Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

16.11.2008
niedziela

Żeby Londyn był Londynem

16 listopada 2008, niedziela,

Drogie Blogowisko, melduję się z powrotem na naszym forum. Milczałem przez tydzień, gdyż po śmierci Mieczysława Rakowskiego nie chciałem pisać o byle czym, wolałem pomilczeć. Inaczej musiałbym się wdawać w polemiki z ludźmi złej woli lub ignorantami, jak ten, który w sobotnim „Dzienniku” potrzebował aż kolumny druku, żeby wykazać (?), że „Polityka” Rakowskiego nie była niczym specjalnym, tylko tubą reżimu. Tak wygląda uczciwe, kompetentne dziennikarstwo wolne od postkomunistycznych złogów.

Zamiast tego udałem się na tydzień do Londynu, i nie żałuję. Mam tremę, kiedy to piszę, gdyż setki tysięcy rodaków wiedzą dziś o tym mieście więcej niż ja. Ale „I’ll try my best”. Londyn – za mojej młodości siedziba reakcyjnej emigracji i stolica kolonialnego imperium – dziś stał się drugim domem dla tysięcy Polaków. Nie wiadomo ilu dokładnie, ale podobno pod względem liczebności nasi rodacy zajmują drugie miejsce po Hindusach.

Pierwsze, co mnie uderzyło, kiedy przyjechałem, to czerwone maki w klapach garniturów, na płaszczach, na ekranach TV, w gazetach, pod pomnikami i na maskach samochodów – a wszystko to z okazji 80. rocznicy zakończenia I wojny  światowej. Obchody zakrojone były na ogromną skalę, niektóre gazety przynosiły specjalne dodatki, np. „The Times” codziennie przez tydzień dołączał inną broszurę na temat The Great War, bo Anglicy „wielką” nazywają I wojnę, kiedy ponieśli największe straty w swojej – bądź co bądź długiej – historii. Kiedy byłem dzieckiem, zadałem mojemu wujkowi dziecinne pytanie: Kto ma starszą historię – Anglicy czy Niemcy? – Kiedy Anglicy mieli już parlament, Niemcy żyli hordami – brzmiała odpowiedź.

Także londyńska Polonia wniosła swój wkład w obchody, bo przecież koniec wojny to narodziny Niepodległej – była msza, pochód i przyjęcie w ambasadzie, które zaszczyciła nawet osobiście pani Irena Andersowa. I ja tam byłem, miód i wino piłem…

Po drodze zatrzymałem się pod pomnikiem premiera Sikorskiego, który stoi przed ambasadą, i przeprosiłem go za zbliżającą się ekshumację – moim zdaniem niepotrzebną. Nie mogę pojąć jak najwyższe autorytety państwowe i kościelne mogły na nią wyrazić zgodę. Przecież ekshumacja nie zakończy sporów, zwolennicy żadnej z hipotez (robota sowiecka, brytyjska, nieszczęśliwy wypadek) nie złożą broni. Ta ekshumacja to bezsens. Wieść o niej trafiła nawet do „Timesa”, chyba jako curiosum z Polski.

A propos „Timesa”. 15 listopada w londyńskim „Ognisku” (przy którym ogrzewa się Polonia od kilkudziesięciu lat, na której ścianach widnieją portrety wielkich rodaków, gdzie na piętrze duża sala, na parterze – restauracja, a wszystko w klimacie nieco archaicznym), odbył się Salon „Polityki” pod wodzą naszej koleżanki Ewy Winnickiej oraz działaczy Polish Professionals – prężnej organizacji młodej (aczkolwiek była i starsza) polskiej inteligencji. Temat: jak reagować na kalumnie w rodzaju „polskich obozów koncentracyjnych”, jak bronić dobrego imienia Polaków, gdy jest ono szargane. A szargane było niedawno właśnie w dzienniku „The Times”,  gdzie felietonista kulinarny (!) wyrażał się o Polakach per „Polacks” i pisał, że przodkowie dzisiejszej imigracji polskiej zabawiali się zamykaniem i podpalaniem Żydów w synagogach. Zareagowała nie tylko pani ambasador, pisząc list do redakcji (który, acz skrócony, ukazał się na łamach), ale i środowisko Polish Professionals, które zgromadziło 1300 podpisów pod petycją skierowaną do „Times’a”.  Wywiązała się ożywiona, acz niedokończona dyskusja na temat: Ile jest prawdy w stereotypach? W czyim imieniu autor pisał? Komu służą takie publikacje? A Gross? A Jedwabne? Czy warto kruszyć kopie? Jak powinniśmy na to reagować? Jak Brytyjczycy podchodzą do swoich zbrodni w koloniach?

Ale nie po to jechałem do Londynu, żeby dawać odpór, tylko żeby zobaczyć „ile Londynu w Londynie”. Ku mojej radości, okazuje się że – mimo ogromnych zmian – nadal dużo. Zmienili się przede wszystkim ludzie – chyba nigdzie nie widziałem (stosunkowo) tylu cudzoziemców, co w Londynie – biali i kolorowi, w kwefach i w czadorach, rozmawiają (niektórzy krzyczą)  we wszystkich językach. W British Museum zakwefiona nauczycielka prowadzi lekcję z dziećmi różnych ras, w chińskiej restauracji kelnerka nie rozumie najprostszego pytania. „My English very little” – odpowiada, okazuje się, że jest tu dopiero drugi miesiąc, a jej koleżanka, która nadeszła z odsieczą – już pół roku. Mówią, że są studentkami i pracują „part-time”. W hiszpańskiej restauracji na Charlotte Street (pyszne mule!) niektórzy „Hiszpanie” nie mówią po hiszpańsku. W hotelu assistant manager jest czarny jak heban, ale podłoga skrzypi tak samo jak dwadzieścia lat temu.

Wiele muzeów, na czele z British, Victoria & Albert oraz Tate Britain  jest nadal bezpłatnych. Chodziłem aż do bólu – na starość okazuje się, że przy zwiedzaniu (podobnie jak w pracy ambasadora) najważniejszy jest zdrowy kręgosłup. W Tate miałem też romantyczną randkę z moimi przyjaciółmi – Zygmuntem i Izą Krauzami. Przyjechali na koncerty z okazji 70-lecia Zygmunta! (Z tego powodu zabrakło go na koncercie jubileuszowym w Filharmonii Narodowej). Jeszcze przed wyjazdem,  w Warszawie, umówiliśmy się na spotkanie w Tate, żeby wspólnie kontemplować Turnera. Ku naszemu zdziwieniu, w długim hallu Tate, odbywały się normalne biegi. Ludzie, w strojach sportowych,  ścigali się po korytarzu jak gdyby dla ożywienia sędziwego gmachu. W British Museum nastąpiła przebudowa, o której nie miałem pojęcia. W muzeach – i to chciałem odnotować – moc wycieczek szkolnych. Dzieci nie starsze od naszych pierwszaków, siedzą na podłodze i masowo uczą się sztuki. Przyglądałem się z zazdrością.

Wielkie muzea są dla młodych i zdrowych, dla starszych są małe muzea prywatne, np. mieszcząca się w dwóch niewielkich domkach kolekcja znanego architekta, Johna Soane’a przy parku Lincoln’s Inn Fields (piękna jesień, kolorowe liście). Soane (projektował m.in. siedzibę Bank of England, wiele jego rysunków i makiet jest wystawionych w tym muzeum), kolekcjonował nie tylko malarstwo, ale i rzeźbę, w tym bezcenne skarby kultury starożytnej. A wszystko w dwóch ciasnych domkach własnego projektu, gdzie na schodach z trudem mogą się minąć dwie osoby i jeszcze muszą uważać, żeby nie strącić żadnego popiersia. Do końca II wojny było to muzeum prywatne, potem 70 proc. kosztów wzięło na siebie państwo. Po wojnie rządzili socjaliści (Anglicy okazali się niewdzięczni i odstawili Churchilla), którzy nie skąpili wydatków na kulturę. Podobnie postąpili w stosunku do Wallace Collection przy Manchester Square. Mieści się ona w okazałym pałacyku, z pięknie zagospodarowanym patio, gdzie pod szklanym dachem znajduje się elegancka restauracja. A na ścianach – Turner (oczywiście nie tylko).

Londyn jawi mi się jako miasto ludzi młodych. Na ulicach – młodzież. W pubach – młodzież.  W muzeach – dzieci.  Starszyzna jak gdyby pochowana. Może dlatego, że Londyn jest siedzibą wielu uczelni. W London School of Economics trafiliśmy na polskich studentów, którzy reklamowali Polish Vodka Party. Gdybym urodził się później, może i ja  popijałbym polską wódkę w LSE zamiast w Leningradzie… Ludzi dorosłych najlepiej spotykać w ich domach. Sławny historyk, z którym przeprowadziłem wywiad dla „Polityki”, mieszka w starej, dostojnej kamienicy z portierem, na Weymouth Street. Inny profesor, autor bestsellerów, spotkał  się ze mną w Patiserie Valerie na Kensigton Church Street.  Znajoma Polka, przyjaciółka Agnieszki Osieckiej, przyjęła nas u siebie, w dzielnicy Chiswick. Wszystko to bardzo angielskie, albo – jak w przypadku naszej znajomej – polskie, emigracyjne. Tatuś: Workuta, Anders, Palestyna, Londyn. 11 lat rozłąki z mamą, która nie dostawała paszportu w PRL, aż wreszcie dotarła do męża, a za nimi  najpierw jedna, potem druga córka, która – jako córka przedwojennego oficera – nie mogła studiować tego, co chciała, system zmarnował jej młodość, ale mimo to dała sobie radę w Anglii.

Nie wszyscy więc i nie wszystko w Londynie zmieniło się na gorsze. Dużo się zmieniło, żeby wszystko pozostało takie same – czerwone budki telefoniczne, z których mało kto korzysta, bo wszyscy rozmawiają przez komórki, piętrowe autobusy, także te do zwiedzania miasta, w których spędziłem dużo czasu, księgarnie i niezliczone puby.  Ludzie są (z pewnymi wyjątkami) życzliwi i uprzejmi, nie tak gburowaci jak u  nas. A media krwawe jak wszędzie – pasjonują się sprawą Baby P. – 17-miesięcznego dziecka zakatowanego na  śmierć przez własnych rodziców. Nic nie sprzedaje się tak dobrze, jak zbrodnia. Jeśli jednak przepuścić pierwszą wiadomość we wszystkich mediach, to pojawia się druga – kryzys. Ale po to nie trzeba było jechać do Londynu, więc wracam do Blogowiczów, a w walizce mam pasjonujące wywiady, które ogłoszę w „Polityce” „in due time”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 64

Dodaj komentarz »
  1. Zazdroszczę okrutnie

  2. Mimo estetycznych rozkoszy jakie przeżyłem choćby w National Gallery, Londyn przypomniał mi również olbrzymią głowę smoka pozbawionego korpusu – odciętej od olbrzmiego cielska imperium, które już dawno się rozłożyło. Jakimś dziwnym zrządzeniem głowa ta żyje a nawet się rozrasta…i wyglada na to, że nawet nie spadła z niej korona.
    Ba! Nadal ma pretensje do bycia pępkiem świata.

    Wielkim zaskoczeniem była dla mnie w Londynie inwazja współczesnej architektury.
    Wcale się nie dziwię księciu Karolowi, że z dezaprobatą wyrażał się o tej ekspansji modernizmu. Wypiera on bowiem sukcesywnie estetykę królewskiego Londynu, która swoje apogeum miała w epoce wiktoriańskiej. Książę Albert, ten ambitny niemiecki pozytywista, którego nie mogła zadowolić jedynie asysta u boku swojej epokowej żony Wiktorii, też pewnie przewraca się w grobie – tak wielka przepaść dzieli jego klasycyzujące Albertopolis (jak nazywają Londyńczycy zespół budowli wokół Royal Albert Hall) z nowoczesnym City (pełnym szklanych brył z wyróżniającą się architektonicznym wygibasem Lloyda).
    Rzut oka na dzisiejszy Londyn wiąże sie więc z pewnym estetycznym szokiem.
    Niestety, miasto traci swoją jednolitość a współczesne wstawki pogłębiają tylko budowlany bałagan miasta. Wydaje się, że Londyn rozwija się teraz żywiołowo i bez żadnej kontroli, potęgując pomieszanie różnych stylów. Być może pewnym rozwiązaniem byłoby zgrupowanie podobnych stylowo budynków w odrębnych rejonach, lecz dzieje się inaczej a rezultatem jest jeden wielki urbanistyczny kogiel-mogiel.
    Milenijne Oko kręci się ponad miastem blisko Parlamentu, wielkie jajo ze szkła i stali wyrasta ponad Tower of London, olbrzymia lustrzana beczka ratusza osiadła tuż obok Tower Bridge, wkrótce zaś londyńską „skyline” zdominuje srebrna szpica London Tower Bridge – najwyższego drapacza chmur w Europie (cokolwiek na siłę nazwa wieżowca chce się wpisać w historyczną tradycję).

  3. Na wywiady czekam,wiec z niecierpliwoscia,a poki co z checia „pobiegalam” z Panem po Londynie!! 🙂
    Dziwne,jak wielu ludzi czuje sie w tym miescie wybornie?
    Podobnie,jak Pan,podziwialam do znuzenia dziela w londynskich muzeach,odpoczywajac od czasu do czasu w pieknych parkach,albo „wozac sie” w turystycznych autobusach!A widok dzieciakow w galeriach i muzeach,to tez czesty obrazek w mojej Krainie Wiatrakow!!

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Czasem rzeczywiscie warto wybrac sie gdzies, zeby odetchnac od zoliborskiego powietrza, a nawet przeczytac inna niz zwykle gazete. (The Times , ktorego jeszcze niedawno Pan nie czytal )
    Turner jest warty zmeczenia sie , zwlaszcza jak sie go oglada razem z Monetem i Whistlerem ktory z nich trzech jest jednak najbardziej fascynujacy . Moze dlatego, ze umial wykorzystac doswiadczenie swych „prekursorow „.(Art Gal. of Ont.pare lat temu) Polecam Amsterdam.( Jezeli zdrowie Panu pozwoli)

  6. Oczywiście chodzi o 90. rocznicę zakończenia I wojny światowej.

  7. Przyznam się, że nie mogę pojąć, dlaczego zamiast wysyłać listy do „Timesa”, które londyńska redakcja cenzuruje, nie można było zorganizowac np tygodniowego bojkotu gazety „Polska” wydawanej w kraju przez to polakożercze pismo. Solidarna akcja gazet, czasopism, radia i TV doprowadziłaby do tego że „Times” albo zbankrutowałby na polskim rynku, albo przez miesiąc przepraszał na pierwszej stronie swej gazety w Londynie i juz nigdy „nie podskoczył”. Ale oczywiście w tym celu musieliby się porozumieć solidarnie wszyscy polscy wydawcy, a takiej sytuacji nie mogę sobie wyobrazić, kiedy niemal codziennie wszystkie gazety polskie żrą się między sobą, niezależnie od ogólnej orientacji politycznej.

  8. ma Pan rację, w Polsce ludzie gburowaci;/ tłumaczyłem się dzisiaj z tego meksykańskiej Żydówce. Polska wódka jest natomiast wszędzie, w Las Vegas widziałem Sobieskiego, a w Tijuanie Wyborową; )

  9. A ja tylko pozdrawiam

  10. Dziekuje za znakomity reportarz, w czasie czytania czulem sie jak w Londynie. Wszystkie zachodnie metropolie sa obecnie wielkimi miedzynarodowymi tyglami, w ktorych nie calkiem bez konfliktow rodzi sie przyszlosc swiata. W tych miejscach juz z praktycznych przyczyn rasizm nie ma sensu, bo uniemozliwia normalne zycie. W glebi serca skrywamy prawdopobnie wszyscy jakies uprzedzenia wzgledem „innych”, ale rasizm powinien byc czyms wstydliwym, praktykowanym najwyzej w samotnosci i najlepiej w toalecie.

  11. Halo,halo,tu mówi Londyn…

    Nie ukrywam,iż zaczęło mi już brakować drogiego Gospodarza. Snułem najgorsze domysły, iż być może zapadł on na zdrowiu lub popadł w depresję po odejściu Przyjaciela. Całe szczęście, że moje czarne scenariusze nie sprawdziły się. I nasz sympatyczny mentor pojawił się, cały w skowronkach, z zagranicznych wojaży. Właściwie to jestem mu bardzo wdzięcznym, iż umiał i zechciał oderwać się od naszego podłego grajdoła politycznego. Dzięki czemu przerwany został w końcu czarny i nieprzyjemny serial dwóch Ich Ekscelencji, co to utraciły świadomość różnic funkcjonowania kończyn górnych i dolnych.

    Bum,bum,bum tu mówi Londyn. Było to w miarę obiektywne źródło antykomunistycznych informacji o Polsce. Podobne treści sączyło Radio Wolna Europa, jednak różnica formy i treści była aż nadto widoczna, jak między wzmiankowanymi kończynami górnymi i dolnymi. Z tych to europejskich i obiektywnych rozgłośni dowiadywaliśmy się my, Polacy, jacy to jesteśmy wspaniali i jak tragicznie musimy się męczyć w systemie, który nas mordował i niweczył. Bo gdybyśmy byli w Londynie lub Monachium to ho,ho,ho albo i jeszcze lepiej byłoby. Dzisiaj, na zlewozmywaku, solidarnościowe elity mogą poznać z autopsji obowiązujące tam reguły społeczne i swoje miejsce w tamtejszym szeregu.

    Uprzejmie donoszę, że nie roznieśliśmy w międzyczasie blogowiska. Szczególną aktywnością jak na osoby o dużej wrażliwości przystało, wyróżniały się Panie składając kondolencje, wyrazy współczucia oraz wspomnień o naszym politycznym patronie, który ostatecznie opuścił nas odchodząc do wiecznej krainy łowów, skąd mam nadzieję będzie przesyłał polskiej prawicy nieustające znaki pokoju. Ja z Jasnym Gwintem i Pielnią staraliśmy się utrzymać w linii godnego i lewicowo niezależnego spojrzenia. Pan Andrzej Falicz, mimo początkowej skłonności do wiwisekcji pozostał w nieprzystępnym milczeniu. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że możesz nas Drogi Gospodarzu częściej pozostawiać samopas dla zbierania naszym sępim naturom pożywnej i uszlachetniającej potrawy intelektualnej.

    Proszę się również nie zrażać pomówieniami, że dawna „Polityka” była tubą reżimu. Po pierwsze była nie byle jaką tubą a reżim też był co się zowie. Od tej tuby puchły uszy,a reżim zjadał zwykle na śniadanko niewinne dzieciątka, poza wyjątkowo niestrawną dla niego opozycją, która rosła w siłę i żyła dostatnio, by ostatecznie pożreć swoją bolszewicką matkę żywicielkę. Takie to bywają relacje między niekontrolowanym rozwojem organizmu pasożytniczego na organizmie macierzystym. Weźmy chociażby pod uwagę śliczną jemiołę na drzewach, czy o wspaniałych kolorach i kształtach huby nadrzewne. Nadwrażliwi esteci potrafią w takich sytuacjach doprowadzić do zabójczej nierównowagi biocenozy, co skutkuje radykalna jej zmianą i nieodwracalnymi skutkami. Dlatego jeśli nawet nosi się głowę wysoko w chmurach jest dobrze, od czasu do czasu, spoglądać pod nogi, aby jakiegoś ciecia mimochodem nie przydepnąć, jako iż najpiękniejsze odczucia górnolotne nie są godne jego cierpień.

    Poza tym, tak jak się można domyślać czym była „Polityka” Rakowskiego, o której głośno i jednoznacznie wspomina pozytywnie bardzo wielu blogowiczów,tak również można, przy minimum wyobraźni, domyślać się co stanowi sobą demokratyczna „Polityka”, o której nikt, nic nie mówi, zapewne przez grzeczność. Zgodnie z uogólnioną przeze mnie opinią DP: „Tak wygląda uczciwe, kompetentne dziennikarstwo wolne od postkomunistycznych złogów.” Boże miej litość nad nami i tymi niedorobionymi skrybami,którym się wydaje, że IV władza do nich właśnie należy. Wykręcają więc numery łącznie z politykami na całą IV Rzeczpospolitą ,co powoduje, że jej co bardziej światli obywatele rżą ze śmiechu,a obrażani przez nas sąsiedzi zrywają sobie boki.

    Stąd bardzo słusznie, że lubiany przez nas Gospodarz udał się do miasta nad Tamizą,by zapoznać nas z klimatem tejże jakże ważnej metropolii, która do dzisiaj władzę sprawuje w irackiej Basrze, w której rakiet Saddama nawet na lekarstwo nie znaleziono, natomiast ropy jest skolko ugodno. W taki oto sposób funkcjonuje imperialny i wolny Londyn przyssany do swych ropodajnych źródeł ropy,gazu i innych dóbr,w których mogą się pławić wolni,pluralistyczni i demokratyczni londyńczycy. Dlatego nie bez kozery kolorowi obywatele tego świata ściągają do Londynu by zażywać bogactw swoich krajów. W tym też celu poczłapał również do perły korony brytyjskiej Pan Daniel, by zbadać polsko-brytyjskie relacje na tamtejszym śmietnikach, w pralniach, jadłodajniach i w innych wykwintnych miejscach wzorcowego kapitalizmu. Jak na razie przykładów w tym przedmiocie, za grosz, nie uświadczymy, pewnie dlatego, że są one upokarzającymi dla naszej dumnej i hrabiowskiej Polski.

    Dla wypełnienia więc łamów blogu używa się massa tabulette dla rodzimej tabula raza, by w końcu potrafili docenić szczęścia jakiego dostąpili na zlewozmywaku. Przecież nie muszą, jako proletariaccy inwestorzy, każdego uciułanego funta wysyłać do kraju ojczystego, który po ich haniebnej banicji bez powodu,oczekuje teraz ich ożywczego szmalu. Jako najbardziej światli i rozumni Polacy powinni oni zacząć inwestować w siebie i wzorem Pana Passenta zwiedzać muzea, wystawy, teatry, puby i inne „klaby” oraz składać wizyty ściśle określonym naukowcom brytyjskim. Tak wykształceni i nobilitowani niewątpliwie zostaną obdarzeni przez wyrodną macochę, w nagrodę, długo oczekiwaną i upragnioną pracą. A jak im coś nie pasuje to mogą sobie poleźć do Hyde Parku i tam wykrzyczeć na podestowej skrzynce, by lepiej być słyszanym, swoje stresy i frustracje z racji zderzenia pięknych marzeń z nieco mniej ślicznymi nocami bezdomnego włóczęgi spędzonymi w przygodnym parku lub bardziej ekskluzywnie pod mostem. Taka jest dola emigranta zarobkowego z nikomu nieznanego kraju nad Vistulą we wspaniałym i imperialnym Londynie. Tym, którym się powiodło jest niewielu i raczej nie przyznają się oni do swoich nieudanych kapitałowo braci, czyli nędzarzy. O losie naszych sióstr ukochanych,pięknych Polek,nawet i wspominać nie będziemy, by nie sięgać dna wstydu i kompromitacji jaki przyniosła nam iluzoryczna wolność kończąca się wielką klapą osobistą i systemową. Jeszcze się dobrze nie rozpoczęło a już tak pięknie i szybko się kończy. Jedno jest ponad wątpliwość wszelaką, jesteśmy tam potęgą i basta, po Hindusach, w ujęciu ilościowym, jak zauważa obiektywnie DP. Pociecha to niewielka ale zawszeć coś tam.

    Jedno co nas łączy z Anglikami to czerwone maki. Te na Monte Cassino i te w ich klapach z okazji The Great War. Zewnętrzny przejaw ten sam, tylko jego źródła zupełnie inne. Oni w czasie I WŚ dostali w tyłek niemożebnie broniąc pompującego ich systemu imperialnego, my zaś cieszyliśmy się ze wszech miar uzyskując suwerenność po ca 150 latach niewoli, do której oni również, w jakimś sensie, swoje łapki przyłożyli . Nam ich gloryfikowana wojna przyniosła wolność. Natomiast II WŚ, o której nieco mniej pamiętają przyniosła Polakom ogromne straty i cierpienia. Jak więc widać historię mamy jakby inną, przesłanki wojen inne, ich efekty nas różnią i czasy pokoju też nas różniły, kiedy oni przekonywali nas do konieczności obalenia systemu władzy ludowej, po to by Polak miał życiową szansę wykonywania pracy, której żaden Anglik nie tknie.

    Historia powstania Londynu zauważa jego istnienie w 50 roku naszej ery, kiedy Imperium Rzymskie postanowiło uszlachetnić te dzikie ziemie. Natomiast Berlin został założony w IX wieku przez naszych słowiańskich praszczurów, którzy to utworzyli dającą mu początek osadę pn. Kopanica. Zatem widzimy wyraźnie, że Anglicy mieli sporo czasu, na zamkniętej hermetycznie wyspie, by wydyskutować sobie angielski parlament. Natomiast Niemieckie hordy musiały biegać po całej Europie by znaleźć dogodne dla siebie siedliska rozwoju, i tak już im pozostała po dzień dzisiejszy, skłonność do pieśni marszowych i cywilizujących pochodów po starym kontynencie. Za to Anglicy wędrowali po całym świecie upowszechniając swoje parlamentarne doświadczenia, wymieniając błyskotki na znacznie poważniejsze zabawki. Jak więc by nie patrzeć korzeń mają wspólny a i skłonności podróżnicze też nie bardzo odbiegają od siebie.

    By jednak zachować uczciwość należy podkreślić,że Warszawa powstała zaledwie w 13 wieku, co oznacza, że boso za orkiestrą biega w peletonie Londynu i Berlina. Tę reputację podreperował nieco Kraków, o którym wzmianki pisane wspominają,że powstał około 1000-nego roku. Pewnie dlatego nasz szlachecki parlamentaryzm ciągle jeszcze musi chorować na dziecięcą chorobę demokratyzmu, co nas tak bardzo denerwuje i doprowadza do szewskiej pasji. Panu Passentowi to przynajmniej dziadek opowiadał kiedy to niemieckie hordy baraszkowały w Europie, a nam zaściankowa szlachta nawet nie wspomni co nasi Ojcowie z Berlinem wyprawiali, tzn. zakładali go a potem zbrojnie zdobywali, pewnie w podzięce za odbudowę Warszawy. Anglicy to przynajmniej zrzuty uzbrojenie dokonywali dla walczącej z Niemcami Warszawy. A, że wszystkie trafiły w rosyjskie ręce, to tylko kwestia złośliwości bolszewickiej. Wskutek czego powstańczy gawrosze z technicznie uzbrojonymi po zęby dziadami naszych sojuszników strategicznych,musieli walczyć zaimportowanymi ze zdradzieckiej Rosji Sowieckiej koktajlami Mołotowa. I żadnej wdzięczności z tego tytułu polska prawica nie wykaże.

    Obecną Polskę i Polonię łączą nierozerwalne więzi tradycji mszy świętych z każdej okazji, pochodów wokół kościołów i usilnych znaków pokoju oraz nachalnego i publicznego gmerania w damskim dessous, celem wykrycia życia poczętego ale jeszcze nie narodzonego. Przy czym stan rozwoju życia embrionalnego nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia, bowiem decydującym jest natchnienie Duchem Świętym. To nawiedzenie tak nas integruje i pozytywnie zakręca wobec miłości ku siostrom naszym, że większej miłości niż u nas nie znajdziesz. Jednym słowem kochamy się i rozmnażamy na chwałę Pana Naszego. Mam jednak już poważne wątpliwości czy ku dobru nowo narodzonych. Pomaga nam jednak w tych zawirowaniach wiary i ludzkich cierpień, znana dewiza:”Bóg dał, Bóg wziął”.

    Dziwią mnie bardzo opory przeciwko ekshumacji zwłok Sikorskiego. Ostatecznie trzymanie trupa w szafie oraz rozbebeszanie historycznych postaci to specialite de la maison polskiej prawicy, która w poszukiwaniu czerwonego śladu rozpaprze wszystko co się da. Jak powiadają fachowcy nie bez powodu Brytyjczycy umieścili zwłoki generała w kilku metalowych trumnach i zalali je z wierzchu kilkoma warstwami zbrojonego betonu. Tak nie chowa się normalnych ludzi. W ten sposób nie chroni się zwłok przed domniemanymi radzieckimi mordercami. To zwykle władza tak chroni swoje bezecne tajemnice. Wiem, że jeżeli ekshumacja nie udowodni wrogiej roboty bolszewików, wówczas spuszczona zostanie kurtyna politycznego milczenia. Na razie wszystkich rajcuje ruskie morderstwo doskonale mieszczące się w aktualnie obowiązującej linii politycznej. Co będzie potem zobaczymy. Pewnie jak w dowcipie :”Ty w Gródku Jagiellońskim był czy nie był?I lu go w pysk. A gdyby nie był ?Też by dostał. Powód zawsze musi być”.

    Od 1945 roku Polonia bezskutecznie broni dobrego imienia Polski. Nie ma znaczenia sojuszniczy udział w wielkim zwycięstwie Polski nad Niemcami. Nie miało znaczenia 10 miejsce komunistycznej Polski w burżuazyjnym ładzie gospodarczym Europy, nie ma też żadnego wpływu demokratyzacja Polski czyli przejęcie polskiego majątku trwałego przez zachodni kapitał. W mentalności zachodniego prymitywizmu funkcjonują Polish Jockes i Polacks, mimo iż w wielu przypadkach ci ludzie nie potrafią wskazać polskiego miejsca na mapie. Niestety ci ludzie są często niewiele szerszych horyzontów, niźli poniżani bezzasadnie przez nich Hotentoci, Aborygeni, Eskimosi czy inni Indianie lub Hindusi.

    Niezwykle cenne pytanie postawił Passent wobec zarzucanego nam ludobójstwa żydowskiego, a jak Brytyjczycy podchodzą do swoich zbrodni w koloniach brytyjskich? Oni mają taki poziom nauczania, że pewnie w ogóle o tym nie wiedzą i z pewnością uznają jako impertynencje stawianie im tego rodzaju zarzutów. Im, takim pięknym i wspaniałym nosicielom światowej kultury, przemocy i ucisku, pospołu z USA. Najłatwiej jest zauważać cudze niedoskonałości pomijając własne paskudztwa.

    Nie sposób odnosić się do wszystkich problemów podnoszonych przez Wielce Szanowanego Gospodarza, bowiem wówczas prawicowi intelektualiści blogu nie przełkną tej ramoty. Dlatego ze smutnej konieczności kończę swe dywagacje. Z dużym zainteresowaniem będę oczekiwał zapowiadanych wywiadów z brytyjskimi naukowcami. Jednak już teraz wyrażam swój żal z powodu nie przeprowadzenia wywiadu z zamieszkującym tam profesorem Kołakowskim.
    _

  12. bum-bum-bum buuum !
    bum-bum-bum buuum !

    Wow ! Dlugoscia swojego wpisu dogonil Pan Lizaka – chapeau !

    Potyczki z Timesem przypomina mi jak zywo podobne boje z montrealska The Gazette, na lamach ktorej ilekros pisano o zagladzie, tylekroc pisano o „polskich obozach zaglady zydow”. I byly protesty, petycje, wezwania do bojkotu – wszystko na nic. W koncu skoczylo sie chyba na powodztwie cywilnym z udzialem wydzialu konsularnego, i „polskie obozy zaglady” znikly.

    Londyn jaki jest – kazdy widzi. Mnie to miasto przytloczylo swoja atmosfera i cenami. Paryz podobnie, Berlin tez. Zdecydowanie wole mniejsze miasteczka, takie jak ten moj prowincjonalny, senny Montreal.

    Pozdrawiam.

  13. Lizak
    10 miejsce komunistycznej polskiej gospodarki jest wytworem Pana chorej wyobrazni i propagandy sukcesu. Prosze napisac lepiej cos o sukcesach polskiej gospodarki w latach 80. Mialem nadzieje, ze narodowy socjalizm i narodowy komunizm ( w polskim wydaniu moczaryzm, od imienia tow. gen. Moczara), ideologie w najwyzszym stopniu obskurne i zerujace na ludzkiej glupocie i nienawisci, umra smiercia naturalna. Czytajac wywodow Lizaka jestem coraz bardziej przekonany, ze przynajmniej jesli chodzi o narodowy komunizm (Moczar), to moja nadzieja nie byla bezpodstawna. Lizaku, jest Pan juz teraz ludzkim i politycznym trupem, nawet jesli udaje sie Panu od czasu do czasu uwiesc swoja elokwencja kilku blogowiczow.

  14. W SPRAWIE LIZAKA
    Proszę nie tytułować pana Lizaka towarzyszem. Z lewicą ma tylko tyle wspólnego, że zapożyczył sobie stamtąd kilka haseł.
    Pan Lizak jest przedstawicielem – że użyję jego ulubionego sformułowania – nadreprezentacji antysemitów na tym blogu. I jest z tego dumny (!). Posiada miłe przekonanie, że jego geny chronią go od tych wszystkich cech, jakie zdaniem antysemitów sprawiają, że Żydzi są z natury źli i przewrotni i stąd trzeba ograniczać ich aktywność.
    Jestem pewien, że idąc do lekarza pan Lizak starannie sprawdza jego pochodzenie, a już mniej wykształcenie czy doświadczenie. Na pewno jest to trudniejsze np. w przypadku kierowców autobusów, i sądzę że dla pewności pan Lizak nie jeździ środkami komunikacji. Niestety, coraz trudniej jest też kupować u „prawdziwych Polaków” (nie kupuj u nadreprezentacji!) – jak dziś sprawdzić kupców?
    W przedostatnim Przeglądzie, w artykule „Dziś prawdziwych Polaków już nie ma”, podano wyniki badań, które wskazują, że większość Polaków posiada geny wszystkich narodów, które tu zamieszkiwały – Rosjan, Niemców, Żydów, Tatarów, Ormian itd. Aż strach pomyśleć, jakie geny posiada pan Lizak. No cóż, nie wszyscy Żydzi mieli inteligentne potomstwo.

  15. dla zainteresowanych:

    LSE Polish Society Vodka Party
    Sroda, 19 listopada, godz. 20:00
    Underground Bar, LSE, Houghton Street, London WC2A 2AE, UK

  16. Przydaloby sie rowniez, aby symbol polskosci (albo antypolskosci) , przyslowiowy „borscht” zniknal z lamow „Toronto Star”. Jak redaktorzy chca dokopac naszym rodakom (a okazja zawsze sie zdarza)zawsze przywoluja ten stereotyp. Oni rowniez maja pypcia na jezyku w sprawach Polski i Polakow.

  17. Szanowny Panie Danielu!

    Dziekuje za tchnienie odrobina atmosfery dawnego Londynu, bo wspolczesny Londyn z wyjatkiem kilku tradycyjnych miejsc jak Traffalgar sQ, Piccadily CI, czy dalej Buckingham ,Tower Bridge itd ityp. Czarujace male restauracyjnki i gdzies w tle polonia , juz dzisiaj wymieszana polonia reakcyjna z ta wspolczensa zarobkowa.
    Ma Pan racje, lepiej pewne tematy jednak glebiej nie poruszac bowiem sila rzeczy potrzebne byloby polemizowanie z osobami mniej lub bardziej zyczliwymi, w kwestii tematow wstydliwych czy wrecz skandalicznych – a dotyczacych najnowszech historii Polski jest sporo. Czy aby nie warto sie zastanowic, skad sie jednak szczegolnie w Londynie biora dosc razace zaklamania danych naszej polskiej historii? Czy aby jest to dzielo dziennikarzy, czy tez moze niektorych naszych parszywcow rodakow, ktorzy potrafia kalumniami obsypywac swoj rodzinny kraj by wzbudzic soba takie czy inne zainteresowanie.
    Z analogicznymi sytuacjami przeto mamy rowniez do czynienia i tutaj w USA gdzie mowilo sie i mowi o polskich obozach koncetracyjnych, o polskim antysemityzmie i wielu innych faktach historycznych w wizerunku skrzywionego lustra. Na szczescie mialem okazje poslugac amerykanskich komenatrzy o obchodach 90 rocznicy niepodleglosci Polski, gdzie wymiar tych obchodow, tak jak osobistosci zagraniczne sie do tego odnioosly, zaproszenie lub nie wedlug wlasnego widzimisie znaczacych osobistosci przez Lecha Kaczynskiego , szczerz przyprawilo mnie o satysfakcje, bowiem tzw. Prezydenta :Lecha Kaczynskiego potraktowano jako smieszny, zle wychowany, politycznie niebezpieczny gracz, ktory juz dzisiaj ( nie wazne czy w drodze blednego tlumaczenia, czy braku odpowiedzialnosci za swoje czyny ) rozpowszechnij nieprawdziwe informacje jakoby wynikajace z rozmowy telefonicznej z Barackiem Obama.
    Tacy kacykowie Panie Danielu jak wlasnie imc Lech Kaczynski tworza te niewlsciwa, a wrecz i szkodliwa historie Polski i Polakow.,ale wlasnie na tym blogu jest wielu blogowiczu, ktorzy maja swoj przekorny punkt widzenia, wiec tematu tego nie bede rozwijal.szkoda tylko ze polskie mlode pokolenia wchodzi w dorosle zycie z takim juz znaczacym skrzywieniem swiatopogladowym. Jesli jednak ma sie do czynienia z taaakimi intelektami w Polsce jak obaj Kaczynskcy Gosiewski i tp osobnicy ….. chyba lepiej zamilczec w tym momencie!!!!Wlasnie teraz milczenie ma wartosc zlota!

  18. Kolega z Londynu.

    Stary kolega z Londynu ,mieszka tam od 1978 roku, planuje powrot do kraju. Jego koronnym argumentem jest reumatyzm ,za ktory wini, wilgotny klimat wyspy.
    Moja odpowiedz: reumatyzm nie jest przeciwwskazaniem do pochowania w wilgotnej ziemii.

    Slawomirski

  19. Lizak, błagam – KRÓCEJ!

  20. Powroce do poprzedniego watku i do niesprawiedliwych i niemadrych wpisow Lizaka, Ancy i Pielni na temat emigracji.
    I mam pytanie: Jakim prawem odbieracie nam prawo do ojczyzny?

    Mozna miec rozne poglady na sprawy swiatowe i na sprawy polskie, poglady niekoniecznie poprawne nawet, ale uwazam, ze lepiej miec jakiekolwiek poglady niz zadne.
    W wiekszosci (wyjatkiem sprawy amerykanskie) nie zgadzam sie z tym co pisze Falicz, ale probuje zrozumiec i o ile czas pozawala polemizowac.
    Nie akceptuje pogladow niektorych osob w tym blogu, ale czy to upowaznia mnie do nadawania im etykietek i usilowaniu wyrzucenia ich stad?
    Madrzycie sie tutaj nawet rozsadnie, ale tracicie ten rozsadek jak tylko spotka was odrobina krytyki. Wtedy oczywiscie genaralnie: Falicz zly, ktos tam niewygodny wiec CALA polska emigracja wredna, tchorzliwa i nie ma prawa wypowiadania sie o Polsce i Polakach.
    Ale polskie obozy koncentracyjne was bola…
    A przeciez to to samo.

    Lizak, czy pracownik zmywaka lub sprzataczka jest druga kategoria czlowieka? Skad ta pogarda?
    Pociesze cie, ze to nie tylko twoja przywara, to przywara wiekszosci Polakow.
    I skad sie bierze?
    Tu wlasnie winilabym ow slawetny „komunizm, ktorego nie bylo”. Zadna „zbrodnia komunistyczna” nie jest tak wyrazna i tak szkodliwa jak ta akceptacja pogardy dla innego czlowieka, to pozbawienie jednostki jej podstawowego prawa do bycia soba a poddanie jej ciaglej ocenie „kolektywu”. Dodajmy – krytycznej ocenie, bo kolektyw nie chwali.

    Wracajac do tych nieszczesnych polskich obozow – tu, w Australii tez to bylo.
    Tez protestowalismy ale glowy nie dam, ze znowu nie wyplynie.
    Bo?
    Bo w wiekszosci wypadkow nie jest to obrazliwe, tylko „opisowe”, to znaczy oni nie kojarza Polski z faszyzmem, ale lokalizuja owe obozy. Polskie obozy czesto znaczy – obozy na terenie Polski ( bo byly i na innych terenach). Pewnie, ze powinni sie poprawic, ale musza o tym wiedziec. Na ogol o owych protestach nie wiedza, bo i skad. Dlatego recydywa.

    Ale rozumiem, ze smieszy ich „I’m Pole”, bo trudno sie nie ucieszyc, ze ktos mowi: jestem kolek. Zawsze poprawiam „nowych” i wiecie co? Obrazaja sie 🙂

    Macie pretensje do innych, ze nadaja Polakom rozne, pejoratywne okreslenia. A sami co robicie? Zabojady, Angole, postkomunisci, zydokomuna, katole itp. Repertuar macie bogaty i jakby ostatnio sie wzbogacal.
    To do kogo pretensje?

  21. Komuch

    Proszę się przestawić na komiksy, stosownie do swoich możliwości.

  22. Massa „tabulette” raczej ciemna bo tabula „raza”. Przewijac ! Przawijac! O nic w zadnym razie nie blagac.

  23. Lizak pisze: ci ludzie są często niewiele szerszych horyzontów, niźli poniżani bezzasadnie przez nich Hotentoci, Aborygeni, Eskimosi czy inni Indianie lub Hindusi.
    Nie wiem czy Lizak zdaje sobie sprawę, ze uzyte przez niego sformułowanie jest równie dyskryminujace jak dowcipy o Polakach. Zapewniam go, ze australijscy Aborygeni mają horyzonty może inne niż europejczycy ale nie mniej szerokie.

  24. Kuzyn

    Pan żyje wydumanymi problemami, w stylu skrajnej polskiej prawicy.
    Wybaczy acan, że nie będę go obdarzał płomiennym uczuciem miłości.
    Jej obiekt sam sobie wybiorę zgodnie z tym co podyktuje mi zew genów i rozumu.
    Pozbawione są także grzeczności i przyzwoitości apele nacechowane chęcią etykietowania mnie.
    W sprawach fundamentalnych jestem tym kim się czuję, a nie takim jakim Pan chce mnie widzieć w swoim salonie krzywych zwierciadeł.
    Dla mnie zwracanie się per towarzysz jest przejawem odwagi społecznej i zaszczytem w przeciwieństwie do formy per pan definiującej klasowe podporządkowanie.
    Nie uważam się za klasycznego lewicowca, ani też za jego burżuazyjnego odmieńca.
    Kieruję się zespołem teoretycznego oraz faktycznego dorobku myśli ludzkiej i praktyki opartych na stosunku do własności środków produkcji oraz sprawiedliwości społecznej.
    I nigdy bessy hossą nazywał nie będę.
    Mój stosunek do różnych nacji i ras jest otwartym, nacechowanym życzliwością ale nie pozbawionym jest także krytycyzmu jeśli zachodzi po temu potrzeba.
    Nigdy każdego Niemca nie nazwę nazistą a każdego Żyda syjonistą.
    Jednak w obu przypadkach agresja i przemoc niezależnie od ich źródeł i intencji wymaga podkreślenia i napiętnowania.
    Nie ma narodów wybranych , które z racji swej religii czuję się lepszymi, podkreślając to na każdym kroku i wywyższając się.
    Podobnie jak nie ma terrorystycznych narodów, przyjętych w chorej koncepcji wybrańców jednobiegunowego świata.
    Wszyscy jesteśmy równi,wolni i niepodlegli w jednej wielkiej rodzinie świata.To tylko urojone koncepcje burżuazyjnego świata ucisku politycznego, wyzysku ekonomicznego i militarnej przemocy rodzą idee uprzedzeń rasowych i dominacji rasowej.
    Pan Bóg stworzył ludzi równymi a komuniści uznali ten fakt w idei internacjonalizmu.
    Jedynie kapitalistyczna czkawka nacjonalizmów i różnic religijnych zmierzająca do przewłaszczeń własnościowych niesie za sobą nieświeży oddech zamierzchłych uprzedzeń, niesprawiedliwości, i konfliktów rasowych.
    Trudno jest w Polsce mówić o antysemityzmie, kiedy praktycznie wszyscy Żydzi zostali wymordowani przez hitlerowców, a pozostałe resztki po syjonisteczno-proizraelskiej awanturze w 1956 roku akceptującej atak Izraela na Egipt wywiało na Zachód.
    Poza tym Żydzi nie mają najmniejszego moralnego prawa nazywania tych nacji, których nie kochają antysemitami.
    Zresztą zbyt duży jest wkład Żydów w naukę i kulturę polską by w takich kategoriach rozpatrywać ten problem.
    Niemniej niedopuszczalnym jest by zgodnie z intencjami syjonistycznymi nie wspominać w ogóle o relacjach polsko-żydowskich, ponieważ taki stan rzeczy jest nie naturalnym i komu on służy należy się głęboko zastanowić.To nie jest i nie może być temat tabu.
    Jeżeli zakładamy teoretycznie, że Polacy prezentowali wobec Żydów mordercze skłonności,jest rzeczą oczywistą, że wzbudzi to adekwatne reakcje.
    Nie ma skutku bez przyczyny.
    Podobnie jak nie ma stricte struktur Dobra lub Zła wykorzystywanych dla nieczystych interesów bieżącej polityki dominacji ekonomicznej.Mówiąc o problemie nadreprezentacji politycznej w Polsce jest ona faktem oczywistym i bezdyskusyjnym i nie podnosi się go dla wzbudzania niechęci rasowej lecz dla oddania istoty demokracji.Jest rzeczą nie do przyjęcia by w polskim życiu politycznym dominowała mniejszość niemiecka,podobnie jak nic do powiedzenia w niemieckim życiu politycznym nie ma mniejszość polska.Tyczy to również naszych relacji z Czechami, Słowakami, Ukraińcami,Białorusinami, Rosjanami, a nawet Gruzinami.Problem żydowskiej nadreprezentacji politycznej w polskim życiu społecznym istnieje de facto, niezależnie od systemów politycznych.Stwierdzenie tego faktu nie jest antysemityzmem.Jeżeli jesteśmy tak otwarci zatem dopuśćmy do porównywalnej reprezentacji politycznej pozostałe mniejszości narodowe, by nasz system w swej istocie stał się demokratycznym.Albo też zachowujmy się przyzwoicie i pozwólmy na nadreprezentację suwerenowi w jego własnej Ojczyźnie.
    Każda inna nadreprezentacja jest w swej istocie agresją nacjonalistyczną.
    Z tą agresja mieliśmy do czynienia ze strony Żydów amerykańskich żądających rekompensat za uczynione im straty i krzywdy przez hitleryzm.
    Tych strat doznali oni pod rządami faszystowskimi a nie radzieckimi czy polskimi.
    Dlaczego ci Żydzi nie zgłaszają swych żądań wobec spadkobierczyni uczynionego holocaustu Pani Merkel?
    W moim odbiorze to handlowanie trupami podobnie jak w przypadku Katynia jest wysoce niesmaczne i nieetyczne.
    W rezultacie jestem przeciwnikiem wszelkich antypolonizmów, antyrusycyzmów i antysemityzmów jako formy politycznej negacji zmierzającej donikąd i będącej przejawem prostactwa umysłowego.
    Nie oznacza to jednak, że mają funkcjonować tematy tabu pod przykrywką ,których rozgrywa się czyjeś nacjonalne interesy, jak to bardzo ładnie, celnie i dosadnie wyjaśnił nam sam Pan Peres.
    Lepszego dowodu na syjonistyczną politykę powiązaną z antypolonizmem nie trzeba.
    W końcu to nie Polska inspiruje grossowe awantury, w których Polacy są przedstawiani jako banda łobuzów i morderców, a zachodnie pisma przypisują nam jeszcze władanie obozami koncentracyjnymi.
    Czy jest to w interesie międzynarodowej opinii publicznej takie zniekształcanie naszej wspólnej historii czy może paluszki macza w tych bezeceństwach żydowska diaspora, która chciałaby coś ugrać.
    Ja nie zamierzam nikogo w faszystowski sposób szkalować i niszczyć, ale nie pozwolę sobie na analogiczne działanie wobec Polski.
    Przez zbyt wiele wieków dawaliśmy schronienie i gościnę Żydom w Polsce, tolerując ich inność i tożsamość, tak długo dopóki jako element polskiej władzy ludowej nie uderzyli w podstawy polskiej polityki pokojowej.
    Mimo to nie zamierzam ich ścigać i po detalach anatomicznych określać ich przynależność rasową dla wyróżnienia czy pognębienia.
    Mamy jednakie prawo do życia i pokoju w partnerskich, i pełnych wzajemnego szacunku warunkach.Oznacza to potrzebę wzajemnej tolerancji, zrozumienia i wybaczania,co jest nieodzowne w najporządniejszej rodzinie.Mnie w zasadzie nie przeszkadza noszenie jarmułek przez ludzi ze świecznika polskiej polityki, co powszechnie eksponuje telewizja.Jeżeli mamy jednak do czynienia z przeciwstawnymi symbolami noszonej tonsurki na głowie czy jarmułki,a ostatnio eksponowanych łysych pał niczym banda oprychów, to wolę mimo wszystko maciejówki.
    Z leninowskim pozdrowieniem drogi Kuzynie.

  25. Hierarchizowanie, stratyfikacja społeczna, porównywanie swojej pozycji w grupie do innych jest wpisane w funkcjonowanie społeczeństw.
    Najprościej wywyższyć siebie, czy swoją nację, poniżając innych.
    Chcemy to zmienić?
    Zmiana natury ludzkiej jest procesem powolnym……..
    Uszlachetniamy się przy pomocy Dekalogu od dwóch tysięcy lat.
    Efekty możemy ocenić……..
    Każda koncepcja filozoficzna będzie traktowana instrumentalnie przez ludzi, tak samo jak każdy wynalazek, wynik badań naukowych, odkrycie nowych możliwości, materiałów.

    Stosunki międzyludzkie są pełne napięć, związanych z posiadaniem, chciwością, żądzą władzy, syndromem mesjasza.
    Rodzimy się z różnym genotypem, nie jesteśmy równi od urodzenia.
    Chyba , że wprowadzimy koncepcję Huxleya z „Nowego wspaniałego świata”………

  26. Ewa-Joanna – Przemawiasz do nas, maluczkich z wysokiej katedry i bez dowodów, tak po prostu „z palca” oskarżasz o prymitywizm, głupotę, stosowanie wyzwisk i pejoratywnych określeń.
    #
    Macie pretensje do innych, ze nadaja Polakom rozne, pejoratywne okreslenia. A sami co robicie? Zabojady, Angole, postkomunisci, zydokomuna, katole itp. Repertuar macie bogaty i jakby ostatnio sie wzbogacal.
    #
    Czy byłabyś tak uprzejma i poparła swój wywód odpowiednimi cytatami z wpisów Pielni1, moich i Lizaka?
    Co do Lizaka, nie ręczę, bo długość jego wpisów mnie odstrasza, więc być może coś mi umknęło.
    Jesteś tu i nie tylko tu osobą nową ale próbujesz wszystkich wziąć pod bucik – z pewnością modny. Może wpierw wypadałoby się trochę zapoznać z uczestnikami a dopiero potem zamieszczać recenzje tak kategoryczne?
    Nikt nie próbuje odbierać tobie i innym emigrantom OJCZYZNY. Wprost przeciwnie, większość z myślących Polaków cieszy się, gdy ci którzy Polskę opuścili z różnych, sobie znanych powodów, nadal się losem pozostawionej za sobą ojczyzny interesuje. Jednak nie chcemy, aby oni prawili nam morały i uczyli kultury, z góry zakładając, że my pozostający w kraju jesteśmy znacznie od nich gorsi i to pod każdym względem.
    A my się tak nie czujemy. My was nie pouczamy, jak macie się zachowywać w swojej, wybranej ojczyźnie. Płacicie podatki gdzie indziej i tam też „róbcie za autorytety” moralne, ekonomiczne i kulturalne.
    Nie mamy zapotrzebowania na morały prawione z górnej półki, nie uważamy, że jesteście do tego powołani. Właśnie wy.
    Zainteresowanie, nieobojętność na losy kraju, życzliwa rada, mądra krytyka z pewnością na tym blogu i na innych także4 spotka się z życzliwym przyjęciem i może się przerodzić w ciekawą dyskusję.
    Pozdrawiam – jasnaanielka

  27. Szanowny Panie Danielu,

    Byłam w Londynie dwa razy i pamiętam, jak utknęłam w Victoria & Albert Museum w sali po prawej przy wejsciu, tam gdzie stoją białe marmurowe rzeżby. Były tak piękne, że miałam wrażenie że oddychają. Z jakiegoś powodu robią na mnie większe wrażenie niż malarstwo. Widziałam też oryginały Utamaro i wiem że żadna reprodukcja nie odda subtelności jego kreski. No i jeszcze prawdziwe szaty egipskie sprzed 3000 lat, to było coś… mało miałam wtedy czasu a na to muzeum przydałyby się ze trzy dni zwiedzania.

    Londyn wtedy wydał mi się szary, ciężki i ogromny, strasznie uchodziłam nogi. W St. James’s park szara wiewiórka wyrwała mi herbatnik. Było wilgotno, jak to w Londynie, herbatnik nie był twardy i nici z karmienia z ręki, haps i tyle ją widziałam.

    ————————————————————————————–
    A teraz coś poważniejszego, o dzieciach – kto nie chce niech nie czyta, nie komentuje.

    Pisze Pan „A media krwawe jak wszędzie – pasjonują się sprawą Baby P. – 17-miesięcznego dziecka zakatowanego na śmierć przez własnych rodziców. Nic nie sprzedaje się tak dobrze, jak zbrodnia. Jeśli jednak przepuścić pierwszą wiadomość we wszystkich mediach (…)” otóż ja nie mogę przepuścić. Czytałam o tym dziecku na angielskich portalach. To, co ten mały chłopczyk przecierpiał jest tak straszne, że staram się nie mysleć o szczegółach bo serce mi zamiera. Czemu o tym piszę? Bo ogromnie mnie boli jak dzieci cierpią. 3,5 letniego Bartusia którego niedawno opisywano w Polityce opłakałam. Baby P to był malutki śliczny chłopczyk którego dręczono w tak straszliwy sposób że gdyby tak postąpiono z jakimś uwięzionym terrorystą wszyscy krzyczeli by o litość. Ogromnie, boleśnie mi żal tego maluszka. Dla mnie to nie jest sprawa sensacji, sprzedawania zbrodni, tabloidu. Bardzo boli. I nic już nie można zrobić.

    i tyle na dziś… pozdrawiam serdecznie.

  28. Szanowny Panie Passent,
    trudno sie z Panem zgodzic; Polityka byla wprawdzie dobrym (nie dla wszystkich dostepnym) tygodnikiem, byla jednoczesnie atrybutem fasadowej demokracji i niejako wentylem dla tzw. intelektualistow lub za takich sie uwazajacych, czy tez dyletantow intelektualnych bywajacych na owczesnych salonach i cytujacych Paris Match czy tez Sterna oraz Polityke. Powtarza; byla czescia fasady i to wszystko. Po za tym zabierala miejsce potencjalnym innym dobrym tygodnikom i chyba na tym polega bezsens jakiejkolwek dyskusji o zaletach i wadach czasow zaprzeszlych; oby.
    Z powazaniem.
    MA

  29. Szanowny Panie Passent,
    nie chcac pisac o Londynie sprobuje zadac Panu i pozostalym Blogowiczom oraz Blogowiczkom pytanie dotyczace mieszkancow Hamburga; dziela sie oni na: Geborene, Gebürtige oraz pozostalych; co nie znaczy, ze pozostali (raczej ich dzieci lub dzieci ich dzieci) nie zajma miejsc tych wczesniejszych. Widzi Pan roznice miedzy Geborene, a Gebürtige?
    Z powazaniem.
    MA

  30. Ewa-Joanna

    My, sól tej ziemi nie odbieramy wam prawa do Ojczyzny.
    By dodać pikanterii, sami ustawiliście się w roli ziarnka pieprzu.
    Na własne też życzenie zrzekliście się tego prawa.

    Natomiast zdecydowanie odbieramy wam prawo do opluskwiania dawnej Ojczyzny.
    Nikt państwa nie ogranicza w ich poglądach na Polskę i bieg spraw dokonujących sie w niej.
    Często wręcz bardzo żałosny.Następuje to niejednokrotnie wskutek politycznego wyboru prawicy w tym także polskiej Polonii.

    Bardzo mnie cieszy, że stara się Pani mieć swoje poglądy i jeżeli będą one nacechowane tolerancją, szacunkiem i zrozumieniem dla innych będę wyrażał Pani głęboką wdzięczność.
    Za poglądy Pana Falicza nie mogę wziąć odpowiedzialności, chociaż i jemu nie można odebrać prawa do własnego widzenia spraw polskich, często przedstawianych w sposób zdecydowany a nawet i ostry, niekiedy z głową w chmurach.
    Ja również nie akceptuje tych poglądów, które narażają na szwank dobre osobiste innych dyskutantów.
    Nikogo i nic nie upoważnia także do etykietowania innych blogowiczów, bowiem istotą jest atakowanie materii sporu a nie adwersarza.
    Tymbardziej nie dopuszczalne są próby wyrzucania kogokolwiek z blogu, z czym nota bene nie mialem jeszcze okazji się zetknąć.
    Jak dotychczas zauważałem próby podejmowane przez skrajnych prawicowców dla wyrzucenia mnie z tego blogu.
    Wielce Szanowny Gospodarz nie dał się jednak ponieść tym porywom szlachetnego serca, zatem Pani również,nic nie grozi z tej strony, jak można sądzić i proszę zachować spokój.

    „Mądrzymy” się tutaj istotnie, każdy na swój sposób, często najbardziej ci, którzy mają najmniej do powiedzenia, to się nazywa koncentracją wyrazu przeradzającą się w komiczną komiksowość.
    To właśnie demokracja dała szansę wypowiadania się ignorantom będącym często języczkiem u wagi mas.
    Zatem trudno mieć o to pretensje do lewicowców stojących na przeciwstawnych pozycjach, znaczy się waszym zdaniem,siły aparatu partyjnego.

    A polskie obozy koncentracyjne rzeczywiście nas bolą i ciekawe, że w tej tak ważkiej sprawie dystansuje się Pani od nas.
    Jest nam przykro, ponieważ były one wytworem niemieckich umysłów i rąk, wytworem ich precyzji i solidności, funkcjonującym z inicjatywy i pod przymusem niemieckich karabinów w rękach kadrowych esesmanów, gdzie produktem końcowym z człowieka było szare mydło.
    Tylko wyjątkowy ignorant lub szkodnik polskiej sprawy może nam przypisać ludobójstwo na masową skalę.To jest Droga Pani niezgodne z prawdą, nieuczciwe i interesowne politycznie.
    A komu na tym zależy proszę sobie wydedukować, boć przecież nie australijskim kangurom.

    Czy pracownik zmywaka lub sprzataczka stanowią przykład człowieka drugiej kategorii.
    Zdecydowanie nie.
    Natomiast jeżeli mamy do czynienia z większą ilością Polaków wykonujacych tę pracę, wówczas już możemy mówić o pewnej kategorii, która jest relatywnie nisko notowana w istniejących układach społecznych.
    We mnie nie ma żadnej pogardy dla tych ludzi.
    Wręcz odwrotnie jest mi ich ogromnie żal i przykro mi, że solidarna Polska wypędziła ich na emigrację zarobkową w poszukiwaniu chleba, zachowując się niczym wyrodna matka, gdzie zjawisko dotknęło wiele milionów Polaków.
    Ja mogę się przyznać do wielu przywar, ale pogardy nie da mi się przypisać, bowiem pogarda wzbogacona nienawiścią jest typowym zjawiskiem charakteryzującym polską prawicę.
    Obciążanie winą za pogardę dla jednostki i przypisywanie jej komunizmowi jest nieporozumieniem.
    Owszem komunizm gardził wrogami zarówno w ujęciu jednostkowym jak i zbiorowym.

    Dzisiaj znowu powracamy do systemu, w którym jednostka łupi zbiorowość, co ma być ponoć wolnością ,pluralizmem i demokracją.
    Wolność jednostki nie może stać wyżej niż interes zbiorowości, bowiem jest to dyktat nie mający nic wspólnego z demokracją.
    Także w USA i Australii osoby wychylające się poza interes grupowy i państwowy eliminuje się poprzez izolację i ograniczanie swobód obywatelskich.
    Jak zatem zauważamy, wolności i swobody mają ściśle określony klasowy charakter.

    Pani może zabiegać o swobody burżuazji,a ja będę głosił potrzebę wolności dla plebsu.

    Powraca Pani ponownie do obrony szkalujących Polskę obozami śmierci, co zaczyna już być dla mnie niezrozumiałym.
    Owszem protestowaliscie sobie w tej sprawie ale bez większego skutku i nie zdziwi was fakt jeśli tego typu ignorancja lub paszkwilancka postawa wypłynie ponownie.
    Panią ani to ziębi, ani grzeje.
    Uważa pani, że opluskwianie swojej lub czyjejś Ojczyzny należy do stałego i powtarzającego się repertuaru, któremu nie należy się dziwić.

    A ja Pani powiem wprost jako obywatel Polski, ja się nie dziwię tak mało eleganckim postawom tzw.wolnego wolnego świata, ja się oburzam na jego podłość i niekompetencję.
    Świadczy to wyłącznie o tym, iż nie dorósł on do cenzurowania innych.
    Próbuje ich Pani usprawiedliwiać niewiedzą, która jak wiadomo nie zwalnia z odpowiedzialności, jaką w tym przypadku należy egzekwować jak Rosjanie powiadają „do uspiesznawo kanca”.
    A recydywa w tym przedmiocie, jak przystało na wolny świat, winna być szczególnie dotkliwie sankcjonowna.

    I jeśli się Pani pozwala utożsamiać z kołkiem, to widocznie istnieją po temu przesłanki. A jeśli tak, to trudno by australijski kołek miał oceniać polskie wierzby rosochate.Na koniec daje Pani Polakom po oczach epitetami jak rzadko się spotyka.Tym językiem się nie buduje.Wpisywanie się w pejzaż destrukcyjnego języka nie służy umacnianiu państwa polskiego, nawert tego kalekiego zbudowanego przez „Solidarność” przy wydatnej pomocy Polonii.

    Rzeczpospolita jest zbyt wielką wartością by rozpatrywać ją w kontekście osobistych urazów i animozji.

    Z poważaniem.
    Lizak

  31. Lizak, z którego zakładu psychiatrycznego uciekłeś?

  32. Mam nadzieję, że los tego londyńskiego tematu skłoni Pana do staranniejszego wybierania tematów. Zaledwie 29 komentarzy wskazuje, że Londyn nie jest osią zainteresowania. Zaledwie 29 komentarzy-co z tego, że niektore są beznadziejnie długie – tak samo jak Pana artykuł. Pan, jako zwierzę dziennikarskie zapewne zna powiedzenie Churchila, że pisanie krótkich przemówien wymaga bardzo dużo wysiłku i czasu.
    Ja jednak wciąż w Pana wierzę.

  33. A o kryzysie, Gospodarzu Drogi, cicho sza? Eh, szkoda gadać. Wystarczy prześledzić na przykładzie – pierwszym z brzegu. Wydawałoby się poważny starszy pan, powinien się dać upokorzyć i pognębić młodzieży, choćby jakimś dwóm dziennikarskim dzierlatkom, które nań szczerzą lustracyjne zęby, a on nic. O emeryturę przedpomostową nie prosi, kancelarii nie okupuje, tylko wolność wybiera. Oczywiście w Londynie. Przez tydzień go nie ma, na jego blogu w tym czasie wybucha dyskusji o nim, czy jest lewicowcem, czy może groźnym, szczerzącym swe turbo-zęby – tfu, tfu – neoliberałem. A on w tym czasie mule w Londynie zakąsza, zapija nie wiadomo jakim winem importowanym z drugiego końca globu. I zauważa, że nikt nie mówi swoim własnym językiem, Hiszpan nie mówi po hiszpańsku, kobieta z brytyjskiego imperium nie mówi po angielsku, pani Andersowa nic nie mówi. A kryzys urasta w tym czasie do właściwych sobie, biblijnych rozmiarów. Kryzys zaufania (blogowiczów do Gospodarza – gdzież on się podziewa?, jednych blogowiczów do drugich, nie bede ich tutaj szufladkował). I kryzys nierównowagi (umysłowej). I kryzys nadprodukcji, oczywiście nadprodukcji wywiadów z historykami brytyjskimi. W bardzo krótkim czasie – nie jeden keynesista by się zachwycił.

  34. Mieczysław Franciszek Rakowski jest dowodem, że umiera się nie w całości.

  35. W każdym człowieku siedzi jakaś duszyczka. Na lekcje religii nie trzeba uczęszczać, aby to wiedzieć. Nie wiem jak u innych nacji, ale w Polkach i Polakach siedzi polska duszyczka. Wiem jeszcze, że w prawdziwych, zasiedziałych z dziada, ale nie koniecznie z pradziada Kanadolach siedzi kanadyjska duszyczka, jakże inna od polskiej duszyczki, co jest zrozumiałe dla każdego kto uważnie czyta wpisy Lizaka i Ewy-Joanny (Roo). Z tą wiedzą, którą mam i nikt mi jej nie odbierze, udzielam się w tutejszym towarzystwie mniej więcej w te słowa. Polacy są fatalni – mówię innym niż polskie duszyczkom – po pierwsze antysemici, budowali przecież obozy koncentracyjne, a nawet zagłady, po drugie bałaganiarze i miłośnicy improwizacji, lenie i krętacze, żadnych osiągnięć na swoim koncie nie mają, itp. Jak się nie zerwie burza na te słowa, ale coś ty – mówią mi inne niż polskie duszyczki – bzdury, kłamstwa, a na dodatek przesadzasz, znamy wiele przykładów, możemy ci udowodnić, że jest inaczej, pewnie się zgrywasz. To ja się bronię, że są Polacy zaściankowi, a ich religijność jest powierzchowna, zabobonna wręcz, a jacy kłótliwy między sobą – mówię im, a oni na to – oczywiście, że się zgrywa, przecież papież, Wałęsa, wolność i demokracja, i ci dwaj bracia bliźniacy u władzy, jakże oni się nazywają. Ale ten ostatni argument jakoś ucichł ostatnio. Niemniej widać, że chociaż mają problemy z wymową i zapamiętaniem nazwisk, to jednak się orientują. Przechwalają się, ja mam sąsiada Polaka, dusza nie człowiek, a ja chodziłem z jedną Polką, takiej inteligentnej blondynki nie spotkał w całym swoim burzliwym kawalerskim życiu, superlatywy sypią się na mnie za cały naród polski, okazuje się, że co drugi miał prababkę pół-Polkę, a może Ukrainkę, albo dziadka, który wypił morze wódki z żołnierzami Andersa. Już nie wspomnę o żywczliwie wspominanaych kontaktach w rozlicznych profesjach. Tak więc jak mówimy o narodowych obsesjach, Polacy mają jedną, są tacy więcej hiper-nadwrażliwi na swoim punkcie.

  36. Lizak, Czytając dwa ostatnie Twoje wpisy miałem wiele przyjemności i powodów do przemyśleń. W sumie gratuluję.

  37. Jeszcze dopiszę krótko w sprawie zaakcentowanej przez NeferNefer (11:40), bo o Londynie i okolicznych tematach móglym pisać bez końca. Wszak jestem enuzjastą wszelkiej brytyjskiej kompetencji i niekompetencji, szlachetności i podłego wyrachowania, mógłym godzinami. Np. LSE to przecież London Stock Exchange od ponad dwustu lat, a szkoła była dopiero sto lat później. Tyle, że na Stock Exchange wódki pić nie wolno, chyba że się ją przemianuje, jak to ostatnio dowcipnisie robią, na Stocking Exchange.

    Ad rem zatem – uważam, że media powinny nagłaśniać i rozdmuchiwać, czy też “krwawo pasjonować się” jednostkowymi aktami ludzkiego okrucieństwa. Tak to, wydaje mi się, należy ująć. Okrucieństwo należy opisać, aby ludzie potrafili je dostrzegać, zapobiegać mu, oburzać się, a w końcu zwalczać w sobie. Okrucieństwo jest najgorszą stroną ludzkiego charakteru, jest czynem najgorszym jaki się może człowiekowi przydarzyć.

  38. “Goodbye Piccadilly, farewell Leicester square” – śpiewali żołnierze, którzy szli na Wielką Wojnę, a najpierw zaśpiewano ją na West Endzie – “it’s a long way to Tipperary, long way to go”. Historyczna jak widać była ta wizyta w Londynie, Gospodarzu Drogi. Tylu historyków obskoczyć to nie przelewki. Można się podciągnąć z historii np. stosunków polsko-ukraińskich. Bo ci historycy brytyjscy pchają się na te dzikie pola historii polsko-litewskiego Commonwealthu bez umiary i flegmy. Francuscy zresztą też.

    A historia Wysp też jest pajonująca. Wszystko tam było wcześniej niż gdzie indziej, parlament, ograniczenie absolutyzmu królewskiego, rewolucja przemysłowa, nawet niewolnictwo znieśli jako jedni z pierwszych, o czym rzadko się wspomina. A najazdy na Wyspę, których było wiele, Rzymianie, Anglo-Saksoni, Wikingowie, Duńczycy, Normanowie, aż po Wilhelma Zdobywcę w roku 1066. Te najazdy musiały nieźle ludności w głowach, a i we krwi namieszać. Stąd może ich późniejsza dziarskość imperialna oraz pragmatyzm i oryginalność wykonania. Weźmy taką bitwę pod Blenhaim. Albo wpływ prawa rzymskiego, którego Germanie nie liznęli. A po Wilhelmie już nikomu nie udało się ich najechać, a wielu mocarzy próbowało: Philip II, Napoleon, Hitler.

    Londyn też jest specjalny, doskonale położony, stolica od dawnych czasów oraz centrum handlu i kultury dominujące na sporą okolicą. A wszystko to nad dość błotnistą i nieciekawą rzeką. A po drugiej jej stronie stoi dziś jak cztery wieki temu Globe Theatre. Takie to drewniane, łatwopalne, nietrwałe, a jakże solidne dramatopisarstwo tam powstało. Uniwersalne, Pierwsze w świecie. Po angielsku, którego standardy dopiero się wówczas tworzyły. Historia może nie uczy nas tak bardzo jak mamy żyć, ale poczytać zawsze warto.

  39. Zaciekawiony

    Z pańskiego.

    Lizak

  40. jasny gwint

    Dziękuję.

    Lizak

  41. Przed rocznica zakonczenia wojny oranizowana jest kwesta na pomoc kombatantom i ich rodzinom.Darczyncy dostaja miniaturke maka-obserwowal Pan powszechnosc tego gestu solidarnosci-warto by przeszczepic

  42. Anca,
    jestem uprzejma. Prosze:
    Pielnia1: akoś tak się sklada, że największą nienawiść do starej ojczyzny czują ci wszyscy wygnańcy z własnego wyboru. – podkreslenie moje.

    Anca: z dwojga złego ja stawiam na zaprzaństwo. Wyrzuty sumienia może mieć jego posiadacz. Przepraszam, że się wymądrzam, ale tak właśnie myślę. To są zwykli zaprzańcy, banici na własne życzenie. I do tego dorabiają ideologię, odbijają się od tych, którzy zostali, bo nie chciało im się wyjeżdżać.

    I aj, aj jaka sie poczulas dotknieta, kiedy odpowiedzialam na te MNIE obrazajace slowa.
    Piszesz : Jednak nie chcemy, aby oni prawili nam morały i uczyli kultury, z góry zakładając, że my pozostający w kraju jesteśmy znacznie od nich gorsi i to pod każdym względem. wiec teraz ja cie zapytam gdzie ja pisze, ze jestescie gorsi i cos z gory zakladam?
    To wy pierwsi uzyliscie nie tylko metody generalizowania, ale rowniez poddaliscie nas, emigrantow negatywnemu osadowi.
    W mojej wypowiedzi od osadzania kogokolwiek powstrzymalam sie, ale pozwolilam sobie na te sama metode generalizowania.
    Zadalam wam proste pytanie i wyjasnilam powody tego pytania. Nie bylo to kazanie z wysokiej katedry, to byl glos oburzonej Polki obrazanej dlatego, ze mieszka za granica.
    To nie ja wsadzilam was do wora z napisem ZWYKLI ZAPRZANCY I BANICI NA WLASNE ZYCZENIE tylko wy mnie. To z glebi tego wora teraz pytam : Jakim prawem?
    Piszesz: Zainteresowanie, nieobojętność na losy kraju, życzliwa rada, mądra krytyka z pewnością na tym blogu i na innych także4 spotka się z życzliwym przyjęciem i może się przerodzić w ciekawą dyskusję. ale tuz przedtem piszesz inaczej: Płacicie podatki gdzie indziej i tam też “róbcie za autorytety” moralne, ekonomiczne i kulturalne.
    Porownujac te dwie wypowiedzi, moge powiedziec, ze jedyne co wolno nam, emigrantom, to: zachwycac sie dyskutantami i dyskusjami, bo kazde zainteresowanie, nieobojetnosc na losy kraju, zyczliwe rady i madra krytyka, zostana podciagniete pod „robienie za autorytety”.
    A tego juz nie wolno.
    Pozdrawiam

    P.S. A najchetniej chodze boso…

  43. Lizak,

    Nie podzielam wszystkich pogladow Falicza, czemu niejednokrotnie dalam wyraz. Nie podzielam rowniez wszystkich pogladow Lizaka i temu tez dalam wyraz.

    Naprawde nie moja jest wina, ze Falicz istnieje.
    Natomiast obraza pan rowniez mnie.
    Cytuje: „Natomiast komunistyczni wygnańcy i uciekinierzy z własnego wyboru najczęściej pozbawieni są merytorycznej argumentacji przesłonionej zaćmą niechęci a nawet nienawiści. Wyraża się to w emocjonalnym podejściu do wspomnień i oceny własnej Ojczyzny, której interesów nie potrafiło się uszanować dawniej i nie szanuje się obecnie.
    Tacy polskojęzyczni partnerzy nie są nam potrzebni.My oczekujemy obiektywnej i rzeczowej krytyki, zaś kierowane w nasz adres inwektywy nie są nam w niczym pomocne.”

    No i prosze. Akapit pelen obiektywnosci, rzeczowej krytyki i zadnych kierowanych pod czyims adresem inwektyw nie zawiera! Sam mniod, jak to sie mowi.
    Pozwolisz, ze nieco zlosliwie skomentuje to: W tej sytuacji nie dziwi fascynacja owych emigracyjnych baców baranim losem nowzelandzko-australijskiego autoramentu. Nas do tego poziomu nie sprowadzicie, ponieważ my jesteśmy mocno osadzeni w słowiańskiej kulturze i tradycji ostro wierzgającego konia arabskiego Mnie bardziej przypomina to wierzgajacego osla niestety.

    To tyle na temat poprzedniego wpisu, ktory w polaczeniu z choralnym spiewem pielni i ancy sprowokowal mnie do reakcji.

    Daruje ci, panie Lizak ow solny patos, badz sobie sola ziemi tylko zadbaj, zebys jej za bardzo nie zasolil – wtedy nie daje plonow.
    Ale poprosze o przyklad owego opluskwiania Polski przez emigracje, bo z moich obserwacji wynika, ze tak dobrze jak „rdzenni Polacy” nikt tego uczynic nie jest w stanie. Osobiscie bardzo bym chciala, zeby powiedzenie „typowo po polsku” brzmialo tak pozytywnie, jak negatywnie brzmi powiedzenie „it’s un-Australian”.
    Celowo nie biore udzialu w wyborach polskich, gdyz uwazam, ze nie mam prawa decydowac za ludzi tam mieszkajacych. I to nie ja wybralam wam Kaczynskich…

    Za poglady pana Falicza tez odpowiedzialnosci wziac nie moge, to jego sprawa. Natomiast nie zycze sobie byc obarczana panska negatywna reakcja na te poglady. Jezeli nie potrafi pan prowadzic polemiki z Faliczem z takich czy innych przyczyn, to prosze zaprzestac i zaczac go ignorowac, nie szczerzyc zebow na innych uczestnikow blogu tylko dlatego, ze mieszkaja za granica.
    Moja tolerancja, wyksztalcona i sprawdzona w warunkach wielokulturowosci miewa sie dobrze, ale nie pozwole sobie, aby ktos mnie obrazal, bo jest zly na kogos innego. Dlatego napisalam, ze to to samo, co „polskie obozy” – jest tak samo nieprawdziwe i krzywdzace.
    Etykietowanie nie ja stosuje, kudy mi do mistrzow „zaprzancow, banitow, emigracyjnych bacow itp” Nota bene, owo bacowanie odkrywa wielkosc panskiej niewiedzy … i glupoty niestety.
    Wyrzucanie niewygodnych osob z blogow, forow czy innych portali, nie jest wynalazkiem emigracyjnym a raczej lokalnym, wiec prosze mi tego nie imputowac. Tym bardziej, ze podzielam wiekszosc panskich pogladow tyle, ze w bardziej rozsadnych granicach.
    Dlaczego pisze pan, ze dystansuje sie od was w sprawie owych „obozow”? Przeciez wyraznie napisalam, ze jako Polonia i jako Polacy protestowalismy przeciw takiemu nazewnictwu. I raczej w Australii to okreslenie juz nie powinno zaistniec, ale oczywiscie ktos moze z nim wyskoczyc.
    I tak sie rodacy kochani nadymacie wlasna godnoscia, ze do glowy wam nie chce przyjsc, ze ktos moze tego sformulowania uzywac nieswiadomie, nie do konca rozumiejac implikacje tej nazwy. Osobiscie mam wrazenie, ze sformulowanie owo nie jest przypadkowe i powstalo wlasnie tutaj w Australii. I szybciutko przeszlo na Ameryke, bo to bardzo wygodne dla niektorych srodowisk zydowkich nastawionych na jak najwieksze wykorzystanie wlasnej martyrologii.
    Tak wiec wracajac do tematu to pragne wyjasnic, ze dla Amerykanina, czy Australijczyka lub Kanadyjczyka, dla narodow, ktore Druga Wojne przeszly niejako obok, jest czasem trudne do zrozumienia pieklo jakim poddani byli ludzie w Europie. A jak sie doda, ze dla wiekszosci z nich ta Europa jest taka nieco malo geograficznie jasna, szczegolnie na wschod od Niemiec, to trudno sie dziwic powtarzaniu glupot. Ale jak sie im raz wytlumaczy, to raczej pamietaja. Oni sa poprawni i tak naprawde to guzik ich to obchodzi. Natomiast zgodze sie, ze tej nazwy uzywaja niektorzy do wlasnych celow i tym trzeba dac w leb. Tylko wtedy moga nam nie dac pozyczki…
    No to przejdzmy do zmywaka.
    Drogi panie Lizak, czy swoje stwierdzenie o „wiekszej ilosci Polakow wykonujacych te prace” opiera pan na danych statystycznych co pozwala mowic panu o grupie relatywnie nisko notowanej w ukladach spolecznych.
    Ja tego nie zauwazylam nigdzie poza krajami bylych demoludow, ze miejsce pracy definiuje pozycje czlowieka. Krolowa przyslala ksiecia Karola na rok do pracy na australijskiej farmie, pracowali tam takze jego synowie. Corka bylego premiera pracowala w MacDonaldzie w czasie studiow i nikogo to tutaj nie dziwilo. Bo wazne jest to, ze chcesz pracowac i to co robisz starasz sie robic najlepiej jak potrafisz. Praca na zmywaku wcale nie deprecjonuje, ona nobilituje, bo udowadnia jego chec do zostania pelnoprawnym czlonkiem spoleczenstwa a nie pasozytem.
    Owi ludzie ze zmywaka poducza sie angielskiego i awansuja. Zapisza sie do szkoly lub na Uniwersytet. I skoncza go z wyroznieniem.
    Panska litosc i zalosc jest wlasnie wyrazem tej pogardy, z ktorej moze sobie pan nie zdaje sprawy – to zaliczenie ich do nisko notowanych.
    Niech pan sobie zapamieta – wszedzie na zachod od Polski ceni sie prace a pogardza nierobem, pijakiem i kryminalista. Ci mlodzi ludzie na zmywakach robia dla Polski dobra robote. I … to jest zawsze ich wybor.
    Niestety pozostane przy mojej opinii o negatywnym wplywie ideologii bylego ustroju na poglady na wolnosc i prawa jednostki. Cala panska wypowiedz i nie tylko panska jeszcze mnie w tym utwierdza.
    I bardzo mi przykro, ze na koniec musze panu zarzucic nieumiejetnosc czytania ze zrozumieniem, byc moze to emocje, ale nie mozna wymagac od wierzby rozsochatej, ze nie widzi czym sie ja wali po oczach.

    Pozdrawiam

  44. Lizak,
    na temat tego opluskwiania, co to pisalam, ze nikt tego tak dobrze nie robi jak „rdzenni Polacy”.
    Prosze : http://hosted.ap.org/dynamic/stories/E/EU_POLAND_PRESIDENTS_GAFFES?SITE=CASRP&SECTION=HOME&TEMPLATE=DEFAULT

    I komentowac nie bede.

  45. Ewa-Joanna vel Roo

    Boso, ale w ostrogach! Boso do pozazdroszczenia…

    Pozdrowienia

  46. Panie Danielu!

    Jakie to musi byc mile uczucie byc turysta w Englandzie. Jakie to musi byc urocze uczucie tak sobie pochodzic po galeriach i muzeach i pozachwycac sie tyglem kultur, kolorow skory i czarczafow. I jaka to wielka szkoda jest, ze to wszystko smakuje zupelnie inaczej, kiedy sie tu mieszka na stale 🙂

  47. Szanowna „Ewo-Joanno”: niepotrzebnie nadstawiasz mężną pierś za wszystkich dobrowolnych emigrantów. Ja, krytykując to, co krytykowałem, krytykowałem tylko tych, którzy piszą bzdury, ale krytykowałem ich przede waszystkim za chamstwo i arogancję. Wszystkich tych, którzy twórczo, krytycznie, ale sensownie, się wypowiadają, a jest takich wielu, nie miałem ,ani nie mam zamiaru strofować,ani obrażać ale sama przyznasz , że pan Falicz przekracza wszelkie dozwolone granice. Odcinasz się od Falicza, więc nie czuj się obrażona za to, że nam tu nie podoba pisanie w stylu Falicza, Pozdrawiam

  48. Panie Danielu ! Przeczytałem z najwyższym zinteresowanim chociaż w Londynie nigy nie bylem (za to bylem nad – w samolocie). Co za komfort dla czytelnika krajowego – oderwanie od polskiego bagienka i dziennikarki „flekowej”. Serdecznie pozdrawiam. Lesiu

  49. Panie Lizak,
    Zaloz Pan wlasnego bloga. Oszczedz Pan tych dluzyzn

  50. Ewo-Joanno, wyśmienicie, ale zapominasz o jednym. Dzień się robi w kraju krótki, mgły się ścielą i uzasadnione przygnębienie w narodzie też. Weź to pod uwagę, bo ktoś musi być obwiniony za tę rażącą niesprawiedliwość pogodowo-społeczną. Inna sprawa, że jaka by pogoda i pora była, wiosna, lato, przednówek, czy po wykopkach, niektórym lekko idzie zwalić całą winę na burżujów, cyklistów i podobnych renegatów. Więc się nie dziw.

  51. Pielnia1,
    calkiem zrozumiale. Ale rugaj Falicza a nie wszystkich!
    Zbiorowa odpowiedzialnosc to, no wiesz, juz nie ten tego 🙂

  52. Maro

    Oto link do mego blogu http://blog.onet.pl/admin_pisz_podglad.html
    Liczę na elegancki rewanż.
    Moje zachowanie nie ma nic wspólnego z kryptoreklamą.

  53. Ewa-Joanna

    Czy Pani oczekuje z mej strony tekstu polemicznego w odniesieniu do Pani postu z dnia 2008-11-19 o godz. 09:24.

  54. Lizak,
    oczywiscie ze nie, bo i po co? To byloby takie przelewanie z pustego w prozne. Szkoda czasu.
    Pozdrawiam

  55. Do
    Ewa-Joanna pisze:

    2008-11-19 o godz. 05:52
    Boso? Mam jednak nadzieje, ze to rosa nowozelandzkich lak tak dobrze wplywa na krazenie.
    Z powazaniem.
    MA

  56. Ewa-Joanna

    Ciekawe kto z nas jest Pani zdaniem pusty, a kto próżnym?

  57. Panie Lizaku,
    Wszystko pieknie i elegancko, tylko link jakos nie chce dzialac 🙁

  58. „Od tygodnia chodzę boso
    Pod spód więcej nic nie wdziewam
    Od razu się lepiej miewam” 😆

  59. Lizak,
    Jak przestaniesz kazda wypowiedz brac do siebie zycie stanie sie prostsze.
    Uzyte przelewanie z pustego w prozne jest figura retoryczna, nie ocena rozmowcow.
    Nie czuje sie powolana do oceniania kogokolwiek.

    Pozdrawiam

  60. Anca,
    Exactly. 🙂

  61. Maro

    Bardzo Pana przepraszam.
    Przed podaniem linku sprawdzałem go i działał.
    Nie jestem najlepszy w te klocki,przykro mi,z powodu wprowadzenia w błąd.
    Podaję nowy link, tym razem mam wrażenie już poprawny.
    Z poważaniem.
    Lizak

    PS
    Gdyby coś nie tak, to będziemy się musieli zwrócić o pomoc do naszej miłej koleżanki Pani Teresy Stachurskiej, która jest wysokiej klasy specjalistą w tym przedmiocie.

  62. Maro

    Widzi Pan jaka złośliwość martwych przedmiotów.
    Oto i on w całej krasie:
    http://zygfrydgdeczyk.blog.onet.pl/1,AR3_2008-11_2008-11-01_2008-11-30,index.html
    Z wyrazami szacunku,Lizak.

  63. Szanowna „Ewo-Joanno”, ja nie stosuję zasady odpowiedzialności zbiorowej; napisałem chyba jasno, kogo dotyczy moja wypowiedź. Dotyczy tych, których dotyczy. Czemu bierzesz to do siebie? a ponadto jesteś niekonsekwentna, bo posądzasz mnie o hołdowanie zasadzie odpowiedzialności zbiorowej, a do imć pana „Lizaka” napisałaś: „Lizak,
    Jak przestaniesz kazda wypowiedz brac do siebie zycie stanie sie prostsze”. i masz rację.
    Serdecznie pozdrawiam

  64. Pielnia1,
    jezeli pomylilam sie przypisujac ci slowa, ktorych nie powiedziales – przepraszam.
    Co wcale nie oznacza, ze zmieniam zdanie 😀
    Co do niekonsekwencji… wroc, bo daleko nie jest, i przeczytaj czego dotyczyla moja odpowiedz. Tak bez uprzedzen. 🙂

  65. Szanowny Panie Passencie!
    Ze smutkiem odczytalem zdanie panskiego wuja mówiacego fanfarony o historii Niemiec i Anglii. Dziwi mnie, ze akurat Pan, wyjatkowo szeroko wykszatlcony erudyta, (dawniej mówiono „HOMO DOCTUS”) cytuje takie bzdury. Zyje od ponad 20 lat poza Polska, jestem muzykoogiem i historykiem próbujacym budowac mosty ponad przepasciami ideologii i doktrynerii, które do dnia dzisiejszego uniemozliwiaja nam godne wspólzycie i wspólprace w naszej europejskiej Ojczyznie. Takie tony nie wnosza nic pozytywnego w nasze europejskie wspólzycie. Jest to propagowanie glupich i zasciankowych tonów godnych innych ludzi, niz Pan. Jestem ta wypowiedzia szczerze rozczarowany.
    Serdeczne pozdrowienia.

css.php