Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

8.01.2011
sobota

Znasz-li ten kraj…

8 stycznia 2011, sobota,

Mam dla szanownych blogowiczów zagadkę: O jaki kraj chodzi? Był sobie pisarz (dla ułatwienia dodam, że laureat Nagrody Nobla), który przeżył przygodę z polityką (dla ułatwienia: kandydował na prezydenta). Swoje refleksje z kampanii wyborczej zanotował we wspomnieniach „Jak ryba w wodzie”. Oto niektóre zapiski kandydata:

„Rzeczywista polityka polega prawie wyłącznie na manewrach, intrygach, konspirowaniu, na układach, paranojach, zdradach, wyrachowaniu, niemałym cynizmie i wszelkiego rodzaju żonglerce. Zawodowego polityka (…) naprawdę bowiem mobilizuje, ekscytuje i utrzymuje w aktywności realna WŁADZA: dojść do niej, utrzymać ją, jeszcze raz zdobyć, i to jak najszybciej.

Wielu polityków rozpoczyna swą działalność z pobudek altruistycznych, ale w pospolitej i trywialnej praktyce, jaką jest codzienne uprawianie polityki, piękne cele znikają, zamieniają się w zwyczajne frazesy wypowiadane w przemówieniach i w deklaracjach przez tę publiczną PERSONĘ, jaką zostaje polityk osiągający niemal kompletne zobojętnienie, i w końcu to, co opanowuje go bez reszty jest tylko żarłocznym i niepohamowanym apetytem na władzę.

Ten, kto nie jest w stanie odczuwać obsesyjnej atrakcyjności i niemal fizycznej żądzy władzy, z trudem potrafi zostać skutecznym politykiem sukcesu.

Wprowadzenie do partii struktury demokratycznej jest mrzonką.

Zawsze znajdowali się na podorędziu, oczekiwali mnie na drogach, na stacjach, na lotniskach, z wiązankami kwiatów, z grupami muzyków i z koszami bukiecików, pierwsi ściskali mi dłoń i robili to z takim entuzjazmem jak dawniej witali generała (…)zawsze tak manewrowali, żeby na trybunie stać blisko mnie, żeby pojawiać się przy mnie na fotografiach w gazetach i w telewizji…

Gdy język polityka składa się z samych komunałów, jest bardziej skuteczny niż wtedy, gdy dawny obyczaj przekształca go w efektowną sztukę.

Korupcja, przemyt, wykorzystywanie urzędów publicznych do bogacenia się – to elementy nieodłącznie związane z polityką p…

Gdybym został w P., to byłbym frustratem”.

Zagadka brzmi: Znasz-li ten kraj? Dla ułatwienia dodam, że nazwa tego kraju zaczyna się od litery „P”. Drogich Blogowiczów pozostawiam z tą zagadką na 10 dni, pozdrawiam, a sam jadę tam, „gdzie cytryna dojrzewa”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 651

Dodaj komentarz »
  1. Nasze słoneczko Peru zostało dokładnie opisane.

  2. Smaczne cytaty, jakbym to widział. Szczególnie to – „…Zawsze znajdowali się na podorędziu, oczekiwali mnie na drogach, na stacjach, na lotniskach, z wiązankami kwiatów, z grupami muzyków i z koszami bukiecików, pierwsi ściskali mi dłoń i robili to z takim entuzjazmem jak dawniej witali generała…”
    Szczęśliwej podróży.
    Pozdrawiam

  3. niejaki Mario Vargas Llosa to pisał, a kraj to piękne (ponoć) Peru 🙂
    Co pięknie pokazuje, że wszyscyśmy z grubsza tacy sami

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ha, i cóż, że z Peru to są wspomnienia, kiedy i do naszej Najjaśniejszej pasują jak ulał, co też Gospodarz zapewne chciał zasugerować. Ale nie wydaje mi się, aby ten opis, w istocie natury ludzkiej, nie pasował do większości zakątków świata.

  6. Oczywiście ten kraj to Peru, a autor wspomnień to genialny Vargas-Llosa. Oczywiście również, aluzje do innego kraju na P nasuwają się błyskawicznie.

  7. Panie Redaktorze – czyżby (nieskromnie sobie „w kiepele” kombinuję) reminiscencje z moim wpisem pod poprzednim Pańskim felietonem z dn. 8.01.2011. h: 14.12 ?
    Życzę „gorzkich” – czyli normalnych i smacznych tym samym – cytryn !
    Pozdrawiam z Wrocławia
    WODNIK53

  8. Portugalia! Wszystko pasuje. Poza ta nagroda Nobla. Kurcze blade! 😉

  9. Peru, Maria Vargas Liosa.
    Miłego, tam „gdzie gzie cytryna…”

  10. Mario Vargas Llosa – Peru.

    Fajny tekst. Gratuluję.

  11. Peru,Maria Vargas Llosa.
    Miłego, tam „gdzie cytryna…”

    ach te literówki

  12. Peru. Ale brawo, byłem gotów się nabrać 🙂

  13. POLSKA /Walesa, Prezydent i Nobel/ albo PERU.

  14. Panie Danielu,

    Mario Vargas LLosa to obecnie najwiekszy zyjacy pisarz. Wejscie w P. bylo frustrujace ale i przydatne dla tworczosci. A Peru to wspanialy kraj, duzo Polakow tam mozna spotkac ostatnio.
    Bardzo Pana pozdrawiam.
    Wesley S. S.

  15. (Peru?)

  16. Jaki ten świat mały a elity podobne!

  17. Panie redaktorze! polityk to takie cos które niekoniecznie walczy o władzę. On dostaje to po zdobyciu serc ludzkich. Wiec musi walczyć o serca i umysły tych którzy go mogą poprzec.Nawet najwięksi despoci nie mieli władzy bez kamaryli.To namiastka demokracji która nakazuje współwładczyc. W innym przypadku się nie władczy. Zdolny polityk dochodzi do tego w naturalny sposób krecąc jak tylko można,mamiąc czy będąc swoistym kameleonem.rewolucjonisci siłą lecz z reguły nie są w stanie skutecznie rządzić. Pamiętam zdanie serialowej Królowej Bony o jednym z magnatów które konczyło sie słowami „….. ale polityk z niego żaden”. W polityce pewne powiedzenie odwrócone jest jak kot ogonem. Sukces ma jednego ojca a porażka jest dziełem zbiorowego gwałtu.I pewno stąd władców niezadowolony lud ścinał a w demokracji zamienia na „nowszy model”

  18. Panie Danielu nie trudno zgadnąć, myślę jednak, że odpowiedź jest zbyt trywialna.
    Mam tylko wrażenie, że Pan Mario Vargas Liosa startował na prezydenta w naszej poczciwej ojczyźnie a nie w swoim kraju.

    Pozdrawiam serdecznie, i dziękuje za Pana blog. Pan jako jeden z nielicznych uświadamia mi, ze nie zwariowałem

  19. Peru? (ale to chyba pasuje do każdego kraju, nie tylko tych na P).

  20. Kogut dobrze pieje !

    A te dwa kaplony Grabarczyk i Tusk – na rosol ! Senator Kogut zna Kolej od podszewki i suchej nitki nie zostawia na Decydentach. Bardzo ciekawie wylozyl kolejowy burdel w TOKFM, w rozmowie z red.Zakowskim. Jak sie poslucha Koguta to czego spodziewac sie po tuskowym kurniku ? Pan Stanislaw mowi, ze 30 razy pisal o Kolejach i nikt go nie slucha. Podobnie jak nikt nie sluchal w Sejmie, co mowili o Grabarczyku. Dyszczyplina partyjna – i wszystkie polecieli z kwiatamy do tego Kaplona. Zeby mu pogratulowac, ze nie wylecial na zbite morde razem z kolesiami. Niewiarygodne ! Czlowiek ma w oczach przemarznietych, zmaltretowanych ludzi na dworcach, impotentow w kasach i Kolejach a obok – dwie paniusie z rozamy do Kaplona ! I on nie wstydzil sie przyjac ! Srebrna plerezka na miejsce i – dalej pieprzyc te holote na peronach !
    Chyba Tusk i jego „pilkarze” nie rozumia, ze ta katastrofa kolejowa to poczatek katastrofy Platformy.

  21. Llosa ma dużo racji, niemało w tym bezsilności i frustracji.

    Polityka, to kalejdoskop wydarzeń, a nie biały domek z marzeń, to zasadzki i pogonie, dyktowane sytuacje, a nie jakieś zabawy w kolorową demokrację, to walka postu z karnawałem, to gubienie innych bez jednego strzału, to bezsilność w obliczu wszelkich kracji, to bezbronność jednostki w gangsterskiej aglomeracji, to pójście w zaparte, to opór materii, to strzały do wróbli z armat baterii.
    To nie koncepty, ani fabuła rządzą od zawsze tym światem a kto tego nie chwyta, nigdy nie pojmie, boć tylko jest literatem.

    Pzdr, TJ

  22. zapewne Gospodarzowi chodzi o Mario Pedro Vargas Llosa peruwiańskiego pisarza i publicystę (ur. 28.03.1936), laureata literackiej nagrody Nobla w 2010 r. Studiował prawo, pracował jako dziennikarz, w 1990 roku był kandydatem na prezydenta Peru.

  23. Peru?

  24. Hmm,Peru 🙂 Vargas LLosa…

  25. zgaduje: Peru? bo nie Polska, polscy laureaci Nobla nie kandydowali na prezydenta, poza tym wszystko sie zgadza :)))

  26. Nic dodac, nic ujac. Nawet ci, najglosniej wrzeszczacy na manifestacjach ,,zlodzieje” pod adresem rzadzacych, poniewaz sami nie maja okazji krasc na taka skale, najwyzej cos tam w sklepie, w pracy, czy na saksach… Ale oni uwazaja, ze to nie kradziez, a zlodzieje to ci wyzej… Dopoki sami nie stana sie rzadzacymi i wtedy juz uwazaja, ze nalezy sie, trzeba krasc, bo za 4 lata mozna juz stracic ta szanse wzbogacenia sie. Mimo to nie mozna , jak ci manifestanci, wszystkich przy wladzy osadzac jednakowo, bo nie wszyscy kradna, tylko zwykla ludzka zazdrosc kaze im tak wykrzyczec wlasny brak mozliwosci bogacenia sie na wieksza skale. A Polska? To tylko ,,postaw czerwonego sukna, z ktorego kazdy stara sie urwac jak najwiecej”, niektorym zeby nawet do smierci starczylo, a i dla rodziny przyszlosc zabezpieczyc.

    jest to tak normalne na calym swiecie, jak przyslowie ludowe, ze „zadne grabie nie grabia od siebie”.

  27. Nasz kochany Gospodarz nie wydaje się doceniać potęgi internetu, z dziesięć sekund potrzeba góra żeby na zadane pytanie odpowiedzieć nawet jak się nic o tej sprawie wcześniej nie słyszało.

    P.S. Popędzony przez autora zastanawiam się Hawaje czy Karaiby, Karaiby czy Hawaje?

  28. W ubiegłym roku, media popisywały się wiedzą, że niejaki Mario Vargas Llosa- w 1990 roku omsknął się o prezydenturę Peru… aż wstyd się taką wiadomością w kilka dni po poprzednim, nolowskim dla Llosy roku , chwalić się tą wiedzą.
    Dla mnie ciekawostką jest w dzisiejszym temacie to, że kiedy ktokolwiek z nas – blogowiczów- powie coś w stylu „odkrywczości Czcigodnego Noblisty- to wzbudza tym wyłącznie !!! zniecierpliwienie współtowarzyszy. Jeśli , takie oczywistości o politykach powie nolblista- to wokół tych treści, wytwarza się jaky aura odkrywczości…
    Wniosek- jak najszybciej załapać się na jakiegokolwiek Nobla, nawet na „krechę” jak Obama- wtedy będą nas słuchać…

    Pozdrawiam,Sebastian

  29. Chodzi oczywiście o Peru, a autorem przytoczonych słów jest tegoroczny noblista MVL

  30. Panie Danielu,
    ten „kandydat na prezydenta”, to nie kto inny jak Mario Vargas Llosa.
    „El pez en el aqua” to tytuł oryginału.
    Kandydował (MVL) na prezydenta Peru w 1990 roku.

    Rozbrajający i szczery do bólu rodzaj „wyznania”, bardziej motywowany
    rozczarowaniem niż rzeczywistymi poglądami autora „Rozmowy w
    *Katedrze*”. Teraz ja zadam Panu zagadkę: czy Dostojewski rzeczywiście
    biegał z siekierą, czy też biegali tylko bohaterowie jego powieści?
    Jeśli tak (mowa o Dostojewskim) – to kiedy biegał i z jakim skutkiem?
    Jeśli tylko bohaterowie jego powieści, to jakiej powieści, po co biegali
    z tą siekierą i jaki był efekt końcowy?

    Obie zagadki relatywnie ze wspólnym mianownikiem:
    Co autor „działań” chciał przez to powiedzieć?
    Nie „skwaśniej” nam Pan, przy tych dojrzewających cytrynach!
    Na Majorce?

    Pozdrowionka.

  31. kadett,

    wpis Gospodarza świetnie oddaje problem, który w swoim poprzednim wpisie potraktowałem jako wierzchołek góry lodowej praktyki politycznej na szczytach władzy. Szczególnie mistrzowskim i lapidarnym wydaje mi się drugi akapit wpisu Gospodarza, chociaż i pozostałe są wielce pouczjące.
    Tragedia smoleńska na samym szczycie jest postrzegana jak partia szachów, a szachiści jedynie z dzieł przeczytanych dobrze pamiętają mistrza Niccolo.
    Gdyby do mózgów liderów obu zwalczjących się stron na polskiej scenie politycznej podłączyć czarne skrzynki, to rozwścieczony naród wbrew zasadzie lex retro non agit, powołał by Trybunał Narodowy żeby odprawił egzorcyzmy nad tymi zdemoralizowanymi władcami naszego fatalnego samopoczucia.
    Im wcześniej i więcej na ten temat wiadomo, tym samym zjad nie będzie tak groźny, a może nawet wybuchu uda się uniknąć.

  32. Panie Danielu ja chciałem z zupełniej innej „beczki”. Mam ostatnio trudny okres ale właśnie obejrzałem program Magdy Umer z Agnieszką Osiecką w roli głównej i od razu Pan mi się skojarzył bo ja w moim życiu mam odwrotny problem do Pańskiego.To ja powoduję problemy już Pan będzie wiedział o co mi chodzi.Ostatnio robiłem w związku z Nowym Rokiem mały remanent no i przypomniał mi się KTT. Pana bliski przyjaciel. Pamiętam tą „starą” POLITYKę wielka biało-szara płachta, którą zawsze zaczynało się czytać od końca.Ja zaczynałem od dołu. Najpierw fusy-plusy , Potem KTT czyli Kuchnia Polska no i w końcu deser czyli Pana felieton. No ale nie chcę wyjść na lizusa tylko podkreślić, że polskie dziennikarstwo bez Pana byłoby bardzo ubogie.Nich Pan nie czyta tych wszystkich wpisów na Pana blogu a jak już pan poczuwa się do obowiązku to nich Pan traktuje to z przymrużeniem oka. Co do KTT to nikt już nie napisze lepszego scenariusza do serialu dlatego już przestałem cokolwiek oglądać. Karwowskiego i Maliniaka nie da się przebić.

  33. Drogą eliminacji doszedłem do wniosku, że na pewno nie chodzi o Krzysztofa Vargę, wysoko cenionego przez Gospodarza bloga za oplucie/krytykę (niepotrzebne skreślić) Powstania Warszawskiego. Jest on co prawda z kraju na P, ale nie dostał jeszcze nagrody Nobla i jak dotąd nie kandydował na prezydenta. Cytowany przez Gospodarza monolog mógłby teoretycznie wygłosić Obama, który też kandydował na prezydenta i otrzymał nagrodę Nobla za fikcję literacką, ale w spisie opublikowanych przez niego książek niestety brakuje pozycji pod tytułem „Jak ryba w wodzie”. W ten sposób wyeliminowałem jeszcze kilka innych osób, sprawa zaczynała wyglądać beznadziejnie, w końcu w odruchu desperacji sprawdziłem ile jest krajów na P. Okazało się, że jest ich aż osiem i to w zasadzie zadało ostateczny cios mej ambicji, by dostarczyć rozwiązania zadanej nam przez Gospodarza zagadki – wiedziałem, że sporządzenie listy noblistów każdego z tych krajów i ustalenie który z nagrodzonych pisał o rybach jest ponad moje siły. Chcąc udzielić odpowiedzi, mogłem jedynie strzelać, ale obawa przed kompromitacją i inny jeszcze wzgląd nie pozwoliły mi na to.

    Ów inny wzgląd polegał na tym, że znam przypadki, kiedy takie niewinne strzały stwarzały zagrożenie dla życia. Podam tylko jeden przykład, media o tym milczą, ale słyszałem, że na ostatnim przyjęciu noworocznym w Belwederze, gdy goście się już odpowiednio wyluzowali, ktoś zaproponował Zgaduj Zgadulę. Reguły były proste: wodzirej losował ze stosu zaproszeń nazwiska, a wylosowany miał prawo postawić dowolnie wybranej przez siebie osobie pytanie z zakresu literatury polskiej. Wszystko szło gładko, co rusz po trafnych odpowiedziach rozbrzmiewały miłe oklaski, aż tu nagle rozległ się charakterystyczny baryton prezydenta: – No bardzo ładnie, ale nie rozumiem, dlaczego ja jestem wciąż pomijany. – Na takie dictum wodzirej zaczął znowu losować nazwiska, jednak każdy z wylosowanych wykręcał się dyplomatycznie od stawiania pytań, podając dziecinne powody, a to że żadne pytanie akurat nie chce mu przyjść do głowy, a to że on nie jest za mocny w polskiej literaturze. Po czwartym delikwencie znany z czarujących wpadek prezydent stracił ciepliwość i zwracając się wprost do premiera przerwał impas:

    – Panie premierze, my dwaj co prawda mamy ostatnio na pieńku, ale przynajmniej niech pan nie zepsuje nam zabawy. Proszę, śmiało!

    Co było robić. Premier podniósł się z krzesła i nadrabiając miną, powiedział dowcipnie:

    – No dobrze, panie prezydencie, ale ostrzegam, że pytanie będzie trudne.

    – Choćby najtrudniejsze! – wykrzyknął prezydent, ocierając z wąsów resztki staropolskiego bigosu.

    Zapadła cisza jak makiem zasiał, wśród której rozległ się drżący trochę od skrytej obawy głos premiera:

    – Kto jest autorem książki pod tytułem „Pan Tadeusz Wołodyjowski”?

    Prezydent rozejrzał się, jakby biorąc wszystkich na świadków naiwnej chęci premiera ułatwienia mu zadania.

    – Będę strzelał – oświadczył ironicznie. – Adam Sienkiewicz.

    Rozległy się burzliwe oklaski. Wszyscy odetchnęli z ulgą, że tym razem obyło się bez prezydenckiej gafy.

    Niestety, gdy parę dni później na prywatnym obiedzie słuchałem relacji z tego zdarzenia, dwie z obecnych przy stole osób zadławiły się ze śmiechu i trzeba było do nich wzywać pogotowie. Nie wiem wprawdzie, co je tak prawie na śmierć rozbawiło, ale sam ani myślę strzelać i narażać współblogowiczów, a tym bardziej Gospodarza, na podobny los.

  34. Znowu zagadka. Nie dosc to bylo „zagadki smolenskiej”?

    Ryba (2011-01-07 o godz. 17:48)

    **Ortequ (drogi mój laureacie niodebranej nagrody)…Wiedziałem od razu (czego nie dostrzegł Pan Premier), że to jemu groźi za tą katastrofę śmiertelne niebezpieczęstwo polityczne…Gdy Premierowi, na dodatek, dorzucą odpowiedzialność za inne katastrofy spowodowane (no nie, nie użyję tego słowa) chaosem organizacyjnym, to może być krucho. Jak wiesz nasz wymiar sprawiedliwości wiele potrafi, a w związku z tym może się trafić nawet areszcik wydobywczy. Co wtedy będzie z kopaną, no co?**

    Rybenko uwazajemyj wielce! Czy mowimy o Malzonce Szefa w krotkich spodenkach? Bo i ogrodek i pies sa rodzaju meskiego…

    Wydobywczy natomiast ostatni raz byl podobno probowany na osobie dr. G. Z wiadomym skutkiem. A zatem, nawet gdyby Genialny wygral wybory w tym roku, i nawet jakby Ziobera znowu zrobil Najwyzszym Szeryfem swojej IV Republiki – czy pamietasz, ze oglosil sie on Republikaninem jakis czas temu? – to wydobywcze areszty moga nie wrocic. Chociazby tylko ze wzglegow praktycznych.

    Z reszta twoich wywodow pelna zgoda, ale z jednego, jedynego powodu: podobuje mi sie twoj sposob ujmowania problemow, przy zastosowaniu klawiatury komputerowej. Ile ludzkosc wirtualna by stracila jakbysmy musieli zyc z tym, ze ryby glosu nie maja.

    Pozdrowienia sle.

    PS. Adres do przeslania nagrody juz ci kiedys podawalem, nie? Wciaz czekam na przesylke pod choinke. Choinka juz co prawda wyniesiona za stodole, ale nic to. Książka Jerzego Illga “Mój znak” bedzie tam akurat jak znalazl. Do poczytania za dnia.

  35. Powiedz że Polak czegoś nie wie
    popatrzcie jaka kolejka do odpowiedzi i jaki procent trafnych.
    Przy okazji można było zapoznać nowych lub wracających.
    Ukłony

  36. To ten, który napisał „Pantaleona i wizytanki”. Istotnie, polityka to beznadziejnie cyniczna gra. Niektórzy marzyciele szybko przekonują się, że utopie to platońskie mrzonki, a dystopie, owszem, są jak najbardziej realne i chroniczne. Polecam wizję polityczną świata poprzez okulary amerykańskiego historyka: http://www.cbsnews.com/stories/2010/12/05/opinion/main7121029.shtml?tag=contentMain;contentBody

  37. Ciekaw jestem, ale bez przesady, jak dlugo jeszcze nasi wspoltowarzysze niedoli blogowej beda „zgadywali” odpowiedz na zagadke.

    I wpis i dotychczasowe posty – nad poziomy! Wiadomo, sezon dojrzewajacych cytryn. Pora kiszenia ogorka wydaje sie byc o wiele bardziej stymulujaca..

  38. Przenosze z poprzedniego wpisu Gospodarza.

    aqa (2011-01-07 o godz. 18:31)
    **@Ortequ, a więc boczysz się na Szostkiewicza ! Ach, szkoda – zachęcam się, żebyś się już odboczył.
    PS. wybacz jeszcze banał blondynce, Drogi Ortequ – nie warto wyrokować w oparciu o szczegół…Nie warto zaraz skreślać z powodu błahostki… Redaktor powedział przecież truizm (a i ty żeś nie zabłysnął).

    No, jak bocze! Ja tylko nie mam czasu i na pisanie i na tlumaczenie z polskiego na wolskie swoich pierdol. A tak by musialo u p. Adasia byc. Bo on, poczciwina rodem z TP, bralby je na szczene jak najpowazniej. Przykro mi niepomiernie, ale takie smutackie wrazenie sprawil. Komplementy mu przyjemniejsze niz pierdoly! A mnie akurat komplementy przez klawiature nie przechodza.

    Przepraszam za niezablysniecie.

  39. A Malosolny zaciera lapki !

    Teraz sie im dostanie ! Smolensk – male piwo. Sierotki na dworcach marzna na smierc, raczki i nozki jem sie lamia w oknach, a Grabarczyk dostaje w Sejmie roze ! Prezio Malosolny i jego fagas Plaszczak nie mogli sie nawet spodziewac takiego prezentu. Spodziewali sie, ze Kolej sie rypnie zima, ale nie spodziewali sie, nawet w najskrytszych marzeniach, ze Premier wezmie ten strzal „na klate”. Amunicje Koguta z TOK FM rozloza sobie starannie i zaczna jezdzic po Platformie. Oni, Pisiaki, oczywiscie za ludem pracujacym a Platforma za burzujami w samochodach, na „wacie”…. Ta biedna Schetyna tak sie zasromoci, ze przestanie za pilka latac po pustym Palacu. W sukurs Preziowi odnowia sie dewotki i wydrzymordy sprzed Palacu. Statystyki i statystyczki im szybko wylicza ile to zlamanych nog bylo na peronach, ile poronien, zakaznego zamarzniecia gluta w nosie i innych nieszczesc wbrew prawom czlowieka i co najwazniejsze -Demokracji. Najgorsze lachy beda sobie teraz bezkarnie morde wycierac i polska Demokracja, i Unia, i prawami czlowieka, i parytetem (bo bab wypychali z wagonu i same lezli), i alkoholizmem. Bo przecie, jak by Tusk z Grabarczykiem trzezwe byli, to by oba nie przedefilowali na Wiejskiej z golo dupo. PISowi znowu stoi, a Placformie lezy – bez dwoch zdan !

  40. Co on będzie robił tam, gdzie cytryna dojrzewa? – zastanawiam się o celu wyjazdu Redaktora Gospodarza, jeździł będzie na stoku, czy może porównywał Polnische Wirtschaft z Italianische Wirtschaft? Bo z Peruanische W. już porównał w znacznym stopniu.

    Czytam sobie wreszcie „Rybę w wodzie”, od razu wciągnął mnie rozdział XV – o Cioci Julii zwanej Julitą, żadne fikcje literackie, lecz same gołe fakty. Nie wiem czy wogóle zajrzę do rozdziałów zawierających uwagi Vargasa na tematy polityczne. Zupełnie mnie tam nie ciągnie, bo co mi przyjdzie z tego, że się dowiem, iż publiczna persona, od której ma niejako tak wiele zależeć, tak mało uwagi poświęca zarządzaniu nawą, alowiem manewry i podjazdy, intrygi i paranoje zabierają jej większość czasu i uwagi. Toż to banał, szczególnie w odniesieniu do krajów na literę P. Polska widać jest podobna do Ameryki Łacińskiej. Pewien poseł UP ostrzegał był przed tym, aby Polska nią się nie stała. Ale przecież ona już była taka od wieków, i to bez hiszpańskich podbojów. Ona miała 32 lata, on ledwo dziewiętnaście, on się w niej zakochał bez granic, ona nie miała takiego zamiaru, na kolejnej wycieczce do kina usiedli w ostatnim rzędzie i całowali się od pierwszej do ostatniej klatki filmu … wracam do lektury najciekawszego rozdziału. Jeszcze tylko jedna uwaga. Gdyby się jednak zadrzyło, że przeczytam przemyślenia Vargasa o politykach, to jestem pewien, że znajdę w nich spostrzeżenie, iż polityk to ktoś taki, kto nie spełnił się w innych dziedzinach, a już w szczególności w relacjach damsko-męskich. Albo że polityka to kulminacja wszystkich najważniejszych, odwiecznych umiejętności ludzkich, przede wszystkim łowieckich.

  41. W Peru, czyli… wszędzie

  42. Mario Vargas Llosa, obviamente! 😉

  43. Palau

  44. Ot i zagwozdka! Ale spróbuję rozgryźć. Podejrzewam, że to może być jakiś pisarz współczesny, ponieważ demokracja typu ateńskiego najwyraźniej jest dla niego odległą w czasie utopią. Wskazówką jest ta woda, jednak nie będzie z Boliwii, gdyż tam demokracja pięknie zaistniała jakiś czas temu w praktyce, jak ludzie nieźle się wku…rzyli, wyszli na ulicę i stanowili prawo w zgromadzeniu powszechnym wtedy, gdy ukradziono im już kompletnie wszystko w „prywatyzacji”, a Bank Światowy, w imieniu globalnej firmy Bechtel, zażądał na koniec prywatyzacji boliwijskiej wody pitnej. Bechtel zadziałał wzorcowo, sprywatyzował im wodę rach ciach, włącznie z tą padającą z nieba, z deszczówką. Boliwijczycy nie poznali się jednak na tym neoliberalnym dobrodziejstwie i przypędzili Bechtelowców, najpewniej tam, gdzie pieprz rośnie (to wart uwagi precedens).

    Poza tym Boliwia nie jest na P, co wyklucza także Włochy, choć Iksowi bliskie wydaje się stanowisko Machiavellego odnośnie wzorca polityka, zalegającego teraz gdzieś koło metra i kilograma, w Sèvres. Z Wenezueli także nie będzie, bo i tam demokracja sprawdza się ostatnimi laty, mimo intryg oraz prowokacji „świata cywilizowanego”. Iran chyba też nie, bowiem procedury demokratyczne działają tam lepiej, niż gdziekolwiek indziej. Może to Białorusin? Ee, chyba nie, na Białorusi demokracja jak byk, ludzie decydują, kto ma nimi rządzić, co nie wszystkim za granicą się zresztą podoba, a już szczególnie tym, co to gęby i tylko gęby mają pełne wolności demokracji.

    Stawiam na Amerykę Łacińską. Brazylia? Kurza noga! Socjalizm i demokracja przeszkadza. Urugwaj? No nie, tam też socjalista rządzi, a na dodatek to kraj, za przeproszeniem katolicki. Kolumbia może? Roman Polański film kiedyś o niej zrobił, z samym Gandhim (Benem Kingsleyem) „Śmierć i Dziewczyna”, z piękną muzyką Szuberta. Bardzo dobry. Kolumbia to nie demokracja, kreatur dostatek, bo ja wiem? A może Chile? Za Pinocheta być może, ale teraz?

    Dobra, zaryzykuję: Pizrael?

  45. Panie Redaktorze Passent.
    Niech Pan wypoczywa i nie zapomni wracając trochę Słońca z tej Italii przywieźć, bo mnie to już się ta zima znudziła.
    Pozdrawiam, Nemer

  46. Sebastian pisze:

    2011-01-08 o godz. 21:19

    Szanowny Panie Sebastianie

    Wiara w slowo przepisane przez redaktora Passenta zarazila. Zaowocowala cytryna (ang. lemon) reukujac tradycje demokratyczna do rzymskokatolickiej doktryny. Eksperci od demokracji wypowiedzieli sie na blogu. Slowo cialem sie stalo. Absolut zostal odnaleziony.

    Slawomirski

  47. Ryba pisze:

    2011-01-08 o godz. 21:54

    Szanowny Panie Ryba

    To Pan jest odpowiedzialny za swoje samopoczucie. Jesli oferty kosciola rzymskokatolickiego Panu nie odpowiadaja jest wiele innych do wyboru.
    Czasami sie zyc nie chce ale jest to przejsciowe uczucie w drodze do gwiazd. Przypisywanie politykom wielkiego wplywu na zycie obywatela jest pozostaloscia systemow totalitarnych. Zauwazylem ze egzorcyzmy sa odprawiane tutaj na blogu nad osoba nijakiego Jaruzelskiego. To tak a propos zdemoralizowanych ludzi.

    Slawomirski

  48. jacekjjk pisze:

    2011-01-08 o godz. 22:08

    Szanowny milosniku komunistycznej Polityki

    Czy pamietasz perwersje drukowania Polityki na bardzo sztywnym papierze?

    Slawomirski

  49. TJ pisze:

    2011-01-08 o godz. 20:16

    Wysmiewanie demokracji przez neofitow demokracji nie jest smieszne.

    Slawomirski

  50. Henry Rackham pisze:

    2011-01-08 o godz. 20:13

    „Pan jako jeden z nielicznych uświadamia mi, ze nie zwariowałem”

    Przestrzegam przed szukaniem porad medycznych na tym blogu.

    Slawomirski

  51. Zagadka za zagadke

    Ilu TW miala „Polityka” Rakowskiego?

    P.S.
    Nie znam odpowiedzi prosze pytac wiedzacych.

    Slawomirski

  52. (Kiedy ci PT. Moderatorstwo spac chodza?) Zaskakakuja oni mnie swoimi godzinami pracy. Niemniej, dzxiekuje za ich oddanie tej profesji)

    Jeszcze slow kilka @aqa (2011-01-07 o godz. 18:31) re. Orteq pisze: 2011-01-06 o godz. 22:03

    Jakby ktos przeoczyl moje wczesniejsze doniesienie w temacie nie zagladania na blog Adama Szostkiewicza.

    Zlozylem, niedawno temu, wizyte w redakcji „Polityki” nie po to, zeby sie zachwycic winda, i w ogole architektura imponujacego budynku tego, z prawdziwego zdarzenia POLSKIEGO koncernu prasowego. Ja tam bylem PO NAUKI!

    Z panem Adamem Szostkiewiczem spotkalem sie, przy windzie, bardziej kulturowo niz naukowo. Najpierw jednak bylo spotkanie z kierownikiem dzialu nauki „Polityki”, p. Andrzejem Gorzymem. Spotkanie jak najbardziej mile, ale przede wszystkim iluminujace. I to pod obydwoma w/w wzgledami. Glownie dlatego, ze malzonka nizej podpisanego to tez naukowiec. Wiec znalezli temat. Jak to w zyciu (ale nie w rzyci!) bywa. Rozroznienie tych dwoch wzgledow jest tu dosc wazne. A nie wszyscy zwracaja na to uwage.

    Z p. Adasiem bylo, nie powiem, tez milo. Nawet jego uwaga o preferencji komplementow, zamiast krytyki autora blogu przez nie zawsze lagodnych blogowiczow, nie byla zbyt zniechecajaca. Dawalo sie jednak wyczuc tzw. tight ass thinking, wynikajace z wiary, ze wiecej sie osiagnie po zgodzie niz po zlosci. Ta wiara, moim zdaniem, nie za bardzo przystaje do blogow politycznych. Jesli jednak sie okaze, ze jestem w bledzie, to momentalnie sie sumituje. I odszczekuje wszystko, co jest do odszczekania. Aqa chyba zrozumie.

    Ze swej strony obiecuje, ze jak czas znajde to zajrze na blog p. Adama. Widze bowiem, ze sa tam bywalcy, z ktorymi mogloby mi byc po drodze. Albo – jeszcze lepiej! – niekoniecznie.

  53. Rozwazania dywagujace.

    Nie przepuszczanie komplementow dla autorow blogow przez orteqowa klawiature musi byc wynikiem jakiegos szlabanu. Tym razem musi to byc szlaban skuteczniejszy niz ten, ktory pan minister Kuczynski zalozyl na Orteqa na swoim blogu. Od „skutecznych” szlabanow p. Kuczynski mial byc specjalista, jesli wierzyc doniesieniu na tym tutaj blogu niejakiej ANCA_NELA panci. Ona wie wszystko, i to nie tylko we Wroclawiu.

    Ow szlaban chyba nie jest zbyt szczelny czy skuteczny. Jako ze Orteqowy komentarz tam sie jednak ukazal ostatnio. Ale tylko jeden jedyny raz! Na nastepne pojawienie sie na blogu W. Kuczynskiego Orteq najwyrazniej nie ma zbytniej ani ochoty ani (watpliwej) ambicji.

    Szlaban narzucony na orteqowa komplemetarnosc wobec autorow blogow jest o wiele szczelniejszy niz ten panaministrowy. Bo to jest szlaban przez samego Orteqa wymyslony. Stuprocentowa szczelnosc gwarantowana. Ministrowie zas, szczegolnie byli, jesli cos gwarantuja, to tylko – brak gwarancji. Na tym polega ich (watpliwy) urok. Mam nie gasnaca nadzieje, ze aqa zrozumie te moje niekoniecznie iluminujace dywagacje.

    Happy New Year, everybody! Zostalo tylko 357 dni tego juz „Old” Year. Jak dozyjemy, to znowu – zacelebrujemy!

  54. To nie jest Peru ani Portugalia,ani tez Polska,ten kraj na P to Paranoja.

  55. Kleofas (2011-01-08 o godz. 22:54)
    **A Malosolny zaciera lapki!…Premier wezmie ten strzal “na klate.**

    Ty, Kleofas. Czy wszyscy ciebie kochajom tak jak ja ciebie kochom? Jestes niepowtarzalny. Cytacik: Bo przecie, jak by Tusk z Grabarczykiem trzezwe byli, to by oba nie przedefilowali na Wiejskiej z golo dupo. PISowi znowu stoi, a Placformie lezy – bez dwoch zdan !**

    Jeszcze Polska nie zginela. A ty, Kleofasie, zaopatrz sie w nowiejszy zaslob slow. Czas.

  56. Znam

    Idą i płaczą, wieńce składają,
    Należne hołdy jemu oddają,
    Włosy rwą z głowy i drą swe szaty
    I wciąż pytają, gdzie jego katy.

    Czysty debilizm, polska głupota,
    Która już chyba każdego mota.
    Macki swe wszędzie rozciąga ona.
    Zginie zapewne, gdy naród skona!

  57. @ Sebastian- 21,19

    Brawo. Niejeden blog wnosi więcej niż przemyślenia i wypowiedzi Noblistów :-). Tylko, że jest to rozproszone i uchodzi uwadze.

  58. Ha! Vargas napisał parę mądrych słów, a my? My nadal tkwimy w naszym zaścianku odporni na wiedzę, bo po co nam ona, gdy wiemy wszystko lepiej. Najlepiej – oczywiście – wiedzą wierni Prezesa, zaraz po nich zwolennicy „panu Tusku” oraz tzw. „lewicy”, która – wbrew twierdzeniom Gospodarza – ma tyle wspólnego z prawdziwą lewicą co margaryna z masłem. I tu zupełnie nie na temat, ale w nawiązaniu do ostatniego słowa. Masło, o ile ktoś jeszcze pamięta, to tłuszcz z mleka krowiego, ubijany w maselnicy. Ja takie masło jadałem jako dziecko i chciałbym go jeszcze spróbować z „wiejskim” chlebem pieczonym na liściach łopianu… Chciałbym też, ale to pewnie mżonka, posmakować tego, co było kiedyś mym specjałem o nazwie „Baton Krymski”. Eh…

  59. Orteq 7.09

    Dziekuje. Kwiaty i prezenty przyjmuje w niedziele od 8.00 AM do 21.00 PM. Adres: kleofas.blogspot.com
    Z powazaniem.Kleofas.

  60. 2011-01-09 o godz. 05:45
    TJ pisze:

    2011-01-08 o godz. 20:16

    „Wysmiewanie demokracji przez neofitow demokracji nie jest smieszne.”

    Slawomirski

    Zasadniczy Autorze, licentia poetica – mówi to Ci coś?

    To miało być śmieszne, przykro, że zawiodłem Ciebie.

    Nawiasem mówiąc zbyt gorliwie praktykujesz absolut a rebours.

    Pzdr, TJ

  61. Orteq pisze:

    2011-01-09 o godz. 06:41
    Orteq pisze:

    2011-01-09 o godz. 06:41
    Rozwazania dywagujace.

    „Nie przepuszczanie komplementow dla autorow blogow przez orteqowa klawiature musi byc wynikiem jakiegos szlabanu. Tym razem musi to byc szlaban skuteczniejszy niz ten, ktory pan minister Kuczynski zalozyl na Orteqa na swoim blogu. Od “skutecznych” szlabanow p. Kuczynski mial byc specjalista,”
    itd.

    Mój komentarz

    Autor zabiera po raz n-ty blogowiczów na wycieczkę w okolice fortecy Kuczyński.
    Autorze, głowa do góry, nie jedna twierdza do zdobycia pozostała. Od pretensji blog gorzknieje.

    Pzdr, TJ

  62. Panie Sławomirski nie wiem czy w latach 80-tych potrafił już Pan czytać. Jeśli tak to i tak nic Pan nie rozumiał. Ale wyrazy szacunku, że Pan przeczytałeś mój komentarz. Pozdrawiam no i Trzymaj się Pan ciepło bo zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Cześć

  63. Mam akurat trochę czasu no to sobie pozwolę na pewne refleksje. Panie Danielu pamiętam pana felieton to było gdzieś w 1987. Zawarł w nim Pan swoje refleksje po tym jak Pan spędził ferie zimowo-narciarskie w Bułgarii. Młodsi czytelnicy Polityki czy tego blogu nie mogą tego pamiętać a warto byłoby to przypomnieć. Mrożek czy Haszek by tego nie wymyślili.Ja podzielę się własnymi doświadczeniami. mam nadzieję że nikogo specjalnie nie zbulwersuję. Jechaliśmy z moim bratem i jego żoną do Turcji w sierpniu 1987.
    Gdy jechaliśmy do Turcji to w Bułgarii było trzy dni świąt państwowych i wszystko było zamknięte. Gdy po dziesięciu dniach wracaliśmy to znowu wypadało jakieś święto i znów wszystko było zamknięte. Ale my w dobrej wierze zatrzymaliśmy się w jakimś mieście żeby coś zjeść w restauracji. Ale tam obowiązywała przerwa obiadowa dla personelu. ja głodny zacząłem stukać na szybę a w końcu spojrzałem przez nią chociaż nie była myta przynajmniej kilka lat. To co zobaczyłem przeszło moje wyobrażenie bo myślałem że takie rzeczy to tylko w kinie.Na jednym stole zabawial się zintegrowany personel- mówię o relacjach damsko-męskich ale bardziej zbulwersował mnie widok kota ,który siedział na sąsiednim stole i spożywał niedojedzone resztki. Pozdrawiam

  64. Z dużym sentymentem wspominam innego „doszłego” prezydenta, pisarza, ale bez nagrody Nobla. Kogo mam na myśli – koteczki – i jaki kraj?

  65. Sporo tu można przeczytać dobrego o senatorze Kogucie. Cóż to za znakomity znawca i analityk w sprawach PKP!
    A kto sobie przypomni jego wcześniejszą działalność i gromkie wypowiedzi?
    Kiedy szefował największej strukturze związkowej na PKP 😎
    Stara zasada wciąż aktualna; punkt widzenia zależy od… i t.d.

  66. Biada plemieniu i jego szamanom, którzy z Dnia Narodowego Żebractwa uczynili powód do narodowej dumy, chwały, śpiewów, tańców i światełkowej radości. Biada plemieniu, który przekonuje najmłodszych swych członków, że nie codzienny znój i trud, ale pospolite ruszenie żebractwa jest przejawem niemalże najwznioślej rozumianego poczucia patriotyzmu jako wspólnoty żebraczej.

  67. Ówże laureat nagrody Nobla naśladowcą naszego Ryszarda Kapuścińskiego?
    Ja nie mogię, ale kino.

  68. @jacekjjk pisze:
    2011-01-08 o godz. 22:08

    Ten komentarz przypomniał mi wspaniałego felietonistę KTT. Przyznaję ze wstydem, że nie czytałem praktycznie czasopisma Polityka z powodu pewnego braku psychicznego, który mnie wykluczył z grona tej grupy wykształciuchów, którzy byli „za i przeciw”, tzn. członków PZPR , którzy chcieli na ustalonej bazie systemu PRL uzdrowić partię „od dołu”. Proszę nie mieć tu brzydkich skojarzeń anatomicznych – nikt nie chciał się dobrać Partii do d…, chodziło tylko o próbę usunięcia zbyt jaskrawych nieprawidłowości, a przez „doły” rozumiem tych kilka milionów członków, których podstawowym obowiązkiem było popierać i płacić składki, pozostawiając spijanie miodu władzy wybranym wybrańcom. W okresie wybuchu Solidarności tworzono tzw. struktury poziome, ogólnopolskie kontakty członków partii bez pośrednictwa „wierchowki”, uznane przez KC za groźne i tępione ciągoty „maluczkich”. Moi koledzy (zarówno partyjni jak i karły reakcji) czytywali systematycznie Politykę i szukali podtekstów, wskazujących na możliwość uzdrowienia sytuacji – bez przewrotu. Nie wiem, jak oceniali Passenta, Rakowskiego czy KTT, ja tylko zachwycałem się felietonami KTT „Litość i trwoga” w czasopiśmie satyrycznym (Szpilki?). Mój brak zainteresowania Polityką i polityką miał korzenie w mojej głębokiej wierze, że nie ma szans na jakiekolwiek uzdrawianie i nakaz wewnętrzny, przekazany mi przez ojca, aby nigdy nie zbliżać się do żadnej władzy. Mawiał zawsze: „Gehe nicht zum Fürst, wenn Du nicht gerufen wirst”. Wiedział o czym mówi, bo miał zawsze kłopoty z lokalnym księciem (Hohenlohe ze Sławięcic), gdyż z nim załatwiał sprawy służbowe w imieniu obywateli wioski jako jej naczelnik. Ja wyznawałem zawsze w/w zasadę, nawet doprowadziłem realizację do perfekcji. Unikałem nawet przyjaciół u władzy, co mi często miano za złe i wypomniano – ale ja swoje wiedziałem! Najzabawniejszym elementem w tej materii była propozycja prawdziwego komunisty, abym wstąpił do partii i próbował uzdrowić ją z nim od wewnątrz. Ja nie wstąpiłem, on walczył w pojedynkę – i poległ! Został nie tylko wyrzucony z partii, ale też z pracy w uczelni. Odważył się nieoficjalnie narzekać na podwójną moralność swego drugiego przyjaciela, który oficjalnie walczył z klerykalizmem u towarzyszy, a sam po cichu dzieci posłał do pierwszej komunii na wieś. Uznano to za oficjalny donos na kryształowego towarzysza (rektora), ten się wyparł, ksiądz też, dzieci nikt nie pytał i choć kolega „jadł, pił i coś tam, coś tam palił…” na przyjęciu, został usunięty z ‚”szeregów” przewodniej siły. Stanowisko w uczelni stracił, bo postawił na zebraniu partyjnym niewłaściwe pytanie, zresztą mądre i uzasadnione.
    Prób uzdrowienia od wewnątrz przez młodych, gniewnych członków PZPR było więcej. Bardzo dobrze oddaje to przykład człowieka, który zrobił karierę na takiej działalności kontestacyjnej, ale oczywiście „z miłości do partii”. Walczył jako adiunkt (st. asystent?) o mieszkania dla asystentów i adiunktów, krytykując niemoc partii w tej dziedzinie socjalnej do momentu, w którym jemu przydzielono mieszkanie. Stracił wtedy kompletnie zainteresowanie „grupą działania”, którą powołał do życia, zupełnie tak ja inny student organizujący mistrzostwa ping-ponga, a gdy go wyrzuciłem z grupy walczących o pierwsze miejsce (uczciwie) skończył się turniej, bo organizator znikł.
    Partyjny adiunkt zrobił piękną karierę profesorską i długo rządził uczelnią mimo zmian ustrojowych, był bowiem niezwykle „flexible”. Nazwiska nie muszę podawać, Google je zna bardzo dobrze.
    Rozpisałem się za bardzo. Osobiście nie znałem Passenta i wiele nie czytałem, widziałem go głównie w TV, już o tym pisałem, ale wieść o odejściu „błogosławionej pamięci” KTT bardzo mnie zasmuciła, wysoko ceniłem jego pomysły, z których przypomnę jeden: Skończyć z „wieczną” wdzięcznością (do grobowej deski) za byle jaką przysługę – ustalić termin zakończenia, zależny od wartości przysługi. W kręgu kolegów realizowaliśmy ten postulat, zawsze podając do wiadomości, jak długo będzie ktoś wdzięczny, np. za pożyczenie dychy (aż do kolejnej pożyczki!?).

  69. TJ (2011-01-09 o godz. 10:46)

    **Autor zabiera po raz n-ty blogowiczów na wycieczkę w okolice fortecy Kuczyński. Autorze, głowa do góry, nie jedna twierdza do zdobycia pozostała. Od pretensji blog gorzknieje.**

    Wiesz, Tejocie, ty chyba posiadasz slusznego. Te moje pierdoly mozna rzeczywiscie odbierac jako pretensje. Nie wiem jakie i o co, ale chyba jednak jako pretensje. Wiec ja, niniejszym, wycofuje wszystkie bez wyjatku dotychczasowe pierdoly swoje. Na tym, i na jeszcze innych scierniskach.

    Od dzisiaj bede pisal pisal tylko i wylacznie odtychczasowe pierdoly. Tez pewnie beda pretensjami jakimis, ale beda to pretensje juz calkiem inne. Czego, oczywiscie, absolutnie nie gwarantuje.

  70. kadett,

    biada doroslemu czlowiekowi, ktory nic nie rozumie z otaczajacego go swiata. A takie wrazenie mozna odniesc czytajac Twoj biadolacy wpis.

    Daj 5 zl, wiez serduszko, i strzel sobie lufe na poprawe humoru 😉

  71. Kleofas wspomina ciepło, a nawet z podziwem za profesjonalność jakiegoś Koguta, piejącego w radiu TOKFM na temat PKP. Inni blogowicze pamiętają tego „kogucika” z niezbyt chlubnej działalności związkowej w PKP. Ja nie znam ani jego, ani jego genialnych idei poprawiania sytuacji w rozpieprzonych na dziesiątki rakowatych tworów PKP. Zgadzam się z opinią wielu znawców, że takie rozczłonkowanie odpowiedzialności było kretyńskie i jego głównym celem są świetne fuchy prezesowe dla kolesiów. Czasem da się koło historii zatrzymać lub nawet kręcić do tyłu, choć rzadko da się to zrobić. Po ostatecznym upadku tych spółek może nastąpi okres normalności, jeśli rząd sprzeda prawo do użytkowania torów i budynków znanej firmie DB, która spogląda już jednym okiem na dalszy wschód po wchłonięciu DRB z dawnego DDR’u. Sprzedaż PKP i lasów państwowych ogołoci naród kompletnie, ale jak w Titanic’u, nie tyle z orkiestrą, ale w czystych „haźlach” pojedziemy w siną dal. Nie wiem dokąd nas wyrzucą nowi właściciele Polski po bankructwie państwa, oby tylko tam gdzie ciepło i zielono – marzę o Toskanii, może być w rejonie Chianti, zawsze mi smakowało tamtejsze wino.
    Zanim do tego dojdzie można sobie trochę ponarzekać. Jako niefachowiec, ale użytkownik kolei przez długie lata mam oczywiście zdanie na temat nieprawidłowości, tam występujących. Z morza problemów poruszę tylko jeden aspekt: Złodziejstwo w pociągach. Jest to zjawisko powszechne i nie tylko rodzime. U nas działały i działają całe gangi w sposób perfidny. Nie chodzi mi tu o drobiazgi typu: „Co oznacza skrót PKP”? -płać konduktorowi połowę! To miało i ma zastosowanie, ale nie będę rzucał kamyczków z wiadomego powodu – byłoby mi wstyd! Gangi w pociągach dalekobieżnych, szczególnie międzynarodowych działają nowocześnie i w oparciu o prawa psychologii. Moja żona padła ofiarą takiego gangu. Przy wysiadaniu z wagonu w Opolu nagle powstał ścisk podróżnych wokół niej. Ona ratowała dziecko przed stratowaniem i wysiadła (bez dokumentów, pieniędzy i książeczki PKO, gdzie były wszystkie nasze oszczędności). Po kilkugodzinnym przesłuchaniu na posterunku dworcowym MO (pisanie jednym palcem długiego protokołu) poszliśmy do domu i ze strachem czekaliśmy, czy uprzejmy złodziej wyczyści nam konto czy nie. Po odczekaniu karencji kupiliśmy za nieutracone pieniądze drogi aparat telewizyjny, kolorowy Rubin produkcji radzieckiej, a po kilku miesiącach prokurator uprzejmie poinformował o umorzeniu śledztwa. Gorzej szło bratankowi, dyżurnemu z bezpłatnymi biletami w ramach Europy. Wybrał się z rodziną do RFN, nazbierał „dóbr” i pieniędzy od krewnych i znajomych i wracając zajął cały przedział (w piątkę), zamknął drzwi i spokojnie usnął. Budzi się na granicy NRD z Polską (paszporty) i stwierdza, że dóbr i pieniędzy nie ma, nawet dziecku zerwano łańcuszek komunijny z szyi, a córka ma objawy silnego zatrucia. Fachowcy wpuścili gaz do przedziału i zrobili swoje. Nie wiemy czy to nasi czy sąsiedzi.

  72. Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że zasadnicza część dzisiejszego wpisu miała się zawierać w cudzysłowie, podczas gdy dwa akapiciki na początku i na końcu to tylko takie miłe ele-mele-dudki dla milusińskich blogowiczów. Piszę w trybie warunkowym „miała się zawierać”, bo podobnie jak Sebastian uważam, że ta banalna w swej treści garść cytatów awansowała do rangi złotych myśli głównie z poręki komitetu noblowskiego. A przecież napisane jest w piśmie świętym: Cudze chwalicie, swego nie znacie. Jestem zdania, że te same myśli w znacznie atrakcyjniejszej formie wyłożył nasz rodzimy autor. Imię jego dla nikogo nie jest zagadką. Głos ma Tadeusz Dołęga Mostowicz, pisarz z kraju na literę P:

    „- Wielki człowiek – zaakcentował wojewoda. Nagle z kąta rozległ się długi, skrzeczący śmiech.

    Ponimirski dotychczas siedział cicho, a że nikt nań nie zwracał uwagi, nie zauważono jego ironicznej miny. Żorż przysłuchiwał się i wreszcie me wytrzymał. Śmiał się teraz zataczając się na krześle.

    – Z czego się pan śmieje? – obrażonym tonem zapytał wojewoda. Żorż zerwał się, urwał z miejsca śmiech, kilkakrotnie próbował założyć monokl, lecz ręce mu tak się trzęsły, że nie mógł sobie dać z nim rady. Był zdenerwowany i wzburzony do ostatnich granic.

    – Z czego? Nie z czego, moi państwo, tylko z kogo?! Z was się śmieję, z was! Z całego społeczeństwa, z wszystkich kochanych rodaków!

    – Panie!…

    – Milczeć – wrzasnął Ponimirski i jego blada twarzyczka chorowitego dziecka zrobiła się czerwona z wściekłości. – Milczeć! Sapristi! Z was się śmieję! Z was! Elita! Cha, cha, cha… Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, wasz Nikodem Dyzma to zwykły oszust, co was za nos wodzi, to sprytny łajdak, fałszerz i jednocześnie kompletny kretyn! Idiota, nie mający zielonego pojęcia nie tylko o ekonomii, lecz o ortografii. To cham, bez cienia kindersztuby, bez najmniejszego okrzesania! Przyjrzyjcie się jego mużyckiej gębie i jego prostackim manierom! Skończony tuman, kompletne zero! Daję słowo honoru, że nie tylko w żadnym Oksfordzie nie był, lecz żadnego języka nie zna! Wulgarna figura spod ciemnej gwiazdy, o moralności rzezimieszka. Sapristi! Czy wy tego nie widzicie? Źle powiedziałem, że on was za nos wodzi! To wy sami wwindowaliście to bydlę na piedestał! Wy! Ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych kryteriów. Z was się śmieję, głuptasy! Z was! Motłoch!…

    Nareszcie udało mu się włożyć monokl. Obrzucił wszystkich pogardliwym spojrzeniem i wyszedł trzaskając drzwiami.

    Doktor Litwinek przerażonym i zdumionym wzrokiem przesunął po twarzach obecnych: na każdej był zakłopotany uśmiech, pełen politowania.

    – Co to znaczy? – zapytał. – Kto to ten pan? Pani Przełęska odezwała się:

    – Niech pan wybaczy, panie dyrektorze, to mój siostrzeniec, a szwagier prezesa. Zwykle bywa spokojny… jest niespełna rozumu.

    – To wariat – wyjaśnił wojewoda.

    – Biedny chłopak – westchnęła panna Czarska.

    – Aha – uśmiechnął się doktor Litwinek – no, oczywiście, wariat.”

  73. mag,
    Havla?

  74. I jeżeli śmiejecie się, to śmiejecie się z siebie.

    Gdzie Peru, a gdzie Polska? Jaka tradycja tam i tutaj?
    Czyżbyśmy już wszyscy do końca zbaranieli i pozostało nam się śmiać z samych siebie, a wyjeżdżać do innych krajów, by pobyć w normalności?

    Sa kraje w Europie, gdzie polityk idzie do pierdla, bo nakradł, jak mógł to robić za państwowe pieniądze. Sa kraje, gdzie polityk, politycy kosztem utraty swojej władzy w następnych wyborach, robią wszystko i to przy otwartej kurtynie dysputy społecznej, by temu społeczeństwu pomoc tu i teraz, w kryzysie, ale przede wszystkim w przyszłości.

    I to nie tak, byle było, tylko żeby było.

    Ten kraj to Wielka Brytania. Radze śledzić poczynania ekipy tam rządzącej i porównywać na bieżąco z „dokonaniami” i planami (jeżeli w ogóle jakiekolwiek są) polskiej tuskszczyzny.

    http://inspiracjademokracja.com/2010/12/27/wyspa-w-europie/

  75. Stary Polaku! Co ma Llosa do Kapuścińskiego i dlaczego uważasz, że to „kino”? Jeśli to miał być jakiś twój „skrót myślowy”, to chyba za bardzo skręcony. Oświeć mnie, proszę.
    Salve Antonius! Jestem wzruszona Twoimi wspomnieniami z PRL. Ja też dużo pamiętam, ale Twoje dywagacje sprawadzają się do banałów: byli niepoprawni „uzdrawiacze” socjalizmu w rodzaju Rakowskiego, Passenta, czy KTT. Jakoś tak się złożyło, że Ci ludzie mieli, oprócz inteligencji, dużo rozsądku, rozwagi i odwagi wtedy, gdy odwaga zdecydowanie potaniała. To znaczy odkąd tzw. prawica przyznała sobie prawo spadkobiercy wszelakich wartości Njjaśniejszej Rzeczypospolitej. Dzięki nim (niestety, tylko Passent żyje) „Polityka” przetrwała wszelkie okresy „burzy i naporu” i pozostaje najlepszym (chodzi mi o profesjonalizm) opiniotwórczym tygodnikiem społeczno-kulturalnym. A pan może pisać sobie, co zechce, na tym portalu.

  76. Dałam swój papierek do puszki fajnego małolata, co stał wraz z bratem i chyba tatą, co trzymał termos 🙂 Malec powiedział, że to puszka jego brata, bo ta jego już jest całkiem pełna. Ludzie chętnie zasilają pulę Owsiaka. Jest to radosna akcja, nie żadna tam żebranina. Skutki są widoczne, pieniądze liczone i rozliczane w świetle fleszy i reflektorów a to ludziom odpowiada. Za te pieniądze do każdego już chyba szpitala trafił sprzęt oznakowany pięknym serduszkiem. U mnie coroczna zbiórka odbywa się obok kościoła, kwestują uczniowie okolicznych szkół, księża nie zachęcają, ani nie zniechęcają, ale dzieciaki w przedsionku mogą się ogrzać i z toalety skorzystać.
    Pokojowa koegzystencja jednym słowem.
    W kościele większość wiernych już na mszy występuje z serduszkiem, reszta prawie na pewno doklei je sobie wychodząc.

  77. Witam Gospodarza i Blogowiczow.
    Ja rowniez jestem po wspanialej lekturze M.V.L.Polecam Panstwu goraco wspaniala serie Wydawnictwa „Znak” tegoz autora- sama nabylam cala kolekcje (w bardzo przyjaznych cenach) w ksiegarni internetowej.
    Znajduja sie tam rowniez ciekawe wywiady z M.V.L- ktorego inspiracja sa Jego wlasne losy, przezycia, spotkania, namietnosci…ciotka Julia i wstretny skryba, Pantaleon, Katedra itd…wszystko staje sie jasne po przeczytaniu autobiografii autora.Goraco polecam.
    Dobrze robi poczytac sobie, a nie zajmowac sie tylko „a JK powiedzial”, powiedzial no to powiedzial , no i co?A Slawomirski i tak wie lepiej…. ale czy czytal?
    Pozdrawiam noworocznie.

  78. Anca_Nela
    Dzięki za przypomnienie sylwetki senatora Koguta. Silny facet, prawdziwy macho – jak z opowieści politycznych Llosy
    http://www.stanislawkogut.pl/kogut_marzec/kogut_biecz1.JPG
    Pozdrawiam

  79. Otumanionemu zaś do krzty plemieniu
    głupkowata wesołość przystoi
    że Polsza od Tater do morza
    dziecięcym żebractwem dziś stoi

    Wyciągnij łapkę dziecię, to popłaca!
    wspomóż w potrzebie krainę swoją
    i zapamiętaj, że nie nauka i praca
    ale żebractwo jest dziadów ostoją!

    (Dziś Zamojskiemu włos się w grobie jeży
    gdy widzi w żebractwie ćwiczenie młodzieży)

  80. „Wielu polityków rozpoczyna swą działalność z pobudek altruistycznych, ale w pospolitej i trywialnej praktyce, jaką jest codzienne uprawianie polityki, piękne cele znikają, zamieniają się w zwyczajne frazesy wypowiadane w przemówieniach i w deklaracjach przez tę publiczną PERSONĘ, jaką zostaje polityk osiągający niemal kompletne zobojętnienie, i w końcu to, co opanowuje go bez reszty jest tylko żarłocznym i niepohamowanym apetytem na władzę.”

    Gospodarzu drogi piszesz o Peruwiańczyku. M. V. Liosa. Szacun dla niego tym bardziej, że jego kontrkandydat japońskiego pochodzenia okazał się aferzystą i mimo wygranych wyborów marnie skończył. Co praww jego progenitura ubiega się o najwyższe stanowisko w państwie, ale MVL mimo światowej sławy do zaszczytów już pretendować nie chce.

    Otóż mam własne doświadczenia z takimi funkcjami na o wiele niższym szczeblu. Po jednej kadencji wyraźnie i publicznie powiedziałem, że nigdy w życiu i na żadnym poziomie do tego typu działalności pretendować nie będę. O wiele bardziej ludziom pomogę bez politycznego zaangażowania.

    Drogi Gospodarzu to tylko moja luźna uwaga na temat uprawiania „polityki” szczególnie w nadwiślańskim kraju, bo nawet pyłkiem nie jestem wobec formatu MVL.
    Pozdrawiam Pana i wszystkich uczestników blogu.
    Pozdrawiam
    /

  81. Moze przesadzasz Kadett z tym zebractwem, natomiast irytujace jest te plemienne walenie sie piesciami w piersi i oglaszanie swiatu (ktory i tak tego nie slucha) jacy to Polacy wielkim narodem sa….tacy hojn,i tacy dobrzy dla swoich dzieci. Nigdzie na swiecie nie ma akcji charytatywnych, tylko w Polsce. „Nawet zolnierze amerykanscy dali pieniadze w Afganistanie”- jakis korespondent pisze…chcialoby sie zapytac: a Talibowie, co z Talibami?…czy tez cos dali?

  82. jacekjjk pisze:

    2011-01-09 o godz. 10:50

    Szanowny Panie jacekjjk

    Zamilowanie do komuszej pop kultury i jej mesjaszy oplacanych waluta niewymienialna jest mi obce. Nadal twierdze ze Polityka Rakowskiego byla twarda i gladka. Zostawmy moja osobe na uboczu.

    Jak Pan mysli ilu TW pracowalo w Polityce redaktora Rakowskiego?

    Slawomirski

  83. TJ pisze:

    2011-01-09 o godz. 10:39

    Szanowny Panie TJ

    Cenie zdrowy smiech.
    Do smiechu mi nie jest gdy czytam bzdury.
    Ta przedostatnia byla o zwyciestwie demokracji w Rosji.
    Ostatnia o upadku demokracji.
    Czy sadzi Pan ze to byly zarty ktorych nie zrozumialem?

    Slawomirski

  84. Mag. Przypomnij sobie twórczość Ryszarda Kapuścińskiego, chociażby Cesarza, za pomocą którego obnażył zwyczaje partyjnej wierchuszki za Edwarda Gierka. Trochę więcej wyobraźni, trochę mniej prawomyślnej zajadłości. Wtedy w miejscu domniemanej „nieprawości” Starego Polaka z PRL-u zobaczysz skłonność żartobliwe. Llosa nie jest żadnym prekursorem ani odkrywcą świata polityki. Polityka od zarania dziejów polega na tym samym. Tylko Kapuściński robił to z większą finezją, niż uwielbiany przez Daniela Passenta noblista. Amen.

  85. Obserwatorka pisze:

    2011-01-09 o godz. 17:14

    Szanowna Pani Obserwatotka

    Celem poprawienia Pani humoru polecam:

    autor: Justin Halpern

    tytul: Sh*t My Dad Says

    wydawca: itbooks/HarperCollins 2010

    Mnie interesuje co ludzie mysla a nie to co pisza.

    Slawomirski

  86. Ogolna ocena polityki przez naszego beneficjenta wydaje sie na pierwszy rzut oka sluszna. Nie powinnismy jednak zapominac, ze byla ona podyktowana negatywnymi doswiadczeniami autora w polityce. Podzielam jego osobisty zal z powodu przegranych wyborow prezydenckich w Peru, na rzecz przybledy i oszusta, ktorego japonskie pochodzenie mialo starczyc na „druga Japonie”. Polityka jest prawdopodobnie najbardziej kompleksowa dziedzina wspolczesnego zycia, wymagajaca wszechstronnego wyksztalcenia i specyficznych umiejetnosci. A do tego jeszcze co cztery lata wybory. Kampanie wyborcze, w ktorych bez wazeliny, czasami nawet najwiekszemu idiocie trzeba wlazic do d… Idiocie, ktory na koncu i tak powie Fujimuri zamiast Llosa.

  87. kadettowi wypada przypomnieć terminy „fund rising campaign”, „telethon” oraz wiele innych, które określają zborową kampanię zbierania środków na cele charytatywne (z przeznaczeniem np. na szpitale) lub na łatanie budżetu (np. amerykańska telewizja publiczna PBS), i które to kampanie są stałym elementem krajobrazu krajów, które trudno określić jako dziadowskie. Organizacje jak Oxam czy Centraide operują cały rok na podobnych zasadach: przypominanie obywatelem o konieczności utrzymywania instytucji charytatywnych.

    I również w tych krajach, na zakończenie skoncentrowanej akcji gromadzenia środków (np. telethon lub koncert charytatywny poprzedzony zbiórką pieniędzy oraz datków w naturze), uczestnicy oraz organizatorzy klepią się po plecach z zachwytem, że w tej kampanii zebrano więcej niż w poprzedniej. I co w tym złego, awj ?

    Twoje grafomańskie wierszyki, kadett, to trochę jak ignoranckie popiskiwanie ratlerka z puchowej poduszeczki. Karawana i tak nie zatrzyma się od tego.

    Pozdrawiam.

  88. Jacobsky,

    żebracza dziecięca odświętna akcyjność
    to nie jest, chyba przyznasz, najlepsze lekarstwo
    na codzienność bezradności państwowej i draństwo
    tam gdzie państwa wobec jego obywateli powinność

    Ofiarność i więź obywatelska to nie jest to samo
    co przez szamanów podsycany ten żebraczy amok
    z tej rozdętej ponad wszelką miarę datek zbieraniny
    kropla ledwo przybędzie, a hałasu co niemiara wszędzie

    jakby nie wiedzieć co się uzbierało i co tym załatać zdołało
    chcesz, Jacobsky, żeby to dzieciom jeno w główeńkach zostało..?
    a czy się z tej żebraniny odświętnej co dobrego rodzi?
    a no, nic ponad to, że codzienny upór w pracy tylko szkodzi
    bo jak nam nie uda się czego przez rok dopracować
    to można w jedną niedzielę w żebrach odwojować!

  89. @ajw

    prawdziwej to dobroczynności cnota
    gdy po cichu ku niej przychodzi ochota

  90. kadett pisze:
    2011-01-09 o godz. 17:58

    Dopowiem tak (do kadetta):

    Oż żółcią Ty zalany,
    wątroby bólem omamiony,
    czyż już, nie czujesz już,
    zapachu tej mamony?!

    Już pędzi Zug, odmieni dług,
    w „wartości” otulony,
    Twe raty w banku, w istny cud,
    do zera powalony!

    Nadejdzie dzień, ooo! piękny dzień,
    gdy z grobów PRL-u,
    otrzymasz czek, prawdziwy czek,
    na miliard duperelów!

    Różę Ci posyłam, niczym Różę Luksemburg w wieku kwiecie, nadzieję
    mą głęboko łożąc, w zapachu Jej bukiecie.

    Pozdrowionka.

  91. Kadettowi 17.58
    pójdż dziecię , ja cię uczyć każę
    pisać cie nauczono ale jeszcze sporo przed tobą . . . .

  92. owal40 pisze:

    2011-01-09 o godz. 08:45
    —————————–

    Szanowny Owalu40,
    Dzięki. W kwestii podstawowej, chciałym nadmienić, że nasz ludzki gatunek tak ma, że tylko Autorytet ma monopol na PRAWDĘ. Na Autorytet „pomazany” Noblem nie ma silnego. Nawet osoby z tytułami profesorskimi, są głuche na argumenty podważające merytorycznie wartość osiągnięć takiego noblowskiego Autorytetu…

    Pozdrawiam,Sebastian

  93. Slawomirski pisze:

    2011-01-09 o godz. 02:00
    —————————

    Szanowny Panie Sławomirski,

    jeśli Pan ogłasza odnalezenie Absolutu, to misja naszego gatunku się wypełniła. Co dalej? Jako optymista, nastawiam się na dłuuuuuugie , oskie wakacje…

    Pozdrawiam,Seastian

  94. Slawomirski pisze:

    2011-01-09 o godz. 18:50
    TJ pisze:

    2011-01-09 o godz. 10:39

    Szanowny Panie TJ

    Cenie zdrowy smiech.
    Do smiechu mi nie jest gdy czytam bzdury.
    Ta przedostatnia byla o zwyciestwie demokracji w Rosji.
    Ostatnia o upadku demokracji.
    Czy sadzi Pan ze to byly zarty ktorych nie zrozumialem?

    Slawomirski

    Mój komentarz

    Zwięzłość wypowiedzi Autora niesie ze soba niekontrolowaną enigmatyczność. Po prostu nie jarzę. Ale niech będzie OT.

    Pzdr, TJ

  95. kadett pisze:

    2011-01-09 o godz. 13:10
    ——————————
    Szanownt Kadettcie,

    w pełni się urtożsamiam z Twoim widzeniem „Orkiestry…”
    Ze zwoleniikami tego żebraczotwórczego show nie pogadasz, gdyż oni są już/ciągle?/ po tamtej stronie świadomści…

    Pozdrawiam,Sebastian

  96. Opinia Mario Vargasa Llosy o polityce świadczy o tym, że osoby wrażliwe nie powinny próbować swoich sił w polityce. Ale świadczy też o rozczarowaniu wynikającym z porażki w walce o prezydenturę. Gdyby został prezydentem, musiałby przyjąć te paskudne reguły gry i być może udałoby mu się je trochę ucywilizować. Albo by się z nimi oswoił.
    Reguły te są uniwersalne, o czym przekonujemy się codziennie.
    Ich uniwersalność ma jeszcze szerszy wymiar. Obowiązują one wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z hierarchią, choć w różnych rozmiarach. Wystarczy spytać szeregowych żołnierzy i oficerów o przygotowania i przebieg wizytacji generalskich lub wyższych szarż w prowincjonalnych jednostkach lub garnizonach lub parafian o wizytacje biskupie w małomiasteczkowych i wiejskich parafiach. Wazeliniarstwo i serwilizm w ilościach i natężeniu nie do zniesienia dla średnio wrażliwego obserwatora.

  97. Szanowny panie redaktorze

    Polecam kawe w Greco niedaleko Schodow Hiszpanskich.
    Jestem przekoanany o magicznej mocy kawy tam serwowanej.
    Podobno nawraca nawet beznadziejnie zakochanych w zyciu towarzyskim.

    Na wszelki przypadek podsylam panu Italski przewodnik po winach:

    moja vs twoja

    Slawomirski

  98. Brawo Jurek Cedro
    Kawal nie tylko opowiedziany z polotem, ale i adekwatny do naszego zagadkowego Polozenia (blogowego). Aplikujac go do naszego quizu strawestowawszy pierwej, odpowiadamy zgodnym chorkiem: .. cytat ze Slonca Peru, czyli Vargasa Don TuLLoska, obywalca Krainy CudUFF POd nazwa PeRuLoska.
    No to co, Jurek, wychodzi na to, ze zajumalismy (zgodnie z preferowanymi zasadami POlitYki gwiazd Peru) nagrode!

    PS. Slawomirski, nie za bardzo widze w tym logiki, po co kto potrzebowal z Polityki tajnych Wu…

  99. telegraphic observer, 23:05
    Dobre.
    Pozdrawiam Cię po przerwie.
    PS
    Jak będziesz wypełniał deklarację podatkową, pamiętaj o 1% dla Fundacji Okularnicy.
    Gdybyś w Toronto miał kłopoty z odnalezieniem numeru konta, podaję wygodniejszy namiar:
    KRS0000090093
    Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie!

  100. @antonius (09.01.11, 13:18);

    „Najzabawniejszym elementem w tej materii była propozycja prawdziwego komunisty, abym wstąpił do partii i próbował uzdrowić ją z nim od wewnątrz.”

    Wyboczcie Antonius, ale skuli tego, że tyn prawdziwy komunista nie jest wzięty w cudzysłów, to bardzo Wos prosza, cobyście zdradzieli jego miano, bo chciołbych przed śmierciom poznać przynojmni JEDNEGO JEDYNEGO „PRAWDZIWEGO KOMUNISTE,” .
    Dziękuja Wom z góry, jak rzadko który!

    PS
    A tyn Wasz śp. Vater to problymy z Fürst-em mioł niy w Sławięcicach, ino chyba in Slawentzitz, bzw. in Ehrenforst(?)
    Jak sie myla, to sie nie gorszcie, boch jeszcze smarkaty i psinco wiym!

  101. cynamon29 pisze:

    2011-01-09 o godz. 19:55

    Stosowna puenta z tą Różą. Wyraz uznania i rewolucyjna dyrektywa zarazem.

    Pzdr, TJ

  102. kadett,

    popiskuj, popiskuj. A Orkiestra gra dalej i coraz wiecej na koncie 🙂

    Zamiast silic sie na wyszukana stylistyke, popracuj nad sensem oraz nad trescia swoich wypowiedzi. A przede wszystkim poczytaj troche o tym, na czym polegaja akcje charytatywne na swiecie, a potem pisz swoje komunaly.

    Na szczescie takich popiskiwaczy jest niewielu i nawet w kwilacym chorku nie zagluszycie Orkiestry.

    A tak swoja droga, to z Ciebie musi byc ratlerek-spolecznik, skoro tak Cie drazni Owsiak (to niby ten szaman ? oj, nie lubi kadett myslacych i zachowujacych sie inaczej niz Kaczynski i Brudzinski) i jego robota. Pochwal sie tym, co Ty zdzialales zeby przeciwdzialac opisanym przez Ciebie zjawiskom.

  103. A ja tam z calego M.V.Ll.najbardziej lubię tę scenę, kiedy scenarzyście nowel P.Camacho popieprzyły sie totalnie scenariusze opracowywanych dla różnych mediów nowel. Palce lizać i kiedy mi zamroczność aluzyjna zaciera Peru, sięgam ponownie po ,,Ciotkę Julię i skrybę”.Szanowny autorze felietonu- miał pan rację we wstępie do,,Bitwy pod wersalikami”, że felieton to ledwie muśnięcie tematu, zaledwie podrapanie naskórka, za to nieznośna prędkość bloga powoduje, że swędzi jeszcze bardziej,że aż się wszystko z Polską kojarzy.
    Pozdro(brrr!)dla pana redaktora i blogowiczów.

  104. Ostatnio znów wraca jak bumerang sprawa zatrudnienia emerytów. Niezwykle poważny – pozornie – przeciw prawu do pracy emerytów jest argument, że staruszkowie blokują miejsca pracy świetnie wykształconym młodym ludziom, którzy albo decydują się na jałmużnę (zasiłek dla bezrobotnych) lub emigrują, utrzymując obcych emerytów swoją pracą. Ja jestem za, a nawet przeciw! Jak zawsze diabeł leży w szczegółach. Matematycznie sprawa jest prosta: Zwolnienie jednego emeryta pozwala na zatrudnienie jednego młodego, hurra! Przy zamiataniu ulic i w kamieniołomie może i tak jest, jeśli tylko siły fizyczne starego i młodego są porównywalne, chociaż „on the other hand” jak mawiał Tewje, mleczarz, nie jest to prawdą, bo tam też istotną rolę odgrywa doświadczenie. Pewnie jest wiele stanowisk, gdzie taka zamiana pokoleniowa jest możliwa i przydatna, ale nie wszędzie. Ogarnął mnie pusty śmiech, gdy słyszałem, jak to starzy profesorowie blokują miejsca młodym naukowcom. Kariera akademicka ma to do siebie, że niestety młody człowiek jest na początku długiej i żmudnej drogi do stanowiska, „niesłusznie” jego zdaniem zajmowanego przez emeryta. Trzeba jednak zrobić doktorat, habilitację, mieć trochę dorobku naukowego i wtedy dopiero rozglądać się uważnie, którego staruszka kopnąć w d…., bo zajmuje miejsce. Ustawodawca i tak zapewnił limit profesorom – umowa o pracę wygasa automatycznie, gdy profesor osiągnie 70 lat, czyli o 5 lat dłużej niż pozostali emeryci – mężczyźni. Mowa jest o państwowych uczelniach, prywatne udają, że ich to nie dotyczy, albo omijają prawo zatrudniając na ułamki etatu (np. 99/100) lub umowy o dzieło. Profesor – Emeryt nie miał prawa łączyć emerytury z pracą zarobkowa, jeśli zarobek przekroczył jakiś limit. Tak było, gdy ja poszedłem formalnie na emeryturę w wieku 65 lat. Pracowałem dalej (do 70-ki) i emeryturę sam zawieszałem – od razu niczego z ZUS’u nie brałem, abym nie musiał zwracać po rocznym rozliczeniu. Po 3 latach zmieniła się ustawa i wolno było pobierać emeryturę i pracować dalej, ale po uroczystym zwolnieniu z pracy na własne żądanie, bez pewności, że rektor zechce zatrudnić ponownie. Miało to by szansą dla władz pozbycia się niechcianych staruszków – bez konsekwencji prawno-finansowych, bo zwolnili się przecież na własną prośbę. Kilka lat z tego skorzystałem. Rektor mnie zwolnił, a na następny dzień ( a może w tym samym dniu, nie pamiętam) zatrudnił mnie z powrotem. Miałem z nim na pieńku i nie byłem pewny losu, ryzykowałem, widać byłem potrzebny do statystyki samodzielnych pracowników naukowych. Teraz słyszę, że w nowej ustawie, zawetowanej przez prezydenta, ma się ponownie znaleźć ten „rewolucyjny” pomysł -zabawa ze zwolnieniem i ewentualnym zatrudnieniem, takie „deja vu”??? Przecież to obowiązywało wiele lat i zmienił to rząd teraz w nowej ustawie. Czegoś tu nie rozumiem, ale popieram prezydenta, choć mnie to nie dotyczy. W dzisiejszym „Salonie politycznym” znów mówiono o pogwałceniu praw nabytych i jak to brzydko. Nikt nie ujął się za mną, gdy zmieniono ustawy, które mnie zapewniały o wspaniałej emeryturze – ostatnia pensja plus 20 % za order. Nawet nie mam 1/3 tej zapewnionej ustawowo emerytury, a przecież nie pracowałem w SB. Wszystkim nauczycielom zabrano dodatek, który był w Karcie Nauczyciela, która finalnie spełniła swoje zadanie, zastępując brakujący papier toaletowy.

  105. Spotmarkerze-zgadłeś! Szkoda, że nie mamy kogoś na miarę Havla, ale i Czesi j u ż nie mają. Może to znak czasu? Demokracja, czyli vox populi dopuszcza do władzy głównie ambitne miernoty.

    Stary Polaku! V. Llosa nie jest dla mnie ani „odkrywcą,” ani tym bardziej”prekursorem”(?) polityki. Kompletne nieporozumienie. Znam książki Kapuścińskiego, mam dużo wyobraźni, ale chyba za grosz „prawomyślnej zajadłości”, cokolwiek to dla ciebie znaczy. „Zajadłość” – „PRAWOMYŚLNA” – na dodatek? Nie kapuję.

  106. @ zdziwiona 22:15

    Ja niestety byłbym do tej pory jak tabaka w rogu w obliczu tej zagadki. Na szczęście kolektyw nie zawiódł i w tej chwili chyba nie ma już wątpliwości, o jaki kraj i jakiego noblistę chodzi. Jestem wprawdzie zagorzałym przeciwnikiem zbiorowej odpowiedzialności, jednak zbiorowa zasługa to co innego, dlatego bez oporów odpowiadam: nagrodę zajumaliśmy!

  107. Jakobsky: oczywiscie, ze w kazdym kraju sa ciche i glosne akcje charytatywne, moja wypowiedz miala niedoslowna, ale ironiczna intencje…chodzi mi o te nieznosna maniere wywyzsznia sie ponad inne narody: przeciez mamy „Krolowa Zimy”, Zlote Lapki, czy moze Raczki (siatkarki), rzadzimy w NBL i w ogole jestesmy Zlote Ptacy….a swiat tego nie chce dojrzec i na Zachodzie, traktuja naszych pracownikow, jak gdyby nie mielibysmy Malysza…

  108. …i jeszcze jedno, Jakobsky: Telethon w USA zbierajacy pieniadze na badania nad dystrofia miesniowa, zwraca sie o pieniadze do Amerykanow, ja zas czytam radosne haslo „Caly swiat zbiera dla Swiatecznej Orkiestry!”, czyli stanac by trzeba na 5 Aleji w NYC ze skarbonka i napisem „For sick children in Poland”???

  109. kadett,

    z niewiadomych mi przyczyn moderator zatrzymal moj wpis adresowany do Ciebie, a wiec odpowiem Ci klasykiem z Mleczki, tym, gdzie nosorozec i zyrafa znajduja sie w niedwuznacznej pozycji jedno wzgledem drugiego, z moralem „Obywatelu ! nie pieprz bez sensu !”

    Pasuje jak znalazl do Twojej pisaniny.

  110. Ach, tam, o moja miła!

    Tam był mi raj,

    Pókiś ty ze mną była
    (…)

  111. Jacobsky zezowaty, cynamon29, ajw, Anca-Nella, Kartka, Orteq i inni.

    Nieladnie jest pisac „grafomanstwo” o wpisach. Kadett dzieli sie swoimi spostrzezeniami o charytatywnosci i robi to calkiem skladnie. Przyjal taka a nie inna linie, zeby Was ozywic, zeby nie bylo nudno. Podobnie, robi sobie „jaja” ze mnie uczac gramatyki. Wole jego kontrowersyjne czasem wypady od „zumy do gucia” w pseudo naukowych elaboratach o ekonomii.

    Anca-Nella i Kartka, dwa wredziuchy, pominely/zignorowaly moj wpis http://kleofas.blogspot.com/2011/01/kogut-dobrze-pieje.html i grzeja sobie wzajemnie pupcie odkryciem sen.Koguta na Blogu. Oj, nieladnie !

    Jakos nie dostaje sie od Was min.Grabarczykowi za totalny melanz na Kolei. Jesli wierzyc zdjeciom i relacjom to ludzie w Polsce przezywali makabre. Media tez to wyciszyly. Nawet Prezio nie naskoczyl.

    Orteq pisze „Malosolny” a nawet nie wie kto to jest i skad ten „Malosolny” sie tu wzial. Pogadam z madrala, jak przyniesie kwiaty…Sili sie biedaczek na warszawska gware, podrabia i konczy zalosnie. Tak jak porzadny polski wyszedl z polskiej klasyki, trzeba bylo czytac, i jezyka warszawskiej przedwojennej inteligencji, tak gwara wyszla z jezyka warszawskiego plebsu, rozwinela sie wzbogacana jidish, niemieckim i rosyjskim i – w przedwojennym dwudziestoleciu – uksztaltowala sie w postaci niezapomnianych felietonow Wiecha. Po wojnie jest nieco podsycana tekstami i wykonaniami Mlynarskiego, Grzesiuka, Stepowskiego czy Wielanka. Film „Rezerwat”. Niestety, gwara zamiera. A barwnosc, roznorodnosc, plastyka narracji i dynamika dialogu oddawaly niepowtarzalne klimaty Warszawy. Pastiszuje Wiecha, bo tamta Warszawa pojdzie w zapomnienie, jesli nie podtrzymamy choc jezyka a przez jezyk – obrazkow. Takie sobie muzeum, na prywatny uzytek.

    Czy ktos, kto tu pisze, urodzil i wychowal sie w Warszawie ? Tej gwary niesposob sie nauczyc, nawet imitowac, jesli sie nie widzi tych typkow. Z pozoru cwaniakow, zlodziei, pijaczkow i rozrabiakow a glebiej – bardzo wrazliwych, ekstrawertykow, sentymentalnych i dobrych ludzi. Kto nie powachal konskiego gowna na Solcu czy Brzeskiej niech mi tu nie probuje mowic „jestem z Warszawy”. Nie jestes bracie i zebys z portek wyskoczyl nie bedziesz. Tamta Warszawe sie ma. Nie nabywa.

    A przyjezdni nabyli wiele. Wyksztalcenie. Znajomosc swiata i spraw. Popisuja sie niby dobrym polskim, ale co chwili wylazi przyslowiowa sloma. Bardzo bylbym wdzieczny, gdyby zglosil sie ktos – rdzenny warszawiak. Nie podroba. Warszawiak z poczuciem wzglednosci tego swiata i spraw, z „kurewskim” fasonem i sentymentem do miasta.

    A ze Kadett ma wszystkie zadatki na ten styl, co wylazlo w dalekiej przeszlosci, ze jest filozofem na codzien, nie w oblokach, i potrafi, i chce sie tym podzielic, od niego zaczely sie moje dywagacje.

    Do widzenia sie z Panstwem. Kleofas.

  112. Slawomisrki.Czy pisanie i myslenie nie moze byc tozsame?

  113. Znasz-li ten kraj,
    Gdzie cytryna dojrzewa,
    Pomarańcz blask
    Zielone złoci drzewa,
    Gdzie wieńcem bluszcz
    Ruiny dawne stroi,
    Gdzie buja laur
    I cyprys cicho stoi?
    Znasz-li ten kraj?
    Ach, tam, o moja miła,
    Tam był mi raj,
    Pókiś ty ze mną była!

    Adam Mickiewicz „Wezwanie do Neapolu”
    (Gospodarz do Neapolu wezwany ?)

  114. Kleofasie!
    Nie masz co wszystkich krytykować, że nie mówią gwarą warszawską, bo i po co? A z gwarą mojego miasta to nie jest tak jak piszesz. Przede wszystkim to są różne gwary, różniące się od siebie. Inna była z Pragi, inna z Powiśla, inna z Czerniakowa z okolic Bernardyna. Po drugie Wiech to jest stylizacja, a nie prawdziwa gwara, to jest coś w rodzaju „Janosika” wobec gwary góralskiej, ludzie z zewnątrz niezrozumieliby ani jednego słowa z gwary naturalnej. Bo kto zrozumie słowa wypowiedziane w gwarze z Czerniakowa
    Smaruje szaber, fomkę i raka,
    Rajster cały klawiszy.
    Przed tym meterem pęknie dziś paka
    Brzęknie mamona wśród ciszy?

  115. Ode mnie proszę pozdrowić Wincentego Pol’a – obaj wiemy o kogo chodzi i dlaczego!

  116. Sebastianie,
    wielokrotnie miałem poczucie pewnej bliskości z Twoimi poglądami, ale nigdy też nie przyszło mi do głowy wstawiać się za nimi, bo dla mnie doskonale same się broniły!

    Tym bardziej dziekuję za okazane zainteresowanie i wolę zrozumienia.
    Z tamtej strony brzegu nie spodziewam się niczego odkrywczego. Pranie mózgów skutkuje…

  117. Klopfer pisze:
    2011-01-09 o godz. 22:27

    Szanowny Klopfrze! (za przeproszeniem – trzepaczko)
    Cieszy mnie odzew człowieka, który chyba jako jedyny zrozumiał o co mi chodzi. Widziałem osobiście dwóch prawdziwych komunistów. Co ja przez to rozumiałem? Komunista to człowiek, który wierzy w słuszność idei walki o ustrój sprawiedliwości społecznej bez wyzysku człowieka przez człowieka i w swoim życiu daje wyraz takiej postawie. Nie szuka profitów dla siebie i jest życzliwym dla wszystkich ludzi. Cholernie wysokie wymagania, nieprawdaż? Na przełomie lat 40-tych i 50-tych spotkałem kolegę, głęboko przekonanego o słuszności idei, biednego jak mysz kościelna, bo zerwał z bogatą rodziną właśnie z powodu różnicy przekonań politycznych. Gdy miał jakiś oficjalny występ pożyczaliśmy mu części garderoby, aby nie wglądał jak łachmyta. Nie wiem jakie były jego dalsze losy a szkoda! Nazywał się Chrzanowski. Ten drugi „komunista” (tym razem już w cudzysłowie według życzenia) to był doktor historii na WSP w Opolu. On naprawdę wierzył, że można uszlachetnić „praktykę”, bo o słuszności teorii był przekonany. Nazywał się Owczarek. Wyrzucony po chamsku z WSP zaczepił się gdzieś w Kielcach i urwał się z nim kontakt. Czy zmądrzał na starość tego nie wiem. Ja do utopii systemowych zawsze miałem ambiwalentny stosunek. Marzyła mi się zawsze sprawiedliwość społeczna, ale widziałem jak wygląda realizacja teorii Marksa, Engelsa i kolegów w Polsce, bo w ZSRR nigdy nie byłem. To uczyniło ze mnie sceptyka i może nie walczącego wroga ale nie wierzącego w propagandę socjalistyczną. Gdybym żył na Zachodzie, na pewno należałbym do partii socjalistycznej lub komunistycznej jak prawie cała inteligencja francuska w tym czasie, gdy buszowałem za żelazną kurtyną.

    Wybocz, Klopfrze, że nie piszan po śląsku, ja wszystko rozumiem, ale nie mówię, bo w domu nie mówiono gwarą przed 1945.
    Co do Sławięcic, to chodzi mi o miejscowość, o której traktuje stary dowcip z czasów hitlerowskich, gdy mówienie po polsku było zakazane. Przychodzi babunia w Kędzierzynie do kasy biletowej i mówi:
    „Jo chcan bilet!” Kasjer zgodnie z przepisami pyta po niemiecku: „Wohin”? Babcia swoje: „Jo chcan bilet”! Kasjer znowu: „Aber wohin”? Zdenerwowana babcia: „Do rzyci, nie do Chin, tylko kąsek za Sławięcice”! (W domyśle – Taciszów lub Rudzieniec).
    „Ehrenforst” to już moje czasy. Ojciec był Bürgermeistrem in Kuschnitzka, która została włączona do Kandrzina w 1933 roku, ojciec stracił fuchę i nie miał już kontaktów służbowych z księciem z tego Slawentzitz’u (nie gwarantuję za poprawność nazwy, ale można patrzeć na stare mapy). Masowe zniemczanie nazw miejscowości następowało znacznie później.

    PS
    W tym samym czasie, gdy spotkałem Chrzanowskiego, szkołą rządziła paskudna żydokomuna (Süss, Nowakowski), zaprzeczenie wszystkich ideałów komunistycznych. Fałszywymi świadectwami wsadzali niewygodnych nauczycieli do więzień, niektórzy wyszli dopiero za Gomułki.

  118. Kleofasie,
    wystaw sobie a jaką lekkością lewactwo wszelkie gotowe jest smarować ciężkim smalem publicznego grosza wyczyny świeckich kapłanów i wspierać najrozmaitsze „światełka do nieba” i z jaką gorliwością liczy i przeboleć nie może zawartość prywatnych datków przekazywanych księżom…

  119. Smaruje szaber, fomkę i raka,
    Rajster cały klawiszy.
    Przed tym meterem pęknie dziś paka
    Brzęknie mamona wśród ciszy?

    Warszawska to gwara czy złodziejski slang ? Oto jest pytanie.
    Szaber, fomka, rak – to złodziejskie okreslenia narzędzi słuzących do włamań. Klawisz – to także klucze, paka – to kasa, itd….
    Dawno temu, wówczas docent Zbigniew Bożyczko z Wrocławia opublikował – jeśli dobrze pamietam – słownik gwary złodziejskiej, wprawdzie tej rodem ze Lwowa ale podobieństwa spore.

  120. awj,

    no i co z tego ? Przeciez tych pieniedzy nie zbiera zapuszczony kloszard siedzacy na kartonie, ale zwykli ludzie z nowojorskiej Polonii. W Montrealu oraz w innych miastach zbiera sie pieniadze na ulicy rowniez celem niesienia pomocy zagranica. Najlepszy przyklad – Haiti. Byl nawet telethon. Oxfam zbiera wylacznie na pomoc zagranica i od czasu do czasu robi to za pomoca kwesty publicznej. Ale nikomu o zdrowych zmyslach nie przyszlo nazywac tej akcji zebractwem. To chyba tylko w Polsce mozna miec takie podejscie do zbierania pieniedzy na cele charytatywne: zebractwo.

    Istotnie: znasz-li ten kraj…

    Nawet Llosa by tego nie wymyslil.

    Na szczescie myslacy w kategoriach zebractwa to mniejszosc, o czym swiadcza wyniki tegorocznej Orkiestry. Pewnie lepiej, tych pieniedzy nie bylo, a tym samym potrzebnego sprzetu medycznego.

    Honor najwazniejszy !

  121. Wyrok wrocławskiego sądu w sprawie rasistowskich haseł na demonstracji narodowców

    Kolejnym przykładem na Poln. Wirtsch., czyli bylejakość w myśleniu oraz niezdolność patrzenia w przyszłość, co jest równoznaczne z nieodpowiedzialnością dali wrocławscy funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości.

    Po prostu dali zielone światło do wykrzykiwania na ulicach – „Polska dla Polaków”, „asfalty do Afryki” uznając, jak podpowiada to Pospieszalski, że jest to zwykły pogląd, który każdy może głosić.

    Klangor uzasadnienia z cytowaniem złotych myśli teoretyków wyższości białej rasy bardzo przypomina populistyczne wyroki sądów pewnej nierepubliki poweimarskiej.
    Niebezpieczny precedens i kwadratura koła, boć przecie władza sądownicza, to niepodważalny filar ustroju. Przykład sytuacji, w której może nie być dobrego wyjścia (poczekajmy do rozpatrzenia odwołań).

    I tak pod uniwersalną ideą wolności słowa się podpisując będziemy legalnie ziać nienawiścią, systematycznie ustrój i państwo psując.

    Pzdr, TJ

  122. Kleofasie! Jeszcze słówko a propos gwary miejskiej. Warszawa została zamordowana wraz z jej mieszkańcami w powstaniu warszawskim. Jej niedobitki opisał Tyrmand w „Złym”. Trudno mieć pretensje do współczenych Warszawiaków, że nie znają czegoś, co było gwarą warszawską. To tak, jakby mieć pretensje do dzisiejszych Lwowiaków _Polaków, że nie „bałakają” po lwowsku. Oczywiście, porównanie jest nieco naciągane, bo Lwów już polski nie jest, a Warszawa, chwała Bogu, jest

  123. Kleofas,

    urodzilem sie i wychowalem w Warszawie, gdzie spedzilem pierwsze 25 lat mego zycia. Gwary nie znosze i nigdy nie przeszlo mi przez glowe, ze uczyc sie i poslugiwac warszawskim slangiem. Wokol mnie (mowa o kolegach z podworka czy ze szkoly) nikt nie uzywal gwary, z ktora jedyny kontakt mialem za posrednictwem Kapeli Czerniakowskiej czy innych propagatorow folkloru warszawskiego. I starczy.

  124. Jacobsky,
    zajrzyj do Kleofasa. Czeka tam na ciebie niespodzianka, która tutaj nie przechodzi…

  125. Torlin

    Milo, ze sie odezwales. Masz swieta racje, byly rozne i zlaly sie w jedno. Raczej ubolewam niz krytykuje i to – odnosnie poprawnej polszczyzny. Gustowny dales cytacik. Z gwary zlodziejskiej. I przepisany. Mysle, ze ani Ty, ani nikt w Twoim otoczeniu tak nie mowil. Czy naprawde rozumiesz o co mi idzie ?

  126. Jacobsky

    Twoje swiete prawo nie znosic, nie lubic i miec za zle. Taka Twoja uroda. I ja to szanuje. Ale ja mam akurat odwrotnie i tyle. Fajnie, ze sie odniosles, nie spodziewalbym sie.

  127. Mag

    Widzisz, dla Ciebie jest to „gwara miejska”, jak w sredniowiecznym Krakowie. Powstanie, Tyrmand – dwa punkty, ktore znasz a jest duzo, duzo wiecej. I tak dobrze, ze chcesz o tym mowic.

  128. kadett pisze:

    2011-01-10 o godz. 11:20
    ——————————

    Szanowny Kadettcie,
    pozwolę sobie na kilka lużnych dopowiedzeń w tzw. temacie:

    1. zdarzenie w jednej społeczności-nie jest tym samym w innej,odmiennej. Może być /najczęściej tak bywa/ wypaczoną wersją tej pierwszej…

    2. Pod obecnym wpisem Gospodarza, gdzie pan Llosa , bez ogródek odsłania prawdziwe oblicza ludzi władzy, o nas samych – masowych szaraczkach- można czuć się zobligowanym do nazywania rzeczy bez używania „krzepiących fajności”…
    A my , jako gatunek społeczny, jesteśmy przedewszystkim tworem nadrzędnym zwanym społeczeńtwem, które rządzi się swoimi , niedosiężnymi dla jednostek regułami. Ziorowe histerie są całkowicie poza zasięgiem nas-jako jednostek.
    Pomijając powody, każda histeria społeczna z epoką faszyzmu i bolszewizmu włącznie -jest eksplozją tego samego instynktu stadnego, a „melodie” je wzniecające są absolutnie drugorzędne…
    Fachowcy od socjotechniki, potrafią w adanej społeczności za pomocą gwizdków!! i jakiejś prymitywnej, czytelnej dla badanych „idei”, przekazanej w sposób migowy -wzniecić w badanej grupie, albo entuzjastyczną, radosną histerię, albo agresywną, przygnębiającą etc. Przepytywani uczestnicy takich eksperymentów, potrafią żarliwie i z ich punktu widzenia-ardzo przekonywująco- uzasadnić i obronić swoje zachowania. Przekonanie ich, że przktycznie , oni nie mieli szans zachowywać się inaczej, nie miało szans powodzenia. Jeden neuron, nie jest w stanie zrozumieć i wyjaśnić mechanizmów jakimi posługuje się cały mózg…

    Jeszcze trochę, a wyjdzie na to, że my jesteśmy jakimiś odmieńcami. Na szczęście , zawsze możemy się powołać, że kolega Llosa -też tak ma…

    Pozdrawiam,Sebastian

  129. Kadett

    Wydaje mi sie, ze lepiej kiedy masy maja pozyteczny zryw na pomagac, budowac niz na „a ja cie zalatwie….”. To samo jest tu i wszedzie, gdzie cywilizacja wlazi. Nigdzie i nikt nie bierze bezkrytycznie, co sie dzieje z, jak piszesz, „publicznym groszem”. Widze, ze ludzie dobrze sie bawia, maja swoje igrzyska i co w tym zlego? Wazne, ze nikt tych pieniedzy nie malwersuje, nie trwoni. Niech sie bawia ! W Polsce od dawna byly „bale na kadlubkow” itp. Tradycji nie zmienisz.

  130. Kleofas 3.33
    Kto na co zapracuje -powinien mieć za to zapłate
    Nie w zaświatach ale TU I TERAZ.
    Chce kadett mieć SZLIFY to niech szlifuje –
    powinien zacząć od przyzwoitości.

  131. Jacobsky pisze: 2011-01-10 o godz. 12:22
    ============ ====

    Szanowny Panie Jacobsky,
    Takie kwesty publiczne na rozne szlachetne cele mamy rowniez w moim M.P.
    Kiedys ( dawno ) zawsze dawalem,
    Teraz zawsze nie.

    Dowiedzialem sie ze zebrana kwota ma utrzymac kwestarzy, ich managerow i cale strukture organizacyjna. Na szlachetny cel zostaje 10c z kazdego dolara.
    Wyglada na to ze „business as usual”…

    A jak jest w Canadzie?
    Pozdrawiam z ciekawoscia,,, Georges53.

  132. Kleofasie,
    OK! Show must go on! A niech się młodzi bawią, niech się cieszą. Mnie to nie przeszkadza w najmniejszym stopniu, w końcu to czas karnawału. Tu idzie o coś innego, bardziej ważnego.

    To nie WOŚP i ofiarność obywatelska wspiera państwo! Jest akurat od dawna na odwrót. WOŚP jest wspierane przez państwo, a koszty tego wsparcia, tej rozbuchanej oprawy przekraczają po wielokroć b. wymierne pożytki, którym nie zaprzeczam.

    Pytam: jak to jest, że jedynie pożytki (wpływy i wydatki) WOŚP podaje się do publicznej wiadomości, a nikomu nie przyjdzie do głowy zestawić je z rzeczywistymi i ogromnymi kosztami wsparcia publicznych instytucji dla tej imprezy ‚charytatywnej”, do której państwo przecież dopłaca, zamiast przeznaczać tę kasę na opiekę szpitalną najmniejszych obywateli?

    Dlaczego koszty tego wsparcia są przemilczane, jakby ich w ogóle nie było!
    To, co dzieci uzbierają do swych puszek nie pokryje nawet w cześci, tego co wyciekło z budzetów lokalnych samorzadów na setki imprez światełkowych w Polsce? O co tu idzie? O kosztowną zabawę ludową na skale kraju czy o zdrowie milusińskich? Pomylenie z poplątaniem. Jakie mogą być pożytki, gdy gołym okiem widać, że nakłady przekraczają zyski? Gdzie tu interes i czyj to interes?

  133. kadett,

    żadna niespodzianka. Raczej kolejny dowód na to, że nie bardzo rozumiesz na czym polega nowoczesna, skuteczna akcja charytatywna organizowana docelowo. Nic na to nie poradzę, to Twój problem. I owszem – taka akcja kosztuje, ale nie w sensie, w jakim przedstawiasz to we swoim wpisie, do którego odsyłasz.

    Twoje pytania o koszt publiczny całej akcji grzeszą więcej niż dziecięcą naiwnością. Po pierwsze: popatrz na listę sponsorów. Jeśli nie ma na niej m.st. Warszawy, to znaczy, że Owsiak zapłaci za koszta, jakie miasto ponosi w związku z Finałem. Trzeba najpierw sprawdzić jak Owsiak rozlicza się z akcji. W końcu każda impreza publiczna musi odbywać się za zezwoleniem władz lokalnych. Wydając zezwolenie miasto zobowiązuje się zapewnić minimum wymagane przez przepisy administracyjne (np. porządek publiczny), i w tym sensie miasto nie robi Owsiakowi żadnej łaski. Taką samą ochronę zapewni mszy na świeżym powietrzu czy pochodowi z pochodniami organizowanemu dziś przez Kaczyńskiego. Popatrz dalej. Sponsorem jest m.in. LOT, lotnisko w Warszawie oraz PAŻP – to tyle jeśli np. chodzi o transport powietrzny, który tak Cie zabolał.

    Fundacja Owsiaka przechodzi coroczny audyt plus sprawozdanie wysyłane jest do Sądu Rejestrowego, właściwego Urzędu Skarbowego, Internetowej Bazy Sprawozdań Finansowych Organizacji Pożytku Publicznego http://bopp.pozytek.gov.pl – w ramach programu pełnej jawności naszych działań – oraz do Ministerstwa Zdrowia. Jeśli ma dojść do nadużyć (a takim jest zarzucane zawłaszczenie środków publicznych), to w wyżej wymienionym spisie jest wystarczająca ilość instytucji, żeby to uczynić. No tak, ale nie ma kadetta….

    Pozdrawiam.

  134. Zezowaty

    Kadett przeniosl sie na kleofas.blogspot.com bo, jak pisze, ma tam wolnosc slowa. I nie ma moderatorow, szybko sie wymieniasz.
    Pozdrawiam.Kleofas.

  135. Sebastianie,
    a tak między nami to te gwizdki rozdawała gdzie indziej konkretna i wpływowa instytucja, znana z tego, ze nie jest jej obojetnie, czy jakoś tak… Niejako charytatywnie rozdawała, a jakże… Para poszła w gwizdki.

  136. georges53,

    wszędzie jest podobnie: uznane fundacje, jako organizacje dobroczynne, mają prawo zatrudniać ludzi i płacić im, gdyż nikt nie pracuje za darmo. Podobnie z utrzymaniem zaplecza materialnego (biura, sprzęt, pobrane usługi). I chyba nie ma w tym nic złego. Trzeba jednak umieć rozróżnić między kosztami operacyjnymi związanymi z działalnością (nawet charytatywną) i nadużyciami. Jeśli dochodzi do takowych, to do ich wykrywania są odpowiednie urzędy, które sprawują nadzór finansowy i skarbowy nad organizacjami charytatywnymi.

    Pozdrawiam.

  137. z tym pisarzem pewnie jest Maria Vargas Liosa., który pisię osobiste książki,
    które pisze przez pryzmat osobistych przezyc, doznan, takze na tłem politycznych wydarzeń, które jak kazda historia bywa trudna i cięzka jak los inwidualnego człowieka, cóz tu pisac dojrzałe pisarstwo jest w cenne, cóz
    polityka jest dla ludzi ambitnych, niezałeznych, mające swoje zdanie, cóz kazdy człowiek powiniem miec swoje umiejętności i talenty, czy do polityki czy do muzyki cóz tu pisać można niezłe bawic się, oglądając telewizje, cóz Justyne Pochenko tworzyli politycy, cóz to nie jest zbyt ambitna telewizja, jak tylko pokazuja Justyne Pochenko jak rozmawia z politykami, teraz sa równiez filmy na dobrym poziomie czy bedą programy muzyczne, taki jak X-Factor, na TVN, cóz inteligentny widz woli DOWCIPY Kuby Wojewódzkiego, czy nowy program Tomasza Siekielskiego Czarno na białym który jest utalentowanym dziennikarzem, czy obejrzec nowy serial, który bede na wiosne Rodzinko, pomarzyc o takiej udanej rodzince, pomarzyc o innym świecie dzięki serialom, o swiecie niezaleznych ludzi, ambitnych ludzi, którzy maja swoje wizje przyszłości, takze ludzie polityki także posiadają taki świat, niezależny, ambitne, którzy dąża do swoich celów, trudny i ciężki
    pozdrawiam serdecznie

  138. Jacobsky: chyba jest roznica w zbieraniu pieniedzy na Haiti po trzesieniu ziemi i na polskie chore dzieci.

  139. W ramach akcji „Zbieramy passentiana” pragnę powiadomić blogowisko, że o naszym Gospodarzu była mowa w programie „Kropka nad i”. Gościem programu był Janusz Głowacki, który na dzień dobry został zaatakowany przez Monikę Olejnik nie czym innym, czy raczej nie kim innym, jak właśnie Danielem Passentem. Poszło o Kosińskiego. Resztę znajdą państwo w linku, nie zamierzam nikomu psuć przyjemności.

    P.S. A propos akcji „Zbieramy passentiana”. Jest to taka nowa tradycja. Państwo wiedzą, co to jest tradycja. Jak komuś ukradną furę… no właśnie. Ze zrozumiałych względów – mam tu na myśli własną wredność – nie chciałem, żeby taka inicjatywa wyszła ode mnie, liczyłem, że prędzej czy później ktoś mnie wyręczy, poza tym jakoś nie znajdowałem okazji. Wreszcie los sam mi ją włożył w ręce, trudno było dłużej zwlekać…

    http://www.tvn24.pl/12517,1,kropka_nad_i.html

  140. Kleofasie
    Niejednokrotnie zaglądałem do Ciebie, czytałem ale gwara mnie onieśmielała. Doświadczam tego również na blogu śląskim gdy zaczynają się dyskusje po śląsku. Nie wiem czemu nie znając gwary nie mam śmialości się wtrącać. Jedyną gwarą czy raczej slangiem, ktory poznalem była grypsera – musialem ją poznać bo szkołą rządzili gici i musiałem się z nimi jakoś porozumiewać.
    Niestety nie jestem z Warszawy i dlatego gwarę znam tylko ze słyszenia. Bardzo cenię sobie Grzesiuka – zarówno ksiązki jak i piosenki w gwarze. To brzmi naturalnie i bardzo przekonywująco. Szczególnie w kontekście jego biografii. Przemawia do mnie ten sposób widzenia rzeczywistości i forma wypowiedzi. Jest mi bliski chyba też dlatego, że mój tata miał jego płytę i w dzieciństwie słuchałem Grzesiuka na okrągło. Inspirowały mnie te historie. Pewnie dlatego większość jego piosenek znam na pamięć.
    Pozdrawiam i przesylam Ci jedną z nich
    http://www.youtube.com/watch?v=Rrik2NJ3hvM

  141. Julianie Assange! Hop, hop, where are you? Où êtes-vous ? Где вы? 在哪里您?Wo sind Sie? Halo! Gdzie te twoje cynki o tłustych, globalnych bankierach, co to miały ich słusznie na pysk powalić?? Dlaboga, panie Assange! Larum grają! wojna (tu i tam)! nieprzyjaciel w granicach (tarczę struga)! a ty się nie zrywasz? kompa nie chwytasz? na kozetce nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu (Mosadu, albo innego CIA)?

    Masz-li na nich haki, czy nie? Wiesz-li co knują? Gadaj-li zaraz!

  142. Kleofas pisze:
    2011-01-10 o godz. 14:25

    „Widze, ze ludzie dobrze sie bawia, maja swoje igrzyska i co w tym zlego? Wazne, ze nikt tych pieniedzy nie malwersuje, nie trwoni. Niech sie bawia ! W Polsce od dawna byly “bale na kadlubkow” itp. Tradycji nie zmienisz.”

    Kleofasie, tymi słowy zwracasz się do @kadetta.
    I bardzo dobrze – też tak uważam! Co do „Tradycji” to nieśmiało przypomnę że jeden z bohaterów „Misia” Stanisława Bareji chciał nadać takie imię swej nowo narodzonej córce (przecież że nie staro narodzonej!).
    Tradycja to w ogóle słowo pełne tajemniczości.
    Tradycją jest na przykład obchodzenie coroczne capstrzyku komercji
    p.t. „Święta Bożego Narodzenia”, tradycją jest coniedzielne dreptanie
    do kościółka i wyznawanie grzeszków przy drewnianej skrzynce zwanej
    konfesjonałem. Takie to cieplutkie, takie tradycyjne że aż zamrażarki
    wysiadają (masowo).
    Z drugiej zaś strony tradycją jest też jazda „po pijaku”, szczególnie
    wtedy, gdy wszystkie media zapowiadają że będą wzmożone kontrole
    drogowe (polska „ułańska fantazja”, poza tym skrzynka konfesjonałem
    zwana i tak mnie rozgrzeszy!).
    Tradycja to też tzw. „ustawki” pseudokibiców i nawalanie się czym
    popadnie, aż do „zejść” śmiertelnych włącznie!
    Tradycją zaś szczególnie uwielbianą, w kraju między Odrą a Bugiem,
    jest ciągłe narzekanie. Najchętniej na Rząd (obojętnie jakiej opcji
    politycznej), na Premiera (obojętnie jakiej opcji politycznej), na Prezydenta ( obojętnie jakiej…).
    Dlatego, jeśli idzie o tradycję to byłbym ostrożny – oblicza różne ona
    ma.Ot, choćby @kadett, jakim jest każdy widzi, jest tradycjonalny.
    Ciągle żle, ciągle niedobrze! Owsiak – be! Tusk – be! Prezydent – be!
    Passent – be! Powietrze – be! Woda -be!
    No to przepraszam, co nie jest „be” wedle @kadetta?
    Może on sam nie jest „be”? A, to przepraszam – jak ktoś jest takim
    ideałem chodzącym, to po komentarzu @kadett pisze:2011-01-10 o godz. 15:07 powinien zmienić nick na „labirynt”.
    Tak pokrętna jest „analiza” finansowa akcji dobroczynnej @kadetta!

    Kadett, to gitara elektryczna powinna grać wedle Ciebie, przepraszam
    – bez prądu? A mikrofon wokalisty powinien być zasilany dynamem
    rowerowym, najlepiej prądem „wypedałowanym” przez wokalistę?
    A światło, oświetlenie to powinno być finansowane przez „zaświaty”?
    Fajerwerki przez bogatego multimiliardera Fire Werka?
    Coś u Ciebie z tradycją, „nicht ganz” pod kupułą!

    Pozdrowionka.

    P.S. Kleofasie, byłem u Ciebie na blogu, ale z Lexem macie taką fajną
    wenę muzyczną, że nie chciałem przeszkadzać. Wrócę tam na pewno!

  143. ajw,

    tak ? a jaka ?

  144. Jacobsky pisze: 2011-01-10 o godz. 15:18
    =================

    >>>georges53(…)>>>

    …O.K. ale 10c z dolara?
    Innymi slowy moj datek idzie przede wszystkim na utrzymanie biura, a na chore dzieci ochlap, jesli jaki zostanie…
    NIEEEEE!
    Zaznaczam, nie wiem jak dziala Owsiak u Was.
    pozdrawiam, georges53

  145. Kleofas pisze:
    2011-01-10 o godz. 03:33

    Jacobsky zezowaty, cynamon29, ajw, Anca-Nella, Kartka, Orteq i inni.

    Nieladnie jest pisac “grafomanstwo” o wpisach. Kadett dzieli sie swoimi spostrzezeniami

    #
    Prosiłabym, aby nie przypisywać mi słów, których ani jeden raz nie użyłam.
    Jeśli już masz ochotę Kleofasie ze mną podyskutować, to odnoś się do moich wpisów. Ja tylko napisałam, że dałam datek na Orkiestrę – jak co roku. Daję również na różne akcje Caritasu kilka razy w roku, kupuję wigilijną świecę. Bo tak właśnie chcę. Sama z orkiestrowych zakupów nie skorzystam, bo już dawno nie jestem dzieckiem, ale na inne dzieci skromnego datku nie żałuję i nie widzę potrzeby jakiegoś głośnego wydziwiania z tego powodu.
    Nie ma obowiązku dawać, jeśli się nie chce.
    #
    Moi dziadkowie i rodzice byli rodowitymi warszawiakami, ale gwarą nie mówili, choć ją oczywiście znali ze słyszenia. Ja się urodziłam nie daleko od Warszawy i jako dziecko przyjechałam do Wrocławia, gdzie się zetknęłam z lwowskim i wileńskim zaśpiewem. „Ta joj!” było do słuchania na każdym kroku. Dziś nikt już tak nie mówi. Nawet starzy lwowiacy i wilniuki tylko z lekka zaciągają, ale gwary po prostu nie ma w użyciu.
    Ale mam w domu zarówno płytę Grzesiuka – teraz na kompakcie obie, kiedyś czarne i też miałam – jak i „Skarbiec lwowski” czyli Szczepko i Tońko wśród gwiazd piosenki. Od czasu do czasu sobie posłucham, zwłaszcza Grzesiuka, bo jest mi bliższy i czytałam jego książki, znam te ulice, którymi chodził, do dziś na Mokotowie mieszka mój wujek – powstaniec, już bardzo wiekowy.
    Ja jednak jestem zdecydowanie wrocławianką. Moja mama mawiała, że jest w domu, kiedy wysiada z pociągu na stacji Warszawa Głowna.

    Nie zauważyłam twojego odnośnika do informacji o sen. Kogucie, bo od dawna nie czytuję twoich wpisów. Tak wyszło. Zauważyłam jednak swój nick, więc poczytałam i odpowiadam.
    Pozdrawiam.

  146. Na blogu Palikota znalazłem „bratnią duszę” dla kadetta. Oto wstęp jego wpisu (dalej nie czytałem):

    „Akcja Owsika to przeprowadzana z zimną krwią typowa …
    … tresura ludzkiego bydła, żerująca na najniższych odruchach współczucia, wyrabiająca i utrwalająca w nim zachowania konformistyczne. PO zniszczeniu prawdziwych więzi … ”
    suntzu11@wp.pl 2011-01-10 08:59

  147. georges53,

    nie wiem, o jakiej organizacji mówisz, a więc trudno dalej prowadzić dyskusję. Co do Owsiaka, to zdaje się, że można poczytać sprawozdania finansowe jego fundacji. Jak znam polskie warunki, to gdyby Orkiestra grała na takich zasadach, jak to opisujesz (10 centów), to jej koncert już dawno by się skończył kosmicznym skandalem, Owsiak zostałby rozdziobany, a cała akcja przestałaby istnieć.

    Pozdrawiam.

  148. Ancia-Nela,

    zręcznie wybroniłaś się przed autorytetami blogowymi za datki na leczenie bezbronnych dzieci, w stosunku do których Pani Kopacz uszczelnia (czytaj zmniejsza) wydatki na leczenie, powodując ich upośledzenia lub po prostu zejścia z tego najlepszego ze światów.
    Fakt, że datki otrzymał równierz Caritas daje nadzieję, że będzie Ci odpuszczone.

  149. Obserwatorka pisze:

    2011-01-10 o godz. 08:41
    Slawomisrki.Czy pisanie i myslenie nie moze byc tozsame?

    Moze.
    Ale nie jest.
    Prosze wstapic do najblizszej ksiegarni.

    Slawomirski

  150. TJ pisze:

    2011-01-09 o godz. 21:13

    „Po prostu nie jarzę.”

    To prosze odejsc od latarni.

    Slawomirski

  151. Sebastian pisze:

    2011-01-09 o godz. 21:10

    Szanowny Panie Sebastianie

    Pan bardzo dobrze wie ze to byl zart.

    Slawomirski

  152. Jurek Cedro pisze:

    2011-01-10 o godz. 16:04

    Dobry link.
    Dziekuje.

    Slawomirski

  153. Rybie 21.24
    Serduszka od p. Owsiaka widziałem na wielu urządzeniach medycznych znak że pieniądze na ten cel zebrane owocują urządzeniami.
    Wiem to również z własnej praktyki a trochę przy sprzęcie medycznym się krzątałem. Nigdzie nie widziałem napisu kupiono ze środków Caritasu.
    Pewnie dlatego żem zezowaty.
    Kleofasowi 15.13
    A czemuż miałbym biegać za niewydarzonym poborowym gdziekolwiek?
    I w dodatku wcale się nie zamierzam sie wymieniać – nie rozumiem.

  154. Rybo!
    Nie bronię się, tylko wyjaśniam komuś, kto albo nie zrozumiał, albo celowo przekręca moje wypowiedzi, czego nie lubię. Cenię uczciwość w wypowiedziach. Może się ktoś ze mną nie zgadzać i mi to wyraźnie powiedzieć, jednak niech polemizuje z tym, co napisałam a nie wyraża własne sądy o mnie, bo nie po to się wchodzę na blog u red. Passenta, aby zajmować się sobą i promować własne pomysły, ale by wymieniać poglądy.
    Są takie nicki, które czytuję zawsze i takie, których już nie czytuję.
    Chyba nie ma obowiązku.

    A co do Orkiestry…
    Kiedy dziecko któregokolwiek z tych zajadłych krytyków działalności Owsiaka trafi /oby się to nigdy nie stało ale może trafić/ na oddział któregokolwiek ze szpitali dziecięcych, to jest wprost niemożliwe, aby wzrok rodzica nie zatrzymał się na tym maleńkim czerwonym serduszku, umieszczonym na aparaturze ratującej jego dziecku zdrowie, a może i życie. I z pewnością w następnym roku, kiedy orkiestra znów zagra, nie przejdzie obok innych dzieci, kwestujących obojętnie.
    Bo człowiek się zmienia z wiekiem i doświadczeniem.

  155. Kleofasie!
    Przepisany z Kapeli Czerniakowskiej. Ja uczyłem się na Skarpie, miałem mnóstwo kolegów z Zajęczej, Dobrej czy Cichej. Nie mówiłem pełną gwarą, ale rodzice zwalczali wszelkie końcówki „z buraczkamy”, „stówkie”, a wiele określeń pozostało mi do dziś, jak „siksa” na młodą dziewczynę, rozwalić się „w drebiezgi”.

  156. Nie sprawdziłam pisowni i 🙁

  157. Znam, znam. Po tym jak dostał Nobla przeczytałem powtórnie cztery jego książki, żeby sobie wyjaśnić, za co właściwie ten Nobel. Kraj to Peru, pisarz – to Mario Vargas Llosa, normalny, dość zręczny grafoman. W swojej kampanii wyborczej (a cóż to mu strzeliło do łba, żeby pchać się do polityki?) zachowywał się marnie i głupio, pajacowato. A potem, po przegranej, pisał te „mądrości” o polityce. Ciekawe, co by pisał, gdyby wygrał. Myślę, że gdyby wygrał, skompromitowałby by się ze szczętem. Więc miał szczęście, że przegrał.
    Skwapliwy, uniżony i podlizujący się wobec Redaktora (jak zwykle, zresztą) komentarz „Kartki z Podróży” jak zwykle płaski i głupi:).
    A za co Nobel? A diabli wiedzą. To marnota i miernota. Jest dużo słabszy od kilku znanych pisarzy latynoamerykańskich (tzw realizm magiczny, itp). U Llosy widać jakieś marne odbicia tych pisarzy, sporo domieszek wpływających na sprzedaż (jakieś tam cenzuralne porno) + sporo normalnego harlekiństwa.

  158. Cynamon29 19.06

    A przeszkadzaj, na zdrowie ! Masz poczucie humoru i dobre oko – bardzo w cenie. Za Kadetta nie bede bo o sam potrafi. I bedziecie mogli sie wyzyc, bo cenzury nima. Kiedy przyleziesz, to sie bedziemy klocic, jak cztery cholery !

  159. Jakobsky: wiec nie widzisz roznicy miedzy zdewastowanym przez trzesienie ziemi, jednym z najbardziej biednych krajow 3-go swiata (jeszcze przed trzesieniem), ktore wola o pomoc do calego swiata, a naszym tygrysem Europy, krajem Unii??? Kwesty w Polsce, wszystkie te swiatelka do nieba, to fajna zabawa, ale wyciaganie reki po pieniadze na chore dzieci w Polsce za granica i jeszcze puszenie sie z tego, uwazam za niesmaczna zenade.

  160. Jacobsky,
    nowoczesna, skuteczna akcja charytatywna organizowana docelowo.
    You talkin to me? To mów po polsku, Jacobsky. Do mnie mów prostym językiem, Jacobsky. Do mnie taki tylko trafia. To pustosłowie tu zacytowane to dla mnie wata cukrowa na patyku. Efektowna ‚na oko’, ale ściśnij w garści, to zobaczysz, że z niej patyk tylko zostanie oblepiony czymś mdławym.

    Sure, Jacobsky. Jest audyt. Prima sort! Najlepszy z możliwych! Wszystko jest przeźroczyste u Owsiaka, że mucha nie siada, bo się nie pożywi! Owsiak jest czysty jak dziewica nowoorleańska, papiery ma w porządku, ja ich nie podważyłem w żadnym momencie. To udawane jąkanie ‚na wizji’ można mu nawet darować, puścić mimo uszu.

    Nie w tym rzecz. Idzie o to, że w działania J. Owsiaka zaprzęgnięta została cała machina i zrobił się z niej potężny system ssąco-tłoczący. Wysysa kasę z obiegu publicznego, o jakiej Owsiak nie zamarzył nawet, w ilości trudno dającej się kontrolować (bo kto TVP może zabronić transmisji przez cały dzień, jak był to pomysł samej byłej dyrektorki TVP2), więc ssie się tę kasę beż żadnego już audytowania i opamiętania po to, by wtłoczyć do puszek 37 mln zł. I nikt nie pyta – ile kosztuje ten suporcik. A jest to nie w kij dmuchał w pełnej, trudno policzalnej, ale jak najbardziej realnej skali kosztów. Czysta kasa jest wysysana z wielkiego państwowego kotła, żeby napełnić kilka garnuszków całkiem prywatnych. No, Jacobsky, jak ty tego nie widzisz, to kiepski z Ciebie lewak. Bierz przykład z mojej ‚lewicowej prawości’.

    I stu i tysiąc Jurków Owsiaków bez tego ordynarnego i nachalnego, (bo dla niego gratisowego, ale poza tym kosztownego!!!) wsparcia i i wzajemnego nakręcania potężnej machiny państwowo-prywatno-medialnej mogłoby się zaorać na śmierć i g. zdziałać! Owsiak to ordynarny, najpospolitszy produkt masowej, skomercjalizowanej do granic wytrzymałości popkultury, taki sam jak wszystkie inne. To jedna wielka manipulacja! I jest to manipulacja ohydna, bo odbywająca się na młodych, pozbawionych ostrego zmysłu krytycznego młodych mózgach.

    Taka jest prosta jak cep prawda, której nie umiesz wypreparować z całej tej popkulturowej otoczki, do której dorabianie jakiejkolwiek filozofii (charytatywność, dobroczynność, zbożność, skromność, bezinteresowność) pasuje jak wół do karety. Ale ‚nowoczesność’ i ‚celowość’ – bingo! jak najbardziej! Nie żal powoli zdychać…

  161. ANCA-NELA

    Pozdrowienia dla Mamy i Taty czekaja. I prezencik….

  162. Jacobsky pisze: 2011-01-10 o godz. 20:57
    ================

    Chyba wyrazilem sie niejasno.
    Napisalem: „Zaznaczam, nie wiem jak dziala Owsiak u Was.”
    mialo byc…”Powyzsze nie dotyczy Owsiaka” ( wedle mojej obserwacji z daleka…)

    >>>nie wiem, o jakiej organizacji mówisz,>>>
    Ja tez nie wiem; rozumiem, ze to powszechna praktyka. U nas (Australia; ok.10 lat temu ) pewien reporter, ktory lubi sie wychylac, wychylil sie, potem anemiczna dyskusja, nikt nie zaprzeczyl ani nie wyrazil zainteresowania i przyschlo. Sam popytalem przy okazji. Ocenilem, po reakcji, ze blisko prawdy…

    >>>… a więc trudno dalej prowadzić dyskusję….>>>
    Nie dyskusja – nie mam kwalifikacji; osobista obserwacja ogolnego przeznaczenia, z wlasnego podworka.
    Bylem ciekaw jak w Kanadzie.

    >>>…już dawno by się skończył kosmicznym skandalem,>>>
    Reportaz byl; kosmicznego skandalu nie… (tzn.na moim podworku ).
    Wolalbym zeby to nie byla prawda, ale…
    Pozdrawiam, Georges53.

  163. Kleofas pisze:
    2011-01-10 o godz. 23:29

    Prezencik możesz wysłać jako światełko do nieba.
    Dobranoc

  164. O kurcze, Zyks się pojawił z recenzją. Kota nie ma to myszy grasują. Passent na urlopie więc się Zyks ośmielił napisać.
    Witaj Zyks, napisz coś jeszcze o literaturze – prosze.
    Pozdrawiam serdecznie

  165. ajw,

    wydaje mi sie, ze z punktu widzenia potrzebujacych dzieci, ich roznicowanie nie ma najmniejszego sensu takich. Polskie, haitanskie, czy kanadyjskie – wszystkim dzieciakom w potrzebie nalezy pomoc i chwala tym, ktorzy staraja sie ja niesc.

  166. Slawomirski pisze:

    2011-01-10 o godz. 21:47
    —————————–

    Szanowny Panie Sławomirski,

    a Pan doskonale wie, że moje „to”, było poprzez powinowactwo z Pańskim żartem- moją reakcją w tonacji…

    Pozdrawiam,Sebastian

  167. Biedny jestes kadett ze swoja argumentacja. Typowo polskie podejscie do sprawy, ktore moi znajomi nazywaja „rodactwo”.

    Nie musisz do mnie mowic po angielsku, no chyba ze jest Ci to potrzebne do szczescia.

    Probujesz ugryzc Owsiaka ? Chyba tylko gryzc po kostkach, jak na ratlerka przystalo, bo nawet do czterech liter mu nie dorastasz, aby ewentualnie pocalowac go tamze. Sorry, ze tak bezposrednio, ale nie mam zamiaru dyskutowac z takimi nawiedzonymi jak Ty. Owsiak tez nie dyskutuje, tylko robi to, co ma do zrobienia. Zbierz 37 milionow, to pogadamy.

    A Ty gryz sie dalej.

    Pozdrawiam

  168. Teresa Stachurska pisze:

    2011-01-10 o godz. 15:54
    http://wyborcza.pl/1,97863,8918167,Jak_Polska_dluga_i_szeroka.html?as=1&startsz=x

    Dziekuje za link.

    Slawomirski

  169. Ryba pisze:

    2011-01-10 o godz. 21:24

    Za smierc dzieci „odpowiada” pani Kopacz.

    Ten rodzaj pisania moze byc podlozem masakry w Tuscon.

    P.S.
    Fakt ze redaktor Passent wypisuje podobne bzdury o IPN i Kaczynskim nie zwalnia Pana Ryba od samodzielnego myslenia.

    Slawomirski

  170. Kadett- Jacobsky
    Rozumiem że kadettowi bardziej odpowiada reklama super proszku ,płynu do toalet,lub żelu po goleniu przez 24 godż na dobe.
    W przerwach Plebania i OOOO . Mateusz.
    Wolno mieć TAKIE GUSTA.
    A powiedz no SZLACHETNY piewco nowoczesności jakąż to akcje widziałeś w Polsce mającą wspomagać blizniego ?
    Albo bezdomne zwierzęta – tych naszych BRACI MNIEJSZYCH.
    A przecież dokoła tyle organizacji nas wspierających i co jedna to z aureolą.
    Tylko ze nikt ich wyników działalności nie widzi.
    Opluć wszystko można i wg. Ciebie Owsiak to OHYDA .
    MYŚLĘ ZE LEPIEJ BYŁOBY BYŚ NIE MIAŁ DZIECI .Nie chodzi o geny ale ktoś by je wychowywał , jeśli o takich poglądach to strach wychodzić wieczorem.

  171. antonius pisze:

    2011-01-10 o godz. 11:23

    ” szkołą rządziła paskudna żydokomuna ”

    Dowod na bezmyslnosc jezyka pisanego osoby piszacej.

    Slawomirski

  172. Jurek Cedro:))
    Ciekawy link podales, odsluchalam z zainteresowaniem Ten Glowacki to sensowny facet, wiec mysle, ze jego ksiazka bedzie ciekawa lektura, chociaz w tej sprawie chyba to co najwazniejsze juz zostalo powiedziane.

    Jesli chodzi o Kosinskiego, nie pierwszy raz sie zdarza, ze ten, ktory zawdziecza zycie Polakom, klamie i oczernia swoich dobroczyncow, starajac sie zrobic kariere na „salonach”.
    Oszustwo Kosińskiego zdemaskowali m in. jego amerykański biograf, James Sloan oraz Joanna Siedlecka autorka „Czarnego ptasiora”, która dotarła do miejscowosci, gdzie rodzina Kosińskich spędziła wojnę. Okazalo sie, ze Kosinscy wiedli tam bezpieczna egzystencje wsrod przyjaznych ludzi, ktorzy ich ukrywali i im pomagali. Potwierdza to film o tytule „Sex, Lies and Jersey Kosinski”, zrobiony dla BBC (z jakiejs tam znanej serii nominowanej do jakiejs tam znanej nagrody).
    Nawet noblista Elie Wiesel wypowiada sie, ze ksiazka Kosinskiego to wielkie oszustwo i zaluje, ze kiedys pomogl ja spopularyzowac. Poza tym Kosinski znal wtedy za slabo angielski, by mogl mogl ksiazke napisac samodzielnie – sa takie opinie, że jego kariera zostala celowo zaplanowana przez czynniki zewnetrzne i pod konkretne potrzeby.

    Ciekawostka: Mieczyslaw Kosinski (ojciec) zatrudnil sie na tej wsi w punkcie skupu oraz jako nauczyciel dzieci, za co chlopi placili mu żywnością. Rodzina wiodla zywot sielankowy i dostatni, a zona mogla nawet zatrudniac sluzaca. Zwerbowany do PPR, udzielal wykladow z marksizmu przyszlym funkcjonariuszom w zamian za specjalna ochrone. Wital entuzjastycznie Armie Czerwona i drugiemu ukrywajacemu sie u tego samego gospodarza zydowskiemu dziecku wystrugal drewniana pepeszke, dzieki czemu chlopczyk stal sie maskotka czerwonoarmiejcow. Notabene, wszyscy, ktorzy najbardziej pomagali rodzinie, zostali zeslani na Syberie a chlop, ktory ich przechowywal, trafil do wiezienia.

    A co do tej drugiej znanej ksiazki Kosinskiego, to nie uchodzi najmniejszej watpliwosci, ze wzorowal sie on na „Nikodemie Dyzmie”, ktory byl zreszta jego ulubionym bohaterem literackim, a dosc liczni nawet sadza, ze byl to plagiat, ale o ile ja sie orientuje, to zeby cos zostalo uznane za „klasyczny”plagiat, to musi byc w ilus tam procentach zerzniete, i to na zywo, ale nie wiem dokladnie, jak taka sprawa sie przedstawia w swietle przepisow prawnych i czy jest jakies rozroznienie pomiedzy plagiatami z roznych dziedzin np. nauki a literatury pieknej.

    PS. Jesli chodzi o „passencja”, to ja Ci doloze kawalek: otoz kiedys, w zamierzchlych czasach PeReLu (wczesne lata 80-te), kiedy Polityka jeszcze przypominala szara plachte, pan Daniel podzielil sie z nami nastepujaca ciekawostka (anegdotka?): otoz slyszal on przy jakiejs okazji od kogos, ze gdzies tam (byc moze, ze za siedmioma gorami i lasami) jest taki kraj, gdzie wzorcowo utrzymywany jest grob, na ktorym widnieja wyryte dwa polskie slowa. Jedno z nich funkcjonuje czasami jako przecinek badz przerywnik myslowy w jezyku potoczno-ulicznym i zaczyna sie na litere „k”, (ufam, iz nie ma potrzeby cytowania), a drugie to nic innego, jak przyslowiowe litery cztery (w tym przypadku nie ma nawet potrzeby wymieniania litery poczatkowej). Grob jest pielegnowany z czcia i szacunkiem przez miejscowa ludnosc. To tyle. Szkoda tylko, ze pan Daniel nie wymienil byl nazwy tego przyjaznego nam kraju. A skoro juz znalezlismy sie w strefie zadawania zagadek, to ja takze pozwole sobie zadac jedna: znasz-li ten kraj?

  173. Torlin 22.07

    Czy piszesz o X liceum Kopernika (na Skarpie)? Skarpa byla na Powislu przy Dynasach /Oboznej a tam jedyna szkola to Kopernik, na przedluzeniu Swietokrzyskiej. Dobrze, czy zapomnialem i pieprze bez ladu i skladu ? Poza tym zapomnialem gdzie byla Cicha. Zajecza, Topiel, Radna, Drewniana, Leszczynska, pamietam bardzo dobrze, ale gdzie byla ta Cicha ? Ja sie uczylem na Drewnianej, u Czackiego, XVII LO bodajze.

    Z poprawek Twoich Rodzicow widze, ze tu nareszcie mam chlopaka z Warszawy, bez podrobek. Mnie tez poprawiali i sami mowili bardzo ladnie, ale drugi standard byl na ulicach, ktore nazywasz. A to mnie zawsze bardziej ciagnelo niz domowy porzadek.

    Nie wiem czy wiesz, ze „siksa” to z jidish – szykse, pogardliwie na gojke. A „vdrebezgi” – rusycyzm. Ale w gwarze sa mocno usadowione.

    Lubisz teraz, po latach, te gware ? Za nia jest styl, wymowa, barwa glosu, sposob bycia i caly swiat, ktory bezpowrotnie odszedl w zapomnienie. Bardzo sie ciesze Twoim wpisem, ale tu nie miejsce na szczegoly, bo ludzie maja wazniejsze sprawy na glowie niz knajackie wspominki…

    Pozdrawiam bardzo serdecznie. Kleofas.

  174. Tomejtou Story.
    Wkladka I.

    Juz od drzwi wiedzialem, ze cos nie tak. Milczal tiwi! I nikogo na kanapie w liwinrumie. Normalnie to on tam zawsze byl zaparkowany, gdy wracalem z szyfty. Tyskie przed nim, a on wtopiony w Late Night with David Letterman. Lub w inne lby rżace z byle powodu. Dzisiaj nic. Zadnego halasu, zadnych lbow, ani w tiwi ani na kanapie. Drzwi do jego sypialni (‚pokoju’, poprawial mnie za kazdym razem) też przymkniete. Widac tylko tylne kolo od roweru. Bo ten dalej jest lancuchem skuty z noga od lożka.

    Dokladnie tak jak Potejto zostawil. Nie z wlasnego wyboru zreszta. Nikt nie wybiera ataku serca. Szczegolnie w Noc Sylwestrowa. Wlasnie minal rok.

    Wprowadzil sie do tego mieszkania – ‚apartamentu’, jak to lubial wymawiac z luboscia sp. Potejto – zaraz potem jak Kaem namowil Tomejtou do przejecia tej jackowskiej schedy emigranckiej. Tomejtou wtedy przemieszkiwal katem po znajomkach, na wlasne mieszkanie nie bylo go stac. Na zmywaku nie placono kroci, szczegolnie na czarno. A ze i ja niedlugo potem znalazlem sie w potrzebie, postanowilismy zamieszkac razem. Mieszkanie od 30 lat bylo w polskich rekach. Tyle lat spedzil w nim Potejto. Ten fakt tez jakas wartosc ma. Rodzimego zapaszku kapusty po angolach nie znajdziesz. Rower natomiast jest tylko kilkuletni. Nawet nie skladak. Mountain bajk. Dumny z niego byl nieboszczyk. Choc nigdy w zadne gory na nim sie nie wybral. No i chyba juz nie wybierze.

  175. @sa, 2011-01-10 o godz. 10:46,pisze : ‚Ode mnie proszę pozdrowić Wincentego Pol’a – obaj wiemy o kogo chodzi i dlaczego!”

    Kennst du das Land, wo die [Zitronen] blühn,
    Im dunkeln Laub die Gold-Orangen glühn,
    Ein sanfter Wind vom blauen Himmel weht,
    Die Myrte still und hoch der Lorbeer steht?
    Kennst du es wohl?
    Dahin! dahin
    Möcht ich mit dir, o mein Geliebter, ziehn.
    ……..
    No, to o kogo chodzi i dlaczego ?

  176. Torlin 2011-01-10 o godz. 09:37 cytuje gwarę :

    „Smaruje szaber, fomkę i raka, Rajster cały klawiszy.
    Przed tym meterem pęknie dziś paka…”

    zagadka a propos „zagonić sikor na ciuchy”
    – co to znaczy, znawcy?

  177. Jacobsky,
    pokazałeś prawdziwą klasę. Klozetowo-dworcową. Gratuluję! i współczuję uczniom. Tutaj od przedstawicieli „róbta co chceta” miałbyś murowany kosz na śmieci w roli wieńca laurowego.

  178. Tomejtou Story.
    Wkladka II

    – Hej, Tom. Jestes?

    Tak go pozwolilem sobie nazywac i on nie oponowal. Najczesciej jednak unikalem uzywania jego amerykanskiego imienia. „Hej”, „powiedz no” czy „sluchaj” wystarczaja jak dotad. W rozmowach z innymi tez mowie o nim „on”, „jemu”, „nie namowisz go”. Jakos nie moge sie przelamac do tej amerkanskiej wymowy to-mej-to-u. Mnie uczono wymowy brytyjskiej, to-ma-to. W odroznieniu od po-tej-to. Bo to i po brytyjsku i po amerykansku tak samo sie wymawia. Wiadomo, warzywo zwyczajne. Podczas gdy tomato to ho ho. Owoc.

    – No, jestem. A co?

    – Tiwi nie chodzi. Myslalem, ze cos sie stalo.

    – Nic sie nie stalo. Pisze.

    Dopiero teraz uslyszalem chrobotanie klawiatury. To cos nowego. Dotychczas jesli uskutecznial swoje zabawy komputerowe to raczej gdy mnie nie bylo w domu. Tam mi sie przynajmniej wydawalo. Ja zreszta tez skrywalem sie troche ze swoim nalogiem. I blogowalem, w swoim pokoju, kiedy on nie widzial

    Gdy ja z kolei wlaczylem stupid box – zostala ta nazwa po Potejcie – wyszedl z pokoju. Jakis taki jakby zdenerwowany.

    – Ty blogujesz?

    Od razu zczerwienialem. Jak burak jaki. Dobrze, ze nie Burek. Tomejtou musial wejsc na blog Passenta! Albo jeszcze gorzej: on mnie namierzyl wszedzie, gdzie ja sie uzewnetrznilem. A ja w tej blogosferze, jak zbuk najgorszy, wszedlem kiedys pod wlasnym imieniem amerykanskim i tak zostalo. Otwarta karta. Niczym jak z czasow walki z komuna. Wszystkie tewu wiedzialy dokladnie kto to Orteq.

    – No, widzisz. Tak jakos wyszlo.

    Pisnalem to przepraszajaco.

    – Nie, nie, ja nic przeciwko blogowaniu nie mam.

    Spojrzalem na niego, wciaz zaczerwieniony. Czulem sie jak petak przylapany na samogwalcie. Albo jeszcze gorzej, na paleniu zwyczajnych papierochow. Zamiast przynajmniej trawki. Twarz mial jeszcze wzburzona, ale przyjazna. Dla mnie przyjazna, jak mi sie wydalo. Zaczalem znowu oddychac.

    – Otworzyc pilznera?

    – Moze byc. Tyskie cale poszlo.

    – Jak ty odbierasz tego Plebsopasa? On tam chyba cos pod ciebie u Passenta podjechal, nie? Cos probowal cie gryzc o sileniu sie na warszawska gware. Ze niby podrabiasz i konczysz zalosnie?

    Plebsopasa? Nie skumalem od razu.

    – o Kleofasie mowisz?

    – Jaki on tam Kleofas. Jak stalismy razem na zmywaku to go inaczej jak Plebsopas nikt nie nazywal. On sam sobie z tego Plebsopasa, Kleofasa ukrecil. Zeby ladniej bylo.

    Musialem sobie przetlumaczyc, ze tego jeszcze nie grali w Belfry Theatre.

    – Ty powaznie? To on w Jackowie na zmywaku kibluje, a nie na zadnej Florydzie bryluje?

    – Na Florydzie!? Na Florydzie to Wacek Cilulko bryluje. Tez oryginalnie z Jackowa, ale sie dorobil na czyszczeniu scian oraz myciu okien wiezowcow. W rezultacie sobie dacze w cieplym kraju nie tak dawno temu zafundowal. Ale z Wacka to juz naprawde nawet najmniejszy Warsiawiak nie moze byc. Bo on jest ze wsi podbialostockiej. Tak samo jak Potejto byl. Wacek do dzisiaj sledzikiem bialostockim tak jedzie, ze Kononowiczowi uszy wiedna. No i oczywiscie z racji tego sledzikowania nikt nie robi zadnych smiechow z jego imienia. Bo w innych czesciach Polski Wacek jesli jest imieniem to tylko tym nadawanym smiesznej czesci anatomii meskiej.

    – A Kleo.., przepraszam, Plebsopas, to chyba warsiawska gware praktykuje, nie?

    – A dajze ty sobie spokoj. On moze i pochodzi ze wsi podwarszawskiej, choc za wiele i na to bym nie postawil. Podczas gdy ja jestem ze wsi podprzedmiejskiej samego miasta Targowka.

    – Cos przypominam o jego przygodach wroclawskich..

    – O to, to. Plebsopas we Wroclawiu warsiawiaka udawal po knajpach. Powiem ci tyle. Ani on ani ja Grzeskowiakami juz nigdy nie bedziemy. Ta warsiawska gwara to tylko istnieje w plebsopasowej imaginacji. Na jego blogu to jest stuprocentowy erzac. Na dodatek, z Jackowa nadawany. Prawdziwy jak banknot 3-dolarowy.

  179. Dopiero teraz przypomnialem, ze Tomejtou zaczal rozmowe od podjazdu Kleofasa pode mnie. Cos o moim podrabianiu warszawskiej gwary tam bylo. Otworzywszy dwa nastepne pilznery, zapytalem go o to.

    – To bylo to, co mnie ruszylo, Ortequ. On pod ciebie, niewinnego jak lelija, podjezdza i pieprzy, trzy na krzyz, dyrdymaly prawdziwe. O tym, jak to porzadny polski wyszedl z polskiej klasyki i jezyka warszawskiej przedwojennej inteligencji. Podczas gdy warszawska gwara wyszla z jezyka warszawskiego plebsu, rozwinela sie wzbogacana jidish, niemieckim i rosyjskim. O to mi chodzilo.

    Dopiero zaskoczylem.

    – Plebsu? Plebsopas!

    – Jestem z ciebie dumny, Ortequ. Wzbogacanie warszawskiej gwary obcymi jezykami przerobimy na nastepnych kursach nocnych.

  180. Aqa!
    To oznacza ukraść zegarek, ale na Powiślu tak nie mówiono.
    Kleofasie!
    Chodziłem do szkoły nr XVIII im. Jana Zamoyskiego na Smolnej 30. Jak rozpoczynałem, to była jedenastolatka, gdzieś w okolicy mojej czwartej klasy (1962??) podzielono murem szkołę i wyodrębniono szkołę podstawową nr 219 im. jakżeby inaczej – Anny Wasilewskiej. A szkoła podstawowa w ówczesnych czasach miała swoją regionalizację, moja podstawówka łączyła dwa światy, górę skarpy, czyli Nowy Świat (przy którym ja mieszkałem), Ordynacką, Foksal, Kopernika, Gałczyńskiego, i dół czyli Powiśle z Tamką, Dobrą, Cichą, Zajęczą i Topiel. I te dwa światy na siebie w sposób ewidentny wpływały.
    Podobną historię zawsze widziałem w szkole podstawowej w Dąbrówce w Warszawie, w której mieszkam. Tutaj spotykały się w jednej klasie bardzo biedne dzieci wiejskie z dziećmi mieszkającymi w willach.
    Jeżeli chodzi o ulicę Cichą, to jak schodzisz Tamką, to na dole pierwsza w lewo jest Cicha, druga Topiel, a trzecia Dobra.
    Ja pewnie używam słów z gwary, ale pewnie nie wiem o tym.
    Pozdrawiam serdecznie

  181. Sprawdziłem w historii Zamojszczaka, podział był w 1960 roku – już pamięć nie ta 😀 . Ja byłem specyficznym rocznikiem, bo byłem ostatnim rokiem jedenastolatki, za mną szedł pusty rok.
    Ps. Coś mi się widzi, że słowo „Zamojszczak” to też gwara warszawska.

  182. Orteq ,o godz. 10:27
    – oj, Orteq, NIEŁADNIE …
    napisałeś dużo a zupełnie zbytecznie.
    Szkoda, że włozyłeś tam tyle swoich złych uczuć

  183. – na temat dyskusji o Orkiestrze Owsiaka

    zajrzałam pod link polecany przez Teresę Stachurską (2011-01-10, 23:46)
    i pozwalam sobie zacytować opinie :

    -Prowincjonalne miasteczko. Szpital powiatowy a większość sprzętu będąca na wyposażeniu oddziału dziecięcego zakupiona została z Owsiakowej Orkiestry. Rozumiem mieszkańców wielkich miast, im taka forma pomocy nie jest potrzebna, mają wszak kilka obiektów przystosowanych do leczenia, mogą wybierać. Nam, mieszkańcom prowincji tylko kapią odpady z pańskiego stołu i gdyby nie Owsiak, cóż byśmy mieli?

    – Gmina płaci za zabawę dla swoich mieszkańców tak samo jak za każdą inną masową imprezę typu majówka, festyn czy obchody takiego czy innego święta. W przypadku WOŚP gmina ma o tyle lepiej, że artyści grają za darmo i gmina nie musi im wypłacać honorarium.

    – Czynienie zarzutu Owsiakowi z tego tytułu, że szpitale nie mają pieniędzy na obsługę zakupionego przez niego sprzętu – To jest dopiero przedziwna sytuacja, dostają sprzęt, którego same nie są w stanie kupić i jeszcze płaczą, że wredny Owsiak nie dorzucił paru złotych na prąd i nie płaci extra obsługującym go lekarzom.
    No i do diabła, służba zdrowia ma nas efektywnie i skutecznie leczyć a nie zarządzać swoim majątkiem! Służba zdrowia sama powinna kupić wszystkie te urządzenia, które daje jej WOŚP za własne pieniądze, a ich utrzymanie i właściwe wykorzystanie jest tak oczywistą oczywistością, że nie warto nawet o tym wspominać.

    – KGHM wspiera WOŚP? No widocznie im się to opłaca. Jak setkom firm prywatnych które też wspierają WOŚP. No chyba że się umówimy- spółki skarbu państwa nie wspierają żadnych fundacji i masowych imprez. Tylko po co im zakładać taki kaganiec?
    -Naprawdę potężnych sponsorów z dużą kasą właśnie przyciąga możliwość reklamy, zaprezentowania się w telewizji i nie ma w tym nic zdrożnego jeśli cel tego jest szczytny

  184. “zagonić sikor na ciuchy”
    Jeśli dobrze kojarzę: sprzedać zegarek na targu /bazarze/ciuchach.

  185. Orteq 10.27

    Piekna proza. I analiza tyz. Tak to napisalismy, prawda ?

    „…W odroznieniu od po-tej-to. Bo to i po brytyjsku i po amerykansku tak samo sie wymawia….” (Orteq 10.27)

    http://www.youtube.com/watch?v=TGCJJ2pU0UQ&NR=1&feature=fvwp

    Patrz Pan, a te cholery, Armstrog i Fitzgerald, spiewaja inaczej ! Obsmaruj ich Pan u Passenta. Nalezy sie.

    Ale pozostaje nam jeszcze ten „Malosolny”. Skad Pan to wzial ? Pytalem i czekam. Wlasne ? Kradzione? Ku uciesze bliznich warto wyjasnic.
    Szaconeczek. Kleofas.

  186. do dyskusji o Orkiestrze Owsiaka – moich uwag parę:

    Jacobsky – georges – kadett

    – słyszałam, jak (parę lat temu, w radiu) Owsiak tłumaczył, że pieniądze na opłacenie pensji i honorariów dla niego i jego współpracowników (w tym księgowych) czyli ludzi, którzy rzeczywiście pracują w pełnym wymiarze (a nawet okresowo nad-miarze) godzin pochodzi z odsetek wypracowanych przez te własnie zebrane pieniądze
    -Nie wiem, skąd georges wziął te swoje 10 centów z dolara i co to się ma do WOŚP – on sam tego nie wie, ale na tej podstawie ukuł już sobie swoje stanowisko (czy nie pochopnie, żorżyku ? , BTW – pozdrawiam)

    – nie można utożsamiać czasu antenowego z płatną reklamą i na tej podstawie wyliczać sobie „koszty” tej akcji wkładane przez TV. To absurd! Wyprodukowanie takiego widowiska , całodziennego programu itd też kosztuje, i to znacznie więcej . Poza tym TVP zobowiązana jest też do produkowania programów misyjnych. W odczuciu większości społeczeństwa te relacje z koncertów i reportaże z akcji WOŚP takie są.

    – uruchomienie ludzkiej empatii i aktywności (zwłaszcza u dzieci i młodziezy) , dawanie czegoś od siebie dla innych, słabszych, potrzebujących, nawet jeśli niewiele – to też ma , nie boję się tego słowa – nieprzecenione znaczenie

    – jeśli przy tej okazji mogą przypomnieć o sobie gwiazdy i znane już zespoły – to dobrze- oni przyciągną publiczność dla tych młodych, nowych, którzy nie mogliby zaistnieć lub nie mieliby okazji pokazać się na tak dużych imprezach

    – ludzie potrzebują igrzysk, capstrzyków, dużych imprez, gdzie mogliby poczuć jakąś wspólnotę, gdzie mogliby poczuć się dobrze w grupie – jeśli to dzieje się w tak dobrym celu – to tylko lepiej !

    proponuję spojrzeć na świat niekoniecznie zawsze podejrzliwie, niekoniecznie zawsze doszukując się brudów i podstępów
    Spytajmy się od siebie czasu do czasu – co my możemy zrobić dla świata ?,
    nawet jeśli na tak małą skalę

  187. Aqa!
    Co Ty wypisujesz? „KGHM wspiera WOŚP? No widocznie im się to opłaca. Jak setkom firm prywatnych które też wspierają WOŚP. No chyba że się umówimy- spółki skarbu państwa nie wspierają żadnych fundacji i masowych imprez. Tylko po co im zakładać taki kaganiec?
    -Naprawdę potężnych sponsorów z dużą kasą właśnie przyciąga możliwość reklamy, zaprezentowania się w telewizji i nie ma w tym nic zdrożnego jeśli cel tego jest szczytny”.
    Ja się pytam, po co KGHM możliwość reklamy przed polskim społeczeństwem, zaprezentowania się w telewizji? To samo dotyczy Polskich Sieci Elektroenergetycznych i innych podobnych.

  188. Lex , 11:56 – no, no… gratki!
    … a skąd u ciebie znajomość złodziejskiej gwary?
    (kieszonkowców)

    a może teraz ty zadasz nam jakąś zagadkę ?

  189. Torlin 10.57

    Kochany jestes, ze mi przypominasz ! A czy przed Dobra, w lewo, nie bylo Furmanskiej, ktora ciagnela sie az do Karowej ?

    Tak jest ! Na Smolnej ! Bodajze ostatni budynek po lewej rece. Zelaznymi schodami schodzilo sie do Czerwonego Krzyza. Moja szkole, oryginalnie 34-a, laczono. Przyprawiono imie Czackiego, ktory przedtem byl, razem z „Wladkiem” przy Jagiellonskiej i zrobiono XVII L.O. Do L.O. wejscie bylo od Dobrej a do 34-ej – od Drewnianej. Fuks byl naprzeciwko i zapachi szli, ze daj Boze zdrowie…

    U nas dyrektorem byl prof. D. i nie wiem czemu zaczal wtedy przyjmowac nygusow wypedzonych z innych szkol, a prominentnych synkow. Byli od nas starsi, bo zimowali permanentnie, ale uczyli nas palic, pociagac likier przez wezyk spod stolika, w Artystycznej na Karasia (za Polskim) pokazywali swinskie zdjecia itd. Krolowal Piotrek A. syn dyrektora szpitala w Tworkach, Jurek K. – przystojniak, Zbyszek Z. syn wlasciciela stacji samochodowej na Woli, wywalony z Sowinskiego, Krzys Swietochowski, syn znanego speakera z Radia, wszyscy po 20-21 lat. Golili sie regularnie i podrywali tzw kociaki. Szkola zycia dla nas, gowniarzy. „Klasowo” to mieszal sie Solec i Czerniakow z przedwojennymi spoldzielniami na Dynasach i Jaracza (przedtem Czerwonego Krzyza). Pozniej Jaracza byla od Szpitala do Wybrzeza (bo Teatr) a Czerwonego Krzyza od Szpitala do Skarpy.

    Torlinie, zaluje ale nas stad popedza. Kogo to obchodzi ? Przylaz, ojciec. na moje podworko i nic nas nie powstrzyma !

    Grabula ! Kleofas.

  190. kadett,

    klase ? Po prostu znizylem sie do Twojego poziomu: inwektywy.

    Nie masz powodow, zeby wspolczuc moim uczniom, bo oni akurat sa niezle zaangazowani w rozne akcje charytatywne i lepiej rozumieja to, czego Ty nie ogarniasz w swym rodactwie graniczacym z dulszczyzna. Wspolczujesz, bom taki niegrzeczny wobec Ciebie ? Bez obawy, kadett. Nawet moi uczniowie nie wygaduja takich bredni na temat dzialalnosci charytatywnej, jak Ty.

    Raz jeszcze kadett: zbierz po swojemu choc jeden promil z tego, co zbiera akcja Owsiaka, kup chociaz wtyczke lub pokrowiec do jednej z maszyn fundowanych przez Orkiestre, i wtedy popiskuj, ze to nie tak, ze nie tedy droga.

    To jest wlasnie idea „Robta, co chceta”: jedni robia, a inni popiskuja z poduszeczki, jak ratlerki.

  191. Kadett,

    Szanowny Kadettcie,

    pozwolę sobie zwrócić Twoją uawagę na fakt, że wszystkie!!! osoby wmanipulowane za pomocą gwizdka i elementarną pantomimę, broniły wygenerowanych u nich zachowań stadnych, jak własnego życia.
    A’propos WOŚP,akurat wczoraj , miałem gości z Niemiec. Kiedy im wytłumaczyłem na czym polega akcja Owsiaka, z emocją dziwili się, dlaczego odpowiedzialny za służbę zdrowia minister jeszcze jest na swoim stanowisku!!!
    Nie mogli zrozumieć naszego braku zrozumienia dla istoty państwa. W ich rozumieniu, jeśli coś szwankuje, to pospolite ruszenie obywateli może mieć tylko jednego adresata- rządzących, których obywatele wybrai do takich m.in. zadań jak służa zdrowia. W XXI wieku „Janosiki” zastępujące podstawowe obowiązki rządzących/państwa/- to kompletny nonsens.Ech, ci Niemcy…

    Pozdrawiam,Sebastian

  192. Orteq pisze:
    2011-01-11 o godz. 10:27
    Orteq pisze:
    2011-01-11 o godz. 10:34

    Wiesz Ortequ, jakieś to takie „brudne” i nie licuje z miłą atmosferą
    pierwszych dni „nowegoroczku”.
    Nieładnie.
    Jak to mawia w takich sytuacjach @aqa (osoba bardzo rezolutna, a i
    dowcipna zarazem):

    … daj se siana!

    Pozdrowionka.

  193. Kilka słów do ostrej polemiki Owsiak versus np. Caritas

    Zarzuty stawiane Owsiakowi mają podłoże ideologiczne (to nie są moje zarzuty):

    1) Jego akcja nie jest szczera bowiem wyrasta z tzw. tradycji świeckiej, a ta w Polsce nie ma tradycji.

    2) Sam Owsiak wyszedł ze środowisk tak dalekich od miłości bliźniego, że dalej być już nie może. To on latał z grupą podobnych mu nawiedzonych po pobojowisku drugiego Woodstock z olbrzymią flagą z namalowaną pacyfą – symbolem hipisów, narkomanów, praktykantów życia w hordzie.

    3) Owsiak jest propagatorem hasła „róbta co chceta” streszczającego w sposób bardzo udany ideologię bez idei.

    4) Owsiak jest spiritus movens naśladujących Woodstock festiwali (jak zwykle Polska się załapuje na trendy, gdy są już dawno zwietrzałe), na których młodzież, jak to młodzież, załapać się pragnie choć przez kilka dni na życie (i współżycie) w grupie ze skrętem w gębie i w oparach chmielu.

    5) Koszty operacyjne WOSPu oraz darmowego wsparcia prze instytucje i samorządy są zbyt duże w stosunku do zebranych sum, co czyni całą imprezę mało efektywną.
    Relatywnie sumy zbierane corocznie przez Wielką Orkiestrę nie są zbyt imponujące – w tym roku było około 120 000 wolontariuszy, zebrano 37 milionów. Do skarbonek wpadło mniej, bowiem od tej sumy trzeba odjąć donacje z innych źródeł.

    Daję na WOŚP co roku, jak i składam datki na inne instytucje, jak Caritas, bo wiem, że duża część tych pieniędzy dotrze do celu.
    Zdaję sobie sprawę, że taka jest uroda mechanizmów pomocowych na całym świecie (szczególnie tragiczny stan panuje w krajach trzeciego świata) i zakładam, że nigdy 100 % nie dociera do adresata, ponieważ już sam transfer pociąga koszty, a i rączki świerzbią niejednego.

    Jeśli chodzi o Owsiaka, to nie stawiałbym mu tak podstępnych i insynuacyjnych zarzutów, jak to, że dobrze sobie żyje za nasze pieniążki wraz z rodziną bliższą i dalszą, tylko bym się domagał konkretów w rozliczeniach i wskazań, gdzie następują przecieki, które usprawiedliwiają takie twierdzenia.

    Insynuacyjność i gołosłowność oskarżeń, nieposzanowaniew słowa, to plaga prześladująca środowiska broniące monopolu na prawdę i polskość.
    Jak głośno by się nie wydzierał i w jak fioletowe portki by się nie ubierał dyrygent WOSPu, to należy oddać mu sprawiedliwość – prowadzi akcję na rzecz potrzebujących, stara się celnie plasować pieniądze, corocznie przypomina ludziom i nawołuje, byśmy świadomi byli, że społeczeństwo, to nie zbiór „pojedynczych jednostek”.

    Pzdr, TJ

  194. Torlin 11.05

    Pasuje i ma luz ! Zamojszczak, Komoroszczak, Borowinszczak (kleofas.blogspot.com) – tak sie mowilo w Warszawie. Jesli to masz – rozwijaj, pielegnuj. Wpisz sie u mnie. My to „ostatni co tak poloneza wodza”. Potem zostana sie same fastryganty i lebiegi, ktore rodzonej gwary nie znaja

  195. @ aqa

    Znam z agronomii. „Zagonić sikor na ciuchy” znaczy mniej więcej tyle, co „opylić cebulę na Manhattanie”, albo „przyciąć kapustę za busolę”. Ewentualnie mniej dzisiaj polityczne, ale za te same pieniądze, co na ciuchach, albo i mniejsze: „pogonić sikor do Żyda”.

  196. ZAUWAZYLEM, ZE ILOSC POWOZOWYCH W BLOGOSFERZE WZRASTA.
    Niebawem o empatii jednego z nich.
    ET

  197. TJ,

    problem w tym, że dzisiaj nie ma niczego za darmo (cokolwiek to oznacza). Jeśli dana organizacja charytatywna zbiera poważne kwoty pieniężne, ma określony prawnie status oraz np. ogólnokrajowy zasięg, to przecież ktoś to musi obsługiwać. Obsługa prawna, obsługa księgowa, skarbowa, marketingowa, logistyka, biuro, druk – przecież to wszystko kosztuje, co na pierwszy rzut oka obniża efektywność działania, ale tak naprawdę służy powiększeniu kwoty przeznaczonej potrzebującym, skoro pozwala wybudować zaufanie do danej organizacji charytatywnej, mającej swój status, rozliczającej się jak powinna z powierzonych pieniędzy, i robiącej swoje. Mityczne 100% nigdy nie dotrze do adresata, ale nie o to chodzi.Jeśli te 100% jest naprawdę taaakie ważne, to jedynym wyjściem jest wszystko zrobić samemu: zebrać pieniądze lub datki materialne i potem osobiście chodzić do potrzebujących (oczywiście najpierw identyfikując takowych). Masz na to czas ? Większość z nas nie ma, i dlatego zadowalamy się dawaniem pieniędzy na taki czy inny zbożny cel charytatywny. Ale czyniąc w ten sposób trzeba się zgodzić z faktem, że ktoś za nas robi całą robotę związaną z działalnością dobroczynna, w której ofiarowanie paru złotych to tylko jeden z etapów. Ktoś robi całą tę robotę i wcale nie musi pracować jako wolontariusz, zwłaszcza jeśli jest to zajęcie na cały etat, a tak jest w przypadku wielkich fundacji dobroczynnych.

    Pozdrawiam.

    PS. Ględzenie o niezrozumieniu roli państwa na tle akcji Owsiaka to kolejny przejaw kompletnego braku zrozumienia tego, czym jest akcja charytatywna, i jaki jest jej cel. Mieszkam w bogatym kraju, ale nie ma w nim szpitala bez własnej fundacji wspierającej, które to fundacje zbierają dodatkowe fundusze dla macierzystej placówki. Na tomografy, na nowoczesne laboratoria, itp. I nikt przy tej okazji nie domaga się głowy ministra zdrowia, jak to barwnie opisuje Sebastian. Być może Jego niemieccy goście dziwili się, bo Sebastian tak im wytłumaczył akcję Owsiaka, że nic innego im nie pozostało jak dziwić się, czemu osobiście ja się nie dziwię…

  198. Sebastianie Szanowny!
    Para w gwizdek! 37 mln zebrano, brawo!!! A ja sie pytam tylko – ile wydano z państwowej kiesy, by je zebrać..? A kogo to obchodzi? Każda mieścina supła ze swego cienkiego budżetu ile może, by wieczorem niebo nad nią rozbłysło i młodzi mogli poskakać. To tylko jakaś część kosztów tego przedsięwzięcia, które w założeniu, nie wiadomo dlaczego, należą się Owsiakowi jak psu micha, ale go nie obciążają.

    Polska to nie Niemcy. Tu pieniądze liczy się tylko w jedną stronę. Owsiak zebrał 37, a państwo, które nie może znaleźć na zakup sprzętu medycznego wydało na Owsiaka (zaryzykuję, szacując skromnie) 100 mln zł. Taki jest wymiar pieniężny tej zbiórki. To jest, biorąc pod uwagę wszystkie koszty społeczne przedsięwziecia z pewnością deficytowe. Dotowany jest Owsiak i WOŚP, który przynosi materialne straty. Liczy się szczytny cel! (jak oznajmia Jacobsky), koszty nie s ważne, gdy cel uświęca środki. To jest taki rodzaj bezsensownej stadności i marnotrastwa z podtekstem ideologicznym.

    Niemcy są pragmatyczni. Pierwszy przypadkowy Niemiec widząc taką bachanalistyczną oprawę WOŚP, zastanawia się – kto za nią płaci? I zaraz odpowiada sobie: skoro nie Owsiak, to ja! i dlatego w Niemczech nikt nie miałby smiałości ostemplować taką głupotę ‚made in Germany…’

    PS.
    Tysiace wolontariuszy pracuje w hospicjach, również w dziecięcych, dzielac całkowicie bezinteresownie swój czas z resztką tego, którym innym pozostał. Pies z kulawą nogą o nich nie usłyszy. Oni nie potrzebują rozgłosu.

  199. Sławomirski,

    podzielam Twoją troskę o brutalne rozliczenie Pani Kopacz za jej politykę oszczędnościową w służbie zdrowia.
    Podobnie jak Ty, też wolałbym jej spowiedź przed Trybunałem Stanu.

    P.S.

    Zwracam Ci uwagę, że prekursorstwo pewnego mechanizmu neoliberalnej polityki, tzw. cięcie kosztów, należy przypisać Polakom, którzy to odkrycie potwierdzili także historycznymi wydarzeniami ’56 i ’70, w pewnym senisie także ’80.
    Dopiero po latach podchwycili to anglosasi (Regan i s-ka).

  200. Ksiazka Glowackiego (dobrego pisarza) jest w duzej czesci ksiazka o Glowackim. Dlatego tez polecam mniej lub bardziej zdziwionym te interesujaca lekture. Wiedze o Kosinskim najlepiej czerpac od samego Kosinskiego; tu warto przypomniec wywiad z autorem we wroclawskiej Odrze.

    Sam Kosinski w przypomnianym wywiadzie (Odra, listopad 2009) odwoluje sie do wolnosci pisarza i narratora, ktorych nie nalezaloby utozsamiac.

    Mam nadzieje, ze w blogosferze znajda sie tacy, ktorzy odroznia narratora od autora.
    ET

  201. @Torlin , 12:27 – nie oburzaj się tak:
    1. cytowałam powszechne opinie.
    2. „Ja się pytam, po co…” np. wspomnianym przez ciebie PGE (Polskiej Grupie Energetycznej – a nie jak pisałeś : Polskim Sieciom Elektroenergetycznym) a zatem- po co tej PGE Skra ?
    (Skra Bełchatów- najlepszy polski klub siatkówki męskiej, były i aktualny klubowy wicemistrz świata, grający obecnie z sukcesami w Lidze Mistrzów).
    Po co tej PGE reklamowanie się za pomocą także przez nią sponsorowanych:
    – PGE GKS Bełchatów (ekstraklasa piłki nożnej)
    – PGE Turów Zgorzelec (ekstraklasa koszykarzy)
    – Marma-Hadykówka Rzeszów (pierwsza liga żużlowa)
    – Atom Trefl Sopot (ekstraklasa siatkarek)
    To są nieporównywalnie większe , i stałe obciążenia finansowe.
    Wystarczy pójść na mecz, żeby zobaczyć wszędzie logo tego sponsora. sponsora. Wystarczy też zobaczyć mecz w TV.

    Po co KGHM-owi reklamowanie się poprzez sponsorowanie klubu Zagłębie Lubin (pika nożna) ? Dla przykładu : łączna kwota wydatków KGHM w 2009 na sponsoring to ponad 13 mln zł.

    Niewątpliwie (niezależnie od opinii kadetta czy Sebastiana) większości społeczeństwa, zwykłym ludziom wspieranie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy DOBRZE się kojarzy.
    Uważasz, że ten fakt nie ma znaczenia marketingowego ?

    A w ogóle to polecam wejść na stronę http://www.wosp.org.pl/ i zobaczyć, ilu przyzwoitych i mądrych ludzi bierze w tym udział.

  202. …..W tym samym czasie, gdy spotkałem Chrzanowskiego, szkołą rządziła paskudna żydokomuna (Süss, Nowakowski), ….
    Moj komentarz:

    Uogolnianie antoniusa ma posmak anty: Szkola rzadzili z pewnoscia konkretni ludzie. Uogolnianie nie zawsze czyni z piszacego filozofa, czesto ksiegowego, szkoda ze od remententow w sklepach bez towaru.
    ET

  203. Sebastianie,
    przepraszam za literówki. To nie brak szacunku. Klepnąłem tekst bez czytania. Jutro wyjezdżam właśnie na kilka dni do Niemiec i muszę się merytorycznie przygotować.

  204. Sciaga dla naczelnego ksiegowego zydokomuny….

    – Mit o Zydokomunie opisuje trafnie Krystyna Kersten. Zydzi stanowili 0,16% – 0,29% polskich komunistow przed wojna. Warta lektury jest praca Andrzeja Paczkowskiego ?Zydzi w UB. Proba weryfikacji stereotypu?. Faktem jest, ze Zydzi nie odgrywali roli kluczowej w budowaniu komunizmu importowanego z ZSRR. Dziwi mnie przy tym percepcja Jaruzelskiego, ktorego wielu z nas chetnie oczysciloby z winy, polegajacej nie tylko na legitymizowaniu porzadku z czasow zaprzeszlych. On ten porzadek wspoltworzyl. Mamy czesto do czynienia z dwoma negujacymi sie mitami; AK mordujaca Zydow i Zydzi w UB mordujacy Polakow. Na 28.000 kadrowych pracownikow UB, 438 bylo Zydami. Dziesiatki lat po wojnie mozliwa jest rzetelna analiza tamtych czasow bez uciekania sie do relatywizowania losu Zydow polskich. Poza tym synowie oraz corki Zydow aktywnie dzialajacych w owczesnym apracie bezpieczenstwa zaplacili adekwatna cene w swojej walce aby Polska byla Polska (KOR) wiezieniem i ponizeniem. Zaplacili tez proba pokazania prawdy: Polecam lekture Jidele i artykulu ?Zydzi i komunizm?. Mimo ze urodzeni ponad dwadziescia lat po smierci Stalina nie uciekaja od odpowiedzialnosci za zlo wyrzadzone przez ich protoplastow. Nie neguja koniecznosci poczucia odpowiedzialnosci. Ciekawe sa slowa Piotra Pazinskiego. Podobnie reaguja mlodzi Niemcy, pracujacy w bylych obozach w ramach akcji Sühne.

    – opetanie syjonizmem/ dekretem z 1946 roku majatek zydowski traktowano jak majatek niemiecki/ konfiskowany/ofiary, ktore przezyly Holokaust wyrugowano konsekwentnie z Polski do 68 roku.

    – codzienny i wszechobecny antysemityzm/ antysemicka retoryka po 1989 roku podczas kolejnych wyborow/ zwolnienie z zachety Andy Rottenberg/ podpisy 91 poslow i poslanek na sejm/prawie jedna piata/ przepraszajace slowa prezydenta nie wystarcza, niezbedne sa slowa kazdego z nas.

    Przychodzi mi na mysl Canetti; ?tylko ten kto jest w stanie poczuc wstyd, traktuje siebie powaznie?. Druga, pozytywna strona odslaniajaca szarocienie naszej przeszlosci broni sie sama i nie widze koniecznosci jej zaznaczania. Zachecam jednak do lektury wielu powaznych wydawnictw na ten temat.

    PS
    Zauwazylem rowniez w blogosferze utosamianie rzadu izraelskiego z izraelskim spoleczenstwem.

  205. cynamonie , jeśli mogę skorygować, ja tak brzydko nie mawiam :
    …daj se siana
    ja tego tylko od szanownego interlokutora uprzejmie żądam!

    z fałszywą skromnością
    specjalnie dla @Cynamona – pozdrowionka

  206. Niebawem o empatii smakosza jezykow…Zastanawiam sie nad reakcja P. Passenta.

    ET

  207. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8931640,Poslowie_PiS__TVP_dyskryminuje__Znika_Sakiewicz__Pospieszalski_.html

    Całkiem niezła lista…….
    Jak ONI zajęli czyjeś miejsca w ramówce, było dobrze, jak ICH miejsce zajmie ktoś inny jest niedobrze…….
    Kali wiecznie żywy, nie pamięta że „kto mieczem wojuje od miecza ginie”?…

    Może zrobi się w końcu miejsce na „7 dni świat” w starej- sensownej i zrównoważonej obsadzie?

  208. na zupełnym marginesie wpisu @TJ, 13:53

    jakoś nie cierpię słowa „pieniążki”
    W ustach dorosłych ludzi zawsze to jakoś źle mi się kojarzy..
    (czy jeszcze ktoś tak ma ?)

    @Kleofas – wobec „warsiawskiej” gwary pozostaję wprawdzie (życzliwie) neutralna, ale – tak trzymać !

  209. do
    TJ pisze:

    2011-01-11 o godz. 13:53
    Pozwole sobie na probe korekty stanowiska wobec Caritasu, ktory posluguje sie takimi samymi metodami w walce o podzial tortu jak PCK i inne NGOs. Proponuje wiec wzmozenie lub zainteresowanie sie sposobami kontroli organizacji charytatywnych. Jedno je laczy w Europie; zbyt wysokie koszty administracyjne. Jedno je odroznia od niemrawych agend oraz isntytucji panstwowych, sa skuteczniejsze i tansze. Coz, kolejny paradoks.
    Z powazaniem.
    ET
    PS
    Wczesniej zapomnialem poruszyc kwestie halasu (zwiekszenie limitu predkosci). Zastanawiam sie skad sie bierze ignorowanie srodowiska.

  210. do Sebastian pisze:

    2011-01-11 o godz. 13:02
    Ech Ci Niemcy. Radze wiec powiekszyc grono znajomych. Otoz panstwo niemieckie skutecznie wspiera organizacje pozarzadowe, a NGOs uzupelniaja skutecznie dzialalnosc gmin, miast etc.. Dzieje sie to wg zasady subsydiarnosci. Udzial organizacji charytatywnych w zyciu spolecznym, uslugach zdrowotnych, szkolnictwie etc. jest dosc znaczny. Sa one duza konkurencja dla agend panstwowych oraz firm prywatnych. Wszystkie natomiast cierpia obecnie na brak kapitalu.
    Pozdrawiam.
    ET

  211. Kleofasie!
    To jest jedna ulica, która ma na pewnych odcinkach różne nazwy. Furmańska jest to ulica od Bednarskiej do Karowej, tam zmienia się w Browarną do Oboźnej, następnie jest Topiel do Tamki, a jakbyś pojechał dalej na wprost samochodem, to będziesz jechał Kruczkowskiego i Rozbrat.

  212. aqa pisze: 2011-01-11 o godz. 12:25
    =======================

    >>>…słyszałam, jak (…) Owsiak tłumaczył,(…) Nie wiem, skąd georges wziął te swoje 10 centów z dolara i co to się ma do WOŚP – on sam tego nie wie, ale na tej podstawie ukuł już sobie swoje stanowisko (czy nie pochopnie, żorżyku ? , BTW – pozdrawiam)>>>

    Szanowna Pani,

    Ani slowem do Owsiaka sie nie wtracilem. Gdziezbym smial…
    (cyt. samego siebie )
    ‚Chyba wyrazilem sie niejasno.
    Napisalem: “Zaznaczam, nie wiem jak dziala Owsiak u Was.”
    mialo byc…”Powyzsze nie dotyczy Owsiaka” ( wedle mojej obserwacji z daleka…)’

    Moj przyklad pochodzi z Australii. Obil mi sie o uszy kilkakrotnie

    >>>…skąd georges wziął te swoje 10 centów z dolara…>>>
    Wytlumaczylem skad ( 23:50 ). Wtracilem sie bo zaciekawilo mnie czy/jakie w Kanadzie chodza sluchy na ten temat…

    >>>…i co [ jak? ] to się ma do WOŚP…>>>
    Nijak.

    Tez BTW – pozdrawiam. Georges53.

    P.S. jesli mozna prosic, prosze mnie nie nazywac Zorzykiem ( chociaz nie mam nic przeciwko zorzy jako takiej, a nawet wrecz przeciwnie…).
    To przezwisko jest zarezerwowane dla Pana Kleofasa.

  213. Sebastianie,
    A propos. Tamtą gwizdkową pantonimę w pasiakach obserwowałem z bliska. Za tym stał jakiś nieznany mi artysta-performer. Usiłowałem dowiedzieć się wtedy, o co im chodzi i czy jest jakieś proste przełożenie Dmowskiego i Święta Niepodległości na pasiaki oświęcimskie. Niestety, naprzeciwko klęczeli wynajęci młodzi ludzie na kostce Pl. Zamkowego jak zahipnotyzowani…

  214. Jacobsky,
    dalej bajdurzysz z uporem maniaka. Z mojej strony nie było żadnych inwektyw. Wypunktowałem blichtr, szkodnictwo społeczne i taniochę propagandową WOŚP. Jeszcze raz powtarzam: ogólny bilans tego rozdętego medialnie pospolitegu ruszenia jest ujemny. Państwo polskie do Owsiaka dopłaca krocie. Taka jest społeczna cena kreacji lidera pod auspicjami państwa.

  215. Kleofas (2011-01-11 o godz. 12:06)

    „Ale pozostaje nam jeszcze ten “Malosolny”. Skad Pan to wzial ? Pytalem i czekam. Wlasne ? Kradzione? Ku uciesze bliznich warto wyjasnic.”

    Juz wyjasniam. Z umiarkowana jedynie uciecha. Ja owszem napisalem, ale – o kiszeniu ogorka:
    „I wpis i dotychczasowe posty – nad poziomy! Wiadomo, sezon dojrzewajacych cytryn. Pora kiszenia ogorka wydaje sie byc o wiele bardziej stymulujaca..” (Orteq pisze: 2011-01-08 o godz. 22:45)

    O Malosolnym to Szanowny sobie pozwala. Na obu blogach zreszta. Podobuje mi sie to nawet. Choc zawilosc znaczeniowa Malosolnego, w odniesieniu do Prezia, umyka mi nieznacznie. Preziem zreszta to co dowcipniejsi nazywali kiedys i Filipinskiego Ola. Czy Malosolny i do niego by sie nadal? Moglby, jak najbardziej. Tamta to przebrzmiala juz jednak historia. Tak mi sie widzi.

    Przytoczylem cytacik odpowiedni z Szanownego, celem wyrazenia zachwytu. (Orteq, 2011-01-09 o godz. 07:09). Tomejtou story na tej samej kanwie zaistniala. Ale na kwiaty to trzeba bedzie jeszcze popracowac.

    Widze, z ogromna zatysfakcja, ze Szanowny wczul sie w orteqowa przasna odmiane bluesa. Niestety, dwom innym charakterom wirtualnym, Kani i Cynamonowi, cos skislego sie przywidzialo w Tomejtou story. Jak to Aga mowi cudownie: coz.

  216. @ET pisze:
    2011-01-11 o godz. 15:20

    Niczego nie uogólniałem, to były konkrety i podałem dwa nazwiska, których nie zapomnę. Ze wstydem muszę przyznać, że nie tylko wymienieni tworzyli aparat terroru w szkole, był wśród nich też Ślązak, który na nas donosił, bo chciał studiować w Berlinie, ale wysłali go do Moskwy. Polityczno-naukową karierę zrobił w Katowicach, wykorzystując nabyte w ZSRR umiejętności. Nazwisko Meissner, miejsce urodzenia Zdzieszowice. Reszty nazwisk aktywu po prostu zapomniałem.

  217. Zdziwiona, dostałem „Good night, Dżerzi” na Mikołaja. Szczerze mówiąc niespecjalnie polecam, szczególnie osobom, które nie mają interesu ćwiczyć sobie mięśni szczęk przy ziewaniu.

  218. Jacobsky pisze:

    2011-01-11 o godz. 15:06
    TJ,

    Mój komentarz

    Oczywiście, że tak. Moje zdanie o 100 % była wytrasowane pod szeroko rozpowszechnione opinie – skoro daję 2 zł, to zbierający bezinteresownie prekazuje te 2 zł na potrzebującego.
    Źródłem takich poglądów są cząstkowe obserwacje zbiórek w kościele, np. na ogrodzenie cmentarza, czy brukowanie parkingu przed kościołem, gdzie po zakończeniu zbiórki ksiądz ogłasza wielkość sumy i gdzie pójdą pieniądze.

    Obserwatorzy pomijają fakt, że duchowni utrzymują parafialne gospodarstwo publiczne oraz gospodarstwa plebanijne również z dobrowolnych składek, lecz z innych działów (taca, śluby, pogrzeby, itd.). Z tych innych składek jest finansowane utrzymanie kościoła, plebanii, osobiste księży, oraz wszelka działalność, którą prowadzi kościół, w tym drobna charytatywna.

    Stąd powstaje przekonanie, ze suma, która wpada do puszki w całości powinna być przekazana na postawiony cel.

    Pzdr, TJ

  219. Przypomniałam sobie parę określeń i słów, używanych przez moją babcię, które jakoś mi pasują do gwarowych, warszawskich;
    – ślepe kocię = gapa, ślamazara
    – zglądać = o wścibskiej sąsiadce, co się pilnie po mieszkaniu rozgląda, nie usiadłszy na miejscu, /przyszła ta X i zgląda i prycia/
    – pryciać = zaglądać w cudzym mieszkaniu po kątach i szufladach,
    – ulicznik = dziecko nie dopilnowane przez rodziców, łobuz.

  220. kadett pisze:

    2011-01-11 o godz. 15:10
    ——————————

    Szanowny Kadettcie,

    widzę to wszystko, na własny użytek, dokładnie tak samo jak Ty. Z myśli wyindukowanych tym tematem, chciałbym ujawnić moje odczucie, że „Cały ten zgiełk” wpisuje się w degeneracyjne rządzenie za pomocą doraźnych , hałaśliwych „przykryw”.
    WOŚP oswaja oszołomione zgiełkiem społeczeństwo z wersją – nie jest w jakiejś dziedzinie dobrze/tu służa zdrowia/ przyjmujemy to do wiadomości i na miejsce tej niedoróby, implantujemy w swojej zbiorowej nad/pod świadomości, wersję: na rząd i tak nie mamy co liczyć . Sami, pod przywództwem herosa równie wielkiego jak Wałęsa damy radę.I co? Rząd ma spokój, Owsiak PR na baaardzo biznesowe Woodstocki, a naród … niezwykle przyjazne , czerwone serduszka, przy których gwizdek to tandeta.
    A wspomiana przez Ciebie paraartystyczna dziedzina performers-to czyste „gwizdkowanie”. Palikot np, usiłuje tą wiedzę ,nabytą dzięki żonie, która świadomie eksperymentuje na śpiących jaźniach większości z nas-wykorzystywać w swoich konwulsjach parapolitycznych. Ten Palikot , to jeszcze tylko błazen, któremu ta wiedza sprawdzała się , gdy był w PO. Nie mam wątpliwości, że doczekamy prawdziwego
    „Palikota”, który będzie już nie tylko zawodowcem PR-owcem, ale będzie pradziwym artystą społeczno-politycznego performensowania…

    Pozdrawiam,Sebastian

  221. Szanowny Panie Ryba

    Pragnalem uczulic Pana na jezyk ktorym obwinia Pan politykow. Zrobilem to w kontekscie masakry w Tuscon, Arizona. Jeszcze raz to robie.
    Pani minister Kopacz nie zabija polskich dzieci.

    Slawomirski

  222. aqa 15.35

    Jakze mi milo poznac Szanowna !
    Trzymie, jak Laskawa Pani kazalas, trzymie ! Ze sie wtrace: u nasz pinionchi sie mawialo. Pinionchi i szlus! Na konto tej Sikory sie nie wypowiadalem, bo my bylismy ludzie porzadne, nawet Zlota Reneta i Napoleon, i ze zlodziejamy sie nie zadawalim:

    http://kleofas.blogspot.com/2009/12/warszawa-w-rozach.html

    Co sie tyczy Zorzyka, pieszczocha mego, to mielim oba okolicznosc i sie ponazywalim, tak dla draki…Jak Go Szanowna spotka, niech nie omieszka zaprosiny ode mnie przekazac: pol litra w kieszen i wal braciula na moje podworko !

    Wdziecznosc niepomierne zalaczam za dobre slowo i milego sercu nika – Aqa to woda, a wodeczki sie napic w milem towarzystwie – sam mniod !
    Raczki caluje. Kleofas.

  223. ET pisze:

    2011-01-11 o godz. 15:48
    ————————-
    Szanowny Panie ET,
    po pierwsze , polecam wpis Kadetta:”kadett pisze: 2011-01-11 o godz. 15:10 „, w którym dał on na przykładzie Niemiec- wykładnie czystego zaangażowania charytatywnego, czyli uczciwych NGO.
    W naszych sporach o akcje typu WOŚP jest jedna zasadnicza kwestia; sens istnienia i podstawowe obowiązki państwa , a aktywność NGO na tym tle. Dla mnie NGO-mają sen, kiedy w swojej aktywności są niszowe, i nie spełniają funkcji istotnych z poletka obowiązków państwa jako takiego. Pomocowe -tak, ratunkowe-nie.
    Przyjmując, że wszystko co się dzieje , jest prawdziwym materiałem do konstruowania ocen danej sytuacji/tu -społeczeństwa polskiego/- moja mentalność i odczuwanie, nie potrafią z tego stanu świadomości naszego narodu, jaki ujawnia się w różnych pospolitych ruszeniach/w tym rok 2010/ -jako naród , szyko zatracamy napęd do przodu, jaki wywołało w nas wejście do unii. Mam odczucie , że tradycyjnie , powalczyliśmy sobie na naszych nieodłącznych słomianych zapałach, a zatrzymała nas bariera , którą można pokonać wyłącznie wspólnym, mądrym , morderczym wysiłkiem- bariera zapóźnienia cywilizacyjnego…
    Mam wrażenie, że już sobie, jako państwo, jako naród- powalczyliśmy z tego rodzaju wyzwaniamy, mamy nawet swojego Buzka, więc czas wracać do naszej , sprawdzonej przez wieki grajdołkowej sielskości. W końcu, każdy z nas-Kowalskich- praktycznie już „wszystkie zjadł rozumy” i nikt, żadnemu z nas nie będzie …

    Pozdrawiam,Sebastian

  224. Aqa!
    Oburzam się, bo to jest bezsensowne wydawanie państwowych (czyli naszych) pieniędzy. I nie oburzaj się na te słowa, bo jestem całym sercem za Owsiakiem, ale Państwo poprzez swoją telewizję może rozreklamować akcję, samorząd może dać fotel prezydenta miasta na 1 dzień lub możliwość nazwania ronda. Wydawanie pieniędzy państwowych na zbiórkę, która ma charakter charytatywny, jest sprzeczna z logiką. Jak pan prezes Sieci, czy Grupie, czy Kombinatu chce dawać pieniądze charytatywnie, to niech daje swoje, a nie wspólne.

  225. Skąd u mnie „znajomość” gwary złodziejskiej ?
    Wspomniałem wcześniej o publikacji doc. Zb. Bożyczki z Wrocławia na temat gwary złodziejskiej. Doc. Bożyczko napisał także ( była to chyba jego praca habilitacyjna) rzecz pt. „Kradzież kieszonkowa i jej sprawca”.
    Opisał w niej „od kuchni” obyczaje i środowisko lwowskich złodziei, którzy po wojnie znaleźli przytulisko we Wrocławiu. Doc. Bożyczko prowadził ćwiczenia z prawa karnego, w których uczestniczyłem. Obie więc jego prace – co zrozumiałe – przeczytałem i co nieco, zapamiętałem. A reszta to… logika i skojarzenia.
    Sikor to zegarek.
    Zagonić …. byłem w kłopocie. Skojarzyłem z „spuścić” = sprzedać.
    Ciuchy – wiadomo.
    A zagadka ? Proszę bardzo… Co to są „balkony” ?

  226. „Mam nadzieje, ze w blogosferze znajda sie tacy, ktorzy odroznia narratora od autora.”

    Znasz-li ten kraj…-autor Henryk Mickiewicz

    Znasz-li ten kraj…-narrator Mieczyslaw Passent

    Slawomirski

  227. Torlin 15.57

    Dzieki. Juz wiem, pamietam. Przy wylocie na Bednarska byla tam TPD 2. A pamietasz zrodelko na rogu Lipowej i Dobrej ? Tuz przy fabtyce zasrancow na Karowej. Nie lubie mapy. Jak mi Ty powiesz, to natychmiast kojarze. Odwiedz moj blog, naprawde warto. Serdecznie pozdrawiam. Kleofas.

  228. lebiega: – … synonimy: ciamajda, ciapa, fajtłapa, fujara, gamoń, kapcan, lebiega, neptek, niedojda, niedołęga, niedorajda, niezdara, niezguła, noga,

    NIe mogę znaleźć „fastryganta„, ale z tego tekstu wynika, że termin „fastrygant” nie należy do określeń oznaczających szacunek dla mających inny wygląd, zachowanie, czy pogląd na sprawę.

    Dlaczego o tym piszę ?

    Trochę wyżej nasz samozwańczy Wiech/Grzeskiuk/Warsiawiak blogowy, na moją deklarację niechęci do gwary warszawskiej oznajmił wielkomyślnie, że:

    Twoje swiete prawo nie znosic, nie lubic i miec za zle. Taka Twoja uroda. I ja to szanuje. ,

    aby potem strzelić, że Potem zostana sie same fastryganty i lebiegi, ktore rodzonej gwary nie znaja.

    Dobra forma szacunku. Rodowicie warsiawska ? Chyba tak.

    Wygląda na to, że obok prawdziwych Polaków, patriotów itp, rozpoczyna się sezon na prawdziwych Warsiawiaków, i to Kleofas będzie mówił, kto nim jest, a kto nie jest. Pierwszy wyróżnik: mówić gwarą <warsiawskom. Cała reszta – nie ważne. Tak, jakby pochodzenie z półświatka Pragi, Powiśla czy Czerniakowa nadawało chwały komukolwiek, tak jakby gwara warsiawska miała być takim samym akcentem identyfikacyjnym jak np. gwara śląska czy kaszubska – znaki narodowościowe, w przeciwieństwie do slangu ulicy warsiawskiej czy równie ordynarnej grypsery.

    Parę tygodni temu najważniejsze dla Kleofasa było to, dlaczego w Polsce nie ma regularnych konferencji prasowych. A teraz najważniejsza jest gwara warsiawska.

    Z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój katalogu ważnych spraw dla Kleofasa.

    Ale najważniejszy, to i tak jest jego blog. Wpisz sie u mnie, skomle Kleofas.

    Warsiawski cwaniak był chyba bardziej finezyjny i honorny.

  229. kadett,

    złóż zatem doniesienie do prokuratury, do NIK-u lub do CBA/CBŚ na Owsiaka, skoro to taki przekręt oraz sprzeniewierzenie pieniędzy publicznych.

    Zdaje się, że składanie doniesień do urzędów to jedno z ulubionych zajęć tych, którym tak zagorzale kibicujesz. Dołącz do stada wilków.

    Czekam, kadett, na wzmiankę w serwisie informacyjnym o złożonym zawiadomieniu.

    Naprawdę czekam !

  230. Lex!
    Głębokie dekolty 😆

  231. kadett,

    przecież to wszystko jest na necie:

    http://s.wosp.org.pl/Files/Bilans_Fundacji_2009.pdf
    http://s.wosp.org.pl/Files/Sprawozdanie_XVI_inal.pdf

    otwartym tekstem, dostępne dla wszystkich, np:

    IV Informacje uzupełniające o przychodach i kosztach.
    Struktura rzeczowa i terytorialna przychodów- większość przychodów Fundacji pozyskana jest na terytorium Polski w czasie zbiórki publicznej.
    Struktura rzeczowa przychodów w roku obrachunkowym była następująca:
    1. Przychody z działalności statutowej
    składają się na nie wpłaty od darczyńców w ramach :
    a) Przychody z XVII finału z wpłat pieniężnych :
    b) Przychody z darowizn rzeczowych i celowych :
    c) Przychody z 1% podatku

    Fundacja nie osiągała przychodów ze źródeł publicznych tj z budżetu państwa i budżetu gminy. Fundacja nie osiągała przychodów z działalności gospodarczej.

    Przecież to ktoś czyta, a więc jeśli sprawozdania są maskują Twoją prawdę o Owsiaku, no to nie zwlekaj !

    Organa ścigania czekają. Antoni Macierewicz i Zbigniew Ziobro pomogą Ci napisać zgłoszenie o popełnieniu.

  232. Orteq 17.08

    Prosze uprzejmie zajrzec do:

    http://kleofas.blogspot.com/2010/08/malosolny.html

    To jest geneza Malosolnego.
    Dziekuje.Kleofas.

  233. <Pan Piecyk protoplastą pana Grzegorka wiceministra

    Wiadomości pokazujące do czego prowadzi inspiracja ludową doktryną Polnische Wirtschaftu

    (nieodpowiedzialność, niezdolność do spojrzenia w przyszłość, brak planu działania, nieposzanowanie słowa, swojej godności i swoich bliźnich)

    bombardują opinię systematycznie, a ta już dziś nie za bardzo daje się wrabiać „w my Polacy jako złote ptacy”, jak o tym marzy były wiceminister zdrowia z ramienia PO Grzegorzyk:

    1) „były wiceminister zdrowia Krzysztof Grzegorek skazany 10 stycznia przez Sąd Okręgowy w Kielcach za korupcję. Były wiceminister odniósł się też do kompromitującego go zdjęcia, które opublikował w listopadzie 2008 r. „Fakt”. Przedstawiało ono Grzegorka śpiącego na wznak na podłodze. Parlamentarzysta sugerował, że krytycznego dnia „ktoś” podał mu pigułkę gwałtu, która spowodowała utratę świadomości.

    Jednak inaczej przedstawiał ten incydent wcześniej. 24 listopada 2008 roku powiedział reporterowi „Echa Dnia”: „Byłem pod wpływem alkoholu; zasnąłem przed drzwiami mojego pokoju w hotelu sejmowym, jest mi wstyd”.

    2) Charakterystyczna polnische wirtschaftowa linia obrony” – na pomoc, biją mnie, uczestnika życia społeczego, jestem ofiarą, cierpię:

    „Grzegorek ocenił na konferencji prasowej, że spotkała go „rzecz bez precedensu w polskim wymiarze sprawiedliwości”. Dodał, że stał się ofiarą działań, które „miały na celu definitywne wyeliminowanie go z życia publicznego”.

    3) Nie widomo o co chodzi, ale ony kłamną, bo tak nie było – wypiłem jedno piwo”

    „Grzegorek przedstawił dziennikarzom szereg własnych ocen i interpretacji materiału dowodowego w jego sprawie. Powołując się na nowe oświadczenie Gadomskiego, zarzucił kłamstwo biegłym w psychiatrii i psychologii, którzy wydali opinię o stanie zdrowia tego oskarżonego. Jak tłumaczył, we wrześniu zeszłego roku stwierdzili oni, że Gadomski jest od siedmiu miesięcy w abstynencji.
    Tymczasem Gadomski napisał mi w oświadczeniu, że informował biegłych podczas badania, iż poprzedniego dnia pił piwo – powiedział we wtorek Grzegorek.”

    W usprawiedliwianiu się nie pomaga nawet kit z pigułek gwałtu, ani wytykanie „kłamstwa” abstynenckiego biegłym.

    Pana piecykowy styl prowadzenia się i pieniactwo odchodzą powolutku lecz systematycznie z kultury polskiej w niepamięć.

    Pzdr, TJ

  234. Aqa 15.35

    Juz o tym pisalem – „warsiawski”, „Warsiawa” to mazurzenie z okolic, powiedzmy, Grojca. Jak „psiasek” i inne. Miasto zawsze mowilo czyste, miezmiekczone „cz”. Dla przykladu – Stepowski w tekscie Mlynarskiego:
    http://www.youtube.com/watch?v=p6tueIRjbeU
    Przepraszam za wtret, pozdrawiam, Kleofas.

  235. Szanowna Pani Aqo!
    [@aqa z 2011-01-11 o godz. 15:15]
    Doliczmy do kosztów zabaw naszego Ludu i jego jakże Światłych Przywódców – masowe budownictwo stadionów. Nie wypowiem się na temat tych do Euro 2012, bo to przecież nasze przebogate Państwo funduje.
    Ale co powiedzieć o zadłużonym na ponad 2 mld zł Krakowie (już 60% budżetu), gdzie buduje się lub modernizuje naraz trzy stadiony i to z niewielką szansą, że goście na Euro 2012 zechcą tu tylko chociażby potrenować troszkę!
    Stadion Wisły będzie kosztował w sumie około 600 mld zł, Cracovii kilkaset, no i jeszcze parędziesiąt mln zł pójdzie na Hutnika, bo przecież kochamy wszystkich kibiców, że o planowanej hali widowiskowo-sportowej za ponad 500 milionów – nie wspomnę.
    Ci kibice z kolei kochają się bić pomiędzy sobą bardziej, niż oglądać mecze.
    Giną przy tym ludzie – ostatnio w Łodzi.
    Policja ma co robić, miasto w godzinach powrotów z meczy sparaliżowane strachem, rozwalane są „wesołe autobusy” – a my tym „KIBICOM” jeszcze fundujemy stadiony za setki milionów złotych, żeby mieli gdzie tę swoją agresję kultywować.
    Toż to już prawie religia z kultem przemocy i złożonym rytuałem chamstwa się z tego zrobiła. Przemysł gadżetów kibolskich ma się dobrze, a kilka procent mieszkańców miasta terroryzuje pozostałych, rozsiewa brutalność i szerzy nienawiść wobec kibiców innych klubów.
    Wieczorem pośród blokowisk Krakowa padają trudne pytania: za kim jesteś – z kontynuowaną bolesną edukacją, jeśli odpowiedź była niewłaściwa w okolicy danego „plemienia” – Wisły bądź Cracovii – a to trzeba zgadnąć, bo oni koczują!
    Gdyby do tego piłkarze klubowi i w reprezentacji chcieli jeszcze grać w piłkę, ale im wystarcza że są przecież najlepsi na naszym krajowym podwórku. Prezes Cracovii prof Filipiak to nawet rewiduje ostatnio swoje poglądy na temat „kasy za nic”. Sprzykrzyło mu się spełniać wyszukane zachcianki swoich pieszczochów. Oby wytrwał i inni właściciele klubów poszli w jego ślady.
    To wszystko jest chore.
    Do tego afery łapówkarskie, bo po co się wysilać przez 90 minut na boisku, skoro działacze zadziałają w szatni sędziowskiej lub u „przeciwników”.
    Nie dziwmy się, że na takiej glebie kwitną różnorakie przekręty, z upupioną ostatnio aferą hazardową, gdzie pierwsze skrzypce grali przecież „ludzie ze sportu”.
    Uważam, że dopóki będziemy to futbolowe dziadostwo zasilać z kasy państwowej lub samorządowej, bez korelacji z wynikami i stopniem społecznego nim zainteresowania – to będzie to dalej wszystko gniło.
    Jak to możliwe, że My wszyscy dopłacamy do rozwoju wszelakich patologii, brutalności i zwykłego prostackiego i cwaniackiego chamstwa, które towarzyszy futbolowi w polskim wydaniu?
    To się umacnia i zaraża swoistym „obowiązkiem społecznym” nawet tak światłe postacie jak Profesor Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa.
    Ale skoro Pan Premier również jest wielkim fanem futbolu, to wszystko jest jasne. Jest przyzwolenie na wszelkie cwaniackie zagrywki. Masowo powstają ORLIKI, interes się kręci. Tylko dla kogo będą z tego kręcenia konfitury, a kto poniesie rzeczywiste koszty i dalsze koszty, w tym społeczne – ich funkcjonowania.
    Bo to wszystko będzie nas kiedyś kosztować, jak obecnie zakup koniecznych części do supernowoczesnej aparatury medycznej zakupionej w uniesieniu Wielkiej Akcji Pana Owsiaka. Cześć mu i chwała, ale tak darowane dobro nie jest obudowane właściwą opieką dalszego finansowania przez szpitale i NFOZ-y.
    Kilka lat temu wieziono mnie do innej placówki medycznej, gdyż supernowoczesny tomograf za kilka milionów, znajdujący się piętro niżej – był wyłączony z powodu wyeksploatowania części za kilkaset tysięcy złotych.
    Te nowoczesna urządzenia tak już niestety mają, że liczą czas pracy i po przekroczeniu pewnej liczby godzin, blokują możliwość naświetleń i diagnostyki.
    Dyrektor placówki był tym oczywiście mocno oburzony, ale takie postępowanie wyklucza np. poparzenia, które parę lat temu miały miejsce wśród mieszkanek Białegostoku, gdzie mniej zaawansowany technicznie aparat rentgenowski przeżywał swoją trzecią młodość podczas masowych mammografii.
    Bałagan na kolei, bałagan w służbie zdrowia, udręka milionów zwykłych szarych ludzi, a nam się IGRZYSK zachciewa!
    Skoro nie możemy uporać się z kryzysem finansów publicznych i uciekamy od OFE (czytaj: Oficjalnego Fiaska Emerytalnego), bo nas na nie NIE STAĆ, to nie powinno nas być stać na zapewnianie wątpliwej piłkarskiej rozrywki kilkutysięcznym hordom kiboli za setki milionów złotych w każdym z większych miast Polski. To już nie ma nic wspólnego ze sportem, a tym bardziej z WYCHOWYWANIEM MŁODZIEŻY, raczej z jej deprawacją. Jeśli kibole chcą się bawić – to za swoje własne pieniądze i na ryzyko rynkowe klubów oraz rzesz sponsorów i mediów.
    Niech no któryś z tak licznych ostatnio ujawnionych na tym blogu warszawiaków przypomni, ile to Miasto Stołeczne wydało ostatnio na Stadion Legii i w jakim stopniu jest jeszcze jego właścicielem?
    Skoro tysiące starszych i nie najbogatszych rencistów i emerytów muszą w styczniu płacić za wizyty u specjalistów w Krakowie po ok. 100 złotych, bo NFOZ nie podpisał z nimi umów, a termin i stan zdrowia zmusza do wizyty w znanym miejscu, gdyż nowe jest jeszcze nieznane plus kłopoty z przeniesieniem dokumentacji i ponowieniem (teraz już płatnych) badań – to przestańmy przynajmniej finansować IGRZYSKA. Płacimy na chorą służbę zdrowia miliardy złotych, po to żeby być jeszcze zmuszonym dopłacać za zwykłe niechlujstwo organizacyjne NFOZ. A może to taki chwyt marketingowy? Jak kapitalizm, to kapitalizm …
    Silni i zdrowi przetrwają, chociaż ptasia grypa zaczyna ostatnio powolutku przypominać się polskiej publiczności, nawet wobec 19-latków.
    Przynajmniej w tych dniach zima zelżyła, więc te wędrówki w poszukiwaniu SPECJALISTY są jeszcze do zniesienia dla starszych osób. Mam nadzieję, że dożyją i będą te swoje styczniowe przygody pamiętali podczas jesiennych wyborów do Sejmu, komu je zawdzięczają.
    Podobną pamięć powinni zachować również pasażerowie kolei z ostatnich dni. Padają proste pytania, dlaczego nie można było tej pracy reorganizacyjnej NFOZ-ów zrobić we wrześniu – z wejściem nowych kontraktów od 1 stycznia, a zmian rozkładów jazdy na kolei – przygotować i sprawdzić ich korelację latem, co już kiedyś bywało? Tylko że na kolei, w różnych jej spółkach jak słyszę rządzą sami księgowi, czyli tak im jakoś z rachunków wyszło plus gromady przyjaciół królika ze styropianowym etosem CV.
    Nawą państwową rządzą akurat trzej historycy, z których dwóch namiętnie kocha kopać piłkę (Premier i Marszałek Sejmu), a trzeci (Pan Prezydent RP) – polowania, to do kogo te pretensje?
    Dobrze że mają takie zdrowe hobby, tylko że marni z nich historycy, skoro nie pamiętają, że ludowi to dawano CHLEB obok IGRZYSK, a tu o pierwszym członie jakby zapomniano.
    Zatem: kiwka w lewo, kiwka w prawo, aby dotrwać do jesiennych wyborów, które historycy zapewne znowu wygrają przy znaczącym udziale dalszym straszeniem Prezesem PiS-u i jego wiernymi druhem przybocznym, europosłem Zbigniewem Z.
    Według mnie to tylko taka ściema jest, oni się tak USTAWILI, to taka między nimi kibolska USTAWKA jest, bo w polskiej polityce obowiązuje przecież DUCH FUTBOLU i JEGO OKOLIC.
    Zatem sami sobie ich znowu jesienią wybierzemy, a już i teraz mamy za swoje.
    Pozdrawiam serdecznie.
    P.S. Przepraszam za zbytnią długość wpisu, ale mam wyjątkowo trochę wolnego czasu w codziennym wyścigu szczurów. Szczur też człowiek, chociaż tak nie wygląda.

  236. Balkony = głębokie dekolty ?
    Bliziutko….
    Raczej to co dekolt skrywa lub odkrywa. Uznaję – trafione.

  237. Jacobsky pisze:
    2011-01-11 o godz. 19:28

    Forma wzmocniona: lebiega – niewidymka

  238. Jacobsky,

    1. Darujmy sobie donosicielstwo, kablowanie, zawiadomienie o podejrzeniu… (niepotrzebne skreślić). Mnie to nie napędza, ale kiedy sprawa była ewidentna (przy przetargach), powiadomiłem właściwe instytucje nadzoru i kontroli w ramach obowiązków służbowych i właściwie rozumianego obowiązku obywatelskiego. Były efekty, dalekie od oczekiwanych… nie mniej jednak nie ustąpiłem ad finem cum animo corrigendi. Zatem i mnie się zdarzyło w III RP piętnować bezprawie.

    2. Pieniądze wydawane w sektorze publicznym na wspieranie Owsiakowych inicjatyw nie są przychodem WOŚP w sensie księgowym, niepotrzebnie ich tam szukałeś. Z tego powodu nie ma przestępstwa.
    Przestępstwem nie jest też transmitowanie, nagłaśnianie, propagowanie, namawianie do ofiarności, światełkowanie, ani inne dodawanie splendoru Owsiakowi za państwowe pieniądze, o ile wydatki na te cele poniesione zostały w majestacie prawa (zatwierdzone, uchwalone, aprobowane przez odpowiednie organa samorządowe i administracyjne).

    3. Zakładając, że w każdym przypadku tak było, warto zauważyć i użyć palca wskazującego, że stanowią one za każdym razem pozycję kosztową w wydatkach publicznych, a zatem do swoich wydatków WOŚP mógłby dopisać (na boku) to, co wydaliśmy wszyscy na wspieranie Owsiakowych ambicji, gdyby miał poczucie rzeczywistości. On je utracił jednak dawno temu, jak mi się wydaje. Tak bywa z szamanami.

    4. Jeżeli koszty przewyższają wpływy, mamy do czynienia ze stratami. O żadnym pożytku publicznym per saldo mowy być wtedy nie może. WOŚP jest orkiestrą dętą i rozdętą.

    5. O Innych skutkach szkodnictwa J. Owsiaka napisałem jasno i wyżej.

    6. Gdybyś mnie bardzo przypierał do muru, dostrzegłbym i jasne plamki na tej czerni, które nie zmieniają ogólnego kolorytu.

  239. Jacobsky,
    Na koniec otwierania oczu przywołam argumentum ad baculum, który wielu ludziom przemawia do rozumu. Pani Nina Terentiew, carycą zwaną, nie oszczędzała grosza publicznego w telewizji tzw. publicznej jako dyrektorka pr. 2. na całodzienne ‚światełkowanie’. Jurek Owsiak wypełniał antenę od rana aż do późnej nocy, po północy. To było granie od Helu aż po Giewont!!! Gdy tylko przeszła do Polsatu, poczuła kij na grzbiecie. Polsat pod jej dyrekcją programową nie oddaje J. Owsiakowi anteny w niedzielę wielkiego grania. Pani Nina Terentiew poczuła tam kij na grzbiecie. Ten kij nazywa się „presja piniundza” albo „rachunek ekonomiczny”.

  240. Prawdę mówiąc, to więcej mam szacunku do ogrodników czy sadowników z okolic Grójca, niż do lumpów i doliniarzy z dawnego Czerniakowa czy z Brzeskiej…

  241. @Kleofas, rzeczywiście, pamiętam , że już nam o tym , Łaskawco, pisałeś, to bardzo ciekawe.
    W dzieciństwie z radością czytałam Wiecha – na okrągło , to był taki krótki etap, potem Grzesiuk , potem oczywiście już coś zupełnie innego …
    Póty języka , póki żyją ludzie. Strasznie szybko to przemija…
    No i Warszawa już nie taka…

    @Lex (18:52) – czekam, czy Anca_Nela (19:44) ma rację ? Bo ja nie mam innego pomysłu…
    Za to mam wiadomość, że na Allegro można kupić książki za 24 zł sztuka):
    – Bożyczko, Zbigniew (1922-1977). Wydaw. Prawnicze, 1962. Kradzież kieszonkowa i jej sprawca
    http://xallegro.pl/ik/2331/kieszonkowa+kradzie%C5%BC.php
    -Z.Bożyczko, J. Bielecki : Kradzieże kieszonkowe
    -Zbigniew Bożyczko: Przestępstwo i życie.str.89,Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk,Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich,Wydawnictwo,1972r. :
    ‚”Poprowadzę teraz po drogach i bezdrożach życia przestępczego,ukażę jego swoisty romantyzm – tak często fascynujący,a przecież złowrogi i zgubny,jak stwierdzają sami przestepcy”
    (To musiał być nieszablonowy człowiek – inny nie mógłby tak wejść w to środowisko, jak on, zawierając przyjaźnie ! Szkoda, że zmarł tak młodo .
    Ciekawe, czy na jego wykładach były tłumy ?

    @Jacobsky (19:28) – hej, pojeeechałeś … deczko za daleko
    (niepotrzebnie, ale cóż ..)

  242. dla uzupełnienia – słownik „Slangu młodzieżowego”

    http://www.miejski.pl/

  243. uprzejmie donoszę że Kot Mordechaj pisze o tym obrazie :
    http://holdsmolenski.pl/jeszcze-polska-nie-zginęła.html

    „Uwazam, ze obrazek jest calkiem-calkiem. Zwlaszcza podoba mi sie ten fragment gdzie stoi Prezes Kaczynski i oglada rozlozone na stole swinskie uszy i jakies kawalki miesa.”

  244. Dziś 11 stycznia (wtorek) o godz. 18.00 w Żydowskim Instytucie Historycznym
    w Warszawie miała odbyć się promocja książki
    Przeciw antysemityzmowi 1936-2009″ (tom 1-3)
    pod redakcją Adama Michnika.

    Antologia ta jest pierwszą tego rodzaju publikacją na naszym rynku wydawniczym – przed wojną ukazało się kilka broszurek mieszczących wybrane artykuły z prasy owego czasu (głównie socjalistycznej); po wojnie wydano tylko jedną taką broszurę („Martwa fala) z 1947 r.) oraz antologię tekstów prasy konspiracyjnej omawiających powstanie w getcie warszawskim („Wojna żydowsko-niemiecka” pod red. Pawła Szapiro, Londyn 1992).

    Teksty pomieszczone w antologii można podzielić, z grubsza biorąc, na cztery grupy:
    wystąpienia publicystyczne, teksty opisujące zachowania Polaków wobec rozgrywającego się na ich oczach Holocaustu, analizy mające na celu opisanie natury postaw antysemickich w społeczeństwie polskim – zwłaszcza po roku 1989, wreszcie analizy historyczne zmierzające do opisania procesu kształtowania się stereotypów antyżydowskich.

    W ramach spotkania – dyskusja z udziałem Adama Michnika.

  245. Spokojny, 22.14. A miało być inaczej. Coś pieprzyli o własnym domu. Niektórzy go już mają.

  246. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    ET
    2011-01-11 o godz. 15:24

    Domyslam sie, ze tzw. „moczarowcy” rzucili swoj zlowieszczy wzrok na dolne szczeble „drabiny” hierarchiczego ukladu np. w UB.

    Jezeli sobie dobrze przypominam jeden z blogowiczow –archiwum – dosyc precyzyjnie w sposob beletrystyczny, czyli niestatystyczny, opisal jak i na czym polega obstawianie stanowisk silowo-kluczowych w systemach totalitarnych.

    A to, ze po smierci L. Berji nastapily wewnetrzne tarcia roznych „frakcji” nie bylo zadnym zaskoczeniem.

    Z utesknieniem czekam na „naukowo-historyczna” pozycje Grossa w tej sprawie – serio.

    Post Christum.
    Mysle, ze sie rozumiemy – prawda?

  247. Podałem odpowiedź, tu powtórzę: balkony to w slangu złodziejskim kobiecy biust/piersi. Tak więc odpowiedź A-Nelli była jakby nie do końca ostra, gdyż „dekolt” używa się wprawdzie na określenie biustu damskiego – ale także i chyba przede wszystkim na określenie wycięcia pod szyją i jego rodzaju w damskim stroju. Mając jednak na uwadze wieloznacznosć „dekoltu” uznałem jej odpowiedź.
    Doc. Bożyczko wykładów nie prowadził – chyba, że w zastępstwie prof. Świdy. Człowiekiem był – w istocie – nietuzinkowym a jego praca o złodziejach była w tamtych czasach – przynajmniej we wrocławskim środowisku – ewenementem.

  248. wybór
    ——–

    między czarem a czartem
    krążą hordy uparte
    szarpiąc klamkę co właśnie zapadła
    prą co sił za urokiem
    żeby wrócić z wyrokiem
    w którym urok je wysłał do diabła

    między wizją a wizą
    myśli w oknie się gryzą
    skąd żadnego widoku na ład
    trwonią oczy w przesłankach
    których zwiewna firanka
    gubiąc kontrast w iluzji pcha świat

    a przecież może być całkiem inaczej
    musimy z doli się wyrwać sobaczej
    niemocy czas pokonywać już próg
    i chamom zabrać nasz róg

    w narodzie musi obudzić się bartek
    i zatkać czapką te gęby rozdarte
    u nogi kulą nie będzie już drań
    gdy głos uwięzi mu krtań

    buta depcze już treści
    heca formę bezcześci
    tkając dywan swój w barwach rodaków
    u stóp biało-czerwona
    jak ma skonać niech skona
    oto prawda odarta z plakatów

    jeszcze płomień u świeczki
    szuka z mroku ucieczki
    myśl w daleki wysyła go lot
    może zdąży na szaniec
    z odpowiedzią posłaniec
    zanim całkiem wypali się knot

    odrzucone już cumy
    już dryfują zadumy
    połączone we wspólną samotność
    a w oddali wstyd przyznać
    bo to przecież ojczyzna
    ginie szyld – najjaśniejsza pomroczność

    między czarem a czartem
    rękawami otarte
    niepotrzebne nikomu schną łzy
    w oknie nie ma nikogo
    ale jeszcze przestrogą
    dźwięczą szyby byś nie stał w nim ty

  249. kadett,

    wytlumacz mi prosze jaka jest roznica miedzy obecnoscia TVP na finale Orkiestry Owsiaka oraz wspieraniem przez te instytucje publiczna wielu innych imprez oraz akcji ? Na stronie TVP znajduje sie spis patronatow medialnych oraz sponsoringow. Widocznie jakas jest, skoro WOSP nie figuruje na tej liscie, ale logo TVP2 umieszczone jest na stronie sponsorow akcji Owsiaka.
    Byc moze trzeba sprawdzic w odpowiednich ustawach oraz budzecie TVP, gdzie prawo do patronowania m.in. Orkiestrze (lub do innej formy wspolpracy z Fondacja Owsiaka) jest zapisane jako dzialalnosc wynikajaca ze statutu instytucji publicznej. TVP ma swego rzecznika, byc moze nawet rzecznika interesu publicznego, a wiec jesli nie przez prokurature czy NIK, to moze w ten sposob dochodz swoich praw i swojej prawdy, w tym „prawdy” o akcji Owsiaka.

    Ale problem zasadniczy jest zawsze ten sam z punktu widzenia Dulskich: Owsiak irytuje swoim stylem, a wiec trzeba go udupic. Dla zasady. A te , to juz sie jakos wymysli. Na to zawsze mozna liczyc u Dulskich.

    Do dziela, kadett ! Wierc dziury w brzuchu TVP. Podziel sie ze mna wyjasnieniami, jaki otrzymasz.

    Pozdrawiam

  250. Jacobsky pisze:
    2011-01-12 o godz. 00:50
    „Prawdę mówiąc, to więcej mam szacunku do ogrodników czy sadowników z okolic Grójca, niż do lumpów i doliniarzy z dawnego Czerniakowa czy z Brzeskiej…”

    Mój komentarz

    Popieram Autora. Tak się zdarzyło, że moim dobrym kolegą jest rodowity warszawiak. Do momentu spotkania z nim byłem przekonany, że kultura warszawska, to Wiech, Na prawo most…”, Grzesiuk, fascynująca gwara, orkiestry podwórkowe, honorność, odwaga, itd.

    Praktykę opisał i pokazał w czasie licznych wizyt w stolicy mi ten kolega. Szybko doszedłem do wniosku, że cwaniacy i lumpy warszawskie są jota w jotę tacy sami, jak w moim mieście, różnice są dosłownie kosmetyczne, a „pozostałe ludzie” nie różnią się zupełnie od „pozostałych ludzi” w każdym innym większym krajowym mieście. Może troszkę bardziej cofnięci w kindersztubie, emocjonalnie na łubudu idący, co ustaliliśmy z kolegą jako zrozumiałe zważywszy co wojna zrobiła z Warszawą, jak zdziesiątkowała, co ja mówię zdwójkowała ludność.

    Obśmiewaliśmy razem Wiecha i rzekomą spolegliwość opisywanych przez niego postaci nie znajdująca ani krzty potwierdzenia w realu, wracając z wycieczek na Czerniaków do kumpli pod budki piwne i do wilgotnych, brudnych, gwarnych „barów” z pyskatymi sprzedawczyniami notorycznie walącymi pół piany do kufla (w erze butelek było już lepiej).

    Równowagę odnajdywaliśmy (z dużym zapasem) w twórczości Grzesiuka, literata i warszawskiego barda. To była osobowość, to był ktoś, człowiek silny duchem i umysłem. Wybitna postać w polskiej kulturze.

    Pzdr, TJ

  251. spokojny pisze:
    2011-01-11 o godz. 22:14

    Jak zwykle, precyzyjnie i pięknie.
    Tym razem jednak emocjonalnie a nie spokojnie…….

    Pozwolę sobie na powtórzenie.
    TRZY POKOLENIA muszą minąć!!!
    Nie da się z nuworyszy i hołyszy zrobić OBYWATELI zbyt szybko.
    Ale wnuki Dyzmów? Kto wie?
    Byle nie Dulscy…..

    PS.
    Ja zrobiłbym oficjalne „ustawki” na stadionach, z transmisją- płatną w TV.
    I kasowałbym za bilety.
    Skoro „lud” chce krwawych igrzysk, to niech je ma.
    „vox populi”…..
    Darwinizm szybko wypleniłby geny agresji i nadmiar testosteronu.
    I mielibyśmy polską specjalność eksportową- przez jakiś czas,
    „krwawe jatki”…..

  252. „Jak Pan mysli ilu TW pracowalo w Polityce redaktora Rakowskiego?”

    ————————-

    wzgledem kablowania sieroty po PRL zajmuja pozycje nieco schizofreniczne,

    no bo niby z jednej strony zaden wstyd, sluzylo sie panstwu polskiemu, jedynemu jakie bylo (alianci nas zdradzili wiec jak tu potem nie kapowac?) i Jaruzelowi, jakby Konradowi Wallenrodowi (ktory, ze byl antysowiecki odkryl po utracie wladzy), to bylo przeciez jedynie sluszne a nie te smieszne gesty Herberta, Tyrmanda, Giedroycia i innych emigrantow

    zreszta Aleksander Kwasniewski slusznie kiedys sprostowal dziennikarza amerykanskiego Newsweeka, ze nie dzialal w zadnej partii komunistycznej, ale w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, usmialem sie jak norka

    z drugiej strony jednak w tym narodzie wstecznym, pelnym ciemnogrodu i och ach jak malo postepowym, troche jakos tak glupio przyznac sie do ordynarnego kablowania na przyjaciol, kolego, czlonkow rodziny etc. etc.
    wiec wytykania donosow sie po prostu nie lubi, dlaczego? bo to perfidne polowanie na czarownice itp.

    towarzysze! nie bojta sie! nie wstydzta sie! chwalta sie kablowaniem ile wlezie!

  253. Zgadzam się z Jacobskym w ocenie wpisu Kadetta, że działalność Jurka Owsiaka była już dawno przewiercana na wszystkie sposoby, aby udowodnić mu malwersację, zbyt duże koszty, złe zakupy lub jedynie chęć sławy. Nic nie znaleziono.
    Mnie się wydaje, że w ocenie WOŚP należy jednak zauważyć kilka faktów, o których nie było w tej dyskusji mowy. Pierwsza i najważniejsza – jest to umiejętność autora zaangażowania w działalność charytatywną młodzieży. To są cudowne eksperymenty na całym pokoleniu, i to w młodzieży zostanie, górnolotnie nazwałbym to dobrocią. W zalewie egoizmu, sobiepaństwa, martwoty uczuciowej, bezduszności i obojętności widok piętnastoletnich dziewuch stojących na mrozie „dla idei” jest podnoszący na duchu jak …. światełko do nieba.
    Drugie – podobne w wymiarze, jest to zaangażowanie w celu niesienia innym pomocy artystów – nazwijmy ich enigmatycznie – niezależnych, zespołów kojarzących się starszemu pokoleniu bardziej z narkotykami i wolnym seksem niż z darmowym graniem dla niemowlaków. Od tego przecież Jurek rozpoczął.
    Trzecie – to są same zakupy. Dla małych szpitali darowizny Owsiaka są jak gwiazdka z nieba, w życiu nie dostaliby tego sprzętu. Ja sam mam dwie małe wnuczki i miło na sercu mi się zrobiło, jak widziałem książeczki WOŚP o zbadaniu słuchu moim istotkom. Jako jedyni w Europie (może się teraz coś zmieniło – nie wiem).
    Jedyne, do czego mam zastrzeżenia, to o wydawanie państwowych pieniędzy, ale jest to problem szerszy, dotyczy również sportu i wielu innych. Ja nie widzę powodu, aby spółki Skarbu Państwa np. LOTOS czy PGE wydawały pieniądze, które w gruncie rzeczy powinny albo wydać na rozwój czy modernizację, albo przekazać do Skarbu Państwa.

  254. do Feliks Stychowski pisze:

    2011-01-12 o godz. 11:20
    Oczywiscie, ze sie rozumiemy. Tylko, ze ja nie czekam, bo owe frakcje byly tyle samo warte, czyli nic.
    ET

  255. do Sebastian pisze:

    2011-01-11 o godz. 18:38
    Wlasnie moim wpisem chcialem zaznaczyc, ze NGO nie powinny i wcale nie musza odgrywac roli „niszowej” w wolnym kraju. Taka (zreszta godna podziwu) role odgrywal Caritas w PRLu. W Europie Zachodnie ich rola jest znaczna, bo panstwo jako takie czesto nie jest w stanie adekwatnie (szybko, tanio i bezproblemowo) reagowac nanagle zmiany; np. w obszarze uchodzctwa, katastrof etc..
    Pozdrawiam.
    ET

  256. Bonifaceci zastapili w blogosferze Lizakowych Ludzi.
    ET

  257. Wielu pracownikow Polityki bylo TW. Zastanawiam sie czy byli wsrod nich pracownicy kontrwywiadu. Pracownik kontrwywiadu brzmi b. niewinnie, do niewinnych czarodzieji jednak nie nalezy. Skad sie bierze przekonanie u niektorych (np. u bylego premiera), ze wspolpraca z konrtwywiadem byla mniej szkodliwa od wspolpracy z SB?
    ET

  258. Najsmaczniejsze cytryny w Europie zbierane sa na zboczach Gardasee. Najlepsze torty cytrynowe mozna kupic w?
    ET
    PS
    Nasi przodkowie jadali winogrona, a nam szczernialy zeby.

  259. rasmus pisze:

    2011-01-12 o godz. 14:28

    Szanowny Panie rasmus

    Mi przeszkadza ze „towarzyscy i radzieccy” pretenduja do roli nauczycieli.
    Zastanawiam sie tez dlaczego redaktor Passent nie zapadl sie pod ziemie ze wstydu i dzisiaj pisze bezwstydne teksty o zwyciestwie demokracji w Rosji. Jest to karykaturalne zachowanie graniczace z patologia spoleczna.
    Czy moge sie tym przypadku mylic?

    Slawomirski

  260. KLEOFAS,

    Nie pekaj. Wal texty smialo. Smialo na cialo.
    Muranow cie pozdrawia. Ja mieszkalem na Nowotkach
    /wlasciwie: ul. Marcelego Nowotki/. Niech sie prowincja uczy,
    ze mielismy swoja wlasna mowe w WAW. Najpiekniejsze
    Warszawianki sa przyjezdne.

  261. aqa pisze:

    2011-01-12 o godz. 04:49

    Adam Michnik staje sie sumieniem narodu.
    Oczywiscie moge sie mylic. Trace emocjonalny zwiazek z krajem.
    Nie trace zwiazku z ludzmi. Czy to spotkanie Michnika bedzie dostepne na YouTube?

    Slawomirski

  262. Aqa, nie wiem czy „weszłaś” głębiej w stronę która mnie rozbawiła do
    łezów ostatecznych?
    Wejdż proszę na cennik:

    http://holdsmolenski.pl/cennik.html

    a zobaczysz jak tani, jest ten jest polski ,”jedynie poprawny” patriotyzm!
    Patriotyzm w „złotej ramce”!
    Aj, waj! Dzięki że zajrzałaś do prezenciku dla E.T., to taki osamotniony
    człowieczek – dlaczego nie być dla Niego miłym?
    Rosen, rosen i jeszcze raz rosen!
    Hare Krishna!
    I jeszcze raz , naturlich nur przy okazji, dla E.T.:

    http://www.youtube.com/watch?v=5Uyu-Bq65l8

    Pozdrowionka.

  263. Lex 😀
    Dekolt bez wypełnienia, to żaden dekolt!
    Miałam na myśli taki z apetyczną zawartością. Klasyczny balkon, to była suknia bardzo mocno w talii dopasowana – mógł być nawet gorsecik i bez ramiączek, albo z takimi tyci, tyci!
    Moja przyjaciółka w takiej wystąpiła na studniówce 😆
    Ciało pedagogiczne było wstrząśnięte i zmieszane.
    Ale ona tak dobrze się uczyła, że mogła sobie pozwolić na taki występ.
    Na balu maturalnym pojawiła się w czarnym golfie pod szyję.

  264. „Wieża w Smoleńsku zbyt późno wydała komendę o przerwaniu podejścia prezydenckiego tupolewa”
    http://wyborcza.pl1,75478,8936804,Polska_odrzuca_ustalenia_MAK.html#ixzz1AqB48aDR

    SKAZANI NA HUCPE.

    Od samego poczatku mielismy wiatr w zeby i kop w d.pe.
    1
    Nie mozna bylo pozwolic na POkatynskie POjednanie z Rosja 7 kwietnia. Bo to by byla zdrada stanu. Na mur. Ale jeszcze gorsza byla rezygnacja z kasy. Bo takie, ni stad ni zwad, przebaczanie Tusko-Putinowe to pewniak przegranej w ewentualnych przetargach o odszkodowania dla rodzin pomordowanych oficerow 70 lat temu. Najlepszy Prezydent nie mial innego wyjscia. On musial wykonac ten Lot Na Katyn trzy dni pozniej. Tego wymagala racja stanu. Przede wszytkim jednak, tego wymagal Genialny Strateg. Ta HUCPA skasowania „pojednania”, przeciez wymuszonego na Tusku ordynarnym kopem odwiecznego wroga RP, Putina, musiala byc dokonana.
    2
    Nie mozna bylo sie ugiac przed Protasiukowym naleganiem na raport pogodowy ze Smolenska, na plycie lotniska w Okeciu 10 kwietnia. To by oznaczalo skasowanie lotu. Bo mgla w Smolensku byla widoczna na wszystkich komputerach swiata, w satelitarnych raportach pogodowych. Tam, mimo wrednych wiatrow w Smolensku, musial nastapic start! Gen Blasik, pociagnawszy z piersiowki, „przekonal” kapitana do lotu. HUCPA startowa nastapila z godzinnym, w sumie, opoznieniem.
    3
    Nie mozna bylo sluchac rosyjskich kontrolerow lotow, nazkazujacych odejscie na lotnisko zapasowe. Byla to bowiem oczywista oczywistosc, ze ich jakas tam mgla to byl podly wymysl. Polski Jak, z dziennikarzami na pokladzie, wyladowal godzine wczesniej. Wiec jak to? Samolot preydencki gorszy, zeby nie mogl ladowac? HUCPA nieodpowiadania na pytania z wiezy, nie potwierdzania otrzymania polecen o odejsciu na inne lotnisko, musiala byc jedyna odpowiedzia na takie ruskie prowokacje.
    4
    Nie nalezalo ulegac panice, po uslyszeniu alarmow PULL UP. Czy innych, z wiezy. W kokpicie byl bowiem sam General, dowodca sil powietrznych RP. Doswiadczony lotnik! On wiedzial najlepiej jak ladowac. Pociaganie z malpki, czy z drinkow serwowanych z samego rana przez stewardessy, dodawalo animuszu. Zas bycie przydupasem prezydenta wrecz go skazywalo na HUCPE wymuszonego na pilotach ladowania.
    5
    Nie wolno bylo, juz zaraz po katastrofie, sie przyznawac do naszej winy. A takie wrazenie zaczal sprawiac premier Tusk. Dopiero po krotkim przemysleniu dotarlo do szefa polskiego rzadu, ze takie niewymuszone przyznawanie sie do winy nic naszej stronie nie daje. Wrecz przeciwnie, moze szkodzic. Bo co bedzie gdy Macierewicz dopatrzy sie kryminalnych elementow w poczynaniach rzadowych? Tych zezwalajacych na powtorke uroczystosci, przy jednoczesnej na pol gwizdka udzielanej „pomocy” przy jej organizacji?
    Na dodatek, nasze przyznawanie sie do winy wpedza w przesadna pewnosc i wrecz bute Rosjan. Przeciez tez napewno nie bezblednych, podczas tego wymuszonego na nich ladowania. Wiec HUCPA trzeba bylo potraktowac ich projekt raportu. I odrzucic go w calosci, piszac swoje 150 stron na temat „wielu” przyczyn katastrofy. W tym dluga lista przewinien rosyjskich. Najwazniejsze przewinienie to: ‚wieża w Smoleńsku zbyt późno wydała komendę o przerwaniu podejścia prezydenckiego tupolewa’. I ani slowa o tym, ze owo podejscie zostalo wiezy narzucone przez Polakow. Wbrew ostrzezeniom i zaleceniom kontrolerow.
    6
    Dzisiaj, po oficjalnym ogloszeniu raportu MAK, w jego niezmienionej postaci, coz nam pozostaje? Chocbym nie wiem jak sie zwijal i wywijal to jedno tylko wyjscie widze. Nam pozostala tylko antyrosyjska HUCPA. I to przy niej pozostana, solidarni w jednosci, i Tusk i Kaczynski.

    Bo i jeden i drugi za duzo maja za uszami, zeby na siebie brac wine za absolutnie nikomu do niczego niepotrzebna smierc 96 przodujacych Rodakow.

  265. Minęło ponad 5 godz. od ostatniego wpisu i nie wiem, czy w „zamrażarce” nie czeka istny zalew postów o katastrofie smoleńskiej i o tym, co znów raczył wypowiedzieć prezes…
    Zatem z pewną taką nieśmiałością pozwolam sobie kontynuować zupełnie ale to zupełnie inny temat, ze świadomością, ze zginie on zaraz w odmętach piany na temat Rosjan i raportu MAK. Ale trudno.

    ad Lex, 11:58 i 2011-01-11 o godz. 18:52
    1.”…po wojnie mieliśmy we Wrocławiu Wrocławiu lwowską „akademię złodziejską„, mistrzów w swoim fachu, którzy szkolili się wzajemnie. Prowadzili własne podziemne wykłady, postępowali wedle własnego kodeksu. Docent Bożyczko z uniwersyteckiej kryminologii napisał o nich w latach 50. książkę. Złodzieje dopuścili go do swojego grona, chodził z nimi na włamy i kieszonkowe wyprawy. Książka nie była powszechnie dostępna, rozpowszechniano ją między uczelniami. Zrobiła furorę. (…)
    Zbigniew Bożyczko był oficerem dywizji wileńskiej AK. Dawni akowcy trzymali się razem w powojennym Wrocławiu. Czuli się tu swobodniej niż gdzie indziej. Władze miały problem z zagospodarowaniem tych ziem i bardziej przez palce patrzono tu na podziemną przeszłość

    2. Zbigniew Bożyczko napisał doskonałą książkę pt. „Przestępstwo i życie.”
    Podczas zbierania materiałów do swoich prac zapoznał się, a nawet zaprzyjaźnił z wieloma więźniami i starał się, im pomagać po wyjściu z więzienia.
    Na przełomie lat 60/70 zainicjował projekt zorganizowania pomocy dla bezdomnych opuszczających zakłady karne. Pragnął, aby jeden z podwrocławskich PGR-ów zamienić na ośrodek dla takich więźniów, zanim będą mogli pójść w świat do jakiejś pracy. Przekonywał, że nie chodzi tutaj o rentowność owego PGR-u, że trzeba liczyć się z trudnościami personalnymi i dyscyplinarnymi, ale że podjęcie takiej inicjatywy będzie miało ogromną wartość moralną i społeczną. Wyśmiano go jednak, nazwano utopistą i – wszystko się skończyło. Tłumaczył, choć sam należał do partii, że nie warto zwracać się do różnych szyszek w sprawach ludzi biednych, gdyż oni wygłaszają tylko piękne slogany na mównicach, ale myślą o karierze, o wygodach i rozrywkach.

    PS. Lex 11:58 – a w słowniku młodych , który linkowałam http://www.miejski.pl/ wspomniane przez ciebie „balkony” to „ balony ” .
    Niby podobnie, ale nie tak dowcipnie.
    A znowuż „balony”-wg słownika złodziejskiego to pośmieciuchy (inaczej frajerzy). Frajerzy- przeciwieństwo „ludzi”. Ludzi się szanuje, frajerów nie.
    …ach, ciekawe, jakie pytania zadawałby doc.Bożyczko, gdyby prowadził egzamina..?
    PS2. No to zagadka – co znaczy „ spuścić facjatę mopsowi” ?

  266. Pan premier wraca do kraju na wieść o katastrofie raportu o katastrofie – a my biednieńkie, sami ostawszy sie bez Gospodarza wąchającego cytryny, jakżesz odeprzemy zarzuty pisowskiej prokuratury, że strona rosyjska nie umiała się obronić przed naszym arcychytrym fortelem, polegającym na tym, że podrzucamy im gorącego kartofla i niech się bronią…

  267. No to jeszcze chwilkę o tuż-powojennym Wrocławiu

    „…Ziemie Odzyskane nazywane wówczas były Dzikim Zachodem nie bez przyczyny. Tu się żyło w niepewności, jak w oczekiwaniu na kataklizm. Długo chodziłem z nożem w kieszeni, bo to nie było wtedy specjalnie bezpieczne miasto. Nieraz widziałem porachunki, choćby tego faceta wepchniętego do Odry na wysokości ulicy Grodzkiej. Śluza wciągnęła go koło Arsenału i ślad po nim zaginął. Ludzie znikali wtedy bez wieści. Wrocław był naszpikowany niewypałami; ludzie długo chodzili po Świdnickiej, zanim ktoś zorientował się, że ten kawałek żelastwa, który wystaje z chodnika koło Domu Towarowego, to lotki od bomby.

    Mury oklejały plakaty „Wrocław – twoje miasto, Odra – twoja rzeka”, a poniżej ktoś dopisywał „K… twoja mać”.

    Bywały historie surrealne. Jadę kiedyś tramwajem, a obok stoi milicjant z zawiniątkiem. To była noga opakowana w gazetę – koło Stadionu Olimpijskiego tramwaj przejechał człowieka. Karetka zabrała ciało, ale zapomniano o nodze. Wypadki tramwajowe były na porządku dziennym, bo wrocławianie jeździli „na winogrona”, wisząc na stopniach oraz zderzakach z przodu i tyłu…

    …Takiej solidarności, jaka istniała między wrocławskimi akowcami, to chyba nigdzie nie było. Załatwiali sobie pracę, jak ktoś był w zupełnej biedzie, wspomagali go finansowo, wspierali się moralnie. Wrocław miał wybitne postacie związane z Armią Krajową: Stanisław Kulczyński, pierwszy wrocławski rektor, Edward Marczewski, matematyk, Jan Rzewuski, fizyk, Witold Świda, prawnik, Bogusława Jeżowska-Trzebiatowska, chemik, Zbigniew Krynicki, lekarz z partyzantki, jeden z sześciu ocalonych ze 160-osobowej grupy,którzy wydostali się z kotła w Puszczy Solskiej, twórca znanego w Polsce ośrodka ortopedycznego na ulicy Poświęckiej, gdzie leczono dzieci z chorobą Heine-Mediny…”

  268. O, już moderator wrzucił cały tłum wpisów. To szybciutko, zanim się wgłębię w katastrofę :

    Torlinie- piękny wpis, podpisuję się (ale tak nie umiem), dzięki.
    Sławomirski, wiem, że nie powinnam z tobą polemizować. Ale to dziwi, że się dziwisz, a nie jesteś Dziwisz, żeby się dziwić, jak coś palniesz dziwnego.

  269. Jak ryba w wodzie. Wspomnienia (hiszp. El pez en el aqua) – autobiograficzna książka peruwiańskiego pisarza Mario Vargasa Llosy. Została wydana w roku 1993. …

  270. Wiem, że nie poowinnam zwracać uwagi, ale znowu obsiadło tu towarzystwo, co plecie trzy po trzy. Przy okazji , @ET – rozumiem , że ty należysz do do niewinnych czarodziejów? Pewnie jak Sławomirski tracisz nie tylko „emocjonalny zwiazek z krajem „…

    A propos cytryn, może mądrale się wypowiedzą na zagadkę związaną z tematem tytułowanym, którą zadałam tu :
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=791#comment-190236

  271. Jak w każdym ambitnym tekście publikowanym na portalu “Polityki”, w moim komentarzu z dnia 2011-01-08 o godz. 22:26 też nie zabrakło drugiego dna i teraz już zapewne państwo rozumieją, co miałem dodatkowo na myśli, stwierdzając proroczo: „Zapadła cisza jak MAK-iem zasiał, wśród której rozległ się drżący trochę od skrytej obawy głos premiera”.

    Wprawdzie cisza zapadła dzisiaj, a drżący głos premiera rozlegnie się dopiero w czwartek, po jego powrocie z Dolomitów, jednak w niczym to chyba nie umniejsza trafności mego proroctwa. W czwartek niewątpliwie usłyszymy również charakterystyczny baryton prezydenta, niewykluczone że też drżący od skrywanej obawy o dobro PO, które, jak już miałem niegdyś przyjemność stwierdzić, jest równoznaczne z dobrem kraju. Słowa „cisza” nie należy brać dosłownie, jest to nowa forma ciszy przedwyborczej, poniekąd taka nowa tradycja, przestrzegana jednostronnie przez Platformę w momentach, kiedy jej ktoś ukradnie furę. Dla mediów oczywiście nie ma nic świętego i jak zwykle zakłócają one powagę chwili swym nieodpowiedzialnym jazgotem, a opozycja też nie poprzestaje na bezgłośnym zacieraniu rączek, tylko dokłada swoją porcję decybeli.

    Przyznam, że przygniata mnie ta sytuacja, ale żeby nie kończyć na pesymistycznej nucie przypominam państwu moje nagrodzone w konkursie hasło wyborcze:

    Lepiej z PO stracić (emeryturę, świadczenia zdrowotne, pracę) niż z PiS-em zyskać.

  272. Przypomnialem sobie wczesniejszy, ogromnie celny komentarz Ryby. A moze to byl Stan. Jak zwal tak zwal a to i tak wsio ryba.

    Wiec komentarz rybostanowy taka sentecje zawieral: co bedzie z kopana jesli Tusku zostanie kryminalnie obciazony za katastrofe smolenska? Nie mialem wtedy odpowiedzi na to, dzis juz mam.

    Nic zlego nie bedzie z kopana, Rybenko. W druzynie rzadowej krotkie spodenki beda dalej w uzytku i kopanie bedzie szlo pelna para. Troche tej pary pojdzie w gwizdek, ale kopana i tak bedzie skopana elegancko. Dokladnie tak jak wiekszosc poczynan Jedynie Slusznej Druzyny trampkarzy.

    Do zadnej odpowiedzialnosci karnej za katastrofe smolenska nikt bowiem nie bedzie pociagniety. Polskie prawo karne jest bowiem strasznie przemyslnie napisane. Swiat do dzisiaj jeszcze stoi z rozdziawionymi dziobami z powodu skazania Rywina. Tam do przestepstwa zadnego nie doszlo a gosciu zostal leguralnem wyrokiem sadowym zapudlowany. I siedzial jak za zboze! A taki Lepper, na przyklad, nigdy za zboze nie siedzial. Choc to on owo zboze rozsypywal po torach kolejowych.

    Ci wszyscy, ktorzy BEZPOSREDNIO doprowadzili do katastrofy, do odpowiedzialnosci karnej, wedle polskiego prawa, nie moga juz byc pociagnieci. Bo im/Jemu juz te kare, najwyzsza i od Najwyzszego Sedziego, wymierzono. Sedziowie ziemscy zreszta natychmiast dali Mu grzechow odpuszczenie. Skladajac z honorami Jego truchlo w Sarkofagu.

    Natomiast ukaranie PRAWDZIWYCH winnych tej katastrofy nie jest w naszym kraju mozliwe. Nasze prawo karne nie przewiduje bowiem paragrafu za planowanie i takie organizowanie akcji lub przedsiewziec panstwowych, ktorych rezultatem bedzie masowa smierc znacznej czesci przywodcow narodu.

  273. Na świeżo – trochę dzisiejszych opinii fachowców – z forum lotników http://www.lotnictwo.net

    W przestrzeni międzynarodowej obowiązują cywilne przepisy lotnicze, wg których wykonuje sie lot. A przestrzeni wojskowej – wojskowe – zgoda z Klichem.
    Decyduje przestrzen, w ktorej znajduje sie samolot.
    Tyle, że asza załoga nie stosowała się do przepisów wojskowych obowiązujacych na „Korsażu”, bo ich nie znała n (nie miała nawyków). Nie kwitowali wysokości, nie rozumieli komend, o tym też mówił Klich. Więc jak zaklasyfikować jednoznacznie ten lot? KL [kontroler lotów] podejrzewam zbaraniał, nie wiedział co robić. Swojemu nie zabronił lądowania (wojskowemu), a miał zabronić PIERWSZEMU SAMOLOTOWI? Trochę wyobraźni. Zezwolenia na lądowanie nie dał, na tym powinny się skończyć dywagacje .

    – Warto obejrzeć rekonstrukcję i posłuchać komentarza. Widać aż za dobrze poziom wyszkolenia załogi i znajomości samolotu. Dzięki dodaniu podglądu PAR można na własne oczy zobaczyć, że kontroler do końca nie wiedział co oni robią

    Sekcja nie wykazała alkoholu w nerkach. Oznacza to, że alkohol był w początkowej fazie wchłaniania a nie wydalania.
    Ale jakie ma to znaczenie dla całej sprawy? 2 szkockie/koniaki do kawy i tyle.

    Nie miał prawa, ten lot dla niego to praca a nie wyjazd na wakacje. Takie „wakacyjne” podchodzenie do obowiązków to swista praprzyczyna tego co się stało. W mediach wszyscy bija szczyty głupoty. Niestety w ten chór w jakims sensie wpisuje się Edward Klich. Za to rozmowy tych co maja jakieś pojęcie wyglądają jak ta przed chwila w TVN24 – Chybki kontra trzech rozhisteryzowanych „fachowców”. Niestety wnioski konieczne tu u nas w Polsce z powodów róznych interesów politycznych zostaną zagadane, do kolejnej katastrofy

    Nie ma czegos takiego jak podejscie nieprecyzjne z „talkdown”. Nie ma takiej procedury w swiecie zachodnim.
    Jedyne podejscie na zachodzie z talkdown to PAR. Nie wiem jak akurat jest z PAR ale w kazdym innym podejsciu kontroler nie wydaje zadnych komend aby przerwac podejscie (poza jedynym omawianym tu wyjatkiem jakby cos fizycznie blokowalo pas) – to lezy 100% w domenie pilota.

  274. Torlin,

    dzięki za komentarz. Co do pkt 3: wydaje mi się, że w obowiązującej kulturze korporacyjnej tworzenie wizerunku korporacji równie ważne co wyniki finansowe, i na to przeznacza się jakiś procent z kosztów operacyjnych danej firmy. Kiedy uczestniczyłem w organizowaniu różnych imprez kulturalnych w miejscu mego zamieszkania, głównym zajęciem pewnej grupy osób było szukanie sponsorów i przekonanie ich, że umieszczenie logo oraz nazwy firmy w spisie sponsorów będzie dobre dla wizerunku potencjalnego sponsora.

    Kaliber sponsorów zależy od skali przedsięwzięcia. Imprezy, w organizacji których ja uczestniczyłem nie miały się nijak do Orkiestry, ale zawsze parę groszy dawało się wydębić również od podmiotów publicznych, takich jak miasto czy np. ministerstwo kultury. Podmioty te mają pule na podobne cele i te pieniądze muszą być wydane – tak to mniej więcej działa. Poza tym kwota wydana w ramach sponsorowania stanowi podstawę do zwolnień podatkowych. Oczywiście można nadal zżymać się nad tym, że to wciąż pieniądze publiczne, ale…

    Istnieje coś takiego jak działalność statutowa i często w nią wpisane są cele wspierania inicjatyw służących dobru publicznemu, jak np. imprez masowych lub akcji charytatywnych. Tak dzieje się zarówno w sferze podmiotów prywatnych, jak i publicznych. Dlatego np. TVP wspiera różne imprezy, i czyni to w zakresie powierzonych środków tej instytucji oraz w zakresie celów jej wyznaczonych. Podobnie Lotos i PGE. Wydane w ten sposób pieniądze to – jeśli chcesz – zawoalowana forma wsparcia państwa dla danej inicjatywy, forma o tyle bardziej sexy, że zamiast zwykłego kwitu z budżetu, zawierającego deklaracje o kwocie wspierającej imprezę, organizator zdobywa sam sponsora, a sponsor dostaje odpowiednią widzialność na tle imprezy. Z uwagi na cały mechanizm prawno-finansowo-podatkowy sponsorowania można powiedzieć, że jest to inna forma wspierania inicjatyw społecznych przez państwo, które zamiast czynić to bezpośrednio z budżetu, poprzez zachęty podatkowe zaprasza do wspierania instytucje oraz podmioty gospodarcze, i to one decydują o wysokości wsparcia, według własnego rachunku zysków (wizerunkowych, innych) oraz wydatków.

    Więcej o sponsorowaniu, w tym w wykonaniu TVP np. tutaj: http://opracowania.socjum.pl/forum/temat/4025

    Pozdrawiam.

  275. aqa (2011-01-12 o godz. 19:27)
    „Minęło ponad 5 godz. od ostatniego wpisu i nie wiem, czy w “zamrażarce” nie czeka istny zalew postów o katastrofie smoleńskiej i o tym, co znów raczył wypowiedzieć prezes… Zatem z pewną taką nieśmiałością pozwolam sobie kontynuować zupełnie ale to zupełnie inny temat, ze świadomością, ze zginie on zaraz w odmętach piany na temat Rosjan i raportu MAK. Ale trudno.”

    Zamrazarka nie jest wyczulona na Smolensk tak jak niektorzy z nas. Ciesze sie, ze tobie, droga aqo, udalo sie nie ulec temu wyczuleniu. Podejrzewam, ze dzisiejsze PT. Moderatorstwo maja te katastrofe w glebokim rowie. W odroznieniu od jaru smolenskiego. Czy wyobrazasz sobie prace, polegajaca na czytaniu internetowych kretynstw smolenskich? MAKowe raporty i Tuskowe kontrraporty to maly pikus w porownaniu z tym co oni musza przeczytac zeby zarobic na kieliszek chleba.

    Daj se zboza. Moze sfermentuje.

  276. jeszcze trochę dzisiejszych opinii tych, których jestem najbardziej ciekawa czyli fachowców -zatem dzisiejszych wpisów z forum lotników -c.d.

    – Co prawda te liczby byly juz od dawna znane, ale jak sie czyta tabelke z nalotem czlonkow zalogi, to jest to porazajace. Plus info o szkoleniu.

    – Generalnie cała awantura będzie teraz o kwalifikacje lotu wojskowy , cywilny czy jakiś tam inny ,reszta jest już raczej bezdyskusyjna. Najprościej mówiąc wiemy ze nasi piloci popełniali błąd za błędem ale mieliście nas „ratować”! (polski punkt widzenia, kwalifikacja lotu jako wojskowy) a z drugiej strony punkt widzenia rosyjski (lot cywilny) czyli załoga bierze odpowiedzialność za wszystko

    Jest w interesie Polski i polskiego lotnictwa , które jest nam tu tak bardzo bliskie, powiedzieć jasno i wyraźnie , bez półcieni i bez źle pojętego „ratowania honoru”, że za ten wypadek odpowiada strona polska . Jeśli będziemy cały czas szukać wykrętów, to osłabie nasza determinacja do zmiany tego systemu. W dniu katastrofy było wszystko jasne, bo to kalka sytuacji z Casą. Po tamtej katastrofie nic się nie zmieniło. Niech po tej coś się zmieni

    – zgadzam się. Dość wykrętów
    Zacytuje jeszcze jedną z opinii z forum pilotów pprune :
    „…the reasons why the report is regarded as unacceptable to the Polish government are emotionally very similar to the reasons why the crew could not divert [the psychological pressure]. Also, the poor Ruskies have got such a bad reputation for covering things up that when for once they have Pravda (truth) on their side many will not believe them…”
    Jeśli polski rząd (gwoli ścisłości głównie opozycja) nie może zaakceptować raportu, to z podobnego powodu jak sam wypadek, na skutek presji psychologicznej. „Ruscy” wcześniej zyskali złą reputację w kwestii przekręcania faktów, wiec są krytykowani, choć tym razem mówią prawdę.

  277. Sławomirski,

    nie muszę Ci przypominać, że w cywilizacji zachodniej ze wszystkimi nieczystościami kontaktujemy się stosując izolację higieniczną (białe rękawiczki).
    Pewien profesor z Toronto napisał na blogu o minister Kopacz, ze jest dobrą urzędniczką. Jako przykład podał odmowę zakupu przez nią, na polski rynek, szczepionki przeciw świńskiej grypie, co okazało się pociągnięciem oszczędnym i świadczy o rozumie politycznym p. Kopacz.
    Ty, oczywiście, jako Profesor mocny w logice, nigdy byś takiego czegoś kompromitującego nie napisał.
    Podejmując tą skrajnie ryzykowną decyzję P. Kopacz z całym rozmysłem naraziła setki pacjentów na śmiertelne ryzyko, a więc dyskwakifikuje ją to jako lekarz i polityka. Być może od mafii farmaceutycznej wiedziała jednak jak naciągany jest interes ze szczepionkami, ale to wcale nie znaczy dobrze o jej walorach intelektualnych, a jedynie o wątpliwej reputacji, bo zadaję się z mafijnym elementem.
    Żeby Ci przybliżyć ukochaną starą ojczyznę pozwolę sobie porównać wydatki budżetowe na służbę zdrowia we Francji i w Polsce.
    Wynoszą one: 14.4% budżetu Francji i odpowiednio: 4.4% budżetu Najaśniejszej.
    Gdyby zastosować do obrazowania tych wydatków proste wykresy stosowane przez lud góralski, to forsa wydana na służbę zdrowia przez Francuzów byłaby górą euro o wysokości Giewontu, a forsa wydana w złotówkach przez RP byłaby wysokości kupy zrobionej pod Giewontem przez bacę po średniej obfitości posiłku.

  278. Z sasiedniego bloga W. Kuczynskiego. Przepraszam za niebezposrednosc. Widac, takie imponderabilia (MFR).
    Wyjasnienie nieznaczne.
    Podobno szlaban jakis istnieje na Orteqa na blogu W. Kuczynskiego. Nie chce mi sie znowu sprawdzac szczelnosci tego mitycznego szlabanu. Ostatnio ta tzw. ‚szczelnosc’ byla ZADNA. Tak czy owak, odpuszczam sobie te infantylnosc. Blog wyraznie zmierza tam gdzie powinien. A biedny kuzyn Kranadha, niestety, nie moze sie przebic. Nawet w tej koncowce istnienia blogowego. Znowu zostal usuniety jego post. „Nie masz blizszej rodziny do przypier..a sie?”. Wszystko pasuje do calosci. Smut.

    **Torlin napisał(a): 12 stycznia 2011, o godzinie 21:13
    Ten wypadek to jest skład cały niemożności:
    – Prezydent nie mógł nie być w Katyniu
    – Rosjanie nie wiedzieli, czy dawać Putina (ważniejszy, ale stanowiskowo pomniejszy) czy Miedwiediewa,
    – nie mogli nie wystartować
    – lotnisko nie wiedziało jak powiedzieć załodze, aby nie lądowała
    – czyli nie mogła powiedzieć – “Nie lądujcie”
    – ale i nie mogła powiedzieć “lądujcie”
    – nie mogli wylądować w Mińsku ani w Moskwie, boby wtedy nie zdążyli
    – na pytanie generała rosyjskiego do centrali w Moskwie nikt nie mógł odpowiedzieć (czyli podjąć decyzji), gdyż każda z nich była niedobra. W związku z tym decyzyjny był nieosiągalny. Siedział pewnie w sraczu ze strachu przed podjęciem (a raczej niepodjęciem) decyzji
    – pilot nie mógł nie spróbować wylądować
    – J. Kaczyński nie mógł się spotkać po katastrofie z Putinem i Tuskiem.
    Same nie mógł, nie mogli. Precyzja fatum przeznaczenia.**

    Torlinie! Chapeau bas.

  279. Krajowe reakcje na raport MAKU

    Reakcje na raport niektórych polityków są typowe dla mentalności Poln. Wirtsch., czyli byle jak i nie na temat. Oto przykłady:

    1) „Czuję się, jakby ktoś dał mi w twarz” – przechwala się poseł Kłopotek. I nie wiadomo, czy raport, to osobista obelga dla każdego Polaka na kilkuset stronach, czy niewygodna prawda dla niektórych.

    2) „Za taki raport winę ponosi premier” – oznajmia Beata Gosiewska zmuszając do następującej refleksji przeciętnych zjadaczy chleba – czy nie lepiej by było, gdyby pod URM już teraz podjechała kibitka i pod Trybunał Stanu dostarczyła premiera?

    3) Kaczyński szeroko komentuje:

    – „Mamy raport, który obwinia polskich pilotów i Polskę. Całkowicie jednostronnie i bez żadnych dowodów. Mamy garść spekulacji na niczym nie opartych.”

    – „Odwołują się do tezy wysoko wątpliwej, że gen. Błasik miał pewną niewielką ilość alkoholu. Ale nawet jeśli to prawdziwa teza, nie ma dowodów, że to się przełożyło na decyzję o lądowaniu”

    – Jarosław Kaczyński po raz kolejny podkreślił, że prezydent nie wywierał wpływu na lądowanie TU-154

    – „Chcę dodać, że wszelkie analogie odnoszące się do Tibilisi, odnoszą się do sytuacji odmiennej. Oni wtedy stali na lotnisku, nie ma żadnych przesłanek by sądzić, że tamto wydarzenie mogło być podstawą jakiejś presji. Pilot prezydencki otrzymał za to nawet odznaczenie.”

    – „Jest ciągle aktualne pytanie, dochodzą do tego zeznania pilotów, którzy mówili, że słyszeli wybuchy: Co tak naprawdę stało się na pokładzie tego samolotu?!”

    Mój komentarz do słów Prezesa

    Okazuje się, że w raporcie nie ma żadnych dowodów, tylko „garść spekulacji na niczym nie opartych”.

    Prezes nie byłby sobą, gdyby do argumentów przeciwko raportowi nie wplątał Polski („raport obwinia Polskę”). Czysta schizofrenia. Prezes osobiście, nieustannie, gorliwie głosi, że za katastrofę są odpowiedzialni politycy rządzący Polską, rząd polski, także jako zbrodniarze „w rozumieniu potocznym”, ludzie „mający krew na rękach” czyli z punktu widzenia Rosji polska strona, a dzisiaj to swoje stanowisko przypisuje autorom raportu, obłudnie się na nich oburzając na to, co sam czyni od 9 miesięcy.”

    Okazuje się, że zawartość alkoholu we krwi Błasika, to nie wynik konkretnego badania potwierdzonego protokołem, tylko „wątpliwa teza”.

    Prezes podkreślił, że „prezydent nie wywierał wpływu na lądowanie TU-154”.
    Na podstawie jakich dowodów, poszlak, domysłów tak twierdzi? Zważywszy na to, że prezydent był dysponentem lotu i musiał wiedzieć o niedopuszczalnych do lądowania warunkach w Smoleńsku, więc musiał także podjąć decyzję co do lotniska zapasowego lub inną.
    Musiał, taka jest procedura podczas każdego lotu ViPow, że dysponentowi lotu piloci zgłaszają trudną sytuację, w której przedstawiają inne możliwości. Reszta (odmowa lub przyzwolenie lecz zgodnie z przepisami) należała do pilotów. W Smoleńsku podjęcie próby lądowania bez widoczności pasa z wysokości decyzyjnej nie było zgodne z przepisami.

    Odnośnie presji prezydenckiej w czasie lotu do Tbilisi, to Prezes wykoślawił niesłychanie wymowę tego incydentu, a mianowicie zdobył się na podkreślenie, że „nie ma żadnych przesłanek by sądzić, że tamto wydarzenie mogło być podstawą jakiejś presji. Pilot prezydencki otrzymał za to nawet odznaczenie.”

    Pokrętność niesamowita – „nie ma przesłanek, aby „tamto wydarzenie mogło być podstawą jakiejś presji”, a pilot otrzymał odznaczenie.

    Norma przyzwoitości została przekroczona o kilka długości. Otóż, tamto gruzińskie wydarzenie było bezprawną, intensywną presją na załogę, wobec pierwszego pilota stosowano pogróżki, które potem usiłowano potem zrealizować głośnymi interpelacjami w parlamencie, naciskami w komisjach oraz ciąganiem pilotów po sądach.
    A odznaczenie nie pochodziło od prezydenta, ani prezesa, tylko od ministra i było przyznane za odwagę przeciwstawienia się bezprawnej presji pasażera samolotu w sprawie bezpieczeństwa lotu na dowódcę załogi – osoby w samolocie ponoszącej najwyższą prawną odpowiedzialność za bezpieczeństwo w wykonywania lotu. Piloci lotu smoleńskiego mieli w pamięci ten incydent i z całą pewnością stanowiło to dla nich obciążenie psychiczne.

    Tylko, ze w locie do Tbilisi było łatwiej – na pokładzie nie było admiralicji, generalicji, łącznie z głównodowodzącymi. Co prawda w świetle prawa były to dla pilotów prywatne osoby, a nie dowódcy, ale każdy może sobie wyobrazić, jak by się zachował, gdy za plecami nie wiadomo po co (turysta, ciekawski, gorliwy opiekun, służbista bez prawa rozkazodawstwa?) stoi najwyższy dowódca.

    Prezes raczył także zameldować, że jakoby jacyś piloci słyszeli wybuchy. Jacy piloci, gdzie to jest udokumentowane?
    Prezes tutaj nawiązał tutaj do opinii nawiedzonych fachowców rozpowszechnianych zaraz po katastrofie w necie o dwóch wybuchach mających poprzez swa podwójność zaświadczyć, że na pokładzie wybuchła bomba izowolumetryczna. Te konfabulacje powstały w umysłach wybuchowców amatorów, którzy niedokładnie przeczytali materiały o przebiegu eksplozji takiej bomby.

    Otóż bomby izowolumetryczne „klasyczne” są detonowane dwa razy – pierwszy raz wybucha ładunek rozpylający cząstki paliwa w powietrzu, a drugi raz wybucha ładunek zapalający mieszaninę rozpylonego paliwa i powietrza.
    Sęk w tym, że po pierwsze drugi ładunek jest odpalany w odległości czasowej kilku milisekund, czego żadne ucho nie jest w stanie rozdzielić, po drugie we współczesnych bombach rozpylanie i zapłon obywa się jednym ładunkiem.

    Tak, czy inaczej, to fantazja anonimowych internautów wznieciła hipotezę o dwóch wybuchach charakterystycznych jakoby dla bomby wolumetrycznej, której to hipotezy się uczepili się jak kola ratunkowego naiwni niefachowcy z PiSu.

    4) Z prezesem konkuruje reprezentantka PiSu light, czyli PJN – posłanka Jakubiak:

    „Cały raport uważam za niewiarygodny, nierzetelny, (…) szkodzący Polsce i dobremu imieniu państwa”, „”Raport jest skandaliczny” – podkreśliła posłanka. Jak dodała, dokument obraża wszystkich związanych z ofiarami katastrofy. „Wszystko, co zostało powiedziane jest kpiną z Rzeczypospolitej. Zafundowano nam to za wyraźną zgodą premiera Rzeczypospolitej i całego rządu, jak również prezydenta”.

    Sposób, w jaki MAK przedstawił dokument, Jakubiak oceniła jako pełen „buty i pychy”. „Ta bezczelność w jego prezentacji, w tych aspektach dotyczących stanu pana gen. Błasika.

    „Bardzo przepraszam, zarówno żonę Mariusza Kazany i jego córkę, jak i rodzinę pana generała Andrzeja Błasika za to, że rząd polski dopuścił do tej skandalicznej publikacji. To jest obraźliwe dla tych rodzin, obraźliwe dla pamięci tych ludzi” – powiedziała Jakubiak.

    Mój komentarz do słów pani Jakubiak

    Jeśli chodzi o panią Jakubiak, to zaprezentowała swoim wystąpieniem podręcznikowy, ba, kliniczny przykład wyjaśniający w trybie live view wyczerpująco, co oznacza termin asertywna asertywność. Zdecydowanie przebiła Prezesa.

    Moje podsumowanie

    Podsumowując, reakcje polityków przeciwnych ustaleniom raportu są emocjonalne, fragmentaryczne, wyrażają raczej nieufność, a nawet wrogość do twórców raportu niż tyczą się meritum, wyglądają jak obliczone na efekt medialny, niż podjęcie rzeczowej dyskusji.

    Widoczne jest jak na dłoni, że coś takiego jak raport, jaki by nie był, demoluje dotychczasowe koncepcje spiskowe-zamachowe propagowane poprzez pośredników szeroko w mediach.

    Politycy PiSu będą mieli trudny orzech do zgryzienia próbując odnieść się do konkretnych konkluzji raportu, ponieważ każda najmniejsza próba dyskusji z poszczególnymi wnioskami raportu niejako je uwiarygodnia jako tezy opisujące rzeczywisty przebieg zdarzeń, czyli dopuszcza prawdopodobieństwo zaistnienia innej sekwencji zdarzeń niż rozgłaszane przez PiS hipotezy spiskowo-zamachowe.

    Dla przykładu, jeśli się podejmie wymianę poglądów na temat ścieżki schodzenia, to natychmiast wychodzi sprawa wysokościomierzy i TAWSu, co wciąga dalej i dalej dyskutantów w meritum i siłą dyskusji oddala koncepcje spiskowe w niebyt.

    Teoria zamachu jest tak prosta, że niemal nie wymaga dyskusji – bum i już. Teoria o celowym wprowadzeniu w błąd również – jesteście na kursie i ścieżce, tymczasem samolot szoruje po koronach drzew. Wiadomo – metoda perfidna, a skuteczna.

    O czym tu dyskutować, ściągnąc wrak do kraju i rozpocząć od nowa badania pod kątem najoczywistszej z oczywistych przyczyn – wprowadzenia w błąd załogi przez wieżę na polecenie wspólników Tuska i Komorowskiego w Moskwie i dopełnienie sprawy poprzez wybuch, pożar i cięcie kadłuba aby zatrzeć ślady, by móc cynicznie, bezkarnie kłamać, obrażać naród w interesie wspólników z zarządu kondominium.

    Dlatego to metoda PiSu na podważanie raportu może być tylko jedna – zaprzeczać hurtowo, siać nieufność i wrogość, podważać intencje autorów, kwestionować, przeciwstawiać im opinie amatorów, wszelkiego rodzaju hobbystów i samozwańczych śledczych, byle by były totalnie na nie, wątpić, kpić, żalić się i szydzić, szukać poklasku i litości dla skrzywdzonych, czyli normalna pyskówa.

    Dzisiaj (12 stycznia) w TVNie w wywiadzie na temat katastrofy smoleńskiej wystąpili dwaj fachowcy lotniczy, praktycy piloci.

    Uznali oni, że większość przyczyn katastrofy leży po stronie polskiej, a postępowanie kontrolerów rosyjskich o tyle mogło uratować samolot, o ile by oni bardziej zdecydowanie odmówili pozwolenia na próbę lądowania, a po nie dozwolonym zejściu samolotu poniżej wysokości decyzyjnej (dla lotniska – 100m, dla kapitana – 110 m, przyp. moje) bardziej zdecydowanie wydawali polecenia odejścia na drugi krąg.

    Także ci fachowcy wskazali na presję jako najprawdopodobniejszą przyczynę braku kwitowania głosem procedur ustawiania wysokościomierzy (czy czegoś nie mylę?), co przyczyniło sie do błędnego ich ustawienia.

    Jeden z pilotów (po raz pierwszy publicznie) wysunął również taką oto tezę, że od pewnego czasu (10 – 15 lat) w lotnictwie obniżono dyscyplinę – zmniejszono ilość sprawdzianów, egzaminów, przepytywań, bieżącej kontroli przygotowania do lotu, itd. uznając, że są to jakieś „stalinowskie przeżytki”.
    Horror, czy Poln. Wirtschaft?

    Dzisiaj w TVNie w Monika Olejnik indagowała ministra Millera na temat raportu MAKu. Spokojne wyważone reakcje, rzeczowe wypowiedzi ministra kontrastowały z ostrą pyskówą prezentowaną przez towarzyszy pisowców celebrujących w mediach.

    Miller ujawnił ważny szczegół – kontrolerzy byli przeciwni lądowaniu, ale z nagrań rozmów pomiędzy wieżą, a wierchuszką w Moskwie wynika, że kontrolerom poradzono, a wręcz otrzymali polecenie, aby zezwolić na próbę podejścia do lądowania do wysokości decyzyjnej – niech piloci Tu-154 sami ocenią, jakie warunki pogodowa maja przez sobą. Tak brzmialo uzasadnienie tej propzycji nie do odrzucenia.

    Dalej minister Miller przyznał, że niestety piloci lecieli poniżej wysokości decyzyjnej dalej do pasa nie widząc nic i w dodatku nie będąc świadomymi, na jakiej wysokości samolot się znajduje. I tak się skończyło, jak się skończyło.

    Miller wyraził zdanie, że śledczy nie mają żadnego zarejestrowanego bezpośredniego polecenia lądowania wydanego w samolocie lecz niewątpliwie piloci byli poddani presji, lądowali pod presją, czego dowodem jest całkowita nieobecność głosu kapitana w ostatnich kilkunastu (kilkudziesięciu?) sekundach przed zderzeniem z ziemią. Kapitan wpadł w stan pewnego rodzaju pomroczności wywołanej najprawdopodobniej silnym stresem i śmiertelnym niebezpieczeństwem.

    Minister także poruszył problem obecności tzw. lidera (rosyjskiego) na pokładzie Tu-154. Polacy podobno odmówili, nie chcieli takiej osoby twierdząc, ze załoga zna rosyjski i lider jest niepotrzebny i Rosjanie się z tym zgodzili.
    Podobno dla szeregu poprzednich wypraw do Rosji, była stosowana praktyka bezliderowych lotów.

    Dzisiaj powstał z tego zarzut dla Rosjan, który brzmi – dlaczego dopuścili do lądowania w Smoleńsku samolotu bez lidera ichniego skoro przepisy rosyjskie (jak się okazało dzisiaj) wymagają obowiązkowej obecności takiej postaci na pokładzie. I pani Tatiana ten problem po prostu pominęła w prezentacji raportu.

    Na koniec sprawa 0,6 promilla alkoholu we krwi gen, Błasika.
    Polska strona poczyniła uwagę do raportu w tej sprawie kwestionując wynik z powodu „braku dokumentacji źródłowej” wskazującej na procedurę pobierania, przechowywania i oznaczania tej substancji we krwi.

    Alkohol endogenny

    Może powstać po śmierci we krwi i potrzebuje trzech warunków – czasu, podwyższonej temp. w której przebywają zwłoki lub pobrana próbka krwi, sprzyja temu podwyższony poziom glukozy we krwi (np. cukrzyca).

    Poziom alkoholu endogennego może osiągnąć 0,6 %.
    Badanie można zweryfikować oznaczaniem alkoholu w moczu, gdzie poziom powinien być taki, jak przed śmiercią.

    Czy te warunki były spełnione? Czy gen, Błasik miał cukrzycę? Dlaczego krew pilotów nie wykazała obecności alkoholu? Czy była tak samo przechowywana? Czy nie miała warunków do wytworzenia w reakcjach biochemicznych alkoholu?

    Co mnie jeszcze mocno zastanawia – zupełny brak nawiązania do poleceń ”PULL-UP” TAWSU. Studiując literaturę sieciową na temat dokopałem się oświadczeń kolegów pilotów, że to jest normalna praktyka – w trudnych i nietypowych warunkach ignoruje się TAWSA, po prostu.

    Czy to nie trąci Poln. Wirtschaftem? Albo urządzenie jest i spełnia swoją rolę, albo traktujemy to w naszym zadufaniu i debeściactwie jako ozdóbkę, a nie wyłączamy, bo mogą się potem czepiać.
    Akurat feralnego dnia 10 kwietnia Tu-154 leciał nosem w ziemię czyli w zbocze jaru przez ileś sekund. TAWS wył ale piloci byli już oswojeni. Jaru udało sie uniknąć, dalszych drzew nie.

    Pzdr, TJ

  280. Brygadzie Kadetta
    Czy szlachetne pieszczochy słyszały może o ARMI ZBAWIENIA?
    Jakoś trwają lat wiele , ludzie coś tam rzucaja wiedząc na jaki to cel idzie.
    Nikt sie nie sili na nazwanie ich żebrakami.
    Nie są też konkurencja dla kościelno katolickich zbiórek i chyba dlatego TAK WIELU TUTAJ W OCZY KOLE DZIAŁALNOŚC P. OWSIAKA.
    Ktoś tu napisał że akcja Owsiaka nie ma tradycji kościelnych i to ją dyskredytuje.
    Więc wiemy o co chodzi w tej całej wrzawie moralistów od siedmiu boleści.
    A tak przy okazji – WIDZIAŁ KTOŚ NAPIS NA SPRZĘCIE MEDYCZNYM
    //KUPIONO ZE ŚRODKÓW CARITASU//
    Na koniec pytanie
    CO JEST NAJLEPSZYM ŚRODKIEM WYCHOWAWCZYM?
    Poszukajcie u Korczaka – bawiąc uczymy – to jego.
    aaaaaa no znowu jakis tam . . . .

  281. aqa pisze:

    2011-01-12 o godz. 19:44

    Szanowna Pani aqa

    Prosze nie wyciskac lez tym co traca zwiazek z krajem.
    Powojenny Wroclaw byl moim miastem. Moja emigracja od Polski Ludowej redaktora Passenta tam miala poczatek. Miasto bylo przepelnione skarbami utraconej swietnosci. Z kolei to co miala do zaoferowania Wladza Ludowa alienowalo. Skutecznie. Prawdopodobnie dlatego polowa moich znajomych wyemigrowala do Australii, Stanow, Kanady, Danii, Francji, Niemiec. Nikt nie wyemigrowal do Rosji.
    Dlaczego toleruje Pani klamstwa redaktora Passenta?

    Slawomirski

  282. ET pisze:

    2011-01-12 o godz. 15:37
    —————————-

    Szanowny ET,

    pożyjemy-zobaczymy…
    1. Ja mówiłem-jak powinno być, a nie jak jest.
    2. NGO- tak naprawdę- to obłęd społeczeństw indukowany wyewoulowanym cwaniactwem rządzących, m.in.NGO. „Osiągnięciem” cywilizacji zachodniej, jest przerzucanie przez rządzących na barki obywateli wszystkiego co się da. Ponieważ wszystko ma swoje Jing-jangi , zinterpretowanie tej maniery na TERAZ , nie ma większego sensu, bo mechanizmy społeczne wloką się ardzo ślamazarnie.
    Można przypuszczać, że rządzący rozwijają się w kierunku czystej władzy, a obywatele- ku wyrafinowanemu-neoniewolnictwu. To , że coś doraźnie wygląda zgoła inaczej od tego, co nasze wyobraźnie są w stanie zrekonstruować z Historii, wcale nie musi oznaczać, że to co my-pojedyńcze neuroniki w tym dodtrzegamy- jest takim jakim my CHCEMY!!! to widzieć…
    Myślenie zsynchonizowane razem z wkodowaną w nas PRAWDĄ, może oznaczać mocno przesterowaną prostolinijność/ określenie użyłem abstrakcyjnie/, która de facto – może objawić się demontażem naszych elementarnych instynktów, bez których, chcąc nie chcąc ześlizgniemy do mety naszej ,zachodniej cywilizacji. W potężniejącej bowiem konkurencji wśród globalnych społeczności, taka infantylna oddolność, jaką wnoszą np. wspomniane NGO, nie ma szans w konfrontacji ze skoncentrowaną państwowością a,la Azja…
    Dostrzegania w osiągnięciach cywilizacji zachodniej przejawów piękna i sprawiedliwości społecznej-może zakrawać na idealizm, a to …martwa woda…

    Pozdrawiam,Sebastian

  283. Zezowaty: zbierajcie pieniadze dla swoich dzieci w swoim kraju (jak Armia Zbawienia). Nie zebrajcie za granica.

  284. Mimo, że Orteq mnie nie zrozumiał, jeszcze kilka swieżych wpisów forum lotników (wyjaśniam : tam się mogą wpisywać tylko sprawdzeni i zarejestrowani).Cytaty wkleiłam też u Szostkiewicza (nie wszystkie) i red. Paradowskiej , ale specjalnie dla Orteqa wpisuję je też tu)

    – najwyraźniej nikt w tej kabinie nie kontrolował wskazań przyrządów, co najwyżej wypatrywali świateł lotniska prócz nawigatora ślepo wpatrzonego w radiowysokościomierz…Wg wysokościomierzy barometrycznych najnormalniej szli w glebę co wydaje się wręcz niewyobrażalne do zaakceptowania dla pilota a widać ich decyzje i wypowiedzi szczególnie „odchodzimy” są podporządkowane tylko i wyłącznie tym co komunikuje im nawigator.

    – Mimo, ze zgadzam sie z opiniami o dosc lagodnym potraktowaniu zalogi , to jednak raport jest przerazajacy.
    Po przebrnieciu tych 184 stron moja uwage zwrocila jedna ciekawostka:
    ustawienie #1ALTIMETER na 760 mmHg
    w celu oszukania TAWS .
    Przyznam, ze o tej „metodzie” jeszcze nie slyszalem – to jest po prostu STRASZNE

    – Załącznik o pracy grupy kierowania lotami mówi wszystko, jeśli chodzi o współpracę z ziemią nie tylko 101 w tragicznym locie, ale też Jaka-40 oraz trzy dni wcześniej 101 i Casy. Nie było prawie żadnej współpracy. Wieżowi mogl sobie gadać cokolwiek, a polskie załogi lądowały i startowały po swojemu

    – Wjazd w ziemie jak totalni laicy Przerażające i smutne.

    -JK właśnie przed chwilą stwierdził, że w raporcie nie ma ŻADNYCH dowodów wskazujących na bład polskiej załogi…

    – …O wypowiedziach polityków z opcji bliskiej, nieżyjącemu prezydentowi, nie wspominam bo to żenada, i co by w tym raporcie nie było i tak nie uwierzą bo tylko oni się na tym znają i mają jedynie słuszną wersję.
    Należy pokłonić się nad ofiarami, poczekać na Polski raport końcowy, i przyjąć do wiadomości że człowiek jest tylko człowiekiem i każdy może popełnić błąd.
    Doszukiwanie się teorii spiskowych „przystoi” tylko wiadomej opcji politycznej i nie powinno mieć odzwierciedlenia na tym forum.

    – Warto obejrzeć rekonstrukcję i posłuchać komentarza. Widać aż za dobrze poziom wyszkolenia załogi i znajomości samolotu. Dzięki dodaniu podglądu PAR można na własne oczy zobaczyć, ze kontroler do końca nie wiedział co oni robią.

  285. i jeszcze uwagi lotników o politykach i mediach– dziś :

    http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne/15-wypadki_i_incydenty_lotnicze/24626-2010_04_10_tu_154_samolot_prezydenta_rp_rozbil_sie_pod_smolenskiem-92.html#post545724
    -Jestem w trakcie lektury, a już zaczął się polityczno-dziennikarski bełkot. Szczególnie bredził niejaki Rymanowski.
    Czy ci ludzie, zwący siebie dziennikarzami (przez pomyłkę), nie czują żadnej odpowiedzialności za słowa ?
    Przecież tym ględzeniem rozpętają kolejną antyrosyjską histerię. Polityków rozumiem, oni kierują się koniunkturą (śpiewać w jednym chórze oburzenia).
    Ciekawe, że nikt nie czytał raportu, a jak czytał, to tylko polske uwagi. Inni powołują się na konferencję. Z takim dyletanckim tłumaczeniem, jakie zaprezentował TVN, nie ośmieliłbym się zabierać głos.

    Nie winiłbym specjalnie tych biednych ludzi na ziemi Podesłali im niewyszkoloną załogę z panem prezydentem na pokładzie, znanym z bezgranicznej miłości do Rosjan i Rosji. Dodatkowo działali pod presją swoich zwierzchników, tu weszła polityka. Zmusili wojskowych do myślenia kategoriami politycznymi, a nie zdroworozsądkowymi, które w lotnictwie powinny mieć zawsze miejsce. Te telefony to znane w wojsku szukanie dupochrona. Jestem w stanie wyobrazić sobie, co czuli.

    Ewidentną winą strony rosyjskiej jako organizatora była zgoda na propozycję strony polskiej, aby lot wykonać bez lidera na pokładzie, co jest wymagane przez przepisy rosyjskie. Widzę jednak, że była to normalna praktyka. Obie strony się dogadywały, że lidera nie będzie i tak to się toczyło, do czasu…

    Sprawy techniczne są na drugim planie. Urządzenia jakie były, takie były. Nie można kogoś winić za to, że w Koziej Wólce nie ma zainstalowanego ILS, a lotnisko nie posiada kategorii IIIC. O tym WIEDZIANO przed lotem. Załoga wiedziała i wszyscy, którzy odpowiadali za ten lot. A jesli nie wiedzieli, to tym gorzej dla nich.
    (Zwieroboj, dziś 17:11)

    http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne/15-wypadki_i_incydenty_lotnicze/24626-2010_04_10_tu_154_samolot_prezydenta_rp_rozbil_sie_pod_smolenskiem-92.html#post545713
    – Niestety chyba w dalszym ciągu w polskich mediach cała ta sprawa jest polityczna nawalanką a nie dyskusją o istocie sprawy. Oczywiście wygodniej jest się bić w cudze piersi, ale może tym razem zacząć by od naszych własnych. Bo od tego czy i jak szybko zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski, zależy czy podobne katastrofy znowu sie nie przytrafią. Teraz jest konferencja Millera, podoba mi się to co mówi. M.in. stwierdza, że takie zarzuty jakie postawili polskiej strojnie Rosjanie, jego komisja też by postawiła. Szkoda że w mediach nie ma wypowiedzi równie rzeczowych, zamiast rozhisteryzowanych dziennikarzy ględzących o tym, że my juz niby nic nie możemy zrobić. Np. powszechnie trąbi się, że podobno polska strona nie ma jakichś dokumentów a więc dowodów. A to jest prawda nr 3, bo dowodem m.in. jest to co polskiej prokuraturze przekazuje prokuratura rosyjska, a jest tego przecież sporo. Polska prokuratura prowadzi sledztwo i jeśli w jego finale uzna iż trzeba pociągnąć do odpowiedzialności kogoś w Rosji, to jest do tego odpowiednia droga prawna. Podobnie gdy rosyjska prokuratura uzna, że po polskiej stronie sa takie osoby, to też o to wystąpi do polskich organów. Dziwi niedoinformowanie nawet jak ktos jest doktorem prawa, pisze to w kontekście wypowiedzi jednego z czołowych polityków o podobno haniebnych praktykach przesłuchiwania Polaków z uprzedzeniem ich o grożącej im w razie fałszywych zeznań odpowiedzialności kanej / w Polsce 3 lata więzienia, Rosji łagier/, przecież bez takiego uprzedzenia ani w Polsce ani Rosji treśc takich zeznań nie miałyby waloru dowodu

  286. TJ,
    2011-01-12 o godz. 22:10

    Szanowny Panie,
    Demaskowanie kłamstw i insynuacjii prezesa Kaczyńskiego jest bez wątpienia obywatelską powinnością. I chwała Panu, że to czynisz.
    Szkoda tylko, że podobnie jak w poprzednich tekstach o kodzie kulturowym, brakuje mi sprawiedliwego osądu. Tzn. takiego, ktróry by jednakową miarą oceniał te same zjawiska.
    Czy zatem, mogłabym oczekiwać wyjaśnienia, jaka jest różnica w stanowiskach, jakie wobec raportu MAK publicznie zajęli Kaczyński i premier Tusk?
    Pierwszy mówi, że raport jest skandaliczny i niewiarygodny, bo śledztwo prowadzili Rosjanie i sugeruje zamach, drugi że nie do przyjęcia, bo są w Rosji osoby zainteresowane ukryciem całej prawdy.
    Na poparcie ocen premiera komisja kierowana przez min. Millera wysyła do MAK-u setki uwag, których głównym celem jest wykazanie winy kontrolerów lotu.
    Jak ten manewr polskiego rządu ocenić po wczorajszych wypowiedziach min. Millera, który nie podważył rosyjskich ustaleń i jeszcze ( cytuję za Panem) ” ujawnił ważny szczegół – kontrolerzy byli przeciwni lądowaniu, ale z nagrań rozmów pomiędzy wieżą, a wierchuszką w Moskwie wynika, że kontrolerom poradzono, a wręcz otrzymali polecenie, aby zezwolić na próbę podejścia do lądowania do wysokości decyzyjnej – niech piloci Tu-154 sami ocenią, jakie warunki pogodowa maja przez sobą. Tak brzmialo uzasadnienie tej propzycji nie do odrzucenia”?
    Gdzież więc wina kontrolerów ?

    Czyż takie zachowanie „nie trąci Poln. Wirtschaftem?”

    Pozdr,magrud

  287. KLEOFAS,

    Oni swoje, a my swoje. TJ niestety, ale nie widzial tak naprawde Pragi.
    On jest dobry i pieknie to wszystko komentuje, lecz temat powojennej
    WAW, kiedy to w rzeczywistosci Rozyc ruszyl pierwszy i to bylo serce
    WAW zaraz po wojnie, jest dla TJ prawie nieznany. Tego nie da sie tak
    opowiedziec. Pamietam jako dziecko te slynne paczki tuz przy bramie.
    A dalej, slynna aleja zlodziejska, ktora prowadzila do komisu, i skret
    w lewo w aleje flakow i pyz. Niesamowite wrazenie robily futra z lisow
    srebrnych i kilogramowe puszki prawdziwego kawioru. Ilosci hurtowe
    w kraju rozwijajacym sie. Bylo wszystko: Dolary, zloto, brylanty, esperal,
    pistolety, revolwery, no i oczywiscie dzinsy. Czy dochodzilo do naruszania
    prawa? To byla sprawa wzgledna. Gra w trzy karty i jawne picie wodki
    na bazarze tak naprawde nie byly wykroczeniem, poniewaz Cyryl / Komenda
    Dzielnicy MO Praga-Polnoc przy ul. Cyryla i Metodego/ tolerowaly ten
    stan rzeczy.

    KLEOFAS trzymaj sie dzielnie.

  288. Specjalnie serdecznie pozdrawiam red. Passenta, Teresę Stachurską, Zdziwioną, Lecha, Spokojnego, Jasnego Gwinta, Wodnika53, Absolwenta, Rybę oraz Kartkę z podróży.

  289. Ton komentarzy polityków, dziennikarzy jak i zwykłej „tłuszczy” blogerskiej (oczywiście kilku ma inne zdanie) w sprawie „katastrofy smoleńskiej” a także raportu MAKu jest identyczny jak w sprawie Jedwabnego i ostatniej książki Grossa.
    Czy naprawdę świat, a w tym i Rosja, nie potrafi zrozumieć, że jako nacja jesteśmy idealni, że „co złego to nie my”, że jesteśmy światłem i drogowskazem dla innych narodów?
    W zasadzie zgadzam się co do wyjątkowości naszej klasy politycznej, dziennikarskiej (wszechwiedza przy minimum wykształecenia) a także blogerów znanych jako lemingi.
    Zgadzan się bo takiego wytrysku hipokryzji nie przebiła nawet śmierć Papieża, czy też rządy Tuska.
    Zgroza!!!

  290. Taki komentarz przeczytalem dzisiaj:

    „Nie idzie o winę Rosjan. Nie popełnili nic złego grając spotkaniami w Katyniu jak grali. Zadaniem Polska dyplomacji było tę grę sparaliżować lub podjąć. Podjęto po przeliczeniu zysków i strat mam (taka mam nadzieję). Nikt nie wziął pod uwagę (bo skąd) możliwości katastrofy.
    Przeciwstawiam się moim zdaniem niemądrym zarzutom wobec Lecha Kaczyńskiego, iż decyzja o wizycie w Katyniu była niepotrzebną i że był to dowód na jego nieomal zbrodniczą manię, która doprowadziła do katastrofy. Nie wyobrażam sobie prezydenta RP, który by w siedemdziesiątą rocznicę tam nie poleciał. Nie obchodzi mnie w tym wypadku, jakim był prezydentem, jakie były jego poglądy i działania. ”

    Chcialem z dobra wola podejsc do tego komentarza. No ale nie wydole. Za duzo w nim zlej woli autora. Na dodatek, ukrytej slabo zgrabnie.

    Oddajmy najpierw cesarzowi co cesarskie. A wiec dopuszcza autor mozliwosc rozwazan o potrzebie, lub jej braku, dublowanej uroczystosci. Chwala mu za to. Ani krajowi ani zagraniczni – mowa o gaspadini Tatianie – autorzy raportow smolenskich tego aspektu nie dopuszczaja do rozwazan. I go nie poruszaja. Oni wola sie skupiac na „technicznych” przyczynach katastrofy. Nie wazne po co lecieli, tylko jak lecieli. Zastanowmy sie przez chwile nad tym.

    Powiada, podstepnie, autor cytatu:
    „Nie idzie o winę Rosjan. Nie popełnili nic złego grając spotkaniami w Katyniu jak grali.”

    He, he. Naiwni daliby sie na ten lep zlapac. ‚Nie popelnili nic zlego’. Dobrzy Ruscy, oni grali bo im wolno. A tu rzecz jest zupelnie o czym innym. W Katyniu szlo o przejscie do nastepnego etapu stosunkow z Rosja. Etapu pokatynskiego. Tak jak zesmy przeszli do etapu pohitlerowskiego 40 lat temu z Niemcami (Zachodnimi). Polscy biskupi, a potem MFR, w tym swoj udzial mieli.

    Putin wyraznie chcial tego kroku w koncu dokonac. Tusk nie mogl nie odpowiedziec pozytywnie. Polacy nigdy nie zdobyli sie na krok wobec Rosjan, podobny do tego z 1966 roku wobec Niemcow. „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Odpowiedzialny rzad wolnej nareszcie Polski nie mogl tego dluzej ciagnac.

    Bo jak mozna budowac przyszle stosunki z, badz co badz mocarstwem, wciaz po tylu latach wypominajac temu mocarstwu zbrodnie sprzed trzech pokolen? I to wypominajac je na tego mocarsrstwa terytorium? Po wielokrotnych przeprosinach ze strony rosyjskiej. Zbrodni o wiele gorszych nie przypominamy Niemcom zadnymi naszymi nalotami na Dachau. Fair jest fair.

    Szkopul byl w tym, ze nawet wroble na dachu cwierkaly – a Putin, na dodatek, mial przygotowanie zawodowe jakie mial i wrobli o nic pytac nie musial – iz Kaczory i polscy kaczysci nie chcieli zadnego pojednania z Rosjanami. Ich wizja IV-j Pomrocznej opierala sie na rusofobii tak zle skrywanej, ze Putin musialby byc pollyanna, zeby tego nie widziec, slyszec czy czuc. Wiec tam nie bylo zadnej szansy na to, zeby Rosjanie chcieli z Kaczorami ‚misia’ w Katyniu uskuteczniac. Do misji pojednania z Polska, w oczach Putina, Kaczynscy byli out. In byl Tusk, zwyciezywszy PiS w wyborach 2007 roku Stad byla ta koniecznosc uroczystosci 7 kwietnia 2010. Nastepne wybory w Polsce w 2011. Kto tam wie jak polskie mohery podaza do punktow wyborczych. Moze byc powtorka z 2005 roku. A wtedy pojednanie bedzie odlozone na nastepne przynajmniej na 4 lata.

    Autor powyzszego cytatu wyraznie mowi, ze bardzo waznym bylo, po co prezydent Kaczynski do Katynia lecial. On, po prostu, MUSIAL leciec. Ja z tym za nic zgodzic sie nie moge. Jesli on musial leciec to tylko dlatego, ze mu tak nakazal jego braciszek psychopata.

    Szkoda, ze autor cytatu nie potrafi nic widziec we mgle smolenskiej. Biedny Protasiuk tez nie potrafil. No i gen. Blasik mu w tym nie pomogl. Obaj polegli na polu chwaly. Chwaly watpliwej, niestety.

  291. Te polskie kompromitacje miedzynarodowe, z kaczka startujaca w wyscigu z Tuskiem do krzesla w Brukselu, nie byly az tak zabawne jak nam sie wydawalo. Mysmy wychodzili na tych idiotyzmach jak, no, idioci. Nikt inny takich jaj nigdzie nie uskutecznial. Z obchodami 70-lecia Katynia nie bylo inaczej. Rosjanie, majac uklad jaki mieli („prezydent, premier, dwa bratanki”), mogli zagrac te podchody protokolarne jak tylko chcieli. Mogl do Katynia 7 kwietnia leciec Miedwiediew, ale mogl i Putin. Waga wydarzenia byla ta sama: pojednanie z Polska.

    Kaczory w Polsce jednak musialy wyprodukowac swoje guano. Zamiast powiedziec, jak na prawdziwych mezow stanow by przystawalo: robimy to co jest KORZYSTNE dla kraju, oni musieli pchac to swoje guano przez szpare. I przekonywac roznych niewydarzonych autorow roznych cytatow, ze „Nie wyobrażam sobie prezydenta RP, który by w siedemdziesiątą rocznicę tam nie poleciał.”

    Prezydentura Lecha Kaczynskiego nie byla WAZNIEJSZA od innych prezydentur. Ani tez wazniejsza od ‚premietury’. Tak naprawde, obecny uklad konstytucyjny RP role naszej prezydentury ustawia w kacie REPREZENTACJI kraju, a nie nie we flance zarzadzania krajem.(Zapraszam purystow konstytucyjnych do dowalania mi w tym temacie ile tylko wlezie.)

    To co z tej prezydentury wykreowal Starszy Brat, bylo, i jest, parodia. Autor cytatu tutaj przytoczonego jest mucha zlapana na lep wyjatkowosci najslynniejszych miernot polskich. On o tym nie ma najmniejszego pojecia.

  292. magrud, 02.06. Z radością ujrzałem Twój krótki ślad. Przesyłam najlepsze życzenia w Nowym Roku. Jak widzisz zatruta atmosfera i znijaczenie blogu odstraszyła większość adresatów. Gdzieś się rozpierzchli i ślad zaginął. Pozdrawiam

  293. Bardzo ładna, skrótowa analiza raportu MAK
    http://www.altair.com.pl/start-5652

    Kwalifikacje pilotów do lotu na TU154M nieco naciągane?
    A zresztą, chyba niewielu bardziej doświadczonych pozostało w pułku……

  294. TJ (2011-01-12 o godz. 22:10)

    “Krajowe reakcje na raport MAKU. Reakcje na raport niektórych polityków są typowe dla mentalności Poln. Wirtsch., czyli byle jak i nie na temat.”

    Dzieki , TeJocie. Sam bym lepiej nie ujal. Reszta twojego podsumowania – bezbledna. Dobrze, ze wredny kurdupel czytuje tylko to co mu przydupasy kadza. Inaczej to bys rzucal perly przed wiep.., chcialem powiedziec, kaczki. A perel szkoda na ich kacze **obsiusianie**.

  295. wróbel
    ———

    gdy ludzie o posła naturze
    niejedno napisać gotowi
    najlepiej dać spokój lekturze
    i przyjrzeć się choćby wróblowi

    ten w zimie czy w lecie
    wciąż na parapecie
    na wąskiej granicy dwóch światów
    tu niemalże z ręki
    tam uśmiech i wdzięki
    i bal w towarzystwie kamratów

    tu chlebek skruszony
    tam świat rozbawiony
    nieważne czy w skwarze czy w dżdżu
    choć czasem jak kura
    to szybko schną pióra
    dziubeczek się wytrze i fru

    wie wróbel na temat natury
    dość dużo więc nie drży ze strachu
    tym bardziej że werdykt zna z góry
    potyczki z gołębiem na dachu

    więc w zimie czy w lecie
    wciąż na parapecie
    bo trzeba to jakoś połatać
    pamiętać o bycie
    i czmychać o świcie
    a przy tym się zbyt nie nalatać

    uważać na szydło
    swobodę dać skrzydłom
    by śmiało w wydarzeń mknąć wir
    niejedno w lekturze
    o posła naturze
    sprowadzić by można do ćwir

  296. magrud pisze:

    2011-01-13 o godz. 01:56
    TJ,
    2011-01-12 o godz. 22:10

    Mój komentarz

    Nie przypisywałem winy kontrolerom, tylko zacytowałem przekazywane przez wywiadowanych w TVNie koncepcję – „Uznali oni, że większość przyczyn katastrofy leży po stronie polskiej, a postępowanie kontrolerów rosyjskich o tyle mogło uratować samolot, o ile by oni bardziej zdecydowanie odmówili pozwolenia na próbę lądowania, a po nie dozwolonym zejściu samolotu poniżej wysokości decyzyjnej .”

    Pzdr, TJ

  297. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Dokladnie i nie inaczej.

  298. do
    Sebastian pisze:

    2011-01-12 o godz. 22:47

    To wynika z innego spojrzenia na spoleczenstwo obywatelskie. Osobiscie jestem za NGOs i partycypacja obywateli w zyciu spolecznym. Problem powstaje, gdy niektore NGOs staja sie panstwem w panstwie.
    Pozdrawiam. Mam nadzieje, ze sobie wiele wyjasnilismy. Znam ten obszar dosc dobrze, od prawie trzydziestu lat. W Polsce bylem kiedys aktywny, obecnie nie uczestnicze w tego rodzaju pracy.
    ET

  299. Ryzykujac, że nas ( z aqą) z blogu pogonią za te leksykalne zagadki:
    spuścić facjatę mopsowi – czy to nie znaczy: obić gębę policjantowi/zbić policjanta/ spuścić mu lanie ?

  300. magrud pisze:
    2011-01-13 o godz. 02:06

    Magrud, po stokroć dziękuję za pamięć i za to że czytujesz moje wpisy. Powiedz mi jednak, czy zapowiedź Palikota o konieczności odsunięcia od obu panów (Prezes J.K i Premier T.) od polityki jest takim nonsensem na jaki pozornie wygląda. Jak wiesz doskonale Palikot jest bardzo daleki od „mojej bajki”.
    Serdecznie pozdrawiam Lech.

  301. Może mi ktoś powie, w jaki sposób kontrolerzy udowodniliby, w razie nie wyrażenia zgody na lądowanie, że na pewno byłaby katastrofa.
    Byłby zgiełk, że Tuskowi pozwolono, a patriocie polskiemu nie. W tej sytuacji najlepiej trzymać się procedur. A czy pilot z rejsu do Gruzji mógł udowodnić, żeby samolot zestrzelili, gdyby tam poleciał?Oczywiście. gdyby wiedzieli, że się przewrócą to by się położyli.

  302. magrud pisze:
    2011-01-13 o godz. 01:56
    TJ,
    2011-01-12 o godz. 22:10
    „Czy zatem, mogłabym oczekiwać wyjaśnienia, jaka jest różnica w stanowiskach, jakie wobec raportu MAK publicznie zajęli Kaczyński i premier Tusk?
    Pierwszy mówi, że raport jest skandaliczny i niewiarygodny, bo śledztwo prowadzili Rosjanie i sugeruje zamach, drugi że nie do przyjęcia, bo są w Rosji osoby zainteresowane ukryciem całej prawdy.
    Na poparcie ocen premiera komisja kierowana przez min. Millera wysyła do MAK-u setki uwag, których głównym celem jest wykazanie winy kontrolerów lotu.
    Jak ten manewr polskiego rządu ocenić po wczorajszych wypowiedziach min. Millera…”
    „Gdzież więc wina kontrolerów ?”
    Czyż takie zachowanie “nie trąci Poln. Wirtschaftem?”

    Mój komentarz

    Sporządzenie tych 150, czy 200 uwag i przesłanie do MAKu, to nie jest manewr, tylko normalne postępowanie w ramach przyjętych procedur.

    Polityczne aspekty zdarzenia takiego, jak katastrofa samolotu prezydenckiego, są nieuniknione, tym bardziej, że udział w śledztwie biorą instytucje dwóch państw, a na czele komisji badających po stronie polskiej stoi minister, a po rosyjskiej premier.

    Lot do Smoleńska wywołuje od początku do dzisiaj implikacje polityczne. Bo czymże jest np. zwracanie się o poradę kontrolerów lotów do zwierzchnictwa w Moskwie, konsultowanie decyzji o prowadzeniu samolotu w warunkach gdy wszystkie przepisy mówią, że warunki pogodowe na lotnisku nie pozwalająca lądowanie?

    Tutaj dotykamy ważnego problemu, jedynego „rokującego” punktu zaczepienia dla przypisania win stronie rosyjskiej.
    Te wszystkie przepychanki w sprawach statusu lotu (cywilny, czy wojskowy), są próbą znalezienia gruntu dla podjęcia formalnej dyskusji o winie kontrolerów.

    Wypowiadający się w TVNie fachowcy delikatnie sugerowali, że jeśli mamy mówić o winie kontrolerów, to tylko w pewnym aspekcie moralnym. A mianowicie kontrolerzy mogli bardziej zdecydowanie nakazywać odejście samolotu od schodzenia poniżej wysokości decyzyjnej. Tylko tyle.

    Z drugiej strony fachowcy zwracają uwagę na dwa aspekty problemu ratowania samolotu w ostatniej chwili:

    a) Łatwo nam się naprawia błędy mając przed sobą stenogramy, analizując je tam i powrotem. Kontrolerzy na podjęcie takich niestandardowych poleceń, jak zawrócenie, wyrównanie lotu do poziomu (komenda „horyzont”) samolotu, który już ląduje, mieli dosłownie kilkadziesiąt, jeżeli nie kilkanaście, pełnych stresu sekund.

    b) Kontrolerzy mieli prawo być zdezorientowani, ponieważ korespondencja słowna z samolotem im bliżej pasa, tym bardziej była niekompatybilna z wieżą, w ostatniej fazie lotu samolot się nie odzywał, nie kwitowano korespondencji.

    c) Ostatni, najważniejszy aspekt – przypisując winę kontrolerom robimy z siebie idiotów – błądzimy w gęstym lesie na własne życzenie, nawet nie wołamy hop, hop, a taty nie ma. Tak mniej więcej można przedstawić pretensje strony polskiej.

    Stanowisko zajęte niedawno przez premiera Tuska sprowadzić można z grubsza do oświadczenia, że raport MAKu (projekt) jest nie do przyjęcia.

    Takie stanowisko wymagałoby szerszych wyjaśnień.
    Krótko mówiąc dochodzenia w sprawie przyczyn katastrof lotniczych, to bardzo skomplikowane przedsięwzięcia, wymagające udziału rzeszy specjalistów, korzystania z ton dokumentów, zaangażowania sprawnego managamentu i unikania pozamerytorycznych aspektów. Dotyczy to także MAKu.
    Premier Tusk w istocie domagał się udostępnienia wszystkich dokumentów, także tych z tła wydarzeń, ponieważ taka jest praktyka postępowania w badaniach przyczyn wypadków lotniczych.

    Każde takie dochodzenie obrasta zaraz w legendy, mistyfikacje, przecieki, spory wikłanie w nieistotnych sprzecznościach, itp. itd.

    Jako przykład takich pobocznych skutków jest godnościowa reakcja PiSu i niektórych rodzin, w której typowo, na początek przedstawia się swego krewnego jako człowieka szlachetnego, godnego, a na koniec wygłasza w rosyjska stronę – hańba, policzek dla narodu, obraza dla polskiego wojska, szkalowanie dobrego imienia Polski, itd.
    Z jednej strony jest wynik badania, dokumenty wymagające analizy, być może dotarcia do źródeł, a z drugiej obraza, dąsy, podczepianie się pod dumę narodową.

    Słychać również takie argumenty, że to niemożliwe, by piloci byli samobójcami, to byli Samolot wleciał w niedopuszczalną mgłę, a rodziny krzyczą – to niemożliwe!

    Gdyby komisje badające przyczyny wypadków uwzględniały argumenty honorowe krewnych, jak wyżej wymienione, to w zasadzie można by postawić krzyżyk na dochodzeniu.

    Pzdr, TJ

  303. Ja Ciebie też pozdrawiam „magrud” i dziękuję za miła pamieć. Wszystkie najlepszego dla Ciebie i Twoich najbliższych w Nowym Roku.
    Raport MAK – suchy, pragmatyczny, konsekwentny, bez-emocjonalny – taki jak winien być dokument tego typu i tej rangi. U nas – fekalia się wylały bezbrzeżnie i niesłychanie szeroko. Ale to akurat mnie nie dziwi. Bo czyż jak pyta Autor Blogu – znasz-li-ten-kraj ? Tak, znam aż za dobrze.
    Pozdro dla „magrud” i „objawionych” znowu – z pożytkiem – „jasnego gwinta” i „karwoja8”.
    WODNIK53.

  304. Pozdrawiam Magrud. Cieszę się, że napisalaś

  305. WULKAN 1.59

    Odpowiedzialem na swoim blogu.
    Pozdrawiam. Kleofas.

  306. zezowaty pisze:

    2011-01-12 o godz. 22:25
    ——————————-
    Szanowny Zezowaty,

    spróbuj,proszę, zmierzyć się z moją wcześniejszą uwagą /oczywistością/, że nie ma dwóch taich samych rzeczy, zwłaszcza w dwóch różnych państwach.
    Armia Zbawienia, pomaga pokornie ludziom, którzy za sprawą reguł rządzących państwowością Ameryki- żyją poza obszarem misji tego państwa. WOŚP pracuje na poletku, którego uprawianie jest psim obowiązkiem naszego państwa. Gubienie tej racji w tumulcie show-trzęsiawki – jest prostą degradacją naszej świadomości obywatelskiej. Jeśli , dzięki temu pospolitemu ruszeniu- rządzący pozostają z sygnałem, że wszystko jest OK, a im nic nie grozi- „murdel bęski” będzie rozkwitał w najlepsze. Ktoś wyliczył,m że samo , comiesięczne wypisywanie recept na leki stałego użycia, kosztuje NFZ kilkaset milionów złotych…etc.
    Dla dobra funkcjonowania jakiejś państwowości, w pierwszej kolejności-najważniejsze są zasady, a dopiero potem takie ratunkowe, rozpaczliwe działania oddolne. A jeśli już musimy się w taki sposó ratować, to przynajmniej nauczmy się z tego ,co ratujemy rozliczać rządzących.Przydaby się również audyt, ilu obywateli już ucierpiało z powodu degrengolady rządzących…

    Pozdrawiam,Sebastian

    P.S. Jeśli chodzi o naukę płynącą z takich przedsięwzięć ja WOŚP, to sam bywałem świadkiem takich „mądrości” od zakulis:
    ” Nie masz k…szmalu.? Załóż k… jakąś fundację,zrób się prezesem, zagoń jakichś szczeniaków do pakowania ludzim towarów przy kasach w delikatesach i jako prezes masz okrągłą pensję bez roboty!”/słownictwo-cytat z pamioęci/

  307. magrud pisze:

    2011-01-13 o godz. 02:06
    Specjalnie serdecznie pozdrawiam red. Passenta, Teresę Stachurską, Zdziwioną, Lecha, Spokojnego, Jasnego Gwinta, Wodnika53, Absolwenta, Rybę oraz Kartkę z podróży.

    ——————————————————————
    Szanowna Magrud,

    ja Cieie też serdecznie, samozwańczo w imieniu pozostałych , pozdrawiam, żeby Twoje nie zabrzmiało za bardzo po kaczyńskiemu…

    Ze Szczerymi Życzeniami Noworocznymi -Sebastian

  308. ET pisze:

    2011-01-13 o godz. 12:39
    —————————-

    gdzieś , pomiędzy wszystkimi spojrzeniami na społeczeństwo , krążą najróżniejsze racje. Wszystkie one mają swoje lepsze i gorsze „pięciominutówki”. Raz jest ta, raz inaczej. Całość spowita jest w skończonych cyklach sopłeczno-cywilizacyjnych, które mają swoje początki i końce.Można się tymi „czymkolwiek” przejmować, ale można też przyjąć je tylko do świadomości i chodzić za swoimi, indywidualnymi złudami…
    Z perspektywy jednostki-„wsio ryba”…

    Pozdrawiam,Sebastian

  309. „Nie idzie o winę Rosjan. Nie popełnili nic złego grając spotkaniami w Katyniu jak grali. Zadaniem Polska dyplomacji było tę grę sparaliżować lub podjąć.”

    To jest fragment cytatu Orteqa z innego komentarza. Zastanawiałem się, co polska dyplomacja (w domyśle Sikorski i ambasador w Rosji) miała czy mogła zrobić? Wbrew wszelkiej logice prosić Putina lub Miedwiediewa, aby odwołali zaproszenie Tuska (z Westerplatte) i zaprosili kochającego nade wszystko Rosję – zaraz po bracie i Polsce – prezydenta Kaczyńskiego, aby mógł „na polu bitwy” wygłosić swoje płomienne oskarżenia Rosji, spadkobierczyni ZSRR? Czy naprawdę taka „gra” wydaje się komuś sensowna? Biedny, ach biedny, ubogi na umyśle człowiek, który zażądałby takiego postępowania przedstawicieli rządu w kampanii wyborczej kontrkandydata. Sam uznałbym ich za idiotów, a żadna polska racja stanu nie wymagała dwóch uroczystości, przy czym druga była tylko prywatna, bez przedstawicieli władz Rosji. Może mer Smoleńska przyszedłby na spotkanie polskiego prezydenta, gdyby się bardzo nudził po obiedzie – w ramach spaceru po dobrym posiłku i trunku?

    Tyle o praprzyczynie śmierci setki ludzi, niedoróbce „Polska dyplomacji” (pisownia oryginalna). Już wiemy kto był winnym katastrofy – wspomniana „Polska dyplomacji” oraz nieczysto grający Rosjanie. Ja czuję w sobie ten sam cudowny dar, którym Pan Bóg wzbogacił wnętrze Macierewicza – ja wiem – i nie potrzebuję bzdurnych dowodów na winę polskiego „zespołu Błasikowego w kokpicie samolotu”, których nawet cienia nie ma w raporcie MAKu, jak zauważył genialny strateg tej drugiej kontr-uroczystości.

    Przyłączam się do grona tych 40% Polaków, którzy są za a nawet przeciw. Nie wierzę Rosjanom, nawet wojskowym z pseudo-wieży (baraczku) lotniska, bo przyłapałam ich na kłamstwach, a od dzieciństwa wpajano mi porzekadło: „Wer einmal lügt, dem glaubt man nicht und wenn er auch die Wahrheit spricht”. Do jednego sami się przyznali, iż podawali załodze Tupolewa gorsze warunki pogodowe niż były, aby sami spieprzali. Druga wypowiedź też nie odpowiadała prawdzie, była „nadinterpretacją”, więc można to zaklasyfikować jako kłamstwo. Powiedzieli, że pas jest wolny. Przytomnie ktoś, albo Miller albo Klich, zwrócił uwagę na to, że nie byli w stanie stwierdzić, czy to opisuje stan faktyczny, bo widoczność była do 200 m a co dalej? Cały pas ma podobno 2.5 km, a tam mógł stać kolega – Jak 40, którego załoga nie rozumiała nakazów (priamo nie priamo, w pieriod czy nazad) i mogła na 201 metrze urządzić sobie piknik po trudach lądowania wbrew wszelkim procedurom. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, bo oni wiedzieli, że za chwilę stuknie ich tupolew (dużo ton plus prędkość), ale wyobrażam sobie inną, zupełnie realną sytuację. Lotnisko od dłuższego czasu było nieczynne i pas startowy w fatalnym stanie (według Pani Kwaśniewskiej). Mój brat budował dawno temu w ramach SP, (starsi będą wiedzieli co to było) lotnisko wojskowe (na północy kraju, coś na P., chyba Połczyn?), kładli płyty betonowe, między którymi były duże szpary. Kto po wojnie korzystał z pohitlerowskiej autostrady, wie o co mi chodzi. W Siewiernyj pewnie rosła już piękna trawa na pasie startowym (może to była ta tajemnica wojskowa, której nie odsłonięto przed Klichem?). Zapewne okoliczni chłopi wypasali tam bydło i lądujący tupolew zrobiłby jatkę i wtedy na pewno Polska miałaby krew na rękach (przy usuwaniu nadwyżek mięsa wołowego).

    PS
    Moje wypowiedzi tylko pozornie są pierdołami. Mają przynajmniej logiczne uzasadnienie, czego brak w wielu enuncjacjach medialnych, gdzie króluje wyłącznie emocja. Sądzę, że niektórzy blogowicze widzą, że część moich wynurzeń jest pisana „…wężykiem, wężykiem…”, ale przy tak ogromnej liczbie arcypoważnych esejów z teoriami spiskowymi, odrobina satyry chyba nie zaszkodzi.

    Mam jeszcze drugą uwagę – skojarzenie, które mi się nasunęło w ostatnich dniach: „Polacy nie lubią szumnych blondynek” (niezależnie od koloru włosów). Przyznał się Tymochowicz, że z polityka, prawie nieznanego w Niemczech uczynił obiekt głębokiej nienawiści ze strony patriotów polskich – tzn. wylansował Erikę Steinbach jako wroga wszelkiej polskości, o czym ona sama nawet nie wiedziała.
    Od wczoraj patrioci mają nowy obiekt nienawiści – jakaś „Elektrodę”(ale nie Dodę), zawsze zapominam, czy chodzi o Katodę czy Anodę, ale bardzo przypomina mi „Eryczkę”, z wyglądu i charakteru. Jest to też kobieta z „jajami”. Podobno obraziła naród polski, państwo mocarstwowe w środkowej Europie, jego rząd i przede wszystkim opozycję. Na pohybel wszelkim blondynkom – elektrodom!
    Zapomniała w swej ciasnej MAK-ówce, że szlachetni kontrolerzy rosyjscy mogli przecież uratować nieodpowiedzialną obsadę (szeroko rozumianą) radzieckiego samolotu na usługach ich polskiego fana. Wprawdzie próbowali, ale zbyt nieśmiało. W teoriach spiskowych fałszowali wyniki pomiarów (odległości o 800 m) i „widzieli” samolot na jakimś kursie i sprowadzali tym na manowce naszych wspaniałych nawigatorów, którzy tak umiejętnie odczytywali wysokość samolotu z niewłaściwego przyrządu, bo według barometrycznego byli już w piekle (pod ziemią), gdy polski nawigator wymieniał kolejne dziesiątki metrów aż do 20. Wszystko co się działo poniżej pierwszego odczytu 100 m (równocześnie przez dwie osoby) aż do końca świadczy o tym, że załoga była zahipnotyzowana ważnością zadania a straciła zdrowy, chłopski rozum. Dowód: Samolot opadał jak kamień (o tym wiedział pilot, bo on tak ustawił na autopilocie) – około 10 m/s i po 7 sekundach był znów na wysokości 100 m? Cud jakiś, „ku…” czy co? Jeśli to nie zastanowiło żadnego z członków załogi, ani ich „kontrolera”, generała, to znaczy, że samobójstwo było nieuniknione. Na ile spóźniony okrzyk „horyzont” dołożył się jest nieistotne (według mnie). Załoga nie słuchała nikogo tylko szukała pod samolotem owej ziemi, która była już nad nimi (stok)!!!
    Chcąc zmniejszyć stres z powodu hałasu oszukano podobno przyrządy ostrzegawcze, tego nie będę komentował.

    Abstrahując od przyczyn katastrofy zgadzam się z tym, że po katastrofie działania naszych władz były nieudane. Nie dyskutuję na temat przyjętej konwencji i statusu lotu, to trzeba rozstrzygnąć w oparciu o dokładny tekst prawa międzynarodowego. Pani Anodina albo ma rację, albo nie, mniejsza o to, dać Kaliszowi dodatek do diet poselskich i znajdzie. Co uważam za największy błąd premiera Tuska? Wybór płk. Klicha na swego przedstawiciela. Nie chodzi o brak fachowości, jako laik oceniam ją wysoko, ale to jest człowiek z nieodpowiednim charakterem, trudny we współpracy (nie współpracuje nawet z Millerem), obrażalska mimoza, a w stosunkach z Anodiną nikim. Niestety to się teraz mści politycznie. Gdyby tam był specjalista z odrobiną umiejętności dyplomatycznych i równocześnie z „jajami” – nie koniecznie mężczyzna, to raport MAK’u pewnie zawierałby trop rosyjski w rozsądnym wymiarze – bez przesady! Dopełnił czarę głupoty Pan Tusk z grudniowym potępieniem projektu raportu, to oczywiście usztywniło MAK w swej drodze. Teraz ma wyniki swoich błędów, a naród polski kpiny na całym świecie. Poza tym okazało się, że nasz kochany premier nie ma przyjaciół ani w Rosji ani w USA, bo nie chcą mu pomóc ujawniając zapis rozmowy bliźniaków, a na pewno go mają. Białoruscy generałowie podobno opowiadają nieco, ale chyba nie można ich nazwać przyjaciółmi?

  310. I prawdopodobnie, mimo oczywistego nieprzestrzegania procedur, wyladowaliby. Gdyby pamietali o wawozie. Wczesniej pisalismy o tym wawozie. Gleboki na 60, dlugi na 600 metrow. Przy spodziewanym kontakcie z betonem w ciagu kilkunastu sekund i wzglednie malej szybkosci, to byl tragiczny blad. Kapitan obnizyl sie do 20 metrow, bo myslal, ze jest juz nad plyta. A byl w wawozie 20 metrow nizej plyty.

    Chyba swiadomie ryzykowal. O wawozie nie wiedzial. Poderwanie tej „krowy” w sekunde nie jest mozliwe. Skoro byl juz w locie koszacym, waga przeladowanej maszyny, inercja i „wachniecie” w ciagu 6-7 sekund po pchnieciu manetek, przesadzily sprawe. Wysokosciomierz ich zgubil. I niewiedza nawigatora. Nie mogl nie wiedziec, nie naniesc na mape tego wawozu. Nie mogl nie sprawdzic kalibracji.

    Reszta, razem z kolczykami i ignorancja lotnicza pani Anodiny, jest drugoplanowa.

  311. Szanowny TJ,

    Musiałam chyba wyrazić się nie dość jasno, bo nie o samą winę kontrolerów mi chodziło.
    Chciałam wskazać na nieadekwatność oceny premiera dotyczącej projektu raportu do argumentów, na których ją zbudował, a które wczoraj po raz pirewszy publicznie przedstawił min. Miller.
    Jeżeli, polska komisja uznaje wszystkie zaprezentowane przez MAK przyczyny i zapowiada ustami swojego przewodniczącego, że nasz raport będzie dla działań po stronie polskiej surowszy, to stanowisko premiera, który tuż przed świętami uznał projekt raportu za „całkowicie nie do przyjęcia” należy uznać za wybryk i ordynarny nacisk na MAK.
    Z tego, co usłyszeliśmy wczoraj przyjmujemy wszystkie wnioski MAK dotyczące działań załogi i organizatorów lotu. A to oznacza, że w tej kwestii c a ł k o w i c i e się z Rosjanami zgadzamy.
    Myślę, że oboje uznajemy zasady logiki, zgodnie z którymi nie można jednocześnie tej samej tezy lub faktów całkowicie przyjmować i całkowicie nieprzyjmować.
    Sumując stanowisko premiera z wczorajszymi wyjaśnieniami min. Millera otrzymujemy więc wynik w postaci Poln. Wirtsch. podniesionego do n-tej potęgi, gdzie Poln.Wirsch jest – zgodnie z pańskimi pogladami – znacznie większe od 1, a n rośnie wraz z rangą urzędu.

    Jasny Gwint,
    Witaj. Tobie również Dosiego Roku.

    Ukłony, magrud

  312. volare (2011-01-13 o godz. 10:34)

    Jestes niezrownana(y). Czy jest juz antologia twoich poezji gdzies w cybersmieciach? Pytam jak najpowazniej.
    Z podziekowaniami, zalaczam
    http://www.youtube.com/watch?v=zfvlr6qIu4A&feature=related
    PS. Najwspanialsze jest w twoim wierszyku to, ze kazdy moze sobie w nim wstawic swojego ulubionego posla, czy innego wesolka, i bedzie pasowalo jak ulal!

  313. Nie rozumiem wagi przywiązywanej do braku ostatecznego zakazu lądowania Tu-154 przez rosyjskiego kontrolera. Oznacza to, że polski pilot wojskowy nie jest w stanie samodzielnie podjąć decyzji w sytuacji krytycznej i musi czekać, aż mu ktoś z zewnątrz nie podpowie, co ma robić. Nawet jesli błądzi we mgle. Nie kompromitujmy dodatkowo i tak już skompromitowanego polskiego lotnictwa wojskowego.

  314. Raport smoleński i stanowiskoTuska

    magrud pisze:
    2011-01-13 o godz. 14:57
    „Chciałam wskazać na nieadekwatność oceny premiera dotyczącej projektu raportu do argumentów, na których ją zbudował, a które wczoraj po raz pirewszy publicznie przedstawił min. Miller.
    Jeżeli, polska komisja uznaje wszystkie zaprezentowane przez MAK przyczyny i zapowiada ustami swojego przewodniczącego, że nasz raport będzie dla działań po stronie polskiej surowszy, to stanowisko premiera, który tuż przed świętami uznał projekt raportu za “całkowicie nie do przyjęcia” należy uznać za wybryk i ordynarny nacisk na MAK.
    Z tego, co usłyszeliśmy wczoraj przyjmujemy wszystkie wnioski MAK dotyczące działań załogi i organizatorów lotu. A to oznacza, że w tej kwestii c a ł k o w i c i e się z Rosjanami zgadzamy.
    Myślę, że oboje uznajemy zasady logiki, zgodnie z którymi nie można jednocześnie tej samej tezy lub faktów całkowicie przyjmować i całkowicie nieprzyjmować.”

    Mój komentarz

    Dzisiaj Tusk na konferencji prasowej udokładnił swoje stanowisko w sprawie raportu oświadczając, że:

    1) Nie kwestionujemy w sposób zasadniczy podanych przyczyn i okoliczności katastrofy w raporcie MAKu.

    2) Uznajemy, ze raport jest niekompletny, ponieważ nie obejmuje wszystkich okoliczności katastrofy oraz nie ustosunkowuje się do polskich uwag. W tym drugim przypadku nie chodzi o przyznanie słuszności, czy zaprzeczenie polskim postulatom, lecz o nie zajęcie stanowiska, czyli zignorowanie większości uwag.

    Strona polska uważa, że nie zajmując staniwka w sprawie uwag strona badająca katastrofę tym samym nie dopełniła procedur nakazujących konsultację stron w sprawie wątpliwości.

    Tutaj nie mam swojego mocnego zdania, ponieważ są to implikacje natury prawnej, jak twierdził premier, wynikające z konwencji chicagowskiej.

    Premier kilka razy podkreślał, że nie chodzi o fakty ustalone przez MAK, bo te są jakie są i tego nikt nie może podważyć, tylko polska strona zabiega o naświetlenie, rozpatrzenie wszystkich okoliczności katastrofy, wszystkich polskich uwag do raportu.

    Dalej premier przekonywał, że podstawowy cel dochodzeń i ujęcia wyników w raporcie, to nie jest wskazywanie winnych, tylko dokładny opis przyczyn i okoliczności katastrofy, który pozwoli na doskonalenie przepisów i techniki dla uniknięcia w przyszłości takich wypadków.

    Moim zdaniem zasadnicze przyczyn katastrofy leżą głęboko – w Poln. Wirtschaft.
    Raport podaje konkrety, a głębokie podłoże, na którym zaistniał nagle wystrzelony w rzeczywistość splot przyczyn prowadzący do katastrofy, pozostanie nadal niedostępne dla szerokiej opinii.
    Z jednego, jedynego powodu. Jest wstydliwe, głęboko zakotwiczone w kompleksach polskich. Nikt się nie lubi przechwalać słabościami, takimi jak np. wstydliwa choroba.
    Osobiście jestem za sięgającą trzewi pogłębioną analizą w dalszej dyskusji nad raportem.

    Pzdr, TJ

  315. Jeszcze do…
    aqa pisze: 2011-01-11 o godz. 12:25
    =======================

    >>>.. Nie wiem, skąd georges wziął te swoje 10 centów z dolara (…) (czy nie pochopnie, żorżyku ? , BTW – pozdrawiam)>>>

    Prosze porownac:
    Sebastian pisze: 2011-01-13 o godz. 14:22
    ====
    >>>… to sam bywałem świadkiem takich “mądrości” od zakulis:
    ” Nie masz k…szmalu.? Załóż k… jakąś fundację,zrób się prezesem, zagoń jakichś szczeniaków do pakowania ludzim towarów przy kasach w delikatesach i jako prezes masz okrągłą pensję bez roboty!”
    >>>

    Oto problem ponadczasowy; „Co zrobic, zeby sie nie narobic a zarobic?”

    Czy teraz Pani wie skad te 10c z dolara?
    Z prywatnej inicjatywy wolnych obywateli w systemie Wolnej Konkurencji, amen.
    Jak z tego widac, nie tylko w mojej Australii…

    @Sebastian – dziekuje za cytat. Pozdrawiam.
    @aqa – BTW – pozdrawiam.
    georges53.

  316. Brawurowe zdają się być ataki na premiera Tuska, ale nie znajduję w nich wirtuozerii.
    ( Brawura: (1) nierozważna zuchwałość, zbędne narażanie się dla popisu, ryzykanctwo; (2) dzielność (na pokaz); (3) muz. wirtuozeria. )

    Tusk oczywiście działa w ramach „Poln. Wirtschaft”, przecież taki jest polski standard. Leciał do Smoleńska tym samym TU-154, z podobnie skompletowaną i wyszkoloną załogą, można przypuszczać, że gdyby 7 kwietnia warunki pogodowe byłu równie niesprzyjające to jednak samolot odleciałby na inne lotnisko, lub wogóle nie wystartował. A teraz musi odrzucić raport MAK, kombinuje tylko jakie dalsze kroki podjąć, ale juz sam przedwczesny powrót z urlopu już jest ukłonem wobec PW – oto jestem, aby stawić czoła Ruskim i ich niegodnym pomówieniom. Tusk jest politykiem w tym całym PW. Jeśli mamy mówić o PW do kwadratu, to niewątpliwie była nim decyzja próby lądowania 10 kwietnia, gdy wiadomo było, że JAK ledwo wylądował, że rosyjski IŁ odleciał, że nie ma dużych szans na bezpieczne wylądowanie na tym niewyposażonym lotnisku. Było liczenia na szczęście, cudowne rozmnożenie się doświadczenia i umiejętności polskiej załogi.

    Zdaje mi się, że niezrozumienie Tuska w tej sytuacji i atak na niego jest także PW. No bo co będzie, jak się go obali? Czy ktoś ma wizję dalszej ścieżki schodzenia w tej mgle?

  317. Taki komentarz próbowałem umieścić na porzuconym przez gospodynię sąsiednim blogu i tam czeka na akceptację.

    Jeszcze garść informacji “poMAKowych”.
    Skorzystałem z linku i przeczytałem wywiad z ekspertem, którego pytano, czy w raporcie było coś nowego.

    ***Była jedna nowość – informacja, że wysokościomierz barometryczny został przestawiony. (…) To przestawienie spowodowało, że wysokościomierz barometryczny wskazywał wysokość sporo wyższą niż w rzeczywistości, 180 m wyżej.

    Kto i dlaczego przestawił wysokościomierz?
    – To się stało tuż po pierwszym ostrzeżeniu systemu TAWS. Można się domyślać, że został naciśnięty niewłaściwy przycisk, kiedy ktoś załogi chciał wyciszyć ostrzeżenia TAWS – zamiast nacisnąć przycisk TAWS, nacisnął przycisk wysokościomierza.***

    Zajrzałem do stenogramu i stwierdziłem, że pierwszy alert TAWS nastąpił 15 sekund po usłyszeniu “400 m”. Podobno wtedy była szybkość zniżania 4m/s a więc po 15 sekundach (15×4=60) samolot znajdował się na wysokości 340 m. Faktycznie, chwilę później słyszymy “300 m”. Omyłkowe przestawienie barycznego wysokościomierza na ciśnienie standardowe musiało spowodować, że odczytano by 340m + 180m =520m. Tzn. samolot, który ułamek sekundy wcześniej był na wysokości 340 m jest nagle – bez działania sil wyższych – na wysokości 520 m i to ciągle opadając? Czy tego załoga też nie rozumiała jak później DWUKROTNY POBYT NA WYSOKOŚCI 100 M? CZY TO BYLI IDIOCI?
    Na to pytanie chyba nikt nie odpowie, ale jest to jednoznaczna odpowiedź na inne pytanie, którym wysokościomierzem posługiwał się nawigator? Patrzył na radiowy, który reaguje na wszystkie dziury w ziemi, a zapomniał o kilku jarach!!!. Pamiętali chyba tylko o jednym, który się właśnie kończył, gdy samolot był na wysokości 400m (szkic eksperta) i oba odczyty byłyby zbliżone. Ten osobnik (przy tym tłoku w kokpicie trudno powiedzieć, kto się tak dobrze znał na tupolewach), który źle wyłączył sygnał TAWS nie patrzył na wysokościomierz, bo chyba zdziwiłby się bardzo faktem, że samolot nagle podskoczył (trąba powietrzna?).
    Prawdopodobnie w tym momencie los samolotu był przesądzony, choć wysokość była jeszcze bardzo bezpieczna i brzózki daleko, ale faktyczna wysokość nad pasem startowym była wielką niewiadomą dla nawigatora i nią pozostała. Baryczny przyrząd “podnosił” systematycznie samolot o prawie 200 m, a radiowy wprowadzał go na dno jaru, takie ciepło-zimno dzisiaj? Schizofrenia zagwarantowana. Efekt znamy.

    PS
    Gdyby to nie była taka smutna sprawa to zakpiłbym z ruskich “gienierałow” lotnictwa (Anodina), wykorzystując stwierdzenie z raportu MAK’u, że wszystkie elementy samolotu były sprawne. Udając idiotę, można powiedzieć, że tupolew zderzył się z brzozą, gdy był powyżej wysokości decyzyjnej (około 200 m), a widać Rosjanie – mordercy wystrzelili brzozę we mgle, aby skróciła nieco skrzydła samolotu. Czy to jest możliwe? Proszę poczytać Lema, u którego krwiożercze, drapieżne kartofle atakowały statki kosmiczne, to dlaczego nie mała brzózka? Mimo wszystko nie będę się przy tym upierał, gdyż jest to ewidentny dowód na słuszność teorii spiskowo-zamachowej, choć chyba jest to moja wersja oryginalna?

  318. Katastrofa smolenska-niedorzeczne jest „analizowanie” informacji z drugiej reki; sensowna jest (bedzie) jedynie analiza raportu Rosjan oraz analiza kontranalizy strony polskiej. Majac obie do wgladu mozemy zaczac rzeczowa dyskusje o katastrofie. Dotychczas bowiem opierlaismy sie na oparciu drugiej reki (ramienia/podramienia).
    ET

  319. TJ,

    Szanowny TJ,

    Cieszę się, że identycznie oceniamy udział kontrolerów w tej katastrofie.
    Niestety to, co działo się na wieży w Smoleńsku i mam tu na myśli konsternację, zagubienie i telefony do Moskwy obciąża stronę polską, a bezpośrednio załogę samolotu i czuwającego nad nią podchmielonego generała Błasika. Zachowanie kontrolerów było przecież skutkiem a nie przyczyną.
    Skutkiem braku prawidłowej reakcji pilotów (odlot na lotnisko zapasowe) na informacje, że warunki meteorologiczne na Siewiernym uniemożliwiają lądowanie.
    Każdy logicznie rozumujący człowiek ma tego świadomość. I nasz premier też o tym dobrze wie.
    Podobnie jest z drugim istotnym postulatem strony polskiej, sprowadzającym się do tego, by stan lotniska potraktować jako przyczynę bądź istotną okoliczność katastrofy.
    Tylko jeden dziennikarz, Paweł Wroński, zwrócił uwagę na obosieczność tego postulatu.
    Przecież zarówno organizatorzy lotu jak i załoga stan lotniska, a precyzyjniej lądowiska, znali i mimo tego uparli się by na nim lądować.
    Zarzucanie Rosjanom, że nie byli bardziej gorliwi w dbaniu o bezpieczeństwo polskiego prezydenta niż ustawowo zobowiązane do tego przepisami prawa polskie instytucje i kierujące nimi osoby jest absurdalne i bezczelne.
    I takie właśnie absurdalne i bezczelne są argumenty premiera i polskiej komisji. A są to przecież jedyne argumenty dezawuujące raport MAK.

    Na marginesie dodam, że nie dojdzie do umiędzynarodowienia śledztwa z tej prostej przyczyny, że zarówno Kaczyński, jak i premier wiedzą, że skompromitowałoby to ich jeszcze bardziej.
    Międzynarodowi eksperci mogliby być wnikliwsi niż członkowie MAK i odkryć oraz wytknąć więcej szczegółów potwierdzających katastrofalny stan najważniejszych instytucji naszego państwa.
    A argumenty wysuwane pod adresem kontrolerów są przecież całkowicie fałszywe z tego względu, że mieliśmy do czynienia z cywilnym lotem państwowym i zgodnie z prawem międzynarodowym inkorporowanym do wszystkich zapewne systemów prawnych, samolot ten był integralną częścią suwerennej Rzeczpospolitej i każde polecenie wydane pilotom przez rosyjskich kontrolerów byłoby suwerenności tej pogwałceniem. Nie tylko Ławrow o tym wie. Wszyscy wiedzą, a niektórzy (w tym nasz premier) tylko udają, że jest inaczej.
    Argument Edmunda Klicha, iż zbyt późno padła komenda horyzont, też nie wytrzymuje krytyki, bo ona nie miała prawa paść. A padła, gdyż kontrolerzy próbowali jednak ratować samolot.

    Powinniśmy – moim zdaniem – zastanowić się nad przyczyną, dla której premier Tusk zdecydował się na podjecie takiej gry z Rosjanami. Gry, w której na arenie międzynarodowej musi pozostać osamotniony, z powodu absurdalności zarzutów wobec Rosjan. Gry, która hańbi nasze państwo w sposób bodajże dotkliwszy niż sama katastrofa.

    A swoją drogę, to bardzo przykre patrzeć jak nasz premier skamle do władz Rosji by naciskały na niezależną ekspercką komisję, która w przypadku katstrofy smoleńskiej jest całkowicie wiarygodna, gdyż nigdy nie certyfikowała lądowiska Siewiernyj.
    Gdy się zsumuje przesłanie dzisiejszej konferencji Tuska z pretensjami płk. Edmunda Klicha przyjętymi przecież przez min. Millera a dotyczącymi nacisków politycznych na kontrolerów ze Smoleńska, to robi się niedobrze.

    Ps.
    Dokładna wypowiedż premiera ws. projektu raportu brzmiała następująco:
    ” raport bezdyskusyjnie nie do przyjecia”. Bezdyskysyjnie znaczy tu tyle co całkowicie, bo gdyby choć częśc do przyjecia jednak była, to już byłoby o czym dyskutować. I na dzisiejszej konferencji prasowej, premier już jakoś dyskutuje, choć jego postulaty nie zostały przez MAK przyjęte.

  320. Drogi Wodniku53,

    Mój powrót na blog jest niestety chwilowy i zawdzieczam go poważnemu przeziębieniu. Wczorajszy dzień poświęciłam na śledzenie reakcji mediów i polityków na raport MAK-u.
    Zgadzam się. To jest szambo.
    Uczono mnie, że wszystko na tym świecie ma swój początek i koniec. Dlaczego więc, nasze polityczne dno jest bezdenne?
    A to, co wyprawiano wczoraj w TVN24 to już czysta groteska.
    Medialne męty wspięły się na wyżyny k..restwa.
    Ps.
    Szczęśliwego Nowego Roku, może on ukaże nam dno, nadzieję na odbicie,
    magrud

  321. @Magrud, witaj.
    Zaiste prawdziwe jest stwierdzenie, że powroty, w tym i lądowania – są trudniejsze od startów.
    Pozdrawiam serdecznie Wielką Magrud, Panów Głowackiego i Wieśka 59 – teraz już bardziej spokojny , bo martwiłem się, że się coś złego u Pani Magrud mogło wydarzyć. Bardzo brakuje Jej na tym blogu.

  322. Lech Wałęsa powiedział, że raport MAK na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej w niczym go nie zaskoczył. Zdaniem byłego prezydenta, to polska strona w większości odpowiada za tę tragedię. – Z przykrością stwierdzam, że dużo więcej błędów jest po naszej stronie. Po tamtej jest tylko jeden błąd: należało zabronić lądować, a jak nie, to strzelać, żeby odstraszyć – powiedział dziennikarzom Lech Wałęsa( podaję za Onetem).

    Tym samym nasz noblista zgodził się z opinią prof. Łagowskiego, że mamy do Rosjan pretensje o to, że pozwolili nam samodzielnie decydować.
    Moim zdaniem, powinni byli wysłać myśiwce i przejąć prezydencki samolot, w chwili przekraczania granicy strefy powietrznej Rosji. Póżniej, to już była musztarda po obiedzie, bo kto by tam trafił w samolot schodzący do lądowania z pionową szybkością dwukrotnie wyższą niż dopuszczalna.

  323. Moj ulubiony anonim blogosferowy znowu zablysnal. Tym razem tylko jedna, krotka uwaga o przytaczanym przez siebie cytacie.

    **Jagienka Wilczak zadaje dobre pytanie:
    Fakt, że do prezentacji doszło niespodziewanie, bez wiedzy polskiego premiera oraz akredytowanego przy MAK Edmunda Klicha jest okolicznością niezrozumiałą. Czy Rosjanie celowo zlekceważyli polskie władze, przyczyniając się do kolejnego zamieszania na polskiej scenie politycznej? Można się domyślać, że MAK nie jest instytucja tak niezależną, żeby w tak ważnej kwestii decydować samodzielnie
    http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1512166,1,raport-mak-ws-katastrofy.read**

    Czytam ci ja ten cytat i czytam. Do zrodel pedze. Nic. Nie znajduje nigdzie nic co by wskazywalo na ‚dobre pytanie’. Godne opublikowania w „Polityce”, godne pochwalenia go na anonimowym blogu. Uszczelki mi puszczaja czy co?

    Mysle, wydawaloby sie, logicznie. No bo tak mi sie poukladalo pomiedzy moimi biednymi uszami:

    – Kaczystowska kontruroczystosc 10 kwietnia zostala i Polsce i Rosji narzucona sila, wbrew najnowszej polityce rzadow obu tych krajow.

    – Odlot do zamglonego Smolenska nastapil wbrew pierwotnemu stanowisku kapitana lotu, zeby nie leciec bez pozytywnego raportu pogodowego na lotnisku docelowym. Kazdy start samolotu w calym bozym swiecie odbywa sie po zapoznaniu sie z takim raportem. Moga o tym zaswiadczyc miliony pasazerow, ktorzy slyszeli od kapitana, po zajeciu miejsca w samolocie, ‚pogoda na lotnisku docelowym jest aktualnie taka a taka’. Protasiuk nie mial takiej informacji przed startem. Co on mogl powiedziec swojemu Waznemu Pasazerowi przez megafon?

    – Kontrolerzy w Smolensku, oznajmiwszy prezydenckiemu tupolewowi, ze warunkow do ladowania nie ma, z rozpacza krzyczeli: po jaki ciul (slowa byly mocniejsze) on sie tu pcha!? Oni napewno jeszcze do dzisiaj do siebie nie podochodzili po takim czyms.

    – Zaloga nie reagowala na polecenia czy pytania z wiezy. Oni w ciemno walili w dol i kontrolerzy mogli tylko na to patrzec. Lub modlic, gdyby umieli.

    – Doszlo do tego do czego musialo dojsc. Rozleciala sie ta polska buta, pycha a przede wszystkim niepoczytalnosc na drobne kawalki. Na obcej, BARDZO obcej ziemi. Gospodarze tej ziemi, zgodnie z prawem, musieli ten polski idiotyzm jakos pozbierac. Robili to po ruskiemu, jak zwykle byle jak. A my co nato? Ze oni to robia byle jak! To co, mieli raptem z siebie wyjsc i zmienic dla Kaczynskich odwieczne cechy narodowe? Oni swoje katastrofy porzadkowali nie inaczej, do diabla.

    – Napisano raport tak umiano. I tak, jak bylo, z grubsza biorac. Bzdurne detale Rosjanom do niczego nie byly potrzebne. Czyli ze zostala ta tragedia sprezentowana Rosjanom przez samobojcow. Oni, Rosjanie, nie maja najmniejszego zamiaru brac na siebie odpowiedzialnosci za czyjas samobojcza smierc.

    – Co my co na to? Ano, ze tak nie mozna mowic czy pisac, bo nas to obraza jako narod. My mamy 150 stron naszej prawdy do dodania. Choc z ruska prawda tez nie potrafimy sie nie zgodzic. Ale swoja kaczozabia lapke wysuniemy i i 150 stron Ruskim wcisniemy. Nie wiadomo po co, ale wcisniemy.

    – Na koniec, gaspadina Anodina odwalila swoja singlowke. Nie pieprzac sie w zadne ceregiele, ustosunkowywanie sie do do naszych licznych stron. Czy uzgadnianie, dogadywanie sie z Polakami. Jakie tam moglo byc dogadywanie? Z kim, o czym? Z winnymi sie nie dyskutuje.

    Pytanie zadane przez Jagienke Wilczak: „Czy Rosjanie celowo zlekceważyli polskie władze” jest tak naiwne, ze szkoda je komentowac. Nazywanie go „dobrym pytaniem” wkracza w rejony purenonsensu.

  324. Kleofas

    Niech się Pan nie wygłupia!
    Samolot to nie poduszkowiec poruszajacy sie równolegle do ziemi.
    Dla lotników poziomem zero jest poziom pasa startowego. Od niego i tylko do niego powinni odliczać wysokość, na której się znajdowali prz podchodzeniu do lądowania, gdyż nawet przy ładnej pogodzie teren wydaje sie z góry płaski.
    To był ich drugi karygodny błąd.

  325. ***Czesław pisze:
    2011-01-12 o godz. 14:08
    Ten, przeciągajacy się czas oczekiwania na zniesienie klauzuli “twój komentarz czeka na akceptację” powoduje u mnie niesmak, bo na moje zdanie oczekuje @Waldemar. Mam ten tekst w pamięci komputera i będe wklejał pani go do skutku. Słowa i szacunku dla Pani – Czesław R.

    Waldemar pisze:
    2011-01-13 o godz. 10:11
    @Czeslawie : Przepraszam ,wczoraj okolo 22-giej z minutami w Twój adres napisalem sporo (…) Rano , czekam nic ,a teraz okazuje sie, że moj wpis z 8:54 jest , a z wczorajszego dnia niema .
    Być może Moderatorowi nie spodobał się dopisek w Twoj adres i @Antoniusa ,gdzie dzieliłem sie w swoimi dawnymi obrazami z Opolskiego ?!, ktore zostaly po 1945 r. zeszpecone .***

    Powyższe narzekania przypomniały mi moje bitwy z materią blogową. Nie jestem oblatany w tym. Czasem piszę tekst, moim zdaniem bez inwektyw i potencjalnych skutków prawnych, wklejam go do ramek, wpisuję kod, naciskam „Wyślij” i…nic! Znika tekst i nie ma żadnej informacji, dlaczego tak się stało. Wtedy najpierw szukam przyczyny u siebie. Może źle wpisałem kod, lub zapomniałem wpisać? Gdy pisałem wprost do klatki, to „po ptokach”, na ogół nie mam już ochoty pisać od nowa. Jeśli miałem tekst na twardym dysku, ponawiam próbę już bardzo starannie, zwracając uwagę na szczegóły, i …dalej nic! Po 4, 5 próbach macham na wszystko ręką, myślę coś, czego nie napiszę o gospodarzu blogu i jego pomocnikach i jakiś czas przerywam pracę blogową. Chętnie wiedziałbym, dlaczego tak się dzieje. Czy jest to własność programu komputerowego czy działalność moderatora. Uważam, że przynajmniej zasługuję na jakieś „fuck off, czy coś w tym rodzaju.

  326. Panie Redaktorze,

    informacje z ostatnich minut są niepokojące. Rosjanie nie przystali na propozycje Premiera o ponowne rozpatrzenie raportu. Jest to „sukces” J. Kaczyńskiego, który cieszy się z każdego nieszczęscia jakie spada na ten kraj (bo winą za to obarcza swoich przeciników). Tak na marginesie, to w ostatnich miesiącach do większości Polaków nie docierają już sygnały płynące od tego polityka ponieważ uważają, że nie znajduje się on nie tam, gdzie powinien się obecnie znajdować.
    Jednak reakcja Rosjan na probę wznowienia kontaktów roboczych w sprawie katastrofy smoleńskiej jest nie tylko policzkiem dla rządu Tuska, ale zapowiada rozpoczęcie gorącej wojny w Polsce. W tej chwili, nie wykluczam, ze premier Putin zrobił to celowo żeby powetować sobie paroletnie próby upokarzania jego i Rosję przez Polaków.
    Nie znam wszystkich szczegułów technicznych raportu, ale wydaje mi się, że jest on sporządzony niezwykle profesjonalnie, więc Polacy powinni sobie darować dalsze rozdieranie szat i uderzyć się we własne piersi.
    Wyżej zamieszcony komentarz magrud rzuca więcej światła na sposób myślenia naszych elit politycznych.
    W Polsce jesteśmy w przededniu kryzysu i postępującej izolacji międzynarodowej.
    Tak więc jest powód do spakowania nart i powrót do domu.

    P.S.

    magrud wróciłaś w gorącym momencie

  327. Pan minister W. Kuczynski popelnil nastepny artykul w Rzepie. On juz tam musi byc na etacie! To pewnie w ramach przywracania Rzepie ludzkiej twarzy.
    http://www.rp.pl/artykul/9133,593541-Kuczynski–Po-obu-stronach-byla-polityka.html
    Zanim ustosunkuje sie do najnowszej rewelacji w tym artykule zawartej – a jest tam taka, moze nawet i dwie – taki cytacik przytocze, na zachecenie:

    „Te 0,6 promila alkoholu we krwi to rzecz bez znaczenia. Podczas lotu w większości samolotów podają alkohol i generał jako pasażer nie był objęty zakazem wypicia kieliszka czy dwóch wina albo i czegoś mocniejszego. Podanie na cały świat tej nieistotnej wiadomości przez Rosjan to świństwo z ich strony świadczące o nie całkiem czystych intencjach MAK.”

    Jak ja to lubie. Swinstwa popelniane w tematach okolo alkoholowych sa najgorszymi swinstwami jakie zna ludzkosc. Szczegolnie ohydnie wygladaja one w wykonaniu Rosjan. Tego zapijaczonego narodu. Wypijanie do sniadania kilka kieliszkow wina albo i czegos mocniejszego jest tak naturalna sprawa, ze tylko najgorsza swinia moze robic z tego jakies halo.

    Jak mozna komus zalowac kieliszka chleba czy dwoch na rozpoczecie dnia? Przeciez one akurat sie przydaly do podjecia decyzji o ladowaniu. Czyli decyzji o grupowej wspinaczce do nieba.

  328. magrud pisze:

    2011-01-13 o godz. 19:10

    „Dla lotników poziomem zero jest poziom pasa startowego. ”

    Slawomirski

  329. @Lex ,12:47
    „spuścić facjatę mopsowi” – to nie znaczy: obić gębę policjantowi
    ale: dać towar do do opylenia paserowi lub komuś poza podejrzeniem
    Deczko różnica, prawda?

    A bajtlowanie ? To jest to , co tak się teraz wylewa z mediów jako pierwszoplanowe newsy – ekspertyzy prezesa JK, kilku oburzonych święcie dyżurnych wdów, recytujących napisane im teksty no i oczywiście wszelkich pisobliźniaczopodobnych, którzy rzekomo mieli mieć własne zdanie.

    Żeby pośmieciuchom zaparzyć kimę ?

    (Zbigniew Bożyczko „Kradzież z włamaniem i jej sprawca” W-wa 1970;
    Stanisław Milewski „Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy”, W-wa 2009 )

    @TJ,
    2011-01-12 o godz. 22:10
    2011-01-13 o godz. 13:06 , 16:49

    -podziwiam, jak to wszystko rozkminiasz,
    szacun !

  330. Tak ciepło myślę w tych chwilach o rodzinach załogi tego samolotu.
    To bezmyślne często „szczekanie” polityczno-medialne musi boleć. A przecież Wasi chłopcy nie pchali się tam, polecieli, bo to ich praca.Na pewno czuli nawet, że nie będzie lekko. Zginęli bo nie chcieli odmówić wykonania niewykonalnego, bo wiedzieli, że od tego zależy awans, a co za tym idzie status Waszych rodzin.
    Kochani oni to zrobili z myślą o Was. Oni nie są winni, oni są ofiarami megalomanów, którzy jechali, by nakręcić klipy wyborcze.
    Mam syna w ich wieku i dlatego zdaję sobie sprawę z Waszego cierpienia.
    Trzymajcie się dzielnie.

  331. HIPOTEZA MINISTRA KUCZYNSKIEGO

    Zacytujmy Pana Ministra:

    **”jak wysoko została podjęta decyzja, by umożliwić polskiemu samolotowi lądowanie, nie wiemy. Najprawdopodobniej ktoś z obecnych tam – albo mając polecenie, by informować na bieżąco, co z polskim lotem, i to jest najprawdopodobniejsze…znam naturę systemów decyzyjnych o wysokim stopniu centralizacji i władzy osobistej, nie wykluczam, że pytanie o decyzję poszybowało bardzo wysoko. Stąd hipoteza, że być może o dopuszczeniu do lądowania zadecydowano na samym rosyjskim szczycie, skoro w samolocie był „polski szczyt”. Ta hipoteza tłumaczy kurtynę, którą Rosjanie zasłonili to, co działo się na wieży, i to, z kim ludzie z niej się kontaktowali…Nie ulega wątpliwości, że bez względu na zamiary, nawet jeśli chcieli uniknąć dyplomatycznego konfliktu, a więc mieli dobre intencje, skutki dopuszczenia do lądowania okazały się tragiczne i obciążają tę decyzję i rosyjskich decydentów.”**
    http://www.rp.pl/artykul/9133,593541-Kuczynski–Po-obu-stronach-byla-polityka.html

    Wiec sformulowana zostala hipoteza, ze to sam „rosyjski szczyt” zadecydowal o dopuszczeniu do ladowania „polskiego szczytu”. Co taka hipoteza oznacza, wiemy od Macierewicza. On od samego poczatku WIEDZIAL. Podobnie WIEDZIAL, i do dzisiaj WIE, Szef Macierewicza. Oraz faktyczny przelozony Mlodszego Brata, sp. Prezydenta. Dlatego on reki Putinowi nie mogl podac. Podczas gdy Tusk ‚misia’ z zamachowcem odstawial w bezposredniej bliskosci pomordowanych cial przywodcow narodu polskiego.

    Pana Kuczynskiego mekolenie o „dobrych intencjach bez względu na zamiary” jest zwyczajnym zamulaniem. Latwym do odcedzenia nie tylko dla Macierewicza, ale i dla „szczytu rosyjskiego”. Teoria zamachu zatoczyla pelne kolo i sie zamknela Hipoteza Kuczynskiego.

    No niech ktos powie po jaka cholere ja tak kiedys bronilem naszego doradcy premierow III RP przed atakami hien posmolenskich?

  332. Magrud, witaj 😀 Dbaj o zdrowie, by się nie przeziębiać, warto 🙂 i na ile jest trudne to i łatwe. Miło Cię widzieć 😀

  333. Antonius,

    jeśli tekst znikł po „dodaj komentarz” to poszedł w kosmos, nie do moderatora. WordPress nie każde słowo uznaje za dopuszczalne i odprawia w niebyt gdy podejrzane przez siebie znajdzie.

  334. Przeszło 🙂 Ale jakieś nie przechodzą. Kiedyś sprawdzano pułapki WordPress-u na „Gotuj się” i wtedy nic co zwierało -porn- się przemnknąć nie mogło.

  335. Rosjanie nie chcą mieć więcej kłopotów z polskimi wojującymi ze sobą politykami i przenoszenia na ich teren naszych konfliktów. Dlatego przebadali na obecność alkoholu i innych ” środków zakazanych” załogę i podejrzewam, nie tylko gen.Błasika. Uznali, że nie mogą wprost powiedzieć : nie wpuścimy was już więcej na żadne nasze lotnisko poza międzynarodowymi, nawet jeśli kabina pilotów będzie oddzielona drzwiami pancernymi, załoga przebadana alkomatem i nie sprawdzimy kwalifikacji pilotów i wymaganych przed startem informacji.
    Ale właśnie do tego sprowadza się część raportu. Możecie przyjechać samochodem, pociągiem albo przyjść piechotą. Taki jest wydźwięk tego co powiedziała Anodina.

  336. ET pisze:

    2011-01-13 o godz. 17:32
    Katastrofa smolenska-niedorzeczne jest “analizowanie” informacji z drugiej reki; sensowna jest (bedzie) jedynie analiza raportu Rosjan oraz analiza kontranalizy strony polskiej. Majac obie do wgladu mozemy zaczac rzeczowa dyskusje o katastrofie. Dotychczas bowiem opierlaismy sie na oparciu drugiej reki (ramienia/podramienia).
    ET

    —————————————————-
    Szanowny ET,

    prosto, czysto, sensownie- zupełnie tak, jak ja zamierzałem napisać w tym, z którym się spóźniłem…

    Pozdrawiam,Sebastian

  337. georges53 pisze:

    2011-01-13 o godz. 16:55
    —————————–

    Szanowny Georges53,

    Ukłonu, Pozdrowienia i Życzenia…

    Sebastian

  338. Na zakonczenie swojego artykulu w rp.pl, Pan Minister Kuczynski zamarkowal jeszcze inna rewelacje. Tak ja ujal:

    „I jeszcze ważne pytanie na sam koniec, na które brak odpowiedzi, tak jak na to, gdzie w Moskwie wciśnięto ich guziczek tragedii. Czy prezydent Lech Kaczyński znajdował się w warunkach całkowicie wolnych od presji, w „saloniku sterylnym”?”

    Podoba mi sie ten jezyk-enigma. Choc nic nowego nie oznacza. Sam wielokrotnie przypominalem jaka atmosfera musiala panowac w samolocie od momentu zakomunikowania zalodze, przez kontrolerow, ze nie ma warunkow do ladowania. I jakie zajscia mialy wtedy miejsce. Mowa tu o pewnych rozmowach przez pokladowy telefon satelitarny czy przez komorke. To ponowne, choc zawoalowane przypomnienie faktu rozmowy braci tuz przed katastrofa, tym razem przez samego pana Kuczynskiego, nabiera nowego znaczenia. Pada bowiem oskarzenie o wywieranie presji po stronie polskiej, przez osobe ZYJACA.

    Bo ze byly wywierane presje przez osoby niezyjace to nic do sprawy nie wnosi. Jako ze ani nie mozna tego przetestowac w sadzie ani tez nie ma kogo za to skazac. Skazanie juz nastapilo, okrutny wyrok wykonany.

    Oskarzenie o spowodowanie katastrofy poprzez wywarcie presji przez zyjacych politykow polskich czy rosyjskich jest nowym elementem. Nie bylbym zbytnio zdumiony jakby w koncu lebscy prawnicy przejawili tym jakies zainteresowanie.

  339. antonius pisze:

    2011-01-13 o godz. 19:45

    and „off” you go

    Slawomirski

  340. Szanowny Panie ET

    Epidemia analizatorow zalewa blog. Wiekszosc z nich to specjalisci od latania. Lataja raz w prawo raz w lewa ale glownie na oslep. I chyba to ich laczy z tragedia smolenska.

    Slawomirski

  341. Pani Magrud 19.10

    Odp. na kleofas.blogspot.com.

  342. Po katastrofie smoleńskiej, większość Polaków, których mamy okazję poznawać po króciutkich , migawkowych odsłonach, zachowuje się tak przewidywalnie, że aż strach myśleć…
    Gdybym był psychopatą, to żałowabym, że nie jestem watażką w jakiejś bezbronnej krainie, która ma ambicje wielkomocarstwowe jak np. Watykan… A tak, trzeba turlać przed sobą tą beznadziejną taczkę z nazbieranymi w niej strzępami siermiężnego, żałośliwie dumnego i „radosnego” patriotyzmu…
    Wiem , że powinienem na najbliższe 50 lat , posiąść ambicję, żeby, choćy dla samego sieie, ostatecznie rozwikłać wszystko o tej katastrofie. Co tam wyzwania czasu/ w końcu przez 50 lat będzie tego mnóstwo mnóstw/ co tam pragmatyzm, który z życia roi zwukłą ścieżynkę biegową, że o zagrożeniach ekologicznych nie wspomnę…
    Teraz jest czas, kiedy Ruskie odbudowują/próbują/ swoją mocarstwowość, a nas traktują jak nieważnych pionków , których usiłują mieć w dupie/cytat samego siebie/.
    Katastrofa -to nasza krwawa karta /jak zwykle/ w grze z tymi…ichmościami.
    W tej grze, nasz niepowtarzalny indywidualizm/dawniej sobkwstwo/ jest w stanie wygenerować/I WYGENERUJE!!!/ tyle najprawdziwszych wersji i wyjaśnień, że te cymbały się totalnie we wszystkim poguią. Wtedy, yć może, z naszego narodu powstanie WIELKI MĄŻ, albo WIELKA ŻONA/a’la królowa Wiktoria/ i jednym, niezwykle precyzyjnym „Szach” poprzedzi „mat” i dalsze dociekanie związków przyczynowo- skutkowych o katastrofie stanie się zbędne. Wtedy będziemy już mogli skupić się na uszanowaniu ciszy tych którzy zginęli oraz ich rodzin, oddająć im cześć i szacunek, godząc się pokornie z nieodwracalnym…

    Pozdrawiam Sebastian

  343. Ryba pisze:

    2011-01-12 o godz. 21:42

    Szanowny Panie Ryba

    Tragedia w Tucson zmusza do zrewidowania inflammacyjnego tonu retoryki politycznej. Dotyczy to calego gatunku ludzkiego bez wyjatku.
    Kulturalny jezyk poprawia samopoczucie osob nim powiazanych i alienuje agresje.

    Slawomirski

  344. „MAK jest instrumentem rosyjskiej polityki” mówi intelektualny malec. On to wie najlepiej, w końcu mak towarzyszy mu od kampanii prezydenckiej, aż do dzisiaj, tyle że dawki z czasem trzeba było pewnie zwiększać, i stąd ta przemiana z łagodnie przyćpanego, czterookiego pianisty, w totalnie nawalonego ćpuna na odlocie.

    Reszta „święcie oburzonych” świadczy najlepiej na korzyść tego raportu. Waszczykowski, Kępa, Maciarewicz (ksywka Dzierżyński), Błaszczak – to tylko część tej rynsztokowej – w mojej opinii – „elity”, działającej świadomie i/lub nieświadomie wg scenariusza przygotowanej zapewne na tę okazję „legendy”, mającego na celu skłócenie Polski z Rosją i zdestabilizowanie regionu.

    Widziałem dzisiaj w telewizji rozhisteryzowane baby i krzywiących do kamer swe złe gęby facetów, pod transparentem „Chcemy Prawdy”. Chcecie? Mówicie, i macie. Otóż prawda moim zdaniem jest taka, że zdalnie sterowany nieumyślny zabójca był w samolocie, a teraz profanuje Wawel (niech mu ziemia lekką będzie, ale nie tam). On, mimo całej swojej marionetkowości, jako człowiek dorosły, jest początkiem i końcem, przyczyną i skutkiem, co nawet niebo potwierdziło, zakrywając się pyłem tak, aby nie dopuścić do oddawania mu nienależnego hołdu. Gdyby nie on, nie jego głupota, próżność uległość oraz pycha, nie byłoby tej tragedii.

    Wniosek rządu RP powinien objąć żądanie udostępnienia przez Wielkiego Brata zapisu rozmowy przez telefon satelitarny, jako dowodu za, lub przeciw, w sprawie wagi państwowej, bo ewentualnego spowodowania śmierci prezydenta RP (nie ważne, jakim prezydentem był) oraz 95 innych osób.

  345. Sebastianowi14.22
    Prawda , najważniejsze sa zasady i podział ról w społeczeństwie więc czemóż nie krytykujesz działalności Rządu USA lub jego Senatu za brak opieki nad częścia tamtejszego społeczeństwa / sam to piszesz/a wielce drażliwym staje się dla ciebie działalność p. Owsiaka.
    Czyżby to On był winien wypisywania zbędnych papierów recepturowych?
    Oczywistym jest koniecznośc rozliczania rządzących za zle wykonywanie obowiązkow na nich ciążących ale bez urazy TY szanowny obwiniasz Owsiaka za to ze nie daje wlasciwych sygnałów no właśnie KOMU?- być moze wg ciebie powinien palic opony a on tylko zbiera pieniadze i kupuje za nie sprzęt.
    Chyba mamy inne metody do określenie tego co dobre a co złe.
    Ja – gdybym miał taka mozliwość porównywałbym działalność p. Owsiaka ze Sw. Franciszkiem a nie jestem zbyt bogobojny – jeśli sięgniesz po moje wcześniejsze wypowiedzi.Tylko ze ten mój kandydat na swiętego jest chyba z innego niz polski kościoła. POCZYTAJ SOBIE O MALCIE.
    Na forum roztrzasane są sprawy // Smoleńskie// i wina rządu polskiego za nieudane dzialania w tejże sprawie. Eksperci pastwią się nad Premierem i raportem Anodiny.Pytanie jest jak zwykle u zezowatego
    Czy zarzuty EKSPERTÓW i proponowane rady o nieuznawaniu raportu , uchwałach JEDNOGŁOSNYCH SEJMU nie sa podobne do wrzasków na widowni kina podczas seansu bo chałastrze sie nie podoba wyswietlany film? No tak gdyby nie Tusk na nartach to tych 96 osób by żylo.
    Pewnie , możemy tupać , gwizdać,ogłaszac ze było inaczej i tylko pogłebimy odczucie że POLAKOM TO ZAWSZE ŻLE.
    Nawet ostatnio spiewają OJCZYZNE WOLNĄ RACZ NAM ZWRÓCIC PANIE –
    więc ten nad nami pyta A SKAD MAM IM WZIĄĆ DRUGĄ?

  346. Jestem po lekturze raportu. Szkoda, że pozostałych materiałów nie ma po polsku. Ciekawe jest, że z zapisów jednoznacznie wynika plan działania załogi. Chyba MAK z wrodzoną zapewne delikatnością nie wspomniał tylko o tym, że załoga od początku lądowania świadomie oszukiwała obsługę lotniska, gdy zapewniała, że na 100 metrach podejmuje decyzję. Z zapisu parametrów wynika, że kapitan na sygnał „niebezpieczna wysokość” ustawionego na 60 metrów ręcznie wyprowadził bez kłopotów w lot poziomy, co prawda 15 metrów poniżej poziomu pasa. Więc nie mieli najmniejszego zamiaru na 100 metrach się zastanawiać na niczym. Ot taki drobiazg.

  347. Orteq pisze:
    2011-01-13 o godz. 19:05

    ***Jagienka Wilczak zadaje dobre pytanie… i podaje link do artykułu tej Pani.

    http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1512166,1,raport-mak-ws-katastrofy.read***

    Też go przeczytałem, pytania nie zauważyłem, tylko ewidentny błąd:

    ***… używano wysokościomierza barometrycznego, czyli niewłaściwego w tym momencie. Błędne przekonanie o wysokości na jakiej znajduje się samolot i to aż o 180 metrów, ze względu na omyłkowe – tego nie wiemy i już się nie dowiemy – przestawienie wysokościomierza przez załogę. ***

    Wręcz przeciwnie – ewidentnie korzystali z radiowego, nikt pewnie nie spojrzał na barometryczny, bo w momencie zderzenia z brzózką pokazałby około 200 m, a kilka sekund wcześniej nawigator mówił „20 m” i taka była faktyczna odległość od dna jaru. Ja bardzo dużo pisałem już na temat technicznej strony katastrofy i praw fizyki, które zadziałały bezbłędnie. W rozważaniach posługiwałem się często rysunkiem rosyjskiego eksperta trajektorii samolotu, począwszy od wysokości 400 m, gdy oba wysokościomierze pewnie pokazywały prawie to samo (10 m różnicy przy 400 m – błąd pomiaru?). Samolot znajdował się na małej górce miedzy dwoma jarami. Nie był on na standardowej ścieżce, bo tę pilot już zgubił na dużej wysokości, ale mógł zacząć od 400 m, z nową „glissadą” nieco bardziej stromą niż standardowa. Zrozumiałem z raportu MAK, że na wysokości około 340 m nad ziemią przez omyłkę przestawiono baryczny przyrząd, co podwyższa jego wskazania o różnicę wysokości między poziomem morza a płytą lotniska (180 m). Nawigator całkowicie zlekceważył przyrząd baryczny bo wskazania były idiotyczne – opisałem to już dzisiaj. Ekspert kreślący wężykowaty tor samolotu popełnił ewidentny błąd z fizyki, korzystał z wysokości fikcyjnych samolotu w jakiejś dziwnej skali, korzystał jakby z tylu różnych układów współrzędnych, ile było punktów pomiarowych. To jest dość skomplikowane gadanie i pewnie niezrozumiałe. Popatrzmy na to inaczej, abstrahując od tego rysunku. Z założenia zniżanie się samolotu odbywa się z ustaloną szybkością, ustawioną przez pilota na autopilocie i to po linii prostej, której nachylenie jest miarą szybkości obniżania. Standardowo było 4 m/s. To byłoby dobre dla poprawnej glisady i niewiele gorsze dla glissady z 400 m (bardziej stromej niż standardowa). Samolot wszedł w pierwszy, duży jar i odległość od ziemi zmniejszyła się za wolno zdaniem pilota, bo ziemia „uciekała” w dół (zbocze). Pilot bał się prawdopodobnie, że przeleci pas startowy i przestawił szybkość spadania do wartości końcowo około 10 m/s. Prawdziwy tor powinien być łamaną o elementach, nachylonych pod różnymi kątami, z małym okresem przejściowym a nie taki wężyk jak na rysunku. Wężyk powstał z umieszczenia wartości realnych względem powierzchni (mierzonych radiowo) w skali liniowej, diabli wiedzą, gdzie miała początek. Może na dnie jaru, ale którego? Ten rysunek wymaga przeróbki, ale wnioski i tak są poprawne. Błędny pomiar wysokości wpędził samolot do dziury, z której już nie wyszedł.

  348. no i mamy negatywny przykład edycji tekstu w przypadku mojego wpisu (przy pomocy tzw.”notatnika” czyli .txt (z przerwami, okropne do czytania!)
    Cziort znajet, dlaczego!

    PS. polecam : Paweł Wroński http://wyborcza.pl/1,75968,8943047,Kamikadze_tez_byli_patriotami.html

  349. Jezeli przyjac , ze pilot (kapitan) ktory ladowal zapomnial o wawozie to wydaje dziwnym , ze zapomnieli o nim rowniez Rosjanie na wiezy , a moze zapomnieli tylko przypmniec o nim pilotowi ?
    Zastanawiam sie czy nie powinienem napisac „zapomnieli ” w cudzyslowie wlasnie.
    Jezeli pamietali , to co im szkodzilo przekazac te kluczowa w tych warunkach informacje odpowiednio wczesniej , nawet jezeli nie nalezalo (?) to do ich obowiazkow .
    Mogli by wtedy powiedziec , ze zrobili wszystko co mogli zrobic a tak nie moga tego powiedziec .
    Ta kwestia powinna byc wyjasniona w raporcie. Jezeli nie jest to cos jest ale na rzeczy .

  350. Z blogu W. Kuczynskiego

    Stan (14 stycznia 2011, o godzinie 00:19)
    **”Nie do końca podzielam Pańską ocenę o roli generała Błasika…
    Moim zdaniem wykonał obrzydliwą robotę…Nie ma wyjścia, ktoś musi się usunąć ze sceny (Tusk albo Kaczyński), bo dla obu miejsca nie starcza…
    To już jest krzywa spadania dotychczasowego premiera.”**

    Dramatyzujesz. Blasik, owszem, tylko w oczach swojej wdowy moze wciaz dobrze wygladac. W moich czy twoich, wyglada o wiele slabiej. A to my som wyborce w dniu wyborow. Gosio tez dobrze wyglada w oczach jego wdowy. I Kaczor Starszy dobrze by wygladal w oczach wdowy, gdyby posiadal zone i ja laskawie na wdowe promowal. Zamiast wymigania sie od Parcia Na Katyn. Jednak to my, niezalezni wyborcy, glosujacy w ‚dniu prawdy demokratycznej’ w tym roku, bedziemy mieli mozliwosc oddania glosu przeciwko obrzydliwej robocie blasikopodobnych przydupasow pisuarowych.

    Wszyscy oni, moherowe pisiory, uczestniczyli w jakiejs dla nich tylko znanej, znaczeniowo, misji. Misja ta absolutnie nic nikomu dobrego nie mogla przyniesc. Kontynuowali oni bowiem niekonczaca sie kontynuacje celebrowania mordu katynskiego. Czynili to na przekor probom pojednania po 70 latach. Niemcy, pojednawszy sie z Polska w 20 lat po okropnosciach hitleryzmu, od ponad 40 lat nie moga pojac dlaczego Polacy chca trzecie pokolenie Rosjan pociagac do odpowiedzialnosci za mord katynski. Wszyscy domyslaja sie, ze to o kase moze chodzic. Ale nikt nie pojmuje komu te kase, jakby Rosjanie zdurnieli do konca, mozna bedzie wyplacac. Tam juz nawet wnukowie ofiar katynskich powymierali w znacznych ilosciach. Wyplacanie niemieckich odszkodowan za te same co katynskie lata krzywd historycznych zamarlo jakis czasu temu z racji braku pozostalych przy zyciu roszczeniowcow.

    Obrzydliwa robota Blasika w Smolensku by byla, gdyby ktos z pisuarowych poplecznikow tak to nazwal. Poniewaz wszystkie wdowy, czy wdowcy, nie chca tego tak nazywac, musisz pozwolic na ichniejsza interpretacje tej niepotrzebnej smierci ich wspolmalzonkow. Oni sa SZCZESLIWI z tak dobrze wykonanego zadania przez ich „bohaterow”. Let them be happy.

    A o krzywej spadania dotychczasowego premiera porozmawiamy jak wybory sie zbliza jeszcze bardziej. Nie wykluczam, ze bedziesz mial jakiegos w tym slusznego. Nie dalbym tylko glowy za to, ze wyborcy go udupia tylko i wylacznie za raport smolenski. Tusek bowiem sie wciaz wybrania z tego raportu. A za soba ma armie piarowcow. Tym zas nie placimy, z naszych podatkow, za to, zeby go udupiali.

  351. Szanowna „magrud”!
    Za całkowity komentarz i obraz stosunków panujących, mentalności, sposobu patrzenia (i interpretowania) współczesnego świata etc. na dworze tragicznie zmarłego Prezydenta L.Kaczyńskiego niech będzie to co we wczorajszym Wielkim Formacie mówi b.ambasador RP w Moskwie p.Bahr. O przygotowaniach do wizyt – m.in. w Smoleńsku także.
    W 2007 r (we wrześniu) L.Kaczyński odbył……pielgrzymkę do Katynia. Dlaczego to-to nazwano „pielgrzymką” – mówi o tym Bahr i lepiej spuścić na to „wydarzenie” grubą kotarę milczenia, bo to kompletny wstyd i roz…..j: organizacyjny, mentalny, merytoryczne dno. To było typowe „towarzystwo wzajemnej adoracji”, prymitywne, zadufane, ignoranckie i tępe. Ale „jakość” każdego dworu zależy zawsze od króla, od Pana, od władcy (w tym przypadku wielkie sic !!!)
    Pan L.Kaczyński chce jechać do Katynia 17.09 i 30.08 (czyli na dwa tygodnie z okładem) informuje się kancelarię Prez. Putina – on wtedy był na Kremlu gospodarzem – o tym fakcie. Na dodatek kancelaria „dworska” Prezydenta RP jednocześnie ZAPRASZA Prezydenta Rosji do Katynia !!!! My jedziemy na teren Federacji Rosyjskiej i my gospodarza tego państwa ZAPRASZAMY, na jego terenie !!!!! Niebywałe ! (gdy do tego momentu nikt L.Kaczyńskiego tam NIE ZAPRASZAŁ).
    Idiotyzm, pomylenie pojęć, zadufanie, ignorancja, fanfaronada i debilizm: nie tylko dyplomatyczny skandal, ale i brak wyczucia i ogłady. To co wydarzyło się w Smoleńsku 10.04.2010 musiało się stać. I to w 99,9 % z polskiej winy. Wszelkie znaki na ziemi i niebie na to wskazywały (CASA, Gruzja, boje o „stołek” w samolocie do Brukseli, ciągłe telefony z centrali unijnej do Brata-bliźniaka i konsultacje – i pytanie na głos na sali obrad Sarkoz’ego: to w takim razie kto tam rządzi ?itp.). Bo mentlik w głowach elit kierujących naszym krajem jest przerażający. A na „dworze” Kaczyńskich – był jak widać monstrualny. To Tworki pomieszane z Lubiążem i Grupą Wielką.
    O umysłowości polskich dziennikarzy – zbliżonej do „kaczo-dworskiego” – lepiej się nie wypowiadać. Bo „ciszej” nad tą trumną…….
    Fekalia (umysłowe) się wylały – jak napisałem w swoim wcześniejszym wpisie. I tak jest i będzie !!!!
    Pozdrawiam „magrud”, „rybę”,”jasnego gwinta”i kilku „przytomnych” Blogowiczów. Jak mawiał Sokrates – „zacznij od siebie” (ta maksyma jak ulał pasuje do tragi-farsy smoleńskiej) !
    WODNIK53

    PS: Prok.generalny A.Seremet w dialogu (zresztą podobnie jak R.Sikorski) z „blond Monisią” gwiazdeczką TV-łenu dał popis spokoju, merytoryczności i politycznego wyważenia, o „blon-Monisia” – jak zawsze, swej ignorancji przykrywanej sztuczną agresywnością i niby-drapieżnością (o alkoholu we krwi Pana General B też wypowiedział się tak jak MAK – dokumenty potwierdzają ten fakt i wszelkie żale czy płacze nt.temat nic tu nie zmienią – tak jak obecność Błasika i Kazany w kokpicie ! Basta !)

  352. Na 99 procent to byl ZAMACH !!!
    Piloci mogli sie wczesniej katapultowac ????
    Chyba tak.
    Ale, pozostaje ten 1 procent, i wtedy to „tylko” straszna katastrofa lotnicza.

  353. jazz
    —–

    więcej jazzu więcej luzu i bajeru
    proweniencja dziś nie liczy się w portfelu
    twórzmy mity klećmy baje
    wtedy łatwiej się wydaje

    wyślijmy nasze hordy
    w zziębnięte fiordy
    niech uczy zdolna brać
    jak tanio grzać

    dać komplet tych narzędzi
    niech wiking pędzi
    tak prędzej ze swych złóż
    coś uszczknie już

    więcej jazzu więcej luzu i bajeru
    proweniencja dziś nie liczy się w portfelu
    mnóżmy zatem szczęścia kwotę
    z nieugiętą wiarą w psotę

    gdy on wciąż na zegarek
    to żal szwajcarek
    a przecież jest coś w nas
    że co tam czas

    tym bardziej że w objęciach
    tkwiąc przedsięwzięcia
    wypełnić można brak
    od tik do tak

    więcej jazzu więcej luzu i bajeru
    proweniencja dziś nie liczy się w portfelu
    zawsze więcej jest pożytku
    gdy się zajmie rynki zbytku

    rozwińmy praprzyczynę
    tę z miczurinem
    mizerię samą plótł
    a jaki płód

    troszeczkę animuszu
    i z nim w sojuszu
    poznamy wkrótce też
    smak gruszek z wierzb

    więcej jazzu więcej luzu i bajeru
    proweniencja dziś nie liczy się w portfelu
    potem można snuć morały
    i podobne dyrdymały

  354. do
    Slawomirski pisze:

    2011-01-13 o godz. 22:55

    Szanowny Panie Slawomirski,
    trafnie napisane. Mnoza sie Bonifaceci i Bonifacetki w blogosferze i pozostaja w blogosferze lub im sie tak wydaje. Dla wielu blog jest nie tylko wypelnianiem czasu, lecz rowniez forma terapii werbalnej.
    Pozdrawiam.
    ET
    PS
    Bonifaceci (epigoni Lizakowych Ludzi) ucichna z czasem.

  355. do
    Sebastian pisze:

    2011-01-13 o godz. 22:32

    Szanowny Sebastianie,
    sprawa jest tragiczna i „bogata” w skutki, o ktorych malo w blogosferze. Formalnie i karnie bardzo prosta (kapitan). Dla sedziego jednak bardziej skomplikowana, bo wiele jest watkow tzw. „moralnych”. Coz, mamy tu wielu sedziow.
    Pozdrawiam.
    ET

  356. antonius pisze: 2011-01-13 o godz. 19:45
    =====wcielo – proba druga; czesc1/2 ==================

    >>>…”Wyślij” i…nic! Znika tekst i nie ma żadnej informacji, dlaczego tak się stało….(…) Chętnie wiedziałbym, dlaczego tak się dzieje….>>>

    Szanowny Panie Antonius,
    Pozwole sobie jaszcze raz zwrocic uwage Pana…
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=264#comment-78903

    Z mojego doswiadczenia wynika ze sa slowa, ktorych sam PROGRAM nie przepuszcza; jeszcze zanim ( „…czeka na akceptację” ) Sokole Oko sie nimi zajmie. To bardzo dziwne zwierze, zupelnie bez sensu.

    Zloklizowalem jedno takie slowo; „po.er” ( w miejsce „.” wstawic „z”; od „pozowania” ). Niech Pan zrobi doswiadczenie i sproboje wyslac samo to slowo ( ja wlasnie sprobowalem jeszce raz i Presto! zniknelo bez sladu… ). Pewnie sa tez inne. Przy odrobinie wysilku ( moja metode podalem w linkowanym wpsie ) moze Pan je zlokalizowac.

    (cdn.)
    georges53.

  357. # Kleofas pisze: 2011-01-13 o godz. 14:57
    ======================

    >>>… razem z kolczykami i ignorancja lotnicza pani Anodiny,… >>>

    Tak wypowiada sie bezczelny ignorant o fachowcu.
    Czemu nie jestem zaskoczony? Bo widzialem to juz wczesniej…

    Dlaczego nikt nie protestuje?

    Zorzyk Gitarzysta Basowy..

  358. antonius pisze: 2011-01-13 o godz. 19:45
    ==== cd czesc pierwsza 2/2 ===================

    >>>…”Wyślij” i…nic! Znika tekst i nie ma żadnej informacji, dlaczego tak się stało….(…) Chętnie wiedziałbym, dlaczego tak się dzieje….>>>

    Szanowny Panie Antonius,

    (cd. czesc pierwsza czesci 2/2 )

    Co do komputerowcow odpowiedzialnych za obsluge blogow, wszystkie moje zapytania nt.; przez blog i na email redakcji, zostaly akuratnie zignorowane. W rozpaczy zainwestowalem $15.- w list polecony do rak wlasnych Red. Paradowskiej i tym sposobem udalo mi sie chwilowo uzyskac cennego alianta wewnatrz samego obozu nieprzyjaciela. Red. P. nacisnela na Panow Komputerowcow w moim imieniu DWUKROTNIE, Rowniez bez skutku.
    (cdn)
    pozdrowienia, Georges53.

  359. antonius pisze: 2011-01-13 o godz. 19:45
    =======================

    Szanowny Panie Antonius,

    (cd czesc droga czesci 2/2 )

    Oni, okazuje sie, maja dusze ( i przednie lapy… ) twarde jak stal z Magnitogorska i byle kto im nie podskoczy… Nawet sama Redakcja Polityki…

    pozdrowienia, Georges53.

  360. zezowaty pisze:

    2011-01-13 o godz. 23:18
    „…czemóż nie krytykujesz działalności Rządu USA lub jego Senatu za brak opieki nad częścia tamtejszego społeczeństwa / sam to piszesz/a wielce drażliwym staje się dla ciebie działalność p. Owsiaka.”
    ——————————–
    Mój komentarz:
    w kontekście rozmowy na dany temat, używa się argumentów dotyczących tego tematu. Uprzejmie przypominam, że ja , próowałem przekazać, jakie są obiektywne różnice w dwóch , z pozoru podobnych przypadkach. W Ameryce rządzący , programowo odrzucają pomoc najuboższym i to baaardzo uzasadnia istnienie i działanie Armii Zbawienia. W Polsce rządzący zawalają sprawy na poletku, które jest ich psim oowiązkiem. Z tego powodu, dla mnie , bardziej logiczne od „darów serduszek”, w sprawach należącch do podstawowych obowiązków rządu- byłoby w moim przekonaniu -zbiorowe wywarcie presji na rządzących, żeby porządnie wykonywali swoje zadania.Przykład recept, to tylko pokaz, na co my-obywatele zgadzamy się -koncentrując swoją energię na Owsiakowym spektaklu…
    Ja mam tak- jeśli za sprawą „Owsiaków” nie zatracimy naszego obywatelskiego instynktu i świadomości- to dla mnie każdy może być „Owsiakiem”…

    Pozdrawiam,Sebastian

  361. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Ach jak przyjermnie kolysac sie wsrod fal …

    http://www.handelsblatt.com/unternehmen/it-medien/julian-assange-wikileaks-hat-dokumente-ueber-rupert-murdoch;2730823

    Post Christum.
    Ciekawe ile soku jest w tej „cytrynie”– prawda?

  362. Jeżeli pijany POLAK rozbije samochód na rosyjskim drzewie to przede wszystkim trzeba zbadać kto to drzewo tam posadził, czy miał prawo i czy nie był pijany kiedy sadził to drzewo. Drzewo też można przebadać, bo przecież nie zaszkodzi, a mogło być „na gazie” (w końcu to „ruskie” drzewo) – nikt też nie dowiódł tezy przeciwnej. I nie jestem rusofobem…

    Takie myśli przechodzą po komentarzach i oświadczeniach PIS i PJN w sprawie raportu MAK. „Polska zhańbiona w oczach świata” , „medialny strzał w potylice” ( p. Jakubiak) – to dopiero jest hańba, a nie raport , od którego nie zdystansował się żaden polski specjalista w dziedzinie lotnictwa. Kolejne granice nonsensu przełamywane są na naszych oczach. Mam nadzieję, że wyborcy zapamiętają to dobrze, bo (chyba) nie chodzi o to żeby tacy zostali wybrani (?)

  363. Dyskutowanie o katastrofie po raporcie MAK-u w konwencji narzuconej przez dwie postsolidarnościowe opcje jest idiotyzmem. Kontrolerzy,wąwozy,latarnie czy brzozy przesłaniają podstawową dla Polski kwestię. Dlaczego od ponad 20 lat, z małymi przerwami dajemy sobą rządzić idiotom,bęcwałom, dyletantom i czasami psychopatom. Ludziom opętanym tylko i wyłącznie rządzą władzy i przymusem narzucenia swoich chorych poglądów całemu społeczeństwu. Podporządkowanie się temu mediów jest zrozumiałe, bo z tego są pieniądze. Ale dlaczego reszta ? Tragiczne jest to, że rośnie już drugie pokolenie zaślepionych lub całkowicie obojętnych na to co się dzieje z ich krajem.

  364. O godzinie 20.35 popełniłem krótki wpis na temat sytuacji w Polsce po ogłoszeniu raporty MAK-u.
    Jest tam także o roli jaką spełnia główny lider opozycji.
    W zdaniu 7 od góry wstawiłem jedno przeczenie za dużu. Zwróciłem się do moderatorów, tych zapracowanych smoków blogowych, o wykreślenie tego przeczenia. Jednak poczucie humoru przeważyło u naszych nadzorców i nielogiczne zdanie pozostało bez zmian.
    Ja jednak nadal ich kocham bez zahamowań.

  365. @antonius
    ==========

    Szanowny Panie Antonius,

    No widzi Pan? (moje wpisy 09:55; 10:03 i 10:08 ), Moja odpowiedz Panu wcielo za pierwszym razem; podzielilem na czesci, nie zmienilem ani przecinka i weszlo.
    W miedzyczasie Sokole Oko, pewnie wyleczyl kaca „po wczorajszym” i mu przeszlo…
    Klaniam sie. Georges53.

  366. belissarius pisze:

    Masło, o ile ktoś jeszcze pamięta, to tłuszcz z mleka krowiego, ubijany w maselnicy. Ja takie masło jadałem jako dziecko

    Też jadałem tyle że chyba inne
    Możesz sobie mleko ubijać w maselnicy do woli i ni hu hu żadnego masła na chleb nie otrzymasz( no może pęcherze od bicia)u nas to masło ze śmietany uzyskiwano

  367. ET pisze:

    2011-01-14 o godz. 09:50
    —————————-
    Szanowny ET,

    przy tym wszystkim, smutne jest to, że wypadkowa poczynań naszych graczy, którzy mają jakikolwiek wpływ na układanie się tej sprawy, w ważnych aspektach- na dzień dzisiejszy jest …tradycyjna.
    Sztuka mówienia tylko tego co trzeba, jest w naszym kraju egzotyką, a sztuka milczenia kiedy trzeba-to abstrakcja nawet niekuriozalna…
    Niemiłe jest też to, że w sprawach, które wykraczają ponad indywidualne wnętrza- wszystko staje się trwałym bytem i trwale wkomponowuje się w nasze przyszłe dzieje…

    Pozdrawiam,Sebastian

  368. owal40 pisze:

    2011-01-14 o godz. 11:09

    „Dlaczego od ponad 20 lat, z małymi przerwami dajemy sobą rządzić idiotom,bęcwałom, dyletantom i czasami psychopatom. Ludziom opętanym tylko i wyłącznie rządzą władzy i przymusem narzucenia swoich chorych poglądów całemu społeczeństwu. ”
    ————————————

    Szanowny Owalu40,

    kłania się powrót do ciągle aktualnego wpisu Gospodarza, w którym cytowany Llosa , jakby Ciebie cytował…

    Pozdrawiam,Sebastian

  369. Gdyby ktoś nie wiedział „co to jest, po wodzie pływa i kaczka się nazywa”
    czyli „Bonifaceci i Bonifacetki na blogu”, to tutaj jest wyjaśnienie:

    http://www.youtube.com/watch?v=O_-4Eh9TVMM

    Pozdrowionka.

  370. Georges53 9.57

    Odp. na kleofas.blogspot.com

  371. „Orteq. MAK zrobił jednak świństwo nagłaśniając sprawę promili u śp.w gen. B. Tym bardziej, że nie miało to ŻADNEGO znaczenia w kontekście przyczyn katastrofy.”

    Masz racje w tym, ze „podochocenie”, tak to po polsku nazwijmy, generala B. nie mialo zadnego znaczenia w kontekscie PRAWDZIWEJ przyczyny katastrofy. (0,6 we krwi to, w mojej jurysdykcji, natychmiastowe zabranie prawka i samochodu)

    Prawdziwa bowiem przyczyna katastrofy byl nieublagany prikaz Genialnego. Potwierdzony jeszcze przez telefon satelitarny: „Ladowac!. Ruskie lza jak psy. Oni chca uwalic NASZA uroczystosc. Trzy dni temu mieli ICHNIA i dlatego lza dzisiaj o mgle. Ladowac bez sluchania tych lgarstw!”

    To ze sp. kaczy przydxpas sie napral, za darmo, juz przy kazionnym sniadaniu nie mialo zadnego znaczenia. On i tak by pozostal przydxpasem konusow, pijany czy trzezwy. I by wykonywal polecenia swojego politycznego guru. I bez znaczenia jest to, ze osobnicy w randze generalow maja za sluzbowy OBOWIAZEK uzywanie wlasnej asertywnosci. Przydxpasy bowiem tak maja, ze wlasnej asertywnosci nie posiadaja. I slepo polecen sluchaja. Wlacznie z tymi o nurkowaniu w przepasc.

  372. Tym razem sprawa jest czysta. Tekst nie znikł od razu tylko uzyskał status „czeka na…itd.” a nie ma go już, tzn. Sokole Oko dopatrzyło się nieprawidłowości, a pytałem tylko czy to gospodarzem blogu jest pan Sławomirski czy Pan Passent i kto płaci za ten blog. To było pewnie zbyt niedelikatne pytanie i rozumiem, że należało zdeletować mój krótki tekst.

  373. Wroc!!

    Odwoluje wszystko co do tej pory napisalem w prawie katastrofy. Raptem doznalem olsnienia dzieki blogowi p. W. Kuczynskiego. Taki komentarz, przez nikogo nie zauwazony, tam padl:

    Grzegorz Zabinski napisał (14 stycznia 2011, o godzinie 08:18):

    „Stery samolotu trzyma pilot, nie kontroler i pilot decyduje, czy podejmie próbę lądowania czy nie. Skoro bez zgody na lądowanie wylądował JAK z dziennikarzami, to obawiam się, że nawet stwierdzenie „zakazuję lądowania” nie powstrzymałoby pilota TU.”

    Kliniczna smierc kapitana Sergiusza Protasiuka nastapila w momencie uslyszenia od zalogi Jaka: „Nam sie udalo”. Od tego momentu byl on dead meat.

    Ze ja sam na to nie wpadlem. Dzieki ci, Grzegorzu Zabinski.

  374. Oczywiscie, nic nie zmienia faktu, ze skazanie na smierc 96 ludzi mialo miejsce o wiele wczesniej. Nastapilo ono podczas podejmowania decyzji o pchaniu gxwna przez szpare. Tj. o ‚koniecznosci” prezydenckiej imprezy w Katyniu. Otwierajacej prezydencka kampanie wyborcza.

    Ta „konieczna” impreza byla zamierzona jako kontr-impreza tej sprzed trzech dni. Jako takowa, musiala byc zresetowana. A znaki zapowiadajace reset byly i na ziemi i w niebie w pelnej okazalosci. Dlatego sp. Szmaja-Szmajdzinski wypowiedzial znamienne slowa, opuszczajac biuro SLD 9 kwietnia: Zegnam was.

    On lecial na impreze kampanii wyborczej. Byl jednym z kandydatow na prezydenta.

  375. Sebastian pisze:
    2011-01-14 o godz. 13:35

    Szanowny Sebastianie.

    ” Diagnoza ” Llosy dotyczy w główniej mierze polityków i najbliższej otoczki.
    Mnie intryguje i jednocześnie przeraża NASZA tj. wyborców niezdolność do racjonalnego /w kwestii polityki/ osądu. Co się dzieje z człowiekiem, że gdy staje przed wyborem politycznym, bardzo często traci zdolność trzeźwego, racjonalnego spojrzenia – przecież nieobcego mu na co dzień. Przecież „zdolność” uleganiu manipulacji czy propagandzie ma jakieś granice. Przynajmniej powinna mieć.

    Pozdrawiam

  376. Komentarz czekał 6 minut.

    Rekord???

  377. owal40 pisze:

    2011-01-14 o godz. 17:21
    ——————————
    Szanowny Owalu40,

    oczywiście, każdy, kto choć trochę ŻYJE, wielokrotnie przeżywa dylematy podone do Twojego w związku na naszą , narodową realnością…
    Swego czasu, podczas medytacji, „zwizualizowałem” w sobie ufoludków, którzy akurat odwiedzili mój kraj , a ja usiłowałem wspiąć się ponad szczyty moich możliwości i w czasie pierwszego kontaktu przybliżyć im meandry i zawiłości naszych polskich stosunków społecznych. I co?. Ja tu się wysilam , żeby im cokolwiek wytłumaczyć, a oni… po jakimś czasie ni stąd ni zowąd wyskoczyli z tekstem:”O co Tobie chodzi? Czemu tak wszystko komplikujesz? U was jest tak jak jest. Pogódź się z tym a wtedy nie znadziesz we Wszechświecie żadnej cywilizacji, z którą się nie dogadasz. Nie szukaj dobra tam gdzie go niema, bo to już nie będzie TA rzeczywistość”…
    Wyobraź sobie, coś takiego…? A z wyglądu-klasyczne ufoludki- 1.20cm wzrostu, w tym połowa to głowy, ślepia, chude szyjki i antybotoksowane usteczka.
    Takie fuj, a takie rezolutne…

    Pozdrawiam,Sebastian

  378. Wszystko to”furda”: katastrofy, stan kolei, OFE, dziura budżetowa, służba zdrowia, zbliżająca się powódź, stan armii, Afganistan, nieobsadzenie ambasad, polska prezydencja w UE itp. “dyrdymały” – teraz surmy bojowe tej “zgrai pseudo-dziennikarskiej” zagrają szparko i bogo-ojczyźnianie, ostro i bojowo (a podłączą się do tej symfonii ochoczo politycy – zarówno “kaczej” proweniencji jak i “platformersi” czyli rządzący – jedni aby tą “muzyką” ogrzewać stare kotlety i zjednywać moherowy lub pół- czy ćwierć – moherowy elektorat pod swój parasol, drudzy – aby tymi surmami pokryć swą indolencję i nic-nie-robienie oraz tym samym odwrócić uwagę od konkretów): mówię o terminie beatyfikacji JP II. Wszyscy zwariują na tym punkcie – już widzę i słyszę Kolendę-Zaleską, Pochankową albo “gwiazdy” Polsatu……. O Schymalli nie wspomnę !
    Show się zacznie już od dziś i trwać będzie do maja – tym łatwiej tej gawiedzi dziennikarskiej będzie “gromić” “ruskich” za Smoleńsk i diabli jeszcze wiedzą za co – Polska jest najlepsza, Polska jest przodującą, Polska jest (i Polacy tym samym !) super, bo mamy papieża – świętego;
    To najważniejszy „news” roku, ba -dekady ! Cały świat stanie w bezruchu, bo Polska tym samym jest jak Chrystus-narodów (to już było, ale nie ważne, powtórzymy !), mesjasz i prorok w jednym. Nie wiem tylko czy K.Wojtyła jest tak tym strasznie usatysfakcjonowany – np. świętym jest też inny Jego poprzednik ze “stolca piotrowego” , bł.Jack Fournier (Benedykt XII) który onegdaj pełnił funkcję wlk.inkwizytora Francji (proces templariuszy) czy św.R.Bellarmin (inkwizytor który skazał na milczenie Galileusza). Ale to tak na marginesie.
    Ciekawe czasy nas czekają. Ciekawe
    WODNIK53

  379. Orteq pisze:

    2011-01-14 o godz. 17:02

    Piszac produkuje adekwatne porownanie; do piszacego?

    ET

  380. antonius pisze:

    2011-01-14 o godz. 15:51
    i znajduje sie dobrym tropie. Moze to cale zamieszanie wynika z koniecznosci postrzegania wszechobecnego spisku. Ja sadze jednak, ze to kwestia serwera, ktory nie wytrzymuje wszystkiego, szczegolnie tropicieli oraz Bonifacetow.
    ET

  381. Sebastian pisze:

    2011-01-14 o godz. 13:31

    Szanowny Sebastianie,
    problemy wynikaja z mieszania (utozsamiania) ekskluzywnosci z ekskluzja. Tak mysla Bonifaceci zapewniajac sobie rzekome miejsce wsrod wybranych. Zjawisko wszechobecne w blogosferze.
    Pozdrawiam.
    ET

  382. Do owal40 pisze:

    2011-01-14 o godz. 11:09

    Widocznie jestesmy wiekszymi „..becwalami, idiortami, dyletantami i czasem psychopatami oraz ludzmi opetanymi kochajcymi przymus bez przymusu..”.

    ET
    PS
    Chcialem li tylo powiedziec, ze wcale nie jestesmy lepsi od rzadzacych, bo tak naprawde to my rzadzimy, nieprawdaz?

  383. do
    Feliks Stychowski pisze:

    2011-01-14 o godz. 10:50

    Gdy do cytryny dodamy imbiru i tekili, to wyjdzie na nasze Panie Stychowski.
    Pozdrawiam w imie bylej sympatii.
    ET

  384. Z jakimś dziwnym uporem piszący tu korzystają z Worda i uskarżają się na zamianę „cudzysłowów” na ?pytajniki?, na posyłanie całych tekstów w siną dal i nadal nie próbują innej metody. ;(
    A ja, kiedy chcę nad tekstem popracować piszę go po prostu w programie pocztowym, zaznaczam całość i wklejam w okienko.
    Tekst wchodzi bez zniekształceń.
    Pisałam o tym już kiedyś, ale jak widać przyzwyczajenie jest drugą naturą.
    No to powodzenia w zapasach z Wordem 😆

  385. O polskim burdelu……
    http://www.tvn24.pl/0,1689513,0,1,na-pokladzie-tu_154-byl-wazny-certyfikat-drugiego-tupolewa,wiadomosc.html

    Dwa certyfikaty, żaden nie dotyczący tej maszyny…..
    Z wojska pamiętam, że przynajmniej papiery musiały się zgadzać!!
    Dość niefrasobliwe podejście do życia ludzi?

    Wotum nieufności dla Klicha…..
    Jestem za!!!
    Chęć szczera i koneksje nie pokryją niekompetencji, choć usprawiedliwieniem może być inercja układu MON.
    Sikorski pozbył się przynajmniej brzuchatych pułkowników, nie mających szans na zaliczenie testu sprawności fizycznej. Klich niestety nie dorósł do roli……
    Stara, warte przeczytania:
    http://www.altair.com.pl/start-4439

  386. ” owal40 pisze:
    2011-01-14 o godz. 17:28

    Komentarz czekał 6 minut.

    Rekord???”

    No, chyba masz rekord! – w porównaniu z 6-8,10 godzin czekania!
    „Łaskawcy dopuścili!” -rzekłby Dostojewski…

    Pozdrowionka.

  387. Co do wcześniejszych uwag, jeszcze jedna i bodaj, najważniejsza:
    Bonifacy, to kot – podlega szczególnej ochronie!
    Proszę nie atakować bez powodów!
    Zaangażowana jest Liga Ochrony Kotów!
    Jak ktoś zacznie miauczeć, to Bonifacy może się „wstrząsnąć”, prychnąć
    i prysnąć „po kociemu”!
    Poszukiwania są kosztowne i z reguły obciążają tego, kto Bonifacego
    wystraszył!
    A my cynamony,
    z rodziną bonifaców, mamy wieloletnią umowę o
    nieagresji i niesukcesji, w przypadku ataku z zewnątrz!
    Rechtsanwalt (adwokat) też jest wspólny!
    No, co mogę Wam jeszcze więcej powiedzieć?!

    Jak nic, to …

    Pozdrowionka.

  388. Szanowny Panie Sebastianie

    ” A tak, trzeba turlać przed sobą tą beznadziejną taczkę z nazbieranymi w niej strzępami siermiężnego, żałośliwie dumnego i “radosnego” patriotyzmu…”

    Dlatego europejska integracja wydaje sie byc atrakcyjna dla Polakow.
    Uwalnia od nacjonalizmu i Watykanu.
    Jestem optymista.

    Slawomirski

  389. antonius (2011-01-13 o godz. 23:55)
    ***Jagienka Wilczak zadaje dobre pytanie… pytania nie zauważyłem***

    Zauwazylem, ze nie zuwazyl Pan pytania. Bo napisal Pan ‚dobre pytanie’ podczas gdy bylo ono pytaniem b. niedobrym. Swiadczylo bowiem o niskim poziomie dziennikarskim zadajacej to pytanie redaktorki pisma znanego z najwyzszego poziomu.

    Pytanie pani Jagienki Wilczek brzmialo:

    „Czy Rosjanie celowo zlekceważyli polskie władze, przyczyniając się do kolejnego zamieszania na polskiej scenie politycznej?”

    Po podskokach premiera w krotkich spodenkach na temat projektu raportu, ja bym sie wstydzil takie pytanie postawic. A juz uwaga o spowodowaniu przez Rosjan kolejnego zamieszania na polskiej scenie politycznej spycha poziom dziennikarstwa tego artykulu „Polityki” na samo dno jaru smolenskiego.

  390. ET (2011-01-14 o godz. 18:43)

    **Orteq pisze: 2011-01-14 o godz. 17:02
    Piszac produkuje adekwatne porownanie; do piszacego? ET**

    W poscie z 17:02 udalo mi sie nie popelnic zadnego porownania. Odlocik mielismy?

  391. Orteq pisze:
    2011-01-14 o godz. 16:53
    …uslyszenia od zalogi Jaka: “Nam sie udalo”.
    ——————————————————–
    …podobno jeszcze powiedziano”… możecie spróbować…”
    Jak próba to próba.

  392. Drogi Panie Antoniusie!

    Niezaleznie od tego co przed kilkoma minutami do Pana napisalem chce takie oswiadczenie zlozyc:

    Nieustajaco podziwiam Panskie naukowe podejscie i szczegolowa analize procesu spadania Tu-154. Napewno ma Pan najbardziej sluszna ze wszystkich najsluszniejszych racji w tym temacie. Ja bym tylkoniesmialo proponowal wniesc mala poprawke do Panskiej trajektorii spadania pisowskiego „Lotu na Katyn”:

    poczatek spadajacej trajektorii nastapil jeszcze przed startem tego poronionego lotu. To jest sedno tragedii smolenskiej.

    Cala pozostala reszta sie zgadza.

  393. ANCA_NELA pisze:
    2011-01-14 o godz. 19:17
    Próbowałem różnych metod. Do blogów Passenta i Paradowskiej bez pudła wchodzą *.odt i *.txt z Open Office’a, do „Zepsutego magnetofonu” nie, a to też Polityka. Program pocztowy jest dość niewygodny. Znikanie tekstów w kosmosie chyba nie ma z tym związku. Może jest tak jak w FBI lub CIA czy inne cholery amerykańskie, że program nie lubi specjalnych wyrażeń? Wtedy i pocztowy nie pomoże.

  394. Orteq pisze:
    2011-01-14 o godz. 21:23

    antonius (2011-01-13 o godz. 23:55)
    ***Jagienka Wilczak zadaje dobre pytanie… pytania nie zauważyłem***

    Drogi Ortequ! Czy widzisz te trzy gwiazdki (niegeneralskie)??? Tak piszę cudze cytaty. Nawet nie wiem czy to Pana cytat, czy kogoś innego. Nazwisko Jagienki też zapomniałem. Przestałem panować nad morzem komentarzy. Nie oceniałem pytania, na które nie zwróciłem uwagi. Patrzyłem tylko na ewidentne błędy rzeczowe z tymi wysokościomierzami. Tam pani redaktor dała plamę. TVN24 skopiowała duży fragment wywiadu bez podania źródła, nawet z identyczną literówką.

  395. ET pisze:

    2011-01-14 o godz. 18:50
    Sebastian pisze:

    2011-01-14 o godz. 13:31

    Szanowny Sebastianie,
    „problemy wynikaja z mieszania (utozsamiania) ekskluzywnosci z ekskluzja. Tak mysla Bonifaceci zapewniajac sobie rzekome miejsce wsrod wybranych. Zjawisko wszechobecne w blogosferze.
    Pozdrawiam.
    ET”
    ——————————————————–

    Szanowny ET,

    jestem przekonany, że ci, którzy są już na takim etapie, za dwa trzy pokolenia uwolnią się od podobnych emocji, a wtedy samomumifikowanie w nich ustanie, a w niektórych nawet się cofnie. Dwa trzy pokolenia i będzie spoko…Pozostała reszta gatunku, licząc od „kreski” w dół, póki co , będzie się modlić do jasełkowych laleczek a dodatkowo będzie oglądać telewizję , jako zaprawę w dopełnianiu swoich światopoglądów. W każdą zimę będzie padał śnieżek, latem deszczyk a WCZORAJ od DZISIAJ będzie się różniło wyłącznie gadżetami i przystosowaniem się do nich przyszłych pokoleń.
    Indywidualny rozwój pozostanie tradycyjnie constans plus -minus…

    Pozdrawiam,Sebastian

  396. Wodniku53
    Jakie tam ciekawe czasy? Nudne jak flaki z olejem. Schymalla gledząca godzinami z Gowinem, Terlikowskim i Pieronkiem o kremowkach wadowickich albo wzruszeniach pod oknem. Przecież to będzie trwało lekko z pół roku. Chwala Bogu, że nie oglądam od IVRP tej telewizji.
    Pozdrawiam

  397. Slawomirski pisze:

    2011-01-14 o godz. 20:43
    „Dlatego europejska integracja wydaje sie byc atrakcyjna dla Polakow.
    Uwalnia od nacjonalizmu i Watykanu.
    Jestem optymista.”
    —————————————————

    Szanowny Panie Sławomirski,

    muszę zachować się beznadziejnie i paskudnie , za co z góry Pana przepraszam.
    Ja jako niepoprawny, chorobliwy optymista, podważam słuszność Pańskiego optymizmu. „Szybkim” argumentem na moją korzyść, może być chya to, że Pan jest TAM, ja ja TUTAJ w środku…
    Z tąd widać takie „jaskóki” jak:
    – komisja majątkowa się obłowiła, więc skończyła się „liberalizacja”/zagonienie za mamoną KK/
    -Ap Nycz- baaardzo zaprzyjaźniony z pewnym prominentnym myśliwym, dla wyrówanania pozycji pertraktacyjnej , został awansowany w tryie natychmiastowym do rango kardynała
    – dla wzmocnienia świętości KK święto „Trzech Króli” podarowano , na koszt państwa rzeszom pracującym na balangowanie,
    – od stycznia , tego roku, obowiązuje ustawa o ochronie różnych mniejszości oraz uczuć religijnych/!/
    -w trybie ekspresowym centrala przyklepała świętość JPII

    Jeśli to powyżej, mówi Panu to co mnie, oraz gdy do tego dorzucimy „burczące” tendencje kryzysowe w Europie z „ratunkowym inwestowaniem w „technologiczną” Europę ciężkich pieniędzy- a Pan pozostanie przy swoim optymiźmie- to z czystym oddaniem, przyznam otwarcie ,że jest Pan większym optymistą odemnie.Tylko co nam, któremukolwiek , po takich targach. Panu , szczęśliwie może to być zupełnie obojętne, a ja , kiedy w każdych warunkach, nie obronię swojego optymizmu, to będzie tylko znaczyło, że moja karma przeminęła…

    Pozdrawiam,Sebastian

  398. Sebastian pisze: Twój komentarz czeka na akceptację.

    2011-01-14 o godz. 22:59
    Slawomirski pisze:

    2011-01-14 o godz. 20:43

    ———————–
    Przepraszam, powinno być tak:“ratunkowym inwestowaniem w “technologiczną” Europę ciężkich pieniędzy PRZEZ CHIŃCZYKÓW”

    Sebastian

  399. Sławomirski,

    piszesz jak uduchowiona licealistka, więc powiedz wreszcie, co się z Tobą stało, no co?
    Czyżbyś jakieś śluby językowej czystości złożył?
    Jak to będzie z tą pikanterią językową od której uginał się ten blog, a bez ktorej barwa języka ojczystego ucierpi nieodwolalnie?
    Co się stało z silnym człowiekiem z Polski, który upodobał sobie, jako miejsce kompletnego spełnienia, kraj nieograniczonych możliwości?
    Ty tam, a w kraju gore!
    Muszę się z tym problemem przespać.

  400. Dlaczego tragicznie zmarly Prezydent RP nie pojechal pociagiem /klasy lux/
    razem z rodzinami katynskimi ? Przeciez to byla wizyta upamietniajaca
    22.OOO Polakow zamordowanych podczas II wojny swiatowej, a nie wizyta
    tej rangi i znaczenia, ktora odbyl Premier RP na oficjalne zaproszenie rzadu
    Rosji ? Czlonkowie pomordowanych Polakow w Katyniu pojechali pociagiem,
    i logika podpowiada, ze ta wizyta byla najwazniejsza dla nich, a nie dla
    najwazniejszych osob w panstwie, na czele z Prezydentem RP. Totalny blad.
    Tragicznie zmarly Prezydent RP popelnil niewybaczalne posuniecie, wysuwajac
    sie przed Rodziny Katynskie. On powinien pojechac z nimi pociagiem wraz
    z generalicja, poniewaz w Katyniu zamordowani zostali ich poprzednicy, czyli
    oficerowie Wojska Polskiego. Ta wizyta w Katyniu miala uswiecic i uszanowac
    czlonkow Rodzin Katynskich, a nie urzedujacego Prezydenta RP. Oficjalna,
    panstowa wizyte zlozyl trzy dni wczesniej Premier RP. Urzedujacy Prezydent
    Rzeczypospolitej Polski bezwzglednie powinien pojechac pociagiem wraz Rodzinami Katynskimi. On w tym momencie nie byl najwazniejszy, pomimo
    swojej rangi w panstwie. Prezydent RP popelnil tragiczny blad nadajac wizycie
    zupelnie niewlasciwy wydzwiek. Niewykluczone, ze taka podroz pociagiem
    bylaby dla Rodzin Katynskich niezapomnianym przezyciem. Pojechaliby razem
    ramie w ramie z Prezydentem RP i byc moze ich okropny bol na mysl o bliskich
    pomordowanych na rozkaz Stalina choc w najmniejszym stopniu przyniosl by
    im ulge. Nikt o tym nie pomyslal w Kancelarii Prezydenta RP. Liczylo sie tylko
    jedno ! Pokonac w wyborach Bronislawa Komorowskiego, a pozniej Donalda
    Tuska. I tak byc moze by sie stalo. Podroz Prezydenta RP z Rodzinami, ale
    wspolnie, w tym wypadku pociagiem, przynioslaby Lechowi Kaczynskiemu
    chwale i uznanie spoleczenstwa. Moim skromnym zdaniem, wtedy Prezydent
    Lech Kaczynski zostalby ponownie wybrany ne ten urzad. Jego brat, Jaroslaw
    juz nie byl w stanie wygrac wyborow. Dlaczego ? Ta niewyobrazalna tragedia
    w ogole nie musila miec miejsca.

  401. ET pisze:

    2011-01-14 o godz. 09:46

    Szanowny Panie ET

    Bonifaceci zbierali datki na TPPR a bonifacetki im pomagaly.
    Zastanawiam sie ilu ich bylo w Polityce towarzysza Rakowskiego i czy popijali herbare gruzinska podczas wieczorow poswieconych czytaniu poezji radzieckiej.

    Slawomirski

  402. W nawiazaniu do WODNIK53 (2011-01-14 o godz. 08:3), a przede wszystkim do Orteq (2011-01-14 o godz. 16:53):

    „Kliniczna smierc kapitana Sergiusza Protasiuka nastapila w momencie uslyszenia od zalogi Jaka: “Nam sie udalo”. Od tego momentu byl on dead meat”

    takie uzupelnienie wnosze:
    http://www.youtube.com/watch?v=4nykH7P3JIw&feature=related

    Abstrahujac od wszelkich naciskow i generalskich wodek wypitych na sniadanie, kapitan pilot Protasiuk mial przechlapane po uslyszeniu, ze Jakowi udalo sie wyladowac we mgle. On nie mial innej alternatywy jak probowac, za przykladem Jaka sprzed godziny, czy i jemu sie nie uda. Niestety, szczescie mu nie dopisalo.

    Nam dzisiaj nic innego nie pozostaje jak zwalac wine za wszystko na Ruskich. Rowniez i za to, ze nie zabroniono Jakowi ladowania. Oraz za to, ze Jakowi sie udalo, choc z niemalym trudem, wyladowac. Bo gdyby sie nie udalo, to prezydencki Tu-154 nie musialby probowac tego poronionego ladowania bez zadnej widocznosci. On by spokojnie odszedl na drugi krag i dzisiaj nie byloby sprawy.

    A wybory prezydenckie Komorowski by wygral z Lechem Aleksandrem jeszcze latwiej niz mu to poszlo Jaroslawem. Po kompromitacji ze spoznieniem, praktycznie kasujacym uroczystosc w Katyniu, z racji zastepczego ladowania w Minsku czy Witebsku, Lech Kaczynski nie mial szans na bojowe otwarcie kampanii wyborczej 10 kwietnia. Przegrana, i to sromotna, w wyborach z hrabia, zgodnie z prognozami, bylaby jak w banku.

    Dzisiaj Kaczory, oba cale i zdrowe, kwakalyby, plujac i sepleniac, z autu a nie z pod pomnikow czy z sarkofagu. Dramatyzm kwakania bylby zaden. zas popularnosc kaczyzmu bylaby juz na samym dole rowni pochylej. Czyli, demokracja w III RP wygladalaby prawie ze normalnie. Pozostalby tylko anachronizm w postaci pana ministera Kuczynskiego. Wciaz obsesyjnie walczacego z „Chwastem”, ktorego sam sobie pan minister zasadzil. Rekomendujac Lecha Kaczynskiego na ministra sprawiedliwosci. Asertywnoscia pan minister nigdy nie grzeszyl.

    Dlatego to katastrofe smolenska powinnismy uznac za najwieksza tragedie narodowa. Nie bedzie w tym najmniejszej przesady.

  403. Szanowny panie redaktorze

    Kawa z Greco przy Schodach Hiszpanskich oczyszcza z komuszych mysli.
    Woda z cytryna szkodzi na usmiech. Nie jest mi do smiechu gdy czytam panskie slowa o zwyciestwie demokracji w Rosji. Kogo chce pan oszukac?
    Siebie? Mnie? Ich?

    Slawomirski

  404. Ancymon zachorowal na liczbe mnoga.
    Samolubnie rozmnaza sie przez paczkowanie.

    Slawomirski

  405. wiesiek59 pisze:

    2011-01-14 o godz. 19:27

    Szanowny Panie wiesiek59

    Moze jest wiec czas najwyzszy aby zaczac krytykowac redaktora Passenta? Utyskiwanie na Polske niczego nie zmieni.

    Slawomirski

  406. Już się boję, co to się będzie wyprawiało w mediach wszelakich z racji wyniesienia na ołtarze.
    Gdzie nie spojrzeć to kremówka papieska, kremówka wadowicka…
    A ja się pytam gdzie się podziała poczciwa napoleonka?
    Pamiętam ją z młodych lat.
    Kwadrat; pomiędzy dwoma warstwami francuskiego ciasta gruba warstwa kremu, posypane grubą warstwą cukru-pudru.
    Pod łyżeczką, czy widelczykiem ciasto stawało dęba, cukier się rozsypywał, krem wyłaził bokami… jednym słowem – nie lubiłam tych ciastek jeść, choć były smaczne. Jak już byłam w cukierni, to wolałam eklerkę… krem ten sam, ciasto trochę inne, ale nie było się posypaną tym pudrem, ani nie wciągało się go nosem przez przypadek.

    Niestety, najbliższe miesiące widzę jak niekończący się ciąg dużych tac pełnych napoleonek… ups!!! kremówek papieskich – wadowickich.
    Można z samej imaginacji przytyć ze trzy kilo!

  407. WULKAN (2011-01-15 o godz. 02:16)

    **”Dlaczego tragicznie zmarly Prezydent RP nie pojechal pociagiem /klasy lux/ razem z rodzinami katynskimi ? Przeciez to byla wizyta upamietniajaca 22.OOO Polakow zamordowanych podczas II wojny swiatowej, a nie wizyta tej rangi i znaczenia, ktora odbyl Premier RP na oficjalne zaproszenie rzadu Rosji ? Czlonkowie pomordowanych Polakow w Katyniu pojechali pociagiem, i logika podpowiada, ze ta wizyta byla najwazniejsza dla nich, a nie dla najwazniejszych osob w panstwie, na czele z Prezydentem RP. Totalny blad.”**

    Czegos ty tu nie panial, drogi Wezuwiuszu. Nie bylo zadnego totalnego bledu. Kaczory pchaly to gxwno przez szpare nie dla uczczenia 22.000 tysiecy pomordowanych Polakow. Oni to robili w celu gromkiego, antyrosyjskiego rozpoczecia prezydenckiej kampanii wyborczej. Bo tylko w tym widzieli jakas szanse na zwyciestwom w wyborach prezydenckich. Inaczej to prognozy im dawaly taka sama szanse jaka sie daje gxwnu, ze sie w miod obroci.

    A z tym pchaniem ludzi na jazde pociagiem to musze ciebie, niedyskretnie, zapytac: czyzbys myslal, ze masz jakies udzialy w PKP? Nawet jakby tak i bylo, wbrew polskim realiom socjalistycznego kapitalizmu, to zapomnij o jakichkolwiek dywidendach z tej twojej inwestycji bezrozumnej. Min. Grabarczyk juz sie o to postara, zebys na wieki wiekow pozostal Zablockim. Ze swoim mydlem w parniku.

  408. Anca_Nela
    Pozwolę sobie wprowadzić Cię w nastój kremowek wadowickich cytatami z wiszącego od wczoraj jako news dnia (drugiego już dnia) artykułu na onecie. Ten słodki i mdlący lukier będzie nas zaklejał przez najbliższe pół roku.
    ” …od tysiąca lat nie zdarzało się, by panujący papież wynosił na ołtarze swego bezpośredniego poprzednika. Benedykt XVI zgodził się, by proces beatyfikacyjny Jana Pawła II rozpoczął się wkrótce po jego śmierci, nic więc dziwnego, że on sam przewodniczyć będzie ceremonii, która odbędzie się 1 maja. Tego dnia w tym roku przypada Niedziela Miłosierdzia Bożego, święto ustanowione przez papieża Polaka, ale – jak podkreśla „Corriere della Sera” – „szeroki świat uzna tę datę za właściwą na wyniesienie na ołtarze papieża robotnika”. Papież, który w wieku 20 lat był robotnikiem i który czcił godność pracy ludzkiej w trzech encyklikach, zostanie beatyfikowany 1 maja – zauważa watykanista „Corriere della Sera”. Kładzie on nacisk na symbolikę tego dnia w wyborze daty wyniesienia na ołtarze. „Nie taka była intencja tego, kto wybrał tę datę, mającą uzasadnienie biograficzne i liturgiczne, ale tak czy inaczej ten zbieg okoliczności nabiera mocnego znaczenia” – ocenia watykanista Luigi Accattoli w komentarzu „Wybór święta ludzi pracy dla papieża robotnika”, opublikowanym w największej włoskiej gazecie….” Accattoli podkreśla, że wprawdzie w tym roku, tydzień po Wielkanocy przypada wtedy uroczystość Niedzieli Miłosierdzia Bożego, zgodnie ze zwyczajem wprowadzonym przez polskiego papieża, to „szeroki świat uzna 1 maja za właściwą datę dla papieża robotnika”
    Anca_Nela – Ducha nie gaśmy!

  409. @ „Kartko z podróży” z dn. 14.01.2011. h; 22.39.
    Do Schymali ( z TV publicznej) dołącza wcale od niej nie gorsza w „tej branży”, niezrównana w swych uniesieniach, ochach i achach (jakby jej po udach ciekła „orgazmowa” wydzielina z …… nie będę obsceniczny) Małgorzata Zienkiewicz z PolSat-u. Przecież jej wczorajsze (a i wcześniejsze także) „zajawki” o rychłej beatyfikacji JP II to istna „kopulacja” – oczywiście w wymiarze wirtualno-emocjonalno-retorycznym. I to na „wizji”……
    Ja w ogóle „odpuściłem” „nasze” rodzime telewizje – obrzydły mi zarówno Schymale, Terlikowskie, Gowiny, jak i Pochanki, Rymanowskie, „blon-Monisie”, Zienkiewiczowe i cały „ten intelektualno-żurnalistyczny” chłam produkcji made in Poland.
    Wolę posłuchać wiadomości ze świata po rosyjsku lub niemiecku (albo – i) – bo u nas to istna „peryferia”: jak nie Katyń i Smoleńsk, to rocznica stanu”W”, jak nie JP II lub Popiełuszko (i ciągle „uduchowienia”, biskupy,egzorcyzmy, msze i pielgrzymki – a rzeczywistość jest coraz bardziej nienawistna, złość klasy politycznej podsycana przez „war-pigs” dziennikarstwa, aż wylewa się z ekranów) to Kempa, Hoffman, Macierewicz, a JarKacz na czele, rodziny Smoleńskie itd. itp. Horror, tragi-farsa, obłęd. Dziki kraj, a w zasadzie – w tej dzikości (jak rzekł słusznie „Miro” Drzewiecki) infantylny do niemożliwości. W głowach tylko „dymy”, mesjanizm, obnoszenie się ze swa duma i wielkością, pomieszane z umiłowaniem klęsk i niesprawiedliwością jaka od wieków tego Chrystusa-narodów spotyka. Nie mogę !!!!!!
    A wg mnie – ciekawie to w tym kontekście = śmiesznie, tragi-komicznie i z pogranicza aberracji.
    Pozdrawiam Cię sąsiedzie z Dolnego Śląska.
    WODNIK53

  410. Polskie Radio popsuło mi dzisiaj urok porannego, weekendowego śniadania. Zazwyczaj słuchamy stacji lokalnej bez wielkiej polityki. Dziś zięć nastawił nie wiadomo po co Trójkę, wyłączył radio i poszedł. Ja włączam radio i ku memu zaskoczeniu słyszę znajome głosy z Warszawy, a nie z Koźla. Słyszę Kuchcińskiego plującego jadem na MAKówki i Tuski, dołączyła się pani Jakubiak, gadając zdecydowanym głosem, jak zwykle, pierdoły. Zanim wyłączyłem radio zorientowałem się, kogo prowadząca zaprosiła. Pełny garnitur szczekaczek PIS’u (nowego i starego) oraz dla „parytetu” Arłukowicza i jezuicko szarmanckiego Gowina, bez szans na przebicie się w harmiderze znawców prawa międzynarodowego i problemów awiacji – pisowskich ekspertów jak z koziej d… trąba, wspomożonych dzielnie przez dziennikarkę. Nawet rozsądnie mówiący (na ogół) lekarz z SLD nie miał szans na przebicie się ze swoim zdaniem. Zrezygnowałem z pogorszenia choroby wrzodowej i nacisnąłem odpowiedni przycisk – i zapanowała tak łagodząca cisza. Nie był to przycisk TAWS, lub inny (barycznego przyrządu) więc awarii w kuchni nie było, nawet żona nie protestowała, choć nie milczała, tylko nieco komentowała usłyszane opinie. Prawie doszliśmy do kompromisu, co należy uznać za jedyny pozytywny element tej pomyłki (a może podstępu) zięcia? Wiadomo – wątróbka nie mięso, a zięć nie rodzina. Może chciał nam popsuć weekend?
    Quoi qu’il en soit – jak mówią Rosjanie – naszły mnie ciągoty filozoficzne i zacząłem się zastanawiać nad psychologicznymi aspektami drogi do katastrofy lotniczej w Smoleńsku (i Mirosławcu). Niestety nie wymyśliłem niczego nowego. Wszystko już ktoś napisał na blogach „Polityki” o sprawie kultury sąsiadujących narodów słowiańskich (99.99% odpowiedzialnej za katastrofę) i parę drobiazgów „promilowych” (0.6?). Pomyślałem sobie, że jako laik, ale amator „lexów” przez cale życie, mogę się zastanowić co dalej – po MAK’u – na czym może bazować prokuratura, a później polski sąd przy próbach uzyskania odszkodowań dla pozostałych rodzin ofiar, bo podobno jedna już się nieźle nachapała. Rzecz jasna, na prawie międzynarodowym i ustalonych konwencjach oraz na zawartych w prawie procedurach. Wtedy ogarnęło mnie rozgoryczenie i prawie zniechęcenie, bo nie widzę światła w tym tunelu. Prawo w tej materii nie jest spójne, procedury nieustalone, w najlepszym przypadku hybrydy cywilno-wojskowe, a rosyjska prokuratora wybierze to co jej odpowiada, polska co innego i nie ma wyjścia z tego galimatiasu, bo nie wierzę , aby prawnicy byli zdolni do logicznego myślenia i wypracowania kompromisów, które muszą być nieco „przesunięte” względem napisanego paragrafu. Sytuacja jest w zasadzie bez wyjścia, a zdrowego rozsądku nie spodziewam się w świecie (światku), gdzie reprezentanci rożnych interesów obrzucą się paragrafami z niespójnego prawa.
    Weźmy chociaż prosty pozornie problem: Czy lot wycieczkowy tupolewa był cywilny czy wojskowy? Obowiązujące procedury i wymagania do osób i rzeczy są przecież inne. Polski pilot wojskowy może lądować na drzwiach stodoły, jeśli generał każe, a pilot cywilny potrzebuje sprawnego samolotu i odpowiednio wyposażonego lotniska (w profesjonalnych kontrolerów i urządzenia).
    Jest to problem podstawowy, który należy rozwikłać i nie jest to prawdopodobnie możliwe. Tylko pozornie jest to dzielenie włosa na czworo. Nie ma to też związku z raportem MAK’u, która głównie z nazwy jest międzynarodowa, był tam też ekspert polski, ale ona nie rozstrzyga problemu winy; analizując przyczyny katastrofy daje właścicielowi samolotu (ewentualnie też lotniska) dobre rady, co należy zmienić w ludziach i sprzęcie, aby taka katastrofa się nie powtórzyła (Mirosławiec + Smoleńsk – dwa bratanki, a właściwie siostry!). Raport Mak’u nie obowiązuje prokuratur ani sądów przy orzekaniu winy za straty w ludziach i sprzęcie, jest tylko wskazówką, gdzie szukać winnych, bo wiadomo, że na każdego znajdzie się paragraf (o tym już wiedział Ziobro w przypadku Blidy czy doktora G.). W tym miejscu już nie może być mowy ani o zdrowym rozsądku, ani o kompromisach. W procesie sądowym liczy się każde słowo w „literze” prawa, nawet miejsce postawienia przecinka, a „duch ” prawa jako ulotna istota, objawia się każdemu prawnikowi inaczej, a może być zastąpiony lub zwalczany tylko precedensami w postaci prawomocnych wyroków w podobnych sprawach i to najlepiej z orzeczeń Sądu Najwyższego , BO TEN „PRAWDZIWY”, NAJWYŻSZY SĄD JUŻ WYDAŁ WYROK I WYKONAŁ EGZEKUCJĘ. POZOSTAJĄ MODŁY, PIELGRZYMKI I MARSZE Z POCHODNIAMI I KRZYŻAMI, ABY ZAGŁUSZYĆ SUMIENIE .
    Uwaga: Capslock przycisnąłem przez pomyłkę (jak TAWS w kokpicie?), ale gdy widziałem efekt postanowiłem zostawić tę ekspresję, wyrażoną dużymi literami, poprawiłem tylko kilka małych liter.
    Musiałbym tylko dorzucić, że Najwyższy Sędzia nie uwzględnił prawa do życia niewinnych pasażerów, ale to mnie nie dziwi, ten typ tak ma!
    Inne przykłady ważnych i nierozwiązalnych spraw prawnych podam później, mam chwilowo dość Smoleńska.

  411. ANCA_NELA pisze:
    2011-01-15 o godz. 09:02
    Szanowna Nello (nie Rokita!)!
    Absolutnie potwierdzam każde słowo, każdą obserwację, miałem dokładnie taki sam stosunek do „generalskich” ciastek. Eklerki – si, ale jeszcze lepsze były we Francji „pierdnięcia mniszek” – czekoladą oblane dwie kulki z kremem, maleńka na dużej.
    Piszę to co piszę i tylko wzdycham, musiałbym zwiększać dawkę insuliny, na samą myśl podskakuje mi cukier!

  412. PS
    Wadowickich kremówek nie znam.

  413. Nelu!
    Z Janem Pawłem i Jego świętością będzie dokładnie to samo, co z naszym świętym Stanisławie – szerzej napisałem na ten temat w swoim poprzednim blogu
    http://torla.blog.interia.pl/?id=1213146
    ale reasumując, beatyfikacja Stanisława trwała 200 lat i ni cholery nie można było znaleźć jakiegoś cudu. To właśnie w przypadku tej beatyfikacji powstało cudowne stanowisko o nazwie „advocatus diaboli”. Z naszym Papieżem jest dokładnie to samo.

  414. „….beatyfikacja Stanisława trwała 200 lat i ni cholery nie można było znaleźć jakiegoś cudu. „…
    Jak to „nie można było znaleźć jakiegoś cudu” ? A zmartwywstanie Piotrowina to w kij dmuchał ?
    A, że tamten cud z tych „dętych” ?
    Czy tylko ten ? 😉

  415. Nie bardzo rozumiem co komu przeszkadza ekspresowa beatyfikacja JPII, wyznaczona w dodatku na taką czy inną datę. Z tego, co się orientuję po wpisach, to nie są to ani Wasze małpy, ani Wasz cyrk. Nie mój również. Dla większości Polaków JPII i tak jest już święty, a więc proces watykański to tylko formalność. Poza tym przecież Wam i mi jest obojętne kto i kiedy, i za co idzie na ołtarz, i dalej.

    Zgoda, będzie cyrk medialny, ale czy to aż taka nowość w twającym od lat przedstawieniu, ta tematyka JPII i jego drogi do nieba ? Chyba nie. Przeżyliśmy nie takie zakręcenia.

    Nie nasze małpy, nie nasz cyrk. Żyj po swojemu i takoż i daj żyć innym. Póki co nie gonią kijami na zbiorowe msze dziękczynne i nie organizują obowiązkowych pielgrzymek do Wadowic czy do Rzymu z konwojentami w sutannach.

    A w cukierni zawsze można poprosić „o to ciastko z kremem”, wskazując je jednoznacznie palcem, choć to ponoć nie ładnie…

    Pozdrawiam.

  416. Torlinie
    Nie jesteś na bieżaco – cud już jest. Jest nim niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia nagłe uzdrowienie z choroby Parkinsona francuskiej zakonnicy Marie Simon-Pierre. Dekret o uznaniu cudu podpisał wczoraj papież Benedykt XVI.
    Tym samym możemy się już zapisywać na uroczystości beatyfikacyjne do Rzymu. Ci dla których miejsc zabraknie w pielgrzymich autokarach mogą wziąć udział uroczystościach z okazji Święta Bożego Miłosierdzia, które odbywają się w sanktuarium w Łagiewnikach. Na terenie sanktuarium zainstalowane zostaną specjalne telebimy, na których będzie można obserwować przebieg beatyfikacji. Po południu 1 maja w dolnym kościele Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się” odprawiona będzie msza św. dziękczynna za beatyfikację i wielki koncert. A ci którzy nie dotrą do telebimow w Łagiewnikach będą mieli okazję przeżywać zdarzenie przed domowymi telewizorami – uroczystość z Rzymu będzie relacjonował niezawodny redaktor Kraśko. Uroczystość trwać będzie również w drugiej połowie roku. Wtedy to z okazji rocznicy urodzin Jana Pawła II, odbędzie się wielkie, ogólnopolskie składanie w centralnej kaplicy dolnego kościoła powstającego na terenie Centrum najcenniejszej relikwii JPII – ampułki z krwią, którą pobrano w trakcie tracheotomii. Ampułka z krwią będzie miala unikalny charakter, bo BXVI zadecydował, że ciało JPII nie zostanie podzielone na inne relikwie. Po beatyfikacji trumna z ciałem zostanie przeniesiona z Grot Watykańskich do kaplicy św. Sebastiana Bazyliki świetego Piotra. W prawej nawie świątyni, między Pietą Michała Anioła a kaplicą Najświętszego Sakramentu rozpoczęto już prace przygotowawcze polegające na usunięciu zwłok Innocentego XI – JPII będzie leżał na jego miejscu. Gdzie będzie leżał Innocenty XI niestety nie podano.
    Tak więc uznanie cudu nie trwało 200 lat. Natomiast uroczystości mogą tyle potrwać.
    Pozdrawiam

  417. NIECH SIĘ ŚWIĘCI PIERWSZY MAJA!!!

    Mnie najbardziej cieszy, że już nie będzie jakichkolwiek zakusów na zlikwidowanie dnia wolnego od pracy 1-go maja. 😆
    Nie trzeba będzie z ambony opowiadać o Józefie – robotniku 😀
    Dostaliśmy niechcący całkiem gotowy świąteczny, wolny od pracy dzień.
    To dość specyficzny zbieg dat i okoliczności.
    Niech kto powie, że Pan Bóg nie ma poczucia humoru!

  418. „Wiadomo – wątróbka nie mięso, a zięć nie rodzina ”

    „W głowach tylko “dymy”, mesjanizm, obnoszenie się ze swa duma i wielkością, pomieszane z umiłowaniem klęsk i niesprawiedliwością jaka od wieków tego Chrystusa-narodów spotyka. ”

    Skoro wszyscy w kolo Macieju to ja tez .
    Istnieje teoria , ze wszyscy rodzimy sie z komorkami rakowymi zeby natura mogla nas latwo wyeliminowac kiedy juz nie jestesmy jej do niczego potrzebni.
    Czekajac na Jaco , (wnuka) trzeba sie ratowac malbec -iem Schubertem i …. (z nimi to nigdy nie ma pewnosci , zwlaszcza teraz kiedy sypie)

  419. Slawomirski pisze:

    2011-01-15 o godz. 06:24
    Szanowni Panie Slawomirski,
    epigoni Lizakowych Ludzi Bonifaceci ciagle nie potrafia myslec samodzielnie. Nuzy mnie powtarzanie wiadomosci porannych wieczorem, wieczornych rano.
    Pozdrawiam.
    ET
    PS
    W Rosji panuje demokratura.

  420. do Sebastian pisze:

    2011-01-14 o godz. 22:36
    Szanowny Sebastianie,
    dlatego tez obdarzony jestem duza dawka cierpliwosci i nie podniecam sie wydarzeniami opisujacymi codziennosc. Czytam jednak wiecej gazet codziennych od Passenta. Masz racje, za kilka pokolen nie bedzie sladu po Lizakowych Ludziach, po ich ludycznych epigonach rowniez nie, tak przynajmniej sadze. W sumie jestem optymista, irytuje mnie jednak biernosc pogladow wielu, w bglogosferze, o bezmyslnosci nie wspominam, bo nie warto.
    Pozdrawiam i zycze jutrzejszego slonca. Korzystajac z pogody i slonca udaje sie na pierwsza wycieczke rowerowa w tym roku.
    ET

  421. Na blogu W. Kuczynskiego Paweł Luboński napisał (15 stycznia 2011, o godzinie 13:00):

    „Chciałbym, żeby ktoś mi przekonująco wytłumaczył, co się właściwie zmieni, jeśli uda się w jakiś sposób skłonić Rosjan do wykrztuszenia, że po ich stronie też były niedociągnięcia, które mogły się w jakimś stopniu przyczynić do katastrofy. Bo to przecież wszystko, co jest do uzyskania. Dominującej odpowiedzialności strony polskiej zakwestionować się nie da.”

    Juz tlumacze. Na ile przekonujaco, nie mnie decydowac.

    Pawle,
    Tu nie chodzi o cokolwiek do uzyskania od innych. Tu chodzi, tylko i wylacznie, o nasze dalsze pompowanie wlasnej waznosci oraz nieomylnosci. Inni, jesli w ogole cos zauwaza z tej naszej RAZmaitej, patriotycznej nowomowy pisuarskiej, to tylko bute, pyche oraz zaprzanstwo. Bo to wlasnie te cechy, gleboko wryte w nasze narodowe DNA, doprowadzily do katastrofy smolenskiej.

    Jesli ktos mysli, ze katastrofa wynikla z przypadku losu, albo, jeszcze lepiej, z dalekosieznych knowan Putina, niech momentalnie da sobie zyta. Zyto ma te wlasciwosc, ze po jakims czasie sfermentuje. I 0,6 promila wyprodukuje. A wtedy wspinaczka do nieba bedzie po prostu przyjemnoscia.

    Tylko taka wiara nam pozostala, gdy prowadzimy rozwazania o tym, co przezywaly 96 ofiar MORDU POLITYCZNEGO z dnia 10 kwietnia w ostatnich sekundach ich zycia. Winnych tego przestepstwa nalezy poszukiwac wylacznie posrod obcych ideolocznie, jak najbardziej nam wrogich miedzynarodowych sil. Inaczej, zostaniemy oskarzeni o to przestepstwo my sami. Czyli nasz historycznie uwarunkowany, bohaterski narod stanie pod pregierzem Brukseli lub innego Strasburga. A do tego dopuscic nie wolno. To jest nasza najwyzsza racja stanu.
    l
    Jeszcze Wolska nie zgineela
    poki pluc mozemy
    co nam obca mac wcisneela
    z sila odplujemy.

    Marsz marsz Ziemkiewicz
    do Katynia z Skierniewic
    Pod jego wolaniem
    Zwyciezymy, Panie.

  422. A kiedy to Kartko będzie dokładnie, bo chcę wtedy pójść na urlop w wysokie góry?

  423. do Orteq pisze:

    2011-01-14 o godz. 17:02
    ….Nastapilo ono podczas podejmowania decyzji o pchaniu gxwna przez szpare….

    Powyzsze Twoje, cytowane zdanie ma oczywisice sens figuratywny, tylko po co? Szukanie sensu w obszarach odbytowych nie swiadczy o znajomosci bytu(ow).
    ET

  424. Lex pisze:
    2011-01-15 o godz. 14:40

    „A, że tamten cud z tych “dętych” ?
    Czy tylko ten ? ;)”

    Lexie, tylko ten!
    Wtedy nie było orkiestr „dętych”, jeno Janki-muzykanty!
    Janki też były dalekie – bo furą drabiniastą, to nie tak szybko, jak dziś
    Maybachem.

    Pozdrowionka.

  425. Ten sam blog. Ten sam dzien. Ten sam blogowicz. A jak odmienne myslenie!

    Tym razem, na blogu W. Kuczynskiego Paweł Luboński napisał (15 stycznia 2011, o godzinie 14:06) tak:

    **”Przyczyną śmierci Barbary Blidy, o ile się nie mylę, był postrzał pistoletowy…Owszem, zasadne jest badanie, czy działania prokuratury w tej sprawie nie były motywowane politycznie – wszystko wskazuje na to, że były. Ale po co to wiązać ze śmiercią?”**

    Ktos tu nie kontaktuje. I nie rozumie, albo udaje ze nie rozumie, prawdy tak podstawowej, ze sie mozg lasuje.

    Pod Smolenskiem zginelo 96 przedstawicieli narodu polskiego. Ci ludzie zgineli, bez najmniejszego powodu, dlatego ze na rzadach polskim i rosyjskim zostal wymuszony politycznie umotywowany „Lot na Katyn”. Wymuszanie bylo upierdliwie konsekwentne do samego tragicznego konca. Polscy, pozal sie boze, politycy wymusili bowiem, wrecz narzucili kontrolerom rosyjskim niemozliwe do wykonania ladowanie. Rezultatem byla zbiorowa smierc. 98% ofiar to ludzie absolutnie niewinni.

    Barbara Blida zginela podczas akcji jej aresztowania, w jej wlasnym domu, o swicie. Akcja byla politycznie umotywowana w tak widoczny sposob, ze nawet zwolennicy ideologiczni owczesnych mocodawcow tego aresztowania, nie umieja temu zaprzeczyc. Gdyby nie bylo tej politycznej motywacji, nie byloby akcji o swicie przeprowadzanej. I nie byloby tej smierci.

    Dwa polityczne wydarzenia. Oba zakonczyly sie niepotrzebna smiercia ludzi. I nasz komentator blogowy zapytuje niewinnie: alez po co polityczna motywacje wiązać ze śmiercią?

    Zrobie unik zeby nie narazic sie sie prawu Godwina. I takiej analogii, przerysowanej oczywiscie, uzyje:

    niezliczone masy ludzi byly zabijane pistoletowymi strzalami w potylice na przestrzeni kilku dziesiatkow lat. Ale po co te smierc wiazac ze stalinizmem?

  426. Jacobscy
    Masz rację, że w sensie religijnym beatyfikacja jest sprawą tylko katolików. Ale w rozumieniu politycznym to obchody jesienne majowej beatyfikacji oraz kolejne miesięcznice katastrofy smoleńskiej wyznaczac będa ramy kampanii wyborczej do Parlamentu. Tak więc nie zdziwiłym się gdy w przededniu wyborow odbyło się „ogólnopolskie składanie” w centralnej kaplicy ampułki z krwią, którą utoczono w trakcie tracheotomii JPII oraz masowy przemarsz żałobników smoleńskich z pochodniami i resztkami samolotu przez centrum stolicy. Nie zdziwilbym się również gdyby w mediach w okresie kampanii nie było innych tematów.
    Pozdrawiam

  427. http://wyborcza.pl/1,75478,8951482,Decyzja_dowodcy___Odchodzimy____22_sekundy_przed_uderzeniem.html

    W sprawie przyczyn katastrofy polska komisja Millera ma nowy pomysł/nowe dane (niepotrzebne skreślić). Podobno była decyzja kpt Protasiuka o odejściu już na 100 metrach. Ciekawe jednak, dlaczego nadal spokojnie tracili wysokość, co było potwierdzane przez cały czas przez drugiego pilota.

  428. Kartka z podróży pisze:
    2011-01-15 o godz. 15:40

    A szkoda, że nie poczekano już nie aż do 200 lat, ale chociaż do śmierci Marie Simon-Pierre. Życzę jej jednak 100 lat życia w zdrowiu, szczęściu i pomyślności, a śmierci z nudów, nie zaś wśród objawów embrionalnego odmóżdżenia.
    Powyższe zdanie chociaż brzmi jak żart, jest napisane poważnie. Fakt beatyfikacji JPII akurat teraz jest następnym aktem politycznym Watykanu, mającym na celu zmobilizowanie Polaków do „re-chrystianizacji” UE. Mam jednak nieśmiałą nadzieję, że Polacy cokolwiek już otrzeźwieli i na ten numer da się nabrać ewentualnie tylko elektorat PiS’u + PJN’u.
    I to byłoby na tyle. Serdecznie pozdrawiam Gospodarza, Kartkę…. i pozostałych PT Blogowiczów.

  429. antonius pisze:
    2011-01-15 o godz. 13:22

    „W procesie sądowym liczy się każde słowo w “literze” prawa, nawet miejsce postawienia przecinka, a “duch ” prawa jako ulotna istota, objawia się każdemu prawnikowi inaczej, a może być zastąpiony lub zwalczany tylko precedensami w postaci prawomocnych wyroków w podobnych sprawach i to najlepiej z orzeczeń Sądu Najwyższego , BO TEN “PRAWDZIWY”, NAJWYŻSZY SĄD JUŻ WYDAŁ WYROK I WYKONAŁ EGZEKUCJĘ. POZOSTAJĄ MODŁY, PIELGRZYMKI I MARSZE Z POCHODNIAMI I KRZYŻAMI, ABY ZAGŁUSZYĆ SUMIENIE”

    Drogi antiniusie to co napisałeś jest clou całej awantury o „Basię”, przepraszam, o katastrofę Smoleńską. Caps Lock właśnie zadziałał u Ciebie prawidłowo, odwrotnie niż osławiony przycisk w Tu 154 M Lux, uwypuklił tylko czym kończą się błędy w pilotażu. Wyrokiem z natychmiastowym wykonaniem. BEZ ODROCZENIA!!!! (zasłyszane). Jeżeli będąc kierowcą spowoduję kolizję, to odpowiadam ja, a nie osoba, która mi „doradzała” nawet w dobrej wierze. Niechby przy tym owa osoba miała jeszcze 0.6%o C2H5OH we krwi, to nikt nie uznałby tego za okoliczność łagodzącą dla mnie. Także nie dochodziłby tego czy alkohol u tej osoby był endo-, czy egzogenny. Poza tym nawet przy awarii świateł regulujących ruch, to ja muszę zachować rozsądek i stosować się do prawa nadrzędnego. Nie mogę pojąć o co ten jazgot.
    I to byłoby na tyle. Pozdrawiam,

  430. Moj ulubiony anonimowy bloger znow mi zablogowal cudnie:

    **”Do kontrowersji podobnej do tej, jaką wzbudził raport dotyczący wypadku na lotnisku smoleńskim doszło, kiedy MAK sporządził raport w sprawie lotu Armavia nr 967 i katastrofy w Soczi w 2006 roku…MAK oskarżono o zatajenie dowodów dotyczących błędów obsługi lotniska i fatalnego stanu technicznego portu lotniczego. W tego rodzaju raportach, jakie sporządza MAK jak wiemy idzie o profilaktykę. O ZAPOBIEGANIE MOŻLIWOŚCI POWSTAWANIA WARUNKÓW DLA NASTĘPNEJ KATASTROFY.
    To właśnie, dlatego władze polskie akceptując w pełni błędy strony polskiej i część publicystów odrzuca raport. I słusznie. Przemilczanie odpowiedzialności wierzy, traktowanie sytuacji w niej panującej, jako czynnika bez znaczenia czyni ten raport kalekim. Sprawia, że jego profilaktyczna funkcja traci na wartości.”**

    Profilaktyczna funkcja? Profikaktyczna dla kogo? Bo chyba nie dla nas. Owo dziadowskie lotnisko Siewierny, z jego, pozal sie Boze, „wieza”, dzisiaj jest na glucho w koncu zamkniete. Ono nigdy nie nalezalo i dalej nie nalezy do nas. Co prawda, my bylismy jego jedymi, miedzynarodowymi uzytkownikami w ostatnich latach. Ale to uzytkowanie nastapilo z naszej inicjatywy i po naszym zainwestowaniu koniecznych srodkow. Inaczej, nigdy nie mielibysmy tej wspanialej mozliwosci ladowania tam na grzbiecie.

    Z tego co wiadomo, nikt nie przedstawial jeszcze zadnych planow ponownego uruchomienia tego lotniska, dla naszego uzytku.

    Nasza troska o profilaktyczna funkcje raportu MAK w odniesieniu do nieczynnego, rosyjskiego lotniska, brzmi co najmniej kuriozalnie.

  431. Karta z podróży,

    zgadzam się całkowicie: będą gusła i dziady, ale w przypadku JPII to już końcówka, bo już dalej nie będzie można pójść z kultem tej postaci, co najwyżej ciągnąć w dalej, w formie tradycyjnego stawiania bałwanów (w sensie bożków), czyli kolejnych pomników JPII. Cały naród buduje pomniki !

    Może i masz rację, że temat kanonizacji będzie ważny w czasie, kiedy trzeba dyskutować o sprawach ważniejszych dla państwa, niż świętość JPII, od której nie ubędzie deficytu, ani nie przybędzie miejsc pracy.

    Ech, to wszystko o kant stołu potłuc…

    Nie mniej nie trzeba dać się zwariować do końca, ani nie dać się zahukać światobliwemu namaszczeniu. Kto wie, może akurat nadchodzi dobra aura dla Palikota, który będzie mógł starać się efektywniej przywracać rzeczom właściwe proporcje i znaczenia ?

    Pozdrawiam.

  432. WODNIK53 pisze:
    2011-01-15 o godz. 12:43
    bo u nas to istna “peryferia”: jak nie Katyń i Smoleńsk, to rocznica stanu”W”, jak nie JP II lub Popiełuszko (i ciągle “uduchowienia”, biskupy,egzorcyzmy, msze i pielgrzymki – a rzeczywistość jest coraz bardziej nienawistna, złość klasy politycznej podsycana przez “war-pigs” dziennikarstwa, aż wylewa się z ekranów) to Kempa, Hoffman, Macierewicz, a JarKacz na czele, rodziny Smoleńskie itd. itp.
    ————————————————————————————————–
    Amen.

  433. Ryba pisze:

    2011-01-15 o godz. 00:28

    Szanowny Panie Ryba

    Mysle ze nawet hibernacja i promienie wiosennego slonca nie wystarcza.
    Trzeba krytykowac redaktora Passenta za intelektualne afronty.
    Milczenie w tym wypadku nie jest zlotem. Milczenie zmienia sie w nie mowe. Ta w akceptacje klamstwa.

    Slawomirski

  434. Teresa Torańska rozmawia z Jerzym Bahrem, byłym ambasadorem RP w Federacji Rosyjskiej – http://wyborcza.pl/1,75480,8941828,Startujemy.html?as=1&startsz=x

  435. magrud :)))

    Dziekuje za pozdrowienia, ciesze sie, ze Cie widze i ja rowniez pozdrawiam Cie serdecznie, zyczac wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Mam nadzieje, ze przeziebienie Twoje juz minelo i jestes zupelnie zdrowa.

  436. Z punktu widzenia laika w kontekście raportu MAK-u….
    „Wojujemy” z Rosjanami o uznanie wojskowego statusu lotu Tupolewa gdyż w locie cywilnym decyduje kapitan samolotu; w locie „wojskowym – obsługa lotniska /wieża .
    Tylko, że …. Z wszystkich informacji wynika, że załoga Tupolewa nie słuchała nikogo ( oprócz siebie ). Nie słuchała komunikatów z wieży, nie słuchała komunikatów alarmowych urządzeń pokładowych. Jakie więc znaczenie mogą mieć komunikaty i polecenia lotniskowej obsługi kiedy z założenia im nie wierzono i do nich się niestosowano próbując wymusić lądowanie per fas et nefas mimo ,że „wieża” jasno informowała, że warunków do lądowania nie ma ?
    I jeszcze jedno: załóżmy, że lot był „wojskowy” i o lądowaniu decydowała „wieża”. Czy „wieża” dała zgodę na lądowanie ? Wszyscy komentatorzy i piloci zabierający głos w tej sprawie ( np. płk. Gruszczyk – były pilot tego Tu-154L i szef 36 spec-pułku) jasno i kategorycznie stwierdzają: zgody na lądowanie nie było. Podjęto próbę lądowania ( w fazie podejścia) bez zgody Rosjan, bo nie jest zgodą komunikat: pas wolny ( tzn. nie ma na nim przeszkód) i „posadka dopołnitielno” ( lądowanie możliwe po ujrzeniu ziemi i pasa).
    I na koniec: przy takim nastawieniu i zaufaniu do Rosjan należy wątpić, że nawet gdyby Rosjanie lotnisko zamknęli czy załoga TU zastosowała by się do tego „zamknięcia”.
    PS. Wpisując to co powyżej opierałem się na wypowiedziach płk. Gruszczyka. Wyjaśniam, aby nie być posądzony o „pseudo-znawstwo” w temacie….

  437. Katastrofa smolenska stanowi nadal aktualny temat na blogu, wiec i ja pozwole sobie wyrazic swoje zdanie. Otoz uwazam, ze ustalenie winy a ustalenie przyczyn wypadku to sa dwie rozne sprawy. Komisja do spraw wyjasnienia katastrofy powinna zajmowac sie ustaleniem przyczyn, natomiast ustaleniem winy (w co wchodzi rowniez problem odszkodowan) – opierajac sie podstawie ustalen komisji – powinna zajmowac sie instytucja o prerogatywach sadowniczych. Czynnoscia wstepna, bez ktorej nie mozna wyobrazic sobie nie tylko wyjasnienia, ale nawet i dokonania czegokolwiek, jest zebranie i przygotowanie dokumentacji. To jest podstawa i niezbedny wstepny element jakiejkolwiek dzialalnosci, niezaleznie od jej dziedziny i tematu. Tutaj ten podstawowy warunek nie zostal spelniony, wobec czego kontynuacja przedsiewziecia w takim przypadku stala sie bezsensowna, a wiec caly ten raport w ogole nie racji bytu – przynajmniej wedlug praw logiki. Inna sprawa jest takze odpowiedzialnosc polityczna. A inna tez – dzialania, w wyniku ktorych doszlo do tego, ze strona polska stracila mozliwosc dostatecznego wspoludzialu w sledztwie jak i wplyw na dalszy przebieg wydarzen (np sprawa niszczenia dowodow). Do tego dochodzi zachowanie i dzialalnosc wladz podczas trwania tego calego przedsiewziecia, gdy odpowiedzialne czynniki polskie okazywaly wyjatkowa indolencje zarowno w poczatkowym etapie, jak i podczas trwania sledztwa, opinia publiczna byla zasypywana niezliczonymi klamstwami a manipulacjom nie bylo konca. Krotko mowiac, ta cala sprawa jest jednym wielkim skandalem. Wiadomy koniec tego cyrku to tylko logiczny wynik i efekt poprzedzajacych wydarzen, czego nie mozna bylo nie przewidziec, czymze sa wiec teraz te rachityczne POdrygi Tuska jak nie pustymi ruchami obliczonymi na efekt pijarowski, nie spodziewal sie pewnie, ze towarzysze wystawia go do wiatru tak bezpardonowo, nie rzucajac mu nawet najmniejszego ochlapu, za pomoca ktorego moglby probowac POmydlic oczy naiwnym.

    Dodam jeszcze cytat z Ziemkiewicza z jego blogu w Rzeczpospolitej: „Slady zaorane, tasmy „się zacieły”, oryginałow rejestratorow nie ma, a na kopiach zapis „zaszumiony”, wrak i inne dowody zniszczone, zeznania oficjalnie podmienione… Teraz się mogą Polaczki błakac w katynskiej mgle do wiadomego skonania, tym bardziej, że w tę mgłę, w której po omacku szukają odpowiedzi, wpuszczono jeszcze mrowie krzykliwych (…) (tu opuszczam pare saznistych okreslen – przyp. moj), chorych z nienawiści do tych, ktorych nazywają „prawdziwymi Polakami” – w głebokim przekonaniu, że to obelga.”

    Niestety, caly przebieg tej sprawy oraz fakt, ze odpowiedzialni nie poniesli kary, jest kolejnym skandalem i dowodem na straszliwa erozje panstwa pod rzadami milosciwie nam POnujacej Jedynie Slusznej Partii POzytecznych id…eee…owcow…

  438. ET
    Podam Ci fragment wypowiedzi jednego z najwybitniejszych polskich filozofow, prof. Wolniewicza, ktory zareagowal na oskarzenia pod adresem profesora, ze porusza sprawy pochodzenia: „ …to, co mówi pan prof. Nowak, to są zawsze wyraźne fakty, i to fakty sprawdzalne (…) przygważdżał antypolskie kłamstwa Grossa. Ów Gross w swojej książce „Fear” („Strach”) wystąpił z tezą wprost niesłychaną. Mianowicie, że udział polskich Żydów w stalinowsko-bierutowskim terrorze i w całym komunistycznym aparacie władzy był jakoby znikomy. Tak więc to Gross sam wysunął na plan pierwszy sprawę pochodzenia. Jak więc prof. Nowak mógł z nim polemizować, nie wspominając o pochodzeniu, kiedy o to właśnie chodziło. W jaki sposób miał wykazać, że teza Grossa jest fałszywa, bo udział polskich Żydów w stalinowskim terrorze nie tylko nie był znikomy, ale był ogromny. Czy można to wykazywać bez wymieniania nazwisk i bez wskazywania kto jest kim, czyli nie dotykając sprawy pochodzenia?”

    A jesli chodzi o Twoj apel do blogowiczow, azeby rozroznic pomiedzy narratorem a bohaterem literackim, to juz powszechnie wiadomo, ze Kosinski sam twierdzil, ze te dwa pojecia w jego ksiazce sa tozsame. Obserwujac obecnie bezkarne poczynania Grossa, nasuwa sie mysl, ze chyba tylko cudem jakims hochsztaplerstwo Kosinskiego wyszlo na jaw, nie wiem, byc moze dlatego, ze jako rasowy mitoman i notoryczny klamca (ta jego cecha charakteru jest juz dzisiaj powszechnie znana i opisana) komus tam sie moze narazil albo zagubil sie po prostu, nie sprostal sytuacji i bylo mu trudno dosiegnac piedestalu, na ktory go wwindowano. Twoja teza zatem, ze najlepiej jest dowiedziec sie czegos o Kosinskim od samego Kosinskiego wydaje sie w swietla faktow dosc watpliwa, chyba za masz na mysli poglebienie ogolnej wiedzy psychologicznej na temat natury mitomana.

    Jesli chodzi natomiast o osiagniecia czysto artystyczne tego pisarza, mialam w reku jego jego ksiazke, ta wzorowana na Nikodemie Dyzmie i musze powiedziec, ze istnienia jakichs walorow artystycznych tam nie stwierdzialm. Dlatego tez nie mam watpliwosci, ze kariera pana K. zostala spreparowana na zamowienie, a przyklady podobnego dzialania znamy z czasow PRL, gdzie w sprawach karier mialy duzo do powiedzenia okreslone sluzby. A i reklama, ale jak wiadomo, cuda moze zdzialac, jak to widac na przykladzie pijaru Partii Cudakow, co moznaby zilustrowac zreszta przykladami co poniektorych noblistow, ot wezmy na przyklad slynna (wcielona do lektur jeszcze za tzw. komuny) pania W. piszaca niegdys m. in. grafomanskie peany na czesc Stalina
    Notabene, Kosinskiego takze typowano do Nobla (z literatury!) jako piatego na liscie ( ! ), co stanowi namacalny dowod na nieograniczona wiare elit w mityczna ciemnote ludu, ktory to – jesli mu zareklamowac – jest jakoby zdolny do kupienia wszystkiego. Zreszta w obecnych czasach przyspieszonego rozwoju (tu sie zasmiac) spoleczno-politycznego, do wykreowania kariery nie potrzeba ludu, wystarczy POsluszna armia stracencow zwana wyksztalcencami badz wyksztalciuchami, ktora jest w stanie piac z zachwytu i lykac wszystko, wcale tego nie czytajac, jak to na przyklad bylo ze slynnym Ulissesem, reklamowanym u nas za czasow PRLu oj jak sie tym zachwycano, a prawda byla taka, ze nikt nie przemogl przebrnac nawet przez kilknascie pierwszych stron tego „arcydziela”, fakt, ktory zreszta jakis czas potem otwarcie komentowano, ku uciesze tych, ktorzy miali odrazu odwage powiedziec otwarcie, ze krol jest nagi.

    ET, zobacz no ty sobie ten link, dla Ciebie szczegolnie przydatny, ale rowniez polecam tym, ktorzy udaja ze nie wiedza, a tym, ktorzy wiedza a nie udaja, dla odswiezenia pamieci, kto nam szyje buty albo, po gombrowiczowsku, kto nam dorabia gebe:

    http://www.bibula.com/?p=29026

  439. Pani Stachurska,
    dziekuje za te przejmujace linki, jeden dotyczacy konfliktu skorumpowanego dyrektora ze wsia, a drugi o tragicznej biedzie w Polsce. To byla poruszajaca lektura.

    Bylabym wdzieczna takze, jakby Pani na przyszlosc dawala znak chociaz jednym zdaniem (wystarczy dwa slowa) o czym dany link ma byc, jesli to nie wynika z tytulu linku. Oczywiscie jesli to nie sprawi Pani klopotu.

  440. Aha, ten maly fragment, ktory zacytowalam blizej, Ziemkiewicz, byl nie z Rzeczpospolitej, ale z Interii, poprawiam sie i przy okazji cytuje wiekszy fragment tego artykulu: http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/w-katynskiej-mgle,1580109:
    ”Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej nie jest potrzebne. Kto chce znać słuszne wyjaśnienie, ten i tak od pierwszej minuty wie, jaka była przyczyna katastrofy. (…) Pan prezydent Komorowski, jeden z tych, którzy od pierwszej chwili wiedzą, orzekł wszak autorytatywnie – samolot spadł, bo próbował lądować. (…) prawda o Bronisławie Komorowskim jest również „najboleśniej prosta”. (…) kariera, jaką człowiek o takich horyzontach zrobił w III RP, sama w sobie pokazuje „najboleśniejszą prawdę” o państwie, w którym żyjemy.

    (…) zapisów z wieży nie ma, bo „się taśma zacięła”, zeznania kontrolerów się po paru miesiącach oficjalnie zmieniły, kto oprócz nich był na wieży, i z kim konsultowali decyzje telefonicznie, też nie wiadomo i nie będzie wiadomo, a na dodatek wciąż niemożliwe do otrzymania okazują się podstawowe informacje na temat lotniska, nawet takie, jak książka obowiązujących na nim procedur, nie poprawiane po fakcie zapisy meteorologiczne czy plan układu radiolatarni.

    Skoro wszystko jest tak „najboleśniej proste”, to po co tyle ściemniania? Zapewne, gdyby pilot nie próbował wylądować, to by się nie rozbił, tak jak, można rzecz z tą samą kategorycznością, nie byłoby pogromów i ostatecznie holocaustu, gdyby Żydzi nie rozleźli się byli z Bliskiego Wschodu po całej Europie. Istota problemu jednak w tym, że pilot, próbował lądować w przekonaniu, że jest w osi pasa i innym zupełnie miejscu, niż był w rzeczywistości, (…) Mieć w tej sytuacji pretensje do pilota, że „uległ presji” (choć, jak przyznał pan Klich, dowodów na istnienie jakiejkolwiek opresji wciąż nie ma) i schodził jak po sznurku na katyńskie sosny, to jak mieć pretensje do kierowcy ze starego sowieckiego kawału o zawaleniu się oddanego na rocznicę oktiabrskiej rewolucji wiaduktu: „widzi, durak, przed sobą most, i jedzie!”.

    (…) I wyjaśnienie katastrofy staje się równie oczywiste, jak robienie bigosu. Oczywiście, rzecz głupią można powiedzieć głupio, a można jeszcze głupiej. Można też powiedzieć ją w sposób obnażający nie tylko głupotę mówiącego, ale też jego nikczemność i zacietrzewienie. (…) emanację udeckiego środowiska, które uczynił on swoim intelektualnym zapleczem. Środowiska, które ma także pomniejszych heroldów, zupełnie nie próbujących, czy z racji swych możliwości umysłowych niezdolnych ukryć, jacy naprawdę są. (…) ogrom propagandowej podłości, z jaką jesteśmy w sprawie tej tragedii okłamywani w imię interesów jedynie słusznej władzy.

    Ślady zaorane, taśmy „się zacięły”, oryginałów rejestratorów nie ma, a na kopiach zapis „zaszumiony”, wrak i inne dowody zniszczone, zeznania oficjalnie podmienione… Teraz się mogą Polaczki błąkać w katyńskiej mgle do wiadomego skonania, tym bardziej, że w tę mgłę, w której po omacku szukają odpowiedzi, wpuszczono jeszcze mrowie krzykliwych durniów i zwykłych łajdaków, chorych z nienawiści do tych, których nazywają „prawdziwymi Polakami” – w głębokim przekonaniu, że to obelga.”

  441. aj, nie blizej tylko wyzej, oczywiscie, mialo byc

  442. Jacobsky pisze: 2011-01-15 o godz. 15:18 , m.in:
    Nie bardzo rozumiem co komu przeszkadza ekspresowa beatyfikacja JPII, wyznaczona w dodatku na taką czy inną datę. … Dla większości Polaków JPII i tak jest już święty, a więc proces watykański to tylko formalność.
    …Zgoda, będzie cyrk medialny, ale czy to aż taka nowość w twającym od lat przedstawieniu ? … Żyj po swojemu i takoż i daj żyć innym.”

    Podpisuję się, aczkolwiek dostrzegam też niebezpieczeństwo wzmożenia ogólnonarodowej świętojebliwości”, przy której będzie się próbować załatwić polityczne sprawy wyborów („tych słusznych” i „jedynych sprawiedliwych”)

    Pamiętajmy o zbieżności dat!

    Żałoba posmoleńska wydała jednak i zatrute owoce.

  443. Czyż to nie chichot historii, że Kaczyński zginął w katastrofie na znienawidzonej przez siebie ziemi? To musiało się tak skończyć. I jeszcze ta mgła… Odszedł do domu ojca …. Belzebuba.

  444. andsol 15 styczeń 11, 18:11

    „Ja już nie mogę słuchać o sztucznej gmle, fatykanie, przedbiuściu europy, szkwalowaniu i pucowaniu oraz błogosławionym pierwszym maju. Ja chcę wrócić do rzeczywistości z normalną mupą daryni!” – http://www.blog-bobika.eu/?p=351#comment-61728 , są następstwa 🙂

  445. „Któregoś razu ci z Orco powiedzieli do mnie: pewnie by pani chciała, żebyśmy jedno takie mieszkanie w wieżowcu Libeskinda dali pani w prezencie. W życiu bym nie chciała! Przecież to mrówkowiec. W PRL-u budowali je w poprzek, a teraz budują w pionie. Tandeta! I nawet okna nie można otworzyć. Po co mi to? Żebym stale w klimatyzacji żyła? Ciągle byłabym zaziębiona! Poza tym dlaczego mam się czuć jak jedna z tysiąca. ”

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,75480,8942063.html?as=4&startsz=x#ixzz1BCmmdmky

  446. Szanowni Zaprawieni w Pisaniu Komentoblogowicze!

    Wpierw muszę odnieść się do Sławomirskiego w sprawie milczenia.
    Ty blogowy łobuzie! Gdy następnym razem zarzucisz mi kłamliwe milczenie, to Ci może łapa uschnąć. A nawet dwie. Znosiłem Twój bandytyzm z powodu kalectwa wyrozumiałości. D…ę mi ściska współczucie dla Twego umysłowego kalectwa. Niestety! Wydajesz mi się ucieleśnieniem kary za grzech pierworodny.
    Agnostycy zostają nieustannie ochlapani Twoim błotem. Rzekłem.

    Panowie sobie piszecie i piszecie. I zza waszego PiSania i POglądów wygląda LEWIZNA. Za naszymi ekranami stoją milczące rzesze ludzi mających dylematy: rzucić na tacę czy kupić w szmateksie dziecku becik. Pójść na imieniny ciotki, czy na marsz z pochodniami. Narodowy rwetest bierze się z hucpiarskiej pozycji rodzin katyńskich i smoleńskich. Po 1945-m utopia socjalistyczna pogonila lud do cywilizacji. I żadne IPNy i żadne oszołomy kary za PZPR i UB nie skłonią tego ludu do klęczek. Trzeba będzie odwoływać czartery do Rzymu, bo lud będzie realizował nakaz boży: idzie i rozmnazajcie się!

    Zaczadzieliście filozofią bezdzietnych! Oderwijcie wzrok od e-Polityki i przyjrzycie się okładce Polityki a 5 zł. Gdy na Trakcie Królewskim skończyla się demonstracja sprzeciwu przeciw nienawiści i eksterminacji większość młodych poszła do domów robić to co najbardziej kochają: miłość.

    Wiosną będziemy mieli wysyp. Tym razem nie z pasiakami i nie z wieczornymi wygłupami młodych nerdów blisko krzyża będzie pospolite ruszenie. Tysiące młodych z niemowlętami, rodziny wielopokoleniowe i sąsiedzi Mirka, którzy nie zmieścili się do busa zapełnią Trakt Królewski i okolice.

    „Nie chcemy żyć na cmentarzu!
    Cywilizacjo Śmierci i Obłedu – NIE PRZEJDZIESZ!”

    Przestancie proszę traktować tych co mają gorsze gadane i nie znają lotrpresa i jego kumpli, jako bezmyślnych dupków posłusznych pyszałkom chcącym zamienić skodę na forda. To oni tworzą PKB a nie my. Kłamią, oszukują i kradną. Fakt! Ale tłumaczą to dobrem własnych dzieci. Nie przeczytałem od tygodni żadnej relacji z badań socjologicznych. Duperelne sondaże nielicznej reprezentacji numerów z Panoramy Firm są waszą kawą i herbatą. A za płotem stoją milczące tłumy. Gdy przyjdzie Wam spojrzeć im w oczy, obleci Was strach. Bo tracicie czas na salonowego dupniaka, zamiast tworzyć scenariusze WSPÓLNEJ przyszłosci.

    Inteligencjo Polska! Naród Was potrzebuje! Przestancie pić z pucharu paranoi!

  447. Katastrofa pod Mirosławcem niczegonas nie nauczyła. Katastrofa pod Smoleńskiem, sądząc po reakcji pol ityków, mediów i części opinii publicznej „tzw prawdziwych Polaków” nie tylko nas nie nauczy, ale tu jest możliwość swoją nieudolność zwalić na innych i może próbować od nich wyciągnąć jakieś odszkodowania (oczywiście znów się ośmieszymy w świecie).
    Kwestia czasu, kiedy nastąpi kolejny jeszcze większy dramat.

  448. Czytając lub słysząc ostre ataki na MAK za raport, wtedy kojarzy mi się to z początkiem wspaniałego monologu Lopka: „Jeśli mnie ktoś mówi, że jest chory, to są strasznie śmieszne rzeczy. Ja byłem chory, trzy dni nic w ustach nie miałem tylko biegunka, biegunka, biegunka”.

    O MAK’u wiem, że ma zbadać przyczyny katastrofy i dać wskazówki właścicielowi samolotu, co należałoby zmienić, aby się taka katastrofa nie powtórzyła. Nie rozstrzyga o winie żadnej osoby ani instytucji, mających związek z katastrofą. Polska mogła oczekiwać, że MAK wskaże, gdzie były błędy polskiej załogi i instytucji organizujących lot. To właśnie MAK zrobił, pisząc raport. Jeśli się pomylił, wtedy można to prostować. Fakt, że MAK nie dbał o dobro rosyjskiego lotnictwa, nie wskazując ewentualnych błędów, jest tylko szkodliwe dla Rosji, nas nie powinno obchodzić. Jeśli lotnisko jest do dupy, wystarczy tam nie lądować. Jeśli załoga rosyjska (lub wyżej) nie przestrzega procedur już przed rozpoczęciem lotu, nie należy startować, a pójść pieszo. Mam na myśli żałosne przepychanki związane z nieobecnością lidera rosyjskiego na pokładzie samolotu. Pilot chyba nie przywitał rosyjskiego nawigatora w Warszawie, więc nie miał prawa startować, i koniec sprawy. Fakt, że takie łamanie podstawowych procedur był nagminny, nie usprawiedliwia nikogo. Próbowałem przeczytać polskie uwagi do raportu, ale po pierwszych 15 stronach, poświęconych brakującym dokumentom, zmęczyłem się tak, że tylko przeleciałem kilka rozdziałów. Zatrzymałem wzrok na krótkiej wzmiance na temat wspomnianego braku rosyjskiego nawigatora. Ta uwaga to absolutny szczyt hucpy i idiotyzmu, przewrotności i perfidii oraz braku logiki. Brzmiało mniej więcej tak: „Obowiązkiem strony rosyjskiej było dostarczenie nawigatora i nie usprawiedliwia jej fakt, że 36 pułk odmówił zamówionego nawigatora.”
    Polacy nie chcą – na piśmie – nawigatora, ale mają pretensje, że strona rosyjska zgodziła się na żądanie polskiego wojska. Wtedy myślę „…to są straszne śmieszne rzeczy..”

    Podobno raport obraża naród polski, generała po małpeczce i w ogóle to jest świństwo. Czy mówienie prawdy może kogoś obrażać? Może być niemiłe, jeśli ta sprawa jest mało chwalebna, jak w tym przypadku. Potraktować uwagi jak lekarstwo (przeważnie niesmaczne), podziękować i wyciągnąć wnioski – byle nie tak jak po Mirosławcu.

    Prokuratury wojskowe (polska i rosyjska) mogą się zastanawiać nad tym, kto w ich wojsku był winny łamania procedur i korzystania z nieprzygotowanego właściwie personelu na ziemi i w samolocie lub nieodpowiedniego sprzętu. Pociągnie to za sobą (przynajmniej powinno) kary w wojskowych sądach (np. jak u „durniów” Szczygły w Afganistanie).

    Oddzielnym zupełnie problemem są ewentualne odszkodowania. Dysponentem samolotu był polski rząd, który zastępuje towarzystwa ubezpieczeniowe odnośnie samolotu i załogi – gwarantuje odszkodowania, trzeba skarżyć rząd i domagać się odszkodowania. Przypuszczam, że Tusk nie oskarży samego siebie ani Klicha za zniszczenie tupolewa i tę stratę wpisze w koszty funkcjonowania „demokracji” (jak te wszystkie miliony „cmentarne” po Smoleńsku). Roszczenia załogi powinny być załatwione z budżetu i pewnie będą. Podobno trwa to nieco, rodziny z Mirosławca jeszcze walczą. Rodzina prezydenta została na koszt podatników wysoko ubezpieczona i się już „zadośćuczyniła” finansowo. Reszta pasażerów ma pecha. Może się zwrócić o ukaranie św. Piotra za mgłę, ale to chyba wszystko, bo nikt ich nie zmuszał siłą do wejścia na pokład samolotu, szli dobrowolnie na śmierć. Żadna prokuratora nie podejmie śledztwa wobec braku dokładnego adresu powoda.

  449. Teresa Stachurska pisze:
    2011-01-16 o godz. 09:17
    PS
    Przeczytałem wywiad z ambasadorem, świadkiem wielu wydarzeń przed i po katastrofie. Tam jednoznacznie wyszła odmowa zamówienia rosyjskiego nawigatora.

  450. Czy ktoś pamięta jeszcze incydent na lotnisku w Monachium z Rokitą?
    W cywilizowanym kraju niesfornych pasażerów wynosi się z samolotu.
    Przed wylotem do Smoleńska dowódca załogi samolotu nie otrzymując prognozy pogody powinien odmówić lotu bez względu na konsekwencje, a o incydencie powinien poinformować media i odpowiednie służby…. Pardon, gdzie ja żyje…!

  451. WODNIK53 pisze:

    2011-01-15 o godz. 12:43
    —————————–

    Szanowny Wodniku53,

    jeśli odrzuciłeś polskie media, a one są głównym kreatorem świata, który Ciebie tak irytuje, to nie ma na co czekać-trzeba iść do lekarza.to nie jest już problem ze światem zewnętrznym- to stan Twojego wnętrza… Nie powiesz chyba, że świat, który nas otacza, cokolwiek przypomina ten, który Ciebie tak irytuje…

    Z Pozdrowieniami ,Sebastian
    JEŚ

  452. ET pisze:

    2011-01-15 o godz. 17:48
    ——————————-

    Szanowny ET,

    sądzę, że wszelkie!!! dylematy,animozje etc. między przedstawicielami naszego gatunku, biorą się z wyewoluowanej w nas wszystkich maniery/ jako jeodprysku jednego z odcieni naszego zakodowania na ciągłą rywalizację/, która dzięki naszemu poczuciu „mądrzejszości” od innych/potencjalnych rywali/-zwiększa siłę naszych postzwierzęcych duszków… Tymczasem prawdziwa mądrość, u najmądrzejszych z nas objawia się dosłownie w pojedyńczych „odsłonach”, często losowo…
    Nasze mózgi, działają aardzo wąskotorowo, korzystając z ograniczonych przez Czas i biologię zasobów. Pułapka polega na tym, że prawdziwa mądrość, spełnia się poprzez twórcze, otwarte, wolne od własnych poglądów myślenie, a to obciążone jest barierą odbioru. W końcu , warunkiem koniecznym musi byś losowy fart, że porozmawiają sobie dwie osoby, szczęśliwie przygotowane do prowadzenia takich rozmów, z pbardzo podobnym odczuwaniem. Przeważnie jest tak, że rozmawiający nie walczą o znalezienie czegoś w rozpoznawanym aspekcie interesującego ich tematu, tylko , w ramach pierwotnych odruchów-dręczą nawzajem swoje podświadomości. Celem jest „przepychanka”, kto na ten moment zostanie bardziej „Alfa”. Jeśli już się to stronom pokoduje, wtedy temu „Alfa” odbija” a, ten dtugi, merda ognkiem, jak na „Betę” przystało.Raz rozdysponowane kody, są niezmiernie trudne do odkręcenia…

    Pozdrawiam,Sebastian

    P.S. Czekałem do 17.00 na słońce, nie przyszło. Ubieram się więc w ciuchy joggingowe i idę na godzinę, bez latarki do lasu, gdzie są wilki, dziki, jelenie …

  453. Lex, 12:42 pisze:
    ‚nie jest zgodą komunikat: pas wolny ( tzn. nie ma na nim przeszkód) i „posadka dopołnitielno” ( lądowanie możliwe po ujrzeniu ziemi i pasa).”

    Nie tylko. Lotnicy w swoim forum http://www.lotnictwo.net szczegółowo objasniali, że konsekwencją tej komendy jest, że po ujrzeniu pasa piloci powinni zameldować o tym i wtedy mogą otrzymać zgodę „pasadka razrieszena”.
    A oni nawet zignorowali tzw. kwitowanie wysokości, czyli potwierdzanie danych.

    Ale co tam fakty. Większość tych głosno krzyczących zdaje się na „przewodników stada” bez udziału własnego mózgu. Są tu i na tym blogu przykłady, a wydawałoby się, że ludzie inteligentni
    Doprawdy jestem …”zdziwiona”

  454. staruszek pisze:

    2011-01-16 o godz. 14:54

    Szanowny Pan raczy sie mylic. Byc moze incydent z lekarstwami jest tego powodem. Mylic sie jest sprawa ludzka. Natomiast ludowy ton wpisu nie jest. Tak samo niebezpieczne jest odnalezienie w sobie omnipotencji. Pragne Pana zapewnic ze starcze zaburzenia afektu naleza do dokuczliwych i powinny byc traktowane powaznie. Prosze skontaktowac sie z bliska sobie osoba i jeszcze raz sprawdzic lekarstwa.

    Slawomirski

  455. zdziwiona pisze:

    2011-01-16 o godz. 13:14

    antysemityzm wyssany/wessany z mlekiem matki

    zero humanizmu
    maximum debilizmu

    Slawomirski

  456. Świetne!!!
    http://alfaomega.webnode.com/products/roman%20czubi%C5%84ski%3a%20bez%20nienawi%C5%9Bci/

    „Pierwsze, na co chciałbym w związku z tym zwrócić uwagę, to fakt, że pojęcie „komunizm” jest powszechnie błędnie używane. Utopia zaproponowana przez Marksa i Engelsa (likwidacja państwa, własności prywatnej, stratyfikacji społecznej…) nie została wprowadzona w życie nigdy i nigdzie. Bolszewizm, stalinizm, realny socjalizm… – różnie (w zależności od miejsca i czasu) można nazywać system panujący w poszczególnych krajach na wschód od Żelaznej Kurtyny. Z komunizmem jednak – rozumianym jako ostateczne, utopijne stadium rewolucji marksistowskiej – system ów miał tyle wspólnego, co pakt Ribbentrop-Mołotow z głoszonym przez bolszewików postulatem jawnej dyplomacji i powszechnego rozbrojenia. Co, wbrew pozorom, miało (w przypadku systemu) strony złe i dobre.”

  457. zdziwiona 14.13
    Jezeli do tej pory nie zorientowałaś się jeszcze że poziom wypowiedzi profesora Wolniewicza jest najwysżsym stadium syntezy miażdżycy mózgu i choroby Alzheimera, to być moze łączy was wspólne cierpienie.
    Pozdrawiam i życze zdrowia

  458. Wysluchalem ostatnio ( wczoraj) wywiadu „Piaskiem po oczach” z ultrakarierowiczem Dubienieckim czyli Pierwszym Zięciem Lecha Kaczynskiego (który powiedział, że nie wyklucza iż zostanie politykiem w PIS.)
    Co jest takiego, zarówno w tej rodzinie jak i w TEJ PARTII, że przyciąga takie załosne kreatury ?

  459. Klich częściowo obronił sie w moich oczach, choć powinien odejść……
    http://wyborcza.pl/Polityka/1,103835,8951988,Szef_MON__W_dokumentach_wszystko_gra.html


    – Porozumienie z 2004 r. ustawia szefa MON poza procesem podejmowania decyzji, jeżeli chodzi o dysponowanie środkami powietrznymi. I jakakolwiek ingerencja oznacza naruszenie tych przepisów.

    Czyli nawet gdyby pan wiedział przed 10 kwietnia, że wszyscy dowódcy mają lecieć razem, nie mógłby pan nic zrobić?

    – Prawo na to nie pozwala. A poza tym ja nie mogłem tego wiedzieć, bo decyzja, jak rozmieszczeni będą pasażerowie Tu-154 i Jak-40, do 36. pułku dotarła o 14.29 9 kwietnia 2010 r.

    Nie pomyślał pan, by zadzwonić do szefa Kancelarii Prezydenta i zapytać, czy nie planuje, by wszystkich dowódców umieścić w Tu-154?

    – Przecież zgodnie z instrukcją ta decyzja omija szefa MON, więc skąd miałbym wiedzieć.

    Czyli nawet gdyby pan wiedział, że taką głupotę chce popełnić Kancelaria Prezydenta, to pan by im na to pozwolił?

    – To była suwerenna decyzja Kancelarii.”…..

    Czyli winnym jest w dużej mierze Dowódca Wojsk Lotniczych, nie dopilnował i zginął przez własną niekompetencję i niewykonywanie poleceń?……

  460. KLEOFAS,

    Ktos blokuje twoj blog. Nie ma najnowszych monologow. Czyzbys pisal tam
    jakies herezje. Nie sadze, ale blog zatrzymal sie na Kogucie i Malosolnym.
    Daj znac co sie dzieje. Wierze, ze nie podzieliles losu szefa Wikiliks, i siedzisz.

  461. WULKAN

    Faktycznie siedze. Zamkli mie za te kobite Anodine. Wszystko jest o.k.
    Cie pozdrawiam. Kleofas.

  462. Sławomirski,

    Pamiętaj, że ten blog jest nagrywany oraz będzie odtworzony w czasie Sądu Ostatecznego.
    Antysemityzm, podobnie jak inne anty-izmy, będzie oceniony przez Stwórcę jako cięzki grzech. Stwórca równie surowo potraktuje kłamczuchów, donosicieli oraz pomawiaczy .

    Doceniam twoją odyseję w tropienia komuchów bądż mlecznych antysemitów. Piszesz ciekawie, lapidarnie jak Mark Twain, chciałoby się więcej a jednak…
    Obawiam sie jednego : Czy Stwórca doceni twój intelektualny wkład i nie wywali tobie siarczystego kopa w d ?

    Za co ? Ano, za posądzanie innych o grzechy których nie popełnili.
    Jeżeli postrzegasz antysemityzm jako preludium zbrodni – bądź bardziej ostrozny w rozdawaniu epitetów lub posądzeń dla tych po drugiej stronie płotu. Fałszywe posądzenia to temat – morze, sam znasz z historii możliwe z tego różne wersje grande finales.

    Teraz Kosiński.
    Przypomniała mi sie jego konferencja prasowa, chyba z 1985 lub 86 roku.
    Gorąca wymiana zdań autora z salą doprowadziła nieprzyjemnego momentum, gdzie marzeniem autora oraz każdego z obecnych było : wyjśc stąd jak najszybciej.

    Nie chodziło tu o meritum ( pytania tyczyły głownie Malowanego ), problem był inny: Jerzy Nikodem Kosiński nie władał ani dobrym potocznym ani literackim językiem angielskim !
    Każdy ma prawo oceniac autora wg własnej woli, jako geniusza lub bufona, karieorowicza lub grafomana.
    Inkwizycyjne doszukiwanie się antysemityzmu w najmniejszej krytyce tworczości Kosinskiego lub Grossa trąci groteską.

    Na blogu Szostkiewicza parę tygodni temu obserwowałem zmasowany atak na Zyrta, który ośmielił się na krytykę historiografii Jana Grossa. Czyli gwarantowana czarna lista – by default.

    Początkowo, wyglądało, że Zyrt zostanie zagryziony przez stado goniacych chartów. Zyrt skonfrontował napastników spektakularną obroną, charty okazały sie być nie takimi chartami, może najwyżej ratlerkami.

    Przewrotnie, chartem okazał sie Zyrt, Ot, La Fontaine wiecznie żywy.

    Szacunku dużo dla innych życzę.

  463. Wiesz Zdziwiona, jakby Cię nie było, to należałoby Cię wymyślić. Takie teksty w starym, już trochę zapomnianym stylu IV RP! No no no!!!

  464. 13.01.2011 09:475 RZECZY, KTÓRYCH NIE WIEDZIELIŚCIE o mężu Marty
    absolwent pisze: 2011-01-16 o godz. 19:19

    http://deser.pl/deser/1,97052,8940545,Zwiazek_z_PO__a_raczej_corka_posla_PO__,,ga,,3.html
    Marcin Dubieniecki to człowiek otwarty, żadnych opcji politycznych się nie boi. A zresztą – serce nie sługa. Przyszły mąż Marty Kaczyńskiej najpierw kandydował do samorządu z list SLD (bez powodzenia), potem związał się z córką posła PO, Jerzego Kozdronia – Aleksandrą.

    Dodajmy drobnym druczkiem, że mniej więcej w tym samym czasie dostał pracę w Powiślańskim Banku Spółdzielczym, z którym współpracował Jerzy Kozdroń. Ale potem musiał rozstać się z Aleksandrą – i z pracą.
    ——————
    Ciekawe, co się uda ustalić prokuratorom w sprawie wyłudzania pieniędzy ze SKOK-ów przez p.Marcina D. (osobiście) – jeszcze przez uzyskaniem przez tegoż immunitetu poselskiego (partia -rzeczonemu -obojętna)

  465. Zdziwiona,

    „Rachityczne POdrygi Tuska” sa oczywiście żałosne, ale z innych przyczyn niż nakreślone w pani tekście.
    Wobec raportu MAK zajął on stanowisko sędziego we własnej sprawie. Przez dziewięć miesięcy milczał o przyczynach katastrofy, obłaskawiał rodziny ofiar. Przyzwalał na oszczerstwa pod swoim adresem (np. o współudział w zamachu).
    A wszystko po to, aby kiedy nadejdzie godzina prawdy ( raport niezależnej od polskiego rządu instytucji), obywatele mieli już dość wdów i mocno dorosłych sierotek, zbierania lub ekshumacji szczątków i całej tej katastrofy smoleńskiej.
    Przed świętami premier Tusk ws. raportu wykorzystał polski kod kulturowy i stereotypowo obsadził „Ruskiego” w roli czarnego charakteru mataczacego z raportem. I teraz zamiast rozliczać rzad za katastrofę, to taki Ziemkiewicz rozlicza rzad za śledztwo, czyli strzela ślepakami.
    Gdyż kontrolę nad takim śledztwem traci się wtedy, kiedy samolot rozbija się na tyretorium obcego panstwa.

    Proszę nie poddawać się zaklinaczom rzeczywistości i antyrosyjskim stereotypom. Jeżeli tylko pomyśli pani sama, to ze zdziwieniem odkryje, że najbardziej obiektywny raport z wszystkich instytucji, które sie ta katastrofa zajmuja mógł przygotować MAK, choćby dlatego,ze nigdy lotniska Siewiernyj nie certyfikowała.
    Najmniej wiarygodny będzie raport polskiej komisji rzadowej, bo tu rzad jest sedzia we własnej sprawie.
    Już mataczyli, że nie maja nagran z wieży i w ciagu jednego dnia musieli to odszczekać.

    A Ziemkiewicz tym , co pani cytowała udowadnia tylko, że nigdy samolotem nie leciał. Bo gdyby leciał, toby wiedział, że to zagłuszanie nagran ( wg niego celowe) to ryk silników, słyszalny w najlepiej nawet wyciszonej pasazerskiej kabinie, a cóż dopiero w kokpicie.

    Przepraszam, za brak niektórych polskich czcionek, ale zmieniłam właśnie ekran i klawiatura się zbuntowała.
    Pozdrowienia, magrud

  466. Wiesiek59,

    Min. Klich za organizację lotu nie odpowiada. To domena Kancelarii Premiera.
    Klich odpowiada za stan lotnictwa wojskowego, czyli za to, że wojskowi piloci zabili prezydenta i 90 innych osób.

  467. Wiesiek59 19.26

    „Klich częściowo obronił sie w moich oczach, choć powinien odejść……”

    Dobrze piszesz, ale zle myslisz. Wywalic, zwolnic, wypedzic….te swiatle rady i decyzje plyna tu rzeka. Kazdy kto w tym interesie dawno pracuje wie, ze jesli ktos wylatuje to jest wymiana, na lepsze. Nie czepialbym sie, gdybys napisal, ze sierzant Mrowka jest genialny i powinien zastapic Klicha. I dlatego, plus nawalanki, Klicha zwolnic. Albo – ze pani Klempa, super mozg, bylaby lepszym premierem niz Tusk. I dlatego Tuskowi wypada podziekowac. Ale po prostu – zwolnic, zeby ukarac ? Zeby odsunac od decyzji ? I co potem ?Wolalbym aby swiatle pomysly najpierw poprawialy a potem wypieprzaly.Wymienic, nie zwolnic. To chyba mialoby sens.

  468. Magrud!
    Naprawdę, powinnaś zastanawiać się, jakich używasz słów. Nie wolno napisać, że: „wojskowi piloci zabili prezydenta i 90 innych osób”. To jest skandal. Żaden wypadek, czy to statku, samochodu czy samolotu, nawet nie wiem, jak by kapitan lub kierowca był winien, nie można nazwać morderstwem. Niby to odżegnujesz się od nowomowy prawicowej, besztasz Zdziwioną za jej oszolomski styl, a sama uprawiasz taki sam.

  469. magrud pisze:
    2011-01-17 o godz. 00:28
    magrud pisze:
    2011-01-17 o godz. 00:31

    ***… że nigdy samolotem nie leciał. Bo gdyby leciał, toby wiedział, że to zagłuszanie nagran ( wg niego celowe) to ryk silników, słyszalny w najlepiej nawet wyciszonej pasazerskiej kabinie, a cóż dopiero w kokpicie.***

    Cytuję tylko ten fragment „marudy”(sorry za skojarzenie), bo z resztą zgadzam się w stu lub więcej procentach. Właśnie nieraz się zastanawiałem, jak kiepskie są urządzenia nagrywające (mikrofony, magnetofony) w ruskich bombowcach). Latałem co nieco i ruskimi Chopinami, Kościuszkami itp., a Boeingami do Jumbo-jeta włącznie. Ostatnio na miejscach dla niepełnosprawnych – bliżej silników niż kabina pilota i mogłem prowadzić spokojne dyskusje z żoną, która boi się latać. Ryk silników podczas normalnej fazy lotów nie jest straszny, podobnie nie powinien przy lądowaniu wielce utrudnić nagrywanie rozmów. Dlatego też nie rozumiem występowania tych wszystkich wykropkowanych słów. Poza tym można nagrać typowe hałasy w kokpicie tupolewa 102 (jeden z eksperymentów) i próbować „odjąć” od sumy hałasów z nagrań, dobrzy akustycy powinni to umieć, jak też uwzględnienie szumu pochodzącego od prądu sieciowego podczas przegrywania na aktualnych kopiach. Faktycznie to wyposażenie audiowizualne tupolewa musi być żałosne przy aktualnych możliwościach technicznych.
    Podobno po zakończeniu prac MAK’u powinniśmy otrzymać oryginalne czarne skrzynki o kolorze pomarańczowym, może uda się coś więcej zrozumieć? Założenie jest oczywiście śmiałe – skrzynki nie zostały zmanipulowane przez brzydkich Ruskich! W to wiele osób nie wierzy, a nie wiem czy da się takie manipulacje stwierdzić. Słyszałem kiedyś, że skrzynki są produkcji amerykańskiej, a dziś okazało się nazwisko konstruktora, które mi brzmi swojsko, więc już nie wiem w co wierzyć. Proponowałem dość dawno, aby pisowscy „żebracze prawdy” pojechali ponownie do USA tym razem z tymi skrzynkami i za nasze pieniądze, aby eksperci amerykańscy stwierdzili lub wykluczyli manipulacje. Jeśli to jest niemożliwe, wtedy wyrzucić raport MAK’u do kosza, zamknąć sprawę katastrofy i bazować na podstawowym założeniu – ten lot nie miał prawa dojść do skutku w takich warunkach (pogoda + brak nawigatora) i osoba lub osoby, które zarządziły start tupolewa są winne śmierci. Prokuratura wojskowa wyciągnie wnioski z łamania procedur, państwo da odszkodowania załodze, a reszta niech się modli o spokój dusz pasażerów.

  470. duende pisze:

    2011-01-16 o godz. 22:13 i mowi co wie, czyli nic………

    ET

  471. Szanowny Sebastianie,
    trafiles w sedno problemu. Dlatego tez okreslam siebie jako dyletanta intelektualnego, oczywiscie w pozytywnym znaczeniu. I tak wczoraj odkrylem stare(nowe) problemy:
    Landwirtschaft ohne Land….
    Politik(er/innen) und die Volkswahrheiten, statt Wahrheiten…
    Tlumaczac powyzsze:
    Gospodarka rolna bez roli (ziemii)…
    Polityka(politycy) i prawdy ludowe (populistyczne) zamiast prawdy obiektywnej…
    Pozdrawiam.
    ET

  472. staruszek pisze:

    2011-01-16 o godz. 14:54
    i nawoluje do fraternizacji…..Proponuje zaczac od blogosfery i Bonifacetow/-facetek).
    ET

  473. Mysle, ze blogosfera jest tylko pozornym miejscem spotkan z drugim. Nalezaloby sie zastanowic czy drugi, ktorego spotykamy w wirtualnym swiecie istnieje w sensie spolecznym czy jest li tylko bytem fizycznymi czy jednym i drugim. W wirtualnej czasoprzestrzenii wykluczamy atrybuty indywidualnosci drugiego, negujemy jego podmiotowosc, co posrednio prowadzi do samowykluczania. Sami kreujemy nasza socjoontyczna nieobecnosc. Blogosfera pozwala nam zachowywac pozory suwerennosci bez koniecznosci reagowania na drugiego lub nas samych. Samowykluczanie z czasoprzestrzenii jest jednoczesnie srodkiem do tworzenia czy obalania mitow. Jedyny kontakt, ktory jest mozliwy, to kontakt z samym soba. Mozna go oczywiscie powielac tworzac kolejne wpisy pod kolejnym pseudonimem. Nie mamy jednak szansy na dialog i mam nadzieje, ze piszacy zdaja sobie z tego sprawe.

  474. Tym bardziej interesuja mnie motywy naszych „wystepow“ w blogosferze, w ktorej tak czy owak skazani jestesmy na niebyt. Tak wiec pozbawieni tozsamosci generujemy informacje wlasciwie nikomu niepotrzebne, traktujac interlokutorow instrumentalnie. Nie postrzegajac realnych znakow czy nie otrzymujac realnych sygnalow tracimy orientacje w wirtualnym swiecie. Swiat, w ktorym brakuje tozsamosci, relacji spolecznych, w ktorym poruszamy sie spotykajac prototypy czy stereotypy pozbawiony jest historii oraz archetypu pamieci spolecznej. Blogosfera daje nam tylko zludzenie bycia razem.

  475. Zajmujemy sie niby tym samym, znajdujemy sie jednak w totalnej izolacji podczas pozornych lub pozorowanych dialogow, najczesciej jednak monologow. Tworzymy wiec pozorna wspolnote, ktora swoj poczatek i koniec znajduje we wspomnianej izolacji.. Molekuly niezbedne do spolecznego zaistnienia tak czy owak niewidoczne, nie wystarcza na tworzenie realnego wspolnego miejsca.

  476. I tak blogosfera daje nam tylko zludzenie wolnosci i poczucia wnetrza. Faktycznie widzimy w blogosferze jedynie odbicie wlasne (doslownie) lub odbicie wlasnej twarzy. Traktujemy ja narcystycznie rugujac z resztek swiadomosci czas i miejsce na intelektualna refleksje.

  477. Powyzsze kawalki tekstu sa odpowiedzia na wpis Sebastiana.
    ET

  478. Czytajac kolejne wpisy (tym razem Bonifacetki) czuje sie poniekad zowowiazany do kontynuowania wpisu/ sciagi dla „wietrznie“ wczorajszych, ukrytych i jawnych antysemitow oraz jednych i drugich. Dziwi mnie, ze niektorzy nie zauwazaja w sobie obecnosci kultury zydowskiej. Zakladajac, ze 10% populacji ( w miastach 30%) pozostawilo niezatarte slady w naszej kulturze, powinna ona byc obecna nawet u „wietrznie“ watpiacych, obojetnie czy zdziwionych czy tez nie. Naiwnie zddziwiona, dziwi sie i uwaza kazda negatywna postawe/opinie wobec antysemityzmu jako objaw filosemityzmu. Zaluje, ze w postrzeganiu swiata przez nia nie ma miejsca na „normalnosc“ i polityczna poprawnosc. Ona potrafi poruszac sie tylko miedzy skrajnosciami, od sciany do sciany. Redukuje swoje jestestwo do CD. W ten sposob nasza rzeczywistosc staje sie ponownie autystyczna jak w czasach zaprzeszlych. Zaluje ciagle, ze autor nie zajmuje stanowiska wobec Bonifacetow-facetek i ciagle ogranicza sie do anegdoty w opisywaniu czasow zaprzeszlych.
    ET

  479. Absolwencie!
    „…Dubienieckim czyli Pierwszym Zięciem …”
    Po pierwsze nie mówi się „Pierwszym Zięciem” tylko „Oficjalnym Zięciem”. 🙂 A jak już wyliczasz, to zdaje się nie „Pierwszym” a „Drugim” 🙁

  480. „A Ziemkiewicz tym , co pani cytowała udowadnia tylko, że nigdy samolotem nie leciał. Bo gdyby leciał, toby wiedział, że to zagłuszanie nagran ( wg niego celowe) to ryk silników, słyszalny w najlepiej nawet wyciszonej pasazerskiej kabinie, a cóż dopiero w kokpicie.”
    Magrud!
    Na temat nagrań i stenogramu trzeba wiedzieć, że MARS-B nagrywa na trzech ścieżkach, pierwsza ścieżka to rozmowy z mikrofonu pilotów, jest pozbawione szumów. Drugi bodajże radio, też pozbawione szumów, dopiero trzecia ścieżka, taki mikrofon w kabinie wprowadza te szumy. Nam prezentowano sumę, analizowano (myślę) poszczególne kanały osobno. Według polskich wojskowych i według raportu MAK to co po polsku powiedziano „deszyfrowali” (interpretowali) polscy przedstawiciele przy akredytowanym.

  481. Info dla ciagle watpiacej…..

    Mit o Zydokomunie opisuje trafnie Krystyna Kersten. Zydzi stanowili 0,16% – 0,29% polskich komunistow przed wojna. Warta lektury jest praca Andrzeja Paczkowskiego “Zydzi w UB. Proba weryfikacji stereotypu”. Faktem jest, ze Zydzi nie odgrywali roli kluczowej w budowaniu komunizmu importowanego z ZSRR. Dziwi mnie przy tym percepcja Jaruzelskiego, ktorego wielu z nas chetnie oczysciloby z winy, polegajacej nie tylko na legitymizowaniu porzadku z czasow zaprzeszlych. On ten porzadek wspoltworzyl. Mamy czesto do czynienia z dwoma negujacymi sie mitami; AK mordujaca Zydow i Zydzi w UB mordujacy Polakow. Na 28.000 kadrowych pracownikow UB, 438 bylo Zydami. Dziesiatki lat po wojnie mozliwa jest rzetelna analiza tamtych czasow bez uciekania sie do relatywizowania losu Zydow polskich. Poza tym synowie oraz corki Zydow aktywnie dzialajacych w owczesnym apracie bezpieczenstwa zaplacili adekwatna cene w swojej walce aby Polska byla Polska (KOR) wiezieniem i ponizeniem. Zaplacili tez proba pokazania prawdy: Polecam lekture Jidele i artykulu “Zydzi i komunizm”. Mimo ze urodzeni ponad dwadziescia lat po smierci Stalina nie uciekaja od odpowiedzialnosci za zlo wyrzadzone przez ich protoplastow. Nie neguja koniecznosci poczucia odpowiedzialnosci. Ciekawe sa slowa Piotra Pazinskiego. Podobnie reaguja mlodzi Niemcy, pracujacy w bylych obozach w ramach akcji Sühne.

  482. Apel do “wietrznie” watpiacych…..

    Ciekawe jest spostrzezenie H. Grynberga; … w Polsce nie ten jest Polakiem, kto sie uwaza za Polaka, tylko ten kogo uwaza sie za Polaka. Tak samo jak Zydem jest nie ten, kto sie uwaza za Zyda, lecz ten, kogo uwaza sie za Zyda. Bycie jednym i drugim jest wykluczone. Bycie Polakiem i katolikiem natomiast powszechne?

    Obecni kontynuatorzy mysli narodowej nie maja nic nowego do powiedzenia. Dlatego wazne sa wpisy i ich tenor w blogosferze. Obecni tu patrioci bezwiednie lub celowo prowokuja i wywoluja ducha czasow, wydawaloby sie zaprzeszlych.

    Fakt ukrywania antysemityzmu nie swiadczy o jego zaniku. Antysemici ulegaja rowniez pewnemu procesowi rozwoju i zmieniaja tenor swoich wypowiedzi. Zmian tych nie mozna jednak postrzegac jako zanik antysemityzmu. Mam nadzieje, ze w blogosferze swiadomosc odpowiedzialnosci za nasza przyszlosc bedzie nadal rosla.

    Mamy bowiem czesto do czynienia z dwoma negujacymi sie mitami; AK mordujaca Zydow i Zydzi w UB mordujacy Polakow. Moim zdaniem, dziesiatki lat po wojnie mozliwa jest rzetelna analiza tamtych czasow bez uciekania sie do relatywizowania losu Zydow polskich. Poza tym synowie oraz corki Zydow aktywnie dzialajacych w owczesnym aparacie bezpieczenstwa zaplacili adekwatna cene w swojej walce aby Polska byla Polska (KOR) wiezieniem i ponizeniem. Zaplacili tez proba pokazania prawdy: Mimo ze urodzeni ponad dwadziescia lat po smierci Stalina nie uciekaja od odpowiedzialnosci za zlo wyrzadzone przez ich protoplastow. Nie neguja koniecznosci poczucia odpowiedzialnosci.

    Przychodzi mi na mysl Canetti; “tylko ten kto jest w stanie poczuc wstyd, traktuje siebie powaznie”. Druga, pozytywna strona odslaniajaca szarocienie naszej przeszlosci broni sie sama i nie widze koniecznosci jej zaznaczania. Mowienie jednak o dzisiejszym antypolonizmie, gdy zajmujemy godne miejsce w strukturach europejskich jest przynajmniej nieporozumieniem. Porownujac przytoczone argumenty swiadczace o obecnym antysemityzmie w Polsce z potencjalnym i realnym antypolonizmem zaczynam sie zastanawiac, czy Polacy wychodza sobie na przeciw, czy przeciw.

    Nie mozna rowniez twierdzic, ze los Zydow w Polsce byl spolecznie obojetny. Najchetniej widzianoby ich poza granicami kraju. Napawa smutkiem fakt, ze podobnie myslano po ostatniej wojnie, gdy nie chodzilo juz o 10%, lecz o 1 %. populacji. Mowienie przy tym o dominacji Zydow w polskiej polityce po wojnie jest conajmniej niedorzecznoscia. Stereotyp dominacji politycznej Zydow funkcjonuje i nikomu nie przyjdzie do glowy, aby to po prostu sprawdzic.

    PS
    Utozsamianie autora z narratorem jest niedorzeczne, w przypadku Kosinskiego rowniez. Przyproszenie oka uniemozliwia odroznianie fikcji literackiej od rzeczywistosci.

  483. Pytane do obecnych w blogosferze….
    Czy w najblizszym czasie beda mialy miejsce wybory w Polsce?
    ET

  484. @ET
    Ja się nie fraternizuję. Za ewentualne przypadkowe elementy mogące o tym świadczyć przepraszam.

    Ja protestuję przeciw przerywaniu mego milczenia wobec blogowego chamstwa.
    Z czym i z kim ja mam się głośno na blogu nie zgadzać lub zgadzać, to żaden słowotokowy nie będzie mi dyktował. Sumienie to ja mam wlasne i proszę mi się z misją jego naprawy nie wciskać.

    Czytane blogi e-Polityki podają mi kupę duperelnych szczegółów jak jest źle.
    A ja Was pytam zorientowani co zrobić by było lepiej. Tramal dla siebie to ja mam pod ręką. A Was być może rzeczywistość kopnie bo myślicie jak za Sasa.
    Jeszcze po otwarciu Waszych drzwi nie widzicie rodziny chodzącej po domach za chlebem. Jeszcze macie przed oczyma „Papierowy księżyc” i wciskanie Biblii po wysokiej cenie. A przed otwartymi drzwiami Waszego intelektualnego salonu stoi rozpacz! Oj czeka Was wstrząs lęku przed wyjściem na ulicę. Mnie na mojej i sąsziednich pozdrawiają pogodnie.

    Życzę Wasz Jaśnie Oswiecone Szanowe Księżniczki i Książeta samych smacznych ciastek! I nie wyglądajcie przez okno! Oni tam nurkują w Waszym śmietniku!

  485. magrud pisze:
    2011-01-17 o godz. 00:28

    Jak zwykle w dziesiątkę. Gratuluje Ci Magrud.
    Pozdrawiam.

  486. Szanowny ET,

    dziękuję za powyższą garść prawdziwych autenyków…
    Ja bym to wszystko, co się z nami-ludźmi dzieje zresetował do wymiaru- świadomość a sens istnienia. Na tym podłożu, wyjątkowo łatwo , tworzymy doraźne atrapy i podpórki dla naszych , ciągle wykluwającychcsię świadomości. Niestety, nie jest nam, jako gatunkowi dane , zmierzanie w tym aspekcie do Szczęśliwego celu, wyłącznie po osi Czasu. Nasze życia wewnętrzne stwarzane za pomocą takich mediów jak internet, za pomocą bezmyślnych , przystosowawczych praw Natury, mogą nas „wyewoluować ” do…etapu wtórnych kokonów przetrawalniczych.” Pudrowany” ciągle kryzys gospodarczy , którego, ze względu na nowe rozdanie kart wśrod aktualnie liczących się graczy w skali globu, nie da się skutecznie „zapudrować”- doskonale będzie sprzyjał wtórnemu skokonieniu naszych duchowości. Bezmyślne ucieczki do… oraz zanikanie więzi z realnym światem – to proste skutki przystosowywania się do tworzonej przez nas atrapy świata, których, niestety z powodu stanu naszych świadomości w oszarze pytań ostatecznych- nigdy nie będziemy zdolni się wyrzec. Reszta- to tylko pochodne, takiego nszego subtelnego ewoluowania.
    A Wszechświatowi to zupełnie -wszystko obojętne. Kiedy się wyczerpiemy , przestaniemy tworzyć złudy dla naszych świadomości, które , prawie uzasanią nasze istnienie- to rozpłyniemy się jak roztopione lody Grenlandii, zostawiając puste miejsce, dla…owadów/?/…
    Ale póki co, ja się zawezmę, i poukładam tak logiczną , przenikliwą i mądrą wersję katastrofy smoleńskiej, że świat zamrze z podziwu , a ja podaruję ją dla przyszłych pokoleń. Nie muszą mnie za to czcić jak świętego, wystarczy, że na wsze czasy uznają moją WIELKOŚĆ…

    Pozdrawiam,Sebastian

  487. Przepraszam, że tak z butami, z pytaniem do Blogowiczów, ale czy nie macie wrażenia, że cała dyskusja wokół MAK staje się coraz bardziej ponurą farsą? To punktowanie „1:0 dla Rosji”, te groźby, że coś też ujawnimy w odwecie, za alkohol gen. Błasika, te naciski, by Tusk coś zrobił, aby prawda była bardziej „nasza”?

  488. do
    staruszek pisze:

    2011-01-17 o godz. 13:08

    Ciesze sie, ze przejmuje Cie chamstwo blogosfery. Martwie sie, ze odbijasz sie od konserwatywnej do empatyczno-postepowej sciany. Mam jednak nadzieje, ze strona empatyczno-postepowa dominuje w Twoim postrzeganiu swiata. We wpisach nie jest to widoczne. To, o czym piszesz jest znanym problemem, chetnie porozmawialbym z Toba o mozliwych solucjach.
    ET

  489. Znasz-li ten kraj…

    … w którym część społeczeństwa z nostalgią wspomina dawne czasy, kiedy krajem rządził dyktator okradający kraj, ale na ulicach było, czysto, panował spokój i porządek, ludzie mieli pracę, i było lepiej, nawet jeśli przeciwnicy dyktatora regularnie znikali bez wieści, i to na zawsze.

    Chodzi oczywiście o Haiti i o Jean-Claude Duvaliera, który właśnie pojawił się w tym nieszczęsnym kraju.

    Ci, którym nasunął się ma myśl inny kraj niech wyciągną odpowiednie wnioski ze swoich skojarzeń.

    Pozdrawiam.

  490. PAK,

    siała Rosja MAK, i wiedziała jak…

  491. PAKu!
    Piszę o tym od dawna, tu nie chodzi o żadną katastrofę ani prawdę. To jest utrzymywania wrzenia politycznego cały czas na powierzchni, jak nie Kaczyński, to Tusk stale o tym przypominają. Gdyby nie podział Polski na te dwa obozy i utrzymywanie cały czas pokazowej wrogości, już dawno byłby spokój.

  492. @magrud, 00:31 – to było w skali (-)
    czyli
    niedopuszczalne

  493. PAK , 14:11
    „… czy nie macie wrażenia, że cała dyskusja wokół MAK staje się coraz bardziej ponurą farsą? ”

    – straszne i ponure jest to, w jaki sposób media i „ludzie” (cudzysłów usprawiedliwiony) tych mediów tę dyskusję „obsługują” – prowadzą, judzą, podpuszczają, mylą, nakręcają,
    – a politycy -cóż, grają, jak im się pozwala- lub , jak wydaje im się, że muszą

    Tylko…- co z tego wszystkiego zostaje w głowach publiczności ? …

  494. PAK pisze:

    2011-01-17 o godz. 14:11
    Ja wogóle myśle że już nam nic nie pozostało jak tylko rozdzieranie szat nad tą katastrofą. Zmuszają nas do tej załobnej afirmacji rodziny niektórych ofiar. tam zginęło 96 osób . Czy widziałeś kogoś innego w telewizji nad Wassermanówne, Panią Gosiewską, Jarosława z cała rodziną(łacznie z Rodziną Radia Maryja)Pana Świata(od Natali)czasem pojawi sie niby rozsądniejszy pan Deresz. Paru jeszcze sporadycznie po katastrofie wystepowało reszta zajmuje sie własnym ciężkim losem albo po prostu chcą być dać im spokój by mogli sami uporac sie ze stratami.Opinia publiczna przez cały ores śledztwa była karmiona jak ta trzódka, przynajmniej raz w tygodniu jakaś sensacja komentowana przez owe rodziny czy ich reprezentantów adwokatów. Myśle że gdyby sie zachowywano ciszej nad ta trumną to raport MAK-u byłby inny. Naciski na sprawe pewno spowodowały taki a nie inny jego charakter. W końcu jeśli ruscy byli ciągle podejrzani o matagtwo( może i takowe było) to zgodni byli i jak ten pijany mąż wracający po północy do domu oświadcza jazgotliwej żonie wyyykraakaaałaś. przecież to pewnie oskarżenia o zamach i inne spowodowały że ruscy nie umiescili w raporcie własnych błędów które byłyby wodą na młyn. Bo cóz powiedzieć o słowach szefowej od dyplomacji–„Dziś czujemy na twarzach wilgoć. Czy to łzy, czy ktoś napluł nam w pysk? Obudźmy się, już pora”. Jakaś nawiedzona czy Swiadek Jechowy.
    Wiem że to co pisze jest rażace ale jakos dziwnie zgadzam sie z forma stosowana przez mego rówieśnika imiennika Pana Ogórka ocena działaczy w sprawie pochówku na Wawelu
    „W „Rzeczpospolitej” jeden autor poświęcił dwie strony na to, aby udowodnić, że nikt nie podsunął pomysłu o pogrzebie na Wawelu. Zabrakło mu już jednak miejsca na odpowiedź, w jaki sposób w takim razie pogrzeb ten się tam jednak odbył”
    w sprawie katastrofy też wszyscy chcą Prawdy byle to nie była ta wydana w Moskwie

  495. Hmmm, Passenta gdzieś wcięło. Bez znaczenia. Tym bezrobotnym, co cały dzień tłuką w klawiaturę i tak jest na nic potrzebny.

  496. Z maila:

    „… „Tunezja, od dawna to byl jeden z najbardziej znienawidzonych rezimow arabskich, z powodu malo porownowalnego terroru policyjnego (Algieria w porownaniu jest „oaza wolnosci i pluralizmu” na przyklad), slepego poddania sie obcym mocarstwom (Francja w duzej mierze, a obok na mniej widocznym miejscu ale i tak zbyt widocznego wplywu Izraela i USA), ogromnej korupcji (szczegolnie ze strony licznej rodziny zony prezydenta), biedy przy obecnosci zagranicznego kapitalu korzystajacego z takich ulg podatkowych, ze malo az takich przykladow na swiecie (i co za tym idzie pelne poparcie MFW ; partia Ben Ali jest czlonkiem ….Miedzynarodowki „socjalistycznej'” a Strauss-kahn lider MFW jest jednym z glownych szefow francuskiej partii „socjalistycznej”), bliskosci Europy zachodniej i jej poziomu zycia i swobod oraz rozpowszechnionej prostytucji dla turystow zagranicznych jako zjawisko zbyt masowe …nie mowiac o represji wobec religii i „tozsamosci” narodowej przy dobrze wychowanej elicie intelektualnej. Wiec to wszystko wczesniej czy pozniej musialo runac …

    Rezim dlugo pielegnowal swoja opinie zagranica argumentujac,
    1/ ze „zwalcza islamizm” (tajniacy sprawdzili np. kto „zbyt czesto” chodzil do meczetu, kto nosi chustke w przypadku kobiety i kto odprawia wymagane piec modlitw dziennie …a to starczylo zeby cala rodzina byla zapisana na listach podejrzanych, a funkcjonariusz panstwa nawet byl zwolniony za to …A taka kontrola mimo, ze nominacja imamow byla scisla poddana kontroli ze strony bezpieki) oraz,
    2/ ze zapewnia „rownosc plci” …Rownosc ktora istniala owszem …dla wyzszych klas spoleczenstwa. Dla nizszych klas, stopien bezrobocia np. kobiet byl duzo duzo wiekszy (w ogole stopien bezrobocia oficjalnego w Tunezji jest ok. 20%). …Taka o rownosc…

    Runelo wiec rezim spontanicznie. Choc wojsko szybko zareagowalo (odsuniete na bok w kraju gdzie jest ok. 30 000 zolnierzy przy powyzej ….150 000 samych policjantow, nie mowiac o sluzbach specjalnych …lepiej uzbrojonych od wojska : caly aparat bezpieczenstwa liczy okolo 250 000 ludzi dla kraju majacym 10 milionow ludnosci ; a na dodatek kilka lat temu caly sztab generalny wojska zginal w wyniku bardzo dziwnego „wypadku”).
    Wojsko wiec najpierw sie nie zgadzalo strzelac do ludu, tylko pilnowac ulice, na co Ben Ali zareagowal postawiac szef sztabu generalnego w areszcie, co nic nie zmienilo, wojsko nie strzelalo, tylko bezpieka…

    Teraz szef sztabu wyszedl na wolnosci i odzyskal swoja funkcje. Policja wiec pozostala sama „na placu boju” z narodem ktore nie chcialo wracac do domow mimo strzelaniny i godziny policyjnej. A skoro represja tym razem juz nic nie dala bo gniew byl nie do opanowania …to musial Ben Ali, zapewne i za rada obcych mocodawcow, uciec „tymczasowo”, liczac, ze oddzialy specjalne spowoduja taki burdel, ze narod bedzie chcial powrot do (jego) porzadkow, ale wojsko wzielo gore i zaczelo tlumic oddzialy policyjne co sialy strach po kraju po odlocie Ben Ali. No i powstaje nowy rzad.

    …No i dalej co bedzie ? … Zapowiadany rzad z legalna opozycja nie bedzie mial pewnie wielkiej bazy spolecznej w momencie kiedy narod przestal sie bac. To troche tak jakby w 1989 r. (w innym owszem calkiem kontekscie) premier z rezimu zaproponowaloby w Polsce koalicja ZSL-SD bez PZPRu i bez Solidarnosci. A kazdy wie, ze legalna opozycja w Tunezji byla czysto figurancka w tym rezimie, calkiem pod kontrola bezpieki. Wiec kwestia zasadnicza, to co dalej z ….nielegalna opozycja czyli z jednej strony komunisci maoisci (Robotnicza partia komunistyczna Tunezji… bo inni „komunisci” (byla orientacja pro-radziecka) sa wlasnie czescia tej „legalnej opozyci” obok tzw „liberalow-demokratow” figurantow tez), oraz z drugiej strony islamisci (z partii Ennahda : odrodzenie) oraz powstalych w wyniku manifestacji oddolnych branz bylego aparatu zwiazkow zawodowych ktore w wielu miastach pokierowaly manifestacje, a od przedwczoraj tez spontanicznie powstale dzielnicowe komitety bezpieczenstwa utworzone przez obywateli zeby zapewnic porzadek przeciwko gangom policyjnym siejacych balagan, grabieze i mordy po odlocie Ben Ali.
    Ben Ali sie chyba przeliczyl juz, ze spowoduje wojne domowa co pozwala mu wrocic, bo wojsko opanuje po malu sytuacje, choc ma mniej ludzi od sil bezpieczniackich, ale jest lepiej zorganizowana. A sily bezpieczenstwa sa widac juz w stanie chyba rozsypku …Kazdy pilnuje juz wlasny interes a zaczyna dzialac na wlasna reke, najlepiej starajac sie uciekac zagranica.

    Tyle co do Tunezji …ale moze to dopiero poczatek w innych krajach, bo widac, ze przyklad tunezyjski dziala juz w Jordanii, Jemenie, Algierii, a nawet w Saudii byly protesty przeciwko goszczeniu Ben Ali. Oprocz Syrii ktora otwarcie sie cieszy z „rewolucji” i „powrotu Tunezji do niepodleglosci”, nie ma szefa panstwa arasbkiego ktore nie mysli „…A moze po Ben Ali, to bedzie i moja kolej … ?” Wiec trzymaja kciuki zeby w Tunezji sie uspokoilo szybko. Iran oczywiscie zadowolony. Jeden z jego przywodcow podkreslil, ze „dyktatorzy ktore sie opieraja o zagraniczny zold zrozumieli chyba, ze USA ich zostawia jak Ben Ali w momencie kiedy przestaja dla nich byc efektywni”.
    Radykalni Palestynczycy sie ciesza (Hamas, Dzihad, Front ludowy), a Abbas sie martwi bo ma wiele powiazan z bylym rzadem Tunezyjskim.
    Jednym slowem „ulica arabska” tryumfuje a szejchowie i generalowie sie martwia. …Nafciarze pewnie tez.

    USA zapewne zareagowaly (przy oporze Sarkozyego ktore dlugo podtrzymywal im w nadzieje, ze sie uspokoi. Francuska ministrowa spraw zagranicznych nawet ofiarowala „pomoc w przekazaniu „umiejetnosci” francuskiej policji dla tunezyjskiej policji” !!!) pchajac zapewne Ben Ali do ucieczki zanim caly aparat runie, ale to i tak troche za pozno mi sie zdaje.

    …Jak dojdzie do uspokojenia w Tunezji jakims tam kompromisem miedzy wojskiem, legalna „opozycja” a nielegalna opozycja, jest mozliwosc, ze jakos 2011 r. bedzie spokojnie w swiecie arabskim, ale jak to dopiero pierwszy etap a la „rewolucji lutowej” w Tunezji, mysle, ze ruch rozprzestrzeni sie na wiele krajow arabskich, a moze na wszystkie … nie mowiac o tym, ze po drugiej stronie akwenu, Grecy i Hiszpanie tez maja powazne zastrzezenia wobec polityki swoich rzadow, UE i MFW… Moze rok 2011 bedzie ciekawe na swiecie !!! ????

    Kolejna kwestia to : czy sojusze zawarte tu czy tam (Tunezja, Jordania) miedzy marksistami radykalnymi i islamistami radykalnymi (nie mowie o konserwatystach islamskich a la Saudia, ani tez o prowokatorach a la Al Kaida) sie utrzymaja przeciwko wladcom czy nie ? Na razie wspoldzialaja przeciwko starym strukturom w Tunezji i w Jordanii, a wyglada na to tez, ze i w Egipcie.

    Kilka scen z rewolucji tunezyjskiej :

    (przy dzwieku hymnu irackiego sprzed 2003 r. ze slowami : „o moja ojczyzna, kiedy Cie wresczie zobacze wolna i wielka …”)

    zeby skonczyc muzycznie, ostatnie klipy muzyczne tunezyjskie z okazji rewolucji (po arabsku ale styl zrozumialy) :

    pozdrawiam…”

  497. Kilka scen się nie skopiowało, ponawiam:

    Kilka scen z rewolucji tunezyjskiej :

    http://www.youtube.com/watch?v=HoVLnECq16w&feature=related

    http://www.youtube.com/watch?v=9SgfKtjhkBI&NR=1 (przy dzwieku hymnu irackiego sprzed 2003 r. ze slowami : „o moja ojczyzna, kiedy Cie wresczie zobacze wolna i wielka …”)

    zeby skonczyc muzycznie, ostatnie klipy muzyczne tunezyjskie z okazji rewolucji (po arabsku ale styl zrozumialy) :

    http://www.youtube.com/watch?v=rhHFl0MSyyY&feature=related

    http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=rZWj4emJtZ4#t=33s

  498. staruszek pisze:

    2011-01-16 o godz. 20:13
    Polityczna poprawność, prawa człowieka i globalne ocieplenie stały się formą nowej wiary w Zbawienie Białego Człowieka.

    Moj komentarz;
    powyzej przyklad prawej sciany….
    ET

  499. ET @ 10:58

    Zachęciłeś mnie do przeczytania kilku twoich wpisów.
    Całkiem niezłe, szczególnie utwkił mi ten ze staruszkową solucją. ( solucja – najlepsza po praniu? ).

    Chętnie poczytam więcej – ale dopiero na emeryturze. Na dzień dzisiejszy wyzwanie pracy dla dobra ludzkości wisi nade mna jak miecz. Ciasto-pieniądz oznacza, ze blogi mam dawkowane max. 60 minut tygodniowo.

    A ja też chciałbym tak jak ty : dużo i tanio…. Zazdroszczę!

  500. Wypelnianie przestrzenii miedzy fetyszem, a fatum w drodze do swietosci..
    oraz uwagi o znaczeniu kultury zastepczej (mitow) w wstepujacym swiecie.

    Wydawaloby sie sie, ze takie proby maja w sobie strzepy atawistycznej potrzeby zaznaczenia obecnosci, miejsca etc..

    Z drugiej strony zdajemy sobie doskonale sprawe, ze sam rozum nie gwarantuje nam wiecznosci, bo przemijanie i smierc nam ciagle towarzysza. Wspolczesna antropologia nie widzi juz sprzecznosci w dualizmie zmyslowosci, rozumu oraz ciala. Tak zachowujemy sie od tysiecy lat, gdy boski swiat traci dla nas swoja sile i znaczenie. Kolejne wpisy nie tylko domoroslych psychologow oraz politologow w blogosferze ilustruja fakt, ze poruszamy sie w obszarze kultury zastepczej. Stworzylismy wiec mozolnie przestrzen dla obecnosci mitu, ktory w naszym zyciu staje sie skad inad imperatywem. Zastepuje on bowiem sztuczny oraz wszechobecny patos czasow zaprzeszlych. Mitem posluguja sie historyczni psycholodzy oraz poganiajacy ich historyczni politolodzy wypisujacy kolejne „les duperelles“ w blogosferze.

    Nawet znany felietonista odwoluje sie do wiary piszac o swojej przeszlosci politycznej (nie wierzyl w komunizm, wierzyl natomiast, rzekomo w socjalizm, co bylo mu i nam zakazane). Wspolne postrzeganie swiata umozliwa nam w znacznej mierze uproszczenie jego zlozonosci. Jesli w cokolwiek wierzymy, musi to siegac obszaru prawdy i tylko nasza wiara jest w stanie to potwierdzic. Czy przedmiot (zjawisko) naszej ciekawoscijest jednak prawdziwy(e) nie ma zadnego znaczenia. Wazne jest nasze subiektywne postrzeganie owej „prawdy“. Kazda fobie mozna minimalizowac jakimkolwiem Ersatzem. Dlatego mity sa rowniez wszechobecne w naszej wspolczesnej kulturze. Dlatego traktujemy teorie spiskowe prawie jak odzywki dla dzieci. Tylko w ten sposob mozemy zachowac zdrowa kondycje spoleczna. Stawiamy w ten sposob opor wiedzy, nawet gdy ratio nam podpowiada zachowanie umiaru w naszych pseudopsychologicznych dywagacjach. Oddalamy sie wiec na kilka chwil od psychologii kognitywnej i zadowalamy sie przestrzenia, w ktorej nie ma miejsca na sens, spojnosc, zwiazek przyczynowo-skutkowy etc..Godzimy sie na czekanie, na chwile olsnienia w sytuacji nawet najbardziej beznadziejnej. Nie probujemy rozwiazywac problemow wedlug jakiejkolwiek metody, wybieramy oportunistycznie wiare w cokolwiek jako dostepna wszystkim opcje (kolektywizm).

    Ocieramy sie w ten sposob o pozorna rzeczywistosc rugujac z naszej nieswiadomosci, oczywiscie na miare naszej intelektualnej mozliwosci, wszelkie racjonalne argumenty. Wierzymy bowiem ciagle w niecodzienne, nagle uzdrowienia naszej woli oraz naszej mysli. Wystarcza nam proste rytualy (stad ta niepodzielna tesknota za totemami czasow zaprzeszlych), aby osiagnac stopien samozadowolenia umozliwiajacy nam funkcjonowanie w czasie i przestrzenii. Zapominajac przy tym, ze sa one nam wprawdzie dane, pomijamy fakt mozliwosci ich ksztaltowania. Te prosta zasade negujemy, bo obawiamy sie odpowiedzialnosci za kazdy czyn, nie obawiamy sie natomiast odpowiedzialnosci za brak czynow, za nasza intelektualna inercje. Inercje, ktora wypelniamy pozornymi dzialaniami, kierujac sie mitem oraz codziennym rytualem, obecnoscia krzyza np..

    Wymieniona postawa jest typowa postawa kompensacyjna. Tak funkcjonuje kazda ideologia, tak funkcjonuje populizm, tak funcjonowala ideologia narodowa. My natomiast spychamy te odpowiedzialnosc za samouprzedmiotowianie sie na politykow, najchetniej na jednego wybranego doraznie polityka, lub na Wszechmogacego, sami pozostajac w cieniu. Podobnie reagujemy poddajac krytyce obrazy nam obce, zjawiska nam niechetne. Chetnie natomiast zapominamy, ze to nasza postawa lub jej brak ma znaczny wplyw na biezaca polityke, na tworzenie sie nowych ideologii. Prawdy i problemy wielostronnie zlozone probujemy rozwiazac jednostronnie, przy czym ulegamy zdziwieniu, ze swiat nie jest krazkiem, lecz kula. Nie uwalniamy sie jednak od konfliktu miedzy irracjonalnym bytem w racjonalnym swiecie, a naszymi tesknotami za idealnym obrazem rzeczywistosci. Stad juz niedaleko do skrajnych ideologii, bo same obrazy czesto nie wystarcza.

    Nierozwiazywalny problem chrzescijanskiej wolnosci woli i niezbednego pragmatyzmu nie otwiera nam jednak drogi poza nasza rzeczywistosc. Dlaczego godzimy sie na obecnosc fatum w naszym zyciu, jako czesc boskiego planu. Wydaje mi sie, ze fatum ulatwia nam zaakceptowanie stanu obecnego i nieznanego stanu przyszlego. Jednak jedynym powaznym kryterium, ktorym mozemy sie poslugiwac jest przeszlosc. Czerpiac wiedze z przeszlosci mozemy minimalizowac stale konflikty wynikajace z powyzej opisanego dualizmu i ksztaltowac obecna rzeczywistosc, wbrew lekowi, kryzysowi i grozacej katastrofie. Zdaje sobie oczywiscie rowniez sprawe z tego, ze swiat, w ktorym przyszlo nam zyc nie jest z gory opisany, ze bardzo wiele zalezy li tylko od nas samych. Dziwi mnie wiec zgoda wielu na obecnosc „nadbytu“ w naszym bycie.
    ET

  501. Torlin pisze:
    2011-01-17 o godz. 15:27

    aqa pisze:
    2011-01-17 o godz. 15:57
    ———————————————————————————————————

    Tak więc trudno nie zacytować zwrotu z czasów niezapomnianego towarzysza
    „Wiesława” :”komu na tym zależy, kto się za tym kryje?”.

  502. do
    Sebastian pisze:

    2011-01-17 o godz. 13:55

    Szanowyn Sebastianie,
    tak, okruchy zycia , wspomnienia, tesknoty, marzenia oraz po-ped „pozwalaja” nam dalej zyc.
    ET

  503. magrud pisze:
    2011-01-17 o godz. 00:31

    Chyba się nie rozumiemy.
    Klich, jako minister, powinien odpowiadać tak jak Ćwiąkalski- za WSZYSTKO
    Jednak nie jest jego winą, że posiadając w armii ponad 140 generałów- o czym kiedyś pisałem i zasadę jednoosobowej odpowiedzialności , przyjętą w armii całego świata za normę, nie był w stanie zdymisjonować Błasika- pomimo swoich starań.
    Za co ci Panowie biorą pieniądze?
    Na księciu Konstantym, za pomocą masowych samobójstw oficerów Królestwa Polskiego, dało się wymusić wprowadzenie zmian.
    Obecni odpowiedzialni- OFICEROWIE!!!- nie poczuwają się do winy.
    Słyszałaś o jakiejś dymisji, jako formie sprzeciwu?
    Ostatni był chyba Koziej….
    Przykre, ale dowództwo lotnictwa zostało w ostatnich latach wybite do nogi przez ciąg przypadków. Polityka a nie kompetencje decydowała o awansach w CAŁYCH siłach zbrojnych.
    Styropianowcy sprawdzają się niestety w jednej dziedzinie- LIKWIDACJI poprzednio funkcjonujących struktur…… niestety….
    Romantyczne to takie
    „bo dzieło zniszczenia będzie w dobrej sprawie tak wielkie jak dzieło stworzenia”….

    Wyliczać?
    stocznie
    kopalnie
    kolej
    wywiad
    przedszkola
    szkolnictwo
    służba zdrowia
    i parę innych dziedzin
    „jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz”…..

    Za błędy rządzących niestety płacimy wszyscy.
    Analiza majątków byłych posłów i ich przyrosty, mogłyby być ciekawe dla dziennikarzy…..

    Całą tkankę socjalno- społeczną musimy w przyszłości odtworzyć.
    Ale to już nie za mojej kadencji….

  504. ET pisze:
    2011-01-17 o godz. 12:07

    Pytane do obecnych w blogosferze….
    Czy w najblizszym czasie beda mialy miejsce wybory w Polsce?
    —————————————————————————————
    Nie.

  505. staruszek pisze:
    2011-01-17 o godz. 13:08

    Trudno z e-Polakami, dyskutować o problemach w kraju.
    Oni mają własne problemy.
    Moja kuzynka ocalała w Brisbane, ale dinghy przygotowała…..
    Rady zza Wielkiej Wody niewiele nam pomogą.
    Nie ten klimat, mentalność, świadomość prawna, kultura.
    Oni się nie zmienili. Z jaką świadomością i wiedzą wyjechali, taką mają o Polsce do tej pory. Zmiany wymagają współuczestnictwa.

  506. Teresa Stachurska pisze:
    2011-01-17 o godz. 16:54

    Mam podobne skojarzenia i odczucia……
    COŚ będzie się działo……
    A jak to wpłynie na nasz grajdołek i jakie nieuniknione skojarzenia wywoła?
    Dziwne, ale od czasu końca „zimnej wojny” tych zjawisk coraz więcej.

  507. Indor prawdziwy 18.48
    Czy ktos cie wrzucił do pralki i wyprał z poczucia humoru ?
    Ten cwaniaczek Dubieniecki jest na takiej zasadzie Pierwszym Zięciem, jak Pierwsza Dama czy Pierwszy Pies róznych prezydentów, Królow i Premierow.
    No comments.
    Ale zachodzę w głowe jak to sie stało ze wszystkie media pogłupialy do tego stopnia dzisiaj od rana w kółko trabią iz Dubieniecki „wierzy w zamach”. Tak jak gdyby byl to jakis pilot z kilkunastotysiecznym nalotem na Tu 154 lub wspaniały detektyw czy wybitny polityk, a nie gó*****z który od dawna kombinował jak by tu zrobic karierę.
    Niestety po drodze wkopał sie w kolosalna aferę finansowa w SKOKU i może wyladowac pod celą na wiele lat, a cala kariere diabli wezmą. Jedynym ratunkiem dla niego jest uchronić sie od więzienia poprzez stanie się OFIARA przesladowań jako głosiciela PRAWDY O ZAMACHU.
    Czy w tych debilnych TVN i Polsatach nie ma ani jednego myslącego człowieka ktory by dowiedział sie i powiedział głośno kim jest karierowicz i malwersant Dubieniecki ? Przecież o sprawie SKOKU wiadomo juz od conajmniej od kilku miesiecy ?

  508. Z Danii
    „Dziennikarze wiadomosci odkryli wstrzasajaca prawde o dunskich szpitalach.
    Otoz lekarze przy nazwiskach pacjetow wpisuja rozne skroty literowe, rodazj kodow, ktory jak dotad byl znany tylko lekarzom.
    Jak dotad bo wczoraj tajemnica zostala odkryta i tak tlumaczac na polski kod NR oznacza nie reanimowac w przypadku zatrzymania pracy serca albo NL nie podawac leku ratujacego zycie itd. Lekarz, ktory sie wypowiadal w tym temacie twierdzil, ze robia to w zgodzie z rodzina pacjenta jednak, jak pozniej sie okazalo, byla to ostatnia z trzech prawd ( gowno-prawda).
    Uwarzam, ze odkrycie jest dosc straszne z dwoch powodow
    1. co z dochowaniem przysiegi Hipokratesa?
    2. co z nasza staroscia ?”

    Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4419.0

  509. duende pisze:

    2011-01-16 o godz. 22:13

    Szanowny Panie duende

    Czesto watpie w rozsadek wielu piszacych na tym blogu. Pan utwierdza mnie w zwatpieniu swoimi religijnymi i anatomicznymi dywagacjami. Jedne i drugie sa siebie warte choc tak bardzo sie od siebie roznia. A to ze mam zamiar przypominac blogowym moralizatorom o ich niemoralnym zachowaniu nazwijmy moja slaboscia.

    Slawomirski

  510. Janina Nowicka pisze:

    2011-01-17 o godz. 16:52

    „Tym bezrobotnym, co cały dzień…”

    Odezwala sie pani robotna.

    Slawomirski

  511. PAK pisze:

    2011-01-17 o godz. 14:11

    To nie farsa.
    To polska glupota.

    Slawomirski

  512. staruszek pisze:

    2011-01-17 o godz. 13:08

    ” Sumienie to ja mam wlasne i proszę mi się z misją jego naprawy nie wciskać.”

    Sumienie doskonale to absolutna bzdura.

    Slawomirski

  513. ET pisze:

    2011-01-17 o godz. 12:07

    „Pytane do obecnych w blogosferze….
    Czy w najblizszym czasie beda mialy miejsce wybory w Polsce?”

    Tak.
    Bedziemy wybierac Miss Czestochowy.

    Slawomirski

  514. ET pisze:

    2011-01-17 o godz. 11:22
    „Mysle, ze blogosfera jest tylko pozornym miejscem spotkan z drugim.”

    Taka sobie mysl.

    Slawomirski

  515. Teresa Stachurska 2011-01-17 o godz. 16:54
    Ciekawy tekst – dzięki
    Pozdrawiam

  516. Złowrogie skutki działania maku !!! (MAK’u?)

    Od dziecka uwielbiałem mak, makówki na wigilię i makowiec nawet nie w święta. O ubocznej działalności młodych roślin maku wiedziałem, oglądając kaczki po spożyciu liści maku w naszym ogrodzie. Chodziły otumanione, chwiejąc się na swych małych nóżkach i srały dalej niż widziały, choć nawet przy normalnym karmieniu zanieczyszczają potwornie każde podwórko, znacznie bardziej niż kury i gęsi. Na bazie moich doświadczeń doskonale rozumiałem przemiany osobowości prezesa, gdy był pod wpływem odpowiednich środków. Niedobre niańki niegrzecznych dzieci ułatwiały sobie zadanie, zaprawiając smoczki sokiem z zielonych roślin maku. Dzieci to znakomicie uspakajało. U prezesa wywołały oprócz błogiego uczucia spokoju uczucie miłości do braci Moskali, ale wiemy co się stało, gdy rodzące się (undercover) PJN przestało go karmić tymi środkami. Mak stał się zaraz jego głównym wrogiem. Nie dziwię się więc wcale z faktu, że teraz prezes i jego wierni wasale plują na widok i samą myśl o MAK’u, niezależnie od tego, czy ów MAK ma rację czy nie. Fekalia wyrzucane przez kaczki karmione MAK’iem (raportem) pustoszą psychikę prawdziwych Polaków – mówią o opluciu, a to chyba jest nadinterpretacja (albo czynność przeciwstawna). Na temat wartości raportu się nie wypowiadam, z kilku powodów. Po pierwsze nie czytałem go i nie przeczytam. Uzasadniałem to już na blogu, ja wiem, jak Macierewicz i nie potrzebuję raportu MAKówki Anodiny, również nie będę się podniecał raportem komisji Millera, bo co można jeszcze wyjaśnić? Ci co wierzą w zamach, nie zmienią zdania, ja widzę przyczynę w tumiwisizmie wojskowych różnych narodowości, niechlujstwie załogi, braku prawdziwej odwagi pilota, który myślał o sobie a nie o setce niewinnych ludzi, którzy mu zaufali i powierzyli swe życie. Kiepski standard techniczny obsługi naziemnej tylko dołożył się do niekompetencji członków załogi, będącej pod czułym okiem ich szefa. Nawigator dwukrotnie wykazał brak instynktu samozachowawczego, nie interpretując rozsądnie dziwnych wyników pomiaru wysokości, a cała załoga nieznajomością rosyjskiej procedury wojskowej.

    Od strony prawnej można oczywiście rozważać co by było gdyby było, nazywać lot cywilnym lub wojskowym, a organizacja lotnictwa cywilnego – rzekomo ostatnia deska ratunku anty-MAKowców lot nazywa „państwowym”, coś trzeciego. Błąd rządu polskiego polegał na tym, że marnowano grube miliony na ekspertów w obu kancelariach, a nikt nie doradził Tuskowi, żeby dobry prawnik pomógł mu w pierwszych rozmowach z Putinem na temat procedury prawnej badania. Cały czas pisowcy zarzucają Tuskowi, że oddał badanie w ręce Rosjan. Chyba można było odroczyć badanie do ustalenia – faktycznie wspólnego – na podstawie której umowy będzie procedowała i jaka komisja ma się tym zająć. Nieuniknione jest badanie na terenie Rosji z przyczyn technicznych i większych możliwości zaplecza. Samo ustalenie charakteru lotu nie jest możliwe na bazie żadnej znanej konwencji. Być może trzeba było od razu uznać zdarzenie jako lot polskiego samolotu wojskowego na terenie obcego państwa i dopracować przez sztab prawników z obu stron szczegóły umowy o badaniu sprawy katastrofy samolotu wojskowego, której zręby podobno istnieją. Nie byłoby potrzeby przekazania całości badań MAK’owi, może Anodina nie podzieliłaby roli Eriki Steinbach jako straszaka patriotów polskich. Stosunki między naszymi krajami były w przybliżeniu normalne, teraz już nie ma szans na żadne polubowne załatwienie sprawy, a międzynarodowa organizacja lotnicza już się wypięła na nasze sugestie. Cały świat śmieje się z pijanego generała, zarządzającego na co dzień „drzwiami od stodoły”, a wlazł do kokpitu ruskiego bombowca – bezprawnie! Nie chciałbym być w skórze Sikorskiego, który musi znaleźć jakiś modus vivendi z Rosjanami, po wszystkich burzach medialnych i teoriach spiskowych. Wszystkim naprawdę potrzeba by wsadzić smoczki z sokiem maku do niewyparzonych gąb.

  517. Szanowna Pani Janino /Nowicka/

    My sie pracy nie boimy, tylko dajcie nam ludzi. Juz jako dzieci pracowalismy
    na Rozycu, na kiermaszu pod Palacem, w Rembertowie i pod kinem „RelaXx”
    Co prawda dorobilismy sie nedzy, ale pracowalismy i dzisiaj kklepiemy biede.

  518. @Teresa Stachurska,
    nie chciałabym tego, ale starość nie radość. Wyobrażam sobie takie stany organizmu (np. mojego), że sama bym umieściła sobie takie literki NR albo NL na całym ciele, żeby ich nie przeoczyli.
    Nie chciałabym żyć zawsze i za wszelką cenę. Obawiam się też takich stanów chorobowych, kiedy nie można wyrazić swojej niezgody na terapię, a nie znajdzie się żadna litościwa dusza, która by jej zaprzestała.
    Obawiam się też, że polscy lekarze w obawie przed zaliczeniem ich do tzw. cywilizacji śmierci nigdy nie zaprzestają uporczywych terapii. Nie mam na to dowodów, tylko intuicję, więc z góry przepraszam, jeżeli tak nie jest.

  519. antonius pisze:
    2011-01-17 o godz. 21:24
    No i ja niezmiennie twierdzę że po 10 kwietnia miała być cisza jak MAK-iem zasiał. Raport uwzględniono bardzo dobrze znając stosunek dwu sił politycznych które powinny się wzajemnie zniszczyć. Kto zostanie? No jakaś trzecia siła może bardziej przyjazna. Prowadzenie polityki to wielka rzecz. Cel uświęca środki mawiał wielki dyplomata czy polityk. A szabelkami to sobie można machać.
    Dzis u Lisa słyszałem takiego gogusia zaperzonego którego nazywał prowadzący posłem Hofmanem.
    Otóż ten bystrzak porównał sytuacje Smoleńska do wirtualnego upadku samolotu Izraela na terytorium Iranu. I co sobie myślicie mówił Izrael pozwoliłby tknąć choc śrubke z tego samolotu.
    Widać jasny sposób myślenia!!!
    Ja sobie już wyobraziłem jak ten Izrael anektuje sporą cześć Iranu a Iran na kolanach przeprasza.
    Chociaz z drugiej strony Izrael miałby wieksze szanse z Iranem niż Polska z Rosją
    Swiecie nasz tyle co sobie westchnąłem

  520. Marit pisze:

    2011-01-17 o godz. 22:51
    Też sie ciągle zastanawiam czy wegetować czy jak to mówił Duda Gracz (bodajże)że pierniczeć trzeba z godnością(czyli jak czas to trzeba odejść)

  521. Marit, wypowiadałam się na powyższy temat pod linkiem jak wyżej 🙂 , czyli tam skąd informację przyniosłam. Jej autor mieszka w Danii.

  522. W dokumencie rządowym przyjętym przez Radę Ministrów 30 listopada 2010
    r. pod tytułem: „Główne problemy, cele i kierunki programu rozwoju
    budownictwa mieszkaniowego do 2020 roku” zawarty jest (na stronie 42)
    następujący zapis:

    „Proponuje się rezygnację z ustawowego określenia katalogu osób, którym
    obecnie sąd musi przyznać lokal socjalny i wprowadzenie ustalania prawa
    do lokalu socjalnego na podstawie rzeczywistej sytuacji lokatora.”

    Oznacza to likwidację jakichkolwiek gwarancji (tych z art. 14 ustawy o
    ochronie praw lokatorów) zachowania dachu nad głową dla nieletnich,
    bezrobotnych, niepełnosprawnych, kobiet ciężarnych i ubogich emerytów.
    Wszystko zależeć ma teraz nie od praw gwarantowanych ustawą, tylko od
    oceny sądu, jaka jest „rzeczywista sytuacja lokatora”.

    Sejmowa Komisja Infrastruktury zajmie sie tym dokumentem 19 stycznia br.

  523. ET pisze:

    2011-01-17 o godz. 17:50
    ————————
    Szanowny ET,

    Zgadzając się na TU i TERAZ z Twoimi cennymi przemyśleniami, pozwalam sobie na spostrzeżenie, że ponad tą burzą w naszych emocjonalno-intelektualnych odnajdywaniach się poprzez nasze beznadziejne, wewnętrzne szamotaniny, GŁównym Wygładzaczem wyskoków naszych świadomości ponad prokreację i „miskę” są nasze instynkty przetrwalnicze -zarówno w skali indywidualnej jak i zbiorowej.
    Dzięki nim, potrafimy w sobie gasić największe burze wewnętrzne i egzystować w warstwie przyziemnej, dokoła zegarai kalendarza…
    Pozwolę sobie również na sugestię, że w naszych ludzkich wzlotach duchowo-intelektualnych- jesteśmy prostą pochodną stanu świadomości, jakie oferuje nam odsłona naszej cywilizacji. Nasza cywilizacja- to te trochę „złotych perełek” osiągniętych prze nasz gatunek na dotychczasowej drodze. Pod skrfą tego wszystkiego , wykluwają się kolejne „perełki” z których każda!!! może nasze świadomości zbawczo przemienić. Z tego, co już dzisiaj, w oparciu o konkretne odkrycia naukowe i ich przyszłe owoce możemy sobie wyobrażać o świadomości jutra, dzisiaj- nie jest warte nawet tego, byśmy mogli nazywać je średniowieczem dziejów…
    Olbrzymim zakłócaczem we wszelkich rozważaniach dotyczących „:przeciągu dziejów są nasze wewnętrzne liczniki Czasu, w których jednostką -odnośnikiem do wszelkich takich rozważań – są nasze sprinterskie stoperki wewnętrzne…One , są głównym napędem naszych niecierpliwych wizji i działań. Czy da się to kiedyś okiełznać?
    Jeśli się zdarzy jakiś cud, rewolucjonizujący nasz życiotok, to …ewentualnie tak.
    Obecnie stoimi u bram, przed dziejową szansą dla naszej, ziemskiej cywilizacji, żeby podkreślić dotychczasowe, a skorzystać z szansy, na wyklucie się możliwego na TERAZ – NOWEGO. Jeszcze moneta rzucona przez Mistrza Ceremonii leci , obracając się w powietrzu… Od nas Ziemian- racjonalnego zachowania spodziewać się jeszcze w liczącym się stopniu-nie można. I tutaj jest małe miejsce, na wspomniany wcześniej CUD…

    Pozdrawiam,Sebastian

  524. Teresa Stachurska pisze:

    2011-01-17 o godz. 18:45

    Szanowna Pani Teresa Stachurska

    Czy zdolnosc krytycznego myslenia odplynela na fali pseudouniesienia?

    Slawomirski

  525. Marit pisze:

    2011-01-17 o godz. 22:51

    Szanowna Pani Merit

    Mrs. Stachurska jest pod wplywem literatury fantastyczno-naukowe z podkresleniem na fantastyczno. Do rana objawy pobudzeni przemina i autorka poczuje sie lepiej.

    Slawomirski

  526. Szanowny panie redaktorze

    Czy oczyscil pan swoje sumienie kawa z Greco?

    P.S.
    To ta kawiarnia przy Schodach Hiszpanskich.

    Slawomirski

  527. „Tak wiec pozbawieni tozsamosci generujemy informacje wlasciwie nikomu niepotrzebne, traktujac interlokutorow instrumentalnie. Nie postrzegajac realnych znakow czy nie otrzymujac realnych sygnalow tracimy orientacje w wirtualnym swiecie. Swiat, w ktorym brakuje tozsamosci, relacji spolecznych, w ktorym poruszamy sie spotykajac prototypy czy stereotypy pozbawiony jest historii oraz archetypu pamieci spolecznej. Blogosfera daje nam tylko zludzenie bycia razem.”
    Czuje na twarzy wilgoc.

  528. Torlin,

    Prezydent Komorowski powiedział, że prawda o katastrofie smolenskiej jest bolesna. Chyba jednak użyłam właściwych słów. Widać wszak po reakcji, że mocno zabolało.

    Aga,

    Czy nie przyszło Pani do głowy, że dla mnie znależć się poniżej poziomu, nad który Pani wzleciała to powód do satysfakcji?

  529. Prawie boski nietemat

    Nietematem jest fiolka z krwia JPII. Dyskutanci legitymizuja ten problem.
    Staja sie czescia paranormalnego zjawiska. Staja sie jego uczestnikami.
    Propaguja zamieszanie w realnym codziennym zyciu. Zamazuje granice dzielace zdrowy rozsadek od absurdu. Przypomina to jednoczesne picie alkoholu i prowadzenie auta. Zachowanie niegodne myslacego czlowieka.

    Slawomirski

  530. WULKAN pisze:

    2011-01-17 o godz. 21:27

    Szanowny Panie WULKAN

    Klepie klepiaca w tym przypadku kobieta. Ja jej odklepuje. Ale nie sadze abysmy klepali biede.

    Slawomirski

  531. Szanowny Panie ET

    Nichilistyczne opisywanie przestrzeni internetowej jest subiektywnym przekazem niezadowolenia z ludzkiej egzystencji.

    Slawomirski

  532. Janina Nowicka 92011-01-17 o godz. 16:52)

    **Hmmm, Passenta gdzieś wcięło. Bez znaczenia. Tym bezrobotnym, co cały dzień tłuką w klawiaturę i tak jest na nic potrzebny.**

    Nie gdzies wcielo tylko tam gdzie cytryna dojrzewa. A w ogole to czy Zdzisiek Woronko juz nic dla Pani nie znaczy? Jemu zadna cytryna nigdzie nie dojrzewa, z tego co wiem. I jest dalej tak samo kwasna*). Any thoughts on the subject?
    PS.
    Zycze samych sukcesow na 2011 rok. Jesli jest pomylka nazwiskowo-imieninowa, to izwiniajus najszczerzej. Ustawicznie zyczac samych radosci noworocznych. A cytryna kiedys musi dojrzec.
    —————————————————————-
    *) To z niewybrednego dowcipu:
    – Panie doktorze, moja zona ma lechtaczke jak cytryna.
    – Az taka duza?
    – Nie, az taka kwasna!

  533. antonius pisze:
    2011-01-17 o godz. 21:24
    …..można oczywiście rozważać co by było gdyby było….
    ——————————————————————————————-
    Mamy tak więc własny 22.11.1963. Już się zaczęło i tak już zostanie.

  534. do Slawomirski pisze:

    2011-01-18 o godz. 02:22
    Szanowny Panie Slawomirski,
    trafil Pan w sedno; jest jednak wiele okruchow codziennego zycia, kore sprawiaja zadowolenie. Blogosfera do nich tez czasem nalezy.
    Pozdrawiam.
    ET

  535. do
    Slawomirski pisze:

    2011-01-17 o godz. 19:51
    ET pisze:

    2011-01-17 o godz. 12:07

    “Pytane do obecnych w blogosferze….
    Czy w najblizszym czasie beda mialy miejsce wybory w Polsce?”

    Tak.
    Bedziemy wybierac Miss Czestochowy.

    Slawomirski

    Moj komentarz:

    Teraz wiem skad obecnosc Mgrud w blogosferze.
    ET

  536. do
    Teresa Stachurska pisze:

    2011-01-17 o godz. 18:45

    Odkrycie powszechne znane.
    ET
    PS
    Na szczescie jest wolny wybor lekarza i dla wielu chorych rowniez szpitali.

  537. Pozwolę sobie nawiązać do wczorajszego „T.Lis na żywo” ponieważ jest w związku z tym co gospodarz blogu napisał na wstępie.

    Po obejrzeniu wczorajszego programu T. Lisa zobojętniałem zupełnie na tematy smoleńskie o ile chodzi o polityków. Tego nie da się słuchać. Chociaż w nonsensie prym wiodą PIS & PJN to udział w takiej pyskówce pozostawia uraz do uczestników na dłużej. Dochodzę do wniosku, że w polityce medialnej obowiązuje obecnie zasada mówienia „na akord”, więc w TV najwięcej widać polityków cierpiących na „słowotok niewyłączalny” (Kowal,Hofman). Myślę, że sami nie są przekonani do tez które głoszą lub muszą głosić, więc jedynym narzędziem pozostaje przeszkadzanie oponentom, zakrzykiwanie, robienie zamętu… Zbliżamy się coraz bardziej do zachowań obowiązujących w parlamentach Korei Płd, Ukrainy, gdzie mordobicie już nikogo nie dziwi. A tematy istotne nie są poruszane…

    Zawsze chodziłem na wybory, ale teraz już nie jestem taki pewien, gdyż tym samym wezmę sam udział w tej komedii, gdzie i tak, przy obowiązującej ordynacji mogę wybierać pomiędzy Kaczyńskim a Tuskiem (…) (konkretne osoby to oni wskazują – współczuję wam posłowie) i ponieważ jeden z nich jest dla mnie niewybieralny to pozostaję mi wybór jak w PRLu, Związku Radzieckim i Białorusi – jedynie słuszny.
    Zazwyczaj skreślam ostatniego na liście, licząc na to, że najmniej przesiąkł polityką i może cynizm jeszcze go nie zdążył wypełnić. Polecam tą metodę – w większym stopniu decyduję o tym kto przejdzie – o tym kto jest pierwszy na liście nie ja decyduję 🙂

  538. Jacobsky:
    Piszesz:
    siała Rosja MAK, i wiedziała jak…
    Ja mam wrażenie, że każdy raport MAK zostałby zanegowany. To, czy uwagi byłyby słuszne, czy nie, mało kogo by obchodziło. Pisząc taki raport MAK tylko negację w pewnej mierze usprawiedliwił. I może uczynił ją głośniejszą.

    PS.
    Rozmawiam ze znajomą, Polską zamieszkałą we Francji:
    — Na pewno już słyszałaś o raporcie MAK?
    — Nie! Soldy są! 🙂
    — Masz rację 🙂

    Torlinie:
    Polityka polityką. Jest, była i będzie. Na to się nie poradzi. Chodzi mi o formę, bo twierdzę nieustająco, że jest ona w życiu bardzo ważna.

    Chodzi mi (idealnie trafiła w to aga):
    Raz — o traktowanie katastrofy, jako swoistej rywalizacji z Rosją, kto bardziej się wybieli i zrzuci więcej winy na rywala.
    A przy tym: dwa — o nieumiejętności poradzenia sobie z żałobą — z jednej strony właśnie takie granie i kibicowanie wersjom ‚prawdy’; obok owe polityczne przepychanki, którym brak godności. Ale i z drugiej strony, przesadny lęk przed powiedzeniem, czy napisaniem czegoś, co mogłoby urazić rodziny ofiar.
    Trzy — to akurat błąd powszechny mediów — mylenie zaangażowania emocjonalnego i kompetencji. To, że X jest krewnym ofiary, nie czyni z niego eksperta od katastrofy. Na to zresztą nakłada się powszechnie nieuważne czytanie i słuchanie, sugerujące wręcz wtórny analfabetyzm.

    Jerzy:
    > Myśle że gdyby sie zachowywano ciszej nad ta trumną to raport MAK-u byłby inny.
    Rozumiem, że chodzi Tobie o to, o co prof. Mirosławowi Karwatowi?
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8963945,Prof__Karwat__Rosjanie_kompletnie_osmieszyli_Polske.html
    Ja nie jestem pewien. To znaczy — to możliwe, ale pomija to jedną ważną rzecz — MAK bardzo wygodnie dobrał sobie zakres własnego raportu, ograniczając się do tego, co było przyczyną katastrofy. Polski samolot nie dostał właściwej zgody na lądowanie, ani nie był precyzyjnie przez wieżę na pas naprowadzany — przy założeniu ograniczeniu się do samych przyczyn oznacza to, że MAK mógł się skupić na kokpicie i pominąć lotnisko z obsługą.

  539. Sensacja !
    Slawomirski ogodz.15:55 skrytykowal Eta !!

  540. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1027191,title,Smolenski-pokaz-LKaczynskiego-kosztuje-nas-za-duzo,wid,13032081,komentarz.html


    Prezes PiS Jarosław Kaczyński bardzo krytycznie wyraził się o raporcie MAK, mówił o wielkiej kompromitacji polskiego rządu.

    – Jarosław Kaczyński sam jest wielką kompromitacją, a tego, co mówi w ogóle nie należy rozważać. ”

    I trudno się ze zdaniem Wałęsy nie zgodzić……
    Chyba jest pan Prezydent jak dobre wino- im starszy tym lepszy w ocenianiu ludzi….

  541. Slawomirski pisze: 2011-01-17 o godz. 19:47

    Język (polski, bo tylko o takim mam odwagę mówić) ma wiele gorących szablonów wypowiedzi. Na przykład: „Ja się zabiję!”. Obiecują i nie dotrzymują.

    Oto następny szablon: „Sumienia Pan nie masz!”

    @ET
    Ja nie Wiem czy Szanowny Pan rozumie krótkie tautologie.
    Oto jedna z proszonych solucji: 2+2=3,(9)

    Nie wiem czy dobrze oznaczyłem położenie. Poprosiłem w Heidelbergu o pomoc.
    Odpowiedzieli, że gdy zlokalizują grób Mistrza z prawdopodobieństwem 0,95, to mnie zawiadomią. Natomiast w warstwie doraźnej zasugerowali, że para wartości: ET i staruszek nie komutuje. Zatem próby ustalenia wspólnej płaszczyzny lub innego sympleksu wspólnoty mogą być niepojmowalne.

    Naszym Sympatycznym Paniom i Panom przekonanym o wzajemnej bliskiej komutacji podpowiadam: h = 6,6260693 (11)·10do_potegi–34

    Warszawa bez śniegu. Arestu na Rakowieckiej lud narazie nie atakuje. W sklepie jest chleb świeży z ceną ubiegłotygodniową i sernik wiedeńskich. Kremówek nie dowieżli.

    Na Słowacji wybrali swego burmistrza analfabetę. To świeża solucja niestaruszkowa.

    Ukłony dla płodnych w solucje.

  542. jerzy pisze:
    2011-01-17 o godz. 23:14
    Jerzy powołuje się na mój komentarz. Czytałem jego komentarz kilka razy i nie bardzo wiem czy się ze mną zgadza czy nie. Na pewno wspólne mam zdanie na temat roli miejsca katastrofy na dobór „badaczy” katastrofy, choć podany przykład z Izraelem i Iranem (odprysk prześwietnej inteligencji Hofmana) nie jest porównywalny do katastrofy Smoleńskiej. Pozostaje otwarty problem, podstawowy dla ustalenia sposobu badania katastrofy – odpowiedź na pytanie o charakter lotu: Cywilny czy wojskowy? Pomijam określenie „państwowy” bo nie znam jego definicji. Obowiązująca definicja wcale nie musi być logiczna, na co mógłbym wiele przykładów przytoczyć, w których wyraz „państwo” występuje i nie musi mieć związku logicznego z charakterem lotu. Pozostając przy wymienionych dwóch typach lotów, należałoby przyjrzeć się lotowi bliżej. Tak jak wiem z teorii i doświadczenia, można lot podzielić na 3 fazy: Start, przelot, lądowanie. Jeśli lot jest międzynarodowy, wtedy dysponent samolotu ma obowiązek uwzględnić prawa danych krajów, w tym przypadku przy starcie i kawałku trasy polskie prawo, potem zachcianki Łukaszenki, a pod koniec Putina. Co wiemy o locie z 10. kwietnia (np. według płk Klicha). Przelot odbywał się w cywilnej przestrzeni powietrznej (1h), start w Polsce (1/4 h) lądowanie w Rosji (1/4 h) – liczby trochę z kapelusza, ale niedalekie od faktów. Był to lot w przestrzeni dla samolotów cywilnych. Gdyby samolot wyszedł z korytarza cywilnego mógłby zostać upomniany głosowo lub rakietowo jako samolot szpiegowski. Takie przykłady znamy z historii, że samolot pasażerski zboczył z trasy i zakończył żywot jako szpiegowski. Taki koronny przykład to Lockhead U2 nad Placem Czerwonym w Moskwie 1. maja. Skończyło się to niepomyślnie dla samolotu i pilota.
    Wróćmy do pierwszego etapu – startu. W zależności od charakteru lotu będą obowiązywały różne procedury. Kapitan statku powietrznego ma określone obowiązki i prawa. Mógł zgodzić się na start, jeśli miał zapewnione elementy:
    1) plan lotów, ze wskazaniem lotnisk zapasowych,
    2) sprawny samolot,
    3) kompletną i doświadczoną załogę,
    4) informacje o aktualnych warunkach pogodowych na lotnisku docelowym oraz prognozowanych na czas przylotu,
    5) wystarczające informacje o lotnisku docelowym,
    6) wystarczającą ilość paliwa do osiągnięcia lotniska docelowego, zapasowych z planu lotu, lub powrotu do Warszawy.
    Wszystkie powyżej wymienione informacje były niezbędne kapitanowi statku powietrznego niezależnie od charakteru lotu. Załóżmy, że lot tupolewa był wojskowy. Dochodzi wtedy niezwykle istotny element siódmy, obecność rosyjskiego nawigatora w przypadku lądowania na lotnisku wojskowym. Spełnienie wszystkich warunków upoważnia pilota do zawiadomienia dyspozytora, że samolot jest gotowy do startu (cywilnie) lub do wykonania zadania (wojskowo). Wtedy tenże dyspozytor, który chyba żyje i ma się dobrze, pozwala pilotowi na start – samolot startuje i jest to koniec pierwszej fazy lotu.
    JAK TO WYGLĄDAŁO W DNIU 10. KWIETNIA?
    Samolot w ogóle to był, wiele osób go widziało, ładunek też – zapomniałem o ładunku w normie przewidzianej dla takiego samolotu. Nie chodzi tu o irracjonalne gromadzenie całego dowództwa wojsk, za ten idiotyzm odpowiada ktoś inny, nie pilot ani dyspozytor na wieży. Chodzi raczej o to, aby w bagażu podręcznym nie było ton złota (np. 1.5 tony na osobę).
    Sprawność samolotu wynikała z testów i oblotów, paliwo było, lotniska zapasowe też. Jak starannie przemyślane i dobrane – dla picu – pokazało wpisanie Witebska, które to lotnisko nie było czynne w tym dniu. Pilot mógł o tym nie wiedzieć, dysponent musiał. Załoga była kompletna, ba! nawet w końcowej fazie zbyt liczna (cywilno-wojskowa), ale przed startem chyba była w normie. Jak dalece kompetentna i zgrana była załoga, nie mnie osądzić, to zrobił MAK i też zrobi komisja Millera. Największe zastrzeżenia mam do nawigatora, który nie potrafił zareagować, gdy pojawiły się idiotyczne wyniki pomiarów wysokości samolotu (dwukrotnie). Podobno pilot nie uzyskał niezbędnych informacji meteorologicznych, ani nie miał wystarczającej informacji o lotnisku z źródeł oficjalnych. Jaka panuje pogoda to załoga widziała i słyszała od kolegów i kontrolerów. Wiedziała też o jarze, ale nie wiedziała prawdopodobnie, że jest ich kilka i ten najmniejszy dopiero wykończył tupolewa. Według jednej z wersji pilot miał zafiksowane informacje od kolegi z lotu 7. kwietnia i tym się kierował, lekceważąc „głupie gadki” kontrolerów. Paliwa miał dość na dolot do lotnisk rezerwowych. Pozostał najważniejszy punkt – brak rosyjskiego nawigatora!!! Nie był niezbędny przy starcie według polskiej procedury. Skoro jednak nie planowano międzylądowań to jak się miał znaleźć na pokładzie samolotu przed lądowaniem? Tylko w filmach sensacyjnych komandosi wchodzą przez pusty przewód paliwowy podczas lotu. To nie mogło być w planie, skoro miał dość paliwa. Nawigator mógł wsiąść tylko w Warszawie. Pilot miał obowiązek odmówić startu i nie wolno mu było zameldować głównodowodzącemu wszelakiego wojska, ani dyspozytorowi na wieży kontrolnej, że samolot jest gotowy do startu. Wyręczył go bezprawnie jeden z pasażerów. Nie żyje, więc nie można go pociągnąć do odpowiedzialności za ten czyn. Mimo to pilot wystartował i to było przyczyną całej tragedii.
    Pominę z powodu i tak już długiego tekstu etap trzeci, tzn. lądowanie. Wiadomo jak się skończyło, było jednak tylko logicznym następstwem błędów popełnionych przed startem.

  543. Magrud:
    Wyszukane specjalnie dla Ciebie
    http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/grom–burza-w-elitarnej-jednostce,63298,1

    Tu też wszystkie kwity się zgadzają…..
    A jaki jest poziom wyszkolenia?
    W lotnictwie pewno było tak samo……

  544. Orteq 4.03
    Gratuluje,pobiłeś ogólnopolski rekord żenujacych dowcipów i sięgnąłes poziomu tekstów klonotrolla sławomirskiego.
    W dodatku dowcip ma kilkadziesiat lat, znany jest uczniom szkoły podstawowej w latach 50 tych, kiedy występował w wersji „ogórka kiszonego” w miejsce cytryny !
    DNO MULISTE !

  545. PAK,

    cokolwiek by się nie wydarzyło pod Smoleńskiem: katastrofa lub odmowa lądowania i skierowanie samolotu na inne lotnisko, to i tak Rosjanie byliby winni. I są.

    To w końcu oni wyprodukowali samolot, który łamie sobie skrzydło przy uderzeniu w banalna brzózkę.

    Biorąć pod uwagę okoliczności, to patrząc ze strony Rosjan była to typowa sytuacja kurasiowa: „jak się nie obrócisz, dupa zawsze z tyłu”. Wyobrażam sobie kwik pisowski, gdyby Rosjanie powiedzieli „Niet”, zamknęli lotnisko, i skierowali maszynę gdzieś indziej…

    Nie znam się na procedurach, a więc byłbym wdzięczny gdyby ktoś mnie oświecił w temacie logistyki lądowania Air Force 1, samolotu kanclerskiego czy maszyny prezydenta Francji, np. na lotnisku w Pernambuco Dolnym. Czy to wciąż lokalna obsługa naziemna oraz centrala w stolicy kraju decyduje o bezpieczeństwie tych samolotów ?

    Pozdrawiam

  546. absolwent (2011-01-18 o godz. 13:16 )

    Masz slusznego. Jak zwykle zreszta. Ja, przez pomylke, napisalem: „niewybredny dowcip”. Powinien byl napisac, jak nalezalo: dowcip dowcipny. Bo to tylko o to chodzilo. No ale ty nie znasz Zdziska W. Szkoda. Gdybys znal, to bys tego DNA jeszcze bardziej nie zamulal.

  547. Tak w ramach sacrum i profanum……
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8964880,Zbudowali_droge_na_kosciach_zolnierzy.html

    Znasz li ten kraj?
    Od 14 lat pełna katecheza w szkołach, Naród przepełniony szacunkiem dla zmarłych, ich grobów, pamięci o ofiarach wojny……
    A ludzie są dalej ludźmi.
    Nieprawda że Jedwabne, Gross szkaluje Polskę, sami święci chodzą po tej ziemi….

    Może ktoś powie kim byli ci robotnicy? Może Chińczycy ze swoim kultem przodków? A może menele?
    W Smoleńsku też pracowali przy wraku ludzie, też mieli podobne reakcje- to się Zmarłym nie przyda, żywym jak najbardziej…..
    W Lesie Kabackim też były hieny cmentarne.

    A ekstremiści swoje, brak szacunku, kłamstwo na temat narodu , deprecjacja pozycji Polski…..
    A może tacy w większości jesteśmy?

  548. do
    staruszek pisze:

    2011-01-18 o godz. 11:27

    Zapomniales poruszyc kwestie czasu. Zmiany gospodarcze i spoleczne „potrzebuja” czasu. Dlatego zycze wiekszej dozy cierpliwosci. Zrugowany czuje sie poniekad zobowiazany do przedstawienia mojego punktu widzenia. Jutro napisze jak rozumiem zjawisko wzrostu gospodarczego oraz zwiazanego z nim podzialu dobr (celem przypomnienia). Wazne jest jednak, ze mozemy przemieszczac sie po kiepskich drogach z duza szybkoscia niszczac srodowisko i zuzywajac wiecej niezbednej energii…
    ET
    PS
    Przerabialem kiedys tematy o konwergencji i komutacji na wykladach z filozofii marksistowskiej, wczesniej uczylem sie jednak filozofii marksowskiej i stad cale nieporozumienie. Do kwestii czasu dochodzi wiec problem przestrzenii.

  549. do
    Sebastian pisze:

    2011-01-17 o godz. 23:53

    Szanowny Sebastianie,
    niestety czas mnie goni. Tak naprawde to nam wogole nie ma. Pisalem kiedys o tym. Do wpisu wroce.
    Pozdrawiam.
    ET

  550. zezem pisze: 2011-01-17 o godz. 17:51 -odnosząc się do moich m.in. wpisów o podejściu mediów do raportu MAK i tematu katastrofy smoleńskiej

    pisze tak: trudno nie zacytować zwrotu z czasów niezapomnianego towarzysza
    “Wiesława” :”komu na tym zależy, kto się za tym kryje?”.
    ———————
    @zezowaty, nie kto a co się za tym kryje ;
    spróbuję odpowiedzieć:

    1. głupota
    2. brak etyki
    3. prymitywne wyrachowanie (szukanie senscji, wsadzanie kija w mrowisko) – pęd za oglądalnością
    3.inne …

  551. Orteq, ale skucha.
    dowcipy to są te śmieszne a nie te kwaśne.

    Idź do kąta i się wstydź

  552. Wiesz co, absolwencie? Zmieniam zdanie. Ty nie masz slusznego! Przynajmniej ja tego nie podejrzewam, po przemysleniu sprawy. Bo popatrzmy na sprawe obiektywnie:

    – jest wpis Godpodarza pod zawolaniem „gdzie cytryna dojrzewa”

    – blogowiczka o nicku Janina Nowicka pisze cos o wcieciu p. Passenta

    – ja myle nick ” Janina Nowicka” z kims kogo znam i opowiadam dowcipny dowcip o cytrynie; dowcip tak stary jak Jozef, co markuje slowem „niewybredny”

    – ty, drogi absolwencie wielce wyuczonej, choc blizej nikomu nie znanej uczelni, wyzwierzasz sie na to, z oburzeniem godnym wiekszej sprawy: „“ogórka kiszonego” w miejsce cytryny!” I dodatkowo jeszcze wykrzykujesz, z nastepnym obowiazkowym wykrzyknikiem: DNO MULISTE !

    – tym samym, tworzysz afere.

    Wiec ja, po przemysleniu tej afery, chce ci zaproponowac taka teze: ty nie masz slusznego! Bo gdybys go mial to dowcipny cytrynowy dowcip slusznie bys na humor bral.

    Zamiast humoru, wyszedl smutnie zwisajacy smutas. Smutne to.

  553. PAK pisze:
    2011-01-18 o godz. 10:32
    Czy ja wiem czy się zgadzam z takimi posunięciami? Ja wiem że one są istnieją. Pracowałem parę sekund( to w stosunku do wieczności) w zakładzie można powiedzieć strategicznym. Tam zdarzały się awarie. Powoływano komisje które składały się z ze speców od wszystkiego . Każdy z nich bronił swojej działki. Automatyk negował możliwość zawiedzenia automatyki elektryk systemów zasilania mechanik części swojej. Można powiedzieć każdy chronił swoją d.pę choć bezpośrednio w tym nie uczestniczył. Moim zdaniem nie chodzi w takich komisjach o wyjaśnienie sprawy a o szukanie dziury w całym. Nieodmiennie( a stało się to już legendą)twierdziłem że komisja to powinna przyjść pracować a nie rozdrabniac detale na fragmenty. Mówiąc wprost my personel obsługi mamy sekunde na decyzje . Komisje nicują je przez wiele dni. Nie umniejszając im ich wielkości każdy ma inne zdanie każdy zachowałby się inaczejCzy to im daje prawo do pełnej oceny? Już słyszę utemperowanego Klicha który ciut ostrożnie sądy wypowiada.
    Już z prywatnej beczki w jednej z poważnych awarii doznałem ciężkiego obrażenia. W komisji już ponadzakłądowej – bo to i prokurator czy policja pytano mnie czy nie podejrzewam złych intencji w stosunku do mojej osoby. Rozumiem że trzeba badać wszerlkie ślady- lecz czy to pomoże ewentualnym wypadkom. Reasumując czy był to zamach? Pyta komisja kogoś tam. Czy rozpylaliście srodki mgłotwórcze. Jaki wpływ na lądowanie miało 0,6 Błasika?Jakieś głupie pare żarówek wymienianych lub nie. Linia wymieniana po zerwaniu jej przez tu 154. zajmujemy się tym czym chce taka komisja. Powie któś to szczegóły o które należy pytać bo w Anglii znaleziono kawałek blaszki na dowód zamachu. No i? Czy ten fakt przerwał falę terroryzmu lotniczego.
    Uwypuklenie przez Mak obecności pewnego Generała jak i szefa Kazany jakoś nie otrzeźwiło naszych krewszych rodaków no to dołożono fakt(nie wiem czy tak jest )z alkoholem we krwi. Jeśli Pon Generał pili to chyba nie w samolotowym ustępie samotnie. Badania innych pewno sa w raporcie a czy będą ujawnione? Może tak być.
    Był to lot polityczny to i działania w jego sprawie są bardzo polityczne
    Na koniec wyobraźmy sobie wspólna komisję- teraz żart!!! szefem polskiej strony jest spec lotniczy A. Macierewicz. Do jakich wniosków doszłaby ta komisja?nawet pod przewodnictwem prez. B. OBAMY
    Szkoda ze do niej nie doszło .