Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

7.04.2008
poniedziałek

Lektury pasożyta

7 kwietnia 2008, poniedziałek,

Dawno temu, kiedy ukończyłem 50 lat, żona wyprawiła mi huczne urodziny. Przybyło kilkadziesiąt osób z kraju i zza granicy. Każdy uważał za stosowne przynieść mi prezent. Byłoby to bardzo miłe, gdyby nie fakt, że prawie każdy wręczał mi w prezencie… whisky, której nie cierpię. Za to moją żona przepada i przez następne lata miała co pić. Od pewnego czasu przyjaciele doszli chyba do wniosku, że na whisky mam już za słabą głowę i przynoszą mi… książki. Dzięki temu mam co czytać, chociaż nie wydaję na to pieniędzy. Jestem pasożytem książkowym. Oto książki, które ostatnio dostałem i przeczytałem, czyli lektury pasożyta.

***

Volker Skierka: FIDEL CASTRO. Biografia kubańskiego rewolucjonisty i dyktatora, pióra byłego korespondenta „Süddeutsche Zeitung” na Kubie. Znakomita książka, solidna, rzeczowa, pokazuje ewolucję Fidela od młodego idealisty do starego komunisty. Drugiej takiej biografii Castro po polsku nie ma. Obiektywna, spokojna, beznamiętna, ani panegiryk, ani pamflet. Wiele zaskakujących informacji, np. kiedy w 1979 roku w Nikaragui sandiniści obalili dyktaturę Somozy, Castro radził ich przywódcy, Danielowi Ortedze, żeby nie tworzył systemu marksistowskiego na wzór Kuby, lecz zachował gospodarkę mieszaną i dbał o dobre stosunki z USA. Bardzo dużo nieznanych faktów, m.in. na temat kubańskiej ekspansji w Afryce i działalności w Ameryce Łacińskiej. (Szerzej omawiałem tę książkę w Czytelni na stronach internetowych „Polityki”). Książka na piątkę.

***

Bruce Chatwin: W PATAGONII. Arcydzieło „literatury drogi”. Zbiór szkiców brytyjskiego pisarza z podróży po Patagonii. Gdybym wiedział, że wybierał się tam niedawno Aleksander Kwaśniewski – na pewno bym mu polecił (ale nie mam kontaktu). Chatwin opisuje krok po kroku swoją podróż po południowej Argentynie i Chile – jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Niektóre zakątki widziałem, więc mam do tej książki sentyment. Podziwiam odwagę i cierpliwość autora, który spotkał lub odwiedzał po drodze wielu ludzi (np. potomków imigrantów niemieckich z XIX wieku) i spisywał nich relacje. Książka dla amatorów literatury podróżniczej i Ziemi Ognistej.

***

Alan Greenspan: THE AGE OF TURBULENCE. Autobiografia ekonomisty amerykańskiego, wieloletniego szefa Banku Rezerw Federalnych. Postać nietuzinkowa. Matematyka i muzyka przychodziły mu z łatwością. Pod koniec liceum i po skończeniu szkoły grał w orkiestrze jazzowej, dopiero kilka lat po maturze poszedł do koledżu. Wcześnie zainteresowała go ekonomia, zwłaszcza historia gospodarcza. Zrobił karierę w dziedzinie szczegółowych prognoz ekonomicznych, został prezesem Fed-u zanim zrobił doktorat. Przetrwał kilku prezydentów – wszystkich w swojej książce charakteryzuje. Jego autobiografia to swoista najnowsza historia gospodarcza Stanów Zjednoczonych i Białego Domu. Niektóre fragmenty ściśle ekonomiczne (kulisy stopy procentowej i podatków) nudnawe, ale można je opuszczać, jak opisy przyrody w lekturach szkolnych. Wiele notatek z wielkiego świata, w tym zza granicy (m.in. z Rosji Sowieckiej i Ameryki Łacińskiej). Autor jest zagorzałym entuzjastą wolnego rynku, co nie każdemu musi odpowiadać, ale każdy przyzna, że Greenspan to jest ktoś. Konserwatysta, który pisze dobrze o Clintonie i krytycznie o G.W.B. Obowiązkowa lektura dla prezesa NBP, Sławomira Skrzypka, choć wątpię, by ją przeczytał. Nie zdziwiłbym się, gdyby to była ulubiona ksiązka prof. Balcerowicza.

***
Norbert Honsza, Stephen Wolting: MARCEL REICH – RANICKI. MOJĄ OJCZYZNĄ JEST LITERATURA. Biografia najwybitniejszego krytyka literackiego w Niemczech, a może i w Europie II połowy XX wieku. Człowiek – instytucja, „pół Polak, pół Niemiec, cały Żyd” – jak o sobie mówił. Przeczytałem z zainteresowaniem, chociaż przedtem czytałem jego autobiografię wydaną w Polsce (chyba pod tytułem „Moje życie”). Fascynująca postać, zwłaszcza dla kogoś, kto jak ja – kto ma córkę – germanistkę z wykształcenia, dzieciństwo spędził w Berlinie, a jako człowiek dorosły na kilkumiesięcznym stażu w „Die Zeit”, gdzie M.R.-R. pracował kilkanaście lat, zanim objął „najważniejsze stanowisko w życiu kulturalnym RFN” – kierownika działu kulturalnego „FAZ”.

***
Michał Komar: ŚWIAT WEDŁUG MELLERA. Wywiad – rzeka z historykiem i dyplomatą, ukazał się tuż przed śmiercią bohatera. Barwna opowieść o życiu pomiędzy Polską i Francją, nauką i dyplomacją, władzą i opozycją. Pełna ciekawych postaci ze „środowiska” (z „salonu”), wspomnień i anegdot, doskonale opowiedzianych (Meller był znakomitym gawędziarzem) i świetnie spisanych (Komar to znakomity autor). Dużo polityki, obyczajów i życia prywatnego. PRL z bliska. Wkrótce ukaże się tom II – o działalności dyplomatycznej Stefana Mellera. Przeczytałem jednym tchem.

***
Wojciech Fułek, Roman Stinzing – Wojnarowski: KURORT W CIENIU PRL-U. SOPOT 1945-1985. Perełka wydawnicza z historii Sopotu. Wojciech Fułek, wiceprezydent Sopotu, jest niezmordowanym kronikarzem tego miasta, autorem książek i albumów na temat tego miasta, którego – podobnie jak miliony Polaków – jestem wielbicielem. Mogę powtórzyć za Andrzejem Dudi – Dudzińskim: „ W tym mieście naprawdę byłem szczęśliwy”. Trójkąt pomiędzy „Monciakiem”, kortami tenisowymi a (zaniedbanym przez lata) Grand Hotelem to dla mnie „trójkąt szczęścia”. Książka jest przepięknie ilustrowana i wydana. Część pierwsza to historia „Riwiery PRL” i „perły Wybrzeża”, Grand Hotel, Cyrk Rodziny Afanasjeff i te rzeczy, część druga – kronika miasta („Pierwszy sklep nocny” itp.). Rewelacyjne fotografie (np. Bierut w szlafroku na plaży) oraz reprodukowane dokumenty i bibeloty („Pokwitowanie. Szkoła nr 8 dostarczyła dla leśnictwa Sopot 200 kg. żołędzi i kasztanów na karmę dla zwierzyny leśnej. Sopot, 2 X 1973”). Istne cacko. Przygotowane i wydane z miłością, na jaką Sopot zasługuje.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Jezeli Balcerowicz bedzie nasladowal polityke pieniezna
    Allana Greenspana,ktory jest fanatycznym wyznawca ideologii
    „Lenina amerykanskiej finansjery” Miltona Friedmana,
    to Polske tez czeka wkrotce,podobnie jak Ameryke,
    recesja gospodarcza.

  2. chicago pisze: „Jezeli Balcerowicz bedzie nasladowal polityke pieniezna Allana Greenspana,ktory jest fanatycznym wyznawca ideologii
    ‚Lenina amerykanskiej finansjery’ Miltona Friedmana, to Polske tez czeka wkrotce,podobnie jak Ameryke, recesja gospodarcza.”

    Komentarz z przeszłości?

    Obecnie Leszek Balcerowicz nie pełni żadnej funkcji pozwalającej mu kształtować polską politykę pieniężną. Chyba, że robi to telepatycznie. 🙂

  3. Tak chicago, to jest biedny, upadający kraj z szalejącą recesją.
    Wy naprawdę powinniście przed wysłaniem zastanowić się trochę nad sensem swojego wpisu, a nie blablać tak, co klawiatura przyniesie.
    A antyamerykańskość Wam oczy żółcią zalewa.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. pewnie pan

    też nie pozostaje dłużny i obdarowuje bliskich również równie ciekawymi wydaniami, może jakaś lista ostatnio „podarowanych” książek lub płyt istnieje:-)

    Pozdrawiam

  6. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Marcel. R. Raninki – bardzo ciekawa kolorowa postac. Czy tylko Zyd? To za malo. Po prostu inteligientny czlowiak. Po smierci Stalina + Berii wolal zyc wsrod faszystowskich zbrodniarzy z NSDAP niz wsrod przyjaciol z aparatu PZPR, zrozumial madre slowa Wielkiego Kardynala de Richelieu – lepiej pozno niz wcale.
    Jeszcze troche poczekajmy, jeszcze sie nie spieszmy, cierpliwosci, a wielkosc A. Greenspana bedzeiemy mieli okazje ocenic (odczuc) na wlasnym grzbiecie. Grzbiet jest jak papier – prawda? Jeszcze wielu „kozakow” bedzie szczesliwych majac lokum w kawalerce…
    Wlasny grzbiet jest doskonalym barometrem

  7. Panie Danielu!
    tylko pozazdroscic takiej strawy duchowej.
    THE AGE OF TURBULENCE bylego szefa Banku Rezerw Federalnych Alena Greenspan szczegolnie da mnie jest wrecz doskonala lektura pozwalajaca zrozumiec pewna specyfike amerykanskiej filozofii polityki trudnego pieniadza.Warto by w Polsce coniektorzy ekonomisci zapoznali sie z ta lektura.
    Takie pasozytnictwo jest akurat czyms nader pozytywnym bdudujacym wyobraznie i baze znania. Gratuluje. Czy aby Panie Danielu 50-tka byla tak dawno?
    Zycze Panu conajmniej 150 lat w zyciu i zdrowiu
    Staly czytelnik od przynajmniej 30tu lat.

  8. Podany przez Pana Passenta cytat z ksiazki M.Reich – Ranickiego nie jest
    scisly . Co prawda sam podaje ze tak wlasnie – calkowicie spontanicznie – odpowiedzial na pytanie Güntera Grassa ” Kim Pan wlasciwie jest ? ”
    Ale jak sam wyjasnia jego odpowiedz byla co prawda zgrabnie ulozona lecz calkowicie sprzeczna z prawda . ” Nigdy nie bylem Pol- Polakiem , nigdy tez Pol- Niemcem , nie mialem tez kiedykolwiek zludzen ze nimi zostane … Nigdy w zyciu nie bylem tez prawdziwym Zydem , rowniez teraz ” mowi w przedmowie do swej autobiografii ” Moje zycie ” .
    Co do ” bycia Zydem ” to przy innej okazji M.Reich -Ranicki wyjasnia :
    ” moja calkowita areligijnosc nie pozwala na nazywanie siebie Zydem -nie mozna czuc sie Zydem odrzucjac aspekt zydowskiej religii ”
    Od siebie powiem ze ” egal ” kim jest M.Reich-Ranicki jedno jest pewne –
    jest nieprzecietna osobowoscia …

  9. Świat sybaryty

    Niewątpliwie dobór lektur jest w jakimś sensie wypadkową zainteresowań,mody i przypadku.Tak czy inaczej z wiekiem ich selekcja staje się coraz bardziej uporządkowaną.Stąd odbijają one ale i kształtują w znaczącym stopniu sferę życia intelektualnego czytelnika.Inne one będą,rzecz jasna,w przypadku humanisty,technokraty,czy adepta nauk przyrodniczych.

    Pan Passent zaprezentował nam listę swoich lektur.Trudno jest z nimi polemizować.Niełatwo jest także podejmować się komentarza przedstawionych pozycji,bowiem są to kwestie niezwykle subiektywne.Nie podlega natomiast dyskusji, że wachlarz tematyczny przedłożonych książek jest szeroki i określający horyzonty zainteresowań czytelnika.Mamy tutaj do czynienia głównie z problematyką polityczną,ekonomiczną widzianą poprzez pryzmat biograficznych doświadczeń ludzi znaczących.Jest również jakże wymowne i symboliczne dzieło „literatury drogi”.Mam wrażenie,że pozycja „Moją ojczyzną jest literatura” stanowi przesłankę ucieczki od bieżącej rzeczywistości w jakby bezpieczniejsze strefy literatury.Także okazuje się,że o Castro można mówić poza granicami panegiryka i pamfletu. A idol amerykańskiego konserwatyzmu Greenspan niekoniecznie dobrze musi się wyrażać o G.W.B. Mamy tutaj także „Świat według Mellera” ulokowany wydaje się na granicy dwóch światów, polskich światów. Passent przybliża nam również i uchyla rąbek osobistego świata poprzez stosunek do książki”Kurort w cieniu PRL-u”.

    Najistotniejszy jest stosunek autora do siebie, pełen dystansu i jednocześnie przewrotnej samoironii. Na takie podejście stać tylko ludzi określonego formatu. Autor podkreśla, że już dość dawno osiągnął wiek dojrzały. Świadczy o tym wybór prezentowanych nam dzieł. On nie chce, w związku z tym, tracić czasu na blichtr i nijakość. Stąd koncentruje się na literaturze ważkiej i znaczącej, mogącej wnieść jakieś wartości w jego bogate intelektualnie życie. Najlepszą odskocznią dla takich nauk jest korzystanie z biograficznych doświadczeń znaczących umysłów. Własnego życia nie starcza by poznać otaczający nas świat i sterujące nim prawidłowości. Dlatego ten głód wiedzy o innych, by jak najwięcej pozostawić po sobie.

    Autor przyznaje, że kiedy kończył pół wieku, żona wyprawiła mu niezwykle elegancką fetę, że tak się wyrażę, międzynarodową w swej obsadzie i wymowie. Jak można się domyślać na granicy dwóch systemów. I tak już pewnie pozostanie. Świadczą o tym odniesienia i emocjonalny stosunek do przeczytanej literatury. Istnieją pewne kamienie milowe w życiu człowieka, ale przestrzeń między nimi także musi wypełniać życie, kto wie czy niekiedy nie ciekawsze, niż same owe kamienie. Dowodnie świadczy o tym sentyment Autora wobec Sopotu i przeżytych tam szczególnych doświadczeń. Tego nie da się wyrugować z życia Pana Passenta, z życia Sopotu, mimo wyraźnie zakreślonych przez pisarza cieni nad tymi dwoma bytami,cieni PRL-u,dodajmy zgodnie z jego intencją.

    Na tej doniosłej uroczystości naszego nobliwego intelektualisty wychodzącego z oparów zatęchłego, zgniłego i morderczego PRL-u wszyscy zagraniczni goście podkreślali swą obecnością uznanie dla jubilata , a także chcąc nie chcąc dla stojącej u trumny nieboszczki. Dla ulżenia ciężkiej doli naszego wiodącego felietonisty, wszyscy zachodni Judasze obdarowywali go zdradliwą whisky. Nie takie jednak numery z moim Maestro, on nie dał się omamić i zwieść. Potem te chwyty powtarzano ze ścisłym kierownictwem „S” podsyłając im szyneczkę i koniaczki, które ZOMO wykryło w zatrważających ilościach u pana P.we Wrocławiu oraz u jeszcze innych i większych Panów.

    I pomyśleć, że taka antykapitalistyczna skłonność pozostała mu po dzień dzisiejszy. Nie ruszy whisky no i już. A właściwie dlaczego ma się zatruwać na własne życzenie z inspiracji CIA. Gdyby przypuszczali, że tak radykalnie odwrotne skutki od ich obłudnego działania, może przynieść obdarowywanie whisky to może i jeszcze załączyliby do niej cygara hawańskie. Albo wręcz przeszliby wyłącznie na podarunki dzieł Keynesa. Taki pożeracz dzieł mógłby połknąć wszystko,a potem okazałoby sie, że jest już za późno. To nie żarty, Passent zawsze mógł szepnąć coś Rakowskiemu na ucho. A jakby chciał,to i do sp-ni”Ucho i oko” też mógł szepnąć żeby się do Wojtka W.doniosło.

    Fakt pozostaje faktem, że skompromitować się nie pozwolił zrzucając całą nieprzyjemną i podejrzaną sprawę na wątłe ramiona własnej małżonki. I na tym właśnie polega paskudny bolszewizm, spetryfikują i zdominują nawet własne żony, co prawda bezinteresownie, w odróżnieniu od kapitalizmu, ale zawszeć jednak. Nasz beneficjent przeszedł na wyższy poziom wtajemniczenia i gry politycznej. Nie będzie nikt go zniewalał nawet najlepszym alkoholem, w końcu z plebsem nie będzie się spoufalał i utożsamiał. Ale książki to co innego. Nobilitują, uszlachetniają, czynią wolnym i snobować można.
    Coś jakby uniwersalny instrument nieba na ziemi. Godzi się również przypomnieć, że za PRL-u istniała cenzura i największe dzieła kapitalizmu poddawano jej ogołacającym nożyczkom. Mówiąc językiem dzisiejszym, robiono im taki polityczny strip-teas,by były bardziej dostępne dla klasy robotniczej, która dopiero co poznała alfabet wyrywając się z okowów analfabetyzmu. Teraz już cenzura nie jest potrzebna wykształconej klasie robotniczej, ponieważ dobroczynne skutki burżuazji może ona odczuć na własnym tyłku. Jest to bardzo skuteczna i sugestywna metoda demokratyczna jak nie przez głowę to przez portki.

    Tak jak książki za komuny były tanie jak barszcz, to obecnie stały się one obiektem pożądania wielu inteligentów, których nie stać na ich zakup. W rezultacie Passent woli drwić z siebie niż z systemu mówiąc , że jest pasożytem książkowym. Zaczytuje skutecznie stare i czerwone książki, bo na nowe ze znamieniem kapitalizmu nie bardzo go stać. Poza tym wypada podkreślić, że mamy tutaj również do czynienia ze zjawiskiem rugowania starej książki przez nowych ludzi. Proces ten nazywa się w gruncie rzeczy neoliberalną cenzurą. Jeżeli ograniczenia kontaktu intelektualistów z książką mają tak dokuczliwy wymiar, wobec tego wyobraźmy sobie jakie miejsce zajęła obecnie książka w życiu szarego obywatela. Przy wydatnym wzroście jednostkowym cen książek, wydatnym ograniczeniu sieci bibliotek i punktów bibliotecznych oraz spadku środków na zakup księgozbiorów bibliotecznych sytuacja w zakresie rozwoju czytelnictwa przyjęła ujemne wskaźniki. Dawniej zakup książki na prezent okolicznościowy dla bliskich nam osób stanowił oczywistość i był w dobrym tonie. Dzisiaj wielu z nas nie stać na zakup książki dla siebie. Dobra książka leży na księgarskiej półce ale poza zakresem naszych możliwości. I jest to dramat o niebo większy aniżeli wypadki lotnicze, budowlane, drogowe i inne będące konsekwencją ignorancji i arogancji oszołomionej władzy wprowadzającej nowe rozwiązania sprzyjające ich powstawaniu. Tutaj właśnie zaczyna się rodzić zarzewie zacofania cywilizacyjnego, które będzie się odtwarzać pokoleniowo. Głupcy będą płodzić głupców,a dzieci nadętych cwaniaków zostaną „elytami” z biologicznego nadania.

    W tej sytuacji książka jako źródło wiedzy, doznań i przemyśleń coraz częściej zastępowana jest książeczką od nabożeństwa. Człowiekowi należy stwarzać szanse, przedkładać alternatywy. Jeżeli świadomie lub z konieczności ograniczamy te możliwości, to oznacza, że redukujemy człowieka. Jednych genetycznie określamy jako pasterzy a innych jako pastuchów, a jeszcze innych jako gadzinę pospolitą. Tym sposobem w cyklicznym rozwoju Polaka znowu powtórzy się historia Janka Muzykanta.
    _

  10. Szanowny Gospodarzu, czy może pan zgłosić grafikowi/webmasterowi, żeby zmienił w pliku style.css wpis line-height na conajmniej 1.8em. Obecne 1.4em powoduje, że światło pomiędzy wierszami jest zdecydowanie zbyt małe.

  11. Obie postacie tego wpisu, Reich-Ranicki i Greenspan, są dobrane przypadkowo, wręcz przygodnie, przez “osoby z kraju i zagranicy”. Jednak mają one wspólną cechę godną zalecenia – ciągnęły swoje bardzo aktywne kariery aż poza typowy wiek emerytalny. Reich-Ranicki skończył prowadzić telewizyjny program o literaturze gdy miał 82 lata, Greenspan był prezesem Fed-u aż niemal do 80-ki. Oprócz innych wspólnych cech, różni ich to, że Greenspan nie powiedział nigdy, że jest “cały Żyd”, co najwyżej powiedziałby “pół Żyd, cały Amerykanin”.

    Reich-Ranickiego znam tylko z tego co mówił o powieściach Grassa. Jak widać światy niemieckiej i anglosaskiej krytyki literackiej żyją sobie dość rozłącznie. Narzuca się porównanie z Haroldem Bloomem, który przeczytał wszystkie pozycje światowej beletrystyki, tysiące dokładnie przeanalizował – Reich-Ranicki chyba mu nie dorównuje, może nieco inna była jego rola. Ciekawe jest stwierdzenie, że najważniejsze stanowisko w życiu kulturalnym RFN zajmował szef działu kulturalnego FAZ.

    Greenspan jest kimś, powiedzmy, z dwóch powodów. Najpierw w cztery i pół miesiąca po nominacji na prezesa Fed-u kapitalistyczne rynki poddały go próbie. Oto w Czarny Poniedziałek (19-X-1987) wskaźnik giełdowy Dow stracił prawie1/4 wartości, i to jak dodatek do mniejszych spadków w poprzedzających tygodniach. Pamiętam ten dzień, jeden znajomy z pracy zemdlał w połowie dnia, kilku na koniec sesji było na skraju załamania. Ja wtedy nie posiadałem ani jednej akcji giełdowej – oddychałem spokojnie i obserwowałem reakcje innych – i co gorsza nie miałem ani jednego wolnego dolara, aby się tanio nimi obkupić. Zaś Greenspan zareagował bezbłędnie na wydarzenia giełdowe i cały splot ekonomicznych uwarunkowań. Opisuje tamte dni w książce głosem pełnym spokoju. Wtedy nowa koncepcja polityki monetarnej kształtowała się dopiero, bo w czasach średniowiecznej ciemnoty, gdy panował doktrynalny keynesizm, kompletnie ją zapomniano i zaniedbano. Cały rozdział, dla mnie najbardziej interesujący, poświęcony jest historii myśli ekonomicznej, oczywiście z naciskiem na sprawy makro skali. Ciekawe że Greenspan wyciąga (krytycznie) na pierwszy plan Fabianistów, których teorie zdominowały ruch socjaldemokratyczny w końcu XIX wieku i dominowaly aż po Browna i Blaira. Pamiętam jak zachwycano się jeszcze w końcu lat 60-tych teorią konwergencji, gdy socjaldemokracja zachodnia miała się zejść się z radzieckim, podobno liberalizującym marksizmem. W Europie zachodniej robiono sobie takie nadzieje, na szczęście marksiści-bolszewicy wykazali się pryncypialnością i cała idea została pogrzebana na wieki.

    Drugi powód do sławy to stworzenie wzorca szefa banku centralnego (faktycznie prezes Skrzypek nie bardzo doń przystaje). I tu pojawia się spór o rolę Greenspana w spowodowaniu obecnego kryzysu na rynkach finansowych. Uważa się dość powszechnie, że za bardzo poluzował politykę monetarną i zbytnio obniżył stopy porcentowe w pewnym okresie. Balcerowicz też przyłączył się do krytyków. Greenspan tłumaczy się dwojako. Po pierwsze był to okres zagrożenia deflacją po spowolnieniu gospodarki i po atakach terrorystów 9/11, okres dziwnego niepokoju i dezorientacji. Po drugie, polityka G.W. Busha doprowadziła do znacznego deficytu budżetowego. Można powiedzieć, że brak było koordynacji polityki fiskalnej i monetarnej. Pod tym względem czasy rządów prez. Clintona i Kongresu kontrolowanego przez republikanów (początkowo ta kohabitacja nie była wcale różowa z punktu widzenia polityki ekonomicznej) dla każdego szefa Fed-u byłaby idealna. Budżet miał nadwyżkę, presja inflacyjna z tego powodu nie istniała, był to okres najdłuższej, najsolidniejszej i chyba najbardziej uspakającej ekspansji gospodarczej w USA w XX wieku.

    Wydaje mi się przesadne skwitowanie: pisze dobrze o Clintonie i krytycznie o G.W.B. – w końcu wielu uważa, że Greespan wspierał politykę ekonomiczną Busha i teraz zwala na niego winę; nazwanie Greenspana konserwatystą świadczy raczej o ubóstwie w terminologii polskiej; zaś informacja został prezesem Fed-u zanim zrobił doktorat jest po prostu nieprawdziwa (doktorat uzyskał w 1977 roku, dopiero w wieku 51 lat!). Natomiast “przed doktoratem” był szefem doradców ekonomicznych prez. Forda.

    Znając przez tyle lat prezesa Fed-u z publicznej działalności i mediów, zaskoczył mnie tym, że uczęszczał do szkoły Julliard i był zapalonym muzykiem. A jeszcze bardziej, że był w “młodości” pod wpływem Ayn Rand, “obiektywistki”, libertarianki i akolitki wolnego, niczym nie skrępowanego, a przez to „moralnie czystego” i słusznego kapitalizmu. Wydawało mi się, że jest to religia zakazana, wręcz marginalna. A jeśli chodzi o Patagonię, to jest ona daleko na mojej liście wyjazdowej.

  12. Marcel Reich Ranicki

    Biografia pana Marcela powinna zostac obowiazkowa lektura w Polsce.
    Historia jego zycia to antidotum na antysemityzm, antygermanizm i wszystkie inne anty.
    Co pan Daniel Passent moze zrobic aby biografi pana Marcela trafila do polskich licealistow?

  13. Ban na tego durnia Lizaka!

  14. Lizak 15.08
    Napisałeś jak zwykle bardzo dlugi tekst, z którego znowu nic nie wynika. W dodatku masz pretensje do Gospodarza,że ma snobistyczne lektury, nie lubi whisky i poniża żonę. O co ci naprawdę chodzi ? Ja też nie lubię whisky, za to lubię kapitalistyczny francuski koniak, lektury mam tak samo, albo jeszcze bardziej snobistyczne ,ale naprawdę nie widzę powodu, aby zalewać blog swoimi dywagacjami.

  15. Krotki spis lektur pasozyta swiadczy o tym,ze korzysta z mysli kogos innego.Korzysta dlatego,zeby wyzywic sie odpowiednio.Taka strawa dla ciala ducha.Siedze se i czytam,a ze czasami pytacie,to powiem wam,co tez nowego polknalem,a mowi z przepysznym dystansem lat piecdziesieciu.I mowi pasozyt,a raczej wspomina pozycje,ktore tchna tlusta tesknota..Jemy ekonomie,literature,podroze,dyplomacje i miasto.Rzeczywiscie uczta przednia,z winem im starszym,tym lepszym.Zaden tam sikacz nie podchodzi,bo smak odbiera,oprocz tego umysl po nim sie traci.A tu trzeba wyszukac czegos,co dobrze przezute,lekkostrawne,delikatnie wysmakowane.Nie ma miejsca na rewolucje,bo ona juz byla.Sa za to loga,ktore zapraszaja do srodka swoja stara dobra marka.Rewolucja juz byla,przeminela.Teraz nastal czas,zeby jesc rodzynki.Wiec stary pasozyt wcina rodzynki,zakreslajac przy tym przyjemne doznania.Wtrynia je szparko i gawedzi empirycznie,jak we wzruszajacej reklamie,po ktorej chce sie zaspiewac:ale to juz bylo.

  16. Panie Danielu,

    ale ma pan kiepskich znajomych ! ;=))
    Co oni za whisky panu przynosili?
    Ja wiem o gustach się nie dyskutuje, ale niech pan napisze jaki alkohol pan lubi, a ja wybiorę panu whisky, która pana przekona do tego szlachetnego napoju. ;=))
    Może to będzie dobry Typ, dla pana znajomych przed zbliżającą się uroczystością :=))
    Pozdrawiam serdecznie ;=))

  17. Wedlug mnie ostatni wpis Lizaka jest OK,byle mogl go tytulu pozbawic.Tytuly na blogach traca rywalizacja,a z blogowej rywalizacji czesto-gesto cieknie slina.

  18. Siła emocji wyrażona przez Lizaka jest nieproporcjonalnie wielka do tak lekkiego felietonu Gospodarza.
    Przypominasz mi Zeusa Gromowładnego Lizaku, stonuj trochę, będziesz bardziej wiarygodny.
    Nie zawłaszczaj tej przestrzeni,(preferencje czytelnicze) którą każdy ma prawo zagospodarować według własnego uznania) Nie odkrywaj tak natarczywie swoich kompleksów…
    pozdrawiam – Halszka

  19. Widzisz absolwencie, a ja whisky uwielbiam. Tylko żadnego rozcieńczania.

  20. Chwileczke, co powinien zrobic pan redaktor by Llizak sie wyluzowal. Proste, nie lac wody na swoim blogu.

  21. Lizak:
    „Najistotniejszy jest stosunek autora do siebie, pełen dystansu i jednocześnie przewrotnej samoironii. Na takie podejście stać tylko ludzi określonego formatu.”

    Może weź to sobie do serca (mięśnia gładkiego poprzecznie prążkowanego).

  22. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    No niestety, aluminium tylko za czasow Napoleona Bonaparte drozsze od zlota bylo, http://www.rp.pl/artykul/118366.html wiedza to nie tylko dzieci. Krotko bo krotko tez fajnie bylo – prawda?

    Post Christum: Sehr geehrter Herr Passent, kennen Sie den Unterschied zwischen einer Jungfrau und Persil?

  23. Panie Danielu ,

    Najlepsze Zyczenia urodzinowe ,zdrowia i jeszcze raz zdrowia !
    Pana czytelnik ( od 40 lat !)

  24. Panie Danielu Passent,
    Obchodzac 70 urodziny moglby Pan pomyslec o emeryturze, zwlaszcza
    biorac pod uwage Pana pracowite lata w PRL-u kiedy to regularnie przekonywal Pan na lamach Polityki ( w okresie I Solidarnosci 1980-1981 = pierwszego powiewu wolnosci ) o wyzszosci systemu socjalistycznego jak i zalet wieczystej
    przyjazni z ZSRR. Bedac zmuszony do emigracji w 1981 roku, 27 lat pozniej natrafiam na Pana artykuly pisane w wolnej juz Polsce i mam poczucie wstydu
    ze wzgledu na mlodych czytelnikow ktorzy nie podejrzewaja nawet Pana zdolnosci do zmiany pogladow w zaleznosci do kierunku wiejacego wiatru.
    Prosze o troche godnosci: odejsc i zostawic miejsce dla mlodych dziennikarzy.

css.php