Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta En passant - Blog Daniela Passenta

25.07.2010
niedziela

Bryk z Walickiego

25 lipca 2010, niedziela,

Zastanawiałem się, jak „ugryźć” autobiografię prof. Andrzeja Walickiego („Idee i ludzie”) na blogu. To bardzo poważna, żeby nie opowiedzieć monumentalna (prawie 500 „gęstych” stron) książka, chciałbym, żeby przynajmniej niektórzy blogowicze do niej sięgnęli, a inni wiedzieli o co w niej chodzi. Ostatecznie postanowiłem sporządzić „bryk” tylko jednego wątku, ‘politycznego’, a właściwie spis tych  treści, które mnie osobiście najbardziej zainteresowały, wraz z zaznaczeniem stron, na których ta problematyka jest poruszana (wydanie 2010). Cały, ogromny dorobek naukowy Autora, jako zbyt trudny, nie jest w tym ‘bryku’ uwzględniony.  Mam nadzieję, że Autor wy baczy mi takie prostackie potraktowanie Jego autobiografii, a być może blogowicze sięgną po tę książkę.

ARESZTOWANIE ojca, historyka sztuki, Michała Walickiego (w 1949 r., skazany na 5 lat, zwolniony w 1953 r.) – strona 27.

SZYKANOWANIE Andrzeja Walickiego (mógł studiować tylko rusycystykę) i nagonka na niego, jako na element nieprawomyślny,  na studiach – str. 28 – 35.

ŻYCIOWY plan – Walicki rozpoczyna działalność naukową w I. połowie lat 50. Wcześnie sporządza swój życiowy plan:  stawia sobie zadania cząstkowe, ograniczone do pracy naukowej, ale mimo to mocno powiązane ze świadomością opozycyjną wobec słabnącej, ale nadal groźnej ideologii sowietyzmu; decyduje się zostać specjalistą i  „poputczykiem”  Baczki oraz innych twórców warszawskiej szkoły historii idei. Wybiera drogę „nonkonformizmu wewnątrz-systemowego” (która mnie przypomina drogę tygodnika „Polityka”) – strony 42, 63-67, 361 („mój plan życiowy został już prawie wykonany”). Plan życiowy Walickiego obejmował przede wszystkim jego działalność naukową w dziedzinie filozofii, historii idei,  myśli polskiej i rosyjskiej.

CZY PRL to była kolejna, po niemieckiej, okupacja? Walicki nie zgadza się z opinią, jakoby w 1944/45 roku nastąpiła jedynie zmiana okupacji na nową i trwalszą. Oprócz własnych argumentów, przytacza m.in. list od Jana Nowaka-Jeziorańskiego: „Państwo polskie było zniewolone, ale sama jego odrębność stanowiła wielką wartość, której nie wolno było lekkomyślnie utracić” – str. 24. Walicki uważa PRL za przykrywkę, parasol ochronny dla zachowania polskiej tożsamości. (129). Rola Polski w ‘detotalizacji’ systemu – str. 218, 349.

PAZDZIERNIK 1956 – to dla Walickiego chyba najważniejsza cezura w dziejach powojennej Polski, definitywne zakończenie totalitarnej fazy realnego socjalizmu, wyzwolenie umysłów i sumień spod władzy ideologicznej hipnozy. Październik umożliwił ludziom takim jak Walicki uprawianie własnej działki, poszerzanie własnego zakresu wolności. Kluczowy cytat: „człowiek z taką biografią jak moja, tak wiele zawdzięczający odejściu PRL od stalinowskiego totalitaryzmu, byłby nieprzyzwoicie nieuczciwy, gdyby zaczął nagle odcinać się  od całej, ‘totalitarnej’ rzekomo przeszłości kraju. (…) byłem tym, kim byłem, i osiągnąłem to, co osiągnąłem wyłącznie dzięki temu, że popaździernikowa Polska pozytywnie różniła się od innych krajów ‘demokracji ludowej’” – str. 281, także 48, 363.

DEMOKRATYZACJA A LIBERALIZACJA. Walicki rozróżnia demokratyzację systemu PRL (która musiałaby przynieść wzrost znaczenia rewizjonistów) od jego liberalizacji, korzystnej dla całej ludności. Sam uważa się za lewicowego liberała (426), sprzyjał liberalizacji systemu od wewnątrz, pod parasolem władzy autorytarnej, „ale już nie totalitarnej”, a  nie żądaniom, żeby partia rządząca podzieliła się władzą. – Str. 56 – 62.
Jego zdaniem, rewizjonizm, „uzależniający pożądaną ewolucję systemu od ideologicznej odnowy partii” poniósł klęskę w 1968 r. (Str.127). Pierwsi recenzenci książki Walickiego (w GW) zwracają uwagę, że i jemu historia spłatała figla, gdyż to nie wewnątrz-systemowi „liberałowie”, a antysystemowa opozycja zadała decydujący cios  systemowi.

NIETOLERANCJA, wojna domowa (dziś: wojna polsko-polska). Antykomunizm bez komunistów, zoologiczny, niechcący INTELEKTUALNIE rozrachować się w komunizmem i różnymi etapami jego ewolucji,  atmosfera nienawiści wobec postpeerelowskiej lewicy idąca w parze  z antyrosyjskością, traktowanie ‘post-komunistów’ jako pariasów, gromadzenie kapitału nienawiści, nacjonalizm integralny, skierowany do wewnątrz. Str. 281, 337, 361, 416.

OSAMOTNIENIE AUTORA, przemilczanie przez „salon”. „Cała scena polityczna w Polsce przesuwała się na prawo, a ja, pozostając na swoim miejscu, stawałem się, chcąc nie chcąc, coraz bardziej ‘lewicowy’” – 377, 380, 401, 419, 425-429. (Patrz także mój felieton w bieżącej „Polityce”).

STOSUNEK DO ROSJI, anty-rosyjskie emocje, uprzedzenia, ich źródła oraz wykorzystywanie przez polityków – 310 -315, 342, 395.

BILANS własny. Niektórzy postrzegają prof. Walickiego jako Don Kichota, człowieka przywiązanego do celów szlachetnych lecz przegranych. W tym „hamletyźmie” była nie tylko słabość, ale i siła.  Wyraźne odróżnienie własnych wyborów od lojalności wobec jakiejkolwiek grupy. „Skazywało mnie to na osamotnienie i izolację (autor wiele lat spędził zagranicą, jako profesor w Australii, USA i w innych krajach – Pass.), ale była ona widocznie nieodłączną częścią tego, co nazywałem moim ‘losem’”. (427).

Książka wielkiej wagi, gorąco polecam jej lekturę. Warto oderwać się od bieżących polemik i połajanek, których pełne są media i Internet, by spojrzeć na siebie, na swoje życie i na Polskę oczyma  wyjątkowego człowieka.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 143

Dodaj komentarz »
  1. Prof. Walickiego czytałem już wiele lat temu, nie pamiętam tytułu, bez wątpienia skorzystałem, rzecz była głównie o rewolucji Solidarności, zgadzałem się. Punktu tego nie ma w powyższym przeglądzie.

    Są też w autobiografii uwagi, z którymi się nie zgadzam w pełni, krytykujące polską transformację gospodarczą, nierówności społeczne, etc. Jedna konkluzja jest warta odnotowania – należy stać ze swoimi poglądami jako tako w miejscu i patrzeć jak świat wir(arj)uje wkoło.

    Zapewne warto się potrudzić i pogrzebać w tej książce (ale nie zrobię tego dzisiaj), gospodarzu drogi.

  2. http://passent.blog.polityka.pl/?p=728#comment-171129

    Myli się Ryba (07-25 o godz. 19:47) sugerując, jakobym był za zwiększaniem nierówności, za ulgami dla bogatych w USA i gdziekolwiek, za podatkiem liniowym w Polsce. Są dowody w archiwum, że wyrażałem się inaczej, wielokrotnie. Zdaje mi się, że ma miejsce nieporozumienie. Pomieszanie pojęć, niezrozumienie zależności i zjawisk.

  3. Gospodarz spuentował felieton traktujący o biografii Walickiego taką zachętą:

    „Książka wielkiej wagi, gorąco polecam jej lekturę. Warto oderwać się od bieżących polemik i połajanek, których pełne są media i Internet, by spojrzeć na siebie, na swoje życie i na Polskę oczyma wyjątkowego człowieka.”

    Mój komentarz

    Jakoś nie mogę się przekonać do tezy, że na moje życie można spojrzeć oczyma Walickiego. Autora i jego ewolucję poglądów znam niemal ab ovo z licznych lektur wydawanych w drugim obiegu. Mam wrażenie, że Walicki osiągnął w nauce pozycję o której marzył – modyfikatora socjalizmu realnego. Nie mogło to mieć żadnego związku z moim życiem.
    Ja pozostawiałem codziennie socjalizm realny za płotem wchodząc do mojej zagrody.

    Pzdr, TJ

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. NIETOLERANCJA, wojna domowa (dziś: wojna polsko-polska). Antykomunizm bez komunistów,
    OSAMOTNIENIE AUTORA, przemilczanie przez „salon”. …

    I wlasciwie na tym mozna by bylo zakonczyc…

    jezeli nietolerancja sprowadzac sie ma do subiektywnej oceny rzeczywistosci przez „niesprawiedliwie niedocenionego autora „.
    Tylko po co to powtarzac?

  6. „STOSUNEK DO ROSJI, anty-rosyjskie emocje, uprzedzenia, ich źródła oraz wykorzystywanie przez polityków – 310 -315, 342, 395.”

    z 500 set stron wybral Pan te 4 bo wedlug pana zasluguja na uwage.

    Przeczytalem to w przerwie ogladanego przeze mnie ( z wielka satysfakcja) festiwalu piosenki rosyjskiej w Zielonej Gorze… Ja, prawicowy kolek PiS-owski…
    Z gory przepraszam ale –
    Panie Danielu gorycz zaslania Panu rzeczywisty swiat.
    Zaczynam rozumiec czytajac Panski bryk dlaczego obraz Polski opisywany przez Pana obraca sie wokol PiS-u i Kaczynskiego – w tym fatalnym zauroczeniu daje o sobie znac niezdrowa obsesja (wybrane watki bryku).

    Smutne.

  7. Szanowny panie Passent

    „A Calendar of Wisdom” for July 27

    „The title „scholar” suggests that a person has gone to school, and that he studied, but it does not mean that he has acquired any truly important knowledge.
    -George Lichtenberg

    P.S.
    Rozumiem ze ta ksiazka jest wielkiej wagi dla pana.

    Slawomirski

  8. Panie Redaktorze,

    To wszystko, co Pan pisze o poglądach p.prof. Walickiego to są stwierdzenia oczywiste i banalne dla każdego w miarę rozsądnego człowieka i o wielkości tego uczonego świadczyć nie mogą. Nie ma w tym żadnej odkrywczości.
    Ludzie o jego poglądach pracują i wykładają w Polsce, mają studentów i doktorantów i nikt nie jest w stanie ich „wytępić”, nawet gdyby p. Kaczyński założył „nasze” uniwersytety (jak zapowiadał). Powiem więcej: w naukach społecznych stanowią większość; „historycy” IPNu to jednak dość osobna grupa.
    To, że p. prof.Walicki czuje się moralnym – intelektualnym wygnańcem z dzisiejszej Polski może świadczyć, jak sądze, o jego minoderii.

  9. Panie Danielu – zaczął się Pan jąkać w piśmie? Czy utrwala Pan materiał w niektórych pustych łepetynach?

  10. Kleofas pisze: Twój komentarz czeka na akceptację.

    2010-07-25 o godz. 23:11
    Sir Jarek 16.09

    Pan Redaktor Daniel Passent uzyl byl w swoim felietonie metaforyki, skorzystal z fizyki teoretycznej z jej teoria o czarnej dziurze. Ta czarna dziura to nie zadne sprosnosci, ale miejsce w kosmosie o ujemnej masie/energii, ktore (zeby nie wnikac w poszczegolne warianty) wszystko przyciaga i chlonie a nic nie moze sie wydostac. Tu jest alegoria do okresu PRL, gdzie okres ten nie jest potraktowany, a nawet dostrzegany przez studentow Hartmana – bylo a sie milczy. Tyle Pan sie poswiecil dla “gnoju” w innych wpisach i na tyle pretensjonalnie swieci tytul, ze odwazylem sie to zaznaczyc .

    Ad rem: nie co bylo, ale czego nie bylo. Nie bylo normalnosci, byl kolonializm. Zniewolenie narodu. Nic tam nie roslo w normalnych warunkach. Wszystkie przeslanki byly zle. To wynik na wyjsciu ? Te Huty, fiuty, wyksztalcenie, wypasienie itd bylyby daleko lepsze, gdyby wyszly z wolnego kraju. Nie ma co spekulowac, kazdy widzi, co sie stalo z Polska po 89. Sam sie nie moge powstrzymac, zeby nie komplementowac.

    Ludzi tez. Przecie z takiego “gnoju” wyszli, ze do tej pory ani nie mysla, ani nie zachowuja sie poprawnie. Oczywiscie, roznym roznie dano i sa przeblyski. Oby jak najspieszniej wyrownali z reszta.

  11. Walicki -niemaly czlowiek i ksiazka tez swoja wage ma , nietylko w kilogramach. Poczytac bedzie warto jak trafi do rak.
    Juz wyobrazam sobie jakie ozywienie wywolal sam temat , czwilowe milczenie jest znakiem ze amunicja gromadzona jest starannie , katapulty sprawdzane , teraz tylko pytanie – kto pierwszy lupnie.
    Znajac jednak atmosfere na blogu , przypuszczam ze wiecej bedzie chcialo pisac niz czytac.Znajda sie i tacy co lepiej wiedza co autor widzial w jakims zamtuzie //patrz publikacje o autorze CESARZA//
    Pora spac , zaczyna sie nowy tydzien a z nim obudza sie pouczyciele Passenta.Kolorowych snow zycze o wlasnych zwyciestwach.

  12. Panie Redaktorze,

    nawet dwa jednakowe wpisy jestem w stanie wieczorową porą przeczytać, ale trzeci, to już Pan daruje ….

  13. Dyskusja nad książką Andrzeja Walickiego „Idee i ludzie. Próba autobigrafii” zupełnie mnie nie obchodzi. Może dla współczesnej polityki w Polsce niezbędne jest podzielenie tego włosa na czworo, np. w sprawie przełomu październikowego, czy był on początkiem liberalizacji, czy jej końcem; oraz dla wąskiego grona historyków.

    Mnie tamta liberalizacja, inaczej niż dla prof. Walickiemu, wydała się zdecydowanie nie wystarczająca. Zgadza się, polskie nauki społeczne poszły po 1956 do przodu, również w porównaniu z sąsiadami z bloku radzieckiego. Za to liberalizowanie gospodarki i co za tym idzie ekonomii, poszło najbardziej pod rządami Kadara na Węrzech. Ale i tak to było za mało, nawet „gulaszowy” socjalizm nie miał szans. Była możliwość – ekonomia kapitalizmu, trzeba było się ciągle zastrzegać, że to się dzieje na krawędzi, nad przepaścią. Potem człowiek szedłby do domu i całą noc rozmyślał, dlaczego kurde my tutaj teraz nie stoimi nad tą przepaścią. Liberalizacja ekonomiczna w socjaliźmie – dobre sobie. Toż ten policyjny przymus był jedynym, aby nakłonić robotników i inżynierów do wydajniejszej pracy. No chyba, że ktoś wierzy w człowieka, który ma wewnętrzny imperatyw do pracy. Owszem są artyści, naukowcy, może dziennikarze – tym podobno mówi się, że „trzeba mieć nie tylko olej w głowie, ale również ołów w dupie”, czyli być przyzwyczajonym do ciężkiej pracy. Wszystko fajnie, ale takie zasady są dobre dla niewielkiej mniejszości.

    Książkę „Marxism and the Leap to the Kongdom of Freedom” czytałem wiele lat temu z wielkim entuzjazmem. Walicki wydaje się być oryginalnym myślicielem, np. gdy dzieli marksizm na opis kapitalistycznego przymusu i sny o królestwie wolności.

    Z kilkoma cytowanymi opiniami trudno się zgodzić, np. Huczkowskiego (s.61), że róznica między Polską początku lat 1950., a Polską po roku 1956 jest znacznie większa niż między Polską przed i po 1989 roku. Itd.

    Prawdę mówiąc, wolę czas spędzić na innej lekturze, może być Proust, a najlepiej niech to będą opowieści z camino, czyli wędrówki przez Hiszpanię.

  14. Gospodarzu!
    Ostro pan poszedł w tym bryku z biografii Andrzeja Walickiego.
    Ale czy dobrym pomysłem jest trzykrotne go powtarzanie?
    Myślę, że zbyt wczesne ucięcie dyskusji o PRLu jest błędem i dlatego ponownie zamieszczam swój ostatni wpis.
    „Danie
    Sam pan się uczyłeś i do tego uczyłeś innych a ponadto miałeś matkę historyczkę i dlatego okres PRLu “nie był panu nieznany”.
    Co z tego wynika?
    Ano wynika, że ani własny ogląd, ani wiedza historyczki a także własne doświadczenia nie pozwoliły i nadal nie pozwalają Panu na choć trochę bezstronny ogląd rzeczywistości.
    Mnie natomiast upewniają w przekonaniu, że nie jest pan tym nauczycielem, któremu powierzyłbym własne dzieci.
    Czy kiedykolwiek zadał pan sobie trud zapoznania się ze stanem gospodarki i badaniami socjologicznymi w RP spred 1939 r?
    Czy pan wie, że II WŚ utraciliśmy 1/3 ziem na wschodzie (dzisiaj też by już były samodzielnymi bytami) a jednocześnie zyskaliśmy (nie wiedzieć czemu dzięki Stalinowi) ziemie zachodnie, północne i uprzemysłowiony Śląsk?
    Czy pan wie, że przez nasze ziemie przetułało zię suię 10 mln osób zarówno z “kresów” jak również z przeludnionej Polski centralnej jak i wschodnio-południowej?
    Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, że nasz kraj w wyniku II WŚ poniósł największe straty w skali Europy (około 80% w niektórych gałęziach) w gospodarce?
    Czy dla pana nie istotnym jest, że w wyniku tej wojny straciło życie 6 mln polskich obywateli a liczba lidności spadła o iok. 30%?
    Wszystko co napisałem (super skrótowo – polecam dalszą naukę wszak internet pod ręką) świadczy o tym, że byliśmy najbardziej dotkniętym skutkami wojny krajem na wschód od ZSRR.
    Dodać sytuację sprzed tej wojny i wtedy możemy podyskutować o tym jak rozwiajała się PRL.
    Podyskutować o tym czy była to “czarna dziura”.

  15. Chyba Gospodarz się powtarza…

  16. Zanim rozpędzimy się z obwinianiem konkretnych polityków za graniem na anty-rosyjskości przypomnijmy sobie,w jakiej rządzącej dzisiaj partii znajduje się (jeden z czołowych) polityk porównujący np rosyjski
    gazociąg do paktu Ribbentrop-Mołotow.

    Przypomnijmy kto odczytał odezwę do braci Rosjan oddzielając rządy od ludzi.

    Łódź powstała między innymi dzięki olbrzymiemu rynkowi rosyjskiemu.
    Odżyła po latach na krótko zanim ponownie „zamknięto” rosyjską granice.

    Ja chodziłem do liceum ze specjalnością języka rosyjskiego (np. matma była również po rosyjsku) i komu to szkodziło… – NIKT trzeźwy nie kwestionuje, ze nieszczęście historyczne Polski staje się dzisiaj potencjalną nie wykorzystaną siłą. Trochę smutno gdy widzi się setki przemysłowców wyruszających do Moskwy razem z kanclerz Merkel

    Pracuje obecnie nad projektem Europa-Europa, którego podstawową ideą jest ponowne scalenie Europy dzięki kulturze.
    Gdy złożysz na pół mapę Europy Polska i Łódź znajdą się na wschodnich rubieżach UE gdy mapę te rozłożysz Polska a w niej Łódź znajdą się w samym sercu i centrum Europy.
    Polska szansa leży właśnie w tym położeniu i w unormowaniu stosunków polsko-rosyjskich.
    Jednocześnie
    pytaniem jest: z jaką polityczną Rosją ? i czy niechęć do neo-imperialnego autorytaryzmu jest czy nie jest prawdziwym przejawem troski o Rosję i nasze wspólne relacje inaczej mówiąc jak daleko można posunąć sie ze stosowaniem politycznego realizmu.
    Jak zwykle może się okazać, że bardziej wiarygodnym i reprezentatywnym partnerem dla Rosjan będzie wstrzemięźliwa polska prawica niż tradycyjnie serwilistycznie nastawiona lewica.

    Pakty o przyjaźni i współpracy lepiej podpisywać z jastrzębiami.

  17. Swoją drogą nie przemawia do mnie poza Walickiego jako pokrzywdzonego i niesłusznie zapomnianego przez III RP mędrca.

    Ktoś jednak wydal te 500-set strunową cegłę.
    Boje się, a nawet jestem pewny, że nie wyskoczyłaby ona w tym kształcie z czarnej dziury PRL-u.

    Swoja drogą zebrało się Gospodarzowi na wspominki a tu podobno powinniśmy patrzeć w przyszłość a nie jak prawica… ciągle grzebać w historii.
    PRL został jednoznacznie przez nią oceniony
    i obecnie jest oceniany przez wyborców , którzy zgadzają się z wizją Gospodarza w około 15%…to na szczęście nieszkodliwa mniejszość.

  18. Oczywiście zamordyzm i autorytaryzm ma płytkie pokłady wydajności polegające na „mobilizowaniu” i „ukierunkowaniu” bez względu na koszty ludzkie.
    Dzisiejsza dyskusja o PRL-u ma oczywiście polityczne motywy.
    Przeszłość jest ważna dając nam wskazówki na przyszłość.

    Wybielanie systemu z powodów sentymentalno-biograficznych nie powinno zastąpić beznamiętnej i chłodnej analizy.

    NIE, PRL NIE JEST potencjalnym chociaż śladowo modelem rozwojowym dla Polski na etapie transformacji w nowoczesne i demokratyczne państwo.
    Nawet jezeli bedzie to kraj o odcieniu socjaldemokratycznym –
    PRL może służyć jedynie jako OSTRZEŻENIE na przyszłość.
    TO nieudany i nieefektywny system, za który Polacy zapłacili już wystarczająco dużo.
    I nawet tysiąc książek Walickiego tego nie zmieni.

    Jako dziennikarz polityczny Gospodarz doskonale powinien zdawać sobie z tego sprawę.

    “Jedną z ambicji „władzy ludowej” po II wojnie światowej było wyrównanie struktury społecznej studentów. Ponieważ na studia szły głównie dzieci inteligenckie, wprowadzono do zasad rekrutacji punktację za „pochodzenie społeczne”. Rezultat był zaskakujący (dla rządzących) – odsetek dzieci robotników i chłopów kończących studia był niższy niż za sanacji, a Polska zajmowała przedostatnie miejsce w Europie pod względem procentowego wskaźnika ludności z wyższym wykształceniem! To skutkiem „zrównywania klas społecznych” w PRL jest poziom wynagrodzeń szkolnych nauczycieli czy lekarzy, a pensja wykładowcy wyższej uczelni bywa niższa od faktycznego wynagrodzenia (zwłaszcza z „fuchami”!) hydraulika czy glazurnika! Takie rezultaty nie zrażają bynajmniej, ani nie prowokują do refleksji, współczesnych politpoprawnych „wyrównywaczy”. Do dziś powszechne jest czysto bolszewickie oburzenie na różnice w płacach, bo „przecież żołądki mamy takie same”!

  19. cytat;
    Wyraźne odróżnienie własnych wyborów od lojalności wobec jakiejkolwiek grupy
    …tak ,tak …zazwyczaj jak sie jest „za bardzo lojalnym” do TOWARZYSZY
    ,to przestaje sie byc lojalnym do SAMEGO SIEBIE ……
    ………………………………………………………………
    Ba ,wszystko co konczy sie zle ,nawet najlepsze ,ocenia czlowiek negatywnie ,a prl zakonczyl sie octem i serem w sklepie i stanem
    wojennym , i dlatego moze przychodzi ludziom stale ta mysl ,
    tyle pracy na nic ?
    ..Wtedy przynajmniej nalezeli Polacy do jakiegos z gory przegranego
    systemu ,a teraz …maja za nagrode J.Kaczynskiego !
    O Boze , wymysl prosze jakies inne nieszczescie !
    Salute
    ..a propos’ czarnych dziur , ta przyjemnosc jeszcze nas czeka ,
    po wypaleniu sie naszego systemu slonecznego…
    /przepraszam naukowo ,chyla ze wy mowicie o innych dziurach ? /….

  20. Szanowny Kleofasie – cóżem Ci uczynił, że ścigasz mnie wytrwale po całej blogosferze?!! Jakie to słowa ubodły Twe rozbuchane ego? Spolegliwość czy oportunizm? Jest takie powiedzenie – W piętkę gonić”. Twoja pogoń za piętką jest przezabawna i na dokładkę tak poplątałeś sobie wszystko w głowie, że nawet nie zdajesz sobie sprawy jakie nonsensy wypisujesz. Toż jak to była „czarna dziura” co to nie pozwala niczemu umknąć ze swych objęć, jeśli Tobie pozwoliła na modlitewne kontemplowanie szwajcarskiego kwiatka za płotkiem. Oraz (jak sam piszesz) wielu innych terytorialnie kwitków. Więc, albo konfabulujesz o swoich florystycznych pielgrzymkach, albo masz rozdwojenie jaźni zwane schizofrenią. Tyle na temat pierdół, które wypisujesz. A co do mojej serowatości – Twoja kleofasowatość też nie do pogardzenia:

    http://www.youtube.com/watch?v=jLUCMb_LRcU

  21. do Dan pisze:

    2010-07-23 o godz. 14:59
    Tesknota jest uczuciem niewinnym, zazdrosc natomiast powoduje bole. Syndrom sztokholmski „leczy” czylko pozornie. Tlumaczenie sie z mlodosci budzi natomiast niechec. Stad polemiczny tenor moich wpisow. Lizakowi Ludzie zachowuja sie podobnie do zgwalconych, ktorzy upominaja sie permanentnie o „dobrowolnosc”.
    Z powazaniem.
    ET

  22. Pan Passent ma osobiste zobowiązanie wobec Walickiego, gdyż jego imię w dziele „Idee i Ludzie” wymienia autor aż czterokrotnie. Słusznie więc i nie tylko z tego powodu promuje dzieło filozofa. Niestety przypomina to często jak gadanie dziada do obrazu. Wygląda bowiem na to, że prawie nikt z wypowiadających się na blogu książki nie czytał, a niektórzy grający tu za intelektualistów cynicznie konkludują, że „próba autobiografii zupełnie mnie nie obchodzi”. Nie przeszkadza to jemu i innym pleść bzdur na temat dzieła podważającego fundamenty dzisiejszej władzy uzurpatorów solidarnościowych z całym jej propagandowym i terrorystycznym aparatem ucisku psychologicznego /IPN/i fizycznego /CBA/. Prezentowany bryk Redaktora sygnalizuje tylko niektóre elementy dzieła. Warto natomiast zwrócić uwagę, na niektóre inne bardziej drastyczne i ważne cechy osobowości i postawy Walickiego niewygodne dla dzisiejszych propagandystów.
    – Wywodząc się z akowskiego środowiska bez kłopotów dostał się na studia.
    – Podjął niewygodne wówczas kierunki studiów i badań w dziedzinie historii filozofii rosyjskiej, w której to dziedzinie mógł publikować w Polsce i na Zachodzie.
    – Mógł swobodnie podróżować i podejmować pracę na całym świecie.
    – Nie był molestowany ani inwigilowany przez tajne służby krajowe ani zagraniczne i nie współpracował z nimi.
    – W odróżnieniu od Kołakowskiego nie wchodził w żadne układy i kolaboracje z władzami Polski i za granicą, który także dzięki nim osiągnął rozgłos, karierę i profity.
    – Nie krył swoich kontaktów z emigracją i innymi ośrodkami myśli zachodniej i nie miał z tych powodów żadnych kłopotów.
    – Zachował przez całe życie swoje zasady, godność naukowca, niezależność intelektualną, osobowość i odwagę.
    – Był głębokim patriotą uznając Polskę Ludową za swoją ojczyznę i mimo jej ułomności i uzależnienia godną pracy dla dla niej.
    Czyli w sumie Walicki może być wzorcem życiorysu człowieka osiągającego w niesprzyjających warunkach światowe sukcesy.

  23. Kolejna proba zabawy Daniela Passenta w „teatr cieni“. Zdaje sobie sprawe z prawa felietonisty do pisania o odcieniach naszej historii. Lubie czytac felietony gospodarza, chociaz nie zawsze sie z nim zgadzam (przewaznie nie). Z owego zainteresowania wynikaja kolejne slowa, kolejnej krytyki. Otoz Daniel Passent poslugujacy sie od lat roznymi “logosami” ulega urodzie szarocienia miedzy bialym i czarnym. Ulega czarowi “slowa pisanego” zapominajac, ze wybrani oraz godni jego cytowania, sami poruszaja sie czesto na poziomie felietonu. Oczywiscie kazdy z nas (bez pomocy gospodarza oraz samozwanczych pseudolewicowych blogujacych) jest w stanie stwierdzic ewentualna przewage bialego czy czarnego jakiejkolwiek postawy, jakiegokolwiek zjawiska bez potrzeby podpierania sie znanym historykiem/publicysta. Tzw. szara strefa (sfera) naszej dzialanosci lub aktywnosci spolecznej czy politycznej ustawia nas wyraznie po jednej stronie cienia (daltonisci pozostaja stojac na przystanku na zadanie), niezaleznie od tego, czy jestesmy significant lub signifié. Uleganie czarowi szarocienia jest kokieteria ze strony Daniela Passenta, niemoznoscia, moze niechecia czy brakiem stanowiska w opisie naszej rzeczywistosci. DP chetnie “podpiera” sie drugimi. Wbrew zalozeniu Daniela Passenta jestesmy zawsze odpowiedzialni moralnie oraz politycznie za nasze miejsce nawet pomiedzy tymi irytujacym autora blogu sktajnosciami. Ludzka tesknota za zlotym srodkiem utrudniaja lub wykluczaja poniekad zajecie jakiegokolwiek stanowiska w ocenie naszej historii. Podobnie reagujemy poddajac sie tesknocie za wlasna mlodoscia. Stwierdzamy wszakze prawie zawsze, ze zdanie oznajmujace zmajace pozytywna konotacje nas dotyczaca jest zdaniem prawdziwym. DP profesjonalnie “lawiruje” w przestrzenii szarocienia znajdujac w kazdym okruchu naszego zycia cos pozytywnego. DP wpada w pulapke niedorzecznosci w poszukiwania szarocieni przeciwstawiajac dobre i zle, biale i czarne jednoczesnie ( z akcentem na jednoczesnie). Prowadzi to do kolejnej sprzecznosci pod pozorem koniecznosci pelnego opisu).Przejrzyste byloby opisanie/przedstawienie poszczegolnych postaci, zdarzen historycznych analizujac obie strony cienia (biala i czarna) oddzielnie. Sladem felietonisty/gospodarza postepuja obecni wblogosferze i jest to widoczne prawie w kazdym sporze. Ewidentny infantylizm takich zamierzen prowadzi nieuchronnie do pseudodyskusji o problemach, ktore moim zdaniem nalezaloby badac oddzielnie. Pisanie natomiast o tzw. glebszej prawdzie relatywizuje prawde, jakakolwiek by nie byla. Faktow nie da sie zmienic, mozna oczywiscie badac ich przyczyny i jest to niejako koniecznoscia, chociaz moim zdaniem o wiele wazniejsza jest analiza oraz ocena moralna lub prawna ich skutkow. Rzadko bowiem znajomosc przyczyny wyklucza skutek (pedagodzy spoleczni ciagle w to wierza i prawdopodobnie maja racje w swojej wierze). DP uwierzyl w slowo pisanie i jak wielu z nas uzywa je jako kolo ratunkowe w opisie naszej rzeczywistosci politycznej. W ten sposob wracamy do naszych baranow (proces ten prawdopodobnie sie nigdy nie skonczyl). Oscylowanie przy zlotym srodku, troche z lewa, troche z prawa ma moze sens w sztuce (chociaz nikt dokladnie nie wie, gdzie on sie znajduje), w polityce i w historii prowadzi natomiast do gubienia faktow w kontrapunktowym szarocieniu. Prowadzi to bowiem do ich wykluczenia, co utrudnia znacznie ich niezbedna ocenie. Osad prawny ze zrozumieniem prowadzi do porozumienia. Samo zrozumienie wyklucza natomiast niezbedny osad prawny.
    ET

  24. Bryk z przeszlosci…
    Domniemanie niewinnosci nomenkleatury PRL jest nie tylko nieporozumieniem, lecz niedorzecznoscia sama w sobie, przy czym nie chodzi tu wine jako taka, lecz o zwykle poczucie odpowiedzialnosci oraz jej osad z pozycji moralnosci. W polityce domniemanie niewinnosci rzadko traktowane jest powaznie oraz czesto wykorzystywane do zabawy (gry politycznej) w polityke. Owa gre w klasy prowadzily wszystkie partie polityczne i wiekszosc politykow, dlatego tez nikt nie przejmuje sie za bardzo ofiarami politycznymi. W sumie efekty „podchodow“ SB widac bylo na pochodach 1-majowych oraz kolejkach w Biurach Paszportowych. Widac je bylo przy odbieraniu talonow do Konsumow i talonow na samochody. Widac je bylo w kolejkach po pozwolenie na dzialalnosc gospodarcza, widac je bylo w Pewexach (pracowniczki i pracownicy oraz handlujacy waluta), Biurach meldunkowych, administracjach uczelnianych, wsrod naukowcow po marcu 68, Urzedach pocztowych, luksusowych i mniej luksusowch hotelach, Empikach oraz w wielu pozostalych miejscach. Widac je bylo rowniez wsrod polskich stypendystow zachodnich uczelni, widac je bylo rowniez w miediach, ktore znajdowaly sie pod szczegolnych nadzorem (Hrabal).

    Blogujacych prosze o dodanie do tej listy przez ze mnie zapomnianych.

    Widac je rowniez na liscie Wildsteina, ktorej znaczenia bym nie przekreslal. Nie wiem rowniez czy szkody polityczne wynikajace z dzialalnosci IPNu sa ogromne, wieksze bylyby przy „poszzerzeniu“ grubej kreski i braku tego instytutu. W sumie nieudolne dzialanie politykow „grubej kreski” spowodowalo opoznienie i bledy lustracyjne. Zdaje sobie przy tym sprawe, ze w owych czasach ryzykozaniechania takiej polityki byloby zbyt duze. Zastanawiam sie jednak, co sie stanie po udostepnieniu wszystkim, wszystkich akt IPNu (oczywiscie przy zachowaniu standardow ochrony danych osobowych). Stanie sie, to co bylo od lat koniecznoscia. Pracownicy i wspolpracownicy (perwersyjne jest pytanie czy przedstawiciele nomenkleatury byli wspolpracownikami) zostana wreszcie odsunieci ze sfery dzialnosci publicznej i politycznej oraz spolecznej. Rozumiem tez oburzenie z powodu mankamentow wynikajacych z upolitycznienia IPNu, nie rozmiem natomiast zdziwienia.Niektorzy twoierdza, ze latwosc pozyskania wspolpracownikow w czasach zaprzeszlych byla raczej pochodna dobrowolnej „checi“ wspolpracy za cene „drobnych“ udogodnien (np. paszport, stanowisko, talon na samochod, stypendium studenckie lub praktyki zawodowe), niz zachety lub przymusu owczesnego aparatu bezpieczenstwa. Spotykalem w czasach zaprzeszlych owych „wybranych“ we francuskich Domach studenckich oraz w RU i usmiechalem sie do ich planow dotyczacych zakupu samochodu lub budowy domu (niestety nie studenckiego). W wielu przypadkach byli to pracownicy naukowi przebrani za studentow. Warto wiec umozliwic wszystkim dostep do akt, rowniez zrodlowych, co umozliwi wreszcie solidne opisanie lat z czasow zaprzeszlych, oczywiscie gwoli pamieci, ktora nalezy pielegnowac dla przyszlych pokolen. Problem opisu naszej przeszlosci polega na tym, ze w wielu przypadkach nie byla ona tak okrutna, aby sie nia przejmowac, lecz rowniez w wielu przypadkach nie tak bagatelna, aby sie nia wogole nie zajmowac. Owa wymienialnosc oraz redukowanie wlasnej roli do listka figowego prowadzi bezposrednio do bagatelizowania PRLu i wlasnej przeszlosci. W ten sposob ustawiamy sie wszyscy w jednym szeregu, szeregu poszkodowanych, co poniekad mialo miejsce. Pozostaje jednka kwestia wspomnianej odpowiedzialnosci moralnej oraz politycznej. Owe kwestie powinny zostac rozwiazane podczas publicznej debaty. Okrutnosc i perwersja PRLu polegaly na tym, ze stwarzano swiadownie lub czesto nieswiadomie (wynikalo to z powszechnego balaganu) pozory normalnosci. Przy propagandzie sukcesu, traktowanie wybranych jak elity (ograniczony wprawdzie, lecz mozliwy dostep do kultury i sztuki, otwarcie dla niektorych „wielu“ granic oraz inne tzw. przywileje) ulatwialy droge SB oraz oportunistom, ktorzy po dzien dzisiejszy bagatelizuja skutki owych czasow. Skutki te widoczne sa w polityce, mediach oraz w blogosferze przy kolejnych “spornych” tematach. Wychodze jednak z zalozenia, ze Daniel Passent jest za „otwarciem“ i udostepnieniem wszystkich akt IPNu, wszytskim obywatelkom i obywatelom. Interesuje mnie po owym otwarciu nastepoujaca debata polityczna i spoleczna.
    ET
    PS
    Nie rozumiem leku przed IPNem

  25. otóż taka mnie nachodzi refleksja: zdarzyło się Gospodarzowi, i chwała mu za to ogromna, tekst napisać, rzekłbym – przewrotny. Co oznacza, ni mniej ni więcej, że jest on o tym czego nie mówi, a co jednak powiedziane. Z tego zaś o czym nie mówi, jest on o tym, czego, nawet gdyby to powiedział, w tekście by nie było. Doskonałe. Pyszne. Dekonstrukcja rodem z Polityki. „Prawdziwa”. Nie zdarzyło się niestety większości taka lektura. A Powtórzenie, drodzy komentatorzy, jest drogą Różnicy. Czyli raczej nadziei, niż rozpaczy. Żeby dać odpór tezie jakoby Gospodarz grzebał w historii. Jest XXI wiek, strategie lektury wyszły poza rok 1956; już w 1957… uwierzcie.

  26. Życie dopisało okrutną i przewrotną puentę do odświeżonej i na nowo lansowanej
    przez Pana Daniela Passenta teorii o „polnische Wirtschaft”
    Pokazując jak mało jest w tym merytorycznego przemyślenia a jak dużo złej woli i nieusprawiedliwionej niechęci do współczesnej Polski.

    Po sobotniej tragedii na Love Parade w Duisburgu niemieckie media zarzucają organizatorom imprezy rażące zaniedbania dotyczące bezpieczeństwa jej uczestników. Niektórzy komentatorzy mówią o „skandalu” i „zbrodni”.
    W wyniku masowej paniki, jaka wybuchła w tłumie ludzi, zgromadzonych w tunelu prowadzącym na teren Love Parade, zginęło w sobotę 19 osób, a 342 zostały ranne.

  27. Autobiografia, to zawsze rzecz bardzo subiektywna, bez większej wartości historyczno- poznawczej. Może być wartościowa po przepracowaniu jej przez niezależnych biografów, co uczyniłoby z takiej pracy dzieło prawdziwie poznawcze, zbiektywizowane. Atobiografie, to w istocie swojej , pamiętniki, trochę poważniej nazwane…
    Historia prof.Walickiego, nie była czymś nadzwyczajnym w PRL-u. Jego historia, znamienna jest tym, że on docierpiał do satysfakcjonującej go profesury,
    W jego branży łatwo było się „zakonspirować” i robiąc swoje, nie dać się zniszczyć.
    W dziedzinach bardziej wymoiernych, tak wesoło nie było. Sukcesy, łatwo przekształcały się zniewolenie poprzez nutajnienie wybitnych osiągnięć. Często zbyt zdolni ludzie nauki- byli „pacyfikowani” przez swoich baaardzo słusznych , za to mało błyskotliwych przełożonych. Wielu nie dotrwało do szczęśliwego spełnienia.
    Czemu ma więc służyć pamiętnik -autobiografia perof. Walickiego.Nie może yć przecież życiorys szczególny , sporadyczny, służyć jako studium sukcesu pomimo wszystkiego, przykład dla innych, gdyż jego wyjątkowość jest tego zaprzeczeniem. Nie może uczciwie posłużyć do „ocieplenia PRL-u, gdyż szanse stracone wtedy przez ludzi zdolnych, ambitnych, naprawdę odeszły w mroki dziejw.
    Na moje czucie, wojna PiS-PO, która mma duże szanse zako.ńczyć się klapą obydwu tych amatorskich, emocjonalnych ugrupowań, natchnęła nowym duchem siły postpeerelowskie , skupione, wpatrzone, i związane sentymentami z SLD, które, zauważalnie zaczynają odczarowywać tamtą wspaniałą krfainę. Działanie skądinąd racjonalne. W końcu, istnieją jeszcze całe rzesze osób, którym do życia wystarczała jako taka posada i odrobina spokoju. W dzisiejszych , stresowych czasach, tamta Arkadia dla pospólstwa, jest ciągle daniem wartym odgrzania.
    Najpierw prof. Hartman, teraz pamiętniki prof Walickiego, jako Sojuz -mlekodajna Unia- no no, zaczyna się robić ciekawie. Grzsiu- prowadź nas, na ciebie stawiamy…
    A jeśli Szanowny Blogowicz Sławomirski , będzie irytował o braku zgody na Wielkie Zamazywanie, to będzie „cymbałem”, a niżej podpisany będzie po tym wpisie, kompletnym idiotą, larwą trolloklona, tradycyjnie uznaniowo. Tak jest i już!

    Sebastian

  28. …czy ktos z Panstwa orientuje sie z jakiej parafii pochodzi jegomosc o nazwisku FALICZ i jaki jest jego fach?. Chodzi o zaklad, bo jedni twierdza ze nadaje z radia „Tirana-2” – a drudzy, ze facet nie ma zadnego fachu i zajmuje sie okultyzmem, sciganiem obywateli ZSRR, a w wolnych chwilach ziololecznictwem.Ja natomiaast obstaje ze jest kaznodzieja bez odpowiednich papierow. W naszej parafii mowi sie o takim: „pierdola dzien dobry”.

  29. Zastanawiam sie czy piszacy i blogosfera pozostaja nadal w dialektycznej zaleznosci podmiotowo-przedmiotowej. Uznajac komputer za przedmiot codziennego uzytku stawiamy sie poniekad na pozycji pana traktujac uzywany przedmiot wlasciwie jak pokornego sluge. Pokora komputera wiernie wykonujacego nasze polecenia nabiera wrecz cech wystepujacych w relacjach wzajemnego wspoluzaleznienia. Nasze panowanie nad przedmiotem jest (z naszego punktu widzenia) nieograniczone. Zarowno czas jak i przestrzen nie odgrywaja tutaj zadnej znaczacej roli. Owo otwarcie w czasie i przestrzeni stwarza pozory nieograniczonej wolnosci. Ta wiec ulegamy powszechnemu zludzeniu, ze komputer oraz blogosfera nam li tylko sluza, umozliwiajac dostep do drugich, do informacji oraz do informacji o drugich etc.. Zajmujemy wiec pozycje pana lub wladcy traktujac przedmiot jak naszego sluge. Zapominamy przy tym jednak, ze komputer zbiera przy okazji informacje o nas samych, co prowadzi bezposrednio do postawienia kwesti ochrony danych osobowych oraz wplywu przedmiotu na podmiot, przy znacznym niwelowaniu naszej podmiotowosci. Bladzac w blogosferze pozwalamy oraz wrecz umozliwiamy zbieranie informacji, ktore w kazdej chwili, odpowiednio przetworzone przy pomocy algorytmow, moga byc wykorzystane do zmiany wspomnianej wyzej dialektycznej relacji na przedmiotowo-podmiotowa, przy czym komputer i blogosfera staja sie podmiotem, a my zajmujemy dotychczasowa pozycje przedmiotu. W ten sposob z pana i wladcy stajemy sie chcac nie chcac niewolnikami w rzeczy samej oraz rzeczy samej. Fakt znalezienia sie w sieci (doslownie w sieci) czyni z nas nie tylko niewolnikow tejze , uniemozliwia nam rownoczesnie odpowiedz na otwarte pytanie, kto jest kim w relacji podmiot-przedmiot.
    ET

  30. Telegraphic Observer

    Z szescdziesiatych, z Hofmanowej, musisz pamietac Fizyka. Kliknij na moj nick i zajrzyj do „Miala czem !” z 1-16 -2010. On juz wtedy trul o tej Dziurze. Jak przeczytasz, wracaj do swoich elaboratow. A Dworzec faktycznie byl zadbany. Nie lubie tego „pozdrawiam”, wpisz sobie cos lepszego.

  31. Szanowni blogowicze, kto z Was przeczytał choć jedno zdanie z „Idei i Ludzi” prof. Walickiego? – ręka do góry. Bo na mój gust to więcej tu piszących sobie a muzom, niż czytających. Falicza przeraża ilość stron(500)(gdyby nie Pan Passent to bidulek nie wiedziałby nawet co to za cegła) – no fakt, 500 stron to nie w kij pierdział. A biorąc pod uwagę płodność Falicza to musiałby zapisać przynajmniej 1500 stron polemiki – więc nie czyta bo po co.. Za cholerę nie da rady przed kolejnym felietonem Gospodarza. Sebastian też nie czytał, ale juz wie – Passent to tylko wybielać może. Itd itp…….. No jasna dupa – odrobina przyzwoitości by się przydała. Jeśli kogoś pominąłem w przypisywaniu duractwa – to przepraszam

    Ja nie czytałem, więc nie mam zdania.

  32. Sir Jarek 10.12

    Link z portrecikiem przeswietny ! Dziekuje.

    Sir, a moze by spojrzec na to wszystko inaczej ?

    http://www.youtube.com/watch?v=4O7H6qDsTe8

    Mniej ciezkiej gleby a wiecej kwiatkow ? Smutas smutasa pogania….Czy warto sie smutasic nad PRL ?
    Z naleznem szacunkiem, Kleofas.

  33. Karwoju8!
    Czytając Pana wyliczankę, przypomina mi się facet, którego znałem w latach siedemdziesiątych. Facet ten siedząc na dziurawej kanapie, w przetartych spodniach, z tłustymi włosami, przekonywał mnie o dobrobycie PRL cytując oficjalne wtedy statystyki, co równocześnie nie przeszkadzało mu w uprawianiu wszelkich kombinacji, od których mnie odrzucało.
    Pana „cierpliwość” kojarzy mi się też z pewnym epizodem. Nie pamiętam konkretnej daty, był to na pewno przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Ktoś na murze napisał „Kocham Falską. SIWAK”. W nocy „ktoś” to zamalował białą farbą. Na następny dzień, na tym samym miejscu pojawił się napis: „A ja jednak kocham Falską. Siwak.”
    Pan może nie zdaje sobie sprawy, ala Pan już myśli inaczej! Wnoszę to z użycia słów ” nie jest pan tym nauczycielem, któremu powierzyłbym własne dzieci”. Słowo „powierzyć” właśnie jest dowodem. W PRL-u nie było WYBORU, aby „powierzyć”, (w podstawówkach obowiązywała REJONIZACJA” – w których zresztą nie uczyłem, a tam gdzie uczyłem lubiłem młodzież, chyba z wzajemnością, polityki nie uprawiałem). Teraz ma Pan wybór, szkoły publiczne, prywatne, społeczne, itd. Może Pan żonglować swymi dziećmi jak Pan chce. Ale do czasu, aż dzieci pójdą swoją drogą, o ile Pan im to udostępni.
    Zadam Panu tylko jedno pytanie. Czy Polska po wojnie tkwiła by w miejscu gdyby nie miała tego „dobrodziejstwa opieki”? Moja matka historyczka twierdziła, że „wtedy inaczej nie było możliwe”, ALE W ZACHWYT NIE WPADAŁA.
    Czytał Pan „Zniewolony umysł” Miłosza? Prof. Walicki (którego przypomina nam Pan Passent) także dyskutuje z Miłoszem w jednym ze swych dzieł.
    Poza tym, Walicki NIE jest zapomniany. Wydaje nadal, także w Polsce (m.in. „Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej UTOPII”, wydane w Warszawie w 1991 roku.)
    Dyskutować powinno się, bo niemożliwe aby wszyscy myśleli tak samo. Nie wiem gdzie czytałem ostatnio określenie, że gdzie wszyscy myślą tak samo, znaczy że NIKT nie myśli.

  34. Spokojny 7-25 16.38

    Doslownosc moze zabic. Ad personam moze zniesmaczyc. Skala moze dac pelniejszy obraz. Tradycje, rodzina, „otwarte uszy i oczy” nie ograniczaja rodowodu do Czarnej Dziury. Perspektywa pozwala ja widziec wlasnie jako czarna dziure. Krowy na pastwisku, ZMP, uczelnia, kariera i pieniadze to duzy skok. Rewolucyjny postep i osiagniecia, po utracie ktorych jest tragedia. Bardzo trafnie: „A może tych dziur było kilka i różniły się ilością i gęstością tej czarnej materii? ” Tak na oko, kilkadziesiat milionow bylo. Warto pamietac, ze dzisiejsze „darcie skory” zostawiono nam na pamiatke razem z PKiN. Nie byloby dylematu, jesli by tej „dziury” nie stworzono. Swiadomie, w ramach politycznej, docelowo gospodarczej, eksploatacji. Kto stworzyl, swietuje dalej „s horugwiami i krestom” a kto byl przedmiotem, wierci sobie dziure w brzuchu. Dlatego nie chce „wiercic”, nie chce wracac do zatechlych „bolow” panow Passenta i Walickiego. Obaj przeszli „sucha stopa”, niech sie obaj bawia dalej. Ale – nie moim kosztem. Jak zawsze, z sympatia i szacunkiem, Kleofas.

  35. Kleofas pisze:
    2010-07-26 o godz. 00:11
    „…fizyki teoretycznej z jej teoria o czarnej dziurze. Ta czarna dziura to nie zadne sprosnosci, ale miejsce w kosmosie o ujemnej masie/energii, ktore (zeby nie wnikac w poszczegolne warianty) wszystko przyciaga i chlonie a nic nie moze sie wydostac.”

    POLONIA-SAWA pisze:
    2010-07-26 o godz. 10:11
    „..a propos’ czarnych dziur , ta przyjemnosc jeszcze nas czeka ,
    po wypaleniu sie naszego systemu slonecznego…”

    Mój komentarz – dla porządku i ścisłości oraz z czystej ciekawości

    1) Czarna dziura nie ma ujemnej masy ani ujemnej energii.

    2) Słońce jeszcze ma około 5 miliardów lat świecenia. Dalsza ewolucja naszej życiodajnej gwiazdy po 5 miliardach lat owocnych dla Ziemi, to czerwony olbrzym przez 1 miliard lat, biały karzeł przez wiele miliardów (15?) i zakończy się w stadium tzw. czarnego karła.
    Przyjmuje się, że gwiazdy, aby przejść na końcu ewolucji w czarną dziurę, musza mieć masę równą co najmniej trzem masom Słońca.

    Przez te 5 miliardów przyjaznego świecenia Słońca, jakie jeszcze mamy przed sobą, może zajść szereg katastrof (uderzenie planetoidy choćby niewielkiej, zaburzenie równowagi w mechanice systemu słonecznego, wojna jądrowa) łącznie ze zniszczeniem wielu gatunków w tym ludzkiego i ewolucyjna odbudowa gatunków, łącznie być może z analogicznym do nas. Taka wańka wstańka.

    Pzdr, TJ

  36. […]„Po wielu latach trwania mentalności ‘za komuny – teraz’ ma szanse odnowić się naturalna i realistyczna ciągłość społecznej retrospektywy. (…) Zapomniany PRL trzeba jakoś umieścić w świadomości młodych Polaków. Aby z niewinnej ignorancji wyrósł dojrzały i wyważony stosunek nowych pokoleń Polaków do niedawnej przeszłości ich kraju…”[…]

    Zabawne. Przecież to osobom ze srodowiska solidarnosciowego. którzy wspominają PRL zarzuca się „opętanie przeszłoscią” podczas kiedy ludzie utytłani w tym gnoju skwapliwie (i och, jak postępowo!) kroczą ku przyszłosci, nie oglądając się wstecz, pofukując za to na IPN. Aż tu nagle narzekania na brak dyskusji…

    Pamiętam PRL doskonale: Syf i malaria.
    Wszechobecne kłamstwo. Proszenie się o paszport i łaskę wyjazdu za granicę, jak chłop pańszczyźniany u dziedziców. Cenzura, donosy, podsłuchy, zastraszenie ludzi, pałowanie na komendach. Kretyńską „gospodarkę” w której zawsze wszystkiego brakowało. Idiotyczną propagandę modlącą się do Związku Radzieckiego. Rosnące zapóźnienie cywilizacyjne… nawet w stosunku do frankistowskiej Hiszpanii. Miesięczna płaca obywatela PRL o wartosci 3 biletów autobusowych w Sztokholmie. Czyli przasne dziadowanie przy wtórze naiwnego kitu wciskanego ludnosci przez tow. Jaruzela nagradzanego medalami na Kremlu za strzelanie do robotników.

    Argument nostalgiczny, że to były czasy naszej młodosci – co niby ma wybielić wizerunek komuny – jest żałosny i wreszcie go sobie odpusćmy bez porównań do takich samych nostalgicznych junaków z Hitler Jugend, stalinowskiego Komsomołu itp.

    Jeżeli ktos czuje nostalgię za tą kiłą, to jest jego prywatny problem psychiatryczny. Najlepiej leczyć go dyskretnie na osobnosci.

  37. do
    Sebastian pisze:

    2010-07-26 o godz. 11:32
    Nieporzemyslanymi wpisami nie warto sie zajmowac. Na szczescie dobrze wiesz, ze nie nalezysz ani do pierwszych, ani drugich w opisie Lizakowych Ludzi. Dotyczy to rowniez Slawomirskiego. Autor obrazajac Slawomirskiego, obrazil nas wszystkich. Poza tym on nie czyta naszych wpisow w przeciwienstwie do jego kolezanki w blogosferze Polityki.
    Pozdrawiam.
    ET

  38. Dziwny i nieco niezrozumiały dla mnie jest kawałek wraz Z z wrzutka Gospodarza:

    „BILANS własny. Niektórzy postrzegają prof. Walickiego jako Don Kichota, człowieka przywiązanego do celów szlachetnych lecz przegranych….”Skazywało mnie to na osamotnienie i izolację” (autor wiele lat spędził zagranicą, jako profesor w Australii, USA i w innych krajach – Pass.),”

    Niestety mam trudności ze zrozumieniem dodatku Pana Passenta albo:

    Biedulek musiał wyjechać szukając samotności na zachodnich uniwersytetach.
    (Tak jakby nie można było znaleźć samotności i izolacji np. na Suwalszczyźnie albo w Bieszczadach…)

    Albo

    Szlachetność powodowała samotność i izolację w tak okropnych nieszlachetnych miejscach jak USA i Australia.

  39. Sir Jarek pisze:
    2010-07-26 o godz. 12:12

    Pan Sir Jarku oczywiście czytał…i to nam wystarczy.

    Ja polemizuje z tym co napisał Pan Passent a nie z Walickim.

  40. do Andrzej Falicz pisze:

    2010-07-26 o godz. 11:30

    Czy dobrze zrozumialem, ze chodzilo Panu o Deutsche Wirtschaft w Duisburgu? Moglbym wtedy odpowiedziec, ze dużo w tym złej woli i nieusprawiedliwionej niechęci do współczesnych Niemiec.

    Jako ze kazda nienaturalna katastrofa ma swoje bezposrednie zrodlo w bledzie ludzkim, nienaturalnym jest rowniez „usmiechanie sie” do kogokolwiek, nawet do Pana Passenta, w obliczu tej tragedii.
    ET
    PS
    Zgadzam sie z Panem, ze DP niepotrzebnie uzywa pejoratywnego okreslenia Polnische Wirtschaft. Nie zmienia to faktu, ze bez przeszkod moglby pisac o powszechnym balaganie 44-89 i potem.

  41. Zosienka pisze:
    2010-07-26 o godz. 11:39

    …czy ktos z Panstwa orientuje sie z jakiej parafii pochodzi jegomosc o nazwisku FALICZ…”

    Może sobie Pani znaleźć na internecie albo zapytać Falicza…ale normalnie bez ubliżania.

    Czy Zosieńka istnieje ?, ciekawe czy byłaby taka bojowa gdyby musiała się podpisywać imieniem i nazwiskiem…?

  42. telegraphic,

    ja nie rzucam żadnych inwektyw pod Twoim adresem, ja jedynie zwracam uwagę na t r y n d.

  43. telegraphic,

    Minister Boni rzucił coś od niechcenia prasie, że rozważa się podniesienie podatków i składki rentowej, którą Żelazna Zyta umniejszyła budżet o ca 20 mld złotych (?).
    Powyższy zapis nie świadczy, że nie jestem za racjonalnym obniżaniem podatków, ale może świadczyć, że mam powyżej uszu głupawki byłej minister finansów w rządzie premiera Jarosława Kaczyńskiego, Żelaznej Zyty.

  44. Gospodarz bloga mówił w którymś z wywiadów, bodaj dla „Przeglądu”, jeszcze za marionetkowych rządów Marcinkiewicza, że myśli o napisaniu książki o dzieciach polskich komunistów. Nie byłaby to autobiografia, ale na pewno jakieś nawiązanie do koncepcji prof. Walickiego, żeby o „dyktaturze ciemniaków” napisać z perspektywy osobistej. W tym wypadku z perspektywy kogoś, komu rodziców zastępował polski komunista – Jakub Prawin, o którym zresztą Gospodarz wspominał w wywiadzie. Losy komunistycznego potomstwa były jak wiadomo różniste, niektórzy potomkowie są już jedną nogą na własnym pomniku (vide Michnik), inni wprost przeciwnie (vide „Czerwony Książe”). Zaiste, książka taka miałaby szanse na spore wzięcie, tylko czy powstanie, oto jest pytanie.

    Przed wysłaniem tego udało mi się szybko znależć link z wywiadem. Oto on:
    http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=10249

  45. ET pisze:

    2010-07-26 o godz. 14:34
    do Andrzej Falicz pisze:

    2010-07-26 o godz. 11:30

    Nie Panie ET.
    Gdy Pan Passent napisal, ze katastrofie Smolenskiej winna jest „polnische Wirtshaft „- napisalem, ze katastrofy i tregedie moga sie wydarzyc w Niemczech, USA i Japonii i nalezy poczekac na wyniki dochodzenia.
    Bylo to moze dwa tygodnie temu.

  46. Sir Jarek pisze:

    2010-07-26 o godz. 12:12
    \
    Nie jestem „przerazony”rozmiarem ksiazki Walickiego.
    Pisalem to w kontekscie bryku czyli wyboru dokonanego przez Pana Passenta.
    Jezeli z 500-set stron wybiera sie do bryku kilkanascie to znaczy, ze dokonana selekcja jest selekcja wielce subiektywna (jak kazda z natury rzeczy).
    Taki Bryk moze byc bardziej obrazem preferencji Pana Passenta niz opisem ksiazki.
    Tym bardziej jezeli Pan Passent wybiera to co zwykle mu sie nie podoba we wspolczesnej Polsce.
    Moge jedynie watpic (bo nie wiem) czy na pozostalych czterystukilkudziesieciu stronach nie bylo nic godnego uwagi…

  47. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy blogowicze piętnują tych, którzy Walickiego nie czytali, a piszą tu coś na ten temat. Przecież Redaktor tych, którzy nie czytali, nie piętnuje :
    „chciałbym, żeby przynajmniej niektórzy blogowicze do niej sięgnęli, a inni wiedzieli o co w niej chodzi”

    Ja należę do tej drugiej kategorii („żeby wiedzieli o co chodzi”), książki czytać nie będę, bo i tak nie zdążę przeczytać wszystkiego, co powinienem (chciałbym), a treść książki (na podstawie omówienia p. Passenta) nie wydaje mi się odkrywcza. Jak pisałem powyżej: same oczywistości. Co innego, gdyby księga ta została wydana w podziemnym, tajnym wydawnictwie, na pakowym papierze i rozlewającą się czcionką (no bo p. profesor jest podobno w RP źle widziany czy nawet prześladowany): wtedy niechybnie prześlabizował bym ją od deski deski. A może zwolennicy Profesora skorzystają z mojego pomysłu? Wersja ekstremalna: odręczne przepisywanie. Nb: wersja z powielacza może spokojnie kosztować dwukrotność tez z drukarni.:-))

  48. JASNY GWINT (godz. 10.44) – dziękuję za b. ciekawy, acz przewrotny wpis. Zgadzam się, że Walicki może być wzorem czlowieka osiągającego b. wiele pomimo niesprzyjających warunków. Walicki nie wstydzi sie tych osiągnięć i nie zaprzecza, że znalazl sprzyjający klimat w Polsce popaździernikowej. Choć wcześniej, łaskawe dopuszczenie go w czasie stalinizmu na studia (mógł studiowac tylko rusycystykę) pomimo AK-wskiej przeszłości ojca, nie było aktem specjalnej łaski. Ciekawe, że mógł b. dużo podrózować (podobnie jak prof. Kozielecki, psycholog, którego autobiografia ukazała się niedawno), nie nękany przez nikogo… Pozdrawiam!

    JUREK CEDRO – (GODZ. 15.05) Dziękuję za pamięć o moim wywiadzie dla „Przeglądu”, a także o projekcie książki o dzieciach komunistów. Ja juz chyba jej nie napiszę, ale chętnie bym taką przeczytał – jeśli tylko będzie rzetelna, jak np książka Artura Domosławskiego o Kapuścińskim, książka Walickiego, lub biografia Iwaszkiewicza, pióra Marka Radziwona, która ukazała się w tych dniach.

    Cieszę się, że na tym blogu można pisać nie tylko o wyczynach prezesa i krewkich posłów.

    Pozdrawiam!

  49. @Kleofas (26 lipca, godz. 13:47)
    Brakuje mi wyraźnej odpowiedzi na postawione przez Pana BLOGOWICZOM pytanie: kto stworzył tę dziurę , może już nie czarną, ale dziurę PRL-owskiej nierzeczywistości ?
    Odpowiadam, że ja na pewno nie. Jakbym ją współtworzył, to bym o tym wiedział.
    Przyczyna tkwi w Jałcie.
    Zachód albo wolny świat zawsze traktował nas z góry. Wystarczy prześledzić etymologię słowa Słowianin w kilku językach. Byliśmy np. Slav, co jest bliskie slave, a Hitlerowcy od razu bez ceregieli uznawali nas za podludzi. I to im na Zachodzie pozostało, czego dowodem jest sposób traktowania z pewną wyższością, nas tubylców , przez piszących m.in.na tym blogu spoza Polski.
    Choćby ten ktoś przez kilka lat parę razy tylko przekraczał (piszczące lub nie) bramki na zagranicznych lotniskach, to już czuje się kimś lepszym, nie wiadomo dlaczego.
    Rozumiem żale do nas tubylców od diaspory,
    Po pierwsze, w Polsce zarabiamy już niekiedy więcej niż Oni tam, w związku z czym wartość obcej waluty, nie jest już taka powalająca. Pamiętam te ogłoszenia prasowe: powracającemu … mieszkanie sprzedam.
    Nie ma zatem z czym wracać.
    Po drugie, miliony pracujących w krajach europejskich odczarowały nam ten mityczny Zachód.
    Po trzecie, jeździmy nad Morze Śródziemne i jeszcze dalej. Bylibyśmy nawet w Tunezji, ale Naród nie zagłosował właściwie na Jarosława K., to i tam nie będziemy.
    Zatem pretensje do PRL-u, to żal, że nie można już tu po powrocie być paniskiem, czego oczywiście nie odnoszę do Pana Kleofasie.
    Pretensje muszą być skierowane do konkretnych osób, za konkretne czyny.
    To już nie PRL i nie da się objąć nas tubylców oskarżeniem ogólnym typu wróg ludu . Mamy RP i jej sądy zaczynają żądać DOWODÓW Panie Kleofasie.
    Pan rzuca oskarżenie na Walickiego i Passenta, że niby tę dziurę kopali lub inaczej ją współtworzyli.
    Wykluczam udział Pana Passenta, bo inaczej bym Go nie czytał. Dokonań Andrzeja Walickiego nie znam aż tak dobrze.
    Daniel Passent pomógł mi swoim pisaniem, a sądzę że i wielu innym w tamtej nadrzeczywistości zachować zdrowy rozsądek i nadzieję, że będzie normalnie. Passent przeszedł piekło wojny i cud że ocalał. Nie wiem, czy miałbym takie poczucie humoru po takim dzieciństwie jakie przeżył Gospodarz bloga.
    Jego dzieciństwo to nie były problemy z piszczącymi bramkami na lotniskach w Zurychu czy Londynie, które prawdopodobnie Pana spotykały, bo ślady antymaterii z czarnej dziury na ubraniu są NIEUSUWALNE, o czym Pan zapewne już wie.
    Jego mogło nie być wśród nas.
    Ale był i jest i za to Bogu dziękujmy, a ducha nie gaśmy.
    Wspólnie, Ci co wyjeżdżali do Zurychu i Ci co byli cały czas w kraju – doczekaliśmy tego, że jest już w Polsce prawie normalnie, muszą tylko ustać chybotania, co jest oczywistą oczywistością po takiej wielkiej sprawie jak zmiana ustroju. Dwa – trzy pokolenia i będzie dobrze.
    Nie cieszy Pana fakt, że udało nam się to praktycznie bez rozlewu krwi przejść suchą nogą z najlepszego z ustrojów do normalnego?
    Co do naszej wspólnej zgody na wielką rolę Kościoła Katolickiego w zachowaniu naszej tożsamości dodałbym jeszcze wieś/małe miasteczko , skąd wywodzi się większość księży i pozostałych mieszkańców naszego kraju. No i rola Polskiej Kobiety, zarówno tej z miasta jak i ze wsi, ale o tym już pisałem i nie chcę się powtarzać.
    Ukłony.

  50. Sebastian pisze:

    2010-07-26 o godz. 11:32

    Paskudna gomulkowska komuna

    Moj stryjek zostal dr habilitowanym na jednej z wroclawskich klinik w czasch zaprzeszlych. Jego mentor umieral i podjal decyzje ze najlepszym nastepca na stanowisku kierownika kliniki jest stryjek. PZPR byla innego zdania. Praktykujacy katolik a na dodatek bezpartyjny byl im sola w oku. W zwiazku z tym wyslano do Szwecji na stypendium kolege stryjka. Przyjechal ze Szwecji z praca habilitacyjna. Zostal kierownikiem kliniki a stryjek odszedl z Akademi Medycznej rogoryczony i zrobil kariere w medycynie sportowe.

    Ja pamietam taki PRL i wszelkie proby relatywizowania tamtego czasu przez redaktora Passenta uznaje za niemoralne. Wstyd ze w Wolnej Polsce
    wypaczanie najnowszej historii spotyka sie z tolerancja ze strony czesci spoleczenstwa.

    Slawomirski

  51. Czy Pan, Szanowny Faliczu, doczytał cokolwiek do końca? Wszak po spacji stwierdzam – cycuję za Sir Jarkiem: „Ja nie czytałem, więc nie mam zdania”. I na marginesie – czyżby Pańska doba była z gumy? Jak znajduje Pan czas na swoje badania w zakresie kartografii i ciągłą obecność na Panapassentowym blogu, …..oraz wszystkich innych?. I muszę stwierdzić, że jestem wstrząśnięty Pańskim innowacyjnym spojrzeniem na składanie mapy:-)

    Szanowny Kleofasie – ja traktuję czasy PRL-u Barejowato, choć czasami się łezka kręci. Oj kręci. Tobie pewnie Też – bo gdzież te niegdysiejsze kuligi i plażowe kosze? O kobietach przez wrodzoną grzeczność nie piszę.

    Pozdrawiam?

  52. ET pisze:

    2010-07-26 o godz. 11:47

    „Fakt znalezienia sie w sieci (doslownie w sieci) ”

    Ale czy tutaj nie jest sympatycznie?
    Tak dlugo jak jestesmy w wodzie nic nam nie grozi.

    Slawomirski

  53. Oj,Panie Sławomirski – Pana stryjek maczał palce w peerelowskim dopingu sportowym? Wiecie – ja znam trochę ten światek. Gratuluję.!!!!!!!!Faktycznie – chyba nie czas na „Wielkie Zamazywanie”. Oj Sławomirski, Sławomirski, jesteście jak rzodkiewka. I to nie jest o białym i czerwonym, tylko o robakach

    Nie pozdrawiam.

  54. Panie FALICZ, moje imie jest prawdziwe. Nie ma obowiazku podawania na forum nazwiska – no chyba ze ma sie naprawde cos znaczacego do przekazania, albo gdy sie jest narcyzem i megalomanem. Jestem pelna uznania dla panskiej aktywnosci, mimo ze nie imponuje mi mentalnosc wszechpolaka sprzed Powstania Listopadowego. No i ta autodestrukcja 24h.

  55. Faversham, Kent, Anglia – ktos tam powyzej napisal i z pewnoscia slusznie, ktory z komentujacych przeczytal cos z tego dziela, o ktorym rozmawiamy. I konkluduje, ze moze poza Passentem Danielem, to moze kilku uczonych w pismie. Ja pisze otwarcie, ze nie i nie zamierzam. Wystarczy, ze kraj mojego zamieszkania zmienilem i wszystkim inteligentnym czlonkom tego gremium komentatorskiego wiadomo z jakich przyczyn przede wszystkim. Przynajmniej mam taka nadzieje. Bo juz nie dziwie sie, ze sie dziwie czasem sledzac polskie wydarzenia i mysli i komentarze, jakie temu towarzysza.

    Bo po co takie „dziela” czytac. To tak samo, jakby czytac dziela Marxa, czy Engelsa. Zycze przyjemnej lektury masochistom intelektualnym.

    A teksty redaktora tak ostatnio zwlaszcza, gdy to sledze, to tak, jak z Titanikiem. Okret tonie, ale orkiestra gra do konca.
    Jak to cholera zal tego PRL-u, prawda? Bylo tak milo.

    Ja polecam lekture dziela „The Oxford Illustrated History of Britain” praca zbiororowa pod.red. Kenneth’a O.Morgan’a wyd.2009 roku.
    Pasjonujaca lektura nie tylko o brytyjczykach i ich fenomenie, ale o ich historii, ktora jest historia nowozytnej Europy, a Polska to Europa tez.
    Chociaz dla niektorych to tylko, m.in. redaktora po kadzieli Szostkiewicza niejakiego.

    http://cbrengland.wordpress.com/

  56. Nie mam jeszcze książki prof. Walickiego ale już ją zamówiłem. Nie mogę się natomiast doczekać podobnej książki jakiegoś wybitnego profesora ekonomii. Jak rozwijała się gospodarka PRL na tle gospodarki światowej? W 1949 roku zapadła „żelazna kurtyna” (zadeklarowana przez Churchill’a w Fulton) izolująca PRL od Zachodu nie tylko politycznie i kulturowo ale również gospodarczo. Wyobraźmy sobie jak wyglądałaby III RP bez:
    – eksportu towarów i ludzi do krajów zachodnich,
    – inwestycji zagranicznych, w tym wykupu po-PRLowskiego majątku,
    – importu używanej odzieży, samochodów, maszyn itp.
    – importu nowoczesnych maszyn, podzespołów, aparatury badawczej, a to wskutek zakazu sprzedaży takich wyrobów do PRL (embargo, dla którego stworzono specjalną organizację kontrolną – COCOM),
    – olbrzymiej pomocy unijnej finansowanej głównie przez RFN.
    Jak PRL w ogóle mogła się rozwijać, zwłaszcza przy punkcie startowym określonym w pytaniach karwoj’a 8a, które uzupełniłbym o wyobraźnię rozwoju w warunkach zagrożenia przez kilkanaście lat atomową, III wojną światową ?
    A może po zniknięciu ww barier PRL rozwijałaby się tak jak Chiny komunistyczne w ostatnich 10 latach?

  57. ET pisze:

    2010-07-26 o godz. 14:22
    —————————–
    Mam potrzebę pomosochizowania się w ramach prawdziwszego poznania tego, co stanowi naród, i jaka to wartość ten naród. Na codzień obserwuję postępujące zbydlęcenie w coraz szerszym zakresie. Być może Twoje marzenie o społeczeństwie obywatelskim jest piękne, ale ten naród zdecydowanie się od tego modelu oddala. Coraz więcej zauważa się sobiepanków-kretynków, którzy liczą się tylko z samymi sobą…
    Oczywiście , obelga wobec jednego z blogowiczw, przy posiadaniu instrumentu- nie puszczania niechcianych wpisów, jest szokująca, zwłaszcza, kiedy są na blogu prymitywni, agresywni ludzie, którzy chwytając tę obelgę, usłużnie „merdają ogonkami”…

    Pozdrawiam,Sebastian

    ——————————–
    Slawomirski pisze:

    2010-07-26 o godz. 17:47

    Szanowny Sławomirski,

    takich przypadków, znam wiele. To było tak silnie zakodowane u ututułowanych poprzez mianowanie , „prostodusznych”-posłusznych, że ci seniorzy, praktykowalio top jeszcze w tzw wolnej Polsce, za frajer i bez żenedy w stosunku do wybitnych doktorów nauk, zasłużonych dla danej uczelni…

    Pozdrawiam,Sebastian

    ——————-
    Sir Jarek pisze:

    2010-07-26 o godz. 18:08
    —-
    Twój „Sir” jest tyle wart ile Twoje lotne wpisy. Nie oceniam, broń boże Twojej osoby. Jeśli już, to mogę tylko powiedzieć, że w plebejskim dowcipkowaniu, Wasza Lordowska Mość osiągnęła znaczące popstępy…

    Nie pozdrawiam, bo nie śmiem,Sebastian

  58. Ras 14.04 ( a może RAZ ?)
    Jeżeli tak nienawidzisz PRl-u, to dlaczego nie pokazałes oficjalnie tej swojej nienawiści, tylko jak tchorz atakujesz go teraz z bezpiecznej nory?
    Trzeba było wysadzac pociagi, albo sie podpalić na Stadionie ?
    Jeżeli to była kiła, syf i malaria, to zawsze mogłęs także sie powiesić, albo przywiazac kamien do szyi i do Wisły – jak radził Mleczko !
    Ale Ty wolałes podlizywać sie komuchom i dopiero teraz bezpiecznie wypluć cały jad, który juz cie przeżarł do trzewi.

  59. Okaryna,

    polecam prof. Tadeusza Kowalika „www.polskatransformacja.pl”, książkę i stronę internetową o tym tytule. Dotyczy co prawda tego co działo się po 1989 roku, ale nie warto jej nie znać.

    Z książki prof. Andrzeja Walickiego (ledwie zaczęłam czytać) polecam tezę ze str.91: „sens każdej struktury ideologicznej zrozumiały jest tylko wtedy, gdy rozumie się jej „negatywne układy odniesienia”.

  60. SPOKOJNY: Dzięki za dobre słowo. Starałem sie krzewić zdrowy rozsądek i nadal to czynię. Cieszę się, że mam wiernych odbiorców od kilkudziesięciu lat. Do krytyków nie mam żalu, a tym, którzy wpisują się wielokrotnie i do znudzenia – dziękuję, że poprawiają statystykę odsłon na blogu (choć niekoniecznie czytam, raczej ich kolejne wpisy ‚przewijam’) . Pozdrawiam!

  61. Spokojny. Wspominam ciepło wcześniejsze Twoje teksty. Delikatne i krakowsko sentymentalne. Czyżby ktoś podszył pod Twój nick? Niestety niestrawne.

  62. Och Sebastianie – oceniaj. Nie śmiej. A tak na prawdę to dzisiaj Anny – a Wy, polityczne jamochłony tylko popisać. Pieprzę Wasze niezbywalne argumenty – może kiedyś jakaś Anna…….ale Wam tylko pomarzyć. Jak mawiał dziadek – dali mi jazda

    Nie pozdrawiam (bo kogo?)

  63. Slawomirski pisze:
    2010-07-26 o godz. 17:47

    Coz to za rozpacz chlopczyku. Stryjek nie dostal pozycji o ktorej marzyl i dlatego wszystko jest ‚be’.

    A dlaczego stryjek mial dostac te pozycje ??? Na pewno byli inni ktorzy rowniez mieli marzenia. Zaoszczedz nam tego szczeniackiego placzu. Im wyzej jestes tym trudniej awansowac – zycie powinno cie tego nauczyc.

    Ale rozwaz to; W Polsce zyje setki tysiecy ludzi z bardzo wysokim wyksztalceniem ekonomiczno-technicznym i prawnym i dekadami doswadczenia zawodowego. A tu Donek, historyk z wyksztalcenia bez praktyki zawodowej (poza 20 letnim pasozytnictwem na podatkowiczu) okupuje wszstkie najwyzsze pozycje w kraju i decyduje o poziomie dozwolonego intelektu na wszystkich szczeblach zarzadzania krajem i w cuglach zostal ponownie wybrany na szefa PO. (byl jedynym kandydatem).

  64. Zosienka pisze:

    2010-07-26 o godz. 18:19
    Panie FALICZ, moje imie jest prawdziwe. Nie ma obowiazku podawania na forum nazwiska – no chyba ze ma sie naprawde cos znaczacego do przekazania, albo gdy sie jest narcyzem i megalomanem. …”

    Ä mnie sie wydaje, ze to co nazywa Pani kromnoscia i brakiem megalomanii – to po prostu radosc z bezkarnosc plucia na innych.
    Ja sie podpisuje bo nie przyszlo by mi do glowy, ze mozna krytykowac np. to co pisze Pan Passent nie kryjac sie za pseudonimem.
    A mam do tego prawo (a moze nie?)…

    Co Pani ma do przekazania oprocz odbierania prawa innym by pisali co uwazaja za sluszne.
    Zlosliwe kalambury slowne?
    Nie pisze o obowiazku podawania nazwiska ale o braku kultury.
    Moze Pani napisac, ze nie zgadza sie Pani tym czy z owym ale czemu ma sluzyc przysrywanie?
    Przeciez nie dyskusji.
    Dowartosciowuje sie Pani przez to?
    Ktos moze byc aktywnym bo mu sprawia to przyjemnosc – nikt nikogo nie zmusza do czytania wpisow osob, ktore go denerwuja.
    Nie robi tego np. Pan Passent – na pewno milej jest czytac tych, na ktorych pochwaly zawsze mozna liczyc…
    Ale warto pamietac, ze sa ludzie majacy odmienne rownoprawne opinie.

  65. Po komentarzu Gospodarza o 20:29 na miejscu Falicza spaliła bym się ze wstydu (jeśli się go ma, ten wstyd znaczy się )
    Ma pan rację Redaktorze, pan F nadaje się tylko do przewijania :-))))

  66. Sir Jarek pisze:

    2010-07-26 o godz. 18:01
    jestem wstrząśnięty Pańskim innowacyjnym spojrzeniem na składanie mapy:-”

    Pomoge Panu,
    Bierze Pan mape Europy (geograficznej) zagina Pan ja w polowie od gory do dolu.
    Wychodzi na to, ze Polska gdzies kolo Lodzi jest na samej krawedzi – na rubiezach UE – na jej granicy.
    Rozklada Pan ja ponownie i to co bylo na skraju jest w centrum – jest to zmiana perspektywy i okreslenia czym jest Europa.
    Jezeli Rosja „upelnoprawni sie”w powszechnej swiadomosci jako kraj w pelni europejski Polska uzyska nowa pozycje – w tej chwili nie zaleznie od dobrej woli – Europa w sensie politycznym i kulturowym obiegowo koczny sie gdzies na Bugu…

    Czy dalej jest Pan wstrzasniety i czy dostrzega Pan roznice miedzy geografia a przestrzenia ideowa?
    Dlatego „scalanie”Europy jako w pelni przenikalnej przestrzeni kulturowej jest dla Polski niezwykle korzystne i dlatego w polskim interesie jest stawianie na burzenie sciany wschodniej – mentalnej i fizycznej.

  67. Daniel Passent pisze:

    2010-07-26 o godz. 20:29

    „Do krytyków nie mam żalu”

    Co za przewrotnosc.

    Slawomirski

  68. W dalszym ciagu uwazam, ze dyskusje nad PRL-em maja sens jedynie jezeli zalozymy, ze wnosza cos jezeli chodzi o konieczne zmiany Polski by byla krajem nowoczesnym i demokratycznym.

    Co i jakie rozwiazania z czasow PRL-u powinno sie realnie i sensownie reaktywowac dla dobra koniecznego awansu cywilizacyjnego i stawienia czola swiatowej konkurencji?
    Cenzure, etatystyczna gospodarke, urawnilowke, nie wybierana wladze?
    Na pewno NIE
    ale
    moze np. tanie ksiazki i przedszkola…
    Bezplatne sudia (tu juz nie jestem pewny)

  69. absolwent pisze:

    2010-07-26 o godz. 20:21

    „Trzeba było wysadzac pociagi, albo sie podpalić na Stadionie ?”

    http://www.youtube.com/watch?v=JZZlrPQHDH0

    absolwent jest pan „o” male

    Slawomirski

  70. W tej dyskusji o PRL umknęły nam dwa bardzo ważne wątki:
    – granice
    – skład ludnościowy
    Brudną robotę odwalił Stalin……
    Czy powinniśmy mu być wdzięczni?

    Churchill optował za Nysą Kłodzką, Stalin za Łużycką. Sprawę Szczecina też pomimo wahań rozstrzygnął „Wielki Językoznawca”, po myśli Polaków…….
    Sprawa Karelii i wysp Kurylskich, nie mówiąc już o Królewcu, dalej nierozstrzygnięta. Kto do lat 70 tych gwarantował nam granice? Czy obecne, na które nie zwracamy uwagi, są wartością?

    W II RP 40% ludności stanowiły inne narodowości. Czy w roku 1981, 1989, nie stanowiłyby jądra komplikacji? Duża mniejszość litewska, białoruska, niemiecka, ukraińska……..
    Czy zażądałyby co najmniej autonomii? Przymusowe przesiedlenia zapobiegły syndromowi Jugosławii? Byłoby nam lepiej, czy gorzej?
    Napięcia etniczne- na przykładzie Katalonii, Flamandów, nawet we współczesnej Europie, potrafią być destrukcyjne…….
    Czy poszlibyśmy drogą słowacką, czy serbską?
    A może rosyjską? W Czeczenii i Gruzji zginęło sporo ludzi…….
    TEŻ wykazywalibyśmy się jako mocarstwo? Bronili integralności Państwa pod wodzą na przykład Kaczyńskich, Rokitów, Macierewiczów?
    Jakie byłyby koszty osobowe?

    Zastrzegam się, że nie jestem ekonomistą, ale jaki wpływ na puste półki w sklepach miały wymuszone na rządzie „Wałęsówki”? 800 zł do etatu?
    W gospodarce planowej było to jakoś zbilansowane. Wymuszenie na rządzie dodatkowego impulsu popytu musiało spowodować braki…..
    Jakoś nikt nie wspomniał o tym aspekcie działalności „Solidarności”
    Efekty niekompetencji ekonomicznej ekip „styropianowych” ich indolencji, braku wiedzy, obserwowaliśmy zbyt często……

  71. spokojny pisze:

    2010-07-26 o godz. 17:32

    ” Byliśmy np. Slav, co jest bliskie slave, ”

    Takie bzdury byly wpajane ludziom w PRL ale zeby w dzisiejszych czasach cos takiego napisac to sie w glowie nie miesci.

    Slawomirski

  72. Rekomendacja księżki prof. Walickiego jest dobrym pretekstem do kontynuowania dyskusji o naszym postrzeganiu PRL.

    Ucieszył mnie głos Spokojnego. Wiem, z jego wczesniejszych wpisów, że jego rodzina straciła po wojnie część swojego majątku, a on sam możliwośc korzystania z jego dobrodziejstw. A jednak, jego oceny są dziś bardzo wyważone.
    Pięknie odpowiedział Panu Spokojnemu Kropkozjad. Tak właśnie powinniśmy ze sobą rozmawiać.

    Nie chce mi się wierzyć, że są wsród nas ludzie tak nieszczęśliwi, że całe swoje peerelowskie doświadczenie mogą określić słowami – syf i malaria.
    Nie ma bowiem takiej mocy na świecie – poza naszą wolą lub charakterem – która usprawiedliwiałaby brak zdolności odczuwania radości, miłości i zadowolenia w kraju takim, jakim była PRL.
    Nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi bowiem, że żyliśmy w obozie koncentracyjnym, a polityka władz nastawiona była na eksterninację narodu. Moim zdaniem, tylko tak nieludzkie warunki mogłyby usprawiedliwiać chroniczne odczuwanie nieszczęścia.
    Dlatego, tym wszystkim, którzy nie doświadczywszy prześladowań i wynikających z nich życiowych katastrof, nienawidzą jakiejś częsci naszej wspólnej historii, radzę zastanowić się, czy przypadkiem nie racjonalizują
    złych emocji, które z innego niż ustrojowe żródła pochodzą.

    Nie dokońca jestem też przekonana, że należy zatrzymać się na Jałcie w rozważniach nad genezą PRL. Dlaczego nie szukać dalej. Studnia czasu jest głęboka. Wcześniej była przecież jakaś wojna, którą przegraliśmy, jeszcze zanim wbito nam nóż w plecy. A wcześniej zabory. Niektórzy, już w wydarzeniach siedemnastego stulecia upatrują słabości Polski. Znaczy to tyle, że w szesnastym wieku musiały zaistnieć jakieś niefortunne przyczyny Póżniejszego stanu rzeczy, itd. Dlatego warto zanurkować w historię jeszcze głębiej i przestać obarczać 45 letni okres całą winą za naszą kondycję.

    I tu nie zgadzam się z Kropkozjadem, kiedy pisze do Spokojnego, że:
    „Tłem jakichkolwiek wypowiedzi, powinna być świadomość prawdy, którą obwieścił nam Wiesiek59 (2010-07-23, godz. 18:11) i co powtórzyłeś, a co ja przypominam w formie syntetycznej: “NIE BYŁ NASZ WYBÓR!!!”. A ten wyrok Roosvelta zapadł jeszcze przed Jałtą, już w Casablance, a było nim odrzucenie planu Churchila uderzenia na Bałkany i utworzenia anglo-amerykańskiego frontu wschodniego wspólnie z Armią Czerwoną.”

    Dobrze radzę zacząć rozliczać historię jeszcze wcześniejszą. A moja rada bierze się stąd , że poszerzając horyzont naszych historycznych badań ujrzymy nie tylko względność, z jaką oceniamy poszczególne epizody ograniczonej suwerenności naszego państwa ( dobrze, że przypomniał je Kropkozjad), ale też intektualną miałkość antypeerelowskiej krucjaty.

    Do tych, którzy biczują nas swoją nienawiścią do nieboszczki mam tylko jeden apel. Pokażcie wreszcie, że potraficie lepiej, szybciej i mądrzej.
    Pokażcie, że umiecie zbudować Polskę bez głodnych dzieci i skorumpowanych sądów. Sprawcie, by miliony młodych nie musiały tułać sie po świecie w poszukiwaniu szans życiowych. Jeżeli, ku temu celowi ambicje swoje zwrócicie, to spory o przeszłość staną się bezcelowe.
    Czego nam wszystkim serdeczne życzę.

  73. Ryba (07-26 o godz. 14:48 & 14:58)

    Dziękuje za info o tym co rozważa Boni. To dobra wiadomość, chocby, dlatego, że się takie balony puszcza, moim zdaniem. Bo mało kto w UE mówi o podnoszeniu podatków. A jeśli już rzucił od niechcenia, znaczy że Rostowski maczał w tym swoje tłuste paluchy, tym lepiej.

    Co do Zyty, to z tego co ja ją znam, nie takie ona żelazo, jak jej z gęby leci. A poznałem ją przez pięć lat dobrze. Było to dawno, więc dobrze pamiętam. Ja bym powiedział – blaszka może ma troche żelaza, ale wiatr nią kręci – tak między nami.

    Rozumiem doskonale, moje teksty są myntne, a trynd jest jaki jest.

  74. Zosienka pisze:

    2010-07-26 o godz. 11:39
    …czy ktos z Panstwa orientuje sie z jakiej parafii pochodzi jegomosc o nazwisku FALICZ

    Blog dla religijnych jest obok.
    Moze Jasna Panienka oswieci ciemna panienke?

    Slawomirski

  75. Kleofas (07-26 o godz. 12:08)

    Nie pamiętam fizyka, bo z jakiegoś powodu dał mi tróję (co mi ulżyło).

    Ale matematyczkę pamiętam doskonale bo mnie próbowała wychować, łacinnicę pamiętam, historyczkę, geograficzki dwie, i jakimś nieznanym mi cudem – polonistkę.
    A najwięcej w de dostałem od ruska, ale go zmienili, na panią rusycystkę, ochchch.

  76. Sir Jarek pisze:

    2010-07-26 o godz. 18:08

    Wyzywanie mnie od robakow wystawia panu swiadectwo.

    Slawomirski

  77. Szanowny panie redaktorze

    pisze pan:

    „niekoniecznie czytam, raczej ich kolejne wpisy ‘przewijam’”.

    Panskie ego zalozylo panu przepaske na oczy.

    Slawomirski

  78. @ jasny gwint 2010-07-26 o godz. 20:31
    Nick jest ten sam. ja Pana stale czytam chociaż według mojej wrażliwości Pan też niekiedy jedzie po bandzie , co nie oznacza braku szacunku dla Pana i każdego uczciwego człowieka, bo poglądy możemy mieć różne, tak jak i zmienne w czasie nastroje.
    Widzicie Towarzyszu Jasny Gwint, przeżywamy określone trudności.
    Nasz Naród, pod przywództwem Naszego Drogiego Przywódcy powinien dawać odpór wrogim siłom, a nie daje. Leni się, albo co gorsze – wypatruje sobie innego, lepszego Drogiego Przywódcy.
    Skaranie Boskie z tą demokracją.
    Do tego te upały lub deszcze albo i powpdzie. Kara za grzechy i już!
    Może dlatego te niestrawne dla Towarzysza teksty produkuję?
    Ale staram się i w pocie czoła klikam.
    Pozdrowienia.

  79. Danie!
    Nie będę przytaczał anegdot.
    W zdumienie wprawił mnie jedynie trafny w 100% mój rysopis a i opis mojej sytuacji ekonomicznej.
    Dodam, że za nic nie rozumiem przypowieści o Falskiej i Siwaku.
    Może jestem zbyt ograniczony?
    Może nadal jestem homo sovieticusem chociaż dostrzega pan też symptomy poddania się wszechobecnej indoktrynacji IPN, o. Rydzyka czy też neoliberałów.
    Napisał pan coś o moim zachwycie PRLem.
    Gdzie go pan ujrzał?
    Przytoczyłem zaledwie kilka faktów z morza dostępnych danych opisanych w różnych, bezstronnych źródłach.
    Proponuję przyjrzeć się im a także zwrócić uwagę na to, że od opisywanych lat siedemdziesiątych minęło już 40 a od końca IIWŚ 65 lat.

    Aby pana zachęcić do bardziej bezstronnego spojrzenia na tamten okres trwania naszej ojczyzny proponuję zwrócić uwagę na reklamowany filmik o widoku – z lotu „Liberatora”(?) – Warszawy w 1945 r.
    Podobne widoki można przedstawić z lotów nad Wrocławiem, Szczecinem. Gdańskiem itp.itd.
    Po ich obejrzeniu i skonfrontowaniu z danymi socjologicznymi możemy pokusić się o oceny polityczne.
    Będą chyba bardziej wiarygodne.
    Prawda?
    Od nikogo nie wymagam jednomyślności a jedynie proszę o bardziej obiektywne powoływania się na fakty.
    Nikogo też nie pytam się o poglądy polityczne.

    P.S.
    Uważając, że PRL był „czarną dziurą” a także nie doceniając wysiłku całego Narodu (dość patetycznie) w odbudowie powojennego kraju obraża pan również własną matkę.

  80. karwoj8 pisze:
    2010-07-27 o godz. 07:26
    P.S.
    Uważając, że PRL był “czarną dziurą” a także nie doceniając wysiłku całego Narodu (dość patetycznie) w odbudowie powojennego kraju obraża pan również własną matkę…”

    Szanowny Panie Karwoj8,

    Myślę, e poruszył Pan najważniejszą w całej dyskusji sprawę.

    Jest to łączenie również przez Pana PRL-u z wysiłkiem Narodu i w pewnym sensie utożsamianie jednego z drugim.
    A to być może po prostu nie jest prawda.
    PRL narzucili Polakom sowieci odbudowy nikt nie musiał naszym ojcom i dziadkom narzucać – zrobiliby to i bez Bieruta i Bermana.

    Polacy odbudowali zniszczony po wojnie kraj mając dodatkowo na barkach ciężar (przynajmniej do 1956 roku) stalinowskiego totalitaryzmu a później księżycowej ekonomii PRL-u.

    Mozna częściowo dopatrywać się efektywności systemu jednopartyjnego i autorytatywnego w „mobilizowaniu” społeczeństwa i jego organizacji w osiąganiu jednostkowych celów. Np. nakazowa industrializacja – nieprawdopodobnie kosztowna w tym wydaniu ale koszty ponosi jednostka, która z założenia jest w taki systemie ZEREM.

    Ale te cechy „wydajności” zamordyzmu są bardzo płytkie.
    Wystarczy popatrzeć jak odbudowywała się Europa (np Berlin) pod kierunkiem totalitaryzmu i wolnym społeczeństwie.
    I tu i tu dano sobie rade ze zniszczeniami i wydajność wolnego rynku i demokracji możemy sami ocenić po owocach… porównując stan architektury po stronie wschodniej i zachodniej – dobrze to widać z wieży berlińskiej.
    Porównać można koszarowo-więzienne „zdobycze” komunizmu i wielobarwny Berlin Zachodni. To materialna owoc dwóch różnych systemów – to są jakby ich twarze pokazujące ducha komuny i wolnego społeczeństwa.

    Polacy odbudowali Polskę POMIMO PRL-u jako systemu społeczno-ekonomicznego.

    Zrobiliby to znacznie lepiej i wydajniej BEZ PRL-u.

    Należy schylić głowe przed tym narodem, że zdolał to zrobić i przy okazji wydatnie sie przyczynić do upadku PRL-, ktory marnowal wysiłek całych pokolen.

    Jest całkiem odwrotnie Panie Karwoj – chwaląc PRL „obraża pan również własną matkę…” bo to PRL był główna kula u nogi, z ktorą matka budujac Polske musiała walczyc.
    Polska istnieje niezależnie od chwilowych aberacji systemowych narzucanych nam siłą przez sąsiadow – jedną z nich był PRL.

  81. Szanowna Pani Magrud,
    fakt, że
    PRL to : “NIE BYŁ NASZ WYBÓR!!!”

    Nie zwalnia nas od obiektywnej oceny, że czyjkolwiek był to wybór był on ZŁY… lub jak Pani go ocenia DOBRY…niezależnie od szaro-cieni, biografii i ewolucji PRL-u.
    Tak jak nie możemy odbierać bohaterstwa Powstańcom mając jednocześnie krytyczny stosunek do samego Powstania Warszawskiego.
    Być może do Powstania mogło nie dojść i być może handel w Jałcie mógł mieć inny wynik.

    Jeżeli ma być to lekcja na przyszłość to jest jedna – NIE TEDY DROGA.

  82. Spokojny, 06.08. Nieco przesadziłem, ale przyznam, że czytając Twoje nowe teksty upstrzone czarnymi wytłuszczeniami traciłem orientacje, gdzie początek a gdzie koniec i z trudem doszukiwałem się treści. Muszę więc skupić więcej uwagi. Na wszelki wypadek pomyślałem, że to nie Ty. Termin towarzysz mnie nie razi, to piękne staropolskie słowo zostało sponiewierane, a teraz używane jest jako inwektywa i obelga przeciw tzw komuchom, czyli ludziom żyjącym w Polsce Ludowej i nie wypierających się tego. Stosują to ludzie przypisujący sobie jakieś zasługi w walce o tzw wolność i suwerenność w sytuacji gdy ta walka była w rzeczywistości burzeniem i niszczeniem dorobku także mojego. Nie powinna dziwić więc moja tzw jazda po bandzie, czyli normalne odreagowanie na różnego rodzaju kretyństwa i podłości spotykane także tutaj. Nie dalej niż dwa dni temu jakaś paniusia pisze; że „nawpieprzała się cebuli i smród po PRL wlecze się za nią do dzisiaj”. Czy nie wystarczało jej trochę mydła? Inny natomiast mędrzec pisze, że pożyczki dewizowe Gierka przeznaczone zostały i przejedzone na „sweterki i koszulki”. Te lata były dla mnie niezwykle ważne w moim zawodzie. Byłem przynajmniej świadkiem rodzenie się koncepcji i tworzenia obiektów wielkiej chemii i rafinerii. Nie mówiąc już o tworzeniu i budowie setek innych obiektów, dróg lub linii kolejowych. Takie więc wypociny jakieś paniusi i innego mędrca mnie po prostu wpieprzają. Najgorsze to, że na te bzdury, które zalewają kraj i umysły ludzi i młodzieży nikt nie reaguje. Pozdrawiam

  83. Od patrzacych ” z gory” ;
    poniewaz z PRLu ,gdzie w slepach byl ocet i flaki / trafilam do Szwajcarii
    Comersse ,piekniej i bardziej bogato w Europie prawie nie ma .
    Zdziwilam sie ,gdy tym „nazartym ,zdeprabowanym kapitalistom”
    podobala sie jedna rzecz ,ktora przypadkiem im opowiedzialam .
    ..Ze u nas nawet przy pustych sklepach w kazdym odwiedzanym domu ;
    ….dostal czlowiek kromke chleba z maslem i herbate ,
    Dziwne? im to naprawde imponowalo ! .. ..
    Salute

  84. i jeszcze jedno pisze Pani Pani Magrud-

    (Do tych, którzy biczują nas swoją nienawiścią do nieboszczki mam tylko jeden apel. Pokażcie wreszcie, że potraficie lepiej, szybciej i mądrzej.
    Pokażcie, że umiecie zbudować Polskę bez głodnych dzieci i skorumpowanych sądów.)

    Czy mam rozumieć, ze Pani nie biczując PRL-u uważa, ze nie ma obowiązku jako obywatelka próbować szybciej, lepiej i bez głodnych dzieci…
    Może Pani to robić i ma Pani do tego wszystkie obecne narzędzia demokracji bez alibi w postaci Jałty i sowieckich bagnetów.

    To co Pani proponuje to wzruszająca demagogia.
    Tak ja uważam, że PRL nie był systemem, na którym powinniśmy się wzorować i czy przez to automatycznie staje się pożeraczem głodnych i niewinnych dzieciątek…

  85. # ewaz pisze:
    2010-07-26 o godz. 21:10

    Po komentarzu Gospodarza o 20:29 na miejscu Falicza spaliła bym się ze wstydu (jeśli się go ma, ten wstyd znaczy się )
    Ma pan rację Redaktorze, pan F nadaje się tylko do przewijania :-))))ę

    Niech Pani przewija Pani EwoZ – na zdrowie.
    Ja Pani nie przewijam zostawię to Pani mamie….
    Mnie wystarczy, ze Pan Passent nie ma żalu o krytykę – co za ulga…

  86. Panom Slawomirskiemu , Faliczowi
    Szlachetni bezkompromisowi.
    Czy moglibyscie zaspokoic moja ciekawosc i napisac CO WAM SIE WOGOLE PODOBA NA TYM BOZYM SWIECIE.
    Oprocz Was dwu oczywiscie.
    Bo czytajac a ostatnio tylko przewijajac Wasze wpisy dochodze do wniosku ze jestescie jak jednonodzy tancerze krecacy piruety.
    Sa na swiecie ludzie z koniecznosci np malujacy ustami , nie wiem czy bardziej podziwiac czy wspolczuc.
    Ale Wam STARYM BYKOM czas chyba zrozumiec ze podziwianie siebie samego krecacego te jednonogie piruety przed lustrem w przedpokoju jest jak tu ktos napisal narcyzmem.
    Pokazcie ze macie dwie nogi i prawa i lewa i potraficie na nich chodzic a nie tylko swiderek do wiercenia innym dziury w brzuchu.
    Zarzucanie Margud ze ona tez ma obowiazki wobec glodnych dzieciatek
    musi sie skonczyc riposta – A WY , TYLKO TE SWOJE PIRUETY ?
    Uklony dla baletu

  87. Czrna Dziura jest historia Solidarnosci. Co prawda istnieje wiele przeciekow na temat kto im placil, kto ich orientowal i w czyim interesie. Nie widzialem jednak wypoicin ani jednego medrcy ktory by z dokladnoscia IPN-u przedstawil historie tej warcholskiej i zdradzieckiej organizacji w sposob obiektywny.

    Przyznaje jednak ze dokonali oni cudu. Joko jedyny proletariat w histori swiata wywalczyli prawa dla burzuazji.

    Jednak mnie to nie dziwi. Pomimo ogolnie dostepnej i taniej edukacji (w PRL) zaden z solidarnych warcholow nie potrafil zaimponowac kwalifikacjami w dniu wyludzenia wladzy, 4 czerwca 89. A przeciez mieli 10 lat by sie przygotowac. Np, Donek Tusk moglby skonczyc wydzial ekonomiczny, zdobyc MBA i kilka lat stazu, a Walesa mogl skonczyc nawet doktorat gyby naprawde chcial i mial ambicje poprawic zycie polakow.

    Tak sie nie stalo, po klamstwach wyborczych, solidarni zdobyli wladze i wypchneli elektryka na Prezydenta. Solidarni nie posiadali ani planu ani ideologi w 89. Poslugiwali sie klamstwem, tanczyli pod dyktando wrogich nam sil imperializmu i robia to do tej pory.

    To z powodu braku pomyslow i wlasnych kwalifikacji widzimy ten oportunistyczny atak na PRL gdy jednoczesnie do dnia dzisiejszego zeruja na PRL-u. Sprzedarz majatku wypracowanego w PRL nawet obecnie po 20 latach warcholskich rzadow ciagle lata dziury budzetowe.

    JK Bielecki byl jednym z solidarnych oszolomow. W pierwszych latach po 89 tanczyl pod dyktando Sacha i Sorosa. Ale obecnie ten sam JK Bielecki
    wypowiada sie rozsadnie i w interesie narodowym. Widac ze staz pracy we wlsokim banku Pekao wplynal pozytywnie na jego obecne wywody myslowe. Bielecki uwaza ze nie jest dobre dla Polski gdy zagraniczny kapital kontroluje az 83% sektora bankowego. Bielecki rowniez przedstawil propozycje zmiany w strukturach zarzadzania spolek kontrolowanych przez skarb panstwa …. Ale nie jest to nic nowego. Dlaczego on tego nie wiedzial wczesniej ? To dowodzi ze po 89 JB Bielecki nie byl przygotowany do pelnienia funkcji ktore wtedy mial. A przeciez solidarni mogli zwerbowac wykwalifikowanch ludzi. Zachlannosc za cala wladza tylko dla siebie im nie pozwolila. Ich ataki na PRL maja na celu odwrocenie uwagi od wlasnej nieudolnosci. Czarna dziura jest obecnie i sie powieksza. W przyszlym budzecie juz widac 100 mld zl deficytu.

  88. Szanowna Magrud,

    „Studnia historii, to bardzo płynne narzędzie, to raczej taki gmatwacz-rozmywacz.
    O nieszczęsnym PRL-u użyto już tylu argumentów, że rozmowa na ten temat jest spolaryzowana intelektualnie i emocjonalnie. Bawiąc się metodą historycznych rozważań, powinno przedstawić się jakiś logiczny, zaakceptowany przez wszystkich rozmówców – plan rozważań. Powinniśmy obowi.ązkowo powiązać wszystkie argumenty z takich rozmów z tematem głównym, jakim jest ocena PRL-u.
    Przy takiej historycznej metodzie oceny PRL-u, możnaby napomknąć, że Polskę powojenną, odbudowali ludzie ukształtowani w IIRP.Polska powojenna nauka i uczelnie, mogły odrodzić się tylko dzięki niedobitkom/przepraszm, przedwojennej , ardzo wartościowej inteligencji. Jak sądzisz, czy kraj, który bez wojny całkowicie zbankrutował, ukształtował w ludziach takie wartości jak IIRP, z takim drobiazgiem jak patriotyzm na czele? Czy mieszając z błotem, dzisiesze „niedoróbstwo” wśród obecnych rodaków, czujesz się O.K. kiedy uprzytamiasz sobie, że to są właśnie „dzieci PRL-u..,.?
    Polska w 1989 roku była całkowitym bankrutem. Czy startując z takiego pułapu, można było więcej osiągnąć?
    Spróbuj, proszę, bez emocji , pofantazjować i naszkicować sytuację społeczną w naszym kraju, w przypadku, gdyby zbankrutowany PRL dzielnie trzymałby się do dzisiaj…

    Pozdrawiam,Sebastian

    P.S. Tak zupełnie prywatnie, na własny użytek, uważam, że odruch uciekania z kraju, wyrobił się w głębokich pokładach naszej podświadomości w PRL-u. Zabito w wielu rodakach niezbędny hart ducha do pokonywania samemu różnych trudności życiowych.
    A tak, są kłopoty, szaleńczo kombinujemy gdzie znaleźć opiekuńcze skrzydełko, które pozwoli nam wyłącznie w trybie „sielsko” się urządzić. Wszyscy młodzi ludzie z moich znajomych, którzy wykazali trochę hartu ducha , już są nieźle urządzeni, tworzą nowe miejsca pracy, a to w perspektywie narastającego niżu demograficznego- dobro bardzo cenne. Pozbywanie się odruchów stylu przetrwania a’la PRL postępuje, ale to musi potrwać

  89. Nie odpowiada mi kocepcja ‚bryku z tezą’ przedstawiona przez autora.
    Niech każdy czyta sam. Najlepiej Walickiego. A potem można nawet rozmawiać o książce.

    Jeśli chodzi o ‚Polnische Wirtschaft’, powtarzający się, a właściwie ciągły zarzut przedstawiany gospodarzowi, to, moim zdaniem, zjawisko to obecne jest w unikalnym (polskim?) braku umiejętności rozwiązania kwestii samolotów transportujących naszych VIPów, przez kilkanaście ostatnich lat i kilka ostatnich rządów ze wszystkich stron sceny politycznej.
    W ciągu tych kilkunastu lat, z TU154, jako środka transportu pasażerów, zrezygnowali wszyscy przewoźnicy, którym leży na sercu ich komfort i bezpieczeństwo.
    Wszyscy prócz polskiego rządu.
    Łatwiej było płacić za dwukrotnie większe zużycie paliwa, przekraczać normy emisji hałasu (etc.)niż przeprowadzić konstruktywne (acz nieskomplikowane) postępowanie, którego zwieńczeniem byłoby wyposażenie Polski w nowoczesne samoloty do transportu jej najwyższych przedstawicieli.
    Trudno ocenić czy bardziej odpowiedzialny jest rząd L.Millera, który pierwszy doświadczył wypadku lotniczego, czy A.Szczygło, który kwestię zakupu zawrócił do absolutnego początku, czy też może jeszcze ktoś inny?
    Ale z pewnością, jest to przejaw nieudolności, braku planu, rozsądku i logicznej kalkulacji (z wyjątkiem ‚księżycowej’ czyli ‚logiki inaczej’) w postępowaniu. Czyli to, co mieściło sie kiedyś w pojęciu „Polnische Wirtschaft”.
    No i jeszcze jeden rys wyróżniający czyli charakterystyczny.
    W jakimże jeszcze innym kraju, na polityczną wycieczkę, spełniającą rolę sierpowego (prawego? kwietniowego? tak brzmiało by to w grafomańskiej manierze Kurskiego-od-gnoju) w podjazdowej wojence politycznej, poleciałby prezes banku centralnego?
    Spróbujcie wyobrazić sobie Greenspana albo Bernanke w takiej roli!
    Nie trzeba juz pisać o dowództwie polskiej armii. Całym!

  90. karwoj8 pisze:

    2010-07-27 o godz. 07:26
    —————————-

    „Uważając, że PRL był “czarną dziurą” a także nie doceniając wysiłku całego Narodu (dość patetycznie) w odbudowie powojennego kraju obraża pan również własną matkę.”
    ———————————————————————–

    Szanowny Karwoju8,

    ponieważ argument o heroiźmie rodaków, w odbudowie kraju zniszczonego po wojnie jest patosem o wartości propagandowej. W normalnych krajach, sutuacje powojenne są , mówiąc cynicznie, okresem gospodarczej koniunktury. Gdyby nie boski PRL, sytuacja byłaby o tyle różna, że Polacy za swój heroizm, otrzymywaliby godziwą zapłatę, dorabialiby się od wtedy, a ich dzieci mogłyby już wtedy aspirować do bycia europejczykami. Przy wsparciu Planem Marshala, mogliyśmy dzisiaj być krajem o dość dobrym umocowaniu w cywilizacji europejskiej, krajem o wiele bardziej normalnych ludzi. Takich bez dewiacji, czy PRL był be, czy był cacy, bez tych podświadomościowych , postpeerelowskich modyfikacji.
    Wyobraź sobie , że w naszyn kraju panuje zupełna NORMALNOŚĆ… pięknie ,co?

    Pozdrawiam,Seastian

  91. Czy PRL był „zły” czy „dobry”? Czy to w tej chwili ważne ?
    Może i tak !
    Był. I w tamtym czasie, biorąc pod uwage tamte realia polityczne – był koniecznością narzuconą. Jak była wówczas alternatywa:
    …. nasta republika radziecka ?
    Każdy z nas, z pokolenia lat 40-50 -tych, miał „swój” PRL, w którym przyszło mu żyć; stąd też każdy z nas ma „swoje własne” wspomnienia i doswiadczenia z tego okresu i jego oceny.
    Ja też mam. Są to jednak moje oceny i doświadczenia, których nie mam zamiaru narzucać innym ani do nich przekonywać. Zachowam je dla siebie.

  92. telegraphic,

    chciałem mającą magiczny wpływ na Braci, panią minister, nazwać Cienką Zytą, ale z rozbiegu wyszło, to co wyszło.

    magrud,

    też, od miesięcy, a może lat, modlę się o to żeby do historii podchodzić tak, jak na to zasługuje, czyli rozumnie.

  93. zezowaty pisze:
    2010-07-27 o godz. 10:39

    Panom Slawomirskiemu , Faliczowi
    Szlachetni bezkompromisowi.
    Czy moglibyscie zaspokoic moja ciekawosc i napisac CO WAM SIE WOGOLE PODOBA NA TYM BOZYM SWIECIE.
    Oprocz Was dwu oczywiscie…”

    Uff z grubej rury.
    Po co Pan pyta skoro Pan juz wie, ze najbardziej to podobamy sie sobie sami…

    Nie podoba mi sie panski wpis.
    Podoba mis ie moja zona i tegoroczny lipiec.
    Podoba mi sie wolnosc – rowniez wolnosc do popelniania bledow.
    Podoba mi sie Piotrkowska.
    Nie podobal mi sie PRL i dlatego wyjechalem.
    Prawie podoba mi sie III RP i dlatego tez wrocilem. itd

  94. Panie karwoju8!
    Mam wrażenie, że kręci się Pan jak pies wokół swego ogona. Widocznie jest Pan młodszy ode mnie, że nie rozumie Pan anegdoty o Falskiej i Siwaku – realne postacie . A nawet gdyby nimi nie były, powinien Pan zrozumieć chociażby połowę.
    Nie obrażam swojej matki w żadnym przypadku. Często z nią mogłem dyskutować, czasami się zgadzałem, czasami nie. Była umęczona codziennością PRL-u. „Odbudowywała” Polskę jak wielu Polaków, dosłownie lub w przenośni. Dosłownie, autentycznie budując wraz z ojcem dom, ze mną także (nosiłem, 5-8 letnie dziecko cegły!!!), martwiąc się, co da dzieciom jeść, a bywałem często GŁODNY!!! To była moja, nasza, PRL.

  95. Andrzej Falicz 9.25

    Rozwinal Pan moja mysl i bardzo sie ciesze. Juz 7-26 o 0.11 napisalem do Sir Jarek: „Te Huty, fiuty, wyksztalcenie, wypasienie itd bylyby daleko lepsze, gdyby wyszly z wolnego kraju.” Data dzis jest niezwykla, bo zgadzam sie z Panskim tekstem w kazdym slowie.

    Skoro na Pana zeszlo, absolwenta liceum z jezykiem rosyjskim, a Walickiemu „tylko rusycystyke pozwolono studiowac”, wg red.Passenta, co Pan mysli: czy ten kierunek byl „szlabanem”, czy otwieral duze mozliwosci ? Przedtem – nie pamietam, zeby wyznaczano komus kierunek studiow, wyglada to na pomysl Pana Redaktora, albo ubarwienie prof.Walickiego. Wydaje mi sie, ze o ile inne kierunki, bez kontaktu ze Swiatem, ubozaly, rusycystyka w tamtych latach, dawala Walickiemu szeroki dostep do literatury, bibliografii i najlepszych wykladowcow, MGU nie wylaczajac. Skorzystal on z tego bardzo dobrze. Zatem – limitowanie mlodego talentu czy wrecz „pieszczoty” systemu ? Bardzo problematyczna jest tu ta „dyskryminacja.”

    I tyle, zeby rano zagadac i podziekowac za zbieznosc mysli.

  96. Sebastian 11.44
    Chyba jestes totalnym ignorantem ekonomicznym. Obejrzyj sobie kilka filmów: angielskich, francuskich, włoskich czy niemieckich z lat 40 tych i 50, nawet po 60 roku. Pokazuja nam żenującą BIEDE, RUINY i NIEDOZYWIENIE (KARTKI !) normalnych ludzi. Myśle zreszta ze dlatego własnie te filmy były tak czesto wyświetlane w Polsce (cały neorealizm włoski ) że uwidaczniały nam bardzo ciężkie życie w tym cudownym, wyśnionym kapitalizmie i Planie Marshalla.

  97. do
    Andrzej Falicz pisze:

    2010-07-27 o godz. 09:46
    Magrud niestety ciagle nie rozumie, ze uzurpujac sobie prawo wylacznosci do bycia po lepszej stronie (politycznej), po tej jedynie slusznej stronie, wyklucza drugich i w ten sposob naraza sie na sluszna krytyke.
    ET

  98. Lex 11.51

    Faliczowi podziekowalem z zbieznosc mysli, az tu wyjezdza Lex z 11.51 i rozwija moja odpowiedz do Spokojnego z 7.26 13.47:

    „Bardzo trafnie: “A może tych dziur było kilka i różniły się ilością i gęstością tej czarnej materii? ” Tak na oko, kilkadziesiat milionow bylo. „.

    A Lex pisze:

    „Każdy z nas, z pokolenia lat 40-50 -tych, miał “swój” PRL, w którym przyszło mu żyć; stąd też każdy z nas ma “swoje własne” wspomnienia i doswiadczenia z tego okresu i jego oceny.” Pieknie dziekuje.

    I niech mi sie dzierlatki tu nie wpieprzaja ze spekulacjami z ksiazeczek. Trza bylo tam zyc i widziec. Osobniczki nie wymienie, bo mam alergie na „panie maszynistki”, nie wiedza co, ale lubia trzepac….

    A zdanie Lexa o Walickim i PRL bardzo bym sobie cenil….

    Dziekuje.

  99. magrud pisze:
    2010-07-27 o godz. 01:10

    Jaki okres dokładnie Pani zdaniem powinniśmy prześledzić? Które grzechy z przeszłości? Czy powstanie II RP to nie było nic znamiennego? A może mamy roztrząsać fakt, że nasza ziemia wydała na świat panią Luksemburg albo Marchlewskiego, którym niepodległa Polska nie była do niczego potrzebna?
    A może mamy cofnąć się do targowicy? Tylko co jest więcej o nas jako narodzie mówi,-że znaleźli się tacy, co ją zorganizowali czy to, ze zostali srodze rozliczeni?

    Pisze Pani o skorumpowanych sąsiadach… A jak się nazywa zdobywanie towaru spod lady, szukanie dojść by wpisać się na listę oczekujących na mieszkanie (często kilkunastoletnią), albo na np. talon na samochód? A wyjazdy uczniowskie za granice, choćby tę „zaprzyjaźnioną”? Przecież gdy się nie nosiło czerwonego krawatu , nie miało się szans na OHP. Przynajmniej w moim mieście. To było w porządku? Nie korupcja? Tyle, że media nie nagłaśniały i nie było gdzie się skarżyć. Teraz można.

    W swoim życiu widziałam tylko raz człowieka ubranego w papier, a raczej w tekturę przewiązaną sznurem. Starszy, brudny człowiek. To była druga połowa lat siedemdziesiątych….

  100. the mentor pisze:
    2010-07-27 o godz. 10:49

    Nie wiem czy podzielisz moją konstatację, że od wieków w naszej „przenno-buraczanej” stosowana jest polityka- poniżyć wroga lub przeciwnika, to wywyższyć siebie.

    Już J.CH.Pasek pisał o liżydupstwie i usłużności wobec wyżej stojących i pogardzie wobec podległych.

    Te wszystkie bilanse otwarcia, białe księgi, służą obecnie temu samemu celowi- jacy ONI byli źli i niekompetentni w porównaniu z NAMI.
    A potem przychodzi nowa ekipa i robi to samo.
    Problemem jest fluktuacja kadr, wymuszona niestabilnością partii rządzących. Brak kontynuacji pomysłów- nawet dobrych- poprzedników, wymiana kadr aż do poziomu sprzątaczki, to idiotyzm.
    Przecież brak przetargu na samoloty, to pokłosie tego typu myślenia.
    [Inna sprawa, że ŻADEN samolot nie powinien w tych warunkach lądować!]

    Kilka lat temu ktoś pisał na blogu o nabywaniu kompetencji.
    Minimalny okres czasu to 5 000 godzin, czyli prawie 4 lata……
    Rząd Tuska, bez większych zgrzytów funkcjonuje poprawnie.
    Szkoda mi Ćwiąkalskiego…..
    Ministrowie i urzędnicy nabrali doświadczenia, sprawdzili się w sytuacjach trudnych. Powoli, powracamy do normalności.

  101. Dan pisze:
    2010-07-27 o godz. 12:18

    W naszym akademiku konkurs na najlepsze hasło antykoncepcyjne wygrał plakat znad łóżka z tekstem:
    „i ty możesz zostać matką Albina Siwaka”…….

    Obecnie, równie skuteczny byłby
    „rób tak dalej, a stworzycie Macierewicza”???

  102. Kleofasie,
    nie mam zdania o prof. Walickim. Nie czytałem jego książki więc na temat jego publikacji nie wypowiadam się. Profesora tez nie znam, – trudno mi się więc wypowiadać na jego temat .
    A PRL ? Przeżyłem, doświadczyłem i swoje wiem. Moją wiedzę i oceny (liczba mnoga zamierzona ) tamtego okresu jednak zachowam dla siebie.
    Tyle tylko powiem, że moje oceny tamtego czasu nie są jednostronne i jednoznaczne.
    Przyjmuję do wiadomości, że oceny innych mogą być inne.

  103. Polnische Wirtshaft ? A jakze ! W polskim dzieniku, z komentarzem nadinspektora policji, polski policjant, na polskiej drodze, z chyba dwoma filmujacymi na ogonie, rznie ok.125 mil t.j. 200 km/godz. Gazetka informuje, beda sie naradzac co wariata sklonilo, co dwoch innych idiotow z kamera chronilo przed kryminalem i wogole daja swiadectwo wariactwu w Polsce:

    http://www.tvn24.pl/-1,1666788,0,1,policjant-jechal-200-kmh-teraz-musi-sie-tlumaczyc,wiadomosc.html

    Trooper by to nagral przez kilka sekund i spowodowal blokade. Na pewno nie gonilby swojej „swini” tak szybko po dwukierunkowej drodze. Ale tam jest Polnische Wirtshaft ! Na kon, panowie szlachta ! I co mi tu chrzania o Palikocie ? Ze on szkodzi ? A trzech potencjalnych zabojcow w toku kryminalnego procederu nie szkodzi ? Ten burdel jest we krwi i tylko czas wyleczy.
    Co nie ujmuje ani prof.Walickiemu, ani PRL – tam tez tak bylo.

  104. Miałem siedzieć cicho do czasu, aż pojawi się jakaś wewnętrzna potrzeba. I pojawiła się. Oto mój niedoszły wspólnik do interesu – Ryba, z którym planowaliśmy kiedyś kramarstwo na Monciaku, doszedł był do wniosku, że Zyta Gilowska jako minister finansów „uszczupliła” dochody budżetu państwa o sumę pomniejszonych składek rentowych i podatków, przez co przyłożyła rękę do wzrostu deficytu budżetowego i kto wie czy nie do obecnego kryzysu przy okazji.

    Oj, Rybo, Rybo… Makroekonomia to jednak nie kramarstwo, a „uszczuplenie” w tym wypadku okazało się zwiększeniem wpływów budżetowych per saldo, poprzez skomplikowany mechanizm rachunków ciągnionych i niewidzialną sieć współzależności pomiędzy budżetami domowymi, budżetami przedziebiorstw i budżetem państwa.

    Mówiąc krótko, zmniejszenie obciążeń wynikajacych ze składki rentowej i spłaszczenie podatków okazało się zbawienne nie tylko dla deficytu budżetowego, ale również i dla tych, którzy przejęli stery rządowe. Takie są gołe fakty, Szanowny Rybo. Można sprawdzić. Dla chcącego nic trudnego.

  105. Trochę wody na młyn obrońców PRL-u

    W 1948 roku zakończył się definitywnie proces konsolidacji władzy komunistów w Polsce. Wybory wygrane, lewica zjednoczona, Gomułka spacyfikowany (w 1951 uwięziony), odchyleńcy nacjonalistyczni czekają na aresztowanie, resztki opozycji dogorywają w więzieniach lub giną osaczone w lasach.
    Zwolennicy starego porządku, a jest ich masa, są pełni zawodu i nieufności, sytuacja międzynarodowa się komplikuje, kraj należy trzymać twardą ręką.

    W 1953 umiera Stalin.

    W 1953 roku (już po śmierci Stalina) opuszcza kraj Światło – wysoki rangą funkcjonariusz wszechwładnego Urzędu Bezpieczeństwa (zastępca Naczelnika departamentu zajmującego się czystością szeregów partyjnych, tak, był taki wydział) i decyduje się na cykl wywiadów w Radiu Wolna Europa. Miliony ludzi dowiadują się o szczegółach terroru, m.in. o aresztowaniu Gomułki, terroru, który był najważniejszym narzędziem zdobywania władzy.

    W ZSRR kontemplacja śmierci Stalina trwa do 1956 roku, do zjazdu KPZR, na którym Chruszczow ogłasza nowe tezy:

    – wojna nie jest nieunikniona, pokojowe współistnienie dwóch systemów, socjalistycznego i kapitalistycznego jest możliwe.
    – możliwe są różne drogi do socjalizmu, także takie jak chińska i jugosłowiańska.

    Chruszczow wygłasza także tzw. referat tajny, w którym potępia tzw. kult jednostki oraz ujawnia zbrodnie Stalina.

    W przełożeniu na język praktyki tezy te, to koniec histerycznej propagandy i gorączkowych niszczących budżet zbrojeń oraz oficjalna rezygnacja z eksportu rewolucji, czyli ekspansji socjalizmu za wszelką cenę. Niemniej propaganda nadal knebluje, a zbrojenia mają się świetnie.

    Śmierć drugiej tezy nastąpiła dopiero, w 1962 roku – po radzieckiej wyprawie rakietowej na Kubę i wywołanej nią konfrontacji potencjałów jądrowych USA i ZSRR.

    Po 1953 roku opinia publiczna w Polsce wie już bardzo dużo o kadrze komunistów rządzących Polską i decyzjach podejmowanych za zamkniętymi drzwiami (zeznania Światły).

    W 1955 roku niespodziewanie umiera namiestnik-wykonawca polityki zaprowadzania przemocą nowego ustroju – Bierut.
    Oddźwięk referatu Chruszczowa z lutego 1956 największy jest w Polsce (Wolna Europa działa).
    Rozpoczyna się ferment w partii.
    W czerwcu 1956 roku w Poznaniu ma miejsce krótkotrwały bunt społeczny. Ludzie zobaczyli po raz pierwszy czołgi przeciwko cywilom, niezły happening.
    Rejwach w partii nie ustaje, wreszcie w październiku 1956 roku zwołane zostaje VIII plenum KC PZPR, na którym partyjni dokonują między sobą rozliczeń.
    Naród mógł tylko podsłuchiwać, najskuteczniej poprzez Wolną Europę i BBC.

    Gomółka zostaje wyniesiony do władzy przy powszechnym poparciu ludu jako pokrzywdzony patriota. Odbywa się słynny wiec w Warszawie, na którym milion ludzi daje temu wygnańcowi spod stryczka placet na uczciwe rządzenie.
    Nastroje ludzi to jedno, a system to drugie.
    Gomułka ze swoją ekipą przegania co bardziej gorliwych ubeków, zaczyna budować ośrodek władzy partyjno-państwowej, lecz musi się liczyć nie tyle z ludem, co z systemem. A ten jest nieubłagany – kto się nie przystosuje, ten odchodzi.

    Na VIII Plenum po raz pierwszy zostaje naruszana niezachwiana jedność partii. Do opinii publicznej puszczają oko dwie frakcje (a Wolna Europa nic, tylko to nagłaśnia).
    Najdziwniejsze jest to, że frakcja liberalna oskarża frakcję twardogłową o zamordyzm, a twardogłowa pokazuje liberalnej stalinowską krew na jej rekach. Ludzie z obu frakcji współuczestniczyli w systemie i byli odpowiedzialni, jak to dzisiaj się powiada – politycznie, za terror, zbrodnie, powszechną przemoc nie liczącą się z literą żadnego prawa. Także odpowiedzialni moralnie.
    Gomółka wygrywa wraz ze swoimi stronnikami walkę frakcyjną, spory cichną, aż do roku 1968, gdy tzw. moczarowcy (nacjonalkomuniści) podnoszą głowę. Przyciśnięty do muru polityk składa trybut twardogłowym w postaci wyekspediowania rzekomego podłoża frakcji liberalnej, czyli tzw. syjonistów poza granice kraju. Nie pomogło na długo.

    W 1970 roku maja miejsce spontaniczne strajki, w Gdańsku zostaje spalony budynek niemal sakralny – siedziba Komitetu Wojewódzkiego PZPR, w Gdyni sfanatyzowany dowódca wojska zauważa nie w porę, że ciągłymi seriami z pojazdów pancernych zostaje zabitych kilkadziesiąt uciekających ludzi (strzałami po plecach).

    Traumatyczne przeżycia. Tam gdzie dwóch się bije, tam trzeci wygrywa. Partia stawia na Gierka.

    Co można zapisać na plus Gomułce i jego zwolennikom, którzy działali w trudnych okolicznościach standaryzowanego na modłę radziecką ustroju?

    Po pierwsze zrezygnowali z grubych gwałtów, odstąpili m.in. (w sposób na rżnięcie głupa wobec niezachwianych ideologicznych powinności) od przymusowej kolektywizacji, czyli pozwolili na to, by w państwie socjalistycznym funkcjonowała własność prywatna, co było w ZSRR – państwie mentorskim i w reszcie socjalistycznego obozu, nie do pomyślenia.

    Po drugie, Gomułka zdając sobie sprawę z fasadowości państwowej NRD postawił się wodzom wyższym od niego i zawarł zaraz po ZSRR układ z NRF, w którym państwo to ( w sposób może nie do końca wycyzelowany prawnie) uznało granicę na Odrze i Nysie. Po raz pierwszy Polska wystąpiła jako samodzielny podmiot w układzie jeden na jeden w polityce międzynarodowej. Z pewnością z przyzwoleniem Moskwy i pod jej kontrolą, ale jednak. Jakiś mały wyłomik został poczyniony. Sprawa granicy została potwierdzona przez państwo niemieckie, formalnego spadkobiercę III Rzeszy w dziedzinie cywilno-prawnej.

    Gomółka również próbował wykazywać jakąś inicjatywę na arenie międzynarodowej (strefa bezatomowa Rapackiego) stawiając ZSRR w trudnej pozycji ideologicznej aprobaty dla pokojowej inicjatywy, która była jednocześnie jakąś skromną manifestacją samodzielności, co nie było miłe dla Kremla i stanowiło niedobry przykład dla różnych Ceaucesców.

    Co można zapisać na plus Gierkowi? Może to śmiesznie zabrzmi, ale gest typu „pomożecie?” był nie do pomyślenia w każdym innym kraju socjalistycznym.
    Po drugie Gierek był świadom potrzeby otwarcia Polski na świat, modernizacji gospodarki oraz mentalności ludzi.
    Niestety nie był świadom, jak kolosalny wysiłek jest to dla ekonomii. Nie do końca udźwignęła to gospodarka. Dług trzeba było po latach restrukturyzować, a nowoczesność przemysłu okazała się w dużej części połowiczna.
    Polacy jako jedyni w obozie socjalistycznym dostali (z licznymi ograniczeniami typowymi dla państwa autorytarnego) możliwość sprawdzenia, jak wyglądają kwiatki w Szwajcarii oraz w miarę swobodnego podróżowania po obozie. To była wielka sprawa. Skwapliwie z tego korzystali. Nic tak skutecznie nie prostuje ludzi, jak prawda oglądana na własne oczy.

    ZSRR nie zasypywał gruszek w popiele, w polskiej konstytucji pojawiły się dziwaczne zapisy lojalnościowe, a w Moskwie coraz energiczniej domagano się centralizacji współpracy w ramach tzw. RWPG, które miało być przeciwwagą dla ówczesnej unii zachodniej – Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej.

    Niewydolności monopartii w warunkach rozwijającego się pluralizmu poglądów (m.in. urok eurokomunizmu) oraz nieoczekiwane zawirowania ekonomiczne (inflacja coraz natarczywiej przypominała, że działa), powiększająca się społeczna nieufność do systemu potęgowana ułudą zachodniego dobrobytu doprowadziły do kolejnych wstrząsów.

    Aż Gierek z Jaroszewiczem zostali wsadzeni na ciężarowy samochód przez Jaruzelskiego i odwiezieni jako szkodnicy ustrojowi do miejsca internowania. Nastał spokój stanu wojennego.

    Pzdr, TJ

  106. wiesiek59 pisze:
    2010-07-27 o godz. 13:23

    Zeby mowic o normalnosci nalezy oddzielic adminstracje od politykow. W Polsce admistracja i rzad to jedna calosc. Podobnie na szczeblu zarzadzania gospodarka nalezy odpolitycznic zarzady spolek. Cytowany przeze mnie nowo narodzony JK Bielecki wlasnie to zporponowal.
    Wtedy to zmiany na szczblu politycznym nie beda mialy negatywnych efektow na administracje i obywateli.
    Np, tak funkcjonuje Brytania, po niedawnym zwyciestwie konserwatystow nie ma tam masowych zwolnien i wprowadzania ‚swoich ludzi’. To gwarantuje stabilnosc. Zmienia sie tylko ekipa polityczna, kadry profesjonalne nie.

    Nie zgadzam sie z twoim pomyslem zeby czekac az rzadacy nami nabiora kompetencji. To nie ma sensu. Ci co nie maja kompetencji nie powini sie znalezc na stanowiskach. W dodatku nominowani, nawet nie wybrani. To sa ludzie bez kompetncji i mandatu i bez gwarancj ze czegokolwiek sie naucza. Bo gdyby mogli zrobili by to juz dawno.

    Porzadek i demokracja sa potrzebne na szczblach partyjnych. To sa mafijne struktury pod dozywotnia dyktatura ludzi ulomnych i na utrzymaniu przez podatkowicza. To wlasnie w partiach regularne czystki gwarantuja ze kompetentni ludzie nigdy nie beda rzadzac krajem na kazdym szczeblu i niezaleznie kto wygra wybory.
    Np, gdy masz kwalifikacje lepsze od Tuska nie ma dla ciebie miejsca w PO bo jests dla niego zagrozeniem. Chyba ze sie skundlisz. Stad niedawna nagonka na Palikota. Zaledwie 1.84% czlonkow Platformy mialo prawo glosowac w wyborach na szefa PO ktore Tusk wygral w cuglach. Byl jedynym kandydatem. A media, no coz, pokazaly tchorzostwo i nawet nie skomentowaly.

    I tu jest widoczna hiper hipokryzja. Tusk i PO sa zakochani w wolnym rynku i wolno rynkowej konkurecji. Ale sami pozbywaja sie konkuerencji przed wewnatrz partyjnymi wyborami. A co do oceny obecnego rzadu – Co oni osiagneli ??? Poza zwiekszeniem zadluzenia kraju. Czy istnieje chaciaz jedna przed wyborcza obietnica (z 2007) spelniona ???

  107. Polska Ludowa byla panstwem surrealistycznym od samego poczatku. Prawdziwa Orwellowska „Animal Farm” do ostatnich dni swojego istnienia. W ksiazce istnieje tez postac swinki (czyli umyslowego) nazwiskiem Kwiczpupa, ktory jest dokladnym odzwierciedlenie Szanownego Redaktora. Nie mniej siedzac we wnetrzu owego Lewiatana Socjalistycznego Surrealizmu tej smiesznosci tak bardzo nie bylismy swiadomi. W koncu byt okresla swiadomosc a g…y byt daje tez g…a swiadomosc. Wielu jej sie nie pozbylo do chwili obecnej. Problemem nie jest jednak PRL -niech jej ziemia lekka bedzie , ale to ze jestesmy obecnie wewnatrz kolejnej sekwencji „Animal Farm” czyli caly rozwoj Naszej Umeczonej Ojczyzny odbywa sie po spirali. Walka miedzy towarzyszami Napoleonem i Sniezynka trwa w najlepsze. A tymczasem przed nami problem wypedzonych kresowiakow, walka o odzyskanie ziem zabranych oraz mianowanie Chrystusa Krolem Polski. Nie ma lekko…

  108. Kadett 14.38
    Mam dla ciebie dobrą rade: nie uzywaj słow ktorych znaczenia nie rozumiesz np makroekonomia. Durnota Zyty i PO, które zaakceptowało jej obniżke podatków PIT o 20 procent dla 5 % najbogatszych Polaków, nie ma nic wspólnego z makroekonomią, bo Zyta wogóle sie nigdy do tego nie przyznawała że studiowała za komuny na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiegoo. Zawsze mówiła o sobie że jest „ekonometrykiem”.
    Jako „ekonometryk” przyznała sie publicznie, że nie potrafi wypełnić PIT i wymyśliła podatek 3 razy 15. No i doprowadziła do dziury budzetowej w wymiarze 8 miliardów złotych. Napewno przejdzie do „Nowych dziejów głupoty w Polsce”.

  109. panie FALICZ Na Boga!. Wystarczy slowo albo dwa, a pan zaraz odwala poemat. Ocean narcyzmu i megalomanii. Wcale nie dziwne ze pana wszedzie maja dosc.

  110. absolwent pisze:

    2010-07-27 o godz. 12:40
    Sebastian 11.44
    Chyba jestes totalnym ignorantem ekonomicznym. Obejrzyj sobie kilka filmów: angielskich, francuskich, włoskich czy niemieckich z lat 40 tych i 50, nawet po 60 roku. Pokazuja nam żenującą BIEDE, RUINY i NIEDOZYWIENIE (KARTKI !) normalnych ludzi…’

    I minelo kolejne 50 lat braku komunizmu lub wloskiego, niemieckiego czy francuskiego „PRL-u” i prosze;
    syci, odbudowani i to jak i bogaci az wstyd.

    A my bylismy tez zrujnowani, biedni i niedozywieni…i dalej tacy jestesmy
    pomimo najlepszego systemy we wszechswiecie przez kilkadziesiat lat dalej mamy setki tysiecy dzieci bez sniadania jak zauwazyla Magrud, grzebiacych w smietnikach i dziury w chodnikach.
    Wystarczyloby pare filmow w stylu neorealizmu wloskiego – ale z warszawskiej Pragi albo ulicy Wschodniej w Lodzi…tak jak przed wojna ale gorzej.

  111. Sebastian
    2010-07-25 godz 14:02

    Zgadzam się z pańskimi argumentami niemniej, nie można
    wymazać z życia dorosłego społeczeństwa/ 1952/ tylu lat,
    jak co nie którzy politycy by chcieli.W każdym ustroju znajdą się apologeci którzy będą go chwalić a w tamtym
    szczególnie gorliwie to robili.Chciałem swoją wypowiedzią
    zwrócić uwagę na to że prof Hartman wypowiedział się o
    minionym czasie inaczej niż obecni będący na fali politycy,
    którzy albo potępiają w czambuł albo nic nie mówią.
    Spotykam się z tym że bardzo dużo do powiedzenia mają
    ci co urodzili się w latach 80-tych, ich wiedza pochodzi z
    opowieści lub z materiałów pisemnych. A nie każdy czyta
    to samo i tak samo interpretuje. I to jest dobre bo pozwala
    ludziom rozmawiać i przekonywać się na wzajem. Mamy
    historię taką jaką mamy, nie jestem zwolennikie jej zama-
    zywania.

  112. absolwent pisze:

    2010-07-27 o godz. 12:40
    ——————————-
    Szanowny Absolwencie,

    zapewne filmy, o których wspominasz, oglądałeś w PRL-owskim kinie, obsługiwanym „na wejściu”, przez wszędobylską cenzurę. W dzisiejszych, odbudowujących się Chinach, też możnaby wysmażyć, wiele nidezwykle dramatycznych filmów, pokazujących straszliwą biedę w tym kraju. Jednak zdrowe relacje, na jakich zaczyna systematychnie , w odróżnieniu od maoistowskich, funkcjonować chińska gospodarka, owocują takimi efektami, że możnaby bogatemu Zachodowi nakręcać z ich udziałem, filmy science -fiction…
    Według Ciebie, w Europie Zachodniej, do lat 60-tychdziało się tak, jak to nakręcały wytwórnie typu Cinecitta w swoich halach produkcyjnych, potem , ni stąd , ni zowąd, z tych rozpaczliwych nędzarzy, eksplodowały zachodnie gospodarki, jak to w kinie…
    Dla wzbogacenia żródeł Twojej wiedzy o powojennej odbudowie państw Zachodu, polecam „starożytną” lekturę Gintera Oggera-„Friedrich Flick superbogacz”, w której znajdziesz kilka konkretnych wzmianek o tym, jak w powojennych , przegranych Niemczech bujała się gospodarka…

    Pozdrawiam,Sebastian

  113. @Magrud (2010-07-27, godz. 01:10)
    SZANSE I MOŻLIWOŚCI
    Istotne jest jedno zdanie w Pani wzmiance o mnie, dotyczące możliwość korzystania z dobrodziejstw [tego utraconego majątku] . Kluczowe w nim jest słowo możliwość .
    Mogło się i tak zdarzyć, że ja osobiście nic bym nie odziedziczył z tego majątku, który dziś wydaje mi się śmieszny. Takie były relacje rodzinne i cechy charakteru pokolenia pośredniego pomiędzy dziadkami a mną. Krótko mówiąc, stryjowie i wujowie życiowo nie sprostali, a ojciec jako najmłodszy poszedł z domu, na urzędnika – gdzie się sprawdził.
    Ważniejszą utrata była blokada na dwa pokolenia możliwości bycia właścicielem i wynikających stąd szans nauczenia się relacji odpowiedzialnego zarządzania, własnym majątkiem . To jest zupełnie co innego, niż jak się zarządza czyimś, albo niczyimś, co miało miejsce w PRL-u. Wszystko było wszystkich, czyli – NICZYJE.
    Ja to tak oceniam i Pani Magrud to rozumie, ale inni niech we mnie żadnymi teoriami ekonomicznymi czy psychologicznymi nie rzucają z tego powodu.
    Dlatego uważam, że indywidualne gospodarstwa rolne były ostoją tego poczucia własności, której gdyby nie było, a Andropow i Czernienko żyli po 10 lat dłużej oraz Gorbaczow urodził się 20 lat później – to już mało kto pamiętałby co to jest własność prywatna środków produkcji i związana z nimi odpowiedzialność oraz ryzyko i niekiedy strach.
    Rodzinne gospodarstwo wiejskie opierało się na Kobiecie, ta szukała wzmocnienia w Kościele, ale o tym już pisałem.
    Przed Jałtą była II RP, w której też nie było słodko i wiadomo że były zabory, a warstwa rządzących gołodupców uważających się za arystokrację – też nie sprzyjała rozwojowi. Przerost formy nad treścią i tromtadracja oraz pogardę dla człowieka pracy mieli. Nawet wobec młynarza lub małomiasteczkowego handlowca albo rzemieślnika nosili się BARDZOO wysoko, chociaż ten mógłby ich dwa razy wykupić.
    Moja Babcia, Pani Majstrowa to śmiała się z tego, bo za to noszenie tej głowy wysoko musieli więcej płacić. Dziadek, jak dochodziło do rozliczenia za usługi (za projekt, robotę, plus materiały i transport, itd.) dla jakiegoś „dworu”, tak ich tytułomanią i porównywaniem do innej „szlachty” mamił, że nawet 20 procent więcej ten „honor” ich kosztował, niż zwykłego człowieka. Gorzej już było z wyegzekwowaniem tej zapłaty.
    Byli śmieszni, ale umieli trzymać fason i cenili sobie honor. Ostatnie rozliczenie z byłym „przedwojennym dworem” to moja babcia jeszcze w latach 60-tych odbierała, już jako wdowa.
    Bo mimo wszystko byli to ludzie uczciwi.
    Dziwne, że mimo tak wielu niepomyślnych okoliczności skończyło się dla nas miękkim lądowaniem, co prawda nie wiadomo dokładnie gdzie, czy w III czy IV RP, ale grunt że żyjemy. Wyjdzie mechanik z naszego `samolotu’, przedrze się przez chaszcze, żyto i kartofle, potem przez las -to na pewno dojdzie do jakiejś wsi. Wtedy się dowie gdzie naprawdę jesteśmy. Może się też okazać, że akurat we wsi Moskal stoi , ale nic to – przeżyliśmy długi 45-letni lot i lądowanie. A lądowanie jak wiadomo od 10 kwietnia – jest najtrudniejsze. My żyjemy. Pozdrawiam.

  114. Przepraszam czytających, ale przeformatowałem swój wpis z godz. 17.01 do Magrud. Teraz będę już uważał.

  115. the mentor pisze:

    2010-07-26 o godz. 20:57

    Wulgarnosc redukuje pana do monologu.

    Slawomirski

  116. Wracam do bryka z Walickiego, który mi wiele ułatwił – dziękuję autorowi bryka, czyli red. Passentowi. Moja subiektywna reakcja – po co mi ta książka? – była w sensie takim, że ja większość dowodu Walickiego znam, a teraz jest lato, plaża, jeziora, góry, plecak i gitara, trudno sobie wyobrazić przedzieranie się przez ten trudny tekst właśnie teraz. Bo nie jest to łatwy tekst, Gdy ktoś z łatwością znajduje w nim potwierdzenie swoich tez, to znaczy, że jego tezy są lekkie, łatwe i przyjemne. A przecież tezy o PRL nawet lekkie być nie mogą.

    Walicki jest dobrym przykładem porządnego obywatela PRL, ale dość szczególnym. Wyboru kierunku studiów nie miał, przypadek zrządził, że trafił w temat chodliwy na zachodzie i bezpieczny na wschodzie, oczywiście jest zdolny i pracowity – ten ważny warunke spełnił, wszak nie każdy z nas jest zdolny i pracowity jednocześnie; jakim cudem on nie „kolaborował” z bezpieką, a Kołakowski musiał? Ano dlatego (tak to sobie to tłumaczę), że prześladowania ojca, Michała Walickiego) takiego mu dały stracha, że nie wyobrażał sobie walki z reżimem. Reżim w stalinowskiej fazie dał mu tak po gaciach, że już do końca przez myśl mu nie przeszło walczyć, zawsze akceptował autorytarny charakter reżimu i szukał rozwiązań w totalnym podporządkowaniu typu „totus tuus”. Strategią i kierunkiem Walickiego całkiem naturalnie było szukanie liberalizacji bez demokratyzacji. Bezpieka nie miała powodu się go czepiać, tajemnic technicznych z zachodu nie dostarczyłby, do inwigilowania opozycji posolidarnościowej się nie nadawał. Tak sobie tłumaczę na podstawie poprzedniej książki, bryka autorstwa red. Passenta i fragmentów, które na jego podstawie jednak przeczytałem w autobigrafii, a przecież ją w księgarni przy Placu Unii w Warszawie zakupiłem.

    Moim zdaniem, dla szerszego ogółu te raczej salonowe rozważania są już teraz odległe. Walicki nie podejmuje tematu, jak szersze masy mogły odebrać październikowy przełom i liberalizację, która później przeszła przez rozliczne fazy i trudności.

    Spotkałem ostatnio w Polsce facet, który powiedział mi, że wyemigrowało (chyba w latach 1980-tych) 70 procent absolwentów jego wydziału, bodaj najlepszego wydziału politechnicznego w Polsce. Przypomniało mi to, jak prominentny działacz, bodaj już w stanie wojennym, pytał mnie, jak to możliwe, że inżynierowie nie poświęcają się dla postępu technicznego ludowej ojczyzny, dlaczego nie doganiamy rozwiniętych krajów, skoro władza daje im takie wyśmienite warunki. A oni, ci inzynierowie niewdzięczni, pokazali władzy gest Kozakiewicza. Co za rozziew oczekiwań, nie wszystkie widać były racjonalne. Wśród ekonomistów emigracja była rzadkością, oczywiście dlatego, że peerelowski ekonomista nie miał żadnego wzięcia na zgniłym zachodzie (chyba, że znał się na programowaniu komputerów). Summa summarum, miał w tym punkcie rację Dziadek Marks – świadomość zrodziła się z warunków bytowych. Plus różne naciski władzy na tę świadomość.

  117. @the mentor (2010-07-27, godz. 14:53)
    Bardzo dobry, syntetyczny wpis. Gratuluję. Pozdrawiam.

  118. zezowaty pisze:

    2010-07-27 o godz. 10:39

    To mi sie podoba:

    http://www.youtube.com/watch?v=SCXkIzvOn5I

    Slawomirski

  119. Panie Redaktorze! Przeczytałem Pański ostatni felieton w „Polityce” papierowej i niniejszy tekst na blogu. Gratuluję ciągle wysokiej formy intelektualnej. Czyta się Pana jak 50, 40, 30, 20 i 10 lat temu. I niech tam Sławomirski i Falicz piszą, co chcą, nie oni, a Pan pobudzają mnie do twórczego myślenia. No i oczywiście niech piszą jak najwięcej profesorowie Walicki, Łagowski i Hartman, i mgr Waldemar Kuczyński także. Pozdrawiam

  120. TO MOGŁA BYĆ ZBRODNIA! Nikt przecież, nie zaprzecza, że polski samolot rządowy Tu-154M Lux o numerze bocznym 101 uległ 10 kwietnia na rosyjskim lotnisku Smoleńsk Północny strasznej w skutkach katastrofie, w której zginęło 96 osób; załoga, funkcjonariusze BOR i polska delegacja udająca się na uroczystości katyńskie, którą stanowili przedstawiciele rodzin katyńskich, kościołów,d-cy rodzajów sił zbrojnych,przedstawiciele,rządu,administracji państwowej i parlamentu z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim i Jego małżonką Marią Kaczyńską.NIE MOŻNA WYKLUCZYĆ, ŻE BYŁA TO ZBRODNIA !!!

    – Wg oświadczenia polskiej prokuratury wojskowej na obecnym etapie śledztwa weryfikowane są wszystkie cztery, założone hipotezy, w tym ew. zamach a więc i zbrodnia! Gdyby w wyniku przeprowadzonego śledztwa i procesu sądowego komukolwiek udowodniono świadome doprowadzenie do tej katastrofy niewątpliwie odpowiadałby za popełnienie zbrodni. Na obecnym etapie śledztwa prowadzonego przez polską prokuraturę nie można więc nikogo oskarżyć o taką zbrodnię ale nie można też wykluczyć, że została popełniona zbrodnia.

  121. Innej, bardziej interesującej odpowiedzi szukałbym u Walickiego – jak autorytarny reżim, powiedzmy Jaruzelskiego, miał przeprowadzić odblokowanie gospodarki. Musiało przecież nastapić głębokie odejście nie tyle od marksizmu (bo nie miał doktrynalnie wiele do zaoferowania), ale od gospodarki centralnie planowanej i dominacji nieprywatnej własności „środków produkcji”.

    Zdaje mi się, proszę mnie poprawić jeśli się mylę, że Walicki był (wówczas) za głębokimi zmianami z prywatyzacją przemysłu włącznie i za bolesnymi reformami, nazwisko Balcerowicza jeszcze cżęściej, a napewno gęściej pada niż nazwisko Passenta. Ale lewica tych przemian nie podjęła, nie była w stanie.

  122. Andrzej Falicz pisze:

    2010-07-27 o godz. 09:54
    #
    Radość z tego, że red. Passent krytykę toleruje jest chyba trochę na wyrost.
    Jak można mieć takie przekonanie, skoro red. P. napisał, że wpisy przewija? Może on nie ma pojęcia, że jest krytykowany??? 😆

  123. SPIKOR pisze:

    2010-07-27 o godz. 16:48
    ————————–

    Szanowny SPIKORZE,

    dziękuję za spokojny, wyważony wpis.

    Pozdrawiam,Sebastian

  124. @jasny gwint (wpis dzisiejszy z godz. 09:42)
    Oczywiście że pojęcia „towarzyszu” użyłem w rozumieniu „towarzyszu blogowy”.
    To rzeczywiście piękne i staropolskie słowo, bo to i towarzysze pancerni byli czy też „pojedziemy na łów, na łów towarzyszu mój.
    Nie sądzę, żeby ktokolwiek serio, nawet Pan Panie Jasny Gwincie tęsknił za powrotem do PRL-u.
    Ci którzy nie wiadomo dlaczego zarzucają tę tęsknotę zaetykietowanym przez siebie Lizakowym Ludziom, nie popierają tych zarzutów żadnymi dowodami.
    Doszło do pewnej paranoidalnej sytuacji tłumaczenia się z własnego życiorysu, głównie przed piszącymi z zagranicy, którzy wyjechali żeby mieć lepiej. Skoro mają do nas tubylców pretensje, to o co pytam?
    Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi jak zwykle o pieniądze.
    Ogłoszenia prasowe sprzed ponad 20 lat: powracającemu sprzedam już nie występują, bo nie każdy z nich ma ok. 300 000 USD wolnej gotówki, a tyle musi mieć powracający , żeby zgodnie ze podwyższonym statusem powracającego kupić w Krakowie ok.100 metrowe mieszkanie. W Warszawie, zwłaszcza w „apartamentowcu”, chyba więcej. Do tego nie są to już młodzi ludzie, do pracy nikt ich już nie weźmie, bo atut znajomości języka obcego już nie jest żadnym atutem.
    I tu jest przyczyna ich życiowego zawodu.
    Uciekli do Europy i Ameryki, a te Krainy przyszły do nas same.
    Dlatego tak mocno głosowali w większości na Kaczyńskiego. Przecież on obiecał 3 miliony mieszkań, które jak powstaną, to ich ceny muszą spaść.
    I tu jest przyczyna lania przez nich beczek jadu na nas oraz pretensji, żyjących tu i teraz. Zaryzykowaliśmy pozostanie w Polsce i opłaciło się.
    Co do Pańskich doświadczeń zawodowych, to mogę mieć podobne.
    Tylko inaczej pracuje się zawodowo jak się jest też właścicielem firmy. To inna bajka, a mam porównania. Podobne refleksje co do ponoszenia ryzyka za działalność gospodarczą mam wobec poprzedniego ustroju. Ponosili ją tylko politycy, którzy po paru latach, na kolejnych zakrętach (1956, 1970, 1981), „odchodzili”, a problemy zostawały. Pracownik najemny miał komfort zrobić swoje i iść do domu. Nawet menedżer jak coś sknocił, to zawsze umiejętnie mógł zasłonić się „kwitami” zwanymi „dupochrony”. Wymagać nie było można zbyt wiele, bo dyscyplina pracy była niska. Obowiązywało pełne zatrudnienie. To nadmierne zatrudnienie było niezbędne, żeby móc metodą „szturmu” wykonać pracę w terminie lub plan. A to z kolei były skutki złej organizacji pracy, która dziś musi już być inna, zwłaszcza w prywatnym zakładzie. Majątek był wspólny, czyli NICZYJ. Dopóki tym pracownikiem był człowiek pamiętający przedwojenną rzetelność wzmacnianą silnym bezrobociem, to etyka pracy była jeszcze na znośnym poziomie. Tak było chyba do połowy lat 60-tych, gdy będąc na praktykach z technikum, tacy starzy „rzemieślnicy” albo „majstrowie” uczyli mnie jeszcze rzetelnego podejścia do pracy. Nie umieli inaczej. A jak do pracy poszło pokolenie Wałęsy i z czasem zajęli stanowiska brygadzistów to się skończyło. Nie wywodzili się Oni w swojej masie z rodzin właścicieli zakładów rzemieślniczych, sklepów, czy z zamożnych chłopów, a praca była w zasadzie obowiązkowa.
    Przecież pamiętam nawet wyroki za uchylanie się od pracy!
    Nie za częste, ale takie paragrafy były. Stąd przerosty zatrudnienia, czyli marnotrawstwo niezbędna dla „wyrobienie planu w 10 dni przed końcem miesiąca oraz slogan „czy się stoi czy się leży …”.
    To się nie mogło dobrze skończyć.
    W pierwszym okresie naszej transformacji po 1989 roku uczyniono wiele niegodziwości, za co słynny Jeffrey Sachs przepraszał po latach.
    W pierwszej fali z tzw. Zachodu przybywali głównie flibustierowie oraz oszuści, hochsztaplerzy i inni awanturnicy. Stąd taki a nie inny przebieg zdarzeń w tamtych latach.
    Można było ocalić więcej miejsc pracy, zwłaszcza w branżach Hi-Tech, ktore likwidowano poprzez przejęcia i likwidację konkurencji dla przejmującego dany zakład. A załoga tak się cieszyła, że nie robi już np. w Armaturze, tylko u HOTCHIEFF’a. Teraz cieszy się już tylko 1/5 dawnej załogi. Takiech przykładów można mnożyć.
    Dopiero od ponad 10ciu lat wchodzi do Polski odpowiedzialny biznes z d. Wolnego Świata . Za kolejne 10 lat zaczną rozumieć naszą specyfikę. Nam wystarczyło kilka lat żeby się do nich dostosować, stąd uważam że mamy duży potencjał rozwojowy i wówczas będzie dobrze. Serdecznie Pana pozdrawiam. Myślę, że Lizak też nasz czyta, to jego również pozdrawiam, za szczerość i uczciwość. Nie zgadzam się całkowicie z jego poglądami, ale Go szanuję.

  125. ANCA_NELA pisze:

    2010-07-27 o godz. 17:50
    ————————–
    „Andrzej Falicz pisze:

    2010-07-27 o godz. 09:54
    #
    Radość z tego, że red. Passent krytykę toleruje jest chyba trochę na wyrost.
    Jak można mieć takie przekonanie, skoro red. P. napisał, że wpisy przewija? Może on nie ma pojęcia, że jest krytykowany??? ”
    —————————–

    Szanowna ANCO-NELU,

    to jest blog polityczny, więc obowiązuje zasada deszyfrowania tekstów, korzystając ze wszystkich dostrzegalnych przesłanek.
    Jeśli więc red. Passent w ogóle napisał cokolwiek okołotematowego, a nie jest zbyt pilnym ” piśmiennikiem” do blogowiczów, więc mówi nam że jednak czyta.
    Sądzę, że Gospodarz doskonale wie, że nie wszyscy są na okrągło, zupełnie przypadkiem -wyjątkowo z nim zgodni, myślący tak samo, tylko w drobnych detalach, jakby trochę inaczej, niekoniecznie lepiej, troszeczkę inaczej…
    Zwrot Gospodarza, w którym stwierdza „Do krytyków nie mam żalu, a tym, którzy wpisują się wielokrotnie i do znudzenia – dziękuję, że poprawiają statystykę odsłon…”napisany był , na nutce średniolekkiego rozgoryczenia, co potwierdzałoby, że jednak czyta…

    Pozdrawiam,Sebastian

  126. Falicz 16.45
    Gdybyś zamiast pisać, jak ten Czukcza co chciał zostac literatem w Moskwie, więcej czytał, to może bys się coś dowiedział o „cudzie gospodarczym” w Europie zachodniej i roli keynesizmu, finansowania z deficytu oraz koncepcji welfare state, a potem powstaniu Wspólnoty Wegla i Stali, Euroatomu, EWG itp. itd. Rozumiem ze nie miałes czasu na naukę i czytanie.
    Ale nawet teraz, połowa tego dobrobytu np we Włoszech, jest NA KREDYT, a zadłużenie jest większe niż w Polsce.
    No trochę im pomagamy, dzieki temu że Fiat w Tychach od wielu lat dofinansowuje Fiata w Italii, zwłaszcza na Południu Włoch. Nasi, tureccy i afrykańscy gastarbeiterzy też sie przyczynili tu i ówdzie.
    Nie zmienia to faktu, że np Berlusconi jest jeszcze bardziej bogaty niz nasz Kulczyk !
    Ale to ty, a nie ja, masz kompleksy z tego powodu.

  127. TJ, 14.50. Wywody Twoje przypominają konspekt na wieczorowy kurs w IPN dla aparatu PiS. Oprócz znanych z gazet szczegółów, o których wspominasz kursantom warto było wspomnieć o przebiegu rozmów z Chruszczowem na czele mocnej grupy w czasie jego wizyty z Armią Czerwoną w Warszawie w październiku 56 roku oraz incydentu z Adżubejem, zięciem Chruszczowa gdy w czasie wizyty w NRF w 63 roku sondował z Niemcami warunki zjednoczenia kosztem naszych granic. Trzeba znać reakcje Gomółki aby teraz móc wykładać w IPN. Szczegóły tych spraw znajdziesz w numerach DZIŚ z ostatnich lat.

  128. Absolwencie,
    przejdź w stan skupienia, bo to co napisałeś o 16.11 prowadzi donikąd, w dodatku pod pachę z błędami ortograf. i wprowadza w lekkie osłupienie.

    (obniżka) podatków PIT o 20 procent dla 5 % najbogatszych Polaków, nie ma nic wspólnego z makroekonomią, bo Zyta wogóle sie nigdy do tego nie przyznawała że studiowała za komuny na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiegoo.

    To mniej więcej tak brzmi: De revolutionibus orbium coelestium nie może być traktowane jako dzieło astronoma, bo Kopernik był kanonikiem i liczył na siebie oraz na palcach.

  129. TO. 17.17. Niepotrzebnie grasz w salonowca prowadząc salonowe rozważania lub majaczenia. Lepiej przeczytać książkę. Poglądy Walickiego wynikają z jego zasad traktowania realiów istnienia Polski Ludowej w warunkach znacznych ograniczeń ale państwa własnego. Jako patriota państwo to wspomagał i z nim współpracował sposobem jakim mógł to czynić najlepiej. Wiedziałbyś także, że jego stosunki z rodzicami były nie z jego powodu bardzo luźne, a ich działalność nie miała żadnego wpływu na jego zachowanie i poglądy. Radzę poczytaj sentencje św Tomasza na temat konieczność wypowiadania się w każdych warunkach i na każdy temat nie mając do powiedzenia wiele.

  130. ANCA_NELA pisze:

    2010-07-27 o godz. 17:50
    Andrzej Falicz pisze:

    2010-07-27 o godz. 09:54

    Jakas krytyke toleruje (…) o czym pisze wiec czyta i to wystarczy.

  131. p. Faliczowi
    Mnie tez podoba sie zona MOJA.
    Lipiec w polsce podoba sie mniej nieco aczkolwiek znam z telefonow.
    Tak piekna byla PIETRYNA jak ja nazywalismy jezdzily po niej jeszcze tramwaje – dla nas za 15 groszy a deptak przenosil sie wlasnie na druga jej strone. Tam na Piotrkowskej za Zamenhofa stala drewniana chalupka , ciekawe czy nadal stoi. Watpliwe.
    Mnie mlodemu szczawikowi z prowincji podobala sie tym bardziej.
    Lodki na Stefanskiego ,lody u Gronowskej, wachmistrz ukladajacy reke do szabli w MDK.
    Ja kazdemu z was zadam piec ciec w glowe i zaden nie zlapie // ktos zlapal i zripostowal// no udalo ci sie – ale odtad chodzil w masce.Urbanski mu bylo. Tak piekna byla – mimo ze ja chodzilem z latami na kolanach w jedynych spodniach. Ale ciesze sie ze jednak cos Panu sie podoba
    Pozdrowienia dla tych po slonecznej stronie Piotrkowskiej

  132. telegraphic observer pisze:

    2010-07-27 o godz. 17:47

    faktycznie trzeba by bylo przeczytac.
    A tak jest jak z biblia – kazdy znajdzie argumenty dla siebie.
    No coz bylo nie bylo 500-set stron a Panu Passentowi wystarczylo kilkanascie by napisac bryk…
    Moze bryk jest po to by sie nadmiernie NIE wczytywac.

  133. Ryba 25 pisze:

    2010-07-27 o godz. 17:32
    . I niech tam Sławomirski i Falicz piszą, co chcą, nie oni, a Pan pobudzają mnie do twórczego myślenia. ..’

    Panie Ryba gdziez bym smial…sama obecnosc i mozliwosc jaka Pan tu porusza pochlebia mi niezwykle.
    Kazdego pobudza cos innego.

  134. absolwent pisze:

    2010-07-27 o godz. 16:11
    Kadett 14.38
    Mam dla ciebie dobrą rade: nie uzywaj słow ktorych znaczenia nie rozumiesz np makroekonomia…”

    Jestem pelen podziwu dla panskiej wlasnej samooceny.
    Wyglada na to, ze Pan jest zdecydowanie najmadrzejszy.
    Swoja droga tyle sie piosalo, ze to wlasnie obnizka podatkow pomogla sucha noga przejsc przez kryzys a tu prosze znalazl sie ekonomista i to dopiero absolwent, ktory uwaza, ze wlasnie zwiekszeniem podatkow pomoze sie polskiej ekonomii.
    Nie wiem nie znam sie tak jak absolwent ale slyszalem, ze podstawowym bleden jest traktowanie ekonomii jak arkusza kalkulacyjnego tu dodamy to tam nam przybedzie…

    Podniesienie podatku VAT, czyli jedno z wielu rozwiązań na poprawę kondycji budżetu, o którym mówił w poniedziałek Michał Boni, szef doradców ekonomicznych premiera, byłoby złym posunięciem. Rodziłoby ryzyko presji inflacyjnej i RPP musiałaby wziąć pod uwagę potencjalne skutki takiej zmiany, choć bardziej niebezpieczne byłoby utrzymanie nadmiernego deficytu budżetowego – uważa Anna Zielińska-Głębocka, członek Rady Polityki Pieniężnej.
    – Optymalnym rozwiązaniem byłoby zmniejszenie wydatków, a nie podnoszenie składki, czy podatków – powiedziała Dziennikowi Gazecie Prawnej Głębocka.

    dr Janusz Fiszer, partner w Kancelarii Prawnej White & Case i docent UW, który stwierdza, że niskie podatki najlepiej ze wszystkich instrumentów stymulują rozwój gospodarczy i inwestycje.
    Lepiej, gdyby ograniczyć wydatki publiczne, a nie podwyższać podatki – sugeruje dr Janusz Fiszer.
    Również Tomasz Konik, ekspert z firmy Deloitte Doradztwo Podatkowe, podkreśla, że wzrost obciążeń podatkowych może się wiązać z serią negatywnych konsekwencji dla gospodarki, jak chociażby ucieczka do szarej strefy, ograniczanie zagranicznych inwestycji w Polsce czy też ograniczenie konsumpcji indywidualnej.
    Krótkotrwały pozytywny efekt budżetowy w postaci zwiększonych wpływów budżetowych może być osiągnięty, ale kosztem długofalowych problemów polskiej gospodarki – komentuje Tomasz Konik.

    Ale to wszystko pikusie przy naszym absolwencie!
    I z tego jestem nad podziw dumny…,

  135. Zosienka pisze:

    2010-07-27 o godz. 16:39
    panie FALICZ Na Boga…”

    Pani Zosienko jestem szczesliwie zonaty.
    Prosze przyczepic sie do kogos innego…

  136. Zosienka pisze:

    2010-07-27 o godz. 16:39
    panie FALICZ Na Boga…”

    i przewijac, przewijac, przewijac

  137. Arabeli
    Ja wiem ze ciekawosc to pierwszy stopien do piekla, ale zapytam.
    Czy Arabelli ktos wyskubywal piorka ze tak popiskuje?
    Przeciez tego Szanowna nawet przewijac sie nie daje.

  138. P. Slawomirskiemu z 17.20
    Mnie tez sie podobaja takie melodie.
    W podziece za odpowiedz dedykuje tez z YOU TUBE , PIXAR , FOR THE BIRD
    uklony

  139. Absolwencie,
    poniżej podaję Ci na tacy zestawienie. (Czego to człek nie zrobi dla podniesienia poziomu wiedzy wśród absolwentów). W 2 kolumnie jest deficyt budżetowy, w trzeciej – dług publiczny; obie wielkości w % w relacji do polskiego PKB. Ani deficyt, ani też dług nie fruwają w przestworzach. Najlepiej te wielkości odnieść do wyników gospodarki (PKB).
    Rok 2007 to pierwszy rok funkcjonowania gospodarki wg nowej skali podatkowej PIT i zmniejszenia składki rentowej (odpowiedzialna Zyta Gilowska). Potem przyszedł Tusk, a wraz z nim kryzys. Strach pomyśleć, co też min.Rostowski skrywa pod kołderką w trzecim roku rządów gabinetu D. Tuska…

    2000 3,0 36,8
    2001 5,1 37,6
    2002 5,0 42,2
    2003 6,3 47,1
    2004 5,7 45,7
    2005 4,3 47,1
    2006 3,9 47,7
    2007 1,9 44,9
    2008 3,9 47,1
    2009 7,1 51,0

    Dziękuję za uwagę.

  140. Oh, kadett,

    uleciał mi w kosmos wpis kierowany do Ciebie.
    Pełna rozpacz.
    Dla równowagi wychodzę z psami.

    P.S.

    Dla formaloności podaję, ze nie zgadzam się z Twoim wywodem (patrz trafne argumenty absolwenta).
    Za to jestem zachwycony Twoim stylem polemicznym, który zamierzam propagować na blogu.

    Pozdrawiam

  141. the mentor:

    Bardzo dobry wpis,ale powstaje pytanie jlu ludzi w Polsce
    i tu na blogu potrafi to zrozumiec.
    To tak jakby slepemu opowiadac o krajobrazach
    albo gluchemu o muzyce F. Chopina.

    Pozdrawiam i giatuluje.

  142. Ryba,
    Dla formaloności podaję, ze nie zgadzam się z Twoim wywodem (patrz trafne argumenty absolwenta).

    Tym razem, to te argumenty nie były trafne, ale trafione. Kulą w płot.
    Przypomnieć warto, że Zyta Gilowska zaledwie przygotowała zapowiadaną dwuetapową reformę finansów. Wdrożono I etap – obniżki PIT, CIT i składki rentowej. Do realizacji II – strukturalnej nie doszło. Kadencja poprzedniego rządu trwała 2 lata. Są tacy, którzy uważają, że o 2 lata za długo. Nie mają wtedy zapewne na myśli efektów gospodarczych tamtej ekipy. Są sprawy, których zwykła uczciwość nie pozwala mieszać.

  143. absolwencie,

    no akurat strzał kulą w płot,

    komuny rzeczywiscie nie znosiłem (nie ja jeden, wystarczy wspomnieć setki tysięcy, które głosowały nogami…)

    ale skąd to jasnowidzenie, że się niby podlizywałem komuchom?

    Z komuną się nie cierpielismy ze wzajemnoscią, i doswiadczyłem na sobie tego w czym towarzysze byli całkiem efektywni tzn. pałowania, pierdla za poglądy, wilczego biletu, przeszukań w domu, konfiskaty zakazanych książek oraz oczywiscie odmów wydania paszportu…

    To nie jest takie ważne, myslę, że najgorszy grzech buraków komunistycznych w późnym PRL nie polegał na fizycznym przesladowaniu autentycznych czy urojonych przeciwników. (co innego w latach 40tych i 50tych, kiedy po prostu mordowali tysiące niewinnych ludzi ).

    Myslę, że najgorsza była beznadzieja, nuda i brzydota tego zniewolenia. Miliony zmarnowanych losów ludzkich. Degradacja wszystkiego. Głupota. Ponury absurd. Przasny, prl-owski syf pod batem imperium ze wschodu.
    Zniewolenie.

css.php