Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

18.11.2008
wtorek

Żegnaj, Mietku

18 listopada 2008, wtorek,

Przemówienie wygłoszone nad trumną Mieczysława F. Rakowskiego, 18 listopada 2008

Kochana Elżbieto, Włodku, Arturze! Panowie Prezydenci!

50 lat temu, w 1958 roku, Mieczysław Rakowski przyjmował mnie do pracy w „Polityce”. Dzisiaj, w imieniu Koleżanek i Kolegów z Redakcji, przypadł mi w udziale smutny zaszczyt pożegnania Go na zawsze. Łączymy się dziś w bólu z Rodziną, przyjaciółmi, dawnymi i obecnymi pracownikami i współpracownikami, oraz z czytelnikami „Polityki”. Każdy z nas, kto pracował lub pracuje w „Polityce”, jest dłużnikiem Mieczysława Rakowskiego – twórcy świetności tego pisma i naczelnego redaktora przez prawie ćwierć wieku. Była to i jest szkoła obywatelskiego myślenia i sztuki dziennikarskiej.

Mieczysław Rakowski miał świadomość, że „Polityka” zdobyła sobie trwałe miejsce w historii prasy polskiej i w powojennej historii naszego kraju. Bez „Polityki” i bez „Dzienników” Rakowskiego rozmowa o powojennej Polsce jest niemożliwa. To przede wszystkim Jego zasługa, człowieka wielkich talentów i pracowitości. To poczucie spełnionego obowiązku pomagało Mu znosić przykrości, jakich Mu życie nie szczędziło. Nie zmienią tego mali ludzie, którzy dzisiaj usiłują ten dorobek pomniejszyć lub przedstawić w krzywym zwierciadle. Żyją jeszcze tysiące czytelników, którzy mówią z satysfakcją, że wychowali się na „Polityce”. Mieliśmy szczęście być podwładnymi i przyjaciółmi Wybitnego Polaka.

Obejmował „Politykę” jako niewielki organ partyjny, niechętnie i podejrzliwie traktowany przez inteligencję. Pozostawił swoim następcom i wychowankom kwitnące pismo polskiej inteligencji, niechętnie i nieufnie traktowane przez aparat partyjny, nie tylko w Polsce, ale i w bratnich stolicach. Co najważniejsze – przekazał miliony czytelników przywiązanych do tytułu. Pomimo spłacanych niezbędnych serwitutów i ówczesnych ograniczeń wolności słowa, „Polityka” stała się ulubionym pismem setek tysięcy czytelników i prawdziwą instytucją. Jej publikacje, od drobnych informacji, których nie można było znaleźć nigdzie indziej, po programowe artykuły, takie jak „Dobry fachowiec, ale bezpartyjny”, czy „Szanować partnera”, poszerzały granice tego, co w ówczesnych warunkach uważano za możliwe. Pod Jego kierownictwem „Polityka” stała się pismem, do którego pisali najwybitniejsi dziennikarze, pisarze, poeci, duchowni, uczeni, politycy z Polski i zza granicy, rysowali dla niej najzdolniejsi artyści. Była to lektura obowiązkowa polskiej inteligencji. Krzewiła rozsądek, umiar, racjonalność, pisana była przez ludzi i dla ludzi, a nie partyjną nowomową. Przygotowywała czytelników do przemian, które miały nastąpić.

Za granicą ludzie uczyli się języka polskiego, żeby czytać „Politykę”, w Polsce czytali ją zarówno więźniowie polityczni, jak i politycy, którzy ich do więzień wtrącili. Mimo ogromnego nakładu, idącego w setki tysięcy egzemplarzy, „Polityka” była z reguły wyprzedana i trudna do kupienia. Kiedy nie było wolnych wyborów, czytelnicy głosowali na organ Rakowskiego. Dla wielu ludzi, którym pomagał dyskretnie Redaktor Naczelny, był On ostatnią deską ratunku w tamtym, tonącym świecie.

Choć każdy z nas wnosił do „Polityki” coś własnego, była ona przede wszystkim Jego dziełem. To On uczył nas jak uchylać i otwierać drzwi do prawdy, do informacji z kraju i zza granicy, z Białego Domu i z terenu, jak pisać między wierszami, jak znaleźć wspólny język z czytelnikami, jak być na tyle wolnym, na ile to możliwe, i na tyle skrępowanym, na ile każdy z nas był w stanie zaakceptować. „Trzeba myśleć politycznie” – mówił, mając na myśli odpowiedzialność za kraj, ale i za pismo. Budował wąską kładkę pomiędzy doktryną a rzeczywistością, pomiędzy ideologią a realiami, pomiędzy tym, co oczywiste, a tym, co możliwe. Będąc wybitnym pragmatykiem, pozostał człowiekiem ideowym.

Był rozdarty pomiędzy wiarę w socjalizm i coraz większe do systemu rozczarowanie, pomiędzy czytelników i mocodawców. Całe życie starał się godzić dwie największe dla siebie wartości – Polskę i socjalizm. Nie bał się narazić ani władzom, ani czytelnikom. Był człowiekiem odważnym, wielu z nas robiło karierę pod Jego parasolem, a On nadstawiał za nas karku. Kiedy uznawał, że trzeba uczynić koncesję na rzecz władz – nikogo nie namawiał, żeby pisał wbrew swojemu sumieniu. Sam spłacał daninę, żeby ocalić pismo, a inni mogli zażywać popularności.

Mówiono o nas „banda Rakowskiego”. Tak, byliśmy Jego „bandą”. Staliśmy za Nim, kiedy zwalczał Go beton, kiedy sarkała na „Politykę” Moskwa, kiedy odwoływał go I Sekretarz, kiedy według Białej Księgi cenzury „Polityka” przodowała pod względem liczby ingerencji, kiedy aparat słał skargi i donosy, kiedy w Marcu 1968 roku postawił wszystko na jedną kartę i powiedział „NIE”. Byliśmy Jego „bandą”, kiedy wspólnie witaliśmy Nowy Rok na balach „Polityki”, kiedy siedzieliśmy całą noc w Jego mieszkaniu oczekując na werdykt I sekretarza w jego sprawie, kiedy w Marcu ’68 szukaliśmy go po całej Polsce, żeby podjął decyzję w naszym imieniu, kiedy wypływaliśmy Jego żaglówką na Jezioro Nidzkie, kiedy witaliśmy Jego 50. urodziny w domku na jeziorach, i 80. urodziny w Warszawie. Dzisiaj odprowadzamy Go w ostatnią podróż.

To, że ponad ćwierć wieku po ustąpieniu Mieczysława Rakowskiego ze stanowiska naczelnego redaktora, nasze pismo, odmienione przez nowe czasy i nowych ludzi, nadal trwa i przoduje, jest zasługą Jego następców, młodszego nowego pokolenia dziennikarzy i redaktorów, ale i mocnych fundamentów, które położył twórca „Polityki”. Dzieło Mieczysława Rakowskiego przeżyło swojego Twórcę.

Żegnaj, Mietku!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 123

Dodaj komentarz »
  1. Radziłbym wyłączyć komentarze, zanim się tu pis-szambo rozleje. Naprawdę

  2. Panie Redaktorze Drogi. Ciepło zrobiło się pod sercem po przeczytaniu. Dziękuję.

  3. Dzięki Gospodarzu. Jakbyśmy tam byli, akustyka była bez zarzutu, każde słowo wyraźnie słyszalne, nie porwane przez wiatr.

    Dziwna ta powojenna historia Polski, i niezwykły życiorys Ostatniego I Sekretarza. Zastanawiam się nad tym co Pan napisał. Chyba jednak znalazłbym wspólny język z Rakowskim. Może powinienem był wysłać ten list do Niego. Z “Polityki” najbardziej utkwił mi w pamięci artykuł, albo raczej ciąg artykułów o tzw. działkach przyzagrodowych, w ZSRR i innych niż Polska demoludach. Jak to rozciągają się na kilku procentach areału, a produkcji sprzedanej dają 80 procent. Czy to prawda, że “Polityka” inteligentom polskim i może innych krajów podsunęła tę myśl, że imperium upadnie? Wcześniej czy później, a jednak upadnie. Może wcześniej. Imperium dziwne, marksistowskie ale nie socjaldemokratyczne. Wyzwalające człowieka z jednej alienacji, wpędzające w jeszcze gorszą. Próbuję odtworzyć tamte myśli. “Czytelnicy głosowali na organ Rakowskiego” – jeden z niewielu wolnych wyborów tamtego tonącego świata.

    Oczywiście, że jest ekscytujące być Polakiem („It’s exciting to be Polish”) i znać język polski. Aby czytać takie teksty, takie przemówienia. Brawo.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wychowałem się na POLITYCE Za to jestem MU wdzięczny!

  6. moj ojciec mowil zawsze, ze jedynym czasopismem w Polsce, ktore mozna czytac jest Polityka. Mowil tez, ze jej Redaktor Naczelny ma szczegolny dar od Boga, ze jest niezalezny duchem i nawet tamta cenzura boi mu sie wadzic. Mojego ojca nie ma juz od 22 lat na tym swiecie, a ja powtarzam prawie to samo mojemu synowi. Jedynie Polityka jest naprawde niezaleznym czasopismem w Polsce. Od lat nie mieszkamy w Polsce, ale Polityke czytamy co tydzien. Dziekuje Ci Redaktorze Rakowski.

  7. Dziękuję

  8. Dziekuje za te slowa !

  9. Też dziękuję Panu za słowa mowy pogrzebowej, zasłużył pan Rakowski na naszą pamięć za pismo znakomite, za pismo, które w tamtych czasach czytałam z wielką uwagą, wyczekane w kolejce lub odłożone po znajomości. Potem różnie o Panu Rakowskim myślałam, zwłaszcza po pamiętnej wizycie w stoczni . Teraz już nie czas na rozpamiętywanie błędów i wypaczeń. Cześć Jego pamięci!

  10. Czytam Politykę od 1962 roku, niemal bez przerwy. Dołączam się do wszystkich ciepłych słów, poświęcanych REDAKTOROWI MFR.

  11. Panie Danielu kochany,
    dziękuję.
    Lukasz

  12. Odszedł człowiek który pozostanie w mojej pamięci, był nauczycielem nie zawsze tego co mnie przekonywało, takie czasy były, ale uczył mnie samodzielnego myślenia.

  13. Piękne Pożegnanie.

  14. Odkad pamietam Polityka zawsze byla w domu i na niej sie chowalam i dorastalam. Wychowal Pan mnie, wzorowa uczennice.
    Dziekuje Panie Mieczyslawie Rakowski

  15. Pan Rakowski może być dumny, że ma takiego przyjaciela jak Pan ….

  16. Hołd MFR. Podziękowania dla Pana.

  17. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Trzeba przyznac, ze kazda barwna farba ma swoja tzw. kedzierzawa szara eminencje, taki zakamarek. Mozna smialo powiedziec nie narazajac sie nikomu – albo wszystkim – ze cos w tym jest kiedy madrzy ludzie mowia „Na bezrybiu i rak ryba” http://www.youtube.com/watch?v=yV28uGic5hs&feature=related Ciekawe komentarze, budujace – prawda? To tak juz jest, ze kazdy „malarz” swoj system chwali. Badzmy zatem czujni. Granica po ktorej poruszamy sie, idac przez zycie, jest wyjatkowo cienka.

  18. Ponad 30 lat temu jako student jeździłem tramwajem na dworzec bo tam Polityka była o jeden dzień wcześniej. Przez wszystkie Polskie burzliwe lata tam szukałem informacji i odpowiedzi. Dzisiaj mój syn nie potrafi przeżyć tygodnia bez Polityki. Zaiste mocne są te fundamenty.

    Dzięki Panie Redaktorze

  19. Dzięki. Passent na Prezydenta. To na powaznie. Tylko z takim doswiadczeniem i kultura mozna sie starac. Prosze speobowac.

  20. Panie Redaktorze,

    Wychowalem sie na Polityce od jej
    pierwszego numeru. Jestem wiec
    „dzieckiem” Pana Redaktora
    Rakowskiego, jak rowniez Panskim
    i wielu innych z Jego poreki.
    Pozostaje na zawsze niesplacalnym
    dluznikiem.
    Wielki Czlowiek, wielka strata.

    Chyle glowe.

    Trebeg

  21. Dziękuję Panu za mądre słowa.

    Pamięć o Mieczysawie Rakowskim trwa i nie przeminie.

    Świadczy o tym tygodnik „Polityka”.

    Rakoczy

  22. Kawał mojego życia. Dziękuję za trudne i za łatwiejsze doświadczenia. Wszystkie potrzebne.

  23. “Pamiętna wizyta Rakowskiego w stoczni” – pada czasem na blogu. Jakiś symbol, tajemne hasło? Czy chodzi o słynne zdanie, że rząd nie jest od kolebek. Wydaje mi się, że nie tylko 21 Punktów zostało wypełnionych, ale także ta przepowiednia Rakowskiego się spełniła. Rząd nie jest od kolebek, ani nawet od dotowania i ratowania upadających stoczni, o czym opinię wyraziła również KE.

  24. Szczególnie cenne były przecieki z drugiej strony Polityki

  25. W hołdzie i zadumie….

    Od „Bandy Rakowskiego” – czyli czytelników
    dla „Bandy Rakowskiego” – na Pana Ręce i pióro…

    Dziekujemy!

    A jeśli zrobiliśmy coś nie tak… to przepraszamy…
    I prosimy o przebaczenie…

    z pochylonym czołem
    z Berlina

  26. Dziękuję Panie Danielu za piękne przemówienie.

    Miałem zaszczy poznać MFR osobiście i kilka razy porozmawiać z Nim w Praniu. Trudno opisać w krótkich słowach tego niezwykłego Człowieka.

    W ostatnim numerze „Polityki” spodziewałem się jednak obszerniejszego niż dwie strony artykułu wspomnieniowego o M. Rakowskim- twórcy świetności tego pisma przez 25 lat, o której obecnie każdy polski tygodnik może jedynie marzyć. Dobrze, że w „Przeglądzie” zamieszczono wspomnienia osób z Nim związanych i kilka zdjęć w tym jedno na okładce. Cóż, „Polityka” komercjalizuje się, wyraźnie daje się odczuć spadek jakości tematyki artykułów, brak bardzo wybitnych felietonistów, jak choćby Kałużyński, KTT, Radgowski, Fikus, Krallowa, Urban. Miejsce ich zajmuje Wojewódzki i Tym. Dziś na stronie „Polityki” nie ma nawet głupiego linka, czy zdjęcia, że ktoś taki był. A redaktor naczelny przyznaje, że MFR poznał lepiej rok temu (2007), a od tego czasu regularnie utrzymywał z Nim kontakt. Smutne, że tak wielu, którzy obecnie odmieniają nazwisko Rakowskiego przez wszystkie przypadki i podpisują się pod nekrologami w każdym czasopiśmie, nie potrafi przypomnieć sobie wielokrotnie powtarzanych przez Niego słów dotyczących polskiej sceny politycznej, szczególnie tej z lewej strony i obyczajów panujących wśród nowej młodej klasy panów. Pozostaje wierzyć, że postać Mieczysława F. Rakowskiego przetrwa w naszej pamięci – Jego czytelników, znajomych i współpracowników i przyjaciół.

  27. Dziękuję.

  28. Umieramy…
    Zawsze nie w porę
    A tak chciało sie jeszcze pożyc…
    Tyle jeszcze
    Mając przed sobą,
    Pchając kule z wodą i lądem
    Zawisamy pośród przestworzy
    Płynąc pod prąd
    A nawet z prądem…
    Zapadając
    W metryczna starość
    W niewymiarze
    Trwamy w młodości
    przewidując
    Że sie nie spełnią
    Nasze pełne nadziei cele
    Gdy chcielismy
    Osiągnąć wszystko
    A zostalo… bardzo niewiele
    Umieramy
    z troską przy boku
    z pryncypiami
    w niezdarnych rękach
    Tak jak świeczka
    zdmuchnieta o zmroku
    lecz wrocimy tu
    jak piosenka….
    Taki refren
    Z mazurska brzmiący
    Taka prawda
    Co nie okłamie
    Że nam teraz to sznur pozostał
    Po tym Rogu
    Coś dał nam…. Panie…..

    ZR, Berlin 18.11.2008

  29. Szkoda że dzisiejsza „Polityka” tak mało przypomina „Politykę” MFR. Szkoda że „Dziś” pewnie przestanie wychodzić.
    Ale będziemy pamietać wszystko co dobre i będziemy żałować że „to se ne vrati”
    Cześć Pamięci.

  30. Pięknie i godnie! I jeszcze było słońce.

  31. „Polityka” i zatem MFR to część mojego życia, mojej przeszłości, to moje doznania, emocje, czasami różne od autorów, ale patrząc z mojej perspektywy tak też buduję się życiową postawę, za to też dziękuję MFR.

  32. w Niemczech byłby drugim Brandtem może Schmidtem- szkoda że nie dane Mu było stworzyć polskiej SPD – ale PZPR mogłem znieść tylko dzięki Niemu.
    Jest mi niewymownie smutno.
    Cześć Jego Pamięci!

  33. Radio Wolna Europa

    Gdy ,pluto nam w twarz a ludowa prasa pisala to deszcz.
    Gdy ,nie wolno bylo powiedziec Katyn czy Workuta.
    Gdy ,oprawca byl nazywany przyjacielem.
    Gdzie byla prawda?
    W Monachium ,w Radiu Wolna Europa lub w BBC z Londynu.
    Nie na stronach Polityki.
    Szanujmy prawde.
    Unikajmy tworzenia falszywych mitow.
    Przestanmy byc ofiarami komunistycznego klamstwa.

    P.S.
    Polityka wpadala mi czasami do reki ze wzgledu na chroniczny brak papieru toaletowego.

    Slawomirski

  34. Jako jeden z setek tysięcy wychowanków POLITYKI – dziękuję. To prawda, że życie MFR było próbą pogodzenia miłości do Polski i socjalizmu. Dodać chyba trzeba, że udaną, jak na ówczesne warunki. Najlepiej dowodzi tego fakt, że Redaktor był niewątpliwie jedynym pierwszym sekretarzem, który stworzył coś autentycznie pożytecznego dla ludzi. Coś co wzbogaciło prawdziwie każdego, kto tylko tego chciał.

  35. Redaktorze, o ile lepiej byśmy sie czuli, gdyby Pana tekst był laudacją dla jakiejs ważnej nagrody dziennikarskiej dla MFR, wszyscy wychowaliśmy się na „Polityce”. Szkoda że już chyba nie będzie „Dziś”, z jego niekoniunkturalnym spojrzeniem na świat… Szkoda…
    A “Pamiętna wizyta Rakowskiego w stoczni” miała miejsce w sierpniu ’83, MFR nie był wtedy entuzjastycznie przyjmowany, ale miał odwagę, aby tam być… (to do TO).

  36. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Domyslam sie, ze do wpisu pana Daniela Passenta dolanczaja wlasciciele +/- 1500 spolek nomenklaturowech z wyjatkowo ograniczona odpowiedzialnoscia powstalych na bazie majatku narodowej infrastruktury, ktorym M.F. Rakowski wracajac do korzeni jako tzw. Mojzesz lewicy umozliwil wystepek kryminalny tzw. pozyczka moskiewska, wpisujacy sie zreszta w chlubne tradycje przestepcze nieboszczki KPP. Warto o tym pamietac, biorac co kolwiek do reki i wysilajac sie na wielka kulture – prawda?

    Post Christum..
    A propos, czy to prawda, ze czesc smugi swiatelka alfa unoszacego sie zwawo do gory stracila 16 razy na blasku, przykra sprawa, typowa zreszta – prawda?

  37. Gładka i pozbawiona agresji mowa Panie Danielu. Adam Michnik powinien się od Pana uczyć jak przemawiać nad grobem, by łączyć, a nie dzielić ludzi o różnych widzeniach tego szybko uciekającego świata…

  38. Godnie i sympatycznie pożegnany przez przyjaciół. Bez orszaków, dworaków i purpuratów. Gdyby tylko nie było tak zimno…

  39. Bylem jednym z czytajacych Polityke w celi wieziennej/bez mala 2 lata/.
    I to chyba najbardziej uzwierciedla paradox tamtych czasow.
    Rakowski byl i zawsze pozostanie dla mnie socjalista z ludzkim obliczem.
    Bardzo trafnie nakreslil Pan Jego postac Panie Danielu.
    Pozdrawiam z antypodow.

  40. Panie Danielu – piękne przemówienie nad trumną niezwykłego człowieka.
    Czas na nowy wpis, bo zaczynają wchodzić nienawistnicy.
    Pora zamknąć listę komentarzy.

  41. Sławomirski, 03.23. Jesteś zaplutym karłem.

  42. Dziekuje za Polityke Redaktorze.

    http://www.wej.and.pl/red_rose2.jpg

  43. „Wielkieś mi uczyniła pustki w sercu mojem…” To Kochanowski o śmierci córki, na której realne istnienie nie mamy nawet dowodu. Być może „treny” były tylko „licencja poetica”… Odejście MFR z Polityki nie było „licencja poetica”. To był niestety koniec wielkości tego wspaniałego pisma. Dziś ślady wielkości jego twórców widać nie na łamach tego, co pozostało, ale w internetowych blogach dawnych osobowości tygodnika. Obecna Polityka jest podobna do obecnej rzeczywistości – poszukuje coraz węższego (zmniejsza się rzesza intelektualistów) czytelnika; dla sprzedaży płynie w głównym nurcie politycznej mody, goni za sensacją nie tyle intelektualną, co najzwyklejszą, pobudzającą adrenalinę goniących za pieniądzem osobników walczących kłami o byt… Z lewicowości nie zostało niemal nic, a gdy odejdą ostatni członkowie „bandy” Rakowskiego – dzisiejsze pismo zaprzeczy swemu rodowodowi. Właśnie owa dzisiejsza Polityka świaqdczy o wielkości Rakowskiego. Członkowie :”bandy” nie figurują w stopkach największych obecnych gazet i tygodników, nie kierują radiami i telewizjami – pozostają sobą, dając świadectwo siły mentalnych imponderabiliów. Prawdę czasem odkrywają w internetowych blogach, gdyż liberalna, niesformalizowana cenzura nie dopuszcza ich do czołówek obecnych kaczyńskotuskowych mediów. Rakowski wykształcił szkołę – warsztatową i etyczną – polskiego Dziennikarstwa. Chwała Mu za to. Szkoda że wielkość i wpływ tej Szkoły skazana jest na śmierć bilogiczną. Młodego pokolenia za plecami nie widać. Rycho

  44. Telegraphicu:
    Jedynie wyjaśniam — ze stocznią to chodzi chyba o „krzykacza”, wielu zwolenników Solidarności bardzo to wtedy zabolało. Punkty MKS zaś nigdy nie zostały w pełni zrealizowane, bo i były nierealne.

    ***

    Sam się z epoką Rakowskiego w Polityce trochę rozminąłem. Ale to co ukształtował — trwało. I choć Politykę poznałem z lektury rodziców, to potrzebowałem czasu by zrozumieć jak dobra była.

  45. podobno w latach 50., 60., i 70. MFR zrobił dla Polski wiele dobrego. Możliwe. Skoro tak pisze Daniel Passent, chyba trzeba mu wierzyć? Jeśli tak było, chwała mu za to.

    Co do lat 80. to nie muszę pisać „podobno”, bo wiem jak było. Ale że jest świeżo po pogrzebie, nie wypada o tym pisać. Ocierając więc ślinę MFR z własnej twarzy, mogę tylko powtórzyć: cześć jego pamięci.

  46. Do z Berlina Pisze….

    Polityka byla faktycznie ciekwaym tygodnikiem, bo innego o takim formacie nie bylo i byc nie moglo. Na tym polega przeklamanie piszacych i czytajacych Polityke.
    Z powazaniem.
    MA

  47. DO mariusz pisze:

    2008-11-19 o godz. 01:36
    w Niemczech byłby drugim Brandtem może Schmidtem- jestem przekonany, ze nie, bo Brandt moglbylbyc li tylko Brandtem etc..
    Z powazaniem.
    MA

  48. Panie Redaktorze!

    „Bez „Polityki” i bez „Dzienników” Rakowskiego rozmowa o powojennej Polsce jest niemożliwa”.

    To prawda. Więcej jest też prawdy w Pańskim przemówieniu pożegnalnym, niż w ‚Polityce’ MFR mogło się wówczas znaleźć. Trzeba było umieć ‚Politykę’ czytać. MFR posiadł wielką sztukę jej redagowania w taki sposób, że każdy Polak, który ją czytał miał własny klucz do zrozumienia tego, co było dla nas istotne.

  49. Do „z Berlina”:
    Dziekuje za wspanialy wiersz…I wlasciwie po nim juz nic wiecej powiedziec nie trzeba.
    …I ja w latach 60, na zapadlej, gluchej wsi przynosilam ojcu raz w tygodniu specjalnie zamawiana do tak zwanej „teczki” w kiosku Ruchu, „Polityke”. A ze byla pokaznych rozmiarow, wiec kiedy juz ojciec skonczyl ja czytac, rozkladalam sobie na podlodze i na czworakach oddawalam sie lektorze. Oczywiscie, ze polowy nie rozumialam, ale cos tam jednak zostalo „zasiane”. I wiem, ze to bylo dobre ziarno.
    Dziekuje za to i Panu Rakowskiemu i calej Jego „bandzie”.
    Dzis moja corka na drugim koncu Europy co tydzien dostaje „Polityke”. Twierdzi, ze to jedyne zrodlo rzetelnej wiedzy o kraju.
    A, na szczescie nielicznych , ” etatowych opluwaczy” troche mi zal. Biedne, malutkie ludziki, ktore po za pluciem na wszystko, co sie im w ich glowie nie miesci- nie potrafia nic innego. Ale niech sobie trwaja! Dla kontrastu. Nie sa w stanie zniszczyc wizerunku Czlowieka, ktory kilka pokolen nauczal jak myslec, zeby byc wolnym. I to w warunkach, kiedy jakie kolwiek myslenie nie bylo wlasciwe.
    Dziekuje Panie Redaktorze Rakowski!

  50. Tygodnik na wysokim poziomie, pracownicy o nieproporcjonalnie wysokich pensjach majacy dostep do tzw. wolnej prasy na poziomie wyzszym lub nizszym; zalezalo od ich wyborow. Zastanawiam sie, czy piszacy oraz czytajacy nie zdaja sobie sprawy, ze Polityka byla jednym z atrybutow fasadowej demokracji w czasach zaprzeszlych. Byla tez wentylem dla intelektualistow i tych, ktorzy sie za takich podawali lub uwazali oraz pozostalych, jesli ten tygodnik mogli kupic (nie zawsze i wszedzie byl dostepny). Polityka byla dobrym tygodnikiem, bo innego o takim formacie nie bylo i byc nie moglo; na tym wlasnie polega przeklamanie POLITYKI i jej wielbicieli. Przeklamanie polega rowniez na tym, ze sprawiano wrazenie przynaleznosci do grona wtajemniczonych; Towarzystwo Wzajemnej Adoracji ; jednak z ograniczona odpowiedzialnoscia. POLITYKA byla mimo wysokiego poziomu narzedziem owczesnej propagandy.
    Z powazaniem.
    MA

  51. Do

    jasny gwint pisze:

    2008-11-19 o godz. 09:47

    Pana retoryka jest niestety na niskim poziomie.
    Z powazaniem.
    MA

  52. Piekne przemowienie. Chapeau.

    „Polityka” z „teczki” z „Ruchu” to jedno z wspomnien mego dziecinstwa i mlodosci. Jak kazde wspomnienie z PRL-u, takze i to jest pelne cudzyslowow. Bo PRL to jeden wielki cudzyslow, ale przeciez wszyscy, ktorzy znaja PRL sa jak najbardziej realni. Takim byl tez Rakowski – jak najbardziej realny w jak najbardziej prawdziwych ukladach tamtej epoki. Prawdziwych az do bolu. A takze, jak wynika z Panskiej przemowy o Zmarlym, niemal Konrad Wallenrod PRL-u oraz jego przewodniej sily.

    Dobrze jest otrzec sie w zyciu o ludzi tak poteznych, a jednoczesnie tak zlozonych wewnetrznie, jakim jawi sie Panskich slowach MF Rakowski.

    Pozdrawiam.

  53. Dziekuję jeszcze raz MFR….
    Dziękuję Panu Gospodarzowi za piękne o MFR wspomnienie….

    [jeden z setek tysięcy zaszczyconych byciem fanem „bandy Rakowskiego”]…

  54. Niech mu ziemia lekką.

  55. Mimo, że formacja polityczna Rakowskiego jest nie z mojej bajki – jego zawsze szanowałem.
    Myślę, że w ramach swoich możliwości i uwarunkowań zrobił wszystko, by godnie przejść przez życie i zostawic po sobie cos trwałego. W warunkach PRLu zrobił chyba wszystko, co było możliwe.
    Nawet tyle lat po jego odejsciu ze stanowiska redaktora naczelnego „Polityka’ jest nadal najlepszym, najbardziej wyważonym i solidnym pismem opinii pozostawiając daleko za soba nudnawy „Newsweek’ i plugawe „Wprost’.
    Zmarł dobry, uczciwy człowiek. Cóż, że z sercem po czerwonej stronie. Trudno byłoby znaleźć po prawej stronie równie godnych …

  56. Politykę czytam”od zawsze”, za przykładem ojca, a teraz czytają ją także moje dzieci. Była to gazeta w tamtych czasach do czytania i wyciągania wniosków. Plejada piszących -znamienita. Rola red. naczelnego p. Rakowskiego w tamtych czasach nie do pozazdroszczenia. Oddaję mu szacunek za stałość przekonań i starania by ten „barak w obozie” był conajmniej znośny.

    Nienawistnikom i opluwaczom – współczuję. Popieram tu wpis „BABY”.

  57. Epitafium

    Drogi chłopie wielkopolski,coś Ty narobił.
    Nauczyłeś się mnóstwa mądrości, kwadracików, kółeczek i kółek.
    Opuściłeś wieś swoją rodzinną i w polityczne doktory poszedłeś, by nauczać i rozmawiać jak Polak z Polakiem.
    Broniłeś z uporem polskiej granicy zachodniej, dzisiaj stoi ona otworem, niczym rozwarte dźwierza obór pegeerowskich kołyszące się z nieprzyjemnym zgrzytem na wietrze historii dmącym do nas neoliberalną bessę.
    Teraz stoisz już przed Panem zdając rzecz ze swych klęsk i dokonań.
    Nie nam ci je wyważać i oceniać.
    Przeszedłeś wyboistą drogę od wiejskiego pastucha do komunistycznego Pana Pierwszej Wielkości.
    Nie raz pogroziłeś nam swoim paluchem sękatym.
    Nie uwierzył Ci jednak inny chłop z pomorskiej wsi, który podobnie jak Ty wybrał również miastowe życie eleganckie i poszedł w prezydenty bez szkół i doktoratów, z doświadczeniem chłopa małorolnego.
    Potraktował Cię jak komunistycznego łobuza i zdrajcę polskiej sprawy.

    Objechałeś świat cały. Bywałeś w królewskich pałacach i na politycznych salonach. Obejrzałeś pokazywany Ci kapitalizm od strony fasad i frontonów. Pewnie po części zwiodły Cię i urzekły uroki niedostępne dla zwykłego ciecia i zjadacza chleba, nie mówiąc o tych zza żelaznej kultury. Ciebie, bolszewickiego Sekretarza Propagandy i chłopa polskiego wyprowadzono w pole. Dzisiaj powiadają o Tobie, że byłeś rozdarty chcąc w to słowo przewrotnie włożyć pozytywne wartości kiedy owo słowo jest symbolem zniszczenia. Nie wiadomo jednak co mają na uwadze, własną degrengoladę moralną czy chęć deprecjacji Twoich tolerancyjnych skłonności.

    Stworzyłeś z partyjnego organu centrum niezależnej myśli politycznej dającej zaczątki rozkładu ludowego państwa polskiego, którego sam byłeś produktem. Świadomie lub nieświadomie podejmowałeś intelektualne i pragmatyczne kroki do politycznego samounicestwienia. Nie wiem czy należy to uznać jako akt wspaniałomyślnego poświęcenia się dla nielicznych kosztem ogromnych rzesz,czy jest to ludzkie zagubienie się w przeintelektualizowanym świecie. Jaruzelski żegnając Cię powiedział,że stąpałeś mocno po ziemi. Zatem quo vadis Domine?

    Jak można przypuszczać Twoje życie znaczone było nieprzerwanym ciągiem trudnych wyborów, których skutki kładły się cieniem lub blaskiem na egzystencji szarych obywateli. Nie chcę decydować czy taki los jest błogosławieństwem czy przekleństwem. Ty już to wiesz i tę tajemnicę władzy zabrałeś ze sobą na tamtą stronę cienia. Nie będę Cię także oceniał jako męża,ojca i człowieka ,ponieważ jest to sacrum najbliższej rodziny.

    Mnie interesują wyłącznie owoce zebrane w trakcie długiego i pracowitego życia. I to głównie te owoce jakie decydują o kształcie i sile naszego państwa oraz poziomie egzystencji jego obywateli. Tak jak potrafię zrozumieć nieprzemyślane decyzje ignoranta odzianego humorystycznie w gronostaje i insygnia władzy najwyższej, tak mam problem ze sprawiedliwą oceną polityka, doświadczonego żeglarza, któremu przyszło się znaleźć między Scyllą a Charybdą. Tutaj trzeciego wyjścia już nie było. Pozostawała tylko ostrożniejsza i rozumniejsza żegluga po wzburzonych falach,polegająa na nie zbliżaniu się do dwóch politycznych lotniskowców. Każde zbyt bliskie podejście do jednego z nich groziło klęską. Dramatem w społecznym rozumieniu.

    Zdaje się, że zbyt późno te kwestię zrozumiał i przyjął nasz afirmator wolności, pluralizmu i demokracji. Niektórzy z jego zwolenników prących w prawą stronę nazywają się „bandą” i chyba zupełnie słusznie. Niewskazane jest jednak łączenie tego epitetu z Rakowskim.

    MFR był znakomitym redaktorem i dobrym Premierem. Natomiast I-szym Sekretarzem KC PZPR był pożal się Panie Boże nad Jego Duszą. W tej kwestii jest najstosowniej sztandar wyprowadzić i zaciągnąć zasłonę kulturalnego milczenia. Jego wielką umiejętnością epoki „Polityki” była umiejętność wielostronnego przedstawiania różnych aspektów tego samego problemu. Niemniej wydaje się, że ta zdolność paraliżowała podejmowanie celnych i nieuchronnych decyzji,skłaniając ku reformizmowi. Ten sposób myślenia był oportunistycznym w ruchu robotniczym. Eliminował walkę z kapitałem. Dopuszczał częściowe i stopniowe reformy społeczne. W prostej linii prowadził do rewizjonizmu .A czym się to skończyło w Polsce wszyscy doskonale wiemy.

    Należy zaznaczyć, że „Polityka”, którą on prowadził cieszyła się tak ogromnym powodzeniem, ponieważ była socjalistycznym pismem. Natomiast obecna „Polityka” prowadzona przez samozwańczą „bandę”nie ma nic wspólnego z pierwowzorem, ponieważ prowadzona jest krętymi ścieżkami krzywych zwierciadeł burżuazji. O niej już nikt nie powie, że ja się uczyłem na jej przykładzie, boć to wstyd niejako.

    Dzięki Jego śmierci dowiadujemy się, że w PRL-u istniała wolność i pluralizm ujęte w konstytucyjne ramy socjalizmu, pilnie strzeżone przez niechętny i nieufny aparat partyjny wobec rewizjonistycznych i często nieodpowiedzialnych zamysłów inteligencji. Tym sposobem dowiadujemy się, że w naszym kraju z komunistycznym pismem współpracowali najwybitniejsi ludzie nauki, świata kultury i duchowni.

    Polemizować zaś należy z tezą, że „Polityka”:
    „Krzewiła rozsądek, umiar, racjonalność, pisana była przez ludzi i dla ludzi, a nie partyjną nowomową” szczególnie w kontekście kolejnego stwierdzenia, iż „Polityka”: „Przygotowywała czytelników do przemian, które miały nastąpić.” I tutaj już sprawa staje się jasna i bezprzedmiotowa w kontekście uprzednich peanów Pana Passenta, co zresztą w całej rozciągłości potwierdziło życie. Zdaniem Gospodarza „Polityka” spełniała ściśle określoną funkcję w PRL-u, rozsadnika i propagatora antykomunistycznych idei i postaw. Co oznaczałoby, że MFR polski chłop z krwi i kości,w odróżnieniu od kosmopolitycznego inteligenta Passenta, działał na rzecz założenia sobie pańskich dybów. Ten tok rozumowania wydaje mi się wysoce nieuprawnionym, jakby pisania sobie prawicowej laurki przy okazji śmierci lewicowego polityka, dla niepoznaki nazywanego Wielkim Przyjacielem.

    Gwoli przyzwoitości przypomnieć należy, że nie tylko”Polityka” cieszyła się wzięciem za granicami Polski. Trzeba uczciwie powiedzieć, że ta „Polityka ” była zaledwie zwierciadlanym odbiciem pryncypialnej polityki międzynarodowej Polski dbającej o interesy strategiczne naszego kraju. Umacniania ciągle kwestionowanych zachodnich granic naszego kraju, usuwania niewiary w odbudowę i zagospodarowanie Ziem Północnych i Zachodnich. A przecież przy wszystkich niechęciach i wrogich działaniach uczyniono Polskę krajem geograficznie zwartym, etnicznie jednorodnym,politycznie sprawiedliwym. Kraj,który zapomniał o analfabetyzmie, biedzie, bezdomności i konfliktach społecznych oraz narodowościowych.Takim to on był do czasów podniesienia solidarnych sztandarów i nawrotu do ideałów II RP. I w tym ,niestety także, chcąc czy nie chcąc, ma swój udział ś.p. MFR. Jedni będą to interpretować jako sukces jego dalekowzrocznej myśli politycznej, a inni będą to oceniać jako klasową zdradę. Niech mu ziemia lekką będzie.

    „Polityka” cieszyła się uznaniem, ponieważ Polska Ludowa miała mir w świecie. Niezwykle ceniono sobie polską literaturę, kino, plakat, teatr, rzeźbę, niepowtarzalnej urody polskie zespoły pieśni i tańca, niebywałe sukcesy sportowe. Dzisiaj to wszystko poszło z dymem w dal za przyczyną lekko i pięknoduchów, ukształtowanych na tradycji powstańczej i szklanych domów. Dobrze jest przypomnieć sobie co owi maluczcy ludzie mówili o Rakowskim a on sam przytacza w swoich „Listach do MF Rakowskiego”.
    0ddajmy głos autorowi tej książki. Przedmowa, strona VII.
    „Otóż anonimy stanowią jakieś dziesięć procent listów. Najczęściej pełno w nich wyzwisk i obelg. Niektóre zawierają nawet wyroki.”Skazujemy cię na śmierć”.Podpisywane są z reguły przez „grono patriotów”,”matkę Polkę” itp….Anonimowi autorzy z reguły zieją nienawiścią i rzadko posługują się jakąś argumentacją…Otrzymuję także anonimy, w których zawarte są na ogół znane skrajnie demagogiczne oskarżenia, jakie pod adresem władzy ludowej i komunistów lansowali ekstremiści „Solidarności”. Widać z tych listów, że demagogia ta zapuściła głębokie korzenie.”

    Posłuchajmy co MFR mówi w artykule „Początki naszego kapitalizmu” o swoim udziale w przemianach ustrojowych Polski.
    „Przedterminowe wybory do Sejmu i Senatu 4 czerwca 1989 roku (byłem ich pomysłodawcą), otworzyły fazę przejmowania władzy w państwie przez obóz solidarnościowy. Była to faza przejściowa, polegająca m. in. na tym, że w rządzie Mazowieckiego było czterech ministrów reprezentujących PZPR, a prezydentem RP był generał Wojciech Jaruzelski. Gdy dziś słyszę i czytam, że wtedy należało nie paktować, a rozprawić się z komunistami, to oprócz głupoty, a może i megalomaństwa głosicieli tych prawd, żadne inne określenia nie przychodzą mi do głowy. Chciałoby się powiedzieć: panowie, trzeba było wtedy chwycić za broń, zbudować barykady, podpalić kilka gmachów państwowych, powiesić kilku pracowników SB, a może i kilku członków Biura Politycznego, w tej liczbie i mnie. Ot, powtórzyć rewolucję budapeszteńską z 1956 roku. Dlaczego wtedy nie ruszyliście do boju? Odpowiedź jest prosta. Większości tych dzisiejszych bojowników jeszcze wąs dobrze nie sypnął się pod nosem. Natomiast starsi, tworzący czołówkę opozycji demokratycznej wiedzieli, że Polska to nie Lichtenstein, lecz państwo liczące 38 milionów ludzi, w samym środku Europy, że tylko realizm w ocenie procesów, które zaczęły się dziać, jest jedyną rozsądną polityką. A może warto też zapytać dzisiejszych odważnych, czy uważają, że wtedy, późną jesienią 1989 roku, gdyby doszło do fizycznej rozprawy z „komuną” lub gdyby nawet tylko zapowiedziano, że to nastąpi, to wojsko, MSW, administracja państwowa zachowywaliby się jak barany idące na rzeź? Trochę wyobraźni, panowie.”

    Dalej MFR tak mówi:
    „Polska w owym czasie zaludniła się doradcami zza oceanu, którzy z okien hotelu Marriott poznawali kraj i służyli mu dobrymi radami. Gwiazdą był wówczas Jeffrey Sachs. Były to czasy, gdy w telewizji aktorzy z radością, w patetycznym uniesieniu zapewniali, że nareszcie „jesteśmy we własnym domu”. Byliśmy we własnym domu, ale szybko zapełnił się on chcianymi i niechcianymi sublokatorami.”

    Następnie wyjaśnia on:
    „Terapia szokowa” wychwalana przez liberałów, oprócz pogarszającego się statusu materialnego ludzi pracy najemnej, zakładała także prywatyzację przedsiębiorstw państwowych, ba!, co więcej, całych gałęzi przemysłu. Wyprzedaż majątku narodowego, stworzonego wysiłkiem prawie dwóch pokoleń Polaków, odbywała się bez pytania społeczeństwa czy akceptuje proceder, w wyniku którego większość fabryk stanie się własnością firm i koncernów zachodnich.”

    Po czym przedstawia on solidarną metodę wdrażania lepszego systemu:
    „Ta „wyraźna większość” już w drugim roku budowy kapitalizmu mogła jedynie bezradnie przyglądać się, jak na jej oczach dokonuje się grabież majątku narodowego. Godzi się przypomnieć, że w owych latach kolejne ekipy rządzące – podkreślam: wywodzące się z „Solidarności” – nigdy nie zainicjowały publicznej debaty na temat arcyważnych dla narodu spraw, czyli głównych kierunków polityki gospodarczej i społecznej. A taka debata miała być przecież istotnym elementem budowania społeczeństwa obywatelskiego. Co więcej, zbagatelizowano też własną bazę, kilka milionów członków „Solidarności”. Nie jest przypadkiem ani też dziełem tajemniczych agitatorów, że już w owych latach pojawiły się wśród szeregowych członków „S” głosy, że „na naszych plecach” doszli do władzy ci, którzy teraz brylują na salonach.”

    W kolejnym akapicie MFR mówi o kosztach tej transformacji:
    „W obronie wykluczonych, pozbawianych pracy nie słyszało się wtedy o konkretnym przeciwdziałaniu społecznym skutkom „terapii szokowej”. Natomiast kapłani „niewidzialnej ręki rynku” coraz głośniej mówili i pisali, że – niestety – trzeba zapłacić cenę za budowę nowej Polski. Dodajmy, że ważne jest pytanie, kto ją płacił. Rzecz na tym polega, że tę cenę płaciło miliony zwykłych zjadaczy chleba, a nie owi kapłani. Choćby pracownicy Państwowych Gospodarstw Rolnych i ich rodziny. W szale likwidowania wszystkiego, co nosiło stempel socjalizmu, zlikwidowano PGR-y (ok. 18 procent gruntów ornych kraju), źródło utrzymania około 1,5 miliona obywateli RP (pracownicy oraz ich rodziny). A przecież nie wszystkie Państwowe Gospodarstwa Rolne były deficytowe. Jeśli już uznano, że nie mają one racji bytu, to można było zastosować kilka sposobów przekształcenia tej specyficznej formy własności państwowej (ziemia!), np. w spółdzielnie pracownicze. Zwyciężyła jednak ideologia. Setki tysięcy obywateli wolnego, demokratycznego kraju z zimną krwią skazano na nędzarską wegetację i degenerację moralną – nie tylko tych, których pozbawiono źródeł utrzymania, lecz także ich dzieci. Wielki humanista, niezapomniany Aleksander Małachowski bolejąc nad losem rodzin pegeerowskich pisał, że ci, którzy zadecydowali o likwidacji PGR-ów powinni stanąć przed Trybunałem Stanu.”

    Posłuchajmy co mówi MFR o zafundowanej nam nowej Polsce:
    „Obywatele nie sądzili, że będzie to Polska zaludniona bezrobotnymi i wykluczonymi, Polska likwidowanych zakładów pracy, sprzedaży zagranicznym koncernom majątku narodowego, porzuconych przez zwycięską siłę obietnic, składanych po objęciu władzy (powtórzę: „reformy gospodarcze nie będą wprowadzane wbrew społeczeństwu, ponad jego głowami” – z exposé premiera Mazowieckiego) i przedmiotowego traktowania wielkoprzemysłowej klasy robotniczej.”

    W ostatnich dniach swego życia MFR napisał:
    „Polska polityka wewnętrzna budzi coraz większe obrzydzenie. Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie usilnych prób fałszywej mitologizacji ostatniego ćwierćwiecza historii Polski przez prawicę.”

    A o cyrku z Jaruzelskim głosi następująco:
    „Opluwanie człowieka honoru.
    Dyszycie żądzą odwetu. W tym, co wyprawiacie z Generałem, nietrudno dojrzeć przyczyny zemsty – pozbawił was smaku zwycięstwa”.

    Intencje być może MFR miał rajskie ale po krętych meandrach polityki zafundowano nam piekło.
    Oddajmy mu hołd jako człowiekowi, a jako polityka niech Go historia oceni.
    Pozostań w naszej pamięci i spoczywaj w spokoju.
    Tym sposobem wszystkie ziemskie sprawy odłożyłeś ad calendas Graecas.

  58. Dziekuje Panie Danielu!
    Pochylam w zadumie i ciszy czolo .To wlasnie ” POLITYKA” byla dla mnie w latach 7-=tych w POlsce takim odskokiem w inny swiat, swiat ludzi myslacych a nie opentanych przez ideologie i puste frazesy.Ja wiem, ze cenzura swoje robila, ale jakze umiejetnie mozna bylo doszukiwac sie ciekawych podtesktow.W glebi duszy MF.Rakowski zdawal sobie sprawe z tego , ze PZPR i panujacy system w Polsce to jest cos, co z czasem minie, al;e na dana chwile trzeba bylo z tym umiejetnie sie obchodzic.BYl otwartym i bezposrednim czlowiekiem a co najwazniejsze – szczerym.

  59. Chapeaux bas ! Panie danielu – chapeaux bas…..
    I jeszcze jedno – chwała „na wieki’ MFR, wielki człowiek, wielki Polak, wielki intelektualista (i jak zawsze w Polsce; skarlałej, skundlonej, przaśnej i zapyziałej – wielce niedoceniony za życia ….jak my Polacy to „wspaniale” potrafimy czynić).
    WODNIK53

    PS: Sławomirski (19.11.2008, h” 3.23.Podczas czynności do którejś potrzebował – jak piszesz – „Polityki” wycierałeś nie tylko swoje pobsmarkane „cztery litery”, aleś dokladnie „wyglancował” równocześnie – papier gazetowy jest twardy – sobie mózg. Zwojów ci u Ciebie żadnych czego dajesz swym wpisem jawny dowód. To właśnie Ty jesteś tą Polską o której piszę w swoim poście.

  60. Panie Danielu,

    pésame por la muerte de MFR!!!

    Pamietam jak napisal w swoim czasie,
    ze polaczenie niemiec jest mozliwe.
    …sie dziwili, mowili niemozliwe…

    Un abrazo z Barcelony, mjs.

  61. Szanowne czytelniczki i szanowni czytelnicy bylej Polityki,

    rozumiem, ze mozna tesknic za atrybutami fasadowej demokracji z czasow juz zaprzeszlych (jej czescia byla przeciez POLITYKA). Pozwalam sobie jednak zauwazyc, ze obecnie istnieje mozliwosc czytania innych magazynow, tygodnikow, miesiecznikow na wysokim poziomie w roznych jezykach i roznych miejscach. W globalnym swiecie ie trzeba juz narzekac na brak dobrych mediow drukowanych,
    Z powazaniem.
    MA

  62. Swietna mowa, godna swietnego czlowieka.

  63. to komentarz nie tylko do „Mowy pożegnalnej…” lecz także do Pana felietonów drukowanych w „Polityce”: Panie Danielu nieprawdą jest, że tylko ci,którzy przekroczyli 45 rok życia wiedzą o czym Pan pisze wspominając czasy PRL-u! Także my, urodzeni trochę później potrafimy docenić tamte jakże inne warunki życia. Wkraczając w dorosłość (matura ’85, praca, studia) obserwowałam zmieniający się polityczno-gospodarczy krajobraz Polski i uczyłam się go rozumieć właśnie z „Polityką”. W moim rodzinnym domu nie było tradycji czytania „Polityki”, nie pamiętam już kto mi podsunął pierwszy egzemplarz ale od tamtego czasu to jest MOJE pismo! Czasami sięgam po inne czasopisma i kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że to jest najlepsze. Najpierw ja czytam je od A do Z, potem wybiórczo (ale tylko z powodu braku czasu) czyta je mój mąż a na końcu trafia w ręce mojej piętnastoletniej córki, więc jest szansa, że reprezentowane przez jego twórców wartości i ideały poniesie w życie kolejne pokolenie. A Pana felietony są prawdziwą perełką! Gratuluję i proszę o więcej, bo jest dla kogo!

  64. Pokolenie JPII vs pokolenie Rakowskiego

    Ta sama potrzeba ojca.
    Ten sam fanatyzm.
    Taki sam feudalizm intelektualny.

    Slawomirski

  65. Człowiek jest wart tyle ile po nim zostaje w sercach bliźnich. Okres od smierci do pogrzebu nie jest stosownym czasem wytykania błędów oraz wypaczeń. Pozostawmy negatywną ocenę na inny bardziej stosowny czas. Teraz wypada mówić dobrze , albo milczeć.
    W pełni również podzielam poniższą wypowiedź”
    „SQLwysyn pisze:

    2008-11-19 o godz. 13:47
    Mimo, że formacja polityczna Rakowskiego jest nie z mojej bajki – jego zawsze szanowałem.
    Myślę, że w ramach swoich możliwości i uwarunkowań zrobił wszystko, by godnie przejść przez życie i zostawic po sobie cos trwałego. W warunkach PRLu zrobił chyba wszystko, co było możliwe.
    Nawet tyle lat po jego odejsciu ze stanowiska redaktora naczelnego “Polityka’ jest nadal najlepszym, najbardziej wyważonym i solidnym pismem opinii pozostawiając daleko za soba nudnawy “Newsweek’ i plugawe “Wprost’.
    Zmarł dobry, uczciwy człowiek. Cóż, że z sercem po czerwonej stronie. Trudno byłoby znaleźć po prawej stronie równie godnych. ”
    MFR – Cześć Jego Pamięci !!!

  66. Slawomirski zamilcz.
    Zachowujesz sie jak ostatni sukinsyn.

  67. Nie będę pisać jak bardzo ceniłam Mieczysława Rakowskiego,ale jako wieloletniej czytelniczce Polityki,było mi przykro,że redakcja nie umieściła na okładce dawnego Naczelnego i nie ma to znaczenia,czy obecnym redaktorom,Jego poglądy są bliskie,czy nie. Pokazalibyście klasę,bo to Mu się od Was należało.Piszę to na blogu redaktora Passenta,choć nie do Niego te słowa kieruję bo wierzę,że zgadza się ze mną w tej kwestii.

  68. Czy Ty, Lizak, niczego nie potrafisz powiedzieć krótko?!
    Szanuj czytelników, szanuj ich czas!

    P.

  69. DO Ewa-Joanna pisze:

    2008-11-19 o godz. 22:23

    Radze wstapic do Towarzystwa Wzajemnej Adorcji z oo. Tygodnik na wysokim poziomie, pracownicy o nieproporcjonalnie wysokich pensjach majacy dostep do tzw. wolnej prasy na poziomie wyzszym lub nizszym; zalezalo od ich wyborow. Zastanawiam sie, czy piszacy oraz czytajacy nie zdaja sobie sprawy, ze Polityka byla jednym z atrybutow fasadowej demokracji w czasach zaprzeszlych. Byla tez wentylem dla intelektualistow i tych, ktorzy sie za takich podawali lub uwazali oraz pozostalych, jesli ten tygodnik mogli kupic (nie zawsze i wszedzie byl dostepny). Polityka byla dobrym tygodnikiem, bo innego o takim formacie nie bylo i byc nie moglo; na tym wlasnie polega przeklamanie POLITYKI i jej wielbicieli. Przeklamanie polega rowniez na tym, ze sprawiano wrazenie przynaleznosci do grona wtajemniczonych; Towarzystwo Wzajemnej Adoracji ; jednak z ograniczona odpowiedzialnoscia. POLITYKA byla mimo wysokiego poziomu narzedziem owczesnej propagandy.
    Z powazaniem.
    MA

  70. Do xyz pisze……
    zastanawiam sie, czy byl jeszcze inny tygodnik na takim poziomie; nietety nie, bo byc go nie moglo. Skazani bylismy na ten jeden i z czego sie tu cieszyc.
    Z powazaniem.
    MA

  71. MA biedaku,
    to nie jest requiem dla Polityki, to requiem dla p. Mieczyslawa Rakowskiego.
    Juz rozumiesz?

  72. MA, „z czego się cieszyć” ? Może z tego, że był choć jeden bo gdyby nie MFR i tego by nie było. Czemu tak się dzieje, że tak często w naturze występuje konformizm i totumfackość ? Czemu tak się dzieje, że za zamkniętymi drzwiami w swoich mieszkaniach sarkazmu dużo, a oficjalnie – „ostrożność procesowa”? Dziś również, wszak i nicji z tego się biorą…

  73. Nicki. Nie sposób się domyślić.

  74. Do
    Ewa-Joanna pisze:

    2008-11-20 o godz. 11:05

    Przeczytaj uwaznie tekst P. Passenta. Zreszta bez czytania tego tekstu mozesz zauwazyc, ze poniekad on byl Polityka i czescia fasadowej demokracji z czasow zaprzeszlych. Listkiem figowym tych czasow. Polecam Ci lekture Tyrmanda o fryzurach MR.
    Z powazaniem.
    MA
    PS
    Dlaczego biedaku; miewam sie dobrze i Tobie tego rowniez zycze.

  75. Teresa Stachurska pisze:

    2008-11-20 o godz. 12:28
    MA, “z czego się cieszyć” ? Może z tego, że był choć jeden bo gdyby nie MFR i tego by nie było.

    Wlasnie gdyby jego (tego) nie bylo, byloby miejsce na inny tygodnik, a wlasciwie tygodniki. Na tym polega to cale przeklamanie.
    Z powazaniem.
    MA

  76. WODNIK53 pisze:

    2008-11-19 o godz. 15:29
    Chapeaux bas ! Panie danielu – chapeaux bas…..

    Sadze, ze chodzilo o „okrycie glowy” w lp.
    Z powazaniem.
    MA

  77. Do
    Ewa-Joanna pisze:

    2008-11-19 o godz. 22:23
    Slawomirski zamilcz.
    Zachowujesz sie jak ostatni sukinsyn.

    Tenor Twojego wpisu jest jednak na piziomie Tchibo.
    Z powazaniem.
    MA

  78. Do
    Roman56PL pisze:

    2008-11-19 o godz. 14:55

    Gdybys mogl lub chcial czytac np. L’ex, Le Point, Die Zeit, Der Spiegel etc., sadzilbys inaczej.
    Z powazaniem.
    MA

  79. Do
    Roman56PL pisze:

    2008-11-19 o godz. 14:55

    Zastanawiam sie nad wartoscia tygodnika, w kotrego tekstach, nalezao wyczytwac podteksty; z czego sie tu cieszyc.
    Z powazaniem.
    MA

  80. Do
    jerzy pisze:

    2008-11-19 o godz. 14:13

    Zamiast wyrazow wspolczucia, polecam lekture innych mediow drukowanych; najlepiej w kilku jezykach.
    Z powazaniem.
    MA

  81. MA, bez wyjaśnienia przyczyny stosowania nicka chyba do tzw prawdy się nie zbliżymy… Na wszelki wypadek dodam, że gdyby osób pokroju MFR było więcej to kto wie, czy by więcej podobnej do „Polityki” prasy by nie było.

    Podobnej w sensie niezależności od wytycznych „z góry”. Niezależności ograniczonej, ale jednak. Gdyby Rakowskich było więcej, to i łatwiej byłoby Rakowskiemu, bo nie byłby sam, miałby wsparcie w innych zarządzających tygodnikami, czy dziennikami i do tego być może uzyskiwałby wespół z innymi więcej tej niezależności. Nie jest łatwo funkcjonować „przed orkiestrą”.

    Pozdrawiam, Teresa

  82. Paweł

    Gdyby Pan szanował czas to nauczyłby się sprawnie czytać.

  83. Do
    Teresa Stachurska pisze:

    2008-11-20 o godz. 15:46
    MA, bez wyjaśnienia przyczyny stosowania nicka chyba do tzw prawdy się nie zbliżymy… Na wszelki wypadek dodam, że gdyby osób pokroju MFR było więcej to kto wie, czy by więcej podobnej do “Polityki” prasy by nie było.

    Zapewniam Cie, ze by nie bylo. Polityka byla listkiem figowym i demokratyczna fasada owczesnej propagandy. W tamtych czasach bylo miejsce tylko na jedno tego rodzaju pismo, na jednego sekretarza, na jedna partie etc.. Polegalo to na pozorowaniu swiata normalnego i na tym polegalo owczesne, zreszta dosc perwersyjne postrzeganie i opisywanie rzeczywistosci. Gdyby nie bylo MR, nie byloby Poltyki. Gdyby nie bylo owczesnych pryncypalow, mozliwa bylaby mnogosc mediow drukowanych. Mialyby wtedy szanse na roznorodnosc i wysoki poziom. Dobre lata Polityki sa latami straconymi dla innych potencjalnych tygodnikow.
    Z powazaniem.
    MA

  84. Ma, nie czuję się przekonana, bo jak, jeśli widzę dzisiejsze tygodniki i dzienniki. „Polityka” bez Rakowskiego już też nie taka.

  85. Dziękuje panie Danielu za piękne słowa pożegnania.Powtarzam, szanujmy pamięć MFR !

  86. Zaliczam się do średniego pokolenia i zawsze nurtowało mnie pytanie. Jak dorobek M.F.R. mógłby być przyjęty przez młodych i gniewnych. Czy polska współczesna socjaldemokracja wykorzysta ten dorobek i np. przełoży to na lepszy wyborczy wynik w najbliższej przyszłości ?.
    Do „MA”
    Mam do Ciebie pewne pytanie. Czy jesteś produktem doskonałym ?. Oceniasz wszystkich, chyba już jesteś wzorcem wzorców i rżniesz współczesnego Narcyza o najwyższym IQ. Twoja nauczycielska gorliwość przypomina mi także nadgorliwego cenzora z Mysiej, który osiągnął szczyt szczytów możliwości w głębokich latach 60-tych. Może stonujesz, nie używaj już tak dużo środków dopingujących. Zresztą nie ma granic wolności i masz prawo czynić wszystko, ale trzeba też posiadać pewne hamulce, albo czasowa terapia Ci pomoże.

  87. zaczelo sie dobrze i powaznie, jak przystalo na stan i czas…
    konczy sie w rynsztoku

    a to Polska wlasnie…
    przekonujemy sie o tym zreszta nie pierwszy raz…

    wolnisc slowa
    wolnic Tomku
    zlota wolnosc
    prawo i sprawiedliwosc
    …..

    Ile jeszcze musi uplynac Wisly…

    Zegnam
    z Berlina

  88. MA pisze:
    2008-11-19 o godz. 13:20

    MA – działasz i piszesz jak katarynka. Powtarzasz się bezsensownie. Czy Ty w ogóle żyłaś, czułaś i myślałaś w PRL’u. Poza tym nie bądź snobką. Każdy z nas czyta to co lubi najbardziej, w językach obcych też. MFR to nie tylko „Polityka” Owszem z nią on mi się kojarzy, ale bardziej cenię Go i pamiętam za całokształt. Droga MA, Ty nigdy nawet części tego nie osiągniesz w swoim życiu co on. Po prostu nie umiesz myśleć wszechstronnie. On to potrafił. Potrafi też tak myśleć Jasny Gwint prze Ciebie napadnięty. Pozdrawiam Cię i czekam na krytyczne podsumowanie.

  89. Czy nie jest wam wstyd?

    Za PZPR ,ZMS ,TPPR za naukowy socjalizm i WUML ?
    Za dzieci oszukiwane od urodzenia przez „ludowa ojczyzne” z jednej strony ,a z drugiej przez duchownych i rodziny?
    Za oszukiwanie samych siebie (marni inteligenci i marni fachowcy) z kraju
    co nie znaczy nic w obecnej Europie.
    Czy nie jest wam wstyd za to co piszecie na forum?
    Historia zabiera paskudny okres ,okres gdy syn donosil na ojca lub matke.
    Brakuje wam terroru komunistycznego?
    Czy tego wam brak?
    Cieszy mnie koniec Rakowskiego i jemu podobnych.

    Slawomirski

  90. MA
    Zapewniam Cię, że błądzisz i kompletnie nie rozumiesz tamtej epoki. I zadaję pomocnicze pytanie: czy moje zapewnienie jest dla Ciebie jakimkolwiek argumentem?
    Pozdrawiam,
    PAK

  91. MA z dnia:
    2008-11-20 o godz. 16:32

    O jakości struktur decydują ludzie.
    Dla przykładu szkoła bez nauczycieli i uczniów byłaby martwa, ot po prostu mury,i tyle.
    Dochodzimy tutaj do powtarzającego się pytania czy to ludzie tworzą rzeczywistość, czy rzeczywistość kształtuje ludzi?
    Niewątpliwie mamy tutaj oczywiste sprzężenie zwrotne.
    Zatem rozważania czy gdyby równolegle pojawił się drugi Rakowski mogłaby powstać analogiczna „Polityka” jest dość banalnym i naiwnym.
    Bowiem nie można byłoby „Polityki namnażać jak zajączków czy bochenków chleba, ponieważ byłoby to działaniem absurdalnym.
    Polityka zaspokajała oczekiwania polityczne dość szerokiego wachlarza społecznego, co m.in stanowiło o jej sukcesie.
    Gdyby władza ludowa powołała jeszcze jeden tygodnik o tym samym profilu stanowiłoby to wyłącznie o jej niekompetencji.
    A powołanie pisma o przeciwnym profilu politycznym aniżeli „Polityka” było niedopuszczalnym ze względów konstytucyjnych.
    Podobnie jak obecnie z tychże samych przyczyn nie można w Polsce powołać pisma o profilu komunistycznym, co jest oczywistym zaprzeczeniem głoszonych hucznie ale kłamliwie haseł o wolności, pluralizmie i demokracji.
    Inne rozpatrywanie tych kwestii świadczy wyłącznie o niedojrzałości politycznej.
    O niej też świadczy twierdzenie, że polityka w Polsce Ludowej była listkiem figowym propagandy.Polityka jest pojemnościowo znacznie szerszym pojęciem by nie powiedzieć dominującym i określającym wobec propagandy.
    Stądteż w żadnym przypadku polityka nie może spełniać funkcji listka figowego a dokładnie odwrotnie, tj.propaganda może być listkiem figowym określonej polityki.
    Dla przykładu amerykańska polityka agresji wobec Iraku była przykrywana listkiem figowym propagandy o znajdujących się broniach specjalnego przeznaczenia.Odwrotne twierdzenie ma zwykle znaczenie polityczne uprawomocniające istnienie kapitalistycznych stosunków społecznych, które ze swej istoty są nieuczciwe i niesprawiedliwe.Zatem wypada powiedzieć, że socjalizm nie był zainteresowany klonowaniem Rakowskich, ponieważ był on jedyną i niepowtarzalną wielkością i wartością.
    Miał on również swoich Machejków, Putramentów, Lemów i dziesiątki innych pisarzy,o których nawet się śnić nie może obecnej RP o partej na dyskusyjnej wielkości Olgi Tokarczuk bazującej na opowiadaniach swojej mamusi z okresu PRL-u.
    Podobnie z wydawanymi obecnie pismami, których poziom intelektualny nie umywa się do tych z minionej epoki.
    Wystarczy porównać”Politykę” MFR z „Polityką” Baczyńskiego by zorientować się, że nie ma co porównywać.
    Tak jest z wieloma tytułami o charakterze wręcz zbliżonym do krawężnikowego poziomu nowych elit.Mówienie o demokratycznej fasadzie „Polityki”dowodzi elementarnej nieznajomości podstawowych pojęć z zakresu politologii lub jest przykładem na ewidentną manipulację nimi.
    Wynika to z tego, że gloryfikowana przez MA demokracja amerykańska wobec peerelowskiej ma się jak pięść do nosa.
    Proszę zapoznać się z definicja demokracji.
    Tam gdzie bogata mniejszość rządzi biedniejszą większością nie może i być mowy o demokracji.
    Mamy tam jedynie oszustwo polityczne odziane w białe rękawiczki krwiopijców,ropopijców, finansowych oszustów i militarnych agresorów.
    Jeżeli to są przejawy szlachetnego dobra, to jestem Jan Maria Rokita.
    Nawiązując do ówczesnej propagandy, jak twierdzi burżuazyjny populatyzator, to że naonczas była jedna „Polityka” jest złem oczywistym.
    Powinno ich być pewnie 10 albo może i jeszcze więcej, bowiem na Zachodzie jest ich pewnie właśnie 100 edycji numerów gazet wielonakładowych. Przecież to są oczywiste nonsensy i absurdy głoszone w deprecjonowaniu PRL-u, na bazie chorej nienawiści wobec własnego ludu i jego dawnej władzy.
    Proszę nie mieć tej władzy za złe ,że durniów i nieodpowiedzialnych ludzi nie dopuszczała do do sterów rządzenia, bowiem obecna rzeczywistość aż nadto dobrze dowiodła jej złej woli i niekompetencji.
    Chciałoby się również powiedzieć, że propaganda jest pojęciem neutralnym politycznie i emocjonalnie.
    Te wartości podkładają pod nią wyłącznie ignoranci i szumowiny polityczne,wybacz im i mnie,Panie.
    Dalej urzekająco, w swej naiwności, epatuje się nas, że w tamtych czasach mogło być tylko jedno takie pismo i jeden Sekretarz.Odpowiedź może być tylko rzeczywiście jedna i równie naiwna by dotarła do polemisty.We wzorcowym kraju demokracji burżuazyjnej czyli USA jest wiele takich pism i wielu Prezydentów.
    PRL był ponoć pozorowanym światem normalności, jak powiada odkrywca, jeżeli posiadanie pracy, posiadanie dachu nad głową, darmowej opieki zdrowotnej i edukacji jest nienormalne, to ktoś się tutaj kopał z kobyłą jak barwnie powiadają młode solidaruchy.Ten stan bezpieczeństwa politycznego i socjalnego poczytywany jest za perwersję.
    A mnie się wydaje, że uprawiana polityka przez skrajną prawicę ma niechybnie znamiona brata Onana, co jest ponoć nieodpuszczalnym grzechem ciężkim wprawiającym w depresje i załamania.
    Nie wypada śpiewać Hosanna kiedy bessa pełza ku nam nieuchronnie.
    Wypada założyć zgrzebną koszulę, oczka wznieść ku niebu i modły szczere odmawiać w intencji odpuszczenia opowiadanych bajek politycznych i wyrządzanych krzywd bliźniemu.
    Tak nam dopomóż Panie.
    Proszę zważać by nie cofnąć się w swym rozwoju do naszego wspólnego przodka.

  92. Do
    PAK pisze:

    2008-11-21 o godz. 08:26
    Samo zapewnienie jest wyrazem dobrej woli; licza sie fakty. Rozumiem doskonale tamta EPOKE, poza tym mam porownania, bo czytalem nie tylko Polityke. Tamta epoka byla gra pozorow. Rzadzadzacy udawali, ze rzadza, rzadzeni udawali, ze sa rzadzeni, piszacy udawali, ze pisza w dobrzej wierze, czytajacy udawali, ze wszystko rozumieja etc..
    Z powazaniem
    MA

  93. Do
    Lech pisze:

    2008-11-20 o godz. 23:38
    Brak mi sil, dlatego przeczytaj prosze Slawomirskiego i podziel przez dwa, bo mnie koniec nie cieszy, szkoda straconych lat przeszlych i przyszlych. Zdaje sobie jednak sprawe, ze spotykaja sie tu wielbiciele P. Passenta i Polityki. Polityka byla dobrym tygodnikiem, tak dobrym jak na to pozwalali rzadzacy. Ubolewam, ze pozwalali li tylko na wydawanie jednego. Z drugiej strony Polityka zabierala miejsce innym potencjalnym tygodnikom, w obliczu braku miejsca na takowe. Mimo wszystko i chyba dlatego najlepiej pisanym „pismem” po polsku byla „KP”.
    Z powazaniem.
    MA

  94. Do
    sympatykDP pisze:

    2008-11-20 o godz. 21:50
    W Polsce nie bylo i ciagle jeszcze nie ma socjaldemokracji. Byli natomiast i pewnie ciagle jeszcze sa ci, ktorzy sie za takich uwazali lub takich udawali. Stad sie bierze moja irytacja. Wiekszasc wpisow to adorowanie autora i czasow minionych.
    Z powazaniem.
    MA

  95. Myślę, że niektórzy zapominają iż prawdziwą sztuką jest żyć godziwie w niegodziwych czasach, że nie zawsze można „poczekać” na wymarzony porządek świata, bo może się okazać, że nasz czas właśnie bezpowrotnie minął…

  96. MA
    I dokładnie tyle, co wyrażenie woli warte są Twoje argumenty: Twój główny argument opiera się na zmyśleniu, a nie na fakcie.

    W Polsce za PRL ukazywały się inne tygodniki (swoją drogą, dlaczego spośród ówczesnych tytułów katolickich, nie objętych już na pewno ograniczeniami liczbowymi, choć oczywiście ograniczonych cenzurą, wymienia się dzisiaj niemal wyłącznie Tygodnik Powszechny?). Dlaczego nie stanęły na tym poziomie?

    Zresztą obecnie każdy może założyć własny tygodnik (byle zdobył na to pieniądze) — a ile dobrych tytułów jest na rynku?

    Jak dla mnie odpowiedź jest prosta — największy deficyt dotyczy osobowości. Tych, którzy mogą stworzyć zespół, zapewnić mu warunki funkcjonowania (kiedyś polityczne, dziś ekonomiczne) i dbać o jego poziom. To największa zasługa MFR.

    Pozdrawiam,

    PAK

    PS.
    Co do ‚adorowania’ — zostawiam na boku cały spór o ocenę MFR, ale mnie uczono, że przy takich okazjach jak mowa pogrzebowa i powiązane z nią wspomnienia, mówi się o zmarłym dobrze, lub wcale. Gdy umierają ludzie, których uważam za przecenianych, nie zwalczam w internecie ich dokonań, tylko milczę.

  97. Dziekuje Panie Danielu za piekne wspomnienie o Panu Rakowskim. Jak wiekszosc tu obecnych ja tez wychowalem sie na Polityce. Szkoda tylko, ze ostatnim numerze poswiecono Zmarlemu tak malo miejsca. Jako tworca pisma powinien byc uhonorowany chociazby cala okladka. Redakcja powinna to wziac pod uwage. Pozdrawiam zza morz i gor.

  98. Slawomirski,

    generalnie rzecz biorąc, to wstydem jest kraść i z roweru spaść.

    No i, ewentualnie, ziać nienawiścią jak smok wawelski.

    Ale my nie wierzymy w smoki. Nie wierzymy również w nienawiść. Ta nasza niewiara to taki stan ducha, do którego być może Ty również kiedyś dorosniesz.

    Choć nie jestem tego taki pewien.

    MA,

    PAK juz Ci odpowiedzial na temat regul savoir vivre’u.

    Pogratulować, że swoją pustą woltyżerką słowną przyciągnąłeś sobie tak liczne grono szacownych dyskutantów. Ja rozumiem ich reakcje, bo ciekawe jakbyś Ty się zachował, gdyby na emocjonalnie ważnym dla ciebie pogrzebie pojawił się ktoś, kto nad ledwo co zabitą trumną zaczyna opowiadać, że zmarły/zmarła zmarnowali swoje życie dla przegranej sprawy. Rakowski nie był moim bohaterem, ale teraz, dzięki wpisom red. Passenta trochę lepiej rozumiem tę postać – postać, którą zaczym postrzegać w innym świetle. Co nie znaczy, że w świetle absolutnie korzystnym. A epoki PRL nikt mnie nie musi uczyć. Nawet Ty, bo znam ją wystarczająco dobrze z autopsji, i z pamięcią nie mam kłopotów. Zresztą po nauki w tym temacie i tak poszedłbym do kogoś innego niż Ty.

  99. Proszę mi wybaczyć, że nie komentuję mowy pogrzebowej, nawet najlepszej.
    Kiedy koś odchodzi jemu i historii jego życia należy się cała nasza uwaga.
    Żywi i tak znajdą pocieszenie.
    Jestem pod wielkim wrażeniem Epitafium LIZAKA.

    LIZAK WZNIOSŁEŚ SIĘ NA WYŻYNY SENSU.

    Lekcja, którą odrobił swoim życiem , w pewnym sensie za nas, M.F. Rakowski powinna być przedmiotem bardzo poważnych refleksji.
    Lizak znakomicie to wyczuwa. Chciałoby się więcej.
    Otóż ten symboliczny chłop, który dzięki PRL zamienił się w wykwalifikowanego robotnika, biuralistę, intelektualistę lub światową ikonę – dla większości robotniczego triumfu, dla elit pogromcy komunizmu – właśnie odszedł.
    Odszedł w momencie szczególnym.
    W momencie ostateczego triumfu antykomunistycznego piekła, pod którego kotłami sam rozpalał.
    Jest w psychologi i medycynie takie zjawisko jak „efekt Tanatosa”.
    To ciekawa teoria, częsciowo potwierdzona, która wiąże występowanie pewnych śmiertelnych chorób ze stanem świadomości człowieka.
    Jakie refleksje towarzyszyły naszemu zmarłemu przez ostatnie lata?
    Ze świadectw choćby pisanych wynika, że nieszczególne. Poczucie klęski? Odrzucenia? Czy miał motywację, by walczyć o zycie, gdy widział tego s..na z IPN delegalizującego Jaruzelskiego, a wraz z nim całą PRL?
    Co czuł, gdy na jego oczach deptano, opluwano i upokarzano całe 45 lat polskiej państwowości?
    Pewien etap naszej historii został tą śmiercią zamknięty nieodwołalnie i ostatecznie. Pora na podsumowanie. Pora na wnioski.
    Moi rodzicie uczestniczyli w pogrzebie. Ja ogladałam telewizyjne relacje
    i dłoń zaciskała mi się w pięść.
    Na pogrzebie człowieka, który stworzył „Politykę”, wspierał twórcze i niezależne myślenie, kulturę, który w realnej polityce dokonywał cudów pokojowej rewolucji – mniejsza już o skutek, bo nie wiemy czy doświadczenia ostatniego dwudziestolecia, do czegoś słusznego i dobrego się ostatecznie nie przydadzą – nie było ani jednego oficjalnego przedtawiciela obecnej władzy, a kto jak kto, ale minister kultury winien być obecny. Bo tygodnik „Polityka” z okresu PRL należy już dziś do skarbca narodowej kultury.
    No cóż, pora umierać, gdy takie gnojki nami rządzą.

  100. Do LIZAK pisze i pisze……….
    Szanowny Panie,
    jak zwykle bardzo dlugi wpis, co nie znaczy, ze ilosc i jakosc musza sie wykluczac. Pozwole sobie jednak nie komentowac jakosci i ogranicze sie do krotkich uwag, co jednak zajmie mi nieco miejsca .

    Oczywiscie, ze rzeczywistosc ksztaltuje ludzi i ludzie ksztaltuja rzeczywistosc .Tak moglibysmy wymieniac kolejne elementyopisujace te nasza rzeczywistosc i przy okazji uleglibysmy procesowi zapominania. Po prostu nie bylibysmy w stanie sobie przypomniec, ze ludzie tez ksztaltuja ludzi, ze ludzie (czlowiek) sa imanentna czescia naszej rzeczywistosci. Zaczal Pan po marksowsku (nie marksistowsku) ze sprzezeniem zwrotnym, a wystarczyloby zwyczajne, humanistyczne spojrzenie na czasy, na szczescie zaprzeszle. Ograniczanie rynku mediow drukowanych oraz ich kontrola, ograniczaly lub wykluczaly szanse zaistnienia innych nazwisk i innych tygodnikow; przeciez to takie proste i latwe do zrozumienia. Polityka nie zaspakajala oczekiwan wszystkich czytajacych; zreszta sami piszacy w Polityce i innych czasopismach czytali inne tygodniki oraz miesieczniki (mam tu na mysli znane zachodnie pisma). Zdarzalosie im (piszacym) rowniez kopiowac pomysly, czy tez przepisywac recenzje . Czy zdarzalo sie to piszacym w Polityce, nie wiem, mam jednak nadzieje, ze kiedys studenci zajma sie bibliografia Polityki i dokonaja porownan przedstawianych tam np. recenzji filmowych, czy teatralnych. Bedzie mi milo przeczytac, ze kopiowanie oraz przepisywanie nie mialo miejsca i z tego zalozenia wychodze. Kopiowanie i przepisywanie zachodnich zrodel dotyczylo rowniez niektorych urzednikow ministerialnych decydujacych w imie pryncypalow o naszym oswieceniu i edukacji. Moge Panu podac pare przykladow, latwych do sprawdzenia. Czytajacy siegali rowniez w czasach zaprzeszlych do innych mediow drukowanych. Przeciez Pan wie ze Kultura Paryska (ku ironii pozostalych byla najlepiej pisanym po polsku miesiecznikiem) byla najlepszym przykladem tychze mediow, nie wspominam tu innych, pisanych w innych jezykach tygodnikow i miesiecznikow. Pisze Pan o wzgledach konstytucyjnych i nie zadaje Pan sobie pytania, czy owczesna konstytucja byla legalna i sluzyla obywatelkom i obywatelom jako wzor, a nie strukturom majacych na celu zapewnienie wladzy mniejszosci (pare milionow czlonkow PZPR) nad wiekszoscia. Prosze nie wspominac o dyktaturze proletariatu, bo robotnikow w tej partii liderow prawie nie bylo. Nawet nie wiem, czyta konstytucja byla redagowana w Polsce. Dziwiny byl ten kraj, w ktorym tzw. wladza „powolywala” jakikolwiek tygodnik. Zawsze myslalem, ze o tym decyduja czytelnicy (popyt na artykuly, felietony etc.) i wydawcy. W dzisiejszej Polsce mozna oczywiscie „powolac” – humorystyczny jest ten Pana jezyk z czasow zaprzeszlych – pismo o profilu komunistycznym, tylko prosze zadac sobie pytanie, kto moglby takie pismo finansowac (chyba bogaty kapitalista) przy kompletnym braku komunistow (nie mowie tu o tzw. „postkomunistach”) i popytu na taka lekture. Na szczescie dzisiaj nic sie juz nie powoluje, tylko dokladnie kalkuluje, czy takie przedsiewziecie sie oplaca. Czesto ma to skutki godne placzu lub usmiechu. Na szczescie jest wiele przykladow bardzo dobrych tygodnikow i prasy codziennej w Europie. Czy polskie tygodniki do nich naleza oraz czy beda nalezaly, zalezy w duzym stopniu od czytajacych (kupujacych). Jednoczesnie chcialbym Pana pinformowac, ze piszac o Polityce mialem na mysli nie polityke i stad to przyklejenie listka do Polityki, a nie polityki. Zalecam Panu rowniez fokusowanie swoich zainteresowan na tzw. socjalna gospodarke rynkowa, uniknie Pan niejednego bolu glowy bez potrzeby pisania o kapitalzmie, ktorego w postaci przez Pana postrzeganej (XIX w.) juz nie ma.. Piszac o kapitalizmie i agresji USA otwiera Pani drzwi juz otwarte, bo wszyscy poinformowani o tym wiedza i wiedza rowniez, ze jest szansa na „zmiane”. Pan pisze o kapitalizmie z czasow zamierzchlych i stad ten Pana wewnetrzny konflikt. Nie wiem o jakim socjalizmie Pan mowi, lecz rzadzacy w PRL nie zawsze byli zainteresowani powodzeniem Lema i innych; czesciej czytano go (innych) poza granicami Polski. Niestety nie mam sam duzego wplywu na poziom obecnej literatury i mediow drukowanych. Przypominam Panu, ze znaczacy na nie wplyw maja jednak czytelnicy i ich zapotrzebowanie. Na ich zapotrzebowanie nie mam rowniez wplywu. Jesli sa z dzisiejszego stanu rzeczy zadowoleni, to chwala im i chwala nastepcom Polityki i polityki Dotyczy to rowniez TV. Rowniez zaluje, ze tak jest. Nie chcialbym jednak powrotu do czasow, gdy o tym poziomie decydowalo paru urzednikow lub paru politykow. Gdy irytuja mnie zolte kolory niektorych tygodnikow polskich, czytam inne o innych kolorach. Zapewniam Pana jednoczesnie, ze mozna wydawac pisma komunistyczne, ba mozna zostac czlonkiem takiej partii. Prosze sobie przypomniec znaczenie tych partii we Wloszech, czy tez we Francji. Prosze sobie przypomniec, ze czesciowo z tych partii wywodza przywodcy dziesiejszych wspolrzadzacych w gminach, regionach, aglomeracjach, landach, departamentach etc. (zieloni). Nie mam zamiaru przejmowac winy za obecny niski poziom, Pana zdaniem „kraweznikowy” Polityki Baczynskiego; chyba ze krawezniki sa z dobrego granitu, coraz ich wiecej. Sadze jednak, ze Polityka bedzie lepsza, bo bez czytelnikow i kupujacych jej nie bedzie i na tym polega roznica miedzy czasem terazniejszym, a zaprzeszlym. Porownuje Pan amerykanska demokracje z polska deokracja. Wracajac do demokracji polskiej, to jestem przekonany, ze Polska jest na dobrej drodze do spoleczenstwa obywatelskiego i interkulturalnego. Amerykanska demokracja prosze sie nie martwic, w Europie ona nikomu nie zagraza. Pana zdania o zachodnich mediach drukowanych nie podzielam, nie wiem nawet, czy Pan je dobrze zna. Zapewniam Pana, ze znajdzie pan wiecej przykladow na wysokim poziomie. Porownujac te same poziomy dojdzie Pan do podobnej oceny. Myli sie Pan rowniez zle oceniajac „tamta” wladze; wlasnie dopuszczala ona do rzadzenia „durniow” i nieodpowiedzialnych ludzi; poczawszy od samej „gory”, ba na samym „dole” jej piramidy konczac. Nie przesadzalbym z posiadaniem pracy i dachu nad glowa, chyba ze mial Pan na mysli owczesnych pryncypalow. Pracy nie bylo, dachow nad glowa rowniez niewiele. Mial Pan na mysli zatrudnienie, tu moge sie z panem zgodzic. Mozna bylobyc zatrudnionym i nie miec pracy,: tzn. nic do robienia. Jednoczesnie mozna bylo otrzymac nakaz pracy; pelen sprzecznosci byl ten idealny swiat. Zastanawiam sie nad poziomem darmowej opieki zdrowotnej oraz poziomem edukacji i korzystajac z rocznika statystycznego widze dlugowiecznosc podopiecznych, umieralnosc wprzedziale wiekowym od 1-5 etc. oraz cytujac Pana, opieke nad tymi, ktorzy wpadli w despresje i zalamanie; mam tu na mysli poziom psychiatrii (nie psychiatrow), poziom tzw. sluzby zdrowia (nie lekarzy) i dalej przewracajac karty tegoz rocznika widze niewielu oswieconych prze owczesna edukacje (tacy byli oczywiscie) toutes proportions gardeés i ciagle jestem przekonany (cytujac Pana), ze o jakosci struktur decyduja jednak (przyp. moj) ludzie. Dochodzi rowniez do aberracji, ktore przy pomocy ludzi sa czesto, dotychczas zawsze korygowane. Bladzac duktem Pana „przemyslen” rozpisalem sie, za co serdecznie przepraszam.
    Z powazaniem.
    MA

  101. Do

    PAK pisze:

    2008-11-21 o godz. 12:23
    Ile i o jakim nakladzie przy jakze licznej populacji, ze o cenzurze i wplywie na obsade redakcyjna nie wspomne. Ba byly tez takie , ktore probowaly imitowac twz. dobry smak swiata tzw. zachodniego; np. „Ty i ja”. Nad mizera tychze i obecnego poziomu mediow drukowanych moge ubolewac. Wierze jednak, ze czytelnicy sie w pore opamietaja i przestana kupowac tytuly niedobre. Poza tym wierze, ze blogowiczki i blogowicze zajma sie wczesniej lub pozniej praca dziennikarska. Byl tez tytul bardzo dobry pisany przez Polakow i piekna polszczyzna, szkoda ze w Paryzu i nie dla kazdego dostepny. Tak moglibysmy sobie rozmawiac i doprowadziloby to do zablokowania servera. Jako ateista nie pietyzuje i nie tabuizuje smierci jako takiej. Prosze tez nie traktowac sieci jako miejsca swietego. Zapewniam Cie jednak, ze w odpowiednim miejscu i czasie zachowalbym sie adekwatnie do tychze. Zapewniam Cie rowniez, ze nie mam ani zalu, ani pretensji do postaci Rakowskiego; sa dwie mozliwosci; robil co mogl lub robil co chcial. Irytuje mnie natomiast postawa slepo adorujacych. Wiem jednoczesnie, ze oplakujemy tu rowniez samych siebie, tak jest zawsze, przy kazdym odejsciu.
    Z powazaniem.
    MA

  102. Do
    Jacobsky pisze:

    2008-11-21 o godz. 14:55

    Zapewniam Cie, ze na pogrzebie zachowalbym sie adekwatnie do kanonow sv lub Kindetstuby. Szkoda ze wpadasz w empatie i zapominasz, ze rozumiec, to nie znaczy przestac krytykowac. Problem, jesli taki istnieje, jest b. prosty. Chodzi o to, aby czasy zaprzeszle sie nie poowtorzyly, a czasy przyszle byly po prostu lepsze. Obecnie to zalezy li tylko od nas, a nie od niewybranych „wybranych”. Zapewniam rowniez, ze chetnie, co nie znaczy ze bezkrytycznie czytalem i czytam Polityke. Argument dotyczacy autopsji nie przekonuje mnie, lecz wierze na slowo. PRLu na szczescie nie trzeba sie juz uczyc.
    Z powazaniem.
    MA

  103. @magrud 2008-11-21 o godz. 16:05:
    To chyba nieprawda z tym „efektem Tanatosa”. Gdyby tak było, to wszyscy dzisiejsi zapiekli wrogowie PRLu powinni wymrzeć do 1989 r.
    Po drugie, nie raz rządziły nami różne gnojki; nie cenię umierania jako dowodu protestu. Może lepiej ich przeżyć, a jak się uda, to zmienić ich na kogoś lepszego?
    Na pogrzebie byłem, mów wysłuchałem (na szczęście stałem blisko, bo nagłośnienie było nieszczególne) – poza mową gen. Jaruzelskiego w sali pogrzebowej (były tłumy i nie dało się tam wejść), kwiatek złożyłem, znicz zapaliłem. Grób jest blisko miejsca spoczynku Jacka Kuronia i Kuklińskiego. Ciekawe, kto będzie miał więcej zniczy na Święto Zmarłych; dotychczas zwykle Kukliński miał ich więcej. Ale w dobrej pamięci pozostaną u mnie ci dwaj: Kuroń i Rakowski.

  104. Globalizacja, mówi się, to jak motylek zamacha skrzydełkami nad Biebrzą i może z tego być tajfun na Filipinach. Nie wierzę. Jak na drugim końcu mentalnego globu ktoś podetrze sobie tyłek Rakowskim i jego “Polityką”, to żadnej burzy we mnie wzbudzi, ani nawet machnięcia skrzydełkiem.

    Nie akceptuję w tym przypadku zasady mówienia o zmarłym tylko dobrze, albo milczenia. Zbytnio ogranicza moje myślenie i odczuwanie. Jeśli osoba jest publiczna, jeśli nie jesteśmy na rodzinnej stypie, to cóż szkodzić może. Pod warunkiem, że krytyka ma głębszy sens i jest na jakimś poziomie.

    Rakowski wydaje mi się postacią wyjątkową. Wiadomo, że doktryna minionego systemu nie dopuszczała wielu rzeczy. Np. własności prywatnej i żądzy zysku, rynku na wiele towarów, np. waluty obce, jak również opozycji politycznej. A jednak te i inne zakazane zjawy i przejawy “burżuazyjnej mentalności” istniały, co prawda pokątnie, w postaci karłowatej, na jakiejś “czarnej giełdzie”, ale były. System słabł, wiotczał na każdej linii i coraz bardziej oddawał pola, pozwalał na istnienie wolnego rynku, na prywatny interes, na opozycyjne działania. Oczywiście miał system krótkie nawroty zamordyzmu, ale w końcu padł bez tchu. A skoro tutaj “myślimy politycznie”, to opozycja polityczna miała różne formy i orientacje. Jedną z pierwszych była opozycja Rakowskiego. To właśnie próbuje nam opowiedzięć red. Passent. Nie można pojąć powojennej Polski bez “Polityki” i “Dzienników” Rakowskiego. Aby to zrozumieć, wystarczy poczytać inne dzienniki, “wspomnienia” Stefana Olszowskiego: http://wyborcza.pl/1,88975,5964648,Ostatni_komunista_PRL_bedzie_klamac_do_konca.html .
    Opozycja Michnika i Kuronia nabrała jakiegokolwiek znaczenia po Czerwcu (1976), opozycyjna rola Kościoła zaczęła się po wyborze Wojtyły (1978), można się doszukiwać momentu, kiedy siły nabrała opozycja Rakowskiego, opozycja wewnątrz partyjna, opozycja wobec partyjnego betonu. I jak ona utorowała drogę do łagodnego wyjścia z komunizmu. Rakowskie grał na dwa fronty, niewątpliwie urabiał czytelników-inteligentów, ale podejrzewam, że urobił też beton.

    Oczywiście smutne jest obecne balansowanie między III i IV RP. Absurdalne wręcz, nie do pojęcia, nie do zaakceptowania. Felietonista ujął to tak – “… przyjedź do Polski, to zrozumiesz, co to znaczy nic nie rozumieć”:
    http://www.dziennik.pl/kultura/article267338/Numer_zastrzezony.html

    W tej intelektualnej nędzy ginie wszelki sens. Ginie sens dyskutowania o problemach kraju, o tym, czy idea socjaldemokratyczna jest możliwa, czy ZZ-ety mają przyszłość i jaką, czy Polsce grozi kryzys gospodarczy. Jak się modernizować. Czy to prawda, że bezrobocie w PL jest na poziomie Szwecji i Finlandii, a wzrost gospodarczy szybszy. Czy w socjaldemokratycznej Skandynawii istniały kiedykolwiek PGR-y i czy należało je ratować. Czy może był to relikt “powojennego ustroju” i należało je zamknąć jak najszybciej.

    Oczywiście, żyjemy miłością do socjaldemokracji w czasach kryzysu. Żyjemy nadzieją “ZMIANY”. Rzucamy się w objęcia nowego realizmu Jacka Żakowskiego. Tymczasem “Polityka” Baczyńskiego daje nam inny sygnał realizmu: http://www.polityka.pl/wszyscy-ludzie-obamy/Lead33,934,273911,18

    Umieranie jest bez sensu. Przestaje się oglądać ten zmieniający się świat, zmieniające się czasy, z którymi zmieniamy się my sami. Oto cała nasza zmiana, bez niej nie ma sensu.

  105. Magrud

    Dziękuję Pani.
    Pani wpisy ożywiają mnie, inspirują,i napawają radością.
    W trakcie ich czytania nabieram poczucia humanistycznej wartości.
    Przekonuję się, że oprócz warcholących krawężników istnieją ludzie stanowiący o fundamentach intelektualnych tego świata.
    Oni nakreślają wizje lepszego świata.
    Ich stać na powiedzenie „nie” populizm każdego autoramentu.
    Emanują oni społecznie rozumianym dobrym, sprawiedliwością i poczuciem sensu przemijającej egzystencji człowieka.
    Nie zatracili poczucia wartości i godności człowieka w jego nieprzemijającym konflikcie pracy z kapitałem.
    Pani Magrud my nie przegraliśmy, ponieważ dysponujemy intelektualną siłą racji.
    Zadrukowane zielone papierki nie mogą stanowić o wadze naszych argumentów moralnych.
    Nadchodząca bessa jednoznacznie weryfikuje obowiązujące kanony neoliberalnego świata.
    Odcinkowe cofnięcia idei sprawiedliwości nie dowodzą jej niesłuszności a jedynie czasową dominację sił przeciwnego bieguna.
    My jednak głęboko wierzymy,że świat nie może postępować w kierunku jednobiegunowego zubażania.
    Z czasem niewątpliwie zacznie on nabierać cech wolnego świata, pozbawionego militarnego przymusu kształtującego jego ład gospodarczy i stosunki międzyludzkie.
    Będzie to świat w rzeczy samej pluralistyczny umożliwiający pełny przepływ myśli i informacji bez politycznych ograniczeń utrzymujących w ryzach niebezpieczne masy eksploatowanej nędzy.
    A jego charakter będzie autentycznie demokratyczny zgodnie z klasycznym ujęciem bez przymiotnikowych wariacji.
    Pani głos zmniejsza poczucie alienacji i wyobcowanie w otchłani intelektualnej biedy jaka dotknęła nasz kraj.
    Dziś niczym, jutro wszystkim my, zgodnie z zawołaniami i wymogami profesjonalizmu.
    Zgodnie z prawidłami rozwoju ochlokracja musi odejść.
    I nie wykluczone, że czas konwergencji nastaje.
    Z wyrazami szacunku.
    Lizak

  106. Felietoniście, aby zrozumiał i pojął co piszczy w polskiej trawie, wystarczyłoby poczytać wyniki sondażu OBOP-u. Zmiany w Polsce idą w złym kierunku – tak twierdzi 55 procent narodu. Najgorzej jest w przedziale 50-59 lat. A jest to dopiero początek. Początek wyżu demograficznego, dla którego Gierek budował drugą Polskę. 22 procent uważa, że idzie na lepsze. Najwięcej wśród ludzi młodych, wykształconych i mieszkających w wielkich aglomeracjach – ja jestem wśród nich – i oni spodziewają się poprawy swojej sytuacji materialnej. Z uwagi na partyjność, optymizm jest w szeregach zwolenników PO, nawet SLD, pesymizm u PiSowców. Cóż, nic nowego.

    Coś jest na rzeczy z tą granicą 45 lat, którą uwpuklił był Gospodarz w swoim felietonie z miesiąc temu. Nad kreskę, gdy się spogląda na piramidę, wlewa się ten wyż i to poczucie, że Polska to nie jest kraj dla starych ludzi. Zas pod kreską, kwitnie życie w najlepsze. Dyskusja o solidarności między pokoleniami jest tym bardziej utrudniona. Powód jest obiektywny, ci nad kreską przeżyli młodość w “najlepszym ustroju”, ci pod kreską już za młodu są “wyzyskiwani przez obcy kapitał”. Jak tu nie opodatkować tych pod kreską, aby wynagrodzić tym nad kreską konsekwencje ich historycznego “szczęścia”? Uff, nic z tego nie rozumiem.

    http://wiadomosci.onet.pl/1866952,11,item.html

  107. MA,

    mylisz sie z ta empatia, bo Rakowski naprawde nie jest moim bohaterem, a PRL nie jest dla mnie bajka, choc to z niej ten Bohater pochodzi.

    Natomiast jesli juz, to czasy zaprzeszle wroca, czy tego chcemy, czy nie. Ludzkosc i ludzie maja to do siebie, ze jako calosc, i kazdy z nas z osobna, popelniamy stale te same bledy, tylko za kazdym razem w innych okolicznosciach, a potem, z uporem godnym lepszej sprawy, staramy sie uczyc na tych bledach, placac za kazdym razem coraz wyzsza cene za otrzymana lekcje. I w tym sensie, i w imie tak wznioslego idealu („…aby czasy zaprzeszle sie nie poowtorzyly, a czasy przyszle byly po prostu lepsze…”) nie ma co sie wydziczac pod przemowa znad grobu MFR. Przeszlosci to nie zmieni, lepszej przyszlosci nie zapewni, a w tym akurat momencie burzy to troche powage chwili. Dobrze by bylo, gdyby jedna z cech tych lepszych czasow, o ktore Ty sie bijesz swymi wpisami, bylo poszanowanie wlasnie tejze powagi. Nawet nad trumna kogos, kogo sie, delikatnie mowiac, nie ceni.

    Pozdro

  108. Rakowski zadumał by się czytając wymianę myśli pomiędzy spadkobiercami swoich idei i kultury, – magrud i Lizakiem. Przyjemnie to się czyta! Pozdrawiam oboje.

  109. Dear Jakobsky

    Paternalistyczna odpowiedz nie zmieni faktow.
    Komuna i kler to straszne choroby.
    Jak fatalnym krajem jest Polska ,niech bedzie fakt ,ze dwaj moi koledzy Zydzi – wybrali Niemcy jako druga ojczyzne.
    PZPR i KK obrzydzily kraj wielu ludziom.
    To jest fakt.
    Zaprzeczanie temu jest bez sensu.
    Mam przyjazny stosunek do kraju i nie jestem smokiem wawelskim. Inny tam czeka na owieczki – nazywa sie Dziwisz.

    P.S.
    KK zorganizowal konferencje dla egzorcystow we Wroclawiu.

    Make love not war.Peace.

    Slawomirski

  110. MA pisze:
    2008-11-21 o godz. 10:41

    Otóż MA. Na tej stronie nie spotykają się ludzie bałwochwalczo popierający, czy miłujący Passenta, tudzież zakochani w PRL’u i za nim tęskniący. Wyobraź sobie moje Droga, że w PRL’u się wychowałem, wykształciłem, ale prawdziwą karierę zawodową, materialną i wszelką inną zrobiłem już po upadku „komuny”, dlatego, że ona (komuna) nauczyła mnie wrażliwości. Z podobnymi ludźmi tutaj się spotykam. Dlatego tutaj jestem. Jestem świadom wszystkich błędów komuny, ale także niewybaczalnych grzechów polskiego neoliberalizmu. Poczytaj wielu z nas. Lizaka (wielkie gratulacje dla Ciebie Lizaku za całokształt), Jasnego Gwinta, Magrud, Wodnika53, Olka51, pielnię1, tak ex tempore tylko tylu ciśnie mi się obecnie na klawiaturę. A ilu pominąłem?! Życiorysy, poglądy każdego z wymienionych (i przemilczanych) bronią czasów słusznie minionych, jak piszesz. Wyobraź sobie, że każdy z wymienionych i nie wymienionych, swoje największe sukcesy osiągał po przeminięciu „komuny”, dlatego że właściwie przerobił lekcję w czasach słusznie minionych. Poczytaj pielnię1 i włącz myślenie. Każdy z nas osiągnął więcej w sensie ludzkim tutaj w kraju pomiędzy Odrą-Nysą a Bugiem z Wisłą w środku, niż nasi rówieśnicy na emigracji, którzy teraz starają się być naszymi mentorami, bo w nowych społeczeństwach po prostu im się nie udało i nic tam nie znaczą. Grają więc wobec nas rolę bogatych wujków z Ameryki. Serdecznie pozdrawiam – Lech.

  111. magrud pisze:
    2008-11-21 o godz. 16:05
    Czytanie Ciebie jest dla mnie zawsze przeżyciem intelektualnym. Tym razem dech mi zaparło z zachwytu. Ja o MFR myślę tak samo. To co on przeszedł w swoim krótszym życiu, przez 96 lat przerabiał mój ojciec i zmarł 22 lipca!!! 2008 roku nie osiągając takich wyżyn jak MFR, ale z poniżenia się wydźwignął. Więc chyba to jasne, że do Rakowskiego podchodzę bardzo osobiście. Przeczytaj mój wpis pod poprzednim felietonem gospodarza. Pewne szczegóły i zawiłości wyjaśniam na blogu Gadzinowskiego. Przepraszam za łzawe i zbyt osobiste wynurzenia, ale to wszystko jest dla mnie jeszcze za świeże. Pozdrawiam.

  112. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Lizak 21.11., godz. 18:26 miedzy wierszami pisze:

    „My jednak głęboko wierzymy, że świat nie może postępować w kierunku jednobiegunowego zubażania.
    Z czasem niewątpliwie zacznie on nabierać cech wolnego świata, pozbawionego militarnego przymusu kształtującego jego ład gospodarczy i stosunki międzyludzkie.”

    Lizak, najlepiej rozpoczac od wlasnego podworka doprowadzajac watazke Aleksandra Kwasniewskiego przed Trybunal Sprawiedliwosci Rzeczpospolitej za wmontowanie Polski w zbrojny-rabunkowo-okupacyjny napad na Irak, napad, ktory jest sprzeczny nie tylko z obowiazujacym dzisiaj polskim prawen ale i prawem miedzynarodowym. Jezeli do tego nie doprowadzice (mysle o lewicy) nie mamy w Polsce o czym – dzisiaj i w przyszlosci – dyskutowac . A. Falicz ma absolutna racje myslac wzrokiem a nie sluchem, idac tak jakby sladem sloganu Regana „Nie sluchajcie co mowimy patrzcie co robimy”.
    Bez namacalnych konkretnych ruchow na wlasnym podworku pod wlasnym nosem tzw. piekne mowy i upstrzone teksty mozna spokojnie potraktowac li tylko cieplym – dobrze stezonym – porannym plynem. Politycznych turystow – judzacych w Tbilisi – odpowiednio potraktuje sie ruchem kopyta w najblizszych wyborach.

  113. Spory diaspory

    Cieszy mnie, że diaspora jest czujna,a przynajmniej niektórzy jej reprezentanci.
    Chodzi jednak o to w czyim interesie ta czujność jest wykazywana?
    Byłbym bardzo wdzięcznym gdyby to było obiektywne i bezinteresowne zaangażowanie.
    Ja, niestety, zauważam w nich klasowe cienie, co stawia nas jak gdyby po „przeciwnych” stronach okrągłego stołu.

    Tak, siak czy owak dobrze, że rozmawiamy…bowiem alternatywą jest zwykle przemoc, nie tylko intelektualna.
    Jest Pan niezwykle łaskaw, w kontekście przytoczonej przeze mnie myśli:
    „My jednak głęboko wierzymy, że świat nie może postępować w kierunku jednobiegunowego zubażania.
    Z czasem niewątpliwie zacznie on nabierać cech wolnego świata, pozbawionego militarnego przymusu kształtującego jego ład gospodarczy i stosunki międzyludzkie,”
    nawoływać bym zechciał czynić porządki poczynając od własnego podwóreczka.
    Ideowo rzecz ujmując ma Pan zupełną rację.
    Poza tym drobnym faktem, że nie moje to podwórko a i zabawki jakby z innej bajki.

    Sprawą wyjściową jest podstawowe spostrzeżenie, że nie było dotychczas Prezydenta, który w sensie merytorycznym, formalnym i prezentowanej klasy mógłby konkurować z Aleksandrem Kwaśniewskim.
    Jednak nie wolno zapominać, że przeprowadzał on bolszewickie społeczeństwo przez Morze Czerwone z ziemi egipskiej i domu niewoli do burżuazyjnego Edenu.

    Gdyby ten Eden okazał się rajem dla całego polskiego narodu należałoby paść przed Olkiem na kolana w dziękczynnych prysiudach.
    Ponieważ jest, niestety, dokładnie odwrotnie więc uczynić winien to wielce szanowny Olo.
    Z czym w pełni zgadzam się z moim adwersarzem.
    Nie będę w tej chwili rozważał czy Kwaśniewski miał inną alternatywę przekształceń politycznych i gospodarczych.

    Faktem jednak pozostaje bezspornym, że wywarł on największy wpływ na całokształt zmian w Polsce i ostateczny ich obraz. Przeprowadzał on Polskę z socjalistycznych stosunków wytwarzania do kapitalistycznego sposobu produkcji.
    Zatem elementarnym krokiem warunkującym te zmiany było wywłaszczenie całego narodu z prawa własności do środków produkcji. Co też uczyniono niezwłocznie i konsekwentnie bez stworzenia prawnego oprzyrządowania tego procesu co zapewniałoby jego transparentność i akceptacje społeczną.

    Mówiąc wprost, dokonano tego epokowego zwrotu polityczno-gospodarczego bez mandatu społecznego wyrażającego wolę narodu i bez podstaw prawnych sankcjonujących te zmiany. Społeczność polska ocenia tę kontrrewolucyjną zmianę jako dokonanie wielkiego przekrętu antynarodowego, kontynuowanego nadal w atmosferze wielkich skandali, afer i mafijnych przekształceń.
    W tym wszystkim ma swój udział ,niestety, Pan Aleksander Kwaśniewski jako lider werbalnej opozycji oraz jako Prezydent Polski inspirujący i dekretujący kierunki przemian w Polsce.

    Jednym słowem trywialnie rzecz ujmując przekształcał on Polskę Ludową w Polskę Pańską.
    Zatem cofał on Polskę w jej rozwoju politycznym.
    Być może dlatego, że nie miał tytułu magistra, a być może również wskutek tego, jak media dokumentowały, zapewne ze smutku lub orgastycznej radości, bez mała ciagle znajdował się w stanie wskazującym.

    Co oczywiście nikomu nie przeszkadza jeśli czynią to prawicowe VIP-y wypijając we dwójkę po kilka win czerwonych, a tfuj!
    Zatem powiedzmy sobie jasno, nie może być lewicowcem ten, który buduje prawicowe państwo niesprawiedliwości społecznej.
    Może to robić przechera, karierowicz lub komunistyczny koń trojański.

    Poznaliśmy go jednak po owocach. A te owoce są gorzkie i nie do przełknięcia dla większości Polaków, którzy zostali wystawieni do wiatru i wymanewrowani w pole.
    Kwaśniewski skompromitował się dokumentnie opowiadając się z żarem nuworysza po stronie globalizmu i neoliberalizmu.
    I bardzo sie obawiam, że ten jego wybór i zaangażowanie nie były podyktowane polską racją stanu a wyłącznie egoistycznym interesem małego polityka aspirującego do wielkiej kariery.
    Brak mu było rozwagi, umiaru i rozsądku. Dlatego musiał przegrać wszystko, ponieważ a priori ustawił się na przegranych pozycjach.

    Gdyby to jednak było tylko jego osobistą sprawą to pół biedy, on jednak postawił na prawicowej szali cały interes lewicowej Polski, co niezwykle sugestywnie kojarzy się z obrazem Wielki Szu.
    Jego polityczna perfidia polega na wykorzystaniu lewicowego elektoratu do budowy burżuazyjnej Polski, która uderzała w konstytucyjne fundamenty socjalistycznego państwa.
    Z entuzjastycznego komunisty, zapartego internacjonalisty przedzierzgnął się z niezwykłą lekkością w kapitalistę bez kapitału i kosmopolitę, jak gdyby wyszła z niego jakaś druga,ukryta natura.

    Pan Aleksander Kwaśniewski był jednym z głównych filarów nowego układu władzy po 1989 roku, który funkcjonuje do chwili obecnej.
    W tym układzie praktycznie nie ma już lewicy za przyczyną m.in. politycznych decyzji Kwaśniewskiego zmierzających do jej osłabienia poprzez świadomie błędne decyzje kadrowe.

    Szaleńcza i bezwzględna walka toczy się dalej bez udziału lewicy, pomiędzy PO i PiS.
    Potencjalna wygrana PiS oznacza kompletną przegraną osobistą Kwaśniewskiego, bowiem skrajna prawica przy pomocy IPN-u i tajnej policji politycznej uczyni wszystko, jak w przypadku Jaruzelskiego, by postawić go przed sądem jako gangstera politycznego i zapiekłego komunistę.
    Chodzi tutaj o definitywne moralne skompromitowanie i złamanie lewicy.

    Podobna sytuacja wydaje się będzie również miała miejsce gdy Tuskowi uda się sięgnąć po Prezydenturę.
    Wówczas pozbawiony on zostanie swych zahamowań i w całej krasie ukaże swe neoliberalne, bezwzględne i antykomunistyczne oblicze. Los Gierka, Rakowskiego, Jaruzelskiego i Kwaśniewskiego jest tymi samymi barwami pisany jeżeli naród nie odbierze prawicy danego jej na wyrost mandatu zaufania, którego w całej rozciągłości nadużyła.

    Wypada jeszcze przypomnieć, że decyzja wyprowadzenie polskich wojsk poza granice państwa stanowiła złamanie konstytucji i zmianę charakteru obronnego polskiej armii w zaplecze polityczno- militarno-kadrowe agresywnych i karnych korpusów ekspedycyjnych realizujących żywotne i oszukańcze interesy naszego sojusznika strategicznego z wyboru naszych niedorobionych i wiernopoddańczych elit.

    Tę smutną inicjatywę Prezydenta Kwaśniewskiego zatwierdził polski Parlament poprzez aklamację, przeciw oczekiwaniom polskiego narodu. Po 5-cioletniej wojnie, wielu ofiarach i ogromnych nakładach finansowych na wojnę w Iraku, w końcu polskie wojska stamtąd wycofano. Nie słychać jednak o tym, by obecny układ władzy odpowiedzialny za te warcholskie decyzje zechciał się oddać decyzjom Trybunału Stanu. Zaś wyłączenie prawicy z odpowiedzialności za podjęcie tych absurdalnych i krwawych decyzji, i poświęcenie wyłącznie Kwaśniewskiego na ołtarzu kapitalistycznej ofiary jest i nieuczciwe, i politycznie perfidne ,ponieważ jest ono niczym innym jak celnym atakiem na tzw. lewicę, czyli lewicę burżuazyjną.

    Ten układ jest już kompletnie wyeksploatowany i indywidualne tasowania niczego tutaj nie zmienia. Potrzebne są nowe, świeże i politycznie nieskompromitowane siły. Zaś wspomnianymi przez pana płynami biologicznymi może się Pan wymieniać z najbliższymi sobie politycznymi kochankami w stanach szczególnie egzaltowanych uniesień.

  114. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Wyraznie widac, ze polityczna petla na grdyce intrygantow systematycznie zaweza sie http://www.handelsblatt.com/politik/international/nato-nimmt-saakaschwili-unter-die-lupe;2093838 Mam nadzieje, ze dopadnie ona rowniez przy pomocy i z laski Wielkiego Zegarmistrza medialnych cwaniakow i podzegaczy. Jest to kolejny dowod na to, ze pewne nalecialosci z przeszlosci wyniesione z domu rodzinnego, bliskiego otoczenia, srodowiska nie ulegaja rewizji. Ten sznyt tak ma. Bywaja jednak rzadkie wyjatki. Szanowny Panie Falicz, gratuluje oceny sytuacji wyprzedzajac o lata swietlne rzeczywistosc. Biedna Gruzja i jej wspaniali doradcy – prawda?

    Post Christum.
    Prosze zatem wszechmocny Wielki Zegarmistrzu o przygotowanie do wysylki na wskazany adres dla polityczo-spolecznych zwlok
    podwojnej porcji swiezo gaszonego wapna

  115. Pani Magrud

    Zacytowane zdanie umieszczone w poprzednim wpisie:
    „Pani głos zmniejsza poczucie alienacji i wyobcowanie w otchłani intelektualnej biedy jaka dotknęła nasz kraj” wskutek przeoczenia zawiera powtórzenie i stąd winno ono mieć poniższy kształt: „Pani głos zmniejsza poczucie osamotnienia i wyobcowania w otchłani intelektualnej biedy jaka dotknęła nasz kraj”.
    Z należnym szacunkiem,Lizak.

  116. Czy to jeszcze jest Panski blog ? Pamietam ,ze nie byl tak pretensjonalny , zeby nie powiedziec (to moze nie jest wlasciwe slowo ) ,egzaltowany (?)
    MFR jako chlopski syn powinien byl wiedziec , ze zeby nie wiem jak sie staral na koniec bedzie tylko ojcem czy mezem ktorego trzeba pochowac.Czyzby nie byl dumny ze swojego pochodzenia ?

  117. To piękne i smutne.Wielkie dzięki!Wychowanek POLITYKI

  118. Jestem może z dużej grupy zwolenników Redaktora. Z tej grupy, która nigdy nikogo nie dzieliła i nigdy jeszcze nie podzieliła. Zawsze posiadam dobre intencje, które zmierzają w sumie donikąd, ale perspektywa zaczyna w tym przypadku zaczyna działać, tylko pozytywnie.
    Dlaczego „MA” cenzuruje, a M.F.R odszedł, dziwne porównanie. Został wezwany przed Oblicze i tak nie musi być w tym przyspieszono-zwolnionym tempie zmian. Nikt chyba już nic nie zmieni.
    Pozdrawiam.
    „Pięćdziesięcioletni”.

  119. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Lizak korygujac pisze:
    “Pani głos zmniejsza poczucie osamotnienia i wyobcowania w otchłani intelektualnej biedy jaka dotknęła nasz kraj”.

    Szanowny Blogowiczu, co Pan rozumie przez odchlan intelektualnej biedy jaka dotknęła nasz kraj?
    Mam niepohamowane wrazenie, ze z prawdziwej odchlani wychodzic bedziemy zdejmujac oprawca – ciagle jeszcze – zalozone maski. Rozumiem rozterke i przygnebienie, ktorego absolutnie nie zazdroszcze. Naprawde nie ma czego. Jeszcze nie tak dawno, to bylo tak jakby wczoraj, jeden z prominentow panstwa totalitarnego, powiedzial wprost i sposob nonszalancki bez zadnej zenady, cytuje z rekawa „Elita rzadowa sie wyzywi ”. Znajac historie bylem tego pewien, ze ow prominent mowi prawde. Aby nie byc goloslownym podsylam sciagawke ,ktora z moja wiedza nie pokrywa sie w 100 % ale jest dziwnie zblizona http://www.pogonowski.com/display_pl.php?textid=442
    Jak Blogowicz mysli gdzie ja to wczesniej slyszalem?

  120. Do
    Lech pisze:

    2008-11-21 o godz. 23:09
    MA pisze:
    2008-11-21 o godz. 10:41

    Rozumiem, ze kazdy teskni za mlodoscia, rozumiem jednoczesnie, ze kazdy teskni za obrazem idealnym i do niego dazy. Rozumiem, ze w tzw. PRLu nie mozna bylo zrobic kariery bez wysokiej dozy oportunizmu. Nie rozumiem natomiast wrazliwosci „komuny”. Komuna nie popelnila zadnych bledow; to byl porzadek kilku facetow, kotrzy stanowili fasade obcego rezimu. Rozumiem, ze mozesz nie znosic neoliberalizmu, nie rozumiem jednak, gdy z bylych funkcjonariuszy robi sie socjaldemokratow. Zapewniam Cie, ze rozumu nigdy nie wylaczam. Nie robilem jeszcze porownan i takich nie czytalem, kto i ile osiagnal w kraju oraz na emigracji. Ubolewam jedynie nad tymi, ktorzy skazani byli na emigracje, nawet w granicach tej niby panstwowosci. Nie dziele rowniez mentorow na emigracyjnych i krajowych, korzystam z nauk jednych i drugich. Sledzac ostatnio prase miedzynarodowa, pozwalam sobie zauwazyc, ze niewielu juz zostalo bogatych wujkow w „Ameryce”. Tych kilku jednak wystarczy, aby dalej dominowac i nie sadz prosze, ze sie z tego powodu ciesze. Nie znosze jednak samozadowolenia tu bezkrytycznie piszacych. W takim dyspucie , czy tez dyskursie nie powinno chodzic li tylko o wzajemne podnoszenie tegoz samozadowolenia (samooceny) i tesknac za minionym.
    Z powazaniem.
    MA

  121. Ku..a?! kim do jasnej cholery jest MA. Troglodytą który nagle nabył umiejętność pisania czy kolejnym janczarem prawicowej czarnej sotni. Chcesz udowodnić że myślisz – podaj chociaż jeden tytuł pisma lepszego od Polityki na dzisiejszym rynku prasowym.

    PS. Powiedz co czytasz a ja ci powiem kim jesteś.

  122. Do
    xymox pisze:

    2008-11-25 o godz. 16:33

    Voillà:
    Die Zeit, Der Spiegel, Le Nouvel Observateur etc.; sluze rowniez tytulami dziennikow i miesiecznikow. Oczywiscie, z polskich tyg. Polityka jest najlepsza, co wcale nie znaczy, ze nie godna krytyki i wogole bardzo dobra. Jestem zalewie ntelektualnym dyletantem (troche oczytanym).Jako ze po czterdziestce, sam juz generujacy wiedze.
    Z powazaniem.
    MA

  123. Do

    xymox

    A.S.

    Czytam rowniez inne polskie tygodniki, lecz ich nie warto wspominac.

    Voilà:
    Die Zeit, Der Spiegel, Le Nouvel Observateur etc.; sluze rowniez tytulami dziennikow i miesiecznikow. Oczywiscie, z polskich tyg. Polityka jest najlepsza, co wcale nie znaczy, ze nie godna krytyki i wogole bardzo dobra. Jestem zalewie intelektualnym dyletantem (troche oczytanym). Jako ze po czterdziestce, sam juz generujacy wiedze.
    Z powazaniem.
    MA

  124. Wjlejam to samo, co na blog red. Paradowskiej, bo może ta informacja umknęła ludziom.
    Trzeba było 195 ofiar śmiertelnych, kilkuset rannych i kilkudziesięciu nieźle wystraszonych Polaków, żeby pan prezydent podpisał, po półtora roku zwlekania, nominację dla ambasadora Indii. Jakoś nikt nie zwrócił na to uwagi. Dla mnie jest to najlepszy przykład na to, że temu człowiekowi wszystko pomerdało sieę w głowie. Ambasadora protegowała sama Anna Fotyga, więc nie wchodziła tu w rachubę korekta „pomyłki” ministra Sikorskiego, a tylko małpia złośliwość. Dopiero trupy na ulicach Bombaju wystraszyły tego, rany boskie, męża stanu.

css.php