Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

24.07.2013
środa

Od zarobków – wara!

24 lipca 2013, środa,

Warto zwrócić uwagę na pomysł związkowców z OPZZ, żeby ujawniać płace (zarobki?) wszystkich polskich pracowników i pracodawców. „Ujawnienie PIT, szczególnie przez osoby zajmujące ważne funkcje w życiu społecznym, ucięłoby spekulacje na temat poziomu dochodów elit biznesu, polityków czy dziennikarzy. Dzięki temu powszechna stałaby się wiedza, jaka jest relacja miedzy poziomem wynagrodzeń związkowców (nawet tych najlepiej zarabiających) i poziomem dochodów prezesów spółek, elit dziennikarskich czy środowisk politycznych” – czytamy w stanowisku OPZZ. Dodatkowo, taka jawność miałaby wyrównać płace kobiet i mężczyzn.

Ku mojemu zdumieniu „GW” informuje, że gorącym zwolennikiem tej idei jest dr Jacek Kucharczyk, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych.
Akcja OPZZ jest wyraźnie kontrą na pomysł Platformy, żeby ujawnić zarobki działaczy związkowych w spółkach Skarbu Państwa.
Ja bym propozycję OPZZ odrzucił. Idea Platformy, przed zapowiedzianym na wrzesień marszem związkowców w Warszawie, ma sens tylko, jeśli dotyczy spółek Skarbu Państwa, ponieważ płacą z publicznych pieniędzy. W tym sensie płace nauczycieli w szkołach publicznych, pracowników administracji, oficerów, ministrów, policjantów, i w ogóle w sektorze publicznym, są lub mogą być znane. Podobnie może być w mediach publicznych.
Natomiast od sektora prywatnego – wara! Jeżeli pan Kulczyk chce komuś płacić milion miesięcznie – to ich sprawa. Nawet pani Kulczykowa nie musi o tym wiedzieć, a co dopiero związkowcy i cały naród. Ujawnienie wszystkich PIT-ów (ze szczególnym naciskiem na przedsiębiorców i dziennikarzy niechętnych związkowcom) oznaczałoby także podanie do publicznej wiadomości płac związkowców w sektorze prywatnym, a także alimentów, spadków i Bóg wie jakich dochodów. W imię czego? Moim zdaniem cel jest jeden i populistyczny: Zamknąć usta bogatym, żeby się odczepili od związkowców.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 158

Dodaj komentarz »
  1. ktoś tu na forum ,miał obiekcje co do braku polskiej myśli twórczej ;nic bardziej błędnego .

    http://www.youtube.com/watch?v=9CkCOUtliho&feature=player_embedded

  2. Polska myśl twórcza jest lepiej reprezentowana przez media i związkowców, niż zamieszczona przez
    @z prowincji,
    jakże reprezentatywna dla poziomu cywilizacyjnego tej myśli – taczka.
    Ikoną polskiej myśli twórczej jest model „pomysłowego Dobromira” z kreskówki dla dzieci.
    Współczesny Pomysłowy Dobromir a la polonaise, zastępuje cywilizacyjny rozum i wiedzę (to niedostępne Dobromirowi dobra, tzw. kapitału ludzkiego) wykwitami swego tabloidowego intelektu, zamkniętego w puszce obskuranckiego światopoglądu.
    Cytowany we wpisie Gospodarza Pomysł na (prze)życie Pomysłowego Związkowca, to ‚wyrównanie swoich szans’ (jakże modne) w zawłaszczaniu publicznej kasy, poprzez wyprucie zamków do cudzych kieszeni.
    Pomysłowy Związkowiec, nieodrodny syn Tej Ziemi, nie widzi bowiem związku pomiędzy włożoną w dzieło pracą a jej wynikiem finansowym, stąd każda kasa kojarzy mu się ze skokiem. (Jeśli uwzględnimy też Skok, to mamy odmianę – model Pomysłowego Pisowca).
    Skok na prywatne kieszenie, to także ‚sposób na życie’ przeniesiony przez Pomysłowego Związkowca na salony rządowe, wraz z awansem społecznym jaki przyniosła mu demokracja.
    Uwłaszczony z woli „ludu ciemnego” na kieszeni i rządowym stołku Rzeczypospolitej Pomysłowy, gromko i namolnie krzyczy: „łapaj złodzieja”, aż hasło OFE będzie brzmiało w odbiorze społecznym: „a-fe”.
    Tak pomysłowo napędza strumień ciepłej wody, lejącej się z propagandowej tuby pomysłowych.
    Niewątpliwie,naszych rodzimych w treści i europejskich w formie Pomysłowych Dobromirów łączy, niezależnie od rządowego czy związkowego miejsca żerowania, strategia docelowa.
    Jest nią, jakże innowacyjna (w mniemaniu Dobromirów) koncepcja, aby jawność prywatności dochodów (nie będąca, rzecz jasna, żadną inwigilacją) była wstępem do internacjonalistycznej wspólnoty kieszeni, równającej szanse mas uciskanych.
    Pomysł, że potulnie sfinansują to wszystko pożyteczni idioci z Międzynarodówki, tfu, Unii Europejskiej, to już tylko konsekwencja faktu, że nawet niedorozwinięty lokalny Pomysłowy uczy się na błędach. Oczywiście – cudzych.
    Pomysłowości, zwanej polit-poprawnie: innowacyjnością, nie ma i nie będzie nad Wisłą końca, jak wody wiślanej, lanej w kieszenie wasze, by kasą napełnić nasze.

    PS Dobrze, że jest w Rzeczypospolitej dr Jacek Kucharczyk i Instytut, nadający temu procederowi znamiona profesji pospolicie publicznej.

  3. – Ameryka musi dokonać niezbędnych inwestycji, by promować długoterminowy wzrost i dobrobyt dla wszystkich – mówił Obama, wracając do głównego tematu swojej kampanii wyborczej, a mianowicie wsparcia klasy średniej. Wskazał, że choć biznes się rozwija i w ostatnich 40 miesiącach stworzył 7,2 mln nowych miejsc pracy, to zyski odczuwa niemal wyłącznie tylko 1 proc. najbogatszych Amerykanów. – Średnia pensja prezesa wzrosła o 40 proc. od 2009 roku, ale przeciętny Amerykanin zarabia mniej niż w 1999 roku
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/usa-obama-odnawia-plan-poprawy-gospodarki-dla-klasy-sredniej/f1q3l
    =======================

    Według naszych co poniektórych polemistów, Obama to lewak i komunista- po takim stwierdzeniu?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „…Ujawnienie wszystkich PIT-ów (ze szczególnym naciskiem na przedsiębiorców i dziennikarzy niechętnych związkowcom)
    …..
    W imię czego? Moim zdaniem cel jest jeden i populistyczny: Zamknąć usta bogatym, żeby się odczepili od związkowców….”

    Przestraszyl sie nie na zarty „lewicowy” publicysta…

  6. wiesiek59
    25 lipca o godz. 8:50

    Wiesiu,
    nie trzeba szukac az za Atlantykiem gdzie 50 milionow jankesow ma co zrec dzieki bezplatnym talonom zywieniowym (food stamps) to 140% wiecej niz w 1990…

    W Polsce zagrożonych bieda w roku 2011 było 27 proc. społeczeństwa, czyli ponad 10 mln osób…

    W okresie 2011-2012 dodatkowe 400 tysiecy obywateli znalazlo sie w strefie ubostwa… co w swietle faktu, ze w okresie rządów koalicji PO-PSL PKB wzrósł aż o 18% daje duzo do myslenia.

    Nic dziwnego, ze „lewicowe” autorytety krzycza:
    ” od zarobkow – wara!”

  7. Najpierw nalezy odsunac obecnie rzadzaca zgraje od koryta,
    dopiero pozniej bedzie sens dyskutowac o reszcie.

  8. @Gekko
    Przeciez zwiazkowcy chca transparantnosci, gorbaczowskiej glasnosci,takiej naszej malej, ciasnej ale wlasnej prismy, ktora zajrzy w kazda kieszen, a moze nawet -ho,h0 -do lozka kazdego Kulczyka(Kluczyka -he,he- jak dowcipnie, ironicznie,sarkastycznie,a nawet – nie bojmy sie tego slowa – rewolucyjnie przekreca nazwisko tego kluczacego Kluczyka nasz Jedrek tez ciasny ale tez wlasny, czyli kretacza, jak ktos nie zrozumial, co to jesli ma piniadze, to skads je ma glosi filozof nie ten, ktory powiedzial, ze jak mysli to jest, ale ten,co powiedzial ostatnio na Podkarpaciu, ze w zyciu liczy sie osmoza.
    Wybacz Gekko, wczoraj wypilem troche tego i owego i jeszcze nie dobudzilem sie, ale juz druga kawa stawia mnie na nogi.
    I zaden Snowden nam zwiazkowcom nie naskoczy

  9. @Ryba
    Ok, 27ggo o 14tej

  10. 🙂
    OPZZ dziedzictwo genuszu CRZZ a obecny szef OPZZ to chyba absolwent Akademii Nauk Spolecznych przy d.KC

  11. Każda epoka historyczna ma własną Bastylię.
    Po zburzeniu kolejnej, „własnej”, symbolicznej Bastylii, zaczyna się nowa era. Taką symboliczną Bastylią drugiej połowy XX wieku był Mur Berliński.
    Po zburzeniu tej „berlińskiej Bastylii”, Europa przeżyła wstrząs, wywołujący „polityczne tsunami”, które zmyło dawny jałtański bałagan
    i stworzyło nowy europejski „bezwład” na terenach powiększonej Unii Europejskiej.
    Po krótkim okresie euforii, ten nowy gigant przystąpił do intensywnej, „dobrowolnej” kolektywizacji i wcielił do tego europejskiego „sowchozu” pozostałości po dawnym bałaganie, stworzonym po II wojnie światowej. Próby zapanowania nad tą wieżą Babel za pomocą praw spisanych w tysiącach aktów prawnych, jak na razie nie przynosi spodziewanych korzyści, ale jest jedyną realną propozycją organizacyjną w tym morzu niepokojów, który ogarnia wiele rejonów świata.
    Kolektywizacja giganta, zwanego UE, przebiegała sprawnie, ponieważ miała akceptację społeczną narodów kolektywizowanych. Obywatele krajów „dobrowolnie” przystępujących do wspólnoty, kierowali się odruchem dobrze znanym graczom totalizatora. Po wypełnieniu kuponu i zapłaceniu stawki czujemy się milionerami do momentu losowania „nieszczęśliwych” cyfr. Po losowaniu, kiedy wiemy, że nie będziemy szczęśliwymi milionerami, mamy uczucie zawodu i pretensji do siebie, że niepotrzebnie zgodziliśmy się na udział w tej grze.
    Podobnie jest z krajami przystępującymi do Unii. Do czasu przyjęcia warunków tego nierównego dla obu stron kontraktu, wszyscy mają nadzieję na dobrobyt. Po kilku latach już wiemy, że tylko nieliczni poprawili sobie znacznie poziom życia, a kraj stracił suwerenność decyzji politycznej i ekonomicznej i zadłuża się wobec obcych banków z prędkością nieprawdopodobną. Do tego dochodzi podejrzenie, że ponosimy koszty lenistwa i braku gospodarności innych uczestników tej umowy, którzy żyją ponad stan za nasze pieniądze.
    Obywatele zamartwiają długami, które będą spłacać własne dzieci i wnuki, a gigant rośnie i tworzy kontrowersyjne prawa dla wspólnoty. Wiele z tych praw narusza moralny porządek krajów przyjętych do UE. Okazuje się, że inwencja urzędników tego giganta jest niewyczerpana. „Europejska biurokracja ciągle potrafi zadziwiać” – czytamy w tygodniku Polityka. „Za rok do produktu narodowego poszczególnych krajów chce doliczyć dochody osiągane z gospodarczej czarnej strefy, czyli m.in. z prostytucji, przemytu, handlu narkotykami, bimbrownictwa. A to wszystko w Polsce ma policzyć … GUS.
    …na razie Dziennik Gazeta Prawna sam policzył, że czarna gospodarka podnosi polski PKB o 16 mld złotych. Traf chciał, że o tyle właśnie w tym roku ma wzrosnąć deficyt budżetowy po planowanej w sierpniu nowelizacji”.
    Urzędnicy Unii Europejskiej kombinują, jak tu dodać do PKB wcielonych do UE krajów trochę wirtualnego pieniądza, a kraje Azji produkują realne dobra i rosną w potęgę. Na stronie waluty.wp.pl czytamy: „Większość najważniejszych rynków finansowych świata zainteresowanych jest realizacją transakcji handlowych i inwestycyjnych z Chinami w walucie tego kraju. Po Hongkongu, Singapurze i Londynie rozliczenia w juanach wprowadza Paryż, Luksemburg, Frankfurt i Dubaj.
    Nie ma wątpliwości, że juan zyskuje międzynarodowe uznanie i jest duże zapotrzebowanie na tę walutę poza Chinami kontynentalnymi powiedział ogólnokrajowemu dziennikowi Zhongguo Ribao- dyrektor Urzędu Monetarnego z Singapuru, Ravi Menon”.
    Największym światowym centrum juana jest Hongkong, gdzie skoncentrowanych jest 70 procent zagranicznych depozytów w chińskiej walucie; w maju b.r. oceniano je na 698,5 mld juanów , według danych urzędu Monetarnego Hongkongu.
    Jedni importują, a do nich należą Unia Europejska i Stany Zjednoczne, a drudzy produkują i eksportują, a do nich należą kraje Azji. W UE krajem który produkuje, są Niemcy. Ci co produkują, rosną w potęgę, a ci co importują zadłużają się na potęgę.
    Myśląc perspektywicznie o tym nowym „tryndzie” politycznym globalistów świata zachodniego, który sprowadza się do importu towarów z Azji, musimy spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie:
    Czy rzeczywiście zburzono Bastylię, czy ją stawiają od nowa?
    Nie można przecież patrzeć na ten upadek bezczynnie. Musimy działać, aby odwrócić bieg spraw i zatrzymać kryzys, którego zasadniczą przyczyną jest totalny import towarów powszechnego użytku. Ten import bogaci uprzywilejowaną grupę ludzi, posiadających zdolności kredytowe na zakup importowanych towarów po niskich cenach i sprzedanie ich we własnym kraju z ogromnym zyskiem. Ten import bogaci również banki udzielające kredytu. Ten totalny import wyprowadza technologię poza granice kraju i deprawuje zapomogami młodych ludzi pozbawionych pracy. Ten import tworzy dług wobec obcych banków we własnym kraju. Te wszystkie problemy dotyczą Polski na początku XXI wieku. Czy te zjawiska widzi tylko opozycja polityczna, a partia rządząca pozostaje ślepa?

  12. W Szwecji wszystkie deklarowane dochody obywateli są jawne i dostąpne do wglądu. Może dlatego korupcja jest mniejsza?

  13. Wojciech K.Borkowski
    25 lipca o godz. 9:44

    Panie Wojciechu,
    najciekawsze jest jak obecny model gospodarczy rozwiaze kwadrature kola wewnetrznej sprzecznosci kapitalizmu.

    Otoz majac na wzgledzie podstawowy motyw kazdego kapitalisty – maksymalizacje zysku – firmy daza do ograniczania kosztow.
    Prowadzi to do ograniczenia dochodu „roboli” bo najlatwiej zaoszczedzic na sile roboczej… (mozna zmechanizowac, przeniesc do Bangladeszu itd itd.).

    Nieprzypadkowo srednie realne dochody przecietnego pracownika w najbardziej z-neoliberalizowanej gospodarce swiata (USA po Reaganie) praktycznie nie zwiekszyly sie od kilkudziesieciu lat.

    Ale w momencie gdy ponad 70% PKB to konsumpcja NAJWAZNIEJSZE jest nie tyle wyprodukowac co sprzedac.
    Ale skoro „tyraly” (80% obywateli) nie maja kasy bo sie w naturalny sposob ich wyciska… – to jak napedzic popyt by wszystko sie krecilo?

    Ostatnim koniecznym cudem… bylo zycie na kredyt – gdzie domy byly de facto skarbonkami tworzacymi fikcyjna zamoznosc.
    Kryzys 2008 byl zawsze oczywista oczywistoscia bo od kilkunastu lat USA probuje sztucznie roznymi sposobami nakrecac popyt.

    Jak to zrobia teraz bez koniecznosci opodatkowania i zwiekszenia roli panstwa w redystrybucji, ktora kojarzy sie z… „socjalizmem”?

  14. Wódz amerykańskich wojsk do Polaków: Zostańcie w Afganistanie

    http://www.tvn24.pl/

    Przesłanie do amerykańskiego wodza: bujaj się, Dempsey. Sam sobie pilnuj pól makowych. Od Polski – wara!

  15. Redaktor napisał – od zarobków wara, a komentatorzy wtórują.
    Mam pytania do kompetentnych osób, którzy zetknęli się, stykają się z urzędami skarbowymi w krajach skandynawskich, np. w Szwecji, w także w dzisiejszych Niemczech.

    1) Czy w którymkolwiek z tych krajów dochody obywateli są jawne, tzn. informacja (od Urzędu Skarbowego) o ich wysokości jest dostępna każdemu obywatelowi z mocy prawa, a Urząd Skarbowy ma obowiązek informowania obywatela o przychodach?

    2) Czy w którymkolwiek z tych krajów obywatele są zobowiązani składać oświadczenia majątkowe, a Urząd Skarbowy podlicza dochody obywateli oraz porównuje z majątkiem?

    Odpowiedź na takie pytania wprowadziła by więcej fermentu i zastanowienia do dyskusji o jawności zarobków oraz jawności w ogóle – ile transparentności w działaniach państwa, ile transparentności w działaniach obywateli. Czy dochody obywateli, to ściśle prywatna sprawa, strzeżona przez państwo? Czy ta niejawność jest regułą ustrojową, regułą demokracji? Bez wyjątków?

    A w Szwecji też jest tak? Przecież Szwecja jest państwem demokratycznym i wzorem dla wielu do naśladowania.
    Cóż, że ze Szwecji?

    A Bundesrepublik Deutschland? Składają tam obywatele oświadczenia majątkowe, czy nie składają? Państwo śledzi te oświadczenia, czy wkłada do szuflady na święty nigdy?

    3) Czy jawność dochodów i majątku posłów i wojewodów, jak w Polsce, to prawo obywatela, a jawność dochodówi majątku innych, to zamach na demokrację?
    Pzdr, TJ

  16. „Wybacz Gekko, wczoraj wypilem troche tego i owego i jeszcze nie dobudzilem sie, ale juz druga kawa stawia mnie na nogi.”

    @ lewy,
    jeśli zalałeś się ciepłą wo(ó)dą z kranu, będzie Ci wybaczone, o take Polske i taki grunt innowacyjnie i szansowo wyrównawczo chłonny chodzi, w tem laniu.
    Nie zapomnij tylko nie chodzić na jakiejść referęda alibo wybory.
    Cywilizacja-dotacja sama przyjdzie do Ciebie i swego umiłowanego ludu wybranego (nie przy urnie przecież).
    😉

  17. ET
    25 lipca o godz. 10:57

    Żabka konająca
    24 lipca o godz. 22:47 pisze, ze ma dyzurne przyklady w teczce fmy BREE…., na podobnym infantylnym poziome sa przyklady dziadkow palacych 40 szt. dzienie i dobrze sie majacych…..
    Saldo mortale
    PS
    Podobne sa przyklady polskich dzieci w szkolach niemieckich; brak przykladow dzieci zdajacych mature, jesli to sladowe wielkosci..

    ET
    25 lipca o godz. 11:07

    ….urządzenia powinny być tak zaprojektowane i tak skonstruowane, żeby służyły człowiekowi jak najdłużej…..pisze konajaca zabka zapominajac o rozwoju technologii, oszczednosci materialu, zuzyciu energii i ochronie srodowiska…..Najlepiej wiec jezdzic trzytonowym samochodem z lat piedziesiatych (patrz Kuba) spalajacym 30 l na 100km.
    Saldo mortale
    PS
    Krotkie i szybkie jest myslenie zabki konajacej…ostatnia faza?

    ET
    25 lipca o godz. 11:11

    Kiedys mowilo sie o inteligencji krzyzowkowej i TV…niektorzy pielegnuja ja po dzien dzisiejszy…np. KZabka
    Saldo mortale

    ET
    25 lipca o godz. 11:13

    …Gdy się ją czyta, to już po pierwszej napisanej sylabie widać, że to szczególny dar niebios…pisze Ryba…nie wiedzialem, ze Ryba jest wierzacy, Pozostaje pytanie w co?
    Saldo mortale

    Dodaj komentarz

  18. Tak apropo wielce poznawczej dysputy:
    czy kieszenie obywateli powinny być ogólnodostępnie przeświecające.

    Proszę Państwa, idźmy dalej:
    czy żony powinny być wspólne (a na początek: ogólnodostępne) ?

    Nie szkodzi, że to już było – porozmawiać zawsze warto, bo wartość dziś jest, a jutro jesteśmy już tylko my.

    PS Co na to mówią w Szwecji albo na Madagaskarze? Jakie są światowe trendy?

  19. Chyba pierwszy raz absolutnie nie zgadzam sie z p.Passentem a czytam Jego wypowiedzi w roznych wersjach od lat wielu.W polsce istnieje w tej chwili olbrzymia rozpietosc dochodow,najwyzsza chyba w calej Unii[Rumunie i Bulgarie przemilcze bo tam’nic nie wiadomo’]Ostatnio opublikowano dane ile przecietny pracownik musi pracowac na jedna godzine pracy szefa-wyszlo ze siedem dni!!!W krajach Skandynawskich,w Niemczech to ok.2.5 dnia.Dam przyklad najblizszy,bo zmojego mieszkania wynajmowanego od dwoch dentystow[na dole maja gabinety,ja zajmuje drugie i trzecie pietro]Aha,mieszkam w Anglii.Ich zarobki sa porownywalne z tymi w Polsce[wiem co mowie,mam w rodzinie dentystow] tyle ze oni placa regepcjonistce 1000 funtow[netto] a pomocom dentyst. 1200.Nasi pracodawcy [prywatni czy panstwowi] dlatego boja sie jak ognia ujawnienia dochodow.U nas wlasciciel firmy,przewaznie produkujacy produkty na poziomie palet drewnianych zarabia tyle co w Niemczech a placi marne grosze pracownikom.I wzasadzie nie moze za bardzo podniesc plac bo tak ‚zaawansowany’ technicznie produkt trudno dobrze sprzedac.Dobra,ktore sa zaawansowane jak np.autobusy Solaris sprzedaja sie jak swieze bulki ale producentow takich dobr to mozna chyba na palcach reki policzyc.Z drugiej strony b.ciekaw bylbym ile taki wykfalifikowany robotnik w takiej fabryce zarabia.Moze czesc mlodziezy zamiast studiowac na [tylko z nazwy] uczelniach zdobyli by zawod,ktory pozwolil by im zarobic przyzwoite pieniadze.

  20. @ET
    Dlaczego znęcasz się nad Żabką konającą ?
    @Gekko
    Gdyby była wspolnot żon, to w końcu znikłby problem mężów rogaczy, nawet największy safanduła mógłby śmialo patrzeć w oczy różnym Casanowom czy Don Juanom.
    No a dla kobiet byłaby wspólnota mężów

  21. @Gekko

    w Szwecji jak na razie wedlug zyczen Pana Gospodarza, czyli zdroworozsadkowo – zarobki politykow z reguly sa znane,bowiem nic sie nie da ukryc przed mediami. Dochody obywateli takze w urzedach podatkowych – jedynie te, ktore sa rejestrowane np przez pracodawce a banki informuja o wplywach na konto w sytuacjach, kiedy zachodzi podejrzenie o naduzycia finansowego – prog suma obecnie (bez podatku) np darowizna ok 150 000skr.
    Urzed podatkowy ma OBOWIAZEK poinformowac o dochodach drugiego obywatela – takie prawo —dzwonilem przed chwila do Urzedu Podatkowego (Skatteverket). Czasami
    urzad podatkowy moze odmowic podania informacji, jesli dotyczy obywateli z zstrzezonym dostepem do ich danych.

  22. Maggie Thatcher sie w grobie przewraca.

  23. Jeszce o państwie prawa, tym razem w sprawie zamienników lekarstw
    Otóż media poinformowały, że lekarze (znaczy się rękoma lekarzy jest to wprowadzane) zaczynają wprowadzać na masową skalę na receptach pieczątki w rodzaju – „Lek taki to a taki Nie zamieniać”, co ma oznaczać, że aptekarz nie ma wydawać odpowiednika, zamiennika tego leku innej firmy mimo, że takie zamienniki są oficjalnie dozwolone, uznane, dopuszczalne w zamianie w aptekach przez prawo i wszelkie inne reguły. Tylko bardzo nieliczne leki nie mogą być zamieniane, a te leki, które mogą, są publikowane w oficjalnych spisach.
    Jak się okazało, FIRMY znalazły lukę.

    Państwo prawa nie interesuje się takim drobnym faktem, jak dodatkowe pieczątki na receptach. Mimo, że recepta jest w świetle prawa dokumentem, który mogą wystawiać tylko nieliczni uprawnieni.

    Oto, co na ten temat mówi przedstawiciel państwa prawa, czyli Ministerstwa Zdrowia:

    „- Opatrywanie recept dopiskiem bądź pieczątką „nie zamieniać” jest zgodne z obowiązującymi przepisami – mówi „Gazecie” Krzysztof Bąk, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.”

    Oto, co na ten temat mówi przedstawiciel państwa prawa jako były poseł i były mninister:

    „Z takim stanowiskiem nie zgadza się były minister Marek Balicki: – Co innego ręczny dopisek, a co innego pieczątka. Istnieje nieduża grupa chorych, której nie wolno zamieniać wskazanego przez doktora leku na żaden odpowiednik. To jednak wyjątki, a dostarczanie gotowych pieczątek z dopiskiem „nie zamieniać” oznacza, że lekarze używają ich rutynowo. To nieetyczne. Używanie tych pieczątek to naruszenie praw pacjenta.”

    Obecny przedstawiciel ministerstwa twierdzi, że jest to zgodne z prawem, były przedstawiciel ministerstwa twierdzi, że niby to jest tylko naruszenie etyki (jakiej?), ale także mało ważnego prawa określanego jako zbiór praw pacjenta.

    Nie trudno się domyślić, kto funduje lekarzom takie pieczątki i z jakich pobudek lekarze je wklepują w recepty.

    W ciągu ostatnich kilku miesięcy byłem tylko 2 razy u lekarzy i 2 razy spotkałem się z zaaferowanymi panami, którzy bez żenady anonsowali się uprzejmie i byli życzliwie przyjmowani bez kolejki do gabinetów. W gabinetach tych urzędowali lekarze pierwszego kontaktu, czyli ci, którzy masowo wypisują recepty. Czegóż by mogli oczekiwać ci panowie ubrani jak z żurnala, o uprzejmych uśmiechach i przyjaznych błyszczących oczach od medyków mających bezpośredni kontakt z chorującą masowo ludnością?

    Ich szefowie dobrze wiedzą, że w każdym państwie prawa są luki, a nawet obszerne nisze, w których cieniutkie strumyczki dóbr napędzają rzekę kapitału o kierunku przepływu raczej do niż z.

    Czy w rozjaśnieniu problemu blokowania zamienników leków na receptach może pomóc jawność, transparentność?

    Czy w ogóle transparentność jest potrzebna? I gdzie? Tylko na budowach autostrad?
    Pzdr, TJ

  24. Panie Passent troche pan przedobrzyl jak polscy zwiazkowcy .
    Na zachodzie znane sa zarobki wszystkich managerow firm ,sektora
    prywatnego /przez obowiazek publikacji w stosunku do akcjonerow/
    i wszystkich na stanowiskach tzw. publicznych i rzadowych .
    Cala reszta to osoby prywatne ,rowniez Pan .
    Nikt do tego nic nie ma ; sfera osobista . Wszystkie inne dochody mozna
    szacowac na podstawie tzw. danych statystycznych.
    Pozdrawiam

  25. Chciałem zwrócić uwagę, że państwowe przedsiębiorstwa również są uczestnikami rynku. Jeśli ustawodawca wymusi ujawnianie zarobków ich pracowników trzeba będzie z góry założyć, że będą one w gorszej sytuacji jeśli chodzi o pozyskiwanie kadry (nie tylko menedżerskiej), bo ułatwi konkurencji podkupowanie pracowników. No, chyba że założymy, tak jak to ma miejsce w Lechistanie, że przedsiębiorstwo państwowe jest gorszym uczestnikiem rynku i należy je w imię głupawych pomysłów naszych rodzimych „liberałów” w zasady traktować gorzej i w imię tych samych zasad na własne życzenie rezygnować z dywidend przez nie wypracowywanych poprzez uniemożliwienie im na funkcjonowanie na zasadach rynkowych i wypracowywanie zysku. Czy ktoś w ogóle pomyślał nad tym, aby pomysłodawców tego typu postawić przed sądem za propagowanie pomysłów mogących przynieść państwu wymierne straty (w tym roku pp mają wypłacić państwu dywidendy w wysokości tylko 5 mld zł)? Oczywiście można sektor przedsiębiorstw państwowych traktować z założenia gorzej ale niech ci, którzy tak robią z własnej kieszeni pokrywają straty z tego tytułu ponoszone. To pisałem ja – głos realisty ekonomicznego, gdzieniegdzie liberała, gdzieniegdzie nie-liberała.

  26. Rozdzielmy ujawnianie majątków od ujawnienia zarobków z konkretnego źródła (np. miejsca pracy, czy własnej działalności) – to dwie różne rzeczy.

    Za ujawnieniem majątków nie jestem, za ujawnieniem zarobków już tak. Obecnie można robić to samo a nawet lepiej niż pracownik/pracownica zza biurka obok i dostawać mniejsze wynagrodzenie.
    Panie Passent niech Pan się przyjrzy realizacji prawa do równego traktowania w zatrudnieniu w zakresie wynagradzania:
    Kodeks pracy: Art. 183c. § 1. Pracownicy mają prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości.
    Obecnie kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni, urzędnicy mianowani więcej niż niemianowani (ze swojego podwórka) – a wykonują pracę równej wartości!

  27. Lewy,

    znana Ci ze zdjęcia Rosa zdecydowanie oprotestowała godzinę 14., bo życzy sobie odbycia południowego spaceru. Poparł ją nieśmiało Fidel, który w domu jest dodatkiem do Rosy, więc ustaliliśmy (oczywiście kolegialnie, jak przystało w rodzinach demokratycznego socjalizmu), że najwłaściwszą porą może być czas ożywczej bryzy, tj. 15.3o – 16.

    P.s.
    Daniel Passent niby ma rację, ale wyjatkowo (jak na niego) źle ją przedstawia.
    Jak się dowiaduję, to wytrawny premier Tusk sprowokował tą parterową dyskusję, więc
    w tak drażliwej kwestii jak duża rozpiętość dochodów będzie musiał zmywać z garnituru związkowe błoto.

  28. Podczas „wybuchu” pierwszej Solidarności w niektórych zakładach pracy wisiały listy z wysokościami wynagrodzeń pracowników i powodowało to wiele żalów i tarć. Sam widziałem taką listę w Gdyni w takiej instytucji, która testowała i opiniowała wszelkie dobra importowane. Zapomniałem nazwę, ale coś na „pol…”. W ramach testowania mieliśmy znakomite wina dla uczestników spotkania. Było to sympozjum naukowe, na którym specjaliści ze spektroskopii szkolili techników z różnych fabryk, gdzie metody spektroskopowe były stosowane. Ja udawałem znawcę pomiaru temperatury plazmy termicznej (łuki elektryczne, iskry).
    Pamiętam zabawne szczegóły z tego okresu „glasnosti”:
    Kawę dostarczono do testowania w worku 20-kilogramowym – niepaloną. Do depozytu dano 2 kg, kilka kg palono i testowano przy takim pięknym stole obrotowym. Pytałem, co się dzieje z resztą (około 15 kg). Zostaje zniszczona!!! Nie wiem jak, ale mam hipotezę.

    Interesował mnie handel bawełną z Rosją. Okazało się, że to problem bardzo skomplikowany z powodu ogromnej higroskopijności bawełny – ciężar towaru ulega zmianie podczas transportu. Handluje się więc albo na „wagę” „załadunkową”, „wyładunkową” lub „zadeklarowaną’ (!) przez Rosjan. Nie wolno było sprawdzać!!! Oni oczywiście po cichu badali. Pytałem o wynik i o dziwo bywało różnie, często nawet więcej podczas deszczowej pogody.

  29. Kolej płaci co roku 25 milionów złotych na utrzymanie związków zawodowych. „Dziennik Gazeta Prawna” dotarł do kosztów ich funkcjonowania w Grupie PKP.
    Jak czytamy w gazecie, w spółkach PKP jest 189 etatowych związkowców. Tych osób nie wolno zwolnić, mimo że nie mają obowiązku świadczenia dla niej pracy. Pobierają za to pensje związkową, która jest średnią z trzech miesięcy przed podjęciem pracy w związku.

  30. Z problemem poruszonym przez @TJ – ( chodzi o zamienniki leków) – zetknąłem się osobiście i to w sposób dość nieprzyjemny.
    Przejrzawszy listę leków refundowanych i odpłatności za nie – poprosiłem jednego ze „swoich” lekarzy – specjalistów o nie opatrywanie recepty symbolem „nie zamieniać” gdyż zgodnie z wspomnianą listą są leki – nawet o 100 % tańsze od tego, który mi przepisuje a mające ten sam skład i ilość tzw. substancji czynnej. Pan doktor totalnie zniesmaczony zadał mi retoryczne pytanie czy jestem lekarzem i czy ewentualnie mam zamiar sam się leczyć. Gdy, zaprzeczywszy nieśmiało zwróciłem uwagę, że wg spisu leków identycznych jak ten mi przepisywany jest ponad 20 z tego połowa tańszych – pan doktor zaproponował mi zmianę lekarza. Gdy zapytałem w rejestracji czy jest to możliwe oświadczono mi, że nie gdyż psułoby to stosunki miedzy lekarzami a ponadto każdy z lekarzy „obłożony” jest do granic możliwości.
    I tak to w Najjaśniejszej państwo doktorostwo (lekarze) „realizują”
    tzw. prawa pacjentów, m. innymi do leczenia się tańszymi zamiennikami.
    PS. Sprowadzony na ziemię, zacisnąłem zęby i…. pozostałem przy dotychczasowym lekarzu.

  31. Sam fakt zaistnienia takiej dyskusji jest obelga dla podstawowych wolnosci jakie przysluguja kazdemu w wolnym, demokratycznym i cywilizowanym spoleczenstwie. Ile zarabiam, w co wierze i na kogo glosuje to sa najbardziej prywatne z prywatnych spraw kazdego z nas. Zal ze pan Passent wlacza sie w dyskusje wywolane przez hochsztaplerow typu Duda czy jego koles z OPZZ. Rece opadaja na mysl ile pokolen musi przeminac, zebysmy naprawde dolaczyli do cywilizowanego swiata

  32. @Ryba
    Ok. 15h30

  33. @Tj @Lex

    dot.zmiany lekarstw w Szwecji
    _______________

    znam doskonale zasade funkcjonowania w Szwecji. U nas praktycznie papierowe recepty juz znikaja z uzytku. Zmienia je calkowicie e-recepta, czyli lekarze przepisuja lekarstwa za pomoca sieci elektronicznej via komputery. Pecjent moze nabyc lekarstwo w dowolnej aptece po przekazaniu swojego numeru osobistego.
    Ilosc lekarstw, ktore sa opatrywane klazula „nie zmieniac” jest bardzo znikoma, a wiekszosc jesli istnieje mozliwosc zmiany jest do dyspozycji pacjenta. Aptekarz ma obowiazek poinformowac kleinta o molziwosci zmiany lekarstwa na ekwiwalent ( z reguly tanszy) i klient moze sam zdecydowac o tym. Czasami sa to duze roznice. Lista lekrstw zamiennych jest uzupelniana na biezaco. Pacjent/klient na zyczenie moze dostac liste wlasnych lekarstw i na niej jest wyraznie zaznaczone, czy lekarstwo moze zmienic.
    Ilosc lekarstw bez alternatywnych propozycji jest minimalna, jak powiedzialem. sa to z reguly bardzo specjalistyczne medykamenty, ktore ciagle maja licencje. Zreszta sa tylko rozne nazwy produktow a zawartosc jest podobna (mozna to odczytac z dalaczonej ulotki badz na samym opakowaniu). U nas w Szwecji pacjent moze nabyc ksiege FASS (katalog dostepnych na rynku lekarstw) i miec pelna informacje. Ponadto farmaceuci wiedza sami, ktore leki sa zamienne, chociaz regula nr 1 nie ingerowanie w zalecenia lekarskie.
    Poza malymi wyjatkami, powtarzam raz jeszcze, klient/pacjent decyduje sam a aptekarz ma obowiazek poinformowania.

  34. pawel markiewicz
    25 lipca o godz. 13:52
    Ile zarabiam, w co wierze i na kogo glosuje to sa najbardziej prywatne z prywatnych spraw kazdego z nas. Zal ze pan Passent wlacza sie w dyskusje wywolane przez hochsztaplerow typu Duda czy jego koles z OPZZ. Rece opadaja na mysl ile pokolen musi przeminac, zebysmy naprawde dolaczyli do cywilizowanego swiata

    Mój komentarz
    Wzniosłe słowa, zaklęcia i moralne oburzenie nic nie wnoszą do dyskusji W Szwecji każdy obywatele ma prawo „zaglądać” w przychody innego obywatela, a stosowny urząd ma obowiązek informować. Dlaczego tam tak jest? Inni ludzie, inna demokracja, inna historia? A może padnie argument ni z gruszki ni z pietruszki, że w Szwecji nie kradną, bo tam ucinali ręce za kradzież? I na tym dyskusja się skończy.

    Wiele razy, wielu komentatorów na tym blogu powoływało się na Szwecję jako wzór państwa prawa i państwa realizującego atrakcyjną dla krajów środkowej Europy politykę socjalną i ekonomiczną (przemysłową). I oto, gdy przychodzi do dyskusji o praktycznych, konkretnych rozwiązaniach w tejże Szwecji i nie tylko w Szwecji, dyskutantów zamurowało, przepadły gdzieś wzorce, wątpliwości, żadnych pytań, żadnych roztrząsań, tylko jedno gromadne wołanie – to podstawowe nasze prawo – prywatność dochodów, nie damy sobie tego wydrzeć.
    Pzdr, TJ

  35. ET 11.07
    Twój poziom intelektualny i zasób wiedzy czasami powala.
    Nie !
    Lepiej niż 3 tonowym samochodem z Kuby z przed 30 lat palącym 30 litrów jest jeżdzić cywilna wersją Hummera 2013 , która pali dokładnie tyle samo !
    Boże ulituj się nad niektórymi, bo nie wiedza co czynia i co pisza !
    Ponadto informuje cie że widziałem na Kubie także polskie Fiaty 126p na chodzie.

  36. Prawdę mówiąc nie mam zdania w temacie prywatności zarobków v/s ich upublicznienie. Nie mam zdania prawdopodobnie z tego powodu, że po pierwsze nie wiem, czy ja mam u siebie prawo domagać się od stosownych władz tego typu informacji na temat mych współobywateli. Nie wiem, bo ta wiedza nigdy nie była mi do niczego potrzebna. I to dochodzimy do „po drugie”: w moich stronach potrzeba naprawdę niezwykle głębokiej zażyłości z drugą osobą, żeby zacząć rozmawiać z nią o jej dochodach. Generalnie o tym się nie rozmawia. Owszem, rozmawia się o wydatkach, o tym jak drogie jest życie (nawet niektórzy pytają dramatycznie „Jak zyć ?!”), ale nie koniecznie, w sposób konkretny, o dochodach. Każdy rozlicza się z fiskusem iw tym sensie wszyscy są sobie równi (choć są równiejsi…). A kto jak sobie radzi z tym, co mu zostaje po rozliczeniu to i tak widać, słychać i czuć. Pewnie, że można donieść i urzędy skarbowe do tego zachęcają, otwarcie zachęcają, ale nawet donosicielstwo w niczym nie usprawiedliwia wymuszania na mem szeregowym współobywatelu deklarowania się z jego dochodów.

    Życie w tym gentlemańskim systemie chyba mnie zdemoralizowało na tyle, że nie rozumiem szwedzkiej czy jakiejkolwiek innej polityki otwartości informacyjnej w kwestii dochodów współobywateli, oczywiście poza wyjątkami opisanymi przed red. Passenta i Blogowiczów.

    Co nie znaczy, że automatycznie przestałem być sympatykiem modelu skandynawskiego jako takiego 😉

    Pozdrawiam

  37. @TJ

    rekapitulacja Twojego wpisu – wlasnie tu sie konczy cala dyskusja w Polsce.
    To, co wyprawiaja zwiazki zawodowe w Polsce to dopiero cyrk ! Od trzydziestu lat jakies konflikty, jakies polityczne zagrywki, podzialy i falangi – jak sie te zwiazki utrzymuja?

    PS( przyklad): jesli pan Kulczyk chce placic komus milion, oczywiscie jego sprawa, ale tez sprawa placacego, ktory informuje o tym urzad podatkowy, by z tego miliona…np biorca zaplacil 60 %podatku, kiedy osobiscie place ponad 30% z sumy o wiele mniejszej.
    A jak w Polsce z placeniem abonamentu za stacje publiczne? 😉

  38. @jacobsky

    dzentelmenskosc a otwartosc informacji to dwie rozne sprawy – mnie tez nie potrzebna ta wiedza i tak samo jak opisales przebiega cala sprawa w relacjach sasiedzkich czy tez przyjacielskich.

  39. Drugą sprawą oprócz jawności dochodów (zgłoszonych w PiT) w Szwecji jest obowiązek składania przez obywateli RFN oprócz deklaracji PIT także deklaracji majątkowych do urzędów skarbowych.
    Czy ktoś coś wie na ten temat? Czy obywatele mają takie obowiązki w Bundesrepublik – PIT plus deklaracja majątkowa?
    Pzdr, TJ

  40. Cie choroba…jakies licho przeskoczylo z Lewego teraz na mnie.
    Dwa wpisy z poprzedniego komentarza z godz 2:36 i 2:53 nie sa
    moje chociaz na gorze jest muj nick.
    Ps.
    Hej Gallu anonimie; kimkolwiek jestes to musze cie pochwalic,podszyles
    sie idealnie w sumie oba twoje wpisy moglbym firmowac swoim nickiem.
    A moze uznales ze sie zmeczylem i chciales mnie wyreczyc,to tez jestes
    blisko prawdy od kilku dni mam ladna pogode i na przerwie z pracy
    zamiast siedziec i pisac biegam sobie w Botanic Gardens.
    Falicz dobrze wie gdzie to jest.
    http://www.youtube.com/watch?v=gf5atGzvglM

  41. @Lex
    25 lipca o godz. 13:41

    Po zasięgnięciu języka (jestem na wakacjach w towarzystwie 3 lekarzy i to z różnych stron Polski) wszyscy pokiwali głowami i stwierdzili, że to rzeczywiście problem i najlepiej go rozwiązać nie wdając się w dyskusję z lekarzami, ale zażądać w aptece zamiennika. I to podobno idzie bardzo łatwo, choć czasami apteki robią problemy.

    Jeden z nich (wydaje mi się, że kardiolog) twierdzi, że wypisuje leki z nazwą międzynarodową ale też trzeba wiedzieć w jakiej aptece je realizować, bo niektóre marudzą.
    Ale inne nie.

    Może jak się nie da zmienić lekarza, to zmienić aptekę?

    m^2

  42. Znowu pomylka i napewno Jacobsky to dojrzy pisze sie; moj,moj, moj
    musze byc szybszy.

  43. do TJ
    25 lipca o godz. 15:09
    W Niemczech taki obowiazek jest aktualny; chodzi o dochody z posiadanego majatku i podatki z tychze; jednoczesnie chodzi o ewentualne zwonienia podatkowe dla podatnika; stad zaintersowanie dla obu stron…
    Saldo mortale

  44. @TJ
    Z przyjemnoscia podejme polemike, ale nie rozumiem co masz na mysli. W szczegolnosci to jak sie ma Szwecja do universalnego prawa kazdego czlowieka do prywatnosci

  45. absolwent
    25 lipca o godz. 14:36 ciagle o PRLu, to go po prostu trzyma. Jestem przeciwnikiem uzywania Hummera; wiem jednak, ze w przeciwienstwie do Fiata 126 p ( polski jest tylko z p) posiada on katalizator i o to mi chodzilo, nie o Hummera. Zycze wiec druhowi Absolwentowi nowych zdjec z zajec na WUMLu.
    Saldo mortale
    PS
    Nie cofajmy sie do Druha omijajac Hummery; to takie proste……

  46. @Tj

    zadnych deklaracji majatkowych od 2007 – np. mam ladna grafike Juana Miró ale zaplace podatek, gdy ja sprzedam. Tak dlugo jak wisi na scianie i cieszy moj wzrok – urzad podatkowy nie jest zainteresowany.

  47. Panie TJ nie ma obowiazku na zachodzie dekaracji majatkowej w urzedzie skarbowym , jest tylko obowiazek deklaracji DOCHODOW.
    /bo od tego placi pan podatek dla panstwa /.
    Poza tym jesli Pan dziedziczy ,musi sie pan „wytlumaczyc ” przed
    urzedem skarbowym /zaleznie od kraju /.
    Pozdrawiam

  48. No nareszcie zaczyna się robic ciekawie na blogu. Najpierw Falicz odkrył to co Marks opublikował sto lat temu ze kapitaliści wyzyskują coraz bardziej roboli, czyli tyrałów, ale w ten sposób podrzynaja gałaź na której siedzą,.Potem TJ zaatakował międzynarodowe koncerny farmaceutyczne i ogłosił że popiera szwedzka ( i zwiazkowa ) ideę jawności zarobków , a potem @ Spokojny podał link do znakomitego artykułu Krakauera w Obserwatorze Politycznym o tym jak się wygrzebać z dołka do którego Polske wpuścili Balcerowicz i Bielecki.
    Mozna tu dodac także zacytowany przez Ferdynanda list Labudy, Frasyniuka, Piniora i Bujaka w sprawie azylu dla Snowdena.
    Ale juz za chwilę Kazek Łyszczyk otrzyma odpowiednie dyrektywy i nawymyśla wyż. cytowanym jako lewakom oraz kryptokomuchom i wskaże im jako własciwa droge neoliberalizm.
    Oj będzie się działo !
    Mój komentarz
    Gdyby którys z moich lekarzy dał mi na recepcie na drogi lek pieczątke NIE ZAMIENIAC narobiym wrzasku na cały NFZ az by doszło do Arłukowicza i Kopacz.Na szczęście moi takich sztuczek nie robia. Zreszta w moim warsztacie samochodowym tez od razu proponują tansze zamienniki i jest OK.

  49. A propo recept.
    To kolejny humbug medialny.
    Prawo farmaceutyczne jasno i od lat 90-tych wskazuje na możliwość zaznaczenia przez lekarza na recepcie (i wcale niekoniecznie odręcznie), aby dany lek nie był w aptece zamieniany .
    Takiej zamiany (w przypadku braku adnotacji lekarza, by nie zamieniać) farmaceuta z kolei może dokonać jedynie w bardzo określonych przypadkach (np. błędu na recepcie) i na bardzo określone zamienniki.
    Natomiast, od kilku lat istnieje prawo, aby farmaceuta mógł informować pacjenta o możliwości (!) zamiany na ekwiwalent tańszy.
    Nie oznacza to, że ma prawo sam zamieniać na tańszy, bez świadomej zgody pacjenta.
    Natomiast, nie jest wcale jednoznaczne, że za lek nominalnie tańszy (dla refundatora, czyli władcy naszych pieniędzy-NFZ) pacjent zapłaci mniej!
    Oznacza to także, że niestety farmaceuta często to (zamianę) robi i to wcale nie na lek tańszy, a po prostu bardziej mu popłatny „zamiennik”. (A już z reguły, reklamuje „obok” bezużyteczny, ale sponsorowany mu lek np. homeopatyczny, bez recepty).
    Problem pieczątki opisanej w GW jest inny – otóż jest bezprawne używanie takiej pieczątki, na której jest nazwa leku, tym bardziej połączona z frazą „nie zamieniać”. Wynika to (drugie) jednak z przepisów o reklamie i dystrybucji leków, których lekarze oczywiście nie znają i znać nie muszą. Tu w błąd lekarzy wprowadziła nieuczciwa firma, nb. promująca leki… „tańsze”.
    To tyle, w kwestii jak z dowcipu o rozdawaniu rowerów na Pl. Czerwonym w radiu Erewań – czyli rzetelności naszych mediów oraz jakości dyskusji nad tymiż żałosnymi doniesieniami.

    Nie inaczej grają związkowe Dudy pod mało zorientowaną publikę (tzw. „lud ciemny”).
    Ten odgłos bębnów nowych czasów dociera, jak widać także do Szwecji, wraz z uciekającymi stamtąd podatnikami, co maja kieszenie wypchane bynajmniej nie cudzą własnością.

    PS Z powszechnego bełkotu medialnego wyrwało się ponad poziom radio TOK FM, wyjaśniając rzetelnie kwestię pieczętowania recept głosem fachowym – prawniczki z fundacji „Lege Pharmacie”. Można więc zasięgnąć rozumu, najlepiej przed dyskusją na blogu.

  50. Wprowadziłbym jawność w sektorze państwowym

    Wprowadziłbym jawność płac z listy państwowej, ze spółkami skarbu państwa włącznie, oczywiście nie po nazwisku, lecz po stanowisku, co w przypadku pojedynczych prezesów na jedno wychodzi, a szeregowcy byliby znani z miejsca stania w szeregu, czyli „zaszeregowania”, etc.
    Ale może nie od razu, albo w jakichś mniej kryzysowych czasach, bowiem w Polsce taka jawność zamiast przynieść wzrost wzajemnego zaufania przyniosłaby przeciwny efekt.

    W kolejnym kroku, może nawet pierwszym, zmieniłbym ustawę o ZZ-tach, m.in. tak, aby posady związkowe zniknęły z państwowej list płac. Gdyż w ten sposób nakłada się naszemu państwu kaganiec związkowy, albo smycz – psiarzy proszę o zlustrowanie tego porównania – bo z państwem jako pracodawcą związki zawodowe są na ogół w sporze, a jednocześnie je doją – nielogiczność systemowa. W ponad 200-letniej już chyba tradycji związkowej czegoś takiego nie ma, aby walczyć z kimś o słuszne prawa i być na jego liście płac. Ona godzi w interesy nie tylko niezwiązkowców, do których należę mocą dekretu Rady Państwa od 13 grudnia 1981 roku, ale także płatników podatków oraz konsumentów dóbr i usług dostarczanych przez te firmy państwowe.

    No chyba, że ma się „serce po lewej stronie”. Nic poradzić nie potrafię przy takiej dolegliwości.

    A prywatna inicjatywa niech sobie niejawnie hula. Za PRL już ją na tyle prześwietlono i domiarami dobito, niech teraz nieco odetchnie. Uważam, że należy i w ten sposób zaostrzyć różnice między warunkami jakie stwarza pracodawca prywatny, z natury skryty, a pracodawcą państwowym, który działać winien w świetle jupiterów (nie mylić z Julią Piterą).

    Oczywiście postulat taki wywołuje jedno pytanie i jeden protest. Co robić z sektorem spółdzielczym? – hahaha … powiem tak … hihihi.
    Protest zaś podobny będzie do tego, który wyrażano odnośnie popiwku w latahc 1990., że on utrudnia przedsiębiorstwom państwowym konkurowanie z prywatnymi. I jest to protest słuszny, bo o to chodzi, aby rzucać kłody pod nogi firmom panstowym. Ale jeśli firmy panstwowe – tu mamy ciekawe odstąpienie od w/wym reguły jawności – są strategiczne, ale prawdziwie strategiczne, a nie tak na niby, to może jednak dałoby się nieco niejawności zachować. Ale związkowcy won, na własny garnuszek – tu odstępstwa nie ma.

  51. p.s. Dodam od siebie, a red. Passent poświadcza to pisząc – ujawniać płace (zarobki?) – czyli stawiając znak zapytania przy zarobkach, w odróżnieniu od płac, że jawność PIT-ów musi być zachowana i innych formularzy z US. Dyskutowana jest jawność płac.
    Jawność majątków osób z sektora publicznego powinna być ograniczona, „reglamentowana”.

  52. ET 15.34
    Ty chłopcze masz chyba jakąś cięzką i zawansowana obsesję na punkcie WUMLu. Wyrzucili cie , nie przyjęli, bo nie miałeś matury albo ukończonej podstawówki, czy tez nie dali pracy jako wykładowcy ?
    Zgłos się do jakiegoś psychoterapeuty, bo widzę ze ta psychoza się pogłębia.

  53. Uwaga; przy zamianie lekow na tansze lub drozsze ekwiwalenty prosze zwracac uwage na skutki uboczne…..
    Saldo mortale

  54. …..Zreszta w moim warsztacie samochodowym tez od razu proponują tansze zamienniki i jest OK…..pisze niedorzecznie Absolwent od Druha….Niestety czesto nie jest OK. Polecam lekture Centrali Ochroiny Konsumenta…..lub obswerwacje zywotnsci i oddzialywania na srodowisko tychze….zaczalbym od klockow hamulcowych lub tak jak to czyni Absolwent Volvo zamienic na Fiata 126p
    Saldo mortale

  55. absolwent
    25 lipca o godz. 15:48 pisze, ze unkonczyl zamiast WUMLu Uniwersytet Ludowy…..niektore dzialaja po dzien dzisiejszy i slusznie….znam kilka w Berlinie.
    Saldo mortale
    PS
    Dziekuje za chlopca, cokolwiek to ma znaczyc….

  56. Kazik Łyszczyk

    Co robić z sektorem spółdzielczym? – hahaha … powiem tak … hihihi.

    Przyłączam się do tego hihihi… HO! HO! HO!

  57. Ja tam zamiast publikować ile zarabia ten czy ów odebrał po prostu pensje wypłacane przez zakład pracy związkowcom.

    Jak zbiorą składki to niech się z nich rozliczają z centralą i pracownikami w zakładzie.
    Jak chcą „pomieszczeń” biurowych dla związku to niech ją wynajmą i po sprawie.

    Inaczej tzw. „działaczy zawodowych” zaliczyć można wyłącznie do kolejnej grupy uprzywilejowanych…

    Oczywiście będzie „lament” i „zgrzytanie zębów”, ale w tej sprawie to jestem na 100% pewien, że społeczeństwo byłoby po stronie rządzących. I dochodzimy w tym miejscu do sedna – PO(+PSL) to partie bez jaj – żadna reforma która wyrównywałaby nierówności społeczne nie została i już nie zostanie uchwalona. Lepiej i łatwiej podnieść deficyt budżetowy niż wywalić urzędasów czy wyrównać emerytury do normalnych poziomów tzw. „grupom uprzywilejowanym”. Kretynizm i kompletny brak pomysłu na rządzenie.

  58. Boh trojcu lubit

    Do słynnych historyków idei (z przełomu XVIII i XIX wieku): pp. Wojtka i Andrzeja, dołączył @abs.

    Panowie, gdzie jest ta Bastylia, co ją macie szturmować i kiedy? Proszę podać dokładny adres i termin, to dowiozę kiełbaski i piwo (ceny okazyjne, nierynkowe). O ile pogoda będzie pochmurna. O to, co konkretnie rozumiecie przez neoliberalizm – pytać nie muszę, żeby nie psuć wam zabawy we wściekłych, rewolucyjnych sankiulotów.

  59. @m^2
    nie jestem „przywiązany” do jednej konkretnej apteki. Tak się składa, że w mojej okolicy „mam do dyspozycji” 7 aptek i w każdej mi odmówiono wydania tańszego zamiennika z powołaniem się właśnie na ten lekarski znaczek: „nie zamieniać”.
    Aby nie przekłamać – w jednej z aptek pani zza lady wydała mi tańszy zamiennik po czym w godzinach przedwieczornych „odwiedziła” mnie w miejscu zamieszkania (apteka zlokalizowana w odległości +/- 10 min. od domu, w którym mieszkam ) i sumitując się poprosiła o zwrot leku (na szczęście opakowania jeszcze nie otworzyłem) z wyjaśnieniem, że lek wydała przez pomyłkę nie zauważywszy lekarskiego znaczka a tak w ogóle to miałaby ona i jej szef – w razie kontroli NFZ- poważne kłopoty co mogłoby się zakończyć wylaniem jej z pracy.
    Lek wydałem/zamieniłem na ten „właściwy” oczywiście dopłacając różnicę ceny. Myślałem natomiast o zmianie przychodni. Też zrezygnowałem gdyż w kilku, które miały interesującą mnie poradnię, albo odmówiono mi zapisania (pełne obłożenie) albo proponowano ponadroczne terminy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że „ten” lekarz „prowadzi” mnie już od 8 lat. I mimo wszystko jest to sympatyczny facio tylko jakoś nadmiernie „przywiązany” do produktów f-my APOTEX Nederland B.V.

  60. Kazek Łyszczyk 16.45
    Coraz bardziej zaczynasz mnie śmieszyć. Czy jeżeli ogłosisz, niczym prorok ,że wbrew powszechnej opinii cos nie istnieje, bo ty dajesz na to słowo honoru, to unieważnisz ten fakt lub tą rzecz ???. To podobnie idiotyczne rozumowanie jak NSA = No Such Agency . Ekonomisci na całym swiecie używają tego pojęcia, każdy wie o co chodzi, a ty rżniesz głupa. To się nazywa ‚zaklinanie rzeczywistości” ale przecież nie jesteś chyba kapłanem jakiejś religii, np scjentologii ? Oni już od dawna głosza że coś jest albo czegoś niema i Tom Cruise im wierzy.

  61. m^2
    25 lipca o godz. 15:14
    Po zasięgnięciu języka (jestem na wakacjach w towarzystwie 3 lekarzy i to z różnych stron Polski) wszyscy pokiwali głowami i stwierdzili, że to rzeczywiście problem i najlepiej go rozwiązać nie wdając się w dyskusję z lekarzami, ale zażądać w aptece zamiennika.

    Mój komentarz
    Moim zdaniem najlepiej problem byłby rozwiązany, gdyby ustalono jasne zasady, co kto może, czego nie może i jakie prawa ma między innymi pacjent. To nie pacjenta sprawa – jakie lekarstwo przepisuje mu lekarz, ale jeśli na rynku są zamienniki (o takiej samej substancji czynnej) i są one dopuszczone do leczenia danej choroby, to lekarz nie może mieć prawa blokowania recepty pieczątką „Nie zamieniać”.

    Jeśli są leki specyficzne, niezamienialne dla danej choroby, to powinna być sporządzona lista takich leków (i chorób), by nie można było konstruować wykrętów i tłumaczeń, że da się to załatwić, niech pan pogada w aptece, itd. Takie stawianie problemu, to nie jest państwo prawa – da się załatwić.

    Lekarz ma ściśle określone uprawnienia, farmaceuta również i także pacjent. Recepta jest dokumentemTak naprawdę, to fakt ten w Polsce dotarł do świadomości lekarzy (i pacjentów) bardzo niedawno.
    Kombinowanie, jak by tu napisać, by było dobrze i wygodnie dla wszystkich, nie powinno mieć miejsca.
    Pzdr, TJ

  62. Et 15.49 , 15.53 , 15,59
    Pasmo bełkotliwych niespójnych bredni,. tym razem jako bonus do Fiata 126, Volvo i WUMLU Uniwersytet Ludowy w Berlinie. Chyba już pora wezwać karetkę i pielęgniarzy ?
    Bez odbioru.

  63. @abs
    Teraz proszę odpowiedzieć, co znaczy wg. Pana – „rżnąć głupa”, w celu ustalenie – kto tutaj rżnie głupa.

    Udaje Pan, że nie zrozumiał mojego pytania – „co konkretnie rozumiecie przez neoliberalizm”?
    A może faktycznie nie zrozumiał. Proszę więc jeszcze raz o opisanie własnymi słowami, najlepiej w punktach, jak rozumie to słowo. Nie tak dawno na blogu podałem 10 punktów – czy wg. Pana, tak powinienem rozumieć „neoliberalizm”, czy coś jeszcze, coś zupełnie innego. Nie jesteśmy ekonomistami, aby się nadąć i powiedzieć – „ekonomiści na całym świecie używają”. Nawet gdyby faktycznie wszyscy ekonomiści świata zawracali sobie głowę terminem – „neoliberalizm”, albo gdyby jednako go rozumieli.

    Może Pan jest ekonomistą. Proszę mi wyjaśnić zatem – co konkretnie rozumie pan przez „neoliberalizm”?
    Nie powinno chyba sprawić większej trudności, ani zająć wiele cennego czasu, z góry dziękuję.

  64. Temat organizacji życia gospodarczego i polityki społecznej w Szwecji jest dla mnie ciekawy.

    Mam tu dwa przyczynki:

    – drobniuteńki osobisty:
    uczyłem się z podręcznika geometrii analitycznej autorstwa Karola Borsuka wydanej na kredowym papierze jako dar Szwecji dla Polski zrujnowanej podczas IIWŚ,

    – spory publiczny:
    znalazłem publikację internetową, którą proszę przeczytać przez Koleżanki i Kolegów zainteresowanych Szwecją; w szczególności ciekaw jestem kilku uwag @ozzy’ego. (Jeszcze tego nie przeczytałem do końca i nie przetrawiłem.)

    http://mises.pl/blog/2010/07/28/bylund-jak-panstwo-opiekuncze-zdeprawowalo-szwecje/

    Młodszym Koleżankom i Kolegom blogowym przypomnę dwie postaci ze świata filmu: Ingmara Bergmana i Ingrid Bergman współtworzące wyobraźnię mojego pokolenia (jestem rówieśnikiem Manifestu PKWN).
    KTT chyba napisał kiedyś, że nasza wyobraźnia jest nieodwołalnie filmowa. Dziś ten atrybut musiałby być dopełniony … (będzie nawiązanie niżej)

    W plytkiej pamięci mam wzmianki o rejonizacji życia w Szwecji. Władza państwowa postanowiła swego czasu, że szwedzkie gospodarstwa domowe mieszkające na północ od pewnego równoleżnika nie będą miały wsparcia finasowego. Szczegółów tego ograniczenia nie pamiętam.

    Natomiast chciałbym podkreślić – narażając się na zarzut wyważania otwartych drzwi – protestancką przeszłość i takąż teraźniejszość Szwedów. Na dobitkę Wkipedia.pl zaskoczyła mnie takim doniesieniem w haśle „Szecja”:

    Na podstawie wielu badań socjologicznych przeprowadzonych w latach 1999-2004 stwierdzono, że ok. 65% Szwedów jest ateistami lub agnostykami.

    Prosze jednocześnie o uwzględnienie historycznych doniesień o eugenice szwedzkiej. Plącze mi się po głowie wieść o przymusowej sterylizacji Szwedek mających niedorozwój umysłowy.

    Aby zbliżyć się do e-Polityki i tematu postu Gospodarza jeszcze jeden cytat z Wiki:

    W Szwecji z Internetu korzystało w 2006 roku 80% społeczeństwa, co daje jej pierwsze miejsce w UE. Szwecja należy według wielu rankingów do najbardziej bezpiecznych i najmniej dotkniętych korupcją krajów.

    Tę stronę ostatnio zmodyfikowano o 12:48, 7 lip 2013.

    I na koniec pogodniejszy element:
    Szwedki i Szwedzi z sobą rozmawiają przy kawie. Zajrzyjcie tam:

    „http://pl.wikipedia.org/wiki/Fika”

  65. Być może jakiś dziennikarz zainteresuje sie kwotami wydawanymi na lobbing koncernów farmaceutycznych w Polsce?
    Nie wierzę by pan Piecha bezinteresownie wpisywał swego czasu jakiś specyfik na listę refundacyjną……
    Swego czasu zresztą porównywano ceny leków w Czechach i Polsce- u nas 20% drożej.
    Pewnie „niewidzialna ręka” dyktuje taką różnicę…..?

    Stanowiska wybieralne i zależne od Państwa, powinny mieć pełną jawność wysokości zarobków. I model szwedzki mi się podoba….
    Model rosyjski ma poważną wadę- nie wiadomo skąd niewielka pensja urzędnika, czy prezydenta starcza na luksusowe życie…..a taki model dzięki partyjnym zakupom zaczyna funkcjonować……

  66. Problem jest nierozwiązywalny a wynika on z natury ludzkiej, ukształtowanej w długim procesie ewolucyjnym. Kultura człowieka cywilizowanego stoi w sprzeczności ze zwierzęcą naturą człowieka, który – podobnie ja inne istoty żywe – jest nastawiony na przetrwanie w warunkach konkurencji o pokarm.
    Człowiek współczesny żyje w warunkach dobrobytu i nie musi już wydzierać konkurentowi żarcia, ale nadal tak się zachowuje. Jest chciwy, gromadzi dobra, jak chomik czy wiewiórka, nie wzrusza go bieda pracownika, który mu dobra pomnaża. Jaką satysfakcję ma ten, który opływając w nadmierne dostatki patrzy na tych, którzy są w kłopotach nie z własnej winy?
    Ludzie, którzy nie potrafią okiełznac własnej chciwości, są gorsi w sensie moralnym. W Polsce jest takich wielu, bo są to najczęs\ściej nuworysze, którzy się jeszcze nie wyemancypowali.

  67. Gekko
    25 lipca o godz. 15:39

    Mój komentarz
    Przeczytałem i nie bardzo zrozumiałem, bo poplątały mi się nieprecyzyjne, ogólnikowe wyjaśnienia z ostrymi pouczeniami.

    Dla przykładu Autor napisał:
    „Prawo farmaceutyczne jasno i od lat 90-tych wskazuje na możliwość zaznaczenia przez lekarza na recepcie (i wcale niekoniecznie odręcznie), aby dany lek nie był w aptece zamieniany .
    Takiej zamiany (w przypadku braku adnotacji lekarza, by nie zamieniać) farmaceuta z kolei może dokonać jedynie w bardzo określonych przypadkach (np. błędu na recepcie) i na bardzo określone zamienniki.”

    Mój komentarz, c.d.
    W wiadomościach medialnych nie chodziło o to, czy lekarz może opatrywać receptę dopiskiem, czy pieczątką ze słowami „Nie zamieniać”, tylko o rozróżnienie, w których przypadkach może, a w których nie może. Media wskazywały na przypadki pieczętowania recept ostrzeżeniami „Nie zamieniać” z przepisanym lekami, które mają zamienniki. Tutaj powstaje wątpliwość, czy to jest luka prawna, czy po prostu naruszenie etyki (w co bardzo wątpię, że tylko).

    Sedno problemu tkwi w tym, że przepisy nie określają jasno, precyzyjnie, może nawet i enumeratywnie, które leki są (mogą być uznane w szczególnych przypadkach) za leki specyficzne, niezamienialne, a które są zamienialne. Moim zdaniem w przypadku leków zamienialnych (i dopuszczających to sytuacji pacjenta) lekarz nie tylko nie powinien stawiać dopisków, czy pieczątek, lecz nie może mieć takiego prawa do dodatkowych zastrzeżeń na recepcie z lekami zamienialnymi.

    Nie jestem lekarzem, lecz sądzę, że takie sytuacje powinny być ściślej uregulowane. Jeśli nie ma ścisłej regulacji (jeśli taka ścisłość jest możliwa), to w grę prędzej czy później wchodzi dowolność, a kto i jak tę dowolność może wykorzystać, to już jest dalsza sprawa.
    Pzdr, TJ

  68. ozzy
    25 lipca o godz. 14:55

    myślę, że co kraj to obyczaj. Jeśli Szwedom taka otwartość/jawność/(wścibskość ?) nie wadzi i dobrze im z tym, to jest wybór samych zainteresowanych. Prywatnie chyba jednak wolę, kiedy sąsiad może się o mnie dowiedzieć tylko tyle, ile powinien wiedzieć (dla utrzymania stosunków dobrosąsiedzkich 😉 ). Przy czym gdybym nagle, jakimś cudownym zrządzeniem losu, przesiadł się z mej kilkuletniej krowy prod. amerykańskiej na maybacha produkcji niemieckiej, to bez wątpienia ktoś mógłby donieść na mnie do skarbówki, ale składając donos donosiciel wciąż nie byłby w stanie dowiedzieć się skąd u mnie ta przesiadka. Być może rzeczywiście zaczęło mnie stać na takie auto (np. założyłem rozgłośnię radiową lub dowierciłem się do ciepłej wody w kranie…) ?

  69. absolwent
    25 lipca o godz. 15:39
    Potem TJ zaatakował międzynarodowe koncerny farmaceutyczne i ogłosił że popiera szwedzka ( i zwiazkowa ) ideę jawności zarobków ,

    Mój komentarz
    Nie sugerowałem mojego poparcia konkretnie dla jawności dochodów w Szwecji. Chodzi mi o problemy jawności w państwie prawa. Ile tej transparentności i gdzie. To jest problem.

    Jako punkt wyjścia do dyskusji okazała się Szwecja z jej jawnością dochodów obywateli.
    Oczywistą sprawą jest, że w Polsce dziś by to nie przeszło. I nie tylko ta jawność, wiele innych spraw, które funkcjonują z powodzeniem w różnych państwach Unii, nie zostałoby zaakceptowanych w Polsce.

    W Szwecji takie wtrącanie się państwa w prywatne sprawy obywateli, jak np. ograniczanie dostępności alkoholu, monitorowanie i kontrola urzędowa rodzin patologicznych, czy tylko konfliktowych, u nas byłyby traktowane jako nazistowsko-bolszewickie idee wcielane w życie na zdrowym ciele narodu przez masońskich agentów i doprowadziłyby szybko co najmniej do rebelii.

    Krajanie są ludźmi słabo poczuwającymi się do obywatelskich obowiązków, nawet tak prostych jak poszanowanie prawa, szczególnie łatwe do ofiarowania na rzecz wspólnoty na drogach samochodowych.

    Polska to nie Szwecja, nie te tradycje, nie ten etos, nie ta spójność społeczna, nie te wieki myśli państwowej i protestantyzmu, itd. Ale dobrze by było, by obywatele w Polsce znali problemy jawności i ich różne rozwiązania.
    Pzdr, TJ

  70. Skandynawów znam pobierznie, a Skandynawki jeszcze gorzej, co przyznaję z żalem. Ale o Holenderkach, i ich partnerach wiem, że nie dbają nawet o zaciąganie zasłon w oknach swoich mieszkań, nawet zasłon nie wieszają, o firankach szkoda wspominać. A przecież ich stać na jedno i drugie.
    Może mają zaufanie, że sąsiedzi lub przypadkowi przechodnie nie będą robić afery z byle czego, tak dla jaj, albo dla własnej przyjemności. Że nikt nie będzie ciekaw co i jak robią, ponad przyjętą normę, jeśli w ogóle.

  71. Szanowny @Staruszku,

    przeczytalem tekst i te rozne komentarze ( z podanego linku), nie wiem, co mam powiedziec?
    Wyznam co nastepuje, zabrzmi to patetycznie: zyje mi sie dobrze, , mam dobra prace i moja druga polowa tez , trojke malych dzieci, ktore chodza do dobrych szkol – mamy tez czas dla siebie – dom pieknie polozony, czyste powietrze i woda….coz mi wiecej potrzeba?
    Poki zdrowie dopisuje, to tylko sie cieszyc wypada ze wszystkiego, z kazdego dnia, z kazdego spotkania….a co najwazniejsze zachowalem balans mentalny i spokoj. Nie mam kontaktu z Polakami juz od wielu lat, nie mam nikogo w Polsce.
    Zycze tylko Polakom tego o czym napisalem, by mogli znalezc miejsce dla siebie u siebie i….przestali narzekac! Nie lubie wiecznych malkontnetntow i mizantropow!

    @Jacobsky

    jest wiele mitow i przesadow o tym kraju – wydaje mi sie, ze niczym sie ludzie nie roznia od siebiew wielu sprawach.
    Mam sasiadow jakies kilkanascie metrow ode mnie, Romowie z Polski – ale wyjechali w latach poznych 60 – piekny dom, mercedes 600 , obok drugi sasiad Niemiec w podeszlym wieku – prosze mi wierzyc, ze nie interesuja mnie ich dochody. I pieknie bylem zaskoczony,kiedy owi Romowie po moim kupnie domu w icho sasiedztwie przywital mnie bardzo serdecznie z roznymi prezentami. I jestem przekonany, ze gdybym na przyklad w garazu zaparkowal Ferrari, by nikt by tym sie specjalnie nie przejal. „Po cudownym zrzadzeniu losu” – jak to napisales. A mnie cieszy, ze ktos ma dobrze i jest szczesliwy.
    Co kraj to obyczaj.

  72. Sześciolatka Rostowskiego

    Nowelę budżetu 2013 należy widzieć w pełnej perspektywie decyzji MF od roku 2008. Zwraca na to uwagę wielu ekonomistów, m.in. Janusz Jankowiak (TOK FM, Godziny szczytu, 24-VII) opowiada jak naradzano się w ministerstwie 6 lat temu, czy ciąć składkę rentową dwukrotnie, czy tylko raz, i jaką formułę kontroli wydatków przyjąć. Już wtedy zdawano sobie sprawę z konsekwencji w dalszych latach. Min. Rostowski w końcu zdecydował i ciął składkę dwukrotnie, z czego później się wycofał, oraz po zasadniczym cięciu wydatków administracji rozchulanych przez Gilowską w „latach tłustych” (o ca. 20 mld) przyjął niezbyt ostrą formułę wzrostu wydatków, w każdym razie łągodniejszą od reguły Belki (= inflacja + 1 procent). Niestety nie poszedł za głosem (kilku) ekonomistów, lecz uległ presji politycznej, aby w obliczu kryzysu stymulować wydatkami. NB naciskał także Belka. Teraz są tego konsekwencje. NB ostatnio Belka jawi się jastrzębiem w polityce pieniężnej – NIE dla dalszego obniżania stóp NBP.

    Na przyszłość, lepiej jest sformułować taką regułę kontroli wydatków, która pozwali ciąć ile wlezie i jeszcze bardziej przyzwyczaić administrację i polityków, że ostra kontrola wydatków jest normą, zarówno wydatków „sztywnych” (zapisanych w ustawach okołoświadczeniowych i opiekuńczych), także wydatków na administrację. Należy przy tym zastąpić budżetowanie ministerstw adresowaniem pozycji budżetowych na inwestycje publiczne. Czyli tzw. reforma finansów publicznych, o której się mówi co najmniej od 10 lat. Ale na to rząd „ciepłej wody” nie ma wizji, ni mandatu, ni poparcia, o poparciu ZZ-tów można z góry zapomnieć.

    I tak będziemy mieli budżetową trzylatkę przedwyborczą, a potem jak bóg da. Jednak nie wierzę w samobójcze szaleństwo naszego narodu – Kaczyński władzy nie dostanie.

  73. Zarobki czy dochód netto po zapłaceniu podatku. To tylko dywagacje, ludzie pracy muszą je płacić.
    Jakiej wysokości płacą podatki osoby bez pracy lub małorolni.???
    Statystyka nie łapie wszystkich niuansów, podobnie jak minister prof. Rostowski musi prof. L.Balcerowicza nauczać. Pamiętam kilka sztywnych zasad w interwencji państwa /40 lat minęło/ :demografia, rolnictwo, energia, ekologia, który polityk to zna.
    Dziesięcina od emerytów [wojsko ,sąd, policja, niby górnicy …] z urzędu minus lub plus dla osób bez dochodu.
    Czesław Niemen urodził koło Grodna na Białorusi ale w naszych niuansach występował w Olimpii i śpiewał z Faridą.
    Wszystkie zarobki powinny być jawne, ponieważ mój sąsiad pracuje to co ukradnie, a boss odpoczywa.
    PS. Dywagacje, lobby, nepotyzm, serwilizm, kobitki, fraternizacja, ……., gra musi być uczciwa lub.?

  74. Kazek Łyszczyk 17.43
    Skoro udaje pan ze nie wie co to jest neoliberalizm i że nie jest pan ekonomistą polecam zamiast 10 punktów cztery książki: Alaina Bihra „Neoliberalna nowomowa”, Samira Amina „Wirus liberalizmu” , Dawida Harveya „Neoliberalizm Historia katastrofy” i na deser Naomi Klein „Doktryna szoku”. Wystarczy ?

  75. Jacobsky i absolwent,

    wyjatkowo konstrutywna dyskusja na temat aparatów fotograficznych. Wspomnienie Starta robi na mnie wrażenie nie tylko z powodu upływu dziesiątków lat, gdy funkcjonował on wśród polskich fotoamatorów w ubw.
    Pierwsze zdjęcie pojazdu w ruchu, ktore zrobiłem zostało wykonane tym aparatem.
    Było udane techiczne, co budzi moje zdumienie do dzisiaj (od tego czasu zacząłem uważać się za świetnie zapowiadający się talent, nie tylko fotografik, ale także zerkałem z bijącym sercem na kamerę filmową, ale mi nie wyszło). Nie były to loty na poziomie absolwenta, ale jednak, tyle że ojczyzna nie pozwoliła mi się rozwinąć.

    Prawdziwą miłością do aparatów fotograficznych zapałałem, gdy wpadł mi w rękę Praktisix, ktory ze swoim obiektywem, lustrzanką i ruchomą lupką chyba, co nieco, podwyższał mój faktyczny pozim profesjonalny.

    Mam go do dzisiaj (chyba jest sprawny) przygotowany do pstryknięcia stoi na półce z książkami skierowany obiektywem we wchodzącego do pokoju gościa.
    Jednak z miłością jest tak, ze z czasem wysycha i zastanawiam czy nie ofiarować go komuś kto żywi, podobnie jak ja kiedyś, ciepłe uczucia do takich staroci.

    Czasem wydawało mi się, że moje amatorskie zdjęcia były lepszej jakośći przez fakt mojego szczególnego stosunku do tego apartatu.
    Mój emocjonalny stosunek do tego przyciężkawego produktu niemieckiej myśli optycznej był chyba uzasadniony, bo jest on dziełem wyjątkowym których obecnie już się nie spotyka.

    Kiedyś związek emocjonalny z wykonaną fotografią był zapewne głębszy, bo mniej ludzi fotografowało, a poza tym prawdziwym kunsztem fotograf wykazywał się przy pracach w ciemni, podczas gdy dzisiejsza technologia jest uproszczona, więc profesjonalny fach fotograficzny praktycznie przestał istnieć na rzecz tandetnej amatorszczyzny.

  76. Panie @abs (21:54)
    Toż to tragedia!
    Nie wierzę własnym oczom.
    Nie potrafi pan własnymi słowami opisać czym jest „neoliberalizm”?

    Tylko odsyła mnie do tekstów marksistowskich paraekonomistów.
    (Kto tu ma obsesję z WUML-u?).
    To kończy wszelkie dyskusje z panem, czyż nie?

  77. Przeczytalem post, do lektury którgo zachęcałem o 18:01 oraz komentarze.

    Zarówno z tekstu Per Bylund’a jak i z echa @ozzy’ego wygląda jak lufa Lemoniadowego Joe zza węgła podmiotowość osoby.

    Wpierw uwaga do @ozzy: zapewne młodość Ty, jak i młodość Twej małżonki trwała i kształtowała się w egotystycznej Polsce w czasach kuturowego i gospodarczego eksperymentu. Samodzielność umysłu i serca zyskaliście w „cwaniackiej” Polsce przekuwając ją w zaradność i odpowiedzialność za siebie i innych. Wasz względny dobrostan jest być może rentą do prawa której dał wam żywioł powojennego awansu cywilizacyjnego Polski oraz Wasze zdolności i Wasza praca.
    Nie znam przeciwieństw losu jakie macie za sobą ani dobrodziejstw wyrastania w „dobrej rodzinie”. Odwołuję się tu do pewnego szablonu statystycznego.
    Mój znajomy lat temu 30 po powrocie z krótkiego pobytu w Szwecji stwierdził: „Szwecja to kraj drwali, ktorzy się dorobili.”
    Dwie kwestie należy podkreslić:

    A – znany wielopokolniowy pokój w Szwecj (brak wojny) oraz brak burzliwych okresów społecznych – dość powszechnie obecne to jest płytkiej (tzn.: podręcznej) pamięci innych społeczeństw,

    B – oddanie przez dorosłe dzieci szwedzkich rodziców do domów spokojnej starości.

    Wraz z oddaniem dorastających dzieci w ręce pedagogów i nauczycieli Szwedki i Szwedzi mają czas na aktywność i „życie po swojemu”.

    Rodzice polskiego niepełnosprawnego dziecka i polskie dorosłe dzieci rodziców z otępieniem starczym to ludzie wykluczeni z grona ludzi wolnych i pogodnych. Nawet zamożność niewiele ułatwia. Nie ma wykształconych opiekunów pozwalających na”bezmyślny” spacer po okolicy zwalniający z konieczności bezprzerwowego czuwania. Moja ponad 90-letnia teściowa jest osobą prawie samodzielną i pogodną.
    Ale sąsiadka mająca jedynaczkę prawie kobietę na etapie rozwoju trzylatki trzymającej się rąbka spódnicy mamy ma życie „złamane”.

    Szwedzkie państwo opiekuńcze w opowieści Per Bylund’a jawi się jako kraina zniewolenia. Nie ufam takiemu narzekaniu.

    Tak ja zasmuca mnie polskie narzekanctwo. Miałem dobrą szkołę (tak się trafiło!). Moi nauczyciele z zakłopotaniem stawiali „dwójkę” i dodawali „masz możliwość poprawy którą z przyjemnością oddnotuję”

    I wszkole nie słyszałem: „Ale wpierw musimy obalić Gomułkę!”

    W temperamencie Polaków jest źródło naszej sily i w zacofaniu feudalnego polskiego systemu edukacji jest źródlo naszych słabości.

    Jestem z uznaniem nierówności wynikającej z różniących się zdolności. W tekście Per Bylund’a odczytuje złudzenie, że dominantą mentalną człowieka jest i ma być postawa trapera podbijającego preriie Dzikiego Zachodu Ameryki. Ten Szwed popadłby w depresję w singapurze lub w Brunei. W brunei nie ma żebraków. Ropa zapewnia minimum i zwalnia z wysiłku rozboju. A czy Per wyszedł z opresji kolektywizmu – tego nie napisał.

    Szwecja to kraj z opowieści Szechrezady.
    Po wczesniejszych wyborach PiS brutalnie sięgnie po dutki jakie Polak ukrywa przed Polską. Ne ma juz cinkciarzy, ale wrócą donosiciele i szmalcownicy. Cudze pieniądze są zawsze większe od naszych …
    W Szwecji pieniądze są państwowe.

    Opowiadaj mi bajki. Ja bajki lubię tak ogromnie!!!
    A najbardziej lubimy bajkę o głupim Jasiu.
    Jesteśmy wtedy lepsi bez wysiłku i bez tortury skromności i pokory …

  78. @ drogi TJ
    zgodnie z prawem Pinkertona, bzdura rozpowszechniona w majestacie mediów owocuje jakością majestatu wniosków odbiorcy.
    Nie inaczej jest z Twoim (i zapewne nie tylko) rozumieniem przesłania medialnego o rzekomej aferze.
    Tymczasem, jest dokładnie tak, jak napisałem, a to:
    a/ lekarz ma prawo dokonać na recepcie adnotacji zakazującej zamiany wypisanego leku niezależnie (wbrew Twoim wnioskom) od tego jaki to lek (ani od tego, czy lek ma jakiś zamiennik, czy też sam jest zamiennikiem). Zastosowanie w tym celu pieczątki z napisem „nie zamieniać” jest jak najbardziej zgodne z prawem i wskazane – zgodnie z etyką lekarską (tj. tam, gdzie są ku temu przesłanki kliniczne).
    b/ nie jest natomiast zgodne z prawem wyposażanie lekarzy przez dystrybutora leku w takie pieczątki – połączone z nazwą leku (tak zresztą, jak stemplowanie recepty p/lekarza pieczątką z samą nazwą leku, zamiast wypisania jej osobiście). To jednak wynika z prawa o obrocie i reklamie leków, o którym przeciętny lekarz nie ma zielonego pojęcia (bo go nie dotyczy).
    c/ farmaceuta natomiast nie ma prawa samowolnie zmieniać (tj. wydać zamiennego) leku wypisanego przez lekarza na recepcie w ogóle – chyba że lekarz popełnił w wypisaniu recepty błąd zagrażający choremu (np w dawce czy wskazaniu).
    d/ farmaceuta ma natomiast szczególne prawo wydać nominalnie tańszy zamiennik (ale tylko leku refundowanego) na wniosek poinformowanego o tej opcji pacjenta, jedynie, jeśli lekarz nie zastrzegł na recepcie zakazu zamiany (jw).
    Tak się sprawy mają lege artis, reszta to licentia manipulativa ad populum.
    Firma od pieczątek złamała prawo o promocji leków, a lekarze i tak mają prawo zastrzec (choć nie pieczątka połączona z nazwą leku), aby żaden lek wypisany pacjentowi na recepcie nie został w aptece zamieniony – czy z motywów ekonomicznych aptekarza czy też chciwości urzędnika NFZ, bimbającego sobie naszym wspólnym składkowym groszem na koszt naszego zdrowia.

    Więc, drogi TJ, na zdrowie – i oby także „na umie”. Nieostre i mętne wody medialnych niedomówień, niekompetencji i szczucia nagonek służą bowiem właśnie aferom, a nie ich wyjaśnianiu.
    Podobnie, jak głasnost’ pod cudzą kołdrą, zarówno dochodów jak obyczajów.

  79. @staruszku

    gdyby nie Twoj wiek (skoro nazywasz siebie „staruszkiem” ) powiedzialbym bardziej dosadnie, co mysle o Twoich zgadywankach pod moim adresem i mojej rodziny – gadasz jakby przez zamkniety lufcik. Moja malzonka wyjechala majac lat pare po 68 roku, ja nie przepracowalem ani roku w PRL. To tyle. Baw sie dalej, ale beze mnie! a bajki opowiadaj wnukom (jesli masz)

  80. @ozzy

    Przepraszam jeśli dotknąłem.
    Proponowany sccenariusz życia jako homo ludens przyjmuję jako zalecenie do wykonania.

    Cóż.
    Mętność ma starcza umysłu przekladająca się na miałkość tekstu.
    Pozostaję w milczącym szacunku.

    A o bajkach to miałem w głowie i na myśli wzmianki o Szwecji ludzi oglądających ją z plaży w Łebie.

    Życzę rozmówców od których chcialoby się jeszcze, jak od Beni Kszyka.

  81. Gekko
    25 lipca o godz. 22:32
    @ drogi TJ

    Mój komentarz
    Nie bardzo rozumiem czemu służy trzykrotne artykułowanie tych samych przepisów, które pozwalają lekarzowi czynić na recepcie dopisek „nie zamieniać”, stawiać pieczątki „nie zamieniać”, a zabraniają stawiać pieczątek z nazwą leku.

    Media doniosły o receptach, na których lekarze stawiali pieczątki „nie zamieniać” i media pytały – z czego to wynika, jak to jest uregulowane, czy na każdej recepcie lekarz może taką pieczątkę przystawić? A Ty Autorze powtarzasz mantrę – lekarz ma prawo, lekarz ma prawo.

    Lekarz ma prawo, ale media sugerowały, że regulacje w tym zakresie są niedoskonałe, skoro lekarze mogą na dowolnej recepcie wypisać lub przybić pieczątkę „nie zamieniać” (nie chodzi tu tylko o pieczątkę z nazwą leku) i to jest zgodne z prawem – przedstawiciel ministerstwa zdrowia mówi, a drugi – były minister zdrowia, że w to wątpi.

    Jeżeli to jest formalnie zgodne z prawem, to prawo powinno być poprawione, bo jak rozumiem z Twojego trzykrotnego przypominania – lekarz może na każdej recepcie dopisać „nie zamieniać” i tym sposobem pośrednio preferować lek określonej firmy. Jeśli może to robić i jest to zgodne z prawem, to dlaczego nie? Takie są Twoje konkluzje.

    Skoro tak jest, to może ten lekarz, gdy tak postanowi, się uprze, podda namowie, itd., promować wyroby jednej firmy i wszystko będzie jak najbardziej zgodne z prawem. I zgodnie z prawem będzie ten doktor zaprzeczał, że to jest promocja, ponieważ na receptach nie umieszczał pieczątki z nazwą leku, bo tylko to jest zabronione.

    To jest problem, który wynika z doniesień mediów, a nie zgodność z prawem dopisku lub pieczątki „nie zamieniać”.

    Aluzje, co do mojej umności na końcu Twojego komentarza przyjąłem, ale czy były potrzebne? Czy przez to stanę się bardziej umny? Czy nie prześwitują przez te pozdrowienia jakieś nie warte tego dyskursu emocje?
    Pzdr, TJ

  82. @Andrzej Falicz 25.07.8.50
    „nie trzeba szukac az za Atlantykiem gdzie 50 milionow jankesow ma co zrec dzieki bezplatnym talonom zywieniowym (food stamps) to 140% wiecej niz w 1990…”
    Pragne wyjasnic, ze w Ameryce to nawet zwierzeta jedza, a nie zra, a co dopiero te 50mil ludzi.
    Najgorzej jak zaslepienie nienawiscia maci umysl i maniery.

  83. Drogi TJ,
    Zupełnie nietrafnie odniosłeś życzenia zdrowia jedynie do siebie, miałem wrażenie, że widnieją w szerszym kontekście tematu – robienia laikom wody z mózgu przez media, przy okazji „afer” zrozumiałych tylko specjalistom, a przedstawianych jako zamach na dobra powszechne (jak zdrowie).
    Więc Cię przepraszam; nie mam ani powodów ani emocji, które miałyby Tobie akurat (czy komukolwiek) sprawić przykrość.
    Przeciwnie, podoba mi się to, co napisałeś o Szwecji.
    Natomiast nie podoba mi się że:
    a/ nie dostrzegasz różnicy pomiędzy problemem medialnym („media pytały”) – czyli dęciem afery, a rzeczywistością, w której przepisy akurat w tym względzie są jasne i jednoznaczne (i jak pisałem, niekoniecznie znane akurat lekarzom).
    b/ zakładasz, że w ramach tej maniery medialnej, prezentowani eksperci są cytowani rzetelnie (był taki wyjątek, w TOK FM i to był głos prawnika) lekarze natomiast posługują się prawem (do wykluczenia zamiany) w wyniku… korupcji, a nie, zgodnie z literą prawa, autonomii warunkującej właśnie rzetelność i etykę zawodową. Skąd takie masz nastawienie?
    (Nb. tu, skądinąd rozsądny i kompetentny w swym zakresie p. Balicki, wykazał się ignorancją w nieznanej sobie dziedzinie, włożony w rolę nie ze swej sztuki).
    c/ wnioskujesz mylnie i bezpodstawnie, że dobro pacjenta jest zależne od płodozmianu producentów wypisywanych leków a nie od fachowej trafności ich doboru przez lekarza (a to nie ma nic wspólnego ze źródłem pochodzenia leku).
    d/ tym samym dowodzisz, że w mętnej wodzie dętych afer, nawet przytomni na umie są skłonni oddać urzędnikom prawa decyzji o leczeniu (Twoja postulowana zmiana prawa) i odebrać je lekarzom.

    Podzielam ostrożność w obdarzaniu zaufaniem lekarzy, ale jednak decydując się o powierzeniu swego zdrowia w czyjeś ręce, takie nośne medialnie a bezpodstawne podważanie zaufania do lekarzy en bloc na korzyść urzędników decydujących o prawie do leczenia tym czy innym lekiem (za nie ich przecież, a nasze własne pieniądze), nie tylko zdrowiu nie służy, ale pozbawia nas go, i to idąc „od uma” – w dół, na całość.
    Oczywiście, w wymiarze społecznym.
    Każdy pogląd jest na tyle dobry, na ile odnosi się do rzeczywistości (nieważne, z której strony ją komentując), tu jednak i Ty i napędzające to pomieszanie z poplątaniem medialne njusy uniosły się dalece poza racjonalne motywy i przesłanki.
    Pozdrawiam.

    PS Przy okazji, nt rzeczywistej (opisanej w skali 1:1) kondycji urzędniczego systemu zawiadywania naszym zdrowiem i uwikłanych nim funkcjonariuszy, oraz losie w tymże polskiego lekarza wykształconego w … Szwecji można przeczytać w dzisiejszym „Dużym Formacie”. Tekst wybitnie werystyczny i ukazujący prawdziwy, źródłowy problem – dlaczego Polska nie jest i nie będzie żadną Szwecją, akurat w tym, co przydałoby się nad Wisłą.
    Pozdr.

  84. Może jeszcze Bar nie wzięty.
    Platforma zaczyna mruczeć ludzkim głosem – przynajmniej w moim odczuciu. Gwałty ścigane z urzędu, prawo budowlane podczyszczone z upierdliwości, postulat jawności zarobków rozbudowany przez OPZZ (jestem za jawnością w spółkach skarbu państwa – kto, ile, przede wszystkim za co – w końcu jesteśmy właścicielami:)
    Powolutku, pomalutku może uzbiera się miarka i rozwieje się nieco nocna mara IV RP bis, czy plus.
    Nie jestem wielbicielką PO, ale to, co opowiedział Lipiński GW, to jakieś mroki Hadesu. W razie ich wygranej trzeba będzie zamalować ekran tv czarną farbą i chodzić z psem na spacer.

    Pozdrowienia dla blogowiczów czynnych i biernych!

  85. Kazek Łyszczyk 22.10
    Chciałes to masz: Neoliberalizm jest wulgarną i cyniczna odmiana kapitalizmu polegajaca na maksymalnym okradaniu i wyzyskiwaniu pracobiorców przez wielkie korporacje i rynki finansowe, w skali globalnej. W dodatku NL zatrudnia różnego typu manipulatorów
    którzy przy pomocy mediów i internetu usiłują wmówic społeczeństwu że dzieje się to dla jego dobra ( to o tobie).
    Ciekawe że NIGDY nie potrafisz polemizować bez wyzwisk o WUMLU i „marksistowskich paraekonomistach”. To chyba jakas choroba, podobnie jak u ET ? Masz racje, dalsza dyskusja nie jest możliwa, bo nie znosze chamstwa i ignorancji.

  86. http://www.bankier.pl/wiadomosc/Dlug-Skarbu-Panstwa-w-maju-wzrosl-do-838-mld-zl-2895340.html

    Nic to,jak mawial Wolodyjowski a co na to nasz Kazmirz, ? pewnie tez nic.

  87. zyta2003
    25 lipca o godz. 23:43

    Pragne wyjasnic, ze w Ameryce to nawet zwierzeta jedza, a nie zra,..”

    Ojejku nawet zwierzeta sa tam specjalne bo amerykanskie…

    Zre sie byle co i szybko – mialem na mysli to byle co… co mozna dostac za food stamps i jak sie je – gdy sie jest BARDZO glodnym.
    Wtedy je sie lapczywie a jedna rodzina na szesc w USA jest GLODNA!

    (żreć:
    1. o zwierzętach: jeść;
    o człowieku: jeść łapczywie)

    „USA 2010, 17.2 million households, 14.5 percent of households, were food insecure, the highest number ever recorded in the United States 1 (Coleman-Jensen 2011, p. v.) ”

    W 2012 i 2013 liczba glodnych w USA nacznie wzrosla!

    http://www.worldhunger.org/articles/Learn/us_hunger_facts.htm

    Tylko w Los Angeles po ulicach chodzi ponad 650 tysiecy GLODNYCH dzieci!
    http://www.huffingtonpost.com/2013/06/18/us-child-hunger-rates-county-2013_n_3455328.html

  88. Absolwencie,

    „Odkrycie” Marksa…bo ja wiem.
    Wole Michala Kaleckiego…z Lodzi (wyprzedzil Keynesa o dobre 3 lata a malo kto o nim pamieta).

    „…„Robotnicy wydają tyle, ile zarabiają, a kapitaliści – tyle, ile wydają”. Dla wysokiej koniunktury więc decydujące są zachowania kapitalistów. A im większe są ich dochody, tym większe niebezpieczeństwo względnego (w stosunku do ich dochodów) zmniejszania ich wydatków. Wydatki pracowników są dość stabilne, falujące są wydatki ludzi zamożnych. Ale popyt łączny (globalny), od którego wielkości zależy skłonność przedsiębiorców kapitalistycznych do inwestowania, tworzą jedni i drudzy…”

    Kalecki zaprzeczyl Marksowi i odwrotnie od niego (co uwazam za NAJWAZNIEJSZE) twierdzil, ze wzrost płac zwiększy (to ta „moja” redystrybucja…), a nie zmniejszy poziom zatrudnienia.

    Polecam (na przykladzie Hiszpanii)
    http://obserwatorpolityczny.pl/?p=3899 :
    „…Europie grozi potężna dysfunkcja całego systemu gospodarczego, ponieważ wszyscy zaczęli oszczędzać, coraz mniej ludzi cokolwiek kupuje, a nawet sam proces zakupów, – jako filozofia ulegnie zmianie, albowiem tak popularne zakupy na kredyt, zarówno konsumentów, sektora prywatnego i publicznego są na wymarciu. W wyniku nacisków UE, takie gospodarki jak hiszpańska zmuszone do cięcia wszystkich wydatków i zwiększenia konkurencyjności wewnętrznej poprzez obniżanie ogólnych kosztów. Spowoduje to ogólny spadek siły nabywczej mieszkańców Hiszpanii, czyli generalnie zmniejszenie hiszpańskiego rynku. W efekcie, ponieważ będą mniej kupować, będą także mniej produkować – część firm zniknie z rynku, a jeszcze inne zmniejszą zatrudnienie. Spowoduje to kolejną spiralną presję na dalsze oszczędności, albowiem masa zaległych długów będzie wymagała stałej obsługi. Niestety zapłacą za to zwykli ludzie, albowiem odsetki i raty kapitału odbiją się na ich poziomie życia. W całym modelu poprawiania gospodarki ogranicza się konsumpcję, zapominając, że oznacza to w praktyce trwałe zmniejszenie gospodarki…”

  89. Ryba,

    No to widzę, że sentyment do P-sixa/Pentacona łaczy nas, na wieki. Na body mojego wybite jest Pentacon six TL. Myślę, że to była chyba ostatnia z wersji, jaką produkował VEB z Drezna. Ojciec kupił go w latach 70-tych z Biometarem (80 mm) i z Sonnarem (180mm). Sonnara musiałem już raz naprawiać, bo zlepiły się blaszki od przysłony. Naprawiałem w Polsce, podczas jednego z corocznych pobytów. Flektogon doszedł późnej.

    Dbam o ten cały mój posiadany komplet do Pentacona jak o relikwię. Bardzo lubię mechaniczne aparaty. Jest w nich jakaś dusza zaklęta w precyzji mechanizmu, w szczęku otwierającej się i zamykającej migawki. Mam szacunek dla nowoczesności, sam na codzień robię zdjęcia cyfrowo, ale po prostu lubię brać do ręki te mechaniczne cacka i wsłuchiwać się w trzask ich migawek. Practisix czy Pentacon – ich odgłos jest bardzo charakterystyczny, jakby na dwa razy, ciężki, soczysty. Nawet teraz robię jedna – dwie rolki filmu cz-b, tak dla przyjemności, potem wywołuję u kolegi, który ma ciemnię (koreks mam własny). Odbitek nie robię. Kolega ma dobry skaner do negatywów… Chyba już zapomniałem jak się robiło odbitki (choć powiększalnik gdzieś siedzi w pudle, mam nawet ów słynny Janpol Color – dziś to chyba okaz muzealny). Wszystko to zwoziłem na raty, przy okazji podróży do Polski – widać ojciec uznał, że mógł mi przekazać swoje fotograficzne szpargały. I dziś, po tej stronie Oceanu mam coś egzotycznego. Kiedy swego czasu zapisałem się do miejscowego klubu fotograficznego, to kiedy przyniosłem na jedno z pierwszych spotkań mój system Pentacona, chłopakom oczy się zaświeciły, i nie dlatego, że oni mieli coś gorszego – przeciwnie ! Chłopaki mieli Hassie, Mamyie, skrzynkowe Horsemany czy inne cudeńka. Moi koledzy z klubu po raz pierwszy zobaczyli coś, o czym słyszeli, czego pewnie by nie kupili, ale co miało swoją historię i renomę. Pamiętam, jak w epoce przedcyfrowej mocowałem Sonnara do mego Japończyka: kilka razy zaczepiono mnie na ulicy pytając ze szczerym zaciekawieniem co to za obiektyw, bo Sonnar, zwłaszcza z osłoną słoneczną prezentuje się bardzo okazale. A przy okazji naprawdę robi dobre zdjęcia !

    Oczywiście, że np. podróżowanie z systemem Pentacona na plecach to byłby wyczyn: cięzki, niegramotny, ale co z tego ? Kiedyś, kiedy więcej czytywałem na temat fotografii z czasopism, w jednym takim pisywał fotograf (Jim Zuckerman), który podróżował po świecie z systemem Mamyią RZ 7 pro. W jednym z artykułów wyznał, że od noszenia tego majadanu Zuckerman zmalał o cal (2,5 cm) – zgniecenie dysków czy coś w tym stylu. Zuckerman nadal żyje z fotografii, prowadzi kursy w plenerze, choć byc może dziś nie targa na plechach tyle, ile targał kiedys z Mamyią.

    Pozdrawiam

  90. Szanowny Panie Redaktorze, wzruszyłem się Pana delikatnością, jak chodzi o forsę. Delikatnością komentatorów – też. Proszę zerknąć, dlaczego.

    JAK-EM ROBIŁ NA BIAŁO

    Robiłem u znajomy gnidy. Pierw zem nie wiedzioł, ze gnida, myślołem, ze zwycajne bydle. Zajechał do mie brykom – jo leze na trawniku, patse, jak chmurka płynie po polski krainie. A palić sie chce uojej!
    – Jest robota – pado.
    – To rób.
    – Dla ciebie. Pokozołem na dziurki w nosie.
    – Potund – padom – mum roboty.
    – Co robisz?
    – A co sie w nosie robi? Sukam.
    Doł fajke. Skund takie bydle wie, ze jo ni umie mówić „nie”?
    – Co za robota? – padom.
    – Sam zobaczysz. Na czarno wolisz, czy na biało? Mnie wsio rawno.
    – Furt mum w uocach carno, raz moze być biało.
    – To dasz mi na twój ZUS i na podatek.
    – Jo – tobie?! Pogieło cie, chopie?!
    – Nie mówię, że teraz – zarobisz, to ci potrącę.
    – Wiela tak zarobie?
    – Ile zrobisz – tyle zarobisz.
    Uobrobiłem sie bez miesiunc. Dosło do wypłaty.
    – Zarobiłeś w sam raz na ZUS i na podatek – gnida pado.
    – Jak?!
    – Tak.
    – To nic-em, blacha, nie zarobił?!
    – A piwo, fajki kto ci dawał?
    – Aleś nadawał! Packe i dwa piwa psy sobocie.
    – ZUS i podatek to też nic?
    – Uod cego tyn podatek – uod skarpetków?
    – Takie prawo.
    – Takie prawo, ze ni mom nawet na flache?!
    – Pieniędzy nie dam, bo chwilowo nie mam, ale ci flache dam.
    I doł – ksakówke. Jus miołem z nerwów tłuc o kant, ale cóś we mie pado:
    – Uojej, Bóg zapłać! Nie muse do sklepu latać.
    – I tobie Bóg zapłać.
    Tak my sie Bogiem uobeśli i roześli.
    Na mój ZUS nie posła uod gnidy ani kopiejka – sprawdziłem. Wychodzi, ze bity miesiunc zem kiwał za jednom flache uod świtu do nocy.
    Dzentlemani nie lubiom gadać uo pinindzach, hołota – ni mo uo cym.

  91. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Parallaxa „lewicy” … (?)

    ” … Autorem projektu tej ustawy był Jerzy Hausner, były sekretarz Komitetu Krakowskiego PZPR, od lutego 1997 r. zajmujący stanowisko pełnomocnika rządu Włodzimierza Cimoszewicza ds. reformy zabezpieczenia społecznego. Warto przypomnieć, że Hausner był później ministrem pracy i gospodarki w rządzie Leszka Millera, a nawet wicepremierem w gabinecie Marka Belki, z którego odszedł, by zostać wiceprzewodniczącym Partii Demokratycznej (powstałej z przekształcenia Unii Wolności). Ta inicjatywa szybko poniosła porażkę, ale po kilku latach po Hausnera sięgnęła Platforma Obywatelska, powołując go w skład Rady Polityki Pieniężnej, gdzie do dziś zasiada (…) Na koniec trzeba jeszcze wymienić osobę, o której najczęściej się zapomina, a której podpis widnieje pod każdą z ustaw wprowadzających “cztery wielkie reformy”, w tym także emerytalną. To prezydent Aleksander Kwaśniewski, który bez dyskusji podpisał wspomniane ustawy, choć wcale nie musiał tego robić. Gdyby je zawetował, koalicja AWS-UW nie byłaby w stanie obronić swoich pomysłów – tak jak to się stało np. z ustawami podatkowymi Balcerowicza – i OFE nigdy by nie powstały. Były prezydent ponosi więc dużą część odpowiedzialności za tę fatalną reformę, co warto mu przypominać zwłaszcza dziś, gdy próbuje wrócić na scenę polityczną ” / ” … Prawdziwy skandal w Warszawie. Wszyscy znamy już bezlitosną, morderczą mafię “kamieniczników”, która na podstawie sfałszowanych papierów, często pozyskanych od służb izraelskich, przejmuje na własność kamienice. Proceder ten kwitnie w najlepsze właśnie w stolicy, gdzie kobieta się temu sprzeciwiająca – Jolanta Brzeska – została zamordowana, a prokuratura umorzyła sprawę”

    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,14287147,W_Warszawie_powstaje_kibuc___w_finskim_domku.html

  92. A może tu o wysokosć pensji chodzi, a nie o jawnosć, a już pisałam wczesniej o ciekawym badaniu brytyjskich naukowców o związku pomiędzy dysproporcją w zarobkach, a występowaniem patologii społecznych – udowodnili, że w krajach gdzie ten stosunek jest wysoki (np. w USA 1:16, w Polsce 1:8, w Japonii 1:2) jest większe nasilenie aspołecznych zachowań. I może też dobrze byłoby wiedziec po kolejnej podwyżce opłat za prąd, dlaczego prezes tej spółki z udziałem skarbu państwa w powiatowym miescie, dostaje roczną nagrodę w wysokosci 54 000,-zł, równającej się pensji miesięcznej x3. To są kwoty sprzed kilku lat, teraz zapewne jest o wiele lepiej , wystarczy sprawdzić w urzędowych publikacjach drukujacych uchwały zarządów spółek.
    @ET, ty tu przebierasz nóżkami z niecierpliwosci, powtarzasz się na blogach a ja spię i dzieli nas nie tylko ocean. By the way, może ty znasz odpowiedz jak to było z tym „wspólnym ciemnym ogniem”, kto to napisał?

  93. Absolwent nie wierzy, ze „wymienniki”, to tansza lipa…..Mam dla Absolwenta rozwiazanie; zakup samochodu co trzy lata…wowczas uniknie wymiennikow….
    Saldo mortale

  94. Gekko
    26 lipca o godz. 0:03

    b/ zakładasz, że w ramach tej maniery medialnej, prezentowani eksperci są cytowani rzetelnie (był taki wyjątek, w TOK FM i to był głos prawnika) lekarze natomiast posługują się prawem (do wykluczenia zamiany) w wyniku… korupcji, a nie, zgodnie z literą prawa, autonomii warunkującej właśnie rzetelność i etykę zawodową. Skąd takie masz nastawienie?
    (Nb. tu, skądinąd rozsądny i kompetentny w swym zakresie p. Balicki, wykazał się ignorancją w nieznanej sobie dziedzinie, włożony w rolę nie ze swej sztuki).
    c/ wnioskujesz mylnie i bezpodstawnie, że dobro pacjenta jest zależne od płodozmianu producentów wypisywanych leków a nie od fachowej trafności ich doboru przez lekarza (a to nie ma nic wspólnego ze źródłem pochodzenia leku).
    d/ tym samym dowodzisz, że w mętnej wodzie dętych afer, nawet przytomni na umie są skłonni oddać urzędnikom prawa decyzji o leczeniu (Twoja postulowana zmiana prawa) i odebrać je lekarzom.

    Mój komentarz
    1) Nie zakładam, że eksperci są cytowani w 100 % rzetelnie, zwracam uwagę natomiast na to, że przepisy, których nie można zinterpretować jednoznacznie lub co gorsza można wykorzystywać z dużą dozą swobody, nie spełniają swojej roli jako regulacje organizujące pracę służby zdrowia.

    2) Nie postulowałem narzucenia „płodozmianu producentów leków” w kontekście ordynowania medykamentów przez lekarzy. Pisałem natomiast, o tym także wspominał były minister zdrowia Balicki, o problemie zamienników leków i o prawach pacjenta do zamiany pod warunkami, które są wewnętrzne w służbie zdrowia (rodzaj leku, choroba, pacjent) i które pozostawiają zbyt dużo luzu interpretacyjnego, a w praktyce dowolności, w czynieniu dopisków „nie zamieniać” na receptach. Jak wynika z doniesień mediów lekarz może na każdej recepcie umieścić formułkę „nie zamieniać”.

    W cytowanej przez media wypowiedzi przedstawiciela ministerstwa zdrowia nie doczytałem się ani warunków, ani zastrzeżeń odnośnie klauzuli „nie zamieniać”.
    Komunikat był krótki – takie klauzule na receptach są zgodne z prawem.
    Ponieważ reprezentant ministerstwa nie wypowiedział się na temat ograniczeń, więc z jego oświadczenia można wnosić, że żaden przepis nie zabrania lekarzowi umieszczania słów „nie zamieniać” na dowolnej recepcie.

    Nie chodzi mi o powierzanie zdrowia w ręce lekarzy, którzy wiedzą lepiej a czynią gorzej, tylko o przepisy, które nie powinny z jednej strony krępować spraw terapii lekarzowi, a z drugiej nie powinny pod płaszczykiem zakazu krępacji dawać pełną dowolność w stosowaniu tego typu klauzul na receptach. Nie rzucam podejrzeń na lekarzy hurtem i na podstawie niejasnych uprzedzeń. Wskazuję za mediami, że przypadki powiązań na linii lekarz-dystrybutor leków-producent są obecne także w Polsce i wielokrotnie media zwracały uwagę na sprawę „pełzającego” korumpowania lekarzy (słynne kursokonferencje jako wstęp) właśnie w kontekście preferowania wyrobów tych firm.

    3) Na koniec kilka słów nie ad rem. Autorze, ostatni Twój werset o jakoby postulowanym przeze mnie powierzeniu decyzji o leczeniu urzędnikom, po uprzednim odebraniu ich lekarzom, pachnie na kilometr demagogią serwowaną pod oczekiwaną prostoduszność w postrzeganiu stosunków pacjent/lekarz.
    Pzdr, TJ

  95. @Feliks Stychowski

    /ciagle niezdecydowany w sprawie diaspory/

    wietrzy izraelski Shin Bet/Mossad, dla Wasci ganz egal, via human intelligence „przejmuje na wlasnosc kamienice” w Polsce.

    PS. wariat na swobodzie zagraza przyrodzie

  96. ET 10.40
    Mam dla ciebie propozycje Weź te zielone pastylki i napisz sto razy WUML, WUML WUML…może ci to pomoze, chociaż nie recze. Ponadto informuje cie ze jesteś zbyt niekompetentny żeby dawac mi rady i dyskutować o samochodach. Zresztą na każdy inny temat tez. No i wreszcie przypominam że na jednym z ostatnich wpisów pod twoim adresem napisałem „bez odbioru”. To znaczy odp …. się.

  97. jawne powinny być wynagrodzenia i dodatki funkcyjne pracowników państwowych – tzw. sfera budżetowa. Oczywiście w formie tabeli : stanowisko- funkcja – wynagrodzenie – dodatki . W innych wypadkach to powinny być dane statystyczne ukazujące zmiany rynkowe wynagrodzeń w poszczególnych sektorach gospodarczych.

  98. Amerykański senat chce nałożyć sankcje na państwa, które pomogłyby Snowdenowi, jako ofierze tamtejszej faszyzującej plutokracji:
    http://rt.com/usa/snowden-senate-sanction-graham-598/

    Sonda w RT

    Thank you for voting!

    Should Russia grant Edward Snowden political asylum? (czy Rosja powinna przyznać Snowdenowi azyl polityczny?)

    85% – Yes, Russia should protect the whistleblower’s rights

    3% – No, Snowden should be handed over to US jurisdiction

    8% – It makes no difference, the CIA will catch him in the end

    4% – Any involvement must be avoided as it endangers US-Russian relations

    Tymczasem sejm w RP zniósł próg bezpieczeństwa, żeby rząd mógł jeszcze bardziej zadłużyć Polaków bez ich zgody i wiedzy.

  99. Kilka nowych dylematów pojawiło się ostatnio, czy raczej różnic opinii. Min. Rostowski uważa, że Polska jest zadłużona poniżej średniej, nawet wśród krajów środkowo-wschodniej Europy (d. blok sowiecki). Argumentuje, że po odjęciu OFE, które Polska (jeszcze) ma w odróżnieniu od innych krajów, dług wynosi nieco ponad 30% PKB, czyli w czołówce niskiego zadłużenia w UE. Ale jeśli ująć tempo jego przyrastania, czyli deficyt, to już mało kto, poza Południem UE, jest gorszy od Polski. Cięcia wydatków są bolesne, także procykliczne (obniżą popyt krajowy). O podniesieniu podatków w tej chwili poważnie myśleć mogą chyba tylko „marksistowscy paraekonomiści”.

    Czy to jest konflikt wewnątrz systemu, czy fakt życia?

    Następny pytanie to to, czy jest jeszcze życie w Platformie? A jeśli zaczyna ona mówić ludzkim głosem, jeśli Tusk przejmie się postulatami prof. Hartmana („Premierze, porządź sobie”), to czy życie wewnętrzne Platformy (W. Szacki „Strach tylnych rzędów”) pomiędzy frakcjami Tuska i Schetyny, podobno jest frakcji nawet cztery albo więcej, jakoś się ułoży. Czy ktoś ten peleton rozegra i poprowadzi?

    Może prawdą jest, że latoś nie ma kanikuły (w rejonach władzy). Tymczasem wrzucę coś na ruszt, coś dietetycznego. Do tego dużo wody pitnej, czy Muszynianka może być?

  100. Ale was porąbało!Nie ma kraju na świecie.gdzie każdy o każdym może wiedzieć wszystko.Pesymizmem napawa fakt,że na forum GW jest taka mała sonda,która choć nie miarodajna,ale jednak pokazuje,że podział na zwolenników całkowitej jawności jak i przeciwników,rozkłada się prawie równo.Coś z tym społeczeństwem jest nie tak.

  101. @Lex
    25 lipca o godz. 16:54
    @TJ
    25 lipca o godz. 17:29

    Pogadałem dalej z tymi moimi wspólnikami w wakacjach i ustaliłem co następuje:

    Czasami wpis nie zamieniać jest sensowny. Jakiś lek na nadciśnienie (nazwa niestety nie nadawała się dla mnie do zapamiętania) jest znacznie lepszy w wydaniu firmy XXX (ponoć oryginał) niż w podróbkach – ten akurat lekarz nie wie dlaczego, ale widzi efekty.
    W większości przypadków – nie ma znaczenia, czy to podróba (czyli oficjalnie – lek generyczny), czy oryginał
    Ten akurat wypisuje nazwy międzynarodowe, czasem jednak mówi, który lek chcieć.
    Lekarz, z którym rozmawiałem o przypadku p. Lexa zasugerował zmianę lekarza, ale rozumiem, że to niemożliwe, w jego okolicy jest za mało lekarzy – i to zdaje się jest główny problem.

    Od zeszłorocznej awantury o recepty zainteresowałem się wcześniej całkowicie obcym dla mnie tematem i badając go w rozmowach z lekarzami, których w większości nawet nie znam z nazwiska (zatem zakładam, że są zupełnie szczerzy, bo dlaczego nie – szanse, ze spotkają mnie ponownie są bliskie zeru) stwierdzam co następuje:

    Ten cały system jest chory od podstaw, lekarz nie ma interesu, żeby leczyć tanio, za to narażony jest na pokusy zachowań (nazwijmy to delikatnie) nieetycznych
    Z faktu, czy dany lekarz jest dobry, czy zły nic nie wynika – nie jest tak, że ten dobry zarabia więcej, to w ogóle nie ma związku z niczym poza NFZtem
    Gigantyczna liczba leków się marnuje
    Koszty leków refundowanych bywają całkiem bez sensu – czasem koszty leków 100% są niższe niż leków 50%-towych (chemicznie tych samych, rzecz jasna)

    Apelowanie do etyki wydaje mi się pozbawione sensu. Lekarzy w Polsce jest ponoć ok. 70tys. i w związku z tym jest tam tyle samo kanalii i aniołów ile w reszcie społeczeństwa. I nie zmienią tego żadne apele. Gorzej, że liczba lekarzy raczej będzie spadać. Córka mojego rozmówcy – na ostatnim, czy przedostatnim roku medycyny już sobie załatwiła pracę za granicą i na moje delikatne pytanie czy nie lepiej zostać w Polsce wybuchnęła szczerym śmiechem.

    Wygląda na to, że potrzebujący lekarzy i leków mają cholernego pecha, bo sytuacja wygląda na beznadziejną.
    Współczując p. Lexowi i z nadzieją, że jak najdłużej mnie to dotyczyć nie będzie:

    m^2

  102. Recepta na prawo
    Od dawna wiadomo ze jeśli nie wiadomo o co chodzi to CHODZI O PIENIĄDZE.
    Jakie pieniądze – OD SPONSORÓW.
    Jak temu zapobiedż ?- przez uszczelnienie .
    Lekarz pieczętujący NIE ZAMIENIAĆ //nie wiem , a chętnie zobaczyłbym jego uprawnienia dające mu takie prawo// POWINIEN NA RECEPCIE PODAĆ PRZEPIS PRAWNY
    KTÓRY GO DO TEGO UPOWAŻNIA I WPISAĆ SWÓJ NR I SPECJALIZACJĘ.
    Że co że to byłoby utrudnienie JEGO PRACY ?????
    A kto go zmusza by sobie pracę utrudniał ?- nie będzie PIECZĄTKOWAŁ będzie miał pracy mniej.
    Pamiętacie Państwo jak nas urządzali lekarze już nie raz – ZA KAŻDYM RAZEM TO BYŁO ZAGARNIANIE NASZEGO NA KORZYŚĆ ICH I Z NASZĄ SZKODĄ.
    OZZY – 20.11
    Piszesz że nic cię z Polska a tym bardziej z Polakami nie wiąże.
    OK.
    Tylko czemu ktoś , bo chyba nie ty wypisuje tu jakieś androny.
    No – PO CO ????
    Masz odruch wymiotny – to twoja sprawa – nie musisz nam tego ogłaszać.

  103. @ TJ
    26 lipca o godz. 11:24

    Aby nie przedłużać dyskusji o sprawach nieistotnych, czyli o roli w społeczeństwie prawa, rozumu i świadomości jednostki, w jakiej rzeczywistości żyje…
    … co wymagałoby komentarza do rozlicznych nieporozumień, niespójności i sprzeczności, jakie wyrażasz… (a ten blog to przecież dyskusje działkowców i hobbystów sprzętu foto)… dodam tylko, dla zdrowia:
    a/ przepisy są jednoznaczne więc można i trzeba je interpretować w taki sposób; reszta to kwestia kompetencji woli albo intencji w ich komentatorskim rozmydlaniu i/lub czytelniczym zrozumieniu tego procederu
    b/ pisząc o podejrzanej „dowolności” decyzji lekarskich, ośmieszamy jedynie sens tego zawodu i własną zdolność do racjonalnego dbania o zdrowie.
    c/ prawo nie służy do zmieniania go w narzędzie zastępujące profesjonalizm, tak jak urzędnik nie jest po to, aby prawo stanowić, lecz mu służyć.
    Jeśli znajdziesz w tym, co napisałem pole do refleksji rozjaśniającej Ci ogląd świata zapodawanego medialnie, będę kontent.
    Pozdrawiam.

  104. Jacobsky,

    jak jutro rozprawię się z Lewym (będzie ciężko, bo jestem zgięty w połowie i podpieram się laską), wrócmy do strony techniczno – organizacyjnej przekazania Praktisixa za ocean.
    Po przeczytaniu Twojego wpisu uniosłem się cięzko z bujanego fotela i sprawdziłem wagę tego aparatu (rzeczywiście, noszony zbyt długo może spowodować zniszczenie chrzastki międzykręgowej) oraz stan jego odkurzenia.
    Z tym ostatnim nie jest najlepiej, bo żonie nie podoba się jego ekspozycja w miejscu na regale z ksiązkami, więc nie ma do niego serca.
    Poza tym aparat ma także oryginalny niemiecki (chyba) futerał skórzany i zdezelowany światłomierz z dodatkowym ekranem ktorego nigdy nie używalem.

    Pozdrawiam

  105. @zezowaty

    tak nie napisalem – skoryguj zeza, ponoc mozna go sterowac.! Nie falszuj mojej wypowiedzi, by ulatwic swoja. Piszac „nam”…mow za siebie. My, zezowaty?!
    Braku rozumu na szczescie nie odczuwamy, zezowaty. A co za duzo, to niezdrowo.

  106. Po raz pierwszy od dłuższego czasu spotykam na blogu e-Polityki wypowiedź dotykającą delikatnie równości i sprawiedliwości jako jednostek chorobowych. Co prawda w wąskim zakresie wynagradzania lekarzy, ale moim zdaniem choroba równości i sprawiedliwości jest powszechna.

    @m^2 napisał 26 lipca o godz. 14:10

    Z faktu, czy dany lekarz jest dobry, czy zły nic nie wynika – nie jest tak, że ten dobry zarabia więcej, …

    Tak jest od dawna i będzie jeszcze gorzej gdy rządy obejmie Prawo i Sprawiedliwość.

    Od dawna wzmiankowałem na blogach e-Polityki, że jestem za nierównością. Podstawowe prawa i obowiązki dzieci mają mieć równe. Ale w interesie społeczeństwa jest promować jednostki zdolne i dopieszczać jednostki wybitne. Zrównanie dzieci powoduje, że ukształtowany już osiemnastolatek nie potrafi wycofać swego ja za koleżankę lub kolege bardziej społecznie użyteczną / użytecznego.
    Bo od dziecka nie miał / miała okazji stwierdzić, że jesteśmy nierówni.

    Dorosły Polak i dorosła Polka nie słyszą i nie czytają nic o odsiewie w szkole baletowej. I żaden nepotyzm i równość praw nie pomoże dziewczynie lub chłopakowi, gdy organizm jest skłonny do puszystości.

    Jesteśmy różni już w chwili urodzin. Wyrastamy w poczuciu krzywdy gdy ktoś zarabia 3 x średnia lub więcej. Pożytki jakie zbiorowość ma z tego tak nagradzanego, nas nie interesują.

    Zjedzą nas szczury, bo fletnikowi nie wypłacono zbyt wysokiego naszym zdanie obiecanego wynagrodzenia.

    Doktor G. nie ma wysokiej kwoty na koncie w banku szwajcarskim. Nie dowiedzą się tego ci, którym transplatolodzy życia nie przedłużyli przestraszeni przez anioła uczciwości Zbigniewa Ziobrę.

    Niech się cała wieś spali, a porządek w straży musi być!

  107. @Ted

    To sa barbarzyncy z KPNu, a policja za malo skuteczna, Slomke do ambulansu i do „durdomu”

  108. absolwent
    26 lipca o godz. 11:49 traci „kontenans”…….prawdopodobnie gonie posiadal….
    Saldo mortale

  109. @Ted
    Bog-Honor-Ku-wa Patrioci

  110. Gekko
    26 lipca o godz. 14:38
    Mój uwaga do punktu (d)
    Nie piszę o podejrzanej dowolności decyzji lekarskich, piszę o prawie.
    Takie przypisywanie mi intencji godzenia w misję lekarzy prowadzi do rozciąganie dyskusji na nieskończoną przestrzeń odpowiedzialności moralnej, rozważań o etyce, itd.

    Pisałem tylko o jednym, jedynym aspekcie problemu „nie zamieniać” leżącym na styku praw pacjenta oraz uprawnień lekarza, które to uprawnienia w kwestii zamiany leków, jak wynika z doniesień medialnych, są w praktyce zbyt rozciągliwe.

    Cieniowanie wszystkich problemów w lecznictwie przypomnieniami o misji i niezbywalnej aczkolwiek trudnej odpowiedzialności lekarza w służbie pacjentom i to wbrew knowaniom biurokratów, jest moim zdaniem rozwadnianiem, zamazywaniem praktycznego, konkretnego problemu „nie zamieniać” i wędrówką w stronę pompy jak najdalej od realu.
    Pzdr, TJ

  111. Ciąłbym po skrzydłach

    Nie wyliczam jakie, lewe czy prawe, które KPN-owskie, które marksistowskie. Ciąłbym bez oglądania się, ciąłbym zdecydowanie.

    A w centrum centralnym problemem jest którędy pójdzie Platforma. Czy grupa GGŻ odpadnie? A inne grupy gdzie ciągną? W roku 2007, tym bardziej w 2011 Platformie potrzebne były skrzydła, aby się unieść. Kto wie, może teraz napędzającą turbiną będzie wizja, zdecydowane reformy, wyjście w lewo – czyli „najlepszą obroną jest atak”. Program rysuje się dość wyraźnie, rzecz jasna nie wszystkich zadowoli, nikogo – w pełni. Kto poprowadzi? Komu poda piłkę. Niewątpliwie rozważą, czy czekać z wyborami do 2015 roku, kiedy ożywienie gospodarcze da się odczuć w jak najszerszym zakresie. Ale może lepiej postawić na Polaków, którym na sercu leży nadbudowa, bardziej niż baza, czyli rozpisać je rok wcześniej, gdy sprawy partyjne okrzepną?

  112. Zreformować POZ – proponuje Hartman

    Tj. podstawową opiekę zdrowotną, tak aby przestała funkcjonować jak zwrotnica kierująca pacjentów do specjalistów a zaczęła samodzielnie ich leczyć. I to jest najważniejsza zmiana strategii, wokół której naprawa opieki zdrowia powinna się obracać. Tak było przed wojną (II w.ś.) – kasy chorych nie zastanawiały się, który lekarz dobry, który lepszy, a który najlepszy, tylko płaciły od ilości pacjentów w jego praktyce. Oczywiście miało to słabe strony, lekarze kreowali swoją renomę, ale znam zbyt wiele przypadków złego leczenia, diagnozowania, przedawkowania leku, itp, które doprowadziło do przedwczesnej, wręcz przyspieszonej śmierci pacjenta, aby zawracać sobie głowę drugorzędną sprawą. Pacjent wybierałby lekarza na podstawie dostępnych mu informacji i umiejętności ich przetwarzania. A izba lekarska uczciwie informacje powinna przetworzyć. Tak jest w innych krajach. Jak jest w Szwecji? W Kanadzie?

    Bo PRL-owy -i jeszcze dobitniej – postPRL-owy system wyedukował za dużo specjalistów, motywował do egzotyki lekarskiej na masową skalę, zarobki zależały od posiadania specjalności medycznej. W efekcie podstawowa opieka, lekarz domowy, lekarz familijny – wszystkie te dobre rzeczy ujęto w formule „lekarza I kontaktu” (i często ostatniego).

  113. Ted
    26 lipca o godz. 15:23

    ” Uparta dzicz.”
    Ale ciekawe, skad ta dzicz ma mundury i bron?

  114. p.@ Kazik

    Szwecja
    ____________

    Wybieram przychodnie (vårdcentralen),tu sie rejestruje,dowolna – zreszta, z reguly najblizej zamieszkania. Moge pojsc do obojetnie jakiej, ale wtedy bedzie drozsza wizyta.
    Lakarz, o ile dana przychodnia nie dysponuje aparatura diagnostyczna badz specjalistami – daje skierowanie. Wizyta w przychodni zarejstrowanej 150 SEK a dalej 300 SEK po zaplacaniu ok 3000 SEK orztymuje sie darmowe dalsze przyjecia.

  115. 150 SEK = 74 PLN
    Oczywiście nie jest to jakiś socjalistyczny system.

    p. @ ozzy
    Ale jak z tym lekarzem rodzinnym?
    Czy chodzi się do jednego lekarza z grypą, ciśnieniem, problemem z krzyżem czy innym organem, oraz robi okresowe badania (w pewnym wieku regularnie, np. co 2-5 lat)?

    Dziękuję z dołu (i z góry też).

  116. Kilka lat temu, w czasie strajków służby zdrowia, wyliczono ŚREDNIĄ!!! zarobków lekarza.
    Skromne 12 000 zł…..
    Cóż to jest te 4 000$ jakieś 50 000 rocznie, wobec zarobków w USA, czy Szwecji.
    W związku z tym problem sam się rozwiąże.
    Już wyjeżdża więcej lekarzy niż opuszcza uczelnie.

    Koszem niemałych nakładów kształcimy kapitanów żeglugi, inżynierów, lekarzy.
    Dla obcych……
    Jakieś pomysły na odwrócenie trendu?

  117. p.@Kazik

    najblizsza przychodnia i jej lekarze to Twoi lekarze domowi (husläkare)
    ale mozna miec w prywatnych przychodniach, ktore tez dzialaja na tych samych zasadach a chyba wiekszosc jest dolaczona do kas ubezpieczeniowych. Np lekarz, ktory nie wspoldziala z kasa ubezpieczen kosztuja wiecej i latwiejszy dostep ma pacjent do niego. Z reguly dobrzy specjalisci, ktorzy przyjamuja ograniczona ilosc pacjentow.
    Prawde mowiac, nie ma specjalnych trudnosci z dostepem do lekarza. Gorzej wygladaja przyjecia na pogotowiu – czasami sie czeka godzinami. Tu dziala „hierarchia” wypadkow.
    Obecnie sa duze klopoty z tzw. srednim personalem medycznym – pielegniarki, polozne
    – wiele z nich szuka pracy w sasiedniej Norwegii albo zmiania zajecia.

  118. Jak dodał, problemem jest nie tyle istnienie konkordatu, ile fakt, że „w praktycznej działalności Kościoła i państwa, litera i duch tego konkordatu są przekraczane, tzn. że Kościół uzyskał znacznie więcej, niż wynika z konkordatu”.

    – Można dziś postawić taką paradoksalną tezę, że obecnie powinno się starać o przestrzeganie konkordatu, dlatego że on jest systematycznie i chronicznie nadużywany w ten sposób, że Kościół wykracza poza literę konkordatu, a państwo polskie dzisiaj rządzone przez prawicę się na to zgadza – dodał b. premier.
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/sld-podsumuje-i-oceni-w-sobote-20-rocznice-podpisania-konkordatu/4bvs3
    ===================

    Warte przemyślenia……

  119. Ładnie brzmi slogan: taka sama płaca za tą samą pracę. Sęk ty tym, że taki pozorni słuszny wymóg nie ma sensu, bo praca w większości przypadków nigdy nie jest taka sama.

    To samo zadanie można wykonać lepiej lub gorzej, szybciej lub wolniej, zawsze niezawodnie lub tak, jak akurat wypadnie. Czy w związku z tym nie należy płacić więcej temu, który pracuje zawsze dobrze, szybko i niezawodnie? Warto zauważyć, że istnieje cały wachlarz kryteriów, według których można oceniać czyjąś pracę i w związku z tym płaca za daną pracę powinna zawsze być odpowiednio zróżnicowana.

    Więc powstaje problem jak wykazać nieudolność danemu pracownikowi w przeciwieństwie do perfekcji innego tak, żeby go nie obrazić?

  120. Ozzy
    Po co wracasz ?? do kraju z którym nic cie nie wiąże, bo nawet znajomych Polaków nie masz – tak piszesz. A pytam ja i mnie odpowiedz a nie czepiaj się Staruszka .
    To przecież TY wpisałeś te słowa .
    Słowa do WSZYSTKICH na blogu , by WSZYSCY wiedzieli.
    Ty nie przepracowałeś nawet roku w PRL i teraz co ? mamy słuchać mądrości obiboka ?
    Daruj sobie .
    Swój refluks też zachowaj dla siebie – może pamiętasz jak prosiłem byś go nim NAS nie raczył obdarzać.

  121. @Falicz, zawsze „wiesz najlepiej”, a nie wiesz dlaczego amerykanskie zwierzeta „nie zra”. Reszta co napisales, tez o kant potluc. Chodzi tylko o to, zeby napisac zle i pogardliwie.
    Na food stamps-y (od bardzo wielu lat w postaci comiesiecznie uzupelnianej karty debetowej) mozna kupowac jak najzdrowsza i droga zywnosc w supermarketach z wyzszej polki ze zdrowa zywnoscia jak Whole Food, Trade Joe’s czy inne, poza tym honoruja je farmerzy przyjezdzajacy do miasta na liczne targi. Dodam tez, ze food stamps-y nie limituja – jak sugerujesz- szybkosci z jaka musza zjadac zakupiona zywnosc ich beneficjanci.
    Skoro tyle dzieci glodnych w Ameryce czas najwyszy, zebys zamiast uzalac sie nad swoim losem zajal sie ich i zorganizowal pomoc humanitarna. One nie sa winne nieudolnych rzadow. Amen

  122. Zyta 2003, Andrzej Falicz mieszka w Australii. Australijczycy i Amerykanie bardzo się nawzajem kochają i poważają. Ale, żeby nie czuć się przy tym głupkowato, obrzucają się nawzajem przedobrodusznymi obelgami. Niestety, Andrzej Falicz, jako australijski neofita, bierze te obelgi na serio i odsądza Amerykę od czci i wiary. Musisz mu to wybaczyć, bo nie wie biedak, co czyni.

  123. Półtora miliona młodych ludzi przybyło do Rio de Janeiro na kolejne Światowe Dni Młodzieży, zainicjowane niegdyś przez św. Jana Pawła II. Jest pośród nich także spora grupa Polaków. Papież Franciszek wygłosił wczoraj piękną mowę na przywitanie, zwrócił uwagę na problemy współczesnego świata, gigantyczne rozwarstwienie społeczne (1% złodziei okradł 99% ludzi), niesprawiedliwość, ślepą uliczkę konsumpcjonizmu oraz demoralizacji. Był fetowany przez młodzież z całego świata niczym super star, w pozytywnym tego wyrażenia znaczeniu. To budujący obraz, mimo wszystko dający nadzieję na lepszy świat. Dziś kontynuacja relacji w TVP1 – droga krzyżowa. Rewelacyjne widowisko z głębokim przesłaniem dla młodych. Wystąpiła nawet CIA ze złymi minami, w ciemnych gangach itd. (a może to był Mossad?), wykręcali ręce na wizji przy wątku o zniewoleniu ludzi i wsadzaniu ich do więzień. Bardzo interesujące. Generalnie, piękny widok zjednoczonej młodzieży świata, powiewającej mnóstwem flag z różnych krajów, z wszystkich kontynentów.

    Coś mi się wydaje, że Larry King nie zrobi raczej kariery pośród widzów RT… Po jego pierwszym programie z cyklu ”Politicking”, traktującym o skandalu NSA przejrzałem komentarze, i delikatnie rzecz ujmując, nie były dla niego najkorzystniejsze:

    – Get King off RT, please.
    – I am so disappointed that RT hired Larry King. This guy is an idiot. This is embarrassing.
    – Whoever hired Larry King should be fired !
    – I had so much respect for RT……. and then……..
    Larry King come along
    – RT should not a CNN 2.0 with all those liars and fakes individuals
    – Aaron Schock? Oh great! Here come the neo-con ideologues who’re pro-torture! Who’s next? CHENEY!

    Następny temat “Civil war in Syria: What does it mean for the US?” – jeszcze gorzej.
    – First time I switched off Rt. Larry King who’s next Oprah ?
    – Victory to the free Syrian army, long live Israel!!!
    – Does CNN screen his guest list? Pure mainstream propaganda establishment brain dead zombie fluff.
    – Does Emperor Nutteryahoo approve of Larry`s ramblings?

    Marnie. Że trudno być prorokiem we własnym kraju – to jasne, ale on chyba nigdzie już nim nie będzie, trudno się dziwić, bo jakby rzeczywiście chciał być, to pewnie ukamienowaliby go, jak poprzednich.

    Za to Max Keiser w duecie ze Stacy Herbert – zawsze rewelacyjni! Ostatni wątek o giga-przekrętach Goldmana na stali oraz o Piramidzie w światowej ekonomii w relacji Mitcha Feiersteina z PlanetPonzi.com

    Czytam właśnie Urbana w rozmowie z Martą Stremecką i dotarłem do str. 246, na której wypisz wymaluj jakby orientacja p. Premiera w kwestiach ekonomicznych, ustroje się zmieniają, a rządzący ani trochę…:

    Czy zdawał sobie pan sprawę, że kraj bankrutuje?
    Nie, i moim zdaniem nikt z rządu nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jest źle. Pamiętam taką scenę – przychodzi do mnie Rakowski i mówi: „Słuchaj, jesteś blisko z Sekułą, idź do niego i zapytaj, czy mi się wszystko zawali jutro, jak naprawdę jest z tą gospodarką?”. Wtedy Rakowski był premierem, a Sekuła wicepremierem. Idę do Sekuły, a on mówi: „Jurek, powiedz Mietkowi, żeby się nie wtrącał do tego, na czym się nie zna. Ja odpowiadam za gospodarkę i on może być spokojny, wszystko będzie dobrze.” Mówię więc Mietkowi, że może być spokojny, bo Irek zapewnia, że wszystko wyprowadzi. „Oj, to dobrze” – Rakowski na to, Tak to wyglądało.

  124. @Jurek Cedro
    Australijczycy wcale nie kochaja Amerykanow, ale sa pragmatyczni i doceniaja korzysci ekonomiczne, jak tez akceptuja obowiazki wynikajace z sojuszy. I tyle.

  125. Jurek Cedro
    27 lipca o godz. 0:47
    . Niestety, Andrzej Falicz, jako australijski neofita…

    Nie taki znow neofita.
    Za pare dni obchodze 25-cio lecie otrzymania kangurzego obywatelstwa.
    Nie potrzebuje wizy…do USA.
    I znowu Panie Jurku – zamiast „psychoanalityki” moze by tak zakwestionowac podane przeze mnie fakty.
    Fakty obalic faktami i wtedy bedzie merytorycznie a nie ad personam.

  126. @Jurek Cedro. O, nie zastanawialam sie, gdzie Falicz mieszka. Jednak chyba tak wielka antypatia do Ameryki w jego pieknej i interesujacej Australii nie jest powszechna. Ludnosc wszelkich angielskojezycznych krajow nie zywi naogol do siebie wrogich uczuc.
    Nie wiem dlaczego taki wrazliwy czlowiek jak on nie zajmuje sie problemami spolecznymi w swoim kraju, co on zgubil w Ameryce? Chociazby nierozwiazywalnym problemem aborygenow, a takze straszliwa niechlubna nawet niedawna przeszloscia bialych panow Australii w tym temacie. Nie wspomne o rasistowskim prawie emigracyjnym, ktore w odroznieniu od amerykanskiego, szalenie utrudnia przyjazd „gorszym” emigrantom – do dnia dzisiejszego. I w jaki sposob traktuje uciekinierow z innych krajow. A zycie wiezniow zsylanych tam kiedys, zwlaszcza na Tasmanie, to horror, o ktorym jakos nikt nie pamieta. Ja te sprawy znam glownie z literatury dokumentalnej, ale Falicz dotyka tego na codzien, a martwi do Ameryka.

  127. Wydaje mi sie absurdem, ze kraj, ktory nie moze sobie poradzic z fundamentalnymi problemami socjalnymi rosci sobie prawo by urzadzac zycie innym na drugim koncu swiata.

    Food Stamps nie sa po to by ludzie kupowali sobie „zdrowa droga zywnosc z gornej polki” ale zeby mieli cokolwiek wlozyc do gara.
    Takiej pomocy wymaga ponad 50 milionow Amerykanow…
    http://www.dosomething.org/tipsandtools/11-facts-about-hunger-us

    1 in 6 people in America face hunger.

    Households with children reported a significantly higher food insecurity rate than households without children in 2011. 20.6 percent vs. 12.2 percent.

    Food insecurity exists in every county in America. In 2011, 17.9 million households were food insecure.

    50.1 million Americans struggle to put food on the table.

    In the US, hunger isn’t caused by a lack of food, but rather the continued prevalence of poverty.

    More than 1 in 5 children is at risk of hunger
    Among African-Americans and Latinos, it’s 1 in 3.

    Over 20 million children receive free or reduced-price lunch each school day. Less than half of them get breakfast and only 10 percent have access to summer feeding sites.

    For every 100 school lunch programs, there are only 87 breakfast sites and just 36 summer food programs.

    1 in 7 people are enrolled in Supplemental Nutrition Assistance Program (SNAP). Nearly half of them are children.

    40 percent of food is thrown out in the US every year, or about $165 billion worth. All of this uneaten food could feed 25 million Americans.

    These seven states have statistically higher food insecurity rates than the US national average (14.7%):
    Mississippi (19.2%)
    Texas (18.5%)
    Arkansas (19.2%)
    Alabama (17.4%)
    Georgia (17.4%)
    Florida (16.2%)
    North Carolina (17.1%)

  128. zyta2003
    27 lipca o godz. 2:17

    Moje zainteresowanie akurat Ameryka jest latwe do wyjasnienia.
    To kraj wydajacy polowe calego swiatowego budzetu na zbrojenia.
    Kraj, ktory stoi za prawie kazda wieksza lub mniejsza awantura na swiecie – awantura za ktora placa wlasna krwia zarowno Polacy jak i Australijczycy.

    Wszyscy zgadzaja sie, ze swiat znajduje sie w ogromnym kryzysie od ekonomii i finansow do sytuacji humanitarnej milionow ludzi.
    To jest swiat, w ktorym panuje tzw. „pax americana”.
    Bez zmian w polityce amerykanskiej nie widac szans na poprawe a robi sie jedynie gorzej.

    Kazdy porzadny czlowiek niezaleznie od kraju z jakiego pochodzi ma obowiazek „patrzec na rece Ameryce”, ktora nie przypomina juz jak kiedys „swiatla na wzgorzu” ale malpe z brzytwa.

  129. @Falicz, mowiac, ze mozesz jechac do Ameryki w kazdej chwili powinienes dodac, ze nie masz ochoty bo….. wiem, wiem, byles nie raz, ze wstretem.
    Ja tez bylam w Australii, wiecej czasu w interiorze, a nie w pocztowkowych miastach. Stad zainteresowalam sie niekoniecznie swietlanymi dziejami tego kraju.
    Czy mam sie pochwalic, ze tez nie potrzebowalam wizy?

  130. @zyta2003
    jeżeli piszesz tak:wiecej czasu w interiorze, a nie w pocztowkowych miastach to znaczy, że w Australii nie byłaś. 🙂

  131. ozzy;15:38.

    Problem w tym ze prawo w Polsce jest nagminnie lamane wiec
    faktycznie go niema.Taki stan bardzo odpowiada kosciolowi katolickiemu
    w ten sposob moze szachowac wszystkie partie w Polsce czyniac je
    bezsilnym.Polska gnije od srodka wydzielajac smrod w postaci roznych
    Slomkow.Kiedy kler utraci wplywy na sejmowych ustawodawcow
    wtedy moze cos sie zmieni,ale to jeszcze bardzo dluga droga.

  132. Panie Falicz;2:26.

    To co napisales o Ameryce i cokolwiek piszesz na ten temat zawsze
    sie z toba zgadzam podobnie mysle i widze.
    Ale mimo wszystko cos mi tu nie pasuje i stoi w sprzecznosci,przeciez
    twoj prezes Kaczynski iego ludzie i PiS bardzo kochaja Ameryke
    i wszystko co sie tam dzieje chca przeniesc i przeszczepic na Polski
    grunt.Wiec jak to tak panie Andrzeju,jestes za a nawet przeciw jak
    mawial Walesa,wiec co ja mam o tobie myslec,gdzie mam ciebie
    zaszufladkowac,no gdzie?.

  133. Wlodzimierz
    26 lipca o godz. 22:22
    Ładnie brzmi slogan: taka sama płaca za tą samą pracę. Sęk ty tym, że taki pozorni słuszny wymóg nie ma sensu, bo praca w większości przypadków nigdy nie jest taka sama.
    ”””
    Więc powstaje problem jak wykazać nieudolność danemu pracownikowi w przeciwieństwie do perfekcji innego tak, żeby go nie obrazić?
    (^__^)
    Pracownikowi nieudolnemu należy dać szansę zatrudnienia w innej dziedzinie… może tam wykazać się jakimiś walorami?
    Nieudolnego warto zwolnić, może ukażą się jego oczom inne, piękne perspektywy.
    Płacenie za nieudolność, to jakieś nieporozumienie.

  134. Nie podoba się demokracja w Egipcie. Do zwolenników usuniętego w zamachu stanu prezydenta Mursiego lokalna ubecka junta reprezentująca obcy wywiad otworzyła w Kairze ogień – 75 osób zabitych, 1000 rannych.

    „They are not shooting to wound, they are shooting to kill,” Muslim Brotherhood spokesman Gehad El-Haddad said to Reuters, adding that demonstrators had been hit by gunshot in the head and chest.
    („Nie strzelają, zeby ranić, tylko żeby zabić”, powiedział Reutersowi rzecznik Muslim Brotherhood Gehad El-Haddad, dodając, że demonstrantów trafiali strzałami w głowy oraz w piersi.)

  135. a ja chętnie ujawnię – pracuję w sądzie jako protokolant i wciąż słyszę opinie, że urzędnicy nic nie robią a zarobki mają duże. Chętnie ujawnię moje 1900 zł za kontakt z chamami, pijakami, niepiśmiennymi śmierdzielami, za spędzanie 7 godzin dziennie na dusznych salach rozpraw czasami bez przerw i spisywanie pieniackich wynurzeń, znoszenie awantur i zarzutów jakobym ja – urzędnik najniższego szczebla, decydowała o przepisach, które nie są na rękę petentom. Może utnie to spekulacje o naszych niezwykle wysokich zarobkach. Może ktoś dowie się, że od lat mamy zamrożone pensje i ani złotówki podwyżki.

  136. @zezowaty stanął 26 lipca o godz. 23:18 jawnie w mojej obronie,
    a wcześniej niejawnie.

    Obu Panom należy się uwyraźnienie mojej tezy odnoszącej się do wielu tu komentatorek i komentatorów, a nie tylko @ozzy’go.

    Moja szwagierka wraz z córką wyemigrowała w 1980. Córka ledwie co nauczyła się wówczas chodzić. Matka, ojciec i dziś już matka maleństwa przesiąknięte są polskością. I tak samo przesiąknięci są emigranci w pierwszym pokoleniu. Nawet male dzieci na niepolskiej ziemi słyszą w domu polski język, wpomnienia z Polski i nasycają się polskim rozumieniem świata.

    Zwracam uwagę, że nie znam badań etnograficznych nad emigracją wspólczesną. W przypadku ludzi „dobrze” wykształconych, niemających deficytów psychicznych polska emigracja można posłużyć się sterotypem: przybysz musi wykazać się i zwykle to mu się udaje.

    Ale nie da się z siebe wyrzucić wspomnienia po polsku śpiewanej kołyszanki. I nawet gdy nie planujemy powrotu do macierzy i ojczyzny, to zwykle nie mordujemy w sobie umiejętności mówienia po polsku i – od prostych ludzi zaczynając, na koryfeuszach skończywszy – nie udaje się nam przestać myśleć po polsku i o Polsce.

    Fatyczna funkcja języka, czyli służąca podtrzymaniu wspólnoty w grupie obrosła wieloma andegdotami. Andrzej Krzysztof Wróblewski cytuje pytanie damy na przyjęciu skierowane do uczonego: „Czy do herbaty trzeba używać dwie kostki cukru, czy jedną?” Uczony zacząl myśleć i ku zaskoczeniu, gdy rozmowa przeskoczyła już wiele kępek tematów odpowiedział: „Sądzę, że dwie!” i znów pogrążył się w myśłeniu …

    @ozzy uszanował mój wiek i nie był szczególnie napastliwy.
    Ja jestem nie z jego towarzystwa, a on nie jest z mojego.
    Uprawiamy tu obyczaje jak z Wersalu (choć dużo mniej obłudy) i proszę o zachowywanie proporcji. Pod moim adresem były tu kierowane słowa wulgarne, wrogie i głupie. Napastnikom się znudziło i jest lepiej. Ale zarówno ja, jak spokojniejsza część komentatorek i komentatorów jest świadoma, że tworzymy nowy ryt: blogosferę.

    Każdy ma prawo ciągnąć w swoją stronę i uważać, że jest za dużo szumu. Ale jawi się potrzeba cierpliwości. Przeciwnicy Andrzeja Falicza wciąż mu mają za złe, że nie potrafią się zdobyć na przewijanie jego komentarzy.

    @ozzy poprosił mniej więcej o coś takiego: „Nie tykaj mej prywatności i nudź tych którzy są gotowi na Twe wypowiedzi.”
    Uczynił to w sposób i w stylu za który sam odpowiada i zapewne odczutym przez innych. Dziękuję serdecznie @zezowaty za slowa poparcia. Ale proszę przyjmij z uśmiechem stwierdzenie niby ni przyszył ini przyłatał:
    Gdy żona robi awanturę o krawat, najczęściej nie o krawat chodzi.

    Mam wrżenie, ze dotknąlem czułego bolącego serca @ozzy’ego.
    Przeprosiłem. Zamknijmy kwestię. Nie zamykajmy natomiast emigrantom dystansującym się wobec macierzy możliwości ponarzekania. Przyznasz @zezowaty, że @ozzy pisze na poziomie dużo wyższym niż stan alarmowy.

    Nie jestem za nieustannym zaciskaniem ust i ignorowaniem komentarzy. Ale …

    Internet uczynił nas globalnymi.
    Nas lokalnymi czyniła matka nucąc polskie kołysanki.
    Umówmy się, że niedelikatnie, niejasno i niewyraźnie tę tęzę wyraziłem i naklejmy plaster kojący na zadrażnienie.

    Czeka nas ciekawy czas kryzysu społecznego wynikający z masowego wzrostu poczucia krzywdy. Być może za tygodnie jakiś pogodny filut napisałby: „Nie czas żałować @staruszka, gdy krwawią wnukowie.”

    Dziękuję jeszcze raz @zezowaty i uśmiechnij się.
    Tu jest wersal. Przyjedzie Duda z posiłkami i będzie gorzej niż taniej knajpie portowej. Nasze ewentualne trzymanie się razem – nawet w kontrowersjach – to pryszcz wobec złości tych których macierz wyrzuciła lub zostawiła w poczuciu krzywdy.

    Mam osobisty rys: jestem od lat traktowany ostro przez los i życzliwie przez ludzi ponad moje zasługi. Bywa więc ostry i niedelikatny nieświadom. Ale krew tu sie nie leje i są w Ojczyźnie większe problemy niż osobnośc plaży Gospodarza i plaży Agnieszki Radwańskiej. Wyrastałem w sferze gdy dokuczylo się zezowatym.
    Zadufany w sobie postepuję według zasady: „Ignoruj zaczepki!”
    Wyszedlem z tej sfery i wiem, że oni są wściekli z powodu tego ignorowania. Pisałem niegdyś o tym: „Jakiś taki” wywołuje wściekłość.

    W nagrodę ramotka do dziś śweża. Podawałem ten link niedawno.
    Sadzę że kilka pokoleń potomków wykonawczyni i autorów tej piosenki powinno żyć z tantiem:

    http://www.youtube.com/watch?v=4Jzq0AtB2RI

  137. Andrzej Falicz (2:01): „I znowu Panie Jurku – zamiast „psychoanalityki” moze by tak zakwestionowac podane przeze mnie fakty.”

    Panie Andrzeju, ja faktów nie kwestionuję. Kwestionuję Pański attitude.

  138. Ted
    27 lipca o godz. 9:55

    Panie Falicz;2:26.

    To co napisales o Ameryce i cokolwiek piszesz na ten temat zawsze
    sie z toba zgadzam podobnie mysle i widze.
    Ale mimo wszystko cos mi tu nie pasuje i stoi w sprzecznosci,przeciez
    twoj prezes Kaczynski iego ludzie i PiS bardzo kochaja Ameryke
    i wszystko co sie tam dzieje chca przeniesc i przeszczepic na Polski
    grunt….”

    Taki on moj jak i Twoj.

    Przy okazji – jak myslisz dlaczego byly pracownik Murdocha i czlowiek amerykanskiej neokonserwy zainstalowany jako polski minister spraw zagranicznych w krotkicj majtkach i z proca opuscil PiS i przeszedl do PO.
    PO jest duzo lawtiej sterowalne i przewidywalne bo kroluje tam cynizm i korupcja – to tzw. „nowoczesnosc”.
    To takie rzady zwyklo instalowac w koloniach USA a nie „narodowych oszolomow z misja”.

    Tak przy okazji Ferdynand pisze co sie dzieje w Egipcie.
    Jak myslisz – z kim wojsko uzgodnilo przewrot wojskowy i od kogo dostaje kase?

    Caly wojskowy przewrot to twor USA/Izrael ( za posrednictwem monarchii arabskich – Arabii Saudyjskiej i UAE).
    Efekt jest taki, ze w ramach „demokratyzacji przez dyktature wojskowa” ludziom snajperzy strzelaja w plecy.

  139. Jurek Cedro
    27 lipca o godz. 14:07

    Panie Andrzeju, ja faktów nie kwestionuję. Kwestionuję Pański attitude.”

    Attitude?
    De gustibus non est disputandum.

    Ktos napisal, ze w Ameryce „sie poprawia” to mnie w oczywisty sposob spienil.

  140. Andrzej Falicz
    27 lipca o godz. 14:32

    Czytam sobie właśnie starą powiastkę „Krąg”…….
    Zapewne fikcją jest udział CIA w zamordowaniu gen. Parka….
    Chłopcy z Departamentu Stanu wiedzą lepiej, jakie rządy są dobre dla danego narodu.
    Oczywiście z punktu widzenia amerykańskich INTERESÓW.
    Doszli zapewne do wniosku, że Arabia Saudyjska jest cool, pomimo braku jakichkolwiek praw tych kilku milionów gastarbeiterów, tam pracujących i dość opresyjnej monarchii dziedzicznej.
    Ci sami mędrcy swego czasu zadecydowali o upadku Pahlaviego- efekty są widoczne w Iranie do dziś.
    Przesądzili o rodzaju rządów i przywódców w ponad 300 przypadkach od końca II Światowej. To samo dzieje się w Egipcie.
    Figurantów do objęcia rządów znajdą WŁAŚCIWYCH, o to jestem spokojny……

    Eisenhower przestrzegał przed kompleksem militarno- zbrojeniowym, doszedł do tego lobby jeszcze jeden komponent- finansowy.
    Jak ładnie można grać na cenach surowców na przykład, eskalując napięcie.
    Zarabia się krocie bez straty żołnierza, czy samolotu……
    Zysk jest wszystkim, człowiek niczym?

  141. Od zarobków wara
    Redaktor napisał:
    „Ujawnienie wszystkich PIT-ów (ze szczególnym naciskiem na przedsiębiorców i dziennikarzy niechętnych związkowcom) oznaczałoby także podanie do publicznej wiadomości płac związkowców w sektorze prywatnym, a także alimentów, spadków i Bóg wie jakich dochodów. W imię czego?”

    Mój komentarz
    W kontekście szwedzkich przepisów, które wprowadzają jawność dochodów (na poziomie Urzędu Skarbowego, a nie pracodawców) mam kilka pytań:

    1) Co w Szwecji Urzędy skarbowe zobowiązane są ujawniać, podawać na żądanie każdego obywatela, jakie informacje o dochodach innego obywatela:

    a) Tylko wysokość przychodu (przed opodatkowaniem), czy również dochodu (po opodatkowaniu) z PITu danego obywatela?

    b) Strukturę dochodów – ile z jakiego działu opodatkowania?

    c) Czy informacji tych Urzędy Skarbowe udzielają tylko z bieżącego okresu podatkowego, czy także z poprzednich lat podatkowych?

    2) Czym Szwedzi (państwo szwedzkie, społeczeństwo) się kierowali, jaką doktryną, filozofią, co było podstawowym uzasadnieniem, kamieniem węgielnym takiej jak wyżej jawności?

    -Sama zasada jawności? -Że tak ma być i koniec?

    Może były jakieś względy praktyczne, które są istotne w Szwecji, a w Polsce kompletnie nie odczuwalne, nieuświadomione, niepotrzebne?
    Sprawa warta rozpatrzenia.
    Pzdr, TJ

  142. Andrzej Falicz (14:36): „Ktos napisal, ze w Ameryce „sie poprawia” to mnie w oczywisty sposob spienil.”

    Ale w Ameryce naprawdę się poprawia. Dług publiczny wprawdzie rośnie, ale stosunek długu do GDP zaczął się obniżać. Powoli, ale systematycznie, maleje bezrobocie. Znacznie zmniejszył się deficyt budżetowy. Spada deficyt handlowy i import ropy naftowej. Ludzie pozbywają się prywatnych długów. Młodzi coraz śmielej biorą pożyczki na studia. Obama wyznaczył na sztywno datę wycofania wojsk z Afganistanu. Przed nim jeszcze 3 lata prezydentury. Wyprowadzi kraj na prostą i Republikanie, jeśli wygrają wybory, będą znowu mieli co psuć. Wtedy ja też będę się pienił.

  143. staruszek
    27 lipca o godz. 12:33
    „Nasze ewentualne trzymanie się razem – nawet w kontrowersjach – to pryszcz wobec złości tych których macierz wyrzuciła lub zostawiła w poczuciu krzywdy.”

    Ja bym tego zloscia ani tez poczuciem krzywdy nie nazwal . W ogole bym tego , wystrzegajac sie … tego co zdarzalo mi sie zarzucac innym , nie probowal nazywac .
    Moglbym (?) gdybym …(..) to probowac wyjasnic ale do tego potrzeba by bylo moze kilkuset stron , czyli niezle tomiszcze dlatego blog jaki by nie byl odpada .

    „Nas lokalnymi czyniła matka nucąc ”
    Czasem ojciec zawsze krojacy rowniutkiej grubosci ( jako jedyny w rodzinie , zapewne nauczony przez swojego ) pajdki dookola okraglego (m . maslane ale do chleba , swiezego moze byc ) bochenka .

  144. Panie Jurku,

    Nie poprawia sie.
    Bezrobocie spada … bo coraz wiecej ludzi jest poza statystyka bezobotnych – dowodem jest to, ze nie rosnie liczba osob zawodowow aktywnych.

    Import ropy maleje… bo gospodarka sie zwija.

    „Poprawa” jak obserwujesz to jedynie efekt drukowania pustego pieniadza … to znowu „poprawa” wirtualna.
    Ktos znowu za to beknie i to glosno – na pewno nie establiszment.
    Jedynie gaz glupkowy cos byc moze zmienia.

    Obama nic nigdzie niczego nie wyprowadza – wazne decyzje podejmuja ci sami ludzie, ktorzy doprowadzili do katastrofy – nic dziwnego, ze najwieksze poparcie Obama uzyskal z resortu finansowo-bankowego.
    Obama to „postepowa twarz” tego samego mechanizmu.

    Ted,

    Jak to jest z tym pro-amerykanskim Kaczynskim, ktory chce repolonizowac banki…
    To PO reprezentuje „postepowy kosmopolityzm”…majacy w glebokiej pogardzie interes tubylcow.
    Jezeli PiS przejmie wladze to bedziemy mieli wczesniej czy pozniej wariant egipski z interwencja „postepowych sil dobra” – skonsultowana z ambasada USA.
    Proboszcz Komorowski wprowadzi stan wyjatkowy – „by zopobiec faszyzmowi i powrotowi IV RP” – (Pan Szostkiewicz…) bo nie daj Boze – rzeczywiscie Kaczynski bedzie chcial cos re-polonizowac jak Mossadek w Iranie.

  145. PPodlukrowane wiadomosci gospodarcze z USA II Kwartal 2013 r.:

    „…Seria danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych opublikowana w piątek wskazała na stabilizowanie się sytuacji gospodarczej w USA w II kw. 2013 r.

    Produkcja przemysłowa w maju nie uległa zmianie, pomimo dość wyraźnego spadku w kwietniu i prognoz wzrostu o 0,2 proc.

    Nastąpił również nieznaczny spadek wykorzystania mocy wytwórczych.

    Inflacja PPI zwiększyła się natomiast wyraźnie za sprawą podwyżek kosztów wydobycia energii. Wskaźnik w ujęciu rok do roku wyrównał najwyższy wynik w tym roku zanotowany w lutym (1,7 proc.). Z wyłączeniem wrażliwych na wahania kategorii (energia i żywność) dynamika cen producentów pozostała na poziomie z kwietnia.

    Według wstępnych szacunków Uniwersytetu Michigan nastroje Amerykanów uległy w czerwcu pogorszeniu.
    ….

    Ogółem, dane w żaden sposób nie przybliżyły scenariusza ograniczenia skali programu QE3. Na środowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej B. Bernanke będzie mógł uzasadnić konieczność utrzymywania skali programu skupu obligacji na dotychczasowym poziomie, stabilizowaniem się, a nie poprawą, wskaźników gospodarczych….

    Tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki spadło z 3,1 do 0,4 proc. To znak, że przyjęta w Stanach Zjednoczonych doktryna pobudzania gospodarki poprzez stymulowanie popytu drogą wzrostu zamożności i pobudzania rynku pracy daje ograniczone i niezbyt trwałe efekty. W dodatku jest źródłem poważnych zagrożeń w przyszłości. Możliwości zwiększenia bodźców ze strony polityki pieniężnej są już mocno ograniczone.

    Nie można też liczyć na stymulacyjne działania ze strony polityki fiskalnej, w warunkach konieczności ograniczania zadłużenia i deficytu budżetowego. ….”

    Zeby sie STABILIZOWALO… trzeba drukowac na potege- (kosztem przyszlych pokolen).

  146. Andrzej Falicz (16:04): „…gospodarka sie zwija”

    A to ciekawe, bo wzrost GDP przyspiesza. Wychodzi na to, że import ropy maleje, bo GDP rośnie. Ale tak naprawdę rośnie krajowe wydobycie ropy.

    Maleje zarówno bezrobocie rejestrowane, jak rzeczywiste. Amerykanie nie są strusiami i ujawniają te dane.

    Do druku pieniądza latami namawiał administrację i kierownictwo FED sam Paul Krugman, twierdząc nie bez racji, że to pobudzi wzrost. Inflacja, nawet z dodrukiem pieniądza, jest wciąż niska, wręcz za niska.

    Następna ciekawa sprawa: „najwieksze poparcie Obama uzyskal z resortu finansowo-bankowego”, który to resort jak jeden mąż głosował (milionowymi datkami) na Romneya.

    Obama to „postepowa twarz” – nie zaprzeczam.

  147. Jestem za ujawnieniem wszystkich dochodów!!!. Od. J.Urbana do L.Wałęsy, od czerwonego do żółtego, od każdej osoby powiązanej w przestrzeni i czasie z polskim państwem, od Agory do Centrum z Zetem, mogą być holdingi z lewą państwową kasą, kolekcje obrazów, plantacje ekologiczne orzechów i jabłek, studnie bez dna i pompownie gazu łupkowego i itd., każdy poniżej lub wyżej zawiązany. Banki z makijażem, urzędy z dużą rodziną, renty, emerytury, zasiłki, z mundurem bądź w biedzie lub bez munduru, z węglem albo z torfem, z pieskiem wyrzuconym z mostu do rzeki, Jeepem z armatą bądź linką metalową do uduszenia pieska, a kota za ogon i pod most. ……
    PS. Media płacą, istota spływa, interwencja unikana jest, pielgrzymki kroczą, bieda nie jest poznana, to co polskie na swój własny styl. Wodzu prowadź. Do przodu. !!!

  148. Oszczędzając miejsce na blogu należy moim zdaniem zwięźle pisać o emigracji i ich związkach z Polską. Ale czy mieszkając poza dorzeczami Odry i Wisły i posługując się polszczyzną należy powściągać się od szybkich prowokacyjnych stwierdzeń?
    Moim zdaniem: tak.

    @zezowaty wyostrzył stwierdzenia @ozzy’ego tak:

    Piszesz że nic cię z Polska a tym bardziej z Polakami nie wiąże.

    (pogrubienie pochodzi ode mnie)

    @ozzy swymi wpisami na blogach e-Polityki daje świadectwo związania z macierzą i ojczyzną. Nie było i nie jest moim zamiarem poprawianie wypowiedzi obu w/w Kolegów.

    Emigranci zakorzenieni na obczyźnie potrafią wyrażać serdeczną troskę o macierz i ojczyznę powściągając się od pouczania krajan, których opuścili. Tak jak arytmetyka, ktora jest odporna na gospodarcze, obyczajowe i polityczne poglądy, tak i miejsce zamieszkania nie przesądza o posiadania RACJI lub jej braku w wyrażanych ocenach.

    Co więcej, jest oczywistością, że spojrzenie z boku potrafi pomóc.

    Natomiast wydawało mi się oczywistością, że Szwed będący nawet osobą o szerokich horyzontach i będący sąsiadem @ozzu’ego może nie rozumieć obecnej sytuacji w Polsce. A Polak może nie rozumieć Szewcji, Szwedek i Szwedów. I to miałem na myśli wyrażając swą ciekawość Szwecji.

    Przeciwnie niż to wyraził @olborski w swym komentarzu datowanym na 27 lipca o godz. 15:38, nie rezygnowałbym z rozmowy – nawet bolesnej i z konieczności powierzchownej – o uczuciach emigrantów.

    Wyobraźmy sobie, że sytuacja gopodarcza Polski polepszyła się w ciągu nadchodzących 5 lat tak bardzo, że bezdomni Polacy z Londynu mają do czego wracać. USA zniosło wizy dla Polaków. I nasi rodacy zamiast jechać do Kaliforni będącej Poczekalnią do Pana Boga wracają na Odrę i nad Wisłę. Choćby po to, aby złożyć swe szczątki obok grobu babci i dziadka. Mąż mojej siostrzeniec zamierza niedługo wrócić z ubojni drobiu pod Londynemi prowadzić pod Warszawą warsztat stolarski.

    Emigracja to nie jest tak bolesny temat, aby nie rozmawiać o niej i z emigrantkami oraz emigrantami.

    Powściągliwość sprawiła, że nie zawsze wzmiankowanie o matkach uzupełniam wzmiankami o ojcach. W mym pisaniu o macierzy i ojczyźnie były obie płcie rodzisielskie i oba rodzaje gramatyczne!

    Leżąc w oczekiwaniu (długim) na korektę mieliny rdzenia kręgowego w szpitalu, spotkałem wytrawnego polityka będącego ojcem jednego z obecnych aktywnych komentatorów politycznych. Opowiedział mi on taką anegdotę historyczną:

    Gdy na miasta angielskie spadały bomby zrzucane przez Luftwaffe, na angielskiej wsi kilku światłych analityków – tęgo popijając – snuło plany powojennego zjednoczenia Europy.

    2 mln Polaków poza granicami Polski, a w zjednoczonej Europie jest u siebie. Zmienili tylko dorzecza i język jaki dominuje na ulicy. I ta świadomość, że z holenderskiego zadupia można bezpośrednim autobusem przyjechać na podkarpackie zadupie CIESZY.

    Dużo zmieniło się od czasu gdy Latarnik w oczach, na wargach i w kałamarzu miał cierpienie i tylko cierpienie.

    Od podbicia Galii mięło 20 wieków. I sprawy nie skomplikowały się tak bardzo, aby coś ważkiego nie dało się zmieścić w jednym średnim komentarzu blogowym …

    A komentarz @olborski’ego jest ładny!

    Szwecja jest protestancka, mimo że zlaicyzowana.
    Polskie „Rozmowy przy wycinaniu lasu” Stansława Tyma chyba do niej nie pasują.

    I nikt Szwecji nie powierzył misji ratowania Europy bądź tylko Polski …

  149. @staruszek

    Zdumiewajace, jak latwo przypisac komus wszelka przewrotnosc, byleby nie przypisac pobudek czystych, ktore przeciez zdarzaja sie, ktore musza sie zdarzyc, ktore chyba beda sie zdarzac.

    PS dla jasnosci:
    ________________
    konwencjonalne kategorie roznych przynaleznosci jak np. – narodowosc, obywatelstwo, religia bardzo mnie krepuja.Umozliwiaja one formulowanie konwencjonalnych bardzo utylitarnych definicji. Jak czesto te utylitarne, czesto ideologiczne i polityczne kategorie
    niszcza ludzka, duchowa substancje i zniewalaja czlowieka.
    Mam wrazenie, ze ciagle te same kawalki pachnace bigosem a do tego wypija sie piwo albo setke wodki i popada sie w samozachwyt.

  150. @ozzy

    Zaczynasz być niesmaczny jak nieudany bigos.
    Czemu zarzuty przewrotności przypisujesz mi? Dla draki?

    Nierozumiesz moich komentarzy i męczą Ciebie, to je przewijaj.
    Gdy będziesz brnął, to za chwilę napiszesz, że agresywnie przeprosiłem …

  151. Cóż, w mojej opinii to całkiem nie najgorszy pomysł, żeby zarobki były rzeczą jawną. Właściwie czemu nie? Na zachodzie już funkcjonują tego typu praktyki. Być może miałoby to dobry wpływ na firmy i zaczęto by ciąć zbędne wydatki a dowartościowywać pracowników o których płace są rzeczywiście zbyt niskie. Teraz to wszyscy mogliby się zastanowić kto zasługuję na jakie pieniądze, a nie byłaby to tylko sprawa jednostek.

  152. motto:dozorca ZOO zatrzymal uciekajacego strusia, niestety puscil pawia
    _____________________________________

    @Staruszek

    zaadresowalem do Ciebie, poniewaz podjales sie roli rzecznika @zezowatego a takze paru innych komentatorow.
    Czlowieka z mania przesladowcza, o ile taki jest, powinno sie leczyc a nie opisywac. A jesli na leczenie jest za pozno, to izolowac.
    Jezeli ktos sie uwaza za chwiejaca, myslaca trzcine, to mozna i trzeba mu pomoc sie wyprostowac.
    Czytajac wielu wypowiedzi ma sie wrazenie, ze szpital psychiatryczny jest ich udzialem. Cale te zadecie pseudointelektualne w mysl zasady – im wiekszy belkot, tym madrzejsze tresci.Jesli ktos chce czytac moje wypowiedzi, prosze bardzo.A jesli ktos na nie zareaguje, bardzo mi przyjemnie, zaspokaja to moja proznosc. Oczywiscie, nie jest ona bezwarunkowa. A odpowiam tylko tym, ktorzy potrafia prowadzic rozmowa, pomimo roznych nieporozumien i niedopowiedzen. Ale taka juz jest ujemna strona tej dyskusji blogowej.
    Zwyklem bylem powtarzac, ze hydraulik jest wazniejszy od blogowpisywacza, poniewaz potrafi naprawic kibel.

  153. ozzy
    27 lipca o godz. 20:20
    A co z hydraulikiem, wpisującym się w blogu?
    Może on jest przekwalifikowanym inżynierem elektronikiem?
    Bywa…

  154. Skoro na hydraulików zeszło…..
    Dawno, dawno temu (początek lat 60 -tych) II program Polskiego Radia transmitował skróty wieczorów Kabaretu Szpak, który działał – jeśli pamięć mnie nie zawodzi – w restauracji Hotelu Bristol w Warszawie. Podczas jednej z transmisji usłyszałem, co cytuję
    ( przepraszając, że przydługie….):

    Julian Tuwim
    HYDRAULIK

    W łazience coś się zatkało, rura chrapała przeraźliwie aż do przeciągłego wycia, woda zaś kapała ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku domowych środków zaradczych (dłubanie w rurze szczoteczką do zębów, dmuchanie w otwór, ustna perswazja itp.) – sprowadziłem ślusarza.
    Ślusarz był chudy, wysoki, z siwą szczeciną na twarzy, w okularach na ostrym nosie. Patrzył spode łba wielkimi niebieskimi oczyma, jakimś załzawionym wzrokiem. Wszedł do łazienki, pokręcił krany na wszystkie strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział:
    – Ferszlus trzeba roztrajbować.
    Szybka ta diagnoza zaimponowała mi wprawdzie, nie mrugnąłem jednak i zapytałem:
    – A dlaczego?
    Ślusarz był zaskoczony moją ciekawością, ale po pierwszym odruchu zdziwienia, które wyraziło się w spojrzeniu sponad okularów, chrząknął i rzekł:
    – Bo droselklapa tandetnie blindowana i ryksztosuje.
    – Aha- powiedziałem- rozumiem. Więc gdyby droselklapa była w swoim czasie solidnie zablindowana, nie ryksztosowałaby teraz i roztrajbowanie ferszlusu byłoby zbyteczne.
    – Ano, chyba… A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc, żeby śtender udychtować.
    Trzy razy stuknąłem w kran młotkiem, pokiwałem głową i stwierdziłem:
    – Nawet słychać.
    Ślusarz spojrzał dość zdumiony:
    – Co słychać?
    – Słychać, że śtender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, że gdy pan mu da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie zablindowana, nie będzie już więcej ryksztzosować i co za tym idzie, ferszlus będzie roztrajbowany.
    I zmierzyłem ślusarza zimnym, bezczelnym spojrzeniem.
    Moja fachowa wymowa oraz nonszalancja, z jaką sypałem zasłyszanymi po raz pierwszy w życiu terminami, zbiła z tropu ascetycznego ślusarza. Poczuł, że musi mi czymś zaimponować.
    – Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem. A kosztować będzie reperacja- wyczekał chwilę, by zmiażdżyć mnie efektem ceny- kosztować będzie… 7 złotych i 85 groszy.
    – To niedużo- odrzekłem spokojnie.- Myślałem, że co najmniej dwa razy tyle.Co zaś dotyczy holajzy, to doprawdy nie widzę potrzeby, aby pan miał fatygować się po nią do domu. Spróbujemy bez holajzy.
    Ślusarz był blady i nienawidził mnie, uśmiechnął się drwiąco i powiedział:
    – Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel krypować? Żeby trychter był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy zulajtungu nie ma, to na sam abszwerwentyl nie zrobię.
    – No, wie pan- zawołałem rozkładając ręce- czegoś podobnego nie spodziewałem się po panu. Więc ten trychter według pana nie jest robiony na schoner? Cha, cha, cha! Pusty śmiech mnie bierze. Gdzież on na litość Boga jest krajcowany?
    – Jak to, gdzie?- warknął ślusarz.- Przecież ma kajlę na iberlaufie.
    Zarumieniłem się po uszy i szepnąłem wstydliwie:
    – Rzeczywiście. Nie zauważyłem, że na iberlaufie jest kajla. W takim razie zwracam honor: bez holajzy ani rusz. I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na iberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakrypować lochbajtel w celu udychtowania pufra i danie mu szprajcy przez lochowanie śtendra, by roztrajbować ferszlus, który dlatego źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje”.
    Jasno, klarownie i zrozumiale, nieprawdaż ? 😉
    *
    Pozwoliłem sobie przypomnieć cytując gdyż:
    – po pierwsze primo: – zabawne
    – po drugie primo – jako żywo – przypomina mi to (czasem) dyskusje toczone z upodobaniem w mediach i na blogach.

  155. kadett
    30 lipca o godz. 10:34 zapomnial o sercach katolickich, szczegolnie po ostatnim teczowym wystapieniu papieza….
    Saldo mortale

css.php