Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

25.04.2008
piątek

Nie jestem poważnym dziennikarzem

25 kwietnia 2008, piątek,

Niektórzy Blogowicze mają mi za złe, że poprzedni wpis poświęciłem emigracji podatkowej Wojciecha Cejrowskiego. „Po co się zajmować takim palantem?” (Teodora), „Tym osobnikiem w ogóle trzeba było się nie zajmować” (tom), „Szkoda internetowego atramentu na takiego pajaca” (maro), „Czy Cejrowski zasługuje na uwagę aż tak poważnego komentatora? Panie Danielu!” – pisze Stary Polak z PRL.

Spieszę wyjaśnić, że ja nie jestem poważnym komentatorem. Polskie media są pełne poważnych komentatorów, którzy z całą powagą komentują kryzys na prawicy – bo Marek Jurek, rozpad na lewicy, bo Wojciech Olejniczak, co na swoim blogu napisał Rokita, co powiedział Napieralski, czy Kotecka jest przyjaciółką Ziobry, czy też jego narzeczoną, czy chory jest pan prezydent, czy może poseł Palikot?

Całą tę sieczkę zjadają poważni komentatorzy, a dla mnie pozostają zdarzenia błahe, niepoważne, ale symptomatyczne. W sprawie „emigracji” Cejrowskiego interesowało mnie, że – po pierwsze – taki moralista i obrońca wartości, konserwatysta i pies na czerwonego, nagle zwija ogon pod siebie i bierze paszport ekwadorski, ponieważ „tam są fajne podatki”. I – po drugie – że program Cejrowskiego „WC Kwadrans” w połowie lat dziewięćdziesiątych był prekursorski. Prawicowe poglądy plus chamskie metody dziennikarskie zaprezentowane przez Cejrowskiego były WÓWCZAS wydarzeniem. Od tamtego czasu media uczyniły wielki krok w kierunku przepaści. Dzisiaj WC Kwadrans nie byłby niczym nadzwyczajnym na tle programów pp. Pospieszalskiego, Wildsteina, Anity Gargas, Doroty Kani. Należy oddać Cejrowskiemu sprawiedliwość – oni wszyscy z niego.

Poważni komentatorzy nie zajmują się programem prywatyzacji ogłoszonym w tych dniach przez rząd, 730 przedsiębiorstw (w tym stocznie!) ma być wystawionych na sprzedaż, i o tym poważni komentatorzy milczą, ponieważ są sprawy na prawdę ważne. Jakie? Na przykład: Wassermann czy Ziobro? A jakaż to, ja się pytam poważnych komentatorów, różnica? Taka, że pierwszy jest faworytem braci, zaś drugi chce być delfinem, a jest rekinem? Ideowo, politycznie, nie widzę pomiędzy nimi różnicy. Ziobro jest może bardziej próżny i arogancki, Wassermann, jako człowiek starszy, który urodził się przed 1989 r. ma więcej za uszami, ale żaden z nich nie zasługuje na uwagę niepoważnego komentatora. Credo Ziobry – sądzić w 24 godziny, skazywać na 24 lata – nie jest warte, żeby o nim pisać.

A jak się państwu podobają rozważania poważnych mediów na temat czy Pati Koti jest przyjaciółką, czy też narzeczoną polityka PiS, który wkręcił ją do pisowskiej telewizji , gdzie dotychczas zatrudnia ją znany z niezależności prezes Urbański? Jak się Państwu podoba argument czołowego posła PiS Kurskiego, że nie ma niczego dziwnego w tym, że Pati Koti korzystała ze służbowego laptopa Z.Z., ponieważ jest jego przyjaciółką? A gdyby korzystała ze służbowego samochodu, to byłoby O.K.? To może ona usiłowała zniszczyć tego laptopa, ale będąc słabą niewiastą miała za mało sił? Czy to są tematy godne poważnego komentarza? A może komentatorzy są poważni, tylko niepoważni są politycy?

Czy jakikolwiek poważny komentator powinien zajmować się troską posła Palikota o zdrowie prezydenta? Gdyby posłowi zależało na tym, żeby naród wiedział czy i co dolega prezydentowi, to by zaproponował wprowadzenie nowego obyczaju od następnych wyborów, od następnego prezydenta. Nie głosowałem na Lecha Kaczyńskiego, ale sądzę, że Palikotowi wcale nie chodzi o zdrowie prezydenta. Gdyby głową państwa był Komorowski albo Tusk, to lubelski poseł nie byłby taki troskliwy. Ale to są uwagi niegodne poważnego komentatora.

Weźmy wreszcie poważnego skądinąd posła Gowina, krakowskiego rektora oraz intelektualistę Platformy. Magnificencja zajmie się teraz bioetyką. Na zlecenie szefa rządu dobrał 15 osób, większość o poglądach mu bliskich, które mają stanowić zespół do spraw konwencji bioetycznej przy premierze. Decyzje w sprawie życia i śmierci mają podejmować w drodze głosowania. Pierwszy wniosek już padł. Zdaniem posła – profesora, prawo do refundacji zapłodnienia in vitro mają mieć tylko małżeństwa, a nie samotne kobiety, konkubenci i homoseksualiści. „Bo nie chodzi o to, żeby mieć dziecko, ale o to, żeby dziecko miało rodzinę. Dziecko rozwija się harmonijnie, gdy ma ojca i matkę. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nieformalny związek zalegalizować.”

Moim zdaniem, człowiek harmonijnie rozwinięty nie wypowiada podobnych poglądów. Chyba tatuś i mamusia takich mu nie wpoili. Po pierwsze, są one sprzeczne z zasadą, że życie jest najważniejsze, a człowiek – największym dobrem, bez względu na to, w jakim związku powstał. Dookoła mnie jest pełno cudownych dzieci i wnuków urodzonych w konkubinatach. W wielu krajach już co drugie dziecko rodzi się poza małżeństwem i Polska zmierza w tym kierunku. Ja sam przez pierwszych siedem lat mojego życia nie wychowywałem się w rodzinie, od drugiego, a może od trzeciego roku życia nie miałem ojca ani matki. Nie jestem chyba harmonijnie rozwinięty. Podobnie jak poseł Gowin uważam, że niczego lepszego niż ojciec i matka jeszcze nie wymyślono, a udana rodzina to wielkie szczęście, ale największym darem jest życie, jest człowiek – gdziekolwiek, jakkolwiek i ktokolwiek go począł. Nie będąc harmonijnie rozwinięty, nie jestem w stanie poważnie omawiać wypowiedzi posła Gowina, szefa komisji przy premierze. Nie jestem na to wystarczająco poważnym komentatorem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 90

Dodaj komentarz »
  1. Potwierdzam: nie jest Pan poważnym komentatorem.
    Co do harmonijnego Pańskiego rozwoju, to na jego ocenę przedwcześnie. Proces jeszcze trwa i oby trwał dla nas wszystkich jak najdłużej.

    Szanowny Panie Danielu, Gospodarzu, Redaktorze i Ekscelencjo!
    Proszę przyjąć najserdeczniejsze życzenia urodzinowe.

    Życzę Panu bardzo wielu lat życia w zdrowiu, miłości bliskich i pogodzie ducha.
    Jest nam Pan wszystkim bardzo potrzebny i jeszcze długo będzie.
    W ramach formacji redakcji POLITYKI, ukształtował Pan setki tysięcy ludzi otwartych na innych i to w czasach temu nie sprzyjających.
    Rozświetlał nam Pan szare lata i nie opuszcza nas w czasach kolorowych jarmarków.
    To że niektórzy z nas są niezależni w sądach, zawdzięczamy Panu.
    Do tego potrafimy się uśmiechać.
    Serdeczne dzięki za blisko 40 lat obecności Pana twórczości w moim życiu.
    Proszę o wiele kolejnych lat przyjemności czytania Pana jakże głęboko niepoważnych tekstów.
    Pozdrowienia z Krakowa – spokojny.
    P.S.
    Kto to jest ten poseł Gowin?

  2. Panie Redaktorze,

    jest Pan Wielki, w odróżnieniu ode mnie. Ja się wciąż zapominam. Potrzeba mi resocjalizacji.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Azrael, poważnie – http://www.prawica.net/node/11529 .

  5. Daniel Passent napisał:

    „Podobnie jak poseł Gowin uważam, że niczego lepszego niż ojciec i matka jeszcze nie wymyślono, a udana rodzina to wielkie szczęście, ale największym darem jest życie, jest człowiek – gdziekolwiek, jakkolwiek i ktokolwiek go począł.”

    Gdziekolwiek, jakkolwiek, ktokolwiek?!

    Czyżby więc p. Daniel Passent był absolutnym przeciwnikiem aborcji i uważał prawo obowiązujące w Polsce za zbyt łagodne, bo dopuszczające przerwanie ciąży powstałej w wyniku gwałtu lub kazirodztwa?

    Bo przecież skoro „największym darem jest życie, jest człowiek – gdziekolwiek, jakkolwiek i ktokolwiek go począł” – to dlaczego życie człowieka spłodzonego poprzez gwałt lub stosunek kazirodczy ma zasługiwać na unicestwienie, skoro ten nienarodzony człowiek niczym, ale to zupełnie niczym nikomu nie zawinił?

    Piszę o tym po to, by zwrócić uwagę na fakt, że autor felietonu nie przemyślał – moim zdaniem – swoich tez, jeśli tak łatwo wykazać, że prowadzą do absurdów.

    Szkoda, bo o czym tu dyskutować w takiej sytuacji?

  6. No faktycznie: nie jest Pan poważnym komentatorem w porównaniu z przodującymi komentatorami polskimi pierwszej dekady XXI-go wieku. Zaraz jednak znajdzie się tu, na tym blogu chór chętnych, którzy Panu powiedzą kim Pan jest, kim Pan był, gdzie jest Pana miejsce, i tym podobne gowinizmy. To są ważni komentatorzy, to ich głos się liczy.

    Pozdrowienia

  7. Drogi Panie Danielu! Teraz chyba mogę się tak do pana zwracać, bo bardzo mi pan przypomina mojego starszego o kilkanaście lat kuzyna. Wczoraj właśnie wypadały jego imieniny, więc mieliśmy okazję wymienić parę uwag przez telefon. Oczywiście najpierw o trunkach, on tylko wódeczka, okowita – aqua vitae, jak mawia, żadna tam whisky. I zaraz potem potwierdził, po raz kolejny, że mój wyjazd z kraju był jednym z poważniejszych nieszczęść jakie w życiu go spotkało. Więc co ja mam mu na takie dictum dulcis odpowiedzieć? Mimo wymiany różnych sympatycznych konwenansów często ze sobą się spieramy. Zaczęło się od tego, że on powiedział, że u nas, znaczy się w Kanadzie, ludzie chodzą na rękach, a jeśli nie, to już na pewno dziewczynom kiecki spadają na głowę, jako że jesteśmy po drugiej stronie kuli ziemskiej. Ja mu coraz częściej ostatnio wyjaśniam, że to właśnie w Polsce wszystko jest do góry nogami, czyli kompletnie na odwrót. I co ciekawe, on coraz częściej się z tym zgadza.

    Przypominam sobie, jak mnie odwiedził, najwidoczniej chciał te podkasane dziewczyny obejrzeć tutaj. I gdy jechaliśmy sobie przez prerię, nie pamiętam czy to było w Manitobie, czy w Nebrasce, on z tych nudów, albo z wyczerpania się nam tematów, zaczął mi całkiem poważnie o jakimś brunatnym zagrożeniu w Polsce opowiadać, znaczy się przewidywał już wtedy, rok był 1995, miesiąc sierpień, że do kraju nadejdzie faszyzm. Niepoważny, pomyślałem od razu, słońce nań zadziałało, przeraziłem się, albo gorący wiatr prerii. A to mu się tak pokręciło przez pustkowie i bezkres prerii, tak sobie potem tłumaczyłem, przez tę ogłuszającą monotonię nieskończonych łanów pszenicy czy kukurydzy. A teraz po latach się okazuje, że zobaczył gdzieś, pewnie gdy tankowałem benzynę, kapelusz na głowie jakiegoś przejezdnego faceta, wyobraził sobie że to kowbojski, i tak od skojarzenia do skojarzenia … chyba wymienił wtedy to nazwisko, ale nie zapadło, ileż ja jeszcze polskich nazwisk mam w coraz słabszej głowie przechowywać! Równie dobrze mógł pan napisać WC – Wojciech Ciemnogrodzki. Też bym w internecie (youtube) odnalazł te rewelacyjne nagrania. Blogowicze również mi pomogli, serdeczne dzięki za rozszyfrowanie, kto jest ukryty pod “znaną aktorką”, a kto pod “posłanką SLD”. Słuchałem tych nagrań pana Wojtka ile wlazło, z zapartym tchem, chyba wszystkie jakie udało mi się znaleźć. Rewelacja, poważnie mówię (niektórzy piszą że żenada, ale to są niepoważne wypowiedzi). Swoją drogą, pan Wojtek to łebski facet. Odkrył, że pani Senyszyn jest głupsza od Frykowskiej. Bo z głupkami jak Senyszyn się nie rozmawia, ale z Frykowska należało sobie uciąć dłuższą pogawędkę, oczywiście na ulubiony dla obojga temat.

    Gdy kuzynowi Markowi opowiedziałem swoje wrażnia z pańskiego wpisu, panie Danielu, a potem z moich rewalacyjnych przesłuchań Cejrowskiego, to ostatecznie mi przyznał rację. Na koniec powiedział – a nie mówiłem – też ma, bezkurcyja, dobrą pamięć.

  8. Panie Danielu! Ja tyz nie jestem za bardzo powazny – dlaczego?
    Ano dlatego ze juz mam 67 lat a Californie robie w 6 dni (garazuje w Toronto). By wyjasnic. Jestem wg. prawa emerytem ale… takim sie wogole nie czuje i.. robie se to, co robie – nawet, czasami… ale, nie bede opisywal szczegolow.

    Pan – jak widze tyz jasno mysli i… z sukcesem przelea to na papier. Chwala Panu za to! – Jednak… – tak se mysle – dlaczego Pan to robi?

    Polakow od wiekow trzymal ktos (obcy) za morde i do takiego trzymania sa przyzwyczieni wiec po coz ingerowc?

    Bywa tu – na obczyznie, ze czasami wstyd sie przyznac ze jest sie Polakiem – jednak – co wazne, jestem szanowanym tak przez kolegow „Molsonow” jak i przez naczalstwo za to ze jestem czlowiekiem. Gdzie urodzonym i jak wychowanym to juz… indywidulane wcho is wcho..

    Ps. Rzeczywiscie. Cejrowski to zaden temat do dywagacji.
    Zycze bardziej wysublimowanych. – Wierze, ze Pana na to stac.

  9. „Moim zdaniem, człowiek harmonijnie rozwinięty nie wypowiada podobnych poglądów. Chyba tatuś i mamusia takich mu nie wpoili. Po pierwsze, są one sprzeczne z zasadą, że życie jest najważniejsze, a człowiek – największym dobrem, bez względu na to, w jakim związku powstał. Dookoła mnie jest pełno cudownych dzieci i wnuków urodzonych w konkubinatach. W wielu krajach już co drugie dziecko rodzi się poza małżeństwem i Polska zmierza w tym kierunku. Ja sam przez pierwszych siedem lat mojego życia nie wychowywałem się w rodzinie, od drugiego, a może od trzeciego roku życia nie miałem ojca ani matki. Nie jestem chyba harmonijnie rozwinięty. Podobnie jak poseł Gowin uważam, że niczego lepszego niż ojciec i matka jeszcze nie wymyślono, a udana rodzina to wielkie szczęście, ale największym darem jest życie, jest człowiek – gdziekolwiek, jakkolwiek i ktokolwiek go począł. Nie będąc harmonijnie rozwinięty, nie jestem w stanie poważnie omawiać wypowiedzi posła Gowina, szefa komisji przy premierze. Nie jestem na to wystarczająco poważnym komentatorem.”

    Szanowny Redaktorze,
    Ostatnio bardziej niz zwykle jest Pan niespojny. Stal sie Pan nagle oredownikiem czlowieczenstwa od chwili poczecia, bo jak inaczej zrozumiec przytoczony powyzej fragment. Z drugiej strony, osobiste szczere trzeba przyznac wyznanie zdumiewa jak duzo czasu uplywa by je osiagnac.
    Pisze Pan „największym darem jest życie, jest człowiek – gdziekolwiek, jakkolwiek i ktokolwiek go począł”. Tak zycie jest najwiekszym darem bez wzgledu na to czy ktos jest czerwony czy nie, wierzacy lub ateista, natomiast co do drugiej czesci zdania zupelnie z Panem sie nie zgadzam. Dlatego musze bronic posla Gowina, ktorego Pan stara sie osmieszyc nawet nadmiernym tytulowaniem. Prosze Pana Redaktora, nasze panstwo nie jest jeszcze tak bogate by w tej sprawie rozdawac pieniadze na lewo i prawo. Jeszcze niedawno przewidywano calkowity brak refundacji. Teraz jest zdrowy pomysl by refundacja objela malzenstwa. Panu to malo. To Pan chce zmienic etyke, moralnosc, historycznie uwarunkowana bez wzgledu na swiatopoglad. Jesli istnieja wyjatki od reguly to Pan stawia teze ze norma jest zla. Panie Danielu niech sie Pan puknie w glowe. Na dzien dzisiejszy trzeba pomoc malzenstwo ktore maja klopot z zaplodnieniem, bo w takich zwiazkach jest najwieksza szansa na haromonijny rozwoj dzieci. Chwalebne jest jesli przytrafia sie to poza malzenstwem lub w zwiazkach homoseksulanych ale niech pan nie p……y ze to to ma byc standartem.

  10. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Jezeli wszyscy z niego, to wcale nie mozna dziwic sie, ze cala tak zwana „umyslowo plodna czesc Dworu” ruszyla gromadmnie na niego. Jedno Gospodarzowi nalezy oddac – dobrze tresuje. Mysle, ze Cejrowski nie ma ochoty byc „swiadkiem koronnym” w systemie tworzonym przez prof. Zbigniew C. / Tusk. Facet nie upadl na glowe calkowicie (material pomocniczy dla tzw. „absolwentow” mozna znalezc tu >: http://bobolowisko.blogspot.com/ , wpis: „Taka jest polska nauka jaka jest polska profesura – 23. April, 2008.)
    Material wyjasnia dobitnie dlaczego np. 730 przedsiebiorstw prywatyzowanych jest dopiero teraz w tzw. „Programie Cudu Gospodarczego Balcerowicza”. Szanowny Gospodarz wyjatkowo czynnym komentatorem dla „Ukladu” na lewicy byl w czasie zbierania dobrze wyrosnietych i dojrzalych „klosow” polskiej gospodarki. Kogo interesowac moze sieczka? Kto sie nia zajada?
    Pamietam jak w domu rodzicow (Mem regularnie wypiekala ciasto tzw. „Babke piaskowa”), po wypieku na rancie blachy zostawaly resztki ciasta, ktorymi ja sie zajadalem….Mem znajac moja slabosc zawsze celowo zle natluszczala blache aby zrobic mi Spaß…

  11. W poniedziałek 28 kwietnia 2008 roku Daniel Passent, nasz Gospodarz będzie miał swój „birthday”, a rocznica będzie okrągła. W powojennym polskim dziennikarstwie ma znaczącą i wypracowaną pozycję. Należy do najważniejszych i najbardziej poważnych dziennikarzy. Dużo zdrowia, wszelkiej pomyślności i długich jeszcze lat aktywności, by te energetyczne myśli przelewane na papier lub wypowiadane, częściej trafiały pod strzechy. Sto lat : sto lat !!!

    PS. Idąc tokiem rozumowania senatora J. Gowina ……. w ostateczności należy założyć bank nasienia tylko dla członków polskiej prawicy, którzy posiadaliby wyłączność na prokreację populacji między Bugiem, a Odrą. Wg prawicy zanim to nastąpi należy ustawicznie dokonywać jeszcze selekcji wśród młodych polityków obu płci, dlatego z takim szumem została ostatni powołana Akademia Polityczna w Krakowie. Wykładowcy wywodzą się z PO, PiS , PP, LPR i zapomnieli, że rozmnażanie w ograniczonej populacji (bez lewicy i obojętnych) czasem prowadzi do różnych wynaturzeń, a w końcu do chowu wsobnego i uwstecznienia……… . Prokurator Z. Ziobro zawsze znajdzie paragrafy i udowodni, że on o niczym nie wie i w dalszym ciągu bawi się chowanego jakby był w dżungli, a nie w Europie.

  12. Ja, to co teraz piszę, traktuję ze śmiertelną powagą. Cały czas traktowałem Palikota jako „oddelegowanego” Stańczyka, fightera PO, a atakowanie Prezydenta jako element kampanii. Tymczasem moje obserwacje mnie głęboko zasmuciły. Słuchałem ostatnio wypowiedzi Prezydenta i – moim zdaniem – nie jest dobrze. To zatrzymywanie się w pół słowa, to rozpoczynanie zdania i niekończenie go, to formułowanie nowego zdania, które ma się nijak do poprzedniego. I mam wrażenie, że Pan Prezydent ma zachwiania równowagi – ja tutaj traktuję rzecz poważnie, nic nie sugeruję, ani nie robię głupkowatych aluzji. Przez cale lata cierpiałem na zbyt niskie ciśnienie, potrafiłem mieć 70 na 50 i wiem doskonale, co to jest na ćwierć sekundy tracić świadomość. Moim zdaniem, bez żadnych żartów i dokuczań, Pan Prezydent jest autentycznie chory.

  13. Panie Danielu!
    1.
    Wszystkiego dobrego z wiadomej okazji.
    2.
    Przepraszam, jeśli poczuł się Pan dotknięty moją wypowiedzią w sprawie bycia poważnym komentatorem. Nie przypuszczalem, że może mieć aż tak niekorzystne konotacje i odniesienia, które Pan wymienił. Pisząc to, co napisałem, postąpiłem kierowany prostolinijną uczciwością, więc napisałem dokładnie to co pomyślałem, a nie w formie aluzji. Pana blog śledzę codziennie. Zastępuje poranną kawę – ożywia.
    3.
    Nieustające pozdrowienia i niech Pan nadal będzie poważnym/niepoważnym komentatorem w bezpośrednim i dosłownym tych słow sensie – bez jakichkolwiek konotacji i odniesień.

  14. Spiskowa teoria dziejów.
    Czy w związku z ujawnieniem przez Jacka Kurskiego natury związku łączącego Z. Ziobro z p. P. Kotecką nie chodziło czasem o to, że jako osoby sobie najbliższe mieliby: p. Kotecka i p. Ziobro prawo odmówić składania zeznań: p. Kotecka – w sprawach p. Z. Ziobro, które zdają sie nad nim wisieć, a ich materializacja jest wielce prawdopodobna; a Z. Ziobro w sprawie p. Koteckiej, o której agenturalnych (?) powiązaniach z CBA coraz głośniej ?
    Sam fakt pozostawania w przyjaźni ( a tak dotychczas znajomość p. Ziobro i p. Koteckiej był określana) prawa korzystania z prawa odmowy zeznań nie daje ?
    PS. Serdeczne i najlepsze życzenia urodzinowe dla Gospodarza.
    At last but not least.

  15. Wielce Szanowny Redaktorze, Panie Danielu:Z Okazji jubileuszu wszystkiego naj, naj, naj i oby Pan nam jak najdłużej był naj. Ja – podobnie, jak i kilku innych blogowiczów – od zawsze wychowywałem się na Pana felietonach (oraz Grońskiego, Stommy, KTT) w „Polityce”. Dziękuję Panu za tę edukację.
    Oktawa jubileuszu jest uroczysta, stąd nie będę się odnosił do Pana rozważań n/t poważnych, bądź niepoważnych tematów; wyjątek zrobię dla mojego ulubieńca imć Gowina(z uporem godnym lepszej sprawy uporczywie i monotonnie go krytykuję, a on prawie codziennie mi udowadnia, że moja krytyka jest zbyt łagodna); otóż kilka dni temu Pani prof. M. Środa w „Superstacji” kapitalnie pana Gowina podsumowała w dyskusji wokół tematu komisji od bioetyki. Pani Środa powiedziała, że w tej komisji jest kilka bardzo cennych osobowości, ale nie wymieniła Gowina. Na wyrażone zdziwienie redaktorki, dlaczego pominęła Gowina,”przecież to profesor i rektor?” Pani Środa powiedziała(+/-), że nie zalicza Gowina do intelektualistów…Ja tak subtelnie nie potrafię, ale jestem usatysfakcjonowany.
    Pozdrawiam

  16. Poważne wyznanie wiary Pana Passenta

    Pewna grupa ludzi posiada charakterystyczne skłonności do szufladkowania i etykietowania swych współbraci.
    Nie wiem czy jest to poprawna, czy też niewłaściwa metoda szukania własnej tożsamości.
    Zwykle poszukujemy dla własnej identyfikacji ludzi w jakiś sposób podobnych do siebie.
    Kiedy okazuje się jednak, że w jakiś sposób odbiegają oni od nas swoją mentalnością a zatem i sposobem myślenia w kwestiach cząstkowych, wówczas chcielibyśmy sprowadzić ich na własne pozycje intelektualne.
    Nie zawsze potrafimy i chcemy zrozumieć innych, a wręcz podążanie ich tokiem umysłowym uznajemy za nie do przyjęcia.
    A przecież jest to warunek sine qua non rozwoju ludzkiego.

    Otóż każdy z nas posiada pewnego rodzaju wartości brzegowe precyzyjnie nas definiujące.
    Przy czym parametry brzegów każdej rzeki bywają bardzo różne, często w niezwykle bliskich sobie miejscach, co określa, że szybkość przepływu i masy przerzucanej wody, w danym miejscu i momencie odbiegają od siebie często w zasadniczy sposób.
    W miejscach wyjątkowo wąskich może dochodzić do spiętrzenia mas i wylewu poza brzegi.
    Wyjściem z tej sytuacji jest poszerzanie koryta lub wznoszenie wałów ochronnych.
    Jedno i drugie wymaga sporej pracy i nakładów.

    Przepraszam za tę nieco filozoficzno-melioracyjną dygresję.
    Jej pointą jest konieczność poszerzania horyzontów w każdej sytuacji i miejscu.
    Alternatywą nie może być zawężanie.
    Podejmowanie polemiki z Panem Cejrowskim na poziomie „osobnika,pajaca i palanta” wprowadza nas w nurt jego przemyśleń i ideałów.
    Pewnie on cieszy się właśnie tym uznając, że niczym nie odróżniamy się od niego, co tylko potwierdza jego tok rozumowania i postępowania.

    Mam wrażenie, że Pan Passent, przy całym szacunku dla blogowiczów, ostro protestuje przeciwko wszelkim próbom zaklasyfikowania go jako poważnego lub niepoważnego dziennikarza politycznego, ponieważ samo w sobie to kryterium jest niepoważne.
    Dla mnie węzłowym jest to czy Gospodarz jest rzemieślnikiem czy artystą w swoim zawodzie? I co do tego nie mam najmniejszej wątpliwości.
    Jego wielkość i mądrość zasadza się także na tym, że nie pozwala on zanurzać się w głównym nurcie obowiązującej poprawności politycznej.
    Dba on o własną suwerenność spojrzenia i słowa, lokując swoje sympatie po tej stronie, którą w danym momencie uznaje za właściwą.
    Cieszy mnie jego dystansowanie się wobec roli politycznej praczki codziennych brudów i nieprawości skompromitowanych opcji politycznych.

    W swym zacięciu pisarskim potrafi wyszukiwać on jaskrawe, nie zawsze zauważalne symbole będące niejako kamieniami milowymi w degrengoladzie naszego życia codziennego i powszechnego.
    Tylko bowiem w ten sposób eksponując je, niekiedy w celowo przerysowany sposób, zwraca na nie naszą uwagę zmuszając do intelektualnego „zatrzymania się” i zastanowienia się nad absurdami i niedoskonałościami własnymi i innych, w tej upokarzającej gonitwie donikąd.

    Passent doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że obecne media pełne sa „poważnych” komentatorów życia politycznego dzielących włos na czworo, czyli literalnie biorąc ogłupiając swoich odbiorców.
    W swym wzniosłym zapale „demokratycznym” karmią nas bezwartościową papką informacyjną mającą za zadanie odwracanie uwagi od rzeczy znaczących, ważnych i fundamentalnych.

    Dlatego bardzo mi się podoba kiedy Autor niepoważnie mówi o bardzo poważnych uczestnikach i twórcach naszego solidarnego życia politycznego, bowiem świadczy to o jego błyskotliwości, uszczypliwości, sarkazmie i paru innych korzystnych cechach, którymi jest znacznie łatwiej rugować ludzkie przywary aniżeli metodą populistycznych zakrzykiwań.
    Pewnie on również cichcem się zastanawia się nad tym, na ile są zdrowi jego uczestnicy.

    Najbardziej paranoiczne w tym wszystkim jest sączenie wiedzy do wiadomości publicznej przez Głównego Bimbrownika III/IV Rp, że społeczeństwo wraz z naczelnymi organami jest chore.
    Ja wobec takich enuncjacji protestów zgłaszał nie będę.
    Mogę się tylko do nich przychylić, bowiem ciągle nie dociera do mnie jak to społeczeństwo mogło sobie wybrać taką mizerną i słabowitą władzę.
    Nie rozumiem także dlaczego Główny Pędzibimber podcina gałąź, na której wygodnie, bogato i bezczelnie usadowił się.
    Z jego, co bardziej, inteligentnych wypowiedzi słyszałem w telewizyjnej dyskusji o potrzebie budowy Świątyni Opatrzności Bożej stwierdzenie, że „należy się ona Kościołowi Katolickiemu jak psu buda”.
    Na takie dictum, ze szczęścia i wrażenia osłupiał obecny tam ksiądz katolicki oraz reprezentanci wszystkich słusznych i prawych sił.
    Ochoty już nie starcza by komentować tego rodzaju zdarzenia jakimi epatują nas codziennie media. W końcu przyszło KK przełknąć żabę zaserwowaną nam we francuskim menu.
    A, że niektórzy po konsumpcji i rozszyfrowaniu istoty jadłospisu dostają niemiłych doznań, to już kwestia osobistej wrażliwości i znajomości kuchni europejskiej.
    Inne kuchnie mają jeszcze bardziej wykwintne dania.

    Pozwolę się nie zgodzić z autorem, że całą tę propagandową sieczkę zjadają „poważni” komentatorzy.
    Oni zaledwie ją częściowo przetrawiają i przysposabiają do nafaszerowania nią demokratycznych dołów, no bo czymś je nakarmić trzeba jeśli owies zeżarła góra.
    Wypadałoby w tym momencie walnąć kubkiem w blat i przywołać WC…coś tu… nie gra.
    Mało tego, wystawia się pewnie już ostatnie 730 państwowych przedsiębiorstw na sprzedaż, które zapewne jak poprzednio za psie pieniądze wykupią neoliberalni pociotkowie i to bez znaczenia jakiej opcji.
    Oto i grupa realnie trzymająca władzę.

    Jedni biorą fabryki makaronów, inni spółki telegraficzne, a najskromniejsi spośród nich zaledwie leśniczówki.
    O słuszności tych poczynań trąbią wszyscy bojownicy o prawdę i solidarność łącznie z prawoskrętną lewicą.
    A naród milczy jak zaklęty uwolniony z uwierającego obowiązku kierowania „demokratycznym” państwem, które to łaskawie przejęli młodzi, wykształceni i zdolni do wszystkiego z namaszczenia wiodących sił ziemskich i boskich.

    Wydaje mi się także, że obowiązkowo należy rozwinąć pytanie autora a jaka jest różnica między Ziobrą a Wassermanem,na pytanie czym się różni Tusk od Kaczyńskiego, bo do tego sprowadza się istota sprawy.
    W zasadzie niczym.
    Obaj są jednako neoliberalni, jednako antykomunistyczni i jednako wierzący, z mało istotnymi odcieniami różnicującymi.
    Jeden gra w białych rękawiczkach a drugi wali pięścią w stół i zakłada kajdanki politycznym gówniarzom.
    Różni ich zdecydowanie stosunek do Ojczyzny.
    Tuskowcy są kosmopolitami,a kaczyści nacjonalistami.
    Odnosząc się do tego kryterium jest mi najzupełniej obojętnym kto zostanie właścicielem moich nominalnych udziałów zapewnionych przez Konstytucję PRL-u,czy będzie to Niemiec, Żyd czy Polak?
    Tak czy inaczej wywłaszczono mnie oraz 90% rodaków pomawiając przy tym o bandytyzm, złodziejstwo, krew na rękach oraz o całą litanię zawinionych i niezawinionych grzechów.
    Pomijając aspekt polityczny takie postępowanie jest niegodne,nieuczciwe i niesprawiedliwe.

    Najbardziej w tym prawicowym szambie, które szczegółowo specyfikuje Pan Passent podoba mi się Koti Pati.
    To takie małe, miłe i sympatyczne, a i laptopami jak to dziewczynka, lubi się bawić.
    Adorowała też ponoć przystojnych dębczaków z ABW mających ten feler, iż nie tylko o miłości rozmawiają, a potem jak w przypadku pewnej posłanki zdradzają i brutalnie porzucają na pośmiewisko całego kraju.
    Miłość kobieca potrafi być przeogromna stąd i rozumiem słabość Pati do Ziebra,z którego wzięła początek.
    Kochaj się i rozmnażaj prawa dziewico, ale tylko z poręki i za przyzwoleniem KK, żadne mi tam lewicowe figle migle.
    Twoje cnoty są nade wszystko.I niech Bóg Cię ma w swojej opiece.

    Co zaś do Pana Palikota to jego polityczne bezeceństwa sprawiają wrażenie biezprizornowo ulicznika zajmującego się z nudów i braku godziwego zajęcia przyczepianiem puszek kotom do ogonów, rwetesu, krzyku i pomstowań co niemiara, przez jedną chwilę,a potem pozostaje niesmak sadyzmu,prostactwa i mściwości.
    Czyżby to były te WC, o których tak pełno wszędzie?Chciałoby się uprzedzić, Pan Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy i oby nie musiała nastać pora Palikota.

    W odróżnieniu od innych prawicowców głowina posła Gowina do wyjątkowo telewizyjnych należy, ale co tam się pod nią dzieje to nie daj Panie Boże.
    Pełno w niej komórek rozrodczych, zarodków, prokreacji i życia poczętego.
    No, jednym słowem sam Pan Stwórca, Jego Magnificencja, od problemów życia i śmierci jednoosobowo ferowanego.
    Jednym słowem Drogi Panie Danielu na zakończenie proponuję model pańskich odniesień na zasadzie od jaja do jaj.
    Zachowa Pan w ten sposób obowiązującą poprawność polityczną a wielorakość możliwości podawania tego specjału gwarantuje Panu liczną jego konsumpcję,nawet wśród prawicowej gawiedzi.
    Życzę wszystkim smacznego.
    Ale nie daj Boże jednym skorupki a innym zawartość.
    W takie jajo to nawet ja się nie dam zrobić.
    _

  17. Ma Pan szczególny dar w syntetyczny sposób oddać całą skomplikowaną naszą rzeczywistość.Wtedy kiedy inni dziennikarze wylewają potoki słów, formułują w strasznie złożonych zdaniach swoje ” rzeczy znajomości”, Panu wystarczy krótki felieton i wszystko jasne. Myślę, że takie harmonijne dziennikarstwo potrzebne jest nam wszystkim. Serdeczne życzenia i pozdrowienia

  18. Pozwolę sobie uszczegółowić wpis sympatykaDP z godz. 08:54 co do proponowanego banku nasienia, jedynie dla tych członków naszego społeczeństwa, którzy zagwarantują jego HARMONIJNY ROZWÓJ.
    Rozwój oparty o wiadome wartości.
    A wiadomo powszechnie, że dawcami powinni być tylko wierni kościoła katolickiego, zarazem sympatycy partii uważających się za prawicowe oraz słuchacze najlepszego radia. Do tego powinni to być aryjczycy w typie nordyckim, bezwzględnie oddani ideom głoszonym przez Ojca Dyrektora i Jego Oczywistości Prezesa, członka rodziny Pana Prezydenta.
    Nie zapominajmy o kobietach, dawczyniach jakże istotnego elementu w procesie in vitro, ich też powinny obowiązywać ww. zasady.
    Problem tkwi w nadawaniu certyfikatów pojedynczym plemnikom i jajom.
    Nic nie może się zmarnować. To „marnotrawstwo” można nawet podciągnąć pod oskarżanie o zamiar popełnienia morderstwa.
    Pisałem już o tym przed paroma miesiącami, przy okazji przekonania blogowiczów o konieczności budowy Świątyni Bożej Opatrzności.
    Skoro są kłopoty z zapładnianiem i jeśli Rada Bioetyki dr Gowina ustali kryteria kanoniczne procesu in vitro – to wiadomo że opłaty za te certyfikaty, mogą zasilić konto budowy Świątyni.
    To tylko drobne 30 milionów złotych.
    Wystarczy niewielka nowelizacja ustaw o zawieraniu ślubów konkordatowych, poszerzona o zgodę na ewentualne opcje in vitro, gdyby para miała problemy. Zgoda będzie oczywiście związana z dodatkową opłatą manipulacyjną.
    Stroną certyfikującą kanoniczność procedury in vitro, byliby proboszczowie.
    Dodatkowe opłaty administracyjne za potwierdzenie zdolności dopuszczenia do procedury, uiszczano by w kancelariach parafialnych, z koniecznością odprowadzania 30-40 procent na konta diecezjalne, a dalej – według potrzeb Konferencji Episkopatu.
    Wszystko do tego zmierza, a dr Gowin to zagwarantuje.
    Musi tylko wygrać proces z ujawnionymi po latach spakobiercami właścicieli siedziby jego uczelni, gdzie kiedyś miescił się konsulat ZSRR w Krakowie.
    Skoro powiedziało się kiedyś „A”, teraz należy być tylko konsekwentnym.
    Kościół od lat uczestniczy w polskim systemie prawnym, m.in. jako strona podczas ślubów konkordatowych.
    Należy pójść dalej, inaczej będziemy pośmiewiskiem Europy. Konsekwencja oddania kontroli w stosowaniu in vitro instytucjom KK, będzie zrozumiana jako lokalny produkt prawny. Tak jak oscypek.

  19. ” W powojennym polskim dziennikarstwie ma znaczącą i wypracowaną pozycję.”

    Dokladnie….

    i stad sie bierze niechcec pana Passenta do ludzi pokroju Cejrowskiego, Wildsteina etc.. Oni sa uczuleni na dziennikarzy ktorzy lizali tylki poprzedniego systemu oraz dziennikarzy ktorzy swiadomie szerza lewicowy relatywizujacy belkot (bo uczciwy relatywizm jest dla nich zbyt trudny). Dla nich pan Passent jest „czerwona ….” w najlepszym wypadku
    „rozowa”

    i tyle z tego pseudoprofesjonalnego dziennikarstwa w tym blogu.

    Ciekaw jestem czy zajmujacy sie tymi wlasciwymi sprawami pan Passent kiedykolwiek zwrocil uwage na to ze np UE jest organizmem z kazdym dniem coraz mniej demokratycznym? Nie… sa wazniejsze sprawy… np zaplodnienie in vitro dla lesbijek…

  20. W dniu tak uroczystym pozwolę sobie również złożyć najserdeczniejsze życzenia długich lat życia w ciekawych czasach i opisywania co ciekawszych przejawów tego życia, ku radości i satysfakcji czytelników.

  21. ma Pan sporo racji. informacja o prywatyzacji owych 730 przedsiębiorstw nie zmieściła się w „Faktach” TVNu. śmiać się czy płakać?

  22. Byc moze nie na temat ,a moze tez na o harmonijnym rozwijaniu.http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,5156958.html

  23. Pamiętam Pański komentarz z dawnych socjalistycznych lat, kiedy to krytykowano poważne zakłady przemysłu ciężkiego, że nie włączają się do produkcji „dla ludności” i np. obok traktorów czy odlewania stali powinny zająć się także produkcją sokowirówek czy gwoździ. Napisał Pan wtedy „krytyczne” zdanie o fabryce Alfa Romeo, która nawet prostej kosy nie potrafi wyklepać. Ten jeden komentarz en passant był wart całych elaboratów na temat idiotyzmów ówczesnej gospodarki.
    Jako jeden z wielu Pańskich niepoważnych czytelników dołączam się do życzeń urodzinowych. Wszystkiego najlepszego!

  24. Ja bym się chciał podzielić smutkiem jaki mi się przytrafia kiedy myślę o ‚debacie’ w mediach. Widzi Pan, Panie Redaktorze, ja od jakiegoś czasu jestem jak trzy małpki – nie widzę, nie słyszę, nie mówię.

    Artykuły w gazetach są albo jak z powielacza albo paszkwilowate – już nie tylko w serwisach internetowych. ‚Dziennikarze’ piszą jakby nie chcieli się znać na tematach o których piszą, kalkują oklepane i przeważnie średniej jakości obserwacje. Cokolwiek czytam okazuje się mieć wbudowaną a priori linię polityczną. Niezgodność rozumu z realiami tłumaczy się nieprzystosowaniem rzeczywistości do światopoglądu autora. Dalej autor wprowadza niepisane założenie o ignorancji czytelnika: znaczy się zakłada, ze to co głosi jest prawdą objawioną – w szczególnie niekorzystnym przypadku na mocy prawa o faktach medialnych i faktach dokonanych. Kiedy czytelnik ma jakieś pojęcie o przedstawianym problemie zaczynają się schody, bo nagle nie da się wszystkiego zinterpretować dowolnie. Zastanawiam się czy jest to zła wola dziennikarzy, wymóg konkurencji na rynku prasy brak szacunku do czytelnika, czy może braki wiedzy piszących, które trzeba nadrabiać grubymi uproszczeniami.
    No i jeszcze to całe zajmowanie się problemami bez znaczenia i bez treści, o czym tyle Pan pisze. Krzywe nogi Kasi Cichopek.

    Pomińmy może Gazetę Prawną czy Gazetę Finansową, które próbują (przynajmniej starają się) być stosunkowo zdystansowane – ale głównie dlatego, że nie zajmują się pewną częścią życia i są dość techniczne.

    Najsmutniejsze jest to, że nawet Wyborcza stała się tabloidem. Co gorsza – nie tylko na poziomie krajowym, wydania lokalne też są takie. Trzeba zmieszać z błotem prezydenta miasta (tu: Katowic i kilku innych miast Śląska), znaleźć kozła ofiarnego dla ludzkich nieszczęść – od razu trafiam na miażdżącą, niestety jednostronną krytykę.

    Nie mamy tytułu na miarę Die Zeit, FAZ, Guardiana czy ‚Torygraphu’ co w sumie jest całkiem smutne. Mam poczucie, że świat po transformacji poszedł naprzód a poziom mediów zatrzymał się na ulotce propagandowej w pseudokracji watażków. Bo niezależności nie widać żadnej. Jeśli gazeta utwierdzi zwolenników w swoim wyborze – spełnia zadanie, jeśli nawróci na słuszene myślenie – to też, jeśli da komuś do myślenia… Ops, pardon, zagalopowałem się nieco.

    *

    I jeszcze o Palikocie – tak, zgadzam się. I uważam, że Prezydent (bez znaczenia kto tę funkcję pełni) nie powinien być w ten sposób atakowany. O obyczajach na przyszłość można mówić, jednak nawet wtedy bardzo ostrożnie.

    Wybierając Prezydenta (w demokratycznej przecież procedurze) powinniśmy szanować swój wybór, to raz. Nawet kiedy Prezydent nie jest po naszej myśli albo kiedy robi wiele by zasadność tego szacunku poddać w wątpliwość.

    Na mój rozum i moje poczucie patriotyzmu w związku z dokonanym wyborem Prezydent to osoba publiczna, której powinniśmy okazać zaufanie. Zwłaszcza, że w Polsce nie ma on bardzo wielkiej władzy. Oznacza to pozostawienie jego życia osobistego a także ewentualnych słabości (o ile widocznie nie ośmieszają Urzędu) poza wszelkim nawiasem komentarza. W przypadku premiera (który zmienia się co 2 lata a ma sprawnie rządzić) można prosić o wyniki badania krwi, świadectwo zdrowia psychicznego i wykresy EKG. W przypadku Prezydenta, z szacunku do siebie – nie bądźmy małostkowi.

  25. Żyjemy chyba w PRL-bis (PRL-PiS na szczęście minął), w którym władza ma znowu odgórnie sterować szczęściem jego obywateli. Ludzie pozostający przez lata w udanych, acz niesformalizowanych związkach nie mogą absoutnie stworzyć udanej rodziny. Bo gwarancję udanej rodziny daje tylko i wyłacznie kawałek zółtego metalu na palcu i formułka wygłoszona przed urzędnikiem, świeckim lub bożym. Tylko dlaczego to się nie sprawdza w praktyce? Poza tym dołączam się do życzeń urodzinowych dla red. Daniela Passenta – wszystkiego najlepszego.

  26. Post scriptum – my, Polacy, jesteśmy narodem bardzo płytkim umysłowo, to dlatego nikt nie każe nam poważnie zastanawiać się nad poważnymi sprawami. Tu się nie ceni inteligencji i inteligentów, a władcy, którzy mieli jakieś aspiracje kulturalne, byli zawsze gorzej widziani od tych, którzy umieli przede wszystkim robić szabelką. Przypominaja mi się zachwyty Wańkowicza nad polską szlachta kresową, która wyjechawszy do Paryża, nic nie widziała, nic nie zwiedzała, tylko grała w hotelu w wista. Niedawno mój holenderski znajomy pytał mnie, dlaczego Poalcy w Holandii tyle piją. A co mają robić – pytam go głupio. No są przecież muzea do zwiedzania – powiada. Wieki mijają, a my wciąż tacy sami.

  27. Post scriptum 2
    Trochę przesadziłam, wiem. Jestem oczywiscie za tym, aby nie traktować naszego narodu wyłącznie jak bandy matołów, której należą się tylko chleb i igrzyska. Poważna rozmowa na poważne tematy jest jak najbardziej wskazana.

  28. Najlepsze życzenia z okazji okrągłej rocznicy urodzin.Życzę by Pan dotrwał, razem z „Polityką” do czasów w których zostanie ona ostatnim a więc pierwszym tygodnikiem na Ziemi. A swoją drogą, jak ten czas leci, niedawno wraz z rodziną obchodziłem podobne święto.

  29. Wolę zdecydowanie niepoważnych komentatorów. Coraz częściej udaje się im wykpić poważne problemy niejakiego Ziobro, święte wojny Palikota, i inne wyczyny Sobeckich, Sowińskich, Kaczyńskich. Sprawiają, ze mogę popatrzeć sobie na szambo z przymrużeniem oka.
    Niech Pan pisze, Panie Redaktorze, nawet o Kubusiu Puchatku.
    I tak to przeczytam.

  30. Gospodarzowi – zdrowia i aktywności zawodowej przez długie lata, czego życzę tak z wdzięczności za kilkadziesiąt lat orzeźwiających lektur, jak i w dobrze pojętym własnym interesie, bowiem rad byłbym jeszcze drugie tyle przeczytać.
    W ramach uzupełnienia skróconego wywodu o wartości życia, myślę, że w zgodzie ze sposobem myślenia Gospodarza i nas, jemu podobnych:
    Na straży życia poczętego Stwórca postawił kobietę – matkę, którą już biologicznie do tej roli najlepiej przysposobił na długo przed tym, gdy niezdarnie, bo po człowieczemu, ujęto to w Piśmie – choćby pod wpływem najwyższego Objawienia, to tylko ludzie je spisali, i tylko tak, jak umieli.
    A jeśli Stwórca ustanowił pierwszego strażnika życia, to czyż nie jest bluźnierstwem ustanawianie prawnego nadzoru nad wyznaczonym przez Niego strażnikiem?
    Co obdarzonym wolną wolą i zdolnym do samodzielnego myślenia katolikom ku rozwadze polecam. Do tych pozostałych się nie zwracam, bo i nie warto.

  31. Panie Danielu, mało tego że nie jest pan poważnym dziennikarzem, to również do dobrego prowokatora panu wiele brakuje. Pisze pan właśnie: poważni komentatorzy nie zajmują się programem prywatyzacji ogłoszonym przez rząd, a tu nikt poważnego komentarza pod wpisem nie umieszcza. Już tyle godzin upłynęło od prowokacji (minus opóźnienie Administratora), a sprowokowanych ilu? Jeden.

    Ja kiedyś na poważnie interesowałem się tematem prywatyzacji w Polsce, aż do momentu, gdy się ona przez kraj w znacznym stopniu przelała, gdy w 2001 roku nastało 6 lat rządów lewicowych (pod tym względem), gdy prywatyzacja stanęła w miejscu, a nawet próbowano ją odwrócić, nota bene 6 lat kojarzy mi się z innym, nie tak dawnym, wiekopomnym okresem w polityce gospodarczej państwa, to doszedłem do jasnego wniosku. Prywatyzacji państwowego aparatu publicznego nie powinno poddawać się publicznej dyskusji. A w Polsce jest znów do góry nogami, o zniesieniu prawa antyaborcyjnego się nie dyskutuje. Zaś przeciw prywatyzacji jest 80 procent (i wcale nie za – nawet 10 procent nie jest za). Przynajmniej tak było 6 lat temu z górą. Na pewno niewiele się w tych procentach popularności samego pojęcia PRYWATYZACJA zmieniło. Rozumiem, że w każdym przypadku prywatyzacji jest grupa ludzi zdecydowanie nie zainteresowana w odcięciu od budżetu i odsunięciu od miękkich ograniczeń ekonomicznych, kiedy nie trzeba się wysilać, wprowadzać innowacji, zdobywać konsumenta, podnosić wydajności, spłacać kredyty, etc. Ale masowy opór? – to musi mięc podłoże dziedzictwa PRL-u, kiedy PRYWACIARZ to bynajmniej nie brzmiało dumnie, choć wielu chciało mieć jakiegoś prywaciarza jako znajomego, choćby na kilka wieczorów, o czym wspomina Mrożek (“Baltazar”, str. 203), kiedy Cybulski i Kobiela odkryli zjawisko “cyca”, a Polak przecież nie wariat, każdy chce być artystą życia. Niemniej moje argumenty za taką (a nie inną) polską prywatyzacją są dwa, i proszę ewenutalnych poważnych komentatorów do nich bezpośrednio się odnosić, a nie pieprzyć o d.m. ani babach drożdżowych:

    1. Własność państwowa środków produkcji historycznie się nie sprawdziła. W PRL (podobnie jak w krajach sojuszniczych) potrzeba było nadzwyczajnych wysiłków polityczno-policyjnych, aby tę mega biurokrację napędzać, a i tak była ona daleko w tyle w generowaniu postępu technicznego, nie tylko w tzw. przemyśle lekkim, ale również strategicznym dla globalnego zwycięstwa komunizmu. Aż wreszcie padło, nie z powodu modłów JP II i jego owieczek, ale z powodu zostawania daleko w polu wobec kapitalizmu, czyli ekonomicznego systemu twórczej destrukcji. Podobnie jest teraz w RP, firmy państwowe są w znacznym stopniu wyłączone z działania reguł rachunku ekonomicznego, system polityczny przynosi im przedziwną politykę kadrową, nad którym nie panuje system policyjny (kaczyzm miał ścisły, centralistycznie-demokratyczny nadzór wprowadzić, ale na szczęście ten daremny eksperyment naród jakimś cudem powstrzymał). Alternatywą, i to realną i sprawdzoną alternatywą, jest własność prywatna, bo inne eksperymenty głównie myślowe pt. spółdzielnie, model jugosłowiański, model niemieckiej trójwładzy w firmie, etc, wystawiam poza nawiasem.

    2. Skoro lepsza jest własność prywatna w gospodarce, to oczywiście należało w warunkach po-PRL-wych prywatyzować. Tu mamy drugą, o wiele większą kontrowersje, która dotyczy prawidłowości tej operacji. Oczywiście, szczególnie na początku nie była prawidłowość przestrzegana, osiągana, spełniana do końca. Ale nie należało z prywatyzacją czekać, aż powstaną prawidłowe instytucje, bo instytucje powstawały w marszu, np. GPW. Najpierw trzeba było mieć jajo, czy może kurę, tzn. papiery do handlowania na giełdzie, czy giełdę na której można by zacząć papierami w sposób poprawny handlować. Poza tym były dziesiątki różnych ścieżek prywatyzacyjnych, te słynne polskie ścieżki przez dzikie pola kapitalizmu. Można było to zrobić bardziej po czesku, kuponowo, czyli falą, i ta ścieżka w Polsce też była, pod nazwą NFI – to wszystko, jak wiadomo dzisiaj, było nie to. I największa kontrowersja, to wycena, za niska oczywiście, w prywatyzacji kapitałowej. Jest to wierutna bzdura, podkreślam, BZDURA, dlatego, że teoria wyceny firmy proponuje różne metody jej wyceny, trzy są podstawowe, ale dla warunków szczególnie nie uporządkowanych, a takie były w Polsce (załamanie tradycyjnych rynków eksportu, wysoka inflacja, brak oszczędności lokalnych, itd), nie można opierać się na wartości buchalteryjnej. Jedyną metodą jest wycena możliwości cash flow firmy, czyli jej obecnej, w tych transformacyjnych warunkach bardzo krótkookresowej, zdolności zarabiania na siebie. A możliwości zarabiania na siebie firm polskich były marne. Należało czekać na lepszą sytuację? Ok, ale chyba nie do usr*nej śmierci. Poza tym aparat państwowego zarządzania nie był w stanie uporządkować tych firm i wyprowadzić je na prostą. Jakże często posługiwano się Kulczykiem, a to nie jest państwowa firma polska, tylko prywatna wielkopolska. W pojedynczych przypadkach, ktoś może się na nie powołać, z trudem uda się udowodnić, że stan firm się nie pogorszył w rękach państwowych. Do tego dochodzą gwarancje zatrudnienia, które obniżają w sposób znaczny, plus minus o wielkość ewentualnych karnych odpraw, wartość firmy. Odjąć jeszcze należy 15 procent darmowej akcji dla pracowników. Prywatyzacja była konieczna, również w Wlk. Brytanii za Margaret Thatcher, i też nie obyło się bez zgrzytów, mimo, że jej rozmiar był mniejszy niż w poPRLu, a instytucje rynku finansowego o wiele, o lata świetlne lepiej rozwinięte. Więc nie biadolmy, kochani!

    Oczywiście zdziwiłem się, że tyle jeszcze zostało do sprywatyzowania, za bodaj 27 mld PLN. Zatem nie dyskutujmy o tych miliardach, bo jak twierdził pan Parkinson, sensownie dyskutować możemy o kwotach kilkaset, no może kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dyskutujmy o prawdziwych problemach kraju, panie Danielu.

  32. Oczywiście, rację mają ci, którzy to wszystko już dawno przetestowali u
    siebie: Niemcy, Francuzi, Czesi i.t.d. I jakoś u nich można. Tylko tu, gdzie najwięcej w ostanich latach do powiedzenia mają, szczególnie w kwestiach sexu (płeć ), ludzie wyrastający z tego zdrowego, endeckiego
    i klerykalnego konara szczepu piastowego, dyskutuje się jałowo – a dobre jest to, a nie, bo to,śmo, owo. Ludzie sami wiedzą co dla nich dobre. Panie Danielu! Niech Pan obnaża to kołtuństwo wciąż i wszędzie,
    trzeba wręcz ośmieszać takich Gowinów (wielki Profesor ) i innych
    „intelektualistów”, którzy spać nie mogą na myśl o tym, że jest mi,
    nie daj Boże, przyjemnie. Tych Pieronków, Putrów (to dopiero mózg )
    i. in. A swoją drogą – dlaczego w tym kraju, każdy, kto jest przy władzy,
    tak trzęsie dupą przed klerem? I na kler pieniądze są zawsze, w każdej
    kwocie, a na in vitro nie. Czy kubajurek to wie? Pozdrawiam Pana i resztę

  33. Drogi Panie Danielu, zapominam notorycznie również datę Pana Urodzin. Pamiętam tylko tyle, że wypadają one gdzieś między imieninami kuzyna Marka i moimi własnymi (te są w Dzień Zwycięstwa). STO LAT! Wznoszę okowitą, a nie whiskey. Może być wstrząśnięta, ale nie mieszana. Na pewno mrożona.

    Podziwiam brawurę pańskiej dziennikarskiej niepoważności. Przecież pisze pan wśród niezwykle poważnych Polaków. Gdy zastosuje pan ironię, to oni jej nie zrozumieją, albo zrozumieją, ale udawać będą, że nie rozumieją (nie wiem który przypadek stosuje się do kubajurek (05:56)). Pisze pan wśród skorpionów.

    Cejrowski widzi mi się, po lekturze pańskich wpisów i odrobieniu swojej pracy domowej na ten temat, jest jedną nogą w marszu brunatno-kaczystowskiej kolumny. Można powiedzieć lewą nogą, ludową, prostacką, kiczowatą – te owoce rozłożone po studio, nawet jeśli świeże to pachniały brazylijską telenowelą, ta rumba na koniec, nic tylko wstać i tańczyć z panią Frykowską, a na koniec pocałowąć ją w rękę i powiedzieć w oczy, ty dziwko portowa – jestem pod wrażeniem tego programu, w tv północno-amerykańskiej takich nie uświadczysz. Druga noga to Wielcy Ideologowie, tacy mali Giovanni Gentile. Weźmy P. Lisieckiego (“Rzepa” 25-04, “Jak unowocześnić Polskę?”). Dzieli on osiąganie nowoczesności przez Polskę (nie jestem pewien czy wynika ten podział z heglizmu, czy z nauki Jana Pawła) na bogacenie się, podnoszenie materialnego poziomu życia ludności, na budowę dróg (o mostach nie wspomniał), nawet na “pilnowanie przejrzystych procedur, lepsze organizowanie administracji”; oraz na imponderabilia, czyli wartości, świadomość zbiorową, obyczaje. Od tych modernizatorom wara. Tak, to jest iście platońskie. Modernizatorzy (niektórzy nawet mówią o przyspieszonej modernizacji) chcą szybkiego Zapatero. I tu kolejny chwyt, pardon, zabieg filozoficzny dwójpodziału na “polską przeszłość i współczesny patriotyzm”, które oskarża się o szowinizm, oraz na katolicki, „powszechnie w Polsce przyjęty system wartości”. I te są ze sobą nierozerwalnie związane, na wieki wiekow amen. Kto mówi o wolności dla par gejowskich, ten wyszydza katolicki naród, chce go ponownie rozebrać na trzy strefy i zakuć w kajdany. Kto jest za wspieranie “niepełnych rodzin”, ten chce rusyfikować i zniemczać, a ostatnio zbrukselizować naród. Kto jest za aborcją, ten pomniejsza liczebność narodu i osłabia jego zdolność bojową w obliczu najeźdźców nadciągających ze wszystkich stron. Jaka jest obrona przed brukselizacją? Ano między innymi, poza dramatyczna, rejtanowska naga pierś – Cejrowskiemu (tu chciałem zgłosić poprawkę do pańskiego wywodu) nie idzie przede wszystkim o ekwadorski raj podatkowy, jemu chodzi o traktaty lizbońskie. A to jest poważna sprawa, dla poważnych Polaków. Nie takich jak pan 😉

    A na koniec, Wildstein zapytuje “kto rządzi Polską?”. Taki z niego erudyta, a gdyby sięgnął do Sartre’a, to by się dowiedział. Wielki Egzystencjalista po wizycie w Polsce zapytany przez dziennikarzy, kto tak na prawdę rządzi w tym komunistycznym kraju, odpowiedział wprost, że rządzą muzycy i prostytutki …

    Ach, szkoda gadać.
    Sto lat – niechaj żyje Daniel Passent nam !!!

  34. „największym darem jest życie, jest człowiek – gdziekolwiek, jakkolwiek i ktokolwiek go począł”

    Bardzo to pieknie pan napisał Panie Danielu. Kto nie czuje poetyckosci i mądrości tego sformulowania ten jest ubogi. W tym nie chodzi o słowa i walke z tym czy innym politycznym mysleniem. Nie chodzi o żadne feministyczno-gejowskie spory niedojrzałych do życia. Chodzi o największą prawdę wypowiadaną przez człowieka czującego bliskość nieuchronnego przejscia na drugą stronę.
    Pozdrawiam

  35. JESZCZE SIE TAKI NIE URODZIL , CO BY KAZDEMU …………. DOGODZIL!, Dlatego Szanowny Panie Danielu Pan wybaczy, ale zingorowalbym malkontentow i pozostalbym soba!.
    Powaga dziennikarska, reporterska musi czasami miec smaczek ironii, odskoczni od powaznych tematow,budujacej satyry czy nawet groteskowej krytyki ludzi z gruntu powaznych, lecz w odczuciu kazdego z nas z osobna na powage nie zaslugujacych.
    Cejrowski jest glupim epizodem, natomiast wypowiedzi innych palantow, dyletantow z tzw.mediow publicznych trzeba przyjac z ogromna ostroznoscia, maksymalnym wysilkiem powstrzymania sie od zlosci i tzw. delikatnego nabluzgania im prosto w twarz.
    Zaden z tych palantow, dyletantow Panie Danielu nie wypowiada sie powaznie i sensownie w kwestiach rzeczywistego staczania sie politycznego i ekonomicznego Polski do tzw. IV ligi europejskiej. Niebawem pod wieloma wzgledami przegoni na s Albania, a kompromitacjom
    politycznym tak wewnetrznym jak i zewnetrznym konca nie widac.
    W koncu ubieglego tygodnia w Nowym Jorku byla robocza grupa pewnych osob z Parlamentu Europejskiego, wsrod nich byl Belg o korzeniach ukrainskich, lecz zywo interesujacy sie Polska i znajacy problemy Polski dosc dobrze. Mialem okazje porozmawiac z Panem Eric Bielin – bo o nim jest mowa – i musze powiedziec, ze komentarze dotyczace pewnych kwestii unijnych, zachowania niektorych parlamentarzystow, ocena Premiera ze juz nie wspomne o pozal sie Boze naszym Prezydencie przyprawialy mnie, i kolor mojej skory do koloru raczej czerwonego.’Irytacja licznymi nieprzemyslanymi stanowiskami Polski, oportunimz w kwestiach niemal startegicznych dla calej Europy a w szczegolnosci stosunkow i wspolpracy z Rosja, stale wysuwanie mniej lub bardziej bezsensownych idei powoduje iz Polska postrzegania jest saytyrycznie, irytujaco, Polska jest stalym tematem anegdod i kpin.Niestety nie mialem i nie mam argumentow, ktore byc moze w jakims stopniu pozwolilyby zmienic nieco pogllady Pana Erica, ale czulem sie bezradnie i czulem, ze pod tym wspolnym mianownikiem odbierani sa wszyscy bez wyjatku Polacy.
    Panie Danielu! coz moge dodac do tego wszystkiego? chyba odpwiedzi nasuwa sie bardzo wiele. Ja powiem krotko.
    1. Rosnace zadluzenie przekraczajace 156 mld Euro plus juz w wielu przypadkach karne odsetki,
    2. Zagrozenie energetyczne spowodowane awanturnictwem politycznym wzgledem Rosji Prezydenta ( sprawa Gruzji i Ukrainy )
    3. Zarysy zalamania gospodarczego wynikajace z sytuacji na swiatowych rynkach finanswoych ( bezposredni wplyw na ksztaltowanie sie bilansu handlu zagranicznego a w koncowym efekcie spadek tzw, atrakcyjnosci handlowo-inwestycyjnej Polski )
    4. Awanturnictwo polityczne wzgledem Rosji plus dosc dziwne zagrania w kwestii tarczy antyrakietowej. Czy aby w istocie ta tarcza Polsce jest potrzebna ?
    5.W efekcie powyzszego wzrost bezrobocia, obnizka realnej sily nabywczej zlotego i koniecznosc wejscia do strefy Euro.
    6.Wzrost kosztow utrzymania o okolo 35 % i automatyczny wzost napiec spolecznych i niezadowolen okreslonych grup zawodowych.
    Czy Tusk podola temu? Czy w takim przypadku wogole sensownym jest typowanie Tuska na Prezydenta?,czy kryzys polskiej dyplomacji nie odczujemy bolesnie pod wzgledem ekonomicznym? Czy w koncu zadluzenia zagraniczne nie przyczynia sie do paralizu gospodarczego tak jak w czasach gierkowskich. Tylko ze za czasow Gierka Polska brala na siebie kredyty i udostepniala je Zwiazkowi Radzieckiemu, a teraz poprostu Polacy je przejadaja, trwonia, bezmyslnie lokuja i w efekcie zadluzenie resnie, odsetki rosna i petla na szyji powoli sie zaciska.
    Przygladajac sie obradom Sejmu wydaje sie ze wszystko jest ok najwazniejsze sa media, In Vitro, upadek Lewicy, srodki dla Radia Maryja, Euro 2012,a o rzeczach w istocie powaznych i zagrazajacych stabilnosci i egzystencji ekonomicznej Polski sie nie mowi. Z Balcerowicza zrobili idiote, kata ekonomciznego i wogole durnia, Wladyslaw Baka wynoszony byl na wyzyny a prof Gomulka? czy mam dalej poszerzac serie pytan? Czy przemowilem do czyjejs wyobrazni?
    Szanowny Panie Danielu!
    Rozumiem Pana i czuje Pana mysli doskonale, dlatego powstrzymuje sie od komenatrza Pana wystapienia.Powtarzam w zakonczeniu fraze, ktora zaczalem JESZCZE SIE NIE NARODZIL TAKI CO BY KAZDEMU DOGODZIL!

  36. PI – 13;37 – ja bym się tak nie śmiała z tej kosy Alfa Romeo 🙂
    Jestem szczęśliwą posiadaczką młynka do kawy, który był własnością mego taty, kiedy jeszcze był kawalerem. Z całą pewnością ma ponad 80 lat i jest doskonały. Wprawdzie już w nim kawy nie mielę, a jeśli, to sporadycznie, ale służy do pieprzu i potrafi mielić na pył, albo grubiej, albo całkiem grubo – wedle potrzeby. Wszyscy mi go zazdroszczą i podziwiają młynek i jego korbkę, a także ciekawy, cylindryczny kształt w podłużne, wgłębione rowki – aby się dobrze trzymało. Na pokrywce jest wygrawerowany zgrabny lew z uniesionym nad grzbietem ogonem, a powyżej, w okręgu napis: PEUGEOT FRERES oraz jeszcze trzy słowa małymi i trudnymi do odczytania słowami (nie znam francuskiego). A więc małe jest piękne i bywa trwałe i doskonałe. 😆
    ;
    telegraphic observer – Z tym skorpionem, to przesadziłeś. Kubajurek to najwyżej taki bąk z łąk.

  37. Lex 10.07
    Nie mogłeś mi sprawić większej rozkoszy, swoim wnioskowaniem w sprawie prawa do odmowy zeznań prz małżeństwo Pati Koti i Zbynia Zero. Czułem to przez skórę, ale skoro najlepszy prawnik na blogach POLITYKI to potwierdza – chyba się upiję z radości. Jam człek prosty, miałem tylko jeden wykład na studiach z teorii państwa i prawa, specjalnośc też mam inną i nawet bałem się coś takiego zasugerować, ale teraz „I’m begining to see the light ! „

  38. Szanowny Panie Danielu, po raz pierwszy pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem. Otóż według mnie jest Pan rzadkim „przypadkiem” poważnego komentatora. Ironicznego – tak, przewrotnego – jak najbardziej, ale poważnego. To w naszej rzeczywistości wyjątkowe zjawisko. I niech Pan taki pozostanie przez najbliższe – oby szczęśliwe dla Pana – sto lat. Tego życzę z okazji urodzin – Panu, ale przede wszystkim – sobie. Czytam Pana teksty od 1964 roku – zawsze z dużą przyjemnością. I niech tak pozostanie jak najdłużej.

    Wracając do pana WC – może jego odcięcie się od polskości to dowód patriotyzmu, który podobno go przepełnia? Wszak im mniej tego pokroju indywiduów w naszym kraju, tym większa szansa na osiągnięcie pomyślności i normalności. Oby inni „patrioci” wzięli z niego przykład. I to jak najszybciej.

    Serdecznie pozdrawiam, T.

  39. W swej zajadłości publicystycznej Passent częstokroć skrajnie rozmijał się z faktami (vide głośny protest słynnej włoskiej dziennikarki Oriany Fallaci przeciw zafałszowaniu jej tekstu przez Passenta; “Polityka” z 18 września 1993 r.).
    To Passent, od lat zaprzyjaźniony z autorem antypolskiego Malowanego ptaka – żydowskim pisarzem-hochsztaplerem Jerzym Kosińskim, zrobił najwięcej dla jego skrajnego rozreklamowania w Polsce (por. osławiony tekst w “Polityce” z 30 maja 1987: Życie dziękuję ci za Kosińskiego. (Trzeba przyznać, że Passent bronił Kosińskiego wciąż uparcie i w latach 90., pomimo zdemaskowania jego oszustw (por. np. pełny tupetu tekst Passenta: Zamach na Kosińskiego, “Polityka” z 6 maja 1995 r.).
    Passent skrajnie wychwalał Urbana (tekst Polska walcząca, “Polityka” z 20 sierpnia 1994 r.), pisząc, że: Urban, będąc całkowicie pokonany i wzgardzony, rzucił wyzwanie trzem największym siłom w Polsce, kiedy były u szczytu potęgi: Kościołowi, “Solidarności” i Wałęsie. Krętaczunio Passent przemilczał prosty fakt, że właśnie cała działalność Urbana po 1989 roku dowodzi nie potęgi, a wielkiej słabości i arcypobłażania “Solidarności” dla wrogów demokracji. W normalnie funkcjonującym demokratycznym państwie prawa przykładnie rozliczono by Urbana za wszystkie jego podłości z lat jaruzelszczyzny, począwszy od stanu wojennego, a przede wszystkim za podjudzanie nienawiści przeciw bezbronnym ofiarom (w sprawie księdza J.Popiełuszki, matki G.Przemyka etc.). I nie tylko, że nie miałby możliwości wydawania tygodnika i niebywałej łatwości uzyskania nań taniego lokalu, ale otrzymałby co najmniej dziesięcioletni zakaz druku za zbrodniczą kolaborację (za de Gaulle’a niektórych kolaborantów dziennikarzy i pisarzy potraktowano jeszcze o wiele ostrzej!).

  40. Nie powinien pan kopac lezacego. PIS i Kaczynscy to historia i juz sie nie podniosa.

  41. Wydaje się, że przyznanie iż komentowany tekst pisał dziennikarz w stanie niepoważności jest szczerą próbą przekonania czytelników do takiegoż go potraktowania. Czymże innym może być bowiem akcentowanie, że pojęcie konkubinat lepsze jest od małżeństwa a ceremoniał i przynależne mu przyrzeczenia nie powinny mieć znaczenia życiu społecznym.

  42. Najnowsza historia Polski uczy nas, ze oprucz powaznych dziennikarzy byli tez dyzurni dziennikarze i ci ostatni byli mniej zabawni.

  43. Szanowny Panie Redaktorze,
    Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia!

    Co do posła Gowina – idąc dalej jego tokiem rozumowania może niech państwo zacznie wystawiać świadectwa/glejty kto może mieć dzieci, a kto nie. :/

  44. Do „telegrafic observer” z 26.04, 17.22:jesteś zawiedziony, że blogowicze nie podjęli ważnego tematu:”prywatyzacja”. Ja nie jestem zawiedziony, bowiem blog, to -moim zdaniem- nie miejsce na profesjonalne wyłuszczanie tego problemu. Z Twojego wpisu wnioskuję, że „siedzisz” w temacie, więc szybko dojdziemy do porozumienia. Wiemy, że każda metoda badawcza zawiera w sobie oczywiste założenie, że proces da się mierzyć, jeśli zawiera w sobie w miarę logicznie uporządkowane parametry; wtedy można wyszukiwać cechy wspólne, szukać wagi do ich uśredniania oraz stosować ekstrapolację. W gospodarce w wymiarze ekonomicznym, żeby poważnie mówić o możliwości stosowania metod wyceny dowolnego zjawiska, musimy mieć rynek (popyt,podaż),dane historyczne dające odczytywać trendy i parametry do logicznego prognozowania.
    W Polsce wtedy nie było NIC; totalna nierównowaga, szalejąca inflacja, permanentny stan kryzysowy, zwłaszcza w etapie schładzania gospodarki. Fizyka (hydromechanika) ten problem rozwiązuje i definiuje prosto:mamy dwa rodzaje przepływu ; przepływ laminarny (spokojny,uporządkowany) i przepływ turbulentny (burzliwy). Hydromechanika udowodniła, że określone prawa i reguły odnoszące się do przepływu laminarnego całkowicie nie mają zastosowania dla przepływu burzliwego. To samo jest w gospodarce i ekonomii; jeśli nie ma rynku, jeśli każda prognoza jutro stawała się nieaktualna, jeśli każda wartość rzeczy była fikcją, bo nie było weryfikatora wyceny, to wszystkie piękne naukowe metody liczenia wartości firm były zabawą na papierze (wiem coś o tym nie tylko z teorii, bo min. sporządzałem dla potrzeb b. dużego niemieckiego banku Instrukcję weryfikacji wartości prawnych zabezpieczeń rzeczowych kredytów w warunkach kryzysu gospodarczego w Europie Wsch.).
    Cała b. mądra teoria dyskonta, liczenia wartości wolnych przepływów finansowych, liczenia wartości kapitału własnego, wszelkich dźwigni finansowych, itd były bezradne w tak dynamicznie zmieniającej się sytuacji.
    Dlatego proces prywatyzacji w Polsce nie mógł być oparty wyłącznie na metodach ekonomicznych; musiał być żywiołem, bo NIC się nie dało wyliczyć dla perspektywy dłuższej, niż rok. A jeśli był żywiołem, to i podatny był na każdą demagogię, populistykę, brednie posła Pęka, każdą indoktrynację, grę interesów itd.
    Jak amerykańscy bankowcy uczyli nas w 1993r. zasad udzielania kredytów hipotecznych i jak z przerażeniem opowiadali o destruktywnej inflacji w USA w latach 30tych (ok. 30%pa), a my śmialiśmy się z ich trudności, bo wtedy w Polsce inflacja wynosiła 20-30% miesięcznie, to i oni byli bezradni i nam współczuli.
    Każda krytyka tamtych czasów i stosowanych metod jest uprawniona i co do złodziejstwa, machlojek, obławiania się przez cwaniaków, ignorancji, zaniechań celowych, bądź biurokratycznych, ale każdy, kto uprawia taką krytykę, jest moim zdaniem ignorantem, bo nie rozumie , że NIE DAŁO się wtedy nic profesjonalnie wycenić; były to równania z dziesiątkiem niewiadomych.
    Okres transformacji w tamtych latach ja porównuję z filmem „Jak zdobywano Dziki Zachód”. Wszyscy dzisiaj wiedzą, że była przemoc, gwałt, bezprawie, bo był ŻYWIOŁ. Wiemy, że kowboje na pewno no nosili na co dzień rękawiczek, że nie byli intelektualistami, jak to pokazuje amerykańskie kino, ale te filmy oglądamy. Transformacja ustrojowa w Polsce, to była nieustanna metoda błądzenia w ciemności, metoda prób i błędów. Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi wszyscy, łącznie z Balcerowiczem, ale ta tematyka nie nadaje się na rozważanie blogowe; tak przynajmniej ja sądzę.
    Pozdrawiam

  45. Dla ścisłości: Cejrowski prostuje informacje Dziennika, twierdząc, że „emigrację” gazeta wymyśliła sama. Konkretnie poważny komentator Karnowski.
    Serdeczne życzenia urodzinowe dla dostojnego Jubilata! Stu lat w pełnym zdrowiu z możliwością dzielenia się swoimi przemyśleniami z czytelnikami!

  46. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Roman51
    Oczywiscie ze Passenta dobrze sie czyta (osobiscie wole go krotkiego jak dlugiego) nie oto chodzi. Szkoda tylko (z mojego punktu widzenia), ze taki udany „pistolet”, puszczajacy krotkie sierie po trybunie, za kazdym razem obstawia „ciasto”, ktore po wypieku jest zakalcem. Nie powiem, tez jedna z form talentu….
    Nie wiem czy z prof. Balcerowicza zrobili idiote, to nie jest takie proste, jak moglo by komus sie wydawac. Nie slyszalem aby neurolodzy grzebali mu w pale(?) Bardziej sklaniam sie w strone, ze kazdy rodzi sie i ma pewne cechy tjb. zaprogramowane, ktore w okreslonych warunkach moga sie rozwinac, byc widocznymi. Wypadkowa jest praca/efekt. Patrzec na efekt – jezeli jest sie w wstanie – mozna samemu wyrobic sobie zdanie, nie sugerujac sie tym co mowi/pisze D. Passenta na temat, lub np. jakis „konowal ekonomii” – prawda? Ja rozumiem, ze sztuka jest sprzedac skopany garnitur, ktory nota bene szyty byl na obstalunek. Rozrozniac nalezy dobrego krawca od zlego sprzedawcy i na odwrot. To jest to.
    Inaczej mowiac, lac lukrier na zakalec…
    Ale podpisac sie pod tym?….

    Post Christum.
    Räuberbande alle Länder vereinigt euch! Das Vaterland ist tot – rettet die Partei!
    Mozna i tak. Taki styl mnie osobiscie nie r a j c u j e…
    Won!

  47. ANCA,
    Ja przesadzilem? No wiesz – przeciez nasz Gospodarz jest brawurowy, sama przyznaj. A co to bylaby za brawura wsrod bakow na lakach? A la byczek Fernando.

  48. Szanowny Panie Redaktorze,
    Sto lat niech Pan nam żyje!
    Jestem pełna podziwu dla maestrii, którą wykazał Pan podsumowując temat pioniera głównego nurtu dzisiejszej publicystyki – Wojciecha Cejrowskiego.
    Zasłużył Pan bowiem na lepsza pogodę w jesieni życia.
    A to, co sie teraz w polityce dzieje, to na pewno nie jest babie lato.
    Rozumiem doskonale, że z goryczą Panu nie po drodze, stąd zapewne wybór tematów.
    I słusznie Pan czyni, schodząc z głównej linii frontu i przygladając się temu, co dzieje sie na zapleczu. Istotne dla naszego funkcjonowania w społeczeństwie są bowiem owe rykoszety, odpryski i reminiscencje, pośrednio tylko zwiazane z teatrem politycznej wojny. Ważny jest tylko ich wpływ na nasze postawy. Efekt, jaki w naszej pojedyńczej świadomości wywołują, sposób, w jaki na nie reagujemy.

    Pozwolę sobie zatem, uzupełnić jubileuszowe życzenia o tę piękną myśl Czesława Miłosza:

    Barwy ze słońca są. A ono nie ma
    Żadnej osobnej barwy, bo ma wszystkie.
    I cała ziemia jest niby poemat,
    A słońce nad nią przedstawia artystę.

    Kto chce malować świat w barwnej postaci,
    Niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce.
    Bo pamięć rzeczy, które widział, straci,
    Łzy tylko w oczach zostaną piekące.

    Niechaj przyklęknie, twarz ku trawie schyli
    I patrzy w promień od ziemi odbity.
    Tam znajdzie wszystko, cośmy porzucili:
    Gwiazdy i róże, i zmierzchy i świty.
    Warszawa, 1943

  49. Jeśli chodzi o prawne i etyczne problemy związane z zapłodnieniem in vitro, to czas przyniesie ich wiele. Już dzisiaj powinno sie myśleć o dokonaniu regulacji prawnych i zaleceń etycznych. Powołanie odpowiednich ciał pracujących nad tym jest konieczne. Polska jest pod tym względem daleko w tyle za resztą Europy.
    Problem nie jest tak śmieszny i prosty, jak wielu blogowiczów przedstawia, bynajmniej nie sprowadza sie do kwestii czysto religijnych, światopoglądowych.

    Podam przykład, może skrajny, ale z pewnościa realny.

    Otóż córka może udzielić swojej komórki jajowej (gamety) swojej matce. Gameta ta zostaje in vitro zapłodniona – staje sie zygotą, przejdzie kilka podziałów – stanie sie embrionem i następnie zostanie wszczepiona matce dawczyni. Matka ta stanie sę na czas ciąży niejako pojemnikiem na dziecko.
    Załóżmy, że to będzie dziewczynka. Matka „nosicielka” będzie genetycznie spokrewniona z tym dzieckiem tylko na 1/4 (statystycznie dziecko to będzie miało 1/2 genów matki biologicznej, a w tym 1/4 genów babci „nosicielki”). Prawnie musi być jednoznacznie ustalone, czyja to będzie córka. Pierwsza nasuwająca sie sprzeczność to – czy to będzie córka swojej matki (dawczyni komórki jajowej), czy córka swojej babci (nosicielki płodu i genetycznej matki jej matki).

    Załóżmy, że ta córka dorośnie i zechce zawrzeć związek partnerski z synem dawczyni czyli ze swoim genetycznym bratem (we Francji jest możliwość zawierania takich związków). Czy prawne uznanie takiego związku nie pociągnie za sobą ujemnych konsekwencji, jeżeli chodzi o dziedziczenie, dzisiaj jeszcze nie znanych?
    Powie ktoś – nieważne, niech będą zawierane odpowiednie umowy i sprawa będzie jasna. Ktoś inny na to, ze umowa nie może decydować, kto jest czyim potomkiem i też będzie miał rację.

    Istnieje wiele możliwych wariantów kojarzenia, np. kobieta może dostać komórkę jajową od swojej siostry, kuzynki, a zrodzona z tej komórki (po zapłodnieniu przez anonimowe nasienie) córka może się ożenić z byłym mężem swojej matki, czy też zawrzec z nim zwiazek partnerski. Jak mogą wyglądać sprawy dziedziczenia – czy będą oparte nadal o pokrewieństwo, czy może o formalno-prawne umowy, a takowe mogą być w relacjach blisko i daleko rodzinnych dużo bardziej zawiłe niż dzisiejsze relacje oparte na pokrewieństwie mające zasadnicze znaczenie w procesach spadkowych.

    Jak będzie prawo traktować płatności, które pobiorą nieformalnie od biorczyń dawczyni gamet? Jako wyłudzenia, czy rekompensatę?
    Jak sądy będa traktować matki jako świadków w sprawach karnych ich dzieci? Która osoba otrzyma prawo odmowy zeznań – matka biologiczna, czy matka nosicielka?

    Kolejny problem etyczny – czy instytucja sprzedająca nasienie ma prawo utajniać dane dawcy? Wiadomo, że w celach komercyjnych (wysoki blondyn o niebieskich oczach!) i administracyjnych (dane personalne, przebyte choroby, itd.) bank nasienia posiada szczegołowe dane o dawcach. Czy potomek dawcy ma prawo domagać się ujawnienia danych osobowycho jego ojca? W kilku krajach powstały już towarzystwa społeczne domagajace sie jawności dawców.

    Spójrzmy w przyszłość. Już dzisiaj prowadzi się mnóstwo eksperymentów na zarodkach, m.in. na hybrydach ludzko-zwierzęcych (materiał genetyczny jądrowy od człowieka, materiał genetyczny cytoplazmatyczny od krowy). Lekarze robią to w celach terapeutycznych (tak twierdzą). Załóżmy, że eksperymenty z takimi zarodkami doprowadzą do otwarcia nowych perspektyw, np. hodowania organów do przeszczepów lub produkcji lekarstw. Firmy będa patentować takie technologie. Powstaje pytanie – czy dawcy komórek będą mogli domagać sie dochodów z opłat patentowych? Bo przecież mają znakomity materiał genetyczny. Dlaczego nie zdyskontować tego finansowo?

    To jest bardzo realne. Juz dzis należy intensywnie pracować nad regulacjami prawnymi i etycznymi.

    Pzdr, TJ

  50. A to ci dopiero! Po dwóch latach funkcjonowania blogu okazuje się, że cały czas czytaliśmy niepoważnego dziennikarza. Rychło w czas, panie Passent, raczył pan nam to oznajmić! Czy pan w ogóle zdaje sobie sprawę, co pan opowiada? Jeśli pan jest niepoważny, to znaczy, że my sami, wszyscy jak tu jesteśmy, czy to sympatycy, czy nienawistnicy, byliśmy przez cały ten czas niepoważnymi czytelnikami. Z tego zaś nie sposób nie wysnuć diagnozy kolejnej: że wszyscy, jak tu siedzimy przed monitorami, jesteśmy również nieharmonijnie rozwinięci, i jeśli nawet ktoś z nas miał zarówno tatusia, jak mamusię, to widać byli to rodzice toksyczni, którzy czytelniczej powagi w żaden sposób nie mogli nam zaszczepić. Twierdzi pan, że „największym darem jest życie, jest człowiek – gdziekolwiek, jakkolwiek i ktokolwiek go począł”. Ślicznie. Tylko niech mi pan wyjaśni, na choinkę komu taki dar? Żeby pisać dla niepoważnych czytelników, albo czytać niepoważnych dziennikarzy? To ja taki dar pierniczę.

  51. Wszystkiego najlepszego Szanowny Panie Danielu z okazji urodzin .

  52. Drogi Gospodarzu blogu, te doniosłe dla Ciebie dni DONIOSŁEGO JUBILEUSZU – mogą być zakłócane przez LEŚNYCH LUDZI.
    Należy im to wybaczyć. Po chrześcijańsku.
    Oni tak zacięcie walczyli o lepsze jutro, że dopiero przed pau tygodniami wyszli z lasu.
    Cały czas walczyli.
    Wysadzali i wysadzali.
    Przez te lata nie czytali przez to lata Pańskich felietonów.
    W lesie nie ma przecież kiosków RUCHU.
    Nie mają pojęcia co tu się działo i co się dzieje.
    Do tego nie zgadza im się ilość granatów z iloscią zawleczek.
    Wyciągneli i juz nie pamiętają, czy rzucili granat, czy nie.
    Tyle lat w głodzie, chłodzie i poniewierce.
    A my tu sobie żartujemy.
    Niektórym właśnie granat odpalił, stąd te niektóre wpisy.

  53. Absolwencie,
    na drodze do światła niech Cię Duke (Ellington) prowadzi.

  54. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    28. 04. 2008 / 1. 05. 2008

    ….über alle Dinge und manches andere ….

    http://www.youtube.com/watch?v=hYCpl2lKlj8&feature=related

  55. haha

    jak ktoś sobie wybiera taki nick to powinien być
    dowcipny. Bo inaczej po co pisać ‚haha’???
    Ot i logika.

  56. telegraphic o… – Ojej! Co za porównanie! Pan Redaktor i byczek Fernando?
    Ja na tej łące widzę naszego pana DP jako pięknego, zielonego pasikonika, który w eleganckim fraczku gra przed życzliwą publicznością. A gzy i bąki sobie polatują i nawet nie mogą mu skoczyć, bo on to robi o niebo lepiej.
    Te gzy i bąki mogą sobie bzykać, ale dla pasikonika są jakimś dalekim szumem, nie wartym uwagi. Że przytoczę tu piękne zdanie z „Egipcjanina Sinuhe” Twoje słowa są dla mnie, jak brzęczenie much…
    Skorpion potrafi zabić, ale nie Kubajurek. Nie ma takiej możliwości.

  57. I znów mogę zgodzić sie z tymi, którzy widzą w WC-kwadrans początek degrengolady dziennikarstwa. Prekursor amerykanizacji, tobloidyzacji itp, idt.
    Ale to nie tylko dziennikarska ofensywa! Bojówki radiomaryjne potrafią świtnie działać w terenie posługując się plotką, pomówieniem, oszczerstwem.
    Jestem świeżo po walnym zgromadzeniu spółdzielni mieszkaniowej, pod nową ustawą z 14 czerwca, którą przecież poparł cały prawicowy blok.
    To, że wg niej na wniosek 10 członków spółdzielni można wprowadzić dowolny punkt na walne zebranie i metodą ulotek, plotek, pomówień zebrać przestraszone babcie i dziadków – słuchaczy RM, i rozwalić radę, zarząd dobrze prosperującej spółdzielni, to mi się w głowie nie mieściło, a jednak staje się ciałem.
    Nie ma wg mnie żadnej demokracji. Jest tylko ordynarna walka o mamonę.
    Piszę to, bo jestem pod wrażeniem umiejętności organizowania tłumów przez „pociotów” kościelnych. A lewica polityczna zachowuje się w terenie, jak nowicjusze.
    Piszę to dla ostrzeżenia, bo jak kiedyś kapitalizm miał zawisnąć na stryczku, który sam sprzedał komunie, tak teraz widać wyraźnie, że posługując się niby lewicowymi hasłami można powieśić nie tylko lewicę, ale i każdego uczciwego człowieka.
    I TYM SIĘ NIE ZAJMIE ŻADEN DZIENNIKARZ

  58. Odkąd Pana czytam, zainteresowałem się polityką.

  59. Szanowny Panie Redaktorze,
    zycze duzo zdrowia i wytrwalosci w tej ciezkiej misji.

    z poszanowaniem

  60. Szanowny Panie Redaktorze,

    życzę Panu zdrowia i pióra jak dotąd
    przez sto szczęśliwych dla Pana lat !

  61. Wszystkiego najlepszego na Urodziny
    od współsolenizantki.

  62. Szanowny Panie Redaktorze,

    Proszę przyjąć najserdeczniejsze zyczenia z okazji urodzin. Panu życzę dużo zdrowia i pogody ducha a wszystkim pozostałym jak najwięcej felietonów Pana pióra:)

    Co do samego wpisu, od kilku lat tak głęboko zanurzyliśmy się w oparach absurdu, że przypomina to sytuację nurka głębinowego – od pewnego poziomu nie wiadomo już nawet, w którą stronę należy płynąć aby powrócić na powierzchnię.

  63. Herr Stychowski:
    Entschuldigen Herr Stychowski, aber wir nicht versteien dein Polnisch.

  64. Chyba za długo mieszkam w Niemczech (10 lat), bo ciągle czegoś z tych polskich dyskusji nie rozumiem. Teraz nie rozumiem tego halo o finansowanie in-vitro tylko dla małżeństw. Bo gdy zaglądam na strony mojej kasy chorych, to przy warunkach refinansowania zabiegów rozrodu wspomaganego stoi jak byk na pierwszym miejscu: „Das Paar muss verheiratet sein.” – para musi byc małżeństwem. I przez te 10 lat, jak tu jestem, przez media przewaliło się parę poważnych dyskusji na temat refinansowania a nigdy nie spotkałem się z kwestionowaniem akurat tego punktu. No ale oczywiście tu jest ciemogród, widziały gały co brały jak wyjeżdżały.
    Pozdrowienia

  65. Drogi Gospodarzu,

    Powodzenia w dziennikarskiej pracy i tu na blogu,
    sukcesów w wypychaniu lewicy z politycznego rogu,
    w pracy literackiej nowego pokłosia,
    by warto przepłacać, bo to nie jest Dosia,
    Kolorów w pisaniu, jak u królowej paziów,
    Długich lat w zdrowiu i homeostazie.
    Życzy
    TJ

  66. Z okazji „okrągłych” Urodzin życzę Panu Danielowi 120 lat końskiego zdrowia i poczucia humoru bez względu na okoliczności. 🙂

    PS.Torlinie, mam identyczne spostrzeżenia w temacie Pana Prezydenta…coś w tym musi być, nieprawdaż.

  67. Panie Redaktorze,
    Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, potem jak najwięcej pociechy z wnuka. A sobie bym życzyła, żeby moje dzieci mogły jeszcze się na Pana felietonach uczyć czytać Polityki – 120 lat co najmniej Panie Danielu.
    Wszystkiego co naj, naj, naj z okazji urodzin.
    Pozdrawiam.
    cargo

  68. Sto lat a może więcej, zdrowia i dalszych „niepoważnych” felietonów które czytam od wielu lat. Komentarze ludzi typu „pawły” są żałosne, bo wystarczy czytać, a nie słuchać co inni podobno kiedyś przeczytali u Passenta.
    Zawistnicy są żałośni bo sami nie potrafią ale wiedzą lepiej i gdyby tylko chcieli to ho,ho ho..

  69. Przekazuję najlepsze życzenia urodzinowe! Wieczorem wypiję za Pańskie szanowne zdrowie lampkę dobrego czerwonego wina! Urodzinowo pozdrawiam. Lesiu

  70. Serdeczne życzenia!
    A to, że lepiej być niepoważnym wiadomo przynajmniej od czasu, gdy poważni ludzie, na przykład satyrycy, zaczęli startować w wyborach parlamentarnych, czy prezydenckich…

  71. Sto lat Panie Gospodarzu i dziekuje za dana mi przyjemnosc czytania Panskich artykulow!

  72. kakasiu, to niedowcipnemu nie wolno się już nawet pośmiać, zwłaszcza jak jest z czego albo kogo? A gdzie demokracja?!

  73. I własnie za to kocham Pana, Panie Danielu 🙂 Za to, że nie jest Pan wielkim napuszonym komentatorem pełnym powykrzywianych frazesów, ale cudownym i przewrotnym felietonistą. Takim, jaki powinien być myślący dziennikarz 😀

  74. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    PIRS
    Excuse me. Ilu Wir w Waszym „Klubie Wedkarskim” jest?

  75. Panie Danielu !
    …. Zdrowia ,szczęścia ,pomyślności życzę Panu właśnie .
    Poznawałem pana pióro od czytania ostatniej strony, wtedy , dużego formatu „Polityki ” .
    Za te lata składam podziękowania, jako anonimowy czytelnik.
    Z Serdecznym Pozdrowieniem
    Waldemar

  76. Najlepsze życzenia z okazji urodzin, wielu lat zdrowia i świadomego, celnego oraz błyskotliwego pisania, o które coraz dziś trudniej.

  77. Pielnia, faktycznie tak bylo. Tyle, ze prywatyzacja teraz nie rowna sie prywatyzacji 15 lat temu, to przyznasz?! Jedynie sentymenty i pogaduszki pozostaly (zapewne jak poprzednio za psie pieniądze wykupią neoliberalni pociotkowie (…) kierowania “demokratycznym” państwem łaskawie przejęli młodzi, wykształceni i zdolni do wszystkiego, i podobne smetne zawodzenia).

    Inne spostrzezenie, dotyczy wpisu blogowiacza haha. „Nie jestem powaznym dziennikarzem” wcale nie oznacza „Jestem niepowaznym dziennikarzem”. Raczej blizsze jest „Nie jestem t.zw. powaznym dziennikarzem”. I tak cala tragizujaco-humorystyczna konstrukcja haha’y z huhukiem upada.

    Podobnie ANCA nieopacznie dopatrzyla sie, ze ja napisalem iz kubajurek jest skorpionem. Jest on w moim tekscie jedynie pierwszym z brzegu przykladem nierozumienia Passentowej ironii (albo przykladem udawania). Ale kazdy dospiewuje sobie jak mu w duszy gra. Prawdziwe skorpiony w przypadku DP sa gdzie indziej i nie daja mu w pelni sie rozwinac i wyprodukowac, na co wielkrotnie utyskiwal, na przemian z dawaniem znakow. Tego nalezy mu wlasnie zyczyc –

    DOSTOJNEM JUBILATOWI ZYCZYMY DALSZEGO ROZWIJANIA SWOICH TALENTOW W MLODYM WIEKU I PRODUKOWANIA ILE WLEZIE … SMIERC SKORPIONOM WOKOL DANIELA PASSENTA …

    a nie jazdy do Kalifornii przez 6 dni, jak mu zyczy harry_potem (a ja dospiewuje sobie). W pewnym wieku jedzie sie juz tylko w 3 dni, z Toronto, ma sie rozumiec, bo wszystko zwiedzilo sie po drodze – dospiewuje sobie.

  78. Pomyślności Panie Danielu
    Pan już dawno pomyślnie został zweryfikowany przez swoich czytelników. Nie każdy ma to co Francuzi nazywają „esprit” . Dobrze, że Pan jest.

    Pozdrawiam Halszka

  79. Telegraphic observer! Ważne, że oboje Pana DP cenimy, poważamy i bardzo lubimy. Każdy na swój sposób. Ważne jest to, że nie musi pan DP dbać o to, by jego felietony podobały się naczelnemu, bo od tego zależy jego los. Pan Daniel jest niezależny i może sobie traktować krytyki i zaczepki na blogu, jak brzęczenie much. A te skorpiony tak długo starały się ukąsić, że ich jad stracił siłę. I całe szczęście! 😆

  80. T.O. pisze: „“Nie jestem powaznym dziennikarzem” wcale nie oznacza “Jestem niepowaznym dziennikarzem”. Raczej blizsze jest “Nie jestem t.zw. powaznym dziennikarzem”. I tak cala tragizujaco-humorystyczna konstrukcja haha’y z huhukiem upada.”

    Telegraficu, bardzo misternie to wywiodłeś. Nie pozostaje mi nic innego jak dostosować się do ogólnego tonu:

    Łubu dubu, łubu dubu
    Niech nam żyje Gospodarz klubu
    Nieeech żyyyjeee naaam!!!

    Teraz dobrze?

  81. CMOS, jak widzisz Twój post pozostał taktownie pominięty.Ten blog jest miejscem subtelnej więzi z Gospodarzem.Zdarzają się wredne wyjątki. Są jednak pomijane.Tak jak w dobrym domu pomija się bąka dziadka w czasie niedzielnego obiadu. Polemiki bywają w tematach pobocznych – ciekawy dialog p.o. z pielnią na temat prywatyzacji. Ale ponieważ Gospodarz nie był uprzejmy dostrzec ,że chodzi o finansowanie z BUDŻETU zapłodnienia małżeństwom , większość przyjęła wypowiedż Gowina za zacofanie. Podobnie post GFNH,z którym nie zgadzam się zupełnie co do Urbana, w pełni zaś co do mizerii Kosińskiego i jego „Ptaka”.Szybką , prawdziwą polemikę , łącznie z odrobiną „mięcha” znajdziecie w popularnych portalach. Nie ma tam długich , fachowych , inteligenckich postów, ale jest więcej prawdziwego życia.

  82. przyłączam się do życzeń dla Pana Passenta, a sobie i czytelnikom życzę więcej takich „niepoważnych” dziennikarzy.

  83. Na zdrowie panie redaktorze!

    wybrał pan sobie piekielnie żywe medium do komunikacji, trzeba mieć niezłe nerwy, aby czytać te wszystkie komentarze (wychodzę z takiego założenia, że pan jednak je czyta, nawet po łebkach ale zawsze czyta:-))

    Pański wpis pod tytułem „przepraszam za……” uważam do tej pory za ten najdowcipniej spuentowany.

    pielnia 1 i Teleg.Obser., stare wygi i „relatywiści”:-)

    są widzę z branży i nieźle żąglują na blogu pojęciami (o których inni piszą dysertacje); cash flow, dyskont, wycena firmy lansując tezę, że prywatyzacja tak, ale jej jakość/korzyść zależy od bezpośrednich warunków, czytaj czasu i miejsca, oraz od woli ludzkiej, czytaj interesów rządzących. Prawda i banał, taki jak ten, że w Polsce po 89 nie było kapitału, więc trzeba go było sobie sprowadzić, czytaj, sprzedać coś, co ma jakąś wartość. Równie banalną tezą jest też to, że kierowanie się wyłącznie rachunkiem ekonomicznym w tej kwestii doprowadza do ignorancji wobec skutków społecznych takich a takich prywatyzacji (np. stoczni lub kopalni, lub fSO), których nie można nigdy przewidzieć, a co za tym idzie, bierze się w rachubę ryzyko niewspółmierne do tego jakie taka czy taka prywatyzacja dała by korzyści materialne in short or middle terms.
    Cóż więc począć z tym fantem? Bodajże w 1936 Adolf zlecił niejakiemu panu Porsche skonstruowanie wozu, który byłby na kieszeń każdego obywatela Reichu, powstał więc zgrabny i tani w sumie Garbusik. Fabryka do tej pory jeszcze jest de facto w czwartej części państwowa (22%), a decyzję podejmuje mimo to Land Hesji (Volkswagengesetz zapewniało mu veto, UE to teraz podważyła). Puenta mego wywodziku jest więc taka (może też banalna), że zlecenia państwowe mogą pobudzić innowacje i mogą ugruntować trwały rozwój a zarządzanie państwowymi molochami też nie jest brnięciem w bagno i może trwać dekady. Sorki, trochę się rozpisałem

    Serdecznie pozdrawiam

  84. My sie tutaj haha, jak by to powiedziec … roznimy zdaniami w poszczegolnych sprawach, od Gowina do Żaryna. Ty masz inne poglady niż ja, z kolei ja nie jestem calkiem w zgodzie z Gospodarzem … itd. Ale co 10 lat, zwyczajem juz chyba starozytnym, mozemy ze spokojnym sumieniem jakąś fetę odstawić. Jeden czlowiek wsrod nas nie jest anonimowy, smialo moge powiedziec, ze jest nieanonimowy, wiadomo gdzie i kiedy sie urodzil, w tym przypadku ma przewage nad nami, itd. Wiemy co sie nam w nim podoba, a co nie – przy tej okazji pomijamy. Ależ to Tobie ciagle jest niedobrze, pardon, powiem elegancko, nie jest dobrze.

  85. Panie Danielu,
    Piewszy raz wpisuje sie na panskim blogu aby dolaczyc do zyczen ale czytam codziennie. ZYCZE W ZDROWIU jak najdluzszych lat i tych „niepowaznych” komentarzy dla nas…

  86. Uszy do góry, Telegraphic. Jak mawiał poeta, anonimowym się nie jest, anonimowym się bywa. I wice wersja, nieanonimowym jest się też nie zawsze. Każdy kiedyś, przynajmniej raz życiu, nosił jakąś ksywkę – John, haha, telegraphic observer. Przewagę nad innymi w związku z tym raz się ma, a raz się nie ma, czasem zależy to od ustroju, czasem od pogody politycznej, ta zaś jak wiadomo bywa kapryśna. Ostatnio łajba zwana Polską wypłynęła na spokojniejsze wody, więc feta jest jak najbardziej na miejscu, skoro znalazła się okazja. Wszystkiego naj…

  87. Pomyslnosci i wszytkiego najlepszego … tak trzymac Panie Danielu.

    PS: dobrze, ze PP z Malzonka nie mial podobnego programu fajerowania jak Pan 🙂

  88. Rzeczywiście Panie Redaktorze zajmowanie się tym co powiedzieli członkowie kopuły PiS-u, ludzie którzy przez dwa lata swoich rządów potrafili tylko stworzyć CBA i obsadzić swoimi znajomymi i pociotkami wszelkie możliwe urzędy i spółki skrabu państwa, jest po prostu niepoważne. Zostawmy tych smętnych ludzi w spokoju. Oby już nigdy więcej nie zajmowali ważnych stanowisk w tym kraju.

  89. Nieprawda,że pana sieroctwo we wczesnym wieku nie zostawiło w pana umyśle żadnych śladów.
    Dowodem jest brak uformowania o którym pan pisze, brak wyraznych kształtów.Jest za to jakaś blizej nie sprecyzowana kpiąca niemal ze wszystkiego, bezkształtna masa. Ten kpiarski stosunek ma pan do wszystkiego co chociaz troszkę wydaje sie panu w kimś wyraźne i ukształtowane.
    Czyżby to była zadrość? Życze krystalizacji poglądów i wyjścia z nijakości.

css.php