Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

1.01.2009
czwartek

Panie Waldorff – pan był zerem

1 stycznia 2009, czwartek,

Witam w nowym roku! Czy wyobrażacie Państwo podsumowanie życia Jerzego Waldorffa bez wspomnienia, choćby jednym słowem, że był krytykiem muzycznym? A jednak tak się stało, i to – niestety – w sylwestrowej „Gazecie Wyborczej”. Nie pisałbym o tym, gdyby to był wyjątek, ale – znów niestety – takie nastały czasy, że podobne podsumowywanie ludzi jest na porządku dziennym.

Ale po kolei. Od kiedy przekroczyłem smugę cienia, interesuje mnie, jak młodzi podsumowują starych, albo jak można cudze życie, które trwało kilkadziesiąt lat, streścić i ocenić w kilku słowach. Tylko z tego powodu przeczytałem tekst pt. „Waldorff – człowiek zagadka”, napisany na marginesie biografii znanego krytyka (książka Mariusza Urbanka, „Ostatni baron Peerelu”, Iskry). Ostatecznie, znałem Waldorffa (któż go nie znał?), pisywaliśmy wiele lat do tego samego pisma, wszyscy zmierzamy do tego samego końca, warto przeczytać nekrolog, zanim ukaże się własny.

Doświadczona skądinąd, nie żadna nowicjuszka, dziennikarka „GW”, Katarzyna Surmiak-Domańska, pisze o Waldorffie. Zaczyna od stwierdzenia, że jego dorobek „jest niełatwy do obliczeń”, po czym wylicza plusy i minusy J.W.: „co prawda w 1976. podpisał” list środowiska muzycznego przeciwko zmianom w konstytucji PRL oraz bojkotował telewizję w stanie wojennym, „ale zarazem w latach 30. afiszował się swoją fascynacją Mussolinim i Hitlerem, a w latach 70. Edwardem Gierkiem”. (Cóż za wdzięczne zestawienie Gierka z Hitlerem – brawo!).

Czytamy dalej zestawienie cnót i grzechów Waldorffa. Cnota: W 1982 r. „miał odwagę publicznie nazwać rzecznika rządu Jerzego Urbana łachudrą”. Grzech: „W 1949 r. pokornie napisał paszkwil na księży, którzy nie chcieli współpracować z komunistyczną władzą.” Cnota: zwalczał ciemnogród. Grzech: był antysemitą. Cnota: w czasie wojny niezawodny przyjaciel. Grzech: w czasie pokoju atakował przyzwoitych ludzi dla efektu. Cnota: miał cudowny sposób wypowiadania swoich myśli. Grzech: korzystając z przywilejów załatwił sobie talon na fiata 125p.

„Przyszedł czas, żeby pokazać tę postać bez taryfy ulgowej” – czytamy dalej. Pod koniec recenzji Katarzyna Surmiak-Domańska pisze, że „usilny obiektywizm Urbanka trochę jej przeszkadza”, jego opowieści „brakuje tezy”. Natomiast pani K.S-D tezę znalazła. Jej recenzja jest odwrotnością książki Urbanka. Składa się ona głównie z tezy, że w życiu nie jest ważne co człowiek robił, i jakie były skutki jego działalności, jaka była jego droga, jaką przeszedł ewolucję, tylko co podpisał, co sobie załatwił, jakiej jest orientacji seksualnej oraz politycznej, z kim wypił bruderszaft. I to wystarczy. „To by było na tyle” – jak mawiał Jan Tadeusz Stanisławski.

Proszę sobie wyobrazić, że w całym tym „obliczeniu” dorobku Waldorffa NIE WSPOMINA SIĘ ANI SŁOWEM, ŻE BYŁ KRYTYKIEM MUZYCZNYM, może najbardziej w Polsce znanym w II połowie XX wieku, że podczas okupacji organizował i prowadził koncerty, że napisał ponad 20 książek, zainicjował kilka muzeów, toczył głośne kampanie, np. o wykupienie willi Atma w Zakopanem na muzeum Szymanowskiego, że wreszcie Kościół odmawiał mu pochówku na Powązkach, których był prawdziwym kustoszem i odnowicielem.

Ponieważ w młodości (a może i później – tego nie wiem) Waldorff był antysemitą, trzymałem się od niego z daleka, żeby mu nie sprawiać przykrości swoim towarzystwem, ale na miłość boską, jak można tak spłaszczyć człowieka, sprowadzić go do kilku plusów i minusów, które się wzajemnie znoszą i człowiek zostaje zerem? I co to za bilans, który przemilcza to, co w tym człowieku było najważniejsze – jego działalność jako krytyka i popularyzatora muzyki. Przecież tą metodą plusów i minusów, wedle której wszystko jest jednakowo ważne, każdego można ogolić na zero.

W normalnych czasach, utwór p. Surmiak-Domańskiej byłby curiosum niewartym wzmianki. Mówi on dużo o autorce i mało o bohaterze. A najwięcej mówi o naszych czasach. Po upadku faszyzmu i komunizmu nadeszły czasy, kiedy następne pokolenie (autorka urodziła się w latach 60.) ocenia swoich poprzedników. I jest bardzo surowe. Dla innych. Mistrzynią tego gatunku jest Joanna Siedlecka, nieudana pisarka, której specjalnością stało się stawianie „minusów i minusów” pisarzom bardziej od niej udanym – poczynając od Jerzego Kosińskiego. Tylko w czasach totalnego przewartościowania i zachwiania kryteriów możliwe jest „obliczenie” Waldorffa, z pominięciem tego, co robił. Mania ta, typowa dla prasy prawicowej, która specjalizuje się w odbrązawianiu łże-elity, dotarła widać do „Gazety”. Może dlatego potraktowałem autorkę bez taryfy ulgowej. Sama chciała.

PS. W nowym roku życzę wszystkim blogowiczom jak najwięcej plusów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 107

Dodaj komentarz »
  1. Zadziwiajace ze Gazeta Wyborcza drukuje takie glupie gryzmoly jak te o ktorych Pan pisze, zamiast rzeczywiscie w pelni docenic role jaka pelnil J.Waldorf w tamtych casach, i tyle

  2. Święta racja:-) co prawda autorka wspomniała o kłopotach z pochówkiem Jerzego Waldorffa na Powązkach ale faktycznie udało jej się nie napisać nic o krytyce muzycznej. Ot tak jakby krytyka muzyczna to była praca Waldorffa w kasie supermaketu, albo na kolei. Każdy niby musi z czegoś żyć i pozornie nie wpływa to na ocenę człowieka. Całkiem jak w piosence Molier Zbyszka Hołdysa. Co natomiast przeraziło mnie, że prześliznąłem się po tym tekście w Wyborczej i …nie zauważyłem tego. Dzięki, za wyrwanie z intelektualnej gnuśności.

  3. Panie Danielu, jak Pan widzi, nie można liczyć na uczciwą ocenę przez potomnych. Niestety, na ogół także i przez współczesnych. Nie wiadomo co o Panu kiedyś napiszą.
    Tak sobie myślałem, jak by wyglądał Pana nekrolog w różnych czasach i napisany przez różne osoby. W 1965? W 1968? W 1985? Kto i kiedy wyciągnąłby Panu roczne studia w Leningradzie, a kto w Princeton. Co by napisano o gen. Prawinie. Które Pańskie teksty i działania by uwypuklono i kto by to zrobił. Wreszcie kto i jak by Pana zlustrował. Może Pan sam by się pokusił o parę takich tekstów?
    Pozdrawiam serdecznie w nowym roku.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Czytając Kosińskiego odniosłem wrażenie, że pisał po polsku i ktoś tłumaczył na angielski, a jeszcze ktoś angielską wersję na polski. Trudno się czyta.

  6. Panie Redaktorze

    Chyba wpadł Pan trochę we własne sidła. Z jednej strony zła dziennikarka bo rozlicza fragmentarycznie, a z drugiej Pan Redaktor Passent który przy okazji nie omieszka wbić szpilkę w prawicową prasę. A może by tak Pan pomyslał że odbrązawianie łże elyt to nie jakaś mania, tylko rodzaj misji którą ktoś powinien zrobić. Pisze Pan o zestawieniu Gierka z Hitlerem, a sam Pan nawet nie zestawia ale porównuje jakąś Pania Redaktor z Wyborczej do całej prasy prawicowej, maniakalnej rzekomo. Jasne. Tylko lewicowa zapewnia rzetelność, obiektywizm i jest wolna od maniaków. Jako ze Wyborcza już odpadła to chyba tylko Polityka i Nie zostały. W sumie Red. Urban po tych samych pieniadzach, no to i jakość jest wysoka. Dlatego nie ma co siegać po inne niż Polityka i Nie – chyba że sie kto nie boi dwubiegunówki.
    Z drugiej strony się nie dziwie temu podejściu. Panu Redaktorowi Passentowi dużo lepiej się przedstawiać w świetle dążeń, idei i przemian które Pan przeszedł. Bo lepiej nie grzebać się w teczkach bo jeszcze jakiś John wyskoczy czy też w artykułach z przed kilkudziesieciu lat bo by sobie ludzie pomyśleli że gościu jakiś reżimowy jest. Lepiej patrzeć przez perspektywę tego co się chce, i wierzyć zwłaszcza w przemiany i elastyczność pozwalającą się odnaleźć w każdym ustroju zarówno politycznym jak i medialnym. A jak się fakty nie zgadzają, to tym gorzej dla faktów.

    Pozdrawiam
    Łukasz

  7. Nic dodać, nic ująć…

  8. Autor dał zwięzły przykład postępowania łże-elity. To nie łże-elita jest „odbrązawiana”. To łże-elita odbrązawia, wybiórczo dobierając fakty. Redaktorzy obecnej „Polityki” też stosują te metody. Zwłaszcza we wpisach w blogach i w komentarzach politycznych. D.

  9. Jego „Igraszki z Melpomeną” były dla mnie (jak pewnie dla wielu innych) wprowadzeniem do świata muzyki. No i nie wspomniał Szanowny Gospodarz o słynnym jamniku:) Wielka postać (p. Waldorff, nie jamnik). Gdy brakuje takich ludzi, nie ma od kogo uczyć się stylu i dobrych manier.

  10. Panie Redaktorze, smutno mi i „trwożno”-powoli w zapomnienie odejdzie czas,który nie był piękny, ale w którym to -pomimo wielu sprzeczności,cierpienia-funkcjonowało pojęcie godności. Teraz ważność w rozumieniu godnym, gdzie indziej się lokuje-teraz trzeba „plusować i „minusować”, żeby „wyjść na swoje”. Myślę, że – z przykrością to stwierdzam- nastanie Kaczyńskich rozpleniło takie myślenie. Trzeba udowodnić,że wielkie jest wielkie,że czyste to z pewnością białe,że choćby rysa/pojmowana zależnie/ już stanowi przyczynek do kwestionowania.Dziennikarka GW być może uległa „atmosferze”,że trzeba-warto pokazać różne strony bohatera swojego artykułu.Śmiem jednak twierdzić,że dziennikarka ta jest zbyt młoda,aby pamiętać J.Waldorffa. Nie będę pisać o zasługach Wybitnego Człowieka,nie zamierzam analizować Jego biografii, wiem jedno-nie byłoby we mnie tej wrażliwości,której On mnie nauczył-Wielki erudyta,wspaniały „gawędziarz”,nauczyciel trudnego w łatwym,łatwego w trudnym. Daj nam Boże takich więcej „wyklętych”. Bardzo się smucę,że coraz mniej oparcia, autorytetu,wszystko najlepiej pogrzebać. Tylko pytam? Co po nas, jak już tak wszystko wyczyścimy? Po latach oczekiwania/i walki wprost-działalność „podziemna” S/ na wolność coraz bardziej czuję się zniewolona,bo w sidłach tzw.swoich.
    W nowym roku będę „wsłuchiwać” się w Pana wyważone sądy bez względu na Pana biograficzne dzieje. Z szacunkiem i serdecznie pozdrawiam. Krystyna Nalepa

  11. „W normalnych czasach, utwór p. Surmiak-Domańskiej byłby curiosum niewartym wzmianki.” Czyli nie ma co oczekiwać normalności w czasach nienormalnych, odczytuję chyba logicznie. I w pełni z panem Passentem zgadzam.

    Bo spójrzmy w jakich czasach my teraz żyjemy. Oto najpierw bojownik o wolną Polskę, pierwszy minister od przekształceń własnościowych w pierwszym niekomunistycznym rządzie, więziony przez Jaruzelskiego, w obronie tego ostatniego staje! Razem ze swoimi wiernymi owieczkami z blogu wykłócają się zażarcie o powody wprowadzenia stanu wojennego, samo wprowadzenie pozostawiając – trzeba to w końcu, szczerze i otwarcie, nazwać po imieniu – w pełni uzasadnionym. Tylko my potrafimy usprawiedliwić Generała, twierdzi były minister. I owieczki pobekują niemal zgodnym beee beee beee. Bo Jaruzel o jakimś zagrożeniu wewnętrznym pózną jesienią 81, majaczył był w telewizji niedawno. Podczas gdy wszyscy wiedzą – sam Kukliński tak w pamiętnikach napisał – że to było czyste zagrożenie zewnętrzne. Nic wspólnego z zagrożeniem wewnętrznym nie mające! Ten generał to przygłup jakiś. Nawet nie wie, że był bohaterem narodowym wprowadzając stan wojenny, twierdzą byli internowani tego stanu. Oraz inni zasłużeni w etosie.

    Dzisiaj następnego kwiatka sprezentował nam nasz Gospodarz kochany. Przeczytał wziął w GW tekst o Jerzym Waldorffie i dawaj tego ostatniego bronić. No bo jak można na zero golić ostatniego barona, zapytuje? Tyle książek napisał, tyle apeli podpisał, jeśli ich wogóle sam nie wszczynał. A tu p. Surmiak-Domańska obliczyła w precyzyjnej wyliczynance w GW: Waldorff był zerem. I antysemitą.

    Dawno już ktoś (nie był to S. Michalkiewicz czasem?) przewidział: antysemitów sami Żydzi będą jeszcze musieli bronić. Bo wszyscy inni ulegną terrorowi poprawności politycznej. Miało to brzmieć jako nienormalność jakaś. Godna nienormalnych czasów tylko. Takich co nigdy nie nadejdą. Wygląda na to, że jednak nadeszły. Co prawda na blogach tylko, ale – nadeszły!

    No i niech ktoś powie, że nieciekawie nam się ten nowy rok zaczął.

  12. Gospodarz życzy blogowiczom samych plusów w nowym roku.
    Plusów dodatnich, czy ujemnych? – uprzejmie pytają blogowicze.

    Wreszcie znalazłem książkę dla siebie: Patrick French The World is What It Is – biografia powieściopisarza V.S.Naipaula (500 stron). Po 50-ciu stronach Vidia z Trynidadu (jego przodkowie z Indii) jest już w Oksfordzie, potem napisze on kilka plusowych powieści i będą się do niego zwracać sir Vidia. Ja tam Joanny Siedleckiej nie bilansuję. W buchalterii, jak może wiadomo, plusy zapisuje się na czarno, minusy atramenetem czerwonym. Narracje JS o pisarzach PRL-u, nota bene całkiem trudnego okresu, są ciekawe, wyzywająco krytykanckie literacko i życiowo, ale lepszych zdaje mi się jak dotąd nie ma, gdy ktoś chce poznać życie i twórczość Brychta, nie mówiąc o Gombrowiczu, czy Kosińskim. Temu ostatniemu nie ona jedna stawia minusy. Vidia w wywiadzie dla BBC mówi, że w późniejszym wieku poznał lepiej Conrada i rozpoznał w nim plusy. Liczą się tylko plusy. Każdemu należy liczyć tylko plusy. Waldorff miał plusy, może KS-D miała, albo się ich wkrótce dorobi. Po co przesądzać sprawę? Raczej pominąć minusy milczeniem. Czy na czyichś minusach można dorobić się własnych plusów?

    Czytałem dziś Michnika o liberałach. No tak, o liberalnych inteligentach (podkr. T.O.) – w GW . Zapomniałem, że w Polsce liberalny może być tylko inteligent. Dla mnie Michnik jest inteligencko rozchełstany, jego narracja jest rozbuchana, bez ładu i składu. Ale rozumiem go i nie widzę “minusów”.

    Witam w nowym roku! Ja też. Przyzwyczajony jestem do innego używania wielkich liter, ale niech będzie. Welcome to New Year! Moje wrażenia sylwestrowe są mocno mieszane. Z mężczyznami na zapleczu sali dansingowej nie udało mi się wypić za pomyślność w nowym roku. Za to z ich żonami, podejrzewam, że w znakomitej większości przypadków jako osobami wyzwolonymi spod jażma wspólnych małżeńskich poglądów na świat, ale nie zawsze, nie zawsze, tańczyło mi się nie najgorzej. Nie dlatego, że jestem jakimś wybitnym tancerzem. Wprost przeciwnie, nie jestem żadnym żydem, ani pedałem, ani antysemitą (to w nawiązaniu do postaci tytułowej tego wpisu Drogiego Gospodarza). Po prostu stwierdziłem przy bigosie, bal zaczął się od bigosu i jakiegoś podłego wina, powiedziałem im, że się modlą do Obamy. Wszyscy modlą się do prezydenta-elekta. Nawet moja sąsiadka, której praca w jakiejś bliżej nie znanej kanadyjskiej firmie handlującej (ale nie skórami bobrowymi) jest od dwóch miesięcy poważnie zagrożona modli się do Obamy. To rozumiem. To jest plus. Ale żeby prosty kanadyjsko-polski antysemita modlił się do Obamy, aby on zmienił politykę wobec Izraela, faktycznie obrócił ją o 180 stopni i pozwolił Hamasowi oraz jego pobratymcom zepchnąć państwo żydowskie do morza, tego nie rozumiem. Polacy, jak Żydzi (w sensie – Izraelici) liczą na wsparcie Ameryki, jedni przeciw Rosji i być może Niemcom, drudzy przeciw inslamistom wspierających palestyńskie żadania. Ale Polacy są przy tym bardzo zazdrośni. Powiedziałem im, że nie rozumieją Ameryki, a może nawet nie bardzo wiedzą o co im chodzi. Więc nie chcieli ze mną się napić. I w tym punkcie ich rozumiem. Ich żon nie rozumiem, bo nie jestem nadzwyczajnym tancerzem. Ale przekraczanie smugi życia – jak to pisze o sobie Gospodarz – do niczego specjalnego nie uprawnia. Przejmowanie się opiniami o własnej osobie nie jest najlepszą strategią. Takie są czasy i już, a czasy się zmieniają, kto wie w którą stronę. Niejeden literat, czy inny wyrobnik słowa zauważył, że uznanie literackich, już nie mówiąc o życiowych plusach jest jak łaska pańska, na pstrym koniu jeździ.

  13. Pomnik dla Puzona

    „Muzyka lagodzi obyczaje”- piekne powiedzenia pana Waldorffa jest ze mna od prawie 50 lat.
    P.S.
    Dziekuje panie Danielu za inspirujacy tekst.

    Slawomirski

  14. Panie Danielu,
    a ja mowie: Dzieki ci Polsko za Jerzego Wardorffa! Co to za cudowny czlowiek byl!
    Dobrego roku zycze.

  15. Gazeta Wyborcza jest redagowana przez zadufanych dziennikarskich nieudaczników skażonych ideowym ukąszeniem potwora tabloidyzacji.
    Dowody na to można znaleźć w każdym jej wydaniu. Wystarczy znać się na czymś, na czymkolwiek, aby natrafiwszy na artykuł w GW dotyczący tego tematu, stwierdzić stałe i bezwstydne lekceważenie dla prawdy, dla faktów, dla czytelnika, nieudolność, nierzetelność, bałaganiarstwo, nonszalancję, zarozumialstwo i pogardę.

    Czyżby Pan, Panie Danielu, dopiero przy okazji artykułu o Waldorffie to zauważył?!

  16. Panie Sanielu – w Nowy Rok z nowym szczęściem i nowymi siłami.
    Nie wiem kto i kiedy zdołał przekonać rówieśników p.red. z „GW”, że w PRL była potężna armia herosów walczących na barykadach z Bezpieką, oraz reszta narodu jęcząca w mordowniach tej że bezpieki, w przerwach zaś między jękami pisująca petycje, pielgrzymująca masowo do Częstochowy i cichutko, murmurando, nucąca hymn narodowy (bo wróg czuwał i mógł donieść). Bez takiej mitologii niemożliwa byłaby np działalność IPN-u czy traktowanie serio, nie w kategoriach medycznych, p.Macierewicza. W moim nudnym, pragmatycznym, mieszczańskim Poznaniu, zachowania p. Waldorfa we wdzięcznej pamięci – nie tylko jako swojaka, ale i niezrównanego organizatora studenckich bali w „Bazarze” (panowie studenci we frakach, a jakże; dochód na rzecz Bratniaka), chórzystę i muzyka zespołów gimnazjalnych, współorganizatora Muzeum Instrumentów Muzycznych, osoby która przyjaźnie potyrafiła rozmaw2iać z każdym i każdego trzymać na odpowiedni dystans. Przypomniał Pan sprawę Atmy, a jeszcze festiwale pianisrtyki polskiej, a półwiecze pogadanek radiowych, a… No właśnie. Sam o sobie mówił, że stał się specjalistą „od Pasji Pendereckiego, do Kas-ji Sobczyk” Należał do grupy Wielkich Edukatorów polskich. Coś podpisał? Czegoś nie podpisał? A czy to naprawdę ważne?

  17. Co prawda nie znam i nie kojarzę Katarzyny Surmiak -Domańskiej ,ale na podstawie tego co napisała o Waldorffie,przypomina mi ona młodych gniewnych z lat 50/60- piszących o znanych ludziach IIRP .Nie wypada pisać dobrze o ludziach okresu PRL , tak samo jak kiedyś nieprzystojnie bylo pisać dobrze o ludziach IIRP .To ilustracja głupoty!!.Jeszcze niewiele to pokolenie zrobiło porządnie samo ( czasy IIIRP) a juz wydaje wyroki .Pisze tak w adres Surmiak -Domanskiej ponieważ sukcesy IIIRP zawdzieczamy dorosłym, wykształconym i ukształtowanym w okresie PRL ,podobnie jak co najmniej 20 lat odbudowy i budowy po 1945 zawdzięczamy ludziom IIRP >Ci ostatni w wiekszości spoczywają na cmentarzachw tym Jerzy Waldorff . Dziennikarka Gazety Wyborczej zasługuje na oceny pana Daniela Passenta .
    ps.
    Jacek ŻAKOWSKI w TOKFM wyliczał rankiem za gazetą X , rocznicowe dni jaki przypadaną w 2009 a które różnicować będa ważnych Polaków -mam na myśli tych z mediow i tych z tzw.polityki .A może by tak po prostu te dwa środowiska przedstawiały projekty na przyszłość a nie typowo po Polsku zajmowały się tym co było, czyżby Lenistwo miałoby być zwycięskie ?!
    Ostrzegam!!! ,moi przygraniczni sąsiedzi – Niemcy również ten rok wykorzystają dla swojej przyszłości, co na przykładzie zmieniającego się Berlina i stosunkowo biedniejszej Meklemburgi widać jak na dloni.

  18. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Fascynacja p. J. Waldorffa Adolfem Hitlerem czy Benitem Mussolinim nie byla zjawiskiem nadzwyczajnym, wiele mlodych kobiet tamtego okresu miewalo mokro w majtkach na widok w/w przystojniakow. Np. Benito byl pakownie zbudowanym wybrykiem natury. Znam inne zboczenia. Byly kobiety ktore np upojone do granic wytrzymalosci z rozkosza ulegaly osobistemu wdziekowi J. Stalina. To tak juz jest, Szanowny Gospodarzu, milosc do wspolnych – czesto urojonych – hipnotyzujacych wartosci czyni slepcem nie tylko zreszta pojedynczego czlowieka ale i masy – prawda?

  19. Paweł pisze:

    2009-01-02 o godz. 07:42

    Prawie się zgadzam. Ze względu na szacunek dla własnych nerwów przy lekturze GW pomijam z premedytacją teksty podpisane pewnymi nazwiskami (np. R. Kalukin). Dla pozostałych warto czasem po „wybiórczą” sięgnąć.

  20. Art63: Igraszki z Melpomena???? A nie Sekrety polihymnii przypadkiem wprowadzaly pana w swiat muzyki. Moc zyczen noworocznych dla Pana i Gospodarza.

  21. Pan Passent, z jakże szlachetnych powodów, oburza się przeciwko szufladkowaniu ludzi bez wszystkich „życiowych szpargałów”* ich dotyczących.
    On wznosi się nawet ponad antysemickie uprzedzenia obiektu oceny. On dostrzega w Waldorffie krytyka muzycznego a wredna autorka książki – nie!

    Przydałoby się Panu Passentowi zachowanie wg słów irlandzkiego poety Williama Butlera Yeats’a:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/William_Butler_Yeats

    Cast e cold Eye
    [Tak samo chłodno spójrz]
    On Life, on Death
    [Na życie i na śmierć]
    Horseman pas by!
    [Nie wstrzymuj konia, jedź!]

    Panie Passent. Pora powiedzieć, wio! Mamy rok 2009 wiec dosyć bałamucenia!

    Pana postawa jest kalką, jakże charakterystycznego zachowania które na YouTube nie omieszkują pokazać agresorzy. Mówimy tutaj o pomocy (a jakże) udzielanej pokrzywdzonym w nalotach ofiarom.
    Jakie to szlachetne i jakie ludzkie (abstrahując od powodów zamieszczania tych materiałów na wspomnianym portalu przez rządowe czynniki Izraela, bo przecież to nic nie ma wspólnego z PROPAGANDĄ, prawda?).

    A tak naprawdę, nie ma znaczenia co ONI powiedzą i nie ma znaczenia czego ONI nie zrobią. Zawsze za NIMI będzie szło owych 30 srebrników.

    —-
    *życiowe szpargały – szczegóły

  22. „Waldorff był antysemitą”

    Czy ktoś mnie może oświecić w tym temacie ? Podobno miał taki okres przed wojną, ale chyba nie po wojnie, w której zamordowano praktycznie całą nację żydowską w Polsce.

    Pamiętam pana Waldorffa jak zawsze dzielnie kwestował na Powązkach, no i udzielał się jako krytyk muzyczny. Miał klasę jak nie przymierzając pan Kaczyński, ale Bogusław 🙂

  23. Panie Danielu!
    Ja się dziwię, że Pan się dziwi. Po aferze z Lwem Rywinem GW straciła klasę. Traci ją nadal, bo musi konkurować z tabloidami. Niech Pan nie spodziewa się sprawiedliwej oceny dziejowej, bo świata to już nie obchodzi. Amen.

  24. Jeśli o mnie chodzi, ja tej pani redaktor, co o Waldorfie napisała nie kojarzę jakoś i nie przypominam sobie jej artykułów, ani wyglądu. Nie zaistniała w mojej świadomości do dziś i pewnie nie zapamiętam jej nazwiska z powodu tego marnego artykułu w GW.
    Jerzy Waldorf był i pozostanie w mojej pamięci jako niestrudzony propagator muzyki, jej piękna, jej wartości w życiu pojedynczego człowieka a także społeczeństwa. Jego książki, felietony, uporczywe zabieganie o willę Atma, o renowację Powązek, występy przed kamerami telewizji. To było prawdziwe przeżycie dla tych, którzy oglądali i słuchali. To był jeden z ostatnich przedstawicieli klasy zwanej przedwojenną inteligencją.
    I Jerzy Waldorf będzie pamiętany poprzez dokonania swego życia.
    Życzę autorce artykułu, aby za jakieś 50 lat ktoś zechciał ją wspomnieć.
    ;
    Telegraphic obs. – z twego wpisu wynika, że wprawdzie podpadłeś rodakom płci męskiej, ale za to masz to, co lubią kobiety… wdzięk, błysk w oku i urok osobisty 🙂 I tego się trzymaj! Życzliwość kobiet niejednego już zaprowadziła na szczyty! 😉

  25. @no_no1:)))

    No oczywiście, proszę o wybaczenie, późna noc i dzień po Sylwestrze:))) Ale za to jamnik to chyba Puzon:))

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

  26. Aliści, to nic nowego, że jakaś licha KS-D stara sie obrzucić błotem pamięć Waldorfa. Pozostaje on jako jeden z symboli wysokich lotów kultury w Polsce Ludowej, podobnie jak tysiące innych. Niestety GW stworzyła sytem opluwania co ważnieszych, niewygodnych dla jej środowiska postaci. Należy zgodzić się ze Starym Polakiem z PRL, że afera Michnik-Rywin była szczytem podłości do jakiej doszło w środowisku uzurpatorów tzw IV władzy, czyli „wolnych dziennikarzy”. Znajduje niestety wielu naśladowców.

  27. Wielkie postacie historyczne przy bliższym poznaniu pokazują różne i niekoniecznie budujące strony swej osobowości a ich życiorysy zawierają różnego rodzaju również niekoniecznie budujące fakty. Ideałów raczej nie ma. Mimo to postacie te pozostają wielkimi. O ich wielkości decydują dokonania i dorobek życia, nie wady charakteru, życiowe potknięcia czy ludzkie przywary.
    Może Jerzy Waldorff postacią wielką nie był. Był natomiast postacią znaczącą: dla naszej kultury w ogóle, a kultury muzycznej w szczególności. I taką pozostanie. Pani red. Surmiak – Domańskiej można życzyć noworocznie aby taką się stała.
    Fakty, które panią redaktor tak bulwersują są przecież od lat znane:są i żyją ich świadkowie. Jerzy Waldorff „odbrązowiania” nie potrzebuje bo nikt go na postać z brązu nie stylizował.

  28. Przeczytałem przed momentem artykuł J. Żakowskiego nawiązujący do art. P. Pacewicza na temat dziennikarza roku. Mogę sobie tylko pomarzyć o tym, żeby P. Pacewicz przyjrzał się bliżej tekstom we własnej gazecie zanim wypowie się słusznie, nota bene w sprawie dziennikarstwa z okazji nagrody dla B. Rymanowskiego.

  29. Proponuję redaktorowi Passentowi, aby juz zawczasu przygotował sobie własny nekrolog 🙂 „Szanowni Państwo, w chwili, gdy będziecie czytać te słowa, mnie już między wami nie będzie. Niestety, nie dane mi jest dowiedzieć się, co pani Surmiak i jej podobni o mnie nawypisywali (co za szkoda), ale chciałbym i ja zabrać głos w tej sprawie, żeby ten bilans nie wyszedł tak za bardzo na zero”. Serdecznie pozdrawiam w Nowym Roku!

  30. Tak, Waldorff byl przed wojna antysemita, WSzystkich ich nie zliczysz. Po wojnie jednak byl ghost-writerem, ktory spisal Pianiste Szpilmana. To on jest autorem slow z ktorych sklada sie ksiazka. Dlatego jej tlumaczenie na jezyki niemiecvki i angielski , a nastepnie drugie wydanie po polsku moglo sie ukazac dopiero po smierci Waldorffa. Mowil mi o tym sam Szpilman, tuz przed smiercia. Mowil takze innym, np bl.p. Rafaelowi (Felkowi) Scharffowi.

  31. Drogi Panie Passent,
    /dla innych ,nie czytac ! Obcej korespondencji sie nie czyta ,
    prawdopodobnie dlatego ,ze osoby „postronne” i tak nie wiele rozumia/
    Pan kiedys zachowywal sie jak moj synek/no wie Pan z tym mrowiskiem/
    a teraz zachowuje sie jak moj maz.
    On po prostu od 20 lat opowiada mi ze umrze !/ i o nekrologu./
    Idzie mu calkiem dobrze , ja tylko czasami mysle /jeszcze raz ,a orla
    odwale/ ,nie wiem ,czy Pan pamieta jak sie wtedy orla odwalalo.
    Czlowiek rzucal sie na snieg /do tylu/ i spontanicznie poruszal rekami
    i nogami ,
    i byl orzel ,pozniej tylko noga ogon i herbatka z rumem /i dzieci sie cieszyly/.
    ————————————————————————-
    Wracajac do ;smierci i nekrologow ,demokracji i tego + ,- w demokracji ,
    to naprawde jest tak ,PAN PANIE PASSENT MA JESZCZE 20 lat
    ZYCIA +- 5 LAT.
    Wie Pan ; do tego uzywa sie w demokracji tego pojecia +- ,/tak naprawde
    reszta to bzdura/.

    /a z tym Michnikiem ,to tez siurpryza ,czytalam ,czytalam ,trzeba przetrawic, po nim to pewnie , nawet chlopu na Podlasiu widly stoja do
    gory /.
    Tak wiec w demokracji +- wyjdziemy na swoje.
    Kochany Waldorff talon na fiata125p ,… a ja byl mu zafundowala
    mercedesa , nie jestem w koncu byle jaka łachudrą .
    Cieply szalik ,skarpetki i jak koniecznie trzeba ,to orla odwalic./na sniegu/
    / Michnika na razie ignoruje ,on sie spolchwala,nie lubie!/
    20 lat +-5
    Salute

  32. Zaczynam mieć delikatny problem, ani Waldorff nie jest be w całości, ani jako człowiek nie był cacy, dorobek zawodowy miał świetny, ale na miłość boską, to że Wyborcza od czasu do czasu napisze kiepski i głupawy tekst, ani to że jest źle zarządzana nie znaczy wcale, że prowadzi jakąś politykę szpecenia wszystkich co PRL-u dotknęli. Cóż trzeba wytykać lenistwo umysłu, a nie wyciągać z tego wniosków, że tak podle jest świat zbudowany.

  33. Po życzeniach naj…naj…naj…w Nowym Roku pragnę poprzeć w całej rozciągłości Autora Blogu i „jasnego gwinta” (z dn. 2.01.09 h: 13.02.). Jest to co prawda smutne, ale i prawdziwe, że miernota zawsze musi (bo to łatwiej) ukąsić – ale co najwyżej około kostki, wyżej już „nie sięgnie”; najtrudniej bowiem się zdobyc na obiektywizm. GW – to i poniekąd ten sam rys który zaznaczyłem pisząc nt. A.Michnika pod felietonem Daniela Passenta w sprawie Red.Naczelnego GW (zainteresowanych odsyłam) – jest we własnym mniemaniu „arbiter aelegantiarum” polskiego życia publicznego, a produkuje jednak wiele tzw. „chłamu”; najsmutniejsze jest to iż dla „lewicowca”-inteligenta „na bezrybiu i rak ryba” (to jest dopiero tragiczne, że w Polsce tak na prawdę nie ma dla tego odłamu inteligencji odpowiadającego jej potrzebom dziennika; tygodnika zresztą też – niszowy PRZEGLĄD, zbyt liberalno-neokonserwatywna POLITY-
    KA *……)
    Pan Jerzy W „chadzał” zawsze swoimi drogami. To nie jest pro-PRL-owska postać, był przecież w tzw. „opozycji” (ale co taka KSD może o „takich” niuansach widzieć – czytać, czytać „dziennikarzyny i się uczyć – edukacja głupcy, edukacja !!!!!). Mam tylko jako stary „komuch” takie małe schadefreunde – wszelkie ruchy fundamentalistycznego chowu zawsze „napadają” – prędzej czy później – na tych swoich adherentów nie-dość-plastycznych (ich zdaniem) i źle wpisujących się w ich wizję świata.
    Panna „S” – a teraz wszyscy hurtem przypisują sobie „korzenie” tego ruchu (mimo, że w owym czasie siusiali w pieluchy lub byli na poziomie zygoty albo w tzw. dalekich „planach”) – gubi cnotę „do reszty”. Dzięki właśnie takim KSD.
    A na koniec taka refleksja ogólniejsza – to jest pokłosie naszego irracjonalizmu narodowego i idealizacji rzeczywistości („naszej” oczywiście)
    naszej mitologizacji i „udochowienia” otaczającego nas świata. To odchodzenie – i ten proces się nasila – od racji rozumu i logiki opartej o podstawową empirię. Niech dalej za „Autorytety” robią w tym społeczeństwie duchy ONR-u (vide Dmowski i jego pomniki), nacjonalistycznej prawicowości (jak „Kurasie” czy „Żubrydy”) i zaściankowego katolicyzmu a’la kontrreformacja (vide ks. Skorupko lub Kózkówna – szczyt to poświęcenie przez kard. Dziwisza pomnika ….. Papieża z klęczącym u jego kolan dzisiejszym Metropolitą Krakowskim – sic !), a będzie „coraz lepiej”. Nadbudowy zmienić szybko się nie da, a jakie „fundamenty” takie budowle ……..W świadomości też tak jest.
    Pozdrawiam.
    WODNIK53

    * – dziś to nie ta POLITYKA, w innym formacie (z innymi treściami), nie ta z Urbanem, Pietrasikiem, DP (ukłony) na ostatniej stronie, Szeligą, KTT i wspaniałymi, nieosiągalnymi dla dzisiejszych tuzów GW (o Kubliku, Lizucie czy nomen-omen pani KSD tu wspominac „hadko”) poziomem, artykułami śp. MFR.

  34. Tylko ludzie kontrowersyjni beda pamietani dlugo przez potomnych. Dla swietych odpowiedni katalog prowadzi Kosciol i nidejako wymusza pamiec o kanonizowanych. A nawet i tam wiele jest postaci o dosc bogatej i kretej drodze zyciowej. Waldorffa z pewnoscia bedzie sie pamietac dluzej niz red. Sumiak-Domanska, o ktorej slysze pierwszy raz. I byc moze ostatni. I bedziemy pamietac Waldorffa glowne za dorobek w dziedzinie krytyki myzycznej, a nie za mlodziencze fascynacje Mussolinim czy Hitlerem, zwlaszcza ze wystapily one w epoce, kiedy spora czesc Europy byla zafascynowana tym, co dzialo sie w Niemczech czy we Wloszech.

    Pozdrawiam w nowym rocku,

    Jacobsky

  35. Zaiste zdumiewajace, jak przez rezonans czy niemal automatyzm, nawet passentowska krytyka artykulu o Waldorffie z GW produkuje w niektorych glowach znana melodie, w ktorej refrenie pojawiaja sie Johny, stan wojenny, GW, zjechany szlagwort o „Polityce” z dawnych lat oraz o jej redaktorach, i inne tematy dyzurne przywolywane przez tych, ktorzy – uzywajac obrazowych okreslen jednego ze spiewajacych te melodie – becza beee i meee, i ciagle to samo przy byle okazji pod kazdym wpisem Passenta.

    Niech Pan pisze dalej, Panie Redaktorze ! Dlugich lat dla Pana i dla bloga ! Jak Pan widzi, Panskie teksty to nie tylko cos do czytania dla wiekszosci, ale rowniez pasza tresciwa do przezucia dla niektorych. Az do wzdecia !

    Pozdrawiam.

  36. Panie Danielu, dobrego roku zycze z Barcelony.
    Duzo zdrowia i dobrej formy.

    Un abrazo, mjs.

  37. Do niedawna, podobnie jak Slawomirski, i chyba wiekszosc spoleczenstwa polskiego, myslalam ze to Jerzy Waldorff byl autorem powiedzenia „muzyka lagodzi obyczaje”. Z bledu wyprowadzil mnie pan Grzegorz Skurski w jednym ze swoich fantastycznych felietonow, ktore ogromnie polecam (ukazuja sie one co tydzien na blogu Krystyny Jandy). Otoz okazuje sie, ze autorem tego powiedzenia jest Arystoteles.

    http://www.krystynajanda.net/dziennik?y=2008&m=6&d=8

    Waldorff czy Arystoteles, powiedzenie trafne i warte popularyzacji.

    Co do antysemityzmu Waldorffa, to pamietam jak w jednym ze swoich felietonow w Polityce dotyczacym chyba Chopina (to byla seria bodajze zatytulowana Z posepnego notatnika) sam autor przyznal sie, ze byl w mlodosci antysemita, ale z wiekiem mu przeszlo.

    Nawet wielcy tego swiata sa tylko ludzmi i maja swoje wady, Waldorff tez. Ale dlaczego skupiac sie na niedoskonalosciach, od ktorych nikt nie jest wolny zamiast skupic sie na tym co w ludziach wyjatkowe i na co stac tylko niektorych?

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

  38. WODNIK53. 15.08. Część polskiej inteligencji ropoczęła smutny rok bez DZIŚ. Każdy nowy numer był oczekiwany i przynosił kilka dni satysfakcji. I skończyło się. Ukłony z Krakowa.

  39. Nie wiem, moze zle czytam, szczegolnie miedzy wierszami. Ale ja tam widze raczej pozytywne oddzwieki na blogu. Takich chyba najwiecej wywolal wpis obecny Gospodarza. Nawet wtedy, gdy nienormalnych czasow ktos probuje sie dopatrzyc gdy przywolywany jest lapsus „antysemitow sami Zydzi beda musieli bronic”. Ironia tak, ale raczej pozytywna dla autora wpisu. Nie mowiac juz o przedmiocie tegoz. Tak ja wiekszosc komentarzy odbieram, jak dotad. A tu nam sypia podniosle, ex cathedra a jakze, cos o paszy tresciwej i o przezuwaniu.

    Ten post zawolal o cos z ‚Poczytaj mi mamo’ serii. Czy to do zmiany kierunku nawolywany jest p. Passent?

  40. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Lizak,
    Jezeli mnie pamiec nie myli to wlasnie przedstawiciele polskiej lewicy na czele z ex. mag. A. Kwasniewskim & Co. poparli napad i dewastacje Iraku, napad zorganizowany przez neo-szprotke w oleju z USA, szprotke majaca wieki apatyt na Iran – prawda? Adas zwany „tokarzem precyzyjnym” az furczal z podniecenia, niczym Puzon J. Waldorffa, dokladnie tak samo jak po smierci niezapomnianego tow. L. Beriji, inaczej mowiac steru ruchow J. Stalina.

    Wracajac jednak do wasci wpisu, fragmentu dotyczacego sytuacji w Izraelu, zacytuje moze znawcow wiekszej klasy od mojej skromnej osoby (mowiac szczerze Izrael nigdy nie byl moim konikiem)

    Przewodniczacy Swiatowego Kongresu Zydow (czyli D. Passenta + innych tez), Nahum Goldman w jednej ze swoich publikacji stwierdza:
    „ Ten, kto nie zdaje sobie sprawy z unikalnego charakteru syjonizmu, moze nie zrozumiec sytuacji, jaka powstala po utworzeniu panstwa izraelskiego. Jest to bowiem (MA moze to Panu potwierdzic) jedna z najbardziej rewolicyjnych idei we wspolczesnej historii. Jesli jakis narod zada powrotu do swej pierwotnej ojczyzny (np Khazarow i ich tesknote do obszaru morza kaspijskiego, Michnik, Kaczynski itp.) po dwoch tysiacach lat, domagaja sie niepodleglago, wlasnego panstwa, to jest to fakt bez precedensu nawet w historii Zydow” – N. Goldmann, „Foreign Affairs”, pazdziernki 1975. N.G o Khazarach. nic nie wspomina(?) Moze dlatego nie wszedzie i przez wszystkich byl lubiany?
    I rzeczywiscie, historia nowa (oczywiscie cytuje dalej) i najnowsza przynosi wiele przykladow przesuniec granic czy usamodzielnienia sie jakiegos terytorium w odrebne panstwo, natomiast unikalnym przykladem likwidacji (czy likwidacje w tej formie mozna nazwac Holocaustem?) jednej wspolnoty narodowej i terytorialnej na rzecz innej wspolnoty – nota bene – przybylej z zewnatrz jest Izrale. Nahum Goldmab nalezal do tych nielicznych dzialaczy syjonistycznych, ktorzy – przynajmniej do pewnego czasu – uswiadamiaja sobie blad, jakim bylo nieliczenie sie z wola i dazeniami ludnosci zamieszkujacej Palestyne. Nie waha sie tez przed stwierdzeniem:
    „Prawde mowiec, to syjonistyczne zadanie utworzenia panstwa zydowskiego pozostaje w calkowiciet sprzecznaosci z wszelkimi zasadami prawa miedzynarodowego i nie ma precedesu w historii wspolczesnej. Gdyby owo zadanie mialo byc precedesem, to Indianie z Ameryki Polnocjej mogliby sie domagac zwrotu Stanow Zjednoczonych, a potomkowie Inkow – zwrotu Peru i Chile. Wszystko to nadaje szczegolna wymowe idei syjonistycznej i czyni z niej jeden z najbardziej utopijnych programow w naszych czasach…itd

    Natomiast „Palestynska Karta Narodowa” w Art. 6 mowi: Zydzi, ktorzy normalnie zamieszkiwali w Palestynie przed rozpoczeciem sie syjonistycznej inwazi, beda uwazani za Palestynczykow.
    Lizak, ja nie wiem ilu semitow juz zginelo na Bliskim Wschodzie i ilu jeszcze musi zginac aby sie w koncu opamietali. Najlepiej zapytaj MA, on wie wszystko i na wszystko ma precyzyjne odpowiedzi, ktore mozna znalezc w zblizonej formie na roznych innych blogowiskach.

  41. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Oczywiscie gorny wpis do Lizaka mial byc wklejowny w szpalte „Klopoty Pana Boga” Sorry…

  42. Wkradly sie literowki za ktore przepraszam, gdyz nie byly zlosliwym tenorem z mojej strony, prwaidlowo jest Nahum Goldmann – Sorry..mysle, ze wojny z tego powodu nie bedzie – co?

  43. Czytam blog od dawna.
    Do Wodnika: „Schadenfreude”, to cieszyć się (Freude) z czyjejś szkody. Ta uwaga nie jest złośliwa. Lubię czytać Pana, Wodniku.

    Wszystkiego Dobrego Gospodarzowi i wszystkim blogowiczom w nowym 2009 roku.

  44. Jest takie powiedzenie „chroń mnie Panie przed przyjaciółmi, z wrogami sobie poradzę”. Chyba pora na jego stosowną parafrazę: „Brońmy cnotę przed moralistami, przed złoczyńcami obroni się sama”.

  45. Moc serdecznosci i pomyslnosci w nowym roku Panie Redaktorze 🙂

    A Pani red.z „GW”,oj musi zakasac rekawy i mocno popracowac,bo jak juz odejdzie w Kraine Cieni,to osiagniec moze nie starczyc i na pol kartki!
    Za to pamiec o Waldorffie i nas przezyje!!!

  46. Chyba Daniel Passent się nieco zapędził.

    Katarzyna Surmiak-Domańska w „Gazecie Wyborczej” komentuje przede wszystkim biografię Jerzego Waldorffa autorstwa Mariusza Urbanka.

    http://wyborcza.pl/1,75475,6106217,Waldorff___czlowiek_zagadka.html

    Co ciekawe, w październiku „Polityka” zamieściła artykuł Mariusza Urbanka, w którym koncentruje się prawie wyłącznie na związku Waldorffa ze swoim partnerem.

    http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3360895

    Cudze ganicie…

  47. „Jasny gwint” z dn. 2.01.2009, h:17.51.
    Masz w zupełności rację. Mimo, iż dziennikarski mainstream specyficznie „po polsku” pomijał opinie i materiały drukowane w tym znakomitym miesięczniku (smutno, iż postępowała tak również POLITYKA związana „mentalnie” z osobą ś.p. Szefa niegdyś właśnie POLITYKi, potem DZIŚ, jakby chcąc odciąć się od swych korzeni i porzypodchlebić wspomnianemu „mainstreamowi”). W mediach elektronicznych lepiej i „słuszniej” było zaprosić „dziennikarzynę” z np. FRONDY, GAZETY POLSKIEJ lub bruLIONU, a najlepiej np. z POWŚCIĄGLIWOŚCI I PRACY lub W DRODZE (bo to „czarno-lubne” i „ubogacone” – co za potworek językowy – sic !) niźli wspominać o DZIŚ. Intelektualnie i programowo ów miesięcznik reprezentował najwyższy poziom. Zresztą – ś.p MFR zawsze dbał o taki warsztat swoich wspólpracowników, POLITYKA „sprzed” AD ’89 (a jeszcze lepiej – sprzed ’81) o tym świadczy najlepiej. Sam był przecież publicystą i dziennikarzem najwyższej klasy.
    Dobrze „jasny gwincie”, że przypominasz DZIŚ – zdarzyło się Ci to kilka razy, na tym blogu i u „Szostkiewicza”. Mi jest (i było zawsze) niezręcznie to czynić, gdyż współpracowałem z tym periodykiem od 14 lat (czytałem go regularnie od „samego początku”). Dlatego te „ochy” i „achy” z mej strony mogą być jakby ździebko nieszczere – „mamo chwalą nas, my – ich, oni – nas”.
    Pozdrawiam serdecznie „galicyjską” naturę „krakówka” – najlepszego „jasny gwincie” w nowym roku.
    WODNIK53

  48. Czy Pan Redaktor Passent
    tą krytyką niewydarzonego publicystycznego płodu GW chciał może poniekąd zrównoważyć wrażenie, jakie wywołał swym adresem hołdowniczym, skierowanym do Michnika w poprzednim wpisie…?

  49. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Lizak.
    Domyslam sie, tak mi sie przynajmniej wydaje, ze szukasz haka na Izrael. Tak jak wczesniej napisalem, Izrael nie jest moim konikien, moim oczkiem w glowie, moge li tylko w drodze wyjatkowej sympatii wyjsc Blogowiczowi na przeciw wystawiajac do dyspozycji sciagawke. Mozna np sie dolaczyc (?)http://www.guardian.co.uk/world/2008/apr/30/israelandthepalestinians

  50. jeśli chodzi o jerzego waldorffa to w polityce niedawno ukazał się artykuł o jego życiu z mieczysławem jankowskim. to jeden z piękniejszych tekstów a propos homoseksualizmu i uczuć dwojga ludzi. bardzo mi oczy otworzył.

    polecam jego opowieści o karolu szymanowskim. świetne anegdotki.
    gdzieś na pewno są też jego nagrania dla polskiego radia.

    dziękuje, że pan o nim wspomniał.

  51. Człowiek zmienia się od dzieciństwa aż po grób, przez co nie ma prawie czasu na bycie sobą. Pisanie biografii jest przez to zajęciem syzyfowym, jeśli nie ma być sprowadzone zaledwie do chronologicznego porządkowania faktów z cudzego życia.

    Mariusz Urbanek nie chciał być Syzyfem, ale napisał (podobno – jeszcze nie czytałem) interesującą i piękną rzecz o Waldorffie, rozrywając go nieco na smaczne kąski, za co spotyka go zarzut ze strony Pani KS-D z GW. (kiedyś takie ‚recenzje’ zwykło się podpisywać co najwyżej inicjałami).

    Pani Kasia woli stawianie tez, ale co w tym dziwnego? Nie nowość to w przypadku GW. Najpierw postawić tezę, a potem się jej trzymać kurczowo aż do trąb zwiastujących koniec świata.

    GW specjalizuje się nie tylko w stawianiu tez. Czasem przypomni na drugiej stronie prawdziwe nazwisko piosenkarki Anny Jantar, albo wytłuści w leadzie, że dwaj znani profesorowie (padają nazwiska) głoszą w kościołach poglądy pełne nienawiści i antysemityzmu. Człek ciekawy na czym polega współczesny antysemityzm, bo chyba już nie o krew gojów na macę idzie, szuka w tekście pod leadem jakiegoś choćby cytaciku wspierającego ową tezę o nienawiści i antysemityzmie, ale za chińskiego boga niczego tam nie znajdzie. Bo nie ważne czyje co je, ale ważne co je moje, czyli, żeby się odpowiednio wytłuszczone nazwiska kojarzyły. Bardziej dociekliwi muszą udać się na wykłady panów profesorów, by mieć własne zdanie, bo z zamieszczonego o nich tekstu w GW (poza leadem) nic nie wynika, co by mogło świadczyć o ich antysemityzmie.

    Po przeczytaniu takich tekstów w GW o profesorach antysemitach odchodzi ochota na dyskutowanie z inną tezą:

    „Kiedyś antysemitą był ten, kto nienawidził Żydów. Dzisiaj antysemitą jest ten, kogo nienawidzą Żydzi” (Joseph Sorban)

    Nie oddaję łatwo pola i chcąc wygrzebać coś dla siebie – dlaczego J. Waldorff uchodził za antysemitę?, co powtarza z naciskiem na „podobno” Daniel Passent, klepię w dobrej wyszukiwarce „Waldorff antysemita” i trafiam na różne wykopaliska. Niektóre całkiem, całkiem smakowite, jak np. fragmenty Dziennika Kisiela z 1968 r., ale dalej nie pojawia się nic, co dokumentować by chciało antysemityzm J. Waldorffa. Nie ustepuję jednak i wklepuję inne słowa kluczowe. Trafia się:

    http://www.perlyprzedwieprze.salon24.pl/62560,index.html

    Daję sobie spokój z dalszymi poszukiwaniami, czując jak wkręca mnie w swoje trybiki większego kalibru maszynka. Przypominam sobie jak antysemitą został K.I. Gałczyński po opublikowaniu w endeckim „Prosto z mostu” znane „Skumbrie w tomacie”. Odpowiedzią były głośne parodie Tuwima „Ozór na szaro” oraz Swinarskiego „Karp po żydowsku”. To wtedy wystarczyło dla określenia antysemityzmu?

    Lepiej się jednak trzymać Gałczyńskiego z daleka, tak na wszelki wypadek – idąc za radą naszego Gospodarza. Podobnie, jak GW – to już za moją radą i na moją odpowiedzi

  52. …i na moją odpowiedzi…alność, oczywiście!

  53. Hmmm… Ja już dawno (a jestem od Pana o ćwierć wieku młodszy) przyzwyczaiłem się do tego, że to co w teraźniejszości wydaje się ważne, w przyszłości jest pomijane, a to, co wydaje się sprawą trzeciorzędną, z biegiem lat zostaje rozebrane na czynniki pierwsze. Nie dziwi mnie to, dziwi zaś, że Pan Redaktor się dziwi. Jeszcze Pana zdenerwuję zapewnieniem, że za sto lat będzie Pan wspominany dobrze lub źle z powodu spraw, o których Pan dawno zdążył zapomnieć, a o rzeczach Pańskim zdaniem istotnych nikt pamiętać nie będzie. Niech Pan zapyta swojego sąsiada z łamów, antropologa Ludwika Stommę, to Panu naukowo wyjaśni dlaczego tak się dzieje nie tylko u nas i nie tylko w dzisiejszych czasach. Założę się, że większość bohaterów naszej historii byłaby zdziwiona powodami, dla których ich pamiętamy.

    Dalej chcie Pan czytać nekrologi?

    A tekst redaktor Surmiak-Domańskiej? Z jednej strony rozgrzeszam, ale z drugiej chcę zauważyć, że „GW” nie prawa głosu w proponowanej od jakiegoś czasu przez tą gazetę debaty nad kondycją dziennikarstwa. Telewizyjnego, czy jakiegokolwiek innego.

  54. Limeryk panu Jacobsky’emu dedykowany:

    Pewien emigrant starszy ale nie na rencie
    Po spożyciu paszy miewał uciążliwe wzdęcie
    Aż usłuchał tubylca
    Włożył odpowietrzacz do tylca
    I odtąd uświetniał każde bez wyjątku przyjęcie!

  55. Jo-Anno z 16:53

    Może dlatego mu przeszło przy tej okazji, bo poczytał Langego i dotarło do niego, że sam Chopin miał w sobie żydowską krew?

  56. Wszystkiego najlepszego dla „gospodarza” i wszystkich blogowiczow w nowym 2009 roku zycze.

  57. Typowe dla miernot opluwanie tych co cos znaczyli a takze znacza.Kazdy ma slabe strony ale takie pisanie o wybitnych smutne

  58. No cóż, w GW też pracuja dziennikarze (płci obojga), którzy widza człowieka przez pryzmat akt bezpieczniackich, a nie ich dzieł. Pisanie o Waldorfie z pominięciem twórczości krytycznej jest jak pisanie o Sienkiewiczu z pominięciem „Trylogii” i „Quo vadis”. Przy pewnym wysiłku można. Tylko po co?

  59. Zazwyczaj o ludziach ktorzy w zyciu cos osigneli negatywnie wypowiadaja sie ci mierni,przecietni, ktorym sie nie udalo dojsc na szczyty mimo duzych ambicji.
    Pewnie Pan Bog wyznaczyl im taka role -wyszukiwaczy minusow.

  60. Dorobek Jerzego Waldorffa jest niezniszczalny i niezatapialny. Kilku pokoleniom przybliżył perfekcyjnie odbiór muzyki poważnej, popularyzował ją niekonwencjonalnie, a wiele jego inicjatyw realizowanych jest do dzisiaj, uchronił od znisty wiele zabytków i itd. W końcu zasłużenie spoczął na Powązkach, ale byli też przeciwnicy.
    Recenzja DS. jest tendencyjna, nawet symboliczny jamnik Puzon na znak protestu chyba zaszczekał i prawdopodobnie będzie szczekał coraz częściej.
    Życzę spełnienia wszelkich marzeń i życzeń Gospodarzowi i blogowiczom w Nowym 2009 Roku.

  61. Dyuplomata Przyuczony swoim limerykiem wprawił mnie w zadumę… Gdzie i jakiej dyplomacji ów gigant się przyuczał? Strach pomyśleć, a dociekać nie warto. 🙁

  62. Panie Danielu, witam w Nowym Roku
    Ma Pan absolutną rację co do tej manii oceniania (surowego) innych. I ograniczania się w tej krytyce do poletka, na którym samemu (z racji daty urodzenia) żadnej krytyce się nie podlega. Co za komfort!
    W czasach odnowy Stowarzyszenia Dziennikarzy w latach 1980/81 wydawało się, że stawiamy wyraźne kryteria i wymagania sobie, a nie skupiamy się na przyklejaniu etykietek innym. Cóż, te czasy minęły (także dla SDP).
    A swoja drogą, warto się zastanowić, jak będzie oceniać następne pokolenie. Przewidzieć tego nie sposób. Wszystko będzie zależało od tego, jak się potoczy historia.
    Może dzieci lub wnuki pani Surmiak-Domańskiej będą się odżegnywaly od niej, jeśli zdarzyło się jej napisać coś niepochlebnego o Chinach lub Olimpiadzie 2008?
    A może wyśmieją ją za wstecznictwo za to, że np. paliła w kominku, przyczyniając się niepotrzebnie do efektu cieplarnianego?
    A może napiętnują ją za to, że nie potępiła ani słowem udziału polskich żołnierzy w inwazji na Irak, ani Starych Kiejkutów, ani Guantanamo?
    W każdym z tych przypadków byłoby dobrze, gdyby pani Surmiak miała coś na swoją obronę. Komu pomogła? Czym się zasłużyła dla ludzi? Czego dokonała wartościowego?
    Nie byłam absolutną fanką Waldorffa, ale mam dziwną pewność, że miał On „po stronie plusów” znacznie więcej, niz biedna pani Surmiak.
    Najlepsze życzenia noworoczne dla Gospodarza blogu i blogowiczów

  63. Widac na blogu juz po swietach bo fizjologia znow daje znac o sobie. Czy na „sali ” jest lekarz ( moze byc specjalista) ? Stolarz przyuczony.

  64. Co my błądzący we mgle zrobimy gdy kiedyś nam Pana zabraknie. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że właśnie napisał Pan najlepszy swój tekst w bieżącym roku. Nieżle jak na początek A.D. 2009. Co do „GW”, to broniłbym jej poziomu dziennikarskiego, który systematycznie rośnie i rokuje coraz większe nadzieje. Sądzę, że na wiek dojrzałości, który dla nich ustaliłem na 21 lat, mogą reprezentować całkiem wysoki i przyzwoity styl dziennikarstwa i człowieczeństwa. Jedyny, beznadziejny przypadek Andrzeja Kublika, nie zmieni mojego przeświadczenia.

  65. kadett,

    odwaznie, ciekawie i rzeczowo. Z tym, ze nie koniecznie fakt, ze cos nie istnieje w wyszukiwarce oznacza automatycznie, ze nie cos nie istnieje w ogole.

    Ale zgadzam sie w pelni, a cycat Sorbana – smakowity.

    Pozdrawiam.

  66. Pani Natalio:

    Nie. Ani Pan Daniel, ani Pani nie macie racji.

    Olimpiada? Globalne ocieplenie? Irak? Guantanamo? Na 99,99% te kwestie nie będą miały poważniejszego znaczenia dla potomnych przy ocenie nie tylko red. Surmiak-Domańskiej, ale nawet Georga Busha. Kryteria, jakimi będą się kierować jej dzieci (o wnukach nawet nie wspominając) przy jej ocenie nie są jeszcze znane, tak jak Tadeusz Kościuszko i Stanisław August Poniatowski, albo Józef Piłsudzki i Roman Dmowski byliby całkowicie zaskoczeni, gdyby wiedzieli jak i DLACZEGO oceniamy ich tak, a nie inaczej. A oceniamy. Surowo, krytycznie, może maniakalnie.

    Dlaczego tak się dzieje. Trochę z arogancji, głównie jednak ignorancji i ahistoryzmu. Każdy człowiek, obojętnie gdzie i kiedy żyje, ma swoje środowisko. Ono jest „normalne”. Normalne w danym miejscu i czasie. My mamy określony sposób przemieszczania się, odpoczywania, jedzenia, mówienia, ubierania się. Mamy też własne kryteria dobra i zła. A wszystko dostosowane do doświadczeń i obecnych okoliczności. Wiele naszych zachowań jest dla nas tak oczywiste, że aż ich nie zauważamy, bo do głowy nam nie przychodzi, że mogłoby być inaczej.

    Przychodzi taki moment, gdy przyglądamy się działalności postaci historycznych. Ze zdumieniem odkrywamy wtedy, że oni coś robili inaczej niż my, a co im zdawało się oczywiste. Te inności przesłaniają nam całą ich pozostałą działalność, na nich skupiamy się przy ocenie, w ogóle pomijając to, co im się zdawało ważne. Dlatego też oceny historyczne na ogół nie pokrywają się z ocenami współczesnymi. Jedni, słynni w swoich czasach, zostają zapomniani, inni, nieznani za życia, zostają „odkryci”. XIX-wieczni byliby zszokowani, gdyby dowiedzieli się, że mało który Polak początku XXI wieku słyszał o Kazimierzu Brodzińskim, czy choćby o Hoffmanowej, za to na pamięć znamy życiorys i twórczość Norwida. A już nasze uzasadnienie wzbudziłoby u nich protest, przynajmniej zaś niezrozumienie.

    Jeśli ktoś żyje długo, to doczekuje czasów, gdy oceniane są wydarzenia, które pamięta, lub w których nawet uczestniczył. I wtedy jest zdziwiony powodami takich, a nie innych ocen, a jeśli są krytyczne protestuje. Tekst Pana Daniela Passetna jest doskonałym tego przykładem. Tylko że On sam pewnie ma swoją (kategoryczną) ocenę dorobku różnych osobistości II RP i w ogóle nie bierze pod uwagę ówczesnych uwarunkowań, oraz braku ich wiedzy o wydarzeniach, które nastąpiły w ciągu następnych kilkudziesięciu lat.

    Pisze PIRS „Panie Danielu, jak Pan widzi, nie można liczyć na uczciwą ocenę przez potomnych”. Owszem nie można. Tylko, że próba zwalczenia tego jest skazana na niepowodzenie, bo świat się zmienia i zmieniają się kryteria. Pakuje się w to zresztą całe kraja. Przykład z Polski: konfederacja tagrowicka. Mierzymy ją swoją miarką i stwierdzamy – banda łotrów, sprzedawczyków i zdrajców narodowego interesu (surowa ocena, prawda?). Tymczasem nie istniało wówczas coś takiego jak „naród”, więc nie mogli zdradzić jego interesu. I ta oczywistość nam nie przeszkadza w kategorycznej ocenie konfederatów i to do tego stopnia, że przystąpienie do niej przesłania nam całą ich pozostałą działalność. Żeby móc się z tego uwolnić i zdobyć na uczciwą ocenę przeszłości trzeba następujących rzeczy:
    1) bardzo dokładnie znać historię przodka, którego się ocenia;
    2) bardzo dokładnie znać realia, które go otaczały, ówczeną mentalność, obyczaje, możliwości techniczne, poziom edukacji i priorytety, a także uznać, że nie były one w niczym gorsze, niż te które otaczają nas (bez względu na to, jak skandaliczne i obrzydliwe by nam się wydawały);
    3) zignorować następstwa tych realiów, o ile nie można ich było przewidzieć (przykładowo: Karol Marks był antysemitą; nie możemy potępić w czambuł tej postaci poprzez stwierdzenie „przez takich jak on doszło do holokaustu”).

    Bardzo mało kto to potrafi, a w każdym razie nie red. Surmiak-Domańska. Dlatego jej ocena Waldorffa jest może dziwna, na pewno nieuczciwa, ale w żadnym wypadku niezaskakująca, choć trudna do przewidzenia. Bo nie może zaskakiwać, że to, co w latach 60-tych wydawało się ważne, dziś ktoś uważa za trzeciorzędne, ale ciężko byłoby przewidzieć, że Mu będą wytykać dużego fiata.

    Z tych powodów tezy w rodzaju „pamięć po Waldorffie będzie wieczna”, „jego dorobek jest niezniszczalny i niezatapialny” są więcej niż ryzykowne. Tak jak i Pani pytania „Czym się zasłużyła dla ludzi? Czego dokonała wartościowego?”, gdyż nie wie Pani i nie może wiedzieć, co przyszłe pokolenia będą uznawały za zasługę dla ludzkości, czy też wartościowe dokonanie.

    Pozdrawiam

  67. Skoro ludzie mali i zawistni zajmują się recenzowaniem innych- Michnik, Waldorff, Wałęsa, Bartoszewski, Geremek, wymieniając tylko ostatnie przypadki, to znaczy że są to osoby znaczące, opiniotwórcze nawet w mniemaniu ich przeciwników.

    Stare prawo, panujące na naszej błogosławionej ziemi:
    poniż innych, wywyższysz siebie?

    Tylko , czy aby na pewno?
    Czy spora liczba dziennikarzy i polityków zmierzyła siły na zamiary?
    W boksie, byłaby to inna kategoria wagowa……….

  68. Janek
    Zgadzam sie z Panem, ze w sensie Pana wywodu Jerzy Waldorff w ogole nie jest postacia historyczna. Jego osoba, ma prawdopodobnie, tylko dla jemu wspolczesnych znaczenie, on byl zwyczajnie znakomitym lobistom kultury i muzyki. Jego historyczna ocena przez nastepne pokolenia, dla osob, ktore wychowaly sie na jego felietonach jest bez znaczenia, a takze bezprzedmiotowa.

  69. Ciekawi mnie, co napszą kiedyś w mediach o obecnych poczynaniach M. Boniego – http://przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,3836,0.html ?

  70. Kondory polskiej myśli solidarnej

    Kondory to piękne ptaki drapieżne z drobnym felerem. Ponieważ głównie zasiedlają obie Ameryki więc nazywa się je często Sępami Nowego Świata. Upierzenie mją zazwyczaj od ciemnego wchodzące w czarne, co budzi skojarzenia z Żeromskiego krukami i wronami.Wszystkie te ponure ptaszyska są zwane padlinożercami. Te pomniejsze określa się ścierwnikami. Żerują one na wysypiskach i śmietnikach stanowiących obrzeża ludzkiej cywilizacji. Mają one ten fascynujący walor, iż latają niezwykle wysoko wykorzystując prądy wznoszące powietrza obserwując najmniejszy formy życia na ziemskim padole łez. Brak ich ruchu powoduje natychmiastowy atak tych czyścicieli przyrody. Wykorzystują one do tego wielce nieestetycznego celu swój mocny i drapieżny dziób osadzony na małej główce będącej przedłużeniem niezwykle długiej i sprężystej szyi. Jest to niezwykle skuteczny organ wiwisekcji i infiltracji poczynając od miejsc najbardziej intymnych i często niezbyt higienicznych poprzez penetrację pozostałej reszty. Ci czyściciele przyrody mają swoje stałe i usankcjonowane miejsce w łańcuchu pokarmowym istot żywych.

    Jak więc się okazuje nie tylko michnikojady w naszym społeczeństwie mają swoje ściśle określone miejsce, ale także w michnikowych szeregach można znaleźć ekskrementojady. Przyroda zatem prezentuje nam niezwykłą różnorodność gatunków i bogactwo form egzystencji.A wszystko to jest przyporządkowane celowi głównemu jakim jest przedłużanie życia na ziemi. Ich doskonalenie i rozwój nie jest podyktowane autonomiczną skłonnościa do postępu, lecz stanowi konsekwencję adaptacyjną organizmów do uwarunkowań zewnętrznych. Mówić o tym należy, żeby zdawać sobie sprawę z konieczności i nieodzowności funkcjonowania czyścicieli z miejskich zakładów komunalnych. Bowiem, dzięki tej paskudnej profesji, której rola jest nie do przecenienia.mamy to co nazywamy porządkiem. Żeby jednak w naszym społeczeństwa istniała harmonia musi funkcjonować pewnego rodzaju równowaga funkcjonalna między śmieciarzami a czyścicielami. Nadto ta niezwykle pożyteczna praca czyścicieli musi podlegać kontroli, by wraz z odpadami nie wyrzucic perełek naszej cywilizacji i kultury na śmietnik ludzkiej historii.

    Poza śmietnikiem globalnym, mniej nas interesującym, mamy także własny polski śmietnik, coraz częściej poddawany społecznemu oglądowi drogą zwiększonej aktywności bezrobotnych na tym gruncie. Bardzo dużo mówimy, w formie raczej życzeniowej, o jakże wspaniałym i potrzebnym recyklingu odpadów. Niemniej ubogie polskie społeczeństwo musi zacząć się przyglądać własnej gospodarności, by nie dopuszczać do wyrzucania przysłowiowych niemowląt wraz z kąpielą lub ze śmieciami. Poza własnym, wewnętrznym dyscyplinowaniem się, koniecznym jest przyjęcie stosownych miar w zakresie ochrony naszego środowiska przed uczynieniem nas śmietnikiem Europy.

    Musimy skrzętnie pilnować nie tylko zrzucanych do nas szkodliwych substancji, materiałów i produktów ale także idei, koncepcji i systemowych rozwiązań. Bowiem w swej istocie wpływa to na zagrożenie fizyczne naszego bytu oraz rozwodnienie tożsamości narodowej. Zatem nasze poczynania są dokładnie odwrotne od sytuacji w krajach rozwiniętych, gdzie większośc grup narodowościowych poszukuje swoich korzeni i dąży do umacniania własnej tożsamości. Jeżeli będziemy kontynuować tę samobójczą i samowyniszczającą nas politykę, to musimy sobie zadać pytanie, po kiego czorta nasze poprzednie pokolenia ojców i dziadów walczyły o wolność i suwerenność polskiego narodu. Czyż nie należało się poddać wpływom rusyfikacji i germanizacji poprzez wtopienie się w tamte narody? Jeżeli odpowiemy, że mieliśmy obowiązek walki o sprawy polskie, to nikt z nas nie zdejmie obowiązku kontynuacji tej walki naszych antenatów.

    O walce, o polskość, decydują ludzie, ich jakość, zaangazowanie i patriotyzm. Zwróćmy uwagę na naszych sojuszników i idoli; USA, Niemcy, Izrael. Jak oni dbają o utrzymanie integracji swoich społeczeństw wobec głównej osi ich polityki zmierzającej do pomnażania dóbr własnych oraz wzmacniania roli i znaczenia własnych narodów, za wszelką cenę. Ci ludzie przysięgają oficjalnie na wierność swemu narodowi, w każdym urzędzie flaga państwowa przypomina im o przynależności narodowej.Tam i owszem, podejmuje się krytykę lokalnych kacyków ale w imię umacniania istniejącego status quo.Nie dopuszcza się krytyki systemowej, brak której doprowadził do dramatu dzięki panoszeniu się i pozostawaniu poza kontrolą panów Greenspanów, Madoffów i innych jakże swojsko brzmiących nazwisk

    U nas dla odmiany i w interesie wskazanych mocarstw robi się wszystko by rozbić jedność moralno-polityczną Polaków ,osłabić naród i państwo, pozwalając na jego stałe i konsekwentne połykanie przez rekiny światowej finansjery. Dlatego dąży się do świadomego i celowego ośmieszania i eliminowania polskich tradycji patriotycznych i narodowo-wyzwoleńczych oraz dyskredytowania autorytetów moralnych, świata sztuki, kultury i nauki. Jest to wyjątkowo perfidna i podła deprecjacja polskiej racji stanu.

    Początek tej polityce dali twórcy i założyciele „S” tacy ludzie jak: Kuroń, Michnik i Geremek. Jej niechlubna kontynuację realizowali : Michnik, Kwaśniewski i Rywin doprowadzając do upadku polskiej lewicy. Dzisiaj w kotle mieszają: Bracia Kaczyńscy i Tusk. Nad tym wszystkim stoi i steruje z tylnego siedzenie niejaki Smolar, szef fundacji im.Batorego. Dokąd te nitki sięgają nie będę mówił głośno, by sobie nie napytać wrogów i biedy. Inteligentny lud doskonale wyczuwa co jest grane w tej zabawie w „durnia”.

    Fundamentem tej polityki jak wielokrotnie wykazano na łamach tej platformy, jest nie solidarność, a nienawiść, w której często odzywają się uprzedzenia rasowe i nacjonalizmy, gdzie wygrywa się starą dewizę:”Divide et impera”. Bujnie rozwija się nienawiść wobec Rosjan, niechęci wobec Niemców i uprzedzenia mniej lub bardziej zasadne, lub też niezasadne wobec Izraela. I mówimy tutaj o zachowaniach struktur urzędowych, które starają się skłonić społeczeństwo do swoich zachowań.Na całe szczęście naród coraz bardziej dystansuje się od solidarno-burżuazyjnej władzy nie tracąc resztek zdrowego rozsądku w tej feerii cyrkowych numerów naszych pseudoelit.

    Przykładem takich kolejnych figlików jest droczenie się Panów Michnika z Passentem o Pana Waldorfa. I nie byłoby w tym nic uwłaczającego ani zdrożnego gdyby ta zabawa między Panem,Wójtem i Plebanem nie posiadała ciągle tego samego kontekstu.W rezultacie symulowane i powtarzające się gry owych zmiennych tryumwiratów prowadzą do tego samego skutku. A jest on opłakany dla nas, społeczeństwa i Polski. Nigdzie nie słyszymy, by Polska rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej. Nazwisk ludzi, którzy zostali beneficjentami tego układu przytaczał nie będę aby nie być pomawianym o uprzedzenia rasowe, chociaż ja akurat w tym przypadku mam uprzedzenia kapitałowe, jako iż wyzysk Amerykanina, Izraelity czy Niemca taki sam ma smak.

    By zbytnio nie zajmować się dokuczlikwymi dolegliwościami kapitalizmu lepiej jest przejechć się po Waldorfie w imię spraw górnych i bzdurnych.W tej demokratycznej i świetlanej rzeczywistości serwuje się nam nową bijatykę, tym razem o Pana Waldorffa,by weselej nam było.Autorem i aktorem wykonawczym tej całej awantury jest niejaka Pani Domańska. Problem polega na tym, że już na wstępie to ja o Waldorffie,co nieco wiem, a o Pani Domańskiej w swej niepoprawnej głupocie niczego się nie dowiedziałem. Tym oto sposobem młoda,dynamiczna i zdolna do wszystkiego bojowniczka solidarności walczy odważnie i z pełnym oddaniem, z truchłem Waldorfa i jego mitem. Waldorf już obronić się nie może, ale niektore jego książki,ich tytuły i powiedzenia mogą jeszcze razić kapitalistyczną wojowniczkę. Zarzuca ona znamienitemu umrzykowi, że wokresie swej młodości fascynował się on Mussolinim i Hitlerem.W okresie młodości wielu ludzi niczym Domańska , fascynowało się rzeczami dziwnymi i niezrozumiałymi, by w wieku dojrzałym odstąpić od ich zgłębiania. Ja mogę zrozumieć to zainteresowanie u początków ruchu faszystowskiego, który był niczym innym aniżeli antidotum dla głodu, chorób, nieszczęść będących schedą po pierwszej wojnie światowej. Na tym etapie nikt nie mógł przewidzieć, w którę stronę pójdzie ruch Fascio del combatante. I jeżeli Waldorff nie biegał po ulicach w brunatnej koszuli to doskonale można zrozumieć, po pierwsze jego wrażliwość społeczną i po wtóre jego inteligencję.

    Natomiast chwalenie Waldorffa za to, że w okresie stanu wojennego nazwał Urbana łachudrą jest wysoce dyskusyjne.Wynika to z tego, że metoda pomawiania i przypinania łatek jest generalnie negatywną metodą, nawet gdyby miała ona prowadzić do nieba. Tym sposobem owo pomówienie bardziej przylega do Waldorffa aniżeli do Urbana. Gdyby w rezultacie solidarnej rewolty wszyscy Polacy zostali szczęśliwi, zdrowi i bogaci to taki epitet uprawniałby Waldorffa, póki co jest on jednak nieuzasadniony.

    Ponoć w 1949 roku Waldorff napisał paszkwil na księży. Po pierwsze należy mieć pewność, że ten paszkwil był jego autorstwa. Przyjmując, że paszkwil jest to zjadliwy utwór literacki ośmieszający kogoś, to pół biedy, gorzej jeśli on został napisany w sposób oszczerczy i obelżywy. Chciałbym wówczs poznać te oszczerstwa i obelgi by umieć uzasadnić ich szkodliwość personalną. Dzisiaj z perspektywy czasu, nie oceniam, że KK był taki bez skazy i wady. Sam biskup Krasicki przypinał mu łatki, co niemiara kpiąc zeń setnie.Dlatego zupełnie inne spojrzenie w tym przedmiocie będzie ze strony wojującego klechity a zupełnie inny pogląd będzie prezentował ateusz. Nie ukrywam, że w tej sprawie jestem po stronie człowieka bardziej otwartego.

    Pani Domańska zarzuca także Waldorffowi, że był on antysemitą. Faktem jest, że czasy II RP były miejscem antyżydowskich wystąpień i zachowań w owym czasie. Jeżeli jednak stawia się tego rodzaju zarzut Waldorffowi to chciałbym wiedzieć na czym ów antysemityzm polegał, żebym ja sam mógl osbiście ocenić na czym to zjawisko polegało i jaki był stopień jego szkodliwości społecznej.Tak między Bogiem a prawdą to ja nawet sądziłem, że Waldorff był Semitą a zatem skąd się miał u niego wziąc ten antysemityzm.Widać jednak, że Waldorff był bardziej faszystą i hitlerowcem, któremu udało się uchronić w peerelu i dziwnym zbiegiem okoliczności nie pożreć; Michnika,Kuronia,Geremka i parę innych smacznych kąsków, oszczędził też Szpilmana,Mazowieckiego i Kisielewskiego.

    Był też jak się okazuje homoseksualistą i ikoną wszystkich pedałów i lesbijek. A ja już, o mały włos,sądziłem, że żyjemy w wolnym, pluralistycznym i demokratycznym kraju. Muszę też podkreslić, że on nie wybierał swego pedalstwa lecz Bóg go nim obdarzył, q azatem pretensje i żale skierowane są pod niewłaściwym adresem. Całe szczęcie, że nie dożył on wolnoeuropejskich czasów Domańskiej i Donka kastratora.

    Dalej oświeca się nas, że mienił on się być prawicowcem. Nie wiem czy ma to być pochwała czy przygana. Mnie się wydaje, że gdyby Waldorff wiedzial, że Tusk chce go…no ten…tego… chemicznie potraktowć, to ogłosiłby się po dwakroć lewicowcem, jako iż lepiej autentycznie czynić prokreację aniżeli werbalnie pieprzyć głupoty.

    Złośliwie i chyłkiem traktuje się Waldorffa, że bronił muzyki tej z najwyższej półki ale nie znał się na niej. O ile wiemWaldorff uczęszczał do konserwatorium muzycznego i równolegle studiował prawo. Poza tym praktyka muzycznego krytyka czyni zeń mistrza. Był jednym z filarów peerelowskiej „Polityki” na którą czekało się z utęsknieniem każdego tygodnia, co pewnie stanowi cierń bolszewicki Waldorffa w szlachetnej i białej piersi prawicowej Domańskiej. Rzecz w tym, że jego czerwony cierń był twardy i szlachetny, a jej piersi są nieskordynowanie rozkołysane, pewnie brakiem spełnienia.

    W czasie wojny ponoć był przyjacielem dozgonnym, a w czasie pokoju stał się wrogiem zdradzieckim i nienawistnym. Nie bardzo rozumiem z czego tutaj czynić zarzuty. Prawa wojny i pokoju są zupełnie innymi.W czasie wojny zwalczamy wrogów zewnętrznych, a czasy pokoju stanowią konieczność zwalczania wrogów wewnętrznych: głupoty, nienawiści,bezhołowia, prywaty i egoizmu, niekompetencji oraz tych wszystkich, którzy są nosicielami tych przywar i niegodziwości. Za to też chwała Waldorffowi w całym zakresie zwalczania negatywnych cech narodowych i polskiego Ciemnogrodu.

    Odmawia mu się prawa bycia mędrcem, ponieważ pijał bruderszaft z sekretarzem KC naszej partii. Jak się łatwo domyśleć nie „S”nadała mu miano mędrca, zatem nie powinna mu tego miana odbierać, ponieważ jednak sama nie potrafiła sięgnąć jego poziomu więc próbowała go sprowadzić na swój pułap kurzej grzędy. Trudno się dziwić, że Waldorff wolał chlać wódę z sekretarzem KC aniżeli z nieokrzesanym kmiotem solidarnym. Samo spożywanie alkoholu w prymitywnych warunkach jest zwykłym opilstwem. Natomiast wypicie kieliszka koniaku z kawą w towrzystwie człowieka, którego cenimy i darzymy sympatią nabiera zupełnie innej wymowy. Ponadto od adepta sztuki podawania nogi i picia;” zdrowie wasze w gardło nasze” naprawdę niewiele można się nauczyć nawet gdyby miał on o sobie jak najwyższe mniemanie.

    Do równie niskich i nieeleganckich należy wypominanie Waldorffowi czynienia zabiegów wokół pozyskania talonu na Fiata 125P. A to, że awanturował się o kolor czerwony bardzo o nim pozytywnie świadczy i o jego poczuciu estetyki oraz wystawia mu właściwe świadectwo politycznego wyrobienia. Nie każdy ceni sobie kolor czarny jak obecne elity, które być może nie wiedzą z czym on się kojarzy.

    Wyraźnie mija się z poprawnością polityczną fakt, że Urbanek odważył się napisać biografię Waldorffa. Nie do przyjęcia z prawicowego punktu widzenia jest napisanie tej biografii w sposób wyważony i obiektywny z szacunkiem dla podmiotu tego rysu życia, który zasługuje na przynajmniej życzliwe przyjęcie go, tak jak był przyjmowanym za życia. Okazuje się jednak, że dla „S” wszystko musi zostać tak politycznie zmanipulowane by odpowiadało ich skrzywionej wizji świata. Urbanek postąpił wobec Waldorffa bardzo obiektywnie i uczciwie zbierając fakty z jego życia i pozostawiając opinie i oceny czytelnikom. Okazuje się jednak, że takie widzenie, w którym nie ma plwocin,nie posiada właściwego solidarności wyrazu artystycznego.

    O solidarnym zakłamaniu i nieprzyzoitości wobec promotora odbudowy Cmentarza na Powązkach stanowią awantury kleru związane z pochówkiem Waldorffa. Czyż nie zasłużył on sobie na miejsce spoczynku w nekropolii, która jego sumptem w znacznej mierze została odrestaurowana stanowiąc świadectwo i wizytówkę naszej kultury oraz szacunku dla zmarłych. Jeżeli takie ekscesy, bo jak to inaczej nazwać, mają miejsce w stolicy, w centrum Europy, w odniesieniu do człowieka niezwykle zasłużonego dla polskiej kultury, to wyobraźmy sobie co może się dziać w Psiej Wólce państwa będącego ostoją fundamentalizmu religijnego. Nie to miejsce i nie te czasy, a jednak…wprost wierzyć się nie chce. Człowiek nie ma prawa do wyboru wiary, preferencji seksualnych, decyzji o urodzeniu dziecka…toż to średniowiecze…bez mała.

    Książka napisana przez Urbanka nosi tytuł:”Ostatni baron PRL-u”, co ponoć solidarnym zdaniem ma oznaczać drugi sort Waldorffowego szlachectwa. A ja mam zupełnie inny pogląd w tej sprawie.Uważam, że intelektualne szlachectwo Waldorffa jest pierwszej marki.To zwykła zawiść powoduje, że ludzie nienawiści starają się zdejmować z postumentów, tych którzy ewidentnie sobie na to zasłużyli. Bodaj w żadnym kraju, poza Polską, nie ma zwyczaju likwidowania i niszczenia pomników kultury. Jest to przejaw wyjątkowego barbarzyństwa i prymitywizmu ludzi którym dana została władza. Niezależnie od solidarnego nurzania „Ostatniego barona PRL-u”w nieczystościach własnej polityki wypada zdecydowanie powiedzieć, że przerasta on wielokrotnie „Pierwszego barana RP”.To zderzenie przynosi Waldorffowi oczywisty powód do chwały. Jego wspaniały karawan odjechał już dawno, a popiskiwania i tuptania mołojców wiadomej walki niczego tutaj już nie zmienią.

    Owo dziewczę hoże znęca się nad Waldorffem niemiłosiernie pomawiając go o brak inteligencji połączony z naiwnomścią.Określa go ta pannica jako bon vivanta o niezbyt przenikliwym umyśle pytając kim on był właściwie, arystokratą ducha czy reliktem przedwojennej inteligencji? Jej błyskotliwa pointa odnosi się do tego, że nad biografią unosi duch czarującego pana,o którym się strasznie plotkuje i nie pozwala on mieszczańskim dziewczynkom zgłębić swoich ziemiańskich zakamarków i tajemnic. A fe, Panie Jerzy, takie przykrości wyrządzać rozochoconym panienkom z
    towarzystwa.

    I na koniec kilka złotych myśli Waldorffa, po odpowoiedniej trawestacji, dedykowanych Pani Domańskiej:
    -Ciach ją smykiem, /jak nieuważną uczennicę/
    -Dzięki Bogu Pan Bóg uderzył mnie po nogach a nie po głowie, /jak widać dokładnie odrotnie niż u zawistnej autorki/
    -Jak świat światem, rozrywka zawsze miała stokroć większe powodzenie od wielkiej sztuki, /Jak Waldorff doskonale to przewidział w kontekście pani Domańskiej/
    -Ja wykonawców rock-n-rolla nazywam kwiczołami narodowymi, /zatem niech sobie kwiczą ,a my uśmiechajmy się/
    -Muzyka łagodzi obyczaje, /Poza wyjątkiem niezwykle umuzykalnionej pani Domańskiej/
    -Zamienić takt 3/4 na 4/4 to tak, jak przypiąć bażantowi krowi ogon, /tutaj już komentarza nie będzie, żeby nie dotknąć damy/
    -Z muzyką powinno być właśnie tak jak w życiu i dobrze, i źle, i poważnie ,i śmiesznie, /No widzi droga pani gdyby zechciało się poznać złote myśli Jurka nie byłoby powodu do afrontów/
    -Wasz cmentarz jest jednym z najstarszych w Polsce.Groby polskie to są kotwie narodu, utwierdzają nas w przekonaniu, że mamy prawo do niepodległości, mamy prawo być jednym z pierwszych narodów Europy, /Bez komentarza droga Pani Domańska/.

    To, że ocenia nas następne pokolenie jest prawidłowością. Szkoda tylko, że jest ono tak niekompetentne i brutalne. Stąd miły Gospodarzu naprawdę warto wyciągnąć wnioski z tego stanu rzeczy i nie liczyć na zmiłuj. Od nas, starych repów, może pan liczyć na wsparcie i dobre słowo. Natomiast oni nie odpuszczą nikomu, nawet własnym idolom. Zatem może warto już zejść z barykady. Słowa dziękuję nie będzie, głowę dam sobie uciąć.
    _________________
    Z tyłu łata, z przodu łata a jam cały demokrata

  71. Szanowny Panie, bardzo cenię sobie Pana opinie, mądrości życiowe i publicystykę, dlatego ogromnie żałuję, że uchylił się Pan od obrony p. M. W. Rakowskiego w telewizji. Uczynił to Pan na tym blogu i „Polityce”, podobnie jak broni Pan pamięci p. Waldorfa (najzupełniej słusznie). Niestety zasięg pisma i tego blogu jest w porównaniu do publiczności telewizji znacznie skromniejszy, w dodatku czytają go ludzie już w jakiś sposób „wyrobieni” o określonych z reguły poglądach życiowych i politycznych. Dlatego występ w telewizji, nawet w obecności nawiedzonych publicystów, potępiających w czambuł wszystko co ma związek z PRL lub jest odmienne od ich ukochanej wizji świata, jest konieczny. Pozwala jednak pokazać widzom, że może być inny punkt widzenia, że świat nie jest czarno biały. Pan ma dar szybkiej i celnej riposty, która zwolenników tzw. 4 RP boli bardziej niż wszystko inne. Dlatego proszę Pana, by następnym razem, mimo nie miłego towarzystwa, zasiadł Pan przed kamerami i bronił ludzi i wartości w które obaj wierzymy.
    Pozdrawiam serdecznie, życzę dużo zdrowia i publikacji.
    JacekK.

    P. s. Górnolotny styl zupełnie nie zamierzony.

  72. No cóz – osmielam sie przypuszczac ze Jerzy Waldorf nigdy by nie zasiadl w gremium jakiegos „Tanca na lodzie,z gwiazdami,z szablami” i innej tandety jaka funduje polskie TV z udzialem np. Beaty Tyszkiewicz… I dlatego odstawal od tej ludzkiej tandety piosenkarek, lal z rózowymi konikami i innych pajaców których jedynym wkladem w polska kulture jest np. celebra wlasnego zboczenia. W najlepszym tego slowa znaczeniu byl przykladem „Czlowieka orkiestry” „W temacie” antysemityzmu to chetnie przeczytal bym próbki takowych tekstów ! Pzdr.

  73. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    „Czyż nie należało się poddać wpływom rusyfikacji i germanizacji poprzez wtopienie się w tamte narody?”

    Drogi Lizaku i tu jest pies pogrzebany, mowic nalezy nie tylko o rusyfikacji i germanizacji ale o tzw „trojkacie bermudzkim”, ktory byl-jest i byc moze bedzie chetnie zacierany przez rozne lachudry. Nie jest przypadkiem, ze „tokarz precyzyjny” jak sie tylko okazja nadarzyla pierwsze kroki skierowal w strone archiwalnych perelek SB & WSI. Wychodzi na to, ze dobrze znal swoje srodowisko – prawda? Jak to sie dzialo, ze wrogowie PRL-u mieli wlasciwie paszporty w domu jest inna inszoscia. Mozna powiedziec nie popelniajac wielkiego bledu, ze sprawa Dreifuss’a we Francji byla ewenementem, natomiast w Polsce byla (moze nawet jest) regula wrecz 100 %, oczywiscie nie liczac malych wyjatkow. To byl-jest-bedzie problem do zgryzienia. Jezeli ktos dobrze obserwowal rozne – w czasie – przesilenia w Polsce po smierci Lawrentiego Berji to wie, ze „trojkat bermudzki” istnieje. Ja mialem li tylko okazje obserwowac i przygladac sie trojkacikowi z bliska ocierac sie o niego majac wlasna strukture nano, strukture liscia lotosu, i wierz mi Drogi Lizaku jest to najohydniejsza forma hybrydy jaka moze sobie wyobrazic w miare normalny czlowiek, i jest to ½ prawdy.

    Post Christum.
    Ja nie wiem jak Ty, ja miewam czesto odruchy wymiotne. W moim przypadku wyjsciem z sytuacji byly i sa zagle. A propo’s. Jakie to szczescie, ze Vincent van Gogh uszedl uwadze krytykow owczesnego malarstwa, najprawdopodobniej bylibysmiy dzisiaj ubozsi. Ja wiem, z czegos trzeba zyc. Nota bene wolalem J. Waldorffa slyszec i wiedziec niz go czytac. Ten czytany byl tak jak by mniej atrakcyjny, mniej kolorowy, bylo go tam troszku jak by mniej…Mimo to dobrze, ze byl z tym swoim dwumetrowym Puzonem.

  74. A propos – czy ‚naród’ istniał w czasach Targowicy (1792 r.) i co z tego wynika dla zdrady targowickiej?

    http://passent.blog.polityka.pl/?p=521#comment-103389

    Tekst mazura Dąbrowskiego według pisowni rękopisu J. Wybickiego
    (według: J.S. Kopczewski, O naszym hymnie narodowym, NK, Warszawa 1988) powstał najprawdopodobniej w lipcu 1797 r.

    „Marsz, marsz, Dąbrowski
    do Polski z ziemi włoski
    za Twoim przewodem
    złączem się z narodem”

    (Nie wgłębiając się zanadto we współczesne – socjologiczne rozumienie „naród”, żeby nie utonąć w „nurtach Elstery”…)

  75. A ja uważam, że do oceny p. Waldorffa najlepiej pasują słowa z Pisma Świętego:
    „Po owocach ich poznacie je”
    Piękne owoce życia p. Waldorffa wymieniono w wielu wpisach. Ale żeby je poznać, trzeba czytać, myśleć, zwiedzić Powązki… To widocznie było dla autorki za trudne.
    Pozdrawiam noworocznie

  76. W dni robocze i od święta
    warto czytać blog Passenta

  77. Olek51
    Dziękuję ci za odpowiedź. Niestety w mojej miejscowości dzisiaj ponownie nie mam łączności z Internetem. Nie wiedząc, co się w nim dzieje piszę trochę w „ciemno” i pewnie obok tematu głównego, określonego przez gospodarza o J. Waldorffie (świetlista osobowość naszej najnowszej historii kultury muzycznej). Abstrahując od dziennikarki GW, której nie znam, historia o niej też zapomni. Tak na marginesie: na całą GW od 1989 roku mam wyraźną idiosynkrazję i jej systematycznie nie czytam, jak się okazuje chyba słusznie. Adasia Michnika, mimo, że wiele o nim wiem, porównuję do Światowida, – więc bóstwa o przynajmniej czterech twarzach, ale od afery Rywina zauważam, że ma ich o wiele więcej i jak wielu Adasiów z mojego otoczenia jest postacią raczej nie pozytywną Najważniejszego Adasia w naszej narodowej historii T. Boy-Żeleński z taktem i szacunkiem dla talentu, też odbrązowił. Reasumując nie ma się, czym zajmować. Uważam czas na takie lektury – czasem na próżno straconym, tak jak dzisiaj traktuje się czas na naukę języka rosyjskiego w naszej kato-prawicowej mocarstwowej ojczyźnie przewyższającej poczuciem swej mocarstwowości USA, co akurat może być przypadkowo słuszne biorąc pod uwagę totalną degrengoladę wspomnianego mocarstwa.
    Ale do rzeczy. Interesuje nas przyszłość polskiej lewicy. Olku51, czy czytujesz czasami tygodnik Fakty i Mity [Nr 1 (461) z 08-01-2009]. Czy może przypadkiem przeczytałeś artykuł w nim zamieszczony napisany przez Anną Tarczyńską pod tytułem „Blada Twarz SLD” Wydźwięk artykułu jest porażający dla SLD, ale przede wszystkim Polaków. Tym bardziej, że oceniali nas Belgowie. W innych partiach jest pewnie tak samo, albo jeszcze gorzej. Chociażby zdziwko Zachodu, z kim polska lewica, w europarlamencie zawiera alianse. Powracam do Ciebie skierowanego onegdaj na tym blogu stwierdzenia, że nauczono w PRL’u Polaków czytać i liczyć. Wyciągnięto ponad 50% społeczeństwa z analfabetyzmu, ale nie nauczono go ze zrozumieniem czytać i samodzielnie myśleć. To pozostawiliśmy kościołowi katolickiemu, a on to po mistrzowsku wykorzystał. Wnioski wysnute przeze mnie z tego artykułu jednak są dość optymistyczne. My jako schodzące już ze sceny pokolenie możemy się przydać. Nasze doświadczenie życiowe, usystematyzowane poglądy, dorobek życiowy może jednak dużo zmienić w świadomości młodzieży. Proszę odnieś się do tego artykułu i napisz swoje o nim opinie. Pozdrawiam Gospodarza i całe Blogowisko

  78. Jacobsky,

    też pozdrawiam.

  79. Należy mieć nadzieję, że red. Surmiak-Domańska po zapoznaniu sie z blogiem i uwagami walnie się pięścią w swoją redaktorską pierś ze słowami: mea culpa…
    Dla Blogmajstra (czyli red. Daniela P.) i Blogowiczów życzenia aby w Nowym Roku wyskakiwały tylko plusy i to do kwadratu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  80. Do
    Feliks Stychowski pisze:

    2009-01-02 o godz. 18:40

    Zaluje, ze dolacza Pan do wielbicieli recyclingu ornitologicznego; mimo wszystko z drugiej reki. Z drugiej strony (reki) postrzega Pan problem jednostronnie wiedzac doskonale, ze obecnie nie ma innego rozwiazania niz opcja dwu samodzielnych panstw. Pozostaje kwestia (raczy Pan zauwazyc, ze nie wszystko wiem) reprezentacji jednej i drugiej panstwowosci orau alternatywy w przypadku rozwiazania silowego.
    Z powazaniem.
    MA

  81. Do
    Feliks Stychowski pisze:

    2009-01-02 o godz. 09:15
    Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    „…..milosc do wspolnych – czesto urojonych – hipnotyzujacych wartosci czyni slepcem nie tylko zreszta pojedynczego czlowieka ale i masy – prawda?”.
    Tu sie z Panem zgadzam; coz brakuje iluminatorek i iluminatorow.
    Z powazaniem.
    MA

  82. Do LIZAK pisze…..
    Polecam Panu lekture polskiego noblisty Henri Bergson.
    Z powazaneim.
    MA

  83. Do
    Feliks Stychowski pisze:

    2009-01-04 o godz. 07:59
    Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Jak to sie dzialo, ze wrogowie PRL-u mieli wlasciwie paszporty w domu jest inna inszoscia.

    Do Pana pytania pozwole sobie dolaczyc nastepne; jak to sie dzialo, ze prominenci jak np. P. M. Piwowski musieli wspolpracowac lub podpisac zgode na wspolprace, aby ten Paszport otrzymac?

    Mozna powiedziec nie popelniajac wielkiego bledu, ze sprawa Dreifuss’a we Francji byla ewenementem, natomiast w Polsce byla (moze nawet jest) regula wrecz 100 %, oczywiscie nie liczac malych wyjatkow.

    Informuje Pana, ze afera (sprawa) Dreyfussa byla cezura w historii tego kraju. Od niej zaczeto liczyc czas inaczej. Pozostaje pytanie, czy Pan naprawde wierzy w bezpodstawne oskarzanie tego oficera.
    Z powazaniem.
    MA
    PS
    Jesli tlumaczy Pan historie figuratywnie przy pomocy spiskow, to i tak Pana nie rozumiem, za co z gory przepraszam. Sadze, ze bez podpowiedzi Lizak popedzi z tematem proponowanym i nie utonie w obecnym mainstream.

  84. Lesiu!

    Mój śmiech było słychać w całym domu. Słyszał Pan kiedykolwiek, żeby ktoś z ludzi GW przyznał się do błędu? No chyba, że im kiedyś sąd nakazał, ale GW raczej wygrywa procesy.

    Kadett:

    Nie trzeba się wgłębiać, wystarczy dotknąć, że rozumienie słowa „naród” szlachcia XVIII wieku było inne niż przeciętnego Polaka XXI wieku. Zresztą tysiące polskich żołnierzy Napoleona padło od kul Polaków walczących w antynapoleońskich armiach, zaś tamci widzieli w tym tylko rewolucyjną, diabelską hucpę (podobnie jak trochę wcześniej Konstytucję 3 maja).

    Pozdrawiam

  85. To takie czysto polskie drobnomieszczanskie plusowanie i minusowanie czlowieka. To takie czysto najprymitywniejsze szufladkowanie czlowieka – symbol kilku pokolen, przez mlokosow ktorzy niby maja wiele do powiedzenia, ale w danym temacie to akurat powinni troche zamilczec.
    Nie pierwszy raz Gazeta Wyborcza szokuje mnie bzdetnymi wypocinami niby intelektow i dla tego dobrodziejka Surmiak-Domanska w istocie powinna troche uderzyc sie w piers i miec te cywilna odwage przyznania sie do tzw. f……pa!
    Jerzy Waldorff – postac poniekad z historycznego punktu widzenia kontrowersyjna – reprezentowal niekwestionowanego znawce przedmiotu,kolosalny zasob wiedzy faktologicznej i nie patrzac na to czy on byl antysemita czy nie czy byl on takiej czy innej seksualnej orientacji dzisiaj powinien byc postrzegany jak jeden z wielkich Polakow naszej polskie galerii kultury i sztuki.

  86. ROK AWIACJI

    Ogłoszono w mediach rok miniony
    Rokiem sławnych – Żwirka i Wigurka
    To na cześć miłości naszych wodzów
    Do pląsania gdzieś pod niebem, w chmurkach

    Dwóch pilotów, schorowanych strasznie
    Wozi Lecha raz, Donalda czasem
    Według prawa wspólnie nie wypada
    A ubawu mamy przy tym masę

    Chłopcy stery wyszarpują sobie
    Sprzecznie każą coś lotnikom chorym
    W drzwiach się pchają, gdy już lecą razem
    Zwady, waśnie, kłótnie, zadry, spory

    Tak przed lotem, jak i po nim, słowa
    Złe padają ze stron obu kaczek
    Otoczenie winne, według mediów
    Nie dobrały ponoć kaczki paczek

    Pewien zgrzyt jest jednak w tej rocznicy
    Gdyż herosi nasi przedwojenni
    Bardzo mocno się lubili, szanowali
    Mądrzy przy tym byli, dobrzy, dzielni

    A ponadto rzecz zrobili taką
    Której nie chcą zrobić Donek z Lechem
    Pogubili skrzydła. Spadli z nieba
    Dziś by naród z tego miał uciechę

  87. PETRASZKI:

    Jezus dzieckiem jest z probówki
    To teoria Manueli
    Może jednak wynik zdrady
    (czekam aż mnie piorun strzeli)

    Rusek gani Ukraińca
    Że ten kradnie gazy jego
    Jest ratunek w gastrologii
    Rzucić w sukurs Kaczyńskiego

    „Politycznym nieboszczykiem”
    Nazwał Stefan Jarosława
    Niech się spełni – mówię z dawna
    Mnie już mierzi ta zabawa

    Jest już winny bezpłodności
    Watykańce w dzwony biją
    Prochy baby żrą. Sikają
    A faceci wodę piją

    Grzesiu chce koniecznie Wojtka
    Wysłać szybko do Brukseli
    Wojtek nie jest taki łatwy
    A Grześ się nie lubi dzielić

    Jarek olał Sieć i Układ
    Teraz Wolskę chce budować
    Lecz zapomniał w ptasim móżdżku
    Żeby ją ponumerować

    Ma Karpiniuk Ziobrę stawiać
    Szybko przed Trybunał Stanu
    O tym, że miał Zero szefa
    Znów niestety zapomniano

    Chce pótorej dużej bańaki
    Wyrwać Janusz P. „Gazecie”
    Czeka więc was niezły ubaw
    Czyli, że się uśmiejecie

    Lech – co kulom się nie kłania
    Ma wnet stanowisko zająć
    W sprawie Gazy. Jeszcze nie wie
    Z której strony bitki stanąć

    Chce Sakiewicz Palikota
    U psychiatry najpierw zbadać
    Może wtedy (ot łaskawca)
    Januszowi da pogadać

    REKLAMA

    Nie chcesz jadać płaskiej zupy
    Z naszej rady już się cieszcie
    Z jej prostoty geniusz kapie:
    Kup głęboki talerz wreszcie

  88. @Janek
    Ciepło, ciepło, ale nie za gorąco… Coś mi się wydaje, że myli Pan ‚naród’, rozumienie sensu którego nie budziło wiekszych wątpliwości nawet w XVIII w. z ‚interesem narodowym’ różnie rozumianym przez różne odłamy tegoż narodu. Każda epoka ma swój charakter sporów o interes narodowy, z obecną włacznie, co nie przeszkadza rozsądzić spory zaprzeszłe, przyjmując, że co dla narodu okazało się złym wyborem, można piętnować (jak w przypadku konfederacji targowickiej) słowem ‚zdrada’. Zdrajców – targowiczan (z wyjątkami) w czasie insurekcji kościuszkowskiej potraktowano tak, jak sobie na to zasłużyli. Rewizji historycznej – jak dotąd – nie było (poza Pańską…)

    Pozdrawiam

  89. Panie Redaktorze!

    Waldorffa pamietam jako pewien „ewenement” w zgrzebnej rzeczywistosci PRL. Wprowadzal powiew innego swiata, troche bardziej eleganckiego, troche odchamial (przepraszam za wyrazenie) te nasze – pozal sie Boze – elity lat 60/70. A ze usmiechal sie do wladz? Niewielu tego nie robilo.
    Nie wiedzialam o przedwojennym antysemityzmie Waldorfa. Pana komentarz o niesprawianiu przykrosci swoim towarzystwem – przepyszny! Moje gratulacje. Ja zas probuje przyzwyczaic do swojego towarzystwa, ale Pana sposob jest bardziej subtelny – jednym slowem klasa.
    Pozdrawiam.

  90. DZISIAJ JEST WAŻNY DZIEŃ DLA WOLNYCH MEDIÓW I WSZYSTKICH TYCH, KTÓRYCH OKREŚLAJĄ HIENAMI MEDIALNYMI. DLATEGO NALEŻY Z DUŻEJ LITERY. KONIEC „WAKACJI Z AGENTEM”!. KTO TO PAMIĘTA? TO BYŁO DZIEŁO WOŁKA I JEGO SITWY DZIENNIKARSKIEJ. BRUTALNE POLOWANIE NA KWAŚNIEWSKIEGO. WRESZCIE TRYBUNAŁ W STRASSBURGU UZNAŁ SKARGĘ AUTORÓW DONOSU I PROWOKACJI ZA „NIEDOPUSZCZALNĄ”. SPRAWA NIE NADAWAŁA SIĘ DO ROZPATRZENIA JUŻ „NA PIERWSZY RZUT OKA”. WOŁEK POWNIEN ZAPAŚĆ SIĘ POD ZIEMIĘ I ZNIKNĄĆ, I RAZEM Z NIM CAŁE TO ZBIOROWISKO CHULIGANÓW, KTÓRZY KŁAMIĄ I OBRZYDZAJĄ ŻYCIE. TA SURMIAK-DOMAŃSKA WYDAJE SIE BYĆ WOŁKOWYM POMIOTEM.

  91. Do
    jasny gwint pisze:

    2009-01-05 o godz. 13:13

    Zastanawiam sie jak ma sie Pana opinia o autorach do czytelnikow tychze wymienionych przez Pana i jasno okreslonych.
    Z powazaniem.
    MA

  92. Jasny Gwincie!
    Jeśli całe to zbiorowisko chuliganów , którzy kłamią (i manipulują informacją w sposób tak prymitywny, że obraża inteligencję przeciętnego słuchacza/.widza/czytelnika) i obrzydzają życie zapadnie się pod ziemie, to co ? samą muzykę mają media nam prezentować a gazety pustymi stronami będą się ukazywać? Bo kto zostanie?

    Pozdr.

  93. MA
    Z uwagi na pańską niedojrzałą prowokację wynikającą z zapisu:

    „MA pisze:

    2009-01-04 o godz. 21:18
    Do LIZAK pisze…..
    Polecam Panu lekture polskiego noblisty Henri Bergson.
    Z powazaneim.
    MA”

    Zalecam postudiowanie Encyklopedii Powszechnej PWN lub dla uproszczenia Wikipedii:

    Henri Bergson (ur. 18 października 1859 w Paryżu, zm. 4 stycznia 1941 tamże) – pisarz i filozof francuski. Henri Bergson został laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1927. Przyjmowany za głównego twórcę intuicjonizmu. Pochodził z żydowskiej rodziny – jego ojcem był Michał Bergson z Warszawy, prawnuk Samuela (Szmula) Jakubowicza Sonnenberga, zwanego Zbytkowerem (1756-1801), żydowskiego kupca, bankiera, od którego wywodzi się nazwa jednego z osiedli Warszawy, Szmulowizny[1], a matka pochodziła z żydowskiego rodu z Anglii i Irlandii. W 1868 osiedlili się w Wielkiej Brytanii. Twórca nurtu uznającego, że świat poznajemy za pomocą intuicji a nie intelektu. Wspierał antyracjonalistyczne poglądy artystów przełomu wieków XIX i XX.

    Wniosek może się nasuwać taki, że jest Pan zwolennikiem intuicjonizmu.Bowiem Polska nie ma noblisty o nazwisku Bergson.Jak również samo nazwisko nie ma nic wspólnego z Polską.Natomiast Bergson był francuskim pisarzem i filozofem.Gdybym ja miał wysłuchiwać pańskich pouczeń to wyszedłbym na tym jak Zabłocki na mydle.

  94. Pragnę nieśmiało zauważyć, iż możemy mówić i pisać „z grubej rury”, ale nawet, gdy piszemy w ten sposób to piszemy dużą (wielką) literą. Nigdy zaś „z dużej litery”. Chyba, że chcemy udowodnić, że z dużych gradowych liter spada mały deszcz.

  95. Do Lizak pisze……………
    Jak Zablocki na mydle albo jak Michał Bergson z Warszawy, ojciec Henri B.
    Z powazaniem.
    MA

  96. Do
    Lizak pisze:

    2009-01-05 o godz. 15:36

    Zapewniam Pana, ze nie chodzilo mi o intuicjonizm, lecz o jego polskie pochodzenie; jesli np. Chopin byl Polakiem.
    Z powazaniem.
    MA

  97. Kadett:

    Nie, nie wydaje mi się, by była jakaś wątpliwość. Kiedy dziś myślimy „naród”, mamy na myśli tych, którzy odczuwają związek z polską tradycją p a ń s t w o w ą. Tych, którzy dziś w taki, czy inny sposób poczuwają się do krainy między Bugiem a OdromNysom. Wtedy dotyczyło to maksymalnie 10% społeczeństwa (podzielonego w kwestii dokonań Sejmu Wielkiego z grubsza poł na pół). Wiem o tych różnicach. Ale cóż to zmienia? Polacy Tadeusza Kościuszki bili się głównie przeciw Polakom Suworowa i tylko trochę się to zmieniło w następnych latach (Polak Płut w „Panu Tadeuszu” to żadne natręctwo Mickiewicza, tylko obiektywne stwierdzenie faktu; jeśli coś w tej historii budzi wątpliwości to ruskość Rykowa i odkupienie Sopliców. Takich Sopliców, którzy szli przeciw Kościuszkowcom były tysiące. Tysiące. Przypięcie dzisiejszej łatki, że oto grupa wsteczników pokrzyżowała szyki postępowej większości społeczeństwa, jest niezgodne z prawdą. A w tym wypadku (w przeciwieństwie do mojego poprzedniego, amatorsko-antopologicznego wywodu) akurat wiem, co piszę. Pomysły niepodległościowe legionów nie miały nic wspólnego z tym, co my pod tymi hasłami widzimy dzisiaj, o wywodach Czartoryskich nawet nie chcę wspominać.

    Pozdrawiam

  98. Feliks Stychowski pisze:
    2009-01-02 o godz. 22:02

    „Izrael nie jest moim konikien, moim oczkiem w glowie, moge li tylko w drodze wyjatkowej sympatii wyjsc Blogowiczowi na przeciw wystawiajac do dyspozycji sciagawke. Mozna np sie dolaczyc (?)http://www.guardian.co.uk/world/2008/apr/30/israelandthepalestinians”

    Panie Feliksie, warto przeczytać jak to było naprawdę. Na początek polecam Wikipedię :

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Palestyna

    Nie trzeba cofać się aż 2000 lat do tyłu. Wystarczy lat 61. Warto wspomnieć, że w odwecie kraje arabskie wydaliły prawie milion Żydów zajmując ich majątki przewyższające znacznie teren obecnego Izraela. Taka Jordania traktowała Gazę jako prowincję, a nie żadną autonomię.

    Żydzi mają prawo do suwerennego państwa i do jego obrony zaś w interesie Unii Europejskiej, w tym Polski, jest obrona pokoju w rejonie Bliskiego Wschodu.

  99. Historia życia barona W. jest przykładem, że nawet w PRL można było coś zrobic dla ludzi.

  100. Diaspora jest czujna! (Albo – nie)

    Niewierzacy lecz praktykujacy

    Szanowny Blogowiczu, oczywiscie, ze Wikipedia jest pomocnym instrumentem w elektronicznym swiecie, papier ma te przewage, ze jest cierpliwy. Wyzej stawiam wiedze (slowa) Nahuma Goldmanna ktore sam napisal, pod ktorymi sie podpisal wlasnorecznie. W internecie strony pajawiaja sie i gina. Nie ja Izrael budowalem i nie ja o jego istnieniu bede decydowal.
    Z tego co ja wiem (to nie jest moj konik) istnieja dwa pojecie syjonizmu, religijny i polityczny. Religijny rozwinol sie na poczatku sredniowiecza, polityczny (jako ruch) powstal pod koniec XIX w. Pomimo sentymentu do Palestyny w poczatkowej fazie przyjmowane byly rozne opcje lokalizacji: Egipt- Pustynia Synaju, Syria, Argentyna, Cypr, Uganda itd., na przyklad w Argentynie pomyslodawca bardzo podobal sie umiarkowany klimat. Bardzo ciekawa jest korespondencja listowna, argumentacja – na papierze – Herzla do sultana tureckiego Abdulahamida (mam nadzieje, ze nie przekrecilem nazwiska sultana)
    Prosze wierzyc mi na slowo, ja Izraelczykom tak jak i Watykanczykom zycze wszystkiego najleprzego li tylko z tego powodu, ze i sobie zycze tego samego.

  101. taka dziennikarka?! super!! przedstawia tylko poziom polskiej informacji prasowej: sensacja, przeklamania, niedomowienia i to co sie politykom podoba im mniej kompetenten osoby tym lepiej sie gazeta sprzedaje i wszyscy sa zadowoleni. Dobrze, ze redaktor Waldorff nie musi juz podobnych wypocin czytac a moze i szkoda bo z pewnosia jego riposty bylyby wspaniale. Ja osobiscie zycze sobie czytania ksiazek i artykulow pisanych z wdziekiem jaki ma tylko stara szkola dziennikarzy czyli wymierajaca niestety kadra.

  102. „Obyście w ciekawych czasach żyli” Tak oto klątwa nam się spełnia. Demokracja ma to do siebie, że każdy może wyrazić swoje zdanie na wiele tematów. A czy zdanie pewnej pani jest właściwe, czy nie, to naprawdę moim skromnym zdaniem nie ma znaczenia. Gdyż właściwość lub niewłaściwość zależy tak od światopoglądu odbiorcy jak i danej sytuacji politycznej naszej kochanej ojczyzny. Mimo, że osobiście jestem całkowicie po przeciwnej stronie politycznej od pana Passenta, to lubię poczytać pański blog i cenię intelekt o którym mam nadzieję nie będzie się nikt spierał, czy jest bardziej lewicowy, czy też prawicowy. Serdecznie pozdrawiam.

  103. Komuchy antypolskie ,za co uczynili Polakom powinni być wykoszeni , a oni nas uczą demokracji i opluwają człowieka honoru i patriotę narodowca.akie jest bolszewickie wychowanie,nie wolno im przebaczać,bo oni tego pojęcia nie znają.

  104. KOmuchy zniszczą każdego

  105. Moja babcia pv Preyss to była cudowna kobieta . Pochodziła z Pierania , podobnie jak Jerzy Preyss Waldorff . Podobieństwo fizyczne moich braci ,tzn. jej wnuków i Waldorffa jest zdumiewające – wierne kopie.

  106. Na ostro się kręci. Nie pozostała na autorce sucha nitka.

css.php