Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

7.05.2007
poniedziałek

Propozycja nie do odrzucenia

7 maja 2007, poniedziałek,

Zamienię braci Kaczyńskich na siostry Williams. W ramach kuracji odwykowej od polityki, ostatni weekend spędziłem na kortach stołecznej „Warszawianki”, gdzie odbywał się piękny turniej z udziałem gwiazd światowego tenisa. Rzuca się w oczy kontrast pomiędzy naszym krajem, który jest prowincją tenisową, a wielkim turniejem, jaki się u nas odbywa. Kontrast pomiędzy kortami „Warszawianki”, które – acz zadbane i może najlepsze w stolicy – są szalenie ubogie w porównaniu z obiektami w innych krajach (prawie wszystko, oprócz kortów, jest tu prowizoryczne – restauracja w namiocie, dwie trybuny na rusztowaniach, toalety przenośne), a wspaniałymi zawodniczkami, które do nas przyjeżdżają. Aż cud, że w tych warunkach organizatorzy, tenisistki i publiczność dają sobie radę. Szyki pokrzyżował dopiero niedzielny deszcz, który nie zezwolił na rozegranie finału pomiędzy Justine Henin – najlepszą dziś tenisistką na świecie – a rewelacyjną Aloną Bondarenko z Ukrainy, która w drodze do finału pokonała samą Venus Williams!

To piękny turniej, w którym wszyscy stanęli na wysokości. Drogawe bilety oraz stosunkowo niewielka popularność tenisa w Polsce spowodowały, że na trybunach nie było hołoty, szalikowców i pijaków ze stadionów piłkarskich, ci szykują się dopiero na Euro 2012. Publiczność zachowywała się ze znawstwem i z reguły sprzyjała słabszym. Doping dla Rosjanki, Swietłany Kuzniecowej z jej meczu z Venus Williams był tak ogromny (i skuteczny), że sam byłem zdumiony. Swietłana nie jest ani tak sławna, ani tak wysoka i strzelista jak Venus, a mimo to zyskała sobie sympatię Warszawy, którą jej amerykańska rywalka cieszy się od dawna. Wojtek Fibak napisał wręcz, że doping dla Rosjanki wydawał się nawet przesadny, niesprawiedliwy wobec V.W. Ażeby pocieszyć „starego Williamsa” – ojca Sereny i Venus, przygnębionego porażką córeczki – złożyłem mu propozycję nie do odrzucenia: Zamienię braci K. na siostry Williams (i jeszcze dorzucę KGHM z Adamem Glapińskim), bo Papa W. inwestuje w surowce.

Publiczność była ta sama, co zawsze – układ, czyli łże-elita, „ludzie, którzy zrobili karierę w PRL” i na świecie: Wojtek Fibak, Kordian Tarasiewicz – nestor tenisa polskiego, przed wojną właściciel palarni kawy, Tomasz Jastrun – pisarz, prof. Michał Kleiber, prof. Stefan Meller – Mister Twister, były minister, pan Solorz, którego telewizja o niejasnej proweniencji transmitowała turniej, prof. Janusz Makarczyk – sędzia trybunału międzynarodowego w Luksemburgu (w III RP wiceminister Spraw Zagranicznych), zapalony tenisista, obecny co roku, tenisiści leworęczni – Longin Pastusiak i Jerzy Szmajdziński (SLD), prezes PZT Waldemar Dubaniowski, dyrektor sportowy PZT Łukasz Andrzejewski, którego pamiętam jeszcze jako trenera „Spójni”, a potem opiekuna naszych reprezentantek, kiedy grały w Chile, adwokatura, biznes, piękne kobiety.

IV RP jeszcze tenisa nie odzyskała. Niektóre rodziny reprezentowane były przez dwa, a nawet trzy pokolenia, bo tenis to gra towarzyska. W przerwach pomiędzy kolejnymi spotkaniami można szmuzować (od słowa shmoose lub schmooze- snuć się, gaworzyć), czyli pogadać ze znajomymi o wszystkim i o niczym, nie ryzykując, że spotka się prezesa Netzla, posła Wierzejskiego czy Kurskiego. Nie widziałem też Platformy. Rzucał się w oczy brak Bohdana Tomaszewskiego, któremu życzę zdrowia, a bez którego ten turniej jest uboższy.

Może Państwo się zdziwią, że wprowadziłem tematykę inną niż polityczna do bloga, najpierw muzyczną, teraz tenisową, ale to dla higieny umysłowej, żeby przypomnieć, że istnieje życie poza Lepperem i Gosiewskim. Na „Warszawiance” nie widziałem koalicji rządzącej, ale też i nie tęskniłem. Premier dba o futbol, Giertych o puchar swojego imienia (bo go premier nie wstawił do drużyny przygotowującej Euro 2012), min. Gosiewski dba o naszą kondycję moralną i będzie de(z)ubekizował. O losach ubeków będzie decydowało nadzwyczaj bezstronne kolegium przy premierze Rzeczpospolitej, złożone z trzech prokuratorów mianowanych przez Ziobrę i dwóch delegatów IPN. Jury – paluszki lizać! Kogo wyrzucą na bruk (za najniższą rentę trudno mieszkać gdzie indziej), tego pocieszy minister Ujazdowski i jego dekomunizacja. Ulica, na której będą leżeć, na pewno nie będzie nazywała się „Kasprzaka”, „Duracza”, ani – broń Boże! – „Lecha Wałęsy”. O to zadba min. Ujazdowski, o którym plotka mówiła, że jest kandydatem na marszałka Sejmu, miałby to być ukłon w stronę inteligencji, w odróżnieniu od licznych ukłonów pod adresem półinteligencji.

***

PS. Od czasu do czasu Państwo zastanawiają się, czy i jak reagować na wpisy kilku oszołomów, obsesyjnych nienawistników, którzy wykorzystując tolerancję moderatorów z „Polityki”, rozpychają się na blogu. Moja odpowiedź: ignorować. Zgadzam się ze Stefanem, który (5.05) pisał: ze śledziennikami „nie ma sensu polemizować. To są przypadki nieuleczalne. Najlepiej, z pożytkiem dla forum, jest tych ‘mędrców’ ignorować.” Każda odpowiedź to dla nich zaszczyt i przyjemność. To ludzie niepodatni na argumenty, nie warto tracić czasu i wdawać się w dyskusje. Na szczęście każdy komentarz na blogu jest POPRZEDZONY pseudonimem autora(-ki), dzięki czemu niekoniecznie trzeba każdego czytać, a co dopiero każdemu odpowiadać. Spróbujcie, a przekonacie się, że można ich ominąć.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 59

Dodaj komentarz »
  1. Daniel Passent napisał:

    „Zamienię braci Kaczyńskich na siostry Williams.”

    Brawo! Znakomite! Prześmieszne! Co za cudowne poczucie humoru! Rewelacja!

    Braci – na siostry!
    Nikt by na to nie wpadł!
    Koncept zapierający dech w piersiach!

    Przepiękne! Powalające!
    Brawo autor!
    Brawo prawdziwie błyskotliwy humor!!!

  2. No a co z Panią Dorotą? Będzie częściej dopuszczana, czy też założy własny blog? Ale mam nadzieję, że nie tak jak Profesor – jedno z największych rozczarowań ostatniego okresu w moich związkach z kulturą.

  3. W sprawie PS
    Oszołomy też niekiedy są pożyteczne, bez nich strony byłyby nudne, a tak można pomyśleć, że się czyta słuszne wystąpienia posłów IV RP. Ostatecznie czytać nie wszyscy muszą wszystko, jak słusznie stwierdził Gospodarz.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A propos ułamkowej inteligencji, w „Przekroju” z wczesnych lat sześćdziesiątych był taki dowcip: w kolejce stoją dwie ćwierćinteligentki i narzekają „ależ, droga pani, jak to teraz te półinteligenty rządzom…”
    Pozdrawiam bez komentarza
    Stara Żaba

  6. Daniel Passent pisze: „Doping dla Rosjanki, Swietłany Kuzniecowej z jej meczu z Venus Williams był tak ogromny (i skuteczny), że sam byłem zdumiony. Swietłana nie jest ani tak sławna, ani tak wysoka i strzelista jak Venus, a mimo to zyskała sobie sympatię Warszawy, którą jej amerykańska rywalka cieszy się od dawna.”

    Widać nie obserwował Pan warszawskich pojedynków tych zawodniczek w poprzednich latach. Publiczność zawsze była po stronie Kuzniecowej, choć sprawiedliwie nagradzała też dobre zagrania Williams.

  7. Panie Danielu, jaki powiew śWieżego powietrza!
    W piątek gościnnie pani Dorota Schwarcman, ktorej wpis przeczytałam z szacunkiem, ale nie odzywałam się, bo na kulturze wysokiej znam się słabo. Nie wyniosłam jej z domu i usiłowałam to nadrobić w dorosłym życiu, ale poza Beethovena i Mozarta właściwie nie wyszlam. Na tenisie też się nie znam, ale jak przyjemnie jest poczytać o czymś innym niż bracia K!

  8. Dalabym glowe, ze shmooze, to sciskac sie po katach…………

  9. Dziekuje Panie Passencie za prawdziwa szkole kultury polemicznej.
    Faktycznie z tymi, ktorzy sie z nami nie zgadzaja i nie sa wrazliwi na NASZE argumenty nie warto dyskutowac…
    to nalezy robic z osobami myslacymi tak jak my (!?).
    Najlepiej jezeli sa to wielbiciele tenisa a nie holota lubiaca pilke nozna (?).
    Ja lubie jedno i drugie i za dwa tygodnie wybieram sie na Rolland Garros.
    Rzeczywiscie nie wpadlem na to, ze Polska Zjednoczona Partia Robotnicza miala jedynie dla zmylenia sugerowac plebejskie pochodzenie gdyz byla to tak naprawde partia smakoszy i bywalcow.
    (Nie chamstwa od pilki noznej.)
    Obrone ubekow przewidzialem i napisalem o niej dwa dni temu.
    Oprocz bycia coraz bardziej kuriozalnym robimy sie rowniez przewidywalnym…bylo jak zwykle kto kolo kogo siedzial i pomieszanie Fibaka, ktory POMIMO komuny zrobil kariere z tymi, ktorzy robili wszystko by jemu i jemu podobnym te kariere uniemozliwic.
    Ubogie korty tak jak reszta naszego ubogiego kraju wymagaja duzo czasu by wyciagnac Polske z cywilizacyjnej zapasci zawdzieczonej silom, ktorym wiernie sluzyl Pan Passent.
    Przedziwne jest mieszanie Stefana Mellera, ktory zostal przez PZPR omalze w latach 60-tych zniszczony ze Szmajdzinskim socjalistycznym apartczykiem.
    Mimo, ze obserwowali tenis razem to warto sobie przypomniec, ze jeden byl ministrem w rzadzie PIS-u (to ci od chamskiej pilki noznej) a drugi od zawsze byl zawodowym komunistycznym aparatczykiem.
    Warto poznac fakty zanim pisze sie zjadliwa i prostacka filipike przeciwko Kaczynskim i wielbicielom pilki noznej.
    Bogdan Tomaszewski np. lubil jedno i drugie…wiec mial szczescie, ze go nie bylo bo by sie pewnie smiertelnie obrazil.
    Kaczyski w przeciwienstwie do Pana Passenta jest prezydentem Polski i profesorem prawa – nie DZIEKI prl ale pomimo.
    Ja np. jestem architektem na emigracji DZIEKI prl, „dzieki”, ktoremu zostalem zmuszony do wyjazdu.

  10. Panie Danielu!
    Byłem, widziałem,cieszyłem się.Nareszcie impreza bez dodat
    ków.Że siermiężnie to dobrze od czegość trzeba zacząć.
    Pozdrawiam kibiców tenisa i Pana.J.p

  11. Z tenisem nigdy niczego wspólnego nie miałam, ale lubiłam patrzeć (nie za długo!) na elegancko ubranych zawodników i zawodniczki. Na ich niewiarygodnie piękne ruchy i nieprawdopodobny refleks. A także uwielbiałam głos wspaniałego sprawozdawcy Jana Tomaszewskiego, niezależnie od tego czy wołał „tu helikopter! tu helikopter!”, czy relacjonował występy tenisistów.
    Wiele serdecznych życzeń dla pana Tomaszewskiego… zdrowia! zdrowia!
    Jak to dobrze, że można poczytać nie tylko o sensacjach IV RP. 🙂 :>
    A wiadomych frustratów i śledzienników omijam szerokim łukiem. Kurskim!!!

  12. Panie Danielu,
    Doskonale rozumiem chec zamiany, ale czy slynne siostry zasluzyly na tak niska cena.
    Po pierwsze sa Damami, przez duze D, natomiast nasi blizniacy nie sa gentelmenami w najmniejszym stopniu.
    Siostry, poza swietna gra w tenisa, sa superurodziwe, bogate i zawsze usmiechniete, a co mozna powiedziec o blizniakach?
    Siostry niejednokrotnie udowodnily w swoich wywiadach, ze maja bystre umysly i umieja sie wypowiedziec, natomiast blizniacy maja ogromne trudnosci w tworzeniu najprostszych zdan, po prostu dukaja. Zenada.
    Siostry znaja przynajmniej hymn amerykanski, co zreszta im wystarcza, bo sa Ameryankami. Blizniacy nie znaja nawet slow hymnu polskiego, co powinno ich po prostu zmiesc ze stolkow nastepnego dnia po wystepach.. Niestety tak sie nie stalo.
    O siostrach wie niemal kazdy na swiecie, a o blizniakach?………….. No moze juz skoncze. Chce oszczedzic wstydu przede wszystkim sobie.

  13. Ja w sprawie wpisu”Lech Kaczyński jest profesorem prawa”Lech Kacziński nie jest profesorem to po pierwsze.Lech Kaczyński było nie było prawnik,będąc ministrem sprawiedliwości ,lub może zaraz po „minitrowaniu” powoedzał o Lechu Wałęsie i Wachowskim, ze są „wqielokrotnymi przestępcami”.Za to został skazany dwoma prawomocnymi wyrokami Sądu Najwyższego/ Może się pochwalić,że jest jedynym prezydentem z dwoma wyrokami na Swiecie/.Skazany za to co można nazwać głupim gadaniem,które by były ” na miejscu” w ustach „spieprzaj dziadu” po drugim piwku.

  14. Schmooze – der Tratsch (plotka)
    to schmooze – plaudern (prowadzic pogaduszki)
    Schmusen (niem.)- sciskac sie, piescic
    W moim slowniku nie ma slowa „shmoose”

  15. Uzupelnienie
    schmooze or schmoose also shmooze (shmūz) pronunciation Slang.

    v., schmoozed or schmoosed also shmoozed, schmooz·ing or schmoos·ing shmooz·ing, schmooz·es or schmoos·es shmooz·es.

    v.intr.

    To converse casually, especially in order to gain an advantage or make a social connection.
    v.tr.

    To engage in schmoozing with: “how to be a professional artist—how to be a businessperson, how to schmooze the collectors” (Paige Powell).
    n.

    The act or an instance of schmoozing.

    [Yiddish shmuesn,

  16. Do Heleny. Shmooze znaczy tyle co mingle, czyli lazic miedzy ludzmi, rozmawiac o niczym czyli – socjalizowac sie:).

  17. Panie Danielu,
    Staremu Williamsowi Kaczyńskich oddaję za darmo. Pokrywam nawet koszty spedycyjne.

  18. O panu Bohdanie Tomaszewskim życząc mu pełni zdrowia .
    To On w drugiej polowie lat 50-tych kiedy nie bylo Telewizji swoim komentarzem potrafił słuchajacym kompletnie przybliżyć widowisko .
    Jako sam b.młody lekkoatleta do dziś wspominam jego relacje z Mistrzostw Europy w LA w Sztokholmie w 1958 roku , a szczególnie jeden fragment ,ostatnie okrążenie biegu na 3000 m z przeszkodami .Chromik Rżyszczyn, Rżyszczyn -Chromik mówil tak niby w koło i zakończył Chromik – Rżyszczyn .Widziałem ten bieg , choć go niewidziałem .Dwa slowa , a ileż ekspresji, pełne widowisko na dłoni podane.
    Zdrowia panie Bohdanie !!!

  19. Anca Jan to byl Ciszewski…
    Tomaszewski Jan stal na bramce chamskiego sportu dla ludu…
    Inny za to to Boghdan Tomaszewski rowniez kibic zarowno chamskiego sportu jak i elitarnego nalezacego do elit post PZPR-owskich… (?)
    Teraz sobie wyobrazcie lud z Polski Ludowej oglada orlow Gorskiego a elita czyli Passent z Rakowskich schmoozuja sobie przy gruzinskim koniaku…
    Ciekawe dlaczego musial upasc PZPR zeby mogly byc mozliwe prawdziwe turnieje w tenisa skoro partia robotnocza kierowaly same scmoozujace elity?
    Lech Kaczynski jest profesorem UKSW.

  20. shmooze – (Yiddish) a warm heart-to-heart talk

    schmusen tak jak podal passpartout

    Dla Autora i Czytelnikow blogu serdeczne pozdrowienia z wiosennymi zyczeniami jak najwiecej tak „shmooze” jak i „schmusen”

  21. „Od czasu do czasu Państwo zastanawiają się, czy i jak reagować na wpisy kilku oszołomów, obsesyjnych nienawistników, którzy wykorzystując tolerancję moderatorów z „Polityki”, rozpychają się na blogu. ”

    Najlepiej moderatorów przesłać na przeszkolenie na Mysią. Chyba jeszcze paru towarzyszy jest na chodzie i pomoże 🙂

    pozdrawiam
    Bernard

  22. Ale czemu KGHM?

  23. Panie Danielu,

    wielkie dzieki za ten felieton 😀

    Sama gram w tenisa lata cale i bardzo lubie ogladac turnieje.Szczegolnie uradowalam sie,gdy takiej rangi turniej znalazl miejsce w Polsce.
    Szkoda tylko,ze sporo jeszcze prowizorki.Oby tylko nie zostala na „stale”,jak to czesto w naszym kraju bywalo!!! 😕

    Pamietam pierwszy turniej masters,transmitowany przez TVP,w ktorym gral W.Fibak z Orantesem.
    A komentowal oczywiscie wspanialy B.Tomaszewski. To nic,ze W.Fibak przegral( jak tlumaczyl,troche za sprawa Douglasa-pamieta Pan?),w komunie bylo to duze wydarzenie!!!

    I pomyslec,ze teraz takie transmisje,to „normalka” 😀

    Zycze duzo,duzo ZDROWIA Panu Tomaszewskiemu 😀

    Pozdrawiam.

  24. Panie Redaktorze,

    jeżeli już zamieniać to osobiście wolałbym Szarapową lub Hantuchową.
    Williamsówny to trochę takie „tenisowe roboty ” – napisałem to bynajmniej nie mając zamiaru kwestionować ich tenisowego mistrzostwa.

    Pozdrowienia

  25. Tak, tak, ci bezczelni wykorzystują tolerancję moderatorów „Polityki”. Pan by chętnie usuwał komentarze nie „po linii”. prawda Panie Redaktorze?
    Swoją drogą ten blog w komentarzach wygląda zawsze tak samo, garstka lizusów drapiąca się nawzajem po pleckach. Ty mnie podrapiesz, ja ciebie i karuzela się kręci, a jak ktoś ma inne zdanie, to go ignorem. Ignorem go, a jak!

  26. Przepraszam pana redaktora BOHDANA Tomaszewskiego!!!
    Z rozpędu napisałam Jan Tomaszeweski – też sportowiec, ale nie ten!!!
    Posypuję głowę popiłem i jeszcze raz i jeszcze PRZEPRASZAM
    Tak mi się poputrało…:-x

  27. A mnie jednak robrajajaco bawi jak sobie elita scmoozuje…
    To jak Lew Rywin proponujacy koszerny biznes Michnikowi i Urban z Passentem nad katolicka ciemnota biadoli.
    Oj myszygiene…

  28. Szanowny Gospodarzu

    W starym dowcipie stało:
    „Zamienię teściową na psa. Różnicę dopłacę.”

    Przy propozycji zamiany braci Kaczyńskich na siostry Williams pojawiają się co najmniej dwa pytania:
    1) Czy stać nas na dopłatę?
    2) Czy chcemy (możemy) im (USA) zrobić takie świństwo?

    Drugie pytanie chyba mniej ważne: to taki duży kraj i tolerują nawet W. Busha. Ale pierwsze chyba nas puści z torbami i to do szóstego pokolenia. Oni pewnie na to by poszli, od kiedy Murzyni u nich to też ludzie i nie chcą wykonywać niewolniczych prac.

    Pozdrawiam
    Qba

  29. proces7 pisze: „Tak, tak, ci bezczelni wykorzystują tolerancję moderatorów ‚Polityki’. Pan by chętnie usuwał komentarze nie ‚po linii’. prawda Panie Redaktorze?”

    Chodzi o tolerancję moderatorów ‚Polityki’ dla chamstwa niektórych komentatorów, które – jak sądzę – jest rzeczywiście nie ‚po linii’.

  30. Dołączam się do sceptyka, też mogę partycypować w tych kosztach. Są one mniejsze od kosztów rządów dwóch braci K wraz z przyssawkami. Warto pomarzyć!
    Pozdrawiam.

  31. Daniel Passent napisał:

    „Od czasu do czasu Państwo zastanawiają się, czy i jak reagować na wpisy kilku oszołomów, obsesyjnych nienawistników, którzy wykorzystując tolerancję moderatorów z „Polityki”, rozpychają się na blogu.”

    Może lepiej byłoby po prostu agresywnych kaczystów wycinać z komentarzy? Przecież blog, jako bardzo specyficzna forma publicystyki jest z zasady subiektywny i „elitarny” (w sensie jasno określonego odbiorcy). Dlatego ani my-czytelnicy, ani tym bardziej Pan, Panie Danielu, nie powinniśmy być zmuszani do słuchania (czytania) ich nienawistnego bełkotu. Toż „Polityka” to nie (z zasady bezstronny) Reuters, „Polityka” to „tygodnik opinii” – konkretnie; ścierania się opinii, a nie obrzucania kaczym łajnem.

    P.S. Wiosenne felietony, odchodzące od nieprzyjemnego odoru IVRP, jak najbardziej popieram i proszę o więcej 🙂

    Pozdrawiam ze słonecznej Danii.

  32. proces7 – kiciu, kto Ci na odcisk nadepnal, ze jestes jak osa? Nie opodoba Ci sie, ze – jak piszesz – „karuzela sie kreci” , to przeciez nikt Cie na niej przemoca nie trzyma? Czy ktos Cie na tym blogu zignorowal, nie odpowiedzial, biedaku? Napisz cos jeszcze, ja Ci odpowiem, slowo honoru. Go and shmooze a bit, sweetie.
    No, chyba, ze po prostu masz niedobry charakter.

  33. Panie Redaktorze!
    Choć generalnie zgadzam się oczywiście z Panem w kwestii tak konieczności, jak i zalet hipotetycznej zamiany braci na siostry, to gorąco protestuję w kwestii szczegółów. Nie mam tu na myśli, Broń Boże, tego, że nie będę potrafił życ bez Wiadomych Bliźniaków, rzecz w czym innym. Nie podoba mi się styl sióstr Wiliams ani na korcie, ani w szczególności poza nim. Choc seria spektakularnych porażek kazała siostrom nieco sie utemperować, to jednak „pewien taki niesmak pozostaje”. O niebo wyższe posiadają walory we wspomnianej sferze choćby J. Henin czy Kuzniecowa. Mam w związku z tym propozycję: zamieńmy braci Kaczyńskich na siostry Radwańskie! Będzie to bardziej realne do przeprowadzenia, choc może się spotkać z protestem „określonych kręgów”, jako ze p. Agnieszka z entuzjazmem podchodząc do matury wyraźnie pragnie zostać wykształciuchem. pozdrawiam i dziękuję za fantastyczny pomysł zamiany braci na siostry (upieram sie jednak – Radwańskie).
    ps.
    Zgrzytnęła mi Pana wypowiedź w jednym miejscu. Podobnie jak Pan jestem zaprzysięgłym wrogiem stadionowej hołoty, niemniej jednak radośc Pańska z powodu wysokich cen biletów nieco mnie ubodła. Może się Pan faktycznie z tego cieszyć, gdyz stać go na bilety, mnie radować się ciężko. Jestem urzędnikiem państwowym niskiej bezczelnie rangi, z szalikowcami nic wspólnego nie mam, ale na korty „Warszawianki” nie poszedłem. Na takie ekstrawagancje za państwową pensję mnie nie stać, niestety. Warto, by Pan, dziennikarz lewicującej ongiś „Polityki” nie zapominał, że cena biletu (również i do teatru czy filharmonii) gwarantuje na trybunach (czy widowni) nieobecność nie tylko hołoty, ale też i tych, którym nienajweselej się w RP żyje.
    pozdrawiam serdecznie (na internet jednak mnie jeszcze stać)

  34. Skoro o propozycjach nie do odrzucenia mowa, trafiła w me ręce wypowiedź zza grobu wspominanego już w jednym z poprzednich odcinków poety Brzechwy, który taką oto ma opinię o propozycjach padających w polskim bajorku:

    SLD-yby, PO-aby, i PiS-aki
    Raz wpadły na pomysł taki,
    Żeby opuścic staw, siąść pod drzewem
    I zacząć zarabiać śpiewem.
    No, ale cóż, kiedy SLD-yby
    Śpiewały tylko na niby,
    PO-aby
    Na aby-aby,
    A PiS-ak
    Byle jak.

    Kwach wydął żałośnie skrzele:
    „Słuchajcie mnie przyjaciele,
    Mam sposób zupełnie prosty –
    Zacznijmy budować mosty!”
    No, ale cóż, kiedy SLD-yby
    Budowały tylko na niby,
    PO-aby
    Na aby-aby,
    A PiS-ak
    Byle jak.

    PiS-ak tedy rzecze: „Rodacy,
    Musimy się wziąć do pracy,
    Mam pomysł zupełnie nowy –
    Zacznijmy kuć podkowy!”
    No, ale cóż, kiedy SLD-yby
    Kuły tylko na niby,
    PO-aby
    Na aby-aby,
    A PiS-ak
    Byle jak.

    Odezwie się więc Kaczucha:
    „Straszna u nas posucha,
    Coś zróbmy, coś zaróbmy,
    Trochę żywnosci kupmy!
    Jest sposob, ja wam mówię,
    Zacznijmy szyć obuwie!”
    No, ale cóż, kiedy SLD-yby
    Szyły tylko na niby,
    PO-aby
    Na aby-aby,
    A PiS-ak
    Byle jak.

    Passent wreszcie tak powiada:
    „Czeka nas tu zagłada,
    Opuściliśmy staw przeciw prawu –
    Musimy wrócić do stawu.”
    I poszły. Lecz na ich szkodę
    Ludzie spuścili wodę.
    SLD-yby w płacz, reszta też, lecz czy łzami
    Zapełni się staw? Zważcie sami,
    Zwłaszcza że przecież SLD-yby
    Płakały tylko na niby,
    PO-aby
    Na aby-aby,
    A PiS-ak
    Byle jak.

  35. Proces7 na swoich blogach i forach sam hoduje lizusów. Kto się z nim nie zgadza jest obrzucany wyzwiskami i wulgaryzmami. On sam zablokował mi czasowo możliwość pisania na jego forum, stawiając mnie „w kącie” za krytykowanie go. Nie mogę sobie wyobrazić nikogo kto więcej razy złamał Netykietę. W końcu ma czelność przychodzić tu i kogokolwiek pouczać. Proszę go ignorować.

  36. Bernard, a jak myślisz, od kogo uczył się p. Dorn traktowania dziennikarzy w Sejmie?

  37. Andrzej Falicz,

    „Kaczyski w przeciwienstwie do Pana Passenta jest prezydentem Polski i profesorem prawa – nie DZIEKI prl ale pomimo.”

    Lech Aleksander Kaczyński jest doktorem prawa tylko i wyłącznie dzięki PRL. Natomiast co do jego profesury – mógłbyś podać rok otrzymania przez Lecha Aleksandra nominacji na profesora ?

  38. YKW,
    Pan Falicz profesurę uczelnianą myli z tytułem nadawanym przez Prezydenta. Wybacz mu. Wybacz mu także to, że nie pamieta boherstwa Pana Prezydenta w cytowaniu Włodzimierza Ilicza Lenina w wiekopomnej pracy doktorskiej Pana Lecha Kaczyńskiego. Pan Falicz napewno by chciał, aby miłościwie nam panujący Prezydent tytuł dostał, ale nawet sam nie może go sobie nadać. Już pomijam kwestie proceduralne – nadawanie tytułu samemu sobie – Pan prezydent nie spełania wymogów formalnych: nie ma habilitacji i jego dorobek naukowy, nawet z dziedziny prawa pracy nie jest zbyt imponujący. Paza tym habilitację się broni. Po ostatnich dziełach sygnowanych przez Pana Prezydenta, które trafiły do Sejmu, łącznie z nowymi regulacja dotyczącymi prawa pracy, mógłby mieć kłopoty z tą obroną, takie zwykłe, merytoryczne.

  39. Nie wierzę, aby na trybunach w turnieju tenisowym „Orange Prokom Open”, który odbywa się w sierpniu na kortach ziemnych w Sopocie zasiedli koło siebie byli i obecny Prezydent
    / wyjątek Prezydent A. Kwaśniewski / oraz byli i obecni członkowie rządu. W czasach PRL była taka drużyna piłkarska, w której grali obok siebie I-wszy sekretarz, ksiądz i naczelnik, ale to stare dzieje. Kortów tenisowych w kraju brakuje, a koncertowe muszle parkowe świecą pustkami, są może wyjątki. Prezydent wszystkich Polaków powinien aktywnie patronować wielu przedsięwzięciom, ponieważ muzyka łagodzi obyczaje, a sport łączy etc.. .
    PS. Jak donosi prasa regionalna w województwie świętokrzyskim prezesem Ochotniczych Straży Pożarnych został przedstawiciel PSL, który pokonał aktualnego wojewodę z PiS 3:1 !!. Walka o elektorat trwa, kto wygra poza miastem ten rządzi, a dbałość polityków np. o wyższy poziom kulturalno-sportowy młodzieży to bajka. Liczę na superatę od sióstr.

  40. – Dlaczego KGHM? – redaktor Passent był wyraźnie zdziwiony.
    – Węgiel kamienny jest passé, redaktorku, passé, passé, Passent. – stary Williams wypluwał słowa jak dobrze naoliwiona maszyna do wyrzucania piłek tenisowych. Wymawiał je z południowym akcentem, przeżuwał, oblepiał śliną, żółtą od tytoniu wirginia, tak że redaktor z trudnem je przyjmował na rakietę swego ucha ćwiczonego w akcencie bostońskim z domieszką midwestu.
    – Why? – ten return (od słowa return, który do peerelowskiej polszczyzny wprowadził Bogdan Tomaszewski) redaktora był szybki i dobrze mierzony.
    – Środowisko, passé, środowisko – Williams starał się zwolnić tempo, wprowadzić elementy small talk, poszmuzować – a z ropy chemia jest tańsza, technologie prostsze.
    – No to może inne surowce – redaktor przerzucił piłkę na backhand Williamsa.
    – No jakie, passé, jakież jeszcze surowce? Uranu nie macie, srebra trochę, hm …
    – Orlen – ostro skrócił redaktor, na co stary, kościsty Williams ruszył żwawo do siatki…
    – Co!? passé, razem z ruskimi mnie chcecie wykiwać? – i wyrzucił loba, który miał spaść o pól cala przed linią, ale był nieco za niski. Redaktor wyciągnął się jak struna (Dorota Sz. na trybunie zamilkła na chwilę), piłkę dosięgnął końcem rakiety, dlatego uderzenie nie miało już tej siły.
    – Z braćmi Kaczyńskimi – zipnął.
    – Tym bardziej – piłka trafiła wprost na rakietę Williamsa, co zaskoczyło redaktora.
    – Ale nie kiwać was razem z Kaczyńskimi i ruskimi, co to to nie, nie przejdzie – redaktor puścił długą piłkę, tak zamierzał, ale zahaczyła o taśmę i poszybowała na drugą stronę, na sam koniec pola.
    – Więc co? – skrócił Williams, na co redaktor podbiegł żwawo do siatki.
    – Dajemy wam Kaczyńskich, obu, w zamian za siostry.
    – Jak???
    – Bracia za siostry. Bracia brothers za siostry sisters.
    – I’m zgubiony lost?
    – I dorzucam przystawki – POdkręcił piłkę redaktor.
    – Nie, wolę surowce, świeże pure – Williams skrócił wzdłóż siatki, podkręcając przy tym jeszcze mocniej i w drugą stronę.
    – Okay, decyduj się jakie – podkręcił jeszcze mocniej redaktor.
    – Z Kaczorami deal nie przejdzie – Williams przerzucił na drugą stronę.
    – Co to ma do rzeczy – dosięgnął szorta redaktor.
    – Kaczory w rządzie to gwarancja!
    – Czego?
    – Że się nie dogadacie!
    – Niby z kim?
    – Z ruskimi for sure!
    – No to KGHM!?
    – Co chcesz za to?
    – Dwie siostry!
    – Głowacki dawał cztery!
    – Ja biorę dwie.
    – Dam jedną.
    – Którą?
    – Wybieraj!
    – Venus!
    – Nie!
    – Serena?!
    – Tym bardziej nie.
    BĘC – redaktor krok po kroku zbliżał się do siatki, ale tracił orientację w tej wymianie, aż dostał piłkę wprost w grdykę, jeszcze się schylił, cal, dwa cale … jeszcze chwila, uff, w leeeewo, jest unik w lewo, i piłka w aucie.
    – Game game. Przerwa break. Idę do toalety restroom – oznajmił Williams – jak wrócę to jeszcze pogadamy talk.
    – Szmuz schmooze schmuse – pokiwał redaktor i zaczął poprawiać struny w rakiecie.
    Ale stary Williams już nie wrócił. Co go przestraszyło? Toaleta restroom, czy Kaczory Ducks?

  41. A fakt, odświeżające to było, choć mogłem sobie tylko posłuchać stojąc w oknie.

    Lata temu, gdy byłem jeszcze mniejszy, a kapitalizm mniej bezwzględny, przekradałem się z kolegami nad kort i patrzyliśmy na graczy wisząc na drzewie. Niestety, Warszawianka uznała, że przez nas, golców, traci pieniądze i ogrodziła górkę. Od tego czasu tylko słucham zawodów, co nie odbiera mi przyjemności…

    Niemniej, w takich chwilach jak ta, żałuję, że nie prowadzę bloga poświęconego tematyce sportowej. Mógłbym przynajmniej spróbować poprosić o akredytację 🙂

    Lewy Sierpowy – niepokorny punkt widzenia
    http://zapiskizoblezonegomiasta.blox.pl

  42. Panie Redaktorze, Nie chcę odnosić się do meritum Pańskich blogów. Czytam je z przyjemnościa z powodu lekkości i dowcipu.
    Dobrze, że Pan pisze często, bo „Polityka” wychodzi tylko co tydzień. Zresztą „Politykę” czytam od lat sześdziesiątych z przerwą kilkuletnią w okresie „poźnego Gierka”. Wkurzalo mnie, że pisaliście tyle mądrych rad dla rządzących a nikt tego nie brał pod uwagę. Powodzenia !

  43. Mały przykładzik
    [quote]Z wypowiedzi Geremka wynika, że wymóg deklaracji lustracyjnej jest represją polityczną. To jaskrawy nonsens. Obowiązek ten dotyczy przecież wszystkich, jego wypełnienie niczym nie grozi (nawet byłym agentom), a służy wyłącznie obywatelom, którzy mają prawo wiedzieć, kogo wybierają – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”[/quote]
    Czego można dowiedzieć się jeszcze o Geremku? Pierwsze zdanie i już nie przystaje do rzeczywistości. Jest nonsensem. 🙂
    [quote]
    Obywatelskie nieposłuszeństwo (jak rozumiał je twórca tego pojęcia Henry David Thoreau i jego poprzednicy w średniowiecznej Europie) miało zastosowanie wyłącznie w sprawach zasadniczych. Ludzie decydujący się na nie zgadzali się brać na siebie konsekwencje z tego aktu wypływające. Decyzja Geremka nie spełnia żadnego z tych warunków.

    Bo oświadczenie, że wypełnienie po raz trzeci deklaracji lustracyjnej uwłacza jego godności, trudno traktować poważnie. Prof. Geremek nie ma najmniejszego zamiaru ponosić konsekwencji swojego czynu, czyli zrezygnować z mandatu. Odmawia uznania polskiego prawa i odwołuje się do arbitrażu (zaprzyjaźnionych) posłów Parlamentu Europejskiego. Wypowiada się dla prasy polskiej: „nie przewiduję utraty mandatu. Nikt nie ma prawa mi go odebrać. Jeśli ktoś odbierze, to naruszy prawo polskie i europejskie”. „Decyzja nie należy do pana przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej i jego mocodawców. Parlament Europejski rozważy kwestię, czy nie zostały naruszone prawa eurodeputowanego chroniące go przed represjami politycznymi”.

    Zgodnie z ustawą poseł, który nie wypełnia deklaracji lustracyjnej, traci mandat. Jak więc może to być sprzeczne z prawem? Okazuje się, że prawem jest to, co odpowiada prof. Geremkowi. Zasadę tę rozwija, tłumacząc, dlaczego uznaje ustawę lustracyjną za złe prawo. Nie wnikając w merytoryczne (wątpliwe) argumenty, nawet prawo uznane za złe powinno obowiązywać, zwłaszcza posła. W wypadku ustawy lustracyjnej nie doszło do naruszenia zasad demokracji ani reguł stanowienia prawa. Czy prawo winno zatem być akceptowane w zależności od indywidualnego uznania?
    [/quote]
    Za około tydzień ustawa będzie służyła co najwyższej jako ścierka.

    Jeśli obywatel wie, ze prawo jest nieuczciwe lub łamie inne prawa np przyrodzone może się mu przeciwstawić pomimo, że obowiązuje. Jest to indywidualna decyzja, absurdem miało by być szukanie wykładni w tej sytuacji. ( ➡ to wkręt do ostatniego zdania cytatu)

    [b]W wersji „na PIS” = ad absurdum – [/b]
    Pan W. nie rozumie a raczej nie chce zrozumieć idei ob. nieposłuszeństwa.

    Nie chodzi o to, że jeśli ktoś zabrania Ci pod karą śmierci np wolności słowa to możesz się nie zgodzić i stawić opór. Pomimo to nie masz obowiązku zgłoszenia sie do np NKWD i nałożenia samemu sobie sznura. Chodzi o to, ze robię to co robię otwarcie a władza jeśli może to niech mnie ukarze – nie będę uciekał. Myśląc tak jak pan W. zakaz o którym mówiłem jest zgodny z prawem w oczywisty sposób. W wersji W. opierający powinien popełnić de facto samobójstwo nie czekając na siepaczy (a więc samemu wymierzyć sobie karę – tak jak G. ma sam sobie wymierzyć karę zrzekając się immunitetu.)

    [b]W wersji soft [/b] – grzywna za mówienie niemiłych dla władzy rzeczy.
    Myślenie W. oznacza, że jeśli mówię to mam sam pójść po fakcie do jakiejś kasy i zapłacić grzywnę? Absurd. Mówię i łamię świadomie „bezprawne prawo”. Następnie policja mnie zwija a sąd wlepia grzywnę – płacę. Jeśli policja nie zwinie lub sąd nie zasądzi to nie płacę – w końcu chodzi o to by nie być karanym za mówienie. 🙂 A więc osiągam cel mojego protestu.
    Pan W. jednak woli żebym, skoro władza nie chce/nie może mnie ukarać, to mam się domagać kary – czyli sam mam się domagać wykonywania „bezprawnego prawa” przeciwko któremu protestuję. Ukarać się w sposób de facto bezprawny bo postępowałem zgodnie z przyrodzonym prawem do wolności? Złamać świadomie prawa, których się domagam? Czujemy absurd i drastyczne błędy w logice W.???

    Czyli według W. strajk w Wrześni wyglądałby tak. Dzieci mówią pacierz po Polsku a następnie wychodzą ze szkoły podporządkowując się prawu przeciwko, któremu stawiają opór (fajny opór całe 2 minuty). Nikt sie o tym nie dowiaduje i nikogo to nie obchodzi. A zakaz dalej jest w mocy.

    Jak widać W. rozumuje tylko wygodny jemu lub jego patronom.

    Gdyby to był Tylko Geremek… Ale mamy tu opór ogromnej liczby ludzi na poziomie, na który Bronek dekujący się w latach 80 w Paryżu, podczas gdy Oni byli gnojeni przez SB, nie podskoczy nigdy….
    🙂

    A propos Dorn złożył wniosek o przesunięcie rozprawy TK. – wniosek:
    a)eksperci PIS spisali ustawę na straty przewidując rozjazd.
    b) PIS chce mieć oświadczenia, aby móc „przeciekami” rozgrywać ludzi. Chce w ten sposób zmusić opornych do zadeklarowania się (wtedy dorobi im się gębę nie przestrzegających prawa niczym nasz obecny prezydent i minister rolnictwa) a jednocześnie otwierają sie spore przyszłe możliwości szantażu i walki politycznej na przyszłość – ktoś stylu Niezabitowskiej jest spalony, bo jednej strony wycieknie jego oświadczenie a drugiej teczka. Itp itd.

  44. Diaspora jest czujna! ( Albo – nie )

    Problem w tym, ze McKaczyzm powiedzial na wielu pietrach i kie-
    runkach passe. Warsiawka lubila komunizm ale niekoniecznie
    ten proponowany po 1953 przez „centrale”, w Polsce (?),
    ten po 1968.

    Warsiawka ekipy Gierka, tego „zachodniego belgijczyka” nie lubila,
    dlatego do 68 r. i po 68 r kortow tenisowych w Polsce nie rozbu-
    dowywano. Do 53 r. bylo absolutnie nie po lini, a po 53 r. lepiej
    bylo sie nie wychylac. Pan Redaktor moze tego nie wiedziec w tym
    czasie zajaty byl pobieraniem nauk, wiedzy o wielkim swiecie.
    Mowilo sie pokatnie i na ucho, ze ma zachodnie tendencje, upo-
    dobania.

    Odziwo, muszke zamiast krawatu w pewnych kregach tolerowano,
    oczywiscie po godzinach pracy, prywatnie, w kuluarach, na koncer-
    tach Ima Sumak, ale to tez bylo bardzo ryzykowne.

    Wojtek Fibak, Falaga, dla mlodszego pokolenia podpowiem, osiedle
    „Widok” w Krakowie.

    A te paszporty, lezace w szufladach SB? Dac? Nie dac? A moze?…
    A za ile?..

    To wszystko razem, nazywolo sie „najweselszy barak obozu”,
    smiesznie bylo w kabarecie „Pod Egida” – prawda?
    Kabaret „Pod Egida” zachodniego „belgijczyka” nie lubil, tej holoty
    ze Slaska, prawda?, oj nie.

    Wyglada na to, ze stan wojenny w 1981 general WJ wprowadzl
    tylko po to aby mozna bylo w Polsce nareszcie grac w tenisa.

    SLD & CO. sprzet do grania juz ma, brakuje tylko warunkow.
    A to jest problem. Innych racjonalnych powod Diaspora nie widzi.

    F.S. von/od Diasporski

  45. Andrzej Falicz jest zdegustowany jak można w felietonie łączyć na jednej płaszczyźnie S.Mellera i „aparatczyka” Szmajdzińskiego, będących dawniej na antynomicznych pozycjach. Ano drogi A.Faliczu na takiej samej zasadzie jaka funkcjonuje od wieków w Kościele katolickim – w jego „zastępie” świętych i błogosławionych (czyli w katalogu wzorców osobowych promowanych wiernym): w jednym rzędzie stoją tam np.
    bł. T.Torquemada czy bł. B.Gui (obaj sławni inkwizytorzy), a z drugiej św. Franciszek z Assyżu lub św. Katarzyna ze Sieny. O „osobowym” rozdarciu poszczególnych świętych już nie piszę – przykład św.Maksymiliana Kolbego jest tu aż nadto znamienny.
    Pozdro z życzeniami lepszego doboru argumentów (bardziej przemyślanych i logicznie spójnych).

    PS: Był apel o ignorowanie niektórych interlokutorow na tym blogu, lecz w tej materii nie moglem się powstrzymać.

  46. To w sprawie artykułu Wildsteina
    http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070507/opinie_a_1.html

    Nie wpisało mi sie….. 🙁

  47. Zaraz, chwileczkę. Kto wyeliminował Venus Williams w turnieju w Warszawie? Kuzniecowa, czy Bondarenko? A może stary Williams ma trzy córki: dwie bliźniaczki noszą te samo imię Venus?

    A mnie cienko skrzeczy uwaga JarkaK. Nie widzi on zależności między “drogawymi” biletami i niską popularnościa tenisa, jedynie interesuje go przepaść między drogawymi biletami, a jego zdecydowanie za niską pensją na państwowym. Otóż tenis najtańszym sportem nie jest. A jeśli jest to gra towarzyska, to nie dla wszystkich towarzyszek i towarzyszy dostępna.

    Zgrzyta mi natomiast oburzenie Gospodarza na samą ideę dezubekizacji. A może nie podoba mu się tylko jej wersje obecnie obracana w kregach rządowych. Czyżby znów miało być arbitralnie, jakiś pion IPN wraz z komisją z URM będą indywidaulnie przebierać w tych ulęgałkach. Jak ma być, tak może i nie będzie, niemniej zręczna puenta od słów “Kogo wyrzucą na bruk … ”, nie jest specjalnie sympatyczna. W końcu minimalną emeryturą wypracowana przeważnie w PRL musi się zaspokoić jednak spora rzesza ludzi. Czyż nie należy lata przepracowane w organach SB i podobnych organizacjach liczyć inaczej w kalkulacjach ZUSu? Nie całkiem jak chwalebne mundurowe w służbie ojczyzny? Pisała o tym “Polityka”, jak jakaś kobieta, ofiara prześladowań w stanie wojennym, w sądzie dowiaduje się, że jej prześladowca ma emeryturę trzy razy wyższą od niej. Chyba nie każdy temat nadaje się na żart.

  48. Panie Danielu! Coż za marny był to odpoczynek od „kaczystów” skoro w relacji z tego odpoczynku ich nazwisko pojawia się w co drugim zdaniu?! Czyżby to juz była jakaś mania prześladowcza? Proszę zadbać o swoje zdrowie (nie tylko fizyczne) Panie Danielu bo któż bedzie wtedy pisywał przeinteligentne felietoniki na tym blogu…

    Co do Post Scriptum – hmm – Panie Danielu!! Kto jak kto, ale Pan , taki orędownik tolerancji i wolnosci słowa (czy tylko mi sie wydawało?) namawia do cenzury?? Nie wierzę… Czyzby przypomniały się stare dobre czasy,kiedy racja była tylko jedna i nikt nie smiał jej (głośno) kwestionować?

    Czy to naprawde jest wystarczajacy powod aby skazywać kogoś na ostracyzm tylko dlatego ze nie jest paranoicznym antykaczystom? Panie Danielu… Chyba nie… zwłascza że te osoby przedstawiaja własnie argumenty w przeciwieństwie do tych którzy proboja ich nie zauważać i „zamiatać” pod dywan publicznej dysputy. Zamykanie się na fakty i rzeczywistość nikomu jeszcze nie wyszło na zdrowie…

  49. Blogowicze,

    co wypisujecie ? To miłościwie nam panujący Pan Prezydent nie jest
    profesorem – specjalistą prawa pracy? Rany Julek ! Wisła się pali !
    Głowę bym dał, że jest. Tak to jest jak stary poczciwina (tzn.ja) uwierzy na słowo (mówione i pisane przez media ).

  50. Bernard i Andrzej Falicz jak zawsze w stałej obryzgliwej formie jadem swym miłosiernym tryskają głównie na lewo , bo po prawej belkę maja w oku. Turniej oglądałem dzięki Polsatowi z tą przyjemnością, że Tomaszewski – syn komentował a i geny Ojca słychać było. Zdrowia życzę seniorowi Tomaszewskiemu Królowi Słowa Pięknego.

  51. Jesli chodzi o tollerancje to przypominam, ze Kostytucja RP gwarantuje kazdemu obywatelowi wolnosc wypowiedzi: …„Kazdemu zapewnia sie wolnosc wyrazania swoich pogladow oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”…

  52. Szanowny Gospodarzu (blogu),
    też miałem okazję słuchać nowojorczyków,
    co sobie chwalę. I też zwracam uwagę, że towarzystwo na widowni
    podobne z konceru na koncert.
    Dziś obejrzymy nowojorski balet w T. Wielkim.
    Prezydent Wałęsa gościem tej Muzy bywał.
    Sam pamiętam popisowy występ jego nastoletniej wówczas córy.
    Falicza czytam. Uważam, że wolność wypowiedzi jednym sprzyja,
    innym szkodzi.
    Po wymianie zdań na temat profesury Lecha Kaczyńskiego
    mam dwa wnioski:
    1. Falicz więcej o profesorskich dokonaniach prezydenta nie napisze.
    2. Prezydenckim profesorem Kaczyński nie jest (ale mu tego szczerze życzę!), ale bardzo chciałby być.
    Natomiast sprawa mundurowych emerytur zatrudnionych w SB i UB,
    jak o tym pisze mój poprzednik, wydaje się bardziej skomplikowana.
    Poza wydziałami zwalczającymi kościół, opozycję,
    były też te, ścigające przestępczość gospodarczą,
    zorganizowaną. Byłbym za indywidualną odpowiedzialnością
    każdego emeryta. Mieszkająca w Wlk. Brytanii prokurator
    straciła emeryturę drogą sądową i to bardziej mi odpowiada.
    Niestety, egzekucja sprawiedliwości kosztuje.

  53. Zachwycaliśmy się tu niedawno kulturą polityczną Francuzów. Że tak gremialnie (85-procentowo) poszli do urn. Teraz możemy się razem pozachwycać, jak ci sami kulturalni wyborcy tłuką szyby i palą na paryskich ulicach samochody w proteście przeciwko kulturalnie wybranemu Sarkozy’emu. Trzeba przyznać, że daleko nam jednak do Francuzów – w Warszawie po wyborach nie spalono najmarniejszego roweru. Wstyd!!!

  54. Co do wypowiedzi pani Cargo,
    Przepraszam, że się wtrącam i wymądrzam , ale to można by rzec „w kwestii formalnej” zacznę od tego, że akurat chociaż świętobliwie nam panujący prezydent nie jest jakoś szczególnie mi bliski i nie mam o nim najlepszego zdania, to jednak wg. wikipedii Lech Kaczyński w „1990 uzyskał stopień doktora habilitowanego rozprawą pt. ‚Renta socjalna’ „. Zresztą o ile się orientuję to trudniej jest dostać stanowisko profesora uczelnianego bez habilitacji, aniżeli tytuł profesora (tzw. belwederskiego) nie legitymując się takową. Sam znam jednego doktora (bez habilitacji), który uzyskał tytuł profesora (obecnie zwanego profesorem „belwederskim”). Wprawdzie było to za czasów dawno minionych (w grę podobno wchodziły tu jednak oceny merytoryczne), a na tyle nie znam ustawy „o tytułach i stopniach naukowych”, żeby zdecydowanie twierdzić, że obecnie jest to również możliwe. Z drugiej strony nie słyszałem o przypadku stanowiska profesora uczelnianego, na które nastąpiło powołanie osoby bez habilitacji, tu jednak również mogę się mylić.
    Swoją drogą, to przy przejściu do nowego systemu z profesurami nastąpiło straszne zamieszanie, które zapowiadało chyba to co się teraz dzieje w innych obszarach życia publicznego, tzn. pomieszanie z poplątaniem. Kiedyś już to było skomplikowane z dwoma profesorami: zwyczajnym i nadzwyczajnym (czytaj. gorszym), a teraz, po dodaniu do tego jeszcze funkcji (stanowiska) profesora uczelnianego (mianowanego i nie mianowanego), to wszyscy się w tym gubią i nawet w środowisku „funkcjonariuszy publicznych” (tak zakwalifikowanych wg. nowej ustawy) czasem jest to obiektem dyskusji typu „kto jest kim i dlaczego” :-).
    A już podsumowując ten wątek, to parafrazując znane powiedzenie trzeba powiedzieć – nie tytuł zdobi człowieka – vide nasi bracia „nieomylni”. Pewnie każdy zna ludzi ze znaczącymi tytułami przed nazwiskiem, którzy nie są zbyt mądrzy , nie mówiąc już o ich charakterach różnych i różniastych. Z drugiej strony iluż jest ludzi bez formalnego wykształcenia a o głębokiej mądrości, przy tym nie pozbawionych bardzo pozytywnych cech charakteru.

    – Do czego prowadzi nie uwzględnianie powyższych faktów?

    Otóż sam przed ostatnimi wyborami prezydenckimi słyszałem wiele wypowiedzi (Najczęściej młodych ludzi , którzy jak to w wieku studenckim często bywa jeszcze nie mają zbyt wielu własnych obserwacji na temat otaczającego ich świata. Ale chodzi nie nie tylko o wypowiedzi takich ludzi, czasem ludzi nieco starszych, których dodatkowo uważałem za całkiem mądrych i pewnie takimi są.), które twierdziły coś w stylu: ” no nareszcie będzie ktoś mądry na stanowisku i do tego z tytułami”. Tym sposobem przyczyniło się to do tego co mamy. Nawet Lech Wałęsa, którego fanem ani też fanem jego mądrości nigdy nie byłem, czasem wypowiada się mądrzej i lepiej, aniżeli inny Lech dużo bardziej utytułowany- o ile oczywiście pominąć tytuły uzyskane z powodów honorowych (swoją drogą ciekawe ile ten drugi Lech takich zarobił, albo zarobi). To samo można powiedzieć porównując ich również pod względem moralnym i charakterologicznym co już z wykształceniem nie ma nic wspólnego. Stąd wszystkie dyskusje na temat wykształcenia powinny być moim zdaniem ograniczane do adekwatności i jakości tegoż, przy uwzględnieniu uzyskanych umiejętności i nabytej mądrości, również tej określanej jako „mądrości życiowej”. W zasadzie uczyniła to we wcześniejszej wiadomości Pani Cargo podając w wątpliwość kwalifikacje pewnych osób mimo posiadanych przez nie tytułów.
    Co do ekskluzywności sportu tenisowego i uwag wniesionych przez pana JarkaK, ja również mam ten sam problem. Pensja „funkcjonariusza publicznego” nie jest wystarczająca na takie rozrywki, o tyle jest to dla mnie mniej bolesne, że pochodząc z domu bez tradycji inteligenckich nie zdążyłem nasiąknąć skłonnością do takich sportów jak tenis ograniczając sie do tych bardziej plebejskich. Ale to jest właśnie kapitalizm – ci, którzy są albo zdolni i mądrzy albo sprytni na uczciwą lub nieuczciwą nutę i do tego posiadają dużo szczęścia, mają za co się oddawać ekskluzywnym rozrywkom , a inni nie. Jednak ci „inni” mogą (przynajmniej teoretycznie) uzyskać status majątkowy pozwalający im na te rozrywki. Myślę, że Panu Danielowi Passentowi chodziło też o to, że nawet Ci którzy mają pieniądze (vide posłowie partii przy korycie) nie mają wystarczającej, jak to nazwać hmmm, chyba „ogłady” , stosownej do tego np. by uczestniczyć w turniejach tenisowych w roli widzów lub w koncertach symfonicznych. Bariera finansowa, którą przytacza nasz gospodarz de facto rozdziela jednak tych którzy są od tych którzy mają ( w tym przypadku mniej), choć nie zawsze to działa, jak to w przypadku np. Pana JarkaK (no cóż ten przebrzydły kapitalizm). Choć może nie powinienem wygłaszać odkrywczych myśli typu „co poeta miał na myśli” szczególnie, że wydają sie one być (tzn. te „myśli poety”) wystarczająco klarowne.
    Cóż pozostaje mi tylko zazdrościć ogłady i możliwości finansowych bywalcom i mieć pretensje do siebie, że się nie przykładało do pracy/nauki kiedy trzeba było. A tak cóż pozostaje mi tylko narzekanie :-). Pozdrawiam wszystkich i jak ostatnio przepraszam za przydługi tekst (ach te moje kompleksy).

  55. Passent, Helena, Passpartout, Czarny Pijar :

    He’s been shmoozing his customers, they’re trying to to shmooz you – umizgac sie, wlazic bez…, urabiac kogos, czarowac, pozyskiwac wzgledy.
    To mingle – mieszac sie z tlumem, prowadzic nic nie znaczace rozmowy dla towarzystwa, mowic o niczym dla podtrzymania konwersacji.
    Sciskac sie po katach – fooling around; doslownie: necking.

  56. Ręce precz od ubeków!!!

    Tak nam dopomóż Pass.

  57. Ma byc Flaga a nie jak napisalem Falaga.
    Architekt, projekty stadionu olinpijskiego i jego perypetie
    z..?

    F.S.

    Ps.
    Jakie to szczescie, ze co niektorym udalo sie czmychnac
    np. do Australii – prawda?

  58. Każdy według swoich możliwości…:-)
    Właśnie wróciłam z wystawy w Ossolineum (bezpłatnie!), gdzie jest do obejrzenia na własne oczy rękopis Konstytucji 3-go maja. Odczekaliśmy długi weekend, aby się tłumy przewaliły i w spokoju – tylko jedna szkolna wycieczka w tempie wycieczkowym – obejrzałyśmy te dostojne pamiątki z epoki, kolejne wydania ustawy drukiem, medale pamiątkowe i parę eksponatów z darów Jana Nowaka Jeziorańskiego dla Ossolineum.
    Obejrzałyśmy przepięknie odrestaurowany gmach Ossolineum, polecam każdemu, kto odwiedzi Wrocław!!! Nabyłam za zawrotną cenę 10 zł spory tom listów JNJ do Jerzego GiedroYcia i odwrotnie.
    Czuję się dowartościowana i bardzo zadowolona.

  59. Odezwa do kibiców sportu

    Ja, Król Polskich Kibiców, dla co poniektórych samozwaniec, wzywam wszystkich kibiców sportu w naszym kraju, którym na sercu leży dobro sportu polskiego, a w szczególności piłki nożnej, do nieposłuszeństwa obywatelskiego poprzez zbojkotowanie najbliższych wyborów parlamentarnych. Zbojkotujcie dlatego, że polscy politycy, rząd, a Pan Prezydent osobiście, z euforią przyjęli przyznanie Polsce i Ukrainie organizacji finałów Euro 2012, a nic w tym kierunku nie robią.
    Czas nieubłaganie ucieka, a rząd i opozycja, pomimo deklaracji składanych przez panów Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, że dla idei Euro 2012 zapalą zielone światło bez względu na reprezentowaną opcje polityczną i będą jednym głosem popierać ustawy, które przyspieszą realizacje zaplanowanych inwestycji – nic nie robią. Zamiast grać w jednej drużynie, która nazywa się Polska, walczą ze sobą, już nie bardzo wiadomo o co, być może o stołki. Jedna orientacja polityczna usiłuje przekonać drugą o swoim monopolu na rację i w myśl zasady „czym gorzej, tym lepiej” zwalczają się niemiłosiernie, zapominając o swoich obowiązkach wobec nas, Narodu. Parlamentarzyści, pożal się Boże, dbają tylko o siebie, zapominając, po co zostali wybrani i kto jest dla kogo. Tabakiera dla nosa, czy nos dla tabakiery?. Nie wystarczy im, że sami znaleźli się w parlamencie, ciągną za sobą całe tabuny, ciotków, pociotków, a społeczeństwo ledwo wiąże koniec z końcem. A może by tak popracować społecznie – dla dobra kraju, dla samego splendoru bycia posłem czy senatorem, a nie wozić się tylko za pieniądze społeczeństwa?!
    Ostatnio media donoszą, że nie mamy szans wybudowania na czas stadionów, co jest wierutnym kłamstwem, chyba ze chodzi o… „reanimację trupa”, czyli Jarmarku Europa na terenach Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie. Nie słuchajmy pesymistów, hamulcowych, nieudaczników i sprawy bierzmy w swoje ręce. Panie Premierze! Na warszawskiej Białołęce można zbudować nie tylko nowy stadion, ale i Narodowe Centrum Sportu. Wysłałem ostatnio list otwarty do Pana, ale, widocznie zaginął w urzędniczym sicie. Wszyscy chyba się boją wskazać Panu, że podjął Pan nieszczęśliwą decyzje odnośnie Stadionu Dziesięciolecia, chyba ciąży jakaś klątwa nad tym reliktem socjalizmu.
    Na podstawie informacji prasowych można wyrobić sobie pogląd, że jesteśmy jakoby narodem nieudaczników, potrafiącym się tylko kłócić, politykować. Zadajmy temu kłam!
    Może jedni lub drudzy wygracie te wybory, ale już bez naszego – kibiców – poparcia. Przegracie je w oczach społeczeństwa, które ma już dosyć waszego PO-PIS-u. Liczyliśmy na Was, że jesteście w stanie zorganizować przynajmniej igrzyska dla mas – finały Euro 2012, ale jak na dzień dzisiejszy i na to nawet Was nie stać.
    Najważniejszą dla Was sprawą jest to, jak dokopać przeciwnikowi politycznemu, nie licząc się z realiami. Liczę, że ta Odezwa zmobilizuje Was i w Waszych programach przedwyborczych znajdą się zobowiązania współpracy z innymi opcjami politycznymi, współpracy dotyczącej harmonijnej i terminowej realizacji planu przygotowań do Euro 2012. I że po wyborach będziecie ten plan realizowali, by pokazać i światu, że Polak potrafi wywiązać się z obietnic i przyrzeczeń, tym bardziej że po mistrzostwach pozostałaby cała infrastruktura, która mogłaby nam służyć przez długie lata.
    Głosów wyborców nie potrzeba szukać za granicą, natomiast można je utracić we własnym kraju. Poddaję Wam to pod rozwagę. Zawsze pamiętajcie: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Pracujcie w myśl zasady „co masz zjeść dzisiaj, zjedz jutro, a co masz zrobić jutro, zrób, dzisiaj”. I wtedy na pewno zdążymy.
    Musimy! Tego życzę Polsce i sobie z całego serca.

    Ze sportowym pozdrowieniem
    Andrzej „Bobo” Bobowski
    Król Polskich Kibiców

css.php