Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

12.09.2006
wtorek

Zdrowie Ameryki!

12 września 2006, wtorek,

Wczoraj, 11 września, jak wiele osób na świecie, myślałem o Stanach Zjednoczonych i to z ogromną sympatią, bo spędziłem tam w życiu łącznie 7 lat. Telewidzom, radiosłuchaczom i czytelnikom mediów Stany Zjednoczone kojarzą się nieprzyjemnie – wojna, przemoc, narkotyki, Madonna profanuje i demoralizuje, a w dodatku nie chcą znieść dla nas wiz. Ale tak naprawdę Stany Zjednoczone to nie jest GWB i zdziwaczały Michael Jackson. Dla mnie USA to przede wszystkim zwykła codzienność – białe, drewaniane domki Nowej Anglii, wystrzyżone trawniki, mamusie rozwożące dzieci do szkół i przedszkoli, niezliczone koledże, kolorowi chłopcy grający w koszykówkę na betonowych boiskach, samochody sunące majestatycznie po niekończących się autostradach.

Po latach wspominam z rozrzewnieniem nawet amerykańską biurokrację, która potrafi być bezduszna i zmusza nas do wielogodzinnego stania w kolejce po wizę (lub jej odmowę). W Stanach obowiązuje zakaz sprzedaży napojów alkoholowych młodzieży poniżej pewnego wieku. W stanie Massachusetts, żeby kupić piwo, trzeba mieć 21 lat. Ponieważ w USA nie ma dowodów osobistych, w sklepie młodzi ludzie muszą okazać prawo jazdy. Moja córka, która mieszkała w domu akademickim w Cambridge, MA, gdzie starsi studenci wysyłają młodszych po piwo, nie mogła kupować nawet piwa, ponieważ (1) nie miała jeszcze 21 lat i (2) nie miała prawa jazdy.

Kiedy wreszcie nadeszły upragnione 21. urodziny, udaliśmy się do odpowiedniego urzędu, który wydaje zwykłe oraz  tzw. „suche” prawo jazdy – dokument ze zdjęciem, który nie zezwala co prawda na prowadzenie pojazdów mechanicznych, ale zaświadcza, że okazicielka ukończyła 21 lat.

Do urzędu udaliśmy się z paszportem córki oraz jej ojca – czyli moim, a także z odpisem jej aktu urodzenia. Mimo takiej dokumentacji, córce odmówiono wystawienia „suchego prawa jazdy”, ponieważ datę urodzenia można stwierdzic tylko w oparciu o oryginał aktu urodzenia. – Proszę pana – mówiłem urzędnikowi –  mamy paszport córki, jej akt urodzenia, paszport ojca i ojca osobiście – czy to jeszcze mało? Urzędnik pozostawał nieprzejednany, a w końcu zapytał: „Do you want me to lose my job?”. W żadnym wypadku – odpowiedziałem, ale może by pan poprosił kierownika.

Z kierownikiem odbyliśmy taką samą rozmowę, na którą otrzymaliśmy tę samą odpowiedź: „Do you want me to lose my job?”.

Zrezygnowaliśmy więc z suchego prawa jazdy i w dniu 21. urodzin córki, uzbrojeni we wszystkie możliwe dokumenty, postanowiliśmy z żoną zaprosić ją na drinka w barze Charles Hotel w Cambridge, MA. Triumfalnie wkroczyliśmy do baru i ja, rozbawiony, zwróciłem się do barmana: „Jakiego drinka proponuje pan mojej córce, która dzisiaj ukończyła 21 lat?”. Barman, przyzwyczajony do studentów z pobliskiego Harvardu oraz ich rodziców, spojrzał na nas beznamiętnie i odpowiedział: „Będziemy rozmawiali o drinkach, kiedy zobaczymy paszport”.

Dziś, kiedy cały świat patrzy na Amerykę, chciałbym wypić jej zdrowie. 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 40

Dodaj komentarz »
  1. No cóż, to się dołączę. 🙂

  2. Panie Danielu!
    Jestem czytelnikiem Pana tekstów od ok. 40 lat, w tym również kabaretowych. Dzisiejszy tekst zachwyca pogodą ducha i optymizmem. Niech Pan częściej pisze w tak pogodnym, ale również surowym tonie. Nie musi Pan oszczędzać naszych przywódców, ale niech Pan pisze o nich na wesoło i z humorem. Tak jak kiedyś pisał Pan do „Egidy”. Śmiech jest bowiem najgroźniejszą bronią. Życzę Panu zdrowia i ciętego pióra, ale na wesoło.
    Janusz

  3. Daniel Passent napisał: „Ale tak naprawdę Stany Zjednoczone to nie jest GWB i zdziwaczały Michael Jackson. Dla mnie USA to przede wszystkim zwykła codzienność – białe, drewaniane domki Nowej Anglii, wystrzyżone trawniki, mamusie rozwożące dzieci do szkół i przedszkoli, niezliczone koledże, kolorowi chłopcy grający w koszykówkę na betonowych boiskach, samochody sunące majestatycznie po niekończących się autostradach.”

    Ale to nie białe domki, trawniki, mamusie, kolorowi chłopcy i samochody decydują o być albo nie być całych narodów, rodzin i ludzi, o przyszłości świata. Decyduje o tym administracja GWB, który w demokratycznych wyborach został wybrany właśnie przez to spokojne i przyjazne społeczeństwo.

    Nic mi po tych trawnikach, jeśli ktoś zechce stratować Polskę, żeby zniszczyć amerykańską tarczę antyrakietową. Ja patrzę na USA przez filtr interesów mojej ojczyzny (tak, jak ja je rozumiem), a nie abstrakcyjnym, obiektywnym spojrzeniem. Nie wątpie, że obywatele Stanów Zjednoczonych w ten sam sposób postrzegają inne kraje i narody – przez pryzmat własnych interesów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Po przeczytaniu Pana wpisu dochodzę do wniosku, że Ameryka nie jest taka zła. Ma swoje wady, dziwne przyzwyczajenia, specyfikę ale które z państw ich nie ma (może poza Polską, która jest dokonała…). A więc na zdrowie (też wypiję zdrowie Ameryki).

  6. A mowia, ze to Polska jest krajem absurdow.

  7. Moim wyobrażeniem o USA (gdzie mnie jeszcze nie widziano 😉 ) rządzą dwie skrajności – źle odżywiające się grubaski o sztucznych uśmiechach i … Wielki Kanion, cudo przyrody, które bardzo chciałabym zobaczyć. Natomiast jeśli chodzi o Amerykę Łacińską, której kawałeczek miałam okazję zjechać, to uderzająca po oczach bieda, zdrowa, pyszna kuchnia i uśmiechnięci, radośni ludzie.
    Bardzo spodobało mi się tam, na południu, być może właśnie ze względu na tę radość życia, pomimo wszelkich przeciwności losu.

    Pozdrawiam serdecznie i proszę o więcej takich komentarzy, jak dzisiejszy.

  8. Jeśli Pan stawia to ja również się przyłącze;)
    za Ameryke ale nie ich polityke

  9. Panie Danielu,
    wśród wielu rzeczy, których Panu zazdroszczę (życzliwie, nie z zawiścią, broń Boże), a na których wymienienie nie starczyłoby tu miejsca, jest znajomość USA i studia tamże. Umie Pan zachowywać we wdzięcznej pamięci miejsca i ludzi. Ponieważ nigdy nie byłem w Stanach, znam tylko z opowiadań tych co byli i z czytania (a propos, ostatnio nabyłem na pchlim targu Pańską książkę „Rozbieram senatora”), więc mam co do USA uczucia mieszane. Za wiele rzeczy lubię, za inne – nie (np. za durne niekiedy prawo). Pan swoim felietonem przechylił szalę w stronę „lubię”. Bo jak tak dobrze pomyśleć, to: „durne lex sed lex”. 🙂 Zdaje mi się, że Ameryka bije inne kraje na głowę jeśli idzie o przestrzeganie prawa na co dzień. Przynajmniej przez urzędników państwowych. Już widzę u nas urzędnika (o barmanie nie wspomnę), który – gdy klient nakłania go do ominięcia jakiegoś przepisu – odpowiada mu stanowczo: „Czy chce Pan, abym stracił pracę?” W głowie się nie mieści, że tam za złamanie prawa można stracić pracę, a nawet zwichnąć sobie karierę?! U nas odwrotnie: od przestępstwa, matactwa, czy złodziejstwa (modnie nazywanego „wyprowadzaniem” : poseł X wyprowadził ileś tam milionów z jakiegoś tam banku) niektórzy dopiero rozpoczynają karierę. I to jest ta drobna różnica.
    Z innej beczki.
    Otóż niniejszym ośmielam się stanowczo zaprotestować (we własnym imieniu, ale może inni blogowicze mnie poprą) przeciwko pisaniu przez Pana felietonów wyłącznie „poważnych” – jak Pan obiecał we wpisie pod poprzednim swoim tekstem. Mam nadzieję, że jako Pański czytelnik od trzydziestu z górą lat (a jeszcze w lekturę uzupełniającą inwestuję) mam niejakie prawo (przez zasiedzenie, gdyż głównie na siedząco czytam) domagać się mojej strawy duchowej, że tak powiem „w pełnym wymiarze”. A nie okrojonej do wyłącznie poważnych tonów. 🙂 To tak jakby mi ktoś kazał słuchać Chopina, ale wyłącznie nokturnów. Piękne one, co prawda, ale to przecież nie cały Chopin.
    Jak się jednemu z drugim blogowiczowi (-czce) pisanie En passanta nie podoba, to niech się nie katuje, są inne śliczne i sieriozne blogi. A tu – wara mi od Passenta. Ładnie będziemy wyglądać jak nam się twórcy zaczną zniżać do poziomu tych odbiorców, którzy ich nie rozumieją. „I to by było na tyle.”

  10. Zaczelam sie zastanawiac czym dla mnie jest Ameryka, w ktorej spedzam sporo czasu i odwiedzilam ja co najmniej 10 razy.
    Pamietam jak oniemaialam z zachwytu widzac na ulicy Nowego Jorku dzieci szkolne, ktore wraz ze swoimi wychowawcami szli w pochodzie protestacyjnym, domagajac sie przywrocenia do pracy popularnego nauczyciela, zwolnionego za to, ze byl jawnym homoseksualista i mieszkal z partnerem. Bylo to w czasach przed wprowadzeniem w New Yorku (za burmistrza Edawarda Kocha) ustawodawstwa zakazujacegoi dyskryminacjhi z powodu orierencji seksualnych. Szlam wtedy ulica w towarzystwie slynnego amerykanskiego impresaria Sola Huroka, ktory powiedzial: „And this is for you our democracy in action”.
    Myslalam o tych slowach wiele razy ilekroc sluchalam rozmow amerykanskich dzieci. Porazala mnie zawsze ich swiadomosc prawa kraju i konstztucji, praw czlowieka, ich gotowosc wysluchiwania krytyki Stanow Zjednoczonych, umiejetnosc zadawania madrych pytan i empatia z cierpieniem innych ludzi.
    Tym dla mnie jest Ameryka; dojrzaloscia jej malych obuwateli i ich optymizmem, ze swiat mozna uczynic lepszym – trzeba tylko miec otwarte serce i umysl.

  11. Wszyscy Moi najbliżsi tam mieszkają ( dzieci i wnuki ) i dzielnie Sobie radzą ,jednak z ich wyboru – nie w środowisku polonijnym .Moja corka tez przeszła przez barierę 21 lat , ale na innej uczelni i innym mieście .Oczywiste , w takiej sytuacji są moje dobre życzenia dla USA , powodzenia dla tego państwa i jego mieszkańców .Korespondencja elektroniczna, kążdego niemal dnia przybliża mnie do państwa za Oceanem w wymiarze codziennego życia i jego problemów . Jeśli jąkąś reprezentacją Amerykanów są mieszkańcy wszystkich Stanów nad jeziorem Michigan , to znaczy ,ze nieco łyknąłem tej Ameryki którą tak bardzo lubię . a bylem tez w Kalifornii, Newadzie ,Arizonie i Florydzie .No to, za jej zdrowie!!!! Pozdrawiam blogowiczów mieszkających stale w Ameryce ..

  12. Szanowny Panie Danielu,
    Pan przed laty córkę,
    a ja tego lata młodszego syna
    wysłałem za Wielką Wodę.
    Olek znał amerykańskie prawne absurdy
    z rodzinnych opowiesci, z opowiadań kolegów.
    Wydawało nam się, że potraktował je z dystansem i humorem,
    jednak gdy ściął długie niemal do pasa włosy,
    by Immigration Oficer nie miał trudności
    w rozpoznaniu go na starym zdjęciu w paszporcie,
    zrozumieliśmy, że wziął je poważnie.
    Długo ćwiczył odpowiedź
    na ewentualne dociekliwe pytania urzędnika
    o cel wizyty (forum studencke na dużej konferencji IEEE).
    Napięcie opadło po pierwszym mejlu z Ameryki:
    urzędnik na lotnisku Newark był Polakiem,
    serdecznie przywitał syna,
    a jedyne pytanie było o pogodę w Warszawie!
    Nasi górą!

  13. De mode pisze: „Zdaje mi się, że Ameryka bije inne kraje na głowę jeśli idzie o przestrzeganie prawa na co dzień.”

    Ciekawe, kto w Stanach zatrudnia te tabuny nielegalnych imigrantów do remontów domów, opieki nad dziećmi i innych nisko płatnych prac (wykonywanych na czarno, więc nieopodatkowanych). Kto oszukiwał w księgowości Enronu i krył to w firmach przeprowadzających audyty?

    Jedno co nas różni to istniejące w Polsce publiczne przywolenie na łamanie prawa (wręcz kult otaczający tych, którzy przepisom się nie kłaniają), podczas gdy gdzie indziej są to jeszcze (!) postawy, którymi nie wypada się chwalić.

  14. Jest to mój pierwszy komentarz, więc chciałbym przede wszystkim pogratulować Panu świetnych felietonów na „łamach” tego bloga. Zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne.
    A tak – by the way – prawidłowa forma czasownika „stracić” (pracę) to „LOSE”, a nie „LOOSE”, który ma zupełnie inne znaczenie. Co za zbieg okoliczności, nie dalej jak wczoraj Interia pisała o „loosers” (przegranych) niedzielnych wyścigów formuły 1.
    Pozdrawiam i przepraszam za małą dygresję 😉

  15. Obecnie w Stanie MA mozna otrzymac prawo jazdy po ukonczeniu 16 lat. Znajomi pojechali z synem po prawo ,rano w dniu jego urodzin ale w metryce byla populudniowa godzina urodzenia . Niestety musieli wrocic ponownie , bo do 16 lat brakowalo paru godzin. Napewno wszyscy pamietaja jak 19 letnie corki GWB , wraz ze swoim ochraniarzem z Secret Service , udaly sie do baru i zamowily piwo. Prawdopodobnie wlasnie ten agent zadzwonil na policje, ktora przyjechala, zwinela cale towarzystwo i sprawe skierowano do sadu. Co ciekawe – otrzymaly wyrok i interwencja taty ( o ile byla, ale chyba nie) nie miala by znaczenia. Podczas zatrzymania przez policje , agent ochrony nie wyskakiwal z krzykiem „wiecie panowie kto to sa te dziewczyny” . Jego obowiazkiem byla ochrona corek prezydenta, a nie uczestniczenie w przestepstwie. Co ciekawsze, nikt nie mial zadnej pretensji do tego agenta. To tez jest Ameryka.

  16. Witam,

    Jaki czas temu zauważyłem, że humor Polaków polega często na… wyśmiewaniu Amerykanów. I to wyśmiewaniu tego, w czym oni są lepsi.
    „(…) zwykła codzienność – białe, drewaniane domki Nowej Anglii (…)” i ciąg dalszy – dla nas, Polaków, do dobry powód do chichotu z tego, jaki ten kraj jest nudny.
    Sprawa z “suchym” prawem, to jednak, zdaje się, istna parodia porządku panującego w USA.

    Pozdrawiam,
    Olugh

  17. Robson is a loser 🙂

    loose – adj. (looser, loosest) not fastened – ‚a loose thread’,
    – v. (loosed, loosing) set free, let go
    lose – v. (lost, losing) not have any longer – ‚lose a friend’, ‚lose a job’

    loser – n. A person who has fallen off the social ladder, climbed down the social ladder, jumped off the social ladder, or just never bothered to climb the social ladder in the first place. Someone who generally sucks at life…

  18. Bardzo Pan wyrozumialy dla Ameryki, zeby Pan tak o Polsce zechcial napisac, ze to kraj mamus rozworzacych dzieci do szkoly, przystrzyzonych trawnikow a nie jakis tam skandalistek i biurokracji… Skad ten relatywizm?

  19. Panie Danielu!
    Protestuję!
    Jak trzeba to i za Rejtana będę robić! 🙂

    Właśnie za POCZUCIE HUMORU tak bardzo cenię Pana publicystykę, właśnie ono BARDZO mi odpowiada i trafia zawsze do tych komórek mózgowych w mojej dużej (niestety) głowie, do których ma trafiać!
    A jeśli komuś nie podobają się Pana żartobliwe komentarze, to jego problem, ze tak brzydko powiem!
    Jak bedzie trzeba to i strajk głodowy ogłoszę! 😉

    W życiu aż prosi się o odrobinę ironii, spojrzenia na pewne rzeczy z innej strony, a nawet odwrócenia do góry nogami!

    Pozdrawiam serdecznie! I proszę nie pozwolić mi umrzeć z głodu ;-)))

  20. Ameryka…temat rzeka, nigdy nie byłem a rozważam wraz z narzeczona podróż poślubną w okolice Chicago (plus odwiedziny znajomych) może któryś z internautów powie czy warto?

    Zauważyłem jednak, że Ameryka to niespełniona miłość Polaków, wzór który należy naśladować. Z tym, że ten wzorzec nacechowany jest tak wieloma sprzecznościami, że każdy może sobie niego dowolnie czerpać co tylko zechce. I tak PiS opowiada o republikanizmie mając zapewne na myśli wojującą chrześcijańską prawicę, a Platforma to skrzydło bardziej liberalne. UPR zachwyca się zaś Ameryką zupełnie jej nie pojmując

  21. Galopujacy major, Ameryka to kraj ( i temat) zlozony.
    Bardzo polecam odwiedzic, osobiscie nie bylam tylko w Polnocnej Dakocie, na Alasce oraz Hawaje (na te wszystkie stany…). Geograficznie rzecz biorac, mozna umrzec z milosci, okolice Chicago … no, plaskie troche, ale mozesz wjechac na ostatnie pietro Sears Tower i popatrzec z wyzszej perspektywy:)
    Polecalabym Grand Canyon, bo tam to nikt sie nie odzywa, tylko rozdziawia gebe i patrzy, patrzy…
    Ameryka (a mieszkam w sasiedztwie z polnocy) to po prostu pomieszanie z poplataniem, tolerancja obok purytanizmu i takie tam rozne… To, co powiedziales – ” wzorzec nacechowany jest tak wieloma sprzecznościami”, ale to sie nie wzielo znikad, trzeba poznac historie tego kraju, wtedy sie zalapie, o co tu biega. Milego podrozowania poslubnego!

  22. Zdrowie Daniela Passenta ! Chyba za malo pisze sie w Polsce o zwyklym zyciu zwyklych ludzi,
    trzystu milionow rozrzuconych miedzy Key West a Black Hills Dakota i miedzy San Diego a Vermont. Zdrowie Pana Passenta ! Tego w Polsce przydaloby sie wiecej, zeby pokazac prawdziwy obraz kraju. Namawialbym Pana Redaktora napisac wiecej o codziennosci kazdego z nas. O strukturze myslenia i przyszlosci, od malego dziecka. Dlaczego jest tak ze obcy, w kazdym kraju europejskim, zachowuja swoja odrebnosc, a w Ameryce immigrant nienawidzi swojego akcentu i marzy, zeby byc tak samo amerykanski, jak reszta ? Niedostyt asymilacji pozostaje do smierci. Dlaczego przyjezdni z reguly oscyluja ku Republicans, konserwie, tak znienawidzonej w Europie ? Co to jest ten amerykanski magnes przyciagajacy miliony z calego swiata ? Pieniadze – trywialne wytlumaczenie. Poczucie sily ? Stabilizacji ? Wiarygodnosc systemu ? Wrodzony optymizm ? Praktycznosc systemu i zachowan ? Realne szanse na sukces ? Protestancka koncepcja pracy, religii i pieniadza ?
    Pokazac by trzeba bylo przyslowiowa „parterowa Ameryke”, bo to osiemdziesiat procent kraju, a polscy turysci i imigranci ida do duzych miast. Rowniez, blizej i dokladniej, tych wysmiewanych Polsce: Busha, Cheney, Rummsfelda; nie znanych: jak Biden, Hutch, Obama. Moze oni sa madrzejsi i bardziej uczciwi niz w polskiej „obiegowce” ? Moze naprawde wiedza co robia ?
    Namawiam, Panie Danielu, do kilku takich publikacji. Wyjdzie Na Zdrowie wszystkim.
    Okon.

  23. … a za co mamy dziękować Ameryce, za to że nas wykorzystuje jak może (fakt że się dajemy), że sprzedali nam najgorsze wzorce osobowe przenikające wraz z filmami, kult pieniądza, agresję…
    … żydzi Amerykańscy są nieprzejednanymi wrogami Polski i na każdym kroku wypominają nam holocast i zabór mienia po żydowskego, tak jak to my bylibyśmy odpowiedzialni za wojnę
    …oglądam mnóstwo flimów amerykańskich (bo innych nie ma) i co widzę brud, syf, bezdomnych, gangi murzyńskie, latynoskie, dzielnice biedoty i nieszczęścia, cwaniactwo i jeszcze raz cwaniactwo, albo po raz setny historię o Kopciuszku w różnych konfiguracjach

    owszem ponoć ludzie są wolni i mają możliwości, ale ile procent ma rzeczywiście dobrze?

    szanują tylko możliwości jakie daje pieniądz i nic więcej ich nie interesuje…

    Pozdrawiam

  24. Jeśli Sigmund Freud i Carlos Fuentes dają Ameryce ocenę 0, a Thomas Jefferson i Ayn Rand 10, to jaką ocenę daje jej Daniel Passent?

    A Oscar Wilde, który zauważył, że “gdy dobry Amerykanin umiera, to udaje się do … Paryża”?

  25. „zaprosić ją na drinka w barze ”
    tate dobry fajny tate. trzeba było od razu do amsterdamu na faję zaprosić.

  26. GALOPUJACY MAJOR. Sears Tower, Field Museum (antropologiczne), Sea Aquarium a obok Planetarium, Shaumburg-Woodfield Shopping Center, Water Tower, Soldiers’ Field ( football, koniecznie), Comiskey and Wrigley (baseball),Milwaukee Street (resztki polskich sklepikow i restauracji), Lake Shore Boulevard (wieczorem perfect), Michigan St. (wieczorem). Warto przejechac po highway 90 do Gary Indiana. Pol godziny na wiadukcie, obok ktorego dymia stalownie a w dole czarne dzielnice biedoty. Ostroznie z wycieczkami na poludnie od down town – w malych uliczkach mozna miec powazny klopot w bialy dzien. Wabash street, a tam deep Chicago pizza. Gdyby bylo lato, dalbym o Wisconsin, wiele atrakcji, ale teraz za zimno. Dobrej zabawy. Okon.

  27. Kazik o szerokim świecie dowiadywał się od stryja, który tuż przed wybuchem wojny znalazł się w Ameryce. Stryj wyjaśnił mu, że przy pierwszym poznaniu mówi się “how do you do?”, a przy następnych spotkaniach “how are you?” Później opowiadał mu o swoich podróżach amerykańskich. Razu jednego jechał pociągiem wzdłóż rzeki. Na drugim jej brzegu stały na pochylniach transportowce “Liberty” gotowe do wodowania, dziesiątki, może setka statków. Wtedy stryj uwierzył w siłę Ameryki, zaciągnął się do floty i pływał jako nawigator we flocie Pacyfiku, a koniec wojny zastał go w zatoce Tokijskiej. Wkrótce wrócił do kraju z sowitą “zapomogą” od rządu USA i z tobołkiem książek.

    Kazik przeczytał je wszystkie, od najcieńszych po najgrubsze. Nie wiadomo dlaczego, Jack Burden stał się jego ulubionym bohaterem. W bibliotece natknął się na jeszcze grubszy tom, “Kultura amerykańska” (Józef Chałasiński, 1962), potem był Dewey, Peirce, Emerson, Galbraith, H.James, C.W.Mills, M.Friedman, R.Rorty. W swoją pierwszą podróż amerykańską Kazik udał się wiele lat temu, z Nowego Jorku do Tennessee, i z powrotem. W burzę zimową przemierzał Colorado, w duszne lato był w Houston, gdy spadł ulewny deszcz brodził po Nowym Orleanie, dwa huragany przegoniły go z Karoliny, najpierw Północnej, następnego roku z Południowej, w drugi weekend września 2001 przejeżdżał przez D.C. Obszukał wszystkie latarnie morskie w poszukiwaniu Józefa Skawińskiego. Ulubionym jego miastem jest Richmond, Va. A może Pensacola, Fl. Albo St. Augustine, czy Monterey. Ulubioną górą Longs Peak. Pewnie jeszcze w tym roku pojedzie do Ameryki.

  28. Alicja dzieki za komentarz

    Wydaje mi się, że jednak Ameryka na wybrzezach a Ameryka w centrum to prawie dwa inne kraje

  29. WALDEMAR. Jak sie miewa Cora w tym law office i
    Szanowny Pacio ? Pamietasz, pisalem Ci, co teraz Passent wybil: we obey. Autentyczna dykteryjka do sytuacji innych: wczesnym popoludniem zatrzymalismy sie przy przydroznym sklepiku z gas station i, poniewaz jestem len, wyslalem leciwa malzonke po kartonik Becks Dark. Ekspedientka i jej kolezka przygladali sie nam przez szybe. Odmowili sprzedazy, bo nie miala ID i nie wiedzieli czy ona ma juz 21(!?) Szczesliwa, wrocila sie pochwalic. Dalem jej swoje ID – idz teraz. Poszla i pokazywala na mnie, czekajacego w samochodzie. Pokiwali mi zyczliwie raczka, ale jej odmowili, bo nie jej ID. Poczlapalem sam. Odmowili, bo to samo ID bylo okazywane przez dwie rozne osoby. Pytam smarkata za lada: czy zdajesz sobie sprawe, co ty robisz ? A ona: chcesz zebym zadzwonila po policje ? Nie chcialem, a potem nie kupowalem w tym sklepiku, bo ONI MIELI RACJE. Polak wylazl anyway. Sie obrazilem. Jak ostatni idiota. Leniwy i glupi, ale nie uparty. Z synem, czekalismy na stol w restauracji i usiedlismy przy barze, ja – buzz, on – soczek. Bartender zapytal go o ID. Za soczek ? Nie, do 21 nie wolno siedziec przy barze. On postal, ja dopilem. Znowu ONI mieli racje. Either you obey or you are a memory… Tyle mojego postrzegania o przestrzeganiu. Pozdrawiam. Okon.

  30. Natalko!

    Skoro Ci się tak podoba Wielki Canyon Colorado to pojedź tam (np. ze mną :)). Co do dużej główki to się nie martw. Duża główka – mądra główka. Mała główka to makówka 🙂

    PZDR!
    Bibczak

  31. Ta granica 21 lat podoba mi się, uważam, że to mądre. Wychwalałem to przed znajomymi Amerykanami z Colorado, a oni stwierdzili, że to jednak trochę dla nich jest dziwne, bo chłopakom, których wysyłają do Iraku wolno już zabijać, gdy skończą lat 18, ale pić mogą dopiero za 3 lata.
    Oczywiście to nie miała być smutna refleksja. Zdrowie.

  32. Galopek (ze sobie pozwole skrocic Twoj nick), jezeli bedziesz zwiedzal Ameryke w podrozy poslubnej, to bedziesz ja zwiedzal bardziej geograficznie niz towarzysko, bo nie bedzie czasu na nawiazywanie kontaktow 🙂
    G. Okon pisze: „Dlaczego jest tak ze obcy, w kazdym kraju europejskim, zachowuja swoja odrebnosc, a w Ameryce immigrant nienawidzi swojego akcentu i marzy, zeby byc tak samo amerykanski, jak reszta ? Niedostyt asymilacji pozostaje do smierci.”
    Jestes pewien, Okon? Mam znajomych, mieszkajacych w krajach europejskich i to oni chcieliby sie pozbyc akcentu, zeby sie nie wyrozniac od autochtonow, w Ameryce (i Kanadzie) inny akcent nikogo nie dziwi i pies z kulawa noga sie na ciebie podejrzliwie nie popatrzy, a tym bardziej nie zapyta, skad przybywasz. Ameryka (+ Kanada) to raj dla emigrantow, podobnie uwaza moja kolezanka z Australii. Natomiast kolezanka, ktora wyjechala do Niemiec (Bawaria) uwaza, ze nigdy nie bedzie sie tam czula u siebie i byc moze jej corki, juz tam urodzone, tez tak calkiem nie beda sie czuly Niemkami (ojciec Niemiec). Nie widze powodu, zeby sie pozbywac akcentu, to zreszta niemozliwe w moim wypadku, nie widze powodu, zeby zmieniac moje imie na „Alice”, wszyscy moi znajomi kanadyjscy wymawiaja je „po polsku”, a podam jeszcze taki przyklad, ze moj syn calkiem fajnie egzystuje sobie tutaj pod imieniem „Maciek”, a jest to dosyc trudne do wymowienia dla anglo-jezycznych 🙂
    W moim ponad 100-tysiecznym miescie mieszkam juz 24 lata i nigdzie bardziej nie czulam sie jak u siebie. Przechodzac sie wczoraj ulica w downtown spotkalam kilku znajomych, powymienialam plotki i drobne grzecznosci , wcale sie nie czuje niezasymilowana czy jakos tam napietnowana. Jak opowiadam swojej znajomej z Bawarii o moim zyciu tutaj, nie chce mi wierzyc, ze to jest wlasnie tak, bezstresowo. Stres byl na poczatku, kiedy czlowiek nie mial jeszcze rozpoznania terenu, nie znal ludzi. Teraz? Czuje sie u siebie, podobnie jak moj sasiad Slowenczyk, mowiacy z ciezkim akcentem, chociaz on tutaj mieszka juz 54 lata, 30 lat dluzej niz ja.
    Tutaj kazdy jest „skads”, nawet jak tu sie urodzil, to przodkowie blizsi lub dalsi skads przybyli….

  33. Do G.OKON
    W Okolicach 20 sierpnia Nika i Pat byli w Polsce – jest bardzo OK -scieżka wzrostowa !!. Poczytałem co radzisz Galop.Majorowi .Wymieniłes ważne miejsca w Chicago .Dodałbym tez wieczorem Navy Pier . Jednak jak przeczytałem , że doradzasz zobaczyć GARY -to skóra mi skurczyła sie . Bylem tam przejazdem do MUNSTER w Indianie we wrześniu 2004 roku .Takich slamsów wczesniej nie widziałem ,brudu , fitryn sklepowych zabitych byle czym (główna ulica?) ,czy też jedna z nich jakby przygotowana do kręcenia filmu scen grozy !!! Byłem zadowolony ,kiedy wyjechalismy z tego miasta .Galopujacy !!! tylko nie Gary ,chyba ,że chciałbyś z radoscią wracać do Polski jako kraju nadzwyczajnej czystosci i wrażenia bezpieczeństwa .
    Mily OKONIU -Musialeś dawno nie byc w Gary ?? lub tez pomyślaleś a niech zobaczy jak ta nie zielona Ameryka wyglada , gdzie port ,stalownie ,czarny przemysł ?
    Mam nie wiecej jak 20- 30 minut wrazen z Gary ! moze się myle ?>

  34. Dzięki G.Okon i Waldemarze widze , ze blog jest coraz bardziej pomocny

  35. Szanowny Panie Danielu,

    czytam Panski blog od paru miesiecy i bardzo go cenie za opinie, styl, itp. Jednakze co do pogladow o Ameryce trudno mi sie zgodzic. Sama spedzilam tam malo czasu, zaledwie 2 miesiace na praktyce w New York. Czulam sie wtedy tam swietnie, swietne zarobki, mialam 21 lat, poza mna studia w Paryzu i we Frankfurcie. Zawsze chcialam wrocic. Az moj maz, ktory wychowal sie w Ameryce, opowiedzial mi o jego zyciu jako dziecka w „zielonym piekle domkow Nowej Anglii”. Jego ojciec byl profesorem w MIT, dobra pozycja spoleczna, lecz on i jego rodzenstwo sie dusili. Wychowal sie w Brazylii, kraju biednym i pogardzanym, lecz tam uciekl z Ameryki. I nie chce wiecej wrocic. Dzis zyjemy w Londynie i cenimy sobie Europe.

  36. WALDEMAR. Dokladnie tak. Niech zobaczy slumsy, z autostrady do Gary, tez. Dawno temu zawiozlem tam swojego zasranca i powiedzialem mu: jak sie nie bedziesz uczyl, to tak bedziesz mieszkal. Podzialalo. A wiesz, ze w poludniowo-zachodnim Kentucky i w Mississippi jeszcze teraz mozesz znalezc domy bez kanalizacji i wodociagu? Dwadziescia lat temu widzialem tam domy bez elektrycznosci. Takie kontrasty sa dobre dla utrzymania balansu. Byles, widziales Miami – piekna architektura nad Biscayne, zwlaszcza wieczorem, kiedy kazdy drapacz swieci innym kolorem. Obok, cwierc mili od szykownego centrum, jest Calle Ochio, a od niej odchodza malenkie uliczki bez jezdni, z rozpadajacymi sie domkami. Juz rano, leza na ziemi, popijaja alkohol, pala marihuane. Widzialem dzieciaki 5-10 lat ze slinotokiem, odurzone marihuana. W koncu osiemdziesiatych, Miami mialo tysiace Haitanczykow, wogole nie rejestrowanych. Inna „perelka” – wokol zbiornika Okeechobee, moze cztery mile na zachod od Cap Canaveral, plantacje trzciny cukrowej, dirt roads (gruntowe ?), rozpadajace sie domki-szalasy, biale, waskie gliniane chaty z polokraglym dachem, na dziesiec – dwanascie pryczy, jedne drzwi, jedno okienko, a w kazdym – Haitanczycy. Leza przed drzwiami, siedza na polamanych fotelach, pija, pala, ponad dziewiecdziesiat procent ma syfilis, aids, gruzlice.
    Przywoza ich na zbior trzciny, a potem odprawiaja z powrotem na Haiti. W koncu 80-tych placili 25-50 centow za godzine pracy. Tysiace ludzi. A minimalna placa w kraju byla ok. $4.0 za godzine. Biede mozesz zobaczyc w Alabama, Louizjana, Mississipi, w wioskach Apalachow. Kto nie lubi – niech sie uczy.
    To dobre na otrzezwienie, po zachwytach nad Chicago i Maliboo.
    Niech sobie Galopujacy Major pogalopuje. Wszedzie. Pozdrawiam. Okon.

  37. ALICJA. Nie myle sie. Najpierw praca, potem domek, potem dzieci (podpiera sie do emerytury, ich emerytury) potem dialektyczna nadbudowa i wtedy zaczynasz miec ambicje akcentowe. Nikt nie zgani, ale kazda Zuzia w sklepie: where are you from ? Nie zlosliwosc, prosta ciekawosc. Kanady nawet nie porownuj z Ameryka. Inny wymiar. Inne tempo. Inny taste.

  38. ALICJA. Dokoncze Twoje ostatnie zdanie: jedyni prawdziwi Amerykanie mieszkaja w rezerwatach.

  39. JARVSON. 9.12. Po kolei:

    Poczatek przypomina placz : „wykorzystal mnie jak mogl” – I pozwolilas ? „Bo mi sie podobal”.

    Dobieram slow, zeby bylo uprzejmie: Wywod o Zydach amerykanskich – kompletna bzdura ! Idiotyzm ! Z takich bredni wlasnie bierze sie antysemityzm.

    Akapit o filmach trzeba zakonczyc:….tez. Sa wszystkie mozliwe rodzaje filmow. Nie nasza wina co polski dystrybutor sobie dobiera.

    Ile procent ma dobrze ? Tyle, ilu chcialo sie uczyc, pracowac i przestrzegac prawo.

    „Szanuja tylko mozliwosci, jakie daje pieniadz. Nic innego ich nie interesuje”. Wreszcie – racja. Pieniadz daje mozliwosc wyboru. Jest wszystkim dla nas, a jak ktos w Polsce sie nie zgadza, niech mi odda swoje pieniadze. Nie obraze sie.

  40. Jarvson – widocznie ja oglądam inne amerykańskie filmy. Lubię je, bo miło popatrzeć, jak amerykańska rodzina wspiera się nawzajem, zamiast – jak polska – pokłócić się, jeśli coś pójdzie nie tak. Filmy o dzielnych strażakach i policjantach budują pozytywny obraz tych służb i zaufanie do nich. W Polsce policjant to nadal wróg, przynajmniej dla wielu ludzi. A w każdym razie „obcy”.
    Szklanka do połowy napełniona wodą dla jednego jest „w połowie pełna” a dla innego – „w połowie pusta”. Analogicznie – można wybierać filmy, które ukazują pozytywny lub negatywny obraz rzeczywistości. TYLKO obraz, bo przecież nie są to filmy dokumentalne 😉
    W Ameryce nie byłam i nie jestem jej bezkrytyczną wielbicielką. Znajomi wysłali tam na rok swoją dorastającą córkę. Co stamtąd przywiozła, oprócz lepszej znajomości języka? Pewność siebie, której jej brakowało i mnóstwo pozytywnej energii 🙂

  41. Szanowny Panie,
    zmiany których dokonał PIS to są zmiany w strukturach państwa,
    bardzo ważne, takie, których do tej pory nikt nie umiał przeprowadzić.
    A Pan to sprowadza do zmian w strukturach szpiegowskich.
    Dalej nie czytałam bo juz to mi wystarczyło. Z wami jest teraz tak
    jak z Radiem Maryja. Wystarczy posłuchać 5 minut i dalej się już nie chce.

css.php