Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

21.12.2011
środa

Draka w barze

21 grudnia 2011, środa,

„Bar wzięty, leniwe podano” – donosi triumfalnie „Gazeta Stołeczna”. Chodzi o to, że kolejny bar mleczny w Warszawie („Prasowy”, na Marszałkowskiej)   ulega likwidacji. Młodzi ludzie wdarli się do zamkniętego baru, sami zaczęli gotować, lepić pierogi, wznowili na kilka godzin działalność ulubionego baru, po czym zostali usunięci przez policję z lokalu, będącego własnością miasta. Akcja młodzieży bardzo mi się podoba, jest przykładem społeczeństwa obywatelskiego w działaniu. Sam wspominam bar „Prasowy” z rozrzewnieniem, ponieważ mieszkałem blisko i tam bywałem, podobnie jak w barze na rogu Hożej i  Kruczej. W wywiadzie dla „GS”, Jacek Fenderson, lider przedsięwzięcia, wyjaśnia swoje motywy: Miasto nie powinno być tylko dla bogatych, coraz więcej jest banków i sieciowych kawiarni, coraz mniej małych sklepików etc.  Przy okazji Fenderson „przejeżdża się” po mieście: Jego zdaniem z centrum znikają skwery, parki są zaniedbywane, miejsca ważne dla mieszkańców – zamiast tego rozpycha się luksus i miasto dla bogaczy.

Wielkie w tym wszystkim jest materii pomieszanie.  Pamiętam jak rząd Leszka Millera (lewica!) likwidował bary mleczne. Główny argument „likwidatorów” był taki, że nie należy subsydiować barów, lecz ubogich klientów. W barach mlecznych – obok ludzi  najbiedniejszych – stołowało się wiele osób o przeciętnych dochodach, którym subsydia nie przysługują. Jeżeli państwo (miasto) dotuje tanie jadłodajnie, to tym samym subsydiuje wszystkich klientów, a więc bogatsi „zjadają” subsydia biednych. Ponieważ do każdego posiłku miasto dopłaca, a popyt rośnie, pieniędzy w kasie miasta zaczyna brakować.

Jakie jest z tego wyjście? Należy subsydiować LUDZI biednych, a nie BARY, w których subsydia dostaje każdy, kto zechce. W tym celu pomoc społeczna może na przykład ludziom „na socjalu” dawać odpowiednie kupony, w USA są to tzw. „food stamps”, którymi można płacić w supermarketach. Można by nimi płacić w barach mlecznych, które powinny działać na zasadach rynkowych. Ogórkowa za 3 złote (zamiast za złotówkę), zwykły klient płaci 3 złote w gotowce, a „socjal” w bonach. Jestem bardzo za tym, żeby bary mleczne zachować, ale nie na takich zasadach, że lepiej sytuowani zjadają subsydia dla gorzej sytuowanych.

Podzielam uczucia Jacka Fendersona, ale nie podzielam jego oceny  miasta Warszawy.   Jak sam mówi, do niedawna mieszkał na Żoliborzu. Jakże więc mógł nie widzieć, jak pięknie odrestaurowany jest Park im. Żeromskiego, jak utrzymana jest zieleń wokół Cytadeli i wzdłuż Wisłostrady, jak ślicznie odbudowano fort Sokolnickiego (z którym  nie bardzo wiadomo, co zrobić – to inna sprawa), jak w bólach, ale jednak odremontowano wiadukt na ul. Andersa, jak kładzie się nowe instalacje pod i nawierzchnie oraz ustawia nowe latarnie na uliczkach starego Żoliborza – od Dziennikarskiej do Śmiałej, jak odżyła ulica Mickiewicza. Na Placu Inwalidów, gdzie 10 lat temu nie było ani jednej restauracji, dziś jest ich kilka: Żywiciel (domowa i klubowa, ceny dostępne, atmosfera i kuchnia b.d.), Dziki Ryż (orientalna, droższa), włoska (najdroższa), czwarta (Kareta) w remoncie.

W sumie, intencje Jacka Fendersona rozumiem i doceniam, ale jego obserwacje  nie wszystkie są trafne. Narzeka on, że w Śródmieściu nie bardzo ma dokąd pójść i gdzie się pokazać. Radzę pójść na odrestaurowany Plac Grzybowski, albo na tętniący życiem Plac Trzech Krzyży. Panie Jacku – głowa do góry! A w sprawie barów, Pana popieram, akcja znakomita! Wesołych Świąt!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 69

Dodaj komentarz »
  1. Przepraszam ale Gospodarz osiągnął dzisiaj szczyty. Żeby uzasadniać w ten sposób likwidację Baru Prasowego z ogórkową za trzy złote i przejmowanie lokali w centrum miast przez pazernych reatauratorów w ten sposób !- „…Na Placu Inwalidów, gdzie 10 lat temu nie było ani jednej restauracji, dziś jest ich kilka: Żywiciel (domowa i klubowa, ceny dostępne, atmosfera i kuchnia b.d.), Dziki Ryż (orientalna, droższa), włoska (najdroższa), czwarta (Kareta) w remoncie”. Dla kogo te ceny są dostępne? Dal tych co mają w kieszeni trzy złote na ogórkową?
    Gospodarzu, bieda może wrócić. Trochę empatii, trochę wspomnień. Może za petem, wywaloną na bruk marchewką przyjdzie się schylać. Tak juz bywało – prawda?
    pozdrawiam

  2. Rzadko chodze do barów mlecznych, ale nigdzie nie widziałem zupy za złotówkę, wiec wydaje mi sie że Gospodarz zabiera głos na temat który ani go nie dotyczy, ani na którym sie nie zna. Ponieważ znam sie jednak trochę na funkcjowaniu systemu wydawania bonów, obawiam sie ze bedzie funkcjonował żle i ci którym sie bony należa – ich nie dostana. Ponadto nie wierzę aby pani Kulczykowa z pania Starakową bywały na degustacjach w mleczniakach i naużywaly budzetu „państwa nadopiekuńczego” , więc obawy DP raczej nie sa przekonujące.

  3. Szanowny redaktorze Polityki

    Z odraza wspominam nieliczne wizyty w barach mlecznych. Nie rozumiem panskiego entuzjazmu skierowanego na niezdrowe i niesmaczne jedzenie serwowane w peerelowskiej scenografii.
    Leniwi ludzie jedza leniwe. Pracowici sami przygotowuja sobie jedzenie.

    baltazarsaldo

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny redaktorze Polityki

    Lepiej porozmawiajmy o karpiu bo jego dni policzone.

    baltazarsaldo

  6. Antoniusie, chyba nam jednak po drodze. Poniewaz już chyba ostatnie przedświąteczne wpisy, dedykuje Tobie i innym blogowiczom, oraz oczywiście Gospodarzowi! życzenia własnego autorstwa:
    Świerczyną pachnącej choinki rozłożystej,
    Pod nią prezentów wielkiej obfitości,
    Za oknem zimy białej i puszystej,
    A w karpiu nie za wiele ości!
    Piernika pięknie miodem pachnącego,
    Zupy grzybowej, z uszkami barszczyku,
    A przede wszystkim opłatka białego,
    Co czeka cicho na swym talerzyku
    Polskiej Wiliji…
    A w Nowym Roku niechaj to się darzy,
    Co sobie każdy w duchu swym zamarzy!

  7. Może teraz czas na banki? Jakby tak młodzież weszła pospołu do zagranicznych banków w całej Polsce, na dobry początek, otworzyła sejfy i w kasach zaczęła ludziom wydawać gotówkę, ile kto chce, na Święta? Niezły myk, prawda? Tyle, że nie przejdzie niestety, ale nie dlatego, że banki to nie bary mleczne, tylko prywatne syndykaty stojące ponad prawem (mogą sobie mnożyć pieniądze z niczego, a zwykły zjadacz chleba nie, albo np. bez sądu mogą wydać „bankowy tytuł egzekucyjny” i kazać komornikowi ograbić nieszczęśnika do ostatniej koszuli, a potem niech się chłop sądzi, jak go będzie stać na opłacenie sprawy i prawników – ciekawe z czego, ha, ha), a dlatego, że w bankach… nie ma gotówki. Banki są gołe w ryj niestety, choć zyski mają gigantyczne i na pensje oraz bonusy dla demoralizacji swych zarządów grosza (tudzież centa) nie żałują. Pieniądze tworzą dopiero z długu. Przyjdziesz, podpiszesz umowę kredytową – czary mary, i kasa jest, ale elektroniczna, warta dokładnie tyle, co ten ciąg cyfr w komputerze. Inaczej nie ma. Pusto. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie?

    Każdy, kto chce wypłacić np. z Getinbanku choćby zaledwie kilka sztuk własnych Franków Szwajcarskich, powiedzmy 5 (słownie pięć), musi zgłosić tak oszałamiające żądanie na dwa dni wcześniej. Nie żartuję wcale. Chciałem ostatnio resztę z 50 franków (30 franków), to lekko śniada pani z okienka powiedziała, że nie dostanę ani pół franka i pokazała mi kartkę wyeksponowaną centralnie do klienta, stanowiącą, ni mniej ni więcej tak: ”Przypominamy o obowiązku zgłaszania NA DWA DNI ROBOCZE PRZED DATĄ REALIZACJI WYPŁATY GOTÓWKOWEJ w kwocie wyższej lub równej: CHF – W KAŻDEJ KWOCIE”. Formatowanie oryginalne. Zdjęcie zrobiłem i mam. Nie tylko nie można kasy wypłacić, bo jej tam nie ma, ale nawet reszty nie wydają, bo nie mają. Mogą wypłacić cyfry, ale jak człowiek nie chce, i życzy sobie odrobinę mniej bezczelności, choć papierową namiastkę prawdziwego pieniądza – to klops na całej linii. No way, jak mawia Goldman, w obcym sobie języku.

    Toteż z bankami akcja obywatelska raczej nie wypali. Może w takim razie młodzież zajmie nocą gazety oraz telewizję – media, i choć raz wyprodukuje jakieś prawdziwe wiadomości dla odmiany, nie mówię, że koniecznie z Libii, z Egiptu, czy z Syrii, ale niechby nawet z aktualnej wizyty prezydenta Komorowskiego w Chinach; niech zamiast zbliżeń dwóch małych Chińczyków machających czerwonymi, papierowymi flagami pokaże zdjęcia dzielnicy Pudong widzianej wieczorową porą z Bundu – świeżo odrestaurowanego deptaka nad rzeką Huang Pu. Times Square przy Pudongu wygląda jak wiocha. Albo niech pokaże budynki Expo w Szanghaju, kolej Maglev zasuwającą 431km/h, tamtejsze autostrady, nowiutkie samochody na ulicach, piękne hotele, ekskluzywne sklepy na Nanjing Road. Przydałoby się, bo zamiast tego słyszymy w kółko międlone przez dziennikarzy na służbie jedno i to samo głupkowate pytane: „a prawa człowieka?” A czy któryś z nich zadał kiedyś takie samo pytanie Barackowie Obamie, w kontekście Patriot Act, Guantanamo, Bagram, Fallujah, czy tych ostatnich ustaw, dopuszczających łapanki niewinnych ludzi nie tylko w USA, ale na całym świecie? Swoją drogą to plagiat, Hitler był pierwszy. A przed nim Stalin. Można jankesom wytoczyć proces.

    Czy któryś z dziennikarzy w Polsce żądał odpowiedzi na pytanie, dlaczego w USA liczba dzieci bez dachu nad głową, głodujących i marznących po tamtej stronie Atlantyku na wspomnianych przez Pana Redaktora ‘food stamps” sięgnęła właśnie wg oficjalnych danych 1mln 600tys., jak donosi na swojego własnego pryncypała TVN? To przecież dwa pełne Wrocławie dzieciaków wypędzonych z domów, w kraju – pasożycie, który mimo, że żyje kosztem innych, to zagrabione społeczeństwom świata dobra, złoto i finanse przeznacza zamiast dla tych dzieciaków choćby, to na bomby kasetowe, izraelskie drony, biały fosfor, mini-nuki, HAARP, projekty derywatów oraz resztę tego całego bandycko-złodziejskiego badziewia, albo na budowę wirusa w Holandii, takiego wirusa, który można wymordować z pół ludzkości naraz.

  8. Nie uwazam za wskazane aby stosowac wyrazne rozroznianie poziomu zamoznosci w postaci bonow wyzywieniowych. Bary mleczne serwuja wyzywienie bardzo niewyszukane, powiedzialbym nawet, ze stolowkowe. Jesli ktos ma wystarczajace zasoby finansowe to pojawi sie w nich tylko dlatego, ze chodzi mu o szybka usluge. Tymczasem dla wielu niezamoznych obywateli jest to niekiedy jedyne zrodlo ratowania budzetu domowego. W czasach obecnych powinnismy raczej powiekszac ta galaz uslug aby kazdy, nawet najubozszy Polak, mial taka ostatnia deske ratunku.

  9. Bar wzięty, leniwe podano, a komu zachciało się ruskich?

    Ale Gospodarz Passent dzisiaj oburzony, gdy pisze – „wielkie jest materii pomieszanie”. Faktycznie, jeśli dofinansowanie dostaje bar, czyli ogórkowa kosztuje 1 zamiast 3 zł, to na dodatek wszystkiego ludzi to przyciąga ponad miarę, jak to Redaktor trafnie ujmuje – na ogórkową popyt rośnie i tym bardziej zwiększa rozmiar deficytu. Niewątpliwie, cena informuje publikę, ile „społecznie użytecznej pracy” jest w talerzu ogórkowej, nawet marksiści pojęli tę kwestię.

    Z kolei nie wiem, co Kartka z P. (18:17) insynuuje i jak wyrocznia nam podsuwa pisząc – „bieda może wrócić … tak już bywało”.
    Że niby ruskie mają wrócić?

  10. Panie Redaktorze, a co tam słychać u Dody? Znowu przegrała proces, czy miała tam bieliznę czy nie. Nie śmiem zapytać o Ziobrę. A Chińczycy dalej trzymają się mocno?

  11. Rzadko już tu bywam, coraz rzadziej: po dzisiejszym wpisie Gospodarza – nie żałuję swych decyzji i wyborów: Okudżawa śpiewał onegdaj – „A jednak mi żal……”. I tak jak „Kartka …. ” (pozdrowienia od krajana z Dln. Śląska) ma „żal” (to słychać, widać i czuć w Jego wpisie) to i ja mam żal a’la Okudżawa …. Wiadomo za czym i z jakiego powodu.
    Panie Redaktorze – czy wszystko musi być rentowne i na sprzedaż ? Czy powietrze też – idąc tym tropem myślenia – będzie z czasem na sprzedaż bo to taki sam produkt i dobro jak inne (taki dylemat postawił przed Michelem Rocardem – wiadomo kto zacz – filozof Paul Ricoeur: odpowiedzi nie uzyskał) ? I czy – jak mówi w tym kontekście myślenia Peter Singer – bogaci (czyli rentowni, sprawni, przedsiębiorczy) będą mogli z czasem „planować” (i produkować dla siebie) sobie dzieci: inteligentne, piękne, niebieskookie, o określonej i wymaganej płci etc. etc.
    To są (i takie będą) skutki myślenia i widzenia świata w kategoriach zysku, rentowności, pieniądza i opłacalności …… Jak „wykładam” określoną sumę forsy musi mi się ona zwrócić w nadmiarze. Bo inaczej się to nie opłaca ….. Brrrrr !
    Pozdrawiam smutno.
    Wodnik 53

  12. Póki co, „Głodówka droższa od jedzenia”, informuje felietonista w POLITYCE 52.

    Tyle postaci w tym felietonie, aż się w głowie kołuje i w innych organach: kasjerka i ekspedientka, dyrektor sklepu „Merkury”, prof. Marcin Kula, kobieta w Berlinie (rok 1945), oficerowie sowieccy (sic! nie radzieccy), Radosław Sikorski, Twiggy (sylwetka a la Tusk), prof. Bronisław Łagowski, Józef Oleksy, n/n emeryt ze starego portfela (który dużo sobie obiecuje po waloryzacji kwotowej), Maciej Nowak, Beethoven (Ludwig), Andrzej Dobosz, Daniel Passent. No, ale towarzycho, i jaka wyżerka. Nie wiem, co staruszek sądzi o takim pomieszaniu osób na jednej stronie. Ja tam za petem nie schyliłbym się, ale za oskrobaną marchewką – byle nie gotowaną i siekaną – czemu nie.

    Wesołych Świąt dla Wszystkich w Tym Wesoło-smutnym Kraju!

  13. Kartko!
    Z tymi knajpami na Żoliborzu to święta prawda. Mieszkam o rzut beretem od placu Inwalidów. Podobnie jest na pobliskim placu Wilsona, gdzie jeszcze niedawno były głównie banki. Zbuntowali się tubylcy (wystosowali protest do władz dzielnicy), że CHCĄ małych knajpek z ogródkami, jak w jakimś Paryżu czy Pradze. I powstały! Wszędzie jest pełno ludzi. Wyglądają normalnie. Ani bogato, ani biednie. Nie wiem, skąd mają pieniądze.
    A barów mi żal – kaszy gryczanej z sosem pieczarkowym, leniwych, zupy ogórkowej itd. Najbardziej mi żal tego przy Uniwerku na Krakowskim zwanego potocznie Karaluchem, gdzie za ówcześnie psie pieniądze zjadłam niejeden studencki obiadek.
    Teraz jest tam jakieś śniadaniowo-lunchowe „cóś”. I też pełno ludzi (głównie studentów).
    Nie wiem, skąd mają pieniądze.
    Być może, jak piszesz „za petem i wywaloną marchewką przyjdzie się schylać”. Nie przeczę (odpukać!). Ale również, być może, ci pazerni restauratorzy będą musieli spuścić z tonu i oplotą na siecią tanich barów (mlecznych). Jak to w kapitaliźmie, który reaguje wszak żywo na popyt i sprzedaż.

  14. Jednych boli, gdy mniejsze dochody mają restauratorzy, a innych boli widok jedzących na śmietnikach.
    No tak, ale nie wszyscy mają otwarte śmietniki dla nędzarzy. Wtedy nie boli widok jedzących na śmietniku.
    Brawo Kartko z podróży.

  15. Staruszku!
    Jestem średnio emocjonalna i raczej trudno wyprowadzić mnie z równowagi.
    Ale Ty też, co dawno zauważyłam, TAK MASZ lub MIEWASZ – jak każdy w miarę wrażliwy i zrównoważony psychicznie człowiek, że
    zwyczajnie powala cię czyjaś głupota, zła wola, kompletna nieprzemakalność, że nie wspomne o pospolitym chamstwie.
    Najgorsza jest chyba „nieprzemakalność”. Tak rozumiem Twoje „gadanie do ramy”.
    Na szczęście – obraz jest w środku i spokojnie moze się bez ramy obejść.
    Dzięki, staruszku
    trzymaj się ciepło, bo chyba jednak idzie zima, a wilcy jak wyli, tak wyją.

  16. staruszku
    zapomiałam dodać, że odpowiadam na Twój post pod poprzednim wpisem Gospodarza.

  17. mag
    21 grudnia o godz. 21:16
    Kartko!
    Z tymi knajpami na Żoliborzu to święta prawda.

    Prawda w Polsce tylko moze byc swieta.

    baltazarsaldo

  18. mag 21.16
    A nie przyszło ci do głowy że pazerni restauratorzy opletli juz srodmiescie Warszawy łancuchem KFC. Mc Donald i Burger King czyli najbardziej niezdrowej karmy na świecie ? Przecież ceny w tych JUNK FOOD ach targetowane są własnie na ubogich strudentów, których już wychoowano na tych frytkach, superkalorycznych bułach z keczupem i hamburgerach z najwyżswzej jakości mielonej polędwicy wołowej ( tzw filet mignon ;-))

  19. baltazarsaldo pisze 21 grudnia o godz. 19:10

    „Leniwi ludzie jedza leniwe. Pracowici sami przygotowuja sobie jedzenie.”

    Dobrze Szanownemu Koledze idzie z definiowaniem darwinizmu społecznego. Proszę jeszcze tylko podać ile musi dopłacić państwu polskiemu Antonius za swój wylew oraz ja za przepukliny na odcinku szyjnym i lędźwiowym. Wsparcie naukowe znajdzie Szanowny Kolega u jednoego z najlepszych niegdyś brydzystów polskich – Janusza Korwina-Mikke. Ponoć utrzymywał się z gry w brydża.

    Ja swego czasu utrzymywałem sie z róznicy po zaczerpnięciu nauk z mądrości PRLu. Mając rozległe powierzchowne znajomości byłem zapraszany na jednego. I gdy ten radzący sobie z zyciem – zapewne pracowity – zamawiał dwa koniaki …
    To ja orygowałem zamówienie: „Dla mnie czysta i różnica!”

    Ile dżuli potrzeba do napisania wyżej wymienionej cynicznej notki o pracowitości jako drodze do tak prostego widzenia świata?

  20. Tumanskie rzady dyktatorskie spowodowaly zanik integralnie splecionech historii ruchu barownictwa mlecznego oraz sprawiedliwozci spolecznej . Zamykanie barownictwa mlecznego swiadczy o degradacji zapatrzonych w kolonialne zlodziejstwo polakow co szczegolnie smutne bo to 30 rocznica rozbicia bandy solidarnych leniuchow przez najwienkszego generala w historii tego panstwa.
    Krzywa Rousseau udowadnia ze tumanska wladza uzywajaca zamiast ekonomii spolecznej bandyckich teorii Sorosow lub Sachsow pograza raz na zawsze nasze barownictwo mleczne w bagnie. Aniemajacych na zupe za 3 zlotych – w dlugach, za ktore nasze wnuki bedza jeszcze placily za 50 lat . To pedofilia.

  21. Skąd ludzie mają pieniądze? – dopytuje się mag (21:16).

    Jak to skąd? Niewidzialna Ręka Rynku im rozdaje. Nikt chyba nie twierdzi, że (powinno być) po równo, ale jeśli chodzi o jedzenie, to wszyscy mamy jednakowe żołądki, od kiedy jakiś Australijczyk odkrył, że wrzód się bierze z bakterii, zatem każdy, nerwowy szczur goniący za zyskiem czy socjalistycznie nastawiony luzak mają jednakowe szanse się go nabawić. Różne natomiast ludzie mają przemiany materii, co potem wychodzi na blogach.

    Oto cennik w Barze Mlecznym Prasowy:
    pieczarkowa 2.37, żurek 2.50, klopsiki w pomidorach 5.50, mielony 6 zł, schabowy 8,90 zł, wątróbka z cebulą 5,70 zł, mizeria 2,13 zł, pomidory z cebulą 98 gr, fasolka po bretońsku 4 zł, pyzy z gulaszem z serc wieprzowych 7,50 zł … cena ogórkowej nie do ustalenia, spekulacyjnie podam, że 1,99 zł?

    Zdaje mi się, że nie o dotacje MF idzie, bo nie są one cofane, lecz o koszty wynajmu i to, że właścicielka tego baru postanowiła przejść na emeryturę. Ale największy popyt jest na piwo, co daje się zauważyć przy Placu Zbawiciela oraz wokół fontanny na Placu na Rozdrożu, a przecież na piwo nie ma dotacji tylko jest akcyza. Ale inna rzecz jeszcze w Warszawie mnie zastanawia. Skąd młodzi ludzie mają pieniądze na rowery?

  22. p.s. Jeśli idzie o kaszę gryczaną z sosem pieczarkowym, to sam przyrządzam, nie muszę chodzić do baru, do tego ogórek kiszony. I śmietany używam niskoprocentowej, a w postkomunistycznym barze to nie wiadomo jakiej dodają. Za leniwymi nie przepadam, co jest dziwne w moim przypadku.

  23. Dawnych wspomnien czar….Bylo. Teraz nawet na YouTube nie mozna znalezc. Bar(mleczny tudziez) byl alternatywa smierdzacej knajpy. Jeden przy Kruczej (obok Hozej), drugi na Marszalkowskiej (obok Wilczej), trzeci Zamkowy – obok kolumny Zygmunta. Wyskakiwalo sie z pracy, gaz do oporu i skuter ladowal na chodniku przy Barze. W stricte mlecznym byly ruskie, leniwe i mielony z groszkiem. Na Placu Zamkowym kolduny w rosole, we Flisie – flaki. Piec minut i czlowiek podzarl. Bez przychlanego Pana Wladzia z rachuneczkiem, bez odoru wody i odpadow z kuchni. Szybko i smacznie. Byli zebracy co dojadali zostawione resztki. Kurwow nie bylo.

    Szybki slalom po sliskiej podlodze z talerzem w kazdej rece, stolik z wysokimi stolkami. nawolywania kucharek z kuchni. Polowa siedemdziesiatych dawala poczucie swobody i wyboru. Pierwsze wypady na Zachod morzyly glodem. Ratowala kielbaska w walizce. Ciagle liczenie ile zostanie z diet jesli kupie jinsy…..Mc Donalds jawil sie kosztownie, dobra byla mechana z fasolowa i kawalem kielbachy. Albo hinduska na trzy stoliki – wszystko kari. Pierwsza puszka Coca Cola wybuchala w rekach na Regent Street, kawa miala astronomiczna cene na Broadway, raj byl w Paisienne, gdzie dawali puszysta buleczke z burro i prosiutto, kawe gratis i stolik przy oknie na rzymska ulice. Swojsko traktowala Moskwa, bo za 15 rubli diety mozna bylo jeszcze panienke na obiad zaprosic. A w mrozny poranek – zakusocznaia, lufa Ararat i sosiski s kapustoi.

    Ciagnelo na Zachod ale Moskwa dawala pozyc. Polski delegat liczyl i liczyl – tanio zezrec i cos kupic do kraju. Kto myslal o zadaniach wypisanych w Delegacji ?! Wyjazd to byla premia za dobre sprawowanie i bywanie na zebraniach. Petak zaczynal od Bulgarii i Rosji, wspinal sie po Jugoslawii i Grecji, doswiadczenia nabieral w Wiedniu a do „jaskini lwa” – New York wypuszczali go jak sie juz na demoludach zaprawil.

    Czasem do delegata doklejali Dyrektora. Ten lubil pospac na rozmowach (i tak nie rozumial), wieczorem – ” panie Kociukwicki idziem sie gdzies odmulic”, „Patrz pan, panie Kociukwicki – calkiem dobry grzebien ! Ze na ulicy ? Umyje sie i bedzie jak znalazl !” Dyrektorowal w Filmie, teraz dowodzil w Metalexporcie, przetarl sie w Animex, a jego protekcja dawala Wyjazdy. W Warszawie mial zone, co zawsze prosila, zeby ja na skuterze gdzies……. podrzucic. Najlepiej do Mlecznego Baru, bo tam nikt nie chodzi….

    Najlepszy byl na Mariensztacie. Cicho, pusto, zdala od Towarzyszy, a dawali bardzo dobre leniwe ze smietana i cukrem. I tak sie trzeba bylo przetelepac po tych cukrowanych leniwych poki Dobry Bog nie zeslal okazji – wyjazd „na Placowkie” !

    Po powrocie, albo i nie, rozwod z barem mlecznym byl zaklepany i ostateczny. Wspomina sie te bary mleczne z nostalgia, bo wszystkie zostali sie w Warszawie. Tu – nie uswiadczysz. Burgery, pizza i hot dogi to nie to. Inne miecho, inna klientela. I status inny. Chyba, ze w przelocie, na wystawie, na konferencji, na spacerze A sera i mlecznej zupy, gorzej – flakow (!), ze swiczka szukac.

    Jak by na You Tube mieli „Dawnych wspomnien czar” to bym sie pocieszyl, a tak – mieta i poruta…

  24. Hallo !

    Bardzo prosze, jak kto umie, o reakcje na moja pokorna prosbe z 14.56 20 grudnia. Bede wdzieczny za pomoc. Kleofas

  25. Przemowienie Obamy z Grudnia 2012
    =================================
    (powtarzam 2012 )

    http://www.stansberryresearch.com/pro/1108PSISHOVD/PPSIM832/PR
    Uwaga UWAGA! Nadchodzi…

    Wszystkim skladam najserdeczniejsze zyczenia
    Wesolej Rocznicy Rewolucji Pazdziernikowej.
    Niech sie swieci…

  26. Filozofia prawicowo-klerykalnych rzadow jest taka,aby zniszczyc wszystko
    co kojarzy sie z okresem PRL-u i nie wazne czy to bedzie nazwa ulicy pomnik
    bar mleczny czy pierogi ruskie.
    Cala ta historia musi byc wymazana ze swiadomosci spoleczenstwa,co tez jest
    skrupulatnie krok po kroku realizowane.

    Zyczenia swiateczne.

    http://www.youtube.com/watch?v=PwoBFQ62C5o&NR=1

  27. Hello !

    Bardzo prosze, jak kto umie, o reakcje na moja pokorna prosbe z 14.58 z 20 grudnia. Bede wdzieczny za pomoc. Kleofas.

  28. jasny gwint ; pyta. A Chinczycy dalej trzymaja sie mocno?.
    j g wyglada na to ze obecny kryzys narasta i tam.

    http://europe.chinadaily.com.cn/business/2011-08/09/content_13080460.htm

  29. Zupełnie nie na temat Panie Redaktorze. Czytam ciągle „Zapiski ” p. Rakowskiego. Fantastyczna kopalnia wiedzy dot. historii Polski począwszy od roku 1958. Wątek cenzury jest tam b. widoczny. Np. dla p. Rakowskiego wrogiem nr 1 w okresie Gierka był p. Łukaszewicz sekretarz od propagandy w KC. Często też wracam do znakomitej ksiażki p. Zakrzewskiego pt. „Dzinnik Telewizyjny” o tej tubie propagandowej za czasów PRL-u. (Jak Pan nie czytał to polecam). P. Zakrzewski pisał pracę magisterską na studiach dziennikarskich z tematu cenzury. Poszedł do Naczelnego „Polityki” w tej sprawie otrzymując odpowiedź MFR na swoje pytania „Wyżej ch— nie podskoczysz”. Prawda Panie Redaktorze, że ten „bom mot” jest w tym naszym tzw. „demokratycznym” państwie jak najbardziej aktualny ? O wielu sprawach nie można uczciwie mówić. Nawet Polityka tego nie robi. Jednym z przykładów jest Sprawa Smoleńska. Znaleść tu można wiele podobieństw do sposobu prowadzenia śledztwa w sprawie 11/9 …

  30. Kapitalizm stworzył proletariat i kapitalizm sam jego unicestwił. Na jego miejsce stworzył stale powiększającą się warstwę prekariatu. Jeżeli proletariusz kojarzy się z biedą i zacofaniem, to prekariusz zwykle posiada co najmniej jeden fakultet, niekiedy doktorat i nie ma pracy ani szans na nią. Absolwentka dwóch fakultetów ze znajomością kilku języków wyrażała niedawno w GW radość z uzyskania zatrudnienia śmieciowego przy czyszczeniu fug szczoteczką do zębów. Posiadacz dyplomu uczelni zwykle teraz wraca do swojego miejsca urodzenia, do rodziców gdzie uważany był za szczęściarza z perspektywami. Teraz staje się obiektem pogardy i lekceważenia, a sam jest wniebowzięty gdy znajdzie robotę u miejscowego kapitalisty za 500 złotych, gdzie jest lżony i szykanowany. Dziś Gazeta dumnie sygnalizuje, że jesteśmy w ogonie Europy pod względem zatrudnienia śmieciowego lub samozatrudnienia. To już kilkadziesiąt procent, stale rośnie pomnażając ilość bezrobotnych do kilku milionów. Profesor Hieronim Kubiak i krakowska Kuźnica zorganizował latem tego roku w Krakowie konferencję naukową na temat polskiej biedy. Obraz wstydliwy i przerażający, jednocześnie niewygodny, stąd prawie brak wzmianki w wolnych mediach neoliberalnych. Referaty Kubiaka i Widackiego z tejże konferencji publikuje nowe ZDANIE, a całość ukaże się w styczniu wydaniu książkowym /w drugim obiegu/.
    W tej sytuacji likwidowanie barów mlecznych jest działaniem lekkomyślnym o ile nie nieludzkim, bo gdzie indziej bezrobotny prekariusz może zjeść zupę pomidorową za złotego.

  31. Jedną z korzyści jakimi obdarował staruszka PRL jest teoretyczna wiedza o świecie dzięki jako tako zapatrzonym bibliotekom. W okresie gdy staruszka ciągneło z warszawskich gruzów w świat poznawany przez litery, ryciny i kiepskiej jakości szarobiałe fotografie praktyka lokalna odżywiania nie odróżniała skwarek z podgardla świni mięsnej od zupy ogonowej. Obu było za mało.

    Zatem gdy @telegraphic observer 21 grudnia o godz. 21:09 pyta o garnitur osób przewijajacych się w świątecznym felietonie Gospodarza blogu w plastykowo-papierowej Polityce mającym tytuł „Głodówka droższa od jedzenia”, to odpowiadam.

    Łącznie z gospodarzem osoby tam wymienione posługują się półprawdami. Nie jest to wyraz złej woli. Jest to kwestia smaku, który kształtuje się w nas co najwyżej przez pierwsze 21 lat życia. Nie ma w nas już wówczas grasicy (z bardzo nielicznymi wyjątkami) i już zakodowało się naszym rdzeniu kręgowym upodobanie do smażonego. Zamawiając ruskie pierogi połane przetworzonym tłuszczem ze świni słoninowej dokonujemy politycznego wyboru: tępić będziemy opowieści nieuków twierdzących, że ricotta nadziewana truflami, spowita sosem pecorino może kosztować 38 zł czyli 38 PLN.

    Dziś nie trzeba tylko słowami krytykować stwierdzając: „Bajki opowiadasz!” Daniel Passent kończy opis warstwy cennikowej menu
    informacją antropologiczną:
    Dla emerytów jest krwisty stek z „przeanielownego byczka” (115 zl „ale warto”)
    Otóż rozgarniety równolatek PRL oglądając „Dyliżans” mógł stwierdzić, że nie jedzi nim akwizytor wytwórni patelni teflonowych oraz domowych expressów ciśnieniowych. Kowboje smażyli steki na patelni półżeliwnej i z takichże kubków pili kawę zalewajkę pół na pół z cykorią i bez cukru. Stek był z wołu, chyba że krowa złamała nogę.

    Ostatnie dwudziestolecie jest w Polsce okresem lansu. Jego początek rozpoczął się ogłoszeniem przez Aktorkę końca komunizmu. Według staruszka komunizm nigdy nigdzie poza kibucami nie zaczął się. Później Hetman wskazał teren odkomunizowany przez lata wczesniejsze nie wpuszczając nań osób o poglądach lewicowych. Widać powietrze nad tym terenem było przesycone zapachem Kazimierza Mijala. Słyszałem o ozonowaniu wody pompowanej do basenu, a ostatnio nawet o ozonowaniu krążków międzykregowych, ale o odkomunizowaniu gleby i powietrza nie słyszałem.

    Jako zagorzały słuchacz Teatru Eterek szybko zorientowałem się o lokowaniu w tym cyklu audycji radiowych produktu firmy dziś nazywanej KGB. Po Eterku została mi najcenniejsza umiejetność. Wiem co to anegdota i tę wiedzę stosuję. Anegdota to opowiedź niekoniecznie prawdziwa, ale warta wysłuchania i powtórzenia.

    Staruszek musiał w dzieciństwie – i inni też – wysłuchiwać kłamstw mocowanych słowem Prawda. Prawda nadawała się na owinięcie materiału wsadowego do wzmiankowanych w omawianym felietonie 100 potraw ze śledzia. DP znęca sie nad swoimi czytelnikami rozsiewając w swych tekstach skrawki muślinu oderwane z koszul wyrafinowanego humoru w jakie się ubiera. Prawda jest taka, że w Polsce mieliśmy trufli kilka i zostały one obięte programem świadka koronnego. Wskazanie, że procedury tego programu zostały złamane jest zwykłym donosem do prokuratury. Ukrywanie niegodziwości restauratora stwierdzeniem, że trufle nie są wystawione na widok, bo są częścią nadzienia co najwyżej osłabia oskarżenie prokuratorskie kwalifikacją „usilowanie”.

    A wszystko to z powodu premii świątecznej. DP niczego w Merkurym nie ukradł i być może liczba złodziei złapanych przez tę nadmiernie pobudzoną sklepową jest za mała aby dać jej świąteczną premię extra. Tak inteligencja robi klasę robotniczą w bambuko. Ukrwa kpinę w ledwie obłożoną w 34 i grube szyderstwo wycenia 115.

    Popieram ukryty zamysł felietonisty. Wszyscy którzy wynieśli z PRLu antykomunizm a nie skorzystali z szansy na uczenie się czytania zasługują na leniwe polane tym lepszym masełkiem (mniej w nim wody). Dobroć świąteczna obowiązuje.

    Bo DP łaskawie przemilczał przedwojnną anegdotę.
    Idzie chłop i jedną ręką przesuwa paciorki różanca, a drugą obsmykuje pańskie zboże.

    Tyle że DP jest miastowy i dbano w jego domu, aby czytał ze swym zrozumieniem i pisał licząc na moje.

    Smacznych i wesołych świąt z lekcją astronomii życzę Gospodarzowi.

  32. WODNIK 53: oczywiscie nie wszystko musi być rentowne, np. muzea, teatry, szkoły powinny byc subsydiowane. Ogólne jednak jestem zwolennikiem zasady: w produkcji – kapitalizm, a w pozdziale – socjalizm. Niech bary fukcjonuja na zasadach rynkowych, a klienci z „socjalu” – płacą bonami (żeby ich nie mogli przeznaczyć na inne, mniej zbożne cele). Pozdrawiam i Wesołych Świąt!

  33. @Daniel Passent

    Szanowny Gospodarzu, właśnie pojawiła się tak ważna informacja, a u Pana na ten temat cichutko…

    Po latach badań naukowcy Włoskiej Narodowej Agencji ds. nowych technologii, energii i środowiska potwierdzili autentyczność Całunu.

    Jedna z najważniejszych relikwii chrześcijaństwa jest autentyczna. Po latach badań naukowcy potwierdzili, że Całun Turyński jest autentycznym płótnem, w które owinięto ciało Jezusa Chrystusa.

    Według Włoskiej Narodowej Agencji ENEA energia, dzięki której na Całunie powstał obraz, musiała mieć moc 34 miliardów watów. Promieniowania o tak dużej mocy nawet dziś nie jest w stanie wyprodukować żadne urządzenie.

    Szanownemu Panu Redaktorowi i wszystkim blogowiczom – Wesołych i pogodnych Świąt. Autentyczność świadectwa Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa zapewne umocni wiarę wielu z nas i może przyczynić się do tego, iż Narodzenie Pana Jezusa nie będzie tylko okazją do przełamania się opłatkiem…
    ___

    Według tradycji chrześcijańskiej w płótno to został po śmierci owinięty Jezus Chrystus, a charakter i umiejscowienie śladów odpowiada opisowi jego ran w Ewangelii. Obraz powstał według niej samoistnie (wypalił się na owiniętym dookoła ciała materiale), pod wpływem jakiejś energii, w momencie zmartwychwstania, a czerwone ślady to krew Jezusa.

    Jak wierzymy Całun okrywał ciało Jezusa po zdjęciu z Krzyża i był świadkiem Jego Zmartwychwstania.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Ca%C5%82un_tury%C5%84ski
    http://www.calun.org/

  34. Kleofasie, a czemu nie umieściłeś na tej liście Leszka Millera? On jest mistrzem w intonacyjnym kawałkowaniu jednego zdania na kilka innych. Ale może tu nie ma wątpliwości. Halicki i Kwaśniewski moim zdaniem mówią normalnie, Szejnfeld – niechlujnie (czydziestu), GW i Niesiolowski mają charakterystyczne r, Jakubiak nie rzuciła mi się w uszy, ale analizy specjalistycznej nie podejmuję się, żeby się nie wygłupić, bo może nie mam racji. Mnie razi co innego – nieodmienianie imion, a pewnie i nazwisk też, kończących się na samogłoskę, to wszechobecne „rząd Silvio Berlusconiego”, a wcześniej upiorne „rząd Hosni Mubaraka”. Jedynie GW zdaje się czasami stosować odmianę, mimo że wskazania językoznawców (Wydawnictwo Naukowe PWN w internecie) jasno precyzują te zasady. Wysłałam nawet fragmenty ich porad do Programu III PR, ale oni są głusi na takie supozycje. W związku z tym ja sama teraz nie wiem, czy to ja nie jestem głupia w swoim uporze, że hasło „rząd Silvia Berlusconiego” brzmi po prostu ładniej i poprawniej. A co do intonacji i dykcji przy okazji, to ci najpiękniej intonujący poodchodzili już. Ja bardzo lubiłam słuchać Gustawa Holoubka i Henryka Machalicy. Niestety, wielu ludzi pcha się przed mikrofon bełkocząc niemożebnie, czego najlepszym przykładem była spółka Kaczyński & Kaczyński. (Z blogowego pióra najbardziej cenię sobie pióro staruszka – obyś żył nam wiecznie!)

  35. „Według Włoskiej Narodowej Agencji ENEA energia, dzięki której na Całunie powstał obraz, musiała mieć moc 34 miliardów watów. Promieniowania o tak dużej mocy nawet dziś nie jest w stanie wyprodukować żadne urządzenie.”

    Przykro mi Sz. Panstwo ale moje bezpieczniki wysiadaja , nie sa w przeciwienstwie do niektorych wystepujacych tu osobnikow „niezniszczalne ” . Zeby nie bylo watpliwosci to te miliardy watow sa uczciwie piszac drugo a moze nawet czwartorzedne.
    Glownie chodzi o „natezenie” czyli swad czegos przypalanego (?) Co to mogloby byc ? To idzie z kierunku „Goracego grudnia ” raczej pod koniec 18.23 i zdaje sie 19z minutami. Moze to sie nie przypala bo to cos jakby stara kiszona kapusta albo jakis zeszloroczny bigos czy co’s . Zegnam ale jakby nie bylo w barowej atmosferze . WS

  36. Jakie to szczęście, że Gospodarz Blogu nie rządzi. Już widzę dodatkowe Ministerstwo Do Rozdzielania Bonów dla potrzebujących, komisje oceniające komu już się bon należy a kto może sobie pójść do restauracji itp. No i koniecznie legitymacje dla posiadających bony, żeby nie odstępowali ich innym. Na pewno za parę miliardów byśmy ten problem rozwiązali.
    W czasach, kiedy pan Miller robił zamach na bary, zrobiłem szacunkowe obliczenia, uwzględniając roczne dotacje, liczbę klientów barów itd. i wyszło mi że do każdego klienta barów państwo dopłaca ok. 50gr. Same regulacje problemu (parz wyżej) kosztowałyby wielokrotnie więcej. Ta akcja rządu Millera, podobnie jak odebranie ulg na przejazdy studentom, to były nieudane działania w imię źle pojętej sprawiedliwości, a ewentualne gówniane oszczędności nie były warte zepsutej krwi.
    Co do Żoliborza to Pan Redaktor utracił wyczucie, zapewne z powodu małych potrzeb i możliwości ich łatwego zaspokojania w pobliżu domu. Niedawno, po wielu latach przerwy, byłem w opisywanej okolicy i byłem przygnębiony widokami oraz brakiem życia. Nieliczne bary i to tylko w okolicach stacji metra, brak sklepów, szare bloki i marazm.
    Ciekawe jak miasto gospodaruje wolnymi lokalami. Obserwuję jak latami stoją zamknięte lokale, z powodu wysokich czynszów, a miastu widać nie opłaca się wynająć taniej, wieć latami stoją puste. Nie jest to gospodarskie myślenie. Nasz kapitalizm widać jeszcze się nie rozxwinął i myślenie z czasów socjalizmu (żeby tylko nie było niesprawiedliwie!) wciąż dominuje.

  37. ……a klienci z „socjalu” – płacą bonami (żeby ich nie mogli przeznaczyć na inne, mniej zbożne cele). Pozdrawiam i Wesołych Świąt!…..

    Powyzsze zdanie Passenta stygmatyzuje ludzi biednych. Jest prosta droga do ich ubezwlasnowolnienia. Tak traktowano na Zachodzie uchodzcow politycznych trzydziesci lat temu. Obecnie (od 20 lat)odchodzi sie od tej bezludzkiej zlotej mysli. Oczywiscie pomoc socjalna nalezy sie kazdemu, kto zyje na progu ubostwa. Oczywiscie kazdy ma prawo do takiej pomocy w formie gotowkowej lub przelanej na konto.

    Wracajac do naszych baranow, to ubolewam z powodu zamkniecia barow mlecznych, jadlodajni (za male pieniadze). Niestety Pan Passent raczyl zapomniec, ze barow mlecznych nie ma juz od lat calych. Pozostaly li tylko miejsca z jedzeniem zakupionym jako polprodukt lub tani produkt gotowy w hurcie, a w barze odgrzanym. Jedzenie w tej postaci jest wprawdzie tanie, lecz zupelnie niesmaczne. Dlatego nie ubolewam z powodu zamykania czegos, czego juz od dawna nie ma. Nie ma bowiem barow mlecznych, w ktorych jadlo przygotowuje sie recznie ze swiezych warzyw i owocow oraz gotuje je smaczne. Ba, malo jest restauracji, w ktorych mozna dobrze jadac. Te wszystkie przybytki z jedzeniem jak u babuni, obrazaja nasze babcie. Luksusowe, drogie restaruracje obrazaja prawdziwych restauratowrow i smakoszy .Przyjezdzajac od czterdziestu lat do Polski chetnie odwiedzalem bary mleczne i korzystalem z taniego i czesto smacznego jedzenia. Oczywiscie korzystalem tez z dobrych restauracji.Ciekawe byly takie wycieczki od baru na KP do restauracji na wwskim rynku oraz grzedzenie znajomych i rodziny ny wymysly tego „stamtad”. Niektore bary mleczne przetrwaly restauracje (ustrojowa) i funkcjonuja po dzien dzisiejszy; np. na wroclawskim rynku Bar Wegetarianski, w Wie na Nowym Miescie podobnie (dane z przed kilku lat). W Krakowcu w okolicach Jasnego Gwinta odwiedzilem podczas ostatniego lata Bar Mleczny, z podlym jedzeniem. Ciekawy byl jego wystroj, pozostalosc z poprzedniego ustroju (zadna kopia, lecz oryginal). Jasy Gwint wie dokladnie; na rogu, przed wejsciem na plac (rynek) przed kosciolem.

    W Barze mlecznym w Legnicy (dane z przed pieciu lat) pierogi ruskieprzerobine zostaly na pierogi legnickie. Wracajac jednak do pomyslu bonow, to jest on praktykowany po dzien dzisiejszy nie tylko wsrod biednych. Otrzymuja je urzednicy w Paryzu. Mialem kiedys szczescie (nieszczescie) byc takowym przez dluzszy czas, w Paryzu wlasnie i pracujac przy ul. Georges V stolowalem sie na Polach Elizejskich. Bez bonow od pracodawcy byloby to niemozliwe. Bedac z kolei urzednikiem w Niemczech przez reformami (cieciami socjalnymi) otrzymywalem dodatek na jedzenie. Dodatek na pomoc dentystyczna oraz wiele innych, ktore udalo mi sie wyrugowac z pamieci.

    Pana Passenta przywoluje z cala powaga do zaprzestania wykluczania ludzi biednych oraz stygmatyzowania ich bonami towarowymi. Solidna pomoc socjalna w gotowce, rzeczywiste prawo do pracy (rowniez dla tubylcow) sa dobrym rozwiazaniem obok wielu innych, oczywiscie przy zachowaniu godnosci kazdego bedacego w potrzebie i majacego prawo do wsparcia.

    ET

  38. A nie byłoby mądrzej, gdyby podatki trafiały w większej części do miasta niż do państwa?
    Różne miasta mogłyby stosować różne rozwiązania.

    Poza tym zgadzam się, że lepiej dotować ludzi.

  39. Glos Ludu 11.16

    Dzis rano sluchalem Millera u Olejnik i wlasnie myslalem o tym co piszesz. Rzeczywiscie, mowi bardzo poprawnie a intonacja podkresla frazy. Ma cien warszawskiego akcentu, co mnie szczegolnie ujmuje.

    Halicki i Kwasniewski mowia czysta polszczyzna a mysli sa wybornie uporzadkowane. Szejnfeld to moja sympatia, pozorna niedbalosc podkresla czysty warszawski akcent, podobnie jak u pani Gronkiewicz-Waltz. Przede wszystkim nie robi tego co n.p.pani Kopacz – nie akcentuje (wymawia) „ę” na koncu wyrazu. O „ę” ulega naturalnej redukcji i wlasnie ta redukcja jest poprawna. Do cholery mnie doprowadzaja paniusie akcentujace „proszĘ”, „idĘ” itd. Tylne, gardlowe „r” (Gronkiewicz-Waltz) jest cecha wrodzona (rowniez. Gowin) ale nie bledem.

    Jakubiak, piszesz – nie rzucila Ci sie w uszy – ale ujmuje bardzo elementarna poprawnoscia w konstrukcji zdan. Fool proof – nawet baran ja zrozumie.

    Nie odmienianie obcych imion i nazwisk konczacych sie samogloska jest chyba do wyboru, przez kazdego. Ja, na przyklad nie odmieniam, bo chce zachowac constance, kiedy sie interpretuje. Takze i specjalisci daja tu swobode wyboru.

    Dykcji kiedys uczono (Rudzki, Sempolinski, Bardini) dla przyszlych pokolen. Nie wszyscy odeszli: masz Ewe Demarczyk, Fronczewskiego, Kobuszewskiego a i nie – branzowy tu Wojciech Mlynarski gra ta dykcja perfekcyjnie, czesto dla efektu w tekscie.

    Niezmiernie ciesze sie z Twojego wpisu. Dlaczego to robie ? Zeby pokazac dobre wzory.

    Nie mozemy rozstrzygac sensu, tresci. Mowimy o poprawnosci przekazu. i tyle. Mam spory apetyt na dalsza rozmowe z Toba i czekam. Raczki caluje, Kleofas.

  40. Recepty PiS-u na walkę z kryzysem – stać boku

    Oto jedna z recept – red. Lisickiego. Jak się zachować w obliczu kryzysu.

    „Stworzono, mam wrażenie, gigantyczny system zbiorowej nieodpowiedzialności. Nachalna europejska propaganda sukcesu wsparta po tysiąckroć przez media doprowadza do tego, że zdrowy rozsądek i dystans ustępują pola emocjom. Równania proste jak cepy – euro albo apokalipsa, federacja albo wojna – mają zmusić do posłuszeństwa niepokornych.
    Jak się wobec tego zachować? Moja rada to nie ulegać. Nie dać się szantażować. Ani przyszłą katastrofą, ani mirażem nowej wspaniałej Europy. Nie podążać owczym pędem za innymi. Zamiast tego warto pamiętać o Polsce, czuć na sobie wzrok minionych pokoleń. Troszczyć się o jej niepodległość, spłacając w ten sposób zaciągnięty wobec przodków dług.

    Mój komentarz

    1) „Nie dać się szantażować”, a więc to szantaż,
    „wizją katastrofy” – nie ma sprawy, jest bezpiecznie,
    „mirażem Europy”, a więc Europa, to miraż,
    „by zmusić do posłuszeństwa niepokornych” (to my).

    „Pamiętajmy o minionych pokoleniach”- a ło co chodzi? „Spłaćmy przodków dług” (???).

    Argumenty, do których się odwołuje redaktor Lisicki, to wytarte, mętne ojczyźniane frazesy, które nijak się mają do sytuacji. Trudno je zinterpretować, w jakichkolwiek kategoriach – wzrok minionych pokoleń, dług wobec przodków – nawiązania enigmatyczne, iluzoryczne, puste.

    To wszystko, co ma do zaproponowania redaktor Lisicki w sprawie taktyki postępowania wobec kryzysu. To nie nasza sprawa, nic nie robić, czekać – nasza chata z kraja, a czekając pamiętać o minionych pokoleniach i przodkach.

    Zaiste, trudno pojąć do czego chce nawiązać Autor porad, wygłaszając takie mgliste narodowo-plemienne zaklęcia.

    2) Podzielam opinię przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych o opozycji. W wypowiedzi z dnia 2011-12-20 udzielonym Radiu TOK FM Grzegorz Schetyna powiedział:

    „Jestem zdystansowany do ostatniej debaty, bo nie chcę źle mówić o posłach. Oczekiwałem rzetelnej analizy i oceny co trzeba zrobić, a jedyny pełny głos to było wystąpienie Leszka Millera. Pozostałe wystąpienia szefów klubów nie przystawały do dramatyzmu sytuacji. Bo sytuacja jest poważna. Mieliśmy więcej do czynienia z happeningiem i melodramatem.”

    „Mamy wielką szansę ze względu na to że jesteśmy bardzo dobrze postrzegani w UE. Jesteśmy postrzegani jako kraj, który daje sobie radę i pokazujemy drogę, w którą stronę Unia powinna iść. (…) Jesteśmy głodni pracy i zmiany. Po takiej dyskusji minister spraw zagranicznych i premier do Brukseli nie jadą mądrzejsi, tylko zmartwieni, bo opozycja nie ma poglądu i wizji. To pokazuje bezbronność opozycji. Nie wystarczy posługiwać się hasłami.”

    Tyle wynikło z debaty, o którą zabiegał i domagał się głośno w Sejmie PiS by potem narzekać i obwiniać, epitetować i naśmiewać się. Taki był wkład PiSu, jako największej partii opozycyjnej od kilku miesięcy (tak gdzieś od uroczystej odmowy Prezesa debatowania przedwyborczego w studio TV) zupełnie nieprzygotowanej do podjęcia poważnej, rzeczowej dyskusji o sprawach państwowych.

    3) Szef BBN gen. Koziej powiedział w RMF FM (2011-12-22),

    że wysłał do szefa PiS pismo z pytaniem, czy odwołuje swoje wycofanie się z uczestnictwa w RBN. – Odpisał, że swój sprzeciw utrzymuje – powiedział Koziej. Na następnym posiedzeniu Rady będą już za to Janusz Palikot i Leszek Miller, a także, jeżeli do tego czasu powstanie jego partia, Zbigniew Ziobro.

    Pzdr, TJ

  41. Daniel Passent 10:14 do Wodnika.
    Znam ten bol zle zainwestowanej wspanialomyslnosci. Sam darowujac clochardom 50 centow upominam ich zawsze, aby nie przepili zaraz wszystkiego.
    Wszystkim blogowiczkom i blogowiczom i p. Passentowi, ktory stawia nam do dyspozycji ta wspaniala platforme do wymiany opini: Wesolych Swiat.

  42. Kiedy usłyszałem, jak pani policjantka informuje, że za zniszczenie mienia (w tym przypadku – wyłamanie kłódki) sprawcom grozi do 5 lat więzienia, to krew mnie zalała – to chyba więcej, niż za pobicie na ulicy?

  43. Hej! To znowu ja, Wasz Wesoly „Antysemita”! ( Uwaga! Nie mylic z antysemita! )
    =========================
    Panstwo tu o ruskich pierogach, a tymczasem… Taki tytul znalazlem w wolnemedia.net :

    „Chanukowa lampa zapłonęła w Sejmie
    Wczoraj o godz. 16.00 z okazji żydowskiego święta świateł w hallu głównym Sejmu odbyła się uroczystość zapalenia lampy chanukowej.”

    Daleko od Ojczyzny jestem od dawna i nie na biezaco. Moze ktos mnie laskawie uswiadomi…

    Chanuka to niewatpliwa ciekawostka etnograficzna, na rowni z np. wedyzmem czy braminizmem, ale…
    Czy swieta wedyjskie czy braminskie tez beda obchodzone w polskim Sejmie…? Bo jesli nie, to…

    Co ma zydowskie swieto do polskiego Sejmu…?
    Czy w Warszawie jest juz Strefa Gazy, czy dopiero sie organizuje?
    Czy to jest ta pierwsza radosna jaskolka…?
    Kiedy polski Sejm przechodzi na jidysz?
    Czy przewidziane sa obchody np. swiat starogermanskich dla rownowagi…?

    Co prawda to juz nie moja zas…a sprawa, ale…
    Jest paru dyzurnych expertow w tej kwestii na blogu; moze ktos sie wypowie smialo i pryncypialnie…

  44. Każde państwo europejskie jest zobowiązane zapewnić wszystkim swoim obywatelom minimun egzystencjalne. Po to w pierwszej kolejności istnieją substydia europejskie i przepływ grubej gotówki miądzy państwami EU (przyp. Polska kasuje rocznie z tego tytułu około 8 mld euro, co daje 36 mld. zŁ, co daje dalej 1000,- zł na głowę, co daje 3,- na głowę na dzień – czyli ogórkowa za darmo) coby wszyscy czuli się ludźmi tej samej kategorii. jeżeli w Polsce jest grupa ludzi i to spora, która dysponuje dziennym wydatkiem poniżej 10,- zł, to musi za te pieniądze muc przynajmniej się najeść.
    Pamiętając lata talonów (Gierek) i bonów żywnościowych (jaruzelski – proponuję pisownie mała literą) jestem pewny, że nic gorszego nie mogłoby się w Polsce zdarzyć jak ponowna dystrybucja czegoś podobnego: spekulacje, nadużycia, handelek, całkowicie niesprawna biurokracja.
    bar mleczny („mleczny” – trochę nieszczęśliwe, „daily” byłoby ładniejsze i nie stęchło by komuną) był chyba najszczęśliwszym pomysłem powojennej sprawiedliwości. Korzystali z niego i biedni i bogatsi. No i co z tego?
    Jak już państwo polskie złupi bezlitośnie podatkami tego parabogatego, to niech on ma przynajmnie taką satysfakcję, że se zje w ramach rekompensaty ogórkową. jak mu żołądka nie żal to niech je. Bo każdy obywatel Europy musi mieć prawo najeść się do syta; obojętnie czy jest mądry czy nie.

  45. Szanowny panie Non Possumus
    Czy moze pan podać link do tej informacji albo gdzie jej szukać?
    Sa ludzie, którzy WIERZĄ, niezależnie od tego, czy autentyczność Całunu Turyńskiego potwierdza jakiekolweik badania, czy też nie. Sa i tacy, którzy i tak nie UWIERZĄ.
    We wszystkich religiach świata pojawiają się te same symbole, znaki itp. przejęte i przetwarazne w różnych epokach i kulturach, poczynając od srtarożytnej Grecji, Egiptu itd.
    Jedność w wielości (przy wszelkich różnicach)!.
    Chustę trudno nazwać symbolem, skoro jest bytem materialnym i metafizycznym zarazem.
    Krótko mówiąc: „wiem, że nic nie wiem” albo „myslę, więc jestem”.
    Życzę najlepszych świąt Bożego Narodzenia, jakich pan życzy sobie i bliskim.

  46. Georges53
    A co ci przeszkadza świeczka Chanukowa w sejmie?
    To odpowiednik naszych świąt BN.
    Na początku stycznia pewnie bedzie „odnotowane” święto BN prawosławia.
    Nie wiem, kiedy przypada muzułmański Ramadan, ale nie mam nic przeciwko temu, by i to „zauważyc” w polskim parlamencie.
    Żyją wśród nas mniejszości wyznające inne religie, więc czemu tego nie uszanować.
    Chyba, że nie podoba ci się multi-kulti.
    Nie pieprz jednak „na jednym oddechu” o „świętach starogermańskich dla równowagi”. Świąt poświęconych np. prasłowiańskiemu Światowidowi jakoś nie kultywujemy.
    Mylisz różne porządki i czasy.

  47. Mnie natomiast w kontekście „walki z kryzysem” (bo wybór kontekstu decyduje o odbiorze tez) zainteresowały MITY POLSKIEJ POLITYKI, wg. M Janicki & W Władyka, POLITYKA 52, jest ich 10 (a nie dwanaście).

    1. PiS już nigdy nie wygra wyborów: … nie mozna brać na serio tzw. braku zdolności koalicyjnych Kaczyńskiego (jako podmit). Mit ten i podmit autorzy obalają, ale wpadaja w sprzeczność walcząc z mitem 8. PLS może wejść do każdej koalicji, bo z PiSem po odejściu Leppera PSL nie chciało się bratać, więc coś jest na rzeczy z kiepską koalicyjnością PiSu, skoro nawet z PSLem nie może. To może z Palikotem może, he-he, albo z L. Millerem, he-he-he. Mit 2. W Polsce jest miejsce na silną lewicę jest frapujący, ale mnie zastanawia mit 6. Nic nie można zdziałać w polskiej polityce wbrew Kościołowi, albo jeszcze bardziej kontrowersyjny mit 9. Polacy są z natury konserwatywni, niejako sprzeczny z w/wym mitem 2. Autorzy proponują centralny wobec wszystkich mitów mit 6. obalić metodą „sprawdzam”. Ale kto podejmie ryzyko w tych niepewnych, kryzysowych czasach, o obalaniu innych mitów nie wspominając?
    Wesołych Świąt!

  48. Fundamentem kapitalizmu jest prawo własności……
    Ale co kapitalizm oferuje tym, którzy żadnej własności nie posiadają?
    Wolność?
    Trudno być wolnym na umowie śmieciowej, z pensją która ledwie wystarcza na biologiczne przeżycie.
    Taki obywatel poza prawem głosu, nie posiada nic. Dlatego też głosy są kupowane za pomocą bonów, talonów, dobroczynności, kiełbasy wyborczej, religii, ideologii.
    Żeby uczestniczyć świadomie w życiu politycznym, trzeba być wolnym nie tylko mentalnie, ale i finansowo. Podobno Państwo powinno być własnością WSZYSTKICH obywateli.

    Odtwarzamy jak na razie struktury znane z czasów niewolnictwa, czy feudalizmu. Obywatel przestaje być wolny, zaczyna być WŁASNOŚCIĄ –
    Państwa, przedsiębiorcy, pracodawcy……
    Kilka symptomów już opisano- afera w Tesco-czerwona kropka, kasjerki w pampersach, pracownicy zwolnieni za niestawienie się do pracy 11 listopada, kupowanie głosów przez Stokłosę, czy innych kandydatów do Sejmu……..

    Erozja obywatelskości trwa……

  49. georges53
    22 grudnia o godz. 14:31 pisze i nie wie, ze przed Brama Brandenburska w Berlinie zapalono rownie swiatlo z tej okazji. Gdyby wiedzial, ze nasza tradycja, jest nie lacinsko chrzescijanska, lecz judeo-chrzescianska, to by mu zaswiecilo, chociaz z sejmem nie ma to nic wspolnego. Gdyby wiedzial, ze wysilanie sie na ludycznosc w blogosferze nic mu nie pomoze, to by nie pisal belkotliwie o zmianie jezyka „parlamentarnego” polskiego parlamentu na jezyk, ktorego juz nie ma.

    ET.

  50. Bylem chwile po upadku komuny w budynku KC PZPR. Piewsze kroki skierowalem na dol do stolowki. Wyposazenie oraz jadlo nie odbiegaly od tego w barach mlecznych.

    ET

  51. Ciekawe, kto z pochylających się nad tzw. barami mlecznymi w nich jadał ostatnio, a nie 30 lat temu. Jedno jest pewne: mleczne to one dawno nie są. Tuż przed zamknięciem, z racji remontu w domu (i z sentymentu), kupiliśmy obiad w słynnym Karaluchu obok UW. Nie był tani, ale za to bardzo byle jaki.
    Młodzi powinni przystąpić do przetargu, jeżeli im zależy na czymś więcej ponad jednorazowa akcja do pokazania w mediach. A w ogóle, choć wsio takij żał, nie ma obiadu za darmo.

  52. Redaktor kłamliwego radia polskiego dla debili /PR II/ plótł dzisiaj rano okropne bzdury. I to bezkarnie. Twierdził, że zabici polscy żołnierze ponieśli ofiarę dla Polski, patriotów agańskich walczących z agresorami nazywał rebeliantami, to i tak lepiej niż Niemcy naszych partyzantów nazwanych bandytami i bredził o jakiejś pokojowej misji NATO. Tusk wizytując dziś Afganistan, nie wiadomo po co i komu, kłamał, że zabici nieśli tam pokój nie wojnę. I tak ordynarne kłamstwo płynie w eterze niczym propaganda Geobelsa, pozostawiając trwały ślad fałszu w umysłach głupich słuchaczy. Tusk w drodze do Afganistanu mógł wpaść na chwilę do Iraku i pokłonić się kolejnym 60 ofiarom, zabitym dziś w wyniku agresji polsko amerykańskiej na ten naród, niszcząc go do dna. A na święta ci obłudni kłamcy zaśpiewają fałszywym tonem lulajże jezuniu.

  53. Kleofasie, dziękuję za obszerną odpowiedź i to rączek ucałowanie, a takoż i komplementy. Ale trochę się rozminęliśmy, bo ja raczej nie wnikałam w treść wypowiedzi, a raczej – zgodnie z twoim życzeniem – w wyrazistość samego mówienia. Może tę artykulację zrozumiałam opacznie, ale co do jasności wyrażania się przez niektórych – podzielam twoje opinie. Tyle tylko, że ja nie lubię, jak Leszek Miller mówi, bo mnie to jego kawałkowanie zdań bardzo drażni. I jakoś nie przepadam za panem Piotrusiem. Generalnie lubię ładną polszczyznę i możesz sobie wyobrazić, jak cierpię mieszkając na Górnym Śląsku (jestem tzw. gorolką) – nie lubię tej gwary i już (przy całym szacunku dla Ecików i Gustlików). Drażni mnie też nadużywanie słowa mega, ale przy dzisiejszym stanie czytelnictwa zasób słów młodego pokolenia drastycznie maleje. Doskonale to widać po słownictwie kiboli i różnych wpisywaczy się na YouTubie. Doszłam ostatnio do wniosku, że oni są wulgarni, bo po prostu nie znają innych słów, a nie znają, bo są ni czytaty, ni pisaty. No i tak można by marudzić w nieskończoność 🙂 Pozdrawiam.

  54. Wesolych Swiat Bozego Narodzenia oraz Pogodnych Swiat Chanuka i Niech nam barow przybywa w Nowym Roku niekoniecznie mlecznych.

  55. Odbierają wszystko po kolei. Wnet będą ściągać spodnie i buty.
    Dobrze, że chociaż jeszcze się buntują. Niemrawo bo niemrawo, ale w końcu miarka się przeleje.
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/belgia-sparalizowana-ludzie-wyszli-na-ulice,1,4980301,wiadomosc.html

  56. głosie ludu!

    Dziekuję serdecznie za słowa uznania i życzenia.

    Oprócz zaspokojenia potrzeby jedzena i picia oraz bezpieczeństwa zwykle chcemy zaspokojenia potrzeby radości i śpiewu. Jesteśmy wyróżnieni spośród innych form życia umiejetnością czynienia czegoś co nie jest instyktowne i wegetatywne.

    Właśnie dziś spotkałem coś niezwykle mnie wzruszającego: nieznaną mi dotychczas pieśniarkę Sarah McLachan w pieśni Angel. Ta pani o pomnikowej urodzie zaprezentowanej w poniższym klipie pozwoliła mi poczuć się odmlodzonym. Ma głos podobny do obiektu mojej gorącej mlodości – Joan Baez. Nie wiem dlaczego jej wcześniej nie poznałem.
    Takich wzruszajacych spotkań z błyskami urody życia Ci życzę. Gdybym odszedł wcześniej i trafił między anioły, to spiewał bym Ci rozdzierające spokojną radością pieśni.
    Gdy Ci będzie źle, nie wątp, że jesteś słuchana i dołącz do:

    Sarah McLachlan – Angel

    http://www.youtube.com/watch?v=2LuGzwNy2ws&feature=fvsr

    Radosnych Świąt!

  57. Przed świętami chwila refleksji na tematy ogólne. Na razie.
    „Dwaj byli bankierzy, Lucas Papademos i Mario Monti, przejęli władzę w Atenach i Rzymie, szantażując społeczeństwa Grecji i Włoch upadłością i strasząc chaosem. Nie są to żadni „apolityczni technicy”, lecz ludzie prawicy, członkowie Komisji Trójstronnej, znanej z krytyki „nadmiaru demokracji” w społeczeństwach zachodnich.”
    Warto przy okazji dowiedzieć co to jest ta Komisja Trójstronna, a ponura prawda wyjdzie nie wierzch.
    http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=1_1

  58. Po zmiażdżeniu Grecji i zdeptaniu Włoch, Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy skupiają uwagę na Węgrzech i Hiszpanii – oto jest prawda, która może i nas zmiażdżyć, ale w końcowym efekcie nas wyzwoli.

    Pytam się więc: co nam dobrego przyjdzie z Unii, z pożyczania MFW?
    Tam ciągnie nas Tusk, a Kaczyński w przeciwnie drugą stronę. Czy to jest sedno POPiSu i dowód na jego istnienie? I jak tu trawić w te święta przy takim pomieszaniu materii oraz wiadomości złych, gorszych i jeszcze najgorszych, czy to pierogi leniwe za 2,87, czy comber z sarny śmietanką zraszany, trzy noce marynowany w burgundzie ułożony na kapeluszach prawdziwków z kopytkami i konfiturą z buraków za 92 PLN ma się na talerzu!?

  59. Kultury przebudować się tak łatwo jednak nie da. Ta na Węgrzech, podobnie jak w wielu innych krajach europejskich, jest lewicowo-liberalna. Kultura robi to, co chce, i co myśli. Ale ten, kto zamierza mieć pod swoją kontrolą całe państwo, musi panować również nad ludzkim myśleniem. I właśnie o to chodzi w tych dniach na Węgrzech. Trwa zacięta walka o to, co naród ma myśleć.

    Na kilku prowincjonalnych scenach w ostatnich miesiącach szefów teatrów wymieniono na sympatyków rządu. W Budapeszcie pozbyto się dyrektora opery państwowej, teraz przyszła kolej na Istvána Mártę z Teatru Nowego, wyrzucony ma zostać także dyrektor Teatru Narodowego, który jest gejem.
    ———————
    Co się dzieje z Bratankami? W tym świetle Budapeszt w Warszawie brzmi nieciekawie……
    Inżynierowie dusz, ogniomistrzowie i serc i słów, zapędzani są do kazamatów, jak Havel i skazani na niebyt, albo zagospodarowywani przez nowe siły przewodnie do własnych celów……

    A Europa? Milczy, jak zwykle…….
    Wstrząsający artykuł.

  60. głosie ludu!
    po prostu Cię lubię za fajne wpisy (nie przewijam Twoich komentarzy, oj, nie przewijam)Stąd osobne serdeczności okołoświąteczno-noworoczne.
    mag

  61. Rytuały Chanuka ortodoksyjnej sekty żydowskiej Chabad-Lubavitch w Sejmie RP to zwykły skandal. Co to ma być, jakiś cyrk objazdowy? Może Indianie jeszcze tam zjadą tańczyć wokół ogniska i buchać zagandzioną faję pokoju z palikotowcami, popijając bimber? Indian też w Polsce nie ma. Gdzie jest Palikot walczący z ciemnotą i zabobonem? Dlaczego w ramach protestu nie wywijał żadnym sztucznym rekwizytem przed nosem tego rabina? Dlaczego nie protestuje przeciwko pogańskim gusłom w Sejmie Rzeczpospolitej? Gdzie jego happeningi przed siedzibą rabinowskiego szefostwa w Polsce, z różnymi rekwizytami poobwieszanymi wekslami, z Pinokiem oblepionymi dolarowymi banknotami i prochem strzelniczym? Z pomalowaną na złoto krową? Gdzie palikotowy świński ryj? Gdzie te ukraińskie feministki, z wywalonymi ostentacyjnie cyckami, w ramach protestu? Gdzie adekwatne, genitalne dzieła sztuki Doroty Nieznalskiej? Gdzie sejmowe czerwone pająki? Aha, ci stali przed rabinem – a to przepraszam.

    Oto polski jakoby Sejm:
    http://www.sejm.gov.pl/

  62. @staruszek, 20:37
    To jest boskie, staruszku, dziękuję, odtworzę to rodzinie w Wigilię.
    Wszystkiego Najlepszego!

  63. Zaprawdę powiadam Wam najmilsi, jeżeli już dajecie, to nie bądźcie jak ci faryzeusze, którzy nie mogą się nijak pogodzić z utratą i pragną się jeszcze przynajmniej upewnić, że ich datek zostanie zużyty, tak jakby nadal do nich należał. Nie wolno decydować za nikogo, co ma zrobić z jałmużną, którą mu dajemy.

    Jedzenie to można kupić psu, bo on sam nie potrafi sobie go przyrządzić, ale człowiek ma wolną wolę, tym wolniejszą im jest biedniejszy. Dlatego pozwólmy mu na akty wyboru, bo to elementarne prawo każdego. Nawet, jeżeli się nam ten wybór nie podoba. I jeżeli nie w smak nam to, że on po otrzymaniu jałmużny ruszy raźnie do najbliższego, bynajmniej nie mlecznego baru, to przełammy w sobie tę małostkowość i pomachajmy mu przyjaźnie ręką.
    A jeżeli koniecznie chcemy go nakarmić, to poczekajmy cierpliwie aż się na przykład napije do woli, i później ponówmy ewentualnie propozycję.
    To nic, że kościół tego nie uczy. Pismo mówi o tym wyraźnie.

    Przepraszam. Tak mi się nasunęło a propos tych bonów

  64. Tutaj nusze przyznac ze Redaktor przegial pale. Restauracje te wymienione sa za drogie a dziki ryz juz splajtowal. Byl cudowny bar na Czarneckiego przy Placu Inwalidow. Musial upasc bo MIller tak chcial. Musimy ratowac to co zostalo bo biednych przybywa a gdzie mozna zjesc golabki za 2.50 i zupe za 2 zl ? Porcja pierogow Swiatecznych tylko 6 zl na Marymonckiej . Smaczne bo domowe. Wesolych Swiat.

  65. @ Jasny gwincie
    Zginęło pięciu polskich chłopaków. Nie czujesz tego? Mam w d… kto ich tam posłał i po co tam byli. Mnie wystarczy, że ponieśli śmierć. To obliguje do pochylenia się nad nimi i ich grobami. Każdy, kto mieni się być Polakiem, winien w dniu dzisiejszym zapalić świeczkę w oknie, zamiast bredzić o winnych. Polska należy do Sojuszu i musi wypełniać swoje obowiązki wobec niego. Przypomnę, że w lutym 1945 roku generał Anders powiedział Churchillowi, że wojsko jest zrozpaczone Jałtą i bliskie wybuchu, na co premier brytyjski odpowiedział „to zabieraj pan to swoje wojsko”. Chcemy powtórki z rozrywki, czy nie chcemy?

  66. Belissarius, 8,24. Zważ na to, że te chłopaki pojechali tam zabijać. Przy okazji coś zarobić. W sumie służyli jako mięso armatnie agresywnego mocarstwa. Warto policzyć także ilość zabitych ofiar najazdu w Afganistanie, Iraku lub Libii. To już liczy się na miliony. A Churchill jeśli chcesz wiedzieć miał wiele więcej do powiedzenia do i o Polakach. Miał słynną przemowę np do Mikołajczyka. A granice nasze i tak ustalił Stalin, jak chciał. Zanim więc zaczniesz coś pisać, zaśpiewaj „lulajże jezuniu”.

  67. Staruszku, ogromnie mnie wzruszyłeś cudownymi życzeniami i piękną piosenką. Jestem pewna, że trafisz między anioły i że twój anielski śpiew przedrze się do czeluści piekielnych, do których ja, z tym swoim bezbożnictwem niewątpliwie trafię (pocieszam się tylko, że znajdę tam ciekawe towarzystwo). Wesołych świąt! (Własnego autorstwa wierszowane życzenia zamieściłam na początku tych wpisów.)

  68. mag, serdecznie dziękuję za ciepłe i życzliwe słowa pod moim adresem, które dodały mi skrzydeł (choć nie anielskich, bo anielicą nie jestem na pewno, oj nie!). Słowa te odwzajemniam i wierz mi, zawsze jestem z tobą.

  69. Trochę empatii, trochę wspomnień. Może za petem, wywaloną na bruk marchewką przyjdzie się schylać. Tak juz bywało – prawda?

css.php