Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

3.06.2012
niedziela

Katastrofa profesora Biniendy

3 czerwca 2012, niedziela,

Głupia sprawa: profesor Wiesław Binienda, koronny ekspert Antoniego Macierewicza i jego  zespołu parlamentarnego do spraw wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, autor własnej trajektorii i oryginalnej opinii na temat feralnej brzozy, zniknął, wyparował, byle tylko nie spotkać się z przedstawicielami polskiej prokuratury wojskowej. Kontrowersyjne opinie prof. Biniendy, które miały  obalić wnioski komisji Millera, Anodyny i ich mocodawców – Tuska i Putina – zostały włączone do postępowania dowodowego polskiej prokuratury wojskowej. A jednak, kiedy prokuratorzy zaproponowali Biniendzie spotkanie – ten wyjechał do USA.

Szerzej na temat tej kompromitacji pisze Piotr Skwieciński, publicysta „Rz.” (1.VI.2012), mocno niechętny Tuskowi i spółce. „Ujmująca postawa wycofanego naukowca zaczęła ustępować miejsca temperamentnemu polemiście, który w zasadzie przestał ukrywać swoją    bardzo niechętną opinię nie tylko na temat przyczyn i przebiegu katastrofy, ale i strony przeciwnej – czyli władz państwowych i komisji Millera (…) co naturalne,  obracał się w kręgu swoich krajowych sojuszników, czyli zespołu Antoniego Macierewicza i środowiska ‘Gazety Polskiej’.” Na sporą liczbę osób ta ewolucja działa „raczej odstręczająco”.

„A tym bardziej odstręczający był efekt dość  żenującej zabawy w kotka i myszkę z wojskową prokuraturą, w którą niestety zaangażował się Binienda – czytamy dalej. Trudno innymi słowy określić spektakl, w którym profesor stawiał żądania obecności przy swojej ewentualnej rozmowie z prokuratorami amerykańskiego dyplomaty (rozumiem, że jako zabezpieczenia przed możliwością wyrządzenia mu przez rozmówców jakiejś strasznej krzywdy…), a także odbycia spotkania poza  terenem prokuratury. A po zgodzie prokuratury na te warunki (prokuratorzy zgodzili się wręcz na dowolnie określone przez  naukowca miejsce i czas spotkania) milczy i odlatuje do USA”.

Skwieciński ubolewa, że postępowanie Biniendy uniemożliwia wykorzystanie wyników jego badań w  śledztwie prowadzonym przez prokuraturę. Zdaniem autora dzieje się tak dlatego, że jakakolwiek forma współpracy  prokuratura – Binienda byłaby źle wdziana przez zespół Macierewicza, burzy bowiem czarno-biały podział: „Tu jesteśmy my, wolni Polacy z posłem Macierewiczem i naszym profesorem Biniendą, a tam są oni – platformersko-komunistyczni zdrajcy, agenci i ich najemnicy”. Zdaniem publicysty, profesor zachował się w sposób „mało poważny”, jednak prokuratura „nie powinna kierować się urazą” i zaproponować Biniendzie spotkanie w USA.

Zgadzam się ze wszystkim, co przytoczyłem, poza wnioskiem, żeby polscy prokuratorzy wojskowi uganiali się po Stanach Zjednoczonych za profesorem Biniendą. To by wystawiało  polską prokuraturę  na pośmiewisko, stratę czasu i pieniędzy. Zespół Macierewicza wie, jak trafić do prokuratury.  Można tylko  z satysfakcją stwierdzić, że nawet opozycyjna „Rz”,  zazwyczaj bliska PiS, przyznała to, co niektórzy twierdzą od dawna: że teorie profesora Biniendy, opracowana przez niego trajektoria lotu, a także teoria zderzenia samolotu z brzozą budzą co najmniej poważne wątpliwości. Szkoda, że zamiast je wyjaśnić, profesor odleciał w siną dal. Pozostały tylko szczątki.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 281

Dodaj komentarz »
  1. Ło matko jedyna! Zamach na Biniendę Tusk zorganizował..chłe,chłe..

  2. No coz jedyny wniosek jest po raz kolejny i wciaz ten sam.
    Zasluga PO jest nie bycie PiS-em i niewiele wiecej.
    Bez PiS-u PO nie ma racji bytu.
    Tak jak i 70% „niezaleznego”…. dziennikarstwa III RP.

    Wyglada na to, ze rzady Tuska wynikaja z selekcji negatywnej.
    Logicznie wiec
    prorzadowa propaganda polegac ma na koncentrowaniu sie na dziwactwach opozycji.

    Dziennikarstwo koncentrujace sie na dowalaniu opozycji charakterystyczne jest okazuje sie nie tylko dla Bialorusi czy w mniejszym stopniu Rosji.

    Z Binieda czy bez w sprawie katastrofy rzad wykazal sie monumentalna nieudolnoscia.

    Pozytywna obowiazkowa propaganda „Fajnej zielonowyspowej Polski tuskowej” potyka sie o „dziennikarska misje” poprawnych mediow majaca przypominac Polakom jacy sa do kitu.
    Jest smiesznie.

  3. Gorąco zachęcam wszystkich do obejrzenia na Planete + filmu „Doktryna Szoku”. Będzie wyświetlany 11 czerwca o godz. 22.35. O filmie
    http://www.teleman.pl/tv/Filmowe-Dochodzenia-Doktryna-Szoku-725412
    Warto żeby obejrzeli go ci, których kuszą idee deregulacji i prywatyzacji i niszczenia sfery publicznej. I ci, którzy pojechali swego czasu oddać hołd Pinochetowi. I ci, którzy zdecydowali o przystąpieniu Polski do napaści na Irak oraz ci, którzy tę napaść popierali. I ci, którzy pragną zrozumieć genezę kryzysów.
    Film jest ilustracją i rozszerzeniem książki Naomi Klein pt. „Doktryna szoku: jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne”.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Boraci polskiej publicystyki coraz bardziej izolowani.
    (doloze to ponizszej opinie Szewacha o wyjatkowo niesprawiedliwym reportazu – wtedy Maziarski i popierajacy go inni publicysci ukazuja sie w innym niz by chcieli…swietle)

    Materiał BBC „Stadiony nienawiści”, przedstawiający rasistowskie zachowania na meczach piłkarskich m.in. w Polsce, jest takim samym dokumentem jak Borat znanego komika Sachy Barona Cohena – sądzi publicysta irlandzkiego „Sunday Independent” Louis Jacob.

    „Ten typ dziennikarstwa dokumentalnego nie jest zbyt odległy od tego, co Sacha Baron Cohen przedstawia w postaciach takich jak Ali G lub Borat” – napisał Jacob o materiale nadanym tydzień temu w programie BBC Panorama .

  6. Kazdy tekst na temat profesora Biniendy powinien sie zaczynac od przypomnienia faktu, ze jego zona jest adwokatem i reprezentuje niektore „rodziny smolenskie”. Czyli profesor jest rodzinnie zaangazowany i zainteresowany po jednej ze stron. To sie nzywa „konflikt interesu”. Bezstronny naukowiec powinien albo sie nie angazowac, albo sklonic zone do wycofania sie z reprezentowania jednej ze stron. A poza tym kazda jego konferencja prasowa, wypowiedz, albo artykul powinny sie zaczynac od wyjasnienia w tej sprawie.
    .
    A druga rzecz to same wyniki. Profesor Binienda nie udostepnil danych wejsciowych do swojej symulacji. Jako profesjonalny naukowiec moge Czytelnika zapewnic z reka na sercu, ze wynik obliczen zalezy od danych wejsciowych. Jakie dane wejsciowe, taki wynik. Wynik symulacji nigdy nie jest jeden. Jest cala „przestrzen wynikow”, po ktorej mozna sie dosc swobodnie poruszac zmieniajac dane wejsciowe. W tym konkretnym przypadku mozna zapewne udowodnic, ze brzoza utnie skrzydlo albo na odwrot, zaleznie od przyjetych parametrow wytrzymalosci, sztywnosci, i grubosci materialu albo skrzydla, albo brzozy. Czyli mozna udowodnic cokolwiek, co dusza zapragnie. Jedyna mozliwosc zweryfikowania tych obliczen, to wziac ten sam plik danych wejsciowych, zrobic te obliczenia niezaleznie (zeby sie przekonac, co naprawde wyszlo), po czym zmienic rozmaite dane (wytrzymalosc, grubosc, itp) w pewnych rozsadnych granicach, zeby zbadac „przestrzen wynikow”. To jest oczywiscie spora praca, ale byli chetni, zeby sie jej podjac. Profesor Artymowicz z Toronto prosi o te dane od dawna. Binienda odmawia.
    .
    Skoro nikt nie widzial mechanizmu tych obliczen, to mozna nawet podejrzewac, ze zadne obliczenia nie zostaly zrobione. Albo mozna podejrzewac, ze profesor Binienda zbadal „przestrzen wynikow” i wybral jeden z wielu wynikow, ktory pasowal do jego zamierzen. A reszte schowal do szuflady. Takie podejrzenia mogloby rozwiac tylko powtorzenie tych obliczen przez kogos innego, uzywajac tego samego pliku danych.
    .
    Krotko mowiac, ukrywanie danych przez pana Profesora pachnie co najmniej brakiem profesjonalizmu, jesli nie gorzej.

  7. Takich szkol jak Akron University sa tysiace. A w nich tysiace profesorow i profesorkow. Miescina w Ohio zwana „rubber city”, przez bliskosc do samochodowego Detroit. Robia opony Good Year i Firestone. Macierewicz wynalazl Biniende, bo to Polak. Nic nie wydeptali z Fotyga w Kongresie, to poczlapali na gleboka prowincje – do Akron i wynalezli Biniende. Sluchalem jego wystapien. Nic nie mial do zaoferowania. Tylko pokretne hipotezy, za to bardzo uwazal, zeby nie chlapnac czegos, za co moga go potem „pociagnac.”

    Naprawde, postac nie warta nawet krotkiego felietoniku.

    Wydaje sie, ze chcial wykorzystac „glupich ziomkow”, zeby zrobic sobie reklame. Kiedy zderzyl sie z ekspertami i prokuratura, po prostu nawial. Pachnie hohsztaplerstwem. Zdumiewajace, jak powaznie potraktowano go w Polsce. Widocznie duzo sie nie przeliczyl….

  8. A tam zniknal….Tusek go porwal zeby Prawda nie wyszla na jaw.

  9. Ja rozumiem misję,jej spełnianie,ale Panie Danielu,jeśli już pisać to choćby z pozorami bezstronności,tak lepiej.

  10. Smolenska wojna potrzebna obu strona.
    cytuje;

    „…Przypuszczam, że perspektywa współdziałania prokuratury z Biniendą zdenerwowała nie tylko Macierewicza, ale również polittechnologów Platformy.

    Przecież klarowność podziału i pielęgnowanie jego ostrości to kamień węgielny polityki również i tego obozu. Perspektywa współpracy polskiej prokuratury z polskim naukowcem, kojarzonym z „kaczystami”, zakłócałaby ten podział. Byłaby więc podobnym zagrożeniem dla ideologów obu stron polskiej plemiennej wojny, zainteresowanych w jej rozżarzaniu, a nie przygaszaniu…”
    PS.

  11. Żeby ta brzoza wiedziała, jaką karierę zrobi w Polsce. A to zwykły śmieć drzewny.

  12. Przeciez z niego taki specjalista od samolotow jak z Antka policmajstra baletnica. W tej aferze chodzi wylacznie o robienie wody z mozgow i zbijanie na tym politycznej kasy. Uwazam Pis, z bracmi Kaczynskimi na czele, za wrecz zbrodnicza organizacje, ktora dziala na niekorzysc Polski i Polakow. To sa zdrajcy Ojczyzny, ktorzy dla wlasnych celow politycznych gotowi sa na najgorsze. Ich pseudopatriotyzm zasluguje na wysmianie. Bo to nie jest zaden patriotyzm, a sterowany nacjonalizm. To zas jest rzecza najgorsza dla kazdego kraju i kazdego Narodu. To sa zdrajcy Polski (kropka).

  13. Żadne wyniki badań naukowych nie mają mocy bez przedstawienia metodologii prowadzenia badań, obliczeń itd. Każdą tego typu teorię trzeba poddać pod możliwość falsyfikacji innym naukowcom. Jeśli metodologia i obliczenia są poprawne (a matematyka nie podlega manipulacjom i jest obiektywnie weryfikowalna), to w czym problem? Postawa prof. Biniendy wystawia jego autorytet na szwank.

    Wygórowane wymagania odnośnie warunków spotkania były być może elementem gry politycznej. Może PiS-Macierewicz-Profesor spodziewali się innej reakcji „systemowej” prokuratury, która nie zgodzi się na takie okoliczności (dyplomata amerykański, teren poza prokuraturą etc.) – co byłoby swoją drogą całkiem możliwe z różnych racjonalnych powodów. Wówczas prof. Binienda mógłby uciekać do USA a w ultraprawicowej prasie pojawiłyby się nagłówki, że ucieka w trosce o swoje bezpieczeństwo, bo czuje się zagrożony działaniami represyjnego reżimu. Młyn na wodę dla propagandy PiS-u, Gazety Polskiej itd.

    Nie można tu być niczego pewnym, aczkolwiek rysuje się tu już w miarę spójny obraz sytuacji. Macierewicz i s-ka chce kreować permanentny konflikt, bo na tym buduje swoją pozycję – nikomu w tym środowisku (w jego wierchuszce) nie zależy na „wyjaśnieniu” katastrofy i nikt chyba nie wierzy w te spiskowe teorie.

  14. No, ale to są przecież pierdoły, które nawet posiadając władzę nie są w stanie się zamachnąć:
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,11854917,Aresztowac_Walese.html

    🙂

  15. Szef Biura Zespołu Parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, Bartłomiej Misiewicz opublikował następujące oświadczenie:

    „W związku z pojawiającymi się nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi pobytu w Polsce profesora Wiesława Biniendy – Dziekana Wydziału Inżynierii Cywilnej Uniwersytetu Akron w Ohio, eksperta Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154 M z 10 kwietnia 2010 r. – dotyczącymi spotknia z prokuratorami z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, informuję co następuje:

    1. 24 maja br. (w czwartek, po pięciu dniach pobytu profesora w Polsce) Prokurator WPO w Warszawie ppłk Karol Kopczyk skontaktował się telefonicznie z prof. Biniendą i poinformował, że chciałby móc spotkać się z profesorem. Profesor poinformował swojego rozmówcę, że do niedzieli 27 maja br. przebywa poza Warszawą a obecnie jest między jednym zaplanowanym spotkaniem a drugim, po czym przekazał ppłk. Kopczykowi kontakt do Bartłomieja Misiewicza, jako osoby która zna harmonogram spotkań profesora w Polsce. Z Szefem Biura Zespołu Parlamentarnego nikt z prokuratury kontaktu nie nawiązał.

    2. Tego samego dnia (24 maja br.) do mieszkania, w którym mieszkał profesor, przyjechał oficer Żandarmerii Wojskowej. Profesora w tym czasie w mieszkaniu nie było. Żandarm chciał wręczyć profesorowi kopertę z urzędowym pismem. Gdy dowiedział się, że profesora nie ma, po telefonicznej konsultacji z przełożonymi, odjechał.

    3. W poniedziałek (28 maja br.) po rozmowie profesora z Ambasadą Stanów Zjednoczonych (profesor jest obywatelem USA, więc porozumiał się z Ambasadą, gdyż Prokuratura nie chciała określić charakteru spotkania z profesorem) oraz z Przewodniczącym Zespołu Parlamentarnego Posłem Antonim Macierewiczem profesor zgodził się na spotkanie z Prokuratorami w gmachu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, na zamkniętym posiedzeniu Prezydium Zespołu (bez udziału mediów i osób postronnych), w którym uczestniczyłby pełnomocnik prawny profesora. W związku z powyższym Prokurator ppłk Karol Kopczyk oraz Prokurator mjr Jarosław Sej otrzymali od Szefa Biura Zespołu Parlamentarnego zaproszenie do uczestniczenia w tym spotkaniu, które zostało wyznaczone na godz. 14:00. Profesor czekał w Sejmie RP blisko dwie godziny.

    Około godz. 14:30 prokuratorzy poinformowali telefonicznie, że nie przyjdą na to spotkanie. W związku z czym po następnych trzydziestu minutach profesor udał się na dalsze wcześniej zaplanowane spotkania poza Warszawą. Wówczas Prokuratorzy wydali komunikat, że chcą się spotkać w Ambasadzie USA. W tej sytuacji trzeba stwierdzić, że zgoda Prokuratury miała wyłącznie pozorny charakter.

    Nieprawdziwe jest oświadczenie Prokuratury, iż nie posiada ekspertyz opracowanych przez profesora Wiesława Biniendę, które zostały przekazane Zespołowi i były prezentowane na posiedzeniu Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154 M z 10 kwietnia 2010 r. Blisko rok temu zostały one po raz kolejny przekazane na płytach CD — listem poleconym za potwierdzeniem odbioru — do Prokuratury i do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska.

    Jak widać z przytoczonych faktów opisane działania Prokuratury w ubiegłym tygodniu wprowadzały w błąd opinię publiczną. Trzeba stwierdzić z ubolewaniem, że działania Prokuratury wpisują się w ciąg innych nierzetelnych działań, z którymi mamy do czynienia od samego początku śledztwa smoleńskiego.

    Szef Biura
    Zespołu Parlamentarnego
    Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy
    Bartłomiej Misiewicz

    http://salski.nowyekran.pl/post/64175,niezawisimaja-prokuratura-wojskowa-prl-bis-znow-mataczy

  16. Jeszcze o przekręcie prezydenta „uzbrojonego domu wariatów”. Profesor Łagowski w PRZEGLĄDZIE cytuje starożytnego mędrca, który mówi, że „pierwszym warunkiem szczęścia jest mieć szanowaną ojczyznę.” Dalej profesor pisze; „Obama powiedział nieprawdę, ale czysto polskie Muzeum Powstania Warszawskiego pokazuje całą prawdę, z wyjątkiem tego szczegółu, że powstanie zakończyło się bezprzykładną w historii Polski katastrofą.” I jak mieć pretensje to prezydenta?

  17. To Binienda jest profesorem? Tylko w Wolsce tacy faceci mogą być traktowani jak poważni naukowcy.

  18. My, Żydzi polscy…

    …I od razu słyszę pytanie: „Skąd to MY?” Pytanie w pewnym stopniu uzasadnione. Zadają mi je Żydzi, którym zawsze tłumaczyłem, że jestem Polakiem, a teraz zadadzą mi je Polacy, dla których w znakomitej większości jestem i będę Żydem. Oto odpowiedź dla jednych i drugich.

    Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. Nie dzielę Polaków na „rodowitych” i „nierodowitych”, pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym hitlerowcom. Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody, na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemenów i nie-gentlemenów itd. Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, Jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu. Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami, lecz barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębi się w zdecydowany sposób.

    Mógłbym powiedzieć, że w płaszczyźnie politycznej dzielę Polaków na antysemitów i antyfaszystów. Bo faszyzm to zawsze antysemityzm. Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów.
    II

    Gdyby jednak przyszło do uzasadnienia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów przeważnie racjonalnych, częściowo irracjonalnych, ale bez „mistycznej” przyprawy. Być Polakiem – to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. To samo jest z oddychaniem. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który jest dumny z tego, że oddycha.

    Polak – bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem, bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy, bo z wygnania chcę koniecznie wrócić do Polski, choćby mi gdzie indziej rajskie rozkosze zapewniono.

    Polak – bo dla czułego przesądu, którego żadną racją ani logiką nie potrafię wytłumaczyć, pragnę, aby mnie po śmierci wchłonęła i wessała ziemia polska, nie żadna inna.

    Polak – bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano; bo mnie tam polską mową od niemowlęctwa karmiono; bo mnie matka nauczyła polskich wierszy i piosenek; bo gdy przyszedł pierwszy wstrząs poezji, to wyładował się polskimi słowami; bo to, co w życiu stało się najważniejsze – twórczość poetycka – jest nie do pomyślenia w żadnym innym języku, choćbym nim jak najbieglej mówił.

    Polak – bo po polsku spowiadałem się z niepokojów pierwszej miłości i po polsku bełkotałem o Jej szczęściu i burzach.

    Polak dlatego także, że brzoza i wierzba są mi bliższe niż palma i cyprus, a Mickiewicz i Chopin drożsi, niż Szekspir i Beethoven. Drożsi dla powodów, których znowu żadną racją nie potrafię uzasadnić.

    Polak – bo przejąłem od Polaków pewną ilość ich wad narodowych. Polak – bo moja nienawiść do faszystów polskich jest większa niż do faszystów innych narodowości. I uważam to za bardzo poważną cechę mojej polskości.

    Ale przede wszystkim – Polak dlatego, że mi się tak podoba.
    III

    Na to słyszę głosy: „Dobrze. Ale Jeżeli Polak, to w takim razie dlaczego „My, ŻYDZI”? Służę odpowiedzią: Z POWODU KRWI. – „Więc rasizm?!” -Nie. Wcale nie rasizm. Wprost przeciwnie.

    Dwojaka jest krew: ta w żyłach i ta z żył. Pierwsza jest sokiem cielesnym, więc badanie Jej należy do fizjologów. Kto tej krwi przypisuje jakieś inne, poza organicznymi, specjalne właściwości i tajemnicze moce, ten, jak to widzimy, w konsekwencji obraca miasta w zgliszcza, wyrzyna miliony ludzi i wreszcie, jak to zobaczymy, sprowadza rzeź na własny swój szczep.

    Druga krew – to ta właśnie, którą ów herszt międzynarodowego faszyzmu wytacza z ludzkości, aby zadokumentować tryumf własnej juchy nad moją juchą – krew niewinnie pomordowanych milionów ludzi, krew nie ukryta w arteriach, lecz krew ujawniona. Takiej powodzi męczeńskiej krwi nie było jeszcze Jak świat światem, a krew Żydów (nie „krew żydowska”) najszerszymi, i najgłębszymi płynie strumieniami. Zczerniałe jej potoki zlewają się już w burzliwą, pienistą rzekę – I W TYM OTO NOWYM JORDANIE PRZYJMUJĘ CHRZEST NAD CHRZTY:

    KRWAWE, GORĄCE, MĘCZENNICZE BRATERSTWO Z ŻYDAMI.

    Przyjmijcie mnie. Bracia, do tej zaszczytnej wspólnoty Niewinnie Przelanej Krwi. Do tej gminy, do tego kościoła chcę od dziś należeć.

    Ta RANGA – ranga Żyda Doloris Causa – niechaj będzie udzielona polskiemu poecie przez naród, który go wydał. Nie za żadne zasługi, bo ich przed wami nie mam. Będę to uważał za awans i najwyższą nagrodę za tych parę wierszy polskich, które może mnie przeżyją i pamięć o których związana będzie z moim imieniem – imieniem Żyda polskiego.
    IV

    Na opaskach, Jakie nosiliście w ghetcie, wymalowana była gwiazda Dawida. Wierzę w taką przyszłą Polskę, w której ta gwiazda, ta z opasek, stanie się jednym z najwyższych odznaczeń, udzielanych najwaleczniejszym żołnierzom i oficerom polskim. Będą ją oni z dumą nosili na piersi obok dawnego Virtuti Militari. Będzie i Krzyż Ghetta – nazwa głęboko symboliczna. Będzie Order Żółtej Łaty – zaszczytniejszy niż niejedno dotychczasowe świecidło. I będzie w Warszawie, i w każdym innym mieście polskim, pozostawiony, utrwalony i konserwowany jakiś fragment ghetta w niezmienionej postaci, tak jak go zastaniemy, w całej zgrozie zgliszcz i zniszczenia. Otoczymy ten zabytek hańby naszych wrogów, a chwały naszych umęczonych bohaterów łańcuchami, odlanymi ze zdobytych hitlerowskich armat, i świeże, żywe kwiaty będziemy co dzień wplatać między żelazne ogniwa, aby po wieczne czasy świeża i żywa pozostała pamięć przyszłych pokoleń o zmasakrowanym narodzie, i na znak, że zawsze żywy i świeży jest nasz ból po nim.

    Kościołowi narodowych pamiątek przybędzie jeszcze jedna. Będziemy tam prowadzić dzieci i opowiadać o najpotworniejszym w dziejach świata męczeństwie ludzi. W centrum tego pomnika, którego tragizm uwydatnią otaczające go nowoczesne, da Bóg, Szklane Domy odbudowanego miasta, płonąć będzie nigdy nie gasnący ogień. Przechodnie będą zdejmować przed nim kapelusz.

    A kto chrześcijanin – przeżegna się znakiem krzyża… Więc z dumą, z żałobną dumą będziemy nosić tę rangę, wszystkie inne zaćmiewającą – rangę Żyda Polskiego – my, cudem i przypadkiem pozostali przy życiu. Z dumą? Powiedzmy raczej: ze skruchą i żrącym wstydem. Bo przypadła nam ona za waszą mękę, za waszą chwałę. Odkupiciele!

    …Więc może nie „My, Żydzi Polscy”, ale „My, Widma, my, cienie pomordowanych braci naszych, Żydów Polskich”…
    V

    My Żydzi Polscy… My, wiecznie żywi – to znaczy ci, którzy zginęli w ghettach i obozach, i my widma – to znaczy ci, którzy zza mórz i oceanów wrócimy do kraju i będziemy straszyć wśród ruin swymi w całości zachowanymi cielskami i upiornością niby to zachowanych dusz.

    My, prawda grobów, i my złuda istnienia, my, miliony trupów i kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy niby nietrupów; my, nieskończenie wielka bratnia mogiła; my, kirkut, jakiego dzieje nie widziały i nie zobaczą.

    My, poduszeni w komorach gazowych i przetopieni na mydło, którym nie zmyje się ani śladów naszej krwi, ani piętna grzechów świata wobec nas.

    My, których mózgi tryskały na ściany naszych nędzarskich mieszkanek i na mury, pod którymi nas masowo rozstrzeliwano – tylko za to, że jesteśmy Żydami.

    My, Golgota, na której mógłby stanąć nieprzebyty las krzyżów. My, którzyśmy dwa tysiące lat temu dali ludzkości jednego niewinnie przez Imperium Romanum zamordowanego Syna Człowieczego – i wystarczyło tej jednej śmierci, aby się stał Bogiem. Jaka religia urośnie z milionów śmierci, tortur, poniżeń i rozkrzyżowanych w ostatniej rozpaczy ramion?

    My, Szlojmy, Srule, Mośki, parchy, bejlisy, gudłaje-my, których imiona i przezwiska prześcigną w dostojności brzemienia wszelkich Achillesów, Chrobrych i Ryszardów o Lwich Sercach.

    My, znowu w katakumbach – w „bunkrach” pod brukiem Warszawy, człapiący w smrodzie ścieków, ku zdziwieniu naszych kompanów – szczurów.

    My, z karabinami na barykadach, śród ruin naszych bombardowanych z powietrza domostw; my, żołnierze wolności i honoru…

    „Jojne, idź na wojnę!” Poszedł, szanowni panowie, i zginął za Polskę..

    My, którym „twierdzą był każdy próg” każdego walącego się na nas domu.

    My, Żydzi polscy, dziczejący w lasach, karmiący przerażone nasze dzieci korzonkami i trawą, my pełzający, czołgający się, nastroszeni, z jakąś cudem zdobytą lub za grube pieniądze wybłaganą, staroświecką dwururką…

    My, Hiobowie, my Nioby, my na pokucie po setkach tysięcy naszych żydowskich Urszulek…

    My, głębokie doły potrzaskanych, pomiażdżonych kości i poskręcanych, pręgami pokrytych zwłok.

    My-krzyk bólu! Krzyk tak przeciągły, że go najdalsze wieki usłyszą. My, Wycie, my Chór, zawodzący mogilne El mole rachmim, którego stulecie będzie stuleciu przekazywać.

    My, najwspanialsza w dziejach kupa krwawego nawozu, którym użyźniliśmy Polskę, aby tym, co nas przeżyją, lepiej smakował chleb wolności.

    My, makabryczny rezerwat, my, ostatni Mohikanie, niedobitki rzezi, które jakiś nowy Barnum może obwozić po świecie, obwieszczając na pstrych plakatach: „Niesłychane widowisko! The biggest sensation in the world! Żydzi polscy – żywi i prawdziwi!” My, Gabinet Okropności, Schreckenskammer, Chambre des Tortures! „Osoby nerwowe upraszane są o opuszczenie sali!”

    My, nad rzekami zamorskich krain siedzący i płaczący. Jak ongi nad rzekami Babilonu. Po całym okręgu świata płacze Rachel dzieci swoje, aleć ich nie masz! Nad rzeką Hudson, nad Tamizą, nad Eufratem, Nilem, Gangesem i Jordanem błąkamy się w rozproszeniu naszym, wołając: „Wisło! Wisło! Wisło! Matko rodzona! Szara Wisło, nie od brzasku różowa, ale od krwi!”

    My, którzy nawet grobów dzieci naszych i matek nie odnajdziemy – tak się warstwami poukładają, tak się na całą ojczyznę wszerz rozpostrą w jedno pogrzebanie! I nie będzie upatrzonego miejsca, żebyś mógł na nim kwiaty położyć, ale, jak siewca ziarno, będziesz je szerokim rozmachem rąk rozrzucał. Może przypadkiem trafisz.

    My Żydzi polscy… My, legenda krwią i łzami ociekająca. Kto wie, czy jej nie trzeba będzie pisać biblijnymi wersetami: „Oby rylcem żelaznym i ołowiem na wieczną pamiątkę wydrążona była” (Hiob XIX, 24). My, apokaliptyczne stadium dziejów. My, Jeremiaszowe Treny:

    …”Leży na ziemi po ulicach dziecię i starzec, panny moje i młodzieńcy moi polegli od miecza; pobiłeś ich w dzień zapalczywości twojej, pomordowałeś ich a nie sfolgowałeś…”

    …”Wrzucili do dołu żywot mój, a przywalili mnie kamieniem. Wezbrały wody nad głową moją i rzekłem: Jużci po mnie!… Wzywam imienia Twego, o Panie, z dołu bardzo głębokiego… Widzisz, o Panie bezprawie, które mi się dzieje, osądźże sprawę moją… Oddajże im nagrodę Panie, według sprawy rąk ich! Dajże im zatwardziałe serce i przekleństwo swe na nich! Goń ich w zapalczywości, a zgładź ich, aby nie byli pod niebem Twoim, o Panie!” (Treny Jeremiaszowe, III).

    Nad Europą stoi olbrzymi i wciąż rosnący widmowy Kościotrup. W jego pustych oczodołach świeci ogień niebezpiecznego gniewu, a palce zacisnęły się w kościstą pięść. I On, nasz Wódz i Dyktator, będzie nam dyktował prawa nasze i żądania.
    Julian Tuwim
    (1944, sierpień, Londyn)

  19. Z pewnością Antek Maciarewicz ostrzegł profesora Biniendę, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego urządziło na niego pułapkę i wszędzie a szczególnie w prokuraturze porozstawiane są zdradzieckie sidła. Cóż mu bidnemu pozostało. Nie oglądając się za siebie czmychnął w długie. Innymi słowy salwował się ucieczką.

  20. ET, a jaki to ma związek z prof. Biniendą? Albo z artykułem Skwiecińskiego?
    Czy ty aby nie masz jakichś problemów ze sobą?

  21. Binięda Biniędą, a blogowy kamrat Andrzej Falicz dalej w nieświadomości chodzi, gdyż cenzura mój wpis kolejny już raz wycięła. Trzeba przecież człowiekowi dopomóc, bo to nieludzkie widzieć potrzebującego i przechodzić obok odwracając głowę.

    @ Andrzej Falicz

    Panie Falicz, wiersz Juliana Tuwima pt. „Żydzi” to nie żadna celowa parodia, tylko rzetelne spojrzenie Autora na psychopatyczną, mesjanistyczną żydowskość, na brodate koterie typu B’nai B’rith – gdzieś się Pan naczytał takich pokrętnych, talmudycznych interpretacji? Pewnie na ściąga.pl

  22. Ewa 1958
    4 czerwca o godz. 9:01

    Ewo,

    Ciekawe i bardzo pouczjace – Twoj wpis potwierdza w 100% manipulacje politechnologow PO i Po-stepowych naglasniaczy medialnych.

    Trwanie konfliktu smolenskiego jest w zywotnym interesie PO i PiS.
    Jedyna zasadnicza roznica jest to, ze PO rzadzi i spoczywa na nim duzo wieksza odpowiedzialnosc za panstwo.
    Za panstwo, ktore z duza doza prawdopodobienstwa doprowadzilo zaniechaniem, niechlujstwem i bylejakoscia do katastrofy i smierci swojego prezydenta, dowodcow wojskowych i najwyzszych dostojnikow panstwowych

  23. Smutna prawda, ale p. Binienda nie raczyl nawet odpowiedziec na moja korespondencje, w ktorej przekazalem mu wlasne obliczenia i wykazalem bledy jakich sie dopuscil.
    W zasadzie do udowodnienia „brzozy” niepotrzebny jest komputer ani skomplikowane analizy. Wystarczy kartka papieru, olowek i WIEDZA. Tej ostatniej zarowno p. Biniendzie -Brzoza jak i p. Szuladzinskiemu-Wybuch niestety zabraklo.
    Tymczasem przyczyna katastrofy jest nieznana. Bezpodstawne obciazanie wina pilotow niczego nie zmieni. Oskarzanie ich o „lamanie wszelkich procedur” rowniez.
    Jest wyraznie widoczne, ze w sprawie tej katastrofy kazda ze stron ma cos do stracenia lub zyskania. Brakuje oceny obiektywnej. Nawet eksperci polskiego lotnictwa wojskowego dopuscili sie karygodnych przeklaman i wypaczen w interpretacji materialu dowodowego. Dazyli do z gory ustalonego wyniku. Badanie przyczyny katastrofy lotniczej w taki sposob po prostu mija sie z celem.
    Zachecam czytelnikow do lektury oficjalnego raportu z katastrofy. Naprawde warto! Mozna sie np. dowiedziec (polegajac na zapisach danych), ze piloci ladowali wedlug wskazan wysokosciomierza barometrycznego. Tymczasem nadal sie nas przekonuje, ze polegali na radiowysokosciomierzu.
    I jeszcze jedno. Najwyzsza pora zeby komisja dopuscila do wspolpracy ekspertow lotniczych. Zaden z dotychczasowych „ekspertow” nie ma pojecia ani o mechanice lotu, ani o budowie samolotow, ani o ich wytrzymalosci. Na dodatek wykazuja irytujace braki w znajomosci elementarnej fizyki. Czyzby placili cene za komputeryzacje?

  24. „Katastrofa (felietonu) Profesora Biniendy”

    Interesujaca konsolidacja propagandowa.
    Cross PO-lination.

    Pan Passent powoluje sie na wybiorcza a wybiorcza na niego.
    Nawzajem sie publikuja i niby dyskutuja „miedzy soba”.
    Po diabla wtedy cokolwiek sprawdzac -wystarczy powolac sie na siebie nawzajem.

    Taktyka z podrecznika malego agitatora!

    Moze warto bylo jednak sprawdzic u zrodla przed wytaczaniem dzial – a nie budowac konstrukcje szesciopoziomowych domyslow i pomowien na polprawdach i plotach .

    Biedne te medialne krolewstwo z takimi ksiazetami.

  25. Do narciarza2,

    Prof. Binienada powiedzial, ze wyniki zostana
    opublikowane w journalu po recenzjach.
    Mysle, ze duzo wiecej znajduje sie plytach CD
    przekazanych prokuraturze.
    Rozumiem, ze jako profesjonalny naukowiec ma Pan
    rozne watpliwosci. Tez chcialbym zobaczyc te wyniki.
    Jednak, przeciez material zostaly przekazane
    do prokuratury.

    Wydaje mi sie, ze ws swoim komentarzu posuwa sie Pan
    mocno za daleko sugerujac, ze nic nie zostalo zrobione.

    Ma Pan przeciez do czynienia z profesjonalnym
    naukowcem. Moze zechce Pan sprawdzic liczbe
    publikacji, cytowan, h-index itd. na web_of_science.
    Wreszczie, jako profesjonalny naukowiec moze Pan
    przeczytac niektore prace. W ten sposob mozna
    rowniez przekonac sie o wiarygodnosci i uczciwosci
    kogos drugiego.

  26. Pan Binienda posiada obywatelstwo polskie, w związku z czym w świetle prawa polskiego, na terytorium RP jakiekolwiek inne jego obywatelstwo prawnie nie istnieje. Twierdzenie Zespołu, że pan Binienda posiada obywatelstwo amerykańskie, jest więc naruszeniem polskiego prawa, gratulujemy.

  27. narciarz2

    „Profesor Binienda nie udostepnil danych wejsciowych do swojej symulacji. Jako profesjonalny naukowiec moge Czytelnika zapewnic z reka na sercu …”

    „ale jednak lepiej zapewniać z użyciem rozumu niż serca”.

    „…. wynik obliczen zalezy od danych wejsciowych. Jakie dane wejsciowe, taki wynik”.

    Chyba nie powinieneś sugerować, że W. Binienda zamiast metalowych dźwigarów skrzydła użył w symulacji skrzydła styropianowego. A zamiast brzozy o średnicy 40 cm dębu o 3 metrowej średnicy? Bo niby na jakiej podstawie? Binienda wielokrotnie opowiadał o wszystkich parametrach, łącznie z kątami natarcia skrzydła (pitch angle) jakich użył, należało tylko słuchać.

    „Jedyna mozliwosc zweryfikowania tych obliczen, to wziac ten sam plik danych wejsciowych, zrobic te obliczenia niezaleznie (zeby sie przekonac, co naprawde wyszlo)”.

    Jest inna oczywista możliwość, odpalić LS-Dyna, wprowadzić dane i samemu zrobić symulację. Oczywiście jeśli się potrafi. Uruchomienie plików wsadowych, których użył Binienda, na LS-Dyna da przecież takie same wyniki. Matematyka i fizyka w USA, Kandzie oraz Polsce jak podejrzewam jest taka sama. A jeśli ktoś jest w stanie przeanalizować parametry wsadowe i ocenić ich wartość to z pewnością sam jest w stanie od początku do końca zrobić całą symulacje. W głowę zachodzę, czemu nikt jeszcze tego nie zrobił. Odpowiedź jest chyba oczywista, większość spryciarzy, takich jak Artymowicz, od dawna wie, że wynik byłby taki sam i chodzi tylko o „gonienie króliczka”.

    „Profesor Artymowicz z Toronto prosi o te dane od dawna. Binienda odmawia”.

    A jesteś pewien, że astrofizyk P. Artymowicz, znany pilot awionetki, potrafi rozróżnić aluminiowe elementy skrzydła od tytanowych? Latanie awionetką z Ikei to nie to samo co job w wyspecjalizowanym laboratorium pracującym dla NASA i Boeinga.

    A może ty narciarzu jako „profesjonalny naukowiec” zrobisz taką symulację?

  28. Panie Falicz wszystko co napisałem kiedyś o Pana samouwielbieniu jest faktem nawet Macierewicz tego nie podważy. Wciąż intryguje mnie tylko jedno, skoro narcyzm jest Pana cechą wrodzoną, czy popisuje się Pan tu swoją etatową negacją wszystkiego z powodu politycznej ew. osobistej niechęci do DP, czy też czyni Pan to z powodów rodzinnych; nikt z domowników nie chce ani Pana słuchać i dzielić Pana racji. Popisówka na cudzym blogu niekoniecznie dodaje powagi.

  29. telemach
    4 czerwca o godz. 11:44

    Panie Falicz wszystko co napisałem kiedyś o Pana samouwielbieniu jest faktem nawet Macierewicz tego nie podważy….”

    Widze, ze jestes ekspertem od Falicza na miare Biniendy.

  30. Stary Polaku z PRL.

    Tak on jest profesorem i to z olbrzymim dorobkiem naukowym. Ponadto w kraju numer jeden jezeli chodzi o poziom nauki na swiecie. Bez problemu mozna to znalezc przy uzyciu internetu. Powiedz cos o swoim dorobku naukowym w sprawie poruszanej, aby wiedziec z kim mamy do czynienia i czy masz prawo wypowiadac sie w danym temacie. Brak danych wejsciowych jest klamstwem. Jezeli w Polsce sa naukowcy na podobnym poziomie ( w co bardzo watpie) to niech przeprowadza podobne symulacje i udowodnia ze jest mozliwe ze brzoza mogla sciac skrzydlo samolotu. Jak myslisz dlaczego do tej pory tego nie zrobiono? Ataki personalne na wybitnego naukowca, tylko dlatego ze ma inne zdanie, to chwyt ponizej pasa i post sowieckie myslenie. Kamyk jest po drugiej stronie, udowodnijcie ze to Wy macie racje, tylko naukowo a nie przez plucie i dykryminacje przeciwnika. O czym miala rozmawiac z nim prokuratura, przeciez oni nic nie moga zrozumiec z jego symulacji. O tym powinni rozmawiac ludzie o podobnej wiedzy.

  31. jacutin
    4 czerwca o godz. 8:54

    No, ale to są przecież pierdoły, które nawet posiadając władzę nie są w stanie się zamachnąć:
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,11854917,Aresztowac_Walese.htmlmające

    Jacutin Ty naprawde moglbys byc tak naiwny by uwierzyc akurat w wersje wybiorczej?
    Mozna nie lubic PiS-uarow i kochac Po-paprancow ale zeby wierzyc w gazetowe dete zamachy…

    potwierdzajace zamach na Walese :

    „dokumenty zawierają w większości sformułowania typu „otrzymałem tę informację od mojego oficera, który przyjaźnił się z jednym z oficerów GROM-u” (tak gen. Edward Wejner, zdymisjonowany na krótko przed czerwcem ’92 dowódca Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW, mówił o „wiadomości” nt. rzekomo przygotowywanego zatrzymania Lecha Wałęsy”

    Przypominam, ze zamach bedacy pretekstem do nocy dlugich teczek
    był przedmiotem badań specjalnej komisji sejmowej i prokuratury wojskowej. Zakończyły się one na niczym!!!

    Nie bylo zadnych planow zamachu.
    A wybiorcza juz nie po raz pierwszy robi potulnym lemingom wode z mozgu.

  32. Panie Passent,

    Byc moze nie wpusci Pan jednego z poprzednich moich wpisow.
    Wiec zapytam jedynie czy przed napisaniem felietonu o profesorze Biniendzie probowal Pan sprawdzac jakiekolwiek fakty.
    Studiowal materialy Biniendy, probowal sie kontaktowac z prokuratura albo z Misiewiczem.
    Czy opieral sie Pan jedynie na innych artykulach.

    Czy to taka rzetelna praca dziennikarska czy felieton bijacy piane w oparciu oto co napisal Piotrek i co prawda Pan sie na katastrofach nie zna ale akurat te wersje Pan popiera… tym bardziej (?) ze z prawicowej Rzepy.
    Tym razem akurat Pan sie w pelni zgadza…ze:
    „autor własnej trajektorii i oryginalnej opinii na temat feralnej brzozy, zniknął, wyparował, byle tylko nie spotkać się z przedstawicielami polskiej prokuratury wojskowej.”
    Bo Pan to sprawdzil?

    Mam nadzieje, ze przy nadazajacej sie okazji skonfrontuje Pan Panskie teorie lotnicze oko w oko z Binienda.

    Czy to normalna praktyka pracy dziennikarskiej?

    Ja sie na katastrofach lotniczych absolutnie nie znam w przeciwienstwie od wiekszosci blogowiczow i felietonistow wiec trudno mi napisac tak jak innym latwo, ze Binienda nie jest fachowcem.

  33. @ Gwido

    ” Odpowiedź jest chyba oczywista, większość spryciarzy, takich jak Artymowicz, od dawna wie, że wynik byłby taki sam i chodzi tylko o „gonienie króliczka”. ”

    Nic bardziej beldnego. Dwa oddzielne zespoly robiace symulacje tego samego zdarzenie w izolacji od siebie moga uzyskac diametralnie rozne wyniki. Zycie zna wiele takich przypadkow. Komuter jest tylko i wylacznie liczydlem.

    Pozdrawiam

  34. Dla ostudzenia „naukowej” dyskusji poslusznie informuje, ze obliczenia Pana Biniendy nie maja nic wspolnego z nauka. Zostal tutaj uzyty popularny inzynierski program komputerowy do symulacji procesow technicznych cfx. Szacuje, ze za 2-3 tysiace Euro da sie wykonac te obliczenia w Niemczech. Sluze adresem.
    Tylko po co. Brzoza pewnie jeszcze stoi, ale na pewno istnieje mnostwo zdjec.
    Widac, ze zostala zlamana. Natomiast uszkodzone, i nie przeciete skrzydlo, lezy sobie na betonie w Smolensku. Pan Binienda dokladnie to udowodnil swoja symulacja. Normalnie symulacje robi sie nie po ale przed wydarzeniem. jest to tansze niz eksperyment. Ciekawostka z dziedziny mediow i polityki jest jak z tego stworzono wielkie wydarzenie medialne i polityczne. Ogladalem w internecie prezentacje Pana B. i naprawde wspolczuje mu, ze sie dal w to wszystko wkrecic. Jezeli Panu B. powiedziano, ze jego zeznanie przed prokuratorem przyczyni sie do obalenia rzadow w Polsce i Rosji oraz do wybuchu wojny miedzy tymi krajami to biedak… dal drapaka. Kazdy normalny czlowiek by tak postapil.

  35. Binienda nie jest profesorem, ma tylko doktorat.
    W USA mówi się grzecznościowo „profesor” o każdym, kto prowadzi jakiekolwiek zajęcia – nie tylko na wyższej uczelni, ale nawet w liceum. A Binienda uczy na jakiejś nikomu nie znanej prowincjonalnej uczelni.
    Warto pamiętać o tym w Polsce, zwłaszcza gdy cytuje się go jako eksperta.

  36. Z punktu widzenia politycznej odpowiedzialnosci zupelnie wystarczajaca i druzgocaca jest wersja katastrofy wynikajacej z burdelu, niechlujstwa, braku organizacji, bylejakosci – panstwa rzadzanego bylo nie bylo przez PO.

    Z wygranych wyborow wynikaja nie tylko konfitury ale i odpowiedzialnosc za funkcjonowanie panstwa, ktorym sie kieruje i rzadzi.

    Czy zeby udowodnic katastrofalny stan panstwa, w ktorym ginie prezydent, dowodctwo armii i dziesiatki z elit politycznych potrzeba PiS-owi „wymyslanie” sztucznych mgiel ipancernych brzoz?
    Po co?

    Przeciez PO powinno przyjac z otwartym sercem i ramionami wersje ingerencji UFO zamiast wlasnej odpowiedzialnosci za totalny burdel skutkujacy najwieksza katastrofa po wojnie,

    Chyba, ze wlasnie dlatego mamy rozwazac tajemnicze znikniecie tajemniczego profesora by przypadkiem nie stanac oko w oko z oczywistoscia.

  37. Ciekawą wydaje się być kwestia danych wejściowych,myślę że Binienda ma łeb na karku.Nie dostarczy danych wejściowych,(choć pewnie to zrobił)przecież nie musi,nie jest nadczłowiekiem,każdy kompetentny naukowiec może je wprowadzić tak samo jak on,a zwłaszcza każdy który podważa jego analizę,więc proszę bardzo,jest pole do popisu dla krytyków,pokażcie że macie kompetencje,ale jest jeden szczegół,ci którzy chcą podważyć jego analizę mogą posłużyć się świadomie błędnymi danymi wejściowymi,a wtedy będzie kompromitacja.A Binienda też mógłby podać świadomie błędne wejściowe dane,a krytycy widząc nieudaną symulację pieli by z zachwytu,a potem niespodzianka,kompromitacja!Przeciwnicy Biniendy naukowo są skończeni tak czy siak.

  38. @Andrzej Falicz
    4 czerwca o godz. 12:30
    „Przypominam, ze zamach bedacy pretekstem do nocy dlugich teczek był przedmiotem badań specjalnej komisji sejmowej i prokuratury wojskowej. Zakończyły się one na niczym!!!”

    Kłamiesz i to przeraźliwie głupio bo w zalinkowanym przeze mnie tekście masz, że prokuratura i komisja doszły do takich własnie wniosków, jak to opisałem: „to są przecież pierdoły, które nawet posiadając władzę nie są w stanie się zamachnąć”:

    „Po wystąpieniu Milczanowskiego sprawę zaczęły badać specjalna komisja sejmowa i prokuratura. Komisja zakończyła prace dziwną konkluzją (12 głosów za, 6 przeciw) – że 4 czerwca nie było stanu podwyższonej gotowości bojowej w wojskach MSW. Nie wykluczyła jednak, że Naimski usiłował to zrobić, ale… nie wiedział jak.
    Prokuratura wojskowa latem 1993 r. umorzyła śledztwo z przyczyn formalnych. Uznała, że z 30 czynności składających się na procedurę stanu podwyższonej gotowości wprowadzono tylko 6.”

    Szyfrogram PF 100 też sobie Wyborcza wymyśliła? O tym są już nawet książki, np.:
    http://www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrIssue=1122&NrSection=1&NrArticle=45374&IdTag=38

    PS
    „Przypominam, ze zamach bedacy pretekstem do nocy dlugich teczek…”

    To kolejne kłamstwo, pierdołowaty „zamach” czy „teczki” nie był żadnym pretekstem. Nie było żadnej „nocy”… mniej pisz, więcej czytaj, np. to:
    http://studioopinii.pl/artykul/9171-piotr-rachtan-noc-teczek-final-nie-poczatek

  39. Andrzej Falicz
    4 czerwca o godz. 12:30

    O ile dobrze pamiętam, istnieje książka rozkazów, książka magazynu broni.
    Nic prostszego jak sprawdzić adnotacje- czy wydano broń, amunicję, jakie rozkazy do wykonania odnotowano.
    Wszystko to jest NA PIŚMIE!!!
    No ale pacyfiści rządzący wówczas wojskiem, mogli tego nie wiedzieć…

    Nie da się ukryć przygotowań, chyba że zniszczono dokumentację.
    Akcja wojskowa na telefon, to nieprofesjonalne, zgodne ze standardami bananowych republik.
    Prawdę na tej komisji ustalono w głosowaniu, tak jak w każdej następnej. Dziwny proceder…..

  40. @Andrzej Falicz
    4 czerwca o godz. 12:30

    Kolejny „mit założycielski” polskiej prawicy runął – to tylko pierdołowate zamachowce (i takie rządy):

    „20 lipca 1992 r., zeznania ppłk. Ryszarda Antosza, szefa sztabu JW 4829 w Górze Kalwarii:
    „Faktycznie przygotowano kompanię (…). Ok. godz. 20.30 ja i dowódca, płk Ryszard Bęben, opuściliśmy jednostkę, udając się do swoich miejsc zamieszkania. Przed godz. 22.00 płk Bęben dzwonił do mnie do domu i polecił mi, aby nie wykonywać żadnych zadań bez jego osobistego rozkazu. Zrozumiałem to jako polecenie, by w razie otrzymania z dowództwa NJW dodatkowych poleceń przed ich wykonaniem uzyskać zgodę płk. Bębna”.

    21 lipca 1992 r., zeznania płk. Ryszarda Bębna, dowódcy JW 4829 w Górze Kalwarii:
    „Ok. 20.30 wraz z szefem sztabu opuściliśmy jednostkę. Obaj udaliśmy się do swoich miejsc zamieszkania. Po powrocie do Warszawy oglądałem w telewizji transmisję obrad Sejmu. W jej trakcie zorientowałem się, że szyfrogram PF 100 mógł być wprowadzony właśnie z tej przyczyny. Zadzwoniłem więc do płk. Antosza i poleciłem mu, by w razie otrzymania kolejnych zadań do wykonania z ich realizacją wstrzymać się do mojego przyjazdu do jednostki. Chodziło mi o to, żeby nikt pochopnie nie podjął jakichś decyzji. Kadra z JW 4829 dopiero od stycznia 1992 r. wchodzi w skład NJW MSWW i nigdy dotąd z takimi sytuacjami nie miała styczności. Wolałem więc zabezpieczyć się przed różnymi niespodziankami”.

    20 lipca 1992 r., zeznania płk. Zdzisława Makuszewskiego, szefa Wydziału Pracy Sztabowo-Biurowej NJW:
    W swoich zeznaniach Makuszewski twierdzi, że nie wiedział o istnieniu szyfrogramu PF 100, chociaż powinien on do niego dotrzeć, tak jak wszystkie dokumenty bieżące NJW. 5 czerwca 1992 r. pułkownik był świadkiem likwidowania przygotowań w budynku Żandarmerii Wojskowej: „ok. godz. 11-12.00 poszedłem do majora Adama Kalety, szefa wydziału I Samodzielnego Oddziału Żandarmerii Wojskowej. Wtedy zauważyłem, że w pobliżu jego pokoju na korytarzu kilku żołnierzy w mundurach polowych ładowało amunicję od dwóch skrzyń stojących pod drzwiami kancelarii. Żołnierze ci składali do skrzyń magazynki od kbk AK z ostrą amunicją. Zdziwiło mnie to, tym bardziej że i mjr Kaleta był w mundurze polowym. Komendant Hnat wyglądał na niewyspanego – nie pamiętam, w jakim był mundurze. Zapytałem, co się u nich dzieje. Nie informowano mnie o szczegółach. Dowiedziałem się tylko, że spali w oddziale. (…) Dopiero później dowiedziałem się, że żandarmeria miała wzmocnić ochronę Radiokomitetu. Z reakcji mjr. Kalety wynikało, że chyba tylko Hnat z Pęcko wiedzą, co żołnierze żandarmerii mieli tam robić. (…) Po tych zdarzeniach sprawa nie była nawet omawiana w rozmowach oficerów sztabu, nikt nie chciał podejmować tego tematu. (…) Odnośnie do zdjęcia fotografii prezydenta RP z tablicy w korytarzu Sztabu NJW (…) to faktycznie nie było tam tych fotografii. Nie wiem, kiedy i z czyjego polecenia te fotografie zdjęto Nie słyszałem wypowiedzi oficerów żandarmerii lub członków grupy antyterrorystycznej, że istniało zadanie, by osadzić w dniu 4 czerwca 1992 prezydenta RP w areszcie domowym. (…) Natomiast po tych wydarzeniach w luźnych rozmowach z niektórymi oficerami żandarmerii rozważaliśmy różne przypuszczenia odnośnie do działań w dniu obrad Sejmu. Łącząc różne fakty i zdarzenia, wyrażone zostało przypuszczenie, że to, co prezydent Lech Wałęsa mówił o swoim ewentualnym osadzeniu, mogło polegać na prawdzie. Biorąc pod uwagę, że w sprawę zaangażowana była Grupa Antyterrorystyczna (nieczytelne) 2 śmigłowce oraz specjalne zadania otrzymał pułk łączności, to takie rozwiązanie mogło być realne”.

    21 lipca 1992 r., zeznania płk. Zbigniewa Bonczyńskiego, szefa wydziału dochodzeniowo-śledczego Żandarmerii Wojskowej NJW:
    „Dn. 4 czerwca 1992 r. przyszedł do mnie oficer dyżurny oddziału (…) polecając, abym przebrał się w mundur polowy. Nie precyzował powodu (…) mówiąc tylko coś w tym sensie, że coś się dzieje w naszych jednostkach. Po jakimś czasie wszedłem do pokoju komendanta ŻW, płk. Hnata, który w tym czasie telefonował do jednostki w Emowie, gdzie stacjonuje kompania żandarmerii NJW. (…) Rozmowa dotyczyła wyjazdu części tych żołnierzy do Warszawy. (…) Ta grupa żołnierzy została przywieziona do Warszawy i zakwaterowana na obiektach 9. Batalionu. Była to grupa ok. 60 żołnierzy. Przyjechali ze swoją bronią, natomiast jeśli chodzi o amunicję, to prawdopodobnie została wydzielona z 9. Batalionu, ponieważ ŻW nie posiada na swoim stanie amunicji w tak dużej ilości. Nie wiem, czy amunicja ta została żołnierzom wydana. Ok. godz. 16 kom. Hnat zarządził odprawę (…). Poinformował nas, że w NJW MSW został wprowadzony stan podwyższonej gotowości bojowej bądź gotowości do działań, nie potrafię w tej chwili jednoznacznie określić sformułowania. (…) Z tego, co przedstawił komendant, wynikało, że żandarmeria, a konkretnie żołnierze ściągnięci z Emowa, mają zadanie ewentualnego wzmocnienia obiektów Radiokomitetu na Woronicza i jego filii. (…) Żołnierze ci mieli pozostawać w gotowości do działania i wkroczyć do akcji dopiero na odrębny rozkaz dowódcy NJW. (…) Żołnierze ci nie mieli prawa sprawdzania przepustek osób wchodzących ani ich rewidowania. Te zadania mieli wykonywać wyłącznie wartownicy straży przemysłowej. Żołnierze mieli wartę pełnić z bronią długą kbk AK, z tym że do karabinka mieli dołączony pusty magazynek, natomiast w ładownicy magazynek z ok. 30 szt. amunicji bojowej. Komendant Hnat zaznaczał, że żołnierze ci nie mieli prawa używania broni w sensie oddawania jakichkolwiek strzałów łącznie z ostrzegawczymi. (…) Zeznaję, że widziałem na korytarzu oddziału w dn. 4 czerwca drewniane skrzynki z amunicją. Skrzynki te były zaplombowane i stały w pokoju mjr. Kalety. (…) Nie widziałem, by wydawano z nich lub składano do nich amunicję. (…) Już po tych wydarzeniach w rozmowach towarzyskich poruszaliśmy temat tych zdarzeń i działań w NJW MSW. (…) Jedną z wersji, którą osobiście traktuję jako plotkę, było, że w dniu obrad Sejmu nad odwołaniem rządu i związanej z tym sprawy teczek tajnych współpracowników UB i SB mogło nastąpić ewentualne zatrzymanie prezydenta RP w areszcie”.

    21 lipca 1992 r., zeznania chorążego Henryka Kowalczyka, kierownika kancelarii JW 1159 na Bemowie (gdzie stacjonowały śmigłowce MSW):
    „Z treści szyfrogramu wynikało, że nasz pułk otrzymał w nim zadanie utrzymania w gotowości śmigłowców Bell i Mi-8. (…) Nie wiem, czy chodziło o gotowość bojową, czy o gotowość do działania”.

    23 lipca, cd. zeznań płk. Budnika:
    „Uznałem, że wojsko zostało zamieszane w rozgrywki polityczne i jestem o tym przekonany do dzisiaj (…). Sytuacja taka jak 4 czerwca 1992 nie była wyjątkowa, ale od mniej więcej 1989 r. takich historii nie było. W mojej ocenie istniała realna możliwość użycia wojska poza koszarami. Groziło to nieobliczalnymi skutkami”.
    27 lipca 1992 r., zeznania kpt. Jerzego Waniorka, członka i jednego z założycieli JW 2305 (Grupa Antyterrorystyczna, później GROM), od stycznia 1992 r. w dowództwie NJW (szef wydziału Dyżurnej Służby Operacyjnej):
    „Po dniach 4 i 5 czerwca 1992 rzeczywiście kontaktowałem się z gen. Wejnerem. Faktem jest, że przekazałem mu przekazane od moich znajomych z JW 2305 informacje, jednak nie mogę tych informacji przekazać w chwili obecnej, gdyż uważam, że stanowią one tajemnicę państwową (…). Informacje te przekazałem, gdy było już głośno o zdarzeniach w NJW 4 i 5 czerwca i mając nadzieję, że gen. Wejner przekaże to min. Milczanowskiemu. (…) Nie będę mógł złożyć zeznań do chwili, gdy nie uzyskam zgody ministra spraw wewnętrznych na ujawnienie zawartych w tych informacjach tajemnic. (…) Nic więcej nie mam do zeznania w tej sprawie. O ile będę posiadał zgodę MSW na ujawnienie tajemnicy państwowej, mogę złożyć dalsze zeznania” 29 lipca 1992 r., zeznania płk. Józefa Kołaczkiewicza, do 4 maja 1992 r. szefa Sztabu Dowództwa NJW:
    „Drugim zdarzeniem poprzedzającym wydarzenia 4 czerwca 1992 była niespodziewana wizytacja na obiektach umocnionych przeznaczonych na stanowiska kierowania w okresie zagrożenia i wojny dla naczelnych organów władzy i administracji państwowej. Odbyło się to w końcu kwietnia 1992 r. Wizytację przeprowadzili wiceminister Zalewski, dyrektor generalny Ścibut, dyr. gabinetu Siwko w obecności dyrektora biura spraw obronnych MSW płk Zmarzlińskiego i wysłanego przeze mnie szefa oddziału Zabezpieczenia Obiektów Specjalnych NJW płk. Dąbrowskiego. Na powyższą wizytację nie wyrażał zgody gen. Wejner, jak i płk Zmarzliński, gdyż są to obiekty specjalnego znaczenia. Wiem, że poza obiektem MSW te same osoby dokonały lustracji obiektu prezydenta RP, chociaż nie miały na to zgody Biura Bezpieczeństwa Narodowego. (…) Po odbytej lustracji, celu której nie podano, w trybie nagłym odwołano ze stanowiska płk. Zmarzlińskiego, a odwołał go min. Macierewicz. O dokonanej lustracji w ww. obiektach dowiedziałem się od płk. Dąbrowskiego (…) oficer ten poinformował mnie ponadto, że nie brał udziału w lustracji obiektu prezydenta, gdyż podziękowano mu za udział. (…) Trzecim zdarzeniem poprzedzającym dzień 4 czerwca była wizyta płk. Józefa Pęcko w obiekcie Kancelarii Prezydenta w Rudzie Tarnowskiej. Płk Pęcko osobiście pilotował śmigłowiec Bell-206, a jedynym pasażerem był dyr. generalny MSW Ścibut. O tej wizycie nie była powiadomiona Kancelaria Prezydenta ani też BOR”.

    Opinie:
    Lech Wałęsa, prezydent RP w latach 1990-95:
    Uznawałem te przygotowania za rzecz poważną, która jednak znajdowała się w rękach ludzi niepoważnych. Byłem w stanie w każdym momencie to zagrożenie wyeliminować. Byłem tak silny, że resztę bym pociągnął za sobą. Przeciwników miałem tak słabych, że nie byli w stanie nic dobrze odgadnąć. Zagrożenie było poważne, tym bardziej że pewna grupa wojskowych brała w tym udział. Natomiast zarządzający byli tak kiepscy, że można ich było w każdym momencie wybić z rytmu. W tamtym czasie byłem zdecydowany, więc się ich nie bałem. Robili to ludzie związani ze mną, z opozycją. W związku z tym ja nigdy nie chciałem w to grono uderzać. Zawsze ich oszczędzałem i wszystko wybaczałem. I to też im wybaczyłem, wiedząc, że prędzej czy później sprawa zostanie wyjaśniona i prawda zatriumfuje. Żyją jeszcze świadkowie, są generałowie, żołnierze i dokumenty. Ale czy dzisiaj jest klimat do dociekania prawdy? Nie ma, bo Kaczyńscy też w tym brali udział – byli po tamtej stronie. A więc dziś nie ma większych szans na wyjaśnienie, można tylko sprawę zasygnalizować. Niech to czeka na rozwiązanie, bo ci z tej drugiej strony będą to dziś bagatelizować. Ludzie, którzy to wtedy robili, dziś są u władzy. Więc ważne jest pokazanie, co robili wtedy, gdy o władzę walczyli. Dziś, kiedy są u władzy, są bardziej niebezpieczni niż wtedy.

    Andrzej Milczanowski, szef MSW w latach 1992-95:
    W tym czasie nikomu nie zależało, by wobec autorów tych wydarzeń stosować jakieś represje. Dlatego też prokuratura wojskowa umorzyła śledztwo, kierując się też stanowiskiem komisji sejmowej. Myślę, że w jakimś stopniu brano pod uwagę, że cała ta historia nie była korzystna dla zewnętrznego wizerunku Polski – to były jednak zaledwie trzy lata po odzyskaniu niepodległości i informacja, że rząd w naszym kraju próbował wyprowadzić na ulice wojsko przeciwko prezydentowi, nie służyłaby obrazowi stabilnego państwa. Myślę, że p. Naimski, wydając polecenie wprowadzenia stanu podwyższonej gotowości nie do końca rozumiał jego konsekwencje. Żołnierze z koszar nie wyszli. Uważam, że w dużym stopniu sytuację uratowali ci oficerowie, którzy tych poleceń nie wykonali. Obserwowali sytuację w kraju i nie chcieli brać odpowiedzialności za awanturnicze wystąpienia. „

  41. @marcin

    Wlasnie wyliczylem przy pomocy profesjonalnego programu Excel ze jak wplacisz na odpowiednie konto 10tys PLZ to w ciagu roku bedziesz mial na nim 20tys USD. Danych wejsciowych podawac nie musze, kazdy kto zna sie na finansach i obliczeniach w Excel-u sam je sobie moze wprowadzic.

    Wplacisz?

  42. @Andrzej Falicz
    4 czerwca o godz. 12:52
    „Panie Passent,
    (…)
    czy przed napisaniem felietonu o profesorze Biniendzie probowal Pan sprawdzac jakiekolwiek fakty.”

    A co tu sprawdzać? Fakty są takie, że Binienda to pajac, który właśnie swoją ucieczką udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że jego brednie są nie warte funta kłaków.

    PS
    Jego filmiki zostały przez naukowców już dawno wyśmiane.

  43. Wiadomo od pewnego czasu, że uwielbiam teorie spiskowe, nawet zamachowe. Pomagałem, jak mogłem, Macierewiczowi, podrzucając wciąż nowe elementy na temat Smoleńska.
    Popieram rosyjskie teorie spiskowe na temat „Suchostoja” w Indonezji, nie włączyłem się tylko do dyskusji na temat „Kurska” i amerykańskich wątpliwości o fałszowaniu filmów z katastrofy „WTC”.

    Wczoraj odkryłem nowy spisek – na blogu Pani Paradowskiej. Jest opanowany przez klan moderatorów – aktywistów „tęczowego” ruchu, którzy dokonali zamachu na moim – konstytucyjnie zagwarantowanym – prawie do wolności słowa. Po czym poznałem tę „zbrodniczą” działalność? Napisałem komentarz na temat dyskusji w TVN24 między dwoma posłami opozycji, z PiS’u i RP, na temat „Marszu Równości” w Warszawie. Starałem się nikogo nie obrażać i nie używałem obraźliwych słów. Wkleiłem tekst i po jakimś czasie znikł z blogu.

    Szukałem przyczyny – oczywiście najpierw u siebie. Mam tekst na dysku, więc mogę to czynić. Zdrożnych uwag nie zauważyłem, może jedno określenie posła Biedronia – w cudzysłowach -„chłopco-dziewczyna”, bo nie wiem, czy on jest „mężem” czy „żoną” w stadle. Kiedyś sam coś powiedział na ten temat, ale zapomniałem. Pamiętam tylko, gdy Wałęsa zapraszał Jarosława K. „z mężem”. Wtedy tego nie rozumiałem, ale człowiek się rozwija.
    Jaki może być powód ingerencji moderatora, jeśli nie ma obraźliwych słów? Nie wiem, ale przypuszczam, że niezgodność komentarza z tematem wpisu gospodarza. Sięgnąłem do źródła.
    Tytuł wpisu brzmi: „Politycy i media w gorącym uścisku”
    Posłowie są formalnie politykami, redaktor TVN reprezentuje media – nie wiem czy uścisk (na wizji) był gorący, mój telewizor nie jest nowoczesny i takich wrażeń nie przekazuje. Byłem więc jak najbardziej w „nurcie”. Na Śląsku mówiłoby się, że komentarz pasował do wpisu jak „rzyć na nachtopf” (tj. dobrze).
    Skoro tak, to przyczyna musi leżeć w czymś innym. Gdy pisałem swoje refleksje to nawet nie myślałem o tej zgodności – zwyczajowo związek treści komentarzy z wpisem urywa się po pierwszych setkach komentarzy, a tu widzę tajemniczą liczbę 555. Gdyby nawet moderator tym się kierował, to wykazał rażący brak konsekwencji, bo przepuścił kilkanaście komentarzy na niezwykle istotny temat: „Czy w Australii żyją strusie”???
    Dyskusja była ciekawa, ale z klinczem polityki i mediów ma niewiele wspólnego. Jedyny związek który ja widzę, to fakt, że premier stosuje „strusią politykę” chowając głowę w piasek, aby nie widzieć nagminnego łamania prawa w państwie.

    Po głębokich rozważaniach wróciłem do początku – spisek „tęczowy” na blogu!!!
    Zaczynałem się zastanawiać nad tym, czy to się tyczy tylko tego blogu, czy „mafia” działa na wszystkich blogach Polityki. Ja odwiedzam tylko cztery (ja je nazywam „sąsiednimi”, bo linki tak ułożyłem w komputerze – PPDS). Zrobię test i wkleję ten krótki komentarz na wszystkich czterech i zobaczę, jaka będzie reakcja. Jeśli trafiłem na czuły punkt klanu moderatorów Polityki, wtedy nie ukaże się nigdzie. Wprawdzie będę miał dowód słuszności mej teorii spiskowej, ale „świat” się i tak o tym nie dowie. Zasadniczy tekst czeka na okazję na moim dysku.

  44. Dziwny to naukowiec dr Binienda jego z powagą wygłaszane fantazje nie mają nic wspólnego z postępowaniem , działaniem naukowca.Bolesne, że aż tylu POLAKÓW-prawdziwych z Antonim m. na czele zachwyca się takimi bredniami.

  45. Dyskusja o reultatach Biniendy jak nic odwierciedla rpzgrzane nastroje przez Euro. W znakomitej większości wpisów bicujemy, a nie na trzeźwo analizujemy. Nawet uchwalamy uchwały rad naukowych stosownych wydziałów na wiekowych uniwersytetach jako walidacja rezultatów symulacji Biniedy.

    Binieda uczy na jakiejś g… wyższej uczelni na zadupiu ? Ale argument ! Gdyby według takiego krtyteruim przyjmowano do publikacji artykuły w Science czy w Nature, to nie opublikowanoby tyle, ile się publikuje od lat. Proszę poczytać skąd pochodzą autorzy bardzo wielu publikacji. Nie tylko z Harvardu, Stanford czy z Yale Binieda opublikował wiele i ma h-index w porządku ? Fajnie, ale to nie znaczy, że rezultaty publikacji na temat skrzydła i brzozy mają nadawaną im wartość przez zwolenników (kibiców ?) Biniedy.

    I tak dalej. Mecz smoleński trwa. Antek Gola ! Prokuratura Gola !

    I to bez biletów za grube setki PLN

  46. Andrzej pisze: „Smutna prawda, ale p. Binienda nie raczyl nawet odpowiedziec na moja korespondencje, w ktorej przekazalem mu wlasne obliczenia i wykazalem bledy jakich sie dopuscil.
    W zasadzie do udowodnienia „brzozy” niepotrzebny jest komputer ani skomplikowane analizy. Wystarczy kartka papieru, olowek i WIEDZA. Tej ostatniej zarowno p. Biniendzie -Brzoza jak i p. Szuladzinskiemu-Wybuch niestety zabraklo.” No to czekam na ta wiedze. Podejrzewam ze to beda tego rodzaju glupoty, ze nikt na to nie odpowie. I jeszcze raz dyskutowac prosze merytoryczne, a nie opluwac i przytaczac Gazete Wyborcza. I podaj prosze swoj dorobek naukowy albo inne osiagniecia zawodowe.

  47. Falsyfikowanie 39 m do 100 m

    Andrzej
    4 czerwca o godz. 10:57

    „Zachecam czytelnikow do lektury oficjalnego raportu z katastrofy. Naprawde warto! Mozna sie np. dowiedziec (polegajac na zapisach danych), ze piloci ladowali wedlug wskazan wysokosciomierza barometrycznego. Tymczasem nadal sie nas przekonuje, ze polegali na radiowysokosciomierzu.”

    Mój komentarz

    Zachęcony przez Autora przestudiowałem po raz kolejny Raport Millera.
    Nie znalazłem tam żadnego stwierdzenia o lądowaniu wg wysokościomierza barometrycznego.

    Natomiast przebieg lotu TU-154 jaki się wyłania z zapisów na rejestratorach rozmów w kokpicie i rejestratorach parametrów lotu (w tym jeden polski rejestrator odczytany w Polsce) jest jednoznacznie odtworzony:

    1) Nad lotniskiem i w strefie podejścia unosiła się mgła, która ograniczała widoczność w poziomie i pionie do znacznie poniżej dopuszczalnej. Mimo to załoga podjęła próbne podejście na wzrok mając nadzieję na przebicie się przez mgłę.

    2) Kapitan jasno i wyraźnie poinformował szefa protokółu dyplomatycznego, że nie ma warunków do podejścia. Po chwili szef protokółu oznajmił, że „jeszcze nie ma decyzji”.

    3) Kapitan poprosił wieżę o pozwolenie na wykonanie podejścia próbnego na 100 m i przygotował samolot do lądowania. Kapitan nie otrzymał pozwolenia na lądowanie, tylko na podejście próbne. Kapitan podczas ostatniej fazy podejścia nie potwierdzał dla wieży wysokości, a miał taki obowiązek.

    4) str 49 Raportu Millera:
    „Z analizy zapisów rejestratorów wynika, że załoga nie korzystała z wysokościomierzy barometrycznych do oceny poprawności realizowanego profilu zniżania oraz ignorowała ostrzeżenia systemu TAWS.

    5) str. 215
    „O godz. 6:40:51,5 (49 m nad poziomem lotniska, 100 metrów wg RW [radiowysokościomierz, przyp. moje], w odległości 1736 m od progu DS 26 [DS – pas lotniska, przyp. moje]) nawigator poinformował: „sto”. Trzykrotne odniesienie się do wysokości RW 100 m przy zmniejszającej się wysokości lotu względem poziomu lotniska związane było z ukształtowaniem terenu na podejściu do lądowania.
    O godz. 6:40:52, gdy samolot osiągnął wysokość radiową 91 m RW (39 m nad poziomem lotniska, 1696 m od progu DS 26), dowódca przekazał załodze informację: „Odchodzimy na drugie (zajście?)”, drugi pilot o 6:40:53 potwierdził: „Odchodzimy”.”

    Jak wynika z zapisu zacytowanego w punkcie (5), kapitan wydał komendę o odejściu na wysokości barometrycznej nad poziomem lotniska równej 39 m. A samolot miał zgodę na zejście tylko do 100 m nad poziom pasa lotniska.
    Tymczasem Autor przekonuje blogowiczów, że nie było to 39 m, a 100 m mimo że w Raporcie jak byk stoi 39 m i że piloci lądowali według wskazań wysokościomierza radiowego.

    Te rzekome 100 m nad poziomem pasa, na których to 100 m kapitan podjął decyzje o odejściu, jest węzłowym punktem Raportu i najczęściej falsyfikowaną wartością w otoczeniu Komisji Macierewicza. Współpracownicy tej komisji musieli przyjąć takie założenie, aby uprawdopodobnić wymyśloną przez siebie dla potrzeb teorii wybuchowej nową trajektorię lotu wykluczającą zderzenia z drzewami.

    Na potrzeby tej teorii powstało mnóstwo innych uzupełniających hipotez – o sfałszowaniu zapisów rejestratorów, o poprzedzającym próbne podejście Tu-154 locie tajemniczego obiektu koszącego drzewa dla zamaskowanie przyczyn katastrofy, która za chwilę miała się zdarzyć, o bombach zamontowanych w kadłubie samolotu podczas remontu u Ruskich, o urządzeniach elektromagnetycznych, które zakłóciły sterowanie silnikami samolotu w momencie, gdy kapitan rzekł – odchodzimy na drugie zajście, o niekompetencji członków komisji, a szczególnie o jej przewodniczącym, o którym się rozpowiada, że jest leśnikiem, spawaczem, ogrodnikiem i nie ma pojęcia o lotnictwie, etc.

    Utrzymują oni, ze samolot nie zszedł niżej niż 26 m. Autorem tej tezy jest dr Nowaczyk, który odczytał inaczej dane z lotu niż autorzy Raportu Millera, na podstawie jedynie mu dostępnych zapisów z urządzenia TAWS, które było wyprodukowane w USA.

    Do danych opublikowanych w Raporcie Millera Nowaczyk odnosi się sugerująco – nieprawdziwe. I już. Postępowanie godne prawdziwego naukowca.

    Binienda nie stworzył nowej trajektorii lotu, on tylko powtarza za Nowaczykiem oraz reklamuje jako jedynie słuszną inną teorię – o locie urwanego kawałka lewego skrzydła, który nie mógł odlecieć od brzozy (gdyby na niej się urwał) dalej niż kilkanaście metrów, a leżał w odległości 110 m od niej. Aby osiągnąć tę odległość, tak twierdzi Binienda, ten kawałek skrzydła musiał się urwać na wysokości co najmniej 26 m nad ziemią.

    To jest drugi kluczowy punkt teorii mówiącej, że zderzenia z brzozą, to humbug. Prof. Binienda po prostu zakłada, że jeśli coś wyliczył komputer, to musiało się dokładnie tak stać. Komputer wyliczył, ze brzoza nie mogła urwać skrzydła, a więc tak było. Komputer wyliczył, że urwane skrzydło, aby odlecieć 110 m od miejsca urwania musiało się oddzielić na wysokości 29 – 30 m, a więc samolot nie mógł lecieć niżej. Stąd ten upór w głoszeniu, że decyzja o odejściu była podjęta na 100 m nad pasem lotniska.

    Moje komputerowe wyliczenia, to niepodważalny dowód dla każdego sądu – tak twierdził Binienda na swoich wykładach. Osobliwe podejście, tak jakby chodziło, przepraszam za trywializację, o obliczanie zachowania chorągiewek w czasie wichury.

    Pzdr, TJ

  48. Q@&((!!!*##aa! Po prostu ręce opadają! Wyznawcy teorii zamachu, wybuchu i obliczeń Biniendy potrzebują najwyżej dwóch dni, żeby otrząsnąć się po polemikach z naukowcami i dalej nadają swoje. Szacunku dla faktów żadnego.

    Binienda nie przedstawił założeń? Nie musiał, sami sobie policzcie! Uciekł? Dobrze zrobił, bo może chcieli mu zrobić kuku. Passent o tym napisał? Nie sprawdził faktów! Itd.
    Przecież nawet dla laika chyba jest oczywistą oczywistością, że jeśli wprowadzi się niewłaściwe dane, to wynik można otrzymać jaki się chce. Śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu. Czytajcie se jeszcze raz, a potem jeszcze parę razy, aż zrozumiecie:
    http://studioopinii.pl/artykul/2696-pawel-artymowicz-skrzydlo-kontra-brzoza-cz-i

  49. Pisowski pajac.

  50. jacutin
    Naukowcy dyskutuja o faktach. Jezeli ktos wysmial to jest niestety pseudonaukowcem i z takim naukowcami sie nie dyskutuje, tylko sie ich izoluje od swiata nauki.

  51. jacutin
    4 czerwca o godz. 14:41

    Tymiński straszył czarną teczką….
    Binienda symulacjami…
    Macierewicz zasobami IPN….
    Kaczyński kondominium…
    Prałaci ekskomuniką…
    Rydzyk marszami…..

    A Polacy jacyś tacy niestrachliwi…
    Zostało nam na chwile krytyczne, sporo zdrowego rozsądku.

  52. vandermerwe

    „Nic bardziej beldnego. Dwa oddzielne zespoly robiace symulacje tego samego zdarzenie w izolacji od siebie moga uzyskac diametralnie rozne wyniki. Zycie zna wiele takich przypadkow. Komuter jest tylko i wylacznie liczydlem”.

    Wlasnie o to chodzi, ze jest liczydlem. Nie chodzi przeciez o dwa rozne zespoly badawcze, ktore moga miec rozne przygotowanie i podejscie, ale o TEN SAM plik wsadowy do programu LS-Dyna, ktory uzyl Binienda. Jesli oponent Biniendy uzyje tego pliku w LS-Dyna to uzyska wynik sam taki jak Binenda, prawa fizyki i matematyki sa niezmienne. Zadanie roznych dziwnych leszczy opublikowania tego pliku wsadowego, „aby go ocenic” to ordynarna hucpa. Pisalem o tym, ze jesli ktos jest w stanie go ocenic to jest takze w stanie sam zrobic cala analize.

  53. Mysle ze profesor z USA ma calkowita racje. Inna sprawa to wina za katastrofe. Prezydent, Premier i calo to towarzystwo nie mialo podstawowych wiadomosci z historii naszego kraju udajac sie do Katynia, ktory wlasnie jest dowodem na to co stac kraj do ktorego sie udawali z wizyta. I to dyskwalifikuje cala klase polityczna bedaca u wladzy. Wszyscy powinni poddac sie do dymisji, poniewaz tego nie zrobili Polska tylko gnije z czego ciesza sie nasi wrogowie. Ci ludzie sa chorzy na wladze i stracili kontakt z rzeczywistoscia, dotyczy to niestety wszystkich partii w Polsce i to jest wielka tragedia naszego narodu, ze dal sie po raz kolejny wmanewrowac w pulapke bez wyjscia. Pomyscie o tym, zamiast klotni i pokazujac swoje kompleksy, nieuctwo i glupote. W polityce nie ma sentymentow, slaby jest ruchany przez mocniejszego i dlatego nas wyruchano na oczach calego swiata.

  54. bartoszcze

    „Pan Binienda posiada obywatelstwo polskie, w związku z czym w świetle prawa polskiego, na terytorium RP jakiekolwiek inne jego obywatelstwo prawnie nie istnieje”.

    Niezupełnie, oj niezupelnie.

    Prof. Wieslaw Binienda ma podwojne obywatelstwo. Jesli wjechał do Polski na poszporcie amerykanskim to jest traktowany przez polskie wladze jak obywatel amerykanski.

  55. Jurek Cedro (3 VI, 23:14)
    http://passent.blog.polityka.pl/2012/05/31/bbc-do-kwadratu/#comment-225689

    1. Czy słyszeliście o cyklu koniunkturalnym i jego wpływie na deficyt? O deficycie cyklicznym?
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Deficyt_bud%C5%BCetowy

    W recesji wpływy podatkowe spadają, zaś rząd podejmuje działania pobudzające. W koniunkturze powinno się mieć nadwyżkę. Zatem zamiast zupełnie zbędnych i nic nie ilustrujących procentów zmiany deficytu rocznego, należy podać stopę wzrostu PKB. W latach rządów PiS 2006/07 nastąpił ogromny wzrost wydatków budżetowych, gdy gospodarka notowała wysokie tempo wzrostu, zaś gdy nadszedł kryzys rząd PO-PSL zmniejszył rozdęte wydatki oraz obniżył podatki PIT (i skłacdkę rentową) aby stymulować gospodarkę w obronie przed kryzysem. Ale jak napiszę to 100 razy, to wy i tak nie zrozumiecie.

    2. W 2011 deficyt wyniósł 25,1 mld zł – dlaczego pominęliście tę propagandowo niewygodną liczbę?

    3. Ponadto z uwagi na inflację, deficyt w 2002 jest niemal taki sam jak w 2010, a jako procent PKB to nawet większy.

    4. Porównując wydatki budżetowe 2007 i 2010, rząd PO-PSL wydał o 41 mld zł więcej, z tego o 7 mld więcej na obsługę długu, o 16,4 mld więcej na FUS, o 8,2 mld więcej na współfinansowanie projektów unijnych, reszta – około 9 mld to wzrost wydatków na administrację, subwencje, dotacje etc, poniżej inflacji.

    Ogólnikami można lepiej chrzanić, czy nie? Co innego widać jak się zajrzy w detale.

  56. Bienienda II
    Tezy prof. Bieniendy podtrzymywane są nadal przez pewne koła w Polsce. Należy się im następująca odpowiedź:
    Prof. Bienienda w swojej b. pracochłonnej analizie popełnia zasadniczy błąd pomijając najbardziej istotny czynnik, a mianowicie, że w chwili zderzenia z brzozą skrzydło było obciążone siłą aerodynamiczną, która utrzymywała w powietrzu samolot o masie ok. 100 ton. Inaczej reaguje złożona konstrukcja metalowa płata przy zderzeniu z elementem stałym, gdy nie działa na nią żadne inne obciążenie prócz sił bezwładności masy płata, a zupełnie inaczej, gdy zniekształcane elementy konstrukcji już są obciążone siłami ściskającymi, rozciągającymi i ścinanymi, wynikającymi z mechaniki konstrukcji.
    Przebieg zderzenia był w zasadniczych fazach następujący. Płat zderza się z pniem brzozy. Z uwagi na szybkość zderzenia i bezwładność pnia, ugina się on minimalnie. Zgnieceniu ulega część noskowa płata i złamaniu pień brzozy. Zdarzenie to odczuwane jest przez konstrukcję samolotu i pasażerów jako pierwszy wstrząs.
    Dolna część brzozy i górna odłamywana i potem odłamana część pnia powodują rozrywanie części blach poszycia skrzydła, które są najistotniejszymi częściami nośnymi płata. Łączne obciążenie jednego skrzydła samolotu o masie ok. 100 ton wynosiło 50 ton, a na odłamywaną część działało ok. 20 ton. Pozostała nieuszkodzona część poszycia płata – dolna rozciągana, górna ściskana – nie wytrzymały tego obciążenia, rozdarcie powiększało się, powodując zginanie w górę i oderwanie się zewnętrznej partii płata. Nagła utrata siły nośnej ok. 20 ton odczuwana była jako zapadnięcie, popularnie jako „dziura powietrzna” (drugi wstrząs), co nastąpiło krótko po pierwszym wstrząsie.
    Nierównowaga sił nośnych na końcach skrzydeł spowodowała szybki obrót samolotu wokół osi podłużnej. Samolot zaczął wykonywać tzw. beczkę, a oderwana część płata poleciała lotem chaotycznym z początkową prędkością ok. 200 km/h. Mogła dolecieć 100 do 200 m od brzozy. Zrozumie to każdy, kto kiedyś puszczał latawce lub bawił się modnym kilka lat temu dyskiem frisbee (wklęsłym talerzem plastikowym rzucanym do drugiego uczestnika zabawy). Zależnie od ustawienia, taki talerzyk leci prosto, lub zatacza się jak bumerang. Jest to całkiem coś innego, niż uderzenie o latarnię ramieniem wystawionym przez okno z pędzącego samochodu. Wtedy rzeczywiście oderwana ręka pada na ziemię kilka metrów od latarni. Tego niestety prof. Bienienda nie rozumie, negując przyczyny znalezienia się końcówki skrzydła z dala od brzozy, co znowu prowadzi laików do przyjęcia tezy o wybuchu bomby w skrzydle, czyli do zamachu niecnego premiera Tuska i prez. Putina na naszym prezydencie Lechu Kaczyńskim.
    Pozostała część samolotu, napędzana pełną mocą silników i obracająca się wokół osi podłużnej, wykonała nieregularny krótki lot, przy którym pozostała część siły nośnej działała nadal prostopadle do powierzchni nośnej skrzydeł, ale skierowanej wobec ziemi początkowo w górę, potem w bok, a w końcu w dół. Samolot zderzył się z ziemią swoją częścią dachową z prędkością ponad 200 km/h. Takie „dachowanie” przy znacznie mniejszej prędkości mogą wytrzymać pasażerowie samochodu o nośnej konstrukcji karoserii, jeśli są przypięci pasami, a samochód wyhamował trąc o ziemię do chwili jego zatrzymania. Tego żaden nieszczęsny pasażer samolotu przeżyć nie mógł, choć agonia niektórych osób mogła jeszcze trwać przez chwilę.
    Masywna część ogonowa kadłuba samolotu, zawierająca najcięższe jego części, a mianowicie trzy silniki odrzutowe, odłamała się skutkiem sił bezwładności. Również to zdarzenie jest niezrozumiałe dla prof. Bieniendy, choć np. stwierdzony dopiero po kilkudziesięciu latach przypadek całkowitego odłamania się części rufowej Titanica, gdy przednia część zanurzała się co raz głębiej w morzu, a tylna wystawała wysoko nad wodę – powinien był mu dać do myślenia. Tylna część statku zatonęła kilkaset metrów od części przedniej, która uległa była przebiciu po zderzeniu z krą lodowa. Okręty nie są konstruowane na takie obciążenia zginające cały kadłub, tylko na wynikające z różnej wysokości zanurzenia różnych jego części na wysokich falach. Tak samo kadłub samolotu nie jest liczony (konstruowany) na tak silne siły łamiące, wynikające z sił bezwładności.
    Dla laików niezrozumiały jest również przebieg zderzenia wojskowego samolotu podczas rutynowego lotu z bazy w Aviano, z linami kolei linowej w Cavalese. Części płata i usterzenia oderwały się, a gruba stalowa lina nośna i lina ciągnąca zerwały się – wydawałoby się, że powinno być odwrotnie, tj. samolot powinien spaść, a nie kabina z 20 pasażerami (w tym dwoma z Polski). Krętacki przebieg eksterytorialnego śledztwa (uniewinniający typowych chuliganów lotniczych, takich samych, jakich mieliśmy i mamy też dziś w Polsce) można znaleźć w Wikipedii. Natomiast naukowe uzasadnienie zerwania lin opisano w czasopiśmie Internationale Seilbahn-Revue nr 4/1998 w artykule prof. Oplatki z ETA Zürich „Wieso bricht das Siel und nicht der Flügel?”. Tu także decydujący wpływ na przebieg zdarzenia miały naprężenia istniejące w linach kolei linowej, a nie tylko siły bezwładności.
    Prof. Bienienda jest fachowcem od używanych w technice lotniczej i satelitarnej materiałów kompozytowych, złożonych z włókien szklanych, czy węglowych i utwardzanych żywic. Nie jest konstruktorem lotniczym, nie zna się na mechanice lotu, wypowiada się pewnym tonem o rzeczach, na których się nie zna. To tak, jakby jakiś specjalista od materiałów używanych na powłoki dachowe wypowiadał się na temat przyczyn załamania się konstrukcji nośnej dachu hali MTK w Katowicach, kilka lat temu. Ekspertyzy wybitnych specjalistów konstrukcji budowlanych trwały potem długo, zanim doszło do skazania tak konstruktorów hali, jak i jej użytkownika, który zlekceważył pierwsze objawy postępującego przeciążenia dachu.
    Nienawiść zakłóca myślenie. Dlatego wielu Polaków nie przyjmie do wiadomości powyższego wywodu, a raczej uwierzy w najbardziej nieprawdopodobne twierdzenia o sztucznej mgle z dziesiątek tysięcy ton wody rozpylonych w niemożliwy i niewidzialny z satelitów sposób akurat wtedy, gdy spóźniony samolot prezydencki znalazł się nad lotniskiem Sieviernyj, o tysiącach ton helu, zmniejszającego nośność sił aerodynamicznych unoszących samolot w powietrzu, o nieistniejących bombach próżniowych i innych bzdurach, byle nie dopuścić do siebie faktu, że to Prezydent Lech Kaczyński, któremu bardzo zależało na prowadzeniu prestiżowych uroczystości katyńskich, a regulaminowo powiadomiony przez pilota o niedopuszczalnych warunkach atmosferycznych, kazał mu dalej próbować i badać możliwości lądowania. Niedouczony pilot, niedoszkolona załoga nieodpowiednio dobrana przez podległe Prezydentowi Dowództwo Wojsk Lotniczych i pilot przekraczający swoje minimum schodzenia nad teren (tylko do 120 m, a nie do 100 m), plus zlekceważenie ostrzeżeń personelu tzw. wieży (a faktycznie zdezelowanej i słabo wyposażonej budy na lotnisku) musiały i doprowadziły do najbardziej nas kompromitującej katastrofy lotniczej. To było też ukoronowaniem kariery Dowódcy Wojsk Lotniczych, gen. Błasika, pośrednio winnego kompromitującej katastrofy dowódców lotniczych w Mierosławcu, pobożnego pupilka Prez. Kaczyńskiego, a w danym locie wbrew zasadom mianującego siebie w Warszawie „Dowódcą załogi”.
    Co do śledztwa – wyobraźcie sobie, że ten sam samolot, z tą samą załogą i tymi samymi pasażerami lecącymi na polskie patriotyczne uroczystości gdzieś w USA, ulega katastrofie na podrzędnym, likwidowanym lotnisku wojskowym, z tych samych powodów techniczno-lotniczych. Zapytacie się sami, czy władze USA dopuściłyby międzynarodowych ekspertów, w tym rosyjskich, chińskich i islamskich do prowadzenia śledztwa na ich terenie, do przepytywania personelu lotniska na temat spożywania alkoholu, zażywanych narkotyków, do przeszukiwania wszystkich akt i dokumentów wojskowych, tylko po to, by znaleźć preteksty do uznania ich kraju winnym katastrofy? To ewidentna bzdura.
    Więc nie dziwmy się, że Rosja ma decydujący wpływ na dochodzenie przyczyn katastrofy, gdy obcy samolot uderzył w ziemię na ich terenie wojskowym, a szczątki wyda zgodnie z prawem dopiero wtedy, kiedy skończy śledztwo prokuratorskie, czyli w praktyce, kiedy uzna to za korzystne politycznie.
    Polski rejestrator głosu z kokpitu wydali bez oporów. Dyskusyjne zawsze są i będą oceny kto wypowiedział kilka słów z w ogóle nielicznych wypowiedzianych i zapisanych w ciągu 30 minut. Samolotowe rejestratory techniczne zostały rozpieczętowane i otwarte w naszej obecności, nagrania zostały przekopiowane przez naszych ludzi bez żadnych oporów ze strony rosyjskiej. Co do interpretacji zapisów nie ma zasadniczych sporów. Żaden polski fachowiec lotniczy nie kwestionuje zapisów ani krytycznych błędów załogi. Tylko niektórzy politycy dla własnych celów szukają błędów poza zapisami i propagują niedorzeczności.
    Zwolennicy tezy o zamachu – doprowadźcie do wielkiej międzynarodowej konferencji o przyczynach i przebiegu katastrofy smoleńskiej!
    To dopiero będzie piramidalna kompromitacja Polski, nowe potwierdzenie trwałości tezy Fryderyka II o „polnische Wirtschaft”!
    Witold Starzewski, Kraków
    Informacja dla Redakcji: z wykształcenia jestem mgr. inż. o specjalności budowa płatowców. Dyplom na Wydz. Politechnicznych AG w Krakowie. W PRL nie dano mi dalej studiować i pracować w lotnictwie. W ciągu długiej kariery zawodowej pracowałem m.in. przez kilka lat jako zast. kierownika Działu Kontroli Technicznej Stoczni im. Komuny Paryskiej (kiedyś Gdyńskiej), gdy remontowano Błyskawicę i produkowano różne statki dla ZSRR. Mam duże krajowe i zagraniczne doświadczenie jako konstruktor i projektant-mechanik urządzeń technicznych, m.in. w projektowaniu różnych kolei linowych. W niektórych okresach mniejszej presji politycznej byłem też pilotem szybowcowym i samolotowym, latałem samodzielnie na 5 typach szybowców i 5 typach samolotów w różnych warunkach atmosferycznych. Wiem co to jest latanie bez widoczności, czego jednak nigdy nie zrozumie laik. Wiem co może, a czego nie może powiedzieć radar lotniskowy. W PRL-u byłem stale szykanowany zawodowo i mieszkaniowo, w pracy traktowany tylko jako przydatny bezpartyjny fachowiec, ale pozostała mi niechęć do b. ZSRR i byłego PRL-u nie zakłóca mojego racjonalnego myślenia. Jak w PRL-u informuję, że zawsze byłem i jestem bezpartyjny. Znam dobrze 3 języki zachodnie, niektóre moje teksty fachowe były publikowane w zachodnich pismach. Mam wszelkie podstawy do powyższej wypowiedzi.

    Dodaję: zanik kilkunastu sygnałów w rejestratorze był skutkiem zerwania połączeń z czujnikami wychylenia klap, lotek, systemu zapobiegania oblodzeniu, lamp oświelających, lamp pozycyjnych itp – a nie skutkiem rzekomego wybuchu bomby.
    Moje poprzednie teksty na temat „katastrofy” były systematycznie wyrzucane do kosza przez GW, Politykę i in. pisma. Nawet te publikatory sprzyjające PO są zainteresowane w utrzymywaniu niepewności co do przyczyn katastrofy. Moje tejsty są nadal do dyspozycji.
    WS

  57. @gwido, @vandermerwe & all

    Jedyną podstawą do obalenia rezultatów badań prof. Binindy jest sporządzenie odrębnej symulacji z uwzględnieniem wszystkich „błędów i wypaczeń” prof. Biniendy oraz porównanie wyników. Nic prostszego podać „jedynie słuszne” dane wejściowe i obalić hipotezę przeciwną.

    Jakiś problem ze zrobieniem takiej symulacji, superkomputery w Polsce są, może ekspertów ci u nas brakuje? Jak widać te „guru” i „specjalisty” od wszystkiego tylko szczekać potrafą i to z daleka, Bo zbyt daleko było im do Pasadeny, zbyt daleko do Warszawy czy Krakowa aby osobiście stanąć do pojedynku merytorycznego.

    Faktem również jest, ze kilku wybitnych profesoró wypowiedziało w tej sprawie swoje zdanie. Zdanie jednoznacznie na korzyść prof. Biniendy i jego badań.

    @Autor
    „Trudno innymi słowy określić spektakl, w którym profesor stawiał żądania obecności przy swojej ewentualnej rozmowie z prokuratorami amerykańskiego dyplomaty (rozumiem, że jako zabezpieczenia przed możliwością wyrządzenia mu przez rozmówców jakiejś strasznej krzywdy…)”

    A co w tym dziwnego, że obywatej amerykański w takiej sytuacji żąda obecności przedstawiciela Ambasady USA? Jest to absolutny standard obowiązujący w USA. Tym bardziej, że prof. Binienda przekazał rezultaty badań. Czy prof. Binienda jest o coś podejrzany?

    Odnośnie krzywdy, zapomina Pan Redaktorze, że nieistniejąca firma rosyjska tzw. „łowuszka” próbowała się kontaktować z prof. Binienda. W jakim celu? Jeżeli ktoś ukrywa swoją tożsamość albo podaje fałszywą, staje się przestepcą. Pomijamy tu niejednokrotne pogróżki, propozycje czy milczące telefony… Opinii lekarskich na temat prof. Nowaczyka nie widział Pan ani nie czytał Pan na ten temat? Przecież został otruty i jest to fakt bezsporny.

    Poza tym, Szanowny Redaktorze, są „kwity” na to, że to prokuratura wyraziła pierwotnie zgodę na spotkanie, a potem zniknęła we „mgle”… Sytuacja jest dokładnie odwrotna, jak ją Pan próbuje przedstawić. Może należałoby wcześniej czytać media alternatywne?

  58. Interesujace, ze w powodzi komentarzy dyskutanci zapomnieli skomentowac fakt, ze zona profesora reprezentuje rodziny smolenskie. Mozna to nawet znalezc w Wikipedii, razem z imieniem i nazwiskiem takowej (ma podwojne). Profesor jest wiec zaanagazowany podwojnie. Raz jako chlodny naukowiec, a raz jako malzonek osoby reprezentujacej konkretny punkt widzenia konkretnych osob. To sie nazywa „konflikt interesu”. W USA jest taki zwyczaj, ze takiego faktu sie nie przemilca. Od takiego stwierdzenia sie zaczyna. Sa nawet specjalne formularze.
    .
    Nalezy o tym przypominac, wiec przypominam, bo to niewygodny fakt dla zwolennikow obiektywizmu profesora.

  59. Jesli te dane wejsciowe sa takie oczywiste, to dlaczego nie zostaly umieszczone na internecie przez profesora Biniende? Dlaczego trzeba go prosic?
    .
    Jesli idzie o „publikacje w journalu”, to w nauce nie ma zwyczaju, zeby najpierw jezdzic po parlamentach, klubach, i opisywac w prasie codziennej, a dopiero pozniej publikowac. Nie ma zwyczaju prowadzenia akcji polityczno-propagandowej albo uczestniczenia w takowej. Czlowiek, ktory tak czyni, nie zachowuje sie jak naukowiec, tylko jak polityk z tytulem naukowym. Ocena akcji politycznej powinna byc polityczna, a nie naukowa. Gdyby Binienda byl naukowcem, to by opublikowal i powsztrzymal sie od interpretacji, a nie jezdzil po wiecach.

  60. @czytelniczka

    Dziecinko, W NASA doktorzy to kawę podają, a prof. Binienda robi dla NASA ekspertyzy. Przeczytaj najpierw jego publikacje i osiągnięcia.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wies%C5%82aw_Binienda

    Spróbuj skorzystać z superkomputerów NASA za chociażby jeden cent… Albo twoje „profesury” Do drzwi ich tam nie dopuszczą. A badania prof. Biniendy kosztowały około miliona dolarów.

  61. Z duza nadzieja czekalem na nocny kabaret, „Tym i jego Team”, tym bardziej, ze ten wspolczesny wydaje mi sie dosc prymitywny. Bylem przekonany, ze „weterani dadza czadu”, a bylem wrecz zazenowany podgrzewaniem starych kotletow i ciezkoscia dowcipu. Niezaleznie od tego co napisala Marta Kaczynska na swoim blogu uwazam, ze poziom tego wystepu byl naprawde bardzo niski.
    Czyzby Tym takze uwazal, ze przed telewizorami siedza same matoly ?
    Panie Danielu, do roboty !

  62. Gdyby nie obalono Olszewskiego, nie byłoby Smoleńska – powiedział pos. Macierewicz dziś w Sejmie, sekundował mu prezes Kaczyński. Czego by nie było, i czego nie było!? Ale jak naprawdę by było, tego już się nie dowiemy od nikogo. I dobrze.

  63. @Andrzej
    4 czerwca o godz. 10:57

    Myślałem, że już się nie wypowiem na temat katastrofy, ale nie mogę się zgodzić z tym komentarzem. Odniosę się do trzech cytatów, nie podejmując dyskusji na temat uczciwości i tendencyjności obu komisji. Dla laika lotniczego, ale z jeszcze nie zapomnianymi całkowicie wiadomościami z fizyki, ocena przyczyny katastrofy bazuje lub upadnie kompletnie po odpowiedzi na jedno pytanie: Czy zapisy czarnych skrzynek, a w szczególności rozmów w kokpicie są zafałszowane lub nie i czy ktokolwiek może to stwierdzić absolutnie pewnie?

    Załóżmy, że są poprawne. Wtedy pierwszy cytat traci sens. Przyczyna „techniczna” katastrofy jest znana, wina pilotów jest ewidentna, łamanie procedur – wszelkich – rosyjskich i polskich też.

    ***Tymczasem przyczyna katastrofy jest nieznana. Bezpodstawne obciazanie wina pilotow niczego nie zmieni. Oskarzanie ich o „lamanie wszelkich procedur” rowniez.***

    Do drugiego cytatu: Nie masz racji z tymi wysokościomierzami. Poświęciłem analizie dostępnych danych wiele uwagi i doszedłem do prostego wniosku: Do wysokości 400 m – koniec lub początek skali radiowego) nie miało znaczenia, z którego miernika korzystano (z jednym wyjątkiem, gdzie piloci świadomie zafałszowali skalę o blisko 200 m, aby ich TAWS nie denerwował (słowa kapitana – „Robercik przestawi”). Jeszcze było nieźle przy pierwszej odzywce 100 m, bo samolot był nad ” wzgóreczkiem” i oba mierniki mogły pokazać to samo w granicach błędu (ale i tak dość dużego we mgle – 10%). Potem już było nurkowanie do dołka i rządził niepodzielnie radiowy, który ich zaprowadził poniżej wysokości „zero” w skali barometrycznego.

    *** Mozna sie np. dowiedziec (polegajac na zapisach danych), ze piloci ladowali wedlug wskazan wysokosciomierza barometrycznego. Tymczasem nadal sie nas przekonuje, ze polegali na radiowysokosciomierzu.***

    Trzeci cytat:
    Nie znam kompetencji członków obu komisji, ale nie wierzę, aby tam nie było znawców problemów lotniczych. Pamiętam opinię lotnika, który powiedział, że rozpaczliwa reakcja pilota, gdy chyba już widział brzózki, rwanie wolantu na chama i manetek gazu do oporu samo w sobie, nawet beż kontaktu z brzozą byłby końcem lotu. Na tym się nie znam, jakieś „przeciąganie”, albo podobny wyraz, faktycznie możliwe do oceny tylko przez praktyków lotnictwa, bo to już wyższa szkoła aerodynamiki, która z podstawową fizyką nie ma już wiele wspólnego.
    Załóżmy jednak, że samolot, który próbuje wyjść z dołka przy pełnej mocy silników (ryk silników słyszała załoga jaka 40) na drodze spotka brzozę. Jakie tam będą siły działające na elementy samolotu i brzozę, bo chyba uwzględnienie wszystkich sił przy założeniu danych wstępnych o ruchu samolotu i własnościach mechanicznych obu „partnerów” zderzenia, użyte w symulacji mogą dać obraz tego co mogło się stać, choć niekoniecznie musiało. Wszystko zależy od użytych danych wstępnych i uwzględnieniu wszystkich aspektów mechaniki i aerodynamiki. Nie mam zaufania do rachunków tej „Biniendy” – że tak nieco lekceważąco mówię, bo wiem, że rozwiązanie problemu jest rozwiązaniem szeregu bardzo skomplikowanych równań różniczkowo-całkowych, które dla programisty są niezłym gwoździem. Rozwiązanie uzyskuje się przy wielu uproszczeniach oraz zależne od danych wstępnych. Nie ma żadnego znaczenia poprawność, ani dokładność obliczeń, tu nie zarzucałbym nikomu złej woli, ale jak uproszczono układ równań i czy uwzględniono wszystkie efekty – to decyduje o wyniku. Podejrzewam, że Binienda korzystał z gotowych programów, nad którymi pracował sztab ludzi i to długo, ale oni nie wiedzieli, że tupolew spotka brzozę w takiej fazie lotu!
    Gdyby profesor zaczął sam opracowywać program od podstaw, miałby robotę do emerytury!
    Czy np. obliczenia sprowadzają się do ruchu względnego swobodnej części skrzydła i niemiłej brzozy o określonej wytrzymałości (i na co, to też istotne), czy obywatel profesor uwzględnił wpływ wielotonowego kadłuba „bombowca” w jego ruchu do przodu i do góry, nagle przyhamowanego z jednej strony. To jest bardzo skomplikowany proces, bo momentów sił działających jest tyle ile elementów konstrukcji – własności brzozy są chyba najmniej istotne. Zdarza się, że mały ptaszek uderza w czułe miejsce samolotu i jest awaria i obawa katastrofy, a działanie brzozy (zwanej pancerną) jest chyba mocniejsze. Nie znając dokładnie pełni praw fizyki, wykorzystanych w rachunkach, dokonanych uproszczeń w rachunku całkowo-różniczkowym, ani danych wstępnych, ruchowych i materiałowych, nie da się ocenić nawet tego, czy wynik rachunku jest prawdopodobny, a co dopiero oczywisty, jak mówi Binienda.
    Konstruktorzy z tego względu zbudowali tunele aerodynamiczne i nawet to często nie pomaga w skomplikowanych sytuacjach. Dodatkowym elementem – psychologicznym – przeciw „ekspertowi” zza oceanu – jest „rodzinne” zainteresowanie katastrofą, to już jest bardzo nieetyczne i nie akademickie!!!

    ***I jeszcze jedno. Najwyzsza pora zeby komisja dopuscila do wspolpracy ekspertow lotniczych. Zaden z dotychczasowych „ekspertow” nie ma pojecia ani o mechanice lotu, ani o budowie samolotow, ani o ich wytrzymalosci. Na dodatek wykazuja irytujace braki w znajomosci elementarnej fizyki. ***

    PS
    Czy naprawdę sprawdziłeś kompetencje członków obu komisji przed tak druzgocącym wnioskiem? Na jakiej podstawie? Zainteresowanie polskich oficerowi lotnictwa – współwinnych katastrofy – „właściwym” wynikiem prac komisji Millera, można założyć w ciemno, ale członkowie MAK? Popsuł się rejestrator akurat we właściwym momencie, więc nawet trudno oskarżyć kontrolę naziemną o kiepską pracę. Jaki jest stan lotniska, wszyscy wiedzieli. Fakt, że we mgle jest trudno lądować też. Polacy nie znali lub się nie dostosowali do rosyjskich procedur (jak40 też nie), więc tu też nie ma się do czego przyczepiać. Nie wyrazili zgody na lądowanie. Brzozy posadził jeszcze Polak – Dzierżyński ze Stalinem (widziałem zdjęcie), są więc niewinne katastrofy, a nawet jej ofiarami.

  64. Wydaje mi sie, ze Szanowny redaktor przedstawia okolicznosci wyjazdu prof. Biniendy niezbyt uczciwie. Jak one wygladaly naprawde wyjasnia wpis Ewa1958 z 4. VI g. 9:01. Szanowny Profesor zareagowal moze nieco histerycznie ale w sytuacji gdy jest sie ekspertem w sprawie tak podejrzanej jak katastrofa samolotu prezydenckiego mozna zrozumiec jego nagle znikniecie i prosbe o zabezpieczenia prawno-dyplomatyczne rozmowy z prokuratura. Ja moje zastrzezenia do oficjalnej wersji zdarzenia przedstawilem juz dawno (http://bobolowisko.blogspot.com/2010/12/jeszcze-raz-o-katastrofie-w-smolensku.html) ale nie uwazam sie za eksperta w sprawie katastrof lotniczych wiec sam bym tez chetnie sie zapoznal ze szczegolami obliczen i wnioskami Profesora.

  65. Biorę dwa ołówki i jeden łamię w rękach. Drugi kładę na stolnicę i przecinam pośrodku tasakiem. Starannie fotografuję obraz przełamania i przecięcia. Zauważam, że otrzymałem różny wygląd powierzchni czołowych ołówków i staram się opisać te różnice czy podobieństwa wprowadzając jakąś metrykę. Metrykę dającą mi narzędzie liczbowego wyrażenia zaobserwowanych, eksperymentalnych różnic.Używam komputera i jakiegoś modelu zjawiska przecinania/przełamania ołówka na pół. Komputer wypluwa jakieś rezultaty, które porównuję z doświadczeniem używając mojej metryki. W wyniku konkluduję, że na podstawie eksperymentalnej wiedzy oraz danego modelu z prawdopodobieństwem takim a takim model komputerowy przypomina albo zjawisko łamania w rękach, albo przecinanie tasakiem albo jest równo oddalony od obu i nie przypomina żadnego z nich. Postuluję trzeci fizyczny eksperyment, np. skręcanie ołówka wzdłuż osi podłużnej, wykonuję go i porównuję z wynikami komputerowego modelu. Itd. Buduję moje zrozumienie danego zjawiska w procesie sprzężenia zwrotnego pomiędzy eksperymentem fizycznym a modelem komputerowym. Bardzo rzadko mam luksus wyczerpania tematu i doprowadzenia obu eksperymentów, tj. rzeczywistego i zamodelowanego do „całkowitej” zgodności.

    Na przeszkodzie zwykle stają tylko i wyłącznie pieniądze. Opisane postępowanie wymaga bowiem czasu maszynowego, czasu naukowców oraz środków na eksperymenty fizyczne.

    Katastrofa pod Smoleńskiem dawno wykroczyła poza bycie problemem z zakresu mechaniki, aerodynamiki albo organizacji i zarządzania. Od początku okazała się być problemem politycznym. Nie widzę powodu, dla którego PiS nie miałoby zainwestować swoich środków na doprowadzenie wyników „modelu Biniendy” do pełnej zgodności z 1/ zdjęciem złamanej brzozy z podsmoleńskiego lotniska, 2/ wynikami uderzania fizycznego modelu skrzydła tupolewa o pień brzozy przy prędkości 270 km/godz. Jeżeli PiS zaprotestuje i zechce wymusić na PO obciążenie polskiego podatnika kosztami takich badań, to najpierw zapytałbym owego podatnika, czy godzi się na poniesienie takich kosztów. A następnie postąpił według decyzji podatnika.

    Niestety jednak, całkowicie zgadzam się z p. Faliczem, iż katastrofa ta jest bardzo wygodnym tematem zastępczym zarówno dla PiS jak i dla PO. Polska traci czas, nie nadrabia dystansu cywilizacyjnego do takich np. Niemiec, młodzież wyjeżdża do pracy za granicę, starsze osoby nie umierają ale gniją w polskich pożal się boże szpitalach, dzieci są tresowane do zdawania coraz głupszych testów w coraz „tańszych w utrzymaniu dla gminy” i „coraz bardziej trzymanych na smyczy papierkologii” szkołopodobnych instytucjach. A politycy i przekaziory zarabiają kasiorę, jawnie i w świetle jupiterów robiąc durnemu motłochowi wodę z mózgu publicznym onanizowaniem się „życiem politycznym” a pod stołem rączka w rączkę z szemranym biznesem ogołacając Kraj. Całość podlana ciężkim radiomaryjnym sosem z rydzykami, palikotami, agentami tomkami i całą resztą. Przestępczy, chocholi taniec.

  66. Głupie są te Amerykańce
    Binieda wszystko udowodnił że jak do komputera wprowadzisz zero to mogą na wyjściu pokazać się dwa zera i teraz PAN PROFESUR wygląda przez serduszko ze sławojki oglądając swoje dzieło.
    A Amerykańcy ??? że katastrofy Smoleńskiej ruszać nie będą !!!!
    Może im coś śmierdzi ?

  67. @ telegraphic observer 4 czerwca o godz. 15:45

    Widzę Hipolicie, że idziecie w zaparte i w dodatku nie chciało wam się sprawdzić innych danych, które podałem w linku. Może tym razem to zrobicie.

    http://jerzol.wordpress.com/2011/09/18/co-takiego-zrobil-pis/

    Deficytu w 2011 nie podałem, bo 18 września, gdy pisałem tekst, jeszcze nie było tej informacji. Wy natomiast w propagandowym zapale zapominacie uwzględnić niewygodny fakt, że w 2010 r. rząd Tuska zwiększył deficyt o 133%, miał więc z czego zjechać do 25 mld zł w roku następnym. I uświadomcie sobie wreszcie, że dług w tej chwili przekracza już 970 mld zł, lada moment stuknie mu okrągła bańka, ale jak chcecie, możecie się rajcować śmiesznymi sumami, jakie PO-PSL wydaje na jego obsługę.

  68. @non possumus
    Jedna mała wątpliwość: skoro Binienda jest ekspertem NASA, ma wielkie dokonania, itd. – to dlaczego to wszystko można przeczytać tylko w polskiej Wikipedii (jak można się spodziewać, wpis jego autorstwa)? Dlaczego o jego sławie i dokonaniach – przecież na terenie USA, dla amerykańskiej NASA – głucho w angielskojęzycznej Wikipedii, czyli tam, gdzie te informacje powinny się z natury rzeczy znaleźć w pierwszej kolejności?

  69. @non possumus
    „”
    A badania prof. Biniendy kosztowały około miliona dolarów.
    „””

    Bez kozery powiem pinset milionow.

    Podaj numer grantu z ktorego owe badania byly finansowane i dokument potwierdzajacy ow wydatek. Bez tego to tylko jakis anonimowy internetowy łosiek cos tam klempnal.

  70. „Pamiętam opinię lotnika, który powiedział, że rozpaczliwa reakcja pilota, gdy chyba już widział brzózki, rwanie wolantu na chama i manetek gazu do oporu samo w sobie, nawet beż kontaktu z brzozą byłby końcem lotu. Na tym się nie znam, jakieś „przeciąganie”, albo podobny wyraz, faktycznie możliwe do oceny tylko przez praktyków lotnictwa, bo to już wyższa szkoła aerodynamiki, która z podstawową fizyką nie ma już wiele wspólnego.”

    Ten fragment dyskwalifikuje Pana dywagacje. Ktos kto nie wie czym jest przeciagniecie, nie powinien zabierac glosu w sprawie lotu statku powietrznego. To jest elementarz,zadna wyzsza szkola aerodynamiki.
    Na pocieszenie dodam,ze takich internetowych fachowcow jest 99,99%.

    Jesli kogos interesuje przyczyna katastrofy niech poczyta artykul z Przegladu Lotniczego z maja 2010 roku. W tym czasopismie publikuje sie artykuly lotnikow i osob zwiazanych lotnictwem – konstruktorow,instruktorow. A jak ktos brzydzi sie papierem niech poszuka forum dyskusyjnego lotnikow pl.rec.lotnictwo. Ale oni nie maja tak smialych „teorii” jak domorosli lotnicy.

  71. @Gwido:
    Prof. Wieslaw Binienda ma podwojne obywatelstwo. Jesli wjechał do Polski na poszporcie amerykanskim to jest traktowany przez polskie wladze jak obywatel amerykanski.
    .
    Bzdura. Jakiekolwiek takie stwierdzenia to albo ignorancja, albo swiadoma dezinformacja.

    Departament Stanu USA (nie Polacy, tylko Amerykanie!) bez najmniejszych watpliwosci informuje, ze na terenie kraju X, ktorego obywatelstwo posiadam, jestem obywatelem kraju X i Amerykanie mi nie moga pomoc, jesli wpadne w tarapaty. Stwierdzenie na ten temat jest wydrukowane w amerykanskim paszporcie. Podobnie w druga strone. Na terenie USA podlegam pod prawa USA i kraj X nie ma nic do gadania.

    Po drugie, amerykanski Departament Stanu wrecz wymaga, zebym do kraju X wjezdzal na paszporcie kraju X, jesli jestem obywatelem X. Amerykanie tak zalecaja, nie Polacy. A gdybym wpadl w tarapaty z prawem kraju X, to brak dokumentow nie daje zadnego immunitetu przed prawem X. (Gdyby brak dokumentow dawal immunitet, to zycie byloby proste: wyrzuc dokument i jestes ponad prawem.)

    Zadajac ochrony konsularnej w kraju, ktorego jest obywatelem, profesor Binienda zamierzal skorzystac z praw, ktore mu nie przysluguja. Prawdopodobnie bylo to swiadoma zagrywka propagandowa. Mysle, ze ambasada USA by mu zadnego takiego wsparcia nie udzielila, bo byloby to sprzeczne z zaleceniami Departamentu Stanu. Te zalecenia sa oficjalne i jednoznaczne (pytalem): chcesz naszej ochrony konsularnej na terenie kraju X, to najpierw masz sie zrzec obywatelstwa kraju X. A jesli sie nie zrzekniesz, to ambasada nic dla ciebie nie zrobi, bo nie moze. I tyle.

  72. GWIDO
    Niezupełnie, oj niezupelnie.
    Prof. Wieslaw Binienda ma podwojne obywatelstwo. Jesli wjechał do Polski na poszporcie amerykanskim to jest traktowany przez polskie wladze jak obywatel amerykanski.
    Kolejny fachowiec. Prosze przeczytac kodeks postepowania karnego i odpowiedziec sobie na pytanie czy dla polskiego organu prowadzacego postepowanie karne ma znaczenie przynaleznosc panstwowa swiadka czy bieglego? Pan Binienda mogl miec paszport z Arabii Saudyjskiej i niczego to nie zmienia. Chyba ,ze profesor korzysta z immunitetu jaki przysluguje dyplomatom USA w Polsce. A mnie nic o tym nie wiadomo.
    Zapewniam,ze jesli bedzie mial Pan w kieszeni 160 paszportow roznych panstw, to i tak bedzie Pan musial stawiac sie w polskim sadzie czy prokuraturze.
    Inna kwestia jest to w jakim charakterze mial prof. Binienda rozmawiac z prokuratorami. Raczej chodzilo o nieformalne spotkanie.

  73. Coz, analizowanie przyczyn katastrofy dawno mnie znudzilo. Natomiast zainteresowalo mnie nagle zaginiecie eksperta, profesora Biniendy. Oczywiscie, nie jest to w Polsce nowosc. Dawno napisano juz o tajemniczym zniknieciu, opisanym, a nawet sfilmowanym dokumencie: „Porwanie Baltazara Gabki”, slynnym profesorze, rowniez zajmujacym sie awiacja, co opisano w innym dziele, zatytulowanym: „Gabka i latajace talerze”. Precedensy wiec sa i moim zdaniem nalezy winnych szukac w Krainie Deszczowcow.

    Pozdrawiam.

  74. @Antonius:
    jakieś „przeciąganie”, albo podobny wyraz
    Przeciaganie to jest utrata sily nosnej na skutek powiekszenia kata natarcia skrzydla. Mechanizm utraty jest taki, ze przeplyw powietrza przestaje byc laminarny i pojawiaja sie turbulencje, ktore powoduja gwaltowny spadek sily nosnej. Z grubsza chodzi o to, ze jesli probowac nagle poderwac samolot, to on „staje sztorcem” i skrzydla przestaja pracowac. I wtedy bęc.

    Podejrzewam, że Binienda korzystał z gotowych programów
    O tym pisal Artymowicz. Binienda korzystal z metody elementow skonczonych. Uzyl powszechnie dostepnego programu. Jednym z zarzutow Artymowicza bylo, ze siatka byla bardzo rzadka. Zbyt rzadka, zdaniem Artymowicza. Co ciekawe, siatka byla bardzo rzadka akurat w najwazniejszym miejscu, czyli w obszarze uderzenia skrzydla w drzewo. A gdzie indziej byla gesta. Profesor Artymowicz powstrzymal sie od stwierdzenia, ze ten szkolny blad byl zamierzony.

  75. Wiesław Kazimierz Binienda – doktor inżynierii mechanicznej, profesor,wykładowca i dziekan Wydziału Inżynierii Cywilnej(Department of Civil Engineering) w Kolegium Inżynierii (College of Engineering) University of Akron w Akron w stanie Ohio w Stanach Zjednoczonych (od 2003 roku).
    Jest także redaktorem naczelnym kwartalnika naukowego „Journal of Aerospace Engineering” wydawanego przez American Society of Civil Engineers (ASCE), kodyrektorem Gas and Turbine Research and Testing Laboratory w University of Akron (od 2003 roku). Jest autorem licznych publikacji naukowych(w roku 2012: 79 publikacji), specjalizuje się w inżynierii materiałowej, metodach obliczeniowych w fizyce ciała stałego i ich zastosowaniach w lotnictwie i astronautyce (mechanika pękania materiałów złożonych, analiza elementów skończonych, analiza dynamiczna problemów udarowych, analiza zmęczeniowa, analiza związana z płynięciem materiałów).
    Jest współautorem nowego specjalnego materiału kompozytowego z włókien węglowych plecionych wybranego do budowy nowego silnika odrzutowego General Electric GEnx montowanego w najnowszych samolotach Boeing 787 Dreamliner.Współpracuje z NASA, prowadząc badania finansowane przez granty NASA.
    Jest laureatem wielu nagród, w tym przyznawanych przez NASA (m.in. NASA „Turning Goals Into Reality Award” w 2004 roku za udział w badaniach dotyczących poprawy bezpieczeństwa w konstrukcjach silników odrzutowych, w tym silnika GEnx) i przez ASCE (m.in. „Outstanding Technical Contribution Award” w 2011 roku za wybitny wkład w badania inżynieryjne związane z astronautyką). W 2008 roku American Polish Engineering Association (APEA) uznało go za jednego z najbardziej zasłużonych naukowców amerykańskich polskiego pochodzenia.

    Panie Passent, jest pan kłamcą.Wyżej przytaczam skrócony opis dotyczący prof.Biniendy -to najlepszy komentarz do pana oszczerstw .Nikt w Polsce nie przedstawił naukowych prac obalających tezy prof.Biniendy.Przed czym więc miałby uciekać?Niechże pan nie traktuje czytelników jak idiotów.

  76. Pan Passent tyle lat dziennikarzył w prasie komunistycznej, że na pewno w lot pojmie mój pomysł. Ale najpierw kontekst. Dzisiaj przeczytałam, że władze chińskie zablokowały w Internecie wszelkie wzmianki o masakrze na placu Niebiańskiego Spokoju. Jednym słowem: masakry nie było. Pan Passent powienien doradzić podobny zabieg naszemu rządowi: Nie było katastrofy smoleńskiej. Prezydent Kaczyński i jego współpasażerowie oraz załoga lotu mają się wszyscy dobrze. Ludzie, oblegający cyklicznie Pałac Prezydencki z tulipanami i świeczkami, po prostu obchodzą urodziny prezydenta, a obywatel Komorowski poluje w Białowieży, albo na safari.

  77. Mam 2 pytania dotyczące prof. Biniendy, na które nie znam odpowiedzi:

    1. Czy pan profesor Binienda jako ekspert działa społecznie, czy też jest
    przez kogoś finansowany i jeżeli tak, to przez kogo ?
    2. Czy gdyby w Smoleńsku nie było mgły a samolot był dokładnie
    na kursie i na ścieżce to by doszło do 2 wybuchów (według
    prof. Biniendy) i jeżli tak, to w jakim miejscu i w jakim momencie ?

  78. @narciarz2
    4 czerwca o godz. 19:23

    Dziękuję za informację. Przypomniałem sobie, że coś podobnego już kiedyś słyszałem, a doskonale rozumiem różnicę między przepływem laminarnym i turbulencyjnym. Nawet widziałem piękne eksperymenty na wykładach.

  79. Fantazje wokół działań i przypadków ekspertów Macierewicza

    non possumus
    4 czerwca o godz. 16:24

    ” Opinii lekarskich na temat prof. Nowaczyka nie widział Pan ani nie czytał Pan na ten temat? Przecież został otruty i jest to fakt bezsporny.”

    Wypowiadanie kategorycznych twierdzeń typu „prof. Nowaczyk został otruty” jest grubym nadużyciem i propagandowym zabiegiem kompromitującym zwolenników dokonań komisji Macierewicza.

    Prof. Nowaczyk przebywał w szpitalu w związku z sepsą, czyli uogólnionym zakażeniem. Został wyleczony, wrócił do domu. Tyle wiemy. Gadanie o truciu, to jest jakaś histeria.

    Przypominam, że ci sami zwolennicy po tragicznym zabójstwie dra Wróbla ze Śląska twierdzili, że to zabójstwo na zlecenie, aby zlikwidować wybitnego specjalistą od katastrof lotniczych a rządowe media chcą tylko przykryć morderstwo rzekomą chorobą psychiczną syna.

    Prof. Binienda dla „Nowego Dziennika”:

    „Pytanie – gdyby ten element samolotu nie został uszkodzony, cała koncepcja przebiegu katastrofy musiałaby być inna niż znana opinii publicznej.
    Odpowiedź Biniendy – wyobraźmy sobie, że jest tak, jak twierdzą obie komisje. Samolot traci jedną trzecią lewego skrzydła. A więc na wysokości około sześciu metrów traci z jednej strony jedną trzecią siły nośnej. To proszę mi jeszcze wyjaśnić, jak w tym momencie ta maszyna ma jeszcze wznieść się na wysokość 20 metrów? To jest UFO, a nie fizyka. Nawet nie science-fiction, bo gdzie tu science [nauka]? To jest fantazja potrzebna do tego, żeby uzasadnić, że samolot zrobił półbeczkę. Inaczej nie starczyłoby miejsca. Dlatego nie mam zaufania do informacji w tych raportach.”

    Mój komentarz, c.d.

    Otóż bardzo specyficzna jest ta analiza naukowa katastrofy. Binienda twierdzi po prostu, że samolot po utracie części skrzydła nie mógł wznieść się na 20 m. Binienda nie wziął pod uwagę tego, że samolot już przed zderzeniem z brzozą rozpoczął wznoszenie, a nie wznosił się dalej normalnie, tylko po pierwsze przy towarzyszeniu przeciągnięcia, po drugie w trakcie wykonywania beczki.
    Ale prof. Binienda twierdzi, ze wcale tak nie było, mówiąc na wykładzie w Polsce – samolot musiałby w czasie 1/3 sekundy wznieść się o 10 m, co musiałoby spowodować przyśpieszenie około 5 g, co jest niemożliwe. Skąd Binienda wziął dane do obliczeń tego przyspieszenia – nie wiadomo.

    Binienda twierdził również na ostatnich wykładach w Polsce, że zderzenie z brzozą nie zostało zarejestrowane jako odgłos w kabinie. Co stoi w jaskrawej sprzeczności z zapisem z kokpitu, gdzie to uderzenia zostało zidentyfikowane, a także szereg innych.

    non possumus
    4 czerwca o godz. 16:30
    @czytelniczka
    „A badania prof. Biniendy kosztowały około miliona dolarów.”

    Mój komentarz, c.d.

    Powyższe twierdzenie, to jaskrawa nadinterpretacja słów Biniendy, który na jednym z wykładów (za pośrednictwem Macierewicza) oświadczył, że gdyby rząd polski zlecił takie badania (nie powiedział konkretnie jakie) rządowi amerykańskiemu, to by te badania kosztowały 1 mln dolarów. A więc Binienda nie powiedział jednoznacznie, że jego badania tyle kosztowały, tylko że badania na zlecenie do rządu amerykańskiego by tyle kosztowały, przy czym nie wyjaśnił, czy chodzi o badanie przyczyn katastrofy, czy tylko o samo badanie efektu zderzenia skrzydła z brzozą poprzez rozwiązywanie układu równań różniczkowych metodą elementów skończonych na komputerze przy pomocy programu LS Dyna.

    Pzdr, TJ

  80. Jurek Cedro (4 czerwca o godz. 18:26)

    Z Wami – czy Ty do wszystkich zwracasz się per „Wy” – trudno się dyskutuje. Nie wiem dlaczego, może to i dobrze.

    Kaczyńskiemu i PiSowi przyszło rządzić w najwspanialszych czasach w całym 23-leciu, Platformie i Tuskowi w najgorszych z uwagi na koniunkturę gospodarczą, o czym wie każdy jako tako rozgarnięty obywatel, mam nadzieję. Wiekszość pozycji budżetowych od tego zależy oraz od transferów narzuconych rządowi przez inne ustawy, jak subsydia, a nie od decyji rządu. Np. rząd PO-PSL, jak każdy rząd, wydaje na obsługę długu nie po widzimisie, lecz tyle ile im dyktują rynki finansowe, oraz od kwoty długu, który narastał także w latach budżetowych 2006 i 2007, zatem jest siłą rzeczy wyższy w 2011 niż w 2006. Od decyzji rządu zależą jednak wydatki na administrację itp. W w/wym latach przyrost wydatków: ŚWIADCZENIA NA RZECZ OSÓB FIZYCZNYCH, WYDATKI BIEŻĄCE JEDNOSTEK BUDŻETOWYCH, oraz WYDATKI MAJĄTKOWE łącznie wyniósł średnio rocznie 7,5 procent, realnie około 5 %, zaś w latach 2008-2010 (w porównaniu do 2007) wydatki te wzrastały średnio rocznie o 3 procent, czyli nieco ponad -1 %. Czyli realnie spadały. To jednoznacznie dowodzi, że rząd PiS rozpuszczał pieniądze i trwonił, zaś – w porównaniu z nimi – rząd PO administrował oszczędnie i rozważnie.
    http://www.mofnet.gov.pl/index.php?dzial=35&wysw=5&const=5&PortalMF

    Ustosunkowałem się do Twojej analizy, Ty zaś nie raczysz się ustosunkować do mojej. Hipolita w mojej rodzinie nie ma i nie było. Proszę o elementarną grzeczność w komunikowaniu się ze mną.

  81. KOREKTA: winno być:
    W w/wym latach (2006 i 2007) przyrost wydatków: ŚWIADCZENIA NA RZECZ OSÓB FIZYCZNYCH, WYDATKI BIEŻĄCE JEDNOSTEK BUDŻETOWYCH, oraz WYDATKI MAJĄTKOWE łącznie wyniósł średnio rocznie 7,5 procent, realnie około 5 %, zaś w latach 2008-2011 (w porównaniu do 2007) wydatki te wzrastały średnio rocznie o 3 procent, czyli realnie nieco ponad -1 % (spadał).

  82. @narciarz2:

    stall (po polsku to jest przeciągnięcie a nie przeciąganie 🙂
    nie koniecznie musi być spowodowane zwiększeniem kąta natarcia.
    Siła nośna jest również zależna od prędkości samolotu względem powietrza,
    więc jak nadmiernie spadnie prędkość to stall może nastapić niezależnie od kąta natarcia (np. wypadek samolotu Colgan Air pod Buffalo kilka lat temu).

  83. Krzysztof Łoziński, dziennikarz i publicysta, absolwent Wydziału Fizyki i Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego dla Radia Zet :

    – Wiesław Binienda nie jest ani fizykiem, ani profesorem fizyki, bo ukończył Wydział Samochodów i Maszyn Roboczych na Politechnice Warszawskiej. Ma doktorat. Jeśli ktoś mnie pyta, gdzie w jego obliczeniach jest błąd, odpowiadam: wszędzie, bo on nie znał danych:

    http://wyborcza.pl/1,76842,11577426,Lozinski_o_ekspertyzie_Biniendy_dla_PiS__Kazdy_wiesniak.html

  84. spieprzał jak macierewicz ze smoleńska

  85. @Gwido
    /Prof. Wieslaw Binienda ma podwojne obywatelstwo. Jesli wjechał do Polski na poszporcie amerykanskim to jest traktowany przez polskie wladze jak obywatel amerykanski./

    Oczywista bzdura. Zgodnie z ustawą o obywatelstwie:
    „Obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa.”
    Jeżeli więc nawet pan Binienda wjeżdżając do Polski ukrywał swoje polskie obywatelstwo, to nic to nie zmienia – spróbuj zresztą znaleźć przepis, który nakazywał polskim władzom traktowanie obywatela polskiego jako obcego „bo wjechał obcy”.
    I zanim Ci przyjdzie do głowy opowiedzieć coś o komunistycznych ustawach, przyjmij do wiadomości, że taka sama norma znajdowała się w konstytucji marcowej z 1921 roku.

  86. @nistez
    Przeklejając artykuł z Wikipedii (dziwne, że angielska Wikipedia nie posiada hasła o tak wybitnej osobie :-D) zapomniałeś o takim drobnym zdaniu:
    „Trwa dyskusja nad naprawą tego artykułu”
    Bzdury wpisane przez zespół do spraw sztucznego helu w skrzydle brzozy nie przystają do standardów Wikipedii.

  87. Lesiu!
    Z tymi dwoma wybuchami to sprawa jest bardziej skomplikowana.
    One pierwotnie wynikały z zapisów wskazań akcelerometru zarejestrowanych w rejestratorze parametrów lotu (wówczas mowa była o ”dwóch potężnych wstrząsach”).
    W patriotycznym zapale trzech naukowców zamieniły się w wybuchy i służą jako dowód fałszowania zapisu rejestratora. Ergo przyjmując zapisy jako prawdziwe udowodnimy, że są one nieprawdziwe.
    Nie wiadomo też dlaczego okna nie wypadały gdy wybuch był taki potężny, że samolot rozwalił.
    To, że rejestrator głosu (znajdujący się z tyłu samolotu) rejestrował rozmowy po wybuchu w kabinie mimo iż samolot rozpadł się na część przednią i tylną ale nie zarejestrował wybuchu już nie wspomnę. Wszyscy kłamią i fałszują poza Prawdziwymi Patriotami.
    To są po prostu brednie przeznaczone dla słuchaczy Radia.
    Ale na moment wracając do wybuchów – gdyby one zaszły podczas słonecznej pogodzie zostałyby zarejestrowane na jedynej kamerze Telewizji Polskiej zainstalowanym w Smoleńsku. Nie wiadomo dlaczego nie zainstalowano na płycie lotniska, tylko w oknie hotelowym skąd doskonale widać (by) było miejsce upadku samolotu.

  88. Jurek Cedro (4 czerwca o godz. 18:26)

    Przez grzeczność nie analizuję linkowanego tekstu Twojego autorstwa, ale skoro nalegasz to muszę wytknąć choćby ten błąd, gdy podajesz:
    Rok Deficyt Zmiana Premier
    2005 28,6 ( – 31,1%) Belka
    2006 25,1 ( – 12,2%) Marcinkiewicz/Kaczyński
    2007 16,9 ( – 32,6%) Kaczyński

    i dalej konkludujesz – Marcinkiewicz i Kaczyński w sumie obniżyli deficyt budżetowy o 44,8%, co jest błędne arytmetycznie – spadek z 16,9 mld zł do 28,6 mld zł wynosi procentowo 40,9% (16,9 to 59,1 procent od 28,6). Na Boga! tak procentów się nie dodaje jak to robisz, już bodaj w klasach gimnazjalnych. Błędem merytorycznym jest liczenie procentów spadku od nominalnych, czyli wyrażonych w cenach bieżących, kwot deficytu. Nie widziałem, aby ktoś to robił przed Tobą. Jesteś pierwszy, i prawdopodobnie ostatni, wyliczający procent zmiany deficytu. Ani słowa o czyszczeniu z inflacji w tych obliczeniach, o wydatkach, o podatkach. Przecież gdy jest dekoniunktura, rząd uzyskuje niższe podatki CIT, PIT i VAT. Do tego musi wypłacać wyższe świadczenia bezrobotnym i ubogim. Zaś subwencje do FUS i Funduszu Rentowego są poza gestią rządu, a one same stanowią prawie 20% wydatków budżetu.

    Czy naprawdę uważasz, że wysokie tempo wzrostu PKB w latach 2006-07 jest wynikiem polityki gospodarczej PiS? Na ogół polityka gospodarcza rządu daje efekt z poślizgiem 12-36 miesięcy. Nie zastanawiałeś się, że efekt rządów PiS pojawił się w roku 2008-10 w postaci spowolnienia? Niczego nie sugeruję. Zaś inflacja jest efektem polityki pieniężnej, też działa ona z opóźnieniem, ale polityki pieniężna nie jest w gestii rządu czy MF, lecz NBP i RPP, organach od rządu niezależnych. Nota bene, prezesem NBP do IV 2010 był nominat prez. Kaczyńskiego, p. S. Skrzypek.

    Radziłbym poważnie zrewidować linkowany przez Ciebie tekst, bo jest on miejscami oględnie mówiąc – kompromitujący.

  89. Mam pytanie, Czy profesor Binięda, Antoni Maciarewicz i inni tak bardzo pewni ich teorii, wsiedliby do drugiego Tu 154M, którego pilot miałby za zadanie w czasie lotu, uderzyć skrzydłem w taką samą brzozę a następnie bezpiecznie wylądować?

  90. ”Krzysztof Łoziński, dziennikarz i publicysta, absolwent Wydziału Fizyki i Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego dla Radia Zet :”
    Ewo 1958!!
    Łoziński jako matematyk rozumuje zbyt miękko. Hochsztaplerstwo Biniendy wynika nie z tego, że przyjął zbyt rzadką siatkę lub że brzoza jest miękka.
    Po prostu metoda zastosowana przez Biniendę nie może służyć do udowodnienia, że coś się NIE stało.
    Żeby bowiem uznać za udowodnione, że skrzydło nie może się złamać należałoby obliczenia wykonać dla nieskończenie wiele parametrów wejściowych, po czym zmodyfikować algorytm. A gdy to wszystko zrobiono a skrzydło mimo wszystko się nie złamie, to można obejrzeć film na Youtube z crashtestu samolotu Constellation, gdzie w identycznych okolicznościach końcówka skrzydła fruwa jak trzeba mimo iż słup (ten dalszy!) jest cieńszy niż smoleńska brzoza. http://www.youtube.com/watch?v=QHZY0-XUmMA
    ALe to jest zmartwienie tych z Akron 🙂

  91. @narciarz -konflikt interesu to tak naprawdę miał miejsce w przypadku komisji Jerzego Millera,który jako szef MSWiA nadzoruje BOR.A właśnie BOR w sprawie smoleńskiej ponosi odpowiedzialność za szereg zaniedbań.Czli Miller prowadził śledztwo m.in.we własnej sprawie.Tak wygląda w praktyce praworządność i standardy w Polsce rządzonej przez Tuska.Ale tego jakoś dziwnie nie dostrzegasz.

  92. Biedna prokuratura nie dała rady porozmawiać z Biniedą. A tylu ludzi dało radę. Ja dałem radę. No jak Biniendy nie mogą znaleźć to jak niby przestępców mogą łapać? Ciekawe czy kapiszony przyszykowane i w łeb będą se palić? Ciekawe, czemu Passent nie poszedł?

  93. Nie bardzo wiem, kto doktora nauk z prowincjonalnego Uniwersytetu w Akron stan OHIO utytulowal per Profesor, ale mniejsza z tym, sytuacja stala sie bardziej klarowna, od tegoi, czego mozna bylo sie spodziewac. Okazalo sie przy kilku spotkaniach objazdowych dr.Biniendy po Polsce, ze calkiem przypadkowo mozna spotkac sie z rodzima kadra naukowa – politycznie niezaangazowana- ktora w dziecinny sposob obala wyssane z palca na odleglosc 8-tys. kilometrow hipotezy wspomnianego doktorka o twardosci smolenskiej brzozy i miekkosci skyrzdelka Tupolewka porezydenckiego.
    Dr.Binienda nie byl w stanie wyjasnic – no bo na jakiej podstawie – dlaczego zakladane dwa wybuchy na pokladzie samolotu nie wywolaly zadnych komentarzy w kokpicie samolotu i ze nadal kontynuowano podchodzenie do ladowania w skrajnie niepsrzyjajacych uwarunkowaniach pogodowych. Dr.Binienda zapomnial ze jednak w 40-milionowym kraju nad WISLA sa wyksztalceni, myslacy ludzie, fachowcy najwyzszego szczebla w wielu dziedzinach i nikogo nie interesuja wyssane z palca stworzone bajeczki na zamowienie i oplacone przez Psychopatow i Slepcow.
    Prokuratura wojskowa zainteresowana byla dowodami niby przpeorwadzonych badan Dr Biniendy, ale ten uznal, ze kompromitacja dosiegla apogeum i chyba lepiej wywiac z tego kraju i zachowac resztki twarzy niby naukowca z prowincjonalnego uniwerku. Kilkaset mil dalej w Seatle jest American Institute of Aviation, ktory profesjonalnie bada rozne katastrofy lotnicze na calym swiecie i jakos nikt tutaj nie posilil sie o zasiegniecie pomocy w wyjasnieniu wszystkich watpliwosci.Byc moze koszty pewnej wspolpracy odstraszyy liderow Psychopatii i Slepowni. Rozsadni znawczy rzeczy osiagneli niezbedny poziom wiedzy, ktory sprowadza przyczyny katastrofy do trzech zasadniczych plaszczyzn.
    1. Organizacyjne niepotarzenia, ktore spoczywaja tak na Kancelarii s.p. Prezydenta Lecha KAczynskiego jak i Biura Ochrony Rzadu.
    2.Plaszczyzna czysto lotnicza – niedopatrzenia w kwestii organizacji samelotu, przygotowania wariantow awaryjnych loptnisk, kwestii map nawigacyjnych.
    3. Czynnik ludzki tj, zaloga samolotu, ktora nie powinna podchodzic do ladowania przy widzialnosci ponizej 300 metrow bez wspomagania wiezy lotniska w Smolensku, ktora nie byla wyposazona w zadne urzadzenia radiolokacyjne pozwlajace w tych warunkach naprowadzac samolot do ladowania.
    Pytanie gdzie jest miejsce dla teori zamachowych?
    Chyba ten medrzec z poszarpana brodka ktorego zwa Antos MAcierewicz wie najlepiej. Ja zas pozostaje przy stanowisku, ze jest on chyba odosobnionym egzemplarzem najglupszej czesci polskiej inteligencji politycznej , wiodacym w Psychopatii i Slepowni.
    Ciekaw jestem ilu jeszcze i za jakie srodki finansowe przywiezionych zostanie do Polski tworcow fantasmagorycznych teorii awiacji bez awiacji?

  94. DO NISTEZ !
    Skrajnym wyrazem bezczelnosci jest nazwac kogos klamca. Zacytowane „osiagniecia” naukowe dr inzyniera Biniendy nie stanowia zadnego argumentu przekonywujacego co do slusznosci jego teorii.
    Posiadam wlasne zrodla informacji co do osoby dro Biniendy i jego mozliwosci badawczych w przedmiotowej katastrofie lotniczej i sugerowalbym solidnie zastanowic sie nad obdarowywaniem jegomoscia z Akron nadmiernym autorytetem naukowym.
    Powracjac do faktu ze nazwano Daniela PAssenta klamcem, uwazam ze jest to krajny przyklad tego co i kogo soba Pan(i) reprezentuje i jakie srodowisko.Dalszy komentarz w tym zakresie wydaje sie byc zbyteczny.

  95. Do narciarza2;

    Strasznie narciarz2 mnie objechal za zdanie o publikacji w journalu.
    Zarzut nieuczciwosci to powazna sprawa. Jednak, do mojego komentarza na temat swoich pochopnych wnioskow na temat nieuczciwosci prof. Biniendy juz sie nie odniosl.

    Nieprawdopodobna pewnosc siebie. Zupelnie podobna do pychy recenzenta, ktory nie czyta pracy i pisze na jej temat opinie, co sie zdarza, a po odpowiedzi na nia pisze to samo.

    Komentarze o szkolnych bledach, itd. Wszystko poszechnie znane, zapewne byle jakie programy, itd., itd.

  96. @ telegraphic observer 4 czerwca o godz. 21:19

    Telegraphic, znowu nie zajrzałeś do podanego linku i mimo to twierdzisz, że odniosłeś się do mojej analizy. Strike one.

    W dodatku jak ja mam się ustosunkować do Twojej analizy, skoro to jest jeden bełkot? Strike two.

    W poprzednim komentarzu stwierdzasz, że nawet jak mnie 100 razy uraczysz swoim majaczeniem, to i tak tego nie zrozumiem. Strike three, czyli you are out.

    I dobra rada na drogę: Że ja nic nie zrozumiem, to jest jeszcze pół biedy. Ale że ty masz się za drugiego Stiglitza, to już jest przypadek kliniczny. Get a life.

  97. @telegraphic observer -według Ciebie rząd PO administruje oszczędnie i rozważnie.Fakty temu przeczą.Według danych GUS w latach 2007-2010 liczba urzędników w administracji publicznej wzrosła o 60 tysięcy osób, w 2011 o 15 tysięcy, w 2012 roku liczba urzędników przekroczyła 500 tysięcy i dalej rośnie.A na leczenie chorych na raka czy dla niepełnosprawnych brakuje pieniędzy! Rzeczywiście oszczędnie i humanitarnie zarazem.

  98. @tez_narciarz
    Ja nie sformulowalem bezwarunkowego zarzutu wobec profesora Biniendy, tylko napisalem, ze”mozna podejrzewac”. Bylo to sformulowanie jak najbardziej zamierzone i ani sie z niego nie wycofuje, ani nie musze udowadniac. To bylo stwierdzenie, ze profesor Binienda zlamal reguly odmawiajac mozliwosci zweryfikowania jego obliczen. To nie ja sie dopraszalem tych danych, tylko prof. Artymowicz. Na jego odpowiedzialnosc podalem informacje o odmowie.

    Postepowanie profesora Biniendy sklania do podejrzen. Zawodowy naukowiec tak nie postepuje. Na przyklad, gdyby mnie poproszono o pokazanie danych wejsciowych, na ktorych opieram jakis swoj wynik, to prosze bardzo. A gdybym odmowil, to dalbym uzasadniony powod do podejrzen. Takie sa reguly zawodu, ktory uprawiam od jakichs trzydziestu lat. I tyle. Bardzo prosze „tez narciarza”, zeby mi nie insynuowal nic wiecej.

  99. @nistez:
    „A właśnie BOR w sprawie smoleńskiej ponosi odpowiedzialność za szereg zaniedbań.”

    BOR mial chronic prezydenta na ziemi, zas katastrofa nastapila w powietrzu. BOR nie mial nic do roboty od momentu wsiascia prezydenta na poklad do momentu wysiascia. Tak wiec slusznie BOR nie byl przedmiotem dochodzenia i zadnego konfliktu interesow nie bylo.

  100. @Roman Strokosz – tezy Passenta jakoby prof.Binienda ” uciekł ” byle tylko nie spotkać się z prokuraturą są tylko i wyłącznie jego własnym wymysłem,mają na celu szkalowanie profesora ,Passent nie jest w stanie udowodnić,że tak było i dlatego nazywam go kłamcą.Poza tym redaktor udaje,że nie wie o tym,że prof.Binienda czekał w sejmie na przedstawicieli prokuratury i nie przedstawia rzetelnie przebiegu wydarzeń.

  101. Bicia piany ciag dalszy.
    Sadzac po wpisach Polska powinna byc mocarstwem lotniczym majac tylu ekspertow.

    Znaja sie na tym zarowno publicysci jak i emerytowane bibliotekarki i byli specjalisci od ekonomii socjalizmu.

    Ani jak ktos slusznie zauwazyl znikniecie Profesora Baltazara Gabki ani Biniendy ani inne sztucznie naglasniane medialne fakty, ktorymi sie blogowicze emocjonuja nie maja de facto wiekszego znaczenia.

    Nawet oficjalny raport jest dla panstwa polskiego rzadzonego przez PO druzgoczacy.
    Dalej nikt nie poniosl za to odpowiedzialnosci.
    Jak widzac po reakcjach na tym blogu przyneta zostala polkniecia.
    Blogowicze ustawiaja olowki na stole, czytaja wikipedie, powtarzaja co mowil Pan Slawek (o un sie zna), Pan Passent czyta Rzeczypospolita, czyta tez miedzy wierszami – i obalaja kolejne hipotezy.

    A katastrofa jak byla tak byla i i NIKT…nie jest za nia odpowiedzialny (!?).

    Jacutin stwierdzenie, ze Naimiski „mogl” cos planowac ale mu nie wyszlo jest na tyle zabawne jako dowod na cokolwiek, ze nie warto tego komentowac.
    Odpowiem na to, ze mozliwe jest, ze caly ten przygotowywany zamach to „gowno prawda” nadmuchiwana przez wrogie rzadowi Olszewskiego rozowe media i okraglostolowy establiszment.
    „Co mogl albo nie mogl byc moze i prawdopodobnie i my juz lepiej wiemy co pan myslali najwazniejsze: CO Z TEGO WYNIKA – teorie – to medialne wydmuszki a nie fakty.

  102. Jezeli Macierewicz jest paranoikiem ( a to nic wyjatkowego w naszej polityce) to wszyscy debatujacy z wypiekami na twarzy nad kolejnymi hipotezami sa warci Macierewicza.

    Jedni potrzebuja drugich jak ryba wody.

  103. Myślę, że wynurzenia Romana Strokosza są dowodem, co prawda pośrednim na prawdziwość tez prof. Biniendy. Jakby się dało to by coś z sensem ów Roman Strokosz wymyślił. A jak się nie da to nie.
    Proste pytanie:
    Czy Dawkins jest profesorem? Czy Hawking jest profesorem?
    Czy Tolkien był profesorem?
    Poświęciłem tej problematyce jakże przekraczającej horyzonty tutejszych komcionautów wpis na blogu:
    http://smocze.opary.salon24.pl/411718,czy-tolkien-byl-profesorem-skoro-binienda-nie-jest

    Każdy wie, że prof Binienda przyjechał zgodnie z planem i wyjechał zgodnie z planem, każdy wie, że wyjechał zgodnie z planem. Wiemy też, czemu red. Passent pominął nasyłanie żandarmów na 80-letnią staruszkę teściową profesora.

  104. „Nieprawdziwe jest oświadczenie Prokuratury, iż nie posiada ekspertyz opracowanych przez profesora Wiesława Biniendę, które zostały przekazane Zespołowi i były prezentowane na posiedzeniu Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154 M z 10 kwietnia 2010 r. Blisko rok temu zostały one po raz kolejny przekazane na płytach CD — listem poleconym za potwierdzeniem odbioru — do Prokuratury i do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska.”
    Czy moglibyśmy obejrzeć te badania ? Uprzejmie proszę o opublikowanie tych tych badań ?

  105. Katastrofa p. Szczuki – ta to dopiero dziś odleciała.

    Nie oglądałem ostatniej Kropki Nad I, ale widziałem właśnie przezabawną migawkę w portalu TVN24, z p. Szczuki, która całkiem na poważnie mówiła wobec wielomilionowej pewnie publiczności, z braku laku zgromadzonej przed telewizorami, że, uwaga, uwaga: „dziś powstaje fenomen tęczowych rodzin, to znaczy ludzie homoseksualni, geje i lesbijki po prostu mają dzieci!, bo chcą mieć dzieci!…”

    Wytłumaczcie no tu Szczuka zaraz publiczności, a skąd oni te dzieci „po prostu mają”? Bo chcą? Czy to dla was Szczuka aby nie za mało? Czy do posiadania potomstwa sama chęć twoim wystarczy? Czy „para” homoseksualna, dokładając nawet największych starań, może spłodzić własne dzieci? Jakimż to sposobem? Czyście Szczuka poszaleli, nie słyszeliście, że od mieszania łyżeczką herbata nie staje się słodsza?

  106. Chyba umrę lada moment że smiechu !
    4 czerwca o godzinie 21.25 Ignorant Blogowy zwany także Mędrcem z Toronto,ODKRYŁ ze rózne wielkosci budzetowe trzeba KORYGOWAC o Inflację !
    Napisał to w odpowiedzi na informacje że przyrost wydatków w latach 2006 i 2007 wyniosł 7,5 % ( realnie 5 procent), zaś w latach 2008 – 2011 sredniorocznie 3 procent, czyli realnie spadek -1 )
    Przypominam ze do tej pory zdaniem Medrca z Toronto INFLACJA nie istniała i wszystko w Polsce rosło jak na drożdzach, zaś moja skromną osobę, za przypominanie o inflacji, Mędrzec za karę nazywał lewakiem i komuchem z pod znaku Sierpa i Młota !

  107. TO,

    Wiem, ze mna jak pisales „sie nie dyskutuje” wiec zaloze, ze pisze do obrazu.

    Otoz pewnie zgodzimy sie, ze rzady maja tak naprawde malo i coraz mniej do powiedzenia jezeli chodzi o koniuktury i ekonomie.

    A co dopiero takie rzady jak polski…

    Dla mnie przez ostatnia dekade (pozostawiajac cala drugorzedna nadbudowe ideologiczna) najwazniejsza i idaca w dobrym kierunku zmiana bylo obnizenie podatkow przez PiS.
    Pozwolilo mi np. dostac na reke wiecej pieniedzy, ktore moglem przeznaczyc na lapowy w sluzbie zdrowia lub bombonierki dla urzedniczek.
    Jezeli mamy takie panstwo jakie mamy i elity tez takie jakie sa to lepiej zeby mieli jaknajmniej moich pieniedzy.
    A ja sobie juz poradze.

    Co do najwiekszej „reformy” PO czyli „reformy emerytalnej” to dla mnie przerazajace jest, ze nasi wizjonerzy z PO zakladaja, ze za 30 lat bedziemy wciaz mieli ten sam system emerytalny co dzis.
    Wymaga jedynie korekt typu podniesienie wieku.
    Takie zalozenie mowi duzo o strategicznym spojrzeniu na rozwoj Polski.
    Emerytalny system Bismarcka z komunistycznymi poprawkami wymaga jedynie zmian kosmetycznych jakos sie do-bujamy do 2050!…

    Podoba mi sie tez sukces Pani Marszalek Kopacz (tej co widziala kopanie ziemi do pol metra, chyba nawet sama kopala – nikt inny nie widzial).
    Otoz nie wykupila szczepionek jako jedyna w Europie i prosze -„okazalo sie” ze epidemii nie bylo.
    Inne rzady na wszelki wypadek uznaly, ze zycie obywateli jest najwazniejsze i nie zaryzykowali.
    A Kopacz tak- zaryzykowala zyciem kilkudziesieciu, kilkutysiecy (trudno powiedzeic) przedstawicieli nieudanego spoleczenstwa i dzieki temu Polska mogla zaoszczedzona kase wydac na europejska prezydencje z rozmachem – wiecej wina i koszty 3 razy takie jak bogata Dania.

  108. Bartoszcze”

    „Oczywista bzdura. Zgodnie z ustawą o obywatelstwie” – „Obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa.”

    Na przyszłość unikaj pisania o rzeczach o których masz blade pojęcie.

    Polska oczywiście nie uznaje podwójnego obywatelstwa i nie pozbawia nikogo swego obywatelstwa. To nie oznacza, że zatrzymuje na granicy osoby mające dwa lub trzy obywatelstwa, w tym np. polskie. Straż Graniczna w ogóle nie sprawdza ile i jakie podróżujący ma obywatelstwa. Jest on tak traktowany jakim dokumentem legitymuje się przed polskimi władzami. Jeśli pokazuje paszport amerykański to jest traktowany jako obywatel amerykański.

  109. smok eustachy
    Kolega znany jest mi z forum lotniczego, gdzie wywoluje co najwyzej wesolosc wsrod kolegow, a czesciej juz ignoruja lub przeganiaja.

    nistez
    Kolega nie wie co to sledztwo a co badanie wypadku lotniczego przez KBWL? Po co sie wychylac i osmieszac brakiem podstawowej wiedzy prawniczej?

  110. Indoor prawdziwy

    „Żeby bowiem uznać za udowodnione, że skrzydło nie może się złamać należałoby obliczenia wykonać dla nieskończenie wiele parametrów wejściowych, po czym zmodyfikować algorytm”.

    Ooops …
    Wykonać obliczenia dla „nieskończenie wielu parametrów”, jak piszesz, niestety zajełoby nieskończenie wiele czasu. Niektórzy chcieliby wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej przeciągać. Ale że w nieskończoność?

    Nie opowiadaj też bajek o śmigłowym Constelation, bo nie wiadomo, czy ten złomowany (testowy) egzemplarz w ogóle był zdolny latać? Jeśli mógł przelecieć nad lotniskiem to centropłat miał wystarczjąco mocny. Ale w końcu nie o to chodziło w teście, czy mocne ma skrzydła.

    Zerknij też na link poniżej …
    http://www.youtube.com/watch?v=YVDdjLQkUV8

    … i nie opowiadaj o „ekspercie” Łozińskim, lepiej przedstaw listę jego publikacji. 🙂

    „To, że rejestrator głosu (znajdujący się z tyłu samolotu) rejestrował rozmowy po wybuchu w kabinie”.

    Masz oryginały CVR? To biegnij do prokuratury, chętnie je weźmie, bo sama ich nie ma. IES w Krakowie pracował na kopiach.

  111. Roman Strokosz

    „Dr Binienda zapomnial ze jednak w 40-milionowym kraju nad WISLA sa wyksztalceni, myslacy ludzie, fachowcy …”.

    Jeden z nich – płk Edmund Klich „policzył” już, że (dosłowny cytat): „Jak walnelo to urwało”. Spodziewasz się po dwóch latach dużo więcej? A na jakiej niby podstawie?

    ” …zaloga samolotu, ktora nie powinna podchodzic do ladowania” …

    Setki a może tysiące razy powtarzano, że zgodnie z przepisami załoga podchodzila do wysokości decyzji. NIE PODCHODZIŁA DO LĄDOWANIA. To jest nawet expressis verbis napisane w raporcie Millera (czytaj cokolwiek zanim napiszesz na blogu). Świadczy też o tym choćby kąt ustawienia klap na skrzydłach – widoczny na zdjęciach wraku; przy lądowaniu byłby oczywiście inny. Klapy inaczej ustawia się przy lądowaniu, inaczej przy odejściu.

  112. Roman Strokosz

    „Nie bardzo wiem, kto doktora nauk z prowincjonalnego Uniwersytetu w Akron stan OHIO utytulowal per Profesor”.

    Sorry, a z jakiego ty nieprowincjonalnego uniwersytetu? Imaginuj sobie, że w USA nie istnieje taki byt jak docent. Binienda jest profesorem amerykańskiego uniwersytetu, ma w swoim dorobku kilkunastu doktorantów.

    Oraz intersującą listę publikacji w bazie NASA:
    http://search.nasa.gov/search/search.jsp?nasaInclude=binienda&u_selectedtab=&entqr=0&output=xml_no_dtd&sort=date%3AD%3AL%%203Ad1&ud=1&site=nasa_collection&client=nasa_production&ie=UTF-8&oe=UTF-%208&simple_start=&news_start=&images_start=&videos_start=&podcasts_start=&baynote_%20start=&baynoteOrGSA=GSA#~gsa~0~

  113. narciarz2
    ” … w powodzi komentarzy dyskutanci zapomnieli skomentowac fakt, ze zona profesora reprezentuje rodziny smolenskie. (…) Profesor jest wiec zaanagazowany podwojnie. Raz jako chlodny naukowiec, a raz jako malzonek osoby reprezentujacej konkretny punkt widzenia konkretnych osob. To sie nazywa „konflikt interesu”.

    Rodziny smoleńskie nie zajmują się wyjaśnianiem katastrofy. Domniemany „konflikt interesów” to tylko problem z precyzją myślenia.

  114. narciarz2

    Opisałeś sytuację w której Polak posiadający podwójne obywatelstwo, polskie i amerykańskie, posługuje się w Polsce zamiennie dwoma paszportami.

    Akurat nie oto chodziło.

  115. I jakie to ma znaczenie czy pan B. zniknął czy nie ?

    The Show must go.
    Czyli Tusk nie utrzyma się długo przy korycie bez idiotyzmów Kaczora.
    Wygląda to na zaplanowaną współprace kaczych kolegów z Salonu KOR i S z błogosławieństwem sponsorów

  116. @ Gwido

    „Jesli oponent Biniendy uzyje tego pliku w LS-Dyna to uzyska wynik sam taki jak Binenda, prawa fizyki i matematyki sa niezmienne. Zadanie roznych dziwnych leszczy opublikowania tego pliku wsadowego, „aby go ocenic” to ordynarna hucpa. Pisalem o tym, ze jesli ktos jest w stanie go ocenic to jest takze w stanie sam zrobic cala analize.”

    a. Uzywanie tego samego pliku nie ma sensu.
    b. Sadze, ze domyslam sie powodu, iz nikomu za bardzo nie chce sie robic „konkurencyjnych” symulacji:
    przyczyny katastrofy sa znane i trudne do obalenia
    szkoda czasu i pieniedzy na obalanie teorii lekko absurdalnych.

    Tak, osob, ktore sa w stanie zrobic takie analizy jest wiele, tylko w jakim celu?

    Pozdrawiam

  117. @czytelniczka i inni piszacy o „prowincjonalnym uniwersytecie w Akron”;

    To jest strona Uniwersytetu w Akron;
    http://www.uakron.edu/
    Wystarczy ja przejrzec, przejrzec publikacje pracownikow,
    programy badan itd. aby stwierdzic, ze jest on lepszy i dysponuje wiekszymi mozliwosciami niz chyba kazdy z uniwersytetow w Polsce.
    Oczywiscie, na skale amerykanska jest to niewielki uniwersytet.

  118. @tez_narciarz

    Oczywiście że masz racje. Tytułem uzupełnienia jedynie:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wiesław_Binienda

    A fakt, że jest ekspertem NASA jest poza dalszymi rozważaniami.

  119. Z coraz większym zdumieniem czytam te wszystkie komentarze, brzoza, podwójne obywatelstwo, wielkość uniwersytetu. Ale o czym my dyskutujemy? Przecież to był normalny wypadek lotniczy, Rosjanie mieli to samo niedawno w Indonezji. Co my badamy? Zabójstwo prezydenta? Spisek Rosjan? Cytat z Pana Janeczka z dawnych lat: „To się wszystko w pale nie mieści, jak mówi mój znajomy milicjant przynoszący mi cielęcinę do domu”. Już pomijając niemożliwą do przewidzenia kolejność zdarzeń, to można zadać pytanie – po co? Po co zabijać 100 osób, aby wyeliminować człowieka, który i tak nie miałby szans? Jakby Rosjanom naprawdę na tym zależało, znaleźliby 100 innych sposobów, po użyciu których nawet ekspertyzy naukowe nie stwierdziłyby niczego. O czym Wy dyskutujecie? Naprawdę tak Wam zalazła za skórę argumentacja tandemu Kaczyński/ Macierewicz?

  120. ”„Żeby bowiem uznać za udowodnione, że skrzydło nie może się złamać należałoby obliczenia wykonać dla nieskończenie wiele parametrów wejściowych, po czym zmodyfikować algorytm”.
    Ooops …
    Wykonać obliczenia dla „nieskończenie wielu parametrów”, jak piszesz, niestety zajełoby nieskończenie wiele czasu. Niektórzy chcieliby wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej przeciągać. Ale że w nieskończoność?”

    Otóż na tym własnie polega witz.
    Żeby udowodnić za pomocą symulacji, że jakieś zjawisko MOGŁO zachodzić wystarczy skończona ilość czasu. Oczywiście o ile dane zjawisko mogło zachodzić. Żeby udowodnić, że zjawisko NIE MOGŁO zajść należy sprawdzić wszystkie kombinacje parametrów wejściowych. I dopiero, gdy przy żadnym nie uzyskamy spodziewanego efektu można od z pewnym prawdopodobieństwem twierdzić, że nie mogło zajść. Bo pewności i tak nie będzie.

  121. @vandermerwe

    „przyczyny katastrofy sa znane i trudne do obalenia szkoda czasu i pieniedzy na obalanie teorii lekko absurdalnych”

    Czyżby są znane???

    Dostępne dane pozwalają bowiem wciągnąć wiele szczegółowych wniosków, w niektórych wypadkach niestety niejednoznaczych, ale zawsze godnych uwzględnienia, z przedtawienia których autorzy obu raportów niestety zrezygnowali.

    Proszę zapoznać się z treścią notki Fault Logs, opublikowane dziś przez dr Nowaczyka (KaNo).
    http://niezalezna.pl/28980-fault-logs

    W tej notce KaNo przedstawił analizę zapisu w dzienniku awarii TU-154M o numerze identyfikacyjnym 101, odczytany przez Universal Avionics Systems Corporation, producenta FMS1 i TAWS2

    KaNo pisze, że:
    Universal Avionics zaoferował pomoc przy deszyfracji zapisów binarnych jeżeli zaszłaby taka potrzeba w trakcie śledztwa. Jednak zarówno komisja MAK jak i Millera potrafiły bez tych danych (i wielu innych) bezspornie ustalić, że samolot był „sprawny” do końca.
    Universal Avionics dysponuje pełnym zapisem TAWS i FMS, wiemy też, że oferta pomocy ze strony amerykańskiej jest aktualna. Dlatego prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej powinna niezwłocznie zwrócić się do NTSB, prawnego właściciela raportu i danych, z wnioskiem o udostępnienie pełnych odczytów z tych urządzeń.

  122. @vandermerwe

    A tu tytułem uzupełnienia – wykaz łżekłamstw wyjaśniających „wypadek smoleński”.

    1. Tu-154 cztery razy podchodził do lądowania, mimo że kontrolerzy nalegali, by odleciał na zapasowe lotnisko (powtarzały to wszystkie główne media 10.04.2010 r.). W rzeczywistości samolot wykonywał jedno próbne podejście do lądowania uzgodnione, a nawet wręcz zalecone przez wieżę.

    2. Prezydent Lech Kaczyński miał naciskać na załogę, by lądowała niezależnie od warunków. „Pilot nie mógł podjąć sam decyzji o czterokrotnym podchodzeniu do lądowania w tak trudnych warunkach z takimi osobami na pokładzie” – napisał 10 kwietnia Roman Kuźniar, insynuując naciski Prezydenta („Kultura Liberalna”, 10.04.2010 r.). Jak pokazały stenogramy, nie ma nawet śladu jakiejkolwiek ingerencji ze strony Prezydenta w pracę załogi. Obecny doradca B. Komorowskiego był jedną z pierwszych osób, które mówiły o rzekomych naciskach na pilotów – ulubionym wątku rosyjskiej propagandy.

    3. Gen. Błasik był w kokpicie tupolewa w ostatnich minutach lotu – tej wrzutki dokonał osobiście Edmund Klich (program TVN „Teraz My”, 24.05.2010 r.). „Polski akredytowany” nadal broni tego kłamstwa (radio TOK FM, 13.01.2012 r.), nawet po obaleniu go przez krakowskich biegłych sądowych dzięki analizie nagrań. Głos, przypisywany wcześniej generałowi, należał do II pilota, majora Roberta Grzywny.

    4. „Śmiertelnym lądowaniem dowodził dowódca Sił Powietrznych Polski” – twórczo rozwinął tezę Klicha już następnego dnia dziennik „Izwiestia” (25.05.2010 r.). „Komsomolskaja Prawda” poszła jeszcze dalej i twierdziła, że gen. Błasik siedział za sterami samolotu. W Polsce rosyjskie kłamstwa upowszechnił TVN24 (26.05.2010 r.).

    5. „Gen. Błasik miał zwyczaj wchodzenia do kabiny pilotów i zajmowania ich miejsca za sterami” – kłamstwa, mające udowodnić i podtrzymać tezę o winie gen. Błasika, były powtarzane w mediach jeszcze przez wiele miesięcy (TVN24, „Dziennik”, „Polska-The Times” – 14.10.2010 r.).

    6. „Przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny” – minister Ewa Kopacz w Sejmie (28.04.2010 r.). Prawda była inna. Nie tylko nie dbano o szczątki poległych, ale wręcz niszczono wrak i miejsce katastrofy ciężkim sprzętem oraz zacierano ślady.

    7. Załoga nie znała rosyjskiego i nie rozumiała komend wieży. Przeciwnie – piloci znali ten język doskonale, ponieważ do niedawna był obowiązkowy w polskim lotnictwie wojskowym. Kpt. Protasiuk miał za sobą 30 lotów do Rosji i na Ukrainę.

    8. „Jak nie wyląduję, to mnie zabije” – TVN24 twierdziło, że „takie słowa kilkadziesiąt sekund przed katastrofą prezydenckiego Tu-154 pod Smoleńskiem miał wypowiedzieć kpt. Protasiuk” (14.07.2010). News pojawił się na czerwonym pasku i powtórzono go w Faktach TVN. To kłamstwo. Niczego takiego nikt z załogi nie mówił.

    9. „To patrzcie, jak lądują debeściaki” – miał powiedzieć I pilot Tu-154, gdy dowiedział się o fatalnej pogodzie („Polska – The Times”, 17.07.2010 r.). Kpt. Protasiuk w ogóle tych słów nie wypowiedział.

    10. Rozczłonkowanie samolotu na tysiące kawałków wynika z tego, że maszyna uderzyła w ziemię grzbietem (m.in. „Gazeta Wyborcza”, 2.11.2011 r.). Parametry lotu nie wskazują, żeby Tu-154 obrócił się do góry kołami. Ale co istotniejsze, nieprawdą jest, jakoby dach samolotu znacząco różnił się wytrzymałością od jego spodu. Łatwo znaleźć w internecie zdjęcia katastrof, w których uderzające o twarde podłoże w pozycji obróconej samoloty ulegały tylko wgnieceniom lub pęknięciom na kilka części, ale nie rozpadały się na kilkucentymetrowe kawałki. Wynika to z faktu, że konstrukcja samolotu opiera się na eliptycznych, grubych, duraluminiowych wręgach, które są jednakowo wytrzymałe na całym obwodzie. Kadłub samolotu, w odróżnieniu od samochodu, zapewnia osłonę przed ciśnieniem lub uderzeniem ze wszystkich stron.

    11. „Wkurzy się, jeśli…” – rzekomy fragment rozmowy załogi Tu-154 miał być dowodem na presję, jakiej poddani byli piloci („Gazeta Wyborcza”, 12.01.2011). Tych słów w ogóle nie ma w stenogramie.

    12. „Jezu, Jezu!!!” – tak miały brzmieć ostatnie słowa pilotów. „Te wstrząsające informacje ujawnił »Faktowi« rosyjski prokurator” – pisał ten tabloid 15.05.2010 r. – „Nasz rozmówca to jeden z bliskich współpracowników szefa komitetu śledczego. (…) Słyszał zapis z czarnej skrzynki. (…) To, co opowiedział, potwierdza wstępne ustalenia śledczych, że załoga prezydenckiego tupolewa nie miała żadnych kłopotów technicznych i nie orientowała się, że leci za nisko, aż do chwili, gdy z kabiny zobaczyła las i ziemię”.
    Takich słów nie ma w nagraniach, a ostanie chwile lotu wyglądały zupełnie inaczej.

    13. „Pijany generał Błasik zmusił pilotów do lądowania” – opublikowanie raportu MAK to było apogeum smoleńskiego kłamstwa (12.01.2011 r.). Niestety, sformułowanie „podpity generał” pojawiło się też w polskojęzycznych mediach („Gazeta Wyborcza”, RMF24.pl, Interia.pl). Gen. Anodina powołała się na rzekomą obecność 0,6 promila alkoholu we krwi gen. Błasika, niepotwierdzoną przez żadne niezależne badania. Mógł to zresztą być tzw. alkohol endogenny, który wytwarza się w organizmie samoistnie po śmierci. Moskwa wykorzystała to do haniebnego oskarżenia nieżyjącego generała. Kłamstwo obaliła jego żona: – Mąż nie mógł pić, bo miał w Katyniu przyjąć komunię św. – powiedziała Ewa Błasik (13.01.2011 r.). Słowa o komunii św. wycięła w swojej relacji telewizja TVN.
    O całkowitym fałszu raportu MAK nic chyba nie świadczy lepiej niż to, że jest oparty na stenogramach, w których pominięto w ogóle komendę „Odchodzimy”, wydaną na prawidłowej wysokości przez dowódcę samolotu.

    14. Przed startem Tu-154 miało dojść do kłótni między gen. Błasikiem a kpt. Protasiukiem – tę wiadomość podał TVN24 (25.02.2011 r.), a potem żyła nim przez wiele dni większość mediów. Kapitan Protasiuk rzekomo nie chciał 10 kwietnia zasiąść za sterami rządowego tupolewa i na płycie lotniska Okęcie kłócił się o to ze swoim przełożonym. Nagranie z kamery przemysłowej, na którym widać sprzeczkę oficerów, miała rzekomo Prokuratura Wojskowa. Jej rzecznik, płk Zbigniew Rzepa, potwierdził, że prokuratorzy mają nagranie z kamery przemysłowej z lotniska Okęcie z 10 kwietnia. Jego słowa, celowo niejednoznaczne, zdawały się potwierdzać tezę o „kłótni”. TVN podał, że dowódca Tu-154 miał się sprzeciwiać wylotowi, ponieważ obawiał się o stan pogody na lotnisku w Smoleńsku. Telewizje grupy ITI donosiły, że gen. Błasik miał udzielić podwładnemu reprymendy, używając wulgarnych słów. Potem informowano, jakoby kłótnię miał potwierdzić jej świadek – oficer BOR.
    Wszystko to okazało się kłamstwem. Po trzech tygodniach codziennego medialnego roztrząsania kolejnej „winy” gen. Błasika, prokuratura w końcu musiała przyznać, że na filmie z Okęcia nie ma żadnej kłótni. Zaprzeczyli jej też świadkowie odlotu Tu-154.

    15. Raport przygotowany przez polską komisję ministra Jerzego Millera (29.07.2011) był równie fałszywy jak dokument MAK. Zawierał wprawdzie krytykę pod adresem kontrolerów lotu w Smoleńsku, ale winą obciążał głównie stronę polską. Komisja Millera zajęła się przede wszystkim rzekomymi nieprawidłowościami w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa i zarzuciła elitarnej załodze Tu-154 popełnienie bardzo wielu elementarnych błędów, które trudno byłoby przypisać nawet początkującym pilotom.
    Fałsz raportu Millera był prostą konsekwencją decyzji premiera Tuska o oddaniu śledztwa Moskwie. Polska komisja opierała się więc niemal wyłącznie na informacjach dostarczonych przez stronę rosyjską. Nie dysponowała nawet podstawowymi dowodami niezbędnymi do rzetelnego przeprowadzenia śledztwa (np. wrakiem i czarnymi skrzynkami). Miała jedynie wybrane przez Rosjan kopie niektórych dowodów.
    Rozdmuchano nieistotne, dotyczące biurokratycznych formalności nieprawidłowości w pracy 36. specpułku i uczyniono je źródłem katastrofy smoleńskiej. Skandalem było zaś postawienie załodze samolotu zarzutu bezpośredniego spowodowania tragedii. Komisja uczyniła to bez dostatecznych dowodów, naginając fakty pod założoną tezę i interpretując wszystkie dane na niekorzyść pilotów, często stające w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem.

    16. „Był dowódcą Sił Powietrznych przez kilka lat i jest odpowiedzialny za opisany w raporcie nieprawdopodobny bałagan, który doprowadził do katastrofy smoleńskiej” – twierdził „ekspert” Tomasz Hypki, promowany w większości polskich mediów (Wirtualna Polska wp.pl, 4.09.2011 r.).
    Raport komisji Millera nie usatysfakcjonował Rosjan. Występujący w ich imieniu inny „ekspert” uznał raport Millera za… „wybielanie gen. Błasika”. Rzekomy bałagan został sztucznie rozdmuchany na wątłych podstawach, np. braku pieczątek w odpowiednich rubrykach.

    17. „Piloci świadomie lądowali przy fatalnej pogodzie” – tak zatytułowali swój wyjątkowo nierzetelny tekst Paweł Reszka i Michał Majewski („Rzeczpospolita”, 1.06.2010 r.). Autorzy skoncentrowali się też na tezie o rzekomym bałaganie w lotnictwie wojskowym, a szczególnie w elitarnym 36. specpułku, którą usiłowali uzasadnić w całym cyklu artykułów w tym dzienniku. „Zwierzchnicy armii odpowiedzialni za lotnictwo zapewniali, że szkolenie jest na wysokim poziomie. (…) Dziś wiadomo, że normalnych szkoleń właściwie nie było” – twierdzili („Rzeczpospolita”, 5.08.2011 r.). Wyolbrzymiając drobne, papierkowe niezgodności z często nierealistycznymi, nieżyciowymi i przestarzałymi regulaminami wpisali się tym samym w plan ataku na gen. Błasika – dowodzącego lotnictwem.
    Jak wykazali Grzegorz Wierzchołowski i Leszek Misiak w „Gazecie Polskiej”, tendencyjne, pisane pod z góry założoną tezę teksty „dziennikarzy śledczych” „Rzeczpospolitej” w rzeczywistości opierały się na sfałszowanych stenogramach rosyjskich i na niewiarygodnym raporcie Millera.

    18. Piloci byli „niedouczeni” – to jedna z podstawowych tez pisanej jakby na rosyjskie zamówienie książki Ostatni lot Latkowskiego, Białoszewskiego i Osieckiego.
    „Podczas przygotowań do lotu i podczas jego trwania popełniano błąd za błędem. Mam na myśli choćby przypadkowo dobraną załogę.(…) To tak, jakby dziecko posadzić za sterami. Zdecydowanie, to my bardziej przyczyniliśmy się do tej katastrofy” – mówił Wojciech Łuczak, „ekspert” lotniczy („Superekspres”, 13.01.2011 r.). Załoga nie popełniła żadnych błędów i do ostatnich chwil działała w najwyższym stopniu profesjonalnie, a kpt. Protasiuk wykazał się wręcz mistrzostwem, gdy uniknął uderzenia w zbocze doliny przed lotniskiem, na które naprowadziła samolot wieża w Smoleńsku. Kpt. Protasiuk i mjr Grzywna należeli do najlepszych z najlepszych. Wystarczy powiedzieć, że dowódca miał wylatane ponad 3,5 tys. godzin (!), a II pilot niemal 2 tys. Byli zgrani i doskonale się rozumieli – odbyli wcześniej wspólnie kilkadziesiąt lotów, w tym wyczynowy powrót z Haiti nad Atlantykiem z uszkodzonym autopilotem, kiedy przez 14 godzin, z trzema międzylądowaniami, prowadzili samolot ręcznie.

    Wy nie macie zadnych zasad, jestescie cyniczni do szpiku kosci, udajecie, ze tego nie bylo, budujecie swoje dobre samopoczucie, jakas nieuzasadniona przewage, racje tylko na czym?

  123. ”Setki a może tysiące razy powtarzano, że zgodnie z przepisami załoga podchodzila do wysokości decyzji. NIE PODCHODZIŁA DO LĄDOWANIA.”
    Niestety nie jest to prawda. Jest to teza komisji Millera. Żeby tak twierdzić komisja musiała sfałszować (fałszywie cytować i źle zinterpretować) kilka regulacji prawnych (w tym Regulaminu Lotów 2006 i instrukcję o lotach z VIPami na pokładzie) i robić z siebie idiotów. Dopiero krańcowo infantylna (poziom – szkoła podstawowa klasa druga-trzecia) interpretacja regulacji prawnych pozwala bowiem na twierdzenie jakoby załoga miała prawo podchodzić do wysokości decyzji. Załoga zgodnie z przepisami, które jawnie łamała w obecności dowódcy, najpóźniej w Mińsku powinna była skierować się na lotnisko zapasowe. Drugi moment, gdy załoga zgodnie z instrukcjami MUSIAŁA skierować się na lotnisko zapasowe nastąpił wówczas, gdy obsługa lotniska zakomunikowała przez radio, że ”warunków do lądowania nie ma”.
    Ani RL2006 ani Instrukcja nie dają załodze żadnych możliwości kontynuowania lotu w kierunku lotniska gdzie ”nie ma warunków do lądowania”.
    koniec.
    O tym, że załoga zamierzała podejść do lądowania istnieje DOWÓD i to dowód niepodważalny przez żądnych ekspertów w postaci wypowiedzi kapitana Protasiuka wyemitowanego przez radio, w którym kapitan Protasiuk oznajmia, że mimo ostrzeżenia lotniska robi próbne podejście.

    Wypowiedź ta została zarejestrowana przez niezliczone ośrodki nasłuchu radiowego na całym świecie.

  124. Narciarzu rozszyfruj prosze. 😉
    http://www.uakron.edu/engineering/CE/profile.dot?identity=1064521
    Bo mnie wyszlo, ze on jest szefem redakcji dziennika Aerospace Engineering i czlonkiem zarzadu Amerykanskiego Towarzystwa Technikow Ladowych , ale ty mozesz to przelozyc na ludzki jezyk. Ja sie calkiem nie znam!

  125. @ non possumus

    Napisal Pan cala epistole. Jak sie ona ma do tego, co napisalem? Prosze Pana, nie jest to pierwszy wypadek tego typu, ani z racji waznosci pasazerow, ani z racji przyczyn ani z racji mechaniki samej katastrofy. Czym sie Pan podnieca?

    Pozdrawiam

  126. Binienda, Andrzej Falicz, Mauro Rossi, telegraphic observer, Torlin. Głowa boli.
    To już wolę Rydzyka i Trwam

  127. non possumus
    5 czerwca o godz. 9:04

    Lista klamstw naprawde wstrzasajaca.
    Musze sie bijac w piersi przyznac, ze ja tez kupilem wersje o balaganie i bylejakosci i bezdyskusyjnej winie Polakow.

    Wszystkie dotychczasowe oskarzenia powinienem jednak skierowac w strone tych, ktorzy prowadzili sledztwo i inspirowali klamstwa – PO wraz z duza czecia mediow.

    To rzeczywiscie zatrwazajace, ze taki poziom falszu, hipokryzji i zlej woli pozostaje poza „radarem” wiekszosci spoleczenstwa, ktore karmione jest teraz np. historiami o uciekajacym profesorze – to pewnie tego samego rodzaju informacja jak wszystkie pozostale klamstwa.

  128. Telegraphic…..
    Trochę o płacy minimalnej.
    http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=2_1

    Panią Teresę też pewnie zainteresuje.
    A powinno i Tuska……

  129. Do TJ
    „Zachęcony przez Autora przestudiowałem po raz kolejny Raport Millera.
    Nie znalazłem tam żadnego stwierdzenia o lądowaniu wg wysokościomierza barometrycznego.”

    Prosze sprawdzic zapisy TAWS. Znajduja sie tam zapisy: wysokosc lotu oraz wysokosc wg. wysokosciomierza barometrycznego. Wartosci sa identyczne.
    Pozdrawiam,
    Andrzej.

  130. ”KaNo pisze, że:”

    KaNo 🙂 🙂 Kolejny Geniusz z Ameryki. Bajki dla babć Rydzykowych. Ot to.
    Nowaczyk! Boki zrywać 🙂

  131. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Z okazji Święta Wolności premier Donald Tusk spotkał się na uroczystym obiedzie z byłymi szefami rządu. Głównym tematem spotkania jest Euro 2012.
    Spotkanie, które odbywa się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zostało zorganizowane z inicjatywy Donalda Tuska, który 23 maja zaprosił byłych premierów do wspólnego świętowania 4 czerwca.
    Na uroczystym obiedzie w kancelarii premiera uczestniczyli: Tadeusz Mazowiecki, Jan Krzysztof Bielecki, Hanna Suchocka, Waldemar Pawlak, Włodzimierz Cimoszewicz, Józef Oleksy, Jerzy Buzek, Leszek Miller, Marek Belka i Kazimierz Marcinkiewicz. (PAP)
    http://kontrowersje.net/tresc/4_czerwca_1992_piekna_tragedia_i_niestety_zadnych_wnioskow

  132. jasny gwint
    5 czerwca o godz. 10:01

    Binienda, Andrzej Falicz, Mauro Rossi, telegraphic observer, Torlin. Głowa boli.
    To już wolę Rydzyka i Trwam…”

    Do zagubionej owcy Jasnego Gwinta:

    … Większa w niebie będzie radość z jednego nawróconego grzesznika niż z 99 sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

    Zamiast zanudzac Marksem bedziesz lecial biblia.

  133. Tu relacja ze spotkania naukowego fachowcow na temat katastrofy (Binienda nie przybył) okiem jednego z uczestników:
    http://fizyka-smolenska.salon24.pl/
    bardzo polecam pouczajacą i dluga dyskusję pod wpisem…

  134. non possumus
    5 czerwca o godz. 9:04

    Proszę powtarzać to jeszcze dziesięć tysięcy razy.
    Tysiąc nie wystarczy, by uwierzyć…..

  135. KaNo. Kolejny Geniusz z Ameryki. Bajki dla babć Rydzykowych. Ot to.
    Nowaczyk! Boki zrywać.

    Ogromny dystans pokonaliście w ostatnich dwóch latach. Rzeczywiście boki zrywać, od Rozumu do Ciemnogrodu, od Kołakowskiego do Łozińskiego. 🙂

  136. Feliks Stychowski
    5 czerwca o godz. 10:38

    Swietuja utracenie lustracji…

    Przykra to rocznica !

    Rozegrano „idealistow” i mniejszosciowy chylacy sie ku upadkowi rzad by rozliczenie i lustracje raz na zawsze uwalic wedlug scenariusza pisanego przez Kiszczaka z Michnikiem.
    Trudno uwierzyc w taka naiwnosc i nieudolnosc – wydaje mi sie malo prawdopodobne.
    Efekt osiagnieto – mozna dzis swietowac.

    Chociaz w co trudno dzis uwierzyc Komorowski wtedy popieral Olszewskiego i Macierewicza.

  137. @wiesiek59

    „Proszę powtarzać to jeszcze dziesięć tysięcy razy”

    Przypuszczam niestety, że już za drugim razem Szanowny Gospodarz potraktuje to jako spam.

    Dla niektórych wyznawców sekty „gepanzerten Birke” to nawet 20 tysięcy razy nie wystarczy. To nie jest kwestia wiary, dowodów czy argumentów – tylko zatwardziałości serca. Gdyby nawet teraz Rosjanie oficjalnie przyznali, że wszystko w raporcie MAK jest nieprawdziwe a dane fałszywe to i tak będą trwać na swoim stanowisku, że to brzoza doprowadziłą do katastrofy a piloci byli psychopatycznymi samobójcami, ze śp. Lechem Kaczyńskim z szablą w ręku i rozkazującym im – „ladowac dziady”

  138. @Torlinie,
    nie doceniasz tego, że ludzie chcą wierzyć w zamach. To nie jest tak, że ‚spiskofile’ wyciągają wnioski z faktów, odwrotnie — pod wnioski dobierają fakty. Bo te wnioski są dla nich absolutnie oczywiste i prawdziwe, a fakty dyskusyjne. Zresztą, mamy piękną ilustrację — komentarz non possumus z 9:04.

  139. „Kłamstwo obaliła jego żona: – Mąż nie mógł pić, bo miał w Katyniu przyjąć komunię św.”
    O. T. m. ! Ja juz „non possumus” . Co za duzo (chrzanu) to nie zdrowo.
    Ach …. zapomnialem ! Przeciez ja juz jestem katapultowany dzieki Bogu.

  140. To że, sie w czasie nie moża cofnąć , a może tylko reaktywować Kabaret Olgi Lipińskiej i obsadzić stosowną rolą prefesora z USA , albo może sam by wystapił , bo ma w sobie coś z czarnego humoru, reszta obsady może pozostać jak z przed wielu laty (ale bez urazy i nikomu niczego nie ujmując). Sukces murowany , pewne elementy grozy wprowadzić , by wszyscy w napięciu byli, elementy patrotyczne, a na końcu Wawel , no i oczywiście ujmujące wystąpienie wdowy po papieżu.

  141. @Mauro Rossi
    /Na przyszłość unikaj pisania o rzeczach o których masz blade pojęcie./

    Różni mnie od Ciebie to, że ja mam jakiekolwiek pojęcie o tych rzeczach. a Ty żadnego.

    /Jeśli pokazuje paszport amerykański to jest traktowany jako obywatel amerykański./

    Chyba że polskie służby przypadkiem zauważą, że mają do czynienia z obywatelem polskim, a wtedy paszport zagraniczny możesz sobie schować głęboko, bo będzie tylko świstkiem. Zgodnie z polskim prawem.

  142. Kolejna sciaga dla Falicza; jako dodatek do Tuwima…
    Mitologizowanie wlasnej przeszlosci prowadzi do relatywizowania wlasnej historii, redukuje nasze mozliwosci rozwoju spolecznego w przyszlosci. Obwinianie Zydow europejskich za polityke Izraela jest niewatpliwie przejawem antysemityzmu. Obecny w dzisiejszej Polsce antysemityzm jest ciekawym zjawiskiem, bo istniejacym niezaleznie od obecnosci Zydow, czy tez aktualnej polityki Izraela wobec Palestynczykow. Solidarnosc z Palestynczykami nie jest jednak obecna w debacie spolecznej.

    Malo jest solidarnosci oraz krytyki w naszej polityce zagranicznej w analizie innych konfliktow na politycznej mapie swiata, swiata dla nas ograniczonego do wlasnych granic. Niezbedne jest odklamanie historii naszego kraju, zaklamanej przez 50 lat “realnego socjalizmu”, a dzisiaj przez “möchtegern” historykow, uslugodawcow prawicowej polityki. Marks mylnie sadzil, ze wyzwolone narody pozbeda sie nacjonalizmu (nie pomylil sie jednak w ocenie tzw. kapitalu).

    Nacjonalizm oraz antysemityzm potrzebuja realnego lub wirtualnego wroga: Zydzi w kosciele katolickim funkcjonuja po dzien dzisiejszy jako “bogobojcy”. Podobnie jest w kosciele ewangelickim. Przykladem naszej wspolczesnej antysemickiej mowy, ciagle aktualnej sa nastepujace cytaty; To se Zydki swieto zrobily. Nie zydz pan! Dawaj wiecej- slowa do sprzedawcy. Odpowiedz sprzedawcy..- Zyd to smiec! Uslyszane przeze mnie w pociagu do Krakowa; polski konduktor w niemieckim wagonie probowal naprawic uszkodzona klimatyzacje po zydowsku, jak sam sie wyrazil. Noga potraktowal szafe z bezpiecznikami (nie potrafil przeczytac instrukcji obslugi w jezyku niemieckim). Sa to reakcje w kraju, w ktorym dokonala sie najwieksza zbrodnia nowozytnej Europy.

    WPolsce podczac wojny bycie Zydem oznaczalo smierc. Po jej zakonczeniu bycie Zydem oznaczalo natomiast szykany i represje zakonczone calkowitym wykluczeniem dla wiekszosci w roku 1968. Zadaje sobie pytanie, skad u naszych rodakow bierze sie nienawisc lub awersja do Zydow, nie do konkretnych Zydow, lecz do wszystkiego co zydowskie. Skad ta zgoda w negatywnym postrzeganiu Zydow wsrod ludzi o roznym wyksztalceniu, wieku, zawodach etc.. Stygmatyzowanie Zydow nie bylo wymyslem Niemcow (ktos nieslusznie zauwazyl w blogosferze).

    Rowniez wielu dzisiejszych politykow z prawej strony jest ciagle przekonanych o spisku Zydow celem oslabienia Polski i przejecia przez nich “wladzy”. Negacja Zydow byla i czesto jest tozsama z negacja komunizmu. Wielu z nas upatruje w Zydach tych, ktorzy za kulisami kieruja wszelkimi wrogimi organizacjami, ideologiami, polityka, ba calymi narodami Tego rodzaju „zazydzenie“ imputuje oczywiscie „odzydzenie“, chociaz dziwie sie obecnym politykom narodowym oraz walczacym z antypolonizmem, kogo przed kim chca i usiluja ratowac.
    ET

  143. narciarz2

    „Postepowanie profesora Biniendy sklania do podejrzen”.

    Może napisz o co podejrzewasz Biniendę. Nie bądź jak Kaczyński, który wie, ale nie powie.

    „Zawodowy naukowiec tak nie postepuje. Na przyklad, gdyby mnie poproszono o pokazanie danych wejsciowych, na ktorych opieram jakis swoj wynik, to prosze bardzo”.

    Ale świat jest bardziej skomplikowany niż twoje o nim wyobrażenie.

    W sieci pewien bystry gość zamieścił moim zdaniem prawidłowe wyjaśnienie zjawiska brak publikacji pliku wsadowego Biniendy w Internecie.

    „Oczywiście że konstrukcja modelu jest bezpośrednim powodem ukrywania danych wejściowych przez Biniendę. Z chwilą gdyby ujawnił swoje dane, Rosjanie otwierają archiwum techniczne w Samarze, wyciągają z szuflady pierwszy lepszy rysunek i pokazują: nie 3 mm tylko 2, a tu nie 8 tylko 6, odległość od tego żebra do tego jest 225mm a nie 250, a ten wspornik ma 5.5mm grubości i 92mm długości i nie ma go w ogóle na rysunkach w instrukcji obsługi (na których Binienda robił model), bo jest elementem podzespołu o numerze takim a takim których jest „n” w skrzydle, itd. Sprawa leży i kwiczy. Binienda dobrze o tym wie, a Macierewicz jeszcze lepiej”.

    Od siebie dodam: i dopiero wtedy zaczyna się cała pijarowa zabawa. Nie ma na świecie takiej instancji, która by mogła to rozstrzygnąć. W XXI wieku nauka zawsze przegra z pijarem. Dlatego głosy żądające dostępu do pliku wsadowego Biniendy należy zaklasyfikować tak jak na to zasługują.
    Jak?
    Niech każdy sobie odpowie.

  144. Alienacje olitykow poglebila niemoznosc wyjscia z kryzysu mentalnego po przelomowych zmianach 89. Starego nie byli w stanie wyrugowac, a nowe wymagalo rzetelnej pracy nad soba. Brak czasu oraz zapalu do nauki cechowal wszystkie frakcje polityczne. Najwazniejsze bylo pozyskac wiekszasc parlamentarna, czesto za wszelka cene (nie jest pocieszajace, ze w ielu krajach dzialo i dzieje sie podobnie). Wszyscy jednak jednoglosnie, wlacznie z felietonem (Passent) wykluczaja opozycje pozaparlamentarna, tak przeciez konieczna, jako niezbedna sila korygujaca biezaca polityke. Nastapily czasy polemik, sporow, gwaltownych debat i wzajemnych oskarzen. Zmienil sie tenor politycznej debaty, czesto tlumaczony koniecznoscia szybkich zmian. Styl, czy brak stylu debaty pseudopolitycznej opanowal nasza scene polityczna. Polityka staje sie targowiskiem kolokwialnych wyczynow nibypolitykow, a nie intsrumentem tworzenia obywatelom nowego miejsca w nowych przeciez czasach. Prasa bulwarowa znalazla swoich czytelnikow, natomiast miedia tzw. powazne maja rowniez klopoty ze zbytem swoich towarow. Informacja staje sie bowiem towarem chodliwym, niezaleznie , czy jest rzetelna, prawdziwa, czy tez nie. Pragnienie pointy za wszelka cene, przy braku doswiadczenia prowadzi prosto finanbulicznych praktyk werbalnych. Zamiast polemiki, podaje sie nam (serwuje) obrazoborstwo tego, co nie nabralo jeszcze cech wzoru i wzorem byc nie moze. Etykiete zastepuja etykietki, osmieszanie, obrazanie konkurentow. Przeciwnikow traktuje sie jak wrogow. Wlasciwie nie chodzi o sprawe, lecz o medium (nadawca tekstu jest jednoczenie jednym i drugim), ktore sie usamodzielnia. Dbalosc o forme nie ma zadnego znaczenia przy braku wzorow.

    Dominuje tenor spiskowy. Wlasciwie chodzi li tylko o efekty strun glosowych, a nie strun myslowych. Antyintelektualni przodownicy wiedza swoje, wiedza lepiej . Tendencja ta utrzymuje sie rowniez w blgosferze. Wiemy , co bylo oraz comialoby byc. Nie wiemy natomiast , co bedzie i nikt nie jest w stanie, takiego stanu rzeczy zaakceptowac. Kto przyznaje sie chetnie do porazki? Denuncjacja werbalna stala sie porzadkiem rzeczy (w rzeczy samej). Obelgi sa bagatelizowane wedlug zasady, ze gdy ktos czuje sie urazony, to zostal z cala pewnoscia trafiony (poruszony=trafiony). Poblazliwosc polityczno-werbalna widoczna jest w samousmiechaniu sie, czy tez wysmiewaniu sie z politycznej poprawnosci, z ekologow, feministek etc..Grzubianstwo osiaga sprzezenie zwrotne ( z mas do klasy pseudoprzdownikow i z powrotem). Na wszelki wypadek kazdy pragnalby zatrzymac sie na przystanku na zadanie. Ci sami, ktorzy wysmiewaja porawnosc, jej brak krytykuja. Taka „spojnosc“ intelektualna zauwazylem u wielbiciela Ziemkiewicza, Falicza.

    Grubianski styl ma bogata tradycje. Zainteresowanym polecam lektury z XVI wieku. Powstawanie socjalizmu w polowie XIX wieku mialo dostateczny wplyw na mowe oraz tendencje wykluczajace (Feuerbach, Bebel, Proudhnon). Owa tradycja przezyla 89 rok i w formie turbo wymyka sie niektorym z pod kontroli wlasnego jezyka i mowy. Przyklady spotykamy codziennie w blogosferze i prasie, pozawarszawskiej szczegolnie.

    Nowa przestrzen po 89 roku wywoluje, u niektorych leki, a historyczne oraz gospodarcze przyspieszenie budzi refleksy hamujace. Niestety nie w jezyku i mowie. Owe refleksy dotycza naszej strony mentalnej, korpulentnie odziani jestesmy bowiem w nowe garnitury z Krakowa i Bytomia, gorzej bywa z butami (problemy wynikaja prawdopodobnie z ceny i stanu naszych umy-slow).

    Pesymizm kulturalny oraz wstecznictwo mentalne prowadza prosto do nacjonalizmu, przez niektorych okreslanego jako niezbedny patriotyzm. Nie-zbedny do czego? Wzajemne oskarzane lewicy o wystepy prawicowe sprzyja arywistom politycznym, bo innych po prostu nie ma. Dlatego tez zycze uniesmacznionym wiele cierpliwosci i dlugich lat zycia. Problemen jest brak lewicowego konsensusu. Lowczy w blogosferze racza zapominac, ze z tygrysa latwo sporzadzic wykladzine przed lozkiem, z wykladziny natomiast stworzyc tygrysa sie po prostu nie da. Nalezaloby skonczyc z obelgami lewicowcow opisujac ych ich jako „komunistow“ bez przyszlosci i z ciemna przeszloscia, a prawicowco okreslac jako faszystow, chyba ze sie sami o to prosza. W ten sposob zabawa w berka trwa nadal. Problem polega na tym, ze wielu z nas sie o to prosi. O co?

    ET

  145. Nie kazdy fundamentalista jest zacofanym czlowiekiem.Nie kazdy zacofany czlowiek mysli fundamentalnie (radykalnie, konserwatywnie).

    Mimo ze w zyciu codziennym konfrontowani jestesmy z pojedynczymi postawami czy dzialaniem anty, to nie moze byc mowy o pojedynczych osobnikach, ktorzy mysla anty. Przy czym nalezy uwazac, ze nie kazda krytyka Islamu, jego politycznego kierunku, obstawania przy archaicznym systemie, w ktorym kobieta nie odgrywa zadnej politycznej roli j e s t postawa anty.

    Dlatego warto walczyc z kazda postawa anty, gdy jest ona bezpodstawna. Podobnie jest z tabuizowaniem kazdej krytyki politycznego Islamu. W blogosferze pojwiaja sie czesto glosy nie slyszace roznicy miedzy religia, jej odlamem ortodoksyjnym, wiara i wierzacymi. Przykladem czesto powtarzanym jest frakcja Rydzyka czy utozsamianie wszystkich Zydow z rzadem Izraelskim oraz polityka tego rzadu (rozniaca sie znacznie podczas roznych rzadow). Jedyna stala kazdej polityki w Izraelu byla obawa przed “zepchnieciem Izraelczykow do Morza”.

    Przedstawianie spoleczenstwa interkulturalnego jako streotypu w postaci kiczu spoleczenstwa wieloreligijnego nie zatrzyma jego rozwoju, mimo nawolywan politykow siejacych niezrecznie panike lub pseudopolitykow siejacych nienawisc. Tym razem przeciw muzulmanom. Na szczescie nie wszyscy maja ochote na deformowanie jakiejkolwiek religii, nie wszyscy maja tez ochote na “wietrzne” milczenie, wynikajace z politycznego oportunizmu. Nic tez nie usprawiedliwi postaw anty-islamskich czy islamskiego rasizmu w “tolerancyjnej” Europie.

    PS
    Przyklad kanclerki Merkel (koniec multi kulti) byl dosc niefortunny, bo ona, a z pewnoscia jej partia trzydziesci lat (Merkel z przyczyn obiektywnych troche krocej) powtarzala, ze Niemcy nie sa i nie beda krajem imigracyjnym. Glosy powtarzane w kraju o znacznym procencie emigrantow w calej populacji. Glosy, ktore mieszaly integracje z asymilacja, ze poprzestane na jednym przykladzie, odbijaja sie od kazdej sciany. Od oportunistow jednak nie.
    ET

  146. Indoor prawdziwy
    „O tym, że załoga zamierzała podejść do lądowania istnieje DOWÓD i … w postaci wypowiedzi kapitana Protasiuka wyemitowanego przez radio, w którym kapitan Protasiuk oznajmia, że mimo ostrzeżenia lotniska robi próbne podejście. Wypowiedź ta została zarejestrowana przez niezliczone ośrodki nasłuchu radiowego na całym świecie”.

    Próbne podejście do lądowania oznacza wejście na wysokość decyzji, w Smoleńsku za dnia 100 m. Jeśli nie widać pasa to odchodzi się na drugie zajście. O tym mówił dalej Protasiuk: „Możemy trochę powisieć”, przy zapasie paliwa jaki mieli ok. 20 minut, potem lot na lotnisko zapasowe, ale nie byłeś uprzejmy, aby to zapamiętać i przytoczyć. Ta wypowiedź również została „zarejestrowana przez niezliczone ośrodki nasłuchu radiowego na całym świecie”. Mimo to nie do wszystkich dotarła.

  147. Cóż, „profesor” Binienda rozprawił się z twardą brzozą, a wymiękł przed twardym Rzepą. Kolejny karierowicz, który chce się „dochapać” na ignorancji i naiwności ludzkiej…

  148. Pytanie do zacietrzewionych
    Czy EKSPERT NASA i PROFESOR U S A to tytuły dziedziczne czy też może nadawane przez Rząd Amerykański.
    Pytanie dodatkowe
    Czy poważni na pozór ludzie muszą sobie skakać do oczu z powodu
    marnego krętacza grającego na fałszywym czarodziejskim flecie?
    Więc może z lepszym skutkiem i chyba większym pożytkiem byłoby
    rozstrzygnięcie kwadratury piłki do kopania , czy ona bardziej okrągła czy tez czasami bywa kwadratowa.
    Ludzie opamiętajcie – lepiej wąchać kwiaty albo słuchać jak pszczoły brzęczą.
    Do rozstrzygnięcia jest rzecz poważniejsza
    Dlaczego facet towarzyszący Królowej podczas ceremonii nosił białą długą tyczkę. Właśnie odprowadził Królową do karety Z TYCZKĄ.
    ukłony

  149. non possumus
    „Gdyby nawet teraz Rosjanie oficjalnie przyznali, że wszystko w raporcie MAK jest nieprawdziwe a dane fałszywe to i tak będą trwać na swoim stanowisku, że to brzoza doprowadziła do katastrofy a piloci byli psychopatycznymi samobójcami”.

    To jest esencja dwuletniej narracji smoleńskiej. Gdyby ona padła okazałoby się, że Kaczyński ma rację. Czy można do tego dopuścić? Absolutnie nie można. Już i tak za daleko zaszli. I dlatego jeśli fizyka i matematyka potwierdzają tezę o zamachu to my musimy twardo opowiedzieć się przeciw matematyce i fizyce. Za Hypkim i Łozińskim, a przeciw Biniendzie i Szuladzińskiemu. Taka konieczność dziejowa.

  150. @Mauro Rossi
    ” Jest on tak traktowany jakim dokumentem legitymuje się przed polskimi władzami. Jeśli pokazuje paszport amerykański to jest traktowany jako obywatel amerykański.”

    Przez straz graniczna moze tak, ale nie przez inne organy panstwa, ktore znaja obywatelstwo delikwenta. A poza tym decyduje proste pytanie: czy jest Pan polskim obywatelem. Odpowiedz jest udzielana przez samego delikwenta pod odpowiedzialnoscia. Falszywa odpowiedz to oszustwo a moze i przestepstwo. A jak sie wyda, to… W tm akurat przypadka sprawa jest glosna, odpowiedz byla znana, i nie ma co sie zaslaniac nieznajomoscia faktow i prawa.

  151. @Mauro Rossi 5 czerwca o godz. 3:14
    „Opisałeś sytuację w której Polak posiadający podwójne obywatelstwo, polskie i amerykańskie, posługuje się w Polsce zamiennie dwoma paszportami.”

    Kpisz Pan? Paszport amerykanski nie ma w Polsce mocy prawnej. Jesli uwazasz Pan inaczej, to schowaj swoj dowod osobisty i pojdz do urzedu dzielnicy cos zalatwic poslugujac sie paszportem amerykanskim. Ja probowalem. Znam odpowiedz.

  152. @Andrzej
    5 czerwca o godz. 10:14

    Piszesz do TJ, ale pozwalam sobie włączyć się do polemiki na temat wysokościomierzy (moje hobby).
    Chyba się już raz różniliśmy pięknie odnośnie tych mierników. Nie rozumiem tego, jak osoba nie będąca w posiadaniu czarnych skrzynek może naprawdę coś sprawdzi (np. zapisy TAWS). Intryguje mnie rozróżnienie określeń „wysokość lotu” i – być może inna – „wysokość wg wysokościomierza barometrycznego”. Jak zrozumiałem z dyskusji fachowców dwa lata temu, to sygnały ostrzeżeń systemu TAWS są uruchamiane na pewnej, już niebezpiecznej wysokości, wskazanej przez główny wysokościomierz cyfrowy (przed pierwszym pilotem). Zapomniałem nazwę typu, świeci na zielono i latają czarne cyferki. Lądowanie było bez systemu ILS, więc system TAWS traktowałby zbliżenie do ziemi jako możliwość niezamierzonego zderzenia. Pilot świadomie oszukał system TAWS fałszując wartość ciśnienia na lotnisku, co miernik pokazał jako wysokość około 160 m wyżej i TAWS siedział cicho.. Mimo tego zadziałał na dużo mniejszej, realnej wysokości!!! Dlaczego, skoro był na wysokości około 200 m według miernika? Inni fachowcy mówili, że system jest też połączony z radiowym wysokościomierzem i zadziała, jeśli samolot obniży się poniżej 80 m. Okazało się, że i tu załoga dokonała manipulacji niedozwolonej, przestawiając go na 60 m. TAWS działał, ryczał, pullupował itp. gdy samolot był już w dołku – <60 m nad brzózkami a blisko zero nad poziomym pasa.
    Skąd w takim przypadku ta identyczność "wysokości" i o jakie tu chodzi? Główny wysokościomierz baryczny wskazałby w chwili zderzenia z ziemią, że są na bezpiecznej wysokości nad pasem lądowania, a prawdziwa wysokość "lotu" była "mniej niż 0", jak w piosence, bo pewnie troszkę wlazł do ziemi.

    *** "Zachęcony przez Autora przestudiowałem po raz kolejny Raport Millera.
    Nie znalazłem tam żadnego stwierdzenia o lądowaniu wg wysokościomierza barometrycznego."
    Prosze sprawdzic zapisy TAWS. Znajduja sie tam zapisy: wysokosc lotu oraz wysokosc wg. wysokosciomierza barometrycznego. Wartosci sa identyczne.***

    Pozdrawiam!
    PS
    Przeczytałem epistoły "non possumusa". To cudowna mieszanka kłamstw, bzdur i prawd, że musiałbym napisać kilka razy dłuższy komentarz, więc ja nie "possumuję", lecz pasuję.

  153. @PAK

    Piszsz:
    „To nie jest tak, że „spiskofile” wyciągają wnioski z faktów…”

    No własnie, generałowa powiedziało, to wot zdies udarił w bieriozu, potom obwiernułsia, a wot tam wsie pogibli”. I na podstawie takich „faktów” jakiś mładszyj lejtnant zrobił animke…

    Tak wygląda cały materiał dowodowy…

  154. @narciarz2

    Piszesz:
    „Paszport amerykanski nie ma w Polsce mocy prawnej”

    BZDUUUUURA i to do kwadratu. Ja wiele lat posługiwałem sie polskim paszportem we Włoszech i MIAŁ MOC PRAWNĄ, a na Policji, w Prokuraturze czy Sądzie (w Polsce) obywatele innych państw są traktowani jak obywatele USA, Włoch czy UK – odpowiednio, a nie jako bezpaństwowcy czy bezdomni Polacy…

    Odrobinę szacunku dla inteligencji innych, proszę…

  155. Po przeczytaniu (przejrzeniu) 153 komentarzy do wpisu Gospodarza mam wrażenie, że wciąż rosną zastępy ekspertów od awiacji oraz teorii spiskowych.
    Myślałam, że to domena takich portali, jak salon24, niezalezna.pl, czy wpolityce.
    Redaktor Passent, dalibóg – nie wiem po co, podrzucił temat dyplomowanego uczonego – Biniendy.
    Przeciętnie inteligentny człowiek, śledzący od dwóch lat różne media oraz posługujący się rozumem własnym, jeśli nie sądzi na 100 procent, to przynajmniej podejrzewa, że to jedna wielka ściema związana z Zespołem Chorobowym Smoleńskim, na czele ktorego stoi Macierewicz.
    Dziwię się, że tak rozsądni blogowicze, jak np. Antonius czy TJ dają się wciągać w absurdalne dyskusje wokół tego tematu.

  156. @All

    Ponieważ przerzucają się wszyscy wzajemnie interpretacjami statusu prawnego osoby o podwójnym obywatelstwie załączam link do Ustawy o obywatelstwie polskim.

    Sprawa jest oczywista. Polecam lekturę Artykułu 3 Ustawy.

    http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=ustawa%20o%20obywatelstwie%20polskim%202012&source=web&cd=1&ved=0CFIQFjAA&url=http%3A%2F%2Fisap.sejm.gov.pl%2FDownload%3Bjsessionid%3DAE6F6FDC42539EEC7A60AC18EFEF9FE9%3Fid%3DWDU20120000161%26type%3D2&ei=dh7OT8_lBer64QSfpNiGDA&usg=AFQjCNFcK0oHSqGKtfXMJI2n5Wl5UL081g

  157. Kilka refleksji na temat rewelacji biofizyka Nowaczyka, który porzucił spektroskopię fluorescencyjną (nudne zajęcie) i próbuje sił jako ekspert od katastrof lotniczych. Ja takich aspiracji nie mam, ale spróbowałem zajrzeć na linkowany artykuł. Dziwiła mnie informacja, ze amerykańska firma, producent systemu TAWS jest w posiadaniu pełnego zapisu informacji o stanie samolotu od Warszawy do smutnego końca (a nawet po!). Zastanawia mnie, skąd oni mają takie informacje? Może od Macierewicza i jego harcerzyków? Kto, kiedy i w jakim celu przekazał im tak strzeżone w Moskwie czarne skrzynki, których nikt nie chce dać Polsce? Drugie pytanie jest jeszcze bardziej istotne. Nowaczyk pisze, że firma polecała swoje usługi w deszyfracji, ale obie komisje nie chciały skorzystać. Tu jakaś „kurwa” nie gra!. Po co było posłać skrzynki do Ameryki, jeśli tamci eksperci są niepotrzebni? To idiotyzm. Dalej Nowaczyk pisze kąśliwie, że widać komisje wyciągały wnioski bez danych zapisanych w skrzynkach. Skąd on o tym wie? Gdy ja potrafię sam nałożyć końcówki na kabel, to nie proszę o to zięcia, ale mu też nie podrzucam kabla i końcówek.. Czy to oznacza, że nie będę miał kabla? Będę miał! Może Rosjanie i Polacy też potrafią odczytać zapisy binarne?
    Sam początek szokujący pseudo-profesjonalizmem to jakieś liczby i literki, które mają świadczyć o czymś, co by się chciało mieć. Interpretację można wcisnąć ciemnemu ludowi, bo kto z 40 milionów Polaków zna się na czarnych skrzynkach w samolotach? Dla mnie, laika, ale o przykrych doświadczeniach z komputerami taka informacja: „ILS digital fail” przypomina mi moje wpadki w walce z komputerami i Internetem, gdzie tych „failów” było dużo, wyraz „digital” nie jest dla mnie straszny, bo mam już prawie wszystko cyfrowe, a fakt, że system TAWS nie mógł „miło spędzać czasu” z ILS’em na lotnisku, gdzie tego systemu nie ma, jest dla mnie banalny. Rozumiem informację tak, że nie zdołano „uzgodnić poglądów” z systemem ILS, bo go tam nie ma.
    Kilka dni temu kupiłem sobie monitor, który również udaje telewizor. Regularnie ostrzega mnie, że mam sprawdzać połączenia, bo nie ma sygnału (taki mini-TAWS). Ten kretyn nie wie, że ja nie mam tam żadnej anteny, więc on mnie straszy, że jak nie posłucham i nie zdobędę mu sygnału, to za 50 sekund wyłączy telewizor. Urządzenia nie są mądrzejsze od ludzi, którzy je konstruowali i zaprogramowali. Można je łatwo oszukać, jak załoga tupolewa, a ze swoim monitorem sobie też radzę. Tylko prawdziwy ekspert jest w stanie z tych informacji wyciągnąć prawidłowe wnioski. Biofizyk powinien badać transport substancji przez błony (sztuczne lub dziewicze), tam może nam coś profesjonalnego powiedzieć.

  158. Nie ważne, co odkrył ‚profesor’ Binienda, ważne, że jest tajemniczym amerykańskim uczonym, albowiem, jak powszechnie wiadomo, amerykańscy uczeni są wszechwiedzący i nieomylni.

    ***

    „Amerykańscy naukowcy – źródło informacji, na które często powołuje się prasa.
    (…)
    Amerykańscy naukowcy zgrupowani są w tajnych ośrodkach badawczych, rozsianych po różnych pustyniach. Z uwagi na umiejscowienie ośrodków, brak jest pewności, czy istnieją one naprawdę. Ośrodki te pokazywane są w filmach, ale tu też nie ma pewności, czy to owe ośrodki czy scenografia.

    Wszyscy amerykańscy naukowcy są doktorami. Ci, którzy osiwieli są profesorami. Ci którzy znają się na czymkolwiek i są pokazywani w filmach są kobietami i doktorami zarazem.

    Niektórzy twierdzą, że osobiście widzieli amerykańskiego naukowca.

    Za komuny rolę amerykańskich naukowców pełnili radzieccy uczeni.”

    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Ameryka%C5%84scy_naukowcy

  159. ”Próbne podejście do lądowania oznacza wejście na wysokość decyzji, w Smoleńsku za dnia 100 m. Jeśli nie widać pasa to odchodzi się na drugie zajście.”
    ”Próbne podejście” to jest po prostu podejście do lądowania. Każde podejście trzeba przerwać gdy na wysokości decyzji nie widzi się ziemi.
    Notabene żeby podjąć jakąkolwiek decyzję na 100 metrach to trzeba się przygotować, już szczególnie gdy nie ma się pewności czy się ziemi zobaczy. Załoga nie podejmowała żadnych czynności – według rejestratorów rozmów i parametrów lotu- które by wskazywały że zamierza jakąkolwiek decyzję podejmować.
    Powyższy akapit w świetle dialogu z kontrolą lotu (”a na 100 metrach bądźcie gotowi do odejścia na drugi krąg” – odpowiedź: ”TAK JEST”) jest równoznaczne ze świadomym wprowadzeniem w błąd obsługi lotniska.

  160. do narciarza2:
    „To bylo stwierdzenie, ze profesor Binienda zlamal reguly odmawiajac mozliwosci zweryfikowania jego obliczen. To nie ja sie dopraszalem tych danych, tylko prof. Artymowicz. Na jego odpowiedzialnosc podalem informacje o odmowie.

    Postepowanie profesora Biniendy sklania do podejrzen. Zawodowy naukowiec tak nie postepuje. Na przyklad, gdyby mnie poproszono o pokazanie danych wejsciowych, na ktorych opieram jakis swoj wynik, to prosze bardzo. ”

    Niestety nie zawsze jest tak prosto. Przeciez nie zawsze mozna
    wszystkie dane od razu ujawnic. Nie znaczy to, ze ktos jest nieuczciwy. Tym bardziej, ze dorobek wskazuje na dotychczasowa dobra prace.
    Pracujac nad pewnym zagadnieniem szereg lat temu (nie w Polsce) musialem podpisac np. oswiadczenie, ze dopiero bede mogl dane i wyniki publikowac za 5 lat. Tak czesto jest w przypadku prac badawczych dla przemyslu.
    Rozumiem, ze Pan nie musial tego nigdy czynic i po prostu o
    tym nie wie i stad tez pewna pochopnosc stwierdzen.

    Prof. Binienda przekazal wyniki swoich prac prokuraturze.
    W przyszlosci dowiemy sie wiecej, chocby z publikacji
    lub oficjalnego raportu.

  161. „Uważam rze” od początku należy Macierewicza i wszelkich ludzi z jego otoczenia oraz Gazety Polskiej potraktować w kategoriach cyrku. Chodziłem do niego z rodzicami i sam poszedłem z własnym dzieckiem. Spektakl piękny i mnóstwo w nim iluzji. Po wyjściu z namiotu jednak jest realne życie. Dla niektórych namiotem jest nasze niebo i w tym problem.

  162. DO MAURO ROSSI !
    Od ponad 20- lat mieszkam w USA i swiat akademicki akurat nie jest mi obcy, a w szczegolnosci dla tzw. potrzeb habilitacyjnych tworzenie publikacji. Prosze pewne uwagi zachowac dla siebie, a ja w tym miejscy i przy tej okazji powtarzam, ze Dr. Binienda nie jest dla mnie zadnym autorytetem, ktory moze autorytatywnie tworzyc opinie i teorie przyczyn katastrofy smolenskiej i chyba uniwersytety z New York, Bosten czy Princeton raczej sa trudne do porownania z Akron University.Pewne uwagi radze jednak zachowc dla siebie

  163. Oszuści mylą pogonie. Starodawny polski bank PEKAO SA, teraz w łapach włoskich oszustów Uni Credit zmienia barwy. Zamiast żubra na niebieskim będzie biała złamana jedynka na czerwonym. Zapłacą za to kilka miliardów złotych. Z tego wiele z moich oszczędności. Ciągle w tym banku tracę. Wszyscy w nim tracą. Tylko właściciele i prezesi się bogacą. Zmienią barwy, ale oszustwa i kiwania ludzi nie zmienią.

  164. Andrzej
    5 czerwca o godz. 10:14
    Do TJ
    „Prosze sprawdzic zapisy TAWS. Znajduja sie tam zapisy: wysokosc lotu oraz wysokosc wg. wysokosciomierza barometrycznego. Wartosci sa identyczne.”

    Mój komentarz

    Enigmatyczne to.
    Ja podałem konkrety – strony, cytaty, komentarz.
    Proszę o to samo.
    Pzdr, TJ

  165. Z linku podanegop przez Ferro dla bardziej leniwych:

    „””
    Art. 3. 1. Obywatel polski posiadający równocześnie obywatelstwo innego państwa ma wobec Rzeczypospolitej Pol-
    skiej takie same prawa i obowiązki jak osoba posiadająca wyłącznie obywatelstwo polskie.
    2. Obywatel polski nie może wobec władz Rzeczypospolitej Polskiej powoływać się ze skutkiem prawnym na posiada-
    ne równocześnie obywatelstwo innego państwa i na wynikające z niego prawa i obowiązki.
    „””

    Czyli tak jak osoby majace chocby krople oleum w czaszce wykoncypowaly.

    @ non possumus

    Buziaczki.

  166. http://wyborcza.pl/0,107323.html

    Głos rozsądku, czyli Mazowiecki- klasa sama dla siebie……

  167. Pani Ewunia 1958 bardzo ładnie to ujeła. Wiadomo że z tymi amerykańskimi naukawcami to od lat jest lipa. Kradli pomysły radzieckie, teraz chinskie, pozatym to wszystko jest tajne, na pustyniach i nikt niewie co oni tam robią. Dobrze że takie mądre osoby jeszcze tu piszą.

  168. @Restytucja

    „I dlatego jeśli fizyka i matematyka potwierdzają tezę o zamachu to my musimy twardo opowiedzieć się przeciw matematyce i fizyce. Za Hypkim i Łozińskim, a przeciw Biniendzie i Szuladzińskiemu.” I przeciw Artymowiczowi i zdecydowanej większości specjalistów badających zagadnienie, o czym można przeczytać choćby tutaj: http://fizyka-smolenska.salon24.pl. Ta dęta brednia o matematyce i fizyce potwierdzających zamach, na którą zwróciłem uwagę przeglądając ostatnie komentarze, zachęciła mnie do odszukania innych pana (pani?) komentarzy i znalazłem wcześniejszą perełkę argumentacji – tekst o tym, jak to ukrywanie założeń modelu uwiarygodnia tezę o zmachu :). Naprawdę, proszę dalej tu pisać – przejawów psychozy „prawicy smoleńskiej” mamy od dwóch lat wiele, ale w takim natężeniu mimo wszystko rzadko się ją widzi; jest pan (pani?) rzadkim źródłem lolkontentu :D.

  169. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Andrzej Falicz

    „ Trudno uwierzyc w taka naiwnosc i nieudolnosc „ …

    Dokladnie i nie inaczej, naiwnoscia byloby myslec inaczej.

    Wrobel-szary(?):
    „Jeneral nie po to wizytowal (byl przyjety) u „Mistrza Ceremoni np. 68” aby na panewce spalilo”

    Co jest problemem w/w tz. do lez rozbawionym towarzystwie wzajemnej adoracji ?

    Perpetum mobile nie istnieje!

    Post Christum.
    No ale to juz, jak mawial Kiplin, jest zupelnie inna historia …

  170. Naczelne kłamstwo zamachowych – komenda „odchodzimy” wydana na prawidłowej wysokości 100 m nad poziomem pasa

    Andrzej Falicz
    5 czerwca o godz. 10:06
    non possumus
    5 czerwca o godz. 9:04
    „Lista klamstw naprawde wstrzasajaca.”

    Mój komentarz

    Oto najważniejszy punkt listy kłamstw wyznawców teorii zamachowej:

    non possumus
    5 czerwca o godz. 9:04

    „O całkowitym fałszu raportu MAK nic chyba nie świadczy lepiej niż to, że jest oparty na stenogramach, w których pominięto w ogóle komendę „Odchodzimy”, wydaną na prawidłowej wysokości przez dowódcę samolotu.”

    Mój komentarz

    Zwolennicy teorii zamachowej (zamachowi) mają twardy orzech do zgryzienia, a mianowicie ze względu na postulowaną wysokość 29-30 m nad poziomem pasa lotniska, na której rzekomo zaszły dwa wybuchy, nie mogą w żadnym wypadku uznać prawdziwości zapisów zachowanych w rejestratorach lotu, które pokazują, że komenda „odchodzimy” nie została wydana na prawidłowej wysokości 100 m nad poziomem pasa lotniska, tylko na wysokości 39 m nad poziomem pasa lotniska.

    Wg teorii zamachowej dwuwybuchowej załoga Tu-154M wykonywała w Smoleńsku normalne podejście próbne do wysokości 100 m nad pasem i gdy kapitan prawidłowo chciał odejść ze 100 m z powodu mgły (o której zresztą był przedtem poinformowany, że jest), wydał komendę „odchodzimy”, to nagle w samolocie na chwilę zostały zakłócone urządzenia sterowania silnikami (i lotem) przez jakieś tajemne siły, np. atak elektromagnetycznym z ziemi, co spowodowało, ze przez chwilę samolot nadal schodził niżej, aż w końcu po utracie około 70 m wysokości kapitan opanował sytuację i wyszedłszy z opresji – niebezpieczeństwa zderzenia z drzewami, wyprowadził maszynę w lot jako tako poziomy (co pokazuje trajektoria dra Nowaczyka nakreślona na podstawie nie wiadomo czego) i mógłby kontynuować bezpieczne odejście znad lotniska – na drugi krąg – jak zapowiedział.

    Tak by się stało – twierdzą zamachowi, gdyby nie dwa ładunki wybuchowe umieszczone w samolocie, których detonacja dopełniła dzieła zamachu po wprowadzeniu samolotu na fałszywą ścieżkę i niebezpiecznemu zniżeniu do ziemi przez podstępne informacje z wieży.

    Wg teorii zamachowej na wysokości około 30 m został zdetonowany pierwszy ładunek wybuchowy, który uciął część skrzydła (tę, która rzekomo została urwana na brzozie). W tym momencie samolot zaczął wykonywać półbeczkę, która trwała nieco ponad 2 sekundy, do momentu wybuchu drugiego ładunku, który rozniósł cześć kadłuba w drobne odłamki. Ale, jak wskazywał prof. Binienda w swoich symulacjach upadania samolotu, najprawdopodobniej były to co najmniej dwa ładunki przytwierdzone wewnątrz do ścian kadłuba z obu stron. I to te dwustronne ładunki spowodowały wywinięcie kadłuba.

    Zwolennicy teorii zamachowej ulepionej przez trajektorię Nowaczyka, niezderzenie z brzozą Biniendy i dwa wybuchy Szuladzińskiego w żaden sposób nie mogą się zgodzić na to, że komenda „odchodzimy” nie została wydana na wysokości 100 m nad poziomem pasa, tylko na wysokości 39 m nad poziomem pasa. Udają, ze w przepisach lotniczych nie chodzi o 100 m nad poziomem pasa, tylko 100 m nad ziemią.

    Wg ich założeń samolot był na wysokości 100 m (nad ziemią, czy nad pasem – nie wiadomo), gdzy zaczął odchodzenie, po drodze stracił około 70 m , ale wyszedł na prostą. I wtedy zniszczyły go dwa wybuchy.

    Jeżeliby przyjęli zgodnie z faktami, ze samolot w czasie wydawania komendy „odchodzimy na drugie” był 39 m nad poziomem pasa, to nie mógłby utracić około 70 m wysokości. Cała teoria nowej trajektorii doktora Nowaczyka by wzięła wtedy w łeb.

    Rejestratory zapisały lot nad zagłębieniem terenu i wlot samolotu do tego zagłębienia i zapisały jego zmienną głębokość, a zamachowi mówią – kłamstwa, zapisy zostały sfałszowane.

    Rejestratory zapisały w trakcie wydawania komendy „odchodzimy” wysokość 39 m nad poziomem pasa, 91 m nad dnem jaru, a zamachowi mówią – kłamstwo.

    Ruska brzoza w odległości 855 m od progu pasa stoi złamana przez Tu-154M nr 101, zamachowi mówią – kłamstwo, samolot przeleciał wysoko nad brzozą, bo tako rzecze prof. Binienda i dr Nowaczyk.

    Rejestratory zapisały obrót samolotu po zderzeniu z brzozą, a zamachowi – kłamstwo, nie było beczki. Beczka była dalej i dużo wyżej, po pierwszym wybuchu mającym miejsce na skrzydle samolotu.

    Zamachowi posuwają się jeszcze dalej – uznają, nie wiadomo dlaczego, ze dr Nowaczyk odczytał prawidłowo zapisy rejestratorów i wyliczył zupełnie odmienną niż w raportach trajektorię, która jest jedynie prawdziwą.

    O nieprawdziwości podanych w raportach przyczynach katastrofy mają świadczyć nie fakty, nie zapisy rozmów, nie równoległe zapisy z kilku rejestratorów (w tym jednego produkcji polskiej, odczytanego tylko przez polskich specjalistów), tylko „kłamstwa” Anodiny, TVN, GW, Klicha, i w ogóle skłonność do kłamstw, która jest podstawową cechą Ruskich, Tuskowych i kupowanych popleczników.

    Swoje kłamstwa natomiast – takie jak wyżej, a to już jest inna sprawa, zamachowcy traktują jako prawdy nie do podważenia, jako wyszperane w internecie nieznane, a prawdziwe fakty, jako niepodważalne orzeczenia podjęte niemal bezpośrednio przez NASA w osobach specjalistów od katastrof lotniczych nawiasem mówiąc nie mających nigdy do czynienia z tego typu katastrofami.
    Profesor Binienda zajmuje sie głównie przeciwdziałaniem uszkodzeniom samolotu powstałym wskutek awarii silników, dr Nowaczyk w ogóle nie zajmował się katastrofami, dr Szuladziński zajmuje sie dynamiką nagłych (wybuchowych i zderzeniowych) uszkodzeń konstrukcji inżynieryjnych na lądzie, katastrofa smoleńska jest jego pierwsza katastrofą samolotową, którą się na poważnie zajął.

    Tutejszy blogowicz ażeby uwiarygodnić hipotezę zamachową napisał z wielkim zadęciem:

    „I dlatego jeśli fizyka i matematyka potwierdzają tezę o zamachu to my musimy twardo opowiedzieć się przeciw matematyce i fizyce. Za Hypkim i Łozińskim, a przeciw Biniendzie i Szuladzińskiemu. Taka konieczność dziejowa.”

    Po prostu zawstydził blog wytknięciem mu ignorancji, brakiem szacunku dla królowej i wicekrólowej nauk – matematyki i fizyki. W następnej edycji nie pozostanie mu już nic innego, jak powoływanie się na Najwyższego.

    Pzdr, TJ

  171. Droga Mag!
    Rozczuliło mnie uznanie mnie za rozsądnego człowieka, ale rozsądek jest ograniczony nawykami zawodowymi. Jestem starym belfrem i zawsze chciałem pomóc innym w zrozumieniu istotnych rzeczy, ale staram się nie wciskać kitu. Podejmuję jednak próbę procesu „wychowania” wyłącznie w przypadku ludzi, których rozum oceniam pozytywnie. Dlatego próbuję dyskutować z Andrzejem, bo może nie zdaje sobie sprawy z niektórych spraw? Są przypadki beznadziejne, wtedy ja nie „possumuję” i daję spokój nawet czytając największe bzdury, a przy powtórce z rozrywki przewijam. Tracę przez to wiele ciekawych tekstów, ale zmniejszam prawdopodobieństwo udaru mózgu.

    Pomiary wysokości to było moje hobby. Na podstawie raportów ustaliłem położenie wszystkich wysokościomierzy, ich typy i zasadę pomiaru – to takie niewinne hobby, zgodne z moim wykształceniem. Elementy praktyczne staram się zrozumieć na bazie uwag praktyków, jak Czesław, czy Fiszer i spółka. Nie muszę wierzyć w psychologiczne przyczyny katastrofy, podane przez komisje i zespoły chorobowe, to „tionkaja” sprawa i raczej wierzę Makówce niż Millerowi, ale to jest sprawa wiary i nie dyskutuję.

  172. mag,
    Niezależnie od faktu, że przyczyną katastrofy była decyzja lądowania mimo fatalnych warunków atmosferycznych, stanu i wyposażenia lotniska, ludzie znający się na nauce, obliczeniach inżynierskich, fizyce i komputerach nie lubią jak politycy wciskają kit, a wielu ludzi go kupuje i chcą przynajmniej tym potrafiącym logicznie myśleć wykazać absurdy jakie głoszą naukowcy którzy weszli w politykę , lub za pieniądze robią za świnie.
    Dobrze jest odmitologizować wciskane teksty o „obliczeniach świadczących, że było inaczej” i symulacjach cyfrowych które są absolutna prawdą. Dobrze jest uświadomić (tym myślącym oczywiście) że ktoś kto arbitralnie twierdzi, że jego obliczenia są 100% prawdziwe to jest to oszust lub ignorant. Kogoś kto robi jakieś usługi dla NASA trudno o ignorancję posądzać , pozostaje więc to drugie. Obecnie właśnie link z konferencji w Kazimierzu pokazał i rejterada przed prokuraturą Binendy pokazała dobitnie kim jest ten Pan i jaka wartość ma jego „symulacja”.
    (Niektórzy znajomi mej żony stwierdzili jak mogę lekceważąco oceniać tego naukowca, przecież to profesor z NASA)
    Dla wielu będzie to kubeł zimnej wody i otrzeźwienie by tak nie padać na kolana przed tytułami i informacjami o pracy na rzecz znanych instytucji i firm. Można pracować dla NASA i wcale nie być kimś wybitnym, a już na pewno nie wskazuje to na poziom moralny takiego człowieka.

  173. Film „Doktryna szoku” można obejrzeć w całości na youtube http://www.youtube.com/watch?v=xSsOZz1np8s
    Gorąco zachęcam

  174. Drogi Antoniusie!
    Absolutnie rozumiem Twoja potrzebę używania mózgu (co by nie zardzewiał lub nie poddał się nadmiernemu ciśnieniu sródmózgowemu). Zwłaszcza, gdy temat „ci leży” zgodnie z Twoim wykształceniem.
    W sprawie przyczyn katastrofy podzielam Twoje zdanie. Obydwa eksperckie jednak (!) orzeczenia oficjalne, niezależnie od rozłożenia akcentów, są raczej zbieżne.
    Nieprzekonanych nie przekona nikt, nawet sam Pan Bóg, nawet ten od dyrektora Rydzyka.
    Moje rozumowanie w sprawie tragicznego wypadku lotniczego było od początku proste, by nie powiedziec – prostackie, czyli zgodne z tzw. trzeźwym rozsądkiem.
    Ten samolot w ogóle nie powinien, już opóźniony, wystartować z Warszawy, a tym bardziej podejmować próbę lądowania w okolicach Smoleńska, skoro warunki pogodowe tylko się pogarszały (o czym informowali koledzy z Jaka, ktoremu cudem, w mgle jak mleko, udało się jeszcze wylądować na lotnisku – klepisku).
    Błędy w szkoleniu lotników z 36 pułku(?), niekompatybilność polskich i rosyjskich procedur oraz komend miały znaczenie drugorzędne.
    Jeśli w coś wierzę w tej sprawie, to właśnie w presję psychiczną, wywieraną na pierwszego pilota, niekoniecznie w formie bezpośredniej, który „miał w tyle głowy”, że powinien jednak wylądować, bo cała impreza na nic.

  175. TJ
    5 czerwca o godz. 21:57

    Oczywiscie w zwyczaju PO-prawcow celowo przeinaczasz.
    Ja w ogole sie nie odnosze do technicznych analiz katatstrofy bo nie znam sie na tym i nie mam mozliwosci sprawdzenia czy podano by mi wszystkie, pelne informacje,

    Lista klamstw dotyczy roznych szeroko publikowanych
    faktow” na temat klotni Protasika, 4 podejsc do ladowania, naciskow itp.
    To bylo przeciez publikowane jako sprawdzone fakty i okazalo sie wyssane z palca.
    Brzoza nie brzoza – tego w przeciwienstwie do blogowych ekspertow nie wiem i nawet nie probuje na ten temat dyskutowac.
    Pan Passent wiedzial od razu, ze to polska niefrasobliwosc i podejscie, ze Polak nawet na wrotach od stodoly (wiadomo, chamstwo ze wsi) poleci.
    Pozniej chlonal jak gabka zmyslane klotnie i naciski.
    Niektorym POlityczne zaangazowanie zakloca odbior rzeczywistosci.

  176. Ludzie,
    Binienda wydal juz 1,000,000 USD na badania katastrofy, årzywiozl rachunki do zaplacenia, ale Antek nie ma påieniedzu w Zespole Parlamentarny, i podal Biniende do prokuratury… Szczegulu finansowe sa tutaj
    http://www.youtube.com/watch?v=ERDm3obdH3M

  177. Wiesiek59 dziś 10:08,

    dziękuję za linka. U nas nawet przeciętne wynagrodzenie nie dorasta do racjonalnego minimalnego – http://henryk-lewandowski.blog.onet.pl/ . Firmy padają jak przysłowiowe muchy, bo jakość rynku konsumenckiego tchu im złapać nie pozwala 🙁 Oczywiście firmy mikro i małe, choć i średnim nierzadko się zdarza.

  178. Uwazam Rze,
    Nalezy zostawic sprawy techniczne prawdziwym fachowcom i nie osmieszac sie.

    Problemem dla mnie jest oczywisty brak rzetelnosci dziennikarskiej tworzacy atmosfere wokol katastrofy.

    Pan Passent wspoluczestniczy w „stwarzaniu” faktow takich jak ucieczka profesora Biniendy – to brak rzetelnosci, zla wola i manipulacja – z tego samego zrodla co klotnia Blasika z Ptrotasiukiem.

    Zmysla sie i nakreca „fakty” by udowodnic teze przeciwko przeciwnikom politycznym.
    A przeciez Pan Passent nie jest dzialaczem polityczny tylko dziennikarzem i powinien chociaz probowac byc obiektywny albo chociaz ostrozny w tworzeniu roznorakich tez ala wrota od stodoly. (Moze juz dziennikarzem nie jest)

    Nie tym kraj zyje.
    Otoz dzieki wysilkom PO udalo sie w nocy wylac asfalt i Tusk dostal brylke smoly wraz z meldynkiem.
    Toz to rzut na tasme i powod do swieta…. PO-lak potrafi.
    przy okazji 1/3 firm budowlanych ma w najblizszym czasie zbankrutowac.

    Wielka Brytania pokazala swiatu jak bardzo mozna byc dumnym z brytyjskosci.
    Nikomu nie przeszkadzaly msze ani sredniowieczne stroje.

    Londyn z duma prezentowal swoj wyjatkowy patriotyzm.
    Trudno nie byc dumnym z wlasnegokraju ogladajac reportaze o Dzikich Krajach ze wschodu.

    Za tydzien bedzie specjalny program w telewizji australijskiej o antysemityzmie i rasizmie w Polsce…
    w kraju gdzie nie opadl jeszcze pyl walk ulicznych w Cronulli (Sydnej) gdzie starli sie prawdziwi Australijczycy (pochodzenia brytyjskiego) z
    „Arabami” – reportaz sie przyda…
    zraniona narodowa duma wzrosnie.

  179. Profesor Bienienda nagle się poczuł dumnym Amerykaninem z dziada pradziada 🙂

  180. TJ
    „komenda „odchodzimy” nie została wydana na wysokości 100 m nad poziomem pasa, tylko na wysokości 39 m nad poziomem pasa”.

    Raz jeszcze zajrzyj do stenogramów odczytanych po wielomiesięcznej analizie w krakowskim IES i sprawdź co mówi dowódca, drugi pilot, a co nawigator. Drugi pilot podając wysokość według wysokościomierza barometrycznego (ma go przed sobą) zawsze musi dodać słowo „metrów”. Natomiast nawigator czytając wskazania radiowysokościomierza zawsze podaje same liczby. Drugi pilot R. Grzywna powiedział „100 metrów” (czyli baro), a dowódca A. Protasiuk po chwili „… odchodzimy na drugie…”. Dlaczego nie mogli odejść i nadal opadali to osobna sprawa. Później nawigator zgodnie z procedurą odczytywał wysokość radiometryczną: 90, 80, 70, 60, 40, 20.

  181. Roman Strokosz
    „… chyba uniwersytety z New York, Bosten czy Princeton raczej sa trudne do porownania z Akron University”.

    Pewnie tak, uniwersytet w Akron robi sporo rzeczy dla NASA i Boeinga. Nie wiem jak Nowy York. 🙂

  182. mtwapa

    „2. Obywatel polski nie może wobec władz Rzeczypospolitej Polskiej powoływać się ze skutkiem prawnym na posiadane równocześnie obywatelstwo innego państwa i na wynikające z niego prawa i obowiązki”.

    Prawo to sztuka interpretacji. Przeczytaj powyższy akapit raz jeszcze, jest tam kluczowe słowo „równocześnie”. Czyli chodzi o sytuację w której człowiek posiadający podwójne obwatelstwo posługuje się przed władzami polskim dwoma paszportami jednocześnie. Polskie prawo tego nie toleruje. Ale jeśli nawet mając polskobrzmiące nazwisko pokazujesz na Okęciu paszport amerykański, to SG nie sprawdza, czy i jakie ewentualnie masz jeszcze inne obywatelstwa. Nic ich to nie obchodzi – i słusznie. Jeśli amerykański paszport jest prawdziwy to automatycznie zaświadcza o twoim amerykańskim obywatelstwie. A jeśli poslużyłeś się na bramce na lotnisku ważnym polskim paszportem to jesteś traktowany jako obywatel polski, nawet jeśli nazywasz się John Smith. I oczywiście, jak ktoś zauważył, jesli masz podwójne obywatelstwo, polskie i amerykańskie, a przyjechałeś na paszport polski to w razie czego nie możesz automatycznie liczyć w Polsce na ochronę amerykańskiego konsula przewidzianą dla obywateli USA.

    „Czyli tak jak osoby majace chocby krople oleum w czaszce wykoncypowaly”.

    Doceniam dowcip, ale niektóre oleje równoznaczne są ze złym cholesterolem. Trzeba uważać.

  183. Tragedia!

    Tragedia rozumienia tekstów blogowych. Przeczuwając ją nie czytam – jak to zrobiła mag – 153 (teraz prawie 170) komentarzy o awiacji i mierzeniu wysokości w locie. Nie zrozumiał bym, i po co ja mam się później denerwować lecąc samolotem. Gdy wchodzimy w chmury, co niekiedy się zdarza, z miejsca zaczynam się trząść ze strachu, aż cały samolot dostaje terbulencji, zdaje mi się, że robimy beczkę, albo korkociąg, gdyż nigdy nie ma pewności, czy piloci odczytują wysokość z wysokościomierza barycznego czy radiowego.

    Ale spróbuję coś sprostować, dla własnej maniakalnej chyba przyjemności. Otóż nie uważam, że rządy mają mało i coraz mniej do powiedzenia jeżeli chodzi o koniuktury i ekonomię. Czy ja gdzieś tak napisałem? Otóż jest rząd z min. finansów (MF), który prowadzi politykę fiskalną wespół z Sejmem, są też budżety samorządowe (którymi mocno steruje MF), są firmy państwowe, są fundusze poza budżetowe (chyba nie wszystko zreformowano w finansach publicznych). Jest też polityka fiskalna RPP i NBP, nie rządowa ale państwowa. Wszystkie w/wym ciała z większością rzadową na czele wpływają bardzo mocno na koniunkturę gospodarki krajowej, na strukturę ekonomii i zachowania prezesów firm i gospodyń domowych, ale jest to złożony proces i są sprzężenia zwrotne. Nie chcę wchodzić w zawiłe detale – zwane niekiedy „majaczeniem”. Odsyłam do gazet i magazynów. Tam wszystko jest wyjaśnione.

    Ale czy to się spotyka ze zrozumieniem?

  184. narciarz2
    „A poza tym decyduje proste pytanie: czy jest Pan polskim obywatelem”.

    Nikt w Polsce takiego pytania na granicy nie zadaje, to byłoby równoznaczne z inwigilacją. A co z pytaniem, „Czy jest Pan polskim obywatelem”? – Cóż, sprawa jest prosta, urzednik nie wierzy na słowo, bo każdy może przecież odpowiedzieć tak lub inaczej. Dla urzędnika liczy się skutek prawny wynikający z dokumentu jaki pytany ma w kieszeni.

  185. Indor prawdziwy

    „Załoga nie podejmowała żadnych czynności – według rejestratorów rozmów i parametrów lotu- które by wskazywały że zamierza jakąkolwiek decyzję podejmować.
    Powyższy akapit w świetle dialogu z kontrolą lotu (”a na 100 metrach bądźcie gotowi do odejścia na drugi krąg” – odpowiedź: ”TAK JEST”) jest równoznaczne ze świadomym wprowadzeniem w błąd obsługi lotniska”.

    Pisząc, że „Załoga nie podejmowała żadnych czynności” z pewnością zdajesz sobie sprawę (zwłaszcza po ekspertyzie IES z Krakowa), że świadomie piszesz nieprawdę.
    Pytanie – czemu to robisz?

  186. @tez_narciarz
    „Niestety nie zawsze jest tak prosto. Przeciez nie zawsze mozna
    wszystkie dane od razu ujawnic. Nie znaczy to, ze ktos jest nieuczciwy. Tym bardziej, ze dorobek wskazuje na dotychczasowa dobra prace.”
    Dokladnie z tego powodu ja bardzo pilnowalem swoich sformulowan. Nie napisalem niczego, czego nie powtorzylbym w obecnosci profesora B. Jesli chodz o meritum: „nie zawsze mozna wszystkie dane od razu ujawnic.” Pelna zgoda. Mozliwe sa trzy scenariusze, ktore mniej wiecej wyczerpuja mozliwosci. (1) Prof. B. pracuje nad technologia ladowania we mgle bez przyrzadow na zle wyposazonym lotnisku, zas wspomniane obliczenia to czesc jego wynikow. Taka technologia warta jest miliony i nic dziwnego, ze nie ujawnia danych do czasu opatentowania. (2) Prof. B. robi obliczenia w celu bezstronnego wyjasnienia wielkiej zagadki. Chodzi mu o prawde i tylko prawde. W takiej sytuacji zatajenie danych kloci sie z celem i jest kompletnie niezrozumale. (3) Prof. B. swiadomie badz nieswiadomie sieje zamet, dazy do powiekszenia chaosu, i chce poprzec jedna opcje polityczna. W takiej sytuacji zatajenie danych przy jednoczesnym propagowaniu wynikow jest zrozumialym sposobem powiekszenia zametu.

    Jak na razie przebieg wydarzen raczej wskazuje na scenariusz (3). Tyle chcialem wyrazic. Moge to powtorzyc w obecnosci zainteresowanego. Specjalnie tak dobralem sformulowania, zeby bylo to mozliwe.

    Przy okazji oswiadczam, ze nie podpisuje sie pod probami dezawuowania profesora na podstawie specjalnosci (mechanika, a nie fizyka), stanowiska (taki profesor czy siaki profesor) albo lokalizacji uniwersytetu (Akron, a nie Harvard). Moim zdaniem, zaden z tych czynnikow nie ma znaczenia negatywnego. Moim zdaniem, profesor sam siebie dezawuuje swoim zachowaniem. Gdyby mial nagrode Nobla, to powiedzialbym dokladnie to samo.

  187. Do tematu antysemityzmu, który to temat uporczywie podtrzymuje tu IT dorzucę, ciekawy według mnie, link:
    http://wiadomosci.onet.pl/wpadka-baracka-obamy,5149930,temat.html

  188. @mtwapa
    Ten przepis jeszcze nie obowiązuje.
    Do 14 sierpnia obowiązuje taki:
    „Art. 2. Obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa.”
    Więcej:
    http://skorowidz.rcl.gov.pl/Haslo1-40094.php

  189. @Restytucja

    „Już i tak za daleko zaszli. I dlatego jeśli fizyka i matematyka potwierdzają tezę o zamachu to my musimy twardo opowiedzieć się przeciw matematyce i fizyce. Za Hypkim i Łozińskim, a przeciw Biniendzie i Szuladzińskiemu. Taka konieczność dziejowa.”

    Całkowicie podzielam tę opinię. Antyfizyczność animki generałowej udowodnił ponad wszelką wątpliwość również Pan Prof. Mirosław Dakowski. I to wkrótce po 10.05.2010. Nie chodzi tylko o matematyke czy fizyke, lecz również o kłamstwa, które towarzyszyły od samego początku wyjaśnieniu przyczyn „wypadku” smoleńskiego.

    Koniecznością dziejową czy tez wąsko pojętą „polską racją stanu” jest opowiadanie sie przeciw matematyce i fizyce, tworzenie teorii antyfizycznych sprzecznych z nauką. A może ktoś jednak uwierzy, że tutka leciała jak UFO? A takich ludzi – o „wierze mocnej i wypróbowanej”, że piloci byli psychopatami, samobójcami a ponadto że byli „naciskani” z przodu i z tyłu – do tej pory jak widać wciąż nie brakuje.

    Nie potwierdziło się, ze piloci byli psychopatami i samobójcami, że lądowali, a teza o „naciskach” została wprawdzie potwierdzona ale dokładnie tak jak w Radio Erewan. Były bardzo mocne naciski – ale na „ekspertUf” Komisji Millera…

    Za daleko doszli – to chyba za mało powiedziano. Hipoteza o możliwości zamachu nigdy nie była na poważnie brana pod uwagę przez „oficjalne” organy. Wystarczy przeglądnąć wstępne materiały.

    Słowo „oficjalne” użyłem w cudzysłowie ponieważ MAK (a w ślad za nim ZM) działały pozaprawnie. Dowodem jest pokazanie generałowej przez przedstawiciela ICAO środkowego palca…

    Dlatego wartość dowodowa tych materiałów nie przekracza wartości makulatury.

  190. Dywagacje są dość tu skomplikowane podczas gdy:
    – wiele elementów jest w stanie ocenić człowiek nie zajmujący się samolotami (elementy lotnicze niech robią specjaliści, ale sam mechanizm niszczenia samolotu jest czytelny dla wielu dochodzeniowców)
    – nie muszę postponować Biniendy jako całości, aby wykazać, że opowiada całkowite bzdury nie stosując podstawowych zasad dochodzeniowych (zajmuje się wyrwanym z kontekstu zjawiskiem): można się tylko dziwić, że nie jest w stanie tego zrozumieć mając takie tytuły itp.
    – brzozy w ogóle mogło nie być, ale bezsporny jest fakt utraty skrzydła i obrotu na plecy; nawet jeśli to nie brzoza to trzeba by napisać dlaczego jest złamana jeśli jest w strefie katastrofy
    – ekspert nie powinien się angażować politycznie nawet jeśli robi ekspertyzę na czyjeś zlecenie
    – zachęcam do przeczytania na http://www.eksploatyka.pl felietonów z tagiem Smoleńsk.

  191. Kilka linków na temat „fizyki” smoleńskiej, w większości ze strony Pana Prof. Dakowskiego:

    Zeznania świadka Mirosława Dakowskiego dla Prokuratury Wojskowej
    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2605&Itemid=100

    To elementarne, Watsonie!
    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2633&Itemid=100

    Prawa zachowania fizyki a oficjalna dezinformacja
    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2504&Itemid=100

    PRAWA FIZYKI nt. Smoleńska w „NCz!”
    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2725&Itemid=100

    Rosyjska wersja katastrofy smoleńskiej jest sprzeczna z prawami fizyki!
    http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2500&Itemid=100

    Zamach w Smoleńsku – lot PLF101
    http://www.odbudowa.com/SMOLENSK/

  192. Cierpliwie należy odczekać do czasu zakończenia tych igrzysk głupoty, puchy i marnotrawstwa. Policja, prokuratura, CBŚ, CBA i inne organa terroru rozpoczną pracę nad wykryciem gigantycznych przekrętów, oszustw, kantów, korupcji i marnotrawstwa. Tusk musi liczyć już dni do końca swojej kariery, lokować pieniądze na Cyprze lub w innym raju i szukać intratnej fuchy gdzieś w Brukseli. Sam nie wiem czy doczekam jeszcze burzenia stadionów i końca remontu sfuszerowanych autostrad. Oto jeden z przykładów gospodarności niewidzialnej ręki. http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,11874906,Dlaczego_upadaja_firmy_zaangazowane_w_inwestycje_na.html

  193. @jasny gwint
    5 czerwca o godz. 21:14

    ***Oszuści mylą pogonie. Starodawny polski bank PEKAO SA, teraz w łapach włoskich oszustów Uni Credit zmienia barwy. […]. Zapłacą za to kilka miliardów złotych. Z tego wiele z moich oszczędności. Ciągle w tym banku tracę. Wszyscy w nim tracą. Tylko właściciele i prezesi się bogacą. Zmienią barwy, ale oszustwa i kiwania ludzi nie zmienią.***

    Jakże prawdziwa i gorzka prawda. Jestem klientem tego banku od 1974 roku, widziałem pompatyczny rozwój (nowe pałace) i upadek, plus przejęcie przez Włochów. Jedno było stabilne: Systematyczne obniżanie wysokości odsetek. Chwilowo wynoszą 0.01%. Gdy zaczynałem składać swe oszczędności dewizowe (legalne) na koncie A, mogłem z rocznych odsetek wykupić pół Pewexu z zapasu wódek i win za bony (+10%). Jeszcze dziś mam w piwnicy rum i brandy, kupione za bony, wina niestety już wyparowały. Z oszczędności oczekiwanych miałem prawie drugą pensję przy ówczesnych relacjach dolar- złotówka. Na funduszach straciłem równowartość samochodu, zlikwidowałem wszystko i nie reaguję na aktualne zachęty lokowania „nadwyżek” z emerytury. Moja żona jest patriotką (nie w tym nowym znaczeniu, a tradycyjną) i zawierzyła swoją emeryturę i oszczędności wspólne państwowemu, jakoby przyzwoitemu polskiemu bankowi o nazwie PKO BP czy jakoś tak. Też straciliśmy na funduszach, ale to nasza wina – nikt nas nie zmuszał. Odsetki są „znacznie” wyższe – aktualnie 0.1%. Daje to w okresie kapitalizacji odsetek ogromną sumę 0.02 PLN, przy opłacie za konto 6.90 PLN, musi więc dopłacać do interesu. Niestety nie tylko Włosi są złodziejami!!! Polski bank kradnie nasze odsetki bezprawnie, pobierając bezprawnie podatek Belki w wysokości 100% (tak jak chciał obniżyć ceny Wałęsa). Dostaję maile, w których w jednym wierszu jest: Kapitaliacja odsetek: 0.02 PLN (na czarno), a w następnym wierszu: Podatek od kapitalizacji odsetek: -0.02 PLN (na czerwono). Co by nie było to podatek jest równy odsetkom więc wynosi 100 %. Tak jest w każdym mailu. Niestety nie umiem tego przekazać na blogu.
    Nie tylko bulwersuje fakt, że polski bank jest superzłodziejem, ale pokazuje idiotyzm tej „Belki” przy ustanowieniu prawa. W Niemczech nie znają Belki, ale też jest podatek od odsetek, ale dopiero wtedy gdy wartość odsetek przekracza pewną sumę. Dla małżeństwa jest to istotne dopiero od sumy kapitału około 100000 marek (kiedyś). Musiałbym żyć jak biblijny Matuzalem (1000 lat), nie jeść i pić tylko gromadzić emerytury, aby się zacząć martwic o podatek Belki. Jakimi kretynami są posłowie, senatorowie i pomysłodawca (o prezydencie nawet nie wspomę), że przy odsetkach kilku groszy odtrącają podatek???
    Same koszty manipulacyjne banku są znacznie wyższe. Gdyby mnie poproszono, to przekazałbym te odsetki na ważny cel, ale gdy czytam te idiotyzmy, to mnie szlag trafia. W PeKaO SA mam odsetki zbliżonej wysokości, ale około 6 groszy i tam odtrącają mi niecały zysk z kapitału, ale nie pamiętam ile procent.
    Tak mądry ludzie ustanawiają u nas prawa, niestety!
    Jeśli dostanę następny udar to nie z powodu idiotyzmów, które czytam na blogach Polityki, a przy kolejnym mailu z polskiego banku.

  194. @Rafał Wodzicki

    „…aby wykazać, że opowiada całkowite bzdury nie stosując podstawowych zasad dochodzeniowych (zajmuje się wyrwanym z kontekstu zjawiskiem)”

    Jako ekspert z dziedziny modelowania i symulacji Pan Prof. Wiesław Binienda miał na celu rozstrzygniecie jednego z niezwykle istotnych elementów narracji MAKowskiej. I ten właśnie aspekt – według twojego określenia – wyrwane z kontekstu zjawisko – było przedmiotem analizy metodą elementów skończonych. Tak się właśnie robi na całym świecie. patolodzy np. zajmuja się tylko i wyłącznie sekcjami zwłok a nie mechaniką czy sprawdzaniem zapisów TAWS.

    Dalej piszesz:
    „brzozy w ogóle mogło nie być, ale bezsporny jest fakt utraty skrzydła i obrotu na plecy; nawet jeśli to nie brzoza to trzeba by napisać dlaczego jest złamana jeśli jest w strefie katastrofy”

    I tu jest własnie podstawowy problem prokuratury. Jeżeli NIE pancerna brzoza jest sprawcą „wypadku” smoleńskiego – TO CO. Czyli przyjeto hipotezę i zmknieto „sprawę” przez MAK, ZP i po części prokuratury NIE WIEDZĄC JAKIE BYŁY PRZYCZYNY KATASTROFY.

    Zatem całe to działanie było oparte na „wierze”…

    Abstrahując od dowodów (ślady metalu na pancernej brzozie), ktore pojawiły się szereg dni po wypadku. Na zdjęciach bezpośrednio po katastrofie – nie ma żadnego kontaktu brzozy ze skrzydłem.

    Ale bardzo słusznie podważasz wiarygodność „hipotezy brzozowej”, ponieważ obecnie to nawet Rosjanie w te brednie nie wierza. Linki wyżej… W tym zakresie masz moje stuprocentowe poparcie.

  195. Przedstawiciel szarocienia pisze zapominajac, ze jednego zla nie wyrugujemy przedstawiajac drugie zlo. Takie porownania sa nie tylko niedorzeczne. bagatelizuja bowiem jedno i drugie (zlo).

    ET

  196. @narciarz2
    6 czerwca o godz. 5:27

    Narciarzu!
    Jestem zachwycony ujęciem problemu. Sam chyba nie napisałbym tego jaśniej i lepiej. Wierz mi, to na mojej klawiaturze (w moich ustach) jest wielkim komplementem.

  197. Torlin
    5 czerwca o godz. 8:47

    Nie chce juz mi sie pisac, ale czytam. I w koncu nie wytrzymalem.

    No wlasnie. Wszyscy calkiem inteligentni blogowicze jak Antonius, TJ i jeszce paru wdaja sie w *polemike* z roznymi nonpussumusami. Udawadniajac im albo klamstwo, albo ignorancje. Ile mozna przekonywac glupcow, albo ludzi o zlej woli. To nie ma sensu.
    Byla katastrofa do ktorej przyczynil sie prezes jaroslaw. A ani Rosjanie ani nikt inny nie mial interesu w spektakularnym usmierceniu kartofla. Przeciez wszystko wskazywalo, ze ten przegra z kretesem nastepne wybory. A nawet gdyby wygral, to Rosjanom odpowiadalby taki niezgula na *tronie*. Przeciez on niesutannie osmieszal Polske, wybierajac sie tam gdzie go nie proszono, bez znajomosci jezykow, otoczony takimi *wybitnymi* dyplomatami jak Fotyga czu Waszczykowski
    na europejskich salonach stal gdzies z boku nie potrafiac wejsc w jakikolwiek kontakt z obcym mu swiatem.
    W *Zemscie * Fredry Dyndalski mowi Papkinowi: *A ktoz by sie lakomil na panskie marne zycie ?*
    No wlasnie, ktozby sie lakomil na zycie tego nieudacznika.
    Nie dajmy sie wciagac w haszcze pseudopolemiki z ludzmi zlej woli albo glupcami, bo oni znow wyciagna z kapelusza nowego krolika: ktory jako WYBITNY UCZONY O MIEDZYNARODOWEJ SLAWIE ZA MILIARD DOLAROW UDOWODNI ZE BYLY NIE TRZY ALE CZTERY BOMBY.
    Torlinie, Twoj zdrowy rozsadek mi odpowiada.
    Pozdrawiam

  198. Profesor Binienda nie chcial sie spotkac w prokuraturze, pewnie go Antoś uprzedził że w Polsce prokuratorzy wyrywaja paznokcie przesłuchiwanym. Przy amerykańskich metodach „water boarding” to zabawka.

  199. Andrzej Falicz
    5 czerwca o godz. 23:28
    TJ
    5 czerwca o godz. 21:57
    „Oczywiscie w zwyczaju PO-prawcow celowo przeinaczasz.
    Ja w ogole sie nie odnosze do technicznych analiz katatstrofy bo nie znam sie na tym i nie mam mozliwosci sprawdzenia czy podano by mi wszystkie, pelne informacje,
    Lista klamstw dotyczy roznych szeroko publikowanych
    faktow” na temat klotni Protasika, 4 podejsc do ladowania, naciskow itp.
    To bylo przeciez publikowane jako sprawdzone fakt…”

    Mój komentarz

    Autorze, rozwodzisz się szeroko nad doniesieniami mediów w sprawie katastrofy, a pomijasz naczelne kłamstwo zamachowych – komendę „odchodzimy” wydaną na prawidłowej wysokości 100 m nad poziomem pasa. Nie musisz się do tego odnosić z punktu widzenia eksperckiego, ale nie możesz tego nie zauważać.

    Raport kilkudziesięciosobowej komisji (z wiążącymi prawnie podpisami) jest opublikowany od dawna. Raport Millera stwierdza czarno na białym, że komenda „odchodzimy” została wydana na wysokości 39 m nad poziomem pasa. Nie trzeba być naukowcem, zawodowym weryfikatorem z NIK-u ani agentem CIA, by ten prosty fakt odnaleźć w Raporcie Millera.

    Wychodzi na to, ze twórcy i zwolennicy teorii zamachowej traktują te kilkadziesiąt osób, członków komisji badania katastrofy smoleńskiej jako agentów lub przekupionych lub zwykłych durniów.

    By przyjąć inny obraz katastrofy – zamachowy należałoby to udowodnić czarno na białym i złożyć swój prawnie wiążący podpis pod takim obrazem.

    Stan na dzisiaj jest taki, ze wszyscy gębują, że gdzieś dzwonią, słyszą jakieś wybuchy, a nie bardzo wiedzą gdzie. Właśnie Redaktor dał przykład osoby, która podjęła się wykładów, wywiadów na temat hipotezy zamachowej dwuwybuchowej, a uniknęła zajęcia oficjalnego stanowiska wiedząc, że byłoby to stanowisko bezdowodowe.

    Takich sądów na świecie nie znajdziesz, które by orzekły w obliczu obliczeń komputerowych i wniosków z nich wyciągniętych, że zdarzenie, na które są trwałe materialne dowody, nie miało po prostu miejsca. Mówiąc wprost, brzoza stoi złamana, ale zwolennicy hipotezy zamachowej mówią – to jest jakiś artefakt, tak wykazują obliczenia komputerowe. Nie było lotu przez brzozę.

    Kto złamał brzozę? Nie wiem.

    Pzdr, TJ

  200. telegraphic observer
    6 czerwca o godz. 2:19
    …Otóż nie uważam, że rządy mają mało i coraz mniej do powiedzenia jeżeli chodzi o koniuktury i ekonomię…”

    OK TO,
    nie uwazasz – chociaz myslalem i napisalem, ze CHYBA! sie ze mna zgodzisz.

    Poprawie sie:
    Wedlug mnie ale nie TO

    rzady maja malo i coraz mniej do powiedzenia w sprawach koniunktury i ekonomii.
    Oczywiscie mozesz sie nie zgadzac i powiedziec, ze duzo.
    Pojecie raczej subiektywne.
    Deregulacja, liberalizacja i globalizacja powoduja, ze coraz mniej do powiedzenia maja rzady a coraz wiecej rynek.
    Nigdy natomiast chyba tak duzo jak dzisiaj nie mialy do powiedzenia „rynki finansowe”.
    Relacje rynek/rzad pieknie ilustruje ostatnia zmiana we Wloszech i Grecji.
    OK TO,
    czy chcesz postawic teze, ze boom za czasow PiS byl zasluga Lewicy…
    A nadchodzacy kryzys w Polsce jest wina PiS-u ?

    Wedlug mnie i tego co napisalem ( a co krytykujesz) rzady maja coraz mniej do powiedzenia – czy uwazasz, ze to nieprawda?
    Napisalem, ze sie chyba ze mna zgodzisz – okazuje sie, ze nie.
    Ekonomie krajowe sa w coraz wiekszym stopniu wspolzalezne a
    globalizacja zmniejsza poziom demokracji czy demokratyczności życia międzynarodowego.
    Zmniejsza się mianowicie udział większości państw w decydowaniu o najważniejszych kwestiach międzynarodowych, także o spra­wach mających żywotne znaczenie dla tych państw.
    Pogłębianie się niedemokratyczności stosunków międzynarodo­wych widoczne jest:
    w sferze finansów międzynarodowych, w której znakomita większość państw ma ograniczony i stale malejący wpływ na instytucje międzynarodowe określające parametry globalnych finansów.

    W zwiazku z moja teza, ze rzady maja malo i coraz mniej do powiedzenia w sprawach ekonomii i koniunktury.
    Zwlaszcza slabe, neudolne i nieefektywne rzady jak Polski (Patrz statystyki Banku Swiatowego) im wiecej pieniedzy zostanie w rekach pracownikow a mniej w rekach marnujacych je urzednikow TYM LEPIEJ.
    Dlatego za najwazniejsza zmiane i to pozytywna w dziedzinie ekonomii (JA !) uznaje obnizenie podatkow przez PiS.

  201. @Mauro Rossi

    Widze ze nie jestes w stanie utrzymac w glowie dwoch podpunktow w tym samym czasie. Zgubiles w swojej argumentacji: Art. 3. 1.

    Slaby troll jest slaby.

  202. Jedna z ostatnich wrzutek na temat „wypadku” smoleńskiego:

    Jak pisze „Newsweek”, na jednej z nich widać prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który spaceruje między fotelami.
    http://polska.newsweek.pl/zdjecia-z-tu-154-obala-teorie-wybuchu,92694,1,1.html

    „Fotografie pomagają [rzekomo] rozstrzygnąć, czy na pokładzie samolotu doszło do wybuchu, czy nie. Wiedząc, kto gdzie siedział i znając obrażenia pasażerów, można ustalić, z jakiego kierunku nadeszło uderzenie. Z dotychczasowych analiz nie wynika, by na pokładzie mogło dojść do jakiegokolwiek wybuchu” – cytuje „Newsweek” anonimowe źródło „zaangażowane w sprawę”.

    „Gazeta Polska” dotarła do zdjęć, którymi dysponuje Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Widać na nich prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale w kadrze znalazło się zaledwie kilka foteli, na których siedzą pasażerowie.

    Zdaniem rozmawiających z „Gazetą Polską” ekspertów z zakresu badania wypadków lotniczych, którzy widzieli zdjęcia, trudno na ich podstawie wysnuć jakiekolwiek wnioski dotyczące przyczyn katastrofy.

    – Te zdjęcia w żaden sposób o niczym nie rozstrzygają. Nie ma pełnego obrazu całego wnętrza samolotu, nie wiadomo, kto na jakim fotelu siedzi, ponieważ widać jedynie kilku pasażerów, i to od tyłu, co praktycznie uniemożliwia ich rozpoznanie – twierdzą nasi rozmówcy.

    Rosyjska ingerencja

    Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie dysponuje ekspertyzą Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na temat nośników elektronicznych, które były własnością ofiar katastrofy smoleńskiej, m.in. aparatów fotograficznych i kamer.

    Jak ocenia Pani [Marta kaczyńska] reakcję prokuratury na wizytę w Polsce i prezentację wyników swoich badań przez prof. Wiesława Biniendę?

    Wiedziałam o samej propozycji spotkania prof. Biniendy z prokuraturą znacznie wcześniej i moim zdaniem atmosfera wokół tego spotkania była dziwna od początku. W pierwszym momencie uważałam nawet, że warto się spotkać, że prokuratorzy to młodzi ludzie, którzy dążą do ustalenia faktów. Jak się jednak okazało, skończyło się na czekaniu profesora w Sejmie, gdzie prokuratorzy nie chcieli się pojawić. Nie bardzo było wiadomo, czemu miało służyć spotkanie, skoro na początku prokuratura wskazywała na dowolne miejsce, a później zmieniła zdanie. Upieranie się, że spotkanie musi się odbyć w prokuraturze, słusznie powodowało podejrzenie, że wiedza i wyniki badań prof. Biniendy zostaną po takim spotkaniu przed opinią publiczną utajnione. Gdy profesor wyraził wolę spotkania w budynku Sejmu RP, w obecności członków komisji, prokuratura się wystraszyła.

    Krótka, ale bardzo rzeczowa ocena zaistniałej sytuacji…

  203. @bartoszcze

    Dzieki za sprostowanie. Niezaleznie ile paszportow mamy w kieszenie nasze obywatelstwo na terenie RP nie jest zredukowane do 50% praw i obowiazkow. Co poswiadczaja obowiazujace przepisy i te ktore dopiero zaczna zoobowiazywac.

  204. Proponuję posłuchać, co na temat przyczyn upadku polskich firm mówi Leszek Balcerowicz:
    http://faktypofaktach.tvn24.pl/leszek-balcerowicz-i-tomasz-wolek,256042.html

  205. Info dla Falicza; pierwszego fana Tuska….

    31. maja Donald Tusk otrzymal nagrode Waltera Rathenau w Berlinie. Laudatorka byla niemiacka kanclerka, Angela Merkel. Kontynuowanie dobrych kontaktow z Niemcami jest nie tylko polityczna korzyscia Tuska oraz Merkel, owe bowiem stanowia jednoczesnie podstawe w budowaniu polityki miedzynarodowej, a przynajmnie w obszarze nowej Europy. Po wiekach wrogosci, po zbrodniach podczas ostatniej wojny, po przesunieciu Polski na “zachod”, po latach integracji “wypedzonych”, po latach odbudowy, po latach bladzacego PRLu, po latach dyskusji i kwestionowaniu zachodniej granicy Polski mozemy sie cieszyc z dobrych, przynajmniej politycznych stosunkow z Niemcami. Mozemy sie rowniez cieszyc z dobrych stosunkow sasiedzkich zauwazajac, ze mamy wiele wspolnego. Zdaje sobie sprawe, ze droga do dobrosasiedztwa jest jeszcze daleka i nie wszedzie erschlossen. Mamy rowniez wspolne interesy, nie tylko zainteresowania. Postac Rathenau z polskiej perspektywy nie zawsze asocjuje sie pozytywnie, mam tu na mysli Rapallo jako poczatekdrogi do paktu Hitler-Stalin.

    O tym wspomnial w swojej mowie oczywiscie Tusk, z drugiej strony mozna postrzegac Rathenau jako ofiare radykalnej polityki oraz jej skutkow. Tuskowi daleko jest do polaryzowania stosunkow z sasiadami. Fakt otrzymania owej nagrody jest znakiem na nowej drodze, drodze do umacniania podstawy nowej Europy. Rok 1989 w Polsce przyczynil sie niewatpliwie w znaczacym stopniu do jej powstania. Tusk nawolujac do dialogu w swoijej mowie powolal sie na polityke wielkiego socjaldemokraty W. Brandta. Dialog bowiem, dialog polityczny i dialog pomiedzy sasiadami, coraz bardziej slyszalny, umozliwi dalsze, niezbedne zmiany w Europie Wschodniej.

    ET

    PS
    Dla Falicza licza sie oczywiscie autostrady. Dla innych samoloty. Dla innych jeszcze kilkunastu facetow biegajacych po murawie.

  206. @Mauro Rossi
    6 czerwca o godz. 2:41

    ***Pisząc, że „Załoga nie podejmowała żadnych czynności” z pewnością zdajesz sobie sprawę (zwłaszcza po ekspertyzie IES z Krakowa), że świadomie piszesz nieprawdę.
    Pytanie – czemu to robisz?***

    Zazwyczaj zgadzam się (lub prawie) z Indoorem, ale tu masz rację – osłabiłbym trochę wypowiedź Indoora: Skreślam wyraz „żadnych”, bo robili dużo (niestety nie to co trzeba). Patrzyli, czy gdzieś tam we mgle jest pas startowy, gdy opacznie zrozumieli ten fałszywy lot „horyzontalny” (2 lub 3 razy odczyt tej samej wysokości 100 m, mimo ustawienia na autopilocie dużej szybkości opadania). Dobił pilot swoich podopiecznych – i siebie – dalszą czynnością. Sądząc, że nawigator podaje dobre wartości wysokości (lot horyzontalny na wysokości 100 m) wiedział, że przeleci nad lotniskiem. Gdyby był posłuszny kontrolerowi to ucieszyłby się, że tak ładnie (choć niezgodnie z wszelkimi prawami fizyki) „stanął” na wysokości decyzyjnej, spojrzałby w mleko przed nim, stwierdziłby, że widzi gówno (w lotnictwie „pizda”) i spowodowałby odejście na drugi krąg lub do Warszawy czy Mińska. On jednak tego nie zrobił, a widać chciał koniecznie lądować, wbrew „patriotycznej” tezie Millera i …zwiększył szybkość opadania samolotu powyżej wartości granicznej z instrukcji, której zresztą nikt z załogi nie znał (to odejście w autopilocie mimo braku ILS).

    To był moment zwrotny ku zgubie i żadne wybuchy nie były potrzebne. Gdyby choć jeden członek licznej załogi (i gawiedzi) zrozumiał co się naprawdę dzieje, że radiowy miernik pokazuje wgłębienie terenu, to nie mielibyśmy tematu Smoleńska na blogu, tylko wielki wrzask prezydenta i jego przełożonego partyjnego, że Rosjanie przez sztuczną mgłę utrudnili im walkę z wrogiem, opóźniając uroczystą przemowę oskarżycielską, którą prezydent mozolnie i starannie przygotował.
    A propos!
    Nigdzie nie widziałem tekstu przemówienia. Czy jest w Internecie? Proszę o link.

  207. Co tam Katastrofa Redaktora Passenta –

    gdy zbliza sie realna i powazna katastrofa,

    za ktora w duzej mierze odpowiedzialne jest PO.
    (Dziekuje TO – jezeli ktos ma watpliwosci to czolowy ekonomista blogu uwaza, ze rzad ma duzo do powiedzenia w sprawach gospodarki)

    Fatalnie zapowiada sie przyszlosc firm budowlanych i generalnie sytuacji w polskim budownictwie.
    Wszystko wskazuje nadchodzacy w tej branzy kryzys.
    Jak istotne jest budownictwo dla calej ekonomii i efekt mnoznikowy
    100 zatrudnionych bezpośrednio w budownictwie tworzy co najmniej 200 do 300 dodatkowych miejsc pracy, a także „inicjuje” produkcję w innych sektorach.
    Ogolny gospodarczy kryzys zaczyna sie zwykle od finansow albo budownictwa.
    GW:
    „W ciągu najbliższych dwóch, trzech lat firmy budowlane najpewniej będą walczyły o przetrwanie. W tym czasie pracę może stracić nawet 100 tys. budowlańców. Powód? Tąpnięcie w inwestycjach drogowych i mieszkaniowych.

    Wedlug teorii TO i tu sie z nim w 100% zgodze za nadchodzaca katastrofe winne sa rzady i to od 5 lat panujaca nam PO.
    Panstwo polskie dzieki jakosci rzadzacych reprezentuje poziom:
    „prymitywny – plasujący się w rankingu World Bank – Doing Business na 67 pozycji między Panamą a Ghaną (spadek) [dodajmy, że polski banking stanowiący również otoczenie biznesu, jest pierwszoligowy – 8 pozycja, oznacza to, że administracja jest znacznie niżej od Ghany]
    * prymitywny – plasujący się w rankingu ONZ zastosowań informatycznych w zarządzaniu państwem (cyfryzacja administracji) na 54 pozycji za Kazachstanem (spadek) ”

    Amelie2
    „…Tylko w Polsce można wygrywać przetargi nie dysponując warunkami i mocą przerobową do realizacji kontraktu.
    Jest to „zasługa” ustawy o zamówieniach publicznych – najgorszego gniota prawnego jaki stworzyła III RP. Jest to „listek figowy” do wszystkich przekrętów jakie maja miejsce przy udzielaniu zleceń przez firmy państwowe.
    Nie sprawdza sie rozsądnie standingu finansowego wykonawcy tzn. jakie ma zobowiązania finansowe – ile do kiedy ma zwrócić pieniędzy innym podmiotom gospodarczym. Nie sprawdza się jego portfela zamówień, tylko formalnie ilość posiadanych środków produkcji. To że są one zaangażowane na innych kontraktach już zamawiającego nie obchodzi. Poza tym wiadomo jak sie pogarsza wzrok u zamawiających, aby nie dostrzegli przekrętu juz w momencie powierzania firmie prac za państwowe pieniądze.
    Dlatego później taki dobrze ustawiony wykonawca szuka podwykonawców. Są to małe firmy walczące o przeżycie, które muszą podjąć ryzyko współpracy z gangsterami – bo tak należy nazywać firmy nie szanujące bezpieczeństwa obrotu gospodarczego.
    Żadna firma prywatna nie stosuje zasad ustawy przy zamawianiu dla siebie dostaw lub usług, bo musiałaby bardzo szybko zbankrutować. A państwo polskie zatrudniające u siebie setki tysięcy większych, lub pomniejszych znajomych królika, tak szybko nie zbankrutuje.
    Przykładem na wartość urzędników jest warszawski ratusz, który ponoć zatrudnia setkę prawników, ale istotne sprawy powierza zewnętrznym kancelariom – bo swoi się nie nadają do odpowiedzialnej pracy.
    Może by tak rząd pomyślał o powierzeniu przygotowywania ważnych aktów prawnych doświadczonym firmom, a nie polegał na „swoich” totalnie niekompetentnych specjalistach.
    Outsourcing dotyczy usług przede wszystkim. …”

  208. Przełom w śledztwie – przesłuchano Brzozę Smoleńską:

    ***

    Powiedz nam Brzozo,
    Brzozo Smoleńska
    jak to naprawdę tam było,
    gdy silne skrzydło
    ?Polskiego Orła?
    do ciebie się zbliżyło

    Słyszałaś Brzozo jęk
    i krzyk rozpaczy,
    o pomoc daremne wołania,
    a potem w zimnym
    mgłą przykrytym bagnie
    serc polskich żałosne konanie.

    A serc tych było
    dziewięćdziesiąt sześć
    i wszystkie po polsku biły
    ?Orłowi Polskiemu
    w drodze do Katynia
    swe życie zawierzyły.

    Ty jesteś świadkiem
    wielkiej katastrofy!
    O Brzozo gdybyś mówić umiała,
    to byś nam wszystkim
    szukającym prawdy
    wiernie ją przekazała

    Pragniemy poznać
    prawdę tej tragedii
    i na nią wciąż czekamy
    z nadzieją w sercach,
    z Bożą pomocą wierząc,
    że kiedyś ją poznamy.

    „Do Smoleńskiej Brzozy”

    autor – Bogusława Urgacz de domo Tendaj

  209. Im mniej podatkow placimy TEMU RZADOWI tym lepiej dla nas i dla Polski!

    Im mniej ZLEGO panstwa tym lepiej.

  210. TJ 5 czerwca o godz. 21:57

    Piszesz:
    „komenda „odchodzimy” nie została wydana na wysokości 100 m nad poziomem pasa, tylko na wysokości 39 m nad poziomem pasa”

    Proponuje zapoznac się ze szczegułowa analizą logów TAWS:
    http://afortiori.salon24.pl/423866,katastrofa-smolenska-co-mowia-logi-taws

    Wnioski bezpośrednie:
    1) Widać jednoznacznie – systematyczne, stałe przesunięcie wysokości barometrycznej i wysokości GPS (MSL) – odczyty GPS przeliczone na wyskość nad progiem pasa – leżą o około 60 metrów powyżej odczytów (skorygowanej) wysokości barometrycznej samolotu na lotniskiem.Wyjątkiem jest punkt TAWS #38, trzeba jednak pamiętać, że ten zapis został dokonany w sytuacji patologicznej (nie rozważam tu kwestii, czy to był skutek wybuchu, czy beczki).
    2) Wysokość MSL na której padła komenda „Odchodzimy” to dokładnie 100 metrów nad progiem pasa startowego (prawie dokładne przecięcie trzech linii: czarnej, zielonej i czerwonej na wykresie)

    Wnioski końcowe:
    Zasadniczą przyczyną katastrofy 10 kwietnia, sugerowaną przez zapisy TAWS, jest niezwykłe zafałszowanie odczytów wysokości GPS. Wygląda na to, że to właśnie ta przyczyna „skłoniła pilotów do zejścia poniżej 100 metrów”. Pozostaje ustalić, jak to się stało, że odbiorniki GPS i FMS popełniły tak katastrofalny błąd, natomiast piloci są bez winy.

    Można więc, z bardzo dużym prawdopodobieństwem, wykluczyć błąd danych MSL, podanych przez odbiorniki GPS, a zapisanych przez TAWS. Ponadto, odczyt TAWS #33, po starcie z Warszawy (TAWS Take Off Event) pozwala na szczegółowy test dokładności odczytu wysokości MSL odbiorników GPS. Sprawdziłem, że w Warszawie, zgodność odczytu wysokości barometrycznej i odczytu danej MSL TAWS jest doskonała, z dokładnością lepszą, niż 5 metrów. Błąd pomiaru wysokości GPS równy 60 metrów, dla odbiorników GPS wysokiej klasy, dla samolotu, wysoko w powietrzu, jest niemal nieprawdopodobny.

  211. @Mauro Rossi
    6 czerwca o godz. 2:39

    ***narciarz2
    „A poza tym decyduje proste pytanie: czy jest Pan polskim obywatelem”. […] Dla urzędnika liczy się skutek prawny wynikający z dokumentu jaki pytany ma w kieszeni.”***

    Tu masz „prawie” rację, tylko nie „w kieszeni”, a który wyjmuje z kieszeni i pokazuje. Tak się dzieje z normalnym turystą. Znam szereg osób, które mają kilka „książeczek”, a na granicy pokazują taki dokument, jaki chcą. W przypadku tak sławnego obywatela USA, którego poprzedziła fama i wrzaski medialne, nieżyczliwy celnik lub wopista zajrzałby do bazy danych i mógłby zlekceważyć dokument, który według polskiego prawa jest nieważny w przypadku polskiego obywatela w Polsce!!!.

    Kiedyś, bardzo dawno temu, interesowała mnie strona prawna tego zagadnienia w przypadku Ślązaków z dwoma paszportami (nielegalnymi w pewnych warunkach). Czytałem ostrzeżenie niemieckich władz, że nie mogą udzielić żadnej pomocy prawnej w Polsce ich obywatelowi, który nie wyrzekł się polskiego obywatelstwa. Tylko „bezpaństwowcy” z polskim dokumentem podróżnym stają się w Friedland „pełnowartościowymi” obywatelami niemieckimi i mogą liczyć na pomoc prawną w Polsce. Moi kuzyni tak wyjechali (legalnie) i nie są obywatelami polskimi. Czy „ta Binienda” wyrzekła się polskiego obywatelstwa? Podobno w relacjach USA – Polska obowiązuje taka sama procedura, jaką opisałem, ale to znam tylko z blogu.

  212. Non possumus 12.04
    Nie jestem zwolennikiem ani PIS ani PO, nie znam sie też na wypadkach lotniczych, chociaz sporo latałem jako pasażer i wiem że jak samolot wypuszcza podwozie, to znaczy że bedzie lądował. Znam sie natomiast na naukowcach, polityce, paranoi i politykach AWS i PIS, bo miałem okazje z nimi wspólpracować.
    Jako ekspert w tych sprwach stwierdzam że są całkowicie niewiarygodni i totalnie zakłamani.
    Moim zdaniem, non possumus podszywa sie pod pozycje eksperta od wypadków lotniczych, natomiast TJ tego nie robi, nie udaje eksperta NASA i posługuje się wyłacznie logika rozumowania.
    A zatem podsumowujac : Binienda, Nowaczyk i Szuladzinski są całkowicie niewiarygodni jako naukowcy i to samo dotyczy „non possumusa” który na tym blogu występował wielokrotnie, broniąc nieprawdziwych, absurdalnych tez z róznych dziedzin.
    Tu napewno nie chodzi o ustalenie faktów, tylko o ogłupienie blogowiczów.
    Jedyne powazne argumenty na temat przebiegu katastrofy pochodza od TJ , który opiera sie na faktach i opiniach ekspertów.

  213. @narciarz2
    6 czerwca o godz. 5:27

    Mały PSik do pierwszej tezy: Może nie wolno mu publikować wyników nie z powodu patentowania, ale mogą być własnością tego sławnego uniwersytetu?
    Wczasach słusznie minionych był w Polsce przepis (może jeszcze nie uchylony?), że każda publikacja naukowa musi uzyskać akceptację rektora. U nas to była fikcja i żaden rektor (przeważnie historycy) nie zaglądali do publikacji z fizyki. Inaczej wyglądała sprawa, gdy historyk „obraził” naród polski, pisząc prawdę. Wtedy zażądano wycofania wydrukowanej pozycji nawet z Warszawskich bibliotek naukowych, niezgodnie z prawem!!! Historyk się „wku.wił” i robi karierę w Irlandii, bo w Opolu był dokumentnie „spalony”. Histeryczne ataki „fachowców” były żałosne, bo każdy idiota po szkole podstawowej mógł sprawdzić, że napisał poprawnie to co napisał.

  214. Ewa 1958
    Autorką przytoczonego przez Ciebie wierszyka (elegii?) jest była Sybiraczka zamieszkała w Kędzierzynie-Koźlu, która tęskni m.in. za Lwowem.
    W wierszyku „Pozwólcie” pisze:
    Pozwólcie kochać Kresy,
    pozwólcie kochac te strony, pozwólcie krzyczeć sercu
    zostałem wypędzony.
    Nie jest dla mnie wzorem ani rewizjonizm pani Steinbach (przepraszam za ewetulany błąd w pisowni nazwiska), ani pani Urgacz, która zresztą niewiele może, bo jest „tylko”
    niedzielną poetką.
    Poczuwam się od zawsze do korzeni Kresowych po mieczu (Wilno, Baranowicze i okolice), ale grafomania w literaturze i polityce (!) mnie przeraża. A zwłaszcza dodany do historycznej spuścizny motyw brzozy.
    Co więcej, kocham Kresy. Bywam na dzisiejszej Ukrainie zachodniej, na Litwie i Białorusi (tak się złożyło), ale nie poddaję się resentymentom, bo uważam, że są szkodliwe, zatruwające serca i umysły.

  215. absolwent (6 -05-g.12:58)
    Trafileś w sedno. Zgadzam się z tobą w 100 procentach.

  216. @tez_narciarz

    „””
    Przeciez nie zawsze mozna
    wszystkie dane od razu ujawnic. Nie znaczy to, ze ktos jest nieuczciwy. Tym bardziej, ze dorobek wskazuje na dotychczasowa dobra prace.
    Pracujac nad pewnym zagadnieniem szereg lat temu (nie w Polsce) musialem podpisac np. oswiadczenie, ze dopiero bede mogl dane i wyniki publikowac za 5 lat. Tak czesto jest w przypadku prac badawczych dla przemyslu.
    „””

    Juz wiem. To bylo badanie na potrzeby przemyslu drzewiarskiego. Aluminiowe latajace kosiarku sa tuz tuz i lada chwila Binienda je opatentuje.

    Druga mozliwosc to ze placami profesora B. czyha caly tlum naukowcow tylko marzacych aby ich kariera wystartowala jak rakieta po opoblikowaniu pracy: „Nielamalne skrzydla lotnicze i ich znaczenie dla tworzenia nowych lotnisk w srodku lasu brzozowego”.

    Taki tuz naukowy jak B. pewnie otarl sie o arxiv and moze tam sobie draft swojego artykulu depozytowac zapewniajac sobie pierwszenstwo publikacji.
    Tu masz np artykul co prawda nie o brzozach i samolotach ale w pokrewnym dziale:
    High Velocity Penetration/Perforation Using Coupled Smooth Particle Hydrodynamics-Finite Element Method
    http://arxiv.org/abs/1205.1428

  217. Ewa 1958, 12.08. Ten wiersz należało zakończyć patriotycznym zawołaniem Polaków „O kurwa a a a a a a a a!”. Tak jak było w rzeczywistości. I na tym zakończyć tę cała ponura imprezę, którą karmią się politycy, to co szyderczo nazywają wolnymi mediami i niestety wielu publicystów, nie szukając daleko.

  218. @Antonius
    „”
    Mały PSik do pierwszej tezy: Może nie wolno mu publikować wyników nie z powodu patentowania, ale mogą być własnością tego sławnego uniwersytetu?
    „”

    1) uniwersytet wcale nie jest taki zly przynajmniej w jednej dzialce (polimery):
    „””
    The program is the largest (~34 faculty, ~300 graduate students and post-docs) and broadest in the U.S., dating from 1910, and is recognized as being among the world’s best.
    „””
    za: http://www2.uakron.edu/cpspe/

    2) jak jestes samodzielnym pracownikiem naukowym to zaden nad-profesor nie ma prawa dyktowac ci co publikujesz. Nawet jesli potencjalnie twoje odkrycie/pomysl moglby przyniesc krocie (patrz WWW and Barnes-Lee) instytucja IMHO nie moze zdecydowac ze twoje badania zatrzyma sobie na wlasny uzytek/opatentuje nie ogladajac sie na ciebie. No chyba ze pracujesz w firmie farmaceutycznej etc. ale nie na uniwersytecie.

    Cale faculty moze wydac oswiadczenie ze z twoja swobodna tworczoscia nie chca miec nic wspolnego (patrz kreacjonista Behe) ale nikt o ile mi wiadomo do szefa instytutu/rektora nie zwracal sie o zgode aby wydac artykul.
    Jedyna sytuacje w ktorej uniwersytet (a raczej jego podjednostka) ewntualnie zatrzymuje twoje wyniki to wtedy kiedy zamowisz jakas usluge a nastepnie za nia nie zaplacisz.

    Wyniki bez podania danych wejsciowych sa bezwartosciowe niezaleznie czy robi je Noblista czy summer intern. Shit on input shit on output.

  219. Mam pytanie…..
    Do tej pory myślałem, że GPS służy do określania pozycji- długość i szerokość geograficzna. Triangulacja obiektu….

    Non possumus wprowadził nową wartość do danych GPS-
    WYSOKOŚĆ!!!
    Nie wydaje mi się to możliwe.
    Czyżby coś mu się pozajączkowało, czy ja się mylę?
    Bo jeżeli jest to grubą pomyłką, to cała reszta wywodu jest tyle samo warta…..

  220. @abslwent

    Piszesz:
    „Tu napewno nie chodzi o ustalenie faktów”
    No właśnie fakty są jakie są – łżekłamstwa od pierwszej minuty. Wykaz (częściowy) został przedstawiony wyżej. Fakty bardzo konkretne, kto kiedy i w jaki sposób kłamał… zarówno nad jak i pod ziemią…

    „Binienda, Nowaczyk i Szuladzinski są całkowicie niewiarygodni jako naukowcy…”
    Nie tobie chłopczyku wydawać opinie na ich temat, bo znacznie więksi od ciebie taką opinię już wydali…

    Mienisz sie ekspertem [cytuje: jako ekspert w tych sprwach stwierdzam że są całkowicie niewiarygodni} a jakoś NASA do podawania kawy czy sprzątnia cie nie zatrudniła… Porozmawiamy, kiedy bedziesz zatrudniony na posadzie sprzatacza albo gońca. Bo doktorzy w NASA to kawę podają… A Binienda ma odpowiednie rekomendacje NASA (przedstawione wyżej).

    „Jedyne powazne argumenty na temat przebiegu katastrofy pochodza od TJ , który opiera sie na faktach i opiniach ekspertów.”
    Znamy doskonale i apmiętamy całą historię komunistycznej „jedynej i słusznej prawdy”. A szczegółowa analiza logów TAWS (przedstawiona wyżej) wykazała jakość „ekspertyzy” TJ… Wszelkie jego dane nadają się do niszczarki…

    „to samo dotyczy „non possumusa”
    Owszem, w pewnym zakresie wiedzy jestem specjalisą. I nie musze sie tego wstydzć. A w pozostałych sprawach staram sie pokazać / udowodnić łżekłamstwa.

  221. TJ
    6 czerwca o godz. 11:35

    TJ daj sobie juz spokoj,

    Ja sie na temat katastrofy w ogole nie wypowiadam.
    Wystarczy, ze Pan Redaktor znal przyczyne po paru dniach – ja takiego madrego nie bede udawal.
    Nie znam sie na tym.
    Ty piszesz, ze sie znasz…
    Kim jestes z zawodu?
    Skad wiesz, ze to co czytasz to cala prawda.
    Coraz nowe fakty wychodza na jaw – jakies nieznane nagrania, okazuje sie ze cosmowil kto inny niz uwazano na poczatku, wciaz cegos brakuje itd.
    Poczekajmy na wyniki sledztwa prokuratury.
    Kto byl odpowiedzialny itd.

    Jedyne fakty znane to gra wokol katastrofy.
    Na jakiej podstawie mam sie wypowiadac na temat odchodzimy czy nie?

    100 metrow od jednego punktu odniesienia to moze byc 39 od innego itd a ile powinno byc?
    Jak znam ekspertow to kazdy lubi miec inne zdanie a zatwierdzic mozna, ze od jutra zaczyna sie zima.
    Zielonego pojecia nie mam i dlatego sie na ten temat nie wypowiadam.

  222. non possumus 14.15
    Nie zauwazyłes gdy napisałem że jestem także ekspertem od paranoi ?
    Nieumiejetnośc czytania ze zrozumieniem jest jednym z dowodów zaburzen umysłowych, a cała twoja działalnośc na blogu w temacie smolenskim , i nie tylko, to klasyczny przykład paranoi pieniaczej.
    A wiec lecz sie staruszku na nogi, bo na głowe juz za późno.

    PS.Praca w Nasa mnie nie interesuje, na całym swiecie sa poważniejsze i bardziej kompetentgne instytucje w mojej specjalności. Pozatem Nasa nie jest chyba agencja wydajaca opinie o wypadkach samochodowych budowlanych lub lotniczych, wiec co Binienda tam robił poza czyszczeniem słynnych WC w promach kosmicznych?

  223. http://www.swissmetalassets.com/the-dollar-will-die-by-a-thousand-cuts.html#page=page-1

    Zlamana brzoza,pancerna brzoza,snolenska brzoza,hipoteza brzozowa
    hipoteza zamachowa,katastrofa smolenska,fizyka smolenska,uciete skrzydlo
    zlamane skrzydlo,utrata skrzydla,dwa wybuchy,obrot na plecy,sztuczna mgla
    albo niekonczacy sie temat antysemityzm i Zydy.
    To jakas paranoja,polski dom warjatow.

  224. @Mauro Rossi
    6 czerwca o godz. 1:41

    Masz tak sympatyczne imię (wyjaśnię później) a starasz się przyczepiać do nieistotnych szczegółów, pomijając naprawdę istotne. Gadanie kogokolwiek „odchodzimy” jest typowo „austriackie”. Nie wiem czy to jest komenda czy pytanie, albo rozważana mimochodem możliwość – dla kogo lub do kogo skierowane? Dla siebie, czy do generała, prezydenta czy drugiego pilota? A może to było tylko pytanie??? Wtedy też powstaje problem, do kogo skierowane”? Jeśli nawet do siebie, to miałoby to sens. Często człowiek sobie zadaje pytanie, np. dlaczego komentuję idiotyzmy o pozorach fachowości „possumusa”? Zadałem sobie to pytanie, nie znalazłem zadowalającej odpowiedzi … i przestałem! Wszystko zależy od intonacji, a tej nie mogłem „usłyszeć” ze stenogramu w Internecie.

    Znamienne było sądownie wymuszone przepraszanie Mońka, który zapytał lub oświadczył (zależnie od intonacji): „Grinbaum nie je złodziej(!?). Podobnie przepraszał Kurski.

    Naprawdę nieważna była aktualna wysokość, była być może jeszcze bezpieczna, choć niezgodna z procedurą. Jeśli przyjąć, że była to komenda, czyli bezwzględny nakaz natychmiastowego wykonania polecenia, wtedy kto miał obowiązek reagować? Pilot sam i łapie za manetki gazu i wolant, albo drugi pilot, jeśli załoga była tak pięknie zgrana i doświadczona, jak niektórzy piszą. Nawigator i mechanik nie mieli możliwości, mogli tylko przeklinać lub płakać. Jednak żadne czarne skrzynki nie zanotowały reakcji natychmiastowej, która decydowała o być, albo nie być!
    Moje wrażenie jest takie. W tej chwili nie była to żadna zgrana i profesjonalna załoga, tylko grupa przestraszonych własną odwagą ludzi z klapkami na oczach jak niespokojne konie i zablokowanych mózgach, którym brakowało szkolenia w ekstremalnych warunkach w symulatorze. Przez 6 sekund byli porażeni i sztywni, nie robili nic. Jedyna reakcja pilota to zabójcze zwiększenie szybkości opadania.

    ***Drugi pilot podając wysokość według wysokościomierza barometrycznego (ma go przed sobą) zawsze musi dodać słowo „metrów”. Natomiast nawigator czytając wskazania radiowysokościomierza zawsze podaje same liczby. Drugi pilot R. Grzywna powiedział „100 metrów” (czyli baro), a dowódca A. Protasiuk po chwili „… odchodzimy na drugie…”. ***
    Takich subtelności lotniczych pogawędek nie znam, ale to co piszesz potwierdza to co wyżej pisałem. Tak mogło być przy pierwszym „100 m”, bo samolot był nad wzgórkiem o wysokości pasa startowego i oba przyrządy pokazywały zbliżone wysokości. Ale teraz samolot opada prawie 7 m/s i po 6-ciu sekundach dalej jest na wysokości 100 m??? Co to za cud? Drugi pilot powinien stwierdzić tych 39 m (jeśli patrzył na świecący miernik) i nie rwał wolantu do siebie, aby przerwać działanie autopilota? To jest fachowiec „zgrany” z kapitanem statku? To są kpiny!!! To fachowiec jak z koziej d…trąba! Nawigator robił swoje, nie myśląc, on nie był od myślenia (na tym etapie), a wcześniej od kontaktów z kontrolą naziemną w języku, którego kompletnie nie znał. On umarł jako częściowo usprawiedliwiony, bo nie mógł patrzeć na kilka mierników równocześnie, ale obaj piloci są winni i nikt nie jest w stanie ich usprawiedliwić, po prostu nawalili i nie byli zgrani kompletnie. Możliwe, że tu winę ponosi formalna różnica stopni wojskowych. Pierwszy pilot może „wstydził się ” rozkazywać przełożonemu (na twardym betonie lub obok?), albo co jeszcze gorsze lub bardziej prawdopodobne, liczył na właściwą reakcję starszego stopniem?

    ***Dlaczego nie mogli odejść i nadal opadali to osobna sprawa. ***

    Macierewicz wie – nie pozwolili im na to źli zamachowcy, to oczywiste. Obezwładnili samolot, tak mówił kiedyś, tylko nie podał jak. Amerykanie to zrobili podobno w Indonezji. Mnie dziwi co innego. Dlaczego nic nie wspomnieli o tym obezwładnianiu? Nie odczuwali tej potężnej siły agresora? Nawigator nie był obezwładniony, bo powtarzałby jak katarynka ten sam wynik jak gadająca lalka. To pozwoliłoby na ustalenie wysokości, na której nastąpił zamach, jak strzaskany zegarek ułatwia ustalenie czasu śmierci zabitego. To znam z kryminałów.

    ***Później nawigator zgodnie z procedurą odczytywał wysokość radiometryczną: 90, 80, 70, 60, 40, 20.***

    Zapomniałeś dopisać, że to była maniera pułkowa, a nie zatwierdzona w przepisach procedura. Wojskowi mogą być kretynami, ale nawet oni wiedzą, że nie należy lądować w dołkach lub górach na radiowysokościomierzu, więc ostrożnie z tym radiowym. Załoga tupolewa o tym zapomniała, wiedząc o nietypowym ukształtowaniu terenu, bo sami wspominali jakiś czas wcześniej. To świadczy o ich nieprofesjonalności.

    PS
    Imię Mauro jest mi bardzo mile. Tak miał na imię pielęgniarz w Petra Ligure, który się najlepiej mną opiekował. Był niewysoki, ale silny jak tur i bez problemów obracał moje 110 kg, albo więcej. Zaliczył wpadkę tylko przy opuszczeniu szpitala do samolotu. Wziął nowe prześcieradło, na które mnie położył i próbował z kolegami przenieść mnie na transporter. Prześcieradło szlag trafiło i trzeba było takiego dźwigu, aby mnie dostarczyć do karetki.

  225. ET

    Nagroda od Frau Merkel dla Tuska to byc moze pocalunek smierci jak poparcie Sarkozego.

    A sama nagroda?,,,
    (Gut dobra Polak gut!)
    ten Walther Rathenau w 1922 podpisał układ w Rapallo, ktory byl zapowiedzia współpracy radziecko-niemieckiej.
    Paskudny antysemita – ET i Ty o tym nie wisz?
    Tak Zyd antysemita.
    Skutki znane calemu swiatu.
    Rathenau znany byl rowniez z nienawiści do odrodzonego państwa polskiego i z doktryny głoszącej, iż jednym z głównych celów Niemiec musi być jego jak najszybsze zlikwidowanie….

    Fajna nagroda dla polskiego premiera.
    Dlaczego nie imienia Molotowa i Ribentropa – dopiero byloby nowoczesnie i po europejsku

  226. Mauro Rossi
    6 czerwca o godz. 1:41
    TJ
    „komenda „odchodzimy” nie została wydana na wysokości 100 m nad poziomem pasa, tylko na wysokości 39 m nad poziomem pasa”.

    Raz jeszcze zajrzyj do stenogramów odczytanych po wielomiesięcznej analizie w krakowskim IES i sprawdź co mówi dowódca, drugi pilot, a co nawigator. Drugi pilot podając wysokość według wysokościomierza barometrycznego (ma go przed sobą) zawsze musi dodać słowo „metrów”. Natomiast nawigator czytając wskazania radiowysokościomierza zawsze podaje same liczby. Drugi pilot R. Grzywna powiedział „100 metrów” (czyli baro), a dowódca A. Protasiuk po chwili „… odchodzimy na drugie…”. Dlaczego nie mogli odejść i nadal opadali to osobna sprawa. Później nawigator zgodnie z procedurą odczytywał wysokość radiometryczną: 90, 80, 70, 60, 40, 20.”

    Mój komentarz

    Autorze, pomijasz jeden istotny fakt – samolot przelatywał nad wąwozem o zmiennej głębokości.
    W stenogramie zarówno Millera, jak i w stenogramie uzupełnionym o nowe identyfikacje w krakowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych występują trzy jednakowe odczyty wysokości 100 m – w krakowskim stenogramie: od 8:40:44,5 do 8:40:51,7 czyli przez 6,2 sekundy, padają słowa „sto metrów”, „sto”, „sto”.

    Jak podaje Raport Millera, obliczeniowa prędkość pionowego zniżania dla ścieżki podejścia 2 stopnie i 40 minut (nakazanej w karcie podejścia) i prędkości podejścia 280 km/h powinna wynosić 3,41 m/s.
    Rzeczywiste prędkości zarejestrowane w czarnych skrzynkach wynosiły – 310 km/h = 86,1 m/s i prędkość opadania – ponad 5 m/s.

    W czasie 6,2 s samolot przeleciał 6,2 x 86,1 = 534 m. Przez 6,2 s zniżył się o 6,2 x 5 = 31 m. Trzykrotny odczyt 100 m przy zmniejszającej się o 31 m wysokości lotu względem stałego punktu odniesienia (poziomu lotniska) związany był z ukształtowaniem terenu na podejściu do lądowania – samolot opadał i dno wąwozu pod samolotem również opadało, a radiowysokościomierz przez te 6,2 sekund mierzył odległość samolotu od opadającego dna – 100, 100, 100. Samolot leciał przez chwilę równolegle do dna wąwozu.

    Dlatego odczyty, mimo tego że nie miały być równe, były równe. A za chwilę stało się jeszcze gorzej – dno wąwozu zaczęło się podnosić i odczyty zaczęły gwałtownie maleć, dużo szybciej niż powinny.

    Ponadto Raport Millera wskazuje, ze piloci popełnili drugi poważny błąd:
    „Przelot nad dalszą radiolatarnią odbył się na wysokości większej o 120 m niż wskazana na kartach podejścia. Jest to bardzo duża różnica, która wymusiła na załodze (pilocie lecącym) decyzję o zwiększeniu opadania w celu „dojścia” do założonej ścieżki podejścia, co z kolei skutkowało wzrostem prędkości lotu powyżej znacznika prędkości współpracującego z automatem ciągu. Automat zmniejszył ciąg silników do wartości minimalnej. Lot na minimalnej mocy silników trwał 40 s. Jest to poważny błąd stabilizacji podejścia, skutkujący tym, że podczas potencjalnej procedury odejścia na drugi krąg silniki potrzebują znacznie więcej czasu do osiągnięcia mocy startowej (akceleracja).”

    Krótko mówiąc, automat, aby utrzymać samolot w ścieżce podejścia, zmniejszył moc silników aby obniżyć szybko wysokość i tym samym samolot zwiększył szybkość opadania ponad dopuszczalną. Zmniejszenie mocy silników z kolei wydłużyło czas późniejszego „rozpędzania” silnika i „poderwania” samolotu w górę, co spowodowało zaczepianie o drzewa przy wychodzeniu z zagłębienia terenu.

    Jeśli chodzi o wysokości, to należy opierać się na zarejestrowanych wartościach w czarnych skrzynkach, a nie na kierowaniu wypowiedzi pilotów w próżnię koncepcyjną.
    Jeśli słowa kapitana „odchodzimy na drugie” zostały zarejestrowane na wysokości 91m nad terenem (dnem jaru) i 39 m nad pasem lotniska, to nie należy wykręcać kota ogonem i twierdzić, że załoganci „mówili co innego”.

    Autor napisał – później nawigator zgodnie z procedurą odczytywał wysokość radiometryczną: 90, 80, 70, 60, 40, 20.

    Nie było to zgodne z procedurą. Załoga nie ma prawa używać radiowysokościomierza powyżej 60 m nad pasem lotniska. Te 60 m powinno być potwierdzone łagodnym (bez skoków) zniżaniem przez wysokościomierz barometryczny, a tak nie było, bo pod samolotem znajdował się wąwóz. Odczyty miały nieoczekiwane, chaotyczne wartości spowodowane przez opadające i potem wznoszące się dno jaru.

    Pzdr, TJ

  227. Wiesiek59 6 czerwca o godz. 14:11
    ===========================

    >>>… GPS sluzy do okreslania, pozycji – dlugosc i szerokosc geograficzna. Triangulacja obiektu (…)
    WYSOKOSC!!!
    Nie wydaje mi sie to mozliwe…>>>

    Dlaczego nie? Pozycja przestrzenna to trzy wymiary. To daje tringulacja z 4 satelitow; dwa satelity daja okrag mozliwych pozycji, trzeci ogranicza to do dwoch punktow, czwarty decyduje ktory.

    Mam nareczny GPS dla biegaczy. Takie tam tanie gizmo. Ale jak przejde z jednej strony sciezki na druga, wylapuje roznice. Jak sie wdrapie na nasyp, ok. 2m, tez.
    Nic niezwyklego.

    Nie mozna calkowicie wykluczyc, ze profesjonalne urzadzenia GPS maja nawet lepsze parametry niz ten moj… 😉

  228. Czy ktoś czytał w gazetach o regule wydatkowej Belki? Chodzi o Marka Belkę, premiera RP (w czasach, gdy regułę proponował i stosował), obecnie prezesa NBP.

    Wydatki w budżecie mogą rosnąć jedynie o wysokość inflacji plus 1 proc. rocznie

    Dyskusyjne oczywiście jest zakres wydatków w budżetowych pozycjach.
    http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/372060,rzad_korzysta_z_pomyslu_belki.html
    Wygląda z raportów wykonania budzetu (link podałem wcześniej), że rząd Tuska-Rostowskiego-Pawlaka w latach 2008-11 wykonał regułę Belki z nawiązką.

  229. S w i a t o w i d jak zwykle mysli, ze odkrywa jedyna prawde, tylko jego wlasna prawde otwierajac drzwi otwarte. Inteligencja TV i Wiki niestety wystarczy li tylko na prymarna konfabulacje w blogosferze.

    Tusk i Merkel (zaznaczam, ze z obojgiem nie jest mit po mojej politycznej drodze) oczywiscie nie wiedza , co robia. To wie za nich Swiatowd z blogosfery, specjalista od europejskiej polityki na poziomie autostrad, podupadlych lotnisk, starych samolotow etc..

    Zaluje, ze Swiatowid nie doczytal sie w opisach postaci Rathenau, ze tenze byl rowniez ofiara…Ze owa nagroda ma gleboki sens i znaczenie dla polskiego polityka. Coz, jaby ktos napisal, czytajac wybiorcza pisze Swiatowid wybiorczo.

    Przepraszam Swiatowida za tych, ktorzy go krzywdza podsuwajac mu li tylko negatywne „niusinki“. Przepraszam rowniez za ten retoryczny faliczowy chwyt.

    ET

  230. Paskudny antysemita
    Tak Zyd antysemita

    PISZE FALICZ. Paskudny, ze Zyd? Czy paksudny, ze antysemita? Jako ze WR nie byl antysemita (byl jednak prawicowo-konserwatywny, co Faliczowi powinno pasowac), wychodzi na to , ze paskudny Zyd.

    ET

  231. Dalszy ciag sciagi dla Falicza….

    Ciekawe jest spostrzezenie H. Grynberga; … w Polsce nie ten jest Polakiem, kto sie uwaza za Polaka, tylko ten kogo uwaza sie za Polaka. Tak samo jak Zydem jest nie ten, kto sie uwaza za Zyda, lecz ten, kogo uwaza sie za Zyda. Bycie jednym i drugim jest wykluczone. Bycie Polakiem i katolikiem natomiast powszechne? Obecni kontynuatorzy mysli narodowej nie maja nic nowego do powiedzenia. Dlatego wazne sa wpisy i ich tenor w blogosferze. Obecni tu patrioci-swiatowidzacy bezwiednie lub celowo prowokuja i wywoluja ducha czasow, wydawaloby sie zaprzeszlych.

    Warto zauwazyc, ze obecna struktura narodowosciowa Polski powinna zaprzeczac tezom stawianym przez antysemitow. Klisze antysemickie w rodzaju „Judeopolonii“ czy „zazydzenia“ Polski ciagle sa obecne w obiegu spoleczno-politycznym. Zydowstwo, masoneria i lewicowcy sa naszymi upiorami i wrogami. Poszukiwanie i widzenie wroga pomaga rzekomo w samoidentyfikacji (tak wielotwarzowy Swiatowidzie). Spotykamy sie z tym zjawiskiem czesto w blogosferze. Myslenie i bladzenie duktem Dmowskiego i Piaseckiego jest ciagle aktualne. Wedlug sondazy Demoskopu ponad 25% odpowiadajacych deklaruje postawy antysemickie, wyraza niechec do Zydow i lek przed Zydami. W naszej nieswiadomosci istnieje ciagle obraz Zyda-wroga. Warto zastanowic sie nad partia Narodowe Odrodzenie Polski oraz publicystami, ktorzy ciagle lekaja sie Judeopolonii. Pisza, ze Polska opanowana jest przez wplywy semickie. Polscy antysenici dowodza, ze Zydzi traktowani sa duzo lepiej , niz na to zasluguja. Kolejno dwaj premierzy byli Zydami, szef URM i minister spraw zagranicznych , minister spraw wewnetrzynch, finansow, przeksztalcen wlasnosciowych, marszalek sejmu, kierownictwo DU (co sadzi Swiatowid o PO), przew. Sejmowej komisji spraw zagranicznych, 20% poslow i senatorow, setki sedziow oraz prokuratorow, wyzszych urzednikow panstwowych. Wyraznie pisze o tym St. Witkowski w “ Zydzi przestancie klamac”. Pisze on rowniez, ze izolacja Zydow na terytorium Polski byla ich wina. Podobnie pisala Magrud.

    ET

  232. telegraphic observer (2:19): „Ale czy to się spotyka ze zrozumieniem?”

    Stiglitzu 2, pociesz się, nie jesteś jedynym na tym blogu przypadkiem klinicznym, którego nikt nie rozumie. Nieszczęście to spotkało również biednego ET, który ma się za drugiego Elie Wiesela.

    Get a life, both of you.

  233. Do mtwapa:

    Po co te kpiny, opowiadanie o kosiarkach itp., itp.
    (wyniki prof. Binienda przeslal do prokuratury, czyli
    nie trzyma ich w tajemnicy)

    Przyslales dobry artykul, zwroc jednak uwage, ze w zasadzie
    dotyczy „projectiles” (np. pret Taylora, i inne), a takze,
    ze w streszczeniu jest mowa, ze SPH sprzezona z FEM czy SFM daje dobre (lepsze) wyniki dla predkosci powyzej 170 m/s czyli 612 km/h.
    Oczywiscie wykonujac symulacje metoda z artykulu dla ukladu
    skrzydlo-brzoza (dla okolo 200km/h) powinno otrzymac sie wyniki podobne do otrzymanych z FEM, jednak w tekscie jest zdanie:

    „The perforation by blunt projectiles at lower initial projectile velocity (170 m/s or less) seems to be better simulated via FEM, while the SPH simulation performs
    better at higher initial velocities.”

    Skoro przyslales tekst to nie musze go tlumaczyc, ale
    jest tam napisane, ze FEM daje lepsze wyniki przy predkosciach mniejszych. Czyli dla predkosci mniejszych
    FEM nadaje sie (zgodnie z przytoczonym artykulem).

    SPH stosuje w swoich obliczeniach prof. Artymowicz
    jednak do zagadnien innych (niekiedy nazywanych astro-flows,
    czyli formowania galaktyk itp.). Moze warto by zapoznal sie
    z tym artykulem.

    (pewnie bedzie komentarz, ze sobie wymyslilem
    i majacze, itd, itd….)

  234. @Andrzej Falicz

    Panie Andrzeju, ma Pan absolutnie rację, że z niektórymi blogowiczami nie ma żadnego sensu dyskutować merytorycznie.

    Przykładem może być ostatnia wypowiedź:
    absolwent 6 czerwca o godz. 14:40
    „…wiec co Binienda tam robił poza czyszczeniem słynnych WC w promach kosmicznych?”

    Tacy ludzie jak „absolwent” mataczą i łżą do końca. Spotkałem sie z nim wcześniej na tym blogu, tyle że w innej tematyce, i również udowodniłem mu mijanie się z prawdą.

    Jest powszechnie znane, że osoba która popełnila kłamstwo traci wiarygodność jako strona czy świadek. Przedstawione zostały wyżej najwazniejsze kłamstwa smoleńskie. Nie jeden czy dwa przypadki, lecz rzędu dwudziestu. Do tego należałoby jeszcze dodać „wycięcie” fragmentów logu TAWS przez MAK. Dlatego też, wszystkie pozostałe dane przedstawione przez generałową nie zasługują na miano wiarygodnych bez dodatkowej procedury sprawdzającej.

    Jest bardzo ciekawa strona:
    http://www.lasy.gov.pl/bielik/

    Co interesujące – te piękne polskie ptaki nie „załatwiają się” do gniazda… Można się o tym przekonać online…

    Mamy niestety taką narodową polską przypadłość, że s…y jeden na drugiego. Przykładem niech będzie szereg wypowiedzi na tym blogu i dotyczących Pana Prof. Wiesława Biniendy.

    Podobnie jak i Pan nie wiem czy w Smoleńsku był zamach czy też go nie było. Ale na dzień dzisiejszy nie ma żadnego dowodu, że takiego zamachu nie było. Istnieje za to szerego bardzo poważnych przesłanek w tym wyników badan naukowych, które dopuszczają taką mozliwość. Na dzien dzisiejszy można więc mówić o wysokim poziomie domniemania ze to nie był zwykły „wypadek”.

    P.S. Na marginesie, w Pasadenie jego prezentacja była wysłuchana przez dwustu najwybitniejszych ekspertów na świecie w dziedzinie modelowania i symulacji. I żaden z nich nie zgłosił wątpliwości na temat „danych wejściowych”, ponieważ zostały one wszystkim udostępnione. Praca prof. Biniendy została też przez wszystkich zaaprobowana.

    Czymś niezwykle znamiennym jest również, że eksperci stosujący zupełnie różną metodologię badań doszli do tych samych wyników. Mam na myśli wysokość około 40 m, na której „coś” się stało z samolotem. Celowo nie uzywam słowa „wybuch”. Już ten fakt dużej zbieżności potwierdza w znacznym stopniu wiarygodność zarówno jednych jak i drugich wyników badań.

  235. @Andrzej Falicz
    6 czerwca o godz. 15:02

    Wyglada na to, że „historia” bywa autoironiczna 😉

    http://www.deon.pl/wiadomosci/swiat/art,10210,nagroda-im-walthera-rathenaua-dla-tuska.html

  236. @mag

    Nie wiedziałam. Usłyszałam tę ‚elegię’ w RM i później znalazłam w wyszukiwarce.

  237. @wiesiek59
    6 czerwca o godz. 14:11

    ***Mam pytanie…..
    Do tej pory myślałem, że GPS służy do określania pozycji- długość i szerokość geograficzna. Triangulacja obiektu….

    Non possumus wprowadził nową wartość do danych GPS-
    WYSOKOŚĆ!!***

    Przyznaję bez bicia, że ja podobnie myślałem, ale wstydziłem się przyznać do takiej niekompetencji. Wiem, że mój GPS nie interesuje się wysokością mojego samochodu, w lotnictwie myślałem, że robią to z ziemi radary, ale gdzie należy umieścić n-tego satelitę, aby określał wysokość obiektu? Wiem! Przynajmniej przypuszczam. Tam, gdzie ludzie chodzą nogami do góry, a głowy im zwisają, czyli nad Australią. Stąd ci eksperci australijscy. Wszystko jest możliwe, co nie jest wykluczone. W tupolewie GPS był „hamerykancki” jak powiedziałby Pawlak (filmowy). Może to potrafi i te wszystkie bzdury radarowe typu „ścieżka i kurs” są tylko jak ta maggi do zupy obok hamerykanckiego GPS’u? Tym problemem się nie zajmowałem i nie czytałem dokładnie raportów. Byłem naiwny i sądziłem, że GPS ma naprowadzić samolot nad pas startowy, a kąt przy lądowaniu dobierze pilot, skoro autopilot tego nie potrafi bez ILS. No cóż! Człowiek się uczy aż do śmierci.

  238. mag (13:38)
    Wieś Baranowicze po raz pierwszy wzmiankowano w 1706 jako prywatną własność rodziny Rozwadowskich. W 1870 przez miejscowość przeprowadzono linie kolejowe Brześć nad Bugiem–Moskwa i Równe–Wilno, co doprowadziło do gospodarczego ożywienia wioski. W 1897 Baranowicze liczyły 4 tysiące mieszkańców (w tym 50% Żydów). (…)

    Mnie onegdaj pomyliły się Baranowicze z Sienkiewiczami:
    Sienkiewicze – wieś na Białorusi na obszarze Polesia, w rejonie łuninieckim obwodu brzeskiego, oddalona o 38 km na wschód od Łunińca nad rzeką Łań – dopływem Prypeci, przy trasie linii kolejowej Brześć-Pińsk-Homel (stacja kolejowa „Sienkiewicze”).
    Do 1939 wieś znajdowała się na obszarze powiatu łuninieckiego w województwie poleskim II Rzeczypospolitej. Miejscowość była jednym z garnizonów macierzystych Batalionu KOP „Sienkiewicze”.

    Batalion KOP został bodaj na początku sierpnia 1939 przetransportowany na Hel do obrony półwyspu. Gdyby to nie nastąpiło, prawdopodobnie nie żyłbym w ogóle, moj ojciec – lekarz podchor. najpewniej zginąłby w Katyniu. A tak przeżył on „niewolę” w Płn. Niemczech …

  239. Korekta
    TJ
    6 czerwca o godz. 15:27

    Jest
    od 8:40:44,5 do 8:40:51,7 czyli przez 6,2 sekundy
    Powinno być
    …przez 7,2 sekundy
    Jest
    Przez 6,2 s zniżył się o 6,2 x 5 = 31 m. Trzykrotny odczyt 100 m przy zmniejszającej się o 31 m wysokości lotu
    Powinno być
    Przez 7,2 s zniżył się o 7,2 x 5 = 36 m. Trzykrotny odczyt 100 m przy zmniejszającej się o 36 m wysokości lotu
    Pzdr, TJ

  240. mag
    6 czerwca o godz. 13:38
    ale nie poddaję się resentymentom, bo uważam, że są szkodliwe, zatruwające serca i umysły.
    ………………………………………………………………………………………
    A szkoda. Dzisiaj TVP „Historia” wyemitowała ponownie reportaż ze wspominkowymi fotkami wkroczenia wojsk polskich na Zaolzie w 1938r. Były także pokazane wzruszające listy dziękczynne dzieci „do Pana Marszałka” w związku z tym historycznym wydarzeniem.
    I dalej nie wiem czy emu to struś.

  241. @tez_narciarz

    Uciekasz od postawionej tezy: jakie moglyby byc przyczyna ze Binienda nie upublicznia danych na ktorych sie opieral. Patenty odpadaja, scooping tez nie wchodzi w gre przy tak samobojczej publikacji. Pozostaje najprostsze wytlumaczenie ze z danymi wejsciowymi cos jest nie tak.

    A link do artykulu „High Velocity Penetration/Perforation Using Coupled Smooth Particle Hydrodynamics-Finite Element Method” nie byl po to aby przy jego pomocy obalac kalkulacje Biniendy, tylko zeby pokazac iz tematycznie zblizony tekst mozna sobie udatnie prepublikowac zapewniajac sobie tym samym pierwszenstwo publikacji.

    Nie jestem inzynierem ale analizuje inne dane (biologiczne) kazdego dnia. Bywaja filuty piszace w metodyce „do analizy uzywalismy skryptow w Perlu i R” ale bez owych skryptow czesto nie da sie wyrokowac czy cokolwiek co owi dzielni badacze policzyli ma jakikolwiek sens.
    Takim samym filutem jest profesor „Uwierz mi bo policzylem to na klasterze bardzo duzym” Binienda.

    „””
    (wyniki prof. Binienda przeslal do prokuratury, czyli
    nie trzyma ich w tajemnicy)
    „””

    Plytke z filmikiem czy opis procedury z plikiem wsadowym? Stawiam na filmik. Czyli back to square one.

  242. … jeszcze do @Wieska59 RE. GPS…
    ========================

    No tak, czepiam sie innych o precyzyjne wyrazanie sie, a sam daje plamy…
    Do mojego wpisu z godz. 15:34 dwie korekcje:

    1. w zdaniu „triangulacja z 4 satelitow” slowo triangulacja powinno byc w cudzyslowie ( albo wezykiem jak pisze P.@Antonius ). Zadnej triangulacji to nie ma, oczywiscie; jakie tu jest wlasciwe slowo nie wiem.
    Dodatkowo… teoretycznie 4 satelity sa konieczne, w praktyce drugi punkt jest albo pod ziemia, albo daleko w cosmosie i moze byc odrzucony; wiec 3 wystarcza. Ale i tak jest zwyke jest 5 do 7.

    2. zdanie ” Mam nareczny GPS dla biegaczy” powinno byc „… dla biegaczy, ktory pokazuje wysokosc.”. Konkretnie, zmiane wysokosci od chwili startu. I zapisuje vertykalny profil trasy.

    Jak zaznaczylem poprzednio, nic specjalngo; proste tanie gizmo…
    Pozdrawiam wszystkich biegaczy, zarowno praktykow jak i teoretykow.
    Georges53

  243. @Non possumus
    „””
    Jest powszechnie znane, że osoba która popełnila kłamstwo traci wiarygodność jako strona czy świadek.
    „””

    Widac nie tak powszechnie. Gdzie masz potwierdzenie wyssanej z brudnego paluch a stopy lewej informacji:

    „””
    A badania prof. Biniendy kosztowały około miliona dolarów.
    „””

    Nie masz? No to po co spamujesz kolejnymi rownie dobrze uzasadnionymi tezami?

    Troll harder my friend.

  244. do mtwapa;
    od niczego nie uciekam,
    po prostu trzeba poczekac na artykul i raport.
    Jesli artykul sie ukaze, to mozna prosic o dane.

    Natomiast artykul dobrales doskonale. Pewnie przypadkiem
    skoro jak napisales mial byc przykladem na czyjas mozliwa
    nieuczciwosc. Nie bardzo mam pomysl jak naoszukiwac tu mozna.

    Nie wiem dlaczego moderator nie umiescil mojego nastepnego
    postu na ten temat. Dalej w tekscie jest mowa o tym, ze metoda opisana w tekscie SPH-FEM – SFM (sprzezenie FEM i SPH) jest dobra dla duzych predkosci rzedu 600 km/h. Natomiast metoda FEM dla mniejszych predkosci daje dobre wyniki (np. 200 km/h).
    Autorzy artykulu uzyli programu LS DYNA (tego samego co uzyl Binienda) wprowadzajac dodatkowo SPH. Chodzi o obszary w ktorych zachodzi szybki proces zniszczenia.
    Binienda uzyl tylko FEM.
    Zarzutem Atymowicza bylo to, ze sa inne lepsze metody
    np. SPH oraz, ze powaznym problemem byla tzw. erozja czyli usuwanie przez algorytm zniszczonych elementow (‚skonczonych). SPH uzywa Artymowicz do symulacji tego co
    ogolnie nazywane jest astro-flows.

    Artykul po prostu wspiera teze, ze dla FEM przy tym rzedzie
    wielkosci predkosci powinien sie sprawdzic. Widocznie wplyw erozji przy tych mniejszych predkosciach nie jest istotny.
    Wyniki uzyskane przez osobe o dobrych kwalifikacjach powinny byc dobre. Binienda jest osoba majaca kwalifikacje.

  245. @TJ
    6 czerwca o godz. 17:37

    Nie przesadzaj z tą precyzją. Tu nie zdecydowały ułamki sekund i centymetry., ale jak to wykombinował Macierewicz ataki na Olszewskiego kilka lat temu. Jak zaznaczysz na jednym wykresie 0.2 sekundy i 20 lat „wolności”? Taki rysunek zająłby pół Polski. Nie liczyłem tego programem symulacyjnym Biniendy, ale żal mi całej Polski, dlatego bylem skromniejszy w wymaganiach przy moim szacowaniu.

  246. Sprzeczności w hipotezach nie mają żadnego znaczenia. Skoro miał być zamach, to był

    non possumus
    6 czerwca o godz. 16:22
    @Andrzej Falicz
    „Podobnie jak i Pan nie wiem czy w Smoleńsku był zamach czy też go nie było. Ale na dzień dzisiejszy nie ma żadnego dowodu, że takiego zamachu nie było.”

    Mój komentarz

    1) Aby orzec o przebiegu zdarzeń należy przedstawić dowody materialne na rzecz takiego, a nie innego przebiegu zdarzeń.

    2) Brak dowodów na to, że nie było zamachu, nie jest żadnym dowodem, ze zamach był.

    Wyobraźmy sobie (żartuję), że grupa blogowiczów dochodzi do wniosku, ze N udzielający się na blogu jest zfiksowany, czyli ma idee fixe, czyli mówiąc potocznie paranoję. Grupa ta przyjęła, że na dzień dzisiejszy nie ma (jeszcze) dowodów na to, że N nie jest paranoikiem, natomiast istnieją poważne przesłanki do podejrzewania N-a o paranoję w postaci ekspertyzy wybitnego blogowicza X.

    W tej sytuacji grupa blogowiczów uznała za swój obowiązek wyjaśnienie przypadku N do końca, ujawnienia całej prawdy o nim i wysłała dyskietkę z orzeczeniem blogowicza X i pytaniami naukowców w sprawie N do prokuratury. Nie otrzymała odpowiedzi.

    W tej dziwnej, podejrzanej sytuacji grupa wypuściła do internetu ulotki o treści – „N paranoikiem”, „Żądamy ujawnienia całej prawdy o działalności N”, „Prokuratora nie mówi prawdy”.

    Już zakres przekonań, wysuniętych zastrzeżeń i podjętych działań świadczą same w sobie, że coś w tym jest – milczenie prokuratury, liczne prowokacje przeciwników na blogu, tajemnicze zachorowania, milczenie telefonów komórkowych, niewyjaśnione SMSy i nagłe gaśnięcia zielonych świateł na skrzyżowaniach.

    Nie spoczniemy dopóki wspólnymi siłami ni doprowadzimy sprawy do końca, a wtedy biada tym, którzy ukrywali prawdę, nareszcie skończy się czas oszukiwania i kneblowania blogowiczów, czyli narodu, czyli nas prawdziwych Polaków.

    Tak wygląda mniej więcej model działania zwolenników teorii zamachowej.

    Głosiciele teorii zamachowej nie przedstawili żadnego dowodu na zamach poza skonstruowaniem kilku ogólnych tez, które mają stanowić wiarygodne tło, osnowę dla teorii zamachowych:

    a) Odczyty wysokości z czarnych skrzynek, które posłużyły do określania trajektorii lotu samolotu są fałszywe, ponieważ prawdziwe są odczyty TAWS dokonane przez kogoś.

    b) W ogóle nie wiemy, które tezy raportu Millera są fałszywe, które prawdziwe, w związku z tym nie przyjmujemy żadnych.

    c) Ruskie zawsze kłamali, to dlaczego w sprawie katastrofy smoleńskiej mieli mówić prawdę? Ergo raport Anodiny jest fałszywy, a Raport Millera, ponieważ jest przepisany od Anodiny, jest jeszcze bardziej fałszywy.

    d) Argumenty wszystkich ekspertów uznających prawdziwość raportu Millera również są fałszywe, ponieważ polskie media kłamały, a i minister Kopacz kłamała, że była przy sekcjach i że przekopano teren na 1 metr głębokości, co nie jest prawdą. A więc nie jest prawdą co mówią wszyscy ministrowie i urzędnicy rządowi.

    Poza tym ruskie dokumenty z sekcji zwłok są fałszywe, co udowodniono na przykładzie powtórnej sekcji zwłok Wassermana (łącznie z tomografia komputerową). Dużo rzeczy się nie zgadzało (97 %) i w dodatku wystąpił kompromitujący prokuraturę „brak badań świadczących o wykluczeniu osób trzecich w spowodowaniu katastrofy” (chodzi o dowody w ciele na wybuch w samolocie oraz strzelanie do jeszcze żyjących ofiar).
    Co ciekawe polska sekcja zwłok, jak wynika z oświadczenia prokuratury, pozwala jednoznacznie wykluczyć, iż mechanizm powstania obrażeń ciała śp. Z. Wassermanna miał związek z działaniem materiałów pirotechnicznych, wysokiej temperatury lub tym podobnych czynników.
    Co zupełnie nie zrobiło wrażenia na zwolennikach teorii zamachu poprzez wybuch.

    To są główne dowody na zamach. Mieszanina pomówień, pomysłów, domysłów, przypuszczeń, podejrzeń, wymyślonych danych i nie istniejących faktów. To wszystko jest przyczepione do hasła głównego – badania naukowe, praw fizyki i matematyki, na których oparto badania, nikt nie zmieni.

    To, ze samolot leciał wg praw fizyki i matematyki i zderzył się z ziemią wg tych samych praw, nie ma absolutnie żadnego znaczenia.

    Prawa fizyki i matematyki są własnością zwolenników hipotez zamachowych.
    Nie szkodzi, że hipotezy te mają multum wersji sprzecznych ze sobą, z prawami fizyki, z możliwościami techniki – od helu i sztucznej mgły poprzez atak elektromagnetyczny, wożenie samochodami dla zmylenia pilotów radiolatarni po obszarze podejścia do lądowania, po wybuchy ładunków różnego rodzaju – od precyzyjnych tnących skrzydło i kadłub do stosunkowo dużych urządzeń jakimi są bomby termobaryczne, czyli paliwowo-powietrzne.

    Sprzeczności w hipotezach nie mają żadnego znaczenia. Skoro miał być zamach, to był.

    Pzdr, TJ

  247. @tez_narciarz
    „””
    po prostu trzeba poczekac na artykul i raport.
    Jesli artykul sie ukaze, to mozna prosic o dane.
    +
    Wyniki uzyskane przez osobe o dobrych kwalifikacjach powinny byc dobre. Binienda jest osoba majaca kwalifikacje.
    „””

    Sprytne. Nie mozna niepokoic geniusza pytaniami do czasu kiedy nie opublikuje swoich badan, jesli kiedykolwiek je opublikuje. Rzeczony geniusz moze jednak trabic co dnia swoje rezultaty bo wielkim, powtarzam wielkim geniuszem jest a krytycy morda w kubel i ruki po szwam.

    Po pierwsze Binienda jest specem w kompozytach a nie w symulacjach skrzydel samolotowych. Zadnej takiej katastrofy do tej pory nie liczyl, nikt go w roli eksperta nie zatrudnial. Tupolew to jest jego hobby. Owszem, zwiazane z tym co robi, ale jednak nie chleb jego powszedni.

    Po drugie nawet jesli wykonujesz dane badania co dnia, to istnieje cos takiego jak „obled fanatyka”. Pani badajaca cud w Sokolce byla i jest patomorfologiem, jednak do glowy jej nie przyszlo aby potwierdzic swoje wstrzasajace odkrycie najprostrzym chocby badaniem genetycznym. Swoich „widze serce Jezusa pod mikroskopem” pewnie tez nie opublikowala w Lancecie czy gdziekolwiek poza bulwarowkami/Przegladem Parafialnym Pcimia Dolnego.

    Po trzecie jesli zonglujesz SEM i SPH to z cala pewnoscia wyliczysz czy oderwany na 8m kawalek skrzydla poruszajacego sie z predkoscia 200-280km/h _na pewno_ nie upadl dalej niz 12m jak twierdzi nasz kompetentny Binienda. Podaj jakis numer i metode jak to byles laskaw wyliczyc.

  248. mtwapa
    1) przede wszystkim niepotrzebnie sie tak strasznie irytujesz
    2) wiesz te wszystkie uwagi o geniuszach itp., sa niepotrzebne;
    czlonkowie tych wszystkich komisji zachowuja sie nie calkiem
    wlasciwie – te wszyskie argumenty – „jak walnelo to sie urwalo” itd, itd. Moze to jest reakcja ze strony Macierewicza i Biniendy, ktory dziala dla komisji. Pewnie sa zdania, ze wpierw adresaci czyli prokuratura powinni zajrzec do tego materialu co dostali, itd;
    3) Nie przeczytales artykulu, ktory mi wyslales (wiem, ze przypadkiem, ale naprawde dobrego).
    Jest w nim zasadniczy argument, ze FEM przy mniejszych predkosciach od 600km na godzine przy uderzeniach daje dobre wyniki. Artymowicz udzielil wywiadu GW mowiac o szkolnych bledach itp (powazni ludzie tak ze soba nie rozmawiaja). Jego glownym argumentem bylo, ze (troche sie teraz powtarzam) FEM nie moze dac dobrych wynikow przy zderzeniach z uwagi na np. na erozje. Testy zrobione przez autorow artykulu sa dosc drastyczne – przebicie, itd., a okazalo sie, ze FEM przy takich predkosciach, mniejszych od 600 km./h daje dobre wyniki, zgodne z doswiadczeniem.
    W artykule sa rozne rodzaju pociski. Jesli ponad 600 to juz
    jak widac proces niszczenia jest zbyt szybki i trzeba uzywac w obszarach niszczenia metody sprzezonej opracowanej przez autorow artykulu (z Singapuru chyba).

    Artykul jest wsparciem tezy, ze FEM moze dac dobre wyniki
    i niekoniecznie trzeba uzywac innych metod jak SPH co sugerowal Artymowicz.

    4) Mowie, w tej chwili o samym zderzeniu, nie o dalszym locie kawalka skrzydla.

    5) Po to by przeprowadzic takie obliczenia, tj. uzyc LS DYNY potem CFX, lub zrobic to innymi wlasnymi metodami.
    Trzeba na to miec czas, a zatem troche pieniedzy. Binienda je jak widac mial.

    5) Zdarzaja sie rozne katastrofy, np. Challengera (zeby nie bylo nieporozumien – oczywiscie Binienda tego nie wyjasnial), ale material Discovery powinien byc pokazywany wszystkim studentom na pierwszym roku.
    W koncu sprawe rozwiazal Feynman przyznajac racje inzynierowi, ktory nie mogl sobie poradzic ze swoimi szefami.
    Zarowno Feynman jak i wspomniany inzynier nie analizowali
    codziennie katastrof promow. Po prostu, zdarzyla sie ona wtedy po raz pierwszy.

  249. @tez_narciarz

    Widze ze uczepiles sie FEM i SPH a gdzies umknela ci kwestia wiarygodnosci badacza. Obruszasz sie na „jak walnelo to sie urwalo” jednak stajacy w powietrzy kawalek skrzydla ktory zgodnie z biniendowa fizyka nigdy przenigdy nie mogl poleciec dalej niz 12m jakos zupelnie ci nie przeszkadza.

    Pokaz ze wiesz co piszesz: na jaka odleglos poleci ow kawalek skrzydla przy predkosci 200-280km/h spadajacy z wysokosci 8m.
    Jesli uwazasz ze na 12m to jestes w tym samym worku co Binienda i nie warto tracic czasu. Jesli na odleglosc wielokrotnie wieksza to zastanow sie jaka jest wiarygodnosc / fachowosc osobnika ktory przy owych 12m obstaje.

    BTW, mnie zupelnie nie przeszkadza „jak walnelo to sie urwalo”. Widziales pewnie zdjacia ptakow wbitych w skrzydla: przeprowadzamy symulacje aby udowodnic ze Wraze Mocarstwo nie sprzelalo do naszego samolotu dzialem ornitologicznym czy moze pozwalamy aby fakty mowily za siebie (w pewnych okolicznosciach ptak moze wbic sie w skrzydlo samootu okreslonego typu)?

  250. @mtwapa

    Sluchaj,
    1) widzialem filmy z doswiadczen z ptakami (martwe kurczaki) wrzucanymi do turbin silnikow poparte rzeczowymi wykladami i dyskusja
    2) Przestajesz prowadzic dyskusje merytoryczna, a zaczynasz zachowywac sie jak dzieciak
    3) Pytalem, czy przeczytales artykul, ktory sam przyslales, a zaczynasz ironizowac. Moze jego tresc jest dla Ciebie za trudna, mimo, ze jest naprawde dobrze i jasno napisany;
    4) Niczego sie nie uczepilem, tylko podalem argument za
    poprawnoscia rozwiazania, tak sie to czyni w pracach badawczych czy artykulach naukowych.
    5) Obliczen nie robilem, naprawde zeby je zrobic potrzeba
    wiecej czasu niz np. napisac fieleton na blogu.
    Robilem wiele roznych obliczen roznymi metodami.
    Mozliwe, ze powinno sie sprawdzic powtornie niezaleznie
    gdzie moglo upasc skrzydlo.

    Podalem jedynie argument za poprawnoscia metody FEM
    dla zderzen o predkosciach rzedu 200 km/h na podstawie artykulu i znajomosci metody.

    Biorac pod uwage, ze Binienda ma kwalifikacje raczej
    tu bledow nie zrobil.

    Artymowicz nie robil zadnych obliczen, a mowi o szkolnych bledach w swoim wywiadzie dla GW.

  251. Paul Krugman:

    „…W 2006 r. na przykład 25 najwyżej opłacanych menadżerów funduszy hedgingowych w USA zarobiło łącznie 41 miliardów dolarów. To więcej niż połączone zarobki wszystkich 80 tysięcy nowojorskich nauczycieli. Jednak od 1980 r. do wybuchu kryzysu w 2008 r. przychody statystycznego gospodarstwa domowego w USA wzrosły tylko o około 20 procent.

    Dlaczego zatem ekonomiści twierdzą, że „zwykli ludzie” także stają się coraz bogatsi? – Może trzeba zapytać, kto tak mówi i w jakich kręgach się obraca – odpowiada Krugman. – Jeśli jesteś profesorem ekonomii na University of Chicago, to wśród ludzi, których spotykasz na co dzień, są głównie pracownicy Wall Street, dla których ostanie 30 lat rzeczywiście było znakomitym okresem…

    Ale wpływ tej 0,01 procenta ludzi niewyobrażalnie bogatych nie ogranicza się do zmiany optyki profesorów ekonomii. Ich posiadłości i jachty tworzą „kaskadę wydatków”. Jeśli jesteś w grupie o trochę niższych dochodach, czujesz presję, aby równać w górę. A potem ludzie zarabiający trochę mniej od ciebie chcą zarabiać tyle co ty.

    Już wcześniej pojawiały się pierwsze sygnały ostrzegawcze, takie jak kryzys oszczędności i pożyczek pod koniec lat 80., które powinny zaalarmować polityków i zwrócić ich uwagę na niebezpieczeństwa deregulacji finansów – zarówno problemy natury moralnej, jak narastanie zadłużenia. Niestety wpływ Wall Street na polityków sprawił, że ci ostatni byli głusi na niepokojące sygnały – jedną z przyczyn było niewątpliwie to, że to banki finansowały wiele kampanii politycznych. Krugman cytuje tu słynne spostrzeżenie Uptona Sinclaira, który powiedział: „Trudno zmusić człowieka, żeby coś zrozumiał, jeśli jego płaca uzależniona jest od braku zrozumienia”…”

    Więcej – http://biznes.onet.pl/paul-krugman-mam-dosc-bycia-kasandra,18543,5153692,1,prasa-detal .

  252. Oświadczenie Pana prof. Biniendy

    – Przygotowuję teraz odpowiedź na pismo prokuratury, które dostałem po powrocie do USA. Zaproponuję im wizytę tutaj, na mojej uczelni. Będę mógł im wtedy pokazać aparaturę, jakiej używam do pracy naukowej. Jeżeli naprawdę chcą się zapoznać z moimi wynikami, powinni tutaj przyjechać – zapowiedział w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” prof. Wiesław Binienda, ekspert sejmowej komisji badającej okoliczności katastrofy smoleńskiej. Naukowiec dodał też, że jego dotychczasowe kontakty z polską prokuraturą nie były najlepsze. – Była to forma gry politycznej, w którą ja nie umiem grać – zaznaczył.

    Binienda stwierdził, że prokuratura „kluczyła i lawirowała” w sprawie spotkania i do tej pory nie odpowiedziała mu na prośbę o przesłanie pytań, na które miałby odpowiedzieć. – Z treści listów, które dostałem wynika, że chcą się spotkać. Jednak kiedy czekałem na nich w Sejmie przez godzinę, nie pojawili się – powiedział. Zapowiedział też, że wyśle zaproszenie do polskich prokuratorów, którym w USA będzie mógł przedstawić swoje badania.

    – Nie mam nic do ukrycia, o wszystkim mówiłem już wielokrotnie, także ostatnio w Polsce. Wszystko można również znaleźć w internecie, więc nie wiem o co im naprawdę chodzi – podkreślił. Dodał też, że w liście, który otrzymał od prokuratorów ppłk Karol Kopczyk zadeklarował chęć spotkania we wskazanym przez niego miejscu i czasie. – Pismo prokuratura pomija fakt, że czekałem na nich w Sejmie w ostatnim dniu pobytu w Polsce. Piszą tak, jakby tamta sytuacja w ogóle nie istniała, jakbyśmy żyli w dwóch odrębnych przestrzeniach kosmicznych.

    Te konkretne fakty – kto na kogo czekał, a raczej nie czekała – i po wcześniejszym uzgodnieniu miejsca spotkania w Polsce wyjasniają, że to Prokuratura żyje w jakiejś hiperprzestrzeni…

    W takiej sytuacji kolejna propozycja nie tylko spotkania, ale pokazania wiarygodności samej symulacji – tzn. wiarygodności samego dowodu rzeczowego – jest jak najbardziej słuszna.

    A stwierdzenie Szanownego Gospodarza „…żeby polscy prokuratorzy wojskowi uganiali się po Stanach Zjednoczonych za profesorem Biniendą. To by wystawiało polską prokuraturę na pośmiewisko, stratę czasu i pieniędzy” – jest całkowicie bezzasadne.

    Abstrahując od sytuacji, kiedy to polscy prokuratorzy wojskowi uganiali się po Smoleńsku za pancerną brzozą, która okazała się mitem… Szkoda tylko, że tak bardzo się nie „uganiali” za zbadaniem wraku i innych najbardziej istotnych dowodów.

  253. Dodatkowa informacja na temat kłamstw / fałszerstw smoleńskich.

    Z ekspertyzy, którą polscy prokuratorzy wojskowi otrzymali od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wynika, że po katastrofie smoleńskiej Rosjanie ingerowali w zawartość elektronicznego sprzętu ofiar katastrofy. Miało to się odbyć dwukrotnie.

    Pierwszy raz miało się to odbyć 10 i 12 kwietnia. Wtedy to miało dojść do przeglądania zawartości wszystkich kart telefonów, dysków laptopów oraz pamięci aparatów fotograficznych i kamer, które mieli przy sobie członkowie prezydenckiej delegacji.

    Drugi raz miało się to odbyć w tydzień po katastrofie smoleńskiej. Zdaniem biegłych z Departamentu Bezpieczeństwa Telekomunikacyjnego ABW, ktoś usiłował wtedy zacierać ślady pierwszej ingerencji. Dodatkowo, z jednej z kart pamięci, skasowano zdjęcia wykonane w trakcie lotu.

    Nadal trwa śledztwo, zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej, więc dane z kart pamięci traktowane są jako dowody.

    Czy w ABW – wobec powyższego – pracują niepoprawne oszołomy? Czyżby już nawet tam dotarła ta PIS’owska „zaraza”?

    Pytanie retoryczne – czym jest ingerencja w zawartość dowodów materialnych??? Jaki jest cel takiej ingerencji??? Z pewnością udowodnienia „rzetelności, uczciwości oraz transparentności” całego postępowania. Skoro już w momencie „wypadku” było wiadomo, że to piloci psychopaci, pijany generał a przede wszystkim ze to Nie zamach, to wszystko można „dopasowywać, modyfikowac, czy fałszować”

  254. Moze rowniez Szanowny Gospodarz zechce zajrzec do tekstu wywiadu:
    Z prof. dr. hab. inż. Jackiem Rońdą z Wydziału Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie, kierownikiem Pracowni Projektowania Materiałów AGH

    http://naszdziennik.pl/index.php?dat=20120609&typ=po&id=po19.txt

  255. re Ronda:

    No swietny wywiad. W sama raz dla Kalego:

    krytyka niedobra kiedy Ty nie miec danych potrzebnych do symulacji i nie przeprowadziles sam symulacji (zwolennicy Biniendy)

    uwiarygodnienie badan byc wspaniale kiedy nie masz danych potrzebnych do symulacji i nie przeprowadziles symulacji (Ronda i cytujacy go tez_narciarz)

    Jest jeszcze jeden wspanialy kwiatek:
    „””
    oderwany fragment skrzydła poruszał się pod wpływem energii kinetycznej, sił ciążenia i sił oporu aerodynamicznego. Ten fragment spadał na ziemię w podobny sposób jak jesienny liść z drzewa.
    „””

    Nie, to tylko autorytet profesora polskiej uczelni poruszal sie w kierunku bruku z predkoscia spadajacego fortepianu. Moze przylepic sobie listek kapusciany na czolko aby przypominal mu o skladowej poziomej.

    Na konic kwiatek ze znajomosci mikropekniec/zmeczenia materialu:
    „””
    Czy, Pańskim zdaniem, należałoby wziąć pod uwagę, że konstrukcja skrzydła była już wcześniej osłabiona i po zderzeniu z brzozą panel po prostu się złamał?
    – Nie, tego nie brałbym pod uwagę. Samolot leciał z Warszawy ponad godzinę. Gdyby skrzydło było osłabione, nie doleciałby tak daleko.
    „””

    Tak jest Zweinsteinie, katastrofy lotnicze spowodowane oslabieniem konstrukcji nie zdarzaja sie powyzej 1h lotu. Zgodnie z Prawem Rondy samolot co przelecial z Singapuru do Rzymu i sie nie rozpadl nie mogl miec oslabien mechanicznych np. w poszyciu:

    http://en.wikipedia.org/wiki/BOAC_Flight_781

    Skad wy takich durni wyszukujecie?

  256. mtwapa

    Widze, ze przechodzisz juz do obelg!

  257. @tez_narciarz

    Widze ze dalej nie dajesz rady przypomniec sobie wzoru na rzut poziomy (pierwsze przyblizenie) oraz na rzut ukosny. Gimnazjalne zadanie jesli nie uwzglednimy oporu powietrza. Rozumiem ze jestes sprawny w modelowaniu: podaj prosze do jakiej predkosci mosialby zwolnic kawalek skrzydla pedzacy z poczatkowa predkoscia 200-280km/h aby w czasie potrzebnym na zetkniecie z gleba przebyl 12m.

    Dalej jestes z Binienda na 12 metrach od brzozy? To tak jak prof „spadajacy jesienny lisc” Ronda. Gratulacje.

  258. mtwapa
    1) wiesz, jak powiedzialem, zaczynasz ludziom ublizac
    i w zasadzie moderator czy Gospodarz powien
    Cie wyrzucic z blogu
    2) mam troche roboty, ale w przerwie zajrzalem znowu;
    3) Najlepiej by bylo, zebys zaczal czytac ze zrozumieniem,
    to juz drugi raz, najpierw artykul, ktorego nie rozumiales,
    a teraz przyklad z katastrofa Cometa.
    Jest to przyklad podrecznikowy i w tej chwili w zasadzie
    nie ma on specjalnie zastosowania do wspolczesnych konstrukcji lotniczych.
    Comet byl pierwszym pasazerskim samolotem odrzutowym
    i niestety jako taka konstrukcja jak sie okazalo obarczona bledami. Podobna sytuacja miala miejsce ze statkami Liberty,
    lamaly sie na pol. Jednak po poprawie technologii przestaly.
    Nie znaczy to, ze zmeczenie nie istnieje, boeingi lataja po 30 lat. Zmeczenie lozysk turbin bylo przyczyna katastrofy Ilow na Okeciu. W ktoryms momencie byly opublikowane przyczyny
    katastrow duzej liczby Tu 154, w zadnej z nich przyczyna nie bylo zmeczenie dzwigarow skrzydel.
    Zatem prof. Ronda mogl uwazac, ze nie bylo to przyczyna.

  259. Drogi Panie (względnie Pani) non-possum.
    Cóż robił rządowy samolot pośród podsmoleńskich brzóz? Grzyby zbierał?

  260. mtwapa;
    Jeszcze o skrzydle:
    nie jest to problem rzutu poziomego,
    Slajd 37 z prezentacji (chodzi o to, ze frgment skrzydla wykonujac obroty (wczesniejsze slajdy) nie mial po prostu
    wystarczajaco duzo miejsca

    http://www.ecgf.uakron.edu/~civil/people/binienda/Parlament%20November%202011%20-%20English.pdf

    „The wing fragment cannot separate on the birch and fly over the terrain 111 m away from the tree. From 6 m height the fragment would fly only 10-12 m away and could not have enough space to move 10-13 meters to the right.”

  261. Po pierwsze epitety byly skierowane do Spadajacego Jesiennego Liscia. Jesli sie z nim utozsamiasz to trudo, nie jest to moj problem.

    Po drugie (jesli mimo 250 postow nie byles w stanie tego zauwazyc), dyskusja jest nie o tym czy zamiast LS Dyna Binienda winien uzyc inna wersje programu/inny program czy moze zamiast FEM nalezalo uzyc SPH. BTW rzucilem okiem na posty Artymowicza na http://studioopinii.pl/ -> nie wystepuje w nich slowo SPH. Jak masz gdzies stwierdzenie Artymowicza w stylu: „Binienda to duren uzywajacy FEM, kazdy pies i jego kot wie ze nalazalo uzyc SPH” to dawaj. Jak nie masz to po raz kolejny postawiles dyskusyjnego chochola.

    Dyskusja toczy sie o wiarygodnosc Biniendy. Ostatnio doszedl nam watek czy tez_narciarz oraz Spadajacy Jesienny Lisc sa uczciwymi dyskutantami. Uczciwimy tzn takimi ktorzy nie bedac ignorantami w dziedzinie fizyki nie beda bezczelnie klamac (Ronda) albo przymykac oczy na stwierdzenia po ktorych uczen podstawowki po roku nauczania mechaniki lapie sie za glowe z rozpaczy.

    Lubie tez niezmiernie twoje piskorzenie. Nie starczylo ci miejsca na wyliczenie gdzie upadnie kawalek skrzydla? Pozwol ze ci pomoge:
    czas spadania (8m): (2*8m/9.81m/s2)^0.5 = 1.277102s
    predkosc w momencie kiedy przestala dzialac czarna skrzynka: 270000m/s /3600s = 75m/s
    Prozniowy lot poziomo przemieszczajacego sie obiektu: 95.7m
    Tyle ze to nie byl lot poziomy, bo kat natarcia skrzydla nie rownal sie zero.

    Oczywiscie wystapowal opor powietrza, teren tez sie wznosil, ale tez przy rzucie ukosnym z tak malej wysokosci koncowa skladowa pozioma nie wynosi zero, i kawalek skrzydla mogl sobie pojechac/pokoziolkowac po gruncie.

    Porownajmy to z Binienda (12m), Spadajacym Lisciem (chyba tez 12?) i Artymowiczem (90-110m: http://studioopinii.pl/artykul/8821-pawel-artymowicz-amerykanskie-echa-smolenskich-teorii-spiskowych).

    Rozumiesz juz dlaczego wrzucam cie do tego samego wora co Biniende i Ronde?

    PS re Cometa: podrecznikowy to jest przyklad bezczelnosci Rondy ktory argumentuje na absolutny i niepodwazalny brak hipotetycznych zmeczen materialu skrzydla na podstawie „bo lecial godzine i sie nie rozpadl”. Nie abym osobiscie sadzil ze jakiekolwiek mikrouszkodzenia mialy znaczacy wplyw na odciecie koncowki skrzydla.

  262. Po prostu, jak prowadzi sie jakas dyskusje to sie nie ubliza.
    Moze jestes bardzo mlodym czlowiekiem, ale to Cie nie usprawiedliwia.
    Uzycie roznych modeli to czesc dyskusji o wiarygodnosci, przeciez wielu z ludzi w tych 250 postach odmawia prof. Biniendzie kwalifikacji, wlacznie z Toba, poslugujesz po prostu obelgami.

    W wywiadzie prof Artymowicza nie ma slowa o SPH. Natomiast w wywadzie dla GW
    http://wyborcza.pl/1,76842,11099343,Cieli_juz_krzaki__Uderzyli_w_brzoze.html?as=2&startsz=x
    Jest fragment o Smoothed-FEM, stad moja pomylka, poniewaz w Smoothed-FEM, tez mozna uzyc metod bezsiatkowych
    http://en.wikipedia.org/wiki/Smoothed_finite_element_method
    (dzial Description)

    Zadanie lotu kawalka skrzydla nie jest prostym problemem
    rzutu poziomego (z uwagi na obroty, wczesniejsze hipotetyczne zderzenie z utrata energii, brak miejsca z uwagi na obroty).
    Zadanie to jest roznym od zderzenia. Wczesniej podalem uzasadnienie wiarygodnosci metody na podstawie artykulu, ktory przeslales.

    Sugerowalbym Ci zajrzenie tez do internetu klikniecie w web_of_science w znalezienie publikacji prof. T. Wierzbickiego czy W. Abramowicza.

    Bardzo chcialbym tez zobaczyc wyniki, pewnie do tego
    dojdzie, ze je zobaczymy;
    Jeden z blogowiczow powyzej przytoczyl oswiadczenie
    prof. Biniendy, przeczytaj.

    A takze, zwyczajnie nie ublizaj i uzywaj jezyka jaki ludzie
    uzywaja podczas rozmow

  263. non possumus i mtwapa
    uczciwy człowiek ,zatrudniony do wyjaśnienia jakieś sytuacji
    po pierwsze i następne
    -przedstawia środki i warunki , których użyć może i które są w jego posiadaniu.
    -przedstawia rejestr materiałów wyjściowych na podstawie których będzie określał i rozstrzygał wątpliwości
    -przedstawia własne posiadane środki i materiały pozwalające wykonać zlecenie
    -określa swoja odpowiedzialność za wyniki
    -określa czas i miejsce gdzie wyniki zostaną przedstawione
    -podaje kto jest jego zleceniodawcą i jaka jest wartość zlecenia
    -podaje nazwę instytucji firmujacej zlecenie.
    A to co czytamy w Waszych wypowiedziach- to jak kiedyś mówiono – to OBRONA CZĘSTOCHOWY albo spadajacego liścia.
    uklony

  264. OK, czy juz mozemy przyjac ze Artymowicz (no i ja) nie musimy doczytywac „High Velocity Penetration/Perforation [..]” bo takowych zarzutow Artymowicz wobec FEM nie stawial?

    Re Spadajacy Lisc:
    Zachodzi proste zjawisko: jesli niemozliwa jest krytyka Biniendy ze wzgledu na brak danych wejsciowych to rownie niemozliwe jest podpieranie Biniendy bez znajomosci danych wejsciowych. Spadajcy Lisc strzela takie babole jednoczesnie usilujac wyrobic 200% normy poparcia Biniendy ze zaczyna to przypominac ucznia ktoremu prace domowa nie tylka zjadl pies ale jeszcze mu sie najpierw spalila, potem rozwiala z wiatrem, splukala woda po czym dopadl jej Burek. Nic nie policzyl, nie ma zadnych wlasnych wynikow ale wszystko mu sie zgadza z Binienda. No bez jaj.

    Wierzbicki dixit:
    Aircraft Impact Damage chapter IV
    „””
    As for the airplane itself, the process of disintegration of the fuselage and wings started immediately during the entry into the wall of the exterior columns and it continued as the floors were cut and ripped apart.
    „””

    Czyli 100% zdroworozsadkowe wnioski: uderzajac w przeszkode jednoczesnie zachodzi przecinanie/lamanie przeszkody jak i destrukcja skrzydla. O ile mi wiadomo to zaden z samolotow z 9.11 nie wylecial z drugiej strony WTC wiec argument „skrzydlo przecina stalowe kolumny, ergo brzoza to pestka” jest bez sensu. Przy odpowiednio duzej predkosci i masie owszem, przecina, tyle ze samo skrzydlo sie niszczy. Tak jak przy brzozie.

    Masz cos do dodania?

    „””
    Zadanie lotu kawalka skrzydla nie jest prostym problemem
    rzutu poziomego (z uwagi na obroty, wczesniejsze hipotetyczne zderzenie z utrata energii, brak miejsca z uwagi na obroty).
    „””

    Dlatego zapewne Binienda w swojej prezentacji na slajdzie nr 37 w celu poparcia swoich wniskow podaje ten link:
    http://www.youtube.com/watch?v=TBcC8zqNjKk

    Zastanow sie co widzisz (patrz na skrzydla po oderwaniu).

    re rotacja:
    moze podaj wzdluz ktorej osi ow 6.5 metrowy kawalek skrzydla rotowal. Wg Biniendy wazyl on ok 600kg i „bardzo szybko wyhamowal” z 80m/s do 27.5m/s. Na 12m. Aeorodynamicznie i bez spadochronu.

    Jeszcze jedna rzecz ktora rozsmieszyla mnie do lez: 18 CPU parallel system. To jest ten Wielki Klaster Biniendy?

  265. @zezowaty
    Nie jestem (na szczescie) zatrudniony do wyjasniania czegokolwiek o katastrofie smolenskiej. Nawet nie moge powiedziec ze zajmuje sie nia hobbistycznie, bo to by implikowalo ze zanim wdalem sie w ta wymiane przestudiowalem raport MAKu, filimiki prezentacje Biniendy i artykuly Artymowicza co jest nieprawda. Doczytuje i to jedynie fragmenty w trakcie dyskusji i robie bledy na skutek niedoczytania (patrz wysokosc sciecia brzozy uzyta w szkolnym wzorze => w raporcie MAKu jest „ok 5m” str 104, Artymowicz uzywa 6m).
    BTW, rzut poziomy zamiast 95 dalby nam 76m przy 5m i 83m przy 6m.

    re rozstrzyganie: to sa wszystko popluczyny po kisielu/swiecenie swiatlem odbitym jesli wogole „swiecenie”. Poza kontrowaniem oczywistych (dla mnie ) nonsensow zadne „rozstrzyganie” sensu largo mi sie nie marzy. Wiem jedynie ze Binienda i inny 12-metrowcy albo sa durniami albo klamia.

  266. !!OK, czy juz mozemy przyjac ze Artymowicz (no i ja)
    !!nie musimy doczytywac „High Velocity Penetration/Perforation [..]”
    !!bo takowych zarzutow Artymowicz wobec FEM nie stawial
    Gdybys przeczytal caly wywiad prof. Artymowicza dla GW to
    bys zobaczyl, ze wlasnie stawia. Link Ci wyslalem.
    Wlasnie caly czas ten tekst „High velocity …” ma znaczenie,
    bowiem wskazuje na zgodnosc wynikow FEM przy zderzeniu
    z predkoscia mniej niz 600km/h z doswiadczeniem.
    Uzyta inna metoda dala podobne wyniki, ale FEM
    dawal lepsze.
    Czyli uzyte narzedzie jest dobrym programem, ktory
    fachowo uzyty powinien dac dobre wyniki.

    !!Wierzbicki dixit:
    !!Aircraft Impact Damage chapter IV, etc….
    Zwroc uwage, ze skrzydla uderzyly w kilkadziesiat
    slupow i oczywiscie zaczely sie lamac. Kadlub uderzyl
    w stropy i pozniej trzon budynku. Natomiast
    w pierwszej chwili po uderzeniu, tj. np.
    pierwszy ze slupow, drugi zostaly zlamane wpierw,
    a potem oczywiscie zaczely lamac sie skrzydla.
    Chodzi o samo pierwsze uderzenie.
    Przyjrzyj sie dokladnie filmowi.

    !!http://www.youtube.com/watch?v=TBcC8zqNjKk
    Na filmie widac wyraznie, ze skrzydla nie leca do
    przodu jak wystrzelone z procy, ale raczej opadaja.
    Tam wysokosc jest duza.
    Istotny jest slajd 29 o zmianie rozkladu cisnien.
    oraz 30 wnioski. Nie jest to rzut poziomy w prozni, czy
    rzut poziomy ze stala sila oporu powietrza proporcjonalna.

    Zwroc uwage na zwrot „erratic rotations”
    (*) Before separation, the fragment (in red) flies
    together with the wing and the airplane
    (which is not visible here)
    (*) After separation, the wing fragment slows down
    and is falling with erratic rotations governed by air drug.

    Dobrze bylo oberzec symulacje lotu skrzydla.
    Tak jak mowie, publikacja i raport.

    !!Jeszcze jedna rzecz ktora rozsmieszyla mnie do lez:
    !!18 CPU parallel system. To jest ten Wielki Klaster Biniendy?
    Po prostu taki byl wystaczajacy. Podal oprogramowanie,
    ktorego uzywal i w przyblizeniu rodzaj komputera.

    Za duzo piszesz o burkach i tym podobnych bzdurach
    i dalej stosujesz chamskie odzywki

  267. mtwapa 2.50
    Zgoda
    myślę że odnośnie rotacji ,spadającego liścia itp zdarzeń najlepszą
    tak teorią jak i praktyką mogli by się wykazać aborygeni australijscy z ich bumerangiem.
    On nawet potrafi wracać do właściciela , bez pomocy komputerów ,programów , i obrad 200 najtęższych umysłów Ameryki.
    W przypadku Smoleńska i zjawisk obecnie obserwowanych – czas pokaże KTO BĘDZIE PŁACIŁ ZA WOJAŻE DO I Z HAMERYKI
    tak Biniedy jak i smoleńskich wdów.
    ukłony
    Bo ktoś rachunki uregulować musi.
    ukłony

  268. @tez_narciarz
    Na szybko:
    „””
    !!Wierzbicki dixit:
    !!Aircraft Impact Damage chapter IV, etc….
    Zwroc uwage, ze skrzydla uderzyly w kilkadziesiat
    slupow i oczywiscie zaczely sie lamac. Kadlub uderzyl
    w stropy i pozniej trzon budynku. Natomiast
    w pierwszej chwili po uderzeniu, tj. np.
    pierwszy ze slupow, drugi zostaly zlamane wpierw,
    a potem oczywiscie zaczely lamac sie skrzydla.
    „””

    http://www.youtube.com/watch?v=TrIZd53Gl4E&t=12m25s

    Odpada koncowka skrzydla po czym widac ze slup ktory ja odcial sam upada. Test ma prawie 50 lat.

  269. W zlej kolejnosci ale lepiej wyczyscic najpierw wyczyscic przedpole.

    re Artymowicz/lamana brzoza:

    Tak pisalem powyzej, nie jestem inzynierem ani fizykiem, parametrow LS DYNA nie mnie oceniac. To co moge zrobic to podac linki do ludzi ktorzy sprawiaja wrazenie ze wiedza o czym pisza:

    http://ford.salon24.pl/419857,badania-biniendy-sa-perfect
    http://kijek.salon24.pl/419692,pancerne-dzwigary-prof-biniendy
    http://zenon8228.salon24.pl/421410,merytoryczna-krytyka-analizy-z-akron

    To na pewno jest confirmation bias, ale tak sie jakos sklada ze mam do nich wiecej zaufania niz Biniendy (patrz nizej).
    Chcesz sobie z w/w pogadac o lamaniu brzozy na komputerach to swietnie. Pewnie sie uciesza…

    re 18 CPU klaster: nie mam nic przeciwko temu aby ktos liczyl chocby na iPadzie jesli go taka fantazyja najdzie. Rozbawilo mnie to tylko i wylacznie ze wzgledu na ogrome halo wokol symulacji Biniendy, glosy mowiace o superkomputerach, milionach dolarow, niemoznosci powtorzenia obliczen w siermieznym PLu etc.
    BTW, podanie LS-DYNA i „18 CPU” niewiele mowi o tym jak takowe badania powtorzyc.

    re lot skrzydel w katastrofie samolotu strazackiego:
    Tu nie chodzi o to ze mialyby wyprzedzic kadlub. Wazne jest ze w sekundzie lotu dalej zarowno leca do przodu jak i opadaja. Nie zatrzymuja sie jak wryte w powietrzu.

  270. re lot koncowki:
    To jest wlasnie to na czym bazuje przekonanie o bezbrzeznej glupocie i/lub bezczelnosci ludzi ktorzy sie pod tym podpisuja. Zanim obejrzalem sobie film Biniendy o locie koncowki / prezentacje z torem lotu myslalem sobie tak:
    jakims cudem po nieprawdopodobnie ciasnym luku Binienda wyrzucil owa koncowke jak na rollercoster-rze w gore wytracajac jej predkosc pozioma (galezie brzozy??) po czym z duzej wysokosci owa koncowka juz bez predkosci poziomej spadala sobie na dol. To i tak jest nonsens, bo za brzoza nie rosly stalowe szyny zmieniajace kierunek z poziomego na pionowy, a poza tym im wyzej owa koncowka wyleci tym wieksza szansa ze spadajac „jak jesienny lisc” poleci sobie gdziekolwiek, czy to na bok (a byl wiatr znoszacy) czy chocby nawet przed sama brzoze. Obstawanie w takich warunkach przy super-duper deterministycznych „najwyzej 12m za przeszkoda” bylo dla mnie przerazajace.

    Po obejrzeniu symulacji Biniendy (i czytajac co piszesz) widze ze jest co najmniej rownie nonsensownie: koncowka hamuje w powietrzu na skutek oporu na 12m obracajac sie wzdluz osi rownoleglej do kierunku ruchu i zachowujac kat natarcia.

    Nie mam czasu, wystarczy ze pokaze jak w realnym tescie zachowywala sie odlamana 4m koncowka skrzydla. Tu jest raport z testu:
    http://oai.dtic.mil/oai/oai?verb=getRecord&metadataPrefix=html&identifier=AD0624051

    str 27 raportu: „this section of the wing was laying aproximately half way up up the 20 degree slope”. Na str 47 masz mapke terenu z zaznaczeniem slupkow etc.
    To jest duzo wiecej niz 12m pomiedzy prawym slupkiem a polowka pogorka.

    Gdyby mierzenie str 47 ci sie znudzilo to tu masz wykresy:
    http://lubczasopismo.salon24.pl/rodzynkizzakalca/post/390628,lot-koncowki-analiza-dc-7

    Mysle ze nie mamy o czym wiecej gadac.

  271. @zezowaty

    re rachunki:

    To b.malo prawdopodobne aby profesor uniwersytetu z USA staral sie wyzebrac 1000 USD na bilet lotniczy w taki sposob.
    Moze gdyby w PLu rzadzilo/mialo wlasnie rzadzic PiS to wtedy i tylko wtedy rozwazania o potencjalnych konfiturach mialyby sens.

    IMO ludzie w malzenstwach czesto synchronizuja sobie poglady polityczne (sa na to badania) i Binienda majac malzonke aktywistke katastrofikow poplynal. Nie dla $$$ tylko dlatego ze jest smolenskim oszolomem. Normalny gosc jak mu wyjdzie w rachunkach cos nawet nie nonsensownego to postara sie to sprawdzic/pomysli ze gdzies musial sie walnac. Na 12m to sobie mozesz rzucic poziomo rotujacym pluszowym misiem a nie skrzydlem rozpedzonym do 270km/h.

  272. Nie wiem po co ta cala dyskusja sie tu toczy. Wieslaw Binieda zdemaskowal sie jako hucpiarz i pseudonaukowiec, bo usunal sie z forum dyskusyjnego, nie pozostawiajac po sobie ani rzetelnej prezentacji, ani tez swoich obliczen, po to, aby mogli sprawdzic je inni fachowcy. Bez wzgledu na patenty, tytuly i publikacje – okazal sie niewiarygodny i jakiekolwiek dalsze dyskusje na temat jego „teorii” sa bezsensowne. Kazda teoria i doswiadczenie musi byc „powtarzalne” (reproducible). Brak danych wyjsciowych uniemozliwia powtorzenie obliczen, a nagly wyjazd Biniendy potwierdza tylko fakt, ze – jako naukowiec – nie mial nic od zaoferowania. Snucie wyssanych z palca hipotez, to wydaje sie jego specjalnosc.

    Pozdrawiam.

  273. @Werbalista
    „””
    Nie wiem po co ta cala dyskusja sie tu toczy. Wieslaw Binieda zdemaskowal sie jako hucpiarz i pseudonaukowiec, bo usunal sie z forum dyskusyjnego, nie pozostawiajac po sobie ani rzetelnej prezentacji, ani tez swoich obliczen, po to, aby mogli sprawdzic je inni fachowcy.
    „””

    No co za bzdury piszesz, przeciez spotkal sie, prezentacje mial rzetelna a inni fachowcy potwierdzili. Czyli ZAMACH!!!1111

    Slup telegraficzny odcinajacy kawalek skrzydla nastepnie sam lamiacy sie moze sobie na youtube ocenic prosty chlop granatem od pluga oderwany. Aby ocenic wiarygodnosc Proffesore Spadajacego Liscia z AGH to juz trzeba miec jakies minimalne przygotowanie.

    => to ze twoje czy moje opinie sa prawdziwe nie znaczy ze powtarzajac je z jeszcze wieksza asertywnoscia przekonasz nie tylko Utwardzonych Skrzydlakow ale chocby jednego goscia z grupy „wicie rozumicie ja tam nie wiem jak bylo ale rozni ludzie mowia rozne rzeczy”.
    I wtedy walimy ich po glowie slupem telegraficznym + latajacym kawalkiem skrzydla komunistyczno-merkelowsko-tuskowatych naukowcow z Kaliforni AD 1965. Troche trudniej to wyprzec IMHO.

  274. W ramach demokracji prosiłbym o pozory bezstronności,zamiast gadać że Binienda to i tamto,proszę odnieść się do jakiegokolwiek szczegółu z jego prezentacji,choćby takiego gdzie jest powiedziane że na skrzydle nie ma śladów uderzenia,przecież to podstawa,była brzoza bo MAK powiedział,super że darzycie ich zaufaniem tak bezgranicznym że aż plujecie na kogokolwiek badającego sprawę katastrofy,patriotycznie bardzo.

  275. Głupia sprawa,nikt nie odważył się spotkać z Biniendą.Darujcie bzdury o prokuraturze,korespondencyjnych ekspertach od kung-fu,drwalach,przecież Binienda jest waszym zdaniem śmieszny i niewiarygodny więc po co miałaby się z nim spotkać?To jest analiza jego analizy?Po co ględzić o PIS,oni są nieważni,była katastrofa,nic nie wyjaśnione,więc normalnie myśląca istota się by zastanowiła o co chodzi i choć pomyślała.Wy negujecie z góry,więc nie interesuje was ta sprawa,więc może zamilknijcie,lub odważnie powiedzcie co macie w sercach.

  276. @ mtwapa 13 czerwca o godz. 14:58 & al.

    Moze Pan sobie uwazac, ze ja bzdury pisze, tym niemniej obstaje przy swoim zdaniu. Okolicznosci katastrofy badaly dwie polskie komisje, a teraz bada rowniez prokuratura. Konkluzja jest taka, ze ze wzgledu na warunki atmosferyczne samolot w ogole mial nie ladowac i na ladowanie zgody nie dostal. To byla podstawowa przyczyna katastrofy. Czy uderzyl w brzoze, czy w ziemie, to problem do rozstrzygniecia dla fachowcow, do ktorych sie nie zaliczam. Dla mnie konkluzje obu komisji sa wystarczajace do zamkniecia sprawy, wykluczaja bowiem rozne czary-mary; elektroniczne zaklocanie, sztuczna mgla, rakiety, albo ladunki wybuchowe. Takie Biniedy, to moga sobie pisac, co chca, a i tak nie zmieni to podstawowej przyczyny katastrofy. Jezeli ktos widzial katastrofalne skutki zderzenia sie samochodu z jeleniem, czyli cialem o wiele miekszym od drzewa i w dodatku niezakorzenionym w ziemi, to doskonale wie jakie szkody potrafi to poczynic w samochodzie, poruszajacym sie z o wiele mniejsza szybkoscia. Fizyka do tego nie trzeba. Pozostale zas ustalenia, czy wywierano nacisk na pilotow, kto byl, a kto nie byl w kokpicie – to dla mnie juz sprawy drugorzedne (podkreslam: dla mnie, jako laika). Hipotezy na temat zabojstwa Kennedy’ego tez kraza do dzisiaj mimo wyczrpujacego raportu komisji Warren’a. Podobnie – na temat 9/11; czy zorganizowalo to CIA, czy tez moze wywiad izraleski; czy budynki mialy prawo sie zawalic, itd. Sa to rozwazania idiotyczne, bo sugeruja istnienie konspiracji na najwyzszych szczeblach panstwowych oraz obejmujacej takze ekspertow we wszystkich dziedzinach – zupelnie nieprawdopodobne, biorac pod uwage cel zaszkodzenia swojemu panstwu. Mam pewnosc, ze takiej konspiracji nie daloby sie zmontowac w tak szerokim gronie ekspertow z roznych dziedzin oraz politykow i czlonkow administracji panstwowej.

    A Binieda – no coz, pracowal nie wiadomo z kim i poslugujac sie nie wiadomo jakimi danymi. Reprezentowanie przez jego zone czesci rodzin ofiar katastrofy tym bardziej dyskwalifikuje go, jako niezaleznego eksperta. Poza tym nie byl nawet na miejscu katastrofy.

    Pozdrawiam.

  277. @Werbalista 13 czerwca o godz. 20:13

    „Bzdury” byly oczywiscie ironiczne.

    re ustalenia komisje etc:

    Wszyscy wiemy ze istnieje medycyna akademicka z grubymi tomami na temat np. rozwoju raka, jego patafizjologii, leczenia, rokowan etc. Jakims jednak dziwnym trafem istnieja szarlatani propagujacy kosmicznie niezborne teorie powstawania nowotworow i ich leczenia. Pytanie: czy nalezy jedynie wzruszac ramionami i stukac sie w czolo pokazujac palcem w kierunku pulki z podrecznikami czy tez moze jednak debunkowac idiotyzmy? Nie oznacza to ze nabor do Ochotniczego Pogotowia Antyszarlatanskiego odbywa sie na zasadzie przymusowej lapanki osobnikow z IQ > szczerzui, jedynie ze jesli komus akurat zechce sie cos tam sprostowac to (na ogol) fajnie.
    Nie ma co popadac w druga skrajnosc „oh, tragedy somebody in the internets is wrong!”, ale jak sie wpada pokurzopazurzyc na blogu to ciezko sie obruszac ze motywacje ludzi sa rozne.

    IMHO taki Arlukowicz wykonuje kawal pozytecznej spolecznie choc w normalnych warunkach (==malym stezeniu zamachowych odpalow) calkowicie zbednej roboty.

    Pzdr

  278. @ mtwapa 14 czerwca o godz. 2:56

    Dziekuje za wyjasnienie i przepraszam za brak zrozumienia ironii. Po prostu meczy mnie juz sprawa katastrofy smolenskiej. Przyczyna katastrofy jest dla mnie jasna i nie wymaga rozszczepiania wlosa na czworo. Czy kawalek skrzydla odlecial na 12 metrow, czy 120 metrow nie zmienia – dla mnie – w niczym powodu, z ktorego nastapila katastrofa. Idiotyczne teorie wybuchu na pokladzie, czy w strukturze samolotu sa bardzo latwe do obalenia, bo latwo sprawdzic uzycie materialow wybuchowych. Itd. itp. – nie chce mi sie pisac o wszystkich spiskowych teoriach. Dla mnie najwazniejszym punktem swiadczacym o braku jakiejkolwiek konspiracji jest fakt, ze prezydent Kaczynski w rzeczywistosci Polske osmieszal swoimi wystapieniami, wiec byl jak najbardziej na reke wszystkim przeciwnikom Polski. Byl niegroznym dla nikogo czlowieczkiem, starajacym sie przysporzyc samemu sobie, jak i bratu splendoru, majacemu idee fix na temat mocarstwowosci Polski. Wszyscy ewentualni adwersarze Polski modlili sie o to, by sprawowal swoj urzad jak najdluzej. Niczego nie wskoral jakakolwiek swoja polityka, ale posmiac sie zlosliwie bylo z czego. Stad wytaczenie teorii „meza opatrznosciowego”, „prezydenta stulecia”, „postaci historycznej” – pasuja do prezydenta Kaczynskiego jak piesc do nosa. Co prawda niby zasada pozostala: „De mortuis nil nisi bonum”, ale ciezko wstrzymac sie od takich komentarzy – to nie wujek Bronek, tylko osoba, ktora sprawowala najwyzsza funkcje wladzy. Brat blizniak glosi podobne poglady – faszyzm i populizm, inteligentow za morde, salony zlikwidowac. Po co nam intelektualisci, skoro mamy Blaszczaka, do niedawna – Czerneckiego, Ziobre, Suskiego, et al. Skala niekomeptencji, proznosci i zwyklego cynizmu (a moze zwyklej glupoty) az wola o pomste do nieba. Tym niemniej, to towarzystwo dalej popiera jedna trzecia Polakow. Jak zyc? (nie panie premierze), tylko, czy naprawde jest w Polsce tyle glupoty i wstecznictwa.

    Pozdrawiam.

  279. Kto przedstawił obliczenia które obaliły teorię prof Biniendy? Nikt !!!! zatem towarzysze tytuł jest idiotycznym nadużyciem pana Passenta. Człowiek średnio inteligentny wie, że prokuratura III RP próbowała profesorowi zamknąć usta. To eksperci Anodiny i Tuska boją się liczyć, wiedzą że matematyka jest bezwzględna- albo błąd albo prawda. Dlatego wysilono się na analizę psychologiczną osób nieżywych a pomięto obliczenia. Szarlataneria może nałgać nauka uzbrojona w matematykę co najwyżej może popełniać błędy. Oj starość czy rutyna gubi inteligentnego pana redaktora Passenta. O bezmyślnych towarzyszach nie wspomnę.

css.php