Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

31.10.2008
piątek

Z Muzyki na Ziemię

31 października 2008, piątek,

Nie było mnie przez kilka dni na blogu, ponieważ uciekłem od codzienności na planetę Muzyka. Spędziłem trzy wieczory w filharmonii, zacząłem na prawdziwej uczcie dla miłośników Franciszka Liszta , a skończyłem we czwartek na olśniewającym koncercie orkiestry symfonicznej z Tuluzy (Messiaen, Grieg, Berlioz) z udziałem brazylijskiego pianisty Nelsona Freire i pod batutą młodego (31) szefa tej orkiestry, rewelacyjnego dyrygenta rosyjskiego, czy osetyńskiego, nazwiskiem Tugan Sokhiev. Po tym koncercie na Sali zapanował entuzjazm, wiwatom i bisom nie było końca, po Symfonii Fantastycznej Berlioza sala jak gdyby zamarła z wrażenia i nie chciała wypuścić artystów. Byłem zachwycony sposobem, w jaki Sokhiev prowadził orkiestrę i nawet nie przeszkadzało mi, że jest łudząco podobny do… Bronisława Wildsteina, tylko częściej się uśmiecha i jest pełen wdzięku.

Niestety, nazajutrz rano przyszło przebudzenie i powrót na Ziemię. Prezydent Kaczyński wysyła sprzeczne sygnały w sprawie euro. Podczas rady gabinetowej sprawiał wrażenie, że jest „za”, na konferencji prasowej mówił, że to dobra perspektywa, tylko kwestia czasu, a teraz wrócił do swojej kampanii wyborczej i straszy, że wprowadzenie euro może doprowadzić do 10-15 proc. zwyżki cen, starym pisowskim zwyczajem wspomina, że są „grupy zainteresowane euro”, wreszcie, że własna waluta to „niezbędny element suwerenności”. Ekonomiści mówią, że to bzdura (prof. Orłowski), marketing polityczny (prof. Winiecki), i ja mam takie samo przeczucie. Co to za suwerenność walutowa, kiedy złotówka skacze i opada jak szalona wobec głównych walut świata? Czy pan prezydent nie wie, co dzieje się za miedzą, na Słowacji, która jedną nogą jest w euro, a obiema nogami stoi mocno na Ziemi? Moim zdaniem – wie, ale buduje swoją pozycję na ludzkich obawach – na obawie, że zdrożeje, że opieka lekarska będzie dla bogatych (a teraz dla kogo jest?), że chcą zabrać pomostówki zamiast rozszerzyć je na wszystkich. Strach to wehikuł, który ma prezydentowi zapewnić reelekcję. Potwierdzają się obawy, że kostium polityka koncyliacyjnego, założony na rade gabinetową, był wypożyczony. Pan prezydent gra na strachu jak Paganini.

Minister Rostowski na posiedzeniu rady gabinetowej mówił słusznie, że gdyby poprzedni rząd zdecydował się na wstąpienie Polski do euro kilka lat temu, kiedy nasza sytuacja była  jeszcze lepsza, to od 1 stycznia 2009 r. mielibyśmy euro i dzisiaj znacznie mniej obaw. Ale IV RP była skupiona na suwerenności, integrację europejską traktowała podejrzliwie. Dzisiaj prezydent do tych obaw wraca.

Podobnie jest z emeryturami. Prezydent zapowiada weto w sprawie pomostówek, jeżeli lewica nie pomoże tego weta odrzucić, to budżet nadal będzie się wykrwawiał, i znów ze strachu – strachu przed niepopularną decyzją. Bo łatwiej przywileje rozszerzać, niż ograniczać, łatwiej sprzyjać związkowcom i „związkowcom”, niż się im narazić. Ma rację Jan Rokita, kiedy pisze w „Dzienniku”, że „To, co sprawiedliwe i solidarne należne, ma być przekształcone w bezpodstawny przywilej wyrwany groźbą i siłą. (…) Związki zawodowe próbują wywołać konflikt, który uniemożliwiłby – np. przez prezydenckie weto – wprowadzenie tego prawa w życie.” Oczywiście, Rokita nie jest dziś w rządzie, więc łatwo mu tak pisać (podobnie jak nam, dziennikarzom), ale w tej sprawie jestem za rządem.

Natomiast nie podoba mi się, jak rząd pograł sprawę z PZPN. Nie dziwi mnie, że po serii rządowych kiksów, środowisko działaczy zwarło szeregi i wybrało Grzegorza Lato. Dziwi mnie, że Zbigniew Boniek, faworyt rządu i – podobno – opinii publicznej, obraził się i odwrócił od organizacji, na czele której jeszcze wczoraj chciał stanąć. „Absolutne zero współpracy ze związkiem” – mówi. I dodaje: „Lato chciał rower, to niech pedałuje”. Teraz widać, że dla p. Bońka najważniejsza była prezesura. Nie dostał zabawki, to obrażony schodzi z boiska. Nie tak grał kiedyś Zbigniew Boniek. Znów zatęskniłem do filharmonii – tam grają czysto.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 49

Dodaj komentarz »
  1. W filharmonii grają czysto, wszak długo się uczyli i uczyć nie przestają. Są profesjonalistami. Dyrygent jest profesjonalny. Niechby dyrygował wbrew temu co orkiestra ma w nutach, jak nasi politycy wbrew temu co człowiek ma w genach, że tak nazwę psychologię, o czystości nie byłoby co marzyć.

  2. A ja rozumiem Bońka. Bo niby czemu ma firmować działania swojego konkurenta swoim nazwiskiem. Lato chciał być prezesem, uważa, że jest lepszy od innych, to niech sobie radzi.Przynajmniej sytuacja jest jasna – Boniek nie będzie świecić oczyma za Grzesia przed swoim francuskim przyjacielem i dobrze. Im szybciej PZPN skompromituje się do końca, tym lepiej dla polskiej piłki nożnej.

  3. Tak! Tak bardzo sie zgadzam z Panem Danielem, bowiem na chamstwo i cynizm rzeczywiscie jest dobre i wskazane jakies kulturalne antidotum.
    Nie wierze, ze wogole ktos sie spodziewal, ze kilka dobrych i przyjaznych gestow ze strony obojga Kaczynskich jest zapowiedzia normalnosci!!!!!!!!
    Tym Panom wogole nie mozna wierzyc, ani tez niczego powierzac.Widze jednak ( ku mojemu zdziwieniu ), ze Dodzio Tusk tez lubi te gry.
    Co do Euro !. Mam jedynie taki komentarz. spoleczenstwo polskie bylo dalece niewlasciwie przygotowane informacyjnie, psychicznie,ekonomicznie do wejscia w sklad Unii Europejskiej.Kolejny Rzad i kolejny raz ugaszczani jestesmy dziwnymi wyjanieniami, zapowiedziami co do Euro i zadnych specyficznych, przemawiajacych do wyobrazni sredniego Polaka informacji. Pare tygodni temu lecialem samolotem i sluchalem rozmowe dwoch jegomosci, ktorzy wzjaemnie sobie starali sie udowodnic jak po wprowadzeniu Euro bedzie drogo. Za 9 godzin lotu doznalem takiej edukacji ekonomicznej, ze ta posiadana i wyuczona to maly pikus.Nawet slyszalem kto personalnie ile zarobi w skladzie Rzadu na przejsciu z PLN do EURO. No coz, trzeba sie spieszyc z wprowadzeniem Euro. Moze sie zdarzyc tak ze Tusk nie wezmie w podroz do USA Lecha Kaczynskiego i ten ;poleci rejsowym samolotem, a tam za 9 godzin lotu tyle sie naslucha, ze jeszcze wprowadzenie Euro zawetuje.
    Smiac sie chce i plakac jednoczesnie. Rzeczywiscie Filharmonia albo Opera sa dobrym lekarstwem.
    Co do PZPN – Grzegorz Lato byl moim cichym faworytem. Mam nadzieje , ze nie zawiedzie oczekiwan wiernych kibicow. Tak wogole, jezli mozna w jakis sposob wymierzyc stopien cierpliwosci poslkich kibicow i porownac z analogicznymi danymi na swiecie, to z pewnoscia bylibysmy na stale w Mistrzostwach Swiata – bez potrzeby rozgrywania meczy eliminacyjnych.Miejsmy nadzieje, ze w PZPN zacznie sie dobrze dziac.Dzis to moze wygladac niczym pobozne zyczenie, ale kto to wie?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pięknie nam Gospodarz zagrywa, ale nie rozumiem co znaczy “rząd pograł sprawę z PZPN … po serii rządowych kiksów, środowisko działaczy zwarło szeregi …”. To wymaga wyjaśnienie. Jak miał rząd zagrać tę piłkę skoro ona szmaciana. Dlaczego pospolitych “związkowców” rozgrywać należy twardo, a piłkarskim dać pograć na całym polu? Jaką konkretnie taktykę miał rząd przyjąć, i ma teraz po wyborze Laty przyjąć, bo ta piłka nadal jest w grze?

    Inna sprawa, że suwerenności walutowej nie można mierzyć stabilnością kursów wymiany. Kanadyjski dolar, waluta w końcu było nie było siódmej gospodarki świata, w jednym tygodniu stracił 20 procent wartości w stosunku do dolara USA, następnie w dwa dni odzyskał 10 procent. Taki roller coaster rzucą w ostatnich tygdoniach każdą walutą. Trudno nazwać jena niesuwerenną walutą, a on fluktuował jeszcze bardziej niż PLN i CDN $. Trzeba sobie powiedzieć, że tak jak oddajemy część suwerenności do Brukseli i składamy je na ręce NATO i UE w zamian za bezpieczeństwo narodowe oraz dotacje rozwojowe i dostęp do rynku, tak oddanie suwerenności do Frankfurtu na ręce ECB daje nam inne korzyści. Strefa euro to nasz najważniejszy partner handlowy i turystyczny. Pomijając zakontraktowane dostawy energii z Rosji, ponad 90 procent obrotów jest z tymi krajami i ważne jest aby skaczący i niepewny kurs dla naszych eksportowo-importowych biznesmenów przestał być problemem i zmorą. Każdy turysta na wyjeździe do tych krajów traci 2-3% za samą wymianę, płaci tym chciwym bankierom. Ileż gospodarka skorzystałaby, gdyby jak wspomina min. Rostowski, euro wprowadzono wraz ze Słowacją, albo nawet Słowenią. Ale w Polsce – jak mówi stare powiedzenie – nie ważna jest gospodarka, ważni są ludzie. A tych można przestraszyć byle czym, każdą wariacją, nie musi być Paganiniego.

  6. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Rozumiem zachwyt Gospodarza mlodziezowka, w koncu na kogos lweica musi liczyc, to jedyna deska ratunku po plajcie otwierania Polski przez starych lisow w Krakowie. Komu wesolo i beztrosko temu wesolo, to tak juz jest z takim obrotem sprawy trzeba sie liczyc – c’est la vie (takie jest zycie) http://bobolowisko.blogspot.com

    Post Christum.
    Aby ulatwic blogowisku zrozumienie meritum sprawy, inaczej mowiac dojscia po wektorach do wypadkowej http://www.youtube.com/watch?v=fpvwh292VKI
    http://www.youtube.com/watch?v=ZMVql9RLP34 Wazne aby glos byl w centrum ustawiony, reszte sie dobierze w zaleznosci od koniecznosci – prawda?

  7. Dzień dobry Panie Redaktorze
    Koncert rzeczywiście rewelacyjny – nie chciałbym aby tak dyrygował pan BW.Swoją drogą byłem ciekaw czy Pan napisze o koncercie. Dzięki.
    Andrzej B.

  8. Grzegorz Lato – to nie wielki TUZ d/s zarządzania tą skomplikowaną strukturą PZPN .Jednak było mi przykro, iż nikt z dawnych piłkarzy spoza sali obrad komentujący to wydarzenie nie życzył dobrze temu dawnemu wybitnemu polskiemu futboliście . Pomijam Jana Tomaszewskiego ,dyżurny ekspert TVN24-wymaga opieki medycznej -jaka stacja taki ekspert. Większość tych dawnych futbolistów i dziennikarzy bez krempacji mówiła – Grzesiu to Gamoń ,nieporozumienie ,wieloformatowy nieudacznik po prostu niemal zero .Dlaczego?! Bo to jest Polska i nie wypada ziomkowi życzyc dobrze ?.
    Boniek fatalny , przed wyborami nie ukrywał ,że mieszkając w Rzymie ,jemu wystarczy nakrecić Karuzelę ( Sztab PZPN ) i wpadać na tydzień lub dwa wmiesiacu by zobaczyć jak się to kręci Ej ,ej Panie Zbyszku !.Jakie LODY miały sie kręcić ?! Czyżby chodziło m.in o torty medialne do podziału na Euro 2012 . Boniek sam się „wydutkał” z pomocą Listkiewicza ,a czarna robotę wykonał Ukrainiec ,może nawet nie świadomie ze swoją skandaliczną mową na sali obrad .
    PLatforma D.Tuska kolejny raz wyprowdziła się na szczere pole i dalej uczy sie gwizadać na PZPN .
    2.
    w sprawie zamiany złotego na euro . Wystarczy by dziennikarze pofatygowali się do sasiadów Niemców i zobaczyli , co My tam korzystnie kupujemy wpadając na kilka godzin ,To takie proste ,potem jeszcze obiektywnie opisać .Po pierwsze Prezydencie RP -Nie straszyć !!!bo to nie zamknieta Kumuna , Daremny trud, bezsilne złorzeczenia .
    .
    Jutro 1 listopada wyjątkowo piękny polski dzień pamięci .Na naszej Nekropoli w Szczecinie na niemal 170 ha ,możemy wieczorem mieć jak co roku , niewyobrażalnie wruszający spektakl światła wspomnień tworzacy jedyny tak wielki symboliczny obszar w Europie .

  9. Panie Redaktorze,
    chociaż filharmonia w środku miasta stoi, nie zakłócają w niej odbioru chóry rewelersów, przez co przekaz ze sceny nieskazitelnie czysty. Tak może być tylko w sali koncertowej. Jeżeli myśli się o wygraniu wyborów, to gra się i śpiewa, jak przeciwnik tego wymaga, albo na co przeciwnik pozwoli i dobrze postraszyć Polaka czarnym ludem. Już nie pamiętam – kto to był (Pan sobie przypomina..?), ale straszył niebotyczną ceną €uro i benzyny, inflacją owocową, Falangą… i wybory wygrał. Widać straszenie czarnym ludem opłaca się. Prezydent ma się od kogo uczyć.

    Jednak nie wszystkie prezydenckie obawy to ‚strachy na Lachy’. Weźmy po kolei.

    €uro. Kryzys doktrynalno-finansowy sprawia, że koniunkturalnie górę biorą argumenty zwolenników jak najszybszego związania się z gospodarkami wspierającymi się na €. Dominuje wielce uproszczony pogląd, że w silnej grupie państw wyżej rozwiniętych i zasobnych w rezerwy finansowe łatwiej się bronić przed atakami zdziczałej bestii finansjery spekulacyjnej, a gdy trzeba będzie polec, to przynajmniej padniemy w dobrym towarzystwie.

    Przed tą bestią bronić nam się każą ci, którzy jeszcze wczoraj (jak Witold Ostrowski) pieli z zachwytu nad dobroczynnym wpływem dzisiejszej rozszalałej bestii na wczorajszy rozkwit naszej gospodarki! Gdyby Pan spytał jeszcze niedawno W. Orłowskiego co nam najbardziej zagraża, usłyszałby Pan, że odejście od swobodnej gospodarki rynkowej, osłabienie tempa prywatyzacji i nadmierne apetyty pracowników upominających się o to, by ich ślimacze tempo ich zarobków przyspieszyło nieco w stosunku do leopardziego tempa wzrostu wydajności pracy. Liberalizm niekontrolowany – tak, ale nie dla wszystkich.

    Bo jak wygaszać wielki piec, kiedy surówka żwawym rytmem z niego płynie? Pracownicy nie powinni chcieć więcej, jeśli ich niskie zarobki są jedynym kołem zamachowym gospodarki (większa konkurencyjność polskiego towaru eksportowego, większa atrakcyjność inwestycyjna kraju przy mniejszych wymaganiach płacowych, itp. Jak chcą więcej, to podcinają gałąź, z której przecież nigdy nie powinni schodzić.

    Ci sami ekonomiści dzisiaj mówią tak: bójcie się nas i naszych poglądów wczorajszych i brońcie się, brońcie przed ich skutkami ucieczką w €. Najlepszym sposobem obrony przed nami jest dalsze słuchanie się nas.

    A gdyby Pan zapytał W. Orłowskiego czy wie, czy może przewidzieć jak długo potrwają destabilizacja światowych instytucji finansowych i jej skutki dla naszych krajowych finansów oczekujących na obiecaną przez D. Tuska reformę, odpowie, że będzie wiedział jak kryzys się skończy. Na wszelki wypadek jednak lepiej porzucić wszelkie nadzieje i oddać się pod opiekę silniejszym.

    Tymczasem, gdyby miało się okazać, że kryzys może być osłabiony i zażegnany na jakis czas gwałtownym przepompowaniem niefikcyjnego tym razem strumienia pieniądza uzbieranego z podatków wszystkich obywateli w przeciwną stronę niż fikcyjny pieniądz był dotąd pompowany do kieszeni waskiej grupy obywateli, to szybka ucieczka w € wcale nie jest koniecznością.
    Wcześniej, czy póżniej jeżeli UE się tylko ostanie, przed € nie uciekniemy, ale po co do niego uciekać, tracąc szansę na możliwość szybszego wzrostu gospodarczego, nieskrępowanego dyktatem Europejskiego Banku Centralnego, z czym mieliśmy do czynienia przez ostatnie szczęśliwe lata wzglednie szybszego rozwoju niz kraje strefy €.

    Precz z kolejnym dogmatem – dogmatem € jako lekarstwa na wszystkie bolączki i faktyczny brak reform rodzimych finansów! Jaki interes bedą mieli nasi zachodni bogatsi sąsiedzi, by przyspieszać nasz rozwój? Czy oni nie mają swoich lokalnych wyborców? Czy ich wyborcy zainteresowani są utratą rynków wschodnioeuropejskich? Czy w EU nie ma już tzw. interesów narodowych, Panie Redaktorze? Czas sie obudzić ze snu o wspólnocie interesów w dzisiejszej Unii.

    Reforma systemu ochrony zdrowia. Gdyby D. Tusk chciał reformować system i nie miał zapędów doktrynerskich, odwróciłby kolejność kroków, gwarantując w pierwszym rzędzie realność składki i pokazując koszyk usług, otworzył na argumenty opozycji, uwzględnił część poprawek do projektów, wprowadził instrumenty zabezpieczające przed ewentualnym niekontrolowanym procesem uczynienia ze szpitali fabryk pieniędzy kosztem kieszeni pacjentów. Ale on tego nie chce. Myślę wiecej – on nie jest zdolny do reformowania, on jedynie mydli oczy wyborcom rzekomo reformatorskim charakterem gabinetu. To co przedstawia jest zbiorem pomysłów poprzedników, ubranych w doktrynerski kaftanik, że rynek uzdrowi wszystko, a samorząd wie najlepiej, co finansować, nawet jak nie wie z czego. Poza tym rząd nie jest de facto autorem projektu, więc dlaczego wykazuje taką sztywność? (Poprawki – nie, referendum – nie).
    Czy to nie jest gra pozorów..? Ja na miejscu prezydenta uczyniłbym woltę.
    Wycofałbym się z referendum, powiedział, że za reformę odpowiada rząd, który ja obiecał, postraszył jeszcze bardziej jej przyszłymi skutkami i zaczął przynaglać. Lud swoje już usłyszał i zapamiętał, co kto głosił na użytek wyborczy. Prywatyzacja to nie jest najwieksze zło. Największym złem jest to, że za obecną składkę w skomercjalizowanych placówkach dostaniemy o wiele mniej niż dzisiaj, przed reformą. I nie będzie komu dopłacić do urealnionych. NFZ padnie pod naporem żądań. I będzie jak ma być – ratuj się kto może.

    Pomostówki. Ma Pan rację, Panie Redaktorze, osłanianie przywilejów socjalistycznych wybranych grup zawodowych, które szły w czołówce pochodów 1-majowych to głupota. Ekonomiczna, demograficzna, socjologiczna i kilka innych. Prezydent jednak wie, co robi. On ich nie chce osłaniać i wie, że to szkodliwe. Cynizmu nauczył się od D. Tuska. (Ile kosztuje kg ziemniaków i bochenek chleba?)
    Co szkodzi być przed wyborami po stronie ludu pracującego miast i wsi i okazywać taką sama troskę o żołądki przyszłych wyborców, jaką okazywał kiedyś D. Tusk pytając konkurenta o cenę ziemniaków, chleba i owoców..?

    Wygrywa wybory ten, kto więcej, bardziej umiejętnie nakłamie i naobiecuje.

    Pozdrawiam z zascianków Ciemnogrodu.

  10. Jednak muszę stanąć w obronie Docent L., drogi spokojny.
    Albo jest zacofanie w kraju zjednoczonym od 90 lat, a jeśli policzyć od rozbicia dzielnicowego to będzie z sześć i pół wieku. Bo u nas w sfederowanej Kanadzie, jak facet nie jest chory, to za boga nie dostanie centa zapomogi, jeśli nie podda się szkoleniu czy przyuczeniu do zawodu. Czy pan spokojny twierdzi, że Docent jest chory? A jaka jednostka chorobowa, że niedyskretnie zapytam.

    Nawet jeśli człowiek taki pisze na blogu en pasant, że polska gospodarka teraz w porównaniu dajmy na to z rokiem 1982 jest rozbita, zniszczona i oddana za bezcen, że jest potwornie zadłużona, gdy za komuchów zawiesiła spłaty długu, a teraz inwestorzy z kapitałem w zębach nadal walą drzwiami i oknami, że emigracja do Unii jest czymś większym i gorszym niż fala tzw. emigracji solidarnościowej (przeważnie za chlebem i to osób nieźle wykształconych), że połowa społeczeństwa żyje teraz w biedzie, w porównaniu z 90 procentami w PR, a wszystkie wskaźniki dobrobytu i jakości życia poszły znacząco w górę w ostatnich latach, zaś nawis inflacyjny już dawno wyszedł z obiegowego języka – to nie można twierdzić o nim, że jest chorym sklerotykiem i skazywać go na upadlającą w tym przypadku rentę chorobową. Trzeba mu dać szansę. Może niech dorobi w “Dziś”, zaś w lecie niech skosi trawę w parku, w zimie odśnieży ulicę. Ale w Polsce chyba jeszcze nie ma takiego liberalizmu, co?

  11. I znalazł Pan wytchnienie w Filharmonii. Jedyne miejsce dla oderwania się od szarej i prostackiej codzienności. Radzę przy okazji odciąć wszystkie polskie media, a szczególnie te wolne i skupić sie na francuskiej stacji TV MEZZO. Będzie Pan wniebowzięty dzień i noc. Tam także ostatnio grali fantastyczą Berlioza. Niestety w odróznieniu od konceru publicznego można się wzruszać tylko samemu. A w Krakowie od trzech lat nie mogą znaleźć dyrygenta. Co się ktoś pojawi, to go w łeb. Może ten Osetyńczyk?Ciekaw jestem jak ten zdegenerowany system PRL potrafił znajdywać takich wielkich dyrygentów jak Skrowaczewski, Markowski, Czyż lub Katlewicz. Życzę dalszych głębokich emocji muzycznych.

  12. Kaczyński i PiS w sprawie Euro uprawia polityczną agitację. Ale do mnie rzeczowe argumenty przeciw Euro przedstawiane przez członków Centrum im. Adama Smitha bardziej przemawiają niż jakieś ogólniki tego czy innego prorządowego profesora albo ministra. Jak Tuskowi i jego ministrom nie chce się przeprowadzić rzetelnej reformy finansów publicznych, to zawsze mogą wykonywać takie ruchy pozorowane jak ta hucpa z Euro. Społeczeństwo będzie miało podwyżki, a ‚rodzina i przyjaciele królika’ zyski z Forexu. I pewnie stąd ten pośpiech, aby nie stracić władzy, dopóki mają wpływ na ustalenie przyszłej relacji kursowej EUR/PLN.

  13. Euro – kto ma znajomych w Rajchu wie, jak bardzo obniżył im się poziom życia po wprowadzeniu euro. Wszyscy narzekali na drożyznę, bo ceny poszły w górę. Argumenty ekonomiczne są może i słuszne, ale strach pozostaje. Z drugiej strony łatwo będzie podawac znajomym z zagranicy oszałamiającą wysokosć zarobków – 350 euro (w moim przypadku), o ile nie mniej. Pomysł chodzenia do filharmonii jest słuszny. Trzeba się oderwać od polityki. Czy zauważyli państwo, jak wszędzie pełno jest prezydenta – Kaczyński raz powiedział tak, a raz nie…, itd. Jest to już tak męczące, że strach włączać radio i telewizję. Jakoś te dwa lata prezesury Jarosława zleciało szybciej, a ta prezydentura strasznie się dłuży!!!!!!!

  14. Bardzo spodobala mi sie idea wyslania Pana Prezydenta samego na nastepny szczyt w Brukseli. Wielka wiedza merytoryczna w dziedzinie ekonomi i finansow i nieograniczone mozliwosci intelektualne Pana Prezydenta gwarantuja wlasciwa reprezentacje Polski. Ze wzgledu na koszty telefoniczne polecam zaraz zabrac ze soba „Duzego Brata”, pozwoli to takze na odzwierciedlenie „UKLADU” sil politycznych w Polsce. Walki o krzeslo nie przewiduje, „dwoch takich…” miesci sie na jednym (pietrowo), a wizerunek Polski, w porownaniu z ostatnim szczytem, bedzie poprostu podwojny. Co do „pomostowek” to jestem za wprowadzeniem ich dla wszystkich. Przecietny polski emeryt, dzieki stanowi i jakosci polskiej sluzby zdrowia i nawykom (mozna czytac nalogom) i tak lezy krocej budzetowi na kieszeni jak jego europejski kolega. Co do € Euro, to nie Pan Prezydent, ale kryzys uniemozliwi wstapienie Polski w 2012 roku do strefy Euro. PZPN radze zostawic w spokoju, kto tam zaczyna mieszac zawsze budzi sie z reka w nocniku. Ci panowie chca „sie” i zwiazek koniecznie sami wykonczyc.

  15. Mam takie pytanie: Czy ktokolwiek z odnośnego Ministerstwa Pracy przeprowadził badania wśród „emerytów pomostowycvh” dlaczego chca iść na emeryturę i tracić w ten sposób możliwość zwiększenia emerytury. A mogliby zarobić dodatkowo i wyśrubować emeryturę, gdyby pracowali do 70 lat ? Przeciez ludzie są chciwi, nespa ?
    Odpowiedz jest dziecinnie prosta.
    Pracowników po piećdziesiatce od czasu wprowadzenia jedynego właściwego ustroju traktuje się w Polsce jak zarazę i darmozjadów.
    W całym kraju i w większości przedsiebiorstw, zarówno w małych firmach jak i wielkich korporacjach pogardza się personelem w wieku przedemerytalnym I TO JEST COŚ WRĘCZ OBRZYDLIWEGO , bo tego nie ma ani w Unii, ani w USA, ani w krajach Trzeciego Świata !
    Wiedza o tym wszyscy socjolodzy pracy, od czasu do czasu ukazują sie nawet w prasie wielkonakładowej takie badania na temat Human Relations np w wielkich zagranicznych korporacjach i co ?
    I nico !
    A potem pan Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców bezczelnie kłamie o póltora milionie darmozjadów i oszustów którzy nie chcą być traktowani w pracy jak śmieci i tworzyć „rezerwowej armii pracy”
    A Pan Passent włącza się dyskusji i pisze o „wykrwawiającym się budżecie „.
    Rzeczywiście, budżet w ciągu najbliższych 5 lat wykrwawi się na 40 miliardów !!!!
    Conajmniej !
    Przyczyną bedzie redukcja o 8 procent stawki podatkowej dla najbogatszych podatników, w wyniku wprowadzonej przez PIS , a niezmienionej przez PO reformy podatku PIT . Ewentualne wprowadzenie podatku liniowego, to kolejny skok na budżet. No, ale ktoś musi zapłacić za te prezenty.
    Narazie padło na nauczycieli i kolejarzy !

  16. Polityka nie zwalnia od umierania

    To bardzo nieładnie zostawić przez dni kilka samotrzeć blog i blogowiczów. Bez światłego kierownictwa Gospodarza, te stare chłopy czują się jak dzieci, zaś solidarnościowym maluchom się wydaje, że rzucił im się pod nosem wąs wałęsowy. I tak sobie ta polityczna gawiedź baraszkuje od wpisu do wpisu wielce szanownego autora, który ściśle wytycza jej progowe wartości dla głównego nurtu dyskusji. Stąd też zainspirowana i zaprogramowana polemika ściśle wypełnia główne koryto zrzutów wszelakiego rodzaju i nieczystości. Zgodnie z zasadami poprawności politycznej spływ następuje od niższego rangą urzędnika do wyższego. Ponieważ onże najwyższy blokuje przepływ nieczystości, więc pomawiany jest o rolę hamulcowego we wszystkich neoliberalnych procesach nakierowanych na przykręcanie śruby motłochowi. Zaś neoliberalny ludek podskakuje i pokwikuje z radości mogąc wyczyniać dowolne harce zwane wolnoamerykanką. Czyni to nie tylko w globalnej polityce Polski ale i na naszym blogu. Bardzo modne są ostatnimi czasy łupnięcia w plecy „sojusznika” politycznego, że aż dech traci. Można też szczypać w przedramię, kopać w kostkę i podawać nogę zamiast ręki. To takie nowatorskie gesty solidarnych europejczyków sprzyjające unijnej integracji, wyrabianiu miłości bliźniego swego i porozumienia na wspólnej do drodze Rzymu jako, że wszystkie drogi ponoć doń prowadzą. Gdyby ktoś nie wiedział to niech się przekona. Oczywiście o szlakach prowadzących za wielka kałużę nie wspominamy ze zrozumiałych względów by nie czynić przykrości swemu sojusznikowi strategicznemu, który posiada nas w głębokim poważaniu.

    Dla utrzymania utarczek, bojów i polemik na odpowiednio wysokim i szlachetnym poziomie Unia Europejska zaleca ostatnio wszystkim eurooptymistom bratanie się z Lisztem, Griegiem i Berliozem. O Schumanie na razie nie wspominamy, ponieważ w jego muzyce niczym w kwiatach ukryte są armaty, co w skojarzeniu z jego narodowością może budzić niewskazane skojarzenia. Natomiast muzykę Szopena uznać należy za zbyt rewolucyjną szczególnie w połączeniu z Polakami, znanymi z warcholstwa i destrukcji, a zatem może nie sprzyjać integracji wolnoeuropejskiej. Rozważyć można jeszcze przydatność monumentalnych dzieł Pendereckiego ale pozostaje tutaj wątpliwość czy są one osadzona w polskim nacjonalizmie czy ogólnoświatowym uniwersalizmie. O wielkiej twórczości Moniuszki również nie sposób mówić, ponieważ jest ona zbyt wielka ,uroczysta i podniosła inspirując Polaków, diabli wiedzą do czego, i ich ponure dusze, w których zagnieździła się Bogurodzica paraliżująca każdego ukrytego wroga i pozornego sojusznika.

    W takim stanie spraw wielkich z Polakami jest ambaras jako, iż dwóch ich nigdy nie chciało naraz. A w Unii Europejskiej wszyscy muszą alles zusammen budować kapitał i dobrobyt nielicznych, co tym zbolszewizowanym Polakom wydaje się nader podejrzane. Za onej babuleńki próbowano im wdrożyć komwospitanije, zresztą z wielce opłakanym skutkiem. Zatem liberałowie jako wielce znani specjaliści od wolności wszelakich,włącznie z wolnościami szlacheckimi starają się odwrócić polską kapotę na drugą stronę metodą kapwospitanija,obiecując każdemu solidarnemu plecak a w niej buławę wałęsowską.Tak wyposażeni dziarsko maszerujemy po Europie włócząc się od zlewozmywaka,do zlewozmywaka i mając pełne poczucie swobody, dumy, dokapitalizowania i nadziei…matki wszystkich odważnych. Tak dobrze jak dzisiaj w solidarnej Polsce żaden Polak jeszcze nie miał od 300 lat stwierdził, bez cienia wątpliwości Balcerowicz, pewnie myśląc o sobie.

    Zatem wstępujmy do wielkiej rodziny narodów świata i cieszmy się Berliozem,Griegiem przy udziale Nelsona Freire pod ruską batutą. Ludzie kochani co się dzieje. Nie dość, że odrzuca się polskich mistrzów, to znowu próbuje się nas wpuszczać pod azjatycką batutę. A my chcemy pod fascynującą i ozdrowieńczą batutę Wuja Sama,najlepiej Wuja „Diablu”, który niczego się nie boi i każdemu dostoi. Odrzućmy we wspaniałym europejskim stylu Szopena i Mickiewicza, Moniuszkę i Słowackiego, po cóż nam te krepujące więzi na krótkiej uwięzi. My musimy do Europy, balów charytatywnych, do stylu książąt, panów wójtów i plebanów. Wyrwijmy się z polskiego Ciemnogrodu, my musimy do mas,do roboty,do raju tam na nas czekają. Na przykład nasz znamienity obrońca i promotor Verheugen, który tak bardzo zaangażował się w polskie sprawy, że ostatnio oświadczył, iż Kopernik jest znanym niemieckim astronomem, no w każdym bądź razie nie jest Polakiem. Odbierają nam także Francuzi Szopena i Curie-Skłodowską, Amerykanie Pułaskiego, Anglicy Sikorskiego, Rosjanie Ciołkowskiego. Boże zlituj się nad nami miłosiernymi i ograbionymi. To co nam zagrabili,to i zagrabili ale reszta sama uciekła, na solidarną sromotę i demokratyczny pohybel.

    Po tym wielkim koncercie na sali zapanowało tak wielkie uniesienie, że wszyscy powstali z miękkich siedzeń. Zapanował nieopisany zachwyt i entuzjazm dla wspaniałej kultury śródziemnomorskiej, której fetowania nie było końca. Polacy szaleli w jednakim zapale z Niemcami i Żydami, wespół z rosyjskimi rodzynkami w tym wspaniałym burżuazyjnym cieście. Oby tylko zakalec nie wyszedł z tego przesłodzonego propagandowego zakwasu. Osobiście nic nie mam przeciwko świętom trzech kultur, niemieckiemu Oktoberfest, czy smacznym kasztanom na Placu Pigalle. Żeby jednak zapomnieć o bardzo polskim Święcie Zmarłych, to budzi mój smutek i sprzeciw jak przystało na starego i pełnego wiary bolszewika. W końcu nie wiem czy ta ja zszedłem na psy czy demokratyczni przewodnicy zeszli na koty, jako przeciwieństwo psów. Kiedyś pokrzykiwałem pełen zapału na tej trybunie, że jest to wynaradawianie, pozbawianie tożsamości i przekręcanie na nową miarę i wiarę. Dzisiaj już mi nieco pióra opadły i powiem głosem jednego z waszych idoli „róbta co chceta”, każdy naród ma to na co zasługuje. Jeżeli nie potrafi się uszanować śmierci, to tacy promotorzy nie są godni żadnej uwagi. Degrengolada to zbyt mało a idiotyzm zbyt dużo, ponieważ mieści się na granicy geniuszu.

    Nawiązując do Święta Zmarłych nie czuję się kompetentnym interpretatorem dogmatów życia religijnego ale podoba mi się taka formuła chwili zastanowienia, refleksji,wspomnień i szacunku dla minionych pokoleń,których owoce pracy są ostoją naszego życia. Umykanie od tych kwestii wydaje mi się świadczyć o bardzo niskiej kulturze,braku zrozumienia ciągłości egzystencji i wzajemnej zależności. Jest to przejaw destrukcji i atomizacji ludzkich losów,wobec których ludzkie życie zatraca swój sens.
    Jako zwykły zjadacz chleba mam prawo mieć również własny pogląd na ten temat.
    Umieranie jest uniwersalnym zjawiskiem dotyczącym zarówno ludzi,polityki, kościołów i struktur wszelakich .
    Niektórzy wręcz populistycznie twierdzą ,że jest to jedyna sprawiedliwość na tym bożym świecie.
    Chociaż, prawdę mówiąc, na ogół posiadacz walorów materialnych, tego świata, umiera zazwyczaj z niebywale większą klasą aniżeli przeciętny zjadacz chleba naszego powszedniego,czyniąc to niekiedy pod płotem.
    Stąd, gwoli sprawiedliwości ziemskiej, nie mamy prawa odmawiać głosu w tej kwestii tym , którzy nie znajdują się pod ochronnym parasolem wiary.

    Jest mi bardzo miło, że mój naród wbrew negatywnym skłonnościom niektórych polityków tak pięknie i chwalebnie kontynuuje i rozwija tę wspaniałą tradycję pamięci tych, którzy od nas odeszli raz na zawsze i ostatecznie. W obliczu śmierci najwyższej miary i próby idee nabierają znamion nicości i bezsensu. Śmierć winna uczyć szacunku i pokory oraz stanowić chwilę refleksji. W naszej pamięci tli się iskra wspomnień o nich, by w dzień Święta Zmarłych rozgorzeć refleksyjnym płomieniem.
    Człowiek nieodmiennie potrzebuje ciepła, miłości i dobra. Te wielkie uczucia zwykle ofiarowali nam Ci, których już nie ma.
    Byli oni naszymi przewodnikami, nauczycielami i naszą miłością. Przekazali nam swój najdrogocenniejszy dar: wiedzę, uczucia i kulturę.
    Jak potrafimy owe dobra wykorzystać zależy teraz już tylko od nas.
    Wydaje się, że jeśli w dniu Święta Zmarłych potrafimy zapalić znicz, chociażby na bezimiennej mogile, nie roztrwonimy wówczas ogromnego dorobku kultury ludzkiej.
    Kultury obligującej do chwili refleksji nad przeszłością i jej dorobkiem będących dla nas bazą ku otwarciu na nieznaną i złożoną przyszłość.
    Tylko bogaci doświadczeniem przeszłych pokoleń możemy kłaść podwaliny pod nowe budowle naszego życia omijając niebezpieczne rafy i mielizny.
    Jest powszechnie znanym stwierdzenie, że naród , który odcina się od swojej przeszłości nie ma żadnej przyszłości.
    Nawet jeśli ona nie zawsze dumną być musi, ale po to by stanowiła ona dla nas tak cenne wnioski i nauki.
    W tym niekończącym się pochodzie zmiany ludzkich pokoleń musimy starać się nieść bardzo wysoko sztandar najlepszych doświadczeń ludzkiego humanizmu odrzucając zdecydowanie negatywne wartości opakowane niejednokrotnie epatującymi imitacjami.
    Mam tutaj na uwadze chociażby takie zjawisko jak transponowane do nas z Zachodu Halloween.
    Jest to święto obce naszej kulturze i tradycji będące swego rodzaju wyrazem niesmacznego żartu.
    W sytuacji naszej złożonej i często bardzo dramatycznej historii walki o niepodległość, w której miliony oddały swe życie w przekonaniu, że następne pokolenia będą umiały to właściwie ocenić i docenić taka zabawa jest co najmniej niestosowną.
    I bardzo dobrze , że posiada ona na razie wymiar jednostkowy.
    Życie jest zbyt krótkie i kruche by oddać je w pacht złu i czynienie krzywdy bliźniemu.
    Nauczmy się szacunku dla siebie i innych.
    Śmierć nie musi być wyrazem zła i strachu.
    Kościół próbuje nadać jej wymiar narodzin nowego życia.
    Przypuszczam, że winna być ona symbolem naturalnych zmian w życiu ludzkim.
    Ponieważ mamy tutaj do czynienia z symbolicznymi narodzinami czyli początkiem, zatem i musimy mieć zakończenie pewnego procesu rozwoju zwanego śmiercią.
    Dla pewnych ludzi śmierć jest szansą i nadzieją, dla innych natomiast stanowi ostateczne i definitywne zakończenie.
    Należy mieć dużo odwagi i determinacji by przyjąć tę drugą koncepcję, bowiem pierwsza jest znacznie bardziej wygodna i komfortowa psychicznie.
    W takim kształcie ta postawa nie zawsze znajduje przesłanki dla dominacji nad postawami trudniejszymi i naukowo uzasadnionymi.
    Jako, iż żadna ze stron nie potrafi uzasadnić definitywnie swych racji potrzebna jest głęboka tolerancja, zrozumienie i umiejętność wybaczania.
    Chodzi o to by z różnic umieć czerpać ucząc się i wzbogacając.
    Powinniśmy zdawać sobie, przynajmniej w tym dniu sprawę że coś nam umyka nieuchronnie i bezpowrotnie.
    Dlatego śpieszmy się kochać jak często głoszą słowa nekrologów.
    Oszczędzajmy sobie słów gorzkich, złych i nieodwracalnych.
    Święto Zmarłych w polskich warunkach posiada jedyny i niepowtarzalny klimat oraz atmosferę.
    Tysiące świateł w ciszy i skupieniu drga wtórnym pulsem życia tych, którzy odeszli.
    Unosząca się wokół jasność i specyficzny zapach stearyny podkreśla niecodzienność tego metafizycznego zdarzenia.
    Opadające liście akcentują nieuchronne umykanie czasu dotykające nas wszystkich.
    Rodzi to uzasadnioną pokorę i skłonność do szlachetnej metamorfozy naszych słów, czynów i zachowań.
    Oddajmy należny hołd i cześć tym, którzy opuścili nas na zawsze.

    W tym kontekście polityczne utarczki solidarnych są śmieszne w swej nicości.
    Polityka nie zwalnia od umierania. Zaś po politykach pozostanie tylko tyle ile zbudują.
    Póki co, niestety, ciągle rujnują,w popisowy sposób.
    __

  17. Nikt nie pisze o muzyce … przy tym sporcie, gdzie rząd gra na kilku boiskach. A to ze “związkowcami” o pomosty, a to z PZPN o korupcję w polskiej piłce zdaje mi się, a to z Kaczyńskimi. Ci ostatni chcą ugrać choćby kilka punktów, oczywiście procentowych punktów na słupkach popularności. Do kwestii euro czają się jak pies do jeża, jak się to w Polsce mówi. Już nie idzie o euro, lecz o kalendarz dla euro – a mówi się, że prezydent na ekonomii się nie zna, a derywetywy takie w obieg puszcza, że nie jeden z braci Lehman by się schował. Ale argument z kalendarzem jest dobry do gry w klipy, bo skoro się mówi o kosztach przejścia na walutę euro, zapewne prof. Orłowski o nich wspomina, że są one minimalne, jak skłonność chciwych kupców-sprzedawców do zaokrąglania nowych cen w górę, albo w dół, zależy w którą stronę idzie towar (jakże nieubłaganie działa tutaj asymetria informacji i innych spraw w tych rynkowych transakcjach), więc niewielkie koszty i jednorazowe trudności są nieuniknione, to kalendarz nie robi różnicy – i tak trzeba przez nie kiedyś przejść. Gdyż z uwagi na poważne korzyści z wprowadzenia euro, im wcześniej tym lepiej. Ale ciemny lud może kupi – jak mawia wybitny polityk PiS – tę ciemnotę, ten kalendarz. A kto wcześniej nie kopnie w kalendarz, czyli nie odwali kity, ten poobraca sobie europejską walutą.

    Dodam jeszcze, że normalność w Polsce polega na tym, iż zapanował system dwupartyjny. Rząd jest jaki jest, dla przypomnienia jest on koalicyjny, opozycja okupuje ważne punkty oporu, ostatnio zdaje się ten opór sprowadzać do prezydenckeigo pałacu. Obie(główne) partie są prawicowe w sensie obyczajowym. NB, podobnie jest w Portugalii. Tam partią rządzącą są socjaliści. A opozycją? Socjaldemokraci. I opozycja ma prezydenta, który jest bezpośrednio wybierany przez naród. Taki oto kraj katolicki, który swój KK trzyma na dość krótkiej smyczy, szczególnie w sprawach majątkowych. Może jak skończy się prezydentura PiSu, jak w następnych wyborach do sejmu znów wygra PO, to potem ukształtuje się inna opozycja, ta z dawna wyglądana lewa noga.

    Z innej beczki – moje poglądy na gospodarkę, światową i polską, nie odbiegają wcale od opinii W. Kuczyńskiego, a ten jak ta gibraltarska skała widnieje obok na znak tego, że jego blog Gospodarz czyta, także wie jakie argumenty padają w sprawie kryzysu czy waluty czy innej emerytalnej przewalanki. Polecam “Tornado w gospodarce światowej” na tymże blogu. Jakże wesoło mi się robi, gdy blogowi sanculottes rzucają się na cały ten neoliberalizm, na Balcerowicza i “jego popleczników”, Rostowskiego, Gadomskiego, Kuczyńskiego – kto dopisze do listy – ach, jakże mi miło – T.O. A Gospodarz pisze, że prezydent “starym pisowskim zwyczajem wspomina, że są ‘grupy zainteresowane euro’”. Nie taki on wyłącznie pisowski ten argument. Wystarczy poczytać docenta z Marleny …

    … nikt nie pisze o muzyce, bo to nie jest blog pani Doroty.

  18. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    „A prawdziwym szokiem dla opinii publicznej było, kiedy Greenspan przyznał, że wojna w Iraku w rzeczywistości była wojną o ropę.” > http://www.rp.pl/galeria/61991,1,212725.html
    Mysle, ze z tej okazji mozna watazce mrg Aleksandrowi Kwasniewskiemu + calosci Corporacji oficjalnie skladac gratulacje za wprowadzenie Polski w gnojowke do ktorej ciaglo go/ich jak muche do „miodu” nie narazajac sie na pomowienia. Az dziw, ze polskie media zapraszaja Bokasse do udzialu w czym kolwiak, no ale skoro sie utozsamiaja(?) – a to co innego – prawda? Calosc > http://www.rp.pl/artykul/61991,212725.html

  19. Nie da się zaprzeczyć, Tugan Sokhiev rzeczywiście jest łudząco podobny do Bronisława Wildsteina. Wystarczy porównać fotki obu panów zamieszczone w dwóch zlinkowanych poniżej galeriach.

    Fakt, że Wildstein będzie odtąd kojarzył się Autorowi już nie tylko z listą tajnych agentów, lecz także z muzyką, jest pocieszający. Zaiste rację miał nasz blogowy kolega Telegraphic obwieszczając niedawno, że wracamy do normalności.

    http://images.google.com/images?hl=en&q=Tugan+Sokhiev+photo&um=1&ie=UTF-8&sa=X&oi=image_result_group&resnum=1&ct=title

    http://images.google.com/images?um=1&hl=en&q=Bronis%C5%82awa+Wildstein+photo&btnG=Search+Images

  20. Panie Redaktorze,
    może młodsi goście Pana bloga nie pamiętają tego gracza,
    ale w czasie mojej młodości Stanisław Terlecki z ŁKS
    walczył o miejsce w reprezentacji na mistrzostwa świata
    (w Hiszpanii 1982?), ale przegrał z kontuzją.

    Zyskała TVP w jego osobie znakomitego komentatora zawodów,
    oczytanego młodego człowieka, wówczas już bodaj absolwenta historii UŁ.
    Po którymś z fantastycznych spotkań naszej piłkarskiej drużyny
    Terlecki mówił, że dla niego piękny mecz
    jest jak znakomity koncert w filharmonii.
    Przynosi wzruszenie, daje emocje równe tym, co mistrzowskie wykonanie
    znakomitego muzycznego dzieła.
    A zdumiewające popisy najlepszych zawodników,
    którzy oczarowują zagraniami tyleż pomysłowymi i niekonwencjonalnymi,
    co perfekcyjnie wykonanymi,
    dają się porównać do wiruozerskiej gry muzyka na poziomie,
    na którym niesamowita technika pozwala instrumentaliście skupić się
    na ukrytych znaczeniach utworu.

    Czy nowy dyrygent orkiestry PZPN wzniesie się na taki poziom?
    Czy bliższy takiemu poziomowi byłby konkurent z włoskim paszportem?
    Moje doświadczenia piłkarskiego kibica pokazują,
    że niewielu mieliśmy wirtuozów.
    A próby błyskotliwego zagrania przez przeciętnych zawodników
    kończą się zwykle pożałowania godnym kiksem.
    Jako kiks chyba należy traktować wypowiedź nowego Prezesa
    o porzuceniu Ukrainy na rzecz Niemiec w roli współgospodarza Euro 2012.
    Kibice dają zawodnikowi zazwyczaj kredyt zaufania.
    Ale łaska kibica na pstrym koniu jedzie.

  21. U mnie, i owszem, jest o koncercie, a tak właściwie o Berliozie i innych muzycznych „straszydłach”…
    Panie Danielu, gdzież ten dyrygent był do Bronka podobny, chyba tylko na zdjęciu w programie. Innej postury, niższy chyba, buzia okrągła – i przede wszystkim przesympatyczny 😉

  22. @Panie Telegrafisto,
    tłucze Pan te swoje wywody ekonomiczne na klawiaturze z efektywnością
    jegomościa małorolnego, który w moim Ciemnogrodzie cepa używał do oddzielania ziarna od plew. Na Pana miejscu, z jego aspiracjami do glorii mędrców ekonomów, zebrałbym te swoje efekty młócki z tego blogu do kupy i przesłał do profesora kontraktowo-okrągłostołowego Balcerowicza jako załącznik do podania o doktorat w jego szkole. Efekt gwarantowany i dyplom w ciemno. Bez egzaminu i recenzji obeszłoby się, jak przypuszczam.

    Ekonomia to nie jeden dogmat, za który należy polec jak za wiarę. Historia ekonomii dowodzi, że dogmatów i dogmatyków było co niemiara i żaden z nich się nie ostał, nie ośmieszony przez trywialną rzeczywistość.

    Do historii odeszli wszyscy nieomylni, a ich szkoły legły w gruzach pod naporem zmieniającego się świata i świat nie ma o to do nich pretensji, ani oni do świata. Wielu z nich jednak zostawiło coś po sobie w postaci zasad i praw do dzisiaj uznawanych, chociaż żadnemu jednak nie udało się, jak dotąd, ująć swojej ‚nieomylności’ w uniweralnie dającą się stosować omniteorię.
    A Pan, Panie Telegrafisto, chce być pierwszy.
    No, dajże Pan szansę Balcerowiczom, którzy nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że ich guru zza wielkiej wody biją się już w piersi i o litość proszą. Pan ze względu na swoje mniejsze szkodnictwo naukowe i społeczne, ustaw się jak na ucznia czeladnika przystało na szarym końcu. A ponieważ ekonomia to dla Pana wyznanie jednej wiary, zachowaj skromność ministrantom należną. Za odprawianie mszy jeszcze się Pan nie bierz, bo się Panu porządki liturgiczne mylą i gotów Pan odprawiać mszę rezurekcyjną jedynie. Alleluja i do przodu!

    Ekonomia dotąd polegała na obserwowaniu i próbie opisywania tego, co się widziało, nie zaś co może się wydarzyć. Czas przyszły to zajęcie dla wróżbitów, jasnowidzów, futurologów, ale nie ekonomistów. Czas przeszły i przyszły obejmuje wiarę, kształtuje światopogląd, chociaż nawet w przypadku wiary dogmaty bywają zmienne. Ekonomia nie polega na wierze w jednego boga – merkantylizmu, protekcjonalizmu, marksizmu, ludyzmu, subiektywizmu, socjalizmu, keynsizmu, friedmanizmu, czy co tam Pan chcesz za przedmiot wiary wybrać. Jest w czym wybierać.

    Ekonomia, panie Telegrafisto, to próba znalezienia różnych odpowiedzi na te same pytania. Różne, proszę pana, a nie jednej, uniwersalnej i nie podlegającej krytyce. Pan jest przykładem konia, który ma założone klapki na oczy po to, zeby iść prosto do swojej stajni. Ta stajnia to miejsce wyznawców myśli naszego Zbawcy prof. Balcerowicza – Filara naszych przemian ustrojowych i drobnoustrojowych, jednego z Wielkich Nieomylnych. Przynajmniej Pan Balcerowicz tak uważa. A Pan Balcerowicz, zdaniem wielu, do których i ja się zaliczam, to jedynie zarządca majątku, który dla ratowania swojej stajni połowę gospodarstwa w ruinę obrócił. Za co chwała mu po wsze czasy, bo było od czego zaczynać od nowa. I to jest jedyny powód, dla którego przepuszczany jest przez bramę glorii do historii. Tej najnowszej, na szczęście. Inni, jak chociażby Władysław Grabski do pięt mu nie sięgają… Dawno i nieprawda…

  23. „Muzyka lagodzi obyczaje”

    Zaduszki i muzyka. A wiec Waldorff.
    Nie znalem prywatnego zycia pana Jerzego.
    Teraz jest ono upublicznione. I dobrze.
    Jak szlachetna osoba byla matka pana Jerzego.
    Panie Waldorff brak mi pana i panskiego Puzona.
    P.S.
    Puzon powinien miec swoj pomnik tam gdzie chadzal z nim Waldorff.
    J.P.II ma ich zbyt wiele.Pomnik dla Puzona.

    Slawomirski

  24. Pieniadz narodowy jest oczywiscie symbolem niepodleglosci kraju i dowodem istnienia niezaleznego zarzadzania gospodarka krajowa. Nie bez powodu wszystkie mocarstwa kolonialne zastepowaly stopniowo waluty krajow podbitych pieniadzem wlasnym. Poza jednak czynnikiem prestizowym istnieje znacznie wazniejszy dla istnienia kraju czynnik finansowy. Odrebny pieniadz oraz banki narodowe pozwalaja na kierowanie gospodarka krajowa w taki sposob by zapewnic jej mozliwie plynny rozwoj, niezaklocony interesami i kaprysami zagranicznej finansjery. Niedogodnosc wymiany walut jest wielokrotnie skompensowana tym, ze warzstwy rzadzace krajem a tym samym odpowiedzialne za jego losy maja takze faktyczna mozliwosc sterowania przebiegiem procesow gospodarczych. Jesli istotnie, w co bardzo watpie, jest obecnie celowe zwiazanie polskiej ekonomii scisle z gospodarka krajow unijnych to mozna to osiagnac wprowadzajac wymuszona przez NBP relacje wymiany 1 EC = 1PLN i doswiadczalnie sprawdzic czy istotnie korzysci z utrzymywania takiego zwiazku sa oczywiste. W ten sposob Polska nie pozbawialaby sie mozliwosci reakcji w przypadku negatywnego wyniku eksperymentu a jednoczesnie polska gospodarka nie bylaby uzalezniona od dyktatu EBC, ktorego interesy nie musza byc zgodne z interesami rozwoju gospodarczego Polski jako panstwa i narodu. Euro, tak zreszta jaki i inne waluty obecnie w obiegu, jest pieniadzem nadwartosciowym. Rozumialbym jeszcze gdyby byla to waluta oparta o zloto a wiec nie ulegajaca dewaluacji. Ale tak jak to wyglada obecnie to jest to zmiana typu „Zamienil stryjek siekierke na kijek”, ktorej wprowadzenie naruszy niezawislosc panstwa ale w zadnym stopniu nie wplynie na ustabilizowanie sie krajowej sytuacji finansowej. Co wiecej, niezalezny pieniadz narodowy chroni teren kraju w pewnym stopniu przed skutkami kryzysow gospodarczych w krajach unii. Jego usuniecie, tak zreszta jak i usuniecie barier celnych , mozna porownac do usuniecia membran komorkowych w organizmie zywym. Jest to decyzja dla takiego organizmu katastrofalna co widzimy na przyklad w wypadku infekcji wirusem Ebola.

  25. lizak, litości! Skracaj.

  26. T. Sokhiev podobny do B. Wildsteina. ! Powiedzmy , ze to specyficzne poczucie humoru jest powodem dla ktorego ciagle jeszcze tu zagladam.(zeby przeczytac co nieco)

  27. Szanowni odpowiadacze.
    Szlag mnie trafia, kiedy czytam ( a po prawdzie oglądam, bo szybko je przewijam) elaboraty wielu z was. Przecież pan Lizak et consortes wykorzystuje to forum, aby zaistnieć i podbić swe ego. Jeżeli komentarz jest objetościowo większy niż tekst komentowany, to jest to cos na granicy aberracji. Z zasady to „olewam”. Sadzę, że postępuje tak znakomita większość odwiedzajacych blogi. W odpowiedziach oczekuję zwięzłego zajęcia merytorycznego stanowiska a nie wygłaszania swojej „ideologii” korzystając z poczytności autora blogu.
    Proszę zauważyć, ze Janina Paradowska odpowiada na swoim blogu na część wpisów swoich interlokutorów, ale są to wypowiedzi na konkretne i waskie tematy. Zachecam gospodarza do podobnych działań.
    Pozostaję z szacunkiem dla wszystkich, także inaczej sądzących.

  28. Czytam te wpisy, drogi panie spokojny!

    Nie wdaje się w spór o wyższości jednych obchodów przełomu miesięcy października i listopada nad drugimi, ale to jest istny Halloween na tym blogu. Strach czytać, a jak się przeczyta duch zamiera. Kostucha €uro idzie, grzechocze kościami, rechocze z polskich strachów. W przebraniu rozszalałej dzikiej bestii spekulacyjnej finansjery zagarniającej swoją kosą przerażonych Polaczków do strefy €uro. Rozsypującej ulotki wśród ludu, a na nich dogmat: €URO LEKARSTWEM NA PODAGRĘ, €URO ZAPEWNI TOBIE PŁODNOŚĆ, A TOBIE WZWÓD. Kostucha trzyma Tuska za rękę, patrzy mu w wilcze oczy – nie reformuj finansów, daj nam wejść na rynki wschodnie. Ubrała się we frak i orkiestrą dyryguje jak osetyńczyk jaki. A drugą ręką zgarnia zyski z forexu. Za nią diabeł wcielony obniża poziom życia, ty Niemcze, przyjąłeś €uro – łup ci po stopie życiowej. Ty Irlandczyku – drożyzną cię ukatrupię. A ty Hiszpanie dumny – na kolana sprowadzę cię i do poziomu życia sprzed lat. I jeszcze koszmarek Kryzys mówi – €uro w Polsce? Po moim trrrrruuupie. A tam w kącie starowina się kuli, wypychają ją do robotu w polskim liberaliźmie, gdzie ją obrzydliwie potraktują i wzgardzą w wieku emerytalnym.

    Jakieś fakty? Jest. Kadett pisze o ślimaku i leopardzie czyli o stopie wzrostu zarobków i wydajności pracy. Spóźnił się o 3 lata, bo od tego czasu płace rosną o wiele szybciej niż wydajność i już pożarły wszelkie nadwyżki z poprzedniego okresu. Dodać warto do faktów, których jak na lekarstwo w tych komentarzach (dominuje wściekły bulgot), że w Polsce bezrobocie gwałtownie spada. Panie kadett – to jest bulgot co pan piszesz, nie ma do czego się nawet przyczepić taki wściekle gładki.

    Ale dzisiaj nadszedł dzień zadumy. Nad migoczącymi światełkami, i tak bez końca.

  29. Wildstein boli i Libera boli, prawda?

  30. Komuch

    Nie ma litości dla solidarności.

  31. Paolo – 14;22 – ja też się kiedyś denerwowałam a teraz przeskakuję i patrzę, co dalej. Lizaka nie przekonasz, on ci dumnie odpowie, że widać nie dorosłeś intelektualnie. Niech mu będzie. Ja się nie spieram ale i czytać nie mam siły. To jest taki człowiek, którego strach spytać o godzinę. Wyłoży ci historię pomiaru czasu, opowie o strefach czasowych, południkach, równoleżnikach, fazach księżyca, kalendarzach; juliańskim, gregoriańskim, chińskim i żydowskim, o konstrukcji różnych czasomierzy… ale za chińskiego cara nie dowiesz się od niego – która godzina. On tak ma. Są tacy, co go czytają z ciekawością i nawet komentują.

  32. DOROTA SZWARCMAN. Droga Pani Doroto, dziękuję za wizytę w en passant. Zapraszam częściej. Z ogromnym podziwem przeczytałem Pani refleksje na Jej blogu po koncercie Francuzów z Tuluzy. To, co Pani napisała o wykonaniu Symfonii Fantastycznej i o samym tym utworze – szalenie pouczające, imponujące. Podziwiam ile Pani wie i ile Pani słyszy słuchając tego samego, co inni. Koncert wywarł na mnie duże wrażenie, żałuję, że Freire ani Sokhiev nie dostali nawet po kwiatku. Co to za obyczaje? A co do jazzu na Pani blogu, to podzielam Pani troskę. Jazz, od kiedy przestał być muzyką oporu wobec ‚systemu’ oraz dowodem fascynacji Ameryką – przestal być mediom i wladzom potrzebny. Pozostała jedynie garstka entuzjastów. Nasza Fundacja Okularnicy im. Agnieszki Osieckiej wspiera coroczne warsztaty na Kalatówkach. Zapraszamy!

    TELEGRAPHIC OBSERVER pisze: „W Polsce nie liczy się gospodarka, liczą się ludzie”. Bardzo trafne i prawdziwe. Przyczyna jest prosta: to ludzie głosują w wyborach, a gospodarka głosu nie ma.

    WALDEMAR – ja też mam dość Jana Tomaszewskiego jako żelaznego komentatora spraw piłkarskich w TVN 24. Czy w Polsce jest tylko jeden były piłkarz, który umie sklecić kilka zdań?

    JASNY GWINT – dzięki za wzmianke o TV Mezzo, spróbuję, ale mnie do słuchania muzyki potrzebne jest radio albo filharmonia.

    WSZYSCY BLOGOWICZE polityczni. Gorąco polecam artykuł Stefana Chwina „Towarzysz Rafał ma głos” (w światecznej „Rz”). Rewelacyjna polemika z Rafałem Ziemkiewiczem na temat gen. Jaruzelskiego. Lektura obowiązkowa. Brawo Chwin!

  33. Paolo

    Proponuję popracować nad kulturą swego języka a język jak wiadomo jest lustrzanym odbiciem sposobu myślenia.
    Ja nie będę waści faszerował hot dogami, pizzą, frytkami i innymi osiągnięciami intelektualnymi demokracji.
    Jeśli ma pan takie potrzeby proszę sobie poczytać myśli skoncentrowane i nieuczesane Leca albo też innych klasyków solidarnych.
    Może Pan także postudiować książki Pana Wałęsy.
    Najlepiej żeby acan w ogóle przestał czytać.
    Mogą to za Pana czynić inni ,lepiej wykształcone papugi.
    Stąd przyznam, ja w ogóle nie rozumiem pańskiej bytności na tej platformie, sądzę że Pan się po prostu pomylił.
    Tutaj, niestety Drogi Panie, trzeba nie tylko czytać ale także myśleć.
    Nikt tej morderczej pracy za pana nie wykona, miły ochlokrato.
    Z uśmiechem na ustach zwracam się z prośbą o bardziej intensywną pracę nad sobą, w czym będę waści intensywnie towarzyszył, bowiem bez pracy nie ma kołaczy.
    A może Pan potrafi „kołować” bez pracy?
    Podkreślić jednak wypada, że czas tych „elit” mija już bezpowrotnie.
    Nawet Pan Greenspan złożył już samokrytykę.
    Proszę się zastanowić.
    Czytanie doprawdy rozwija.
    No początek polecam „Faraona”.
    A w ogóle to odbieram w Panu fachowca wysokiej klasy z Mysiej.

  34. Anca

    Jeżeli ktoś „tak ma” to pół biedy, gorzej gdy nic nie ma.
    Kapitalizm tego nie toleruje.
    Że też nie stać Panią na zegarek…
    Jak widzę Pani również na naiwne pytania chciałaby otrzymywać pełne odpowiedzi.
    Proszę spróbować w Totolotku lub na wyścigach konnych.
    Można też się odwołać do znanego polskiego Noblisty…
    Osobiście polecałbym Pani poszukiwanie szczęścia w miłości niźli w polityce, bowiem daje to Pani znacznie większe prawdopodobieństwo sukcesu.
    Życzę powodzenia.

  35. Lizak,w przeciwieństwie do wielu komentujących jest indywidualistą.Nie potrzebuje ani wsparcia ani zgody innych do satysfakcji z wyrażanych przez siebie poglądów.Można się z nim zgadzać albo nie,można czytać albo przewijać-wolna wola.I co ciekawe,większość krytykujących czepia się wpisów Lizaka nie ze względów merytorycznych ale głównie ze względu na obszerność wpisów i możliwość”zabłyśnięcia”krytyką.Dyżurny chłopiec do bicia-jak nie ma o czym to o Lizaku.

    Co potwierdza regułę 🙂

  36. Link do artykułu Stefana Chwina – http://www.rp.pl/artykul/212716.html .

  37. ANKA, 22.34. Obawiam się, że zagalopowałaś się nieco w ocenie Lizaka. Jeżeli nie masz czasu, że zbyt długie, to odłóż na potem, ale przeczytaj. Myślę, że niewielu jest teraz takich, co im się chce i potrafią mądrze i z pasją. Można się niezgadzać, ale czytać warto. Moim zdaniem bez Lizaka blog byłby ubogi, a tak jest jego ozdobą. Pozdrawiam.

  38. Anca;
    Tak , tak, przewijac to jedyne rozsadne wyjscie jak sie ma do czynienia z kims kogo bawi (moze cos wiecej jeszcze) bycie Fidelem C. tego blogu. Ale spokojnie , na dlugosci (wystapien ) sie to podobienstwo konczy. Chociaz moze nie tylko. Tamten tez chcial wszystkich uszczesliwiac na sile.

  39. Chciałbym, żeby muzyka nie tylko coś tam łagodziła. Podziwiam (sprawa gustu), ale także jeszcze odbieram i pozostawiam w pamięci wspaniałe koncerty, które krążą w moich myślach. I tak nie można łączyć unikalnych koncertów tych artystów z normalnym bytowaniem mieszkańców, którzy myślą o normalności między Bugiem a Odrą.
    Music zawsze istnieje, ale brakuje Cz. Niemena. Muzyka poważna + rock czyli jak ja to odbieram. Podziwiam wielkich takich jak Montserrat Caballe’ w „ Barcelonie” z F. Mercury lub L. Pavarottiego z Ianem Gillanem w „ Nessm Dorma”, ale w abonamentowej TVP (TVN) publiczno-niepublicznej najważniejsze są tylko hity czyli: „tańce na lodzie” lub „sex w wannie”
    Wybór G. Lato może być przebojem listy realisty, ponieważ pozostali myślą o Mistrzostwie Europy w 2012, a Legia nie posiada nowoczesnego Stadionu. Nowy Narodowy Stadion zaprojektowany jest na ruinach i zgliszczach Stadionu Narodowego, I tak wokoło Macieju.

  40. Lizaku – chciałeś być dowcipny i złośliwy… Udało ci się tak na 50% 😉
    Zegarek mam i to nie jeden. Bywa jednak, że mi się nie chce na niego popatrzeć, bo ciemno i musiałabym zakładać okulary – też mnie stać i mam.
    Kiedy pytam o godzinę, to chcę usłyszeć prostą odpowiedź, gdzie tu naiwność??? Co mają do tego wyścigi konne – w życiu nie byłam – albo toto lotek – nie grywam. Skąd przypuszczenie, że szukam szczęścia w polityce? Czy dałam powód?
    No i na koniec sentencja, którą powtarza każdy „prawdziwy mężczyzna”
    – chłopa jej brak! To wszystko wyjaśnia!
    Lizaku! gratuluje! W moich oczach położyłeś się na obu łopatkach bez bodaj szczutka w nos. Leżysz i kwiczysz. 🙁

  41. Anca

    A ja myślę, że to Pani coś chciała.
    Nie mam zwyczaju zaczepiania dam.
    Natomiast na żeńskie prowokacje bardzo aktywnie reaguję.
    Szczególnie inspirują mnie damskie stwierdzenia, że ja mam „to”, czemu nie zaprzeczam, bowiem wstydu mi nie przynosi „to” czego Pani nie ma.
    Nie zaprzeczam również, że niekiedy zdarza mi się leżeć na obu łopatkach.
    Przy czym odżegnuję się od imputowanego mi kwiczenia. No chyba, że ze śmiechu, w określonej sytuacji, gdy dama nie ma nic do zaproponowania. Tomasz, ach Tomasz, ach co ty Tomasz, to masz. Coś przerażającego jak ci poeci pozwalali sobie i dlatego jako polonistkę doskonale Panią rozumiem i cenię.
    Z poważaniem.
    Lizak

    PS
    Więcej słodyczy zaoferować nie mogę, nawet gdyby Pani założyła zegarek i okulary.

  42. Lusterko ,lustrerko powiedz mi przecie ,kto jest najlepszy
    na tym swiecie ?
    Boniek !!!
    Jestes piekny jak gwiazda w oddali ,ale wsrod wszystkich gorali
    jest piekniejszy Lato !
    „Zabral zabawki i ide ,do domu .„
    Prawo Panie Boniek ,Pan nie firmuje Laty ze swoim nazwiskiem? ,
    a co by bylo z firmowaniem POLSKI i nas wszystkich .
    NIE to TEZ ODPOWIEDZ.
    A swoja droga jakosc dziwne i typowo polska „solidarnosc ”
    w zalatwianiu sprawy .
    Hillary poparla Obame ,chinczycy za granica zebrali dla swojego
    kraju /olimpiada//mimo ,mimo/ miliard $ itp. itd. ,a nasz Bonieszek sie obrazil?

    Nie czytalam sprawy ,typowe polskie zalatwianie problemow,nie?

    Ilu wspanialych macie mezczyzn w Polsce !? i tacy uczuciowi !
    i wrazliwi! ,prawdziwe honorne szelmy !
    Lustereczko powiedz mi przecie ,kto jest „najpiekniejszy” na tym calym swiecie ?
    BONIEK. / nie Obama!,po prostu sexy! /

    Salute

  43. te szelmy ,to mialo byc tak zawadiacko !

    Jeszcze ,zaczna plakac ?!

  44. Lizaku! Wdeptałęś mnie w ziemię 😮
    Jeśli to ci pomaga i dowartościowuje we własnych oczach, to odbijaj się ode mnie nadal. Miałam wrażenie, że oprócz wykształcenia masz również kulturę.
    Jak to pozory potrafią mylić… 😥

  45. Szanowny Panie Passent,
    muzyka tez kosztuje, dlatego proponuje Panu pozostanie przy muzyce, a kwestie Euro pozostawic specjalistom.
    Z powazaniem.
    MA

  46. Anca

    Podzielam Pani wrażenie.
    Proszę jednak zrozumieć, że z kim przestajesz takim się stajesz.
    Zatem proszę o odrobinę tolerancji.
    Z szarmanckimi ukłonami.
    Lizak

  47. Lizaku – szczypta dystansu do własnej osoby jeszcze nikomu szkody nie przyniosła. Niekoniecznie inni widzą nas takimi, jakimi my siebie widzimy. Na własną, niewątpliwie doskonałą osobę warto spojrzeć z uśmiechem.
    To ułatwia relacje z innymi – z pewnością mniej doskonałymi osobnikami. 🙂

  48. Jako ktos kto tylko okresowo odwiedza blog i ” wpada” na dyskusje Lizaka Anci z uwagami Paolo nie moge uniknac komentarza, ze wypowiedzi sa tak dlugie, ze staja sie nudne i trudno je doczytac do konca. Tego sie pewnie nie da zmienic . To co smuci , podobnie jak przy ogladaniu ” dysput telewizyjnych” w Polsce to styl wypowiedzui pelen zlosliwosci, sarkazmu , silenia sie na dowcip , szukania rzekomo blyskotliwych porownan aby ” polozyc” przeciwnika , ” zgrywanie” sie itd itd. Chociaz … przyklad idzie z gory …..
    Ach jak przyjemnie byloby gdyby autozy przedstawiali swoje racje i poglady a mniej popisywali sie wlasna pseudo blyskotliwoscia i przemadrzalstwem .- ” Panie co Pan tam wie, przeciez nie bede z klamca i chamem rozmawial „

  49. Droga Anco

    Nigdy nie miałbym odwagi postrzegać Pani jako osobnika.
    A jeśli już, to tego piękniejszego i lepszego.
    Zapewniam Panią z pokorą, że mam bardzo duży dystans wobec siebie, bowiem inaczej już dawno trafiłby mnie szlag.
    Natomiast jeśli w bitewnym zapamiętaniu posunąłem się zbyt daleko ze swoim pałaszem, to uniżenie Panią przepraszam.
    Nie moją intencją było czynienie Pani sromoty.
    Pozostający z głębokim szacunkiem i sympatią, chcący się pięknie z Panią różnić, Lizak.

css.php