Nie ma jak w banku

Dobrze się stało, że płace w Narodowym Banku Polskim zostały upublicznione. Opór prezesa Glapińskiego, który nie przebierał w słowach, broniąc siebie (czy banku) przed ujawnieniem, był nieuzasadniony. Potrzeba było dopiero niezależnych mediów, Sejmu i prezydenta, żeby jawność zwyciężyła. Kto nie czytał, tego w skrócie informuję: dyrektorzy oddziałów okręgowych 20–30 tys. zł, dyrektorzy departamentów 30–50 tys. zł, wicedyrektorzy 20–35 tys. zł, dyrektor departamentu edukacji i wydawnictw 39 tys. zł, dyr. departamentu komunikacji i promocji 49 tys. zł, doradcy prezesa 25–40 tys. zł. Obietnice premiera Morawieckiego, że będziemy zarabiali jak na Zachodzie, zaczynają się spełniać…

Na pierwszy rzut oka takie płace muszą szokować. Mało kto obraca się w tych rejonach, na ogół płace powyżej 5 tys. uchodzą za „normalne”, a powyżej 10 tys. – za co najmniej dobre. Gdy dowiadujemy się z mediów, ile zarabiają nauczyciele, profesorowie, lekarze rezydenci i ludzie dookoła nas, to nie przychodzi nam na myśl, że są tacy, którzy zarabiają dziesięciokrotnie więcej, nie będąc profesorami czy pilotami odrzutowców. Niejeden ekonomista, filolog angielski czy publicysta ekonomiczny nadawałby się zapewne na stanowisko dyrektorskie w zakresie promocji i komunikacji.

No, ale nie wszyscy mają takie atuty, jak obecnie zatrudnione na tych stanowiskach. Wysokość płac plus wynagrodzenie za dodatkowe obowiązki potwierdza doniesienia mediów.

Dwie uwagi. Pierwsza: powyższe płace są związane z płacami w sektorze bankowym, w którym – jak mnie informuje mój doradca – są one wyraźnie wyższe. (Vide stan finansów premiera Morawieckiego przed objęciem stanowiska szefa rządu). Sektor bankowy z kolei jest powiązany z płacami za granicą. Jeżeli w Pradze czy w Monachium płace byłyby dużo wyższe niż w Polsce, to jaki specjalista zechciałby pracować w NBP? Do pewnego stopnia jestem gotów się z tym zgodzić, ale przecież podobne rozumowanie dotyczy także innych specjalistów. Wreszcie te osoby, od których cała sprawa zaczęła się w mediach, nie sprawiają wrażenia Einsteinów. Nie sądzę jednak, by coś (ktoś) się zmieniło.

Sprawa druga: proporcje wynagrodzenia na różnych stanowiskach nie budzą zastrzeżeń. Kluczowa jest kwestia kwalifikacji ludzi na wysokich stanowiskach w Narodowym Banku Polskim. Czy jest tak jak w administracji państwowej, gdzie wysokie stanowiska zajmują tacy fachowcy jak Beata Szydło, Beata Kempa czy Jarosław Zieliński (ten od konfetti i policjantów przebranych za ochronę w ciemnych okularach), który jest wymieniany jako następny minister edukacji? Czy jest tak jak w spółkach skarbu państwa? Teraz, kiedy już wiemy, ile zarabiają, warto dowiedzieć się więcej o nich samych. Bo „dowcip” prezesa Glapińskiego o pośle Jackowskim, który lubi jawność nawet na plaży, nie był najwyższej próby.

Zaproszenie
Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus (prosto z Watykanu) i dr Paweł Kowal (czyżby przed Brukselą?) będą naszymi gośćmi w Radiu TOK FM w niedzielę 3 marca o godz. 10:05. Zapraszam.