Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

30.07.2006
niedziela

Koniec tygodnia to:

30 lipca 2006, niedziela,

+ Czytanie – wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego „Na skraju imperium”, t. I, z okresu I wojny światowej, doskonała rzecz, ale dla cierpliwych. Powolna narracja, trochę nie na dzisiejsze czasy. Ale też i czasy były niedzisiejsze: zabór rosyjski, ziemiaństwo, dekadencja w Petersburgu. Świetna lektura do poduszki. Z prasy bieżącej – ciekawy dialog  w „Gazecie Świątecznej”. Prof. Karol Modzelewski (ten od listu Kuronia i Modzelewskiego), jeden z najwybitniejszych działaczy lewicowej opozycji antykomunistycznej, o bieżącej sytuacji w Polsce: „Czy przywódcy PiS mają zamiar uczynić z Polskie państwo policyjne? Moim zdaniem nie, ale ich słowa i czyny krok za krokiem prowadzą w takim kierunku. Czy perspektywa przejścia od demokracji do autorytaryzmu jest u nas realna? Moim zdaniem tak, ponieważ istnieje społeczne przyzwolenie dla takiej zmiany.” Natomiast premier Jarosław Kaczyński w Radiu Maryja mówi: „Jeżeli ktoś twierdzi, że dzisiaj w Polsce zagrożona jest demokracja, to mówi oczywistą nieprawdę”. No i bądź tu mądry! Mnie bliższy jest pogląd Modzelewskiego – lepiej dmuchać na zimne.

+ Rodzina – pierwsza wizyta wnuka, Kubusia, z rodzicami, w naszym domu. Kubuś ma już 4 tygodnie. Wydarzenie prywatne, uwiecznione zostało na licznych zdjęciach, fotografowaliśmy na trzy aparaty, każdy chciał mieć zdjęcie w Kubusiem. To wkład naszej rodziny w politykę prorodzinną. Becikowe czyni cuda!

+ Sztuka – wizyta w Zachęcie. Na parterze wybitny czeski fotograf Josef Sudek (+1976), fotografie z lat 1940-1970.  Fotografia czarno-biała, na granicy malarstwa, liczne martwe natury i fotografie przez szybę własnego okna, nieustanne dążenie do doskonałości. A na piętrze – sam Leger!!! Gigantyczna wystawa, jaka zdarza się w Warszawie raz na pokolenie. Gorąco zachęcam, to może być jedyna szansa w życiu.  Sam poszedłem zmobilizowany przez córkę, która dba o to, żebym nie zardzewiał. Zachęta, oprócz działalności  wystawienniczej, prowadzi m.in. świetne zajęcia plastyczne dla dzieci. Mój przyszywany wnuk, Jasio (4), bardzo lubi brać w nich udział.

+ Życie towarzyskie i polityczne – lunch z dyplomatą z jednego z państw Europy Zachodniej. Jego zdaniem polska polityka zagraniczna jest tak podporządkowana polityce wewnętrznej, że właściwie nie istnieje, nie wiadomo jaka jest. – Hasła o obronie interesu narodowego głosi każdy, nie tylko wy, Polacy – mówi. Nie wywierają  więc większego wrażenia na nikim. Ważne, jak ta obrona jest prowadzona. Polski rząd traktuje stosunki międzynarodowe jako grę zero-jedynkową, tzn. jeżeli ktoś zyska, to ktoś inny musi stracić, jeżeli coś jest korzystne dla Niemiec, to musi być szkodliwe dla Polski lub na odwrót. „Niemcy są silniejsze, więc powinny pierwsze pójść na ustępstwa” – powiedział wczoraj w wywiadzie radiowym prezydent Kaczyński. Dziś – twierdzi mój rozmówca – obowiązuje inna zasada: poszukiwanie konsensusu tak długo, aż każdy zyska, nikt nie będzie przegrany, ale też nikt nie dostanie tyle, ile by chciał. „Nieufni wobec Niemiec są wszyscy, ale inni nie psują z tego powodu swoich z nimi stosunków” – mówi. Zamiast zwalać winę na Niemcy, że dbają o swoje interesy i widzieć w nich tylko egoistów, przypomnijcie sobie, jak byli pomocni, choćby w negocjacjach budżetowych, i próbujcie się z nimi dogadać, bo jeśli będziecie mieli napięte stosunki z Niemcami, to tylko pomoże Rosji, zaś Amerykanie na pewno nie zaryzykują swoich stosunków z Niemcami, żeby poprzeć Polskę, bo Niemcy to ich najważniejszy sojusznik na starym kontynencie (W.Brytania to jednak wyspa). Poza tym mój rozmówca skarżył się: „Ja mam trudności  z wytłumaczeniem w moim kraju fenomenu PiS. Niech pan mi powie, kto w Polsce rządzi – lewica czy prawica?” – domagał się. W sferze wartości i obyczajów, PiS to partia konserwatywna: patriotyzm, religia, silne państwo, porządek, dyscyplina i posłuszeństwo. Natomiast w sferze gospodarczej i socjalnej to partia lewicowa, nieufna wobec bogatych, nawet grozi renacjonalizacją. Każdy rząd pilnuje sektora państwowego, jeśli taki istnieje, ale nie każdy straszy ludzi bogatych: „Nie mamy nic przeciwko temu, że macie pieniądze, chcemy tylko wiedzieć skąd…” – mówią. Więc co ja mam pisać do siebie, do kraju? – pytał, nieco w Polsce zagubiony.

Wieczorem brałem udział w imprezie łże-elity: dwie osoby wyrzucone z telewizji, jeden redaktor gazety prywatnej jeszcze się trzyma; rozmowa głównie o tym, kogo i jak wyrzucają, a także kogo awansują. Mówiło się m.in. o piątkowym udziale red. Anity Gargas (dawniej z „Ozonu”, obecnie zastępczyni szefowej publicystyki w TVP 1) w miniony piątek rano w programie Jacka Żakowskiego w radiu TOK FM. Pani Gargas nie była zadowolona ze spotkania Lech Kaczyński – Aleksander Kwaśniewski, dawała do zrozumienia, że Kwaśniewski nie spotykał się ze swoim poprzednikiem. Dopiero „Żaku” musiał jej przypomnieć, że Lech Wałęsa przez długie lata nie chciał się z „Kwachem” spotkać, mówił o nim per „ten pan” i oferował co najwyżej, że mu poda… nogę. Do spotkania doszło dopiero na pogrzebie JP II. Także red. Wołek wyjaśniał nowej gwieździe dziennikarstwa, że prezydent może od swojego poprzednika tego i owego się dowiedzieć, choćby o Ukrainie. (Nb. Lech Kaczyński wyraża się o swoim poprzedników w elegancki i taktowny sposób, chyba zbyt elegancko dla pani Gargas). Słuchając Anity Gargas miało się wrażenie, że idzie nowe, a właściwie już przyszło.

Przepraszam za długi wpis, obiecuję poprawę. A może Państwo opiszą, jak spędzili weekend?

Pozdrawiam, gospodarz blogu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 76

Dodaj komentarz »
  1. Prosze mi w takim razie wskazac w polskim parlamencie partie gospodarczo nielewicujaca i niesocjalna. Wiecej, prosze mi wskazac rzad, od „upadku komuny”, ktory by nielewicujaca i niesocjalna polityka prowadzil. Ba, nakierujciez mnie na takowy (biezacy) rzad na kontynencie. I prosze mi wyjasnic jak w ramach biurokratycznego gorsetu jaki obecnie naklada na swoje prowincje stowarzyszenie pt. UE, stowarzyszenia zwane przez niektorych pieszczotliwie eurokolchozem, mozna by realna gospodarki liberalizacje zaprowadzic.

    K.

  2. Jak słucham pani Gargas to się zastanawiam, czy ona aby mieszka na marsie i jest przywożona w futerale do studia na audycję. Pare innych dziennikarzy kosmitów by się znalazło, ale pani Gargas ze swoją absolutną niechęcią do wszystkiego czego kacze piórko ne przykrywa jest niesamowita

  3. WEEKEND: czyli dzień jak codzień. Od 4 nad ranem otwieranie wszystkiego co sie da otworzyć aby schłodzić mieszkanie przed kolejnym dniem upału. Kawa. Wiadomości Radia Zet. Wiadomości w internecie.
    Telefon do przyjaciółki ktora oczekuje na wynik histopatologiczny bo ją zycie wpuściło na sciezkę onkologiczną.
    Zejście do sklepu, bolesny powrót na IV piętro. Boli biodro. Trzeba sie zapisać w kolejkę do endoprotezy. Za 4-5 lat będzie jak znalazł.(jeżeli…..).
    Smętne rozmyślanie nad jedynym trwałym dorobkiem zyciowym, czyli jakby się tu wymigać od gorsetu ortopedycznego.
    Lektura. Czytam 3 książki rownocześnie , zmieniając nastrój zależnie od zapotrzebowania.
    Wizyta u sąsiadki która od półtora roku walczy z kolejnym rzutem raka.
    Żal kobiety i ulga – jak to dobrze że ja tylko……… jw
    Wieczór, „Miasto Aniołów”.
    Krótki spacer dla wentylacji płuc. Bolesne wejście na IV piętro……..
    W antraktach dyski : Cezaria Evora, Quinn, najpiekniejsze arie operowe….
    Jak to dobrze że dzieci zmusiły do nauki komputera i płacą internet :):)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Weekend? W pracy i, doslownie, na telewizorze. CNN przynajmniej raz stanela na wysokosci zadania, jej relacje i analizy sytuacji w Libanie sa naprawde bardzo przyzwoite. BBC juz zupelnie nie trawie.

    Straszliwe przygnebienie tragedia w Qana. Trudno o czykolwiek innym myslec.

    Kaska

  6. Wszystkiego najlepszego dla Kubusia, gratulacje dla rodziców i dziadków!

  7. A ja w weeken przeczytałem Pana felieton w Polityce. Oprócz tekstu zionącego co najmniej niechęcią do Kaczyńskich (co można uznać, za ich ocenę), znalazłem również słowa, które można uznać delikatnie mówiąc za nieprawdę. Pisze Pan „”Określenie przez prezydenta RP „Tageszeitung” jako „szmatławca” tylko z powodu jednego artykułu […] sugerowanie […] że „Tageszeitung” i „Gazeta Wyborcza” to jedno środowisko”. Pisze Pan łagodnie o artykule w TZ, ciekawe czy gdyby ktoś sugerował niemoralne prowadzenie się Pana bliskich potraktowałby Pan to równie łagodnie? Ale do meritum. Pisze Pan po prostu nieprawdę. To może przypomnę Panu pewien list, a mianowicie list Gabrieli Lesser, korespondentki „die tageszeitung” w Polsce. Co też pisze pani redaktor: „To nie „Niemcy” oskarżają Jarosława Kaczyńskiego o antysemityzm. Zrobiła to – wstyd przyznać – tylko moja gazeta: „die tageszeitung” w Berlinie. Zanim wytłumaczę, jak doszło do tego fatalnego i haniebnego błędu, chciałabym przeprosić wszystkich Polaków, a w szczególności pana Jarosława Kaczyńskiego.” Tak oto korespondentka odcina się od swojej gazety i przeprasza. A gdzie przeprasza? W GW oczywiście. Redaktorzy TZ bywają na panelowych dysputach GW. Czy to wystarczy do okreslenia, że to jedno srodowisko? To kwestia oceny, tak jak początek Pana felietonu zionący chrześcijańską miłością do Kaczyńskich.
    A oto i linki:
    1. 2. 3.

    Daniel Passent: “żadna rozsądna władza nie oddaje wojska, milicji ani telewizji”
    EGE SZEGE BUROKI – nieznośna lekkość wolności słowa

  8. Koniec tygodnia to:
    1) Polska gospodarka w rozkwicie,
    2) Turystyczny sezon na Wybrzeżu znakomity,
    3) Biało-Czerwoni pokonują w „sito” Serbię i Czrnogórę,
    4) Pośmiertne odznaczenia dla rotmistrza Pileckiego i generała Fieldorfa.
    Tylko skąd ta nieznośna ciężkośc bytu? Może Bernard mi odpowie.

  9. Mój weekend… Oczekiwanie na nowy wpis w Pana blogu, „Anna Karenina”, nauka…
    Pozdrawiam i proszę się nie poprawiać, lubię Pana wpisy (a im dłuższe tym lepsze).

  10. Właśnie dołączyłam do grona gości. Bardzo proszę się nie poprawiać. Od lat czytuję Pana felietony w Polityce, teraz mam nadzieję zaczynać dzień od odwiedzin na tej stronie. Pozdrawiam

  11. Daniel Passent: „A może Państwo opiszą, jak spędzili weekend?”

    Ja weekend spędziłem na oglądaniu migawek z Bliskiego Wschodu. Mój podziw dla Izraela rośnie teraz z godziny na godzinę. Podziwiam potęgę jego oręża oraz żelazną determinację, z jaką realizuje on obronę swojej zagrożonej egzystencji. Zaiste jest rzeczą godną najwyższego podziwu i uznania, że kraj ten, obszarem nie większy od Mazowsza, potrafi tak bez reszty skupić na sobie uwagę całego świata, który niestety, sądząc po nieprzychylnej Izraelowi reakcji, najchętniej zasklepiłby się w groszoróbstwie i pustych rozrywkach. A tymczasem sposób, w jaki ten mały, prawie niewidoczny na mapie kraj nie pozwala o sobie światu zapomnieć nie ma precedensu od czasu faraonów. Oczywiście dla pewnych krajów, nawet spoza świata arabskiego, Izrael jest solą w oku. Nie brak niesprawiedliwych komentarzy i niestosownych porównań. Cóż, my Polacy też musieliśmy przełknąć swoją gorzką pigułkę w chwili dla naszego istnienia decydującej, kiedy z ust prezydenta Roosevelta padł małostkowy zarzut, że Polska od 600 lat przyprawia cały świat o ból głowy. To mając w pamięci, nie mam słów zachwytu dla heroizmu izraelskich żołnierzy, którzy nie bacząc na złe języki, zadają klęskę po klęsce miliongłowej hydrze teroryzmu. Przejmuje mnie najgłębszym wzruszeniem bezprzykładne męstwo z jakim zmagają się oni z brzemieniem niewłasnej winy za śmierć kobiet i dzieci, które znalazły się w centrum tego konfliktu. Wstrzymuję oddech na wieść, że Stany Zjednoczone, zwiedzione przesadną reakcją ONZ-etu, wymogły na Izraelu zawieszenie nalotów. Doznaję głębokiego żalu na myśl, że pod naciskiem krótkowzrocznych mediatorów Izrael może zostać zmuszony do rezygnacji z wyzwalania narodu libańskiego z rąk jego krzywdzicieli. Jedynie myśl, że świat nie zapomni jest mi pociechą.

  12. Pani Gargas – nowe wcielenie Wandy Odolskiej – w opisywanej rozmowie zabłysła także manierami!: „Osoby pokroju profesora Władyki (…) ” , także inne smakowite odezwanka.

  13. Panie Danielu, moj koniec tygodnia nie byl tak interesujacy ,jak panski.
    Uplynal nam bardziej na sportowo.Juz po raz kolejny „zaliczylismy”z mezem tenisowy turniej weteranow.Upal doskwieral straszny,ale wytrwalismy do konca.Choc nagrody nie budziet!!

    Niedziela ,to wycieczki rowerowe.Lektura holenderskiej,francuskiej i polskiej prasy.No i oczywiscie panski ,jak zawsze ciekawy blog!!!
    Zeby nie zapomniec o ciekawych wpisach blogowiczow!!

    Niestety w prasie podano,ze Polska co raz bardziej izoluje sie od swiata,
    pozostaje czekac na lepsze czasy.Pozdrawiam serdecznie.Ana

  14. A słuchałem Pani Gargas w TokFM (nowa vice szefowa publicystyki w telewizji pisu, do niedawna w Ozonie). I jak zywo „idzie nowe, wraca stare”. Te jej groźby wobec prezydenta zeby sie nieodrywał o bazy. albo te je grozbo-prosby wobec uczestników audycji aby poddać sie samokrytyce, zapewnie przed lokalną jaczejką pisu (zapewnie beda takie zakładac w kazdej redakcji). Najlepszy był jej tekst o tym jako to w telewizji pisu prezeso-komisarz pod groźbą wywalenia z pracy zarządał stosownej lojalki i samokrytyki. I pani redaktor piała z zachwytu (dosłownie) jako to bataliony wiernych i lojalnych pracowników _dobrowolnie_ udają się do IPN aby stosowne papiery panu komisarzowi pokazać.

    Na pytanie czy pani redaktor bedzie ten proces oczyszczania telewizji pisu z wrogów ludu na swoim odcinku nazdorować odpowiedziała że tym zajmują sie inni – widać rak brudzić sobie nie chce, ale skąd takie skrupuły i moralne zawachania? Komisarze z pisu powinni sie zainteresować tym uchylaniem sie od obowiazków partyjnych. Stara szkoła głosi że cała wierchuszka musi sie wspólnie umoczyć i każdy musi choć jednej egzekucji dokonać. bo inaczje pani gargas pierwsza wsiadzie do szalupy ratunkowej gdy beda sztandar pisu wynosić

    Tak na marginesie to słuchając pani Gargas nie dziwie się ze sprzedaż Ozonu (gdzie pracuje do dziś, w tvpisu od jutra) spadła z 67 tys do 25 tys.

  15. Koniec tygodnia, to:

    + byczenie się na plaży cała niedzielę połączone z czytanie „Psa z terakoty” z komisarzem Montalbano.
    + sobota – wizyta u babci i dziadka z okazji 48 rocznicy ślubu.

    pozdrawiam

  16. Wystąpienia Anity Gargas, w druku i w eterze, to sam miód. Słucha się jej z rozdziawioną gębą! Nie wiem, czy komuś coć jeszcze mówi nazwisko Wanda Odolska, ale ja mam właśnie tego typu skojarzenia.

  17. Nie wiem, czy jest to właściwe miejsce, ale przede wszystkim bardzo chcę podziękować Panu za świetny CODZIENNIK. Spędziłam nad nim rozkosznie leniwy zeszły weekend – od dawna takiego nie miałam. Jestem fanką tej formy literackiej, więc to była dla mnie gratka.
    Nasza obecna Polska napawa mnie coraz większym strachem – zwłaszcza zakusy na demokrację z podsłuchami i wszechobecnym autorytaryzmem- scenariusz był dla mnie oczywisty przed i po wyborach, ale jakoś nie mam satysfakcji, że wiedziałam, że tak będzie. Nie mówiąc o tym, że nie przypuszczałam, że kiedyś będę głosowała na lewicę a na to się zanosi…
    A propos – Roman w PiS? Hm, ciekawe…

  18. sceptyku
    za dużo propagandy, za dużo GW i Polityki i TokFM i TVN i Polsatu. Chociaż to chyba w Polsacie było o rozkwicie gospodarki? Za dużo Geremka w zachodniej prasie i Wałęsy plującego na wszystko co się rusza. No i za mało nieznośnel lekkości wolności słowa. Bo by przyznać się do sympatii do PiSu, albo Kaczyńskich trzeba wykazać się sporą odwagą cywilną. jeżeli chodzi o dziennikarzy, to wystarczy być obiektywnym by z mety zostać dziennikarzem reżimowy. no i jeszcze słowo „Czy…”. Słowo Czy jest niebezpieczne i niepoprawne i dlatego go nie ma…

  19. Ależ Bernardzie tekst o „dziennikarzach reżimowych” nie był aż taki trudny, żeby sympatycy PiS go niezrozumieli . Wiesz mi. Masz doświadczenie w szperaniu po archiwach, poszukaj w „Polityce”,z tego roku. W razie trudnosci ze zrozumieniem tekstu proponuje łatwiejszą interpretacje w GW( tez z tego roku).Autorzy ci sami.

    Rozkwit godpodarczy, jak mniemam, zasługą PiS ? Tu przydałyby sie podstawy ekonomii, ale jest przeciez internet.

    Anita Gargas…J.Kurski w czasie kampanii,ponoć powiedział ( według slów M.Olejnik) Grzywaczewskiemu, ze „Dziewczyny jada robic film o popranej rodzinie Tuska” W tym momencie pani Gargas zostala cofnięta z autostrady i nakazano jej powrót do Waway aby sie wytlumaczyć.

    Ozon bankrutuje, co powinno dać katolewicy sporo do myślenia.

    Weekend

    -lektura weekendowej prasy
    -film „Włoski dla poczatkujacych”
    -lektura „Wściekłosci i wstydu’ A.Michnika
    -postępy w rehabilitacji
    -a w Niedziele super niespodzianka sprawiona przez ojca

    W środe Mazury…Wilkasy

  20. Weekend ?? . Gorączowe rozmowy telefoniczne z Chorwacją ( operator ucieszy sie z wyniku finasowego ) ,a w tej Chorwacji z KIMS potrzebujacym pomocy . Anita Gargas – OBY PIS miał coraz wiecej takich propagandystów , a nieuchronnie wpadnie do dołka przeznaczenia .Zostawmy poglądy -mogą byc inne niz moje ,ale ta wciekłość w głosie ,niepodatność na racjonalne racje innych , pernamętne mówienie nieprawdy, tak jakby słuchacze przybyli wczoraj z Ksieżyca i można TAKIM – głupoty opowiadać . Nie Ogladam Wildsteinowej TV – dot. publicystyki i informacji ,- po prostu w odróżnieniu od Pana Daniela zawodowo nie mam obowiązaku .
    Oglądałem fragment wystąpienia Prezydenta przed 62 -rocznicą Chwalebnego zdemolowania Stolicy i wysłania na bezsensowną śmierć setek tysięcy ludzi , w tym jak dumnie Prezydent mówił- 20 tysiecy dzieci bez broni -bo mieli ją Sobie zdobyć ??!!(sic!). To też rodzaj kary śmierci bez winy ,bez procesu .Ten proces decyzyjny D-twa nie znajduje wojskowego uzasadnienia -raczej polityczne wariactwo i nie mogę sie nadziwic ,ze robi sie z tego dramatu jedną z podstaw sprawowania władzy dzisiaj – genzis – ile lat trwała odbudowa stolicy? , jakim kosztem ?,i kto to wypracował środki finansowena odbudowę ? – przecież nie powstancy !!!!,ale o tym prezydent ani słowa ,ani mrumuru.choć momentami seplenił jak zwykle !
    Jadwigo !!! Glowa do gory właśnie 4-5 lat temu mój zaprzyjażniony Ortopeda wskazał mi taką scieżkę ,nie bardzo chcialem sie pogodzic , zwlekałem ,a dzis jestem niespełna 3 miesiace po zabiegu i w ten weekend kilometrami po piachu na plazy bez wsparcia „kulą”+ korzystanie radosne z pływania . Życzę podobnej ścieżki i tak samo dobrego „OPRAWCY ” jak mój .Droga z nad morza znośna , kiedy wracam ( cżesto tą trasą ), wzrok zatrzymuje przy tablicy pamiatkowej ( Morze -Szczecin k/ Przybiernowa ) gdzie los zatrzymał życie Władysława Komara i Tadeusza Ślusarskiego .Na tak prostym długim odcinku drogi – nieprawdopodobne zdarzenie a jednak prawdziwe -niestety . Tym bardziej ,iż inny mniej znany Olimpijczyk na ich samochód najechał.-i
    jego tablica , obok, staraniem żony jest posadowiona .

  21. Mój weekend to również lektury, w tym dwie szczególnie warte zapamiętania. Myślę oczywiście o tekście prof. Karola Modzelewskiego w „Gazecie Świątecznej”, najlepszym utworze publicystycznym, który czytałem od kilku tygodni, najcelniej punktującym rządy Kaczyńskich, najtrafniej analizującym przyczyny staczania się Polski w stronę autorytarnych rządów prawicy. Karol Modzelewski to dla mnie autorytet, bohater, człowiek niezmiennie wierny własnym ideałom, mądry i szlachetny. Takie są też jego teksty, niestety nie publikuje ich często.
    Druga lektura już ściśle profesjonalna, monografia „Umowy odnoszące się do osób trzecich”, której współautorką jest prof. Ewa Łętowska, znienawidzona przez obecny układ władzy czarownica, obrończyni praw człowieka, rządów prawa, najwybitniejsza, moim zdaniem, polska prawniczka.

  22. Tak na moje – Kaczyńscy robią na razie przysługę krajowi w jeden sposób, czyli odpuszczają sobie poprawność polityczną i pokazują swoje przekonania w sposób dosyć wyrazisty. To pomaga przeciwnikom. Trudno walczy się z mgłą albo błotkiem przeciekającym między palcami.

  23. W sporze czy PiS do lewica czy prawica odpowiadam – wyłącznie skrajna wszawica.

  24. W sobotę przeczytałem artykuł Karola Modzelewskiego w GW.Nic dodać, nic ująć.Społeczeństwo kulturowo podzielone i niezdolne do osiągnięcia zgody w podstawowych kwestiach.Modzelewski racjonalnie i bez złudzeń opisuje jak to się skończy.Dla mnie to kolejny argument za emigracją,o której myślę już od wielu miesięcy i zarazem porządkuję swoje sprawy majątkowe, zawodowe itp.Żona czuje pismo nosem,też nie ma złudzeń co do sytuacji w kraju, ale kocha swój ogród,las za domem i szkoda jej zostawiać kawał życia na pastwę losu.Unika rozmów o tym co się zbliża.Więc rozmawiamy o przyszłości lakonicznie-„Czytałaś Modzelewskiego?Tak, czytałam”.No i milczymy, bo do mojego wyjazdu zostało pewnie kilka miesięcy,a ona zostanie, więc szkoda marnować ten czas na jałowe dyskusje i utarczki.Tym samym miałem weekend refleksyjny jak zawsze,gdy coś się kończy a nowe jeszcze nie zaczyna

  25. Dzień dobry! Witam serdecznie!
    Jako, że prawie cały lipiec spędzam na łonie pięknej wsi, na weekend wybrałam się z moją słowacką „prijatelką” (nasze rodziny przyjaźnią się od 4 pokoleń!!!) do Krakowa nieco się „odchamić” 😉
    Była wystawa „Fin de siecle” w Muzeum Narodowym (polecam!!! wspaniała!!!), było kino, odrobina sportu, spotkania z przyjaciółmi z akademickiej ławy, grill z moimi teściami „in spe” no i ulubiony drink Mohito w ulubionym ogródku Krzysztoforów.
    To tak w telegraficznym skrócie.

    Bynajmniej Pana wpis nie był za długi! Tak trzymać! To, że teraz wszystko jest naokoło skrótowe, i to tekst okrasza obrazki a nie odwrotnie, nie znaczy, że Pan Daniel ma się ograniczać!!!

    Przesyłam serdeczne pozdrowienia znowu spod lipy! 🙂
    Natalia

  26. Od dłuższego czasu zaczytuję się w książkach Z. Kałużyńskiego i strasznie mi szkoda, że już go nie ma…

    Pozdrawiam serdecznie Panią Jadwigę i życzę zdrowia oraz świetnej formy!!!

  27. Mój weekend?? W piątek zwiedzałem krakowskie muzea (raz na jakiś czas dobrze to robi), w sobotę pisałem znajomym co widziałem w piątek 🙂 Oczywiście nie licząc prasowania i zakupów. A poza tym zacząłem czytać „Emmę” (bardzo niemęska lektura, ale czasem dobrze robi) i Listy Mahlera do żony. Przynajmniej się dowiedziałem ze wstępu, że Alma pisała prawie tak jak ja notując w muzeach. Albo i gorzej… Aleksander Zemlinsky miał kiedyś odpowiadając na list swej uczennicy odpisać jakoś tak (nie mam oryginału przy sobie): „Potężny Pan, Bóg Zastępów postanowił zesłać nieszczęście na moja potępioną głowę. Przysłał mi więc list swej córki, Almy Marii, aby moje grzeszne oczy przez godziny męczyły się bezskutecznie usiłując wyszukać w nim poszczególne słowa.” No ale my mamy komputery, internet i to się już nie liczy.

  28. Panie Danielu,
    Nie ważne jaki był koniec tygodnia, początek za to jest bardzo interesujący. Wyrasta Panu nie w kij dmuchał konkurencja. Wesołek Marcinkiewicz zaczyna blogować . Ciekaw tylko jestem, co Sanepid na jego „zostawianie w wodzie czegoś co nie jest mu już potrzebne”.

  29. A ja, w przeciwienstwie do Pyzola, ogladam glownie BBC a nie amerykanskie wiadomosci. Nie wiem jak mozna usprawiedliwic smierc 400 osob ciwilnej ludnosci, w tym duzej ilosci dzieci, za uprowadzenie 2 zolnierzy i kompletne zrujnowanie infrastruktury kraju ktory sie tam nacierpial. Wydaje mi sie ze wiekszosc swiata jest przeciwko Izraelowi a nie odwrotnie (od razy zaznaczan ze nie jestem antysemitka i krytyka rzadu Izreala nie musi sie wywodzic z niecheci do ludnosci tamze – wprost przeciwnie – boje sie bardzo o przyszlosc tego kraju).
    Oprocz tego ze bardzo sie w czasie weekendu martwilam przyszloscia – czytalam ksiazke Madeleine Albright „The Mighty & Almighty” ktora wszystkim bardzo polecam i bardzo smieszna „A Short History of Tractors in Ukrainian”. A..i wreszcie dostalam dzienniki Maraia ktore pan polecal w Niezbedniku.

  30. Panie Danielu, mam nadzieję, że pisanie blogu nie stanie na przeszkodzie publikacji następnego tomu „Codziennika”. Mało Pana w „Polityce” (zapewne z tzw względów niezależnych od autora). Niech się Pan jednak nie leni – do roboty! Blog to jednak nie to samo. Serdecznie pozdrawiam.

  31. Jak spędziłem weekend?

    Sobota pod znakiem lustracji. Lustro w łazience stłukło się jakiś czas temu i pojechaliśmy do Uppsali kupić nowe. Przy okazji kupiliśmy parę butelek wina. Najpierw białego. Potem jednak moje lewackie odchylenie dało znać o sobie i wziąłem butelkę czerwonego. W łazience mam teraz moźliwość codziennej autolustracji!

    Na witrynie TVP zauwaźyłem wzmiankę, że w Warszawie powstańcy znowu walczyli z Niemcami. Ciekawe kto wygrał. W nocy śnilo mi się, źe Bernard otworzył sobie własny blog! Zbudziłem się zlany potem.

    Niedziela pod znakiem rewindykacji. Uzbrojony w szpadel i taczki poszedłem usuwać chwasty i zarośla z tej części działki co graniczy z lasem. Zwłaszcza łubin dał mi się we znaki. I słońce bezlitosne – moźe to dlatego, źem dnia świętego nie święcił? Odzyskałem całkiem spory kawałek gruntu, posieje się trawnik, będzie jakoś tak drobnomieszczańsko.

    Później zrobiłem obiad. Był świeźo upieczony rozbef. Krwisty – znowu te moje lewackie odchylenie. Do tego sałatka z fasoli z oliwą, czosnkiem, bazylią i.t.d. oraz ogórtasy własnej hodowli. Oraz ta butelka czerwonego wina. Terre dei Volsci Velletri Riserva rocznik 2000. Polecam gorąco! Dojrzałe, z korzennym zapachem Posmak śliwek, suszonych owoców, dębu, skóry i gleby.

    Wieczorem jasno jeszcze o dziesiątej. Ciepło, spokojnie, ani śladu komarów. Do końca urlopu jeszcze cztery tygodnie. Ach ta nieznośna lekkość wolności człowieka beztroskiego…

  32. Weekend ?

    Poza sobotnia poranna potyczka o sens i bezsens KS na blogu DP (temat bardzo bliski sercu), nic nie robilem. Z premedytacja zaslugujaca na najwyzszy wymiar kary.
    Odkad sprzedalem dom, weekendy nabraly znowu wlasciwego wymiaru, przynajmniej co jakis czas.

    Patrzylem wiec rozkosznie na czas przeciekajacy mi leniwie miedzy palcami jak roztopiona sloncem smola. Z ksiazka, z drinkiem w lapie (po 13-tej…), przy sterylnym bla-bla-bla o wdziekach Maryni.
    Bez radia, bez TV, bez niusow. Samolubnie, we wlasnym polswiatku.

    A wiec tym wiekszy szok dzis rano…

    A cale to lenistwo w plenerze, w cieniu rozlozystych klonow nad woda, bo miastem i tak zawladnely zastepy teczowych atletow i atletek, przez co czesc ulic pozamykano.

    Pozdrowienia,

    Jacobsky

  33. ……..Oglądałem fragment wystąpienia Prezydenta przed 62 -rocznicą ……
    pisze Waldemar. Bardzo sie ucieszyłam że ktoś jeszcze podziela mój prywatny, jakże niepoprawny a wręcz światoburczy pogląd na Powstanie. Nie umniejszając zasług, bohaterstwa i ofiary krwi Powstańców. Wystawionych i skazanych bezprecedensowym brakiem trzeźwego scenariusza (delikatnie mowiąc) wydających rozkazy.
    Dzięki Waldemarze!

  34. Sobota rano, budzę się późno, już dziewiąta, zbieram wczorajsze myśli, wśród nich odkrywam plan dnia, punkt pierwszy – pilne roboty w ogrodzie. Temperatura na zewnątrz 23 stopnie, z wilgotnością czuje się jakby było 30. Chwytam grzankę i kawałek grejpfruta, wypijam espresso na stojąco, chcę zdażyć przed popołudniowym wrzeniem, prognoza zapowiada 35 stopni, czyli faktycznie 43. Biorę flachę lodowatej wody do picia, wchodzę z domu wprost do łaźni, zaczynam od koszenia trawy, po kwadransie pot zalewa mi oczy, cykady wrzeszczą, słońce wydaje się stać w zenicie, jednym słowem, Afryka czarna, a w niej ja niger-niewolnik. Po trzech godzinach zaczyna dziwnie kropić, ale ja i tak jestem przemoczony do suchej nitki, zlany potem, padają ogromne, ciepłe krople dżdżu, na asfalcie zostawiają pojedyncze, wielkie plamy. W miskę zbieram owoce z krzaków, jerzyny (blackbarries) i czarne porzeczki, oraz ostatnie resztki czerwonych, i z rozkoszą wracam do wychłodzonego, klimatyzowanego domu, w suche, komfortowe 25 stopni. Wrzucam owoce do słoja z ratafią, biorę zimny prysznic, robię sobie sałatkę, polewam oliwą, i siadam naprzeciw mamy, która co roku przyjeżdża z Warszawy i całymi dniami rozwiązuje krzyżowki i jolki. Ucinamy sobie rutynową pogawędkę o sprawach polskich. Tysiąc razy wolałbym popolitykować z ojcem, to dopiero byłaby uczta, ale jego już nie ma z nami. I jak zwykle ona jest pesymistką, no nie mogę, ale staram się ułożyć te zdarzenia w ciąg przyczyn i skutków, uporządkować jej myśli, zracjonalizować, zaczynam od XVI wieku, ją to szybko nudzi, zaczyna złorzeczyć na obecną politykę zagraniczną, tłumaczę jej, że teraz polityka zagraniczna jest nakręcana potrzebami polityki wewnętrznej, używam najprostszych argumentów, liczy się krótki okres i natychmiastowa popularność, inaczej grozi bunt partyjnych dołów, przecież nadchodzą kolejne wybory. Ona potakuje, z rozpędu raczę ją moją własną hipotezą-spekulacją o tym komu, oprócz Stalina, najbardziej zależało na wywołaniu powstania warszawskiego, ale ona słucha z obrzydzeniem, ostatnim kawałkiem chleba wycieram sos z talerza i idę zaglądnąć do internetu. Ni z gruszki ni z pietruszki (skądś przypałętało mi się to powiedzenie) interesuje mnie Stendhal – “Czerwone i czarne”. Zaglądam na ulubione portale, czytam opisy wątku i postaci, i o symbolach, i o motywach, wreszcie zamawiam w bibliotece “Pustelnię parmeńską” po polsku. Mój przyjaciel Polonista mówi, że Stendhal zanim rozpoczął coś pisać to otwierał szufladę pełną suszonych jabłek i gruszek, i wdychał, i ten zapach wyzwalał w nim to coś co jest potrzebne do pisania prozy. Właśnie, co jest potrzebne? Czy wszystko musimy sprowadzić do chemii? A może to był Flaubert? Zaglądam też do GW. Co robisz, głośno pyta mama widocznie stęskniona za moimi teoriami. Czytam. Co czytasz. Gie-wu. Świntuch, woła do mnie. Zaglądam w gie-wu do działu opinii, niech będzie łże-opinii, a tu profesor socjologii Modzelewski. Już chyba przed 68-mym jednym tchem, zupełnie jak “Marks i Engels– twórcy materializmu naukowego”, mawiało się “Kuroń i Modzelewski – wrogowie ludu pracującego”. Ten ostatni przedstawia swoją teorię po raz kolejny, nie lubie go z tych samych powodów co nie lubię KTT, dzisiaj pisze o dziedzictwie PRL, o rozłamie między Polską oświeconą i ludową, ok, czytam dalej, czekam na coś nowego, coś oryginalnego w konkluzjach, moją uwagę chwytają dwa pytania, jedno na tak, ale na nie, drugie na nie, a nawet na tak, czy też na odwrót, co za majstersztyk (w niedziele wieczorem dowiem się, że one spodobały się Passentowi), zachwycające, szczytuję gdy autor skupia się na NBP – ”Gdybyśmy chcieli chronić swój potencjał przed niszczącą konkurencją, pozostaje nam jeszcze jedyny dostępny w ramach UE instrument protekcjonistyczny – polityka pieniężna. Użycie tego instrumentu wymagałoby jednak ograniczenia niezależności NBP. To duże ryzyko – oprócz unijnej krytyki można się spodziewać groźnych reakcji rynków finansowych”. Czyli podług planu Modzelewskiego, NBP wprowadza stały kurs wymiany (currency board) z tanim złotym, powiedzmy 6-8 PLN za jedno euro, zaraz trzeba dusić inflację, bo import jest drogi, tylko na prawdę zamożni wyjeżdżają na wczasy za granicę, natomiast wyjazdy do pracy na Wyspy stają się masowe, dwa razy, trzy razy tyle co teraz, bo bardzo opłaca się zarabiać za granicą, za jedno euro czy funta dostać dwa razy tyle PLN-ów, powraca sytuacja z PRL-u, a potencjał krajowy nie konkuruje z nikim na rynku krajowym. Tylko Japonia i teraz Chiny utrzymały taki reżim przez dłuższy czas. “Druga Japonia” już była, teraz będą “drugie Chiny”? Ale są to przecież zdyscyplinowane narody, oszczędne do granic, eksporterzy kapitału, nabywcy firm i nieruchomości w Kalifornii i nie tylko. W Europie Szwecja kiedyś eksperymentowała z ostrą dewaluacją korony, ale po dwóch latach dała sobie spokój, ich gospodarka potrzebowała konkurencji poza granicami małego kraju. Katastrofa tego planu miałaby oczywiście przyczyny w „groźnej reakcji rynków finansowych”. A czy inwestorzy nie pchaliby się drzwiami i oknami do protekcjonistycznego raju dla producenta? Jak długo by to trwało? Może sprawdzić eksperymentalnie? Wracam do stołowego. I co tam, pyta mama. Mówię jej, że w Polsce najwięcej jest … Ekonomistów, wpada mi w słowo, powtarzasz się synu. Więc idę czytać. Gdyby było chłodniej pojechałbym rowerem na boiska, pod linię wysokiego napięcia, tam Pakistańczycy grają w krykieta, a dzieciaki kopią piłkę, a ja pomiędzy boiskami sunę po asfalcie i nie dbam o nic. Dzisiaj chcę skończyć lekturę książki pt. “Hemingway. The Toronto Years”. Były felietonista dziennika “Toronto Star” opisał początki kariery Hemmy’ego w latach 1920-24, gdy pisał dla tej gazety. Na samym początku siadał na kaloryferze, bo nie było wolnych krzeseł, i opowiadał, komu popadło, co popadło. Mówił, że chce to umieścić w powieści, w opowiadaniach. Ludzi w redakcji trochę to denerwowało, w końcu wysłali go do Europy, między innymi pisał reportaże z konferencji w Genui (wtedy zawarto układ w Rapallo). Hemmy odkrył wtedy styl pisarski, który nazwał “cablese”, język telegraficzny, język wyzuty z przymiotników i przysłówków, zwarty, sprasowany, sfrazowany tak jak dziennikarskie telegramy, czyli kable. Wrócił do Toronto, bo żona zaszła w ciążę, ale ciągnęło go do Paryża, do Włoch, do Fiesta de San Isidoro w Mardycie. Dawali mu w kość w redakcji, nic dziwnego, drewniana torontońska mentalność. Rodzina nie tolerowała jego planu życiowego, powinien wziąć się do konkretnej pracy, nie pomagał w domu, fruwał z kwiatka na kwiatek, snuł opowieści. W końcu Hemmy zrywa z rodzicami. Rzuca też Toronto i jej gazete, jedną z pięciu wówczas, inne to było miasto niż teraz, w 90% WASP, białe, anglosaskie i protestanckie, teraz WASP-ów jest może mniej niż 20%. Kiedyś miałem pomysł napisania serii opowiadań pod wspólnym tytułem “Miasto T”. Jedzie Hemmy do Paryża, tam wykorzystuje stare kontakty, pisze między innymi “The Sun Also Raises” i tyle, koniec książki, więc zamykam ją i idę rozpalać grila. Biorę przyrządy i kieliszek zimnej manzanilla, oraz produkty bezpośrednie: zamarynowaną baraninę, cukinię i ziemniaki. Do tego będzie miska oliwek, sałatka i flaszka hiszpańskiego wina. W ostatniej chwili wpada Polonista, ten ma wyczucie właściwego momentu. Good timing, mówię mu. Pałaszujemy kolację i siadamy do telewizora. Przez chwilę leci BBC World, wiadomości są spokojne, jest sobota. Potem puszczam im film/video z majowych wakacji, Nerja, Ronda, Kadyks, ta sesja kończy się bykami w Sewilli. W czasie walki nie pozwalają filmować, tylko zdjęcia wolno robić. Ale co tam, kręcę młodego Lopeza w akcji, Lopez bardzo spodobał się B., powolny sygnał trąbki odwołuje pikadorów, torreador Lopez wkracza do akcji już teraz, chce się pokazać również jako banderillero, jedna banderilla wypada bykowi z karku na piasek, za kolejnym razem na piasek pada Lopez, widownia podnosi się z miejsc, koledzy Lopez podnoszą go z piasku i wynoszą poza drewnianą balustradę. Polonista wyśpiewuje tezę Wojtka Młynarskiego o tym, że walka byków to sztuka uników, Lopez wraca na arenę, jeszcze zawalczy o uszy byka, ciekawe kto spałaszuje las creadillas, olé, olé. I oni zabijają tego byka, upewnia się mama. Sześć byków, odpowiadam. Co takiego? W ciągu jednego wieczoru trzech torreadorów zabija sześć byków, potwierdzam. Okrutne, straszne, dzikie. Film kończy się widokiem na Złotą Wieżę, która stoi na brzegu rzeki Guadalquivir. By unik zrobił byk, intonuje Polonista, a co robicie jutro? Hm, muzea i galerie mamy zaliczone, i mecz bejsbola też, zatem idziemy na mall, na zakupy. Mama na mall mówi „galeria”, dziwna jakaś maniera, „galeria handlowa”, hm, galeria Fairview, galeria Scarborough. Jutro niedziela, sklepy otwierają w południe, przypomina Polonista. Ale jest klimatyzacja, replikuję. U nas też, wpadnijcie po zakupach, mam jeszcze flaszkę kubańskiego rumu, deklaruje Polonista. Asta mañana. Do jutra.

  35. W weekend oddawałem się rozrywkom mocno dekadenckim. Nie to, żebym jakoś specjalnie lubił, ale trzeba korzystać, póki jeszcze można. W końcu zanosi się na ciężką zimę przez następnych parę lat.

    PS: a na co zostało przeznaczone becikowe? na pieluchy???

  36. JadwigA,

    „niepoprawny a wręcz światoburczy pogląd na Powstanie” prezentują nie Ty, Waldemar, ja oraz wielu innych, lecz J.E. prezydent Kaczyński. Hołdowi składanemu powstańcom i ludności cywilnej towarzyszy bowiem u niego apologia osób odpowiedzialnych za tę tragedię.

    Czego oni chcą uczyć dzieci w szkołach? Bezmyślności politycznej?

  37. Ups, są co najmniej dwie “literówki” w moim poprzednim wpisie:
    – jeżyny
    – “The Sun Also Rises”.
    Sorry.

  38. A ja spedzilam wspanialy weekend w Douarnenez ( Bretania – Francja ).Byl splyw starych lodzi zaglowych. Cudo ! Slyszalam nawet polska piosenke zeglarska.Byla piekna pogoda.Patrzac na te cuda zajadalam mule z frytkami i popijalam cidrem ( kwas jablkowy ). Za dwa lata nastepne spotkanie. Moze beda Polacy. Panie Danielu codziennie z niecierpliwoscia czekam na Pana zapiski.

  39. Ewo M – a KTO u s p r a w i e d l i w i a smierc cywilli? Moze tak jednak odkoruj sie nieco od BBC i zajrzyj do CNN, abys przynajmniej wiedziala o czym mowisz.

    Licze, ze znasz angielski, skoro tak lekko zdobywasz ie na ocene anglojezycznych mediow:

    link
    link
    link

    A szczegolnie tu.

    Co do BBC:

    BBC ADMITS MANY LEBANESE CASUALTIES ARE TERRORISTS

    (IsraelNN.com) The British Broadcasting Corp. (BBC) has admitted that many of the victims of Israeli retaliation in Lebanon are terrorists and not innocent civilians. A BBC reporter said he saw Hizbullah terrorists using a private home and added, „It is difficult to quantify who is a terrorist and who is a civilian.”

    Media reports have emphasized that Israeli air strikes have killed more than 350 Lebanese civilians, prompting accusations that the IDF is carrying out „collective punishment” on the country.( przepraszam, nie mam linku, kto ma cierpliwosc, niech szuka w serwisie IsraelINN.com)

    Kaska

  40. Mój weekend, a raczej niedziela to było jedno wielkie zamieszanie, bo dzieci równocześnie pakowały się przed wakacyjnym wyjazdem, każde w inną stronę. Z tego wszystkiego dopiero dziś przypomniałam sobie, że własnie zaczął mi się urlop. I wreszcie po raz pierwszy od wielu lat pojadę nad moje ukochane jeziora. Jestem wodnikiem i uwielbiam wodę w każdej postaci (gorącą wannę też), ale najbardziej jeziora z sosnowym lasem. I wreszcie będę tam. 🙂 Galopujący Majorze pomacham Ci z Orzysza.
    I jeszcze zamawiam silny wiatr, bo żeglować lubię tylko przy silnym wietrze.

  41. Jestem zaszokowany po przeczytaniu kolejnych wpisów,że tyle osób żyje TAK BARDZO polityką dnia codziennego,w środku lata przy upalnej pogodzie.
    Chciałem coś napisac na temat Pana Profesora Karola MODZELEWSKIEGO,ale w sumie Pan Łukasz z wpisu o godz. 12.19 napisał wszystko.Mogę tylko dodać,że jeżeli miałbym zrobić ranking mądrych ludzi w Polsce i określić symboliczny przykład elity to zarówno i Pan Profesor MODZELEWSKI i Pani Profesot Ewa ŁĘTOWSKA byliby na „pudle”. To sa dla mnie postacie WZORCOWE,jak ten METR pod Paryzem.
    Więcej dystansu do polityki,życzę Szanownym Blogowiczom,Pana Bernarda i tak nie zakrzyczycie,to jest ich czas i dla mnie jest to odwzorowanie pamiętnej sceny z filmu KABARET,kiedy piekny blondynek śpiewa taką wzruszającą piosenkę,dalej Panie Bernardzie proszę kontynuować…. a mury rosną,rosną rosną…

  42. Mój weekend :
    Sobota – Pobudka o 4:30 i zaliczam blisko 20 kilometrowy bieg. To upały codzienne powodują, że biegam tak wcześnie gdy temperatura powietrza wynosi około 16 -17 stopni. Potem przegląd porannej prasy(GW, Rzepa, Dziennik, Przegląd Sportowy) a następnie zakupy z żoną. Po obiedzie, wizyta u siostry a wieczorem oglądałem zwycięstwo Legii nad Crakovią.
    Niedziela- Wcześnie rano bieg(około15 kmów), a po śniadaniu ciąg dalszy przeglądu prasy i dla odprężenia i ucieczki od naszej rzeczywistości lektura najnowszej powieści „Miasteczka”. Jej autor John Updike napisał m.in.-Czarownice z Eastwick-. Tytuł zapadł mi w pamięć z uwagi film na podstawie tej powieści z Susan Sarandon i Michelle Pfeiffer oraz J. Nicholsonem w rolach głównych. Potem spacer z żoną i przegląg różnych internetowych blogów prawie aż do wieczora.

  43. Panie Danielu, Blagam, niech pan nie namawia blogowiczow do pisania, bo bedzie znowu ponad 100 wpisow. Kto to przeczyta? Kto wchlonie? Kto zrozumie (co ja mowie? sprobuje zrozumiec!) ? Pan? No chyba, ze ma Pan nandludzka wytrzymalosc. Moze w ramach sezonu ogorkowego zakazac na tydzien pisania o polityce? Napiszmy prosze o pogodzie, o ZOO, o kwiatach i miodzie… Tylko jak zakazac czegokolwiek w tak politycznie zwariowanym kraju jak PRL-bis braci Kaczynskich… Juz niczego nie dodaje zeby nie jatrzyc.

  44. Załamałem się. Polska to jednak Gargas i Gosiewski, a nie Łetowska i Modzelewski. Kaczyńscy zwyciężyli.

  45. Kiedy Daniel Passent, w upalną niedzielę we wsi Krzyże, wracał z pięknego odlotu w młodość, chyba szedłem rozpalonymi Alejami Jerozolimskimi, gnany namiętnością do ruskich pierogów. Miała to być nieskomplikowana przyjemność przed poniedziałkowym odlotem, ktory nastapił ze stołu operacyjnego warszawskiej kliniki. Pierogi oczywiście smakowały, a klimatyzacja w lokalu sprawiła, że w oczekiwaniu na danie kolejny raz zaczełem się zastanawiać dlaczego to miasto jest takie prowincjonalne. „I tu się zgadzam” z bracmi K. bezdyskusyjnie. Nowy Świat też jakis niedopracowany. Przecierz można było przyjechać do Gdyni żeby zobaczyć jak została wykończona główna ulica handlowa, Świętojańska. Brak jej czaru franuskich ulic Lazurowego Wybrzeża, ale w stosunku do W-wy jest różnica ogromna, co kiedyś podkreślał Gruza, który mieszka na skarpie Zatoki Gdańskiej. W latach siedemdziesiątych zachwycałem się atmosferą Warszawy, a wieczorem Pod Egidą u Pietrzaka (nie ojca)siedziałem z gupą fanów na schodach kabaretu zaśmiewając się m. in z utworów Autora bloga. „To był maj. Pachniała Saska Kępa…”. Nie zrobił jednak takiego wrażenia, jak dawniej, widok Zygmunta na przeładowanym Placu Zamkowym. Czuć objedzoną wioską w niedzielne przedpołudnie. Gdzie ten warszawki humor, który mi się tak podobał? Na Starym Rynku po Piwnicy Wandy Warskiej pozostał napis o rozgoszczeniu i rozpasieniu się jakiejś fundacji jej imienia. Wtedy była muzyka i atmosfera, a dzisiaj; wolę dalej nie dociekać. Skąd to się bierze, że nagle atmosfera miasta zmienia się, i mimo wyliczeń, że powinno być lepiej, jest gorzej. Następnego dnia odlot, podobnie jak przylot, nastąpił w klimatyzowanych warunkach. Ale im dalej od przylotu, tym bardziej frontowe warunki panujące w naszej służbie zdrowia. Jeszcze kilkadziesiąt godzin pobytu i wyjazd rozpalonym eszelonem nad morze, którego zbawiennym dla twórców jodem tak zachwycał się Tomasz Mann.

    Pozdrowienia dla wszystkich blogowiczów, a szczgólnie dla tych, którzy tego nie mają na codzień. Wielu, którzy tu są chętnie by się zamieniło.

  46. Panie Danielu! Pańskie napomknienie o I wojnie skojarzyło mi się z takim otóż cytatem: ” Liddel Hart obliczył długość okopów alianckich na 12 tysięcy mil angielskich; łącznie z niemieckimi stanowiło to dosyć, by opasać kulę ziemską. Teoretycznie można było przejść z Belgii do granicy szwajcarskiej nie wychodząc na powierzchnię”. Nie wiem kim był Hart, ale wiadomość zaczerpnąłem z „Pamiętnika orchidei” Pana redakcyjnego (niezapomnianego) Kolegi Zygmunta Kałużyńskiego. Bardz to mną wstrząsnęło, podobnie jak najlepszy opis dramatu I wojny w „Na Zachodzie bez zmian” Remarqua.

  47. Mam więc trzy pytania do zwolenników profesora Modzelewskiego i miłośników jego mądrości.
    1. Czy przeczytali do końca jego artykuł p.t. “Chóry i pienia”?
    2. Czy zrozumieli jego propozycję zmuszenia NBP do osłabienia wartości złotego i utrzymania go na niskim poziomie do euro, jak należałoby to zrobić?
    3. Czy wiedzą jakie mogą być konsekwencje takiej polityki monetarnej, te dobre oraz te katastrofalne?

  48. Byłem też na lanchu. Co prawda nie u dyplomatów, a na zapleczu sklepu, który onegdaj należał do PSS Społem, a teraz nazywa się jakoś inaczej. Na spotkaniu serwowano wino marki „Wino” (ono się teraz nazywa inaczej”). Różniło gości owego lanchu od Pańskiego to, że wino marki „Wino” musiał sobie kupić każdy za własne zarobione pieniądze (bez podatku VAT i z reguły „na czarno”).
    Mniemam, że tego rodzaju party nie różnią się specjalnie od „dyplomatycznych”. Tu też obowiązuje język cokolwiek nie angielski i mniej wyszukany. Ale za to tematyka! Panie Danielu, podobna: polityka, życie obyczajowe (dzielnicy) i w ogóle „co oni sobie tam na Górze myślą (oczywiście nie chodzi o Kazania na Górze)”.
    Dyskutanci, w ramach taniego państwa, popijają z jednej szklanki mytej raz w tygodniu; do rękoczynów wśród polemistów raczej nie dochodzi, chociaż bywało, że trzeba było przerwać transmisję na żywo, co pani kierowniczce sklepu bardzo się udaje. I tak się buduje elektorat!
    Następna merytoryczna dyskusja już jutro! Początek 6.00 ( nie mylić z 18-t). O 6.00 otwierają nasz parlament!

  49. Stanowczo protestuję, że Polska to Gargas i Gosiewski. Polska to przede wszystkim prof. Karol Modzelewski, prof. Lętowska, abp.Zyciński….i wielu innych znakomitych Polaków, których pamiętamy i pamiętać będą nasze wnuki. Kto za czas jakiś przekaże myśli osób „pokroju” Anity Gargas, Gosiewskiego przez grzeczność tylko nie wymieniając innych…..Od Pana Daniela oczekuję spełnienia obietnicy… mam nadzieję że pisze następny Codziennik?!

  50. Jacobsky,
    Pan Daniel, niestety, nie puscił mi odpowiedzi na Twój post w sprawie KS.
    W zakończeniu napisałam: Pozdrawiam również, Ewa.
     
     
    [Nie to, że „Pan Daniel, niestety, nie puscił”. Nie doszła. Jeśli dojdzie (ew.- jeżeli zostanie napisana ponownie)- zobaczy ją tu Pani.]

    ==========

    Byczyłam się u znajomych w Beskidach. Obejrzałam tam wystawę młodych plastyków, uczniów znanego w stolicy plastyka. Ha, nie ujawnie jakiego, bo on w tych górskich stronach mieszka. 🙂 Oczywiście, góry stały w majestatycznym pięknie.
    Ja wolę za morze…

    Na weekend zjechałam do domu. Jak siadłam na krześle, to wydawało mi się, że jest to krzesło elektryczne… takie gorące…i dlatego rozpisałam się w sprawie KS.

    Pozdrawiam A.
    Ewa
    🙂

  51. Oczywiście miałam wizytę dyplomaty – przyszłego, 🙂 – czyli mojego wnuka. Pewnie będzie dyplomatą, jak moj stryjeczny dziadek w 1938-aż do końca wojny, w Rumunii.
    🙂 🙂 🙂

  52. Weekend spędziłem podobnie jak Oldie. Śledziłem jak Izrael przegrywa wojnę. Propagandową. Cały świat zamarł obserwując „migawki” z akcji ratunkowej w Kanie. W Izraelu i w Libanie miejscowość ta jest znana chyba każdemu. To tutaj właśnie w 1996 r. zakończyła się operacja izraelskich wojsk lądowych pod kryptonimem „Grona gniewu”. Zakończyła się śmiercią ponad 100 osób, które zginęły w ostrzelanym przez artylerię izraelską posterunku wojsk ONZ. Większość stanowili libańscy uchodźcy, którzy szukali tam schronienia. Zakończyła się pod naciskiem międzynarodowej opinii publicznej.
    To co teraz napiszę, napiszę w oparciu o doniesienia izraelskiej prasy. Siłą rzeczy są to informacje niezweryfikowane, ale nawet jako takie nie znalazły żadnego odbicia w doniesieniach światowych mediów.
    Hesbollah, świadom symboliki związanej z Kaną wystrzelił z tej miejscowości w czasie obecnego konfliktu blisko 150 rakiet w kierunku Izraela. Zakładając zapewne, że Izrael będzie unikał ataków na tę osadę. Częściowa dokumentacja fotograficzna tego faktu jest dostępna tutaj.

    Zdjęcia te, dzięki tępocie jakiegoś wojskowego biurokraty, dla którego od opinii światowej ważniejsze były procedury związane z wojskową cenzurą, nie zdążyły na konferencję prasową w sprawie tej tragedii. W zawalonym budynku miały być przechowywane zapasy rakiet i mieli w nim szukać schronienia wykonawcy ataków rakietowych. Oprócz tego znajdował się w nim również schron dla ludności cywilnej. Ludność ta była wielokrotnie ostrzegana o możliwości ataku. Atak na budynek w Kanie został wykonany w nocy. Przypuszcza się, że został wtedy mocno uszkodzony lecz zawalił się dopiero po paru godzinach. Akcja ratunkowa nie była w tym czasie prowadzona. Było zbyt ciemno, aby ekipy telewizyjne, które zresztą dotarły dopiero po pewnym czasie, mogły wykonać odpowiednio „atrakcyjne” zdjęcia. Istnieją podejrzenia, że aktywiści Hesbollahu nie dopuścili, aby ktokolwiek w tym czasie opuścił uszkodzony budynek. Czy tak było naprawdę? Tego chyba nie dowiemy się nigdy. Ale świat i tak już wie, że izraelscy żołdacy mordują bezbronne kobiety i dzieci. Bo czy kogoś zmusi do przemyśleń list niejakiego Mounira Herzallaha zamieszczony w znanym nam skądinąd tygodniku Der Tagesspiegel?

    Herzallah, mieszkający do 2002 roku w Libanie, opisuje w nim budowę przez bojowników Hesbollahu bunkra będącego magazynem rakiet. Nad bunkrem dzielni ci ludzie zbudowali szkołę. Miejscowy przywódca starał się rozwiać wątpliwości co do zasadności takiego postępowania. Jego zdaniem Izrael dzięki takiemu rozwiązaniu na pewno straci. Albo będzie ostrzeliwany przy pomocy składownych rakiet, albo w wypadku ataku na ten skład amunicyjny, zostanie przez światową opinię publiczną oskarżony o mordowanie ludności cywilnej.

    Media lubią dosłowność. Zrozpaczony ojciec niosący zakrwawione zwłoki swego dziecka wygrywa z demonstracją posiekanych jak sito karoserii samochodów i fasad budynków. Posiekanych metalowymi kulkami którymi wypełniane są rakiety spadające na Izrael. Broń przeznaczona do zwalczania „siły żywej przeciwnika”. Siły żywej w Hajfie, Nahariji i innych izraelskich miastach i osiedlach. To tylko jeden z powodów dla których Izrael przegrywa te wojnę.

    Pozdrawiam Pyzol(ę)? (18:50)

  53. TO Ja przeczytalam. Na ekonomii nie bardzo sie znam, za to do przyzwoitego przemyslenia koncowki wypowiedzi Modzelewskiego goraco namawiam wszelkie e l i t y. To jest, wg mnie, myslenie we wlasciwym kierunku.

    Wlasnie w TV24 wysluchalam dowcipow na temat „walki z komarami” podczas wizyty papieza w Muzeum Auchwitz. Natrzasajacy sie panowie, najwyrazniej nie tylko nie slyszeli o wirusie West Niles ( ktory juz zabil kilkadziesiat osob, a jest szczegolnie niebezpieczny dla ludzi starszych – vide: b. wiezniowie KZ Auschwitz) , ale nie dotarlo nawet do nich, ze ow „przesmieszny” komar to najwiekszy morderca na tym lez padole. Dowcipy owych panow, byly wiec mniej wiecej na poziomie soltysa Kierdziolka, ale cos mam wrazenie, iz niezupelnie o takim gatunku „bratania sie z ludem” pisal Modzelewski.

    Kaska

  54. Do telegraphica,
    Z Twojego ostatniego wpisu wynika, że wypiliście razem z Hemingwayem setki, jeżeli nie tysiące mojitos w „Bodequita del medio”. Myśle że już nikt z czytelników tego blogu nie weźmie do ręki żadnej jego biografii. bo nie ma po co. Ale dlaczego Hemmy ? W barze wszyscy do niego mówili Ernesto albo Ernie.

  55. „Gdybyśmy chcieli chronić swój potencjał przed niszczącą konkurencją, pozostaje nam jeszcze jedyny dostępny w ramach UE instrument protekcjonistyczny – polityka pieniężna. Użycie tego instrumentu wymagałoby jednak ograniczenia niezależności NBP. To duże ryzyko – oprócz unijnej krytyki można się spodziewać groźnych reakcji rynków finansowych.”

    telegraphic observer przyznam, że prawie nic z tego nie rozumiem. Nie rozumiem też twojej analizy. Oczywiscie nie jest to zarzut.

    natomiast wątek inwestorów zagranicznych „A czy inwestorzy nie pchaliby się drzwiami i oknami do protekcjonistycznego raju dla producenta” Myslę , ze nie pchaliby sie w ogóle. Brak wolnej konkurencji przy takich
    kosztach pracy jak u nas skutecznie by ich do nas zniechecił. nie mielibysmy czego im zaproponować zwłaszcza, ze wraz z sztywnym kursem koszty produkcji poszybowałuby w górę. Do tego analiza gospodarcza na kilka lat w przód i jak powiedział jeden z ekonomistów ostatni gasi światło.

  56. Sianin,

    dzięki wielkie za rewelacyjny post! Rzadko się zdarza, że ktoś z Loży Komentatorskiej przebija naszego Gospodarza, ale tym razem miało to miejsce. Bardzo chętnie bym z Tobą obalił takiego jabolka (zwłaszcza, że od czasów studenckich tego nie czyniłem). Ja stawiam!

  57. Wychwalano tu Modzelewskiego. To tylko przypomnę dla równowagi, że pamiętny list napisany z Kuroniem, to był trockizm i zaprowadziłby nas raczej w stronę Mao, albo Pol-Pota niż zachodniej demokracji. Kisiel podsumował to mniej więcej tak – „ci dopiero daliby nam w dupę”.
    Co do Władyki, czy to ten kulturalny Pan nazywający w radiu w dyspucie z A. Gargas projekt ustawy „kretyńskim”?, a Żakowski arogancko zwracając się jako gospodarz do tejże dziennikarki „pani Gargas”.
    Co do postulatu Andrzeja Szyszkiewicza – musze rozczarować – nie mam na to czasu, co najwyżej zacznę spisywać wszystkie moje ocenzurowane wpisy (z różnych miejsc) i będę je tam zamieszczał, ale na razie nawet na to nie mam czasu 🙁
    Stefanie jesteś podłym gn****, nie życzę sobie aluzji faszystowkich. Nie wiem co robiła twoja rodzina w czasie wojny, ale moja rodzina straciła kilku członków, że o spalonym małorolnym gospodarstwie, czy przymusowych robotach nie wspomnę. Więc podlcu odpierwiastkuj się.

  58. Izraelu, Izraelu. bedny maly dzielny Izraelu. Trzymam za ciebie kciuki – abys WSZYSTKICH wybawil od fanatykow, pragnacych naszej zguby.

  59. A ja w weekend pracowałam. W sobotę w swoim domu sprzątałam po budowie garażu i wymianie okien, w w niedzielę praca zawodowa; mam zawod, wykonywanie którego jest dopuszczalne w dni święte nawet przez ortodoksyjnych LPR-owców. Przeczytałam GW. Poruszyła mnie wypowiedż Karola Modzelewskiego. Tak samo już od pewnego czasu postrzegam naszą rzeczywistość, a pan profesor tak mądrze o tym napisał. Śledziłam też doniesienia z Bliskiego Wschodu. Zastanawia mnie sposób przekazywania informacji na ten temat w polskich mediach. Dla osób miernie orientujących się w sytuacji jest jasne, że Izrael atakuje niewinne dzieci w niewinnym, pięknym Libanie. Brak informacji o wcześniejszych ostrzeliwaniach Hajfy, brak komentarza że obrona bezpieczeństwa własnych obywateli jest obowiązkiem sprawnie działającego panstwa. Nie za bardzo wiadomo co tam sie w tym Libanie dzieje, a dlaczego, a co to ten Hezbollah. Natomiast multum histerii o krzywdzie cywili. Czy to tylko pogoń za tanią sensacją, czy może jakieś sympatie i antypatie? A wczorajsze komentarze internautów na WP odnośnie Izraela mnie poraziły. Nie polecam.
    Pozdrowienia

  60. Bernardzie,

    rozumiem Twoje oburzenie, przykra sytuacja. W tym samym jednak poście – trzy akapity wcześniej – piszesz z kolei Ty, że realizacja idei z listu Modzelewskiego i Kuronia prowadziłaby nas w stronę Pol Pota. To jak, wobec Modzelewskiego (JK nie żyje) można publicznie czynić najgorsze aluzje?

  61. Bernard jakiego Pol Pota co ty mówisz… Jak mawia mój ojciec, żeby napisać taki list trzeba było mieć wtedy jaja. Jedni je mieli inni nie.

    Czy twoim zdaniem obrżanie ustawy:) a obrażanie człowieka jest tożsame.

    Daj spokój z ta twoją cenzurą poczytaj o programach antyspamowych.

  62. Stachu,
    to proste, list Modzelewskiego i Kurania właśnie w tym kierunku zmierzał i uważam, że mimo ich późniejszych zasług trzeba o tym pamiętać. Bo w przekazie medialnym brzmi to tak, jakby wówczas ich osadzono (po tym liście) za działalność opozycyjno-demokratyczną. A w sobie nie znajduję żadnych faszystowskich naleciałości i dlatego uważam, że nawet Twoje porównanie jest niestosowne, nie mówiąc o tamtym tekście. To tak jakby wszystkim przeciwnikom Kaczyńskiego zarzucać chęć zaprowazenia stalinizmu i mordowania przeciwników politycznych.

  63. Placownik – nawzajem!

    ( a akcje do izraelskiej TV znasz?)

    Tak, Pyzol jest rodz. zenskiego i ma na imie:

    Kaska

  64. Panie Bernardzie,

    jestem w gorszej sytuacji niż Pan, bo czytałem „pamiętny list napisany z Kuroniem”, a nie posiłkuję się paszkwilami w stylu „Trybuny Ludu”, która wtedy oskarżała ich o odchylenia trockistowskie, a teraz tak chętnie cytują to różnej maści prawicowcy. Abstrahując już od sytuacji Polski w połowie lat sześćdziesiątych, wieku i doświadczeń życiowych autorów, (Październik ’56 się kłania), obaj, a zwłaszcza profesor Modzelewski, wielokrotnie publicznie przyznali się już do swojej – nie waham się tu użyć tego słowa, bo mam to od jednego z nich na piśmie – głupoty. Za tę głupotę odsiedzieli po parę niemiłych latek, z biegiem czasu poglądy im się zmieniły, ale nie na tyle, żeby przeszli na pozycje liberałów, za co mają mój głęboki szacunek. Pańskie porównanie do Pol Pota i Mao uważam, jak mój ‚przedpiśca’ Stach za nieuzasadnione i wredne.
    Co do meritum artykułu z „Gazety Wyborczej”, muszę się, niestety, zgodzić z analizą profesora.

    I jeszcze jedno, kiedy już Pan założy stronę ze swoimi ocenzurowanymi wpisami, na pewno nie zostanę jej czytelnikiem, bo brzydzę się zaglądaniem do spluwaczek.

  65. …na zmiane: rocznica powstania i Hezbullah versus Israel. Bede upraszczal, jak zwykle, majac nadzieje na glebsza i bardziej przejrzysta analize przez p. Jacobsky’ego. Czy jest analogia miedzy heroizmem i sytuacja Zydow, a sytuacja i heroizmem Polakow w powstaniu, albo Zydow w ghetto ? Pamietam, juz Nasser zapowiadal, ze pojdzie do Tel Aviv po czerwonym dywanie, wtedy ZRA liczyla cos ponad 100 milionow. Teraz jest ich wiecej po obu stronach, zmiany w na liniach podzialu (makro i mikro), prawie jednolity front arabski, przysiadl wujek Wania, zamieszal wuj Sam, duzo zmienilo sie w calym swiecie, ale sytuacja Israel nie zmienila sie i jest chyba bardziej tragiczna, niz wtedy. Przed laty mozna bylo jeszcze miec nadzieje, ze sila, dobrocia, czy perswazja nakloni sie kraje arabskie do koegzystencji, teraz takich zludzen chyba nie ma. Teraz Israel idzie do konca, bo nie ma gdzie sie cofac. Nie ma wyboru. Jak w powstaniu w Ghetto. Jakie moga byc nadzieje, realne – nie mrzonki, ze przetrwaja ? Moj kraj cynicznie stworzyl swojego „policjanta” na Middle East i cala pomoc jaka daje nie jest bynajmniej z dobrego serca. Wydaje sie, ze gdyby sprawdzily sie proroctwa Rummsfelda o kwiatach i wiwatowaniu w Iraku , zainstalowalibysmy sie tam na dobre, mielibysmy wplyw na Syrie i Iran, Saudi i Kuweit, i rope, i przywrocilibysmy lad i porzadek na tym swiecie. Israel bylby bezpieczny. A moze mniej potrzebny ? Mniej wiecej. Plan wzial w leb, wlozylismy sobie granat pod d… i sami nie bardzo mozemy sobie pomoc, nie mowiac o malenkim, heroicznym Israel, ktory idzie against all the odds. Denerwuje mnie ten wrzask w naszych media o cywilna ludnosc, kiedy Israel sie pomyli, bo po drugiej stronie jest kilka milionow cywilnej ludnosci, ktora nie ma zyczliwych sasiadow i wycofac moze sie tylko do grobu. Gdyby przyszlo do ostatecznosci – czy nasz president, senat i kongres zachowaliby sie podobnie jak Rosevelt, senat i kongres wzgledem statku z Holandii z kilkuset zydowskimi rodzinami, ktorego nie wpuszczono do N.Y. ? Czy zachowali by sie podobnie, jak ten sam Rosevelt, ktory nie smial drugi raz prosic uncle Joe o ladowanie alianckich bombowcow po paliwo w Rosjii, po zrzutach nad Warszawa ? Na pierwsza prosbe Stalin nie odpowiedzial, a ponaglany przez Churchill’a amerykanski president odmowil wyslac drugi apel o pomoc dla Warszawy, bo „nie powinnismy draznic uncle Joe”. I jeden, i drugi mieli juz przesadzony wyrok na powstanie. Przekonajcie mnie, ze sie myle, ale weekend przeszedl mi na czarno przy tych analogiach.

  66. Pani Bożeno,

    Nie mogę spać po zabiegu. Dlatego, po przeczytaniu Pani wpisu postanowiłem wyprostować Pani spontaniczną opinię o osobach mających wpływ na naszą świadomość. Zgadzam się, że Polska to nie Gosiewski i Gargas (chociaż ich wpływów trudno nie docenic), ale w tym kraju wpływowymi osobistościami nie są także Łętowska i Modzelewski, którzy, na dodatek, często oddzielają się murem od nieprzyjemnych zapachów zalatujących w czasie groźnych przemian społecznych. Jeżeli się Pani uważnie rozejrzy wokół siebie, to okaże się, że takimi mrówkami grzebiącymi w naszej świadomości są nasz kolega Bernard i niejaki Galba, piszący wpisy m. in. w Wyborczej. Oczywiście, dwaj wymienieni blogowicze to przykład całej armii pracowitych kopaczy.

  67. majorze galopujący,
    na programach antyspamowych się nie znam, ale nie sądzę, by były w stanie np. puszczać posty fragmentami, nie mówiąc już o blokowaniu co niektórych. chociaż kto wie 🙂 A, że jaja mieli to fakt. Tego nie neguję. Wielu rewolucjonistów spędzało lata całe w więzieniach, zanim w końcu mogli zrealizować swoje chore ide. Całe szczęście, że im się to nie udało i że rozsądek zwyciężył w końcu w ich poglądach.
    buggy_swires
    tego typu głupota w przypadku realizacji mogłaby nas drogo kosztować, więcej niż wówczas panująca na ulicach głupota. Byli odważni, ale to chyba lepiej, że nie udało im się tej głupoty zrealizować, Lenin też był odważny i naprawdę szkoda, że nie zgnił w jakimś lochu, może jakby dłużej pognił, to też by mu się poglądy zmieniły?. A co do listu – proszę wziąć prasę popularną (typu GW, Rzepa) z ostatnich 15 lat. Proszę znaleźć cytaty z tego listu. Trudno? To proszę poszukać hagiograficznych opisów dzielnych uwięzionych opozycjonistów. Łatwo?
    Szuru buru, szuru buru – test antyspamowy, a poza tym wiadomo co.

  68. Bernardzie
    Wypominanie trockistowskiej przeszłości Modzelewskiemu jest samobójczym zabiegiem polemicznym w kontekscie soczystych,leninowskich fragmentów pracy doktorskiej Lecha Kaczyńskiego, cytowanych obficie na panelach dyskusyjnych.Można zastanowić się nad ewolucją przekonań obu panów.O ile trudno dziś nazwać Karola Modzelewskiego trockistą(myślę że wieloletnie wiezienie wpłynęło na zminanę jego przekonań), o tyle Lech Kaczyński zachował młodzieńczą pryncypialność.Zwrócę tylko uwagę na surowość obyczajową(fobie homoseksualne),przekonanie o konieczności eksportu rewolucji moralnej do zdegenerowanych społeczności zachodnich, umiłowanie kary śmierci, rangi nadawanej służbom szpiegowskim,przekonanie o omnipotencji państwa itp.Oczywiście piszę tylko o wpływie cytowanych w pracy doktorskiej myśli leninowskich na światopogląd Pana Prezydenta. Jego poglądy też ewoluowały i z biegiem lat nabrał łagodności Władysława Gomułki,nawet momentami z optymistycznymi akcentami właściwymi Edwardowi Gierkowi.Myślę o sloganach-„Polak potrafi!” i „Warto być Polakiem!”. Piszę o Lechu ale myślę też o Jarosławie,bo traktuję ich jako jedność-pewną formę jednorodnego bytu zbiorowego.Oczywiście nie zamierzam deprecjonować myśli politycznej braci-okazało się,że idee realnego socjalizmu są bliskie mym rodakom,a ja jako demokrata szanuję wyniki wyborów.Wskazuję Ci tylko pułapki,na które można się natknąć odwołując się do młodzieńczego dorobku intelektualnego polityków. Pozdrawiam urocze miasteczka ściany wschodniej.

  69. Wojtku z Przytoka,
    czy ja usprawiedliwiałem gdziekolwiek cytaty z Kaczyńskiego? Wskaż jakiś mój taki wpis. Poza tym, jak sam piszesz pełno ich wszędzie. a fragmentów listu nie ujrzysz tak łatwo. Medialny odbiór jest taki – Kaczyński się szmacił, a Modzelewski z Kuroniem siedzieli w więzieniu za krytykę partii. Prawie prawda. Prawie robi wielką różnicę. Nie neguję, że potem odegrali ważną rolę i zapisali piękne karty (zwłaszcza Kuroń).

  70. To G.Okon . Pytasz o opinie w ostatnich myślach twojego blogu Prezydent USA i wujek Joe ( co za sarkastyczne brzmienie ) oni znali swoje karty ,znało tez polskie przywództwo w Londynie -cywilne i wojskowe , Znali tez w Warszawie a MIMO to zdecydowali o zdemolowaniu własnej stolicy łacznie z mieszkancami .To jest zbrodnia na Narodzie , Dzisaj … nie będę nic pisał ,wiadomo ….,
    Izrael . Niedawno w blogu red .Adama Szostkiewicza , wyraziłem taką oto opinię .Izrael pełni dla Chrzescijanskiej Europy dobroczynna role Panstwa „Sanitarnego ” Islam puki co skoncentrowany jest na tym państwie …..
    Pozdrawiam

  71. moj weekend:
    -prasa polska(Polityka),niemiecka(Die Zeit) i angielska (Economist),Pana Blog
    -wizyta na biegach Iron Man we Frankfurcie,pasywna
    -lektura „Kafka on the Store” Haruki Murakami
    -tenis,plywanie,spotkanie z przyjaciolmi

  72. G.Okon,

    Wiesz dobrze, czyja matka jest nadzieja.

    Pozdrawiam,

    J.

  73. no tak, spóźniłem się…
    W weekend odpoczynek, spotkanie z rodziną, szwagrostwo zjechało z Grecji na kanikułę, tym razem oni u nas. Szwagier na razie zmęczony, przyjechali w sobotę wieczorem po dwóch dniach drogi, nic dziwnego że sjesta przeciągnęła mu się od popołudnia na cały wieczór. Nie pogadaliśmy, metaxy ani śliwowicy z Łącka nie spróbowaliśmy, ale i tak miałem pełne ręce roboty – małego Lazarakisa, po naszemu Lazusia, który właśnie zaczął chodzić. Praktykowałem zabawy z takim małym warchlaczkiem, zanim swoim własnym zająć się mus będzie. Słuchałem opowieści szwagierki o jej obecnym życiu w Grecji, znów o tym, że tam jest inaczej i kobety siedzą w domu i dzieci bawią, nie tak jak u nas. O szansie na pracę, już niedługo (trzymam kciuki Moniśka). Spacer potem odbyliśmy z małżonką, do lasu a potem nad Zalewem – wieczorem. Jeszcze przdtem, przy obiedzie, dyskusja z teściem o tym co się wyrabia na Bliskim wschodzie (Iran, rękami „swojego” Hezbollahu, właśnie uniemożliwił Izraelczykom rajd na swoje instalacje nuklearne, raz przez zaangażowanie, dwa przez nieprzychylna opinię na świecie – dla Irańczykow w sam czas. Nieźle to sobie wymyślili).
    Było miło, było odprężająco, świetny początek dwutygodniowego urlaubu.

  74. Adresowanie opinii typu „Modzelewski – trockista” wydaje mi sie zupelnie bezowocne. Czlowiek, ktory mysli tak ciasnymi kategoriami juz „jest przekonany” i przekonac sie nie da. Tyle, ze jezeli oczekuje sie wyrozumialosci dla „bledow mlodosci”, wypadaloby dawkowac owa wyrozumialosc sprawiedliwie.
    Nie wiem co wyrosnie z „zbladzonego w mlodosci” Farfala, wiem natomiast co „wyroslo” z Modzelewskiego. W wielu konkluzjach sie z nim nie zgadzam, ale jest uczciwym i godnym szacunku polemista. Spychanie go na „trockistowskie” pozycje, gdzie swego czasu umiescila go Trybuna Ludu, traktowac mozna przede wszystkim jako sukces komunistycznej propagandy w pojmowania swiata w ostrych kategoriach: czarne – biale.

    Kaska

  75. o pani Anicie ex-z Ozonu to ja już pisałęm nawet na tm blogu. To właśnie ona, ja też patrząc na nią myślałem o tym, że nadeszła młodość. Hunwejbini.

  76. Dopiero dzis wrocilam z weekendu, ktory spedzilam, jak tu sie ktos wyrazil „konsumpcyjnie”. Najbardziej intelektualnym zajeciem, jakiemu sie oddawalam, bylo czytanie trzeciego kryminalu Polityki. Swoja droga, czy one specjalnie wybrane sa takie „etniczne”? Skandynawski byl bardzo skandymawski, marsylski sama Marsylia, no a juz ten Marininy jakze redziecki. Oczywiscie wiem, ze mamy Rosje a nie Kraj Rad ale ten przymiotnik mi bardziej pasuje. Wlasciwie nie wiem kiedy rozgrywa sie akcja skoro ani pani major ani nikt na tej Pietrowce nie posluguje sie komputerem.
    Wrocilam zatem po weekendzie i przez kilka godzin czytalam aktualne wpisy blogowiczow pana Passenta. Bagaz nierozpakowany, mieszkanie nieodkurzone (a ma przyjsc kolezanka u ktorej zawsze jest odkurzone!), pies glodny spod biurka patrzy z wyrzutem a ja na blogu. W ubieglym tygodniu po raz pierwszy w zyciu weszlam na jakis blog (czy tam forum) i prosze… z gorliwoscia neofity nie moge sie odessac. sami znajomi od enfant terrible pana B. poczynajac. A uprzedzano mnie, ze to uzaleznia!
    Rzucilam sie tez zaraz do szeroko komentowanego artykulu Prof.Modzelewskiego (3 nieprzeczytane Wyborcze!). No tak, to oczywiscie moj karras. Nie bardzo sobie jednak wyobrazam jak „odbudowywac obustronna komunikacje z ludowa czescia Polski” zwazywszy, ze lze-elity nie wystepuja w Radio Maryja a ludowa czesc Polski nie czytuje Wyborczej ani tym bardziej Polityki.
    Opinie pana Waldemara, pani Jadwigi i innych na temat Powstania: Ja bylam wychowywana w kulcie Powstania. Wiem oczywiscie, ze byla to bledna decyzja dowodcow, ze straty ogromne itd. Ale mysle, ze tym zyjacym jeszcze uczestnikow przykro sluchac takich opinii. Blizsza mi jest chyba babcia Barbie, ktora wybiera sie 300 km, zeby tam dzis byc. Poza tym, niezaleznie od decyzji przywodcow, mlodziez warszawska byla tak juz nastawiona na powstanie, sytuacja tak nabrzmiala, ze, slyszy sie tez takie opinie, powstanie i tak by wybuchlo. Przykre oczywiscie jest to, ze sie je wykorzystuje do jakis kampanijnych celow.
    Tragedia w Libanie: Tak mi sie wlasnie wydawalo, ze wypowiedz Oldie miala byc gleboko ironiczna i z pewnym zdziwieniem czytalam dalsze komentarze. Ale nie wiem i czy w ogole dowiemy sie napewno jak to naprawde jest. Czy rzeczywiscie jak pisze Placownik, Hezbollah specjalnie naraza swoich cywili, zeby opinia swiata byla przeciw Izraelowi. Nie ulega jednak watpliwosci, ze bilans strat jest porazajacy.
    No koniec pozdrawiam pania Jadwige, zycze powrotu do zdrowie jej a takze temu panu po zabiegu. Takze jestem rekonwalescentka, bo mi wlasnie usunieto tarczyce.
    No i serdecznie pozdrawiam pana Passenta gratulujac swiadomego dzidkowstwa (zeby nie powiedziec dzadowstwa) E.

  77. Szanowny Panie Danielu w ten weekend okazało sie, że jestem mało wytrzymały i uciekłem w Bieszczady. Kochani – Tarnica, Połoniny, widoki, wieczory bez radia i telewizji, Świerszcze tak grały, że trudno uwierzyć iż jest ich tak dużo. Stołowaliśmy się na środku Sanu z zachowaniem oczywiście ekologii. Dlatego nie wiem za bardzo o czym piszą szanowni blogowicze, gdyz jestem wyluzowany do bólu.
    Pozdrawiam serdecznie
    marekk

css.php