Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

22.11.2006
środa

Lektura w ciszy

22 listopada 2006, środa,

Pomiędzy ciszą żałobną a ciszą wyborczą oddałem się lekturze najnowszego numeru czasopisma „Zdanie” (organ stowarzyszenia lewicy „Kuźnica”). Użyłem określenia „czasopismo”, ponieważ „Zdanie” ukazuje się nieregularnie, kiedyś było miesięcznikiem, teraz im cieniej przędzie lewica, tym rzadziej się ukazuje. Numer, który pojawił się teraz, miał się ukazać jesienią 2005 r. (!), ale warto było czekać. Przy okazji zdałem sobie sprawę, co i jak ja czytam.
 

Ślusarz gospodarki

Jako ekonomista wierzący, ale niepraktykujący (ukończyłem studia ekonomiczne, ale nigdy nie pracowałem w zawodzie), przeczytałem artykuł prof. Edwarda Łukawera „Najbarwniejszy” – o znanym ekonomiście, Czesławie Bobrowskim. W II połowie XX wieku był to jeden z bardziej znanych ekonomistów polskich. Nie wiedziałem, że przed wojną był członkiem awangardowej grupy literackiej i czasopisma „Reflektor”, do której należeli m.in. Anatol Stern, Józef Czechowicz i Tadeusz Peiper. Młody Cz.B. tłumaczył poezję francuską (ilu mamy dzisiaj takich ekonomistów?), „kubizował” (od „kubizmu”), ale poświęcił się ekonomii i już przed wojną był zwolennikiem świadomego działania państwa. Takie działania miały już wtedy miejsce (budowa Gdyni, COP). Uważał się nie tyle za teoretyka, co za „ślusarza gospodarki”.

Po wojnie Cz.B. brał udział w planowaniu gospodarki PRL, ale dwukrotnie został wyrzucony, najpierw z hukiem wyleciał ze stanowiska szefa Centralnego Urzędu Planowania (kiedy przegrał batalię z Hilarym Mincem i PZPR), a po raz drugi musiał się usunąć w marcu 1968 r. W obu przypadkach dzięki swojej opozycji międzynarodowej mógł działać za granicą.

Wrócił do Polski na początku lat 80-tych, stał na czele Konsultacyjnej Rady Gospodarczej w stanie wojennym i po jego zniesieniu, wierzył, że władza wreszcie zdecyduje się na reformy, nie był zwolennikiem „Solidarności” ani terapii szokowej prof. Balcerowicza. „To już nie była ta wizja gospodarki, o którą On walczył przez całe życie” – pisze prof. Łukawer. Cz.B. znałem jako dziennikarz i sąsiad (mieszkałem nieopodal, na Żoliborzu), dużo się o nim dowiedziałem ze „Zdania”. Miał piękną siwą czuprynę, a wokół niej aureolę jednego z nielicznych (obok Kaleckiego i Langego) polskich ekonomistów z pozycją międzynarodową.
 

Uparty Polak

Jako miłośnik Tuwima z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Leszka Żulińskiego o autorze „Kwiatów polskich”. Poeta – pisze Żuliński – mógł pozostać Żydem, przed wojną rozwijała się w Polsce kultura żydowska, w 1937 r. publikacje w języku żydowskim ukazały się w łącznym nakładzie 700 tys. egz., ale „Tuwim uparł się być Polakiem”. Uznał, że – jak pisał Artur Sandauer – „jedynym czynnikiem, który powinien (decydować) o przynależności jest samookreślenie jednostki”. Niestety, wiele racji miał Sartre, mówiąc, że „Żydem jest ten, kogo mają za Żyda”. A Tuwima, który był jednym z największych mistrzów ojczyzny-polszczyzny, mieli za Żyda ksenofobi i endecy.

„Mieli powody, żeby poetę nienawidzić. Stworzył w wielu wierszach straszny (acz celny) wizerunek drobnych, tępych, zadulszczonych i konserwatywnych mieszczan, odmalował panoramę prymitywnej polskiej prowincji, tych wszystkich miasteczek zapyziałych w swej wybałuszonej, otępiałej martwocie, wreszcie upodobał sobie kołtunerię narodową, która z chamskim impetem pchała się wszędzie: na salony i do parlamentu, do prasy i do Kościoła, do szkolnictwa i do ulepiania opinii publicznej. I to on właśnie, ten samozwańczy Katon polskiej świętej rzeczywistości, karmiony macą i cebulą, stal się Wielkim Nadwiślańskim Poetą” – pisze Żuliński. W samą porę na odsłonięcie pomnika Dmowskiego.

Czy pan nie widzi? Winni są Żydzi. Oto scyzoryk, rżnij pan kolego! Hejże do czynu narodowego!
 

Do przyjaciół w Kansas

Jako przyjaciel Jadwigi Maurer, pisarki i slawistki zamieszkałej od lat w Kansas, w USA, gdzie jest profesorem, z radością przeczytałem artykuł prof. Mariana Stępnia „Kazimierz – Monachium – Ameryka. O prozie Jadwigi Maurer.” Ze wzruszeniem wspominam wizytę w Chile prof. Maurer, znawczyni twórczości i życia Adama Mickiewicza, która uchodzi za jedną największych postaci polonistyki w USA. Przyjechała na zaproszenie polskiej ambasady w Chile, ale na własny koszt i bez żadnego honorarium, aby na tamtejszym uniwersytecie wygłosić odczyt o „Panu Tadeuszu”, pełen humoru i ciepła, jakie od niej emanuje.

Jadwigo, serdecznie Cię pozdrawiam, może te wirtualne pozdrowienia dotrą do Kansas, może akurat siedzisz na dworcu w Kansas City? Choć jak Cię znam, na pewno czytasz. Bądź zdrowa, w Polsce, z której wyjechałaś pół wieku temu, ciągle masz przyjaciół i czytelników.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 80

Dodaj komentarz »
  1. Szkoda, że tacy ludzie jak Czesław Bobrowski są zapomniani w dzisiejszej ekonomii. Zapewne przylepiono mu łatkę komunisty, ale przypominam, że takie coś jak komunizm nigdy nie weszło w życie!!! Próba jego wprowadzenia została od razu wypaczona i to co dziś nazywamy komunizem z jego właciwą formą nie miało nic wspólnego. Ten system gospodarczy miał poważny feler, a byli nim ludzie. Każda utopia zostaje w końcu „utopiona” w ich zachciankach, cwaniactwach i oszustwach. Najnowszy przykład to ostatnia rewolucja moralna IV RP.

    Jeżeli komuś wolny rynek nie przyniósł szczęścia bo stał się za stary i niepotrzebny w pracy, jego głos nie przważył szali w wyborach, a demokracja nie ma dla niego nic wspólnego z dobrobytem to polecam niedawno wydanę powieść portugalskiego pisarza-noblisty Jose Sarmagro „Esej o przenikliwości”. Naprawdę warto, szkoda tylko, że nie ma jeszcze tłumaczenia na polski.

  2. Dziękuję za ciepłe słowa o Tuwimie.

  3. Wiele wierszy Tuwima pasuje jak ulał do dzisiejszej rzeczywistości.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Saramago,Saramago… Czy to ten sam,który uważa,że jedyną nadzieją świata jest Kuba,ale sam – najwyraźniej kierowany masochizmem – bynajmniej nie zamierza porzucić swojej willi na Kanarach?

  6. W liceum wystawialismy (wiem, duze slowo, ale dla nas wtedy to bylo cos), a wiec wystawialismy „Kwiaty polskie” Tuwima. Nasz polonista szalal na jego punkcie, a my swietnie bawilismy sie Tuwimowa poezja, ktora dzialala na nas bardzo silnie i pozytywnie. To byl inny Tuwim niz ten, ktorego znaja wszystkie polskie dzieci. Coz, od tego byla szkola, zeby nas nie tylko uczyc i dyscyplinowac, ale rowniez pokazac, jak odkrywac swiat.

    Potem ktos z bliskich kregow rodzinnych zaczal obrzygiwac Tuwima (i nie tylko), wlasnie ze slusznych pozycji: katonarodowych, jedyniepolskich, wszechpolskich itp – znany wszystkim rowny scieg-sciek jadowitego belkotu. Oczywiscie zaczeto rowniez ode mnie wymagac, zebym i ja zygal na Tuwima (i nie tylko). Jednak zamiast dokonac aktu strzelistego w wyzej wzmiankowanym stylu wobec Tuwima (i nie tylko), zaciesnilem po prostu krag rodzinny. Definitywnie zyganie mi nie sluzy, tak jak nie sluzy mi kontakt z niektorymi czlonkow mojej rodziny.

    Mysle, ze katonska tradycje Tuwima, o ktorej Pan pisze, znakomicie kontynuuje Mrozek (oczywiscie na swoj sposob). Niestety, nie mam juz okazji sprawdzic, jak reaguje na Mrozka moj „siodmy krag” rodzinny. Byc moze podobnie, co wcale by mnie nie zdziwilo. W koncu ile to razy ma sie ochote zbic lustro, w ktorym sie ktos przeglada, a ochota przychodzi tylko dlatego, ze odbicie w zwierciadle dokladnie ukazuje, jakim sie jest naprawde…

    Profesor Bobrowski w latach 80-tych mogl po prostu zamilknac, i te cisze spozytkowac np. na przekwalifikowanie sie ze slusarza na teoretyka ekonimii, a nie sluzyc jako listek figowy rezimowi, ktory lapal sie wszystkiego i wszystkich, byle tylko przetrwac. Z drugiej jednak strony byc moze to wlasnie slusarstwo przy uzyciu klucza francuskiego i mlotka pieciokilowego, a nie finezyjne metody najbardziej pasowalo do tego, co zwyklismy nazywac ekonomia socjalistyczna.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  7. Panie Danielu, dzięki za ten tekst o ludziach, o których warto pisać. Miło się oderwać trochę od obecnej rzeczywistości, gdzie ,,strasznych mieszczan” chyba nawet więcej niż przed wojną. Pozdrowienia.

  8. Rzeczywiscie, Tuwim jak najbardziej na miejscu i o czasie, czytajac niektore wpisy mialam ochote odpowiedziec stosownym fragmentem, niestety nie mialam zbioru wierszy pod reka a balam sie cytowania nie do konca dokladnego. a przeciez „czemu sie wsciekasz moj WueRze?”, czy „psiakrew, ja sie martwie tym Stasiem!” pasuje jak ulal. O moich kuzynkach za to pozytywnie „mile zabki, skladam dank wam za to wasze quam, quam, quam…”
    pozdrawiam
    Stara Zaba

  9. Dziękuje za dobre słowa o Tuwimie! Pochodzę z Łodzi i jako lokalna patriotka jego właśnie uważam za mojego, własnego „wieszcza”. On teraz siedzi sobie na ławeczce na piotrkowskiej i uśmiecha się do wszystkich, którzy pamiętają..
    Pozdrowienia

  10. Czlowiek definiuje sie nie tylko przez znajomosc jezyka. Obywatelem kraju mozna zostac przez przypadek zamieszkiwania w nim. Narodowosc -to kwestia rasy i pochodzenia z danej grupy plemiennej. Wreszcie istotne jest wyznanie, ktore w wiekszosci wypadkow jest kwestia rodzinnej tradycji a wieku dojrzalszym rowniez kwestia wyboru. Tuwim byl mistrzem polskiego jezyka i polskim obywatelem narodowosci zydowskiej. Trudno jednak twierdzic, ze byl Polakiem w sensie narodowym. Nie wydaje mi sie zreszta by on sam sie za takiego uwazal.

    Lza sie kreci w oku. Polska miala tak wielu wybitnych ekonomistow. Oskar Lange, Hilary Minc, Wlodzimierz Brus, Czeslaw Bobrowski. Wszyscy oczywiscie o miedzynarodowej slawie i oczywiscie przesladowani za za niewlasciwa narodowosc przez ten wstretny rezim. Trudno tylko zrozumiec dlaczego ta biedna polska gospodarka nie mogla jakos nigdy stanac na nogi majac tak wybitnych sternikow. Szczescie prawdziwe, ze wreszcie po obaleniu czerwonego terroru gospodarczego nasze orly ekonomiczne pokaza co potrafia. Pierwsze wyniki juz sa: Polskie zadluzenie zagraniczne w roku 1989 wynosilo okolo 80 mld USD. Rozmowy londynskie pozwolily ta sume zredukowac do polowy. A oto dane NBP dotyczace zdluzenia zagranicznego kraju za ostatnie 10 lat:
    1995- 52,511 mln USD, 1996- 47,541 mln USD, 1997-49,647 mln, 1998-59,177mln, 1999-65,443 mln, 2000- 69,463mln, 2001- 71,971mln, 2002- 84,875 mln, 2003- 106,961 mln, 2004- 129,422mln, 2005- 132,061 mln USD. Wszystko to pod bacznym okiem tytanow mysli ekonomicznej z NBP i Rady Polityki Pienieznej.

  11. Ciepło i normalnie.

    Na szczęście komunistom nie przyszło do głowy posyłać Tuwima na barykady, jak to uczynili „prawdziwi patrioci” m.in. z Baczyńskim.

    Pozdrawiam

  12. Jacobsky pisze: „Profesor Bobrowski w latach 80-tych mogl po prostu zamilknac, i te cisze spozytkowac np. na przekwalifikowanie sie ze slusarza na teoretyka ekonimii, a nie sluzyc jako listek figowy rezimowi, ktory lapal sie wszystkiego i wszystkich, byle tylko przetrwac.”

    Zawsze i wszędzie znajdą się idealiści, którzy bez względu na okoliczności chcą działać „dla dobra”, dobra takiego, jak je rozumieją i na ile starcza im wiedzy i umiejętności.

  13. Antunes, Antunes, Antonio Lobo Antunes! Nie, nie Antonio w życiu by tak nie powiedział, a może to ta nagroda Nobla która przeszła mu koło nosa i wylądowała w rękach Saramago. Antonunes nie przejmuj się, ty też dostaniesz! Wtedy Jose zaprosi cię do swojej „willi” na Knarach i razem opijecie swoje sukcesy, oczywiście Maderą!!!

  14. Jak widze sa jeszcze w Polsce ludzie, ktorych serce bije z lewej strony. Cieszy mnie to niezmiernie.

  15. Szanowny Panie Danielu!
    Takich wlasnie inteligentnych, taktownych sygnalow o problemie bycia Polakiem, kiedy sie ma inne korzenie, oczekiwalem…
    Sledze sporadycznie (emigracja) Panskie artykuly od lat. Zaczalem pewnie, jezeli sobie dobrze przypominam, od wspanialego reportazu z wojny wietnamskiej. Nim mnie Pan do siebie przywiazal. (Jak te lata szybko przemijaja!)
    Panska inteligencja, polski sposob myslenia fascynowaly. Czesto rozmyslalem, co tkwi glebiej…
    Powyzsza wypowiedzia – miedzy wierszami – opowiedzial mi Pan o sobie. Pieknie dziekuje!
    Szkoda, ze Agata nie przejela po ojcu temperamentu politycznego i zainteresowan.
    A moze by tak zastanowic sie, kiedy w naszej Ojczyznie doczekamy sie jakiejs Indiry Ghandi albo chocby Angeli Merkel? Gdzie sa te wybitne polskie dziewczyny? Czyzby byly wylacznie piekne?
    Z cala sympatia
    Stefan

  16. cd.
    PS Skonczylismy z Tuwimem to samo liceum. Z pewnym jednak poslizgiem czasowym…
    Stefan

  17. Super! Dzis Tuwim by sobie popisal, oj popisal! Podobno (wg. Rzepy) jestesmy bardzo maloantysemitycznym narodem. Bardziej maloantysemitycznym niz Francuzi. Ciekawe jak sie mierzy ten ujemny antysemityzm. Moze liczba pomnikow?

  18. Antykatoliku!
    Twój tekst jest wyjątkowo obrzydliwy. To niby przywódcy Powstania Warszawskiego posłali Baczyńskiego na barykady? I to według Ciebie są ci „prawdziwi patrioci”? KKB był u Rudego od 1943 r., a na Pl. Teatralnym sam się zgłosił do oddziału.
    Bobola!
    Już była na ten temat dyskusja u Pana Kuczyńskiego, a Ty znowu swoje. Zadłużenia nie bada się według liczb bezwzględnych, tylko według relacji do PKB.

  19. Panie Danielu, jak Pan by to skomentował? :

    http://fakty.interia.pl/prasa/news/ministerstwo-milosierdzia,819594,16

    „Po 500 zł dofinansowania do codziennych wydatków na życie dostali wszyscy pracownicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tym, którzy mają dzieci, wpadnie dodatkowo po 200 zł na każde”

    Czy tak ma wygladać tanie państwo w wydaniu minister Fotygi?

  20. Panie Danielu !
    Myślałem, że „Zdania” już nie ma. W latach 70 -tych czytywałem regularnie, bo znakomite w treści i niosące intelektualne wartości lewicowe. Szkoda i Kuźnicy która nadawała ton dyskursu w tamtych czasach bardzo delikatnie krytykująca sobiepaństwo ówczesne. Na tyle pozwolono. Poszukam, przeczytam, dziękuję i pozdrawiam.

  21. Bobola
    A co to jest za dziwny twór: „Polak w sensie narodowym”? A jeśli „żydem jest ten kto faktycznie jest uważany za żyda”, no to może Sartrowi chodziło o wykładnik pozycji społecznej, ale w takim razie, przekładając na nasze realia, to jest już nobilitacja Żydów w Polsce, bo żeby zostać Żydem, trzeba być Polakiem i trzeba mieć pozycję w rządzie, wykształcenie wyższe i jakiś większy majątek. W przedwojennej Polsce jak dowiaduje się z pierwszych pism Romana Dmowskiego, żydem mógł być tylko faktor zausznik szlachcica. Jak widać nastąpiło zupełne odwrócenie sytuacji do tej w jakiej znajdował się J. Tuwim. Odwrócenie to dotyczy także wizerunku Romana Dmowskiego, bowiem we wstępie do jego dziełka Polityka Polska Odbudowanie Państwa wyd. Pax Warszawa 1989 czytam: ” Nie było w nim nic z żenującej zaściankowości, anachronizmu i wąskiego zapatrzenia się wyłącznie w sprawy polskie. I przy tej okazji także nasuwa się uwaga, iż tkwił tu zaskakujący paradoks: u polityka zwanego ojcem nacjonalizmu polskiego manifestowała się przecież w najwyższym stopniu owa charakterystyczna światowość czy europejskość nieosiągalna w tym stopniu dla innych polskich polityków tej epoki.”

  22. Co to znaczy „być Polakiem w sensie narodowym”? Jeśli możesz, Bobola, wyjaśnij to.

  23. No, wlasnie: „ja sie martwie tym …Bobolą” – mowilam, hi, hi, ze pasuje jak ulał 🙂 🙂 🙂

  24. Tuwim Tuwim… Strofy w sam raz na tablicę gdzieś niedaleko pomnika Romana Dmowskiego:

    Pogrzeb prezydenta Narutowicza

    Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni.
    Z Bogiem byli w sojuszu, a z morderca w pakcie,
    Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni,
    Chodźcie, głupcy, do okien – i patrzcie! i patrzcie!

    Z Belwederu na Zamek, tętnicą Warszawy,
    Alejami, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem,
    Idzie kondukt żałobny, krepowy i krwawy:
    Drugi raz Pan Prezydent jest dzisiaj na mieście.

    Zimny, sztywny, zakryty chorągwią i kirem,
    Jedzie Prezydent Martwy a wielki stokrotnie.
    Nie odwracajcie oczu! Stać i patrzeć, zbiry!
    Tak! Za karki was trzeba trzymać przy tym oknie!

    Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
    Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
    Twarze wasze, zbrodniarze – i niech was przywita
    Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.

  25. Bobola, wykrywaj, wykrywaj złych ludzi wytrwale. Dbaj o czystość moralną, śledź-że łże-elity.

    Si vitam inspicias hominum, si denique mores, cum culpant alios, nemo sine crimine vivit. Temporibus peccata latent, sed tempore parent.

  26. a to tak od pana Tuwima..

    Znów to szuranie, bełkotu chór,
    Znów na ulice wylazło z nór
    Dwieście tysięcy, trzysta tysięcy
    Poprzebieranych świątecznych zmór.

    Zieje pustynią zeszklały wzrok,
    W otchłań zapada każdy ich krok,
    W ultra-kolorach, w meta ubiorach
    Łażą rozwlekle przez cały rok.

    To oni – sprawcy brzuchatych bab,
    Sznycla, gazety, tryumfów, klap,
    Skrótów, paszportów, forsy i sportów,
    Słowa „gustowny” i słowa „schab”.

    To oni – naród, społeczność, wiek,
    Styl i epoka, i dziejów bieg,
    Ten sam odwieczny wróg niebezpieczny,
    Podsłuch powszechny, masowy szpieg.

    Rozstąp się, bruku upiornych miast!
    Rozstąp się, niebo, zbrojownio łask!
    Biesa tępego, biesa głupiego
    Oświeć i przeraź gradem swych gwiazd!

  27. Na blog Daniela Passenta zaglądam coraz rzadziej. W pewnej chwili postanowiłem przekonać się, jaka jest postawa innych dziennikarzy w kwestii autolustracji. Jako zwolennik lustracji osób publicznych (a zwłaszcza dziennikarzy) zadałem to pytanie różnym dziennikarzom prowadzącym blogi, bez względu na poglądy polityczne tych dziennikarzy czy moją do nich sympatię lub jej brak. W związku z tym kwestia czy pan Daniel Passent wystąpił, czy też nie, o status pokrzywdzonego stała się jedną z wielu, a moje pytanie do pana Passenta zmieniło też trochę charakter. O ile poprzednio chodziło głównie o wyjaśnienie krażących plotek o TW w redakcji „Polityki”, to teraz jedynym celem pytań jest sprawdzenie stosunku dziennikarzy do autolustracji, czyli generalnie o transparentność osób publicznych (jakimi dziennikarze są niewątpliwie) w tej właśnie sprawie.
    Dlatego też przestaję dręczyć pana Daniela dopiskami i pytaniami o status pokrzywdzonego. Przyjmuję do wiadomości, że pan Daniel zignorował moje pytanie.

    Ryba wytknął mi kiedyś, że „Twoje wystąpienia są zanadto agresywne. Nie ma w nich treści i humoru.” Co do braku treści się nie zgadzam, ale postanowiłem rady wziąć sobie do serca 🙂 Za pokutę pochwalę 3 razy wpisy pana Daniela 😉

    pozdrawiam
    Bernard

  28. Glosie zwykly i inni;

    Wydaje mi sie, ze pisze dosyc jasno. W Polsce mieszkaja ludzie roznych narodowosci w tym, zapewne ku ubolewaniu niektorych, rowniez narodowosci polskiej. Okreslenia Polak uzywa sie w dwoch znaczeniach: 1) czlowiek nalezacy do polskiej grupy narodowosciowej 2) obywatel panstwa polskiego.
    Interesujacy was fragment zdania odnosi sie do znaczenia numer 1.

    Antykatoliku;
    O ile wiem, patrioci mieli szczere intencje wyslania Tuwima z butelka benzyny na czolgi ale niestety uciekl im do Rio de Janeiro w roku 1939. Wrocil do kraju po wojnie gdzie zostal piewca rezimu.

    Torlinie;
    Podziwiam Twoj optymizm. O ile moge wierzyc tygodnikowi The Economist , Nov.11, 2006 str. 114 Polska ma w dalszym ciagu ujemny bilans handlowy (za rok 2005 wynosil on -3.6 mld USD). Jak z tego wynika polski eksport nie zarabia nawet na obsluge zadluzenia.

  29. Zdolny byl Tuwim i kochal Polske.

    Jest i w New Yorku ten specyjał
    I wódkę-m już pod niego pijał,
    Lecz wódka nie ta i śledź nie ten,
    I nie ta aura nad bufetem,
    I nie ja nawet… Mówiąc krótko:
    Nam w Polsce, śledziu! w Polsce, wódko!

  30. W czasach, gdy w moim Zagłębiu najbardziej dostępną prasą była „Trybuna Robotnicza”, „Wieczór” i „Panorama” pani Henia z kiosku „Ruchu” rezerwowała dla mnie reglamentowane „Zdanie” i „Tygodnik Powszechny”. Jak to mozliwe, by w mieście z takimi tytułami królowali Ziobry i Rokity?

  31. Panie Danielu – nie wiem, czy ktokolwiek zainteresowany znajdzie tą książkę poza biblioteką. A ja mam: Czesław Bobrowski, „Wspomnienia ze stulecia” , Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1985, Wydanie I, Nakład 19 650 + 350 egz. (cena 250.- zł).

  32. Badgerze!
    Poproszę o tłumaczenie, nie posiadam łaciny.
    Do wszystkich!
    Bobola jest prowokatorem, a Wy lecicie do niego jak ćmy do światła. On się odżywia Waszymi sprzeciwami.
    Inna rzecz, że nasi narodowcy to mają ciężki orzech do zgryzienia. Gdzie nie spojrzeć wygląda I Rzeczpospolita, wielonarodowa, wieloreligijna, tolerancyjna, przyjmujaca wszystkich: Żydów, Starowierców, Holendrów, Tatarów, Ormian. Polska kultura wbrew pozorom miała wielką moc przyciągania.
    Jak wymienić największych polskich językoznawców bez wypowiedzenia słów: Aleksander Brückner, Samuel Bogumił Linde, Oskar Kolberg. Jak powiedzieć o najpiękniejszych strofach dziecięcych bez wypowiedzenia słów: Julian Tuwim, Jan Brzechwa (właściwie Jan Wiktor Lesman – brat Leśmiana).
    I tak mógłbym ciągnąć w nieskończoność.

  33. A mnie się wydaje Panie Redaktorze, że najawżniejszym w tym wszystkim, w tym chaosie jaki nas coraz bardziej ogarnia (gdzie tragedia z Rudy Śląskiej przeplata się z burleską kolorowych „piśmideł” i treści – infantylnych – tam zawartych i brutalnością tabloidow) w postępujacej dyspersji wartości, poglądów i mniemań, jest dystans jaki winno zawsze się zachowywać do wszystkich zdarzeń. I tych tragicznych i tych komicznych. Głupich i mądrych. Brutalnych i ckliwych. Tragedia z Halemby skłania mnie do przewrotnej moze, niektórzy stwierdzą iz jest to nie na miejscu, opinii o istocie zysku w wolnorynkowej gospodarce, której społeczeństwo chciało…..On przecież określa w ostatecznej warstwie całość procesów gospodarczych. Reszta jest tylko jego funkcją. Rentowność nigdy nie idzie w parze z altruizmem. To istota szkoły chicagowskiej, która zwyciężą od 1/4-wiecza w skali całego globu.
    To samo dot. tych kwestii z „gatunku” nadbudowy, o ktorej Pan Redaktor wspomina w dzisiejszym tekście. Tuwim, Bobrowski, Maurer. Egzaltacje których jesteśmy świadkami w mediach (i na forach dyskusyjnych również – ot, choćby Bobola), zarówno w przypadku Halemby jak i sukcesów polskich piłkarzy bądź siatkarzy są tak samo teatralne, jak i „chwilowe”. Podgrzewając nastroje, od „newsa” do „newsa”, „publikatory” (tak – było kiedyś takie określenie), banalizują zarówno wymiar katastrofy jak i wzniosłość sukcesu. Wszystko jest teraz chwilą, brak tylko głębszej refleksji. Nie ma po prostu na nią czasu, miejsca, a takze – nie jest „rentowna” (bo moze doprowadzić do zbyt radykalnych i niepotrzenych z punktu widzenia zyskobiorcy wniosków ?). Ale „…od kiedy namnożyło się fałszywych sędziów, przybyło także fałszywych świadkow” (jak mawiał Ester Rabba 1, Talmud). Pozdro.

  34. Myślę, że warto zadedykować niektórym komentatorom wierszyk
    Juliana Tuwima:

    NA PEWNEGO ENDEKA
    CO NA MNIE SZCZEKA

    Próżnoś repliki się spodziewał,
    Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
    Nie powiem nawet:”Pies cię j…ł” –
    Bo to mezalians byłby dla psa.

    1934

  35. Mam poważne pytanie do Boboli:
    Drogi Bobolo! proszę wyjaśnij mi, jakiej narodowości byli pierwsi rodzice: Adam i Ewa? Czytając Twoje wpisy pytanie to wciąż, natrętnie jak jakiś mazurski komar kłuje mnie i swędzi, nawet już jakieś bąble mam.
    Zajrzałam do Gałczyńskiego „Gdyby Adam był Polakiem”, ale wątpliwości są tak, jak były. Pomóż – jesteś mądry i wykształcony. Proszę….

    I jeszcze jedno pytanie, zadane przez mojego ukochanego Tuwima:
    „Jedno pytanie tylko – szorstkie
    Lecz zasadnicze: czemu w tej
    P o t ę ż n e j f i r m i e, w p r z e d s i ę b i o r s t w i e
    Ma Duch, Ideał wodzić rej?”
    a chwilkę wcześniej:
    „Jak rząd – to rząd. W rządzenia sztuce
    Chirurgiem trzeba być i – ciach!”

    Mam wrażenie że myślał tu o sławetnej brzytwie Ockhama.

    Tuwim był wielkim polskim patriotą. Nie wyobrażał sobie życia poza Polską.
    Kochał Ją wielką, mądrą miłością, widząc zarówno Jej piękno, jak brzydotę, wielkość i nikczemność. Wiele dla tej miłości wycierpiał i wiele swej Ojczyżnie podarował. Jego wierszy dla dzieci nikt nie jest w stanie wymazać z naszej świadomości. Wiele z Jego strof pozostaje aktualnych. Dokonania z dziedziny słowotwórstwa, tłumaczenia z języka rosyjskiego, są nie do przecenienia.

    Poezja Tuwima i Gałczyńskiego towarzyszy mi właściwie od zawsze.
    Są to najbardziej zaczytane tomiki w moim księgozbiorze.
    Oni sami za sobą nie przepadali, ale ich wiersze były i będą czytane jeszcze długo. o wiele dłużej niż te, które obecnie są takie słuszne i wielkie. Oni pisali o rzeczach nieprzemijających i zawsze interesujących dla ludzi o zacięciu humanistycznym.
    Dzięki Panu Danielowi za temat odbiegający od potwornie męczącej i tak paskudnej kampanii wyborczej, od strasznej tragedii górniczych rodzin, od kolejnych posunięć naszych elit rządzących.

    Może kiedyś przypomni nam Pan sylwetkę i dzieło innego, niepospolitego Polaka? Tadeusza Żeleńskiego – Boya?
    A może to zbyt niebezpieczne w naszych czasach?

  36. Bobola!
    Nie zauważyłem Twojego wpisu z 2.26. Otóż poziom zadłużenia mierzy się stosunkiem tegoż zadłużenia do PKB. I do tego nic nie ma ujemny bilans handlowy. Pomieszało Ci się z czasami komunistycznymi, gdzie jedynym źródłem dewiz był eksport, i to jeszcze do tego dokonywany poniżej kosztów.

  37. W czasach real-socjalizmu była w rozliczeniach eksportu stosowana specjalna waluta: ZŁOTÓWKA DEWIZOWA!!! Parę razy zadawałam różnym znajomym ekonomistom pytanie:co to jest i jaka jest tego czegoś realna wartość???
    Odpowiedzi nigdy nie uzyskałam – to chyba jasne!
    Po prawdzie, to na proste (naiwne?) pytania bardzo rzadko otrzymujemy odpowiedzi… Coś w tym jest…
    A może Bobola wie?

  38. Torlinie;
    Wydaje mi sie, ze powtarzasz czyjes opinie bez zrozumienia problemu. Jezeli w ten sposob prowadzisz swoj budzet domowy to moge tylko Ci wspolczuc. Tworzenie nowych wskaznikow droga dzielenia monotonicznie rosnacej wielkosci zadluzenia przez GDP mialoby sens gdyby zmiany GDP wzgledem czasu byly rowniez monotoniczne. Ale tak nie jest Polski GDP jest funkcja oscylujaca co powoduje tylko, ze wskaznik zdefiniowany powyzej bedzie amplifikowal oscylacje zacierajac istote problemu. Wez dane statystyczne i zrob wykres to sie przekonasz. A co do zarabiania dewiz w ten czy inny sposob: Polska stanowi uklad finansowy, ktory pozycza na koszty swojej operacji z ukladow zewnetrznych a takze importuje towary (uogolnione) . Aby to zadluzenie splacic musi sprzedawac swoje produkty ( w sensie uogolnionym tj towary i uslugi) jezeli wartosc
    tej wymiany jest negatywna to kraj nie ma szansy na wyjscie z dlugow. Obsluga dlugu moze byc splacana nowymi pozyczkami ale to tylko pogorszy sprawe. Przemysl to na przykladzie domowego budzetu, powiedzmy kupujesz na kredyt umeblowanie mieszkania. To co nie ma sensu w malej skali nie bedzie mialo dobrych wynikow w duzej.

  39. Bobola:
    gdybym był wierzący, napisałbym: Dzięki Bogu!

  40. TesTeq,

    … i dlatego nie musze zachwycac sie wszystkimi idealistami lub idealistami w ogole. Obok idealow sa jeszcze realia… Kto chce, ten je widzi.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  41. Bobola!
    nie będę pisał referatu, bo tego problemu nie da się opisać jednym zdaniem. Wprawdzie link dotyczy 2004 roku, ale problemy tam poruszone są aktualne (zmieniło się tylko to, że jesteśmy w Unii Europejskiej)
    http://forum.wprost.pl/ar/?O=336449&NZ=1
    http://www.nbp.pl/publikacje/bank_i_kredyt/2000_05/czepiel.html

  42. Torlinie
    „Jeśli przyjrzysz się życiu i obyczajom ludzi, którzy wciąż doszukują się win u innych, zobaczysz, że nikt nie jest bez winy”
    „Przewiny przez jakiś czas mogą być ukryte, z czasem jednak wychodzą na jaw”
    źródło: Distichia Catonis.

  43. Badger!
    Bardzo dziękuję, ale musisz mieć świadomość, że tak długie cytaty łacińskie (powiedzenia) są dla przeciętnego Polaka nieczytelne.
    Widzisz, takie cytowanie niesie ze sobą pewne ryzyko. Postanowiłem zobaczyć, co to jest w ogóle „Distichia Catonis” i Google … nie wyświetliło mi ani jednej odpowiedzi w języku polskim. Przypuszczalnie jest to „Disticha Catonis”.
    Ale jeżeli znasz na pamięć ten cytat łaciński – chapeau bas!

  44. ja tak ogolnie…jakze milo czytac cos madrego i ladnego (prawda,ze „ladne”to jakies takie miluskie slowo?) po tych transfuzjach nienawisci dnia powszedniego.Dziekuje,panie Danielu.Przy okazji-pozdrowienia od wiernej grupki czytelnikow z Holandii,Ania

  45. Witam póżnym wieczorem
    Nikt z nas nie jest doskonały. Psychologiczne rysunki literackich postaci uświadamiają mi ciągle różnorodność i bogactwo psychiki ludzkiej. Wszystko jest możliwe – dany człowiek w danym momencie ma swoje motywacje, które mogą mnie przekonać. Kochamy swoich przyjaciół mimo ich wad, akceptujemy inność -ten mikrokosmos, który staramy się zrozumieć. Nie dostrzegamy ułomności fizycznej, jeśli przebija ją siła osobowości. Uwiedziona narracją swojego profesora, nie zauważałam, że na nogach ma zwykłe gumofilce, prof.M. w bawelnianych pończochach poskręcanych w obwarzanki też mnie nie niepokoiła – biła z niej dobroć, ciepło i pasja.
    Czasem jesteśmy po stronie Leonów Zawodowców i bohaterów „Długu”
    Chcę przez to powiedzieć, że protestuję kiedy z życiorysów ludzi wyciąga się fakty, na które ci ludzie nie mieli wpływu, że ocenia się zdarzenia, ktore i tak zdeterminowały na całe życie ich losy.Pasje, twórczość, wkład do historii kultury i nauki – to powinno się liczyć. Tyle wokół nas małotkowości i rozczepiania włosa ….Za WODNIKIEM 53 proszę więc: więcej refleksji, życzliwości…
    Pozdrawiam . Też Wodnik Halszka
    które

  46. Niezawodny Bobola nas uraczyl: ze narodowosc to kwestia rasy i przynaleznosci do danej grupy plemiennej.

    Zapomnial dodac, ze narodowosc to jeszcze kwestia obwodu czaszki i dlugosci nosa. Za malo uwaznie, widac, przestudiowal ustawy norymberskie.

    Moze zna za malo liter? Z tego, co smaruje, wynika, ze istotnie nie zna ich wiele.

  47. Bernard pisze:
    2006-11-23 o godz. 00:57

    Na blog Daniela Passenta zaglądam coraz rzadziej.
    Tak trzymać Bernardzie i po drodze weź Bobole.

  48. Bobola. Polecam dokładniejszą analizę rubryki inwestycji zagranicznych. Gdy już odkryjesz zdradziecki napływ zagranicznego kapitału to zwróć też uwagę na zmianę kursu walutowego. Chyba nie za bardzo rozumiesz znaczenie terminu monotoniczność. Funkcja przechodząca w czasie przez wszystkie wartości przytoczonej przez ciebie statystyki nie jest ani monotoniczna na wartościach nominalnych ani na przyrostach. Z tego co wiem funkcja przedstawiająca zarówno nominalny jak i realny (roczny) PKB jest monotoniczna. Jednym słowem Bobola : Nie zamienią się w kawior pędraki, bo układ taki. Ja też lubię wrony!

  49. Torlinie;
    Dziekuje za odnosniki. Sa troche przestarzale ale opinie ekspertow mowia dokladnie to co ja. Oto przyklad z pierwszej wypowiedzi z forum wprost:
    „W nadchodzących latach zwiększać się będą jednak spłaty długu zagranicznego Skarbu Państwa. Sama spłata rat kapitałowych osiągnie wysoki poziom – w 2004 r. – 2,6 mld USD, w 2005 r. – 2,8 mld USD, w 2006 r. – 3,2 mld USD, w 2007 r. – 3,6 mld USD, a w 2008 r. – 4,1 mld USD. Nie są to jednak pełne koszty obsługi zadłużenia Skarbu Państwa, ponieważ nie obejmują spłat z tytułu odsetek. Aby uzyskać środki na ten cel, konieczny będzie wzrost wpływów z eksportu towarów i usług. Ponadto potrzebne będzie zaciąganie na światowym rynku finansowym nowych kredytów, aby móc spłacać stare zobowiązania. A warunki, na jakich będzie można je otrzymywać, w tym wysokość oprocentowania, zależeć będą od oceny wiarygodności Polski. Od 2009 r. będzie już lżej. Spłata rat kapitałowych długu zagranicznego Skarbu Państwa spadnie wtedy do 2,3 mld USD, w roku następnym wyniesie 1,6 mld USD, a w 2011 r. osiągnie poziom 1,5 mld USD. ”

    Jak wskazuja dane z bilansu handlu zagranicznego Polska w dalszym ciagu nie generuje nadwyzek z wymiany towarow (uogolnionych) a wiec zaciagniete kredyty nie zaowocowaly znaczacym zyskiem, ktory moglby sluzyc na splate i obsluge zadluzenia. Pamietaj, ze zobowiazania kraju nie sa regulowane w formie wskaznikow gospodarczych tylko w zywej gotowce, ktora musi pochodzic z jakiegos zrodla. Kapital narodowy mozna wyprzedawac tylko do pewnego poziomu. To, ze ekonomisci podaja „nowe krzepiace dane ” bo wprowadzili znieksztalcony wskaznik zadluzenia nie znaczy, ze sytuacja jest zadawalajaca.

  50. Jacobsky pisze: „… i dlatego nie musze zachwycac sie wszystkimi idealistami lub idealistami w ogole. Obok idealow sa jeszcze realia… Kto chce, ten je widzi.”

    Ależ oczywiście, że nie musisz. Ja tylko zwracam uwagę na fakt, że są tacy ludzie, którzy coś robią dla idei, a nie dla pieniędzy, stanowisk, czy uznania innych. I nawet jeśli nie zgadzam się z ich poglądami, to postawa taka budzi mój szacunek.

    Oczywiście można tu od razu podać parę przypadków idealistów, którzy dla idei popełniali zbrodnie, więc zastrzegam od razu, że idealiści-zbrodniarze nie budzą mojego szacunku.

  51. Spory o polskie zadłużenie są nęcące, krzyżują się ekonomiczne szable. Tymczasem ukochany rządzący PiS bez rozgłosu wraca do dawnego. Po cichu, autoporawką do nowelizacji ustawy o finansach publicznych, likwiduje audyt wewnetrzny we wszystkich jednostkach finansów publicznych – oprócz ministerstw, gdzie audytorom amniejsza wymogi kwalifikacyjne (dawniej musieli zdawać egzaminy w MF – teraz wystarczy „doświadczenie” i poparcie szefów). W ten sposób poluzowuje sie kontrolę wydawania pieniedzy publicznych i udostepnia sie je bardziej swoim. Kłopot może mieć nowy urząd antukorupcyjny, chyba, że też bedzie kontrolował według przynależności partyjnej i rodzinnej… Panie Redaktorze KTT – Pan ogarnięty refleksją ucieka w bogate wnętrze, a dookola dom Panu (i nam) rozbierają…

  52. Boboli ku uwadze!
    Przez wiele lat, z ciekawości, badałem losy swojej rodziny wywodzącej się z Mazowsza. W 12 pokoleniach spisałem ponad 1000 osób. Wśród spokrewnionych rodzin są przedstawiciele 4 ras (białej, czarnej, czerwonej i żółtej), oraz 23 narodowości. Przez nasze ziemie przewaliło się tyle armii, tylu ludzi, że złudne staje się pojęcie „czystości” narodowej, a tożsamość narodowa – nie wynika z prostego rachunku.
    Zajrzyj więc Bobolo do swojego rodowodu, i nie opluwaj swych przodków!
    Juran

  53. TesTeq,

    szacunek to jedna rzecz. Zachwyt – to rzecz inna 🙂

    Pozdrawiam,

    jacobsky

  54. Panie Passent.
    Stawianie Czesława Bobrowskiego obok Oskara Langego i Michała Kaleckiego podług miary ich pozycji międzynarodowej świadczy o tym, że pańska “wiara w ekonomię” jest dość płytka – bowiem Lange spędził życie na tworzeniu modnych wonczas teorii symulowania rynku (jego funkcji alokacyjnej) metodami planistycznymi (jego zawziętym kontynuatorem był zapewne Władysław Baka), zaś Kaleckiego jest slynny z tego, ze byl prekursorem keynesizmu, o potem najbardziej lewicowym przedstawicielem tej szkoły, a Bobrowski był jedynie mało znanym w świecie “ślusarzem” centralnego planowania. W Marcu rozpaczaliśmy, że ZOMO go poturbowało przed BUW-em, a na strajkach chodziły opowieści jak to wygnany w latach 50-tych z kraju tułał się po Meksyku i zarabiał nalewając benzynę w przydrożnej stacji. Czy to prawda? Trudno sprawdzić, ale śladów jego dorobku w ekonomicznych annałach też nie znajduję.

    A już mierzenie ekonomistów podług tego jak bardzo nie zgadzają się z “terapią szokową”, czyli natychmiastową walką z hiperinflacją, dowodnie wskazuje na pańską przynależność do jakieś ortodoksyjnej albo woluntarystycznej sekty.

    Pan Bobola chyba też do tej samej sekty należy. “Wyprzedaż kapitału narodowego” – oto jeden z modlitewnych wykrzykników powtarzanych przez jej członków do znudzenia. Zadłużanie się kraju jest zjawiskiem częstym, gdy kraj jest na dorobku. Tak robiły Stany Zjedn. ponad 100 lat temu, tak nadal robi zamożna Irlandia. Zaś w Polsce zagraniczny kapitał finansowy jeszcze nie zaowocował w pełni, nie nasycił gospodarki, ani Polaków. Polska nie jest jeszcze tam gdzie Irlandia. Irlandia zadłużała się kilkanaście razy szybciej na głowę mieszkańca niż Polska, wyprzedawała kapitał ludzki firmom wysokiej technologii, aż osiągnęła poziom, o którym Kołodko pisze, że Polska osiągnie za 20 lat, jeśli będzie się rozwijała w tempie 5,7% rocznie (brawo rachmistrz Kołodko!). Bobolo, nie chodzi o wielkość długu, lecz o jego alokację, zastosowanie w rozwój, a nie tylko na zapomogi dla narzekającej ludności. I to nie NBP/RPP powoduje, że zadłużenie rośnie tak szybko, i niezbyt produktywnie. To rząd RP tworzy zadłużnie budżetowe, to rządy Oleksego, Cimoszewicza, Buzka i Millera nakręciły tę spiralę niewykorzystania polskich możliwości. Natomiast NBP stworzył idealne warunki monetarne na jakie było go stać. Oto wskaźnik inflacji w PL jest taki jak w każdym normalnym OECD-wskim kraju. Dzięki stabilnej wartości złotego (nawet premier Kaczyński o tym wspomina na uroczystościach) gospodarka rośnie – mogłaby szybciej, gdyby rządy zrobiły coś ze strukturą wydatków państwa, biurokracją i infrastrukturą; bezrobocie spada – też mogłoby być niższe, pomijam szczegóły co rząd powinien zrobić w tej sprawie; wymiana handlowa z rozwiniętą Unią rośnie. Pieniądz i gospodarka trzymają się mocno, to administracja jest zapyziała i hamuje rozwój, opieka społeczna nieudolna i niewłaświe ustawiona marnuje zasoby kraju.

    Ale tam, sekciarstwu nie dasz rady.

  55. Dodac warto jeszcze, ze rzad/panstwo/kolejne RP zaciagaja dlug panstwowy, za ktory zaplaci kiedys polski podatnik. Lecz niskie oprocentowanie tego dlugu jest efektem dzialan stabilizacyjnych NBP, najpierw efektem terapii szokowej, a potem ustawicznemu parciu pod prad post-PRLowskiej mysli ekonomicznej, az do wybicia sie na stabilna, wartosciowa walute. Teraz czas na zastapienie jej euro, ale sekty sa innego zdania.

  56. Panie Redaktorze, jak zwykle z uwagą przeczytałem Pański tekst.
    Wydaje się, że wielu dziennikarzy bardzo jednoznacznie i twardo wyraża swoje poparcie dla tych wszystkich działań a raczej błędów rządu. To jest w tej chwili najgroźniejsze dla kierunku biegu wypadków już po samorządowych wyborach. Jest to dość liczna grupa, która ze względu na swoje kwalifikacje znajdowała się w głębokim cieniu życia publicznego. Dzisiaj natomiast jest to coraz liczniejszy zastęp “gwiazd” współczesnych mediów. Wszystkie działania ekipy rządzącej potrafią wytłumaczyć i wybronić. Wiedzą doskonale, że poziom ich odbiorców może to kupić i stąd ich determinacja. Uważają ponadto, że ewentualni następcy u steru będą postępowali dokładnie tak jak obecna ekipa, tylko ostrze krytyki ich uderzy. Warto o tym wiedzieć. Kilka lat temu, w jakimś jeziorze capnięto rybę-dziwo, prehistoryczne monstrum, które – zdaniem uczonych – nie powinno było żyć od ładnych paru milionów lat, a jednak – jak się okazało – żyło, i nieźle się miało. W jaki sposób bezczelna ryba przetrwała wszystkie kataklizmy, które zmiotły z powierzchni Ziemi jej krewnych i znajomych nie wspominając już o potężnych dinozaurach? Nie wiadomo. Pewne jest jedno – musiała się bestia nieźle ustawić. Rzeczona ryba nie była zresztą jedynym znaleziskiem tego rodzaju, zdarzały się podobne wcześniej i pewnie jeszcze się zdarzą, a nazywa się podobne przypadki „żywymi skamielinami”. W naszym niesamowitym kraju też natknąć się można na „żywe skamieliny”, by daleko nie szukać – uczucia obcowania ze swego rodzaju „żywą skamieliną” doświadczam zawsze, gdy na ekranie telewizora pojawia się pan Daniel Passent – weteran PRL-owskiej publicystyki czynny od lat 60-tych XX wieku (a – kto wie? – może popełnił coś jeszcze w latach 50-tych?). Dlaczego czepiłem się akurat Passenta, chociaż od „żywych skamielin” i to gorszego autoramentu aż się roi? Wyjaśnię niżej, najpierw kilka słów o niszy ekologicznej w której Passent wyewoluował, i w której czuł się jak ryba (!) w wodzie. Otóż, w coraz bardziej zamierzchłych czasach PRL-u Daniel Passent był przedstawicielem formacji zwanej „partyjnymi liberałami” (idzie mi o sposób funkcjonowania w ramach systemu i sposób podejścia do niego, a nie o formalną przynależność organizacyjną – czy Passent był w partii nie wiem). „Partyjnego liberała” opisać można jako zdystansowanego beneficjenta czy pragmatycznego entuzjastę. Zdystansowanego – bo, w przeciwieństwie do prymitywnych propagandzistów nie głosił on, że wszystko jest wspaniale, beneficjenta – bo bez wątpienia należał partyjny liberał do elity systemu. Przekaz, który oferował publiczności partyjny liberał odwoływał się nie do emocji, ale – do rozumu. Był to swego rodzaju socjalistyczny pozytywizm obliczony na uwiedzenie tych, którzy byli zbyt trzeźwi, by nabrać się na propagandę masową. Słowem – partyjny liberał był od uprawiania propagandy dla inteligencji (pewien typ „partyjnego liberała” uwiecznił Stanisław Bareja w serialu „Alternatywy cztery” tworząc postać towarzysza Winnickiego, kto oglądał – a kto nie oglądał? – wie, co mam na myśli). „Nie podoba się wam to wszystko? – mówił partyjny liberał – jakże was rozumiem! Mnie też nie podoba się to i owo. A nawet, będę szczery, nie podoba mi się całkiem sporo. Ale – zastanówmy się. Jaką mamy alternatywę? Otóż, gdy się dobrze zastanowić wyjdzie na to, że lepiej być nie może, za to gorzej – jak najbardziej! Twardogłowi tylko czekają na okazję, by dorwać się do władzy! Dbajmy o to, co mamy! Zresztą – władza ma sporo racji robiąc to, co robi, a ci, którzy przeciw niej wierzgając, to – mówiąc między nami – oderwani od rzeczywistości durnie”, itd., itp. – uprawiając tego typu retorykę partyjni liberałowie obsłużyli Gomułkę, Gierka, Kanię i Jaruzelskiego (najstarsi z nich czynni byli już za Bieruta, ale w tamtych czasach o żadnym dystansie nie mogło być mowy, więc darujmy sobie ten epizod z ich życia…). Partyjni liberałowie mieli też pewne zrozumienie dla Zachodu (choć świt Nowego Jutra widzieli jednak na Kubie…) wykazywali też niejaką sympatię dla lewicy niekomunistycznej, zdarzało im się bywać w świecie i przywozić stamtąd różne nowinki. Tak więc, w warunkach PRL-u- w zestawieniu z, bo ja wiem?, Władysławem Machejkiem był taki Daniel Passent (i jemu podobni), jak się to mówi, „powiewem Europy”. Ale tylko w takim zestawieniu, i nie wiem doprawdy, czy jest to dla Passenta komplement. Tacy mniej więcej byli „partyjni liberałowie”, formacja w sumie dość obrzydliwa, jak obrzydliwa byłaby każda formacja chcąca nas przekonać, że państwo policyjne, może i nie jest doskonałe, ale jest to najlepsza rzecz jaka mogła nas spotkać.
    W 1989 „partyjni liberałowie” jak jeden mąż przechrzcili się na demoliberalizm, ogłosili dziećmi Boya-Żeleńskiego i po dziś dzień mają się jak pączki w maśle, a Daniel Passent (obok Krzysztofa Toeplitza) należy do najgłośniej basujących w tym gronie. Umieć się ustawić – to dobre prawo dla każdego, także dla „partyjnych liberałów”, nie dziwmy się więc Danielowi Passentowi, dziwmy się raczej ich dzisiejszym wielbicielom. W tym miejscu muszę wyjaśnić skąd moje nagłe zainteresowanie akurat Passentem. Otóż, złożyły się na te dwie rzeczy: po pierwsze odwiedziłem blog Daniela Passenta, po drugie „Niezależna Gazeta Polska” w ostatnim numerze dała zestaw pochodzących z lat 60-80 tych XX wieku cytatów z tekstów „partyjnych liberałów”, w tym Passenta właśnie…

  57. Bernard,
    00.57,

    Ucieszyło mnie, że ktokolwiek zechciał wziąć sobie moje rady do serca, zwłaszcza, że styl ich przypominał zabieg operacyjny na częściowym znieczuleniu. Sam, jak zapewne zauważyłeś, wszedłem w wir młocki wyborczej, który zawsze obniża poziom debaty do poziomu wręcz wstydliwego. Trudno jest zachować galanterię w bramie stadionu, gdy kibice zrywają sobie krawaty Samoobrony.

    pozdrawiam,
    Ryba

  58. telegraphic observer pisze:
    2006-11-24 o godz. 16:49.
    Nie kwestionując Pańskiej metodologii patrzenia na ekonomie. Nie mogę się zgodzić na stawianie w jednym szeregu rządów lewicowych i rządu Buzka. Polska jest tym dziwacznym fenomenem ,że lewica z nazwy najbardziej dbała o zmiany struktury wydatków państwa. Cykl ten trwa od 93 roku. gospodarka w 1997r miała dobry potencjał do irlandzkiej drogi. Schładzanie po 97 w 2001 zakończyło się klęska AWSu i tamtej myśli ekonomicznej. Miller zakopywał dziury budżetowe, drastycznie ciął: po studentach, barach mlecznych, nie wspominając emerytów i rencistów. Plan Hausnera był ambitny i liberalny w treści ekonomicznej i w Polskich uwarunkowaniach niedoboru wszystkiego. Ale nastali populiści-moraliści, którzy póki co majstruja w naszych duszach, za gospodarkę się nie biorą. Przy wzroście gospodarczym czas najwyższy restrukturyzować wydatki państwa. Ale czy znów nie obudzimy się z rączka w wiadomym naczyniu? Pozdrawiam

  59. Do Bronka z h:20.23 (23.11.06)
    A kim w takim razie jest totumfacki „bliźniakow” min Jasiński, PiS-iak 155 procentowy ? Etc. etc. O tym „niezależna” (tylko od kogo i czego – chyba od podstawowych zasad racjonalizmu i obiektywizmu) GP nie napomkni. Zważ wię Waść na proporcje. Ale jak mawiał Z.Herbert – to tylko kwestia smaku. Wg św. Bernarda z Clairvaux „ten kto sam siebie stawia jako pana wszechrzeczy, staje się uczniem głupca”. I tą sekwencję dedykuję Ci drogi, przypadkowy jak sądzę, uczestniku niniejszej dysklusji – Dobrej Nocy, gdyz blogowicze Daniela P. są dobrze wychowani.

  60. Suplement do Jurana z 15.45!
    Najważniejszą jest jednak sprawa wielonarodowej I Rzeczpospolitej. Polacy, ze względu na przyłączenie znacznych terenów Rusi nie stanowili większości nawet w Koronie, nie mówiąc o Litwie. Litwini, Rusini, Żydzi, Cyganie, Łotysze, Holendrzy, Niemcy (Prusacy), Austriacy, ale również Rosjanie, Szkoci, Węgrzy i mógłbym tak wymieniać. Nie ma rodziny w Polsce, która mogłaby z ręką na sercu powiedzieć, że wszyscy jej antenaci byli Polakami – bo zaraz będziemy musieli się spytać: „Co to znaczy być Polakiem?

  61. Passent za kotarą

    W książce Alfreda Miodowicza „Zadymiarz” przy opisie debaty Wałęsa-Miodowicz znalazłem takie zdanie:
    „Poszliśmy do studia, w którym gdzieś za kotarą był podobno ukryty red. Passent z Polityki”

    O co chodzi? Czy to prawda? Nie ma tam wyjaśnień Miodowicza na ten temat.

    pozdrawiam
    Bernard

  62. I znów jazda na blogu Pana Passenta. Tym razem najpiękniej jeżdzą danielowe „dzieci”.
    Jednak to Pan Daniel pierwszy bierze ostry zakręt.
    „W obu przypadkach dzięki swojej opozycji międzynarodowej mógł działać za granicą.”
    W czasach prlu (wymawiać jak splunięcie) działać za granicą, można było dzięki Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, Komentdantowi Wojewódzkiemu MO i szefowi Wojewódzkiego Urządu Spraw Wewnętrznych. Tak w ujęciu historycznym przedstawiały się organy właściwe w sprawach paszportowych priwislańskiego kraju.
    Aha, zpomniałbym. Jak nazywała się ulice, na które często się wlatywało gdy się z hukiem wylatywało. Róg Koszykowej i Alei Jerozolimskich jej było czy jakoś tak. I na pewno nie były to pokoje, gdzie decydowano o przydziale poszportów.
    Poniosła Pana, Panie Danielu fantazja.

    Ale tytuł jajcarza lingwisty zdobywa moim skromnym zdaniem Tadeusz K. Jak zwykle po znajomości.
    Panu Tadziowi Kszkoda „Zdania” i Kuźnicy która nadawała ton dyskursu w tamtych czasach bardzo delikatnie krytykująca sobiepaństwo ówczesne. Na tyle pozwolono. Poszukam, przeczytam, dziękuję i pozdrawiam.

    Kontunuując wycieczkę po warszawskich ulicach, przypominam, że ton dyskursu (to też upodlenie słowa dyskurs) nadawano na ulicy Mysiej. Nie zpomninajmy też o innych moderatorach dyskuru politycznego w prlu (niezmiennie wymawiamy jak splunięcie). By ograniczyć się tylko do drugiej połowy lat ’70 owymi moderatorami były np. WUSW.
    Zresztą użycie słowa dyskurs do wymiany komunistycznych bredni przez prlowską inteligencję w kraju w którym panowala cenzura jest obelgą dla tego słowa.
    Mam prośbę by jednak używać sprawdzonych wzorów i pisać „dyskurs socjalistyczny”, „ekonomista socjalistyczny” i nie nadawać słowom odmiennych znaczeń.

    Wodniku53! Skoro blogowicze są dobrze wychowani to nie wypada cytować św. Beranda na blogu Pana Daniela Passenta. Przypomina Pan naszemu Gospodarzowi okres, o którym chciałby jak najmniej pamiętać. Kilkadziesiąt lat Pan Daniel stawiał siebie, partię, której wiernie służył wraz z nieśmiertelnymi ideami MELa jako istotę wszechrzeczy. Korzystając z monopolu informacyjnego zapewnianego przez system represji i radzieckie czołg,i każedego tygodnia, próbował mi wmówić bym uwierzył w komunizm, socjalizm, albo chociaz w dziejową słusznoć uderzeń milicyjnej pałki i porzucił wszelką nadzieję.

    Pozdrawiam Gospodarza i Dyskutantów

  63. Zapomniałem o Tuwimie. Poecie o ponadprzeciętnym talencie, poecie bezsprzecznie wielkim. Dlatego gorliwe ściskanie rąk zbroniarzy przez Tuwima szczególnie boli.
    Gdy kiedykolwiek w miejscu „upolitycznionym” piszę o Tuwimie z goryczą przypomninam sobie utwór Hemara „Do poety reżymu”, poświęcony co prawda Słonimskiemu, a zwłaszcza ten fragment:

    „Poecie wolno szkód przyczynić,
    Wolno się załgać i ześwinić,
    Merdać ogonem i uciekać,
    Pod stół wleźć i hau-hau, odszczekać,
    Wolno ze słowa zrobić łajno –
    Jak tylko wierszem, to już fajno!
    Wolno mu zdradzać – jak do rymu.
    To nie weźmiemy za złe my mu,
    To już nie błąd, to już zaleta,
    Bo pan poeta! Pan poeta!
    Bo pan artysta! Bo artyście
    Wolno tym kurrrkiem być na dachu!

    Nie mógł Słonimski, rzeczywiście,
    Lepszego sobie dobrać fachu.

    Nie wie Słonimski, że niestety
    Poety fach nie taki byczy.
    Nie ma wyjątków dla poety!
    Potomność błędy mu policzy.
    Talent oceni na rozprawie,
    Jako obciążające względy.
    Im talent większy, tym ci błędy
    Surowiej liczy. Nie łaskawiej.”

    Nieustająco pozdrawiam

  64. Bernard,
    do mojego wpisu z 22.26,

    W poprzednim wpisie nie wspomniałem, że stosuję zasadę iż nie dobija się koni. Nie przyniosła mi ona sukcesu, ale teraz kiedy odczuwam różne dolegliwośći są one jedynie natury fizycznej. Nie polecam, a jedynie wskazuję możliwość wyboru.

  65. TadeuszK. pisze:
    2006-11-24 o godz. 23:16
    Ja też nie zgadzam się ze stawianiem rządu Buzka obok rządów lewicowych, ale czego się nie robi dla uproszczenia, dla efektu skrótu myślowego, cy choćby dla prowokacji. Tym razem walka była o zwięzłość. 

    Oczywiście Hausner i Belka, za pierwszych rządów dawali dzielny odpór “sekciarzom”, a wcześniej wicepremier Borowski (raptem 3 miesiące). Rząd Buzka parę małych kroków też poczynił, jak i Millera … można ciągnąć ten wątek … ja nie biorę udziału w nagonce na “komuchów”, lustracja jest namolnym dmuchaniem w żagle od strony zawietrznej. Nawet w normach obyczajowych jestem daleki od autorytów moralizujących współczesne Polki i Polaków. Ale jedno jest pocieszające, i tu zgoda z p. Passentem, dzisiejsi rządzący nie majdrują gospodarką. Niby nie psują, ale tracą szanse (lost opportunity cost).

    Czyli zgoda. Jednak niepokoi mnie Pańskie przywiązanie do mitu schładzania gospodarki po 97-mym. Po pierwsze, załamanie wzrostu było efektem jeszcze innych czynników: spadek cen ropy pociągnął Rosje w dół i nasze tam ulokowane rynki zbytu, byla mała recesja w Europie. Ale główny powód, powiedzmy to sobie szczerze i bez emocji, to słabość ożywienia lat 94-97. Było to ożywienie popytowe, “keynesowskie”, na glinianych nogach. Nie poparte inwestycjami, wzrostem wydajności, sprawnością firm eksportujących. Dochody realne rosły o wiele szybciej niż wydajność pracy, było cacy. Było niebezpiecznie, bo tworzył się nawis deficytu obrotów i płatności zagranicznych, grozba krachu platnosci i stabilnosci waluty. To są fakty ekonomiczne, proszę zajrzeć do statystyk. Wtedy wkroczył Wielki Schładzacz, primo voto Terapeuta Szokowy, i dzięki Niemu mamy teraz wzrost solidny, bilanse są zrównoważonych, monetarne zjawiskach są pod kontrolą. Ale kto potrafi do dostrzec, kto zechce docenić? Nie ma tu żadnej politycznej afiliacji z mojej strony. Jedynie marzenie o porządku i zdecydowaniu w polskich sprawach. Polityka monetarna jest dobrym wizerunkiem Polski, a nawet fiskalna, choćby gdy porównamy się z braćmi Madziarami. A „niedobory wszystkiego” w Polsce – czy to aby nie łatwa wymówka. Wszystkiego, przecież dobrych serc po lewej stronie nie brakuje. Wszędzie na świecie są jakieś niedobory, wg. Kornaia królestwem niedoborów była gospodarka centralnie sterowana. Wolnorynkowy kapitalizm za motto bierze optymalne lokowanie zasobów, których nigdy nie ma w nadmiarze. Nie mówiąc o niedoborze wody na pustyni, paliwa w locie transoceanicznym, miłości w dogasającym związku, zdolności komórek do podziału … ciągłe zmaganie z brakiem czegoś … to właśnie jest życie, z brakiem sił, umiejętności, predyspozycji … a nie jakaś choroba przenoszona metodą płciową, weneryczna, a jednak terminalna, którą trzeba leczyć objawowo – toż to skrajny, chorobliwy pesymizm. Niedobory nadają życiu sens, smak, kierunek.

  66. „… oblawa, oblawa,
    na stare wygi (dziennikarskie) oblawa,
    przez dzikich, zapalczywych,
    cierpkim mlekiem wykramionych…”

    Witaj Bronek na padole upadlych aniolow dziennikarstwa. Aniolow, ktorzy zaprzedali skrzydla swego talentu – skrzydla z pewnoscia wykradzione dziennikarskiej muzie, bo inaczej byc nie moze – a wiec ktorzy zaprzedali te skrzydla w uslugi niekochanej wladzy, a wszystko w zamian za kilka srebrnikow oraz za ochrone przywlaszczonych sobie skrzydel pancerzem nietykalnosci, stajac sie w ten sposob zacieznym dziennikarstwem rezimu, husaria medialna prl-u, ktorej dzienikarstwo przypominalo szarzujacy kwiat polskiego rycerstwa: ciezki tetent ideologii przemieszany z lekkoscia lopotu skrzydel talentu dziennikarskiego, i ktore to szarze wykonywali oni na rozkazy hetmanow partyjnych, jednym ruchem czerwonej bulawy przesuwajacych Passentow, Toeplitzow i innych zacieznych z jednego odcinka ideologicznego frontu na drugi, az w koncu front skrocil sie na tyle, ze juz nie bylo ich dokad posylac i po co, a wiec i sama husaria dziennikarska stracila sens swego istnienia, ustepujac tym samym miejsca zwyklym grenadierom dziennikarskim, harcownikom, spieszonym zagonczykom i oficerom, ktorzy w malych i wiekszych grupkach rozpierzchli sie we wszystkich kierunkach, oddajac swe piora dziennikarskie i laptopy w sluzbe dobrych panow lub zlych watazkow, albo tez uprawiajac partyzancka walke samotrzec, natomiast upadle anioly, spolegle na swym padole upadlosci leza, ale nadal promieniuja swym zdradliwym blaskiem ciagle trzepoczacych skrzydel, przyciagajac jak cmy do blasku innych, podobnie upadlych bezkregoslupowcow ideologicznych i moralnych, zwabionych syrenim spiewem ciagle zrecznego dziennikarstwa upadlych aniolow, zwabionych miedzy innymi na ich blogi.

    Nie dziw sie tedy Bronek, ze nas tutaj tylu. Tak jak bys nie wiedzial o biblijnej sile przyciagania anielskiej upadlosci, kusicielskim powabie swiatla Pana ciemnosci, ktory sam rowniez bedac upadlym aniolem, nazwal siebie przewrotnie z chinska Lu Cy Pher, bo dzis wszystko musi pochodzic z Chin zeby sie liczylo, nawet w sferze duchowej. Ale ja sadze, ze Ty Bronek wiesz o tym wszystkim, o sile zla i upadlosci, a mimo to dziwisz sie.

    Dlaczego ?

    Nie mow, ze przybyles na ten padol upadlych zeby nas ewangielizowac, ale jesli juz upierasz sie przy swej misji, to rob to przynajmniej w bardziej atrakcyjny, mniej gledzacy sposob, bo gledzeniem niczego nie poradzisz na upadlosc upadlych aniolow i ich upadlych czytelnikow.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

    PS. Ryba – zywa skamienielina zostala zlowiona w morzu, u wybrzezy Afryki. Nazywala sie Latimeria. To znaczy ludzie tak ja nazwali. Jak nazywala sie sama ryba – nikt nie wie.

  67. Do Bronka,
    20.23,

    Myślę, że cały wpis, pełen miłości i dobra powinen być przedmiotem twoich głębokich przedsiątecznych rekolekcji, po to, by otrzymać akcepujący uśmiech Naczelnego Gazety Polskiej.

  68. No więc prawie świety, bo z „aureolą” próbował aż trzy razy…
    I tak miał szczęście. Nie ma sie czym podniecać.
    „Nie bój się, nie zabraknie to krajowa czysta, d C
    ja widzisz przed wojną byłem komunista. C d
    Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem żyd, d C
    a jak żyd nie był kimś, to ten żyd był nikt. C A
    Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
    że bankierom i skrzypkom nie mówią ty żydku.
    Ja bankierem nie byłem ani wirtuozem,
    wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem.
    I na własnych nogach przekroczyłem Bug,
    razem z Armią Czerwoną jako politruk.
    Ja byłem jak Mojżesz, niosłem prawa nowe,
    na których się miało oprzeć odbudowę.
    A potem, mnie lojalnego komunistę,
    przekwalifikowali na manikirzystę.
    Ja kocham Mozarta, Bóg to dla mnie Bach,
    a tam gdzie pracowałem, tylko krew i strach. C A
    Spałem dobrze, przez ścianę słysząc ludzkie krzyki,
    a usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki.
    W następstwie października, tzw. wydarzeń,
    już nie byłem w urzędzie, byłem dziennikarzem.
    Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak pisać wprost,
    to, co łatwiej można pisać wspak.
    Wtedy myśl się zrodził, nie chcący być może,
    żem się z krajem tym związał jak mogłem najgorzej.
    Za te hańbę, zasługi; Warszawa czy Kraków,
    Gomółka nam powiedział: Polska dla Polaków.
    Już nie dla przybłędów pospolita rzecz,
    Wiesław jak faraon popędził nas precz. C A
    I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
    pracownicy urzędów, szli i dziennikarze.
    W Tel – Awiwie właśnie, z za rogu z rozpędu,
    wpadłem na byłego kolegę z urzędu.
    I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd,
    czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd?
    Nie umiałem jak on, chwały czerpać teraz,
    z tego, że się z bankruta robi bohatera.
    Wyjechałem, przeniosłem się tutaj do Stanów,
    Mówią: czym jest komunizm ucz amerykanów.
    Powiedz im, co wiesz, co na sumieniu masz,
    a odkupisz grzechy i odzyskasz twarz. C A
    A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa,
    jak wygląda to com niszcząc budował.
    I tak sam sobie zgotowałem zgubę,
    meloman nie skrzypek, nie bankier a ubek.
    Oficer polityczny nie ruski gieroj,
    ani syjonista, ani też igoj.
    Jak ja powiem Jehowie, za mną Jahwe stań,
    z tą Polską związanym pępowiną hańb.
    Jak ja powiem Jehowie, za mną Jahwe stań,
    z tą Polską związanym pępowiną hańb.”

  69. Z dużym szacunkiem dla wymienionych wyżej polskich ekonomistów.ale
    chyba żaden nie zaistniał w „globalnej ekonomii” jak np. M. Friedman.
    W/g mnie najważniejszy okres dla Polski to lata 1988-1992, który wytyczył
    jej „charakter” na przyszłość. W w/w okresie była możliwość wykorzystania
    „polskiej myśli ekonomicznej”, a jak jest obecnie: to trzecia dziesiątka
    krajów rozwiniętych/czyli w ogonie/. Przyczyny były różne, a głównie to
    polityczne jak:/”wojna na górze”,”uwłaszczenie elit”, wpływ „kompleksu
    policyjno-wojskowego”, etc/. Czy osiągnięcia „polskiej myśli ekonomicznej”
    to:emigracja zarobkowa młodych zdolnych, tempo rozwoju 5%, korupcja, 0,5% na badania naukowe, bałagan fiskalny, etc.
    Polska jest już w gospodarce globalnej /ponad 30 tys. fili kapitału zagranicznego już działa, około 80% kapitału bankowego nie nasza, etc/,
    to chyba też już nie ma „polskiej myśli ekonomicznej”. Może są to
    dywagacje, ale moje.

  70. Do Bronka: Popełniłeś długi elaborat, w którym wiele kwestii zostało poruszonych, więc ja tylko w kilku się nie zgodzę. ogólnie nawet ci powiem, że masz dużo racji, poza tym w przeciwieństwie do większości krytyków Passenta na tym blogu ( poza może Bernardem) piszesz w miarę rzeczowo, kulturalnie i bez nienawiści, więc już za to plus. Ale co do meritum:
    1. Nie może mnie przestać śmieszyć to ciągłe wypominanie historii i życiorysów namiętne, przecież wszyscy na tym blogu są wykształceni, interesują się polityką i ,,Polityką” , nawet jeśli są młodzi jak ja i pierwsze polityczne wspomnienia mają z przełomu 89/90( miałem w tedy 7 lat) wiedzą, że pan Passent pisał w gazecie w miarę prorządowej, wiedzą, że nigdy nie był opozycjonistą, wiedzą, że w stanie wojennym nie był jego przeciwnikiem. Wydaje mi się, więc że po prostu nie warto już tego przypominać, bo intelektualnie jest to mało satysfakcjonujące. Warto zaś pokłócić się o sprawy ważne teraz.
    2.Dalej, muszę cię Bronku rozczarować, bo Passent pisał już od 1956, ,,Sztandarze młodych” i w ,,Polityce”, a więc jest jeszcze bardziej ,,żywą skamieliną” niż myślisz.
    3.Co do obecności Passenta w TV to poza TVN 24 nikt więcej go nie zaprasza, więc nie wiem, gdzie go tak pan widuje, bo ja bardzo rzadko w sumie.
    4. Pisze pan tak ,,W 1989 „partyjni liberałowie” jak jeden mąż przechrzcili się na demoliberalizm, ogłosili dziećmi Boya-Żeleńskiego i po dziś dzień mają się jak pączki w maśle, a Daniel Passent (obok Krzysztofa Toeplitza) należy do najgłośniej basujących w tym gronie. Umieć się ustawić – to dobre prawo dla każdego, także dla „partyjnych liberałów”, nie dziwmy się więc Danielowi Passentowi, dziwmy się raczej ich dzisiejszym wielbicielom” Też mnie śmieszy to pana i panu podobnym krytykom Passenta to zainteresowanie i troska o nas, wielbicieli Passenta( choć nie czuję się jego wielbicielem, czytać lubię jego teksty po prostu). A czemu pan się dziwi, po prostu, są ludzie którzy wolą czytać inteligentne , ironiczne, złośliwe, ale bez agresji i nienawiści teksty, są ludzie, którzy maja poglądy inne niż skrajnie prawicowe, są ludzie , którzy nie chcą państwa wyznaniowego, których drażni i denerwuje ciągłe wyszukiwanie teczek, agentów, szaf, są ludzie którzy nie mogą patrzeć na opętanych nienawiścią, poczuciem wyższości misji inkwizytorów jak Ziemkieiwcz, Rybiński czy Sakiewicz. Czy ja panu mówię, czy ja panu się dziwię, że czyta pan

  71. Hm, widzę, że mój komentarz sobie czeka na akceptację, ciekawe, przez kogo, bo ja go już zaakceptowałem, ale nie o to chodzi. Chodzi zaś mi o to, że nie wiedzieć czemu z tego co widzę urywa się tak po 2/3 tekstu, bo powinna byc jeszcze dalsza część. No cóż, może ukaże się zaakceptowany w wersji pierwotnej, jesli nie, to trudno, straca szanowni blogowicze okazję zapoznania się z końcówką, niestety nie chce mi się tego pisac drugi raz, zresztą juz dokładnie ne pamietam, co tam było, poza tym na pewno nic godnego uwagi. Pozdrawiam.

  72. Po raz kolejny na blogu Pani Janiny maszyna zwariowała zatem tu umieszczam swoje refleksje do sobotniego wpisu:
    Pani Janino ! Zawód dziennikarza to jak mniemam ktoś opisujący rzeczywistość stojący nieco wyżej, by ogarnąć horyzont otaczających go informacji. Aby to czynić profesjonalnie – wielu pobiera nauki (Pani w tym zasługa i chwała). Ale jaki do tych nauk przychodzi \”materiał\”(przepraszam za kolokwializm). Czego w domu ich uczono i przez 12 lat w szkole o przedszkolu nie wspominam. Czy kindersztuby, wrażliwości na otaczający nas świat, etyki , miłości do bliźniego. Po relacjach z „Halemby” można powiedzieć ,że przetak w tym zawodzie niestety przesiał: miałkość pomysłu na opisanie tragedii, chwilami chamstwo i brak elementarnych zasad etyki. Ale czy dzisiejsze uprawianie tak szlachetnej misyjnej działalności musi opierać się na wchodzeniu w butach w nieszczęście ludzi. Czy sitko i oko kamery musi zaglądać do ‘jelita grubego” pacjenta aby zaspokoić potrzeby wydawcy. W pierwszych godzinach tragedii uciekłem od telewizora , ukojeniem bezsilności miała być muzyka „RMF Classic”. Niestety i tam dopadł mnie „reportaż” niedouczonego chłopaczka dla którego rozmowa z kaloryferem i cierpiącym człowiekiem to jedno. W takich sytuacjach sobie odpowiadam ,że nauczanie religii w państwowej szkole (przymus) miedzy innymi takie postawy generuje.’

  73. Jacobsky i Grzesiu, rzeczywiscie Bronek juz gledzi niemozebnie. Mam pytanie: czy „nielubiegazety2” ma klona, lub brata blizniaka: „nielubiegazety1”? Jego sie juz niestety nie da czytac, bo sie wlasnym jadem zapluwa.
    Pozdrawiam
    Stara Zaba

  74. Sympatyku DP!
    SJP – dywagacja – „długie, rozwlekłe rozważania, zwykle odbiegające od tematu” – trafiłeś w samo sedno.
    Nielubiegazety2!
    Przeżyłem jakoś w tym PRLu 38 lat bez uświnienia się, wiem co to był za ustrój, ale protestuję przeciwko robieniu z tego okresu obozu koncentracyjnego. W życiu czołgu radzieckiego nie widziałem na oczy, a pałką dostałem dwa razy. Raz na Placu Zamkowym w 1968 roku,a raz, bo chciałem się dostać siłą (prawie 500 osób) na mecz koszykówki w małej salce przy Konwiktorskiej na mecz Legia – Polonia (ach, łza się w oku kręci). Można było ten ustrój przeżyć bez łajdactwa. ja po prostu nie poznaję tej Polski po opisie skrajnych prawicowców. Ciekawe, skąd się wzięły wspaniałe teksty kabaretowe DP?
    A oprócz tego podobała mi się metafora – „Korzystając z monopolu informacyjnego zapewnianego przez (…) radzieckie czołgi”. Wjeżdżały do PAPu, czy do redakcji? Wjeżdżały schodami, czy też korzystały z windy?
    O tym, żw większość Polaków nie znosiła tego ustroju, było widać w 1980 roku i tych 10 milionach. Ale nie dam pluć na ten okres w sposób generalny i „czarny”.

  75. Drogi Torlinie, radzieckie (sowieckie ?) czołgi (oczywiście T34) pamiętam z początku lat 60, wiosną uciekaliśmy z podstawówki, bo na stacji Szczecin Turzyn ładowali czołgi, które jechały na poligon (w Szczecinie na Żolnierskiej była duża jednostka Armii Czerwonej). Atmosferka była jak z „Czterech pancernych” – krasnoarmiejcy częstowali chlebem z tuszonką, komandir w skórzanym kombinezonie miał wielkiego mauzera w drewnianej kaburze, strasznie go męczyliśmy, żeby dał się nim pobawić, pozwalali nam wejść do czołgu. A moze po prostu byliśmy gówniarzami i nie potrafiliśmy zauważyc tego bezmiaru cierpienia, które spłynęło na nasz kraj? To na pewno była wina dorosłych, bo zamiast zaszczepiać nam od dziecka jak Jadwiga Kaczyńska martyrologiczny patriotyzm woleli pikniki w Parku Kasprowicza i zabawy na dechach. A może dlatego że dorośli z naszego otoczenia starali się żyć w miarę normalnie my teraz mamy dystans do rzeczywistości? W końcu facetów urodzonych na przełomie lat 40 i 50, z fobiami jak u Kaczyńskich cz Dorna nie jest tak wielu, szkoda tylko że są tak mocno nagłaśniani i traktowani poważnie w sytuacji gdy zasługują co najwyżej na wzruszenie ramionami.

  76. nielubiegazety2,

    ciagle za malo chetnych do czytania Twojego bloga ?

    Taki lajf…

    Jacobsky

  77. Olku51!
    Wspaniały tekst!
    Ciekawy jestem, czy Twój nick 51 mówi o roku urodzenia? Jeżeli tak, to jesteśmy równolatkami, ja się też urodziłem w 1951 roku.
    Mam na przykład dokładnie takie same wspomnienia po wszelkich Świętach 1 Maja, kojarzą mi się przede wszystkim ze słońcem, urodą pięknie ubranych dziewcząt, kiełbaskami na gorąco, poszukiwanymi towarami sprzedawanymi z ciężarówek, piwem pitym z kolegami i nikomu do głowy nie przyszłoby wspomnieć o komunistach.
    Jak to wszystko, jak pewnie sam pamiętasz, inaczej wyglądało, niż to, co czytamy dzisiaj. Na wszystkich obozach, przy ogniskach, wyło się piosenki antyradzieckie i antykomunistyczne, a na jednym z obozów pierwszą zapiewajłą była … córka członka Biura Politycznego.
    Pisałem już kiedyś tę historyjkę u Pana Kuczyńskiego. Szkoła średnia, Wychowawczyni mówi: „Słuchajcie, muszę Wam przeczytać o Katyniu”. A my na to: „Pani Psorko, Pani czyta wersję oficjalną, my wiemy, że Pani musi,a my i tak znamy prawdę. A nawet, jak ktoś jej nie zna, to my go uświadomimy”.
    Żyło się wtedy równolegle, słuchało się w szkole, a później w domu od dziadków i babć, rodziców, wujków i … rówieśników. Uswiadomienie polityczne w polskiej szkole szło na równo z uświadomieniem seksualnym.
    I właśnie stąd te 10 milionów. Z powietrza się nie wzięli.
    Serdecznie Cię pozdrawiam

  78. Torlin,

    mimo, ze jestem o dekade mlodszy od Ciebie czy Olka, mam podobne wspomnienia. Zylo sie rownolegle, w dwoch swiatach.

    Dlatego w sumie zal mi tych (takich jak np. nielubiegazety2), ktorzy chyba nie mieli dostepu do tego drugiego obiegu, wiec teraz im sie prl cofa nieprzetrafiony, i staraja sie rozpaczliwie nadrobic stracone lata.

    Pozdrawiam (spod stolu, sluchajac pogaduszek starszych…),

    Jacobsky

  79. Meine liebie Yacobsky 🙂

    Dziekuję, że przypomnialeś mi o moim blogu. Może coś tam wpiszę. Nieporównanie większą frajdę sprawia mi czytanie „niezależnych” od poczucia przyzwoitości Passentów, cioć Paradowskich itp komunistycznych agitatorów. Kiedyś, kiedyś komunistycznych. Ja się tak zastanawiam czy Passentów, Urbanów, KTT itp. nie powinien spotkać los Veita Harlana. Szkody jakie poczyniło pisanie piewców priwislanskiego kraju są znacznie wieksze niż nalot eSBeków na drukarnię czy ZOMOwska pała. Pan Daniel za wierszówkę, paszporcik, itp przywileje próbował mi wmówić, że wolność to niewola. Próbował (na szczęście dla mnie próbował). Jakoś NIGDY nie kupiłem [—-] które oprawione w sreberko niektórym wydawało się cukierkiem. W moim domu od zawsze, odkąd tylko sięgam pamięcią słuchano RWE, GA. Taki dom, dzięki Bogu.

    Miłego popołudnia Yacobsky

    Jak Cię dopadnie nostalgia, żal za czasem minionym, i tęsknota za poezją zajrzyj:
    Balsam na serce dla Yacobsky’ego

  80. Widzisz, nielubiegazety2, a u mnie sluchano audycji rozrywkowych programu III-go, nawet w niedziele rano, kiedy wypadalo raczej sluchac glosu z ambony, i byc moze dlatego w moim domu smiano sie dosc czesto. Smiano sie rownież z prl-u, bo choc u tatki w pokoju radio szumialo i buczalo wieczorem, to nikt sie nie upijal wiadomosciami plynacymi zza zagluszonej zelaznej kurtyny. Po prostu traktowano je jako dodatek informacyjny, dochodzacy sporadycznie, w zaleznosci od warunkow propagacji fal krotkich.

    Balsam na moje serce to gin z tonikiem. Produkt fermentacji drożdżowej, ale o niebo strawniejszy niz pączkujace jak drożdże blogowiska tworzone przez ludzi z uporem maniaka wyważajacych drzwi dawno już otwarte i robiacych z tego wieeeeelkie „halo”.

    Ale skoro inaczej nie moga…

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  81. Wiele wierszy Tuwima pasuje jak ulał do dzisiejszej rzeczywistości.

css.php