Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

1.09.2006
piątek

Muzyka łagodzi obyczaje

1 września 2006, piątek,

Córka moja dba o mój rozwój intelektualny, co jest zajęciem syzyfowym, widocznie chce mnie przerobić na „wykształciucha”. Najpierw zabrała mnie do Zachęty na wystawę Legera,  a wczoraj skłoniła do pójścia z żoną na ostatni koncert wielkiego festiwalu pianistycznego w Warszawie. Nie stawiałem większego oporu, ponieważ program był znakomity – dwa koncerty fortepianowe, jeden – Mozarta i jeden Chopina. Czegóż można chcieć więcej w rocznicę Porozumień Sierpniowych i w przeddzień rocznicy napaści hitlerowców na Polskę? Poszedłem nie tyle dla uczczenia rocznic, tych prywatnie nie obchodzę, ale po to, żeby choć na jeden wieczór odwrócić się plecami od bieżącej polityki, nie oglądać „Faktów” ani „Wiadomości”, nie patrzeć na Giertycha, Leppera i premiera, skłóconych dziennikarzy, załganych polityków.

Eksperyment powiódł się częściowo, i to nie dlatego, że w pierwszym rzędzie w Teatrze Wielkim siedzieli pp. Marek Jurek i Ludwik Dorn – twórca pojęcia „wykształciuchy”, bo nie musiałem o nich myśleć, ale dlatego, że trudno nawet na kilka godzin zapomnieć o otaczającej nas rzeczywistości. W takich chwilach żałuję, że nie jestem architektem, dentystą czy pianistą, który nawet nie wie, kto to jest Roman Giertych. Pamiętam, jak w latach 70-ych poznałem Seweryna Krajewskiego – kompozytora, gitarzystę i piosenkarza, który razem z Agnieszka Osiecką stworzył wiele pięknych piosenek („Nie spoczniemy nim dojdziemy” i inne). Otóż z rozmowy wynikało, że Seweryn nie wiedział kto to jest (!!!) Edward Gierek, ówczesny władca Polski. Nie zaprzątał sobie głowy takimi głupstwami. W lesie k. Michalina, gdzie Seweryn spędza całe życie (chyba, że był „w trasie”), Gierek się nie liczył.

Wczoraj na koncercie w Teatrze Wielkim polityka była nieobecna (acz dwaj politycy – tak). Można było na chwilę odpocząć od opluwania najlepszego okresu naszej historii i najlepszych ludzi naszego pokolenia, można było nie oglądać obchodów, które nie potrafiły zgromadzić nawet dwóch, a co dopiero trzech, prezydentów, można było choć na chwilę zapomnieć o nikczemnym porównaniu jednego z ojców demokratycznej Polski – Jacka Kuronia – do zdrajców narodu, porównaniu jakiego dokonał minister Edukacji, wicepremier rządu odnowy moralnej, po żałosnej publikacji „Życia Warszawy”, można było nie myśleć o Jacku Kurskim, który urządza kpiny z sądu, zapomnieć o redaktorze Pompowskim z „Dziennika”, który – oczywiście w imię prawdy historycznej – zaglądał do majtek i do portmonetek działaczy opozycji demokratycznej, można było zapomnieć o funkcjonariuszach Orwellowskiego Ministerstwa Prawdy, jakim stał się IPN, o nowej polityce historycznej, która strąca z piedestału polityków, którzy negocjowali przy okrągłym stole, a na ich miejsce buduje pomniki Kurasiowi, który mordował.

O wszystkim tym starałem się zapomnieć podczas koncertu. Chyba nie tylko ja, bo publiczność nie chciała puścić wybitnego pianisty wietnamskiego Dang Tai Son oraz holenderskiej Orkiestry XVIII Wieku pod batutą Fransa Bruggena, którzy musieli wielokrotnie wychodzić na estradę do ukłonów.

Niestety, wszystko co dobre ma swój koniec, muzyka umilkła, a dziś od rana zaczęła się młócka, znów gra wielka orkiestra odnowy moralnej pod batutą Jarosława Kaczyńskiego, z takimi solistami jak Roman Giertych, a usłużna prasa pisze, że wielki dyrygent, który wystąpił w Brukseli, gdzie był zaledwie kilka godzin, „podbija Europę”. Cieszę się, że premier wybrał stolicę Unii Europejskiej i że poszło mu tam dobrze, bo to jest nasz, polski premier, ale żeby zaraz podbił Europę – to chyba „Dziennik” przesadził. Od pierwszego wejrzenia to może mnie tylko podbić Naomi Campbell – też ma podobno trudny charakter, ale za to jakie nogi!

Życzę przyjemnego weekendu i zachęcam do kultury – ona łagodzi obyczaje! 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 150

Dodaj komentarz »
  1. To że Jarosław Kaczyński „podbił” Bruksele to zasługa wysokiej jakości tłumaczy symultanicznych, którzy potrafi przetłumaczyć co pan premier miał na myśli. Najpierw na polski (uwaga na skróty myślowe) a potem na dowolny inny język zagraniczny, co było już bardzo łatwe 😉

  2. Panie Redaktorze,

    naraża się Pan naszym prawicowym wścieklakom pisząc, że 1 września 1939 Polskę zaatakowali hitlerowcy. Przecież to byli NIEMCY…

    PS. Kilka razy zostałem przez różnych takich publicznie poprawiony, z tym większym zatem upodobaniem posługuję się terminem „hitlerowcy” w odniesieniu do zbrodni niemieckiego okupanta.

  3. Panie Danielu
    W moim przypadku niestety koncertu nie będzie w weekend.Chyba,że koncert na pile. Mieszkam na wsi i spoczywa na mnie obowiązek przygotowania opału do kominków na zimę. Grube pnie brzozowe i akacjowe pociąłem w czasie urlopu piłą spalinową ale niestety pozostały cieńsze pniaki i gałęzie.Wczoraj po południu uruchomiłem pożyczoną od sąsiada tzw krejzege. Chłopi konstruują te piły sami osadzając na chybotliwych podstawach zardzewiałe i zębate piły tarczowe połączone paskiem z silnikiem elektrycznym dużej mocy. Trzy godziny ciąłem w stodole drzewo i przyznam się,że nie myślałem o polityce tylko o zabandażowanej dłoni sąsiada, który kilka dni temu palca stracił na podobnym urządzeniu.Gałęzi pozostało jeszcze mnóstwo więc mam zajęcie na dziś i sobotę.
    Życzę przyjemnego weekendu a ze swej strony zachęcam blogowiczów do prostych prac fizycznych.Może nie łagodzą one obyczajów ale pozwalają zapomnieć o bijatykach politycznych-w każdym razie krejzega na pewno pozwala.
    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dla pewnej częsci mediów słowa pana prezesa mają moc sprawczą. Kaczyński locuta causa finita. Jestesmy w takim momencie, że gdy premier powie , że w Polsce nie prześladuje sie gejów a rząd chce pozostać w Unii to na zachodzie wszyscy czują wielką ulge. Takie czasy to i takie sukcesy rządu.

  6. Wilece Szanowny Panie Danielu. 26 lat temu byłem 12 latkiem, ale pamiętam nastrój sierpniowych dni. Dziś jestem doktorem nauk humanistycznych, próbującym zgłębiać dzieje prasy okresu PRL. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w rozmowie z jednym z profesorów usłyszałem, że jestem wolny „od maniery oceniania ludzi tamtego okresu”. Pomyślałem, że wielce szacowny Profesor przesadził. Jednak dziś, po wypowiedziałch kilku moich rówieśników i kolegów po fachu – niestety – wiem, że miał rację. Ktoś, kto nawet nie przeżył, ale odrobinę poczytał o PRL-u wie doskonale, że o tym czasie nie sposób mówć w kategoriach „czare lub białe”. Przepraszam, ale chyba muszę tochę poobcować z kulturą. Wyrazy szacunku.

  7. Wojtek z Przytoka ma rację, nic tak nie odpręża jak prosta fizyczna praca.
    Kończę remont mieszkania. Dziś i jutro malowanie.

  8. Wojtku z Przytoka,

    czytając Twoją wypowiedź przyszło mi na myśl, że nie zwróciłeś uwagi na konieczność sezonowania drewna. To, które teraz tniesz i rąbiesz, będzie najlepsze na opał dopiero na następną, a nawet „pozanastępną” zimę 🙂 Co nie znaczy, że nie będzie z niego pożytku równiez za parę miesięcy.

    Łączę przeprosiny za odejście od wątku głównego.

  9. Baccalarius,

    czy mógłbyś z łaski swojej uchylić rąbka tajemnicy (?) i doprecyzować, nad jakimi tytułami z tamtego okresu siedzisz?

  10. Dzien dobry! Milo jest oczywiscie odetchnac od polityki ale przeciez tak naprawde wszyscy sie nia interesujemy skoro wchodzimy na te blogi. Nie mowiac o tym ze Gospodarz w pewnym sensie z niej zyje, a im gorzej tym szersze pole dla publicystyki.
    Ja wlasciwie w innej sprawie. W wypowiedziach po felietonie „Pieklo i raj” 16.08 blogowiczka buggy_swires oglosila mini-konkursik na rozpoznanie cytowanego przez nia fragmentu. Chodzilo o „Listy do pani Z” Brandysa i fragment o Zoliborzu. Nagroda miala byc cytowana ksiazka lub popiersie-przycisk Feliksa D. Otoz donosze wszem i wobec, ze obiecana nagroda – popiersie Feliksa – mimo przeszkod natury tyretorialnej, zostala mi przekazana, za co uprzejmie dziekuje
    Pozdrawiam i zycze milego weekendu E.

  11. …przeszkody natury terytorialnej” oczywiscie. Przepraszam za blad. E.

  12. Wszystko to przestaje mieć znaczenie wobec tak pięknego dnia, jak wczorajszy. Zrobiło się niespodziewanie ciepło (+23°C), świeciło słońce i wiał wspaniały wiatr. Na Zalewie Zegrzyńskim śmigaliśmy na deskach z żaglem z szybkością motorówek.

    Ciągle Pan, Panie Danielu pisze o tej polityce, więc w pierwszej chwili przeczytałem, że był Pan w Zachęcie na wystawie Leppera (!) – i się nieco zdziwiłem 🙂

  13. Gratuluję koncertu! A u mnie jeszcze dobry tydzień bez takich rekreacji kulturalnych i nie ma dokąd uciec od niektórych myśli 🙁

  14. SZKODA,ŻE BRACI RZĄDZĄCYCH (ILU BY ICH TAM BYŁO) NIE MOŻNA WYSŁAĆ NP. NA KSIĘŻYC. WSZAK ZOSTAŁ UKRADZIONY.

  15. Muzyka – rzeczywiście – łagodzi.

    Juź po urlopie. Zdążyłem jednak pójść na jeden z koncertów zakończonego właśnie Festiwalu Bałtyckiego. Mahlera ósma symfonia.

    Orkiestra ledwie się na scenie mieściła. Dziesięć kontrabasów. Trzy harfy. Cztery chóry z różnych krajów. Siedmiu solistów. Razem ponad 400 osób pod batutą.

    Dziewięćdziesiąt minut muzyki za jednym zasiadem. Finał jak burza z piorunami. Publiczność powariowała niemal z tego wszystkiego. Uff!!!

    Wyszedłem wstrząśnięty lecz łagodny jak baranek.

    Czego i wam wszystkim życzę…..

  16. Swoją drogą było cudownie usłyszeć z ust pana premiera słowa homofobia, homoseksualiści i homoseksualizm. Przeżycie estetyczne nieporównywalne z żadnym koncertem pod jego batutą 😉

  17. Stachu
    Oczywiście pamietam o konieczności sezonowania drzewa.Część swoje odleżała ale część jest niestety tegoroczna.Nie wynika to z mojego lenistwa ale z globalizacji.Skandynawowie kilka lat temu,by nie niszczyć swojej przyrody zlokalizowali w moim lesistym regionie kombinat płyt drewnianych,sklejek i paneli.To monstrum wyssało drzewo z lasów jak odkurzacz.Ceny drewna poszły w górę,leśnicy jak dawniej stali się panami wiejskich społeczności udzielając po uważaniu asygnat na opałowe a nocami las rozbrzmiewa warkotem pił na nielegalnych wyrębach. Ale idzie ku lepszemu-fabrykę przenoszą na Litwę gdzie jest co wycinać w pradawnych puszczach.
    Przepraszam za dygresje nie związane z tematem a Budgerowi życzę miłego początku tygodnia w świeżo pomalowanym mieszkaniu.
    Pozdrawiam

  18. Nie ma to jak podbić Europę stwierdzając, że w Polsce nie bije się Żydów, nie zamyka do więzień homoseksualistów i że dziedzictwo Europy jest wciąż dla Polski bardzo ważne. Kiedy premier pojedzie do USA i wspomni, że w u nas niewolnictwo także jest zakazane, to po prostu rzuci amerykanów na kolana.

  19. Panie Danielu! nareszcie ” dochodzimy do rozumu'”.Olejmy tych lapciuchow.Zajmijmy sie czyms pozytecznym.Rabmy DREWNO (zwracam uwage ze drzewo po scieciu jest juz drewnem) a z odpowiedniego kawalka zrobmy sobie skrzypce i zagrajmy cos ladnego ! To nie jest zlosliwosc ani zadna aluzja ale chyba skrot myslowy..Gorzej jezeli w trakcie grania zgasnie swiatlo..To nie skrot myslowy ale skojarzenie ze starym dowcipem

  20. Panie Redaktorze,dobrze byloby oderwac sie od politycznej rzeczywistosci,ale dzieja sie rzeczy ktore to uniemozliwiaja.Poniewaz czterdziesci lat pracowalam z mlodzieza ,to co sie dzieje szczegolnie mnie boli.Wychowanie to glownie dawanie dobrego przykladu. Dzis inauguracja roku szkolnego.Wiele slow o patriotyzmie i wychowaniu z ust Premiera,a glowny urzednik Ministerstwa Edukacji nazywa zdrajca Jacka Kuronia, ktory dla edukacji i wychowania mlodziezy zrobil wiecej ,niz ten urzednik.Jakos nie moge go nazwac ministrem edukacji,gdyz bylaby to obraza dla tego urzedu,ktory piastowalo wielu wspanialych ludzi. No,ale stworza Instytut Wychowania i problemy znikna.Szkoda slow.Rozmijanie sie slow i czynow to glowny wrog wychowania.Serdecznie pozdrawiam.

  21. Tak – muzyka rzeczywiscie lagodzi dusze i obyczaje, ale ja sie najbardziej ucieszylam komentarzem Baccalariusa. Ciesze sie ze sa madrzy mlodsi w Polsce. Ja sie niestety urodzilam i ukonczylam szkoly w PRLu i jak Brocha mam zapewne „przerąbane w IV RP” a marzylam o emeryturze w Polsce. Moze bedzie V RP bez pyzatych fiurerkow????

  22. w Weekend -co za przyjazne slowo w „Naszej grupie „rozpoczynamy w sobote 18-ty sezon na plywalni w szkole -od 7.00 rano, po godzinie sauna a w kilka metrow dalej klub gdzie ta samofinansujaca sie 20-osobowa Grupa popija kawe czy cherbate i gaworzy .Super sanatorium 2,5 godziny!!! . Staraniem niemiecko -polskim na Zamku w Szczecinie ,otwarto wczoraj Wystawę pt. „Wczoraj i dzis Lotnictwa w Meklemburgii -Pomorzu Przednim i Pomorzu Zachodnim .Niedaleko ,zupelnie niedaleko w Anklam pracowal pionier lotnictwa Otto Lilienthal ( Przypominacie te dziesiatki medali im. Lilienthala dla Polskich szybownikow !!??) i jeszcze jedno „przemycę”, z trawiastego lotniska w Szczecinie do 1945 startowaly samoloty do znanych miast i nawet do .. ŚWINOUJSCIA , lądowali tu w 1909 roku bracia Wright ..

  23. Drogi Panie Danielu i szanowni Blogowicze!
    (czesciowo na temat)

    Jak wszyscy wiemy, rowniez w tym blogu poswiecamy mase nasze cennej uwagi, energii i czasu tym, ktorzy na to kompletnie nie zasluguja. Ja wiem, ze do pewnego stopnia powinnismy – w koncu te zera nami rzadza, ale..

    Mamy w naszym kraju taka tendencje do zapominania o tych, ktorym duzo zawdzieczamy – niedawno jeden z blogowiczow zauwazyl brak wlasciwie pomnikow naszej podwojnej noblistki, a w Angli gdzie teraz mieszkam to wogole mylsa, ze byla Francuzka (problemu takiego nie maja np Niemcy stad mamy licznik Geigera, promienie Roentgena i silnik Diesla np).

    Moze wiec powinnismy stworzyc taki kacik osob, inicjatyw i innych dobrych rzeczy, ktore jednak zdarzaja sie nam na co dzien. Kacik, za mam nadzieje przyzwoleniem Pana Redaktora, a moze nawet jego aktywnym wsparciem w postaci stosownego wpisu, moglby sie pojawic tutaj co miesiac. I nie chodzi mi tylko o peany na czesc aktualnie obrazanych (choc oczywiscie jak najbardziej ogromny szacunek im sie nalezy). Chcialabym zebysmy sie wszyscy troche wysilili i rozejrzeli wokol siebie.

    Wylawiamy z naszej szarej rzeczywistosci np:

    – przemila pania w zabalaganionym ZUS-ie, ktora nam pomogla „odkrecic” jakas zawila sprawe

    – lekarza ktory leczy (rowniez) w panstwowym szpitalu i nie bierze

    – szefa, ktoy dba o swoich pracownikow, docenia rzetelnosc i zaangazowanie

    – amatorski chor lub teatr w naszym miescie

    -inicjatywe lokalna (moze jakis taki czyn spoleczny) w ktorej wzielismy udzial i wyszlo fantastycznie albo chociaz tak sobie

    -wybitnego specjaliste, artyste itp ktory moze nawet dostaje jakies nagrody tylko my niedoinformowana publika nic na ten temat nie wiemy, choc powinnismy

    -pieknie odnowiony budynek, wyrownana ulice lub zadbany park

    -swietna jadlodajnie, dobry pensjonat, doskonale zorganizowana wycieczke

    -koncert, wystawe, przedstawienie warte uwagi

    -inicjatywe godna poparcia

    -rzetelnego producenta lub wykonawce uslug

    -osoby, ktore nam imponuja z jakiegokolwiek powodu

    -inne (prosze sie nie powstrzymywac i pisac o wszystkim co pozytywne!)

    No i prosze Panstwa nie bojmy sie nazwisk, nazw, adresow! Pokazmy tym wszystkim, ktorym sie chce mimo wszystko, ze ich doceniamy i ze sa nam potrzebni bo nam wyjada albo im sie odechce, a wtedy stracimy wszyscy!

    Chwalmy siebie i innych, badzmy dumni z tego co robimy. Mowmy glosno o tym co nam sie podoba. Udowodnijmy wszystkim, ze jest alternatywa dla kaczopogladow. I pamietajmy, ze niewypromowane nie istnieje (takie czasy). Kaczory o tym dobrze wiedza, dlatego ich wszedzie pelno

    Pozdrawiam i zycze milego weekendu

  24. Panie Danielu! Gratuluję udanego wieczoru! Jeśli chodzi o kulturę, to na najbliższe kilka dni mam jej zapewniony opór. Czeka mnie podbijanie dość nieznanego dla mnie obszaru malarstwa francuskiego XIX wieku, a więc neoklasycyzm, romantyzm, realizm, naturalizm i oczywiście impresjonizm. Szkoda tylko, że będę te wspaniałe działa oglądać jedynie w albumach… Ale może kiedyś uda mi się zobaczyć choć część tych skarbów. Teraz na samym podziwianiu nie mogę poprzestać. Te wszystkie nazwiska, tytuły, daty, prądy… Słowem jest co robić. A wszystko to do egzaminu, który przełożyłem na wrzesień. Proszę trzymać kciuki za dobrą ocenę. Pozdrawiam.

  25. Wojtek z Przytoka,

    to teraz juz wiem skad sie biora meble w Ikei, ktore maja metke „made in Poland”, a ktore kupuje w Montrealu, w krainie zywica pachnacej… Z jednej strony duma narodowa rozpiera (patrzcie ! „dobre, bo polskie” – i rzeczywiscie porzadnie wykonczone, rowno przyciete, a reszta jak w Ikei…), a z drugiej strony jakos brak mi logiki w tym, ze tego samego grata nie da sie wystrugac w Kanadzie na rynek kanadyjski i okolice, w Polsce czy na Litwie na rynek wschdnioeuropejski i okolice, etc…

    Ja wiem, analiza kosztow, struktura rynku, globalizacja-szmacja itp, – jestem tego swiadom, nie mniej…

    Tyle uwag profana o ekonomii.

    Zazdroszcze lasu i robot recznych zwiazanych ze zblizajaca sie jesienia.
    Kiedys i ja tak mialem. Przywozil mi facet ze trzy miary drewna na opal, wysypywal to na wjazd do garazu, a potem trzeba bylo je ulozyc w „murek”, czesc zas porabac (tu mierzy sie chyba na yardy szescienne – nigdy nie wyczilem ile dokladnie mi tego przywoza, ale sadzac po bablach, jakie mi sie robily na rekach przy pracy, to bylo tego naprawde duzo). Stare czasy. Teraz, w mieszkaniu juz sobie nie napale.

    Ale lasow na szczescie nie brak, i tylko czekac az zaczna zolknac i czerwieniec – najpiekniejszy spektakl, jaki tutejsza natura ma do zaoferowania. Za darmo.

    A piekno natury jest jak muzyka: rowniez lagodzi obyczaje.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  26. Również cieszę, że J. Kaczyński pojechał właśnie do Brukseli i udało mu sie tam na nikogo nie obrazić. Sukcesem jest to, że premier nie zaprzeczył głośno europejskim wartościom, co wywołało uczucie ulgi u zachodnich polityków – ot i miara sukcesu.

  27. Do Absolwenta…

    1. Polska po obaleniu komunizmu miała ze wszystkich porównywanych krajów najgorszą sytuację w przedsiębiorstwach przemysłowych, przez nie przeszła fala syndykalizmu, wręcz anarchizmu, rozgardiaszu solidarnościowego i bezhołowia. Hipoteza o budowie „drugiej Korei” to czysta mżonka. Skąd miał pochodzić bodziec czy przymus wzrostu wydajności i innowacyjności, skąd świeże metody zarządzania. Z kurii, czy z KK „S”?

    2. W pierwszym dziesięcioleciu 1989-98 wzrost dochodu narodowego Polski przewyższał wszystkie porównywane kraje o kilka długości. Big Bang był najsłuszniejszym rozwiązaniem. Wiem: „wzrost to nie rozwoj”. Jakie niewzrostowe czynnik rozwoju są w Polsce gorsze. Czytelnictwo literatury pięknej? Korupcyjność Służby zdrowia? Umieralność niemowląt? Długość życia? W tych dwoch ostatnich Polska idzie co najmniej łeb w łeb z innymi. Liczba samobójstw? Węgrów nikt w tym nie przegoni.

    3. Jeśli służb celnych nie udało się zorganizować (chyba Balcerowicz nie jest za to odpowiedzialny) aby szczelnie chroniły rynek wódczany, to jakże na Boga udało by się ochronić rynek odzieży, obuwia, elektroniki, agd, etc. A co z kursem walutowym. Argument Sachsa był za natychmiastowym otworzeniem rynku i urealnieniem ekonomii. Wyobrażasz sobie polskie bagienko ustalające ceny wewnętrzne niezależne od rynków światowych?

    4. Balcerowicz wlasnie przeniósł ciężar podatkowy z PIT na VAT, i chciał znieść ulgi PIT za jednym zamachem w 1999 (?). Poza tym to VAT, PIT a nie akcyzy i cła są naczelnym źródłem fiskalizmu w każdym normalnym kraju.

    5. Oczywiscie masz na mnie kilka solidnych argumentom: „nie byleś, nie widziałeś, to nie wiesz”; „Polska to nie Kanada”; „czytasz doktrynera Gadomskiego (tez INE UW), a nie zdolnych i dowcipnych ekonomistów”. Cóż, bez tych „argumentów” Twój wywód nie uniósł by się wysoko.

    6. Poza tym Twoja dialektyka jest trochę Lepperowska. Balcerowicz nie toleruje spóźnialstwa i gadulstwa od d-maryni, więc pomiatał ministrami w KERM-ie. “Orszak wunderkidów”? Czyżby jakaś zazdrość? Ktoś chyba musiał za Balcerowiczem nosić papiery, robić za sekretarki i asystentów.

    7. Do tego Twoja dialektyka jest … religijna. Balcerowicz Bogiem? Przecież jego możliwości polityczne były bardzo ograniczone. Kłócił się z Buzkiem o Alota, o każde G, a właściwie z Krzaklewskim i całym związkiem, z tym pajacem od Badań Strategicznych, ale oczywiście to było nieładne – “szantażował Buzka że ustąpi”.

    8. … i metafizyczna. Jakoś nikt, a okazji było wiele, nie wkroczył, ani po zwycięstwie Wałesy w 1990, ani gdy SLD wygrało 1993, ani AWS w 97, ani SLD w 2001, ani teraz, z programem alternatywnym do planu Balcerowicza. Żaden polityk nie potrafił zainstalować anty-Balcerowicza i przeprowadzić coś zupełnie innego. Wychwalany przez Stiglitza Kolodko? Powiesz, że Balcerowicz zrobił taką ruinę iż nie było co zbierać. Widzisz, nawet nie muszę załamywać rąk i mówić, że nie da się zbudować “drugiego Paryża”, altenatywnej anty-Balcerowiczowej Polski, która osiągnęła by wskaźniki wzostu i rozwoju i szcześcia społecznego trzy razy lepsze od Polski Balcerowicza. Nie muszę, gdyż Twój wywód ma tyle dziur i metafizycznych gdyban. Haseł, które są miłe, populistyczne, ale z realiami ekonomii mają niewiele wspólnego. Zarzucasz mi PR – też niezły argument, a zobacz ile w Twoich tekstach jest PR, 70% klepania hasełek, może więcej.

    9. Czy mógłbyś się dla odmiany odnieść do kilku ostatnich uwag prezesa NBP na temat inflacji, źródeł obecnego boomu gospodarczego i zagrożeń? Please – przy najbliższej dogodnej okazji.

    Jak zawsze, z poważaniem
    T.O.

  28. Wojtku z Przytoka ! Wiesz chyba Ci zazdroszczę: sielskości, spokoju śpiewu ptaków, bliskiego lasu, prawdziwego gęgania a nie tego co sączy sie radia czy TV, w których gęsto od obsry..czy Z prac fizycznych zrobiłem 20 słoików pysznego (to słowa mojej Krystyny) dżemu brzoskwiniowego , dziś będę producentem powideł z węgierki dąbrowickiej. A w tygodniu wybiorę się do lasu – na grzyby i po spokój. Z nadzieją,że grzyby będą nie tak stare jak ja. Powodzenia w pracach różnych i pożytecznych dla wszystkich blogowiczóów i pana Daniela.

  29. Pisze Wojtek z Przytoka: … ze swej strony zachęcam blogowiczów do prostych prac fizycznych.Może nie łagodzą one obyczajów ale pozwalają zapomnieć o bijatykach politycznych-w każdym razie krejzega na pewno pozwala.

    Nie mam nigdzie w poblizu drzewa do rabania, wiec poszlam z rana kupic sobie nowa, droga torebke, na ktora mnie kategorycznie nie stac.
    To faktycznie pomoglo na chwile. Po powrocie do domu zajrzalam jednak nieostroznie do internetu i przeczytalam, ze „felietonista” Michalkiewicz w ramach pluralizmu publicznego radia bedzie teraz stalym dyzurnym antysemita – za pieniadze podatnika.
    Mnie to tak rozsierdzilo, ze nawet nowa droga torebka mie jest w stanie pocieszyc.
    Jestem dodatkowo wsciekla na polskich Zydow, ze nie skladaja sprawy do sadu z powodztwa zbiorowego przciwko Michalkiewiczowi. Niech no mi sie teraz ktory Zyd napotoczy, och juz on/ona ode mnie uslyszy!

  30. A ja dla odmiany maluje dom z zewnatrz. Myslalam, ze tylko „chlapne farba” i po ptokach, ale jak sie chlapnelo farba, to okna zaczely plakac, ze one tez, drzwi „takze zarowno” nie chcialy byc gorsze i tak z projektu na czerwiec zrobil mi sie projekt na cale lato.
    A lato bylo piekne tego roku…
    (tu mi sie przypomina wiadomy wiersz, a i data dzisiejsza bardzo akuratna!).
    I dalej jest pieknie, chociaz dzisiaj wieczorem maja dotrzec jakies popluczyny huraganu Ernesto. Wyglada na to, ze ostatni dlugi weekend tego lata (Labour Day) bedzie mokry, ale nic to!
    Zycze wszystkim milego wypoczynku i pogody ducha!

  31. Mial Pan pisać o muzyce, a przemyca w tekscie politykę…

    Nie ładnie.

    Córka dba o Pana rozwój intelektualny, ale Pan nie dba o zdrowie psychiczne tych, którzy Pana czytają. O zdrowie psychiczne i o opuszki palców, i tak już stwardniałe od bębnienia w klawiaturę. W klawiaturę komputera, a nie fortepianu koncertowego.

    Ale skoro Pan taki nieuprzejmy, to i ja sobie pozwolę.

    To było chyba w 1985 roku. Do Polski przyjechał na koncert Leonard Cohen. Występował w Sali Kongresowej, i sam artysta zauważył paradoksalność tej sytuacji, napominając na wstępie koncertu, że przychodzi mu śpiewac w tej samej sali, w której odbywają się pezetpeerowskie partajtagi.

    Wleźliśmy na ten koncert z fałszywymi biletami. Ręcznie robionym. Zeby znaleźć papier odpowiadający kolorem orginalnym biletom przewertowaliśmy dostępne biblioteki i okazało się, że najlepiej pasował kolorystycznie pożółkły papier z publikacji z końca lat 40-tych – początków 50-tych. Nie będę wnikał co to były za publikacje. Powiem tylko, że sporo z nich miało ładne, czerwono-bordowe oprawy z tłoczonymi na złoto literami.

    Wydarliśmy więc tyle tych ostatnich, pustych stron, ile tylko potrzebowaliśmy, i kolorowymi długopisami przekopiowaliśmy jedyny orginał biletu, zachowując wszystkie detale, pieczątki kasy, itp., nawet niedoskonałości. Ręczna robota i majstersztyk na tyle wystarcząjacy, że udało nam się wejść na te bilety na koncert, i obejżeć naszego – w sumie idola i barda, a z pewnością pewien symbol kontestacji tamtej epoki.

    Piszę o tym między innymi dlatego, że siedząc na balkonie zdało nam się, że na miejscach dla bardziej nobliwych gości zauważyliśmy między innymi i Pana, Panie Gospodarzu (czy mam racje ?). Czytaliśmy wtedy „Polityke” -a jakże ! (w końcu aspirowaliśmy do kasty wykształciuchów), ale tygodnik ten był dla nas ciągle organem organu, zaś jego redakcja częścią oficjalnego systemu ówczesnej propagandy.

    I choć na tym akurat koncercie ćwczesne polityka i „Polityka” były jak najbardziej obecne (a przynajmniej tak nam się wydawało w odniesieniu do Pańskiej obecności), to jednak z chwilą gdy tyko zgasło światło i na scenie pojawił się Cohen, zapomnieliśmy o przebiegających przez salę podziałach po to, żeby wspólnie sluchać artysty i przeżyć ten wyjątkowy moment.

    Muzyka rzeczywiście łagodzi obyczaje. Nawet na chwile, ale to też coś.

    A więc SO LONG, MARIANNE,

    Jacobsky

  32. Panie Danielu,
    Proponuje aby nastepny pana wpis do blogu w ogole nie dotyczyl polityki i politykow. Niech pan nam opisze cos co sie wydarzylo w ten weekend u pana. Moze pojdzie pan tym razem np. do ZOO i napisze tylko o widzianych tam zwierzetach, a nie przypadkowo napotkanym panu Wassermanie, ktory np. tez chcial zobaczyc na wlasne oczy, powiedzmy, zebu. Nawet gdyby pana swierzbilo, bo np. w sobote jakis minister czy wicepremier opluje gen. Sikorskiego (Wladyslawa) czy Dalaj Lame, to niech pan wytrzyma i napisze nam o szympansach, zyrafach, szopach praczach. Tylko bron Boze nie o kaczkach. OK?

  33. Do Pyzola…
    Liczyłem na to, że zajrzysz do moich komentarzy, w których nie tak dawno porównałem kaczyzm z faszyzmem. Wystarczyło otworzyć poprzednie wpisy Passenta i przeszukać podając jedno z tych dwoóch haseł. Widać, że jednak przywiązanie do własnych poglądów wzięło u Ciebie górę nad ciekawością dla innych opinii.

    Reasumuję więc poprzednie, najwazniejsze podobienstwa. Kaczyzm, tak jak faszyzm, jest narodowo-socjalistyczny. Pamiętasz skąd się biorą dwie pierwsze litery w skrócie NSDAP. Poza tym oba te ruchy polityczne wyznają autorytaryzm i silny konserwatyzm, oraz kult wodza – il Duce. Ostatnia akcja przeciw Kuroniowi była próba wymiecenia starych kultowych postaci i wprowadzenia w zamian dwóch bliźniaczych Wodzów i ich najbliższego grona, oraz uwypuklenia ich zasług i nieomylności historycznej. To w skrócie, jako znawca faszyzmu z łatwością dojrzysz te i jeszcze inne podobieństwa.

    Natomiast poszukiwanie “Trzeciej drogi” jest domeną każdego z nas, między Scyllą i Harybdą krążymy czasem uparcie, aż wreszcie wypłyniemy na szerokie wody. Bugaj, jak i wielu nawiedzonych ekonomistów poszukiwało (i podobno nadal poszukują) drogi między gospodarką centralnie planowaną komunizmu a wolnym rynkiem kapitalizmu. Mówili o modelu jugosłowiańskim, skandynawskim, o innych drogach idealnych i pośrednich. Zaś ja mówiłem co innego, że kaczyzm i faszyzm to są trzecie drogi między kolektywistycznym i internacjonalistycznym MARKSIZMEM a indywidualistycznym i globalizującym LIBERALIZMEM. W społeczeństwach przestraszonych i niedowartościowanych, a także sztucznie zagrożonych, np. wizją żarłocznych Niemiec, szuka się trzecich dróg i często sięga się po jakąś formę faszyzmu.

    Teatralność polskiej sceny politycznej oczywiście nie jest wymysłem Kaczyńskich. Nota bene, w ostatnich latach upodabniała się ona często do włoskiej. Jednak Kaczyńscy idą w tym kierunku bez opamiętania, wykorzystują jej siłę i rzucają coraz nowe frazy: łże-elity, lumpen-inteligenci, itd. Przybierają pozy wyroczni i dobrych ojców, przeróżnych postaci Commedia del Arte. Oni dominują i przewyższają wszystkich.

    Ale Ty możesz tego nie zauważać, gdyż, mam wrażenie, jesteś jednocześnie socjalistyczna, narodowa, pardon super patriotyczna, konserwatywna (w stosunku do homoseksualizmu, aborcji, religii, itp), widzisz potrzebę władzy silnej ręki w Polsce, dominującego wodza, kolejnego Piłsudskiego. I teatralność kaczyzmu jest dla Cię naturalną rzeczą, zaś odpowiedzi ich adwersarzy są właśnie bezczelną grą i łgarstwem ze szkodą dla narodu.

    Wiesz, czasem wyobrażam sobie Ciebie. Mały, samotny domek na prerii, smagany zimnymi wiatrami, niedogrzany, a Ty w nim przyrządzasz sobie typowo polskie potrawy (nie będę wyliczał), czy pijesz herbatę ze szklanki czy filiżanki? tego nie potrafię sobie wyobrazić jasno, wklepujesz komentarze w ten blog, a w przerwach robisz na drutach z ciepłej, puszystej, kolorowej włóczki. Co dziergasz? Ano swetry grube pod szyje, skarpety na zimę, i rzecz całkiem naturalne, sympatyczne nakrycia głowy.
    Pa
    T.O.

  34. Żaden ze mnie wykształciuch,trochę więcej niż prościuch, czyli jednym słowem jak mawiał jeden z moich znajomych – popapraniec.
    Czytam mozolnie niezwykle trafne i uczone (lub tylko uczone,lub tylko trafne) wypowiedzi wielu pp.Blogowiczów, to i owo rozumiem, czasem i ja pisnę z kącika jakieś słówko. Raczej to co dyktuje serce, bo fiszek,kartotek i notatek brak. Nie ta branża, nie ta szkoła, nie to środowisko.
    Ale muzykę lubię. Odtwarzam często przechowywane pieczołowicie winylowe krążki. Od Moniuszki i Straussa po Marka i Wacka, od Mozarta po Freddiego.
    Ale najcześciej towarzyszy mi cudowna „pleciuga” Cesaria Evora wypełniając słabo zaludnioną kubaturę mojego mieszkania uroczymi piosenkami.
    Dziś,wbrew ekonomicznemu rozsądkowi wykupiłam z Merlina Panadanielowy „Codziennik” i ogłaszam niniejszym wszem i wobec – od dziś do łózka z panem Danielem. Mam nadzieję uzyskać wirtualne przebaczenie za wirtualne zakusy na cnotę Autora blogu.
    I tak jakoś dzień za dniem, pomalutku do przodu.:)

  35. „najlepszego okresu naszej historii i najlepszych ludzi naszego pokolenia” – szkoda, że Pan nie odróżnia najgorszego od najlepszego. W ogóle odróżnianie zła od dobra jest użyteczne. Życzę powodzenia.

  36. do T.O : Cos sie tak Pyzola przyczepil jak rzep psiego ogona? Wyluzuj, weekend nadszedl 🙂
    Nie wiem co tam Pyzol dzierga i czy dzierga, ale ja jak najbardziej, chyba ze jest lato i moge sie zabrac za prawdziwie meska robote – malowanie domu! Sprowadza na ziemie – z drabiny, oczywiscie.

  37. DUMA I WŚCIEKŁOŚĆ
    Moje życie biegło pod wrażeniem tamtego dnia, gdy złowrogi pancernik otworzył ogień na polską placówkę i zerwał ze snu załogę szpitala batalionu KOP w Juracie, gdy ogniem odpowiedziała bateria na Helu, gdy zaczęto przywozić pierwszych rannych. Opowieściom o obronie Helu i tułaczce po obozach jenieckich północnych Niemiec nie było końca. Latami całymi obracały się pod czaszką jakby z modlitewnych młynkow tybetańskich mnichów, najgłośniej tego rocznicowego dnia.
    Gdyby dzisiaj żył ich autor, gdyby żył mój ojciec i zobaczył co wodzowie wolnej Polski wyprawiają z polityką zagraniczną, jak Polskę osłabiają, jak lekceważą mądre i wyważone rady doświadczonych ministrów – zalała by go nagła krew, albo zaklął by twardo i powiedział, że im czyraki wyrosły na dupie od kanapowej polityki, taka byłaby jego diagnoza, nieodpowiedzialni gówniarze igrają z losem Narodu, nie, chyba jednak zalała by go nagła krew.

  38. Panie Danielu, bardzo, ale to bardzo cieszy mnie fakt poruszenia przez Pana kwestii muzyki – dla mnie to temat rzeka. 🙂
    Kultura, a w szczególności muzyka, nie tylko łagodzi obyczaje, ale jest wielkim przyjacielem człowieka, co podkreślałam kilka dni temu entuzjastycznie przeżywając wspomnienie koncertu D. Gilmoura, na którym miałam wielkie szczęście być.
    Z tego co pamiętam nikt tu mojej rodości nie podzielił, a szkoda, bo naprawdę było co 🙂
    Rock progresywny jest obok jazzu i klasyki moim ulubionym gatunkiem muzycznym (nie będę wymieniać wykonawców, bo kilkanaście linijek to mało), a najukochańszym kompozytorem – Czajkowski (choć pewnie niedługo dzieci w polskich podręcznikach będą czytać, że to był gorszący zboczeniec i pederasta, a nie wybitny kompozytor). 😉

    Uciekajmy się częściej do takich tematów – to ma działanie wręcz terapeutyczne !!!

    Pozdrawiam gorąco!

  39. Do chcących „wyluzować” blogowiczow:
    A ja tydzień temu wróciłem znad pięknego i super cichego (strefa ciszy, żadnych ślizgaczy, motorówek, nart wodnych) leżącego na granicy Polski i Litwy – j.Gaładuś (Galadusys) – k/Sejnów. Krótko – rewelacja, polecam. Do przejśćia w Ogrodnikach – 7 km. Piwo Litwini mają przednie (Svyturys, Birżai czy Taurage), a i kraj miły, cieszący oko i swą przyrodą i „klimatem” kojacy nasze rozdygotane nerwy…..

  40. Do Pani Jo-Anny.
    Inicjatywa jak najbardziej na miejscu!
    Pochwała tego co dobre – zawsze !!! 🙂
    A umiejętność odnajdywania szczęścia w drobiazgach to wielka sztuka !
    pozdrawiam serdecznie!

  41. Pyzol,
    nie czytaj dwoch ostatnich akapitow aka paragrafow z mojego komentarza o 16:37 dzisiaj, please.
    Wesolutkiego i slonecznego weekendu!
    Happy Labour Day weekend!
    T.O.

  42. Kiedy sie wypelnily dni
    i przyszlo ginac latem,
    prosto do nieba czworkami szli
    zolnierze z Westerplatte.

    A lato bylo piekne tego roku…

    I tak spiewali – ach, to nic,
    ze tak bolaly rany,
    bo jakze slodko teraz isc
    na te niebianskie polany.

    (z pamieci przytaczam, mam nadzieje ze nic nie pokrecilam)

  43. Tyle sie tu nawpisywalam, zgadzalam i nie zgadzalam, nawiazywalam i pozdrawialam. I co? Nigdy nic. Zero reakcji, nawet jak kiedys apelowalam „Blogowicze, trzymajcie za mnie kciuki, czeka mnie duze wyzwanie”. Bylo to w poniedzialek i na wszelki wypadek nie otworzylam komputera, bo pomyslalam sobie, ze jesli znowu pies z kulawa noga nie zareaguje, bedzie to dla mnie zly znak. Mialam racje…pies z kulawa naga.
    A tu taka Kaska Pyzol, ktora chyba nawet nic pod tym tekstem Gospodarza nie pisala, zasluzyla na taaaki wpis T.O. Wiec trzeba byc wlasnie takim, agresywnym i kontrowersyjnym, zeby cie zauwazono.
    To nie jest sprawiedliwe.
    Mimo wszystko znow pozdrawiam, zazdrosna E.

  44. do telegraphica,
    Na boga, co się z toba dzieje ? Wystarczy że ktoś skrytykuje twojego idola Balcerowicza, to już mu wmawiasz w brzuch Leppera albo Kołodkę ? Gdzieś ty się nauczył takiego sposobu dyskutowania i polemizowania ? Chyba nie w Kanadzie, bo to cywilizowany kraj. Przy okazji, jak to jest z tym Toronto i Seattle ? Nadal wierzysz w inteligentny projekt i rynek doskonały ? Jade na urlop i nie zabieram komputera, ale jak wróce, to się zabiorę za twoją edukację, bo masz ogromne zaniedbania.
    Pozdrowienia

  45. Polityka ma być po to, żebym mogła żyć swoimi sprawami i tyle. A nie, żebym JA była dla polityki. Jakoś w wielu krajach ludzie żyją POMIMO polityki i ja też tak chcę, chcę, żeby żadna polityka nie mieszała mi się w gacie ani nie życzyła sobie, żeby efekt mojego aktu seksualnego z poprzedniej rzeczypospolitej miał obowiązek kochać obecną.
    Bo nie ma takiego obowiązku, bo każda rzeczpospolita co innego uważa za patriotyzm. A ci, którzy zwyczajnie żyją, rodzą i pracują, rano się dowiadują, że właśnie numerek się zmienił, że teraz trzeba kochać i poważać kogoś innego, że nagle trzeba przekształcać związki i relacje, że trzeba się pozbyć przyjaciół bo to grozi linczem i trzeba nabyć nowych dla kamuflażu.
    Jest, owszem, polityka prorodzinna – im nas więcej tym lepiej, na metry idziemy skoro jakość nam się wykrusza.
    I co? Tak nam dopomóż bóg?;) (przy słabo aktualnie popularnej Walkirii) 😉

  46. to elaem —
    Odbieram Twoj wpis jako przesympatyczny choć kobieco przewrotny , i fajnie tak ma być ,w takim weekendowym nastroju . NAPEWNO poradziłaś Sobie z tym poniedziałkiem !!!!.
    z Serdecznym Pozdrowieniem -Waldemar jak chcerz to mogę być psem z kulawą nogą …

  47. Panie Danielu zycze milego wypoczynku!!!

    Sama wyruszylam dziasiaj na rowerowa wycieczke. Pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza.Wokol sa piekne rozlewiska,a wlasciwie male jeziora.Na nich ptactwa zatrzesienie.Sa wsrod nich lyski,kaczki,czaple no i kormorany.Lubie ten czas.Turysci juz odjechali.Wszedzie cisza.Tylko ptaki zajete formowaniem kluczy.Dwa lata temu widzielismy tu na lakach bociani sejmik.Prawdziwe widowisko.I chociaz lasow tutaj „niet”, polubilam ta holenderska przyrode.To takie moje mini Mazury.

    Pani Jadwigo,ja rowniez przepadam za Cezaria Evora.Czesto „Gosci”” u nas w domu.Podobnie jak moj ulubieniec Ray Charls.

    Pani elaem- przyznaje,ze spoznilam sie ze swoim wpisem,ale niech mi Pani wierzy myslami bylam z Pania!!!Zycze polamania nog i czego tam jeszcze,aby tylko szczescie Pani dopisalo.Pozdrawiam serdecznie wszystkich milych blogowiczow.Pa ,”doei”‚.Ana

  48. Panie Danielu,
    Mam pytanie zupelnie nie zwiazane z tematem Panskiego dzisiejszego postu, lecz zwiazane z Pana ambasadorskim doswiadczeniem. Przeczytalem niedawno tutaj:
    http://tierralatina.blox.pl/2006/08/Dyplomacja-Moralesa.html

    o tym w jaki sposob nowy prezydent Boliwii reformuje dyplomacje swego kraju. Pan takze byl ambasadorem bez wczesniejszego dyplomatycznego doswiadczenia. Czy stanowilo to jakies utrudnienie? Czy czul pan kiedykolwiek brak kompetencji? Czy rzeczywiscie funkcje taka powierzyc mozna niemal kazdemu, czy to tylko reprezentacja? Czy tez moze Morales przesadza?
    Bede bardzo wdzieczny za odpowiedz.
    Pozdrawiam

  49. Blogowicze, czy juz podpisaliscie w potralu wyborczej list w obronie pamieci Jacka Kuronia?

  50. Dlugi weekend – tez lagodzi obyczaje.

    Udanego wypoczynku,

    Jacobsky

  51. Drogie Blogowisko, korzystam z weekendu (piatek, godz.21.30), żeby zapewnić, że wszystkie komentarze czytam, a do niektórych dopisuję nawet swoje 3 grosze.

    Andrzej Szyszkiewicz – zazdroszczę VIII symfonii Mahlera. Może nie wszyscy blogowicze wiedzą, że Gustaw Mahler to kompozytor naprawdę kultowy, przysmak dla koneserów, nie taki znany jak Bach czy Strawiński, ale ma wielu fanatycznych zwolenników wśród miłosników muzyki klasycznej. W Polsce należy do nich m.in. mój znajomy, prof Wiktor Osiatyński. Należał do nich także mój wuj, który mnie wychował po wojnie, a przed wojną w latach 20. studiował we Wiedniu, gdzie Mashler był bogiem (kursował pomiedzy Hamburgiem, Berlinem i Wiedniem). Ci fanatycy gotowi sa jechać nawet zagranicę, żeby usłyszeć Mahlera, bo wykonanie niektórych utworów (400 osób na scenie!) jest rzadkim przedsięwzięciem. W Ameryce poznałem córkę pewnego milionera, który w pewnym wieku zrezygnowa l z businessu, zaczął się kształcić, żeby raz w życiu dyrygowac orkiestrą, która wykona symfonię Mahlera. I dopiął swego! Wynająl całą orkiestrę. Stał się znanym specjalistą od tej jednej saymfonii i podrózował z nia jako dyrygent po świecie.Panu Szyszkiewiczowi zazdroszczę, nst. razem prosze o sygnał, to przyjadę, agdy Pan bedzie w Wwie to może się umówimy na Mahlera. Trzeba przejrzeć program FN na nst rok.

    Jo-Anna z W. Brytanii apeluje o to, by wpisywac do blogu dobre przykłady ludzi, którzy czynia dobro i dobrze pracują. Popieram, bo człowiek zwykle chwyta za pióro (komputer) tylko gdy go krew zalewa. Ja mieszkam już 30 lat na Zoliborzu, więc znam każdego rzemieślnika, kiosk. bibliotekę na ul Próchnika, warsztat rowerowy w garażu na ul. POgonowskiego przy Pl. Wilsona, wulkanizator na ul. KOźmiana, to swietne miejsca, wiem dokąd pójść i gorąco polecam. Czasami zdarzy się też trafić na ludzi kompetentnych i życzliwych, acz obcych. Popieram Pani inicjatywę, żeby nie tkwić tylko w atmosferze rozgoryczenia.

    Martin – trzymam kciuki za egzamin z malarstwa francuskiego XIX. gdzie Pan go zdaje (zdawał) – w Polsce czy we Francji? Mam zamiar pojechac kiedys do Avignonu, żeby zobaczyć na własne oczy ten słynny most, który znam tylko z Pankiewicza. Specjalnie dla Pana sfotografuję.

    „Bel” jest „wściekła” na polskich Żydów, że nie wystąpili ze zbiorowym powództwem przeciwko Michalkiewiczowi. Szanowna Pani, radzę wziąć na uspokojenie. Niedoczekanie Michalkiewicza żebym się z nim spotkał, nawet w sądzie, bo to by oznaczało,że uważam go za godnego wytoczenia mu procesu. Poz tym uważam, że Michalkiewicz et consortes to sprawa Polaków, a nie tylko Żydów polskiego pochodzenia. Żydom on wstydu nie przynosi.

    Jacobsky – tak, bylismy na tym samym koncercie Leonarda Cohena w 1985 r. Z Sali KOngresowej pami etam jeszcze wiele pamiętnych koncertów, w tym orkiestry Glena Millera, Paula Anki i inne. Do zobaczenia na nastepnym.

    elaem – co to było za duże wyzwanie? I czy już dobrze poszło, czy też mam nadal trzymać kciuki?

    JadwigA czyta „Codziennik” do poduszki. Cała przyjemność po mojej stronie. Mam nadzieję, że nie zaśnie Pani od razu, a także, że będzie Pani miała przyjemne sny, a nie koszmary nocne! Dobranoc!

  52. Panie Danielu, gratulując Panu siły i zapału w blogowaniu chciałbym
    dołączyć mój komentarz do Pana wzmnianki jak to brat Jarosław zaklinał się w Brukseli , że Polska jest krajem demokratycznym i takim pozostanie. Kiedy ogladałem jego harce przy brukselskim mikrofonie
    przypomniała mi się moja dawna lektura której dokonałem kiedyś w ramach poszerzania horyzontów przy moim inżynierskim mechaniczeniu.
    Książka ta to (niezła cegła) Hitler – studium tyranii, Alan Bullock, Czytelnik, Warszawa 1969. Ten kto chce się dowiedzieć co to jest demokracja powinien zobaczyć jak ona umiera. Kto chce wiedzieć dlaczego odczuwam powiew grozy obserwując obecną sutuację w Polsce
    niech przebrnie tak jak ja przez tą pouczającą książkę. Oczywiście „noc
    kryształowa” i inne przyjemności nam nie grożą ale sprzątanie po braciach bedzie dużo kosztowało nasz biedny kraj na dorobku.
    Na razie analogie w rozwoju sytuacji są uderzające. Sam sposób objęcia
    władzy dużo mówi. Hitler i jego partia NSDAP także nie zdobyli większości w wyborach. Marne 37% i zamieszanie polityczne wystarczyło aby Hitler został mianowany przez prezydenta Hindenburga kanclerzem i zaraz potem po wymuszonych nowych wyborach potrafił jak nasi bracia zapewnić sobie większość dobierając koalicjantów. Nigdy nie zrzucił maski legalności – realizował tylko ” zasadniczą przebudowę państwa” .
    Zachęcam do lektury.

  53. -> natalia
    „Rock progresywny jest obok jazzu i klasyki moim ulubionym gatunkiem muzycznym (nie będę wymieniać wykonawców, bo kilkanaście linijek to mało)[…]”
    A chociaż paru? Z pierwszych dwóch kategorii, bo o Czajkowskim już wiem :—).
    Pozdrawiam.

  54. FRAGLESI. 9-1.

    Tak jest. Tlumacz ratuje. Pamietam, kiedy w latach osiemdziesiatych (90-tych ?) Lech Walesa przemawial do Kongresu , a przekladal symultanka chyba polski ksiadz, w garniturze, z koloratka. Czy ktos moze pamieta nazwisko tego ksiedza ? Genialny czlowiek. Pan Walesa mowil mniej wiecej, jak Passent pisze. Codziennym jezykiem, bez pretensjonalnych obcych terminow, cytatow obcojezycznych, stylistycznych figur i wygibasow, co Polacy bardzo lubia. Z jedna roznica – Passent moze pisac, jak zechce: jak wyksztalciuch, jak poeta (tak,tak),albo jak dorozkarz, jesli zechce. Biedny Pan Walesa nie ma tego wyboru. Genialny tlumacz skonczyl chyba godzinna prace, otarl pot z czola, sluchal owacji, patrzyl, jak Walesa sie klania strzelajac obcasami i skladajac nozki do kupki (pamietam, u nas byl taki dozorca), i nikt mu nie bil brawo. A ten tlumacz uratowal prestiz Polski i Solidarnosci w amerykanskim Kongresie. Gdyby tlumaczyl wprost, jak Walesa mowil, byla by gesta konsternacja. Bylby totalny smiech, gdyby skalkowal gramatyke, skladnie i idiomy na angielskie. To bylo pomieszanie Wiecha, przekupki i prosciucha z analfabeta. To bylo gorsze niz George’s speech. Pan Kaczynski mowi dobrze. Tlumacz mial lekki chleb. Nie czepiaj sie. Pamietam pania, ktora tlumaczyla Gierkowi z niemieckiego i stracila prace, bo zamilkla, a zapytana przez Edwarda: co milczysz ? Tlumacz ! odpowiedziala „czekam az mi sie okres skonczy” (zdaniowy, z verbem na koncu). Wyrzucic ! To byly gorsze czasy. Teraz, dopoki prezydent nie cytuje Boy’a, wszystko jest o.k.

  55. Nie wiem, czy Pan zauważył, że powszechny stał się odbiór muzyki klasycznej w sposób „unowocześniony”. Ludzie, jeżeli w ogóle jej słuchają, to w formie składanek, a la „list przebojów”. Kawałek Czajkowskiego, później „Dla Elizy”, zaraz potem Grieg wyrwany z kontekstu, od Sasa do lasa. Melomanów rodzi się chyba coraz mniej na świecie.
    Chociaż ja ponad wszystko kocham jazz.

  56. G.Okon – Tym tłumaczem był św. pamięci Jacek Kalabiński, bardzo zdolny dziennikarz- tu , który wymsknął się tam i nie wrócił po stanie wojennym. Charakterystyczny tembr Jego głosu zapamietałem z….telewizora bo bodaj z Karolem Małcurzynskim i chyba red. Marianem Podkowińskim (niedawno zmarłym) toczyli jak na tamte czasy bardzo ciekawe i interesujace dyskusje o miedzynarodowej polityce.

  57. telegraphic, wybacz spoznienie:

    W kwestii burczenia w brzuchu, to wczoraj prawie nic nie jadlem, wiec wiem cos o tym 😉 Dla odmiany dzis jezdzilem w gosci i zjadlem trzy obiady. Tyle dygresji.

    W kwestii komentarzy do ostatniej notki (gdybym odpowiedzial tam, nikt by juz nie zauwazyl) – po prostu nie bardzo rozumialem, czemu miala sluzyc tyrada w pierwszym Twoim komentarzu.

    Ad. 1 – Hayek, o ile mi wiadomo, raczej idea rownosci straszyl, niz przywiazywal do niej niewielka wage. Wspominal tez cos o socjalistach jako zamaskowanych dyktatorach.

    Ad. 2 – Daj Polsce B wolnosc ekonomiczna, ktora ma zreszta niemalo zalet…daj, ale nie spodziewaj sie wdziecznosci. Czlowiek post-pegeerowski nie bedzie Ci dziekowal za zrzucenie na jego ramiona odpowiedzialnosci za wlasne zycie. Chyba, ze obok „dawania wedki” (bo mniemam, ze to masz na mysli) pojawia sie tez inne dzialania.

    A uczenie podstaw ekonomii to znakomity pomysl, tylko musza to robic ludzie, ktorzy to potrafia. I zaczynac jak najwczesniej. Po to, zeby (moim zdaniem) przygotowac czlowieka do wyrobienia sobie wlasnej opinii o szkolach ekonomicznych. Bo z calym szacunkiem dla Balcerowicza et consortes, dla Hayeka zreszta tez, ich poglady nie sa niekwestionowane 🙂

    I az sie rozczulilem, bo bilety na Nicka Cave’a takie drogie…a zapomnialoby sie o tym wszystkim, z IPN-em na czele.

  58. Jakiś czas temu pomstował pan, że obecna – eh… tak fatalnie wybrana przez naród – władza ma zakusy na upolitycznianie edukacji. A pamięta pan jak pan ubolewał, że młodzież socjalistyczna niewystarczająco jest angażowana w życie polityczne naukowego socjalizmu i PZPR – nota bene – pańskich chlebodawców?

    Ciekawe jak pańscy adoratorzy przełkną ten tekścić z poczatku lat 60-tych.
    🙂

  59. ANA. 9-1. 20.40

    Ray Charles zawsze mi poprawia humor rano, w samochodzie. Zwlaszcza „Last time” , „I’m busted”
    i „Hit the road, Jack”. Ciagle nie moge rozgryzc korelacji tekstu i formy w „I’m busted”. Smutne przeciez, ale on to tak spiewa, ze czlowiek sie smieje. Masz te blues’y ?

  60. TelOb!

    Jezuuu, tak mnie rozbawiles wyobrazeniami o mnie, ze dlugo sie bede smiala! Jeden z moich internetowych znajomych wyznal mi – jak juz poznalismy sie osobiscie – ze z poczatku wyobrazal sobie jak Marie Dabrowska, tylko taka co nie wychodzi z kruchty. I baaaardzo za to przepraszal;)

    Wyobrazaj sobie dalej – good luck. Na dluzsza odpowiedz nie mam czasu ( propozycja abym zagladala do twoich dawnych wypowiedzi, niestety, nie uwzglednia faktu, iz bynajmniej nie siedze w malym domku na preriach i robie na drutach). Wlasnie wrocil z pracy najdrozszy. Jak nieco odsapnie, i my lecimy pokulturalnic sie nieco ( tydzien temu bylismy na „Delirium” Cirque de Soleil – pyszne widowisko! )

    Kaska

  61. Po tym mistrzowskim wykonaniu Hymnu Narodowego, na to „łagodzenie obyczajów muzyką” zbytnio bym nie liczył 🙂

  62. Polecam Schuberta sonaty fortepianowe ,Winerreise w wykonaniu D. Fischer Dieskaua,(Gute Nacht, Der Lindenbaum itd) na poczatek wrzesnia w sam raz, a najlepiej Arpeggione Sonata,Songs without Words z Mischa Maiskim i
    Daria Hovora-Deutsche Grammophon 449817-2.Warto to zdobyc i posluchac i zlagodniec.

  63. Zadaniem tlumacza nie jest „ratowanie”, tylko najwierniejsze oddanie tego, co mowi osoba, ktorej slowa sie przeklada na jezyk obcy. Lacznie z idiomami, niedomowieniami, melodia zdania, pomylkami i glupotami. Przelozenie osobowosci mowiacego przy pomocy warstwy jezykowej tak, by sie wydawalo, ze to przemawiajacy wlasciwie przedstawia tresc i siebie w jezyku docelowym.

    Tlumacz NIE MA PRAWA ratowac, choc moze byc zazenowany (nie dajac tego znac po sobie) i czasami wyjatkowo odejsc od dokladnosci semantycznej (zeby nie stracic koncentracji – czasu na poszukiwanie idealnego ekwiwalentu). Nie jest jego zadaniem poprawienie wizerunku przemawiajacego, niezaleznie od motywow. Tlumacz, ktory „ratuje”, jest zlym tlumaczem.

    Przepraszam za odejscie od watku, ale w tv jest znow giertych.

    Tlumoczka

  64. G.Okon – musze skomentowac! Dziergajac na tych swoich drutach, akurat ogladalam to wystapienie Walesy w Kongresie, bylo to jakos tak w godzinach poludniowych lub nieco po i CNN podawala wszystko na zywca, natomisat w pozniejszych „prime time” dziennikach pokazali tylko szybkie wyjatki. Otoz faktycznie – ten tlumacz to byl geniusz! Pamietam taka rzecz, jak omawiajac sprawe rozwalajacej sie Jugoslawii Lechu dal taka rade, ze przeciez to mozna szybko zalatwic, po pierwsze pozamykac CPN-y . Tu sie zatrzymam, bo wtedy mnie zatkalo, Lechu mowil po polsku, a tlumacz ze stosownym opoznieniem, nie potrafie doslownie podac, jak tlumacz z tego wybrnal, ale wybrnal cudownie, bo mnie przy tym „pozamykaniu CPN-ow” skora scierpla! Jak ogladales to Okon, to musiales zapamietac 🙂
    A tak a propos… Walesa powinien miec tekst przemowienia napisany, nikt nie mialby mu za zle, ze czytalby z kartki, nawiasem mowiac o ile pamietam, to byl to pierwszy obcokrajowiec, zaproszony do wygloszenia mowy w amerykanskim kongresie, a po nim na pewno byl ktos jeszcze, tylko bardzo, bardzo niewielu! Byc moze Mandela albo ktos tego kalibru, juz nie pamietam. No, teraz to ja ide spac, w Polsce juz swita…

  65. Waldemar: Wrighty sie tylko podniosly ok. 1903. Lindbergh „zaparyzowal” dopiero ok.1916.

  66. Panie Mac.Iek, dziękuję za zainteresowanie moim komentarzem.
    Napiszę może, czego słucham ostatnio, bo nie chcę zanudzać 🙂

    Jeśli chodzi o rocka progresywnego to Porcupine Tree, ich płyty wieczorem wprawiają w naprawdę obry nastrój. W stronę progresywną (choc trudno zaszufladkować) udaje się też holenderski zespół The Gathering (a zaczynali kiedyś od gothica), marzy mi się ich koncert.
    Jeśli chodzi o jazz to – Bill Evans – bardzo niedoceniony pianista, Jan Garbarek – tyle, że on szybuje na granicy, eksperymentuje (mniam!).
    Jazz jest bardzo popularny na Węgrzech (co mnie kiedyś bardzo zdziwiło), mam stamtąd płytkę pełną standardów w wykonaniu miejscowej grupy Benko Dixieland Band. Węgierski jazz – kto by pomyślał? 🙂

    A Pan czego ostatnio słucha?

  67. Szanowny Panie Danielu, drodzy Państwo Blogowicze, ja w kwestii Mahlera 🙂

    Mam 2 CD z I, V i VI Symfonią i ponownie się w nie wsłuchuję.
    A nuż się przekonam!
    Czy jest coś godnego polecenia oprócz VIII Symfonii?

    Ja mam zdecydowanie słowiańską duszę – Czajkowski, Rachmaninow, Szostakowicz (niestety niedoceniany)…

    Pozdrawiam serdecznie!

  68. A nie, nie, Panie Drogi Danielu! To bardzo efektowne powiedziec, ze „Michalkiewicz jest zmartwieniem Polakow, a nie Zydow”, ale nic z tegoi nie wynika i nie jest to powiedzenie prawdziwe. Bo wszyscy ci, ktorzy Michalkiewicza popieraja i wsluchuja sie w jego slowa , beda ( a beda wczesniej czy pozniej) robic pogromy nie Polakom, tylko Panu, Drogi Panie Danielu. I ewentualnie tym Polakom, ktorzy udostepnia Panu szafe.
    Jest jeszscze cos innego.
    Nie wolno sie godzic na publiczne upokarzanie, udajac ze nas to nie obchodzi. To wszystko zostawia slad w umyslach, ktory zostaje. Kiedy szesc lat temu profesor Strzembosz powiedzial w sposob bardziej lub mniej dosadny, ze jedwabienscy Zydzi samio sobie zasluzyli na ten los, poniewaz „witali kwiatami Armie Czerwona”, srodowiska zydowskie na to nie zareagowaly. Udajac wyniosle, ze Strzembosz jest problemem Polakow. Dzis jest to niemal oficjalna wersja historii. Ta mysl zostala zaszczepiona w umyslach bardzo wielu ludzi.
    Twierzdenia Michalkiewicza, ze „Judajczykowie” wysysaja z Polski ostatnie soki, sa zbyt atrakcyjna w Polsce, abu sie im nie przeciwstawiac. Juz to podchwycil pare miesiecy temu Rafal Ziemkiewicz na lamach wielonakladowej, „umiarkowanej” w antysemityzmie Rzepy. Nikt nie zareagowal, nikt nie odnotowal. Wolno lzyc Zydow, a czy jest to obrazliwe czy nie, orzeknie Ziemkiewicz, a nie Passent. Orzeknie moherowa pani prokurator w Toruniu, a nie zydowska opinia publiczna.
    Bardzo mi przykro, ale tak juz jest w tej chwili.
    Europa nie zajmie sie problemem oficjalnego (bo teraz to juz za pieniadze podatnika a nie moherowych babc) antysemityzmu w Polsce, jesli Zydom on nie przeszkadza. Wtedy wystarczy jej solenne zapewnienie jednej czy drugiej Kaczki, ze nikt w Polsce nie jest lzony i przesladowany.

  69. Dziś ostatnia „Wielka gra” (o 11.30).

    Mój ś.p. Dziadziuś był wielkiem wielbicilem tego teleturnieju, umilał mu on czas wielu lat spędzonych z powodu choroby w łóżku.

    Takie skojarzenie z dzieciństwa…

    Widać wszystko musi się kiedyś skończyć.

    (Przepraszam za wpis nie na temat)

  70. Do Okona
    Coś ci sie pokićkało. Mowę Wałesy tłumaczył Jacek Kalabiński i robił to świetnie bo to znakomity dziennikarz, ale mowa ta była czytana z kartki i napisana przez kogoś z ekipy, więc nie było w niej tego niezapomnianego ” nie chcem ale muszem”.ani „plusów dodatnich”.

  71. Do blogowiczów,
    A propos Michalkiewicza i jego działalności to informuję że własnie Dziennik doniósł że Marcin Wolski, szef Jedynki, dał mu stały felieton w swoim programie. W ten sposób towarzysz sekretarz POP Wolski do swojego tytułu Absolutnego Mistrza Swiata w Oportunizmie i Hipokryzji dołozył jeszcze Trzy Diamenty. Na dowód polecam dwa wywiady Najsztuba w Przekroju i Torańskiej, chyba w Gazecie Wyb.
    A swoją drogą „60 minut na godzine” to był swietny program. Na starośc człowiek nie tylko głupieje. Także się może zeszmacić.

  72. To ja jeszcze doloze anegdote o przemowieniach Walesy opowiadana na przyjeciu u znajomych przez Helene Szmunesowne, producentke z BBC. Otoz kiedys jej szef, Eugeniusz Smolar wreczyl jej tasme z godzinnym nagraniem wywiadu z owczesnym kandydatem na preyzdenta, Lechem Walesa i powiedzial: Moze to pani skrocic do szesciu minut, ale nich pani z niego zrobi meza stanu……

  73. Do Pana Torlina.
    Mam pytanie czym, a raczej kim, jest dla Pana prawdziwy „meloman”, skoro twierdzi Pan, ze rodzi się ich coraz mniej na świecie?

  74. Drogi Okonie,

    Z wymienionych blusow,znany jest mnie szczegolnie „Hit the roed time Jack”.Mialam go nagranego jeszcze w czasach studenckich na tasmie magnetofonowej i podrywal mnie do nauki w dlugie bezsenne noce!!!
    Czy ogladales film „Ray”? Patrzac na aktora odtwarzajacego postac Charlsa,odnosi sie wrazenie ,ze ten ostatni na chwile powstal z grobu!!!

    A czy lubisz rowniez Roy Orbisona? Jego „IN Dreams” jest jednya z moich ulubionych piosenek.
    Roy Orbison to taka ciekawa,tragiczna postac.Czesto zapominany,a przeciez nie mniej wielki jak Elvis.

    Serdecznie pozdrawiam.Ana
    2.09.-sobota

  75. absolwent: czy to bylo czytane z kartki, napisane przez kogos z ekipy czy Lecha – nie wiem, nie pamietam czytania, a juz absolutnie nie mam wiedzy na temat, kto to napisal. Ale przysiegne, ze o „zamknieciu CPN-ow” bylo – rada, jak spacyfikowac walczacych wtedy Serbow z Chorwatami – jedna z cennych rad, jakie wtedy Lechu podsunal 🙂
    Lechowi chodzilo o zamkniecie stacji benzynowych i w ten sposob sparalizowanie ruchu kolowego, w takim to bylo kontekscie.

  76. Szanowny Panie Danielu.

    Niestety nie udaje nam sie uciec od polityki.
    Wczoraj rowniez bylem na koncercie, wiec dopiero
    dzisiaj obejrzalem w internecie Wiadomosci TVP I
    z godz 19.30. Oczywiscie bylo sprawozdanie z
    uroczystosci rocznicowej na Westerplatte wsparte
    dwoma krotkimi wypowiedziami kombatanta z NZS
    ktore jak mowil dzielnie walczylo zbrojnie od 1942,
    najpierw z Niemcami, potem z Armia Czerwona,
    potem z komunistyczna wladza w Polsce. Czyli nie
    walczyl we WRZESNIU 39, ale potem byl po
    slusznej stronie.
    Nastepnie relacja z uroczystosci pod pomnikiem
    Obroncow Poczty Polskiej w Gdansku, uzupelniona
    dwoma krytycznie lekcewazacymi komentarzami
    politykow PiS. Tak nie tylko Michalkiewicz
    przykladem
    pluralizmu w mediach PUBLICZNYCH.
    Panie Danielu, ma Pan calkowita racje, ze problem
    antysemityzmu Michalkiewicza, to przede wszystkiem problem Polakow. Swego czasu Sartre
    powiedzial, ze problem antysemityzmu we Francji
    ro problem Francuzow, nie Zydow. Jesli polscy
    Polacy nie potrafia bronic swoich polskich
    mniejszosci, to im pozostaje jedynie organizowanie
    tzw. „bojowek”, czyli tajnych zebran nocnych wokol
    stolu i BANIE SIE. Nastepni beda homoseksualisci,
    a jak ich zabraknie, to heteroseksualisci i wszelkiej
    masci inni wyznaczeni na wrogow, rowniez
    genetyczni Poalcy, ale nieprawidlowo myslacy.
    Jak powiedzial B 16: hitlerowska garstka bandytow
    zgotowala Niemcom ten los. A my bedziemy mogli
    ze zdumieniem stwierdzic: to polscy PiSmacy
    zgotowali Polsce ten los.
    Serdeczne pozdrowienia i podziekowania za blog.

    trebeg

  77. Dziekuje, dziekuje!!!
    Waldemarowi, Ani i Gospodarzowi za zainteresowanie. Jak sie czlowiek upomni, to ma. W poniedzalek jakos poszlo.
    A w sobote, zdopingowana podejmowaniem prac fizycznych przez innych, zabralam sie za zalana miesiac temu piwnice, do ktorej czujnie dotad nie wchodzilam. Oj, bylo co wyrzucac!
    Mialo nie byc bardzo powaznie w weekend a sie zrobilo. Przegladajac nazwiska osob podpisanych pod listem w sprawie Kuronia, znalazlam i takie: „Zyd, Zyd, Zyd, Zyd” albo „Precz z komuna, niech zyje IV RP”.
    Szkoda gadac…

  78. Oczywiscie WINTERREISE-przepraszam!

  79. Broniewski mów Pan o nim co chcesz ,ale ja lubiłam i lubię jego liryki pisał „Zycie jest diabła warte poza Chopinem ,Mozartem” Może nie miał racji?Pan pisze o łagodzeniu obyczajów i też ma Pan rację.Dobry koncert ,wystawa czy książka poprawią niesmak ,który pozostawiają pewne wypowiedzi. NATALIO ,na swoim blogu opłakałam koniec „Wielkiej Gry”Pisałam nawet list otwarty do B. Wildsteina. Głos mimo ,że poparty podpisami blogowiczów okazał się ,głosem wołającego na puszczy. Ruszyła nowa ramowka. Zobaczymy co bedze zamiast. Reklamują nowy teleturniej prowadzony przez p Dowbor. Vale!

  80. Szanowna Pani Natalio ! Szostakowicz niedoceniany? Nie zgadzam sie. Pare miesiecy temu mialem okazje w Roy Thomson Hall wysluchac (i zobaczyc) Jego 11-tej symfonii (TSO). Zapewniam- wrazenie piorunujace!. Problem tylko z muzyka symfoniczna jest taki ze sluchanie CD a sluchanie „na zywo” to zupelnie co innego.Pozdrawiam!

  81. Kochani. Jaki piękny dzień. Pan Daniel wlał w nas trochę optymizmu i ja też piłuje rąbie drewno na tę zimę(wyschnie chyba siłą woli).Do sal koncertowych mam kawał drogi ,ale mam dzisiaj ochotę na jakiś koncert. Będzie to koncert Gato Barbieri-Latino America. Pozdrawiam wszystkich . tetryk

  82. Jeszcze o muzyce, kulturze i obyczajach:

    Włożyłem gumiaki, wziąłem nożyk i wiadro i poszedłem do lasu. Nazbierałem prawdziwków. Do tego kurek, maślaków, koźlaków parę. Najładniejsze prawdziwki do suszenia a z reszty gotuje się właśnie grzybowa. Z płyty słychać Dianę Krall „Live in Paris”. Jak ulał do tej grzybowej.

    Muzyka symfoniczna jednak najlepiej odbiera się na sali koncertowej w towarzystwie bliskiej osoby. Nie zaszkodzi równieź gdy orkiestra znakomita a dyrygent światowej sławy. Brzmi to moźe pretensjonalnie ale ma być znakomicie, odświętnie, w skupieniu i bez przeszkadzających zewsząd hałasów.

    Natalio – na słowiańską duszę moźe być również Sibelius. Pomimo, że Fin.

  83. Z basenu wyszły nici, bo od rana było chłodno i wciąż zanosiło się na deszcz. Zresztą to był w ogóle poroniony pomysł, on o 16-tej miał samolot, a spakowany nie był i to by wciąż nad nami wisiało. Na lotnisku ciągle dopytywał, co będę robiła przez te pięć dni, jakie mam plany na wieczór, a ja konsekwentnie odpowiadałam, że nie wiem, może zadzwonię do Heńka, albo do Ziutka, jeszcze się zastanowię. A on coraz bardziej marszczył te swoje sobolowe brwi, więc się zlitowałam, i powiedziałam, że zaraz jadę do rodziców, bo mam z nimi poważnie do pogadania i pewnie zostanę na weekend. Wiedział o co chodzi i uwierzył.

    Rzecz prosta ani mi się śniło jechać do rodziców, dla mnie ta sprawa jest naprawdę skończona, jeszcze tego brakowało, żebym własnoręcznie we własnej rodzinie rozpętywała polskie piekło. W samochodzie wyjęłam komórkę i znowu zaczęłam medytować: Heniek czy Ziutek, rzuciłam nawet złotówkę, ale gdy uświadomiłam sobie, że to dotyczy również Luśki i Doroty, i że szczęśliwy wybraniec będzie się musiał wyłgiwać przed którąś z nich z umówionego już wieczoru, od razu zaczęłam mięknąć, dla mnie to jeden wieczór, a dla tych cip może całe życie; i w dodatku co potem, u mnie dyskoteka jest po prostu zwieńczeniem wieczoru, ale u takiego Heńka czy Ziutka, to jedynie wstęp do upojnej nocy, bo choć pamiętają ustalone raz na zawsze między nami reguły, to przecież nigdy nie tracą nadzieji. Więc jednak nie. W chwili gdy to się zdecydowało, spłynęła na mnie ulga i stwierdziłam, że chcę po prostu jechać do domu i normalnie sobie pomieszkać, zanim wróci z wakacji Gośka, moja przyszywana siostra, i zanim zacznie się powakacyjny kierat.

    Jechałam wśród zieleni najdłuższą arterią świata, cha, cha, ruch co chwilę się zatykał, ale nic mi to nie przeszkadzało, mogłam stać, mogłam jechać, było mi wsio rawno, było mi błogo – oto jak pan w niebiesiech od razu wynagradza każdą słuszną decyzję – i czułam zbliżający się wieczór, do zmroku było jeszcze daleko, ale ja już miałam złudzenie wieczoru, pobytu w przytulnym domu, i przypomniało mi się jak mój aktualny się pakował, a ja nie mając nic do roboty, wlazłam mu na komputer, bo chciałam doczytać o tym Plutonie, co to z planety zdegradowali go do karła, biedny Pluton, niby nic, po prostu bryła zmarzniętych skamielin, a mi czegoś robi się żal, potem z koleji chciałam wejść na stronę teleskopu Hubble’a zobaczyć czy są jakieś nowe zdjęcia, rany jak mnie to bierze, siedzieć normalnie w fotelu i patrzeć w te niesamowite głębie, ale jednocześnie przypomniał mi się ten nowy polityczny blog i że wczoraj się tam dopisałam, więc oczywiście chciałam natychmiast sprawdzić, czy nie narobiłam jakichś ortobyków, na szczęście nic rażącego nie było, tyle że Bartoszewskiego zdegradowałam do Bartoszewicza, nic dziwnego, jeszcze parę dni temu nie wiedziałam, że ktoś taki w ogóle chodzi po świecie, no mniejsza z tym, w każdym razie za jednym zamachem przeczytałam sobie nowy wpis, było coś o muzyce i kulturze, no i jak to ja, zaczęłam od razu przymierzać to do siebie, znaczy zastanawiać się czy jestem kulturalna, niepomna zupełnie, że nie dalej jak wczoraj dobrowolnie się zdeklarowałam jako zwykła prościucha; dużo nie wymyśliłam, bo zaraz musiałam odwozić mojego aktualnego i mu się wykłamywać, ale w drodze powrotnej to pytanie znowu wróciło do mnie, cóż, łaknęłam samopociechy, rzecz ludzka, ale sprawa była beznadziejna, wprawdzie jestem w teatrze czy na koncercie prawie co miesiąc, ale to głównie za sprawą facetów, którzy mnie wciąż tam wyciągają; jasne że to mogło się z czasem przekształcić w jakiś nawyk, niezależną już od nikogo potrzebę okresowego się odchamiania, ale chyba się nie przekształciło, bo jakoś sobie nie przypominałam, aby taka samoistna potrzeba kiedykolwiek mnie męczyła, zanim ktoś inny nie wystąpił z inicjatywą.

    Wciąż wgryzając się w ten dylemat, odruchowo stanęłam na światłach za jakimś samochodem, aż tu nagle słyszę trąbienie, patrzę, a w aucie obok siedzi Heniek, uśmiechnięty, wniebowzięty, machający ręką jak najęty. I od razu całą kulturę diabli wzięli. Wszelkie elegijne marzenia o zaciszu domowym wyleciały mi z furkotem z głowy, niczym powietrze z przedartego balonika, i uczułam w sobie łapczywą chęć znalezienia się gdzieś na parkiecie, w tłumie zahipnotyzowanych ogłuszającą muzyką ludzi; za niczym w tamtym momencie tak nie konałam, jak za tą muzyką i tym tłumem. Heniek wyciągnął komórkę i pokazał na nią, żebym przygotowała swoją, ja mocuję się z torebką, wyszarpuję komórkę, ale razem z nią wylatuje jakiś kartonik, patrzę – zdjęcie mojego aktualnego. Patrzę jeszcze raz i nie poznaję osoby, wymarałam to zdjęcie od niego, bo był na nim cudnie uśmiechnięty, a tu ani śladu uśmiechu, zęby niby wyszczerzone, ale przecież w ten sposób to on się na Kaczuszki szczerzy, no i te zimne zielone oczy, pełne wyrzutu pod namarszczonymi brwiami. Samochód przede mną ostro rusza ze świateł, ruszam jeszcze ostrzej za nim i macham do Heńka, że nie, dziś nie da rady.

    Dopiero na trzecim czy czwartym świetle doszłam trochę do siebie, ten ostry żal, że znowu se coś od pyska odjęłam fajnego – w imię czego, w imię kogo, po co? – jakoś się we mnie mnie uciszył, wrócił do normalnego poziomu sprzed tej fałszywej ulgi. Jadę i kombinuję czym by tu zająć myśli, czym uśpić głębiej to licho, żeby nie rozpaprało mi życia na kwadrans przed zawinięciem do bezpiecznego portu – tak, tak, to o domu tak mi się górnolotnie pomyślało – przejeżdżałam właśnie koło teatru, ty parkietowa kulturystko, pomyślałam nagle, i wtedy znowu wrócił mi ten fałszywy spokój.

    Myślałam teraz o książkach, o tych trzech książkach, na punkcie których przez jakiś czas, jakiś czas temu, miałam kompletnego bzika, czytałam je w kółko do obłędu; te książki miały jakieś swoje oficjalne tytuły, ale dziś pamiętam tylko tytuły, które im sama ponadawałam: „Nastazja Filipowna”, „Kławdia Chauchat”, „Brett Ashley”. Dwie Rosjanki i jedna Angielka, trzy kobiety, nie, pięć, bo później doszły jeszcze dwie Amerykanki: Madonna i Sharon Stone. Tym dwóm przyglądałam się przez parę lat w Ameryce i miałam wrażenie, że też są z książek, w końcu wszystkie pięć zlały mi się w jedną, nie potrafię już ich między sobą rozróżniać. Dla mnie jest to teraz jedna kobieta, grzesznica, która nie potrafi sobie wybaczyć.

    Na ulicach robiło się coraz przestronniej, było zupełnie widno, od domu dzieliło mnie najwyżej pięć minut, miałam dla siebie jeszcze dwa dni i ten wieczór.

  84. G.OKON 02:09
    To znaczy że Niemiaszki ktorzy przygotowali tą wystawe w Szczecinie pokłmali ?!
    ps. Wlasnie wrocilem od znajomego lesnika i przywiozłem ze 4kg. dorodnych tej nieduzych Prawdziwkow i .. jestem po konsultacjach co z nimi zrobic.. Niestety nie słucham dobrej muzyki w domu ( CD w samochodzie!, tak, w czasie długiej jazdy ),pod tym wzgledem jestem niestety gluchy -no prawie .

  85. ABOSLWENT. 9-2.

    Masz absolutna racje. Pokickalo mi sie. Jacek Kalabinski. Dziekuje za korekcje. Natomiast nie masz racji, co do jezyka Walesy. Sluchalem tego uwaznie, nawet sobie nagralem. Dla mnie to bylo wielkie wydarzenie. Zaprosilem przyjaciol, zeby sie pochwalic. Mowil fatalnie po polsku. Mogli mu napisac, ale widocznie on to zmienial on line. Jezyk byl szokujacy, bo przed tym nie slyszalem Walesy. Pan Kalabinski adjustowal na biezaco cale frazy, ale bardzo precyzyjnie zachowywal tresc i expresje. To bylo genialne tlumaczenie. Czy wiesz, co teraz robi Jacek Kalabinski ? Jeszcze raz dziekuje. Pozdrowienia. Okon.

  86. BEL. 9-2.

    Passent Ci powiedzial: Nie boksuj sie z idiota. Wlasna widownia go zdejmie z ringu. Popatrz na to w makro skali. Serdecznie pozdrawiam. Okon.

  87. ALICJA. 9-2.

    Jak mnie ABSOLWENT poprawil, tlumaczyl Jacek Kalabinski. Polazlem do basement szukac tego zapisu i nie moge znalezc. Inna rzecz z Walesa: znowu nie pamietam daty, gdzies na poczatku 80-tych, w wywiadzie prasowym, zapytany o literature ktora lubi, powiedzial ze on ksiazek nie czyta, bo go niczego nowego nie naucza. Doslownie. To byl jeszcze jeden szok. Zaczalem go sluchac w czerwcu, kiedy polazlem w polski internet, i znowu ten sam jezyk i „elokwencja”. Jak w starej anektodce: Patrze tak na was Macieju i patrze, i… nicescie sie nie zmienili. Jak to dobrze, ze mozemy sobie popisac, ale publicznie nie musimy sie wstydzic. Pozdrawiam. Okon.

  88. Bel, nie wiem, o ktorym artykule Ziemkiewicza mowisz, ale ja jego silnie ocierajace sie o antysemityzm teksty adresowalam na roznych forach.

    Np. tutaj:

    http://www.sws.org.pl/forum/viewtopic.php?t=647

    Gwoli scislosci dodam, iz nie jestem tutaj „strona zydowska” ani „strona polsko-zydowska”, o ile w ogole mozna tutaj o „stronach”mowic. Antysemityzm jest tak samo problemem Zydow, jak i nie-Zydow. Stad ci, ktorzy mu sie sprzeciwiaja powinni wystepowac wspolnie, bez wzgledu na inne podzialy, najzwijmy je: ideologiczne.

    Znamienna jest dyskusja pod moja zacytowana wypowiedzia, potwierdzajaca moje przypuszczenia, iz w Polsce nie bardzo sie rozumie czym jest antysemityzm i na czym polega.

    Co zrobic z tym Michalkiewiczem? Trudno nie zauwazyc tu paraleli z tzw. rewizjonistami Holocaust, wobec ktorych srodowiska zydowskie tez nie maja wypracowanej jednolitej postawy, relatywne ignorowanie doprowadzilo do procesu Irvinga z Lipstadt. Irving przegral z hukiem, moze wiec i Michalkiewiczowi nalezy dac szanse takiego nokautu.

    Kaska

  89. VERSA. 9-2.

    Sa rozne rodzaje tlumaczen. N.p. techniczne, doslowne (dla sadu), bez autoryzacji, z autoryzacja dozwolona po zgodzie zrodla, z dowolna interpretacja autorska i.t.d. Ponadto sa interpretation (slownie) i translation(na pismie),
    proza i poezja itd. Pewno znasz powiedzenie w relacji amerykansko-rosyjskiej: perevodchik v proze – rab, w stihah: sopernik.
    W tym przypadku nie mielismy do czynienia z tlumaczem platnym za godziny, czy strony, ale z tlumaczeniem wystapienia politycznego duzej wagi, gdzie z pewnoscia Kalabinski mial prawo robic dowolna autorska interpretacje. Pewno formalnie nie mial, ale to robil i – na wysokim poziomie. Slowo w slowo, jak piszesz, tlumaczy kretyn, ktoremu brak semantyki. Dam Ci przyklad:
    „naked conductor following the cable car..” pewien tluk przelozyl: „goly konduktor biegnacy za tramwajem”. Tym wieksza zasluga Kalabinskiego, ze w zasadzie tlumacz winien tlumaczyc na swoj jezyk. Pan Kalabinski tlumaczyl na angielski. Tak, nie ma prawa ratowac, jesli to kosztuje iles tam za godzine, ale Walese przed Kongresem – musial ratowac. Dlatego byl Red. Jacek Kalabinski, a nie wynajety czlowiek.
    Jesli „tlumoczysz”, i symultanka, i teksty nie techniczne to nie masz lekkiego zycia. Z wielkim szacunkiem. Okon.

  90. Do Okona
    Z pampersami to było tak że jak Walendziak ( dzieki głosom SLD) został prezesem w telewizorze publicznym ( najpierw był prezesem u Solorza) to zaczał ściągac do pracy całą bandę straszliwie zajadłych młodych pinczerów antykomuszastych z Ruchu Młodej Polski (Różne Semki, Jacki Łęskie, Budzisze, Michalskie, Horubały, Pawlickie, Pospieszalskie, Rymanowskie, Kurskie itp. Ponieważ zagrażało to interesom poprzedniej ekipy pracowników TV, ktorą odsunięto od programów i pieniedzy, ukuła ona na nich nazwę „pampersy” od marki pieluch dla niemowląt. ( Czy w USA nie są znane i popularne ?) Z kolei pampersy, aby się odgryźć za przezwisko, lansowały na swych adwersarzy nazwę „Correga tabs” ( od środków pielęgnacji protez zebowych) ale jakoś się to nie przyjęło.

    Przy okazji pozdrowienia dla Ryby i Jarka. Do tematu powrócę po urlopie.

  91. TADEUSZ. 9-1.

    Taak.. znaczy – z naszej polki biora… A przed chwila pytalem Absolwenta co teraz robi Jacek Kalabinski… Red. Podkowinski, Karol Malcuzynski – czy teraz sa, poza Passentem, piszacy tej klasy ? Byla taka teoria, ze najlepszych narod wydaje w najgorszych okresach historii. To sie obaj powinnismy cieszyc, prawda ? Pozdrawiam. Okon.

  92. Elaem
    W tamten poniedziałek trzymałam kciuki, chociaż faktycznie nie napisałam o tym. Powiedz jak Ci poszło.
    A komentarze wolę czytać Twoje niż Pyzola

  93. TORLIN. 9-1.

    Tak, jak opisujesz, to przewaznie sluchaja w Nordstrom, albo w Saks Fifth Avenue, ale nie mam nic na przeciwko. Jesli naprawde lubisz, czego sluchasz, to nie wazne jak, kiedy, z kim i dlaczego, i – co po czym. Muzyka jest albo dobra, albo zla. I to zalezy tylko od Ciebie. Jesli Moherowa wzruszyla sie do lez przy Wlazl Kotek Na Plotek to szanuj ten phenomenon, to jest Jej moment. Meloman – kto to jest ? Wszyscy lubia muzyke, kazdy inna. Moze raczej – Melosnob ? Co sie obnosi, wynosi, kokosi, bywa ? Muzyka nie zmienia mu nastroju, ale zna na pamiec wszystkie nazwiska, utwory, koncerty, daty i glosno o tym mowi ? Phenomenalism i relativism sie klaniaja, ale na to ja jestem za glupi. A jazz tez lubie, zwlaszcza Dixie, mocno synkopowany, w klasycznej Piatce, z Alabama, Lousiana, ze Spiritual, albo Cajun flavour. See ya on bayou !
    Okon.

  94. Jestem zalamana, wlaśnie odeszła z mojego życia 14-letnia sunia Watra.Nie zdawalam sobie sprawy z tego,że aż do tego stopnia można kochać psa. Trzy dni bez przerwy słucham muzyki – uspakaja mój rozygotany żołądek, usuwa tę potworną „kluchę” w gardle, koi serce.W poniedzialek do pracy, -będzie czym zająć myśli i czas.
    W pamięci na zawsze zostałną niezapomniane spacery po leśnych drogach i łąkach w towarzystwie bawiących się ze sobą psa i sarny.
    Proszę o wyrozumiałość, musiałam o tym komuś powiedzieć, tu nie widać łez
    Halszka

  95. WOLSKI ma syndrom korka. jest niezatapialny.

  96. Haribu napisał:
    „Ciekawe jak pańscy adoratorzy przełkną ten tekścić z poczatku lat 60-tych.”

    Jestem młodym człowiekiem, pochodzę z rodziny o prawicowych i mocno konserwatywnych korzeniach, sam uważam się za umiarkowanego konserwatystę w kwestiach obyczajowych i zdecydowanego liberała w kwestiach gospodarczych. Nie piszę o tym dlatego żeby się pochwalić wszem i wobec jaki jestem fajny, zwłaszcza że nie poglądy polityczne są miarą fajności, ale dlatego, żeby ewentualnym niedowiarkom pokazać, że różnice w sprawach politycznych nie dla wszystkich są przeszkodą do tego, żeby drugiego człowieka szanować, a nawet cenić. Nie przeszkadza mi w najmniejszym stopniu to, że pan Passent reprezentował lub reprezentuje inny światopogląd obyczajowy od mojego. Nie mają dla mnie większego znaczenia teksty sprzed lat – bardziej liczy się to, jakim człowiekiem i dziennikarzem pan Passent jest dzisiaj. A cechuje go klasa i kultura polityczna (choć nie jest politykiem), jakiej mogłoby mu pozazdrościć wielu spośród tych, którzy z jakichś względów są mi ideologicznie bliżsi, w tym Ty (Pisząc „ideologicznie bliżsi” nie mam na myśli sposobu prezentowania własnych przekonać, bo pod tym względem o wiele mi bliżej do pana Passenta niż do Ciebie, ale merytoryczną zawartość tych przekonań). Ale wiem, Ty nie zazdrościsz Danielowi Passentowi niczego.

  97. Zastanawialo mnie, i cieszylo, ze w tym blogu sa glownie popierajace poglady piszacego autora bloga, komentarze.

    Do wczoraj: kiedy cos tam wpisalam, okazalo sie, ze to musi byc najpierw zaakceptowane, by sie ukazalo. Poniekad rozumiem. Bluzgi musza byc usuwane.

    Niemniej – ten blog nie jest autentyczny. Pisze to w ramach ogromnej sympatii dla pana Daniela Passenta.

    Od jakiegos czasu zapanowala moda na blogi osob znanych. Okreslic cel i sens tego musi kazdy sam – czy to w ramach koniecznosci wysluchania, wypowiedzenia sie czy jakiegos innego.
    Lubie blog pana Daniela P.. Niemniej mam wrazenie, ze nie jest on autentyczny, a wrecz sterowany.

  98. >>> Do Bogusia…

    Oczywiście Hayek (i wielu, wielu innych) ostrzegał przed nadmiarem równości. W moim przekonaniu, podstawowe równości są bezcenne, np. wobec prawa (czyli immunitet poselski won!), ale bez przesady z równościami ujętymi w konstytucyjne prawa, np. do bezpłatego szkolnictwa wyższego, do pracy, etc. Natomiast idea rownosci jako sentyment, wzorzec moralny, składnik kultury są bezcene. Nade wszystko równość dostępu do solidnego wykształcenia (może brzmi to jak sprzeczność z poprzednim, ale diabel siedzi w detalach), itd.

    Piszesz: “Daj Polsce B wolnosc ekonomiczna…daj, ale nie spodziewaj sie wdziecznosci”. W jakim sensie? Politycznym, że nie wdzieczni i nie będą na mnie głosować?

    Ależ i ta wolność jest ich prawem, oczywiście przy zachowaniu reguł. Ale jeśli spodziewam się “wdzięczności” to w innym sensie. Sądzę, że wolność ekonomiczna ich wyzwoli mentalnie, że wyjdą z B-klasy, przestaną się bać, usamodzielnią, ksiądz i O.Dyr. przestaną być dla nich jakimkolwiek autorytetem. Zaczną samodzielnie myśleć i Dorn lub Michalkiewicz już ich nie zmanipulują. Przyjrzyj się historii narodu polskiego pod tym kątem, albo najnowszym dziejem kilku katolickich krajów zachodnich lub …. Quebec (zrodlo: Jacobsky).

    Edukacja ekonomiczna, nie znaczy jedna szkola. Zyjemy w swiecie PO-MO, niech zyje eklektyzm mysli i SILA ROZUMU. Poza tym cześć podstaw ekonomii jest jednej szkoły, np. księgowość jest z florenckiej, drugiej nie ma.

    >>> Do Absolwenta…
    Jak ty we mnie Mikkem to ja w Cie Lepperem, jak ty Gadomskim to ja Kolatkom…
    Zab za zab, oko za oko. Kto powiedzial, że ten blog jest chrześcijański 🙂 .

    >>> Do Pyzolka…

    Jednak przeszłaś próbę ognia. A ja wierzyłem w Ciebie. Brawo.

    Odpowiedz mi jeszcze na jedno pytanie:
    Czy wolałabyś Ministra SZ, który nigdzie nie jeździ na rozmowy, do niego nikt nie przyjeżdża, tylko sobie siedzi w gabinecie, jak dziennikarze go pytają o coś, to rozkłada ręcę bo nic nie wie, albo obiecuje, że spyta się Pana Prezydenta, ale za to ma super celującą cenzurkę z IPN. Czy raczej byłego PRL-owego agenta, który dwoi się i troi, załatwia, spotyka się, jeździ, przyjmują go, chcą z nim dyskutować, negocjują, same sukcesy dla kraju … no, którego?

    >>> Do Alicji na drabinie …
    Cały czas stałem pod tą drabiną, nie mam świadków (jestem niewierzacy). Trzymałem ją. Dla bezpieczeństwa. Wreszcie przełamałem się. Zadarłem głowę …
    Powiedz szczerze, miałaś spodnie na sobie, czy spodnice?

    >>> EluEm … naręcza gratulacji zasyłam, za wygranie konkursu i za szewski poniedziałem, przecież klełaś na blogowiczów/ki, przyznaj się.

    >>> Do Gospodarza Blogu …

    W kwestii Pana Wujka w latach 20-tych studiującego we Wiedniu (galicyjskie “we” zdaje mi się). Otóż Mahler, urodzony w Czechach, dyrygował orkiestrami w Lubianie, Ołomuńcu, Wiedniu, Pradze, Lipsku, Budapeszcie w bardzo młodym wieku, potem komponował, a zmarł w roku 1911 i jest pochowany w Wiedniu – tyle źródła encyklopedyczne. Zatem Pana Wujek słuchał opowieści o nim. No i symfonii. Co ja też zrobię za chwilę, nie mam VIII, ale mam VII i II.

    >>> Do Wszystkich …
    Co literalnie Michalkiewicz powiedział w TV TRWAM? Bo z jego komentarzy wynika, że dyskutował z roszczeniami materialnymi Żydów amerykańskich i z Holocoust Industry, które jest z resztą uznanym fenomenem. Byłem kiedyś na prelekcji prof. historii Piotra Wróbla z UofToronto na temat relacji polsko-żydowskich. Długa historia, Gross, ks. Czajkowski. To nie jest takie proste i aby dyskutować z tymi typkami trzeba znać wiele faktów, szczególnie z ostatnich lat.

    Pozdr.
    T.O

  99. Warszawskie koncerty….

    Ostatni moj koncert z Kongresowej przed wyjazdem z Polszy to wystep Chick Corea z okazji Jazz Jabmoree 1987. Trio z perkusista, ktorego nie pamietam, i z basista Johnen Pattitucci, ktory dzis robi karierie sam z siebie. Jeden z tych koncertow, o ktorych mowilo sie przez jakis czas. Wejsce jak zwykle, bez biletu, za „w lape”. Slodki zapach trawy, ktora wtedy w Warszawie wciaz byla naprawde zielem egzotycznym (ja nie palilem). I „La fiesta” na bis…

    Trzy lata temu w Montrealu gral Super Tramp. Klasyk. Na koncert przyszlo wiecej ludzi niz na koncert Rykow Marcina (czyli Rickie Martina), teoretycznie po stokroc bardziej kasowego niz dinozaury z Super Trampka.
    Na koncercie nasza (de)generacja, sami swoi, czesto z dziecmi w wieku nastolatkow – prawdziwie rodzinna impreza, taki koncert Super Trampkow.
    I znowu muzyka, ktora zbliza pokolenia, a wiec lagodzi obyczaje.

    W montrealskim metrze jest taki zwyczaj, ze w wyznaczonych do tego miejscach graja muzycy za „przechodniu zaplac”. Czesto sa to studenci z konserwatorium, ktorzy zamiast cwiczyc w domu, cwicza w metrze, i dzieki temu moga zarobic pare groszy ekstra. Z reguly graja solo, ale czasem w duetach lub bardziej licznych zestawieniach – prawdziwa uczta duchowa dla porannych i popoludniowych podroznych spieszacych do i z pracy. Ale mniej wiecej dwa razy do roku schodzi do „podziemia” montrealska orkiesrta symfoniczna i daje darmowy koncert na jednej z najprzestronniejszych stacji metra.

    Ta wszechobecnosc muzyki w montrealskim metrze, serwowanej przez muzykow lub odbieranej indywidualnie z i-podow czy innych gadzetow w posiadaniu pasazerow rowniez lagodzi obyczaje. Dzieki niej poranny i popoludniowy tlok w metrze jest latwiejszy do zniesienia.

    Nie wiem, czy bedzie mi dane zobaczyc jakikolwiek koncert w Warszawie (w ktorej nota bene bede w przyszlym tygodniu), ale jesli kiedykolwiek dobry los rzuci Gospodarza lub gosci tego blogu do Montrealu, to zapraszam do jednej z najtanszych sal koncertowych Ameryki Polnocnej – montrealskiego metra.

    Jacobsky

  100. Mnie niestety nie udało się ucieć od polityki… Od niechcenia zajrzałem dziś rano na któryś z portali internetowych i co widzę? Miłościwie nam panującemu J.K. (a propos, czy ktoś wie jak Jarosławowi na drugie? bo jak np Franciszek to mógłby być naszym JFM sic!) nie podobają się wydarzenia w Niemczech – Koehler wystąpił na spotkaniu wypędzonych. Wydarzenie może to i kontrowersyjne, ale reakcja naszego premiera znów wkurzająca mnie i może innych wykształciuchów też. Najlepiej przecież na rzadne podejrzane spotkania nie jeździć prawda? spotkanie trójkąta weimarskiego, spotkanie Marcinkiewicza w Berlinie itp. Po co? Żeby mieć okazję wypowiedziec swoje zdanie, nie zawsze zgodne ze zdaniem gospodarzy? Przeciez lepiej udzielić wywiadu Radiu Maryja…
    Musze pogadać z żoną żeby chowała przed mną laptopa w weekend i zabierała pilota od TV. Tak będzie zdrowiej!
    Na zdrowie „wykształciuchom”!
    I „prościuchom” też!

  101. miało być JFK! przepraszam, to ze znerwowania ręce mi latają po klawiaturze…

  102. Lucjanie – co do aktualności to i ja spostrzegłam,że „Źle się dzieje w państwie niemieckim”. Teraz, choćby Niemcy stanęli na głowie, podparli sie uszami,weszli pod stół żeby odszczekać swoje istnienie jako takie – komentarz Najmądrzejszych Polaków będzie zawsze taki sam. Porównaj chociażby samozadowolenie po wizycie w Brukseli z komentarzami prasy zachodniej. To brzmi jak okrzyk samochwały „mamo,chwalą nas” – a kto, pyta mama. No – ty i ja , to już dwoje.
    I dlatego z satysfakcją przeczytałam dzisiaj w „Tygodniku Powszechnym” tekst prof. T.Sławka o „Obywatelskim obowiązku obrony przyzwoitości”.
    Takich tekstów i takiej działalności nam potrzeba. Bo jak dotąd – najgłośniejsze są ścierwojady.

    P.S. „Codziennik” czyta się wspaniale.Nie tylko do poduszki. 🙂

  103. Do Halszki!!!
    Droga Halszko,doskonale Cie rozumiem ,ze rozpaczasz po stracie swej psiny.
    Wychowalam sie w rodzinie ,gdzie zawsze byly psy.Niestety juz nie zyja.A byl to BariiI,BariiII i BariiIII,a takze kot Napoleon.Zostaly po nich zdjecia,ba nawet portrety. Byli dla nas jak mali bracia i zawsze zostana w naszych sercach.
    Serdecznie pozdrawiam-Ana

  104. Szanowny Panie Szyszkiewicz-ZAZDROSZCZE!

    Do versa :kiedys znalem takiego pana ktory byl profesorem prawa rzymskiego czyli wdzisiejszy nazewnictwie ,wyksztalciuchem ale mial jak prawiewszyscy drobna wade.Byl zgorzknialy. Wszystko kojarzylo mu sie z g…..Twierdzil np ,ze swiat wyglada z gory jak kupa g….. .Mial on przyjaciela za granica ktory byl profesorem prawa rzymskiego a takze greckiego ,ale znal go tylko z publikacji i prywatnej korespondecji .Kiedys na jakims sympozjum podszedl do niego jakis jegomosc ,przedstawil sie a moj pojedynczy profesor na to: ACHA! to ty jestes tym profesorem od tego rzymskiego i greckiego gowna jednoczesnie!.

  105. Halszko, doskonale Cię rozumiem i współczuję Ci.
    Trzymaj się, pozdrawiam ciepło
    Cassandra

  106. Skłonny jestem uwierzyć, że w latach 70-tych, Seweryn Krajewski ówczesna polska, estradowa mega gwiazda i jednocześnie muzyczny pracoholik, nie zawracał sobie głowy E.Gierkiem. Był młody, przystojny, popularny, bogaty i w jego kolorowym życiu miało prawo nie być miejsca dla politycznych „smutasów”.
    Z wlasnego zyciowego podwórka, pamiętam pewien kanadyjski epizod z drugiej połowy lat 80-tych. Otóż miałem wtedy szczęście popracować tam, przez parę miesięcy, jako budowlaniec do wszystkiego.
    Któregoś dnia, mój szef przedstawil mnie dwóm młodym prawnikom, dla ktorych budowaliśmy biuro, a ja widząc, że mają klopot z wymówieniem mojego imienia, szybko rzuciłem, że tak samo nazywa się Zbigniew Brzeziński…Do dzisiaj mam w oczach ich bezradnie zdumione twarze i bardzo długo nie mogłem pojąć, że wykształceni Kanadyjczycy mogli nie znać tak popularnego i ważnego polityka amerykańskiego.
    W dzisiejszych czasach, nie tylko my, ale chyba już cały świat się rozpolitykowal i przestało nas dziwić, że zagraniczni artyści światowego formatu, jak David Gilmour, czy Elton John znają nie tylko naszych bliźniaków, ale także wiedzą jakie bzdury wygadują „harcerze” z LPR-u…
    A sobotnio-niedzielny przerywnik kulturalny jest jak najbardziej wskazany,choćby tylko po to, żeby nie zwariować od polityki…

  107. >Do G. Okona ! Marian Podkowiński umierając liczył sobie lat 95, 14 lat wstecz spędziłem z red . Podkowińskim 2 dni w Kudowie Zdroju -Jakubowicach. Imponował nie tylko erudycją , pamięcią ale też wspaniałą kondycją, spacerując po górskich ścieżkach. Pozostali choć jak piszesz ‚z naszej półki ” to jednak w moim przypadku – pokolenie odległości między nimi mnie dzieli. Wszyscy mieli niezwykłą przedwojenną elegancje i ogromna wiedzę, red. Passent też z tej szkoły. Zapewne znający śp. trójkę tuzów dziennikarstwa polskiego.

  108. A ja DZIĘKUJĘ KACZYŃSKIM !!! A teraz szybkie wyjaśnienie: w 1980 r. miałem 14 lat, więc się nie zaangażowałem, co gorsza po skończeniu 18 lat też nie rzuciłem się w objęcia „S”, ale – o zgrozo – jak większość Polaków w sposób „miękki” kolaborowałem z systemem tzn. chodziłem do szkoły (wyższej), działałem zawet w ZSP ale żadnym – Boże uchowaj – agentem ani innym kapusiem nie byłem. Po 1989 r. ucieszyłem się ze zmian a w roku 2006 jestem dumny z dokonań III RP. Do pełnej satysfakcji jak dotąd brakowało mi tylko jednego: mianowicie poczucia, że się właśnie swego czasu „nie rzuciłem w objęcia S” i wolność i względny (w ekonomii wszystko jest względne) dobrobyt zawdzięczam innym, lepszym i odważniejszym ode mnie. Stąd też trudno było do dziś mieć pełną satysfakcję, bo to jednak inni okazali się mądrzejsi, odważniejsi, itd.

  109. Do Halszki: bardzo mi przykro, serdecznie wspolczuje – niestety zwierzeta nam zawsze na koniec robia straszny numer. Nieustannie trzeba pamietac, ze one sa nam jedynie POZYCZONE z nieba, i ze beda musialy wrocic.
    I a propos, za przeproszeniem – Jacek Kalabinski tez nie zyje – od lat. Pamietam nekrolog w Wyborczej, bo byl ich korespondentem w Waszyngtonie, a przedtemn byl korespondentem Wolnej Europy.

  110. Nie mam nic przeciwko klasyce, pod warunkiem, ze jest zywa, grana od serca a nie rypana przez rutyniarzy. Dlatego blizsze mi chlodne w lecie a cieple w zimie korytarze metra. A poki co, Kid Frost, Michael Jackson, Led Zeppelin, Black Sabbath, L.Hirsch, H.Grönemeyer i rozne tam polskie sentymenty. A jak przyjdzie czas na Requiem, to mysle, ze wole odtworzone z jakiegos nosnika nie znanej jeszcze generacji „Show Must Go On” Mercury’ego niz marne wykonanie Mozarta. Pozdrawiam niedzielnie z kuchennych pieleszy.

  111. Do G.OKON
    Gdybys tu wpadł ,to podpowiadam ,że pozwoliłem sobie w Twój adres skrobnąć w ” temacie Wykrztałciuchy”
    Pozdrawiam

  112. DZIĘKUJĘ KACZYŃSIM cd. I oto stał się cud: jestem po tej samej stronie, co ci dotąd mądrzejsi i odważniejsi ode mnie, którym tak zazdrościłem!!! Dziś tak jak wielu z nich byłem na grobie Jacka Kuronia, gdzie zapaliłem znicz i złożyłem różę, ale – co najważniejsze – nie czułem się tam intruzem, czułem się w pełni uprawniony, aby tam być! Panowie Kaczyńscy: DZIĘKUJĘ!. To zasługa wasza i waszych towarzyszy. Pięknie o nich pisze w weekendowej „Rzepie” Stefan Bratkowski: „Kilka promili stężonej władzy we krwi, za to bez poczucia śmieszności: ten pyszałkowaty Arturek traktujący z góry ojca najtrudniejszej reformy w ekonomii, ten Romeczek, synuś kolaboranta, siusiający na bohatera, ten Antoś obmazujący swą myślową wydzieliną ludzi, którzy nas wprowadzili do NATO i UE.” Kaczyńscy: PO 3KROĆ DZIĘKUJĘ!!!

  113. ABSOLWENT. 9.2.

    Pampers sa b. dobrze znane. Oczywiscie. Pelna jasnosc, choc nic nie wiem o tych gentelmenach, ktorych wymieniasz. Dziekuje. Okon.

  114. Halszka, miedzy nami psiowielbicielami…

    Z nasza sloneczna Solara musielismy sie rozstac w lisropadzie. To byl niespodziewany szok, rak, pies wykonczyl sie w dwa tygodnie. Miala tylko 12 lat. Dalam czas losowi, ale kiedy w ciagu pol roku nic sie nie przyplatalo, poszlismy do schroniska i znalezlismy tam istne cudo.

    Poniewaz ja, jednak, w przeciwienstwie do wiekszosci tutaj deklarujacej sie, polityke kocham, i imie wiec znalazlam mu „polityczne”. Poniewaz psina prezydencka nazywa sie Lula, a nasze cudo jest dosc do niej podobne, jakoze to chlopiec, zostal nazwany Lulek, ( dla tutejszych Loolek:) czyli Lulencjusz.

    Kiedy sie z nasza sunieczka zegnalam, obiecalam jej, ze nasz dom zaoferuje puste po niej miejsce jakiejs innej potrzebujacej serca sierocie, choc rozstanie z, krocej przeciez od nas zyjacymi, zwierzatkami straszliwie boli. Przed Solara byla Piesa, a przed Piesa …ano Pyzol, wlasnie.

    Twoja sunia biega po niebieskim przestworzach w Psim Niebie z Pyzolem, Solara i Piesa. Nie wiem, czy Kota, ktora nas opuscila w kwietniu i tam patrzy na nich swoimi pelnymi zdumienia na ten „wybryk natury” oczami, moze wyladowala w Kocim niebie….

    Smutek minie, bez smutku nie byloby tez radosci. Nie ma co sie wstydzic lez. To dobre lzy, ktore chronia nasze zbolale dusze przed swiatem zewnetrznym, aby wytlumic inne ciosy.

    Bardzo ci wspolczuje,

    Kaska

  115. Do Pani Jo-Anny: bardzo dobry pomysl, zeby probowac cos chwalic, a nie tylko zamartwiac sie Polska (chociaz ja sie zamartwiam).
    W ramach chwalenia postepu cywilizacyjnego, chwale i Blogowiczom polecam restauracje w Piszu, na rynku. Cos jak Zamkowa, czy Basztowa – w kazdym razie za budynkiem ratusza. Najlepsza knajpa, na jaka trafilam w czasie tegowakacyjnych wedrowek po Polsce, rewelacyjne jedzenie, tanio jak barszcz, nadzwyczajne salatki, uprzejma obsluga.
    Zawsze kiedy jem w takich miejscach, przypominam sobie, jak sie jadlo w Polsce na wakacjach dwadziescia lat temu: wcale sie nie jadlo, bo najlepsza potrawa byl makaron z sosem pomidorowym ugotowany na wlasnej butli gazowej, ciezko wywalczonej w punkcie wymiany butli… A do Geesu nie bylo po co chodzic, bo piwa tam i tak nie mieli.

    I jeszcze odpowiadam Eli M: ja juz podpisalam list w obronie pamieci Kuronia.

  116. TelOb,

    nie wiem jak sie zachowuje „milczaca ministra” podczas pertraktacji ze swoimi partnerami zagranicznymi, ale jako zywo jedna z najgorszych cech dyplomaty jest gadatliwosc. Niedawno skonczylam ksiazke o dyplomatach 1919-39 rozgadanie i sympatycznosc nie sa w niej wysoko oceniane. Przesympatyczny byl np. Joseph Patrick Kennedy ( ojciec prezydenta), nader sympatyzujacy z …nazistami.

    Nie mam zaufania do szkolonych przez PRLowskie sluzby polskich dyplomatow. No, nie mam. Zupelnie.

    A ja patrze np. na postepowanie ONZ, to juz w ogole niedobrze mi sie robi na mysl o dyplomacji. Czasami mam wrazenie,ze oni tam wszyscy sa nader sympatyczni i tak zapatrzeni w swoja sympatycznosc i wspolne obiadki, ze zapomnieli o bozym swiecie i misji, ktora maja wypelniac.

    Kaska

  117. DoMac.ick
    Jacobcky, (po Waszych odmiennych Ocenach ) zaprosił Ciebie to opisania Finału PRL w Twojej wersji . To bylo 08.31.godzina16. 52 ,”przekopałem ” nie zanalazłem koncepcji Mac.ick ??!!.Proszę , wskaż gdzie Twój wywód zamieściłes w blogu ,,czy spasowałeś, bo nie wiesz co napisać ??
    Pozdrawiam

  118. Moja nieufnosc wobec PRLowskich, scisle powiazanymi wspolnymi z Rosja, dyplomatow bierze sie m.in stad:

    http://article.nationalreview.com/?q=NjUzMGU4NTMyOTdkOTdmNTA1MWJlYjYyZDliODZkOGM

    Kaska

  119. WALDEMAR. 9-2.

    Lilienthal moze byc uwazany za pioniera, bo cos tam krotko przelecial, ale bez silnika, przed Wrightami. Zmarl przed koncem XIX wieku. Raczej pionier szybownictwa, stad jego nagrody itp. Bracia Wright pierwsi uzyli silnika i przeskoczyli, o ile pamietam, 100-200 yardow. Ogladalem ten ich dwuplatowy zlepek, ktory nie mial szans nawet przy malym wietrze. Klotnia trwa do tej pory z ruskimi, bo oni mieli Zukowskiego, ktory podobno cos tam przelecial na motorku ok. 1914 i oczywiscie uwazaja, ze byli pierwsi. Maszynke do golenia tez wynalazl ich genialny konstruktor Mashinnikov. Wynalazl. Na smietniku ambasady amerykanskiej w Moskwie. Kiedy bedziesz w Indiana, mozesz sobie zrobic ok.trzygodzinna wycieczke do Dayton, Air Force Museum – bardzo okazala, chyba najlepsza w kraju, ekspozycja wszystkiego co latalo, od kopii aparatu Wrights, przez wszystkie nieznane prototypy militarne, do rakiet. Sluchaj nie tego co „dobre”, a co lubisz. Nie ma „gluchych”. Prawdziwki, po ugotowaniu, daj najpierw komus innemu. Jak przezyje – mozesz jesc. Pozdrawiam. Okon.

  120. ANA. 9-2.

    Sprobuj przez Amazon, przysla do domu. Koniecznie „Best of Ray Charles”. Tam to wszystko jest. Albo idz na Amazon i przesluchaj samples przy ofercie. Orbison – nie. Zupelnie co innego. „Poukladany” i bialy. Jest jego koncert w cable TV. „Ray” znam. Bardzo stary. Jest cala historia o tym aktorze. Wystarczy pojsc na cos takiego, jak „movie Ray” i znajdziesz. Presley wyrosl w Mississippi, ze spiritual, gospels, jazz i country, a Orbison – uczesana z przedzialkiem kolega. Bardzo rozni. Wdzieczny Ci jestem za temat. O tym to ja moge… Okon.

  121. Drogi Redaktorze, chyba za bardzo się pan tym wszystkim przejmuje.
    Za parę lat ludzie zapomną o istnieniu Giertycha, a na grobie Kuronia nadal będą skadać kwiaty. O Słonimskim naucza się w szkołach. A kto dziś pamięta kim był Ipohorski? Tak samo będzie z innymi obrzygiwaczami.
    (Np. ten cały Pompa-Pompowski, and którym się pan znęcasz – to doprawdy zbyt duże wyróżnienie dla takiego zera.)
    Ktoś z blogowiczów scharakteryzował ich cytatem z „CK dezerterzy”.
    Ja pozwolę sobie przytoczyć wierszyk Tuwima, który dedykuję miłośnikom nurkowania w szambie:
    Próżnoś repliki się spodziewał,
    nie dam ci prztyczka ani klapsa,
    nie powiem nawet „pies cię je… ał”,
    bo to mezalians byłby dla psa.

  122. Jesieni, bardzo dziekuje za trzymanie kciukow. Telegraphic O. – nie chodzilo o konkurs. Szukajac sobie zajecia na zblizajaca sie emeryture postanowilam zdobyc nowe kwalifikacje. Niespodziewanie zaproponowano mi wcielenie sie w te nowa role juz teraz. Po raz pierwsz w zyciu bylam przewodnikiem po moim miescie i to po francusku.
    Halszko, bardzo ci wspolczuje. Sama mam psa, kundla z przytulku, ktory ma juz 13 lat. Pomysl sobie, ze twoja sunia miala dobre zycie.
    DM – brawo!
    Czy Jacobski piszac „sami swoi” mial na mysli samych swoich czy Samych Swoich zespol z Wroclawia? Z liderem tej grupy Zbyszkiem Czwojda spotykam sie regularnie na zjazdach absolwentow poniewaz konczylismy to samo liceum. Te zjazdy sa zawsze we wrzesniu w okolicy moich urodzin i ku mojej radosci gra mi zawsze na trabce utwor na zyczenie.
    Moj gust muzyczny nie jest zbyt wyrafinowany. Oczywiscie Czajkowski (zwlaszcza koncert fortepianowy b mol op.23) i romantycy w ogole.
    ale mam taka ulubiona plyte niejakiego Jean-Christian Michela: kwartet (napewno flet, gitara) z organami. Sa tam utwory Bacha ale glownie samego Michela. Naprawde sliczne i kojace.
    Ponadto piosenka francuska a zwlaszcza Brel (jak raz Belg) i chyba nieznana w Polsce Regine, ktora spiewa duzo Serga Gensburga, ale nie tylko. Ma glos troche zdarty jak Greco ale teksy jeszcze lepsze.
    Taka anegdota: Jestem dawno temu we Francji zaproszona przez rodzine nowopoznanego Francuza. Pani domu tlumaczy mi, ze w menu bedzie ryba, ja wowczas znam francuski un peu (troche). Zeby mi powiedziec co to za ryba zagwizdala znana melodie Szuberta a ja z radoscia wykrzyknelam „pstrag”. Mialam naprawde duza frajde z tego „pozajezykowego” a ogolniekulturalnego porozumienia.
    Mam nadzieje, ze mieliscie dobry weekend, pozdrawiam E.

  123. Zapomnialam napisac, ze plyta Jean-Christian Michela nosi tytul „Aranjuez”, od pierwszego utworu Rodrigo-Vidre.E.

  124. Po namyśle stwierdzam, że porównanie z Ipohorskim było nie na miejscu.
    Kajam się i przepraszam. Ipohorski – łobuz i konfident gestapo (zastrzelony przez AK za zdradę) miał więcej odwagi i godności od giertychowatych. Podszedł do żywego Słonimskiego i po prostu go spoliczkował ryzykując, że sam oberwie. Jedyne, na co stać rycerzy z lpr to ustnie nas…ć na grób antagonisty. (wyjaśniam skrót myślowy: osioł z bajki la Fontaine’a zamieniał nawóz w złoto. Oni cierpią na odwrotną przypadłość – ilekroć ktoryś otworzy gębę wypływa z niej gnojówka).

    PS. Muzyka to rzeczywiście wspaniała rzecz. Niestety nie wystarczy żeby z bestii zrobić człowieka. Było sporo sadystów-melomanów. Dr Mengele wysyłał ludzi do gazu pogwizdując arie operowe przy dźwiękach orkiestry skompletowanej z najlepszych wirtuozów z całej Europy. Że nie wspomnę o pewnym wielbicielu Wagnera… Obecność jednego czy drugiego mninstra na konercie jeszcze o niczym nie świadczy.

  125. do halszki – nie jesteś sama, w ciągu 2-mcy odeszły dwa kochane jamniki, obijam się o ściany, muzyka nie pomaga
    ściskam

  126. Pani Natalio, dziękuję za odpowiedź. Przekonałem się po prostu, że świat idzie dalej :—). Przy jekiejś okazji postaram się podanych przez Panią zespołów posłuchać. Ciekaw byłem, czy z jazz-rocka wymieni Pani coś ze starszych rzeczy np. Johna MacLaughlina, Ala di Meolę czy Weather Report. Nie ośmielę się w tej kategorii postawić samego Milesa Davisa…Trudno powiedzieć, że „słucham” czegoś konkretnego – w wolnych chwilach radio mam ustawione na jedną ze stacji typu polskiego drugiego programu[klasyka+jazz+literatura] i słucham, a raczej niestety „słucham”. A jeśli z nagrań, to głównie barok, Mozart i kompozytorzy rosyjscy. Z „lżejszych” rzeczy to Pat Metheny, Supertramp [tu ukłony dla Jacobsky’ego] i ostatnio [faktycznie] Gilbert O’Sullivan – jeśli ktokolwiek go zna.
    Pozdrawiam.

  127. Panie Danielu!.
    Legendy Wieniawskiego na skrzypce- tego się słucha anie Giertycha. Leppera, Kaczyńskich. Stwórzmy nowa modę, wręcz rewolucję, nie słuchajmy ich. Róbmy swoje, my bądźmy mądrzy, patriotyczni, obowiazkowi, tolerancyjni itd. itd. itd.

  128. telegraphic observer:

    Immunitet materialny, czyli ten, ktory chroni parlamentarzyste przed sankcjami za jego dzialalnosc (czyt. ta, ktora wykonuje w ramach sprawowania mandatu) – jest moim zdaniem niezbedny, aby na rzadzacych nikt nie mogl latwo ukrecic bata. Moga sobie opowiadac co chca z „ambony” sejmowej, ale maja byc niezalezni!

    Prawo do pracy nie jest zapisane w polskiej konstytucji. Art. 65 zawiera wiele norm, ale nie przyznaje obywatelom prawa do pracy. I w pelni sie zgadzam – taki zapis bylby bez sensu.

    O odplatnosci za studia moglibysmy dyskutowac dlugo, wiec moze poczekajmy, az Gospodarz sie tym zajmie – bedzie szersze grono 😉

    W kwestii „wyzwolenia mentalnego” – niestety jestem sceptykiem. Wolnosc ekonomiczna bez przygotowania moze najwyzej przyniesc szok i bezradnosc. A ratowac przed ta bezradnoscia trzeba przede wszystkim ludzi mlodych. Wyrywac ich z, za przeproszeniem, zadupia bez perspektyw.

    Ktore fragmenty historii masz na mysli?

    Co do edukacji ekonomicznej – milo, ze sie zgadzamy 🙂

  129. A ja mam wrażenie , ze te wpisy sporządzają ludzie z wiadomej opcji, lewej nogi. Wystudiowane, stylistycznie podobne. Mało naturalne…rządy lewej nogi ( niemal 16 letnie ) – to 20 proc bezrobocia, 500 mld zł długu ( chociaż mam wrażenie,ze celowo na zlecenie zachodnich finansistów ). Ale tez „twarda” złotówka i znaczący postęp. Także Drogi Gospodarzu, trzeba wreszcie zamknąć PRL w puszce historii i budować na nowo. Wasze pokolenie jest już Passe..

  130. Waldemar [2006-09-03 o godz. 18:06 ]
    Odpowiedzi udzieliłem teraz, w odpowiednim miejscu[pod „Brawo Bartoszewski!”].

  131. Dzisiaj cały dzień przemierzałam szlaki górskie.Dziękuję za głosy wsparcia.Niesamowite jak życzliwość ludzka potrafi wzmocnić człowieka.

    Do Bogusia
    W przedostatniej „Polityce” J.Żakowski pisze o Freakonomii czyli o ekonomii dla ludzi, o ludziach.Podstawowe pytania, które każdy sobie zadaje ,znajdują się w kręgu zainteresowań badaczy . Bez polityki!!!Ekonomia w ich wydaniu to królowa nauk.
    „wedle mojej akademickiej wiedzy, to rozwiązanie ma takie wady a takie zalety ,reszta to polityka.Wyborcy wybierają.Politycy podejmują decyzje.A ja jestem tylko ekonomistą.” Proste. Jasne reguły.Rola ekonomii=zdobywanie wiedzy.przedstawianie opinii publicznej alternatywnych rozwiązań.
    Miłych snów
    Halszka

  132. Droga Natalio!
    Wydaje mi się, że mój tekst jest powtarzany od wielu wieków, ale pewnie masz rację, że procentowo ta ilość się nie zmienia. Młodzież zna „Bolero”, „Jezioro Łabędzie”, a „Carmen” kojarzy się jej z sygnałem komórki „krew z byka sika siku, siku, sik”. Masz zapewne rację – przesadzam, ta muzyka nigdy nie zdobędzie tłumów.
    G. Okon.
    Nie zrozumiałeś, o co mi chodzi. Sam mam w domu płyty, gdzie na jednej zmieściło sie piętnastu kompozytorów, a wśród nich Beethoven z 5. i 9. Symfonią + „Dla Elizy” i Romanse, Czajkowski z II Symfonią, Brahms, Debussy, Wagner, Mozart, Smetana, Rodrigo, Massene, Gershwin, Villa-Lobos, Schubert, Vivaldi i tak mógłbym wymieniać. Wszystko w częściach, w kawałkach co bardziej melodyjnych. Mówię, że niedługo będziemy mieli listy przebojów krótkich utworów i tylko fragmentów większych, a głos w Radiu Classic nam powie, że „Aria na strunie G” Bacha przesunęła się z 7 pozycji na czwartą i minęła w tym tygodniu ‚Marzenie” Roberta Schumana. Najgorsze jest to, że „W grocie króla gór” Edvarda Griega spadło z 15 pozycji na 18..
    Ja wiem, że zmienił się świat, ale jakoś nie daję rady psychicznie, że słyszę „Marsz Turecki” w komórce i właściciel mówi, że jest to fajna melodyjka
    . Jeżeli uważasz, że przesadzam, bardzo Cię proszę, wpisz do Google „Szukaj z wyrażeniem” „Marsz Turecki” i sam zobacz, co się wyświetli. Czas umierać.

  133. Co do Mahlera — sam rok temu jechałem na Ósmą specjalnie do Warszawy.

    A ów milioner chyba wykonywał Drugą Symfonię („Zmartwychwstanie”). DG wydało płytę.

    W programie na ten rok swojej, lokalnej Filharmonii, mam właśnie Drugą i Kindertotenlieder. Programu drugiej „lokalnej” (choć i Narodowej) orkiestry Symfonicznej jeszcze nie znam.

    A sam Mahler prowadził kiedyś (o mam! kwiecień 1903) swoją Pierwszą we Lwowie. Miał prowadzić też Czwartą, ale Pierwsza się tak spodobała, że musiał ją powtórzyć 🙂

  134. Do T.O: na drabinie- w spodniach oczywiscie! ale podales mi swietny pomysl, w spodnicy byloby bardziej „malowniczo” malowac! To juz nastepnym razem, bo na ten rok dzialalnosc malarska zakanczam 🙂 Jak to dobrze, ze mamy dlugi weekend i dopiero wtorek bedzie nielubianym poniedzialkiem!

  135. Szybcikiem nadrabiam zaległości:

    – do Pani Babci Barbie – też słyszałam o nowej ramówce, na szczęście w Krakowie – gdzie spędzam większość czasu, TV nie mam i dobrze mi z tym! Szkoda tylko, że wartościowe programy znikają… Myśli Pani, że jest jeszcze jakaś nadzieja, że Wielka gra wróci?

    – do Pana Otago – pisząc, że Szostakowicz jest niedoceniany miałam na myśli skromny polski rynek. Pan, jak się domyślam z Polski teraz nie pisze. Za granicą jest doceniany bardziej, wskazuje na to chociażby ilość wykonań jego utworów w salach filharmonii etc. o czym miałam okazję przekonać się w zeszłym roku we Francji.
    Wykonania na żywo w każdym gatunku muzycznym rządzą! 🙂
    Oczywiście oprócz tych tandetnych z playbacku!

    – do Pani Halszki – współczuję z całego serca, miłość do zwierzaczka jest czymś cudownym. U mnie w domu odkąd pamiętam były koty, pochodzące od naszej seniorki Julki, która dożyła 17 lat, teraz mamy wnuka Julki – Cyryla, który jest niesamowicie inteligentny. W międzyczasie samochody zabiły nam 2 kotki, więc płaczu było w domu co nie miara… Pozdrawiam cieplutko i ściskam!!!

  136. – do Pana Maćka – z wymienionych przez Pana wykonawców znany mi jest tylko John MacLauglin. Dziękuję jednak za odpowiedź, poszperam sobie za wykonawcami, których Pan wymienił, a nuż coś mi się spodoba!!

    – do Pana Torlina – to smutne, co Pan napisał. Nie mniej jednak uważam, że muzyka poważna nie musi porywać „tłumów” by istnieć. Dla mnie bycie melomanem to nie podręcznikowa znajomość kompozycji, wykonań itd. To miłość do muzyki i wyszukiwanie w niej sobie tego, co się kocha i tak naprawdę czuje.
    Ze swojego doświadczenia mogę stwierdzić, że przymuszanie młodzieży do słuchania takowej, może mieć naprawdę odwrotne skutki.
    Zanim trafiłam na studia prawnicze odbyłam edukację muzyczną w klasie skrzypiec. Pokochałam ten instrument w wieku 4 lat. Ale strasznie cierpiałam gdy nauczyciele w szkole obowiązkowo nakazywali nam przychodzić na wszelkie koncerty, bez względu na to czy muzyka na nich grana do nas przemawiała czy nie…

    Uważam, że nie liczy się ilość, ale jakość. Lepiej aby było mniej PRAWDZIWYCH miłośników muzyki klasycznej, niż więcej UDAWANYCH.

    Pozdrawiam wszystkich Blogowiczów z Panem Danielem na czele!

  137. TO :Tim TIM ! Buduj , ktos Zabrania?? .Buduj chłopie ,jak najlepiej ,jeszcze lepiej gdyby codziennie i porządnie..

  138. Droga pani Natalio!
    Ja się chyba poddam, bo odpowiada mi Pani w taki sposób, że ja się pod tym mogę podpisać obydwoma rękami. Tylko chodzi mi o zupełnie coś innego. Spróbuję jeszcze raz.
    Weźmy jako przykład ten nieszczęsny „Marsz Turecki”. W Google na pierwsze 100 adresów nie można się dowiedzieć, co to jest za utwór, kiedy został skomponowany ani żadnych ciekawostek na ten temat. Ale za to dzwonków polifonicznych jest mnóstwo. Jestem melomanem, przyznaję, zgadzam się również psychicznie na wszystkie przeróbki w rodzaju Grupy Mozarta czy dyrygowania orkiestrą przez Jana Kobuszewskiego. Taki jest współczesny świat, a muszę powiedzieć, że nawet mi się to podoba. Ale mam prawo (nikomu nie narzucając swojej woli i zgadzając się, że jest to zgodne z prawem) ponarzekać na forum pana Daniela na – zdziwi Panią to określenie – pauperyzację muzyki klasycznej.

  139. Torlinie, trudno mi powiedzieć, z jaką perspektywą historyczną to piszesz, bo ani składanki, ani humor muzyczny, to nic nowego — te zjawiska zawsze istniały, tak jak i znaczną część twórczości muzycznej zawsze stanowił podrzędny kicz. To tylko czas służy za dobrego recenzenta i pozwala o kiepskich dziełach przeszłości zapomnieć.

    Gdybym miał wskazywać na złe zjawiska w ‚okolicach muzyki klasycznej’, to wskazałbym na zagubienie pewnej hierarchii wartości. Kiedyś istniało, przynajmniej w pewnych środowiskach, coś takiego jak ambicje kulturalne — wypadało znać dobrą literaturę, muzykę, sztuki piękne. Teraz wydaje się, że stało się wszystko jedno, czy to Rubik, Beethoven, Penderecki, czy może Wiśniewski. Więcej — stosunkowo często spotykam się z próbami demaskowania i potępiania „snobów”. Nie byłoby to może złe, gdyby wynikało z głębokiego zrozumienia sztuki, ale podejmują się tego ludzie, którzy w życiu nie odwiedzili gmachu filharmonii, czy opery, a pragną się swoim „brakiem snobizmu”, jako pozytywnym wyróżnikiem, dowartościować.

    Albo krócej — problemem nie jest to, że istnieje rozrywka, ani że wkracza do sal koncertowych. Problemem jest to, że dla wielu ‚rozrywka’ i ‚kultura’ stały się synonimami.

  140. Halszka,
    współczuję…chlip, chlip…
    W czerwcu odeszła moja kotka Busia. Była przybłedą i pokochała nas całym sercem. Pogodna, kochana śliczna kotunia. Wiem co czujesz…chlip, chlip..
    Pozdrawiam

  141. TORLIN.9-3.

    To co napisalem bylo od przecietnego facia, ktory bardzo lubi rozna muzyke, ale nie znosi snobow. Zamiast sprawdzac i dociekac kto, co i dlaczego, wolalbym posluchac. Z zainteresowaniem przeczytalem Twoje posty. Dziekuje. Okon.

  142. Panie Torlin,
    Ależ nikt nie zabrania Panu narzekać, i tu i wszędzie! 🙂
    Pauperyzacja muzyki klasycznej miała miejsce zawsze, to historia osądziła – i pozostało, to co według słuchaczy i znawców było bardziej „wartościowe”.
    Poza tym zgadzam się z Panem Okoniem, że zamiast wpisywać w goole lepiej włączyć „play” i zamknąć oczy a potem się zasłuchać 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

  143. >> Alicjo od Fabuł Drogowych,
    Muszę jeszcze raz usiąść do tego ciastka. Niby zjadłem a jeszcze jest. Aby wyłuskać kwintesecję z tej narracji. Solidarność płci ujęta jest “brawurowo”, “finezyjne” są te zbiegi okoliczności … ależ to musi zbiegać do jakiegoś punktu. Wiem, “licho” w “bezpiecznym porcie”.

    Najdłuższa arteria świata wśród zieleni? Ze światłami sygnalizacji ulicznej? Hm, czy ona biegnie ze wschodu na zachód, czy z północy na południe?
    Lady Brett Ashley? Też Cię napadło brać się za młodego Hemmy’ego.

    A tu bang, z pięciu dni robią się dwa dni i jeden wieczór, to musiała być Droga Mleczna. Zgadłem?

    >> Pyzol,
    Nie znam książki o dyplomatach i amb. USA w Londynie, nie potrafię więc ocenić co z niej wynika dla naszej dyskusji. Nie mam też pewności czy chodziło mi w moim przykładzie o dyplomatów wykształconych w PRL i szlus. Ja na przykład byłem kształcony w PRL, i to nie w jakieś neutralnej dziedzinie jak inżynieria drogowa i wykształciłem się na koniec zupełnie inaczej.

    Ależ Ty masz zachwycającą smykałkę do dryfowania, wręcz przeskakiwania z tematu na temat.

    Zatem odpowiem Ci dykteryjką dyplomatyczną. Weźmy taka jedną z ONZ. W czasie kryzysu kubańskiego w RB amb.Stevenson zapytał amb. Zorina:
    “Do you, Ambassador Zorin, deny that the USSR has placed and is placing medium- and intermediate-range missiles and sites in Cuba? Yes or no? Don’t wait for the translation. Yes or no?”

    Dobre co, Pyzolku, yes or no?

    >> Boguś,
    Immunitet parlamentarny jest kwestionowany nawet w krajach, które (1) wprowadziły go w mniejszym zakresie niż Polska, gdyż jest nadużywany, (2) posiadają (bardziej) bezstronny system sądowniczy i kontroli nad działalnością polityków niż ma Polska.

    Generalnie, mój wywód zawierał przykłady, a nie konretnie stwierdzenia jak jest, lub dobrze aby było w PL. Niemniej, bezpłatność studiów wyższych jest niewątpliwie fikcją. Najlepsze systemy uniwesyteckie są w krajach, które przewidują pełną albo częściową odpłatność za to dobro nie występujące w przyrodzie w nadmiarze, że tak powiem, albo system hybrydowy, gdzie obie formy współistnieją. Z powodu bezpłatności uniwesytety europejskie odstają jakością nauczania. Ale jest dłuższy temat, moja wiedza z resztą też nie sięga za daleko. Przynajmniej na tyle,że jestem jako tako zadowolony z systemu kanadyjskiego (częściowa odpłatność), ale bardziej odpowiadałby mi hybrydowy system amerykański.

    “Wyrywanie z zadupia bez persepktyw”, “wolność ekonomiczna bez przygotowania” – ciekawe pojęcia, trochę rozmyte, ale rozumiem o co Ci idzie: Brukselo, Panie Boże (niepotrzebne skreślić), wyrwijcie ubogich tego kraju i tych co wspierają PiS (nic dodać nic ująć) z zadupia bez perspektyw, przygotujcie ich do ekonomicznej wolności …
    Ale ja chyba nie muszę udzielać błogosławieństwa?

    Ukłony
    T.O.

  144. Ech muzyka, muzyka… Bywa, ze nie łagodzi ani ludzi ani obyczajów, jak mnie np rap. Jak mi sie zdarzało słuchać, kiedy dzieci puszczały, to czułam sie normalnie fizycznie obolała a obyczaj stawał sie rewolucyjny.
    Uwielbiam arie z Toski czy z Turandot, które sprawiają, że moje serce uwiezione w klatce chce się wyrwać na wolność. Jak słucham Czajkowskiego to podkładam wlasne obrazy, a nie tylko jezioro z łabędziami. Poza tym uwielbiam monumentalną muzykę filmową Vangelisa i Howarda Shore,
    a muzyka baroku powoduje we mnie harmonię tętna, myśli i oddechu i, czuje się wtedy jednością ze wszystkim.

  145. Telegrafic, jednak i z Ciebie wyszedł męski egocentryk, skoro myślisz, źe kobiety nic ino odliczają dni do powrotu swoich aktualnych. Przykro mi wyprowadzać Cię z błędu – to były dwa dni i jeden wieczór do powrotu Gośki. Niemniej życzę smacznego przy resztkach tego ciasteczka.

  146. Alicjo,
    jezeli kiedykolwiek cos ze mnie wychodzi to jest to męski egocentryk. Jesli zauwazysz, ze wychodzi ze mnie co innego, to znaczy ze to nie ja.
    Te dwa dni i ten (jeden) wieczor jest fatalny. Wybacz, moja mesko ego-skrupulatnosc, ale tak funkcjonuje u mnie gorna czesc ciala. Jesli dwa dni i jeden wieczor, to znaczy, ze jestesmy o poranku i cos sie stanie jutro przed wieczorem. A tu akurat sie sciemnia. Zacmienie slonca? Ale jak to polaczyc z Goska, kiedy o czasie jej przyjazdu nic nie wiadomo.
    I nie dociera do mojego ego Twoje przeslanie. Te „cipy” sa zgrzytem. Gubi sie moje ego. Czy Ty piszesz dla mieczakow bez zadnych ego, dla starszych pan w ciemnych kapeluszach, nie daj Bog inne nakrycie glowy??????
    Poza tym unikaj fraz kliszowych – „bezpieczny port”, „rany jak mnie to bierze” – myslisz, ze to wychodzi ze mnie męski egocentryk? – jescze jedna klisza: „męski egocentryk”.
    T.O.

  147. Twoje na wierzchu, Telegraficzny, wakacje kończyły się za dwa dni, ale trudno wymagać, żebyś to obliczał.

  148. Kto jak kto ale Pan Panie Redaktorze nie powinien uzywac ani nawet cytowac nowotworow jezykowych. Wyksztalciuch nie jest ladnym slowem. Nie jest tez slowem potrzebnym bo dla okreslenia czlowieka wyksztalconego istnieje w jezyku polskim dosyc lepiej brzmiacych synonimow. Nie wiem kto wymysla te wyksztalciuchy, solidaruchy itp ale niech tego typu polszczyzna pozostanie w rynsztoku z ktorego sie wywodzi. Artykuly prasowe, literatura i wystapienia publiczne powinny uzywac jezyka pozostawiajacego chociaz cien nadzieji co do kompetencji umyslowych ich tworcy. To oczywiscie nie odnosi sie do Pana ktorego doskonalych felietonow jestem czytelnikiem od ponad trzydziestu lat. Co do Panskich komentarzy dotyczacych obecnej ekipy rzadzacej to niestety nie jestem przekonany o ich slusznosci. Rozumiem, ze Polityka tradycyjnie popiera zwiazki ponad narodowe. Kiedys byl to oboz socjalistyczny teraz oboz europejski. Ja natomiast jestem tradycjonalista i uwazam, ze polozenie geograficzne kraju decyduje o tym kto byl jest i bedzie jego najwiekszym zagrozeniem. Przylaczenie sie, dobrowolne czy nie, do ugrupowania, w ktorym jeden z naszych historycznych oponentow jest glownym partnerem oznacza utrate suwerennosci i mniej lub bardziej dobroduszna kolonizacje. Nie bylo to jedyne mozliwe wyjscie gdyz w Europie istnieja inne stosunkowo nieduze panstwa (Czechy, Slowacja, Wegry, Litwa, Lotwa etc), z ktorymi Polska moglaby stworzyc federacje stanowiaca przeciwwage dla bardziej agresywnych sasiadow z wschodu i zachodu. Szkoda, ze z takiej mozliwosci nie skorzystano.

  149. Panie Danielu, brawo! To takie banalne, ale naprawdę(sprawdziłam w słowniku pisownię) ze wszystkim się z Panem zgadzam od …. lat. Dziękuję!

  150. Pingback: gameboys 2007

css.php