczak i G. Napieralski naparzają się wzajemnie, wymachują szabelkami, a w sumie są komplementarni jak puzzle i ambicja może ich szybko wyautować podobnie jak może tego dokonać przez przypadek Katarzyna P !!!. Brak takiej współpracy koleżeńskiej pomiędzy liderami na dzisiaj, może doprowadzić do ich wcześniejszej emerytury politycznej, a dodatkowo o miejsce w przyszłym Parlamencie Europejskim konkurują jeszcze starsi lewicowi emeryci.

  22. O Boże, powiedziałby katolik, Znowu pan Daniel Passent ma rację. Szczerze wypowiedział sie o Sławku Sierakowskim jako o wschodzącej gwieździe, o nadziei polskiej myśli lewicowej. Niestety oprucz krytyków mamy też wielu KRYTYKANTÓW. Do nich z pewnością należy Grzegorz Knot. Panie Grzegorzu – do dzieła. Stwórz własną szkołę, pozyskaj zwolenników i poklask społeczny, nie leń się, nie wywalaj otwartych drzwi. Pola do działania wiele.

  23. „Kto zniszczył Oleksego i Milera i kto próbuje tego samego z Olejniczakiem i Sierakowskim na pewno p.Kot nie jest bez winy ale największą winę ponoszą Paradowska i Passent.”
    Donek007, jeśli to prawda, to chwała im za to.
    Lewica nie równa się Oleksy i Miler. Lewica to idea, nie ludzie.
    Ludzie się tylko pod idee podszywają, zwłaszcza dla kariery.
    Ty myślisz, że gdyby Oleksego chcieli, to nie zapisałby się do PiS, a nawet Radia Maryja ? I bardzo szybko miałby gdzieś lewicę.
    Passent i Paradowska są chociaż stali w uczuciach. Preferują rozsądek, bo kariery robić nie muszą. Już ją zrobili na zawsze. Gdybyś był w takiej sytuacji jak oni, to byś bzdur nie musiał pisać.

  24. Roman56PL pisze:
    2008-05-23 o godz. 15:44
    zgadzam się z Tobą. Lewica to IDEA, a nie ludzie. Jednak ideę muszą realizować ludzie! Czy rzeczywiście należy zrezygnować z dawnych jej działaczy. I tak (zbyt opluskwieni przez polską parafiańską prawicę) i nie, bo rzeczywiście są nośnikami tej idei. Jednak młodzi, a na nich trzeba stawiać, już są przesiąknięci indoktrynacją proboszczowską, mimo wyrobionego dystansu do klerykalizacji. Mają pewne engramy pamięciowe zakodowane. Oni potrzebują nowych nazwisk. Rówieśników. Bez przeszłości może chmurnej, ale durnej, lecz zrozumiałe i chwytliwe. Pamiętajmy. Trzeba walczyć o względy młodych wykształconych z empatią społeczną. Ci co nie posiadają tej ostatniej cechy, postawią się w rolę bogów i zasilą szeregi prawicy. Pozdrawiam

  25. TO JEST ORYGINAL ARTYKULU

    Elita młodej lewicy buja w obłokach, próbując uczynić jej symbolami egzotycznych
    filozofów lub awangardowych artystów

    Jak słusznie zauważył Piotr Ikonowicz, „Proletariusze (…) nie czytają Marksa, Chomsky`ego ani �i�ka. Zjednoczyć ich może wyrazista ideologia lub mitologia (…)”. Tymczasem polska lewicowa „awangarda” nie jest w stanie nic podobnego stworzyć. Tylko czy istnieje taka potrzeba?
    Mitologia polskiej lewicy istnieje – wystarczy tylko ją odkurzyć. Jednym z niezaprzeczalnych sukcesów całego postsolidarnościowego establishmentu, który w chwili obecnej wypełnia w Polsce przestrzeń władzy, jest wmówienie społeczeństwu, że „S”, i tylko i wyłącznie „S”, ma „moralne prawo” sprawowania rządów w Polsce. Ten absurdalny pogląd pokutuje niezmiennie od lat i nawet „umiarkowani” i „postępowi” przedstawiciele prawicy co rusz dają wyraz takiemu myśleniu. Choćby poseł i członek władz Platformy Obywatelskiej Jarosław Gowin, który oceniając polską scenę polityczną, stwierdził niedawno, iż „nie ma powodów, by sądzić, że w Polsce coś idzie w złym kierunku. (…) Gdyby nie było PiS, na jego miejsce pojawiłaby się lewica postkomunistyczna”. Jakże znamienne to zdanie. Oczywiście pojawiłaby się lewica postkomunistyczna, bo przecież Gowin nie jest w stanie wyobrazić sobie jakiejkolwiek innej. „Płatni zdrajcy, pachołki Rosji” – te słowa wykrzyczane niegdyś przez Leszka Moczulskiego z trybuny sejmowej pod adresem spadkobierców PZPR to po dziś dzień treść dominującej, jeżeli nie jedynej refleksji, jaką prawica w Polsce ma na temat przeszłej, obecnej i przyszłej lewicy. Co gorsza, obraz taki

    konsekwentnie wpaja się

    najmłodszemu pokoleniu, choćby przez martyrologiczną ekwilibrystykę IPN.
    Lewicy w Polsce brakuje dziś wielu rzeczy: począwszy od reprezentacji politycznej z prawdziwego zdarzenia, a na powszechnej świadomości obywatelskiej społeczeństwa skończywszy. Ale ma ona niezaprzeczalnie jeden ogromny atut – równie piękną, co zapomnianą historię. To historia polskiej lewicy może i powinna stać się źródłem jej dumy. Nie PZPR bowiem, ale z górą półwiecze działalności zwłaszcza Polskiej Partii Socjalistycznej (mam tu na myśli lata 1892-1948) oraz wielu innych ugrupowań i frakcji stanowi prawdziwe oblicze polskiej myśli i działalności lewicowej. Przypomnijmy tylko najważniejsze fakty: rewolucja 1905 r. – piękny zryw, który po raz pierwszy na ziemiach polskich połączył „sprawę polską” z emancypacją ludzi pracy. Dalej wkład w odzyskanie niepodległości, a potem budowa odrodzonego państwa i walka o to, aby było ono oparte na zasadach współpracy i sprawiedliwości społecznej. Następnie – po zamachu majowym – stopniowe i coraz bardziej stanowcze podnoszenie kwestii braku demokracji i naruszania swobód obywatelskich, co skończyło się represjami dla wielu czołowych działaczy socjalistycznych. Wreszcie jakże piękna karta wojenna, reprezentowana nie tylko przez walkę zbrojną w podziemiu, lecz także przez bohaterstwo takich osób jak choćby Irena Sendlerowa. Czas najwyższy zacząć mówić głośno: socjaliści to patrioci, a nie okupanci; demokraci, a nie totalitaryści; działacze społeczni, a nie partyjni notable. Totalitaryzm i przemoc to domeny prawicy, tyle że w Polsce już dawno wszystkie te pojęcia pomieszały się. Oczywiście nie czas i nie miejsce opowiadać tu całą bogatą historię polskiego ruchu socjalistycznego, zwłaszcza że zmusza to do straszliwych uproszczeń. Ważne, że wiadomo gdzie owej dumy szukać. I wiadomo, że poszukiwania te nie będą bezowocne.
    Na marginesie – warto spojrzeć, w jakim kontraście do wspomnianych postaw stoją „patriotyczne” dokonania polskich ugrupowań katolicko-narodowych na przestrzeni tego samego półwiecza. Najpierw „zapomniany” dziś zupełnie lojalizm wobec Rosji w latach 1905-1907, który nie tylko pchnął Romana Dmowskiego do posłowania w Dumie, lecz także dał bojówkom Narodowego Związku Robotniczego pretekst do

    mordowania powstańców rewolucjonistów.

    Potem choćby inspirowane przez endecką nagonkę zabójstwo Gabriela Narutowicza, a dalej krytyka piłsudczyków za… niedokładne kopiowanie wzorów faszyzmu włoskiego! Nie wspominając już o antysemityzmie i aktywnym wspieraniu przez niektóre środowiska hitlerowców podczas okupacji. A jednak to Dmowskiemu stawia się dziś olbrzymi pomnik w centrum Warszawy!
    Niech więc ludzie o pięknych biografiach, których pozazdrościć tylko mogłyby im – często podejrzane – ikony katoprawicy, staną się elementem świadomości społecznej, przynajmniej świadomości lewicowej. Skończmy z nachalną promocją jedynie słusznych bohaterów, takich którzy „polegli za ojczyznę w beznadziejnej walce z przeważającymi siłami wroga”. Czy budowniczowie państwa i obrońcy demokracji nie zasługują na szacunek pokoleń co najmniej w równym stopniu jak ci, którzy za nie polegli? A pokolenia społeczników, którzy poświęcając się pomocy najsłabszym po dziś dzień „walą głową w mur”? Czy tacy ludzie nie zasługują także na wyniesienie na sztandary i co stoi temu na przeszkodzie? Tymczasem elita młodej polskiej lewicy w tej kwestii (i wielu innych) buja gdzieś w obłokach, próbując uczynić jej symbolami egzotycznych filozofów o często niewymawialnych dla przeciętnego Polaka nazwiskach, lub – w najlepszym przypadku – awangardowych artystów. Sztuka i filozofia! Nie ujmując nic tym dwóm, fundamentalnym dziedzinom ludzkiej działalności, niezwykle trudno będzie im „trafić pod strzechy”.
    A przecież to właśnie „walka z hegemonią dyskursu neoliberalnego” i „przenikanie do świadomości” miały być strategicznymi celami na najbliższe lata. Czas sobie uświadomić, że prawdziwe życie i prawdziwa walka toczą się nie w zadymionych salonach i redakcjach rozemocjonowanej akademickimi sporami „lewicowej inteligencji”. Bezradny bezrobotny, ledwie wiążąca koniec z końcem emerytka czy niemiłosiernie wykorzystywany pracownik hipermarketu nie tylko nie poczują się zainteresowani zagadnieniami – dajmy na to – psychoanalizy w sztuce. Oni zupełnie się od takiej lewicy odwrócą! Doświadczenie z PiS pokazuje, że potencjalny elektorat lewicy w Polsce nie ma rozbudzonej świadomości swej „lewicowości”, jest także w dużej mierze konserwatywny lub – powiedzmy to łagodniej – sceptyczny w wielu kwestiach. Czy nie mądrzej więc, łatwiej i skuteczniej byłoby trafiać do tych ludzi z nazwiskami Daszyńskiego, Limanowskiego czy Sendlerowej na ustach? Nie tylko pozwoliłoby to na rozbudzenie świadomości, pokazanie pozytywnych wzorców i choć odrobinę pomogło w kształtowaniu postaw. Mogłaby to być także ważna

    część procesu samookreślania

    środowisk lewicowych w Polsce. Samookreślania – dodajmy – jako lewicy społeczno-ekonomicznej, a nie kulturalno-obyczajowej, jaką chce ją widzieć (jeśli w ogóle) prawica i jaką niestety stają się coraz bardziej niektóre środowiska. Ale – co może najważniejsze – pozwoliłoby to dobić postsolidarnościowy mit o jedynie słusznej drodze w polityce i o lewicy, która z zasady i na wieki wieków ma już być utożsamiana z pezetpeerowskim establishmentem.
    Wybór przez niektórych tej, a nie innej drogi wynika być może z pewnego niezrozumienia społeczeństwa czy właściwie oderwania od rzeczywistości tej Polski, która „klepie biedę” daleko od Warszawy. Za przykład niech posłuży podnoszona ostatnio głośno kwestia antysemityzmu Polaków. Tego, który był, i tego, który do dziś w nas przetrwał. Można oczywiście pouczać i mówić, „że tak nie wolno”, „że lewica się tym brzydzi”. I słusznie! Tylko czy nie spowoduje to często reakcji odwrotnych? Czy – powiedzmy to wprost – dobry, ale prosty człowiek nie zrazi się i nie usztywni swojej postawy? Czy wreszcie nie lepiej kształtować poprzez pokazywanie, ba! – nachalne jak w najlepszej kampanii marketingowej – powtarzanie pozytywnych przykładów? Tutaj jednak pojawia się pytanie, jak to robić. O konkretne recepty niełatwo, ale ogólna myśl do realizacji jest jasna i prosta. Jak uparcie nadaje w eterze pewien zakonnik – dyrektor ogólnopolskiej rozgłośni radiowej – „Trzeba siać, siać, siać!”. Inwencji, sił i środków przecież braknąć nie powinno. Tylko czy znajdzie się wola?

  26. A mi się wydaje, że argumenty które Pan Passent zbija mają sporo sensu.

  27. Bardzo mnie cieszy, że Norman Davies ujął się (w Dzienniku) za Lechem Walęsą. Zawsze żałowałem, że nie zagłosowałem na Lecha w wyborach prezydenckich 1990, ale byłem wtedy zakochany w Tadeuszu Mazowieckim. Mazowiecki jest jednym z sygnatariuszy listu w obronie Lecha, co mnie też cieszy. Hałas wokół książki IPN ustanie w momencie jej opublikowania. Jest to sensacja na miarę raportu Macierewicza, który okazał się najnudniejszym thrillerem roku. W każdym razie jeśli ktoś liczy, że Lechowi w trakcie lektury wysiądzie nowy defibrylator, to może srodze się zawieść.

  28. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    leon – 23.05., godz. 11:08

    Piotr Gontarczyk w „Pod Prad, odc. 11 Piotr Gontarczyk” zrobil niewatpliwie szydelkowa robotke, stkoda tylko, ze jest niemozliwe dojscie do mat. archiwalnych, ktore zostaly zniszczone. Bardzo ciekawym aspektem calosci dotyczacym tzw. polskiej zydo/komuny byly metody przylepiania roznych latek tym, ktorzy po II WS do Polski wracali z Zachodu i nie nalezeli do grasujacych band rabunkowych PPR. Tych zydo/komuna obslugiwala w sposob szczegolny, nie mozna bylo ich zdegenerowac dlatego wykanczano ich psychicznie i finansowo, dajac do zrozumienia jakim nalezy byc aby moc awansowac w systemie Piotr Gontarczyk ma dostep tylko do tzw. brutalnej prawdy, ktora niewatpliwie pozostawiono celowo na pozarcie. Natomiast „pereleczki” sztuki degenerowania albo zniszczono lub wcale dokumentacji nie prowadzono. O takich przypadkach opowiadali tzw. Hiszpaniacy, ktorymi nota bene opiekowal sie z ramienia KC-PZPR Eugeniusz Szyr. Inaczej mowiac to co Gontarczyk wyluskal jest li tylko ulamkowa czescia obrzydliwej prawdy – jak ja p. Janusz Konwin-Mikke nazwal – prawdy o polskiej zydo/komunie. A to, ze pewna grupa prominentnych intelektualistow PRL-u bardzo dobrze czula sie w tej atmosferze nie majac z tego powodu stresow swiadczyc moze o wielkiej wrazliwosci owych gagatkow „wielkiej kultury”…
    PRL potrafial zreszta sie odwdzieczac za bycie wiernym systemowi…. Ostatecznie cos za cos – to tak niewiele – prawda?

    http://www.youtube.com/watch?v=x5E36mdHE3w&feature=related

  29. tow.lizak przygotowaliscie sluszny referat.po lini i na bazie.yanke go home….he,he,he,he.

  30. Szanowni blogowicze, widać, że maksyma:”rzucam myśl, a wy ją łapcie” kwitnie mocno; znak, że nastaje sezon ogórkowy. Mam więc pomysł: zebrać razem „do kupy” złote myśli „lizaka”,”T. Obs”, „Romana”, i wiele innych, wymieszać, zemleć (niektórzy mówią -zmielić; ładniej brzmi, ale niepoprawnie), dodać pieprzu, znowu wymieszać, odsączyć wodę (oj, dużo wody się wyleje) i co zostanie, bigos, czy nowa OSOBOWOŚĆ lewicy?. Liderzy tego bigosu powinni zostać doproszeni na kongres Lewicy i im tam wyjaśnić (metodą Gustlika), co i jak robić, żeby wygrywać.
    To, co wyżej napisałem świadczy o tym, że ja też piszę: ple, ple, ple, ale przecież o take Polskie my walczyli, nie?

  31. Nikt nie dyskutuje o niewydanych przez ekipę Tuska miliardach z Unii, o niewybudowanych drogach, o niezałatwionych problemach budzetówki, o marazmie Drzewieckiego i EURO2012. Wciąż jakieś tabloidalne pomysły dyskusji. Lewica, prawica, partia…kogo to obchodzi? PiS, PO, SLD, PSL wciąż gadają ze sobą i przechodzą obok realnych problemów. Ciekawe czy ktoś na prawdę pracuje, czy już odbywają się kampanię do Parlamentu czy Prezydentury…Żenua!!!
    I ten głupi Marcinkiewicz szukający pracy…

  32. A jednak na tym blogu panuje pełna wolnośc słowa i swoboda badań naukowych. Korzysta z niej głównie jedna osoba – Stychowski.

  33. TO (!!!) JEST ORYGINALNY TEKST – TO CO ZAMIEŚCIŁ(A) CARACOLES, TO WCZEŚNIEJSZY TEKST TEGO SAMEGO AUTORA W PRZEGLĄDZIE!!!

    Warto przeczytać, zwłaszcza, że DP odnosi się w swej krytyce wyłącznie do swoich (celowo błędnych) interpretacji, a nie do słów samego autora. A KP brak uczciwości, gdyż wiedząc o tym, nie mają nawet tyle odwagi żeby się ustosunkować, tylko odsyłają na swojej stronie głównej do tego bloga (do oryginalnego tekstu już oczywiście nie)…

    Krytyka, ale jaka?

    Pięć powodów, dla których środowisko Krytyki Politycznej w obecnym kształcie nie może stać się podstawą do odbudowy lewicy w Polsce.

    W debacie publicznej co chwila powraca słuszne i poniekąd dramatyczne pytanie: jak odbudować lewicę w Polsce? Jednym z najpopularniejszych ostatnio pomysłów jest ten, aby budować na bazie środowiska skupionego wokół kwartalnika Krytyka Polityczna. Argumentów na poparcie tak sformułowanej tezy nie trzeba chyba przytaczać, zwłaszcza w kontekście swoistej burzy medialnej, jaka rozpętała się ostatnimi czasy w związku z rozpadem koalicji LiD, a której to burzy KP i jej redaktor naczelny – Sławomir Sierakowski – są bohaterami. Zdecydowanie ciszej jest natomiast wokół ewentualnych niedoskonałości takiego pomysłu, lub wręcz takich cech środowiska, które dyskwalifikują Krytykę w obecnym kształcie, jako bazę dla stworzenia silnego i poważnego stronnictwa postępowego w naszym kraju.

    Gospodarka, głupcze!

    Na początek trzeba podnieść kwestię absolutnie fundamentalną. Krytyka Polityczna tworzy w naszym kraju lewicę kulturalno-obyczajową, zamiast tak pożądanej i potrzebnej: społeczno-ekonomicznej. Znamienny jest tutaj praktycznie zupełny brak zainteresowania kwestiami gospodarczymi, brak wyrażania jakichkolwiek refleksji na ten temat, o konkretnych pomysłach nie wspominając. Krytyka nie wydaje książek o tematyce ekonomicznej i – sądząc choćby z planów wydawniczych na rok bieżący – zdaje się nie mieć takiego zamiaru. REDakcja nie organizuje spotkań poświęconych problemom gospodarki, a w samym czasopiśmie kwestie takie – jeśli w ogóle – pojawiają się jedynie marginalnie. Nic zresztą dziwnego, skoro w stale powiększającym się gronie redakcyjnym, w natłoku socjologów, filozofów i artystów, ekonomistę trudno uświadczyć. Dyskwalifikująca to wada, gdyż w przeoranej przez neoliberalnych ultrasów polskiej rzeczywistości gospodarczej i dyskursie ekonomicznym, to właśnie kwestie gospodarcze powinny być podstawowymi tematami przemyśleń. Tym bardziej, iż – jak słusznie zauważa prof. Tadeusz Kowalik – warunki materialne Polaków stale się pogarszają, a nierówności oraz liczba najuboższych i wykluczonych ekonomicznie rosną w zastraszającym i zupełnie nieprzystającym do Europy i Unii Europejskiej tempie. Są to problemy bezspornie pierwszoplanowe i zastanawia tylko, dlaczego krytyczne głosy w tym tonie nie pojawiły się jeszcze w dyskusji o KP.

    Modna alienacja

    Wydaje się, iż środowisko Krytyki idzie w ślady amerykańskiej Partii Demokratycznej, która niegdyś, w wyniku swego rodzaju zamknięcia w wielkomiejskich realiach i odseparowania od rzeczywistości prowincji, stała się (skądinąd całkiem słusznie) żarliwym obrońcą praw wszelkich mniejszości, zapominając jednak zupełnie o sprawach prowincji i ludzkich problemach natury egzystencjalnej, które dotyczą znacznej części, jeśli nie większości społeczeństwa. Podobnie Krytyka zdaje się zapominać, lub raczej nie uświadamiać sobie wcale swojej alienacji. Stanowi przecież w Polsce elitę pod każdym – także ekonomicznym – względem, a problemy, które dotykają „Ludzi KP”, często nijak się mają do problemów milionów Polaków. Co więcej, zapewne w dużej mierze w związku ze wspomnianą elitarnością, REDakcja stała się miejscem najzwyczajniej modnym, i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Obecnie niezwykle trudno jest ocenić jaki, wśród tłumów, które przychodzą na spotkania KP w całej Polsce i kupują wydawane przez nią książki, jest odsetek tych, którzy robią to, gdyż taka zapanowała moda, czy żeby pochwalić się znajomym. Inną z przyczyn wystąpienia takiej mody jest fakt, iż KP zdecydowanie kieruje swoją „ofertę” do ludzi młodych i gruntownie wykształconych. To oczywiście praktyka jak najbardziej słuszna, pod warunkiem jednak, iż nie odwracamy się tym samym zupełnie od starszych pokoleń i osób o mniej wszechstronnych zainteresowaniach. Tymczasem Krytyka zarówno tematyką, jak i stylem jej „sprzedawania” wydaje się być zamknięta dla dzisiejszych pięćdziesięcio-, czy sześćdziesięciolatków, mieszkańców prowincji, a także osób słabiej wykształconych. Wrażenie to pogłębia język kwartalnika i jego redaktora naczelnego. W każdym numerze KP, publikacji, czy nawet wypowiedzi Sierakowskiego w publicznych debatach uderza swego rodzaju „intelektualna kastowość” zarówno języka, jak i przekazywanych treści.

    Była sobie PRL

    Niewiele w tym wszystkim zmienia pokazywany przez Sierakowskiego zawsze przy okazji pojawiania się zarzutów o wyalienowanie „Kurier Białego Miasteczka”. Świadczy on raczej o wątpliwościach naczelnego KP, niż prawdziwym zrozumieniu środowiska dla spraw społecznych i zaangażowaniu w nie. Tymczasem wspomniana kwestia alienacji przywołuje jeszcze jeden problem ze środowiskiem Krytyki – jego stosunek do najnowszej historii Polski. Słusznie potępiając III RP za nieprzyzwoicie wręcz neoliberalne poczynania ekonomiczne i konserwatyzm w sferze obyczajowej, jednocześnie ideały swe KP wywodzi zdecydowanie z opozycji demokratycznej czasów PRL. Nie da się nie zauważyć w tym pewnej poprawności politycznej i chęci pokazania swojego „antykomunizmu”, co niebezpiecznie przybliża do jedynie słusznej wersji historii, prezentowanej przez środowiska postsolidarnościowe. Jeśli w analizie dziejów PRL, ale także każdego innego okresu w historii, ograniczymy się wyłącznie do sfery władzy i jej opresyjności, dokonamy dramatycznego uproszczenia. Nie można bowiem zapominać o takich niewątpliwych zasługach minionego systemu, jak powojenna odbudowa kraju, alfabetyzacja, industrializacja, reforma rolna, itp. Ocena Polski Ludowej przez pryzmat dychotomii: zła, opresyjna władza – dobra, demokratyczna opozycja, jest krzywdząca przede wszystkim dla milionów obywateli, którzy w najlepszej wierze i często z bardzo dobrymi skutkami odbudowywali swój kraj, tworzyli go i zmieniali. Dziś to już osoby starsze, ale tym bardziej trzeba robić wszystko, aby w Polsce, której oddali najlepsze lata życia, czuli się jak najlepiej, i jest to bez wątpienia zadanie dla środowisk lewicowych. Tego KP i obecnej „lewicy” w Polsce brakuje, a brak ten ma poważne skutki w praktyce politycznej. Przekonaliśmy się o tym jesienią 2005 r.

    Kto kogo zmienia?

    Jak słusznie zauważył Przemysław Wielgosz, fakt, iż dyskusja na temat lewicy w Polsce toczy się głównie na łamach prawicowych gazet, świadczy o słabości lewicowych uczestników tej debaty. Ma to jednak jeszcze tę poważną konsekwencję, iż poprzez swój wpływ na kształt tej debaty, prawicowe media – a więc prawica w ogóle – uzyskuje wpływ na kształt polskiej lewicy. Nie zapominajmy, a zdaje się to dotyczyć Krytyki Politycznej, iż korzystanie z konserwatywnych mediów dla głoszenia postępowych haseł powoduje – owszem – przepływ idei, ale w obie strony! Nie można się w tym miejscu nie zgodzić z Piotrem Szumlewiczem, który wprost stwierdził, iż „(…) prędzej to media głównego nurtu zmienią Sławka, niż Sławek je zmieni.” Prawica nie ma przecież najmniejszego interesu we wspieraniu inicjatyw prawdziwie lewicowych i istnieje poważna obawa, iż – w pewnym stopniu pogodzona z faktem powolnego odradzania się lewicy w naszym kraju – woli, aby lewica ta była li tylko środowiskiem kulturalno-obyczajowym, a nie prawdziwym ruchem o charakterze społeczno-ekonomicznym. Powstaje zatem pytanie: czy przypadkiem prawicowe media nie wykorzystują swojej hegemonii w dyskursie do kształtowania lewicy zgodnie ze swoimi „potrzebami”? Być może środowiska konserwatywno-liberalne w Polsce doskonale zdają sobie sprawę, że najważniejsza jest gospodarka, i dlatego ustępują pola w kwestii dyskursu obyczajowego, aby zachować nietknięte zdobycze ultraliberalnej polityki gospodarczej? Niestety Krytyka Polityczna zdaje się wychodzić tu naprzeciw oczekiwaniom prawej strony sceny politycznej i medialnej.

    Polski Che Guevara

    Ostatnim wreszcie problemem Krytyki jest – paradoksalnie – jej twórca i redaktor naczelny. Sławomir Sierakowski nigdy nie unikał rozgłosu, jednak dotychczas zawsze można było to wytłumaczyć chęcią promowania środowiska. Problem pojawia się, gdy zdamy sobie sprawę, iż Sierakowski – być może nie do końca świadomie – promuje w mediach głównie samego siebie. Trudno bowiem odgadnąć, czemu mają służyć, zalewające ostatnio także niebulwarową prasę, opowieści o podbojach miłosnych, pracy fizycznej w młodości, robotniczym pochodzeniu, czy ilości wypalanych dziennie papierosów. Jednak raczej przyczyniają się do budowania legendy „polskiego Che Guevary”, niż tworzenia lewicy w Polsce. Nie służy to również samej Krytyce. Już teraz bowiem, poza zupełnie wąskim gronem „wtajemniczonych”, REDakcja utożsamiana jest praktycznie wyłącznie z jej twórcą, a trwający od kilku tygodni w polskich mediach spektakl z udziałem Sierakowskiego, nieudolnie imitujący dyskusję o lewicy w Polsce, jedynie obraz ten umacnia. Nie jest to chyba żadną miarą efekt pożądany.

    Quo vadis, Krytyko?

    Środowisko Krytyki Politycznej doszło chyba właśnie do takiego miejsca, w którym musi przemyśleć i przedefiniować wiele spraw i aspektów działalności, jeśli chce dalej rozwijać się w dotychczasowym tempie, nie tracąc na skuteczności i nie szkodząc „sprawie”. Kluczowym jest zwrot ku problemom ludzi i zagadnieniom realnej gospodarki – inaczej ta, i każda inna podążająca tą drogą grupa, może skończyć jako kolejny zapomniany, rozdyskutowany salon, bez wpływu na rzeczywistość. Czas otworzyć się na wszystkich, nie tylko awangardowych intelektualistów i studentów, w przeciwnym wypadku może się okazać, iż moda na KP minie tak, jak wszystkie inne kreowane w kapitalizmie mody, a wspomnienie o KP w pamięci zbiorowej niewiele różnić się będzie od tego, o panującej niegdyś wśród polityków modzie na błękitne koszule. Tym samym czas przypomnieć sobie o tym, co ważne dla pokoleń rodziców i dziadków bywalców Krytyki – również o tym, co stworzyli w ramach realnego socjalizmu. Inaczej nigdy nie pozbędziemy się z polskiej polityki prawicowego populizmu. Pora już zacząć tworzyć całkowicie własną i zupełnie lewicową część rynku medialnego, ograniczając tym samym tak intensywną współpracę z mediami prawicowymi, która może doprowadzić środowisko do poważnego kryzysu tożsamości. Wreszcie czas najwyższy pokazać światu inną twarz nowej polskiej lewicy, niż tę Sławomira Sierakowskiego. Ustanie zainteresowania naczelnym Krytyki może bowiem tragicznie obnażyć słabość „think tanku” zbudowanego na medialnej obecności jednego tylko człowieka. Oczywiście żadna z powyższych wskazówek nie zagwarantuje Krytyce Politycznej, czy lewicy w ogóle, sukcesu. Jednak ich zignorowanie może grozić tego sukcesu zniwelowaniem, poważnych osłabieniem, lub – co chyba najgorsze – sukcesem zupełnie innym, niżby tego chcieli wszyscy zainteresowani powodzeniem lewicy w Polsce. Pozostaje jedynie wierzyć, iż komuś te słowa zapadną w pamięć. A najlepiej trafią do serca…

  34. Do telegraphic observer

    Ci lewicowi ekonomisci, ktorzy rzekomo nie istnieja uratowali ten Twoj kapitalizm po tym, jak prawicowi ekonomisci doprowadzili go do ruiny. Gdybys czytal ksiazki, zapewne wyczytalbys w nich gdzies-tam-kiedys-tam o „New Deal’u”, budowie nordyckich welfare states, Stiglitzu, Krugmanie, Myrdalu, Akerlofie, Spencerze, Galbraith’cie, Simonie.

    A jakie sa sukcesy prawicowych ekonomistow? Kryzys gospodarczy w 1929 roku, dziura Bauca, kryzys na rynku kredytow mieszkaniowych w USA, deficyt budzetowy za czasow Reagana, Busha sr jak i jego synusia. Dodajmy do tego 19-wieczny kapitalizm jak i kraje Ameryki Lacinskiej. Dopiero reformy socjalne Bismarcka, konserwatysty, ktory dokonal ich pod wplywem niemieckich socjaldemokratow, szczegolnie Lassalle’a, utorowaly droge do dobrobytu.

  35. Passent posługuje się loginem „kwant”.
    Podejrzenia w/w stwierdzenia poprę odpowiednimi wpisami:
    kwant pisze:
    2008-05-23 o godz. 21:58
    Passent i Paradowska są chociaż stali w uczuciach. Preferują rozsądek…….
    stali w uczuciach….. rozsądek….? ?
    kto i gdzie….
    takie dyrdymały to Oni (Passent,Paradowska) sami o sobie mogli tylko napisać.
    Co do ” bzdur ” to czytając KWANT-a chce się napisać – oto przykład BZDUR

  36. ANCA
    „Coś mi się spać nie chce i wpadłam na samiutki początek wpisów!
    Bardzo mi się pan Konat podoba, bo zachowuje czujność rewolucyjną. Takich nam potrzeba. Warto zapamiętać to nazwisko, jeszcze o nim usłyszymy.”

    Nie ma co wyolbrzymiac i dramatyzowac. Tekst p. Konata jest bardzo wywazony i racjonalny. Niestety p. Daniel, ktorego bardzo sobie cenie, dokonal pewnej manipulacji, powycinal slowa z kontekstu i chyba troszeczke rowniez tego tekstu nie zrozumial.

    Kibicuje KP, ale mam podobne obawy co p. Konat, wiec nie powinnismy sie tak obrazac na pojawiajaca sie wobec niej krytyke. Nie mozemy przeciez Sierakowskiego zaglaskac na smierc, prawda p. Danielu?

  37. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Prawdziwa Lewica w Polsce moze (ma szanse) zrodzic sie li tylko w srodowiskach mocno zwiazanych z kultura Kosciola Katolickiego, czyli inaczej mowiac katolicko/postepowych warstw spoleczenstwa. S. Sierakowski + jego KP jest bardziej wytworem jego sponsorow majacych ochote na kontrolowanym powstawaniu lewego skrzydla, skrzydla waznego, ktorego w Polsce na dobra sprawe do roku 1945 brak. Jak przed i po II WS opiekowano sie np. Jean Paul Satre wiedza ci, ktorzy cos wiedza, a ci ktorzy nic nie wiedza niech siegna najlepiej do korzeni – czyli do Jay Levenston’a i tow. Thomasa W. Brandel’a. Oni moga opowiedziec – jako fachowcy – jak to przy pomocy metod en vito kontroluje sie partie lewicowe. Wszystko to co dzisiaj kreci sie wokol Sierakowskiego w przyszlosci moze splodzic li tylko moralne padliny obwieszajace sie wyludzona bizuteria o ktorje mimichodem i nie bez kozery wspomina Piotr Gontarczyk a nie solidne podstawy ruchu lewicowego. Reklamuja juz ta rodzaca sie poczware w zachodnich TV. To tak jak z ksiazka o Bolku & Lolku, jeszcze jej nie ma polkach ksiegarskich a juz jej pelno w kazdym jadlospisie….

  38. Der Dziennik wyciągając z szafy wywiad z przed pół roku z Marcinkiewiczem o rzekomych podsłuchach zleconych przez Prezydenta stał się szmatławcem jak Fakt. Nikt z dziennikarzy nie sprawdził tych informacji, nie przeprowadził dziennikarskiego śledztwa. Schetyna pogrozil naczelnemu za El Sol de Peru i natychmiast puścili niesprawdzony tekst. Akurat jak Prezydent jest na szczycie w Kijowie. Marcinkiewicz zaprzecza, Marczuk mówi, że to bzdury i tylko poslowie PO pluja na Prezydenta żądając impeachmentu…Jezuuuuu, gdzie my żyjemy!!!Wszystko po to, by było czym przykryc Peru i nędzne expose.

  39. doppler.pl – gdzieś ty w moim poście zauważył dramat? 😮
    Ja po prostu myślę, że p. Konat ma wszelkie kwalifikacje psychiczne, aby zaistnieć na szerszej arenie. Bo mu zależy jak nie wiem co ❗
    A jeśli wykaże się konsekwencją i pracowicie będzie łapami w tej śmietance machał, to sobie kulkę masła utoczy i na niej usiądzie. :-*
    Mam wrażenie, że jeszcze o nim usłyszymy. 🙂

  40. Doppler.pl (13:30)
    Ucieszył mnie Twój wpis jako taki, dalej już sama rozpacz. Ja chciałem powiedzieć, że pojęcie LEWICOWY EKONOMISTA jest absurdalne. Można mówić o różnych szkołach, o lepszych ekonomistach i gorszych, na te i owe czasy. Twoja wypowiedź, oprócz tego, że jest pełna emocji, co generalnie jest dobre, ale zawiera wiele nieprawdziwych faktów i podejrzanych co najmniej interpretacji. Jak już pisałem, dziura Bauca to efekt ustaw przegłosowanych przez AWS-SLD na fali populizmu przed wyborami 2001. Skupiasz się na deficycie budżetu jako dziele złych prawicowych ekonomistów. O ileż więcej historia gospodarcza podaje przykładów, gdy socjaldemokratyczne rządu doprowadzają budżet do deficytu. Obecny deficyt budżetu Francji lub Niemiec jest wyższy niż w USA (w stosunku do PKB). Deficyt za czasów Reagana był w czasie wyprowadzania gospodarki amerykańskiej z napięć stagflacji, które były efektem nadmiernego przywiązania do neo-keynesizmu. Oraz w czasach zaostrzenia zimnej wojny. Natomiast deficyt obecny jest efektem populizmu i polityki walfare state G.W. Busha, w połączeniu z obniżaniem podatków. Wielu “prawicowych” ekonomistów krytykuje Busha za to. Tych z kolei ekonomistów krytykuje się za politykę taniego kredytu. Innymi słowy, obecny kryzys wyniknął ze zbyt luźnej polityki gospodarczej na różnych frontach, w wielu punktach popieranej przez „myślenie lewicowe”. Nawet wojna jako twórca globalnego popytu, a co za tym idzie dobrobytu, należy do kanonu myśli para-keynesowskiej. A przecież to bzdura.

    Po prostu masz głowę przekręconą w jedną stronę. Ileż jest nazwisk ekonomistów po drugiej stronie, ileż przykładów – cud gospodarczy RFN przyniosła polityka Erharda, który twierdził, że gospodarka rynkowa jest w swej istocie i celu całkiem socjalna. Dobra polityka gospodarcza jest mieszaniną, nikt nie podważa sensu welfare state przy obecnym poziomie technologii i oczekiwań cywilizacyjnych, ale jego nadmiar jest szkodliwy z wielu powodów. Jeśli wprowadzenie modelu nordyckiego było możliwe wszędzie na świecie z dużym powodzeniem, to zrobiono by to. Choćby we Włoszech, czy w Grecji, takie podejście kończy się ekonomiczną klapą. Trzeba mieć kompetentą i uczciwą klasę urzędniczą i utrzymanie solidnych standardów wśród pracowników. Taki poziom opodatkowania jak w Danii nie jest możliwy w USA nie z powodu tamtejszego imperializmu, lecz kultury. Żyjemy w czasach ograniczania niektórych elementów welfare state, z tym borykają sie właśnie Niemcy i Francja.

    A Ty walisz rzeczywiście z grubej rury. XIX wieczny kapitalizm? Gdyby go nie było, to kapitalizm XX-wieczny byłby biedniejszy, może rozleciałby się. Kraje Ameryki Łacińskiej? Ich nierówności dochodów to dopiero są nierówności. A są one efektem raczej feudalizmu i struktury etnicznej oraz dziedzictwa kultury starej metropolii kolonialnej, niż jakichś przepychanek lewica-prawica. Hasłowo to trzyma się kupy, ale tylko hasłowo. NB, Amer. Łac. robi się coraz bardziej postępowa, bo rządy nominalnie lewicowe, można powiedzieć przełamujące feudalne układy, wprowadzają gospodarkę wolnorynkową i w oparciu o zdrowe reguły monetaryzmu. Bo kryzys Argentyński był efektem błędów właśnie w polityce monetarnej, oraz braku reform strukturalnych. Podobnie Wielka Depresja lat 1930-tych. Jej przebieg i głębokość ma wiele do czynienia z lewicową, etatystyczną, błędną monetarystycznie polityką gospodarczą, i trudno powiedziec na ile New Deal przyczynił się do wyjścia z tego kryzysu, a na ile to wychodzenie przedłużył.

    Jak się domyślasz, ja tego nie przeczytałem w żadnych książkach, ja to sam wymyśliłem na poczekaniu. Faktycznie, samo czytanie nie wystarcza. Trzeba czytać z różnych źródeł, czytać krytycznie, albo choćby ze zrozumieniem. Pozdrawiam.

  41. Czytam załączony tekst mgr. Konata – dzięki dla “brak im uczciwości …”, a także dla Caracoles. O ile taki był ten tekst, to Passent w jego krytyce nieco, jak się to mówi, pojechał po bandzie. W Polsce Ludowej modne było pojęcie krytyki twórczej, w odróżnieniu od szkodliwej. Konat krytykuje twórczo, tak mi się zdaje.

    Jednak jeden punkt krytyki (mgr. Konata przez red. Passenta) ma sens. Mgr Konat zbyt mocno jest przywiązany do osiągnięć Polski Ludowej. Owszem, były osiągnięcia, uważam, że najważniejszym było zlikwidowanie klasy ziemiańskiej, czyli tzw. reforma rolna. Odbudowa po wojnie także, łącznie z Zamkiem Królewskim w Wawie. Ale industrializacja? Co najwyżej na krótką metę, w pierwszych latach. Potem ukształtował się ten nawyk oglądania wielkich hut i cementowni, które zużywały zbyt dużo energii, zaśmiecały za bardzo środowisko, wszelkie wskaźniki zużycia i zanieczyszczeń na jednostkę wytworzonego dochodu narodowego były tragicznie jak „demoludy” długie i szerokie, trzy i cztery razy wyższe niż w krajach rozwniniętego kapitalizmu, a nawet III RP. A niska jakość tej produkcji, niedopasowanie do zapotrzebowania, nieterminowość dostaw, i tzw. wszechobecny rynek producenta, przysłowiowy brak sznurka do snopowiązałek i pogoń zaopatrzeniowców za uszczelką po całym kraju – tego żadnymi wskaźnikiami jak dotąd nie zmierzono. I po co miano się trudzić? Jaka Polska Ludowa była, taka była, już nie powróci.

    Natomiast słuszna jest teza Konata, a Passenta atak na nią bezzasadny, że musi być silna reprezentacja ekonomiczna w jakimkolwiek lewicowym think-tanku. Ale opieranie się na osiągnięciach gospodarczych Polsce Ludowej ma sens jedynie w kategoriach populistycznych, popularności i sentymentu części starszego pokolenia. Także myśl ekonomiczna nie może polegać na pobożno-życzeniowym wyłapywaniu dzieł zachodnich, bez jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności za to jak je się będzie wprowadzać ich tezy w życie. Krótko mówiąc, jakieś Stiglitz’e nie mające związku z transformacją i modernizacją są tylko elementem propagandowym, choćby nie wiem jak mądry Stiglitz był, i jak bardzo bylibyśmy do niego przywiązani.

    A niestrudzona Pani Stachurska, której każdy przykład, werbalny bądź liczbowy zawsze przyciąga moją najwyższą uwagą, oraz wszelkie odnośniki, tym razem podała dane liczbowe, który zaprzeczają wszystkim tezom słynnego prof. Kowalika, że stopa życiowa narodu spada na łeb na szyję.
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=445#comment-88270
    Przykład powyższy dowodzi oczywiście, że uposażenia poselskie rosły na łeb na szyję, co ja też zauważyłem i nie raz krytykowałem. Szczególnie wzrosły za rządów SLD. Druga obserwacja jest istotniejsza. Najniższe wynagrodzenie, a za tym ogólny poziom wynagrodzeń, rósł w stosunku do tzw. minimum socjalnego, dokładnie o 50%. Czyli w ciągu 15 lat jeśli najniższe zarobki (mierzone minimum socjalnym) wzrosły o połowę, to przy niewątpliwie większych nierównościach dochodów, wszystkie zarobki wzrosły w tym czasie dwukrotnie, a może nawet więcej. Not bad at all. Polska Ludowa nigdy nie miała takich osiągnięć, nie mówiąc już o tak długim okresie czasu.

    Ale prof. Kowalik (i mgr Konat) wie lepiej.

  42. W sytuacji gdy ubozeja pracownicy najemni a bogaca sie coraz bardziej czlonkowie klasy posiadajacej i elity polityczne, nieuchronny jest powrot walki klasowej. Awangarda takiej walki sa z natury rzeczy ludzie o orientacji lewicowo-rewolucyjnej. W chwili obecnej w Polsce brak jest partii, ktorej glownym zadaniem programowym bylaby obrona interesow pracownikow najemnych przed wyzyskiem wlascicieli srodkow produkcji i aktualnej elity. Z oczywistych wzgledow tego zadania nie moze sie podjac uwlaszczona nomenklatura PRLowska oraz rownie uwlaszczona ,dawniej opozycyjna, nomenklatura post-solidarnosciowa. Ci, i ich potomstwo stoja obecnie po przeciwnej stronie barykady. Oczekiwanie ze SLDowskie popluczyny poprowadza walke o sprawiedliwosc spoleczna jest rownie naiwne jak oczekiwanie, ze Nasz Szanowny Gospodarz powiedzie masy na barykady. Czekajmy spokojnie. Polska sytuacja gospodarcza moze sie tylko pogorszyc a wiec obecny rezim, tak jak swego czasu rezim komunistyczny, kopie grob dla siebie samego. Z czasem masy pracownicze wylonia same autentycznych przywodcow byc moze na bazie mysli narodowej. Niestety zyjemy znowu w ciekawych czasach. Przy okazji warto przypomniec, ze w roku 1995 Wielki Wodz Solidarnego Narodu, Lech Walesa, wypowiedzial zdania, ktore zachowaly aktualnosc do chwili obecnej. (http://bobolowisko.blogspot.co, „Wtedy poznasz prawde, i ta prawda cie wyzwoli”).

  43. Czy nie szkoda czasu i energii na obronę prężnej „Krytyki” przed pożałowania godną dywersją nikomu bliżej nieznanego pana Konata? Ośmielę się twierdzić, że nie szkoda. Nigdy nie wiadomo. Krytyka krytyki „Krytyki”, krytyka nawet tak nieudolnej krytyki „Krytyki”, jak krytyka pana Konata, może się okazać kamyczkiem poruszającym lawinę przemyśleń, która przelawszy się przez gościnne progi naszego blogu, kto wie czy nie wznieci ogólnonarodowej dyskusji nad odrodzeniem polskiej lewicy. Na razie, co prawda, na blogu ukazało się raptem czterdzieści głosów, ale nic to, jak mawiał mały rycerz do swego ukochanego Hajduczka, kto nie ryzykuje ten w kozie nie siedzi.

    Autor oczywiście sam nie wierzy, że pan Konat rozpizga od wewnątrz lewicę. Wie doskonale, że my wiemy, że on wie, że choćby przyszło tysiąc Konatów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, to nie rozpizga, taki to ciężar. Niestety nie jest to wiedza krzepiąca, albowiem towarzyszy jej uciskające pęcherz moczowy podejrzenie, że lewicy tak naprawdę nikt nie zagraża, a to z tego prostego powodu, że i ona tak naprawdę nie zagraża nikomu.

    Nie siląc się na jakieś naciągane analogie można powiedzieć, że lewica jest w tym łudząco podobna do Towarzystwa Płaskiej Ziemi. Członkowie tej rozrywkowej organizacji na założeniu, że Ziemia jest płaskim dyskiem, skonstruowali cały system wierzeń i przekonań. Nikomu to nie przeszkadza, toteż nikt się do nich na serio nie przypieprza. Podobne założenie przyjęła lewica, z tą różnicą, że całą swoją rozległą, stupiętrową filozofię buduje ona nie na płaskości Ziemi, lecz na płaskości Wszechświata. W wszechświecie tym nie ma Boga, właśnie dlatego jest płaski. Najśmieszniejsze u polskiej lewicy jest nie to, że umieściła w centralnym miejscu swego programu pustkę, lecz to, że propagując ten ideał chce sięgnąć po władzę nad czterdziestoma milionami katolików.

    Owszem, taki numer może się udać na chwilę, gdy ludziom jest wszystko jedno, byle wypełnić czymś pustą lodówkę, ale gdy tylko widzą ją pełną, lewica przestaje być im potrzebna. Jak ją to rajcuje, niech się modli do swojej dziury w niebie, niech nawet ma te pięćdziesiąt miejsc w Sejmie i kawałek krzesła w Senacie, ale od władzy wara.

    W Zachodniej Europie może jest inaczej, ale w Polsce póki co i długo jeszcze będzie tak jak w Stanach, gdzie polityk nie śmie wyznać, że jest bezbożnikiem, jeśli mu się śni prezydentura, albo choćby urząd mera w jakiejś pipidówie. Przykro mi proszę Państwa, ale na dzień dzisiejszy takie są realia.

  44. Lizak pisze:
    2008-05-23 o godz. 11:50
    „Czapki z głów” przed Twoim tekstem. Trudno go przebrnąć, szczególnie tym, którzy jeszcze pracują (jak ja) i wiecznie nie mają czasu, a pragną w życiu kraju uczestniczyć. Ten tekst powinien, moim skromnym zdaniem, przeczytać U-W-A-Ż-N-I-E i to kilka razy każdy, któremu los polskiej lewicy na sercu leży. Twojej argumentacji i tokowi logicznego myślenia niczego nie można zarzucić. Na dodatek cały wywód potwierdzają fakty!, a z nimi nie sposób dyskutować. Fakty zarówno znane z historii wielu narodów, jak i obecnie dziejące się w naszym smrodliwym grajdole – może szambie, jak to określił prominentny klecha. Jestem pod wrażeniem. Mam szczęście, że akurat zdarzył się długi weekend i miałem możliwość połknąć i przetrawić Twego tasiemca. Ponieważ go strawiłem, nie będzie on już pasożytem, lecz ożywczą pożywką dla mojego organizmu. Przyrzekam Ci, że Twojego tekstu już nigdy nie pominę, nawet gdybym rano miał paść na przysłowiowy pysk ze zmęczenia i niewyspania. Pozdrawiam Cię. Gospodarza pozdrowiłem wcześniej. Mimo wszystko nie byłbym dla niego tak surowy jak Ty. Z tymi końmi porównanie genialne. Podobną sytuację oglądałem kiedyś w realu w Tunezji. Finał był śmieszny. Śmiałkowi nic się nie stało. A konie, jak to konie, wybrykały się i był spokój.

  45. W wąskich ramach wolności słowa i swobody badań naukowych stwierdzam że argumenty Telegrafica w polityce z Dopplerem i artykułem Grzegorza Konata na tematy ekonomiczne są po prostu ROZKOSZNE. Dalsze oceny sobie daruję. Ręce opadają.

  46. Oczywiście błąd. POLEMICE, nie polityce.

  47. Lewicowość rozumiana tu jest chyba, jako roszczeniowość.

    Dobrze jak będzie ktoś, kto upomni się o pracobiorców.

    Należy im się, żeby była równowaga między PRACĄ a KAPITAŁEM, jak np. w Danii.

    Ale w Polsce szykują się już kolejni przedstawiciele klasy pracującej. Nowe środowisko młodej lewicy czai się już do skoku do wpływu na podział kasy za kilka, kilkanaście lat.
    Wiadomo, że Ci co będą upominać się o podział tortu, i do tego są w pobliżu, mogą dostać jego większy kawałek.
    Są niewiarygodni, bo nic sami w życiu nie osiągnęli, poza ciekawymi niekiedy wypowiedziami.
    Dalej powtórzę za TO.
    „Kultywowanie sprawiedliwości społecznej jako jedynego elementu ekonomii jako nauki i polityki gospodarczej jest ułomne. Praktyka temu przeczy. Gospodarowanie nie może opierać się jedynie na dzieleniu.”

    Do dzielenia to środowisko młodej lewicy się spręża.
    Dzielić to co inni wytworzyli, nie oni, bo oni nic nie umieją.
    Starym (a są nimi już Napier…..z OLenin-czakiem) – nikt już nie da się nabrać na SPRAWIEDLIWOŚĆ, którą u nas rozumie się PO RÓWNO.
    Do tego zakorzeniony kult pracy, rozumianej jako FIZYCZNA.
    Bo przecież, Ci co się nie spocą w robocie, muszą kombinować lub spekulować. Przecież na Giełdzie pełno spekulantów! Dobiorą się do GIEŁDY młodzi lewicowcy, jak kiedyś wezmą władzę?
    Wątpię w to, bo wyborcy zaczynają pytać o dokonania i osiągnięcia w życiu prywatnym.
    Zatem chcą dzielić.
    Bez żadnej odpowiedzialności za kłopoty przedsiębiorcy, który oprócz motywowania pracowników musi uporać się z BIUROKRATURĄ i konkurencją.
    Tych pracowników przedsiębiorca musi znaleźć i hołubić, jak są obiecujący, żeby na zmywak do Londynu nie wyjechali. Tak się porobiło.
    Przecież nie przejdziemy na drugą ustrojową stronę, jeśli będziemy promować postawy roszczeniowe.
    My tu tkwimy mentalnie jeszcze w POSTPRL-u.
    Posłuchajcie szanowni INTELEKTUALIŚCI rozmów w pokojach śniadaniowych średniej prywatnej firmy, opartej o polski kapitał, dopiero wówczas zastanówcie się co proponujecie. Czas zrobił swoje.
    Zejdźdcie na ziemię. Przestańcie pisać dyrdymały!

  48. Dioaspora jest czujna! (Albo – nie)

    szestow – 24.05., godz. 16:09

    Szestow bojowniku-o-wielkim-sercu-walczacym-o-wolnosc-i-demokracje, o wielkim sercu, bo gdzies Ty slyszal „expose” Premiera Panstwa Polskego, Panstwa sprowadzonego od takiej a nieinnej krawedziowej sytuacji. Ty masz chlopskie zdrowie czlowieku – slyszysz wypociny a widzisz expose….
    Jezeli media prywatne (GW + Polityka) zrobia z niego premiera 100-lecia tak jak zrobiono z poprzednimi prezydentami, to ja sie zalamie, ja moze nie ale wielu innych?..
    Szestow! widze, ze Ty wiesz jakie znaczenie w zootechnice ma melasa i kto ja dostaje w pierwszym rzedzie?…

  49. Telegraphic Observer: 2008-05-24 o godz. 18:58,

    pojechał Pan po bandzie? Od najniższego wynagrodzenia trzeba odjąć obciążenia podatkowe, a następnie z tego zarobku utrzymać ze dwie – trzy osoby. Czemuż, ach czemuż w Kanadzie nie sprokuruje się systemu jak u nas skoro taki cudny nasz jest?

    W zestawieniu miał Pan, że uposażenia poselskie wzrosły o 9591,50 zł, minimum socjalne o 678,20 zł, a najniższe wynagrodzenie brutto o 996 zł.
    O machinacjach PiS-u z minimum pisałam rok temu. Aktualne nadal jest niższe od tego sprzed trzech, czy czterech (było 844 zł) lat jakby nie było inflacji, jakby nam tu wszystko taniało i taniało.

    Zresztą… Może Pan się naigrywa z naszych „porządków”? Kto poza Panem to wie? Bo za trudne te rachunki to chyba nie są.

  50. Zaczynam domyślać się, że teoria o wyprzedaży majątku produkcyjnego odziedziczonego po PRL za bezcen, za psi grosz, powiedzmy za 1/10 jego prawdziwej, socjalistycznej wartości jest bardziej po myśli oszołomów na lewicy, niż na prawicy. To przecież gierkowska Polska była 10-tą potęgą gospodarczą świata, Polak potrafił wszystko, mówiło się, że będziemy żyć dostatniej i inne hasła, które przecież musiały zapaść w umysły. Aż tak mocno, że powszechnie uważano, iż na przeszkodzie do pełnej szczęśliwości i dobrobytu stoją tylko komuniści w rządzie i jego rzecznik prasowy, no i ZOMO. I nagle, w wyniku wstrętnej manipulacji imperialistów, odwetowców i watykańskich szpiclów, unosi się oto żelazna kurtyna. Naród może lepiej zobaczyć, że naoczne fakty przeczą temu propagandowemu obrazkowi. To zachód jest potęgą gospodarczą i zamożną krainą, a Polska biednym kuzynem o gospodarce na krawędzi hiperinflacji, z masowym bezrobociem. Jak, kurka wodna, ludziom tę sprzeczność wytłumaczyć. Ano proste – majątek rozkradli liberałowie do spółki z żydami i innymi parszywymi emigrantami, majątek wartości setek miliardów zaksięgowanych złotówek zamienionych na dolary (po 4 gierkowskie złote za dolara), i podobne twórcze księgowości. Ale oszołomska prawica też chciałaby dorwać się do władzy, gdy kraj jest na drodze stabilnego, choć niezbyt znowu tak szybkiego rozwoju. Na jesieni 1989. jakoś nikt się nie garnął.

    Ale co my tu czytamy na blogu En Passant?! Polska jest w szambie gospodarczym. “Warunki materialne Polaków stale się pogarszają, a nierówności oraz liczba najuboższych i wykluczonych ekonomicznie rosną w zastraszającym i zupełnie nieprzystającym do Europy i Unii Europejskiej tempie” (prof. Kowalik wraz z mgr. Konatem). Grozi wybuch. Ogromna większość Polaków żyje w nędzy, jest “wyzyskiwana jako najemnicy przez klasy posiadające” (nb. język iście marksistowski), „rezim kopie grob dal siebie”. Już nie trzeba rozpisywać epistoł o rosnącym zadłużeniu, ani o złodziejskiej wyprzedaży? Wystarczy nędza i wyzysk i podobne metafory! Widmo krąży nad Polską. Czego? Hej, rewolucji, jak w Sierpniu 1980. Czy ja mam w to uwierzyć?

    Więc ja mogę uwierzyć w to, że Polska jest jednym z najbiedniejszych krajów UE. Statystyki mówią, że gdzieś w okolicach 40-50 procent średniej unijnej w dochodach na głowę. Że jest bieda, około 5 mln osób otrzymuje jakieś zasiłki. Że są nierówności, nie większe niż w Wlk. Brytanii, czy nawet we Francji, gdzieś nieco powyżej średniej unijnej mierzonej indeksem Gini. Ale te nierówności są w znacznym stopniu dziedzictwem PRL nie mającym nic wspólnego z rynkowym systemem. W końcu PRL ponad 1/3 zatrudnionych mieszkała na wsi i żyła częściowo, albo całkowicie z roli, wytwarzając przy tym tylko 3-4 proc. PKB. RP ten garb powoli, ale systematycznie usuwa, ostatnio także przy pomocy unijnych pieniędzy. Statystki pokazują ciągły wzrost PKB, wzrost dochodów realnych, wzrost konsumpcji, wzrost cen nieruchomości, spadek udziału żywności w wydatkach – to wszystko są dowody wzrastającej zamożności. Statystki jednocześnie pokazują wzrost nierówności, nawet wzrost zagrożenia biedą. Pokazują przy tym, że bieda powstaje tak gdzie nie ma pracy, gdzie jest wiele dzieci w rodzinie, i gdzie jest niskie wykształcenie. Ale znów, statystyki mówią, że zatrudnienie rośnie, w wielu zawodach brakuje pracowników. Podejmuje się program aktywizacji ludzi 50+. Ale malkontenci-beserwisery mówią na to wszystko, że statystyki kłamią. Więc ja widziałem w Polsce, wszędzie gdzie byłem, aktywność gospodarczą i osiągniecia. Przy podwarszawskiej drodze, którą uczęszczałem w latach 80-tych, dawniej była 1 stacja benzynowa na 30 km, teraz jest co drugi kilometr. Do tego jakieś magazyny, warsztaty, sklepiki, szpilki nie da się wetknąć. Dawniej były same pola, co najwyżej namioty foliowe. Pod Krakowem kmiotki spekulują ziemią, bo centusie będą kupować na domki weekendowe, a na samych przedmieściach miasta jedna wielka budowa, krajobraz nie do poznania. Podobnie pod Poznaniem. Nawet z samolotu widać zmiany, parki przemysłowe, dzielnice domków. To nie jest kraj w zastoju i zapaści jakiejś. Nie dajmy oszołomom się zwariować.

  51. @telegraphic observer 18.51
    Powtarza Pan ogolnikowe argumenty i polprawdy powtarzane do znudzenia
    przez propagande NEOLIBERALOW.
    Amerykanskie klasy posiadajace prowadza bezpardonowa walke klasowa,
    odbierajac co sie da ludziom pracy,by dac jak najwiecej spekulantom i pasozytom.
    Nadzieja dla zwyklych ludzi jest nowa ekonomia propagowana w Wenezueli
    przez Hugo Chaveza.Jest to zjawisko grozne dla bankierow Wall St.,dlatego szykuja atak przy pomocy kukielkowego rezymu w Kolumbii.
    Polecam ksiazki noblisty Stiglitza.

  52. W kazdym kraju istnieja warstwy spoleczne, ktore sa nosnikami „ducha narodu”, jego tradycji, dazen i panstwowosci. W Polsce do roku 1945 taka warstwa bylo warstwa ziemian a wczesniej stan szlachecki. Nie znaczy to, ze swego wkladu do Rzeczpospolitej nie miala praca mieszczan, wloscian czy zydow. Jednak te warstwy nigdy nie identyfikowaly sie z polska panstwowoscia, nie rozumialy i nie odczuwaly potrzeby istnienia Panstwa Polskiego i bardzo czesto wystepowaly przeciwko dzialaniom zmierzajacym do utrzymania a pozniej, po rozbiorach, do odzyskania niepodleglosci. Tylko warstwa ziemian, posiadaczy nieruchomosci dajacych im pewna niezaleznosc materialna i chroniacych przed kaprysami wladzy, najpierw polskiej krolewskiej, pozniej wladz panstw rozbiorowych, mogla podtrzymywac polskie tradycje narodowe, a gdy trzeba wystepowac tez zbrojnie dla odzyskania utraconej niezawislosci panstwa. Ta wlasnie warstwa byla jedynym istotnym cialem spolecznym, ktory zagrazal wladzy komunistycznej. Dlatego tez komunisci uczynili wszystko aby ukrasc ich majatek, pozbawic praw obywatelskich i w znacznym stopni takze zlikwidowac fizycznie. Zniszczenie klasy ziemianskiej bylo jednym z najpowazniejszych ciosow wymierzonych w Wolne Panstwo Polskie.Skutki tego procesu trwaja do dzisiaj. Wspolczesni polacy odznaczaja sie niechlubnie tym co mozna nazwac mentalnoscia najmity. Brak przywiazania do tradycji narodowych, brak odpowiedzialnego stosunku do wykonywanego zawodu, przekupstwo, idea, ze wszystko, lacznie z ich wlasnym krajem jest na sprzedaz i ze obcokrajowiec, dawniej czlowiek radziecki, obecnie czlowiek europejski wie zawsze lepiej co jest dobre dla Polski to wlasnie te cechy, ktore niegdys godny kraj doprowadzily do moralnego dna w jakim sie teraz znajduje.
    Pisze to dlatego, ze wyzej bloger o pseudonimie Telegraficzny Obeserwator uznal zniszczenie warstwy ziemianskiej za jedno z najwiekszych osiagniec PRLu. Niestety, bylo to osiagniecie wylacznie w kierunku popchniecia Polakow na droge rozwoju homo sovietikus. Nie ma juz Zwiazku Radzieckiego ale wykreowany przez niego homo sovietikus jest ciagle z nami. Czasami nawet emigruje do Kanady.

  53. Lewusy prowadzą nas na prawo

    To co prezentują na łamach łamach prasy stare wygi SLD jest wysoce zawstydzające.
    Proszę zauważyć, że oni nie mówią o konieczności reprezentowania przez siebie wyautowanych członków społeczeństwa.
    Oni nie chcą widzieć problemów, trudności i generalnie zapaści Polski do jakiej doprowadzili poprzez rozgrabienie jej majątku.
    Starają się natomiast wyłącznie przekonywać nas do sukcesów Polski polegających na wprowadzeniu nas do NATO i Unii Europejskiej.
    Ta ich propaganda sukcesu jest początkiem ich klęski.
    Dla przeciętnego zjadacza chleba powszedniego jest z natury rzeczy obojętnym w jakiej strukturze polityczno-propagandowej on się znajduje.
    Dla niego jest istotnym ile on ma w koszyku dóbr i usług jaki mu władza wylicza.
    Dla przykładu mój status społeczny i materialny nie uległ zmianie po wejściu Polski do struktur natowskich i europejskich, także po wprowadzeniu nowej konstytucji w żadnej mierze moje prawa obywatelskie nie zostały rozszerzone ani też umocnione.
    A nawet odważyłbym się powiedzieć, że w rezultacie tych działań uległ wzmocnieniu status nielicznych Polaków zwanych potocznie kapitalistami kosztem wyraźnych ograniczeń i wyrzeczeń dominujących mas społeczeństwa.
    Jednym słowem dokonano przekształceń politycznych, własnościowych i prawnych na rzecz nowo wykreowanej wąskiej grupy polskiej burżuazji.
    Władza polskiej lewicy oszukańczo skutecznie wprowadzała ten polityczny przekręt, wyprzedzając o pierś prawicę, która miała takie uzasadnienie dla tego rodzaju dążeń i działań.
    Natomiast budowanie przez lewicę prawicowego państwa jest obłędem politycznym i ewidentną zdradą własnego elektoratu.
    Tę politykę sprzeczną z interesem własnego elektoratu prowadzili gracze polityczni, zainteresowani wyłącznie własnym uwłaszczeniem i zajęciem eksponowanych stanowisk partyjnych i państwowych.
    Reperowali oni dziury po Baucach, stwarzali warunki rozwoju klasie posiadającej, którą uwłaszczyli diabli wiedzą jakim sposobem i według jakich kryteriów?
    Równocześnie działo się to kosztem wyrzucanych z pracy robotników, rosnącego bezrobocia i ograniczania świadczeń wobec bezrobotnych.
    Wyeliminowano tym sposobem od udziału w życiu społecznym wiele milionów ludzi, których zmuszono do ucieczki za granicę.
    Odbierano ludziom renty i emerytury.
    A w oddziałach ZUS wprowadzono uzbrojonych strażników, którzy mieli chronić wypasionych na kapitalistycznym chlebku drugorzędnych lekarzy-urzędników solidarnościowych przed chorymi zdechlakami kapitalizmu.
    Budżet systemowo i z uporem, godnym lepszej sprawy, cięto by odbierać biednym i przelewać bogatym.
    Szczególnymi zasługami w tej kwestii wykazał sie pierwszy lewicowiec z Instytutu Marksizmu i Leninizmu niejaki tow.Balcerowicz.
    Kosił on równo robotnikom i Polakom by kopniakami cenowymi zapędzać ich do europejskiego koralu wyzysku i poniżenia.
    Tym komunistycznym sternikom kapitalistycznej nawy państwowej nie zależało na niczym oprócz własnego koryta.
    Lewicowemu elektoratowi założyli uzdę na buzię a sami usadowili się często w wysoko płatnych wolno europejskich strukturach.
    Na dzień dzisiejszy jest im już obojętny los lewicy, bowiem na otrzymanych synekurkach dociągną do swej usr…nej starości.
    Toż tak mogą postępować tylko zdrajcy słusznej, postępowej i nowoczesnej myśli.
    Ci ludzie nie mają wizji i koncepcji takiej Polski, oni już dawno zeszli na manowce prawicowej Polski.
    Stają się chcąc niechcąc grabarzami polskiej myśli lewicowej i jej dumnych ideałów.
    Zaprzedali dusze kapitalizmowi a ciała szmalowi.
    Prezentują oni bardzo niegodne zachowania.
    Dopóki te polityczne ciecie-śmiecie nie odejdą, nie ma szans na polityczną restaurację autentycznej lewicy.
    Wręcz, przeprowadzone polityczne wybory na lewicy utrzymujące kadrowy status quo, zapowiadają dalszą kontynuację dotychczasowej polityki łajdactwa i nieudacznictwa.
    Niech sobie odchodzą we własnych pieniach sławy i chwały, na ciężko zapracowany i niegodny out.
    Wszystko jest zdegenerowane poczynając od polityki a kończąc na sporcie.
    I te moralne zera zamierzają przekonywać bezrobotną bazę lewicową do wypasionych buziek Szmajdzińskiego, Kalisza i wielu im podobnym,lewicującym milionerom.
    Bóg z wami, kato, kapo, komuniści.

  54. do telegraphic

    Stosujesz typowa prawicowa taktyke. Niepowodzenia prawicowych rzadow zwalasz na lewice 🙂

    Otorz moj drogi:
    dziura Bauca, nie ma nic wspolnego ani z Baucem ani z populizmem AWS-SLD. Jest to efekt polityki Balcerowicza i 4 reform AWS-UW, na ktore po prostu nie bylo pieniedzy. Gdyby nie weto Kwasniewskiego wobec obnizki podatkow, to katastrofa bylaby jeszcze wieksza.

    Co do Francji, to pragne przypomniec, ze od kilku dobrych lat rzadzi tam wlasnie prawica, a deficyt niemiecki to zasluga Kohla i jego nieudolnej polityki scalania wschodnich landow z zachodnimi.

    Deficyt Reagan to sprawka idiotycznych obnizek podatkow a takze ideologicznej deregulacji gospodarki. Keynsenizm skonczyl sie w USA juz za rzadow Cartera, o co lewica ma tam do niego najwieksze pretensje.

    Mozesz mi podac przyklady jakis lewicowych pomyslow Busha? Na czym polegala ta jego polityka welfare state? Ja dobrze pamietam jego pomysly sprywatyzowania ubezpieczen spolecznych i podatku liniowego. Po raz kolejny prawica nie potrafi sie pogodzic z tym, ze jej poltyka gospodarcza zawodzi, wiec zwala wine na lewice. Wezcie chlopcy choc raz odpowiedzialnosc za swoje decyzje.

    co do Erharda to przyklad ci sie zupelnie nie udal, gdyz jako zwolennik gospodarki rynkowej spolecznej, byl on rowniez zwolennikiem keynsa co bylo jak najbardziej powszechne w tamtym czasie.

    I jeszcze jedno, jesli kryzys lat 30-tych ubieglego wieku przypisujesz lewicy, to musi byc z Ciebie niezly . Monetaryzm jest lewicowy? No to gratuluje, gdyz nazwales wlasnie Miltona Friedmana i Balcerowicza lewicowcami. Jestes rynkowym fundamentalista do tego fatalnie poinformowanym. Kryzys gospodarczy byl spowodowany przez nadmierna wolnosc gospodarcza i neoklasyczna wiare ze podaz napedza popyt. To sa podstawy historii, ktora kazdy dzieciak w Europie zach. dobrze zna, no ale widze, ze mamy na forum medrca, ktory obala to co ci zli „socjalisci” wypisuja w ksiazkach.
    To samo z kryzysem argentynskim. Zawinil MFW i jego neoliberalne rzadania wobec krajow rozwijajacych sie, aby ograniczaly deficyt kosztem rozwiazan socjalny, deregulowaly gospodarke i obnizaly podatki.
    To wlasnie dzieki neokeynsenizmowi ( ktory pojawil sie gdzies tak w latach 90- tych – warto abys o tym pamietal ) Argentyna rozwija sie teraz srednio 9% PKB. Tak samo jak New Deal ( a to juz keynsenizm ), ktory wyciagnal USA z kryzysu, poprawil konsumpcje i zbudowal dobrobyt.

    Napisales tyle bzdur, a ja nie mam czasu na wszystko odpowiedz. Napisze tylko jeszcze, ze 19 kapitalizm nie musial wcale tak wygladac jak wygladal. Ameryka lacinska nie jest feudalna, ale wolnorynkowa, z duza doza ukladow i korupcji, a to wszystko pod sztandarem swietego prawa wlasnosci. Lewicowe rzady nie wprowadzaja reformy wolnorynkowe ale socjaldemokratyczne.

    Co do welfare state, to poszukaj informacji na ten temat, a byc moze dojrzesz gdzies to, ze nie ma jednego modelu panstwa dobrobytu. Wlosi i Grecy wybrali sobie ten najgorszy z mozliwych, efekty widac.Kultura ma wplyw na ekonomie, ale nie przesadzajmy. Szwedzi ufaja swoim urzednikom tylko dlatego, ze moga ich spokojnie kontrolowac. I to jest klucz do sukcesu, przejzystosc wydatkow itp.

  55. haha pisze:
    2008-05-24 o godz. 19:59
    Przynudzam, powtarzam się na tym blogu zbyt często lecz sądzę,że KTT tą myśl wyraziłby w podobnych, lub podobnych słowach i podobnym stylu. Pozdrawiam.

  56. Panie Danielu.
    Wydaje mi się, że większość ludzi zainteresowanych polityką (w tym i z SLD, SdPL) nie rozumie, że w czasie jednego pokolenia zmienił się sposób uczestniczenia w polityce, a nawet szerzej – w życiu społecznym. Miejsce scentralizowanych partii, związków i organizacji, zajmują amorficzne „ruchy”, o najróżniejszej proweniencji – ekologiczne, alterglobalistyczne, lewicowe, faszyzujące i jakie tylko kto chce. Problem w tym, że nie tworzą one struktur, nie ogłaszają jednej, obowiązującej w danym środowisku ideologii, nie mają wybieralnych władz (najwyżej charyzmatycznego guru) – i – na dobrą sprawę nie wiadomo, z kim tam rozmawiać, żeby dojść do wspólnych uzgodnień, honorowanych przez wszystkich.
    Środowisko „Krytyki politycznej” ma wiele wspólnego z taką tendencją. Polska nie uczestniczyła w kontr-kulturowej rewolcie 68 r (u nas działo się wtedy coś z innej bajki) nie nauczyliśmy się więc wykorzystywać politycznie takiego nietypowego zaplecza intelektualnego. Nic dziwnego, że działacze partyjni są zdezorientowani i krytyczni. Nie rozumieją. Towarzysko – teoretyzujące środowisko „Krytyki…” też się nie pali do współpracy ze „starymi” (obojętnie ile ci „starzy” mają lat). Trochę to potrwa, tylko czy polska lewica ma tyle czasu?

  57. @Bobola
    I dlatego dyskusja o lewicy ( tych, co chcą miec ) i prawicy ( tych, co mają ) w Polskich pokomunistycznych warunkach od lat jest karykaturalna. Prawica realna dziś to Krauze, Kulczyk, Walter, Wejchert, Solorz, właściciele Agory i paru innych, którzy posiadają ogromną częśc majątku tego biednego kraju pt. Polska. Majątku w większości zdobytego na państwowych kontraktach. Mając taką władzę to „postkomunistyczna prawica” rządzi tym krajem i to dla nich każdy przejaw zmiany i utarty wplywów, jak za rządów PiSu, jest zagrożeniem podstawowym. Mając pod sobą ogromne koncerny medialne i pracujących dziennikarzy można nawet z Jacka i Placka uczynic największych wrogów demokracji i ludzkości. A majątki ziemiaństwa przedwojennego tak samo były skażone krzywdą, więc trudno mówic o jakimś ideale prawicy. W dzisiejszym świecie pojecie prawica-lewica się rozmywa.

    @Stychowski
    Najciekawiej będzie po ukazaniu się książki o Wałęsie. Jego reakcje i reakcje tych, którzy o tym od dawna wiedzieli, lecz ukrywali tę prawdę mając w ręku bacik na Lecha…

  58. Telegraphic Onserver,

    na Polskę przypada 29 % osób, które żyją poniżej unijnego progu ubóstwa i aż 40 % wszystkich obywateli UE zarabiających poniżej 40 przeciętnego wynagrodzenia. Więcej informacji – http://biznes.onet.pl/0,1754249,wiadomosci.html .

  59. Do telegraphic

    Jeszcze jedno.
    Zabawne, nigdy nie czytalem tak wypaczonej „historii” polityki gospodarczej. Upraszczasz, gdyz najzwyczajniej nie do konca rozumiesz rzeczywistoscie cie otaczajacej. Twierdzisz, ze nie wiadomo na ile New Deal pomogl a na ile zaszkodzil. Otorz moj drogi, wiadomo, wiadomo.
    Zaszkodzila polityka prawicowa ktora doprowadzila do kryzysu, z ktorego nie tak latwo bylo wyjsc, a New Deal trwal do konca lat 60-tych i byl wielkim sukcesem amerykanskim. Odbudowano przemysl ( wbrew temu co twierdzisz, wojna sie stanom wtedy przydala ), zwiekszona konsumpcje wewnetrzna, ograniczona bezrobocie. Prawicowcom zostalo jedynie relatywizowac ten bezwatpienia sukces mysli lewicowej. No coz, to juz tak jest, ze musimy naprawiac wasze bledy.

    Ale rozbawiles mnie z Bushem. Tak, jest pelno amerykanskich libertarian wyzywajacych go od socjalistow, ale to zadni tam ekonomisci, ale zwykle oszolomy. Polityka Greenspana i Busha oparta byla na neoliberalnych fundamentach. Zawiodla. No, ale prawicowcy nie potrafia sie z tym pogodzic, wiec dowiadujemy sie, ze wszystkiemu winna lewica.

    Cud niemiecki to oprocz gospodarki spolecznej rowniez interwencjonizm, gdyz tym wlasnie byl „plan Marshalla”. Chadecy nie roznili sie wtedy zbytnio od nordyckich socjaldemokratow i opierali sie na keynsenizmie.

    Ameryka dzieje sie bardziej postepowa, gdyz lewicowe rzady usprawniaja tamtejszy kapitalizm. Nacjonalizuja czesciowo niektore galezie przemyslu i ograniczaja leseferyzm. I to jest wlasnie ciekawe. Prawicowcy nie moga sie pogodzic, ze leseferyzm nie dziala wiec wymyslaja bajeczki o feudalizmie. Zatem, prosze o dowody.

    A co do Argentyny:
    Mozesz udowodnic swoja teze, gdyz wybitny lewicowy ekonomista i zdobywca nagrody nobla, Joseph Stiglitz, twierdzi, ze :
    „Stiglitz argues that IMF policies contributed to bringing about the East Asian financial crisis, as well as the Argentine economic crisis. Also noted was the failure of Russia’s conversion to a market economy and low levels of development in Sub-Saharan Africa. Specific policies criticised by Stiglitz include fiscal austerity, high interest rates, trade liberalization, and the liberalization of capital markets and insistence on the privatization of state assets.”

    Argentyna sprywatyzowala pomoc spoleczna i zderegulowala rynki finansowe. Oczywiscie prawicowcy beda zwalac na brak reform strukturalnych, a to dlatego, ze ten termin znaczy wszystko i nic, i dlatego wlasnie jest wygodna wymowka. Moglbys napisac i przy okazji podac dane jakich to reform nie wykonali ci nieszczesni Argentynczycy.

    ps

    w poprzedniej mojej odpowiedzi znajduje sie blad, czytalem i pisalem na szybko i zupelnie nie potrzebnie wtracilem ten fragment o monetaryzmie, Friedmanie i Balcerowiczu.

  60. WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA RÓWNOLEGŁEGO

    PREMIER TUSKNIE POJECHAŁ NA WAŻNE SPOTKANIE PRZYWÓDCÓW UNII EUROPEJSKIEJ I AMERYKI POŁUDNIOWEJ.
    To poważne zaniechanie i nieudolność w prowadzeniu polityki zagranicznej, ocenia zgodnie opozycja. Jednocześnie wyśmiano tłumaczenia rządu, że szczyt ten nie był na tyle ważny, aby odrywać się od rozwiązywania spraw krajowych, a także wyliczanie kosztów, jakie pociągnęłaby za sobą taka podróż. „Jeżeli nie będziemy obecni tam, gdzie rozgrywają się ważne dla Polski sprawy, zostaniemy pominięci. Polska musi pokazać, że jest ważnym graczem na arenie światowej, jednym z ważniejszych państw UE”, twierdzą politycy PiS.

    ZA DUŻO REFORM.
    Rząd Tuska wprowadza kolejne reformy. „To zbytni pośpiech”, ocenia opozycja. „Tak szybko wprowadzane reformy nie mogą być dobrze przygotowane. Każda reforma wiąże się z wieloma skutkami, których nie można przewidzieć bez wcześniejszej koordynacji międzyresortowej. Nie o to chodzi żeby wszystko zmieniać, ale o to żeby te zmiany miały sens i nie były realizowane ze szkodą dla obywateli”.

    KOLEJNY PRZYKŁAD ANTYPOLONIZMU.
    W Warce młody Żyd z Ameryki wywołał nieprzyjemny incydent. Najpierw, wskazując palcem na przechodniów, wołał na nich prześmiewczo „Polak”. Następnie część z nich zwabił na cmentarz, a tam bił ich po twarzy, zrywał nakrycia głowy, szperał po kieszeniach, powtarzając „dolary, kamera”.
    Środowiska żydowskie odrzucają posądzenie o antypolonizm, mówią tylko o „wygłupie gówniarza”. Zdaniem niektórych historyków żydowskich, przyczyn niechęci należy szukać w fakcie, że wśród członków partii bolszewickiej i twórców ZSRR było wielu Polaków, żeby wymienić choćby Dzierżyńskiego.

  61. doppler 11.46
    W ramach wąskiej wolności słowa i równie wąskiej swobody badań naukowych, stwierdzam że brakowało cię na tym blogu. Ja już do Telegrafica nie mam siły, ani ochoty. Jest jak beton i do niego nic nie trafia.On poprostu wie lepiej.
    Dobrze że jesteś na tym blogu.

  62. Doppler.pl

    A jakaż jest lewicowa praktyka, jeśli już musimy trzymać się tych podziałów? Przypisywanie dobrych efektów nie własnej polityki właśnie sobie, i vice versa. W paplaninie o ekonomii jest to bardzo łatwe, jak wiadomo. 😉

    Jak zlikwidowano dziurę Bauca, mój drogi? Ano jednym pociągnieciem, w kilku głosowaniach Sejmu nowej kadencji zlikwidowano przedwyborcze rozdawnictwo i deficyt magicznie spadł do 30-40 mld. Inne źródło deficytu: reformy AWS, nie wszystkie Balcerowicz popierał, niektóre administratorzu AWS popsuli (jak się nazywał ten szef ZUS-u?). Reformy AWS dyskutuje się bez końca, wiele z ich elementów było niezbędnych, większość przygotowano za rządów SLD, wytyczone kierunki wielu z nich zaniedbano, np. w służbie zdrowia i oświacie. Ale o tym można bez końca. Inny źródło deficytu to poważne spowolnienie w gospodarce. I tego znów dwie przyczyny: kryzysy lokalne, m.in. w Rosji. Na dodatek potrzeba równoważenie gospodarki po polityce G. Kołodki, które to równoważenie zaczął robić już M. Belka.

    We Francji rządzi prawida, której związki zawodowe nie pozwalają ruszyć nieczego z pakietu emerytalno-socjalego, który wprowadziła lewica. Na Kohla też łatwo zwalać. Co było nieudolnego w scalaniu 4 landów? Dał im za dużo, czy za mało. Czy może landy były postkomunistyczne i tyle to musiało kosztować? Mój drogi, deficyt niemiecki jest spowodowany w dużym stopniu ich nadmiernym welfare state. Sami to przyznają, czają się jak pies do jeża.

    Deficyt Reagana wziął się z koncepcji “strony podażowej”, która miała przy mniejszej stopie opodatkowania dać większe wpływy. Ta reguła w niektórych sytuacjach działa, ale nie w czasie recesji, która była nieunikniona. Dopiero ta recesja oczyściła gospodarkę amerykąńską ze złogów spowodowanych nadmierną regulacją. Ale faktycznie neokeynesizm był w odwrocie za demokraty Cartera, po latach regulacji (np. kontroli cen) wprowadzonych za republikanina Nixona. Tu dokładnie widać, że podział lewica-prawica jest złudny. Otóż krwawy wódz prawicy, G.W. Bush zwiększył wydatki na Medicare i Social Security (nie przypominam sobie szczegółów, ale pisze o nich m.in. A. Greenspan w swej autobigrafii), dokładnie tak jak obiecał w kampanii wyborczej. On przebił Gore właśnie obietnicami socjalnymi, i ich dotrzymał. Z kolei Balcerowicz zarzuca Greenspanowi, że za bardzo obniżał stopę procentową i w ten sposób ułatwił nadmuchanie bańki kredytowej.

    Z lewicowością i prawicowością ekonomiczną jest różnie w ostatnich latach. A w Polsce to już zupełnie trudno się w tym połapać.

    Feudalizm w wydaniu latynoskim znaczy mniej więcej tyle, że kraje te mają ogromne rozpięttości dochodów, większe niż w USA, politykę i gospodarkę dominuje warstwa posiadaczy, często ziemskich, zaś dochody państwa opeiarają się na zyskach najczęsciej monopolistycznych kolosów państwowych, a nie z podatków. Biurokracja i korupcja przy tym jest ogromna. A winę zwalano na gringos, taki nawyk polityczny. Wzrost Argentyny jest efektem uporządkowania sytuacji walutowej, podejrzewam. Uwolnienie pesos to jest dokładnie to co wprowadził poprzedni prezes NBP, odchodząc od przywiązania wartości złotego do koszyka walut. Czy wzrost udziału państwa w gospodarce za rządów Kirchnerów przyniesie efekty w długim okresie?

    Co do bliskości Erharda i neokeynesizmu to po prostu naginasz fakty. Wystarczy zapytać przeszukiwarkę sieciową, “Erhard Keynes”, wyjdzie cała masa publikacji, gdzie neo-keynesiści krytykują Erharda. Jest coraz większa fala analiz minionego okresu, kiedy dominowała doktryna neo-Keynesowska, a także jak doszło do Wielkiej Depresji. Sugerujesz, że monetaryzm (z Friedmanem i Balcerowiczem) do niej doprowadził. Chyba robisz sobie żarty ze mnie. To właśnie brak poprawnej polityki pieniężnej w 1929 pogorszył sytuację doprowadzając do załamania się giełdy. Owszem przyczyną nieuzasadnionych wzrostów była spekulacja i brak odpowiednich regulacji, ale wiele zasadniczych przyczyn dla recesji i jej głębokości było strukturalnych. Był to okres tworzenia kapitalizmu państwowego, poczynając od dekady lat 1900-tych, rósł etatyzm i wydatki socjalne państwa. I wojna światowa ten proces przyspieszyła. Wymiana handlowa między głównymi partnerami: USA, Wlk. Brytania, Niemcy, etc, była ograniczana w imię ochrony wewnętrznych rynków. O tym się nie pisało przez długie lata.

    Ja nie mam nic przeciwko rozbudowanemu welfare state w Polsce, pod oczywistym warunkiem, że zbuduje się najpierw kilka gigantów międzynarodowych z siedzibą w kraju, kontrolowanych przez polski kapitał i zarządzanych w Warszawie, potem stworzy się kompetentną służbę cywilną poddaną czujnej obywatelskiej kontroli, która poprowadzi kompetentnie i uczciwie politykę gospodarczą państwa, i jeszcze poprawi się etykę pracy, poziom umiejętności, ale nade wszystko zaufanie w relacjach pracodawca-pracobiorca. Wtedy Polska przyłączy się do krajów nordyckich. Inaczej będzie drugimi Włochami, jeśli już nie jest. Co to znaczy, że Włosi wybrali najgorszy model? Włosi wybrali najgorszy, czyli włoski. Szwedzi najlepszy, czyli szwedzki? Czy tak biegnie ta myśl? Włosi na przejrzystość wydatków stworzyli, a jak trzeba to jeszcze stworzą kontr-metody. Oni są kreatywni. To jest kwestia kultury i obyczaju publicznego, ale widać lewicowa ekonomia ma swoje wyjaśnienia, których niestety nie znam. Pozdrowiam.

  63. Diaspora jest czujna!(Albo – nie)

    szestow – 25.05., godz. 13:31

    Mowiac szczerze az tak to wszystko mnie nie zaskakuje abym tracil oddech dostajac zadyszki. Nasluchalem sie tego w kolebce, znam te kolysanki. Szkoda Pulizerow, ktore mozna bylo na tym wylowic w ramach rasowego dziennikarstwa gdyby takowe mialo miejsce bytu w Aparacie PRL-u. No ale widocznie byly jakies – dla stojacego z boku – niezrozumiale mechanizmy hamujace. A to, ze mechanizmy byly i nadal sa nie ulega najmniejszej watpliwosci, to jest bardzo smutny kawalek chleba. Mowia ze czlowieka mozna przyzwyczaic do wszystkiego – malo to – bedzie nawet krzyczal Won!

  64. Pani Tereso,
    Ja absolutnie nie neguje, że Polska jest potęgą europejską w ilości osób zagrożonych permanentną biedą. Ta sytuacja nie ulegnie szybkiej poprawie.

    Nie będę Pani przekonywał, że przyczyny leżą w strukturach społecznych Polski Ludowej, i otwarcie na świat jedynie odsłoniło tę gorzką prawdę. Polska wśród nowoprzyjętych krajów UE jest zdecydowanie największa. Tylko polityka rozwoju gospodarczego i edukacja mogą rozwiązać ten problem w długim okresie.

    W analizie przykładu liczbowego, chodziło mi o to, ujmując procentowy wzrost, a nie jak to pani robi poprzez przyrosty w liczbach absolutnych, że minimalna płaca wzrosła w stosunku do kosztów utrzymania i minimum socjalnego. Jednym z powodów biedy jest wysoka liczba dzieci w tych niewiele zarabiających rodzinach. Czyż nie?

  65. @ absolwent

    Dzieki. Niesamowite w rynkowych fundamentalistach jest to, ze tak bezczelnie przeinaczaja fakty, tak aby pasowalo do ich wczesniej ustalonej ideologii. Bush spieprzyl sprawe, aha, to wina jego zbytniej lewicowosci ( sic! ), New Deal to niewiadomo czy pomogl czy moze nie. No jasne, przeciez leseferyzm nie jest ani troche odpowiedzialny za kryzys na Wall Street. W Ameryce lacinskiej, gdzie prywatyzuje sie pomoc spoleczna nie ma przeciez zadnego kapitalizmu, ale feudalizm. No jasne. Dziura Bauca to wina SLD. No, czyli UW niczemu nie winna, ona tam w ogole nie rzadzila itd.

  66. Doppler.pl (15:36)

    Dwie sprawy wymagają jeszcze wyjaśnienia. Pisząc o dobroczynnych lub katastrofalnych skutkach wojny miałem na myśli II wojnę w Zatoce Perskiej, a nie II wojnę światową. Ta ostatnia dla Ameryki była korzystna, bo uczestniczyła ona, relatywnie na to patrząc, głównie jako dostarczyciel broni dla stron walczących i walących się w gruzy. Amerykanie ze zniszczeń na swoim terytorium mogą jedynie zaliczyć jedną bazę morską na Pacyfiku. Natomista Anglików wyposażali w broń na zasadzie pożyczki, do późniejszego spłacanie, co też następowało. Podobnie w Kanadzie. To dopiero produkcja wojenna zlikwidowała bezrobocie w Kanadzie i w USA, a nie New Deal lat 30-tych. Efekty początkowe były powolne i mizerne. Masz rację, potrzeba było II wojny i jeszcze kilkunastu lat trwania New Dealu. 😉

    Chodziło mi o katastrofalny koszt wojny w Iraku. Powołam się na … Stiglitz’a (z Lindą Bilmes). Tak jest! “The Three Trillion Dollar War” (2008). Chodzi o 3 biliony (3 000 000 000 000) dolarów, wg europejskiego nazewnictwa.

    Generalnie wojny są kosztowne, II wojna światowa również kosztowała USA, ale wyniosła je na pozycję światowego lidera. Ale diabeł jest pogrzebany za każdym razem w szczegółach. Najczęściej w strukturach gospodarczych. To już Lenin wiedział. W czasie studiów czytałem kilka ciekawych prac, większość po rosyjsku, analizujących strukturę gospodarek kapitalistycznych. Nie znam się na Argentynie, ani na reszcie tego kontynentu. Nie rozumiem, dlaczego ciągle polska myśl, lewicowa i prawicowa, wybiega tak daleko. To chyba wina doktora Bugaja. 🙂

  67. Na lewicy toczy się przynajmniej jakiś spór.Czytałem artykuł w „Przegladzie”, który kupuję dla równowagi ze słusznie coraz bardziej centrową „Polityką”.Środowiska lewicowe bedą istnieć, nie muszą wcale rządzić, to wystarczy by to ordynarne i ostentacyjne średniowiecze, zionące miłością bliżniego nie czuło się ostatecznie zwycięskie. Może kiedyś….

  68. Doppler.pl
    Nie denerwuj sie prosze. Poszukaj w starych numerach gazet. Nawet „Trybuna” podaje, ze AWS w przedwyborczej kampanii przeglosowala kosztowne ustawy, oczywiscie nie majac wiekszosci, musiala to zrobic przy wspoludziale SLD, bo przeciez nie UW.

    Mylisz sie rowniez w sprawie ustawy o PIT zawetowanej przez prez. Kwasniewskiego. Balcerowicz wyliczyl, ze bedzie ona neutralna dla budzetu. Malo kto to podwazal. Albowiem przy obnizce stop podatkowych znoszono ulge budowlana. Ta ulga byla glownym powodem, mam wrazenie, prezydenckiego weta, gdyz zbyt wielu zamoznych na tym straciloby.

    Wmawianie, ze Balcerowicz w tamtej kandencji, czy kiedykolwiek, doprowadzil do deficytu budzetowego jest wierutnym klamstwem. To raczej AWS i SLD nie zwazalo na deficyt. Oraz PiS. Belka i Balcerowicz byli niezmiennie obroncami rownowagi pienieznej i zbilansowania. Jak tak dalej pojdzie, to dowiemy sie, ze Balcerowicz spowodowal w Polsce hiperinflacje, a w nastepnym kroku, ze domagal sie nacjonalizacji przemyslu.

  69. doppler 17.34
    W ramach wolności słowa i swobody badań naukowych, informuję cię że parę miesiecy temu dyskutowałem z Telegraficem i powołalem się na Stiglitza, akurat na nim się nieźle znam, a szczególnie cenię „Roaring Nineties”. Zbluzgał mnie od komuchów, więc odechciało mi się dalszych polemik. Jeszcze wszystko jest przed tobą.

  70. Telegraphic Observer: 2008-05-25 o godz. 17:31,

    koszty utrzymania wzrosly znacznie, znacznie bardziej niz wzroslo najnizsze wznagrodzenie. Po to sie manipuluje minimum socjalnym… Pisze o tym i pisze, Pan mowi ze czyta z uwaga, a nie rozumie. Albo zamyka oczy, by byc dobrej mysli. Ta dobra mysl jest bezinteresowna?

  71. problem lewicy w Polsce, to raczej problem definicji, a zatem ideologicznego samookreslenia.

    doppler.pl:

    dzieki za komentrze do TO.

  72. ad:szestow 05/25 13:31,

    Konflikt miedzy wlsacicielem srodkow produkcji a pracownikami najemnymi jest odwieczny. Nie zmienily tego rewolucje. Co najwyzej nadaly mu rozszerzone znaczenie gdyz zamiast prywatnego wlasciciela, ktory ze swoimi pracownikami mogl miec stosunki patriarchalne powstali decydujcy o poziomie wlasnego wynagrodzenia „decydenci”, ktorych odpowiedzialnosc za losy przedsiebiorstwa zmalala (gdyz nie bylo ono ich wlasnoscia) natomiast zdolnosc do czerpania zyskow z nieproporcjonalnego do wkladu pracy podzialu dochodu wzrosla. Zartobliwie opisal to Orwell w „Animal Farm” a powazniej Dzilas w „The New Class”. Nie mniej, predzej czy pozniej masy pracownicze wytworza swoje polityczne ramie zapewne na bazie zwiazkow zawodowych. W chwili obecnej polska scena polityczna nie ma jednak stosownej reprezentacji swiata pracy. Nie jest to jednak jedyny konflikt, ktory nabrzmiewa w lonie Naszej Umecznej Ojczyzny. Podstawowym zagadnieniem jest prosty fakt, ze kraj najwyrazniej nie jest w stanie utrzymac sie z wlasnego wypracowanego kapitalu. TO slusznie zauwaza, ze widac oznaki poprawiajacego sie zaopatrzenia czy nowe budynki. Kwestia jest jednak to do kogo naleza owe nowe inwestycje budowlane i nie tylko. Czy naleza one do Polakow czy tez moze sa wlasnoscia inwestorow zagranicznych. Polska ekonomia moze byc oceniana na podstawie wielu wskaznikow. Nie wszystkie z nich jednak mowia nam bezposrednio prawde o jej stanie. Na przyklad 5% wzrost PKB moze ale nie musi byc dobra wiadomoscia. Jesli towarzyszy mu na przyklad 8% dewaluacja waluty, w ktorej jest wyrazony oznacza to faktycznie 3% spadek. Wszystkich zainteresowanych tym jak na prawde wyglada sytuacja Naszej Umeczonej Ojczyzny zapraszam do mojego bloga http://www.bobolowisko.blogsopt.com artykul „Pamietaj rozchodzie badz z przychodem w zgodzie” gdzie korzystajac ze swietego prawa wlasnosci zamiescilem kilka wiele mowiacych wykresow. Obawiam sie, ze faktycznie nasza gospodarka pikuje w dol wbrew pomyslnym obrazom TO.
    Co wiecej, tak jak niegdys gospodarka PRLu, jest ona krytycznie uzalezniona od pozyczek zagranicznych. Juz obecnie dlug IIIRP wynosi ponad dwukrotna wartosc PKB. Inaczej mowiac jest on nie do splacenia.

  73. Pani Tereso,
    Powiem Pani w sekrecie. Ja nie naigrywam się. Rozumiem ten trudny proces. Staram się zrozumieć, zasięgam języka, szperam po archiwach internetu. Ciągle notuję.
    Gdy wygląda, że się naigrywam, to znaczy, że przyjmuję pozy, umizguję się, aby nie mówili w kółko, że jestem beton. Ale i tak będą mówić. Więc machnę na nich ręka chyba .

    Jak się to śpiewnie mówi, na sercu leży mi pomyślność kraju. Wzrost gospodarczy i ulga na najuboższych. Bo widziałem nie tak dawno, kilka sytuacji faktycznego, swojskiego ubóstwa. Dziwi mnie: ci, którzy twierdzą, że są lewicowcami, szukają zamorskich wytłumaczeń dla swoich poglądów. Stiglitz, Bush, Argentyna, Chavez, Wall Street … czyste makaroniarstwo. Co to ma wspólnego z losem polskich dzieci, które nie dostają w szkole nie tylko posiłku, ale także adekwatnej, równej dla wszystkich lekcji matematyki, czy języka polskiego.

    Wiele jest niedociągnieć w Polsce, ale szkolnictwo jest w moim przekonaniu największym.

  74. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Pielnia1 – 26.05., godz. 11:35

    Wszystko wiedzieli i mimo to wyladowali w Iraku(?) Przepraszam, i grzecznie zapyta, a to bylo na czyja reke, tez Nowaka? Jezeli sie nie myle to co w Polsce potocznie nazwano ‘Cudem Gospodarczym Balcerowicza’ to nic innego jak stary trck – standard – w swiecie fachowcow nazywany „Ruchem chilijskim”. Pwatarzam raz jeszcze STANDARD, Balcerowiczowi podano gotowa sciagawke nie tylko ze wzorem ale z rozpisaniem calego zadania w kwestiach gospodarczo strategicznych, czyli z wyliczeniem wspolczynnikow oplacalnosci poszczegulnych podmiotow w galezi. Cel – tanio za bezcen sprywatyzowac na bazie FOZZ-u – przelewy USD do obslugi dlugow zagr., lokata na 80 % rocznie + staly gawarantowanym kursie USD dla Ukladu – zabezpieczenie przez NBP gotowizny w USD do wyplaty – jednoczesnie doprowadzajac do bardzo wysokiego zadluzenia podmiotu gospodarczego pod tytulem RP-III. To jest proste jak sex, prymitywny ruch frekcyjny, funkcjonuje majac degenerat Sluzb Aparatu na smyczy(?) Tutaj prochu nie wymyslili..
    Wrecz przeciwnie….

    My mamy czas, jak ci co spokojnie herbate pili siedzac na kuckach w „Bilard w Meczecie Buchary” R. Kapuscinskiego.
    Dobrze, ze zyjemy w okresie gdzie wszystko rozgrywa sie zgodnie z regulami predkosci swiatla a nie zgodnie z predkoscia, w ktorej dokonywano Rew. Pazdziernikowej, czyli predkosci poruszania sie Marco Polo. Jedno jest pewne, bedzie bardzo ciekawie, ja juz nie moge sie doczekac… Ach jak przyjemnie kolysac sie wsrod fal…..
    Pielna, oni wszyscy co do jednego beda wylapani jak Schabe u Billy Wilder

  75. Poparcie dla PO będzie wkrótce spadać. W Polsce jest zapotrzebowanie na społecznie wiarygodną, socjalną i zjednoczoną Lewicę. Potencalny elektorat lewicy to ta część społeczeństwa, która na transformacji straciła. To ludzie, którzy żyją w poczuciu stałego zagrożenia socjalnego. Ta część społeczeństwa nie akceptuje społecznego darwinizmu, nieustanej rywalizacji, konkurencyjnej walki, w której silniejsi pożerają słabszych. Naturalny elektorat lewicy, utracony w wyniku fatalnych błędów przywódców SLD, to siła która budzi ogromny strach rządzącej neoliberalnej prawicy. Stąd nieustanny nienawistny atak przy użyciu wszystkich środków (instytucjonalnych – np. IPN, medialnych, prawnych, sądowych i poprzez tzw. „politykę historyczną” polegającą na zniekształcaniu prawdy o przeszłości).
    Chcę wierzyć, że szansę na odbudowanie zdewastowanej równowagi na polskiej scenie politycznej da IV Kongres Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Mam nadzieję, że ta największa partia polskiej lewicy potrafi zrozumieć przyczyny sytuacji w jakiej się znalazła, znajdzie dość siły, aby się zreformować i przedstawi szeroko akceptowany spolecznie program dla kraju i spoleczeństwa.. Są politycy, nawet na lewicy, którzy z pewną ironią mówią o Grzegorzu Napieralskim, że chce być „polskim Zapatero”. Temu krajowi potrzebny jest „polski Zapatero „. Oczekuję, że Napieraliemu to się uda!”

css.php