Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

14.08.2006
poniedziałek

Świat jest piękny

14 sierpnia 2006, poniedziałek,

Poprzedni mój wpis („Polskie piekło„) był gorzki i przygnębiający, wywołał znakomite komentarze, za które dziękowałem wczoraj. Dzisiaj – dla odmiany – coś lekkiego i pogodnego, chociaż „ciągle pada”. Żoliborz jest dziś piękny, jak rzadko – może dlatego, że większość mieszkańców wyjechała na długi weekend. Park im. Żeromskiego odnowiony pięknie (trzeba przyznać, że za czasów, kiedy prezydentem stolicy był imć pan Lech Kaczyński, a jego brat i premier w jednej osobie też mieszka na Żoliborzu, więc jestem dobrej myśli). Dookoła parku nowe ogrodzenie, wewnątrz roślinność zadbana, bajecznie kolorowa (sierpień – wszystko kwitnie), na szczęście do parku nie wolno wprowadzać psów (sąsiednie uliczki to jeden wielki psi wychodek), dzięki czemu chociaż po parku można spacerować z zamkniętymi oczami. Idąc „na słuch” można dojść do rewelacyjnego placu zabaw dla dzieci i dla wnuków. Dookoła kwitnie prywatna inicjatywa, czyli ten niesprawiedliwy wolny rynek. Naprzeciwko wejścia na plac zabaw powstała kawiarenka z myślą o dzieciach (specjalność – lizaki i cukierki, dentystycznie zabójcze), przed nią sprzedawca szklanej waty, a w sąsiednim warzywniaku, do niedawna smutnym jak Powązki, pojawiły się ciastka, lemoniady, napoje – wszystko z myślą o dzieciach (i o portfelu). Co prawda kawiarenka powstała w lokalu po zbankrutowanej kwiaciarni, ale za to Plac Wilsona cały w kwiatach – wszystko dzięki rumianym na buziach kwiaciarkom, podgrzewanym od zewnątrz przez słoneczko, a od wewnątrz przez wysokokaloryczną zawartość termosów.

Na smutnym dotychczas Placu Inwalidów szykuje się poważna zmiana – w miejsce beznadziejnego sklepu spożywczego a la PRL i zlikwidowanej, niestety, drogerii, ma powstać prawdziwa restauracja, jak wieść niesie, zakładana przez ludzi z doświadczeniem w branży z Kazimierza nad Wisłą, gdzie „żywienie zbiorowe” jest dobrze postawione. Odchodząca od placu ulica Czarnieckiego, jak cała okolica, przeżywa prawdziwy renesans, co drugi domek jest po remoncie – coraz ładniejsze dachy, coraz lepsze okna, coraz mnie zapyziałych nor, coraz więcej znanych firm oraz młodych, pięknych (i zamożnych) mieszkańców. Widać także pierwsze objawy troski nie tylko o to, co własne, ale i o urodę ulicy. Na starych uliczkach Brodzińskiego, Wyspiańskiego, Lelewela mieszkańcy strzygą trawniki, sadzą kwiaty, krzaki i drzewka, a i w miejscach publicznych, jak np. przy Cytadeli, niewidoczna ręka dba latem o zieleń, a zimą posypuje ścieżki piaskiem. Żoliborz staje się coraz piękniejszy, zwłaszcza w dni wolne, jak wczoraj, 13 sierpnia, kiedy przez ulice nie przelewają się tysiące użytkowników metra, a jezdnie nie są oparkowane bez końca przez tysiące samochodów, które można trzymać na ulicach za darmo nawet cały dzień, bo nasza nieudolna władza nie zainstalowała od lat parkometrów, tylko demaskuje korupcję i układy.

Sama władza też jednak się zmienia – w urzędzie dzielnicowym zabudowano podwórze, otwierając piękną salę obsługi interesantów. Odbierałem tam niedawno nowy dowód osobisty, Francja – elegancja. Niestety, data urodzenia w nowym dowodzie stara jak zawsze… Po wyjściu z urzędu, nastrój mi się jednak poprawił. Patrząc na kwiaty, odnowioną ulicę Słowackiego, nową stację metra, pomyślałem, że zbyt często grzebiemy się w brudach, zbyt rzadko mamy chwilę i ochotę, by podziwiać to, co piękne. Wszak Polska to nie tylko lustracja i kastracja. Za dużo smutku, za mało radości. Za dużo złośliwości i pogróżek, za rzadko przekazujemy sobie znak pokoju. Gdy ze swojego roweru patrzę na kolorowy, letni Żoliborz, przypominam sobie myśl artysty:

Malarstwo to jest taki gruczoł, który wydaje się zbędny, ale gdy go wyciąć – organizm usycha.

Wystarczy odwrócić się tyłem do polityki, żeby zobaczyć, jaki świat jest piękny.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 54

Dodaj komentarz »
  1. Pięknie… taaak, ale od polityki nie da się uciec… bo przy tym samym P. Wilsona mieszkała Jacek Kuroń… kilkaset metrów dalej jest Kościół St. Kostki… na Czarneckiego jest dom rodzinny najpotęzniejszych bliżniaków… a jeden z nich mieszka na Mickiewicza, róg Potockiej…
    Ale Żoliborz, ten stary i ten mój ( Bielany ) jest piekny… Laskiem Belańskim i AWF i kanałkiem…

    Też jestem stąd – nie urodzony – ale od małego wychowany i ZAWSZE mieszkający…

    Ukłony
    A.

  2. Od niedawna mieszkam w zachwycającym otoczeniu wapiennych skał rozsianych po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Jak gąbka chłonę krajobraz, zieleń i spokój, zwłaszcza że przybyłem tu po czterdziestu latach spędzonych w konurbacji śląsko-zagłebiowskiej. Ale czar pryska, gdzy w skrzynce na listy pojawia się sygnowane przez miejscowego proboszcza zaproszenie na odsłonięcie pomnika Jana Pawła II (z żądaniem sfinansowanie ex post tej inwestycji), a spiew ptasząt zagłuszają zaangażowane pieśni pielgrzymów zmierzających do Częstochowy. Ten żywioł już w listopadzie decydować będzie o obliczu Polski Powiatowej. Obawiam się, że skutecznie.

  3. Ja na tydzień odwróciłem się od polityki i podróżowałem po Polsce. Piękny mamy kraj i tak bardzo się zmienił przez te ostatnie 17 lat. A IV RP ? zniknie podobnie jak PRL 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny Gospodarzu,
    kiedy wiele lat temu oprowadzałem po Warszawie obce delegacje, dodawałem pod koniec pokazów: no cóż, przy ładnej pogodzie nawet Szwajcaria jest ładna.
    W Niemczech najbardziej zadbane są małe miasteczka i wsie – nawet na terenach byłej NRD. W dużych miastach można obejrzeć śmieci na ulicy lub odrapane budynki. Dokładnie na odwrót niż w Polsce. Świadczy to niewątpliwie o stosunku mieszkańców do okolicy. Są bowiem możliwe dwa podejścia: 1 – dlaczego mój sąsiad ma więcej ode mnie (polskie) i 2 – dlaczego ja mam mniej niż sąsiad (np. niemieckie). Pierwsze jest destrukcyjno-zachowawcze, a drugie bywa postępowe.
    Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych pytano mnie jak jest w Polsce, odpowiadałem: Polska jest krajem nieograniczonych możliwości i niemożliwych ograniczeń. Czy coś się zmieniło? Tak. Patrząc na kolejny rząd odpowiadam dziś: Polska jest krajem nieograniczonych możliwości i niemożliwie ograniczonych.
    I jeszcze ciekawostka. Jeżeli jest dobrze, czyli wszystko gra i dopisuje pogoda, to należy to wykorzystać i przygotować się do zmiany, bo taka na pewno nadejdzie – choćby powódź albo długa zima.
    Marzy mi się Polska bez znaczka w klapie i z rządem, którego nie widać i nie słychać. Tak, by ludzie mogli nareszcie uwierzyć w siebie.
    I na koniec jeszcze jedna ciekawostka. W centrum stolicy (róg Alej Jer. i Nowego Św.) stoi budynek, na którym wielkimi literami wykute jest hasło z czasów Józefa S. I to hasło jest zawsze odnowione i dobrze widoczne. A czy Warszawa wie, że poza Warszawą jest jeszcze jakaś Polska?
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wspaniałej pogody (szczególnie ducha)
    Qba

  6. Zgadzam się z ostanim zdaniem. Szkoda tylko, ze trzeba je uzupełnić – aby odwrócić się dzisiaj od polityki, nie wystarczy odwrócić się od zawodowych polityków. Trzeba odwrócić się też od wielu ludzi, dotychczas z polityką niezwiąznych (ludzi nauki, mediów, kultury), którzy zaczęli politykę bardzo intensywnie uprawiać. I robią to z wyjątkowo czerwonymi wypiekami na policzkach.
    Adam Haribu

  7. kaczynscy skutecznie wycinaja wlasnie te zyciwe gruczoly:) /le madame/
    a sami sa mistrzami pogr. i insynuacji az dziwne ze taka piekna dzielnica ich nie wyplula
    pozdrawiam
    ps nie mam zamiaru wymieniac z pisem i ska znaku pokoju
    koncyliacja ta blad i samobojstwo

  8. Panie Redaktorze,
    Dzisiaj w (rynsz)TOKFM mówił Pan, że ludzie w Pana wieku zaczynają rozliczenia z życiem. Kiedy rozliczy się Pan z poddaństwa wobec komunistycznych władz?

    Ponieważ tak bardzo ubolewał Pan nad upamiętnianiem Powstania Warszawskiego („gloryfikacją”) to może jakiś wpisik przypominający propagandę z PRL na temat Powstania. Nkit poza Panem nie byłby bardziej właściwym autorem.

    No i jeszcze tylko jakieś Pana teksty ze stanu wojennego.

  9. To prawda, piękny jest Żoliborz. Przekonałem się o tym podczas niedawnego spaceru po tej, wcześniej mało mi znanej dzielnicy. Najbardziej zaskoczył mnie mały sklepik z winami mołdawskimi i gruzińskimi – niestety podczas moich odwiedzin już zamknięty 🙂 – niewątpliwy pretekst do ponownego odwiedzenia Żoliborza (poza urokami architektonicznymi, oczywiście 🙂
    Pozdrawiam,
    Paulo z Woli

  10. Panie Danielu, ma Pan jak zawsze rację: „…Polska to nie tylko lustracja i kastracja”. A świat jest cudowny (może oczywiście poza polityką) tylko trzeba umieć to dojrzeć. Wydaje mi się, że za mało mamy dystansu do otaczającej nas rzeczywistości. Pozdrawiam!

  11. Uważam, że w Warszawie jest wiele ładnych miejsc z dużą ilością zieleni, i zawsze zaskakuje mnie obiegowa opinia stwierdzająca, że W-wa jest brzydka. Całościowo, być może, te ładne fragmenty jeszcze się nie łączą, ale jest ich coraz więcej. Mało które miasto jest w całości piękne, chociaż żeby nie było wątpliwości, mieszkam w okolicy Woli, która oczywiście miejscami jest paskudna.
    Żoliborza jednak nie odwiedzam, a już zwłaszcza Placu Inwalidów – niestety optyka osobistych doswiadczeń zdecydowanie uniemożliwia mi podziwianie tych okolic.

  12. Mówiąc przewrotnie – frekwencje wyborcze pokazują, że wielu Polaków odwróciło się już tyłem do polityki by podziwiać piękno świata 😛

  13. Przypominam sobie taka scene: moj maz przyjechal pierwszy raz do Polski .Jest rok 1988,jedziemy na zachod.Po drodze przejezdzamy przez Karlino,male miasto kolo Koszalina.Wtedy z ust meza pada pytanie”‚O dlaczego jeszcze niczego nie zrobiono w tym miescie od czasow wojny,stoi tu jeszcze tyle ruin!!!! A to byla przeciez nasza rzeczywistosc.Straszna i szarobura,w ktorej przyszlo zyc calemu pokolenu.
    Dlatego serce sie raduje,gdy Polska pieknieje.Przyjezdzam teraz co dwa lata.Zawsze zauwaze cos nowego.Zeby tylko bylo jeszcze czysciej.Nie tak ,jak teraz jest w Holandii,zwlaszcza Zachodniej,ktora zamienia sie w jedno smietnisko.
    Ale dla mnie miasta,to przede wszystkim parki. Kazdy kraj inaczej je projekytuje i pielegnuje.Np.Cambridge ma piekny park w centrum,gdzie mozna grac w krykieta,czy w tenisa na trawie,czy chociazby opalac sie na rozleglych trawnikach.Czy parki Londynu,tak liczne w tym miescie ,dajace wytchnienie w rozgrzanym sloncem miescie.Zawsze wspaniale utrzymane i bez tych groznych tabliczek z napisem Nie Deptac Trawnikow!!!
    Ale juz park w Antwerpii w centrum,po wekendzie lepiej omijac,bo bezdomnii i narkomanii zostawiaja po sobie liczne „Smieciowe pamiatki.
    O parkach,jak o malarstwie mozna by w nieskonczonosc….
    Panie Danielu,pozdrawiam i dzieki za chwile wytchnienia od wielkiej polityki
    Z kraju (Sodomy i Gomory) pisza taka sobie Ana.

  14. Dokladnie. Z polityki czytam tylko te felietony oraz towarzyszaca im tworczosc i tfurczosc. Nie ogladam od wielu miesiecy zadnej polskiej stacji telewizyjnej dluzej niz 1 min. dzienniki (rzadko) oraz jakies transmisje sportowe, nie dluzej niz 15 min., bo z powodu komentatorow musze sie przerzucic na Dubaj Sport, RAI Sport lub ZDF (tak bylo przy wlasnie zakonczonych lekkoatletycznych mistrzostwach Europy). Polecam.

  15. Witam serdecznie Pana Redaktora
    oraz wszystkich blogowiczów;

    Tytułem wkładu własnego w dzisiejszy – warszawski – temat przekazuję linki na strony Instytutu Herdera, w którym cudem jakowym uchowały się zdjęcia Warszawy z 1944 roku, zrobione na chwilę przez pożogą powstańczą i faktycznym zrównaniem dzielnic z powierzchnią ziemi, choć pewnie nie dla wszystkich jest to nowość. W końcu „Wszyscy ludzie Pana Redaktora” to istoty na poziomie. Oto one:

    http://www.herder-institut.de/warschau/vorwortpl.html

    http://www.herder-institut.de/warschau/stadtplanpl.html

    Część z nich – W KOLORZE. Niebywałe wrażenie robi obraz Placu Piłsudskiego wówczas Adolf Hitler Platz.

    Dzieki tym zdjęciom zrozumiałem, o jakiej Warszawie mówił we wrześniu 1939 Prezydent Starzyński i o której tak fantastycznie rozprawiał Jerzy Waldorff. Zbrodnią, w rzeczy samej, są działania decydentów, którzy w okresie powojennej trudzili się zagospodarowaniem przestrznnym stolicy.

    Czytełem kiedyś wywiad z osobą, która miała wówczas, w latach 40tych, 50tych coś na ten temat do powiedzenia. Jedno z pytań, dotyczyło zbudowy Śródmieścia i innych dzielnic centralnych a mianowicie – dlaczego tyle tu wolnej przestrzeni, szerokie, pustawe ulice, ciągnące się z pólnocy na południe i ze wschodu na zachód. Marszałkowska, Jerozolimskie i inne…

    Odpowiedź była kuriozalna – Przestrzeń ta, była potrzebna, żeby fala uderzeniowa po wybuchu bomby atomowej miała się którędy przedrzeć, by mogła znaleźć ujście swemu impetowi, by wyrządzić najmniej szkód w pierwszym uderzeniu….

    Pozdrawiam gorąco,

    z życzeniami pomyślności w rozpoczętym tygodniu !

  16. Panie Danielu ! co za wdzieczny temat . Nie tak dawno ,ogladalem w domu swoj zapis wielogodzinny z kasety Video -Szczecin 1993 rok ,okres od stycznia do sierpnia . To jest kompletnie inne miasto, w szerokim Środmiesciu .kolorystycznie ,komunikacyjnie, drogi ,ronda ,mosty wiadukty ,elewacje domow !! no i co najważniejsze tysiące domów .slicznych posadowionych na wtedy, obrzeżach miasta ,a dzisiaj juz nie , bo tworzacych nowe dzielnice willowe .Moje miasto jest mimo to miastem jeszcze niewykorzystanych szans .Dzis nawet malenkiej łyżeczki dziekciu nie bedzie !! i Już . Dookola ,Puszcza Bukowa -Sudety w miescie ( przebiega Autostrada -obowodnica z Kolbaskowa do … Polski ) puszcza Wkrzańska ,czy Las Arkoński.
    Do Qba – tez mi sie marzy ,Oni pracuja ,nic lub niewiele slychać potem zdają sprawozdanie ,a Ja w tym czasie i MY wszyscy po prostu pracujemy ,ulepszamy Siebie i Otoczenie .-okresowo porównujemy oczekiwania ,zapowiedzi ect. Fantastyka drogi QBA ! niestety .
    Do ANY – w czerwcu w drodze do Kolobrzegu przejezdzalem przez Karlino , tam tez przez ostatnie 2 lata fajne zmiany .No i Kolobrzeg ,teraz to juz perełka architektoniczna ( odbudowana starówka ) po wojnie totalna ruina ,moze tak jak stolica lub gorzej ??
    Do G .OKON
    Autor tytuluje ŚWIAT jest piękny , wiec poszybuje sobie we wspomienie Amerykanskiej wycieczki życia – samochodem z Dominiką i Patrickiem czerwiec 2002 tuz po dyplomie w Nortwestern Uniwersity.
    Las Vegas – Hoover Dam ( trasa 93)

  17. Mam pytanie. Już kilka razy spotkalem się, że wyrzuca się panu jakieś teksty z czasu stanu wojennego. Przeglądałem w BUWie tamten okres pobieżnie. „Polityka” nie byla wydawana przez kilka pierwszych miesięcy s.w., a potem pamiętam kilka panskich tekstów, które mi się nawet podobały. Tzn były stonowane i nawet polemizował pan z Urbanem. O jakie więc teksty może chodzić w tych wyrzutach?
    Pozdrawiam
    Haribu

  18. Do G OKON .
    nie wiem jak ale tekst urwalo ,wiec dalej… Kingman (trasa 66),Hackberry ,Reach Springs (dalej przepustka od Indian – Grand Canyon West !!!! Spiekota ,przyroda nadprzyrodzona ,, filmy westernowskie na dloni widac ,akcja wymiany opony na szutrowej drodze . droga powrotna przez Dolan Spring ,Hoower Dam ,Las Vegas ( Galon 1.55$)
    Czekam , na żolte kamienie w Montanie ,moze za rok!!
    Powtorzylem koncowke .
    Pozdrawiam -Waldemar
    Ps .mimo radosnego tematu „rycerze „,jak widze wyzej na posterumku !!

  19. To mowi Pan, ze na Zoliborz… Ten Stary, ma sie rozumiec…

    Dobrze sie sklada, bo za miesiac jade do Warszawy w towarzystwie mego osobistego tubylca. Osoba bywala w swiecie, ale Polski jeszcze nie zakosztowala, wiec ciekaw jestem wrazen.

    Zoliborz to nie sa moje okolice. Ja z Okecia, a najblizszy moj park to Cmentarz zolnierzy radzieckich przy Zwirkach i Wigurkach, do ktorego i tak trzeba bylo podjechac autobusem. Park troche zaniedbany. Szkoda, bo to przyjemna oaza zroznicowanej zieleni w tej czesci miasta. A zolnierze i tak leza sobie po cichu.

    Jacobsky

    PS Czy rzeczywiscie pisze Pan z „wyjatkowo czerwonymi wypiekami” na policzkach ? A jesli nie to moze przynajmniej czarwona czcnionke wybiera Pan w Wordzie ?

    Widzi Pan ? Pan tu chce apolitycznie, lecz sie nie da…

  20. Jeżeli ktoś z blogowiczów chciałby zobaczyć naprawdę zadbane miasto, to polecam mój Rzeszów. Piekna zieleń , mnóstwo trawników i trawniczków, równe chodniki na większości osiedli, nowe elewacje budynków. Warto zobaczyć jak wiele w Polsce, w III RP, się zmieniło, zwłaszcza że niedaleko do zamku w Łańcucie, a i wspaniałe Bieszczady też czekają!

  21. Tak się złożyło ostatnio, że częściej przebywałem na oddziale urazowo-ortopedycznym (za sprawą mojego Ojca) niż na Żoliborzu. Być może to porównanie jest nieuprawnione, ale skoro Żolinorz nam pięknieje, to na oddziale urazowo-ortopedycznym też można spotkać wiele piękna, pewnie, że nie w postaci parków, ścieżek rowerowych i zakazu wprowadzania psów. Na oddziale urazowo-ortopedycznym trwa niezwykły mozół i to nie taki, którym mobilizuje się adeptki gimnazjów do kontynuowania nauki w liceach medycznych. Na oddziale urazowo-ortopedycznym absolwwentki liceum medycznego (już z wieloletnim stażem) nie tylko obsługują wyrafinowaną aparaturę, wykonują zastrzyki, zakładają opatrunki… ale biegają z podsuwaczami, kaczkami ( to taki pojemnik do oddawania moczu). Babrają się w ułomnościach pacjentów, cewnikują, obmywają obsrane tyłki, zakładają lewatywy, golą kończyny przed zabiegiem!
    Podziwiam je. Często już niemłode kobiety, za spokój i takież podejście do pacjentów. To jest naprawdę katorżnicza praca.
    Nie chcę się wdawać w dysputę, czy otrzymywane wynagrodzenie przez „pomocniczy personel medyczny” jest adekwatny do wysiłku i posiadanej wiedzy. Wiedzy, która musi spełniać określone standardy i odporności na ułomności pacjentów. Bo trzeba umieć założyć weflon i obetrzeć tyłek schorowanego, niedołężnego pacjenta. I trzeba to wszystko robić z pogodą ducha…
    Do tego chyba trzeba niebywałych predyspozycji. Rozmawiałem z pielęgniarką, która jest specjalistką od iniekcji. Ma swoje życie, kłopoty, raty, męża, dzieci, obiady i wywiadówki. A na oddziale ma uśmiech i dobre słowo. I to nie jest serialowy szpital w Leśnej Gorze. Taki szpitalny Żoliboż.

  22. Żoliborz*

  23. http://www.busko-zdroj.com/main.html – tu każdy może zajrzeć aby wiedzieć co ja mam do oglądania. Park zdrojowy cały czas w rozbudowie.
    A z mojego okna na IV piętrze widok w promieniu ca 70 stopni na falisty, zielony, pełen drzew, krzewów i małych domów teren. Aż po horyzont, który po pierwszym śniegu zlewa się z niebem.

  24. Wie Pan co…niby racja, ale mnie gdzies ciagle dzwoni w glowie moj ulubiony cytat z Bismarcka: „Nie ma niepolityki. Wszystko jest polityka.”. A od siebie mam zwiazana z tym refleksje – malo oryginalna zreszta – jesli odwrocimy sie plecami, damy wladzy wolna reke (jaka by nie byla – czarna, czerwona, rozowa, w ciapki), a tego obywatelowi robic nie wolno. Wladza niekontrolowana to zbyt wielka pokusa.

    W panstwach autorytarnych tez sa kwiaciarnie, restauracje i place zabaw. Takie kraje moga miec dynamiczne gospodarki (Chile, Chiny…). A jednak czegos brakuje.

    Odwracajmy sie bokiem, dopoki ewolucja nas nie wyposazy w oczy na plecach.

    A poza tym:

    mir – Przypomne co nieco z PRL-u, tak per procura. Kamien wegielny pod pomnik Powstania polozono w 1984. Warszawski Krzyż Powstańczy ustanowiono w 1981. I jest „drobna” roznica miedzy szacunkiem i pamiecia, a gloryfikacja. W tym przypadku, przynajmniej moim zdaniem taka, ze to ostatnie Powstaniu sie nie nalezy – z uwagi na ponad sto tysiecy ofiar cywilnych i zrujnowanie Warszawy. Nawiasem mowiac, mam wrazenie ze chociazby gen. Anders by sie z ta opinia zgodzil.

    P.S.: Wybywam na jakies dwa tygodnie, wiec najpewniej nie bede przez ten czas komentowal. Pozdrowienia dla wszystkich 🙂

  25. Nareszcie Panie Danielu, nareszcie!!! Jest jeszcze nadzieja 😉
    Bardzo się cieszę, że choć na chwilę wrócił Panu pogodny nastrój i radość życia, takiego potocznego, codziennego…
    Od czasu do czasu trzeba machnąć ręką na politykę (przyznam bez bicia, że mnie zdarza się to często) i nacieszyć się tym, co dookoła.

    Ja wakacje spędzam u siebie na wsi. Przez kontuzję i problemy z nogą nie mogłam skorzystać z zaplanowanego wyjazdu do szkoły do Francji, ale cóż… Cieszę się, że mogę sobie tu poleniuchować trochę, Babcia robi mi „kakałko” i czytamy sobie razem prasę i żartujemy ile się da.
    Cieszę się straszliwie, że Babci dopisuje zdrowie, jest wulkanem energii i humoru, mimo swoich lat.
    Mam swoje ziółka w ogrodzie i własne ziemniaczki i marchewkę i jest pysznie 🙂
    A wczoraj widziałam pierwszy raz piękną „połówkę” (nie tylko fragment) tęczy, tuż nad naszym domkiem.

    Pozdrawiam tęczowo 🙂

  26. Witam Pana ,panie Danielu w moim rowerowym świecie. Od lat przemierzam moje piękne starsze od Warszawy,najbardziej europejskie ze wszystkich polskich miast na jednośladzie.U nas jest równie zielono jak na Zoliborzu tylko ścieżek rowerowych brak. Jeżdzę w związku z tym chodnikami narażając się na rozmowy z umundurowanymi panami i ryzykując mandaty. Nie mam jednak ochoty zamienić się na jezdni w krwawy befsztyk bowiem rowerzysta z automobilistami nie ma szans. Pozdrawiam

  27. tylko z tym odwracaniem trzeba się pilnować, coby się coś do d…y nie przyczepiło. 🙂

  28. Szanowny i Czcigodny Redaktorze ! Na pocieszenie (choć wątpliwe) ten plastikowy dowód ma zaletę ,że cyferki są małe i bez binokli „nierozbieriosz”. Poręczny acz prawdy wieku nieukrywajacy, niestety.

  29. Panie Danielu!
    Jaka znowu wata szklana? Toż to jakiś materiał izolacyjny jest;-)
    Rozumiem że chodziło Panu o watę cukrową? Swoją drogą myślałem że ten wynalazek już dawno zaginął – a tu proszę, taka niespodzianka.
    Pozdrawiam.

  30. Panie Danielu
    Zycie jest piękne. Lubie ten stan ducha,kiedy sobie to uświadamiam. Jest pięknie kiedy mam przed sobą kolejny cel do zrealizowania, gdy uświadamiam sobie cały przepych natury.
    Kiedy czytam książkę i jestem całą sobą „W ŚRODKU”, gdy słucham muzyki i jestem
    „WEWNĄTRZ” dźwięków, tonów klimatów.
    Jest wspaniale, kiedy czuję przyjazną aurę wokół siebie. Gdy ludzie mówią sobie dziękuję , przepraszam…Gdy ma się pracę, która jest przyjemnością i dzieci, którym nie trzeba pomagać.
    Takie to proste- „Kto daje ten bierze”
    Tego wszystkim życzę. Pozdrawiam Halszka

  31. Przez krotkie 2 lata mieszkalam dawno temu w Warszawie, lata 81-82
    Jakies 6 czy siedem razy zmienialam adresy, jednym z nich byl plac Inwalidow. Wynajmowalam malenki pokoik o dziwo zupelnie samodzielny i z telefonem. Znajdowal sie w takiej duzej naroznej kamienicy a na parterze bylo kino takie dosc stare, troche jak z filmu Ostatni seans filmowy. Z mojego gornego pietra mozna bylo zejsc do kina w kapciach nie wychodzac na ulice. Nie pamietam tylko czy i gdzie w takim razie kupowalam bilety.
    Ciekawa jestem czy tam jeszcze jest kino.
    Miniony tydzien spedzilam w Beskidzie Zywieckim, „przyroda nadprzyrodzona” jak tu ktos ladnie napisal. Zdobylam nawet Barania Gore.
    Pozdrawiam Blogowiczow i Redaktora.

  32. Dreczy mnie mysl, ze chyba pomylilam place. Moze to byl plac Komuny Paryskiej. Takie paryskie obie nazwy. Mimo poznej pory rzucilam sie do szukania planu Warszawy, niestety nie znalazlam, wsakł gdzies, wiec nie sprawdze. Przepraszam warszawiakow.

  33. No i proszę. My tu o słonecznym Żoliborzu, a Pan Adam Haribu vel STOP HISTERII furt swoje. (14.08 godz 16:17)

    23 czerwca Pan Adam zamieścił na swoim blogu następujący apel:
    „Czy ma ktoś jakieś teksty pana Passenta z PRL-u? Chętnie bym zamieścił kilka perełek. :)”
    Odzew musiał być mierny bo zaowocował jedynie wpisem z 16 lipca pod wdzięcznym tytułem Funkcjonariusz Passent. Wpis ten został poświęcony szkicowej (co zapewne wynika z ubóstwa nadesłanych materiałów) charakterystyce działalności funkcjonariusza Passenta w latach sześćdziesiątych. Jak wynika z tej charakterystyki funkcjonariusz rzadko pisywał wtedy o sprawach Polski gdyż został rzucony na odcinek amerykański, tym nie mniej wdawał się w polemiki z Samym Jerzym Urbanem! Wprost nie do pojęcia. Głównie jednak zajmował się odwracaniem uwagi krajowych czytelników od nędzy ich losu poprzez relacjonowanie znacznie nędzniejszego losu amerykańskich Murzynów.
    Nie jest to materiał, jak to się dzisiaj zwykło mówić – porażający. Wychodzi na to, że niczego więcej nie udało się znaleźć.

    Panie Adamie. Niech Pan nie ustaje w swoich staraniach. C o ś znaleźć się musi. Nie wiem czy w BUW dotrze Pan przy okazji do roczników znanego chyba Panu pisma Po Prostu. Warto byłoby je przejrzeć i prześwietlić poglądy premiera Olszewskiego. Być może nie tylko nie polemizował ze swym podówczas redakcyjnym kolegą Urbanem, ale może nawet się z nim zgadzał?

    Żoliborz jest piękny. Ale wysiada przy wrocławskim Sępolnie. Nie wierzycie? To obejrzyjcie.
    http://www.sepolno.wroclaw.pl/index.php?go=foto|lot

  34. Ja najbardziej lubię w Warszawie ten rozmach ( jak na polskie warunki) i t wysoki puls miasta. Pomieszkiwałem na Żelaznej i żal było patrzeć na sypiące sie ruiny kamienic będących swiadkami Zagłady. Miasto nie ma zadnego pomysłu na architektuę w tej dzielnic i dawny teren getta przetykany jest albo blokami potworkami albo szklanymi biurowcami i kamienicami- zabytkami. Wszystkoko to bez ladu i składu.

    Teraz przeprowadam sie na Grochow okolica nieciekawa ale blisko na Saska Kępe i w pare nieodkrytych jeszcze zaułków. Dzielnica ma podbno spory potencjął. Za kilka lat zaleja ja pewnie nowe inwestycje budowlane.

  35. A ja właśnie wróciłem z kilkudniowej wyprawy w Bieszczady i zgadzam się, że świat jest o wiele piękniejszy bez polityki, a z muzyką, gitarą i górami. Nawet kiedy pada deszcz, wszędzie jest błoto, a autobusy snie zabierają pasażerów lub samochody nie biorą na stopa:).
    pozdrawiam i zapraszam

  36. Do STOP HISTERII,
    Oczywiscie, Redaktor pisal jak zawsze bardzo zdroworozsadkowe teksty i tyle. Dla bojowkarzy PiS-u i siewcow nienawisci z innych bogobojnych ugrupowan, ktorzy wskakuja i na to forum, to wystarcza, by go chciec unicestwic.

  37. elaem,

    To byl po prostu plac Komuny Wilsona.

  38. Moje ulubione miejsca w Warszawie to Powiśle i Mariensztat, a także Krakowskie Przedmieście i Starówka. Banalnie, nic na to nie poradzę 😉
    „Odwracanie się od polityki” na rzecz pięknego świata praktykuję od dawna; już nawet nie chce mi się słuchać „wieści z Wariatkowa”. Jest jeszcze gorzej niż się spodziewałam, więc po co mam się zamartwiać? I tak nic na to wszystko nie poradzę, mogę tylko pójść na wybory.
    A prywatnie – mój ciężko chory, ukochany kot dziś zaczął samodzielnie jeść, pierwszy raz od tygodnia. Wobec czego świat wydaje mi się dzisiaj zdecydowanie piękniejszy niż wczoraj 🙂 Nie tylko piękna potrzebujemy, aby „odwrócić się od polityki” – także przyjaźni i miłości.
    pozdrawiam

  39. A czyż nie jest tak, że te “przewalające się tysiące użytkowników metra” za kilka(naście) miesięcy przesuną się dalej na północ, gdzie powstanie następna ostatnia stacja wraszawskiego metra i wtedy gdzie indziej będą się przesiadać ze swoich aut w warszawskie kolorowe wagoniki. Urbanistyka to podobno bardzo dynamiczne zajęcie, może nie warto wystawiać rozległego parkingu przy placu Wilsona, ani masowo instalować parkometrów. Może dziennikarze zamiast “wściekle atakować demokratycznie wybrane władze”, zajęliby się wnikliwszym objaśnieniem sytuacji.

    Tak jest! Jestem z premierem Kaczyńskim, gdy mówi, że biurokratyczny moloch trzeba zdyscyplinować, państwo potanić, zbliżyć do ludzi. Zgadzam się, gdy w expose zapowiada, że historię zostawi historykom, a z lustracją skończy raz na zawsze. Upora się z tym teczkowym balastem i psychicznym uciskiem. Aż tu patrze, i co w telewizji widzę, nie wierzę wypowiadanym słowom, oczy przecieram, premier niepremier, mówi, że będzie się ujawniać agentów i że on ze swymi ludźmi się tym zajmie. Czyżby premier miał jeszcze jednego brata bliźniaka, historyka w instytucie badania dziejów. Aż mi się kolorowo zrobiło przed oczami.

    Bowiem czym innym jest odkrywanie historii i ukazywanie jej zainteresowanym badaczom i czytelnikom, przedstawianie Micewskich i Czajkowskich, wypiekanie najświeższych biografii z historycznego już ciasta PRL-u, które będą się rozchodzić jak świeże bułeczki, a czym innym poddanie 500 tysięcy obywateli lustracji według nowego projektu ustawy. Takie prawo, a raczej bezprawie, sfaszyzuje Polskę, przekaże masom pasję czyszczenia narodu, a raczej sąsiada, współpracownika, bliźniego, sprzeda iluzję wyzwolenia, przekaże w dół pasję, która nawiedziła wodzów, “pasję tworzenia za wszelką cenę, nawet wbrew logice prawa i demokratycznego porządku, czystej i rozbudzonej ideologicznie wspólnoty narodowej” (tak m.in. charakteryzuje ideologiczno-polityczny plan faszyzmu jego znawca Robert Paxton, “The Anatomy of Fascism”, 2004). Tylko co jest zagrożeniem, które krąży nad Polską, od którego kaczyzm ma Polaków obronić? Kiedyż odbył się „marsz na Rzym”? Ano, zagrożeniem i wrogiem w walce jest liberalizm, przede wszystkim obyczajowy (ale i ekonomiczny, antysocjalistyczny, o ile stoi on na drodze, albo gdy walka z nim mobilizuje masy). Zagrożeniem jest propagowanie rozwiązłości i wolności jednostki. Zagrożeniem jest negowanie obowiązków, tradycji i hierarchicznej dyscypliny, oraz patriotyzmu, gdy zachacza on o nacjonalizm. A marsz, marsz się już odbył, był to marsz na Toruń.

    Moim zdaniem masowa lustracja jest częścią planu faszystowskiego, jest odwróceniem uwagi mas, grą na ich emocjach, posłużeniem się metodą dziel i rządź. A plan jest swoistom mieszanką socjalizmu, nacjonalizmu i konserwatyzmu. Nacjonalizmu aż do absurdu, vide reakcja premiera na wystawe w Berlinie.

    I po co odwracać się od polityki, wycinać ten inny gruczoł, po co emigrować wewnętrznie, udawać się do parku, do zacisznej kawiarenki. Po co zostawiać burzliwą, poświąteczną ulicę, pełną barwnego dynamizmu, wigoru.

    Czyż to wszystko nie jest słodkie jak cukrowa wata, kolorowe jak polski jarmark? Na jarmarku kastrują? Chyba nie aż tak, ale – nie wątpię w to – rozdają tabletki na MASOWE PRZECZYSZCZENIE.

  40. Roger,

    dzieki za ciekawe linki do Instytutu Herdera. Wycieczka po starej Warszawie jest rzeczywscie wzruszajaca.

    Co do otwartych przestrzeni na wylotach z centrum : nie ma co sie podniecac tym, ze w latach 40-tych i 50-tych tak akurat widziano priorytety urbanistyczne. Wojna nuklearna byla rownie namacalna grozba w tamtych czasach jak dzis jest nia ocieplenie klimatyczne i zwiazane z nim problemy. W zwiazku z tym, do ewentualnego ataku nuklearnego starano sie przygotowac jak najlepiej, nawej jesli przygotowania odbywaly sie pod czujnym okiem przodujacej urbanistyki radzieckiej. Absurdalnie (jak na warunki mazowieckie) glebokie metro, otwarte przestrzenie zeby ewakuowac fale uderzeniowa – w takim systemie priorytetow wtedy przyszlo zyc – priorytetow, ktore dzis wydaja sie chybione lub jak chcesz – zbrodnicze. Nikogo tutaj nie bronie ani nie tlumacze. PO prostu staram sie troszeczke rozcienczyc Twoje kategoryczne stwierdzenia biorac poprawke na czynnik lat oraz zmian, jakie nas dziela od tamtych lat.

    Otwarte przestrzenie i tak zostaly potem przechrzczone na korytarze wentylacyjne miasta (jeden taki ciagnie sie w sumie do dzis wzdluz Zwirki i Wigury – od lotniska az po samo centrum przez Pola Mokotowskie), i ktore teraz sa stopniowo zabudowywane, co jednak nie znaczy, ze kompletnie blokowane, poniewaz chyba nadal przewaza niska zabudowa.

    Raz jeszcze dzieki za interesujacy link,

    Jacobsky

  41. CASSANDRA. 8-15.

    Nie zazdroszcze Ci polskiej polityki, zazdroszcze Powisla i „Maryniaka”. Tam bym sobie polazil. Chyba zadna dzielnica nie byla tak spojna, ladna i zroznicowana, jak Powisle. Od szkoly na Zagornej (juz Czerniakow) Wybrzezem do Tunelu i od Elektrowni do Kopernika. I na Starowke bylo dwa kroki, latalem cegly podawac, po wojnie. I patrzylem na rodzicow balujacych na Maryniaku, kiedy go skonczyli. Zaciagalem sie aromatami od Fuchsa na Drewnianej, tluklem sie z chlopakami pod Dabkiem (na Skarpie byl stary dab, miejsce szkolnych pojedynkow), pamietam Topiel, Zajecza, Lipowa, Leszczynska – czy sa jeszcze te ulice ? Tam mieszkaly pokolenia robotnikow i profesorow jeszcze od przedwojny. Okazale domy przedwojennych spoldzielni mieszkaniowych n.p. na Jaracza vis a vis Ateneum, czy na Skarpie ciut nizej Polskiego, szpital na Solcu, gdzie rodzili sie dziadek, tata i wnuk, Elektrownia – jedyny prad w Powstaniu, brukowany Solec z rynsztokami, z dziesiatkami okien – do szewca, do krawca, do piekarni, nie rzadko po schodkach w dol, lub w gore. Tamka ze spalonym szyldem Kurier Warszawski, Karowa z porodowka i tepedowka. I rybaki-pijaki z wedkami, pod Kosciuszkowskim, i Bednarska, i Elektryczna, Spasowskiego. Wszystko wyraznie spiete klamra „Poniatoszczaka”, Krakowskiego, trasy W-Z i Wisla. Zazdroszcze Ci, Kassandro tych spacerow. Jak to odbierasz, zalezy od tego, jak dawno tam mieszkasz. Powisle to – historia miasta, jezyka i obyczajowosci. Kota – rekonwalescenta pozdrawiam. Ciebie tez. Okon.

  42. Autor bloga na pewno wie co powiedział znany niemiecki uczony, Humbold, na temat urody Zatoki Gdańskiej. Zainteresowanych blogowiczów informuję, że metalowa tablica z podobizną Humbolta wisi na jednej z zabytkowych bram gdańskiej starówki (oczywiście od strony Długiego Pobrzeża). Pod podobizną Profesora jest jego wypowieź, w której twierdzi, że Zatoka Gdańska jest jednym z trzech najładniejszych miejsc w Europie. Dwa pozostałe to Zatoka Tyreńska i Złoty Róg. Nie byłem nad Zatoką Tyreńską, a jedynie przejedżałem w pobliżu podczas mgły. Co do Złotego Rogu, to daję jednak pierwszeństwo osadom położonym nad Zatoką Gdańską, a zwłaszcza Sopotowi, gdzie, gdy już się spłukamy w dolnym Sopocie, możemy spokojnie pójść na Łysą Górę, ocierając się o Operę Leśną, by z jej wierzchołka oglądać południową część zatoki okoloną łagodnym łukiem plaży, zakończonej ujściem Motławy pełnej jachtów i zabytków Gdańskiej Starówki. Porównanie z ujęciami Rio de Janeiro uwidocznionymi na widokówkach jest w pełni uzasadnione. Uczciwie należy dodać, że u podnuża Góry znajduje się stylowy, drewniany bar, gdzie także można stracic – chociaż, jest to osłodzone ładnym widokiem na jej szczyt. Chyba sporo prawdy jest w stwierdzeniu Tomasza Manna, że z Bałtyku unosi się twórczy jod, bo Sopot to miasto artystów i nie czuje się tu ostrej rywalizacji politycznej, mimo że najcięższy kaliber prawicy zamieszkuje w tym mieście lub na jego granicy (Wałęsa). Dla turysty bez nadmiaru dutków w kieszeni trudno sobie wyobrazic łagodnej letniej bryzy wspinającej się na szczyt Łysej Góry lub niesamowitych nocnych widoków, zarówno latem jak i podczas zimowego szusowania na nartach. Wszystko tu ma ludzki wymiar i jest w zasięgu ręki. Wspomnę jeszcze nowozbudowaną Karczmę Orłowką z której tarasu po lewej stronie sterczy klif, a po rawej, niemal w zasięgu ręki, orłowskie molo. Zapach świeżych ryb i widok łodzi zacumowanych między kamiennymi pirsami sprawia, że jest to, chyba najładniesze miejsce nad Bałtykiem. Przyznaję, że nigdy nie jadłem w tej Karczmie, bo zawsze z Sopotu i z powrotem chodzę plażą na spacery z psem, któremu nie załatwiłem karty w stępu na taras Karczmy.

  43. Panie Danielu
    no właśnie, czy świat nie wydaje się mniej piękny, gdy rozstrząsa się problem G.Grassa, gdy J.Brzechwa, na którym wychowywały się pokolenia jest be, gdy I.B.Singer nie jest godzien by swoim nazwiskiem sygnować nazwę ulicy, a pomnik BoYa-Żeleńskiego przeszkadza niektórym radnym Krakowa. Są jeszcze twórcy niemieccy popierający faszystowskie rządy Hitlera i Hamsun kolaborujący z Niemcami.
    Czy mam przestać zachwycać się G.Marquezem z powodu przyjażni z F.Castro.?
    Czy te fakty spowodują przewartościowanie i przeredagowanie historii literatury?
    Czysty obłęd jak ta polityka wciska się we wszystkie dziedziny życia. Jeszcze trochę a zadziałają mechanizmy autocenzury czego nie życzę Panu ani temu interesującemu forum. Amen
    Halszka

  44. Do Rogera,
    Znam te wszystkie historyjki o przygotowaniach do wojny nuklearnej, zasłonięciu kościoła na placu Zbawiciela przez Hotel MDM, ale znam także ten słynny album socrealistycznych projektów”Warszawa w Planie 6 letnim” i teorii że po to projektuje się szerokie ulice, żeby naród nie wzniósł antykomunistycznych barykad. Tylko zastanawiam się jak by wyglądał ruch uliczny w Warszawie gdyby Marszałkowską i Aleje Jerozolimskie odbudowano w tej samej szerokosci co przed wojna ? Gdyby nie zbudowano Trasy W -Z i Jana Pawła Marchlewskiego ?. Wystarczy spojrzeć na Prostą i Powstańców Śląskich. Sigalinowi powinno się za to postawić pomnik, bo to on był Hausmannem tamtego okresu i dlatego teraz potrzebne są tylko niewielkie korekty żeby udrożnić to miasto, tyle że nikt ich nie robi.
    Ale przyznam że wkurzają mnie te lamenty nad „przedwojennym Paryżem pólnocy”. Ani Żoliborz nie był tak ładny jak jest teraz, ani Trakt Królewski nie był tak pieknie utrzymany. Stare Miasto było przed wojną jedną rozpadającą się ruiną zamieszkałą przez biedaków, Mariensztat był dzielnicą nędzy, Powisle i Czerniaków wyglądały jak za czasów Prusa albo niewiele lepiej, Wola napewno nie przypominała 16 arr. w Paryżu, o Nalewkach nie ma co gadać – można sobie poczytać Singera. Mieszkałem w życiu w kilku ładnych miastach w Polsce i poza nią, zwiedziłem też parę innych i jestem gotów walczyć do upadłego broniąc tezy że to bardzo ładne miasto i z każdym niemal dniem staje się ładniejsze. Gdyby jeszcze miało lepsze ulice i chodniki – ale to jest raczej niewykonalne. A do parku Żeromskiego specjalnie się wybiorę.

  45. Szanowny Panie Danielu i Drodzy Blogowicze,

    przepraszam, że zamieszczam tu przydługi cytat, ale tak mi się on jakoś wpisuje w wynurzenia Autora na temat piękności świata w ogóle, a Jego dzielnicy w szczególności. Tym, którzy przez niego (cytat, oczywiście, nie Autora!) przebrną, proponuję błyskawiczny konkurs: kto – i w którym roku napisał te słowa? Nagrodą, dla osoby, która pierwsza poda prawidłową odpowiedź, będzie oczywiście tom, z którego cytat pochodzi, chyba że już go ma; w takim razie proponuję niezwykle gustowny przycisk do papieru – popiersie Feliksa Edmundowicza…

    „Mam dla pani pewną propozycję: Żoliborz. Niech Pani jej nie traktuje w sensie mieszkaniowym; wiem, że Pani lubi swój obecny adres i nie zamierza go zmieniać. Proponuję Pani Żoliborz nie jako dzielnicę, lecz jako światopogląd i obyczajowość. Jest to część Warszawy od dawna zamieszkała przez pracującą inteligencję – dzielnica o tradycjach świeckich, spółdzielczych i demokratycznych. Namawiam Panią na ten model.
    Pierwszą cechą żoliborzanina jest rozwinięta świadomość swojego miejsca zamieszkania. Żoliborzanin nie mieszka w Warszawie, tylko na Żoliborzu, tak jak Mickiewicz na Litwie. Prawdziwa polskość rodziła się przeważnie pod znakiem Pogoni, najlepsza warszawskość – między Cytadelą a Laskiem Bielańskim.
    Drugą cechą żoliborzanina jest uspołecznienie. Żoliborz miał zawsze koncepcję urządzenia kraju, był dzielnicą z programem społecznym, rozwijał akcje ideowe. Wytworzył swój autentyczny typ życia, bardzo europejski, a zarazem nic nie mający wspólnego z imitacją: obyczajowość zrzeszonego inteligenta, o skromnych środkach i żywych potrzebach kulturalnych, czytelnika-dyskutanta, krytycznego i świadomego widza. Żoliborz mniej pije od innych dzielnic, mieszka i ubiera się mniej modnie niż, dajmy na to, Saska Kępa, czyta więcej niż Mokotów czy Śródmieście, żoliborskie szkoły mają swój własny społecznikowsko-laicki charakter. Dla uzupełnienia obrazu powinienem dodać, że teatrem przedwojennego Żoliborza było „Ateneum” Jaracza, pisarzem – Boy, a pismem – „Czarno na białym”. (…)
    Proszę Pani, ten obraz jest idealny, bo służy do skonstruowania pojęcia. W życiu bywa różnie (jak kiedyś rzekł Heidegger), toteż może się zdarzyć, że na Żoliborzu zamieszka świniowaty kołtun. I odwrotnie – sam mam przyjaciół, klasycznych żoliborzan, którzy mieszkają na Marszałkowskiej 18.”

  46. Wielce Szanowny Jacobsky,
    Wielce Szanowny Absolwencie,

    Głaszcze mą próżność fakt, że wpisem moim wywołałem dysputę na temat powojennej zabudowy Warszawy, oczywiście dzięki uprzejmości Gospodarza, który udostępnia Nam swą wirtualną przestrzeń na wymianę tego rodzaju poglądów.

    Rozumiem i z zgadzam się z argumentami Jacobsky`ego, iż okoliczności były takie a nie inne. To oczywiście prawda.

    Nie należę również do kręgu osób rozkochanych w wizji „Paryża północy” bo taka moja wiedza na temat urbanistyki i architektury Warszawy dwudziestolecia miedzywojennego, jak „koza o astronomii”. Stąd fascynacja zdjęciami, które odnalazłem w wątpliwości które mną powodują…

    Staram się oto wyłącznie zrozumieć powody, jakimi się nasi protoplaści kierowali tworząc taki a nie inny obraz stolicy.

    Tym nie mniej, prócz oczywistych potrzeb społeczeństwa stołecznego istnieje również estetyka i jak mawia mój znajomy architekt „zasada dobrego sąsiedztwa”, zgodnie z którą, tworzone obiekty muszą się swym kształetem i przeznaczeniem wkomponować i nawiązać swą bryłą do już istniejących – sąsiednich. Dlatego razi mnie na ten przykład zabudowa kwartału Placu Teatralnego, gdzie pośród gmachu Opery Narodowej i Pałacu Jabłonowskich posadowiono szpetne po dzis dzień „nowoczesne” bloki ( w których nota bene, o ile się nie mylę, nakręcono świetną „Wojnę domową” m.in z Ireną Kwiatkowską i Aliną Jankowską w rolach głównych). Na to argumentów do obrony – mówiąc wprost i dosadnie – nie odnajduję.

    Jaka nasza stolica jest, taka jest. Nie ma co nad rozlanym mlekiem płakać. Cieszą oko skoszone łąki nad Doliną Służewiecką i zadbane kwiaty na Placu Trzech Krzyży i wielu rondach, nowa kostka brukowa wdłuż Al. Waszyngtona i wiele wiele innych prac czyniących nasze otoczenie bardziej znośnym, dzieki czemu także nie jesteśmy już zmuszani chodzić po ziemi oczystej pochylonymi głowami ( tj. patrząc pod nogi, żeby się o co nie potknąć) w pozycji przypominającej „sługę uniżonego”.

    Na tym kończę,

    z życzeniami uśmiechu i miłego dnia !

    Roger

  47. Wielce Szanowny Panie (sawieckij) mir!
    Dopiero dzisiaj spostrzegłem Pański post dotyczący zapędów rozliczeniowych w stosunku do Gospodarza tego blogu. Nim Pan rozliczy kogokolwiek, proponuję zacząć od siebie. Proszę przedstawić Blogopwiczom własne osiągnięcia, oczywiście poza nienawiścią do radia TOK FM i Gospodarzem. Trochę dystansu Panie (sawieckij) mir.

  48. G.Okoń – bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂 Na Powiślu mieszkałam tylko 10 wspaniałych lat, później los mnie rzucił w inne strony. Ale nadal jest to moje Miasto i moja Dzielnica – zawsze czuję się tam jak w domu. I będąc w Warszawie nie żałuję sobie spacerów 🙂 Może kiedyś tam wrócę…
    Świetnie opisałeś Powiśle; to takie miasto w mieście, prawda? Choć tak różnorodne. Serdecznie pozdrawiam 🙂 a kot cieplutko mruczy

  49. Buggy! Czy to nie z Listow do pani Z Brandysa?
    Pozdrawiam E.

  50. Do Eli M.
    Jasne, że tak. To co, życzy sobie Szanowna Pani egzemplarz?

  51. Do Buggy: Nie, dziekuje, egzemplarz mam wlasny. Ale, ale… co z popiersiem?
    Pozdrawiam E.M.

  52. No to podaj mi na priva buggy_swires@wp.pl jakieś namiary…

    Pozdrower

  53. Wpadłem na moment żeby przeczytać coś optymistycznego – chociaż raz nie o agentach, teczkach, stanie wojennym i komunie. Ale gdzie tam – niektórym wszystko się kojarzy z lustracją i już. No więc dobrze. Postanowiłem dostosować się do klimatu i zabawić w takiego lewicowego Kurskiego. Kierując się logiką Kaczyńskiego, Kurskiego i Ziobry podejmuję się wykazać, że J. Kaczyński był agentem SB o pseudonimie powiedzmy Bobas.
    Otóż dobrze poinformowane źródła na Wybrzeżu (wiemy ale nie powiemy jakie) twierdzą, że działał tam świetnie zakonspirowany agent, który osobiście zawiózł Wałęsę motorówką do stoczni, potem wkręcił się w delegację do Watykanu (dobrze poinformowane źródła twierdzą, że natenczas przedzieżgnął się w księdza, a może nawet występował w trzech osobach) i sam strzelał do papieża.
    A teraz udowodnijcie towarzyszu Kaczyński, że to nie wy jesteście Bobas.
    Co, zaprzeczacie? Ale przecież ten kto zaprzecza potwierdza swoją winę.
    Że nie ma żadnych dowodów? To tylko świadczy o tym że dowody zostały zniszczone.
    Świadkowie mówią co innego? Przecież wiadomo że świadków można przekupić albo nastraszyć.
    Nie byliście w Watykanie? Kwaśniewski też się zaklinał że nie był w Cetniewie…
    Wszystko co powiecie i czego nie powiecie będzie użyte przeciwko wam.
    PRAWDA WAS WYZWOLI
    Pozdrawiam
    życzliwy

  54. Szkoda tylko , że lato się kończy.

  55. Prawicowi propagandysci powinny zastanowic sie jak wygladal Annopol, Pelcowizna, Mariensztat i inne dzielnice „niepieknej Warszawy” z okresow sanacji!!!

css.php