Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

26.02.2010
piątek

Skandal wokół biografii

26 lutego 2010, piątek,

„Kapuściński Non-Fiction” Domosławskiego to książka znakomita, napisana z wielką kompetencją, sprawiedliwa, życzliwa wobec bohatera, któremu autor tyle zawdzięcza. Po prostu brak mi słów uznania. Brawo, Panie Arturze!

Myślałem, że o książce Artura Domosławskiego „Kapuściński Non-Fiction” nie będę już pisał, ponieważ książkę tę znam od kilku miesięcy (autor mi ją udostępnił, kiedy przeprowadziłem pierwszy z nim wywiad na ten temat, opublikowany w Polityce 4/2010 w styczniu). Napisałem też felieton pokazujący ogromne podobieństwa pomiędzy naszym wielkim reporterem, a kolumbijskim geniuszem, Gabrielem Garcia Marquezem (Polityka 9/2010, czyli bieżący numer).

Ale widzę, że gwar wokół książki narasta i nawet ludzie poważni na widok biografii Kapuścińskiego tracą umiar. Autorytet narodowy, prof. Władysław Bartoszewski, porównał tę książkę do przewodnika po domach publicznych, a Stefan Bratkowski – weteran dziennikarstwa i lider SDP w Sierpniu’80, oświadczył, że książki nie czytał i nie przeczyta (!), i – jedynie na podstawie odprysków z mediów – porównał ją (autora?) do hieny. Pomijam już głosy obsesyjne, jak artykuł Piotra Semki w „Rz.”, który ma za złe Kapuścińskiemu kompromisy z PRL, a Domosławskiemu pobłażliwość w tych sprawach.

W tej sytuacji, ponieważ znałem Kapuścińskiego, znam Domosławskiego, a przede wszystkim znam dobrze książkę, zabieram głos, żeby napisać, że to jest książka znakomita, napisana z wielką kompetencją, sprawiedliwa, życzliwa wobec bohatera, któremu autor tyle zawdzięcza. Po prostu brak mi słów uznania. Brawo, Panie Arturze! Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że ta książka wywoła tyle kontrowersji jeszcze przed publikacją. Pokazuje ona życie i twórczość Kapuścińskiego jako nierozerwalny splot, jaką cenę Kapuściński musiał zapłacić, „aby zgromadzić wiedzę i w mądrość ludzką ją przekuć”, jak pisze Zygmunt Bauman w „Tygodniku Powszechnym”.

Kilka słów o zawartości książki, a na koniec parę pytań zasadniczych. Życie, biografia Kapuścińskiego, są opisane z ogromną rzetelnością. W tym życiorysie, jak w życiu każdego, są rozmaite zakręty, typowe zresztą dla mojego pokolenia – od wiary w system socjalistyczny po konieczność układania się z nim, życia i pracy w tamtym systemie. Jest też pokazany mit, jaki Kapuściński wokół siebie podtrzymywał, mit nieustraszonego reportera, bohaterskiego korespondenta wojennego, człowieka, który się kulom nie kłaniał. Była w tym odrobina przesady, ale znów nie tak wiele – Rysiek wyrywał się, by pojechać tam, gdzie wojna, tam gdzie leje się krew, tam gdzie rewolucja. Bardziej kłopotliwe są niektóre szczegóły z dzieciństwa, w które Rysiek wierzył lub kazał wierzyć innym (ojciec w transporcie do Katynia, dorastanie w biedzie). Ale jakie to ma dziś znaczenie? Żadne.

Wiele namiętności budzi stosunek Kapuścińskiego do PRL. Rysiek był w młodości komunistą, wierzył w Stalina, tak jak wielu ludzi naszego pokolenia, później stracił wiarę, ale było mu potrzebne (prywatnie i zawodowo) utrzymywanie kontaktów, a nawet kolegowanie się i przyjaźń z ludźmi elity władzy, dzięki którym mógł podróżować po świecie. Zaletą książki Domosławskiego jest pokazanie, jak system, i to w latach 50-60, krępował ludzi.

Domosławski odsłania tajemnice warsztatu Kapuścińskiego, ile w jego książkach było prawdy, czy w związku z tym pozostają one nadal reportażami, czy już fikcją. Kluczowe zdanie książki brzmi mniej więcej tak: jeżeli razi cię ta książka na półce „Literatura faktu”, to przestaw ja na półkę „Literatura piękna”. Książka Domosławskiego na pewno ożywi dyskusję o granicach reportażu i pozwoli je na nowo zakreślić, zwłaszcza teraz, kiedy telewizja i Internet pozwalają dotrzeć wszędzie i reportaż musi się zmienić. Być może pomogłoby jedno zdanie od Kapuścińskiego we wstępie lub posłowiu, w rodzaju: „Niektóre postaci i wydarzenia w tej książce są syntezą różnych osób i okoliczności”.

Książka w pasjonujący sposób pokazuje zabiegi Kapuścińskiego w stosunku do krytyki (którą rozbrajał swoją skromnością i uśmiechem) i do wydawców. Z niewiadomych przyczyn „Kapu” usuwa z amerykańskiego wydania „Szachinszacha” 15 stron o mrocznej roli CIA w Iranie, ale Domosławski rzetelnie analizuje możliwe powody tej decyzji autora. Pokazuje także, jak Kapuściński zarządzał swoją karierą, jak korzystał z sugestii swoich towarzyszy z KC, z jakiej gazety odejść, bo jest źle widziana („Polityka”) i do jakiej się skierować. Ale, na miłość boską, czy odrobiny oportunizmu nie ma i w innych ludziach? To, co się liczy, to dzieło pisarza.

Jedyna dla mnie kontrowersyjna część książki dotyczy życia prywatnego Kapuścińskiego, jego stosunków z żoną i z córką, a także relacji z innymi kobietami. Aczkolwiek wszystko jest napisane taktownie, to jednak Domosławski narusza sferę prywatną rodziny pisarza. Domosławski tłumaczy się, że nie ma biografii bez życia osobistego. I tak mamy błędne koło: jak biografia – to pełna, jak wycinanka – to nie biografia.

Ważny jest aspekt polityczny książki. Kapuściński całe życie był człowiekiem lewicy, także autor biografii nie ukrywa swoich lewicowych sympatii. W dzisiejszej Polsce pisanie o ludziach lewicy, których życie przypadło na „PRL” bez pastwienia się nad nimi, bardziej rzeczowe i obiektywne, a nawet wyrozumiałe, należy do rzadkości. Trzeba zgodzić się z Domosławskim, że „Kapu” jest w Polsce czczony jako wielki rodak, ale jego przesłanie nie jest przemyślane, jego poglądy na kolonializm, neokolonializm, imperializm – wszystko to pozostaje nietknięte.

W pierwszym odbiorze książki dominują sensacje, na plan dalszy schodzi ogromne uznanie Domosławskiego dla twórczości Kapuścińskiego, jej ewolucja, rozwój, niezrównane powodzenia w świecie, talent, kultura, ciężka praca, determinacja cechująca wielkiego artystę, o którym nawet w Chile mówiono mi, że powinien dostać nagrodę Nobla.

W sumie uważam książkę za znakomitą, mój podziw dla Kapuścińskiego nie zmalał ani o jotę, a podziw dla Domosławskiego wzrósł.

***

PS.: Czytelników z Lublina i okolic zapraszam na spotkanie „Pod napięciem” w Salonie „Polityki”, które odbędzie się w środę, 3 marca br., o godz. 17.00, w auli im. Daszyńskiego, UMCS, Plac Litewski 3.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 188

Dodaj komentarz »
  1. Na spory wokol ksiazki patrze jako swietna i zupelnie bezplatna akcje promocyjna.Przeciez wypowiedz prof.Bartoszewskiego to ca 1-2K wiecej sprzedanych egzemplarzy.

    Cmokaniem nigdy by sie takiego publicity nie osiagnelo. Taka jest specyfika publicznosci. Nawet tej co jeszcze ksiazki czytuje.

    Wczoraj w moim radio sluchalem rozmowy o ksiazce: p.Toranska i p.Bratkowski i jakis dziennikarz w tle.
    W niej, jak na obecne czasy, b.zabawny lapsus (?) p.Bratkowskiego : Kapuscinski wspolpracowal z NASZYM wywiadem.

    On pokazuje ze PRL to i nasz Herbert i nasz Kaczmarski i nasz Deyna i nasz Grotowski i nasz papiez i nasz wywiad.
    Tylko czy nasz Semka to zrozumie?

    m@B

    neospasmin.blox.pl

  2. Panie Danielu,

    wezmę pod uwagę Pańską entuzjastyczną wypowiedź na temat książki Domosławskiego, ale przyzwoitość nakazuje mi milczenie w chwili kiedy nie mogę skonsumować tego niedostępnego „zakazanego” owocu.
    A swoją drogą to przebiegają mi ciarki po plecach na myśl jak by się czuła moja rodzina, gdyby ktoś (dla chleba) zechciał wyciągnąć perwersje mojego rozporka na światło dzienne.

  3. Sławomirski, 26.02, g. 03.38,

    to, że Ryba wychodzi na ląd nie oznacza, że spocznie na półmisku.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wszystko o co osmielam sie prosic to potwierdzenie czy w zdaniu
    ” jeżeli nie razi cię ta książka na półce „Literatura faktu”, to przestaw ja na półkę „Literatura piękna”. ”
    nie ma pomylki (chodzi o „nie” )

  6. Kiedy czytałem reportaże w odcinkach „Trochę Etiopii”, drukowane w „Kulturze” uwielbiałem fragmenty o paranoi rewizji ulicznych na ulicach Addis Abeby. Watahy przygłupów z karabinami co i rusz popisywały się przed i na bogu ducha winnymi przechodniach. Wypisz wymaluj dzisiejsza Polska, z jej komisjami śledczymi i napuszonymi twarzami cudaków w niej zasiadających. A wszystko dlatego, że w stosownym czasie nie znalazł się odważny sędzia, odsyłający Michnika z jego oskarżeniami i pokątnym nagraniem do wszystkich diabłów. Może jednak mamy w Polsce jakiś problem z tymi lepiej urodzonymi i bez skazy żyjącymi dziennikarzami „Gazety Wyborczej” ?.

  7. Ludzkie pomniki – przekopiowane z forum Polityki

    2010-01-27 05:16 | a
    Re:Imperium cesarza
    Pan Passent jest tego samego pokroju co pan D.
    Właśnie w biografii Nowackiej i Ziątka (Znak, 2008) jest fragment na stronie 260-261:
    „I właściwie trudno uwierzyć, że zaledwie cztery lata przed międzynarodowym sukcesem Cesarza znany felietonista „Polityki” Daniel Passent podawał w wątpliwość rangę tej właśnie książki. Odpowiadając na ankietę „Prasy Polskiej”, która dotyczyła między innymi najlepszego reportażu 1978 roku, pisał: „Pewnym wydarzeniem były też reportaże Ryszarda Kapuścińskiego z Etiopii na łamach <>, jednak fakt, że tematycznie były odległe od naszych spraw, zaś autor korzysta z atrakcyjnych, długotrwałych wyjazdów niedostępnych wielu dziennikarzom – wszystko to powoduje wątpliwości, czy akurat ten tom należy wyróżnić”.

    2010-02-05 12:40 | kamyk
    Re:Imperium cesarza
    A Ty skąd się tu wziąłeś? O klasie Domosławskiego najlepiej świadczy akapit wywiadu poświęcony wdowie po Kingu – miała być aluzja a wyszła słoma z butów. O „rasowym reporterze” nie będę dyskutował – napisać rozdział o relacjach ojca z córką, nie rozmawiając z nią i nie pytając się czy ona chce w ogóle znaleźć się w tej książce??? A co do D. Passenta – intuicja RK nie zawiodła – nie przypadkiem nigdy nie napisał tekstu do Polityki.

  8. Jeżeli chodzi już o szarganie świętości to zastanawia mnie czy prof.Bartoszewski swój osąd wydawał jako były szef MSZ,znakomity literat,czy…może przewodniczący Rady Nadzorczej LOT-u, bo nasz znany erudyta również piastował tak zaszczytną funkcję.I to całkiem niedawno.Ale to tylko tak na marginesie.I to całkiem niedużym.

  9. A ja myślę, że skoro ksiązka jest przykra dla małżonki Kapuścińskiego to dobry przyjaciel powinien poczekać jej wydaniem. To może być gwoździem do trumny dla tej kobiety. Być może ją zdradzał, być może wiedziała o tym, a może wolała nie wiedzieć, a może dla niej ważniejsza byłą więź intelektualna z wybitym pisarzem. Parafrazując Wisławę Szymborską powiem: tego nie robi się przyjaciołom. Myślę, że takie biografie powinny sie ukazywać po takim czasie, żeby nie raniły najbliższych. Nie chciałabym takiego przyjaciela jak Pan, Panie Arturze.

  10. Marcin Lazarowicz ; zgadzam sie calkowicie i moge tylko dodac , ze kilka ksiazek Kapuscinskiego „stoi u mnie” ale czy bedzie Domoslawski , mam watpliwosci. To co pisal Kapuscinski jest dalej dla mnie wazniejsze niz jego biografia . Podobnie bylo z Iwaszkiewiczem i innymi (to nie jest zadne porownanie ) . Biografie moga byc istotne ale tylko dla tych artystow ktorzy oprocz nich maja niewiele do zaoferowania (to w zadnym wypadku nie dotyczy p. Semki )

  11. Do poprzedniej dyskusji. List dostałam od kompetentnej osoby, cytuję :

    „… Mrówki bardzo zgodnie budują kolonię, która jest superorganizmem. Pojedyncza mrówka jest jak komórka, która zna swoje miejsce.

    U mrówek jest to możliwe bo jest między nimi duże pokrewieństwo genetyczne. Ludzie tak spokrewnieni nie są. Budowanie społeczeństwa w interesie każdej z jednostek jest czymś, do czego trzeba przekonać edukacją.

    Problem w tym, że edukacja jest zdominowana przez antyspołecznych bogatych, a część ludzi jest za biedna na jakąkolwiek edukację.
    Neoliberalna pułapka. Wyjście z niej jest jak próba wyciągnięcia siebie samego z bagna…”

    I jeszcze jedno zdanie z powyższego listu:

    „A liderem nowych państw UE jest Słowenia, która nie miała terapii neoliberalnej. To jest fakt.”

  12. Jednym slowem dylemat: biografia czy hagiografia ?

    A moze pornografia ?

    Kazdy ma swojego faworyta, prawda ?

    Pozdrawiam.

  13. do
    Adziabadzia pisze:

    2010-02-26 o godz. 13:22
    Nie wyrazam zgody na zgode, bo chodzi nam o zupelnie cos innego. Pana wyliczanki sa jednostronnie prymarne.
    WINIEN

  14. Z literaturą piękną też jest różnie i sprawy warsztatu pisarskiego budzą często kontrowersje. Choć nie tak histeryczne w jak w naszej, przepojonej moralnością i uczciwością krainie. Oto fragment dla miłośników Hemingwaya. Ze wstępu do „Komu bije dzwon” (Ossolineum 1978) autorstwa Leszka Elektorowicza. Podtytuł „sprawa autentyczności” – „… Zapewne w natarciu na La Granja wysadzono jakiś most czy nawet kilka mostów, lecz nie zidentyfikowano tego o którym mowa w Komu bije dzwon, mimo, że Hemingway zapewniał nieraz swych rozmówców o jego autentyczności”. A E Hotchner przytacza w swej książce urywek rozmowy z pisarzem, który powiedział „Był most i został wysadzony, i ja to widziałem. Wysadzenie w powietrze pociągu, które opisałem w książce zdarzyło się także naprawdę. A także przedostałem się na tyły linii nieprzyjacielskich w rejonie Segovii gdzie zdobyłem sporo informacji o poczynaniach faszystów, które przekazałem naszemu dowództwu. Lecz ludzi i wypadki wymyśliłem według swej najlepszej wiedzy, uczucia i nadziei. Fragment w którym Pilar wspomina to co się wydarzyło w jej wsi po przyjściu faszystów dotyczy Rondy a szczegóły opisowe miasteczka są dokładne. (…)
    Bardziej sceptyczny jest przekaz Castillo. Pisze on -„Ostatecznie doszedłem do przekonania, że most opisany w powieści nigdy w rzeczywistości nie istniał, ani też nie było żadnej bitwy o most, która miałaby zadecydować o przebiegu całej operacji”.
    Castillo zauważa przy tym trafnie, żę w okresie kiedy toczyła się na prawdę operacja w rejonie La Granja tj z końcem maja 1937 roku Hemingwaya nie było w Hiszpanii. Krytyk zresztą nie przeczy pełnej kompetencji, jaką posiadał Hemingway w przedmiocie swego dzieła.”
    To co – wywalamy Hemingwaya z biblioteczki? Wycieramy z pamięci jego książki?
    Pozdrawiam

  15. I właśnie w kluczowym zdaniu tej książki jest meritum problemu – „jeżeli razi cię ta książka na półce „Literatura faktu”, to przestaw ja na półkę „Literatura piękna”. Kto czytał książkę „Chrystus z karabinem na ramieniu”, ten dobrze wie, że są to reportaże, a nie literatura piękna, ale reportaże bardzo niewygodne dziś zarówno dla tych, co to niby nie przewożą broni i płynnego ołowiu na wielbłądach (akurat, bo uwierzę), jak i dla samego Imperium Dobra (chociaż nie wiem, dlaczego rozróżniam zupełnie bez powodu). Tak samo niewygodne, jak najnowszy film Romana Polańskiego. Dlatego czynione są intensywne zabiegi w masmediach, aby zdyskredytować Ryszarda Kapuścińskiego jako człowieka, pod pozorem odbrązowiania postaci (jak Lecha Wałęsę, co to sikał do chrzcielnicy, itd.), a jego literaturę faktu zakwalifikować do literackich bajań, a potem mówić: „może to prawda, może nie, są różne opinie, jest przecież książka p. Domosławskiego oraz poparcie poważnego p. red. Passenta, kto to wie jak naprawdę było i czy to Izraelczycy strzelali z morza do bezbronnych Palestyńczyków, czy może było na odwrót, czy strzelali do głodujących chłopów skradających się po snopek zboża, czy to chłopi strzelali do nich i pewnie to nie Amerykanie terroryzowali, okradali i upadlali Amerykę Łacińską, a było całkiem na odwrót”. Taka jest intencja, moim skromnym zdaniem. Dlatego pewnie nawet po przeczytaniu, nie będę bił brawa p. Arturowi.

    Oczywiście nie są to reportaże napisane przez jakiegoś kołka, pozbawionego umiejętności składania zdań złożonych, a przez człowieka światłego, dla którego język polski był wykwintnym narzędziem do przekazywania obrazów oraz własnych głębokich myśli, a forma nie wymuszała na nim twórczości a la depesza lub SMS. Ryszard Kapuściński opisywał rzeczywistość, a nie tworzył literaturę mniej lub bardziej piękną.

    Nie znam szczegółów „kontrowersyjnych”, ale ufam bardziej rodzinie Ryszarda Kapuścińskiego, niż p. Domosławskiemu.

    A 15 stron o mrocznej roli CIA w Iranie, z amerykańskiego wydania „Szachinszacha” usunięto na pewno przez przypadek, po prostu wymksnęły się wydawcy, nie zauważył.

  16. Po 30 latach Cesarza czyta się dziś inaczej, z mniej zapartym tchem, wracając myślami do tamtych czasów. U Kapuścińskiego opis dramatu Etiopii jest wyraźnie stylizowany, jest w zamierzeniu próbą opisu wszelkiej tyranii, ma niezliczone akcenty polskie w postaci zbitek językowych używanych przez ówczesną partyjną propagandę. Nic dziwnego, że książka była rozchwytywana przez polskich czytelników jeszcze zanim przyniosła autorowi międzynarodową sławę.
    Mieszkałem już od lat na emigracji i z zainteresowaniem patrzyłem jak moi krajowi przyjaciele rozkochali się od razu w tym opisie dramatu Etiopii, opisie zbudowany głównie na opowieściach byłych cesarskich urzędników, mówiących stylem wyprzedzającym prozę Pilcha.
    Wszyscy Etiopczycy mówią u Kapuścińskiego tym samym językiem, jakby dostali jakiegoś obłędu na punkcie Gombrowicza. Ten zabieg literacki otworzył mu drogę do mało interesujących się światem krajowych czytelników i ku zdumieniu samego autora, do międzynarodowej sławy.
    Przypominam sobie moje pierwsze czytanie tej książki przywiezionej przez przyjaciela z Polski, jego zachwyt i moją idiotyczną, jak się okazało, reakcję w postaci podsuwania innych książek i artykułów o Etiopii i o sytuacji w innych krajach Afryki. Mój przyjaciel wykręcał się łagodnie, ale stanowczo, dając do zrozumienie, że już wie wszystko i więcej wiedzieć nie potrzebuje.
    Potem to samo było z Szachinszachem. W Polsce książki Kapuścińskiego dla nikogo nie były zachętą do pójścia głębiej. Stanowiły (i stanowią) wyczerpującą informację o świecie, jak papieskie encykliki o Panu Bogu. Dyskusja o samym Kapuścińskim jest mało ciekawa. Dyskusja o percepcji jego książek mogłaby być ciekawsza.

  17. Zgadzam sie z wpisem Marcin Lazarowicz a waleniu po oczach.

    To mi troche przypomina ksiazke Klausa Kinski i wypowiedzi na temat rezysera, producenta i aktora Werner Herzog:

    Kinski opisal Hezoga jako antytalent, rozrzutnego egomana i tyrana, ktory w filmie Fitzcarraldo doprowadzil prawie celowo do tragedi. Byly tez inne epitety pod adresem rezysera, ktorych nie bede cytowal.

    Gdy Klaus Kinski spotkal sie z Werner Herzog wytlumaczyl mu, ze musial tak pisac bo by nikt tej ksiazki nie kupil.

    Gospodarzu merci za informatywny felieton.

  18. Czy fantastyczny reporter/powieściopisarz musi być dobrym ojcem dla córki?
    Przecież jej nie bił, nie gwałcił, co najwyżej maltretował psychicznie. Pewnie nawet po przeczytaniu reportażu-biografii nie wiadomo jak to było.

    Mnie interesuje co na prawdę sądził Kapu o całym tym Czarnym Lądzie i jego ludach. Oczywiśnie znany jest jego dowód na to, że potomkowie kolonialistów, narody zamożnej Europy oraz Amerykanie, bo do nich przywożono niewolników powinni wypłacać odszkodowanie za miliony istnień straconych i wywiezionych do końca historii świata. Ale jak czytam jego opis rynku w Onitsha („Heban”), to nie jestem pewien jak on rozumiał przyczyny tego całej pokolonialnej nieudolności i bałaganu w neipodległych krajach Biednego Świata. Czy nie najważniejsza zawsze była uwaga czytelnika, jego fascynacja opowieścią, ewentualnie później jego wyobrażenie o historii, która się przydażyła?

    W dobie realizmu magicznego, który oddawał ludzkie wrażania na temat realiów świata, oczywiście w okreslonym kontekscie kulturowym Ameryki Łacińskiej, jak najbardziej możliwy był reportaż magiczny Kapuścińskiego. Bez wątpienia był to pisarz magiczny. Całą opinie o świecie (i o Polsce) wyraził w Lapidariach I-VI.

  19. DP napisał:

    „Wiele namiętności budzi stosunek Kapuścińskiego do PRL. Rysiek był w młodości komunistą, wierzył w Stalina, tak jak wielu ludzi naszego pokolenia, później stracił wiarę”

    Łapię Pana Redaktora za słówka – wychodzi na to, że komunizm to religia (idolatria), a Stalin idolem.
    Nareszcie jesteśmy na prostej drodze. Ttttyle lat…

    Pzdr, TJ

  20. Nekrolog Kapuscinskiego w „The New York Times” podkreslal talent improwizacyjny polskiego dzienikarza. Majac bardzo skape mozliwosci finansowe musial on czesto korzystac z gosciny tubylcow. Co wyszlo zreszta na dobre. Empatia jest wazniejsza niz plydka obserwacja.
    Przykro mi ze gospodarz bloga tak bardzo generalizuje. Tak, czesc pokolenia Kapuscinskiego to byli stalinowcy, komunisci, czerwoni oportunisci, SB-ecy itd. Ale zdrowa wiekszosc zachowala charakter narodowy zwiazany z kultura zachodnia. A kto zrobil Pazdziernik 56? Kto niedopuscil do kolektywizacji polskiej wsi? Kto utrzymal jedyny wolny Uniwersytet pomiedzy Laba a Nowosybirskiem? Kto pokazywal drukujac puste strony ze cenzura isnieje? Kto w koncu walczyl z ZOMO i aparatem ucisku w czasie stanu wojenneg? W Stalina mogli wierzyc tylko emocjonalni (bo o intelekt ich nie posadzam)perwerci. Sztandard wyprowadzic.

  21. Potępieńcze okrzyki wobec Domosławskiego przypominają mi – nie mniej ni wiecej – zachowania radzieckich dygnitarzy wobec Pasternaka i jego „Doktora Żiwago”.

  22. Szanowny Panie Passent,
    piszac o czasach zaprzeszlych i ich protagonistach miesza Pan jak zwykle signifinat z signifié. Przyklad; to nie system krepowal ludzi, to ludzie ulegali niepotrzebnie systemowi, czesto za cene „swiecidelek“ w postaci paszportu, biletu PKP za zlotowki, talonu na samochod, mozliwosci wydania ksiazki etc.. Niestety nie znam zadnej ksiazki wspominanego autora wydanej pod pseudonimem w „obcym“ wydawnictwie, a chcialbym sie mylic. Kontrapunktem byly tu Kisiel/Stalinski. Przypadek sprawil, ze mialem okazje poznac „wyrywajacego” sie autora na lewicowych salonach, wtedy chyba jeszcze Zachodniego Berlina (z akcentem na salony), ktore z lewicowoscia, oprocz deklaracji nie mialy nic wspolnego. Nie wiem dlaczego utozsamia Pan konformizm autora z wiara w owczesny system. Nie przekonuje mnie to do wiarygodnosci ani Pana , ani autora. Brak jest natomiast jednego i drugiego w zachowaniu autora, szczegolnie w ostatnich latach zycia w obawie przed wymuszonym wyjsciem z chroniacego szarocienia. Z owej ochrony korzystalo wielu prominentnych autorow, mniej eminentnych postaci (zakladajac, ze autor byl rowniez autorem wlasnej postaci). Nie przesadzalbym rowniez z odrobina oportunizmu przypisywanemu autorowi, gdy byl on nie tylko konstruktem owegoz, lecz rowniez jego“konstruktorem” oraz posrednio aktywna czescia systemu go noszacego. Nie interesuja mnie przy tym motywy i wynikajace z nich okolicznosci lagodzace. Z pewnoscia bylo ich wiele. Nie wspominam o nich, bo ksiazka o autorze nie jest zadnym oskarzeniem. Nie wykluczam jednak, ze takie tez sie ukaza.
    Pisze Pan rowniez, ze …”Rysiek wyrywał się, by pojechać tam, gdzie wojna, tam gdzie leje się krew, tam gdzie rewolucja” i zapomina Pan jednoczesnie, ze owe krwawe rewolucje czesto byly wspolfinansowane przez rezim z czasow zaprzeszlych. Efekty sa widoczne po dzien dzisiejszy. Dlatego tez o wyrywaniu nie moglo byc mowy, warto sie jednak zastanowic nad kwestia wyjazdow „popieranych“ za cene pozniejszych sprawozdan i wczesniejszych deklaracji. Byla to jednak cena ustalana dobrowolnie i nie moze byc mowy o krepowaniu ludzi. Kapuscinski byl nastepnym listkiem figowym owczesnego porzadku, byl poniekad jego legitymacja. Jesli tacy zdolni autorzy podporzadkowywali sie owczesnemu systemowi, ktory per se byl przeciwny socjaldemokracji, to rezim ten pozwalal sobie na „wiecej“. Nie rozumiem rowniez Pana pisania o lewicy w PRL. Gdy Pan doskonale wie, ze czasy zaprzeszle od zjednoczenia obu Partii i wykluczenia lub zawlasczenia socjalistow z lewica nie mialy nic wspolnego. Byl to li tylko folwark paru facetow kierowanych bezsposredni z Moskwy. Podobnie bylo podczas wizyt w lewicowych domach intelektualistow tzw. zachodniego swiata. Salonowe brylowanie lewicowe kontynuowane jest po dzien dzisiejszy podczas kominkowych wspomnien o Che. Czerwone jest tylko podawane wino. Moim zdaniem autor byl kolejna postacia wystawiajaca wszystko na sprzedaz, siebie rowniez. Konsekwencja jest opisywana przez Pana ksiazka, z tego co wiem, to utrzymana w przyjaznym tonie wobec autora, a pisana przeciez przez przyjciela autora. Konsekwencja beda nastepne ksiazki o czasach zaprzeszlych i ich protagonistach.

    Tyle o autorze i Pana postrzeganiu czasow zaprzeszlych. Wracajac do jego tekstow, to nalezy twierdzic, ze sa znakomite i powszechnie powazane, niezaleznie od zawartych molekul konfabulacji. Dotyczy to rowniez Pana tekstow i tekstu o tekstach autora. Niepotrzebnie broni Pan postawy autora, on nie byl w stanie obronic jej sam i o tym obaj dobrze wiemy. Zostawmy wiec postawy autorow krytycznej ocenie historykow, a znakomite teksty autorow obronia sie oczywiscie same.
    Z powazaniem.
    WINIEN
    PS
    Maly przyklad z zycia codzienego za Odra; jadaca po pijanemu biskupka kosciola ewangelickiego przejezdza przez czerwone swiatlo. Nastepnie ustepuje ze stanowisk (miala dwa) i wszyscy ja za to podziwiaja. Nikt juz nie pamieta o prowadzeniu samochodu po pijanemu i zagrozeniu drugich. Wazne i warte uwagi jest li tylko ustapienie z piastowanych stanowisk. Dopisek malymi literami (zamiar dalszego wykonywania dobrze platnego zawodu pastorki ww kosciola az do emerytury nie jest kwestionowany przez nikogo). Dla kontrast; kasjerka wyrzucana jest z pracy za pare centow. Podobnie rzecz sie miala z naszym znakomitym autorem i jego znakomitymi kolegami po lewej stronie w chroniacym go szarocieniu czasow zaprzeszlych.

  23. do
    Mercedes pisze:

    2010-02-26 o godz. 13:10
    Zapomnialas o tekstach do SB.
    WINIEN

  24. do
    jerzy pisze:

    2010-02-26 o godz. 12:51
    W Polsce nie ma problemu piszacych, sa problemy czytajacych. Wystarczyloby jednak przestac czytac.
    WINIEN

  25. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    DP – pisze:

    „Autorytet narodowy, prof. Władysław Bartoszewski, porównał tę książkę do przewodnika po domach publicznych”

    Z tenorem na:; „nawet ludzie „poważni” na widok biografii Kapuścińskiego tracą umiar.”
    Domyslam sie, ze takowe porownanie najlepiej moze zrobic li tylko doswiadczona stazen, czyli juz autorytatywna „Puff Mama”

    Nie wiedzialem, ze prof. ma az tak szerkie rozeznanie umozliwiajace owe porownanie(?)
    No ja …

    Post Christum.
    Erstens sind die Trauben zu sauer, und zweitens soll sie sich der Bär nur selber holen!

  26. Ryba pisze:

    2010-02-26 o godz. 12:04

    Ryba wychodzi na lad w sensie darwinowskim tylko.

    Przyjemnej zabawy na ladzie.

    Slawomirski

  27. Ryba pisze:

    2010-02-26 o godz. 11:51

    „przebiegają mi ciarki po plecach na myśl ”

    katolickie wychowanie

    Slawomirski

  28. Passent pisze:

    „Zaletą książki Domosławskiego jest pokazanie, jak system, i to w latach 50-60, krępował ludzi.”

    Czy redaktor Passent byl lekko, mocno czy nie skrepowany?
    Jak mozna tak pisac o panstwie totalitarnym?
    Czy nie pamieta pan nazwisk ofiar?
    Czy nie wstyd panu tak klamac?

    Slawomirski

  29. WINIEN pisze:

    2010-02-26 o godz. 15:58

    Dziekuje za ten wpis.
    Duchowo Passent jest plytki.

    Slawomirski

  30. Osobiscie uwazam Kapuscinskiego za pisarza kiepskiego i nudnego. Przebrnalem przez jego dwie czy trzy ksiazki (ostatnia byl chyba Heban) ale jest to pisarska publicystyka bez specjalnej wartosci poznawczej czy fabularnej.

  31. Z oczywistych względów nie czytałem książki Domosławskiego, ale dla mnie od dawna było jasne, że Kapuściński niemal zawsze balansował [dodajmy – po mistrzowsku] na granicy fikcji i faktograficznej rzetelności. Widać to wyraźnie w większości jego książek dlatego nawet nieco mnie dziwią ‚sensacyjne’ doniesienia o jakoby mijaniu się z prawdą, nieścisłościach itp. Nie tylko nigdy nie miałem o to do Niego żalu, ale przeciwnie – sądzę, że większość jego książek zawdzięcza swoją magię właśnie temu szczególnemu talentowi. To coś jak ów słynny realizm magiczny, ale u Kapuścińskiego akcent został przesunięty na realia i tam pozostawiony, jak kto nie rozumie tej szczególnej poetyki to już jego zmartwienie.

    Co do legendy stwarzanej wokół własnej osoby – o wiele krótsze będzie wyliczanie, który ze świetnych pisarzy się o nią nie starał, zaś Kapuściński w porównaniu z wieloma z nich i tak wychodzi na niewiniątko.

    A już do upadłego bawią mnie imbecyle ze śmiertelną powagą roztrząsający problemy współpracy z wiadomymi służbami czy w ogóle poddający zakończone życie ludzkie przypadające w większości na PRL [tak jak życie Kapuścińskiego] kryteriom politycznym czy raczej doktrynerskim.
    Nawet zabawnie posłuchać takiej ‚politruczej mowy’ pamiętając, jak sam Kapuściński potrafił pysznie opisywać aktywistów, nawiedzonych i doktrynerów różnej maści.
    Takim właśnie ‚umysłowo sprawnym inaczej’, którzy zachowują IPN-owską czujność [racja, racja, czuj duch, panowie], dedykuję dwuwierszyk, celowo przywołując w nim pewną osobę, za którą, delikatnie rzecz ujmując, nie przepadają :

    Że zacytuję Michnika –
    Odpieprzcie się od klasyka.

    Pozdrawiam

  32. @Joe
    Czytałeś kiedyś jakiś tekst Domosławskiego?
    Chyba nie, bo nie pisałbyś takich bzdur. Trudno mu zarzucić sprzyjanie „Imperium Dobra”…

  33. A dla mnie pan Domoslawski zaprezentował najgorsze standardy człowiecze i dziennikarskie. Ktoś kto nie szanuje uczuć wdowy, kto nadużywa gościnności, kto w końcu reklamuje się nieustannie nazwiskiem Kapuścinskiego nie zasługuje na zaufanie. Może dla Pana jest to książka znakomita, ale ja jej nie kupię.

  34. telegraphic observer pisze:
    2010-02-25 o godz. 19:31

    „Rzad nie powinien interweniowac.” A co by bylo gdyby nie interweniowal ? ‚Wolny Rynek’ mafi, gangow i prywatnych armi by rzadzil.

    TO, skoro jestes przeciwko interwencjom rzdu dlaczego wzieles te 15 punktow od komuny. Przeciez nie musiales. Pomysl – gdzie bys byl bez tych 15 punktow ktore komuna ci dala umozliwiajac ci ‚zdanie w cuglach’ na studia. Bylbys nadal w Polsce Z, oral bys glebe.

    A teraz dziamiesz na polskie rolnictwo. „Za duzo osob mnieszka na wsi.” W czym jest tu problem ?? Im dalej od miasta tym zdrowsze powietrze.

    A co by bylo gdyby rolnik dunski i kanadyjski nie dostawali zapomogi ? Co by produkowali….. ??? Przeciez zapomogi to rzadowa interwencja !!!

  35. Nie znam książki, bo i skąd? Tylko wyimek w „GW”. Ale nie sądzę, żeby znajomość biografii Kapuścińskiego pomogła mi w głębszym zrozumieniu twórczości Kapuścińskiego. Ktoś tu mądrze napisał, że do zrozumienia twórczości Iwaszkiewicza nie jest mu potrzebna wiedza o jego życiu.
    Uważam jednak, że skoro treść książki raniła uczucia wdowy, to należało to uszanować. To jest starsza pani i książka Domosławskiego może zdziałać to co „afera hazardowa” zrobiła z matką Drzewieckiego.

  36. ” …… Ale, na miłość boską, czy odrobiny oportunizmu nie ma i w innych ludziach? …..”

    Kto, jak kto, ale Autor blogu zna się na tym świetnie.

  37. Sily ciemnosci sklocaja ciemny lud. Jak mozna sie klocic na taki wazki temat. (Kapuscinski, biografia) To sie kwalifikuje tylko na debate podworkowa. Jest tyle wazniejszych rzeczy, np astronomiczne zadluzenie kraju rownoznaczne z zaglada calego pokolenia obecnych nastolatkow. Co sie stanie gdy oni wyemigruja by nie placic za skadaliczne niechlujstwo obecnie panujacych i biernosc ciemnego ludu. Skad beda pieniadze na emerytury ???

  38. Ja czytałam książki Kapuścińskiego po przeczytaniu Cesarza w latach 90 zaraz po ukazaniu się i traktowałam Go trochę jak rodzinę , nie wiem towarzyszył mi w moim życiu wraz ze swoimi książkami , najbardziej lubię Heban i mi jest po prostu przykro kiedy żywego człowieka , tak mi osobiście bliskiego analizuje się jak muchę , odrywając po kawałku a to czułki a to skrzydełka , nie znam książki Domosławskiego i jego zmagania z rzekomo ciemnymi stronami biografii pisarza mnie nie interesują , one mnie ranią, sama myśl że można tak potraktować kogokolwiek budzi mój bunt a jeżeli dotyka to tego pisarza nóz otwiera mi się w kieszeni, każdy ma prawo do intymności i do prywatności i do swoich tajemnic a w żadne ciene plamy na honorze pisarza po prostu nie wierzę i już

  39. Andrzej Koraszewski pisze:

    2010-02-26 o godz. 15:25

    „W Polsce książki Kapuścińskiego dla nikogo nie były zachętą do pójścia głębiej. Stanowiły (i stanowią) wyczerpującą informację o świecie, jak papieskie encykliki o Panu Bogu. ”

    Ma pan racje.
    Potrzeba autorytetu jest silna w Polsce a zdobycze Rewolucji Francuskiej sa niestety ignorowane, oczywiscie nie przez wszystkich.

    Slawomirski

  40. Bobola 17.54
    Coraz bardziej cenię:
    twoje poczucie humoru
    skromność
    erudycję
    kulturę osobistą.

    A znasz ty takie staropolskie przysłowie WOLNO PSU NA PANA BOGA SZCZEKAC ? które idealnie pasuje do Twoich komentarzy ?

  41. W sprawie nicowania życiorysu Kapuścińskiego mogę powiedzieć tylko tyle, że w Polsce jest za dużo, chorobliwego moralizatorstwa. To się robi po prostu nudne. Tą nudą płynącą wprost z kruchty zaraziła ten kraj prawica. Niestety środowiska liberalne wirus nudy też zaatakował czego przejawem jest dyskusja nad moralnością osobistą i zawodową Kapuścińskiego.
    Dlatego z satysfakcją przeczytałem w najnowszej Polityce raport nt pijanstwa i alkoholizmu pt „Łzy polskiej ziemi” przelamujący obłudne konwencje. Raport w części PRL-owskiej jest ilustrowany świetnymi, archiwalnymi zdjęciami polskiej bohemy artystycznej w epizodach i ciągach pijackich. Kogo tam nie ma? Imprezują Ireneusz Iredyński, Andrzej Brycht, Leopold Tyrmant, Barbara Hoff, Teresa Trzaskowska, Zbigniew Jerzyna, Erazm Ciołek, Stanisław Grochowiak, Jan Himilsbach, Roman Śliwonik. A to tylko postacie z fotografii. Bohaterami tekstu bądź komentatorami są Marek Nowakowski, Janusz Głowacki, Edward Stachura, Marek Hłasko, Wiktor Osiatyński, Jan Wołek i inni. Ciekawe anegdoty, opisy imprez, lokali – wszystko podane bez zacięcia moralizatorskiego. O jednych się tylko mówi bo nie ma ich już z nami np z powodu marskości wątroby lub głębokiej depresji. Inni mówią o sobie już z pozycji apostołów trzeźwości. Jeszcze inni dalej piją i dobrze się miewają. Niestety część poświęcona zmianie pijackich obyczajów w wolnej Polsce znów jest nudna jak terapeutyczne trucie. Tyle, tylko że ciekawe statystyki wskazują, iż na skutek obyczajowej, moralnej poprawności lud nie zapija się już w knajpach, bo się wstydzi tylko rodzinnie w domach. No ale to statystyczne potwierdzenie nudnej praktyki w beznadziejnie zakłamanych czasach.
    Pozdrawiam

  42. Pan Domosławski napisał książkę o życiu pana Kapuścińskiego. Zrobiła się zadyma. Wyszło na to, że pisanie o życiu, które ze swej istoty jest bez sensu (w tej sprawie trudzą się od wieków filozofowie i duchowni, końca nie widać), nagle staje się zajęciem dla tak wielu kibiców. Książka Artura Domosławskiego to tylko 54,90. Tyle samo w 2008 r. kosztowała „Era zawirowań” Alana Greenspana (tego samego, o którym na stronie „Polityki” 27.10.2008 napisano: Uznawany za nieomylnego, wieloletni szef banku centralnego USA, podczas przesłuchania przed Kongresem 24 października przyznał, że popełnił błąd. Wziął na siebie odpowiedzialność za krach na rynku finansowym i największy od lat kryzys w USA). Po dwóch latach dzieło Greenspana można był nabyć w prowincjonalnej księgarni za 9,99 zł. Obie książki mniej więcej w tej samej objętości i twardej oprawie z obwolutą. Mimo wszystko opłaci się przeczytać obu. Z tym, że Domośławskiego pewnie dopiero za dwa lata.
    Pozdrawiam, S.

  43. Jarosłam Pietrzak o Jane Hardy „Poland’s New Capitalism” – http://lewica.pl/?id=20982

  44. <a href=” http://passent.blog.polityka.pl/?p=668#comment-151831” title=”ANCA-NELA-en passant”>”ANCA (02-26, g.18:24):
    Toż przecież stąd wzięły się moje największe pretensje do Lizaka, że odsyłał Cię do kruchty. Jak mógł! I wątpił w cnotę? Hm. Dla mnie to było gorzej niż patyk, to była zadra. Oj, uśmiałem się z tego patyka zdrowo.

  45. Pani Stachurska (02-26 19:07)
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=668#comment-151833

    W podanym przeze mnie artykule autorka twierdzi, że w Polsce jest 2 mln gospodarstw rolnych. Inne źródła wyraźnie mówią o 14,8-15% zatrudnionych w rolnictwie (wszystkich zatrudnionych jest około 16 mln).

    Polska słynie z importu … oraz z eksportu. Powszechne zdziwienie to wzbudza, blogowicz z prowincji ręce załamuje, a jednak tak jest. Per saldo Polska jest eksporterem żwyności.

  46. Pan Spokojny (02-26 17:16)
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=668#comment-151822

    Ja sobie tłumaczę tę agresję biurokracji państwowej wobec prywatnego biznesu tradycją ciągnącą się jeszcze z Polski Ludowej. Ludność nadal podejrzewa każdego prywaciarza o spekulację i żerowanie na pracownikach i konsumentach, a przynajmniej skupienie się na obrzydliwej maksymalizacji zysku. Inne wytłumaczenie tego sentymentu skierowanego przeciw gospodarności wywodzi się ze struktury społecznej okresu feudalnego. Wszak zapobiegliwych mieszczan krakowskich ordynarnie przezywano „centusiami”.

    Faktycznie z tymi prawami nabytymi, może być tak, że skoro usunięto pomniki działaczy komunistycznych, np. Dzierżyńskiego to może w przyszłości dojść, o zgrozo, do usuwania pomników naszego papieża Jana Pawła II, a to już byłoby nie po chrześcijańsku i zamachem na najwyższe wartości narodowe.

    Ja również pozdrawiam w dniu urodzin Mahometa.

  47. Panie the mentor (02-26, 18:58)

    Ze sklasyfikowaniem pana mam największy problem. Nie jestem fundamentalnie, doktrynalnie i jeszcze jak tam przeciw interwencji rządu, jedynie w tym przypadku odpowiada mi pogląd J.B. Taylora, znanego ekonomisty amerykańskiego (POLITYKA 9), że agencja rządowa The FEDs, czyli bank centralny swoja interwencją, czyli polityką monetarną spowodował, przedłużył i pogłebił kryzys. W tym udział miał niezbyt fortunny pakiet pobudzający i wzrost zadłużenia państwa. Sam pan kilka dni temu przytaczając jakieś linki na to wskazywał.

    Po drugie, ja nie jestem przeciwko ludności wiejskiej, jedynie wskazuje na to, że wydajność w rolnictwie jest niska i wiele osób nie jest w stanie się utrzymać z pracy na roli. Ja nie twierdzę, że rolnicy w innych krajach nie dostają zapomogi, ale ich wydajność pracy jest wielkokrotnie wyższa niż w Polsce.

    Po trzecie, chciałbym aby pan wyjaśnił o co panu chodzi z tymi 15 punktami, które rzekomo dała mi komuna, za co, kiedy? Proszę przytoczyć mój komentarz, w którym o handicapie pisałem. Tworzy pan jakieś ordynarne legendy, insynuacje i posuwa się do impertynecji niezbyt dobrze o panu świadczących. Po raz kolejny proszę w rozmowie ze mną o przestrzeganie wszelkich form grzeczności, jakie panu są znane.

  48. Kapuscinski jest takim samym atrysta jak Passent.
    Wierzyli w Stalina i wyplyneli.
    Rozmawialem z Kapuscinskim kilkanascie lat temu w USA i nie moglem sie nadziwic,ze mimo ogromnych zmian w Polsce i na swiecie facet byl w dalszym ciagu lewicowy.
    To tak jakby Kuba byla stawiana w dalszym ciagu za wzor ustroju a Passent uznawany za czlowieka zdolnego.

  49. Coś moje komentarze „nie przechodzą” – prawdopodobnie skrypt się zacina, bo totalitarna cenzura to tu chyba nie panuje…

    @ Michał

    Czytałem tu kogoś o takim nicku, ale to nie Ty, tamten był bystry. Nie ma sprawy, w końcu nie jednemu psu Burek.

    Pan Domosławski zupełnie mnie nie interesuje, nie słyszałem o nim do wywiadu red. Passenta, nie czytałem go i nie zmierzam – nie mam czasu, żeby czytać każdego, kto tu sobie cokolwiek skrobnie. Autorów, którym poświęcam czas wybieram na podstawie własnej wiedzy, albo rekomendacji ludzi, których darzę szacunkiem. Mało mnie obchodzi, czy p. Domosławski jest pro, czy antyamerykański, jego sprawa. Rzecz w tym, że ewidentnie wziął udział w brudnym przedsięwzięciu, może nieświadomie, może świadomie, tego nie wiem i właściwie nie ma to większego znaczenia, gdyż jeśli nieświadomie, to jest niemądry i szkoda dla niego czasu, a jeśli świadomie, tym bardziej szkoda czasu.

  50. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Slawomirski 2010-02-26 o godz. 20:41 pisze:

    „ Potrzeba autorytetu jest silna w Polsce a zdobycze Rewolucji Francuskiej sa niestety ignorowane, oczywiscie nie przez wszystkich” – to jest fakt

    Szanowny Panie Slawomirski, bardzo ciekawie pod koniec lat 60 XX w. na temat Rewolucji Francuskiej wypowiedzial sie marszalek Lin Piao.

    Na pytanie francuskiego dziennikarza: „Co pan sadzi o Rewolucji Francuskiej?” LP – „ To jest zbyt wczesnie aby mozna bylo ocenic jej skutki ” (?)

    Domyslam sie, ze na ocene skutkow w Europie (EU) tzw. „Rewolucji Balcerowicza & Co” nie bedzie musialy Pan az tak dlugo czekac.

    Niech Pan zatem z laski swojej bedzie dobrej mysli, Szanowny Panie Slawomirski. Wiadomym jest od dawna, ze mamy horyzonty i tzw. wlasny punkt widzenia.

    Czuje Pan ta wspolzaleznosci obrotu obrotnosci „cial niebiesko-blekitnych” miedzy w/w rewolucjami?

  51. …”ponieważ znałem Kapuścińskiego znam Domosławskiego, a przede wszystkim znam książkę…”
    I, tu… moje milczenie.Książki nie znam.

    Nie oceniam niczego,bo książki nie czytałam/i stąd wywód żaden/, ale część zdania jw już wzbudziło nieufność.
    Nie kupię książki/ nie „nabiję” kasy wydawcy/a,tym samo autorowi/-nie zaufałam deklarowanej przez autora rzetelności. Pragnę w sobie,aby R.Kapuściński pozostał Wielkim Pisarzem. I nic mnie nie obchodzi,i w jaki sposób, to robił. Ważne, że Jego Książki stanowiły mną/ie. Myślę, że „drążenie” niepotrzebnością się staje.
    To taka „Polska” nasza-mimo woli. Żałość, która chwilą się staje. Myśl niepotrzebna, która ogniem się wadzi.

  52. Feliks Stychowski pisze:

    2010-02-26 o godz. 16:51

    Dziekuje za swietny link.

    Slawomirski

  53. Przez pomylke napisalismy pod poprzednim felietonem to, co mielismy zamiar napisac tutaj, wiec wpisalismy, ale pewnie, jak pisze Joe, tym razem skrypt sie zacial, i nie przeszlo, wiec wklejamy raz jeszcze:

    zdziwiona pisze:
    Moj Zdzichu wpisal sie po raz pierwszy na en passant (pod poprzednim felietonem) i mu cenzor nie przepuscil. Jednym slowem, mocny i wspanialy debiut!
    A mowilam, poczekaj, Zdzichu, poczekaj, az przyjde, wpiszemy sie razem, to moze przejdzie. No i teraz Zdzichu zdziwiony, wlasnym oczom nie wierzy, przysiadzie sie zaraz raz jeszcze do kompa i bedzie skrolowal, szukajac swego utraconego wpisu…

    zdzichuzdzich pisze:
    no coz, tym razem, za przyzwoleniem zdziwionej i przy jej aktywnym udziale, ogranicze sie do dopisku, ale za to jakze przyjemnego:
    magrud, bardzo cenimy sobie Twoje wpisy, jestes niezwykle madra, utalentowana i uczciwa, pisz, pisz, pisz jak najwiecej… i ja tez z przyjemnoscia wpisze sie do klubu Twoich fanow.

  54. „Kapuściński Non–Fiction” nie czytałem, ale jej promocja jest nade wszystko bardzo interesująca?. Dla mnie, mieszkańca tego kraju to Maestro, a po śmierci jeszcze tym bardziej, ale w Polsce jak zwykle komplikujemy sobie wszystko.
    Dlaczego popularyzacja jego twórczości w Polsce jest tak zawiła. Jak oficjalnie promować jego twórczość w kraju (jest bardzo ceniony poza granicami) z takim lewicowym życiorysem, tego obecnie PO-wski minister od kultury czy edukacji nie przełknie. Min: wielokrotne inscenizacje teatralne „Cesarza” potwierdzają, że może być np. w kanonie uczniowskich lektur. …
    Zawsze wspominam i często powracam do książki Juli Frey „Toulose-Lautrec Biografia”. Henri Lautrec, wybitny malarz II połowy XIX wieku, postmodernista o wielkim wpływie na współczesną sztukę, a zmarł z powodu kiły w wieku 37 lat nie stronił od alkoholu i burdeli, żył bardzo intensywnie, a pozostał na pateonie wielkich i itd.

  55. Telegraphic Observer,

    na wsi w Polsce mieszka 14,7 mln ludzi, w tym 10,4 % trudni się rolnictwem. 10,4 % z 14,7 mlm to 1528.800 osób, więc może tę liczbę zaokrąglono do 2 mln? Jest nas 38 mln. To dane z Rocznika Statystycznego. Gdzie Pan tu widzi, z takim uporem, 15 % ?

  56. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Porozmawiajmy z autorem omawianego konfliktu http://www.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/Artur-Domoslawski
    Mam nadzieje, ze nitka przejdzie?

  57. Szanowny Panie TJ,

    wobec Pana kuszacej propozycji musze sie jednak ustosunkowac
    negatywnie .
    Mam co prawda pokoj z biurkiem i stoleczkiem ze skory dla sekretarza ,
    nie posiadam natomiast miejsca na grubsze ryby.
    W pokoju goscinnym istnieje co prawda akwarium z rybami corki ,ale
    niestety odwiedza ten pokoj czesto kot mojego syna ,ewentualne powiekszenie stawu w ogrodzie jest niemozliwe ze wzgledu na wartosciowe
    roslinki, ktore tworza tam ponoc bio-sfere,czy biotop /jak mowi mi moj ogrodnik/.
    ———————————–
    —Poniewaz osobiscie nie znosze tych polskich AWANTUR po
    kazdym pogrzebie ,a kto tam mogl umrzec w spokoju ?
    i tych przyjaciol ? domu , wdowy i sierot ?,i tych co chca byc madrzejsi niz
    zycie ?
    I do tego „duza babcia” mnie nauczyla ,ze nie nalezy wychwalac swoich
    znajomych /bo mozna byc wtedy latwo podejrzanym o stronniczosc /?
    Pozostaje mi zatem wierzyc Bartoszewskiem , ksiazki Kapuscinskiego
    byly juz wtedy „and fiction” —jak cale tamto zycie ,mial przywilegi ?
    /jak pisza niektorzy/ ale zostawil ksiazki ,inni tez je mieli /jak SB/
    i nie zostawili dla innych nic .
    Byli tacy co wierzyli i tacy co wierzyli ze nie wierza .
    —————
    Serdeczne pozdrowienia i ewentualnie polecam na przyszlosc
    …………….
    Panie Kadett,
    .. pozostaje przy moich 12-13% procentach „nietrzezwosci” , ….
    …………………………….
    Wszystkich glebi to pytanie w naszej historii ?
    ……… ocenic ; byl on zdolny ,,,czy zdolny do wszystkiego „?
    …..
    Serdeczne pozdrowienia i ewentualnie polecam na przyszlosc
    ……….
    Salute
    /nie dyskutuje —passssssuje /

  58. telegraphic observer pisze:
    2010-02-26 o godz. 22:39

    TO, to ty sam w swym wlasnym komentarzu (kilka felietonow temu) przyznales ze dostales 15 punktow od komuny co ulatwilo ci ‚zdac w cuglach’ na Uniwersytet Warszawski.

    Wiemy ze byly takie incjatywy. Rzad PRL probowal w ten sposob pomoc osobom pochodzacym z zacofanych srodowisk awansowac spolecznie. Pamietam ze za pochodzenie robotnicze bylo 5 punktow. Za pochodzenie wyjatkowo zacofane musialo byc 15 punktow.

    Ja tego nie potepiam. Rzadowa interwencja PRL-u byla w dobrym i pozytywnym celu.

    Zaskakuje mnie jednak ze jako osoba wydzwignieta z Polski Z w sposob sztuczny po przez interwencje rzadowa pokazujesz sie tu jako zdecydowany przeciwnik niesienia pomocy innym ludziom.
    Jest to obecnie dosc czesto spotykana niestey postawa absolutnej hipokryzji.

    Hipokryzja jest rowniez krytyka polskiego rolnictwa, „ze malo wydajne”. Stachurska to wyjasnila ‚produkuja tyle ile moga sprzedac’. To az tak proste. Porownywanie polskiego rolnictwa z dunskim i kanadyjskim bez wzmianki o zapomogach jest falszerstwem z twojej strony.
    Bez zapomog produkowali by znacznie mniej – to oczywiste.

    A moja forma jest grzecznosciowa. Powiedz swym sasiadom niech zwracaja sie do ciebie ‚per pan’. Zostaniesz wysmiany i wygwizdany. Ja polskiego pieniactwa nie szanuje. Obama nie mial by problemu z moja forma adresowania go przez ‚you’. Tym bardziej peiniacz jak TO nie poiwinien sie pienic.

    J.B. Taylor jest jednym z bardzo odwaznych ekonomistow amerykanskich ktory po 80 latach krytykuje czego nie powinien owczesny z lat 30-ych rzad USA robic. Przyczyny kryzysu z lat 30-ych ubieglego stulecia byly podobne do obecnych. Taylor jednakze nie ma odawgi mowic o obecnym kryzysie. A propozycja ‚bez interwencji’ zakonczyla by sie anarchia.

    Dlaczego Taylor nic nie mowil 5-10 tamu by nie dopuscic do obecnego kryzysu ?? To nie jest moj bohater. Z drugiej strony ‚the mentor’ przestrzegal o kryzysie i byl igonrowany.

  59. Telegrafic gdybyś wyrażał się mniej enigmatycznie, to by the mentor z 15 kg handicapu nie wysnuwał 15 punktów za pochodzenie 😉
    „…Mnie absolutnie nie przeszkadzały punkty za pochodzenie, gdy zdawałem na studia, ani to, że ojciec wysłał mnie o rok wcześniej do szkoły – po prostu czułem się na egzaminie wstępnym jak koń wyścigowy, któremu dołożona na grzbiet z 15 kg handicapu (!). I tak wygrałem w cuglach.”
    Gratulacje!

  60. @TJ

    Były dwie pułapki Komunizmu jako ideologii dla młodych ludzi:
    1. romantyczny ruch intelektualny w czasie Wiosny Ludów z silnymi korzeniami w Polsce – Edward Dembowski – zginął w czasie demonstracji w Krakowie;
    2. seminarzysta Stalin przerobił struktury wszystkich Partii Komunistycznych na wzór Kościoła z nim jako Papierzem, a te które się nie chciały dostosować, jak KPP zostały rozwiązane (1936) a dostępni członkowie rozstrzelani (około 30 tys wśród 100 tys Polaków zabitych w latach 30tych);
    w konsekwencji oszukani młodzi myśleli że poprawiają świat, kiedy służyli tworzeniu nowego imperium w starym stylu, co można jeszcze oglądać w Chinach, Korei Północnej i na Kubie – schyłkowe przykłady powrotu do pełnej religijności wśród wyznawców idei komunistycznych.

  61. Sławomirski, 17.09,

    czy sugerujesz, że powinienem się odciąć od tradycji katolickiej zaczynając od spacerów z rozpiętym rozporkiem?
    – W tym klimacie?
    – O tej porze roku?

  62. Nie będę czytał książki Domosławskiego, mimo, że szanuję obu, zarówno Kapuścińskiego jak i Domosławskiego. Domosławskiego cenię za bardzo śmiałe reportaże z Ameryki Południowej, w których przedstawiał ruinę tego kontynentu spowodowaną agresywną i grabieżczą polityką Imperium przez długie dziesięciolecia. Cenią go także za to, że doświadczenia nędzy slamsów, wykluczenia i brutalnego wyzysku milionów ludzi skłoniły go do większej wrażliwości na niedole ludzi, separacji od pychy i zakłamania środowiska Gazety Wyborczej i szukania miejsca na lewicy. Domosławskiego można coraz częściej spotkać w LMD. Gdyby Kapuściński nie należał przez 30 lat do partii, nie miał kontaktu z jej prominentami i do tego nie współpracował, były bohaterem, symbolem opozycji, etosu, styropianu i wszelkich cnót kombatanckich. Nie jest! Obnażył to Domosławski, czyli pobawił ich bohatera, stąd jazgot, plucie i bełkot wymienionych w felietonie osobników Bartoszewskiego lub Bratkowskiego. Kapuściński był normalnym Polakiem, jakich było miliony poświęcających talenty i pracę swojej jedynej ojczyźnie. Należy uznać ich wszystkich za patriotów, a Kapuścińskiego za wielkiego patriotę wartego nazwy ulic i traktowania jako wzorca dla pokoleń.

  63. Co bylo najwieksza kara w PRL-u?
    Wiezienie ?
    / bzdura ,kazdy siedzial i to kazdy w mniejszej lub wiekszej klatce/
    …..trzy tygodnie bez znajomosci !!!!…….
    …………..
    Taki kraj praworzadnosci ,
    wszystko bylo…….po znajomosci .
    Salute wrobelki

  64. Kapuscinski byl dla mnie geniuszem.Jestem szczesliwy,ze moge go czytac w oryginale.Obok Lema to jedyna postac formatu swiatowego w polskiej literaturze powojennej.Jasne jest dla mnie,ze musial isc na ustepstwa w stosunku do”systemu” i mowiac szczerze nie bardzo mnie to obchodzi.Wiem na pewno,ze nie mogl byc draniem.
    Jednak bycie geniuszem niestety nie chroni przed posiadaniem, nazwijmy to oglednie,niezbyt madrej rodziny.Z zazenowanien czytalem wywiady jakich obficie udzielala mediom p.Kapuscinska.To,ze teraz wystapila na droge sadowa przeciw ksiazce Domoslawskiego wcale mnie nie zdziwilo.A ksiazke,jesli sie ukaze,na pewno przeczytam.

  65. Ksiazka Domoslawskiego podzieli ludzi ( w Polsce i na calym swiecie ) ktorzy czytali ,kupowali ksiazki Kapuscinskiego , na takich ktorzy ja kupia i takich ktorzy tego nie zrobia. Nie trzeba byc nadmiernym prorokiem by wiedzec , ze tych drugich bedzie o niebo wiecej.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7608156,_Kapuscinski_non_fiction__nie_ukaze_sie_za_granica_.html

  66. Panie Redaktorze, postawił Pan blogowiczów w trudnej sytuacji. Już sam tytuł „Skandal wokół biografii” swoją dosłownością poraża i skłania do najczarniejszych interpretacji całej sprawy książki o Kapuścińskim. Pan ją przestudiował i obficie wychwala, co mnie – przymusowego laika, jeśli chodzi o meritum, czyli zawartość biografii, razi jednostronnością. Proces bez starcia prokuratora z adwokatem pozostaje nieważny.

    Pozwolę sobie podzielić zdanie wielu blogowiczów o tym, że o klasie pisarza decyduje jego twórczość, a nie np. stosunki z córką.

    Po drugie, Kapuściński nie był taką lewicą, jak by chcieli niektórzy byli towarzysze. Był lewicą rzetelną. Kto przestudiował jego kolejne ‘Lapidaria”, ten ma wyrobione zdanie. A że swoim wczesnym reportażom nadawał sugestywniejszy lewicowy dźwięk, bo dla uzyskania poczytności niezbędnym było naginać się pod publikę, która na ówczesnym Zachodzie była specyficznie lewicowa, (syci marksiści, trockiści, maoiści), to jest tylko metoda, która nie odbierała jego reportażom autentyczności, polotu, głębi, to był reporter-filozof. Tyrmand, którego klasa pisarska, to górne 3 %, nie dopuścił do siebie takiej możliwości i zaginął jak jakiś dinozaur-neokom.

    Z braku laku przytaczam poniżej fragment z gorąco polecanego przez Domosławskiego artykuliku Sergiusza Pinkwarta „Ciemna strona ikony” (łatwe do wygooglowania). Domosławski reklamuję w swoim blogu tę wypowiedź, jako z jego ust wyjętą.

    „Powstało 600 stron bolesnej biografii, którą czyta się z krwawiącym sercem. Domosławski lubi i szanuje Kapuścińskiego, podziwia go. To się czuje. Ale z drugiej strony stara się z maksymalną uczciwością opisać prawdziwe życie swojego idola. Nie pomija jego współpracy z bezpieką (w takim kontekście wizyta TW Kapuścińskiego w strajkującej stoczni w sierpniu 1980 roku nabiera trochę innego wymiaru). Opisuje gorliwą współpracę z PZPR i dość podejrzanymi typkami trzęsącymi mediami w pierwszych dekadach PRL. Po raz pierwszy pisze o kobietach mistrza, które wprawdzie niemal nie istniały na kartach jego książek, ale w „realu” były istotną częścią jego życia. Nie są to konfabulacje – Domosławski przeprowadził z kobietami Kapuścińskiego wywiady. Szokiem jest przeczytać wyznanie jego córki: Nienawidziłam go! Najgorsze jednak co mogło się przydarzyć Cesarzowi Reportażu, to cios w jego zawodową rzetelność. Artur odkrył, że wiele z jego najsłynniejszych reportaży, to raczej literatura piękna, niż dziennikarstwo. Kapuściński koloryzował wiele wątków swojej biografii (np. ojciec uciekający z transportu do Katynia). Zmyślał też w książkach. W tamtych czasach i miejscach, w których był, nikt go nie mógł sprawdzić.”

    „Bolesna biografia”, „prawdziwe życie swojego idola”, „nie pomija jego współpracy z bezpieką”, „gorliwa współpraca z PZPR, „wizyta TW Kapuścińskiego w strajkującej stoczni” „kobiety mistrza”, „zmyślał też w książkach”, „nienawidziłam go”. Toż tu Szekspir by nie dał rady, a Domosławski wszystko to lekkim piórkiem zrzucił na papier, jak pianista glissando z klawiatury.

    Dla mnie zastanawiające są następujące fakty. Domosławski jako zaufany człowiek uzyskał od wdowy po Kapuścińskim pełny dostęp do PRYWATNEGO archiwum. Zrobił z niego użytek, który wywołał gwałtowne protesty żony wielkiego reportera. Coś tu nie gra.

    W przypadku biografii Wałęsy skopano bezlitośnie autora, w przypadku biografii Kapuścińskiego pali się świeczki przed Domosławskim.
    Czy lans może się żywić antylansem?

    Pzdr, TJ

  67. Spokojny,

    Zgadzam się w ocenie sytuacji polskich przedsiębiorstw. Polityka państwa jest tu samobójcza. A histeria rozpętana teraz wokół Sobiesiaka wręcz zbrodnicza. Bo przecież los tego REKINA HAZARDU, z udziałem w rynku ok.0.3% nie jest czymś odosobnionym.
    Ale skala i zakres tej nagonki będzie bardzo silnym impulsem do prześladowań.
    To, co kiedyś miało wymiar lokalny i każdy z nas zna z własnego podwórka jakiś przykład, powróci teraz na prowincję ze zdwojoną siłą.

    Byłam zdumiona postawą przedstawicieli tzn. prawdziwej lewicy np. Krytyki Politycznej wobec afery hazardowej.
    Od dawna jestem przekonana, że ich wizje zwieszone są w akademickiej próżni i jako postmarksistowskie popłuczyny nigdy nie przekonają dostatecznej liczby wyborców.
    Chcę przez to powiedzieć, że mały i średni biznes powinien zostać włączony w orbitę trosk prawdziwej lewicy.
    Nie da się poprawić sytuacji zarobkowej i socjalnej świata pracy, bez zagwarantowania polskim przedsiębiorstwom możliwości rozwoju, dostępu do kredytu i względnej stabilizacji.
    Żaden kraj nie rozwinie się w oparciu o niskie koszty pracy, gdyż to rzekome źródło wzrostu jest jednocześnie największym jego hamulcem.
    Jestem pewna, że przedsiębiorcy zgodziliby się na większe obciążenia fiskalne, gdyby w zamian państwo dbało o ich promocję na świecie i zapewniło stabilne warunki rozwoju i funkcjonowania oraz znacząco zmniejszyło koszty transakcyjne, poprzez wzmocnienie efektywności biurokracji, sanację sądów i organów ścigania. Na to właśnie państwo potrzebuje znacznie więcej pieniędzy niż dziś ma do dyspozycji. Ale warunkiem koniecznym realizacji tych postulatów zawsze pozostanie podniesienie jakości rządzenia i naszych reprezentantów. A zaistnienie jakościowej zmiany na tym odcinku zależy wyłącznie od nas- wyborców. Nikt nas w tym dziele nie zastąpi.

    Orzeczenie TK w/s emerytur esbeckich to potężny cios w państwo prawa i demokratyczne wolności.
    Szkoda, że tak mało jest ludzi obdarzonych twoją wyobraźnią. Dziś emeryci z dawnej SB, jutro każdy z nas. To przecież oczywiste.

    Serdeczne pozdrowienia.

  68. „Winien: „to nie system krepowal ludzi, to ludzie ulegali niepotrzebnie systemowi, czesto za cene „swiecidelek“ w postaci paszportu, biletu PKP za zlotowki, talonu na samochod, mozliwosci wydania ksiazki etc..”
    To zabawne, że ten twój komentarz ukazał sie własnie pod tekstem o biografii Kapuścińskiego. W jednym z reportaży z wojny domowej w Nigerii Kapuściński opisując jak udało mu sie przekupić pilnującego go żandarma stwierdza, że najbardziej obawia się ludzi nieprzekupnych bo tacy okazują się zazwyczaj okrutnymi fanatykami. Tak więc Mój Drogi Mały Zelocie spluwaj niezmordowanie dalej na tych wszystkich małych podłych kolaborantów zarówno żywych jak i martwych, bo w ten sposób przyspieszysz pojawienie się wśród nas prawdziwego Mesjasza „/’

  69. Kim jest Ryszard Kapuściński i Artur Domosławski trzeba wiedzieć jeśli chce się należeć do grona obytych Polaków. Aby przekonać się czy spełniamy standardy obytego Polaka trzeba zapoznać się z fachową literaturą w przedmiotowej sprawie. Ostatnią pozycją z tego gatunku był wydany w 2004 r.przez Wydawnictwo Sens „Podręcznik obytego Polaka”. Autorami podręcznika (książka jest dziełem zbiorowym) są specjaliści wielu dyscyplin wiedzy; głównie to ludzie pióra. Wśród autorów jest aż dwóch Passentów: Agata i Daniel, co zdecydowanie wyprzedza w czasie postulat parytetu pomysłu prof. Magdaleny Środy. Każdy z sześciu autorów otrzymał zadanie opisania po dziesięć jego zdaniem najważniejszych przypadków spośród kilkudziesięciu pojęć rozdzielonych losowo pomiędzy udziałowców księgi. Umysły to nieprzeciętne. Agata Passent występuje tu jako germanistka, warszawianka, dziennikarka i tenisistka (pozycji na liście WTA – nieznana). Jej znakomity ojciec to specjalista aż w czterech osobach: dyplomata, dziennikarz, pisarz, felietonista (jaki teolog by to wymyślił!). Z pozostałymi nie jest gorzej. Jest cybernetyk, tekściarz, poeta i enolog w jednym (Jacek Cygan), antropolog i smakosz (Ludwik Stomma), znawca wszystkiego (Krzysztof Teodor Toeplitz) i psycholog-psychoterapeuta (Andrzej Samson). Według „Podręcznika…” obyty Polak winien – jeśli nie znać wymienione zdarzenia – to przynajmniej wiedzieć, „w którym kościele dzwonią”.
    W przywołanym dziele jest też rozdzialik zatytułowany „Dziennikarze polscy” pióra naszego Gospodarza. Oczywiście (i słusznie!) na pierwszym miejscu figuruje nazwisko Ryszarda Kapuścińskiego (s.304), ale zaraz za nim Artura Domosławskiego. O pierwszym D. Passent każe pamiętać obytemu Polakowi, że „Obok talentu do reportażu, ma także (R. K. – przyp. S) talent do życia, nikomu nie wadzi, a wszyscy są z niego dumni”. Dalej DP dodaje, że Kapuściński w ostatnich latach publikuje głównie „…kolejne tomy refleksji pod tytułem ‚Lapidarium’, w których lekko przynudza”. W innym miejscu DP zdradza fakt, jak to Gomułka nakrzyczał na Rakowskiego za opublikowanie w „Polityce” reportażu RK, w którym autor „Hebanu” opisał babę dającą chłopu za stodołą na stojąco podczas wesela.
    O Arturze Domosławskim (s. 305) jest w „Podręczniku…” tylko dziewięć wierszy, m.in. informacja, że „Należy (A.D. – przyp. S) do nielicznych dziennkikarzy, którzy więcej czytają, niż piszą”. Nie jest to zarzut, wręcz przeciwnie. Domosławski, jako wierny uczeń i przyjaciel Kapuścińskiego wie, że Mistrz trzymał się reguły: na jedną napisaną stronę własnego tekstu trzeba przeczytać co najmniej sto stron innych autorów, a każdą własną książkę należy poprzedzić lekturą minimum stu książek innych pisarzy. Dzisiaj „Podręcznik obytego Polaka” jest trudno dostępny. Sensowne wydawnictwo nie ma go nawet w zapowiedziach wznowień. Mnie udało się wynaleźć książkę na stronie pewnego sklepu internetowego. Dotarła do mnie z adnotacją „Ostatni egzemplarz”.
    A spór o „Kapuścińskiego…” wedle A. Domosławskiego przeminie, zaś książka dołączy do grona innych pozycji „okołokapuścińskich”, których przybywa. Nie sądzę, aby zmieniła ona stosunek wielu czytelników książek Kapuścińskiego do Jego osoby.

  70. W sprawie biografi Kapuścińskiego niech przemówi poeta.

    Czesław Miłosz:

    Zaklęcia ojca (Poema naiwne)

    „O słodki mędrcze, jakimże spokojem
    Pogodna mądrość twoja serce darzy!
    Kocham cię, jestem we władaniu twojem,
    Choć nigdy twojej nie zobaczę twarzy.

    Popioły twoje dawno się rozwiały,
    Grzechów i szaleństw nikt już nie pamięta.
    I już na wieki jesteś doskonały
    Jak księga, myślą z nicości wyjęta.

    Ty znałeś gorycz i znałeś zwątpienie,
    Ale win twoich pamięć zaginęła.
    I wiem, dlaczego dzisiaj ciebie cenię:
    Mali są ludzie, wielkie są ich dzieła”.

    Rzadko sięgam po biografie. Nie chcę poznawć ludzi z drugiej ręki.
    Wolę obcowac z ich dziełami. Bo w człowieku najwartościowsze jest to, co bezosobowe. Myśl ma taką właśnie naturę.

  71. Pewien blogowicz napisal tu, ze „do upadłego bawią [go] imbecyle ze śmiertelną powagą roztrząsający problemy współpracy z wiadomymi służbami”.

    Gdyby sprawa nie miala wymiaru tragizmu, tez by mnie bawilo wytykanie komus wspolpracy sprzed lat, gdzie sprzedawana byla „naszym” drobnica, podczas gdy w obecnej wspolpracy sprzedaje sie obcym Ojczyzne, a to juz smiertelnie powazna sprawa.

  72. Pisze Gospodarz Bolga: Jedyna dla mnie kontrowersyjna część książki dotyczy życia prywatnego Kapuścińskiego, jego stosunków z żoną i z córką, a także relacji z innymi kobietami. Aczkolwiek wszystko jest napisane taktownie, to jednak Domosławski narusza sferę prywatną rodziny pisarza. Domosławski tłumaczy się, że nie ma biografii bez życia osobistego. I tak mamy błędne koło: jak biografia – to pełna, jak wycinanka – to nie biografia

    Enigmatycznie, nieprawdaż. Passent najwyraźniej (dla mnie) ma tę sprawe za kontrowersyjną, podpiera się błednym kołem, bo przecież wiadomo jak moralizatorska opinia publiczna traktuje życie prywatne bliźniuch – oficjalnie jest cacy, pewnie jeszcze do kościoła chodził co niedziela w buszu, jak siedział tam całymi latami z dala od rodziny jako „nasz specjalny wysłannik PAP”, a za plecami bedą ploteczki. Niestety te ploteczki spowodują, że biografia pióra Domasławskiego rozejdzie sie po świecie. Po prostu „zdemoralizowany” zachód ploteczki o pisarzach traktuje bez tej obleśnego zakłamania.

    Mnie osobiście interesowało, jak zaglądano przed laty, bodaj POLITYKA to drukowała, do domu Kapuścińskiego. Że ma tam całe ściany książek i posegregowane karteluszki z cytatami różnych współczesnych mędrców świata. Interesował mnie jego warsztat, cała historia jego życia jest pasjonująca, a że są momenty, pardon, kontorwersje – o tym człowiek o człowieku chce się dowiedzieć, od człowieka nauczyć. ta dyskusja ukazauje jakim rozległym i nudnym ciemnogrodem jest Polska. Komentarz Kartki z P. jest mi bliski.

    Jakie Kapu miał poglądy na imperializm? Czy wyraził je w „Imperium”?

    p.s. Dziękuje gajowemu M za przytoczenie moich słów o 15 kg handicapu na moim egzaminie wstępnym na ekonomie UW – mam nadzieję, że wierne, bo zagubiła mi się moja kopia archiwalna. Od „enigmatyzm” wypowiedzi nie odstąpię. Niech się osoby przyuczone do „kawa-na-ławę” męczą, jeśli chcą mnie czytać, hehe. Mnie ich błądzenie i późniejsze bredzenie nie zniechęca.

  73. Panie spokojny, pan jesteś cudotwórca. Normalnie METAPORFOZĘ żeś pan spowodował. Pana ukochana magrud śpiewa jak z nut … napisanych przez Gadomskiego, że tak powiem. Już nie chodzi mi o temat rekinów hazardu, ale o to wejście: „Żaden kraj nie rozwinie się w oparciu o niskie koszty pracy”.

    A ta końcówka: „A zaistnienie jakościowej zmiany na tym odcinku zależy wyłącznie od nas- wyborców. Nikt nas w tym dziele nie zastąpi”. Toż to jest dokładnie to co ja „woda” na jej „ogień” lałem przy każdym jej apelu, aby olać wybory. Tę wypowiadź pani poseł magrud wklejam sobie do archiwum, wydrukuję i wkleję na ścianę, bo będę te słowa traktował jako wstęp i podstawę do rozlicznych z nią dyskusji.

  74. @wpis Gospodarza
    Mam przewagę nad niektórymi Blogowiczami, bo w środę przeczytałem felieton w Polityce, słuchałem Bratkowskiego i Bartoszewskiego, oglądałem Semkę i Domosławskiego w TVN, jestem po lekturze weekendowej GW.
    Powtarzam swój sąd z blogu red. Szostkiewicza.
    20 lat po odzyskaniu niepodległości lustrujemy się, wypominamy sobie czyny z dzisiejszej perspektywy niegodne, chcemy widzieć, szczególnie w znanych postaciach, jakichś herosów moralności, ludzi nieskazitelnych!
    Często tych ocen dokonują ludzie młodzi, nie rozumiejący czasów „systemowego oportunizmu”, przez co rozumiem próbę życia w komunie bez wstępowania do organizacji niepodległościowych.
    Cokolwiek konfabulował Kapuściński nie miało dla mnie znaczenia. Jego reportaże czytałem jak fascynujące powieści a właściwie opowieści o świecie. Nie mogłem się oderwać, byłem wzruszony.

    Dziś przychodzi mi do głowy jeszcze jedna myśli. Czy ktoś zadał pytanie publice, czy te „plamki” budzą w niej grozę? Że sobie R.K. bzyknął na boku, wrzasnął na córkę albo uśmiechał ciepło do komuszych decydentów? U mnie grozy nie budzą. Zachowajmy proporcje proszę!
    Jako inżynier, miałem szczęście i robiłem karierę apolityczną. Niestety dziennikarstwo za komuny, zgodnie z leninowską doktryną, musiało być pod kontrolą. Wśród dziennikarzy był Passent i Kapuściński. Aby uprawiać swoje pole, musieli trochę merdać ogonem. Ale przyznacie Państwo rację, że dawali nam radość w tej beznadziei.

    Co dalej?, myślę. Z jednej strony Bratkowski, Bartoszewski mówią, że brrr a z drugiej Passent, którego zwykle słucham (i się nie zawodzę), mówi czytać!
    Zdecydowała jak zwykle żona. Kupujemy i czytamy!

    @Kartka z podróży pisze: 2010-02-26 o godz. 21:11
    Karteczko, właśnie sączę Montecillo, Rioja Crianza 2005 (dobry rok), wpisy zaczynają się mnie podobać, mało w nich piany, bo temat uniwersalny. Ci ludzie, których wymieniłeś nigdy nie przynudzali. Mógłbym ich słuchać godzinami.

    @the mentor pisze: 2010-02-27 o godz. 09:55
    Przykro mi, dał Pan plamę. Znaczenie „handicap” (od ręka w kubku) tłumaczyliśmy w rozmowie z TO kilka tygodni temu.
    Przypominam: to jest utrudnienie, tak jak dla wyciągającego zawinięty los z miski/kubka.
    Przjmij Pan więc, że TO zdał (zuch) na UW mimo, że nie dostał punktów.
    Sprawozdawcy sportowi używają tego słowa w znaczeniu „fora” (korzyść) dlatego, że tak mają napisane np. w Słowniku Wyrazów Obcych, Europa. Słowniki angielsko-angielskie a także dialogi w filmach angielskojęzycznych udowodniają moją i TO interpretację.
    Do meritum się nie odnoszę, bo Pana nie lubię.

    @TJ pisze: 2010-02-27 o godz. 13:01
    Pisze Pan Po drugie, Kapuściński nie był taką lewicą, jak by chcieli niektórzy byli towarzysze. Był lewicą rzetelną.
    Drogi TJ, zapomnijmy lewa-prawa, etykietowanie teraz coraz trudniejsze. Kapuściński był mądrym, wrażliwym człowiekiem.

    @magrud pisze: 2010-02-27 o godz. 13:13
    Pisze Pani między innymi Chcę przez to powiedzieć, że mały i średni biznes powinien zostać włączony w orbitę trosk prawdziwej lewicy.
    I jak tu Pani nie kochać, magrud? I o Słupie mówi Pani Ludek…
    I Miłosz cudowny…

  75. No, tak, znakomicie, rzetelnie, życzliwie i w ogóle palce (Domosławskiemu) lizać. Tylko niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego pani Kapuścińska zupełnie nie podziela zachwytu p. Passenta. Książki nie czytałam i nie zamierzam czytać. Starczy mi opinia wdowy.

  76. Dziś w Śniadaniu Mistrzów, Pani Kofta wyraziła opinię, że o każdym można pisać co się chce, w tym także o Kapuścińskim.Nie zgodziła się jednak, że w takim razie mozna pisać co się chce o gen. Jaruzelskim. No taka moralność Kalego.

  77. Do magrud
    Wspaniałe określenie biografii, poznawanie ludzi z drugiej ręki.

  78. Okreslanie Kapuscinskiego jako lewicowca w PRLu stawia go poniekad w opozycji do owczesnych pryncypalow. Oni przeciez zwalczali lewice. Kapuscinski opozycjonista jednak nie byl.
    WINIEN

  79. @Magrud

    Dziękuję Ci Pani, piękny cytat, chyba wrócę do Miłosza…

  80. Magrud nie jest w stanie pojac, ze autor i dzielo, to dwie rozne czasoprzestrzenie. przypomina mi to pytania typu; co autor mial na mysli.
    WINIEN

  81. „FED’s swoja interwencja spowodowal, przedluzyl i poglebil kryzys.”
    Po takim stwierdzeniu to juz wole jak ekonomisci wypowiadaja sie na temat przyszlosci, choc i tu bardziej cenie wrozki, niz na temat wydarzen z najblizszej przeszlosci. Wedlug wielu innych nie mniej glupich ekonomistow, jak ci, ktorzy sa cytowani na blogu, interwencja panstw i FED, oraz innych bankow centralnych uratowala system finansowy przed calkowitym kolapsem. W przededniu nadciagajacej inflacji i kolejnego kryzysu finansowego, dla zapobierzenia ktoremu banki centralne i panstwa nie maja juz srodkow, najlepiej pomylic skutek z przyczyna i zwalic na nie cala wine i odpowiedzialnosc.
    To juz troche za duzo bezczelnosci i obludy, chyba ze mamy do czynienia z zanikiem pamieci, albo zwykla glupota.

  82. Znajac dobrze kolejne rezimy w Ghanie i Nigerii twierdze, ze w Nigerii nie bylo kwestii; czy uda sie przekupic zandarma. Tam zandarmi czesto zmuszali do placenia haraczu, bylo to poniekad regula. Jesli cokolwiek sie udalo, to usuplac adekwatna sume. Przydzial dewiz w czasach zaprzeszlych 10$. Na szczescie fotel w Il 18 byl do „zdobycia” za zlotowki.
    WINIEN

  83. „nie szargać świętości”……….
    Ile razy toczyły się już podobne dyskusje?
    Odbrązawiano już:
    Jana Pawła II
    Ghandiego
    dr.Spocka
    Matkę Teresę
    Wałęsę
    Kaczmarskiego
    Waldheima
    Kennedy’ego
    Churchilla
    Mandelę
    Kuronia………
    Kapuściński znalazł się w niezłym towarzystwie……..

    O czym to świadczy?
    Że wielkim CZŁOWIEKIEM był!!!
    „errare humanum est”
    albo „finis coronat opus”
    jak kto woli…….

    Żaden CZŁOWIEK nie jest jednowymiarowy, jednoznaczny, prosty, szczególnie COŚ tworzący. Dla mnie Kapuściński był magiem słowa.
    Czy życie byłoby coś warte bez odrobiny magii?

  84. Magrud:
    „najważniejsze jest nieuchwytne dla oka”………
    Czy byłoby to adekwatne określenie?

  85. WINIEN pisze:
    2010-02-26 o godz. 15:58

    Nadzwyczaj trafna wypowiedź.

    PRL-owskie elity miały pełną świadomość wyboru a silna potrzeba „świecidełek” formowała często kształt felietonu, powieści lub filmu.
    Szansa, ze dzieła Kapuścinskiego bedą namiętnie rozczytywane przez potomnych za sto lat – jest znikoma. Nie z powodów języka badź konstrukcji które są swietne ale z powodu naturalnego potopu informacji spychajacej reportaż do rangi jednego z artykułów na „trip advisor”.

    W związku ze sprawa wyborów moralnych twórców tu i tam: gorąco polecam Państwu przeczytanie ” Szostakowicz i Stalin ” pióra Salomona Wolkowa. Skala psychicznych tortur wykonywanych na genialnym kompozytorze ( ktorego muzyka będzie wykonawana za 100 i 500 lat) jest nieporównywalna z cierpieniami twórców w PRL. Lektura wyzwala dużo pokory i przemyśleń.

  86. magrud pisze:

    2010-02-27 o godz. 13:50

    „Bo w człowieku najwartościowsze jest to, co bezosobowe. Myśl ma taką właśnie naturę.”

    bez-mysl magrud

    P.S.
    Milczenie jest zlotem.

    Slawomirski

  87. Szanowny Panie Slawomirski,
    okreslanie Kapuscinskiego jako lewicowca jest nieporozumieniem. W PRLu lewica byla zwalczana, a lewicowcy zamykani w wiezieniach. Na Zachodzie wielu „lewicowcow” fascynowalo sie Europa Wschodnia. Ich lewicowosc ograniczala sie jednak do posiadania plakatow Che, picia czerwonego wina i czasem zawiazywania chustki w bialo-czarne wzory. Pisalem kiedys o nich wspominajac Festiwal Mlodziezy w Berlinie Wschodnim bodajze w 1973 roku; jestem przekonany, ze nasi obaj bohaterowie (Kapuscinski i Passent) tam byli. Korzystali oni rowniez ze stypendiow fundacji lewicowych, bo wymiana 10$ wystarczyla wowczas na jeden obiad. Na szczescie fotel w IL 18 byl dostepny za zlotowki. Brylowali wiec nasi lewicowcy w zachodnich salonach stapajac po perskich dywanach lewicowcow i pijac czerwone wino przy kominku w dzielnicy Grunewald (nie mam tu jednak na mysli Polskiej Misji Wojskowej). Coz, Kapuscinski gral role lewicowca, bo taki byl Mainstream na Zachodzie. Podobal mi sie wpis o patyku i piasku; mlodsza siostra Lizaka ciagle burzy piaskowe babki wypisujac swoje pobozne zyczenia o sferze socjalnej. Sugeruje w ten sposob swoja lewicowosc i imputuje jednoczesnie nieludzkosc drugim. Takie postrzeganie swiata jest spojrzeniem zyczeniowym i nikt tego nie neguje (spojrzenia). Same zyczenia jednak sa nie tylko bledem, czesto obledem, ktory towarzyszy slepej krytyce. Oslepia jednak spojrzenie na czasy zaprzeszle, ktorych obaj autorzy byli wspoltworcami i beneficjentami. Nie byli z cala pewnoscia lewicowcami, to bylo w PRLu niemozliwe.
    Pozdrawiam.
    WINIEN
    PS
    Przyznam sie tylko Panu; nie przeczytalem zadnej ksiazki Kapuscinskiego, mimo, ze otrzymywalem je czesto w prezencie od moich lewicowych przyjaciol.

  88. Jarek pisze:

    2010-02-27 o godz. 13:33

    woda z potoku smaczniejsza od wody z rynsztoku

    Slawomirski

  89. p. Stachurska

    Wikipedia podaje liczbę 15% zatrudnionych w rolnictwie polskim.

    Skąd rozbieżność? Po pierwsze gospodarstwo może rejestrować, że zatrudnia więcej niż jedną osobę. Znam jedno gospodarstwo, blisko 20 ha sadu, pracuje ojciec i syn, ale jak się pokłóci z ojcem, to przez kilka miesięcy pracuje jako mechanik w mieście. Oprócz tego mieszkają z nimi dwie żony, obie pracują w urzędzie powiatowym, oraz jest gromadka małych dzieci. Czyli mamy jedno gospodarstwo – mieszka w nim 7 osób, 4 dorosłe, półtora pracuje w rolnictwie, Są gospodarstwa mniejsze, 3 ha, małżeństwo, jedno pobiera jakąś rentę, parają się rolnictwem jak kiedyś, kury mają i świniaki, coś posieją. Ile osób pracuje w rolnictwie? Może żadna, może dwie? Tak sobie wyobrażam te statystyczne przepychanki w rolnictwie. Za PRL-u dorabiałem jako ankieter rolniczy, była to ciekawa sytuacja-obserwacja.

    Rolnictwo polskie mogłoby produkować więcej – pisze pani. Ale Unia nie pozwala. Więc polityka państwa powinna zmierzać do przesuniecia części pracowników z roli do innych zajęć, aby ci co pozostają, mogli poszczycić się wyższą wydajnością swojej pracy. Tyle samo produkcji i eksportu, mniej pracowników. Zatem trzeba część zainteresować innymi zajęciami zarobkowymi, nieprawdaż. Na wsi, w miasteczku, lub w dużym mieście. Dobrze by było, aby mieli wysokie kwalifikacje, możliwe to?

  90. TJ pisze:

    2010-02-27 o godz. 13:01

    nienormalne czasy produkowaly nienormalnych ludzi

    Slawomirski

  91. jasny gwint pisze:

    2010-02-27 o godz. 10:54

    tos mnie pan rozbawil do styropianowych lez

    Slawomirski

  92. Sianin:
    Cieszę się, że przypomniał Pan „Podręcznik obytego Polaka”, pracę zbiorową wydaną w 2004 r. przez wydawnictwo Sens. Nawet nie pamiętałem, że już wówczas wymieniłem Artura Domosławskiego jako jednego z najlepszych polskich dziennikarzy. Sama książka (praca zbiorowa) zniknęła i nie była wznawiana, zapewne dlatego, że jednym z jej autorów był znany psycholog, dr Andrzej Samson, którego głośna sprawa zbiegła się z publikacją książki. Hurtownicy, księgarze, media – wszyscy trzymali sie od tej książki z daleka. A szkoda…

  93. Ryba pisze:

    2010-02-27 o godz. 10:31

    nieporozumienie

    Zartowalem z katolickiego wychowania w poczuciu winy za niedokonane przewinienia.
    Czyz nie jest ono zabawne w swojej glupocie?

    Slawomirski

  94. poltiser pisze:

    2010-02-27 o godz. 10:27

    Chiny sa inne.

    Slawomirski

  95. Ja, gdy czytam ulubionego autora, nie takiego, który ulubionym dopiero stać się może, nawet gdy kolejną jego książkę czytam, napisaną ostatnio, albo ileś lat temu w jakichś warunkach, np. na emigracji w Paryżu, czy nad zatoką San Fransisco, to go deknostruuję. Oczywiście najpierw wchłaniam dzieło, bezmyślnie wchodzi mi tekst w pory skóry, w kręgosłup, zależy oczywiście od tego na czym siedzę i czy jestem już po kawie, czy po innym napoju. Podejrzewam, że trochę zależy od tego, w jakim jestem nastroju po przeżyciach dnia (lub nocy), od tego co czytałem ostatnio, i co czytałem byłem od zarania moich zmagań z literaturą. Nigdy nie stawiam pomników autorowi, co najwyżej mówię, który zrobił na mnie wrażenie, jestem zwykłym konsumentem kultury, może nie bardzo żarłocznym, ani też rozsmakowanym, lecz żrę i dopiero po jakimś czasie zastanawiam się co zjadłem, znaczy się – co przeczytałem. Wtedy rozbieram go na strzępy, to jego dzieło, obcuję z nim, gdy mam czas, coś jeszcze doczytam, do niektórych fragmentów wrócę, zaglądnę do internetu. Dzieła są wielkie – tak się pisze, bo inaczej byliby tylko ludzie. Nikt by nic nie wytwarzał, nie byłoby dzieł ani wielkich, ani małych, gdyby nie było motywacji do stworzenia czegoś wielkiego, jakiejś nadziei, że się uda. Szczególnie w literaturze, ba, w każdej twórczości dlatego zwanej artystyczną tak jest. Aby napisać wielkie dzieło trzeba przebyć długą drogę, jak to się mówi – opanować warsztat, nauczyć się cyzelować słowa i frazy, towrzyć sceny i „klimaty”, obracać emocjami czytelnika, aż ta czynność przechodzi w automat, itd. Co się będę wymądrzał, tak rozumiem życie Kapuścińskiego. A co on przy tej okazji robił, jak doszedł do samej możliwości zostania reporterem w dalekich krajach, wreszcie jak sobie urządził życie prywatne. O ile jest to napisane taktownie, to proszę bardzo. Wiemy tyle o kobietach Boy’a i Pucciniego, dlaczego mamy spuszczać zasłone milczenia na tego łysawego pana z rozbrajającym uśmieszkiem, o którym nie wiadomo co doniósł współpracująć z wywiadem PRL, ani z kim gadał w korytarzach KC, ani jakie miał poglądy na rolę CIA w przewrotach świata. Red. Passent czytał biografię to już wie. Bo życie wielkich twórców wielkich dzieł jest kopalnią wiedzy o ludzkim życiu. Ja tam jestem za ekstensywną eksploatacją takich surowców.

  96. A w ogóle to co o literaturze, o Kapuścińskim i jego biografii-non fiction sądzi Nefer? Nie udziela się, a należeć chce 😉

  97. Feliks Stychowski pisze:

    2010-02-27 o godz. 00:21

    Szanowny Panie Stychowski

    Jak przez mgle pamietam cytat Lin Piao.
    Stare uczucie i zwiazana z nim niepewnosc.
    Kolejny polityk i kolejne niesistotne zdanie.

    Jesienia goscilem mlodzienca z Francji.
    Zadalem mu pytanie o Marie Antonine.
    Powiedzial, ze ludzie umierali z glodu a ona byla bogata i ignorowala krzywde zwyklych Francuzow(tak jak Urban-moja uwaga).

    Moralne i amoralne zachowanie czlowieka nie jest zagadka dla mlodego Francuza.

    Czy jest zagadka dla doroslego Polaka?

    Pan zna odpowiedz.

    Slawomirski

  98. MACIEJ pisze:

    2010-02-26 o godz. 23:14

    „Artysci” relatywizuja amoralne zachowanie.
    Zapomnieli lub nie wiedza to co wie dziecko.
    Na tym polega glupota i tragedia tych panow.

    Slawomirski

  99. telegraphic observer pisze:

    2010-02-26 o godz. 22:39

    „Po raz kolejny proszę w rozmowie ze mną o przestrzeganie wszelkich form grzeczności, jakie panu są znane.”

    popieram inicjatywe obywatelska TO

    Slawomirski

  100. POLONIA-SAWA pisze:

    2010-02-27 o godz. 11:01
    —————————
    Ahoj Wróbliczko, ahoj,

    Czy sąsdzisz , że od czasów PRL-u nasz gatunek choć minimalnie-zauważalnie, się zmienił?
    Z tego co wiem, to w PRL-u, wskaźnikiem reglamentacji dóbr były „Pewexy”.
    Twierdzę, że „Pewexy” przetrwały, i mają się jeszcze lepiej niż za PRL-u. Zmienił się tylko asortyment reglamentacji. Dzisiaj bez znajomości ,można dostać tylko”łysą” ,nierozwojową posadę, od biedy i z łaski. Wszelkie „konfitury” są w dalszym ciągu w dzisiejszych „Pewexach”.Nawet, w tak idiotycznej dziedzinie jaką jest nauka, bez „bonów” pewexowskich- kto się urodził magistrem, magistrem umrze. W biznesie „bony” pewexowskie dosłownie zastępują tlen.
    Jesteśmy gatunkiem społecznym, który walczy tylko o to, żeby zmieniać pozory i formy zniewolenia, kiedyś -niewolnictwa. Większość z nas pogaworzy sobie , to tu, to tam, i już dręczą go lęki z powodu spiętrzających się lawinowo głupich obowiązków, znacznie ponsd miarę potrzeb przetrwania…Dystans do tego naszego bur…u, jest jedynym uwolnieniem. „Bony” do „Pewexu” trochę też…

    Pozdrawiam,Sebastian

  101. Ludzie dzisiaj tak pieknie pisza:
    Passent jest plytki /duchowo/, Passent jest niezdolny.
    Trzeba bylo w latach powiedzmy 7O. pisac tak:
    Passent opowiada glupoty, zamknac POLITYKE,
    jestesmy za Adamem Michnikiem i Jackiem Kuroniem.
    Prosze nam nie zamykac zadnych wiezniow politycznych.
    Polska dla Polakow, a nie dla Kraju Rad.
    OK, nikt sie nie cieszy, ze geniusz polskiego futbolu
    Kazimierz DEYNA uzaleznil sie od alkoholu.
    Zle sie stalo.

    Greetings
    jk

  102. Telegrafic,
    ja Ci tam ekstra na czerwono zaznaczyłem, gdzie możesz sobie kliknąć i sprawdzić, czy cytat rzetelny.
    Dowieriaj no prowieriaj 🙄

  103. Wedlug najnowszych badan historycznych amerykanskich ekonomistow najpierw byla interwencja FED, a potem kryzys. Sztuczki ze statystyka niektorych ekonomistow juz niezadawalaja i zaczynaja „robic” w hronologi.
    Rewelacje sa prawdziwie rewolucyjne. Ja takze nigdy nie bylem zwolennikiem utrzymywania przy zyciu obecnego systemu finansowego na koszt podatnikow, a takze nacjonalizowania calych dzialow gospodarki. Zgadzam sie, ze nalezalo je wszystkie oddac w uzdrawiajace wszystko, rece wolnego rynku. Te same, ktore juz tak skutecznie „uzdrowily” je przed kryzysem.

  104. Bywalec 2 (02-27, 17:18)
    Ja obstawałbym przy zaniku pamięci, u pana.

    Tylor (POLITYKA 9, str.48-49) tak objaśnia przyczyny i pogłębianie kryzysu:

    The Fed (po 2001 r.) odszedł od zasad prowadzenia polityki monetarnej, które sprawdziły sie przez poprzednie 20 lat. … Problemy z nadmiernie tanim kredytem spotęgowała sekurytyzacja pożyczek ‚sub-prime’. (…) Chybiona diagnoza … i zła recepta … Przyjęto początkowo (2007-8), że problemem sektora finansowego jest niedostateczna płynność, tymczasem problemem było ryzyko kredytowe … gdyby wcześniej to rozpoznano … możnaby usunąć złe aktywa lub zasilić banki w kapitał. Itd.

    Taylor pisze mądrze, oczywiście po fakcie – nie wiem, czy równie mądrze pisał przed szkodą i jeśli tak, to dlaczego go nie posłuchano, niemniej chodzi o wierne opisanie i właściwe zdiagnozowanie sytuacji makroekonomicznej, globalnej, pieniężnej 2001-2008. Na pewno jego tezy i reguła obliczania właściwej stopy procentowej banku centralnego są brane pod uwagę. Mam wrażenie, że na Greenspana i jego ludzi naciski polityczne były zbyt silne ze strony ówczesnego prezydenta. Tu można spekulować sobie do woli. Zapewne Bushowi zależało na wyborze na II kadencję i zależało mu na podgrzaniu gospodarki USA, zwiększeniu liczby posiadaczy domów i podobne populistyczne zamiary. Potem, gdy inflacja nie podnosiła się dzięki chińskim zakupom amerykańskich obligacji, nie znajdowano uzasadnienia dla schładzania. NB, na sekurytyzacje papierów pozwolił rząd w latach 1990-tych, interwencją rządu było także rozkręcanie akcji Fannie Mae i Freddie Mac.

    Króko mówiąc, państwo dobrobytu ma z definicji dużo dobrych chęci, ale nie powinno przedobrzyć, bo wtedy traci dech i wątek. Miło mi było porozmawiać.

  105. stasieku pisze:
    2010-02-27 o godz. 16:14

    Stasieku, kumoterze, nie jestes tu niezaleznym glosem, tylko papuga. Dla twej informacji „handicap – a contest in which individual competitors are given an advantage or disadvantage in an attempt to give every contestant an equal chance”

    Na egzaminach wstepnych na studia nikomu nie odbierano 15 punktow. Wrecz przeciwnie, kwalifikujacy sie kandydaci dostawali punkty za pochodzenie robotnicze, chlopskie i inne uposledzenia lub zaslugi.
    Telegraphic sie wygadal. Interwencja panstwa pomogla mu dostac sie na studia i jest to oczywiste. Nie rozumiem jednak dlaczego dostal az 15 punktow. Za pochodzenie chlopskie chyba bylo 5 punktow. Podejrzewam ze Telegraphic dostal dodatkowe 10 punktow za wspolprace z SB. To sie prosi o proces lustracyjny.

    Nie mialbym nic przeciwko temu ale Telegraphic rowniez nieznosi rzadowych interwencji. Jest wiec hipokryta i pospolitym cwaniakiem a jego glos nawolywujacy do dalszych neo-liberalnych reform w Polsce (konsekwencji czego nie odczuje na wlasnej skorze) jest postawa szczegolnie antyspoleczna i szkodliwa.

  106. Iber Alex, 17.37. Przed rokiem przeczytałem książkę Wołkowa o życiu Szostakowicza w cieniu Stalina. To bardzo smutna książka i warta zadumy, czy kompozytor mógł tworzyć więcej i lepiej gdyby dane mu było żyć w innym miejscu i czasie? Satrapy przemijają a dzieła twórców pozostają na zawsze. Warto przywołać przykład Dostojewskiego. Był zesłany, skazany, prześladowany i cierpiał. Cara nie ma a dzieła Dostojewskiego żyją w pełni i nikt nie pamięta jego cierpień i prześladowań. Pozostał autor i dzieła. Pozostanie Szostakowicz i I koncert na skrzypce lub „Leningradzka”.

  107. @ Slawomirski

    Chiny – w ekonomii tak, w religii: ogromnym komunistycznym łukiem wróciły do starych wzorów imperialnych zamieniając Konfucjusza na Mao, nawet obrzędy zachowano i tradycje są coraz bardziej popularne, a komuniści stali się (jak zwykle) warstwą rządzących Mandarynów…

    pozdrowienia!

  108. Ciekawy jest wątek kobiet w życiu pisarza. Zaznaczam, że ciekawy w dyskusji a nie w życiu Kapuścińskiego, bo książki o nim nie czytałem jak większość dyskutantów, więc niewiele o tym wiem. Ale w toczącej się w mediach dyskusji na temat moralności i warsztatu pisarskiego są dwie tendencje. Jedna fundamentalistyczny – „Żadnych kobiet poza małżonką!Nie chcemy o tym wiedzieć! Nie chcemy sobie zohydzać obrazu pisarza obcymi kobietami” Druga natomiast natomiast bardziej liberalna ale też zakłamana – „No cóż…, kobiety się zdarzają …, samotne wyjazdy do dalekich krajów…, jesteśmy tylko ludźmi … . Kochanki hm, hm .., kochanki nadają pisarzowi wymiar ludzki, zbliżają nas do niego”
    Natomiast nikt nie pisze jaką rolę w warsztacie pisarskim pełnią inspirujące kobiety. Dla malarza/pisarza/reżysera związek emocjonalny z modelką/kochanką/aktorką jest często niezbędny dla stworzenia dzieła. kobieta jest wyzwalaczem jego talentu – jest światłem, perspektywą. To właśnie one – kochanki, przyjaciółki – są pierwowzorami bohaterek powieści. Pisarz jak wampir wysysa z nich inspirację a w zamian unieśmiertelnia. Moralne reguły kontraktowej monogamii nijak się mają do warsztatu pisarskiego. Kochanki o tym wiedzą – żony niestety nie.
    Pozdrawiam

  109. telegraphic observer pisze:
    2010-02-27 o godz. 15:57

    „ta dyskusja ukazuje jakim rozległym i nudnym ciemnogrodem jest Polska. Komentarz Kartki z P. jest mi bliski.”

    Mój komentarz:

    1)Kartka z podróży pisał w kontekście pisarstwa Hemingwaya o dylemacie reporterów – drobiazgowa wierność faktom, czy synteza z elementów reprezentatywnych. Od czasów Kischa krytyka nie kwestionuje tego drugiego.

    2) Nie czytałem Domosławskiego, ale z jego wypowiedzi wynika, ze Kapuściński zmyślał wiele w swoich książkach i w opowiadaniu o swoim życiorysie, co podsumował Domasławski był metaforą przestawienia jego największych dzieł z półeczki „Reportaż” na półkę „Literatura piękna”. Wierność faktom okazała się ważniejsza – zamieniła reportaż w „zwykłą” literaturę. Większość dyskutantów obstaje przy zdaniu, że jest to reportaż jednak.
    Nie to jest najistotniejsze, lecz zarzut, supozycja zmyślania. No, bo skoro zmyślał, to nie mógł być cesarzem reportażu. Jest to wykwintna metoda podważenia rzetelności reporterskiej Kapuścińskiego.

    3) Można mieć pretensje do Domasławskiego o intencje z jakimi zawitał do IPNu i dlaczego łączy wygrzebane haki z aktywnym uczestnictwem Kapuścińskiego w rozmowach w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980.

    4) Co ma do biografii Kapuścińskiego stan emocjonalny jego córki? Czy nie jest to zbyt duża doza merkantylizmu w planie tworzenia opowieści o wybitnym pisarzu? Przecież wiadomo, że takie tabloidalne rewelacje napędzą sprzedaż, sprowadzą na obwolutę zachęcającą etykietkę, np. „Tajemnice XX wieku, sławny reporter – tyran domowy, agent komunistycznej bezpieki i jego kochanki”. Opłacalny trade-off dla autora biografii.
    Biografia, to literatura, a nie sprawozdanie, dlatego powoływanie się Domosławskiego na obowiązek pokazania „całego Kapuścińskiego” jest wątpliwą argumentacją, bo przecież np. fotograf artysta nie reprodukuje twarzy, jaką ona jest, tylko przedstawia ją prawdziwą w pewnej syntezie przy pomocy światła i cienia oraz swojej reżyserii.

    5) Wolność słowa jest najważniejsza, lecz prawa autorskie ma wdowa po pisarzu i sprawa nie jest prosta i jednoznaczna w przypadku licencji na tłumaczenia.

    6) Z tym protekcjonalnie rzuconym „ciemnogrodem” zacytowanym powyżej, to przegiąłeś.

    Pzdr, TJ

  110. Polski grajdoł IPN smaruje błotem wszystko to co najlepsze.Żaden tego typu grajdoł nie ma prawa weryfikować to co świat zrobił,wydając jego książki na całym siwcie i to w kilu wydaniach.
    Bardzo możliwe ze ta wredna instytucja IPN okaże się po latach ,przestępczą organizacją działającą na szkodę Polski.

  111. Małe zupełnienie.

    W punkcie (2) jest:

    Wierność faktom okazała się ważniejsza – zamieniła reportaż w „zwykłą” literaturę.

    Powinno być:

    Niedotrzymanie absolutnej wierności faktom zamieniło reportaż w „zwykłą” literaturę.

    Pzdr, TJ

  112. A mnie się zdaje, że nie ma większej hańby niż zdradzić sekrety przyjaciela, gdy on już nie może się bronić.
    Jakiż to szlachetny cel przyświecał Domosławskiemu? Nie widzę takiego.
    Tylko zazdrość, albo chęć sławy mogły skłonic autora do takiego działania.
    Czyżby to kolejna próba oplucia „nie naszego”? Może to jakaś zaplanowana akcja?

  113. „Zaletą książki Domosławskiego jest pokazanie, jak system, i to w latach 50-60, krępował ludzi”

    Szanowny Panie Redaktorze. To fragment z pańskiego tekstu. Kiedy próbuję coś sklecić, jest nade mną tekst „Sebastiana” o Pewexach. Trochę jestem na niego zły, bo mnie ubiegł w moim zamiarze przypomnienia Panu i Państwu, że system, który sobie obecnie zafundowaliśmy zniewala (krępuje) ludzi stokroć skuteczniej, od tego w latach wymienianych przez Pana. Najlepszym tego dowodem jest nasza prasa. Jedna wielka tuba propagandowa grająca jednym tonem i ogłupiająca równo. TV publiczna, czy nie jest jednakowo tendencyjna. Nieliczne pisemka niszowe nie współgrające z tubą, są albo niedostępne poza wielkimi miastami, albo po kolei cichutko znikają. O krępowaniu w innych dziedzinach życia odsyłam do „Sebastiana” i jego współczesnych Pewexów. Ma chłop więcej niż 100% racji, więc powtarzać się nie będę. A nade wszystkim krąży widmo przymusu ekonomicznego, bezrobocia, wykluczenia i dyskryminacji jak za najgorszych bolszewickich czasów z działający wstecz prawem! (Sołżenicyn coś pisał na ten temat). Magrud, znowuż okazałaś się prymuską. Gratuluję

    Pozdrawiam – Lech

  114. T.O., Teresa Stachurska

    Jeżeli chodzi o dane statystyczne, to bardziej ufam Teresie Stachurskiej niż Wikipedii. I radzę Panie T.O, robić to samo.
    Moja córka licealistka też już wie, że na Wikipedii nie zawsze można polagać.

  115. Wiesiek 59,

    Dla oka może być nieuchwytne, dla świadomości dostrzegalne jest zawsze.
    Dlatego tak często wypieramy naszą świadomość. Wolimy ufać zabobonom lub „mędrca szkiełku i oku”. Tak czy siak pomniejszymy każdego, byleby tylko zadowolić naszą pychę lub dumę.

  116. Pani Stachurska,
    Jeszcze o zatrudnieniu w rolnictwie mi się przypomniało. Przecież te jabłka ktoś musi we wrześniu zebrać z 20-hektarowych sadów. Mój kuzyn zatrudnia kilka osób w sesonie, czyli są to pracownicy sezonowi. Czy liczy ich pani w bilansie zatrudnionych?

    Jego gospodarstwo jest nieźle zmechanizowane, mercedesem odwozi jabłka do supermarketów w pobliskim Krakowie. Sam robi opryski i inne zabiegi. Ale jedna obserwacja tej wsi mnie zaskakuje. Fosy, w kongresówce mówi się – przydrożne rowy, są teraz zupełnie zarośniete. Trawa po pas, nikt jej nie kosi, nie ładuje do koszyka i nie daje krowom, ani nie tnie na sieczkę dla świń. Tak robiono 30 lat temu. Roboty było na pełne sześć dni w tygodniu, w sobotę późnym popołudniem zmiatało się podwórko z wszystkich ździebełek i liści pastewnych. Teraz podwórko betonowane deszcz zmywa. W piątek koło południa zajechałem tam we wrześniu (expresem Intercity z W-wy, co też było nie do pomyślenia 30 lat temu), na podwórku oprócz dostawczego mercedesa, kilka aut osobowych, no może ze trzy. Piwko zimne podają, rozmowa swobodna, roboty żadnej na horyzoncie. Myślę sobie – ciotka i wujek, dawni właściciele gospodarstwa pewnie by z oburzenia nas pogonili, starych dziadów, ale oglądam sie, nic z tych rzeczy, w parfialnym grobie zbożnie leżą (Panie, świeć nad ich duszami). Czyli można powiedzieć, z wydajnością pracy nie jest źle. W tym jednotowarowej, stosunkowo intensywnie gospodarującej fabryczce jabłek. Może tradycje przedsiębiorczości, wyłożony wcześniej kapitał i kultura gospodarowania decydują, może bliskość królewskiego miasta Krakowa robia swoje. Nie jest źle, ale ciągle niewystarczająco.

    Rozmowa schodzi na ceny parcel, oczywiście nie w Toronto, lecz w dolinie Raby. Uważaj – mówie kuzynowi – Bóg patrzy. Ceny mogą spaść jak przyjdzie kryzys – proszę mi wierzyć tak mu mówiłem późnym latem 2007 – i stracisz, trzymaj co masz, ale nie kupuj więcej. Jakięś tam drobne dwie parcele pod zabudowę letniskową nad rzeczką. Itd.

    Widzi pani, droga pani Stachurska. Słowenia jest enklawą dobrobytu od czasów Jaśnie Pana Cesarza Franciszka Józefa, jeśli nie wcześniej. Słowenia nie jest żadnym liderem nowych państw Unii w sensie ścisłym. Ich poziom PKB i życia zawdzięczają CK i innym historycznym zaszłościom. To jest nieliczny naród słowiański, ale wg kryteriów wzrostu PKB i gonitwa za czołówką właśnie Polska jest liderem. Nie czytała pani?

  117. WINIEN pisze:

    2010-02-27 o godz. 17:57

    Szanownt Panie WINIEN,

    z tego co pamietam to lewicowcy razem z prawicowcami siedzieli w wiezieniach PRL bo na tym polegal totalitaryzm.
    Proby okreslania sie lewicowcem lub prawicowcem bez dowodu odsiedzenia przynajmniej kilku lat w wiezieniu ludowej ojczyzny to oszustwo.

    Ile lat siedzial Kapuscinski?Rakowski?Passent?Urban?

    Prosze mnie nie oszukiwac redaktorze Passent.

    Ci co siedzieli w wiezieniach lub zakladach psychiatrycznych(tak tez postepowano z opozycja) PRL za przekonania polityczne juz zabrali glos.

    Relatywizacja redaktorze Passent zda sie na nic.

    Czy ludzie Rakowskiego to lewicowcy?
    Samo pytanie jest nieuczciwie postawione bo zezwala na dyskusje.
    Wszyscy ludzie Rakowskiego sluzyli totalitaryzmowi i sobie przy okazji a o lewicy czytali w zachodniej prasie.
    Tak robil redaktor Passent i reszta fizycznej obslugi publikatorow.
    Ludzie ci nie maja moralnego prawa do nauczania nowych pokolen.

    Nieporozumieniem jest debata nad moralnoscia tych osob.

    Moralnosc trzeba posiadac i wtedy mozna o niej dyskutowac.
    Natomiast instynkt samozachowawczy mamy wszyscy.

    Co dobrego zrobil taki czlowiek np dziennikarz „Polityki” czy innego periodyku z okresu totalitaryzmu?

    Moja odpowiedz.

    Nic.

    Sluzyli systemowi totalitarnemu tak samo amoralnie w stosunku do reszty spoleczenstwa jak Jaruzelski.

    Proby wnoszenia na piedestal moralnego trupa smiesza.
    On wiotki z natury a redaktor Passent go usztywnia.
    Nic z tej erekcji nie wyjdzie redaktorze Passent.
    On horyzontalny a nie wertykalny.

    P.S.
    Redaktor Passent intensywnie relatywizuje lata PRL.
    Szkodzi sobie i innym.

    Slawomirski

  118. „Podrecznik Obytego Polaka”
    autorzy: Agata Passent , Daniel Passent , Ludwik Stomma , Jacek Cygan , Krzysztof Teodor Toeplitz , Andrzej Samson

    Fragment wstępu Ludwika Stommy do ksiazki:

    „I będą ci dzwoneczki dzwonić, róże spadać z sufitu, a cudownych kształtów hurysy (paniom – efebowie) lać ci będą do czary malmazję w dowolnych godzinach dnia i nocy. Co się słusznie należy Polakowi obytemu.” (Jesli kupi ksiazke oczywiscie – przyp. moj).

    Na razie dzwoneczki dzwonily tylko przy spektakularnym spadaniu z hukiem Obytego Samsona, wraz z upadkiem ktorego spadla z sufitu ksiazka. Ale co reklama to reklama! Juz lece szukac ksiazeczki! Zdzichu?!!! A tobie oddzielny egzemplarz czy bedziemy czytac razem?!

    PS. Kurcze… my tu z Ferdynandem Wspanialym przygotowujemy smingus dyngus na Swieta ze skromnym wiaderkiem wody do polania, a tu popatrz, co sie leje … i z czego … malmazja sie leje z czary! I to jeszcze w dowolnych godzinach i dnia i nocy! A kto polewa? Panom – hurysy, a paniom – efebowie!
    Ferdi, to my tutej planujemy ze swieconka do kosciolka poleciec, zeby jakos bylo latwiej sie do nieba dostac, a tu dostalismy propozycje podrozy wprost do siodmego nieba i to na gape!

  119. „Teresa Stachurska”
    Rolnictwo jest prawdopodobnie jedną z najstarszych dziedzin wiedzy tj. tuż za filozofią. W związku z powyższym i innymi czynnikami, a przede wszystkim tzw. politycznymi krążą wielkie mity.
    Droga Pani Tereso!
    Byłem słuchaczem na przełomie lat 70/80 wspaniałych wykładów nieżyjącego już wybitnego znawcy tematu, profesora Ryszarda Manteuffela, „czapki z głów”, ponieważ był to także wielki człowiek kompromisu i itd. Żyje jeszcze nieliczne grono Jego wychowanków, którzy wiedzą w czym sedno problemu jak np.; prof. W. Jóźwiak.
    Wiele osób bajdurzy i przekazuje do obiegu publicznego jakieś wyskokowe wiadomości z w/w zakresu, a dlaczego nikt nie wytłumaczy np. bardzo niskiego spożycia per capita wołowiny, czy niskiej liczebności stanu pogłowia owiec na dzisiaj w Polsce (250 tys.), a w latach 70-ych za E. Gierka (4,5 mln.). ……….
    Biuro Bezpieczeństwa Narodowego przy Prezydencie RP powinno poważnie traktować kilka zasadniczych dziedzin jak np: bezpieczeństwo żywnościowe, energetyczne, obronność, istotę demografii w naszym kraju, a min. Szczygło lubi bawić się „w żołnierzyki”, tak jak ja wspólnie bawiliśmy się z kolegami, kiedy miałem 10 lat.

  120. no dobra…jestem grzecznym chlopcem
    …nie pale 5 lat..
    …unikam jak ognia mojej szklaneczki
    scotch whisky z lodem …
    a jednak mam problem – problem ten
    nazywa sie….
    D A N I E L P A S S E N T
    szanowny pan redaktor pozytywnie
    ocenil ksiazke pana domoslawskiego..
    a ja ani be….
    i walcz miroslaw z nalogami !!!

    serdecznie pozdrawiam

    miroslaw

  121. Na sniadanko
    dla niedowiarkow po 250 latach odkryto /ale oni jednak byli dyskretnii?/
    /zrodlo Frankfurter/ ,
    wszystkim znany Pan von Goethe mial owego
    czasu nie tylko romans z Pania von Stein ,ale rowniez ,jednoczesnie
    zwawy trojkacik z zona jego chlebodawcy Anna Amalia Herzogin
    von Weimar i Thuringen.
    /ponoc robil o tym krotkie notatki na marginesach swoich dziel,
    ktore obecnie jeszcze raz przejrzano ./
    …………………………………….
    Sebastian
    nie wiem ,
    musze sobie poczytac ten ” podrecznik obytego polaka”
    bo na radzie to slycze z kazdej stron ,ale wierzcie mi.!!!!!!….
    ale w co ??? … nie zawsze u was rozumie .
    Moze to tez sprawa Dystansu ?
    Ha ha tak powaznie , niepowaznie .
    Salute
    / nie dyskutuje , czytam ;dalej kto jeszcze narozrabial /

  122. Panie Redaktorze. Dziękuję za ten tekst. Ryszard Kapuściński to jeden z moich ulubionych pisarzy. Książkę zamówiłam już w księgarni internetowej i na pewno ją przeczytam. Jednak niezależnie od tego co przeczytam na temat prywatnego życia p. Ryszarda na pewno nie zmienię o nim zdania. Znam jego wszystkie książki i każda ma dla mnie duże znaczenie.
    Kiedyś napisałam drobny tekst poświęcony książce Ryszard Kapuścińskiego – przepraszam, że pozwalam sobie zaprosić Pana na tę stronę:
    http://www.wiadomosci24.pl/artykul/spacer_o_siodmej_rano_sladami_ryszarda_kapuscinskiego_92620.html
    Serdecznie pozdrawiam i jak zawsze czekam na Pana felietony:-)

  123. juki pisze:
    2010-02-27 o godz. 23:24
    wikonwi pisze:
    2010-02-27 o godz. 23:19

    moim skromnym zdaniem obaj macie rację. Miłość przeżywa każda istota obdarzona życiem biologicznym. Nawet przygłup (przepraszam za obrażanie przygłupów, bo to najczęściej nie ich wina, że nimi są) i skończony łajdak (tych nie przepraszam, bo nie ma za co). Przyjaźń jest dana tylko jednostkom o rzadkich przymiotach charakteru, a prawdziwa przechodzi do historii. Jeżeli przyjaciel zdradził, to nim nigdy nie był i ważniejsze dla niego był koniunkturalizm, merkantylizm, lub inne podłe namiętności. W tej sytuacji jest tylko jednostką biologiczna niezdolną do przyjaźni. Mój śp. wuj zawsze mnie nauczał. Pamiętaj: nie wolno zdradzić nigdy i w żadnych okolicznościach przyjaciela, jak też nie wolno ci nigdy powiedzieć złamenego słowa na temat kobiety, z którą cokolwiek w życiu cię łączyło. Tą naukę zapamiętałem na całe życie i pozostałem jej wierny. Przyjaciół mam. Niestety niewielu. Jak narazie ani ja ich, ani oni mnie nie zdradzili.
    Pozdrawiam – Lech.

  124. Problemem pani Kapuścińskiej jest moim zdaniem, naruszenie PRYWATNOŚCI,,,,,,,
    Wychodziła za mąż za człowieka, a nie za postać historyczną, wielkiego człowieka, klasyka literatury.
    Odnalezienie się w tej roli jest trudne.
    To problem wielu małżonków postaci znaczących.

    Lansowanie tezy, że w czasach „słusznie minionych” należało milczeć, nie zajmować stanowiska, nie tworzyć, nie współdziałać, jest tezą nie do obrony. Zaprzecza człowieczeństwu………
    Człowiek, szczególnie inteligentny i aktywny, MUSI działać, dostosowując się do warunków zewnętrznych.
    Warunki brzegowe określa historia i geopolityka.

    Nasze „sępy dziennikarstwa” kreują nieistniejący świat. Nasi hurrapatrioci, bohaterowie „ostatniego dnia” fałszują rzeczywistość dni przeszłych.

    Górski MUSIAŁ stworzyć drużynę, Passent, Paradowska MUSIELI pisać, Kuroń, Michnik, MUSIELI ewoluować od marksizmu do opozycji…….
    Przymus samorozwoju tkwi w nas, chyba że ktoś należy do przeżuwaczy.
    Tylko krowa nie zmienia poglądów………
    A ocena PRZESZŁYCH zjawisk według WSPÓŁCZESNYCH kryteriów jest największym nadużyciem metodologicznym.

    Michał Anioł, Wilde, Proust, Konopnicka, mieli swoje wady. [według niektórych] Czy umniejsza to ich dzieła?
    Żywy człowiek nie jest doskonały…….
    Czy ktoś zna twórcę bez wad? Proszę wskazać przykład…….
    A zresztą…….”kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem”…….

  125. SympatykDP,

    to niech Pan powie 🙂 jak wytłumaczyć TO, że polskiemu rolnictwu pomóc może albo większy popyt konsumencki w kraju, albo znaczący wzrost eksportu, najlepiej zaś jedno i drugie. Gdyby najniższa pensja wzrosła o 30 % to już z pewnością oddziaływałaby na kondycję rolnictwa. TO nie kojarzy, że jeżeli przeciętnie zarabiający (3,2 tys.zł) Polak jest w stanie wydać na żywność tylko 231 zł/m-c, to ci którzy zarabiają mniej wydać mogą jedynie mniej.

    O takim stanie rzeczy/spraw zdecydowały niskie wynagrodzenia dla większości obywateli, wymuszone m.in. (!!!) wysokim bezrobociem. Rynek konsumencki został systemowo mocno”podduszony” i nieprędko się to da naprawić. Łatwiej niszczyć niż budować. Tym bardziej, że nie widać, ani nie słychać, by w dziedzinie najniższych wynagrodzeń miała nastąpić zasadnicza zmiana, choć to miałoby dobroczynny wpływ na rynek konsumencki. Widać za trudne w odróżnieniu od niszczenia.

    Niskie pensje to równia pochyła, u nas o wielkim nachyleniu – patrz rozwarstwienie wynagrodzeń oraz stale powiększająca się liczba osób żyjących za mniej niż wynosi minimum socjalne, a ono u nas – drakońskie. Do tego nie obejmuje to minimum socjalne wydatków na spłaty kredytów/pożyczek więc warto sobie uzmysłowić, że ludzie muszą z czegoś objętego minimum odejmować, by raty kredytów spłacać, z żywności również 🙁 Rolnikowi powinno to wadzić i wadzi.

    A czym Majcherek, z poparciem TO, chce tę chorobę leczyć ? Głodzeniem rolników! I przepędzaniem wygłodzonych w pobliże miejskich śmietników. Obłęd ich ogarnął ? Tym bardziej, że się z nim obnoszą jak z medalami 🙂 😉 😕

  126. a na koniec Piotr Fronczewski na pogrzebie Gustawa Holoubka o „rzuconych z nicości w nicość” to dobry komentarz do pretensjonalności tych wywodów.

  127. joanna kopytowska pisze:
    2010-02-26 o godz. 20:19

    „…czytałam książki Kapuścińskiego po przeczytaniu Cesarza w latach 90 zaraz po ukazaniu się…”

    Cesarz ukazal sie w 1978. Cos niecos o rodzinie powinno sie wiedziec, w przeciwnym razie taka pisanina traci falszem.

  128. apokaliptyk-ateista napisał: „(…) dla mnie od dawna było jasne, że Kapuściński niemal zawsze balansował [dodajmy – po mistrzowsku] na granicy fikcji i faktograficznej rzetelności. Widać to wyraźnie w większości jego książek dlatego nawet nieco mnie dziwią ’sensacyjne’ doniesienia o jakoby mijaniu się z prawdą, nieścisłościach itp. (…) Co do legendy stwarzanej wokół własnej osoby – o wiele krótsze będzie wyliczanie, który ze świetnych pisarzy się o nią nie starał, zaś Kapuściński w porównaniu z wieloma z nich i tak wychodzi na niewiniątko.
    A już do upadłego bawią mnie imbecyle ze śmiertelną powagą roztrząsający problemy współpracy z wiadomymi służbami czy w ogóle poddający zakończone życie ludzkie przypadające w większości na PRL [tak jak życie Kapuścińskiego] kryteriom politycznym czy raczej doktrynerskim.”

    I tym samym podsumowal moje przemyślenia na ten temat. Kapuścińskiego, paradoksalnie, odkryłam niedawno i to po wyjeździe do Anglii. Właśnie tutaj kilkakrotnie padło jego nazwisko lub tez tytuły jego dzieł (nazwisko z wiadomych względów jest dla wielu Anglików niewymawialne) w kontekście rozmowy o polskiej literaturze. Zaintrygowało mnie to, ale po lekturze kilku książek oraz Varia na łamach Wyborczej zrozumiałam, że Kapuściński jest nie tylko „polski”, ale też uniwersalny, zrozumiały dla ludzi mieszkających pod inną szerokością geograficzną. Jest to niewątpliwy atut w kontekście pewnej hermetyczności polskiej literatury (uogólniam, zdaję sobie sprawę).

    Gdy dotarły do mnie echa dyskusji na temat biografii byłam mocno skonfundowana: z jednej strony Kapusciński, Mistrz, z drugiej Domosławski, którego znam z łam Wyborczej i którego szanuję i lubię czytać. Z jednej stony biografia, a nie wycinanka – jak napisał wyżej P. Passent, z drugiej świadomość, że postacie o których mowa są z nami i moga poczuć sie urażone. I przede wszystkim niemożność chociażby przekartkowania ksiązki, która jest na ustach (prawie) wszystkich!

    Po przeczytaniu blogu P. Passenta, którego niezwykle szanuję dam szansę biografii i sobie samej na pełne zrozumienie fenomenu Wielkiego Autora oraz na zrozumienie, poniekąd, polskiej mentalności 🙂

  129. Czy w imię talentu autora książki i atrakcyjności tematu należy kompletnie zlekceważyć uczucia bliskich Ryszarda Kapuścińskiego? Załobę przeżywa się kilka lat. Potem łatwiej o dzielenie się z otoczeniem wiedzą o zmarłym, nawet jeśli ujawnia słabości czy małość. Tego czasu rodzinie Ryszarda Kapuścinskiego odmówiono. Pozostaje też kwestia zaufania, jakim obdarzyła autora wdowa. W zamian kazano jej się zmierzyć z koniecznością sprzątania po zmarłym.
    Pan Domosławski paskudnie obszedł się z rodziną swego mentora.

  130. zdziwiona pisze: 2010-02-28 o godz. 08:09

    Zdziwiona, ten lot do siodmego nieba to nie tak zupelnie na gape, bo warunkiem jest nabycie biletu w postaci kupienia Ksiazki Obytego.
    Ach, juz snia mi sie te hurysy cudownych ksztaltow na pierwszym planie, a tam gdzies dalej w tle, efebowie z paniami rowniez cudownych ksztaltow… I leje sie nam tak i polewa niezaleznie od pory dnia i nocy, i niech to trwa az do przebudzenia, ktore nastapi z hukiem podobnym do tego przy spadaniu z sufitu… wprost na upadle roze… ktore z sufitu uprzednio pospadaly [jak zawsze kolcami do gory]… ratunku…!

  131. Po przeczytaniu pierwszych linijek Cesarza od razu pomyslalem sobie ze to reportarz stylizowany. To znaczy majacy tyle wspolnego z rzeczywistoscia, na ile to konieczne. Wiec jestem gotow sie przychylic do opinii, ze „zmyślał też w książkach. W tamtych czasach i miejscach, w których był, nikt go nie mógł sprawdzić.” Jestem przekonany ze gdyby ograniczyl sie do czystego reportazu, nie bylby nawet w polowie tak dobry. Pytanie jakie pragnalbym zadac, jest nastepujace: moze ktos wie, czy autor sam gdziekolwiek twierdzil na pismie, ze to czysty reportaz, bez zadnych konfabulacji?

  132. sympatykDP pisze:
    2010-02-28 o godz. 08:33

    przepraszam, ze sie wtrace, ale dlaczego niski poziom spozycia wolowiny per capita czy niski poziom poglowia owiec ma byc wyznaczniekiem niebezpieczenstwa zywnosciowego Polski, bo tak mozna rozumiec Twoja wypowiedz ?

    Pozdrawiam.

  133. Dzisiaj o 12.20 w swoim już cyklicznym okienku propagandowym „Całej Prawdy Całą Dobę” p. Ewart (nie znam stopnia oraz kwalifikacji, nie wiem, czy ma licencję na zabijanie, czy nie, czy jest może Katsa, Sajanem, czy Kidonem z artykułu The Daily Telegraph przedrukowanego w ostatnim Forum, czy po prostu freelancerką, albo zapaloną społecznicą, działającą z wiary oraz przekonania, jak niegdyś fundamentalistyczni wyznawcy Stalina lub Hoovera) przedstawiała film, który miał być o CIA, ale oczywiście nie był, był za to próbą usprawiedliwianiu łamania praw człowieka przez USA nie tylko w kraju, lecz na całym świecie, o konieczności totalnej, globalnej inwigilacji, a także o agresji na aktualne centrum zła – Jemen (drobna korekta, chwilowo nie Rosja, Irak, Afganistan, czy Pakistan), przy akompaniamencie starych rewelacji nie tylko dla orłów (jaki autor, takie rewelacje) o nieuchwytnych terrorystach arabskich, biegających po Afganistanie 8 lat w siedmiomilowych butach oraz w turbanach-niewidkach; o dwóch wieżach, które cudem złożyły się jak domki z kart, o ataku na Pentagon, w który, jak pamiętamy, wbił się samolot najwidoczniej bez skrzydeł oraz całej reszty z niezbędnika rewelacji dla niedorozwiniętych wlepiaczy wzroku w telewizyjne seriale. Przy okazji – w USA organizacja profesjonalistów architektów oraz inżynierów “Architects and Engineers for 9/11 Truth” żądających nowego dochodzenia w sprawie 9/11 zrzesza już 1000 członków.

    W filmie nie było jednak nic o narkotykach (a może nie widziałem, bo wytrzymałem tylko kilkanaście minut emisji, zanim skorzystałem z dobrodziejstwa pilota), dlatego, tak a propos wydawanych wlaśnie książek, chciałbym temat uzupełnić, przez podanie linku do wznowienia dość krytycznej pozycji pt: „The Politics of Heroin: Central Intelligence Agency Complicity in the Global Drug Trade”, którą napisał Alfed W. McCoy już w r. 1998, nie o własnym przyjacielu co prawda, ale o rzeczonej CIA oraz roli tej agencji w światowym handlu narkotykami. W ciągu 12 lat od pierwszego wydania sporo się zmieniło, okupowany przez USA Afganistan produkuje dziś prawie całą heroinę świata. Może p. Ewart zarekomenduje jakiś film, o absolutnej konieczności nadzoru nad tą produkcją oraz dystrybucją, pro publico bono rzecz jasna, a może raczej pro Axis of Greed bono?

  134. Wg. GUS w 2008 r. zatrudnienie w rolnictwie i łowiectwie wyniosło 2089,8 tys. Jest to szacunek faktycznego nakłdu pracy po uwzględnieniu sezonowości zatrudnienia i udziału członków rodzin. Do 2004 roku liczona innymi metodami i liczby były dwa razy wyższe. Jeśli przyjać, że wszystkich zatrudnionych w gospodarce jest 13794 tys (2004 r.) to wychodzi, że 15,2 proc. jest zatrudnionych w rolnictwie.

  135. Jestem mniej więcej na setnej stronie tej książki i całkowicie zgadzam się ze wszystkim co napisał Pan Daniel.

  136. Z ciemnogrodem w Polsce jak najbardziej jest przegięcie, ale czy protekcjonalne? Chyba nie.

    W sprawie nicowania życiorysu Kapuścińskiego mogę powiedzieć tylko tyle, że w Polsce jest za dużo, chorobliwego moralizatorstwa. To się robi po prostu nudne. Tą nudą płynącą wprost z kruchty zaraziła ten kraj prawica. Niestety środowiska liberalne wirus nudy też zaatakował czego przejawem jest dyskusja nad moralnością osobistą i zawodową Kapuścińskiego.

    Do tych i dalszych słów Kartki z P. się odniosłem i tak mocno przywiązałem, a nie do jego tekstu o Hemingway’u, który jeszcze bardziej mi się podobał. Czytałem biografię E.H. o jego okresie życia i pracy w Toronto. Ileż tam prywatnych informacji, a „Pożegnanie z bronią” to dopiero był wymysł i chwalenie się autora. To dopiero był skandal. Nie czytałem biografii pióra Domosławskiego. Niemniej w długiej liście komentarzy jakoś przemawiają do mnie opinie Passenta (to słowo TAKTOWNIE chyba przeważa wszelkie szale) oraz Orlińskiego z GW, który przeczytał ją i stwierdza: Książkę Domosławskiego o Kapuścińskim czyta się ją tak, jakby to był polski przekład książki napisanej przez Amerykanina.

    Mógłbym dodać – przez Brytyjczyka lub Kanadyjkę. Musisz się drogi TJ z naszą nieustającą protekcjonalnością pogodzić, a przynajmniej z nią życ. 😉
    Załączam uściski i wyrazy uznania

  137. gajowyM
    Jeszcze raz tysięczne dzięki. Nawet (!) jest na miejscu. Ale patrz, ludzie jednak są życzliwi, interpretują każdą Twoją i swoją pomyłkę zawsze na Twoją niekorzyść. Podasz źródło – robisz błąd. Nie napiszesz tego, co oni chcieliby przeczytać, dałeś plamę i jesteś przekreślony na co najmniej trzy okrążenia. Jesteś uprzejmy – „zmiękła ci rura”, itd. Jeden życzliwy sugeruje mi (na blogu red. Paradowskiej), abym każdy wpis zaczynał od słów – uważam, że Korwin Mikke to dureń, jestem wrogiem PiSu, oraz SB służyło interesom suwerennego państwa i narodu polskiego, itd.

    Na koniec pisze, abym włączył program sprawdzający gramatykę i ortografię polską przed wysłaniem co ważniejszych tekstów.

    Chyba tak zrobię. Twoja uwaga jest świadectwem, że scripta manent i do tego zobowiązuje.

  138. jasny gwint pisze:
    2010-02-27 o godz. 22:08

    Iber Alex, 17.37. Przed rokiem przeczytałem książkę Wołkowa o życiu Szostakowicza w cieniu Stalina. To bardzo smutna książka i warta zadumy, czy kompozytor mógł tworzyć więcej i lepiej gdyby dane mu było żyć w innym miejscu i czasie?

    Prawdobodobnie nie. Niedostatki materialne, cierpienie w przypadku ludzi wielkich wręcz stymulują trzeci wymiar. Czymże by była „Patetyczna” Czajkowskiego ( Adagio!) bez samobójczych rozterek Geniusza, który jako czuł sie jak osaczone zwierzę w realiach 19 wiecznej Rosji?

    Słuchaniu „Leningradzkiej” poddaję sie również z zachwytem, kto zamówił, kto słuchał jest mniej istotne.

    Zastanawiajacym jest, na ile ideologia moze przeszkadzać pewnym ludziom w odbiorze czystej sztuki.
    Jedną z najbardziej spektakularnych wydarzeń w tej kwestii w ostatnich latach była konfrontacja Daniela Borenboim z ultra-prawicowymi zakapiorami. Konflikt tyczył pytania, czy Borenboim ma prawo wykonywac muzykę Wagnera w mieście Ramallah, w ramach połaczonej orkiestry izrealskio- palestynskiej. Wielki dyrygent co chciał to zrobił, nacjonalistów postawił do kąta. Przynajmniej na chwilę …..

  139. poltiser pisze:

    2010-02-27 o godz. 22:46

    Nie tylko ekonomia obecnie druga w swiecie po USA stawia Chiny jako przyklad. Ograniczenie wolnosci jednostki polityka jednego dziecka rozni Chiny od innych panstw. Ta polityka stawia Chiny w pozycji lidera w ograniczaniu konsumpcji. Rozwiniete Chiny kontrastuja z upadajaca Rosja.

    Slawomirski

  140. wiesiek59 pisze:

    2010-02-28 o godz. 11:07

    „…….”kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem”…….

    religijna demagogia uwalnia zbrodniarzy od kary

    Slawomirski

  141. Do Jasny Gwint wpis z 2010 02 27 g. 10:54
    Podzielam Twoja opinie od 2-go zdania wpisu. Co do 1. zdania podzielam fragment po 2. przecinku i dlatego Domoslawskiego przeczytalam (z wielkim dla siebie pozytkiem).
    Pozdrawiam
    jpet1

  142. Uwaga zdziwionej (02-28 o godz. 08:09) jest frapująca. Poważnie mówię!

  143. Statystyki trzeba umieć czytać. Co ja mówię – czytać, je trzeba uważnie studiować. Z rocznika rolnictwa GUS dowiedziałem się, że zatrudnienie w tym sektorze zaczęto liczyć, czytaj – szacować, inaczej od roku 2002 (poprzednio z pośpiechu napisałem 2004). Na przełomie wyjścia z PRL ten wskaźnik udziału rolnictwa w zatrudnieniu sięgał 35%, teraz różne encyklopedie i źródła CIA, BBC, etc. podają między 12,5-15%. Wydawało mi się, że przez 20 lat morderczej akcji liberalnej z rolnictwa odeszło tyle ludzi. Okazuje się, że tylko na GUS-woskim papierze. Teraz, gdy każdy rolnik dostaje zapomogę z UE, i ona ma jeszcze wzrosnąć, gdzie jest bodziec do szukania sobie pracy poza rolnictwem. A to przesuniecie strukturalne jest nieuniknione w Polsce, jeśli mają wzrosnąć zarobki i kraj ma byc nadal konkurencyjny wobec reszty świata.

    Populizm p. Stachurskiej jest niepoprawny. Insynuuje ona różne opinie prof. Majcherkowi i mnie. To nie jest racjonalna dyskusja, tylko droga do populistycznej mitomanii. Kolejnym błędem jest propagowanie podniesienia płacy minimalnej. Mógłbym napisać, że p. Stachurska chce zwiękkszyć bezrobocie i wysłać ludzi na … oraz spowodować kryzys budżetu państwa jak …

  144. TO
    Mile mnie Pan zaskoczyl. Takiej zdyferencjonowanej, pelnej watpliwosci odpowiedzi naprawde nie oczekiwalem od naszego nieomylnego, blogowego guru ekonomi. Slusznie Pan zauwazyl, ze teoria jakoby Greenspen, zdeprawowal naszych Master of Univers niska stopa procentowa wydaje sie dojsc naciagana i ekonomicznie przedawniona. Trzeba sie bylo skarzyc za wczasu na tani pieniadz.
    A odpowiedz na to, kto kogo uwiodl i zdeprawowal; Bush-Greenspana, albo odwrotnie, a moze potezne lobi finansowe wszystkich, lacznie z konsumentami, bedzie zawsze zalezna od tego, kto ta odpowiedz daje.
    Mysle, ze zarowno Pan, jak i ja, kazdy z osobna, ma juz „swoja odowiedz”.
    Krytyka obecnego systemu gospodarczego, ktory z gospodarka wolnorynkowa nie ma nic wspolnego jest w 100 % uzasadniona. Natomiast obwinianie panstwa za interwencjonizm, ktory jest skutkiem kryzysu wolnego rynku i to przez graczy tego rynku, ktorzy z tej interwencji najbardziej korzystali, to wlasnie zwykla bezczelnosc i obluda.

  145. @the mentor pisze: 2010-02-27 o godz. 21:34
    Pisze Pan
    Stasieku, kumoterze, nie jestes tu niezaleznym glosem, tylko papuga. Dla twej informacji “handicap – a contest in which individual competitors are given an advantage or disadvantage in an attempt to give every contestant an equal chance”

    Wywołał mnie Pan do tablicy, cytując jakieś anglojęzyczne źródło.
    Otwieram jeszcze raz mój ulubiony Collins English Learner’s Dictionary”
    i przepisuję całość hasła.
    Handicap
    1/ something that hinders or weakens. Bad health is a great handicap
    2/ (sport) something which reduces the advantage of a good competitor so that the competition is more equal for competitors
    Przykład kontekstowy dla znaczenia 2/ jest znamienny.
    His Lack of English handicaps him

    Napisałem, że Pana nie lubię i dlatego nie zamierzam komentować meritum Pańskich komentarzy. Jednak wprowadza Pan Blogowiczów w błąd i ciągle łączy to z niezrozumieniem przez siebie prostego zdania, które napisał kiedyś TO.
    Jest Pan ordynusem i dziwadłem na tym blogu.

  146. Panie T.O. Piękną mieliśmy pogodę w podkrakowskich okolicach (dolina Raby).
    Bogu dzięki – zima odchodzi.
    Co do Pańskiego wpisu [http://passent.blog.polityka.pl/?p=669#comment-151903] – za to właśnie kochamy Magrud!
    Jest wielka, piękna i mądra. Nawet Pan jest pod jej urokiem, tylko jeszcze tego nie wie.
    Żebym to ja miał tyle czasu co Pan Stasieku! Też słucham żony.
    Pozdrawiam.

  147. Panie Redaktorze,

    Trudno zabierać głos w sprawie publikacji, której się nie czytało. Można się ośmieszyć, tak jak Stefan Bratkowski. Myślę jednak, że Bratkowski odniósł się w swoje wypowiedzi jednie do zasad rządzących takimi publikacjami.
    Jestem za maksymalną otwartością życia publicznego.
    Zwolennicy totalnej lustracji swoich przeciników poltycznych nigdy nie zgodzą się na zaprzestanie tego procederu, bo przestali by istnieć. Mimo, że w naszym, przepełnionym miłosierdziem chrześcijańskim kraju powinna nastąpić już pora budowanie, to ostatno znalazł się autorytet naukowy w osobie prof Rzeplińskiego, ktory znajduje powody do wieczystego drążenia donosów esbeckich (o kwalifikacjach prawniczych tego profesora – sędziego Trybunału Konstytucyjnego, świadczy schlastana przez tenże Trybunał napisanej przez niego ustawy lustracyjnej).
    W przypadku biografii Ryszarda Kapuścinśkiego mamy, wg mnie, dwa problemy.
    Po pierwsze, publikację o osobistości wybitnej, która jeszcze niedawno była aktorem życia publicznego, więc oceny zachowań i zdarzeń w których uczestniczyła są zwykle niepewne i krzywdzące.
    Znane mi są przypadki, że po procesie lustracyjnym, ukierunkowanym przez media, nawet wyrok korzystny dla lustrowanego nie zmieniał nic w jego sytuacji wyklętego z tego środowiska (śmierć cywilna).
    Po drugie, wyciągane są sprawy prywatne, ktore sprawiają rodzine ból ( popieram w tej sprawie krytyczne stanowisko abp Życińskiego)
    Panie Danielu,
    poprał Pan zachowanie Domosławskiego, który wykorzystując dobrą wiarę żony Kapuścińskiego upokorzył ją i sprawić jej ból.
    Zwykle o sprawach intymnych osobistośći pisze się po latach, gdy wygasną namiętnośći najbliższego otoczenia.
    Więc czemu ma służyć to dożynanie córki i żony bohatera dzieła Domosławkiego?
    Niech pań zwróci uwagę jak zachowują się Anglicy w takich sprawach.
    O ich podejściu do trudnych dla nich spraw publicznych może świadczyć sposób w jaki odszedł ze stanowiska premiera rządu JKM, Harold Wilson.
    Nie wiadomo dlaczego, w przeciągu kilkunastu godzin rostrzygnela się sprawa jego dymisji złożonej na ręce królowej, i słuch po tym jowialnym czlowieku zaginąl.
    Chodzi mi po głowie, ze cichym doradcą w sprawie napisania biogafi Ryszarda Kapuścinskiego był Adam Michnik, diaboliczny szef autora biografii.
    Myslę sobie, ktoś taki jak Pan przepuścił niepowtarzalną okazję do napisania biografi naczelnego Gazety Wyborczej.
    Mógłby to być wstrząs nie tylko dla Polski, ale i dalekich jej okolic.
    Tylko kto by Pana uchronił przed przypadkowym wpadnięciem pod kola samochodu.
    Po drugie, krajuzachowanie niektórych osobistości życia publicznego w Polsce w sprawie

  148. Wycinają TVP KULTURA, jest o tym artykuł w Wyborczej, przydałby się i w Poltyce, choć czy ja wiem co to zmieni, może więcej ludzi się podpisze pod protestem…

    http://wyborcza.pl/1,76842,7595223,Dobijanie_TVP_Kultura.html

  149. Sławomirski,

    z przykrością stwierdzam, że rozczarowała mnie Twoja reakcja na mój wpis – zaczepkę o bardziej otwarte traktowanie problemów rozporkowych.
    Nie pojmuje, ze trzęsący Doliną Krzemową macho zachował się jak zbity pies na myśl o wpuszczeniu świeżego powietrza do tej zalatującej onucami krainy „wolnośći obywatelskiej”.
    Popraw się.
    Polecam Ci genialny opis spontanicznego protestu (morźną porą) w Santiago pióra naszego ospodarza.
    Był to równie niezwykły sprzeciw (tyle że przeciwko hierarchii kościelnej) jak w Polsce w sierpniu ’80 przeciwko wiadomo komu.

    Pozdrawiam

  150. Inwektywy Bartoszewskiego, Bratkowskiego i Życińskiego, to typowe wykwity polskiej paranoi i obłudy. Coś zupełnie innego zaprezentowali dzisiaj w TOK FM: Passent, Kurkiewicz, prof. Kula i sam Domosławski. I nie była to audycja „u cioci na imieninach”.

  151. stasieku pisze:
    2010-02-27 o godz. 16:14

    Szanowny Stasieku.

    Był Pan łaskaw napisać: „Co dalej?, myślę. Z jednej strony Bratkowski, Bartoszewski mówią, że brrr a z drugiej Passent, którego zwykle słucham (i się nie zawodzę), mówi czytać!
    Zdecydowała jak zwykle żona. Kupujemy i czytamy!”

    Z racji pojawiającej się, choć z rzadka, niteczki porozumienia w niektórych kwestiach między nami, to powiem, że śledzę ten niesamowity szum wokół biografii Kapuścińskiego nie tylko na blogu red. Passenta, też u red. Szostkiewicza, w prasie a przede wszystkim na różnych kanałach w szkiełku i mam dziwne wrażenie, że odbywa się jakiś chocholi taniec zmierzający do wyciągnięcia z mojej kieszeni tych pięćdziesięciu kilku złotych i że ten cały cyrk z posmakami skandalizującymi, te procesy i inne bajery-rowery, to po prostu marketing.

    Mnie stać na te kilkadziesiąt złociszy ale najpierw to sobie tę książkę pożyczę, jeśli w ogóle będę miał ochotę przeczytać bo ten cały klangor już mi ją nieco obrzydził.

    Jestem człowiekiem ułomnym, bo zubożonym o instynkt stadny, nie uczestniczę w żadnych programach lojalnościowych, nawet telefony mam tylko typu prepaid.
    Lubię grać w kulki ale tylko wtedy, gdy jestem świadom, że taka gra się odbywa i że sam „dobrowolcem” w niej uczestniczę.

    Wiem też z autopsji, że od 89 roku, gdy czytelnictwo w Polsce zaczęło zanikać, sprzedać książkę w nakładzie większym niż 10000 egzemplarzy nie jest łatwo stąd wynikają jakieś moje, być może niesłuszne i nietrafne ale, podejrzenia.

    Zaznaczam, że jeśli zadecyduje moja małżonka – „Kupujemy i czytamy” – to zaraz lecę, kupuję i to bez szemrania oczywiście.

    Pozdrawiam, Nemer.

  152. Joe: podejrzewam, ze ty pracujesz dla CIA….no wiesz, mam takie ” gutfeeling”.

  153. Joe, 15.40. Krążą opinie o roli CIA w gigantycznym szmuglu narkotyków z Afganistanu do amerykańskiej bazy militarnej w Kosowie i dalej do Europy. Spotkałem wartość tego szmuglu w roku 2008 w wysokości 43 miliardy dolarów. Czy można gdzieś to potwierdzić?

  154. Przepraszam blogowiczów za niefortunne ostatnie zdanie oraz drobniejsze błędy w moim wpisie z godziny 19.10.
    Prosiłem moderatora o wykasowanie tego zdania, ale on, podobnie jak ja był pod wrażeniem wczorajszego finiszu Justyny Kowalczyk i nie wgłowie mu były takie błahostki.

  155. „PECUNIA non OLET”- ależ nie jestem odkrywczy.
    WŁAŚNIE przeczytałem wstępniaki do KAPUŚCIŃSKI-DOMOSŁAWSKI w GAZECIE WYBORCZEJ= MAREK BEYLIN „kontra” ADAM LESZCZYŃSKI.
    Zapraszam zatem obu „ADWERSARZY” do napisania reportażu ze SREBRENICY.
    A stetryczałego WŁADYSŁAWA BARTOSZEWSKIEGO , do NIEWYDAWANIA swojego PRZETRAWIONEGO życiorysu w wyd.Zielona Sowa Brantôme
    Żywoty pań swawolnych

    O autorze
    • Brantôme – seigneur Pierre de Bourdeille(s)

    Fragmenty
    • Żywoty pań swawolnych

    Inne
    • Żywoty pań swawolnych – spis treści
    wydawca: Zielona Sowa
    tytuł oryginału: Les dames galantes
    miejsce wydania: Kraków
    data wydania: 2003
    nr wydania: I
    ISBN: 83-7389-330-X
    liczba stron: 416
    kategoria: literatura piękna
    tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński
    projekt okładki: Piotr Iwaszko
    seria: Arcydzieła literatury światowej
    format: 145 x 205 mm
    okładka: miękka
    cena: 14 zł

    A ESTIME
    mgr inż. mechaNIC TADEUSZ PIECZONKA „60+”-ZIELONY
    11/12-cie years SANStravail/JOBless , non sans TRAVAIL WHISTLEblower
    ul. SZMARAGDOWA 31
    59 900 ZGORZELEC / +48 75 649 30 44 / http://WWW.ROPOIWZK.COM

  156. @ ajw

    No, no, gratuluję – jednak co intelekt, to intelekt. Sherlock wymięka.

  157. Wydaje mi się, ze biografia Kapuścińskiego napisana z wyraźnym wyeksponowaniem wszystkich pryszczy służy dziś doskonale tym wszystkim, którzy czują się niemile osaczeni swoją przeszłością.

    Teraz mogą wołać – a widzicie, życie, to wszystkie odcienie szarości. Zwykły donosiciel może poczuć się dumny i oczyszczony stając w jednym szeregu z wielkim reporterem. Na próżno wdowa tłumaczy, że współpraca ta nie miała nic wspólnego z TW SB, a Kapuściński nie był nigdy umacniaczem komuny, ani apologetą tego ustroju. Nigdy!

    Rzeczą na to umacniacie – pani wdowo, he,he,he, wszyscy wiemy jak to było, podpisało się i donosiki trza było składać. A lektura biografii pokazuje, jak kręte są ścieżki sławy, myśmy się też starali, ale niestety, coś za coś, jak ktoś chciał cos dobrego zrobić dla kraju, to musiał trybut złożyć ówczesnej władzy. Takie były czasy.

    M.in. takie pozytywne dla walczących ze swoja przeszłością współpracowników poprzedniego ustroju skutki przynosi opowieść Domosławskiego. Ściągnięcie z piedestału Wielkiego Pisarza i postawienie go w jednym szeregu z kompradorskimi elitami pomaga się zrelatywizować.

    Kapuściński czerpał zyski ze swojego talentu, a rzeczone elity z aktywnego, ideologicznie usprawiedliwianego poparcia dla skrajnie autorytarnego porządku społecznego.
    Jego filozofia, to przyjaźń dla świata, filozofia tamtych elit, to przyjaźń dla władzy. Przyjaźnił się z tymi elitami, ale jego twórczość, to zmaganie się pojedynczego człowieka i społeczności ludzkich ze światem, z przeklętym dziedzictwem, z okrucieństwem niezawinionej niesprawiedliwości, społeczeństw z władcami, władców z nieubłaganymi mechanizmami społedznymi, chciwością, zawiścią, pazernością, głupotą, nieuchronnością upadku. To był geniusz, który potrafił wcielić i opisać skomplikowane procesy historyczne w jednostkowych losach, dla niego zawsze najważniejszy był człowiek i jego godność, to była siostra Teresa reportażu.

    Solą w oku dzisiejszej lewicy jest konsekwentne spotkanie się Kapuścińskiego z wiarą, z chrześcijaństwem. Stąd zaciętość w tropieniu grzesznych stron życia wielkiego artysty.

    Jeszcze mały przyczynek. Kapuściński był świetnym fotografem-reporterem. Miał na ten temat dużo do powiedzenia. Niezwykle utalentowany człowiek.

    Pzdr, TJ

  158. Lechu, piszesz, ze „milosc przezywa kazda istota obdarzona zyciem biologicznym” a nawet przyglup i lajdak. Nie wiem, Lechu, czyzbys mial na mysli rowniez zwierzeta, ale ograniczam teraz moja uwage do istot ludzkich, poniewaz jestem ciekawa Twojego zdania jako czlowieka „spolegliwego”.
    Mam nadziej, ze niezbyt dobrze zrozumialam, wiec wyprowadz mnie z bledu, a wiec jesli chodzi o milosc lajdakow i przyglupow, czy uwazasz, ze jest ona rownowarta z miloscia ludzi rozwinietych?
    Idac tropem Twojego rozumowania, mam klopoty ze zrozumieniem tego, co napisales o przyjazni. Nie pojmuje bowiem, dlaczego nie uwazasz, ze z przyjaznia moze byc podobnie jak z miloscia, mianowicie, ze nawet przyglup i lajdak moze ja przezyc. A ze ja pozniej zniszczy czy przelajdaczy, no coz, jesli tak zrobi, to znaczy ze nie byl przyjacielem. W takiej interpretacji widzialabym jakas konsekwencje i logike, inaczej nie za bardzo rozumiem, dlaczego takie roznice w Twoim podejsciu. A jesli spytasz: no jak to, a czy lajdak moze sie przyjaznic? to ja Ci na to odpowiem rowniez pytaniem: no jak to, a czy lajdak moze kochac?

    A teraz moje zdanie w tej sprawie: ja mysle, ze z miloscia jest tak samo jak z przyjaznia – liczy sie tylko ta prawdziwa, a takiej nie jest w stanie przezyc kazdy, a juz najmniej lajdak czy przyglup.

    I jeszcze jedno: jesli jest sie – jak piszesz – obdarzonym tymi rzadkimi przymiotami charakteru, predysponujacymi czlowieka do przyjazni, to nie tylko nie zdradza sie przyjaciol, ale nie zdrzadza sie nikogo.

  159. Ferdynand Wspanialy, juz budze Zdzicha i wysylam na ratunek z wiaderkiem zimnej wody! Upadek na kolczaste roze jest bardzo bolesny, wiec miejmy nadzieje, ze w nastepnym wydaniu autorzy wymienia to klujace kwiecie na platki rozane.
    A co do Kapuscinskiego, to trudno mi sie z toba nie zgodzic, bo ja tez mysle, ze cos te cesarskie opisy za bardzo przypominaly nasza swojska owczesna rzeczywistosc.

  160. telegraphic observer

    He he 🙂 no pewnie ze chce, czasami tylko trzeba mnie za ucho wyciagnac. Milo mi ze sie odezwales. Nie udzielalam sie bo moje dziecko jest w kropki. A poza tym nie zawsze mam wiele/na temat do powiedzenia to nie bede mielic po proznicy. Jeszcze wysapuje hokejowy mecz Kanada USA, strusilam sprzed telewizora jak mialy byc dogrywki bo z nerwow juz nie dalo rady.
    Kapuscinskiego czytalam Cesarza, bardzo mi sie podobalo – jest to jedna z tych ksiazek ktorych sie nie zapomina, w przeciwienstwie do Hemingwaya ktorego nie lubie (a Whartona nie cierpie!). Gdzies tu cos bylo o Hemingwayu, mignelo mi przy przewijaniu ale drugi raz nie znalazlam. I nic mnie nie obchodzi czy Cesarz byl podrasowany czy nie, bylo przejmujace. Biografie non-fiction chetnie przeczytam jak bede miec do niej dostep, najchetniej jako e-book. Dzisiaj pierwszy raz zamowilam tez audiobooki do sluchania, jeszcze nie dotarly ale ciekawa jestem jak tez mi sie bedzie sluchalo zamiast czytania, jak sie okazalo poniewczasie z ipoda juz wyroslam wiec moze chociaz tak go uzyje. Mam tez na polce „Kobiete z Wydm” ale podobno straszne i nie mam odwagi otworzyc 😯 „Lale” Dehnela zaczelam ale jakos mi nie szlo, rzadko mi sie zdarza odlozyc w trakcie czytania i nie wracac. A znasz moze ksiazki kapitana Borchardta?

    I tak bym mogla jeszcze sobie pogadac ale ze nie na temat to moze kiedy indziej.

    pozdrawiam serdecznie 🙂

    PS.: rozwazalam zeby zmienic sobie nick na Nefer bo to podwojne mi sie znudzilo ale ze jest tu Nemer to moze konfuzja by z tego powstala. Chyba ze Nemer nie ma nic przeciwko?

  161. Panie Danielu,

    a ja dziękuję za ten wpis. Przeczytałam, odrobiłam zaległości (wywiad z Domosławskim itp.) i może nie kupię, ale przeczytam na pewno.
    Pomimo wszelkich oznak, że pan Domosławski chce dobrze i jest życzliwy, rozumiem także dlaczego niektórzy mają obiekcje. Na przykład wdowa po Kapuścińskim.
    I tylko mi się tak po głowie kołacze, skąd – skoro się chce dobrze – taka decyzja, by ujawniać wszystko, także nieudane relacje osobiste. Pobrzękuje niedawna sprawa senatora Piesiewicza.

    Mnie do niczego nie jest potrzebna wiedza o ciemnych stronach wielkich ludzi. Każdy je ma i każdy chciałby schować. Zło jest złem, ale czy nie jest nim także czynienie krzywdy tym, co nie mogą się ani bronić, ani zadanego zła już naprawić. A może się starali, o czym nie wiemy?
    Dlatego cieszę się, że pan Jerzy Illg ‚stanął po stronie przyjaciela’.

    I dziwi mnie zawziętość pewnych komentarzy, w tym także bardzo znanych ludzi. Zagadnienie jest bardzo złożone, ale gdzie jest tzw. ludzka przyzwoitość („Jak nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie…)

    Obalanie mitów czy legend, nawet w imię najwyższych wartości, z reguły przynosi więcej szkody niż pożytku. I czy naprawdę warto rzucać takimi kamieniami?

  162. Wyjasnie Ci Joe, dlaczego uwazam , ze pracujesz dla CIA. Otoz, Joziu,(wybaczysz mi to zdrobnienie?), jedna z wyprobowanych metod tej zbojeckiej organizacji, majacej macki na calym swiecie, jest poslugiwanie sie agentami, ktorych glownym zadaniem jest udawanie idiotow i gloszenie glupkowatych pogladow i teorii. To sa ci, co wszedzie widza spisek: np zaglada zydow w czasie wojny: oczywiscie chodzi o zalozenie panstwa Izrael.(amerykanscy zydzi wespol z brytyjskim M-5)… Trzesienie ziemi na Haiti…to latwe, chodzi oczywiscie o plany CIA dot. opanowania Haiti przez USA…(banany, kokosy). Applebaum na first lady?, ha, ha Mossad tez cos musi z tego miec… CIA poswieci nawet obywateli USA, jak w przypadku 11 wrzesnia (od lat potajemnie mordowano amerykanow, by potem nagle podac ich na liscie tych co zgineli w NYC 11 wrzesnia). Agenci CIA, udajacy skrajnych idiotow, powoluja sie albo na” pewne” informacje z internetu, lub wydawnictwa ksiazkowe, (glownie sponsorowane i publikowane przez CIA, oczywiscie) Program ten zowie sie „moron on line”. Tak wiec, Joziu, tu Cie mam. Przecie nie jeses idiota, Jozio, wiec… Tertium non datur…Czy ja jestem z CIA?…no jak Joziu myslisz?…

  163. Slawomirski pisze (poprzedni blog; „Waszczykowski…”; nie jestem na biezaca…): 2010-02-25 o godz. 22:03
    =============================
    Dobremu demokracie Kennedy’emu wolno, a wrednemu Urbanowi nie wolno?

    Napisalem (06:31)
    “To nie komunisci wymyslili, ha, ha. To jest “standard operating procedure.””

    Mieszkajac w USA nie zauwazyl Pan, ze sa “rowni I rowniejsi”, niezaleznie od ustroju?

    No i ktorej czesci tego stwierdzenia Pan nie rozumie?

    Staly fragment gry:
    >>>Wyjezdzalem z Polski nienawidzac Komuny i Rosji jak samego diabla. Trzydziesci lat mi zabraklo zeby zrozumiec, ze bardziej od komunizmu nienawidze kretynizmu.>>>
    Czego i Panu serdecznie zycze. Moze Panu jeszcze nie minelo te trzydziesci lat…

  164. Całe szczęście , że Martin Pollack powiedział jedno zdanie ” Nie przetłumaczę Domosławskiego” – i to przekonywująco uzasadnił.

  165. Nefernefer pisze:
    2010-03-01 o godz. 00:58
    „…rozwazalam zeby zmienic sobie nick na Nefer bo to podwojne mi sie znudzilo ale ze jest tu Nemer to moze konfuzja by z tego powstala. Chyba ze Nemer nie ma nic przeciwko?”

    „Znaczy”, że mam niby wyrazić zgodę?
    Oczywiście, że tak. Jestem cały w skowronkach, że w ogóle mnie ktoś zauważa a szczególnie NeferNefer nie mówiąc już o tym, ze jeśli mnie ktoś pomyli z NeferNefer, to „znaczy”, cała przyjemność będzie po mojej stronie.

    Serdecznie pozdrawiam, Nemer.

  166. @ ajw

    Aleś dał reflektorem w mrok!

    Zdradzę Ci pewien sekret: ja także mam podejrzenia, gdzie Ty najprawdopodobniej pracujesz ajw’ie – w cyrku, prawda? Za klowna robisz? Tu Cię mam, złapali Kościuszkiego!

    Chciałbym się odwdzięczyć i powiedzieć, że Ty też nie jesteś idiotą, ale przeczytawszy twój wpis nie dam rady, sam rozumiesz.

  167. Szanowny Panie TJ,

    zdecydowalam sie na Pana tytul ;Kanclerz Korony RZ.P. /wszystkie inne warunki pozostaja bez zmian?/ ,chcialabym jednak przypomniec
    ze Thomas Moo’re autor „Utopijnego” panstwa ,rowniez kanclerz,zostal przez swojego krola stracony na szafocie .
    Moglby mi Pan rowniez odpowiedziec dlaczego Polacy robia na sile
    z tego czlowieka Hemingwaya,czy moze troche mniejszy Kapuscinski
    ale jednak Kapuscinski nie bylby jednak bardziej interesujacy ,prawdziwy ,bo autentyczny ?
    A moze to „Dzien szaranczy ” ? czy raczej szakale, ?
    Salute
    /prosze bez pytan ,nie wiem wiele/

  168. @ jasny gwint

    Szczegóły mogłaby potwierdzić tylko CIA, zawsze można do nich wysłać oficjalne zapytanie, niech się przyznają i przeproszą, a jak nie, to watrboarding 😉

    Sporo informacji jest w Internecie, wystarczy wygooglować „cia drugs afghanistan” lub „cia drugs kosovo”, wydano także wiele książek o roli CIA w handlu narkotykami – tylko pod podanym przeze mnie linkiem do księgarni Amazon jest aż 6 pozycji na ten temat. Cóż, tajemnica Poliszynela…

  169. 1. POLONIA-SAWA pisze:
    2010-03-01 o godz. 09:28
    „Szanowny Panie TJ,
    Moglby mi Pan rowniez odpowiedziec dlaczego Polacy robia na sile
    z tego czlowieka Hemingwaya,czy moze troche mniejszy Kapuscinski
    ale jednak Kapuscinski nie bylby jednak bardziej interesujacy ,prawdziwy ,bo autentyczny ?”
    Moja odpowiedź:
    Kwestia jest następująca, czy w przypadku, gdy najbliżsi pisarza wyraźnie dają do zrozumienia, że takie maglowe traktowanie życiorysu ich rani, to nie należałoby tego uszanować?
    Przez analogię: w państwie demokratycznym obywatel ma w konstytucji zagwarantowane prawo do prywatności. Sprawy męża, czy ojca, są w tym przypadku częścią prywatności żony i córki.
    Człowiek nie cały umiera.

    Pzdr, TJ

  170. Dokładniej wypowiem się na ten temat jak przeczytam książkę Pana Domosławskiego. Natomiast dzisiaj stawiam pytanie- dlaczego tak dużo książek Kapuścińskiego wszyscy czytali? Czy podobały im się, czy dlatego, że taka była moda. Ja czytam dlatego ,że podobały mi się bardzo, że nie miałem innej możliwości poznawania świata bo nie mogłem dostać paszportu a nie chciałem jak mówi Autor handlować z tym systemem.
    Kilka słów nt tzw. specjalistów od wszystkiego:
    najlepszy kombajnista- tow. Stalin
    najlepszy kolejarz- tow. Stalin
    najlepszy nauczyciel-tow. Stalin
    A dzisiaj:
    najlepszy dziennikarz historyczny- red. Semka
    najlepszy dziennikarz ekonomiczny-red. semka
    najlepszy dziennikarz literacki- red. Semka
    Rico

  171. Red. Passent
    Ileż sprzeczności jest w ludzkich rozumowaniach. Aż chce się zwatpić w możliwości ludzkiego rozumu. Jak się okazuje – nie jest tak źle.

    Ach ten optymizm u ciebie, jak ja go lubię, powiedz, skąd go masz? – pyta jednego pana sympatyczna pani w metrze. Nie wiesz tego! z en passant.

    Nie zgadzam się z tezą Torlina (8:33), że szkoda klawiatury. To nie jest wymysł twardogłowych z PiSu, nawet gdy PiS przeminie, a przeminie, interpretowanie ówczesnych wyborów i opisywanie cienkiej linii między kompromisem a kunktatorstwem będzie potrzebne. Dyskusje o powstaniu styczniowym, czy o sanacji i Piłsudskim można odłożyć juz na półkę, ale PRL jest zbyt świeżą sprawą i chyba pozostanie jedyną interesującą kwestią polskiej historii na kilka najbliższych dekad

    Nefer, dzięki za opinie. Przyznaję, że „Cesarza” nie czytałem, takie miałem życie. A była to w latach 1970-tych lektura obowiązkowa dla rozwiniętego inteligenta pracującego. Może teraz pożyczę do przeczytania, aby sobie wyrobić opinię po latach, również o tamtych latach. W CBC (kanadyjska TVP) leciał kiedyś program o literaturze („Hot Type”) i wychwalno Kapuścińskiego pod różnymi względami. Kapu musiał być człowiekiem lewicy, bo inaczej New Yorker i Hot Type by go nie propagowali. A sa to ważne kręgi opiniotwórcze, szczególnie dla tych, którzy mogliby nabyć jego książki i albumy. Śledzą one mieszanie się CIA i innych żołdaków wolnego świata oraz wielkiego kapitału w spokojne życie ludów Czarnego Lądu i Ameryki Łacińskiej. I dobrze, nie mam nic przeciwko temu. To śledzenie jest dobre dla świata.

    Nie dziwię się Kapu, że tak go poniosło w zamorskie, dzike kraje. Polacy nie mieli dobrego dostępu do morza, szczególnie do Atlantyku, ale wielu odpowiadało na zew przygody, dalekich podróży, a nawet posiadania Madagaskaru. Dawno temu los rzucił mnie na dwa lata do Zach. Afryki, toż to było przeżycie nieziemskie. Nie wyobrażam sobie Kapu, aby nie dostrzegał tych wszystkich niemożności lokalnych, nie mógł całej winy za to zwalać na kolonializm. I to w jego tekstach widać, jak się dobrze przyjrzeć. Jak znajdę więcej czasu za parę alt, to może przestudiuję jego książki lepiej, oraz tę kontrowersyjną biografię. O ile nie zapomnę.

    Cieszę się, że kibicowałaś Team Canada (jak się domyślam). Może trochę za słabo na 25 sekund przed końcem III tercji. Wyobraź sobie, że wszyscy opócz dwóch graczy są na pensji klubów USA. Musieliśmy zmienić bramkarza z New Jersey, na takiego z klubu w Vancouver, bo tamten puszczał gole w meczu z kolegami z NHL.

    Nie znam kapitana B. A czy ty znasz całego Hemingway’a, „Rajski ogród” (The Garden of Eden)?

    TJ (02-28, 22:04)
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=669#comment-152029
    W twoich rozważaniach na temat odcieniach szarości na przykładzie życia reportera Kapuścinskiego, najprawdziwszy jest ostatni akapit, tzw. przyczynek: Kapuściński był świetnym fotografem-reporterem. Miał na ten temat dużo do powiedzenia. Niezwykle utalentowany człowiek.

    Powtórzę jeszcze za gospodarzem bloga: … mamy błędne koło: jak biografia – to pełna, jak wycinanka – to nie biografia. On twierdzi, zdaje mi się, że książka Domosławskiego jest biografią zbliżającą sie do pełni opisu. Niektórzy biadolą, że suchy język, inni że za dużo rozwlekła i wypełnina detalami – co nie jest w sprzeczności z gatunkiem zwanym biografia. Jeszcze inne wolą się zamknąć w kapsułce swoich wyobrażenia o pisarzu-reporterze bez czytania innych relacji. A najsprytniejsi i zarazem dociekliwi widzą w tym szeleństwie metodę na wyciągnięcie im z portfela kilkudziesieciu złocziszy. I to się nazywa pluralizm opinii. Byle nie było w nich sprzeczności!

  172. Sprwa wydaje się jasna Pasent b zazdrości Kapuścinskiemu sławy i talentu (wprawdzie p. Pasent też jest osobowością ) i barrrrrrdzo daleko mu do Kapuścinskiego więc będzie popierał każde g…….. krytyczne wobec Kapuścinskiego i stał się fanem Zyzaka Ceckiewicza i kloaki Instytutu Hanby narodowej (IPN) To jest b przykre, tym bardziej że ten pan pisze w POLITYCE

  173. Z niecierpliwoscia czekam na wydanie owej tak oslawionej ksiazki biograficznej o Kapuscinskim. Warto byloby zalozyc klub, z pewnoscia eksluzywny, czytelnikow Kapuscinskiego i innych polskich wielkich reporterow jego pokolenia. Przeciez byla to prawziwa polska intligencja tamtej epoki, rozwijajaca polski jezyk i polska ciekawosc swiata. Nie mielismy eksploratorow kolonialnych, podroznikow piszacych tez niezbyt wielu. A i na potrzebe wiedzy o innych krajach nie cierplelismy jeszcze.
    Wiec takie grono spod znaku ‚nic co ludzkie nie jest nam obce”, z dala od zgielku, drazyloby stary temat: jak cene gotow jest zaplacic wydawcom i politykom utalentowany autor? Îstnieja przeciez i taka publicznosc, dla ktorej podszewka i warsztatu i uwiklan psychicznych autorow jest wiedza wazna.
    Optymistycznie mysle, ze i dla Polski nastala era post hagiograficzna. Mozna wreszcie kochac autorow z krwi i kosci, a nie z oplatka.

  174. @ Andrzej Koraszewski

    „…jego zachwyt i moją idiotyczną, jak się okazało, reakcję w postaci podsuwania innych książek i artykułów o Etiopii i o sytuacji w innych krajach Afryki. Mój przyjaciel wykręcał się łagodnie, ale stanowczo, dając do zrozumienie, że już wie wszystko i więcej wiedzieć nie potrzebuje.”

    W tym jest sedno sprawy. Do szerokich kregow czytelniczych w Polsce nie dotarlo przez lata, ze publikacje Kapuscinskiego wydawane poza Polska byly obiektem dosyc drobiazgowej analizy. Brak zgodnosci ksiazkowej rzeczywistosci z faktami byl tylko jednym aspektem. Nie wszyscy odczytywali poslanie Kapuscinskiego w ten sam sposob jak to robiono w Polsce. Na przyklad, publicysta z Kenii widzial w utworach o Afryce postawe oscylujaca miedzy kolonialnym poczuciem wyzszosci a zwyklym rasizmem. By nie byc goloslownym, wzial na tapete „Heban” i popieral swa teze cytatami z tejze ksiazki. Gdy wyslalem kopie owego artykulu do Polski odpowiedziano mi, ze nie ma szans na jakakolwiek dyskusje, gdyz w kraju kazde slowo napisane przez pisarza odzczytywane jest jako „prawda objawiona” o swiecie.
    Tak jak kazdy pisarz mial w swym dorobku zarowno utwory ( to nie byly chyba reportaze) bardzo dobre ale rownie i klasyczne „knoty”, ktorych zapewne pozniej sie wstydzil i mogl sie obawiac, ze beda dawane jako przyklad, jak o odleglych krajach i narodach pisac nie nalezy.
    Gdyby choc czesc tej wiedzy dotarla do Polski w odpowiednim czasie nie byloby tyle zamieszania przy okazjii publikacji ksiazki red. Domoslawskiego.

    Pozdrawiam

  175. Nie widzi Pan, Panie Danielu, co się dzieje? Zaczynają sikać na grób Kapuścińskiego. Z rozkoszą! A Pan jeszcze „ich” wspomaga; wystarczy do „Kapu” dorzucić jedną literę i co wyjdzie? Co to za ksywka!?

  176. telegraphic observer pisze:
    2010-03-01 o godz. 16:47

    „Powtórzę jeszcze za gospodarzem bloga: … mamy błędne koło: jak biografia – to pełna, jak wycinanka – to nie biografia. On twierdzi, zdaje mi się, że książka Domosławskiego jest biografią zbliżającą sie do pełni opisu.”

    Mój komentarz

    Pełnia opisu nie jest wartością samą w sobie. Najbardziej zbliżamy się do pełni opisu studiując atlas anatomiczny lub słuchając relacji przedszkolaka o tym, co tata wczoraj robił w domu.

    Uznaję, że wolność słowa jest nadrzędną wartością i nie apeluję przecież o prawne zablokowanie rozpowszechniania książki Domosławskiego. Nie postuluję cenzurowania wydawnictw.
    Natomiast mam wątpliwości, co do etycznej strony przedsięwzięcia.

    Przede wszystkim, gdybym sobie wyobraził, że jestem przyjacielem rodziny Kapuścińskiego i darzony jestem zaufaniem, korzystam pełnymi garściami z tego zaufania, to bym tę relację potraktował jako rodzaj umowy, której nie mógłbym złamać dla tak błahego powodu, jak pisanie „pełnej biografii”. Tu uznałbym, że bezwzględnie należą się pewne serwituty rodzinie. I to właściwie wszystko.

    Musi upłynąć dużo wody w Wiśle, aby ktoś mógł sobie wreszcie pozwolić na publiczne ogłoszenie wyników sprawdzania lornetek wielkiego reportera, sprawozdań z podkołderkowej inspekcji, czy orzeczeń z psychoanalizy jego uśmiechów, by z wielkiego pisarza uczynić ziomala, który sprytem, drobnymi kłamstewkami o rodzinie, faktograficznymi fałszerstwami wykorzystanymi do tumanienia czytelników, krzyczącym o pomstę do nieba oportunizmem i podstępem (współpraca ze służbami) nadmuchał własną karierę.
    Jest jeden zasadniczy powód, aby tak czynić – twórca biografii zawsze w takiej wczesnej sytuacji (kilka lat po śmierci pisarza) jest pod olbrzymim ciśnieniem wielu pokus i emocje te wchodzą często na karty biografii, co tworzy fałszywy przekaz, odbiera jej obiektywizm.
    Dystans czasowy jest niezbędny, aby zobaczyć we właściwych proporcjach wielkość i małość człowieka. Tak więc jest to kwestia czysto etyczna, czy już dziś zerwać szatki z pisarza, czy raczej poczekać, aż się wszystko ustoi.

    Skrupulatne podejście do faktów, jak to czyni w biografii autor, jest to coś podobnego, jak literalna interpretacja stenogramów z podsłuchów, które są jak naoczywiściej prawdziwe i w których w co drugim zdaniu padają słówka typu k..wa, op…..ić, itp. Czy taki przekaz pokazuje pełnię prawdy o rozmówcach?
    Jeden agent CBA w swojej analizie napisze, że rozmówcy są chamy i buraki, a drugi tylko się roześmieje. Domosławskiemu nie do śmiechu, z wyjątkowym pietyzmem notuje w biografii wszystko – jak leci. Przepraszam za paralele, są przypadkowe.

    I ostatnia sprawa. W mojej optyce ciągłe podkreślanie przez autora biografii, że podziwia Kapuścińskiego, nazywa go swoim mistrzem, ceni jego twórczość, itd., trąci pewną dwuznacznością, jest takim dorzucaniem ciężarków na przeciwną szalkę dla zrównoważenia podejrzeń o niedobrych intencjach. Wygląda na to, że jeszcze nie uderzono w stół, a już nożyce dzwonią.

    Pzdr, TJ

  177. @ TJ

    „Musi upłynąć dużo wody w Wiśle, aby ktoś mógł sobie wreszcie pozwolić na publiczne ogłoszenie wyników sprawdzania lornetek wielkiego reportera..”

    Ile owej wody ma uplynac? Czy np 2 lata, czy moze 5 a moze 100?
    Jednoczesnie cisnie sie na usta pytanie, dlaczego? Tym bardziej, ze tworczosc Wielkiego Reportera byla weryfikownana dosyc dokladnie poza Polska. Moze w tym wlasnie jest problem, ze probujemy tworzyc nierealny swiat pomnikowych symboli, ktorych nikt nie ma prawa ruszyc. Oczywiscie, predzej czy pozniej konczy sie to zbiorowym placzem, gdy jestesmy zmuszeni do spojrzenia na rzeczywistosc.
    Sadze, ze doskonala lekcja bylaby dla Polakow np. sprawa odbrazowienia postaci ( rownie pomnikowej) jaka byl Sir. L van der Post. Warto sie uczyc zarowno z ksiazek Wielkigo Reportera jak rowniez z otaczajacego nas swiata.

    Pozdrawiam

  178. vandermerwe pisze:
    2010-03-03 o godz. 10:08

    Chyba wystarczająco jasno wyłożyłem moje obiekcje w poprzednim poście.

    Nie wpadajmy w argumentacji w przesadę – nie jestem zwolennikiem „tworzenia pomnikowych symboli, których nikt nie ma prawa ruszyć” i nie widzę w perspektywie „zbiorowego płaczu” wywołanego dyskusjami o problemach etycznych.

    Jestem zwolennikiem portretu artystycznego, gdzie obiekt jest nie dlatego prawdziwy, że ma pryszcze i fałszywy uśmiech, tylko dlatego, bo ma duszę. Nie lubię studiować protokółów z sekcji zwłok i tasiemcowych życiorysów zawierających roje niecharakterystycznych szczegółów.

    Już raz oświadczyłem, że sam Szekspir nie dałby rady tak zakreślonym zadaniom, jakim podołał w opiniach swoich chwalców Domosławski pisząc biografię „Kapuściński-non fiction”.

    Pzdr, TJ

  179. @ TJ

    Odnioslem sie do konkretnego fragmentu w Pana wypowiedzi, gdyz sadze, ze jest on punktem wyjscia do dyskusji nad tworczoscia i postacia R.Kapuscinskiego a spowodowanej przez ksiazke red. Domoslawskiego.
    Mysle, ze zle mnie Pan zrozumial. Nie twierdze, ze jest Pan zwolennikiem „towrzenia pomnikowych symboli”. Nic takiego Pan nie sugerowal wiec nie mam podstaw do takich twierdzen.
    Pisze Pan natomiast o dystansie czasowym, ktory ma zapewnic obiektywnosci ocen (?) oraz dac pewien komfort bliskim.
    Jak dlugi ma byc ow przedzial czasu? Czyje uczucia mamy chronic w takiej sytucji – zazwyczaj zycie ludzi slawnych ma swoje komplikacje, ktore czesto zacieraja granice miedzy „bliscy” a „obcy”.
    I jeszcze jedno. Gdyby red. Domoslawski napisal biografie ze wszystkimi „drastycznymi/intymnymi” szczegolami nie o Kapuscinskim lecz piszarzu angielskim, niemieckim czy francuskim, czy mielibysmy powszechna duskusje o granicach pisarskich i etycznych jakich biograf przekroczyc nie moze? Obawiam sie, ze nie.

    Z powazaniem

  180. Panie Redaktorze!
    Niech się Pan uzbroi w cierpliwość. Niewykluczone, że Artur Domosławski napisze kiedyś książkę o Panu, o Pańskiej pracy, o Pańskim życiu. Jestem pewna, że będzie to książka równie znakomita i równie taktowna, jak ta o Ryszardzie Kapuścińskim. Ciekawe, czy Panu (i Pana Rodzinie) też się spodoba, gdy z tą samą kompetencją i sprawiedliwością Domosławski wlezie z butami w Pana warsztat dziennikarski i w Pana prywatność. “Passent non fiction”! Będzie co czytać.

  181. Przeczytalam te ksiazke i nie wzbudzila ona u mnie najmniejszego podziwu dla jej autora. Zastanawiam sie, dlaczego my Polacy sami pastwimy sie nad najwiekszymi autorytetami. Tak malo ich przeciez mamy, a niedlugo nie bedziemy miec zadnych. Pan Domoslawski wykorzystal zyczliwosc pani Alicji Kapuscinskiej, wlazl w brudnych butach do zakamarkow duszy czlowieka juz niezyjacego, ktory nie potrafi sie bronic. Gardze takimi ludzmi i ich pisarstwem.

  182. NON-FICTION

    Ryszard Kapuściński… Kim był naprawdę?

    Ale co to jest PRAWDA?

    I czy wolno mówić i pisać prawdę bolesną, niewygodną, nonkonformistyczną?

    Z panem Ryszardem miałem kontakt przelotny, epizodyczny, listowny… Na tej podstawie mógłbym krzyczeć na rogach ulic: To wspaniały człowiek!!!

    Ale… Amicus Plato, sed magis amica veritas.

    Dlatego chcę znać całą prawdę…

    I zawsze będę się upierał, że naprawdę NAJPRAWDZIWSZYM, NAJWYBITNIEJSZYM, NIEŚMIERTELNYM DZIEŁEM KAPUŚCIŃSKIEGO są „LAPIDARIA”…

    Dyskusja o książce „KAPUŚCIŃSKI NON-FICTION” przybiera tragifarsowy kształt… Przykłady?

    PROSZĘ BARDZO:
    http://wwwiercioch.blog.onet.pl/

  183. Krótki komentarz pospotkaniu na wydziale politologii UMCS
    http://its24.wordpress.com/2010/03/04/867/

  184. Ja przede wszystkim nie rozumiem, jak można potępiać książkę, której się nie przeczytało. A wdowa po Kapuścińskim sama się do tego przyznała, jak i wielu innych krytyków.

  185. Ksiazka Artura Domoslawskiego Kapuscinski non fiction jest znakomita.
    Jestem natomiast wielce zaklopotany opinia p. prof. Bartoszewskiego. Leciwy pan prfof. powinien wziasc na wstrzymanie i nie osmieszac sie. Taki wielki a moze nawiekszy „autorytet moralny” powinien byc b.ciagliey i nie obnazac swoich wielu slabych stron. maciej

  186. Witam,
    najbardziej irytującą kwestią dla mnie jest wypowiedź tzw. „wielkich autorytetów”-Pan, który wypowiada się o książce nie czytając jej jest dla mnie poniżej krytyki. Ważnym aspektem jest fakt, iż czytamy bibliografię, ludzie bio-gra-fię! Trzeba pamiętać, że Pan Ryszard był wielkim artystą i mimo kontrowersji choćby ze względu na szacunek należy Mu się uczciwa i PEŁNA biografia. Dumny jestem z takich autorów jak Pan Domosławski, a jego „Non-Fiction” będzie miała najwyższe miejsce na regale.

    Pozdrawiam

css.php